IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kot i Rose

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Kot i Rose   Nie Kwi 06, 2014 6:58 pm

/Początek roku szkolnego, gdzieś w Londynie

Morgan nie znał miasta. Nic nie znał właściwie, do tej pory raczej nie ruszał się z rodzinnej Irlandii. Teraz, nie mając właściwie znajomych ani - tym bardziej - przyjaciół, sprowadziwszy się do tego miasta dlatego, że miał tu chodzić do szkoły; ruszył na zwiady - jak sam to przed sobą nazywał. Wetknął słuchawki do uszu, zgarnął do kieszeni kilka drobnych i zaczął się włóczyć ulicami. Czasem gdzieś przystanął i pooglądał towary na wystawie, kupił sobie jakąś fajną bransoletkę z czarnych rzemyków, z metalowymi koralikami. Właściwie, podobało mu się tutaj. Gubił się trochę w tych wszystkich uliczkach i w tłumie, ale jakimś cudem się odnajdywał.
Choć właściwie nie zawsze. W którymś momencie zgubił się na amen, gdzieś przy jakiejś stacji metra, której nazwa nic mu nie mówiła. Krążył przez jakiś czas wokół wejścia, szukając jakiejś mapy, ale właściwie z niej również nie mógł nic odczytać, więc wreszcie zrezygnowany stanął na środku, zastanawiając się, co dalej.
- Hej. - zaczepił jakąś dziewczynę, przechodzącą akurat obok. Gorący dzień dzisiaj był, więc Kot podwinął rękawy swojej luźnej, letniej koszuli najbardziej, jak się dało, a i tak czuł, że pot płynie mu po plecach. - Przepraszam, zgubiłem się. Nie wiesz może, jak stąd dotrzeć do Traditional Royal School?
Czuł się jak idiota, jak zresztą za każdym razem, kiedy coś mu nie wychodziło i musiał przyznać się do błędu.
Powrót do góry Go down
Rosalie
Różyczka
avatar

Liczba postów : 51
Join date : 13/01/2014
Age : 20

PisanieTemat: Re: Kot i Rose   Pon Kwi 07, 2014 6:13 pm

Chociaż termometr wskazywał niewiele ponad dwadzieścia sześć stopni Celsjusza, dla różowowłosej panienki była to istna katorga. Do tego musiała założyć czarną bluzkę i spodenki! (Co prawda bluzka była na ramiączkach, a spodenki okazały się być najzwyklejszymi w świecie szortami z jeansowego materiału, ale wyjście w czarnych ciuchach w taki żar nie było najmądrzejszą decyzją w życiu dziewczyny). Sama nie wiedziała, co ją w taki piękny, gorący i letni dzień wywiało na zewnątrz. Nie przepadała za upałem, bliżej jej do zimnoluba niż do kogoś, kto bez gorąca zachowuje się jak osoba pozbawiona tlenu. Wlokła się tak po mieście, wędrując od kawiarni do kawiarni w celu kupienia kolejnej mrożonej kawy lub lemoniady. Wysoka temperatura skutecznie utrudniała jej myślenie - zdążyła przez nią zapomnieć, po co wyściubiła nos ze swojego kochanego i jakże cudownego mieszkanka. Dopiero w chwili wkroczenia na peron metra, w którym panowała o wiele niższa niż na zewnątrz temperatura, otrzeźwiała i przypomniała sobie, jaki miała cel w opuszczeniu domostwa. Chodziło oczywiście o jakieś papiery i zaświadczenia od lekarza, które miała zanieść do sekretariatu szkoły tylko po to, aby biurokracji stało się zadość, a ona mogła rozpocząć edukację w szkole ukochanego braciszka.
W pewnym momencie, w którym to starała się jak lepiej wtopić w otoczenie, ktoś się do niej odezwał. Zabawne. Jeśli chce się rzucać w oczy, nagle wszyscy ludzie ślepną. A gdy chce kompletnie zniknąć w tłumie, ktoś musi ją wypatrzeć. Była to wina jej ubioru przypominającego postać z japońskiego horroru czy wyróżniającego się koloru włosów? Ubrania ubraniami, ale...
Różowe włosy chyba zbyt rzucają się w oczy.
- Co...? - Zamrugała szybko, próbując przetłumaczyć w myślach z angielskiego na Różyczkowy wypowiedziane przez chłopaka słowa. Gdy otrzymała pełne i zgodne z oryginałem tłumaczenie, uśmiechnęła się leciutko. - Właśnie tam idę. Jeśli nie masz nic przeciwko, mogę cię zaprowadzić. - Wzruszyła ramionami, ukradkiem zerkając do torby, czy wszystkie papierzyska są na swoim miejscu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kot i Rose   Wto Kwi 08, 2014 1:12 pm

Kot właściwie nie zwracał uwagi na ubrania czy kolor włosów dziewczyny. Fakt, to, że były różowe, przyciągał wzrok, ale nie jakoś szczególnie - po Londynie kręciło się sporo indywiduów. Poza tym, tak naprawdę było mu wszystko jedno, kogo zaczepia, nie przyglądał się ludziom, tylko odezwał się do pierwszej lepszej osoby, która akurat była obok niego.
Uniósł brwi, lekko zaskoczony, kiedy dziewczyna oświadczyła, że idzie właśnie do szkoły.
- Eee... - zaczął bardzo elokwentnie. - Nie, no dobra, w porządku, jasne, że mi nie przeszkadza, będzie mi miło.
Prawdopodobnie. Nie, no Kot jednak wolał samotność, stanowczo, wolał, żeby dziewczyna po prostu pokazała mu drogę i spokojnie poszła w swoją stronę, ale skoro ona też tam szła, to nie można było odmówić. Byłoby głupio, dziwnie i niemiło, a Morgan przecież tak naprawdę niekoniecznie chciał być niemiły dla każdego nowo poznanego człowieka. Samo tak wychodziło.
Wbił ręce w kieszenie i wzruszył ramionami.
- Jasne. Chodź.
Zastanowił się chwilę, co właściwie mógłby powiedzieć. I właściwie, zastanawiał się też nad inną rzeczą.
- Dlaczego właściwie tam idziesz? To chyba męska szkoła, nie?
Przyszło mu niby do głowy, że dziewczyna mogła kogoś po prostu tam chcieć odwiedzić, ale jakoś mu się to nie widziało. Chyba przecież ci, którzy byli z Londynu, mogli się ze swoimi rodzinami i znajomymi spotykać poza szkołą, nie trzeba było do nich przychodzić, z kolei ci, którzy byli spoza miasta, raczej widywali się ze swoimi w czasie ferii i świąt. A jeśli ktoś sobie znalazł dziewczynę, to chyba mógł się z nią widzieć też na mieście, a nie tak, żeby ona przychodziła do szkoły.
Nie to, żeby Morgan był swojego rodzaju ksenofobem i nie tolerował damskiego towarzystwa w murach męskiej placówki, nie traktował jej jako swojego rodzaju azylu. Po prostu był zdziwiony i zastanawiał się nad powodem "wycieczki" dziewczyny. Lubił analizować właściwie wszystko.
Wbił wzrok w chodnik i ruszył za nią, nieco spięty.
- Znaczy, nie zabraniam ci się tam pokazywać, po prostu głośno myślę. To dlaczego tam idziesz? - zerknął na nią kątem oka.
Powrót do góry Go down
Rosalie
Różyczka
avatar

Liczba postów : 51
Join date : 13/01/2014
Age : 20

PisanieTemat: Re: Kot i Rose   Wto Kwi 08, 2014 8:27 pm

- Spoko - rzuciła krótko, gdy chłopak wyraził chęć udania się ramię w ramię z siedemnastolatką do Traditional Royal School. Dla niej oznaczało to chwilowo koniec tematu i w milczeniu wbiła długie paznokcie wówczas paznokcie w ramię czarnej torby w jakieś dzikie esy-floresy. Ostatni raz rzuciła spojrzenie w głąb torby tylko po to, aby stłumić w zalążku swoje podejrzenia co do wątpliwej wytrzymałości torby. Kupiła ją kilka dni temu, ale dopiero wczoraj zorientowała się, że dno jest dość słabo wykonane. A dzisiaj z kolei na śmierć zapomniała o przepakowaniu rzeczy i przez własne niedbalstwo mogła stracić te bezcenne dokumenty! No dobrze, po co te nerwy. Nie ma potrzeby dorabiać sobie łatki Królowej Dramatu, bo póki co wszystko gra. Słońce świeci, jest gorąco, ptaszki śpiewają, a double-deckery trąbią na zakorkowanych skrzyżowaniach Londynu. Dobre sobie, nie ma to jak radosny początek szkoły.
Pytanie, które padło po chwili z ust chłopaka, nieco zbiło ją z pantałyku, wzbudziło wręcz lekkie przerażenie z domieszką niepewności. Aby zyskać na czasie, wytarła elegancko opuszkiem palca oko, którego dzisiaj wyjątkowo nie umalowała, ale to nawet dobrze, nie musiała dzięki temu paradować w rozmazanym makijażu. Miała w tym tylko jeden cel - zyskać te kilka sekund na wymyślenie w miarę zdatnej do strawienia wymówki.
- Przepraszam, coś mi do oka wpadło... Mm, zanoszę papiery. Będę zabiegać o pracę nauczycielki historii sztuki. - Dobra, ta wymówka w skali od zera do dziesięciu otrzymała ledwie ponad jeden. Trzeba było wymyślić coś bardziej kreatywnego! Z niewróżącym niczego dobrego uśmiechem, który delikatnie zarysował się na jej ustach, zaczęła rozglądać się wkoło. Musiała wymyślić coś mniej debilnego od tego, że poszukuje pracy jako nauczycielka... Kto by się na to nabrał, co?
Zdążyli przejść kawałek, zanim różowowłosa ponownie się odezwała, tym razem radośniejszym tonem.
- A tak naprawdę, to żartowałam. - Machnięcie ręką miało posłużyć zarówno za rozluźnienie atmosfery oraz za pauzę umożliwiającą kontuację tej wypowiedzi. - Tak naprawdę mam odebrać jakieś dyplomy brata. - W tej samej chwili miała ochotę się rozpłakać. Już wersja o nauczycielce byłaby lepsza, ale po co rozdrapywać tak bolesny temat?! Tylko po to, aby spławić swojego przyszłego kolegę ze szkoły? Genialnie, kwiatuszku, nie ma to jak debilizm w wykonaniu blondynki, która nieudolnie próbowała dodać sobie inteligencji poprzez farbowanie włosów! Miała jeszcze chwilę, ale postanowiła, że to
- A tak naprawdę, to żartowałam. - Machnięcie ręką miało posłużyć zarówno za rozluźnienie atmosfery oraz za pauzę umożliwiającą kontuację tej wypowiedzi. - Tak naprawdę mam odebrać jakieś dyplomy brata. - W tej samej chwili miała ochotę się rozpłakać. Już wersja o nauczycielce byłaby lepsza, ale po co rozdrapywać tak bolesny temat?! Tylko po to, aby spławić swojego przyszłego kolegę ze szkoły? Genialnie, kwiatuszku, nie ma to jak debilizm w wykonaniu blondynki, która nieudolnie próbowała dodać sobie inteligencji poprzez farbowanie włosów! Miała jeszcze chwilę, ale postanowiła, że jednak to najbezpieczniejsza wersja.
- Swoją drogą, to... Jestem Rose. Wybacz, że tak prosto z mostu, ale stwierdziłam, że anonimowość w cztery oczy nie jest najlepszym rozwiązaniem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kot i Rose   Sro Kwi 09, 2014 3:10 pm

Hm. Dziewczyna wyglądała na zdenerwowaną. Dziwne, ale w sumie...
No, wyraźnie zestresowała się pytaniem, dlaczego idzie do szkoły. I wyraźnie kręciła. Kiedy wspomniałao tym, że stara się tam o posadę nauczycielki, Morganowi opadła szczęka. Nie, no, serio? Nauczycielka? No, niby dziewczyna mogła po prostu wyglądać młodo i być tuż po studiach, ale... nie, jednak chyba zbyt młodo.
- Nauczycielka historii sztuki? - wykrztusił, patrząc na nią jak na kwadratowe jajo.
Z różowymi włosami? Ubrana na czarno? Zaglądająca co chwilę nerwowo do torby?
- Wąglika tam masz jakiegoś? - zaśmiał się. - Bo przepraszam, ale gdyby się okazało, że faktycznie masz być nauczycielką, to by mi szczęka opadła jeszcze bardziej i szorowałbym nią po chodniku. To by mogło zaszkodzić zdrowiu. Już prędzej uwierzę, że szykujesz jakiś atak terrorystyczny.
Kiwnął głową słysząc, że dziewczyna żartowała. No, za żart tego nie wziął, raczej za jakąś dziwną wymówkę i był coraz bardziej zaintrygowany, o co dziewczynie w ogóle chodzi. Nie domyślił się, że chciałaby sama się tam uczyć, bo to było zbyt abstrakcyjne, jak dla niego, ale był naprawdę zainteresowany.
- Dyplomy brata.. No, okej. - wzruszył ramionami. Kręciła i on to widział, ale nie będzie przecież naciskał, skoro nie chce powiedzieć, a dyplomy brata były jeszcze do przełknięcia. - A w której twój brat jest klasie? Podoba mu się ta szkoła? Bo ja w sumie nowy jestem jeszcze nie wiem, czy jest okej, czy raczej będę całe dnie spędzał na udawaniu, że mnie nie ma.
I tak będzie na tym całe dnie spędzał, już to widział. Ale to inna sprawa.
- Morgan. - wyciągnął rękę w jej stronę. - I może wybaczę, nie wiem, to się okaże. - uśmiechnął się. - Ogólnie przedstawianie się uznaję za absolutnie niedopuszczalne, ale skoro uczysz historii sztuki, to być może jakoś to przeboleję.
Zastanowił się chwilę, idąc w milczeniu obok dziewczyny i - jak idiota jakiś - nie zwracając szczególnej uwagi na otoczenie i na to, którędy idą, więc jeśli znów się tu zgubi, to ponownie będzie musiał pytać o drogę.
- To co, interesujesz się sztuką, tak? - zagadał, właściwie chcąc zwyczajnie utrzymać konwersację.
Powrót do góry Go down
Rosalie
Różyczka
avatar

Liczba postów : 51
Join date : 13/01/2014
Age : 20

PisanieTemat: Re: Kot i Rose   Sob Kwi 12, 2014 8:05 pm

Dobra, faktycznie się denerwowała. Ale nie było w tym nic dziwnego, zwłaszcza, że torba faktycznie zaczynała w pewnym miejscu pękać. Ale którym, to chwilowo nie wiedziała.
Różowe włosy. Sukienki w pastelowych kolorach. Gorsety i wzorzyste bluzki na ramiączkach. Kraciaste spódniczki i koronkowe rajstopy. Nieśmiertelne kozaczki z czerwonymi sznurówkami zimą i wysokie obcasy latem. Na takie widoki musieliby się chłopcy przygotować, gdyby Rose faktycznie miała zostać nauczycielką w tej szkole. Nawet gdyby jednak faktycznie startowała w przetargu, nie miałaby szans ze względu na włosy, które z pewnością musiałaby przefarbować na naturalny, truskawkowy blond i na osiemdziesiąt procent ściąć. O nie, tego by nie przeżyła! Za bardzo kochała te kudły, chociaż często dawały jej popalić, a w dowód tej miłości przyozdobiła je dzisiaj dwoma wstążeczkami w kolorze ubrań. Gdyby tak właśnie ubrana przyszła na rozmowę kwalifikacyjną, od razu mogłaby wyjść.
- Niee, po prostu mam w torbie bombę serową, którą obiecałam dyrektorowi. Podobno strasznie nie lubi się z woźnym i chcę mu pomóc. - Zaśmiała się nieszczerze. - Dobra, trochę tu mi nie wypaliło. Prawda jest taka, że kupiłam sobie nową torbę i chociaż w sklepie wszystko było na pozór w porządku, w domu wymacałam, że ma słabe dno. A rano na śmierć zapomniałam wziąć jakąś inną. - Wzruszyła ramionami. - Dlatego tak cały czas tam zerkam. Chwila nie uwagi i po całej zawartości. - W sumie to była akurat prawda. Bo oprócz swoich papierów, uprzednio schowanych do czarnej teczki w jakże urocze, różowiutkie motylki, miała tu też takie skarby jak nowiutkiego smartfona, portfel, klucze do prywatnego mieszkanka i kilka innych skarbów, bez których jako kobieta nie mogła się po prostu obejść. Wiecie, kosmetyczka z lusterkiem i kilkoma kosmetykami (Rose sama z siebie była ładna, owszem, ale nie zaszkodziłoby czasem trochę uroku sobie dodać) na krzyż, jakaś frotka, chusteczki higieniczne, okulary przeciwsłoneczne, kupony na kawę czy lemoniadę... To wszystko naprawdę się przydaje!
Speszyła się lekko, gdy tylko wspomniał o jej bracie. Wcisnęła lekko szyję w ramiona i dyskretnie spuściła głowę.
- On tę szkołę dawno skończył, sześć lat temu. Ale chwalił ją sobie, był na prawie. Sympatyczni nauczyciele, fajni koledzy, narzekał tylko na brak dziewczyn - burknęła, zaciskając wolną pięść. Niestety zapomniało się jej o dość długich i ostrych paznokciach, przez co syknęła lekko z bólu i po chwili poluzowała mocny chwyt.
- Miło mi - rzuciła z czymś na wzór uśmiechu, po czym dotknęła zębami dolnej wargi i zaśmiała się. No tak. Faceci. Zawsze musza wszystko wiedzieć. Boże. Jak ona tej cechy u nich nie znosiła.
- Nie zaprzeczam. Aczkolwiek mam aspiracje na zostanie pisarką. - Wzruszyła ramionami. To była akurat prawda. Dużo o sztuce wiedziała, sama się przecież rozwijała w rozmaitych nurtach. Kochała przygrywać sobie na skrzypcach, potaplać się radośnie w gwaszu, ubrudzić starą koszulkę pastelami czy zagryzmolić kilka kartek jakimś tekstem. I to właśnie kochała w sztuce najbardziej. - A ty masz jakieś hobby? Zainteresowania tudzież pasje? Czy nie przywiązujesz do tego szczególnej wagi? - Ledwo co to powiedziała, torba dziewczyny zrobiła coś pomiędzy "trach!" a "ciach!", a wszystkie jej rzeczy wylądowały na ziemi. Prawie, bo jedynie teczce nie udało się wydostać...
- Cholera jasna... - przeklęła pod nosem i zaczęła podnosić swoje rzeczy, co rusz biorąc je do ręki tylko po to, by położyć je na kolanach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kot i Rose   Wto Kwi 15, 2014 2:25 am

- Bombę serową? - uniósł brwi. Pewnie by się uśmiał, gdyby nie fakt, że był zestresowany faktem zawarcia nowej znajomości.
- No, tak - pokiwał głową, słysząc dalszą część wypowiedzi dziewczyny. Co prawda, nie całkiem wiedział, o co chodzi, bo on nie miał problemu z torebkami - siłą rzeczy - ale i tak współczuł dziewczynie. Choć on by się pewnie nie przejął. On by w ogóle nie zauważył, że torba ma za słabe dno, nie przywiązywał wagi do takich rzeczy, póki mu wszystkie rzeczy nie pofrunęły.
Gdyby tez usłyszał, że kobieta nie może się obejść bez lusterka i kosmetyczki -o, wtedy dopiero by się uśmiał. Znał wiele kobiet, które nie rozumiały takich rzeczy i nawet jeśli zdarzało im się malować, to rzadko i na specjalne okazje. Morgan uważał, że to dobrze, lubił naturalność, natomiast zawsze denerwowały go w domu dziewczątka ze szkoły, które w wieku dwunastu lat zaczynały znosić do szkoły tusze i pomadki (czymkolwiek te cuda były) i pacykować się przed lustrami. Wyglądały według niego jak potworzy i Kot miał wielką ochotę wsadzać im łby do kibla, żeby zmyć im z twarzy to świństwo. Co ciekawe - nigdy tego nie zrobił.
- Narzekał na brak dziewczyn, mówisz...?
Cóż, jemu to nie przeszkadzało. Dziewczyny były mu obojętne i w sumie od dawna uważał, że nie trafił zwyczajnie na odpowiednią dla siebie. Wszystkie były według niego przeciętnej urody albo wręcz brzydkie. Nie, no w porządku, zdarzały się również ładne (Rose była ładna, nawet bardzo), ale te z kolei były jakoś nie w jego typie. Nie trafił na odpowiednią. Pech.
Właściwie u niego to nie to, że musiał wszystko wiedzieć. Nie w tym momencie, bo czasami faktycznie drążył temat do upadłego, potrafił to doprowadzać wręcz do znęcania się psychicznego - choć to akurat stosował bardzo rzadko - ale w tym momencie zwyczajnie starał się utrzymać konwersacje i nie widział nic złego czy stresującego w swoich pytaniach.
No, dobrze, trochę, kiedy dotyczyło to powodu wycieczki Rose do szkoły - tym akurat Morgan był zaintrygowany, bo dziewczyna kręciła i to tak wyraźnie, że wszystkie syreny alarmowe wyły, buczały i samym dźwiękiem rozganiały mgłę. Ale nie tu, nie w pytaniu o jej zainteresowania.
- Pisarką? - uniósł ponownie brwi. - To ciekawie. A co takiego piszesz?
Zastanowił się nad jej pytaniem. Czy on miał jakieś hobby i pasje...? tak, właściwie tak.
- Lubię rysować, tak dla relaksu, ale nie sądzę, żebym robił to dobrze i nie ma być dobrze, ma być przyjemnie. Dla mnie. Czasem coś tam piszę, ale rzadko. Lubię teatr. Ale najbardziej interesuję się psychologią i psychiatrią, zresztą jestem w tej szkole na psychologii.
Spojrzał zaskoczony na trzeszczącą torbę Rose i jak w zwolnionym tempie zobaczył, jak jej książki wypadają. Zanim zdążył się zorientować, już wszystkie leżały na chodniku, więc - kiedy ochłonął z tego zaskoczenia, wyrwany z innego świata - ukucnął, pomagając dziewczynie zbierać to wszystko.
- Boże, kobieto, wy naprawdę tego wszystkiego potrzebujecie? Przecież tu jest cała drogeria...
Naprawdę nie mógł zrozumieć, po co dziewczynom tyle rzeczy w torebkach, on jedynie miał upchnięte po kieszeniach klucze, drobniaki, portfel i paczkę fajek, czasem może coś, czego potrzebował również w danej chwili. Nigdy aż tyle rzeczy, chyba, że gdzieś wyjeżdżał. Z tym, że kiedy on wyjeżdżał, czasem wystarczył nawet plecak - kostka na kilka dni. Kiedy dziewczyna wyjeżdżała, czasem nie wystarczyły trzy walizki.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kot i Rose   

Powrót do góry Go down
 
Kot i Rose
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Victoria Rose

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: