IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Criterion Restaurant

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Criterion Restaurant   Sro Kwi 16, 2014 8:15 pm

Criterion Restaurant
Neobizantyjski styl wnętrz nawiązuje do pierwszego otwarcia tego miejsca w 1874 roku. Bywają tu koronowane głowy, prezydenci, aktorzy i piosenkarze. Restauracja specjalizuje się przede wszystkim w kuchni europejskiej.


Kwestie biznesowe na chwilę obecną mieli już omówioną, choć jeszcze muszą wszystko omówić bardzo szczegółowo. Na całe szczęście wydzielili podział obowiązków, co przyszło im dość naturalnie. Waddington zna się na elektronicznych gadżetach, zatem to oczywiste, że to właśnie on zajmie się sprzętem, z kolei Richmond zadba o meble, choćby dlatego, iż to w jego kwestii leży utrzymanie odpowiedniej estetyki w szkole. Wygląd mebli jest właściwie hrabiemu obojętny, jednak musi zaznaczyć, że jest potrzebna klapa o odpowiednich wymiarach, rzecz jasna nie za wielka, ale też nie za mała. Akurat projekt będę musieli przedyskutować wspólnie, jednak to będzie zaledwie drobne omówienie wymiarów mebla. Sama perspektywa łączenia tradycji z nowoczesnością w postaci funkcjonalnego biurka wydaje mu się intrygująca. Im więcej będzie miał tak ciekawych projektów, tym chętniej zajmie się ich realizacją.
Subtelnie kiwnięcie głową uznał za oznakę jak największej aprobaty, co też niezwykle go ucieszyło, bo oznaczało to, że trafił w gusta swojego gościa. Słowa długowłosego jedynie potwierdziły jego przypuszczenia, dlatego też nie śmiał ukrywać swojego zadowolenia z takiego obrotu spraw, jednocześnie nie afiszował się ze swoją satysfakcją. Sam wyjątkowo lubił tą restaurację, więc starał się bywać w niej przynajmniej raz w miesiącu, tak dla własnej przyjemności. Niesamowite wnętrze, wspaniała kuchnia i doskonała obsługa - idealne miejsce na smakowanie wykwintnych potraw.
Dorian powstał, lecz nie skierował się do drzwi a do biurka, co odrobinę zbiło Gustava z tropu, jednak sytuacja szybko się wyjaśniła. Pani Murphy dostała kolejne polecenie nie od swojego szefa a od jego partnera biznesowego, co zapewne musiało kobietę mocno zdziwić. Waddington był tym niecodziennym zjawiskiem mocno rozbawiony, ale zachowywał pozory powagi, co pomogło mu powstrzymać się od śmiechu. Za to uśmiechał się swobodnie, co też dziwić nie powinno, w końcu został porwany nie tylko fizycznie, również jego myśli zostały uwięzione wokół osoby Doriana. Na resztę dnia dumny hrabia stał się więźniem tajemniczego Richmonda.
- Mam nadzieję, że nie odzyskam tak szybko pełnej wolności - odparł w żartach na jego słowa, już kierując się za nim w stronę wyjścia. Bawiło go to, że został przepuszczony w drzwiach przez innego mężczyznę, zazwyczaj to on adorował w ten sposób każdą kobietę oraz swoich kochanków.
Droga minęła im spokojnie, czas płynął w przyjemnym tempie, ani się nie ciągnąc, ani też nie pędząc przed siebie jak wariat. Rozkoszowali się swoim towarzystwem, jednak to przede wszystkim Gustav czerpał przyjemność z obecności drugiego mężczyzny, a takie przynajmniej odnosił wrażenie. Pochłonięty jego opowieściami nie pytał o nic, jedynie czasem wtrącał coś od siebie, samemu dzieląc się własną wiedzą, a także kilkoma przeżyciami. Dziwił się temu, że tak wielki miłośnik angielskiej tradycji nie mieszka w Londynie, ale najwidoczniej miał on swój powód, aby ulokować swoją rezydencję w innym miejscu.
- To bardzo hojna oferta, więc głupotą z mojej strony byłoby z niej nie skorzystać. Jednakże nie chcę być nachalny, więc postaram się swoją ciekawość zaspokoić stopniowo.
W dostojnie spokojnym tempie dotarli przed wejście znakomitej restauracji. Tym razem to Waddington otworzył drzwi przed swoim towarzyszem, przy czym nie potrafił powstrzymać się od bardziej tajemniczego uśmiechu. Stale znajdował się pod urokiem mężczyzny, prawdopodobnie dlatego, że dane mu było nareszcie natknąć się na kogoś, kto jest mu całkowicie równy. Miał wielką ochotę spełniać jego zachcianki, jednocześnie pamiętał o swojej własnej pozycji i zachował dumę.
Po przekroczeniu progu znaleźli się w klimatycznej recepcji. Dyrektor RobotiscUNION nie musiał prosić o stolik, szybko zaproponowano mu jedno z najlepszych miejsc. Stolik z dwoma miejscami nieco bardziej odosobniony, jednocześnie nie odizolowany od reszty, dokładnie tak, jak zawsze sobie życzy. Pracownik tegoż lokalu zaraz znalazł się przy jego towarzyszu i poprosił o cylinder oraz płaszcz.
- I właśnie za to lubię to miejsce, zawsze odpowiada na moje oczekiwania.


Ostatnio zmieniony przez Gustav dnia Nie Sie 17, 2014 9:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Pią Kwi 18, 2014 8:03 am

Wrodzony ekscentryzm i nonszalancja jasnowłosego szlachcica nie pozwalała mu się nie rzucać w oczy. Podświadomie starał się być w centrum uwagi, chciał zaskakiwać być podziwianym i na swój dziwny sposób pragnął intrygować, by jak najdłużej utrzymać rozmówcę w swoim uroku.
Uśmiechnął się w podziękowaniu, przechodząc w drzwiach pierwszy, oko za oko. Nie burzył się, nie starał się usilnie przepuścić uroczego towarzysza przed sobą. Przyjął wszystko takim, jakim też było. Jego oczy ogarnęły pospiesznie pomieszczenie, które nic się nie zmieniło. Zasiadł z gracją przy wskazanym stoliku, poprawił włosy oraz okulary, lecz szatniarzowi oddał jedynie płaszcz, z cylindrem był zbyt mocno związany i ułożył go na krześle, które specjalnie im dostawiono. Przywykli w tym miejscu do dziwactw swoich gości, a ci korzystali z tych przywilejów w pełni.
- Mój ojciec lubił tu przychodzić i zabierać kobiety, z którymi się spotykał. Uchodził wtedy za prawdziwego amanta – Dorian faktycznie nie był osobą, która specjalnie kryłaby się ze swoją przeszłością.
Na podstawie tego jednego zdania można było wywnioskować naprawdę wiele. Po pierwsze mężczyzna był wychowywany przez samego ojca, który lubił otaczać się pięknem, również popisywał się bogactwem. Nie mógł sobie znaleźć stałej partnerki, a mały Richmond zapewne nie miał zapewnionej zbyt dużej uwagi z jego strony, a tym samym spędzał samotne dzieciństwo z wymagającymi opiekunkami, o czym świadczą wpojone w niego maniery, których do dnia dzisiejszego się nie wyzbył.
Szarooki wziął do ręki kartę i jedynie rzucił na nią okiem, po czym ją zamknął. Wiedział już, co zamówi. Mógł się teraz bezkarnie przyglądać mężczyźnie, którego porwał. W tym świetle Gustav wyglądał nieco inaczej i nie umknęło to artystycznemu spojrzeniu właściciela szkoły. Podparł podbródek na splecionych ze sobą dłoniach. Zauważył brak obrączki na jego palcu, więc mógł przypuszczać, ze mężczyzna jest wolnego stanu. Pochodził z szlachetnego rodu, gdyż jego maniery były nienaganne.
- Czyżby to była norma, że osoby wyższego stanu nie mogą znaleźć sobie życiowych towarzyszy? - Pił tu również wyraźnie do siebie.
Tryb życia oraz nieszczerość ludzi sprawiały, że nie myślał nawet o tym, by się wiązać, chociaż wyraźnie jego myśli krążyły w tym temacie. Wyjeżdżając z kraju zamknął za sobą wszystkie drzwi, pourywał znajomości i nie zawierał nowych, nie licząc tych biznesowych. To był jego sposób na obronienie się przed nieszczerością świata. Był również ciekaw opinii blondyna, jak on postrzegał swoją życiową sytuację. Mógł również się mylić i być może dyrektor RoboticsUNION był w tym pięknym stanie, związany z drugą osobą, z którą byłby na dobre i złe. Chociaż prawdę mówiąc, nie wyglądał na wiernego mężczyznę.
- Numer dwanaście i herbatę ze śmietanką. Przed szklankę soku pomarańczowego. Proszę mi też przynieść dwa dodatkowe widelce. Dziękuję – ledwo kelner się pojawił, nie zdążył otworzyć nawet ust, a już zalało go zamówienie Richmonda.
Dorian oddał menu i zachęcił tymczasowego partnera, by i ten zechciał już wybrać danie, a nieproszony gość w postaci obsługującego mężczyzny, poszedł już swoją drogą i dał im święty spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Pią Kwi 18, 2014 4:29 pm

Jakoś nie zdziwiło go to, że Dorian obstawał przy tym, aby cylinder pozostał w jego pobliżu. Wśród dobrze urodzonych osób podobne fanaberie to praktycznie norma, zatem szatniarz nie powinien brać sobie stanowiska długowłosego do serca. Zapewne zdążył już się przyzwyczaić do przeróżnych zachcianek czy zachowań gości tego lokalu, a więc zachował stoicki spokój odbierając jedynie płaszcz od klienta. Hrabia Sandwich uśmiechnął się jedynie subtelnie kącikami ust do swojego towarzysza. Sam nie musiał się martwić kwestią nakrycia wierzchniego z prostego powodu, zwyczajnie nie miał na sobie płaszcza. Pogoda była sprzyjająca, wiosna wreszcie zawitała również do Londynu, dlatego nie myślał o jakimkolwiek nakryciu. Garniturowa marynarka wystarczająco strzeże go przed chłodem.
Szybko zostali odprowadzeni do odpowiedniego stolika, przy którym Waddington zasiadł spokojnie, jednak nawet i przy tej czynności trzymała się go duma. W każdym jego geście krył się ogrom dostojeństwa, czego nawet nie próbował się nigdy wyzbyć. Jest szlachcicem i tego nie zmieni, poza tym nie ma zamiaru udawać kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie. Musi też przyznać, przynajmniej przed samym sobą, że podoba mu się to, iż wyróżnia go z szarego tłumu godność.
Wyznanie rozmówcy nie zaskoczyło go, najwidoczniej mało co jest w stanie zaskoczyć Gustava. Był zadowolony z faktu, iż Richmond postanowił się przed nim otworzyć, bo w jednym zdaniu zawarł mnóstwo informacji o swojej przeszłości. Inteligentny słuchacz mógł wiele wywnioskować po tym jednym zdaniu, zatem i dyrektor RoboticsUNION oczyma wyobraźni ujrzał samotne dzieciństwo towarzysza.
- Przynajmniej nie krył się ze swoimi kochankami po kątach, jak to miał w zwyczaju mój najdroższy ojciec. Jednak należy go zrozumieć, w końcu był żonatym hrabią zasiadającym w Izbie Lordów, więc nie mógł otwarcie spotykać się z innymi mężczyznami.
Czyżby próbował prać rodzinne burdy przy Dorianie, gdyż łudził się, iż otrzyma zrozumienie? Ależ skąd, chciał jedynie podzielić się z nim obrazem swojego własnego dzieciństwa. Przynajmniej wzajemnie się rozumieją, ponieważ łatwo im pojąć jak trudno jest żyć w rodzinach, które muszą nad wyraz troskliwie dbać o swoją reputację. Niekończąca się sieć kłamstw, intrygi, rywalizacja oraz wielkie ambicje - istne przekleństwa dla szlacheckich rodzin.
Biznesmen poszedł w ślady kompana i również otworzył kartę, przebiegając wzrokiem po pierwszej stronie. Oderwał wzrok od jednej interesującej go pozycji, gdy usłyszał pytanie skierowane do jego osoby. Zaraz uśmiechnął się subtelnie kącikami ust, nie kryjąc swojego drobnego rozbawienia.
- W moim przypadku ta norma wynika nie tylko z wysokiego stanu - zaczął spokojnie, a w jego głosie obecna była wesoła nuta. - Powiedzmy, że jestem w tej kwestii mocno podobny do mojego ojca, jednak w przeciwieństwie do niego nie kryje się z własnymi preferencjami.
Był szczery, gdyż jego orientacja jest znana wszystkim. Prawdopodobnie wielu to razi, lecz hrabia miał nadzieję, że obecny rozmówca nie poczuje się urażony jego prawdomównością. Gustav mógłby kręcić, kłamać, ale nie widział takiej potrzeby. Ciężko by mu było tuszować wszystkie jego romanse z innymi mężczyznami, dlatego woli mówić o nich głośno. Jest tak okropnie niestały w uczuciach, jak jego ojciec.
Kelnera dostrzegł dopiero w chwili, gdy Dorian złożył już zamówienie. Sam poprosił o pozycję z karty kryjącą się pod numerem dwadzieścia jeden i szklankę soku jabłkowego. Grzecznie oddał kelnerowi kartę, po czym rzucił spojrzenie szarych oczu na mężczyznę siedzącego naprzeciw niego.
- Mam nadzieję, że nie jesteś mną zdegustowany. Wolałem być szczery, bo nie lubię niedomówień.
Posłał mu delikatny uśmiech, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Nie wiedział dlaczego, ale chciał zobaczyć zaskoczenie na jego twarzy. Miał do czynienia z przystojnym mężczyzną, który na dodatek go intrygował, więc to oczywiste, że zapragnie go odrobinę podrażnić.
- To dziwne, że jeszcze nie usidliła cię żadna kobieta. Smakowity z ciebie kąsek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Pią Kwi 18, 2014 7:34 pm

Trzeba było przyznać, że dwójka dżentelmenów zwracała na siebie niemałą uwagę. Głowy wielu gości podążały w ich kierunku, zaś kobiety posyłał im delikatne uśmiechy. Niewątpliwie byli partią, na której warto było zawiesić oko, lecz oni dwaj wydawali się być pochłonięci swoim towarzystwem. Zaabsorbowani własnym urokiem nie zwracali powszechnej uwagi na czynniki rozpraszające, lecz poświęcili się bez reszty rozmową między sobą.
Dorian nie tylko był staromodny, ale mimo wszystko wyrozumiały i obyty w świecie, chociaż z pozorów mogło się wydawać inaczej. To, co przeżył nauczyło go tolerancji do wielu rzeczy, ludzkich upodobań, ale również pozwoliło mu się zdystansować do tego, co mu nie odpowiadało. Orientacja jego rozmówców nie była jednak czymś, co miał zamiar wytykać, czy potępiać publicznie. Każdy miał prawo do własnych wyborów nieważne, jakie te by były.  Ostatnio dużo słyszało się o afiszowaniu się osób homoseksualnych, lecz dla niego nie miało to znaczenia.
Sam nie do końca wiedział, co go w tej sferze kręci, co sprawia, że czuje namiętność. Za długo żył w samotności, pochłonięty pracą, by zajmować sobie myśli romansami z przypadkowymi osobami. Kiedyś, w młodości był bardziej otwartą osobą, która korzystała z życia pełnymi garściami. Wyrósł z tego i poświęcił się pracy.
- Kiedyś nie rozumiałem jego poczynań, dzisiaj zdaje się to być na porządku dziennym. Nie mógł znaleźć drugiej osoby, z którą chciałby spędzić resztę swojego marnego życia – mężczyzna podparł tym razem głowę na ręce, przechylając ją na bok i we wnikliwy sposób przyglądając się blondynowi.
Informacja za informację, chociaż słowa Doriana zdawały się nie być aż tak szokujące. Rozumiał jednak, dlaczego niemal natychmiast poczuł dziwną nić porozumienia z pozoru srogim dyrektorem. Na swój pokręcony sposób był do siebie podobni i zapewne rozumieli się lepiej niż przeciętni ludzie.
Szarooki ukrył tęczówki pod powiekami na kilka chwil. Wyraźnie się zamyślił, gdy Gustav zdradził mu bez pardonu swe seksualne preferencje. Był ciekaw, co kieruje mężczyzną dobierającym sobie ewentualnie przyszłego partnera na kilka nocy. Nie potrafił niestety uwierzyć, by ego typu związek przeżył próbę czasu, chociaż znał kilka takich par. Częstszy był jednak stereotyp mężczyzny-geja, który zmienia często swoich łóżkowych przyjaciół. Czym to było spowodowane? Nigdy nie zagłębiał się w ten problem i również nie miał zamiar popełniać tego błędu teraz.
- Zapewne twoi partnerzy byli przez jakiś czas najszczęśliwszymi osobami na świecie. Dobrze usytuowany, przystojny, elokwentny z bijącym majestatem. Czego też można chcieć więcej? – Nie, nie wyglądał na zdegustowanego, ani zniesmaczonego, nawet podjął się kontynuowania tego tematu.  – Dziękuje za szczerość – jednak sam nie zdradził w odwecie swoich upodobań, gdyż najwyraźniej w świecie nie myślał o sobie w kwestii fizyczności.
Poprawił się wygodniej na krześle, płynnym ruchem znów poprawił włosy, które czasami wyraźnie go irytowały, po czym zaczął pić wodę, która stała już od dłuższego czasu na stoliku.
- Próbowały… Lecz nie jest to proste zadanie – zabrzmiało to nieco tajemniczo.
Nie można było być tuzinkową osobą, by zatrzymać go na dłużej przy sobie. Dorian miał wyczulonych kilka zmysłów, które musiały być zaspokajane w odpowiednich ilościach. Na komplement zareagował delikatnym uśmiechem, który był u niego widziany po raz pierwszy. Każdy lubi, gdy obdarowuje się go miłym słowem.
- Dobrze, że nie widziałeś mnie, gdy byłem dzieckiem. Makabra – zaśmiał się cicho, przypominając sobie, gdy był szczerbatym grzdylem z okularami niczym denka butelek. – Sam pewnie też jesteś uważany za łamacza serc – bardzo szybko przeszli do rozmowy o niemal jednej z bardziej prywatnych spraw, lecz mężczyźni uwielbiali się chwalić, ile to ślicznych dziewczyn wyrwali w ostatnim czasie, chociaż w tym przypadku można było i mówić o płci przeciwnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Pią Kwi 18, 2014 8:40 pm

Warunki, w jakich się wychowywali, okazały się dość do siebie zbliżone, a przynajmniej na tyle, aby mogli szukać u siebie w pewnych kwestiach wzajemnego zrozumienia. Mało kto byłby w stanie zrozumieć to, z czym musieli mierzyć się oni od najmłodszych lat. Prawdopodobnie i ten problem utrudniał im nawiązanie bliższej relacji z każdą osobą przeciętną, czyli nieświadomą tych wszystkich wymogów, z jakimi mierzyć się muszą dzieci z dobrych rodzin. Z całą pewnością Gustav nie mógłby stworzyć związku z mężczyzną, który nie potrafiłby zrozumieć, dlaczego jest właśnie taki a nie inny. To własny ojciec od początku próbował ukształtować go w taki sposób i poniekąd osiągnął swój cel, stworzył kolejnego idealnego hrabiego Sandwich, jednocześnie oduczył syna wyrażania prawdziwych uczuć. W przypadku Waddingtona wszystko jest udawane. Perfekcyjna gra, na tym polega całe jego życie.
A jednak nie dostrzegł zniesmaczenia na twarzy swojego rozmówcy, co uznał za prawdziwy dar od losu. Rzadko kto okazuje mu jawną niechęć, choćby dlatego, że znakomita większość nie jest mu równa. Dorian był nie tylko do niego podobny pod kilkoma względami, przede wszystkim był na tym samym poziomie, co dyrektor RoboticsUNION. Dobre pochodzenie, bogactwo, bijący od niego majestat - naprawdę byli sobie równi. Richmond mógłby bez ogródek wyrazić swoją niechęć, ale nie zrobił tego. Najwidoczniej był bardziej tolerancyjny niż można by stwierdzić na pierwszy rzut oka.
- Niezwykle dobrze to ująłeś. Moi kochankowie byli zachwyceni "przez jakiś czas". Chyba nie potrafię stworzyć prawdziwego związku. Jestem człowiekiem mocno zajętym, więc trudno mi być obecnym w czyimś życiu przez dłuższy czas. To kłopotliwe, kiedy trzeba wybierać pomiędzy pracą a partnerem.
Kolejna dawka szczerości ze strony Gustava wcale nie była szokująca, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że rozmawia z osobą, która go naprawdę mocno zaintrygowała. Wciąż znajdował się pod urokiem Doriana, na dodatek chciał z własnej woli zachwycać się nim jeszcze dłużej. Tak rzadko ma okazję porozmawiać z kimś na poziomie. Takiemu rozmówcy mógłby zdradzić naprawdę wiele myśli, bo tylko u niego mogłyby znaleźć odpowiedni posłuch.
- Żadna nie potrafiła spełnić twoich wymagań.
To było jak najbardziej trafne stwierdzenie. Dyrektor już wiedział, że ma do czynienia z wybrednym człowiekiem, co wcale mu nie przeszkadzało, gdyż sam miał własny gust, którego zawsze się trzymał. Może i jest gejem, jednak nie ma w zwyczaju rzucać się na pierwszego lepszego mężczyznę, w końcu też ma swoje wymagania. Za kochanka mógłby mieć jedynie mężczyznę inteligentnego, zadbanego, który potrafiłby skupić na sobie całą uwagę wiecznie zajętego biznesmena, jednocześnie nie próbowałby ciągle mu się narzucać i nie żądałby stałego okazywania uczuć oraz wielkich wyznań miłosnych. Waddington mógł dać w zamian naprawdę bardzo wiele, nie był jednak zdolny do wypowiedzenia dwóch wiążących słów, ponieważ nigdy nie został ich nauczony.
Uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem, wyobrażając sobie małego Doriana. Trudno mu było uwierzyć w to, że był brzydkim dzieckiem, choćby dlatego, że każdy brzdąc ma w sobie coś uroczego.
- Nie wierzę, że było aż tak źle. Każde dziecko ma swój urok.
Czy naprawdę jest łamaczem serc? Być może wielu tak o nim myśli, jednak on sam nie postrzega siebie w taki sposób. Zawsze stawia sprawę jasno każdemu swojemu kochankowi od samego początku, mówi wyraźnie, że nie należy planować z nim żadnego trwałego związku. Niestety, nie każdy partner bierze sobie jego słowa do serca.
- Prawdopodobnie tak - odpowiedział w końcu z lekkim rozbawieniem. - A ty na pewno jesteś postrzegany jako nad wyraz wymagający partner, któremu ciężko dogodzić.
W jednej chwili przy ich stoliku znalazł się kelner, który podał długowłosemu mężczyźnie szklankę pomarańczowego soku, z kolei przy drugim kliencie postawił naczynie wypełnione sokiem jabłkowym. Bez słowa odszedł, zapewne po to, aby za jakiś czas powrócić z resztą ich zamówienia.
-  Ja już od dziecka ściągałem na siebie ciekawskie spojrzenia - wyznał spokojnie, na chwilę powracając wspomnieniami do dzieciństwa. - Rodzice raczej nie chwalili się mną na prawo i lewo, właściwie to unikali pokazywania mnie szerszej publiczności. Do dziś nie wiem dlaczego tak było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Wto Kwi 22, 2014 11:37 am

Jasnowłosy mężczyzna nie zorientował się nawet, gdy podszedł do nich kelner. Pracownik restauracji odszedł tak szybko, że nie zdążył przyjąć kolejnej zachcianki ekscentrycznego architekta, co zapewne spotka się z jego ogromnym niezadowoleniem. Teraz zaczął spokojnie popijać swój zamówiony sok, szybko przestając. Odstąpił szklankę niczym poparzony, wziął serwetkę i wyraźnie zaczął w nią pluć oraz się wycierać, jakby kazano mu zjeść wyjątkowo kwaśną cytrynę.
- KELNER! - wydarł się głośno i już wszyscy wiedzieli, ze będzie afera, bo tylko w takich wypadkach podnoszono głos.
Spanikowany mężczyzna szybciutko się znalazł przy odosobnionym stoliku i drżącym głosem zapytał, co się stało.
- Co to ma być? - oskarżycielski palec skierowany został w stronę szklanki, ze zdawało się najwyższej klasy, sokiem pomarańczowym. - Pytam się, co to ma być?
Oszołomiony kelner nie za bardzo wiedział, co ma odpowiedzieć, więc odparł zgodnie z prawdą.
- Świeżo wyciskany sok z pomarańczy hiszpańskich.
- Tam pływają jakieś farfocle. Nie smakuje mi – delikatne podniebienie Richmonda nie było w stanie znieść fusów, które pływały w szklance, zaś na twarzy szarookiego pojawiło się niewyobrażalne cierpienie. - Chcę czysty sok, nie taki – niczym wybredne dziecko pokazał, jak bardzo potrafi być kapryśny i jak reaguje w sytuacjach, gdy coś nie idzie po jego myśli. Zreflektował się jednak szybko, przepraszając obsługę oraz gości siedzących naokoło. Dopiero po chwili spojrzał ponownie na Gustava. - Wybacz, nienawidzę, gdy coś pływa w mym piciu. Wpadam wtedy w szał.
Zdenerwowany zaczął gładzić obrus na stole, wyraźnie starał się uspokoić. Potwierdził słowa swego rozmówcy, że był wymagającym partnerem, lecz próba dogodzenia mu mogła być interesującym wyzwaniem i zdecydowanie flirt z nim, a nawet i prowizoryczny związek nie mógł zahaczać o nudę.
- Mógłbym policzyć na palcach jednej dłoni bliższe mi osoby w tej kwestii i żadna z nich nie znała mnie na tyle dobrze, by ze mną wytrzymać. Chyba nawet nie próbowali mnie poznać. Liczył się jedynie mój status. A wiesz, jak ludzie pięknie potrafią mówić – Dorian był tym stereotypowym przypadkiem bogacza, który nie potrafił znaleźć sobie drugiej połówki i stronił od zbliżeń fizycznych.
Na swój sposób świadczyło to o jego wysublimowanym guście, ale również i o wrażliwości, którą posiadał. Przestał bawić się obrusem, tym razem bezpośrednio patrząc w oczy właściciela dużej firmy elektronicznej.
- Panie dyrektorze, a jak mnie by pan ocenił? Spełniałbym pańskie wymogi, jako potencjalny kochanek? - Architekt wyraźnie był zaintrygowany odpowiedzią hrabiego.
Czasami prowokował specjalnie, lecz jego pogodny wyraz twarzy zmienił się pospiesznie nie do poznania. Znów delikatny uśmiech zastąpił wyraz zniesmaczenia. Mężczyzna wstał i powolnym krokiem podszedł do dyrektora RoboticsUNION. Pochylił się i spojrzał mu głęboko w oczy, znajdując się bardzo blisko jego twarzy. Powietrze jakby stężało i stało się gęstsze, tak samo jak atmosfera. Przez chwilę czuli własne oddechy na swojej skórze, lecz ten dziwny czar zaistniałej sytuacji prysnął niczym bańka mydlana, gdy chłodne palce zdjęły rzęsę z policzka Gustava, a tym samym na twarzy drugiego mężczyzny pojawił się przepiękny, triumfalny uśmiech. Szlachcic powrócił na swoje miejsce sprężystym krokiem i założył nogę na nogę.
Mogło się zdawać, że nieco kokietuje, lecz po prostu miał taki styl bycia.
- Może chcieli cię chronić przed tym światem? - nawiązał do ostatniej wypowiedzi Gustava. - Ja co wyjście słyszałem, ze przynoszę wstyd. Chyba coś w tym jest, tobie też go narobiłem – zaczął się śmiać ze swojego zachowania.
Musiał mieć naprawdę dużo dystansu do własnej osoby, choć mogło się wydawać, że jest zupełnie inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Wto Kwi 22, 2014 8:04 pm

Zupełnie nieoczekiwany wybuch jego towarzysza zaskoczył go, z czym nawet się nie krył, jednocześnie w jego szarych oczach na nowo rozbłysł blask pełen zaintrygowania. Nie spodziewał się, że tak aksamitny głos jest w stanie zabrzmieć tak donośnie. Dopiero po kilku sekundach uświadomił sobie, że nawet przez chwilę nie przypuszczał, że Richmond mógłby wybuchnąć w taki sposób i to jeszcze w takim miejscu, gdzie otoczeni byli również przez inne osobistości. Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na ich stolik, niektórzy nawet komentowali zajście półszeptem, jednak to wcale nie robiło wrażenia na Waddingtonie, ponieważ jego umysł był całkowicie skupiony na rozmówcy. Długowłosy mężczyzna siał niemały zamęt w myślach biznesmena, lecz ten wcale nie miał do niego o to żalu, wręcz przeciwnie, w duchu cieszył się z faktu, że wreszcie do jego życia wtargnął ktoś, kto jest godzien uwagi. Prawdopodobnie właściciel Traditional Royal School zniknie mu sprzed oczu tak szybko, jak się pojawił, zatem chciał czerpać pełnymi garściami z jego obecności póki może. Wciąż się nim nie nacieszył i zapewne nie nastąpi to tak szybko, o ile w ogóle to nastąpi. Zapewne zostanie przez niego porzucony z trawiącym trzewia niedosytem.
Kiedy usłyszał jego przeprosiny, posłał mu subtelny uśmiech, w ten sposób pokazując, że nie czuje do niego złości czy niechęci. Absolutnie się nie gniewał, raczej dobrze się bawił, choć widział na własne oczy jakie katusze cierpi zbesztany kelner. W ramach rekompensaty da mu naprawdę spory napiwek.
- Jesteśmy w podobnej sytuacji - stwierdził po jego oszczędnym, a jednak treściwym opisie wcześniejszych związków czy raczej prób jego stworzenia. - Znakomita większość patrzy jedynie na nasze tytuły i pieniądze. I niby jak można stworzyć bliższą relację z osobą, która widzi w relacji z tobą prestiż a nie ciebie?
Może niepotrzebnie padło w tej chwili pytanie retoryczne. W każdym razie obaj są świadomi tego, że zaledwie garstka ludzi jest w stanie spojrzeć na nich jak na żywe istoty. Gustav już dawno przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy, dlatego nawet nie zawraca sobie głowy przyjaźniami, a co dopiero związkami. Kolejni kochankowie na dwa czy trzy miesiące całkowicie mu wystarczają, w końcu jest mężczyzną, więc nie potrafiłby ot tak zerwać ze swoimi potrzebami.
- Odmawiam poddaniu cię ocenie, drogi Dorianie - odpowiedział szybko na jego pytanie z cieniem uśmiechu tańczącym na wąskich wargach. Nie potrafił spojrzeć na niego przez pryzmat wszystkich swoich kochanków, ponieważ był on całkowicie inny od nich. Wyróżniała go duma, która kusiła dyrektora RoboticsUNION. Sama perspektywa uczynienia Richmonda całkowicie jego była nad wyraz przyjemna. Gdyby kiedykolwiek się na to zdobył, traktowałby go z należytym szacunkiem, również nie potrafiłby wypuścić go tak szybko ze swoich ramion. Dwa miesiące dla ich romansu wydałby mu się tak krótkim okresem, choć w przypadku innych relacji czas ten był wystarczający, aby całkowicie wyssać z kochanka wszystko co najlepsze.
Nagle towarzysz powstał i znalazł się przy nim. Po chwili zaraz zawisł nad twarzą hrabiego Sandwich, przez co ich oddechy spotykały się ze sobą, wzajemnie drażniąc swym ciepłem skórę. Śmiało pochwycił w palce jeden z długich kosmyków, po czym przysunął go do ust, ostrożnie zaciągając się jego zapachem. Bliskość nie trwała zbyt długo, lecz ulotna chwila wystarczyła, aby prawnik mógł zasmakować w obecności architekta.
- Jeśli stałbyś się mój, mógłbym stać się bardziej poważny niż kiedykolwiek. Z pewnością nie dałbym ci odejść.
W jednej chwili spoważniał, czemu towarzyszył śmiech jego rozmówcy. Wstyd? Nigdy nie czuł wstydu i zapewne nie pozna tego uczucia. Stopniowo zmieniał swoją postawę, aby po kilku sekundach widocznie złagodnieć.
- Jestem dumny z tego, że towarzyszy mi tak wspaniały człowiek. Powiem nawet, że cieszy mnie to, iż wpadłeś przy mnie w szał. Chcę zobaczyć, jakim człowiekiem jesteś.
Delikatnie przesunął palcami po śnieżnobiałym obrusie, wtedy też do ich stolika znów podszedł kelner. Pracownik restauracji przeprosił klienta i podał mu kolejną szklankę soku pomarańczowego. Nieborak stał tak i czekał na wyrok, tym razem nie wyobrażając sobie odejść od stolika zbyt wcześnie. Sam Waddington czekał na reakcję Doriana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Kwi 23, 2014 11:41 am

Niesympatyczna atmosfera w lokalu szybko ustąpiła i znów słyszano pogodne rozmowy. Sam Richmond się uspokoił i na powrót całą swoją podzielna uwagę skoncentrował na wybitnym rozmówcy, który do tej pory potrafił sprawić, że się nie nudził, co było ogromnym sukcesem. Jasnowłosy właściciel szkoły zapewne nigdy się nie przyzna, że testował cierpliwość towarzyszącego mu mężczyzny, pokazując mu swoje najbardziej skrajne zachowania.
Z jednej strony był tajemniczy, intrygujący, pełen dostojeństwa, zaś z drugiej obnażał rogi i zachowywał niczym rozpuszczone dziecko, które musi mieć wszystko, co sobie wymyśli. Nie był łatwą w pożyciu osobą, choć większe było prawdopodobieństwo, że stwarza jedynie pozory tego złego, niż faktycznie taki jest. Zupełnie inaczej zachowywał się wśród ludzi, a był całkiem inną osobą, gdy zasiadał w zaciszu własnego domostwa.
Gdyby tylko znał myśli Waddingtona i mógł wśród nich odnaleźć te tyczące się swojej osoby, to zdziwiłby się bardzo. Nieszczególnie zależało mu na tym, by komuś zawracać w głowie, by kusić i być atrakcyjnym w swej tajemniczości. Przez chwilę zapomniał, że Gustav jest o wiele lepiej wykształconym człowiekiem, niż znaczna ilość społeczeństwa na Ziemi, a tym samym zwraca uwagę na najdrobniejsze, mniej istotne szczegóły świadczące o drugim człowieku.
Dorian poczuł się zaintrygowany i dało się to dostrzec wyraźnie w jego spojrzeniu. Sam zaczął postrzegać dyrektora nieco inaczej, gdy usłyszał kolejne z jego słów.
- Dobrze jest widzieć od razu człowieka w człowieku – potwierdził jego pytanie, odpowiadając nieco w filozoficzny sposób.
Szarooki podparł głowę na dłoni, przechylając ja na bok i pozwalając swym długim włosom spłynąć po ramieniu. Ich zapach mógł przywodzić na myśl łąkę kąpaną w zachodzącym słońcu. Prawdopodobnie używał szamponu z rumiankiem, gdyż jego woń była najbardziej wyczuwalna, co nadawało mężczyźnie nieco więcej delikatności. Mężczyzna odnotował każdy gest ze strony dyrektora dużej firmy, pozwalając sobie na nieme stwierdzenie, iż obaj rozpoczęli coś w rodzaju bardziej odważnego flirtu.
- Gwarantuję, że jestem osobą, która wręcz powinna podlegać ocenie w pewnych kwestiach. Sam dobrze wiesz, że najmniejszy twój ruch jest obserwowany przez pewne osoby – teraz też zauważył katem oka kelnera, który zechciał przynieść mu szklankę z odcedzonym sokiem.
Richmond skosztował napoju i wręcz przymknął oczy z przyjemności. Skinął głową z aprobatą, dając pozwolenie na odejście. Błędy personelu zostały wybaczone, a uważne spojrzenie skierowało się na twarz rozmówcy.
O czym on mówił? Czyż obaj niedawno nie stwierdzili, ze nie potrafili żyć w związku? Że nie nadawali się do długotrwałych, bliższych relacji? Mimo to, te odważne stwierdzenia spodobały się łasemu na komplementy architektowi, a malujący się na jego ściągniętych ustach delikatny uśmieszek zdradzał jego zadowolenie.
- Błagałbyś po pewnym czasie, bym zniknął. A może to ty pierwszy byś mnie porzucił? – pozwolił sobie na żart, nie licząc nawet, że jego słowa zostaną sprostowane. Lubił gdybanie, wyrażało ono wiele. Uniósł swoją szklankę niczym do toastu – Za piękne marzenia – ta spontaniczność przez wielu byłaby uważana za pewnego rodzaju infantylność, lecz blondyn nie przejmował się tego typu niuansami.
Miał ochotę przetestować Gustava, sprawdzić, na ile też może sobie pozwolić w jego obecności, a równocześnie nie zrazić go do swojej osoby.
- Obawiam się, że gdy mnie lepiej poznasz, to cały czar pryśnie – właściciel szkoły musiał sobie zdawać sprawę ze swoich wszystkich wad, które utrudniały mu egzystowanie w społeczeństwie. - A mimo to będę miał nadzieję, że dasz się również zaprosić w niedługiej przyszłości na kolację, by uczcić naszą współpracę, jak i najzwyklejsze poznanie się, lampką wina dobrego rocznika – była to propozycja ponownego spotkania, choć obecne się jeszcze nie zakończyło.
Jasnowłosy umoczył usta w soku, znów przymykając oczy. Był prawdziwym smakoszem i delektował się nawet z pozoru najzwyklejszym napojem. Z pewnością dokładnie skrytykuje danie, które otrzyma. Długo czekać nie musieli. Sam szef kuchni przyniósł ich dania, zapewniając, że dołożył wszelkich starań przy przygotowaniu tego posiłku. Gdy tylko odszedł, Dorian zasłonił usta dłonią i kiwnął do towarzysza, by ten się pochylił do niego. Najwyraźniej szlachcic miał zamiar szeptać niczym dziecko.
- Widziałeś? Skaczą wokół nas, jakby samą królową gościli... A teraz uważaj – ściszył głos jeszcze bardziej. - Kucharz miał różnokolorowe skarpetki – tak nieistotna rzecz nawet nie umknęła na pozór niewidzącemu dobrze szarookiemu.
Była to na tyle wielka pierdoła, że mogła wywołać jedynie uśmiech na drugiej twarzy, gdyż w słowach bogacza nie było nawet krzty złośliwości, a wręcz przeciwnie, zaistniał cień sympatii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Kwi 23, 2014 11:42 pm

Chciał zobaczyć jeszcze więcej jego obliczy. Dumny szlachcic, tajemniczy właściciel prestiżowej szkoły, prawdziwy esteta, niezwykle drobiazgowy smakosz i przy okazji temperamentny osobnik. Mało kto, niezależnie od statusu, ośmieliłby się podnieść głos z powodu soku w tak eleganckiej restauracji. Ale to właśnie czyniło Doriana tak intrygującym, ta mnogość twarzy zachwycała Waddingtona. Hrabia Sandwich nie krył swojej drobnej fascynacji, choć ta mogłaby zostać uznana za swego rodzaju objaw nachalności. W obecnej sytuacji powinien działać jak najbardziej subtelnie, aby nie spłoszyć Richmonda, jednocześnie pragnął postawić sprawę jasno - jest nim zainteresowany zarówno na podłożu biznesowym, jak i na tym prywatnym. To chyba nie powinno nikogo dziwić, zwłaszcza po tym, jak długowłosy mężczyzna kusił. Prawdopodobnie nie robił tego świadomie, być może nie rozmyślał nad konsekwencjami swoich czynów, ale najistotniejsze było to, iż nie wzbraniał się przed niczym. Czyżby zachowywał się tak przy każdym? Dyrektor RoboticsUNION wolał raczej wierzyć w to, że jego towarzysz tylko przed nielicznymi odsłania prawdziwą naturę, tym samym stałby się kolejnym wyjątkowym człowiekiem w otoczeniu nowego znajomego.
- Najzabawniejsze jest to, że każdy cię obserwuje, jednak nie odważy się czegokolwiek powiedzieć otwarcie. Te podchody są coraz bardziej nużące.
Rzecz jasna dobrze wychowany człowiek pozostawi niepochlebne komentarze dla siebie, jednak zazwyczaj te padają za plecami głównego zainteresowanego. Plotki, niedomówienia, fałsze - wszystko po to, aby oczernić kogoś, kto stoi wyżej od ciebie. Gustav już dawno się przyzwyczaił do takiego stanu rzeczy, choć z początku trudno mu było się z tym pogodzić. Teraz nie przejmuje się zdaniem innych, nawet podburza innych coraz to śmielszymi posunięciami, przy czym zachowuje jak najwięcej dobrego smaku, aby czasem nie urazić szerszej publiczności. Czasem czuje się jak manekin, który musi odgrywać przydzieloną mu rolę przed wszystkimi, na całe szczęście rzadko prześladuje go takie wrażenie.
Od razu dostrzegł drobne zaskoczenie malujące się w spojrzeniu stalowoszarych oczu. To niesamowite, że ich tęczówki są tak bardzo zbliżone do siebie barwą. Cieszył się, że mógł dostrzec w nich jakiekolwiek emocje. Powoli uczył się zachowań i reakcji długowłosego.
- Za realne marzenia - powtórzył do siebie, delikatnie modyfikując toast rozmówcy. Uniósł swoją szklankę i upił z niej łyk soku jabłkowego. Zaraz ostrożnie odłożył naczynie, aby skupić się całkowicie na osobie towarzysza. - To tylko snuta przeze mnie teoria, ale mam zamiar przy niej mocno obstawać i musisz mieć to na uwadze. Myślę, że tylko przy tobie mógłbym zdecydować się na jakąkolwiek stałość.
Uśmiechnął się poprzez uniesienie kącików ust. Wcale nie żartował, był jak najbardziej poważny. Są sobie równi, dlatego w ich relacji, niezależnie od tego jak bliskiej, istniałby wzajemny szacunek. Należy też dodać, że wzajemne zrozumienie ułatwiłoby im wiele rzeczy na polu wzajemnej komunikacji. Zapewne obaj stawialiby też wyraźne żądania, a już na pewno czyniłby to Dorian. Ale te rozważania powinni odłożyć na później. Biznesmen wysłuchał jego kolejnych słów, czerpiąc z nich sporą przyjemność. Ich pierwsze spotkanie jeszcze się nie skończyło, a już otrzymał propozycję kolejnego.
- Z wielką przyjemnością znów się z tobą spotkam.
Przybycie kucharza nie zaskoczyło go aż tak bardzo, choć było ono niezwykłe. Rzadko się zdarza, żeby sam szef kuchni wychodził do klientów. Akurat po ataku Richmonda na kelnera za źle przygotowany sok mistrz musiał dmuchać na zimno, co z pewnością mu się opłaci. Na talerzu Gustava znalazła się polędwica faszerowana z foie gras z sosem truflowym i polentą. Miał dziś ochotę na tak wykwintne danie. Lecz nie skosztował jeszcze kęsa, gdyż musiał pochylić się nad stołem i przysunąć twarz do ust rozmówcy. Mimowolnie uśmiechnął się na jego wypowiedź.
- Cóż za ekscentryk. Jednak świetnie gotuje, więc wybaczę mu ten mankament.
Ujął w dłonie sztućce i odkroił kawałek polędwicy, zamoczył ją w sosie truflowym i spokojnie skosztował. Zmrużył oczy z tej drobnej przyjemności smakowania potrawy.
- Jestem przekonany o tym, że twój język jest wrażliwszy od mojego, jednak nie wyobrażam sobie, by kubki smakowe mogły jeszcze intensywniej doznawać rozkoszy ze smakowania tak wspaniałych dań. To przekracza moje wyobrażenia.
Spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem. Naprawdę dobrze się bawił, dlatego marzył o tym, aby ich spotkanie nie skończyło się zbyt szybko. Po wspólnym lunchu mają udać się do szkoły, jednak po szczegółowym omówieniu kolejnych wizji właściciela tegoż przybytku przyjdzie im się rozstać.
- Przykro mi, że nie mieszkasz w Londynie, bo przez to nasze spotkania będę rzadsze niżbym sobie życzył. Chciałbym jak najczęściej cię dręczyć swoją osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Czw Kwi 24, 2014 8:59 pm

W sterylnych warunkach – pracowni, odosobnieniu, gdzie nikt obcy nie miał wstępu, Dorian był cichym i spokojnym mężczyzną, który mówił częściej do siebie i otaczających go przedmiotów, niż do żywych istot. Prawdę mówiąc nie miał zbyt bliskiej rodziny, z którą byłby w jakikolwiek sposób związany, bądź czuł potrzebę jej odwiedzania, z wzajemnością. Zwierząt również nie posiadał, gdyż nie tolerował zbytnio brudu, a wszędzie latające kłaki psa, czy kota można było zaliczyć do nieporządku. Łatwo więc można było stwierdzić, że nie do wszystkich jest tak pozytywnie nastawiony, jak to miało miejsce w przypadku Gustava. Właściciel firmy RoboticsUNION zaskarbił sobie czymś, trudno powiedzieć czym, jego przychylność i sympatię, a równocześnie to przy nim Richmond odkrywał tego prawdziwego siebie, obdartego z maski, którą przyjmował w obliczu nieważnych dla niego osób.
- Moją krytykę otrzymałbyś bardzo szybko – odpowiedział mu rozbawiony architekt.
Nie bał się opinii publicznej, był zdania, ze wszystko należy wypowiadać jawnie i brać odpowiedzialność za własne słowa. Niestety mało kto miał prawdziwą odwagę, by powiedzieć drugiej osobie prosto w oczy to, co się nie podobało.
- Jednak nie musisz się bać, na razie nie mam powodów do wypowiadania obelg pod twoim adresem -  darzył swego rozmówcę równie dużym szacunkiem, co on jego.
Jasnowłosy nie śmiał nawet traktować z góry dyrektora, gdyż nie pozwalało mu na to wiele czynników. Był naprawdę ciekawy, czy mężczyzna byłby w stanie dochować swoich zapewnień, czy może jednak są to jedynie pięknie brzmiące frazy, którymi pragnął go nakarmić tego dnia.
- Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na te wszystkie pochlebstwa, ale nie rzucaj słów na wiatr. Tego nie lubię – zabrzmiało to naprawdę poważnie.
Zapewne spadkobierca ogromnego majątku nieraz spotkał się z bajkami, które opowiadali mu inni ludzie, obiecując góry, a w rzeczywistości nie wywiązując się z niczego. Kłamstwa, oszczerstwa – to je potępiał z czystym sumieniem. Nie tolerował też półprawdy. Lubił mieć wszystko poukładane, dokładnie wiedzieć, czego się od niego wymaga, a sam odwdzięczał się tym samym. W sposób czytelny komunikował wszystkie swoje potrzeby, niezadowolenia, radości. Był człowiekiem wielce wymagającym w różnych sferach życia, lecz sam dawał od siebie równie dużo, gdy dano mu taką szansę, a z której nikt do tej pory tak naprawdę skorzystać nie chciał.
- Gustavie, nie mów mi o stałości, bo odbiorę to niczym niemoralną propozycję, która nie powiem, by mi się nie podobała – niby od niechcenia zaczął się bawić widelcem w daniu, które mu podano.
Na jego talerzu znalazły się krewetki serwowane na sałacie, oblanej delikatnym sosem balsamicznym, obok znajdował się sos czosnkowo-koperkowy, zaś całość uwieńczona była świeżym pieczywem, które zapewne dopiero co wyjęto z pieca, gdyż jeszcze chrupało, gdy się go dotknęło. Danie nie było zbyt wyszukane, lecz to również mówiło wiele o szarookim. Stawiał we wszystkim na prostotę i pewnego rodzaju tradycję. Pod względem materialnym z pewnością nie był wymagający, gorzej było ze sferą duchową i cielesną. Pozwolił sobie skosztować zamówionego przez siebie dania, by po chwili pokiwać głową z uznaniem.
Kolejny krok, na który sobie pozwolił, po raz kolejny był nieco wzywający, ale i ekscentryczny. Przestawił swoje krzesło, usiadł tuż obok hrabiego, pochwycił go pewnym, stanowczym ruchem za nadgarstek i skierował kolejny kęs jego dania do swoich ust. Poczęstował się lunchem bez żadnego ostrzeżenia, a ich ramiona, jak i uda w tym momencie się ze sobą stykały.
- Trochę za słodkie, mięso o pół minuty za krótko leżało na ogniu, ale… Należą się uznania dla szefa kuchni – na jedzeniu nie znał się tak dobrze, jak na architekturze, jednak po wielu latach jadania w najdroższych restauracjach, jego kubki smakowe były mocno wyczulone na wszelkie niedoskonałości.
Dorian pozwolił sobie wziąć jeszcze serwetkę należącą do Waddingtona i z ogromną gracją otarł usta, które i tak się nie ubrudziły. Pozwolił obie na krótkie spojrzenie w oczy towarzysza.
- Prawdę mówiąc – zaczął z lekkim ociąganiem. – Przyleciałem tu ze względów biznesowych. Złożono mi propozycję wykonania planu jednego z pomieszczeń w królewskiej letniej rezydencji – nie zdawał się być z tego faktu zbytnio zadowolony. – Pamiętasz, jak wspomniałem, że masz się czuć uprowadzony? Nie określiłem ile ten stan rzeczy będzie trwał. Jeszcze nie jest za późno by się wycofać – i w tym też momencie zwrócił się bezpośrednio do niego.
Stanowczość, która wręcz od niego biła, sprawiała, że nie można było zacząć mu kręcić, wymigiwać się. Dla niego były tylko dwa kolory: czarny i biały. Odpowiedzi nie były zabarwione szarością, gdyż to oznaczałoby wahanie, niezdecydowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Czw Kwi 24, 2014 10:54 pm

Szczerość rozmówcy niezwykle przypadła mu do gustu, być może dlatego, że rzadko ma z nią do czynienia zarówno w swojej postawie, jak i innych osób. Całe jego otoczenie lubuje się w kłamstwach, półprawdach, wygodnych niedopowiedzeniach, subtelnych aluzjach, ciągłych intrygach. Przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy, poniekąd nie miał wyboru, bo jeśli chciał utrzymać swoją pozycję, musiał przystosować się do warunków, w jakich przyszło mu działać. Ale w towarzystwie Doriana był wyjątkowo prawdomówny, na co nie śmiał narzekać. Towarzysz dawał mu tyle, ile sam Gustav dawał z siebie, zatem była to jak najbardziej korzystna dla obu panów wymiana. Pierwsze wrażenie to było nic, ponieważ obaj wiedzieli, że nie należy oceniać książki po okładce. Waddington z każdą chwilą odkrywał kolejne oblicze długowłosego mężczyzny, co czynił z wielką rozkoszą. Nie przeszkadzała mu otwartość, jeśli to dzięki niej ma możliwość lepiej poznać tajemniczego Richmonda.
- Postaram się nie dać ci takowych powodów - zażartował swobodnie, nabierając jeszcze większej pogody ducha. Był w szampańskim nastroju, inaczej być nie mogło, gdy może rozkoszować się towarzystwem tak intrygującego człowieka. Wyrobił sobie o nim nie tylko dobre zdanie, przede wszystkim polubił go, co wydawać być się mogło odruchem bezwarunkowy. Nie potrzebował żadnych powodów do tego, aby spoglądać na niego jak najbardziej przychylnie, po prostu to czynił z coraz to większym entuzjazmem. Ma przed sobą wyjątkowego mężczyznę, dlatego i jego stosunek do niego jest wyjątkowy.
- Można powiedzieć o mnie wiele, jednak nie należy zarzucać mi niesłowności.
Również odpowiedź dyrektora RobotiscUNION na słowa towarzysza zabrzmiała dość poważne. Z całą pewnością powaga tej wypowiedzi miała za zadanie podkreślić pewność hrabiego co do wcześniej wypowiedzianych słów. Nie zaryzykowałby końca tak przyjemnie rozwijającej się znajomości dla nierozważnie wypowiedzianych słów.
- Postaram się unikać niemoralnych propozycji, choć może to być trudne w obecności osoby, którą jestem szczerze zainteresowany.
Przyglądał się Dorianowi, kiedy ten smakował pierwszy kęs dania. Delikatnym skinieniem głowy oznajmił światu, że specjał mu zasmakował. Waddington mógłby przysiąc, że usłyszał, jak szef kuchni odetchnął z ulgą, tak samo jak źle potraktowany, choć nie bez przyczyny, kelner. Obaj panowie nie mieli łatwo przy dbaniu o doznania tak wymagających kubków smakowych.
Zaskoczyło go to zbliżenie, jednak nie śmiał protestować, zwłaszcza, że podobało mu się to, jak ich ciała delikatnie się stykały ze sobą. Poza tym nie miałby sumienia, jeśli odmówiłby czegokolwiek tak wspaniałej personie. I tak obaj pozostawali obojętni na zdanie innych, zatem nic nie stało na przeszkodzie, aby ich krzesła znalazły się tak blisko siebie. Łaskawie pozwolił mu pokierować swoją dłonią, w której trzymał widelec, na który zdążył nadziać kolejny kęs polędwicy, przymknął oko na zjedzenie przez niego owego kęsa, na dodatek przyjął jego komentarz ze stoickim spokojem. Wreszcie uśmiechnął się na wytarcie przez niego ust chusteczką należącą do Gustava.
- Nie mam w zwyczaju cofać danego słowa - zaczął śmiało, zaledwie ocierając się o powagę. - Skoro pozostaniesz w Londynie nieco dłużej, jeszcze bardziej chcę być przetrzymywany przy twoim boku.
Był naprawdę zadowolony z takiego obrotu spraw. Myślał, że właściciel Traditional Royal School zniknie tak szybko, jak się pojawił, jednak na jego szczęście okazało się, że miał on inne plany. Odrobinę szkoda, że w kraju zatrzymała go praca, ale przecież po wypełnieniu obowiązków zawsze znajdzie się czas wolny, który będą mogli spędzić razem. Hrabia nie łudził się zbytnio, iż będzie mu dane zabawiać Richmonda na okrągło, mimo to miał nadzieję, że przynajmniej zobaczą się kolejny raz przed jego wyjazdem. Już otrzymał propozycję kolejnego spotkania przy butelce dobrego wina, zatem mógł być nastawiony jak najbardziej optymistycznie w tej sprawie.
- Następnym razem zabiorę cię do innej restauracji, o ile mi pozwolisz - zdradził z uśmiechem, już snując plany co do ich kolejnego spotkania. - Również przejedziemy się razem London Eye. Niezbyt romantyczna, aczkolwiek ciekawa atrakcja.
Delikatnie pochwycił jedną z krewetek zaserwowanych na talerzu długowłosego, po czym pochłonął ją z jawnym zadowoleniem. Skoro towarzysz skosztował jego potrawy, to i on miał prawo tego dokonać w przypadku jego dania. Obecnie nie zamierza się ograniczać do jedynie odpowiednich zachować, już dawno przestał to robić.
- Mam nadzieję, że nie musiałeś się zatrzymywać w hotelu. Ciężko zając się pracą, kiedy trzeba zadowolić się pokojem hotelowym.
Rzecz jasna nie wypowiedział tych słów bez powodu, tak naprawdę chciał subtelnie wybadać czy Dorian ma jakiekolwiek lokum w samym mieście czy też poza nim. Jeśli zaistniałaby taka potrzeba, mógłby zaproponować mu zatrzymanie się w swojej rezydencji. Ma mnóstwo wolnych pokoi dla gości. Niestety, nie mógł tak nagle wypaść w podobną propozycją, dlatego przyda mu się drobne rozeznanie w sytuacji długowłosego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sob Kwi 26, 2014 10:25 am

Obaj rozkoszowali się swoją obecnością, żyli nadzieją kolejnego, równie ekscytującego spotkania, pragnęli owocnej współpracy oraz potrzebowali zaspokojenia nie tylko biznesowych potrzeb, lecz również tych bardziej prywatnych, opartych na wzajemnym, stopniowym poznawaniu własnych sylwetek, które mogły nie tylko intrygować, a również były powodem niemałego zainteresowania pod aspektem fizycznym. Specyfiką ich spotkania było wiele niewypowiedzianych słów, które wcale nie musiały padać w ich obecności, gdyż przeszli na wyższy stopień rozumienia się wzajemnie, gdzie komunikacja werbalna pozostała zastąpiona przez inną – gestykulację, subtelne spojrzenia, mimikę, a nawet objawiała się w myślach, zdających się wybiegać daleko do przodu, w dziwny sposób odczytywanych przez drugiego rozmówcę.
Poważne spojrzenie szarych oczu zdawało się lustrować nie tylko osobę, ale również i duszę dyrektora RoboticsUNION, chcąc jak najwięcej wyczytać z jego ruchów, ale także słów, całych zdań, czytając przy okazji między wersami i dopowiadając sobie nieraz to zabawne zakończenia. Wyglądało to dość komicznie, gdy dwaj mężczyźni na poziomie przesyłali sobie drobne znaki świadczące o ich wzajemnym zainteresowaniu, gdy flirtowali niczym para nastolatków, od których wymaga się nienagannych manier, a cały świat zdawał się obserwować ich zmagania podczas pierwszych, zdobywczych podbojów na gruncie duchowym.
Wszelkie pochlebstwa, drobne aluzje, śmiałe zapewnienia, odważne słowa sprawiały, że Dorian czuł się niesamowicie dobrze, obdarowywany komplementami wypowiadanymi w wyrachowany sposób, będącymi na odpowiednim poziomie. Uśmiech, który zdradzał tak wiele, a równocześnie nie mówił niczego konkretnego, malował się na jego jasnych ustach, nadając nieco łagodności szlacheckim rysom, które odziedziczył po swoich przodkach, dodawał mu tego trudnego do określenia uroku osobistego, lecz nikt nie odważyłby się go w tym momencie nazwać słodkim, czy uroczym.
- Potrafisz czarować słowami, sprawiasz, że chce się ciebie słuchać i nie ma się dość, a wręcz przeciwnie, człowiek pragnie więcej czasu spędzać w twej obecności. Niedługo się okaże, kto tutaj w czyje sidła wpadł, a kto będzie rybakiem, który schwytał złotą rybkę spełniającą najbardziej skryte, aczkolwiek wcześniej wspomniane, realne marzenia – była to pierwsza z prawdziwych pochwał, które wypłynęły z ust Richmonda i były bezpośrednio skierowane do dyrektora firmy elektronicznej.
- Pokaż mi, jak jesteś zainteresowany, otwórz się przede mną, a ja zrobię to samo przed tobą – jasnowłosy znów kusił w ten swój tajemniczy sposób, a słowa podszyte grubymi nićmi dwuznaczności, dało się zauważyć gołym okiem, lecz nie raziły w żaden sposób, w międzyczasie szarooki złożył starannie serwetkę i odłożył z powrotem na stolik. Jasno dał też do zrozumienia, że sam jest pod wpływem uroku mężczyzny i że mógłby dać porwać się szaleństwu, które od samego początku towarzyszyło ich rozmową, dał się zatracić temu chwilowemu, pierwszemu zauroczeniu, mającym duży wpływ na ich wszystkie poczynania.
Nie zamierzał się jednak odsuwać, było mu wygodnie, gdy mógł siedzieć przy swym towarzyszu i zaglądać mu bezpośrednio w talerz, fascynował go sposób, w jaki drugi mężczyzna delektował się swoim daniem, a zarazem miał sposobność do podjadania mu i kosztowania dwóch równie wybornych posiłków zamiast jednego. Ta delikatna, nienarzucająca się bliskość również działała w swój zmysłowy sposób na ich dalszą relację, informowała obu, że są w stanie przebywać tak blisko siebie, równocześnie nie narzucając się drugiej osobie.
- Moją rodzinną posiadłością jest budynek, który odstąpiłem celom naukowym, tworząc tam Traditional Royal School. Może znajdzie się tam dla mnie tymczasowo pokój, gdzie będę mógł pracować, a zarazem doglądać wszystkiego, co też się dzieje w tej placówce, da okazję do poznania na nowo tego miejsca – chociaż mówił te piękne słowa, to nie wydawał się być zadowolony z takiego obrotu spraw.
Richmond doskonale zdawał sobie sprawę, a przynajmniej podejrzewał, jaki charakter miało zadawane przez Gustava pytanie, mające na celu wybadanie jego zakwaterowania, nie malującego się w kolorowych barwach w obecnej sytuacji. Tym samym zdawał się być gotowym na wszelkie propozycje, które mogły paść z ust hrabiego, poczynając od spędzenia z nim nie tylko wieczoru w miłej atmosferze, aż po zaoferowanie mu lub odstąpieniu jednego z pokojów w jego domu na czas pobytu w Londynie.
- London Eye, nie pamiętam już, kiedy dałem się porwać dziecięcej fascynacji tą konstrukcją, by ponownie ujrzeć panoramę z jej najwyższego punktu. Romantyzmu zaś należy kosztować ze zdrowym umiarem, a w obecnej chwili czuję się nim w zadowalający sposób zaspokojony – mruknął swoim miękkim głosem, nieco rozmarzonym, w pewien sposób nostalgicznym. – Stańmy razem przeciw konserwatywnej tradycji – w tym momencie powstał z miejsca, sygnalizując tym samym, ze zakończył swój posiłek i ma zamiar opuścić lokal z dumnie uniesioną głową, uprzednio dziękując szefowi kuchni ciepłymi słowami, przepraszając kelnera za swój niefrasobliwy wybuch oraz obdarowując ich hojnym napiwkiem, płacąc również za cały posiłek.
Nie mógł pozwolić, by to Gustav rozliczał się za lunch, gdy ten miał zamiar finansować ich kolejne spotkanie. Spokojnym ruchem nałożył swój dobrze dopasowany płaszcz, a na głowie pojawił się dobrze znany już Waddingtonowi cylinder. Skórzane rękawiczki na powrót zajęły swe miejsce na niespracowanych dłoniach szlachcica, zapraszającego już gestem i lekkim ukłonem swego cudownego towarzysza do wyjścia – zdecydowanie nie należał do osób, które marnowałyby cenny czas.

[z.t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jasper Moore

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Wto Cze 17, 2014 7:31 pm

Jasper Moore występujący w jakimkolwiek miejscu wykraczającym poza jego własne skromne progi - widok rzadki i pociągający za sobą szeroko pojmowane anomalie. Idąc dalej tym tropem, wyżej wymieniony mężczyzna opuszczający to co znane i bezpieczne z własnej woli, to już kompletnie oderwany od rzeczywistości i nieprawdopodobny scenariusz, bo o ile nałóg, podstawowe potrzeby i uzupełniane racji żywnościowych motywowało do sporadycznych wizyt w miejscowym sklepie spożywczym (wyposażonym licho bo licho, ale na przechadzkę do marketu żadna siła, obietnica czy groźba go nie przymusi) - tak dalej się nie zapuszczał.
Czuł się obco, niczym rasowa persona non grata, na dodatek jego ustawiczne utykanie przyciągało spojrzenia i swoim świętym prawem frustrował się już po krótkiej chwili, nieprzyjaźnie zgrzytając zębami i w odwecie chodząc ulicami tak sztywno, jakby ktoś wypchał go porządnie i ustawił na wybiegowej żerdzi.

Zdobycie numeru Chrisa graniczyło z cudem. Naturalnie byłoby o wiele prościej i rozsądniej poprosić o jakikolwiek namiar czy kontakt przy ich ostatniej wizycie, ale tu Moore nie wykazał się przesadnym rozsądkiem czy zaradnością na polu stricte interpersonalnym, więc po czasie zorientował się w jak żałosnej i beznadziejnej sytuacji się znalazł - szukaj wiatru w polu!
Akcja "Znajdźcie mi Jego numer wszelkim możliwym sposobem (niekoniecznie legalnym)" wymagała zaangażowania i postawienia na głowie połowy jego starych kolegów z czasów wojaczki, siedzących teraz w najróżniejszych profesjach w jakich odnaleźć się może człowiek pokroju Jaspera. I wyciągnęli go w końcu, a on zamiast napisać od razu najkrótszą, najbardziej nawet banalną wiadomość, przez parę dni kombinował jak koń pod górę co wypada, a co nie, gdzie, dlaczego i po co - rozważając przy tym tysiące rozterek typu "a jeśli nie zechce".
Koniec końców, Chris zechciał, i mężczyzna stał obecnie sztywno jak na kazaniu pod Criterion Restaurant nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić przez następny kwadrans, bo i przyszedł wcześniej. Dobrze, że zadzwonił wcześniej bezpośrednio do lokalu i zarezerwował stolik, byłoby bardzo niezręcznie gdyby w finalnym rozrachunku okazało się, że nie ma dla nich miejsca. Przy okazji na wierzch wypłynęła rzecz, o której kompletnie wcześniej nie pomyślał; tak elegancki lokal wymagał adekwatnego stroju, a on zupełnie odzwyczaił się od garnituru. Innymi słowy, pod krawatem czuł się jak na postronku.
Wybiła wyczekana siódma, a zwykle pewny swego Jasper tracił resztki przekonania o doskonałości tego planu. Daniels był... no tak. Przystojny? Piękny? Jakże trudne do skategoryzowania. Tak czy inaczej, o ile uprzednio Moore miał jakiekolwiek wątpliwości do swojej orientacji, teraz przechodził kryzys i poważnie w nią zwątpił. Kompletnie nie rozumiał statystycznej kobiety, potencjalna właścicielka biustu pociągała go w jakiś stricte fizyczny sposób, ale dawno z żadną nie był, a Chris który fachowo rzecz ujmując, był mężczyzną o - nomen omen - dokładnie i stuprocentowo kobiecym umyśle, był już niesamowitą rozskocznią dla kogoś takiego jak Jasper. Kogoś, kto widział świat na biało i czarno, a przynajmniej do tej pory.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Wto Cze 17, 2014 10:46 pm

Christopher całkiem stracił nadzieję na odzew ze strony Jaspera. Sam był święcie przekonany, że gdzieś podczas tego zamieszania na policji podał mu swój numer. Dlatego czuł się odrzucony. Czas płynął, a brunet wciąż nie pisał. Było to niesamowicie przykre dla osoby, która przez krótką chwilę czuła się naprawdę akceptowana. Przynajmniej przez kogoś innego, niż swojego brata. Do tego, dla blondyna ten czas był naprawdę ciężki. Praca rzuciła mu się na głowę, Ollie przestał całkiem odzywać... To wszystko było niesamowicie trudne i przygnębiające. Gdyby nie cała ta praca, oraz wirtualna obecność Mike'a, zapewne całkiem by się załamał.
A potem, ni stąd ni zowąd, wszystko zaczęło się poprawiać. Stosunki z braciszkiem uległy poprawie, a pan Moore wysłał doń SMS-a. Chris nie wiedział kompletnie, co odpisać. Ostatecznie, pomiędzy układaniem książek na półkach, a pożyczaniem ich uczniom zdecydował się wysłać wiadomość. Krótką i kompletnie wyzbytą zbędnych emocji. Wcale nie demonstrowały one stanu, w jakim znalazł się bibliotekarz. Przeciwnie, stan psychiczny, w jakim się znalazł, świadczył raczej o kompletnym rozchwianiu emocjonalnym, godnym kobiety podczas miesiączki, albo i w trakcie ciąży. Właściwie, niemal od razu, gdy się zgodził, nabrał ochoty na wycofanie. Nie zrobił tego, bo obiecał, że będzie walczył o uzyskanie kontroli nad swoim życiem. Było to jednak cięższe, niż początkowo podejrzewał i wymagało bardzo dużego samozaparcia, o które blondynowi było ciężko. Wolałby porozmawiać przez SMS-y, jak z ludźmi z internetu, nie spotykać się na żywo. W restauracji.
Szybko usiadł do komputera i sprawdził, co to za miejsce. Słowo „luksus” nie oddawało do końca potęgi miejsca. Przeglądał zdjęcia i przełykał z trudem ślinę. Nie przypuszczał, że ten skromny, kulejący mężczyzna wybierze coś z TAKĄ klasą. Na litość boską, on korzystał ze zwykłego czajnika, nie elektrycznego! Blondyn nie miał pojęcia nawet, w co się ubrać, by tam pasować. Na pewno odpadał męski strój. W takim miejscu wyglądałoby to podejrzanie – dwóch facetów we względnie eleganckich strojach, siedzących razem przy stole? Z czego jeden zachowujący się jak nieśmiała panienka? Nie, stanowczo musiała to być sukienka. Tylko, czy on posiadał cokolwiek, co by pasowało do określenia „suknia wieczorowa”? Nie, zaraz. Nie mógł ubrać się też zbyt elegancko. Jasper nie wyglądał jak osoba, która chodzi tylko w świetnie skrojonych garniturach. Musiało to być coś eleganckiego, ale nie przesadnie. Zresztą, zakupy nie wchodziły w grę. Kończył pracę o siedemnastej, musiał wrócić do domu, przebrać się i dojechać do restauracji. Musiał dobrać coś z własnej garderoby. Z butami problemu nie było, ale sukienka?
Poza tym, chciał się pokazać ładnie. Im lepiej wyglądał, tym pewniej się czuł. Szczególnie jako kobieta. Zaraz...
Czy to była randka?

Ostatecznie Chrissy się spóźniła. Wybór sukienki okazał się tak wielkim wyzwaniem, że ostatecznie narzuciła taką, która pi razy oko pasowała kolorem do butów. Blondynka rzadko decydowała się na założenie szpilek, ale to był świeży zakup i idealna okazja do wypróbowania ich. Poza tym, była w nich kompletnie zakochana. Chodzenie stanowiło jednak pewien kłopot, a bieg okazał się przeszkodą nie do przeskoczenia. Do tego jeszcze poświęciła sporo czasu na spięcie włosów w kok. Ostatecznie, by zmieścić się chociaż w kwadransie studenckim, musiała wziąć taksówkę. Zapomniała też całkiem o jakimkolwiek sweterku, marynarce, czy zawsze obecnej książce. Cud, że pamiętała o portfelu i dokumentach, oraz kilku absolutnie koniecznych kosmetykach do poprawy makijażu. Taksówkarz wodził spojrzeniem po jej odsłoniętych nogach, a ona z każdą upływającą sekundą czuła, że ta sukienka nie była dobrym pomysłem. Odsłaniała dużo za dużo, a jedyną rzeczą, jaką tak naprawdę ukrywała, był dekolt. Pogrążona w czarnych myślach i próbach zakrycia kolan zapomniała kompletnie poprosić, by nie podjeżdżali pod samo wejście. Gdy mężczyzna się zatrzymał, było już za późno. Zapłaciła za przejazd, podziękowała i otworzyła sobie drzwi. Gdy wysunęła nogi z powozu, czuła się niemal jak księżniczka przybywająca na bal. Niesamowicie frapujące uczucie.
Chłodny powiew na udach zapewnił ją o tym, że po pierwsze, jest ubrana stanowczo za lekko na panujące warunki pogodowe, a po drugie, sukienka była krótsza niż większość, w jakich zwykła chodzić. Zamknęła za sobą drzwi z trzaskiem i dopiero wtedy odszukała wzrokiem Jaspera.
Podeszła powoli w jego stronę, częściowo przedłużając ten moment niechybnego spotkania, a częściowo po prostu uważając, by nie stracić równowagi. Uśmiechnęła się ładnie do mężczyzny.
- Witaj - powiedziała trochę ciszej, niż było trzeba. Właściwie, gdyby nie buty, zapewne by już uciekała w siną dal. Niestety szpilki na to nie pozwalały, a taksówkarz odjechał, poszukując kolejnej pięknej kobiety, by sobie na nią bezkarnie popatrzeć.
Musiała jakoś to wszystko przeżyć.
Powrót do góry Go down
Jasper Moore

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Cze 18, 2014 7:32 pm

W chwili w której ostatecznie miał już konkretny zamiar dać nogę i zapomnieć o tej śmiesznej propozycji, pod lokal podjechała taksówka z której ktoś wysiadł pospiesznie. W poddenerwowanej kobiecie rozpoznał Chrisa dopiero gdy ten sztywnym jeszcze, ale widocznie wyuczonym krokiem zbliżył się i przygładził niebieską, bardzo pasującą do jego figury sukienkę. Owszem. W przypadku pana Danielsa można było mówić o figurze, moi drodzy - i tą figurą o dziwo nie była kreska.
Z początku przygarbił się nieelegancko, starając nie zawędrować spojrzeniem do jego odsłoniętych kolan i ud, a że i w oczy zajrzeć mu było równie ciężko (o ile nie bardziej), tak wbił nie do końca zorientowane spojrzenie gdzieś w okolice jego klatki piersiowej; oooh, fuck. Znowu faux pas.
-Witaj...? O. Jednak przyszedłeś, już myślałem, że... ah, no.
Brawo, panie Moore. Jest pan urodzonym erudytą, zaklina pan kobiety (i prawie-kobiety) jak zawodowiec. To było iście elokwentne, ciężko będzie to przebić.
-Wyglądasz... wow. I... wow. I w ogóle, to... kuźwa. Znaczy się, nie! Wyglądasz pięknie, Chris.
Tego pana najwyraźniej przez większość życia trzymali w piwnicy. A tak poważnie, ostatnimi laty w ramach kontaktów interpersonalnych ograniczał się do absolutnego i ściśle wytyczonego minimum, co mogło go w sumie tłumaczyć.
Morał z tego taki, że choć przed samym wyjściem z mieszkania był według własnej miary i swoim osobistym zdaniem najbardziej wygadanym mężczyzną w tym mieście - zdarzenie z rzeczywistością i atrakcyjnym towarzystwem było bolesne dla jego kulejącego, męskiego ego.
Poluzował sobie krawat pod szyją, rozpychając supeł palcem - nagle zrobiło się tam kurewnie ciasno i przełykanie śliny graniczyło z niemożliwym, a co dopiero wydanie z siebie czegoś "bardziej", że tak powiem, niż same "mhm, o, wow, tak, no, kurczę". Dobrze, że swojskie siarczyste "kurwa mać" zostawił dziś w mniej wyjściowych spodniach.
-Przepraszam, dawno nie wychodziłem i jestem nieobyty, sam widzisz. Wino to chyba nie najgorszy pomysł, co?
Uśmiechnął się krzywo, ale na swój nieoczywisty sposób sympatycznie i ciepło, jakby próbował ratować swą sypiącą się reputację i wizerunek w oczach wyjątkowo kuszącego dziś pana bibliotekarza. Okulary w ciemnych oprawkach i książka pod ręką najpewniej nadałaby całości szczypty pikanterii, ale tę wizję Jasper odrzucił dość szybko z bardzo prostej przyczyny; lepiej sobie nie wyobrażać, bo do towarzystwa dołączy osoba trzecia i zrobi się niesmacznie, a miało być przecież elegancko i z klasą. Chociaż raz.

Przyniesiono odpowiednio schłodzone białe wino, adekwatne do aperitifu złożonego z przegrzebek z figami. Moore jadł raczej niewiele, bo sam nie nawykł do podobnych kulinarnych cudów i fantazji, ale dla grzeczności spróbował.
-Trochę jak... w sumie, to jak krewetka, z tym, że wyrośnięta i okrągła. Ale figa jest w porządku.
Etykieta nakazywała rozpiąć marynarkę przy stole, o czym z nerwów na wstępie udało mu się nieładnie zapomnieć. Poprawił się teraz, gdy czuł że znów panuje nad sytuacją (i nad sobą).
W swojej niebieskiej, ładnie wyprofilowanej sukience, upiętymi finezyjnie włosami, naturalnym, umiejętnym makijażem i butami godnymi stuprocentowej kobiety, Chrissy wyglądał na tyle olśniewająco, by wzbudzić wzmożone zainteresowanie ze strony kelnera, kierownika sali i siedzących nieopodal gości. Głównie męskiego grona, rzecz jasna, choć Moore jako dobry obserwator dostrzegł grymas zawiści na twarzach asystujących pań. Miały powody do zazdrości, a pijany szczęściem weteran czuł się tak, jakby złapał pana boga za nogi.
-Chcieli zaproponować mi kontrakt. Kolejny wyjazd, i... no wiesz. Może nie na front, ale szkolić żółtodzioby, doglądać. Wiesz.
Napomknął, w ramach niezobowiązującego preludium do sedna sprawy, czyli głównego powodu dla którego nie odzywał się przez tak długi czas.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Cze 18, 2014 8:31 pm

Pierwsze słowa, które wydobyły się z ust szanownego pana Jaspera Moore niemalże zamordowały delikatną kobietę, jaką była w tym momencie Christina Daniels. Doprawdy, chyba mniej beznadziejne powitanie ciężko byłoby wymyślić. Blondynka odruchowo cofnęła się o krok, by zaraz nabrać niesamowicie intensywnej ochoty zdeptania mężczyzny, by przywołać go do porządku. Nie chodziło wcale o fakt, że nie powitał jej z niesamowitą pompą, nie ucałował dłoni, czy cokolwiek innego, z równie wielką klasą. Nie, bynajmniej. Chodziło o użycie wobec niej formy męskiej.
Jak w ogóle do głowy bruneta mogła przyjść myśl, że może się tak zwracać do osoby, która udaje, że jest kobietą? Notabene, w miejscu publicznym i tak cholernie drogim, jakim była restauracja Criterion. Bez wątpienia w tym samym momencie wiele osób na świecie uderzało głową o stół, lub ścianę, załamując się nad beznadziejnym ogarnięciem społecznym byłego żołnierza.
Wraz z kolejnymi, chaotycznie wyrzucanymi z siebie słowami, bibliotekarka się rozluźniała, by w końcu pozwolić sobie na szerszy i spokojniejszy uśmiech. Jasper oprócz tej, dość istotnej, wpadki zachowywał się całkiem... Beznadziejnie. Co, paradoksalnie, spowodowało u blondynki wzrost pewności siebie. Nie była tu jedyną osobą, która sobie nie radziła w towarzystwie, a gdy uświadomiła sobie, jak bardzo jej towarzysz musiał mieć ograniczone kontakty z ludźmi, poczuła się wręcz światową osobą. Z bratem wychodziła dawniej całkiem sporo, do tego pracowała w szkole, często wychodziła do kina, czy teatru... Naprawdę, jąkający się przy niej osobnik musiał spędzać większość czasu w pracy, albo w domu.
- Dziękuję ci - powiedziała w końcu, gdy brunet zrobił sobie przerwę w dukaniu. Subtelnym ruchem dłoni poprawiła spadający jej na oczy kosmyk i przygładziła sukienkę, słuchając już bardziej składnej wypowiedzi. Zdobyła się tylko na delikatne skinięcie głową i skierowała się w stronę restauracji.

Nie tylko weteran wojskowy posiadał ograniczone doświadczenie w tak skomplikowanych potrawach. Blondynka czuła się wciąż na tyle niepewnie, że mało co przechodziło jej przez gardło. Jednocześnie jej myśli podążyły w stronę, zapewne astronomicznych, sum w restauracji, na które porwał się mężczyzna. Sądząc po jego zachowaniu, kompletnie nie przemyślał tego wieczoru, oraz jego potencjalnych konsekwencji. Przybliżyła się delikatnie w stronę mężczyzny, delikatnie kiwając na niego palcem, by się zbliżył.
- Wybacz, Jasper, ale chciałabym ci zwrócić uwagę, że jestem w tej chwili w sukience - mruknęła nad wyraz delikatnie, a gdy nie dostrzegła natychmiastowego przebłysku zrozumienia, dodała, równie cicho. - To znaczy, że wolałabym, byś zwracał się do mnie jak do kobiety. - Uśmiechnęła się przyjaźnie. To szokujące, ale naprawdę, gdy tak obserwowała niepewnego mężczyznę, prawie w ogóle nie odczuwała presji otoczenia na sobie. Nie dostrzegała też spojrzeń reszty świata, ponieważ całkiem skupiała się na swoim towarzyszu. Mógł on czuć się naprawdę wyróżniony.
- Nie jadłam nigdy krewetek. Są dobre? - spytała, ostrożnie próbując tej, jakże wykwintnej przystawki. Wrażenia smakowe były... Dziwne. Nie potrafiła ocenić, czy szala przechyliła się bardziej na stronę pozytywną, czy negatywną. Ostatecznie tak bardzo skupiła się na kompanie, jak i wrażeniach smakowych, że praktycznie całkiem przestała się stresować. Zapomniała kompletnie o fakcie, dlaczego właściwie znaleźli się w tak bogatym miejscu, dlatego gdy Jasper zaczął się tłumaczyć, początkowo nie rozumiała, do czego dążył.
Pozwoliła sobie na minimalną ilość białego wina, by sprawdzić, czy zmieni ono smak dania. Wciąż jednak plasował się przy „nietypowym”. Zmarszczyła minimalnie brwi i odłożyła kieliszek, wciąż nie odwracając wzroku od mężczyzny.
- Wydaje mi się, że to dobrze. Prawda? - Przekrzywiła głowę, lekko przygryzając wargę w namyśle.
Delikatnie trąciła butem nogę mężczyzny. Myśląc, że jest to część stolika, pozostawiła ją wygodnie, opartą częściowo o łydkę bruneta.
Powrót do góry Go down
Jasper Moore

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sob Cze 21, 2014 1:59 pm

Kompletnie wypadł mu z głowy ten względnie nieistotny i błahy fakt - cholera, Chris był tu przecież teoretycznie incognito, a on jebnął się w rodzajnikach i tytułował go w formie męskiej. Całe szczęście, że nikt poza poszkodowanym nie zwrócił uwagi na tę tajemniczą niezgodność i nie wynikły z tego większe kłopoty. Moore będzie musiał nauczyć się trzymać język za zębami, bo w przeciwnym razie wmanewruje się w jakąś niezręczną sytuację i atmosfera zgęstnieje.
Momentami podpatrywał na blondyna, który ku jego uldze i uciesze, również ostrożnie podchodził do przegrzebek z figami. Uświadomiło mu to, że nie jest jedyną osobą przy tym stoliku, która na ogół nie ma styczności z tak egzotyczną kuchnią. Szczytem jego kulinarnej finezji była sławetna "tygodniówka", która pod niepokojąco brzmiącą nazwą kryła niepokojąco przypakowaną jajecznicę, w której znalazło się wszystko co pod koniec tygodnia znalazło się w jasperowej lodówce.
-Krewetki? No wiesz, jak dla mnie to upierdliwe, bo małe, ani się tym najeść, ani co. I nie pasują do jajecznicy.
Owszem, Moore sprofanował z czystym sumieniem coś tak wykwintnego wrzucając to na chybił trafił do jajka, a po namyśle stwierdził, że wygląda nieapetycznie i nakarmił tym kota. Przynajmniej on jeden był zadowolony z takiego obrotu spraw.
-Ja już podjąłem decyzję, nie zamierzam wrócić choćby przekupywali mnie najbardziej kosmiczną emeryturą. Żadne bajońskie sumy nie nakłonią mnie do zmiany zdania w tym temacie, wystarczy mi kilkanaście lat w plecy. Bynajmniej nie na koszt państwa.
Obrócił kieliszek w palcach, mimo wszystko boleśnie świadom, że po stokroć wolałby napić się zimnego piwa i zjeść coś w taniej, ulubionej spelunie niedaleko jego własnego mieszkania. Mieli najlepszą kuchnię tajską, jaką można sobie tylko wyobrazić.
Rozluźnił sobie supeł krawatu pod szyją i zerknął przelotnie na swoją jakże uroczą towarzyszkę, i choć doskonale wiedział, że Daniels wyłącznie przypominał kobietę którą w gruncie rzeczy nie był - jakoś uciekł mu ten mankament, stając się zupełnie nieistotnym. Przed samym spotkaniem zastanawiał się nawet, czy będzie to miało jakiekolwiek znaczenie i czy obcując z tym pechowym bibliotekarzem nadejdzie moment, w którym sprawi mu to dyskomfort psychiczny. Jak na razie obyło się bez takich rewelacji i Moore'a krępowała już wyłącznie sztywna atmosfera lokalu. Co by jednak nie było - mimo wszystko ogólnie było bardzo przyjemnie i zdecydowanie nie był już tak spięty jak z samego początku.
-A ty? Odzyskałaś tamte dokumenty? Telefon?
Podłapał temat, bo wspomniał właśnie w jakich okolicznościach przyszło im nawiązać relacje. Nie była to może wymarzona okazja, ale znając życie, gdyby nie ów nieszczęśliwy wypadek, Jasper sam z siebie za nic nie zagadałby do tak atrakcyjnej osoby. Prędzej zjadłby swój własny język.
Starał się nie opierać łokci o stół, ponoć to nie wypada. Mimo to kiedy wychylił się w kierunku swojej towarzyszki, etykieta zakwiliła żałośnie, a on nawet nie zwrócił uwagi. No cóż, natura i przyzwyczajenie jednak robią swoje i nie sposób stawać z nimi w szranki.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sob Cze 21, 2014 4:06 pm

- Rozumiem. Ale to znaczy, że byłeś naprawdę dobry - powiedziała z uśmiechem blondynka. Gdy skończyła pić wino oblizała powoli wargi i odstawiła kieliszek na stół. Cicho westchnęła, decydując się zostawić już tajemniczą i jakże podejrzaną potrawę i poczekać na coś bardziej jadalnego. Ona sama nie miała wiele przeciwko wykwintnemu jedzeniu, wolała jednak jeść coś, czego smak w przybliżeniu potrafiła sobie wyobrazić. Miała też szczerą nadzieję, że nie wybrała niczego, co byłoby bardzo pikantne, lub zawierające dużą ilość alkoholu. Restauracja przedstawiała sobą tak wspaniały widok, że Chrissy nie chciała psuć całej panującej atmosfery jakąś wpadką. Dotychczas udało im się uniknąć podobnego rodzaju nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, mieli jednak przed sobą jeszcze całkiem spory kawałek wieczora.
- Tak, udało mi się odzyskać. Dziękuję za pomoc. - Pokiwała delikatnie głową. - Niedługo potem znowu spróbowano mnie okraść, ale na szczęście i tym razem wszystko dobrze się zakończyło. Doprawdy, mam strasznego pecha...
Panna Daniels śmiała się wesoło, chociaż wtedy bynajmniej tak przyjemnie nie było. Przeszła sporo stresów od czasu pierwszego spotkania z Jasperem i była bardzo zaskoczona faktem, iż jednak doszło do kolejnego. Ba, było to wspólne wyjście gdzieś, niemalże randka. Moore nie określił się w tej kwestii, ale nawet dla nieobytej Chris sytuacja wyglądała całkiem jednoznacznie. Nie zaprasza się kogoś do TAKIEGO miejsca, by mu wytłumaczyć, czemu się nie odzywało. Chyba, że człowieka prześladuje całkiem spore poczucie winy. Zresztą, całkiem uzasadnione.
- Wiesz, właściwie zostawiłam ci swój numer telefonu. W domu, zapisany na kartce - mruknęła po chwili, opuszczając wzrok z pewnym skrępowaniem. Z jednej strony chciała mu to wytknąć, a z drugiej czuła, że to nie do końca właściwe. Całkiem nieźle ukazywało fakt, że była nim zainteresowana. A kretyn się nie odezwał i jeszcze mówił, że... Argh.
Zazgrzytała zębami i lekko się odsunęła. Akurat w tym momencie wniesiono ich pierwsze danie. Wyglądało znacznie apetyczniej, niż poprzednie, więc podeszła do niego z entuzjazmem, w pełni ignorując swojego towarzysza, od którego jeszcze chwilę wcześniej nie mogła oderwać wzroku. Rasowa kobieta, z humorkami i niedopowiedzeniami. Jasper będzie musiał się nieźle nagimnastykować, żeby utrzymać blondynkę przy sobie. Przynajmniej na początku, bo gdy sobie wszystko wybaczą, bez wątpienia będzie gotowa wpaść mu w ramiona. W końcu były takie twarde i dające wrażenie cholernie dużego bezpieczeństwa. Czego jak czego, ale takiego komfortu Chris potrzebowała do normalnego funkcjonowania.
Jasper wydawał się nadawać do tego wręcz idealnie.
Powrót do góry Go down
Jasper Moore

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sob Cze 21, 2014 9:05 pm

Ciężko odbierać komplementy pozytywnie akurat w tej profesji, jednak Jasper uśmiechnął się tylko krzywo i skinął krótko głową, przy okazji wzruszając ramionami, co bezpośrednio mogło znaczyć ni mniej ni więcej "Sam nie wiem, może".
Christopher miał całkiem spokojną pracę dzięki bogu, bibliotekarz na co dzień zmagający się jedynie z upierdliwymi momentami dzieciakami. Nie, żeby Moore uważał to za rzecz prostą, ale przynajmniej Danielsowi nie groziło nic więcej ponad ból głowy.
-Myślę, że po prostu mają straty w ludziach i przez obecną politykę zagraniczną... nie, nie mówmy o tym. Spędźmy ten wieczór przyjemnie.
Machnął lekko ręką, bagatelizując już kwestię niedomówień względem swojej postawy, to mogło zaczekać na inną, bardziej sprzyjającą długim, nie do końca miłym i smacznym rozmowom.
Podano dorsza zapiekanego z dynią, i tu już bez oporów zainteresował się rybą. Smak był mu przynajmniej dobrze znany i tym chętniej zajął się czymś, co wedle jego standardów było tu w karcie najbardziej ludzkim, bezpiecznym posiłkiem. Nie lubił owoców morza i nie miał zielonego pojęcia, jak zabierać się za ostrygi. Wątpliwa przyjemność, dla Chrisa pewnie tak samo. Stąd i dobrze wszystkim znana ryba.
Uniósł na niego spojrzenie i otarł usta wierzchem dłoni (mało zgodnie z etykietą!), przy okazji mimowolnie marszcząc brwi. Na jego czole powstała pionowa zmarszczka, sugerująca, iż mężczyzna kompletnie nie pojmuje fenomenu wpadającego w kłopoty dwudziestoośmiolatka w kolorowej spódnicy.
-Znowu? Chris...
Podparł głowę na dłoni, i nawet jeśli nie wypadało, nie upilnował uśmiechu - na wpół politowania i rozbawienia jednocześnie. To też trzeba mieć szczęście, raz po raz padać ofiarą złodzieja. I to w tak niedługim odstępie czasowym! Jakkolwiek jego towarzyszka by się na to nie zapatrywała, Jasper polecałby jej nosić przy sobie paralizator. Te kilkaset woltów powinno załatwić sprawę i zapewnić jej przynajmniej podstawowe bezpieczeństwo. Wszakże była bardzo zaradną osobą.
-Co tym razem? Chyba nie zrobili ci krzywdy? Bo wiesz, torebka to tam pal sześć, zawsze już lepiej spisać na straty portfel i parę rękawiczek, niż coś więcej. Zgłosiłaś to?
Rozdziabał swoją rybę, dzieląc ją na części; przy okazji podsunął blondynowi koszyk z przyrumienionym w piecu, nasączonym dobrą oliwą chlebem. Chyba go nie zauważył.
Przy okazji pozwolił sobie na sięgnięcie palcami do jego szczupłego nadgarstka (skoro już pan D. opierał o niego swoją łydkę) i uśmiechnął się ostrożnie, zaledwie trącając szorstkimi opuszkami wierzch wewnętrznej części przegubu. Budowanie pewności siebie w przypadku Jaspera w towarzystwie było procesem powolnym, ale przy tym bardzo konsekwentnym. Zauważył, że u Chrissy działa to na podobnej zasadzie, więc ogólne napięcie zeszło z niego już przy drugim kieliszku wina.
-Wiesz, ja najpewniej w ogóle nie zauważyłem. mam kota, on... sama wiesz. Roznosi wszystko, i gdybym tylko wiedział... boże. Ile kłopotu by mi to zaoszczędziło! Jestem okropną francą.
Uśmiechnął się szerzej, z niejakim zakłopotaniem, bo teraz gdy zdał sobie sprawę z tego jak blisko był przez cały ten czas, miał ochotę kopnąć się w tyłek osobiście, i to tak z rozpędu.
Chyba przeciążyła go ta świadomość, bo odłożył widelec i na moment odchylił się nieelegancko z krzesłem, rozcierając sobie palcami kąciki oczu. Musiał odetchnąć, głębiej. Kuźwa. Moore, jesteś totalnym idiotą, chociaż się już do tego nie przyznawaj fieju.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Cze 25, 2014 5:02 pm

Być może dla bruneta ryba nie była specjalnym wyzwaniem, ale już Chris przyjęła to jako karę boską. Jej umiejętności w radzeniu sobie z ośćmi były praktycznie zerowe. Przez dłuższą chwilę kątem oka obserwowała poczynania towarzysza, doszła jednak do dość nieprzydatnych wniosków – kierował się wyłącznie wygodą. A ona pragnęła przede wszystkim dobrze się zaprezentować. Tylko... Przed kim?
Westchnęła cicho i spojrzała z pewnym zniechęceniem na rybę. Tak naprawdę, przed kim niby miała dobrze wyglądać? Jasper już widział ją w bardziej... męskiej postaci. Nagle zmieni o niej zdanie, bo potraktuje rybę brutalnie? Śmieszne obawy.
Blondynka wyładowała całą swoją frustrację na Bogu ducha winnej istocie. Całe szczęście, że martwej. Wbiła widelec i z dość sporą dawką nienawistności zmaltretowała rybę nożem. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że były żołnierz coś do niej mówił. Uniosła spojrzenie na mężczyznę i przeanalizowała w myślach to, co do niej powiedział. Wzruszyła delikatnie ramionami, odkładając na chwilę sztućce.
- Tak. Miałam szczęście trafić na jakiegoś stróża porządku, który zrównał złodzieja z ziemią – i to dosłownie. - Uśmiechnęła się pod nosem. - Doprawdy, trafiam na samych dziwnych ludzi. Albo największe mendy społeczne, albo obrońcy społeczeństwa. - Roześmiała się cicho.
Nie była świadoma tego, że przyciąga wzrok innych ludzi. Gdy była Christopherem nikt nie zwracał na nią uwagi. Noszenie kiecki zmieniało całą sytuację, ale ona o tym nie wiedziała i nie dopatrywała się w tym niczego dziwnego. Rozmowa jednak spowodowała pewne wrażenie dyskomfortu. Nie przypuszczała raczej, że może wywołać zazdrość u mężczyzny – po prostu wracanie wspomnieniami do tego czasu było nieprzyjemne. Nie lubiła sytuacji, w których aż za dobrze okazywała się być słabą osobą. Facetem, czy laską – żadna różnica. Sens zawsze ten sam.
Drgnęła delikatnie, czując palce mężczyzny na swojej dłoni. Z dużym opóźnieniem przyjęła chleb, ale sam zapach spowodował, że przymknęła oczy z zadowoleniem. Żadne przystawki, wspaniałe wina, czy przyrządzone niesamowicie ryby nie działały tak dobrze jak świeży, chrupki kawałek chleba.
Westchnęła cicho i uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie przejmuj się. Ważne, że jakoś do mnie dotarłeś. - Stwierdziła miękkim głosem, w nieświadomy sposób wyrażając swoje zainteresowanie jego osobą. Delikatnie potarła wierzchem buta o nogę mężczyzny, a gdy zdała sobie sprawę, że dotyka JEGO... Zarumieniła się uroczo i wróciła pospiesznie do konsumpcji.
Dłuższą chwilę trwała między nimi cisza, której blondynka nie chciała przerywać. W końcu postanowiła zabrać głos.
- A dlaczego w końcu zdecydowałeś się napisać? - spytała cicho, nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy. Włożyła do ust kawałek chleba i przełknęła go z trudem, czując się naprawdę niepewnie. To było sedno sprawy. Oczywiście, było przy nim całkiem miło, zaprosił ją do tak wspaniałego miejsca, ale... Ale jaki był tego sens?
Uniosła niepewnie spojrzenie na mężczyznę i odgarnęła włosy z twarzy dość nerwowym ruchem. Może tylko ona coś do niego czuła? On zdawał się, owszem, całkiem przyjaznym człowiekiem, a przy tym nieśmiałym. Ona była podobna, dlatego w swoim towarzystwie czuli się dość dobrze. Ale panna Daniels nie miała pojęcia, co powinna o nim myśleć.
Wytarła talerz kolejnym kawałkiem chleba i spojrzała dość krytycznie na swoje dzieło. Nie poszło tak źle. Może szczątki ryby nie wyglądały specjalnie elegancko, ale były już tylko resztkami. Za chwilę kelner je weźmie i po jej braku doświadczenia nie będzie już śladu.
Spojrzała na Moore'a, sącząc powoli napój pozostały w kieliszku. Gdy była spokojna, zdawała się idealnie pasować do tak dystyngowanego miejsca. Śledziła wzrokiem posunięcia swojego towarzysza, sporadycznie wodząc spojrzeniem po całej sali.
Kompletnie nie wyglądała jak mężczyzna.
Powrót do góry Go down
Jasper Moore

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/03/2014

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Lip 02, 2014 4:24 pm

Oczywiście nie zwrócił mu ani razu uwagi, jeśli szło o sposób jedzenia ryby. Sam wszakże nie był specjalistą w tej dziedzinie, cud, że w ogóle nie narobił dookoła talerza barwnego śmietnika o wątpliwych walorach estetycznych. Ale wkrótce i ryba zniknęła z talerza, a mężczyzna stwierdził, że mimo wszystko wciąż jest głodny, i w takim tempie to oni się raczej nie najedzą.
Być może powinien zabrać go do ulubionej tajlandzkiej knajpy, która prawda, standardom nie dorównywała tej tutaj opływającej w luksusy placówce, ale jedzenie mieli naprawdę doskonałe - nawet, jeśli na plastikowych talerzach czy w papierowych kartonach.
-Uziemił, mówisz. Masz niebywałe szczęście co do mundurowych, piękna.
Uśmiechnął się samymi tylko kącikami ust, co nadało z lekka drapieżnego wyrazu jego twarzy. Same w sobie ostre rysy często popychały do wniosku, iż Jasper na okrągło chodzi poddenerwowany czy rozeźlony na wszystko i wszystkich. Było to oczywiście mylne założenie, chyba po prostu miał już taki nieludzki ryj. Rekompensował to w miarę rubasznym poczuciem humoru i ciepłym, chorobliwie ochrypłym głosem. Teoretycznie powinien był przejść w tym kierunku operację, na którą kierowali go już ze dwa lub i trzy razy, ale Moore jakoś nie mógł przekonać się co do takich inwazyjnych rozwiązań. To już wolał mówić szeptem (lub i w ogóle!), niż dać się pokroić jak żabę na wiwisekcji.
A potem nieomal zakrztusił się chlebem; Chris trafił już całkiem odważnie nieco powyżej jego kolana, i nie żeby to jakkolwiek przeszkadzało, ale zrobił to tak nieoczekiwanie, że mężczyznę zwyczajnie wcięło w krzesło. Spojrzał na blondyna z zaskoczeniem, ale ten akurat zdążył cofnąć stopę. Widać jednak zrobił to niezamierzenie.
-Tak... dotarłem. Wiesz, jak już zapędziłem do roboty cały sztab bogu ducha winnych ludzi, to poszło gładko. Chris.
Odchrząknął, nie wspominając o sytuacji sprzed chwili. Bibliotekarz mógł poczuć się niezręcznie zwłaszcza, że najpewniej był to czysty przypadek.
Złożył serwetkę pod talerzem i na wszelki wypadek potarł palcami ciemną brodę, którą schludnie dzisiaj przystrzygł. Z sentymentu nie pozbył się jej rzecz jasna całkowicie.
-Jakby nie patrzeć, z weteranami to jednak ciężko. Opornie idzie mi nawiązywanie znajomości, w tym momencie utrzymuję kontakt z dwiema osobami na krzyż. Brakuje mi, rozumiesz... nie bardzo jest do kogo gębę otworzyć.
Stwierdził, że więcej mówić nie musi, bo i po co. Nie skłamał, a że całej prawdy już do końca nie powiedział, to sprawa zgoła inna. Podrapał się za uchem, przypuszczając, że w całym ferworze doprowadzania się przed wyjściem do ładu, dostało mu się tam trochę pianki do golenia, której przez pośpiech nie zmył dokładnie; dzięki ci boże, że nie było to wcale widoczne potknięcie kosmetyczne. Mógł zawsze skończyć z plamami po paście do zębów na kołnierzu koszuli wyjściowej.
Czyżby mimo wszystko udało mu się sprawić jej przyjemność tym wyjściem? Teraz, gdy nie trzeba się już było znęcać nad dziwnymi, finezyjnymi potrawami, Daniels chyba nareszcie w pełni się rozluźnił. A może to zasługa dobrego, mocnego wina?
Wyciągnął rękę by odgarnąć mu palcami niesforny pukiel do tyłu, ale tym samym przewrócił karafkę z winem i rzucił się, by schwycić naczynie zanim narobi większych szkód. Na białym obrusie powstała widoczna plama, ale na szczęście nic nie polało się na podłogę. Szczęście, że nie strącił świecznika, bo za tego typu szkody nie wypłaciłby się chyba do końca życia ze swojej lichej renty.
-Kuźwa... znaczy, cholera.
Odstawił karafkę z daleka, czując się jak słoń w ogromnym składzie porcelany.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Pią Lip 04, 2014 12:38 am

Chrissy uśmiechnęła się szeroko.
- Prawda? Też mi się tak wydaje. - Wzruszyła delikatnie ramionami. - Cóż, jedni trafiają na przystojne książęta na białych koniach, a ja trafiam na stróżów prawa. Każdy ma to, na co zasługuje. - Roześmiała się perliście.
Udawanie, że do niczego nie doszło, było bardzo na rękę blondynce. Jakby na to nie patrzeć, nie chciała zostać źle zrozumiana przez mężczyznę, a takie zachowanie na pewno do łatwych do interpretacji nie należało. Dostrzegła reakcję mężczyzny i spłonęła rumieńcem, pospiesznie opuszczając głowę, by chociaż częściowo ukryć swoje zakłopotanie. Dalsze niezobowiązujące tematy przyjęła z ulgą, gdyż oznaczały, że mimo wszystko przez jej drobną wpadkę nic się między nimi nie zmieniło. Już po chwili znowu odzyskała względny spokój i rozsiadła wygodniej na krześle. Jak na tak wytworne miejsce, może wszystko wyglądało pięknie, ale na pewno mogło być też i wygodniejsze. No i skoro podawali tak dziwne potrawy, powinni załączać do nich też instrukcję obsługi. Nie przystało jednak narzekać na takie szczegóły osobie, która została zaproszona, szczególnie dlatego, że i Moore nie wyglądał na maksymalnie zadowolonego.
Chris jednak bardzo zależało na odpowiedzi bruneta. To w pewnym sensie było sedno sprawy. Tylko z tym wiązało się dalsze jej zachowanie, posunięcia, czy nawet posyłanie uśmiechów. Niestety, słowa żołnierza nie nadawały się do nadmiernie bezpośredniej interpretacji. Christina mogła jedynie uznać, że przeszła pewien etap wstępnej znajomości, skoro siedzieli naprzeciwko siebie i rozmawiali. W jakiś sposób została zaakceptowana przez tego nieufnego weterana. Uczucie zaskakująco przyjemne.
Uniosła powieki, spoglądając na Jaspera i obdarzając go ładnym spojrzeniem zielonych oczu. Uśmiechnęła się, otwierając usta, zamierzając coś powiedzieć, ale w tym momencie brunet zademonstrował, że jednak w restauracji nie czuje się tak dobrze, jak osoby z innych warstw społecznych. Jednocześnie spróbowali złapać kieliszek i na szczęście do żadnej poważnej katastrofy nie doszło. Chrissy zorientowała się dopiero po fakcie, że również jej sukienka mogła zostać narażona na plamy. Pospiesznie sięgnęła po serwetkę, wycierając zamoczoną winem dłoń, a potem spoglądając na błękitny materiał, szukając śladów po czerwonej cieczy. Na całe szczęście uchroniła się przed takimi szkodami, ale jej uszy zostały skrzywdzone przekleństwem. Obdarzyła Jaspera iście nauczycielskim, karcącym wzrokiem.
- Nie przeklinaj - mruknęła, zapewne zamierzając kontynuować wątek. Gdy dostrzegła jednak nieszczęśliwą minę żołnierza nie potrafiła powstrzymać się przed milszym uśmiechem.
Kelner przyszedł i zabrał resztki ich jedzenia. Obdarzył dość niezadowolonym spojrzeniem obrus, nie wspomniał jednak o niczym przy gościach. W końcu za takie opłaty, jakie wymuszano na klientach, mógłby wybaczyć nawet przypadkowe poplamienie swojego wspaniałego stroju roboczego.
Gdy przynosił im kolejne danie, dziewczyna dyskretnie zerknęła w talerz, próbując zorientować się, czy i ta potrawa będzie dla niej stanowiła wyzwanie w konsumpcji. Zaraz jednak wyprostowała się dumnie i uśmiechnęła szerzej do mężczyzny. Nie dostrzegła spojrzenia kelnera,  który od początku przyglądał się jej dłużej, niż powinien.
- Wiesz, wtedy kiedy próbowali mnie okraść za pierwszym razem, wracałam z biblioteki. Jeśli dobrze pamiętam, wypożyczyłam wtedy dwa dramaty Szekspira. A z kolej za drugim razem, szłam z teatru ze sztuki “Król Lear”. - Pokiwała głową z namysłem. - “Klątwa Szekspira i skradziona torebka!” - Roześmiała się wesoło.
Wszystko toczyło się tak, jak powinno. Rozmowa szła dobrze, a przynajmniej pozornie dobrze. W pewnym momencie kobieta sięgnęła do torebki i spojrzała na zegarek. Martwiła się bardziej tym, czy bez problemów dotrze do domu, niż tym, czy zbyt długo siedzą w restauracji. Ku swojemu zaskoczeniu dostrzegła też ikonkę wiadomości tekstowej. Odczytała ją pospiesznie, przepraszając uśmiechem swojego towarzysza, ale zaraz jej myśli podążyły ku zupełnie komuś innemu.
Jej brat. Znowu coś było nie tak. Teoretycznie między nimi wszystko się poprawiło, najwyraźniej jednak informacja, że poszła na spotkanie z jakimś facetem... W restauracji, nie przypadło do gustu Olliemu. Naprawdę nie wiedziała, co powinna zrobić. Przez chwilę jeszcze poddała się konwersacji. Wzdychała na temat tajemniczego pisarza, o którym jest tyle filmów, książek i teorii spiskowych. Szekspir interesował wiele osób, a z czystym sercem nie dało się zarzucić pannie Daniels braku fascynacji literaturą, nawet, jeśli pogrążyła się w rozważaniach dotyczących tylko jednej osoby i jej twórczości. Natychmiast uzyskała pewność siebie, oczy błyszczały jej entuzjastycznie, a postawa stała się bardziej prosta. Kilkakrotnie nawet zamachała rękami, by po chwili uroczo się zakłopotać i spytać, czy przypadkiem nie nudzi swojego towarzysza. Po prostu chciała na chwilę zająć ich niezobowiązującą rozmową, ale tego już nie powiedziała, a przynajmniej nie wprost. Cały czas jednak miała w głowie krótką treść SMS-a. Siedziała jej na żołądku do tego stopnia, że w końcu nawet próby utrzymania dobrego humoru nie pomogły. Było jej trochę przykro, a jednocześnie wiedziała, że to jedyną, prawdziwą rodzinę powinna mieć na względzie. Dlatego zrezygnowała w końcu z uśmiechów i na chwilę zamilkła, kończąc potrawę.
- Przepraszam, ale chyba powinnam iść. Coś się stało z moim bratem - powiedziała cicho, spoglądając na wojskowego. Dało się zauważyć, że coś jest nie tak, nie chciała jednak pogłębiać tematu. Wstała, podziękowała za posiłek i w dyskretny sposób sięgnęła do portfela, by zapłacić za swoją część. Potem cmoknęła bruneta w policzek i pospiesznie się oddaliła, nie pozwalając odprowadzić.
Tak naprawdę nie szla do Olliego. Potrzebowała spaceru i chwili namysłu.
Czy on... Czy on naprawdę był o nią zazdrosny? I o nią, czy o jej powodzenie wśród mężczyzn? Właściwie, jak powinna mówić o zainteresowaniu jej osobą, gdy przewinęło się obok niej tylko dwóch mężczyzn i to bez specjalnej skuteczności?
Coś było bardzo nie tak. Z nią i w ogóle z rodziną Daniels. Przykra świadomość.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Nathaniel

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Wto Gru 22, 2015 9:43 pm

Obserwował wszystko przez szybę. Widok zmieniał się z każdą minutą, a on coraz bardziej się stresował. Nadszedł moment, w którym miał zamiar się zmierzyć ze swoją przeszłością całkowicie i zamknąć pewien rozdział, aby otworzyć nowy.
Wiedział, że to było wariactwo. Zabierał swoją byłą sympatię do prawdopodobnie najdroższej restauracji w mieście, aby po prostu porozmawiać. Wsłuchując się w muzykę wyłączył się na chwilę. Może przesadzał z tymi rozmyślaniami, przecież Vincent nie zrobi mu sceny o to, że się nie odzywał przez ponad rok. Za bardzo skupił się na sprawie związanej ze swoim ojcem, zresztą uznał, że oddanie „wolności” Lunatykowi będzie znacznie lepsze. Swoją szansę już zaprzepaścił, musiał żyć dalej. A przynajmniej w końcu nabyć tę umiejętność.
Dojechali, była 17:45. Był za wcześnie, lecz jemu to nie przeszkadzało. Wyciągnął telefon i napisał esemesa do Vincenta. Wysiadł z samochodu, spojrzał na wujka i uśmiechnął się.
Dziękuję i miłego dnia.
Kiwnął głową i oddalił się, aby następnie wkroczyć do restauracji. Rozejrzał się, został zaprowadzony do zarezerwowanego wcześniej stolika. Spojrzał jeszcze raz na zegarek. 17:49. Zaczął wypatrywać Stara, mając nadzieję, że być może mężczyzna się nie spóźni. Odgarnął kosmyki, które wpadały mu w oczy. Wyglądał dosyć nietypowo jak na siebie, lecz w takim stroju czuł się całkiem dobrze. Przyzwyczajał się. Może kiedyś kogoś na to nawet wyrwie. Ale nie po to tutaj przyszedł, nawet byłego niemiał zamiaru podrywać. Już nie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Gru 23, 2015 8:04 am

Prawdę mówiąc, Vincent do samego końca myślał, że to jakiś żart. Bo niby dlaczego jego ex miałby - ot tak! - odezwać się po roku i to z najwyższą klasą (to była jedna z nielicznych restauracji, gdzie czuł, że jego ubranie nie jest warte całego lokalu)? Myślał, że to jakiś psikus jego znajomych lub nie-znajomych, bo przecież to, że był z młodym Roswellem nie było żadną tajemnicą, a przynajmniej tak nie było od połowy ich związku.
Tak czy siak, wypił szklankę whisky, zapalił papierosa, wypięknił się i wybył z gniazdka, gdy tylko zobaczył swój tani przejazd w postaci taxi. Los chciał, że mieli pecha ze światłami, bo non stop trafiali na czerwone, przez co trafił pod lokal pięć minut po umówionym czasie, oczywiście, bez specjalnych wyrzutów sumienia. Nie czuł też tej niecierpliwości, bo spotkanie ze swoim ex nr1 uważał za niemożliwe, za kpinę Boga i Diabła w jednym, że tylko oczekiwał swoich popieprzonych znajomych lub nawet matki, która uciekała się do wszystkich środków, żeby się z nim na pewno spotkać i jeszcze bardziej podroczyć później.
Jednakże, gdy już stanął przed budynkiem, poczuł się odrobinę niespokojny. Najwidoczniej, od tego golenia nóg, wytworzyła mu się babska intuicja. Poprawił włosy i wszedł do środka, gdzie niemal od razu został mu odebrany płaszcz i został skierowany do stolika. I, szczerze mówiąc, dopóki nie był w takiej odległości, by zobaczyć jego rysy twarzy, w ogóle nie potrafił rozpoznać swojego ex nr1.
W milczeniu stanął przed Nathanielem, jednocześnie odpędzając dłonią zupełnie obcego gościa. Zmrużył oczy i odsunął się o krok, aby otaksować wzrokiem jego buty, spodnie, a potem - gdy usiadł już spokojnie na miejscu - poświęcił uwagę na górną część stroju. Zwrócił uwagę na fakt, że w barkach był trochę szerszy, ale równie dobrze mógł to być specjalnie uszyty garnitur, wszak Vincent miał kilka takich, które miały dać wrażenie, że jego sylwetka jest taka, jaką miał gdy był w dobrej formie, a nie, że zaś zeżarło mu mięśnie od niejedzenia.
Zmrużył nieznacznie oczy, głowę przechylając w bok i w końcu przyjrzał się jego twarzy, która, niewątpliwie, nabrała męskości. W dodatku, była otoczona tą bielą, co sprawiało wrażenie anielskości, a był w stanie to stwierdzić, wszak patrząc na - rozmazaną, bo rozmazaną - pamięć ich związku, wiedział, że sam był strasznym chujem. I to był cud, że w ogóle Nath tyle wytrzymał. Choć nie pamiętał okoliczności ich zerwania i właściwie, kto to zrobił.
W końcu uśmiechnął się do rozmówcy, jednocześnie przylegając plecami do oparcia krzesła. Paznokciami przesunął po oparciu pod łokieć, jednocześnie mrucząc cicho, żeby dobiegło to jedynie uszu Nathaniela.
- Ciekawie - stwierdził Vincent, który nadal badawczo błądził po twarzy Natha - Polepszył ci się gust. I widzę, że u ciebie lepiej - dodał, a potem w końcu spojrzał się mu w oczy, zaś te vincentowskie, choć nie beznamiętne, były trudne w odczytaniu. Chociaż ciekawości nie ukrywał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathaniel

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   Sro Gru 23, 2015 4:10 pm

Można było odnieść takie wrażenie, w końcu nie zawsze były odzywa się po roku i zabiera cię do jednej z najdroższych restauracji w Londynie. Tym razem na szczęście bądź nieszczęście Stara, to nie był żaden żart ze strony jego kumpli bądź przyjaciół, lecz naprawdę młody Roswell napisał do niego i postanowił się spotkać. A dlaczego taki a nie inny lokal? Uznał, że jak wznowić kontakt to z jak najwyższą klasą. Może nie czuł się nadal najlepiej z tym, że wydawał pieniądze wujka, lecz Henry nalegał, aby chociaż raz Nathaniel trochę zaszalał, więc to zrobił. Przez ostatnie miesiące dowiedział się jakie lokale są warte odwiedzenia oraz, które z pewnością by zadowoliły bardziej wymagającego „chłopaka”. Tym razem, to miało mu się opłacić.
Nie dziwota, Roswell się zmienił od stóp do głów. Nie dość, że ubiór to jeszcze włosy, które znacznie urosły oraz zostały przefarbowane. Wymężniał, co było po nim widać. Marynarka opinała jego ciało. Również obserwował Stara, który zdawał się z wyglądu również zmienić. Być może trochę przytył, może nabrał mięśni. Posłał mu uśmiech, okazując w ten sposób rozbawienie. Spodziewał się mniej więcej takiej reakcji na swoją przemianę, wiedząc że Star raczej nie był skłonny do okazywania emocji. Nie spuszczał wzroku z jego twarzy, w którą się wpatrywał równie badawczo, dodatkowo jakby chcąc wyczytać coś niecoś z jego oczu bądź wedrzeć się dalej, w głąb duszy. Miał ten niemiły nawyk niemalże „wgapiania” się w ludzi. Nie był z pewnością zły na to, że Star się spóźnił, w końcu to nie było pół godziny a zaledwie pięć minut. Zresztą Lunatyk mógł mu całkowicie odmówić spotkania, a jednak się zgodził. Być może to tylko ciekawość go tu sprowadziła, chciał się upewnić, że nikt go nie wrabia?
Nathanielowi było daleko do anioła, gdy był w związku z Vincentem. W końcu mimo swej początkowej uległości, niejednokrotnie skrzywdził partnera, czego do tej pory żałował. Trzeba było przyznać, że ich związek był intensywny i być może, gdyby nie oddziaływanie Stara, to Roswell nadal byłby niknącym w oczach nieporadnym chłopakiem. Być może, lecz to nie jest pewne. Mimo złych chwil, zapamiętał ten związek dosyć dobrze, chociaż obfitował w stres, krzyk oraz bardzo intensywne – niekoniecznie przyjemne – doznania. Głównie żałował, że tak łatwo się poddał, być może teraz postąpiłby inaczej. Albo dokładnie tak samo, o tym już starał się nie myśleć, tylko żyć dalej. W końcu.
Ciekawie? – wymruczał wpatrując się w jego oczy i unosząc brew pytająco – Ty za to tak samo boski jak zawsze. – Zaśmiał się cicho – Miło cię widzieć ponownie.
Patrzył na niego, a jego spojrzenie było ciepłe, w przeciwieństwie do vincentowskiego pełne wyrazu, łatwe do określenia. Radosne i żywe, prawie że nie pasujące do jego osoby. Zastanawiał się od czego zacząć, z jednej strony miał tyle do przekazania, z drugiej tak niewiele. Lecz już coś postanowił.
Mój ojciec został wymieniony na lepszy model, że to tak określę – zaczął obserwując twarz Vincenta, chcąc dostrzec choćby lekkie drgnięcie, któregokolwiek mięśnia twarzy – Opiekę przejął nade mnie jego brat. Stąd też podwyższenie standardów.
Nawet nie zauważył kiedy karty zostały do nich dostarczone, być może zatonął w oczach Stara bądź tylko w rozmyślaniach. Prawdopodobnie to drugie, oczywiście nie ubliżając właścicielowi tych niebieskich oczu, w których Roswell zdawał się tonąć niejednokrotnie. Teraz jednak skierował swoje spojrzenie na menu, a potem znowuż na Vincenta.
Co byś zechciał zamówić? – Spoglądał to na kartę, to na kelnera, to na towarzysza spotkania.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Criterion Restaurant   

Powrót do góry Go down
 
Criterion Restaurant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Balthazar restaurant

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Restauracje-
Skocz do: