IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczone magazyny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Opuszczone magazyny   Czw Cze 12, 2014 7:58 pm

Niegdyś całkiem dobrze prosperujące magazyny, a teraz rudery, do których mało kto się zbliża. Wielkie piwnice, mnóstwo pomieszczeń, to przyciąga bezdomnych oraz typów spod ciemnej gwiazdy, co próbują robić tu swoje interesy.


Irytujący bankiet dla najbogatszych, którzy znów chcieli się dowartościować za pomocą podobnej imprezy oraz poszczycić swoim bogactwem. Rzecz jasna podobna impreza musiała mieć swój cel, w tym przypadku była to zbiórka funduszy na dofinansowanie domów dziecka, jednak większość osobistości przyszła tu w celach towarzyskich. Każdy podarował czek ze znaczną sumą, aby nie wyjść na skąpiradło o nieczułym sercu i na tym się kończyła ich dobroć. Coś obrzydliwego, a mimo to musiał w tym uczestniczyć. Nigdy nie przybyłby w takie miejsce z własnej woli, ale został zmuszony przez zarząd swojej firmy. Zamienił kilka zdań z potencjalnymi inwestorami, jednak nie było sensu dalej tego ciągnąć. Szybko uciekł na taras, ukrywając się przed ciekawskimi oczyma, zwłaszcza pań. Dla zgromadzonych w sali głównej był niczym więcej jak sporym kawałem mięsa, które należy dorwać jak najszybciej inaczej ktoś inny ubiegnie resztę zainteresowanych. Właśnie dlatego chciał omijać podobne przyjęcia.
Musi przyznać, że kilkanaście lat temu podobne imprezy wydawały mu się naprawdę niesamowite, teraz jednak stały się dla niego katorgą. Zazwyczaj jest zmuszany do zabawiania na nich potencjalnych klientów, czasem też musi załatwiać tutaj kilka kwestii związanych z nowym projektem. Bardziej ciągnie go do pracy w pracowni, tam może oddychać pełną piersią jak najbardziej swobodnie, gdzie nikt nie wytyka go palcem, nie jest tematem zaintrygowanych rozmów. Media raz na jakiś czas robią szum wokół jego osoby, zachęcając niezamężne panie do wzięcia się za niego i sprowadzenie go na dobrą drogę, jednak umie doskonale wywinąć się nawet dziennikarzom czy paparazzi. Nigdy nie mówi w wywiadach o swoim życiu prywatnym, również unika wszelkich skandali jak ognia, po prostu nie kreuje się na żadną wielką gwiazdę, bo nią nie jest. Bogaty, przystojny, wykształcony hrabia, szef wielkiej firmy, to czyni z niego smakowity kąsek dla kolorowych czasopism, które prędzej można by określić szmatławcami niż interesująca prasą. Dziwi się, że ktokolwiek potrafi sprzedać swoją prywatność.
Z kieliszkiem szampana w dłoni przechodził z jednego krańca bankietowej sali w drugi, niekiedy zabawiając rozmową dobrze urodzone kobiety i dociekliwych biznesmenów. Gdzieś w tłumie przemknęła mu znajoma twarz starego Arrowa, przez co podejrzewał, że i Dante znalazł się na przyjęciu. Najwidoczniej nie może się od niego uwolnić nawet w takiej chwili, choć to nie jest w tej sytuacji aż takie brzemię, w końcu brunet nie pozwoli sobie na cokolwiek na oczach tych wszystkich ludzi. Chcąc mu umknąć udał się na taras, tam miał okazję spotkać przystojnego mężczyznę. Przedstawił się, uśmiechnął, wykazał zainteresowanie osobą hrabiego. Po jakimś czasie zabrał pusty kieliszek blondyna, aby zaraz powrócić z dwoma innymi. Czas im mijał na przyjemnej rozmowie i popijaniu alkoholu. W końcu Gustav poczuł zawroty głowy, przez co mocniej złapał za barierkę. Wszystko czuł rozumiał, jednak bez słowa dał się prowadzić praktycznie obcemu mężczyźnie do wyjścia. Gdy opadł na miękkie tylne siedzenie niezidentyfikowanego samochodu, wreszcie dotarło do niego, że wszystko jest nie tak. Zemdliło go, mimo to nie wydobył z siebie żadnej skargi.
- Co ty...?
Urwał pytanie, tak samo jak urwał samą myśl. Źle się poczuł, mimo to usiadł dumnie, bardziej wyprostował plecy i resztkami sił spojrzał na twarz ledwo co poznanego mężczyzny. Nie wierzył, że dał się tak łatwo podejść.
- Lepiej się zastanów, co robisz.
Nagle poczuł ból w okolicach potylicy, następnie przed oczyma zobaczył ciemność. Odpłynął.

Kiedy otworzył oczy, siedział już na krześle w jakiejś zatęchłej piwnicy. Poruszył delikatnie rękoma, od razu stwierdzając, że ma je przywiązane do oparcia krzesła. Nogi też ktoś mu związał. Za zamkniętymi drzwiami toczyła się rozmowa, z której rozumiał zaledwie pojedyncze słowa. Wściekły na siebie za swoją nieuwagę i przede wszystkim głupotę, warknął pod nosem i poruszył się na krześle w miarę możliwości. Nie ucieknie, nie ma szans, a nie chciał myśleć o tym, co się stanie, kiedy sprawa zostanie nagłośniona. Zapewne będą żądać okupu, coś obrzydliwego.
Drzwi uchyliły się szeroko, wpuszczając do pomieszczenia, w którym obecnie przebywał, mnóstwo światła z drugiego pokoju. Jasność drażniła jego oczy. W końcu ktoś zaświecił lampę i w tym pokoju, to tylko bardziej podrażniło oczy Waddingtona. Blondyn musiał się wysilić, aby przyzwyczaić wzrok do takiego oświetlenia. Po chwili w drzwiach ujrzał dobrze znaną sobie twarz. Oszołomiony, jednocześnie rozgoryczony, skierował zmęczone spojrzenie gdzieś w bok.
- Mogłem się domyślić, że to twoja sprawka - rzucił lodowato w stronę Dantego. Z jednej strony mógł się cieszyć, że został porwany właśnie przez niego. Tylko po cholerę to zrobił? Szlachcic już dawno zgodził się na jego warunki, zapewniając mu tym samym życie w luksusach.


Ostatnio zmieniony przez Gustav dnia Nie Sie 17, 2014 9:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Czw Cze 12, 2014 8:13 pm

W przeciwieństwie do Waddingtona Dante sam się wprosił na bankiet. Tak jak on za młodu, był zafascynowany tym wszystkim. Bogaci, wpływowi ludzie, romanse i flirty, rozmowy, które nigdy nie ujrzą światła dziennego... Było w tym wszystkim coś tajemniczego, niesamowitego i pociągającego. Trochę jak kryminał polityczny. A brunetowi naprawdę bardzo zależało na odkryciu wszystkich aspektów działających praw i ich praktycznego zastosowania. Teoretycznie ludzie na balu byli samymi hojnymi bogaczami, filantropami jak jego ojciec, albo wpływowymi magnatami. Ludzie bez skazy, można by rzec. Oczywiście takie postawienie sprawy było niesamowicie dalekie od prawdy. Żywym dowodem na to był krążący Gustav Waddington, który mignął kilkakrotnie przed oczami okolczykowanego (który wyjątkowo ograniczył ilość swojej biżuterii do minimum, czyli jednej sztangi w poprzek ucha). Młody Arrow rozważał zaczepienie jego osoby, ale ostatecznie zrezygnował. Blondyn zbyt szybko zniknął mu z oczu w tłumie, by dało się go śledzić. Gdyby dwudziestojednolatek był podejrzliwy na tym polu, mógłby nabrać wrażenia, że jest omijany. Taka myśl nawet przeszła mu przez głowę, ale ostatecznie została odrzucona, jako ta zbyt nieprawdopodobna. No bo jak to tak? Wielki szef RoboticsUNION miałby kogokolwiek UNIKAĆ? Nie ma opcji.
Brunet zajmował sobie czas w takim razie ludźmi jak najdalej znajdującymi się od jego rodziciela. Evan Arrow był niczym radar na zło – tam, gdzie on był, znajdowali się tylko jemu podobni, bogaci odkupiciele win. Trzeba było go unikać, a wtedy trafiało się na tych mniej czystych finansistów. I właśnie tego młody mężczyzna szukał. Koneksji, które pozwolą mu pozbyć się ojca bezboleśnie, by mógł zapanować nad mafią. Spędził całe lata myśląc, że odziedziczy po nim to stanowisko, a gdy w końcu nadarzyła się okazja, tatuś wrócił i stał się DOBRYM CZŁOWIEKIEM. Czarna owca w rodzinie, jak jego matka. Szkoda tylko, że przez niego umarła i musiał żyć z tym poczuciem winy. Mógł się zabić razem z nią, albo po niej, ale nie, lepiej odkupić swoje winy. Genialny plan, tylko pogratulować.
Dante okrążał salę po raz sto pierwszy w momencie, kiedy dostrzegł ponownie swoją ofiarę. Gustav szedł stosunkowo szybkim krokiem, nawet jak na niego, w stronę wyjścia. Brunet uśmiechnął się iście po wampirzemu i podążył za nim. Dopiero potem dostrzegł towarzyszącego mu przystojniaka. Co jak co, ale gust prezes miał niezły. Jego pracownik już zamierzał zrezygnować z podążania jego krokiem, gdy zdał sobie sprawę, że coś mu nie pasuje. Cała sytuacja zmieniła się w układankę i jeden element ewidentnie do niej nie należał. Arrow zmarszczył brwi z konsternacją, przyspieszając kroku. Początkowo zamierzał dogonić mężczyzn i spytać się, czy coś się stało, ale widząc jak zgrabnie towarzysz Waddingtona omija ludzi chętnych do kontaktu, doszedł do wniosku, że za tym zachowaniem stoi coś więcej. Zdecydował się po prostu podążyć za nimi i zdobyć więcej informacji. Gdy wyszedł z budynku, jego oczom ukazała się osobliwa scenka. Miała ona miejsce raptem trzy metry od bruneta, więc ten mógł dostrzec więcej szczegółów. Jego szef ewidentnie nie miał się dobrze, a już szczególnie dlatego, że wprowadzono go do podejrzanie wyglądającego auta. Nazywajmy rzeczy po imieniu, to gołym okiem wyglądało na porwanie, nawet dla kogoś, kto nie spędził całego swojego życia z kryminalistami. Dante odnotował z niesmakiem, że musiała się do tej roboty wziąć jakaś słabsza grupa. Nie widział sensu w śledzeniu ich, jednak nie mógł dopuścić, by zrobili coś jego mocodawcy. Podbiegł do pobliskiego postoju taksówek i rzucił odwieczny tekst rodem z filmów sensacyjnych „Niech pan za nim jedzie!”. Czuł się jak kretyn. Mafiozo śledzący mafiozów. Czysty geniusz.


Dante miał duże szczęście i był tego świadom. Nie miał statusu żadnej ważnej osoby, jedynie syna osoby, która kiedyś była najważniejsza. Utrzymywał jednak bardzo dobre kontakty z większą częścią pół światka Londynu, dlatego różnymi mniej lub bardziej delikatnymi aluzjami i słowami udało mu się wyperswadować całą wspaniałą koncepcję kumpli po fachu. Z jednym, drobnym wyjątkiem – jakąś kasę za fatygę chcieli dostać. Cudownie. Arrow miał ochotę po prostu przywalić temu kretynowi, który śmiał się nazywać szefem zorganizowanej grupy przestępczej. Gdyby miał taką władzę, jak jego ojciec dawniej, mógłby go sprzątnąć. Bez najmniejszego wysiłku, ani chwili wątpliwości ze strony innych „znajomych”. Ale nie mógł tego zrobić, dlatego jedynie w duchu klął na czym świat stoi. Na zewnątrz się szeroko uśmiechał i rzucał niewyraźnymi aluzjami, jak to jego ojciec utrzymuje dobre kontakty z blondynem. Naprawdę cholernie nie cierpiał opierać się na swoim rodzicielu, ale sytuacja była rozpaczliwa. Nie mógł czekać i spokojnie przemyśleć sobie całego planu, musiał działać natychmiast, opierając się na pewnych założeniach, które – na całe szczęście – okazały się działać.
Był jednak pewien haczyk – to on musiał wszystko załatwić. Liczył na dalsze powodzenie od losu, a mianowicie brak kamer w piwnicy, w której przetrzymywano Gustava. Wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i stanął w niedalekiej odległości od swojego szefa. Tej sytuacji się nie spodziewał, szczerze nie wiedział, jak powinien się zachować. Musiał zdać się na pełną improwizację. Cudownie, mógł stracić znaczną część kart, jakie miał w rękawie.
Poczekał, aż Gustav odzyska względną przytomność i przyzwyczai się do ciemności. Korzystał z każdej chwili, która umożliwiała mu zaplanowanie swoich dalszych posunięć. Jednak i tak nie oczekiwał takiej prostoty w wypowiedzi blondyna. Westchnął ciężko. Wziął wdech, a potem wypuścił powietrze z płuc. Okej, spokojnie, spokojnie, damy radę. Znowu nie został doceniony, ale przecież to nic, powinien już przywyknąć.
- Radzę ci się zastanowić. Po co miałbym porywać cię z przyjęcia i wiązać w jakiejś piwnicy, gdy mogę to samo zrobić w twoim pilnie strzeżonym gabinecie? Dostałem też już to, co chciałem, bynajmniej nie posuwając się do przemocy. To by było z mojej strony głupotą -
zaczął. Dało się wyraźnie dostrzec, że jego sposób mówienia znacznie odbiega od codziennego. Zarówno słowami, jak i niepewnym zachowaniem, oraz sporadycznym zerkaniem na drzwi pokazywał wyraźnie, że nic, co ma tutaj miejsce, nie zostało zainicjowane przez niego.
- Teraz ja cię rozwiążę, a ty nie będziesz sprawiać problemów, żebyśmy oboje wyszli z tego cali -
mruknął, pierwszy raz pokazując, że nie jest panem sytuacji. Co miał oszukiwać, chciał, żeby Gustav był świadom tego, w co się wpakował przez własny geniusz. Dojrzały hrabia, taki dobry, sprawniejszy od jakiegoś tam gówniarza, synalka mafioza. A figa!
Spojrzał na twarz blondyna, oczekując potwierdzenia. Gdy się go doczekał, wyjął zza pasa nóż, który „pożyczył” od uprzejmego zbira, który miał więcej czaszki, niż mózgu, a potem schylił się i rozciął taśmę, którą były przyklejone nogi szefa. Nawet w takiej sytuacji starał się zachować kontrolę i pokazać, że to on jest panem sytuacji, dlatego nie uklęknął, a jedynie zgiął się w pół, lekko uginając kolana. Zaraz ponowił czynność z drugą nogą. Oderwał całą taśmę ręką, a potem rzucił ją na ziemię, zwiniętą w kulkę i przystąpił do odklejania kolejnej partii. Na nadgarstkach Waddingtonowi nie żałowali więzów, dlatego zajęło mu to więcej czasu, a i kolor dłoni nie był taki, jak powinien. Brunet podwinął koszulę mężczyźnie.
- Miałeś zegarek? -
spytał, pamiętając, że była to stała część ubioru szlachcica, jak koszula, czy spodnie.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Czw Cze 12, 2014 8:17 pm

Jak niby miał myśleć w pełni racjonalnie, kiedy towarzyszył mu tępy ból w okolicy potylicy i na dodatek trudno mu było skupić się na jednej rzeczy, co było z pewnością spowodowane działaniem substancji niepożądanych? Całe ciało wydawało mu się niezwykle ociężałe, umysł zaś był jeszcze bardziej ospały. To były dziwne doznanie, które irytowały go niezmiernie, ponieważ to przez nie odczuwał prawdziwą niemoc. Zdany na łaskę Dantego, spojrzał na niego wreszcie zupełnie bez wyrazu. Tym razem nie kierowała nim beznamiętność, obojętność czy jakakolwiek gra pozorów, po prostu w tej chwili nie czuł niczego i ten stan rzeczy bardzo mu odpowiadał. Nie miał chęci do czegokolwiek, nawet nie chciał kiwnąć palcem, choć czuł, że to ogromna głupota. Był zniesmaczony zaistniała sytuacją, wściekłość na własną bezmyślność jeszcze się w nim tliła. Żałosne było to, że zwiodła go przystojna twarz. Wielu młodych mężczyzn próbowało wkraść się do jego życia chociaż na chwilę, aby móc potem pochwalić się przelotnym romansem z dumnym hrabią, zatem nie był podejrzliwy. Spuścił gardę na ułamek sekundy i ma tego skutki.
Resztkami siły woli zmusił się do tego, aby go wysłuchać. Treść jego słów nie była zaskakująca, sam jakoś doszedł do podobnych wniosków, lecz zadziwiło go mocno coś, czego do tej pory nie zaznał. W głosie Arrowa słyszał niepokój. Czyżby miał już omamy słuchowe? Na pewno nie miał omamów wzrokowych, ponieważ był przekonany, że widzi bruneta nieco podenerwowanego. Rzeczywiście nie ma nic wspólnego z tą sprawą, przynajmniej to sugeruje jego zachowanie. Jak na razie Gustav ledwo kojarzył te wszystkie fakty, a wszystko przez to, że jego możność percepcji została zachwiana przez podanie mu środków odurzających. Zmarszczył brwi, jakby w ten sposób chciał pomóc sobie przywrócić trzeźwość umysłu.
- Od kiedy to się o mnie troszczysz? - wymamrotał pod nosem ledwo słyszalnie, lecz szybko spokorniał. Przede wszystkim siedział cicho, całkowicie zdając się na dobrą wolę swojego wybawcy. Nigdy by mu przez myśl nie przeszło, że Dante mógłby kiedykolwiek mu pomóc. Przyjrzał się jego twarzy, wtedy też dostrzegł, iż brunet ograniczył ilość kolczyków do minimum. Zastanawiała go przyczyna tego zabiegu, jednak o nic nie pytał. Współpraca polegała na jego milczeniu, zwyczajnie nie chciał drażnić młodego mafiozo kąśliwymi wypowiedziami. Czuł się koszmarnie, bo nagle okazało się, że coś mu zawdzięcza. Skrzywił się znacznie, po prostu nie chciał być mu dłużnym.
Nogi szybko zostały wyswobodzone, tylko przy uwolnieniu dłoni blondyna było więcej problemów. Gdy więzy opadły, biznesmen syknął pod nosem. Wreszcie poczuł ból w okolicach nadgarstków.
- Miałem - odpowiedział na jego pytanie po krótkiej chwili namysłu. Tego był nad wyraz pewny, nigdy nie rozstaje się ze swoim zegarkiem, jeśli nie ma takiej potrzeby. Nie był zbyt cenny, miał jedynie ogromną wartość sentymentalną. Jakoś pogodziłby się ze stratą tego przedmiotu, choć ciężko by ją przeżył. Podarunek od matki wciąż wiele dla niego znaczy, nawet jeśli już dawno przestał być dzieckiem. Jak miałby spojrzeć rodzicielce w oczy, gdyby już na zawsze utracił zegarek od niej? Bardziej przerażało go, co by ona pomyślała w chwili, kiedy nie odnalazłaby prezentu na nadgarstku syna. Nie byłaby zła, lecz ból malowałby się w czeluściach jej oczu.
- Zabierz mnie stąd.
Nie prosił, on żądał. Chciał jak najszybciej znaleźć się w łóżku, aby moc spokojnie zasnąć. Musi odespać to wszystko, musi całkowicie uciec w sen, aby po pobudce o wszystkim zapomnieć i powrócić do codzienności. Obudzi się i będzie się zachowywał jak gdyby nigdy nic. Ale najpierw musi opuścić tę obskurną piwnicę i potrzebuje pomocy, aby tego dokonać. Tylko Arrow może tutaj cokolwiek zrobić w tej kwestii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Czw Cze 12, 2014 8:18 pm

Początkowo Dante był zły na blondyna, że ten uznał go za takiego pazernego debila. Jednak im dłużej obserwował zachowanie szefa, tym więcej niepokojących rzeczy dostrzegał. Pogratulował sobie w duchu, że nie zostawił go samemu sobie, ale zdecydował się od razu zareagować. Sytuacja czyniła go bardziej bezbronnym i bardziej zdanym na łut szczęścia, ale była też i nietypowa. Nie mógł ryzykować utraty blondyna, za dużo czasu i wysiłku poświęcił na zdobycie dowodów do szantażowania go. Tak dobra okazja mogła się już nie powtórzyć, a znając charakterek Gustava oprawcy mogliby go dość boleśnie potraktować.
Właściwie, biorąc pod uwagę, jakim kretynem był dowodzący całym tym porwaniem, mogliby go nawet niechcący sprzątnąć. Tak, stanowczo dobrym pomysłem była natychmiastowa reakcja.
Brunet uniósł brew wysoko, słysząc mamrot mężczyzny. W pierwszej chwili zamierzał nawet coś mu odpyskować, albo udać, że rezygnuje z pomocy mu, ale zaraz oparł się tej pokusie. Była ona nadmiernie dziecinna. Poza tym, blondyn nie wyglądał specjalnie zdrowo. Miał lekko zamglone spojrzenie, poszarzałą i krzywiącą się co chwilę twarz, a poza tym zwisał na tym krześle dość bezwładnie. Gdy Arrow całkiem pozbył się krępujących Gustava więzów, na wszelki wypadek przytrzymał go za ramiona, by nie upadł. Okrążył go powoli, jednocześnie odnotowując w myślach, by poprosić o zwrot zegarka. Wyglądał na dość cenny, dlatego pozostawienie go im byłoby zbyt miłe.
- Zabiorę. - Przytaknął lekko głową i uśmiechnął się kątem warg. Żądanie, czy nie, było bardziej zbliżone do zwerbalizowania życzenia, niż bezpośredniego rozkazu. Zapewne wynikało to z faktu, że hrabia był osłabiony przez środek, który dostał i po prostu nie miał sił wystarczająco twardo czegokolwiek wyrazić, ale i tak było to przyjemną odmianą. Jak i znaczne wyciszenie się szlachcica. Dawało absurdalne poczucie władzy u bruneta. Wprawdzie on od początku był niepewny i się wahał, co zrobić, jak się zachować, ale w momencie, gdy dostrzegł swoją przewagę nad drugą osobą, dostał pozytywnego kopa. Wyprostował się aż, odgarnął włosy z twarzy, wciąż przytrzymując jedną ręką szefa, a potem uśmiechnął się krzywo.
- Ich warunkiem jest, co oczywiste, że nie będziesz drążył tematu i podarujesz pięćset tysięcy euro, tak na drobne wydatki. -
Wzruszył lekko ramionami. Tylko tyle udało mu się wyperswadować, w końcu sporo ryzykowali. Musieli też wynająć innego gościa, spoza bandy, któremu obiecali sporo pieniędzy, by oczarował Waddingtona.
Szybko wszystkie możliwości przeanalizował. Dyskusja nie wchodziła w grę, ale i podarowanie im tych pieniędzy nie było łatwe. Przelew rzadko kiedy dochodzi w tym samym dniu, czek to przeżytek, a wyciąganie takich pieniędzy z banku i przynoszenie ich w walizce było rodem z kiepskiego filmu. Znowu będzie musiał się oprzeć na swoim nazwisku i mieć nadzieję, że szanowny prezes RoboticsUNION nie będzie dyskutował, ani nie zmieni zdania po czasie.
Zmierzył go uważnym spojrzeniem. Nie wyglądał zbyt dobrze.
- Dasz radę przelać pieniądze przez telefon? - spytał ostrożnie. Stan blondyna naprawdę go zaniepokoił. Chciał jak najszybciej wydostać się z tego przeklętego miejsca i zapomnieć o całej sytuacji. Miał pewne obawy, że ta akcja będzie się jeszcze długo odbijała na jego reputacji. I to by było na tyle, jeśli chodzi o robienie sobie dobrego wizerunku, godnego następcy ojca-mafioza.
Puścił blondyna, chwilę uważnie obserwując, czy ten nie upadnie, a potem skierował się w stronę drzwi. Tym razem w jego zachowaniu było widać pewność siebie. Podszedł, otworzył je na oścież, a potem wyraził życzenie, by dano mu jego telefon, rzeczy Waddingtona, oraz ZEGAREK. W zamian oddał „pożyczony” nóż i obdarzył trzymających się w cieniu zbirów szerokim uśmiechem. Zaraz potem zamknął drzwi za sobą i odetchnął ze zmęczeniem. Z twarzy zniknęła ta pewność siebie, a pojawiło się znowu wahanie. Tak naprawdę, chronił go tylko fakt, że jest synem TEGO Arrowa. Inaczej by go sprzątnęli. Miał nadzieję, że Gustav był świadom, ile jego wybawca, a zarazem szantażysta, ryzykuje. Schował jego rzeczy do kieszeni marynarki, a potem podał telefon i kartkę z danymi do przelewu.
- Streszczaj się możliwie najbardziej i nie pomyl numeru. Też chcę już stąd zniknąć -
mruknął przez zęby, sięgając dłonią ku kolczykowi w uchu. Ewidentnie brakowało mu jego ćwieków, zadowolił się jednak przesunięciem palcami po sztandze. Nie było to wystarczająco uspokajające, ale chociaż minimalnie pomogło.
Pieprzony kretyn z tego Waddingtona. A niby taki dojrzały i mądry prezes.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Czw Cze 12, 2014 8:20 pm

Nietypowym było to, że Dante nie starał się nawet wdawać z nim w dyskusję. W tej sytuacji byłoby to szczytem głupoty, lecz taki stan rzeczy spowodowany był tym, iż obaj nie mieli sił na jakąkolwiek bardziej zjadliwą wymianę zdań. Umysł Waddingtona z ledwością pracował, ciało niezwykle dawało mu się we znaki, jakby całe było jednym wielkim skupiskiem otępienia. Reagował na bodźce, jednak każda reakcja była opóźniona, nieco stłumiona. Potrafił jeszcze kalkulować, mierzyć siły na zamiary, zwłaszcza, że znał jako tako ich położenie, a raczej sporo się domyślił pomimo swojej kiepskiej kondycji. Znaleźli się w niekomfortowej dla siebie sytuacji, jednak Gustav poległ przez własną głupotę, z kolei Arrow dobrowolnie ruszył na ratunek. To dziwne, że nagle stał się takim dobrym Samarytaninem. Zresztą, to nie powinno aż tak bardzo szokować, w końcu brunet działał na swoją korzyść. Nie mógł dopuścić do tego, aby stracić tak cenną ofiarę, która mogłaby go utrzymywać przez długie lata. Hrabia powinien być wdzięczny, jednak czuł się bardziej upokorzony ingerencją szantażysty. Długu do spłacenia nie uniknie, został przy okazji obdarty ze znacznej części godności - sięgnął dna w oczach dwa razy młodszego od siebie mężczyzny. Gorzej być nie może.
Rzucił mu przygaszone spojrzenie, choć tym razem czuł się o wiele bardziej oszołomiony niż kiedykolwiek. Wie, że jest traktowany jako towar ekskluzywny, jednak nie potrafił zrozumieć tej troski w jego zachowaniu. A może ma przewidzenia? To niemożliwe, żeby rzeczywiście się uśmiechał, nawet jeśli czynił to tylko poprzez uniesienie kącików ust. Musiał się odrobinę zmartwić o odebraną mu zabawkę. Prawdopodobnie w taki sposób postrzegał dyrektora, jak przedmiot rozrywki, który kto odważył się mu odebrać. Na pewno świetnie się bawi, w końcu ma teraz nad nim całkowitą przewagę, lecz dziwnym trafem nie korzysta z niej. W tej chwili nie może, ale jak tylko odejdą stąd bezpiecznie znów poczuje pełnię mocy i posunie się dalej, aby podrażnić dumnego szlachcica.
Gdy znalazł się na nogach, w czym musiał mu dopomóc Dante, natychmiast odnalazł w nim oparcie. Nogi miał jak z waty, ale jakoś stał, nawet spróbował się wyprostować, co nijak mu nie wyszło. Zapewne w tej chwili musiał wyglądać pokracznie, żałośnie, ale wolał trzymać się z daleka od takiego spoglądania na własną osobę. I tak wystarczająco bolało go to, że jest całkowicie zależny od dobrego humory swojego wybawcy. Chyba nie da już rady spojrzeć na siebie w lustrze, na dodatek zacznie rozpaczliwie unikać Dantego. Zabarykaduje się w gabinecie albo na długi czas zaszyje w swojej rezydencji, w murach której ukrywać go będzie również lojalna służba.
- Wszystko mi jedno - odpowiedział spokojnie, jednocześnie siląc się na to, aby każde słowo było wyraźne. Kwestia pieniędzy wydała mu się całkowicie nieistotna, bo teraz liczyła się tylko chęć opuszczenia tego miejsca. - Poradzę sobie - znów starał się odpowiedzieć spokojnie, choć irytowało go to, że Arrow patrzy na niego z jakąkolwiek wyższością. Tym razem był traktowany nie jak zabawka, lecz jako dzieciak, którego trzeba prowadzić za rączkę. Aby mu udowodnić, że nie jest całkowicie pozbawiony samodzielności, stanął o własnych siłach, choć musiał mocno się wysilić przy utrzymaniu pionu. Nie czuł się pewnie na własnych nogach, to odkrycie była chyba najbardziej wstrząsające, bo niezwykle precyzyjnie uderzało w resztki jego dumy. Płaci zbyt wysoką cenę za swoją głupotę.
Po chwili trzymał już w dłoni telefon oraz kartkę, z której odczytał numer konta. Włączył komórkę, następnie wszedł w odpowiednią aplikację i wprowadził odpowiednie dane, aby uzyskać dostęp do konta. Bank niezależnie od pory dnia czy sumy stale prowadzi jego transakcje, aby jak najszybciej je sfinalizować. Dwadzieścia cztery godzin, siedem dni w tygodniu - zawsze jego przelewy bank wykonuje w mgnieniu oka. To z pewnością ratowało ich w tej chwili z opałów. W mgnieniu oka dokonał przelewu, teraz tylko bank musiał dokończyć wszystkie procedury.
- Gotowe.
Spojrzał na niego nieco zmęczony, oddając mu kartkę. Bez wyjaśnień schował komórkę do kieszeni, po czym przetarł twarz dłońmi. Chciał już pójść spać, mimo to rozpaczliwie starał się rozbudzić umysł. Nie może zasnąć, kiedy nie jest pewien swojego losu.
- Mogą już sprawdzić czy mają już pieniądze u siebie.
Skierował się chwiejnym krokiem drzwi, jednak nie otworzył ich. Wsparł się o nie, jakby obawiał się swojego upadku. Przymknął oczy, na chwilę całkowicie się zawiesił. Często zastanawiał się, co czułby komputer z przegrzanym procesorem, gdyby był żywą istotą. Wychodzi na to, że sam poznał ten stan.
- Idźmy już stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Czw Cze 12, 2014 8:23 pm

Prawdę mówiąc, w oczach Dantego blondyn bynajmniej nie wyglądał tak żałośnie. Raczej niepokojąco. Arrow unikał medykamentów we wszystkich możliwych sytuacjach, dlatego obcy był mu stan przytępienia. Mógł to jedynie porównywać z chwilami gorączki, której jednak za wiele razy w swoim życiu nie poczuł. Poza tym, cały czas miał pewne obawy, związane z faktem, czy nie podano jego szefowi czegoś mocniejszego, co znacząco mogło wpłynąć na jego stan i w przyszłości. Tak naprawdę, cholera wie, do czego ta chemia może doprowadzić. Za wiele się naczytał o reakcjach alergicznych i skutkach ubocznych.
Waddington był jednak lekarzem. Powinien potrafić sobie poradzić w takiej sytuacji. Dlatego brunet odgonił w końcu te czarne myśli i skupił się na rzeczywistości. Mimowolnie bawiło go dojrzałe zachowanie blondyna. Nawet wtedy, gdy stracił większą część swojej godności, nie potrafił oprzeć się własnej dumie. Tak, bardzo mądrze się pan zachowuje, proszę pana. Tylko tak dalej.
Puścił go jednak, zachowując mimo to niewielki dystans, by w razie czego chwycić mężczyznę. Z jednej strony nic nie zapowiadało nagłej utraty przytomności, ale z drugiej nie wyglądało na to, by miał też odzyskać pełnię sił. Wolał go mieć na wyciągnięcie ręki, nawet, jeśli to jeszcze bardziej uwłaczałoby dumie Gustava. Jedno, to stracona duma, a drugie, rozbity nos. Cóż, przynajmniej jako chirurg świetnie by sobie poradził z poskładaniem go - pomyślał, nie bez ironii, Dante.
Czekał cierpliwie, aż szef RoboticsUNION zajmie się przelewem, w myślach rozważając, gdzie też go zawiezie. W ogóle, jakim sposobem przetransportuje ich z tego miejsca o wątpliwej reputacji. Jazda autem kompletnie go nie pociągała, nie wchodził jednak w grę żaden spacerek, albo komunikacja miejsca. Poszedł za blondynem do drzwi, naprawdę w pierwszej chwili myśląc, że on chce przez nie przejść. Odetchnął z ulgą, widząc zatrzymanie się mężczyzny, zaraz jednak się niepokojąc. Gustav naprawdę nie wyglądał dobrze, a wraz z upływem czasu coraz bardziej się męczył i szarzał na twarzy, zamiast ożywać. To też było niepokojące. Musieli jak najszybciej stąd zniknąć.
Brunet lekko go odepchnął od drzwi, układając pod ścianą. Wyszedł do tej grupy przestępczej i w kilku niezbędnych słowach poinformował o fakcie, iż przelew powinien już dotrzeć. Poczekał, aż ci sprawdzą konto, a potem założą maski. Jednocześnie zadzwonił po taksówkę. Na szczęście godzina była taka, że ludzie raczej siedzieli na imprezach, a nie z nich wracali, więc auto powinno po nich przyjechać do pięciu minut. To dobrze, akurat się przeczołga z Gustavem. Wrócił do niego, złapał pod ramię i zaprowadził najpierw na korytarz, a potem na schody i w końcu na ulicę. Owiał ich przyjemny, orzeźwiający powiew chłodu.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Wto Kwi 21, 2015 10:49 pm

Zrujnowane magazyny odstraszały praworządnych obywateli, zaś typów spod ciemnej gwiazdy przyciągały niczym magnes. Po piwnicach w niektórych budynkach gnieździli się bezdomni, jednak potrafili oni ulotnić się w mgnieniu oka, kiedy tylko dostrzegali jakieś niepokojące dla siebie oznaki. Tego dnia po ogromnym terenie z mnóstwem starych zabudowań nie pałętała się żadna zbłąkana dusza. Wszyscy prawdopodobni świadkowie zdarzeń zostali przepędzeni, aby spotykające się w tym miejscu dwie organizacje przestępcze mogły zachować prywatność. Chodziło o spore pieniądze, dlatego też wszystko musiało zostać dopięte na ostatni guzik w najbardziej sprzyjających okolicznościach. Już wcześniej każdy metr kwadratowy terenu dawnego zakładu pracy został dokładnie przeszukany przez ludzi oddelegowanych pod komendę Huntera. Oczywiście, druga strona prawdopodobnie też podjęła takie środki ostrożności, ponieważ na tym świecie nie można ufać nikomu. Zasada ograniczonego zaufania funkcjonuje nie tylko na drogach.
Trzy samochody wjechały do jednego z wielkich hangarów i zatrzymały się pośrodku pustej przestrzeni. Z pojazdów zaraz wysiedli groźnie wyglądający mężczyźni. Radley był wśród nich najmłodszy, ale to nie czyniło go mniej groźnym. Tak jak reszta, miał przy sobie pistolet schowany w kaburze, którą dopiął do paska. Na dodatek to on miał reprezentować interesy całej grupy, choć nie wyglądał jak ktoś, kto zjechał na oficjalne spotkanie. W glanach, lekko przetartych na udach jeansach, białym podkoszulku i kurtce z czarnej skóry zdawał się być zbuntowanym nastolatkiem niż poważnym wspólnikiem. Jednak błędem byłoby ocenianie jego kompetencji na postawie ubioru.
Wyjął z kieszeni kurtki paczkę papierosów, wetknął jednego do ust i odpalił przy pomocy zapalniczki. Całe swoje oprzyrządowanie odłożył na maskę samochodu i w spokoju rozkoszował się dymem nikotynowym docierającym do płuc. Nie denerwował się, ponieważ nie miał już nic do gadania w sprawie tego biznesu, miał tylko upewnić się, że wszystko jest w porządku. Formalności, jakże ich nie cierpiał. Gdyby wszystko można było rozwiązywać przemocą, wówczas stałby się jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Mało kto jest w stanie go pokonać, ale przez ten wniosek szybko przypomniał sobie twarz cholernego rudzielca. Aż zmarszczył brwi z niezadowoleniem.
Oczekiwał przybycia drugiej strony układu, w międzyczasie zajmując się to papierosem, to rozmową z jednym z podwładnych na temat nowego biznesu. Chodziło oczywiście o pranie pieniędzy. Mieli już przykrywkę w postaci dochodów z agencji reklamowej, agencji modeli, lecz przezorność nakazywała szukać kolejnych rozwiązań. I tak oto ktoś rozgarnięty wpadł na ulokowanie środków w handel samochodami. Hunter był sceptyczny do pomysłu, mimo to nie uskarżał się na nic i realizował polecenia dane mu z góry. Miał tutaj czekać i porozmawiać z nowym wspólnikiem do tego interesu.
Nawet nie zauważył, kiedy wypalił pierwszego papierosa. Odrzucił bezużyteczny już filtr i wyciągnął z paczki drugiego papierosa. Brakowało mu cierpliwości, ale zachowywał względny spokój. Wsparł się biodrami o maskę samochodu, niczym się nie przejmując.
- Długo jeszcze? – spytał najbliżej stojącego mężczyznę, rzucając mu ostre spojrzenie. Ten jednak bąknął, że za chwilę delegacja od drugiej grupy przestępczej pojawi się na miejscu. Hunter na otrzymaną odpowiedź mógł tylko ponownie zmarszczyć brwi, lecz tym razem w swego rodzaju konsternacji a nie poirytowaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Czw Kwi 23, 2015 10:53 pm

To kontrahent ustalił miejsce odbycia się transakcji. Opuszczone magazyny zdawały się być trafnym wyborem do szemranych interesów pomiędzy dwiema grupami przestępczymi, jednak w takich sytuacjach ostrożność staje się szczególnym priorytetem. Ludzie niemal jak karaluchy - potrafią wpełznąć w każde miejsce - jeśli nie kwitnący buntownicy pragnący stworzyć nowe graffiti, to bezdomni z nadzieją znalezienia dachu nad głową. Nie trudno o niepożądane jednostki, nawet w tak wyludnionych budynkach, a im większa odległość od głośnego miasta tym chętniejszy staje się obiekt dla poszczególnych osób. Jednak sprzyjająca jest ich ilość, która staje się wygodna dla mniej uczciwych ludzi, chcących zrealizować własny interes. Nie każdemu widzi się przyszłość w zrujnowanych magazynach, czemu sprzyja późna godzina. W grę wchodziła spora ilość pieniędzy, więc dzisiejszego wieczora postronni, jeśli w ogóle mieli miejsce, szybko opuścili budynek za sprawą niewygodnych dla siebie sygnałów. Red traktował wybór jako wyjątkowo niesprzyjający. Owszem, pożądane pojazdy potrzebowały sporego obszaru, by wymiana mogła odbyć się w należyty sposób. Jednak rudzielec preferował bardziej zaufane miejsca. Fabryki, bądź inne tego typu zakłady mogłyby pochwalić się dogodniejszymi warunkami, lecz stanowi to kwestia znajomości i odpowiedniego przekonania, by wywiązała się z tego sprzyjająca współpraca z właścicielem. Red nie posiadał w zanadrzu takich dużych atrakcji, mniejsze owszem - z pewnością znajdzie się... "partnerstwo" z popularnymi klubami nocnymi, bądź innymi lokalami. Wybór kontrahenta sugerował podobną sytuację w jego grupie. Wracając jednak do najistotniejszego - interes na podłożu prania brudnych pieniędzy. Każdy szczegół został omówiony znacznie wcześniej na spotkaniu, które miało miejsce około dwa tygodnie temu. Na ten czas Jeffey realizował punkty układu. Po ich wypełnieniu nadszedł dzień zaaranżowania wymiany. Omówienie miejsca transakcji nie wymagało oficjalnego zachowania - obie grupy wysłały własnych ludzi, a oni powrócili z odpowiednimi informacjami. Jak wielkim rozczarowaniem była wiadomość, że Red spotka się z osobą o nieco niższej randze hierarchicznej, niż z mężczyzną, z którym wcześniej był omawiany interes. Mimo wcześniejszego uprzedzenia brak taktu nie został pominięty. W takich momentach odzywa się drobiazgowość rudzielca, a ponoć diabeł tkwi w szczegółach.
A o diable mowa... Do wielkiego hangaru wjechało pięć kolejnych samochodów. Trójka z nich niedługo opuści swych obecnych właścicieli. Z pojazdów wysiadło kilku uzbrojonych ludzi. Jako ostatni niespiesznie wyszedł rudzielec. Bujna grzywa doskonale wyróżniała się na szarym tle hangaru oraz pozostałych uczestników interesu. Opuścił on miejsce dla kierowcy jednego ze skradzionych aut. Miał on już własnego faworyta, jednak za kilka chwil będzie musiał się z nim pożegnać. Jego obecnym ulubieńcem było czarne BMW i8 z 2014, pozostała dwójka do sprzedaży, to biały Jaguar XF z 2013 oraz czarny Cadillac Elr z 2014. Oddanie tych cudów techniki, to jak handel niewolniczy, lecz ludzie zostali zastąpieni pięknymi maszynami. W momencie stanięcia na nogi rozejrzał się wzrokiem i niemal od razu dostrzegł znajomą sylwetkę. Uniósł brwi w zaskoczeniu. Nie spodziewał się młodzieńca. Kto by pomyślał, że nawet tu go znajdzie. Zadowolenie z zaistniałej sytuacji sprawiło, że wyraz jego twarzy niemal natychmiast się zmienił.
Obecne spotkanie nie wymagało eleganckich garniturów. Strojem Jeffey'a była rozpięta skórzana kurtka o smolistej barwie z puszkiem na kapturze, biały podkoszulek, ciemne jeansy, brązowy pasek ze srebrną klamrą wokół bioder oraz ciemne buty na niskim obcasie. Posiadał również widoczne dodatki: rzemyki na szyi z medalionem w kształcie gwiazdy oraz łańcuch do spodni doczepiony po lewej stronie. Oba elementy biżuteryjne drgają z każdym poruszeniem się rudzielca. Można również dostrzec srebrny sygnet na wskazującym palcu prawej ręki. Jako, iż nosi go niemal każdego dnia tworzy nikłą sentymentalność posiadacza. Plus, w zębach trzymał wykałaczkę, która co jakiś czas zmieniała stronę ust. Tak samo jak każdy osobnik w pomieszczeniu posiadał broń - w kaburze po lewej stronie bioder znajduje się pistolet.
Zanim cokolwiek powiedział wyjął wykałaczkę z ust, a następnie odrzucił ją na bok - Mógłbym posądzić Cię o śledzenie... - Wypowiedział się z delikatnie uniesionym kącikiem ust. Słowa zdawały się być złośliwym żartem, lecz rozśmieszenie było tu najmniej ważne.
- Jak... MIŁO... Cię widzieć - Mimo ironicznie podkreślonego słowa nie miał nic przeciwko brunetowi. Drażnienie jego osoby stało się koniecznością ze strony rudzielca. Jego droczenie bardziej można było przypisać delikatnemu flirtowi niż próbie irytowania. Wyczuwanie w tym wrogich zamiarów zasugeruje o powierzchowności odbiorcy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Nie Kwi 26, 2015 9:08 pm

Jak to dobrze, że nie kazano mu zajmować się formalnościami w tej sprawie. Gdyby miał uczestniczyć w tych wszystkich negocjacjach, prawdopodobnie przyniósłby więcej szkód niż korzyści, a sobie przysporzyłby wrogów zarówno w organizacji, jak i poza nią. Był zbyt impulsywny, więc nie nadawał się do tych oficjalnych spotkań, do których współpracownik ojca starał się go usilnie przyuczyć. Wolał działać niż gadać, tak samo jak jego ojciec, jednak stary Radley mimo wszystko genialnie operował językiem. Za pomocą słów potrafił wprowadzić tak wielki zamęt w szeregach swych przeciwników a także partnerów, jakby dokonał kilku brutalnych morderstw. Oczywiście, syn podziwiał tę niesamowitą zdolność u rodzica, lecz sam nigdy nie wykazywał się podobną umiejętnością. Skoro od małego wpajano mu, iż najlepszym sposobem do realizacji celów jest zwierzęca brutalność, trzymał się tej prawdy rękami i nogami.
Nic więc dziwnego, że od początku był negatywnie nastawiony do funkcji reprezentacyjnej. Kolejny raz zapoznano go ze sprawą tylko pobieżnie. Powoli tracił cierpliwość do otoczenia, które traktowało go niczym dzieciaka, a oczekiwało od niego postawy dorosłego człowieka. Z każdą minutą coraz mniej cierpliwie czekał na przybycie przedstawicieli drugiej strony. Wiedział, że aby liczono się z nim w przyszłości, musi już wyrabiać sobie renomę, jednak sfinalizowanie kupna aut nie wydawało mu się czymś imponującym. Ale siedział cicho i wypalał kolejnego papierosa. Dym nikotynowy rozprzestrzeniający się w jego płucach koił nerwy. Niby nie jest nałogowym palaczem, ale w takich chwilach rozpaczliwie potrzebuje zapalić.
Właśnie kończył papierosa, gdy usłyszał warkot silników. A więc delegacja drugiej grupy przestępczej nareszcie zechciała zaszczycić ich swą obecnością. Szybko odrzucił niedopałek i wgniótł go w betonowe podłoże piętą, uważnie przyglądając się wręcz paradnemu wjazdowi pięciu aut do hangaru. Musiał przyznać, że te cuda techniki motoryzacyjnej zrobiły na nim niemałe wrażenie, lecz emocje skrzętnie chował pod maską powagi. Tutaj chodzi o interesy, musiał więc przestać przyglądać się pożądliwie BMW, które zdawało się ledwo opuścić salon.
Na własne oczy zobaczył, że pierwsze zlecenie zostało zrealizowane w pełni, być może nawet bez żadnych trudności, skoro nie dostrzegł żadnych uszkodzeń na pojazdach. Z dala wszystko prezentowało się naprawdę rewelacyjnie. Oczywiście, jeden z oddelegowanych do niego ludzi miał oszacować stan aut, czym zajął się prawie natychmiast, gdy tylko uzbrojeni osobnicy wysiedli z pojazdów.
Ruda czupryna śmignęła we wnętrzu BMW, co Hunter dostrzegł w chwili otwarcia drzwi. W pierwszej chwili zbagatelizował ten fakt, choć nie uśmiechało mu się robienie interesów z jakimkolwiek rudzielcem. Ale kiedy jego oczom ukazała się cała postać rudowłosego mężczyzny, z szybkością błyskawicy stwierdził, że mógłby robić wspólny biznes z każdym innym człowiekiem o rudych włosach byle nie z nim. Oderwał biodra od maski samochodu i zrobił kilka kroków do przodu sugerując, iż to on jest tutaj osobą decyzyjną. Łudził się, że to nie rudowłosy jest osobą kompetentną, jednak przeliczył się. To właśnie mężczyzna, do którego żywił niechęć, zbliżył się do niego pewnym krokiem. Nastolatka zaskoczyło to, że przez jego twarz przebijał się swego rodzaju entuzjazm. Najwidoczniej to dla niego dobra zabawa, gdy dla Huntera cała sytuacja stanowiła okazję do wykazania się.
- Nie tylko ty masz prawo wysuwać podobne oskarżenie – odparł całkiem spokojnie. Dziwnym trafem jego głos nie brzmiał nawet chłodno, był taki jak zwykle, nieprzesadnie silny. Nic osobistego, tylko interesy. Chyba tylko dzięki tej myśli udało mu się zignorować uśmieszek rozmówcy i przy okazji nie dać mu pięścią w twarz.
- Cieszę się, że mój widok wywołuje u ciebie pozytywne odczucia.
Absolutnie się nie cieszył, mimo to udało mu się zdobyć na wredny uśmieszek, w ten sposób odpowiadając na drobną zaczepkę. Był pod wrażeniem opanowania rudzielca, ale nie mógł uznać jego wyższości w tej materii. Sztukę trzymania emocji na wodzy zwalił na doświadczenie a nie silny charakter.
- Skoro już jesteśmy w dobrych nastrojach, przejdźmy do interesów – na te słowa jeden ze współpracowników doskoczył do niego z walizką, drugi zaś przytargał liczarkę do banknotów. – Jeśli chcesz, możesz przeliczyć. W teczce są też wszystkie potrzebne dokumenty.
Teraz wielce żałował tego, że nie zapoznał się z ich treścią. Ale już trudno, jest tutaj tylko pośrednikiem i poniekąd nawet nie wypada wtajemniczać go we wszystko. Przynajmniej wiedział, iż dokumenty tyczą się jakiegoś w pełni legalnego interesu, który miał być przykrywką dla dzisiejszej wymiany. Wszystko musi być oficjalnie zgodne z prawem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Sro Kwi 29, 2015 12:15 am

Kontrolowanie emocji to zdecydowanie mocna strona Reda, chociaż błędem jest porównanie do oazy spokoju. Trafniej nazwać go drapieżnikiem czyhającym na swą ofiarę. Dzisiaj nie ma potrzeby trzymania nerwów na wodzy. Nie miał czym się denerwować, bądź stresować. Nie jest to jego pierwszy interes tego typu, ani z pewnością nie ostatni. Na czarnym biznesie polega jego zarobek, co trwa już wiele lat. Jeśli chodzi o brak napięcia w stosunku do sytuacji, to doświadczenie jest tego dobrym winowajcą, lecz jeszcze lepszym wrodzona cierpliwość. Pierwszy szemrany handel niewiele się różnił, prócz zdecydowanie niższej kwoty, od której również sporo zależało. W tej branży liczy się silny charakter, czego Red jest doskonale świadomy. Jeśli miałby inne cechy, to dzisiejsza transakcja nie miałaby miejsca, a tego nietrudno się domyślić.
Milczał na czas zobaczenia walizki i zaproponowania przeliczenia pieniędzy. Nie zamierzał odmawiać, choć wiedział, że druga strona nie będzie próbowała oszustwa. Wiąże się z tym zdecydowanie zbyt mało korzyści, zaś mnóstwo defektów. Raczej obu grupom zależało na odpowiednim wywiązaniu się z umowy, czemu będzie sprzyjać współpraca w przyszłości.
- Kurt, zajmij się tym - do walizki podszedł jeden ze współpracowników, niski szatyn. Wziął się za przeliczanie pieniędzy, zaś rudzielec zebrał dokumenty, które począł dokładnie przeglądać. Użycie imienia sugerowało o lepszych relacjach między osobnikami, bądź uzbrojeni mężczyźni nie są tylko pionkami do gry, a istotniejszymi członkami organizacji. Wyraz twarzy Jeffey'a szybko się zmienił - zniknął nieznaczny uśmieszek, nie wykazywał jakichkolwiek emocji. Niby skupił się na treści, choć nie można było tego potwierdzić poprzez sugerowanie się mimiką. Uniósł nieznacznie dłoń i machnął do siebie. Najbliżej stojący mężczyzna podał mu długopis, pieczątkę oraz inne papierki w teczce. Jako, iż Red posiada legalny zakład motoryzacyjny wszelkie formalności związane z samochodami były o wiele łatwiejsze do wypełnienia - powierzchownie wszystko jest zgodne z systemem. Podszedł do maski BMW, gdyż potrzebował płaskiej powierzchni, pochylił się, a następnie złożył podpisy oraz przybił pieczątki w odpowiednich miejscach. Zajęło mu to kilka minut, jednak należało dokładnie sprawdzić treść. W tym czasie współpracownik skończył liczyć pieniądze, następnie poinformował szefa o zgodności sumy. Red wszelkie dokumenty zebrał do jednej teczki i wręczył je brunetowi.
- Wszystko się zgadza - wypowiedział słowa z chłodnym tonem głosu, brakowało jeszcze podkreślającego powiewu wiatru. W obecnej odległości mógł zajrzeć w oczy bruneta, co zrobił w sposób wręcz dobitny. Zimny wzrok złotych tęczówek patrzył na człowieka, jakby wszystko o nim wiedział, a każdą wadę chciał wykorzystać. Nie było w tym groźby, choć miał miejsce odczuwalny niepokój. Tak wyglądała czerwona codzienność.
- Kluczyki od samochodów są w stacyjkach. Mam nadzieję, że współpraca między nami będzie miała jeszcze miejsce w przyszłości - ton jego głosu oraz wyraz twarzy sugerował, iż już nigdy nie będzie potrzebował drugiej strony, jednak nie kłamał - obie grupy doskonale wiedziały, że będą miały z siebie nawzajem spory zarobek. Powierzchownie można było stwierdzić, że zachowanie kierował tylko i wyłącznie do bruneta. Po wypowiedzianych słowach wyciągnął dłoń do mężczyzny przed sobą, jakby tradycyjny uścisk był najistotniejszym fragmentem zakończenia transakcji.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Sro Kwi 29, 2015 11:54 pm

Uważnie przyglądał się poczynaniom mężczyzny stojącego przed nim. Pohamował się od komentarzy i to nawet od tych serwowanych we własnych myślach, aby czasem nie nastrajać się wrogo wobec tego osobnika. Osobiste potyczki nie mają znaczenia, gdy gra toczy się o sporą gotówkę. Musieli podejść do finalizacji tego projektu z należytą powagą, o czym zresztą wiedzieli obaj, w końcu rudzielec tak szybko zmienił postawę, gdy przeszli do interesów. Zdarł uśmieszek z twarzy i zastąpił go maską powagi. Mężczyzna nad wyraz spokojnie przeniósł swą uwagę na sprawy biznesowe i wydawało się, że już nic go od nich nie odciągnie. Wykazał się wielką ufnością wobec swojego współpracownika, gdyż to jemu pozostawił zadanie przeliczenia całej gotówki. Taką odpowiedzialnością nie obarcza się zwykłego pomagiera. Sam zaś zaczął przeglądać dokumenty z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Podczas liczenia banknotów i sprawdzania dokumentów, człowiek z organizacji Huntera sprawdził Jaguara. Okrążył cały pojazd, zerknął do wnętrza, potem rzucił okiem pod podwozie. Te same czynności wykonał również przy dwóch kolejnych autach, co było jak najbardziej naturalne. Jedna strona sprawdzała realizację części umowy poprzez zbadanie kasy i papierów, druga zaś objęła szczególną uwagą pojazdy. Zasada ograniczonego zaufania sprawdza się zawsze i wszędzie, ponieważ na tym świecie nie ma miejsca na ślepą ufność wobec kogokolwiek. Właśnie dlatego dokumenty podpisane zostały dopiero po dokładnym przejrzeniu.
Kiedy teczka została wysunięta w jego kierunku, natychmiast ją pochwycił. Chłód obcego głosu niezbyt go ruszył, lecz to spojrzenie... Intensywność spojrzenia tych niespotykanych złotych oczu była dla niego prawdziwym wyzwaniem. Zachowanie spokoju w takich okolicznościach nie było łatwe, zwłaszcza, że coś w nim drgnęło z absurdalnej obawy, iż ten prawie obcy mu facet może wiedzieć o nim coś, co wiedzą nieliczni. Szybko jednak wybił sobie z głowy podobne przypuszczenia.
Mechanik zbliżył się do Huntera, który momentalnie otrząsnął się z wcześniejszego nieprzyjemnego wrażenia. Nie wypadało, aby okazała słabość przy członkach grupy stojących od niego niżej w hierarchii. Przybrał na dumie, mocniej zaciskając palce na nieszczęsnej teczce. Podwładny szepnął mu na ucho, że samochody są w porządku, następnie grzecznie umknął w bok wraz z przekazaną mu teczką.
- Całkiem nieźle wywiązaliście się ze swojej części umowy – odparł w pierwszej chwili, unosząc jeden z kącików ust w ledwo widocznym uśmieszku. – Oby nasza współpraca okazała się owocna.
Rudowłosy wyciągnął ku niemu dłoń, przez co dziewiętnastolatek zmarszczył brwi w konsternacji. Uścisk dłoni był w tej chwili przykrą koniecznością, której nie da się ominąć. Niech to szlag. Z zaciśniętymi zębami uścisnął tę przeklętą dłoń, co nie budziło w nim żadnych pozytywnych odczuć. Wręcz przeciwnie, poczuł się wielce sfrustrowany, ponieważ zmuszony został do przyjacielskiego gestu w stosunku do osoby, której nie chciał widzieć na oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Pią Maj 01, 2015 3:04 am

Mimo posłanemu uśmieszkowi przez bruneta nie zmienił swego wyrazu twarzy - trwał w niewzruszonej mimice, jakby to wszystko zaczęło go już męczyć... a sam chłopak stracił swą nutkę ciekawości, którą zdawałoby się na początku spotkania rudzielec chciał jeszcze poznać. Powierzchownie można stwierdzić, że stracił zainteresowanie brunetem. Bezsprzecznie przyznał, że niczym go już nie zaskoczy. Miał okazję spotkać go w wyjątkowo różnych sytuacjach: jako niegrzecznego buntownika biorącego udział w walkach ulicznych, eleganckiego mężczyznę w kasynie z doświadczeniem hazardowym, na koniec zostawił mu najlepsze - udawał osobę kompetentną w zorganizowanej grupie przestępczej na spotkaniu, na którym w ogóle nie powinno go być. To wszystko w pewien sposób tworzyło interesujące połączenie, jednak Red ma to do siebie, iż zdarza mu się nie doceniać ludzi - ich osobowości, przez co uważa młodzieńca za kolejnego niby gangstera, który pragnie się wykazać i bez mrugnięcia okiem zabije każdego człowieka, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Miał okazję spotkać wielu takich ludzi. Jednak zacząć jakoś trzeba, tego również jest świadomy, dzięki czemu zbyt wiele krytyki nie przechodziło przez jego głowę. W tym momencie rudzielec myślał bardziej o ogólnej sytuacji, niż o pachołku odwalającym robotę za innych. Jeśli współpraca obu grup będzie miała miejsce w przyszłości, to prawdopodobnie jeszcze się spotkają. Być może znajdą się w bardziej sprzyjających okolicznościach, by Red mógł z egoistyczną przyjemnością dręczyć bruneta. Obserwowanie jego prób panowania nad emocjami jest zaprawdę ciekawym zajęciem - prowizoryczny spokój ducha z mordem w oczach, jakież to urokliwe i kuszące... do dalszego gnębienia. Jak już o kuszeniu mowa... Osobnik nieświadomie przerzucił myśli Czerwonego na siebie. Jak on to zrobił? Pamiętał o nim jedynie w chwilach konfrontacji, a teraz brunet stał się o wiele ciekawszy niż obecna sytuacja. Za ten niefortunny przypadek obwinił przystojną aparycję młodzieńca, jakby nie było niczego innego poza nią.
Zauważył niechęć do uściśnięcia dłoni. Po raz kolejny wydał się ze swymi skrywanymi emocjami w stosunku do rudzielca, niczym rozgniewany nastolatek próbujący zaniechać burzy hormonów. Z taką miną raczej kiepsko będzie prowadził przyszłe interesy. Zaczynając odgrywać pokerową twarz należy utrzymywać ją do samego końca. Złośliwość Reda z chęcią skomentowałaby zachowanie osobnika, jednak silniejsza była potrzeba zakończenia transakcji i udanie się na spoczynek. Krytyka przyczyniłaby się do niewygodnej rozmowy, a ta na niekorzyść Jeffey'a przedłużyłaby spotkanie. Wszystko zostało załatwione, pieniądze się zgadzają, a to jest obecnie najistotniejsze. Również uścisnął dłoń mężczyzny, zrobił to pewnym i odpowiednio mocnym ruchem, a w trakcie tego posłał mu ostatnie spojrzenie. Odsunął się, odwrócił i ruszył do pozostałych dwóch samochodów.
- Zbieramy się - obwieścił do stojących przy autach osobników, jakby pójście do pojazdów niewystarczająco dobrze sugerowało o opuszczeniu hangaru. Wsiadł do samochodu, po chwili wszyscy uzbrojeni mężczyźni również się w nich znaleźli. Ich liczba była odpowiednia do wygodnej podróży. Wcześniej wspomniany Kurt wsiadł do tego samego pojazdu co rudzielec. Po krótkiej chwili ślady opon były jedynymi dowodami pobytu. Plus, leżąca gdzieś tam... wykałaczka.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   Sob Maj 02, 2015 6:07 pm

Kolejny raz wydał się z własną słabością. Bardzo uważał na swoje emocje, żeby nawet przypadkiem ich nie okazać, jednak nie potrafił być beznamiętny. W innych okolicznościach łatwo pozostałby niewzruszony, ponieważ nie musiałby zwalczać osobistej urazy do nowego partnera biznesowego. Niestety, teraz stał przed mężczyzną, z którym nie chciał mieć nic do czynienia. Świadomość, że w tych złotych oczach wypada żałośnie, mocno go frustrowała. Czuł się niekomfortowo już przez samą obecność tego osobnika, który jawnie sobie z niego drwił. Raz prowokował, następnie traktował jak powietrze, najwidoczniej świetnie się bawiąc kosztem upokorzonego nastolatka. Jak Hunter miał pozostać dumny w sferze biznesowej, kiedy poległ przy dwóch wcześniejszych spotkaniach, do których doszło na stopie prywatnej? Przegrał pojedynek, musiał przełknąć porażkę podczas gry w pokera, no i jeszcze teraz zdążył się wygłupić. Nic dziwnego, że skierował całą niechęć w stronę źródła swych niepowodzeń. Tylko przy rudzielcu wypadał tak żałośnie.
Dobrze, że interes już wcześniej został dopięty na ostatni guzik i to bez jego udziału. Pozostało im tylko w wymownym geście uścisnąć sobie dłonie. Hunter uścisnął podaną mu rękę, nie miał za bardzo innego wyjścia. Uścisk szybki, konkretny i odwzajemniony, co przyniosło kolejną falę irytacji. Teraz już nie miał złudzeń, szczerze nie znosił tego gościa. Całe szczęście, że wycofał się jak najszybciej, dzięki czemu nie musieli dłużej ciągnąć tego spotkania. Jedna strona zdobyła pieniądze, druga samochody i wszystko w ramach jednej udanej transakcji, a przecież czekały kolejne. O tym jednak Radley wolał nie myśleć, zwyczajnie nie uśmiechało mu się ponowne spotkanie z rudzielcem. Chyba zacznie się modlić, żeby odsunięto go od tej sprawy. Ale musiał się skupić na teraźniejszości. Wyznaczone przez niego już wcześniej osoby, czyli najlepsi kierowcy grupy, zasiedli za kierownicami świeżo zakupionych samochodów, reszta zaś wsiadła do samochodów, którymi przyjechali na miejsce. Tylko Hunter jeszcze się nie ruszył, uważnym spojrzeniem żegnając odjeżdżające pojazdy należące do drugiej grupy przestępczej. Znów poczuł chęć by zapalić. Mimo to wsiadł do samochodu i zasiadł na miejscu obok kierowcy. Chciał już się znaleźć jak najdalej od tego cholernego hangaru.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczone magazyny   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczone magazyny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Opuszczone magazyny
» Opuszczone laboratorium
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Sala treningowa
» Opuszczony dom

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Pozostałe :: ∎ Uboga dzielnica-
Skocz do: