IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Barkerów

Go down 
AutorWiadomość
Kyle

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 07/05/2014

PisanieTemat: Dom Barkerów   Pią Maj 09, 2014 4:00 pm

Ten, kto spodziewał się tradycyjnej, podmiejskiej willi w klasycznym, angielskim stylu, sporo się przeliczył. Dom numer czternaście, od ponad czterdziestu lat należący do domu Barkerów, może i tchnie głęboko zakorzenionym duchem Anglii, ale bynajmniej nie zalicza się do gatunku ekstrawaganckich willi z basenem.
Dom jest jednopiętrowy, niezbyt duży, z przodu odgrodzony nieco zdezelowanym, białym płotem z furtką. Na tyłach rozplenił się bujnie niewielki, ale niemiłosiernie zarośnięty ogród. Jedynie jego pierwsze partie są ogarnięte jako-tako na tyle, by latem można było tam wystawić stół, plastikowe krzesła ogrodowe i grilla. Elewacja ma kolor brudnego beżu, widać też, że podmokły tynk odpadł w paru miejscach zeszłej wiosny i nie doczekał się naprawy. Mimo to, sprawia wrażenie przyjemnej, rodzinnej przytulności, ze swoimi dziwacznymi firankami w oknach, własnoręcznie robioną skrzyneczką na pocztę i prasę, czy spadzistym, ceglastoczerwonym dachem.
Przed wejściem strzeże tabliczka oznajmująca, że domu pilnuje wściekły pies. Barbara powiesiła ją tylko dla formalności, w rzeczywistości Pimpuś, dziwaczna, trzyletnia mieszanka syberian husky'ego i golden retrivera, jest najłagodniejszym, najbardziej pozytywnym psem pod słońcem. Gościom zagrażać może jedynie zalizanie na śmierć przez przeszczęśliwego psiaka. No, chyba że jest się włamywaczem. Pimpuś szczeka na tyle głośno, że pobudzi się nie tylko całe Eddison's Square 14, ale i pięć okolicznych domów.
Na parterze znajduje się przedpokój prowadzący do obszernej, jasnej kuchni, niedużego saloniku utrzymanego w żywych, ciepłych barwach, gabinetu ojca i łazienki. Znajduje się tu też sypialnia najstarszej siostry, która studiuje obecnie na Oxfordzie, więc bywa w domu sporadycznie. Pokój tymczasowo robi za składzik na wszystkie szpargały, dla których nie ma miejsca w innych częściach domu.
Na piętrze znajduje się sypialnia rodziców, nieduży gabinet ojca, pokój młodszego brata, Keanu, a także prywatne królestwo Kyle'a i druga łazienka.
Dom posiada także piwnicę - część zaadaptowano na graciarnię i spiżarniany składzik, a część jest garażem, do którego można się dostać także poprzez spadzisty wjazd od strony frontowej domu. Piwnica jest też środowiskiem wielu domowych eksperymentów i polem do popisu dla majsterkowiczów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Dom Barkerów   Pią Maj 09, 2014 5:51 pm

Słońce powoli zniżało się ku zachodowi, lecz choć w dalszym ciągu świeciło dość jasno ze względu na wyjątkowo nieliczne dziś na niebie chmury, za sprawą niewysokiego budynku mieszkalnego stojącego promieniom na drodze, nie zdołało wystarczająco dobrze oświetlić podejrzanego osobnika, przeskakującego w biegu przez płot ów domku. Być może w innym wypadku, zdołałby zwrócić uwagę starszej kobiety po drugiej stronie ulicy, lub też rosłego mężczyzny, wsiadającego właśnie do samochodu zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej. Tymczasem osłaniany długim cieniem, zdołał cicho wylądować po drugiej stronie ogrodzenia i lekko przygarbiony, dopaść jak najszybciej do bocznej ściany. Chciwie łapiąc oddech, oparł się o nią plecami, a następnie osunął by glebnąć siedzeniem na trawię i trochę odsapnąć. Nie miał pojęcia jak długo mógł już trwać ten wyczerpujący „jogging”. Początkowo dla uspokojenia nerwów, biegł wzdłuż znanej sobie trasy przystanków autobusowych, licząc je. Raz szybciej, raz wolniej, tylko od czasu do czasu przystając na nie więcej niż pół minuty, kiedy wymagało tego wyrównanie oddechu. Z pewnością w każdym razie wystarczająco długo, gubią się przy okazji. Nie przypominał sobie aby kojarzył tą okolicę. Zdaje się, że w którymś momencie przestało mu zależeć na dostaniu się do parku i skręcił w byle jaką uliczkę, a i koniec końców zmachał do tego stopnia, żeby wreszcie zostać zmuszonym do konkretnego odpoczynku. Może i jako sportowiec musiał być ciągle w formie, ale podobnie wymuszony maraton nie należał do rzeczy ani przyjemnych, ani tym bardziej zdrowych. Zbyt łatwo tracił kontrolę nad oddechem. Serce zresztą także w dalszym ciągu waliło jak oszalałe. Jedyne czym mogło się to skończyć, to niechcianą kondycja lub mało przyjemnym skurczem. Nawet nie jednym.
- Huh... – ledwie odetchnął głośniej, kiedy to posłyszał pojedyncze szczeknięcie. Rozejrzał się z zaintrygowaniem, a gdy jego oczy utkwiły w śmiesznie przekręconej do boku głowie raczej niemałego psiska stojącego kilka metrów dalej i wywijającego ogonem w te i wewte, miast czym prędzej poderwać się i czmychać skąd przyszedł, uśmiechnął się szeroko z czystym podekscytowaniem i wyciągnął w jego stronę rękę. Nie, instynkt samozachowawczy Davetha nigdy nie działał zbyt poprawnie w przypadku styczności ze zwierzętami. O ile owe nie jeżyło sierści, nie szczerzyło zębów lub nie warczało, pchał swoje ręce prosto pod pyski. Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze miał je całe.
Ku swemu głupiemu szczęściu, psina okazała się groźna tylko i wyłącznie pod względem ilości pozytywnego nastawienia.
- Dooobry pies~ – cieszył się jak głupi do sera, tarmosząc piękną bestyjkę za uszy, choć oczywiście bez przesadnej siły czy zaczepki gdy ta już do niego doskoczyła, miotając się żywiołowo dookoła, trącając nosem i usiłując wylizać mu twarz. Twarz, która swoją droga znowu nosiła nowe, niezbyt piękne ślady po ciosach jakie musiały na nią spaść. Twarz, szyja oraz ręce – przynajmniej z tego co odsłaniało ubranie. Liczne zadrapania i sińce. Nic nowego co prawda, choć w większej ilości niż zazwyczaj. I za każdym razem było to cholernie przykre, choć przecież nie mógł narzekać i twierdzić, że nie zasłużył. Ponoć z czasem do wszystkiego szło przywyknąć. Dlatego właśnie ze swoim niezłomnym optymizmem wierzył, że i do tego zdoła.
- Jeśli będziesz zbyt głośno, ktoś mnie w końcu przyłapie. Więc nie szczekaj za bardzo, ok? – zwrócił się do psa, tym razem drapiąc go za uchem. Szczerze powiedziawszy, nie martwił się jakoś szczególnie kwestią naruszenia czyjegoś terenu. Przecież zawsze mógł przeprosić, co nie? Zresztą niczego nie niszczył i tylko bawił się z futrzakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyle

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 07/05/2014

PisanieTemat: Re: Dom Barkerów   Sob Maj 10, 2014 9:23 pm

No żesz kurwa mać. Dlaczego?
Dlaczego zawsze, kiedy coś się dzieje, matkę napada fantazja, by protestować przeciwko testowaniu kosmetyków na zwierzętach, ojciec akurat wygłasza odczyt na uniwersytecie, siostra jest kilometry dalej, a brat wyjątkowo się socjalizuje i gdzieś wyszedł? Dlaczego w chwilach, które mogą być naprawdę istotne, Kyle zostaje w domu sam, uzbrojony w kuchenny tasak, zmuszony do starcia z napastnikiem?
Bo że dom został napadnięty, to już wiedział, gdy tylko wyłapał pojedyncze szczeknięcie i serię warknięć. Cholerny Pimpuś, wielki jak stodoła, a instynktu psiego za grosz. Pies zaczepno-obronny. Najpierw wszystkich zaczepia, a potem go trzeba bronić.
Kyle z westchnieniem zwlókł się z krzesła, odkładając długopis, i ślamazarnym krokiem zbiegł po schodach. Był boso, ubrany tylko w luźne, dresowe spodnie i koszulkę z logo Brainiaka. Marny uniform na starcie z włamywaczem.
Już widział te nagłówki.
„Licealista zasztyletowany na ganku własnego domu”.
Pięknie jak nie wiem.
- Ten pies jest durniejszy, niż ustawa przewiduje – mruknął, wyłapując ostatnie zdanie intruza. Szedł cicho, Daveth nawet nie mógł się zorientować, kiedy Kyle oparł się o framugę uchylonych drzwi. Miał dziwną minę – jakby właśnie wybudzono go ze snu i zmuszono do ciężkich obliczeń w pamięci.
- Nie posłucha cię – wyjaśnił. – Za to ja z chęcią posłucham, co robisz na mojej werandzie, z moim psem. Zastanów się, jak dobrze władasz darem oratorskim. Może nawet ujmie mnie twoja opowieść i nie zadzwonię na policję.
Zmarszczył ciemne brwi, krzywiąc się lekko. Gość był obity i sprawiał wrażenie, jakby przeciśnięto go przez tarkę do sera.
- Goniły cię goryle, czy taką masz twarz od urodzenia? – rzucił, zbytnio nie przejmując się tym, że jest chamski. Ostatecznie nigdy nikt nie wymagał od niego bycia miłym, szczerość wystarczała. Poza tym, do ciężkiej cholery, to on mu się wtrynił na ganek.
Kyle’owi przemknęło przez myśl, że powinien wrócić do kuchni, przynieść apteczkę i trochę mu opatrzyć rany. Szczególnie rozcięcie łuku brwiowego, wyglądało paskudnie. Nieznajomy zapewne się bił, w dodatku z przeciwnikiem o miażdżącej przewadze, bo został zmuszony do ustąpienia pola. Tylko dlaczego, do ciężkiej cholery, akurat na posesję Barkerów?
- Jeśli ci, którzy tak cię sprali, zamierzają mi się naprzykrzać, osobiście po nich poprawię – oświadczył grobowym tonem z lodowatym wyrazem pociągłej, szczupłej twarzy. Wyglądał dziwnie. Nie uśmiechał się, sprawiał wrażenie śmiertelnie poważnego, przez co jego słowa nabierały chorego wydźwięku. – Pimpuś, zostaw go. Może mieć wściekliznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: Dom Barkerów   Nie Maj 11, 2014 8:03 pm

Stopniowo przechodził z psiakiem na coraz to wyższy poziom zażyłości. Gdyby miał pecha i zwierzak z natury nie byłby przyjaźnie nastawiony do obcych, bardzo możliwe, iż szybko straciłby rękę, że o innych, całkiem prawdopodobnych do zgarnięcia obrażeniach nie wspominając. Tymczasem po kilku minutach był już w stanie mierzwić jego gęstawą sierść nie tylko na łepetynie, ale również całej długości ciała, którą napierał na niego, jak gdyby chcąc przewrócić, tudzież przyprzeć bardziej do ściany za plecami. Ogólnie rzecz biorąc, niespotykanie wręcz przyjazne stworzenie. Wszakże rzadko kiedy spotkać można czworonoga, który za wtargnięcie na teren uważany za przynależny do niego, nie będzie emanować ochotą wbicia zębów w tyłek intruza. Co prawda ów „intruz” absolutnie nie miał złych zamiarów, ale skąd ów futrzak mógł o tym niby wiedzieć? Jednakże, choć nie zachowywał się agresywnie, z pewnością robił wokół siebie aż nadto wiele zamieszania. Zupełnie jak kilkumiesięczny szczeniak. Nie żeby miał cokolwiek przeciwko~ O wiele bardziej niż brykający dookoła niego pies, zaskoczył go obcy, męski głos. Jak raz, przekręcił łepetynę i mrugając kilkakrotnie, zwrócił spojrzenie w stronę chłopaka.
Zapewne najbardziej prawidłowym, byłoby zastanawianie się nad tym, w jak wielkie dążyło się wpaść kłopoty. Dreszcze przechodzące na samą myśl o podjeżdżającym pod posiadłość radiowozie, czy też wizja samego siebie, ładowanego do takowego. Tymczasem Daveth wydawał się co najwyżej, jedynie zdrowo skonfundowany.
- Co robię? - sam bardzo po psiemu skopiował wcześniejsza zagrywkę zwierzaka i przekręcił głowę do lewego ramienia w pytającym geście. - Zapoznaję się z nim, oczywiście! – odparł ze śmiechem, szczerząc przy tym zęby w uśmiechu. Raz któryś z rzędu pociągnął jakby dla potwierdzenia swojej tezy za mechate ucho. Zębiska niezbyt mocno wbiły się w jego przedramię, dla znanej mu już dobrze zgrywy. Koniec końców – nie skłamał. Zapytano go co robi na domniemanej werandzie ze zwierzakiem, i właśnie na to odpowiedział.
- Nie martw się, nie jestem nikim podejrzanym~ - nie cholera, jakby poturbowany nastolatek, przebywający bezprawnie na terenie cudzej posesji, nie był nikim podejrzanym. Wcale. Przy okazji wyglądało na to, że kompletnie nie przejmuje się, może nie tyle wrogim, co z pewnością dość oschłym podejściem gospodarza. Jedynie sam również zmarszczył na moment brwi i dłonią sięgnął do twarzy. Ostrożnie potarł lewy policzek, na którym pod opuszkami wyczuł lekką opuchliznę.    
- Jak niemiło. – pomimo tych słów, błyskawicznie wrócił do swojej, przesiąkniętej nadmiarem optymizmu postawy. - Powiedzmy, że jestem z tych, co  często wpadają w kłopoty. Ale spokojna twoja rozczochrana! Nie sądzę aby ktokolwiek mnie gonił, więc daj mi chwilkę, ok? Obiecuję niczego nie niszczyć ani nie obsikiwać! Posiedzę jeszcze parę minut i zaraz sobie pójdę, w porządku? – jak na złość tamtego, wcale nie chciał aby pies stracił nim zainteresowanie, dlatego właśnie przewiesił się przez jego cielsko, ciesząc naturalnie bijącym odeń ciepłem. Potrzebował grać na czas. Nawet jeśli ciągle się uśmiechał, robiąc przy okazji co tylko mógł aby sprawiać wrażenie spokojnego, w dalszym ciągu czuł jeszcze jak serce boleśnie obija się o żebra. Mięśnie również potrzebowały odpoczynku. A nieznajomy chłopak? Wydawał mu się ciekawy~ Przede wszystkim przez swoją zdystansowaną postawę.

[z.t/zawieszone]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Barkerów   

Powrót do góry Go down
 
Dom Barkerów
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Domki jednorodzinne-
Skocz do: