IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dorian & Charles

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 27

PisanieTemat: Dorian & Charles   Czw Kwi 10, 2014 3:48 pm

Mówi się, że podczas deszczu dzieci się nudzą, ale dzieci ze snobistycznych rodzin mają dużo więcej okazji do nudy. Mały Charlie odkąd tylko skończył sześć lat, poważnie zaczął się zastanawiać po co właściwie rodzice zabierają go w te przepełnione obcymi ludźmi miejsca? Po co ubierają go w garnitur, którego strasznie nie lubił? (Miał czasem wrażenie, że krawat chce go udusić. Przypominał mu węża, takiego jak kiedyś widział w zoo, a te przecież duszą swoje ofiary! To wiedział od niani i od tamtej pory strasznie bał się węży i miał naprawdę dużą niechęć do krawatów.) Zastanawiał się też, dlaczego nie może swobodnie o wszystko pytać, tak jak zwykle to robił wobec rodziców, niani czy gosposi. Po co ma być miły dla tych ludzi, których właściwie nie zna i dlaczego właściwie wszyscy są tu tacy... poważni? Charlie nie lubił tej powagi, która wstępowała w mamę i tatę, gdy tylko wychodzili gdzieś "do ludzi" jak mawiał tata, choć Charlie nie do końca to rozumiał. Do ludzi? Jakich ludzi? Tych?
Ale było coś, czego Charlie nie lubił najbardziej na świecie, a były to te sytuacje gdy rodzice zmuszali go by "zagrał coś gościom" Już na samą myśl o pianinie Charlie dostawał mdłości i bolał go brzuch, ale zwykle nie kręcił nosem. Był zaskakująco grzecznym dzieckiem. Nauczył się nim być przez systematycznie wpajane zasady i wywoływanie poczucia wstydu, jeśli nie wywiąże się odpowiednio ze swoich "obowiązków" Więc Charlie grał, choć jego gra nikogo nie zachwycała. Tego jednak nie mógł wiedzieć. Nigdy nie wiedział co myślą inni ludzie, dlatego bardzo często popełniał błędy za które musiał później płacić czerwonymi i piekącymi uszami (Od targania rzecz jasna.)
Dzisiaj był jeden z takich nudnych dni. Nudnych tym bardziej, że za oknem lało, a w letniej posiadłości pani Spenser (Charlie nie do końca wiedział kim jest ów pani.) właśnie odbywał się bankiet z całą masą pysznie ubranych pań i panów. Charles stojąc u boku mamy, ukradkiem pociągnął za muchę, którą miał na szyi i spojrzał na płynące po szybach wielkich okien wodne stróżki.
- Jakiż on uroczy, Emily!
Skrzekliwy głos wypudrowanej starszej pani wciśniętej w strojną złotą suknię wyrwał chłopca z zamyślenia. Zadarł głowę do góry spoglądając na kobietę obojętnie.
- Prawdziwy młody dżentelmen. I te oczy, zupełnie jak u ojca!
Charlie poczuł jak dłoń mamy zaciska mu się na ramieniu, spojrzał więc na nią pytająco.
- Co się mówi? - upomniała go łagodnie, a on jak na zawołanie rozciągnął usta w uśmiechu, ponownie spoglądając na starszą panią. Zagapił się zwyczajnie. To wszystko przez ten deszcz.
- Dziękuję pani Spenser.
Starsza dama uśmiechnęła się tak, jak Charles widział już nie jeden raz. Wszystkie starsze panie zawsze uśmiechały się podobnie. Ale wystarczyło pouśmiechać się do niej chwilę, by zyskać kolejną chwilę spokoju, bowiem zaraz dorośli zajęli się rozmową między sobą, a dziecko...
- Charlie, idź pobawić się z innymi dziećmi...
Chłopiec miał chęć chwycić się mamusinej sukienki i nigdzie nie odchodzić, ale doskonale wiedział, że to już nie przejdzie. Był "zbyt dużym chłopcem" by wciąż trzymać się spódnicy matki. Tak przynajmniej mówił ojciec. Westchnął, zerkając w kierunku grupki dzieci w różnym wieku. Nie było ich zbyt wielu. W sumie piątka... właściwie czwórka, jeśli nie liczyć chłopca w grubych jak denka od butelek okularach, który nie bawił się z pozostałą czwórką. Charlie miał wrażenie, że czuje się podobnie znudzony jak i on.
Poczuł lekkie popchnięcie, a gdy zadarł głowę by spojrzeć na mamę, ta uśmiechnęła się łagodnie. Cóż wiec było począć? Charlie westchnął głęboko i ruszył w kierunku grupki, ale... w połowie drogi obejrzał się za siebie. Mama rozmawiała z panią Spenser i kilkoma innymi paniami. Ojca nie było widać na horyzoncie więc... Odwrócił się w kierunku bawiących się chłopców, ale skupił uwagę tylko na tym, który siedział na krześle. Kojarzył go już, ale nigdy nie mieli okazji się razem bawić. Z resztą! Charles nie przepadał za towarzystwem rówieśników. Już nie raz dobitnie odczuł, że uważają go za dziwaka. Podobno dlatego, że był chory, choć Charlie wcale chory się nie czuł. Zrezygnował więc z próby znalezienia sobie kompanów do zabawy z góry skazując ją na niepowodzenie i rzucając ostatni raz spojrzenie "chłopakowi od butelek" pobiegł w stronę przeszklonych drzwi do ogrodu.
Nikt nie zwracał na niego szczególnej uwagi, więc skorzystał z okazji i pociągnął za klamkę, by zaraz wymknąć się na taras. Spojrzał na zachmurzone niebo. Jeszcze siąpiło, ale zdaje się, że chyba zbliżało się przejaśnienie. Objął wzrokiem zieleniący się trawnik, pyszniący kolorami kwietnik, skalniak i wysoki żywopłot, a także... bramkę. Niewielką bramkę z kutego żelaza. Spojrzał ponad żywopłot na korony drzew i już wiedział, że koniecznie chce zobaczyć co kryję się za tą bramką. Ostatni raz rzucił spojrzenie na wnętrze wielkiego salony, po czym sprawie zbiegł po kilku stopniach i wszedł w mokrą, równo przyciętą trawę. Czarne pantofle nie przemokną zbyt szybko, ale na ich powierzchni już perlił się kropelki. Przebiegł przez trawnik do żywopłotu, a potem i samej bramki. Uczepił się zimnych prętów i przycisnął do nich policzki, chcąc zobaczyć jak najwięcej... Za bramką był korytarz... Niesamowity korytarz z jakichś pnących roślin. Taki z kopułą! Ciemne jeszcze niebo sprawiło, że w ogóle panował tam półmrok. Było jednak ciepło, trochę duszno i... tajemniczo, ale to tylko potęgowało ciekawość.
Chłopiec pociągnął za klamkę, ale... tak, tak. Bramka była zamknięta. Zmarszczył nos...


_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Dorian & Charles   Pią Kwi 11, 2014 8:24 pm

Chyba wszyscy mieszkańcy Londynu dostrzegli, że na dworze okrutnie daje o sobie znać deszcz, a w raz z nim tańczyła po niebie burza, która pierwsza ustąpiła i zaczęła odchodzić straszyć dalej. Jasnowłosy chłopiec siedział na tylnym siedzeniu drogiego jak na swoje czasy auta i przyciskał nosek do szyby, chcąc zobaczyć jak najwięcej podczas tej niezbyt długiej podróży. Usta mu się nie zamykały ze zdziwienia, gdy podziwiał ludzi skulonych pod parasolkami, którzy wyglądali niczym ogromne, kolorowe grzyby. Z ogromnym entuzjazmem pomachał im, jednak nikt nie widział małego skrzata mknącego ulicami w czarnym samochodzie. Niezrażony tym obserwator wydawał z siebie nieraz to okrzyk zachwytu, który był tłumiony przez surowego mężczyznę, który prowadził. W ostateczności pojazd stanął, a mały pasażer został siłą wyciągnięty na deszcz, gdzie dostał ostrą reprymendę i resztę drogi spędził w ciszy z mokrymi od łez oczami. Nic go już nie cieszyło.
Ciągle słyszał tylko: nie wolno, nie odzywaj się, nie rób, nie patrz, nie uśmiechaj się, nie garb, nie przeszkadzaj. Nie, nie, nie. To słowo było mu znane aż za dobrze i potrafiło zabić całą przyjemność z życia.
- Pan Dorian Richmond! - starszy dżentelmen powitał ciepło kierowcę, który był nie kim innym, jak ojcem siedmioletniego chłopca, spadkobiercy tradycji oraz szlacheckich przywilejów.
Blondyn, którego włoski były upięte w koński ogon, a drobne ciałko przyozdobiono w garnitur oraz krawat, który nie pasował do dziecięcej postury, spojrzał przez swoje grube szkła okularów na mężczyznę i posłał mu szczerbaty uśmiech, gdyż niedawno zgubił obie jedynki. Niejednokrotnie wyobrażał sobie, że to jego witano z tymi wszystkimi pokłonami i honorariami, lecz na razie spotkał się jedynie z chłodnym spojrzeniem ojca oraz niesmakiem na twarzy gospodarza, do którego to przyjechali na kolejny, nudny bankiet.
- Dorian Jr., chłopcze, kiedy ty dorośniesz i zaczniesz się zachowywać godnie do statusu, na który pracowali twoi przodkowie? - uwaga z ust właściciela pięknej posiadłości, w której się znalazł, była niezwykle oziębła, podszyta kpiną.
- Przynosisz mi znów wstyd - srogi mężczyzna, do którego chłopiec nigdy nie powiedział beztrosko "tato", odesłał swą jedyną latorośl i zabronił mu się pokazywać na oczy do końca wieczoru.
Dorian, chłopczyk, który chciał zobaczyć chociaż raz uśmiech na ten srogiej twarzy, przeprosił cichutko i poszedł usiąść na krześle, gdzie bawiły się inne dzieci.
Młody Richmond w pierwszej chwili chciał podejść do swoich rówieśników, by się przywitać, lecz gdy tylko się uśmiechnął, dzieci zaczęły się z niego śmiać.
- Ślepy wampir, ślepy wampir! - wykrzykiwały radośnie, wytykając go palcami.
Szarooki malec nie rozumiał tych szyderstw, lecz zabolały go one prosto w serduszku. Nie pozostało mu nic innego, jak spędzenie tego wieczoru w samotności. Nikt nie zachwycał się na jego urodą, bo nie był wcale ładnym dzieckiem. Mysie włosy były prosto obcięte i rozpuszczone sięgały wąskich ramion. Twarzyczkę miał pospolitą, jednak najbardziej rzucającym się w oczy gadżetem były grube szkła w złotych oprawkach w kształcie regularnych kół. Do tego wszystkiego można było dodać bladą cerę, nijakie tęczówki i szczerbaty uśmiech. Jednak było w nim coś, co sprawiało, że zyskiwał przychylność innych ludzi. Mimo ciągłego tłamszenia biła od niego pozytywna energia i prosta, dziecięca radość.
Dorian bawił się właśnie widelcem, gdy jego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem znanego mu z widzenia chłopca. Kojarzył go z innych spotkań, gdzie przybywali piękni i bogaci. Właśnie żona gospodarza się witała z nim, zaś jasnowłosy przygryzł wargę swoimi kiełkami. On nie spotkał się z tak przyjaznym przyjęciem. Nie słyszał, o czym tam rozmawiano, jednak postanowił nie zwracać na siebie uwagi. Kątem oka dostrzegł jednak, że ciemnowłosy ośmiolatek zmierza w jego stronę. Na bladych policzkach pojawiły się wypieki z ekscytacji. W końcu będzie miał kolegę do zabawy w tym nudnym miejscu. Szybko jednak jego entuzjazm opadł, gdy nieznany mu dzieciak skręcił i udał się do ogrodu.
Młodszy z chłopców również się rozejrzał i wstał ze swojego krzesła. Cichutko podszedł do drzwi i wyjrzał przez nie. Sylwetka uciekiniera znikła mu z pola widzenia. Wyszedł więc na taras i chciał ostrożnie zejść po schodkach, lecz śliska posadzka uniemożliwiła ten manewr. W drogich spodniach pojawiła się dziura, kolano zaczęło krwawić, a dłonie były brudne i obdrapane. To jednak nie przeszkodziło młodemu Richmondowi w swojej akcji śledczej. Podreptał po mokrej trawie i zatrzymał się kilkanaście kroków od ciemnowłosego. Uchylił usta widząc niesamowity widok.
- Tajemnicy ogród! - Słyszał o tej książce i wyraził swój głęboki zachwyt, zdradzając swą obecność. Zawstydził się i opuścił głowę. - Ceść, Jestem Dolian. Chces się ze mną bawić? - urocze seplenienie było spowodowane brakiem kilku zębów mlecznych.
Dopiero po chwili pozwolił sobie podnieść wzrok i poprawić okularki, które zsunęły mu się niżej. Nie wiedział, jak zareaguje być może przyszły towarzysz zabaw. Szarooki wyciągnął brudna dłoń w kierunku chłopca i uśmiechnął się szeroko, ukazując swe niekompletne uzębienie.
- Nie można otwozyć? - zapytał pospiesznie i zapomniał całkiem o procedurach związanych z grzecznym przywitaniem.
Stanął obok nieco wyższego małego panicza i przycisnął swoją buzię również do krat w furtce. Kusiło go to miejsce.
- Pójdziemy tam rasem? - zapytał pospiesznie, jak gdyby znali się całe życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 27

PisanieTemat: Re: Dorian & Charles   Wto Kwi 15, 2014 1:21 pm

Charlie marszczył nos w zastanowieniu. Skupiał się na powstałym problemie i pewnie dlatego został zaskoczony. Aż podskoczył i obrócił się, mało nie wpadając na mniejszego kolegę. Charlie był przekonany, że oto właśnie przyłapano go na gorącym uczynku moczenia butów i brudzenia garnituru. Koniec zabawy-początek reprymendy. Właściwie tak właśnie było, ktoś go przyłapał, ale nie był to żaden dorosły. Na cale szczęście! Kompletnie nie chciał narażać się ojcu... Młody Griffihs patrzył na "chłopca od butelek" zupełnie zaskoczony. Przyjrzał mu się z bliska, a dostrzegając rozdarte spodnie już miał otworzyć usta, by zwrócić na to uwagę, ale został właściwie... zagadany.
Tajemniczy ogród? Zapytał w myślach i zerknął na żeliwną bramkę. Obudziły się wyobrażenia o niesamowitościach! O tym, że ta bramka jest przejściem do innego świata... Och jakże wspaniale byłoby uciec na trochę od rodziców i mieć taki swój własny magiczny świat! Buzia trochę mu się rozpogodziła. Spojrzał na wyciągniętą rękę, aby zaraz bez wahania ją uścisnąć. Z tą własnością okazało się być trochę inaczej... miał wszak towarzysza, ale ten nie wyglądał na szczególnie kłopotliwego, czy złośliwego. Ciekawe czy również będzie uważał Charliego za dziwaka?
- Jestem Charles.
Uśmiechnął się nawet, może bardziej z powodu seplenienia towarzysza niż faktycznej radości z poznania chłopca, ale to przecież nie miało znaczenia. Dorian zadał tyle pytań, że Charlie nie wiedział na które ma odpowiedzieć najpierw, a biorąc pod uwagę, że chłopiec nie czekał na odpowiedzi, to Charlie praktycznie zrezygnował z odpowiadania na poszczególne pytania.
- Ale nie ma klucza - Odparł jedynie, co w praktyce było odpowiedzią na wszystkie pytania. Właściwe to z chęcią się z nim pobawi, przecież i tak nie miał nic lepszego do roboty, a wśród wypudrowanego towarzystwa nudziło mu się niezmiernie. Chłód deszczowych kropel, zapach ziemi, liści no i "butelkowy chłopiec" ze swoim entuzjazmem byli zdecydowanie lepszymi kompanami do zabawy niż napuszone towarzystwo arystokratów.
Obrzucił bramkę zafrasowanym spojrzeniem głowiąc się jak wejść do środka. W zamyśleniu pociągnął kilka razy za swoją muszkę. Uwierała go. Strasznie nie lubił tej części ubioru. Co za bezsens...
- Możemy przejść górą. - zadarł głowę patrząc na szczyt bramki. Nie wyglądała na trudną do pokonania. A wokół na dobre przestało siąpić, tylko chmury nadal nie pozwalały słonecznym promieniom przebić się przez swój gruby, szary puch. Zrobiło się bardziej duszno i ciepło. Czyżby miała wstać mgła?

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Dorian & Charles   Pią Kwi 18, 2014 11:21 am

Młodszy z chłopców uśmiechał się szeroko prezentując swe wybrakowane uzębienie. Zapewne w domu zabraniają mu tego robić, by przypadkiem nie naraził siebie i swojego nazwiska na pośmiewisko. Panicz o jego tytule powinien charakteryzować się nienagannym wyglądem oraz manierami. Dorian był tego wszystkiego kompletnym zaprzeczeniem. Nie złamano go jeszcze, nie zabito zwykłej, dziecięcej radości, którą emanował we wszystkich kierunkach.
Zaczął podskakiwać z ekscytacji i klaskać zabrudzonymi dłońmi.
- Carls! Wyoblaś sobie, jakie skalby będą tam na nas cekać! - Naprawdę się zaczął ekscytować i podążył wzrokiem za spojrzeniem nowego kolegi.
Nie miał w sobie żadnych uprzedzeń, chociaż od kilku lat starano mu się wpoić manierę szlachcica, który powinien spoglądać na wszystko oraz wszystkich z góry, mając siebie za kogoś lepszego. Chłopczyk poprawił staromodne okulary, które zapewne kazano mu nosić, by wyglądał poważniej, a następnie niespodziewanie chwycił dłoń ośmiolatka.
- Możemy tes przejść dołem – pokazał na szparę, gdzie bez wątpienia obaj by się zmieścili, jednak sprawiłoby to, że się mocno pobrudzą.
Przygoda czekała na małych uciekinierów, a przepustką do chwili zatracenia w nieznany świecie było pokonanie metalowej furtki. Richmond niemal natychmiast położył się na ziemi i zaczął przeciskać na drugą stronę. Zapewne po powrocie do posiadłości zbierze tęgie baty słowne oraz cielesne za zniszczenie drogiego garnituru szytego na miarę. Jednak czego się nie robi, by choć na chwilę wyrwać się z szarej rzeczywistości? Otrzepał zabłocony strój oraz ręce, po czym przetarł czoło sprawiając, że i jego twarz stała się nieco brązowa.
- Idzies?! No sybko! - zaczął go poganiać, a sam przeszedł kilka kroków.
Tunel z wysokiej roślinności wyglądał niczym najprawdziwszy labirynt. Było tu cicho, wilgotno i ciepło. Okularnik okręcił się aż, jakby pierwszy raz na oczy widział takie dziwy. Złożył za sobą ręce ciekaw, jaką metodę przejścia wybierze kolega, którego dopiero co miał okazję poznać. Prócz imienia oraz statusu malca, nie wiedział więcej na jego temat i w obecnej sytuacji mu to w ogóle nie przeszkadzało. Ciągle się uśmiechał i zachęcał do pospieszenia się, bo zapewne nie mają zbyt dużo czasu, nim nie ruszą poszukiwania. Zapewne ojciec jasnowłosego malucha nawet nie zauważył jego zniknięcia, w końca sam kazał mu zniknąć z oczu, a Dorian był grzecznym dzieckiem i wykonywał wszystkie polecenia surowego rodzica.
- Carli, Carli! Zobac! Tunel i mgła! Ale supel! - znów zaczął skakać i tupać nóżkami. Wyraźnie nie mógł się doczekać udania tą nieznaną dla nich drogą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dorian & Charles   

Powrót do góry Go down
 
Dorian & Charles
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Dorian Whisper
» Charles Lowell
» Dorian Whisper
» Dorian Whisper - jasnowidz.
» Dorian Pavus

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: