IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój 40 [Clayton i Tohru]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 13, 2014 10:06 pm

Tohru ucieszył się, że Clay tak szybko zgodził się na tę drobną zmianę wizerunku. Co prawda Tohru serio nie planował długo jeszcze po tym świecie chodzić (co i tak będzie się pewnie jeszcze wydłużać przez tchórzostwo chłopaka), ale jednak przez ten czas dużo łatwiej mu będzie, kiedy sobowtór jego brata jednak nie będzie taki... identyczny. Zawsze jednak nieco łatwiej było to znieść, kiedy widziałeś przed oczami kogoś, kto nie przypomina Nishikiego aż tak bardzo.
Kiedy Clayton wstał i przytulił się do Tohru, Harakawa przez krótką chwilę stał w bezruchu. Dopiero po kilku sekundach podniósł ręce i jakby niepewnie odwzajemnił uścisk. Odruchowo zaczął szukać znajomych krzywizn, ale robił to tak dyskretnie, że Clay nie powinien się zorientować. Ale ciało, które trzymał w ramionach nie należało do jego brata. Serce znów mu się ścisnęło kiedy boleśnie sobie to uzmysłowił. To Clayton, nie Nishiki.
Powoli odsunął się od chłopaka. Nie było mu ani lżej, ani jakoś ciężej na sercu po tym przytuleniu, chociaż doceniał gest chłopaka. Czuł jednak, że na propozycję M nie miał siły. Zwyczajnie nie i już. Jednak chyba miał rację. Blondyn nie powinien wychodzić dziś z pokoju. Co prawda znając życie zaszyłby się na jakimś odludziu, gdzie nikt by go nie zauważył, ale to nie jest istotne. Jednak na żaden film nie miał ochoty.
To, że Clay natychmiast poszedł zmienić szkła na okulary, przyjął z lekkim uśmiechem ulgi. Pokręcił jednak delikatnie głową na propozycję oglądania wspólnie zdjęć.
"Wybacz, nie mam siły. Ale po namyśle, jednak nigdzie nie pójdę. Wezmę prysznic i położę się spać, więc jeśli wy chcecie coś oglądać to proszę, nie krępujcie się. Tylko gdybyście mogli oglądać po cichu..."
Potrzebował samotności, ale na dobrą sprawę mógł ją znaleźć przecież pod prysznicem. Nie musiał siedzieć całej nocy poza pokojem by sie uspokoić. Kąpiel i sen powinny pomóc mu odzyskać nieco lepszy humor. Jeszcze zanim odwrócił się do swojej torby, by wyjąć z niej potrzebne rzeczy, zwrócił się do M, także używając słów.
- Mówiłem już Claytonowi i wiem, że pan też zrozumiał te migi. Nie potrzebuję pomocy, jednak doceniam to co pan robi. - dopiero po tych słowach wyciągnął ze swojej torby wszystkie potrzebne rzeczy i udał się pod prysznic.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 13, 2014 11:30 pm

Zostali na trochę sami, w pokoju zaległa cisza, która wcześniej Michaelowi nie przeszkadzała ale teraz... Ostatnie wydarzenia trochę i na niego zadziałały. Nie był bez uczuć czy jak skała, zdawał sobie sprawę z trudnej sytuacji w jaką się wpakował. Podobał mu się jego podopieczny, który mieszkał z nieletnim narkomanem o bardzo smutnej przeszłości. Czego chcieć więcej?
Dobrze się stało, że Tohru postanowił tego wieczora odpocząć i nabrać sił. Możliwe, że po porządnym śnie bez narkotyków będzie nawet znośnie wyglądać.
"Musisz chyba zadowolić się moją pomocą przy wyborze zdjęć" Stwierdził psycholog, gdy jasnowłosy Azjata poszedł się umyć. Dało się słyszeć wodę lecąca pod prysznicem ale Michael nasłuchiwał jeszcze czegoś, mianowicie woda inaczej płynie, gdy ktoś pod nią stoi. Tym razem Tohru chyba mówił prawdę, że poszedł się jedynie umyć i odpocząć pod strumieniem ciepłej wody.
Przeglądali folder, który ciemnowłosy nastolatek rzucił na dysk komputera, niektóre zdjęcia były wręcz fenomenalne. Michael starał się wyłapać te najlepsze, nachylił się bardziej do laptopa i zaśmiał widząc kilka ujęć jego profilu, pleców i całej sylwetki.
"Kurcze, wyglądam naprawdę dobrze! Chyba usiałem zobaczyć to na własne oczy aby zrozumieć, że nie jestem taki stary!" Zaśmiał się tubalnie i uderzył radośnie w kolano. Zdjęcia były bardzo... Subtelne, było ich nawet sporo i wszystkie pokazywały jak często i intensywnie Clay mu się przyglądał. Jego oczy, profil, ruchy całego ciała i uśmiech, gdy opiekował się malutkimi kotkami.
Nie skomentował ilości fotek, to mogłoby speszyć chłopca. Widział już jednak, że jego fascynacja na 100 % nie była jednostronna. Clayton patrzył na niego jak na mężczyznę, samca, który mu się podobał. To stanowczo nie było uczucie braterskie czy przyjaźń.
Michael nie podniecał się nową informacją, ucieszyła go ale nie planował teraz czegokolwiek z tym robić. Małe kroczki, to była jego nowa i żelazna zasada.
"To tez jest ładne..." Psycholog pokazał palcem ujęcie, na którym migawka złapała popiół sypiący się na ciemny płaszcz Michaela. "Mógłbym je dostać? Na pamiątkę tamtego wypadu, kto wie kiedy znowu uda mi się zrobić coś takiego." Uśmiechnął się melancholijnie do zdjęcia. "Żałuję, że nie ma cię na żadnym... Też bym je chciał."
Morris nie miał za dużo zdjęć przyjaciół czy rodziny. Gdzieś tam w teczce leżały fotki jego i Gabi, siostra zawsze wychodziła obłędnie i praktycznie każde zdjęcie z nią było bardzo dobre. Była śliczna, jak z obrazka. Szkoda tylko, że niezła z niej diablica była.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Maj 14, 2014 6:01 pm

No tak, powinienem wpaść na to, że Tohru nie będzie miał na to ochoty. Ale zamykanie się na świat też nie było dobre. Popada się tylko coraz bardziej w melancholię. Jesteś sam na sam ze swoimi myślami i wszystko rozdrapujesz od nowa. Akurat to ostatnie dla mnie było niemal codziennością. Dopiero przy nich miałem większą okazję się otworzyć, mogłem normalnie mówić, bo jednak pisanie stwarza pewne granice, których się nie przeskoczy. No i nie jest już tak spontaniczne. W każdym razie ja do tego byłem przyzwyczaiłem, ale nie chciałem, by Azjata też musiał dochodzić do tego etapu. Chciałbym by się uśmiechał, wróciła mu chęć do życia ale zrobić w tej kwestii wiele nie mogłem. Odprowadziłem go wzrokiem. Cóż ja nie mogłem przysłuchiwać się pluskaniu wody, zupełnie jakby zamykając drzwi za sobą znikał z mojego życia. Tak metaforycznie. I tak w sumie miałem ochotę wywrócić oczami, na jego wcześniejsze stwierdzenie, byśmy byli cicho. Serio, w mojej sytuacji inaczej się nie dało i na pewno nie będę przeszkadzał mu głośnym gadaniem.
Przeglądaliśmy razem folder . Miałem okazję spojrzeć na to świeższym okiem i ciągle zauważałem rzeczy jakie mógłbym poprawić, jak inaczej się ustawić i który obiektyw byłby lepszy. No co? Byłem bardzo krytyczny względem swojej osoby. Nie publikowałem czegoś jeśli nie byłem tego naprawdę pewien lub ktoś mnie nie namówił. Tak samo było z samooceną. Nie widziałem w sobie zbyt wielu ładnych cech wyglądu, uważałem się za przeciętnego chudzielca z niedowagą, odstającymi uszami i bladą skórą. Nie sądziłem, że mógłbym się komuś podobać, tak naprawdę, że ktoś mógłby mnie pokochać czymś więcej niż miłością braterską czy przyjacielską. Może dlatego czasem byłem tak płochy? Możliwe.

Ej nie jesteś stary, ledwo wszedłeś w wiek średni. Marudzisz po prostu. Z resztą już ci mówiłem, że nie wyglądasz na swój wiek

Oczywiście, że musiałem skomentować jego głupie stwierdzenie. Naprawdę za samą aparycję nie dałbym mu tylu lat. Był jak studenciak z tym swoim optymizmem i otwartością. Chociaż dzisiejszy wieczór pokazał, że taki milutki nie jest zawsze. Przerażało mnie to, ale z drugiej strony fascynowało. Czy jeśli coś złego mi by się działo, to też by tak stał w mojej obronie atakując innych? Było by miło, ale nie będę tego od niego oczekiwał, nie jestem szaleńcem.

Oczywiście, zaraz ci je wydrukuje jeśli ci się podoba. Jak masz jakiś nośnik to ci też je zgram. Wiesz stojąc po drugiej stronie obiektywu ciężko być na zdjęciach

Pokazałem mu język chyba samemu próbując sobie wmówić, że już jest mi lepiej i dobrze. Ale fakt faktem mało miałem swoich zdjęć. Jedynie byłem na tych, które robili inni. I tak się czaiłem, nie lubiąc siebie na tych ujęciach. Chociaż do tych grupowych chętnie stawałem, może dlatego, że i tak nikłem w tłumie. No dobra, na tych z imprez byłem jednak na pierwszym planie, nie odpuszczali mi i tyle. W każdym razie przesiadłem się na krzesło przed biurkiem i podłączyłem laptopa do drukarki. M mógł zobaczyć jak wkładam specjalny papier do kieszeni i odpalam program by dobrze to wszystko rozłożyć na wydruku. No co, jak już coś robić to niech to będzie wykonane porządnie. Szybko drukarka wypluła kartkę ze wskazanym ujęciem a ja ostrożnie podałem je mężczyźnie.

Powinienem je dociąć gilotyną, ale nie mam jej tutaj. Myślę, że w którejś Sali jest na pewno to wtedy ci to wyrównam.

Uśmiechnąłem się do niego lekko siadając znowu koło niego. Znowu byłem w kropce nie wiedząc co dalej możemy zrobić. Może faktycznie ten film? Tylko czy nie będzie mu przeszkadzał fakt, że bez napisów ani rusz?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Maj 15, 2014 10:31 pm

Clayton wydawał się z jednej strony niezwykle nieśmiały ale odruchowo po dniu znajomości stawał się dosyć bezpośredni. Nawet chwilkę się nie zastanowił nad słowami, których używał w stosunku do dorosłego mężczyzny. Michael rzecz jasna się nie obraził, wręcz przeciwnie postanowił, że pozwoli na takie słowa.
Michael podejrzewał już teraz, że nastolatek może coś tam do niego czuć, niestety bardziej fascynację niż miłość. Zawsze mu się tak trafiało, zadurzał się w nieodpowiednich osobach. Rzecz jasna chodziło tylko o wiek i relację jaka panowała między nimi, bo tak po za tym w oczach psychologa chłopak był niezwykle wartościową osobą.
Kilka lat temu, przed okresem stabilizacji jaki teraz przezywał, może i by dał w mordę człowiekowi, który próbuje lub już skrzywdził Claytona. Niestety teraz wiedział co za tym idzie, przemoc nie zawsze była taka dobra a zawsze się za nią ponosi karę. Jak szkoła by zareagowała, gdyby psycholog i zarazem nauczyciel przywalił innemu uczniowi? A argumenty M? Bo bronił osoby, którą bardzo lubi i szanuje? Straciłby pracę i prawo do wykonywania zawodu.
"Nie myśl, że komplementami wywiniesz się kiedykolwiek jeśli spsocisz coś" zaśmiał się i zmierzwił chłopakowi włosy. "Czyli co, mam szanse u jakiś nastolatków czy już bardziej studentów?" Wyszczerzył się łobuzersko. "Oczywiście żartuję, za małoletniego nigdy bym się nie brał, jestem przecież nauczycielem."
Zdjęcie było przyjemne, Michael nie znał się na kadrowaniu i podobnych tematach z dziedziny fotografii ale czuł, że ujęcie mu się podoba. Podobnie jak z książką czy piosenką, od razu ma się wrażenie, że lubimy to coś z czym mamy styczność.
" Takie też mi się podoba, sam nie jestem idealny więc i ono nie musi być" rzucił krótko i połozy je chwilowo na stoliku koło łóżka ciemnowłosego.
Morris chrząknął, oczyszczając tym samym gardło. Wprawdzie nie mówił ale owy gest pomagał mu zazwyczaj nabrać odwagi i pewności siebie. Pokój był malutki ale spokojnie mogli spać tu w trójkę, chłopcy na łóżkach a M na ziemi z kotem, dużo nie było mu potrzebne. Pytanie tylko jak to odbiorą... I jak zareagują. Nie chciał się narzucać ale i bał się jakoś zostawić ich samych tej nocy. Nie chodziło o zazdrość, sprawa flirtowania i tych głębszych uczuć została wyjaśniona. Chwilowo nie było najmniejszej szansy aby między nimi zaszło coś więcej od przyjacielskiej rozmowy. Zapewne chłopak nie dałby się nawet objąć.
" Tak więc... Tohru zapewne jak wróci połozy się spać a my? Znaczy się, chodzi mi o to, że chciałeś abym został i tu moje pytanie... Czy mam zostać z tobą na noc?"

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Maj 16, 2014 4:52 pm

To była wina mojej niepełnosprawności. Czułem się niepewnie wśród nowych ludzi stąd moja nieśmiałość. Poza tym zwykle była bariera komunikacyjna. O wiele trudniej jest się z kimś dogadać i przekonać do siebie, gdy nie można wydobyć z siebie głosu, a wszystkie słowa są niczym niezmąconą ciszą. Dopiero po czasie, gdy widziałem, że dana osoba chce ze mną utrzymywać kontakt szybko się otwierałem. Stawałem się śmielszy i może faktycznie nieco bezpośredni. Tym razem dochodził też fakt, że nie tylko nie miałem się komu od dawna wygadać, ale M mi się podobał nie ważne co próbowałem sobie wmówić czy siebie przekonać. To, że nie zamierzałem nic z tym dalej robić to już nie istotne. Przejdzie mi w końcu, a jeśli nie to już będzie mój wyłącznie problem, on o tym wiedzieć nie musi. Może głupio robiłem, ale po prostu bałem się, że jeśli M się dowie to nasze relacje zmienią się diametralnie. Nie twierdzę, że zechce mnie w jakikolwiek sposób wykorzystać, ale na dobrą sprawę co innego można chcieć od głuchej niemowy?
Szczerze mówiąc nie chciałbym, by M cokolwiek robił osobom, które coś mi zrobiły. To do niczego by nie doprowadziło poza większymi kłopotami. I to pewnie ja ucierpiałbym najbardziej. Chociażby głupia zemsta za to, że komuś powiedziałem czy za to, że ktoś oberwał za to co mi zrobił. Przecież wiadomo, że nie wyżywa się na kimś, kto ci przyłożył prawda? Nie oszukujmy się byłem idealną ofiarą. Strach mnie paraliżował, nie mogłem wezwać pomocy, a później nie potrafiłbym opisać co się stało. Czego chcieć więcej zwłaszcza że i bronić się nie umiałem. Może faktycznie powinienem iść na jakiś kurs samoobrony, z którego wiedzy nie będę potrafił zastosować? Trzeba będzie się rozejrzeć za czymś takim, ale to już chyba w Nowej Zelandii.

Wiem wiem, po prostu mówię co myślę. Spokojnie mógłbyś spotykać się z uczniem jak i studentem. I u nich i u nich miałbyś i masz szansę.

Odpowiedziałem szybko z lekkim uśmiechem. Co prawda zakuło mnie jego stwierdzenie, że nie mógłby się spotykać z uczniakiem. Nie powinno mnie to ruszyć zwłaszcza, że nie chciałem tego ruszać w tą stronę, ale uświadomiło mi to, że w razie czego tym bardziej nie mam po co nawet próbować. Był zbyt oddany swojej pracy, by ryzykować ją związkiem z uczniem. Z jednej strony podziwiałem go za to zaangażowanie, z drugiej już sam nei wiem co o tym wszystkim miałem myśleć.
Pokręciłem głową na jego stwierdzenie o nie byciu idealnym. Nie było sensu dyskutować zwłaszcza, że nikt nie jest idealny. Poza tym pewnie znowu bym coś palnął co by było dwuznacznie odebrane. Dziś po prostu szło mi to wybitnie dobrze. W każdym razie nagle zachowanie mężczyzny się zmieniło. Czy mi się wydawało, czy był nieco zmieszany i zastanawiał się co zrobić? Ewidentnie chciał o coś spytać i chyba nie wiedział jak to powiedzieć. Przekrzywiłem lekko głowę z miną wyrażającą ciekawość i obserwowałem jego dłonie. Cóż, pytanie nieco zbiło mnie z tropu ale powinienem się spodziewać, że coś takiego padnie. Tylko co teraz? Zgodzić się? Podrapałem się po karku i wreszcie zacząłem migać.

Znaczy, teraz nie boję się tak bardzo zostać tutaj samemu, ale jeśli nie chcesz wracać do swojego nowego, pustego domu, to możesz przenocować. Tohru chyba też nie będzie miał nic przeciwko. Nie wiem tylko gdzie mógłbyś spać…

Specjalnie zostawiłem sobie furtkę nie chcąc by zostało to jakoś źle odebrane. W sumie to miło by było gdyby został, ale nie chciałem go też do tego zmuszać. Nasz pokój był mały i przerażała mnie wizja dzielenia z nim łóżka, a nie wiedziałem czy zechce przespać się na dywanie. Co do tego objęcia, pewnie bym mu pozwolił będąc przy tym spiętym niczym struna na gitarze. Ze mną trzeba powoli inaczej jestem bardziej spłoszony niż można się tego spodziewać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Nie Maj 18, 2014 9:17 pm

Tak swoją drogą ta prośba z byciem cicho wcale nie miała być złośliwa czy coś. Co prawda Clay nie mógł hałasować gadaniem, ale ruch też wywołuje dźwięk. Chociaż Azjata nie sądził, by czarnowłosy rzucał się jakoś specjalnie podczas oglądania, pewnie będzie siedział z oczami wlepionymi w ekran. No, ale do M także się to odnosiło, w końcu ten pewnie oglądania bez dźwięku raczej nie zniesie.
Swoją drogą, Tohru nieswojo się czuł. Po raz pierwszy opowiedział komu o swojej przeszłości z własnej woli. Co prawda nie zdradził żadnych szczegółów, ale to chyba nic dziwnego, prawda? Faktem jednak stało się, że jednak się otworzył. Minimalnie ale otworzył. Nie miał jednak zamiaru tego dalej ciągnąć, nie mógł pozwolić, żeby ktoś wchodził mu z butami do życia - taki tok myślenia i tyle. W końcu był przekonany, że niedługo wyląduje na cmentarzu. Ciekawe co by się działo potem? Gdzie by go pochowali? Pewnie odesłaliby ciało do Japonii. Może położyliby go obok Nishikiego. To byłoby miłe. I kto zjawiłby sie na pogrzebie? Pewnie tylko rodzice. Żadnej jakiejś bliższej rodziny nie miał, znajomych tak samo (przynajmniej tych niepodejrzanych). Clay? A po cholerę wybierać się na pogrzeb kolesia, którego ledwo poznałeś. Do tego lecieć przez pół świata. Nie, nie.
Stał pod prysznicem długo, zwyczajnie mocząc się aż chyba zleciała cała ciepła woda. Dopiero wtedy zaczął się myć. Samo obmycie ciała nie zabrało mu wiele czasu, zaraz wyskoczył spod prysznica. Wytarł się porządnie, ale suszenie włosów sobie darował. Wrócił do pokoju już całkiem gotowy do snu. Przełożył swoją torbę na ziemię (nadal jej nie rozpakował, no cóż, będzie musiał to zrobić jutro) i wsunął się pod kołdrę. Wymigał im jeszcze tylko dobranoc i legł z głową na poduszce.
Wiele osób mówiło mu, że jego życie poprawiłoby się, gdyby po prostu pogodził się ze śmiercią Nishikiego i znalazł sobie kogoś innego. Z całą pewnością tak było, ale Tohru zwyczajnie nie potrafił. Nie i już. Takie myśli przechodziły mu przez głowę zawsze kiedy nie mógł zasnąć, tak jak teraz. Świat był do dupy i już.
A co się jeszcze tyczy samej sytuacji w jakie znajdowali się nasi bohaterowie - gdyby kto pytał Tohru o zdanie czy M może u nich spać... odpowiedź będzie tylko jedna: "byle nie z Harakawą w łóżku".

sry że tak krótko, nie ma o czym pisać XD

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 20, 2014 8:09 pm

Michael dawno nie nocował w akademiku, zdarzało mu się gdy spotykał się ze starszym os siebie chłopakiem z katedry lingwistyki. Fajne czasy, choć trzeba było przyznać, że sam tok nauczania na Oxfordzie nie należał do najłatwiejszych.
Ziemia w pokoju chłopców nie wyglądała na bardzo niewygodną, trochę kocyka i kot pod głowę a legowisko będzie idealne. W bagażniku była na szczęście karimata, tak więc lecznicze spanie na gołej ziemi nie było dzisiaj potrzebne. M po cichu, aby nie zbudzić jasnowłosego, przygotował sobie miejsce i pokazał kotu, gdzie może spać. Rzecz jasna wybredny tłuścioch spojrzał z pogardą na ziemię i wskoczył do łóżka Claytona uwalając się przy nastolatku. Zdrajca!
"Jestem zaradny" pochwalił się, gdy migali do siebie przy włączonej lampce nocnej. "Jak noga? Opuchlizna choć troszkę zeszła? Teraz trochę żałuję, że od razu nie zabrałem cię do szpitala, miałbyś już porządny opatrunek..." Nie było co płakać nad rozlanym mlekiem ale to Morris wyciągnął Claytona na wycieczkę, gdyby grzecznie zostali w kawiarni a potem każde rozeszło by się w swoją stronę... Wtedy nie migaliby do siebie teraz. Oświetleni tylko przez słabą lampkę, oddzieleni kocami i odległością łóżka od ziemi. Kurde, trochę to nawet romantyczne było.
Podchody do Claytona przypominały Morrisowi czasy rycerzy i dam, które dawały chusteczkę wybrankowi na znak miłości. On dostał zdjęcie. Może to coś znaczy dla kogoś takiego jak Clayton?
"Buzi na dobranoc? Nie możesz ucałować tylko kotka, mi też się należy!" Morris wyszczerzył się, wzrok miał już senny i szczerze nie spodziewał się cokolwiek dostać ale starał się ciągnąć rozmowę. Miau spał już w najlepsze wtulony w nastolatka, Tohru chyba też zaczął równomiernie oddychać co sugerowała głębszy sen. Pokój wydawał się teraz taki cichy po wszystkich wydarzeniach z całego dnia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Maj 21, 2014 4:00 pm

Zdecydowanie lepiej by było, gdyby Tohru pogodził się ze śmiercią brata. Byłoby mu łatwiej i życie stałoby się troszkę bardziej znośne. Rozumiałem jednak, że utrata kogoś tak bliskiego może być czymś nie do przeskoczenia. Po prostu tak jakby pogodzenie się z tym co się stało oznaczałoby zdradzenie Nishikiego. Ale czy młodszy z braci nie wolałby, by jego ukochany jednak był szczęśliwy i nauczył się żyć na nowo? By po prostu był znowu tą samą osobą? Teraz był zaledwie cieniem samego siebie i zdecydowanie nie chciałby dla niego takiego losu. Nikt nie chce. Ale nie mogłem się mieszać czy wymądrzać. Sam nigdy nikogo nie straciłem. Inna sprawa, że zbyt dużo bliskich też nie miałem. Nie mogłem postawić się w jego sytuacji a bez tego nie było mowy o pełnym zrozumieniu i pomocy. Mimo to, może z czasem uda mi się go jakoś postawić na nogi. Być może moje podobieństwo z czasem się przyda i łatwiej będzie mu pozwolić „odejść” Nishikiemu? Tak symbolicznie, wiecie jak odjeżdżam i Tohru będzie mógł się pożegnać nawet symbolicznie z bratem. Dobra znowu kombinuje.
Dopiero gdy azjata się położył, zdjąłem okulary i wsunąłem się pod kołdrę. Co prawda było mi dość dziwnie patrzeć (nawet przez mgłę) na M szykującego sobie posłanie na ziemi, ale nie zamierzałem go przed tym powstrzymywać, czy zapraszać do siebie. Jeszcze nie teraz i pewnie nie prędko. Jak ja się boję dać objąć a co dopiero spać z kimś na jednoosobowym łóżku. Jestem takim panikarzem…. Miał umościł się koło mnie co oczywiście spotkało się z aprobatą i drapaniem za uszkiem. Kochany kocur, chce takiego, serio.

„Boli, ale jak nie ruszam nie jest źle. Nadal jest spuchnięta ale chyba obejdzie się bez szpitala. Założę jakiś opatrunek usztywniający i będzie dobrze. Nie przejmuj się, skąd miałeś wiedzieć, że jednak tak się zrobi. Nie chcę ci sprawiać kłopotu”


Uśmiechnąłem się nieco zmieszany. Ale taka prawda, nie znosiłem być dla kogoś ciężarem, zmuszać kogoś do pomocy i opieki nade mną. Zawsze chciałem być samodzielny i niezależny, udowadniać, że nikogo nie potrzebuje. Głupie prawda? Teraz też nie chciałem, by M musiał się specjalnie kłopotać z zawożeniem mnie do szpitala. Jeśli bardzo będzie mi ta kostka dokuczać to sam się jakoś przetransportuje na izbę przyjęć. Wezwę taksówkę na przykład albo dokuśtykam powoli. Nigdzie przecież mi się nie spieszy. Na jego żart lekko się zarumieniłem, ale postanowiłem nie dać się spłoszyć. Co więc zrobiłem? Po prostu posłałem mu całusa w powietrze, jak robią małe dzieci i wyszczerzyłem swoje białe ząbki.

„Proszę bardzo. A teraz Dobranoc Michael”


Wymigałem do niego i spokojnie opadłem na poduszki. Nie czułem się bardzo zmęczony, ale nie chciałem też ciągnąć rozmowy na siłę. Poza tym, miałem sporo do przemyślenia. Nie tylko moją sytuację ale i Tohru i M. To wszystko było pokręcone i jeśli teraz tego nie ogarnę później tego tym bardziej nie zrobię. Nim się więc zorientowałem i zmorzył mnie sen niebo zdążyło zszarzeć niosąc ze sobą nowy dzień i świt. Pewnie snu zbyt wiele nie uświadczę, ale akurat dla mnie to nic dziwnego nie było.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sob Maj 24, 2014 12:59 pm

Nad ranem towarzystwo jeszcze spało. Michael nie chciał uciekać jak zalotnik, który lęka się ojca swej lubej jednak sms, którego dostał zmotywował go do tego.
Mężczyzna zebrał swoje rzeczy, zaniósł je do samochodu i wrócił po kota, który chrapał w najlepsze wtulony w Claytona. Mały zdrajca i tyle! Kocisko zaparło się pazurami, fuknęło i ani myślało o odsunięciu się od nowego grzejnika.
Dopiero po pokazaniu smakołyka Miau uznał, że Claytona jeszcze spotka a smakołyk żyje ten jeden raz. Przekupny, tyle.
Kot zapakowany, podłoga oczyszczona z legowiska więc pozostawało się już tylko pożegnać. Ciemnowłosy nastolatek spał jak zabity, nic nie poczuje. Taką nadzieję miał bynajmniej psycholog. Nachylił się, odgarnął kilka niesfornych kosmyków z twarzy chłopaka i z trudem powstrzymał jękniecie. Tak bardzo pragnął go teraz objąć i położyć się u jego boku. Pocałował go tak leciutko jak tylko się dało, ledwo musnął usta ale poczuł ten cudowny dreszcz towarzyszący nowej miłości. Wyszedł z kotem i cichutko zamknął za sobą drzwi.

z/t Pan M

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Nie Maj 25, 2014 1:53 pm

A więc i nastał ranek. Szczerze to Tohru nie spał wiele tej nocy, ale to nie było nic szczególnego. On ogółem miał problemy z zasypianiem, a kiedy sobie poćpał poprzedniego dnia, było niemalże pewnie, że nie zaśnie. No i zwykle zdarzało się tak, że on nie spał przez dwa-trzy dni, trzymając się na nogach dzięki dragom. Jednak ta odrobina snu, którą zaznał, trochę mu pomogła. Nie można powiedzieć, że wyglądał lepiej - nadal był niesamowicie blady, miał cienie pod oczami i rozczochraną fryzurę - ten ostatni element, w połączeniu jeszcze z wychudłym ciałem narkomana, tylko dopełniał obrazu biedy i rozpaczy, jaki Tohru sobą reprezentował.
Kiedy nadszedł ranek i M się zwinął, blondyn akurat spał. Przegapił więc wyjście psychologa, ale to bez różnicy. I tak nie miał z nim do obgadania, żadnej wiadomości do przekazania ani nic. Miał jedynie szczerą nadzieję, że facet da mu spokój. Wiedział, że zapewne tak nie będzie, ale cóż, on nie miał zamiaru pozwalać mężczyźnie na robienie tego, co mu się podobało.
Podniósł się do siadu i przetarł oczy. Działanie dragów powoli słabło, Harakawa odczuł zatem głód. Niby mieli w kuchni całe to wyposażenie, ale on nie miał zielonego pojęcia co gdzie jest pochowane i co w sumie mógłby zrobić. Teraz dostrzegł zalety posiadania całej masy sprzętu kuchennego w pokoju, nie zmieniało to jednak faktu, że i tak nie potrafił gotować. Ale głód zaspokoić musiał, a Claya nie chciał budzić. Wziął więc chińskie żarcie, które zostało zamówione poprzedniego dnia. Zaczął jeść na zimno, jemu to specjalnej różnicy nie robiło.
Usiadł, oparł się o ścianę i zaczął przyglądać się zdjęciom które Clay porozwieszał na ścianie. Jego pokój pewnie musi wyglądać podobnie, pełen fotek z radosnych chwil. Czarnowłosy był szczęściarzem.
Kiedy skończył jeść, postanowił że spróbuje się po cichu rozpakować. Wczorajszy wieczór tylko upewnił go w postanowieniu, że powinien niedługo zaaplikować sobie większą niż zwykle dawkę, żeby w końcu mieć spokój. Ale póki co zawsze to łatwiej będzie sięgać po rzeczy kiedy będą na wierzchu a nie w torbie. Kosmetyczkę z dragami i całym swoim sprzętem schował głęboko pomiędzy ubrania. Chociaż coś czuł, że niedługo znów będzie musiał jej użyć. Efekty poprzedniego strzału były jakieś słabe, poza tym musiał się z nimi kryć przed psychologiem i współlokatorem. Już prawie nie czuł efektów jego działania. Chujnia no zwyczajnie.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 27, 2014 6:45 pm

Spałem jak zabity. Ciężko było mi zasnąć lecz gdy to się już stało ciężko było mnei obudzić. Co prawda mój sen zwykle nie trwał długo 3-4 godziny ale mi to w zupełności wystarczyło. Ale wracając do rzeczy. Jego pocałunek mnie nie obudził, jedynie odruchowo uśmiechnąłem się przez sen nie zdając sobie sprawy z tego co się stało. A uwierzcie mi, gdybym był świadomy za nic bym na to nie pozwolił. Spanikowałbym i nie byłoby mowy o takim zbliżeniu. Jeszcze nie teraz, kiedy byłem zbyt przestraszony tego co się działo między nami. Owszem szybko się przywiązywałem i zauroczałem ale nigdy nie wychodziło to poza obszar moich fantazji. Ten nieznany grunt w rzeczywistości był jedną wielką niewiadomą i to mnie właśnie paraliżowało. Bałem się nieznanego, szczególnie nie że przecież inaczej postrzegałem świat.
Drganie pod poduszą przywróciło mnie do rzeczywistości. Akurat zwykły alarm nie wchodził w grę więc korzystałem z wibracji telefonu schowanego pod głową. Powoli wsunąłem dłoń pod materiał i wyłączyłem budzik. Moje ruchy były bardzo ospałe gdy sięgałem okulary i przeciągałem się dochodząc do siebie. Dopiero po chwili dostrzegłem Azjatę rozpakującego swoje rzeczy. No tak, wczoraj tego nie zrobił, w sumie to nawet mnie to nie dziwi. W takim stanie było to zupełnie zrozumiałe. Miałem tylko nadzieję, że dziś będzie lepiej.

"Dzień dobry, dobrze spałeś?"

Wymigałem do niego zsuwając się z łóżka. Niestety źle stanąłem i od razu skrzywiłem się z bólu. Było lepiej niż wczoraj ale kostka wciąż mi dokuczała i była lekko spuchnięta. Szpital jednak sobie odpuszczę. Hm może dziś zostanę w pokoju? w sumie mam sporo nauki zwłaszcza, że ostatnio troszkę sobie odpuściłem. Mimo bólu dokuśtykałem do czajnika i wstawiłem wodę.

"Chcesz kawy albo herbaty?"

Zapytałem nie wiedząc czy szykować coś dla niego czy nie. Czajnik był zimny, nie mógł więc dziś z niego korzystać. Od razu też zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle coś jadł. Wyglądał bowiem dość mizernie. Taki blady, o niezdrowym blasku i rozwianych włosach. Kurczę ciekawe czy mogę jakoś mu pomóc? Byłoby cudowanie.

"Jadłeś coś? Jeśli chcesz mogę zrobić nam śniadanie. W ogóle nie krępuj się i korzystaj z tych rzeczy, są tu dla nas obu. Po prostu bardzo lubię gotować i dyrekcja poszła mi na rękę."

Chyba znowu się narzucałem, ale to nie moja wina. Taki już byłem, chciałem każdego ratować i być mu opoką.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   

Powrót do góry Go down
 
Pokój 40 [Clayton i Tohru]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Akademiki :: ∎ Pokoje-
Skocz do: