IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Loft Axela

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sro Cze 25, 2014 9:26 pm

- Poważnie?! – gwałtownym ruchem przekręcił się w krześle w stronę nauczyciela, kładąc dłonie na kolanach i wychylając bardziej w jego stronę. W szarych oczach, teraz wlepionych w niego jak w obrazek jakiegoś czczonego świętego, zamigotała żywa ekscytacja. Najwyraźniej wziął słowa Blackmore'a cholernie wręcz poważnie, a już jego wyobraźnia dokładnie zadbała o to, aby dorzucić do tego mnogość barwnych wizji. Bo no, hej! Może w takim razie robota nauczyciela wcale nie była taka beznadziejna? Przypomnijmy wszakże sobie, że na kwestie ironizowania tudzież sarkazmu, Daveth bywał niejednokrotnie stosunkowo głuchy.
- Często zdarzały ci się tak-... Tego, znaczy - panu! Często zdarzały się panu takie akcje?
Z pewnością wyglądał na całkiem zachwyconego wyobrażeniem posiadania podobnych umiejętności. Z tej racji, niemalże natychmiast zapomniał o swoim wyobrażeniu mężczyzny jako chuderlawego pinglarza, przesiadującego godzinami w bibliotece i być może męczonego od czasu do czasu przez kolegów z klasy – całkiem zabawne, ale nawet jak dla niego, za bardzo jednak nieprawdopodobne.
- No wie pan... – ostentacyjnie odkaszlnął w dłoń. - Nie bez powodu ma pan opinię jednego ze szkolnych postrachów. A ile opowieści na pana temat powstaje! - kącik ust drgnął mu lekko, lecz tym razem lekkiego wybuchu śmiechu nie udało mu się opanować. W każdym razie nie tak od razu. - ZabojczeOczyBlacmore. Szkolna Gorgona i takie tam. Wedle niektórych „legend”, wtargnięcie do pańskiego „leża” powinno mnie kosztować utratą życia. - na wspomnienie o leżu, raz kolejny zaczął rozglądać się po mieszkaniu. Nadal nie mógł się temu nadziwić. Świetna miejscówka. Bombowa! Tyle tylko, że ścieraniem kurzu i ogólne zamiatanie czy odkurzanie powierzchni, musiało pewniakiem sporo zajmować.
- Jasne! – szybko dopił sok, nie chcąc marnować tego czym już go poczęstowano i podniósł cztery litery w celu odstawienia kubka. Wypił jak na hejnał, ale też dopiero teraz zorientował się jak strasznie go suszyło po całym tym mordobiciu.
- Hm, nie lepiej by było po prostu połączyć jedno i drugie? – zwrócił się do niego takim tonem, jakby uważał to za najłatwiejszą rzecz na świecie. Bo dlaczego nie można było niby być lubianym i szanowanym?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Czw Cze 26, 2014 2:30 am

Nie zamierzał wgłębiać się w szczegółowe opisy swoich pijackich przygód, podczas których rzeczywiście zdarzało mu się udzielać kumplom pierwszej pomocy. Anegdotki te były oczywiście na swój sposób całkiem zabawne i pouczające, ale Axel wolał je jednak zachować na wieczory spędzane w barze przy piwie, niż na pogawędkę z Davethem. Opowiadanie ich nie byłoby wszak zbyt pedagogiczne.
- Hmm, całkiem często, ale większość z nich to już zamierzchła przeszłość - odparł wymijająco, po czym umieścił w kubku zaparzaczkę z herbatą i zalał ją wrzątkiem. Po kuchni rozniósł się charakterystyczny, przyjemny aromat Earl Greya. Axel wciągnął go z lubością w płuca, obserwując uważnie, jak gorąca woda zabawia się na brązowo. Nie chciał parzyć herbaty zbyt długo w obawie, że zbyt mocny napój jeszcze bardziej pobudzi i tak już mającego problemy z utrzymaniem spokoju Davetha. Słysząc jego opowieści o opinii, jaką miał w szkole uśmiechnął się nieznacznie samym kącikiem warg. Właściwie nie dowiedział się niczego nowego - nauczyciele wbrew pozorom znali doskonale zarówno swoje przezwiska, jak i krążące na swój temat opowiastki. I na Axelu nie robiło to nigdy specjalnego wrażenia. Prawdę mówiąc, za swoich szkolnych czasów wyrażał się o belfrach nieporównywalnie gorzej, więc mało co tak naprawdę mogło go zszokować. - Jak widzisz, plotki na mój temat są zdecydowanie przesadzone - powiedział z niejakim rozbawieniem, podsuwając uczniowi kubek i cukiernicę - na wypadek, gdyby ten znajdował upodobanie w słodzeniu herbaty. - Wtargnąłeś do mojego "łoża", a jesteś cały i zdrowy, ponadto wciąż nie zamierzam zjeść cię na kolację. - To "łoże" zabrzmiało w jego ustach mało przyzwoicie. Ale Daveth chyba nie był jednym z tych, którzy wyczuwaliby podobne subtelności. Z pewnością nie, pocieszył się nauczyciel, patrząc w jego rozjaśnione rozbawieniem, szare oczy. W sumie jakoś nigdy wcześniej nie miał okazji przyjrzeć im się z bliska. I dopiero teraz zdał sobie sprawę, że chyba od zawsze lubił ten kolor. Przypominał mu niebo na chwilę przed burzą, kiedy powietrze jest tak gęste i zbite, że niemal namacalnie czuje się huk grzmotów i przeszywające niebo zygzaki błyskawic. Axel w takich wypadkach zawsze zerkał w okno i czekał na rozpoczęcie się przedstawienia. To było takie... odświeżające. Trochę jak kłótnia kochanków, zakończona dzikim, wyuzdanym seksem. Nauczyciel potrząsnął lekko głową, łapiąc się na tych niezbyt grzecznych myślach. Blackmore, nie w towarzystwie ucznia, no na litość boską! - Myślę, że mój charakter mógłby być przeszkodą w połączeniu tych dwóch rzeczy - odparł szczerze, siadając sobie obok Davetha. Pociągnął łyk piwa, które wyjął sobie wcześniej z lodówki. - Ale pewnie nie zaszkodziłoby spróbować być milszym od czasu do czasu. - Jego wargi wygiął lekki, kpiący uśmieszek. Znowu ironia. Jakoś nie umiał się przed tym powstrzymać.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Czw Cze 26, 2014 9:32 pm

Ku nieszczęściu Axela, raz mocno zaintrygowany czymś Daveth, nie odpuszczał i nie dawał się zbyć aż tak łatwo. Był z pewnością zbyt ciekawskim smarkaczem, na dodatek słabo uczącym się na własnych błędach (chyba że dotyczyły one gry w kosza...). Ile to już razy oberwał po gębie za wtrącanie się w nie swoje sprawy? Za dociekanie? Za niewygodne pytania? Za drążenie tematu, który ktoś inny chciał skończyć? Za mieszanie się w rzeczy, które nie powinny go dotyczyć? Z całą pewnością nie dałby już rady policzyć tego na palcach obu rąk i nóg. I kto, być może nawet z doliczeniem tych Blacmore'a byłby to w dalszym ciągu problem.
- Ma pan więc na myśli, zanim został nauczycielem, tak? - podchwycił jeszcze dodatkowo tę „zamierzchłą przeszłość”, pewniakiem nie spiesząc się rezygnować dopóty, dopóki taka informacja nie zostanie mu dosadnie przekazana. Inaczej mógł naprawdę długo wiercić niejednokrotnie dziurę w brzuchu. Przy okazji przyjął podaną mu herbatę w obie dłonie z wdzięcznym uśmiechem, cukiernice z kolei zaszczycając tylko krótkim, niezbyt przychylnym spojrzeniem. Jego zdaniem istniały herbaty, które słodzić należało, jak i takie, których słodzenie powinno zostać pod groźbą chłosty zakazane. Mógł nie wyglądać, ale był poniekąd smakoszem. Podmuchał i ostrożnie upił, żeby przypadkiem nie poparzyć języka, co zdarzało mu się dostatecznie często.
- Akurat co do tych Zabójczych Oczu, muszę się zgodzić. Zazwyczaj patrzy pan na mnie jakby chciał mnie nimi zasztyletować za każdym razem, kiedy rozdaje oceny za prace domowe albo testy. - odezwał się znad herbaty, popukując podeszwą o podłogę. Nie żeby nie wiedział dlaczego. Ogólnie rzecz biorąc, nie byłby aż takim złym uczniem, gdyby potrafił się porządnie skupić. Ot takie zadania stricte matematyczne, fizyczne czy chemiczne... Najczęściej popełniał w nich błędy koszmarnie głupie. Stawiał przecinek nie tam gdzie trzeba, mylił wzory, mylił się w prostszych obliczeniach, choć z trudniejszymi wydawał się nie mieć aż takiego kłopotu. Roztrzepanie oraz lenistwo były jego najgorszymi wrogami, ale też nie starał się szczególnie aby coś z nimi zrobić.
- No, co do tego pożerania, to mam nadzieję. – udał poważnego, zakładając nogę na nogę i z arystokratyczną przesadą odginając mały paluszek przy kubku spojrzał na mężczyznę. - Wie pan, cenię sobie to oblekające mnie mięsko i przed czterdziestką jakoś nie planuję dać się żadnemu kanibalowi.
Przynajmniej tej mało przyzwoitej uwagi faktycznie nie zanotował. Kolejna fala śmiechu poniosła się echem po tej wielkiej, przestronnej powierzchni mieszkania. Przyjemnie rozgrzewający od środka napar, tylko dodawał mu animuszu. W pewnym momencie spostrzegł, że nauczyciel od jakiegoś czasu jakby baczniej go obserwuje, a może to tylko takie głupie wrażenie? Zapewne otwarcie by go o to zapytał, ale rozmowa potoczyła się dalej.
- Bzdura! Skoro pana charakter wcale nie jest taki zły jakby się wydawało, to jestem pewien, że wystarczyłoby tylko trochę zapału i więcej pozytywnego podejścia! W sumie mógłby pan zacząć od zaniechania prób oblania mnie. - tu uśmiechnął się tak niewinnie i sympatycznie, że aż zdziwić się można było, że dookoła nie latały motylki, a nad głową nie pojawiła neonowa tęcza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Pon Cze 30, 2014 4:35 pm

- Powiedzmy - odburknął wymijająco na pytanie ucznia. Czy ten dzieciak naprawdę nie miał za grosz wyczucia? Nauczyciel nie miał zamiaru wnikać w głąb tematu i już zaczynał szczerze żałować, że w ogóle go zaczął. W razie gdyby do ucznia nie dotarła jego subtelna aluzja, zamierzał po prostu w miarę możliwości zająć go czymś innym, byle tylko jego myśli przestały orbitować wokół niebezpiecznych rejonów. Szczerze mówiąc, Axel prędzej wypiłby duszkiem butelkę płynu do naczyń, niż wypaplałby Davethowi swoje małe sekreciki na temat nocnych wypadów z kumplami, przesiadywania w podejrzanych mordowniach, bijatyk, upijania się do nieprzytomności i na ukoronowanie wieczoru przegrywania całej pensji w kasynie. Był w końcu pedagogiem, do diabła. Ten mały szczyl naprawdę uważał, że zostanie przez niego uraczony barwną opowiastką z życia? No to musiał obejść się smakiem.
Axel podniósł się z kuchennego krzesła, zgarniając ze sobą przy okazji butelkę z piwem.
- Chodź na kanapę, będzie wygodniej rozmawiać - powiedział, po czym skierował się w stronę wskazanego mebla, nawet nie oglądając się na swojego ucznia. Usadził dupsko na miękkim siedzeniu, rozciągnął się wygodnie, aż mu kości strzeliły, i odetchnął z ulgą. Plecy i łeb wciąż go strasznie napieprzały po wczorajszej nocy. Ech, z roku na rok człowiek wolniej do siebie dochodzi po imprezach. - Jak to z tobą jest, O'Neil? - spytał serdecznym w zamierzeniu tonem, chociaż w efekcie zabrzmiał on dosyć złowieszczo. Może przez to intensywnie zielone, wciąż odrobinę dzikie spojrzenie. - Ty naprawdę nie rozumiesz fizyki, czy po prostu ci się nie chce? Bo wiesz, jeśli masz jakiekolwiek problemy z moim przedmiotem, jestem tu po to, by ci pomóc. A teraz już przynajmniej wiesz, że nie jestem taki straszny. I nie zamierzam ruszać twojego, uhm, mięska. - Zaśmiał się cicho i upił kolejny łyk piwa. - Gdyby zależało mi na oblewaniu uczniów, znalazłbym sobie inną robotę, zapewniam cię. Chcę tylko, żebyście po moich lekcjach mieli cokolwiek w głowach. Jednak kiedy widzę wasze podejście... - Wywrócił oczami. - To dosyć demotywujące.
W sumie im dłużej jestem nauczycielem, tym bardziej rozumiem, dlaczego moi belfrzy szczerze mnie nienawidzili, pomyślał sobie jeszcze przelotnie, dopijając piwo do połowy.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Wto Lip 01, 2014 3:03 pm

Blackmore jeszcze tak naprawdę nie wiedział, jak bardzo ten energiczny osiemnastolatek faktycznie może nie mieć wyczucia. I choć Daveth świetnie zdawał sobie z tego sprawę (wielokrotnie zarzucano mu to już wprost), nie wyglądało na to, aby zamierzał cokolwiek z tym robić. Nigdy nie zamierzał celowo sprawić komukolwiek przykrości swoimi słowami lub zachowaniem. Kiedy widział, że coś ewidentnie schrzanił, od razu był skory przeprosić. Ale tak szczerze, też niespecjalnie odczuwał potrzebę walki z własnym sposobem bycia. Tak było dobrze. Dopóki sprawiało, że sam mógł czuć się dzięki temu swobodnie, nie zamierzał zmieniać się dla dobra czyjegokolwiek samopoczucia. To byłoby zbyt ryzykowne.
- Heeeh~ Jak tak na pana patrzę na co dzień w szkole, to raczej byłbym skłonny zakładać, że to pan te kręgosłupy łamał. – wyszczerzył się, dalej przypatrując z tym zionącym zaintrygowaniem w oczach. Niemalże zapomniał już o swoich planach na ten wieczór, a trzeba napomnieć, że od rzeczy dotyczących koszykówki naprawdę trudno było go odwieść. Tymczasem żwawo podniósł się (nie skoczył tylko ze względu na kubek gorącej herbaty trzymany ciągle w dłoniach) na równe nogi potarł obolały nos, przeciągnął i dopiero ruszył w ślad za nauczycielem, kompletnie nie przejmując tym, że zabawił w tym miejscu już zdecydowanie zbyt długo. Słońce powoli zaczynało zachodzić.
Usiadł zaraz obok Axela, absolutnie nie zwracając uwagi na to, że normalnie powinno się pewnie zachować większy dystans. Zwłaszcza kiedy siedzieć koło własnego belfra. Za to on spokojnie wrócił do prób schładzania naparu, odmuchując jego powierzchnię. Zaprzestał dopiero na zadane mu pytanie, podnosząc głowę. O dziwo... Tym razem spojrzał na mężczyznę całkiem bystro. Zupełnie jak gdyby chciał ocenić jego intencje zawarte pytaniu. Był to z pewnością wyraz kompletnie sprzeczny z tym, co pokazywał sobą oraz swoim zachowaniem na co dzień. Lecz trwał może pięć sekund, nie więcej.
- Skłamałbym gdybym powiedział, że nie zasypiam nad nią ilekroć próbuję się uczyć. Więc po prostu nie próbuję tego robić często. Ale to tak samo jak w przypadku matematyki, chemii, biologii, geografii-... – zawahał się, zatrzymał i na moment zamilkł, by wreszcie zaśmiać krótko. - W sumie chyba każdego, jednego przedmiotu. Chociaż te całe wzory i obliczenia wydają się całkiem banalne. – pokręcił głową, jakby z brakiem zrozumienia dla swoich kiepskich ocen. Pewnie dlatego, że nigdy nawet nie rzucał okiem na to, jakie błędy popełnił. I dziwić się, że nauczyciele brali go za typowego kretyna?
- Obawiam się, że głowa kogoś takiego jak ja, jest już nie do odratowania. Raczej nie pójdę na studia. O! Właśnie! Nie wolałby pan uczyć na jakimś uniwersytecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sro Lip 02, 2014 8:33 pm

Słuchał w milczeniu słów Davetha. Trudno było mu to przyznać nawet przed samym sobą, ale jakoś nigdy wcześniej nie przyszło mu na myśl, że uczeń zwyczajnie się na jego lekcjach... nudzi. Jego nadpobudliwość i ogólna nieumiejętność wysiedzenia spokojnie w jednym miejscu dużo w tej kwestii tłumaczyły. Axel zmarszczył lekko brwi. Czasami pomimo całej cechującej go inteligencji pewne niuanse społecznego życia zwyczajnie mu umykały. Nie miał żadnych problemów ze zrozumieniem najbardziej skomplikowanych matematycznych teorii, ale dzieciaki... dzieciaki były czasem cholernie trudne do ogarnięcia. A przecież nawet gdyby bardzo chciał, nie mógłby z każdym pogadać sobie tak jak teraz z Davethem, by dociec przyczyn kiepskich ocen i spóbować jakoś pomóc. To było zwyczajnie niemożliwe.
- A gdyby lekcje skupiały się bardziej na doświadczeniach niż robieniu zadań, chętniej byś na nich uważał? - spytał z autentyczną ciekawością, nachylając się nieco do chłopaka i całkowicie przypadkowo trącając nogą jego kolano. Siedzieli zdecydowanie zbyt blisko siebie, ale Axelowi niespecjalnie to teraz przeszkadzało. Był bardziej zaaferowany pomysłem reorganizacji swoich zajęć niż dbaniem o nietykalność cielesną ucznia, który zresztą sam usiadł tuż przy nim. Jego problem. - Może i bym wolał - odparł nieuważnie na zadane pytanie, wciąż kombinując w głowie nad przeforsowaniem u dyrektora pozwolenia na większą ilość doświadczeń. - Ale wiesz, chyba nie jestem stworzony do robienia kariery naukowej. Nie potrafię być cichym molem książkowym, spędzającym dnie na badaniach i pisaniu uniwersyteckich podręczników, a tego się właśnie od wykładowców na uczelniach wymaga.
Nauczyciel zerknął mimochodem przez okno, a na jego przystojnej twarzy odbiło się coś na kształt łagodnego zdziwienia. Cholera, w międzyczasie zrobiło się już całkiem ciemno! Nie ma co, niezłą pogawędkę sobie ucięli. A przecież miał tylko oddać Davethowi piłkę! Ha. Jakoś tak mimowolnie uśmiechnął się do ucznia. Wbrew jego wcześniejszym wrażeniom chłopak był jednak o wiele bystrzejszy, niż można by było sądzić. I całkiem zabawny. Jednak niektórzy znacznie zyskują przy bliższym poznaniu.
- Późno się zrobiło. - Blackmore zerknął z ukosa na ucznia. Jakoś wcale nie chciało mu się ruszać tyłka z kanapy, ale cóż zrobić? W końcu był pedagogiem, w ten czy inny sposób odpowiadał za bezpieczeństwo tego małego szczyla. Obkręcił powoli trzymaną w dłoni butelkę, po czym upił z niej kolejny łyk. - Skończę piwo i odprowadzę cię kawałek, co ty na to? - Okolica, w której mieszkał Axel raczej nie należała do najbezpieczniejszych - zwłaszcza po zmroku, gdy z ciemnych zaułków wychodziły najgorsze męty, gotowe rozharatać ci twarz albo wbić nóż w plecy za byle krzywe spojrzenie. Ot, patologia, miejsce zdecydowanie nieodpowiednie dla nastolatka, nawet jeśli był odważny i wysportowany. Dlatego też pytanie nauczyciela nie zabrzmiało specjalnie jak propozycja. Bardziej jak stwierdzenie faktu. Nawet nie waż się wyłazić ode mnie sam, O'Neil.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sro Lip 02, 2014 11:21 pm

Tak jak nie radził sobie przy testach, odpowiedziach ustnych pod tablicą, pracach domowych, tak o dziwo całkiem sprawnie szło mu ot choćby na terenówkach organizowanych raz czy dwa do roku z geografii lub przy ćwiczeniach z chemii. No dobra... Czasami coś mu w łapskach prawie wybuchło, czasami zadymił całą salę, ale – hej! Nigdy niczego nie podpalił i o wiele chętniej przyswajał to co się do niego mówiło. Odpowiedź była zatem więcej niż jasna. Sam zresztą jakoś tak jeszcze bardziej ożył, opierając kubek na swoim prawym kolanie. Wyraźnie spodobał mu się pomysł z doświadczeniami, choć trzeba przyznać, że naraz trącony przy jeszcze większym zminimalizowaniu odległości między ich dwójką, aż sam poczuł się odrobinę skrępowany. Zazwyczaj takie rzeczy w ogóle nie zwracały jego uwagi. Może to dlatego, że Blackmore był starszym od niego facetem i nauczycielem, przed którym bądź co bądź czuł większy respekt? Tak czy inaczej, jakoś nieprzemyślanie mechanicznie, odchylił się nieznacznie i zamrugał szybko. Swoją droga, to chyba pierwszy raz kiedy widział tego Ponurego Żniwiarza otwarcie zainteresowanego podczas rozmowy ze zwykłym uczniakiem. I to jeszcze z NIM na dodatek! Takie lekkie: „wow”.
- No jasne! O ile moglibyśmy je sami wykonywać. Wie pan, tak przynajmniej od czasu do czasu.
Mógł nie przepadać za wysłuchiwaniem o siłach ciężkości. Mógł tez przysypiać kiedy przechodzili do teorii jednego, czy drugiego filozofa i fizyka. Ale kiedy tylko w grę wchodziły choćby i najmniejsze pokazy tego jak co działa, od razu nadstawiał uszu, podnosząc łepetynę z ławki.
- Takie buty. – pokiwał jednocześnie ze współczuciem i zrozumieniem, jak gdyby samo wyobrażenie mogło sprawić mu ból. No bo sory, ile to było pracy przy siedzeniu za biurkiem nad notatkami? Ból kręgosłupa murowany jak nic!
Na uwagę o późnej porze, nie zareagował jakoś specjalnie. Ot przytaknął krótko i tyle. Był zresztą odrobinę zbyt zajęty bacznemu przyglądaniu się Axelowi. Uśmiechnął się. Bardziej naturalnie. Nawet ktoś taki jak Daveth potrafił wychwycić różnicę od czasu do czasu. Dopiero na wzmiankę odprowadzeniu potrząsnął lekko głową, wracając do siebie. Włączył się czerwony alarm.
- Odprowadzić? Nie, nie, nie! Nie ma potrzeby! I tak nie wracam jeszcze do domu. Sam pan rozumie, niedługo ostatni w tym sezonie mecz na zakończenie roku, więc muszę więcej trenować! – mocno uderzył pięścią w swoją klatkę piersiową. - Więc zatrzymam się jeszcze po drodze na jednym czy drugim boisku. O tej porze pewnie będzie co prawda pusto i chętnych nie znajdę, ale ćwiczenie samemu też nie jest takie bezużyteczne.
Nie chciał jeszcze wracać do domu. Wciąż było za wcześnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Czw Lip 03, 2014 10:05 pm

Spodobały mu się słowa Davetha na temat samodzielnego przeprowadzania doświadczeń. Że też nigdy nie pomyślał, że dla dzieciaków znacznie ciekawsze są właśnie takie rzeczy, a nie skomplikowane obliczenia i rozwiązywanie zadań! Jego w tym wieku to co prawda ani trochę nie nudziło - jako piętnastolatek namiętnie zaczytywał się w dziełach najwybitniejszych fizyków i rozmyślał nad własnymi teoriami, trzeba było jednak wziąć poprawkę na to, że do zwykłych dzieci zawsze było mu bardzo daleko. O całe lata świetlne. Ech. Pokręcił lekko głową, zerkając w pogodne, szare oczy rozmówcy. Żeby to był pierwszy raz, gdy coś zjebał przez patrzenie na sprawę jedynie z własnego punktu widzenia! Jutro pogada z dyrektorem. Raczej nie powinien mieć większych problemów z przeznaczeniem części szkolnych funduszy na sprzęt, którego Axel potrzebował do doświadczeń. Ostatecznie nie zażądałby przecież Wielkiego Zderzacza Hadronów... Jeden łyk, drugi, trzeci. Nauczyciel w końcu dopił piwo (niezbyt smaczne, nie kupi go już ponownie!) i z lekkim stuknięciem odstawił pustą butelkę na stolik. Rzecz jasna, niewiele robił sobie z zaprzeczeń ucznia, wpuszczając je jednym uchem, a drugim wypuszczając. Nie miał zamiaru pozwalać mu na szwendanie się samopas w plątaninie ciemnych uliczek i martwić się później, że poćwiartowane zwłoki chłopaka dryfują sobie radośnie w Tamizie.
- Wyprowadzę cię tylko z najniebezpieczniejszej okolicy - powiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem, wstając z kanapy i ubierając ramoneskę. - Później pójdziesz sobie gdzie chcesz, ale na razie jesteś pod moją opieką. Chodź. - Klepnął lekko Davetha w ramię, po czym skierował się w stronę drzwi wyjściowych.

[z/t x 2 - jeśli chcesz pisać dalej, zacznij na jakiejś ulicy, boisku albo whatever, jak tam Ci wygodniej, dostosuję się .3.]

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Nie Sie 10, 2014 3:28 pm

Pomimo ogromnego zmęczenia Axel wciąż miał całkiem dobry humor. Może chodziło o tę dziwnie niezachwianą pewność, że Daveth chociaż na jedną noc pozostanie bezpieczny i prawdopodobnie aż do rana nie przydarzy mu się nic straszniejszego od sennego koszmaru. A może o te absurdalnie wręcz śmieszne roszady z łażeniem po mieście - dla postronnego obserwatora mogło to wyglądać zupełnie tak, jakby nauczyciel i uczeń celowo poszli wdać się w bójkę, a teraz wracali, usatysfakcjonowani osiągniętym celem. Chociaż właściwie żaden z nich nie wyglądał teraz na specjalnie zadowolonego z życia. Przynajmniej wizualnie. Pobici, podrapani i w wymiętych, pobrudzonym ciuchach mogliby z marszu zacząć pozować do jakiegoś obrazu typu "Tysiąc nieszczęść". O ile rzecz jasna starczyłoby im sił na utrzymanie się na nogach.
Blackmore nie bez pewnej ulgi ułożył Davetha na kanapie w swoim lofcie i sam opadł ciężko na skórzane siedzenie tuż obok chłopaka. Trudno mu było złapać oddech.
- Muszę wziąć prysznic - wymamrotał po chwili do nikogo w szczególności, pocierając obolałe mięśnie ramion. Był tak zgrzany, że czarna koszulka lepiła mu się do ciała, ale dupska jakoś nie raczył ruszać. Meh. Należała mu się chwila odpoczynku, do jasnej cholery.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Nie Sie 10, 2014 11:02 pm

Daveth nie narzekał na sposób w jaki niósł go nauczyciel, choć w duchu miał na to całkiem sporą ochotę. Zamiast tego, skupił się na tak prostej i jednocześnie zajmującej czynności jak... Oddychanie. Owszem, oddychanie! Na spokojnych, miarowych wdechach i wydechach. Z zamkniętymi przez całą drogę powrotną oczami, nie odezwał się nawet jednym słowem i byłoby to pewnie w jego wypadku dziwne, a może i niepokojące, gdyby nie fakt, że już wcześniej zwrócił uwagę na targające nim mdłości. Kiepska sprawa, ale i te zaczęły z czasem przechodzić, podobnie zresztą jak nieznośne szumienie w uszach oraz doskwierający ból głowy. Oberwał co prawda podwójnie, ale bo to pierwszy raz w swoim życiu?
Niemalże przysnął, kiedy to w końcu udało im się zajść na stancję Blackmore'a. Światło nie zdawało się już drażnić aż tak mocno, dlatego czując że wreszcie zostaje puszczony, ostrożnie uchylił powieki i dla pewności zamrugał jeszcze kilka razy.
- O. Moje ulubione, domowe boisko... – zaśmiał się cicho gdy już pojął gdzie się na nowo znaleźli. Odetchnął i po krótkim namyśle, jednak postanowił przysłonić oczy dłonią. Obraz nie wirował, ale dalej był minimalnie zamazany.
- No... To może być dobry pomysł. - przytaknął tylko Axelowi. Powoli dochodził do siebie, ale na razie wolał nie myśleć co dalej robić z kłopotliwą sytuacją w jaką się wkopał. No bo... Chyba sprawił fizykowi nadto problemów, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sob Wrz 06, 2014 1:29 pm

Jeszcze przez dłuższą chwilę nauczyciel przyglądał się (najwyraźniej wciąż niezbyt przytomnemu na umyśle) Davethowi. Ech, no pięknie, jak tak dalej pójdzie, to wkrótce zacznę traktować szczyla jak własne dziecko, pomyślał z pewną niechęcią. Ale gdzieś pod tym płaszczykiem wrodzonej gruboskórności kryło się też niemałe zdziwienie. Tak po prawdzie Axel nigdy nie przypuszczał, że mógłby z własnej, nieprzymuszonej woli poświęcić komuś aż tyle (iście ojcowskiej) uwagi i troski. Aż do dzisiejszego dnia był szczerze przekonany, że jakiekolwiek zapędy tego rodzaju są mu z gruntu obce. Cóż, nawet po dwudziestu sześciu latach można dowiedzieć się o sobie czegoś zupełnie nowego.
Blackmore w swoich rozmyślaniach nie brał pod uwagę faktu, iż w tym wszystkim mogło wszak chodzić nie o charakter, a... No cóż, o Davetha. Samego w sobie.
Tego irytującego, mało bystrego ucznia, którego wcześniej nawet nie lubił.
- Potrzebujesz czegoś? Jesteś głodny? Spragniony? - Nauczyciel nachylił się i dziwnie delikatnie przyłożył swoją dużą dłoń do poranionego czoła chłopaka. Było gorące. Niedobrze. - Przede wszystkim, leż tu spokojnie i nie ruszaj się. Choćby nie wiem jak cię nosiło. Rozumiesz?

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sob Wrz 06, 2014 7:59 pm

Był wdzięczny nauczycielowi. Naprawdę wdzięczny. Przede wszystkim za to, że nie zdecydował się dzwonić po karetkę ani nie zawiózł go do szpitala wbrew jego woli. Mimo iż był pełnoletni, na pewno nie obyłoby się bez zawiadomienia najbliższej rodziny o incydencie, a to z pewnością jeden z najmniej ulubionych scenariuszy kończących ten prawie udany wieczór. Aż się wzdrygnął na wyobrażenie odwiedzającej go tam matki, że o piekle jakie czekałoby na niego w domu nie wspominając. Może i trochę oberwał, ale ile szczęścia w tym nieszczęściu! Na tym trzeba było się skupić.
Aż uśmiechnął się do siebie pod nosem, bo przecież nie będzie przeżywał kilku dodatkowych siniaków więcej, tak? Co to dla niego! Dzisiaj trochę zawrotów, trochę zadrapań, a już jutro nowy, lepszy dzień! Zresztą, czy nie miał świetnej okazji aby poznać tę stronę psora Blackmore'a, której prawdopodobnie nie znał nikt inny w jego szkole (jeśli nie liczyć być może jakiegoś zaprzyjaźnionego wykładowcy)? … To był naprawdę dobry facet, co nie? Nawet jeśli za chwile miał go ochrzanić za lekkomyślność i takie tam.
Powoli pokręcił głową, aczkolwiek zamarł pod wpływem dotyku na czole, czując się trochę niezręcznie. Niezręcznie i jak dzieciak, choć zazwyczaj nie przejmował się tym jakoś nadmiernie. Czyżby przez całą te opiekuńczość...? Jasne, była miła, ale z reguły jednak wolał, żeby ludzie nie martwili się o niego zanadto. To nie wróżyło niczego dobrego.
Powoli zsunął dłoń przysłaniającą oczy. Nie był świadomy lekkiej gorączki. Mentalnie czuł się znacznie lepiej, zwłaszcza że kompletnie odechciało mu się zwracać zawartość żołądka.
- Jest w porządku~ Um, panie psorze? – zamrugał szybko i otworzył oczy szerzej. - Nie będę sprawiał kłopotów więc-... - z początku zmarszczył nieco brwi i spojrzał gdzieś w bok, ale zaraz przypomniał sobie, że trzeba zachowywać się normalnie. Dziwnie jak bardzo pozwalał sobie opuszczać gardę. Pewnie po oberwaniu w łeb jakoś wolniej reagował! Ale to się z pewnością wkrótce nareperuje. Przywrócił zatem twarzy pełny uśmiech. Mógł być odrobinę blady.
- Mogę tu nocować?! – spojrzał na niego odrobinę mętnymi, lecz już roziskrzonymi oczami. - Nie wykorzystam tego żeby pana szantażować ani oskarżyć o coś niemoralnego i takie tam rózne! Zobowiązuje się nawet do zrobienia śniadania! Za darmo! - no jasne, jak ze składników, które jego wybawca miał w lodówce, to raczej opłat nie ma za co pobierać. - Jestem świetnym kucharzem! Nie pożałuje pan! – dodał z werwą, odruchem wykonując taki ruch, jak gdyby chciał się podnieść, minimalnie przy tym krzywiąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sob Wrz 06, 2014 9:50 pm

Axel wysłuchał spokojnie słów ucznia, chociaż na usta cisnęło mu się wiele bardziej i mniej miłych słów... chociaż raczej tych pierwszych. W jakiś dziwny, nie do końca racjonalny sposób rozczulało go zaangażowanie chłopaka i zareagował w jakikolwiek sposób dopiero wtedy, gdy potok wymowy raptownie ucichł, zakończony gwałtownym poderwaniem się Davetha do pionu. Dziecko, do jasnej cholery, ledwo co wyjebałeś łbem o słup, jęknął nauczyciel w duchu. Powstrzymaj swoje ADHD chociaż na dziesięć, nie, na pięć minut!
- Leż spokojnie - pouczył go stanowczym tonem, układając z powrotem na skórzanej kanapie i przykrywając wełnianym pledem - od rozbitego okna zaczął już ciągnąć wieczorny, mało przyjemny chłód. - Doceniam twój zapał, ale przecież mówiłem ci już wcześniej, że masz zostać u mnie na noc. W ogóle mnie nie słuchasz, co? Ech, zupełnie jak w szkole. - Ledwo powstrzymał się przed potarganiem Davethowi włosów, i tak już mocno zmierzwionych od przeżyć mijającego wieczoru. Kolejny dziwny, mało racjonalny odruch. Usta nauczyciela rozciągnęły się w wesołym, odrobinę zaczepnym uśmieszku. - Jeśli jednak będziesz się czuł na siłach, z pewnością nie pogardzę śniadaniem. - Nie żeby była to dla Blackmore'a jakaś nowość. Nie raz i nie dwa kochanki (tudzież kochankowie) szykowali mu rano jajecznicę, tosty, sałatki albo inne pyszności, przynosząc je prosto do łóżka i budząc Axela samym aromatem jedzenia. No, było też sporo takich, którzy budzili go zgoła czymś innym... tak czy owak, w żadnym z tych wypadków nie narzekał. Ale to, że tym razem śniadanie zrobi mu uczeń, było właściwie całkiem miłą odmianą. Nauczyciel był ciekaw, czy chłopak faktycznie jest tak dobry w gotowaniu, jak utrzymuje. Sam nie miał nigdy specjalnych wymagań co do jedzenia - jego fantastycznie urozmaicona dieta składała się ostatnimi czasy głównie z fast-foodów i kiepskiej jakości chińskich zupek - jednak, jak każdy facet z krwi i kości, lubił od czasu do czasu dobrze zjeść. Ale najpierw - obowiązkowo kąpiel, bo po tym wszystkim, co ich spotkało czuł się zdecydowanie nieświeżo.
- Lecę pod prysznic - poinformował Davetha, wciąż jednak nie podnosząc dupska z kanapy, zupełnie jakby w nią wrósł czy inne licho. Był tak zmęczony, że nawet nie chciało mu się ruszać do łazienki. O ranyyyy...

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Nie Wrz 07, 2014 9:23 pm

Aż na nowo zakręciło mu się w głowie, jednakże w tym wybitnie wypadku nie było to winą nadmiernego podekscytowania, a raczej głupio nieprzemyślanego ruchu. Jedno było na plus – nawet przy tego rodzaju czynności, mdłości nie powróciły. Co nie zmieniało faktu, że jeszcze zdecydowanie nie był w najlepszej kondycji do tak wariackiego zachowania. Samemu pojmując to dość szybko, przytknął dłoń do czoła i uśmiechnął się przepraszająco z zamkniętymi tak na wszelki wypadek oczami. Nie opierał się, wyjątkowo grzecznie wracając do pozycji wyjściowej.
- Leże, już leżę. - co prawda kręcił się przy tym trochę, ale generalnie nie próbował stwarzać nowych problemów. Nie czuł że marznie, zatem nakrycie akceptował o wiele mniej chętnie. Odnosił wręcz przeciwne wrażenie – że jest mu dziwnie gorąco mimo wciskającego się do środka przeciągu. Nie żeby narzekał. Lubił ciepło.
- Eh?! Naprawdę? Jest pan pewien? Myślę, że gdyby pan zaproponował coś takiego, musiałbym się mocno zdziwić!- nie kłamał i nie próbował robić sobie żartów. Właściwie nie pamiętał za bardzo co mówił i czy w ogóle coś mówił zaraz po zaliczeniu twardej integracji ze słupem. Słabo kojarzył fakty z tamtych paru chwil. Zapewne efekt szoku. Podobnie nie pamiętał tego co mówił do niego Blackmore. A idąc tym tropem-...
- Heeh...~ – ponownie otworzył oczy i spojrzał z dołu na siedzącego nad nim mężczyznę. - Więc nie będzie mi pan suszył głowy, że nie wracam do domu na noc? – upewnił się, nie kojarząc w takim razie również tego, co już zdążył w kryzysie wypalić otwarcie o swojej niechęci do powrotu. Teraz nie dawał po sobie odczuć niczego w tym guście. Zamarł za to na moment, otwierając oczy o wiele szerzej. Wow... TO było jak cios w policzek. Dziwnie pozytywny cios w policzek. ...tyle że ciosy w policzek z natury nie są przyjemne. Chyba że jest się masochistą. Daveth jednak nie był. Może odrobinę. W zdrowej ilości!
No halo! Szkolny Dementor właśnie się uśmiechnął! Znaczy... Jasne, wcześniej widział jak się śmiał, ale to było coś na zupełnie innym poziomie.
Wreszcie parsknął wesoło.
- Zdecydowanie miałem jednak rację! Uśmiech bardziej panu pasuje niż ten wiecznie posępny i zirytowany wyraz twarzy.
Zakodował w głowie, że będzie trzeba wstać przed fizykiem. Oby tylko w lodówce zdołał znaleźć cokolwiek, co zdatne było do przetworzenia w pożywny posiłek, mający rozpocząć dobry początek dnia. Może to dlatego Blackmore wiecznie się krzywił w pracy? Może nie jadał właściwie? Jak dla Davetha – całkiem dobre wytłumaczenie!
- Taaaaak. Imponujący pęd.- otaksował jego osobę z góry na dół. - Starość nie radość? – wymsknęło mu się, zanim zdołał w ogóle o tym pomyśleć. Właśnie dlatego nie należał do najbardziej lubianych uczniów. Za często mówił to co miał na myśli, stawiając przy tym na nadmierną otwartość, szczerość i nie zastanawiając się co gorsza nad konsekwencjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Pią Paź 03, 2014 11:09 am

Słysząc uwagę o starości, Axel łypnął na niego w złowieszczy, iście bazyliszkowy sposób. Bardziej wychowawczo niż z faktycznego oburzenia, bo przecież w wieku dwudziestu sześciu lat nie miał prawa czuć się staro. To nawet jeszcze nie był wiek średni, do cholery. Jakieś milion pieprzonych lat do wieku średniego.
- Hmpf. Nie ty musiałeś nieść przez pół miasta idiotę, który wyrżnął łbem o latarnię - odburknął, ale w jego głosie nie było słychać złości czy jakichkolwiek negatywnych uczuć w ogóle. Tak po prawdzie w zielonych oczach błysnęła nawet jakaś wesoła, odrobinę ironiczna iskierka. Pomijając milczeniem resztę słów ucznia (później będą mieli więcej czasu na pogaduszki), otulił go porządnie pledem, pouczył raz jeszcze, żeby nie ważył się ruszać z kanapy, że wciąż nie jest z nim dobrze, że Axel zaraz wróci i jak zastanie go w innym miejscu niż rzeczona kanapa, to przestanie być tak miły jak dotychczas. Zerkając jeszcze ostrzegawczo przez ramię, złapał jakieś czyste ciuchy i szybkim krokiem udał się do łazienki, jak zwykle planując spędzić w niej minimalną ilość czasu. Przez brak ogrzewania zawsze było w niej cholernie zimno, w dodatku wystające rury i wysoki sufit wywoływały odrobinę przytłaczające wrażenie. Poza tym instalacja cieplna trzymała się kupy na słowo honoru i wystarczyło postać pod prysznicem o minutę dłużej niż wytrzymałość pofabrycznego złomu, by wywołać awarię całego systemu. Trochę przejebane, ale przynajmniej czynsz na wynajem był śmiesznie niski.
Właściwie to Blackmore planował jeszcze przed kąpielą zadzwonić do swojego kumpla, lekarza, żeby wpadł do niego po dyżurze i rzucił okiem na poturbowanego Davetha. Co prawda po nieustannym potoku wymowy ucznia oraz fakcie, iż wróciło mu zwyczajowe ADHD można było uznać, że wszystko zmierza w dobrym kierunku - ale Axel, wprawiony w ulicznych bójkach, nauczył się nie ignorować czegoś tak poważnego jak podejrzenie wstrząsu mózgu. Dlatego też (już w łazience) wykonał szybki, dyskretny telefon, w krótkich słowach wyjaśniając, o co chodzi, po czym z wyraźną ulgą wskoczył pod prysznic.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Czw Paź 09, 2014 10:45 am

Zrobił minę godną najprawdziwszego niewiniątka, ale oczyma uciekł gdzieś w bok, byle z dala od kąsającego spojrzenia nauczyciela. Pogodny nastrój najwyraźniej naprawdę rzadko go opuszczał, a jeśli już, to nie trwało zbyt długo nim ponownie zdołał do niego wrócić, niezależnie od okoliczności i pozycji w jakich się znajdował. A przynajmniej właśnie takie sprawiał wrażenie. Zresztą co się stało, to się nie odstanie. Prawda, gdyby miał możliwość dokonania wyboru, z pewnością darowałby sobie chociażby to całe wlatywanie w słup. Mógł na takiego nie wyglądać, ale zazwyczaj naprawdę dbał o swoje zdrowie. Jak to każdy, poważny w swej dziedzinie sportowiec – za bardzo bał się kontuzji mogących go wyeliminować z dalszej gry. Wyglądało jednak na to, że dzięki podjęciu niemądrej próby ucieczki, koniec końców nie musiał w ogóle wracać na noc do domu. Nie wyszło więc aż tak źle.
- Nauczyciel nie powinien wyrażać się w ten sposób o swoim uczniu! Zwłaszcza, kiedy ten uczeń go słyszy! – wskazał go oskarżycielko palcem, naśladując poważny i surowy ton jednego ze starszych profesorów szkoły. Jasne, w bani ciągle pulsowało, ale nie można się wiecznie przejmować niedogodnościami! Hm, swoją drogą... Jak miał się odwdzięczyć za to całe przetrzymanie na swoim mieszkaniu? Powinien kupić czekoladki? Naah, takie rzeczy bardziej pasowało wręczać kobietą, razem z kwiatami. Dobrą, drogą kawę albo herbatę? … Patrząc na Blackmore'a, raczej ucieszyłby go jakiś alkohol. W każdym razie, jakoś prędzej widział go usatysfakcjonowanego z butelką dobrej whisky w ręku niż pudełkiem słodyczy. Nie mówiąc już o tym, że Daveth kompletnie nie znał się na słodyczach. Nie jadał ich. Hmmm... Przede wszystkim należy zacząć od okna.
Poczekał aż fizyk zniknie w drzwiach łazienki, machając mu zamaszyście z szerokim uśmiechem. Dopiero gdy owe się za nim zamknęły, pozwolił sobie cicho i ostrożnie odkopać spod przykrycia i postawić nogi na podłodze. Na próbę pochylił się i wyprostował dwa razy. Kręciło mu się w głowie za każdym razem, ale już nie mdliło. Wzmagało za to dyskomfort w okolicach skroni. Dupa. Podniósł się niespiesznie z kanapy. Nie był już nadmiernie słaby, ale też nie w pełni sił. Drażniące uczucie. Dobra... Zanim tamten facet wróci, trzeba by coś znaleźć do „załatania” dziury od której diabelnie ciągnęło. I tak było tu już nie za ciepło, a on nienawidził zimna. Może jakiś karton i taśma klejąca? Izolacyjna byłaby rzecz jasna lepsza. Spróbował się rozejrzeć po kuchni i kredensach, chociaż prawie na palcach. Byle co byłoby w porządku. Jeśli znalazł czego mu potrzeba, zapewne w pośpiechu odwalił robotę (mało efektywne, ale lepsze niż nic) i oby wrócił na kanapę przed powrotem belfra, a jeśli nie-... Cóż. Usiadł na meblu, owinął się kocem i wrogo spozierał na dziurę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Pon Lis 03, 2014 3:11 pm

Wyszedł spod prysznica nieco zziębnięty, klnąc na czym świat stoi. Akurat namydlił sobie łeb szamponem, kiedy to przedpotopowa instalacja cieplna uznała, iż skończyły się czasy dobrobytu i ze słuchawki prysznica chlusnął na nauczyciela strumień lodowatej wody. Cóż, na zimę będzie musiał uskładać trochę kasy i w końcu wymienić wszystkie te przestarzałe rury i zawory, bo przy minusowych temperaturach na zewnątrz przestanie mu już być tak wesoło. Zwłaszcza że loft był w zasadzie pozbawiony ogrzewania jako takiego i Axel przy chłodniejszych nocach musiał kombinować jak koń pod górkę, przynosząc do domu farelki i modląc się, by przypadkiem od przeciążenia nie wywaliło korków (co zdarzało się, gdy miał na przykład jednocześnie włączony komputer i mikrofalówkę). Całe szczęście, że nie był typem zmarzlucha.
Wycierając się szybko szorstkim ręcznikiem (dobre krążenie krwi to podstawa!), zerknął przelotnie w łazienkowe lustro. Niespecjalnie spodobał mu się ten widok - podbite oko, spuchnięta warga, kilka wyraźnych zadrapań na policzkach i szyi. Kurwa mać. Ciekawe, co na jego prezencję powiedzą jutro w pracy. Dyrektor i tak zawsze patrzył na niego spode łba, kiedy zapomniał pozbyć się piercingu z twarzy; co dopiero w sytuacji, gdy wyglądał jak przegrany bokser, który ledwie przed chwilą zszedł z ringu. Niedobrze. Może to odpowiedni czas, by wziąć parę dni urlopu... Niegłupi pomysł. Axel właściwie całkiem lubił swoją robotę i niespecjalnie miał ochotę zostać z niej wykopany przez to, że wygląda jak idź i nie wracaj. Normalnie być może nie robiłoby to nikomu różnicy, ale ostatecznie nie pracował w dzielnicy czarnuchów-analfabetów, tylko w prestiżowej szkole, gdzie jak dotąd całkiem nieźle mu się układało.
Nie tracąc już więcej czasu na wgapianie się w swoją opuchniętą mordę, wciągnął na tyłek czyste bokserki i spodnie, po czym wyskoczył z łazienki jak diabeł z pudełka, przypomniawszy sobie poniewczasie o krnąbrnym uczniu, który (tego Axel był całkowicie pewien!) prawdopodobnie zdążył już co najmniej pięć razy zleźć z kanapy mimo surowego zakazu swojego nauczyciela. O dziwo jednak, gdy Blackmore wparował do pomieszczenia, Daveth siedział grzecznie we wskazanym miejscu i tylko łypał gniewnie na stłuczoną szybę. Axel zaśmiał się w duchu, po czym zadrżał lekko, gdy poczuł na swoim nagim torsie ukłucie zimnego, wieczornego powietrza. Będzie musiał jak najszybciej zająć się rozwalonym oknem.
- Zmarzłeś? - spytał ucznia, podchodząc do niego i otulając go mocniej kocem. - Chciałbyś się przebrać w coś czystego? - Niedbałym ruchem dłoni wskazał prowizoryczną szafę, skleconą z pofabrycznej siatki i paru stalowych belek. - Weź sobie co chcesz. Zaproponowałbym kąpiel, ale ciepła woda chwilowo wysiadła... jednak na herbatę powinno starczyć prądu - dodał z uśmiechem.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Czw Lis 06, 2014 8:20 pm


W przeciwieństwie do Axela, Daveth był konkretnym ciepłolubem. Gdyby w kolejnym życiu miał zostać jakimś zwierzęciem, zapewne padłoby na pustynną jaszczurkę tudzież innego gada o wybitnym zapotrzebowaniu na ciepło. Wygrzewałby się całymi dniami, a gdy tylko słońce schowałoby się za horyzontem, czym prędzej czmychał do swojej ciepłej norki.
Najlepsze lata swojego życia spędził w Japonii. W ciepłych rejonach Kyushu, okazjonalnie odwiedzając dalszą część rodziny w niewiele mniej ciepłym Kyoto. Nawet zimą nie udało mu się uświadczyć tam minusowych temperatur. Nigdy nie przeszkadzały mu specjalnie choćby i te najgorsze upały. W Wielkiej Brytanii niby też mało kiedy zdarzały się większe mrozy, ale tutaj pogoda bywała wybitnie kapryśna. Zwłaszcza o tej porze roku. Za dużo mgieł, chmur i chłodnych, porywistych wiatrów, że o ciągłych deszczach nie wspominając. No ale jak mus to mus.
Wpatrzony rozeźlonym, wręcz oburzonym wzrokiem w szybę (zupełnie takim, jak gdyby owa wyrządziła mu niewyobrażalnie wielką krzywdę) praktycznie nie zauważył powrotu swojego nauczyciela aż do czasu gdy ten zdecydował się odezwać. Dopiero wówczas przekręcił głowę i zdziwił się wielce, że facet był w stanie wyjść z łazienki półnagi i to tak zaraz po kąpieli. Choć gdy podchodził, udało mu się dojrzeć gęsią skórkę, więc najwyraźniej także i jemu musiało być mimo wszystko chłodno. Zresztą nie tylko to zauważył
- Bywało gorzej~ – odparł, szybko wracając do szeroko szczerzącego kły siebie.
Przekrzywił głowę do boku, przyglądając się odsłoniętej części ciała. O! Ciekawe czy coś trenował. Był naprawdę dobrze zbudowany. Nieprzesadnie, ale cholernie dobrze. W sumie po akcji jaką zaprezentował przy ulicznych zbirach, nie miał chyba prawa spodziewać się czegoś zgoła innego. Podobnie z sińcami. Oho, w szkole to dopiero gęsto zrobi się od plotek jak go tak wszyscy zobaczą!
No i wyglądało na to, że humor jak mu się poprawił, tak pozostał, sądząc po przytwierdzonym do twarzy uśmieszku. Takim normalnym, a nie typowo „Blackmorowym-wrednym”, który sugeruje, że zaraz się wnerwi wykazywaniem głupoty na zajęciach.
- O! Mógłbym pożyczyć? Obiecuję wyprać zanim oddam! – poderwał się i zachwiał trochę. Jednak skończony idiota z niego. W ogóle nie uczy się na błędach. Zamrugał jednak kilka razy i chociaż miał na tyle rozumu, by odczekać chwilę w pozycji stojącej nim ruszył się z miejsca.
Bo przecież miałby czekać aż mu podadzą? Daveth? Nope. I oczywiście zero krępacji przed pożyczaniem ciuchów od własnego belfra.
- W sumie brałem prysznic w szkole. Ale ciepłym piciem nie pogardzę! – chociaż brudne po burdzie łapska i trochę sponiewieraną twarz przydałoby się przemyć w najbliższym czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Pon Gru 08, 2014 7:37 pm

Nauczyciel stał przy kuchennym blacie, słuchając szumu gotującej się wody i grzebiąc energicznie w puszce z herbatą. Z opuchniętej mordy wciąż nie schodził mu wesoły uśmieszek. Pewnie gdyby zobaczył teraz siebie samego, złapałby lekką załamkę - od wyjścia z łazienki śliwa pod okiem napuchła do iście fantazyjnych rozmiarów, a nieustannie suszenie zębów tylko to podkreślało - jednak, na szczęście, w lofcie nie miał zbyt wielu luster. Dlatego też dobry humor go nie opuszczał. Nie bez znaczenia był tutaj również fakt, że Daveth oddalił się w poszukiwaniu ciuchów, więc chwilowo nic Axelowi nie jazgotało za uchem i miał parę minut świętego spokoju. Zajęty wyjmowaniem kubków i przetrząsaniem szafek (znowu zapodział gdzieś tę cholerną zaparzaczkę!) zaczął najpierw pogwizdywać, a później już całkiem głośno podśpiewywać "Paranoid" Black Sabbath. Bo było okej, naprawdę okej, mimo wszystko. Zaraz podłączy się jakąś farelkę, zaklei dziurę w oknie, zadzwoni po pizzę (Balckmore bynajmniej nie zamierzał gotować - zresztą i tak miał w domu tylko piwo) i wieczór, wbrew wcześniejszym prognozom, zakończy się dobrze. Najważniejsze, że byli z Davethem cali i (względnie) zdrowi, ale to już potwierdzi na sto procent Paul - utalentowany, lecz odrobinę roztrzepany kardiochirurg, swoim kumplom znany głównie z wybuchowego charakteru oraz zamiłowania do Chelsea London i ciemnego piwa. Przez to pierwsze (w połączeniu z drugim i trzecim) często wdawał się w bójki, ale ostatecznie w grupce ich znajomych było to całkiem normalne. No i zawsze miło było mieć w drużynie lekarza, właśnie na wypadek takich sytuacji jak dzisiejsza. Hmm. W sumie powinien już być, pomyślał przelotnie Blackmore, sprawdzając godzinę w telefonie. Ledwie zdążył odłożyć komórkę na kuchenny blat, coś z całej siły trzepnęło w stalowe drzwi loftu. Sądząc po odgłosie, był to ciężki bucior, który niemal wyjebał je z zawiasów.
Niemal.
- Paul, ty kurwo! - Axel dał sobie spokój z szukaniem zaparzaczki i łypnął groźnie do przedpokoju. Tyle w kwestii dawania dobrego przykładu Davethowi.
- Ja pierdolę, stary! - wydarł się jego kumpel od progu, rozglądając się wokół siebie w panice. - Klucz! Zamykaj drzwi, szybko! Goni mnie!
- Eeee... ten koleś z pubu trzy dni temu...? - Nauczyciel mgliście skojarzył, że Paul miał ostatnio jakiś zatarg w camdeńskim "Crawl".
- Jaki koleś?! Nie! Kurwa! Moja była!
- To w końcu kurwa czy była? - Blackmore wyszczerzył zęby w iście żelbetonowym uśmieszku. - Wyluzuj, chyba nie jest na tyle pierdolnięta, by gonić cię aż tu.
- Żebyś się nie zdziwił. Dobra, to gdzie jest ten koleś z rozwalonym łbem?

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sro Gru 10, 2014 12:09 am

Daveth zastanawiał się, czy nie powinien czasem poradzić swojemu belfrowi, aby przyłożył coś zimnego do twarzy. A przynajmniej oka. Zważywszy jednak na dziwnie zadowolony chwilowo twarzy, postanowił powstrzymać się z tym jeszcze troszeczkę. Wszak okazywanie podobnych emocji przez „Dementora”, to nie lada wydarzenie! Stąd podwójnie rozochocony, polazł pogrzebać w ciuchach starszego mężczyzny jak gdyby nigdy nic. Nawet się nie skrępował kiedy w trakcie udało mu się natrafić na szafkę z bielizną. O dziwo starał się niczego nie poprzekładać i nie powywracać do góry nogami. Za to kiedy co rusz wyciągnął jakąś koszulkę żeby się jej przyjrzeć, przy odkładaniu składał takową z zadziwiającą wręcz starannością. Równiutko. W sumie odruchowo i aż do czasu, gdy to nie znalazł koszulki z krótkim rękawem, nie wyglądającej specjalnie wyjściowo. Ot prosty, biały T-shirt i tak jak cała reszta – wydający się strasznie duży! Rozkładając ją przed sobą w powietrzu, naburmuszył się nieco. Niby wcale nie był niski, ale odkąd koszykówka stała się całym jego światem, chorobliwie wręcz pragnął tych kolejnych centymetrów, choć ze względu na matkę Azjatkę, powinien się cieszyć iż jest już jaki jest. Drgnął natomiast na dźwięki piosenki, której obecność dopiero po jakimś czasie odnotował w pomieszczeniu. Śpiew... Kto? Że niby Blackmore? Ale numer! Może powinien spróbować znaleźć w telefonie opcji dyktafonu?
Podśmiechując się trochę pod nosem i upewniając najsampierw, że mężczyzna zajęty jest czymś co nie wiąże się z obserwowaniem O'Nailowej osoby, czym prędzej zaczął ściągać z siebie górną część odzienia, uważając by być obrócony plecami do ściany tudzież jakiegokolwiek mebla, ażeby zaraz zastąpić ją czystą i świeżą. Swoją droga, niesamowite o ile lepiej mógł się po tym poczuć człowiek! I już zamierzał krzykiem oznajmić zakończenie swojej krucjaty, gdy oto nastąpiło łomotanie. Z siadu po turecki przeszedł w ułamku sekundy w kucki, a następnie dopiero wyprostował się z miną, mogącą oznaczać co najwyżej jeden wielki znak zapytania. Znak zapytania nabrał jaskrawej, neonowej barwy wraz z pierwszym odzewem. Wooooow! Bitka. Śmieszki i uśmieszki. Piosenki. A teraz TAKIE odzywki! No, no! Kto by pomyślał!
Jeszcze raz: „Dlaczego on tego nie udokumentowuje ?!
Lekkim truchtem ruszył się bliżej z miną ciekawskiego psiaka.
- Łaaa! Słyszę tyle deprawujących mój młody umysł rzeczy~! – z teatralnym przerażeniem przytknął dłonie do policzków i posłał Axelowi równie nieprawdziwie przerażone spojrzenie. Zaraz jednak zaśmiał się pod nosem i spojrzał na nowo przybyłego mężczyznę.
- D-bry wieczór! – przywitał się z szerokim uśmiechem i na pewno widocznym, idiotycznym sińco-guzem na czole. Dodatkowo dziwnie wyglądać musiał w nieco workowato leżącej na nim koszulce, za długiej, za szerokiej i aż ukazujące na luzie obojczyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Sro Gru 24, 2014 3:04 pm

- Cześć, młody. - Paul uśmiechnął się do Davetha i wszedł śmiało do kuchni, nie zdejmując nawet płaszcza. Miał jasne włosy, niebieskie oczy i piegowatą twarz. Ot, typowy Angol z dziada pradziada. Dorastał w jakiejś małej mieścinie, Haltwhistle czy innym Epping, jednak przebywał już w Londynie na tyle długo, że znał je jak własną kieszeń. Axel spotkał go kiedyś w jakiejś knajpie przy Portobello i od tamtej pory trzymali się razem, metodycznie zaliczając pub po pubie w mniej lub bardziej szemranych dzielnicach miasta. Może i nie mieli zbyt podobnych charakterów, ale miłość do piwa przenicznego i Chelsea London stanowiła całkiem sympatyczną podstawę ich znajomości.
- Tak jak ci mówiłem... - zaczął nauczyciel, ale Paul szybko mu przerwał.
- No wiem, wiem. - Płynnym, stanowczym ruchem usadził Davetha na kuchennym krześle. Zadał mu parę pytań o samopoczucie, zbadał puls i obejrzał guza na głowie. Szybkie, rzeczowe czynności, ani jednego niepotrzebnego gestu. Jak przystało na dobrego lekarza. - Cóż, nawet jeśli to wstrząs mózgu, to bardzo lekki, na twoim miejscu nie martwiłbym się jakoś specjalnie. Co nie znaczy, że masz teraz pomknąć w podskokach na kolejną bójkę - dodał odrobinę karcącym głosem, powstrzymując chłopaka przed zerwaniem się na równe nogi. - Połóż się i odpocznij. Powinieneś też pójść na RTG albo rezonans magnetyczny... wypiszę ci skierowanie, załatwisz to jutro rano, okej? Przypilnuj go, Ax - zwrócił się do kumpla. - To twój uczeń, no nie?
- Mhm. - Blackmore otworzył lodówkę, prezentując zgromadzone w niej butelki z alkoholem. - Zostaniesz na piwie... albo herbacie? - dodał szybko, usiłując ratować resztki nauczycielskiego autorytetu. O ile jeszcze w ogóle jakieś pozostały. Mina Davetha mówiła mu, że raczej nie bardzo.
- Kurwa, stary, chciałbym, ale jestem skonany po dyżurze, będę się już zwijał. No i moja była, wiesz...
- Spoko. - Axelowi nie trzeba było długo tłumaczyć takich rzeczy. - Dzięki za...
Gwałtowny huk przerwał mu w pół zdania. Coś jakby szarżujący nosorożec zderzający się ze stalowymi drzwiami..
Bardzo wściekły, szarżujący nosorożec.
- To ta twoja była? - spytał Paula, żartobliwym tonem głosu maskując niepokój.
Wiedział przecież, że kobieta nie byłaby w stanie kopnąć drzwi na tyle mocno, by wyjebać je z zawiasów.
A te do loftu całkiem solidnie oberwały.

Paul jest NPC, więc możesz nim na luzie kierować, będzie ciekawiej ;3

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Pon Sty 12, 2015 4:49 pm


Z nieukrywaną ciekawością przyjrzał się nieznajomemu mężczyźnie. Nie był co prawda świadkiem rozmowy telefonicznej Axela, jednak nawet on potrafił się domyślić kim jest i po co tu przyszedł, skoro nauczyciel zapowiadał się z wezwaniem dla niego jakiegoś lekarza. Rzecz jasna mogło się okazać, że wcale a wcale nie ma racji. Równie dobrze mógł być sąsiadem, który chciał jedynie pożyczyć szklankę cukru. Niemniej wywiad lekarski, który nadciągnął niczym burza, rozwiał wszelkie, ewentualne wątpliwości. Daveth odpowiadał na nie płynnie, acz znacznie bardziej rozwlekle niż byłoby to wymagane. Tendencja osób nadmiernie lubiących paplać. Starał się też zachować jaki taki spokój, skoro facet już kłopotał się, aby przyjść go obejrzeć. Nie było to łatwe.
Pod koniec chciał od razu podnieść się z miejsca, ale o dziwo został powstrzymany zanim w ogóle wykonał ruch. Wow! Dobry jest! Skoro znowu zakazano mu wstawać (co przyjął z komicznie nadąsaną miną), od razu wystrzelił ręką ku górze niczym ten grzeczny uczniak zgłaszający się do odpowiedzi.
- Chciałem zgłosić, że mój mózg czuje się bardzo dobrze! A to badanie musi być koniecznie jutro? Jutro mam bardzo ważny trening! - wystrzelił od razu ze swoimi interesami, nie wspominając już o tym, że dla niego tak naprawdę każdy trening był równie ważny. W końcu to jedyna rzecz o jakiej myślał na poważnie. No i jasne, chciał dbać o swoje zdrowie, ale niespecjalnie przepadał za łażeniem po lekarzach. Ze swoim pytaniem popatrywał to na jednego, to na drugiego.
Paul uniósł jedną brew wyżej, po czym rzucił pytające spojrzenie w stronę swojego kumpla. Na jego twarzy było wręcz wypisane: „Że on tak niby ma normalnie?”
- Jutro. I żadnych sportów w tym dniu. Najlepiej w ogóle darować sobie najbliższe 2-3. Chyba że w razie ewentualnych komplikacji, chcesz na dobre zostać zmuszony do rzucenia czegokolwiek-tam-trenujesz?
Daveth wyprostował się w krześle jak ta struna, ale też niemalże dało się zobaczyć jak niewidzialne, zwierzęce uszy oklapują żałośnie. Doktorek trafił w czuły punkt. Jeśli tak go straszono, nie miał chyba wyboru. Nawet spróbował póki co zachowywać się tyle o ile spokojnie i nie sprawiać kłopoty swoją żywiołowością. Choć już po niespełna minucie ciężko mu było powstrzymać parsknięcie śmiechem na zachowania swojego nauczyciela. Jak nic był jedynym uczniem swojej szkoły, który miał okazję zobaczyć go TAKIM. Ha!
Dopiero na łomot prawie podskoczył i zaraz spojrzał w tamtym kierunku.
- W sensie, że jest zapaśniczką, czy coś takiego? – spytał w zaintrygowaniu Paula, czując w brzuchu lekki niepokój. I nie. Nie było to spowodowane nagłą potrzebą udania się do toalety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Wto Sty 27, 2015 7:25 pm

- Otwieraj, skurwielu! - rozwyło się coś za (lekko już nadwyrężonymi) drzwiami. Wnioskując z natężenia i skali wrzasków, czaiło się tam co najmniej z piętnastu chłopa. I raczej nie mieli specjalnie pokojowych zamiarów. - Otwieraj, albo wyjebię te pierdolone drzwi z zawiasów!
- Cóż, to chyba kumple tamtych - powiedział Axel do nikogo w szczególności, szybko kojarząc nowoprzybyłych z ową milusią trójką, z którą miał nieprzyjemność spotkać się dobrą godzinę temu. Teraz razem z Paulem może też jakoś daliby sobie radę, ale... Daveth. Z Davethem wciąż nie było dobrze. Nie mogli go narażać na więcej niebezpieczeństw, zwłaszcza jeśli w grę wchodziło mordobicie, a biorąc pod uwagę ogólną sytuację, był to całkiem prawdopodobny scenariusz.
Jeśli nie jedyny, o ile nie ruszą dupska i czegoś nie zrobią.
- Panowie, spierdalamy - podjął męską decyzję Blackmore. Cóż, pomijając już całą swoją nauczycielską opiekuńczość, średnio podobał mu się pomysł bijatyki we własnym mieszkaniu. Może i nie miał tu zbyt wielu cennych rzeczy - ot, laptop, gitara, trochę płyt i książek - ale nie zamierzał robić z loftu pobojowiska tylko dlatego, że paru (umysłowych) czarnuchów przesadziło ze speedem czy innym tam gównem typu żyleta i hasają teraz po dzielni, szukając pretekstu do boruty. Nauczyciel delikatnie, acz stanowczo ujął nadgarstek Davetha - jakoś tak wolał mieć tego narwanego chłystka blisko siebie - i pociągnął go w stronę okna, za którym, jakże wygodnie, znajdowała się drabinka przeciwpożarowa. Średnio wygodna droga ucieczki, jednak w tym momencie i tak nie mieli zbyt dużego wyboru.
Prawdę mówiąc, nie mieli żadnego wyboru.

[z/t]

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Loft Axela   Pią Lut 13, 2015 10:16 pm

Szczerze powiedziawszy, chyba jednak wolałby, żeby dziewczyna tego całego lekarza, Paula, faktycznie okazała się zapaśniczką, a nawet i kulturystką jeśli trzeba. Zdecydowanie lepsze to niż zgraja pierdolniętych ćpunów czy innego, naprutego w trzy dupy parszystwa, które dobija się do drzwi w swej żądzy zemsty i zniszczenia. Na dodatek, sądząc po dochodzących z korytarza dźwiękach, w liczbie większej niż wypadało. Zasada fair play chyba właśnie poszła się kochać.
Daveth wpadł w lekko bojowy nastrój co prawda, sądząc po tym jak szybko znalazł się na nowo na prostych nogach, ale z drugiej strony zdawał sobie niejako sprawę, że w tym wypadku wiele zdziałać nie zdoła. Wbrew temu jak niewielkim rozsądkiem zwykł się zazwyczaj kierować, wiedział kiedy trzeba spasować i wycofać się w miarę możliwości. W końcu jaki byłby z niego koszykarz, gdyby pozwolił na połamanie mu rąk lub nóg?
- Hej! Mogę jeszcze sam chodzić. – zwrócił się z lekką urazą w stronę ciągnącego go nauczyciela, przyspieszając kroku. Okno. Cóż. Miał dość spore doświadczenie, jeśli mowa o wymykaniu się oknami. Wszakże stosował ten trik przy niemal każdym wyjściu z domu. Niezależnie czy to środek dnia czy też nocy. Tyle że pod oknem miał drzewo. Przystosował się już do złażenia po gałęziach jak ta małpa. Pewnie poszło by go upchnąć do cyrku za całkiem niezłą sumkę. Drabinom natomiast tak średnio jakoś ufał, ale mus jest mus. Nie ma co narzekać! I tędy całkiem zręcznie – plus boso, bo butów się pozbył przy przebieraniu, a jakoś nie miał czasu pomyśleć o ich ponownym założeniu – zaczął złazić ku uliczce na dole.
- Super! Jak w filmie sensacyjnym! Tylko wybuchów brakuje~ - zachichotał co prawda gdzieś w połowie drogi na dół, ale troszeczkę czuł się jednak spięty.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Loft Axela   

Powrót do góry Go down
 
Loft Axela
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Inne-
Skocz do: