IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Upper Ground

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Upper Ground    Sro Kwi 30, 2014 9:50 pm

Przedstawienie było niesamowite. Długie, ponad trzygodzinne, z dwoma przerwami, które bardziej frustrowały widzów, niż cieszyły. Chris od momentu kupienia biletów nie miał ani chwili wątpliwości, że ogromny wydatek się opłaci. Pensja bibliotekarza, nawet tak renomowanej szkoły jak Traditional Royal School znacznie się uszczupliła, nie było też opcji na osobę towarzyszącą, mimo to blondyn nie wahał się ani chwili. Owszem, czuł się trochę samotny podczas tych chwil pomiędzy kolejnymi aktami, jednak fakt, że był w damskiej wersji, znacznie go uspokajał. Jak zawsze, w butach na wysokim obcasie i sukience do kolan, potrafił zapanować nad swoim rozdygotaniem. Do tego stopnia, że skorzystał z przerwy i kupił sobie przekąskę, a potem stanął w holu i podziwiał widoki. Byli tak blisko rzeki, gdyby nie fakt, że zbierało się na deszcz, na pewno chętnie by wyszedł na zewnątrz. Tak pozostało mu tylko obserwowanie ludzi i całej sztuki nowoczesnej, zgromadzonej w tym wielkim budynku. Wodził wzrokiem od jednej ciekawej rzeźby, do drugiej, a potem trzeciej, sporadycznie dostrzegając, że one się ruszają i są tak naprawdę żywymi jednostkami. W tych czasach człowiek nie mógł być niczego pewien na sto procent.
Christopher, konkretnie Christina, poprawiła torebkę na ramieniu i skierowała się powoli w stronę wejścia na salę. Mimo swojego wspaniałego humoru i niecierpliwości na ciąg dalszy nie potrafiła się zmusić do przedzierania przez tłumy. Wolała to zrobić małymi kroczkami, na spokojnie, bez zbędnego pośpiechu. Przesuwała się powoli, miarowym krokiem, wraz z ludźmi, nie przepychając, ani nikomu nie wadząc. Tak czy inaczej jakiś pospieszny mężczyzna przepchnął się obok niej i ją potrącił. Blondynka przypadkowo oparła rękę na cudzym ramieniu, by utrzymać równowagę. Zaraz uniosła speszone spojrzenie i odsunęła dłoń od obcego. Rzuciła mu tylko krótkie, wręcz przelotne spojrzenie, a potem wymamrotała „przepraszam” i pospiesznie odwróciła spojrzenie, a także oddaliła się kilka kroków w przeciwną stronę. Nie przyjrzała się dokładnie nieznajomemu, jednak na pierwszy rzut oka zdawał się jej dość... Przerażający.
Chris westchnął i opuścił głowę z rezygnacją. Dla niego wszystkie osoby choć trochę wyższe i pewniejsze siebie powodowały niesamowitą nieśmiałość. W ten sposób nigdy nie dogada się z żadnym człowiekiem. Jasper był wyjątkiem, zdawało się, że coś między nimi iskrzy... Ale już się nie odezwał. Oczywiście, mógł być zajęty, tak czy inaczej bibliotekarz czuł przykrość. Jego nadzieje na normalne życie i osobę, która pomoże mu je tworzyć, były płonne. Jedyna nadzieja była  w jego bracie, z którym jednak również pogorszyły mu się stosunki od czasu wizyty w barze. Wciąż nie wiedział, o co tak naprawdę mu chodziło. Dlaczego bliska osoba, która naprawdę go rozumiała, musiała się od niego odwrócić?
Dotarł w końcu na swoje miejsce i wrócił do oglądania przedstawienia. Było... Najlepsze, jakie widział od bardzo dawna. Stanowczo warte wydania pieniądze.

Gdy wszystko dobiegło końca, czuł się pusty w środku. Jakby wszystkie emocje zostały wykorzystane podczas spektaklu i już nie potrafił wykrzesać z siebie odrobiny energii. Wychodząc z budynku skrzywił się i zatrzymał przy drzwiach. Nie padało, to była zwyczajna, londyńska ulewa. Płaszczyku żadnego nie miał, na szczęście jednak wziął ze sobą parasolkę. Otworzył ją i ruszył ostrożnym krokiem przez chodnik, starając się trzymać jak najdalej od aut, które na pewno zmoczyłyby jego piękną, czarną sukienkę. O biednych butach nie wspominając. Z jednej strony przeklinał się w duchu, że wybrał tak ładny strój, typowo wiosenny, a z drugiej wiedział, że przecież do teatru w spodniach by nie poszedł. No chyba, że jako mężczyzna.
Tak, to nie było złe wyjście.
Tłum był straszny. Chrissy nie czuł się zbyt pewnie przy takiej ilości ludzi, dlatego zatrzymał się z boku i czekał, aż znaczna część zniknie w swoich autach, czy na przystankach. Wodził zmęczonym wzrokiem po ludziach, ukrytych pod płaszczami, gazetami, kurtkami i parasolami, aż rzucił mu się w oczy zupełnie inny osobnik, kompletnie odstający od nadawanych norm. Blondyn zmarszczył brwi i przez chwilę się wahał, ostatecznie jednak wygrała z nim jego dobra wola i chęć niesienia pomocy. Jako kobiety nikt go nie skrzywdzi, prawda?
Prawda. Na pewno. Musiał to sobie powtarzać, by w końcu zdobyć jakąś pewność siebie.
Wypuścił powietrze z płuc nosem, a potem energicznym krokiem ruszył ku moknącemu mężczyźnie. Uniósł rękę, by go zasłonić swoim parasolem, a potem uśmiechnął się niepewnie, ale i ze sporą dawką niewinnego uroku.
- Przepraszam, może użyczyć mojego... - Zaczął, a potem urwał, czując jak nagle panika zaczyna w nim rosnąć. To był TEN mężczyzna. Tyle tylko, że tym razem widział go z bliska i to dłużej, niż sekundę. Wyglądał... Bardzo niepokojąco. Był wysoki, przystojny, ale gdy odwracał głowę i spoglądał szarymi oczami w drugiego człowieka... To aż po kręgosłupie wspinało się uczucie niejednoznacznej obawy.
- Parasola? - Dokończył po chwili, z trudem, gdy już przełknął ślinę.


Ostatnio zmieniony przez Chris dnia Sob Maj 03, 2014 2:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Upper Ground    Czw Maj 01, 2014 8:39 pm

Czas wolny od pracy należałoby dobrze spożytkować. W szczególności, kiedy u Pana Ivana ów obowiązek wkrada się nawet w chwilach sjesty - zalety zawodu, jako agent FBI. Wbrew pozorom nie ma tu miejsca na narzekanie. Nie ze strony bruneta, który ma okazję robić w życiu to, co najbardziej lubi. Wspomniane zajęcie ma w sobie więcej rozrywki, niż człowiekowi może się wydawać na pierwszy rzut oka.
Od pewnego czasu Ivan planował obejrzeć spektakl w teatrze, jednak obowiązki w pracy nie były przychylne temu pomysłowi. Trzeba było to zmienić i wykorzystać jednostki niższego szczeblu. Obecne śledztwo wymagało odnalezienia świadka, który ukrył się gdzieś na ulicach Londynu. Strach ma wielkie oczy. Z informacji, jakie otrzymał wynikało, że wspomniana osoba nie jest niebezpieczna - a co za tym idzie - wysłanie niedawno dodanego do wydziału żółtodzioba jest trafną decyzją. Nabędzie odrobinę doświadczenia, a przy tym Ivan pozwoli sobie na chwilę uwolnienia.
Wystawiana sztuka "King Lear" była udana i warta wydanych pieniędzy. Ivan oglądał spektakl z wyjątkową ciekawością i uwagą w oczach, która najczęściej występuje podczas rozwiązywania łamigłówek danego śledztwa, co ostatnio również stało się rzadkością. Wszystko trwało ponad trzy godziny z dwiema przerwami, które według większości widzów były jak najbardziej zbędne, jednak umiejętnie wyciągały z ludzi brak cierpliwości, co dla bruneta wydało się atrakcją w atrakcji. W drugiej przerwie pomiędzy spektaklem mężczyzna miał odpowiednio dużo czasu do przewietrzenia się i posmakowania nikotyny. Niebo ostrzegało przed przyszłym deszczem, jednak Ivan wychodząc na zewnątrz został pod zadaszeniem. Podczas spalania cygara oglądał widoki na tle rzeki, przy której budynek został postawiony.
Po powrocie większość ludzi zdążyła wejść na salę. Wspaniale - przeciskanie się między ludźmi nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, a przy tym nie musiał oglądać przepychających się pingwinów. Mężczyzna nie przepada za obcym dotykiem, więc cierpliwe przeczekanie ludzkiego sztormu byłoby o wiele wygodniejszą dla niego decyzją. Ilości wchodzących osób była niewielka, dzięki czemu brunet mógł niemal od razu ruszyć ku wejściu. Zapowiadało się bez zbędnych niespodzianek, lecz poczuł nagle lekki ciężar na ramieniu, co sprawiło, iż momentalnie odwrócił wzrok ku osobie, która raczyła go dotknąć. Była to kobieta o przyjemnej dla oczu urodzie, z zaletą na twarzy, dzięki której wszystko można było wybaczyć. Podczas krótkiego kontaktu mogła ona wyczuć delikatną woń waniliowej nikotyny pomieszaną z wodą kolońską. Dla jednych dusząca pułapka, dla drugich przyjemna sztuczka. Ivan nie zdążył odpowiedzieć, gdyż nieznajoma niczym przestraszony szczeniak szybko się wycofała z podkulonym ogonem i cichym "przepraszam", które mogło być usłyszane tylko przez tę dwójkę. Postanowił zignorować, jakby nigdy to się nie zdarzyło. Zwykły wypadek, chwila niewart zapamiętania. Następnie wszedł na salę i zajął należące do niego miejsce. Blondynka nie raczyła utkwić mu w głowie, spektakl zajął jego myśli i uwagę, co w obecnym momencie było dla niego o wiele lepszym widokiem.
Wszystko, co dobre szybciej się kończy. Obejrzany spektakl potrafił zadowolić nawet najbardziej wybrednego widza. Gra aktorka okazała się pełna pasji i zaangażowania emocjonalnego, co zaowocowało przyjemnym spędzeniem czasu dla Ivana. Po zakończeniu przedstawienia poczuł wibracje w kieszeni, które obwieszczały zbliżającą się rozmowę. Jako, że wolał przeczekać falę wychodzących ludzi odebrał telefon siedząc w wygodnym fotelu. Wywiązała się krótka wymiana zdań, którą zakończył  szybciej, niż mogło wydawać się to warte. Schował komórkę w poprzednie miejsce i skierował się do wyjścia. Sala szybko opustoszała, gdyż chociaż sztuka okazała się niezwykle piękna ludzie muszą wrócić do życiowej gonitwy, a ta nie każdemu pozwala na zbyt dużą ilosć rozrywki.
Przed wyjściem z budynku ludzie chowali się przed kapryśnym deszczem, który postanowił zmoczyć każdy możliwy centymetr powierzchni, jaki zdoła dosięgnąć. Mężczyzna zanim całkowicie opuścił teatr odebrał z szatni granatowy płaszcz, założył go i wyszedł na zewnątrz. Stojąc pod zadaszeniem obserwował, jak deszcz wraz z kolorem chmur na niebie obwieszczał zamiar długiego pobytu. Pogody nie oglądał, gdyż częściej wprowadza w błąd, niż pomaga. Parasolka czeka posłusznie w domu, a Ivan postanowił przejść się piechotą. Jest jeszcze szansa złapania taksówki, lecz ilość ludzi wychodzących z teatru była odpowiednia, aby zniknęły one z okolicy. Jako, że sam nie zna numeru mógł zamówić ów transport poprzez recepcjonistę teatru - nie. Brunet miał kaprys na mokry spacer. Preferował to, niż siedzenie w taksówce, w której przelewała się ogromna ilość ludzi. Co prawda mógłby się rozchorować, jednak dzięki niskiej dbałości o swoje zdrowie zyskał sporą odporność. Do tego dziwnego pomysłu z pewnością przyczyniła się również sympatia do takiej pogody.
Po kilku krokach zatrzymał się pod niewielkim zadaszeniem, pod którym była również niewielka ilość osób, by schronić się przed ulewą. Ludzie zaczęli szybko znikać z ulic, jakby zamiast wody leciał kwas z nieba i rozpuszczał ich po kolei - obrazowa myśl zaowocowała niemym uśmiechem na twarzy Ivana. Po krótkiej obserwacji ponownie ruszył przed siebie.
Zanim zdążył odpowiednio namoknąć nad jego głową pojawił się parasol, trzymany przez kobietę, która wcześniej zaczepiła go w teatrze. Osoba trzecia mogłaby to odebrać jako drugą próbę. Zanim cokolwiek zrobił, bądź powiedział poczekał, aż skończy pytanie, które nagle urwała. Zdziwienie pomieszane z obawą na twarzy blondynki zostało zauważone przez Ivana. Przyglądał się jej. Mogła poczuć, iż obserwuje jej oczy. Było to dobitniejsze w momentach kontaktu wzrokowego.
- Za dziesięć minut wystarczyłby jeszcze proszek do prania, a nie musiałbym zachodzić do pralni w tym tygodniu - Zapach, którym wcześniej raczył ludzi znacznie zmniejszył się, co oznaczało, że jego deszczowy spacer trwa już kilka minut.
- Tak, parasol jest mi teraz bardziej potrzebny - dopowiedział z niemym westchnięciem, które zaznaczało w niewielkim stopniu przeszkadzający brak ów rzeczy. Należy również podkreślić, iż mężczyzna nie przestawał iść, jedynie odrobinę zwolnił tempo.
- Pani coś zgubiła czy rzeczywiście chce pomóc? - miał tu również na myśli ich drugie spotkanie. Oboje znaleźli się na zakręcie, który kieruje ludzi w lewo oraz na drugą stronę ulicy, jako, że znajdują się przy nim pasy. Mężczyzna stanął, aby poczekać na sygnał świetlny pozwalający na bezpieczne przejście. Na ten czas jego wzrok oderwał się od kobiety. Był to najlepszy moment do przyjrzenia się brunetowi. Obecnie jest on przemoknięty, nawet bardzo. Krople wody skapywały z jego czarnych kosmyków na twarz, szyję, oraz kark, by zniknąć pod kołnierzem białej koszuli, która była widoczna przez niezapięty granatowy płaszcz. Niemal nigdy tego nie robi, gdyż nie czuje wtedy pełnej swobody. Jasny materiał przykleił się do jego ciała, przez co blada skóra stała się w niektórych miejscach widoczna - z pewnością w tych, w których mięśnie kształtują jego ciało. Deszcz dawał wszystkim znać o swej sile, jednak temperatura była wysoka, a wiatr słaby, dzięki czemu nie odczuwał zimna.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Upper Ground    Sob Maj 03, 2014 3:04 pm

Blondynka stała tak, z wyciągniętą do góry ręką i podniesionym parasolem nad ich obojgiem, spoglądając niepewnie na nieznajomego. Miał w sobie coś, co powodowało w niej niepokój. Nie była to jednak wyjątkowa sytuacja, bo większość mężczyzn denerwowała Chrissy. Próbowała jednak stawiać temu opór, jak w tej chwili. Taka powolna, ale sumienna walka ze swoją wrodzoną nieśmiałością i niepewnością.
Uśmiechnęła się niepewnie i odgarnęła włosy z twarzy, zbliżając minimalnie do mężczyzny, bo z parasola zaczęło na nią kapać. Uznała, że mężczyzna sobie żartował, dlatego też jedynie uraczyła go nieśmiałym, ale uchodzącym za urocze, wykrzywieniem warg. Z powodu obcasów miała szybszy krok od mężczyzny, by móc za nim nadążyć, a z pewną wdzięcznością przyjęła zwolnienie tempa. Gdyby brunet przyspieszył, cała jej dobra wola na nic by się nie zdała. Wysokie buty znacznie utrudniały przemieszczanie się męskim krokiem.
Chrissy zamrugała oczami z zaskoczeniem, słysząc takie pytanie. Przez chwilę zastanawiała się, o co właściwie nieznajomemu chodzi. Odruchowo aż opuściła wzrok, spoglądając po sobie i szukając, czy jest w niej coś dziwnego, jakiejś nieobecności ważnej rzeczy, przez który wygląda jak idiotka. Dwa buty na wysokich obcasach, sukienka, torebka... Nie dostrzegłszy żadnych braków powróciła spojrzeniem ku mężczyźnie, w ostatniej chwili zatrzymując się, dzięki czemu nie wpadła na jego plecy. Znowu.
- Oczywiście, że chcę pomóc! - Żywiołowo zareagowała, kiwając mocno głową i znowu przywołując na usta uśmiech. Jednocześnie powiodła spojrzeniem po mężczyźnie, szukając wyraźnych cech, które mogły ją w nim przerażać. Gdzieś słyszała, że w ten sposób można oswoić się ze swoim strachem i była to idealna okazja do wypróbowania tej teorii. Doszła do wniosku, że problem tkwi w postawie mężczyzny. Górował nad nią, a przy tym otaczała go wręcz aura pewności siebie. Dla kogoś tak nieśmiałego, jak Chris, było to wręcz przytłaczające. Mimo to nie odsunęła się, obserwując go i próbując opanować poczucie obawy, które cały czas w niej tkwiło.
Nie potrafiła jednak cały czas zachować pozorów. Z jednej strony zachowywała się jak ufna owieczka, a z drugiej cały czas utrzymywała pewną odległość między sobą, a mężczyzną, a w jej zielonych oczach błyszczała obawa. Ostatnia przygoda nastawiła ją bardziej pozytywnie do groźnie wyglądających osób, mimo wszystko nie była jednak głupia. Ani naiwna. Po prostu próbowała zmienić swoje nastawienie, które utrudniało jej normalne funkcjonowanie. Gdy ktoś jest bardzo zdesperowany, łatwo mu popadać w skrajności. Poza tym, panna Daniels wierzyła, że jako kobiety nikt jej nie skrzywdzi. Zresztą, nawet gdyby chciał... Miałby dość nieprzyjemną niespodziankę, powiedzmy sobie szczerze.
- Idzie pan może na przystanek? Mogę kawałek odprowadzić i użyczyć swojej parasolki... - mruknęła, znowu zaczynając zdanie dość pewnie, a kończąc cichszym, nieśmiało brzmiącym głosem. Rozejrzała się po ulicy, gdy zapaliło się odpowiednie światło, a potem przyspieszyła kroku, by nadążyć za mężczyzną.
- Może potrzebuje pan chusteczek, żeby się wysuszyć? - spytała po chwili milczenia, przekrzywiając lekko głowę. Ledwo to powiedziała, a natychmiast kichnęła. Ona, w przeciwieństwie do bruneta, ubrana była zbyt lekko na tę pogodę, nawet, jak na stosunkowo wysoką temperaturę w Londynie. Szczególnie nieudanym pomysłem okazały się być buty, przez które miała całkiem odsłonięte nogi i każdy powiew wiatru wzmacniał na nich gęsią skórkę. Machinalnym gestem blondynka poprawiła klosz sukienki, a potem przerzuciła część włosów do przodu, by chociaż trochę ją ogrzały. Był bardzo długie, zadbane i proste, przypominające przez gęstość wręcz zasłonę. Mimo chłodu jednak kobieta uparcie szła przy nieznajomym, najwyraźniej aż nie spiesząc się do domu, do ciepła.


Ostatnio zmieniony przez Chris dnia Nie Maj 04, 2014 9:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Upper Ground    Nie Maj 04, 2014 9:50 pm

Przyjrzał się jej nieśmiałemu wykrzywieniu warg. Niewinny uśmiech informował o delikatności kobiety. Musiał przyznać, że stosunkowo rzadko miewa okazje zobaczyć je w takiej postaci. Świat lub on staje się coraz gorszy, choć można dodać tu również jego pracę, dzięki której spotyka "najwybitniejszych" obywateli tego kraju. Mimo drobnej cnotliwości, jaką został obdarowany mężczyzna nie okazał wdzięczności za parasolkę nad głową. Jakikolwiek sprzeciw również nie miał miejsca z jego strony. Jedynie spokojnie wypowiedziane słowa na temat użyteczności przedmiotu mogłyby wskazywać coś na bazie przyjęcia dobroci od kobiety. Wyraźna duma mężczyzny wydobywa się z niego, jak niechciane robactwo spod łóżka.
Został zmuszony do krótkiego poczekania na reakcję słowną. Jako, że jego nowa towarzyszka postanowiła odpowiedzieć z lekkim opóźnieniem wrócił oczyma na jej osobę. Póki co sygnały świetlne nie zapowiadały prędkiego zatrzymania samochodów, aby piesi mogli spokojnie przejść przez ulicę, więc mógł pozwolić sobie na oderwanie oczu od ów świateł. Tym razem spojrzenie wędrowało za jej wzrokiem. Jako, że sprawdzała swój wygląd on również ją oglądał, czego w żaden sposób nie ukrywał. Kobieta ponownie postanowiła uraczyć go swym przyjemnym dla oczu uśmiechem, lecz tym razem powiązała to ze znacząco większą pewnością, niż zapytanie na temat parasolki. Ivan postanowił okazać swą aprobatę - odpowiedział łagodnym kiwnięciem głowy, niczym najzamożniejszy książę okazujący swą wdzięczność. Panienka w swój własny sposób zaintrygowała go. Jej wzrok nie był pewny, namawiał do ucieczki przed zagrożeniem, jakie mogłoby paść ze strony mężczyzny, który swym zajebiście aroganckim spojrzeniem potrafi sparaliżować ciało. Co innego zachowanie - w wyraźny sposób próbowało zdewastować wewnętrzną nieśmiałość i strach. Ivan lubi zwracać uwagę na szczegóły. Obserwuje, bada, sprawdza.
- Nie taki był mój plan, jednak chętnie skorzystam z propozycji - Chcąc okazać przychylność pomysłowi nie tylko słowami, a również czynem chwycił za rękojeść parasola, który zgrabnie wysunął z ręki kobiety, przypadkowo dotykając ją własną zimną dłonią.
- Chyba to nie będzie problemem, prawda? - Mówił tu oczywiście o przejęciu parasolki. Przeszli przez pasy równym tempem. Następnie mężczyzna poprowadził ich na lewo, by udać się do najbliższego przystanku, który póki co jeszcze nie znalazł się w zasięgu ich wzroku. Należy jeszcze skręcić parę razy.
- Chusteczki raczej wiele mi nie pomogą, choć twarz chętnie mógłbym przetrzeć... - Skierował swój wzrok na drogę przed nimi, jednocześnie pilnując, aby kobieta przy jego boku nie zmokła.
- Jest w miarę ciepło, ale pora roku, jaka jest obecnie nie pozwala na zaufanie - zwrócił tu uwagę na jej obecny strój, który stanowczo za dużo odsłaniał jak na kapryśną wiosnę. Jakby sam nie posiadał przemokniętego płaszcza, to pewnie użyczyłby go kobiecie na moment odprowadzenia, lecz wolał nie pogarszać jej obecnej sytuacji.
- Pani tak często włada swą życzliwością wobec obcych ludzi? - Ivan najwyraźniej nie miał zamiaru przeciągać rozmowy na temat pogody, gdyż niemal od razu dodał ów zapytanie, nie czekając na jej odpowiedź. Pogadanka o warunkach atmosferycznych jest ostatnią rzeczą, o której chciałby rozmawiać.
- Kobieta o takiej urodzie powinna być ostrożniejsza - Dodał po dłuższej chwili milczenia, a przy tym w delikatny sposób uraczył towarzyszkę komplementem. Sam najlepiej wiedział jak wiele różnych ludzi czyha na taką okazje, jak ta, która miała miejsce pomiędzy Ivanem i kobietą. Możliwe, iż jest to lekką przesadą, lecz to on ściga takie chamstwo i bardzo dobrze zna się na swojej robocie.
- Jak podobało się przedstawienie? - Dopowiedział jeszcze na koniec, jakby właśnie sobie przypomniał, że miał okazję tam również zobaczyć się z blondynką.
Oboje zdążyli przejść już dobre kilka minut, a przy tym wyminęli dwie krótkie ulice. Kobieta mogła zauważyć, iż mężczyzna momentami szedł znacznie szybciej, drugim razem niezwykle powoli, co mogło wydawać się nieco dziwne. Plus, w dyskretny sposób zajrzał za siebie w momencie skręcania w jedną z ulic. W pewnym momencie brunet delikatnie zmarszczył brwi, co byłoby niemal niezauważalne, gdyby nie fakt, że przez cały ten czas nie zmieniał wyrazu twarzy. Czyżby ktoś ich śledził?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Upper Ground    Pon Maj 05, 2014 3:32 pm

Chrissy przełknęła z trudem ślinę, gdy dostrzegła uważne spojrzenie nieznajomego. Zdawał się przewiercać ją na wylot, dostrzegać nie tylko to, co jest na zewnątrz, ale również i wewnątrz. Wszystkie myśli, wątpliwości, wahania, strach...  To wszystko dostrzegł mężczyzna, pozostawił ją nagą i zawstydzoną, a nie dał niczego w zamian. Kontakt wzrokowy urwał się szybko, ale nie ze strony zafascynowanej tym mrokiem dziewczyny, a bruneta. Panna Daniels minimalnie się rozluźniła, gdy usłyszała pozytywną odpowiedź. Bez większych oporów oddała parasolkę, delikatnie drżąc, gdy poczuła chłód dłoni na swojej. Cofnęła się o krok, zaraz jednak z powrotem przyrównała się do towarzysza. W myślach obdarzyła swoje niepewne zachowanie kilkoma epitetami, motywując tym samym do kontynuacji marszu.
- Nie będzie - zapewniła go szybko, wręcz buntowniczo. W tych dwóch słowach zawarła sporą część frustracji własnym zachowaniem, prawie od razu jednak speszyła się swoją arogancką postawą i wbiła wzrok w chodnik przed sobą.
Nagle do głowy przyszła jej całkiem sensowna i życiowa przyczyna zimnych rąk nieznajomego. Musiał poważnie zmoknąć, a skoro tak, należało w jakiś sposób mu pomóc. Blondynka natychmiast ją zaoferowała. Od razu po usłyszeniu pozytywnej odpowiedzi sięgnęła do torebki i wyjęła opakowanie chusteczek, które podała mężczyźnie. Przytaknęła na kolejne słowa, wzdychając ciężko. Nie dało się zaprzeczyć, że podeszła zbyt entuzjastycznie do londyńskiej pogody. Mimo, że mieszkała w tym mieście od urodzenia, zdarzały się jej takie wpadki. W tej „żeńskiej” wersji chciała naprawdę ładnie wyglądać, przyciągać wzrok i zdobyć pewność siebie, dlatego nie raz i nie dwa kończyła zaziębiona i zmarznięta. Jak prawdziwa kobieta, przekładała swój wygląd ponad zdrowie.
Uśmiechnęła się mimowolnie i wzruszyła lekko ramionami. Zdarzało jej się, oczywiście, że zdarzało. Próbowała w końcu bardziej otworzyć się na ludzi, dlatego jej zachowanie przez innych było postrzegane jako nadmiernie naiwne. Jakby sama prosiła się o kłopoty. W rzeczy samej, opinia bruneta jej nie zaskoczyła w tej kwestii. Znowu wzruszyła ramionami, a potem uniosła spojrzenie na mężczyznę i obdarzyła go długim, błyszczącym wesoło spojrzeniem. Komplement, chociaż subtelny, bardzo miło połechtał jej ego. Poczuła się na tyle pewna przy mężczyźnie, że nie opuściła od razu wzroku, przeciwnie, tym razem ona zaczęła go przewiercać swoim spojrzeniem, badając wszystko. Może nie była idealnym obserwatorem, szczególnie dlatego, że przez wiele lat unikała ludzi jak ognia, traktując wychodzenie poza obręb mieszkania jako zło konieczne. Czekała ją jeszcze długa droga, by stać się normalnym człowiekiem.
Blondynka dopiero gdy minęli światła mogła dostrzec delikatne zmiany w zachowaniu nieznajomego. Kilkakrotnie dostosowywała do niego krok i kilkakrotnie została w tyle, albo wyprzedzała mężczyznę, za każdym razem znajdując się na chwilę pod deszczem. W końcu odgarnęła włosy z twarzy i korzystając z okazji, zerknęła za siebie. Nie dostrzegła niczego niepokojącego, jednak zachowanie bruneta lekko ją zaniepokoiło. Do tego stopnia, że kontynuację tematu przyjęła z ulgą. Mogła na czymś innym skupić myśli.
- Nie można zamykać się w domu i czekać, aż świat stanie się przyjazny. - Pokręciła lekko głową, wydając z siebie ciężkie westchnięcie. - Wierzę w metodę prób - mruknęła. Nie dało się nie zauważyć braku istotnej części zdania. Bo i co to za próby, gdy nie ma błędów?
Wzmiankę o teatrze przyjęła entuzjastycznie. Natychmiast energicznie uniosła głowę i przyspieszyła kroku, by nadążyć za mężczyzną, a jej ruchy stały się jakby bardziej sprężyste.
- To była świetna adaptacja. Nie sądziłam, że takie obsadzenie w rolach okaże się sukcesem. No i znakomita kreacja tytułowego bohatera przez pana Beale'a. - Pokiwała głową, a potem uśmiechnęła się szerzej. - Uwielbiam Szekspira! Wcześniej nie doceniałam tego dramatu, ale to przedstawienie otworzyło mi oczy. - Dodała z pełnym entuzjazmem. - A panu jak się podobało-o-o? - Była tak bardzo zadowolona z całego przedstawienia, że na krótką chwilę przestała patrzeć, gdzie stawia nogi. Skutek był niemalże opłakany. Wysoki obcas znalazł się na jedynej krzywiźnie na całym chodniku i spowodował gwałtowne ugięcie się kostki. Chris pisnęła niczym rasowa kobieta i złapała się tego, co akurat miała na wyciągnięcie ręki – w tym wypadku, było to (ponownie) ramię nieznajomego. Mocno chwyciła, zmuszając go do zatrzymania się w miejscu, a potem zgięła nogę i rozmasowała kostkę.
- Przepraszam, nieuwaga... - mruknęła skrępowana, widocznie się rumieniąc. Potarła gołą skórę, rozluźniając spięte mięśnie, a potem postawiła nogę z powrotem na ziemi i puściła się mężczyzny.
- Bardzo przepraszam... - dodała znowu, uśmiechając się nerwowo. Bez namysłu wyciągnęła rękę przed siebie.
- Jestem Chris. Chris Daniels. A pan? - spytała miękkim głosem.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Upper Ground    Wto Maj 06, 2014 6:59 pm

Przyjął ofiarowaną przez blondynkę paczkę chusteczek. Wyjął jedną z nich i wykorzystał do przetarcia wilgotnej i chłodnej skóry na twarzy oraz rękach. Wiele to nie pomogło, choć na moment krople z deszczu zniknęły i nie pojawią się dopóki ponownie nie skapnął z mokrych włosów mężczyzny. Użytą jednorazówkę wyrzucił do kosza, którego mieli okazję minąć. Oddał opakowanie dla właścicielki i kiwnął głową w ramach podzięki.
Mężczyzna jedynie co pewien czas wracał wzrokiem na jej osobę. Głównie patrzył przed siebie. Spoglądał na kobietę w momentach wypowiedzi z jego strony. Poprzez gesty i ruchy potrafił wysyłać sprzeczne sygnały. Nie można było jednoznacznie stwierdzić czy dzięki patrzeniu na drogę przed nimi, zamiast na towarzyszkę podczas jej odpowiedzi chciał lepiej wsłuchać się w kobiece słowa. Być może w ten sposób łatwiej było mu skoncentrować się i mógł zinterpretować jej reakcje. Możliwym również jest, że jego myśli wybiegały poza tematy rozmów. Jako, że kobieta otrzymywała od niego jasne odpowiedzi można bezsprzecznie powiedzieć, że jej słowa są przez niego przyjmowane. Odebrał również pewniejsze spojrzenie, jakim go uraczyła. To był moment, przy którym ich wzrok zrównał się na stanowczo dłuższą chwilę.
- Więc walczysz ze złym światem czy go oswajasz? - Po odpowiedzi tęczówki szarych oczu ponownie wróciły na drogę przed nimi. Kobieta mogła zauważyć, że sposób w jaki wypowiada się Ivan jest niezwykle spokojny i opanowany. Prócz aroganckiego wzroku skurwiela, jakim obdarza ludzi wokół siebie mężczyzna posiada również głos, który nie zawiera krzty wyższości. Najczęściej to treść jego słów może do tego doprowadzać, niż ton, który zdaje się niczym nie przejmować. Tworzy to mieszankę człowieka nie znającego uczucia strachu, co wydaje się być wyzwaniem wobec  mało wartościowych - wobec niego - ludzi. Jakby chciał uzyskać coś więcej, niż tylko powierzchowne pozory od towarzyszących mu osób. W tym momencie ów osobą była kobieta o ponadprzeciętnej urodzie. Zdecydowanie ciężko wywołać u niego pozytywne wrażenie, choć negatywne również, bo jeśli ono ma miejsce sukcesem staje się zwrócenie jego uwagi. Z pewnością emocje są tu potrzebne.
"Bo w oczach tkwi siła duszy".
Tak jak się tego spodziewał. Towarzyszka entuzjastycznie zareagowała na zadane przez niego pytanie na temat spektaklu w teatrze. Jak najbardziej było to pozytywną reakcją, co starał się wywołać. Jest to również bezsprzecznym stwierdzeniem, że mężczyzna doskonale pamięta zaistniałą sytuację przy wejściu na salę. Wielkim wyczynem to nie jest, gdyż miało to miejsce dzisiejszego dnia, lecz brunet z pewnością nie należy do typowych ignorantów.
Mężczyzna nie zdążył od razu odpowiedzieć, gdyż usłyszał nagły pisk, jaki wydała z siebie jego towarzyszka, a przy tym złapała się jego ramienia. Można powiedzieć, że było to zbędne, gdyż brunet instynktownie złapał ją za przedramię, chcąc uchronić przed upadkiem.
- Zdarza się. W tych butach kobiety muszą pilnować własnych kroków - Trzeba przyznać, że podczas tej małej wpadki oboje byli bardzo blisko siebie. Kobieta mogła ponownie poczuć nikły zapach wody kolońskiej, jednak wanilia całkowicie zniknęła. Oznacza to, że użyty sztuczny zapach musiał być wystarczająco silny, by utrzymać się na skórze bruneta. Ivan posiada wyjątkowo wyczulony zmysł węchu. Zwraca szczególną uwagę na zapachy wokół niego. Miał również okazję lepiej przyjrzeć się kobiecie, która dodatkowo zarumieniła się. Nie skomentował tego, jednak można było zauważyć, że dokładniej zlustrował jej twarz.
Widząc, że kobieta nie potrzebuje już wsparcia puścił ją i wyciągnął dłoń, aby następnie uścisnąć rękę. Jeden z kącików jego ust delikatnie uniósł się, tworząc nikły uśmiech.
- Niezmiernie miło mi Cię poznać, Chris. Ivan Claes Blackery - po przedstawieniu się puścił jej dłoń. Przez cały ten czas zwracał uwagę na to, aby parasolka miała miejsce nad ich głowami, a deszcz nie próbował ich złapać.
Mężczyzna chciał wrócić do tematu ze spektaklem, jednak obecnie lepiej było zwrócić uwagę na coś bardziej istotnego. Dzięki zaistniałej sytuacji ze strony kobiety miał okazję dyskretnie spojrzeć na przebytą przez nich drogę.
- Pozwolisz, że pójdziemy dłuższą trasą? - nie czekając na odpowiedź skręcił w ulicę, która była przeciwna dotarciu do ich początkowego celu, jakim był przystanek. Następnie nieco pochylił głowę do blondynki w taki sposób by tylko ona słyszała jego następujące słowa, które wypowiedział szeptem:
- Wygląda na to, że ktoś nas śledzi. Dla Twojego bezpieczeństwa muszę dowiedzieć się kto to jest. Jeśli możesz... udaj, że szukasz czegoś w torebce - W tym momencie kobieta mogła zdać sobie sprawę, że jedna i ta sama osoba szła za nimi przez całą ich drogę. Ivan wyprostował się i przyglądał blondynce. Możliwe, że się myli, ewentualnie jest to jakiś gówniarz, który potrzebuje kasy. Gorzej, jeśli jest to coś poważniejszego - brunet ma wielu wrogów przez wzgląd na jego pracę. Pan nieznajomy towarzyszył im od ich pierwszych świateł sygnalizacyjnych.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Upper Ground    Sro Maj 07, 2014 10:56 pm

Blondynka im dłużej przebywała z mężczyzną, tym bardziej się rozluźniała i przyzwyczajała do jego obecności, oraz trochę nietypowych zachowań. Nie traktowała ich jako coś przerażającego, a raczej odrobinę zaskakującego. Dostosowywała do niego krok, oraz uśmiechy i gesty, by więcej przekazywać w momentach, kiedy nieznajomy faktycznie na nią patrzył. Mimo wszystko jej ruchy czasami były bardziej chaotyczne, a czasami spokojniejsze. Zależało to od aktualnej myśli, którą chciała przekazać... I jego spojrzenia. Gdy spoglądał obojętniej, wtedy traciła pewność siebie. Gdy prześwietlał ją wzrokiem – również. Ale w tych krótkich momentach, kiedy faktycznie komentował jej wypowiedzi, albo minimalnie się uśmiechał... Wtedy rosła w oczach, a jej wargi również krzywiły się przyjaźnie.
- Oswajam - odparła niemal natychmiast, bez chwili zawahania. Nie odważyła się powiedzieć ani słowa więcej, chociaż cisnęło się jej na wargi wyznanie, że za to walczy ze sobą. Nie chciała jednak otwierać się do tego stopnia przed mężczyzną, którego widziała drugi raz w życiu i to w ciągu tego samego wieczora. Odgarnęła włosy z twarzy, spoglądając na niego ciekawie. O ile on był dość obojętny wobec jej osoby, chociaż na pewno nie nieprzyjazny, o tyle ona praktycznie nie odrywała od niego wzroku, badając zachowania. Oczywiście, aby ułatwić ich relację, dostosowywała swoje reakcje do niego, jedynie lekko zbyt entuzjastycznie krocząc do przodu.
Stanowczo, zbyt entuzjastycznie. Cudem nie skręciła sobie kostki. Powinna była wziąć pod uwagę, że pogoda może się pogorszyć, że takie wysokie buty utrudniają chodzenie, a w końcu, że zdążyły już zrobić się kałuże na chodniku. Tak czy inaczej została (ponownie) uratowana przez bruneta. Z bliska czuła jeszcze intensywniej jego pewność siebie. Zdawał się owijać ją, niczym mackami, nie dość, że od zewnątrz, to jeszcze zaatakował zmysł zapachu. Pachniał przyjemnie, a przy tym odpowiednio męsko. Ponownie trafiła na mężczyznę, który spełniał jej podstawową potrzebę – zapewnienie bezpieczeństwa. Z jednej strony czuła od niego coś, jakby nikłe zagrożenie, ale z drugiej, swoim nietypowym zachowaniem przyciągał ją do siebie jak głupią owieczkę. Do tego, miał bardzo mocny uścisk. Z łatwością potrafiła sobie wyobrazić, jak ją obejmuje. Aż westchnęła na tą myśl, a potem gwałtownie się zarumieniła. Wzrok towarzysza, tak intensywny, znacznie bliższy niż dotychczas, skrępował ją. Znowu zdawał się zaglądać do jej duszy. Miała delikatny makijaż, dość kobiece rysy, a jednak irracjonalnie przestraszyła się, że... Że odkryje jej prawdziwą tożsamość. Odsunęła się gwałtownie, pozostawiając po sobie jedynie ulotne wrażenie delikatnego, kobiecego uścisku, oraz przyjemnie pachnących perfum, przywodzących na myśl słodki zapach kwiatu wiśni, albo jabłoni. Daleko mu było do jakichkolwiek, intensywnych i agresywnych, pociągających seksualnie woni. Była kompletnie niewinna, zarówno w zachowaniu, spojrzeniu, jak i aromatach.
Aby ukryć zakłopotanie natychmiast się przedstawiła, a potem odrobinę mocniej, niż powinna kobieta, uścisnęła jego dłoń i kiwnęła głową, mamrocząc niewyraźnie, że jej też jest miło go poznać. Zamrugała oczami z zaskoczeniem, gdy usłyszała propozycję, ale nie zdążyła w żaden sposób zareagować, jak tylko skorygować krok w tym zmienionym kierunku. Kątem oka dostrzegła w oddali coś, co zapewne było wiatą ich przystanku, w tym momencie jednak wszystko wskazywało na to, że ich droga ulegnie znacznemu wydłużeniu. Przez krótką chwilę rozważała, czy przypadkiem nie wpakowała się w kontakt z jakimś psychopatą. W końcu Ivan nie wyglądał na przesadnie normalnego człowieka, nie sprawiał też od początku dobrego wrażenia. Było w nim coś, co ją niepokoiło, ale i coś, co powodowało powolny, lecz i sukcesywny wzrost zaufania. Delikatnie skinęła głową, słysząc jego wypowiedź i szybko rozważając, dlaczego ktoś miałby zrobić jej krzywdę. Była bibliotekarzem w szkole dla bogatych dzieciaków, żyła w małym mieszkaniu w kamienicy, z bratem, dlaczego niby ktoś miałby się nią zainteresować...? Odpowiedź przyszła już po chwili – być może nie chodziło o nią, tylko o towarzysza. Czytelniczka Sherlocka Holmesa musiała wziąć taki obrót sprawy pod uwagę. Dlatego też nie zadawała zbędnych pytań, w myślach jedynie krótko prosząc jakiegokolwiek boga, który miał w tym momencie chwilę czasu, by wziął ją pod swoją opiekę i nie pozwolił skrzywdzić. Ani przez pana Blackery'ego, ani przez tajemniczego człowieka, który ich śledził.
Posłusznie uchyliła torebkę i zaczęła czegoś w niej szukać, jednocześnie rozważając, czy w razie sytuacji zagrożenia będzie zdolna cokolwiek zrobić. Odpowiedź oczywiście brzmiała: NIE. Pozostawało jej tylko liczyć na bruneta i jego dobrą wolę. Czuła, że zaczyna wpadać w delikatną panikę, dlatego skupiła się na przeglądaniu zawartości torebki. Ręce zaczęły drżeć, coraz bardziej widocznie. Depresja tylko czekała, by ją zaatakować, nie mogła sobie pozwolić na chwilę słabości, nie na środku ulicy, przy dwójce nieznajomych ludzi o niewiadomych zamiarach. Musiała jednak przyznać, że słowa Ivana brzmiały zaskakująco... Pewnie. Do tego stopnia, że gotowa była mu zaufać.
Wypuściła powietrze z płuc, które, jak się okazało, trzymała już dłuższą chwilę i zerknęła na mężczyznę pytająco, czekając na jakieś wskazówki. Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość – jego wcześniejsze zachowanie, skupienie... To była zaskakująco uspokajająca świadomość. Wbiła zielone spojrzenie prosto w bruneta. Sądząc po jego zachowaniu, można było uznać, że miał doświadczenie w kierowaniu ludźmi. Dlatego, skoro już mu zaufała, gdyby kazał jej paść na mokry chodnik – dokładnie tak by zrobiła. Potrzebowała osoby, która będzie nią kierować i zapewni bezpieczeństwo, a skoro akurat pojawił się Ivan... Poddała się jemu, mimo początkowego wahania.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Upper Ground    Pon Maj 12, 2014 12:22 am

Mężczyzna w odpowiedzi jedynie przyjrzał się kobiecie. Chwilę na nią patrzył, jednak odwrócił wzrok przed siebie, by wrócić do pierwotnego wyrazu twarzy. Z pewnością jakaś konkretna myśl znalazła się w jego głowie. Myślał nad jej reakcją, niczym egzaminator nad oceną zdającego. Jednak zabawa w sprawdziany nie miała tu miejsca. Nie ze strony bruneta. On jedynie obserwował kobietę, która swym zachowaniem potrafiła go zaintrygować. Co prawda, bardzo łatwo jest stracić jego uwagę, lecz póki co blondynka odpowiednio ją utrzymywała.
Podczas tej krótkiej bliskości mężczyzna nie tylko miał okazję na przyjrzenie się kobiecej twarzy, ale również wyczucia jej zapachu, na który stanowczo zbyt często zwraca uwagę. Poczuł delikatną i przyjemną woń, porównywalną do tej, która należy do "słodkich" kwiatów. Musiał przyznać, iż było to subtelnym i kojącym zadowoleniem jego nozdrzy. Blondynka tworzyła sobą idealną harmonię niewinności i przyzwoitości. Robiła to na tyle dobrze, że można było posądzić ją o pozorną grę wobec mężczyzny. Być może wyjątkowo starała się o rolę jaką grała, co może świadczyć o chęci ukrycia własnej osoby, bądź zabawy na innych torach. Nie takie dobro chroni zło, ewentualnie na odwrót. Mimo tego, mężczyzna nie przejmuje się takimi kwestiami. Lubi obserwować, badać, więc to dla niego dodatkowa atrakcja, którą chętnie sprawdzi. Co prawda, ludzie z maskami zasłaniające ich najlepsze, bądź najgorsze cechy są niewygodni, lecz widzi w tym kolejne ciekawostki do odkrycia. Wracając jednak do sytuacji, która sprawiła, że przez kilka sekund znaleźli się stanowczo za blisko siebie... Ivan zauważył krępację ze strony kobiety z powodu ich zaistniałego kontaktu fizycznego. Dodawało to pewnego uroku jej niezwykłej urodzie. Dzięki zachowaniu oraz możliwości przyjrzenia się jej twarzy z blisko jest w stanie stwierdzić, że jest ona młodą kobietą. Ciężko było mu doszukać się większej ilości zmarszczek. Należy również wspomnieć, że sam mężczyzna takowych nie posiada, które mogłyby zdradzić o zbyt częstym śmiechu z jego strony.
Zwrócił uwagę na to, jak kobieta uścisnęła jego dłoń. Początkowo można by było pomyśleć, że istota, która stara się o delikatność zrobi to szybkim muśnięciem ręki, jednak Chris zrobiła to odrobinę mocniej.  Możliwym jest, że ponownie chce podbudować własną pewność siebie. Być może było to nieświadome, co pozwoli Ivanowi na wysunięcie pewnych kwestii. Są również inne opcje... Trzeba będzie je sprawdzić w niedalekiej przyszłości, jeśli oczywiście nic nie zakłóci ich obecnemu kontaktowi.
Podczas grzebania w torbie przez Chris mężczyzna przyjrzał się jej zachowaniu. Chciał sprawdzić czy nie wpadnie w panikę i nie zniszczy jego zaplanowanych działań wobec śledzącą ich osobę. W razie jakichkolwiek komplikacji należy posiadać plan "B". Oczywiście, Ivan takowy posiada. Wbrew pozorom, może być wiele powodów, dla których nawet najzwyklejszy złodziejaszek chciałby zaatakować blondynkę - ładna, zadbana dama o niewinnym wyrazie twarzy jest idealnym celem dla zdobycia jakichkolwiek drobnych. Plus, zmierzch, jaki okrył miasto dodaje motywacji dla niegrzecznych chłopców.
Brunet zamiast pilnować swej towarzyszki odrobinę się od niej odwrócił oraz nieco odsunął, wyciągając telefon komórkowy za pomocą wolnej ręki, by udać chwilowe odwrócenie uwagi od ów kobiety. Mimo wszystko, starał się utrzymać parasolkę nad ich głowami, jednak blondynka mogła poczuć na ramieniu krople deszczu. Okazało się, że użył Chris jako przynęty, by stworzyć idealną okazję dla torebkowego złodzieja, jeśli oczywiście nim był człowiek, który ich śledził. Oboje długo nie musieli czekać na odpowiedź: osobnik, który za nimi szedł wyraźnie przyspieszył, a będąc przy kobiecie chciał złapać za jej torebkę, jednak nie pozwolił mu na to Ivan, który puszczając swój telefon oraz parasolkę złapał Chris za ramię i mocno pociągnął w swoją stronę. Jego chwycenie było silne, a pociągnięcie jeszcze mocniejsze, co nawet mogło wywrócić towarzyszkę, lecz zadbał o to, aby nie znalazła się na ruchliwej ulicy. Można powiedzieć, że jednocześnie zakręcił się w miejscu. Działał niezwykle szybko: natychmiast po puszczeniu telefonu wyciągnął rękę w bok, by chwycić za nadgarstek dłoni chłopaka, którą próbował złapać torebkę. Rozległo się głośne "O KURWA" ze strony złodziejaszka. Brunet już nie trzymał Chris. Wykręcił nieznajomemu rękę w taki sposób, by zmusić go do odwrócenia się. Za pomocą uderzenia kolanem w plecy sprowadził chłopaka na twardą powierzchnię, by przetrzymać go własnym ciężarem. Chwycił również jego drugi nadgarstek, by nie pozwolić mu na zbyt szybkie uwolnienie się. "Ja pierdolę, złamałeś mi nos! Spierdalaj ze mnie!" - owe słowa zostały wypowiedziane przez złodziejaszka, któremu zaczęła cieknąć krew z nosa, co było skutkiem uderzenia twarzą w chodnik. Ivan na jego słowa odpowiedział mocniejszym uściskiem, a przy tym silniejszym wykręceniem rąk. "Auauauaua! DOBRA, PRZESTAŃ!" - chłopak wyglądał na około siedemnaście lat. Jego ubranie składało się ze zwykłych trampek, czarnych spodni i bluzy tego samego koloru. Miał na głowie kaptur, jednak spadł podczas "lotu", dzięki czemu można było zauważyć, że jego włosy posiadały brązową barwę. Ma również tatuaż w kształcie okręgu na nadgarstku, co zauważył jedynie Ivan. Z jakiegoś powodu zwrócił na to szczególną uwagę. Wrócił wzrokiem na Chris.
- Zadzwoń po policję - Po usłyszeniu tych słów młody chłopak spróbował się wyrwać, jednak sporo wyższy i silniejszy mężczyzna odpowiednio przygwoździł go do podłoża. Złodziejaszek nie prosił o uwolnienie, nie panikował na wieść o wezwaniu policji, była jedynie próba uwolnienia się, lecz wyjątkowo marna. Być może posiadał zbyt dużą dumę lub nie obawiał się skutków, jakie mogą z tego wyniknąć, ewentualnie miał ku temu inny powód.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Upper Ground    Wto Maj 13, 2014 1:39 pm

Chrissy naprawdę nie spodziewała się, że zostanie wykorzystana jako przynęta. Pokładała całkiem spore zaufanie w brunecie, dlatego nie podniosła wzroku, gdy się odsunął. Zmarszczyła jedynie brwi, czując deszcz na ramieniu. Już, już zamierzała przybliżyć się bardziej w stronę Ivana, gdy poczuła szarpnięcie za torebkę. Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. Pisnęła ze strachem, gdy została zamknięta w mocnym uścisku, a potem wyciągnęła ręce przed siebie, lecąc prosto na ścianę przyległej do ulicy kamienicy. Z jej torebki wypadły kosmetyki, oraz portfel, a ona sama z trudem utrzymała równowagę, trzymając się tego, co akurat wystawało przy jej dłoniach, czyli framugi drzwi. Obróciła się szybko, akurat w momencie, kiedy niedoszły złodziej lądował rozpłaszczony na ziemi.
Blondynka zamrugała oczami w absolutnym szoku. Towarzyszowi nie dało się odmówić wprawy w bezlitosnym traktowaniu złoczyńców. Nie wyglądało to też na typową akcję obronną. Chris od razu skojarzyło się to z książkowymi opisami rozbrajania bandytów. Spojrzała od razu na Ivana innym wzrokiem. Wyprostowała się, odzyskując w końcu równowagę i ostrożnie pozbierała swoje rzeczy z ziemi, a potem uniosła parasol i stanęła przy mężczyźnie. Przemanewrowała ostrożnie trzymanymi w dłoniach rzeczami i wyjęła telefon, a potem zadzwoniła na policję, rozglądając się w poszukiwaniu numeru, który lepiej wskazywałby ich pozycję na długiej ulicy. Zaraz jednak dotarła do niej niewygodna świadomość, że będzie musiała się przedstawić. Jako mężczyzna. Rozłączyła się i westchnęła cicho.
- Nie możemy tego inaczej załatwić? Na pewno już dostał nauczkę - mruknęła ugodowym tonem. Spoglądała przy tym na Blackery'ego niepewnie, próbując wyglądać na całkiem spokojna. Oczywiście daleko jej było do takiego stanu. Przeciwnie, straciła całkiem pewność siebie. Cholernie bała się odkrycia jej tożsamości. Już raz do tego doszło i jedyne, co jej z tego przyszło, to facet, który owszem, był całkiem miły, ale i stracił nią zainteresowanie.
- Niedawno zostałam okradziona i mam już dość załatwiania formalności z policją. - Dodała, uśmiechając się krzywo. Zachowywała wszelkie pozory naturalności i niezmiennej niewinności, coś jednak w jej zachowaniu wskazywało, że wolałaby za wszelką cenę uniknąć spotkania ze stróżami prawa. Była trochę bardziej nerwowa, niż wcześniej, a do tego wszystkiego przestała zwracać uwagę na parasolkę i pozwoliła jej się zsunąć, uderzając lekko w głowę bruneta. Przestraszona szybko uniosła wyżej dłoń.
- Przepraszam... - wymamrotała niewyraźnie, zakłopotana. Bez wątpienia Ivan i Chris stanowili ciekawą parę na ulicy, nie wspominając już niczego o leżącym na ziemi szatynie. Na szczęście w taką pogodę nikt nie wałęsał się po mieście, jeśli tylko nie miał takiej absolutnej potrzeby, a już na pewno nie obserwował innych ludzi, jakkolwiek dziwnie by się nie zachowywali. W takim mieście jak Londyn przewijało się sporo podejrzanych jednostek, dlatego lepiej było nikogo nie obserwować nadmiernie nachalnym wzrokiem.
Chrissy przyklękła przy nastolatku i wyjęła chusteczkę z torebki, bardzo uprzejmie unosząc mu głowę i ścierając krew z jego twarzy. Unikała wzroku swojego towarzysza, bojąc się, że on w jakiś sposób domyśli się, co ją niepokoi. Jego wzrok był tak uważny i przewiercający na wylot, że normalny człowiek nie potrafił zbyt długo pod nim tkwić. Czuł się ogołocony z własnych tajemnic i pozostawiony na łaskę Ivana. Bardzo emocjonalna Chrissy czuła się przy tym dodatkowo dwa razy gorzej, z powodu słabej psychiki. Nie chciała, by i on dowiedział się, że jest tak naprawdę mężczyzną. O ile Jasper okazał się być całkiem miły, o tyle jej nowy znajomy... Wciąż potrafił wzbudzić w niej niepokój. Nie wiadomo, jak by zareagował. Mógł zrobić jej krzywdę!
- Wypuść go - mruknęła miękko, wciąż wpatrzona w dzieciaka, a nie mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Upper Ground    Sro Maj 14, 2014 9:53 pm

Mężczyzna cierpliwie czekał na wezwanie policji przez kobietę. Odpowiednio przytrzymywał chłopaka, by nie próbował uciec. Trzeba przyznać, ze uciskał go odrobinę za mocno. Z pewnością zostaną siniaki, nie wspominając o złamanym nosie. Po wykonanej akcji przez Ivana można wywnioskować, iż ma on doświadczenie w takich sytuacjach. Jakby chwytanie przestępców nie było dla niego problemem. Oczywistym jest, że wykorzystał panienkę jako przynętę, jednak bardziej istotne było tu zmanipulowanie umysłem złodzieja, który zbyt łatwo złapał chaczyk. Musiał być wyjątkowo niedoświadczony, bądź było to umyślne.
Zauważywszy, iż kobieta odłożyła telefon Ivan zbadał jej sylwetkę i zachowanie, by upewnić się czy przypadkiem nie doznała jakiegoś wyjątkowego uszczerbku, który mógłby jej przeszkodzić w wezwaniu stróżów prawa. Niczego szczególnego nie zauważył, prócz tego, iż jej ruchy i reakcje zaczęły być bardziej nerwowe. Byłoby to wutłumaczalne, gdyż sprzed kilkoma sekundami miała ciekawe wydarzenie, jednak nie w stosunku do ów chwili jej zachowanie stało się niespokojne, a do wspomnianej wcześniej policji. Brunet musiał przyznać, iż było to dość specyficzne. Mógłby posądzić ją o zbyt dobre serce, sugerując się jej kolejnymi słowami, lecz... skąd ta nerwowość? Możliwym jest, że miała dość formalnych spraw z prawem, jak się tłumaczyła, lecz nadal nie zgadzało się to z jej nagłą zmianą zachowania.
Trzeba przyznać, że nie spodziewał się uderzenia parasolką. Było ono lekkie. Można powiedzieć, że jedynie został nią dotknięty, więc nie miał zamiaru się nią przejmować. Jednak to zaliczało się do jej nerwowego zachowania.
- Zostaw mnie, kur..! Aaa, taak, ona ma rację, wypuść mnie! Nigdy więcej tego nie zrobię! - Niemal od razu odezwał się młodzieniec, gdy Chris próbowała wytrzeć jego twarz. Jego słowa zawierały skruchę, jednak oczywistym było, że nie są one szczere.
Po jej kolejnych działaniach w stosunku do złodzieja Ivan był pewny, że próby namówienia jej do wezwania policji, podczas gdy on przetrzymuje chłopaka będą daremne. Przy pomocy jednej ręki rozpiął pasek od spodni, następnie wysunął go i związał nim ręce szatyna. Można powiedzieć, że zrobił to profesjonalnie. Wygląda na to, że Ivan nie był przychylny wypuszczeniu młodzieńca.
- Nie mogę tego zrobić. Posiada tatuaż przynależności do gangu - Odpowiedział dopiero po słowach o uwolnieniu chłopaka. Sięgnął po własny telefon, który leżał przy ramieniu złodzieja.
- Nie jest to zwykły gang, a zorganizowana grupa przestępcza zajmująca się ciekawszymi sprawami, niż okradanie ślicznych panienek z ich torebek - W komórce został rozbity ekran, jednak nadal jest ona sprawna i zdatna do użytku, póki co.
- To nie mógł być zwykły napad. Muszę to sprawdzić - Wygląda na to, że szykuje się dla niego nieco więcej roboty, niż obecna sprawa, nad którą pracuje. Po wypowiedzianych słowach na własną rękę zadzwonił po policję, którą poinformował o ich obecnym położeniu. Poproszony o przedstawienie się zrobił to, a następnie rozłączył się. Przez cały ten czas przytrzymywał chłopaka do podłoża. Dopiero po schowaniu telefonu nieco się uniósł, a następnie... wygodnie usiadł na leżącym dzieciaku.
- Rusz się, a złamię Ci coś jeszcze - Chłopak jedynie burknął cicho coś pod nosem i pokiwał głową na boki, aby odgonić od siebie kobietę.
- Zabieraj mi się z tym! - fuknął, protestując drobnej pomocy.
Ciemne chmury zakończyły  swój deszcz. Wraz z tym na ulicach zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi. Mężczyzna wrócił wzrokiem na kobietę.
- Wszystko w porządku? - Zapytał, zaczynając ponownie ją lustrować spojrzeniem. Być może nieco się uspokoiła, jednak wiadomość o członku gangu, który na nią napadł nie mogła być zbyt pocieszająca. Brunet wyciągnął z kieszeni paczkę waniliowych cygar. Wyjął jedno i wsunął między bladymi wargami. Podpalił je za pomocą zapałek. Zaciągnął się nikotyną i wypuścił dym przez nos. Schował wszystko do kieszeni i wrócił wzrokiem na kobietę. Zaczął się jej przyglądać swym niepokojąco spokojnym wzrokiem. Musiał przyznać, że cnotliwe zachowanie ze strony Chris jest wielką rzadkością i z pewnością zwróciła jego uwagę. Ona zaś powinna zauważyć, że mężczyzna wie stanowczo zbyt wiele, jak na zwykłego obywatela. Być może zajmuje się czymś czym nie powinien.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Upper Ground    Pią Maj 16, 2014 10:45 pm

Blondynka musiała przyznać, przynajmniej w duchu, że sama też nie była skłonna wypuścić chłopaka na wolność po tym, jak się na nią rzucił. Jednego złodzieja nie złapali, to chociaż drugiego mogliby ukarać, prawda? Jednak ta myśl nie pocieszała jej, bo w świetle prawa istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że będą chcieli znać jej tożsamość, w celu ocenienia, czy ma jakiś związek z nim... I gangiem.
Westchnęła ciężko. Cudownie. Jak już mieć pecha, to we wszystkich możliwych aspektach. Właściwie już pogodziła się z faktem, że kolejna (przypadkowa) osoba odkryje jej prawdziwą tożsamość. Nie miała specjalnego wyboru, przesłuchanie było nieuniknione. Pozostało jej tylko poddać się sytuacji i mieć nadzieję, że wszystko nie potoczy się tak źle, jak mogłoby. Najbardziej martwiła go potencjalna reakcja Ivana. Mężczyzna wyglądał na osobę, która większość sztuk walki ma w małym palcu. Gdyby tylko chciał, Chris z pięknej kobiety przemieniłaby się w bardzo zmaltretowanego faceta.
Blondynka odsunęła się od wierzgającego, związanego chłopaka i na powrót się wyprostowała. Była na tyle roztrzęsiona, że jeszcze przez chwilę trzymała nad nimi otwartą parasolkę, jakby nie dostrzegając, że warunki pogodowe uległy zmianie. Dopiero, gdy usłyszała za sobą szept jakiś pospiesznie przechodzących kobiet, obróciła się i dostrzegła, że nie są niczym okryte... I skojarzyła, że przestało lać. Spojrzała z pewnym spłoszeniem na bruneta. Jakby na to nie patrzeć, zachowywała się nienaturalnie. I wiedziała, że on to musiał zauważyć. Zamknęła w końcu parasol i wyprostowała się, dla dodania sobie większej pewności siebie.
- Tak. Jestem tylko trochę zdenerwowana tym wszystkim... - mruknęła niepewnie, starając się brzmieć możliwie najbardziej wiarygodnie. Intensywny wzrok mężczyzny ją krępował. Do tego stopnia, że musiała opuścić wzrok. Wykorzystała chwilę krępującej ciszy na dłuższy namysł... I zdała sobie sprawę, że coś jej nie pasowało w zachowaniu Ivana. Owszem, może i mógł znać się na sztukach walki, ale nie oznaczało to od razu, że będzie zachowywał się w taki... Specyficzny sposób. I potrafił ocenić, czy ktoś jest w gangu, czy nie, ba! czym się ten gang zajmuje. Wyjaśnienia mogły być dwa: stróż prawa, albo gangster. Na logikę, gangster policji by nie wzywał. Pozostawała tylko jedna możliwość, która zaskakująco podbudowała Chrissy. Nie mógł zrobić jej wobec tego krzywdy.
Policja dotarła po krótkiej chwili. Blondynka w odpowiednim momencie odsunęła się od Ivana, a gdy ten rozmawiał ze stróżami prawa, do niej również podszedł jeden z ich przedstawicieli. Pokrótce przedstawiła sytuację, starając się brzmieć rzeczowo i wiarygodnie, a dopiero na samym końcu raczyła podać swój dowód osobisty. Nie cieszyła się specjalnie z powodu spojrzenia funkcjonariusza, który kilkakrotnie przesunął wzrokiem od zdjęcia (mężczyzny) do niej (kobiety). Ostatecznie jednak nie zdobył się na żaden komentarz, co Chris przywitała z ulgą. Była zbyt skupiona na nim, by ocenić, czy brunet zorientował się w jakiś sposób, jaka jest jej prawdziwa płeć. Stał w odpowiedniej odległości, jednak mógł w jakiś sposób się zorientować, że coś nie gra. Przede wszystkim dlatego, iż policjant stanowczo zbyt długo wpatrywał się w pannę Daniels.
W końcu jednak formalnościom stało się zadość i część funkcjonariuszy odjechała. Mężczyzna, który wcześniej notował wersję wydarzeń Chris uścisnął jej dłoń na pożegnanie, a potem oddalił się szybkim krokiem. Ku zaskoczeniu dziewczyny, znalazła w dłoni... Kartkę z zapisanym numerem telefonu. Takiej reakcji jeszcze się nie doczekała i nie była pewna, co ona właściwie znaczy. Próbując ukryć konsternację wbiła z powrotem wzrok w Ivana. Pierwszy raz od naprawdę długiej chwili. Czy coś wiedział?
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Upper Ground    Wto Maj 20, 2014 12:18 am

Szczęście, bądź pech jest pojęciem względnym. W tym przypadku - według Ivana - zwykłą koleją rzecz, choć wyjątkowo podejrzaną, jak na taką sytuację. Oczywiście, takie drobne rabunki mają miejsce każdego dnia. Trzeba jednak przyznać, iż musi to być niezwykły "przypadek", aby złodziej torebek trafił na agenta FBI. Jest to na tyle mało prawdopodobne, by mężczyzna chciał się tym zainteresować. Spowodowało to również przynależność młodzieńca do specyficznego gangu. Zdecydowanie należy to sprawdzić.
Brunet przez cały czas obserwował blondynkę. Ciężko było nie zauważyć jej specyficznej zmiany w zachowaniu. Jego wyjątkowo uparte spojrzenie mogło powiedzieć samo za siebie, iż spostrzegł jej nienaturalność. Jaki inny mógłby mieć powód do nachalnego przyglądania się. Nie wygląda na materialistę, od samego początku nie wykazywał oznak bycia owym typem osoby, więc uroda kobiety nie mogła mieć na to wypływu, choć trzeba przyznać, iż zwrócił na to uwagę, co przedstawił dwukrotnie w swych wypowiedziach.
Wrócił wzrokiem przed siebie. Blondynką również będzie musiał się zająć, dowiedzieć się kilku rzeczy na temat dzisiejszego wydarzenia. Przez chwilę zapanowała między nimi cisza. Mężczyzna nic nie odpowiedział na wieść, iż z kobietą jest wszystko w porządku. Można było jedynie usłyszeć pojękiwania młodzieńca, któremu twarde podłoże nie służyło dla żeber. W pewnym stopniu ciężar Ivana również musiał mu przeszkadzać w oddychaniu, czego brunet, jak najbardziej był świadom. Zaciągnął się nikotyną, następnie wypuścił dym przez usta. Zauważył z oddali radiowóz. Nie spieszył się. Samochód zbliżał się własnym, normalnym tempem. Leniwym ruchem podniósł się, by móc normalnie porozmawiać z policjantami. Przedstawił się im w bardziej szczegółowy sposób, niż dla kobiety. Wytłumaczył kim jest i pokazał odznakę, którą trzymał w kieszeni w wewnętrznej stronie płaszcza. Dopiero teraz Chris mogła mieć pewność kim jest Ivan - jeśli oczywiście przyglądała się ich krótkiej wymianie zdań. Dopiero po tym jeden z przedstawicieli prawa udał się do blondynki. Brunet stał dostatecznie daleko, aby nie zwrócić uwagi na specyficzne zachowanie funkcjonariusza wobec kobiety. Obecnie był zajęty rozmową z innym policjantem, któremu wyjaśniał, co mają zrobić ze złodziejaszkiem.
Małe zamieszanie zwróciło uwagę ciekawych przechodniów, którzy zaczęli obserwować sytuację z bezpiecznej odległości, jednak nie trwało to długo. Funkcjonariusze zabrali chłopaka i odjechali, tym samym pozostawiając kobietę i mężczyznę samych. Przez ten czas Ivan zdążył wypalić jedynie połowę cygara, które raczyło zgasnąć. Zamiast dokończyć schował je na powrót do paczki. Wrócił wzrokiem na Chris.
- Chyba, aż tak źle nie było, prawda? Pozostaje mi tylko Panią odprowadzić - Zabrzmiało, jak chęć zapewnienia bezpieczeństwa. Możliwe, iż kobieta z jakiegoś powodu może być na celowniku wcześniej wspomnianego gangu, ewentualnie to mężczyzna jest ich celem. Tego wkrótce ma zamiar się dowiedzieć. Plus, sugerując się wypowiedzią Ivana można być pewnym, iż nie wie o jej małej tajemnicy. Chwilowo, gdyż jest to jedynie kwestią czasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Upper Ground    Pon Cze 02, 2014 9:48 pm

Chris szczerze liczyła na niedostrzeżenie przez kompana jej płci. Przez większą część czasu rozmowy z funkcjonariuszem zerkała to na niego, to na Ivana, sprawdzając, czy ten coś słyszał. Nie mogła przeoczyć odznaki. Nawet biorąc pod uwagę lekką wadę wzroku ten szczegół był aż nazbyt widoczny. Wyjaśniał przy okazji większość dotychczasowego zachowania mężczyzny w obyciu z przestępcą i upór w kwestii wezwania stróżów porządku.
Blondynka naprawdę szczerze się zastanawiała, jakim cudem trafiała tylko na takich ludzi. Ostatnimi czasy miała styczność głównie ze złodziejami, oraz wybawcami, z których jeden był byłym żołnierzem, a drugi miał powiązania z policją. Kto by przypuszczał, że taka delikatna istotka, jaką była panna Daniels, będzie prześladowana w ten sposób przez los? Doprawdy, przynajmniej trafiała na dość przyjaźnie nastawionych ratujących ją z opresji.
Pożegnała się uprzejmie z odpytującym ją funkcjonariuszem, a potem zaczekała, aż również Blackery zostanie wypuszczony z ich szponów. Zakrwawiony i zbuntowany chłopak już od dawna tkwił zapakowany w wozie, wobec czego ostatni etap przeszedł najszybciej. Mężczyźni oddalili się, zostawiając kobietę i jej wybawcę na ulicy. Chrissy dość niepewnie spojrzała na bruneta, a potem spłoszona wbiła wzrok w ziemię. Jego szare oczy znowu działały deprymująco.
- Właściwie, to ja miałam pana odprowadzić na przystanek... - Uśmiechnęła się słabo, poprawiając włosy spokojniejszym gestem. Mężczyzna, nazywając ją panią, niemo zapewnił, że wszystko między nimi nie uległo zmianom. Bibliotekarka poczuła powrót jako-takiej pewności siebie. Wyprostowała się i skierowała w przeciwną stronę, niż dotychczas zmierzali. Pamiętała, że niewiele im przed zakrętem brakowało do przystanku, a ona nie zamierzała niepotrzebnie krążyć w kółko. Szła energicznym i pewnym krokiem, próbując postawą zatuszować powracającej do niej jak bumerang niepewności. Tym razem jednak uważała na to, gdzie stawia nogi i bez szwanku dotarła do przystanku. Otrzepała parasolkę i zawiązała ją, a potem spojrzała na rozkład, szukając swojego środka komunikacji. W tym momencie do jej uszu dobiegła niewyraźna muzyka. Rozejrzała się ukradkiem i zlokalizowała miejsce, skąd dobiegała – mały, najwyraźniej przyjazny nie tylko młodzieży, klub. Rozlegały się w nim początkowe nuty „Gimme! Gimme! Gimme! ”.
Chris lubiła zespół ABBA. Z bratem opanowała do perfekcji kilka choreografii i pokochała te utwory. Klimat również pozostawał niezapomniany, mimo upływu lat. Nie pamiętała, kiedy ostatnio z nim tańczyła, ale od razu, gdy usłyszała znajomy utwór, zapragnęła wejść i zatańczyć. Nie musiała być bynajmniej na środku, otoczona reflektorami i tłumem wielbicieli, zarzucając włosami i kusząco kręcąc biodrami – nie, chciała po prostu znowu to poczuć. Te emocje, energię i szczęście. Od kiedy nie rozmawiała z bratem, ogarniało ją coraz to większe przygnębienie. Każda chwila zapomnienia była cenna.
Zerknęła ostrożnie na bruneta, stojącego niedaleko niej i zawahała się. Nie istniała możliwość, by zebrała się na odwagę i zaprosiła go ze sobą. Poza tym, nie wyglądał na osobę, która miałaby ochotę potańczyć do utworów z lat osiemdziesiątych.
Nie, w ogóle, o czym ona myślała... Zaprosić do tańca prawie całkiem obcego faceta? Kompletnie oszalała. Ta sytuacja ze złodziejem kompletnie wyprowadziła ją z równowagi. Potrzebowała jakiejś luźnej odskoczni. Idealną byłoby towarzystwo Olliego, niestety ta opcja była niemożliwa. Musiała zadowolić się zamiennikami. Samotnym tańcem w klubie i samotnym wypiciem drinka z minimalną ilością procentów. Lub samotnym siedzeniem w pokoju.
Z dwojga złego już wolała klub.
Obróciła się na pięcie i uśmiechnęła niepewnie do mężczyzny. Miała minę, jakby miał ją zaraz zbesztać za to, co powie. Przełknęła z trudem ślinę, milcząc trochę dłużej, niż powinna. A potem zdobyła się na wypowiedzenie dość chaotycznego stwierdzenia.
- Przepraszam, ale zmieniłam plany... Już nie pada, więc parasol ci się nie przyda... Pomyślałam, że jeszcze na chwilę wpadnę tutaj, do klubu... No... - Kaszlnęła nerwowo i zamilknęła. Odgarnęła włosy z twarzy, spoglądając jeszcze chwilę w oczy Ivana, by w końcu spuścić wzrok w swoje stopy. Ciężko było ocenić, czy z Ivanem się żegnała, zapraszała do towarzystwa, najprawdopodobniej jednak po prostu zostawiała mu wolną rękę.
Nigdy w życiu nikogo (oprócz brata) nigdzie nie zaprosiła. Naprawdę, potrzebowała jakiegoś silnego i pewnego siebie towarzysza życia. Tylko gdzie się takich znajduje?
Pokręciła głową do swoich myśli i spojrzała z powrotem w kierunku klubu, opatrzonego interesująco prezentującą się tabliczką z napisem „Arena”.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 18/01/2014

PisanieTemat: Re: Upper Ground    Sob Cze 14, 2014 12:52 am

Specyficzna nerwowość Chris była doskonale dostrzegalna dla Ivana. Ciężko było nie zauważyć jej nagłej zmiany w zachowaniu, lecz według bruneta było to wytłumaczalne.  Sprzed kilkoma minutami została napadnięta. Gdyby nie obecność Ivana mogłoby to skończyć się czymś gorszym, niż samym okradzeniem torebki. Plus, otrzymała niepokojącą informację o napastniku, który, jak mówił brunet, przynależy do niebezpiecznego gangu. Było to wystarczającym powodem, aby nie widzieć w jej zachowaniu czegoś niepokojącego. Ludzie często mają trudności z opanowaniem się w stresujących sytuacjach.
- Owszem, jednak to nie ja zostałem napadnięty - Nie wspominając o tym, iż słońce jakiś czas temu powiedziało miastu "pa pa".  Nie miał zamiaru się sprzeciwiać, jeśli kobieta wolała odprowadzić go na przystanek, co było ich wcześniejszym celem. Z pewnością było to dla niego o wiele wygodniejsze, lecz bardziej stresujące dla kobiety, a przynajmniej takie doszły go myśli. Odmawiając drobnej przysługi Chris tym samym dowiodła, że albo jest znacznie odważniejszą kobietą od reszty piskliwych panienek, albo jej duma jest zbyt wysoka by pozwolić sobie na coś takiego. Cóż, w pewien sposób jedno łączy się z drugim.
Mężczyzna ruszył razem z blondynką ku najbliższemu przystankowi, do którego kierowali się na samym początku. Jako, że był on w miarę blisko szybko do niego dotarli. Ivan razem z towarzyszką podeszli do rozkładu. Do uszu bruneta dotarła niewyraźna muzyka, która miała miejsce w budynku niedaleko nich. Nie zwrócił na to większej uwagi, gdyż wolał wpierw dowiedzieć się o godzinie przyjazdu jego transportu. Musiał jednak przyznać, że melodia była bardzo znajoma...
Ivan choć nie wygląda na rozrywkową osobę, jak najbardziej jest za dobrą zabawą, jakąkolwiek odskocznią od codzienności, która urozmaici nawet najzwyklejszy dzień. Mężczyzna nie przepada za ciągiem powtarzających się dni. Być może jego praca jest wymagająca i niebezpieczna, lecz coś takiego jak  "monotonność" jest wyjątkową rzadkością, z pewnością nie ma w niej miejsca na nudę. Sam już nie pamięta, kiedy ostatnio miał okazję na bezproduktywne siedzenie na kanapie przed telewizorem. Jak najbardziej miewa wolne dni. Nie jest pracoholikiem, a przynajmniej tak mu się wydaje. Jak wiele ludzi, lubi sobie poleniuchować, lecz ostatnie miesiące sprawiły, iż ma znacznie więcej na głowie, niż miał zazwyczaj. Od schwytania seryjnego mordercy, który był nieuchwytny przez kilka lat najtrudniejsze sprawy lądują na jego biurku, co sprawia, że jego wolny czas znacznie się ogranicza. Nawet dzisiejszego wieczora ma do zrobienia jeszcze kilka rzeczy w stosunku do swej pracy. Z tego właśnie powodu stara się wykorzystać jakąkolwiek krótką chwilę, która da mu moment wytchnienia.
Zauważywszy, iż blondynka obróciła się w jego stronę wrócił na nią wzrokiem i przyjrzał się jej w oczekiwaniu. Wyglądało na to, że chce coś powiedzieć. Zachowanie i cisza z jej strony sugerowała, iż wpierw musiała poukładać myśli w sensowne zdania. Zatem przyglądał się jej w milczeniu.
- Hm... - Odezwał się cichym pomrukiem, co przypominało zastanowienie się nad pozwoleniem, które jak najbardziej nie było jej potrzebne. Skierował swój wzrok na wspomniany przez nią klub, a następnie wrócił nim na rozkład, by dowiedzieć się o której godzinie ma najbliższy transport.
- Mam podwózkę za około czterdzieści minut, więc bardzo chętnie również tam wstąpię - Odpowiedział z nieznacznym opóźnieniem, a wraz ze słowami ponownie spojrzał na kobietę.
- Zapraszam - Zanim ruszyli wyciągnął ku niej łokieć, by przerzuciła przez niego rękę. Najwyraźniej mężczyzna jest zwolennikiem dobrych manier.
- Pani tak zawsze hasa tu i tam? - Większość kobiet po napadzie osobnika pochodzącego z gangu wolałaby jak najszybciej ruszyć w bezpieczne miejsce, którym jest dla nich dom. Natomiast Chris potrzebowała więcej wrażeń, ewentualnie nie ma do kogo wrócić, co byłoby idealnym wytłumaczeniem jej zachowania. Mężczyzna nie czuje potrzeby gdybania nad tym. Nie w tym momencie. Plus, woli poznawać ludzi, niż ich oceniać. Ivan ma tendencję do wysuwania przeróżnych wniosków, co stało się jego nawykiem z pracy, lecz dopuszcza do siebie inne ewentualności. Wie, że są ludzie bardziej i mniej wyjątkowi, a ich cechy potrafią się przeplatać na przeróżne sposoby.
Ruszyli z miejsca ku dwupiętrowemu budynkowi z napisem "Arena".

[z/t oboje]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Upper Ground    

Powrót do góry Go down
 
Upper Ground
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Teatry-
Skocz do: