IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Samael & Skorpion

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Samael & Skorpion   Czw Maj 01, 2014 9:19 pm

Raguel jako dzieciak wychowywał się na ulicy. Odkąd zjawił się na ziemi stracił całkiem pamięć, toteż nie pamięta swojej przeszłości i myśli, ze od zawsze był na ulicy wśród innych. Z czasem stał się śmielszy i w końcu pokusił się na skradnięcie cennej biżuterii z jakiegoś bogatego domu. Pech chciał, że wpadł, przez co został złapany i wtrącony do lochu, gdzie odsiadywał na wyrok. Tam zaszedł też gospodarz, chcący sprawdzić co takiego śmiało ukraść jego własność. Był to arystokratyczny wampir i na wylot przejrzał moją postać. Postanowił go ułaskawić, jednakże uczynił z niego swoja zabawkę i przetrzymywał na łańcuchu tuż przy swoim tronie. Często się nim perfidnie zabawiał, a też Raguel służył mu za przystawkę, bo jako anioł, był nieśmiertelny, toteż krwi mu nigdy nie ubywało. W dodatku, wampir bardzo ja sobie upodobał i traktował jak najcenniejszy skarb. Jako ze był przypięty, tak dorastał, przyzwyczajając się do swojej roli zabaweczki. Też go zaczął traktować go niczym swojego ojca, bo mimo iż był w jakiej sytuacji takiej był, to dobrze go względnie traktowano. I był jakby wyniesiony ponad dworskie wampiry, które się kręciły po pałacu. Pewnego razu w wyniku wojny jaka była ogólnie na całej ziemi w związku z tym artefaktem, pałac napadnięto a Rag znalazła w tym powód do ucieczki, gdyż po tylu latach niewoli znów chciała postawić nogę na ziemi. Z powodu urwanego jednego skrzydła, na wszelki wypadek odlecieć nie mógł, ale udało mu się zbiec. Poszukiwany listem gończym, uciekł na rubieże, prawie że padając z wycieńczenia zawszył się na skraju lasu. Ciągle jednak uciekał w obawie przed gniewem swojego pana. W końcu jednak sytuacja uspokoiła się i przemierzał świat samotnie, żebrząc o jedzenie, czasem korzystając ze swoich mocy, po prostu pomagając innym. A posiadawszy strzępki informacji i prawdopodobnym położeniu artefaktu, szukał przy okazji kogoś, kto zechciałby mu pomóc.
Któregoś razu trafił do całkiem obcego miasteczka. Było ono spokojne i normalne, prawie nie zmącone wojną jaka panowała pewnie gdzieś hen daleko i zbierała krwawe żniwa. Raguel postanowił się tam udać, w nadziei, ze może w końcu los się do niego uśmiechnie i znajdzie coś, czym będzie mógł odskoczyć od roli żebraka. Pierwsze dni były bardzo burzliwe. Głodował, a z jednym skrzydłem sterczącym z pleców, ciężko było mu się przestać wyróżniać. Był całkiem obcym stworzeniem i było naprawdę z nim bardzo kiepsko. W końcu udało mu się wybłagać u kogoś pajdę chleba. I tak każdego dnia przesiadywał w różnych zakątkach miasteczka, czasami w zamian za swoją pomoc, dostając coś ciepłego do zjedzenia. Czasem tez dostawał parę drobniaków, a w końcu uzbierał ich tyle, że kupił sobie jakiś koc, dzięki któremu mógł zakryć swoje plecy i większą część ciała.
***
Była to jedna z chłodniejszych nocy. Raguel jak każdego dnia spędzonego w mieście, szukał schronienia w jakimś zaułku, gdzie będzie mógł spędzić noc i odespać po całodniowym obchodzie po mieście. W dłoni trzymał tylko w połowie zgniłego pomidora. W końcu jakaś uliczka się znalazła, między domami dość pokaźnych rozmiarów domami. Akurat uliczka była pusta, toteż zagłębił się bardziej w mrok. Dojadł swój ostatni posiłek i powoli układał się do snu. Oczyścił sobie miejsce, tak, by nie obudzić się rano w jakiejś cuchnącej brei, opatulił się szczelniej kocem i chwilę jeszcze poobserwował nocne niebo. W końcu miał święty spokój, chociaż miał czasem wrażenie, że ktoś na niego czyha. Tak teraz po prostu się patrzył przed siebie i zastanawiał, co ze sobą zrobić następnego dnia.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Czw Maj 01, 2014 9:55 pm

Jak to się mówi, wszystko ma swój początek. Każda katastrofa, każde nieszczęście z czegoś się musi wywodzić. Tak samo jest i w tym przypadku.
A więc zacznijmy od początku.
Ojciec, diabelstwo, potężny mag nekromanta i arystokrata, mający ładną rezydencję na odludziu i sporą grupkę różnego rodzaju sługusów, złapał wilkołaczkę, elfkę. Do swoich chorych badań i przy okazji potrzebował dziecka do rytuału, który miał mu dać większą moc, dlatego go sobie z nią spłodził. W szczegóły się nie zagłębiajmy, bo każdy wie jak to z grubsza wygląda. Gdy dziecko się urodziło, zabił matkę i rozpoczął rytuał. Źle jednak ocenił swoje siły i gdy chciał złożyć dziecko w ofierze, aby przyzwać i związać ze sobą potężnego żywiołaka ognia, w rzeczywistości uwolnił w swojej twierdzy ten żywioł, który strawił jego i prawie wszystko co znajdowało się w okolicy. Część jednak tego żywiołu została wchłonięta przez duszę dziecka.
Jednym ze sługusów maga, był Upiorny Cień, przywiązany zaklęciem i służący jako zabójca, oraz szpieg. A ponieważ cienie lubią opętywać śmiertelników i dzięki nim wpływać na materialny świat, więc ten konkretny zabrał dziecko na Plan Cienia, na który musiał wrócić po śmierci maga, który go przyzwał, aby tam go odpowiednio wychować i przy uzyskaniu dorosłości opętać.
Wszystko szło zgodnie z planem.
Dzieciak rósł, przyzwyczajał się do sytuacji panującej na tym planie, nasiąkł nim nieco, był odpowiednio wychowywany zarówno przez Upiora jak i wybrane przez niego osoby, pochodzące z nielicznych plemion elfów, które przystosowały się do życia na tym bliskim sfery śmierci miejscu.
Z czasem jednak pojawił się problem.
Dzieciak podrósł, załapał do czego był chowany, więc stoczył walkę z "opiekunem", którą udało mu się wygrać. I przez jakiś czas jeszcze żył na Planie Cienia, zanim udało mu się dostać do świata materialnego.
Początki w tym nowym świecie były dziwne. Chłopak czuł się jak pies spuszczony z łańcucha i wpuszczony do mięsnego. Lasy, wszędzie lasy co dla wilkołaka było czymś pięknym. Ludzie, z którymi mógł rozmawiać, zabijać, kochać się. Oj... Nadrabiał zaległe lata jak tylko mógł. Nie znał jednak tego świata i trochę czasu minęło zanim mniej więcej pojął jakie daje on możliwości.
Był też kimś wyjątkowym. Dlatego wokół niego zaczęły się gromadzić różne osoby, z czasem służące mu z wręcz fanatycznym oddaniem. Kupcy, prostytutki, służyli mu za oczy i uszy. Najemnicy, akolici, łowcy i wiele innych za zabójców, wojowników, czy cokolwiek potrzebował. Gromadziły się koło niego wilkołaki, które zdominował stając się ich Samcem Alfa. Przyzywał pomniejsze cienie i upiory, które rozsyłał.
Zbierał informacje, popleczników, władzę, siły chcąc stać się kimś liczącym w tym świecie.
I między innymi dotarły go słuchy o tajemniczym, ale potężnym artefakcie, którego od dłuższego czasu wiele osób poszukiwało. Rozesłał wszędzie swoich szpiegów, aby obserwowali bieżące wydarzenia.
Jednym z miejsc, które były pod obserwacją, była siedziba starego wampira. Kogoś, kto miał dużą wiedzę o poszukiwanym przedmiocie. Niestety zaatakowanie tej siedziby nie wchodziło jeszcze w rachubę. Zwycięstwo okupione by było zbyt poważnymi jak na ówczesne możliwości, stratami. Ale okazja do zdobycia informacji sama się nadarzyła.
Otóż z posiadłości uciekł... Anioł. Jakkolwiek to nie zaskoczyło naszego bohatera, było dla niego czymś, z czego nie mógł nie skorzystać. Kazał więc to stworzenie obserwować. I tak, gdy aniołek przemieszczał się pomiędzy miastami, z lasów obserwowały go wilcze oczy. Gdy żebrał na ulicy, niektórzy ludzie i pół elfy przyglądały mu się. Gdy krył się w mrocznych zaułkach, niektóre cienie poruszały się w sposób nie pasujący do padającego światła.
----
Wzgórze za miastem, wczesna noc. Oparty o drzewo stał mężczyzna patrząc na miasto nieobecnym wzrokiem i rozmyślał. Nie wiadomo o czym myślał, wiadomo jednak, że zostało mu to przerwane.
- Panie, do miasta zbliżają się słudzy jego poprzedniego właściciela. Będą najpóźniej jutro wieczorem. - Zameldował człowiek w brązowym płaszczu, który właśnie z łukiem w ręku podszedł do drzewa.
- Są wcześniej niż się spodziewałem. Nie mogą też zginąć, bo wtedy zwrócilibyśmy na siebie niepotrzebną uwagę. Cóż... Trzeba będzie wreszcie przejść do czynu i przejąć to stworzenie. Zobaczymy jakie informacje on posiada... - Powiedział cicho mężczyzna, po czym spojrzał na stojącego z tyłu wilka. Warknął krótko a wilk od razu rzucił się w głąb lasu. Po chwili rozległo się jego wycie, do którego dołączyło się wycie watahy czekającej na rozkazy. Wilki miały opóźnić pojawienie się nieproszonych gości.
- Podstawcie powóz. - Dodał jeszcze mężczyzna i po chwili ruszył w stronę miasta.
---
Zaułek, nie wiele później, miał gościa. Wszedł w niego ten sam mężczyzna, którego wcześniej gościł las. Nie był specjalnie wysoki, luźno powiewający czarny płaszcz nie pozwalał też ocenić dokładnie jego sylwetki, chociaż można było zauważyć, głównie po sposobie poruszania się, że prawdopodobnie ma trochę mięśni i jest wysportowany. Kaptur osłaniał twarz, ale uważny obserwator zauważyłby rysy wskazujące na mieszane pochodzenie, niebieskie oczy i krótki zarost wraz z krótkimi włosami.
Ciało mężczyzny, pod płaszczem, chroniła skórznia, okalające praktycznie wszystko, poza głową. Gdzieniegdzie wystawały noże, na plecach tkwiły dwa zakrzywione krótkie miecze i pięknej roboty łuk.
- Wstawaj. - Rzucił tonem nawykłym do rozkazywania, gdy podchodził do miejsca, w którym skrył się anioł. I szedł do niego, wpatrując się w żebraka jak drapieżnik w swoją ofiarę.[/b]

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Pią Maj 02, 2014 11:44 am

Schował zarówno swoje skrzydło jak i niebieskie włosy pod kocem. Reszta jego odzienia robiła swoje. A, że trwał w bezruchu, to nie było go praktycznie widać, ot, starta ubrań a dookoła jakieś śmieci. Na nagiej, zdeptanej ziemi. Nic specjalnego. Spał niespecjalnie długo, można by powiedzieć, że jeszcze trwał w transie pomiędzy snem, a domniemaną, brudną rzeczywistością. Toteż nie potrzebował zbyt długo czasu na pobudkę, szczególnie, ze ktoś mu ją przerwał. I to było jak wylanie na niego kubła zimnej wody. Zerwał się do siadu, odsunął się aż pod samą ścianę, a widząc uzbrojenie i odzienie nieznajomego, cholernie się przestraszył, kurczowo opatulając się tym starym kocem, swoją jedyną tarczą i rzeczą jaką posiadał na własność. No, miał jeszcze ubrania, ale one nie zapewniały mu nic, prócz częściową ochroną przed chłodem.
- Czego chcesz?! Nie mam nic wartościowego - Wykrzyknął w jego stronę, prawie nie zmieniając swojej pozycji. Oczywiście, ze był gotów się bronić, jakby tylko miał czym. Co prawda, walczyć nigdy nie walczył, ale przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz. Czyli, jak zwykle będzie się posiłkował ucieczką. O ile cokolwiek mu z tego wyjdzie.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Pią Maj 02, 2014 2:18 pm

Zatrzymał się na moment i podniósł głowę nasłuchując. Spoza miasta, gdzieś z głębi lasu słychać było wilcze wycie. Przez moment je nasłuchiwał, wreszcie przeniósł spojrzenie na aniołka przed nim.
Jego wilki dały znać, że wataha jest gotowa i rusza.
Czasu miał teoretycznie dużo, ale i tak nie chciał go tracić.
- Och, mylisz się maleńki... - Powiedział cicho i przeniósł spojrzenie za aniołka, gdzie cień zafalował nieco i wycofał się do tyłu. Dla każdego to był zwykły cień, jeden z wielu jaki domy rzucały w świetle latarni, czy gwiazd, ale ten konkretny był tu po to, aby dotrzymywać towarzystwa aniołkowi, w tajemnicy przed nim samym i obserwować go. Teraz już nie był potrzebny, więc cofnął się i zaczął kierować w stronę większej ulicy, gdzie czekał zaparkowany specjalny powóz.
Przez moment mężczyzna wpatrywał się w tę osobę, którą miał przed sobą, zastanawiając się, po raz kolejny zresztą, co ten anioł tu robi. Czemu nie ma skrzydła, czemu żebrze. Ciekawiło go to. Już pewnie dla tej zwykłej ciekawości i faktu, że zabawnie by było mieć anioła na usługach i móc poniżać to obrzydliwie dobre stworzenie światła by zapewne wilka skłoniło do wzięcia go, ale wiedza o artefakcie była najważniejsza.
- Masz coś, co dla wielu reprezentuje dużą wartość. - Dodał stając przed aniołem i przekrzywiając głowę, gdy mu się przyglądał.
Zmarszczył przy okazji nos. Dla wyczulonego węchu, jaki miał wilkołak, zapach żebraka był wyjątkowo silny.
- Ty jesteś wartościowy dla wielu. Dlatego sługusy Twego dotychczasowego właściciela jutro przybędą do tego miasta, aby Cię do niego zabrać, dlatego zabójcy kogoś, kto konkuruje z Twoim byłym panem przeczesują miasto szukając Cię, żeby Cię zabić i dlatego właśnie uznałem, że w swej wspaniałomyślności Cię od nich, oraz od tej biedy zabiorę i uczynię swoją własnością. A teraz wstawaj, bo nie ma czasu. - Mówił to wszystko beznamiętnym głosem a przy ostatnich słowach sięgnął ręką w stronę żebraka, aby go podnieść z ziemi.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Pią Maj 02, 2014 3:07 pm

To wszystko co gadał... brzmiało jak jedna wielka brednia. Przecież nikt go nie szuka... od dobrych paru miesięcy jak nie lat. Wszystko przecież ucichło, nikt nigdy o niego nie pytał, a każdy miał go za jakiegoś żebrzącego biedaka. nic więcej. Dlatego nie był skłonny mu uwierzyć w ani jedno z jego kłamstw. Nawet chociaż w minimalnym stopniu. Ale był ewidentnie zagrożony.  Nawet jeśli poplecznicy jego byłego pana faktycznie go w dalszym ciągu szukają to nie wróżyło mu to zbyt świetlistej przyszłości. A na dodatek ten typ. Dlaczego i z jakiej racji miałby się na cokolwiek zgodzić? Nie, on nie miał zamiaru znów być zabawką. Przecież po to uciekł. Żeby żyć na wolności, nawet tej kiepskiej, ale żyć tak jak on chciał. Nie tak jak mu inni dyktowali. Nie miał zamiaru wracać do kolejnych klatek. Nie miał zamiaru znów przeżywać tego samego horroru od nowa, jaki musiał doświadczać od bardzo wielu lat. Samemu trudno było mu stwierdzić, ile ma lat. Bo siedząc w ciągłym mroku nie miał nawet okazji widzieć słońca zbyt często. To było zbyt bolesne.
- Nie! - Krzyknął ostatecznie i w tym krzyku było słychać głośnym echem desperację. Naciągnął płaszcz na siebie i wstał. Teraz będąc prawie na wysokości tego nieprzyjemnego typa, z łatwością mógł ocenić swoje szanse. Uliczka była dość wąska, ale mogło się udać, pomyślał. Wytworzył szybko w dłoni błysk i rzucił w niego, w jego oczy chcąc go oślepić, a kiedy to mu się udało, to wyparł natychmiastowo przed siebie, odpychając go na bok i biegnąc ile sił miał w swoich stopach. Ale nie wiedział gdzie biec. Biegł kompletnie na oślep. Liczył na to, ze zgubi tamtego gościa i będzie mógł swobodnie opuścić miasto. Zaciągnął koc bardziej na swoją głowę, by nie było widać niebieskich włosów, ani skrzydła z jego pleców wystającego. Dalej biegł. Przez miasteczko, uliczkami i tym podobne. Małe alejki. Jednak niedługo zaczął się robić zbyt zmęczony, ale mimo to biegł, aż mu zabrakło sił, by normalnie oddychać.  Dlatego też nawet nie patrzył specjalnie za siebie, wcisnął się w jakąś inną uliczkę i padł na kolana, łapiąc z trudem powietrze. Cały czas miał wrażenie, ze ktoś go obserwował, ale mimo to, nie poddawał się tak łatwo. Nie po to ryzykował ucieczkę z pałacu jego pana, by tak łatwo odpuszczać, nie tym razem.
Złapał się za klatkę piersiową. Wszystko go bolało, był zmęczony, a jego żebracka dieta nie pozwalała mu na zbyt wiele wysiłku. I tak był wychudzony, zmizerniały. Wcisnął się w sam kąt ulicy, pod samą ścianę, przykrył kocem i zamarł w bezruchu, licząc na to, ze nikt go tutaj nie znajdzie. Nie powinien znaleźć. To miasteczko było całkiem spore, mógł się schować wszędzie. Tylko nie mógł się uspokoić. Jak zwykle przewidywał najgorsze.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Pią Maj 02, 2014 4:13 pm

Tak... Wilk spodziewał się, że aniołek będzie się bronić. W końcu nie po to uciekł od jednego pana, aby pójść dobrowolnie do lochów drugiego, szczególnie że nie miał pojęcia kim jest ten potencjalnie nowy właściciel, ani co chce z nim zrobić.
Oczywiście wilk wiedział też jakie są możliwości aniołów i że potrafią władać tym przeklętym światłem.
Oczywiście też był przygotowany na atak.
Oczywiście zamknął oczy i zasłonił je ręką.
Ale...
Co z tego, że wiedział, co z tego, że w porę zasłonił oczy, skoro i tak dla kogoś wychowanego w mroku i będącego nim w pewnej mierze, szybkie zasłonięcie oczu niestety nie było wystarczającym środkiem.
To światło nie tylko oślepiało, ono bolało. Wilk nawet nie miał siły otworzyć oczu.
Na szczęście wilki mają też inne zmysły. Słuch, który mówił Wilkowi, z której strony słychać odgłosy biegnięcia, potrącenie kartonu, przyspieszony oddech. Węch, którym mógł wyczuć pozostawiony zapach. Zarówno ten, dość intensywny wynikający z żebraczego życia, jak i ten, delikatny, słodki, upajający i uspokajający, jaki pozostawiał po sobie anioł.
Więc Wilk mógł swobodnie biec za swoją ofiarą, tropić ją, wsłuchując się po drodze w mroczne szepty cieni, mówiące mu dodatkowo gdzie się kierować.
Wreszcie oślepienie minęło a cel się zatrzymał licząc na to, że nie zostanie odnaleziony.
Powoli, powolutku, Wilk zaczął iść w stronę swojej ofiary. Umiał się skradać, ale dla pewności kazał sprowadzić pod tą uliczkę powóz, dzięki czemu stukot kopyt o bruk i turkot kół zagłuszał ewentualne odgłosy jego poruszania się. Unikał światła, przechodził w cieniu, układając je wokół siebie tak, żeby pozostać niezauważonym.
Wreszcie dotarł do swojego celu.
Ręką, zaciśniętą w pięść, uderzył na odlew w koc, w miejsce, gdzie anioł miał głowę. Mocno, brutalnie. W końcu i tak się zregeneruje niedługo, więc nie trzeba się było ograniczać. Chciał, aby zabolało. Chciał, aby jego cel został ogłuszony.
- Nigdy więcej tego nie rób! - Warknął przy tym wściekle.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 11:58 am

Patrzył się tylko przed siebie Nawet zdążył uspokoić trochę oddech, by przypadkiem poruszona klatka piersiowa go nie zdemaskowała. Ale trudno było istocie światła, z czym się przynajmniej próbował utożsamiać, schować się w mroku. To tak jakby postawić błyszczącą monetę na biurku w ciemnym pokoju, ale i tak wchodzący do niego, z pewnością ją zauważy. Też problem polegał na tym, że Raguel niespecjalnie potrafił się kamuflować. Owszem, jego zdolności znacznie ułatwiały sprawę, ale nie był jakoś specjalnie w tym doświadczony. Zawsze tylko uciekał, bo w tym widział jedyne wyjście Zatem czekał i liczył bardzo na to, że nie zostanie złapany. Bo się bał jak cholera. I nie po to przecież uciekał, nie po to prowadził taki ani inny styl życia, żeby zniknąć na zawsze z map ziem. Być kimś nic nie znaczącym. Jak proch na wietrze.
Było boleśnie i cholernie ciemno. Widział jedynie zarys budowli, paręnaście kamieni, belki z drewna.... nic więcej. Toteż, kiedy cios nadszedł, skutecznie go to zamurowało. Odgłos odbijanej głowy o murek za nim spowodował tylko szum w jego głowie. Musiał upaść,a upadek nie należał do najprzyjemniejszych. W takcie tego, koc nieznacznie zszedł z jego ciała, odsłaniając jego głowę i cześć skrzydła. Złapał się za miejsce uderzenie, osłoniwszy się bezradnie rękoma, by uniknąć kolejnych ciosów, jeśli by takie nadeszły Nawet próbował wytworzyć błysk światła ponownie w swojej dłoni, ale jedynie skóra rozbłysła na moment. Niespecjalnie ogarniał ten stan, nie wiedział co się dzieje. Może i był ogłuszony. Może nie. Może po prostu zbyt wykończony, a cios załatwił sprawę.
Bolało, piekło. Aż chciało się krzyczeć. A Raguel jedynie zacisnął zęby.
- Nie, ja się nie dam.... ja się nie... znów zamknąć.. nie... - Jęczał pod nosem. Kulił się, chowając swoją biedną głowę. Jego samoregeneracja nijak wpływała na to, czy odczuwał ból czy nie. Bo cierpiał jak każdy inny.... tylko ran nie było widać. Zresztą, nie dostał teraz tak, by jakaś rana miałaby zaistnieć. Albo w tym mroku nie było nic widać, a Anioł sam był na tyle zajęty czymś innym, żeby nie poczuć jakby coś z niego ubywało.
- Ja przecież nic nie mam... nieprawda... kłamiesz... - Wyjęczał znów, a czuł, ze powieki mimowolnie mu się zamykają. Ale trzymał się, twardo się trzymał. Przecież nie mógł się poddać. Nie tak łatwo.
Spróbował się podnieść. Powoli, pomału. Tak jak był w stanie. Ale w głowie ciągle mu szumiało jak cholera. Bolało, tępym bólem. Było ciężko.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 1:26 pm

Gnębiony przez całe życie, niewolony, z jednym skrzydłem anioł, który musiał uciekać, żebrać, który był osłabiony i zmęczony życiem, wciąż próbował się podnieść, nie chciał się od razu poddać.
Gdy Wilczy na to patrzył, przez moment w jego umyśle pojawiła się cieplejsza myśl.
Ale nie miał czasu na bunty i dyskusje.
- Ja decyduję o tym, co masz a czego nie. - Odpowiedział i kopnął w brzuch próbującego się podnieść anioła.
- I dla Ciebie nigdy nie kłamię. Wszystko co mówię ma być dla Ciebie oczywistą prawdą. - Dodał i wymierzył kolejne kopnięcie w bok. Musiał jeśli nie złamać tego uciekiniera, to chociaż ogłuszyć i odebrać mu siły do walki, aby móc swobodnie go stąd zabrać.
- Ale nie martw się. Jeszcze się tego nauczysz... - Powiedział ciszej i pochylił się łapiąc anioła za rękę i ruszył w stronę wyjścia z alejki, ciągnąc go za sobą.
Przy wyjściu z uliczki stał powóz, specjalnie przygotowany. Klatka, z łańcuchami i kajdanami w środku, oraz jakimś kocem, aby można było się przykryć, obita deskami, aby nikt nie widział co się wewnątrz znajduje, z rzuconym zaklęciem wyciszenia, aby potencjalne krzyki więźnia nie były przez nikogo słyszane, oraz z małym otworem, przez który więzień mógł się załatwiać. Za małym, aby mógł uciec.
Przy powozie stało kilka rosłych postaci, które przejęły anioła i wrzuciły dość brutalnie do wnętrza tego prowizorycznego więzienia. Następnie założono mu kajdan na szyję i przyczepiono łańcuchem do krat.
Tak zaczęła się podróż naszego małego pupilka. Podróż, która trwała aż jedenaście dni. Jeśli więzień krzyczał, wołał kogoś, nikt tego nie słyszał. Każdego dnia powóz się zatrzymywał na kilkanaście minut i do klatki wchodził ten sam mężczyzna, który anioła złapał. Wnosił on ze sobą psią michę z jedzeniem. Nie było tego dużo, w końcu nie chodziło o to, aby więzień zregenerował siły, ale było smaczne i nie pozwoliło mu głodować. Nie odzywał się, jeśli więzień próbował się na niego rzucić, to hamował jego zapędy mocnymi uderzeniami, ale poza tym, miał ciepły uśmiech na twarzy.
Wreszcie podróż, pełna niepokoju i obawy o dalszy los, się skończyła. Drzwi do powozu zostały otwarte i czterech potężnych mężczyzn weszło do środka. Każdy z nich był wilkołakiem i potrafił walczyć, więc próby oporu szybko byłyby ukrócone.
Odpięli łańcuch od kraty i na nim wyciągnęli anioła na zewnątrz.
Znajdowali się na dziedzińcu ładnej rezydencji, na terenach leśnych. Naście lat temu należała ona do bogatego i starego arystokraty, którym z kolei znudzona była jego młodsza dużo żona. A ponieważ arystokrata nie chciał umrzeć śmiercią naturalną, więc żona wynajęła kogoś, kto by troszkę pewien porządek rzeczy przyspieszył. Wynajęła naszego wilkołaka, który po wykonaniu zlecenia uwiódł i uzależnił od siebie "pogrążoną w żalu" wdówkę, obierając tę rezydencję na jedną ze swoich siedzib.
I tu właśnie przywiedziono aniołka. Zaciągnięto go siłą do środka, gdzie zdarto z niego ubranie i nagiego wrzucono do balii z ciepłą wodą. Długo go szorowano, chcąc zmyć cały ten bród i smród i dużo czasu minęło zanim wreszcie cała czwórka była zadowolona ze swojego dzieła.
Wtedy dopiero wrzucony został i zamknięty w pomieszczeniu, w którym stało wiadro, leżał materac z kilkoma kocami na podłodze, fotel przy drzwiach i łańcuchy z kajdanami przyczepione do ścian. Małe okienko było okratowane. Cała czwórka wyszła, zamykając za sobą drzwi i nastała cisza.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 2:30 pm

Nie rozumiał do końca dlaczego ten dziwny koleś się tak na niego uwziął. Nie, nic się nie trzymało kupy. Żadne informacje nie miały jakiejkolwiek spójności, nie posiadały stałego podłoża, na którym anioł mógłby coś wywnioskować. Ale najbardziej niestabilnie to teraz chyba samo jego ciało się trzymało, bo niespodziewany i solidny kopniak sprowadziło go z powrotem do parteru, skąd właśnie próbował się wygrzebać co i tak było trudne. Teraz to już niemalże zakrawało o cud. Ledwo przysłonił ręką brzuch i znów dostał. Mało brakowało a by zaraz zaczął zwracać, ale trzymał się. Niejednokrotnie gorsze rzeczy przeżywał, ale odzwyczaił się od tamtych czasów, które wcale nie były odległe. A teraz znów ktoś mu to wszystko zabiera. Jego ukochaną, brudną i szarą rzeczywistość. Jego kochaną wolność. W głowie już mu się całkiem kręciło, wszystkie komórki jego biednego ciała krzyczały o pomstę do nieba, jednak bez odzewu. Ciągnięty siłą po bruku dalej próbował się szarpać, jednak na niewiele się to zdało. W porównaniu do umięśnionych i dobrze odżywionych nieznajomych, którzy brutalnie wrzucili go do klatki, jego ciało było niczym, tak samo jak jego opór. Był już otępiały, a to co czynił, to był czysty instynkt. I tym bardziej nagle zerwał się do przodu, pchnięty adrenaliną, kiedy zarzucono mu na szyję obrożę. Jednak co on mógł. Szarpał się, ale szybko opadał z sił, to musiał na chwilę przestawać, żeby odsapnąć, to znów się próbował wyszarpać, albo chociaż zdjąć to coś z gardła. I tak to wszystko trwało solidne parę godzin. Nie krzyczał, bo wiedział, ze nie ma potrzeby, ale mimo to, protestował, stawiał się, chociaż nie było w tym ani krzty sensu. W końcu opadł bezwiednie na deski i tylko patrzył się na swoje dłonie, słuchając rytmu uderzających o kamieniste podłoże kół. Podróż trwała, a on oczywiście, za każdym razem, kiedy podawano michę z jedzeniem, albo czymś co je przypominało, wyrywał się od razu do przodu. Jednak po paru dniach i po paru solidnych uderzeniach, a także po tej kilkudniowej głodówce, przestał się rzucać. W końcu jednak dotarło do niego, że i tak nie ucieknie. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Nawet zaczął jeść, chociaż nie chętnie, żeby tylko pozostać te parę godzin dłużej przytomnym. Bo nawet nie było o śnie mowy. Co prawda spał w gorszych warunkach, ale jego myśli, to wszystko w jakiej sytuacji się obecnie zajmował, nie pozwalały mu na sen. Więc albo nie spał, albo chwilowo tracił przytomność i tak w koło Macieju. Podróż która w końcu dobiegła do końca, wybudziła w nim nowe siły do walki. Ale tutaj był potraktowany tak samo jak wcześniej, batem czy innym mocnym uderzeniem. Doszedł tylko dodatek w postaci drwin i śmiechu, toteż w dalszym ciągu się nie odzywał. Potem szybka kąpiel. A kiedy to on ostatnio zażywał jakiejkolwiek kąpieli? Najwyżej wskakiwał do rzeki, kiedy było ciepło. a teraz, ani to przyjemne, alni nic. Tylko piekło go wszystko i bolało. Ale nawet zrobiło mu się ciut lepiej, kiedy był... czystszy. Może nawet lepiej wyglądał, ale jego złowroga mina mówiła sama za siebie.
Najpierw przez chwilę leżał na podłodze, w tym całkiem obcym pomieszczeniu. Trwało to tak chwilę, aż w końcu się podniósł i skulony w rogu, zaczął płakać. Nad sobą i swoim losem. Kiedy już był całkiem wykończony, to tylko pozostał mu cichy szloch. A kiedy i nawet łzy się skończyły, to tylko zagrzebał się w koce, gdzie czuł się trochę lepiej. Skulony w kącie. Patrzył się tylko bezradnie na okienko i powoli przyzwyczajał się do myśli, że się stąd nie wyrwie. Nie w najbliższym czasie. I, że prawdopodobnie będzie musiał znów ten horror przeżywać od nowa. Może z czasem, chociaż na chwilę pozwolą mu spojrzeć na zewnątrz, żeby mógł zatęsknić. Żeby go zabolało. I za każdym razem jak tak myślał to znów zbierało mu się na płacz.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 3:18 pm

Dano mu spokój tego dnia. Nikt go nie odwiedzał, nikt nic nie przyniósł. Zostawiono go, aby powoli zaczynał przyzwyczajać się do swojego nowego losu.
Z głębi rezydencji, podobnie jak i z dworu słychać było różne odgłosy. A to ktoś szedł, a to jakieś rozmowy były prowadzone, słychać było śmiech kobiet i ćwierkanie ptaków w ogrodzie.
Nikt nie interesował się losem anioła, przynajmniej tak to wyglądało. Prawda jednak była taka, że cień w kącie uważnie go obserwował i donosił swojemu Panu co się tu dzieje.
Następnego dnia również nikt nie przyszedł. Nawet nie przyniesiono mu jedzenia. Zdawałoby się, że zapomniano o nim, aby tutaj zdechł.
Przez okienko dolatywały za to smakowite zapachy, rozbudzając apetyt i zwiększając głód anioła. Najwyraźniej ktoś coś niedaleko kucharzył.
A cień obserwował. Patrzył na reakcje, donosił swojemu Panu co anioł robił. Jego Pan czekał. Chciał, aby anioł był głodny, aby był niepewny swojego losu i aby brakowało mu towarzystwa. Czekał i dlatego nikt nie przyszedł do anioła.
Następny dzień. Znów nikt nie przychodzi. Znów słychać odgłosy za oknem, znów zapachy unoszą się w powietrzu, znów ktoś chodzi niedaleko drzwi.
I tak do wieczora, do momentu, gdy zazgrzytał zamek w drzwiach. W końcu, nareszcie, ktoś wszedł do pomieszczenia a drzwi od razu zamknięto. Ten sam mężczyzna, który schwytał anioła i który go karmił podczas podróży.
Tym razem było boso, w samych spodniach i koszuli, ale za to miał znów michę w ręku, wypełnioną po brzegi gulaszem. Gorącym, cudownie pachnącym. W drugiej dłoni trzymał pajdy chleba, najwyraźniej świeżo wypieczonego, bo zapach rozszedł się po całym pomieszczeniu, oraz łychę do jedzenia gulaszu.
Wreszcie towarzystwo, wreszcie jedzenie. Wilczy chciał kojarzyć się swojej ofierze między innymi z tym, że jest źródłem wszystkiego co anioł potrzebuje.
Nie dał jednak tej miski aniołowi, tylko usiadł sobie wygodnie w fotelu, trzymając wciąż jedzenie w ręku i zaczął mówić.
- Zasady są bardzo proste. Należysz do mnie, jesteś moją własnością, moją zabawką. Powinieneś być do tego przyzwyczajony. Od dzisiaj jesteś suką i tak będziesz się nazywać. Tak też masz przy mnie chodzić. Jeśli nie zażyczę sobie inaczej masz się przedstawiać jako moja Suka. I nie będę tolerował żadnego nieposłuszeństwa z Twojej strony. - Założył jedną nogę na nogę i usiadł wygodniej.
- Jestem Twoim Panem. I za każdym razem jak się do mnie zwracasz, masz mnie tak tytułować. Każde moje polecenie masz natychmiast wypełniać, Twoje myśli mają być skupione na tym jak najlepiej mi służyć, jak sprawić mi przyjemność, jak zaspokoić moje potrzeby. To jest od teraz jedyny cel Twojego życia, Twojego istnienia. Jedyny sens dla którego jesteś na tym świecie. Od dzisiaj aż po wsze czasy. - Tłumaczył spokojnie, bez żadnych emocji, wpatrując się beznamiętnym spojrzeniem w swojego więźnia.
- Służenie mi jest dla Ciebie przywilejem, o który masz prosić. Sprawianie mi przyjemności jest czymś o co masz zabiegać. O wszystko masz prosić. Tak jak teraz. - Spojrzał na moment na michę i przeniósł spojrzenie z powrotem na anioła.
- Powiedz ładnie kim jesteś, podejdź do mnie tak jak powinieneś, całuj mi stopy i poproś swojego Pana, aby nagrodził Cię posiłkiem. - Znów beznamiętny ton głosu i oczy, wpatrzone w ofiarę, czekające na jej reakcję.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 4:01 pm

Był bardziej zły niż by tutaj dominowały jakieś inne emocje. Wszystko w nim już po pierwszej nocy opadło. Głownie ze zmęczenia, ale odespał w miarę przyzwoitych warunkach i czuł się nieco lepiej. Ale mimo to dalej się nie ruszał poza obręb materaca. Czasem tylko prostował nogi, to na chwilę powstał, ale tak to się nie ruszał. Cały czas zagrzebany w te koce, których to zapachem zdążył już wsiąknąć i taktować prawie jak swój, na który ciężko pracował. Ale teraz kompletnie nie miał już nic, nawet życia. I czuł się z tym cholernie źle, prawie jakby był chory. Tęsknie tylko spoglądał do okna. Ta kilkudniowa głodówka zbyt dużego wrażenia na nim nie robiła, zważywszy na to, jakie życie do tej pory prowadził. A to nie raz się zdarzało, że wcinał nawet trujące krzewy, byleby tylko zaspokoić swój głód. Ale teraz. Wkurzały go tylko te zapachy, te kroki. Jakby już nie można było go pozostawić w spokoju, by zdechł jak należy. Zakrywał się tylko kocem, by zagłuszyć zarówno intensywne zapachy, jak i hałas spoza drzwi. Czasem wiercił się niespokojnie. Czasem się zdarzało, że nocą jeszcze zapłakał. Ale już się uspokajał i przyzwyczajał do tego, ze jest zamknięty na amen. Ale na pewno nie można było powiedzieć, ze się przyzwyczajał do tego, ze musi być uległy. Z nudów drapał paznokciami materac, czasem przygryzał koc, żeby powstrzymać żołądek przed ucieczką z jego organizmu.
Aż w końcu zdawałoby się, ze jego mękom przyszedł koniec, ale tylko, wystawiwszy łeb z koca, zmarszczył brwi i patrzył złowrogo na osobnika, który się tutaj pojawił. Skulił się tylko bardziej w kąt i zasłonił nos. Nie można było powiedzieć, że bardzo chciał jeść, bo był piekielnie głodny i burczało mu w żołądku, ale skutecznie się z tym krył. I tylko patrzył tak, że chciał zabić... ale doskonale miał przeczucie o tym, że jakikolwiek ruch w jego stronę skończyłby się kolejnym pobiciem, jak nie czymś gorszym. Tak jakby już znał swoje miejsce. Słuchał uważnie. Ale aż go mdliło w środku i rwał się, żeby go chociaż trochę uszkodzić. Pewnie dlatego z nudów, czy ze zdenerwowania drapał paznokciami materac. I dobrze było widać te wszystkie szramy. Jednak kąta nie opuszczał. Się tam właśnie czuł najbezpieczniej, w kącie.
- N-nie - Wydukał, ledwo i z przestrachem, ale twardo spoglądał na gościa.
Chociaż mu pachniało, chociaż miał świadomość tego, ze pewnie znów zostanie sam i znów będą go nęcić zapachami i odgłosami, albo znów go pobiją. Chociaż go to łamało na wszystkie możliwe sposoby, to jednak twardo się trzymał swoich racji. Nawet jak się bał. Siedział tak nieruchomo i się tylko patrzył. Grzywka częściowo mu twarz przysłoniła, ale to nic. Dalej jak tek słup soli. W końcu jednak, kiedy w jego oczach było widać wahanie, zakrył całkiem twarz. Potem znów się nieco wychylił. Ze zmarszczonym nosem, morderczym spojrzeniem. Ani o centymetr się nie przemieścił. Ale się łamał. Bo kto by się nie łamał w takiej sytuacji.
- J-ja... jestem.... nie... nie dam się - Wydukał znów mniej pewnie.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 4:33 pm

Nie. Wilczy spodziewał się takiej odpowiedzi, takiej reakcji. W końcu za wcześnie było na to, aby anioł się kompletnie załamał i poddał mu.
Mężczyzna siedział w milczeniu i przyglądał się swojemu więźniowi. Lekko warga mu zadrżała, gdy anioł już mniej pewnie się odezwał. Ale...
Wilczy westchnął i zawarczał cicho.
- Musisz się nauczyć Suko, że moje polecenia wykonuje się od razu. - Powiedział spokojnie i w tym momencie drzwi otworzyły się. Do środka wkroczyło troje ludzi. Drobnej postury, młody dość chłopak w płaszczu i dwoje wysokich, dobrze zbudowanych ludzi o nieco bardziej drapieżnych rysach, niż te jakie można było spotkać u przeciętnego człowieka.
Cała trójka spojrzała na siedzącego a gdy ten kiwnął głową, chłopak w płaszczu machnął dłonią i z jego palców wystrzeliły małe błyskawice uderzając i porażając anioła. Ich siła nie była duża, ale wystarczająca, aby zabolało i aby trochę ogłuszyć. Zaraz też pozostała dwójka złapała więźnia, wyciągnęła go z jego koca i przycisnęła nagiego do ziemi.
Wilczy spokojnie obserwował tę scenę a gdy anioł był już na podłodze, w milczeniu zaczął jeść gulasz. Wyraz zadowolenia pojawił się na jego twarzy. Przez ten cały czas anioł był trzymany a jeśli próbował się wyrywać, trzymające go dłonie zaciskały się coraz boleśniej, paznokcie jego strażników zamieniały się w pazury wbijające się w jego ciało i kolejne błyskawice raziły go.
Długo to trwało zanim wreszcie wilczy skończył i westchnął zadowolony.
- Przekaż naszej kucharce, że był to jeden z najlepszych gulaszy, jakie kiedykolwiek jadłem. - Powiedział podając pustą miskę chłopakowi i skinął głową.
W tym momencie anioł został podniesiony z podłogi i kajdany zatrzasnęły się na jego szyi, rękach i nogach. Chwilę potem stał już przyciśnięty przodem do ściany.
Wilczy podszedł do koca, w który wcześniej wtulał się aniołek i przeniósł go na bok, bliżej okna, ale tak, aby więzień mógł go widzieć, jeśli tylko obrócił głowę. Skoro ten koc aniołek uważał w jakimś stopniu za coś swojego, za swoje schronienie, wolał w nim zostać, niż podejść do swojego Pana, to...
Wilczy dotknął palcem materiału a ten zaraz zajął się ogniem. Gryzący dym mógłby być problemem, ale chłopak w płaszczu machnął ręką i cały od razu zaczął wylatywać przez okno na zewnątrz.
Gdy z koca już nic nie zostało, Wilczy znów skinął głową i trójka jego sługusów wyszła z pomieszczenia. Jeden z nich za chwilę wrócił, podając swojemu Panu pejcz i zaraz go nie było.
- Wiesz, chyba muszę Ci wyjaśnić pewne kwestie. - Powiedział spokojnie mężczyzna podchodząc do swojej ofiary i końcówką pejcza dotknął jego karku.
- Jakby się nad tym zastanowić, to masz dwa wyjścia. - Pejcz powoli zaczął przesuwać się po skórze aniołka, sunął po jego plecach, dotarł wreszcie do pośladków.
- Możesz albo zginąć, czy to z mojej ręki, czy to z głodu, czy też z łap osób, które Cię szukają. - Pejcz dotarł na udo Suki.
- Albo możesz być moją Suką. - Rozległo się nagle trzaśnięcie, gdy mocne uderzenie pejczem trafiło w pośladek anioła.
- A wtedy, jeśli będziesz mi posłuszny i zachowywał się tak jak Ci powiedziałem. - Kolejne mocne uderzenie wylądowało na udzie a za chwilę kolejne trafiło anioła w plecy, w miejsce, w którym kiedyś było jego drugie skrzydło.
- Ja będę o Ciebie dbał i nie pozwolę nikomu na krzywdzenie Cię. - Kolejne uderzenia lądowały na plecach anioła.
- Nie będziesz się już musiał nikogo innego, ani niczego bać, nie będziesz musiał głodować, zajmę się Tobą. - Kolejne trafiały w ramiona, pośladki, uda, wszędzie odciskając ślady na bitej skórze.
- Zastanów się nad tym. - Powiedział w końcu Wilczy i wyszedł, zostawiając anioła przykutego do ściany.
Drzwi znów zostały zamknięte.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 5:11 pm

Krzyknął. Ale ten krzyk bardziej przypominał przeciągły jęk bitego psa niż typowy, "ludzki" okrzyk. Po prostu bolało jak cholera. Jednak było wręcz przeciwnie do tego niż myślał, bo to wszystko go zabolało jeszcze bardziej, niż za pierwszym razem. Tak jakby ktoś na świeże rany sól mu wysypał. Pamiętał doskonale taki stopień bólu. Ale doskonale wiedział, ze może zaboleć jeszcze bardziej, dlatego się nie szarpał Nie był na tyle głupi by teraz jeszcze się szarpać. Zresztą, nie miał sił na to, by się rzucać nie wiadomo jak długo. Zmarszczył tylko brwi. Wciąż nieugięty. Jeszcze się nie przełamała się ostatnia, świadoma linia obrony anioła, jeszcze wciąż trwał w swoim przekonaniu, ze on się nie da. A przynajmniej nie podda się tak łatwo. Ciężko mu było cokolwiek zrobić z perspektywy leżenia na ziemi, ale teraz mniej się skupiał na tym, ze był głodny, a bardziej na tym, że znów go boli. Bądź co bądź, cierpienie dotykało go jak najbardziej w tym momencie.
I znów przyciśnięty. Tym razem do ściany. Ale kiedy znów się na nim kajdany zatrzasnęły, odruchowo zaczął się szarpać, ale szybko zdał sobie sprawę z tego, że to mu nic nie da. Zresztą, teraz właśnie na jego oczach jego poczucie bezpieczeństwa się paliło. Nie to, żeby był jakoś specjalnie przywiązany do tego kawałka materiału. Nie uważał go wybitnie za coś swojego. Ale trochę zal mu się zrobiło, ze nie będzie miał się w czym ukryć. Przynajmniej, względnie, bo tutaj nie miał jak się kryć. Ale jakby nie patrzeć, przez te wszystkie rzeczy jakie mu się teraz trafiały, tylko do tego koca mógł się przytulic, w niego mógł się wypłakać w spokoju. A teraz...
Znów zaczął mówić. I znów zaczął działać mu na nerwy. Zmarszczył tylko brwi, ale wzdrygnął się z niepokojem spoglądając na bok, kiedy został tak wręcz dziwnie delikatnie dotknięty czymś chłodniejszym. Szybko jednak przekonał się o tym, ze ten przedmiot, chociaż nie do końca mógł go zobaczyć, okazał się jakimś narzędziem tortur. I tak znów musiał krzyknąć, czując uderzenia. Może nie były jakoś wybitnie bolesne. Ale miejsce, gdzie Raguelowi zostało oderwane skrzydło, było jego piętą achillesową. I jak on tutaj miał cokolwiek normalnie wywnioskować? Że niby będzie o niego dbał? Jeżeli dbanie miałoby polegać na takim samym traktowaniu jak teraz, to chyba już wolałby zginąć, zostać spalonym albo cholera wie co by kto to nie wymyślił. Żeby tylko zniknąć i przestać cierpieć.
Kiedy ten wyszedł, Raguel poczuł jak na oczy cisnęły mu się łzy.
- Dlaczego akurat ja - Jęknął łamiącym się głosem, pochylając głowę przed siebie i tak trwając. Miał dosyć tego wszystkiego, a złość jaka się w nim wzbierała z powodu własnej bezradności na niewiele się zdawała. Próbował się jeszcze wyszarpnąć. ale nic z tego. Zatem dał sobie spokój i tak trwał, aż mu zaczęło wszystko drętwieć. On już nie chciał, tak bardzo już nie chciał nic. Czuł się tak bezużyteczny, tak słaby, że chyba to najbardziej bolało. Bardziej niż te wszystkie zagrywki nieznajomego, który siłą chciał go zmusić do uległości. I poniekąd mu się to udawało Bo aniołek już się łamał, miał dosyć i jedyne co robił, to szarpał się to znów zamierał w bezruchu, to znów się szarpał. I tak na okrągło. I myślał. Oj, dużo myślał nad tym wszystkim. Podłość i marność. I co mu po tym jest, ze się stawia, że nie jest uległy. Zachowuje tylko swoją godność. A na tę godność jego to teraz mógłby każdy splunąć, bo zawsze był nikim.
I znów tak spędzić kolejne godziny jak nie dni.
- Ja już nie chcę... ja już mam dosyć... - Jęknął po bardzo długim czasie. Trudno było określić jakim, bo wszystko miał obolałe, a przykuty nie mógł ocenić ile czasu minęło.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 5:36 pm

- Panie, pozwól mi się nim zająć. Daj mi z nim "porozmawiać" a obiecuję, ze powie Ci wszystko co wie o tym artefakcie. - Poprosił cicho klęczący przed mężczyzną chłopak w płaszczu a na jego twarzy, poza pokorą, widać było okrucieństwo.
Wilczy spojrzał na swojego sługę. Młody, ale talent do magii miał. I talent do tortur. Musiał przyznać, że polubił tego chłopaka. W jakimś stopniu.
Jednak odmówił. Pokręcił przecząco głową.
- Mam co do niego większe plany. Ale i Ty dostaniesz zajęcie. Nie martw się. Moi szpiedzy donieśli mi, że na północy podróżuje dość sławny i wybitnie świętojebliwy paladyn, który ma dużą wiedzę o skarbach, oraz zabezpieczeniach swojego zakonu. Na miejscu będą czekać na Ciebie moje oddziały, przejmiesz nad nimi dowodzenia i zajmiesz się tą sprawą zamiast mnie. Świtę wybij, poza jednym. Wybierz wśród nich kogoś do opętania i jego zostaw. A co do paladyna... Przed śmiercią niech powie Ci wszystko co wie. - Wyraźnie ucieszony chłopak czekał jeszcze na znak, że może odejść i wtedy wyruszył.
Wilczy zaś przez moment słuchał szeptu cieni, zanim wrócił do czytania pergaminów.
--------
Lochy, anioł pozostawiony sam sobie. Przykuty do ściany. Nieruchomo, aby zdrętwiał, bez posiłku, aby był głodny, bez okrycia, aby marzł.
Do końca dnia nikt do niego nie przyszedł.
Minęła noc w ciszy i spokoju.
Kolejny dzień się zaczął, znów słychać było, że rezydencja tętni życiem, że zwierzęta w otaczającym to miejsce lesie budzą się i kontynuują swój żywot, zapachy drażniły podniebienie anioła.
Południe nadeszło, gdy drzwi otworzyły się i do środka weszła ta sama czwórka, która wyciągnęła go z powozu. Uwolnili więźnia z kajdan, wrzucili do przyniesionej balii i w lodowatej wodzie dokładnie wymyli. Opór, jeśli takowy był, został szybko stłamszony.
Pomieszczenie zostało z grubsza oczyszczone, balia po wszystkim wyniesiona, drzwi zamknięte a anioł, nagi i mokry, rzucony na materac. Cała czwórka wyszła.
Mijały sekundy, minuty, godziny.
W pewnym momencie na zewnątrz słychać śmiech dzieci i ich zabawę.
A w pomieszczeniu jedynie mucha z raz przeleciała, ale doleciała do kąta i padła na ziemię martwa.
Wreszcie, pod wieczór, drzwi się otworzyły i znów wrócił Wilczy. Z psią michą pełną gorącego, parującego i pachnącego gulaszu, łychą i pajdami świeżutkiego chleba.
Tak jak poprzedniego dnia usiadł spokojnie na fotelu, założył nogę na nogę i tym razem w milczeniu, wyczekująco patrzył na aniołka.
Drzwi zamknięto.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 6:18 pm

Jeszcze raz w nocy próbował się zerwać. Ale był już zbyt wykończony. Wszystko go bolało albo piekło, w głowie tworzyły mu się różne scenariusze i wizje własnej śmierci. A gdyby zdechł tutaj, to wyrzucono by go na pożarcie jakimś zwierzętom może w ramach jakiejś łaski. Jakby to nie był wystarczający sposób na haniebną śmierć. I tak trwał do rana. Do momentu, aż znów postanowiono się nim zająć i sam nie wiedział, czy to było jakoś dobrze dla niego. W każdym bądź razie kąpiel, nawet w zimnej wodzie była znacznie lepszym doświadczeniem, niż bicie po plecach czy rażenie piorunem. A potem przynajmniej był rzucony na materac, jak lalka. ale nie miał na sobie kajdan i poczuł się nieco spokojniej. Gdyby nie to, ze trząsł się jak osika, to wszystko było już w miarę stabilnie znośne. Ale doskonale przeczuwał i miał pojęcie o tym, że to wszystko i tak zaraz zostanie zakłócone. Przytulił się tylko do ściany. W kącie było mu zdecydowanie lepiej, nawet jak marzł teraz nagi i mokry. Przejechał tylko dłonią po włosach, żeby mu tak widoku nie zasłaniały. Niby co to za różnica, ale miał okazję zrobić coś samodzielnie, nikt go nie przymuszał. Teraz to było dziwne, bo nawet taka drobna czynność sprawiała mu radość. Że nie była ona z przymusu, albo pod groźbą połamania kości. Zakrył się trochę skrzydłem i pozwolił sobie na sen, który przyszedł zaskakująco łatwo. Już i tak ledwo zipał. Myślałby kto, że może przez sen umrze. Ale nie. Anioł zdecydowanie przejawiał zbyt silną wolę przeżycia, żeby ot tak w spokoju zdechnąć.
Zbudził się, kiedy do środka znów ktoś wszedł. Niby cicho i spokojnie, ale dość często ktoś przychodził. Tym razem jednak sprawa prezentowała się ciut inaczej. Ale jednak jak było widać, że historia lubi zataczać koło, tak teraz znów przyszedł tamten, co go uwięził tutaj i związał. Znów z tym jedzeniem, które już spokojnie powoli mieszało w głowie anioła i tak samo siadł w tym fotelu. No, przynajmniej wiadomo po co je tutaj postawiono. Raguel z obawą go obserwował, jednak ten milczał. Trząsł się dalej.
Widać było po nim, że już naprawdę poważnie się waha. A powtórka z rozrywki średnio mu się widziała. Jednak w dalszym ciągu ulegać nie chciał, mimo wszystko. Mimo tego, ze wiedział, ze z pewnością, jak teraz nic nie zrobi, to znów go zwiążą, albo poważnie uszkodzą. A piekło i bolało dalej, nawet jak zimna kąpiel trochę ten ból ograniczyła. Po za tym, miał wystarczająco dużo czasu żeby dokładnie sprawy przemyśleć.
Ruszył się w końcu. Ale zanim szedł z materaca, jakby na chwilę się zatrzymał i niby już miał wracać do kata z powrotem. Zacisnął zęby. Poważnie się jeszcze raz nad tym zastanawiał. W teorii właściwie już się zgodził. Bo było po nim to widać, ze nawet jeśli, to mógłby nie przeżyć kolejnego bicia. Kolejnego zastraszania. A tamten był taki spokojny, bo dobrze wiedział jak się to skończy. A to milczenie jeszcze bardziej bolało, bo nie był niczego pewny. Równie dobrze, może zaraz wyskoczyć znów tutaj ta banda hipisów z lasu i go ustawić. Ale w końcu postawił pierwszy krok poza materac. Albo raczej rękę, bo szedł na czworaka. Głownie nie dlatego, żeby być jak tamten chciał, uległym, co bardziej z tego powodu, ze próba powstania mogłaby się zakończyć zawrotem głowy i szybkim upadkiem na dół.
Stawiał dalej kroki. Ostrożnie, z wahaniem, bo co rusz się odwracał za siebie w stronę swojego kochanego kąta. Ale szedł dalej. Co prawda, trochę mu to zajęło, ale przysiadł przed nim, chyląc głowę.
- Je... jestem... suką - Wydukał, a słowa dosłownie stawały mu okrakiem w gardle i prawie go dławiły. W dalszym ciągu się trząsł się jak galareta, ale próbował się uspokoić. Ale ciężko mu było - Pro.... proszę o jedze.... jedzenie P-panie - Wydukał zaraz uchylając głowę jeszcze bardziej, tak, ze zaraz pocałował go w stopy. Niżej już chyba upaść nie mógł. I zaraz łzy mu pociekły z oczu, a kiedy przypadkiem, jeden spadł mu na but, to zaraz dłonią, drżącą wytarł tę łzę. Czekał, posłusznie.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 6:45 pm

Przyglądał mu się uważnie. Patrzył jak anioł mocuje się sam ze sobą, jak powoli wychodzi ze swojego kąta i idzie, powoli, walcząc zarówno ze swoim osłabieniem jak i resztą godności.
Twarz i oczy wilczego były beznamiętną maską, gdy na to patrzył, ale był zadowolony. Oto jego mały, przyszły pupilek, ta słodka zabaweczka, uczyniła, drżąc i mocując się ze sobą, bardzo duży krok do zostania jego ulubionym przedmiotem.
Okrucieństwo Wilczego, jego chęć dominacji nad wszystkim i żądza upodlenia były właśnie zaspokajane.
Chęć posiadania, jaką miał, odkąd opuścił Plan Cienia, gdzie nic tak naprawdę nie było jego, była właśnie zaspokajana.
I kolejne kroki ku zaspokojeniu jego ciekawości, żądzy wiedzy, zbierania informacji, oraz chęci manipulowania, właśnie powoli były podejmowane.
Dusza Wilczego, nasiąknięta namiętnym i żywiołowym ogniem, zapłonęła jasno, gdy mieszanka emocji wybuchła wręcz w środku tego dziwnego Wilka.
Wszystko to sprawiało, że jeszcze większe pożądanie odczuwał, niż zazwyczaj, ale nie... To jeszcze nie ten moment.
Anioł dotarł do niego, usłyszał z jego ust wyczekiwane słowa, patrzył jak po twarzy jego nowej suczki spływają łzy.
Wreszcie lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy zobaczył jak anioł wyciera łzę, którą niechcący upuścił na but swojego Pana.
Tak, Wilczy był zadowolony.
Więc, gdy odłożył pieczywo na oparcie fotela i pochylił się ku swojej zabaweczce, na jego twarzy widniał już ciepły, przyjazny i niosący poczucie bezpieczeństwa uśmiech. A on wysunął wolną dłoń, spokojnie ujął podbródek swojej suczki i uniósł głowę anioła do góry.
Lekko, delikatnie, czule, przejechał palcami po policzku, ścierając z niego łzy i pogładził go po włosach.
Chwilę potem postawił u swych stóp michę, wraz z łyżką i pieczywem, po czym skinął przyzwalająco głową.
Suka mógł już jeść.
Wilczy z powrotem się wyprostował i patrzył spokojnie na swoją zabawkę, jak ta zajmuje się jedzeniem i na jej reakcje.
I chociaż nie wydał z siebie żadnego dźwięku, to jednak w tym momencie drzwi się otworzyły a do środka weszła znajoma czwórka, wynosząc szybko materac a na jego miejsce wstawiając nie za duże, ale jednak dość wygodne łóżko, wraz z pościelą.
Przyniesiono też miskę z wodą, aby anioł mógł sobie przepłukać twarz, czy dłonie, gdy rano wstanie, oraz dzban, również z wodą, żeby miał co pić.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 7:09 pm

Źle się czuł. Potwornie się źle czuł z tym wszystkim. A z tym, ze uległ jeszcze bardziej, ze aż go skręcało w kichach i to w cale nie z powodu głodu. Ale teraz, jak się w końcu przełamał i zgodził na cholera wie co jeszcze, to nawet już mu lepiej było. Zdecydowanie był spokojniejszy niż przed chwilą, chociaż dalej się trząsł i w dalszym ciągu był na swój sposób przestraszony. I jeszcze ten błysk w oku świadczący o tym, ze do końca się nie poddał, ale zachowywał to wszystko póki co dla siebie. Miał nadzieję, że może kiedyś nadejdzie ten dzień, kiedy będzie wolny. Ale teraz nie mógł o tym nawet śnić. Zresztą, jak podejrzewał, nawet teraz sen będzie dla niego luksusem, o które będzie musiał prosić. Kiedy ten uniósł jego głowę patrzył się tak przez chwilę przestraszony, że zaraz znów dostanie. Szybko opuścił wzrok i patrzył się gdzieś indziej, byle nie na niego. Ale nic takiego się nie stało. Trochę dotykania i tyle.... normalnie, aż był zdziwiony, bo mógłby przysiąc, ze zaraz znów uderzy twarzą o bruk, albo coś podobnego. Albo znów zostanie skuty.
Na widok michy oczy mu błysnęły, jakby pierwszy raz w życiu coś takiego miał przed nosem. Bo właściwie, jakby nie patrzeć, cały czas, odkąd uciekł z wampirzej twierdzy, żywił się naprawdę upadlającymi resztkami. A tutaj proszę, coś do jedzenia i to w cale nie był pływający w wodzie zatęchłej zdechły szczur, tylko normalne swojskie jadło. Aż szkoda mu było to jedzenie ruszać, może zostawić je na później. Ale kiedy dostał pozwolenie, to tylko na sam początek powąchał jedzenie, tj. ten gulasz. Może miał tylko zwidy i to wszystko mu się już śniło z niedożywienia. Na początek tylko ugryzł kawałek chleba. Doskonale wiedział, że jakby to wszystko na raz zjadł to raz, byłoby to niegrzeczne a dwa, zaraz by jego żołądek to wszystko zwrócił. Już raz tak miał. Zatem tylko powoli, pomału podjadał. Oczy cały czas mu się błyszczały. Dawno, a może nigdy nie miał nic tak dobrego w ustach. W dodatku coś cieplejszego. Po prostu jakby urodził się i umarł w niebie. Nie doszedł nawet do połowy michy, jak znów wszedł ktoś do środka. Mimo wszystko, odruchowo się skulił, przerywając jedzenie. Słowem nawet się nie odezwał, tylko zamarł w bezruchu. Podświadomie obawiał się już znów czegoś, co mogłoby go zaboleć. Może już nie piorunów, ale czegoś innego. Sam nie wiedział czego. Po prostu się przestraszył.
I też niesamowicie zdziwił, kiedy wnoszono tutaj te rzeczy. Bo pierwszy raz widział łóżko z bliska. Prawdziwe łóżko. Nawet jak mieszkał w pałacu, to miał właściwie kojec, dość wygodny, ale nie łóżko. Nikt nie mógłby w pałacu wampirów potraktować nie wampira z równymi standardami. A tutaj miał je przed sobą, dosłownie parę metrów.
Dalej siedział nieruchomo, czekając, aż sobie oni pójdą. Tak na wszelki wypadek.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 7:29 pm

Wilczy spokojnie przyglądał się reakcjom aniołka, patrzył jak je, jak reaguje na przybyszów.
Wreszcie podniósł się, pogładził swoją Sunię jeszcze raz po włosach i wyszedł z pomieszczenia.
Drzwi zostały zamknięte.
Reszta dnia upłynęła tak jak do tej pory. Nocy zresztą podobnie. Nic się nie działo, rezydencja, ogród i las żyły własnym życiem, nikt nie odwiedzał anioła, ani mu nie przeszkadzał.
Dopiero następnego dnia, w południe, drzwi się otworzyły. Pana nie było, weszła za to znajoma czwórka. Każdy z nich patrzył wrogo na anioła, ale żaden się nie odezwał. Przyszli wnieść balię, do której nalano bardzo ciepłej wody i położono obok niej ręcznik i mydło.
Tym razem nie zmuszano aniołka do kąpieli, nie kąpano go siłą, woda była ciepła, zostawiono wszystko, aby mógł to zrobić samemu.
W dodatku, aby mógł to zrobić w ciszy i bez pośpiechu, bo gdy wszystko zostało przygotowane, cała czwórka wyszła.
I znów minęło kilka godzin, zanim drzwi się otworzyły.
Wszedł Wilczy z michą, na której był duży kawał pieczonego kurczaka i ziemniaki. Wszystko ładnie pachniało, przyrządzone tak, jakby było robione dla samego Wilczego.
Znów ta sama scena. Wilczy usiadł i czekał, aż jego Suka przyjdzie do niego i poprosi.
Potem czekał, aż zje, w międzyczasie wyniesiono balię i wymieniono wodę zarówno w misce, jak i dzbanku.
Siedział też w milczeniu, dając aniołowi odpocząć po zjedzeniu, zanim podniósł się i podszedł do drzwi.
- Idziemy. - Powiedział krótko i wyszedł.
Wilczy szedł korytarzem, szybko docierając do schodów, którymi zszedł na dół, mijając po drodze trochę służby, ciekawie przyglądającej się temu, kto szedł za nim i wyszedł na zewnątrz.
Pod rezydencją było duże miejsce z kwiatami, ładnymi krzakami a dalej widniał las, przecinany jedynie drogą prowadzącą od domu.
Wilczy stanął u brzegu lasu i obrócił się, aby coś powiedzieć swojej zabaweczce, gdy nagle ktoś do niego podbiegł, wyraźnie zmartwiony.
Szeptał coś chwilę Wilczemu i ten wreszcie powiedział do anioła.
- Zostań tu i poczekaj na mnie. - Wydał rozkaz i wraz z przybyszem szybkim krokiem ruszył w stronę rezydencji, znikając szybko za nią.
Anioł został sam. Jedynie służka czasami wychodziła, aby zebrać kwiaty, albo wylać wodę, jednak poza tym nikogo nie było.
I czas mijał.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 7:57 pm

Raguel czekał cierpliwie, w lekki przestrachu aż wszyscy sobie wyszli. dopiero wtedy swobodnie mógł się przemieszczać. Podjadł jeszcze trochę, a resztę zostawił na później. Pierwsze co zrobił to zbadał wszystko co wnieśli tamci do środka, a najwięcej czasu chyba poświęcał łóżku. Najpierw dotknął drewno z lekką obawą, ale szybko się przyzwyczaił. Mimo to, dalej się nie uśmiechał. Wrócił po swoją miskę i postawił obok łózka. Dopiero potem wszedł na nie i zdrzemnął się. Kiedy się obudził, było ciemno jak w grobie. Nie to, żeby to się różniło od dotychczasowego jego położenia, ale po prostu poczuł się lepiej. Kucnął przy łóżku i zjadł to co mu zostało. Tak regenerując siły mógł spędzić resztę nocy na drzemce. Cały czas się wiercił. Pomimo iż doświadczał takich wygód pierwszy raz, to jednak niewygodnie mu się spało. Nie był przyzwyczajony ani do spania tak wysoko ani na czymś tak miękkim. Już chyba wolałby stary koc i leżący na ziemi materac. Potem się obudził i siedział tak bezczynnie, bawiąc się łyżką i pustą michą. Wtedy też przyszli znów ci sami goście i ich złe spojrzenia od razu zmroziły krew w żyłach anioła. Siedział nieruchomo przy łóżku i patrzył na nich, a raczej na to, co przynosili. Kiedy już sobie poszli Raguel w podzięce lekko skinął im głową i spokojnie zażył kąpieli. Co prawda, zajęło mu to trochę, bo też nie wiedział specjalnie jak się do tego zabrać z początku. Potem jakoś to wyszło samo z siebie, wytarł się i powrócił do zabawy łyżką i michą. Potem jeszcze chwilę przechadzał się po pomieszczeniu i wtedy też jego nowy Pan wszedł do środka, na co naturalnie zareagował, lekko się bojąc, opuszczeniem głowy i skuloną pozycją. I dobrze myślał, ze jak nie postąpi tak jak wczoraj, to wszystko to co teraz było miłe znów zostanie zastąpione biciem i kajdankami. I już nieco pewniej postąpił niż wczoraj, tj. grzecznie poprosił o pozwolenie skonsumowania czegokolwiek by tam nie dostał. Teraz zjadł od razu, podrapał się po głowie i zaniósł michę tam gdzie była druga miska, którą wcześniej sobie umilał czas. Grzecznie wrócił na miejsce i czekał na to, albo aż ten wyjdzie albo jak każe mu coś zrobić. I raczej spodziewał się tego, ze znów będzie musiał siedzieć sam tutaj, w tej celi. W sumie, już się prawie do niej przyzwyczaił. Mruknął coś pod nosem i spojrzał na niego nieco zdziwiony, kiedy ten rozkazał wyjść poza obręb pomieszczenia. Trochę niechętnie, ale ponaglony słowem ruszył, na czworaka, bo normalnie to byłby już pewnie sprowadzony do parteru, szedł za nim, starając się unikać zdziwionych spojrzeń obcych mu istot. Schody nie były czymś przyjemnym, szczególnie jak się nie szło na dwóch nogach normalnie, tylko na czterech, tak jak mu kazał. Zakrył się chociaż trochę skrzydłem i szedł.
Zmarszczył brwi, kiedy miał wyjść na dwór. Na świeże powietrze. Zdążył się odzwyczaić od takiej ilości światła słonecznego, od tych wszystkich zapachów. Bardziej mu się podobało już jego pomieszczenie, gdzie wszystko było stałe, nikt nie chodził i nikt nie patrzył. Dlatego niechętnie ruszał na przód. Zatrzymał się także w tym momencie kiedy On tez tak postąpił. Czuł się cholernie nie swój. Ale co mógł na to poradzić. Dopiero potem ktoś przybiegł, ten znów dostał rozkaz i gdzieś znikli.
Raguela aż korciło by pobiec lasem. Ale spodziewając się prędko hiszpańskiej inkwizycji tylko przystępował z nogi na nogę, zbliżając się lekko do ściany lasu. Ale jej już nie przekroczył, tylko siedział tak i patrzył się przed siebie. Potem jeszcze zaczął się bawić trawą, to wszystkim tym w końcu, co wpadło mu w ręce. Ostatecznie położył się na trawie i czekał na powrót swojego Pana przymykając znużone błękitem nieba oczy.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 9:37 pm

- No proszę... - Mruknął cicho do siebie, patrząc zza rezydencji jak jego nowa zabaweczka nie korzysta z braku uwagi, zamknięcia i jakichkolwiek przeszkód i nie próbuje uciec.
- Pani prosi, aby przekazać Ci Panie, że już się odświeżyła po przyjeździe i tęskni za swoim Cieniem. - Powiedział rozmówca, który niby w ważnej sprawie odciągnął Wilczego od jego zabaweczki.
Cień. Gdy Wilczy uciekł z Planu Cienia, miał według miary ludzkiej dojrzałości kilkanaście lat. I nie miał imienia. Jego "opiekun" nie interesował się tym, aby mu go nadać. Musiał więc samemu sobie jakieś wymyślić. A ponieważ nie znał się na imionach mieszkańców świata materialnego i pochodził z cienia, więc tak się właśnie nazwał. Po latach uważał to za głupi pomysł, ale... Przyzwyczaił się i nie chciał tego zmieniać.
Pani tęskni za swoim Cieniem. Lubił tę kobietę. Zlecenie zabójstwa swojego męża, szpiegowanie, doradzanie mu. Była zła i podobało mu się to. A równocześnie oddana mu i uzależniona od niego. Idealne połączenie w tym wypadku. Długo jej nie będzie, więc faktycznie przydałoby się, żeby poświęcił jej nieco czasu tego wieczora. A przy okazji...
- Suko! Za mną! - Zakrzyknął, gdy pojawił się w polu widzenia swojej zabawki i ruszył do rezydencji.
Ruszył w stronę komnat właścicielki tej rezydencji i bez pukania wszedł do środka. Poczekał, aż wejdzie za nim jego zabawka i zamknął drzwi.
Kobieta miała już ponad czterdzieści lat, ale wciąż była piękna i zadbana. Najwyraźniej też wyczekiwała swojego lubego, gdyż miała na sobie jedynie delikatną i wiele odsłaniającą koszulę nocną, czyli nic, co by mogło ich opóźnić.
- Siad. I czekaj. - Powiedział Cień do swojej Suki, po czym podszedł do kobiety.
- To ta Twoja zabaweczka? Dziwny masz gust... - Roześmiała się cicho, przyglądając aniołkowi, za co zaraz dostała lekkiego klapsa.
- Może i dziwny, ale takiego właśnie mnie pragniesz. - Odpowiedział jej Cień z rozbawieniem i zaraz przeszli do przyjemniejszej części ich znajomości.
Trwało to dość długo, ale Suka mógł oglądać jak Cień szybko zdejmuje ubranie a jego sterczącą męskość obejmują i pieszczą namiętnie usta kobiety. Widział jak w zamian jego Pan schyla się i chowa głowę między jej nogami, aby pieścić tę słodką dziureczkę.
Widział jak ona w końcu kładzie się na brzuchu i wysoko unosząc tyłeczek, rozchyla rękami płatki swojej szparki, błagając Wilczego, aby ją zerżnął. I jak ten spełniał jej prośbę. W tej pozycji, jak i w innych.
Wreszcie skończyło się. Kobieta opadła bez sił na łoże i rozkosznie zmęczona przymknęła oczy, aby nie wiele później, gładzona lekko przez swojego kochanka, odpłynąć w krainę snów.
Dopiero wtedy Cień, wciąż nagi, wciąż podniecony z racji tego, że on nie skończył, ruszył do wyjścia.
- Za mną. - Rzucił tylko i szedł korytarzami domu.
Ciemno już było na dworze, cała rezydencja pogrążała się powoli we śnie. Poza wyjątkami, ale nikogo nie spotkali na swej drodze.
Drodze, która zawiodła ich do sypialni Cienia. Szafy, kufry, biurko, duże łoże.
Cień wszedł pierwszy i usiadł na łóżku.
- Zamknij drzwi, weź tę miskę i chodź do mnie. Wyczyść mi go dokładnie. - Wskazał najpierw na stojącą na biurku miskę z wodą, potem na swoją stojącą wciąż i mokrą od soków kochanki męskość.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 10:18 pm

Podrapał się dłonią po głowie. Robiło się powoli trochę nudno jak dla niego. Ale cieszył się z tego, że mógł ot tak sobie ponarzekać i nikt mu w tym nie przeszkadzał. Ze pozwalano mu na to, żeby widział słońce i czuł trawę pod stopami. Naprawdę, mógł trafić chyba gorzej. Ale nic co piękne nie trwa wiecznie i zaraz znów musiał być zawołany, oczywiście. Zaklął pod nosem, ale ruszył się z początku ospale, a potem znacznie żwawiej, by zaraz towarzyszyć nodze swojego Pana. Co prawda, średnio mu się to widziało, i nie obyło się bez obraźliwego wymyślania słów na jego temat w myślach, ale szedł równym krokiem jak najbardziej będąc cicho i grzecznie. Naprawdę, do środka wchodzić nie musiał. Krzywo tylko spojrzał na tę pannę. W ogóle mu się ona nie podobała, ale do końca nie mógł powiedzieć dlaczego. Może z tego względu w jaki sposób odezwała się na jego temat? Albo może dla niego zachowanie kobiety było poniżej godności. Raguel co prawda nie miał za wiele do powiedzenia w tej kwestii, ale ona była wolna, a on był w znacznie gorszym położeniu.
Zerknął na Pana. Ale usiadł grzecznie i czekał, przymykając oczy. to co działo się dalej było jak kara dla anioła, że aż musiał wzrok odwrócić. Na bogów, dlaczego on kazał mu tutaj siedzieć. Miał tylko nadzieję, ze nie będzie tak za każdym razem, jak ta dziwka będzie tutaj przychodzić. Chyba by ją potraktował oślepiającym światłem na tyle mocno, że by jej oczy wypaliło następnym razem jak tu przyjdzie.
Westchnął w ulgą kiedy ten koszmar się skończył. Mało co mu oczy i uszy nie wyparowały. Zdecydowanie w lepszym nastroju opuścił pokój, niż do niego przychodził. Dobrze, ze było ciemno. Przynajmniej jak on tutaj paraduje za nim przez ten pałac, to wszyscy się na niego nie gapią. Ale coś nie przypominał sobie, żeby dzień tak szybko się kończył. Może po prostu zbyt mu się dłużyło jak musiał przebywać przy nich tam w tamtym pokoju. Zabaweczka. Zmarszczył brwi. To prędzej ona wyglądała jak zabawka, taka pusta lalka, którą nic tylko tak traktować. Jeszcze tylko gada, bleh. Skwitował krótko w myślach. Nie powinien tak myśleć, w końcu był aniołem. Ale jak każde stworzenie traktowane tak prawie od urodzenia, szybko dobro zostaje zastąpione złem koniecznym. I cóż, tak się złożyło, ze to zło koniecznie dopadło czystą duszę Raguela. Jakby nie patrzeć.
Westchnął cicho, zamykając delikatnie i po cichu drzwi. Potem przeszedł się po tę miskę, ale ostatniej części zadania z początku nie chciał wykonać i trochę jak taki głupi osioł, patrzył się na miskę. To go tak trochę bolało. Jakby mu mało było na dzisiaj, to teraz będzie się bawił jak służący. Ale Suka to Suka. Nie mógł zbyt długo zwlekać, chociaż go mdliło w środku, bo zaraz by tą michą oberwał, albo jeszcze gorzej. Dlatego krzywiąc się przy tym, to wziął michę i zaczął myć. Tj. wyglądało to jak obmywanie, bo choć bardzo się starał, to ilekroć jak go tam dotykał to czuł się gorzej jak od uderzenia pioruna tam w lochach. Ale może go zaraz nie opieprzy równo i nie zbije.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Sob Maj 03, 2014 10:38 pm

Cień na razie stracił zainteresowanie swoją zabawką, chociaż przy każdym dotyku jego męskość drżała, mając nadzieję, że dane jej będzie dzisiaj jeszcze zakosztować przyjemności.
Wilczy zaś rozmyślał. Był młodym graczem w walce o wpływy, władzę i potęgę na tym świecie. Pojawił się tutaj trzydzieści lat temu nie znając tego świata i nie wiedząc o nim za wiele.
Mimo to dużo udało mu się już osiągnąć. Wielu wrogów zdołał własnoręcznie zabić, niektórzy z nich byli naprawdę potężni i groźni. Wiele osób zginęło też na jego rozkaz, czy pod wpływem jego machlojek.
Jego wpływy powiększały się. Coraz więcej interesów należało do niego. Coraz więcej kupców sprzedawało i sprowadzało swoje towary działając w interesie Cienia. Coraz więcej arystokratów wykonywało jego polecenia. Wiele kuźni, domów publicznych, karczm, statków przewozowych należało już do kogoś, kto był mu oddany.
Miał też coraz większą armię. Szpiedzy, wojownicy, zabójcy, tropiciele, magowie. Śmiertelnicy, potwory, cienie. Gromadził ich coraz więcej.
Jednak było mu za mało. Miał czas, ale jednak coraz wolniej szło mu poszerzanie swoich możliwości. Zwyczajnie coraz mniej było jeszcze takich miejsc, czy osób, które do kogoś już nie należały.
Czas wykonać następny krok. Czas wybrać któregoś z potężniejszych tego świata i dopilnowywując, aby jego sąsiedzi byli sobą zajęci, zniszczyć go. Wtedy będzie mógł przejąć jego dobra i stać się ważniejszym graczem na tej planszy.
W końcu jednak przerwał swoje rozmyślania i spojrzał na Sukę. Ewidentnie aniołkowi nie szła ta czynność.
Cień więc nachylił się i przyciągnął go tak, aby ten wszedł na łóżko. Ułożył go, aby anioł leżał na boku i trzymał głowę na udach Wilczego.
Teraz ta mała zabaweczka miała męskość swojego Pana tuż przed ustami i oczami. Nabrzmiałą, chętną, rozsiewającą swój zapach męskość.
Cień patrząc na leżącego aniołka, położył jedną dłoń na jego włosach i w milczeniu zaczął je głaskać.
Jego druga ręka sięgnęła w bok, gdzie lekko palcami dotknął przyrodzenie swojej Suczki. Musnął tylko, zaczął wodzić po niej palcem, drażnić, wreszcie zaczął masować główkę.
Nie trwało to długo, gdy w końcu objął ją swoją dłonią i zaczął powoli ruszać nią w górę i dół.
Wtedy też przysunął głowę anioła do siebie, przez co przyrodzenie Wilczego naparło na usta Suki z zamiarem wniknięcia pomiędzy te słodkie wargi.
Anioł miał już pewną lekcję poglądową jak to mogło wyglądać, gdy niedawno ta nielubiana przez niego kobieta zajmowała się męskością jego Pana.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Nie Maj 04, 2014 12:10 pm

No dobra, może trochę mu nie szło, ale się starał. Jakby nie patrzeć, to on był zielony całkiem przy takich sprawach. Co prawda, był wykorzystywany ale nie w taki sposób. Jeśli o to chodzi, to on był czysty. Dlatego też wzdrygnął się, ale jeszcze się nie rzucał, kiedy go tam dotykał. Jedynie co najdziwniejsze na świecie, jego policzki w ogóle się nie zaróżowiły. Brak czerwonego pigmentu we krwi sprawiał, ze jego policzki, ogólnie miejsca, gdzie krew pływała wzburzona, robiły się jaśniejsze niż to normalnie była jego skóra i... błyszczały. Czy to jest piękne czy nie, Raguel poważnie się zawstydził i... przestraszył. Spanikował i nawet jakby miał za to oberwać to po prostu się oderwał i szedł z łóżka. A że nie znał tego pomieszczenia jakoś dobrze, nie wiedział gdzie się może skryć przed ewentualnym gniewem swojego Pana. Zatem, skoro nie pozostało mu już nic innego, a pewnie i tak mu się dostanie, to skulił się w trzęsący kłębek nerwów, opatulony raptem jednym skrzydłem. ciągle tylko mamrotał pod nosem, ze on nie chce, on się boi, a potem zamiast mówić w pierwszej osobie mamrotał tylko, ze Suka nie chce i że się boi.
On już się zdążył podniecić prawie że przy pierwszym kontakcie. Cóż, nie mógł nic na to poradzić, pierwszy raz miał z czymś takim styczność. Tak samo jak tamto w komnacie tamtej durnej baby. Chociaż tam to był tylko biernym obserwatorem, tak tutaj już niekoniecznie i to go właśnie przerażało. To wszystko bo to było.... dziwne i jeśli miało doprowadzić do tego, co się działo tam to on zdecydowanie nie chciał w tym uczestniczyć.
Spojrzał na niego niepewnie, oczy mu się zaszkliły, gotowe zaraz płakać. Wiedział, ze źle postąpił, tak reagując, ale nie potrafił inaczej. Jego instynkt po prostu wziął nad nim górę i trudno było cokolwiek na to poradzić.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Nie Maj 04, 2014 12:47 pm

Spojrzał na kulącego się aniołka i zmrużył oczy niezadowolony. Oj... Szykowała się kara. Kolejne dni w zamknięciu, bez łóżka, bez materaca, byle co do jedzenia i bicie.
I Wilczy już się miał zamiar podnosić, gdy usłyszał "Suka się boi". Zawahał się. Czyżby ten aniołek nie miał nigdy żadnych tego typu kontaktów i przerażała go reakcja jego ciała?
Cień był okrutny i był tyranem, ale miało to swoje granice. Poza tym poza złamaniem tej zabaweczki, poza zniszczeniem psychicznym i uzależnieniem od siebie, musiał jeszcze sprawić, aby Suka mu ufała.
Dlatego nie ukarał. Nie rzucił się, aby pobić swoją Sukę. Kucnął przy niej i lekko ujął podbródek w swoją dłoń, unosząc jego głowę tak, żeby anioł patrzył mu w oczy.
- Czego się boisz? - Spytał, starając się, aby ton jego głosu był ciepły.
- Nie znasz tego uczucia? Przeraziła Cię jego intensywność? Nie bój się. Nie jest ono ani złe, ani przykre, ani bolesne. - Mówił uspokajająco, przyjacielsko.
- Musisz pamiętać o tym, że wszystko co robię, jest dla Ciebie dobre. Że jedynym Twoim celem jest wypełnianie moich poleceń w najlepszy możliwy sposób a w zamian za to będziesz nagradzany. Powinienem Cię ukarać za to, że bez pozwolenia odszedłeś... - Puścił aniołka i podniósł się.
- Ale tym razem Ci wybaczę. Jednak... - Wszedł na łóżko i usiadł na jego środku.
- Masz przyjść od mnie. - Wskazał dłonią miejsce obok siebie.
- Przeprosić swojego Pana i najlepiej jak potrafisz wynagrodzić mi swoje nieposłuszeństwo. Zobaczysz, że jeśli będziesz posłuszny to z tego, oraz z nagrody jaką Cię obdarzę, będziesz odczuwał przyjemność. - Dokończył i czekał przyglądając się swojemu pupilkowi. Czekał na jego reakcję, na to co zrobi, jak się zachowa. Miał nadzieję, że nie będzie musiał wyciągać konsekwencji z jego czynów, tylko będą mogli przejść dalej w ich relacji.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   Nie Maj 04, 2014 1:37 pm

Po prostu to wszystko go trochę przerastało. W głowie miał same nieprzyjemne obrazy, ale szczerze, wolał w tym momencie czymś mocnym oberwać w głowę nić dalej tamto kontynuować. Dokładnie. To wszystko było tak nie zrozumiałe, zawiłe i wobec tego wszystkiego był tak bezradny, ze po prostu chciał uciec i jedynie w tym widział wyjście. Przygryzł wargę. Zaraz dostanie mu się, zaraz będzie kwiczał jak zarzynane prosię. Z podgryzionej wargi poleciała mu strużka srebrnej krwi wprost na jego dłoń. Akurat w tym momencie też Pan podszedł i znów złapał go za podbródek, tak jak tam w lochach. Z początku już miał znów uciec i spieprzyć, załóżmy że pod łózko, ale zamarł ze strachu w bezruchu i tylko się patrzył takim pustym wzrokiem. Spuścił wzrok przy pierwszych słowach. To nie tak, ze on robił to specjalnie. Po prostu tak wyszło, z pewnością, jakby miał na to wpływ jakikolwiek to postąpiłby bardziej tak jakby tego Pan oczekiwał, a nie spieprzał w strachu gdzie pieprz rośnie.
Kiedy tylko ten powstał, Raguel pochylił głowę, nie zasłaniając się w ogóle, czekając aż cios nadejdzie Zasłużył na karę, to była prawda. Ale cios nie nadszedł i był niezwykle zdziwiony tego faktu, ze nie czekała go kolejna głodówka. Ani nic z tych rzeczy Po prostu mu dopuścił. Tak zwyczajnie. To było cholernie dziwne. Przestał się nawet trząść, tylko patrzył za nim takim ciekawskim wzrokiem. Tylko co to niby miała być za nagroda? Nie ważne, już mniejsza z tym co by go to nie czekało, musiał spiąć pośladki i wrócić z powrotem. Skoro Pan okazał łaskę, to nie należało tego wykorzystywać dalej.
- Suka przeprasza.... Suka nie chciała - Wyjęczał błagalnie, kiedy siadał na ustalonym miejscu - Suka chce się poprawić, ale nie wie jak - Odpuścił głowę w pokorze. Delikatnie się skulił, żeby być w razie czego gotowym żeby dostać w łeb albo co. Chociaż pan ułaskawił raz, to drugi raz tego nie zrobi, a podejrzewał, ze kara będzie nawet znacznie bardziej dotkliwa.
- Suka naprawdę przeprasza.... - Powtórzył znów, tym razem trochę ciszej.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Samael & Skorpion   

Powrót do góry Go down
 
Samael & Skorpion
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Podręcznik do Wróżbiarstwa
» Skorpion :)
» Samael Marcolf Avery
» Samael

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: