IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bezimienna uliczka

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Bezimienna uliczka   Pon Cze 02, 2014 8:51 pm




Wracając jeszcze do wydarzeń z kawiarni, Eito nawet zaczynał powątpiewać w swe surowe osądy co do byłego ucznia. Bywało, że ludzie się zmieniali i również mogło tak być w przypadku Dante. Wyglądało, jakby ubolewał nad swoim nagannym zachowaniem z przeszłości i rzeczywiście chciał naprawić błędy. W nauczycielu zasiało się ziarno wątpliwości, podlewane zapewnieniami młodzieńca, powoli zaczynało kiełkować. Czy to oznaczało, że porzuci swą podejrzliwość? To było raczej nie możliwe. Tak czy inaczej zadowoliła go konkluzja rozmówcy, bo okazał się on w niej kluczowym elementem, dzięki któremu młody się opamiętał, a przynajmniej tak twierdził. Jeszcze więcej takich komplementów to wpadnie w samozachwyt.
Kolejną porcją wody dla owej roślinki była ubolewająca reakcja na prostackie przedstawienie więzienia przez Eito. Przemilczał odpowiedź, a zamiast niej wpadł w zadumę. Czy faktycznie wiedzę posiadał z pornosów? Może i też coś w tym było. Tak się złożyło, że ostatnio potrzebował nadrobić braki w wiedzy o związkach homoseksualnych. Całkiem niedawno odbył rozmowę z jednym z uczniów w Traditional, który właśnie potrzebował porady na owym polu. Nauczyciel nawet podjął się tematu, ale nie był wstanie w pełni postawić się na jego miejscu. Będąc później w domu, odpalił na laptopie wujka Google i nim się zorientował tonął w homoseksualnych filmikach. Zleciało mu wtedy na tym do bardzo późna w nocy, a i tak niczego poza fizycznym kontaktem się nie dowiedział. Fujimoto w zasadzie to prosty człowiek, a przede wszystkim zimny drań. Nie powstrzymuje się, gdy pragnie zmieszać kogoś z błotem, dlatego dość pechowo Arrow wybrał sobie go za ulubionego nauczyciela.
Informacja o kredycie i zaraz pokazana umowa, ponownie dała mu do myślenia. Młody naprawdę starał się pokazać, udowodnić przejście na prawą ścieżkę. Obejrzał dokument, ale tym razem nie dzwonił, żeby się upewnić o jego oryginalności. Dante widząc wcześniej tak wnikliwą analizę rozmówcy, z pewnością nie ryzykowałby pokazując fałszywkę. Tak czy inaczej, chciałby zobaczyć jeszcze ten wyciąg z konta i oczywiście porozmawiać z jego pracodawcą. Mógłby być nawet całkiem dobrym źródłem informacji i rzucić światła na prawdziwą twarz Dantego.
Nauczyciel nie spodziewał się, że zostanie ponownie załapany za podbródek. Tym razem rozmówca był bardziej napastliwy na co zmierzwił znaczniej brwi w akcie niezadowolenia, jednocześnie jasnoszare oczy wpatrywały się badawczo w twarz. Sytuacja przeistoczyła się w poważniejszą, byli niczym dwa koguty stroszące pióra, choć dobrze wyczuwalna woń Arrowa powodowała, że Eito zaczynał odpływać. Również został na dłuższą chwilę rozproszony nawiązaniem matematycznym, nie mógł tego puścić mimo uszu. On zawsze sobie radził z najtrudniejszymi równaniami, ale ta sytuacja była mu wielce niezrozumiała. Naprawdę się starał ją ogarnąć, ale miał własne ograniczone spojrzenie, więc nie potrafił się postawić w sytuacji młodego. Gest trącenia nosem i ukazanie dziwnie podejrzanego wyrazu twarzy uznał jakby za rozpoczęcie wojny. „Skoro mu tak bardzo wysychają wargi to niech sobie je kremuje, a nie liże, jak ta pasąca się krowa na pastwisku.” Skomentował w myśli to bardzo prowokujące zachowanie. Nie miał najmniejszego pojęcia co siedziało w głowie młodziutkiego mężczyzny, ale był niemal przekonany, że bardzo niewiele musiało tam się znajdować. Fujimoto zaczął go podejrzewać, że chodziło o dalszy ciąg znęcania się nad nim, tylko teraz pewnie przybrałoby to większy kaliber. Z pewnością nie miał ochoty na kłopoty. Zamyślił się nad różnymi wariantami, gdy nagle został pociągnięty za krawat, omal się nie wyłożył zahaczając o nogę stolika. Jawnie zaprotestował, ale nie uczynił niczego agresywnego, poza wyszarpnięciem mu z dłoni śledzia. „Nic się nie zmienił. Myśli, że jest bogiem. Ktoś w końcu powinien mu pokazać jego miejsce.” Wyszli z kawiarni, a Eito stojąc tuż obok byłego ucznia wskazał dłonią w wąską uliczkę, a drugą położył odważnie na jego plecach.
- Proponuje udać się w tamtą stronę, zostawiłem tam motor – nie czekając na reakcję ruszył naciskając na jego tył, a gdy ten miał wątpliwe spojrzenie, nauczyciel zachęcił go dodatkowo unosząc kącik ust. Gdy znaleźli się już w opustoszałej od ruchu uliczce, matematyk nagle popchnął Arrowa, że ten przywarł plecami do ceglanej ściany kamienicy. Zgniótł w pięści kraniec kołnierza marynarki zaraz pod jego szyją.
- Widać jednak nie nauczyli cię uprzejmości w więzieniu. Nie wiem czy wiesz, ale nie ciągnie się ludzi za krawat, gdy chcesz, żeby z tobą poszli. Chyba, że wolisz zostać oskarżony o próbę uduszenia – złapał się chwilowo wolną ręką za kark masując go, a na twarzy ukazał wężowy uśmieszek. – Pozwól również się poinformować, że uprzejme zwroty nie wywołują utraty zainteresowania. Jest to konieczność, jeżeni pragniesz nawiązać pozytywne stosunki. Zwracając się do starszej osoby na ty, diametralnie tracisz w oczach – rzucił pogardliwe spojrzenie, jednak w pewnym momencie coś sobie uświadomił i całkiem niespodziewanie począł się podśmiewać, aż głośno się roześmiał. Puścił ubranie rozmówcy opierając już tylko dłoń na jego ramieniu, jakby chciał się przytrzymać, by nie paść z rozbawienia na chodnik. Po chwili uspokoił się i spojrzał ponownie w dwukolorowe oczy  – Przecież ty i tak masz to w głębokim poważaniu. Nie wiem co uroiło się w tej ślicznej główce, ale z pewnością nie jest to nic optymistycznego – stwierdził przywdziewając sztucznie przyjazną aurę, nie pozostawiając mu tym samym nadziei. – Teraz nie musisz się krępować świadkami, więc bądź dobrym chłopcem – z nieznacznego rozmachu położył dłoń na jego policzku, pewnie go łapiąc – i wyklaruj w końcu sprawę, bo męczy mnie ta zabawa w kotka i myszkę – po czym przesunął rękę z twarzy na ramię, że równocześnie trzymał za oba. – Zresztą najlepiej będzie, jak zwrócę motor i to zaraz – z ciężkim sercem, ale wypowiedział w końcu te słowa. – Musimy zatem udać się do mnie – uwolnił młodego i odsunął się kierując zaraz w stronę swego mieszkania. Jakieś piętnaście minut drogi pieszo.


Ostatnio zmieniony przez Eito dnia Sro Sie 06, 2014 4:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Czw Cze 05, 2014 9:55 pm

Brunet trzymał dłoń na krawacie zaskakująco mocno. Na tyle, by mężczyzna nie zdołał się od razu wywinąć. Nie zamierzał go jednak w ten niekulturalny sposób ciągnąć po całym mieście, dlatego w końcu zwolnił uchwyt. Poczuł się poważnie zaskoczony, gdy były nauczyciel tak chętnie go zaczął prowadzić w stronę motoru. Jego myśli automatycznie podążyły ku jednemu słowu: pułapka. Tylko po co pan Fujimoto mógłby się mścić na swoim dobroczyńcy, albo w jakiś sposób mu szkodzić?
Dante był pewien, że odpowiednio wybadał podstawowe informacje o tym, czym zajmował się ten mężczyzna o kryształowym, ściśle matematycznym organie zamiast serca. Nie przypuszczał, by Eito miał jakikolwiek związek z mafią, czy policją, skoro nie wiedział, że to Dante mu podarował motor. Miał jednak wątpliwości co do czystości jego intencji – i okazały się one jak najbardziej uzasadnione.
Pchnięty odruchowo przestawił jedną nogę bardziej do przodu, uginając w kolanie i oparł się jedną dłonią o mur. Nie marszczył brwi, pozostawił je otwarte, by uważnie śledzić dalsze poczynania matematyka. Był przygotowany do obrony, nie zamierzał jednak przejść do rękoczynów. Nie po to tyle się starał i zapewniał mężczyznę, że jest po stronie „dobrych”, by tak łatwo wszystko zaprzepaścić. Jedynie zmarszczył brwi z niezadowoleniem, gdy poczuł uścisk na materiale koszuli.
- W więzieniu nie uczą uprzejmości. Nie wiem, skąd to błędne przekonanie - mruknął głosem z głębi piekielnych czeluści. Zaraz uniósł prawą brew do góry, z pewnym zaskoczeniem dostrzegając nagły wybuch rozbawienia u niewzruszonego Japończyka. Założył ręce na piersi, spoglądając na niego uważnie i czekając na wyjaśnienia.
Ponowne wątpliwości i komentarz na temat tego, jaki to on nie jest zły, kompletnie go nie ruszyły. Za to utrata panowania została bezpośrednio powiązana z dotknięciem policzka. Został potraktowany jak dzieciak, a bardzo nie lubił, gdy ktoś go nie doceniał. Już minęły te czasy, kiedy można było go traktować z góry. Odbił się od ściany, wyciągając dłoń przed siebie i łapiąc mężczyznę za marynarkę. Tym razem to starszy mężczyzna wylądował na ścianie, tyłem do Arrowa. Dwudziestojednolatek uniósł jego dłonie i unieruchomił w mocnym uścisku nad głową ofiary, a potem mocno przywarł do jego pleców.
- Chyba się nie rozumiemy, PANIE Fujimoto - mruknął mu prosto do ucha, znacznie obniżając głos. Wolną ręką przesunął pod jego marynarką, po boku i plecach, kończąc na biodrze. Lekko ugryzł płatek, a potem go polizał.
- Ale to nic. Skoro PAN tak bardzo prosi się o zło, to ja nie będę osobą, która PANA powstrzyma. Przeciwnie, z wielką chęcią skorzystam z propozycji - powiedział niepokojąco opanowanym głosem. Ogólnie należał do osób małomównych, które lubowały się w niewyraźnych aluzjach. Tak i było tym razem, chociaż, by odpowiednio przestraszyć mężczyznę, pozwolił sobie na wywód. Zaraz z wyrazem najwyższej bezczelności złapał mocno nauczyciela za pośladek. Uścisk był na tyle mocny, że mimo materiału dało się poczuć kuszące ciało. Skoro Eito nie chciał „zabawy”, czemu miał zajmować się tak nieciekawymi rzeczami, jak staraniem o jego osobę? To nawet nie było wyzwanie, co powodowało, że atrakcyjność matematyka znacznie spadła w oczach Dantego. Był jednak zdecydowany pokazać mu swoją gorszą stronę, skoro tak bardzo się jej domagał. Uliczka nie była uczęszczana, a i Dante nie zamierzał się raczej posuwać do gwałtu. Przede wszystkim, było to bardzo niewygodne dla obu stron i nie dające większych korzyści. Brunet może i był (prawie) przestępcą, ale bynajmniej nie należał do ludzi, których bawi cudze cierpienie. Wolał raczej wspólną przyjemność.
Złapał za koszulę ofiary i kilkoma szarpnięciami wyciągnął ją ze spodni, a potem wsunął pod nią dłoń, przesuwając zwinnymi i zaskakująco delikatnymi palcami po piersi niepokornego kochanka. Wcale a wcale nie zamierzał mu robić krzywdy. W jego ruchach i uścisku była wyraźna dominacja, lewą dłonią jednak znalazł się na sutku i zaczął go masować, uciskając między palcami. Dmuchnął lekko w kark bruneta, a potem przesunął po nim nosem. Mężczyzna całkiem dobrze pachniał, chociaż nie mógł powiedzieć, by było to coś pociągającego. Upewniało jednak, że ma do czynienia z odpowiednio zadbanym człowiekiem.
Tak, bo Dante bardzo nie lubił niehigienicznych zabaw. Szczytem marzeń był seks między prysznicami, a jeszcze lepiej – pod prysznicem. Na myśl o tym, że mógłby dotykać kogoś brudnego, zawsze się wzdrygał. O lizaniu i całowaniu mowy być nawet nie mogło.
Dlatego też Eito wcale nie musiał się czuć tak bardzo zagrożony. Oczywiście, gdyby o tym wiedział, ta niewielka satysfakcja też by uciekła. Arrow był naprawdę zniesmaczony – żeby tak musieć się posuwać do obmacywania swojego byłego nauczyciela w jakiejś obskurnej uliczce? Obrzydliwe.
Ugryzł go mocno w kark, przez chwilę trzymając w zębach i lekko szarpiąc głową, by uczynić wyraźny ślad, a przy tym zadać ostrożnie wyważoną dawkę bólu. Polizał go po śladzie i przesunął palcami na drugi sutek. Cały czas utrzymywał dłonie matematyka w silnym uścisku, nie pozwalając mu się wywinąć. Chłonął jego reakcje z zainteresowaniem i... Jako takim samozadowoleniem.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pon Cze 09, 2014 11:48 pm

W głównej mierze więzienie służy do izolowania przestępców, ale i zarówno do ich resocjalizacji. Gdyby nie została pokładana nadzieja w tych ludziach, to od razu zostawaliby skazywani na śmierć, a przynajmniej Fujimoto obrałby właśnie takie rozwiązanie. Bo poco utrzymywać przy życiu skażone ogniwo?
- A powinni – odparł sucho na wzmiankę o uprzejmości. Był wyczulony na tym punkcie. Nie lubił, gdy uczniowie się z nim spoufalali. Najchętniej ze szkoły zrobiłby rygorystyczne wojsko. To takie jedno z jego małych marzeń.
Nauczyciel był przekonany, że rozmówca podąży za nim, by odebrać podarowany przez siebie motor. Nieświadomy tego co za chwilę się wydarzy odwrócił się, by wyjść z uliczki. Niespodziewanie został pochwycony za marynarkę i przyciśnięty przodem do zimnej, ceglanej ściany. Nim się spostrzegł również jego dłonie zostały skrępowane nad nim w uścisku. Automatycznie obrócił na bok głowę, by nie zmiażdżyć sobie nosa oraz chcąc za siebie spojrzeć na napastnika. Z owej pozycji było ciężko coś dostrzec i jedynie kątem oka widział zarys części sylwetki.
- …? – Jego jasnoszare oczy były wyraźnie poszerzone i jawiły w sobie sporą dozę zagubienia. Był pewien, że już było po sprawie, skoro zdecydował się oddać ten drogi podarek. Zdezorientowanie ową sytuacją spowodowało, że się jakoś specjalnie nie szarpał, a ruch był spowodowany niewygodną pozą. Gdy poczuł pod marynarką wędrującą dłoń, od razu pomyślał o rewizji.
- Możesz mnie puścić, bo i tak niczego nie znajdziesz – odparł próbując ogarnąć spokojnie sytuację. Jednak szybko został wyprowadzony w wersji przeszukania, gdyż postąpiono dość nieprzyzwoicie z jego organem słuchu. Momentalnie dostał gęsiej skórki na całym ciele i zamarł w ciszy na dłuższą chwilę. Nie wiedział co Arrow próbował powiedzieć poprzez swą aluzję, nie potrafił się zbytnio skoncentrować nad jej sensem, gdy był właśnie atakowany od tyłu. Miał wyraźnie wymalowane na twarzy pytanie: Co tu u licha się dzieje?! W zasadzie to nie bał się napastnika, ponieważ nie podejrzewał go o najgorsze, czyli zdolność do morderstwa. Jak dotąd nie groził mu ostrym narzędziem, bądź bronią, dlatego nie miał powodu okazywać paniki. Gdy został natomiast bezczelnie złapany za pośladek, ciało odruchowo wzdrygnęło, a z zaciśniętych warg wydobył prawie głuchy jęk. Momentalnie spiął niemal wszystkie mięśnie. Do głowy poczęły przychodzić mu obrazy z filmików dla dorosłych i zaczął pojmować, że nie znajdował się w dogodnym położeniu. „Co on wyprawia?! Chyba nie chce mnie... Przelecieć?!” Ta myśl wydała mu się tak dziwna i absurdalna, że nie potrafił w nią uwierzyć. Niestety kolejne kroki Dantego były coraz bardziej śmiałe i coraz bardziej wprawiały mężczyznę w zakłopotanie. Z jednej strony chciał go koniecznie powstrzymać, z drugiej zaś ciało poddawało się dotykowi, a on tracił kontakt z rzeczywistością. Nigdy nikogo nie dopuszczał do siebie tak blisko, dlatego hormony zaczynały mu szaleć. Nie potrafił ukrywać odruchów doznawanej przyjemności, choć rosła w nim niepewność. Dopiero ugryzie w kark ocuciło go z lekka. Zadany ból był na tyle mocny, że pobudził w nim agresję, a grunt pod nogami powrócił. „Wiedziałem, ponownie zamierza mnie zniszczyć! Kompletnie nie zna granic, ale tą razom nie mogę mu na to pozwolić!” Eito chował do niego spory uraz sprzed trzech lat, nie był typem wybaczającym. Wręcz pielęgnował doznawane krzywdy, które były niczym innym, jak motorem napędzającym wolę walki z każdym problemem. Nie przepadał za ludźmi, dlatego zawsze podejrzewał ich w sposób negatywny.
W jednej chwili zaparł się o ścianę kolanem i niemal z całej siły od niej odepchnął, popychając mocno plecami napastnika, tak by razem upadli na chodnik. Fujimoto natychmiast podniósł się na czworaka szybko łapiąc za nadgarstki młodszego, dociskając je solidnie do podłoża. Niepoprawiony wcześniej krawat zwisał prostopadle do szyi leżącego, a nogi zaś były ustawione po bokach jego sylwetki. Miał przyspieszony oddech, a oczy wyrażały brak zrozumienia oraz złość. Były wpatrzone w jego twarz przekonane, że to tylko jakiś koszmar. Gdyby Arrow zaczął się wiercić, matematyk zamierzał usiąść na jego udach.
- Chyba mnie z kimś pomyliłeś – zaczął z jawnym niedowierzaniem. – Nie jestem jednym z twoich znajomych z więzienia, którego możesz... – nie był w stanie dokończyć głośno zdania, gdyż już na samą myśl miękły mu kolana. On z jakimś mężczyzną? To musiał być niesmaczny żart. Nawet nie obcował z kobietami, a co dopiero z tą samą płcią. Był gatunkiem na wymarciu, co to prowadzą celibat w swym statecznym, samotnym życiu. Zdecydowanie wolał własne towarzystwo, w którym oczywiście nieodłącznie towarzyszyła mu królowa nauk. Mało prawdopodobne, by ktoś roztopił jego zamrożone serce, a tym bardziej się zainteresował takim chłodnym egoistą. Musiałby być chyba kompletnym masochistą.
- Nie musisz mi udowadniać, że jesteś zły, bo ja dobrze o tym wiem – oznajmił z przekonaniem jedynie wyglądając na spokojniejszego. – Zresztą już wiele razy mi to pokazałeś. Dlatego nie uwierzę w tą pozorną przemianę w anioła – stwierdził szczerze. – Faktura wyraźnie pokazuje, że wydałeś sporo pieniędzy na ten motor, a taka gotówka nie chodzi piechotą. To oczywiste, że taki człowiek, jak ty nie należy do bezinteresownych. A już z pewnością nie daje tak drogich prezentów znienawidzonej przez siebie osobie – pokiwał przecząco głową. Nie mógł już znieść tych niedopowiedzeń, aluzji, zagadek. Musiał mieć wszystko jasno określone, bo w innym przypadku męczył się nieustannie. W dodatku to rozmówca zdawał się wykładać karty na stół, a Eito koniecznie próbował nimi coś ugrać. Był poirytowany, bo lubił mieć wszystko pod kontrolą.
W zasadzie to nie miał pojęcia za co był tak dręczony, czym niegdyś sprowokował ucznia. Jednak to bledło przy tym co aktualnie się działo. Nie zamierzał doprowadzać do walki wręcz, chciał w miarę spokojnie powstrzymać tego młodego człowieka od lekkomyślnych pomysłów, ale nie potrafił się z nim porozumieć. Czyżby to było dla nich nierealne? Możliwe. Oboje kroczyli całkiem odmiennymi ścieżkami, aż dziw, że los ponownie je skrzyżował.
- Byłeś całkiem dobry w nauce, a z matematyką kroczyłeś zawsze na bieżąco – ukazał chwilowo nieznaczny przejaw ciepłego uśmiechu. – Dlaczego nie wykorzystałeś swego potencjału? Gdybyś tylko chciał, mogłeś zajść naprawdę wysoko – Po części obwiniał się za niepowodzenia swych uczniów, a zwłaszcza tego co miał właśnie przed sobą. Teraz było już za późno na jakąkolwiek naprawę, chociaż Dante nie wydawał się bezradny, jednak jego ścieżka do celu nie świeciła przykładem. Nauczyciel cały czas krępował ruchy młodszego, by nie mógł go ponownie zaatakować, dlatego Arrow był skazany na dłuższy kontakt z nieprzyjemną uliczką, już nie wspominając o samym panie Fujimoto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Czw Cze 12, 2014 3:51 pm

Brunet aż zachichotał, słysząc takie podejrzenie. Po co niby miałby przeprowadzać rewizję na swoim byłym nauczycielu? Szansa znalezienia u niego czegoś ciekawego graniczyła z cudem... Chyba, że w spodniach. Ta myśl spodobała się Dantemu do tego stopnia, że pozwolił sobie na zadowolony pomruk. Badał ciało mężczyzny bezczelnie i z pewnym zaskoczeniem odnotował, że całkiem nieźle mu się ono poddawało. Jakby nauczyciel przez chwilę był mu przychylny. Każde drgnięcie, westchnięcie, czy jęk, były niemym zapewnieniem, że Eito jest naprawdę wrażliwy. A to prowadziło prosto do interesującego wniosku – mógł nie mieć za sobą wielu doświadczeń natury czysto fizycznej.
Brunet wbił zęby odrobinę mocniej, niż powinien, ze zwyczajnego szoku. Nie miewał raczej kontaktu z „prawiczkami”. Prawdę mówiąc, unikał ich jak kot wody. Myśl, że ktoś taki mógłby dawać przy seksie większą satysfakcję była dla niego obca. Osoba niewtajemniczona nie mogła być dobra. Trzeba było jej pilnować, zajmować się, dbać, być delikatnym, wyszukanym i kontrolować cały czas zarówno swój popęd, jak i całą sytuację. Za dużo zachodu dla małego orgazmu. Dante musiałby być naprawdę zdesperowany, albo pogrążony w bardzo dużym uczuciu, by poświęcić się do tego stopnia.
Pogrążony w tych rozmyślaniach dał się ponownie zaskoczyć. Odruchowo zacisnął palce na mężczyźnie, próbując nie stracić równowagi, jednak został przez niego przygnieciony do podłoża. Sapnął z zaskoczeniem, paznokciami rysując jego pierś, a drugą dłonią próbując z siebie zepchnąć, by nabrać powietrza do ściśniętych płuc. Zamrugał oczami w szoku, próbując pozbyć się łez, które napłynęły mimowolnie do oczu przy tak gwałtownym upadku. Gdy tylko nauczyciel znalazł się nad nim, wziął głęboki oddech i spróbował skupić wzrok w jednym punkcie, mniej więcej na środku głowy byłej ofiary. Ochronił głowę przed uderzeniem, wciąż jednak czuł dezorientację po trafieniu na twardy chodnik.
Natychmiast wyłapał oburzone słowa pana Fujimoto. Takie ucięcie wątku było niemal jednoznaczne z oświadczeniem, że jest się męską dziewicą. Arrowa rozbawiło to do tego stopnia, że roześmiał się i spróbował uwolnić z uścisku. Może i dwudziestoośmiolatek był całkiem nieźle wysportowany, jednak jego wiedza z walki wręcz na pewno nie równała się z tą praktyczną i teoretyczną jego ucznia. Mimo to młody mafiozo nie dał rady od razu się uwolnić i został dodatkowo dociśnięty do podłoża biodrami. Wydał z siebie na to przeciągły gwizd i uśmiechnął szerzej. Stanowczo cała sytuacja go bawiła, chociaż pozornie zdawał się nie mieć szansy na uwolnienie. Jednak tylko pozornie.
- Nie przesadzaj, nie darzę cię aż taką antypatią, o jaką mnie posądzasz. - Puścił do niego oko pracownik firmy RoboticsUNION. - Przeciwnie, skoro obdarzyłem cię tak drogim prezentem... I to po takim czasie... - Zawiesił głos niemal jednoznacznie. Lubował się w niejednoznacznych aluzjach, a i był pewien, że myśli mężczyzny popłyną w odpowiednim kierunku. Dlatego jeszcze chwilę leżał grzecznie, pozwalając mu na uśpienie czujności i skupienie się w interpretowaniu słowa „przeciwnie”. W odpowiednim momencie zaatakował, unosząc się gwałtownie i serwując kopniaka dokładnie na tyłek mężczyzny. Eito chcąc nie chcąc musiał stracić częściowy kontakt z podłożem, z czego bezczelnie skorzystał Dante, wyszarpując ręce z uścisku. Głową uderzył go pod brodą, wybijając niemal z mocnego uścisku kręgów szyjnych, by częściowo rzutem, a częściowo pchnięciem zrównać mężczyznę z ziemią.
Tym razem to Arrow znalazł się nad nauczycielem. Natychmiast rozsunął mu kolanami nogi i unieruchomił je, klękając na udach. Dłońmi złapał za nadgarstki, ponownie unieruchamiając mu je nad głową. Nachylił się, spoglądając błyszczącymi niebezpiecznie, dwukolorowymi tęczówkami, które w tym momencie mogły napawać jedynie obawą. Naprawdę, nie zamierzał robić mu krzywdy. Ani przez chwilę od momentu pierwszego dostrzeżenia na ulicy swojej dawnej ofiary nie przeszło mu przez myśl zaatakowanie go i jakiekolwiek fizyczne wyżycie się. Potrzebował jedynie rozrywki, wyzwania, nowej sytuacji. Gdyby chciał go zgwałcić, zrobiłby to od razu, a nie kupował tak drogi prezent, by zdobyć zainteresowanie matematyka. Właśnie, zainteresowanie, nie ciało. Chociaż, im dłużej z nim przebywał, tym ciekawszy był, jakie to tajemnice się w nim kryją.
Wciąż jednak nie wyobrażał sobie stosunku, mniej lub bardziej dosłownego, w zapyziałej uliczce, z Bóg-wie-kiedy umytym facetem. Higiena wygrywała na tym polu.
- Mogę pana zapewnić, że zamierzam daleko zajść. Nie potrzebuję jednak do tego ukończonej szkoły, ani studiów. - Obdarzył go długim, szerokim uśmiechem, jakby zamierzał zjeść go całego, jednym kęsem. Przymrużył oczy z zadowoleniem, przesuwając palcami wolnej dłoni po cienkiej linii gołej skóry, między spodniami, a uniesioną częściowo koszulą Eito. W myślach rozważył, co ciekawego mógłby z nim zrobić, by jednocześnie nie posuwać się do granic, których przekraczać nie zamierzał. Opuścił głowę i polizał mężczyznę długim pociągnięciem po policzku. A potem oparł się dłonią przy jego boku i mocno pocałował. Pamiętał, że nauczyciel jedynie się przy nim napił, a sądząc po jego dziewiczych zachowaniach, nie puszczał się z każdym przy byle okazji.
Usta Dantego były przyjemne w dotyku, choć czuć było kawałki, z których poodgryzał skórę. Tiki nerwowe nie dawały mu spokoju. Mimo nich, gdy poświęcał się czemuś, robił to z niesamowitym zaangażowaniem. Zdominował całkowicie starszego bruneta, a nawet posunął się do szybkiego liźnięcia go po wnętrzu ust i linii zębów. Nie wykorzystywał jednak nadto okazji, bo i nie chciał skończyć z odgryzionym organem smaku. Zadowolił się podgryzaniem i zasysaniem na wargach, z jasnoróżowych czyniąc je ogniście czerwonymi.
Gdy tylko młodszy mężczyzna poczuł próbę uwolnienia się, złapał mężczyznę za krawat i z małą pomocą zębów, którymi przytrzymał kawałek materiału, zacisnął go mocno i położył na ziemi, trzymając szyję w dość mocnym uścisku. Ograniczał on oddychanie w niewielkim stopniu, ale już próba ruchu wiązałaby się ze zwężeniem paska wiążącego szyję.
- No, proszę pana, nigdy się pan nie interesował takimi rzeczami? - spytał wesołym tonem, wcale nie świadczącym o jakimkolwiek poziomie podniecenia. Droczył się, ale jednocześnie był gotów posunąć dalej. Jeszcze trochę brakowało do jego granicy. Granicy, o której Fujimoto nie miał najmniejszego pojęcia.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Sob Cze 14, 2014 8:18 pm

Gdyby wiedział co Dante kombinował, to nie podejrzewałby go przykładowo o rewizje, bo akurat to było pierwsze co przyszło mu do głowy. Nie umknęła mu uwadze reakcja chichotu, na co z lekka się zdziwił i zdezorientowany przemilczał dalszą reakcję. Nim się obejrzał, napastnik bezkarnie wędrował po jego ciele, które chcąc nie chcąc odruchowo reagowało. Tak, było wrażliwe, ale również sam Arrow miał w sobie coś pociągającego, co dodatkowo na niego podziałało. Nie rozumiał tego, po prostu dał się ponieść chwili. Miał sporo szczęścia, że młodszym brunetem targały rozterki w kwestii kontaktu fizycznego z niedoświadczonym osobnikiem. Gdyby matematyk wiedział, że miał on wręcz na takich uczulenie, to zapewne od razu wyłożyłby kawę na ławę. Nareszcie uwolniłby się od tego powracającego wrzodu na tyłku. Problem tkwił w tym, że trudno się z nim rozmawiało, bo przeważnie rzucał tymi niejasnościami. Przynajmniej blokowała go myśl związana z higieną. Chociaż młody i tak powinien spostrzec po świeżej i gładkiej w dotyku skórze, że musiała być całkiem niedawno umyta. Codziennie brał prysznic. Nie wyobrażał sobie, że mógłby chodzić lepiący się od potu. Dużą uwagę przykładał do czystości i wyglądu.
Odepchnięcie się od ściany okazało skutecznym pomysłem, a w dodatku miękko wylądował. Jedynie zarysowania po paznokciach na piersi trochę szczypało przez pewien czas. To jednak było nic w porównaniu do obrażeń Dantego, dlatego nie miał większych problemów, by go unieruchomić. Nie zauważył plamy krwi na chodniku pod głową, więc nie specjalnie przejął się jego stanem.
Kolejny raz zaśmiał się były uczeń, co nauczyciel uznał za drwinę z jego osoby. Nic nie mógł poradzić, że młody wszystko przyrównywał do seksu, a przynajmniej takie odniósł wrażenie, gdy unieruchomił go siadając na udach. Ten przeciągły gwizd był tak irytujący, że miał szczerą ochotę przenieść dłonie na jego szyję i porządnie zacisnąć na niej palce, by już nigdy nie wydał żadnego dźwięku. Niestety powstrzymał się i zamiast tego ukazał jedynie w jasnoszarych tęczówkach wściekłość z pogardą.
„Co?! Niemożliwe, musiał się za mocno uderzyć w głowę.” Pomyślał, gdy tylko usłyszał, że młody niby nie darzy go nienawiścią. To była zaiste niewiarygodna wieść. Musiał od razu rozważyć o prawdopodobieństwie kłamstwa. Nieświadomie poluzował nieco uścisk za nadgarstki. „Ale jeśli to jest prawda to by znaczyło, że tym dręczeniem po prostu zabiegał o większą uwagę? A to przecież już zakrawa o obsesje!” Na myśl o darzonej sympatii ze strony Arrowa, aż dostał niemal gęsiej skórki. Przeważnie wręcza się prezenty osobom lubianym, a zwłaszcza rzeczy wartościowe. Wizja możliwego nieodwzajemnionego uczucia do niego, która miałaby ciągnąć się już od trzech lat, kompletnie go rozbiła. Był święcie przekonany o wrogości, dlatego wszystko obróciło mu się o sto osiemdziesiąt stopni, zarówno w umyśle, jak i fizycznie. Przez nieuwagę został skutecznie położony na łopatki. Wcześniejsze kopnięcie zasygnalizowało mu o kontrataku, ale było już za późno na obronę. Jedyne co zdążył, to zamortyzować nieco upadek łokciami, by nie uderzyć głową w podłoże, dlatego najbardziej bolała go broda. Ponownie został unieruchomiony i tym razem wyglądało, że na dobre. Szamocząc się od razu próbował uwolnić się spod blokującej go sylwetki mężczyzny, wtedy to został mu dociśnięty krawat do szyi. „On całkiem postradał zmysły. W co ja dałem się wciągnąć?! Wszystko przez ten motor.” Pierwszy raz tego dnia poczuł prawdziwy strach o samego siebie skrywany częściowo za chłodną aurą złości.
- Drogą oszustw i kradzieży – przez ucisk na szyi dopowiedział półtonem, choć i tak komentował bardziej do siebie, gdy mowa była o edukacji. Natomiast wyraz twarzy pod tytułem „zjem cię” odebrał za podkreślenie przechwałki. Dopiero podniosły mu się wysoko powieki, gdy przejechał mu po skórze tuż nad spodniami. Automatycznie wciągną brzuch napinając mięśnie. „To zmierza w złym kierunku.” Przełknął nerwowo ślinę przez zaciśnięte gardło zastanawiając się desperacko nad sposobem ucieczki. Wtedy to został... Pocałowany?! Rozwarł szeroko oczy i napiął niemal całe ciało, a palce zacisnął w pięści. Zdezorientowany początkowo nie potrafił złapać tchu. Momentalnie serce zaczęło mu szybciej bić i nieznaczny rumieniec pokazał się na policzkach. Nie potrafił obrócić głowy na bok i z każdą kolejną sekundą rozluźniał mięśnie. Zdawał się poddać brunetowi. Gdy ten zrobił sobie przerwę w molestowaniu i postanowił urozmaicić czas droczeniem, w zranionym Eito rozbudziła się wewnętrzna wściekłość. Fujimoto był poważnym człowiekiem, szanującym się, wiernym swym ideałom, a ktoś tak bezczelnie burzył mu poukładane życie. Dante prawdopodobnie był specem w testowaniu wytrzymałości psychicznej. Gdy tylko był w pobliżu, sprawiał mu same problemy. Tak było kiedyś i również się dzieje teraz. Nikt jeszcze nie doprowadził go do takiego rozchwianego stanu emocjonalnego. Został obdarty z wierzchniej, ochronnej warstwy i musiał jak najszybciej nad sobą zapanować. W milczeniu zamknął powieki, dając sobie chwilę na wyciszenie i pomyślenie, co mogło wyglądać na pogodzenie się z obecną sytuacją. Nie zamierzał przyznać się do braku doświadczenie, oj nie! Po niecałych już dziesięciu sekundach ukazał delikatny uśmieszek. Gdy podniósł powieki, można było wyraźnie spostrzec w srebrnych oczach bijącą pewność siebie.
- Przyznaję, zaskoczyłeś mnie – odparł pozornie całkiem spokojnie – jednak z przyjemnością udowodnię ci, że jesteś w błędzie – uśmiechnął się jeszcze szerzej. – No chodź, nie każ mi długo czekać na te smakowite usta, pragnę ich posmakować znacznie dokładniej – rozwarł wargi i przejechał językiem namiętnie po górnej. Gdy tylko Dante nachyli się na wystarczającą wysokość, Eito napiął odpowiednie partie mięśni i z całą mocą uderzył napastnika z dyńki. Sam również odczuł negatywny skutek jakim było zatajenie, ale był przepełniony wściekłością i desperacją, a do tego posiadał już ułożony plan następnych kroków. Tworząc tą chwilową przewagę, wykorzystał moment dezorientacji napastnika i raczej bez większego problemu uwolnił ręce. Potem natychmiast przyciągnął go do siebie, by następnie owinąć ciasno rękę wokoło szyi, przyciskając jego bok głowy do swojego, jakby przytulał, że Arrow był zmuszony patrzeć prosto w chodnik. Drugą zaś ręką złapał pewnie za jego krocze ściskają z średnią siłą, by zadać wyraźny ból, aczkolwiek nie zamierzał doprowadzać do omdlenia. Był nieco wyższy, więc łatwo było mu dosięgnąć za klejnoty. – Uspokój się ogierze – zaczął poważnie zniesmaczony – nie jestem chłopaczkiem, który zamierza tylko leżeć jak kłoda i pozwolić byś robił co chciał. Radzę nie ruszaj się, bo zrobię ci tam zaraz miazgę – przeciągną ostatnie słowo bardziej ściskając za krocze na znak, że nie żartował. Krew burzyła się w nauczycielu, gdzie zdrowe myślenie wypierała adrenalina. Był zarazem podniecony, wściekły, a przede wszystkim skrzywdzony, jego duma była stawką i nawet gdyby coś takiego sprawiało mu przyjemność to nie mógłby kolejnego dnia stanąć przed lustrem by związać krawat, a potem iść do swych uczniów.
- Lepiej wbij sobie to w końcu do głowy, że nie jestem twoją zabawką, baka! – Był na tyle wyprowadzony z równowagi, że użył japońskiego słowa. Nie miał już siły na tego młodego osobnika. Kolejny raz burzył mu system z tym, że teraz nie zamierzał poddać się prześladowcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pią Cze 20, 2014 3:10 pm

Dante nigdy w życiu się w nikim nie zakochał. Owszem, czuł pociąg, wielokrotnie, ale nie obdarzał kogoś tym specyficznym uczuciem. Musiałoby ono wiązać się z zaufaniem, a tego młody Arrow nie lubił oferować. Nikomu, włączając w to rodzinę. Matematyk mógł sobie pomarzyć o takim zainteresowaniu dwudziestojednolatka. Był na tym tak skupiony, że stracił panowanie nad sytuacją.
Z czego były uczeń natychmiast skorzystał. Wspinał się na wyżyny bezczelności, macając i całując namiętnie mężczyznę. Jego plany bynajmniej nie uległy zmianom – seks w uliczce nie wchodził w grę, ale podroczenie się było wręcz wskazane. Do tego, okolczykowany uzyskał na całkiem długą chwilę pełną władzę. Przypuszczał, że Japończyk już nie będzie sprawiał kłopotu, chociaż kuszące zachowanie wyglądało podejrzanie. Zbliżył się z powrotem, ostrożnie, spoglądając z uwagą... Mimo wszystko nie zdążył cofnąć się na czas. Oczywiście, spróbował się obronić, więc cios okazał się mniej skuteczny, tak czy inaczej przez krótką chwilę kompletnie nic nie widział. Mrugał intensywnie oczami, a gdy poczuł dłoń na kroczu, wydał z siebie ostrzegawczy warkot.
Tym razem nie zareagował jednak natychmiast. Potrzebował sensownego planu, bo i Eito najwyraźniej jakiś już posiadał. Arrow nie zwykł poddawać się sytuacji, jeśli absolutnie nie istniała taka konieczność. A w przypadku osoby, którą zamierzał wykorzystać do urozmaicenia sobie życia, nie brał pod uwagę takiego rozwiązania. Nie ruszał się, słuchając w milczeniu zezłoszczonego głosu Fujimoto i jednocześnie oceniając swoje szanse na uzyskanie ponownego panowania nad rozwojem wydarzeń. Już od dawna nie posuwał się do bardziej brutalnych zagrywek. Preferował subtelne formy komunikacji, które nie robiły z niego kompletnego chama, jakim, wbrew zdaniu matematyka, wcale nie był. Cała ironia sprawy pokazywała się przez fakt, iż to nauczyciel zmusił swojego ucznia do użycia brutalnej siły. I również taka była konieczna do uwolnienia się z jego objęć. Chyba, że...
- Panie Fujimoto, jestem zawiedziony. - Zacmokał ponownie Arrow, wciąż nie ruszając. Ucisk na kroczu był bardzo niekomfortowy, tak samo zresztą, jak i na szyi, dlatego odpowiednio go motywował do pozostania we względnym spokoju.
- Znałem pana jako człowieka, który nie posuwa się do przemocy fizycznej. Wszystko załatwia z najwyższym poszanowaniem prawa. A teraz przydusza i grozi swojemu byłemu uczniowi, który kupił panu tak drogi prezent? Prychnął pod nosem, widocznie zniesmaczony takim prostackim zachowaniem matematyka.
Dobrze wiedział, że delikatna aluzja wystarczy. Przecież on nie zrobił krzywdy mężczyźnie, tylko się bronił. Owszem, zaczął od łapania za krawat i przyciśnięcia go do ściany, ale nie był to jawny atak, ani nie uczynił żadnej szkody starszemu mężczyźnie. Nawet przez chwilę nie zagrażał życiu, czy cielesności swojego byłego nauczyciela. Czego nie dało się powiedzieć o Japończyku, który trzymał w tak mocnym uścisku swojego podopiecznego.
Dante wiedział, że zostanie wypuszczony. Każde inne zachowanie nie pasowałoby do wspaniałego wizerunku honorowego mężczyzny z Kraju Kwitnącej Wiśni. Chłopak podniósł się powoli, a potem wyciągnął dłoń ku dwudziestoośmiolatkowi.
- Pragnę zauważyć, że wykosztowałem się całkiem nieźle jak na taką „zabawkę”. -Skwitował w końcu słowa mężczyzny. - Tak czy inaczej, skoro odmawia pan jej przyjęcia, oraz okazania mi pewnej sympatii, a nie jakiś chorobliwych uprzedzeń, już oddam fakturę i zapiszę swoje dane, by mógł pan przelać kwotę na moje konto. Myślę, że zostawienie formalności komuś, kto tak świetnie radził sobie ze „sprawdzaniem” uczciwości i zdolności finansowych osoby, która jest OSZUSTEM i ZŁODZIEJEM będzie dobrym rozwiązaniem. - Wzruszył lekko ramionami, obdarzając mężczyznę chłodniejszym spojrzeniem. Otrzepał marynarkę, oraz spodnie, sięgnął do kieszeni i podał mu najpierw rachunek za motor, a potem wyciągnął kartkę i długopis. Odwrócił się tyłem do Japończyka i zaczął pisać swój adres. Po numer konta musiał sięgnąć do portfela, a konkretnie posłużyć się kartą bankową.
Tym razem zachowywał się niesamowicie dojrzale i spokojnie, jakby cała sytuacja była jednym wielkim nieporozumieniem i nie warto było na nią zwracać specjalnej uwagi. Ot, zwykła pomyłka, która zdarza się nawet najlepszym.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pią Cze 20, 2014 10:24 pm

Gdyby mafiozo posiadał w swym sercu wyjątkową osobę, to by zapewne nie latał na prawo i lewo w poszukiwaniu rozrywki. Eito w przeciwieństwie do niego wielbił matematykę, więc nie potrzebował szukać przygodnych uciech. Zawsze mu wystarczała królowa nauk, która wprowadzała w jego życie harmonię. Jednakże owy spokój został zachwiany przez byłego ucznia, który najwyraźniej pragnął zwrócić na siebie uwagę ulubionego nauczyciela. Był do tego stopnia zdesperowany w swym uczuciu, że rzucił się wygłodniały na Fujimoto. Zaatakowany nie miał czasu zastanowić się nad sensem wydarzeń, jedyne czego chciał to jak najszybciej się uwolnić. Był przestraszony nie mogąc zapanować nad sytuacją i posuwał się do coraz bardziej nieobliczalnych ruchów samoobrony, jakich nawet by po sobie się nie spodziewał. Szanował prawo, które przewidywało obronę przed napastnikiem, ale w każdej chwili mógł przekroczyć dozwolony zakres. Od dawna pałał nienawiścią do młodego i każdy jego ruch odczytywał negatywnie. Jednakże począł mieć wątpliwości po zasugerowanej sympatii. Kręciło mu się w głowie od tego wszystkiego, a w dodatku czuł się dziwnie pobudzony. Musiał zwalczyć, a przynajmniej zdusić wszystkie te niepożądane reakcje, by jakoś się uwolnić. Dlatego próbował naśladować Arrowa w kuszeniu, by zwabić go własną metodą. Matematyk widząc jego ostrożność, obawiał się, że nie zrealizuje planu, dlatego jeszcze przymknął oczy niemal je zamykając. W ostatnim momencie uderzył nagle czołem w jego i z trudem przejął kontrolę nad napastnikiem, bo sam miał problemy z widocznością. Był przekonany, że i z tego młody będzie chciał się uwolnić, dlatego nie puszczał jego krocza oraz szyi. Ku zaskoczeniu nauczyciela nie użył siły by ponowie przejąć kontrolę, nawet był posłuszny i się zbytnio nie poruszał. Dzięki skutecznemu unieruchomieniu mógł nareszcie nieco odsapnąć.
- Ludzie się zmieniają mój drogi – odpowiedział uspokajając się. – Zresztą nie powinieneś mi się dziwić, po tym wszystkim co zrobiłeś. Mało kto zachowałby spokój na moim miejscu – dodał z przekonaniem. Widząc po dłuższej chwili, że młody nie wykonywał niepożądanych ruchów, postanowił go w końcu uwolnić. – Możesz wstać – puścił intymne miejsce oraz szyję z uścisku bacznie obserwując sylwetkę. Niepewnie, ale skorzystał z wyciągniętej dłoni by się podnieść z chodnika. Gdy już stanął na dwóch nogach zachwiał się odruchowo przytrzymując się ręki rozmówcy, kolana miał niczym z waty. – Przepraszam – burknął pod nosem i puścił rękę, jakby go parzyła. Oparł zaraz plecy na najbliższej ścianie, by dać sobie chwilę na ustabilizowanie roztrzęsionych nóg. Dłonią wsparł czoło zakrywając jedno oko. „Myślałem, że to się nigdy nie skończy.” Odniósł zwycięstwo w ich drobnym starciu, ale czół się po wszystkim fatalnie. W zasadzie to miał ochotę samotnie zaszyć się w swych czterech kątach i odpocząć, ale to jeszcze nie był koniec ich spotkania.
„Czy ja dobrze właśnie usłyszałem? On niby teraz chce bym przelał kasę na jego konto?!” Popatrzył z niedowierzaniem na rachunek za motor, który otrzymał przed chwilą. Głowa go jeszcze bardziej rozbolała, a na dowód tego ukazał grymas na twarzy. Ponownie podskoczyło mu ciśnienie dodając pozornie energii.
- Mam płacić za prezent?! Wolne żarty! – oznajmił uniesionym tonem podnosząc rozzłoszczony wzrok na plecy rozmówcy piszącego właśnie na kartce. – Jak będę chciał wydać pieniądze, to sam wybiorę na jaki motor je przeznaczę – dodał uparcie przepełniony powagą. Lubił sam dokonywać wyborów, a zwłaszcza rzeczy z których miał korzystać. Zawsze skrupulatnie badał rynek zanim dokonał zakupu i na pewno nie wybrałby tego sprezentowanego pojazdu, chociaż niczego mu nie brakowało.
- Jeśli tak bardzo zależało ci na sympatii, to nie powinieneś był utrudniać mi zajęć lekcyjnych, kraść i niszczyć moją maszynę oraz napadać – pokiwał z rozczarowaniem. Dante fatalnie zabierał się do budowy pozytywnej relacji, o ile o takową mu chodziło. Ciężko mu było rozszyfrować co roiło się w tej młodej głowie. Nie był jasnowidzem, a nawet miał problem połapać się w dwuznacznościach. Nie poddawał się jednak z tego powodu. Do tego doszedł nowy problem, bo wyraźnie przekroczono jego strefę osobistą, z czego nie potrafił dojść do siebie. Czyżby były uczeń aż tak bardzo go lubił? Gdy patrzył na niego, dostawał dziwnych dreszczy, a obrazy ich bliskości z kilku minut temu natarczywie cisnęły mu się przed oczy. Często zaciskał powieki, by się ich wyzbyć.
- Byłbyś wstanie na moim miejscu przyjąć taki podarek? – zmęczonym tonem rozpoczął kolejną próbę wyjaśnienia, przedstawienia sytuacji ze swojej perspektywy. – Przeczysz sam sobie. Na jakiej niby podstawie mam ci zaufać? Na rachunkach? Dla mnie to zdecydowanie za mało – orientując się, że ma brudne ubranie, zaczął je otrzepywać. – Jeśli rodzice nie nauczyli cię czym jest zaufanie, to nie wiem kto to uczyni – zakończył pesymistycznie zerkając na rozmówcę jasnoszarymi oczyma. Każdy tatuaż, kolczyk, krzykliwa fryzura kojarzyła mu się z formą buntu, protestu względem rzeczywistości. Dla niego tacy ludzie oznaczali wyraźnie swą słabą psychikę, udając z zewnątrz twardzieli. Tak też właśnie postrzegał Arrowa, który myślał, że wszystko ma w zasięgu ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Sob Cze 21, 2014 5:22 pm

- „Po tym wszystkim, co zrobiłeś? - Obdarzył go drwiącym spojrzeniem. - Och tak, rozumiem. To w końcu ja jestem tym niedojrzałym szczeniakiem, który nie zastanawia się nad tym, co robi. A nie, chwila, moment, to pan właściwie mnie zaatakował i chciał zrobić krzywdę. - Prychnął, wywracając oczami.
Doprawdy, w niesmaczną sytuację się wplątał. Cholernie mu to nie pasowało. Jeszcze nie wiedział, gdzie popełnił błąd, ale czuł, że wszystko potoczyło się zupełnie nie tak, jak powinno. Nie docenił możliwości przeciwnika i chociaż nie przegrał, nie mógł też wygrać. Przygnębiająca świadomość.
Uniósł się powoli i pomógł pozbierać również nauczycielowi. Spojrzał na niego baczniej, gdy dostrzegł chwianie się, ale nic nie powiedział. Jedyna satysfakcja, jaką mógł odczuwać, była związana z namieszaniem w głowie matematykowi. Widział, że jest on rozbity i nie do końca świadom tego, co robi, czy mówi. Dla zachłannego Arrowa nie było to wystarczające. Liczył na większą zabawę i – przede wszystkim – na wyzwanie. A jego szybko przestały cieszyć przepychanki z Eito. Tak, to mógł się bawić w więzieniu.
- No chwila, moment. - Młodszy mężczyzna przerwał pisanie i odwrócił się w stronę starszego. - Od początku mówisz, że nie chcesz tego motoru. Jak nie chcesz, to go zwróć i przelej kasę na moje konto. Pieniędzy ci dawać nie zamierzam, nie jesteś moim utrzymankiem. - Prychnął ponownie, opierając się o ścianę, raptem metr od mężczyzny i obserwując go uważnym wzrokiem. Tak, stanowczo Japończyk wyglądał na rozbitego człowieka. Kompletnie nie wiedział, jak się zachować przy swoim niedoszłym oprawcy.
- Każdy popełnia jakieś błędy w swoim życiu - mruknął, wzruszając lekko ramionami. Oczywiście, gdyby mógł cofnąć się w czasie, na pewno popełniłby te same błędy. Jedynie by nie ukradł tego pieprzonego motoru, by nie trafić do paki. Cała reszta pozostałaby taka sama. Lubił drażnić matematyka, nie sądził, by cokolwiek mogło się zmienić na tym polu. Oczywiście, trochę bardziej pozytywna relacja byłaby dla niego równie ciekawa, ale wciąż musiałaby to być mieszanka love&hate. Inne sytuacje właściwie dla niego nie istniały. Jedynym wyjątkiem był Camille... Ale z nim się przyjaźnił już wiele lat. I to on jeden wytrzymywał z cholernie ciężkim Arrowem. Tylko przy nim bywał w miarę spokojny, otwarty i do tego szalony. Jedna bliska osoba w zupełności mu wystarczała, nie potrzebował pakować się w nic więcej.
- Z całym szacunkiem, panie Fujimoto, ale szuka pan dziury w całym. JA nie potrzebuję pańskiego zaufania. Jeśli pan nie chce prezentu, proszę bardzo, już kończę pisać numer konta. - Wzruszył lekko ramionami, obracając się z powrotem i wracając do pisania. Gdy tylko skończył, podał kartkę mężczyźnie i obdarzył go beznamiętnym uśmiechem.
- Zrobi pan, co uważa. Tak czy inaczej, powiedzmy, że miło było pana spotkać po latach i wymienić się uwagami. Życzę miłego dnia i proszę uważać na innych, krnąbrnych uczniów. - Machnął do niego ręką, wsadził dłonie do kieszeni spodni i spokojnym krokiem zaczął się oddalać w stronę przystanku.
Całe to spotkanie było pomyłką. Do tego, wykosztował się bez potrzeby. Był na siebie zły, ale niewiele więcej mógł zrobić. Pozostało mu tylko uznać to za nauczkę i zacząć lepiej planować spotkania.
Miał wrażenie, że od pewnego czasu coś się w nim zmienia. Z jego perspektywy – wcale nie na dobre. Musiał doprowadzić się z powrotem do porządku.
Wyjął z kieszeni papierosa i zapalił go, przez krótką chwilę sunąc płomieniem po opuszkach palców. Dzień był stracony, tak samo jak i poprzednie kilka, które spędził na planowaniu swoich posunięć z Eito.
- Kurwa - zaklął pod nosem.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Nie Cze 22, 2014 8:25 pm

Wieczorem, w dniu koncertu Sean jednak nie doczekał się telefonu i nie dane mu było usłyszeć pięknego barytonu nauczyciela zniekształconego przez te wszystkie elektroniczne bzdury. Za to dostał esemesa z adresem uliczki tuż przy akademiku, na które zapewne miał się pojawić. Mógł sobie więc jedynie wyobrażać cierpienie nauczyciela, którego prywatność została narażona. Te wszystkie wizje Donatiena, który budzi się i każdego poranka odnajduje esemesa na dzień dobry, je obiad w restauracji i dostaje podejrzanego esemesa, w którym chłopak życzy mu smacznego.
Ów biedny, osaczony mężczyzna z tych wszystkich wizji stał właśnie oparty o drzwi samochodu i obserwował uliczkę wiodącą do akademika. Rolls-Royce wbrew oczekiwaniom nie zwracał uwagi przechodniów i nikt nie próbował zrobić sobie z nim zdjęcia. Nie był typowym samochodem, sugerującym osiąganie niesamowitych prędkości, za to cholernie eleganckim i obrzydliwie drogim. Jednym z tych, których właściciele wybierają zapach drewna do wykonania wykończeń wozu. Chłopak nie mógł wiedzieć, że tym pięknym samochodem pijany Donatien omal nie zabił dzieciaka w jego wieku, przekraczając dwukrotnie prędkość, a teraz dostał go w prezencie za zatuszowanie całej sprawy od poprzedniego właściciela, który podczas wypadku siedział obok. Chyba Włoch opowiadał inną wersję tych zdarzeń Aidanowi. Ups.
Nauczyciel uwielbiał się jednak otaczać pięknymi przedmiotami i pięknymi ludźmi. A teraz nie oszukujmy się, pewnie chciał zaimponować Seanowi. Widać zresztą, iż miał spory problem w dobraniu stosownego na wieczór stroju. Nie założył krawatu, muszki, ani fularu. Nie zdobył się jednak na dżinsy czy choćby bardziej sportowe buty. Koszula miała za to intensywnie bordowy kolor, podobny do włosów chłopaka.
Zaskoczeniem dla młodzieńca mogło być jednak coś zupełnie innego. Z samochodu, nie za głośno, ale słyszalnie dobiegała owa „hałaśliwa muzyka”. Z rozbawieniem ten mógł stwierdzić, że Donatien prawdopodobnie przygotował się do koncertu merytorycznie. Przesłuchując całą dyskografię i prawdopodobnie zapoznając się dokładnie z biografią twórców. Dobra. Sean mógł być tego tym bardziej pewien im bardziej mężczyzna będzie temu zaprzeczał.
Teraz jednak stał i z diabelską cierpliwością wyczekiwał młodzieńca.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pon Cze 23, 2014 9:57 am

Tego samego wieczoru, nastolatka nie zdziwił dźwięk przychodzącej wiadomości od nieznanego numeru. Może odrobinę, jedynie ze względu na całkiem zabawne wyobrażenie mężczyzny piszącego na telefonie komórkowym, zamiast wykonania prostszego i dużo łatwiejszego połączenia. Niezależnie od tego, sam Sean wiedział, że przesadza, ale pewnego rodzaju satysfakcję wymieszaną z dużą ilością rozbawienia, odczuwał kpiąc w ten sposób ze staromodnego Donatiena. Nawet kiedy podobne zachowanie było czymś na tyle nowym, aby wzbudzać w chłopaku pewnego rodzaju zainteresowanie.
Pomimo pewnie przerażającego wyobrażenia zasypania skrzynki bzdurnymi treściami, chłopak nie odpisał na wiadomość, pojawiając się parę minut później w wyznaczonym miejscu. Widocznie nie zwlekał, usilnie próbując doprowadzić blondyna już na starcie do szewskiej pasji, a zrobił co mógł, aby ten… Nie rzucał się zbyt mocno w oczy. Jakby było to jeszcze wykonalne przy powalającym samochodzie, cichej muzyce i wyraźnie zapadającej w pamięci twarzy mężczyzny. Sean przyłożył równie dużą wagę do wyglądu, ale nie musiał się tak gimnastykować i naginać. Grafitowana koszula z jaśniejszymi akcentami wyglądałaby przesadnie elegancko i śmiesznie przy zwykłych, czarnych jeansach, jednak rękawy podwinięte do łokci niwelowały rażącą różnicę. Niezmiennie jednak wyglądał młodo i chłopięco, a lekki uśmiech odjął mu kolejnych miesięcy.
- Ładny kolor koszuli. To tak aby nikt nie miał wątpliwości, że przyszedłem z Tobą? – wysunął dłonie z kieszeni, zbliżając się do niego powoli. Było ciepło, ale pochmurnie – miał pewność, że niewielu uczniów będzie przechodziło tą uliczką przez imprezę organizowaną w klubie po drugiej stronie miasta. Przyłożył palce do jego torsu, na wysokości serca, a mężczyzna przez krótką chwilę mógł odnieść wrażenie, że próbuje wyczuć jego bicie. Pas, ten nie bawił się w uczuciowe bzdury i czułe gesty. Sean złapał materiał w dłoń i przyciągnął go do siebie, przysuwając nos do zgięcia jego szyi. I o dziwo sam nie śmierdział fajkami. – Wiesz, że mam problemy z usunięciem z ubrań zapachu tych perfum? – odsunął twarz, puszczając jego koszulę. Wygładzając materiał dwoma ruchami ręki. – Tylne siedzenie ma mnie odwieść od koncepcji dojechania na koncert? -  Zerknął na samochód, wyraźnie będąc w dobrym humorze i śmiało żartując.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pon Cze 23, 2014 7:07 pm

- Ts.. Tak, rzuciłem się na niewiniątko – odparł oschle. To zabawne, jak Dante próbował obrócić kota ogonem. Nauczyciel używając siły działał jedynie zapobiegawczo, przeczuwając zła zamiary względem niego. Czy się pomylił? Z pewnością nie. Z racji wydarzeń z przeszłości był uwrażliwiony na młodego, dlatego reagował dość impulsywnie. Nie zamierzał wyrządzić od tak sobie krzywdy dla zabawy czy przyjemności, po prostu działał w formie samoobrony. Nawet i tego nie udało mu się do końca porządnie wykonać, bo napastnik skutecznie go unieruchomił i zabawiał się na tle seksualnym. To kto tu tak naprawdę był zagrożeniem? Eito, bo koniecznie nie chciał poddać się zachcianką oprawcy? Każdy zaatakowany wbrew swej woli pragnąłby się uwolnić w takiej sytuacji. W przeciwnym razie musiałby w ogóle się nie szanować.
- Ha?! Utrzymankiem?! – odparł zbulwersowany nie dowierzając. Nie potrafił pojąć myślenia młodego mężczyzny. „On tak serio?!” To wszystko przerastało Fujimoto, a Dante szedł w zaparte, odsłaniając coraz bardziej swe zepsute oblicze. – Nie kupisz mnie motorem, czy jakąkolwiek inną rzeczą – zabrzmiał poważnie. Nie miał siły tłumaczyć na czym polegała prawdziwa sympatia, bo i tak nie był wstanie nawrócić go na dobrą drogę. – Żal mi cię Arrow – dodał w bezsilności spoglądając na niego z politowaniem. Nie był jego ojcem, by mógł dawać lekcje wychowawcze, chodź po części posiadał ten przywilej jako były nauczyciel. Jednakże nie był aktualnie w odpowiedniej kondycji, by udzielać lekcję. Sam potrzebował teraz chwili spokoju, żeby sobie poukładać ostatnie wydarzenia, by podjąć jak najbardziej słuszne decyzje.
- Nareszcie powraca do swojego oblicza – szepnął pod nosem, gdy młody konsekwentnie się wycofywał. Pewien ciężar spadł z Eito. Odebrał niechętnie spisany numer konta i schował zaraz do kieszeni wraz z fakturą. – Nie przyjmę prezentu, z pewnością nie w takich okolicznościach. Jeśli masz chociaż odrobinę odwagi, to sam przyjdź do mnie zabrać swą własność. Pokaż, że dorosłeś i potrafisz odpowiadać za swe czyny – spojrzał na niego chłodno. Młody brunet był wygodny, chciał się wyręczyć matematykiem i pewnie zaoszczędzić sobie dalszego upokorzenia. Starszemu nie uśmiechało się załatwiać w zasadzie nie swoje sprawunki, nie był pieskiem na posyłki.
- Lepiej zatroszcz się o siebie i nie wykręcaj na przyszłość takich numerów – odprowadził wzrokiem zanikającą sylwetkę. Następnie włożył wyciągniętą koszulę w spodnie z niesmakiem oglądając wymięte i ubrudzone ubranie. Miał wrażenie, że śni mu się właśnie koszmar. Ciężko sapnął odrywając się od ściany. Poszedł w przeciwnym kierunku, a głowa mu z bólu pękała. Każdy dźwięk był nieznośny, a do uszu poczęła dobiegać jakaś „hałaśliwa muzyka”. Spojrzał w jej kierunku dostrzegając z paru metrów znajomo wyglądającego mężczyznę i … Młodego chłopaka. Wyglądało, że bardzo dobrze musieli się znać. „Uczeń Traditional? Nie, nie, to nie możliwe.” Porzucił owe przypuszczenie widząc, jak młody chłopak wchodził śmiało w strefę osobistą nauczyciela włoskiego. Podszedł do nich, bo musiał iść tą drogą.
- Pan Donatien Moretti?! – zatrzymując się przed parą spojrzał z zaskoczeniem na twarz kolegi z pracy. – Kto to jest? – zapytał starszego przenosząc srebrne tęczówki na chłopaka. Ta sytuacja wyglądała na niezręczną. Eito nie wdawał się w osobiste kontakty z Moretti, wiedział tyle, że nosił on nieskazitelną opinię w szkole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pon Cze 23, 2014 9:35 pm

Przez chwilę cała jego uwaga skupiona była na chłopaku. Odrobina ekstrawagancji kolorystycznej w stroju nie wywołała jakiegoś szczególnego grymasu niezadowolenia, ot jedynie pobłażliwy uśmiech, sugerujący ileż to w mniemaniu nauczyciela znaczą te młodzieńcze, indywidualne bunty. Przyglądał się odsłoniętemu, szczupłemu nadgarstkowi i zaciskającym na jego koszuli palcom. W tej sytuacji nie zastanawiał się nad tym, czy będzie potem wygnieciona. Widać to wchodzenie w sferę osobistą sprawiało mężczyźnie sporo przyjemności. Nachylił głowę prawdopodobnie by odpowiedzieć, a może przesunąć wargami po włosach chłopaka, gdy...
absyntowe spojrzenie spotkało się z chmurnymi oczami znajomo wyglądającego mężczyzny. Donatien przesunął dłonią od bioder chłopaka, przez wąskie plecy, lekko zadrapując skórę na karku i zatrzymując ją na bordowych kosmykach. Lekko docisnął go do swojej szyi, wydawszy tym samym nieme polecenie, by ten nie próbował się nawet odsunąć. Zresztą, Sean już po samych słowach „napastnika” powinien postarać się zachować anonimowość. Pan Moretti bezwstydnie drugą dłoń wsunął do tylnej kieszeni jego spodni. Najlepszym sposobem na ciekawskich jest zazwyczaj zawstydzić ich. A przynajmniej sprawić, by poczuli się odrobinę skrępowani swoim niestosownym pytaniem, w niestosownym miejscu i o niestosownym czasie. A czy jest coś bardziej godnego poczucia winy niż przerwanie komuś dobrej zabawy?
- Dobry wieczór – mruknął leniwie przeciągając sylaby znad głowy chłopaka, głos nawet nie drgnął, a mięśnie się nie napięły. Nauczyciel bawił się doskonale, gotów zachłysnąć się rozkosznym ryzykiem. Przeciągał strunę z tym diabelskim uśmiechem, nie spuszczając wzroku z Eito – Pan wybaczy, ale... chyba nie muszę zdawać relacji z mojego życia osobistego koledze z pracy. Zresztą... to dość krępująca sytuacja – problem był taki, że Donatien nie wyglądał na skrępowane. Nie próbował odsunąć od siebie młodzieńca, w duchu licząc, że ten zamiast panikować, podejmie grę. Oświetlenie w bocznych uliczkach nie jest najlepsze, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że nauczyciel matematyki nawet nie rozpoznał twarzy Seana.
- Chyba, że... jest pan zainteresowany z jakiś powodów pozazawodowych... – przesunął palcami po włosach ucznie i lekko odchylił głowę, jakby go zachęcał do pieszczot. Młodzieniec nie wyczuł nawet przyspieszonego tętna u nauczyciela, który po swojej ostatniej niemoralnej propozycji z trudem powstrzymywał śmiech. Pewnie mina by mu zrzedła, gdyby Eito wyraził owe zainteresowanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Wto Cze 24, 2014 10:56 am

Nie miał zamiaru odsuwać się od Donatiena, tak właściwie to wcisnął się w niego jeszcze mocniej, przyciskając do drzwi samochodu. W pierwszym odruchu wstrzymując oddech i spinając się. Czując panikę wspinającą się wzdłuż kręgosłupa, powstającą gulę w gardle – był bardziej niż pewien, że chwilowo głos odmówiłby mu współpracy. Z tej sytuacji nie mieliby się nawet jak wytłumaczyć, a konsekwencje nagle odmalowały się zupełnie wyraźnie. Mężczyzna wyraźnie mógł poczuć jak urwany oddech opuszcza usta Seana, przyłożone do zgięcia szyi, w miejscu gdzie ułożył sobie jego głowę. W reakcji na sytuację i dłoń wsuwającą się w kieszenie jego spodni na pośladkach. Syknął cicho, widocznie oburzony, gdy panika zamieniła się w złość. Znowu było mu niedobrze.
Odsunął się odrobinę, zaledwie na parę centymetrów majstrując przy ubraniach blondyna na wysokości paska. Przesuwając nosem po jego szyi, chowając twarz w jasnych kosmykach. Unosząc rąbek bordowej koszuli, aby wsunąć pod nią dłoń. Ukrywając pierścionki nie tylko między ich ciałami, a i pod materiałem. Nie odzywał się, niemalże wtapiał w Donatiena, licząc, że nauczyciel matematyki go nie rozpozna… Co przy odrobienie skupienia z jego strony było dość łatwe, biorąc pod uwagę, że spędzał z nim sporo czasu, nie tylko na zajęciach, a i kółkach pozalekcyjnych.
Te same dłonie, które wsunęły się pod koszulkę, teraz zadrapały podbrzusze mężczyzny, niemalże nakazując mu coś zrobić. Chciał się schować w samochodzie, właściwie to drzwi były na wyciągnięcie ręki… Ale istniało prawdopodobieństwo, że matematyk zwróci na niego większą uwagę. Zawstydzanie go wyzywającymi gestami i czułostkami wydawało się lepszym pomysłem – ludzie odruchowo odwracali wzrok i odpuszczali. Chyba, że się ich zachęcało do dołączenia. Ponownie wbił krótkie paznokcie w jego skórę, widocznie nieszczególnie rozbawiony sytuacją i podobnym prowokowaniem.
Wyraźny pomruk doleciał do uszu Eito, a tuż po nim cichy chichot, jakby chłopaka bawiło obcałowywanie szyi Donatiena i zaciskanie lekko zębów na jego szczęce. Doprawdy, świetną zabawą było udawanie lekko podchmielonego, napalonego nastolatka z myślą, że jutro swojej prywatnej widowni będzie musiał spojrzeć w twarz.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Wto Cze 24, 2014 7:42 pm

- Dobry wieczór – odparł marszcząc brwi z niedowierzaniem. Nigdy nie spodziewałby się ujrzeć takową intymną scenkę z udziałem pana Moretti i to w dodatku w towarzystwie osoby tej samej płci. Najwyraźniej ostatnio jakieś fatum zawisło nad Eito, że co by się nie ruszył to spotykał samych homoseksualistów. Dzisiejszy dzień należał do tych dość ciężkich. Ledwo uwolnił się od byłego ucznia, a zaraz po tym wpadł na parę obściskujących się mężczyzn, niczym z deszczu pod rynnę. W dodatku jednym z nich był nauczyciel uczący w tej samej placówce. Człowiek, któremu nie mógł niczego do tej pory zarzucić. Matematyk wręcz nie potrafił oderwać wzroku od wędrujących dłoni, które obściskiwały ciało chłopaka. Był zbulwersowany tym nieskrępowanym zachowaniem Donatiena, który nawet nie raczył na czas wymiany zdań powstrzymać swe wygłodniałe żądze. Po całkiem niedawnym, odważnym napadzie Arrowa  nie potrafił teraz odczuwać zawstydzenia i onieśmielenia poprzez samą obserwację nieprzyzwoitych scen, a jedynie dręczył go brak zrozumienia i te dziwne dreszcze. Z tego powodu szybko przeniósł spojrzenie na twarz rozmówcy, która aż kipiała władczością. „Nic go nie obeszła moja obecność. Albo nie. Mam wrażenie, że czerpie z tego dodatkową przyjemność. Szaleństwo!” Popatrzył z zimną powagą wyrysowaną na twarzy. „Jak ktoś taki może uczyć w tak renomowanej szkole?” Matematyk nie mógł tak tego zostawić, musiał znaleźć sposób, by poznać prawdziwe oblicze nauczyciela włoskiego. Od tej chwili zamierzał go bacznie obserwować, aż ujawni wszystkie brudy.
- Jedynym, który tu powinien prosić o wybaczenie, jestem ja – rzucił ironicznie z nieschodzącą powagą. – Zatem przepraszam, nie miałem zamiaru się mieszać – oznajmił uprzejmie ze spokojem. – Jestem po prostu zaskoczony pana „zainteresowaniami” – przeciągnął ostatnie słowo niemal je sylabizując. Podszedł do boku chłopaka, stając za nim i pewnie złapał go za ramię. Fujimoto denerwowała kompletna ignorancja młodego i chciał aby chociaż na chwilę się opanował. Cały czas skupiał srebrny wzrok na koledze z pracy przysuwając głowę do jego, niemal  stykając się nosami. – Oboje jesteśmy profesjonalistami – obniżył ton głosu z racji bardzo niewielkiej odległości oraz uniósł kąciki ust. – To ja nie będę dłużej przeszkadzał – oznajmił uprzejmie, po czym poklepał chłopaka spoglądając na jego głowę, czy też może widoczną twarz. Zaraz po tym znacząco się odsunął od pary. –  Życzę miłego wieczoru – dodał na odchodne i zniknął tuż za rogiem dając im mylne przeświadczenie, że już odszedł. Tymczasem schował się odczekując chwilę, by niczym tajny agent śledzić poczynania nauczyciela włoskiego. Oczywiście to nie tak, że chciał załapać się na kino w trójwymiarze tylko dla dorosłych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Sro Cze 25, 2014 11:55 am

Donatien był uzależniony od ryzyka i alkoholu, ale to jeszcze nie czyniło z niego kompletnego idioty. Gdy dostrzegł, że nachalny, ciekawski nauczyciel próbuje się do nich zbliżyć, skrzywił lekko usta i zmarszczył brwi. A twarz przybrała ostry, nieprzyjemny wyraz. Eito próbował w ten sposób spojrzeć na twarz chłopaka, kiepski był z niego tajny szpieg, skoro nawet nieodpowiedzialny pan Moretti się zorientował. I co więcej. Nie miał najmniejszego zamiaru na to pozwolić. Powiedźmy... że cenił sobie prywatność swoich kochanków.  
- Zachowuje się pan odrobinę niestosownie. Nawet absurdalnie – mruknął cicho, a w jego głosie pojawiła się ostrzegawcza nuta. Aż się ciśnie na usta dziecinne "i kto to mówi", ale Eito mimo to powinien bez trudu się domyślić, że jeżeli zrobi krok do przodu, to bez znaczenia czy są kolegami z pracy, dostanie w buźkę. Donatien zaczął nawet rozważać jakieś braki emocjonalne i społeczne u tego mężczyzny. Kto normalny próbuje zbliżyć się do zajętej sobą pary, a na dodatek wyciąga dłoń by dotknąć jednego z partnerów, tym bardziej, gdy chwilę wcześniej zaprzeczył, iż jest zainteresowany. Na dodatek Japończyk. Jasna cholera. Donatien żył w przekonaniu, że to jednak bardziej powściągliwy naród, który tylko w domu, przy zasłoniętych oknach, ogląda te wszystkie filmy z napalonymi ośmiornicami – Nie radzę – warknął nim palce mężczyzny zetknęły się z ubraniem chłopaka. A ten miał czas zareagować na grzeczne na razie ostrzeżenie Włocha.
Odgrywanie zazdrosnego partnera przychodziło bez trudu nauczycielowi. Zresztą, chyba naprawdę nie podobała mu się wizja, by obcy mężczyzna dotykał Seana. Ten zresztą mógł wyczuć jak dłoń Włocha na chwilę, boleśnie zaciska się na jego biodrze. Mężczyzna niepostrzeżenie uwolnił ją z kieszeni, zapewne by móc szybciej odzyskać swobodę ruchów, gdyby jednak sytuacja wymagała gwałtowniejszych reakcji. Donatien przestał być już rozbawiony całą sceną, choć nie czuł się szczególnie zagrożony, to jednak nie podobało mu się to bezmyślne, bezczelne zachowanie nauczyciela, który ewidentnie brał go za skończonego idiotę.
Pewnie w swoim mniemaniu nikogo nie zachęcał, uznając jedynie, że takie żartobliwe propozycje idealnie pasują do wyuzdanych gestów i nikt normalny nie weźmie ich na poważnie. Gdyby cokolwiek proponował, to zrobiłby to wprost jak mężczyzna, a nie bawił się w subtelne aluzję, które do matematycznego umysłu, niezdolnego do myślenia abstrakcyjnego, by nie trafiły. Biedny pan Moretti myślący stereotypami.

Jeden post = jedna akcja. Ja rozumiem, że chcesz napisać pewnie długi post, ale ani ja, ani podejrzewam Sean (jeśli nie to mnie sprostuje, poprawi i naprawi) tego nie wymagamy... W każdym razie teraz dopiero napisz, czy pomimo tego ostrzeżenia, matematyk zdecydował się w ogóle zbliżyć i zmacać. Znaczy po kolejce Seana. Wiem, wiem... czepiam się.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Sro Cze 25, 2014 10:22 pm

W tajnego szpiega zamierzał się zmienić dopiero po oddaleniu, więc obecne wydarzenia nie miały z tym nic wspólnego. Bardziej przypominały dochodzenie przez służby noszące gwiezdną odznakę, które z barku dowodu rzucają na oślep zarzutami. Możliwe, że Eito minął się z powołaniem do pracy w policji, ale nic nie stało mu na przeszkodzie, by wspierać organy prawa, jako ten nadgorliwy obywatel. Uwielbiał czuwać nad przestrzeganiem szkolnego regulaminu, porządku w miejscu pracy. Do tego był niezwykle wymagający z swego przedmiotu, każdy musiał mieć podstawy w jednym paluszku. Z tych względów większość uczniów pałała do niego sporą niechęcią, co go tylko jeszcze bardziej nakręcało. Lubił oglądać te rozgniewane twarze, które zapewne pragnęły zniknięcia pana Fujimoto z placówki. W zasadzie skupiał jedynie uwagę na nich, ale to nie tak, że nie wiedział z kim pracował. Każdą twarz dobrze pamiętał wraz z nazwiskiem. Wolał omijać współpracowników, o których wyrabiał sobie subiektywne opinie na bazie ogólników. Teraz mógł spokojnie wykreślić z tej listy pana Moretti, który okazał się prowadzić „interesujące” życie prywatne. Niby w tym nie było nic nadzwyczajnego, ale... Czy zgodne z prawem? Czy ten chłopak w objęciu był pełnoletni? Absolutnie nie postrzegał Włocha za idiotę, bo od razu posądziłby go o te najgorsze scenariusze. Nawet cenił sobie jego stanowczość i brak pobłażliwości. Gdy tylko rozmówca przybrał ten groźny wyraz i zaczął tym samym brać go na poważnie, przyjemne ciepło się w nim rozlało.
- Absurdalnie pan powiada? – zagrał teatralne zaskoczenie unosząc brwi. Lubił tak się zachowywać, w końcu chłonął filmy kryminalne, jak gąbka wodę. – Cóż, moje oczy mówią mi zupełnie coś innego – stojąc jeszcze oddalony od pary, kiwną głową w stronę napalonego nastolatka przenosząc na niego chwilowo spojrzenie – a zapewniam, że wady wzroku nie mam – dokończył zbliżając się do kochanków. Zatrzymał się tuż za chłopakiem patrząc stanowczo w oczy blondyna. Dostrzegł, jak rośnie w nim adrenalina, wzburzenie. Czyżby bał się Eito? Czy w jakiś sposób matematyk mógł mu zagrażać? Te pytania zaraz pojawiły się w jego umyśle. W owych przemyśleniach, rozpraszało go rozpustne zachowanie młodzieńca i chciał go zwyczajnie uspokoić, kładąc rękę na ramieniu. Zanim jednak zdążył to uczynić, został wyraźnie ostrzeżony i zatrzymał ją nagle w powietrzu, by za chwilę spojrzeć na swą otwartą dłoń i z władczym uśmieszkiem otrzepał sobie marynarkę. Uczynił przy tym dyskretny krok w tył. „Ja piórkuje, ale się spiął.” Ta sytuacja rozbawiła go, ale się z tym bardziej nie uzewnętrznił. Zdecydowanie różnił się od stereotypowego Japończyka z charakteru, a nawet nieprzeciętnie wysokiego wzrostu. Już wiele osób zaskakiwało się jego odmiennością i raczej nie było ono w pozytywnym charakterze, ale przywykł do tego. – Nie zamierzałem wyrządzić mu krzywdy, więc proszę się uspokoić – na dobry przykład, sam stonował emocje i przybrał neutralny wyraz twarzy. – Pomyślałem, że chłopak się źle poczuł, bo wydawał takie niepokojące odgłosy – celowo ukazał chwilowe zmartwienie. – To wynikło z przyzwyczajonej troski o uczniów. Powinien pan to dobrze rozumieć – odparł z uprzejmością dodając też taki uśmiech. Tylko on wiedział, że nie było w tych słowach za wiele prawdy i tak miało pozostać. Chciał rozstrzygnąć wszelkie postawione przez siebie zarzuty co do Donatiena i to w jak najkrótszym czasie, gdyż nadejdą liczne nieprzespane noce, ale w imię prawa był gotów na to poświęcenie.
Eito był starym, samotnym kawalerem, który sercem cenił w swym życiu jedynie matematykę. Czy taki człowiek mógł mieć równo pod sufitem? Nie? Jeśli tak obstawiliście, to jesteście dość dobrymi obserwatorami.


// Sean prosił, by ominąć jego kolejkę, bo nie chce byśmy czekali na odpis dwa-trzy dni. Co do zwiększenia przeze mnie ilości akcji, powstało to na potrzebę w miarę szybkiego usunięcia się z fabuły, bo nie chcę przeszkadzać za długo, ale skoro mnie jeszcze nie wyganiasz to będę się trzymać jednej akcji na post. Natomiast co do długości, wynika to z potrzeby przekazania treści, więc nie zwracajcie specjalnie uwagi. I doceniam, że się czepiasz, w końcu diabeł tkwi w szczegółach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Czw Cze 26, 2014 11:02 am

W ramach wdzięczności obdarował mężczyznę jakże sympatycznym i szerokim uśmiechem, który momentalnie rozlał się na ustach, nie rozpogodził jednak ostrych rysów twarzy. Choć... z drugiej strony wolałby, by nauczyciel popełnił ten błąd, nie posłuchał ostrzeżenia i dał mu pretekst do ciosu w tę nadętą, ciekawską buźkę. Donatien zaczynał powoli rozumieć, że to jeden z tych, co to własnego życia nie mają, więc interesuje ich życie innych.
- A ja myślałem, że wynika to z pańskiej ciekawości, a okazuje się, iż to jedynie źle pojęta troska. Więc może udzielę panu informacji... ot by nie musiał się pan zamartwiać – Donatien nie krępował się szczególnie pod wpływem tego spojrzenia. Znosił je bez trudu, a nawet trochę ignorował, nie podejmując na długo kontaktu wzrokowego. Takie wpatrywanie się w rozmówcę jest podobno bardzo niegrzeczne. A zresztą wiedział, że jadowite oczy zdradzą niechęć jaką odczuwał do wścibskiego matematyka. Zastanawiał się, czy życiem prywatnych swoich uczniów też się tak niezdrowo interesuje i z trudem zapanował nad jadowitym uśmiechem, jaki wywołała w nim groteskowa postać matematyka zakradająca się za niewinnymi uczniakami – Jestem gejem i nie robię z tego szczególnej tajemnicy. Jeśli natomiast chodzi o moich młodszych partnerów seksualnych, to nie są nimi uczniowie. Niech pan zapyta kogokolwiek w szkolę jak panicznie ta banda młodych ludzi się mnie boi i jak bardzo mnie nienawidzą. Gdybym tylko dał im pretekst, to z zemsty oskarżyliby mnie o molestowanie. Nasza niechęć jest wzajemna, więc... nikt przy zdrowych zmysłach w to nie uwierzy -
Mówił spokojnie, otwarcie i z pewną pobłażliwością, o tych wszystkich powszechnie znanych informacjach. Kłamiąc zachowywał się zupełnie swobodnie, a nawet zdawał się znów dobrze bawić. Żadnych niekontrolowanych skurczów mięśni, grymasów lub zmiany tonu.
- Jeśli już mowa o trosce o uczniów. Wczoraj przyłapałem jednego z nich na spisywaniu zadania domowego na pańskie zajęcia. Radzę je dokładniej sprawdzić. Nie pamiętam jego imienia, ale ma włosy podobnej barwy, co ten tu – wiedział, że Sean zaraz ponownie użyje tych paznokci. Donatien jednak znów przeciągał niepotrzebnie strunę, a potem będzie się irytował, gdy mężczyzna połknie haczyk. Panie Moretti w wieku lat trzydziestu wypadałoby już zmądrzeć. W jego oczach jednak pojawił się ten zawadiacki błysk, a na ustach wykwitł z niewiadomych powodów szelmowski uśmiech. Włoch wyglądał odrobinę młodziej i niemal zadziornie, a matematyk mógł zrozumieć w jaki sposób mężczyzna zdobywa tych swoich „młodszych partnerów seksualnych”.

Nie przeszkadzasz i nie wyganiam Cię. To Donatien chce żeby sobie już Twoja postać poszła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Sob Cze 28, 2014 12:23 pm

Och, więc tak się bawimy. Sean oparł czubek buta o podłoże, zaprzestając pieszczenia ustami szyi Donatiena. Nie podobała mu się obecność nauczyciela matematyki, co nie było jednak żadnym olśnieniem i zaskoczeniem, za to nieco inną kwestią była niechęć wobec słów kochanka. Miał świetny przykład jego umiejętności aktorskich i wciskania przysłowiowego kitu. Wszystkim. Nieco dziecinne pragnienie, zdecydowanie bezmyślne, zaczęło kiełkować od kiedy Japończyk próbował wyciągnąć w jego stronę dłonie. Błąd. Sean czekał na moment, gdy palce zacisną się na jego ramieniu.  Zamiast tego blondyn zrobił pierwszą rzecz, która w pełni odpowiadała nastolatkowi. Przesunął dłonie z umięśnionego, gładkiego brzucha, zahaczając palcami o pasek spodni, a potem bliżej kości biodrowej. Wsunął na krótką chwilę dłoń w jego kieszeń, zostawiając coś w środku… A potem padły słowa, które pozwoliły Seanowi zemścić się za bezczelność i chamstwo mężczyzny.
- „Młodsi partnerzy seksualni”? – dotychczas Sean specjalnie unikał otwierania swoich usteczek, teraz jednak nie dość, że się odezwał, specjalnie obniżył głos, zniżając go wręcz do warkotliwego szeptu. – Jak ja Cię kurewsko nienawidzę…- popchnął go na karoserię samochodu, cofając się o krok. Specjalnie dalej stojąc tyłem do nauczyciela matematyki, pokazując mu jedynie swój kolor włosów w przybliżeniu. I pewnie przez ten przeklęty, rzucający się w oczy odcień, profesor Fujimoto będzie kontynuował śledztwo, dręcząc go po lekcjach i w trakcie przerw. To musiał być jeden z wielu innych powodów dla których Donatien dostał w tą swoją uroczą buźkę z szelmowskim uśmiechem. Tym razem bez ostrych zakończeń pierścionków – te spokojnie spoczywały w kieszeni eleganckich spodni.  
Pokręcił głową, rozburzając włosy. Przecierając dłonią twarz w wyrazie zmęczenia. Pozwalając niesfornym, przydługim kosmykom opaść na twarz. Ustawił się tyłem do światła, spuszczając głowę na swoje buty i zapalanego papierosa. Flirt między jego ustami jeszcze bardziej zniekształcał jego słowa, czyniąc je niewyraźnymi i bełkotliwymi. Jeśli matematyk spróbował się do niego zbliżyć, został natychmiast odepchnięty.
Usiadł na krawężniku, chowając głowę między swoje kolana.
- Rozmawia pan z niewłaściwą osobą – oczywiście, że teraz to on grał. I zamierzał bardzo ładnie wkopać poniektórych, tak jak oni wkopali jego – On łże jak pies… – zadrżał zauważalnie, jak rasowa aktorzyna używając łamiącego się, płaczliwego tonu.- Proszę stąd iść... – Jeśli zwykłe obmacywanie z odrobiną czułości nie pomogło, Sean miał nadzieję, że kłótnia kochanków wraz jego marudnym, histerycznym tonem jednak… Jednak podziałała. Chociaż aktualnie czuł się jak największy idiota.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Nie Cze 29, 2014 4:21 pm

Dopóki sprawy nie wiązały się z jego osobą i matematyką, był zazwyczaj obojętny i nie mieszał się w życie prywatne. Niech ludzie robili co chcieli, mogli się nawet pozabijać, jemu to było kompletnie obojętne. Jednakże pan Moretti i inni nauczyciele Traditional byli już powiązani istotnymi więzami losu z Eito, przynajmniej tak to postrzegał. Z pewnością nie byli mu obojętni, jak zarówno uczniowie. Uważał, że posiada prawo mieszać się w ich sprawy, bo byli niczym jak jedna wielka rodzina. Z tym zaangażowaniem powinien w przyszłości startować na dyrektora placówki, dopiero wtedy zacząłby dokładnie prześwietlać każdą jednostkę należącą do Royal. Może to był nawet całkiem nie najgorszy pomysł, skoro pragnął kontrolować każdego w szkole. Musiałby poważnie rozważyć tę opcję, a tymczasem przyszedł czas na obnażenie sekretów kolegi z pracy i poddanie ich ocenie legalności. Spokojnie to zajęcie można było podciągnąć do hobby bruneta, bo czerpał z tego sporo satysfakcji. Udało mu się uspokoić zewnętrzną stronę blondyna, chociaż pozostawił te ostre rysy twarzy, które tak majestatycznie go przyciągały i prowokowały. Coraz bardziej odżywał po tym dziwnym spotkaniu z Dante. Rekin ponownie zanurzył się w oceanie i polował na tłuste rybki. Bacznie przyglądał się nauczycielowi, by wychwycić każdy najmniejszy szczegół. Nie zważał, czy to było grzeczne, bo wiedział, że niezwykle konieczne. Na wiadomość o orientacji nie zdziwił się, bo już zdążył to zauważyć, chociaż samo słowo gej, przyprawiało go o dreszcz, jednak najciekawsze było zaraz potem. „A niech mnie! Czy mogłem przeoczyć tak świetnego tyrana? Hmm... W zasadzie byłem skupiony tylko na dręczeniu uczniów. Szlak, mogło mi umknąć!” Zamyślił się, a wtedy młody nie wytrzymał i wyleciał z sceną złamanego serca. Brunet z lekkim zaskoczeniem przyglądał się tej akcji i tylko pomyślał, że on nie pozwoliłby się tak młodszemu potraktować, zaraz zrównałby go z ziemią. Nadal nie miał okazji dojrzeć twarzy chłopaka, nie był też wstanie rozpoznać głosu. Uznał, że po prostu musiał się wstydzić swej orientacji i nie chciał przez to być rozpoznanym przez kogokolwiek. Gdy się już pozornie uspokoił, Eito wykorzystał moment, by kontynuować jakże ważny dialog z kolegą.
- To brzmiało naprawdę... wybornie – wypełzł na twarz wężowy uśmieszek, a oczy jawiły szaleńcze zadowolenie. Palcami począł sobie gładzić subtelnie brodę. – Chętnie skorzystam z rady i przeprowadzę wywiad z uczniami. Mam szczerą nadzieję, że tak jak pan raczy twierdzić, będą płakać mi w ramię – uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Jeśli to wszystko prawda, może pan spać spokojnie. Jednakże ten tu młodzieniec prawdopodobnie mieści się w przedziale wiekowym naszych uczniów, a sam pan zaznaczył, że ma ich więcej jak jednego. Spędza pan wiele czasu na uczelni i ma codziennie pod nosem ogromne ilości pokus. Z łatwością może pan wykorzystać nauczycielską władzę, by szantażować te puste głowy – ciężko wzdychnął. Sam już nie wiedział po czyjej stronie powinien stanąć. Był tego jeszcze nieświadom, ale zaczynał naprawdę lubić Donatiena. Taką surowość cenił sobie szczególnie, zero litości dla bogatych smarkaczy. Będzie strasznie rozczarowany, jeśli potwierdzi się najgorsze, że obcuje z uczniami i w dodatku nieletnimi. Fujimoto w takim przypadku wolałby nie znać prawdy, bo do jasnej ciasnej... będzie o jednego, cennego tyrana mniej!
Rzekoma wiadomość o spisywaniu zadania domowego z matematyki, obudziła w nim dziki instynkt. Niczym byk na arenie wyostrzył wzrok na czerwoną płachtę torreadora. „Nie może być! Gówniarz pożałuje tego, a z nim cała reszta!” Nie krył oburzenia połykając łapczywie rekinimi zębiskami rzucony haczyk na przynętę. Ten szelmowski uśmiech odczytał, jako porozumiewawczą zachętę do działania. To już nie były przelewki, tu chodziło o dobro jego jedynej ukochanej matematyki. Dorwie każdego, kto jej należycie nie szanuje i będzie torturował, aż zapomni jak się nazywa. Chciał od razu wypytać o szczegóły blondyna, ale załamany chłopak rozpaczliwie podważał jego zdanie. Dlatego postanowił to właśnie od niego zacząć najdelikatniej, jak tylko potrafił.
- Niewłaściwą? – zainteresowany powtórzył marszcząc brwi. – Młody człowieku, czyli ty doskonale wiesz kto stoi za spisywaniem? – wyciągnął z kieszeni złożoną kartkę oraz długopis. – Podaj zatem imię i nazwisko tego oszusta – niczym detektyw na przesłuchaniu zbliżył się do nastolatka kucając przodem do jego siedzącego profilu, na nieco większą, neutralną odległość wyciągniętej ręki. Oparł o kolano kartkę gotów notować zwracając głowę na młodszego rozmówcę. – Interesują mnie personalia wszystkich w to zamieszanych. Nie musisz się obawiać, jesteś teraz moim świadkiem – zapewnił spokojną barwą głosu. Gdyby młody zdecydował się spojrzeć na niego, ujrzałby w oczach jawiącą się chęć sprawiedliwości, która nie baczy na poniesione ofiary. Nie podejrzewał go, chociaż kolor włosów pasował do opisu. Pełno chodziło do Traditional farbowanych małp, Sean nie był wyjątkiem.
- Będę wdzięczny, jeśli pan jednak przypomni sobie więcej szczegółów – przeniósł zimne spojrzenie srebrnych tęczówek na pana Moretti. W zasadzie to żadnego z nich nie potrafił obdarować zaufaniem, ale historia z spisywaniem wydała mu się bardzo prawdopodobna. Gdyby faktycznie przeszkadzała im obecność matematyka, to by go tak intensywnie nie zachęcali do dłuższego dialogu i po prostu odjechali. Cóż, niezbadane są wyroki masochistów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Wto Lip 01, 2014 9:37 am

Przyjął ten wyraz młodzieńczego rozczarowania po męsku. Nie odwracał twarzy, nie krzywił się, nie próbował pocierać owego miejsca, a nawet nie odegrał specjalnie dramatycznej sceny, jak to prawie od siły ciosu, głowa obróciła mu się o 360 stopni (powstrzymał ją od tego siłą woli i mięśni), a teraz go bardzo boli. Za to jego dłoń bezwiednie przesunęła się na kieszeń spodni. Skinął lekko blond łbem, jakby w geście uznania dla zdrowego rozsądku i sprytu chłopaka. Choć bardziej był zadowolony z samego siebie, ot... instynktownie nie przespał się z jakimś pożałowania godnym idiotą. Więc dalej wszystko pozostaje jego zasługą.
Wysłuchał z kamienną twarzą tych wszystkich uwag, jak to dzielnie wzbrania się przed pokusami. Widział siebie w roli mężnego, ascetycznego herosa kuszonego przed małe, niezbyt mądre, ale za to śliczne diabełki. Barykadującego się w klasie w czasie przerw przed tymi, którzy chcieliby żeby im coś wytłumaczył sam na sam albo nie ubierającego okularów by nieostro widzieć te młodzieńcze ciałka w rozkwicie. Po tych wizjach Donatien utwierdzał się w przekonaniu, że nauczyciel matematyki jest nie tylko upośledzony społecznie, ale na dodatek naoglądał się za dużo filmów detektywistycznych i prawdopodobnie kiepskich komedii.
Widząc papierosa w ustach chłopaka nie ukrywał rozczarowania i odrobiny niechęci. Nie zastanawiał się, czy okazywanie tych emocji teraz jest dobre oraz słuszne. Nim ten zrobił następnego macha Donatien, nie zważając na to czy się oparzy, uchwycił bibułkę i wyrzucił ją na chodnik, a potem zdeptał tym idealnie wypastowanym butem, na które aż chciało napluć. Włoch też był zdenerwowany, a jakoś nie wyciągnął butelki absyntu i nie próbował się teraz upić. Oczywiście z następnym papierosem zrobi to samo, i to jeszcze nim go chłopak zapali.
- Szajkę uczniów spisujących zadania domowe może rozpracować pan innym razem – odsunął mankiet koszuli i ostentacyjne spojrzał na zegarek. Sean mógł zwrócić uwagę na spinki do mankietów, które sam wybierał - Za dwadzieścia minut mamy koncert i prawdopodobnie już jesteśmy na niego spóźnieni. Ten młody człowiek jest rozhisteryzowany, więc raczej stanowi wiarygodne źródło informacji – wtrącił się Eito w połowie wypowiedzi, jednocześnie otwierając drzwi od samochodu. Stał tak, spokojnym, ale stanowczym gestem zapraszając Seana do środka, a nauczycielowi sugerując żeby poszedł tropić krnąbrnych uczniów i nieuczciwych nauczycieli gdziekolwiek indziej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Sro Lip 02, 2014 12:24 pm

W końcu. Donatien długo kazał mu czekać na jakąkolwiek reakcje, dyskutując sobie z nauczycielem w najlepsze. Oczywiście odrobina żalu i zniechęcania pojawiła się w brązowych oczach Seana, bo swoją scenkę rodzajową zdążył zacząć odgrywać. Gdy na pewno wolałby ją sobie darować. Przez myśl mu przeszło, że blondyn specjalnie próbował wywołać jakąś reakcję, która raczej nie była uderzeniem w twarz. Chociaż mocno nie dostał, a cała scena jego oczami musiała być naprawdę … Przesadzona. Kiepski spektakl z jeszcze gorszymi aktorami. Nastolatek skrzywił się z ustami przyciśniętymi do swojego uda, dalej skulony na krawężniku.
Z pustymi dłońmi i wzrokiem wbitym w rozdeptanego papierosa, który jeszcze chwilę temu zajmował miejsce między jego palcami. Zapanował w porę nad kwaśną miną, chociaż spięte mięśnie wyraźnie mówiły o irytacji na podobne postępowanie.
- Nie wiem, nie śledzę go przecież – skłamał bez zająknięcia, dalej tym łamiącym się głosem. Nie o tym mówił, chciał odsunąć od siebie temat spisywania, bo jakim cudem miałby wiedzieć cokolwiek na ten temat, nie będąc uczniem? – Ale kłamie – dodał z pewnością, wplątując w dyskusje swoje nic nieznaczące trzy grosze. Niepotrzebna histeria, rozgoryczenie i kiepska zemsta. Kwintesencja rozżalonego nastolatka ze skrzywdzonym ego. Po szkole łaziło takich sporo, a policzenie ich mogłoby przysporzyć problemów samemu matematykowi. Kto zresztą pokłada wiarę w rozchwianych emocjonalnie dzieciakach?
Nie zwrócił uwagi na spinki od mankietu, które kiedyś tak uważnie wybierał. Podniósł zgrabnie i wsunął mało kulturalnie ręce do kieszeni. Przez chwilę rozważał cofnięcie się i odejście w drugą stronę, ale nie dość, że byłaby to kapitulacja, to w dodatku rezygnacja z przyjemności do której dążył. Naprawdę lubił zespół mający zagrać dzisiejszego wieczoru.
Wsunął się na siedzenie pasażera, powstrzymując odruch zasłonięcia twarzy albo obniżenia się.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pią Lip 04, 2014 6:57 pm

Nie potrafił zrozumieć tej stoickiej reakcji po wymierzonym policzku. Niby po męsku i z godnością przyjęty, ale Eito odczuł spore rozczarowanie. To tak jakby nauczyciel pozwalał się okładać, by później kochanek dał mu się przelecieć. Nie miał pojęcia jak silna więź ich łączyła, ale z pewnością nie wyglądała na trwałą. Może i brunet za dużo powiedział o swych przypuszczeniach co do kolegi z pracy, ale sam próbował ułożyć sobie obraz pana Moretti. Czy wyglądało to jak kiepska komedia? Być może, jednakże ocena poczucia humoru jest miarą subiektywną. Ten sam z pozoru dobry dowcip nie rozśmieszy każdego, oczywiście przy założeniu, że wszyscy go rozumieją. W każdym bądź razie brunet został niezdrowo pobudzony jeszcze zanim wpadł na tę dwójkę i przez to aktualnie nieco chaotycznie myślał. Wewnątrz psychologicznej układanki nastąpiło kolejne trwałe pęknięcie, które nigdy się nie zrośnie. Będzie zatruwał życie otaczających go osób, by choć trochę poczuć się lepiej i tylko piękny anioł mógłby go powstrzymać i ocalić tych ludzi.
Pokiwał twierdząco głową widząc, jak Donatien wyciągnął z ust młodego papierosa i od razu zmiażdżył go podeszwą buta. Matematyk nie znosił tytoniowego dymu i jak było widać blondyn również, bo najwyraźniej nie miał ochoty lizać popielniczki, albo po prostu martwił się o zdrowie swego partnera, czy tym podobne.
Należało wysłuchać obu stron w sprawie spisywania zadania, tak jak to dzieje się w sądzie podczas procesu. Młody był rozhisteryzowany, co wcale nie musiało oznaczać, że kłamał. Ofiary przeważnie boją się swych oprawców i tak to właśnie wyglądało w jego srebrnych oczach. Czy współczuł chłopakowi? W zasadzie to nie, bo dał pokaz wymierzając starszemu policzek. To musiało oznaczać, że się nie bał i tylko blondyn igrał z jego uczuciami. Zatem matematyk mógł wykreślić punkt z oskarżeniem o wykorzystanie przez osaczenie.
Niestety nie wyciągną żadnych personaliów uczniów zamieszanych w spisywanie, ale to było do przewidzenia. Kucając przed młodym napisał swój numer telefonu oraz imię i nazwisko na karteczce wspartej o kolano.
- Gdybyś dowiedział się czegoś więcej, proszę... – wyciągnął do Seana rękę i wsunął mu w dłoń wizytówkę – koniecznie się ze mną skontaktuj. – Wyprostował nogi podnosząc się, by skupić większą uwagę na koledze, któremu to nagle zaczęło się spieszyć na jakiś koncert. W dodatku byli na niego niby spóźnieni. Nie do pomyślenia w oczach punktualnego bruneta. Nauczyciel powinien dawać przykład młodszym dobrej organizacji czasu, skoro wymagał od uczniów punktualności na zajęcia. I co? Czy Donatnien celowo zamierzał teraz przekroczyć prędkość na drodze, by zdążyć na czas? Przez swą nieostrożność postawił się na przegranej pozycji, z pewnością pan Fujimoto nie ułatwi mu życia.
- Rozumiem, że się pan teraz spieszy. Na pewno złapie pana później w szkole, by omówić parę kwestii, a tymczasem życzę udanego wieczoru – ukazał uśmieszek uprzejmie kłaniając lekko głowę, wyrażał tym gestem podziękowanie za rozmowę. Nigdy nie rzucał słów na wiatr, zamierzał dociec prawdy, choćby miało go to sporo kosztować czasu i wysiłku.
Zwrócił uwagę na wsiadającego chłopaka do samochodu, w końcu był ruchomym elementem stałego obrazu. Spostrzegł twarz młodego, jednakże niezbyt dokładnie. Miał wrażenie, że już gdzieś podobną widział, ale nie potrafił skojarzyć. Zapewne nieświadomie zacznie poszukiwać w szkole tej twarzy, chociaż nadal próbował wierzyć w niewinność Włocha. Eito odsunął się symbolicznie od auta i zaczekał aż obaj wsiądą i wszystkie drzwi się pozamykają, dopiero wtedy udał się samotnie w swoją stronę.


[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pią Lip 04, 2014 9:08 pm

Donatien nie potrzebował powodu żeby przekraczać prędkość. Robił to zupełnie bezcelowo, nie biorąc oczywiście pod uwagę konsekwencji. Tutaj matematyk w swojej daleko posuniętej dedukcji się mylił. W paru innych miejscach również. Spojrzał na skwaszonego chłopaka, oczywiście całą winą za zaistniałą sytuację postanowił obarczyć Eito. Trzasnął drzwiami od drogiego samochodu i ruszył na miejsce kierowcy.
- Z przyjemnością porozmawiam z panem na temat trapiących kwestii. Szkoła nie wydaje mi się odpowiednim miejscem, w czasie przerw panuje hałas i jest niewiele czasu, umówmy się na obiad – tym razem to on wysunął z kieszeni marynarki wizytówkę i podał ją matematykowi. Równie imponująca jak samochód, sam papier czerpany świadczył nie tylko o elegancji, ale... o sporych pieniądzach. Kolejna ciekawa poszlaka. Nauczyciela, nawet prywatnej szkoły, nie byłoby stać na tak ekskluzywną wizytówkę.
Skinął mu na pożegnanie głową i wsiadł do samochodu. Obserwował jeszcze chwilę w lusterku oddalającego się nauczyciela matematyki, zaciskając dłonie na kierownicy i marszczą brew. Wyglądał, jakby dopiero teraz czekało go prawdziwe starcie. Cóż. Nie miał ochoty na towarzystwo nadąsanego nastolatka, tylko uroczego młodzieńca.
- Dziękuję – wymówił spokojnie oraz bez trudu, zaskakujące, iż Donatien potrafił użyć takiego słowa, wypowiedzieć je zupełnie neutralnym, pozbawionym ironii głosem i spojrzeć przy tym w oczy rozmówcy – mogłeś mi narobić ogromnych kłopotów  - wyjaśnił od razu powód swojej wdzięczności. Miał cichą nadzieję, że Sean teraz odrobinę się rozchmurzy. Trudno powiedzieć, czy nie użył tych słów, jedynie by zagwarantować sobie miły wieczór. Cień zmęczenia znikł z jego twarzy, przykryty rozbawionym, doprawionym odrobiną wyższości uśmiechem.
- Nie wiem jak możesz wytrzymywać z nim na zajęciach. Jest straszny. A teraz pewnie by aż trząsł się z oburzenia, że mogę rozmawiać o takich rzeczach z uczniem, podważać autorytet, na to na pewno jest jakiś punkt regulaminu – kpił bezlitośnie ze swojego kolegi z pracy, nieudolnie próbując przywrócić nastrój wieczoru. Nim ruszył z miejsca przesunął dłoń na kieszeń od spodni, w której znajdowały się pierścionki. Nie wyjął ich jednak, by oddać Seanowi. Odpalił samochód i włączył się do ruchu drogowego. Do wnętrza wozu nie przedostawał się hałas miasta. Młodzieńca otaczały jedynie te lubiane, znane melodie. Ostatecznie Donatien zanucił nawet fragment utworu z wokalistą i mrugnął zawadiacko do chłopaka, pewnie ku jego przerażeniu, odwracając wzrok od drogi. Postarał się nawet nadać głosowi odpowiednią barwę oraz ton, wyszło jednak na tyle komicznie, by wymusić choć blady uśmiech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Pon Lip 07, 2014 9:18 pm

Usiadł wygodnie, mrużąc nieco oczy. Niezaprzeczalnie przyglądał się dwójce nauczycieli, nienachlanie, jednak uważnie. Prześledził wzrokiem etap rozmowy – wymianę kolejnych grzeczności i podanie wizytówki. Tą od Japończyka zamierzał jak najszybciej wyrzucić bądź zgubić. Niezależnie od sposobu chciał się jej pozbyć. Wywrócił oczami, kiedy rozmowa zdawała się przeciągać minutami, co w istocie trwało nie więcej niż kilkanaście sekund. Tekturowy kartonik z inicjałami nauczyciela wylądował na desce rozdzielczej, a on powstrzymał niegrzeczną ochotę pośpieszenia blondyna krótkim klaksonem, zanim rozmowa na nowo zaczęłaby się przeciągać.
Zwlekał z odwróceniem głowy w stronę kierowcy, wpatrując się w boczne lusterko. Chcąc się upewnić czy nauczyciel matematyki faktycznie oddali się i da spokój z tymi śmiesznymi przesłuchaniami. Jego poczucie obowiązku było zarówno imponujące jak i zabawne. Przetrzepał ręką włosy, odgarniając przy okazji grzywkę i dopiero wtedy zainteresował się Donatienem.
- Właśnie zamknąłem sobie jedyną drogę do oskarżenia cię o molestowanie. Możesz odetchnąć – przerzucił ręce przez oparcie fotela za swoją głową, zaczynając zabawę palcami, szukając opuszkami chłodnego srebra pierścionków. Nie był zły ani zdenerwowany, ale bystre oko mogło zauważyć, że jego wzrok co chwilę schodził na kieszeń spodni, gdzie ukryte były skarby. – Och… Bo pewnie zrobiłem to dla Ciebie… – uśmiechnął się uroczo, co wyglądało mało przekonująco przy jego chłodnym spojrzeniu.
Sięgnął dłonią do jego ust, kiedy ten zaczął nucić. Przyłożył palce do warg, nie tyle uciszając go, a przekręcając głowę w stronę przedniej szyby. Nic osobistego; uwielbiał ten niski głos, przypominający okrutną melodię, zdolną fascynować i ranić jednocześnie. Wokalista jednak właśnie wibrującym pomrukiem wyznawał swoje grzeszne pragnienia, wywołując dreszcze u nastolatka. Dzika miłość i jeszcze dziksza nienawiść. Malinowe wargi musnęły policzek blondyna, gdy przechylił się nad skrzynią biegów.
- Gdyby chodziło o Ciebie skończylibyśmy w operze, a ja klęczałbym przed Tobą robiąc dokładnie to co zaplanowałeś i czego chciałeś – mówił cicho do jego ucha, gdy głos wokalisty przeszedł w ciche, przeciągłe pomruki. Słowa przypominające jęki. W głosie Seana nie było ani skruszenia ani zawstydzenia – chyba wyzbył się go między jedną próbą wytrącenia go z równowagi, albo drugą. Zakładając, że ten chłopak posiadał chociaż odrobinę skrępowania w tym młodym ciałku. -  Tak jednak nie jest i nie będzie, więc jedziesz ze mną na koncert i nigdy więcej nawet nie zasugerujesz, że możesz się mną podzielić, bo nie jestem twoją pieprzoną własnością ani chłopakiem –ostatecznie przesunął nosem po jego policzku, błądząc wargami w pobliżu kącika jego ust. Pocałował je zupełnie przypadkiem, chociaż nie taki miał zamiar – auto po prostu przejechało przez jakąś nierówność, a on stracił równowagę.
- Ale możemy porozmawiać o nauczycielu matematyki, którego urobię szybciej niż ty niebieskowłosą kukłę – cofnął grzecznie korpus, błądząc za to bezczelnie dłonią po jego udzie. Próbował wyciągnąć z kieszeni swoje pierścionki. Mając serdecznie dość bierności i sterowaniem sobą jak prawdziwą lalką, Donatien zetknął się właśnie z nieco innym objawem złości u Seana, niż obijanie jego buźki.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   Wto Lip 08, 2014 9:16 am

Skupił więc spojrzenie na drodze, choć ograniczenia prędkości dalej zdawał się po prostu nie zauważać. Dość, że reagował na czerwone światło. Miał pewne wątpliwości, co do logiki zachowania Seana. Najpierw sugeruje mu, że ma się skupić na drodze, a potem za wszelką cenę próbuje rozproszyć. Wizja młodzieńca, dotycząca wizyty w operze, była przecież niezwykle kusząca i Donatien nie miał zamiaru udawać, że cokolwiek innego miał na myśli, wręczając mu bilety. Nie miał zresztą nic przeciwko, by zamienić się z chłopakiem miejscami i zobaczyć jak ten dochodzi przy finałowym crescendo.
Nie odzywał się jednak, pozwalając Seanowi na kontynuowanie tych przyjemnych zabiegów. Ku zadowoleniu chłopaka nauczyciel nie próbował ukryć reakcji swojego ciała. Nie odgrywał szopki, w której grałby główną rolę impotenta lub zimnego drania, pozostającego obojętnego na wdzięki. Jego palce mocniej zacisnęły się na kierownicy, a na ustach pojawił ten wszeirytujący uśmiech zadowolonego z siebie dupka. Nie wiercił się niecierpliwie na siedzeniu, tylko z trudem panował nad silnym pragnieniem spojrzenia na swojego jakże niemoralnego ucznia. Przy słowach o własności lekko zmarszczył czoło, jakby poczuł się w pewnym sensie dotknięty. A może zirytowało go jedynie przekleństwo? Nawet jeżeli „pieprzony” perfekcyjnie odzwierciedlało ich wzajemne stosunki.
- Oczywiście, gdybyś był moim chłopakiem nigdy nie wziąłbym pod uwagę możliwości podzielenia się – znów ten jadowity ton, który gotów był zniweczyć wszelkie wcześniejsze próby poprawienia atmosfery. Donatien jednak musiał sprostować, bo zauważył, że istnieje jakieś mylne przekonanie o tym, że traktowałby swojego partnera tak, jak traktuje przelotnych kochanków. Wiedział jednak, że Sean jest za dużym chłopcem, by przejąć się jego złośliwościami – Myślisz, że byłbyś w stanie uwieść tamtego nudziarza? – zapytał już łagodniej, tak jakby właśnie rzucił żartobliwe wyzwanie. Nie chciał, by ten przerywał swoją małą prowokację, więc próbował złagodzić atmosferę. Kiedy ręka chłopaka błądziła po jego udzie w poszukiwaniu pierścionków, których nie mogła wyczuć, Donatien położył swoją dłoń na jego. Uczeń wyczuł chłodny metal i mógł się uspokoić, że jednak jego biżuteria nie znikła z kieszeni w niewyjaśnionych okolicznościach.
- Nie jesteś zbyt spostrzegawczy – zarzucił zręczny, karciany oszust, który musiał, gdy Sean nie patrzył, wyjąć błyskotki z kieszeni, przez to młodzieniec nie mógł ich odnaleźć i pewnie przeżył prawdziwe chwile grozy, a Włoch przyjemności, gdy te palce nerwowo przebiegały po jego udzie. Dokładnie jednak w momencie, którym to zrobił, sam nie wykazał się dostateczną spostrzegawczością. Nawet w wyciszonym wnętrzu samochodu dało się słyszeć pisk opon i odczuć gwałtowne hamowanie, które przy takiej prędkości oraz nawet zręcznym kierowcy, porządnie zarzucało samochodem. Żadnego jednak huku, Sean mógł otworzyć oczy i upewnić się, że do żadnego wypadku nie doszło.
- Ups... – mruknął Donatien, który wyglądał na doskonale ubawionego tą chwilą grozy. Nieszczególnie krępował go też fakt, że omal ich nie pozabijał swoją nieostrożnością. Problem jednak stanowiły rozsypane po samochodzie pierścionki, otworzył się też schowek, z którego wypadły płyty... i zdjęcia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bezimienna uliczka   

Powrót do góry Go down
 
Bezimienna uliczka
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Boczne uliczki-
Skocz do: