IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Klasa na parterze

Go down 
AutorWiadomość
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Klasa na parterze   Sro Kwi 09, 2014 11:56 am

Potężna, naszpikowana drutami wystającymi z betonu, dziura prowadzi wprost do klasy znajdującej się na parterze spalonego skrzydła szkoły. Tutaj ogień dotarł z największą siłą - po stolikach i reszcie mebli został tylko popiół i rurki z ławek, ściany pokryte są grubą warstwą czarnego osadu, wszędzie czuć zapach spalonego drewna i plastiku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Sro Kwi 09, 2014 8:21 pm

Jechali samochodem, znowu Michael nie mógł migać i spoglądać na Claytona. W aucie panowała grobowa cisza więc pan psycholog zaczął mruczeć jakąś melodię, właśnie wtedy wpadł na pomysł jak może pokazać chłopakowi dźwięki. Zwolnił trochę, jedną dłoń trzymał na kierownicy a drugą sięgnął po rękę pasażera i przyłożył sobie do gardła, w miejsce gdzie dało się wyczuć drgania strun głosowych. Psycholog nie wiedział czy to coś da, może nawet zrazi Claytona do jego osoby, ale warto było pokazać mu jak wiele jest sposobów na odczucie tego co niewidoczne.
Niedawno Michael znowu usłyszał piosenkę, którą kiedyś bardzo lubił, Bruna Mars'a "Grenade", teraz znowu ją nucił i pamiętał, że gardło zawsze wtedy porządnie się ruszało. Dało się wyczuć kiedy mruczy wyższe dźwięki a kiedy niższe.
Całego utworu nie pociągnął, miał lekką chrypkę ostatnimi czasy. Potem przeszedł na Edge of Night, które zasłyszał oglądając Władcę Pierścieni. Gdy podjeżdżali już pod szkołę zaczynał The Misty Mountains Cold, które bardzo kiepsko mu wychodziło, nie znał wszystkich słów a melodia czasami też nie była zgodna z tą z filmu. Zdradził się też ze swojej miłości do fantastyki, książek czytał z owego gatunku aż za dużo, filmy wręcz uwielbiał i dlatego jego mp4 było pełne ścieżek dźwiękowych z ulubionych adaptacji.
Budynek zionął grozą. Ściany pokrywał czarny, paskudny osad, który przypominał szpony demonów, które starają się zjeść to miejsce od środka. Ramy okien spaliły się doszczętnie, te najbardziej zniszczone zostały usunięte przez strażaków aby nie spadły na osoby przechodzące obok. Drzwi główne zabezpieczono taśmą z wielkim napisem zakazującym wstępu. Clayton był pod opieką osoby dorosłej, dojrzałej i... No dobrze, nie oszukujmy się Michael nasłuchał się o duchach i tajemnych zbiorach założyciela szkoły, chciał niczym mały chłopiec znaleźć skarb strzeżony przez widmo strzegące szkoły.
Nie wysiadali od razu, musieli zaczekać aż ostatnie osoby znikną z parkingu szkolnego i dopiero wtedy M będzie mógł podjechać. Ktoś mógłby zadawać pytania, ciekawić się co robią tu we dwóch a tak personel będzie za bardzo pochłonięty myślą o powrocie do rodzin i cichych domków. Ostatni samochód minął bramę i M minął się z nim gładko.
"Gotowy?" Spytał chcąc po raz ostatni usłyszeć , że Clay naprawdę chce tam wejść. Nie uznałby go za tchórza, raczej za trzeźwo myślącego człowieka. Było popołudnie, wprawdzie następnego dnia obaj mieli wolne ale nadal chyba wypadało odstawić nastolatka w przyzwoitych godzinach pod akademik. Michael zrobi to niechętnie, nie chciał wracać do domu tym bardziej, że musi się spakować i jutro przewieźć rzeczy i kota do nowego domu. Był trochę bliżej szkoły, teraz może zacznie spacerować od czasu do czasu do pracy. Miau na pewno przeżyję rozstanie z mieszkańcami ich dawnego lokum oraz samym miejscem, ale to silny kot i zawsze szedł tam gdzie jego Pan.
"Zawsze możesz zrobić zdjęcia tylko z zewnątrz a potem odwiózłbym się o przyzwoitej godzinie do akademika. Ja po prostu mam szaloną ochotę zobaczyć jak to wszystko wygląda w środku, za dużo mitów nasłuchałem się o tym miejscu" Zaśmiał się i wyjął kluczyk ze stacyjki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Czw Kwi 10, 2014 8:41 am

W sumie to ja nic przeciwko siedzeniu bez rozmowy nie miałem. Bez przesady, zdaję sobie sprawę, że prowadząc należy być skupionym na drodze i tylko to jest ważne. Przy okazji mogłem się skupić na podziwianiu miasta. Zwykle docierałem do szkoły inną drogą nie tylko za sprawą komunikacji miejskiej ale i gdy szedłem spacerkiem bardziej kluczyłem. Mogłem zobaczyć Londyn z troszkę innej perspektywy, to miłe. Szare bloki i kamienice przesuwały się leniwie za oknem, a barwni ludzie byli niczym perełki na tym tle. Niebyło ich dużo, ale wystarczyło by chciało mi się zerkać na chodniki.
I właśnie wtedy, gdy myślałem, że to będzie normalna przejażdżka, taka jaką miałem już okazję odbyć z psychologiem, ten zrobił coś co kompletnie mnie zaskoczyło i zbiło z tropu. Moja dłoń ni z tego ni z owego została zabrana i położona na gardle mężczyzny. Nie miałem pojęcia o co chodzi i w pierwszej chwili, przyznaję się do tego miałem bardzo głupie myśli. Nie powiem jakie, bo to byłoby kompromitujące. Dopiero potem pod palcami wyczułem, że mężczyzna coś mówi, lub mruczy. Raczej to drugie, w końcu jego usta były względnie nieruchome. Patrzyłem na niego z deczka niezrozumiałym spojrzeniem, próbując dojść o co mu chodzi. O zwykłe wyłapywanie drgań? To byłoby najbardziej prawdopodobne. Tylko po co? To mi w żaden sposób nie pomoże, no poza faktem, że pomacam sobie gardło mężczyzny. I tak nie wiedziałem co takiego chyba nuci, więc w tym momencie było to dla mnie nieco bez sensu. Nie rozumiałem też jak to mruczenie miałoby mi ułatwić naukę mówienia. Czy on nie rozumiał, że sama mowa nie polega tylko na odpowiednim wypuszczaniu powietrza. Potrzebowałbym znać całe ruchy układu strun głosowych, aparatu mowy i innych rzeczy. No i nie wspomnę już o tym, że jak dla mnie dwie mogły być identyczne i kompletnie nie do rozróżnienia jeśli się ich choć raz słyszało. A może tylko szukałem wymówek, by nie próbować nawet nauczyć się mówić? Podświadomie nie chciałem tego robić. Czułbym się dziwnie nie wspominając, że pewnie w moim wykonaniu nigdy nie byłaby to piękna czy chociaż normalna mowa, nigdy tego nie usłyszę, czy M nie potrafił tego zrozumieć? Zrobiło mi się nieco przykro, choć starałem się nie dać tego po sobie poznać. Nie spełnię jego oczekiwań, a zawodzić ludzi nie znosiłem. No i zabolał mnie fakt, że nie próbował nawet zrozumieć mojej sytuacji. Mowa po prostu nie była i nie będzie dla mnie. Mimo to uśmiechnąłem się lekko i posłusznie nie zabrałem dłoni. Mimo to wzrokiem błądziłem gdzieś indziej średnio skupiając się na drganiach pod moimi palcami. Ignorowałem też nagłą myśl, że skóra mężczyzny jest miła w dotyku. Delikatna a jednocześnie dawało się w wyższych partiach wyczuć delikatny zarost. Nie widoczny, ale mój zmysł dotyku był bardzo dobrze rozwinięty.
Dojechaliśmy na miejsce, moja dłoń już spoczywała na kolanach, by zaraz zagłębić się w torbie. Wyjąłem aparat i zacząłem montować obiektyw i bawić się ustawieniami. Chwilowo nie chciałem na niego potrzeć. Trasa była na tyle długa, że przestałem już się „złościć”. Bardziej zrobiło mi się głupio na swoje zachowanie. Przecież mężczyzna chciał dobrze, próbował mi pomóc nie wiedząc, że to nic nie da. Czasem sam sobie komplikowałem życie. W każdym razie gdy skończyłem przyjrzałem się szkole. Od razu nasunęła mi się myśl, że jest piękna choć nieco przerażająca. Te popalone okna, ślady smug na murze, wybite szyby i taśmy, nie mogłem prosić o więcej. Zrobiłem pierwsze ujęcie próbne jeszcze przez szybę samochodu, chcąc udokumentować całą trasę. Skoro miałem zamiar zamieścić to w Internecie trzeba zrobić porządną fotorelację. Swoją drogą czy takie zwiedzanie nie miało swojej własnej nazwy, coś jak „Urbanexploring” czy jakoś tak?

Gotowy i oczywiście, że chce wejść do środka, nie po to tu przyjechaliśmy. Chyba, że się boisz

Wyszczerzyłem się nieco złośliwie do niego. Ja duchów się nie bałem. Sam czasem byłem jak one, więc nie sądziłem, by te zrobiły mi coś złego. Po części byłem buddystą, dla mnie obieg dusz był czymś naturalnym i normalnym, czego więc się bać. Jeśli żyjesz w zgodzie z samym sobą i światem nic z ich strony nie grozi. Po prostu nie wolno ich drażnić. Czy zdjęcia to robiły? Chyba nie, zwłaszcza, że nie chciałem „złapać” ich tylko ich dom. To mnie chyba usprawiedliwia prawda?
Poprawiłem torbę i bez słowa wyszedłem na chłodne powietrze. Zamknął drzwi uważając by nimi nie trzasnąć i podciągnąłem bardziej płaszcz pod szyję. Miałem szlaki, ale i tak wiatr nie był przyjemny. Od razu też przyłożyłem aparat to twarzy w duchu przeklinając się za to, że nie zmieniłem okularów na soczewki. Byłoby mi wygodniej. A nie chciałem co chwila ich podnosić, bo nie wyłapię ostrości. Wykonałem kilka ujęć i dopiero wtedy zwróciłem uwagę na mężczyznę.

Wchodzimy?”

Zapytałem. Swoją drogą M mógł teraz zobaczyć, jak się zachowuję, gdy zajmuję się pracą. Skupiony, ignorujący wszystkie zbędne rzeczy. Byłem tylko ja i aparat. Raczej marny będzie ze mnie teraz rozmówca, choć pewnie będę zwracał mu uwagę na co ciekawsze miejsca pod względami artystycznymi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Czw Kwi 10, 2014 11:57 pm

Trzydzieści lat na karku i miał się bać? Michael napuszył się jak paw i postanowił, że to on będzie tym męskim i silnym tutaj. Zabrał turystyczną latarkę, którą trzymał razem z narzędziami w bagażniku i zbliżył się do taśmy zaklejającej dziurę w ścianie. Tedy mogli spokojnie wejść do sali zajęciowej na parterze, która na pewno była ładnie połączona z resztą szkoły. Nie będą musieli mocować się z resztkami masywnych drzwi od holu głównego.
Podłoga pod butami skrzypiała i chrupała przy każdym kroku, wszędzie były resztki szkła lub przedmioty, których nie strawił ogień. Spalone ławki przypominały teraz małe szkielety, rurki pokryte sadzą skrzypiały przy najmniejszym ruchu wiatru i straszyły odstającymi oraz ostrymi elementami. Płomienie musiały sięgać aż pod sufit, który także był barwy soczystej czerni. Wszędzie pachniało popiołem, który odrobinę drażnił gardło gdy unosił się poruszony przez kroki nieproszonych gości.
Pan psycholog żałował, że nie miał rękawiczek ogrodowych lub lateksowych. Rzecz jasna nie chodziło mu o nie pozostawianie odcisków a zwykłą chęć nie ubrudzenia się, gdy będzie musiał coś przesunąć. Pierwszą rzeczą, którą zapragnął usunąć z ich drogi były drzwi prowadzące na korytarz, stare i metalowe. Prawdopodobnie zamontowane je tutaj na wypadek, gdyby ktoś włamał się przez okno i chciał dostać się na teren szkoły w ten sposób. Dokładnie tak jak teraz. Michael naparł na drzwi wpierw delikatnie, nie ruszyły nawet o milimetr a jedynie spowodowały, że kolejna warstewka popiołu ulokowana na framudze spadła na jego czarne włosy. Dopiero uderzenie barkiem poluzowało zawiasy i metal zrobił się ruchomy. M odsunął drzwi na bok i oparł je o ścianę, którą wyglądała na solidniejszą.
Korytarz nie wyglądał lepiej, wszędzie wisiała sadza w powietrzu a ściany i sufit przypominały te w klasie. Gdzieniegdzie dało się zauważyć drzwi zionące pustką - gabinety, pokoje pracownicze, do których prowadziły zapewne dawniej klasyczne, drewniane drzwi. Po sprawdzeniu czy okolica jest bezpieczna Pan psycholog odwrócił się aby przywołać do siebie chłopaka. Twarz Claytona zasłaniał aparat fotograficzny a nastolatek był w pełni pochłonięty swoim hobby. Wydawał się dopiero teraz naprawdę w pełni oddychać pełną piersią i korzystać z życia, absurdalne zważywszy na to gdzie byli. M nie radziłby zaciągać się tym powietrzem za bardzo.
Czekał, nie chciał mu przeszkadzać. Michael szanował to, że Clay pozwolił sobie zatopić się w robieniu zdjęć. Migawka cichutko trzaskała co kilka sekund. Widok był doprawdy uroczy i sprawiał mężczyźnie dużo radości. Nawet nie zauważył jak zaczął z uśmiechem na ustach i maślanymi oczami patrzeć na swego towarzysza. Był trochę jak kot, który grzeje się w promieniach słońca i z radością wystawia się na jego działanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Pią Kwi 11, 2014 8:30 am

Miałem ochotę zacząć się śmiać, gdy zaczął się tak puszyć i udowadniać jaki to odważny i pewny siebie jest. Po prostu wyglądał przekomicznie moim zdaniem. Taktownie jednak uznałem, że lepiej będzie ponabijać się w duchu i później najwyżej wyskoczyć z jakimś komentarzem. Nikt nie powiedział, że zawsze muszę być grzeczny i ułożony tak? Kochałem żartować, wygłupiać się i rozbawiać ludzi. Tutaj, przez barierę komunikacyjną było to trudne. Z czasem jednak M przekona się o mojej wesołej naturze. Właśnie, może na urodziny mu coś wykombinuję? Nie chciałem by siedział sam, smutny i zalany winem w trupa. Nie znosiłem alkoholu i nie lubiłem jak ktoś z mojego otoczenia pił. Okazjonalnie, lampka wina do obiadu ok, ale nie potrafiłem zrozumieć jak ktoś może sam upić się do nieprzytomności, to nie pojęte dla mnie. Potem się choruje, wymiotuje i w ogóle, masochiści.
Nie pomyślałem nawet o latarce, rękawiczkach czy czymkolwiek innym. Błąd i to dość znaczący. No ale nawet nie wiedziałem co tutaj możemy spotkać. Podejrzewałem, że będzie dość brudno, w końcu to zamknięta po pożarze część szkoły, ale nie wpadłem na to by coś ze sobą wziąć. Trudno, następnym razem postaram się bardziej i zabiorę ze sobą dodatkową torbę na rzeczy. Teraz jednak jakoś sobie poradzimy.
Szedłem za nim, rozglądając się uważnie. Szczerze mówiąc to w duchu modliłem się o to, by się nie przewrócić na tych wszystkich odłamkach i szkle. Znając mnie, pewnie albo zniszczyłbym aparat – oby nie!- albo bym się połamał. Podejrzewam że w przypadku upadku, szycie byłoby niezbędne. Tyle szkła, do tego było ono brudne i pokryte sadzą. Zakażenie jak nic. Nie żebym był jakimś przesadnym czyściochem bojącym się zarazków no ale…
Naciągnąłem szalik na nos i usta chcąc zrobić chociaż prowizoryczną maseczkę. Już teraz pył drapał mnie w gardło i gdy wzbijał się większy tuman kurzu oczy zachodziły mi łzami. Szara mgiełka pojawiała się na okularach i po pewnym czasie i na obiektywie. Zdecydowanie utrudnia to pracę ale damy radę. Poprawiłem osłonkę, by ta chroniła choć trochę soczewkę. Mogłem wrócić do pracy, a trzeba przyznać, że miałem co uwieczniać. To co widziałem przez aparat niewątpliwie było piękne. Nostalgiczne, ciemne ale wspaniałe. Mnie poruszało do cna. Proste formy pokryte sadzą i ten cień rzucany z każdego miejsca. Normalnie aż mi się oczy błyszczały i nie mogłem się tym nacieszyć. Od razu żałowałem, że nie wziąłem większej ilości sprzętu, oświetlenia i parasoli. No nic, Clay opanuj się to tylko rekonesans.
Poczułem drganie podłogi. Potem kolejne, a w powietrzu zaroiło się od drobinek kurzu i sadzy. Od razu rozejrzałem się za źródłem owej anomalii. M próbował sforsować drzwi. Odruchowo wymigałem by na siebie uważał, choć pewnie nawet tego nie zauważył. Skrzywiłem się widząc to uderzeniem barkiem. Musiało strasznie boleć.

Nic ci nie jest Michael?

Zapytałem z troską widoczną na twarzy. Nie chciałem, by coś mu przeze mnie i moją chęć fotografii. Dopiero po chwili zwróciłem uwagę na to, że po raz pierwszy użyłem jego imienia, a nie bezosobowej formy lub tytułu. Speszyłem się nie wiedząc, czy będzie miał coś przeciwko czy nie. Nie powinienem był, był moim opiekunem, profesorem, a nie kolegą, powinienem uważać na słowa, ale to był odruch i prawdę mówiąc bardziej pasowało mi mówienie do niego po imieniu niż w inny sposób.
By ukryć moje zażenowanie wróciłem do swojego zajęcia szybko się w nim zatracając. Nowe miejsce, nowa perspektywa dawały mi mnóstwo możliwości. Musiałem śmiesznie wyglądać stojąc w jednym miejscu i robić kilka ujęć tego samego w różnych poziomach. No ale chciałem mieć pogląd na wszystko. Przez to nie zauważyłem tego maślanego wzroku skierowanego na moją osobę. Nie wiedziałem, jakie emocje w nim wywołuje. Może to i lepiej. Zwykle uciekałem przed czymś takim, a tak mogliśmy bez przeszkód spędzać z sobą czas.
Wreszcie po dla mnie krótkim czasie – w rzeczywistości pewnie po godzinie i zwiedzeniu okolicy, czyli ledwie kilku sal i gabinetów podszedłem do mężczyzny. Podniosłem aparat by mógł na wyświetlaczu zobaczyć moje najnowsze odkrycie. Byłem w tamtej Sali sam, wiec nie mógł wiedzieć co znalazłem. A co to było? Na starym, poszarpanym płaszczu, marynarce czy co to tam było leżało małe zawiniątko. Szare i puszyste. O trójkątnych uszkach i różowym nosku. Obok było drugie, łaciate o zmierzwionym futerku. Dwa, małe kotki smacznie śpiące na legowisku. Musiały być młode, choć dostatecznie duże by matka mogła je na chwilę zostawić by zapolować na jedzenie. Byłem pewny, że są dzikie, a posłanie zostało przyciągnięte przez Kotkę, ręki ludzkiej w tym nie było.

Śliczne są prawda? Pokazać ci, gdzie je znalazłem?

Zapytałem i zsunąłem z nosa szalik, by mógł zobaczyć mój radosny uśmiech. No co, byłem szczęśliwy, że udało mi się znaleźć taką niespodziankę. Zwłaszcza, że z tego co wiedziałem to M kochał koty.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Sob Kwi 12, 2014 10:11 pm

Drzwi wbrew pozorom nie były trudne do sforsowania. Metal rdzewiał już latami a pożar zamiast zaspawać zawiasy jedynie pokrył je sadzą.  Michael miał jedynie porządnie ubrudzony płaszcz i ręce, zero skaleczeń czy siniaków. Jego okrycie po tej eskapadzie pójdzie jak nic do pralni a ręce będzie myć dobre dwa dni.
Pan psycholog nie widział jak Clay miga z troską o jego stan, tym samym nie zauważył, że chłopiec zwrócił się do niego po imieniu. A szkoda, ucieszyłby się. Byłoby to znakiem dla niego, że towarzysz w końcu przełamuje lody w kontaktach z nim.
Rozmyślania nad tym, czy Clay czuje się dobrze w pobliżu jego osoby sprawiły, że Michael krążył niczym zjawa po parterze i rozglądał się za czymś nietypowym aż znalazł jedyne drzwi, które były zamknięte klucz. Bez chwili namysłu zaczął grzebać przy zamku drucikami, które znalazł na ziemi. Gdy coś kliknęło wewnątrz mechanizmu niepewnie nacisnął klamkę i poczuł jak drzwi ustępują. Jedyne co ujrzał to długie schody ginące w mroku. Wtedy usłyszał za sobą jak ktoś kręci się po klasie, w której zaczęli swoją przygodę. Clayton majstrował przy aparacie, buzia śmiała mu się od ucha do ucha, po szybkim spojrzeniu na wyświetlacz M ujrzał to co tak kochał już wiele lat. Kocięta, jedno było identyczne jak jego Miau, gdy był jeszcze maluszkiem i ważył dobre 6 kilo mniej.
Wiele lat Michael nękał rodziców o zwierzątko, matka i ojciec ciągle odmawiali i tłumaczyli się alergią (której nie mieli), dopiero po wyprowadzce marzenie psychologa ziściło się. Adoptował ze schroniska puchatą kuleczkę, która teraz była z nim na dobre i na złe. Trzeba było przyznać, kochał koty, bzika jednak miał na punkcie tylko jednego. Doktor Miau był po prostu inny niż większość sierściuszków, wierny i niezwykle przywiązany do właściciela, spokojny i umiejąc przystosować się do sytuacji jaka obecnie panuje. Z Miau nigdy nie było problemów: nie chorował, nie drapał mebli, jadł co mu się dało, znosił wszystkich ludzi, co tu dużo gadać, złoty kot.
Na widok puchatych kuleczek M zawsze się rozpływał i tracił ze swej męskości, wydawał się wtedy bardziej kobiecy i porządnie homoseksualny. Mało wtedy myślał i tak było i tym razem. Miganie wychodziło mu jakby był potłuczony.
"Pokaże ci zdjęcie mojego ukochanego!" Szczerzył się jak głupi , przeglądając swój telefon Pan M nawet nie pomyślał co wymigał, i że zapomniał domigać "kota".  Po chwili znalazł fotkę, która w pełni oddawała charakter i piękno Miau. Kocur leżał na środku łóżka i wdzięczył się do swego Pana. Potężny, szary i puchaty. Wytrawne oko zauważyło by nawet, że obie poduszki są ugniecione a pościel wygląda na używaną przez dwie osoby. Telefon momentalnie śmignął przed oczy chłopaczka i przynajmniej sytuacja z lekka się wyjaśniła.
"Ten szary ze zdjęcia wygląda jak mój kiedy był mały. Musisz kiedyś poznać Miau, na pewno polubisz go. To kot inny niż wszystkie i nie mówię tego tylko dlatego, że to mój futrzak. To kot terapeuta, mruczy kiedy czuje smutek i miauczy jak obłąkany, gdy mój pacjent jest zły i chce się wykrzyczeć." Mężczyzna uśmiechnął się, wycofał z fotografii i przez chwilę można było zobaczyć zdjęcia na tapecie - jakiegoś chłopaka trzymającego owego kocurka. Michael zapomniał o tym, jeszcze dzisiaj planował zmienić tapetę na coś innego.
"Pójdziemy do nich?" Spytał, aby zatuszować swoje zakłopotanie gafą jaką popełnił. Nawet nie chciał myśleć co mógł sobie Clay o nim pomyśleć. Jaki normalny facet trzyma zdjęcie innego samca na tapecie? Gej...
"Ah i znalazłem zejście do piwnicy! Myślę, że tam może być coś ciekawego. Jest bardzo ciemno ale z moją latarką powinniśmy dać radę, zejście jest dosyć wąskie i strome ale będę cię asekurował." Obiecał mężczyzna i uśmiechnął się ciepło. Matko, Clayton naprawdę bardzo mu się podobał. Drobna buzia, wąskie ale jednocześnie soczyste usta, duże i piękne oczy otoczone ciemnymi rzęsami, no i ta szyja... Długa i piękna, dodawała nastolatkowi dużo uroku a nawet seksapilu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Nie Kwi 13, 2014 9:25 am

Może i trudne do sforsowania nie były, ale i tak uderzenie musiał poczuć. Już sam fakt, że musiał się z nimi forsować coś znaczył prawda? Chociaż tak szczerze mówiąc byłem z jednej strony zadowolony, że nie zauważył mojej pomyłki przy miganiu. Mógł to przecież źle odebrać prawda? Eh w takich chwilach widać było jak szybko przywiązywałem się do ludzi. Psycholog okazał mi trochę uwagi, ciepła, a ja już poczułem do niego nie tylko sympatię, ale i w sumie sam nie wiem co. Po prostu chciałem by on zwracał na mnie uwagę, tylko pytanie było, czy jako opiekun, brat czy jako kto? Dobra Clayton, opanuj się człowieku, znasz go kilka godzin i już nie potrafisz ogarnąć tego co się z tobą dzieje…
Widziałem jak twarz mu się rozpromienia na widok zwierzaków. Naprawdę musiał je lubić, skoro ich zdjęcie aż tak go ucieszyło. Sam do kotów nic nie miałem. Lubiłem je, ich miękkie futerka, drganie całego ciałka przy mruczeniu i ten szorstki język. Cudowne zwierzaki, zawsze indywidualne i samodzielne chodzące własnymi drogami. Też bym tak chciał umieć, ale za bardzo bałem się nieznanego i wolałem się trzymać już utartych szlaków. Co nie znaczy, że nie snułem planów na nierealne dla mnie zdarzenia. Sam, nigdy zwierzęcia nie miałem. A chyba powinienem choćby z tak prozaicznej rzeczy jak alarm przeciwpożarowy. Pies mógłby mnie ostrzec, że coś jest nie tak, dałby mi znać, że rozbrzmiewa alarm, albo że dzwoni telefon lub ktoś puka do drzwi. Może kiedyś podsunę ten pomysł dyrekcji? Wiem, że nie powinienem mieć zwierząt w Akademiku, ale może udałoby się zrobić dla mnie wyjątek i zakupić psa przewodnika?
To jedno zdanie „Pokażę ci mojego ukochanego” sprawiło, że coś się we mnie zakręciło. Nie wiem jak to inaczej nazwać. O albo jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze. Nie wiedziałem dlaczego. I w sumie zastanowiłem się czemu chce mi pokazać swojego ukochanego. Oczywiście, że nie skojarzyłem tego w kontekście zwierząt, oczyma wyobraźni widziałem jakiegoś mężczyznę. Dopiero po chwili coś też do mnie dotarło. Skoro powiedział to w formie męskiej, to czy to oznacza, że ma faceta i jest homoseksualistą? Michael i gej? Nie żeby mi to przeszkadzało, w końcu sam nie byłem pewny co do swojego statusu, albo inaczej nie chciałem się do tego głośno przyznać, że patrzę w tą samą stronę co dziewczyny. Ale i tak ten domysł wprawił mnie w zaskoczenie. Na prawdę nic nie podejrzewałem, chociaż może gdybym zaczął zwracać uwagę na niektóre rzeczy dojrzałbym szczegóły zdradzające go?
Nieco niepewnie zerknąłem na wyświetlacz szykując się by ujrzeć swoje przeciwieństwo. Tam jednak leżał gruby kot o szarym futrze, zadowolony z życia. Od razu go polubiłem choć była to tylko fotka na aparacie. Pomijam jej jakość, ze względu na moje spaczenie w tej kwestii. I zauważyłem te poduszki, był to obraz dość jednoznaczny, M miał kogoś i byłem tego pewny. Bo szczerzę wątpię, by to Miau ugniótł pościel tak bardzo. Nie powinienem być zaskoczony. Był przecież dorosłym mężczyzną koło 30, to naturalne że w tym wieku ma się już tą drugą osobę u swego boku. Obrączki jednak u niego nie zauważyłem, wiec chociaż kwestia stanu cywilnego mężczyzny była jasna. Kawaler.

Chętnie go poznam, to musi być ciekawy zwierzak

Odparłem tylko uśmiechając się lekko. Bo co miałem więcej wymigać? Że nie mogę się doczekać? Że też chce takiego przyjaciela? Nie, to zostawię dla siebie. Szczególnie że dostrzegłem tą tapetę. Czyli jednak miałem rację i M musi być gejem, mieszka ze swoim partnerem i najwidoczniej są szczęśliwi. Przecież nikt nie trzyma swojego ukochanego na tapecie, jeśli im się nie układa prawda? Sam nie wiem czemu, ale ta świadomość nie wprawiała mnie w dobry nastrój. Powinienem się cieszyć, że jest szczęśliwy, ale jakoś zakuło mnie to. Ta wiwat moje przywiązanie. Ale przecież wiedziałem, że tak będzie, był tylko moim opiekunem, nie powinienem patrzeć na niego inaczej i od teraz tak będzie!
Kiwnąłem głową na znak, żebyśmy tam poszli. Na twarz przywołałem uśmiech mający zatuszować moje chwilowe zagubienie. Nie chciałem by mężczyzna coś zauważył. Po prostu będę musiał znowu nabrać dystansu i tyle. Zacząłem iść w kierunku jeden z sal i w niej wskazałem miejsce w którym były kociaki. Dalej leżały tam słodko zwinięte. Kotki nie było ciągle widać, ale zdecydowanie musiała być tu niedawno. Za bardzo było czuć kociną. Podszedłem bliżej i zrobiłem im kilka zdjęć. Dźwięk migawki musiał je obudzić, bo po ruchach pyszczków zauważyłem, że zaczęły miauczeć czy popiskiwać. Miałem ochotę ich dotknąć, ale nie byłem pewien jak zareaguje ich matka na obcy zapach na ich futerkach. Nie chciałem by je odrzuciła z mojego powodu. Nie przeżyły by. Ślepka w prawdzie miały otwarte ale wątpię by były w stanie jeść coś innego poza mlekiem. Także pozostało mi tylko obserwowanie ich i uśmiechanie się na ich widok. Tak, skutecznie zajęły moje myśli spychając temat Michaela i jego życia uczuciowego na dalszy plan. Rozejrzałem się trochę i zauważyłem wśród zgliszczy kawałek sznureczka. Wziąłem go i powoli przesuwałem nim koło łapek kociąt, które odruchowo próbowały go złapać. Urocze. Zaśmiałem się bezdźwięcznie, co było widać po moim ruchu ramion i drganiu warg.

Urocze

Wymigałem, gdy wreszcie wstałem dając spokój maleństwom. Poza tym zauważyłem w ciemności błysk światełek zapewne odbitych od oczu matki. Nie chciałem jej denerwować. Odsunąłem się więc o krok i jeszcze przez chwilę obserwowałem kociaki. Chciałbym je zabrać, ale nie potrafiłbym się nimi zająć. Zamiast tego wyjąłem butelkę wody z torby i nalałem jej trochę do wyżłobionego kawałka drewna, które nie spłonęło w pożarze. Taka mała miseczka wyszła. Będą mieli co pić chociaż przez chwilę. W ogóle coś czuję, że będę się teraz często tutaj zakradać, by im jakoś pomóc.

To co, idziemy do tej piwnicy? I spokojnie chyba dam radę zejść sam

Zażartowałem i schowałem aparat. Tam będzie ciemno, wiec i tak zdjęć nie porobię. Ewentualnie wyjmę jeśli coś się trafi. Wolałem jednak nie ryzykować, że przez przypadek go sobie zniszczę. W końcu to moja największa miłość, moje maleństwo. Nie chciałem się też przyznać do jeszcze jednego. Nie przepadałem za takimi ciemnymi, wąskimi pomieszczeniami, złe skojarzenia. Ale przecież M był przy mnie, więc nic mi nie grozi, prawda? Nie dajmy się zwariować, nie mogę żyć cały czas złymi wspomnieniami, to do niczego nie prowadzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Pon Kwi 14, 2014 3:19 pm

Lata opieki nad własnym kotem i poniekąd pasja do tych stworzeń sprawiały, że Michael potrafiłby oddać tym małym lwom kanapowym praktycznie wszystko. Co miesiąc dawał datki na schronisko dla zwierząt, internetowo opiekował się dwoma kotami z fundacji potrzebujących zwierząt a w czasie wolnym, gdy nie miał aż tak dużo pracy jeździł osobiście pomagać w schroniskach.
Mężczyzna widział jak kocięta leżą ściśnięte razem, zapewne z zimna. Dookoła była sporo kurzu a biedactwa leżały na powycieranej marynarce. Bez chwili zastanowienia zdjął z siebie swój płaszcz, porządny i ciepły kawał materiału. Wykonał z niego budkę, podparł w jednym miejscu prętem a w innym przygniótł cegłą aby płaszcz nie odleciał. Potem delikatnie, aby kocięta nie zlękły się, włożył do prowizorycznego domku trzymając za brzegi starej marynarki. Żałował, że nie ma jedzenia dla kotów ale kieszenie wypchane miał jak zawsze smakołykami dla Miau. Pełno chrupków, miękkich cukierków i nawet trochę suchej karmy, którą Miau czasami wkładał mu sam do kieszeni kurtki lub innego okrycia. Taki zapas na czarną godzinę. Wyjął wszystko i położył obok miseczki z wodą Claytona. Kotka pożywi się i będzie miała mleko dla swoich maleństw. Szalika jednak nie oddał, M owinął go porządnie wokoło szyi i uznał, że tyle mu wystarczy. Marynarka, którą miał pod płaszczem była cieniutka niczym koszula. Służyła tylko jako ozdoba i zakrywała tatuaże Michaela na ramionach. Na zewnątrz dodatkowo stał jego samochód więc nie zmarznie.
"Teraz będzie im lepiej, może uda mi się co jakiś czas zostawiać jakieś jedzenie przed budynkiem dla kotki a potem kociąt. Wyglądają jakby miały przed sobą jeszcze dwa tygodnie ssania mleka matki. Ja musiałem karmić Miau butelką jak niemowlę." M zaśmiał się na samo wspomnienie, gdy jego kot jeszcze mieścił mu się w jednej dłoni. Teraz podnosząc go czuł jak coś strzyka mu w kręgosłupie a podczas wnoszenia po schodach musiał uważać aby ciężar nie przeważył go do tyłu. Maleństwem to on nie był...
"Niestety moja kocina szybko urosła, bardzo szybko zasmakowała mu szyneczka a ja nie miałem serca mu odmówić. Kiedy ktoś mnie odwiedza i widzi mojego kota, 6 kilo mruczącego szczęścia, to lubię kłamać, że ma skłonności do tycia. Prawda jest taka, że to jak go tak rozpieszczałem i spasłem." Wyszczerzył się nie wiedząc o czym myśli chłopak, gdyby wiedział porządnie by się tłumaczył. Nie ukrywał się ze swoją orientacją na osiedlu, ale wolał aby nie była ona tematem rozmów uczniów i pacjentów. Clayton był jego podopiecznym na czas pobytu w szkole, mógłby czuć się niekomfortowo przy mężczyźnie, który interesuje się jego płcią.
Wtedy do Michaela dotarło, że chłopak może i był nieśmiały ale zapewne nie głupi. Gdyby nie chciał z nim spędzać czasu, szwędać się po budynkach zniszczonych ogniem to dawno powiedziałby proste "do widzenia". Postanowił traktować i myśleć o Claytonie jak o normalnym, dojrzałym mężczyźnie. Głupim było ciągle analizować co jest dla niego krępujące, co może sprawiać kłopot a co jest nieodpowiednie dla ich relacji. M miał mu pomagać znaleźć się w nowym miejscu, gdyby dyrektor nie wierzył w jego umiejętności po prostu dałby chłopcu kontakt do ośrodka pomocy osobom niepełnosprawnym i tyle.
Po zostawieniu w spokoju kociąt i ich matki Pan psycholog i jego podopieczny w końcu skierowali się ku zejściu do piwnicy. Czarna dziura wyglądała jak schody do samego piekła lub krainy cieni, tak przynajmniej podpowiadała wyobraźnią Panu M. W książkach, które czytał takie miejsca zwiastowały: a) mordercę, b)skarb, c) przejście do innego świata. Tego pierwszego Michael nie chciał spotkać, bo nie umiał się bronić a narzędzia, które mogłoby w tym pomóc rzecz jasna nie miał. Na wszelki wypadek zapalił latarkę, poświecił na strome schody, które nie posiadały poręczy z lewej strony tak więc jedynym wsparciem była ściana z prawej.
"Jeśli coś by się działo złap się mnie." Wymigał M zanim zaczęli schodzić do paszczy potwora. Tak! To jeszcze mógł być otwór gębowy ogromnego stwora, który mieszka pod budynkiem szkoły a jego przełyk udaje schody do piwnicy! Tak właśnie powstała opcja "D" w głowie Michaela, która nie eliminowała poprzednich. W brzuchu tej kreatury mógł być morderca, skarb lub przejście do innego świata. Wiwat wyobraźnio! Lub dobre leki uspokajające pacjentów...
Schody były kamienne, wydawały się być stare i na 100% były śliskie. Pan M stawiał kroki powoli i trzymał się ściany tak, aby wymacać co jakiś czas dziurę lub wystającą cegłę, która służyłaby za wsparcie. Niestety, czuł na karku oddech Claytona, który niemiłosiernie go rozpraszał. Zastanawiał się co chłopak myśli i czy sytuacja nie jest zbyt dziwna. M nie wiedział co robić potem, wrócą na górę i rozejdą się każde w swoją stronę? Cholernie tego nie chciał, dobrze mu się spędzało czas z nastolatkiem i bardzo chciał jeszcze z nim porozmawiać, może coś obejrzeć lub nawet zjeść kolację.
Te myśli były straszne, tak zawsze wyglądały randki Michaela. On i jego partnerzy robili coś dziwacznego, oglądali film lub słuchali nowej płyty, potem jedli kolację i kończyli... No cóż, uwieńczeniem był seks lub chociaż pieszczoty. Gula jaka powstała w gardle mężczyzny na samą myśl o tym była nie do opisania, nie miał siły nawet krzyczeć i modlił się aby nie poczuć podniecenia na samą myśl o TYCH sprawach z nieletnim. Tego by mu jeszcze brakowało, zostania pedofilem.
Pasował do tego obrazka: miał historię związków homoseksualnych, lada moment miał mieszkać sam z kotem i zastanawiał się nad drugim mruczkiem, miał wykształcenie oraz dostał kilka miesięcy temu propozycję pracy z osobami dorosłymi ale z jakiegoś bliżej niewyjaśnionego powodu wybrał posadę psychologa w szkolę i pensję o połowę niższą od tej oferowanej w prywatnej klinice psychologii. Pedofil, jak nic.
Szli dobre pięć minut a schody nadal nie miały końca, M zastanawiał się czy to on idzie tak wolno czy może pomieszczenie, do którego idą jest tak wysokie. Poświecił na boki, ujrzał jakieś kontenery oraz setki regałów. Gdzieniegdzie dało się zauważyć stare meble oraz stoły ustawione jeden obok drugiego. Co to za miejsce? Michael miał ochotę zapytać o to Claytona i nawet odruchowo zaczął mówić, gdy przypomniał sobie, że chłopiec i tak go nie usłyszy. Złapał go za rękę, chcąc pokazać jakoś chęć komunikacji, mógłby wyjąć komórkę i napisać o co mu chodzi. Poczuł, że nastolatek aż podskoczył czując zimną dłoń łapiąca go za nadgarstek. Morris w takiej sytuacji zacząłby krzyczeć, ale nie było potrzeby przyznawania się do tego, że od czasu do czasu wrzeszczał na horrorach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Pon Kwi 14, 2014 6:24 pm

Byłem zaskoczony tym co zrobił. Naprawdę nie sądziłem, ze zdejmie swój płaszcz i zrobi z niego legowisko dla tych kotów. Zaimponował mi tym. Sam bym raczej nie zdobył się na coś takiego. Prędzej wróciłbym tu jeszcze dzisiaj z jakimiś starymi ubraniami, kocami oraz smakołykami, ale nie oddałbym płaszcza. Może to dlatego, że sam za dużo rzeczy nei miałem i nie potrafiłbym się przemóc by coś oddać. Stare, w których nie chodziłem nie ma problemu. Wszystko dla innych. Mógłbym im porobić zabawki z wełny i w ogóle. Ale M był inny. Bez wahania oddał swój dobry, tylko nieco ubrudzony płaszcz dla nich. Jak tu się nie rozczulić. Od razu też zacząłem patrzeć na niego przychylniej, kto by nie zaczął? Mimowolnie uśmiechnąłem się obserwując go. Musiał kochać koty, naprawdę je kochać. Nie wiem tylko czemu pojawiła się u mnie myśl, że chociaż cześć tego uczucia mogłaby spłynąć na mnie. Nie mówię tu już nawet o Michaelu. Po prostu poza miłością matczyną nie miałem do czynienia z żadnym takim uczuciem. Zakochanym byłem raz i skończyło się to nie tylko łzami ale i strachem, który czułem do tej pory. Nie jest miło być wykorzystanym. Mimo to chciałbym kiedyś poczuć jak to jest być kochanym przez drugą osobą, ale podświadomie sądziłem, że zwyczajnie na to nie zasługuje, że ktoś taki jak ja nie ma prawa do takich uczuć. Wiem, że to głupie, ale co na to poradzę, niektórych rzeczy tak łatwo się nie przeskoczy.

Myślisz, że matka ich nie odrzuci? Że będzie zadowolona z tego wszystkiego?

Zapytałem obserwując jego dłonie. Muszę przyznać, że dopiero teraz zwróciłem uwagę na to jak smukłe ma palce i jak zadbane są jego ręce. Miałem na tym punkcie lekką obsesję. Uwielbiałem duże, ładne dłonie o szczupłych palcach i gładkiej skórze. Dłonie pianisty. Miało chyba to związek z komunikacją. Były dla mnie one jedynym przekaźnikiem słów, zwracałem dużą uwagę na ich ruch i w którymś momencie zauważyłem, że wolę rozmawiać z tymi osobami, które właśnie mają dłonie muzyków. Tak jak M… Dobra znowu odpływam skupiając się na z pozoru nieistotne rzeczy.

Nigdy nie miałem zwierzęcia, żadnego. Byłem zbyt chorowity by się nimi zajmować. Szkoda chciałbym mieć takie wspomnienia jak ty. Móc się zaopiekować takim maleństwem i patrzeć jak dorasta u mojego boku. Pewnie sam też bym go utuczył, bo nie potrafiłbym mu niczego odmówić… Chciałbym kiedyś mieć psa lub kota….

Przyznałem się do tego uciekając wzrokiem. Znowu miałem wrażenie, że nie powinienem prosić o takie rzeczy. Oczekiwać czegoś, bo ktoś taki jak ja nie powinien marzyć. Swój limit szczęścia wykorzystałem przyjeżdżając tutaj. No nic. Przepraszam już nie będę marudzić, powinienem się cieszyć tym co mam i żyć chwilą.
To prawda, gdybym nie chciał czegoś zrobić to bym to powiedział. To, że byłem niemy nie znaczyło, że nie potrafiłem wykrzyczeć swojego zdania. Problem był inny, gdy ktoś na mnie naciskał blokowałem się i nie potrafiłem się postawić. Ulegałem, choć z początku mogłem się wykłócać. Nie wiem czemu tak się działo, po prostu nie potrafiłem czegoś dokończyć i postawić na swoim. Nie znaczy to jednak, że gdybym nie chciał tu przyjechać to bym to powiedział i spróbował odmówić. Aż taką kluchą nie byłem, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Kiwnąłem głową i ruszyłem za nim po śliskich schodach zagłębiając się w ciemność. Nie lubiłem jej. Czułem się w niej zagubiony. W końcu mój słuch był wyłączony, gdy jeszcze do tego nic nie widziałem czułem się otoczony i zamknięty. Kompletnie zagubiony, byłem tylko ja i moje myśli, a to przeraża. Nie wiedziałem co się wokół mnie dzieje. Zostawał mi tylko węch i dotyk. Tutaj ten pierwszy był raczej mało przydatny. Wszędzie unosił się duszący zapach spalenizny i drewna. Nic przyjemnego. Byłem pewien, że oboje jesteśmy już nim przesiąknięci i jeszcze długo nie pozbędziemy się tego „odoru”. Trzymałem się go blisko, chcąc mieć go ciągle przed oczami, jego i latarkę. Nie chciałem tu zostać sam, nie poradziłbym sobie. A tak swoją drogą wcale nie był pedofilem. Przepraszam bardzo, jestem legalny! Skończyłem już 18 lat kilka tygodni temu. Według prawa większości krajów byłem pełnoletnim dorosłym o statusie ucznia. Byłem taki jak on, tylko trochę młodszy. Czy więc nie mógł mnie traktować jak dorosłego mężczyznę? Przecież nim byłem… Ale pod jednym względem faktycznie byłem dzieciakiem. Moje dziwne eskapady nie kończyły się seksem… Kolację jadłem sam i szedłem spać, nie było mowy o najmniejszych pieszczotach. Tak prawdę mówiąc nawet z pocałunkami nie miałem wprawy, to chyba nie do pomyślenia w moim wieku…
Rozglądałem się mrużąc oczy by dostrzec dokładniej co się tu dzieje. Moje szkła miały już na sobie szary nalocik, który tworzył delikatną mgiełkę, co w tych warunkach nie bardzo pomagało. Byłem na tym skupiony, więc gdy poczułem niespodziewanie jego dłoń na swojej i podskoczyłem tracąc równowagę. Stałem jeszcze na schodkach i po prostu poślizgnąłem się lecąc do przodu. Gdyby nie M pewnie wylądowałbym jak długi na ziemi. A tak wpadłem na niego lądując niemal wtulony w jego tors. Moje dłonie znalazły się oparte o jego klatkę piersiową a policzkiem wtuliłem się niemal w jego szyję, tuż nad obojczykiem. Nie raz takie sceny widziałem w sztampowych romansach. Dziewczyna się potykała i wpadali sobie w ramiona, następowało to przeciągłe spojrzenie kończące się zwykle pocałunkiem. Na ten pomysł musiałem się zarumienić. Czujem jego sapach, ciepły oddech na swojej głowie i ruch ciała pod swoimi dłońmi. Było przyjemnie i te powracające sceny z filmów, nie nie mogę o tym myśleć. Zagryzłem lekko wargę i powoli odsunąłem się od niego na chwilę zatrzymując się na jego twarzy. Tak, żeby się przekonać co myśli.

Przepraszam, poślizgnąłem się

Wymigałem nieco zawstydzony i już uciekłem wzrokiem. Zszedłem te kilka stopni chcąc jakoś uciec pod pretekstem rozejrzenia się dokładniej po pomieszczeniu. Podszedłem do jednej z półek i przyglądałem się rzeczom leżącym na niej. To musiał być jakiś składzik o dziwo aż tak bardzo nie uszkodzony. Widać ogień nie dotarł tutaj tak mocno jak do pozostałych części szkoły.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Pon Kwi 14, 2014 7:01 pm

Michael w przeciwieństwie do Claytona na brak dobrobytu nie narzekał, jednakże ciężko pracował na to co miał. Jako dziecko musiał znosić surową i czasami nadopiekuńczą matkę, studiując pracował naprawdę ciężko aby jego wyniki pozwoliły mu na porządną, wysoko płatną pracę. To co miał zawdzięczał sobie i tylko sobie. Fakt, płaszcz był nadal dobry ale mówi się trudno, to była chwila, gdy po prostu zechciał zrobić coś dobrego.
Clayton nawet nie wiedział ile już miejsca zajął w sercu M, polubił go i chciał spędzać z nim czas, jak na tak krótką znajomość chłopak praktycznie owinął sobie go wokoło palca. Gdyby nastolatek kazał się pocałować lub nosić na rękach, Michael zrobiłby to. Cóż, był kochliwy i tyle. Jednak jego uczucia miały wiele odcieni, to co czuł do swojego poprzedniego partnera było mieszanką przyjaźni i pożądania. Clayton budził w M jego skrywane dotychczas pokłady czułości, poniekąd jakiś instynkt rodzicielski, gdyż chciał go bronić i strzec przed złym... No i ta szczenięca, nieśmiała miłość. Przy nim czuł się cholernie młody.
Bliskie spotkanie pierwszego spotkania na schodach sprawiło, że serce M zabiło mocniej. Liczył, że chłopiec nie poczuł jak mocno waliło i jak niechętnie wypuszczał go z objęć. Strasznie chciał go dotykać, pod byle jakim pretekstem.
"Nic się nie stało." Zamigał w świetle latarki do chłopaczka. M uśmiechnął się ciepło, dałby mu nawet całusa w czoło, gdyby Clay mu tak szybko nie zwiał. Zaczął szukać jakiejś skrzynki elektrycznej, jeśli był tu kiedyś prąd to prawdopodobnie pociągnięto go jakoś dołem i elektryka niekoniecznie musiała spłonąć. Czasami takie sale w piwnicach miały też awaryjne zasilanie, w razie niebezpieczeństwa musiały służyć jako schron. Tak jak M przewidział znalazł w końcu skrzynkę. Złapał zębami latarkę i zaczął przy niej grzebać. Nie był elektrykiem ale widział kilka razy jak reperuje się elektrykę lub wymienia to i owo. Pomieszczenie wypełniło światło w kilku miejscach, gdzieniegdzie nadal było ciemno i trzeba było uważać na nogi.
"Wow... To stara biblioteka." Zamigał do Claytona, który stał niedaleko. Wyjął z ust latarkę i wyłączył ją chcąc zostawić baterię na później. Kilka krzeseł było nadal sprawnych więc M usiadł na jednym i wyjął termos. Całe gardło bolało go od kurzu i sadzy unoszącej się w powietrzu. Nalał sobie, wypił i podał ponownie napełniony kubeczek chłopcu.
"Nie martw się o kocicę i młode" Powiedział widząc nadal zatroskaną minę Claytona. "Gdyby nawet je odrzuciła zabrałbym je ze sobą, ale uważałem i trochę ją przekupiłem. Powinna być zadowolona z darów" Puścił do niego oko i rozejrzał się po pomieszczeniu. Tak naprawdę to znalazł swój skarb, bo Pan M właśnie tak nazywał swoje ulubione książki.
"Zamieszkasz na swoim i gwarantuję ci, że wtedy nawet osobiście przyniosę ci kota lub psa ze schroniska. Takie marzenia trzeba realizować bo ratują też życie zwierzakom." Mówił tak, jakby planował być w życiu osiemnastolatka jeszcze długo po zakończeniu opieki nad nim. Jakoś tak mu wyszło, chyba za mocno pan psycholog przywiązywał się do ludzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Pon Kwi 14, 2014 8:20 pm

To też nie tak, że narzekałem na brak dobrobytu. Po prostu znałem dobrze wartość pieniądza. Nie przelewało nam się w domu. Mieszkałem tylko z mamą, nie znałem ojca, który mieszkał za granicą w swojej ojczyźnie. Dziadkowie trochę pomagali, ale mama nie chciała wisieć im na głowie i ciągle zaglądać do portfela. Nie dziwię się, oboje staraliśmy się zawsze być niezależni. Nie wiodło nam się źle, ale moje zdrowie było cóż… niestałe. Jestem wcześniakiem, mój system odporności nie jest najlepszy. Gdy byłem mały non stop łapałem przeziębienia, które bardzo łatwo przechodziło w zapalenie oskrzeli czy płuc. Do tej pory mam do tego skłonność i przynajmniej raz w roku ląduje w szpitalu. Do tego trzeba doliczyć koszty moich operacji. Przeszedłem ich kilka, a służba zdrowie nie zawsze chciała to refinansować. Do tej pory nie rozumiem po co tyle tego było skoro nie zadziałało. Nie mówiąc o tym, że przy zakładaniu implantów ucha, które odrzuciłem prawie zginąłem ze względu na powikłania. Do tej pory mam za uszami blizny po tych operacjach. Ale odbiegam od tematu. Przez to wszystko nigdy nie mogliśmy sobie pozwolić na zbytnia rozrzutność. Tutaj jestem sam, zdany niemal na siebie. Mam do dyspozycji tylko stypendium i niewielką pensję ze studia. Nic więc dziwnego, że rozważnie dobierałem swoje wydatki, a rzeczy bardzo szanowałem. Nie chce wyjść na sknerę, ale moje zachowanie jest całkiem logiczne prawda?
Owszem, nie wiedziałem o swojej pozycji. Bardziej myślałem, że traktuje mnie jak kolejnego ze swoich uczniów. No dobrze, może faworyzował mnie przez zabranie tutaj. Nie dopuszczałem jednak myśli, że może to wynikać z czegoś innego. Takich jak ja miał wielu pewnie. Wyróżniałem się tylko swoimi wadami, niczym innym. Było przecież tak wiele nieśmiałych osób z problemami, ja byłem taki sam. Z reszta nie mogłem podejrzewać, że wywołuje w nim takie a nie inne uczucia. Nie dał mi jasnych sygnałów, bo jeśli o to chodzi byłem zbyt niepewny siebie, by zauważyć delikatne sugestie jak uśmiechy, gesty czy niektóre słowa. Czasem to kłopotliwe, ale czy nie pokazuje to, że jeśli ktoś chce do mnie dotrzeć nie może się zniechęcać, musi być wytrwały i zdeterminowany, a to niezła próba dla prawdziwości uczucia. Jeśli to chwilowe ktoś szybko straci zainteresowanie, a ja nie będę cierpiał. Wszystko ma swoje dobre i złe strony, przynajmniej według mnie.
Nie poczułem tego szaleńczego rytmu serca. Byłem zbyt zażenowany swoją niezdarnością i nagłym kontaktem z drugim ciałem. Zwłaszcza, że przez cienkie ubranie łatwo mogłem poczuć krzywizny jego ciała. Musiał być dobrze zbudowany, a przynajmniej na pewno ćwiczył. Czułem mięśnie nawet jeśli te nie były duże. Podobało mi się to ale przecież nie przyznam się do tego przed nikim, nawet w swoim pamiętniku. Wolałem uciec, by nie kusić siebie i może jego? Dobrze jednak, ze on nie miał nic przeciwko tej niespodziance i nie był na mnie zły. Mogłem nas przecież przeważyć oboje runęlibyśmy na ziemię.
Przyglądałem się przedmiotom dostrzegając w nikłym świetle zarysy okładek. Musiały być to książki, może to stare archiwum? Było jednak zbyt ciemno, bym mógł to jasno stwierdzić. A szkoda, lubiłem się zajmować starymi dokumentami. Może gdyby moje marzenie się nie spełniło mógłbym zostać bibliotekarzem lub archiwistą? Może nawet zająłbym się jako renowator starych dzieł? To pasjonujące choć żmudne zajęcie. No i nie doceniane, jak wszystko co jest związane z archiwami. Zwracasz na nie uwagę dopiero gdy coś potrzebujesz wkurzając się, ze nie możesz tego znaleźć. Wtedy też musiałem nagle zmrużyć oczy od światła. Odruchowo przesłoniłem je ręką próbując się przestawić na nagłą jasność. Zamrugałem parokrotnie wreszcie przyzwyczajając się do zmiany w żarówkach. Musiałem pogratulować M za pomysł z poszukaniem bezpieczników, sam nawet nie wpadłbym na to zakładając że są zniszczone po pożarze.

Albo archiwum. Ile tu książek

Byłem pod wrażeniem i niemal z czułością przesunąłem palcami po zakurzonych woluminach. Od razu też wyjąłem jeden z nich ostrożnie przejrzałem zawartość książki. Akurat trafiłem na kronikę szkolną sprzed 30 lat. Wziąłem ją ze sobą i usiadłem na krześle obok mężczyzny. Ostrożnie przerzucałem karki chcąc choć trochę poznać tą szkołę na przestrzeni tylu lat. Nie mogłem się tym jednak całkowicie zająć nie chcąc olać mojego opiekuna. Odebrałem wiec od niego kubeczek i upiłem łyk. Starałem się tez zignorować fakt, że usta mężczyzny przed chwilą go dotykały. To przecież nic takiego, a ja nie będę się zachowywać niczym płocha dziewczyna piszcząca coś o niebezpośrednim pocałunku. Bez przesady! Także Clayton trzymaj poziom. Wypiłem zawartość kubeczka, herbata tak mile rozgrzewała i oddałem go psychologowi.

Mam nadzieję, nie chcę by coś im się przez nas stało. Nie poradziły by sobie same. W razie czego pomogę ci z nimi. W końcu to byłaby moja wina, to ja je znalazłem. Ale skoro mówisz, ze jakoś ją przekupiłeś to ci wierzę. Zajrzymy do nich za kilka dni? Tak dla pewności, proszę?"

Rzadko prosiłem o cokolwiek ale nie chciałem zakradać się sam, kiedy mężczyzna miał klucze. Łatwiej było się tu dostać no i nie byłem sam i zwyczajnie czułem się pewniej mając go obok siebie. Drugi jednak temat trochę mnie zasmucił. A w zasadzie przywołał coś, o czym na co dzień nie chciałem myśleć. I chyba sam M zapomniał o tym szczególe. Przecież nie byłem z Anglii. Nagle jakoś perspektywa powrotu do domu przestała mi się podobać. Owszem, tęskniłem za mamą, ale wreszcie tutaj czułem że żyję. Byłem wolny i po części czułem się jak zdrowa osoba. Teraz jeszcze był Michael i świadomość, że jednak niedługo go opuszczę dziwnie mnie bolała. Tak chyba nie powinno być prawda?

Przyjedziesz do mnie do Nowej Zelandii z tym zwierzakiem, czy wybierzesz jednego z miejscowego schroniska. Dziwnie w ogóle będzie wrócić do domu po tych miesiącach spędzonych tutaj. Ale to jeszcze z 8 miesięcy nim zniknę i uważaj przypomnę się o pupila, obiecałeś

Uśmiechnąłem się do niego wesoło, nie chcąc by zobaczył to co naprawdę pomyślałem. Nie, nie musi wiedzieć, że mimo wszystko nie chce mi się wracać. Było tu ciężko, było ponuro i zimno, ale i tak czułem się tu coraz lepiej i coś mi mówiło, że ten mężczyzna niedługo będzie odgrywał ważną rolę w moim życiu. Chociażby jako mój opiekun.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Wto Kwi 15, 2014 3:31 pm

Faktycznie woluminy i pudełka zostawione tutaj mogły być archiwum lub połączeniem archiwum z biblioteką. Sufit był bardzo wysoki, aby co wyższe regały mogły zmieścić się w pomieszczeniu, tej gigantyczne miały nawet klasyczne drabinki bibliotekarskie. Gdzieniegdzie stał wózek, taki jak w państwowych książnicach. Dawniej musiano niezwykle dbać o to miejsce, było dobrze zaopatrzone i posiadało nawet własny dopływ prądu. Niestety zapomniano o nim przez pożar jaki tu wybuch i miejsce zostało odizolowane od reszty szkoły. Michael wiedział, że będzie musiał powiadomić zarząd szkoły o tym miejscu i tym samym przyznać się do najścia. Uznał jednak, że doda jakąś historyjkę, że jakoby widział jak uczeń tu wchodzi ale nikogo nie znalazł. Czary!
"Powinniśmy już stąd iść a do kotów wpadniemy jak najbardziej, po weekendzie wpierw spróbuje je gdzieś przenieść w bezpieczne miejsce a potem będę musiał powiadomić dyrektora o tym miejscu. To mogą być bardzo cenne książki i dokumenty. Serce mi się kraja na samą myśl, że mogli zburzyć budynek i zakopać to miejsce pod zgliszczami." Michael uśmiechnął się znowu do chłopaka, zmierzwił jego włosy i przez chwilę trzymał dłoń w ciemnej czuprynie. Po chwili zabrał rękę aby nie przedłużać owej czułości.
Psycholog planował umilić chłopakowi i sobie samemu ten czas, który Nowo Zelandczyk miał tu spędzić. Mogliby zostać naprawdę dobrymi przyjaciółmi, choć po trochu M chciał być czymś więcej i może stąd wymsknęły mu się obietnice związane z przyszłością. Nie spodziewał się, że zostaną one tak miło odebrane, ludzie zazwyczaj mówili mu jakie to dziwne planować aż tyle rzeczy w przód. Dla Michaela to nie było nieprzyjemne, on wolał stawiać sobie jakieś cele a jednym z nich było właśnie utrzymanie znajomości z Claytonem nawet po jego wyjeździe. Bo czemu nie? Już teraz był praktycznie dorosły, aż tak dużo ich nie dzieliło.
"Jeśli mógłbym zabrać ze sobą Miau to chętnie zwiedzę twój kraj." Uśmiechnął się gdy szli już w stronę schodów i wyjścia. "Wydaje mi się, że jeśli faktycznie wyjedziesz i Londyn nie skusi cię do zostania tu na dłużej to wtedy będę musiał kombinować ze zwierzakiem u ciebie. I gwarantuje ci, że chętnie upomnę się o zwiedzanie, lubię podróżować a tym bardziej z drugą osobą. Planuje za jakiś czas zabrać Miau nad jakieś jezioro bliski łąki, jeśli będziesz chciał mógłbyś zabrać się z nami. W ładny dzień miałbyś sporo rzeczy do fotografowania a Doktorek mógł sobie pobiegać, polować na myszy i robaki."
Michael puścił chłopaka przodem, wolał być za nim i w razie poślizgu złapać go znowu. Rzecz jasna ze względu na bezpieczeństwo, nie jakieś macanki i tym podobne...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Wto Kwi 15, 2014 8:50 pm

Byłem zadowolony z takiego obrotu spraw. Faktycznie trzeba będzie je gdzieś przenieść, by nic im się nie stało i dopilnować, by matka miała dla nich pokarm. Nigdy nie opiekowałem się maleństwami, ale zdawałem sobie sprawę, że jeśli nie dopilnujemy by kotka była w dobrym stanie to młode nie przeżyją. Będą zbyt słabe a co za tym idzie nie dadzą rady same przetrwać. To trochę jak ja. Głupio to zabrzmi ale po części utożsamiałem się z nimi. Też byłem tylko z matką, mały, chorowity i zdany tylko na nią. Zupełnie jak one. Ale skoro ja dałem rade, to te kociaki tym bardziej. Szczególnie że ja i M o nie zadbamy.
Jego gest sprawił, że jeszcze usilniej wbijałem wzrok w księgę na moich kolanach. Byłem Zaskoczony i speszony za razem. Nie bardzo więc zareagowałem. Może powinienem? A tak tylko czekałem, aż ta przyjemna, ciepła dłoń zniknie z mojej głowy wracając na swoje miejsce. I gdy to się stało poczułem, że mi jej bardzo brakuje. Chciałem by wróciła, ale nawet nie śmiałem o to poprosić. Bo czy to nawet głupio by to nie zabrzmiało? „Czy mógłbyś znowu mnie dotknąć?” nie, nigdy o to nie poproszę, zwłaszcza że podświadomie wiedziałem do czego takie gesty mogą prowadzić. Zaczyna się niewinnie, by później doszło do próby wykorzystania, nie chciałbym tego nigdy poczuć. Szczególnie z jego strony. Aish za bardzo się przejmuję niektórymi rzeczami zwłaszcza, że przecież mówimy tutaj o M, on by nigdy nie spróbował zrobić mi czegoś złego, prawda?

Faktycznie, byłaby to duża strata. Chciałbym mieć więcej czasu, by to wszystko przejrzeć. Jak myślisz, może dyrektor by się zgodził, bym mógł pomóc przy katalogowaniu tego zbioru?

Zapytałem nie zdając sobie sprawy tak na prawdę ile by mnie to kosztowało. Już teraz miałem dość napięty grafik. Nie tylko lekcje, ale i nauka, praca dla gazetki, w studiu plus różne zajęcia dodatkowe czy udzielanie się na forach fotograficznych. Miałem mało czasu dla siebie, a teraz jeszcze będę chciał wpleść w to spotkania z Michaelem i jakby doszła ta archiwacja pewnie musiałbym porzucić kolejne 2 godziny ze swojego snu. Już bez tego potrafiłem zarywać noce śpiąc po 2-3 godziny. Wiem, że to nie jest zdrowe, ale czasem nic nie można poradzić na niektóre nawyki. Na szczęście nie zdarzało się to aż tak często.
Było mi miło, że mimo wszystko chce mnie odwiedzić. Chociaż wolałem się nie nastawiać na to wszystko. Ludzie na początku często mówią różne rzeczy, by później tego nie dotrzymywać. Chwilowy entuzjazm i tyle. Także wolałem myśleć, że tylko próbuje pozwolić mi mieć nadzieję. Nie chciałem się nastawiać i przywiązywać do tego pomysłu. Rozczarowanie nie było by miłe.

Oczywiście, że możesz go zabrać ze sobą. Nie mam nic przeciwko. Eh musze wrócić. Nie stać mnie na to, by tu zostać na stałe. A stypendium kończy mi się wraz z ostatnimi dniami czerwca. Chcąc nie chcąc będę musiał wrócić. Będzie trochę dziwnie znowu chodzić do mojej dawnej szkoły, nie mieć takich zajęć jak tutaj. Wiesz ten profil pozwala mi rozwinąć skrzydła.

Przyznałem nieco zakłopotany swoją nagłą wylewnością. Ale taka prawda. Tutaj miałem okazję się rozwijać, poznawać świat, który do tej pory był dla mnie zamknięty. Ciężko będzie mi się przestawić na zwykły szkolny tryb. Ale ni przeskoczę tego. Wątpię by znalazł się ktoś, kto zechce mnie przygarnąć do siebie i utrzymywać do końca nauki. Poza tym też nie mógłbym takiej pomocy przyjąć. Nie znosiłem być zależnym od innych. Zwłaszcza w takich chwilach, nie potrafiłbym żerować na czyjeś dobroci, więc nie miałem innej możliwości jak wrócić do siebie. Chociaż może jeśli postaram się jeszcze bardziej uda mi się uzyskać szkolne wsparcie? Jakiś program pomocowy czy stypendium? Byłoby cudownie.
Kiwnąłem głową i odłożyłem książkę na miejsce. Potem była tylko wspinaczka wzdłuż schodów. Wiedziałem, że M jest tuż za mną, czułem jego obecność jakkolwiek to nie brzmi. Byłem tym nieco rozkojarzony. Ale dzielnie parłem do przodu. Byłem już na samej górze, ostatni stopień. Niestety musiałem dać pokaz swojej gracji. Nie zauważyłem wystającego progu, potknąłem się i odruchowo przekręciłem się chroniąc torbę. Od razu po upadku poczułem ból w kostce. Upadłem na nią dociskając pod dziwnym kontem do progu. Przy okazji uderzyłem dłońmi o potłuczone szkło i pojawiło się kilka drobnych skaleczeń na skórze. Tym się jednak nie przejmowałem. Za bardzo rozpraszała mnie kostka. W oczach pojawiły mi się łzy, gdy próbowałem usiąść i ruszyć stopą. Na pewno nie było złamania, ale skręciłem ją. Nie mogło być inaczej. Zagryzłem wargę i nieświadomie z mojego gardła wydobył się bliżej nieokreślony dźwięk przypominający pomruk bólu. Nie wiedziałem, że cos takiego się nawet stało i pewnie gdy M mi to powie, nawet mu nie uwierzę.
Próbowałem się podnieść ale każda próba poruszenia nogą kończyła się nieprzyjemnym uczuciem. Nieco spanikowałem, przyznaję się do tego. Spojrzałem lekko szklistymi oczami na psychologa i z rezygnacją zacząłem migać.

Micheal, nie mogę wstać. Chyba skręciłem kostkę. Zabierzesz mnie do pokoju, proszę? Sam nie dam rady

Byłem nieco zażenowany, ale zdawałem sobie sprawę z tego, że bez niego utknę tutaj na kilka godzin, póki opuchlizna się nie ustabilizuje. Już czułem, jak mi się robi niewygodnie w bucie. Na reakcje mężczyzny nie musiałem długo czekać. Zaraz wziął mnie na ręce – jeeeej to takie zawstydzające!- i zaniósł mnie do samochodu. Dalej bolało, ale póki nią nie ruszałem dawałem radę nie marudzić i powstrzymywać łzy cisnące się do oczu. Niedługo potem M usiadł na miejscu kierowcy i ruszyliśmy do Akademika. Ja zaś starałem się nie patrzeć na niego, by ukryć pojawiające się rumieńce.

z/t x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ethan.

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 30/06/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Sro Lip 02, 2014 10:16 pm

Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, przez całą drogę nie natknąłem się na nikogo, kto miałby ochotę na wejście ze mną w jakąkolwiek interakcję. Kręciłem się po terenie szkoły dobrą godzinę, aż nogi zaniosły mnie we wręcz wymarzone miejsce. Rozejrzałem się dokładniej, a więc to była ta spalona część szkoły. W miejsce takie jak to raczej nikt rozsądny się nie zapuszczał, zwłaszcza wieczorem. Tym lepiej dla mnie. Wszedłem do środka, w miarę możliwości, uważając by żadne krzywe druty nie wylądowały mi na głowie. W głębi korytarza zauważyłem uchylone drzwi, albo raczej to co z nich zostało. Wszedłem do środka, w powietrzu wciąż czuć było spaleniznę, ale mi to w żaden sposób nie przeszkadzało. Dla mnie było to miejsce idealnej destrukcji i już kiedy przekroczyłem próg wiedziałem, że będę tu często wracał. Przysiadłem na parapecie i rozkoszując się błogą samotnością odpaliłem papierosa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ethan.

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 30/06/2014

PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   Czw Lip 03, 2014 10:33 pm

Przesiedziałem tam kolejnych kilka godzin, co jakiś czas odpalając kolejnego papierosa. Siedzenie w kompletnej samotności ostatnimi czasy było zdecydowanie moim ulubionym zajęciem. Czułem jak przebywanie wśród ludzi wysysa ze mnie energie, której i tak nigdy nie było we mnie za wiele. Zupełnie straciłem poczucie czasu i dopiero kiedy zrobiło się zupełnie ciemno zdałem sobie sprawę ile godzin przesiedziałem w tej sali. Z cichym westchnieniem podniosłem się z podłogi. Otrzepałem spodnie, które teraz były całe w pyle i odpalając nowego papierosa ruszyłem do wyjścia. Przemierzając korytarz zdałem sobie sprawę jak pięknie się wkopałem. Nie dość, że trafiłem tu przypadkiem to jeszcze zrobiło się zupełnie ciemno. Miałem nadzieję, że dotarcie do pokoju nie sprawi mi większego problemu...

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Klasa na parterze   

Powrót do góry Go down
 
Klasa na parterze
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Opuszczona klasa
» Klasa eliksirów
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Zielarstwa
» Klasa Historii Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Spalona część szkoły-
Skocz do: