IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park Plaza Hotel

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Park Plaza Hotel   Sro Kwi 30, 2014 4:29 pm

Park Plaza Hotel
Jeden z najbardziej eleganckich i luksusowych hoteli w Londynie. Cztery gwiazdki mówią same za siebie. Doskonała restauracja, rewelacyjny bar, tarasy widokowe i dopracowane pod każdym względem pokoje. Najdroższe apartamenty nie mają w sobie an jednego słabego punktu. Dodajmy do tego ogromną salę bankietową zajmującą parter, w której często mają miejsce co większe imprezy dla elit.



Elegancki Rolls-Royce z 1961 roku z czarną karoserią spokojnie zajechał pod główne wejście jakże luksusowego hotelu nieco po godzinie dwudziestej pierwszej. Z pojazdu szybko wysiadł szofer, który w mgnieniu oka znalazł się przy tylnych drzwiach pojazdu, aby otworzyć je szeroko. Po tej czynności dokonanej przez kierowcę wreszcie mógł wysiąść pasażer. Wysoki blondyn zaraz wyprostował się dumnie i z subtelnym uśmiechem wszedł do budynku, absolutnie nie przejmując się obecnością dziennikarzy, którzy oblegali tłumnie wejście, aby zrobić jak najlepsze zdjęcia. Dumny Waddington i tak wiedział, że nie będzie sensacją tego wieczoru, ponieważ od kilku dni wszyscy dyskutowali o tym, że specjalnie na imprezę ma zjechać nawet kilka sław z Hollywood, którzy są ambasadorami UNICEF-u. Sama Angelina Jolie ponoć potwierdziła swoje przybycie i towarzyszyć jej miał Brad Pitt. Chodziły też plotki, że na bankiecie pojawi się sam książę Karol wraz ze swoją małżonką Kamilą, lecz mało kto dowierzał tej informacji. Jedno było pewne, na tym bankiecie zgromadzi się cała angielska śmietanka towarzyska. Zatem fotografowie robili zdjęcia hrabiemu Sandwich z grzeczności, ponieważ czekali na bardziej niezwykłe postacie.
Gustav leniwym krokiem wszedł do sali bankietowej. Orkiestra w pomniejszonym składzie już stała na scenie i poczęła grać spokojną symfonię pod walca angielskiego. To było odrobinę śmieszne, gdy weźmie się pod uwagę, iż nikt nie tańczył i nawet nie zamierzał ruszyć na parkiet. Wszyscy woleli na razie spokojnie zająć swoje miejsca, skupić się na rozmowach i czekać na oficjalne rozpoczęcie imprezy. Kiedy znakomita większość znalazła się już na sali, starsza kobieta poprosiła orkiestrę o zaprzestanie gry, następnie sama weszła na scenę i wygłosiła dziękczynną mowę. Przemówienie skończyło się po kilku minutach, wtedy też możni goście zajęli się rozmowami o wszystkim i o niczym, piciem szampana, smakowaniem potraw, a także tańcem. Dopiero po oficjalnej części imprezy ktoś zdecydował się tańczyć.
Jak widział to wszystko sam Gustav? Dla niego był to kolejny irytujący bankiet dla najbogatszych, którzy znów chcieli się dowartościować oraz poszczycić swoim bogactwem. Rzecz jasna podobna impreza musiała mieć swój cel, w tym przypadku była to zbiórka funduszy na rzecz UNICEF-u, jednak większość osobistości przyszła tu w celach towarzyskich. Każdy podarował czek ze znaczną sumą, aby nie wyjść na skąpiradło o nieczułym sercu i na tym się kończyła ich dobroć. Więc dlaczego sam przybył w takie miejsce z własnej woli? Po pierwsze, cel wydarzenia był jak najbardziej szczytny, dlatego sam przeznaczył spory czek na działanie organizacji. Po drugie, nie zawitał tutaj do końca dobrowolnie, ponieważ został zmuszony przez zarząd swojej firmy do uczestnictwa w imprezie. Grzecznie zamienił kilka zdań z potencjalnymi inwestorami, jednak nie widział sensu dalej tego ciągnąć. Szybko uciekł od potencjalnych rozmówców, przechodząc do drugiej sali, w której muzyka przyjemnie cichła. Tutaj znów został otoczony przez potencjalnych rozmówców, lecz ci nie byli tak natarczywi, jak osoby w sali głównej, dla których był niczym więcej jak sporym kawałem mięsa. Każdy tutaj chciał ubić z nim interes, o ile była taka możliwość.
Musi przyznać, że kilkanaście lat temu podobne imprezy wydawały mu się o wiele bardziej przyjemne. One były wręcz niesamowite ze względu na elegancję, przepych, ich elitarność. A teraz, no cóż, stały się prawdziwą katorgą. Wszystko wydaje się takie fałszywe, robione na pokaz. Nic dziwnego, że bardziej ciągnie go do pracy w pracowni, gdzie może oddychać pełną piersią jak najbardziej swobodnie, gdzie nikt nie wytyka go palcem. Choć stara się przesiadywać w czterech ścianach, media raz na jakiś czas robią szum wokół jego osoby, zachęcając niezamężne panie do wzięcia się za niego i sprowadzenia go na dobrą drogę, jednak umie doskonale wywinąć się dziennikarzom czy jeszcze bardziej namolnym paparazzi. Nigdy nie mówi w wywiadach o swoim życiu prywatnym, również unika wszelkich skandali jak ognia, po prostu nie kreuje się na żadną wielką gwiazdę, bo nią nie jest. Bogaty, przystojny, wykształcony hrabia, szef wielkiej firmy, to czyni z niego smakowity kąsek dla kolorowych czasopism, które prędzej można by określić szmatławcami niż interesująca prasą. Dziwi się, że ktokolwiek potrafi sprzedać swoją prywatność.
Z kieliszkiem szampana w dłoni przechodził z jednego krańca sali w drugi, niekiedy zabawiając rozmową dobrze urodzone kobiety i dociekliwych biznesmenów. Przynajmniej to towarzystwo nie pytało go o szczegóły kolejnych posunięć RoboticsUNION, chociaż tyle dobrego. Wszystkie twarze znał, jednak za niewieloma tak naprawdę przepadał. Jakie to miał szczęście, kiedy na horyzoncie ujrzał zbliżającego się w jego stronę Harolda Daltona. Bardzo przyjemny człowiek, który naprawdę poświęca się swojej pracy. Waddington nie zagłębiał się w jego biografię, jednak słyszał, że jego pracoholizm jest efektem śmierci jego żony. Nie łączą ich co prawda żadne interesy, ale Gustav jako miłośni samochodów lubił od czasu do czasu porozmawiać z profesjonalistą o motoryzacji.
- Hrabia Waddington, jakże miło pana widzieć - rzekł serdecznie mężczyzna, wyciągając dłoń na powitanie. Blondyn uścisnął jego dłoń nie a mocno, a jednak pewnie, przywdziewając na twarz przyjazny uśmiech. Jego uwadze nie umknął fakt, iż mężczyźnie towarzyszył młody chłopak. Czyżby syn, o którym niewiele słyszał?
- Mi również miło pana widzieć, panie Dalton.
- Pewnie słyszał hrabia o tym, że Daltos Cars wydaje nowe auto - napomknął z jawną dumą, szykując się na dawkę kolejnych miłych słów.
- Naturalnie, że słyszałem. Mam tylko nadzieję, że tym razem automatyczna skrzynia biegów w ogóle nie znajdzie zastosowania. Obaj dobrze wiemy, że ręczne mechanizmy są najlepsze.
Dalton zmarszczył na te słowa lekko brwi, jednak po chwili uśmiechnął się niby nieprzejęty tą uwagą.
- Mogę jedynie zdradzić, że samochód jest dopracowany pod każdym względem.
Drobną wymianę zdań zakończyli, dlatego też Gustav pozwolił sobie jawnie zwrócić uwagę na chłopaka o specyficznym, wiśniowym kolorze włosów. Na pewno wyróżniał się spośród tego całego tłumu.
- A kim jest pana towarzysz?
- To mój syn, Jack.
W jednej chwili do starszego Daltona podszedł mężczyzna i wymienił z nim kilka krótkich szeptów. Zaraz rozmówca hrabiego zdecydował się przeprosić Waddingtona i oddalić się bez syna, zapewne po to, aby robić swoje interesy. Szkoda, że nawet tak przyjemny człowiek musi zajmować się na imprezie charytatywnej interesami.
- Pewnie jesteś znudzony tym wszystkim, co? - spytał chłopaka jak najbardziej życzliwie, przybierając odrobinę luźniejszą postawę. Skoro nie mają wspólnych tematów biznesowych, nie należy być spiętym.


Ostatnio zmieniony przez Gustav dnia Nie Sie 17, 2014 9:31 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sro Kwi 30, 2014 7:38 pm

Czyżby to już rok minął od ostatniej wizyty ojca w Londynie? Zadał sobie to pytanie młodzieniec, gdy dostał wieść o jego przyjeździe. Ponownie znowu będzie musiał udawać, że jest zaangażowany w losy przedsiębiorstwa. Na całe szczęście ta wizyta nigdy nie trwa zbyt długo i dlatego jest wstanie się poświęcić, by później mieć święty spokój. To jednak było tymczasowe rozwiązanie, a raczej sposób na uciekanie przed nudną przyszłością, jaka go czekała. Zamiast tego wolał kopać piłkę na murawie, ale nie śmiał jawnie zbuntować się ojcu. Musiał zatem robić wszystko pod jego dyktando, ale spokojnie, nie był tyranem, który wymaga niemożliwego. Jack nigdy nie był geniuszem, oceny zbierał raczej przeciętne, które jak zawsze mogłyby być lepsze. W Traditional Royal School poziom był wyższy od placówki, do której uprzednio uczęszczał. Harold próbuje wpłynąć na ambicję syna, ale to jest jak rzucanie kulą w płot. Młody przytakuje, a w rezultacie i tak nic się nie zmienia. Jako rodzic nie potrafi dotrzeć do swego dziecka, zdecydowanie nadają na różnych falach. Przynajmniej tak jest, gdy toczą te rzadkie prywatne rozmowy. Gdy natomiast wychodzą gdzieś w publiczne miejsca są wzorową rodziną. Harold zawsze poukładany jest wizytówką swej prestiżowej firmy, którą stawia na pierwszym miejscu. Wykorzysta każdą możliwą okazję, by promować własne modele i pozyskiwać nowych klientów. Nie było mowy, by przeoczył tak ważny bankiet organizowany w Londynie. Samo już pojawienie się na takiej uroczystości dodawało prestiżu i nawet tak nie bolało przeznaczenie sporej sumy na cel charytatywny. To wszystko wpisywało się na prowadzenie interesów, które tak lubił. Jack nie mógł się temu nadziwić, ale podziwiał w nim zamiłowanie do tych dość nudnych dla niego zajęć. Tego wieczoru ubrał elegancki garnitur z krawatem i kamizelką. Mało to wygodne było i rzadko na szczęście przychodziło mu się tak ubierać, ale nie dało się ukryć tego czarującego elegancją szyku, dlatego musiał trochę odstać przed lustrem, by napawać się swym urokiem. Nie spóźniając się na uroczystość dla elity, zajechali luksusowym autem pochodzącym z zeszłorocznej kolekcji Daltos Cars. Każdy możliwy sposób ukazania produktów firmy był dobry. Bez przeszkód dostali się na główną salę bankietowa, gdzie po niedługim czasie rozpoczęto otwarcie. Harold szybko wmieszał się w tłum, czuł się tam niczym ryba we wodzie. Jack natomiast podążał za nim, jak cień próbując udawać zainteresowanie. Musiał się bardzo starać, żeby się nie zamyślić. Gdy usłyszał, że ojciec przywitał się z jakimś hrabią momentalnie pojawił się błysk w oku młodego. Nie codziennie spotykał takich elitarnych ludzi, dlatego z zainteresowaniem przyglądał się mu, czasem spoglądając na ojca, by nie wyjść na nachalnego obserwatora. Nie przeszkadzał im w rozmowie, stojąc spokojnie z boku. Dopiero, gdy zainteresowano się jego personą pozwolił sobie zabrać głos.
- Czuję się niezmiernie zaszczycony, mogąc poznać pana hrabię – skinął głową z szacunkiem na przywitanie. Nawet nie spostrzegł, jak jego ojciec oddalił się pochłonięty rozmową z kolejnym gościem tego bankietu, po prostu nie nadążał za nim. Może to też była wina tego jakże interesującego mężczyzny. Całkowicie skupił na nim swą uwagę. Dowiedział się już, że posiada konserwatywny pogląd na auta i ma dość dobrą relację z ojcem. Musiał być zatem bardzo ważnym klientem, tak pomyślał. Dlatego nie mógł w żaden sposób zepsuć tej relacji i pozostawić po sobie złego wrażenia.
- Ależ skąd panie hrabio – odpowiedział będąc z lekka skrępowanym, bo z uprzejmości zabrakło mu szczerości. „To chyba nie zabrzmiało wiarygodnie.” Miał jeszcze spore problemy z prowadzeniem rozmów wśród elity, to znacznie odbiegało od szkolnego korytarza. Nauki niani też nie były jakoś wielce profesjonalne, dlatego trochę improwizował.
- Nie na co dzień mam okazję spotkać tak zacną osobę, jak pan hrabia – uśmiechnął się delikatnie. – To moje początki na tego typu bankiecie, dlatego proszę mi z góry wybaczyć wszelakie błędy.
Już przez swój kolor włosów odstawał od grona obecnych tam osób, więc często na niego spoglądano. Tym bardziej czuł na sobie spoczywający obowiązek do wzorowego zachowania. Chyba też trochę przesadził ze swą uprzejmością, ale miał wrażenie, jakby obecnie rozmawiał niemal z prezydentem. Do tego biła z rozmówcy dostojna aura, której trochę nieświadomie dał się porwać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sro Kwi 30, 2014 10:37 pm

Spojrzenie chłopaka w żaden sposób mu nie przeszkadzało, poniekąd je rozumiał. W tej chwili wszystko było dla niego atrakcją, w końcu dopiero zaczyna poznawać świat możnych. Pytanie tylko skąd Gustav to wszystko wiedział. Od zawsze był dobrym obserwatorem i dar ten pomógł mu już w wielu sytuacjach, zatem łatwo wydedukował to wszystko ze sposobu zachowania tego młodego człowieka. Obecnie przypominał dziecko błądzące we mgle. To przede wszystkim w jego niebieskich oczach można było dostrzec drobne zagubienie. Chyba jeszcze nie do końca czuł się pewnie w tej sytuacji, ale to nie było nic dziwnego, kiedy weźmie się pod uwagę to, iż ciekawskie spojrzenia otwarcie atakowały jego atrakcyjną sylwetkę. W miarę wysoki, całkiem dobrze zbudowany, na dodatek jego włosy miały niepowtarzalny odcień - przyciągało to uwagę wielu, w tym i uwagę samego hrabiego Waddingtona. Skoro już sam szlachcic zainteresował się młodym Daltonem, z całą pewnością nie wypuści go tak szybko ze swoich rąk. Jeśli to zrobi, natychmiast zlecą się harpie, aby dopaść młodzieńca i spętać jego umysł. Każdy świeży kąsek jest atrakcją dla tych wiecznie nienasyconych sępów.
Ile Jack mógł mieć lat? Na oko wyglądał na jakieś osiemnaście, zawsze mógł mieć rok mniej czy też rok więcej. Gustav był w zbliżonym wieku do jego, kiedy zaczął chadzać na bankiety, aby w pełni świadomie wdrażać się w świat elit. Całkiem miło wspomina tamten okres, nawet jeśli był bardziej traktowany jak maskota swojego rodu niż pełnoprawny rozmówca. Z biegiem lat wszystko się zmieniło, przede wszystkim zmienił perspektywę, z jaką spoglądał na wiele rzeczy. Doświadczenie to potężna broń, lecz tylko w rękach inteligentnego człowieka, który potrafi wykorzystać wszelkie atuty. Na całe szczęście Gustavowi nie brakuje ani doświadczenia, ani inteligencji, dlatego też jest w stanie poprowadzić młodego Daltona w odpowiednim kierunku podczas tej imprezy. Jest nawet skłonny dać mu kilka dobrych wskazówek, jakże by inaczej.
Mocno rozbawiło go to, jak chłopak reagował na jego obecność. Tak, ma do czynienia z dobrze urodzonym człowiekiem, jednak nie powinno go to aż tak bardzo przerażać, w końcu mogą się całkiem nieźle porozumieć, wystarczy tylko odrobina dobrych chęci. Takowych chęci mężczyźnie nie brakowało, co wróżyło całkiem nieźle.
- Spokojnie, nie musisz być tak bardzo formalny. Myślę, że możesz się nieco rozluźnić, nie wydam cię twojemu tacie.
Czuł, że chłopak nie przyszedłby dobrowolnie na bankiet, najwidoczniej to rodzic wymusił to na nim. Sam zmagał się z podobną sytuacją, kiedy był w jego wieku, z tego powodu był tak bardzo wyrozumiały. Łatwo mu było zrozumieć uczucia młodego Daltona.
- I nie musisz przede mną udawać, że to całe przyjęcie ci się podoba. Przyznam, że ja sam jestem odrobinę znudzony.
Rzucił mu subtelny uśmiech, następnie rozejrzał się dookoła. Nagle stanął bliżej chłopaka, aby delikatnym ruchem dłoni, w której trzymał kieliszek, wskazać mu, gdzie powinien spojrzeć.
- Widzisz panią w kapeluszu z piórami? - spytał półszeptem, bacznie obserwując twarz Jack'a. - Ona lubi młodych paniczyków w twoim wieku. Nie jest zbyt piękna, jednak zdarza się, że wielcy biznesmeni posyłają do niej swoich synów. Możesz dziękować niebiosom, że twój ojciec nie prowadzi z nią żadnych interesów.
W jego wypowiedzi nie brakowało ironii, która dziwnym trafem mieszała się z żartobliwą nutą. Tylko te dwie rzeczy mogły uchronić dyrektora RoboticsUNION przed szaleństwem - ironia i żart. Zwyczajnie nie mógł znieść hipokryzji tych wszystkich ludzi. Zgrywali takich świętych, kiedy są najgorszymi z najgorszych. Niestety, sam Waddington też nie jest lepszy.
Dopiero po chwili spostrzegł, że może nie było to odpowiednie zachowanie wobec rozmówcy. Jego czujność musiał uśpić młody wiek chłopaka, a także jego niedoświadczenie w kwestii poruszania się na takich imprezach. Biedak został rzucony na głęboką wodę, nawet porzucony przez własnego ojca, pozostawiony na łaskę jakże wybrednego blondyna. Opatrzność doprawdy beznadziejnie nad nim czuwa, o ile założymy, że siły wyższe istnieją.
- Wybacz, zagalopowałem się. Zbyt szybko chciałem ci pokazać, na czym się opiera ten świat. Musisz wiedzieć jedno - tu ściszył głos i uśmiechnął chytrze kącikami ust. - Nie daj się pożreć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pią Maj 02, 2014 6:33 pm

Jadąc na ten bankiet obiecał ojcu przykładne zachowanie, by w żadnym wypadku nie przynieść wstydu nazwisku Dalton. Nie lubił się podporządkowywać, ale musiał zagryźć zęby i udawać zadowolenie. Odczuwał sporą presję w gronie obytych dorosłych, dlatego jego uprzejmość stawała się zabawnie nadmierna. Próbował jak najwięcej obserwować i wyłapywać zachowań elity, ale było to dość nużące zajęcie i w efekcie zajmował się na poszukiwaniem sław, które niby miały się pojawić na przyjęciu. Jakoś nie miał do tego szczęścia, aż do momentu spotkania hrabi. Ten tytuł podziałał niczym wabik. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z osobą tak rzadkiego pokroju. W zasadzie to jakoś nie zdarzyło mu się interesować ludźmi posiadającymi szlacheckie urodzenie. Dla niego byli gatunkiem na wymarciu, dlatego stwierdził, że ma dziś prawdziwego farta. Do tego on miał w sobie coś bardzo pociągającego i nie potrafił przestać mu się natarczywie przypatrywać. To było niesprawiedliwe, że pan Waddington czuł się tak swobodnie. Na dodatek czytał z młodzieńca, jak z otwartej księgi. To mu nie ułatwiało zdobycia pewności siebie, jednakże mężczyzna swą otwartością wykazał chęć do całkiem luźnej rozmowy, co go pozytywnie zaskoczyło. Nawet prawie się zaśmiał, gdy obiecał nie wydać go tacie, który niby stoi właśnie obok. Przynajmniej był o tym przeświadczony, dlatego spojrzał porozumiewawczo w stronę miejsca, gdzie jeszcze niedawno stał. Nie znalazłszy go tam, zaraz rozejrzał się po tłumie, ale nadal nie było śladu rodzica, jakby po prostu wyparował. Miał się trzymać blisko jego, dlatego wpadł w małe zakłopotanie. „Mam niby teraz go szukać w tym tłumie? Ale przecież nie wypada mi pierwszemu zakańczać rozmowy z jego dobrym znajomym.” Pojawiła się rozterka, ale bezkompromisowo wygrała fascynacja rozmówcą, który to w końcu tak chętnie zaproponował zatajenie prawdy przed panem Haroldem.
- Będę dozgonnie wdzięczny za ten gest – uśmiechnął się dziękczynnie. – Wnioskuję, że musi pan mieć zatem całkiem bliskie relacje z moim ojcem.„Kto wie czy nie bliższe, jak moje.” Dokończył w myśli. Mógł nawet trafić z swym spostrzeżeniem, bo naprawdę rzadko przebywali w wspólnym towarzystwie. Woli nawet nie myśleć, że za jakiś czas przyjdzie mu widywać go 365 dni w roku. Musi koniecznie zacząć obmyślać strategię, by się z tego wyplatać bez szwanku oczywiście. Tak jak przypuszczał, nie zabrzmiał wiarygodnie, ale na szczęście nie zdenerwował tym rozmówcy.
- Przyznaję, ja też nie czuję się usatysfakcjonowany tutejszą rozrywką, o ile można w ogóle nazwać to przyjęcie rozrywką – z uśmiechem poddał oczywistej wątpliwości spotkanie dla śmietanki towarzyskiej. Gdyby orkiestrę zastąpić DJ'em, większość świateł wyłączyć i dorzucić parę kolorowo migoczących, to określenie rozrywka nabrałoby odpowiedniego znaczenia. Jednakże przeważały osoby dojrzałe, które zwyczajnie nie posiadają siły na prawdziwe balety. Można się pokusić o stwierdzenie, że był tam prawdopodobnie najmłodszym gościem. Niespodziewanie blondyn zbliżył się, by zaraz wskazać pewne miejsce, a raczej osobę. Zanim hrabia się odezwał, zaskoczony młodzieniec automatycznie spiął się, a na twarz wkradło zakłopotanie, które chciał natychmiast ukryć zniżając spojrzenie gdzieś na wysokość jego torsu. Dopiero po poinstruowaniu podążył wzrokiem za wskazanym kierunkiem. Starał się skupić na słowach rozmówcy, co nie było w tym momencie łatwe. Do tego informacja o niegrzeszącej urodą kobiecie, która lubi młodzików, nie była tą pozytywną. Ojciec przecież mu wyraźnie zapowiedział, że znajdzie mu najlepszą partię wśród elity. Niby z góry na to przytaknął i zamierzał udawać zainteresowanego, jak długo to będzie konieczne. Nawet teraz spojrzał na nią ćwiczebnie i spróbował sobie wyobrazić siebie z tą panią w kapeluszu, ale szybo przeszedł go nieprzyjemny dreszcz i momentalnie go wykręciło.
- Fakt, powinienem zatem w tej intencji złożyć specjalne dziękczynienie najwyższemu – przełkną ślinę przez zaciśnięte gardło i nieco pobladł. „To chyba będzie trudniejsze niż myślałem, wręcz niewykonalne.”Wolałbym, żeby ojciec porzucił zamiar szukania dla mnie partii – lekko wzburzony z wymalowaną niesprawiedliwością w oczach spojrzał na twarz rozmówcy, ale po złapaniu kontaktu wzrokowego momentalnie uciekł w bok dokończając zdanie – bo i tak będzie robił to na próżno.
Wyraźnie hrabia miał ubaw z młodego, a Jack dopiero teraz zaczął to zauważać. Nie był pewien, jak powinien na to zareagować, żeby się nie ośmieszyć. Jednocześnie czuł się przytłoczony przez rozmówcę, który przewyższał go w każdym aspekcie, przynajmniej miał takie wrażenie. Całe szczęście młody nie był kąpany w gorącej wodzie, bo mogłoby to się jeszcze skończyć jakąś aferą niekorzystną dla niego.
- To raczej nie możliwe – odparł na tą wzmiankę o pożarciu – ale postaram się wziąć pod uwagę wszystkie rady, bo przecież niemądrym byłoby z mojej strony nie skorzystać z pańskiego długoletniego doświadczenia – ukazał mu dość zaczepny uśmieszek. Czyżby to była uszczypliwość co do wyraźnie starszego od niego wieku pana Waddingtona? Poniekąd też, ale przede wszystkim chciał mu pokazać, że nie jest zwykłą płotką, którą można do woli manipulować. Może i na bankiecie był zagubiony, ale to nie oznaczało, że jest taki wszędzie. Nie jedna z osób tam zgromadzonych rozwarłaby usta w akcie zaskoczenia, gdyby poznała jego dość zwariowane i lekkomyślne życie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pią Maj 02, 2014 8:39 pm

Trudno mu było zrozumieć, dlaczego starszy Dalton pozostawił syna w jego rękach. Rzecz jasna nie zrobił tego jawnie, prawdopodobnie nie był też tego świadomie, jednak swoim zachowaniem pokazał, że interesy są zbyt nagłe, aby miał myśleć o swoim dziedzicu. Tak oto biedny Jack został skazany na towarzystwo dwukrotnie starszego hrabiego, co zapewne nie było mu w smak. Może i z początku spoglądał z zaintrygowaniem na blondyna, jakby ten stanowił dla niego swoistą atrakcję. Jeśli to jedno z pierwszych tego typu przyjęć dla nastolatka, to zapewne każdy szlachcic stałby się dla niego ciekawym obiektem obserwacji. Ale i tak szybko się znudzi, a tak przynajmniej przewidywał sam hrabia Sandwich. Dopóki ma okazję, z chęcią zabawi chłopaka rozmową, może w ten sposób to całe wydarzenie towarzyskie nabierze wreszcie jakichś barw. Waddington przygarnął pod swoje skrzydła młodzieńca właśnie po to, aby urozmaicić sobie wieczór.
- Wątpię, żeby były to bliskie relacje - odparł na jego słowa z uśmiechem skrytym w kącikach ust. - Niekiedy zdarza nam się porozmawiać nowinkach w świecie motoryzacji, co raczej nas dzieli niż zbliża. Łączą nas też dawne interesy. Moja firma napisała kiedyś program do jednego z modeli twojego ojca. Naszą współpracę można spokojnie uznać za udaną.
Miał rację, Jack niezbyt dobrze się bawił na bankiecie, co nikogo nie powinno dziwić, w końcu to młody chłopak, który potrzebuje więcej szaleństw niż czczej gadaniny. Czas najwyższy, żeby się wdrażał w życie elit, bo zapewne przejmie Daltos Cars po rodzicu, jednak nie należy od niego oczekiwać szczerego zainteresowania tym całym kółkiem wzajemnej adoracji. To nic więcej jak zlot bogaczy chcących pozachwycać się swoimi majątkami. Może i odnajdzie się tu kilka rzeczywiście szlachetnych jednostek, lecz powinno się je uznać za wyjątki potwierdzające regułę. Sam Gustav tkwił gdzieś pomiędzy, bo choć nie uznawał się za prawdziwego filantropa, to jednak nie identyfikował się z obecnym towarzystwem.
Wiedział, że posunął się za daleko, co zobaczyłby chociaż po mienie młodego rozmówcy. Jack wcale nie wyglądał za zadowolonego czy też wdzięcznego z przybliżenia mu jednej z zepsutych postaci obecnych na tej imprezie. Mężczyzna od razu postanowił, że postara się jakoś mu to wynagrodzić. Dopił kieliszek szampana, następnie skinął na przechodzącego w pobliżu kelnera. Odłożył na jego tacę puste naczynie, następnie złapał za dwa kieliszki szampana. Podając mu szampana, spojrzał na chłopaka z jawnym zainteresowaniem, gdy usłyszał w jego głosie determinację na wzmiankę o szukaniu mu wybranki serca. Małżeństwa polityczne niby nie są już tak popularne, jednakże nadal są obecne, choć ludzkość weszła już w dwudziesty pierwszy wiek.
Chciał go nieco ośmielić i najwidoczniej mu się tu udało skoro towarzysz debiutujący na salonach pozwolił sobie na drobną zaczepkę. Dyrektor RoboticsUNION wcale nie miał zamiaru w jakikolwiek sposób go prowokować, jednak jeśli już mu się to udało, to grzechem by było z tego nie skorzystać. Sam uśmiechnął się dość zuchwale, nie odrywając od rozmówcy uważnego spojrzenia stalowoszarych oczu. Przeczuwał, że nie trafił na cichego dzieciak podporządkowanego woli ojca, jednak nie spodziewał się tej drobnej zadziorności. Naprawdę chce lepiej go poznać, może nawet nieco teraz podrażnić. Przynajmniej obaj nie będą się nudzić.
- W takim razie ja pozwolę sobie czerpać jak najwięcej z twojego młodzieńczego ducha - odrzekł z żartobliwą nutą, po czym upił łyk szampana. - Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie dasz się stłamsić temu towarzystwu.
Wcale nie bawił się jego kosztem, bo gdyby tak było, to pozwoliłby tym wszystkim sępom rzucić się na niego. Dobrodusznie trwał przy nim i nawet wykazywał jakiekolwiek chęci na nawiązanie rozmowy. Mógłby przecież zignorować osobę młodzieńca i nikt nie śmiałby zwrócić mu za to uwagi. Ale skoro obaj są znudzeni, to mogą wspólnie uporać się z nudą. Jack skorzysta z czyjegoś doświadczenia, Gustav przypomni sobie, jak to jest, gdy jest się młodym - układ doskonały.
- Skoro nie chcemy się zanudzić, to proponuję...
- Drogi Gustavie - przerwał mu w połowie zdania słodki głos, który blondynowi był dobrze, może nawet za dobrze znany. Spokojnie skierował wzrok na blondwłosą piękność, gdy ta stanęła przy nim i wsparła się o jego ramię nad wyraz swobodnie. Dość wysoka, szczupła, z talią osy podkreśloną przez krwistoczerwoną suknię balową. Podeszła tylko w jednym celu. - Przedstawisz mnie swojemu rozmówcy?
- Anno, oto Jack Dalton. Jacku, poznaj Annę Philips.
Kobieta zlustrowała od stóp po czubek głowy postać młodzieńca, jakby w ten sposób sprawdzała jego wartość. I właśnie to robiła, z czym wcale się nie kryła. Przynajmniej robiła to otwarcie, a nie tak jak inni ukradkiem.
- Myślałam, że to inna branża. Samochody mnie nie kręcą.
Odwróciła się w kierunku jakiegoś mężczyzny stojącego parę kroków dalej, zapewne do swojego towarzysza. Zgrabnie dosunęła się do chłopaka i pozostawiła na jego policzku ślad swojej czerwonej szminki. Cóż to za infantylna kobieta.
- Lepiej na niego uważaj, Gus uwielbia takie świeże kąski.
Uśmiechnęła się zalotnie i zaraz uciekła tak szybko, jak przybyła. Dobrze, że samego mężczyzny nie uraczyła pocałunkiem, bo wtedy sytuacja wyglądałaby jeszcze dziwaczniej. Blondyn westchnął jedynie pod nosem, następnie uśmiechnął z nową siłą, powracając do rozbawienia.
- Poznałeś najbardziej szczerą kobietę na tym bankiecie. Nie przejmuj się jej słowami, często plecie trzy po trzy.
Sam wcale nie przejmował jej wypowiedziami, zwłaszcza tą ostatnią. Pewnie i tak już wyglądał w oczach młodzieńca niczym straszny dziwak. Tak naprawdę jest nim, lecz nie muszą o tym zaraz wiedzieć wszyscy. Na dodatek jest gejem i być może Anna myślała, że ma zamiar pochłonąć nieświadomego zagrożenia chłopaka, jednak było to dalekie prawdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sob Maj 03, 2014 7:20 pm

Nie przeszkadzała mu dzieląca ich różnica wieku, a nawet był tym trochę zafascynowany. Wiedział, że nie wszyscy są jak jego ojciec, który jest zapatrzony tylko w własne interesy, a poza tym nic więcej się dla niego nie liczyło. Myślał o dobru syna, ale pod kątem jedynie własnej perspektywy, nie obchodziły go marzenia chłopaka. Również na nianie musiał uważać, bo ta starsza kobieta raportowała panu domu sprawozdania z tego co czynił Jack. Z początku nie miał o tym pojęcia i rodzic dowiedział się o jego paru nagannych zachowaniach. Gdy dostał bezpośrednią reprymendę od ojca, zorientował się w sytuacji i od tamtego czasu kryje się niemal ze wszystkim. Poza farbowaniem włosów, których to nie może znieść Harold i nawet chciał mu zgolić głowę przed tym bankietem. Na szczęście młody wybłagał obietnicą wzorowego zachowania na przyjęciu, by pozostawiono fryzurę nienaruszoną. Najpewniej ojciec wstydził się pokazywać ważnym klientom z synem, który nie reprezentował swym wiśniowym kolorem włosów profesjonalizmu. Wiele starszych osób krzywo patrzyło na takie rzeczy, ale jak widać hrabia nie wyglądał na zrażonego tym faktem. To też był jeden z czynników, dla którego młodzieniec nie miał najmniejszej ochoty oddalać się od obecnego rozmówcy. Okazało się, że błędnie przypuszczał o bliskiej relacji ojca z panem Waddingtonem.
- Program... – powtórzył półtonem. – Zatem posiada pan firmę informatyczną? – zapytał z jawnym zaciekawieniem. Dopiero po kolejnych sekundach uzmysłowił sobie, że takie podstawowe informacje o wszystkich biznesowych znajomych ojca powinien mieć w jednym paluszku.
Trochę za bardzo go poniosło, gdy rozmówca objaśniał mu reguły panujące na tego typu imprezach, ale postawa hrabi wydawała się osaczać, a to onieśmielało Jack'a, dlatego zareagował tak, a nie inaczej. Próbował nieporadnie ukryć, że mu spodobał się ten blond przystojny mężczyzna. Może i nie było aktualnie obok jego rodzica, ale szybko mogłoby do niego dotrzeć podejrzenie o odmiennej preferencji, którą tak bardzo starał się przed nim ukryć. W każdym bądź razie, gdy rozmówca nie skomentował jego nieco uniesionej wypowiedzi, młodzieniec uznał, że za bardzo się uzewnętrznił z swoim jakże mało ważnym problemem dla obcego człowieka. Nawet sam sobie się dziwił, że mu tak szybko język się rozwiązał. Przyjął wręczony kieliszek dziękując gestem i upił od razu pierwszy łyk.
- Dobry rocznik – rzekł delikatnie unosząc kąciki ust. Jak to widział w filmach, zawsze chciał powiedzieć coś w ten deseń na takowym przyjęciu. Nie był absolutnie znawcą tych trunków, chodź bardzo mu smakowały. Skupiając uwagę na trunku chciał, żeby rozmówca zapomniał jak najszybciej o jego wcześniejszym zdenerwowaniu, które w żadnym wypadku nie było w niego wymierzone, a w jego ojca.
Co innego tyczyło się tego ostrzeżenia hrabiego przed stłamszeniem przez znajdujące się tam towarzystwo, gdy to właśnie on sam wyglądał, jakby miał zamiar być jedną z tych osób. Jack musiał jakoś delikatnie pokazać, że sobie da radę, przynajmniej tak mu się wydawało. „Jak sobie poradzę z hrabią, to reszta będzie bułką z masłem.” Musiał się naprawdę pilnować, by nie zatracić w silnym uroku mężczyzny, dlatego dość często odwracał od niego spojrzenie. Gdy jednak przeszli do tej drobnej uszczypliwości, automatycznie budziła się w nim pewność siebie. Był mile zaskoczony propozycją pana Sandwich.
- Proszę się zatem nie krępować, będę zaszczycony mogąc ofiarować hrabiemu część z mej skromnej osoby – z wesołym wyrazem na twarzy lekko skinął uprzejmie głową – chodź trudno będzie mi to tu uczynić – dokończył spoglądając na gości. Lubił wyrażać się dwuznacznie, co nawet robił czasem nieświadomie. Jednak teraz było to celowe, ale bardziej dla własnej zabawy. Był przekonany, że rozmawia z mężczyzną o heteroseksualnej preferencji, wyglądał mu na chodzący i nieskazitelny ideał. Kolejny raz przechylił kieliszek, gdy właśnie rozmówca chciał coś zaproponować na zabicie nudy. Usłyszał wtedy bardzo znajome mu imię, wypowiedziane przez kobiecy głos. Momentalnie zakrztusił się szampanem i natychmiast przesłaniając dłonią usta chwilę pokasływał odkrztuszając.
- Najmocniej przepraszam – spojrzał na przybyłą blondynę, która zaraz przykleiła się do... „G... Gu.. Gustawa?!” Automatycznie przypomniał sobie o swym wielkim pluszowym łosiu noszącym właśnie to imię, chodź zapisywane przez inną literę. To było nie możliwe, ale pomyślał w pierwszej chwili, że jego maskotka przybrała ludzką postać. Z pewnością był zaskoczony, co pozostali mogli odebrać, że to śmiałe zachowanie przybyłej kobiety było tego przyczyną. Jack miał trochę zaprzątaną głowę, ale zdążył od razu pomyśleć, że musiała ona być żoną Gustava, aż nie usłyszał jej nazwiska.
- Miło mi poznać – przywitał się uprzejmie. Nie przeszkadzało mu, gdy ta piękność mierzyła go wzrokiem, był bardziej ciekaw co łączyło tę dobrze wyglądającą parę. Jednakże nie wypadało mu się o to zapytać, dlatego czekał, aż to samo wypłynie. Zaintrygowała go bezpośredniość blondyny, która dobrze wiedziała czego chce. Mógłby nawet ją polubić, ale ten całus w policzek... Nie lubił, gdy kobiety go dotykały i tym bardziej pozostawiały na nim swe ślady. Jego twarz miała wypisane: „Co robisz? Nie pomyliło ci się coś?”. Długo jednak to nie trwało, gdyż powiedziała mu coś bardzo ciekawego. „Tylko nie mów mi, że...” Nawet nie był świadom, że zaczął się uśmiechać, ale trudno było mu uwierzyć w jej słowa. Pomyślał, że tylko się z nim droczyła. Za chwilę jednak sam Gustav zaświadczył o jej dość wysokim stopniu prawdomówności. Teraz to musiał dowiedzieć się prawdy, choćby nie wiem co.
- Szczerość w tych czasach jest na wagę złota – stwierdził, po czym przetarł palcami po ucałowanym przez kobietę policzku rozcierając czerwony ślad. Następnie spojrzał na swe opuszki ubrudzone szminką. – Mogłaby jednak zainwestować w porządną pomadkę, która nie zostawia śladów. – Wyciągnął chustkę i przetarł nią policzek, ale zrobił to niedokładnie i pozostał niewielki czerwony ślad. – Na szczęście mężczyźni nie używają szminki – dodał z zaczepnym uśmieszkiem spoglądając badawczo na rozmówce. Nie mógł otwarcie zapytać hrabiego o preferencje, dlatego musiał kombinować, jak koń pod górkę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sob Maj 03, 2014 9:44 pm

Nie patrzył na chłopaka przez pryzmat jego włosów o dość specyficznym odcieniu. Właściwie podobała mu się ta wiśniowa barwa, choć nie potrafiłby tego w żaden sposób wytłumaczyć, gdyby już ktoś go o to zapytał. Młodość rządzi się swoimi prawami, a jednym z tych praw jest chęć eksperymentowania, a w tym przypadku farbowanie włosów to naprawdę nic wielkiego, bo zdarza się, że młodzi idą jeszcze dalej, choćby tatuują całe ciało czy też zasypują je kolczykami wszelkiej maści. Założenie, że wszystko jest dla ludzi jest jak najbardziej prawidłowe, jednak trzeba też znać zdrowy umiar. Hrabia nie miałby nawet nic przeciwko tatuażom czy też obecnych na skórze  chłopaka kolczykach, lecz nie ukrywałby zniesmaczenia, gdyby dostrzegł tego typu środki wyrazu na każdym fragmencie ciała. Po prostu nie przepada za przesadyzmem, który w dzisiejszych czasach bywa uważany za formę sztuki. Okropność.
- Moja firma ma dość szeroki zakres usług... - odparł z lekkim rozbawieniem, dostrzegając braki wiedzy u młodego Daltona. Cóż, może mu wybaczyć ten drobny nietakt, w końcu dopiero wchodzi w ten świat biznesu. - Ale myślę, że można ją określić mianem firmy informatycznej.
Był zaintrygowany rozmówcą, być może dlatego, że potrafił zrozumieć jego sytuację. Na pewno chętnie skupiał na nim wzrok choćby dzięki jego dobrej aparycji, która sprawiała, że jest na czym zawiesić wzrok. Również zafascynowała go możliwość podrażnienia go, choć starał się działać subtelnie, aby go czasem nie odstraszyć swoją postawą. Absolutnie nie chce go urazić, po prostu szuka dla siebie jakiejś rozrywki. Jack nieświadomie dostarczał mu jej całkiem sporo, a wszystko przez jego coraz śmielsze zachowania. Dość zabawnie skomplementował szampana, zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, ze ten wcale nie jest tak stary, aby móc go uznać za dobry rocznik. Jeszcze zabawniejsze okazały się jego aluzyjne słowa, jakby sugerował, że jest w stanie oddać część młodości nie tylko metaforycznie, ale nawet fizycznie. Może i bawił się słowami świadomie, może nie, w każdym razie bawił szlachcica podobnymi zabiegami, co też może mu zostać poczytane jedynie na korzyść.
Jaka szkoda, że jego propozycja opuszczenia sali nie mogła zostać dokończona przez interwencję Anny. Ale najwidoczniej jej nieoczekiwane przybycie okazało się dość owocne, ponieważ zobaczenie tak żywej reakcji chłopaka było bezcennym doznaniem. Przybrał w jednej chwili taką zaskoczoną minę, a wcześniej o mało co się nie zakrztusił szampanem. Biedak nie był gotów na ujrzenie wdzięku blondynki. Najlepsze było dopiero przed nimi. Kolejne reakcje młodzieńca były wręcz komiczne. Prawie alergicznie zareagował na kontakt z ustami Anny, z kolei na jej ostrzeżenie uśmiechnął się subtelnie. Doprawdy, chyba nie ma za grosz instynktu przetrwania, skoro zupełnie nieświadomie jeszcze bardziej zachęca mężczyznę do dalszego drażnienia.
Waddington pozwolił sobie odebrać od niego chustkę, aby móc zetrzeć resztki szminki z jego policzka. Odrobinę schylił się, aby zrównać ich twarze, na dodatek zajrzał w niebieskie oczęta, dłonią śmiało przesuwając po jego policzku, oczywiście przez materiał chusteczki.
- To doprawdy wielkie szczęście - odparł na jego słowa z chytrym uśmieszkiem, wciąż nie spuszczając wzroku z jego oczu. Nie mógł przepuścić tak świetnej okazji na podrażnienie młodzika. - Zresztą, męskie usta są lepsze nie tylko z tego jednego powodu.
Delikatnie przesunął kciukiem po jego dolnej wardze, jakby i z niej zmazywał szminkę. Po chwili wycofał się, znów prostując dumnie i oddał mu jego własność, w końcu dłużej chusteczki nie potrzebuje. Zresztą, nie mógłby trzymać czegoś, co nie jest jego i to jeszcze na oczach właściciela przedmiotu. Bawił się w najlepsze, nawet przy samym oddawaniu mu skrawka materiału. Myślał, że ten bankiet będzie tak samo nudny, jak pozostałe tego typu imprezy, tymczasem miał tyle zabawy przy towarzyszeniu Jackowi.
- Skoro nie mogę swobodnie czerpać z twej młodości tutaj, co powiesz na opuszczenie tej sali. Na wyższych piętrach można wyjść na taras i nieco odetchnąć od tego zgiełku. Poza tym, serwują tam mocniejsze drinki od szampana.
Znów na niego spojrzał wielce pewny siebie, prawie władczy. Absolutnie nie zamierzał się za niego zabierać, mimo wszystko wciąż pozostały w nim resztki przyzwoitości. Właściwie kuszenie młodego Daltona nie byłoby takie złe, skoro chłopak mimo wszystko reaguje na jego osobę w bardzo ciekawy sposób. Sam już pokazał, że bardziej przemawiają do niego męskie walory, a przynajmniej to sugerował starszemu rozmówcy.
- Dobrze jest słuchać rad innych, jednak mogę cię zapewnić, że nie zawsze są one celne.
Tymi słowami pił do wypowiedzi blondwłosej piękności. Jego nie należy się obawiać, przynajmniej Jack nie musi zachowywać rezerwy. Opuszczenie sali wyjdzie na korzyść im obu, ponieważ na osobności będą mogli pozwolić sobie na więcej otwartości względem siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Nie Maj 04, 2014 7:13 pm

Jack lubi próbować nowych rzeczy, ale przeważnie poprzestaje na jednym razie. Chociażby na to dowodem jest jedynie jeden kolczyk i tatuaż. Z włosami to trochę inna sprawa, bo ich naturalna barwa jest dość nijaka, ni to blond, ni to brąz. Tym wiśniowym kolorem chciał przybliżyć, naprowadzić ludzi na prawdziwe oblicze swego charakteru. Gdy rankiem widzi siebie w lustrze od razu napełnia go pozytywna energia, którą później rozdysponowuje na cały dzień. Szkoda tylko, że ojciec nie potrafił tego zrozumieć. Jack jest już pełnoletni i mógłby się zbuntować, ale wtedy zapewne zostałby wyrzucony na bruk, albo zamknięty w czerech ścianach i nawracany pod upodobanie rodzica. Pranie mózgu to ta prawdopodobniejsza wersja. Czy Harold byłby do tego zdolny? Owszem, bo nie ma innego spadkobiercy na przejęcie Daltos Cars. Młody był przyzwyczajony do wygodnego życia, dlatego nie uśmiechało mu się wbijać kij w mrowisko. Nie miła jednak w sobie motywacji do ogarnięcia spraw rodzinnej firmy, zawsze odkładał to na później. No i zaliczył pierwszą wpadkę, nie mając zielonego pojęcia czym zajmuje się hrabia. Najzabawniejsze było to, że przedsiębiorstwo RoboticsUNION wspomagało placówkę Traditional Royal School o czym też nie miał pojęcia, a do niej uczęszczał. Mieć tylko nadzieję, że nie wysypie się z tym brakiem wiedzy. Na szczęście rozmówca nie okazał zbulwersowania na brak wiedzy młodego, ale wiedział, że stąpa po cienkim lodzie. Dlatego w odpowiedzi tylko przytakiwał głową. Zapewne jeszcze powróci do tego tematu, ale ugryzie go z innej strony, żeby w miarę bezpiecznie dowiedzieć się czegoś więcej. Intrygowała go tajemniczość mężczyzny, który w zasadzie nie był zbyt wylewny w swych odpowiedziach. To również sprawiało, że miał ochotę na coraz dłuższą konwersację.
Niespodziewane przybycie pięknej pani Philips wprowadziło nie małe zamieszanie w spotkanie, ale raczej tylko z perspektywy młodzieńca. Wszystko działo się dość szybko, a usłyszane słowa nie ułatwiały mu zachowania neutralności na twarzy. Miał słabość do imienia Gustaw i to nawet sporą. Był przywiązany do swojego rogatego pluszaka, z którym sypiał co noc. On i hrabia nie byli do siebie w ogóle podobni, ale i tak nie potrafił wyzbyć się łączenia ich w jedną postać. „Gustaw, przeszedłeś moje wszelkie oczekiwania.” Stwierdził spoglądając na blondyna, ale jego wzrok wydawał się zawiedziony, jakby patrzył na coś nieosiągalnego. Był przekonany, że łączy go coś z tą piękną blondyną, dopóki nie złożyła pocałunku na jego policzku, a raczej ostrzegła przed swym znajomym. Momentalnie zapaliło mu się zielone światło. Tak się ucieszył z tego faktu, że nie krył uśmiechu. Miał wrażenie, że właśnie wygrał los na loterii. Nie miał niestety stuprocentowej pewności, czy preferowali tę samą płeć, dlatego użył dość delikatnej prowokacji. Nie był jednak przygotowany na odpowiedź, a raczej zbliżenie. Nie trzymał mocno chustki, dlatego prawie nie zauważył, jak utracił ją z dłoni. Gdy hrabia wszedł w jego prywatną strefę, zbliżając swą twarz, kompletnie zahipnotyzowały go stalowoszare oczy mężczyzny. Nie mógł się ruszyć. Drgnął jedynie wtedy, gdy zaczął mu przecierać policzek. Był taki bezradny i bezbronny, ale miał wrażenie jakby uchylono mu rąbek nieba. Nigdy wcześniej się tak nie czół, a to nie był koniec. Blondyn pośrednio odpowiedział na nurtujące go pytanie i do tego przejechał palcem po wardze. Momentalnie dreszcz przeleciał Jackowi po plecach, a na policzki wylał się rumieniec. To był z pewnością szach dla młodego, a i pewnie też mat. Dopiero, gdy mężczyzna się odsunął, jego szare komórki na powrót zaczęły pracować.
- Tak, powodów jest sporo więcej – potwierdził odbierając swą chusteczkę i spojrzał na usta rozmówcy. – Hrabia jest jedną z osób, która wie co jest najlepsze – ukrył zawstydzenie za uśmiechem przenosząc wzrok ponownie na stalowoszare oczy, następnie schował chustkę z powrotem do kieszeni. Gdyby ktoś mu powiedział parę godzin wstecz, że wydarzy się to co przed chwilą, padłby ze śmiechu na podłogę. Bawiłaby go własna zagubiona postawa, ale w tej chwili tak tego nie odbierał. Brał pod uwagę, że ktoś postronny mógł teraz domyślić się jego orientacji i zaraz o wszystkim dowie się ojciec, albo co najgorsze on sam był świadkiem. W tej sytuacji propozycja opuszczenia sali wydała mu się bardzo dobrym pomysłem. Do tego ta dominująca postawa rozmówcy sprawiała, że nie miał najmniejszej ochoty odmawiać i dodatkowo go nakręcała.
- Brzmi naprawdę zachęcająco. Obawiam się jednak, że i na tarasie nie znajdzie pan na to dostatecznej swobody, ale z niezmierną przyjemnością zaczerpnę teraz z hrabią świeżego powietrza – uśmiechnął się lekko zadziornie gotowy za nim podążyć. „Heh.. Kiedyś się przejadę na tych dwuznacznościach, o ile już to nie nastało.” To była wina Gustava, że Jack tak się zachowywał, nie potrafił się mu oprzeć. Faktycznie, ciężko było w tym tłumie gości swobodnie rozmawiać. Ci co się nudzili, to obserwowali innych, by potem zaraz plotkować. Wiśniowy był coraz bardziej zafascynowany mężczyzną, dlatego pragnął go lepiej poznać.
- Pozwoli zatem Hrabia, że wyrobię własną opinię? – wesoło mrugnął do niego w odpowiedzi na jego domniemaną obronę przed ostrzeżeniem piękności. Mężczyzna wyglądał mu na przyzwoitego dżentelmena, który zdobywa to czego pragnie. Młodego kręciły takie silne osobowości, dlatego stawał się wtedy dość lekkomyślny, zapominając o konsekwencjach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pon Maj 05, 2014 9:54 pm

Reakcja chłopaka wcale go nie zaskoczyła, właściwie to oczekiwał, iż okaże zawstydzenie na swym licu. Musiał przyznać, że jego nagły bezruch oraz słodkie rumieńce zachęciły go do kontynuowania działań, mimo to na tym poprzestał. Byli ukradkiem obserwowani przez wielu, jawnie przez zaledwie kilku, a tematem rozmów dla wszystkich, zatem musieli zważać na każdy swój ruch. To skutecznie krzyżowało plany hrabiego, który miał apetyt na jeszcze więcej. Z chęcią podrażniłby go bardziej kolejnymi śmiałym zachowaniami. Samo odgarnięcie kosmyków z czoła mogłoby znów przywołać na twarz chłopaka czerwone plamy. Czuł nad nim przewagę i zamierzał się jej trzymać, lecz nie wypadało się tym afiszować. Najważniejsze było to, aby działaś subtelnie oraz rozważnie. Przede wszystkim nie należało być zbyt poufałym, a jednocześnie musiał być pewien siebie. Łączenie sprzeczności nie zawsze wychodzi na dobre, ale w tej chwili jest to wręcz wskazane. Jeśli chce całkowicie oszołomić młodzieńca, jest skazany na takie niekonwencjonalne działania. Drobne uwodzenie z całą pewnością spodobałoby się im obu.
Na jego pośrednie pochlebstwo uśmiechnął się poprzez uniesienie kącików ust. Stopniowo Jack odbudowywał swoją pewność siebie, ale i tak pozostał nieco rozchwiany. Kto by pomyślał, że da się tak łatwo podejść. Wystarczył jeden mały gest, a młody Dalton już był zawstydzony. Czyżby był nieświadom tego, że kusi, a nawet prowokuje innych? Sam zaczął bawić się w dwuznaczności, prawdopodobnie świadomie, więc powinien liczyć się ze wszelkimi konsekwencjami. Zdawać by się mogło, że to Gustav wodzie go na pokuszenie, a tymczasem było zupełnie na odwrót. Wielce szanowany szlachcic nawet by nie pomyślał, aby w taki sposób drażnić dwa razy młodszego osobnika, gdyby nie dano mu do tego okazji. Osiemnastolatek dostarczał mu mnóstwo rozrywki, odkrywając w ten sposób swoje słabe punkty. Tak niewinnie reaguje na obecność innego mężczyzny. Z tego można wnioskować, że i jego preferencje są odmienne, ale tego nie należy być nigdy pewnym. To tylko teza i Gustav na pewno się nią nie sugerował za mocno.
- Widzę, że i ty jesteś obeznany w walorach męskich ust - rzucił wyzywająco, nie zdejmując z niego wzroku. Prowokował, tym razem to on używał tej metody, aby wydobyć z niego prawdę, choć już podejrzewał jaka ona jest. Zwyczajnie nie mógł się powstrzymać przed jawnymi insynuacjami. Chce raz jeszcze zobaczyć u niego ciekawą reakcję.
- Ale przynajmniej swoboda stanie się większa - odparł na jego słowa, tym razem posyłając mu tajemniczy uśmieszek. Mógłby zabrać go nie tylko na taras, ale chociażby do jednego z hotelowych apartamentów. Myśl ta nie była zła, jednak nie wydała mu się do końca smaczna. Lepiej będzie, jeśli takie fantazje pozostawi tylko dla siebie, w końcu nie chce zrazić swojego rozmówcy. Zresztą, to tylko niewinny flirt, który zawsze objawia się na tego typu przyjęciach.
- Oczywiście, że pozwolę, bo czyż mam inne wyjście?
Po tych słowach skierował twarz w stronę wyjścia, jasno dając znak, że ma zamiar opuścić pomieszczenie. Dumnie wyprostowany mijał mniejsze czy większe kółka wzajemnej adoracji przedstawicieli angielskiej elity, by szybko wydostać się z tej sieci powiązań. Przemknął do windy i wszedł do niej, następnie dłonią przetrzymał drzwi dla chłopaka. Gdy i on się w niej znalazł, spokojnie wcisnął odpowiedni przycisk, po czym winda ruszyła. W mgnieniu oka znaleźli się na odpowiednim piętrze, wtedy też wysiedli, aby skierować się na taras. I tutaj mieli do czynienia z ważnymi ludźmi, którzy powitali ich jedynie ciekawskimi spojrzeniami. Gustav po chwili zasiadł przy jednym ze stolików na wygodnym krześle, wzrokiem sunąc po dachach pobliskich budynków.
- Czego chciałbyś się napić?
Wcześniej wspomniał o mocniejszych drinkach, więc oczywistym było, że z chęcią jakieś zamówi dla nich obu. Nie mógł być pewien, czy Jack jest już pełnoletni, a to była dość ważna wiedza z kilku względów. Pytać wprost o to nie chciał, dlatego musiał go subtelnie wybadać.
- Mam nadzieję, że możesz już pić w pełni legalnie - rzekł z żartobliwą nutą w głosie, starając się przy tym nie zabrzmieć ironicznie. Wolał raczej nawiązać z nim przyjemną rozmowę niż wzajemnie sobie wraz z nim dogryzać. - Wiesz, nie chcę zostać posądzony o rozpijanie nieletniego. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki skandal by z tego wyniknął.
Bardzo dobrze się bawił i nawet nie chciał się z tym kryć. Właśnie w taki sposób komplementuje młodego towarzysza, ponieważ mało kto jest w stanie zająć jego uwagę na dłużej. Jemu się ta sztuka udała, za co należy mu się pochwała. Ale czy warto mówić o tym głośno? Chyba nie, zwłaszcza, że pozostawienie tej kwestii w sferze niedopowiedzeń jest o wiele ciekawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Wto Maj 06, 2014 6:27 pm

Z tego co mu wiadomo, mężczyzna o heteroseksualnej preferencji nie dotyka ust innego sugerując otwarcie o ich zaletach. Nie miał zatem już żadnych wątpliwości, że rozmówcą woli tę samą płeć. Był przekonany, że i on zdążył się zorientować również o jego preferencji. Chłopak nie postawił się jednak w jego sytuacji, z czego dostrzegłby te swoje niejednoznaczne sygnały, z których nie można byłoby być pewnym w stu procentach. Jack unikał bezpośredniego przyznania się, ale jednocześnie nie potrafił powstrzymywać od swych prowokacji. Chciał być przez niego zauważony i wyglądało, że odniósł pożądany cel. Blondyn w końcu wywarł na nim bezpośredni nacisk, by upewnić się o orientacji. Młody jeszcze czół na twarzy jego dotyk, a pozostawiona woń perfum mieszała mu z lekka w głowie. Na jego wręcz wyzywające słowa poszerzył oczy. Mężczyzna był w tym tak dominujący, że Jack nie potrafił wydusić z siebie słowa przez pierwsze sekundy. Nie przypuszczał, że coś takiego z pozoru banalnego, może stać się dla niego, aż tak trudne. Jednakże nie mógł zostawić go bez odpowiedzi. Hrabia wtedy mógłby przypadkiem uznać, że celowo młody Dalton dokucza mu z powodu odmiennej preferencji, a tak przecież nie było. Nie chciał być źle odebrany, a prawda utknęła mu w gardle. Jednak nie to było tą największą barierą, nie potrafił zapomnieć o całym tym tłumie otaczających ich gości, przed którymi koniecznie chciał ukryć swą orientację. Przekręcił głowę w bok uciekając od wzroku Gustava, choć nadal odczuwał na sobie jego zainteresowanie, ale mógł chociaż teraz dać mu wyczekiwaną odpowiedź.
- Przyznaję, ale z pewnością nie jestem tak bardzo obeznany, jak hrabia – oznajmił półszeptem, żeby nikt postronny nie mógł go usłyszeć, a na usta wkradł się na moment drobny uśmieszek – ale proszę zachować to w tajemnicy przed mym ojcem – dodał już normalnym tonem będąc poważniejszym. Niezręcznie było mu prosić o coś takiego tak dojrzałą osobę, ale uznał to za niezbędną konieczność. Już na początku ich spotkania pan Waddington obiecał dyskrecję, więc raczej nie powinien zmienić zdania. Niespodziewanie wiśniowo-włosy poczuł na swym ramieniu silną dłoń, na co zareagował momentalnym przerażeniem. Wyglądał, jakby właśnie ujrzał ducha. Czyżby o wilku była mowa? Obrócił się natychmiast dostrzegając elegancko ubranego starszego pana, który był współwłaścicielem sieci ekskluzywnych restauracji, ale oczywiście Jack o tym nie wiedział.
- Przepraszam, ale potrzebowałem się wesprzeć. Zrozumiesz to, jak dożyjesz moich lat młodzieńcze – odparł siwogłowy z życzliwym, aczkolwiek bolesnym uśmiechem.
- Ależ nic się nie stało. Może mogę jakoś pomóc? – odpowiedział z automatu młody Dalton.
- Nie ma potrzeby, poradzę sobie – oznajmił dumnie i zanim się oddali uraczył Gustava skinięciem głowy.
Jack chwilę odprowadził wzrokiem starego biznesmena dziękując najwyższemu, że to nie był jego ojciec. Na początku był o tym święcie przekonany i omal przez to nie zaliczył zgonu.
- Trochę mnie wystraszył – rzucił luźno, choć wcale tak nie wyglądał. Naprawdę miał ochotę już opuścić tę salę. Jak najbardziej chciał zaznać swobody, do której przekonywał rozmówca.
- Obawiam się, że nie ma pan wyjścia – odpowiedział z nieco rozbawionym uśmiechem, po czym podążył za blondynem wprost do windy. Gdy już w niej jechali, młodzieniec wydobył telefon z kieszeni i całkowicie go wyłączył, zaraz go schować. Nie będzie musiał odbierać połączenia od rodzica, który nagle sobie przypomni, że przyszedł na bankiet z synem. A tą wyłączona komórkę wytłumaczy po prostu padniętą baterią. Na tarasie również znajdowały się wpływowe postacie, na co tylko wzdychnął. Plusem było, że występowali w znacznie mniejszej ilości, ale i tak musiał nadal zważać na słowa, a może nawet teraz bardziej. Usiadł naprzeciwko hrabiego bezkarnie przyglądając się jego twarzy, gdy spoglądał on na dachy budynków. Największą uwagę skoncentrował na jego ustach, które spytały czego by się napił. Nie miał jakiejś szczególnej ochoty na coś konkretnie. Zastanawiał się jaki ten trunek wybrać, gdy zdążyły paść kolejne, żartobliwe słowa hrabiego. Jakoś nie spodziewał się, że zostanie zapytany o pełnoletność. Jednak w pełni potrafił rozumieć postawę odpowiedzialnego dorosłego.
- Aa.. – wydał z siebie mało wyraźnie i ukazał nagłe zmartwienie na twarzy, po czym spuścił głowę spoglądając na blat stolika. – Obawiam się, że... – uczynił pauzę przełykając ślinę, wyglądało, jakby bał się dokończyć wypowiedź – nie przystoi mi pozwolić pić hrabiemu w pojedynkę. Tym bardziej, że trzy miesiące temu skończyłem już te osiemnaście lat – kończąc zdanie pozwolił, by uśmiech wkradł się mu na twarz. Podniósł od razu wzrok, by ujrzeć reakcję towarzysza. Pozwolił sobie na ten żart, bo przecież Gustav wyraził chęć czerpania z jego młodości, dlatego nie powinien się zbulwersować. Młody miał zamiar dobrze się bawić i jednocześnie chciał lepiej poznać hrabię, który nieustannie go intrygował.
- Chętnie zasmakuję czegoś mocniejszego, ale wolałbym zdać się na pańskie doświadczenie co do wyboru trunku. – Nie zdążył się jeszcze zaznajomić z alkoholami i nie wie co mu będzie smakowało. Nie zdarzało mu się pijać ukradkiem po kątach, nigdy nie odczuwał takiej potrzeby. Gdy nastała dłuższa chwila ciszy, tym razem Jack jako pierwszy zdecydował się ją przerwać zabierając głos.
- Już od dłuższej chwili zastanawiałem się jakie preferuje hrabia rozrywki w swym wolnym czasie, skoro nie jest zwolennikiem bankietów, jak ten dzisiejszy – oddał porozumiewawczy uśmiech, bo przecież on też nie bawił się tu najlepiej, a przynajmniej, aż nie spotkał pana Waddingtona. „A jak wtopiłem i tylko ciągle pracuje, jak mój ojciec?” Dopiero teraz o tym pomyślał, ale nic z tym nie zrobi. Najwyżej przez przypadek dowie się więcej o jego firmie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pią Maj 09, 2014 11:51 pm

Nie miał mu za złe tej drobnej prowokacji, w końcu to ona sprawiła, że między nich wkradła się elektryzująca atmosfera. O ile chłopak wydawał się być zafascynowany samym hrabią, o tyle sam szlachcic czuł się jeszcze bardziej zainteresowany młodym Daltonem. Był śmiały, a jednak potrafił się zawstydzić, a wtedy na jego twarz wstępowały jakże dorodne rumieńce. Z całą pewnością ten osobnik był niczym powiew świeżości, nic więc dziwnego, że Waddington pragnął zatrzymać go przy sobie jak najdłużej. Chciał jeszcze sprawdzić, czy uda mu się zawstydzić młodzieńca, ponieważ miał wielką ochotę sprawić, żeby znów na jego policzkach zagościły czerwone plamy. Był ciekaw jego reakcji na jeszcze śmielsze gesty, bardziej zuchwałe aluzje. Rzecz jasna nie pozwoli sobie posunąć się zbyt daleko, jednak nie ma też zamiaru zadowolić się byle czym. Niestety, samo towarzystwo nie jest do końca tym, czego oczekuje. Skoro już się porozumieli i odkryli swoje preferencje, pora na odrobinę bliskości. Byle nie przesadzić, ale to im nie grozi, ponieważ Gustav zna umiar i zawsze się go trzyma.
Kiedy usłyszał jego prośbę, upewnił się tylko, że ma nad nim przewagę. Jack musiał się pilnować na każdym kroku, aby żadne ciekawskie oczy nie zobaczyły jego słabości, zaś zdradzieckie usta nie doniosły o niczym jego ojcu. I właśnie dlatego powinni opuścić tę salę i udać się na taras, gdzie będzie o wiele mniej ciekawskich spojrzeń. Sytuacja hrabiego Sandwich malowała się o wiele lepiej, bo zwyczajnie nie musiał się niczym przejmować. Fakt, że jest gejem, jest znany opinii publicznej, więc przynajmniej ma z głowy kwestię wszelakich zalotów pań, jednocześnie nikt nie zechce zwracać mu uwag. Ma sporo swobody, lecz niezbyt z niej korzysta, gdyż nie ma takiej potrzeby. Dobrze być osobą, której nie można zwrócić uwagi.
- Możesz być pewien, że zachowam pełną dyskrecję.
Posłał mu subtelny uśmiech skryty w kącikach ust. Lecz zaraz nieco spoważniał, gdy spostrzegł jak straszy mężczyzna kładzie dłoń na jego ramieniu. Rozpoznał tę osobę, był to stary restaurator otoczony wielkim szacunkiem. W ostatnich latach dość chorowity. Na całe szczęście to drobne zdarzenie nie pokrzyżowało im planów. Spokojnie opuścili salę, by bez żadnych problemów znaleźć się na tarasie. Widoki roztaczające się z tego punktu z całą pewnością mogły zachwycić. Choć byli na zewnątrz, wystawieni na lekki wiatr, to jednak było dość ciepło. Blondyn wyczekiwał odpowiedzi młodzieńca i miał nadzieję, że ta będzie dla niego korzystna. Chce się napić czegoś mocniejszego, lecz nie wypada mu czynić tego samotnie.
- Czyli mam do czynienia z dorosłym człowiekiem, tak? - spytał z lekkim rozbawieniem, rzucając mu wyzywające spojrzenie. Ta jego gra aktorska była całkiem udana, jednak nie powinien tak lawirować, gdy inny mężczyzna proponuje mu drinka. - Kto by pomyślał.
Spojrzenie niebieskich ocząt skupione właśnie na nim w pełni odpowiadało Gustavowi. Zależało mu na tym, aby mieć całą jego uwagę dla siebie. Dobrze się bawił i nie chciał, aby to tak szybko się skończyło. Miał nadzieję na miłe spędzenie czasu w doborowym towarzystwie i chyba miał postawy, aby mieć jakiekolwiek nadzieje, bo nie umknęło jego uwadze to, że chłopak wyłączył w windzie komórkę. Był coraz śmielszy, ale to hrabia uznawał za zaletę tej sytuacji niźli wadę.
Po chwili tuż obok ich stolika znalazł się kelner z zapytaniem o to, co podać. Zapewne bar był dziś otwarty, a nawet jeśli tak nie jest, to blondyn spokojnie zapłaci za drinki kartą kredytową. Poprosił też w imieniu swoim i swego towarzysza dwie szklanki whisky z lodem. Mocny trunek, jeden z najlepszych, dlatego trzeba uważać, żeby nie przesadzić z jego ilością. Szlachcic nie che przecież upić młodzika, woli raczej cieszyć się nim, gdy ten jest trzeźwy. Upity stałby się kłopotem, a nie obiektem obserwacji.
- Mam bardzo mało wolnego czasu - zaczął po krótkiej chwili namysłu. - Czytam, zapoznaje się z nowymi doniesieniami ze świata artystycznego, pogrzebię trochę w autach czy w częściach komputerowych. Wszystko zależy od mojego nastroju.
I jego zaciekawiło teraz to, co też Jack wyprawia w wolnym czasie. Zapewne jeszcze się uczy w szkole. Niby wykształcenie nie jest mu potrzebne, skoro po ojcu otrzyma tak dobrze prosperującą firmę, mimo to wykształcenie średnie wypada mieć, kiedy należy się do wyższych sfer. Właśnie dlatego Waddington postanowił kształcić się w jak najszerszym zakresie, co też wyszło mu na dobre.
- Pewnie jeszcze się uczysz, co? Ale bardziej mnie interesuje co robisz po szkole. Być może nabierasz doświadczenia w smakowaniu męskich ust.
Tym razem to on prowokował i nawet przez chwilę się z tym nie krył. Pragnie wyciągnąć z niego jak najwięcej ciekawych wypowiedzi, aby potem móc je wykorzystać dla własnych korzyści. Zuchwale wyciągnął dłoń w jego stronę i kolejny raz tego wieczoru przesunął kciukiem po jego dolnej wardze, która prezentowała się doprawdy smakowicie. Miał ochotę w niej posmakować, lecz trzymał to pragnienie w ryzach.
Po chwili kelner powrócił, aby podać im dwie krystaliczne szklanki z zamówionym trunkiem. Blondyn skinął mu w podziękowaniu, po czym pochwycił za jedno z naczyń i uniósł do ust. Gdy tylko upił dwa pierwsze łyki, zmrużył oczy z zadowoleniem. Przyjemne ciepło szybko rozlało się po jego przełyku.
- Mam nadzieję, że whisky przypadnie ci do gustu. Tylko pamiętaj, by nie wypić za wiele, bo to dość charakterny alkohol.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sob Maj 10, 2014 8:02 pm

Nawet się nie zastanowił nad tym, czy może zaufać hrabiemu. Zapewne to przez jego dojrzałą prezencję, chłopak wręcz naiwnie chłonął jego słowa, niczym gąbka wodę. Przyczyniało się do tego też to, iż nigdy przez nikogo nie został oszukany, czy zdradzony. Tracił przez to czujność, podejrzliwość wobec innych. Uspokoił się, gdy hrabia zapewnił o swej dyskrecji, dzięki temu będzie miał spokojny sen z Gustawem, oczywiście mowa o pluszowym łosiu. Teraz, gdy już wiedział, że rozmówca również gustuje w męskiej płci, zrobił się nieco poddenerwowany. Ta wiedza przyprawiała go o lekki dreszczyk. Tak znamienita postać szlachecka kierowała swe stalowoszare oczy właśnie na niego. Czuł na sobie sporą presję i miał wrażenie, że wszyscy dostrzegają gołym okiem jego zakłopotanie. Koniecznie chciał ukryć swą słabość, ale silna aura blondyna wszystko rujnowała. Stawał się powoli tego świadom i to dlatego wyłączył komórkę. Wiedział, że przy panie Waddington nie będzie wstanie spokojnie wytłumaczyć ojcu swojego zniknięcia. Niechcący mógłby sam siebie zdradzić, dlatego wolał oszczędzić sobie tej katastrofy.
Był ciekaw reakcji towarzysza na swą próbę wprowadzenia go w błąd. Jack lubił się tak bawić, testować reakcję, by wiedzieć na ile może sobie pozwolić. W duchu był młodszy, od tego na ciele, tak w prawdzie sporo brakowało mu do dojrzałości. Był całkowitym przeciwieństwem rozważnego trzydziestolatka.
„To nie tak miało wyglądać! Czuje się jak kompletny idiota.” Uniósł wyżej powieki uwięziony w wyzywającym spojrzeniu rozmówcy nie wiedząc co odpowiedzieć, by nie pogorszyć swej sytuacji. W ogóle nie pomyślał, że może zostać w ten sposób odebrany. Rzadko wdaje się w rozmowę z tak starszymi od siebie i oto były tego skutki. Ukazało to dzielącą ich przepaść. W tej jednej chwili uzmysłowił sobie, że ma dłuższą drogę do obycia w elitarnym towarzystwie niż przypuszczał.
- Często wiek nie idzie w parze z zachowaniem, a zwłaszcza u nas – uśmiechnął się trochę niepewnie, próbował jakoś usprawiedliwić swe niedojrzałe postępowanie. – Pan nigdy nie był młody? – zapytał utrzymując kontakt wzrokowy. Nie chciał być wścibski i celowo przeniósł uwagę z siebie na niego. Po tej drobnej uszczypliwości, bo tak to odebrał, z pewnością będzie od teraz bardziej zważał zanim zrealizuje kolejny swój słaby pomysł. Choć z jego naturą może to okazać się trudne.
Elegancki mężczyzna odziany w flanelową koszulę i spodnie z szelkami, cały umorusany smarem. Tak próbował sobie wyobrazić Gustava w roboczym stroju mechanika samochodowego. Ta dość groteskowa wizja go rozbawiła, że nie potrafił powstrzymać rosnącego na ustach uśmiechu.
- Nie przypuszczałbym, że postać pańskiego, tak wysokiego statusu preferuje przeciętne majsterkowanie. Muszą pana naprawdę odprężać prace ręczne – zrobił się naprawdę wesoły. Nie mógł się powstrzymać od tej jakże niewielkiej nuty dwuznaczności. Tak poważny człowiek opowiada mu o sobie, a on traktuje to tak lekko. To może się naprawdę źle skończyć.
- Przepraszam, powinienem był ugryźć się w język. Zatem komputery nie tylko są pańską pracą, ale zarazem pasją. To wspaniałe – oczy zdawały mu się błyszczeć z podziwu i uznania. Też by tak chciał, zarabiać na tym co lubi robić.
Akurat przy temacie o zainteresowaniach jakoś nie spodziewał się prowokacji ze strony rozmówcy, nawet jak sam nie pozostawał z przed niedawnej chwili święty. Na słowa blondyna o męskim smakowaniu, uniósł swe kąciki ust, mając wrażenie jakby rywalizowali kto kogo bardziej sprowokuje. To było nawet interesujące. Młody tak, czy inaczej patrzył na hrabiego bardziej, jak na ważną osobistość, która nie jest w jego zasięgu. No i ta spora różnica wieku robiła swoje, ale pomimo niej, a może raczej to dzięki niej był dla niego niezwykle męsko pociągający. Nie spodziewał się jednak powtórki z sali bankietowej, gdy to mężczyzna przejechał kciukiem po jego wardze. Teraz również dreszcz przebiegł mu po plecach, a zaskoczona twarz przemieniła w zawstydzoną ukazując na policzkach czerwień. Nie byli na tarasie sami. Jack był świadom otaczających ich wysoko usytuowanych ludzi, dlatego niemal od razu w akcie drobnej paniki złapał za nadgarstek Gustava myśląc, że ten zamierza posunąć się dalej niż ostatnim razem, a przynajmniej te stalowoszare oczy mu to zasugerowały.
- Proszę uważać – nachylił się nieco do przodu i zaczął półtonem, niemal szeptem – ktoś mógłby źle to odczytać i zostałby pan zniesławiony. Również zagroziłoby to pańskim interesom – z niebieskich oczu zdawała się bić troska o starszego. Gdy skończył dopiero dotarło do niego, że znacznie zmniejszył między nimi odległość i że trzyma go nadal za rękę. Momentalnie speszył się i odsunął uwalniając nadgarstek. Wyprostował plecy i tą samą dłonią zaraz podrapał się z tyłu głowy, a do tego zaczął nadmiernie uśmiechać. „Co ja wyczyniam? Muszę się ogarnąć.” Całe szczęście siedzieli na otwartym powietrzu, które przyjemnie schładzało rozgrzane policzki.
- A co do mojego nabierania doświadczenia, to nie tak, że tylko w klubach imprezuje i przyjemności poszukuje, choć pewnie trudno byłoby obyć się bez tej rozrywki – uśmiechnął się tajemniczo wspominając sobie gorące urywki. – Trenuje w drużynie piłkarskiej i chciałbym zostać zawodowcem. Również lubię ścigać się na quadach, ale jak już zrobię prawo jazdy zamierzam przesiąść się na sportowe auta. Co do nauki, to został mi już ostatni rok, ale pewnie jeszcze pójdę na studia. – Przelecą mu kolejne lata bimbania, które odwleką w czasie nieuchronną przeprowadzkę do ojca. Zaraz po tym kelner przyniósł zamówienie. Młody zanim sięgnął po swoją szklanicę z bursztynowym trunkiem, obserwował towarzysza dość dokładnie. W tym momencie uczył się, jak należy poprawnie pić whisky. Dostrzegł również jak hrabia raczył się pierwszymi łykami, dlatego wywnioskował, że musiał być znawcą tego gatunku alkoholu.
- Z pewnością będę miał to na uwadze – odparł całkiem szczerze. Gdy wypije nieco większą ilość, zwyczajnie robi się senny. Z tego też powodu unika upijania się, by nie sprawiać sobie niepotrzebnego problemu. Lubi imprezować, ale budzić się na kacu w obcym domu albo w krzakach już znacznie mniej. Przysunął szklanicę do ust, a intensywny opar trunku uderzył w nozdrza młodego. Upił jeden średni łyk, który od razu zapiekł go w całej jamie ustnej, po czym odstawił, by nie grzać alkoholu.
- Whisky wydaje mi się naprawdę mocne. Smak ma dość ciekawy, ale będę potrzebował czasu, by się w niego wgryźć. – Gdy pierwszy raz próbował piwa nie wydało mu się ono zbyt smaczne, ale teraz potrafi raczyć się jego goryczkowatym smakiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Nie Maj 11, 2014 2:38 pm

To, że jest pomiędzy nimi spora różnica, jest jak najbardziej naturalnym zjawiskiem, w końcu różnica wieku robi swoje. Hrabia prowadził życie dość bogate we wszelakie doświadczenia, dlatego też miał przewagę nad dopiero uczącym się wszystkiego chłopakiem. Nie wzbraniał się przed wykorzystaniem tego atutu, skoro mógł dzięki niemu wiele ugrać. Z rozbawieniem znosił te wszystkie drobne prowokacje z jego strony, sam też próbował go prowokować, aby wymusić na nim jeszcze ciekawsze reakcje. Chciał go zobaczyć kompletnie zawstydzonego, rozbitego przez niepewność i zażenowanie. Rzadko kiedy się zdarza, żeby miał tego typu odczucia, zatem Jack może uznać się poniekąd za szczęściarza, ale również za pechowca. Przyciągnął uwagę szlachcica, ba, skutecznie skupił ją na sobie, przez co stał się biedną ofiarą. Waddington miał zamiar go męczyć.
- Oczywiście, że byłem młody - oznajmił spokojnie, wciąż wpatrując się w rozmówcę swymi stalowoszarymi oczyma. - Jednak moja młodość pozbawiona była szaleństw.
Z jednej strony była to prawda, ponieważ już od najmłodszych lat był przygotowany przez ojca na objęcie tytułu oraz obowiązków z nich związanych. Poza tym, szaleństwa blondyna były nietypowe, być może dlatego, że sam mocno się wyróżnia spośród innych. Ale wolał nie poruszać tego tematu, bo jeszcze zacząłby się nad nim rozwodzić i niewątpliwie znużyłby chłopaka. Powiedzmy sobie szczerze, młody umysł lubi analizować, lecz nie za długo, ponieważ pragnie on konkretnych informacji, a nie dłużących się rozważań. Dyrektor RoboticsUNION doskonale to rozumiał, ponieważ sam był kiedyś młody i energiczny. Wigoru nie brakuje mu nawet obecnie, jednak musi bardziej się pilnować ze względu na swoją pozycję.
- Nie przepraszaj, nie tylko ty jesteś tym zaskoczony - odparł łagodnie, posyłają mu wyrozumiały uśmiech. - Oddaję się swojej pracy nawet w czasie wolnym, co chyba nie do końca jest takie przyjemne. W pracy nie mam czasu na majsterkowanie, niestety.
I znów pociągnięcie palcem po dolnej wardze sprawiło, że na twarzy młodzieńca zakwitł dorodny rumieniec. Kolejny raz Gustav go zawstydził, co zrobił w pełni świadomie. Chce dać mu się we znaki, aby czasem młody Dalton nie zapomniał o nim zbyt szybko. Z niewiadomych sobie powodów chciał wyryć się w jego pamięci, aby przy następnym spotkaniu, o ile do takowego kiedyś dojdzie, znów mógł go zawstydzić. Gdy został złapany za nadgarstek, ułożył usta w tajemniczy uśmieszek. Właśnie na to czekał, od początku marzyło mu się zobaczyć tak żywą reakcję u dwukrotnie młodszego towarzysza. Zabawne było to, że bezwiednie pochylił się do przodu, w ten sposób zmniejszając między nimi dystans, kiedy to spłoszył go dotyk mężczyzny.
- Nie musisz się martwić o moje interesy, te nigdy nie były i nie będą zagrożone. Każdy chciałby mieć coś wspólnego z moją firmą, zatem nie odstraszy ich ekstrawaganckie zachowanie dyrektora - odparł po chwili, łaskawie wycofując rękę. - Poza tym, interesuje mnie tylko to, jak ty to wszystko odbierasz.
Uważnie wysłuchał jego słów tyczących się jego zainteresować. Na pierwsze słowa zareagował subtelnym uśmiechem, jednak szybko spoważniał. Teraz już wie, że ma do czynienia z rozrywkowym i energicznym chłopakiem. Zapewne musi dobrze szaleć na imprezach, choć tego Waddington nie może być stuprocentowo pewny. Oczyma wyobraźni widzi wiele ciekawych scen, lecz nie podzieli się nimi z głównym zainteresowanym. Pewne rzeczy woli zachować dla siebie, tak po prostu wypada.
- Próbujesz jak najwięcej korzystać z życia, co? - spytał spokojnie, łatwo odczytując prawdy o nim spomiędzy wierszy. - Rozumiem, że nie spieszy ci się do przejęcia firmy. Nie powinieneś się do niczego zmuszać, jednak nie wolno ci też odwlekać tego w nieskończoność.
Szybko zerwał z powagą na rzecz znakomitej whisky. Wiedział już o Jack'u, że lubi imprezować, jednak nie ma przy tym większej wiedzy o alkoholach. Dość zaskakujące, ale najwidoczniej możliwe. Hrabiego ucieszyła myśl, że chłopak ma ma kontakt z tym trunkiem po raz pierwszy w jego towarzystwie. Doprawdy, mógłby go nauczyć jeszcze więcej nowych rzeczy, bo grzechem by było nie podzielić się tak pokaźnym doświadczeniem.
- Do niektórych trunków należy dorosnąć - oznajmił chytrze, jakby pił do jego młodego wieku. Poniekąd tak było, jednak absolutnie go nie atakował. Znów upił spory łyk alkoholu, po czym odłożył szklankę na stolik. Przyglądał się swemu towarzyszowi, wręcz pochłaniając go wzrokiem. Miał wielką ochotę na to, aby go ponownie dotknąć, nawet samo muśnięcie młodej skóry całkowicie by mu wystarczyło. Wszystko przez to, że znów zachciało mu się wydobyć z niego ciekawe reakcje.
- Właściwie do wielu rzeczy należy dorosnąć. Na przykład do smaku cudzych ust.
Posłał mu śmiał uśmieszek. Nie zważał na spojrzenia innych, po prostu dobrze się bawił, stale prowokując rozmówcę. Czy czynił mu jakieś aluzje? Ależ oczywiście, bo czyż nie to sprawiało, że ich spotkanie stawało się wyjątkowe.
Nagle skinął na dryfującego w pobliżu kelnera, a gdy ten podszedł do ich stolika, poprosił o podanie deseru, aby nieco osłodzić swojemu towarzyszowi whisky. ciepły sernik z lodami waniliowymi powinien idealnie załagodzić pożar w przełyku. Oczywiście deser dwa razy, aby obaj mogli zaspokoić podniebienia.
- Jeśli chcesz, mogę cię nauczyć kilku nowych rzeczy. Ponoć jestem dobrym nauczycielem.
To była jawna propozycja, z której nie zamierzał zrezygnować. Naprawdę był gotów zostać jego przewodnikiem przynajmniej na ten jakże interesujący wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pon Maj 12, 2014 12:29 am

Był przekonany o tym, że świat dorosłych kryje w sobie wiele zalet. Każdy młody marzy, żeby w końcu dorosnąć i móc odkryć rzeczy dotąd zakazane. Jack całkiem niedawno wkroczył do krainy mlekiem i miodem płynącej. Nie specjalnie się na ten czas przygotowywał, bo dzięki majętności ojca mógł bezkarnie przekraczać granice, ale robił to raczej z rozwagą. Bo w przeciwnym razie miałby na głowie aktualnie kuratora, ale oczywiście mowa tylko o drobnych wykroczeniach. Odkąd posiada pełnoletność trochę wyhamował, a przynajmniej unika zdarzeń związanych z łamaniem prawa. Takie sobie narzucił postanowienie i ma nadzieję w nim wytrwać.
- Nawet najmniejszego? Chociaż jednego szalonego występku? – pytał z lekka nie dowierzając, choć po tej jego dostojnej aparycji mógł się spodziewać spokojnej natury. Młody mógłby brać z niego przykład i poniekąd też tak się działo. Obserwował go dość dokładnie, by następnym razem wypaść lepiej. Nawet nie chciał dopuszczać do myśli, że mógłby ośmieszyć się na oczach wykwintnego towarzystwa.
Czyżby rozmówca nie wyłapał tej dość prostackiej aluzji Jacka? Czy tylko udawał, że jej nie dostrzegł? Chłopak był pewien, że sobie wykopał grób, mówiąc o tym odprężaniu przy pracach ręcznych, a inaczej ujmując o robieniu sobie dobrze. Dlatego od razu przeprosił i miał przez chwilę dziwne wrażenie, że nadaremno to uczynił. Zadręczał go pewien niedosyt, ale chyba to było znacznie lepsze od późniejszego chowania się przed ewentualną negatywną reakcją szlachcica. Może za jakieś dziesięć lat będzie sobie wyrzucał to szczeniackie zachowanie względem tak poważnej osobistości. Tymczasem ogarnęło go współczucie. Wyobrażenie o idealnym połączeniu zainteresowania do majsterkowania przy komputerze, a pracy z nim, nagle prysnęło niczym bańka mydlana. Nie rozumiał tego, że można przeznaczać swój wolny czas na harówkę, szkoda było na to życia.
- W takim przypadku koniecznie hrabia potrzebuje kolejnego pomocnika, przecież nie można tak zwalać na siebie wszystkich obowiązków. To nie zdrowe. Nie znam się na tym, ale chyba nie trudno znaleźć kogoś do pomocy? – patrzył całkiem poważnie w te stalowoszare oczy. Chciał dobrze, choć mogło to wyglądać na wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Z pewnością nie był typem, co woli przemilczeć.
Gustav zdawał się nie mieć słabości, nawet się nie przejął, że mógłby zagrozić mu skandal związany z odmienną preferencją. Oczywiście mało wiedzący młody Dalton nie miał pojęcia, że ta informacja już jest upubliczniona. Tym bardziej był pod wrażeniem śmiałego stwierdzenia o sile jego firmy. Blondyn był całkowitym panem sytuacji, prowadzącym tę rozgrywkę. To było nawet z lekka przerażające, bo on sam nie potrafił zapomnieć o wścibskich spojrzeniach. Gdy mężczyzna wycofał swą rękę dodał jeszcze jedno zdanie, które wywarło niemal szok u chłopaka. „Jaaa?!” Serce mocniej mu uderzyło, a źrenice zdawały się powiększyć. Spłoszył się.
- Mną proszę się w ogóle nie przejmować – odparł pośpiesznie chowając zakłopotanie za uśmiechem. – Jaa... Z pewnością odbieram to w pozytywny sposób. – Aktualnie patrzenie w twarz rozmówcy zrobiło się niezwykle trudne, bo chciał, a nie potrafił ukryć emocji. Nawet gdyby odwrócił głowę i zawiesił wzrok na dachach, to jeszcze bardziej by go pogrążyło. Wtedy powrót stałby się nie lada wyzwaniem. Jak najszybsze zwiększenie dystansu wydało się najlepszą z możliwych opcji. Pierwszy raz coś takiego go spotyka, dlatego tak łatwo ciało przejmowało nad nim kontrolę. W brew pozorom, jakie stwarzał, nie był takim typowo doświadczonym imprezowiczem, ale lubił sprawiać takie wrażenie.
- W końcu te wszelakie rozrywki zostały stworzone specjalnie z myślą o mnie – mrugnął figlarnie oczkiem do rozmówcy dając do zrozumienia, że nie jest całkiem poważny w swej wypowiedzi. – W zasadzie to wszystkie zajęcia są dobre, które wywołujące adrenalinę. Myślę, że nie ma co się ograniczać – stwierdził wesoło nawet nie zdając sobie do końca sprawy, jak wielką grupę objął tym określeniem. Nie zamierzał również pozostawić na boku poważniejszego tematu, na który się celowo uspokoił. Dobrze wiedział, że nie może tak ważnej sprawy z przyszłością odkładać na później. Z drugiej jednak strony sądził, że nie zaszkodzi poczekać z tym kolejny rok, a może dwa. No i tak odwlekał i czekał aż wszystko samo się ułoży, ale wtedy to pewnie już tylko grunt pod nogami straci. Jeśli nie zostanie przyparty do muru, to najpewniej sam z siebie nie ruszy z miejsca.
- To mnie przerasta – zaczął z nieco spuszczonym wzrokiem, patrząc pusto w przestrzeń. – Myśl, że mógłbym rodzinną firmę doprowadzić do bankructwa jest przerażająca. Nie chcę zawieść ojca, ale jednocześnie chciałbym spełnić własne marzenie. Nie wiem co powinienem zrobić. – Trochę mogło wyglądać, jakby wołał o pomoc. Nie miał się kogo poradzić, a chciałby otrzymać gotową odpowiedź.
Pierwszy raz w życiu spróbował bursztynowego trunku i nawet nie było tak źle. Gdyby mu w ogóle nie zasmakował, od razu by to wyraził. Nauczony był, że nie musi jeść potraw, które nie przypadną w jego kupki smakowe. Jakoś nie zbierało mu się na kolejne dwuznaczność, czy innego rodzaju prowokowanie rozmówcy, który zaczął wyraźniej przejmować nad nim kontrolę. Jednak nie wierzył własnym uszom, że dogryziono mu tak brutalnie z powodu młodego wieku. Ugodziło to w jego dumę, co zaraz można było spostrzec po wymalowanej niesprawiedliwości na twarzy. Najgorsze było to, że starszy posiadał sporo racji, ale nie miał zamiaru tak łatwo dawać mu to odczuć.
- To ile potrzebowałbym mieć lat, żeby móc smakować whisky, jak hrabia obecnie? – wykwitł uśmieszek na jego ustach. Był ciekaw ile starszy jest od niego i może się tego niedługo dowie.
Nie umknął jego uwadze wręcz natarczywy wzrok towarzysza, aż ciarki przechodziły po jego ciele. Gdy kolejny już raz mowa była o ustach, trochę się zdziwił. „O kurcze, ale on ma obsesję na ich punkcie.” Zaczął postrzegać to za dziwne, ale aktualnie bardziej nurtował go sens wypowiedzi blondyna.
- Pierwsze słyszę, żeby smak ust zmieniał się wraz z wiekiem. Chce hrabia przez to powiedzieć, że doznania tak młodej osoby, jak ja, nie będą tak silne, jak chociażby u pana? – próbował w miarę racjonalnie ogarnąć temat. – To przecież brzmi absurdalnie. Śmiało mogę pokusić się o odwrotne stwierdzenie, przecież z wiekiem zmysły się tępią – stwierdził pewny swej wypowiedzi. Coś w końcu ze szkoły wyniósł. Co prawda nie lubił się uczyć, ale propozycja indywidualnych lekcji rozmówcy wydała mu się całkiem interesująca. Tym bardziej, że nie był to kto inny, jak sam hrabia, choć chwilę temu nie podzielił z nim zdania, to i tak był w niego zapatrzony.
- Bardzo chętnie. Będę zaszczycony mając właśnie pana za mentora – wzrosła w nim ekscytacja. O dziwo akurat nie myślał o żadnych nieprzyzwoitych rzeczach. Bardziej krążył myślami przy istotnych radach co do obycia na salonach. W każdym bądź razie, nie potrafił w ogóle przejrzeć mężczyzny. – Jestem naprawdę ciekaw jakimi naukami zamierza się ze mną podzielić hrabia – twarz jego wręcz promieniała, nie mógł się już doczekać, jak zarówno zamówionego deseru.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pią Maj 16, 2014 10:36 pm

Liczył się z tym, że Jack może być zaskoczony tym, iż jego rozmówca w młodości mógł zachowywać się nienagannie. Po prostu od małego wpajano mu, że musi zachowywać się należycie, ponieważ nie jest przeciętnym człekiem, który to może pozwolić sobie na popełnianie błędów. Niestety, dzieci ze szlachetnych rodów nie mogą sobie pozwolić na beztroskę, muszą przede wszystkim spełniać oczekiwania niezwykle wymagających rodziców. Tak było, jest i będzie, z czym zresztą Waddington już dawno się pogodził. Zresztą, sam podjął decyzję o tym, że zajmie się przede wszystkim swoją edukacją. Nie stronił specjalnie od ludzi, po prostu czuł pewną przepaść pomiędzy sobą a innymi osobnikami, co pogłębiło się na studiach. Gdzieś w nim kryje się to poczucie wyższości, właściwie górowanie nad innymi nie jest takie złe. Kiedy ma się władze, można zawsze trzymać rękę na pulsie. Jedną z najważniejszych rzeczy jest kontrola - kolejna rzecz, której nauczył go ojciec.
- Nie miałem czasu na wariactwa, byłem zbyt zajęty odgrywaniem roli doskonałego pierworodnego.
Nie do końca smaczna insynuacja ze strony chłopaka nie mogła ujść jego uwadze, jednakże hrabia wolał udawać, że zwyczajnie nie zauważył dwuznaczności w jego wcześniejszej wypowiedzi. Zdecydowanie wolał nie wdawać się w niepotrzebną wymianę zdań o tej dość intymnej kwestii. Prowokacje były zabawne, o ile nie były pozbawione dobrego smaku. Ale o tym nie dane mu było myśleć, bo zaraz usłyszał słowa chłopaka, na które czekał. Mały Dalton szczerze odpowiedział, że wszystko odbiera w pozytywny sposób, co też dawało mężczyźnie jeszcze większe pole do popisu. Skoro zyskał przychylność rozmówcy, teoretycznie może sobie pozwolić na nieco więcej. Na całe szczęście zna umiar i wie, że nie należy przesadzać. Ich rozmowa skierowała się na nieco poważniejsze tory, ale to nie odstraszało żadnego z nich. Gustav podzielił się z młodzieńcem swoimi przemyśleniami, z kolei on wyjawił swoje obawy, jakie szlachcicowi były poniekąd znane. W pewnym stopniu był prześladowany przez podobne myśli, jednak miał to szczęście, że praca okazała się być też pasją.
- Ja sam zawsze sięgam po wszystko na raz. Jeśli nie mogę mieć wszystkiego, to nie sięgam po nic. Na moje szczęście potrafię zagarnąć dla siebie wszystko.
I znów powrócili do drobnych gierek słownych, a przynajmniej blondyn śmiał to uczynić. Niezadowolony wyraz twarzy chłopaka rozbawił go, jakby wcale nie liczył na to, że wytykanie mu młodego wieku wymusi na nim ciekawą reakcję. Nie zawiódł się, podrażnił go i może nieco zbyt dotkliwie, ale nie miał zamiaru go urazić, chciał tylko zobaczyć jego minę. Chyba zapomniał, że ma do czynienia z kompletnie niedoświadczonym amatorem bankietów.
- Trzydzieści siedem, mój drogi - odparł na jego pytanie z chytrym uśmieszkiem. Pewnie teraz zostanie uznany za zgrzybiałego starucha, ale jakoś się tym zbytnio nie martwił. Przynajmniej będą teraz obaj mieli klarowną sytuację w sprawie różnicy wieku. Dyrektor RoboticsUNION był dwukrotnie starszy od przyszłego właściciela Daltos Cars. Może i na tyle nie wygląda, ale ma już swoje lata.
Dlaczego znów powrócił do tematu ust? A czemu miałby tego nie zrobić? To był na pewno dobry pretekst do rozpoczęcia przepychanek słownych. Jak się bawią, to niech chociaż robią to na całego.
- Doznania u młodej osoby podczas pocałunku mogą być nawet intensywniejsze niż u osoby starszej, jednak nie mowa tu o doznaniach o rozkoszowaniu się smakiem, miękkością oraz ciepłem cudzych warg. Do tego naprawdę trzeba dojrzeć. Całować może każdy, lecz niewielu prawdziwie smakuje ust wybranka.
Był pewny swoich racji i zamierzał się ich trzymać do upadłego. Oczywiście, rozmówcy nie będzie niczego narzucał, w końcu każdy ma prawo mieć własne zdanie. Ale może go czegoś nauczyć, wtedy też przybliży mu swoje poglądy na różne kwestie. Jak najbardziej poważnie rozważa danie m kilku korepetycji z jak najbardziej prostych przedmiotów.
- Przede wszystkim nauczę cię delektować się whisky. Potem podpowiedziałbym ci, jak zachowywać się na tego typu imprezach, aby nikomu się nie narazić, przynajmniej nie za bardzo. I może wspomniałbym coś nieco o relacjach międzyludzkich, o ile będzie ku temu okazja. Pierwsza lekcja gratis.
Puścił mu oczko, po czym znów chwycił za szklankę z trunkiem i upił kolejny łyk. Przy konsumpcji zmrużył oczy z zadowolenia. Lubi, kiedy ciepło rozlewa się po całym przełyku, to naprawdę przyjemne uczucie, nieco rozbudzające, a jednocześnie tak relaksujące. Wreszcie podniósł powieki i na nowo skupił się na osobie rozmówcy. Jak tu go jeszcze podrażnić? Tylko o tym rozmyśla przez kolejne sekundy. Chyba od początku znajomości zapragnął wystawić go na próbę, choć nie miał w tym żadnego interesu. Dla niego to rozrywka.
- Może i ty przy okazji mnie czegoś nauczysz - dodał po chwili z lekkim rozbawieniem, nie odrywając od niego spojrzenia ciemnobrązowych oczu. - Chciałbym na nowo zobaczyć, jak wszystko postrzega ktoś młody.
Kolejny już raz kelner pojawił się przy nich, aby zaserwować im zamówiony przez hrabiego deser. Ciepły sernik i lody waniliowe, idealne połączenie. Skrajności, które się uzupełniają, piękno w najczystszej postaci i przede wszystkim niebo w gębie. Już wizualna strona dania robiła wrażenie, zatem co ich czeka po skosztowaniu tego przysmaku? Na pewno będzie warto zburzyć całą kompozycję, jaka pojawiła się na talerzu, dla samego smaku. Szlachcic przysunął ostrożnie do siebie talerzyk i pochwycił łyżeczkę, aby nabrać na nią odrobinę lodów. Pochłonął je z radością, następnie uczynił to samo z kawałkiem sernika.
- Mam słabość do deserów - wyznał z uśmiechem, kierując spojrzenie pierw na talerz, następnie na Jack'a. - Ale kompletnie nie potrafię ich robić. Zresztą, wolę jeść niż gotować.

Przepraszam za zwłokę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Nie Maj 18, 2014 3:47 pm

Gdyby Jack mieszkał ze swym ojcem, zapewne byłby niemal całkowicie podporządkowany jego woli. Nawet mogłoby wyjść mu to na dobre. Z pewnością dziś dokładnie wiedziałby, jak należy się zachować na ważnych imprezach. Kojarzył każdą osobę znaczącą w świecie biznesu, a rodzinną firmę znałby od podszewki. Jednakże nie czuje się poszkodowany z tego powodu, chociaż miewał chwile w których brakowało mu wsparcia ojca, a w szczególności pochwał.
- Nieważne jak na to spojrzeć, nie łatwo być jedynakiem, a widzę, że panu stanowczo bardziej dało się to we znaki. Dla mnie odgrywanie posłusznego tylko przez dwa tygodnie w roku wydaje się już prawdziwym utrapieniem – z podziwem, a zarazem niesprawiedliwością w oczach patrzył na rozmówcę zastanawiając się skąd brał siłę, żeby wytrwać w takim reżimie. Coś takiego samo się prosiło o bunt i wiśniowo-włosy nawet zaczął go wewnętrznie odczuwać za Gustava. Z góry założył, że jak on również nie posiada rodzeństwa. Mylił się?
„Zagarnąć wszystko...” Poszerzając oczy powtórzył w myśli, a dreszcz mimowolnie przebiegł mu po ciele, wywołując gęsią skórkę. Wytłumaczył sobie tą powstałą reakcję panującym na tarasie lekkim chłodem. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że siedzący naprzeciwko blondyn bez problemu mógł dostrzec jego zaskoczenie.
- To brzmi zbyt niewiarygodnie – zmierzwił brwi. – Na pewno jest coś, czego nie może pan mieć, a chciałby – patrząc wnikliwie na rozmówcę zastanawiał się nad tym dość intensywnie. – Można powiedzieć, że należę do grupy osób, które uwierzą dopiero, jak zobaczą. Pewnie posiada hrabia aktualnie jakieś niezrealizowane, a już wyznaczone cele. Jestem ciekaw, czy faktycznie zostaną one ukończone przez pana pomyślnie w stu procentach. – Nie chciał bezpośrednio wymuszać ujawnienia osobistych spraw, choć miał na to sporą ochotę. Prawdopodobnie i tak już poszedł za daleko, ale w zasadzie taki stateczny szlachcic zapewne ma cele typu chociażby podpisanie ważnej umowy biznesowej, albo odniesienie prywatnego sukcesu, jak na przykład ustrzelenie w polowaniu rekordowej dla siebie liczby kaczek. W każdym bądź razie nie był naiwnym dzieckiem, które we wszystko uwierzy, chociaż i tak sporo można było mu wmówić. Była to kwestia doboru argumentacji.
Blondyn okazał się być dwukrotnie starszy, co wprawiło młodego w niemałe zdumienie, a do tego ten jego chytry uśmieszek. Jack poczuł się pokonany. Teraz stała się oczywista dzieląca ich przepaść. Nie było szansy, żeby mogli porozumieć się na tym samym poziomie, blondyn zawsze będzie do przodu posiadając bogatszy bagaż doświadczeń.
- To bym miał jeszcze aż dziewiętnaście lat do osiągnięcia takiej wprawy. Zdecydowanie za długo – opuścił głowę lekko podłamany. – Chciałbym już w ciągu paru najbliższych dni zdobyć tę umiejętność – podniósł wzrok na towarzysza uśmiechając się niewinnie. – Byłem przekonany, że hrabia ma nie więcej, jak trzydzieści.„Wygląda tak młodo.” Bezpośrednio wpatrywał się w jego twarz, analizując każdy możliwy szczegół, jakby był zahipnotyzowany. Tym razem nie zważał na to, że może być uznany za natarczywego, zwyczajnie się zapomniał.
Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się dyskutować z kimkolwiek o rozkoszowaniu ust. Wychodził z założenia, że o czymś takim się nie rozmawia, a jedynie praktykuje. Stąd wziął się ten brak zrozumienia. Gdy tak słuchał wyjaśnienia blondyna wyszło na to, że nie zrozumiał wcześniej przesłania i dopiero teraz przy drugim razie niby coś dotarło do niego. Jak się tak chwilę zastanowił, to faktycznie nigdy nie wyczuwał w pocałunku niczego nadzwyczajnego, a sam też nie przykładał się do tego specjalnie, po prostu dawał się ponieść szczenięcej chwili.
- Nie przypuszczałem, że to wszystko może być takie ważne. – Nie wiedział dlaczego, ale przy coraz głębszym rozpatrywaniu tematu ust zaczynał się robić coraz bardziej spięty. Nie widział sensu by dalej upierać się przy swoim zdaniu, bo nawet nie o tym była mowa. Znowu przegrał z doświadczeniem starszego, to było irytujące. Nie potrafił się z tym pogodzić, chociaż dzieliła go cienka granica od zawstydzenia. – Jestem pewien, że po odpowiedniej liczbie ćwiczeń młoda osoba również będzie potrafiła w pełni smakować ust – lekkie zdenerwowanie krył za powagą. Wewnętrzny głos nie pozwalał mu się poddać i zamierzał się go uparcie słuchać.
Proste przedmioty okazały się niczym innym, jak zapowiedzią potrzebnych mu rad. Mógł się spodziewać takiego doboru, bo krążyli już wcześniej wokoło tych tematów. Jedyną niespodzianką była wzmianka, że nie otrzyma wszystkiego za darmo. Jednakże to również szybko zrozumiał i sobie przekalkulował. „Spokojna głowa, ojciec pokryje koszty każdej z lekcji.”
- Dziękuję – odparł radośnie na szczodry gest nowego nauczyciela. – Już teraz chcę zaznaczyć, że jestem zainteresowany każdą z zaproponowanych nauk i pomijając promocyjną z pewnością zapłacę za każdą kolejną. – Był świadom tego, że nie ma nic za darmo na tym świecie. Natomiast pan Waddington zdawał się nie marnować czasu przechylając szklanicę whisky. Czyżby pierwsza lekcja już się zaczęła? Z tego co było mu wiadomo, to najpierw przeprowadza się wykłady, a dopiero potem następują ćwiczenia. W każdym bądź razie blondyn raczej wyglądał, jakby po prostu miał ochotę uraczyć się smacznym trunkiem, co zachęciło chłopaka, żeby uczynić drugie podejście do bursztynowego trunku. Miał podobne wrażenie, jak poprzednio, bukiet był bardzo intensywny i nieco duszący. Dobrze, że zdążył odstawić naczynie zanim szlachcic postanowił go kolejny raz podrażnić. I tym razem mu się to udało. Wymalował mu się grymas na twarzy pod tytułem: to niesprawiedliwe. Nie bardzo wiedział jaką wiedzę może przekazać sporo starszemu od siebie mężczyźnie. Propozycja jazdy na quadach, czy kopanie piłki wydało mu się mało pasujące dla ułożonego szlachcica. Nie chciał zostać wyśmianym, dlatego zrezygnował z przedstawienia tych propozycji. Zamiast tego skupił się na drugiej części jego wypowiedzi, postrzegania wszystkiego młodymi oczyma. Otworzyło mu to pewną furtkę. Pytanie tylko, czy Gustav odważy się przez nią przejść.
- Jest pan tego pewien? – zapytał z przedzierającym się uśmiechem na ustach. – Istnieje pewna zabawa mogąca przybliżyć chociażby młodzieńcze szaleństwo, a zwie się „Prawda czy wyzwanie?”. Z racji swego wzorowego postępowania mógł pan o niej nie słyszeć. Czy może jednak się mylę? – wykwitł zaczepny uśmieszek. Nie spocznie dopóki nie wyciągnie czegoś ciekawego z przeszłości rozmówcy. Był również ciekaw, czy towarzysz zdecyduje się na tą odważną zabawę. Nawet istniało spore prawdopodobieństwo, że tak właśnie się stanie.
Nareszcie dostarczono do stolika słodkie zamówienie. Jack wlepił w deser swe błyszczące oczy, po czym pochwycił narzędzie zwane łyżeczką i zaabsorbowany daniem rozpoczął konsumpcję od spróbowania sernika.
- Naprawdę smaczne. – Tak, to był ciepły kawałek nieba. Następnie nabrał dużą ilość lodów i kilkakrotnie muskał je ustami zanim łyżeczka zrobiła się pusta. I tak na przemian delektował się raz ciepłym, a raz zimnym smakiem, całkiem jakby był u siebie.
- To tak, jak ja – odparł na wzmiankę o gotowaniu przerywając ucztę dla podniebienia, by przenieść uwagę na rozmówcę. – Mnie nigdy nie ciągnęło do pracy w kuchni, choć zdarzyło mi się czasem podglądać kucharza w domu, gdy przygotowywał obiad.„Miał takie duże i zwinne dłonie. Szkoda, że wyjechał.”Niech gotują osoby, które to lubią i potrafią, przynajmniej na tym skorzystamy – oznajmił z nieschodzącym uśmiechem, by zaraz dokończyć deser.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Wto Maj 20, 2014 10:25 pm

- Ależ nie jestem jedynakiem - sprostował z subtelnym uśmiechem, aby czasem rozmówca nie miał przed oczami fałszywego obrazu jego osoby. - Rodzice naprawdę długo kazali mi czekać na rodzeństwo, jednak nie było to takie złe. Mam brata i jest w zbliżonym wieku do twojego.
Samo sprostowanie nie było takie istotne, hrabia wolał się raczej skupić na innej kwestii. Dostrzegał jawny bunt w niebieskich oczach chłopaka i wydawał mu się by on tak niewiarygodnie szczery, że przez chwilę był nawet gotów odnieść wrażenie, że to Jack musiał męczyć się pod twardą ręką dziesiątego hrabiego Sandwich za niego. Zapewne nie zdobyłby się nawet na skargę, gdyby znalazł się w sytuacji młodego Gustava. Blondyn już jako dzieciak opracował doskonały plan działania, który jeszcze nigdy go nie zawiódł. Na zewnątrz pokorny, doskonale ułożony, a w środku istna bestia. Lepiej ukryć wszystkie zwyrodnienia, gdy stwarza się pozory normalności. Pod maską idealnego szlachcica kryje się człowiek, który jest gotów posunąć się nawet do zbrodni, aby tylko zająć czymś swój umysł na dłużej. Żaden z niego ideał, te przecież nie istnieją, nigdy nie istniały i z całą pewnością nie zaistnieją w czasach powszechnego zepsucia.
- Najwidoczniej jestem mało ambitnym człowiekiem, skoro nie potrzebuję już niczego - stwierdził z lekkim rozbawieniem, jakie nawet nie śmiał kryć przed młodym Daltonem. Cała ich dysputa była naprawdę zabawna, przede wszystkim nad wyraz przyjemnie zabijała upływający czas. Obaj uciekli w swym towarzystwie przed monotonią tego bankietu. - Osiągnąłem już wszystko, co chciałem, ale zostało jeszcze kilka celów do zrealizowania. Na całe szczęście, po te cele mogę spokojnie sięgnąć.
Waddington to człowiek spełniony. Ukończył jednocześnie prawo i medycynę na Oxfordzie, oba kierunki z wyróżnieniem. Jako kardiochirurg osiągnął już wiele, ma też sukcesy prawnicze. Posiada rodzinna kancelarię prawniczą, jeszcze zmodernizował po śmierci ojca RoboticsUNION, dzięki czemu powiększył kapitał kilkakrotnie. Zapewne nie osiągnąłby tyle, gdyby nie urodził się w szlacheckim rodzie, ale takie gdybania nigdy go specjalnie nie ruszały. Przecież trzeba żyć obecnym życiem, a nie rozmyślać o tym, "co by było gdyby".
Mężczyzna przyjrzał się uważniej przyszłemu spadkobiercy Daltos Cars, dlatego też zauważył na jego twarzy oznakę konsternacji. Najwidoczniej zmartwiła go wieść o tym, że dzieli ich aż tyle lat różnicy w wieku. Jego słowa potwierdziły przypuszczenia Gustava, który w ramach rekompensaty uśmiechnął się subtelnie. Wcale nie przeszkadzało mu jego intensywne spojrzenie, wręcz przeciwnie, cieszył się z niego, jednak starał się tego nie okazać, aby czasem nie sprawiać wrażenia, iż lubi być w centrum uwagi. Zainteresowanie tego młodego osobnika schlebiało mu.
- Miło mi to słyszeć - odparł spokojnie, wykonując drobne skinięcie głową w stronę chłopaka, dziękując mu za jego uwagę dotyczącą młodego wyglądu. Cieszy go to, że jeszcze nie zamienia się w zrzędliwego gościa, który zaczyna wariować przed czterdziestką. Skoro wygląda na zaledwie trzydzieści lat, musi z tego korzystać, póki może.
Temat ust niepotrzebnie się przedłużał, ale tutaj obwiniać za to należy już samego hrabiego, który chyba nie wiedział, kiedy należy się poddać. Zwyczajnie chciał podrażnić niedoświadczonego młodzika, a przy tak niecodziennym temacie, ocierającym się o subtelnie intymną kwestię, było to prostym zadaniem. Jednak nie zamierzał narzekać na swoje działania, ponieważ osiągnął sukces - na twarzy Jack'a malowało się zawstydzenie.
- Praktyka czyni mistrza, w to nigdy nie wątpiłem.
Przytaknął jego wnioskowi, przyglądając mu się bacznie swymi stalowoszarymi oczyma. Kompletnie nie potrafił się maskować, bo spod jego maski powagi, z ledwością założonej, przebijała się niepewność. Nie mógł czuć się pewnie, nie przy Waddingtonie, który z każdą chwilą nabierał przekonania, że ma go w garści. Jak to dobrze, że ten ma w sobie coś z dżentelmena, w przeciwnym razie już dawno postanowiłby pożreć niczego nieświadomego biedaka.
Czas zacząć pierwszą lekcję. Teoria nie zawsze skutkuje, więc najlepiej zająć się praktyką. Gustav przyglądał się temu, jak Jack radzi sobie z whisky. Niezbyt mu wchodziła, najwidoczniej wciąż nie mógł się przyzwyczaić do jej aromatu. Potrzeba tu czasu, nic innego się nie sprawdzi.
- Nawet nie wiesz jeszcze, jaka jest cena tych lekcji - wyrzucił z siebie wreszcie zagadkowo, posyłając mu jeszcze bardziej tajemnicze spojrzenie: krótkie, pełne nieczytelnych aluzji. - Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze.
Łatwo odłożył ten temat na bok, zajmując się naukami, które to sam chciał przyjąć. Nie czekał go żaden wykład, również Dalton zamierzał skupić się na części praktycznej tej lekcji. Hrabia nie miał zamiaru stchórzyć, od razu przyjął wyzwanie z wielkim entuzjazmem. Bez walki się nie podda.
- Nie licz, że się wycofam - zaczął z uśmiechem skrytym w kącikach ust. - Gra jest mi dobrze znana, choć muszę przyznać, że dawno w nią nie grałem. Z chęcią odświeżę sobie pamięć.
I nastał czas deseru, więc musieli swoje starcie odłożyć w czasie. Ale nie na długo, bo po pierwszym zachwycie nad daniem i wymianą uwag dotyczącą ich umiejętności gastronomicznych, znów mogli skupić się na nauce, jaką musi podjąć Gustav.
- Jako dobry nauczyciel, zechcesz dać mi dobry przykład i rozpoczniesz grę? - zasugerował subtelnie, niby niczego nie narzucając. - Prawda czy wyzwanie?
Sam nie wiedział, co też woli, aby Jack wybrał. Może na początek lepiej zadać pytanie. Tylko o co chciałby go zapytać? Jeszcze przed chwilą dylemat ten wcale nie istniał, a teraz pojawił się znikąd i siał pewien zamęt. Chyba powinien się zastanowić nad tym, co zrobi, gdy padnie druga opcja. Jakież zadanie ma mu podsunąć do wykonania? Na razie jest ograniczony do decyzji chłopaka, a to coś nowego w przypadku wszechmocnego dyrektora RoboticsUNION, który z mało kim musi się liczyć.
- Nie obawiaj się, postaram się obejść z tobą jak najbardziej delikatnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pią Maj 23, 2014 7:10 pm

„Aaa... To dlatego tak chętnie ze mną rozmawia. Na pewno traktuje mnie, jak swego młodszego brata.” Uśmiechnął się subtelnie mając jawiący się zawód w niebieskich oczach. Nie chciał być tak postrzegany przez blondyna, to go w pewien sposób... Zabolało? Sam Gustav otwarcie niczego takiego nie zasugerował i była to jedynie wyobraźnia młodego, którą usilnie pakował sobie do głowy.
- Szczęściarz z niego. Na pewno może zawsze liczyć na pomoc z pańskiej strony – wyglądał na nieco zazdrosnego i poniekąd tak też było. Mógł sobie tylko próbować wyobrazić, jak to jest posiadać rodzeństwo. Z drugiej strony nie uśmiechałoby mu się, gdyby Harold Dalton spłodził kolejnego potomka. Jakoś nie widział siebie w roli starszego brata. – Wątpię, by mój ojciec zafundował mi taką niespodziankę – zaśmiał się mierzwiąc włosy z tyłu głowy. Myśl, że musiałby dzielić się z kimś swoimi rzeczami, a co gorsza rezygnować z dotychczasowej rozrywki na jego rzecz, to zdecydowanie wolał obecną sytuację, chodź był w niej z lekka samotny.
Dość poważne stwierdzenie padło z ust blondyna. Sugerował, że jest spełnionym człowiekiem. Chociaż nie był przy tym poważny to i tak nic nie wskazywało, żeby było inaczej. Jack miał nadzieję wyciągnąć jakąś ważną informację, ale rozmówca nie dał tak łatwo ciągnąć się za język. Trzymał cały czas klasę, nieustającą aurę tajemniczości. Młody koniecznie chciał się przez nią przedrzeć. Można powiedzieć, że zaczęło to stanowić pewnego rodzaju wyzwanie.
- Zatem jaki z osiągniętych do tej pory celów przyniósł hrabiemu największą satysfakcję? – zapytał z jawnym zainteresowaniem. Uparcie chciał usłyszeć coś więcej. Nie zważał na to, czy ten nacisk był stosowny. Jak zawsze prowadziła go samolubna chęć zaspokojenia ciekawości.
„Czy ja coś pokręciłem? Miałem się nie zgadzać z jego zdaniem, a wyszło, że jesteśmy po tej samej stronie.” Sam już nie wiedział, co chciał powiedzieć odnośnie tematu całowania. W zasadzie był nie przygotowany na tak dogłębną rozmowę, którą brał na poważnie. Gdy patrzył na pewnego siebie rozmówcę wszystko zaczynało mu się mieszać w głowie, aż do tak zwanej pustki. „Głosie... Głosie... Gdzie jesteś? Czemu zamilkłeś?! Odezwij się!” Desperackie nawoływanie do samego siebie nie skutkowało i jedyne co wtedy uczynił, to oblał się zawstydzeniem. Nie potrafił przy Gustavie zachować spokoju, opanowania, to wydawało się wręcz niemożliwe. Nie rozumiał tego, a nawet nie próbował. Może po czasie zwróci na to uwagę. Tymczasem coś go nagle oślepiło, prawdopodobnie jakieś niewielkie, skoncentrowane źródło światła. Odwrócił się w jego kierunku, czyli poza taras w stronę najbliżej stojącego wysokiego budynku. Próbował odnaleźć w którymś z okien źródło błysku, ale nic nie znalazł. Pomimo to się zaniepokoił.
- Pan też spostrzegł błysk dobiegający z tamtego budynku? – wskazał w miarę dyskretnie na ową budowlę. Chciał się upewnić, bo może tylko mu się zdawało. Pomyślał, że to mogli być wścibscy dziennikarze szukający sensacji. Nie był tym faktem uradowany, bo aktualnie powinien znajdować się na bankiecie. W zasadzie mógłby jakoś się z tego wytłumaczyć, ale co by zrobił, gdyby zdjęcie w gazecie przedstawiało moment, gdy szlachcic dotykał jego wargi. Prawdziwy gwóźdź do trumny. Miał cichą nadzieję, że jednak była to tylko jego wyobraźnia.
Jeśli chodziło o zapłatę za naukę, blondyn zachowywał się nad wyraz zagadkowo. Młody nie wiedział, że w ogóle mogą być z tym jakieś problemy. Próbował wyczytać pomiędzy wierszami i nawet coś mu zaświtało.
- Skoro nie pieniądze... To chodzi o złoto? Albo może hrabia kolekcjonuje jakieś unikatowe przedmioty i pragnie zdobyć brakujące? – zapytał całkiem naturalnie, starając się odnaleźć odpowiedź. Bogacze miewali wymyślne pomysły, bo gotówki mieli już pod dostatkiem. – Jeśli tak, to też będzie możliwe do zrealizowania. W zasadzie nie wydaje mi się, żeby cokolwiek miało stanowić problem. Więc proszę mówić, czego hrabia sobie życzy za zapłatę lekcji? I czy ma być płatne z góry? – To było dość istotne, bo takie znalezienie kolekcjonerskich przedmiotów wymagało czasu. Starał się podejść do tego w miarę możliwości profesjonalnie, by pokazać dorosłemu, że nie jest z nim aż tak źle.
Hrabia złapał w końcu przynętę. To wydawało się tak niewiarygodne, że ledwo potrafił uwierzyć. Młodzieżowa gra w „prawda czy wyzwanie”, była najwyraźniej dobrze znana rozmówcy. Tak więc nie mógł być na tyle ułożonym, na jakiego wyglądał. Młody Dalton mógł teraz wydobyć z niego co tylko dusza zapragnie i nie zamierzał się przy tym powstrzymywać. Taka okazja nie przytrafiała się na co dzień, o ile w ogóle mogłaby mieć szansę na zaistnienie. Wewnątrz ekscytacja narastała.
- Nie spodziewałem się, że nie będę musiał objaśniać reguł, ale oczywiście nie jestem z tego powodu zasmucony – uśmiechnął się zadziornie. Był przekonany, że teraz ma pana Waddingtona podanego na tacy. Tym bardziej smakował mu słodki deser. Taki był zadowolony, że zapomniał obmyślić pytania, jakie mógłby mu zadać. To było bardzo ważne, żeby dobrze je skonstruować. Przy jednym chciałby wydobyć, jak najwięcej informacji, bo w późniejszym czasie to one w głównej mierze dadzą przewagę. Zdawał sobie sprawę, że przed sobą ma niezwykle trudnego przeciwnika z dużo większym bagażem doświadczenia. Pomimo to Jack nie zamierzał przekreślać swojej szansy i był całkiem ochoczo nastawiony, jednak do pewnego momentu. Gdy padło ostatnie zdanie z ust blondyna, chłopak zupełnie odwrotnie na nie zareagował. Odebrał je w oto ten sposób: „Lepiej zacznij trząść portami. Dopilnuję żebyś zatańczył, jak ci zagram.”. Trudno nie było mu się dziwić, że zaczął się nieco denerwować.
- Nie musi hrabia dla mnie czynić wyjątku – odpowiedział udając pewność siebie. Zamierzał zgrywać twardziela, jak to zwykł robić w momentach zagrożenia. – Z przyjemnością rozpocznę, a na dobry początek wybieram prawdę. – Często w to grywał ze swoimi kumplami i w tej części niemalże nigdy nie był szczery. No chyba, że mu się omyłkowo pomyliło. Dziś nie zamierzał zmieniać swych metod. Są świeżymi znajomymi, prawie nic o sobie nie wiedzą, dlatego łatwo będzie mu oszukiwać. Miał cichą nadzieję, że nieświadomy rozmówca da się w to wplątać i będzie mówił tylko prawdę, jak świadek w sądzie, albo grzesznik w konfesjonale.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Pon Maj 26, 2014 1:44 am

Łatwo dostrzegł cień zawodu w niebieskich oczach rozmówcy, który zagościł w nich dopiero po wzmiance hrabiego o sporo młodszym bracie. To drobne rozczarowanie malujące się w tych tęczówkach było zaskakującym zjawiskiem, mimo to mężczyzna wydawał się nawet rozbawiony. Z subtelnym uśmiechem pełnym wyrozumiałości przyglądał się chłopakowi, próbując odczytać z wyrazu jego twarzy nawet myśli. Od razu domyślił się, w czym leży przyczyna drobnego smutku nastolatka. Najwidoczniej poczuł się substytutem młodszego z braci Waddingtonów, co było niedorzeczne, choć podobne twierdzenie miało solidną podstawę. Łączy ich wiek, jednak nie mają ze sobą nic więcej wspólnego. Dyrektor RoboticsUNION chciał wyprowadzić z błędu osiemnastolatka, jasno pokazując, że nie traktuje go jak brata, na całe szczęście nie uległ pokusie. Czyż nie lepiej potrzymać go w niepewności, aby zobaczyć kolejne ciekawe reakcje? O wiele bardziej chce ujrzeć w tych szczerych oczętach iskrę zazdrości.
- Dla mojego brata jestem gotów zrobić wszystko - rzekł dumnie, szybko przywdziewając na twarz maskę powagi. - Rodzina jest najważniejsza.
Zawsze liczyła się dla niego rodzina, nawet jeśli miał nie do końca zdrowe stosunki z własnym ojcem. Dziesiąty hrabia Sandwich był człowiekiem dość surowym i niezwykle wymagającym, przez co stawiał synowi kolejne cele do realizacji. Gustav pokornie spełniał jego wolę, w czym dopomagała mu matka - przynajmniej go wspierała, jednocześnie próbowała zapanować jakoś nad swym mężem. Raczej nie zdziałała zbyt wiele, więc przyglądała się wszystkiemu z zatroskaniem na twarzy. Po mękach pierworodnego pojawiło się kolejne dziecko, aby ktoś w rodzinie Waddingtonów mógł być wreszcie rozpieszczany. Już od najmłodszych lat kolejny szlachcic był otaczany wszystkim, co najlepsze, w tym bezgraniczną miłością ojca, matki i brata. Musiał być urodzony pod szczęśliwą gwiazdą, skoro zaznał tyle radości już od dnia narodzin.
- Największą satysfakcję sprawił mi pierwszy przeszczep serca. Wyobraź sobie, że trzymasz tak cenny organ w swojej dłoni i jego dalsze losy zależą tylko od ciebie. To naprawdę niesamowite uczucie, gdy wiesz, że czyjeś życie leży w twoich rękach i to dosłownie.
Z trudem opisać można uczucia, jakie towarzyszyły blondynowi, kiedy dokonał swojej pierwszej całkowicie samodzielnej operacji na sercu. Przez dobre kilka godzin czuł się panem życia i śmierci, co zresztą cholernie przypadło mu do gustu. Dziwnym trafem nigdy nie czuje ciężaru odpowiedzialności, zazwyczaj odczuwa ogromną ekscytację. Jeden fałszywy ruch i śmierć może zebrać kolejne żniwo. Jako kardiochirurg przyzwyczaił się do presji, jest też świadom wszelkiego ryzyka, które niesie każdą operacja, mimo to stale uwielbia to zajęcie. Szkoda, że niezwykle rzadko zdarza mu się przeprowadzić operację.
Ich dalsza rozmowa przybrała nieco beztroski, gdy jeszcze jednym zdaniem powrócili do tematu ust. Biedny Jack, nieświadomie wpadł w pułapkę zastawioną przez hrabiego. Choć z początku próbował przeczyć słowom mężczyzny, teraz sam stanął w ich obronie. Dyrektor potężnej korporacji okazuje się być doskonałym manipulatorem. Działa bez zarzutu i niewidocznie, aby wszystkie prowadzone przez niego gierki nie zostały wykryte.
- Niczego nie dostrzegłem - odpowiedział na słowa chłopaka, po czym spojrzał w kierunku budynku, o którym wspomniał nastolatek. Nawet najznakomitszy fotograf z najlepszym sprzętem nie zrobiłby przyzwoitego zdjęcia z takiej odległości. Ale ta wiedza wcale nie utwierdziła Waddingtona w przekonaniu, iż ich prywatność jest w pełni bezpieczna. Rzecz jasna zachował spokój, nie chcąc niepotrzebnie straszyć swojego towarzysza. Młody Dalton na pewno nie potrzebuje kolejnych powodów do zdenerwowania, w końcu samo przebywanie na tym bankiecie jest już wystarczająco stresujące.
Słysząc jego kolejne słowa, tym razem tyczące się kwestii zapłaty za cenne lekcje, szlachcic zaśmiał się pod nosem subtelnie, dzięki czemu jego śmiech brzmiał jak najbardziej kulturalnie. Najważniejsze, że odgłos ten nie raził. Bawiła go powaga Jack'a. Prawdopodobnie rozmówca próbował zabrzmieć dojrzale, lecz jego działania przyniosły odwrotny skutek. Niestety dla niego, jego nagła dorosłość sprawiła, że okazał się niezwykle zabawny.
- Nie chodzi ani o złoto, ani o cenne przedmioty - zaczął z jawnym rozbawieniem, którego nie śmiał kryć. - Wolę inne metody płatności. W tym przypadku zadowoli mnie sama twoja obecność. Prawdziwą cenę wyjawię ci po lekcjach.
W jego naturze nie leży tchórzostwo. Takie zabawy rodem z podstawówki wcale nie są takie złe, na dodatek są proste i logiczne, zatem nie należy się ich obawiać. Gustav miał zamiar dobrze się bawić, przy okazji chciał wyciągnąć jak najwięcej informacji od swojego rozmówcy. W innych okolicznościach być może wypytałby go dyskretnie o interesy, jednak w obecnej sytuacji musi wybadać inne kwestie. Jak na razie interesują go prywatne sprawy, choćby dlatego, że jest zainteresowany nim jak osobą, a nie przyszłym szefem Daltos Cars.
- Prawda - powtórzył po nim spokojnie, po czym uśmiechnął się wręcz wyzywająco. - Zatem powiedz mi, co najbardziej pociąga cię w mężczyznach.
Zapewne nie powinien rozpoczynać zabawy od tak intymnej kwestii, jednak nie mógł się powstrzymać. Chciał go sprowokować, ponownie zawstydzić, nawet zepchnąć w kozi róg, byle przeciwnik w tej grze całkowicie mu uległ. Nie chce go urazić czy skrzywdzić, to ostatnie, czego by chciał.
- Mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony. Przy mnie możesz być szczery, bo zależy mi na tym, aby zobaczyć prawdziwego ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Wto Maj 27, 2014 11:54 pm

Czyżby uderzono w czuły punkt? Nagła powaga w stwierdzeniu rozmówcy nie powinna być zaskoczeniem, bo nawet sam wcześniej to samo zasugerował. To jednak coś go w środku ukłuło i nie potrafił utrzymać dłużej przywdzianego uśmiechu na ustach. „Zrobić wszystko.” Odbijało mu się echem w głowie. „O czym ja w ogóle myślałem? Przecież nie ma możliwości, by patrzył na mnie, jak na młodszego brata. To niby dlaczego mi nie ulżyło?” Odczuł ten postawiony między nimi niewidzialny mur. To naprawdę go przybiło. Nigdy od swej rodziny nie usłyszał takich słów. Ojciec zdawał się go postrzegać jedynie przez pryzmat swojej firmy i nie zdarzało mu się okazywać rodzicielskiej miłości, w zasadzie to byli sobie obcy. Chciałby zostać obdarowany taką troską, jaką prezentował rozmówca.
- Tak, rodzina jest najważniejsza, powinna taka być – żal jawił się w jego oczach. Spoczywające dłonie na blacie stołu zacisnął w piąstki, chciał powstrzymać się od destrukcyjnych myśli, nienawidził ich. „Co teraz sobie pomyśli hrabia? Muszę się ogarnąć.” Pesymizm nie leżał w jego naturze, ale poruszyli właśnie dość dotkliwą dla niego kwestię. Choćby nie wiadomo jak bardzo się starał zastąpić samotność rozrywką, to i tak ona powracała dotkliwie. – Ciekaw jestem, czy w ogóle pański brat jest tego świadom. Mając od urodzenia takie szczęście, trudno je wtedy dostrzec. Tak przynajmniej mi się wydaje – rosło w oczach młodego przekonanie, że on na pewno doceniłby posiadanie Gustava za brata.
W pierwszej chwili omyłkowo pomyślał, że to blondyn miał przeszczep serca. Nie miał pojęcia, że rozmówca znał się na medycynie i to w dodatku w tak bardzo zaawansowanym stopniu. „To człowiek-robot.” Był tak zdumiony, że nawet rozwarł wargi z wrażenia.
- Pan jest niesamowity – odparł z szczerym podekscytowaniem wymalowanym na twarzy. – Posiada hrabia prężną firmę, a do tego jest lekarzem i to z najwyższej półki – spojrzał na dłonie Gustava wyobrażając sobie trzymane w nich bijące serce. Wydały mu się tak doskonałe, wręcz boskie, że zapragnął ich dotknąć. Intuicja dobrze mu podpowiadała, pan Waddington był człowiekiem idealnym, nieskazitelnym. Natomiast on sam, jego wizerunek drastycznie zbladł przy tym hrabim. Nie miał zbytnio się czym pochwalić, czuł się zastraszająco gorszy.„A ja wywlekałem się z takimi marnymi dylematami. Tylko się ośmieszyłem. Chcę być godny przebywania w jego towarzystwie. Muszę zatem przejąć Daltos Cars i jednocześnie zostać gwiazdą sportu.” Był zainspirowany osiągnięciami rozmówcy, zapragnął odważnie sięgnąć po swoje cele. Wszelkie wątpliwości zostały nareszcie rozwiane, był gotów zmierzyć się z obowiązkami i pragnieniami.
Okazało się, że starszy od niego mężczyzna nie spostrzegł błysku. Trochę to zastanawiało Jacka, bo był przekonany, że coś mu mignęło. Nie zamierzał jednak drążyć dalej tej sprawy, bo sytuacja się nie powtórzyła, a on był jedynym, który niby coś dostrzegł. Źródło światła przecież mogło być przypadkowym odbiciem. Przy takiej właśnie wersji pozostał
- Najwyraźniej musiało mi się przewidzieć – stwierdził przestając poszukiwać błysku w oknach budynku. Nie był zdenerwowany, choć mógł wyglądać chwilę na nieco poważnego. Nawet zapomniał, że aktualnie trwa bankiet, bo tak dobrze mu się dyskutowało.
- Miał pan już przygody z natarczywymi dziennikarzami? – z zaciekawieniem spojrzał w stalowoszare oczy. Całkiem przypadkowo zabrzmiało to dwuznacznie. Wiedział też już, że ma do czynienia z niezwykle mądrą osobą, która posiadała wiele osiągnięć na swoim koncie, dlatego media musiały się nim interesować. Również były one i dziś obecne na charytatywnej imprezie.
„Ha? Co? Śmieje się. Ale dlaczego, przecież tak się starałem.” W najmniej oczekiwanym dla niego momencie rozbawił szlachcica. Był przekonany, że trafił z pomysłem na zapłatę za lekcje. Po reakcji wyraźnie było widać, że jednak był za górami i lasami. Daleko w polu. On na prawdę potrzebował dokształcenia, teraz był o tym mocno przekonany. Nadal niestety rodzaj zapłaty był owiany tajemnicą. Niby miała wystarczyć jego obecność, co i tak było konieczne, bo chciał pobierać nauki. Niestety dopiero po zajęciach ma dowiedzieć się ceny, co wprawiło go w znaczne zniecierpliwienie.
- Nie przypuszczałem, że wysunięte propozycje na zapłatę okażą się zabawne, ale i tak czuję się zaszczycony doprowadzając pana do rozbawienia. Cieszę się, że pan się nie nudzi tego wieczoru – uśmiechnął się uprzejmie. – Wracając do nauczania, nie żeby mi się jakoś specjalnie spieszyło, ale z niecierpliwością oczekuje lekcji z wskazówkami o postępowaniu na przyjęciach. – Gdyby był lalką noszącą imię Pinokio, to właśnie wydłużyłby mu się nos. Męczył się z tym, że nie wiedział o jaką zapłatę chodziło. Zdobycie tej informacji stawało się priorytetem.
Hrabia zadając pytanie o najbardziej pociągającą rzecz u mężczyzn, widać nie tracił czasu. Również jak Jack zamierzał przejść do konkretów. Doskonale. Miał już zamiar odpowiedzieć, że były to usta, bo rozmówca wcześniej sporo zwracał na nie uwagę. Taki właśnie trik mu się rysował, nie koniecznie zgodny z prawdą. Zanim zabrał głos, szlachcic jeszcze coś dodał od siebie. Te słowa dotarły znacznie głębiej, doszczętnie krusząc specjalnie zbudowaną powłokę na tę grę. Był teraz kompletnie obnażony. Spoważniał, choć wyglądał bardziej na zmieszanego. „Prawdziwego mnie.” To już drugi raz, jak rozmówca okazał w podobny sposób swe zainteresowanie jego osobą. Młody chłonął to, jak gąbka, nie dostrzegając żadnego cienia podstępu. W owej sytuacji nie potrafił wydobyć z siebie kłamstwa, to było aktualnie niemożliwe.
- Nie, nie poczułem się urażony – zapewnił chwilowo unosząc kąciki ust. – Myślę, że najbardziej pociąga mnie... – słowa grzęzły mu w gardle, a patrzenie na rozmówcę dodatkowo wprawiało w zakłopotanie. Miał pustkę w głowie. Nie przypuszczał, że tak trudno będzie mu szczerze odpowiedzieć. Z tego powodu przeniósł wzrok gdzieś w bezpieczne miejsce, pozbawione osaczenia. Potrzebował się spokojnie zastanowić, co faktycznie po chwili przyniosło pożądany skutek. – Jest tego trochę, ale myślę, że najbardziej zwracam uwagę na silny charakter – skończywszy mówić spojrzał na przeciwnika, a w niebieskich oczach nadal jawiło się zakłopotanie. To pierwszy raz, jak zdecydował się otworzyć sferę prywatną, ale chciał to zrobić przed panem Waddingtonem. Nie był świadom, że trzydziestoparoletni mężczyzna nim manipulował, choć chwilę temu sam miał taki zamiar. Trudno będzie mu grać uczciwie, bo to już nie była dla niego tylko zabawa. – Na to wygląda, że nadeszła pańska kolej. Prawda czy wyzwanie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Czw Maj 29, 2014 9:51 pm

Wieść o tym, że nie jest traktowany przez hrabiego niczym młodszy brat, powinna go uspokoić, tymczasem wyglądało na to, iż przyniosła ona chłopakowi same nieprzyjemności. Mężczyzna dostrzegł wszystkie te nietypowe emocje na twarzy rozmówcy, przez co czuł się jeszcze bardziej zaintrygowany jego osobą. Doprawdy, mało kto reagowałby w taki sposób, w końcu wzmianka o rodzinie w ich przypadku nie powinna była budzić tak wielkich uczuć, bo zarówno ród Waddingtonów, jak i rodzina Daltonów nie należy do dysfunkcyjnych grup społecznych. Z całą pewnością członkowie tych rodzin mogą poszczycić się bogactwem, jednakże wielkie majątki nie są w stanie pomóc im w utrzymaniu dobrych stosunków z krewnymi. Najczęściej jest tak, że pieniądze niszczą wszelakie relacje międzyludzkie, nawet te panujące w rodzinie. Jakimś cudem Gustav uniknął walki o pieniądze z krewnymi, choć nie mógł uniknąć konfliktów z ojcem. Trudno im było się porozumieć, aby obaj byli zadowoleni, jednak czasem dawali radę dokonać tak trudnej sztuki.
Gdy dostrzegł jak wiśniowowłosy zaciska dłonie w pięści, spojrzał po nim z pewną troską, którą na całe szczęście stłumił jakoś w sobie. Łatwo się domyślić, że młodzian nie ma ciekawych relacji z ojcem, sam też to wyznał, nawet jeśli nie do końca bezpośrednio. Powinni jak najszybciej zakończyć ten temat, skoro jest on niekomfortowy dla jednej ze stron. Szlachcic świadomie podjął się zakończenia tego wątku. Ostatnie zdanie na ten temat i brak kolejnych pytań tyczących się rodziny.
- Czasem niewiedza jest błogosławieństwem - odparł zagadkowo, nie odrywając uważnego spojrzenia od swego rozmówcy. - Myślę, że mój brat kiedyś w pełni świadomie doceni wszystkie moje starania.
Łatwo przychodziło im znajdywanie kolejnych tematów do rozmowy. Jak nie rodzina, to zrealizowane cele, najwidoczniej obaj nie potrafią trwać przy jednym temacie podczas konwersacji, jakby podobny zastój ich nużył. Chyba tylko usta były godne do omówienia ich w szerszym stopniu. Hrabia przyjął komplement z uśmiechem. Zawsze był świadom tego, że nie jest przeciętnym człowiekiem, ale na swoje szczęście nauczył się nie wywyższać z tego powodu. Stale musi pamiętać o tym, że choć sam nie jest szarym człowiekiem, to jednak właśnie tacy osobnicy go tłumnie otaczają. Na tego typu bankiecie jest to widoczne w mniejszym stopniu, mimo to rzadko kiedy ma szansę odnaleźć ciekawy obiekt do obserwacji, a co dopiero rozmówcę. Tego wieczoru miał wielkie szczęście, skoro dorwał tak smakowity kąsek. Jack na pewno nie wie, że jest biedną ofiarą.
- Skończyłem też prawo i całkiem niezły ze mnie prawnik - dodał spokojnie, posyłając mu przy tym rozbawione spojrzenie. Musiał zobaczyć jego minę, gdy tylko ten zda sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z istnym geniuszem. Nie żeby Gustav miał zbyt wielkie mniemanie o sobie, po prostu jest świadom tego, iż zaledwie garstka ludzi na świecie jest w stanie ukończyć zarówno prawo, jak i medycynę.
Podążył za spojrzeniem Jack'a i dyskretnie zerknął w kierunku budynku, z którego rzekomo padło jakieś światło. Być może jakieś uparte paparazzi postanowiło zrobić zdjęcie z pobliskiego budynku, jednak to byłoby dość głupim pomysłem, zważywszy na to, że na balkon wyszli nieliczni, z kolei w samym budynku na parterze można było zobaczyć wiele sławnych osobistości. Każdy fotograf z pewnością wolał czatować przed wejściem do hotelu ze stuprocentową pewnością, iż zrobi jakieś zdjęcie. Na tarasie jak na razie nic ciekawego się nie dzieje, bo przecież zdjęcie rozmawiających i pijących sław nie byłoby wcale tak kontrowersyjne. Chociaż niektóre sytuacje można by uznać za dwuznaczne, na przykład pociągnięcie kciukiem po dolnej wardze dwukrotnie młodszego chłopaka przez Gustava. Ale nie należy martwić się tym na zapas, osiemnastolatkowi najpewniej się tylko wydawało, że widział jakiś blask.
- Kiedyś dziennikarze starali się mnie dręczyć, ale szybko sobie odpuścili. Nigdy jednak nie ujawniono żadnej afery z moim udziałem.
Zazwyczaj unikał rozgłosu, wolał raczej ujawniać wybrane posunięcia firmy. Po co wywlekać sprawy osobiste na pierwsze strony gazet? Zresztą, dumny szlachcic nie wdawał się w głośne romanse, nie kupował co rusz ekskluzywnych samochodów, po prostu żył i prowadził firmę, czasem zaglądając do Szpitala św. Bartłomieja lub rodzinnej kancelarii prawniczej. Dość nudne jak dla kolorowych magazynów.
- Mam nadzieję, że obaj się nie nudzimy - odparł na jego słowa z przyjaznym uśmiechem. Może nie powinien na powagę chłopaka odpowiadać zaraz śmiechem, jednak nie potrafił się przed tym powstrzymać. Ale zostało mu to wybaczone, więc nie ma się czym przejmować. - Pierwsza wskazówka brzmi: szerokim łukiem omijaj natrętów. Jeśli ktoś chce usilnie z tobą porozmawiać i zaczynać cię osaczać, znaczy to, że czegoś od ciebie chce. Desperaci są najgorsi, bo zrobią wszystko, aby zdobyć twoją uwagę.
I tak przeszli do zabawy. Uwadze blondyna nie mogło umknąć to, że Jack kolejny raz tego wieczoru wyglądał na zmieszanego. Z tym zagubionym wyrazem twarzy wyglądał tak bezbronnie. Może rzeczywiście nie jest w stanie się bronić? Przecież hrabia zrobił wszystko, aby go osłabić, ponieważ w taki sposób mógł zbudować nad nim przewagę. Nastolatek nagle poczuł się niepewnie, nawet uciekał wzrokiem w bok. Musiał udzielić odpowiedzi, może niekoniecznie takiej łatwej, jak mogłoby się zdawać.
- Charakter rzeczywiście jest istotny - rzucił swobodną uwagą, w międzyczasie zastanawiając się nad własnym wyborem. Prawda czy wyzwanie? O wiele bezpieczniejszym wyborem będzie prawda. Na początek niech nastanie chwila szczerości, a potem pomyślą o wariactwach.
- Prawda - zdecydował wreszcie z subtelnym uśmiechem. - Ale poproszę o łagodne potraktowanie mojej osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sob Maj 31, 2014 12:35 am

Jack miał problem zapanować nad swymi emocjami, gdy chodziło o rodzinę. W prawdzie żadne prezenty od ojca nie były wstanie wynagrodzić zadanej krzywdy. Młody dobrze wiedział, że został przez niego porzucony, a może i nawet znienawidzony. Harold wręcz obwiniał syna, że odebrał życie matce, która to zmarła po porodzie. Chłopak dowiedział się dość wcześnie o tym fakcie przypadkowo od niani. Do dziś nosi gorycz w sercu, jednakże nie potrafi nienawidzić swego jedynego rodzica. Jest rozdarty, zagubiony i cały czas poszukuje ścieżki, którą powinien podążyć. Niczym miękka glina, z której można ulepić co tylko wyobraźnia zapragnie. Przy Gustavie czuł się wyjątkowo, bo poświęcał mu całą swoją uwagę, spokojnie potrafił wysłuchać i nie krytykował za każdy drobiazg. Był oczarowany dżentelmenem, tracąc kolejne powłoki, którymi odgradzał się od rzeczywistości. Zazdrościł tym idealnym, kochającym się rodzinom, które przypominały mu tylko swą bolesną sytuację. Nie chciał, naprawdę nie chciał z zazdrosną nienawiścią patrzeć na rodzinę Waddingtonów. Zwłaszcza, że rozmówca musiał darzyć młodszego brata sporym uczuciem, skoro był wstanie zrobić dla niego wszystko. Musiał się powstrzymać, co właśnie było widać przez zaciśnięte pięści. Młody charakterem bardziej przypominał rwącą rzekę, niż spokojne jezioro.
- Na pewno to zrobi, w końcu ma tak wspaniałego brata – uśmiechnął się w akcie podziwu, chciał zmienić niekomfortowa atmosferę na lekką. Uznał, że nie powinien osądzać innych. Nic nie wiedział o bracie hrabiego, który mogłoby się okazać, że jest bardziej świadom swego poleżenia, niż przypuszczał. W każdym bądź razie zdecydowanie wolał skupić uwagę na osobie siedzącej przed nim. – Nawet obejmuje pan tytuł hrabiego – dodał po chwili. – Właściwie to jakie z tego tytułu posiada pan przywileje?
„Haa?! Jeszcze prawo!” Wytrzeszczył niebieskie oczy ze zdziwienia, a dolna warga opadłaby mu do samej podłogi, gdyby mogła. „To niemożliwe, czuje się teraz przy nim taki malutki, że ledwo byłoby mnie dostrzec gołym okiem, jak muszkę.” Został kompletnie zmiażdżony przez geniusza. Jego nowe postanowienie, by przejąć firmę Daltos Cars i zostać piłkarzem, kompletnie zbledło przy już zdobytych osiągnięciach szlachcica. W pewnym stopniu ten zrodzony zapał nieco przygasł. Musiałby przynajmniej jeszcze raz tyle obrać celów, by móc jakoś dosięgnąć blondyna. Problem w tym, że nie był geniuszem i potrzebował sporo czasu, żeby czegoś się nauczyć. Ciężko odsapnął, by nieco otrząsnąć się z szoku.
- Prawnik... – powtórzył, jakby był zamroczony. – A oprócz już wymienionych zawodów, jeszcze pan posiada jakiś fach? – zapytał z lekką dozą obawy, chodź był niemal pewien, że dostanie podobną dokładkę. Teraz to nawet nie zdziwiłby się, gdyby Gustav odkrył kolejną kartę. Miał wrażenie, że rozmawia z nadczłowiekiem. Teraz będzie wiedział do kogo udać się, gdy przyjdzie stanąć mu przed obliczem sądu. Zapewne taki obrońca będzie liczył sobie wysoką cenę, ale watro byłoby ją zapłacić dla wygranej sprawy. Tym bardziej, że mowa tu o nieprzeciętnej inteligencji. To samo tyczyło się z przeszczepem serca, choć bardzo wątpliwe przy jego zdrowym trybie życia.
Zaczęło się od domniemanego błysku, jaki zdawał się spostrzec. Skojarzenie przeszło na media, które musiały dać się we znaki tak zacnej personie, jak hrabia. Młody zainteresował się tym tematem, bo mógł dowiedzieć się czegoś bardziej pikantnego. Mało prawdopodobne, by wyważony rozmówca zdradzał intymne sekrety, ale i tak spróbuje go trochę pociągnąć za język.
- Skoro dziennikarze nie ujawnili żadnej afery to znaczy, że przeoczyli te sensacje z pańskim udziałem? – subtelnie uniósł kąciki ust w oczekiwaniu. Sporo przeglądał młodzieżowej prasy, ale faktycznie nie przypomniał sobie, by gdzieś trafił na pana Waddingtona. W zasadzie nie interesowały go skandale ze świata show-biznesu, zwyczajnie lubił sobie pooglądać seksowne ciacha.
Nie obraził się, gdy rozmówca niespodziewanie zareagował śmiechem. Po prostu tego nie rozumiał, a zapytać wprost nie potrafił. Wolał wybrać tę dłuższą drogę dotarcia do prawdy.
- Nie ma takiej możliwości, żebym się nudził w pańskim towarzystwie, jestem naprawdę zaszczycony mogąc choć trochę poznać hrabiego – odpowiedział równie przyjaznym uśmiechem, a oczy mu błyszczały z zachwytu. Chciał o nim wiedzieć jak najwięcej, dlatego tak często skakał po tematach, niczym ciekawskie dziecko. W każdym bądź razie nareszcie padła pierwsza wskazówka. Młody uważnie wysłuchał od razu kodując sobie ją w pamięci. – Rozumiem, ale trzeba umieć wcześnie rozpoznać takiego natręta, a co począć, jak już będzie za późno i się wpadnie w jego pułapkę? Jak wtedy uciec? – spostrzegł wnikliwie. Odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie będzie mu o wiele bardziej przydatna, bo był niczym ta ćma lecąca prosto do ognia.
W przeciwieństwie do szlachcica, który upatrzył sobie nową ofiarę, on brał każde usłyszane słowo na poważnie. Ślepo wierzył w zapewnienia blondyna, nie dostrzegając fałszu. W końcu jakim cudem mógłby go okłamywać oddany, pluszowy Gustaw, jego człowiecza forma. Wiśniowo-włosy reagował w dość niewinny, zagubiony sposób i można było łatwo się domyślić powodu tego zachowania. Hrabia, ktoś z takim bogatym doświadczeniem w obcowaniu z mężczyznami powinien dostrzec znaczne braki u młodego na tym polu. To, że wcześniej wspomniał o imprezowym stylu życia, wcale nie musiało oznaczać, że był obeznany w sferze łóżkowej. Gdy w grze przyszła kolej na rozmówcę, Jack trochę był zdumiony jego prośbą o łagodne potraktowanie. Czyżby teraz nastolatek miał aż tak wielką władzę? Bardzo możliwe, ale pod warunkiem, że gracz będzie postępował uczciwie.
- … – w odpowiedzi mimowolnie uniósł kąciki ust. Został rozbawiony i nieco się rozluźnił. – Czy ma pan kogoś? To znaczy, czy aktualnie się z kimś umawia? – odrobinę spoważniał, wpatrując się niecierpliwie w siedzącego naprzeciwko mężczyznę. Zadawanie pytań wydało mu się sporo łatwiejsze od udzielania odpowiedzi. Chciał wiedzieć, czy Gustav był z kimś w związku. Chłopak podświadomie się łudził, że mógłby się zbliżyć do niego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sob Maj 31, 2014 9:37 pm

Gołym okiem można było spostrzec, że hrabia nad wyraz mocno oddziałuje na młodego Daltona, który dość szybko stał się bezbronny wobec zdecydowania swego rozmówcy. Prawdopodobnie nieświadomie reagował na każdy ruch mężczyzny, co wyglądało nawet całkiem urokliwie, zwłaszcza, że chłopak próbował się maskować i to z marnym skutkiem. Wciąż nie wie, że wpadł w pułapkę szlachcica, któremu zamarzyło się męczenie niedoświadczonego osobnika. Rzecz jasna nie miał zamiaru biedaka katować, chciał jedynie go podrażnić, wybadać kolejne ciekawe relacje. Musiał przyznać, że ta drobna zazdrość nastolatka o młodszego brata Gustava była na swój sposób urzekająca. Być może Jack poczuł, że sam chciałby mieć starsze rodzeństwo i stąd wynikała ta drobna zawiść, jednak miło było wysuwać inne wnioski, nawet jeśli w samych myślach, co też czynił Waddington. Dobrze się bawił, choć poniekąd kosztem młodzieńca.
Niespecjalnie zaskoczyło go pytanie o jego tytuł, ponieważ wiele razy spotykał się z nim i to w różnych wariancjach. Również nie dziwiło go to, iż obecny rozmówca był zaintrygowany tą kwestią, ponieważ od samego początku wykazywał zainteresowanie szlacheckim pochodzeniem mężczyzny. Dyrektor RoboticsUNION doskonale pamięta jak oczy chłopaka rozszerzyły się delikatnie z zaskoczenia, gdy zostali sobie przedstawieni przez starszego Daltona. Cóż, spotkanie szlachcica może być wydarzeniem, bo w dzisiejszych czasach dobrze urodzeni są na wymarciu.
- Tytuł hrabiowski w sam sobie to spory prestiż. Jako jedenasty hrabia Sandwich mam prawo zasiadać na posiedzeniach Izby Lordów. Według mnie to bardziej obowiązek niż przywilej. Polityka niezbyt mnie kręci.
Szok osiemnastolatka nie mógł umknąć uwadze Waddingtona. Spodziewał się, że ta wieść wywoła u chłopaka zdumienie, jednak nie sądził, iż to okaże się aż tak wielkie. Najwidoczniej przesadził, mimo to nie poczuwał się do winy, ponieważ chciał zaprezentować się z jak najlepszej strony. Przejaw geniuszu powinie być postrzegany jako coś wspaniałego. Jack znalazł się pod głębokim wrażeniem, jednak widocznie przygasł, jakby poczuł się mniej wartościowy. Nie powinien postrzegać się w gorszy sposób, zwłaszcza, że sam hrabia przyglądał mu się z jawnym zainteresowaniem. Chciał jeszcze lepiej go poznać, dobrać się nawet do jego największych tajemnic.
- Możesz odetchnąć z ulgą, nie posiadam już innych talentów. Właściwie jestem jeszcze mecenasem sztuki, jednak rzadko kiedy oddaję się tej pasji. I żaden ze mnie ekspert, jedynie znam się dość dobrze na impresjonizmie.
Jak to dobrze, że szybko nadeszło kolejne pytanie, które i kardiochirurgowi wydało się w znacznym stopniu swobodniejsze, nawet jeśli na swój sposób dotykało intymniejszych sfer. Ale przynajmniej powrócili do bardziej beztroskiego tematu, zatem obaj mogą się rozluźnić i zaprzestać myślenia o bardziej skomplikowanych rzeczach. Gustav zaraz uśmiechnął się otwarcie, a swemu rozmówcy posłał wyzywające spojrzenie. Jest zdeterminowany na tyle, aby móc rzucić mu wyzwanie.
- Na moje szczęście dziennikarze wcale nie są tak bardzo spostrzegawczy, jak powinni - odpowiedział nieco wymijająco, nie dając rozmówcy klarownej odpowiedzi. Musi pozostawić parę niedopowiedzeń między nimi, o ile te nie tworzą fałszywego obrazu jego osoby.
To było zabawne, jak bardzo niepewnie czuł się Jack. Był jak dziecko błądzące we mgle. Bał się postawić kolejny krok, mimo to próbował przeć naprzód, choć nie mógł być pewny efektu swoich działań. Przynajmniej zaczynał być świadom tego, że rozmówca ma nad nim wręcz miażdżącą przewagę. Waddington był usatysfakcjonowany tym, iż ma nad wszystkim kontrolę, nawet w duchu rozkoszował się swoją władzą. Odczucie to pomagało mu we wcieleniu się w rolę mentora. Jego powinnością jest dać dobrą lekcję uczniowi, który wykazywał wielkie zainteresowanie wykładanym przedmiotem.
- Natręta poznać łatwo - będzie on ciągle wlepiał w ciebie swoje spojrzenie - zaczął spokojnie, pewnych swych racji. - A co do ucieczki przed napastliwym osobnikiem, to nie jest ona łatwa. Ja zazwyczaj kończę rozmówcę, rzucając jedynie "przepraszam" i uciekam do innej rozmowy z bardziej przyjemnym człowiekiem. Wystarczy sporo pewności siebie i ostre spojrzenie, aby uświadomić kogoś, że jego obecność jest niepożądana.
I znów gra się toczy. Blondyn wyczekiwał pytania, które miało paść z ust wiśniowowłosego, w końcu sam zdecydował się na prawdę i nie żałował tej decyzji, jednak obawiał się, o co chłopak może zapytać. Przecież nie ucieknie się do kłamstwa, to było poniżej jego godności, z kolei szczerość mogła go pogrążyć, jeśli zostanie poruszona dość delikatna kwestia. Na całe szczęście Jack zadał pytanie proste, nawet jeśli tyczyło się nieco intymnej strefy. Mimo to hrabia uśmiechnął się pewny swego i na nowo skierował spojrzenie stalowoszarych oczu na rozmówcę, jakby postrzegał go z nową mocą.
- Z nikim się nie umawiam - oznajmił wreszcie z lekkim rozbawieniem. - Ostatnio nie miałem czasu na randki, ale myślę, że to może się zmienić, o ile ktoś mnie wystarczająco zachęci do umówienia się z nim.
To była zaledwie drobna sugestia wobec Jack'a. Jeśli młodzian wykaże zainteresowanie, Gustav natychmiast zaproponuje mu ponowne spotkanie. Nie będzie ukrywać, że ma zamiar jeszcze raz go zobaczyć. Ba, jedno spotkanie to za mało, będzie chciał jeszcze więcej. Apetyty rośnie z miarą jedzenia, czyż nie?
Nagle sam zobaczył błysk z drugiego budynku, który go nieco zaniepokoił. W jednej chwili powstał na równe nogi, następnie przystanął obok młodzika i położył dłoń na jego ramieniu. Niezobowiązujący gest, normalny, więc żaden durny paparazzi nie posądzi go o niecne zamiary.
- Jest już dość późno, więc może pozwolisz się odwieźć do domu? - spytał swobodnie, rzucając mu poważne spojrzenie. Nie miał ochoty rozmawiać w świetle fleszy, o wiele bardziej chce cieszyć się jego towarzystwem sam na sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Wto Cze 03, 2014 9:06 pm

Nie przypuszczał, że hrabski tytuł wiąże się bardziej z obowiązkiem, który wymaga całkiem dobrej orientacji w polityce. Szczerze powiedziawszy Jack nie posiadał w sobie tyle cierpliwości, by tylko wysłuchać wiadomości związanych z polityką. To tak, jakby mówili w całkiem innym języku, nie z tego świata.
- Również nie jestem zwolennikiem polityki – zaśmiał się subtelnie, po czym kontynuował – ale muszę przyznać, że idealnie pasuje panu ten szlachecki tytuł – wzrok miał przepełniony podziwem. Dla niego osoba formatu hrabiego była niczym postać bajkowa, o której tylko słyszał i oglądał. To osobiste spotkanie było niczym innym, jak zmaterializowaniem baśniowej wyobraźni z tym, że ta rzeczywista wersja zdawała się o niebo lepsza, jeszcze doskonalsza. Nie potrafił uwierzyć w to, jak wspaniałe szczęście go dziś spotkało. Bujał w obłokach, jak nigdy wcześniej dotąd. Do tego pan Waddington zdawał się posiadać nieskończoną listę wykonywanych zawodów i jak niby chłopak mógł odetchnąć z ulgą? Zaiste począł się naprawdę dziwić, jakim cudem Gustav zechciał z nim rozmawiać, z tak młodym niedouczonym człowiekiem. Musiał być ogromnie znudzony bankietem, że właśnie padło na młodego Daltona. Kto wie, czy zasługą tego był ten rzucający się w oczy kolor włosów, który musiał być wizualną atrakcją dla poważnych biznesmenów.
- Rozsądek podpowiada mi, że z pewnością posiada pan więcej zdolności, jak te, które już dziś usłyszałem – przyjaźnie się uśmiechnął. Nie chciał wdawać się w dyskusje o impresjonizmie, bo kompletnie nic o nim nie pamiętał z lekcji. Podobała mu się sztuka, ale wiedzę to miał niemal zerową. Z pewnością uzupełni te braki, by móc następnym razem podjąć się dyskusji, a nie jak teraz, skakać ciągle z kwiatka na kwiatek. Z pewnością będzie lepiej przygotowany, jak na swoje zajęcia lekcyjne.
Niestety nie udało mu się wyciągnąć pikantnych szczegółów z życia rozmówcy. Nie chciał być przy tym niegrzeczny, czy nieuprzejmy, dlatego postanowił nie drążyć dalej. Może jeszcze będzie miał kiedyś okazję powrócić do tego tematu.
- Z pewnością dziennikarze nie prześcigną pańskiego intelektu, więc trudno będzie im opublikować jakąkolwiek aferę – stwierdził fakt ponownie unosząc kąciki ust. Domyślił się, że blondyn nie będzie chciał tak po prostu opowiadać o swych prywatnych sprawach, w zasadzie to młody powątpiewał, że w ogóle takowe istniały. Mężczyzna wyglądał na dumnego i ułożonego, więc trudno było mu sobie wyobrazić skandal z jego udziałem.
Gdyby w szkole miał za nauczyciela hrabiego Sandwich, z pewnością stałby się jego wzorowym uczniem, nie potrafiłby ukryć tak, jak teraz nadmiernego zainteresowania. Rada o unikaniu natręta na imprezach była bardzo ciekawą lekcją. Z pewnością sobie ją zapamięta, choć i tak trudno będzie mu się do niej stosować. Nie miał zwyczaju spławiać ludzi, a do tego był osobą dość przyjazną. Z drugiej strony szczerze wątpił, by ktoś zechciał go zadręczać, bo niby po co?
Z niecierpliwością i lekkim poddenerwowaniem oczekiwał odpowiedzi w trwającej grze na prawdę. Był niezwykle miło zaskoczony odpowiedzią szlachcica, że był aktualnie wolny. Nie spodziewał się usłyszeć tak optymistycznej wersji. To ukazywało mu światełko w tunelu, tym bardziej, że wyraził chęć do umawiania się. Momentalnie twarz Jacka pojaśniała i nieświadomie zaczął się uśmiechać, jakby wygrał los na loterii. Nie był jednak wstanie nic odpowiedzieć, gdyż niewypowiedziane słowa grzęzły w gardle. Tak bardzo mu zależało, że nie wiedział, jak mógłby zachęcić rozmówcę, by spojrzał na niego z takim zainteresowaniem.
Niespodziewanie Gustav podniósł się z miejsca i zaproponował odwiezienie do domu. Oznaczało to jednoznacznie zakończenie ich spotkania. Widząc, że blondyn był tak poważny, sam nie potrafił ukryć zdziwienia przeplecionego smutkiem.
- Dziękuję, z miłą chęcią – odpowiedział uprzejmie, choć niechętnie to zrobił. Nie wiedział, która była aktualnie godzina, i czy ojciec nadal znajdował się na bankiecie. Nie chciał go teraz szukać, zdecydowanie wolał spędzić jeszcze te parę minut z hrabią, bo nie widział, czy będzie mu dane jeszcze go zobaczyć. Młody Dalton również powstał z krzesła i razem opuścili hotel.


[z/t x2]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   Sob Lis 15, 2014 12:38 am

Być może nieodpowiednio się zachował, gdy to w ostatniej chwili zawahał się przed pocałunkiem i w końcowym efekcie nie złożył go na drugich, jakże niesamowicie kuszących, ustach, jednak miał ku temu powód. Po minie kochanka widział drobne rozczarowanie, ale kiedy wszystko się wyjaśniło, ujrzał w szarych tęczówkach najprawdziwsze wzruszenie. Czule przesunął dłonią po miękkim policzku kochanka, sycąc się jego reakcją. W najśmielszych snach nie spodziewał się, że będzie kiedykolwiek w stanie dopomóc w ukazaniu tak wspaniałych emocji przez drugiego mężczyznę. Ale czuł niemałą satysfakcję z tego, iż zdołał uszczęśliwić kochanka. Bardzo mu na tym zależało, zwłaszcza, że wyróżnił go w swym życiu, zatem chciał to okazać również na bankiecie. Przewidywał, że tym drobnym upominkiem ściągnie na Doriana zazdrosne spojrzenia, jednak nie mógł się powstrzymać przed tak jawnym podzieleniem się swym szczęściem z innymi. Trafił na wspaniałego mężczyznę i zamierzał udowodnić to wszystkim niedowiarkom.
- To ja dziękuję – odpowiedział nieco zagadkowo, nie próbując specjalnie uściślić swojej wypowiedzi. Przylgnął ustami do wysokiego czoła, zaledwie na krótką chwilę, jakby nie chciał narzucać kochankowi bliskości. Tak naprawdę chciałby usidlić go w swych ramionach na zawsze i wystawiać go na widok tych pełnych zawiści ludzi. Z drugiej strony nie potrafiłby się nim podzielić chyba nawet w tak egoistyczny sposób, ponieważ w jego umyśle szybko pojawiłaby się obawa, że inny mężczyzna, który dostrzegłby urok Doriana, skradłby mu ten okaz szlachetnej wrażliwości sprzed nosa. Nie zniósłby tak druzgocącej porażki i zapewne zrobiłby wszystko, aby ponownie odzyskać partnera. Chociaż, czy duma rzeczywiście by mu na to pozwoliła? To była dla niego prawdziwa zagwozdka. Ale dobrze, że nie musiał myśleć o tym w pełni poważnie, bo przecież miał Richmonda w pełni dla siebie.
Wyszli z sypialni i przeszli do salonu na parterze, gdzie bawili się wzajemnie swobodną rozmową. Hrabia dostrzegał zdenerwowanie towarzysza i próbował ukoić je subtelnymi słowami oraz delikatnym gestami, jakimi okazywał zrozumienie i przede wszystkim czułość. Dłonią delikatnie gładził plecy długowłosego i nawet dociskał go za pomocą ostrożnego objęcia do swego boku. Jednak wspaniałe chwile sam na sam nie mogły trwać wiecznie. Do pomieszczenia wszedł lokaj i oznajmił przybycie szofera. Prywatny Rolls-Royce hrabiego już czekał. Waddington przeszedł ze swym towarzyszem do drzwi wejściowych rezydencji, gdzie dopomógł mu założyć płaszcz, następnie sam narzucił na swe ramiona długie, czarne okrycie. Szybko wsiedli do samochodu, szofer zamknął za nimi drzwi, tak jak je otworzył, następnie zasiadł za kierownicą, odpalił silnik i ruszył.
Pod hotelem, gdzie miał odbyć się uroczysty bankiet, pojawili się punktualnie. Masa reporterów nie była obecna, dzięki czemu przyjęcie nabierało bardziej prywatnego charakteru. Pierwszy wysiadł kierowca i otworzył drzwi, a Gustav opuścił pojazd pierwszy. Wyciągnął dłoń, aby pomóc wysiąść długowłosemu. Dumnym krokiem skierowali się ku budynkowi, a po przejściu przez recepcję obsługa odebrała od nich okrycia. Muzyka kwartetu smyczkowe unosiła się w powietrzu. Elegancka sala balowa została już prawie wypełniona, tylko nieliczne stoliki były jeszcze puste. Dyrektor RoboticsUNION został zaprowadzony na swoje miejsce wraz osobą towarzyszącą przez jednego z kelnerów. Grzecznie przywitał się z osobami, jakie zostały posadzone z nimi przy jednym stoliku, po czym zajął miejsce, spokojnie oczekując na początek imprezy. Jak zwykle zacznie się od przemówienia organizatora, wzniesionego przez niego toastu, potem lekkiego poczęstunku, następnie każdy będzie rozmawiał z każdym o interesach. Obaj musieli wytrwać tylko przez jedną godziną, do zakończenia tej oficjalnej części. Dobrze, że Gustav wynajął jeden z hotelowych apartamentów, dzięki temu nikt nawet nie zarzuci im, że opuścili hotel podczas trwania przyjęcia.
- Jeśli poczujesz się znudzony, powiedz mi o tym – szepnął na ucho, gdy tylko przechylił się w stronę długowłosego, przy okazji dyskretnie ułożył dłoń na jego kolanie. W tej chwili miał tak wielką ochotę chwycić go i pocałować, aczkolwiek musiał się wystrzegać publicznego ukazywania uczuć. Zresztą, nie chciał stawiać partnera w niezręcznej sytuacji. Musi poczekać z porywami namiętności.
Gdy wszyscy się zgromadzili, choć kątem oka hrabia dostrzegł, że kilka miejsc pozostało pustych, organizator wyszedł na podwyższenie sceny do mikrofonu z kieliszkiem szampana w dłoni. Przez kwadrans mówił o zbiórce funduszy na pomoc dzieciom z marginesu społecznego, omówił wyniki zbiórki z ostatniego roku i wreszcie zaczął dziękować zgromadzonym za przybycie i wymienił kilka nazwisk najhojniejszych sponsorów. Firma Waddingtona już dawno wpłaciła pokaźną sumkę na ten cel, nic więc dziwnego, że nazwisko hrabiego również padło. Cóż, to dobra reklama, ale jakoś nie wykazywał entuzjazmu. Wszyscy powstali na toast, przechylili swe kieliszki z szampanem i w końcu znów zasiedli na swych miejscach, czekając na miniaturowe dania. Posilili się w mgnieniu oka przystawkami, a potem wykwintnymi deserami. Cały czas przygrywała im orkiestra. Potem przeszli do drugiej sali, przynajmniej większość, w tym i Gustav oraz Dorian, aby toczyć rozmowy.
- Przyniosę nam coś do picia – rzucił do kochanka i oddalił się na chwilę. Przywłaszczenie dwóch kieliszków zajęło mu chwilę i szybko powrócił do towarzysza, do którego już zdążył podejść inny mężczyzna i to nie byle jaki, bo jeden z dawnych kochanków hrabiego. Ten przywitał się skinieniem głowy i włożył jeden z kieliszków w dłoń architekta.
- O czym rozmawialiście? – spytał z delikatnym uśmiechem, choć w środku wręcz skręcało go z powodu obecności niepożądanego rozmówcy. Ale po chwili już musiał przeprosić tę dwójkę i wielce niechętnie skierować się do jednego z biznesowych wspólników, aby ustalić kilka drobnych szczegółów dotyczących nowej umowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park Plaza Hotel   

Powrót do góry Go down
 
Park Plaza Hotel
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Hotel La Plaza
» Dzika plaża.
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Hotele-
Skocz do: