IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pan M i Rosa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 6:06 pm

W holu czekało kilku młodych mężczyzn, wszyscy w sprawie ogłoszenia o stażu organizowanym przez popularną gazetę podróżniczą, która słynęła z wysyłania swoich dziennikarzy w różne nietypowe miejsca. Wchodzili jeden za drugim do pokoju konferencyjnego i wracali wszyscy, jak jeden mąż, z minami oznaczającymi porażkę. Jeden z nich nie mogąc pohamować swojej złości kopnął śmietnik stojący mu na drodze i wyszedł z budynku niczym burza. Dobrze zbudowany, ciemnowłosy o oczach niebieskich jak niebo. Powiedzieli mu, że nie liczy się fakt, iż ma talent. Był nikim, skończył szkołę ale nie miał studiów, zero rekomendacji czy znajomości w branży.
"Innym razem kolego..."
Michael nie dostał znowu pracy. Wszędzie gdzie szedł odsyłali go z kwitkiem, obietnicą kontaktu w późniejszym terminie i inne pierdoły. Miał już trzydzieści lat, na które nie wyglądał - cudowne geny sprawiały, że wyglądał młodziej niż jego rówieśnicy. Potencjalni pracodawcy widzieli w nim młodzika - niedoświadczonego i narwanego, który pojawił się znikąd i oczekiwał przyjęcia do tak prestiżowego magazynu.
Cholera, jeśli nie talent to co miało świadczyć o jego wartości?! Jego dziedzictwo rodowe? Z tego nigdy nie był dumny i unikał tematu rodziców czy rodzeństwa. Odseparował się od nich na tyle ile pozwalali mu - wynajął mieszkanie na obrzeżach Carlton, blisko parku narodowego Jay Cook, gdzie co jakiś czas cała familia spotkała się aby wspólnie pobiegać i pobyć razem.
Ciągle poirytowany Michael wrócił do swojego małego lokum, przebrał się i spakował kilka potrzebnych mu rzeczy aby spędzić w lesie dwa, może trzy dni. Gdy już siedział w samochodzie włączył rockową stację i skierował koła auta ku drodze stanowej numer 23. Po godzinie był już na parkingu przed parkiem narodowym, złapał plecak i truchcikiem aby nikt go nie zauważył wbiegł na teren zakazany dla turystów ze względu na grasujące tam większe ssaki - jelenie, kojoty, niedźwiedzie i... Wilki.
Po upewnieniu się, że jest sam Michael rozebrał się do naga, zostawiając jedynie długi rzemień na szyi, na końcu którego wisiał mały drewniany medalik ze znakami przynależności do konkretnego stada. Zapakował wszystko do plecaka, który umieścił wysoko na drzewie, z dala od ciekawskich leśników. Przemiana przebiegła szybko jak zawsze, cieszył się, że nie jest wilkołakiem. Biedaki podczas zmiany swojej postaci odchodziły od zmysłów - wszystko im pękało w środku, ciało wiło się i powiększało a i tak zawsze wyglądali jakby cały proces nie dobiegł końca, ni to wilk ni człowiek. Zmiennokształtni mieli lepiej, całość przypominała bardziej kurczenie się i powolne przeistaczanie w coś kompletnie innego niż człowiek. Oglądając całość z boku można by powiedzieć, że ludzka istota narzuca na siebie futro i dosłownie ubiera je, dostosowując kończyny tak aby się w nim zmieścić. Nie było łamania kości, pyska wyrastającego z nosa i tym podobnych. Proces był bardziej magiczny niż przemiana wilkołaka.
Stada bywały różne, Michael urodził się w tym, które zmieniało się w wilki. Wiedział, że są także takie, gdzie są koty, kojoty a nawet niedźwiedzie. Tych ostatnich widział tylko na zdjęciach - cała rodzina była barczysta, postawna i paskudna z twarzy.
Po przemianie wyglądał jak zwykły wilk, z tą różnicą, że był ciemniejszy od standardowego Szarego Wilka, miał więcej czarnych i ciemnych plam na futrze przez co w nocy był najlepszym łowcom. Reszta rodziny miała typowe, żółte oczy, jego pozostawały błękitne przez co ludzie czasami brali go za bardzo dużego psa domowego lub mieszankę wilka z husky.
Chwilę zajęło przywyknięcie do czterech łap a nie dwóch nóg, przebiegł się truchtem a potem już rzucił biegiem w stronę rzeki, która biegła przez całość parku i stanowiła najlepszy szlak do biegania.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 8:09 pm

Hector, albo raczej Rosa, jak nazywali go wszyscy jego znajomi, tego dnia był wyjątkowo niespokojny. Nie miał pojęcia dlaczego, ale coś było nie tak. Coś się nie zgadzało. Może to coś z księżycem? Albo gwiazdy były jakoś źle ułożone? Niby nie miał jakiegoś specjalnie ciężkiego życia. Miał swoją watahę, która stanęłaby za nim murem w razie potrzeby i on o tym doskonale wiedział. Wiedział też, że on byłby w stanie poświęcić własne życie, żeby ochronić kogokolwiek ze stada, bo przecież wszyscy byli jedną wielką rodziną, a rodzinę trzeba chronić, prawda? A mimo to jednak teraz opuścił tereny swojego stada, udał się tam, gdzie chodzić nie powinien... oczywiście, biedny, młody chłopiec nie zdawał sobie sprawy z tego, że przekroczył właśnie granicę, której przekroczyć nie powinien. Że znajduje się na terenie zamieszkanym przez inną watahę. Że może mu się stać jakaś krzywda. Był jeszcze młody, głupi, w ogóle nie myślał o takich rzeczach. No i przede wszystkim był najstarszym mężczyzną w domu, poza ojcem, a to do czegoś zobowiązywało. A może to właśnie o to chodziło? Może dlatego teraz się pomylił i 'przekroczył granicę'? Zbyt wielka odpowiedzialność, zwłaszcza odkąd jego ojciec został ranny i Hec dźwigał na własnych barkach brzemię 'najstarszego'. Chronił rodzinę jak tylko potrafił, ale czy zawsze mu się to udawało? Czy to było łatwe? Nie było i każdy postawiony na jego miejscu na pewno by to potwierdził.
Gdy teraz przemierzał las pod postacią wilka (niezbyt dużego, białego, miejscami - zwłaszcza na głowie - jakby ... zielonkawego? Wszystko przez jego zielone włosy. Ogólnie był dość... chuderlawy i niewielki.) nie zastanawiał się nad niczym, nie myślał o problemach, o tym co do tej pory krążyło po jego głowie. Po prostu gnał przez las, zaczepiając futrem o jakieś krzaki, ale nie robiło mu to specjalnie dużej różnicy. Nie bolało. W pewnym momencie dotarł nad rzekę i już zamierzał wskoczyć do wody i trochę się pochlapać, gdy jego ślepkom ukazał się inny wilk o bardzo nietypowej, ale bardzo ładnej barwie. Cofnął się o pół kroku, nieco wystraszony. Wyczuwał, że również był to zmiennokształtny, bo oni po prostu emanowali innym zapachem niż zwykłe wilki, natomiast jego zastanawiało coś innego - dlaczego nigdy wcześniej nie widział tego wilka?
I nagle wszystko wydało mu się logiczne, proste. Nie był już na terytorium swojego stada. Biegł tak szybko, przez las, że nawet tego nie zauważył. Boże Przenajświętszy, jak to się mogło stać?
Starał się wycofać możliwie jak najciszej, ale w pewnym momencie przez nieuwagę nastąpił na jakąś gałązkę i narobił trochę hałasu. No, może nie był to aż tak głośny hałas i nawet na to miano zapewne nie zasługiwał, ale... inny zmiennokształtny na pewno to usłyszał. W końcu jako wilczki mieli wyczulony słuch i inne zmysły również. Zamarł, przestraszony, obawiając się, że zostanie zaatakowany i rozszarpany za przekroczenie granicy nie swojego terenu.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 9:01 pm

Większość członku stada z Minnesoty zapewne zrobiłaby tak jak pomyślał chłopak. Rodzeństwo Michaela, braci miał czterech i do tego dwie siostry, rozszarpałoby dzieciaka a potem zadało pytania. Nikt nie zaczynał z rodzinką Morrisów z okolic parku Jay Cook bo byli ogromną, liczącą sobie trzydziestu kilku osobników płci męskiej i około dwudziestu samic. Mała armia wierna zasadom wyznaczonym przez ojca Michaela, który za największy błąd w swoim życiu uważał spłodzenie wilka, który teraz z ciekawością obserwował osobnika naruszającego ich terytorium. Wataha powiesiłaby go za genitalia widząc jak się zachowuje - nie szczerzy kłów, nie warczy i w milczeniu obserwuje osobnika tak innego od wilków, które opuścił ze względu na ich dominacyjny i nietolerancyjny sposób myślenia. Jednym z głównych powodów, który zaważył nad wybraniem życia samotnika był fakt iż stado nie tolerowało homoseksualizmu. Każdy samiec miał obowiązek pojąć samice za żonę, płodzić szczenięta. Seks między samcami był obecny, kilkakrotnie Michael widział jak jego koledzy oddalają się dwójkami czy trójkami i wracają zaspokojeni, jednakże nikt nie poruszał tego tematu oficjalnie i uznawany był za tabu.
Michael był inny, nie chciał płodzić dzieci z żadną samicą, nie interesowały go i wiedział, że nie będą. Patrzył na mężczyzn, podobali mu się i wiedział, że kilku członków stada jest nim zainteresowanych. Szkoda tylko, że czarna owca (wilk) rodziny Morris nie chciał przelotnego seksu za szopą, po którym musiałby patrzeć w oczy żonie oraz dzieciom swego kochanka. Chciał stabilnego, wieloletniego związku z kimś szczególnym, bliskim sercu a nie tylko penisowi.
Nie zaatakował chłopaka, ruszył na przód idąc przez kamienie wystające nad powierzchnią rzeki. Woda w tym miejscu była płytka, sięgała zaledwie do klatki piersiowej ludzkiej istoty ale była niezwykle szeroka. Pysk trzymał nisko, węszył i sprawdzał zapach intruza. Opanował bicie serca, uspokoił oddech i skupił się na obserwacji nieznanego mu wilka. Czuł, że ma do czynienia z samcem i to w dodatku typowym omegą, choć i to było za dużo powiedziane. Drobny, podobny bardziej do suki niż dorodnego samca, głównie dlatego, że był niezwykle chudy a jego sierść wydawała się delikatniejszej od grubego futra Michaela. Bardzo płochliwy... Cofał się a po chwili zatrzymał owładnięty ewidentnie strachem.
Po przekroczeniu wody czarny wilk usiadł tuż przy brzegu, nie podchodził za blisko do intruza aby nie spłoszyć go. Wstyd przyznać, ale nie chciał zmieniać się w człowieka nie mając pod ręką ubrań. Życie wśród ludzi przyzwyczaiło go do noszenia okrycia i sprawiło, że nagość stała się dla niego najzwyczajniej w świecie czymś intymnym.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 9:23 pm

O orientacji Rosy nikt nie wiedział. Prawdopodobnie ojciec wyrzekłby się go, gdyby się dowiedział... bo niby jak jego najstarszy syn, jego pierworodny, miałby uganiać się za samcami? Fuj. W jego stadzie myślenie było dość podobne do stada Morrisa - najważniejsze było to, żeby samiec znalazł sobie samiczkę i spłodził z nią dzieciaczki. Tyle, że Rosa tego nie chciał i pewnie dlatego trochę się buntował. Nie pasowały mu podsuwane przez rodziców dziewczyny. Nie były w jego typie. Zresztą, jakąkolwiek by mu nie podesłali - żadna nie była w jego typie. On nie chciał dziewczyny, chciał faceta! Nie mówił o tym jednak nikomu, bo wiedział, że wywiązałaby się z tego niezła afera, a ojciec był chory, ranny po ostatniej bitwie z jakąś wrogą sforą i ... po prostu nie chciał mu teraz dokładać cierpienia. A matka? Matka zawsze była posłuszna ojcu i na pewno stanęłaby po jego stronie, nawet jeśli oznaczałoby to, że wygnaliby go ze stada i miałaby go nigdy więcej nie zobaczyć. Kochała swoich synów ponad życie, ale jednak mąż to mąż.
Tymczasem jednak, Rosa obserwował siedzącego przy brzegu rzeki wilka, mając wielką ochotę podejść bliżej. Również miał ten sam problem - nie przemienił się w człowieka, bo nie miał w pobliżu ubrań, a nie miał w zwyczaju pokazywać się nago obcym. Zresztą, w ogóle nie lubił gdy ktokolwiek widział go nago. Dlatego unikał kąpieli w rzekach, strumykach czy jeziorach, no, chyba że późno w nocy, gdy wszyscy już spali. A nawet jeśli wtedy ktoś go podglądał, to on o tym nie wiedział, a póki o tym nie wiedział... wszystko było w porządku.
Przechylił łeb w bok, przyglądając się obcemu wilkowi, bo czym ostrożnie, nieco niepewnie, zbliżył się do niego. Kilka kroków, powolnym, delikatnych, cichych. Potem nieco pewniejsze, ale nadal wyglądał na wycofanego. Widać było po nim, że się boi. Że nie jest stąd. Że nie wie, co go tutaj czeka. Nie znał nastawienia tego wilka do obcych, ale... no, był OBCY. A skoro wtargnął na ich terytorium, nawet jeśli nieświadomie, to zrobił coś... wbrew temu stadu. Ten wilk miał prawo go rozszarpać albo przynajmniej zaatakować... a jednak tego nie robił. Tylko siedział i patrzył. Dziwne.
Hec zatrzymał się, pochylił lekko głowę, jakby w geście przywitania i po chwili podniósł na nieznajomego wilka swoje czerwonawe ślepia. Jedną łapę wysunął lekko do przodu, trochę jakby mu się kłaniał, a potem usiadł normalnie i znów spojrzał ciekawie na wilka. Na mężczyznę, może raczej. Mężczyznę pod postawią wilka.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 9:51 pm

Przyjemnie było w końcu zobaczyć kogoś pozornie odmiennego ale wewnętrznie bliskiego samemu sobie. Zachowywali dystans i szacunek między sobą, nie wkraczali w swoje sfery osobiste co było także niezwykle ludzkie. Jednak jak tu rozmawiać między sobą jako zwierzęta, gdy umysł pracuje po ludzku? Michael nie wiedział czy drobny intruz zrozumie o co mu chodzi, więc dawał sygnały bardzo powoli. Każda wataha komunikowała się inaczej.
Powąchał ziemię, po której stąpali co w języku Morrisów oznaczało "witaj" lub "zapraszam". Potem podszedł, jako mieszkaniec terytorium i powąchał odważnie intruza aby nauczyć się jego zapachu. Pyskiem wskazał kierunek, w którym chciał go zabrać i wyrwał się do biegu jako pierwszy.
Czuł, że druga istota biegnie za nim. Zwolnił z lekka mając wrażenie, że drobniejszy osobnik nie nadąża. Michael był sporym wilkiem, miał duże i umięśnione łapy i skakał na porządne odległości. Fizycznie był wręcz idealnym alfą, jednak charakterem pozostawał betą.
Po kilku minutach dotarli do drzewa, na którym M zostawił plecak z ubraniami. Szczeknął prosząc o obrócenie się i trącił chłopaka pyskiem ponaglając aby schował się w krzakach. Z chwilą zniknięcia obserwatora Michael wrócił do ludzkiej formy, wdrapał się nagi na drzewo i zeskoczył z wysokości pięciu metrów na ziemię z plecakiem w dłoni. Ubrał spodnie a swoją długą koszulkę i szorty podał towarzyszowi w krzakach.
- Możesz to ubrać... - chrypnął, czując jak struny powoli wracają do ludzkiej postaci. Ciuchy nadal pachniały nim, liczył, że intruzowi to nie będzie aż tak bardzo przeszkadzać, najwyraźniej także wolał ubrać się zanim wróci do ludzkiej formy.
Drzewa, krzaki i cały las osłaniały ich w razie pojawienia się kogoś z rodziny Morrisa. Ponadto ciemnowłosy nie czuł ani nie słyszał aby ktoś pokroju niego samego był w pobliżu, jego bracia mieli mocny zapach, którego nie dało się ominąć gdy wychowywało się z kimś takim. Siostry pachniały subtelniej, jednak jako samice były mnie ostrożne i zazwyczaj hałasowały łażąc po lesie. Teraz było cicho a las pachniał igliwiem, poszyciem i małymi zwierzętami.
- Jestem Michael - przedstawił się stojąc tyłem do krzaków, w których ubierał się, sądząc po szeleście, jego towarzysz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 10:09 pm

To było takie... niespotykane. Niecodzienne, według Rosy. Gdy wilk zaprosił go gestem - bo tak to wszystko odczytał Rosa - by ten pobiegł za nim najpierw nie do końca wiedział co ma ze sobą zrobić. Wreszcie jednak ruszył za nim biegiem, starając się go dogonić, ale nie wyszło. Drugi osobnik był znacznie szybszy, pewnie dlatego, że potężniejszy, niż Hec. Jednak gdy zwolnił Rosa poczuł nagły przypływ wdzięczności... wydawało mu się to takie kochane i słodkie! Aż miał ochotę się na niego rzucić i uwięzić w uścisku swoich łap w ramach podziękowania. Powstrzymał się jednak przed tym ostatkiem sił.
Wreszcie wilk zatrzymał się pod jakimś drzewem, a Różyczka stał, z lekko pochylonym łbem i przyglądał mu się ciekawie. Zrozumiał sygnały które mu dawał, posłusznie się odwrócił i popatrzył na niego dopiero wtedy, gdy ten już był ubrany. Zawył zachwycony, gdy zobaczył koszulkę i szorty i zaniósł je w pysku w krzaki, gdzie przemienił się w człowieka i wciągnął na siebie najpierw spodenki, a potem koszulkę. Po jakimś czasie, naciągając koszulkę tak, żeby zasłaniała jego pośladki, wyszedł z krzaków i popatrzył na Michaela. Teraz patrzyło się inaczej, gdy obaj byli w ludzkiej postaci. Zmarszczył lekko nos, założył kosmyki długich, zielonych włosów za uszko i uśmiechnął się do niego nieco niepewnie.
- Hector. Ale mówią mi Rosa. Nie lubię swojego imienia i... jeśli możesz, to nie nazywaj mnie Hectorem. - o proszę, rozgadał się, i to na sam początek. A powinien milczeć, do diabła. A ten gada, no. - Na drugie mam Charles... więc może Charlie, jeśli Ci pasuje. - uśmiechnął się szerzej i wyciągnął rękę w jego stronę, nie zdając sobie sprawy z tego, że jego oczy co jakiś czas zjeżdżają z twarzy Michaela na jego klatkę piersiową. Ale to nie jego wina! To Michael był tak przystojny i miał takie ciało, że naprawdę ciężko było się nie gapić, bezczelnie mówiąc.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 10:32 pm

Jako człowiek wydawał się jeszcze drobniejszy. Ubrania Michaela praktycznie na nim wisiały a koszulka spokojnie mogłaby wystarczyć bez szortów. Rzecz jasna wyobraźni M to jeszcze bardzie pasowało do widoku kogoś wychodzącego dopiero co z łóżka, po spędzonej razem nocy... Stop, myśli poszły w złą stronę.
- Hector to ładne imię, ale niech będzie Rosa - odparł zachowując nadal dystans między nimi. Może i był teraz człowiekiem ale jako dziecko a potem nastolatek połowę czasu spędzał pod postacią wilka, tak chcieli rodzice i tak nakazywały zasady oraz tradycja. Byli wilkami watahy.
- Wiesz, że przekroczyłeś granicę Minnesoty? Jesteś z watahy Wisconsin? - to było jedyne logiczne wytłumaczenie, tamtejsze wilki faktycznie były słabsze od jego rodziny i tylko te tereny leżały na tyle blisko. Gdyby był z Dakoty lub Iowa musiałby pokonać ponad połowę Minnesoty niezauważony przez stado. - To pierwszy raz, gdy widzę zmiennokształtnego z innego stada... Jestem jeszcze za młody aby jeździć na spotkania przywódców.
Zjazdy przywódców odbywały się raz na rok, reprezentacja każdego stanu USA zazwyczaj składała się z przywódcy watahy oraz kilku wilków w odpowiednim wieku. Zazwyczaj byli to zmiennokształtni po czterdziestym roku życia, wystarczająco silni aby w razie czego walczyć i dojrzali aby nie zaczepiać innych do bójki. Najstarszy brat Michaela już raz był na zjeździe, śmiał się wtedy, że reszta zmiennokształtnych jest słaba w porównaniu do ich stada, Morrisowi mieli sporo lasów dookoła i słynęli z liczebności na terenach Minnesoty. Michael wiedział jednak coś jeszcze, czego zadufany brat nigdy by nie powiedział. Ojciec i reszta przywódców nie zaczepiali tych z Wisconsin z jednego powodu, stado na tamtych terenach było po prostu mądrzejsze od nich. Wśród rodziny M byli sami mechanicy, budowlańcy i ogółem osoby mało mądre. Michael i kilku innych osobników stanowiło wyjątki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 10:52 pm

- Skąd wiesz, że jestem z Wisconsin? - no, jakoś nie pomyślał, że gdyby był z innego stada, to najzwyczajniej w świecie miałby tutaj za daleko. A pytanie zadał raczej z ciekawością w głosie, nie próbował się z nim sprzeczać czy zgrywać wielkiego i silnego wilka. Ot, po prostu, ciekawość. - I nie, nie wiedziałem, że przekroczyłem waszą granicę. Nie zrobiłem tego specjalnie. Biegałem po lesie i... dopiero gdy Cię zobaczyłem zorientowałem się, że chyba pobiegłem trochę za daleko.
Uśmiechnął się nieśmiało, niepewnie, znów zakładając włosy za ucho. Chyba był to po prostu nerwowy gest, coś jak tik, nie robił tego z konieczności. Chociaż istotnie, czasami włosy przysłaniały mu widok, ale teraz tak nie było. Teraz po prostu najwidoczniej się wstydził. Ugiął jedną nogę w kolanie, przyglądając mu się, z przechyloną lekko na lewe ramię głową. Takie zaciekawione zwierzątko, którym przecież w głębi duszy był.
- Ja już widziałem zmiennokształtnego. Jakiś przybłęda zaatakował parę tygodni temu mojego ojca, wdzierając się na nasz teren. - westchnął cicho i usiadł sobie przy brzegu rzeki, na jakimś kamieniu. Nie lubił tego tematu, ale skojarzyło mu się to ze zmiennokształtnymi z innych watah, a przecież... skoro już mu się skojarzyło, to niby dlaczego miałby o tym nie wspomnieć? Nie była to chyba jakaś wielka tajemnica, nie? A nic nie było mu wiadomo na temat jakieś wielkiej nienawiści pomiędzy ich sforami... No, chyba, że po prostu czegoś mu nie mówiono, co właściwie było bardzo prawdopodobne, jeśli wziąć pod uwagę jego wiek i to, że ledwie co skończył osiemnaście lat. - Uświadomiłem sobie właśnie, że ja też teraz wdarłem się na wasz teren... Nie powinienem tego robić. Zaraz sobie pójdę, tylko chwilę odpocznę. Trochę się nabiegałem.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Czw Cze 05, 2014 11:06 pm

Trzeba było przyznać, był uroczy w sposobie bycia oraz traktowania osoby praktycznie dwa razy większej od niego. Może i wzrostem nie był jakoś bardzo mały ale nadal cholernie szczupły jak na zmiennokształtnego.
- Porządnie za daleko, to kilkanaście kilometrów od granicy - zaśmiał się siadając w końcu na ziemi. - Ja biegam tyle kiedy chce oczyścić myśli, jako wilk mam przed sobą tylko las, po którym się poruszam. Tu nie ma ludzi, którym muszę patrzeć w oczy - wyjaśnił bawiąc się kępką trawy obok siebie.
Wzmianka o ataku na jakiegoś osobnika z Wisconsin była raczej szokująca dla Michaela, nie rozmawiał dawno z ojcem i nic o czymś takim nie wiedział. W sumie nie przedstawił się jako syn alfy całej sfory i postanowił zachować tą informację dla siebie. Ludzie inaczej na niego patrzyli wtedy, czasami się bali.
- To mało dobrze, wy nie słyniecie z jakieś większej waleczności z tego co słyszałem, podobno wataha Wisconsin zawsze układa się pokojowy z innymi - powiedział to co mówili wszyscy. Takie ploty chodziły ni ich temat.
- Zaprosiłem cię tam nad rzeką, można powiedzieć, że już nie jesteś intruzem a gościem. W sumie... Lepiej, że to ja ciebie zobaczyłem a nie ktoś inny. Nasi... No cóż tutejsi zmiennokształtni są raczej terytorialni i wpierw robią a potem myślą - uśmiechnął się łagodnie. Nie chciał przeganiać chłopaka i dobrze mu się z nim rozmawiało. Po raz pierwszy od dawna prowadził konwersację z kimś podobnym do siebie i nie bazowała ona na tym kto kogo przeleciał, kto z kim będzie miał szczeniaki i kto kogo chętnie by wydymał. Niestety, bracia oraz kuzyni poruszali tylko takie kategorie podczas rozmów. Nic dziwnego, że Michael lubujący się w pisaniu artykułów i robieniu zdjęć wybrał życie z dala od rodziny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 12:04 pm

-Tak właściwie to... ja chciałem oczyścić myśli. Dobrze to ujałęś. I gdy biegłem nie zwracałem uwagi na to ile kilometrów pokonuje, po prostu chciałem być jak najdalej od domu. Najwyraźniej trochę przesadziłem.
Zaśmiał się cicho i potarł dłonią policzek, trochę zakłopotany tym wszystkim. Nie miał nigdy styczności z obcymi osobami, przecież był wychowywany w stadzie. Czasem dołączał do nich ktoś nowy, ale bardzo rzadko i raczej wtedy i tak znał go już wcześniej. Obcego do siebie nie przyjmowali. A już na pewno nie kogoś, kto jest zupełnie obcy całemu stadu. Jeśli się wcześniej znali to jak najbardziej. W innym wypadku – niekoniecznie. Ale to nie było też tak, że byli bezduszni i nie przyjmowali tych potrzebujących wsparcia i rodziny, bo zdarzały się takie rzeczy. Tyle, że rzadko.
- W sumie to miło z Twojej strony, że mnie zaprosiłeś. Dziękuję. - uśmiechnął się do niego ciepło, siedząc sobie obok niego, po turecku, z dłońmi ułożonymi na kolanach. Typowy, grzeczny, ułożony chłopiec, którym w rzeczywistości wcale nie był. - I z tego co mówisz... Cieszę się, że na Ciebie trafiłem. Serio się cieszę. - zachichotał cicho, nie wiedząc do końca czemu tak się dzieje, ale dobrze, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że na jego policzkach pojawiły się delikatne, różowe rumieńce. Jego włosy miały kiedyś taki kolor. Kiedyś, kilka lat temu. - Michael... Jak ty to robisz, że jesteś taki... duży? - chodziło mu, rzecz jasna, o mięśnie. - No bo... patrz na mnie. Takie chucherko przy tobie. - zaśmiał się, pocierając dłonią policzek, zakłopotany tym co gada.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 12:27 pm

- To chyba geny - wzruszył ramionami. - U nas wszyscy są przerośnięci, dodatkowo ojciec kładł duży nacisk na spędzanie dużej ilości czasu w formie wilka. Tak było bezpiecznie dla nas i dla nich, mieli na nas oko i trenowali bez interwencji ludzi. Dużo jedliśmy mięsa, biegaliśmy i polowaliśmy godzinami. Ja i tak nie jestem największy w stadzie, mój starszy brat ma dwa metry jako człowiek a jako wilk... Jest ogromny... - mówił o rzeczach, które są tajemnicą watahy. To jak wychowują młode, kto jest w grupie i jaką ma pozycję. Jednak patrząc w oczy Rosy nie podejrzewał go o przekazanie tych informacji komukolwiek wrogiemu. Chłopak wydawał się najzwyczajniej w świecie spoko.
- Chcesz jeszcze pobiegać? Dzisiaj chyba nikt nie porusza się po parku... Nie czuje ich... - dla pewności powęszył trochę. Tak, jako człowiek też umiał uchwycić wyraźne zapach czy trudne do wyłapania dźwięki. To właśnie lata przemian w wilka dokonały takie zmiany w nim. Był w połowie zwierzęciem.
Przekonawszy się, że okolica jest bezpieczna znowu wrócili do form wilczych, ubrania schowali tym razem w krzakach jako, że leśniczych i pracowników parku także nie wyczuli. Gdzieś daleko krążył niedźwiedź, ale to było kilka kilometrów stąd i zwierze cały czas oddalało się czując zapewne wilki.
Biegali wzdłuż rzeki, co jakiś czas wbiegając do niej aby się szybko napić. Wyglądali jak dwa młode wilczury, które gonią się i powarkują wesoło na siebie. Daleko im było do przerażających, żądnych krwi zwierząt znanych z opowieści ludzi. Światło księżyca muskało futro Michaela, który wydawał się pokryty błyszczącą tkaniną o ciemnej barwie. Zlewał się z otoczeniem i faktycznie był trudny do zobaczenia, gdy przemykał się pomiędzy drzewami i krzakami. Pomimo swojej wielkości stąpał ostrożnie, poruszał się bardzo cicho. Jako człowiek też stawiał bezszelestnie kroki co czasami przerażało ludzkich znajomych, Rosa natomiast wydawał się zadowolony towarzystwem. Niezwykle wdzięcznie okazywał troskę, jego pysk aż śmiał się podczas wspólnych przepychanych i warknięć, które kończyły się czasami przeturlaniem po runie leśnym.
Ich ojcowie zapewne padliby trupem widząc ich razem, bawiących się jak szczeniaki i pokazujących uległość jeden drugiemu, gdy lądowali na grzbietach ukazując brzuchy w pełnej krasie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 1:12 pm

Tak, ich ojcowie na pewno nie byliby zadowoleni z tego faktu, że ich synowie bawią się razem, bo chyba można to było nazwać zabawą. Ich rodziny od jakiegoś czasu miały ze sobą jakiś konflikt, o którym wiedzieli jedynie najstarsi członkowie watah. No, nie wiem jak Michael, ale Rosa naprawdę nie miał pojęcia o tym, że coś pomiędzy ich stadami było nie tak. A może to właśnie jeden z członków stada Michaela? Może to on zaatakował ojca Rosy? Nie no, może trochę przesadzam, ale to przecież było możliwe. I Rosa niekoniecznie musiał wiedzieć skąd pochodził dany przybłęda, który zranił jego ojca. Mógł wcale nie być przybłędą. Mógł pochodzić z sąsiedniego stada. Z Minnesoty. No, ale nie wybiegajmy aż tak daleko.
Po pewnym czasie, gdy tak biegali w pobliżu rzeki i bawili się w ganianego, berka, chowanego, we wszystkie możliwe zabawy, Rosa zniknął w jakichś krzakach. Nie było go chwilę, dosłownie moment, a potem rzucił się na Michaela, przewrócił go na plecy i dosłownie położył się na nim, opierając swoje łapki po bokach jego głowy. Dyszał ciężko, patrząc na niego z góry swoimi ślepkami, z przechylonym lekko w bok łbem, a po pewnym czasie pochylił się lekko i zaczepnie musnął nosem jego futro. Zachowywał się trochę jak dziecko, tak, być może faktycznie tak było, ale to był Hector, on już tak miał. Zdarzały mu się momenty, że go po prostu ponosiło. W pewnym momencie odchylił łeb i zawył do księżyca, który stał się teraz bardziej widoczny, bo słońce powoli znikało za horyzontem. Nadal leżał na wilczym cielsku swojego nowego znajomego, oczywiście doskonale zdając sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej zaraz zostanie zrzucony na ziemię, ale nie przeszkadzało mu to specjalnie.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 1:39 pm

Był bardzo ładny, może i brakowało mu mięśni tu i tam ale to się nie liczyło. Miał naturalne piękno, interesujący charakter i urocze podejście do świata. Jego głos też okazał się przyjemny dla ucha, nie każdy wilk umiał tak melodyjnie wyć do księżyca.
Dopiero po chwili Michael zrozumiał, że nie powinien zachwycać się pieśnią a raczej ją powstrzymać. Wilki z okolicy usłyszą ich, od razu poznają, że to ktoś obcy a nie członek stada. M zareagował szybko, przemienił się i nadal mając na sobie Rose w wilczej postaci złapał go za pysk i zrzucił z siebie. Odruchowo przygniótł go do ziemi, w razie gdyby chciał go ugryźć w akcie dezorientacji. Po minucie nasłuchiwania poznał wycie braci, co najgorsze całej czwórki. Byli bardzo daleko ale dla nich to była kwestia kilku minut jak pojawią się tutaj gotowi rozszarpać intruza na drobne kawałeczki.
- Uciekamy! - Michael wrócił do postaci masywnego wilka, pognał w stronę krzaków, gdzie zostawili ubrania i dopiero przy dobrze znanym mu miejscu zatrzymał się i sprawdził czy Rosa jest za nim. Ledwo, ledwo ale po minucie był już obok. Bez zbędnych ceregieli i zakrywania się Morris wrócił do postaci człowieka nie zaważając na nagość, założył spodnie i buty, mocno kontrolując się aby nie patrzeć na ubierającego się towarzysza. Nadal nie czuł braci, to był dobry znak. Nie pobiegną za nimi do miasta, tam nie mają jak szukać intruza w postaci wilków i nie będą wszczynać bójek. To była jedyna szansa aby ocalić Rosę przed watahą i jej tradycyjnym rozprawianiem się z niechcianymi gośćmi. Michael powinien był od razu kazać mu wracać, jednak samolubnie zaprosił go i nie pomyślał o konsekwencjach. Fakt, iż on pozwolił mu zostać nic nie znaczył... Bracia i jemu by porządnie przylali a potem zgwałcili i rozszarpali Rosę.
Pobiegli już jako ludzie do auta, które M zaparkował przed parkiem. Zdążyli, Michael słyszał wycie braci ale nie czuł ich co oznaczało, że mają szansę uciec i zgubić za pomocą samochodu czwórkę rozjuszonych zmiennokształtnych. Morris skręcił na stanową 23 i wcisnął mocno pedał gazu, jechał niezwykle szybko aż wycie, które unosiło się nad lasem ustało aż wreszcie ucichło. Byli prawie pod Carlton gdy trochę zwolnił bojąc się, że zostanie zatrzymany przez policję. Co by im powiedział? Że oni sobie tak pojechali, pół nadzy, do lasu aby pobiegać? Tyle kilometrów od mieszkania? No i po chwili myślenia... Rosa wyglądał na jakieś szesnaście maksymalnie osiemnaście lat... Jezu uznano by go za pedofila!
- Ile ty masz lat? - zapytał, gdy stanęli na światłach przed wjazdem do Carlton. - Boże byli tak blisko... Dzisiaj przenocuję cię u mnie a jutro spróbuję jakoś odwieźć na teren Wisconsin. Samochodem nie powinni cię wywęszyć, nie zapuszczają się za bardzo do miast i trzymają raczej małych wiosek. Tam ludzie nie zwracają uwagi na to, że banda dryblasów kręci się i węszy dookoła. Dosłownie węszy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 2:05 pm

Tak, Hector wiedział, że jest ładny i zawsze go to irytowało. Chciałby wyglądać... bardziej jak facet, nie jak dziewczynka. No, ale nie miał na to żadnego wpływu. Jakiś czas temu zaakceptował to jak wygląda, ale nie oznaczało to, że zaczął się przebierać za kobietę. Nigdy w życiu nie miał na sobie spódniczki i nie zamierzał mieć. Jakby nie było - był chłopakiem. O nieco dziewczęcej buzi, ale chłopakiem.
To wszystko co się działo było jego winą i było mu straszliwie głupio. To on swoim wyciem zwrócił na siebie uwagę stada Michaela i... no, to była jego wina. Popsuł im zabawę. Przez niego musieli uciekać. Siedząc już w samochodzie i oddychając ciężko (nie miał najwyraźniej kondycji, biedaczysko) popatrzył na chłopaka za kierownicą i oparł się plecami o drzwi od strony pasażera.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego mi pomagasz uciec?
Nie rozumiał. Nigdy nie spotkał się z taką dobrocią ze strony innego zmiennokształtnego... ani nawet ze strony człowieka. Najwidoczniej Michael był jedyną dobrą istotą na świecie. To w sumie niesamowite, bo... spotkać kogoś takiego... wow. Zagryzł lekko dolną wargę i uśmiechnął się po chwili wahania, postanawiając odpowiedzieć na jego pytanie. No, w końcu nie pytał o nic takiego... jedynie o wiek. Chyba mógł powiedzieć prawdę?
- Osiemnaście, od jakiegoś czasu. - potarł dłonią o swój policzek, nadal nieco zakłopotany tym wszystkim. - Dziękuję, że chcesz mnie przenocować. Szczerze mówiąc... mógłbym wrócić dzisiaj, ale trochę się boję, że natknę się na Twoje stado, a chyba bym tego nie chciał.
Po jakimś czasie wysiedli z auta i Rosa powlókł się za M. do jego mieszkania. Rozglądał się niespokojnie dookoła, jakby spodziewał się, że zaraz zza jakiegoś rogu wyskoczy na niego wilk i go rozszarpie. No co? Miał prawo po tym wyciu do księżyca na terytorium obcego stada. Głupek jeden.
Wszedł do mieszkania Michaela i zagryzł dolną wargę, naciągając koszulkę na swoje pośladki. Dziwnie się czuł w tym ubraniu.
- Michael... pożyczysz mi jakieś spodnie?
Najprawdopodobniej będą z niego spadać, tak, zdawał sobie z tego sprawę, no ale cóż poradzić? Wolał to, niż paradowanie prawie nago przy obcym mężczyźnie.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 3:04 pm

Bez spodni chłopak o wiele bardziej podobał się Michaelowi. No cóż, samotność także robiła swoje. Nie zadawał się z kobietami z watahy czy też miastowymi, mężczyźni ze stada irytowali go a tutejsi chcieli zawsze wiedzieć za dużo. Jakby wytłumaczył zwykłemu człowiekowi, że umie zmieniać się w wilka? To raczej ponad wyobraźnię zwykłej istoty, obecnie w kulturze europejskiej oraz USA pojawiały się seriale czy też filmy o magicznych i nadnaturalnych stworzeniach. Wróżki, wampiry, wilkołaki i wiedźmy. Gdzieś tam i zmiennokształtni mieli swoje miejsce, jednak dla ludzi była to fikcja. Dla Michaela - realia codziennego życia.
- Jasne... Zaraz czegoś poszukam - odparł, po czym sprawdził w swojej szafie. Miał kilka par i jedne były nawet na niego lekko za ciasne odkąd zaczął więcej biegać. Wyrobiły mu się mięśnie i nogawki stały się za obcisłe. Na szczupłego a jednocześnie wysokiego Rose będą akurat. Podał chłopakowi ubranie i poszedł do małej kuchni po jakieś jedzenia, miał tylko trochę mięsa z wczorajszego obiadu oraz wędlinę. Nie jadał za dużo warzyw, pił głównie wodę i od czasu do czasu jadał też pieczywo. Jednak jako drapieżnik gównie żywił się białkiem zwierzęcym.
- Częstuj się, po takim biegu musisz nabrać siły - sam jadł łapczywie, dzisiaj pozwolił sobie nawet na piwo i jedno podał też chłopakowi. Nie miał może dwudziestu jeden lat ale i trunek nie należał do jakiś bardzo mocnych. - Słuchaj, to nie jest tak, że to twoja wina... Moja pozycja w stadzie jest bardzo niska i dopiero potem zrozumiałem, że pomimo mojego zaproszenia wataha mogłaby cię skrzywdzić. Ich nie obchodzi kogo uznam za gościa, liczy się to co liderzy grupy sądzą. Ja odsunąłem się od stada, mieszkam sam i widuje ich tylko, gdy naciskają na to. Może nie jestem typowym omegą, bo gdybym chciał mogę porządnie kogoś poturbować, ale żyję odsunięty od reszty grupy. To co robię, może zostać zakwestionowane . Spokojnie, nie zabiją mnie też za pomoc tobie. Co najwyżej przyleją a i tak wtedy matka i siostry zgarną mnie do siebie i wykurują - uśmiechnął się aby trochę rozluźnić sytuację, choć wiedział, że to wszystko może być straszne dla chłopaczka. Był sam na sam z większym od siebie i zapewne silniejszym osobnikiem. Mieszkanie składało się z jednego pokoju, kuchni i łazienki więc pole do ucieczki też było małe. Gdyby chciał, Michael mógłby go zgwałcić, jak robią to czasem jego bracia z intruzami, pobić i zostawić na pastę innych drapieżników lub do czasu aż się wykrwawi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 4:48 pm

Rosa obserwował uważnie Michaela, gdy ten szukał dla niego spodni. Miał bardzo ładne ciało. Umięśnione... doskonale to widział, w końcu przez Rosę nie miał na sobie koszulki, jedynie same spodnie. Miał ładne plecy, ramiona, w ogóle odpowiednie kształty... wszędzie. I całkiem ciekawie zarysowane biodra. Nie tak jak kobiety, nie jak Rosa, tak inaczej... seksownie. Chrząknął cicho i odsunął się lekko, bardziej pod ścianę, bo chyba odruchowo do niego podszedł, jakby coś go ciągnęło do Michaela. Przegryzł dolną wargę i uśmiechnął się po chwili, nieco niepewnie, gdy chłopak podał mu spodnie. Wciągnął je na siebie, siadając na kanapie w pokoju i chwilę później sięgnął po leżącą przed nim wędlinę. Nie przepadał za mięsem, nie w czystej postaci, ale wędliną nie pogardził. Połączył ją na chlebku i zaczął jeść, patrząc na niego uważnie i słuchając tego, co miał do powiedzenia.
- No ja mam nadzieję, że Cię nie zabiją! - wytarł usta wierzchem dłoni, a zaraz potem uderzył tą samą dłonią o swoje kolano. - Nie wyobrażam sobie, żeby mogło Ci się coś stać tylko dlatego, że zachciało mi się wyć do księżyca. To było głupie, ale ja tak mam, gdy się dobrze czuję, albo gdy po prostu miło spędzam czas. A z tobą.. serio było fajnie.
Uśmiechnął się i usiadł wygodnie na kanapie, podkulając nogi i siadając po turecku. Tak zawsze było mu wygodnie.
- Nie chciałbym się narzucać, czy coś, ale... gdzie tu jest łazienka? Chciałbym wziąć prysznic po tym bieganiu, skoro już zjadłem. - upił kilka łyków piwa, skoro już dostał je od gospodarza, to nie wypadało nim gardzić. Może nie był jakimś wielkim fanem piwa, ale czasem zdarzało mu się wypić jedno, góra dwa. Odstawił je na stolik z powrotem i wpakował do ust szynkę, tym razem już bez chleba, sam plasterek szyneczki. Zjadł, popił piwem i wytarł usta dłonią. - O ile mogę, oczywiście. - no, teraz zrobiło mu się strasznie głupio, że nie zapytał jak człowiek czy może skorzystać z łazienki, tylko tak bezczelnie się do niej wprosił. Niewychowane zwierzę!

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 7:42 pm

- Jasne, dam ci ręcznik i coś ciepłego do spania - powiedział bez cienia zażenowania. Ręczniki miał puchate, miłe i w odcieniach czerwieni. Wszystkie kosmetyki jakie zaoferował Rosie, od szamponu po żel do mycia, miały typowo męskie ostre zapachy jakby maskował swoją wilczą woń. Jedynie odżywka do włosów miała słodki, migdałowy zapach, który M polecił do długich kosmyków chłopaka. Dał mu także krótkie szorty i bluzę z dłuższym rękawem, w której może spać. Kazał mu nie przejmować się ubraniami, miał ich sporo odkąd zamieszkał sam.
Z chwilą, gdy Rosa zniknął za drzwiami Michael zabrał się za ogarnięcie po kolacji - zmył naczynia, pochował resztę jedzenia i przygotował napar ziołowy, który miał pomóc chłopakowi trochę się uspokoić. Starsza siostra, prawdopodobnie jedyna osoba w rodzinie, która nie była aż tak agresywna, znała się na zielarstwie i zaopatrywała młodego Morrisa w różne mieszanki, napary oraz maści pomagające leczyć zadrapania czy też rany.
Pozostawała kwestia posłania... Sęk w tym, że w mieszkaniu było tylko jedno łóżko i Michael nie chciał kłaść chłopaka na ziemi, sam także nie chciał tak spać. Jego łóżko było spore, spokojnie pomieściłoby trzy osoby więc dorzucił dodatkową poduszkę i koc dla siebie. W nocy i tak odrzucał okrycie i spał z brzuchem na wierzchu, zmiennokształtni mieli wyższą temperaturę ciała od ludzi.
Rosa nadal siedział w łazience, sądząc po dźwiękach powoli się ubierał i chyba czesał włosy. Michael usiadł do swojego laptopa, sprawdził pocztę oraz wiadomości. Niestety było coś od szanownej rodzinki. Krótki e-mail...
"Na terenie był intruz. Znaleźliśmy twój zapach na miejscu. Spotkałeś kogoś?"
Jasne, nie podejrzewali go o załatwienie spraw po męsku, tak jak nakazuje tradycja. Biegał po lesie co trzeci dzień, jego bracia także często odwiedzali park więc spokojnie można było się wykręcić z tego kłamstwem. Jednak e-mail był od Gabriela... Najstarszy brat był jednocześnie najlepszym tropicielem, umiał rozpoznać z kiedy był pozostawiony ślad. Najlepsze kłamstwo było takim, które składało się w 90% z prawdy.
"Tak, wiem. Właśnie wróciłem z parku i miałem do ciebie pisać. Znalazłem na terenie parku, blisko rzeki, trop kogoś obcego. Pachniał jak ktoś młody, słaby. Był szybki, nie znalazłem go i sądzę, że wrócił do siebie."
Taka wiadomość powinna zadowolić Gabriela. Sugerowałaby by, że ich ścieżki pokryły się jeśli M go tropił, nie musieli koniecznie być o tej samej porze w tym samym miejscu. Ponadto, niech wataha myśli, że już wrócił do siebie, nie będą szukać intruza.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 8:18 pm

Pochwalam decyzję Michaela. Zrobił bardzo mądrze nie wydając prawdziwego biegu wydarzeń. Przecież nikt nie musi się dowiedzieć o tym, że spotkali się, bawili razem, a potem M. postanowił zabrać Hectora do siebie i pomóc mu ukryć się przed swoimi braćmi. Wyjawienie im prawdy byłoby dla Michaela niczym strzał w kolano. A dla Rosy? Prosto w potylicę. Na szczęście jednak Rosa nie wiedział o tej całej wymianie maili pomiędzy M. a jego bratem. To dobrze, bo inaczej zacząłby się zastanawiać nad wszystkim, być może nawet rozważać opcje ucieczki, a tak przynajmniej spokojnie wziął długą, relaksującą kąpiel i czysty, pachnący mydełkami, szamponem i odżywką do włosów wyszedł z łazienki, w ubraniu do spania, które dostał od Michaela.
Zastał go przed komputerem. Uśmiechnął się lekko do siebie i usiadł w pewnym oddaleniu od - bądź co bądź - obcego sobie mężczyzny i założył swoim zwyczajem nogę na nogę, kostkę jednej opierając o kolano drugiej.
- Wszystko w porządku? - zapytał z troską w głosie, przyglądając się z delikatnym, zatroskanym uśmiechem swojemu nowemu znajomemu. Poklepał go delikatnie po ramieniu i przysunął się do niego nieco bardziej, ale nie zaglądał mu do laptopa. Niby po co miałby to robić? Nie jego mieszkanie, nie jego laptop. Uśmiechnął się nieco szerzej, ale nadal niepewnie i pomasował lekko jego ramię. Nie, nie miał żadnych niecnych planów wobec Michaela, po prostu wydawało mu się, że jest trochę spięty i chciał mu się pomóc rozluźnić. - Coś się stało? Hej, rozchmurz się. No, uśmiech! - zielonowłosy zaśmiał się cicho, zaczepiając go.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 8:59 pm

Ciemnowłosy mężczyzna odwzajemnił uśmiech. Naprawdę, to było przyjemne w końcu spędzić z kimś wieczór, zjeść kolację i porozmawiać. Jakby nie było, obaj wychowali się w stadzie i przywykli jako tako do towarzystwa. Dłuższa izolacja od osobników podobnych do nich samych była po prostu męcząca. A oni byli naprawdę do siebie podobni, obaj starali się uciec od problemów i udawało im się to póki byli razem.
- Nic takiego, sprawy starszych wilków - wyszczerzył się i szybko obejrzał sobie Rosę od stóp do głów. Z pozoru niewinny widok naprawdę był seksowny. Rosa ubrany w jego ubrania, pachnący jego kosmetykami i tak niesamowicie rozluźniony. Zapewne, gdyby teraz Michael zaczął z nim flirtować mogłoby to zostać źle zinterpretowane. Zgarnął go z lasu, gdzie go wpierw zatrzymał. Zamknął w swoim mieszkaniu i zamierzał teraz położyć w swoim łóżku.
- Zmęczony? - spytał odchrząkając dla poprawienia suchości jaka pojawiła się w jego gardle. Rosa sam chyba nie wiedział jak bardzo potrafił być pociągający, gdy był blisko i pochylał się do drugiej osoby. - Jeśli chcesz możemy coś obejrzeć... Lub napić się jeszcze piwa...
Nie wiedząc za bardzo co mogliby teraz robić, Michael włączył mały telewizor, który stał w kącie obok łóżka i usiadł na posłaniu. Poklepał przyjaźnie miejsce obok siebie aby jakoś przyzwyczaić chłopaka do swojego łóżka. Czuł się jak osoba, która przygarnęła bezdomne zwierze i teraz próbowała przyzwyczaić go do siebie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 9:43 pm

- Czy jestem zmęczony? - potarł lekko swoją dolną wargę palcem wskazującym, zastanawiając się przez chwilę nad odpowiedzią. - Nie wiem. Chyba niespecjalnie. Jestem jak najbardziej za tym, żebyśmy coś obejrzeli. Przy grającym telewizorze lepiej mi się zasypia, nie wiem czemu.
Uśmiechnął się do niego i przysunął się do Michaela, siadając sobie tam przy nim, w miejscu, które ten chwilę wcześniej poklepał dłonią. Skoro go zaprosił, to dlaczego Rosa miałby nie skorzystać z zaproszenia?
- A co do piwa... w sumie to tak, możemy się jeszcze napić.
Z delikatnym uśmiechem oparł się o ścianę, siedząc wygodnie na łóżku, z wyciągniętymi przed siebie nogami i dłońmi opartymi po bokach ud. Jego długie, mokre, zielone kłaki opadały mu na ramion, sięgając aż za sutki, ukryte teraz na dobrą sprawę pod materiałem koszulki. Całe szczęście, że M. dał mu swoje ubranie, bo nie chciałby spać w samych bokserkach... w domu owszem, często tak sypiał, ale tam był sam. Teraz miał u swojego boku obcego mężczyznę, starszego od siebie - chociaż nie wiedział do końca o ile, bo nie pytał o to Michaela. Właściwie w ogóle mało o sobie wiedzieli, ale... to im chyba nie przeszkadzało ze sobą normalnie rozmawiać, nie? Hector czuł się dobrze w towarzystwie Michaela i miał nadzieję, że z wzajemnością.
Po chwili chrząknął cicho i oderwał wzrok od towarzysza, uznając, że gapi się na niego o wiele za długo, dłużej niż było to konieczne, po czym postukał palcami o swoje kolano, uginając je i przyciągając do swojej piersi.
- Możesz skoczyć po piwo a ja poszukam czegoś do oglądania, co ty na to?

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 10:09 pm

Tuż obok mieszkania był mały sklepik, gdzie Michael zaopatrywał się w drobiazgi, w tym także i piwo. Kupił kilka puszek na zapas, nie chciał za dużo dać osiemnastolatkowi. Może i zmiennokształtni byli bardziej odporni na alkohol ale nie wiedział czy przypadkiem to cecha typowa dla niego i braci.
Gdy wrócił z piwem do mieszkania Rosa nadal grzecznie siedział na jego łóżku, wyglądał naprawdę uroczo w bluzie, która była porządnie za duża na niego. Spokojnie dwóch takich jak on by się w niej zmieściło. Dwie puszki postawił koło łóżka a resztę wstawił do lodówki. Wrócił na swoje miejsce i podał napitek chłopakowi.
Szczerze, nie bardzo interesowała Michaela zawartość telewizji dzisiaj. Ciągle zezował na chłopaka i obserwował go. Już kilka razy miał ochotę go dotknąć, pogłaskać dłoń lub powąchać włosy. Dawno tak się nie czuł. Wypił zawartość swojej puszki w kilka minut, tylko to odciągało jego myśli od chłopaka siedzącego tak blisko. Usilnie próbował zainteresować się programem, który oglądali ale ilekroć Rosa poruszył się, Michael znowu spoglądał na niego i bił się z myślami aby go dotknąć.
Rosa skończył swoje drugie piwo i w chwili odbierania od niego pustej puszki, Michael musnął palcami jego dłoń. Poczuł prąd na całym ciele i dreszcz podniecenia. Nie wiedział co się z nim dzieje, jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego i po chwili pojął, że jest niesamowicie podniecony. Jego skóra była gorąca, krew jakby wrzała przez bliskość drugiego, w dodatku atrakcyjnego, samca. Czy tak czuli się jego bracia, gdy poznawali swoje partnerki? Tak wyglądał instynkt? To było przerażające... To było fantastyczne.
Był tak blisko, w zasięgu ręki. Michael wpierw dotknął jego dłoni, po czym zabrał ją i przeniósł na ramię. Pochylił się ku towarzyszowi, czuł jego naturalny zapach nawet pod osłoną kosmetycznej mgiełki. Przysunął się i pocałował go delikatnie w usta...
Nawet jeśli Rosa nie był gejem, to może chociaż będzie chciał spróbować jak smakuje bycie z innym samcem. W każdym stadzie samice były mniejszością, upust chuci dawało się więc między sobą. Nieważne, że ktoś był dalekim kuzynem a czasami nawet wujkiem jakieś ciotki, prawdziwe wilki nie patrzyły na coś takiego więc i w przypadku zmiennokształtnych liczyło się tylko to aby nie płodzić dzieci z własnymi rodzicami, rodzeństwem czy bardzo bliskim kuzynostwem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 10:24 pm

Gdy Michaela nie było w domu, czyli w momencie kiedy ten skoczył po piwo do sklepu, Hector skakał po kanałach, szukając czegoś interesującego. Wreszcie postawił na jakiś dramat psychologiczny. Nie zamierzał się na nim specjalnie skupiać, a już zwłaszcza w chwili, gdy M. wrócił z piwem do domu. Hec uśmiechnął się do niego na powitanie i uniósł lekko dłoń. Wyglądało na to, że cieszy się z tego, że Michael wrócił. Bo istotnie, cieszył się.
Przez jakiś czas siedzieli obok siebie, pili piwo i oglądali telewizję. Pozycja w jakiej siedział Rosa zmieniała się wraz z wypitym piwem, bo coraz bardziej zbliżała się do pozycji leżącej, nie siedzącej. Ale chyba nikomu to nie przeszkadzało, nie? Starał się tylko nie być zbyt blisko M. i nie dotykać go, o ile nie było to konieczne. Nie dlatego, że nie chciał. Po prostu... bał się? Wstydził? Chyba i to, i to.
A potem stało się coś dziwnego. Zamrugał niepewnie, widząc jak ten się do niego zbliża. Nie bardzo wiedział co się dzieje, co ma zrobić. Wypadałoby go odepchnąć? Nie, niby dlaczego? To byłoby bez sensu. Mężczyzna mu się podobał, więc po co miałby go od siebie odpychać? Widział też, że on podoba się Michaelowi, inaczej w ogóle nie próbowałby go... pocałować? Tak, pocałował go! Naprawdę go pocałował! Ich wargi zetknęły się ze sobą, a serce w piersi Hectora zaczęło dość głośno i mocno walić. Ciekawe, czy M. je czuł, słyszał? Nie no, na pewno słyszał. Naprawdę głośno biło. Jakby był zmęczony długim biegiem... i to może bardziej?
Nieco niepewnie wsunął dłoń w jego włosy. Czarne, niezbyt długie, ale miękkie i ciepłe. Podobały mu się i były przyjemne w dotyku. Po chwili, gdy zaskoczenie minęło, odwzajemnił pocałunek mężczyzny, rozchylając swoje wargi i obejmując nimi jedną z warg Michaela. Tak niewinnie, ale... zawsze coś, prawda?

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Pią Cze 06, 2014 10:54 pm

Odwzajemnienie pocałunku można nazwać zaproszeniem, może lepiej pasuje "zgoda na dalsze czyny"? Cholera wie. Michael postanowił, że uzna to za pozwolenie na coś więcej i chciał sprawdzić na ile rosa mu pozwoli. Najwyraźniej był ciekaw tak samo jak M bo nie odsunął go.
Dawno nikogo nie całował, Morris od ponad dwóch lat żył jak mnich - zero randek, flirtowania a tym bardziej seksu. Słyszał bicie nie tylko serca towarzysza ale i swojego, obaj mieli przyśpieszony puls, ciepłą skórę i szybki oddech. Michael objął chłopaka ramieniem, przesunął ręką po jego plecach badając ich łuk i zjechał nią na biodro. Palce wsunął nieznacznie pod materiał bluzy, zaczął całować Rosę bardziej namiętnie aż w końcu uznając, że może sobie na to pozwolić włączył do całości język. Zamruczał aż z zadowolenia, czując jak jego pocałunki są znowu odwzajemniane, dlatego dłoń wsunął pod bluzę i pogłaskał nagie plecy towarzysza.
Trzeba było przyznać, Rosa był apetyczny. Smakował tak słodko, przyjemnie i pobudzająco. W celu posmakowania całości ciała partnera, Michael przesunął usta na szyję chłopaka a później obojczyk. W pozycji siedzącej pieszczoty nie należał do najwygodniejszych, więc po chwili zielonkawe włosy osiemnastolatka rozsypały się po pościeli a Michael zawisł nad nim.
M oblizał usta nadal czując cudowny smak nastolatka, nachylił się aby dalej go całować a dłoń położył na ciepłym i jędrnym udzie Rosy. Czuł, że zaczyna się porządnie podniecać i bardzo mocno zdradzało go jego własne ciało. Rosa zapewne też to poczuł, gdy Michael przytulił się do niego a dłoń wsunął znowu pod bluzę tym razem głaszcząc płaski brzuch towarzysza.
Drobne, lekko sterczące sutki chłopaka niezwykle kusiły. Po podwinięciu bluzy wyżej, Michael podrażnił jednego palcem i obserwował rumieńce na policzkach partnera. Był taki słodki, niewinny i... Ciekawe czy był jeszcze nietknięty przez innych? Był bardzo młody, jednak teraz młodzież szybciej dorastała, możliwe, że on i jakiś kuzyn lub kolega... Michael miał nadzieję, że nie. Chciał dzisiaj zrobić Rosę swoim. Posiąść go o ile mu na to pozwoli.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Sob Cze 07, 2014 12:50 pm

Hector był wychowywany w stadzie, w którym homoseksualizm był tematem, którego się nie poruszało. Nie wiedział nawet, czy ktokolwiek z watahy był homoseksualny, bo o tym się po prostu nie rozmawiało. I nikt nie wiedział o tym, że Hec był gejem... i miał się nie dowiedzieć. Był prawiczkiem. Co prawda całował się już kiedyś, ale do niczego więcej nie doszło...
Ale teraz nie było tutaj nikogo z jego stada. Był sam na sam z mężczyzną, który go uratował, chyba można to tak ująć, i przechował u siebie w domu. Napoił piwem i... chciał wykorzystać. Nie no, dobra, poniosło go trochę. Pocałunki to jeszcze nie wykorzystywanie. Zresztą, obaj tego chcieli, więc nie było mowy o tym, że mężczyzna go wykorzysta.
Westchnął cicho, gdy został położony na pościeli i przymknął oczy, czując jego dalsze pocałunki i te cudowne, ciepłe dłonie wędrujące po jego ciele. Niesamowite uczucie. Chciał jeszcze, ale nie bardzo wiedział w jaki sposób ma o to poprosić, więc po prostu zacisnął palce na plecach mężczyzny, przyciskając go bardziej do siebie i kierując jego usta na swoją szyję. Szyja najwidoczniej była jego słabym punktem i chciał tam poczuć jego pocałunki.
Jęknął cicho, czując jego palce na swoich sutkach. Jego policzki pokryły się dość wyraźnymi plamami czerwieni, czego nie mógł powstrzymać i nawet szczerze mówiąc niespecjalnie chciał. Rumieńce pasowały do Rosy. Poruszył się pod nim i przytulił się do niego mocno, samemu przyciskając usta do boku jego szyi i zaczął go po niej całować, poruszając jednocześnie bioderkami i ocierając się o niego. Tak, czuł go nad sobą wyraźnie, czuł też, że mężczyzna jest podniecony i jak najbardziej mu to odpowiadało. Sam również zauważył, że było go coraz więcej w tych Michael'owych spodenkach... i chciał, żeby Michael to poczuł. Uniósł więc biodra i przylgnął do jego ciała, ocierając się o niego i pojękując cicho w jego szyję.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   Sob Cze 07, 2014 2:11 pm

Tak odważne zachowanie już na pewno było zgodą. Michael podniósł się, ściągnął z siebie koszulkę a potem spodnie, zostając w samych bokserkach ściśle przylegających do ciała. Jego erekcja była bardzo widoczna.
Wdrapał się z powrotem na łóżko i pociągnął Rosę za stopę. Usiadł między jego nogami, podwinął bluzę wysoko i zaczął całować brzuch, mostek i sutki. Cichutkie jęki i westchnienia zachęciły go do użycia języka, którym zataczał kółeczka po skórze, aż w końcu ujął jeden sutek i possał go chwilkę.
Bokserki Rosy były luźne, jednak w jednym miejscu był porządnie uniesione. Pochylił się i wysunął członek chłopaka spod materiału, po czym wziął go do ust i zaczął nimi pieścić. Językiem wodził po całości prącia, lizał czubeczek i pieścił nim gorącą skórę łona. Głowa opadała i unosiła się miarowo, usta cały czas pobudzały prężny członek kochanka, Michael był niesamowicie pobudzony i to on planował tej nocy dominować nad Rosą. Zerwał z niego bokserki, całował jego stopy, łydki i uda. Znowu pieścił pobudzony członek aż w końcu zawisł nad nim całym swoim ciałem i oblizał się jak po smakowitym posiłku. Bluza długo nie pozostała na ciele chłopaka, gdy tak leżał przed nim nagi był po prostu cudowny.
Michael znowu go całował, głaskał po całym ciele i gdzieniegdzie lekko gryzł. Chcąc zaczerpnąć trochę ulgi dla siebie sięgnął po dłoń chłopaka i wsunął ją pod materiał swojej bielizny. Pokazał mu jak jego widok oraz smak pobudził go, podniecił i sprawił, że dorosły mężczyzna wręcz płonął z pragnienia aby go posiąść. Pokazał kilkoma ruchami dłoni jak lubi być pobudzany i wrócił do całowania oraz pieszczenia zarówno ust jak i szyi kochanka.
Nie chciał też za szybko wejść w jasnowłosego, smakował go powoli i skrupulatnie. Kawałek po kawałeczku... Mruczał zadowolony, czując jak dłoń o długich palcach sprawnie go pobudza. Uśmiechnął się znowu całując namiętnie chłopaka i przylgnął do niego zadowolony jego ciepłem i słodyczą ust.
Bokserki po jakimś czasie same jakoś zniknęły, Michael nawet nie wiedział czy sam je zdjął a może Rosa sprawnie zsunął bawiąc się jego prąciem. Leżeli nadzy, cały czas całując się i wzajemnie wodząc dłoni po swoich członkach. Jednak te słodkie, przyjemne pieszczoty musiały w końcu się skończyć.
Michael przytulił kochanka od tyłu, przez co jego członek był idealnie między kształtnymi pośladkami Rosy. Pocierał nim dając mu przedsmak tego, co będą potem robić, zaś dłonią nieustannie go pobudzał w okolicach erekcji. Niczym prawdziwie dominujący wilk, złapał go delikatnie zębami za kark i zawarczał cicho, po chwili polizał to samo miejsce a zębami zostawił mały ślad na ramieniu. Obejmował go czule, ale nadal dało się czuć jak bardzo pożąda partnera. Czasami powarkiwał, trochę go gryzł ale i całował, lizał i dotykał wszędzie, gdzie zauważył wrażliwe miejsce przyprawiające towarzysza o jęki.
- Rosa... - mruknął mu do ucha, po czym ugryzł je lekko. - Chcesz mnie, Rosa? - spytał wsuwając nos w jego włosy, całując skórę za uchem i ciągle poruszając biodrami tak, aby członkiem wodzić po pośladkach chłopaka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pan M i Rosa   

Powrót do góry Go down
 
Pan M i Rosa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: