IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wolf & Vincent

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Wolf & Vincent   Sob Maj 03, 2014 3:37 pm

Człowiek jest istotą na tyle rozumną, by wyciągnąć wnioski ze swoich błędów. Czasami jednak zdarza się, że nauka nie została wpojona i wciąż powtarza się ten sam żałosny schemat. Matt wplątał się po raz kolejny w niezłą kabałę, cierpiąc tym razem naprawdę boleśnie. Żadne znane mu sztuczki nie pomogły uniknąć zadanych ciosów. Oberwał mocno w brzuch i w lewą łopatkę i coś jeszcze, ale nie wiedział w konkretnie w co. Sam przez jakąś krótką chwilę miał wrażenie, że coś chrupało. Nie chciał wiedzieć czy to przypadkiem była jego kość. Jak powiadają nawet czasem na porządny wpierdol trzeba sobie zasłużyć. Zapewne złamany nos, nowa blizna nad okiem i strzał z kolana prosto w męskie krocze stu kilo było powodem obrażeń Wolfa.
Pewnej pięknej letniej nocy, gdzieś w jakimś londyńskim parku siedział na ławce cały we krwi, nie tylko własnej, Wilk. Określenie jego postaci jako nocnej maszkary było adekwatne bardziej niż zazwyczaj. Przetarł zabrudzonym nadgarstkiem oko, czując jak drobne igiełki wbijają się w jego rogówkę. Nieprzytomnie spojrzał na otoczenie. Z pewnością nie potrafiłby powiedzieć jak tu doszedł, czy raczej doczołgał, tym bardziej określić pobliskich ulic, nie znając kompletnie Londynu. Nawet miałby problem z wysłowieniem swojego imienia i nazwiska.
Charknął niczym styrany górnik po dniówce próbując wstać. Mięśnie brzucha nie pozwoliły na ten czyn. Jednak Wilk nie jest z tych co się poddaję. Spróbował jeszcze raz. Znów go ściągało w dół. Siedział niczym zmarnowany zwierzak nie mając pojęcia co robić. Ból nie pozwalał mu odpłynąć wprost w ramiona Morfeusza. Spojrzał nieco martwym wzrokiem w niebo. Wydawało się co dziwne czyste jak na angielską pogodę. Nawet zauważył parę gwiazd i konstelacji, ale nie był w stanie rozróżnić jakie. Czekając aż ciało się chociaż minimalnie zregeneruję, rozejrzał się przytomniej po okolicy. Jak na porę była opustoszało i co słusznie Matt zauważył park nie lokalizował się w pobliżu centrum. A czym dalej tym przecież niebezpieczniej. Przecież już ktoś za pewne czeka na wykończonego Wilka, aby go dobić. Dreszcze naprężyły w nieprzyjemny sposób ciało chłopaka. Ból ciągle był obecny, ale poziom adrenaliny skoczył wyraźnie w tętnicach Wolfa. Wstał mimo długotrwałego zdrętwienia. Oddychał ciężko, robiąc powoli krok w przód, jednocześnie chcąc biec. Skrzywił się. Nie było szans na szybką ucieczkę stąd. Powłóczył nogami. Zagryzł wargę i popłynęła strużka krwi. Przymknął powieki mając nadzieję, że pozwoli mu to szybciej i sprawniej iść. Placebo zadziało. Na ślepo zmierzał do celu. Wszystko szło dobrze, dopóki nie napotkał przeszkód w ludzkiej formie jak przypuszczał. W ostatniej chwili złapał osobnika za ramiona chcąc wykorzystać ją w ten sposób. Jednak wyczuł, że sylwetka persony jest koścista. Czyżby jakaś dziewczyna z niedowagą? Zachwiał się puszczając swoja podporę. Machnął rękami przed postacią, że akt dokonany przed chwilą nie był zaplanowany. Nie widział w tych ciemnościach twarzy napotkanej osoby. Chciał być w domu, opatulany kocykiem i dostać herbatę z sokiem malinowym swojej matki, ale na to szans tutaj nie miał. Tylko letni chłód i czarne kontury.

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.




Ostatnio zmieniony przez Wilk dnia Nie Maj 04, 2014 7:28 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Nie Maj 04, 2014 2:43 am

Dwa lata wcześniej, kiedy to Vincent nie był nawet wschodzącą gwiazdą, a raczej utalentowanym gówniarzem z paskudnym charakterkiem, który starał się wcisnąć (powolutku, i niekoniecznie to tempo było z jego własnej woli) do show biznesu, kiedy to zawarł diabelski pakt z menadżerką, który mówił krótko i wyraźnie, że już nigdy więcej nie tknie żadnych narkotyków; ani w proszku ni w płynie, ani nie pozwoli, żeby cokolwiek go złamało bez jej zgody... te lata wcale nie były tak odmienne od tego, co czekało go w niedalekiej przyszłości. Imprezowanie, pieprzenie, krótkie, ale intensywne zauroczenia, czasem dorzucając do tego krótki etap czasu masochistycznego pracoholizmu i kryzysu emocjonalnego - od bynajmniej roku, te stany, bardzo często nakładane na siebie, nie były mu obce.
Tak samo, jak i nieregularne spanie oraz wegetowanie na energetykach, żeby przetrwać dwadzieścia cztery godziny harówki.
Nie inaczej było dzisiejszej nocy.
Panicz Star zaliczył sadyzm psychiczny od nauczycielki śpiewu (z jakim sukcesem, już tak głos mu się nie chwiał!) i ogólne zmęczenie nie przeszkadzało mu w odhaczeniu kolejnego punktu dnia na niematerialnej liście - impreza.
Koniec lata; noce były coraz chłodniejsze. Czarna postać, jakby nieczuła na piękno natury, całkiem żwawo stawiała kolejne kroki. Cel podróży? Klub gejowski, oczywiście. Vincent był personą, która już była całkiem znana w tym świecie i dawała spore napiwki, więc niektóre już bezproblemowo go wpuszczały. Pogrążony w swoich myślach, w których co rusz powtarzał (marną, bo marną) rolę, nie zważał na świat zewnętrzny, dlatego gwałtownie wyrwany ze swoich czterech ścian, napiął się cały, jakby gotowy do ucieczki, czując nagle spory ciężar ciała na swoich plecach. Nie krzyczał (przecież to takie niemęskie!), ale gwałtownie odwrócił głowę, żeby spojrzeć na niewyraźną, dużą plamę. Światło pojedynczych latarni było skąpe, tak samo jak i ich ilość na tej gorszej ulicy. Osobnik najwyraźniej nie miał zamiaru zrobić mu krzywdy, gdyż ten go puścił i gwałtownie się zachwiał; brunet od razu to wykorzystał, odwracając się przodem do - prawdopodobnie - pijaka. Darował sobie irracjonalne i niepotrzebne pytanie, jakim jest "Czy wszystko w porządku?" - wyciągnął telefon, odblokował i oświecił nim twarz swojego potencjalnego oprawcy. Na bladych wargach pojawił się grymas, jakby był zniesmaczony brakiem estetyki na poharatanej, poobijanej i zakrwawionej - zapewne nie tylko - twarzy, ale w oczach pojawił się błysk fascynacji, a była ona na tyle silna, że zdecydował się objąć dziwnego osobnika z - jak sądził - albinizmem, a rękę przerzucić sobie przez kark. Nie był zbyt silny, więc nawet nie miał zamiaru bawić się na dłuższą metę w herosa, a ciało, po solidnym odwyku, najwidoczniej też też nie. Miał bliżej siebie jego twarz, która dokładnie obejrzał, przy czym białowłosy został nieznacznie wygięty, w kierunku światła latarni i telefonu.
- Krew z białych włosów ciężko schodzi - zdecydował się odezwać, a głos miał bardzo melodyjny i przyjemny dla ucha, mimo delikatnej chrypki - Wiesz... ale to takie cool, nie? - zamruczał cicho, wlepiając spojrzenie bezpośrednio w czerwone tęczówki. Cholera, było to seksowne, nawet bardziej z tą zakrwawioną twarzą - na tyle, że nawet nie baczył na to, że zapewne teraz sam był usyfiony.
Ponownie zbliżył swoją twarz do jego - nie wyczuł alkoholu. Zwykły awanturnik, czy zwykła ofiara? Logika Vincenta mówiła, że mięśnie zdradzały to, że było to tym pierwszym.
I w końcu dał ulżyć kręgosłupie nieznanemu - wydawać by się mogło, że w tej chwili bezbronnemu - koledze. Oblizał krótko wargi, rozglądając się krótko na boki, jakby drzewa i poniszczone domy miały mu powiedzieć i co dalej.
- Jeśli obiecasz mi, że mnie nie zjesz, to zapraszam do swojego apartamentu. Nie jest daleko - zaproponował dość lekkomyślnie, ale jego wewnętrzny drapieżnik nie wyczuwał realnego zagrożenia.
A pobity nastolatek nie miał większego wyboru.
Próżna natura była zafascynowana jego osobliwą urodą, na tyle, że nawet zrezygnował z imprezy, a wierzcie mi, to już było c o ś.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Cze 16, 2014 11:45 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Sro Maj 07, 2014 1:30 am

Wilk nigdy nie liczył na miłosierdzie, szczególnie osób trzecich. Każdy ma jakiś interes, który musi załatwić, a wykorzystywanie do tego kogoś innego jest łatwe i na miejscu, przecież po cholerę mamy się z tym męczyć?
Niepodziewanie, jednak udzielono mu pomocy. Matt wyczuwał w tym podstęp. Może jednak czają się na niego aby go dobić a ta osoba tutaj chce go wystawić na pożarcie stada wygłodniałych żądzą mordu, by szczytować w czasie najwyższego okrucieństwa? Można tylko gdybać. Jak wcześniej czuł tylko drobne igiełki wkuwające się w rogówkę, to teraz zadziałanie ostrym światłem nie dość, że oślepiło go w pierwszej chwili, to ból zmienił natężenie, przypominając wbijanie noży. Czy z krwistych tęczówek leje się strumień krwi? Po dłuższej chwili jasność została zaakceptowana i znów Wolf widział osobnika. Nie wiedział nadal czy to kobieta czy mężczyzna. Sam niewyraźnie widział postać, ale niebieska kolor oczu powodował zachwyt nawet u takiego Matta. Na szczęście dziwne zamroczenie całą sytuacją szybko minęło. Rozpoznał jego spojrzenie, było zbyt dobrze znane albinosowi. To wścibskie wpatrywanie się w jego tęczówki i włosy jak coś niezwykłego. Zmarszczył czoło, wyglądając nieco szpetniej w takim przypadku. Po cichu była nadzieją, że twarz czerwonookiego nie ucierpiała na tyle, aby jakieś ślady po opuchliźnie czy piękne pamiątki w formie nowych blizn się nie objawiły.
Wystarczył, że się odezwał raz i już nieświadomie odpowiedział na nurtujące pytanie jakie jest płci. Przyjemny głos pieścił wręcz wrażliwe uszy Wolfa. Przez chwile przeszło mu przez głowę, że mógłby go zawsze słuchać jeśli powie nawet najgłupszą rzecz. Jednak musiał wyrwać się z tej utopi wprost w ramiona okrutnej rzeczywistości.
- Mówisz jak specjalista... Doświadczenie? - wycharczał z niemałym wysiłkiem, ale niezwykle go zainteresowała skąd ta wiedza. W sumie Matt nie miał nigdy wcześniej pobabranych kłaków od krwi. - Cool? - automatycznie brew powędrowała ku górze. - Krew cie jara czy co? - miał złe przeczucia, ze skończy na jakimś ołtarzyku pociachany. Chociaż to jego wpatrywanie było gorsze, bo krepujące. Naprawdę bezczelnie się wgapiał, ale Matt nie miał mu sił zwrócić uwagi taką błahostką. I po chwili zaczął mu ten obcy pomagać. Dziwne uczucie, zostało dodane do kolekcji Wolfa. Nigdy nie oczekiwał na ratunek z zewnątrz. Nauczył się, że może polegać tylko na sobie, więc niemałe zaskoczenie wzbudził czyn nieznajomego. Wpatrywał się w niego robiąc małe kroki zmierzając w sumie donikąd.
Lekkomyślność postępowania też wprawiła Wilka w zaskoczenie, bo w sumie z jakiej okazji taka dobroć? Bezinteresownie czy wręcz przeciwnie? Coś tu nie grało, ale Matt nie chciał siać zbędnej paniki w swoim umyśle.
- Wyjątkowo nie jestem głodny. - kąciki jego ust uniosły się lekko do góry. Dziwny typ. Nie wiadomo co robił o takiej porze w takim opuszczonym miejscu, a teraz pomaga. Dobroczynność czas zacząć? Przesuwając się do przodu szli w milczeniu w końcu ciekawski Wolf się odezwał.
- Jak masz na imię?

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Sro Maj 07, 2014 8:33 am

Uśmiechnął się kącikiem ust, rozbawiony tym pytaniem. Osobnik najwidoczniej jeszcze nie był na moście między życiem, a śmiercią, jak był skłonny prowadzić pogawędkę ze swoim bohaterem. Ale to dobrze, przynajmniej miał całkiem użyteczny ciężar na rękach.
- Lubię ostrzej się zabawić - w końcu szepnął mu w uszko, żeby zachować konspirację i tajemniczość, jednocześnie nie podając odpowiedzi na talerzu. Była to odpowiedź na dwa pierwsze pytania, te o doświadczeniu z krwią i jaraniu się nią. Był pewien, że koniec końców skojarzy fakty, które z pewnością dotyczyły spraw łóżkowych. Przecież nie wyglądał na awanturnika z takim ciałkiem i włosami (przecież były takie długie, że można było je bezpardonowo złapać i ciągnąć, robiąc z bruneta marionetkę), ale kto ci wie, co robił ze swoimi, oczarowanymi bardziej bądź mniej, ofiarami? Tym bardziej skutymi.
Nie skomentował wzmianki o głodzie, gdyż wiedział, że ten może przyjść w każdej chwili, tym bardziej, jeśli idzie się do jego apartamentu. Oblizał krótko wargi, uśmiechając się kącikiem ust. Zapowiadało się całkiem ciekawie, na tyle, że zignorował ból pleców.
- Vincent.
Nie zapytał się o imię białowłosego, bo po co? I tak jego osoba szybko przeminie, a przynajmniej tak sądził. Nawet nie pytał co się stało i jak, nawet nie proponował pójścia na policję, zero bardziej ludzkich odruchów współczującego człowieka, co mogło zdziwić. Złapał gałąź chłopaka, wygodniej umieszczając ją na swoich barkach, przy okazji machinalnie przybliżył do siebie gościa. Niektóre rzeczy były stałe w jego życiu, tak samo jak i perfumy - męskie, drogie i z piżmem, które czuć było mimo płaszcza.
- Wyglądasz na młodego. Chodzisz do Traditional Royal School? Nie widziałem cię tam, a jestem pewien, że zwróciłbym uwagę - postanowił  zapytać, chociaż na dłuższą metę nie wydawał się być ciekaw odpowiedzi.
Był pewien, że nie chodził, kojarzyłby go, dlatego postanowił wyjść z inicjatywą rozmowy, mając za zadanie szlachetny cel odwrócenia uwagi od bólu, nie tylko białowłosego:
- Tam chodzą straszne snoby. Te chłopaczki z idealnie ułożonymi włosami strasznie zadzierają nosa, nawet, jeśli jakiś tatuś ma po prostu sklep mięsny, liczący się w biznesie - prychnął pod koniec, wysoce zniesmaczony. Hipokryta, bo sam był zarozumiały i arogancki, ale w życiu sam sobie radził, więc sądził, że było to usprawiedliwione. Poza tym, jego ojciec był cholernie szanowany, pracując w bardzo dobrej agencji reklamowej, tego nie można było porównywać do sprzedawania wołowiny!
Chłopcy skręcili, wychodząc z lasu i wchodząc na pełną życia ulicę. Niektórzy patrzyli na nich ciekawsko, drudzy zaś zupełnie ich olali, jakby przyzwyczajeni. Vincent natomiast nie zwracał uwagi na nikogo. Dźgnął palcem w powietrze, wskazując na - wyglądający na drogi i luksusowy - budynek.
- To tutaj. I pośpieszmy się, bo plecy mnie bolą - poskarżyła się księżniczka, faktycznie nieco przyspieszając kroku, nie bacząc na złe samopoczucie białowłosego. W końcu i tak robił już za dużo, mimo że robił to z egoistycznych pobudek.
Każdy bardziej spostrzegawczy obserwator zobaczyłby kamery, które śledziły każdy ich krok. Jakiś duży goryl, jak na zawołanie, wyskoczył z budynku i odebrał albinosa mu z pleców, a Vincent dopiero wtedy pozwolił sobie na skrzywienie się i pomasowanie barków.
- Dzięki, John. Weź go do mojego pokoju.
Goryl przytaknął i zgodnie z poleceniem, złapał mocniej towarzysza, a ten wydawał się być naprawdę drobny przy tym facecie. Powędrował z nim do windy, a Vincent wziął po drodze od recepcjonistki apteczkę, samemu nie mając w pokoju takich rzeczy. Bo po co? Tak dojechali na drugie piętro nowoczesnego apartamentu. Wyszli z windy, a długowłosy zaraz wyprzedził mężczyzn, żeby zgrabnie otworzyć drzwi do swojego gniazdka i przepuścił ich. Padło krótkie polecenie "na kanapę", co goryl chętnie uczynił. Dlaczego? Dlatego, bo przed wyjściem dostał dwadzieścia dolców, jak zapewne się spodziewał i tyle go widziano. Panicz Star postawił apteczkę na stole, pod nosem białowłosego i przyjrzał się mu.
- Poradzisz sobie z tym, nie?

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Cze 16, 2014 11:45 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Nie Maj 18, 2014 1:55 pm

Wyobraźnia Wolfa niebezpiecznie zagalopowała się, przeszukując zamaskowane zakamarki swojego mózgu, jednak słabe zapory pękły i przed oczami pojawiły się brutalne sceny z rodem filmu porno okraszone S&M. Bicze, ciekły metal i inne bolesne przeżycia seksualne. Zdecydowanie Matt za dużo widział, w tym temacie. Dzikie dreszcze przepędziły wzdłuż kręgosłupa Wolfa, na te perfidne słowa, które tylko podżegały jego mózg do podsyłania mu zbereźnych sytuacji, kończących się wiadomo czym. Prowokacja bez dwóch zdań.
Zmęczony umysł nie miał ochoty na walkę ze samym sobą, szczególnie teraz i tutaj w takim towarzystwie. Żołądek ścisnął go boleśnie, dając znak, że w nie najlepszym jest stanie.
Otępiały przez ból, połowicznie słuchał tego co ma do powiedzenia. Zakodował sobie imię chłopaka, chociaż nie wiedział poco. Zaciągnął się niczym palacz powietrzem. Musiał przyznać przed sobą, że brunet ładnie pachnie.
- Ehh... Nie. Jestem tu od trzech dni. - wymówił to chrapliwym głosem, jakby żałował już tu spędzonego czasu w Londynie. Nie, żeby nie lubił tego miasta, ale wolałby teraz być w Monachium i tam po kątach pić ciemne piwo, które bez pytania Wolf zabierał z lodówki. Zimne procenty, ile by dał, aby mieć puszkę w łapie i móc przyłożyć do czoła.
- No to nie za ciekawie. - wybełkotał jeszcze słabszym głosem niż poprzednio. Wizja przedstawiona przez jego towarzysza nie zachęcały pojawić się w szkole dokładnie pojutrze. W sumie nie zwrócił uwagi, że najprawdopodobniej się jeszcze może spotkają, chociaż czy miało to teraz znaczenie?
Hałas podrażnił wrażliwe uszy Wolfa. Nie wydawał się zadowolony z mijanych ludzi, którzy nieco nachalnie się wgapiali. Normalnie nie ruszało by go to, ale dziś miał dość.
- W końcu. - wysypał cicho zadowolony, że trafili w jednym kawałku do celu. Jeszcze parę kroków i będzie może nawet siedział.
Podskoczył na widok ochroniarza. Wolf był absolutnie zaskoczony i przez moment nie rozumiał poco został zawołany. Fakt, że goryl go transportował dalej, nie napawał optymizmem. Niezadowolony Matt nie zamienił wprawdzie słowa do typa, ale rozzłoszczony pokazywał mu co chwile zakrwawione ostre kły. Uważnie rozglądnął się za Vincentem, który na szczęście pojawił się chwilę później. Rzucony niczym laka na kanapę syknął, nawet nie dziękując. Wolf dostrzegł wpychane w łapę pieniądze. Dobroć serca jednak nie istnieje, o czym wielokrotnie miał okazje zobaczyć na własne oczy.
Sięgnął po pudełko z oznaczonym krzyżykiem. Syknął czując szarpanie pokiereszowanego żołądka. Jeszcze się okaże, że ma krwotok wewnętrzny i co wtedy będzie? Odetchnął głęboko, może jeszcze pożyje na tym świecie, nie żeby mu jakoś specjalnie zależało. Otworzył apteczkę i zaczął w niej grzebać, oceniając co jest użyteczne, a co nie.
- Ta, jasne. To nie pierwszy raz. - parsknął cicho w odpowiedzi na pytanie bruneta. uniósł nieco swoją koszulkę ku górze aby zobaczyć stan faktyczny swojego brzucha. Wilk zdawał się nie przejmować, że kogoś takie zachowanie może urazić.Lekko sunął po swoim ciele, chcąc wyczuć, gdzie najbardziej boli.
- Masz może jakieś lustro? - mruknął z prośbą po raz ostatni do nowo-poznanego kolegi.

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Sro Maj 21, 2014 3:55 pm

Czarnowłosy bezwstydnie taksował spojrzeniem jego nowego kumpla. Mógł to robić dyskretnie - na miłość boską, już miał wprawę! - no chyba, że miał w tym jakiś cichy cel, o którym ten najprawdopodobniej się za szybko nie dowie. Miał zamiar sprawić, że będzie miał mały mętlik w głowie. Było widać, że panicz Star jest jednym z tych bogatych dzieciaków, a dzieciak ten pojawił się nie wiadomo skąd, i pomógł obcemu, podejrzanemu typowi nie wiadomo czemu, jednocześnie przyglądając się mu z nieukrywaną fascynacją - to wszystko musiało być dziwne dla obolałej persony, która bynajmniej nie miała innego wyjścia, niżeli pójść z tym wychudzonym wampirem. Ten - póki co - nie miał zamiaru wyssać z niego krwi, nawet, gdy ofiara uniosła swoją koszulkę, odsłaniając ten seksowny brzuch. Gejowska, nastoletnia dusza mimowolnie oblizała wargi, a z gardła wydobył się cichy pomruk. Nie odpowiedział na pytanie; pochylił się nad kolegą, zbliżając się do naprawdę niebezpiecznych i nieprzyzwoitych odległości. Uniósł dłoń i... dziabnął jego rzęski, mieląc je chwilę w palcach i odsunął się, żeby ten czasem mu nie przywalił. Wbił wzrok na opuszki, zaraz je nieśpiesznie pocierając. Spojrzał jeszcze raz na niego. Albinos ten nie był podróbką made in china, a najprawdziwszy. A przynajmniej takowe były rzęsy, bo na palcach miał tylko jedną, (niechcący) wyrwaną - zero sztuczności i tuszu.
Posłał mu rozbrajający uśmiech. Najwidoczniej odkrycie to znacznie poprawiło mu humor, na tyle, że chwycił białowłosego za nadgarstek, wziął apteczkę i poprowadził do swojej łazienki. Matt nie musiał nawet ponownie pytać się o lustro, gdyż narcyz miał ich kilka, sporej wielkości. Niewątpliwie, rzucały się w oczy. Tak samo jak i masa perfum i drogich kosmetyków, których pozazdrościłaby niejedna kobieta. Podszedł do swojej kolekcji.
- Twój ulubiony zapach? Truskawka, pomarańcza, jakiś inny cytrus? A może kakao? Wanilia? Miód? Róża, lawenda? Bardziej tropikalne? - zapytał, nieśpiesznie sprawdzając ilość wyżej wymienionych i zapachy. - Umyjemy cię.
Najwidoczniej na włosach nie miał zamiaru poprzestać.
Gdy usłyszał, co pragnie dusza jego nowego kolegi (ewentualnie usłyszał głupią odpowiedź, to wybrał sam), bez pardonu pokonał odległość dzielącą jego i wannę, puszczając wodę. Dłonią sprawdził jej temperaturę.
- No już, rozbieraj się - mruknął, chociaż nawet na niego nie spojrzał. Przysiadł na skraju wanny, masując sobie nieśpiesznie kark mokrą dłonią. Dopiero wtedy spojrzał na białowłosego, po czym wzruszył ramionami.
- Nie przeszkadza mi to, że jesteś awanturnikiem. Póki nie stajesz się zwykłym ciężarem, póki mi nie zagrażasz w jakikolwiek sposób i tak dalej, to mam to w nosie. Jak chcesz, możesz pokazać mi siebie z innej strony - uśmiechnął się czarująco. W tym momencie był jak jeden z tych psychologów, którzy mówili "Możesz porzucić swoją maskę. Jesteś bezpieczny" - Vincent bynajmniej tego nie oczekiwał. Była to po prostu zwykła, luźna propozycja. A jak już padają propozycje, to przydałaby się też rada:
- Nie warto robić sobie ze mnie wroga.
Nie mówił, że NIE MOŻE. Po prostu, że NIE WARTO. Białowłosy miał sporo wolności, tym bardziej, że oprócz fascynującej urody, był Starowi zupełnie obojętny. Vincent w tej chwili wykazywał się wielką uprzejmością. Jeden dobry uczynek na dzień (tudzież wieczór), co?

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Cze 16, 2014 11:44 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Pon Cze 16, 2014 2:32 am

Nieco otępiały nie zauważył jak Vincent wlepia w niego swoje niebieskie ślepia. Wolf był zbyt zajęty badaniem swojego brzucha niż przyglądaniem się wybawicielowi. Instynkty wyciszyły się z bólu. Nie zastanawiał w jakim celu pojawił się u chłopaka, nie wyczuł właściwych intencji. Spojrzał szczerze zdziwiony, kiedy brunet nad nim nachylał. Pomruk zmylił Wilka, uspokojony sięgnął ręką aby dotknąć jego twarzy. Wtedy poczuł grzebanie w oku zawył głośno, ale krótko. Dłoń, która miała odwzajemnić się pieszczotą, zacisnęła się w pięć licząc na uderzenie, niestety przeszyła jedynie powietrze. Wolf zasłonił zbolałe oko. Ból był impulsywny, wiedział, że minie, ale i tak wprowadziło go to w lekki szał.
- Mogłeś zapytać. - warknął wiedząc, że to był test. Czy rzeczywiście jest tym czym jest. Niejednokrotnie zdarzyły mu się pytania, o to czy rzeczywiście wygląda na co dzień, czy przypadkiem nie są zwykłe maski. Wilk tego nie znosił. W tej chwili miał cholerną ochotę się zemścić. Ciekawe czy wyrwane włosy tak bolą. Nie miał okazji jednak spełnić swoich cichych gróźb. Prośba o lustro, wydawała się banalna, ale kiedy zauważył kolekcję Vincenta, aż znieruchomiał na bite siedem minut. Przyglądał się uważnie, widząc parę śladów szpecącą jego twarz, ale raczej nie miały zamiaru zagościć tam na zawsze. Lekko musnął swoją bliznę na szyi. Buła cała, ale dotyk spowodował dygotanie całego ciała przez kilka cennych sekund.
- Cytrus. - odparł od razu, słysząc swój ulubiony zapach. Swój wzrok ze swojego odbicia przeniósł na towarzysza.
- Aż taką kaleką nie jestem, poradzę sobie sam. - westchnął zmęczony, dotykając swojego czoła. Możliwe, że Vincent nie zauważy, ale wtedy pojawiły się lekkie zawroty głowy u albinosa. Zachwiał się lekko wracając do rzeczywistości
Wolf nie lubił rozkazów. Opornie zdjął ze siebie koszulkę wyczuwając kolejny niecny plan. Reszty nie miał zamiaru powstrzymywanie się. Podszedł do wanny i lekko opuszkami musnął wodę. Zarejestrował lekko ciepławo ha dwa o!
Po raz kolejny było mu dane zadziwić się w stosunku do ludzi. Nie spodziewał się takiego wyznania. Coś tu śmierdziało i przynajmniej nie zanosiło, że zapach ciężkiej atmosfery opadnie.
- Spokojnie, zniknę jeśli chcesz. - nie chciał się angażować w cokolwiek, nie miał sił,
- Mam wiele twarzy. - szepnął w spoglądając w gwiazdy, lekko odurzony światłem z nich padający. Przysiadł się na skraju wanny, będąc zdecydowanie za blisko. Vincent mógł poczuć gorący oddech Matta na swojej skórze. Naglę pojawiła się znikąd chęć poznanie tego osobnika bliżej, nawet jeśli to miało być ich jedyne spotkanie. W palce pochwycił kilka kosmyków długowłosego, bawiąc się nimi.
- Dlaczego? - zapytał beztrosko. On, jako typ mający wielu wrogów wcale by się nie zdziwił kiedy jego lista wrogów powiększyła się.

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Sob Cze 21, 2014 1:46 pm

Znali się naprawdę krótko, ale czarnowłosy już wyrobił na temat towarzysza opinię - przewidywalny. Póki co, nie uważał tego za nudne, raczej całkiem urocze i bardzo dobre, jeśli ten zdecyduje się mieć z nim negatywne relacje, a Vincent zostanie zobowiązany utrzeć mu nosa.
Na bladej twarzyczce pojawił się cień rozbawionego uśmiechu, a sam wzruszył ramionami:
- Mogłem zapytać, ale i tak nie uwierzyłbym ci.
Podobno nie ma nic gorszego, niż powiedzieć komuś o tym, że się mu nie wierzy - panicz Star zwykł przekraczać te granice tak lekko, jak marnował pieniądze na markowe ciuchy. W końcu był człowiekiem o cholernie ograniczonej empatii - chyba, że mowa tutaj o jego bliskich. W ich kierunku bywał niemal przewrażliwiony, ale jedynym "bliskim" była jego siostrzyczka.
Kiwnął głową na jego wybór; sam wolał waniliowe i czekoladowe zapachy, ale gościowi odmówi? Wsypał sól do wanny w hojnych ilościach; na brzegu wanny już widniał zapachowy komplet standardowego burżuja. Wlepił wzrok w drobne kamyczki, patrząc, jak mozolnie zaczynają się rozpuszczać.
- Nie przygotowuję ci kąpieli tylko po to, żebyś teraz wyszedł - prychnął pod nosem na taką bezmyślność - Zdaję sobie sprawę. Nikt nie potrafi być do końca szczery.
Niespodziewanie (a może całkiem spodziewanie) poczuł oddech na swojej skórze; za pierwszym oddechem zdrętwiał, zaś kolejne działały na niego coraz bardziej rozluźniająco, aż w końcu z gardła Vincenta wydobył się gardłowy pomruk, który i tak w większej części został zgłuszony przez wodę. Nieświadom, nieznacznie przybliżył się do źródła, który powodował u niego przyjemną gęsią skórkę i odwrócił się, obdarowując towarzysza intensywnym spojrzeniem niebieskich tęczówek. Już rozchylił wargi, chcąc zadać – jakże głupie – pytanie, ale szybko z tego zrezygnował. Białowłosy zapewne tylko speszyłby się, a Vincent nawet nie zaczął delektować się ich, zapewne jednorazową, gierką.
- Wchodzisz? – zapytał, jednocześnie zakręcając kurek i wepchnął w dłonie białowłosego cytrusowy szampon.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Nie Wrz 07, 2014 10:10 pm

- Jesteś wyjątkowo bezczelny. - uśmiechnął się do niego, ale coś złośliwego było w tym uniesieniu kącików ust - Chyba cie jednak polubię. Miał wrażenie, że widzi rozpuszczonego bachora, który nie ma co ze sobą w życiu począć. Może to tylko jednak pozory? W sumie jeśliby Matt chciał, bez problemu mógłby odstawić szopkę typowego bogatego dzieciaka, ale po co? Nie miał powodu, co poniektórzy byli jednak w innej sytuacji. W sumie, mimo postawy chłopaka, zainteresował wyraźnie Wolfa.
- Każdą napotkaną osobę tak dokładnie sprawdzasz? - odezwał się po chwili milczenia, spoglądając w dno wanny. Obserwował jak kryształki rozpuszczały się nadając swoiste zabarwienie ciepłej wodzie. Usta Wilka wykrzywiły się na myśl, że tą perfekcję złamie brud i krew, które zagnieździły się w zakamarkach jego poranionej skóry.
- Samo mydło by wystarczyło. - skwitował głośno swoje myśli, chcąc uświadomić Vincentowi swoje odkrycie.
- Człowiek to bardzo zakłamana istota. - mruknął bardziej w przestrzeń niż do chłopaka.
Zerknął na niego. Instynktownie wyczuwał napięte ciało pod wpływem oddechu Matta. Kąciki ust albinosa lekko się uniosły, nieznacznie odsłaniając białe zęby. Zmrużył oczy ciągle przyglądając się towarzyszowi. Uśmiech poszerzył się, kiedy ucho Wolfa połaskotały przyjemne dźwięki wydawane przez Vincenta.  Bacznie obserwował jego twarz nawet wtedy, gdy wpatrywał się w Matta swoimi niebieskimi tęczówkami. Wolf poczuł jak zasycha mu w gardle i instynktownie oblizał spierzchnięte usta. Zmarszczył się lekko nie słysząc odpowiedzi na swoje dziecięce pytanie. Westchnął głośno patrząc na etykietkę wciśniętego w jego własne dłonie, szamponu i bardzo niechętnie wstał. Grymas spowodowany przez nadal obecny ból, był łatwy do zauważenia przez każdego. Bez ogródek odpiął guziki od spodni i zsunął je wraz z bokserkami aż do stóp. Wślizgnął się do wanny z lekkim oporem. Obolałe wnętrzności blokowały nieco ruchy Wilka, o czym najbliższe otoczenie dowiedziało się cichym powarkiwaniem. Odchylił nieco głowę w tył, już powoli rozluźniając napięte ciało. Ciepła woda działała strasznie relaksująco na niego. Spojrzał na Vincenta i mruknął do niego:
- Nie daj mi tutaj zasnąć, ok?

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   Czw Wrz 18, 2014 4:40 pm

- Jeśli powiem ci, że nie zawsze sprawdzam innych tak dokładnie, poczujesz się wyjątkowy? - zakpił sobie wyraźnie, a jego usta wykrzywiły się w tym znanym wszystkim grymasie, nawet nie komentując tych nieustannych przejawów skromności. Dlaczego mnie tutaj przypałętałeś? Dlaczego mi pomogłeś? A teraz mydło. Bo tak, kogo to obchodzi!, pomyślał kapryśnie. Miał ochotę skomentować tę wzmiankę o mydle w sposób iście gejowskim, wszystkim znanym: A co, chciałbyś się schylać po nie? Powstrzymał się zgryzieniem dolnej wargi. Za to nader ochoczo przytaknął wzmiance o zakłamaniu ludzi. Wszyscy kłamią, nawet Bogowie.
- Owszem. W tych czasach nawet fiuty są sztuczne - prychnął pogardliwie, jednak niewątpliwie rozbawiony. Z błyskiem w oku zapytał. - A jak tam z twoją prawdziwością? - zachichotał jak chochlik, chociaż bardzo niecierpliwie. Vincent był w TYM wieku, kiedy miał niesamowitą podjarkę facetami z pornolów, a słowo kutas wywoływało u niego głupkowaty uśmiech. A widok nagości dolnych partii nieznajomego albinosa sprawił, że zrobiło mu się niespodziewanie sucho w gardle. Przez tę krótką chwilę gapił się. Nie patrzył, a gapił. Zamrugał powiekami dopiero wtedy, kiedy ten umięśniony brzuch (i dół) schował się w wodzie.
- Podejrzewam, że całkiem nieźle - mruknął pod nosem, rozbawiony.
Nie wstydził się swojej dziecinności. Tyle w życiu przeszedł, że powinien być nadętym, małomównym gówniarzem, prawdziwym przedstawicielem arystokracji, a tymczasem był po prostu bogatym dzieciakiem, któremu stanąć mógłby nawet od wierszyka erotycznego.
Był dumny.
Wszak niektórym w ogóle nie stawał!
Na słowa o spaniu, przewrócił oczami. To było w interesie przybłędy w pilnowaniu się, no naprawdę, ten powinien wykazać się taką przyzwoitością, że darowałby sobie tę prośbę. Nie powiedział tego, za to w odpowiedzi chwycił za te białe, niespotykane włosiska i... pchnął go na dół, topiąc go w wodzie. Czekał, aż ten się wyrwie. Chciał go zezłościć, zedrzeć tę maskę, dlatego wcale nie przejmował się nieistniejącym głosem sumienia, który nakazałby mu zachować umiar, bo awanturnik się utopi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wolf & Vincent   

Powrót do góry Go down
 
Wolf & Vincent
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Jarl Ragnar the Wolf-Grin

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: