IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gniazdko Dantego Arrowa.

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:31 pm



Ostatnio zmieniony przez Dante dnia Wto Lis 04, 2014 9:51 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:32 pm

Czy jego słowa powinien uznać za komplement kierowany do swojej osoby? Nie był pewien, jak ma rozpatrzyć podobną wypowiedź, bo był to chyba pierwsze zdanie, które wypowiedziane zostało bez jakichkolwiek negatywnych emocji, aluzji, dwuznaczności. Bardziej przypominało ono stwierdzenie faktu niż pochwałę, zatem mężczyzna obiecał sobie w duchu, że nie będzie przywiązywał do niego większej wagi. Zresztą, nie mógł wierzyć w żadne słowo Arrowa i tego powinien się trzymać. Już obmyślił taktykę, będzie się zachowywał ulegle, nawet spełni kolejne zachcianki szantażysty, aby jak najszybciej mu się znudzić. Obawiał się jednak tego, że pożądanie, które dostrzegł u bruneta kilka dni temu w swoim gabinecie, tak naprawdę jeszcze w nim całkowicie nie wygasło. Nawet i dziś, choć widzą się zaledwie od chwili, dane mu było poczuć na sobie jego spojrzenie. Ale wolał o tym nie myśleć, próbował nawet ignorować te drobne przejawy niepokoju, jakby wcale nie miał żadnych podstaw do tego, by się obawiać o nienaruszalność swojej godności. Kiedy już wie, że Dante nie ma oporów przed sypianiem z mężczyznami, zaczął się naprawdę niepokoić, na całe szczęście potrafił zapanować nad swoimi lękami. Ukrywał wszystkie swoje uczucia, maskował je poważnym wyrazem twarzy, łudząc się, że może to coś pomorze. Niestety, już dawno dostrzegł, że mrożąca krew w żyłach obojętność nie działa na Arrowa.
Kątem oka obserwował zachowanie pasażera i musiał przyznać, że miał całkiem niezły ubaw, kiedy dostrzegał te ledwo widoczne bolesne grymasy przewijające się po jego twarzy. Przez ułamek sekundy młodszy mężczyzna wydał mu się nieco bledszy, ale to mogła być wina takiego a nie innego padania światła z lamp ulicznych, które wpadało do samochodu. Szybko jednak jego rozbawienie, które i tak było dość nikłe, zniknęło w mgnieniu oka, a wszystko przez to, że Dante znów ośmielił się dotknąć jego włosów. Nie był do końca pewien co ten ma do tych blond kosmyków i chyba nie chciał nawet tego wiedzieć, gdyż nie zareagował. Zignorował dotyk obcej dłoni, jednak nie mógł uniknąć działania swojej podświadomości, która sprawiła, że z irytacji nieco przyspieszył. Kiedy to spostrzegł, natychmiast powrócił do wcześniejszej prędkości, w milczeniu czekając na kąśliwy komentarz ze strony swojego pracownika. Na pewno zauważył taki detal, o tym Gustav jest wręcz święcie przekonany.
Dłoń szantażysty drażniła go dalej i z trudem hrabia wygrywał ze sobą wewnętrzny bój, aby czasem nie odepchnąć jego dłoni. Prowadził samochód, musiał o tym pamiętać. Chyba tylko ta myśl ratowała go przed całkowitą dekoncentracją. Właściwie nie powinien narzekać, bo dotyk dwudziestojednolatka był naprawdę delikatny, jednocześnie to wydawało mu się w tym wszystkim najgorsze. Wciąż zastanawiał się, skąd tyle subtelności w jego dotyku, gdy tak naprawdę jest jedną wielką gnidą.
- Chyba nie chcesz bym spowodował kolizję, co? - spytał dość chłodno, zerkając na niego bardziej otarcie. W ułamku sekundy znów skupił swój wzrok na jezdni, na dobre zapominając o niekomfortowej dla siebie bliskości z młodzikiem. Musiał jakoś to wszystko przetrzymać. Jeszcze chwila, niedługo będą na miejscu.
Szybko dojechali na miejsce, do nowego mieszkania Arrowa wcale nie było tak trudno trafić. Apartament był ulokowany w eleganckim budynku, dobrej okolicy i to nawet blisko firmy, zatem nie powinien na to kręcić nosem. Waddington zaraz zaparkował na wolnym miejscu przed odpowiednim kompleksem apartamentów.
- Szóste piętro, mieszkanie numer dwadzieścia trzy - wyrzucił z siebie niczym nudną regułkę, nie przybierając przy tym żadnego wyraz twarzy. - Mam nadzieję, że szybko się zadomowisz.
Ta formułka grzecznościowa została wypowiedziana tak chłodno, że aż musiała zostać uznana za nieszczerą. Ale czy ktokolwiek powinien wymagać teraz od blondyna, aby w pełni szczerze wypowiadał podobne życzenia? Cała ta sytuacja była zbyt obrzydliwa, aby móc zachować jakąkolwiek życzliwą nutę. Teraz po cichu liczył na to, że może jednak rozstaną się w pokoju, nawet jeśli nikłe były na to szanse. Prawdopodobnie Dante egoistycznie każe mu ruszyć za sobą do mieszkania, a ta wizja nijak mu się nie podobała. Chciał wreszcie znaleźć się we własnej rezydencji i odpocząć, choć i tak zamiast ruszyć od razu do kąpieli, po której poszedłby spać, rzuciłby się w wir pracy, aby znów dokończyć ostatnie analizy umów, projekty czy inne rzeczy. Trwał w ciszy, czekając na decyzję bruneta, choć wiedział, jaki zapadnie wyrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:33 pm

Dante dostrzegł przyspieszenie. Było ono nikłe, ale dla osoby, która śmiertelnie bała się jazdy samochodem, widoczne niczym słoń afrykański na drodze wewnętrznej. W gardle pojawiła mu się gula, a ciało lekko zadrżało. Była to prawie niezauważalna reakcja organizmu, niezależna kompletnie od jego samokontroli, a jednak miał obawy, że Gustav to dostrzeże. Musiał zareagować natychmiast, by nie mógł się napawać tą przegraną.
- Panie Waddington, proszę zwolnić -
mruknął, niesamowicie chłodnym głosem, nawet jak na jego zwyczajny sposób mówienia. Panował nad sobą do tego stopnia, że upodabniał się tym samym do mężczyzny. Być może popełnił przez to błąd i się wydał, ale najchętniej by po prostu zmusił go do wciśnięcia hamulca. Skupił intensywniej wzrok na twarzy szefa, wzmacniając duchowe błagania, by już dotarli. Odsunął dłoń w momencie, kiedy zwrócono mu uwagę, wciąż jeszcze zagubiony w swoich wewnętrznych przeżyciach. Na chwilę stracił kontrolę zarówno nad sobą, jak i nad sytuacją, pokazując tym samym, że jednak jest tylko człowiekiem, a nie niezniszczalną mendą. Nie dość, że był całkiem inteligentny, a do tego bezczelny, to jeszcze zdarzało mu się mieć ludzkie odruchy. Może, gdyby trafił pod odpowiednie skrzydła, dałby się nawet odpowiednio wychować.
Zatrzymanie auta od naprawdę dawna go tak bardzo nie ucieszyło. Rozpiął pas, wziął swoją teczkę, a potem otworzył drzwi i wyszedł, nie bacząc na blondyna. Dopiero na świeżym powietrzu odzyskał w pełni swoje rozeznanie. Przez chwilę jeszcze po prostu oddychał, uspokajając rozedrgane ciało. Jak na jego oko, Gustav jechał stanowczo zbyt szybko. Co gorsza, nie mógł mu w żaden sposób zwrócić uwagi. Tą rundę przegrał. A sam ją rozpoczął, porażka na pełnej linii.
Oparł się o drzwi i w końcu w miarę ogarnął. Wzrok znowu mu się wyostrzył, a na usta wpełznął bezczelny uśmieszek. Zamierzał szybko nadrobić tą wpadkę.
- Zapraszam, drogi panie, zobaczymy, co też pan mi kupił. -
Skinął na niego głową, wyciągając z kieszeni klucze. Nie zamierzał pozwolić na protest, dlatego spokojnie i cierpliwie poczekał, aż jego szef zdecyduje się ruszyć cztery litery ze swojego auta. Cały czas przy tym stał z otwartymi drzwiami, uniemożliwiając mu spokojny odjazd. Oparł się dłonią o dach i przekrzywił głowę, zaglądając do środka pojazdu. No już, drogi panie, wyrok zapadł, ruszamy się.
Gdy w końcu jego życzenie zostało spełnione, skierował się do wnętrza apartamentowca. Z zewnątrz wyglądał niesamowicie okazale, pytanie co jest w środku? Oczywiście, recepcja. Podszedł do niej, przywitał się, pokazał klucze, przedstawił, uśmiechnął kilka razy i generalnie sprawiał wrażenie kompletnie przeciętnego człowieka, któremu się w życiu poszczęściło. Pozwolił sobie nawet na kilka żarcików odnośnie swojego poprzedniego, jakże beznadziejnego życia i pochwalił swojego wspaniałego szefa, który mu umożliwił odbicie się od dna. W tym momencie zerknął na stojącego za nim mężczyznę i puścił do niego oko, poszerzając uśmiech. Pożegnał się z paniami, by następnie podążyć w stronę wind. Klaustrofobii na szczęście nie miał. Zresztą, nie przypuszczał, by te windy miały możliwość zderzenia się ze sobą. Chociaż zmiażdżenie delikwentów w środku było już inną historią... Ale o tym wolał nie myśleć.
Dotarł do swojego nowego mieszkanka, przez chwilę odkrywając sposób numeracji, oraz kombinację kluczy do otwarcia, a potem obrócił się do Gustava.
- Pan przodem, w końcu to zasługa RoboticsUNION. -
Posłał mu lekki, drwiący uśmieszek, kiwając lekko głową. Przytrzymał przy tym mu drzwi, niczym dla wzorowej damy. On miał czas, nie zamierzał wypuścić ze swoich szponów blondyna aż do chwili, jak ten nie spełni jego życzeń i zadowoli wysłuchując drobnych złośliwości. Młody Arrow przekroczył próg swojego gniazdka i rozejrzał się. Tym razem nie pokazał po sobie zaskoczenia, czegoś w tym stylu oczekując. Tylko jednak mniejszego. Prawdę mówiąc, nie potrafił sobie wyobrazić utrzymywania tego całego metrażu chociaż we względnym porządku.
- Taksówka do poruszania się po apartamencie i sprzątaczki są w cenie? -
Zażartował, uśmiechając się kątem warg i rzucając teczkę, oraz klucze na szafkę przy drzwiach. Zrzucił buty i przeszedł do bardziej aktywnego oglądania swojej nowej własności, przechadzając się po niej i z zainteresowaniem zaglądając do szafek. Był ciekaw, czy wyposażenie również było gwarantowane w tak bogatym miejscu, czy jednak niekoniecznie. Prawdę mówiąc, wstyd przyznać, ale spędził praktycznie całe swoje życie w willi ojca, albo w willach jego bliskich znajomych. To miało być jego prawdziwe, całe mieszkanie. Pierwsze, ale z jaką klasą! Czuł się trochę jak dziecko w sklepie z zabawkami, które wie, że może wziąć wszystko, co tylko mu się spodoba. Nie był jednak pazerny, potrafił wybrać rzeczy pożyteczne i fajne, a nie ładne, ale niszczące się.
W końcu wrócił do Waddingtona i usiadł na krześle niedaleko niego. Po krótkiej chwili namysłu przekręcił je o sto osiemdziesiąt stopni, siadając tak, by mieć oparcie między nogami i pod głową. Zdjął marynarkę od garnituru, przewiesił ją przez krzesło i wlepił spojrzenie w blondyna. Tym razem było ono nieokreślone, jakby myślami był gdzie indziej, ale próbował skupić się na rzeczywistości.
- Panie Waddington, mam życzenie. Proszę mi przyrządzić coś do jedzenia. - Polecił z prostotą. Dał mu przy okazji wolną rękę. To wymaganie miało też jeden haczyk – nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się babrał w kuchni w garniturze. Chociaż marynarkę musiał zdjąć.
Striptiz striptizem, ale czemu by powoli nie podwyższać ciśnienia krwi...?
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:34 pm

To było spore zaskoczenie dla hrabiego. Gdy bezmyślnie przyspieszył, sądził, że pasażer zacznie sobie z niego otwarcie kpić, tymczasem ten wydobył z siebie zaledwie jedno zdanie i dziwnym trafem nie była to żadna kąśliwa uwaga na temat tego, jak mężczyzna prowadzi samochód. Bezczelny brunet prosił, aby Waddington zwolnił! I co z tego, że jego głos zabrzmiał przy tym lodowato, ważniejsze było to, iż po raz pierwszy nie żądał tylko prosił. Przyczyny takiej zmiany w zachowaniu, co prawda nietrwałej, aczkolwiek zmiany, były oczywiste, przynajmniej dla spostrzegawczego biznesmena. Tylko ślepiec nie dostrzegłby panicznego strachu u własnego rozmówcy, choć zapewne i niewidoma osoba wyczytałaby przerażenie w tonie wypowiedzi, który nieudolnie maskował przerażenie. Niestety, te wszelkie próby ukrycia słabości przyniosły odwrotny skutek i zwyczajnie ją obnażyły.
Mimo wielkich chęci, aby rozwinąć prędkość, kierowca płynnie zwolnił, co wcale nie wynikało z tej jakże żałosne prośby, zwyczajnie nie miał zamiaru szaleć na drogach Londynu. Lubił jeździć, prowadzenie jakiegokolwiek pojazdu nie sprawiało mu żadnych trudności, jednak nie należał do maniaków prędkości. Przede wszystkim ceni sobie trwałość, dlatego ma w swojej kolekcji trzy cuda motoryzacji, a przynajmniej on sam uznaje te właśnie auta za takie cudy. Jak on uwielbia zaglądać pod ich maski, żeby choć na chwilę ujrzeć silniki. Wszystkie części oryginalne, nad wyraz zadbane, to właśnie one czynią z tych samochodów prawdziwy skarb. W tej chwili nawet wspomnienie o tej skromnej kolekcji nie mogło mu pomóc, bo wciąż miał na swojej głowie rozkapryszonego szantażystę. Szlachcic rozchmurzył się nieco, czego i tak nie można było dostrzec na jego zamarłej w powadze twarzy, kiedy wreszcie nie czuł już na swoim ciele dłoni drugiego mężczyzny. Zna już jego słaby punkt i z całą pewnością wykorzysta tę wiedzę. Może zaproponuje mu, że zacznie odwozić go po pracy do domu? Przyjemna myśl, zwłaszcza, że kryła w sobie wiele podłości skierowanej wobec Arrowa, jednocześnie miała w sobie również pewne niekorzyści dla samego Waddingtona. Jeśli miałby się użerać z tym osobnikiem wieczorową porą w dni robocze, to prawdopodobnie szlag by go trafił. Idea piękna, choć wadliwa w kilku aspektach.
Dante wysiadł bez słowa, najwidoczniej nie miał zamiaru się żegnać, zatem za uzasadnione można uznać to, że hrabia przez zaledwie kilka sekund miał nadzieję, iż dane mu będzie spokojnie odjechać do domu. Bardzo się pomylił, bo wciąż miał być gnębiony, nie wiedział tylko, w jaki sposób młodzik będzie go dalej drażnił. Kolejne złośliwości czy może posunie się jeszcze dalej? Niechętnie wysiadł z samochodu, zamknął za sobą drzwi i włączył alarm. Zaproszenie przyjąć musiał, innego wyjścia nie miał.
Spokojnym krokiem skierował się w stronę budynku za gospodarzem, jednak nie mógł oczekiwać, że zostanie przez niego miło przyjęty. Panie w recepcji powitał subtelnym uśmiechem i drobnym skinieniem głowy, lecz nie powiedział nawet jednego słowa. Dumnie przeszedł do windy, jednak nie wsiadł do niej, czekając na swojego towarzysza, który za bardzo zaczął się rozwodzić na temat swojego życia. Zapewne kobiety były zainteresowane tym, kim jest nowy mieszkaniec tego budynku, jednak to wcale nie oznaczało, że zechcą poznać całą jego biografię. Odrobinę zirytowany blondyn posłał beznamiętne spojrzenie stalowoszarych oczu własnemu pracownikowi, ale nie poganiał go bezpośrednio. Brunet wreszcie wszedł do windy, a Gustav za nim. W mgnieniu oka znaleźli się na odpowiednim piętrze, Dante szybko też odnalazł drzwi z odpowiednim numerem. Hrabia został przepuszczony w drzwiach, co wcale nie przypadło mu do gustu, jednak nie śmiał narzekać. W milczeniu wszedł wgłąb mieszkania, samemu rozglądając się po nim z zainteresowaniem.
- Jeśli nie poradzisz sobie z obowiązkami domowymi, wtedy zatrudnię sprzątaczkę - odparł na jego żartobliwe pytanie jak najbardziej poważnie. Każdą kwestię związaną z brunetem brał śmiertelnie poważnie, ale nie warto się temu dziwić, w końcu jego osoba jest niczym cierń w oku dyrektora RoboticsUNION.
Kiedy Arrow pognał oglądać mieszkanie, blondyn miał chwilę czasu do namysłu. Mógł niepostrzeżenie wyjść, tak bez słowa, wcale nie przejmując się późniejszym humorkami smarkacza. Przez dobrą chwilę wahał się, naprawdę miał wielką ochotę opuścić to mieszkanie. A jednak został, nawet sam skierował się do kuchni i przystanął w jej progu.
Wysłuchał jego polecenie, następnie wydobył z siebie ciche westchnienie. Sprawnie zdjął z siebie marynarkę, aby zaraz zawiesić ją dbale na innym krześle. Przeszedł do lodówki i otworzył ją szeroko, chcąc zrobić drobne rozeznanie. Owoce, warzywa, nabiał, wędliny - nawet o to zadbał. Poszukał po szafkach i odnalazł wreszcie patelnię, którą postawił na kuchence elektrycznej. Z lodówki wyjął margarynę, jajka oraz czerwoną paprykę. Umył warzywo i pokroił je wszerz, aby utworzyć czerwone kręgi. Dał nieco margaryny na patelnię i włączył kuchenkę, aby roztopić tłuszcz. Wreszcie ułożył na patelni cztery czerwone koła, a do kół rozbił jajka. Prosta danie, banalne, ale sycące. Jajka sadzone zamknięte w okręgach z papryki. Uważał bardzo, aby nic nie przyległo do patelni, następnie wyciągnął z trzeciej z kolei otworzonej przez siebie szafki talerz, w jakiejś szufladzie znalazł też widelec. Cztery jajka sadzone znalazły się na talerzu ten zaś został podsunięty brunetowi pod sam nos.
- Smacznego.
Rzucił spojrzenie na swoje kulinarne dzieło leżące już na talerzu i dziwnym trafem uśmiechnął się. Czuły uśmiech zagościł w kącikach jego ust, kiedy tak patrzył na to nieskomplikowane danie. Gdy jego młodszy brat dopraszał się o jedzenie z samego rana, zazwyczaj robił mu takie jajka, jednak brał różne rodzaje papryki. Jeden krąg czerwony, drugi zielony, trzeci żółty. Natychmiast spoważniał, gdy tylko wyłapał swój błąd. Stojąc przy blacie, wsparł się o niego dłońmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:35 pm

Odpowiedź na żart blondyn przyjął jako wyzwanie. On sobie nie poradzi? On? Wiadomo, że da radę, nie istniała w ogóle inna możliwość. Był zbyt dumny na coś takiego. Gdyby Gustav inaczej ujął tą kwestię, zapewne by podszedł do niej bardziej spokojnie. Może nawet i jej przytaknął z entuzjazmem. Ale całe zdanie, jak i powaga w głosie hrabiego, zmotywowała go do zupełnie innej reakcji.
- Troska z pana strony jest kompletnie nieuzasadniona -
rzucił chłodno, samemu również unosząc się dumą. Rozglądając się po mieszkaniu znalazł również i schowek z rzeczami do sprzątania. Szokujące, ale Waddington naprawdę pomyślał o wszystkim. Brunet słyszał o nim takie opinie, ale nie oczekiwał, że mężczyzna NAPRAWDĘ będzie w stanie wszystko załatwić i to w tak krótkim czasie, w sytuacji, która była wbrew niemu. Nie miał do czego się przyczepić. Stąd właściwie wynikła taka prosta komenda. Chciał go sprawdzić. Musiało być coś, w czym nie był idealny. Facet miał zbyt wiele wspaniałości, by kupić go bez zawahania. Jedną, z tych ciemnych, ukrytych stron, była właśnie mroczna przeszłość jako lekarza. Owszem, wystarczała w zupełności do szantażowania, ale nie zadowalała samego Dantego. Chciał wiedzieć więcej. Chciał...
Nie wiedział, czego chciał. Taka władza absolutna zaczęła go nużyć, potrzebował czegoś, co znowu go ucieszy i na nowo podsyci ogień w oczach Gustava.
- No proszę, człowiek-ideał. - Prychnął pod nosem Arrow, obserwując jego sprawne rozporządzanie się po kuchni. Tekst był wręcz szczeniacki, ale zbyt kusił, by pozostawić go w sferze niewypowiedzianych komentarzy. Pyszny zapach zaraz wyzbył zbędne myśli z jego głowy. Nawet nie zdawał sobie sprawy z faktu, jak bardzo był głodny. Życzenie przyszło samo z siebie, praktycznie odruchowo, a jednak miało w sobie jakiś większy sens, jak się okazywało. Przyjął talerz, powstrzymując się przed odruchowym rzuceniem podziękowania. Odkroił kawałek i spróbował. Było naprawdę niezłe.
Dopiero w tym momencie dotarło do niego, że mogło być też w jakiś sposób śmiertelne. Kawałek jajka z papryką stanął mu w gardle. Groziła mu prędzej śmierć przez zakrztuszenie, niż jakąś nieistniejącą truciznę. Przełknął go z trudem, a potem wstał, położył na chwilę talerz na blacie i poszedł nalać sobie wody. Nie silił się na szukanie butelki, po prostu wziął trochę zwykłej kranówy do szklanki i wypił połowę jednym haustem.
- Brakuje pieczywa i jakiejś wędliny - mruknął z bezczelnością, samemu biorąc kilka słoiczków z ziołami i wysypując ich całkiem sporą część na jajka. Co go nie zabije, to go wzmocni. Zresztą, lubił intensywny smak potraw.
Usiadł z powrotem na swoim krześle i wrócił do konsumpcji, wodząc wzrokiem znowu po ciele blondyna. Był przystojny. Marynarka idealnie podkreślała jego figurę, której nie można było nic zarzucić. Naprawdę był szczupły i miał mięśnie, niemożliwe, by koszula mogła w takim stopniu zaznaczać nieistniejące zalety ciała. Patrzyło się na niego niesamowicie przyjemnie. No i jeszcze ten uśmiech. W pierwszym momencie Arrow nie zwrócił na niego uwagi, ale dopiero gdy go zabrakło, zdał sobie sprawę, jak bardzo dodał tego czegoś mężczyźnie. Łagodził jego posągową twarz, dodawał przyjemnej miękkości, a także czynił zimne spojrzenie bardziej przychylnym. Dante naprawdę był ciekaw, co takiego się kryło w duszy (jak i ciele) blondyna. Z chęcią by go sprawdził na wielu polach, nie zamierzał jednak robić wszystkiego naraz. Straciłby wiele z satysfakcji i zabawy. Poza tym, Waddington był niemalże dwa razy od niego starszy. Czyniło to z niego coś bardziej... Doświadczonego? Kuszącego? Pociągającego?
Brunet nie umiał tego określić. Czuł jednak różnicę między nim, a swoimi zwyczajnymi kochankami, chociaż istniało pewne podobieństwo – chciał go złamać i całkiem nad nim zapanować.
Skończył konsumpcję i oblizał wargi z zadowoleniem, odgarniając włosy z twarzy wolną dłonią. Oddał talerz swojemu szefowi i oparł się znowu całkiem na krześle, wodząc po nim intensywnym spojrzeniem. Była w nim większa część ciekawości, niż pożądania. Wciąż jej nie zaspokoił, mimo wysiłku Gustava na polu znudzenia go swoją osobą. Przekrzywił lekko głowę, błądząc palcami po swoich kolczykach. Po kolej nabijał na każdy ćwiek opuszki, mrużąc lekko oczy, jakby była to dla niego swego rodzaju pieszczota.
- Niech pan zdejmie koszulę. - Polecił nagle.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:36 pm

Czyżby w jakiś sposób uraził rozmówcę swoją propozycją? Sądząc po jego reakcji zapewne tak się stało, jednak żaden z nich nie przejął się tym tak bardzo, a na pewno nie Gustav, który szczerze cieszył się z tego, że udało mu się godzić w dumę bruneta. Powoli zaczynał się uczyć tego, jak postępować z tym osobnikiem. Na pewno plan zanudzenia go w większej części się sprawdzał, jednak istnieje obawa, że ten szybko runie, gdy szantażysty postawi żądanie, którego hrabia absolutnie nie zechce spełnić. Waddington uklęknął przed nim, to prawda, jednak w duchu zaprzysiągł, że nie odda mu swojego ciała. Jeśli główny zainteresowany szuka uciech cielesnych, niech uda się do mężczyzny, którzy zarabiają własnym ciałem i nie próbuje zmuszać do uległości kogoś, kto nie został do tego stworzony. Tylko raz pozwolił innemu mężczyźnie się przelecieć, jednak był wtedy młody i cholernie głupi. Nie można przecież oczekiwać rozwagi od niedoświadczonego piętnastolatka, zwłaszcza, kiedy ten dopiero zaczyna odkrywać swój pociąg do mężczyzn. Zdecydowanie bardziej woli dominować, do tego został powołany i nikomu to nie przeszkadza. Nie, jednak komuś to przeszkadza. Przecież Dante chce uczynić z niego uległego kochanka, ponieważ taką ma zachciankę. Być może to mu minie, gdy dotrze do niego, że ma do czynienia z prawie dwa razy starszym od siebie mężczyzną.
Arrow jest niewątpliwie przystojnym mężczyzną. Wyróżnia się z tłumu z powodu fryzury i mnogości kolczyków, jednak te ekstrawaganckie akcenty w jego wyglądzie nie odbierały mu atrakcyjności. Wysoki, szczupły, ładnie zbudowany. Naprawdę dobrze wygląda w garniturze, zwłaszcza w marynarce, która subtelnie podkreśla jego ładnie wyrzeźbione ramiona. Bez marynarki też wygląda świetnie, zwłaszcza, że z lekka prześwitujący materiał koszuli ukazuje więcej szczegółów, na przykład mięśnie rąk. Prawdopodobnie w innych okoliczności blondyn spojrzałby na niego przychylnym okiem, może nawet zainteresowałby się nim, jednak nie próbowałby wdawać się z nim w jakikolwiek romans. Wystarczy jedno spojrzenie, aby dostrzec, że to niezłomny dominator, zatem każda próba zdominowania go skończyłaby się katastrofą.
Hrabia nie zareagował na zaczepkę gospodarza, właściwie jego słowa uznał za komplement, choć wypowiedziany dość ironicznym tonem. Rzecz jasna ideały nie istnieją, więc logicznym jest stwierdzenie, że nawet Gustav ma swoje wady, jednak doskonale maskuje swoje słabości, dzięki czemu nikt nie dostrzega w nim żadnej skazy. Miał wielkie szczęście, że urodził się w szlacheckiej rodzinie, bo to pomogło mu rozwinąć skrzydła. Wysokie wykształcenie w wielu dziedzinach, mnogość uzdolnień, wpływy, ogromna korporacja - nie łatwo było to wszystko osiągnąć. Pieniądze mogą bardzo pomóc w życiu.
Widząc jego dziwne zachowanie po spożyciu pierwszego kęsa, nic nie powiedział, jedynie zerknął na talerz z jedzeniem. Czyżby jakimś cudem w jajku znalazł się kawałek skorupki? W milczeniu czekał na jakieś wyjaśnienia, ale najwidoczniej konsument wolał pozostawić je dla siebie. Wypił szklankę wody, potem wyrzucił swoje kolejne żądanie. Blondyn zaraz wyjął bochenek chleba z chlebaka i odkroił kromkę, następnie położył na nią plaster wędliny, jaki odnalazł w lodówce. Podał mu taki skromny dodatek do jajek sadzonych. Leniwie poluzował krawat, przy okazji odpiął pierwszy guzik koszuli przy kołnierzu. Rozpiął mankiety i podwinął rękawy koszuli, spokojnie zabierając się za zmywanie brudnej patelni. Szybko umył też pusty talerz, który został mu podany przez najedzonego Dantego. Prawdopodobnie mu smakowało, choć musiał doprawić sobie potrawę.
Kiedy wycierał ręce o ręcznik, zerknął na osobę gospodarza, dostrzegając jak ten bawi się swoimi kolczykami. Kolejny już raz łapał go na tej czynności, jednak nie mógł go skrytykować, nie chciał narobić sobie kłopotów. Zaraz doszły do tego jego śmiałe słowa, a na te Waddington nie mógł zareagować obojętnością. Na samym początku pojawiło się zaskoczenie, do którego po kilku sekundach dołączyło oburzenie i wzrastało ono stopniowo. Mężczyzna prychnął w odpowiedzi, chcąc obrócić jego zachciankę w kiepski dowcip.
- Podejrzewam, że to niezbyt śmieszny żart, jednak i tak muszę odmówić.
Rzucił mu spojrzenie pełne wyższości, nawet zdobył się na uśmiech pełen kpiny. Może niech każe mu od razu się rozebrać do naga i rozchylić przed nim uda? Chyba wszyscy młodzi są tacy nierozsądni, jednak młody Arrow bije wszelkie rekordy czystej głupoty. Jego bezczelność bierze się z braku zdrowego rozsądku.
- Jest już późno, chciałbym wrócić do domu.
Nawet nie mógł powiedzieć, że już wychodzi, musiał czekać na pozwolenie od smarkacza na wyjście z jego mieszkania. I to było najgorsze, ten brak samodzielnych działań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:37 pm

Dante oczekiwał takiej reakcji. W końcu doczekał się protestu, on go niezmiernie ucieszył. Ten uśmieszek, to spojrzenie, ta duma, prosta postawa... To wszystko oznaczało, że jednak nie udało mu się złamać ducha w Gustavie. Jeszcze. Wyzwanie. Adrenalina krążąca w żyłach. To wszystko powodowało, że znowu zachciało mu się żyć. Pozwolił mu na te słowa, pozwolił nawet na wyrażenie swojego życzenia. Co nie oznaczało, że zamierzał mu ulec.
Nie odpowiedział od razu, jedynie uniósł się i z uśmiechem na ustach podszedł do swojego szefa. Pociągnął za sobą krzesło, postawił je za nim i jednym szybkim ruchem podciął mu nogi, zmuszając by usiadł na drewnie. Położył rękę na jego ramieniu i nachylił się, uśmiechając niebezpiecznie.
- Chyba się nie rozumiemy, panie Waddington. Ja nie zamierzam słuchać pańskich życzeń, czy pańskich komentarzy. Pan będzie siedział cicho i słuchał moich poleceń, a ja nie zniszczę pana kariery i nie zaprowadzę do więzienia. - Oczy błysnęły mu niebezpiecznie. - Pan myśli, że dlaczego mój ojciec został zapuszkowany na niemal dziesięć lat? - Zawiesił głos.
Znowu aluzja. Szantażować wprost wyraźnie nie lubił. Poza tym, nikt nie mógł mu zarzucić, że powiedział coś złego. Że przyznał się do winy, czy kogoś okłamał. Mówił dobitnym głosem, ale nieprecyzyjne słowa. Ani z jego twarzy, ani ze spojrzenia nie dało się wywnioskować, czy blefował. I miał wszystkie asy w rękawie. Lubił stawiać innych w takiej sytuacji. Była ona niezmiernie satysfakcjonująca i pokazująca pełnię jego chytrej osoby. Poza tym, pokazywała, że jednak nie jest takim prostakiem, za jakiego można go na pierwszy rzut oka uznać. Potrafił się wykazać finezją, chociaż miejscami była ona toporna.
Odsunął się od mężczyzny i stanął w odległości metra od niego. Rozsunął nogi i założył ręce na piersi, przybierając bardziej stabilną pozycję. Zastukał palcami o ramię, przekrzywiając lekko głowę. Był panem sytuacji. Całkiem cierpliwym panem sytuacji.
- Tak więc, co z tą koszulą? - Uniósł brew wysoko. Nie chodziło mu nawet o sam striptiz. W tym momencie bardziej kuszące było zwyczajne stawienie blondyna w sytuacji bez wyjścia. Chciał go w pewien sposób zniszczyć. Zawładnąć nim, jego ciałem, myślami, nienawiścią, wszystkim naraz. Cieszyła go myśl, że nie pójdzie łatwo, może nawet boleśnie... Ale się uda. Był tego pewien, dlatego ani na moment się nie zawahał. Wyciągnął dłoń i owinął sobie dookoła niej krawat prezesa RoboticsUNION. Lekko nim szarpnął. Materiał był mocny, na pewno z najwyższej półki, być może jeszcze zamawiany specjalnie. Zacisnął się trochę mocniej na szyi blondyna, ale zaraz został na powrót rozluźniony, by ostatecznie znaleźć się w rękach młodego szantażysty. Arrow rozplątał go i zaczął bawić się długim pasem materiału, to okręcając dookoła pięści, to rozplątując. Okrążył leniwym krokiem swoją ofiarę, co w jakiś sposób mogło skojarzyć się z sytuacją typowo sado-maso. W końcu szedł powoli, nie spuszczając wzroku z Gustava, bawiąc się krawatem („pejczem”) i uśmiechając niebezpiecznie.
Nachylił się, robiąc drugie kółko i znajdując tuż za nim.
- Zdejmuj. - Polecił, dmuchając mu powietrzem do ucha. Pierwszy raz zwrócił się do niego na „ty”. Zmienił reguły ich relacji, zrównując wielkiego pana do swojego poziomu. Mężczyzna nie udawał już pozornego szacunku wobec starszego faceta. Nie, wręcz przeciwnie, pożegnał się z tym stanem rzeczy i przywitał pełną dominację nad nim.
W pewnym sensie Waddington go do tego zmusił. Mógł mieć w tym momencie pretensje już tylko do siebie.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:38 pm

Był przygotowany na atak słowny, nawet też dopuszczał do siebie możliwość fizycznej interwencji ze strony bruneta, choć możliwość ta wydała mu się zbyteczna do tej sytuacji. Waddington zbuntował się ku uciesze samego szantażysty, zatem absurdem by było dać mu za to w twarz. Zrobił się jeszcze bardziej pewny swojego protestu, gdy Arrow skierował się w jego stronę z tym swoim uśmiechem, którym jawnie prowokował, rzucał kolejne wyzwanie. Co prawda zdziwiło go to, że ciągnie on za sobą krzesło, mimo to nie zareagował, dopóki nie został tak zuchwale na nim posadzony. Spojrzał oskarżycielsko na młodszego mężczyznę, nawet przez chwilę nie kryjąc swojego oburzenia. Miał prawo się wściekać, w końcu był osaczany przez nad wyraz bezczelnego osobnika, który myślał, że z pomocą szantażu może ugrać wszystko. Bardzo się mylił i z tego błędu już niedługo zostanie boleśnie wyprowadzony, jeśli dalej będzie tak napierał.
Aluzyjność w jego wypowiedziach była co najmniej frustrująca. Tak bardzo boi się mówić wprost, że aż zaczyna nadużywać ezopowej mowy? Któż by pomyślał, że ten oto człowiek może bać się mówić o czymś wprost. To nie było tchórzostwo, to już było coś tak żałosne, że aż odrażającego. Pozwala sobie na szantaż, a nie ma wystarczająco odwagi, żeby otwarcie powiedzieć, jakie przewiduje konsekwencje za stawianie oporu? Poza tym, zaprzecza sam sobie. Gdy ofiara staje się nudna, robi wszystko, aby się zbuntowała, a kiedy już zaczyna się buntować, próbuje przywołać ją do porządku. Zaiste nie wie, czego chce, co może być wynikiem jego zmienności, która cechuje wielu młodych ludzi.
Dante pochylił się nad jego twarzą, dzięki czemu znalazł się blisko, może na swoje nieszczęście za blisko. Gustav bez ostrzeżenia pochwycił kołnierz jego koszulki, który poprawił delikatnie, przy czym na jego twarzy zagościł cień chytrego uśmieszku. Droczył się z nim, przynajmniej tyle mu pozostało. Skoro młodzik chce się przekonać jak to jest posiadać trudnego kochanka, hrabia z rozkoszą zaprezentuje mu wszelkie możliwe komplikacje. Z radością będzie mu kładł kolejne kłody pod nogi, ale najpierw zabierze już dłonie z dala od jego szyi.
- Ja nic sobie nie myślę, po prostu współczuję ci trudnych relacji z ojcem.
Jego wypowiedź wręcz kipiała ironią, ale czyż nie o to chodziło? Chciał być jak najbardziej kąśliwy, aby zapewnić gospodarzowi jak najwięcej zabawy. Wcale nie ma zamiaru tak łatwo się poddawać, również nie pozwoli sobie na utratę godności. Przy ich ostatnim spotkaniu zbyt łatwo się poddał, dlatego też tym razem nie popełni tego samego błędu. Będzie walczył do końca, co obiecał sobie solennie.
Widząc jego postawę, która ukazywała zaiste jego pewność siebie, blondyn prychnął pod nosem, choć miał wielką ochotę wybuchnąć śmiechem. Ileż razy pragnął otwarcie go wyśmiać za te wszystkie szczeniackie zachowania. Od początku postrzega go jak gówniarza, rozpieszczonego bachora, który próbuje zbudować sobie wygodne życie na korzyściach płynących z zainicjowanych przez niego intryg. Raczej nie zazna szczęścia w swoim jakże bezwartościowym życiu.
- Wciąż nie mam ochoty jej zdjąć - odpowiedział hardo patrząc mu przy tym prosto w różnokolorowe oczy. W jego spojrzeniu dostrzegał zaledwie błysk determinacji. Dyrektor czekał na dalsze ruchy ze strony bruneta i się doczekał. Kiedy dostrzegł, jak ten owija wokół dłoni jego krawat, okazał jako takie zainteresowanie. Na szarpnięcie zmrużyły oczy, nie próbując nawet narzekać, dopiero na mocniejszy ucisk wokół szyi uniósł powieki. Szybko został uwolniony od krawatu, a w swoich przypuszczeniach miał tak wiele odmiennych scenariuszy od samej rzeczywistości. Rzecz jasna narzekać nie będzie, bo niby dlaczego miałby to robić. Jak na razie wszystko go bawi, być może z tego powodu, iż zmienił swoje nastawienie. To okrążanie jego osoby przez Arrowa również miało w sobie coś zabawnego, lecz blondyn krył się z tym spostrzeżeniem, wszystkie przyjemne odczucia tłumił w sobie, aby czasem nie wydać się ze zmianą własnego myślenia.
- Sam ją zdejmij, jak tak bardzo ci zależy - rzucił wyzywająco, następnie uniósł rękę, by chwycić go za włosy. To jego wina, że się tak wystawił, bo bezmyślnie się pochylił. Doprawdy, powinien przewidywać takie rzeczy. Gustav może i został wychowany zgodnie z etykietą i to w bardzo dobrym domu, jednak miał sposobność nauczyć się tego, jak się bić. Poza tym, musiał go ukarać za tak zuchwałe spoufalanie się.
- Nie mam zamiaru się przed tobą kiedykolwiek rozbierać - wyszeptał wprost do jego ucha, jawnie go prowokując. Puścił go zaraz z tryumfalnym błyskiem w stalowoszarych tęczówkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:39 pm

Myślenie Gustava miało jedną, podstawową wadę – oceniało szantażystę przez pryzmat jego wieku. Prawda była taka, że on po prostu lubił zdobywać władzę. Kawałek po kawałku. Interesował go bardziej sam proces, niż ostateczny wynik. Dlatego jego życzenia nie były specjalnie wygórowane. Nie żądał zrzucenia spodni i wypięcia się na dachu wieży Eiffla, tylko zrobienia posiłku, podwiezienia, a wreszcie zdjęcia koszuli. Być może faktycznie, gdyby prezes zdecydował się spełniać wszystkie jego żądania, dałby sobie z nim szybko spokój. Zapewne sprawdziłby kilka razy, czy na pewno zabawka jest zepsuta, a potem by ją porzucił. Wiedział jednak, że do takiej sytuacji nie dojdzie. Nie pozwalała na to jedna podstawowa cecha jego ofiary – duma osoby o błękitnej krwi. Nie istniała możliwość, by tak po prostu się poddała, a dzięki temu – była praktycznie niezniszczalnym gadżetem. Tak, bez wątpienia relacja między szefem a tym konkretnym pracownikiem była specyficzna. I ulegała pogłębieniu wraz z rozwojem sytuacji i upływem czasu.
Tak, jak Gustav zdecydował się go prowokować i podkładać kłody pod nogi, tak samo zaczął się zachowywać Dante. Każdy uśmieszek, ruch, czy słowo, miało za cel go podrażnić. Ba! Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że miało za zadanie pociągnąć za sobą kpiącą odpowiedź ofiary. Jej bunt. Przeciwko nieuniknionemu, jak uważał rzecz jasna brunet. To właśnie zadanie miały niejednoznaczne groźby. Poza tym, niosły za sobą jeszcze jedną rzecz – w razie nagrania jego wypowiedzi, nikt nie mógłby zarzucić mu konkretnych słów. Mógł zostać uznany za manipulatora, czy kłamcę, ale na pewno nie osobę groźną dla życia i wolności innych, w tym jego ojca. Takie zachowanie byłoby wręcz głupie z jego strony, bo dawałby na siebie haczyki blondynowi. Wzajemny szantaż mógłby stać się bezsensowną rozgrywką, walką o pozycje, a nic poza tym.
Złapanie za kołnierzyk przywołało ku niemu niewyraźne skojarzenie matki, która w podobny sposób poprawiała jego wygląd za czasów szczeniackich. Lubił ten gest. Dawał mu niesamowity bodziec pewności siebie, powodował, że jego postawa, jak i spojrzenie, uśmiech, gesty, stawały się bardziej twarde, stanowcze i przy tym bardziej królewskie. Stąd właściwie wzięło się całe jego dalsze zachowanie, jak i kompletne zignorowanie wytknięcia relacji z ojcem. One od początku były złe, najpierw z powodu starszego Arrowa, a potem młodszego. Tak czy inaczej nie potrafili dojść między sobą do żadnego porozumienia, chociaż za każdym razem któraś ze stron udawała, że wszystko jest w porządku i przegadali całą sprawę, oraz uzgodnili zadowalający ich kompromis. Tak nie było nigdy.
Na twarde spojrzenie zareagował odwzajemnieniem, kompletnie nieprzejęty. Nic nie mogło zniszczyć w tym momencie jego spokoju. Obaj mężczyźni uważali, że w tym momencie mają pełną władzę nad sytuacją i ten drugi nie może nic zrobić. Nic, a nic, jest kompletnie bezsilny, a przy tym niesamowicie głupi. Oczywistym jest, że to właśnie ON jest panem, a nie ten drugi.
Co oczywiste, takie zachowanie nie było inteligentne. Pierwszym, któremu przyszło zapłacić za niefrasobliwość, był młodzieniec. Został złapany za włosy. Oczy aż pociemniały mu ze złości, że został tak niefrasobliwie chwycony i zbrukany bliskością mężczyzny. Co innego, jak on sam inicjował krótkie, fizyczne kontakty, a co innego, gdy był stawiany wobec faktu dokonanego. Jedynie krótka myśl, że Waddington dopiero co mył ręce go uspokoiła. Przynajmniej nie został zabrudzony. Ta myśl wywoływała w nim szczere obrzydzenie.
Zmrużył oczy i uśmiechnął się szerzej.
- Chyba już ustalaliśmy, że nie powinieneś mówić „nigdy”, prawda? -
Zamruczał pozornie przyjaznym tonem. Nie szarpnął się, poczekał, aż zostanie uwolniony, a potem odsunął głowę. Powoli, bez zbytecznego pośpiechu. Przecież to on był panem sytuacji i nic mu nie groziło.
- Muszę ci powiedzieć, że jednak bardzo mi zależy na tym życzeniu. - Kontynuował po chwili, wracając do powolnego okrążania mężczyzny. W tym momencie przypominał bardziej sępa, niż dominanta z S&M. Nie zamierzał zrezygnować. W żadnym wypadku. Gdyby raz uległ, ulegałby już zawsze. Dlatego nigdy sobie na coś takiego nie pozwalał i przypadek blondyna nie był odmienny. Nie chciał posuwać się do zwykłych, bezsensownych przymuszeń w postaci fizycznej, czy, jeszcze gorzej, samemu go rozbierać. Polecenie nie mogło ulec żadnej zmianie, żadna magiczna metamorfoza nie wchodziła w grę.
Zatrzymał się znowu za blondynem i dmuchnął w jego włosy. Wyglądały na miękkie i zadbane. Dlatego tak mocno pociągały Dantego, który uwielbiał w swoim życiu przeciwieństwa. Ostre kolczyki – miękkie włosy. Waleczny w życiu – uległy w łóżku. Tajemniczy – zdradzający sekrety. Stosujący uniki – szczery aż do bólu. To wszystko powodowało, że czuł swoje życie. Nie przebiegało mu ono między palcami, od jednej miłej rozmowy do drugiej, od jednego partnera, do drugiego. Było wyraziste. Gdy tego nie czuł, musiał posyłać swojemu mózgowi kolejne impulsy, bodźce tworzące adrenalinę. Przesunął krawatem po swoich ustach, wciągając zapach blondyna, a potem złapał jego dwa końce dłońmi i szybkim ruchem owinął szyję ofiary, lekko ją podduszając. Nie zamierzał rzucać jakiś prostackich tekstów w stylu „zrobisz to, albo cię uduszę”. Zadowolił się jedynie chwilowym poczuciem władzy nad cudzym życiem. Zaraz krawat się rozwinął i zsunął po piersi szefa RoboticsUNION.
- Tak bardzo pragniesz, bym cię rozebrał? -
mruknął z lekkim rozbawieniem, pozwalając sobie na drobną złośliwość. Małą, bo małą, ale bawiącą go. Przymknął oczy, wciąż stojąc za wielkim panem hrabią. Powoli wsunął dłoń w jego włosy i znowu gwałtownie zacisnął, szarpiąc go za nie mocno, zmuszając do odgięcia głowy i lekkiego skrzywienia się na krześle.
- Nalegam.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:40 pm

Miał nadzieję, że Arrow zareaguje oburzeniem na poprawę kołnierzyka, w końcu nie jest dzieckiem i takie gesty są zarezerwowane jedynie dla matek, żon i kochanek, jednak ten pozostał niewzruszony. Przez chwilę hrabiemu nawet się wydawało, że jego prowokacja jest raczej źródłem pewności szantażysty. Nie tylko zignorował kwestię relacji z ojcem, przede wszystkim jego spojrzenie stało się śmielsze. Jego oczy były teraz o wiele bardziej hipnotyzujące niż chwilę wcześniej, mimo to Waddington wolał nie zawracać sobie głowy tym faktem, aby nic go nie rozpraszało w jego buncie. Tym razem nie podda się woli młodzika, zwyczajnie nie może tego zrobić. Już raz uległ i był to ten jeden raz za dużo. Sam zacznie drażnić młodszego mężczyznę, będzie co rusz wyprowadzał go z równowagi, chcąc w ten sposób doprowadzić do jego zguby. Ciekawe, ile potrafi cierpliwie znieść? Jak poradzi sobie z nieugiętą postawą osoby, którą pragnie złamać? Czy posunie się do wszystkiego, aby osiągnąć swoje cele? To dopiero było intrygujące.
Odważniejsze zagranie - mocne pociągnięcie go za włosy - sprawiło, że te niesamowite, dwukolorowe oczy zapłonęły ze złości. Dante zaledwie na chwilę opuścił gardę i poznał tego skutki. Naiwnie myślał, że jego pracodawca nie ośmieli się stawić mu czoła, tymczasem doznał wielkiego rozczarowania. Jeszcze nieraz zapłaci za własną pychę, dopóki nie nauczy się, że na dyrektora RoboticsUNION nie zadziałają proste sztuki, prostackie gierki i bezmyślnie stawiane żądania. Arrow był za młody, aby móc pojąć pewne rzeczy. Z całą pewnością potrzebuje przyjąć inną taktykę, jeśli chce całkowicie osaczyć blondyna.
- Tym razem będę bardziej konsekwentny - odparł spokojnie na jego słowa, delikatnie przysuwając usta do jego ucha, które prawie niewyczuwalnie musnął ciepłymi wargami. Po tym puścił go, szykując się na kontratak.
Wyznanie bruneta sprawiło, że szlachcic jedynie mocniej się zaparł w swoim postanowieniu. Nie ściągnie z siebie koszuli, na pewno nie dobrowolnie. Przede wszystkim pragnie wystawić determinację mężczyzny na próbę. Jeśli tak bardzo mu zależy, niech sam spróbuje zrealizować swoje pragnienie. Rzecz jasna Gustav czuł, że ten nie zechce samemu go rozebrać, choćby z powodu swojego uporu. Wydał polecenie i ma ono zostać natychmiast wykonane, innej możliwości nawet nie przyszło mu rozważyć. Biedaczek, wciąż się łudzi, że ma biznesmena w garści. Niby w czym tkwi w jego władza? Gdyby nie ten szantaż, Waddington nie wiedziałby nawet o jego istnieniu. Dał mu już wystarczająco wiele, reszty jego życzeń spełniać nie zamierza. Błahe zachcianki jest w stanie spełnić, jednak nie rozważy nawet kiwnięcia palcem w kwestii zrealizowania zachcianek, które uderzają w jego dumę.
Wcale nie zdziwiło go to, że Dante znalazł się za jego plecami, to nie było nic nowego, jednak nie spodziewał się tego, iż posunie się on do przemocy, która rzecz jasna była aktem desperacji. Zamiast siły argumentów zastosował argument siły, ten zaś obnażał jego słabość. Czując zaciskający się materiał na swojej szyi, mimowolnie chwycił za krawat, próbując odciągnąć go od skóry, co czynił bezowocnie. Wątpił, aby został uduszony tak po prostu, choć nie mógł uniknąć tego, iż na jego twarzy zagościł grymas pełen niechęci, złości. Na całe szczęście nacisk na jego szyję zniknął, wtedy też mógł złapać głębszy wdech. Dłonią potarł swoją szyję, na której z całą pewnością pozostał jakiś ślad. Cholera, nie łatwo będzie to ukryć przed ciekawskimi spojrzeniami.
- Ależ oczywiście - odparł natychmiast na jego pytanie, nie kryjąc nuty ironii w swoim głosie. - Marzę o tym, abyś pozbawił mnie tych wszystkich niepotrzebnych ubrań.
Kpił sobie z niego, w końcu nie zamierzał być potulny, a już na pewno nie po tym, jak przed chwilą był podduszany swoim własnym krawatem. To było śmieszne, że smarkacz posunął się aż do tego, aby wywrzeć na nim nacisk, a jednocześnie nie chciał samemu wziąć sprawy w swoje ręce. Im bardziej starał się zmusić hrabiego do ściągnięcia koszuli, tym więcej swoich słabości odsłaniał. Jeszcze nie zauważył, że nie wygra z uporem starszego mężczyzny? Powinien już sobie odpuścić, bo gwałtem niczego nie osiągnie.
Kiedy został pociągnięty za włosy, z jego ust wydobył się odgłos pełen niezadowolenia. Zmrużył oczy, jednak zaraz otworzył je szeroko, aby ujrzeć twarz oprawcy. Miał dość tych gierek, ale zakończenie tej rozgrywki było zależne od woli Arrowa.
- Odmawiam.
Tylko tyle zamierzał na chwilę obecną powiedzieć. Nie miał zamiaru krzyczeć, błagać, po prostu spoglądał chłodno swymi stalowoszarymi oczyma na postać okolczykowanego osobnika. Dłonią odnalazł krawat, następnie zarzucił go na kark rozmówcy, po czym chwycił w dłoń drugi koniec, aby bez słowa przyciągnąć do siebie twarz pracownika. Jeszcz bardziej zdecydowanie zajrzał w jego oczy, decydując się ukazać mu przy tym chytry uśmieszek. I on pobawi się z nim przy pomocy krawata.
- Jesteś taki nudny - zaczął zuchwale. - Wciąż powtarzasz jedno żądanie. Zdradź mi lepiej zachciankę, którą łaskawie spełnię lub zejdź mi z oczu.
Jego głos zabrzmiał nad wyraz surowo, jakby to on dzierżył całą władzę. Tym razem w pełni czuł, że ma coś do powiedzenia, więc nie miał zamiaru zmieniać swojej postawy. Zapewni mu mnóstwo rozrywki, bo tego też chciał, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:45 pm

Dante nigdy nikogo nie zabił. Obserwował niejednokrotnie wyroki na ludziach przeszkadzających mafii, przyczyniał się nawet do nich w niebezpośredni sposób, zdarzało mu się wpływać również na zainteresowanie danym człowiekiem policji, ale nigdy nie dzierżył w dłoni pistoletu. To znaczy tak, teoretycznie potrafił go obsługiwać, potrafił strzelać, ale to wciąż nie było to samo. Dlatego czasami, w sytuacjach bardziej intymnych, chętnie pokazywał swoją absolutną władzę, również nad życiem partnera, a nie tylko konkretnymi wydarzeniami. Zazwyczaj właśnie przez podduszanie.
- Domyślam się - odparł z uśmiechem błąkającym się po wargach. Przymknął oczy, poddając się chwilowemu zamyśleniu. Ironia blondyna niespecjalnie go ruszała. Bardziej powodowała przyjemne pieszczenie jego uszu, niż złość, że ten się buntuje. W końcu, tego Arrow chciał. Niepokornego mężczyzny. Nigdy nie zwracał uwagi na ludzi nadmiernie pokornych. Nie interesowali go ulegli kochankowie. Potrzebował szarpaniny i prychnięć prosto w twarz. Złych spojrzeń. Jedyne, co trochę go zniesmaczyło w zachowaniu lekarza, to rozbawienie. Oznaczało ono, że młody mafiozo gdzieś popełnił błąd. Była to jednak naturalna kolej rzeczy. Nie znał całkiem prezesa RoboticsUNION, spotkał go w końcu raptem dwa razy w życiu. Poza tym, wciąż się uczył. W przeciwieństwie do wielu ludzi w swoim wieku, nie czuł przesadnej pychy. Unikał popełniania głupot, zawsze badał sytuacje na kilku różnych polach, ale brał też pod uwagę możliwość, że coś pójdzie nie tak. Gdyby tego nie robił, faktycznie byłby głupim smarkaczem.
Jedynym problemem było znalezienie luki w rozumowaniu i naprawieniu jej. Doszedł do prostego wniosku, że duma u Gustava wygrywała ze zdrowym rozsądkiem. Była mu wpojona od najmłodszych lat, dlatego stała się czymś oczywistym i nierozłącznym. Otaczała go szczelnie, niczym druga skóra. Najwidoczniej za pierwszym razem ugiął się, ponieważ po prostu został zaskoczony. Dopiero potem dostrzegł swój błąd i zmienił swoje myślenie. W takim wypadku również Dante musiał odpowiednio zmodyfikować swoje poglądy. Jeszcze nie miał pomysłu na jakie, ale sama świadomość tej potrzeby była całkiem niezłym początkiem. Spróbował jeszcze raz, szarpiąc go za włosy, ale gdy to nie przyniosło skutków, zdecydował się pozwolić Waddingtonowi na bunt. Spróbuje inaczej, wyzwanie stało się bardziej wymagające, co paradoksalnie go ucieszyło.
Odwzajemnił uśmieszek, a nawet bezczelnie oblizał wargi, wpatrując się prosto w oczy hrabiego. Mierzyli się spojrzeniami, każde z nich było specyficzną istotą, która przywykła do odnoszenia samych sukcesów. Brunet lekko odchylił się do tyłu, naciągając krawat, a potem zbliżył maksymalnie do twarzy Gustava, jednocześnie nie dotykając ani kawałeczka jego skóry. Roześmiał się. Cicho, przez swój nałóg tytoniowy chrapliwie, ale przy tym wciąż kompletnie bez szacunku do starszego mężczyzny.
- Szukasz rozrywki w mojej osobie? Zniżasz się do mojego poziomu? -
spytał z rozbawieniem, rozsuwając lekko nogi, by wygodniej stało mu się przed stalowookim mężczyzną. Uniósł dłonie znad boków i położył je na jego ramionach, lekko wbijając paznokcie. Tym razem były krótkie, a do tego niepomalowane żadnym lakierem, więc nie dopełniały obrazu zbuntowanego chłopaka. Tak naprawdę, gdyby nie spojrzenie, jak i odpowiednio umięśnione ciało, mógłby uchodzić za młodszego, niż był w rzeczywistości. Z bliska to wrażenie się potęgowało, przywodząc na myśl patrzącemu psotnego dzieciaka, który próbuje zrobić na złość rodzicu. Z tą różnicą, że Dante był odpowiedzialny za siebie i nie uważał swojej rodziny za ludzi mu bliskich.
- Hm, w sumie, czemu niby miałbym cię nie rozebrać? -
mruknął, na pozór do siebie, sięgając dłońmi do guzików koszuli Gustava. Rozpiął tylko jeden, a potem się zamyślił. Szybkim ruchem dłoni złapał za krawat, szarpnął nim do góry, a potem umieścił za oparciem, ciągnąc za sobą dłonie blondyna. Bardzo sprawnie i niemal niepostrzeżenie wykorzystał resztę trzymanego materiału, by najpierw zawinąć go dookoła nadgarstków szefa, a potem ścisnąć więzy, unieruchamiając je w skrzyżowanej pozycji. Pozostałą część krawatu wykorzystał do splecenia z oparciem, dodając jeszcze dwa supły do tego, w którym zaplątał dłonie faceta niemal dwa razy starszego od niego. W czym jak w czym, ale w wiązaniu był mistrzem. Te wszystkie zabawy z kochankami zaprawiły go do tego stopnia, że gdyby dać mu odpowiedniej długości sznur, potrafiłby rozciągnąć ciało blondyna między jednym blatem, a drugim, związanego niczym baleron. I by go uwolnić trzeba by było rozcinać więzy co najmniej trzydzieści razy. Przy każdym suple.
- Przykro mi to mówić, ale jesteś na mnie zdany, mój drogi -
szepnął mu do ucha, krótko znacząc je paznokciem, a potem uniósł się i spokojnie poszedł zrobić sobie herbatę. W tym momencie już nigdzie mu się nie spieszyło. Nie istniała możliwość, by blondyn się uwolnił, jeśli by nie rozerwał krzesła. A nawet, gdyby to zrobił, ręce wciąż byłyby ściśnięte za jego plecami. Materiał krawatu był naprawdę niezły. Aż się prosił o takie wykorzystanie.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:46 pm

Taktyka pełnej uległości przynosiła skutki, hrabia sam to zauważył, jednak z powodu swojej natury nie potrafił spełniać jeszcze bardziej bezczelnych zachcianek szantażysty. Uniósł się dumą i znów się zbuntował, przez co agresor jeszcze bardziej zaintrygował się jego osobą. Protestami nie zniechęci go do ciągnięcia tej gry, jakże uciążliwej dla samego Waddingtona. Irytowało go to, że musi bez słowa skargi wysłuchiwać jego poleceń, zawsze to on wydawał rozkazy innym. Nagła zmiana ról dotknęła najczulszego punktu blondyna - jego godność. Powoli przyzwyczajał się do zaistniałej sytuacji, również wypracował pewną normę zachowań. Przy mniej wymyślnych zachciankach Arrowa będzie spokojny, beznamiętny, na swój sposób posłuszny, lecz przy tych bardziej wymagających, które będą go w jakikolwiek sposób upokarzać, zacznie stawiać jawny opór. Nie ma zamiaru poddawać się bez walki, a już na pewno nie w przypadku, gdy chodzi o jego ciało. Trudno mu sobie wyobrazić, że miałby kiedykolwiek stanąć całkowicie nagi przed brunetem i czekać na jego decyzję odnośnie tego, co zechce z nim zrobić. Zapewne i tak ciało prawie dwa razy starszego mężczyzny szybko by mu się znudziło, jednak to wcale nie zachęcało szlachcica do tego, aby ot tak ściągnął przed nim choćby samą koszulę. I tak nie jest pewne, że doszłoby pomiędzy nimi do czegokolwiek, jednak po samym zachowaniu Dantego można dostrzec, iż chciałby całkowicie zdominować swojego szefa na każdym możliwym polu, a więc nie omieszkałby dokonać tego również w sferze intymnej.
Nie spodobał mu się śmiech Arrowa, być może dlatego, że wydał mu się zbyt pewny siebie. Jeszcze przed chwilą zdawać by się mogło, że ten bezczelny typ wreszcie poczuł się niepewnie, tymczasem sprawiał wrażenie, jakby wciąż kontrolował całą sytuację. Drań, doskonale wiedział co zrobić, aby wyprowadzić blondyna z równowagi. Spoglądał mu w oczy i rzucał mu wyzwanie, niby nic nowego, a jednak to wciąż drażniło hrabiego Sandwich. Co prawda sam go drażni w jak najbardziej zuchwały sposób, jednak nie przepada za podobnymi działaniami skierowanymi wobec niego samego.
- Miło, że przyznajesz, iż znajdujesz się na niższym poziomie od mojego - odpowiedział na jego pytania nad wyraz jadowicie, co było odpowiedzią na wbite w jego ramiona paznokcie. Nawet przez ułamek sekundy nie zastanawiał się nad tym, czy może nie powinien jednak siedzieć cicho. Tak naprawdę nie pozostało mu nic innego jak te wszelakie kąśliwości, z których starał się uczynić zarówno najsilniejszą broń, jak i najlepszą tarczę.
Po jego kolejnych słowach rzucił mu pytające spojrzenie, jakby w ten sposób dopraszał się o odpowiedź na nieme pytanie, które brzmiało: czy ty przypadkiem nie blefujesz? Niby jakim cudem zdeterminowany Arrow miałby wyrzec się własnej zachcianki i samemu rozebrać z koszuli swą ofiarę. Gustav zaraz poczuł jego dłonie przy swojej koszuli, wtedy też dostał jasna odpowiedź. Brunet wcale go nie próbował oszukać, a tak przynajmniej mogłoby się wydawać po odpięciu przez jego sprawne palce pierwszego guzika. Dzięki niebiosom nie posunął się dalej, po prostu wycofał swoje ręce, czym sprawił poniekąd rozczarowanie u Waddingtona, jednak to szybko ustąpiło miejsca nowemu uczuciu - zaskoczeniu. Kiedy jego dłonie znalazły się za oparciem krzesła, zaraz poruszył się nerwowo na siedzeniu, lecz nie miał szans wyrwać rąk oprawcy. W milczeniu zniósł więzy na swoich rękach, również godnie przyjął przywiązanie ich przy pomocy solidnego krawata do krzesła. To był pierwszy raz, kiedy pluł sobie z brodę z powodu noszenia markowych, przez co i mocnych krawatów.
- Zabrakło ci argumentów, więc mnie związałeś? Bardzo dojrzałe.
Był wściekły, jednak nie miał zamiaru rzucać się na wszystkie strony czy też wrzeszczeć niczym opętany. Mógłby wołać o pomoc, jednak nie potrafiłby znieść myśli, że ktokolwiek widział go w takim położeniu. Zatem był obecnie zdany na jego łaskę. Te wyszeptane słowa znajdowały pełne pokrycie w teraźniejszości, a to była dla niego najgorsza kara. Siedział cicho, czekając na to, aż szantażysta powróci do niego i wreszcie zdecyduje się go rozwiązać. Co niby miał teraz ze sobą zrobić?
Mocno przylgnął stopami do podłoża, przy czym spróbował wstać z krzesła. Niby coś banalnego, lecz nie ze związanymi do oparcia krzesła rękoma. Spróbował, nawet podniósł się na nogi, jednak po chwili z powrotem wylądował na krześle, które leniwie poderwało się od podłoża. Mógłby uciekać, z chęcią by to zrobił, ale duma nie pozwalała mu zbiec z krzesłem na plecach.
- I ile będziesz mnie trzymał tak związanego? - wyrzucił z siebie głośno, spojrzeniem szarych oczu szukając postaci młodszego mężczyzny w polu widzenia. Szkoda, że nie mógł się odwrócić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:47 pm

Tak, powinien był siedzieć cicho. Jeśli chciał spokoju. Bo gdyby jednak wolał kontynuować zabawę z brunetem, bez wątpienia aktualna taktyka była najlepszą. Każdy protest, każda ironia, każde zdanie, które miało go zranić... To wszystko tylko napędzało Dantego, który nie potrafił się już zatrzymać. Pragnienie zdominowania blondyna przeszło na inny poziom. To już nie była jakaś zachcianka, to była kwestia życia i śmierci. Przez myśl przeszło mu, że tak naprawdę te całe złośliwości mu nie przeszkadzały, a jedynie powodowały zadowolenie, że ktoś jednak chce z nim walczyć. Ciekawe, jakim kochankiem był Waddington...
Przez chwilę naprawdę miał ochotę po prostu pozbawić go koszuli i napawać się tym jego ciałem. Dotknąć piersi. Sprawdzić, czy naprawdę ma takie silne mięśnie. Ale powstrzymał to pragnienie. Zniszczyłoby ono cały sens tej dyskusji. To Gustav miał mu ulec, a nie on Gustavowi. Koniec tematu. Żadna inna możliwość nie wchodziła w grę... Chociaż była bardzo kusząca.
- Oczywiście, oczywiście - mruknął, gdy skończył zaplatać ostatni supeł na krześle. Kompletnie nie krył się z lekceważeniem dla słów blondyna. Na dobrą sprawę, mógł on go otwarcie zwyzywać, a i tak nie spotkałby się z żadnym sensownym odzewem. Okolczykowany mężczyzna był bardzo zadowolony z faktu, że unieruchomił swoją ofiarę. Mógł wdawać się z nią w dalsze dywagacje bez ryzyka, że dojdzie do rękoczynów. Nie bał się oberwać, ale nie widział powodu. To było też swego rodzaju zabezpieczenie, że sam krzywdy szefowi nie zrobi. Nie był sadystą, a bicie związanego na pewno by się wiązało z takim postawieniem sprawy. Już samo wiązanie nie było do końca jednoznaczne pod kątem skojarzeń na wielkich polach S&M.
Próba ucieczki go rozbawiła. Oczywiście, nie miał jej za złe. Sam też by wykorzystał wszelkie możliwości na ucieczkę, by nie mieć potem do siebie pretensji, że nie spróbował. Nie wyobrażał sobie jednak wielkiego szefa korporacji RoboticsUNION, biegnącego do windy z krzesłem na plecach. No a nawet zakładając, że jakoś się z niego uwolnił, otworzył drzwi i nawet dotarł do windy, wciąż miał związane ręce na swoich plecach. I co, będzie prosił recepcjonistki o rozwiązanie? Śmiechu warte. Nie istniała nawet minimalna szansa na taką sytuację. Tym razem był kompletnie zdany na łaskę i niełaskę Arrowa. I mógł sobie pluć w brodę, bo sam do tego doprowadził... I sam kupił taki krawat.
Woda na herbatę zagotowała się szybko. Znalazł torebeczkę jakiejś czarnej aromatyzowanej, zapachem kojarzącej się niesamowicie z winem, a potem zalał ją wrzątkiem i oparł się o blat. Wodził wzrokiem po swojej biednej ofierze, napawając się kunsztem własnych więzów.
- A po ilu dniach zaczną się martwić twoją nieobecnością? - mruknął z rozbawieniem, podchodząc i już całkiem bezczelnie tarmosząc włosy mężczyzny. Uśmiechnął się przy tym szeroko. Był znowu panem sytuacji.
- Chciałem dać ci tylko możliwość plucia na mnie jadem bez możliwości, że nagle zdecydujesz się przerwać swoją wspaniałą passę -
zapewnił go wręcz przymilnym głosem. Przesunął palcami machinalnym gestem po uchu hrabiego, jakby szukając na nim swoich ćwieków. Dopiero, gdy ich nie odnalazł, przywołał się do porządku i zabrał dłoń z jego ciała. Poszedł po swoją herbatę, a potem wrócił do mężczyzny, stając tym razem przed nim.
Upił ostrożnie łyk napoju, a potem otworzył usta z zamiarem odezwania się. Przerwały mu wibracje telefonu. Zmarszczył brwi z konsternacją, rozglądając się po pomieszczeniu. Dopiero po chwili dotarło do niego, że dźwięk musiał dochodzić z marynarki przewieszonej przez krzesło. Podszedł do mężczyzny, sięgnął przez niego, po drodze przesuwając ręką po jego plecach, a potem wyciągnął urządzenie i spojrzał na wyświetlacz. Skrzywił się z niesmakiem i odłożył go na stół. Dzwoniący był jednak bardzo upartą bestią, ponieważ zaraz po zakończeniu pierwszego połączenia telefon znowu zaczął wibrować, przesuwając się miarowo po stole. Brunet zareagował szybko, rozkładając go na części pierwsze, a potem pozostawiając luzem wszystko na blacie. Uśmiechnął się z zadowoleniem i przesunął palcami po policzku Waddingtona.
- To na czym stanęliśmy? - Spytał, zawieszając głos i schylając się nad nim. Zsunął dłoń w dół, po jego szyi, aż na fragment koło mostka. Dołączył palce drugiej ręki i rozpiął mu kolejne dwa guziki. Nie spieszył się, ani nie zamierzał go całkiem rozbierać. Chodziło mu tylko o czyste robienie na złość i stawianie w niepewnej sytuacji. Zrobi coś więcej, czy nie? Rozepnie jeszcze jeden, czy nie?
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:48 pm

Całkowicie nie rozumiał zachowania młodszego mężczyzny. Po cholerę go związał, skoro zaraz miał zamiar zniknąć mu sprzed oczu? Prawdopodobnie o to też chodziło, chciał unieruchomić swoją ofiarę i pozostawić ją samą sobie, aby z boku rozkoszować się jej jakże beznadziejnym położeniem. Teoretycznie hrabia miał możliwość ucieczki, jednak im obu wiadome było to, że po drobnej próbie Waddington odpuści sobie podobne pomysły, gdyż zobowiązywała go do tego duma. Nie będzie wołał o ratunek, bo jeśli ktoś zobaczyłby go w podobnej sytuacji, wtedy zostałby okryty hańbą, z której nie potrafiły oczyścić swego imienia. Miał tylko jedno wyjście, nawet jeśli było mu ono nie w smak - musiał cierpliwie czekać na to aż Dante sam wspaniałomyślnie go rozwiąże. To uwłaczało jego osobie, to całe oczekiwanie na łaskawość tak bezczelnego osobnika, jakiemu był nad wyraz niechętny. Nie chciał go widzieć, nie chciał słyszeć jego głosu, a jednak w tej chwili rozpaczliwie potrzebował jego dłoni, gdyż były to jedyne dłonie, które mogły go wyswobodzić. Sama myśl, że Arrow jest mu do czegoś potrzeby i na dodatek niezastąpiony, sprawiała, iż czuł się niedobrze. Chciał wykrzyczeć same bluzgi pod jego adresem, ale znów duma zakazywała mu tego.
Gdy usłyszał odgłos czajnika, w którym właśnie zagotowała się woda, coś w nim drgnęło. Został związany tylko dlatego, że ten drań chciał w spokoju zrobić sobie herbaty?! A teraz pewnie siądzie gdzieś z boku i będzie ją popijał z filiżanki, jednocześnie obserwując swą ofiarę, która nie widzi żadnej racjonalniej i przy okazji nieupokarzającej drogi do ucieczki. Musi naprawdę świetnie się bawić kosztem dyrektora, co nie jest żadną nowością, bo w końcu robi to od samego początku. Jakim cudem wściekłość pracodawcy przynosi mu tyle satysfakcji? Gustav zna swój upór i wie, że się nie ugnie, jednak nie wyobraża sobie wzajemnie drażnić się z młodszym mężczyzną w nieskończoność. Ile jeszcze potrwa ta sytuacja? Zapewne jego żądania związane z pracą i zakwaterowaniem będzie spełniał do końca życia, lecz nie zniesie rozkazów tyczących się innych rzeczy zbyt długo. Obecnie ma w sobie mnóstwo siły, aby stawać opór, mimo to marzy mu się zakończenie tej sytuacji w jak najszybszym czasie.
To pytanie i ten cholerny kontakt jego dłoni z blond włosami - te rzeczy o mało co nie wyprowadziły go z równowagi, a przecież były to zwyczajne drobiazgi. Niechętny grymas pojawił się na twarzy szlachcica. Jak to dobrze, że po kilku sekunda zniknął, gdy biznesmen westchnął z rezygnacją. Ciągłe rzucanie w jego stronę wrednymi komentarzami też w końcu go zmęczy, tego jest aż zanadto pewien.
- O moją passę naprawdę nie musisz się martwic, bo szczęście nigdy mnie nie opuszcza.
Akurat sam nie tak dawno powątpiewał w tę prawdę, jednak teraz musiał myśleć optymistycznie, inaczej stracie wszelkie chęci do działania. Nie podda się, jeszcze mu pokaże, że zadarł z nieodpowiednią osobą. Dante zacznie przeklinać dzień, w którym przeszedł przez próg firmy Waddingtona. Na razie się na to nie zanosiło, gdyż Arrow czerpał przyjemność z dotykania jego ucha. Niech korzysta póki może, bo nie zna dnia ani godziny, w której zazna goryczy porażki.
Po kuchni rozległ się dźwięk telefonu. To nie tak, że było to coś szczególnego, choć dawało to blondynowi nadzieję na to, iż może jego dręczyciel będzie musiał wyjść, więc uprzejmie rozwiąże go i wypuści go z mieszkania. Przeliczył się, Dante skupił się na nim dość mocno, przez co nie tylko zignorował połączenie, nawet rozłożył telefon na części pierwsze, aby móc skupić się na ofierze. Czy on nigdy nie odpuści?
- Musisz mieć problemy z pamięcią, skoro zapominasz rzeczy sprzed chwili - rzucił w odpowiedzi na jego pytanie, starając się przybrać jak najbardziej niezachwianą w swej dumie postawę. Wędrówka męskiej dłoni po jego ciele nie była wcale taka zła, jednak Gustav wciąż powtarzał sobie w myślach, że ta dłoń nie ma prawa go dotykać. Nie tylko nie wyrażał zgody na dotyk, przede wszystkim całą siłą woli próbował uniknąć jakiejkolwiek reakcji, co wcale nie było takie łatwe. Szybko przyszła kolei na guziki, na całe szczęście tylko dwa zostały rozpięte. Dante zatrzymał się przy kolejnym i miał przy tym tak tryumfalny wyraz twarzy, ze aż biznesmenowi zrobiło się niedobrze na ten widok.
- I na co czekasz? - spytał hardo, rzucając mu wyzywające spojrzenie. - Nie masz odwagi by zdjąć ze mnie koszulę czy może przypomniałeś sobie, że miałeś tego nie robić?
Brunet od początku podkreślał, że to sam hrabia ściągnie przed nim koszulę. Najwidoczniej w akcie desperacji postanowił go w tym wyręczyć. To smutne, że nie udało się spełnić jego kolejnej zachcianki. Biedaczek, musi sam uporać się z własnymi życzeniami.
- Mam tylko nadzieję, że nie dotykasz mojej koszuli brudnymi łapami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:49 pm

Grunt to optymistyczna postawa - mruknął pod nosem brunet. Pewność Gustava była rzeczą niesamowicie wręcz zabawną. Z jednej strony wciąż zachowywał się jak to on, czyli dumnie i kąśliwie, ale z drugiej sporadycznie przez jego twarz przechodził ledwie dostrzegalny grymas zawahania. Już od początku Dante nauczył się go dostrzegać. Miał miejsce również chwilę przed ulegnięciem w gabinecie.
Dwudziestojednolatek wcale się nie ucieszył. Obojętne spełnienie jego żądań jakoś go nie pociągało. Dlatego prowokował dalej, słownie i fizycznie, byleby tylko nie dopuścić do tej rezygnacji ze swojego stanowiska. Hrabia nie mógł się wycofać i tak po prostu ulec.
Nie mógł?
Brunet zawisnął nad guzikiem, marszcząc brwi z namysłem. Zaplątał się we własnych myślach, przestając rozumieć, o co tak naprawdę mu chodzi. Przygryzł wargę, lekko przesuwając kolczyk zębami. Zamyślił się głęboko, ignorując tymczasowo mężczyznę. Z jednej strony chciał uległości i zgody na każde swoje życzenie, a z drugiej żądał reakcji, prowokacji i niezgody. Krnąbrność go pociągała. Gdzie tutaj był jakiś sens? Nigdy wcześniej nie czuł się tak rozdarty pomiędzy dwoma różnymi pragnieniami.
Zamrugał oczami, gwałtownie wracając do rzeczywistości. Zmarszczył brwi i zogniskował spojrzenie na swojej ofierze. Gustav trafił w sedno problemu. Przypomniał sobie, że nie powinien tego robić, a z drugiej strony rozdzierała go ciekawość. To uwielbienie paradoksów go gubiło w codziennym życiu, ale nigdy tak mocno, jak w relacji z szefem. Wyprostował się i odjął dłonie od materiału mężczyzny. Spojrzał na niego dumnie, prychając cicho. A potem na jego ustach zagościł chytry uśmieszek.
- Brudna, to może ona być od innych rzeczy... - mruknął, bezczelnie obniżając dłonie i... Sięgając nimi prosto do rozporka mężczyzny. Lekko naciągnął materiał przy guziku, jakby w zamiarze rozpięcia. Znowu groził, znowu bez otwartości. Aluzje, tak, lubował się w niejednoznacznych gierkach. Przymrużył oczy z zadowoleniem, nie spuszczając wzroku. Walczył na spojrzenia z blondynem, dając mu jasne zagrożenie jego cielesności. Miał go jak na tacy. Mógł zrobić właściwie wszystko, może z wyjątkiem przelecenia go. Ale, by kogoś upokorzyć, nie trzeba bynajmniej posuwać się do gwałtu... Aż tak drastycznego.
Prychnął pod nosem, odginając lekko głowę, ale wciąż nie robiąc nic konkretnego. W końcu się ruszył, odsuwając znowu palce od ciała właściciela RoboticsUNION. Lekko pstryknął go w nos, traktując niczym małego, niesfornego dzieciaka, a potem posłał mu uśmiech.
- Nie będę cię rozbierać. Poczekamy, aż do tego dojrzejesz - rzucił z ewidentną wyższością. Sięgnął po swój telefon i na powrót go złożył, a potem włączył. Stanął z powrotem za mężczyzną i sięgnął do jego więzów, powoli je rozplątując. W takim tempie, by dać mu do zrozumienia, że jest zależny od woli okolczykowanego, ale jednocześnie nie grzebiąc się bez powodu. Rozwiązywanie zajęło mu trochę więcej czasu, niż odwrotny proces, ale gdy skończył, odsunął się, nawijając sobie krawat blondyna na nadgarstek. To miało być jego małe trofeum. Tak samo, jak te ślady po mocniejszym ściśnięciu na szyi i dłoniach u lekarza.
- Do zobaczenia. - Skinął mu lekko głową, ewidentnie się żegnając, a potem wziął telefon, krawat, oraz swoją herbatę i wyszedł z kuchni, pozostawiając mężczyznę samemu sobie. Już po chwili dało się słyszeć jego rozmowę z kimś, dochodzącą z drugiego pokoju. Nie mówił tak głośno, by dało się zrozumieć poszczególne słowa, ale ton głosu był jednoznaczny. Uprzejmy, jednak bez specjalnego szacunku, czy przyjaźni w głosie. Gdy Waddington mijał pomieszczenie, w którym znajdował się jego szantażysta, padło jedyne, wyraźne zdanie:
- Jasne, że będę, tato.
Nie odprowadzał go do drzwi, ani w ogóle nie zainteresował się jego losem. Nie przypuszczał, by uwolniony szlachcic postanowił dobrowolnie zostać dłużej w jego mieszkaniu i pogłębić ich relacje. Bo i po co?

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Dante dnia Nie Maj 04, 2014 9:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Nie Maj 04, 2014 9:50 pm

Zaintrygował go wyraz rozdarcia, jaki pojawił się na twarzy bruneta. Najwidoczniej pytania szlachcica ociekające kpiną zmusiły szantażystę do namysłu, ten z kolei siał zamęt w jego umyśle. Biedak wreszcie zauważył, że nie był konsekwentny w swoich postanowieniach. Jeszcze nie tak dawno oznajmił, iż sam nie tknie koszuli swojej ofiary, tymczasem zdążył już rozpiąć dwa guziki, co przyszło mu z tak wielką łatwością. Teraz już przynajmniej wiadomo, dlaczego związał blondynowi ręce. Przede wszystkim chodziło o poczucie władzy absolutnej, a także o ograniczenie ruchów zbuntowanego hrabiego, jednak kryło się w tym coś jeszcze - chęć młodszego osobnika o zapoznanie się z ciałem starszego. Tak przynajmniej odbierał to wszystko Waddington, który nawet przez chwilę nie czuł strachu przed oprawcą. Może i był teraz całkowicie bezbronny, jednak nie obawiał się o siebie, ponieważ wiedział, że jest jeszcze szantażyście potrzebny. Na pierwszym miejscu znajdowały się kwestie finansowe, to właśnie one zachęcały Arrowa do nieco lepszego traktowania nowej zabawki, ale nie należało też zapominać o zachciankach na innych polach, w końcu ktoś musi spełniać kolejne życzenia Dantego. To szantażysta potrzebował blondyna, choć może być jeszcze tego nieświadomy. Zapewne młody mafiozo będzie robił wszystko, aby utrzymać biznesmena w dobrej kondycji, o ile nadal chce mieć stabilne źródło finansowania.
Udał, że nie rozumie jego dwuznacznych słów, na co mógł sobie pozwolić jedynie przez ulotną chwilę, bo po chwili dłonie gospodarza znalazły się blisko jego krocza, a konkretnie przy jego rozporku. Zaskoczyło go to, lecz nic nie powiedział, jedynie mógł czekać na kolejny ruch z jego strony. I tak podejrzewał, że rozkapryszony osobnik tylko blefuje, również i on posiadał dumę, która nie pozwalała mu na wszystkie zachowania. Śmiało zaglądał w jego oczy, podświadomie wciąż zachwycając się specyfiką jego tęczówek. Zapewne złoty kolor jednej jest wynikiem noszenia soczewek, lecz było to jedynie przypuszczenie, gdyż na zapytanie go o coś podobnego nie było odpowiednie. Gustav ciągle chciał zachować dumę, dlatego starał się nie interesować osobą nowego pracownika działu marketingu nawet w najmniejszym stopniu. Dante powinien pozostać mu całkowicie obcym człowiekiem. W normalnych okolicznościach dyrektor RoboticsUNION nawet by na niego nie spojrzał. Niestety, okoliczności są takie a nie inne.
Wreszcie wycofał dłonie, by pstryknąć go w nos z tym durnym uśmieszkiem na ustach. Gest ten nie zdenerwował go, może nieco zirytował, mimo to postarał się zachować kamienny spokój, jakby nagle powrócił do tej swojej lodowatej obojętności. Wyczekiwał dalszych zachowań przeciwnika. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek zostanie przez niego miło zaskoczony. Słowa bruneta sugerowały, ze jest bezpieczny, jednak bardziej istotne okazało się to, że jego ręce zostały oswobodzone. Natychmiast przeniósł je przed siebie, po czym nad wyraz spokojnie opuścił rękawy i zapiął mankiety koszuli. Krawatu nie odzyskał, ale to była mała cena za uzyskaną wolność. Młody Arrow po chwili pożegnał się z nim i skupił na rozmowie telefonicznej, przy okazji opuszczając kuchnię. Waddington poprawił swój strój, zaraz powstał z krzesła i podszedł do drugiego, aby wziąć zawieszoną na jego oparciu marynarkę, po czym opuścił kuchnię. Spokojnym krokiem skierował się do wyjścia, jednak zatrzymał się w pół drogi, słysząc wyraźnie jedno zdanie, które wzbudziło jego ciekawość. Bez namysłu podszedł do bruneta i zuchwale zapiął guzik koszuli, przez co kołnierzyk zacisnął się na jego szyi. Ostrożnie przysunął usta do jego ucha, po czym wyszeptał bezczelnie:
- Pozdrów ode mnie tatusia.
Sam dał mu pstryczka w nos na pożegnanie, gdy już się od niego odsuwał. W mgnieniu oka zniknął za drzwiami prowadzącymi na korytarz. Zjechał windą na parter, opuścił budynek, wsiadł do samochodu i odjechał.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Pon Maj 05, 2014 10:02 am

[co się wydarzyło w diabelskim domu w LA – odrzucone libido Vincusia postanowiło wziąć swojego chłopaka do klubu, gdzie sam się upił i pozwalał sobie na coś-więcej, mimo Keitha obok. Pokłócili się, pod wpływem emocji zerwali i każdy urażony, nawet nie ma zamiaru odezwać się do tego drugiego. A teraz, tydzień później:]

Vincent był znudzony i zażenowany dzisiejszym gejowskim społeczeństwem. Po feralnym wydarzeniu w gejowskim klubie, gdzie zwykły lodzik zamienił się w dobieranie się mu do tyłka, zirytowany wyszedł z całej tej imprezy, zostając zmuszony do dokończenia namiotowej sprawy na własną rękę. Nic bardziej nie psuje mu humoru, jak nieudany... numerek? Ogólne wkurwienie doprawił fakt, że wszystko go bolało – tak się kończy nagły wycisk (do porzygu!), kiedy panicz Star był za dumny na dublera w robocie, który potrafił salsę, potrzebną do nowego filmu. Tak cudem przeżył osiemnaście godzin tańcowania, pięknie rozłożone na sześć dni w tym tygodniu i prawie wszystko go bolało – prawie, bo niedawno się okazało, że jego męskość działa sprawnie i chętnie, dzięki Szatanie. Tutaj nie chodziło tylko u dumę i kasę, bowiem zapchany kalendarz sprawił, że nie myślał tak dużo o Keithu. Mimo to noc i tak miał bezsenną, a puste łóżko zaczęło mu doskwierać. Nie zamierzał zapraszać do siebie jakiegoś wieczornego pieprzenia, który nawet porządnie nie potrafił zastąpić mu ex.
Ponownie znalazł się w tym chłodnym apartamencie, w którym jednak nie zamierzał zabawić długo, głównie dlatego, że dowiedział się od siwej sąsiadki, że niedawno widziała „podejrzanego typa, który wprowadził się obok ciebie. Na miłość boską, kolejny zbuntowany gówniarz, jakby ciebie było mało!” - nader zachęcony wziął szybki prysznic, przebrał się i zabrał nową butelkę porządnej whiskey. Bynajmniej młody Star nie polubił ludzi; widział w tym okazję, dzięki której ponownie znajdzie się w raju, w którym niepotrzebny był jego chłopiec, czyli trzeba pić, ale nie samemu. Tym więcej zajęć, tym mniejsza szansa na to, że myśli podążą mu w niewłaściwym kierunku.
Przed wyjściem spojrzał w lustro, upewniając się, czy aby na pewno wygląda lepiej niż bardzo dobrze. Przeczesał krótko włosy i w końcu zgarnął wszystkie potrzebne rzeczy. Zamknął drzwi na klucz i udał się do jego nowego sąsiada – cóż za szczęście, że miał nie dalej niż kilka kroków! Spojrzał krótko na drzwi, które – póki co! - wyglądały identycznie jak inne. Jak na kulturalnego człowieka przystało, uniósł dłoń i porządnie zapukał, dokładnie trzy razy. Może trochę za głośno, ale w jego apartamencie ściany były wyciszone, przez co czasem nawet nie wiedział, że ktoś przyszedł po... cokolwiek. Bokiem oparł się wygodnie o framugę drzwi. Nawet nie walczył z pokusą - otworzył procenty i z gwinta pociągnął spory łyk. Aż się skrzywił, cholernie mocna! Czyli cholernie dobra. Gdy pierwsze pieczenie ustało, a ciepło nieznacznie rozlało się po jego ciele, pozwolił sobie na niski, zadowolony pomruk. Nagle zniecierpliwiony, zapukał ponownie do drzwi, a gdy w końcu ktoś mu otworzył, nieznacznie uniósł butelkę z uśmieszkiem.
- Może chcesz się ze mną napić whiskey, panie nowy? - zapytał na wstępie, nie owijając w bawełnę.
Szybko otaksował go spojrzeniem – masa kolczyków, dość pedalski strój i wygolona w połowie głowa (cholera, co to za moda!) – całkiem seksowny, ale faktycznie, podejrzany. A gdy spojrzał mu w oczy, zaraz po obadaniu postawy ciała, wyczuwał władczą i dominującą osobę.
W końcu trafił na swojego! Drapieżnik zawsze rozpozna drugiego drapieżnika.
Blade wargi wykrzywiły się w uśmiechu, patrząc na niego bez cienia zażenowania. Był ułomem emocjonalny, a może po prostu sam nie był lepszy, ale wiedział, że niektórzy czuliby się onieśmieleni tą całą... siłą, którą wyczuwało się od tego faceta.
Ale nie Vincent, samozwańcze bóstwo.
- Stara Sherman już zdążyła mi o tobie poopowiadać. Pewnie boi się tego, że zrzucisz jej z głowy ten przeuroczy, bordowy berecik – wypalił nagle, informując kolesia o pierwszym wrażeniu, które wywołuje u delikatniejszych.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Wto Maj 06, 2014 2:13 pm

Brunet dopiero co dostał klucz do apartamentu, nie zdążył więc ani przewieźć swoich rzeczy, ani nawet specjalnie zorientować się w swoim nowym dobytku. Tyle, ile przejrzał z Gustavem, to wiedział, ale było to raczej rzucenie oka, niż konkretny przegląd. Mieszkanie było naprawdę duże, już rozważał w myślach, jak też zajmie utrzymywaniem go w porządku. Zatrudnienie sprzątaczki byłoby poniżej jego godności, zresztą w takim metrażu jedna by nie wystarczyła. Sam też nie miał zbyt bogatych doświadczeń dotyczących prac domowych, problem wobec tego pozostawał nierozwiązywalny. Zdecydował się na możliwie najmniejsze utrudnianie sobie życia, przez zwyczajne nierozrzucanie niczego po mieszkaniu. Może, jak będzie pilnował wszystkiego, to jakoś... Apartament się nie zarośnie?
Rozpiął dwa guziki koszuli i rzucił na krzesło marynarkę od garnituru. Powrót z pracy był dla niego niesamowicie nużący, zresztą tak samo, jak te nieszczęsne osiem godzin kręcenia kciukami. Potrzebował znaleźć sobie zajęcie, a nic go specjalnie nie interesowało ostatnimi czasy. Wyjścia do klubów też stały się przykrym obowiązkiem, a nie zabawą, dlatego wolał zostać w domu. Poszuka sobie jakiejś książki, bo w swoim nowym gniazdku znalazł regał wypełniony książkami. Był naprawdę zaskoczony faktem, że ktoś sprzedawał AŻ TAK wyposażone apartamenty, ale to jednak był luksus przez duże „L”. Waddington, jak już się za coś zabrał, to porządnie.
Dante podążył ku regałowi, rozwiązując krawat i rzucając go na kanapę, a potem przesunął względnie zainteresowanym wzrokiem po książkach. Sama klasyka, którą każdy w domu powinien mieć. Istniała nadzieja, że nie przeczytał wszystkiego w swoim dość krótkim życiu. Wyciągnął ostrożnie najgrubsze tomiszcze, jakie dostrzegł wzrokiem i westchnął ze zniechęceniem. „Boska Komedia”. Oczywiście, bo jakżeby inaczej. Szkoda tylko, że znał ją na pamięć. Odłożył książkę z powrotem na półkę i oparł się o ścianę, drugą dłonią błądząc po kolczykowym irokezie. Szekspir, Macchiavelli, Eco, Homer...
Zmarszczył brwi, gdy usłyszał pukanie. Było ono wprawdzie  dość ciche, ale ciężkie do przeoczenia przez osobę, która została wyuczona szczególnej ostrożności i uwagi. Westchnął ciężko, rozważając, kto też mógł mu zakłócać ten nudny wieczór. Na pewno nie był to Waddington, który starał się wręcz unikać towarzystwa szantażysty, na pewno nie był to też Camille, który nawet nie wiedział, że jego sex-friend ma już swoje cztery ściany. Może ta blondynka z recepcji? Nie, niemożliwe, przecież nie wyrażał nią zainteresowania...
Z tymi myślami zdążył zejść po schodach, dotrzeć pod drzwi i usłyszeć kolejne, nachalne pukanie. Wywrócił oczami, przekręcił klucz w zamku i szarpnął za klamkę. Uniósł brew wysoko i spojrzał na przybysza. Nie kojarzył gościa kompletnie, a po jego przywitaniu zrozumiał, że i z wzajemnością. Sąsiad.
Zmierzył go uważnym spojrzeniem, prześwietlając wzrokiem od bucików, przez obcisłe spodnie, aż po długie włosy. Gdzieś w myślach odnotował, że w sumie już od dawna nie miał kochanka, którego odpowiednio można było zmotywować do zabaw, przez uprzejmie szarpnięcia. Owszem, Boreux był niczego sobie, ale od pewnego czasu go nie widział na oczy, wobec czego... A nuż trafiła się dobra okazja.
- Propozycja przyjęta, zapraszam - powiedział, przesuwając się w drzwiach, by zrobić miejsce dla chłopaka. Na oko przypominał kolejnego, zbuntowanego nastolatka, który tylko czyha na namiętny seks, ale tym razem Arrow zdecydował się dać mu szansę. W końcu mieszkali obok siebie, a nuż nie będzie musiał go wyciągać za kłaki ze swojego mieszkania.
- Bereciki mnie nie interesują - rzucił, wzruszając ramionami i zamykając drzwi za brunetem, a potem złapał trzymaną butelkę i skierował się do kuchni. - Możesz jej przekazać, że jest bezpieczna.
Nalał alkoholu do dwóch szklanek, a potem wrzucił do swojej porządne trzy kostki lodu.
- Ty też chcesz? - spytał, nie odwracając głowy. - Jestem Dante. Nazwisko Arrow. A twoje brzmi...? - Uniósł brew pytająco, w końcu obracając się i podając jedno szkło nowemu towarzyszowi, a drugie od razu kierując do swoich ust. Oblizał wargi i przymknął oczy z zadowoleniem, gdy tylko trunek znalazł się w gardle. Cicho zasyczał, a potem uśmiechnął się szerzej, widocznie znacznie pozytywniej nastawiony, niż na początku.
- Świetny trunek. Tatuś kupił? - Spojrzał drwiąco, w pewnym sensie wystawiając na próbę sąsiada. Ten dzieciak wyglądał mu na kogoś z względnym opanowaniem, a również i dużą pewnością siebie. Jeśli będzie wystarczająco ciekawy, a nuż zdecyduje się go odpowiednio sprowokować...


Ostatnio zmieniony przez Dante dnia Sro Maj 07, 2014 12:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Wto Maj 06, 2014 5:07 pm

Wszedł posłusznie do środka, jak tylko przepuścili go w drzwiach i rozejrzał się krótko po apartamencie, który nie wywołał u niego najmniejszego poruszenia. Jak podejrzewał, w całym budynku są jedynie apartamenty z klasą, tylko dla burżuazji. A panicz Star od zawsze był jej częścią, mimo że był uważany za czarną owcę i działał na własną rękę. Nijak zareagował na to, że jego ukochane procenty zostały mu bezpardonowo zabrane, a sam przesunął palcami po stole, następnie z zainteresowaniem przyglądając się ich opuszkom... Cholera! Sprawdzał, czy jest kurz! Zdecydowanie za dużo czasu spędził z ojcem. Słysząc wypowiedź nowego kolegi, odprowadził jego plecy wzrokiem, następnie podążając za nimi.
- Nie rób ze mnie gołębia pocztowego – prychnął, nieznacznie się krzywiąc - Ja nie lubię... lasek. A ty lubisz? - Dokończył rozbawiony tą dwuznacznością, chociaż pierwotnie chodziło tutaj o kij staruszki. To pytanie było czystą zaczepką, bo jego gej-radar działał idealnie, a wskazówki kompasu w tej chwili celowały głównie na drugiego bruneta.
Na pytanie o kostki lodu odpowiedział krótko „dwie”, a potem spojrzał uważniej na gostka. Arrow. Skądś kojarzył to nazwisko, ale skąd? Nie wyglądał na dzieciaka biznesmena, czy jakiejkolwiek innej szychy, samemu chyba też nią nie będąc. Zresztą, na co mu ta wiedza? Zaczął delektować się wyrazem jego twarzy, która mówiła jedno – whiskey zdało egzamin, a sam powinien zostać Sąsiadem Roku.
- Vincent Christopher Star – zdecydował się w końcu przedstawić.
Koleś nie wydawał się kojarzyć gejowską gwiazdkę, ale nazwisko musi, o ile faktycznie ten apartament jest jego. Ojciec już postarał się o rozgłos i to w odmienny sposób od jego syna.
Przewrócił oczami na tę zaczepkę i pokonał odległość dzielącą jego i najbliższe okno, które zaraz otworzył. Rozejrzał się krótko, i dopiero wtedy raczył odpowiedzieć:
- Mój ojciec ma lepszy gust w wyborze garnituru, niżeli trunkach. Od tego drugiego jestem ja – machnął niedbale tą chudą dłonią, a ten drobny gest mówił naprawdę dużo: „No co ty, nie stać się na więcej?”, „Dziecinada, nawet niegodne do zwrócenia mojej uwagi”, „Mało oryginalny chłopczyk”. Vincent był aktorem nawet w życiu prywatnym, więc idealnie pokazywał to, co chciał. A w tej chwili wykazał się dużym lekceważeniem.
Usiadł na parapecie. Na zewnątrz było jeszcze dość chłodno, ale nie drażniło to wymęczonego życiem człowieka, ani jego delikatnej skórki. Było naprawdę przyjemnie, porównując do tego poprzednią mroźną zimę i nieprzyjemną jesień. Na tyle, że długowłosy zdecydował się ochrzcić mieszkanie jego nowego kolegi, wyjmując papierosy z tylnej kieszeni spodni, zgrabnie odpalając jednego z ocalałych. Zaciągnął się mocno, mrużąc oczy i wypuścił dym w postaci kółek. A to wszystko popił swoimi procentami. Będziesz smakować szlugami i whiskey, jak prawdziwa gwiazdka rocka! – prychnął w jego głowie kąśliwy głosik, czym jego właściciel zdawał się nie przejmować. No cóż, sam się rozgościł, jeśli Dante tego nie zaproponował, a był przy tym na tyle kulturalny, że nawet sam sobie okno otworzył!
- Mam lepszy widok za oknem – zdecydował się wyrazić własne zdanie, jak zwykle kończąc papierosa w połowie i wyrzucił go za okno. - Dziękuję, usiądę - teraz to on pokazał swoją zgryźliwość, dając posmakować brunetowi sarkazmu, a sam usiadł na jakimś randomowym krześle w kuchni. Postawił pustą szklankę na stole, a resztki lodu wsunął na język, a delikatne ruchy szczęki zdradzały to, że dzieciak całkiem nieźle się bawił z malutką kosteczką. Jednakże krótką chwilę. Spojrzał - jakby wyczekująco - na Dante, najwidoczniej zwalając na niego wszystkie obowiązki dobrego gospodarza, a bawienie się kosmykami długich włosów miało wskazywać na niecierpliwość.
"Ja przyniosłem whiskey, a ty mnie należycie ugość, panie nowy". I bynajmniej nie miało być to nawet tete a tete.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Sro Maj 07, 2014 11:47 am

- To ta stara jest na tyle młoda, że możesz nazwać ją laską? - Spojrzał z rozbawieniem brunet, zerkając przez ramię. Pokręcił lekko głową, ignorując jawną prowokację. Chłopak brzydki nie był, ale jednak trochę za młody, jak na jego oko. Albo tylko takie wrażenie sprawiał. Dante aż obrócił się i spojrzał uważniej na nieznajomego. Podał mu szkło i znowu go zlustrował wzrokiem. Na pierwszy rzut oka dzieciak wyglądał na wychudzonego nimfomana, ale konkretna obserwacja ujawniała, że miał w sobie coś oprócz tego. Przede wszystkim sporo bezczelności. Młody Arrow nie potrafił się zdecydować, czy jest to człowiek, któremu warto poświęcić trochę uwagi i go zniewolić, czy wręcz przeciwnie, szczeniak jest całkiem prostacki i lepiej od razu wyrzucić go za drzwi. Póki co obdarował go ograniczonym kredytem zaufania i obserwował. Arrow uniósł brew wysoko, przygryzając wargę i bawiąc się kolczykami w uchu. Tiki nerwowe nie dawały mu ani chwili spokoju, nawet alkohol nie pomagał.
Młody mafiozo jednak jakoś sobie radził. Zresztą, nie on jeden w tym mieszkaniu, sądząc po zachowaniu Vincenta. Nie skomentował jego zachowania, tak samo zresztą, jak i nazwiska. Nic mu ono nie mówiło, chociaż odnotował je w myślach, by potem sprawdzić. A nuż młody zbuntowany był synkiem jakiejś ważnej osobistości? Arrow nie przypuszczał, by dali mu apartament za piękne oczy. Na dziwkę też nie wyglądał, istniała ewentualna możliwość, że był utrzymankiem któregoś z sąsiadów, co i by specjalnie nie zaskoczyło Dantego. Wciąż jednak jednoznacznie nie potrafił ocenić, kim też jest jego gość.
Skrzywił się, dostrzegając papierosy. Nie chodziło mu bynajmniej o palenie, bo i sam często korzystał ze szlugów, szczególnie po dobrym seksie, jednak nie podobała mu się wizja naśmiecenia na jego oknie.
- Najlepszy widok bez wątpienia ma ta „laska” Sherman - mruknął z lekkim rozbawieniem, a potem wzruszył ramionami. Nie widział potrzeby, by czynić jakieś niesamowite honory pana domu. Dopiero co się wprowadził, miał marny dzień, a nawet przybycie nowego towarzysza nie rokowało nadziei na jakąś rozrywkę. Dwudziestojednolatek ani nie należał do rozmownych, ani przesadnie przyjaznych. Młodszych też raczej się nie dotykał, dlatego spędzili pewną chwilę w milczeniu, obserwując jedynie siebie nawzajem. W końcu jednak gospodarz zabrał się za robienie sobie kolejnego, jakże skomplikowanego drinka, złożonego z whiskey i lodu.
- Tobie też nalać? - Spojrzał pytająco przez ramię, ale nie czekając na odpowiedź wział drugą szklankę i dołożył alkoholu. Robił to bez pośpiechu, zastanawiając się jednocześnie, co też przywiodło tego dzieciaka do jego drzwi.
- Który rocznik? - mruknął pytająco, nie podchodząc do tematu z przesadnym entuzjazmem. Chodziło mu oczywiście o wiek Vincenta, dlatego też wlepił w niego z powrotem spojrzenie i lekko uniósł brew. Oceniał go, tak na oko, między szesnastym, a dziewiętnastym rokiem życia. Tak czy inaczej był zbyt młody i zbyt... Chamski, nawet jak na gusta młodego mafioza, który w życiu miał do czynienia raczej z antypatycznymi i prostackimi ludźmi.
Od odpowiedzi zależała metoda wyrzucenia za drzwi. Brunet owszem, szukał sobie zajęcia, ale nie zamierzał niańczyć jakiegoś rozpieszczonego dzieciaka, który mieszka u swojego kochasia i nie ma nic do roboty ze swoim nędznym życiem.
- Jeszcze się uczysz? - dodał po chwili namysłu, przekrzywiając lekko głowę. Nie, żeby on gardził szkolnymi szczeniakami... Po prostu uważał to za stratę czasu i atłasu. Nie dało się jednak ukryć lekkiego, zniesmaczonego skrzywienia po tym pytaniu.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Czw Maj 08, 2014 7:56 am

- Myślę, że laską kobieta może być zawsze, nieważne jaki ma wiek – wyparował ze swoją mądrością, chociaż cholera go wie, czy naprawdę tak uważał. Przecież Vincent był – mimo wszystko – płytki. Co z tego, że głównie dla własnej osoby?
Oczywiście, czuł na sobie badawczy wzrok jego nowego kolegi, ale był do tego przyzwyczajony, nie tylko ze względu na to, że był gwiazdą – żyli w czasach, w których ocenia się każdego, bez wyjątku. Nie inaczej było z Vincentem, który był coraz bardziej upewniany w tym, że brunet na pewno nie był jednym z tych bogaczy, więc i apartament nie może być jego, nawet, jeśli w papierach widnieje jego nazwisko. Nie oszukujmy się, bogacze prezentują pewne stałe cechy zachowania bądź charakteru, a póki co, panicz Star w Arrow tego nie dostrzegł. Ale czy to go na dłuższą metę obchodziło? Nie, był po prostu znudzony.
Uśmiechnął się kącikiem ust na kolejny komentarz.
- A co, już zdążyłeś odwiedzić jej mieszkanko?
Założył nogę na nogę, machinalnie wygładzając spodnie, a nogawki podciągając bardziej ku bucie. Najwidoczniej, cały ten niezbyt schludny, bardziej prowokacyjny wizerunek był planowany, tak samo jak i niedopięta koszula. Wszystko było na swoim miejscu.
Spojrzał krótko na faceta, słysząc kolejne pytanie. No prawie jak na policji, jak go raz złapali pod wpływem alkoholu dwa lata temu. Z tą różnicą, że nie było whiskey. A szkoda, bo jeden policjant był naprawdę męsko-seksowny.
Zniesmaczony uśmiech wywołał u niego nie tyle zaskoczenie (chociaż to też), co rozbawienie. Dante nie wyglądał na wiele starszego, więc jego zachowanie było niezbyt mądre. A może po prostu używa bardzo dobrych kremów?
- Za rok kończę Traditional Royal School. Jestem na profilu muzycznym i czuję się, jakbym był na rozmowie kwalifikacyjnej, a nie złożył wizytę swojemu sąsiadowi, żeby ukochać go whiskey. Ale wiesz, Dante... - zmrużył lekko oczy, posyłając mu krótkie spojrzenie i uśmieszek - … wyczuwam bratnie dusze, i te sprawy. Napijmy się za to – uniósł szklankę whiskey i niemal duszkiem opróżnił całe szkiełko, a w finale skrzywił się mocno i chwycił za gardło. Ale zadowolony. Pewnie każdy inny, bardziej grzeczny dzieciak już leciałby po popitkę, mimo że nie była to wódka. Już czuł to przyjemne ciepło, które rozlewało się mu po ciele.
Oblizał wargi, dopiero teraz delektując się smakiem swojego wyboru. Dobrze, że Dante umilał go czas, bo tak jak planował, myśli nie podążały w niewłaściwym kierunku.
- Gardzisz moją osiemnastką, a sam nie wydajesz się być dużo starszy. Chcesz poopowiadać mi o swoim cud-miód kremie, czy o życiowym doświadczeniu? – zapytał, chociaż wcale nie urażony.
To było niemal jak komplement!
Co jak co, ale osobnik przed nim był mu obojętny, mimo tego, że wyczuwał bratnią duszę. Nie wydawało mu się, żeby ten koleś, wyglądający na jakieś dwadzieścia powinien tak reagować na jego naście. Toż to wspaniała liczba!
Westchnął ciężko, aż samemu wstając po butelkę i dolewając sobie whiskey, od serca. Lód jeszcze nie zdążył się roztopić, więc nie musiał sięgać po nowe kosteczki. Rozejrzał się po kuchni, opierając się pośladkami na blacie, przy okazji lądując obok jego nowego kolegi. Nagle wyciągnął gałąź do jego karku i przyciągnął do siebie, jak prawdziwego kumpla i patrząc na niego z ukosa wyszedł z luźną propozycją:
- Podobno ma grać fajny zespół w Rainbow. Chcesz iść ze mną, czy mnie zostawisz? – uniósł pytająco brewkę. To bynajmniej nie miało być zaproszenie na randkę, ani żadna gra wstępna. Po prostu nie miał z kim lepszym iść. Puścił mu oczko i puszczając pana-dojrzałego-i-starszego, upił porządnego łyka whiskey. Najwidoczniej bratnia dusza w starciu z alkoholem nie miała żadnych szans.

Vincent był w mieszkaniu Dante, dopóty whiskey się nie skończyło. Pogadali i tak dalej, blah blah blah i to by było na tyle. I nastał nowy dzień.

[z/t]x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Czw Cze 12, 2014 8:24 pm

Przejażdżkę autem brunet przeżył beznadziejnie. Właściwie tylko fakt, że musiał pilnować blondyna utrzymał go w stanie względnego spokoju psychicznego. Kilka razy zwrócił uwagę taksówkarzowi, że ten nie musi aż tak szybko jechać i w efekcie musiał potem go przepraszać i podarować parę funtów więcej, niż ustawa przewiduje. Cudownie, pełna porażka. Do tego odruchowo rzucił adresem swojego apartamentu i w efekcie znaleźli się u niego. Gustavowi chyba było to obojętne, nie wyglądał na specjalnie przytomnego. Tak czy inaczej Arrow zaprowadził go na górę, uśmiechając się pozornie niewinnie do recepcjonistek, a potem położył mężczyznę. Tak, na kanapie. Była jednak na tyle duża i wygodna, że mogła śmiało uchodzić za łóżko małżeńskie. Jeden plus, że Waddington postarał się przy kupowaniu mu mieszkania.
Brunet pomógł mu zdjąć marynarkę, a nawet przyniósł koc i pozwolił zasnąć. Sam zgasił światło bez słowa i poszedł sobie zrobić coś do jedzenia. Normalnie zapewne poszedłby spać, ale stan blondyna go niepokoił. Przez kilka chwil rozważał nawet wezwanie karetki, ostatecznie jednak zrezygnował z tego pomysłu. Zamiast tego wziął sobie książkę o przyczynach społecznych wzmagającego się zjawiska homoseksualizmu, kanapkę i herbatę, a potem usiadł na fotelu niedaleko blondyna, włączył mniejsze światło i zabrał się za lekturę. Co jakiś czas kontrolował stan Gustava i gdzieś koło trzeciej, lub czwartej nad ranem odpłynął, nieprzejęty niewygodną pozycją.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Czw Cze 12, 2014 8:29 pm

Wydawało mu się, że nie myśli o niczym, nawet nie czuł zbyt wiele, po prostu był. Dostrzegał wiele, coś słyszał, czuł zapach zatęchłego powietrza, mimo to wszystkie te bodźce zdawały mu się tak dalekie, jakby dzieliły je od niego kilometry. Zaprzestał rozumować, jego organizm najwidoczniej całkowicie poddał się działaniu nieokreślonej substancji. Wyprowadzony przez Arrowa z pomieszczenia, starał się trzymać fason, jednak było to trudne zważywszy na to, że nie mógł pewnie stanąć na własnych nogach. Czuł się dziwnie z tym, że nie może o sobie decydować, bo tym razem musiał w pełni zdać się na inną osobę i to go niezwykle mierziło. Dość szybko znaleźli się na zewnątrz, co nieco go uspokoiło, jednak chłodne powietrze nie mogło go w żaden sposób ocucić. Mocniej zamknął oczy, prawie wisząc na brunecie, co z całą pewnością musiało wyglądać okropnie. Jakim cudem znalazł się w takiej sytuacji? No tak, z powodu swojej własnej głupoty.
Ledwo co zauważył, że znalazł się w taksówce, a już musieli z niej wysiadać. Półprzytomnie wysiadł z samochodu, w czym rzecz jasna musiał mu pomóc Dante, w przeciwnym razie nie wywlekłby się z pojazdu nigdy. Ruszyli dalej przechodząc przez drzwi wejściowe, następnie minęli recepcję i skierowali się do windy, aby przejechać te kilka pięter i wysiąść z niej w ciszy. Jak to dobrze, że wreszcie znaleźli się w jakimś przyjemnym, znanym Gustavowi miejscu. Blondyn został położony na wygodnej kanapie, co rzecz jasna przyjął z wielką aprobatą, którą wyraził gardłowym pomrukiem. Nigdy by nie pomyślał, że z tak wielką przyjemnością przyjdzie mu kiedykolwiek się położyć. Był wykończony i niechętnie otwierał oczy, gdy wyczuwał obecność młodego mafiozy. Krzywił się okropnie, kiedy został zmuszony do zdjęcia marynarkę, jednak starał się współpracować. Był niebywale potulny, przez co Dante nie miałby z nim jakiejkolwiek zabawy. Hrabia Sandwich wymamrotał nad wyraz niewyraźnie podziękowanie pod nosem, gdy został przykryty kocem i zaraz odpłynął. Najwidoczniej nie potrzebuje wielkiego łóżka i mnóstwa poduszek pod głową do tego, aby spokojnie zasnąć.
Poruszył się leniwie na kanapie, co oznaczało, że powoli się budził. Leniwie uchylił powieki, aby ujrzeć jasny sufit. Strzępy wspomnień z ostatniego wieczoru z coraz większą siłą uderzały w jego obolały umysł. Co poczuł pierwsze? Ból głowy. Tępy ból, który był bliski rozsadzeniu mu głowy. Jak to dobrze, że to niekomfortowe uczucie szybko minęło, w przeciwnym razie zacząłby wrzeszczeć. Niepewnie poderwał się do siadu, po czym trwał w tej pozycji jeszcze przez chwilę. Zaczął wolno rozmyślać nad tym absurdalnym zajściem. To musiał być środek odurzający, innego nawet nie brał pod uwagę. Prawdopodobnie podano mu kodeinę, która często otępia i wywołuje senność. Szybko skupił się na inny aspekcie, czyli na tym, jakim cudem dał się oszukać obcemu mężczyźnie. Zaintrygowała go dumna postawa, przystojna twarz, również dał się zwieść drogiemu garniturowi stworzonemu przez jednego ze słynnych projektantów. No i jeszcze drogi zegarek. Chciał upojnej nocy, a tymczasem otrzymał upokorzenie.
W absolutnej ciszy spojrzał na śpiącego na fotelu Arrowa, który go tej nocy uratował. Zawdzięcza mu naprawdę wiele, lecz nie mógłby tego przyznać, po prostu nie ma na to szans. Duma powróciła, lecz na chwilę obecną nie miał zamiaru się nią unosić. Zdjął z siebie koc i bez przeszkód wstał z kanapy. Podszedł do gospodarza i zgasił lampę, odebrał książkę, aby odłożyć ją na bok, a na koniec okrył go jeszcze ciepłym kocem. Bezszelestnie skierował się w stronę kuchni, tam odnalazł szklankę i nalał do niej wody z kranu. Łapczywie upił kilka łyków chcąc w ten sposób zwalczyć suchość w ustach. Otworzył szeroko lodówkę i wyjął z niej masło, ser żółty, szynkę, pomidor i ogórek na kanapki, jednak przygotował też jajka i margarynę na jajecznicę. Dwie spore kanapki przygotował w mgnieniu oka, następnie odłożył talerz z nimi na bok. Na spokojnie wyjął z szafek kuchennych głęboki talerz i patelnię, na której zaraz rozpuścił margarynę. Rozbił trzy jajka, wylał je na patelnię i ściął na miękko, a na koniec przełożył je na talerz.
I jak skończył? W ramach podziękowania robił mu śniadanie, próbując przy tym zachowywać się jak najciszej. Nie stać go na otwartość, nie w tej sytuacji. Niewiele myśląc zasiadł na jednym z krzeseł w kuchni i czekał na chwilę, w której Dante wejdzie do kuchni. Dla swojego dobra wolał go nie budzić, poniekąd bał się rozmowy między nimi. Cholera, nie przeżyje pouczania przez o dwa razy młodszego osobnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Czw Cze 12, 2014 8:30 pm

Dante potrafił spać i po piętnaście godzin na dobę. W dowolnej pozycji. A potem dobudzać się kolejne dwie. Właściwie nie istniała możliwość, by zadowolił się raptem kilkoma godzinami snu, dlatego całe szczęście, że i Gustav przespał dobre parę godzin przez wlaną w niego chemię. Brunet właściwie zamierzał przy nim czuwać, ale nie czuł się aż tak winny, a poza tym... On potrzebował snu jak powietrza.
Nie obudził się razem z blondynem, właściwie nawet nie zauważył, że został tak uprzejmie potraktowany. Dopiero, gdy głowa całkiem mu się zsunęła, przez brak oparcia na książce, na chwilę odzyskał bardzo względną przytomność. Zamrugał powiekami, rozglądając się jak zagubione pisklę. Odnotował pustą kanapę, a potem znowu zapadł w letarg. Do jego mózgu niesamowicie powoli docierał bodziec, że coś jest nie tak, jak być powinno. Gwałtownie się wyprostował, ponownie otwierając oczy i jeszcze raz rozejrzał po pomieszczeniu. Tak, stanowczo brakowało w nim jednego istotnego elementu, o który tak dbał przez niezły kawałek poprzedniego wieczora i nocy.
Arrow uniósł się, zaplątując w kocu. Zamachał rękami i rzucił go gdzieś na ziemię, a potem zmrużył oczy, próbując skupić się na dźwiękach. On naprawdę, naprawdę, rano nie żył. Kompletnie. Nawet, jeśli rano było bliższe popołudnia. Coś słyszał... Coś... coś... Tak! Kuchnia. Obrócił się na pięcie i skierował w stronę tego pomieszczenia. Za pierwszym podejściem najzwyczajniej w świecie wylądował w ścianie, tuż przy drzwiach. Stęknął z niezadowoleniem, przesunął się od przeszkody i spojrzał zmrużonymi oczami w głąb aneksu kuchennego. Dostrzegł blondyna siedzącego przy stole. Czyli żył. Okej, mógł wrócić do drzemania.
Chociaż nie, lepiej nie. Warto się upewnić, czy jednak z szefem wszystko okej.
Wywrócił oczami, w duchu sam krytykując własną słabość, a potem podszedł do wyspy na środku kuchni, usiadł na krześle i wlepił spojrzenie w Waddingtona. Wyglądał całkiem nieźle, jak na jego półprzymknięte i lekko załzawione oczy.
- W porządku? - Rzucił chrapliwie, bardziej z poczucia obowiązku, niż rzeczywistej potrzeby. A potem położył głowę na stole, ukrytą za zgiętymi rękami i przez chwilę tkwił w bezruchu, drzemiąc. Jego kontakt ze światem był mocno ograniczony, jednak czuł gdzieś w głębi, że musi wrócić do żywych. Bardzo niechętnie przetarł twarz dłońmi i ponownie spojrzał na Gustava. Zakrył ręką usta i ziewnął długo, zamykając oczy. Niemal zasnął znowu.
Na pewno przedstawiał sobą interesujący widok. Nie było w jego zachowaniu ani grama wyższości, pewności siebie, czy buntu. Miał wciąż na sobie białą koszulę z dnia poprzedniego, pomiętą, oraz ten jeden kolczyk, sztangę, w uchu. Do tego włosy zamiast być jakoś agresywnie ułożone, leżały przyklapnięte, częściowo z jednej strony głowy, a częściowo z drugiej.
Ziewnął cicho znowu, a potem rozejrzał się po kuchni, szukając sobie czegoś płynnego do nawilżenia ust i gardła po nocy. Wraz z chwilą, gdy zaczął się budzić, zaczęły go boleć plecy i ramiona, a do tego docierało nieprzyjemne uczucie nieświeżości. Jego myśli podążyły już gdzieś w stronę łazienki, póki co jednak kompletnie się nie nadawał do wstania i ruszenia bezkolizyjnego w jakimkolwiek kierunku. Westchnął cicho i zogniskował wzrok z powrotem na blondynie.
- Mieliśmy szczęście - mruknął z prostotą. - Nie jestem żadnym bossem mafii, żeby tak móc latać i przemawiać do rozsądku pazernym kretynom. - Pokręcił lekko głową. Powiedział raptem dwa zdania, a zdawały się one kompletnie nie pasować do jego typowego wizerunku. Częściowo bez wątpienia wynikało to z faktu, że jeszcze znaczna część jego mózgu spała. Częściowo jednak była to zwykła szczerość. Pokazywał sobą jasno, że nie ma się za pana wszechświata, oraz że niezmiernie denerwuje go ludzka głupota. Nie wytknął jednak geniuszu szefa RoboticsUNION. Pokazywanie, że ma się nad kimś władzę, a mieszanie go z błotem, to były dwie różne rzeczy. Tak jak Arrow nie lubił znęcać się nad innymi fizycznie, tak i psychiczne formy przemocy go nie zachęcały. Wolał łamać bardziej subtelnie... I nie wprost, co zresztą na pewno zdążył zauważyć hrabia Sandwich.
Brunet przeczesał dłońmi włosy, układając je chociaż po jednej stronie, a potem podpełzł do czajnika i włączył wodę na herbatę. Stał mało stabilnie, lekko kiwając się to w przód, to w tyłu, wciąż nie mogąc się wybudzić. Mogło to trwać nawet i godzinę. A niechęć do jakiegokolwiek wysiłku mogła pozostać mu nawet i przez dwie.
Zamilkł. Jeszcze jedna rzecz nie pasowała w jego zachowaniu – wciąż nie domagał się żadnego odwdzięczenia. Ba, nawet nie zażądał napoju, sam grzecznie po niego poszedł! Stał tak, odwrócony tyłem do blondyna, opierając się czołem o szafkę i kiwał. Przysnął znowu, jednak dźwięk zagotowanej wody go obudził. Machinalnie zrobił sobie herbatę, a potem wrócił na krzesło i wypił od razu parę łyków. Miał zwyczaj dolewania przegotowanej wody, o temperaturze pokojowej, do gorących napojów, dzięki czemu mógł od razu cieszyć się ich smakiem.
Nieświeża koszula coraz bardziej mu przeszkadzała, również ciepło po napoju bogów rozlało się po jego ciele i sprawiło, że jego temperatura, jak i przytomność, gwałtownie wzrosły. Rozpiął biały materiał, kompletnie nie krępując się towarzystwem niemal obcego faceta. Zaraz zrzucił z siebie zbędną część odzieży, zostając jedynie w spodniach od garnituru i demonstrując całkiem zadbane ciało. Co ciekawe, praktycznie całkiem ogolone. Wyraźnie o siebie dbał, chociaż widać było ślady po dawnych ekscesach, ulicznych walkach, czy może więzieniu. Nadawało to jednak szczupłemu, ale wystarczająco umięśnionemu facetowi więcej męskości. Tatuaż węża był całkiem widoczny i idealnie wpasowywał się w wizerunek buntownika. Najwidoczniej zdążył się zagoić, bo nie było na nim już żadnych opatrunków.
Brunet sięgnął lewą ręką za prawe ucho, szukając swoich nieodzownych ćwieków. Bezskutecznie. Mruknął z niezadowoleniem i opuścił drugą dłoń do kubka herbaty, popijając powoli napój. Westchnął, gdy dokończył całkiem spory kubek, przeciągnął się, a potem spojrzał uważnie na blondyna. Oprzytomniał już niemal całkowicie. Czekał na coś, ciężko powiedzieć, na co konkretnie. Może na podziękowania?
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   Czw Cze 12, 2014 8:31 pm

Pomimo przeżyć z ostatniej nocy, którą pamiętał jak przez mgłę, czuł się dość dobrze, a przynajmniej lepiej niż można by podejrzewać. Jakoś się trzymał - przemieszczał się bez jakichkolwiek przeszkód, znów nosił prosto i przede wszystkim zaczął bez trudu myśleć. Stopniowo wszystko układał sobie w głowie, co też pozwalało mu powrócić do codzienności. Musiał jak najszybciej uporać się z tym upokorzeniem, jakie go spotkało i widmo którego jeszcze go prześladowało. Przez chwilę miał się za prawdziwego śmiecia, ale na szczęście odrzucił podobne przypuszczenie, na nowo budując całą swoją pewność siebie, przy okazji powracając do dumy. Nie miał zamiaru dać po sobie poznać, że coś mogło być nie tak, dlatego też starał się maską powagi wymieszaną z pozornym spokojem zamaskować te wszystkie nieprzyjemne doznania, z jakimi się zmagał. Wziął głęboki wdech, beznamiętne spojrzenie kierując na przygotowane przez siebie śniadanie. Na pewno nie jest ono wystarczającą rekompensatą za kłopoty, jakie sprawił młodemu mafiozie, z czego zdawał sobie doskonale sprawę, mimo to nie mógł się przemóc i podziękować. Trudno mu będzie spojrzeć w te nietypowe oczy, a co dopiero wydobyć z siebie słowa wdzięczności.
Kiedy Dante wkroczył do kuchni, po wcześniejszym spotkaniu ze ścianą, wyglądał dość nietypowo. Wszystkie jego ruchy były na wyraz leniwie, wzrok z lekka zamglony, powieki jeszcze nie do końca się uchyliły, z kolei włosy były w istnym nieładzie, tak samo jak elegancki ubiór buntownika. Błąd, ten strój był elegancki, dopóki nie był tak wymięty. Koszulka Gustava i garniturowe spodnie wcale nie prezentowały się lepiej, jednak udawał, że wcale tego nie zauważa. Dla swojego dobra odpychał od siebie ten fakt, broniąc się tym samym przed całkowitą kompromitacją. Miał dość ośmieszenia, choć podświadomie czuł, że go nijak nie uniknie. Zresztą, w oczach Dantego wyszedł już na kompletnego głupca, co byłoby mu obojętne, gdyby nie to, że nie mógł się przed tą opinią obronić, gdyż zam wiedział, że dał się zwieść jak dzieciak.
- Tak - odpowiedział spokojnie, odrobinę dziwiąc się, iż to pytanie padło. Sądził, że jego rozmówca rozpocznie ich rozmowę wrednym komentarzem z podłym uśmieszkiem. Wychodzi na to, że tak naprawdę to Waddington jest tym, który nie dostrzega prawdziwego Arrowa. Chciał postrzegać go jako zło konieczne, tymczasem miał on dobre strony. Nawet jeśli cała jego troska wynikała z tego, iż nie chciał stracić kury znoszącej złotego jaja, to jednak wykazał się jakiś współczuciem.
Hrabia przyglądał się zachowaniu Dantego z zaciekawieniem, czego nie starał się ukryć. Ziewnięcie jasno wskazywało na to, że brunet wolałby znaleźć się w łóżku niż siedzieć w kuchni, ale najwidoczniej czul się w obowiązku, aby towarzyszyć swojemu gościowi. Powinien od razu ruszyć do sypialni, wtedy Gustav może poczułby się ciut lepiej i może nie myślałby, że jest mu coś winien. To potworne uczucie obowiązku odwdzięczenia mu się w jakikolwiek sposób sprawiało, że chciał opuścić apartament, na koniec wizyty trzaskając drzwiami.
- Musiałem sprawić ci mnóstwo kłopotów - odrzekł po jego jakże szczerych słowach, nie wiedząc zbytnio co innego miałby powiedzieć. - Przepraszam za wszelkie niedogodności, jakie cię przeze mnie spotkały. Nie wiem jak, jednak wiem, że jakoś ci to wynagrodzę.
Znów był zdany na jego łaskę. Stał więźniem nie tylko jego życzeń, również został niewolnikiem zobowiązania, jakim było sowite odwdzięczenie się mu. Obawiał się tego, że brunet wsunie natychmiast swoje żądania, tymczasem on trwał w przyjemnej ciszy, która koiła nerwy Gustava. Z pewnością miał kilka poleceń do wydania, lecz nie miał chyba zbytnio do tego głowy, skoro jego umysł jeszcze porządnie się nie ocknął, również. Wiele jest plusów z jego niewyspania i blondyn dostrzegł je natychmiast. Rzecz jasna nie ma zamiaru dzielić się z nim swoimi spostrzeżeniami, w końcu nie będzie działał na własną szkodę.
Szlachcic nie odzywał się, wolał trwać w jak najbardziej odpowiednim milczeniu. Gdy Arrow powstał, wydawało mu się, że ruszy do sypialni. Pomylił się, brunet skierował się do czajnika, aby zrobić sobie herbaty. Leniwie przeniósł wzrok na talerze z jedzeniem, jednak szybko spojrzenie stalowoszarych oczu powróciło na postać młodszego mężczyzny, gdy ten zdjął pomiętą koszulę. Blondyn musiał w duchu przyznać, że ma do czynienia z przystojnym mężczyzną. Dante prezentował się naprawdę dobrze bez górnej części ubioru. Smukły, a jednak ładnie zbudowany, gdzieniegdzie miał drobne blizny, no i na jego ręce gościł świetnie zrobiony tatuaż węża. Kiedy tak stał i popijał herbatę, dyrektor RoboticsUNION zastanawiał się, co jeszcze powinien zrobić. Śniadanie nie wystarczy, to wiedział na pewno, jednak wciąż nie potrafił zmusić się do prawdziwego podziękowania. Zajrzał w oczy bruneta, jakby w nich szukając odpowiedzi.
- Jeśli czujesz się zmęczony, powinieneś się położyć.
Próbował jakoś wykręcić się od podziękowań zwyczajną troską o niego, do której nawet się nie zmuszał. A jednak gdzieś tam w nim tliła się wdzięczność, dzięki czemu potrafił być bardziej życzliwy niż zazwyczaj. Spokojnie rozpiął dwa guziki koszuli, aby dać sobie nieco więcej swobody. Musi odetchnąć, w przeciwnym razie rozsadzi go ciśnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gniazdko Dantego Arrowa.   

Powrót do góry Go down
 
Gniazdko Dantego Arrowa.
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: