IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój 40 [Clayton i Tohru]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Kwi 29, 2014 5:01 pm

Znowu nie rozumiałem o co chodzi. Pomijam fakt, że średnio widziałem co siedziało. Szczegóły były rozmyte, ale nie chciałem zakładać okularów. Czasem wolałem od nich odpocząć. Byłem jednak ciekawy co się dzieje. Głupio to zabrzmi, ale miałem wrażenie, że atmosfera w pokoju się zmieniła, stała się bardzo napięta. Nie byłem wróżką, żeby wiedzieć co i jak, ale miałem szósty zmysł. Byłem wrażliwy na takie zmiany. Zwłaszcza teraz bez okularów. Nie podobało mi się to, naprawdę mi się to nie podobało. Nie lubiłem być niewtajemniczony, gdy wszystko działo się wokół mnie, poza mną. Tak jak teraz. Siedząc na łóżku sięgnąłem do swojej szafki i wyjąłem lusterko oraz soczewki. Jeśli mam być w centrum ich rozmowy, nie mogę nie widzieć. Założyłem szkiełka i świat stał się o wiele jaśniejszy.
Dopiero teraz zauważyłem, a może bardziej zwróciłem uwagę na to, że M zdjął marynarkę i pokazał się od „luzackiej” strony. Musze przyznać, że nie przypuszczałem, że jest dobrze zbudowany. Jego ubrania to zasłaniały, ale teraz bez grubego materiału nie mogłem przeoczyć szerokich ramion i wyrzeźbionej sylwetki. Oczywiście że uciekłem wzrokiem, udając że nie zwróciłem na to uwagi. Miałem przecież się zdystansować prawda?

O czym rozmawialiście?

Zapytałem zerkając to na jednego to na drugiego nieco rozchlapując wodę z włosów. Mogłem je w sumie lepiej wysuszyć, ale trudno się mówi. Mokre plamy na ubraniu mi nie zaszkodzą. Zaraz jednak sięgnąłem po laptop i na jego prośbę odpaliłem go. Czekając aż sprzęt zaskoczy zwróciłem uwagę na malunek na jego ręku. Zaintrygował mnie, zawsze też lubiłem tatuaże i to naturalne, że chciałem się im lepiej przyjrzeć. Delikatnie przesunąłem palcami po wzorze odsuwając materiał by zobaczyć go w całości. Queen? Był chyba takie zespół prawda? Niestety w kwestii muzyki byłem ignorantem, ale nawet ta nazwa „obiła mi się o uszy”. Tak samo ja grupa z jego koszulki. Z tego co wiedziałem, ci drudzy mieli zdecydowanie mocne brzmienie, a grupa z ramienia była ikoną muzyki. Musiał mieć dobry gust, szkoda, że dla mnie było to pojęcie abstrakcyjne.

Lubisz ich?

Zapytałem przyglądając się jeszcze przez chwilę wzór, po czym odpaliłem przeglądarkę. Chwała ci Wi-fi! Nie muszę się męczyć z kabelkami. Tak na marginesie byłem ciekaw czy ma ich więcej i gdzie, oraz co to jest? Podniosłem głowę znad komputera i uśmiechnąłem się lekko do Tohru. Dalej miałem wrażenie, że coś jest nie tak, poza tym albo mi się wydawało albo był bledszy. Czemu? Czy to przeze mnie czy może M mu cos powiedział i to jest powodem jego zachowania? Miałem nadzieję, że swoim zachowaniem jakoś sprawię, że poczuje się lepiej.

A ty Tohru też ich lubisz? Zespół Queen? A może też masz jakiś tatuaż? Sam myślałem czy by kiedyś sobie jakiegoś nie zrobić, ale nie mam pojęcia co to mogłoby być, no i gdzie

Przyznałem drugą część już kierując do obojga. Taka prawda, chciałbym mieć kiedyś tatuaż, ale byłem zbyt niezdecydowany, by coś wybrać. Znając też mnie nie odważyłbym się iść do studia albo bym uciekł w ostatniej chwili. Wiecie marzenia to jedno, ale realizacja ich to już inna sprawa. Znaczenie bardziej skomplikowana i wymagająca odwagi, której nie miałem.

To wybierz coś, mój komputer stoi dla ciebie otworem”

Odparłem podając psychologowi komputer, a sam sięgnąłem po swoją torbę, by wyjąć aparat. Później przerzucę zdjęcia i może obejrzymy je wspólnie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Kwi 29, 2014 5:53 pm

Tohru po prostu miał wrażenie, że zaraz się udusi. Serce cały czas boleśnie tłukło mu się o żebra, miał wrażenie, że przebije się przez klatkę z żeber i ucieknie. Jednak Michael zupełnie opacznie odebrał zachowanie Tohru. Jeśli uznał go za rywala - chyba był zbyt zaślepiony Claytonem, skoro nie dostrzegł, że Azjata wygląda, jakby właśnie miał zawał serca, i to bynajmniej nie spowodowany radosnym nawrotem wspomnień. On był już wrakiem.Nie potrafił wykrzesać z siebie prawdziwie pozytywnych uczuć. Siedział więc, blady jak ściana, pocąc się i próbując za wszelką cenę uniknąć patrzenia na Claytona.
Potem to też M zdecydował się wkroczyć by poudawać macho chroniące swoją księżniczkę w potrzebie. Tohru w sumie nawet nie bardzo rozumiał, do czego psycholog nawiązuje. Przyjacielski gest? Przyjemny pierwszy dzień ze współlokatorem? O czym on pieprzył? Blondyn miał wrażenie, że zaraz eksploduje. Widział tę stal w oczach psychologa, ale nie robiła na nim żadnego wrażenia. Tym bardziej gdy M powrócił do swojego anielskiego, przymilnego charakteru. Fałszywy śmieć. Clay pewnie jeszcze nie widział tej mroczniejszej strony, co, panie zakochany Szekspir?
Nie odezwał się słowem na tę durną zaczepkę M'a. Oddychał ciężko, próbując się uspokoić. Twarz Nishikiego wracała do niego raz po raz, widział ją, nawet gdy próbował się skupić na nodze od stołu. Jego główny, życiodajny narkotyk był już niedostępny, ale powracał, żeby go dręczyć zza grobu. Tohru miał wrażenie, że zaraz dostanie ataku paniki. Nie pomogło mu też to, że Clay zdecydował się nie zakładać z powrotem okularów a przerzucił się na soczewki. Teraz siedziała przed nim niemalże żywa kopia Nishikiego. Krople wody spływały po jego włosach, niknąc w materiale koszulki albo spływając po jasnej, delikatnej skórze, w dół po obojczykach...
Tohru potrząsnął gwałtownie głową. Jakiś zdołał zrozumieć co wymigał Clay. Może i tak, skupmy się na tym, no dalej skup się. Nie odwalaj tu scen!
Za późno.
Bez słowa zerwał z siebie koszulkę i odwrócił się do obecnej dwójki tyłem. Zaprezentował im tym samym swój tatuaż - ptaka wznoszącego się do góry, obejmującego całą powierzchnię pleców. Kiedyś miał być to symbol nadziei. Mieli wzlecieć na szczyt we dwójkę, on i Nishiki. Kiedy jego brat umarł i Tohru wpadł w złe towarzystwo, próbowano wmówić mu, że to był feniks. Że pomoże mu odbić się od dna, odrodzić, tak jak ten mityczny ptak. Pierdolenie.
- Gówno o mnie wiesz! - zawołał jeszcze do psychologa.
Założył szybko koszulkę na grzbiet i wybiegł z pokoju. Przez jakiś czas był spokój, ale po dziesięciu minutach ktoś nagle zaczął krzyczeć na korytarzu, że jakiś uczeń tnie się w toalecie na korytarzu.

>>Tohru, spec od samookaleczania się <3<<

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sob Maj 03, 2014 7:35 pm

Psychologowi poniekąd chodziło o to aby wyglądać młodziej przy nastoletnim Claytonie. Odruchowo wdzięczył się do niego i trochę podrywał. Druga strona ewidentnie była nieustannie zaciekawiona osobą mężczyzny, choć skrzętnie starała się ukrywać to. Drobne rumieńce, delikatne gesty i wzrok błądzący po ciele starszego od siebie rozmówcy zdradzały jednak, że owe zainteresowanie jest dosyć specyficzne i nie chodzi tu o czystą ciekawość i chęć poznania nowej osoby tylko po przyjacielsku.
Michael powoli zaczynał to zauważać i szczerze się z tego cieszył. Musiał być jednak ostrożny, jeśli zrobi coś głupiego Clayton może zdenerwować się na niego i przepędzić go gdzie pieprz rośnie.
"Zapytałem czy mogę dłużej zostać u ciebie, chciałem obejrzeć te zdjęcia z tobą" Mężczyzna uśmiechnął się i lekko zadrżał czując dłoń chłopaka na swoim ramieniu. Po chwili zaśmiał się słysząc pytanie. No tak, Clay zobaczył tylko część tatuażu i pomyślał o zespole. M podwinął materiał wyżej prezentując cały napis. "God save the Queen" było wyryte bardzo klasycznym pismem podobnym do tego w bardzo starych książkach lub archiwach, dookoła wił się bluszcz oraz kilka znaczków pochodzenia celtyckiego.
" Tiwaz jest symbolem sprawiedliwości, mannaz można zrozumieć jako człowieczeństwo a othila to boska runa i przypisywano ją bogom" Wyjaśnił przykładając palec chłopaka do każdego znaku. Boże jak miło było czuć jego dłonie na sobie, M nie przestawał się uśmiechać. Zapomniał o wybieraniu posiłku dla grupy i skupił się znowu na nastolatku. Może i zachowanie Michaela nie należało do najdojrzalszych obecnie, ale winą obarczał za to hormony i chęć zbliżenia się do ciemnowłosego.
Po ustach mężczyzny błąkał się uśmiech, dopiero nagły krzyk Tohru zaskoczył go. Jasnowłosy wybiegł z pokoju zostawiając pozostałą dwójkę samym sobie. M cieszyłby się z tego, gdyby nie fakt, że czuł się winny za wybuch chłopca. Podniesiony głos był bardzo wyraźnie kierowany ku niemu.
"Pójdę zobaczyć o co chodzi, dobrze? Zaraz wrócę..." Uspokajał go i starał się zachować zimną krew, jednak z chwilą gdy Michael usłyszał krzyki dochodzące z korytarza wiedział, że nic nie będzie ok. Nastolatek był niestabilny jeśli naprawdę zrobił sobie krzywdę. Trzeba było działać szybko, bardzo szybko i dlatego mężczyzna wręcz wybiegł z pokoju i pognał do łazienki. Odpychał uczniów na bok, krzycząc, że jestem pracownikiem szkoły. Widział z daleka jasnowłosego chłopca i szybko wykręcił numer awaryjny i wezwał pogotowie. Jakaś ogarnięta osoba przyniosła apteczkę, zaczęli tamować krew aby Tohru nie wykrwawił się przed przyjazdem pomocy. Cięcia były płytkie, robione szybko i pod wpływem silnych uczuć. Minuty mijały jak sekundy. Michael spoliczkował lekko chłopaka aby ten nie tracił przytomności i słysząc nadjeżdżającą karetkę wyniósł go na korytarz aby pracownicy medyczni mieli więcej miejsca.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sob Maj 03, 2014 9:12 pm

Nie byłem przekonany co do tej odpowiedzi. Nie pasowała mi ona. Po prostu Tohru wydawał się być zbyt zdezorientowany i poniekąd przestraszony jak na zwykłą prośbę o przenocowanie mężczyzny. Bo nie oszukujmy się, tak to by się pewnie skończyło. Szczególnie, że M nie miał ochoty wracać do pustego domu i chciał oglądać ze mną zdjęcia. Ten temat mogłem wałkować godzinami i pewnie gdy skończymy analizować każdy kard pod wieloma względami było by już zbyt późno bym pozwolił mu wyjść. Okolica wcale nie była tak bezpieczna no i robiło się zimno, a on przecież zostawił płaszcz w tej szkole. W każdym razie nie o tym mówiłem. Spojrzałem na niego podejrzliwie. Po prostu trudno mi było uwierzyć, że chodzi tylko o to. Atmosfera w pokoju była zbyt napięta. Z drugiej strony czemu on miałby mnie oszukiwać? Chyba polubił mnie na tyle by być ze mną szczery. Bo tak prawdę mówiąc kłamstwa nie potrafiłem wybaczać. Łatwo było stracić moje zaufanie. W końcu, gdy nie mówisz i nie słyszysz musisz liczyć na szczerość innych i gdy choć raz się to zawiedzie, później jest mi ciężko uwierzyć. Zwłaszcza jeśli nie mam tego jak potwierdzić. No nic, teraz też nie miałem dowodów, że mija się z prawdą. W końcu postanowiłem to zignorować. Nie ma sensu dociekać czegoś.
Poczułem się głupio widząc i rozumiejąc swoją pomyłkę. Jego tatuaż wcale nie był oznaką uwielbienia i gustu muzycznego, a pokazywał patriotyzm. W końcu to zdanie z hymnu. Brawo Clay. Muszę przyznać, że nieco się spiąłem gdy złapał mnie za rękę i po kolei przesuwał moimi palcami po wzorach. Niby już niósł mnie do pokoju, ale było to skutkiem mojej skręconej kostki. Teraz nie było innego wytłumaczenia jak chęć dotyku. Szczególnie, ze mógł samemu po kolei wskazywać na konkretne znaki. Może zbytnio panikowałem, ale co swoje przeżyłem i niektóre gesty źle odbierałem. Może dlatego, gdy tylko skończył od razu cofnąłem dłoń, a na moich policzkach przestał się czaić ten zdradziecki rumienieć. Może i mężczyzna mi się podobał, co już samo w sobie było wariactwem z mojej strony, ale to było teraz jak dla mnie nieco zbyt śmiałe. Geeez ale jestem panikarzem. Jeden gest a ja uciekam spłoszony jak mysz słysząca w drugim pokoju kota. Powinienem nad tym popracować, szczególnie, że pewnie w naszych stosunkach nie raz dojdzie do dotyku.

Jest naprawdę wspaniały. Nie wiedziałem, że tak cenisz swoje pochodzenie. I wybacz moją pomyłkę, nie wiedziałem, że dalej jest kolejna część.

Uśmiechnąłem się do niego przepraszająco, a potem wszystko dosłownie stanęło na głowie. Tohru wpadł w jakiś amok, nie wiem jak to określić. Ściągnął koszulkę odsłaniając najładniejszy wzór jaki w życiu widziałem. Od razu chciałem go o niego zapytać, przyjrzeć mu się z bliska, ale on zaczął coś krzyczeć i wybiegł z pokoju. Czy widziałem łzy w jego oczach? O co chodziło? Byłem kompletnie zdezorientowany. No i co miały znaczyć jego słowa? Dobrze zrozumiałem, że M mu coś powiedział i chłopak się wkurzył.

Co się dzieje? Nic nie rozumiem

Wymigałem z kompletnym niezrozumieniem na twarzy. Wychyliłem się lekko jakbym chciał zobaczyć, czy może Tohru zaraz ochłonie i wróci do nas. Nie potrafiłem dojść do tego co się właśnie stało. Zdecydowanie miałem przy tym złe przeczucia. Westchnąłem przeczesując palcami grzywkę i odchyliłem się do tyłu by oprzeć się o chłodną ścianę.

Myślisz, że jak ochłonie wróci do nas? Nie potrafię go zrozumieć, jeszcze chwilę temu wszystko było w porządku, wróciłem z łazienki i zaczął się tak dziwnie zachowywać. To moja wina? Co mu zrobiłem?

Zapytałem w sumie to bardziej siebie niż psychologa, choć chyba podświadomie próbując uzyskać odrobinę wyjaśnienia. Myślałem, że najgorsze minęło. Oj jak bardzo się myliłem. Poza chowaniu M mogłem dostrzec, że coś się dzieje. Mężczyzna rozglądał się nerwowo i chyba czegoś nasłuchiwał. A potem pokazał, że idzie sprawdzić co się dzieje. Zostałem sam. Sam z moimi skołatanymi myślami. Nie, nie mogłem tak czekać, ta niepewność i rosnący niepokój nie dawały mi wytchnienia. Jakoś powoli wykuśtykałem z pokoju od razu widząc zbiegowisko i zamieszanie. Spróbowałem się przepchnąć bardziej na przód lecz to co ujrzałem wcale nie było warte moich starań.
Tohru leżał na korytarzu. Była krew, rany na rękach, bandaże i próby pomocy. Byłem przerażony. Nigdy nie lubiłem krwi, a teraz mój współlokator sam sobie zrobić to coś. Pobladłem i czułem jak kreci mi się w głowie. Mimo to zbliżyłem się do nich stając pomiędzy poszkodowanymi a tłumem.

Tohru, dlaczego?

Wymigałem autentycznie przerażony. Oczywiście, że czułem się winny. W oczach miałem łzy i ciągle kołatała mi się myśl, że to ja zrobiłem coś nie tak i to przeze mnie chłopak to sobie zrobił. Ktoś, kto bandażował mu ręce odsłonił rany. Nacięcia na jego nadgarstkach, kawałki skóry, tego było dla mnie za wiele. Emocji było za dużo, nogi się pode mną ugięły, a przed oczami zrobiło się ciemno. Po chwili już leżałem na ziemi nieprzytomny. Zemdlałem nie potrafiąc zapanować nad samym sobą. Pewnie tylko narobiłem im dodatkowego problemu, ale te rany przelały ramy mojej wytrzymałości.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sob Maj 03, 2014 9:58 pm

To nie był pierwszy raz. Teraz pewnie nie było to aż tak widoczne, ale na jego nadgarstkach widniały już ślady po cięciach. Zwykle zakrywał je czym się dało - bandażami, frotkami, bransoletkami. Teraz też pewnie mało kto zwrócił by na to uwagę, w końcu kto przejmowałby się starymi śladami, kiedy na widoku jest świeża, krwawiąca rana?
Co też jednak za tym idzie, Tohru wiedział, jak ciąć by bolało, ale i by krew nie sikała jak z fontanny. Chciał się okaleczyć, nie wykrwawić. To z całą pewnością nie była próba samobójcza, chłopak wiedział, że w ten sposób próbują "zabić" się tylko frajerzy, którzy tak naprawdę nie chcą odebrać sobie życia a bardziej zwrócić na siebie uwagę. I chociaż krwi było całkiem sporo - nic dziwnego, spróbujcie lekko się naciąć na nadgarstku a zacznie cieknąć zdrowo - to chłopak był całkiem przytomny, kiedy zjawili się pierwsi ciekawscy, którzy to zauważyli czerwoną stróżkę spod drzwi. Cholera, że też musiało popłynąć akurat tam... W każdym razie była najpierw pierwsza osoba, potem druga, trzecia... wszyscy zaczęli krzyczeć, panikować. Ktoś wybiegł na korytarz, wrzeszcząc, że w łazience jest chłopak, który się tnie. Super.
- Zamknij mordę, frajerze! - zawołał za nim, ale ten oczywiście nie posłuchał.
Dobrze, że przynajmniej nie próbowali go dotykać. Pewnie by ich ugryzł.
Chociaż krew nadal powolutku, bardzo powolutku ciekła mu z nadgarstków, Tohru był bardziej jak pobudzony. Adrenalina w połączeniu z dragami dała takie rezultaty, że chłopak był wręcz nadpobudliwy. Serce nadal mu waliło, nie zdążył się uspokoić, tnąc się, bo zwaliła się ta banda ścierwojadów. A zaraz potem jeszcze zleciał się Michael. No obecnie to była chyba ostatnia osoba, jaką Tohru chciał oglądać. Tym bardziej się wściekł, kiedy psycholog zaczął rozganiać tłum i z pomocą jakiegoś ucznia, na siłę bandażować mu ręce. Oczywiście że się rzucał. Policzkowanie nie było potrzebne, bardziej przytomny chyba być nie mógł.
- Zostaw mnie! Zabieraj łapy! - pieklił się.
Cóż, pierwszy dzień w szkole raczej średnio udany. Miał udawać zwykłego, normalnego ucznia a tu prosze jaka szopka wyszła. Raz - na dzień dobry jego współlokator oraz nauczyciel przyłapali go po braniu narkotyków. Cud, że uwierzyli mu w bajeczkę o lekach. Dwa - jego współlokator okazał się niemalże klonem Nishikiego. Trzy - psycholog rzucił się robić mu sugestie z niemalże mordem w oczach, co tylko jeszcze bardziej rozeźliło blondyna. Tak bardzo, że aż musiał sobie ulżyć poprzez samookaleczenie, ale nie. Musieli mu i w tym przeszkodzić. A chuj. Nich go sobie mają za świra. Naprawdę cierpiał na depresję więc jak będzie im to wciskać, to uwierzą. Dołoży się coś jeszcze... na przykład zespół lęku napadowego. O, to jest dobre. Że niby Tohru poczuł się zagrożony ze strony psychologa. Dobre, będą na niego chuchać jak na jajko i dadzą mu spokój, żeby znów nie wpadł w berserk. Byle tylko nie dowiedzieli się o narkotykach. Wszystko tylko nie to.
- Powiedziałem, żebyś mnie puścił! - zawołał. Tak machał rękami że aż przydzwonił M w twarz. A masz, cholero!
A potem jeszcze przykuśtykał tu Clay. Tohru na chwilę zamarł na jego widok, ale w chwilę potem czarnowłosy runął jak długi na ziemię. No i dobrze. Niech się nim psycholog zajmuje! A jemu da spokój!

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Maj 05, 2014 10:02 pm

To jakie decyzje podejmujemy może pokazać jakimi ludźmi jesteśmy. Jak porządnym, przygodowym filmie główny bohater wybiera między światem a ukochaną i rzecz jasna miłość wedle Hollywood wygra, przetrwa wszystko i takie tam pierdoły. Może i Michael chciał odruchowo skoczyć ku Caytonowi ale to Tohru był teraz ważniejszy, wymagał opieki i skupienia się na nim. Normalni ludzie nie okaleczają się, zdrowa osoba nie ma krwawiących ran na nadgarstkach a tym bardziej nie śpi na dywanie, w środku dnia zaraz po wprowadzeniu się do akademika. Blondyn wymagał opieki ale po obejrzeniu ran okazało się, że nie wymagały one szycia czy też ratowania mu życia. Z pozoru, dla osoby postronnej, taki obrót spraw wydawałby się pozytywny. Niestety nie. Ten dzieciak wiedział co robi, ciął się celowo cholera jasna, z pełną premedytacją chlastał się po nadgarstkach a potem zapewne planował to zamaskować rzemykami czy innym badziewiem. Trafiła kosa na kamień panie Harakawa.
Michael obserwował jak ratownik medyczny opatruje ręce Azjacie, gdy skończył poprosił go na bok i wyjaśnił sytuację. Był opiekunem tych dwóch, pracownikiem szkoły i dyplomowanym psychologiem. Skłamał, że często bywa u chłopców a dzisiejsza "akcja" to terapia, która wymknęła się spod kontroli.
Medyk spojrzał na blondyna, potem na M i po chwili udało się go ugłaskać aby zostawili gagatka w akademiku zaś psycholog przywiezie ich obu jutro do szpitala. Jednego z kostką, która nie wiadomo czy nie jest skręcona, oraz tego szajbusa od emo zabaw. Nazwisko, pozycja i kilka uśmiechów wystarczyły aby ratownika dał się brzydko mówiąc "wykiwać". Harakawa był porąbany, to było pewne. Jednak nie był taki z własnego wyboru, jemu coś się stało i Michael to czuł. Nie węszył tu ciekawego przypadku na podstawie którego napisze prace naukową, nigdy by tego nie zrobił, chciał zająć się chłopakiem, który jakby mógł przegryzłby mu krtań.
Po docuceniu Claytona do stanu, w którym zaczął poruszać powiekami, M znowu zaniósł go do łóżka. Tohru chciał czy nie ale miał dług wdzięczności u Michaela, gdyby teraz trafił do szpitala to z przebadanej krwi toksykologia wykazałaby co ostatnio robił.
Morris złapał blondyna za kark i wręcz wepchnął do pokoju warcząc tylko: "Zostań tu idioto". Nie krył jak bardzo jest na nastolatka. Jedyne czego naprawdę się wstydził, to fakt iż wcześniej najeżył się jak samiec alfa i próbował dominować tego chłopaczka.
Karetka odjechała, M kazał towarzystwu na korytarzach rozejść się pod groźbą, iż każdej istocie na korytarzu wpisze do akt kilka godzin sesji z psychologiem szkolnym. Zadziałało a on mógł wrócić do pokoju nr 40. Od progu spiorunował Tohru wzrokiem, Clayton nadal spał więc trzeba było to wykorzystać.
- Ile ty masz lat żeby odstawiać takie szopki? Zdajesz sobie sprawę co by się stało, gdyby zrobili ci toksykologię? Dawaj narkotyki, już! Wzywam policję jeśli nie zrobisz tego w przeciągu 10 sekund - i zaczął liczyć. Znowu uruchomił się w nim psycholog a nie amant ćwierkający do młodszego od siebie obiektu westchnień. Ten wieczór chciał spędzić z Claytonem ale uznał, że Tohru będzie idealnym kompanem dla nich od dzisiaj. Skończyło się ćpanie Panie Harakawa. - 5... 4...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 06, 2014 5:48 pm

Ten dzień był jednym wielkim rollercoasterem, z którego prawdę mówiąc chciałem już zsiąść. Powolny poranek, błądzenie po mieście, miła pogawędka, podekscytowanie, skręcona kostka, poznanie współlokatora, a teraz to. Cały dzień mieszanka strachu, radości, bólu i lęku. Nie znosiłem tak szybkich zmian, niestabilnych sytuacji i w ogóle. Nie potrafiłem się w nich odnaleźć, szczególnie, że zwykle byłem zostawiony sam sobie bez pomocy z zewnątrz.
Teraz czułem mieszankę strachu, niepewności ale również chęć niesienia pomocy i troski. Tohru mnie przerażał. Był niepoczytalny o silnych wahaniach nastroju, niestabilny i to właśnie było najgorsze. Nie mogłem przewidzieć co zrobi za chwilę traciłem grunt pod nogami. Mimo jednak to wszystko, chciałem mu pomóc. Czułem, że blondyn tego potrzebuje, kogoś, kto stanie po jego stronie i po prostu będzie obok. I właśnie to powiedział mi jego wzrok, gdy zobaczył mnie tam na korytarzu. Z drugiej strony pewny być też nie mogłem, zaraz przecież odlot miałem.
Teraz byłem już w łóżku. M poszedł ogarniać sytuację. Sam jednak usiadłem na łóżku i spojrzałem swoimi smutnymi oczami na Tohru. Nie zrobiłem w zasadzie nic, nie miałem czasu by jakoś zareagować. Zdążyłem tylko wymigać pytanie czy już wszystko dobrze i gdy tylko drzwi się otworzyły opadłem na poduszki udając, że śpię. M chyba nawet nie zauważył tego zbyt wzburzony całym tym zajściem. Swoją drogą swoim zachowaniem pokazał mi swoje drugie oblicze. Wcale nie był tak opanowanym i ciepłym mężczyzną jak myślałem. A przynajmniej tak go teraz odbierałem. Owszem rozumiem, że cała ta sytuacja pewnie wzburzyła go ale czy jako psycholog nie powinien inaczej postępować? Czy to właśnie agresją nic się nie osiąga? Czy nie lepszym efektem byłoby podejście do tego wszystkiego na spokojnie, jakaś próba rozmowy? Chociaż nie mogłem wiedzieć, że tego nie zrobił. Atmosfera była jednoznaczna co do tego nie miałem wątpliwości.
Sam nie wiem co we mnie wstąpiło i skłoniło do działania. Nie chciałem widzieć tego wszystkiego. Chciałem by to się ułożyło i skończyło. No co byłem pacyfistą. Najciszej jak potrafiłem wstałem z łóżka i po prostu podszedłem do M. Moje ręce oplotły go w pasie próbując go jakoś uspokoić lub chociaż na chwilę zaskoczyć. Niech nastąpi zmiana emocji czy cokolwiek. Trwałem tak przez chwilę i wysunąłem się by mogli oboje mnie widzieć.

Proszę, uspokójcie się. Nie możecie porozmawiać normalnie, jakoś tego wyjaśnić? Proszę. Nie rozumiem co się właśnie stało, dlaczego, ale proszę, dość

Wymigałem, a w moich oczach pojawiły się łzy bezsilności. Nie chciałem by walczyli, a ja miałbym się opowiadać po którejś ze stron. Może dlatego zaraz też podszedłem do Tohru i go przytuliłem. Może chciałem dać mu znać, że już wszystko jest dobrze, że nie musi się okaleczać i w razie czego ma mnie. Już sam nie wiem co myślałem w tamtej chwili.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 06, 2014 6:19 pm

Wycieczka do szpitala faktycznie byłaby najgorszą z możliwych opcji. Badania krwi zaraz wykazały by, co Harakawa zażywał. Pewnie zaraz daliby mu kuratora, czy coś w ten deseń. Już próbowali mu go przyznać, jeszcze kiedy był w Japonii, ale on nie dał się, przez kilka dni poudawał że już jest wszystko okej, że stara się zmienić. Dorośli chyba mu uwierzyli, bo zostawili opiekę i nadzór chłopaka rodzicom.Ledwie jednak zły cień zniknął znad jego głowy, tak i Tohru zniknął na kilka dni z domu. Wrócił zaćpany, oczywiście. Matka zdecydowała, że tak dalej być nie może i że należy go odciąć od znajomego środowiska. Powiadomiła o wszystkim odpowiednie ośrodki a ci przystali na ten pomysł, o ile Tohru zostanie zapisany na miejscu na terapię odwykową. No, zapisany został. To że na nią nie miał zamiaru chodzić, to już inna sprawa.
No, ale wracając do sytuacji - nawet mimo iż to Michael przekonał ratowników by nie zabierali go do szpitala, chłopak daleki był od wdzięczności. To on pierwszy ich wezwał więc spławienie ich również należało do jego obowiązku!
Tohru irytowało dosłownie wszystko w tym momencie. Chciał mieć zwyczajnie święty spokój, spróbować się gdzieś zrelaksować i odzyskać władzę nad swoimi nerwami. Nadal wisiała mu nad głową jednak banda małolatów, ratownicy i sam Michael. Tohru odczuł pewną ulgę gdy mężczyźnie udało się odprawić ekipę ratowniczą - przynajmniej jedno z głowy. Wiedział jednak, że sam Michael nie odwali się tak od razu. Warknął głośno, kiedy tylko psycholog wepchnął go do pokoju i zamknął drzwi. Wiedział, że po takiej szopce M może zacząć podejrzewać go o ćpanie i zaraz miał zamiar dragi schować. Chciał je ukryć tam, gdzie nikt by się za nimi nie rozglądał - w rzeczach Claytona. Jednak kiedy Azjatę wepchnięto do pokoju, Clay był już przytomny. Ukradkowe chowanie kosmetyki z dragami i sprzętem nie wchodziło teraz w rachubę. Jak nic czarnowłosy zauważyłby i zaraz wypaplał wszystko psychologowi.
- Nic nie jest w porządku! - ryknął na bogu ducha winnego czarnowłosego, wiedząc że ten i tak go nie zrozumie. Miganiem nie zawracał sobie głowy. Kiedy patrzył na niego teraz jego serce nadal bolało. Clay tak bardzo przypominał Nishikiego... Tohru zaczął chodzić po pokoju wte i we wte. Nie ma opcji, żeby mieszkał w tym pokoju. Kij z tym, że zna migowy. On tu zwyczajnie nie wyrobi!
Wtedy też wrócił M. I prosto jak z karabinu, wypalił żądanie oddania mu narkotyków.
- Co?! Powaliło... - przerwa, musiał się zmusić by nie wypalić "cię?!" - ... pana?! To znaczy... Czy pan siebie słyszy?! Narkotyki?! A skąd niby miałbym je wziąć?! Przez granicę mnie by nie przepuścili a wziąć ich tutaj, nie miałbym skąd! Dopiero tu przyjechałem! Co, wyczarowałem sobie je z powietrza?
Musiał zrobić wszystko, żeby tylko przekonać M, że to nie sprawka narkotyków, że tak się zachowuje. Na chwilę obecną zapomniał o obecności Claya, ale tylko na moment, bo chłopak zaraz spróbował uspokoić Michaela, obejmując go, a potem migając swoją prośbę, by się uspokoili. Tohru prychnął z irytacją.
- Mam depresję, rozumie pan? Do tego dochodzi niestabilność emocjonalna, która w momentach silnego stresu prowadzi do szukania ukojenia w samookaleczaniu się. Biorę silne leki i nie zamierzam ich panu wydawać. - wymigał i jednocześnie powiedział, żeby obaj mogli go zrozumieć. Może w końcu dadzą mu święty spokój.
Wtedy jednak Clayton postanowił przytulić się do Tohru. To bynajmniej mu się nie spodobało. Ktoś z twarzą Nishikiego nie miał prawa go dotykać! Harakawa zaraz wyrwał się z uścisku czarnowłosego i odsunął się od niego.
- Nie potrzebuję współczucia ani pomocy. A już w szczególności nie od ciebie! - wysyczał, jednocześnie migając tę informację do chłopaka.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 06, 2014 10:11 pm

- Oczywiście, że rozumiem co się z tobą dzieje... - tym razem M zaczął odrobinę łagodniej, jednak po chwili, widząc nadal upór u nastolatka wrócił do ostrego tonu. - Oddawaj narkotyki albo powiadomię szkołę. Nie rób ze mnie idioty, znam się na lekach bo sam je przepisuje, o tym chyba zapomniałeś? - dodał kąśliwie. Michael nie wybaczyłby sobie, gdyby Harakawa przedawkował albo dalej się truł dragami. Szantaż w tej chwili był jedynym wyjściem. Przekupstwo też... - Tohru, zawrzyjmy umowę. Oddasz mi swoje "leki" lub jak je wolisz nazywać, jeśli uznam, że to narkotyki to rekwiruję je a tobie przepiszę prawdziwe antydepresanty, dobrze? Obiecuje też nie powiadomić szkoły.
Z takimi osobami jak Harakawa Tohru trzeba było czasami ostro, bo inaczej wejdą człowiekowi na głowę i będą się powoli niszczyć. Michael miał sporo pacjentów z depresją. W obecnych czasach depresja była nazywana chorobą umysłu XXI wieku. Cierpiało na nią więcej osób niż możnaby pomyśleć, wielu nawet nie wie, że ją ma a ich smutek i sporadyczne płakanie w poduszkę to dopiero początek czegoś poważniejszego. Harakawa prawdopodobnie cierpiał na odmianę depresji egzogennej, ostrą i wynikającą z traumatycznego wydarzenia.
- Czy niestabilność emocjonalną zdiagnozowaną jako lękową czy o podłożu psychicznym? - M przysunął sobie krzesło i pomimo czułych gestów Claytona zajął się blondynem. Naprawdę chciał przytulić chłopaka raz jeszcze, poczuć drobne ramiona na swojej talii i pokazać jak bardzo podoba mu się ta urocza bliskość. Ale spokojnie, krok po kroku. To co ważniejsze ma pierwszeństwo.
Morris pomigał do Claytona, aby wstawił wodę na herbatę i zamówił posiłek przez portal internetowy. On musiał porozmawiać z Harakawą i to natychmiast. Zanim wrócił do Tohru ujął czule dłoń chłopaka i pogłaskał jej wierzch kciukiem.
"Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Zajmę się tobą i Tohru, nawet jeśli on tego nie chce." Mężczyzna zmierzwił jeszcze ciemne włosy nastolatka aby ten przypominał bardziej chłopaka, który towarzyszył mu dzisiaj.
No i powrót do blondyna, który przypominał obecnie jeżozwierza.
- Mam twoją teczkę w gabinecie, podasz mi swój plan lekcji i ustalimy terminy spotkań. Odmowa równa się z wydaleniem ze szkoły, rozumiesz to prawda? - siedzieli patrząc sobie w oczy, M widział jak źrenice nie zmieniają się pod wpływem światła i był już pewien swoich podejrzeń. Biedny chłopak, taki młody... Starał się być teraz w stosunku do niego tak łagodny jakby mówił do Claytona i liczył, że blondyn doceni choć trochę chęć pomocy. Nikt nie chciał tego biedaka pchać w paszcze psychiatryka a trafi tam jeśli nie weźmie się za siebie.
- Tohru, to może być twoja szansa na nowe życia. Chciałbyś aby ludzie, którzy cię kochają po spojrzeniu na ciebie czuli smutek, że nie dali rady ci pomóc? Zamykasz się na innych. Nie wiem co wpłynęło na twoje zachowanie. Nie będę mówił ci, że rozumiem twój ból, bo nikt tego nigdy nie pojmie poza tobą ale możesz ze mną porozmawiać o nim - śmierć, aura podobna do tej, którą mają konające istoty. Blondyn wydawał się nią oblepiony. - Czy straciłeś kogoś bliskiego?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Maj 07, 2014 4:32 pm

I co miałem zrobić? Jak się zachować? Tohru właśnie pokazał mi jaki ma stosunek do mojej osoby. Przecież zrozumiałem co powiedział. Nawet krzycząc ruch warg był ten sam. Widziałem a raczej podejrzewałem, że jego zachowanie mogło wynikać po części ze strachu i zdezorientowania, ale i tak to bolało. Chciałem dobrze a wychodzi na to, że swoim zachowaniem tylko bardziej go prowokuje. Tylko pogarszałem sytuację. Najchętniej bym wyszedł i gdzieś się zaszył. Może z aparatem, może w pracowni rzeźbiarskiej, gdziekolwiek gdzie mógłbym być sam. Zawsze, gdy nie radziłem sobie z czymś zamykałem się i uciekałem. Teraz jednak byłem skazany na zostanie tutaj. Kostka za bardzo bolała bym mógł ucinać sobie spacerki po mieście. Tylko co miałem zrobić?
Miałem ochotę zabrać ręce, gdy M je złapał. Nie wiem czemu, nie czułem się przecież zagrożony w jakikolwiek sposób. Ale chwilowo jego dotyk mi przeszkadzał. Może po części dlatego, że się bałem i chciałem zniknąć? Może. Zwłaszcza, że wiedziałem, że pod tym jego ciepłym uśmiechem czai się osoba, która bywa gwałtowna i może nieco agresywna? Eh za dużo myślę.
Moja reakcja na zachowanie Tohru była chyba dość łatwa do przewidzenia. Na początku rozszerzyłem oczy jakbym był świecie przekonany, że zaraz mnie uderzy. Później z każdym jego gestem i słowem moja twarz stawała się pusta, a cała chęć niesienia mu jakiejkolwiek pomocy ulotniła się. Poczułem się zraniony i przy okazji blondyn swoim zachowaniem uderzył w moją czułą strunę. Sam nie chciałem uzyskiwać pomocy ale chciałem być potrzebny. Mieć świadomość, że to co robię przynosi jakiś dobry skutek. On jednym zdaniem sprowadził mnie do parteru w najbardziej bezpośredni i mało przyjemny sposób. Ma rację, czemu w ogóle się oszukuję. Nikt nie potrzebuje pomocy od kogoś takiego jak ja. Narzucam się tylko i próbuje wesprzeć kogoś, kto tego nie chce.

Masz rację, więcej się nie będę mieszał i się do ciebie nie zbliżę. Sam sobie poradzisz

Odmigałem z miną dosłownie nie wyrażającą niczego. To, że byłem zraniony, smutny i w ogóle nikogo nie musi obchodzić. Jeszcze przez chwilę spoglądałem na niego pustym już pozbawionym łez wzrokiem i zacząłem kuśtykać do naszej kuchenki. Niech bawią się sami. Ja mam dość. Wstawiłem wodę i przygotowałem trzy herbaty. Wszystko ładnie zostało ustawione na stoliku i tylko czekało na zalanie.

Wybacz, że przerywam Michael jak woda się zagotuje zalejesz herbatę? Nie chcę bardziej nadwyrężać nogi niepotrzebnym łażeniem

Zamigałem i zaraz wróciłem na łóżko. Laptop wrócił na moje kolana, a ja zacząłem szukać czegoś do jedzenia. Prawdę mówiąc sam nie miałem ochoty na nic. Nie byłem głodny. Poza tym, gdy miałem „chandrę” do żołądka nie mogłem nic wrzucić. Po prostu nie i tyle. Mimo to zamówiłem 3 porcje smażonego makaronu z wołowiną i warzywami, dochodząc do wniosku, że chwilowo pizza to nie jest dobry pomysł. W końcu nią trzeba się dzielić, a taki kubeczek zabierasz ze sobą i masz wszystkich w nosie.
Nie obserwowałem ich. Nie chciałem się mieszać. Jedyne co zrobiłem to zastukałem w szafkę by M się odwrócił i wymigałem że w zamówieniu podałem jego numer i gdy kurier podjedzie będzie do niego dzwonić. Tyle. Potem wróciłem do monitora. Podłączyłem swój tablet i na nim zacząłem retuszować dzisiejsze zdjęcia. Najlepiej na zły humor wpływała praca. Mogłem się na niej skupić i zapomnieć. Zwłaszcza, że wyjść nie mogłem. W takich też chwilach byłem przeszczęśliwy, ze nie słyszę. Nie rozpraszały mnie ich rozmowy, ewentualne krzyki i tym podobne. Byłem tylko ja i ekran przede mną. Ale tak, miałem postanowienie, że więcej do Tohru się nie zbliżę. Nie będę próbował nawiązywać z nim lepszych relacji. Po prostu będziemy lokatorami, każdy sobie i tle. Nie będę wchodził mu w drogę starając się być niewidzialny. Więcej się nie narzucę i nie będę próbował ratować go na siłę. Tylko czy dotrzymam mojego słowa? Pewnie nie, ale postaram się.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Maj 07, 2014 5:55 pm

Michale wiedział jak postępować ze swoimi podopiecznymi, to dobrze. Jednak Tohru różnił się od innych. No, pewnie każdy tak myślał, ale Tohru był wyjątkowo ciężkim przypadkiem i to niejako czyniło go wyjątkowym. Zapewne większość z dzieciaków, które M przyjmował u siebie należała do grupy tych zagubionych, które to zwyczajnie pogubiły się w życiu. Zeszły z dobrej ścieżki i po prostu nie potrafiły same na nią wrócić. Niestety, Harakawa do nich nie należał. Doskonale wiedział, że droga, którą obrał zawiezie go wprost do kostnicy. I szczerze mówiąc... nie przeszkadzało mu to. Dla niego życie straciło sens już dawno.
Kiedy Clay został odepchnięty przez chłopaka i zrobił tę pustą minę, coś ścisnęło się w sercu blondyna. Był tak bardzo podobny do Nishikiego... niemalże identyczny... jak to było możliwe? I jeszcze robił tę wyzutą z emocji twarz. Jakim prawem... jakim prawem używał oblicza Nishikiego, do patrzenia na Tohru w ten sposób?!
Azjata zatrząsł się, zacisnął pięści, ale na szczęście chłopak zaraz odszedł, spełnić prośbę M. Jeszcze sobie porozmawiają. On i Clayton. Na chwilę obecną Japończyk musiał porozmawiać sobie poważnie z psychologiem. Cóż, wychodziło na to, że jednak jego szopka nie dała rady. M nie dał się nabrać, ale cóż. To wcale nie znaczy, że chłopak zamierza się poddać. Śmiechu warte.
Usiadł na łóżku, obok swojej nadal nierozpakowanej torby, opierając się plecami o ścianę. W jego wnętrzu aż się gotowało, ale postanowił udawać wyluzowanego, pewnego siebie. No, pewny siebie to on był, poza dragami nie miał wiele do stracenia, a przecież nawet jak mu M zabierze te, które obecnie chłopak miał ze sobą, zawsze można kupić kolejne. Na próbę przekupstwa ze strony psychologa, Tohru rzucił proste, okraszone złośliwym uśmieszkiem:
- Nie.
Michael naprawdę myślał, że chłopak na to pójdzie?
Blondyn zaczął nagle oglądać swoje paznokcie, udając że całkiem stracił zainteresowanie mężczyzną. Rozpoczynamy terapię? Litości, ile razy już przez to przechodził. Na każdego specjalistę był odporny więc nie sądził by i M cokolwiek wskórał.
- Po co pytasz mnie o to, skoro masz wszystko w swojej małej teczuszce? - zapytał, nadal gapiąc się na własne dłonie. W jego aktach powinno być wszystko - jego stan emocjonalny, psychiczny, informacja o silnym uzależnieniu, skierowanie do terapeuty etc. No wszystko no. Tohru słuchał słów psychologa i nie wiedział, czy powinien się roześmiać, czy może jednak powinien się powstrzymać. W którymś momencie skierował jednak wzrok na Michaela i uśmiechnął się, jakby z ulgą.
- Doskonale wiesz, że nie będę chodzić na żadne spotkania. Dalej, zrób to. Powiadom szkołę, niech mnie wyleją. Wrócę do Japonii, na mój teren. Moi starzy się poddadzą, wiesz, taki syn jak ja tam u nas to totalny powód do wstydu. Pewnie się mnie wyrzekną czy coś. - przerwał po chwili, ale zaraz kontynuował - Ja już nie mam życia, zrozum to facet.
Zerknął przez chwilę na Claytona. Z profilu, zagapiony w ekran tableta wyglądał niemalże kropla w kroplę jak Nishiki. Chłopak miał ochotę się rozpłakać, tak bardzo miał ochotę podbiec i rzucić mu się na szyję, zacząć całować i powtarzać jak za nim tęsknił. Ale racjonalna część jego umysłu dobitnie tłumaczyła mu, że to nie jego kochany braciszek, jego skarb, narkotyk, tylko Clayton Winterborne, jego nowy współlokator.
Tohru zadrżał, gdy M zadał pytanie o śmierć kogoś z rodziny.
- Nie dam się wciągnąć w twoje terapeutyczne gierki. Ale proszę, popatrz sobie. Przypomina ci kogoś? - powiedział, ledwo panując nad głosem. Pokazał psychologowi zdjęcie ze swojego portfela - ukazujące dwójkę chłopaków. Obaj szczerzyli zęby do aparatu, wyższy Tohru i niższy, czarnowłosy, zmarła kopia Claya, Harakawa Nishiki.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Maj 07, 2014 10:59 pm

Między chłopcami dało się wyczuć napięcie jeszcze gorsze od tego pomiędzy Tohru i Michaelem. Impulsywny nastolatek z problemami emocjonalnymi w jednym pokoju z nieśmiałym i głuchoniemym chłopakiem. Zabójcza mieszkanka.
- Tohru, pomyśl jeszcze nad moją propozycją pomocy. Mam może i dokumenty ale chce znać twoją wersję, nie chce oceniać cię na podstawie opinii innych lekarzy i zachowywać się w stosunku do ciebie jak dupek. Przepraszam, że wcześniej na ciebie naskoczyłem, nawet dorośli mają prawo czasem do złości - przyznając się do swojej winy Michael chciał jakoś pokazać Harakawie, że nie jest takim koszmarnym dorosłym jak ci, których dotychczas spotykał. - Odsyłać też cię nie chce, nie mam w zwyczaju przekreślać człowieka tylko dlatego, że to co teraz robi jest złe. Wszystko można naprawić, serio... - niestety nie wszystko jak się okazało, jak łatwo można było się domyśleć nastolatek na zdjęciu z Tohru już nie żył. Był faktycznie niczym klon Claytona, specyficzny zbieg okoliczności. - To... Twój kolega, kuzyn... Brat? To twój brat... - jakoś poczuł, że trafił w samą dziesiątkę i dalej patrzył na zdjęcie. Boże jak dwie krople wody, ten sam kolor włosów i kształt twarzy. Clay jednak miał inną mimikę, nosił okulary i inaczej się czesał. Niesamowite podobieństwo. Gdy M chciał już coś powiedzieć Clayton poprosił go o zalanie herbaty, to był odpowiedni moment aby zakończyć rozmowę z blondynem i wrócić do ciemnowłosego aby ten nie czuł się opuszczony. - Słuchaj, zastanów się i pogadajmy znowu za kilka minut. Twój brat chciałby abyś tak cierpiał? Nie wygląda na takiego, pomyśl czego on by chciał dla ciebie...
Mężczyzna wrócił do towarzyszenia swemu podopiecznemu. Usadowił się koło niego ale zachował między nimi przerwę. Już wcześniej wyczuł, że Clayton jakby spinał się ilekroć byli blisko. Może jednak źle odebrał jego radość z kontaktu fizycznego i należało wrócić do bardziej formalnej relacji między nimi.
"Boisz się mnie?" - spytał po chwili patrzenia na pracę chłopaka w komputerze. Był taki spięty, nie uśmiechał się. Może... Ta myśl kołatała się w głowie mężczyzny. Może chciał zostać sam na sam z nowym kolegą? Wyjaśnić to i owo aby lepiej im się żyło. No i to zdjęcie, Clayton musi się o nim dowiedzieć a najlepiej będzie jeśli Harakawa sam je pokaże i wyjaśni całą tą sytuację. Teraz szok jaki blondyn przeżył po ujrzeniu ciemnowłosego kolegi był całkowicie zrozumiały.
"Nie musisz się krępować, jeśli chcesz żebym sobie poszedł to powiedz mi to. Twój uśmiech jest dla mnie bardzo ważny a ty chyba nie czujesz się już tak dobrze przy mnie jak wcześniej... Żałuję, że musiałeś zobaczyć jaki czasami muszę być w mojej pracy. Trudna młodzież wymaga bycia stanowczym, nawet jeśli lubię swoich podopiecznych to nie mogę pozwalać na pewne rzeczy..." Tu spojrzenie na krótko padło na jasnowłosym. "Praca z nastolatkami to moja pasja, chce być dla nich przyjacielem, który wyciągnie rękę w nawet najgorszej dla nich sytuacji ale czasami muszę być też dorosłym, który krzyknie kiedy trzeba to zrobić."
Wielu ludzi uważało Morrisa za dwulicowego, bo jak inaczej nazwać człowieka, którego twarz zmienia się tak często? On po prostu był bardzo emocjonalny, pozwalał aby radość, smutek i złość kierowały nim w życiu dosyć często. Wielu psychologów uważało, że to czyni nas bardziej ludźmi.
Michael nie był taki jak inni psychologowie, jego praca nie była obowiązkiem a pasją, czymś co kochał i chciał robić aż do śmierci.
Nie chcąc zawadzać dłużej chłopcom sięgnął po swoją marynarkę uznając, że na niego już czas.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Maj 08, 2014 4:39 pm

Powoli się uspokajałem. Jak zwykle praca mi pomogła. No i byłem też zadowolony z mojego dzieła. Zdjęcia wyglądały naprawdę dobrze, a przy obróbce udało mi się wydobyć jeszcze to co z nich najlepsze. Przy okazji, dzięki swojemu zajęciu nie korciło mnie by ich obserwować lub domyślać się o czym mogą rozmawiać. Owszem, byłem ciekaw ale skoro postanowiłem się nie mieszać, trzymałem się na uboczu trzymając swoją wyobraźnię na wodzy. Może też byłem naiwny ale narkotyków ciągle nie brałem pod uwagę. Powiedział że ma depresje i te napady lękowe więc mu wierzyłem. Albo inaczej nie chciałem by było inaczej. Narkotyki były przekleństwem które do niczego nie mogły doprowadzić poza grobem.
Gdy M do mnie wrócił, było już ok. Ochłonąłem na tyle, by nie dostawać ataku paniki czy zwyczajnie odskakiwać. Podniosłem głowę by zobaczyć co ma do powiedzenia. Eh mogłem przypuszczać, że tak będzie. Tylko co ja miałem mu powiedzieć? Że tak? Zaprzeczyć? Ani to, ani to nie było dobre. Zerknąłem jeszcze krótko na Tohru i westchnąłem przeczesując palcami grzywkę. Taki mały odruch, gdy się denerwowałem. Jeszcze przez chwilę nic nie „mówiłem” by dopiero potem ważąc słowa wymigać odpowiedź.

To nie tak, że się ciebie boję. Po prostu wolę stabilizacje, a to co się działo sprawiło, że spanikowałem. Nie słyszę, nie mogę w żaden sposób się przygotować na takie sytuacje. Nie rozumiem co się dzieje i to mnie przeraża. Wolę więc się wyciszyć i zapanować nad sobą w samotności.

Teraz gdy to mówiłem według mnie brzmiał żałośnie. Właśnie przyznałem się, że jestem panikarzem i byle co jest w stanie doprowadzić mnie do kompletnego zdezorientowania i strachu. Ale z drugiej strony nie powinienem się z tym czuć źle, moja sytuacja nie była normalna. Teraz jednak pozostawało podjąć inną decyzję. Czy chce zostać tutaj sam z Tohru czy nie. Czy pozwolić mu wyjść. Z jednej strony nie chciałem by znikał pomimo tego, że jego zachowanie sprawiło, że stracił w moich oczach. Ale miał rację sytuacja wymagała takiego a nie innego działania, czy mogę więc mieć mu to za złe. Z drugiej strony, chyba powinienem porozmawiać z Azjatą, ale on pokazał mi już, że chce bym trzymał się od niego z daleka. Ma mnie gdzieś i woli by mnie tu nie było, bym zniknął z jego oczu. Innymi słowy samotna noc nic nie wniesie. A ja i tak nie usnę. Za wiele myśli.

Rozumiem to, po prostu nie spodziewałem się tego i tyle. Poza tym w moim życiu było kilka rzeczy, które mają wpływ na to jak się zachowuję. Także i to musisz mi wybaczyć

Odpowiedziałem uśmiechając się lekko. Co prawda był to raczej jeden z tych smutnych ale zawsze coś. Poza tym jeśli chciał, by poprawił się mi humor to czy powinien wychodzić? Raczej nie. To w niczym nie pomoże, a jeśli zamknie za sobą drzwi tak szybko znowu ich nie otworzy. Metaforycznie oczywiście. Trudno bowiem odbudować relacje ze mną, jeśli ktoś mnie zawiedzie/ zrani czy cokolwiek innego. Bardzo długo to pamiętałem i nie mogłem łatwo odbudować zaufania. Tego chyba nie chciał prawda?

Zostań. Dopiero zamówiłem jedzenie. Zaraz powinno być. Nie każę ci zostać całą noc ale chociaż bądź na kolacji

Zamigałem po to by zaraz dodać tak, by Tohru nie mógł tego zauważyć, lub chociaż zobaczyć co dokładnie pokazuję.

Nie chce zostać z nim sam. To do niczego dziś dobrego nie doprowadzi, nie dziś

Dodałem i zaraz pan Miau wskoczył na łóżko łaszcząc się do mnie. Kochany kociak przynajmniej on nie chciał nawiać i mnie tutaj zostawić. Jak na zawołanie zaraz zadzwonił telefon psychologa. Kurier z chińszczyzną. Prawda, ze wszystko idealnie zaplanowane? Co do Tohru, unikałem jego wzroku jak mogłem, starałem się go ignorować po prostu nie chcąc go sprowokować do kolejnego ataku czy co to było.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Maj 08, 2014 5:19 pm

Tohru wiedział, że postąpił źle w stosunku do Claytona. Bogu ducha winny chłopak chciał mu zwyczajnie pomóc. To ludzki odruch, kiedy widzisz kogoś przerażonego, złego, smutnego, a wiesz że od tego dnia będziecie spędzać razem sporo czasu, by wyciągnąć pomocną dłoń. Wiedział, że zachował się niemalże okrutnie, odpychając go i "krzycząc" na niego. Zwyczajnie wyładowywał na nim swoją frustrację.
Bardzo starał się, by takie momenty nie miały miejsca. Tohru wiedział, że nikt nie jest winien tego, co się stało. No, może jedynie ten pieprzony kierowca, który wjechał w przystanek na którym stał tamtego deszczowego dnia Nishiki. Blondyn do tej pory pamiętał - rozmawiał z bratem wtedy przez telefon. Decydowali co zrobić na kolację, bo rodziców miało nie być w domu. Młodszy Harakawa śmiał się, mówiąc że Tohru nie ma za grosz talentu kulinarnego. Potem w tle rozległ się pisk opon. Jedno zdziwione "Co?" Nishikiego a potem połączenie zostało przerwane.
- Nie mam ci już nic do powiedzenia. - odparł Azjata Michaelowi, kiedy ten oznajmił że za kilka minut chce powrócić do ich rozmowy. Przechylił się w bok by paść na łóżko i zwinąć się w kłębek. Nie zwracał uwagi na psychologa i czarnowłosego. Będzie musiał później przeprosić Claytona za swoje zachowanie. Przecież to, że miał niemalże identyczną twarz jak jego kochany Nishiki, również nie było jego winą.
W tym momencie dało o sobie po raz kolejny znać rozchwianie emocjonalne chłopaka. Widzicie jak to jest? Najpierw radość, potem gniew, rezygnacja a następnie rozpacz. Bo tak, Tohru skulił się na swoim łóżku i zwyczajnie w świecie rozpłakał.
Łkał w ciszy, nie lubił okazywać swojej słabości.
Dlaczego nie mógł po prostu umrzeć. Dlaczego nie było go tamtego dnia z bratem na tym przystanku? Mógłby go zasłonić, może Nishiki by przeżył... Chociaż... wtedy pewnie on by cierpiał tak jak Tohru. A niewykluczone że zostałby kaleką. Wszyscy inni, który brali udział w wypadku tamtego dnia, tak właśnie skończyli - na wózkach, z amputowanymi kończynami etc. Nie chciałby, żeby jego ukochanego to spotkało. Nie. Jeśli ten wypadek musiał się zdarzyć, dobrze, że Nishiki umarł na miejscu. Tohru był starszy... silniejszy... mógł znieść... ten...
Zagryzł wargi do krwi, kiedy z jego oczu pociekły nowe słone krople. Wsunął się bardziej za torbę, nie chciał, by Clay i Michael widzieli że płacze.
Ostatnim o czym teraz myślał, było spokojne jedzenie i cieszenie się towarzystwem. Chciał być sam, wypłakać się w samotności i mieć święty spokój. Może w końcu zaaplikowałby sobie większą dawkę heroiny, może w końcu by ze sobą skończył. Jaka dawka byłaby śmiertelna? Półtora grama? Dwa?

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Maj 09, 2014 9:00 pm

To było naprawdę ciekawe, Clay chciał aby mężczyzna został i w dużej mierze opierało się to na niechęcią do zostania sam na sam z Tohru, ale czy tylko? To pytanie gościło w głowie psychologa, zastanawiał się tak na poważnie czy chłopak mógłby coś do niego czuć. Rzecz jasna nie chodziło o miłość, po dniu znajomości ludzie się w sobie nie zakochują. Bardziej zauroczenie, może mu się spodobał starszy i bardziej doświadczony facet, który okazuje mu wiele ciepła i troski.
Jedzenie było drugorzędną sprawą. Choć trzeba przyznać, przez chwilę niecny umysł Michaela podpowiedział mu, że Clay wygląda bardzo smakowicie i... Tutaj kazał stanowczo swej wyobraźni się uspokoić. Grzeszne fantazje ukrył za uśmiechem.
Uwadze mężczyzny jednak nie umknęło, że Harakawa odwrócił się do nich plecami i teraz kompletnie ich ignorował. Czasami się poruszał jakoś niespokojnie ale psycholog wolał go nie dotykać, niech przez chwilę odpocznie i pomyśli sobie. Niestety M nie wiedział wokoło czego krążą myśli nastolatka.
Zaraz potem zadzwonił telefon, dostawca przyniósł trzy opakowania wołowiny z ryżem, napoje oraz chrupki krewetkowe. Michael za wszystko zapłacił, jedną porcję postawił na biurku Tohru i życzył mu smacznego. Jeden chrupek dostał się Miau, który nie przestawał lizać nowego smakołyka i dumnie prezentował go swemu Panu, gdy ten na niego spoglądał.
Z braku stołu należało zjeść na łóżku, posłanie Claytona powoli zaczynało służyć im za miejsce całego spotkania co wyobraźnia szybko wykorzystała - "Cały wieczór spędzili w łóżku". Mężczyzna zarumienił się mocno, gdy spojrzał na Claytona. Boże, jak ten chłopak mu się podobał... Przytulenie go w tej chwili było tak niesamowicie kuszące. Nie! Kolacja, trzeba zjeść, Clay musi zjeść coś!
Zjedli jak zawsze w ciszy, niestety nie dawało się migać gdy ręce zajęte były zajęte trzymaniem widelca i talerza. Dopiero wtedy Michael przypomniał sobie jak bardzo głodny jest i spałaszował swoją porcję w kilka minut. Popił to wszystko zieloną herbatą i z błogą miną padł na poduszkę chłopaka wtulając w nią twarz. Zawsze po jedzeniu robił się senny, to była wspólna cecha jego i Miau. Kot jednak zamiast wtulić się w Pana skoczył na łóżko blondyna i uwali się za jego plecami mocno mrucząc. Jeśli na kogoś można polegać to na tego kocura, on zawsze pomaga otrzeć nawet najcięższe łzy.
Tymczasem, gdy kot robił za terapeutę, Michael gapił się na swojego towarzysza jak ten je. Ze swojej wygodnej pozycji, uwalony na poduszce, widział dokładnie twarz chłopaka i w razie czego mógł też migać. Najprzyjemniej by było, gdyby Clayton do niego dołączył ale taka opcja była tylko malutkim marzeniem mężczyzny. Ze słów chłopaka dało się wywnioskować, że pewne osoby miały wpływ na to jaki teraz jest. Pytanie o dziewczynę lub chłopak cisnęło się na usta mężczyzny, chciał wiedzieć czy ktoś podoba się jego podopiecznemu. Jednocześnie oczy z lekka mu się zamykały ale widok ciemnowłosego trzymał go na pograniczu snu z jawą.
- Lubię na ciebie tak patrzeć... - mruknął sennie pod nosem, bardziej do siebie niż osób zgromadzonych w pokoju.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Maj 09, 2014 9:54 pm

Podsumujmy to. W pokoju jesteśmy w trójkę. Tohru, który miał chyba nas gdzieś, w końcu nie mogłem usłyszeć jego łkania, Michael, człowiek który z jednej strony sprawiał że mogłem się uśmiechać, ale z drugiej swoim zachowaniem mnie odstraszał. No i ja, zagubiony dzieciak, który już sam nie wiedział co zrobić. Czy poddać się i po prostu liczyć na jakieś zrządzenie losu, które naprostuje sytuację, czy może opowiedzieć się w końcu po jednej ze stron. Tylko, że żadna z tych decyzji mi nie wyjdzie na dobre. Tego byłem pewien. Zerwanie kontaktów z Tohru wiązało się z raczej ciągłą ucieczką przed własnym pokojem i życiu w stresie, byleby tylko mu nie wejść w drogę. Utrzymanie zaś formalnych stosunków z M nie było mi w smak, choć wiedziałem że tak być powinno. Był moim opiekunem, pseudo ojcem na wygnaniu, nie powinienem się z nim tak spoufalać, ani on tym bardziej ze mną. Czekało mnie teraz wiele wyborów, które mi się nie podobały. Chciałem przeżyć ten rok spokojnie bez większych ekscesów by z nastaniem lipca wrócić do siebie. Tyle.
M wyszedł po jedzenie. Wiedziałem, że mam raczej niedużo czasu nim wróci i jeśli chciałem podjąć jakieś kroki to tylko teraz. Spojrzałem na blondyna. Jego ciało drżało w raczej jednoznacznym geście. Płakał? Czemu? Michael mu coś powiedział, czy chodziło o coś innego? No i jak mam się zachować? Tohru wyglądał teraz na kogoś, kto potrzebuje pocieszenia i kogoś obok, ale wiedziałem, że ode mnie ani M tego wsparcia nie przyjmie. To było pewne jak to, że na antypodach są kangury i misie koala. Musiałem z sobą walczyć, by do niego nie podbiec i spróbować pocieszyć. Ale skoro jasno dał mi do zrozumienia co o mnie sądzi nie powinienem w ogóle brać tego pod uwagę. Szlag cię Winterborne, ciebie i twoją chęć ratowania każdego w potrzebie. Chyba miałem jakiś kompleks bohatera czy coś takiego.
Na podłodze leżał portfel. Musiał on należeć do Azjaty bo wątpiłem, że psycholog wyszedł by zapłacić za jedzenie bez niego. Cóż wykorzystajmy to wiec na naszą korzyść. Spełzłem z łóżka i podniosłem go z ziemi. Na zaglądałem do środka, Nie czułem takiej potrzeby. Pokustykałem do niego i im bliżej byłem tym bardziej byłem świadomy jego łkania. Eh chyba zaraz znowu dostanę po łapach. Z wahaniem dotknąłem jego ramienia od razu cofając dłoń by drugą z portfelem wyciągnąć do niego.

To chyba Twoje. Spokojnie nie zaglądałem, podniosłem go jedynie z podłogi. Eh słuchaj jesteśmy tutaj niejako skazani na siebie i chciałbym żebyśmy jednak spróbowali się ze sobą dogadać. Nie będę cię zmuszać jednak do tego na siłę, ale jeśli będziesz chciał pogadać czy po prostu posiedzieć z kimś możesz na mnie liczyć. Nie wiem czemu płaczesz, ale mam nadzieję, że jakoś się to wszystko ułoży i uśmiechniesz się. Teraz może być tylko lepiej”

Zdobyłem się na lekki uśmiech i zaraz podałem mu paczkę chusteczek. Najwyżej zaraz nimi oberwę. Wymigałem jeszcze pytanie czy dołączy do nas podczas posiłku w domyśle zostawiając dopisek „jak się ogarniesz” i wróciłem na łóżko. W samą porę bo właśnie wtedy M pojawił się z jedzeniem. Nie wiem czemu ale wolałem, żeby nie wiedział o moich stosunkach czy kontaktach ze współlokatorem. Skąd mi się to wzięło nie mam pojęcia. Po prostu czułem, że niektóre rzeczy powinny być przemilczane.
Powoli wziąłem się za posiłek. Jadłem powoli, dokładnie przeżuwając. Nie tylko tak ślamazarnie mi to szło dla tego że używałem pałeczek zamiast sztućców ale też dlatego, że przez tą całą sytuację jakoś posiłek ciężko przychodził mi przez gardło. W przeciwieństwie do M, który pochłonął go z prędkością światła. Musiał być głodny i tyle. Ale muszę się przyznać, że gdy położył się na mojej poduszce poczułem się dziwnie. To nie było właściwe. Szczególnie, że patrzył na mnie w tak nietypowy sposób jakbym był wyjątkowo apetycznym kąskiem. Krępowało mnie to. Owszem mężczyzna był przystojny ale kurczę, dopiero go poznałem. On zaś zachowywał się jakby co najmniej zakochał się we mnie czy cokolwiek w ten deseń. To nie powinno mieć miejsca, zdecydowanie nie, nawet jeśli taki obrót spraw na dłuższą metę byłby mi na rękę. Zauroczył mnie, ale nie chciałem teraz by przeradzało się to w coś więcej. Za bardzo bałem się konsekwencji. Bo może nie był w wieku mojego ojca ale różnica między nami była dość duża. Gdy jednak powiedział to zdanie zamarłem z pałeczkami w połowie drogi. Bo może i nie usłyszałem ale ruch warg był wciąż czytelny. Nie mogłem mieć już wątpliwości co do moich podejrzeń. I jak można się domyślić nieco spanikowałem. Jak to ja z resztą. Opuściłem więc pałeczki i zacząłem spokojnie migać.

To miłe i na pewno mi schlebia, ale proszę nie zapinaj, że jestem twoim podopiecznym. To chyba nie jest na miejscu i nie jest właściwe

Wymigałem z rumieńcem na twarzy i wzrokiem skupionym na własnych dłoniach. Nie mogę temu pozwolić zawędrować dalej, zwłaszcza że wiem jak to się skończy, moimi łzami i kolejną traumą.
Musiałem sięgnąć do szuflady, co wiązało się z przymusem zawiśnięcia i balansowania nad psychologiem. W tej chwili tym bardziej nie było to dobre rozwiązanie, ale nie mogłem dłużej czekać. Odsunąłem szafkę i zaraz dało się słyszeć ten dźwięk towarzyszący wyciąganiu tabletek z listka. Szybko zamknąłem szufladę i połknąłem dwie pastylki popijając je wodą. No zaraz zaczną działać i będzie dobrze. Wróciłem na swoje miejsce i zabrałem się za dokańczanie swojego posiłku, którego swoją drogą została jeszcze połowa kubełka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Maj 09, 2014 10:18 pm

Pochłonięty swoimi pesymistycznymi myślami Tohru jakby zupełnie zapomniał, że jest w pokoju z kimś jeszcze. W jego świadomości istniała jedynie myśl, że powinien być cicho, by go nie usłyszano, ale o samym fakcie że obok są jeszcze Clayton i M, zwyczajnie nie myślał. No, nic dziwnego skoro był całkiem pochłonięty planowaniem, albo przynajmniej rozmyślaniem na temat swojego ewentualnego samobójstwa. Która to już byłaby próba? Chyba trzecia. Ciekawe czy, jak to mówią, byłoby do trzech razy sztuka. W poprzednich przypadkach zwyczajnie nie miał odwagi ze sobą skończyć. Wyrzucał sobie wtedy, że jego miłość do Nishikiego była słabsza od strachu. Był zbyt przywiązany do życia, nawet jeśli to życie nie miało już kompletnie żadnej wartości oraz sensu.
Kiedy nagle poczuł na swoim ramieniu dłoń chłopaka, drgnął zaskoczony i momentalnie poderwał się z pozycji leżącej do siadu. Zaraz zaczął przecierać oczy, ale na to było już za późno. Clayton i tak widział, że Tohru płakał. Eh. Krótki rzut okiem na pokój i zobaczył, że Michaela nie ma. Przez chwilę chłopak pomyślał że psycholog jednak wyszedł, ale potem przypomniał sobie o zamówionym jedzeniu. Mężczyzna pewnie poszedł je odebrać, no tak. Tohru odruchowo przyjął chusteczki od Claytona i zawiesił na nich wzrok przez chwilę. Wyłapał jednak wszystko co czarnowłosy mu wymigał. Nie rzucił paczką w chłopaka, po prostu bezwiednie skinął głową na znak że zrozumiał, i poniekąd że dziękuje. Wychodziło jednak na to, że Clayton nie był dobry w dotrzymywaniu swoich postanowień, ale tym akurat Tohru przejmował się najmniej. Kiedy wziął do ręki portfel, również wręczony mu przez Winterborne'a, otworzył go na zdjęciu i zapatrzył się w nie. Siedział tak aż do momentu, kiedy M wrócił z jedzeniem i zostawił porcję dla blondyna na stole. Azjata w przeciwieństwie do pozostałej dwójki nawet nie ruszył swojej porcji. Narkotyki które zażył całkowicie hamowały uczucie głodu, poza tym nie był w nastroju. Zastanawiał się, czy nie powinien podejść i jednak pokazać Claytonowi zdjęci. Swoją drogą, miał dobrą okazję, by przeprosić chłopaka za swoje zachowanie i oczywiście tego nie zrobił. Bezmózgi idiota. Ale tak to już jest z tokami myślowymi - wspominasz jedną rzecz, przechodzisz do drugiej, myślisz o trzeciej i zapominasz o postanowieniu które zrobiłeś sobie przy pierwszych rozmyślaniach. A cóż, planowanie samobójstwa było dość... absorbujące.
Tohru wziął kocura na kolana, kiedy ten postanowił uwalić się na jego łóżku. Zaczął drapać sierściucha za uchem, nadal z nieco posępną miną. Poważnie rozmyślał, czy nie spróbować przeprosić Claytona teraz, plus od razu pokazałby mu to zdjęcie. Chłopak raczej na pewno zrozumiałby powód frustracji u Tohru. No, ale na drugim łóżku coś się wydarzyło - Clayton nagle zesztywniał, jakby ktoś mu wbił w tyłek lodowy kolec - a źródłem tego zapewne był Michael który to uwalił się na jego poduszce. Azjata nie dosłyszał co M powiedział, zdecydował się jednak nadal siedzieć jak ten posępna rzeźba, drapiąc kota i obserwując sytuację. Plany samobójcze nie odeszły w zapomnienie, po prostu blondyn był... odrobinę zaciekawiony, co się stało.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Maj 09, 2014 11:32 pm

No tak, głupio wyszło. Michael otworzył szerzej oczy aby dobrze widzieć co do niego "mówi" podopieczny. Jezu, powiedział to na głos, debil jeden. M nie planował aby chłopak usłyszał owe wyznanie i aż go zmroziło. On też nie chciał aby Clay pomyślał sobie coś nieprzyzwoitego. Jasne, nastolatek był śliczny i bardzo kuszący ale ciemnowłosy mężczyzna nie odważyłby się go tknąć znając go tak krótko oraz wiedząc, że coś takiego mogłoby nie pasować chłopcu. Sam fakt, że mógł go czasem dotknąć, pogłaskać po głowie i śmiać się z nim wystarczył na chwilę obecną. Prawda była taka, że aby ich znajomość poszła do przodu i w tym innym kierunku, Clay musi dać zielone światło Michaelowi.
"Nie, to nie o to chodzi!" Wymigał szybko, z lekka wystraszony. "Jestem senny, dobrze mi się tu leży i patrzy tak tylko na ciebie. Lubię, gdy nie muszę z kimś gadać bez przerwy. Cisza czasami jest najlepszą rozmową" mężczyzna uśmiechnął się przepraszająco. "Czekaj... Pomyślałeś, że proponuje ci coś nieprzyzwoitego?" Zapytał a potem roześmiał się. "Nie zrozum mnie źle, nie myślę o tobie w kategoriach obowiązek czy praca. Nie obchodzi mnie, że jesteś moim podopiecznym i między nami jest różnica wieku, znamy się dopiero dzień i myślę o tobie jak o dobrym koledze a nie potencjalnym..." Lekko zarumienił się. "... Partnerze. Plus powiedziałem ci o pewnych rzeczach dzisiaj, pamiętasz? Gdy zabierałem rzeczy z domu uciekałem przed czymś co mnie zabijało powoli a ten jeden dzień z tobą był jak... Oddech wolności"
Tak było lepiej, Clay nie powinien wiedzieć o tym jak działał na mężczyznę. Może kiedyś... Gdy ciemnowłosy chłopak sam pokaże, że jest zainteresowany to kto wie co się wydarzy. Ale nie teraz i nie w najbliższych tygodniach.
Michael usiadł opierając się o ścianę a poduszkę odłożył na bok, pachniała teraz jego wodą kolońską. Kości w karku strzeliły mu dwa razy, potem lewe i prawe ramię.
"Dobra, ja tu jestem tym starszym i bardziej doświadczonym, nie będziemy drętwo gadać o głupotach" Wyszczerzył się dumnie, chciał się śmiać z tym chłopakiem i spędzić z nim jak najwięcej pięknych chwil. "Czytałeś kiedyś Hobbita lub Władcę Pierścieni? Uwielbiam fantastykę, od dziecka jestem fanem krasnoludów, elfów i całej tej magicznej społeczności. Lubię też baśnie, bajki i legendy. Są fajne do czytania oraz sporo można je analizować pod względem psychologicznym. Kojarzysz czerwonego kapturka? Nawet nie wiesz ile za tą bajką jest podtekstów. Czerwień - cnota. Droga - rozkazy nadane przez społeczeństwo. Wilk - mężczyzna, który kusi. Wilk zjada babcię i kapturka - ciąża, wpadka krótko mówiąc. Leśniczy zabija wilka - ojciec rozprawia się z gagatkiem, który zapładnia córkę bez ślubu... Tohru, dołączysz się do rozmowy?"
Michael widział, że chłopak im się przygląda. Niech jakoś ulokują znajomość aby była chociaż na gruncie neutralnym. Bardzo tego chciał, blondyn potrzebował ludzi wokoło siebie a Clay może okazać się dla niego wspaniałym wsparciem i pomostem łączącym Harakawę z terapią u Michaela.
"Masz feniksa na plecach, musisz znać jakieś legendy lub podania na ich temat."

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sob Maj 10, 2014 4:17 pm

Chyba znowu się wygłupiłem, ale jego stwierdzenie naprawdę mnie zbiło z tropu. Zaskoczyło i zareagowałem tak jak to zrobiłem. Może faktycznie wyciągnąłem zbyt daleko idące wnioski, ale to zdanie było naprawdę dwuznaczne. Chyba każdy by tak to odebrał po dniu znajomości no i stwierdzenie, że lubi się na kogoś patrzeć nie jest do końca normalne. Eh przesadziłem, ale przynajmniej od razu pokazałem swoją granicę czy coś takiego. Chcąc nie chcąc pomiędzy nami powinna być zachowana ta bariera nawet jeśli ten facet miał coś w sobie. Muszę pamiętać, że za kilka miesięcy wyjadę stąd i za nic się więcej nie spotkamy. Nie oszukujmy się nie uda mi się załatwić tutaj pobytu do końca mojego toku edukacji, a on pomimo chęci nie odwiedzi mnie w Nowej Zelandii. To były tylko słowa rzucone w dziwnym miejscu i tyle.
Czytając jego wypowiedź poczułem się jeszcze bardziej głupio. Może lepiej by było jakbym to wtedy zignorował i udawał, że nic nie zauważyłem? Teraz na to już było nieco za późno i trzeba jakoś załagodzić sytuację. Albo przynajmniej wyprostować ją. Szczególnie, że jego stwierdzenie, że miałem tak dwuznaczne skojarzenia sprawiło, że po raz kolejny poczułem się jak speszony szczeniak.

Nie, nic z tych rzeczy! Po prostu dziwnie to zabrzmiało i chciałem to sprostować. Wybacz Michael ale jesteś moim opiekunem, może bardziej jak starszy brat i tak zostanie. Pamiętam, byłem przecież przy twoim pospiesznym pakowaniu się. Ale dobrze, że to już jasne

Uśmiechnąłem się nieco speszony. No nic tego wrażenia się już nie zatrze. I chyba lepiej, że już na początku coś ustaliłem. Tak będzie lepiej i łatwiej nam będzie się dostosować. Jeśli nie będę dostawał sugestii zdecydowanie moja wyobraźnia i ciche pragnienia nie będą miały szansy się przebić. Trochę to w sumie przykre, że sam się tak ograniczałem ale uznałem, że zwyczajnie tak będzie lepiej i na dobre mi to wyjdzie.
Zmieniliśmy temat. I całe szczęście, bo ta rozmowa mnie krępowała. No i może Tohru się do nas łączy. Zauważyłem przecież, że zaczął nam się przyglądać. I może głupio to zabrzmi ale chyba wyglądał trochę lepiej. Już wcześniej miał przekrwione oczy więc teraz średnio było widać, że płakał. Byłem ciekaw co spowodowało, że już pierwszego dnia dał nam taki popis, ale że miałem swoje postanowienia nie pytałem. No i nie chciałem dostać dowodu, że coś zrobiłem nie tak i to moja wina. Czyżbym znowu panikował i doszukiwał się czegoś. Bardzo możliwe. W końcu oderwałem spojrzenie od Azjaty i skupiłem się na dłoniach mężczyzny obok.

Czytałem i choć lubię fantastykę to sam Władca Pierścienia mnie nie urzekł. Hobbit już bardziej, ale nie sięgam do niego zbyt często. Wolę Wiedźmina choć dorwanie go po angielsku jest strasznie trudne i w dużej mierze bazowałem na fanowskich przekładach. Częściej jednak czytam kryminały

Wyjaśniłem będąc ciekawym, czy już wysnuwa teorię na temat powiązania z moją psychiką a książkami jakie czytam. Czy to, że uwielbiam Agate Christy znaczy, że jestem psychopatycznym mordercą planującym zbrodnię doskonałą czy może właśnie będę tym kto rozwiązuje te zagadki. No nic nie podpytam się. To by było nieco dziwne pytanie.

Nigdy nie patrzyłem na tą bajkę w ten sposób. Chociaż wiem, że stare niemieckie baśnie w oryginale są zdecydowanie bardziej krwawe niż to co mamy teraz. Znasz więcej takich opowieści z drugim dnem? Nigdy nie doszukiwałem się niczego psychologicznego w nich

Postanowiłem pociągnąć temat, żeby znowu nie zostać zagonionym w kozi róg. Liczyłem też na to, że Tohru jednak do nas dołączy. Szczególnie po pytaniu M. Co prawda tatuaż jeszcze nic nie znaczy. Często ludzie marzą sobie po ciele rzeczy, które im się podobają nie niosąc z sobą niczego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sob Maj 10, 2014 6:05 pm

A więc cała afera była o to, że Michael rzucił coś, co speszyło młodego chłopaka. Ehh, nic szczególnego. Tohru stracił zainteresowanie parą facetów na sąsiednim łóżku. Oczywiście, że już wcześniej zauważył, że ich oboje ciągnie do siebie, Michaela może nieco bardziej do Claytona niż na odwrót. Potem jednak psycholog popisał się drugą stroną a to sprawiło, że czarnowłosy nastolatek jakby nieco wycofał się z tej relacji. Jednym słowem, obojgu ciągnęło ku sobie jednak wiedzieli też, że ewentualny związek nie miałby przyszłości z powodu różnicy wieku oraz statusu w szkole. Do tego dochodziła jeszcze perspektywa że Clay po zakończeniu nauki wyjeżdża do siebie, ale o tym Tohru wiedzieć nie mógł. Więc tak w bardzo zwięzłym podsumowaniu - były to miłosne podchody. Flaki z olejem.
A i owszem, blondyn sam przez to kiedyś przechodził. Pamiętał, jaki był przerażony, kiedy zdał sobie sprawę, że nakręca się, kiedy widzi brata w samych bokserkach, że śledził krople wody spływające po jego torsie, kiedy ten wychodził z basenu, że czuje do niego coś więcej niż tylko braterską miłość. Przez bardzo długi czas dusił to w sobie aż w końcu kiedyś frustracja wzięła górę, co sprawiło że wyznał bratu miłość po pijaku. Ku jego zdumieniu, Nishiki nie uznał tego za obrzydliwe, a nawet więcej, okazało się, że czuł to samo. Krył się jednak z tym znacznie lepiej niż jego starszy brat.
Tak więc, Tohru przechodził już ten etap i doskonale wiedział, że jest to okres pełen wzlotów i upadków, radości, smutków i nerwów. Kiedy się w tym uczestniczy, to coś fascynującego, ale oglądanie tego z boku, było dla chłopaka równie interesujące co spoglądanie na schnącą farbę. Oparł się więc plecami o ścianę, drapiąc kota Michaela. Uspokajał się powoli, ale nie był to do końca dobry spokój. Po prostu nie szalał już ani nie rozpaczał. Jego myśli nadal zaprzątały jednak ponure sprawy. Jako, że kątem oka mimo wszystko spoglądał na "rozmowę" M z Claytonem, wyłapał oczywiście skierowane do niego pytanie. Feniks? Dobry chwyt, panie psychologu. Niestety pudło.
"Nawet nie próbuj poruszać tematu tego tatuażu"
Ostrzegł go, po czym M mógł się domyślić, że ozdoba znajdująca się na plecach chłopaka, ma bardzo bliski związek z zmarłym chłopakiem widocznym na zdjęciu, które Tohru mu pokazał. Swoją drogą, nie było chyba co zwlekać. M chciał wciągnąć Azjatę w rozmowę, zbudować dla siebie most poprzez Claytona i rozpocząć terapię? Proszę bardzo, z tym że żadnej terapii nie będzie. Jednak Harakawa nadal był winien chłopakowi przeprosiny. No i wyjaśnienie. Odłożył więc kota na bok chwycił swój portfel, wcześniej oddany mu przez Claya i podszedł do łóżka swojego współlokatora. Ukłonił się, wedle japońskich zwyczajów, wyrażając swoją skruchę w stosunku do Claytona.
"Chciałbym cię przeprosić za moje wcześniejsze gwałtowne zachowanie. Musisz mnie jednak zrozumieć, że nie nawykłem do przyjmowania pomocy od innych, a już w szczególności od dopiero co poznanych osób jak i również, że żadnej pomocy nie potrzebuję. Doceniam jednak twoją troskę i jako rekompensatę, wyjawię ci powód mojego dzisiejszego wybuchu gniewu."
Wyciągnął w jego kierunku zdjęcie, które M już widział, a które przedstawiało Tohru oraz jego zmarłego brata. Teraz Clay na własne oczy mógł się przekonać, dlaczego Azjata zrobił się taki spięty, kiedy Winterborne wyszedł z łazienki bez okularów.
"To ktoś bardzo dla mnie bliski... Mój brat, Nishiki. On... zginął jakiś czas temu... w wypadku..."
Kiedy to migał, w oczach znów zalśniły mu łzy, a ręce zaczęły się lekko trząść.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Maj 12, 2014 3:47 pm

Ksiąźki fantastyczne, komiksy i gry to coś typowego dla młodych ludzi, osobom po trzydziestce przypisuje się bardziej ambitne rzeczy. Michael jednak nie miał problemów z przyznaniem się, że poematy, sztuki i wierszyki najczęściej go nudziły. Może i lubił operę, słuchał muzyki klasycznej ale to wszystko musiało być w odpowiednich dawkach inaczej zanudziłby się na śmierć.
Żal to i owo ściskał, że nie było jak podłączyć konsoli aby ich trójka mogła pograć i odciągnąć myśli od smutnych tematów. Przenośne PSP było zabawką dla jednej osoby a granie na zmianę nie wchodziło w grę.
Kryzys w relacjach Michael - Clayton zażegnany. Znowu rozmawiali ze sobą i "zawieszenie broni" wydało się uspokoić nastolatka. Ich podchody zapewne długo potrwają ale teraz mieli czas aby znowu cieszyć się czymś innym niż flirtowaniem. Rzecz jasna M ciekawił fakt, iż chłopak ewidentnie patrzył na niego z pewnym zainteresowaniem i czasami wykonywał nawet odważniejsze gesty, tylko czemu nie mówił mu tego wprost? Nie obraziłby się gdyby ktoś taki powiedział mu "hej, fajny jesteś i podobasz mi się". Może Clayton z czasem zauważy, że dla psychologa takie wyzwanie nie musiało zobowiązywać dwojga ludzi do związku czy seksu.
Czerwony kapturek był jedną z takich bardziej znanych bajek, które M miał na zajęciach o dwuznaczności literatury. Rzecz jasna Królewna Śnieżka była także pełna alegorii, sławetne czerwone jabłko, trumna, sen no i krasnoludki.
"Królewna Śnieżka to przykład seksualnych fantazji skrytych pod osłoną bajki. Jabłko, owoc zakazany od setek lat, trumna to nekrofilia a krasnoludki znajdujące księżniczkę w łóżku... Sam chyba rozumiesz" Psycholog zaśmiał się, ich rozmowy zawsze dziwnie schodziły akurat na te tematy. Nawet nie specjalnie!
Niestety Tohry musiał wyskoczyć ze zdjęciem i nieprzyjemna atmosfera znowu zapanowała w pokoju. To chyba logiczne, że ciemnowłosy nastolatek zareaguje negatywnie, jak nie lękiem, na zdjęcie człowieka wręcz identycznego jak on sam i w dodatku już martwego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Maj 12, 2014 7:21 pm

Oj przepraszam, że nie rzucam się na kogoś od razu i nie pakuje mu się do łóżka. Na samą myśl miałem dreszcze. Jak ktoś w ogóle może tak robić. Oj jeśli liczył na takie zachowanie z mojej strony, to zdecydowanie powinien przemyśleć to jeszcze parę razy. W sumie tak na dobrą sprawę, moje życie uczuciowo – związkowe było jeszcze w powijakach. Dobrych doświadczeń praktycznie nie miałem, a te negatywne przesłoniły mi postrzeganie rzeczywistości. No nic, nie będę mu tego tłumaczył, może kiedyś się przyznam, ale póki co nie ma na co liczyć. Mało kto znał tą historię, a i tak ci, którzy o niej słyszeli wymusili na mnie wyznania. Nikt przecież nie lubi mówić o przykrych rzeczach.

Serio? Nawet królewna Śnieżka? Znaczy zawsze podejrzewałem, że coś jest nie tak z bajką, gdzie główna bohaterka mieszka z 7 karłami, a królewicz całuje trupa. Chyba zacznę czytać dokładniej te podania, bo widzę, że mnóstwo rzeczy mi umknęło

Odparłem z lekkim uśmiechem. Fakt, poczułem się znowu nieco pewniej, zwłaszcza, że wyjaśniliśmy już sobie co nieco. Co prawda pełne dojście do tych poprzednich kontaktów troszkę zajmie, ale mogło być już tylko lepiej. Co do tego, że nasze rozmowy ciągle schodziły na seks nic nie mogłem poradzić. Poza tym póki nie były te podteksty skierowane prosto we mnie, nie będę się burzył. Czasem takie rozluźnienie dobrze robi.
Podszedł do nas Tohru. To miłe, że jednak postanowił dać nam i sobie szansę na bliższe poznanie się. Lecz nie spodziewałem się tego co zaszło. Przeprosiny bowiem łatwo przez usta nie przechodzą, szczególnie jeśli ktoś nie chce przyznać się do winy. Ale jednak nastąpiły. Rozszerzyłem nieco oczy widząc jego zachowanie i lekko kiwnąłem głowa na znak, że jest już ok. Z zaciekawieniem więc przyjąłem otworzony portfel i miałem wrażenie, że na chwilę wszystko stanęło. Byłem w szoku. Ten chłopak spokojnie mógłby być moim klonem. Jakim cudem byliśmy aż tak podobni. Jak bliźnięta, choć im dłużej się przyglądałem widziałem coraz więcej różnić. Miałem bardziej okrągłe oczy, on gęstsze włosy, ale uśmiech był ten sam. Ja chyba byłem drobniejszy, ale i tak podobieństwo było uderzające. Nic więc dziwnego, że zareagował na mój widok tak a nie inaczej. Sam pewnie padłbym na zawał na jego miejscu. No i to bardzo wiele wyjaśniało. Skoro byli ze sobą tak blisko, to moja osoba nie tylko sprawiła, że miłe wspomnienia wróciły ale też pokazał się cały ten ból. Atak paniki był nieunikniony. Tylko co ja miałem teraz powiedzieć? Nagle zdałem sobie sprawę, że Tohru będzie skazany na mieszkanie z wierną kopią swojego brata. To będzie dla niego koszmar. Ale jak go pocieszyć, czy cokolwiek nie zrobię, nie będzie źle odebrane.

Tak mi przykro Tohru, nie wiedziałem. Czy jest coś, cokolwiek co mogę zrobić, by było ci łatwiej. Pewnie przebywanie ze mną musi być dla ciebie udręką. I nie musisz przepraszać, teraz rozumiem czemu zachowałeś się tak a nie inaczej

Chciałem wstać i po prostu objąć go ramieniem, by go wesprzeć, ale nie miałem odwagi by to zrobić. Za bardzo obawiałem się kolejnego odrzucenia i ataku paniki. Po prostu oddałem mu więc portfel i gestem dłoni zaprosiłem go, by usiadł przy nas. Bo co innego miałem zrobić? Byłem bezsilny, a wiedzy psychologicznej z dziedziny pocieszania mi brakowało.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Maj 12, 2014 10:16 pm

Jakże życie byłoby dużo prostsze, gdyby wszystko byłoby od razu jasne i klarowne. Nie byłoby żadnych tajemnic, kłamstwa, oszukiwania, matactw. Tak i myślała to osoba chorobliwie ukrywająca fakt, że ćpa. Ale jednak świat byłby dużo prostszy. Bo wbrew pozorom Tohru nie myślał przecież tylko o sobie. Nie był samolubnym ścierwem. On naprawdę lubić dbać o innych. Gdyby Clay i M poznali go za czasów, gdy Nishiki jeszcze żył, nie poznaliby go. Był pełen energii, zapału, marzeń. A jak jedno zdarzenie może zmienić człowieka... to aż straszne.
Przeprosiny nie były czymś co jakoś szczególnie trudno przechodziło chłopakowi przez gardło. Gdy wiedział, że zawinił, nie miał oporów przed przyznaniem się do tego. Z większym wahaniem mówił o powodzie swojej przemiany, to jest o śmierci brata właśnie. Chyba nic w tym dziwnego? Oczywiście że nie. Ale jednak postanowił otworzyć się przed chłopakiem. No bo jednak był mu to winien.
Kiedy pokazał Clayowi zdjęcie, po prostu czekał na reakcję. Nie wiedział co chłopak zrobi - odrzuci od siebie portfel, a może się rozpłacze? Nie znał jeszcze czarnowłosego na tyle, by przewidzieć jego reakcje. No, ale ta ukazana przez Claytona była chyba najbardziej ludzka - szok, może nawet przerażenie, ale zaraz potem współczucie i troska oraz zrozumienie. Widząc, co chłopak miga, Tohru zdobył się nawet na nieco krzywy uśmiech. Taka poczciwa dusza. Taki prosty, łagodny charakter. Harakawa widział, że Clay to skarb. Tak troskliwego i spokojnego stworzenia nie widział już dawno. M dobrze trafił. Zdobycie zaufania i przekonanie do siebie takiego anioła zajmie więcej czasu, ale z całą pewnością zapewni szczęście na lata. Oby go tylko Michael nie splamił. Tohru poczuł nieprzyjemny skurcz w żołądku, kiedy o tym pomyślał. Nie zmieniaj go w coś gorszego. Niech zostanie taki czysty jaki jest, panie Morris.
Tohru odebrał od Claya portfel ze zdjęciem.
"Po prostu... noś okulary. W nich przypominasz go... dużo mniej..."
Nie wiedział co teraz ma ze sobą począć. Miał ochotę sąd wyjść, pobyć samemu a jednocześnie chciał się do kogoś przytulić. Pewnie gdyby Clay spróbował znów go objąć, chłopak tym razem nie miałby nic przeciwko. Pewnie nawet by odwzajemnił. No, ale nie doczekał się. Trudno.
Pokręcił Clayowi na nie, że nie skorzysta z propozycji by przysiadł się do nich. Nie miał ochoty gadać o dwuznaczności w bajkach i legendach.
"Chyba pójdę się przewietrzyć"

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Maj 12, 2014 11:14 pm

Co tu czynić gdy ma się do czynienia z takimi ludźmi? Michael dawno nie spotkał dzieciaków takich jak Clay i Tohru, z pozoru inni jak ogień i woda ale po jakimś czasie można było doszukać się pewnych podobieństw. Obaj byli bardzo emocjonalni, wydawali się nieśmiali ale potrafili dogadać nawet pracownikowi szkolnemu. Tego dnia prawdopodobnie narodziła się porządna przyjaźń, która wpierw przejdzie swój etap burzy ale za kilka lat tych dwóch nadal będzie o sobie pamiętać.
Michael czuł się porządnie przy nich starszy, jednocześnie drażniło go to i fascynowało. Lubił spędzać czas z młodymi ludźmi i porównywać ich do swoich szczenięcych czasów, jednocześnie nie dziadział jak to mieli w zwyczaju jego znajomi.
"Chyba mam pomysł... Co powiecie na film, popcorn i głaskanie kota? Tohru powinien zostać dzisiaj w pokoju..." Ruchem głowy wskazał nadgarstki. "Jutro wszyscy zapomną o tym a ty powinieneś trochę odpocząć, nadal jesteś blady i masz przekrwione oczy."
Psycholog nie miał tyle siły aby przekonywać chłopaka do posłuchania się go, miał tylko nadzieję, że ten zostanie w pokoju i położy się spać. Wtedy mógłby spokojnie zostawić ich samych nawet choć... Kusiło go aby zostać tej nocy z Claytonem. Problem był taki, że ciemnowłosy mógłby znowu odebrać to dwuznacznie. Nie chciał Michaela w taki sposób i bał się kontaktu fizycznego, zmuszanie mogłoby doprowadzić do znienawidzenia się.
Jakim był wsparciem w tym momencie dla chłopaka? Nikłym niestety. Mógł tylko być blisko, co trochę się uśmiechnąć i zaproponować jakąś spokojną rozrywkę dla ich trójki. Miau jak na zawołanie wskoczył na kolana swemu Panu, zawsze czuł kiedy M nie wiedział co zrobić.
"No i oczywiście jeśli chcecie to mogę się zmyć i dać wam pogadać. Tohru... Chwilowo nie przekażę niczego szkole..." Na krótką chwilę przeszedł z migowego na słowa.
- Nie będę cię oceniać, chce dać ci szansę i pomóc ci z niej skorzystać. Obaj chcemy... Clay jest dobrym chłopakiem, jeśli pozwolisz mu pomóc sobie, zrobi to z wielką chęcią. Ma dobre serce, jego intencje są szczere. Proszę, nie skrzywdź go... - uśmiechnął się i klepnął Claytona po udzie.
"Wybacz, chciałem mu przekazać coś prywatnego" Wytłumaczył zapominając o tym, że Clay czyta z ruchu warg.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Maj 13, 2014 4:46 pm

Faktycznie, chyba zareagowałam najlepiej jak mogłem. Co prawda nieco przeraził mnie fakt, że ktoś tak podobny do mnie może już nie żyć. A najgorsze było, że mi też to groziło i ta świadomość uderzyła we mnie niczym kubeł zimnej wody. Ale nie ważne, tego się ode mnie nie dowiedzą. Wciąż jednak kołatała mi się myśl, jak to możliwe, że byliśmy prawie jak bliźniacy? Owszem, w przypadku rodzeństwa to się zdarza nawet przy różnicy wieku, ale przy kompletnie obcych osobach, było to dziwne i prawie niemożliwe. Co prawda czytałem kiedyś teorię, że każdy na świecie ma gdzieś swojego sobowtóra, ale zobaczenie tego na własne oczy było czymś surrealistycznym. Szkoda, że już nie żył, bardzo chętnie bym go poznał, ciekawe czy z charakteru byłby do mnie podobny. Takie pytania jednak teraz nie były kompletnie na miejscu. Nie w chwili, gdy chłopak jest tak roztrzęsiony i w każdej chwili mógł się znowu załamać. Nie mogłem zrobić już nic innego jak zsunąć się z miejsca i jednak go objąłem. Lekko jakby bojąc się, że zaraz oberwę, ale choć na chwilę musiałem to zrobić. Poza tym, skoro chciał stąd uciec, to chociaż w ten sposób dam mu znać, że jestem z nim. Doskonale znałem uczucie chęci bycia samemu gdy ci źle.

Dobrze, postaram się zawsze być przy tobie w okularach. Będę się też czesać inaczej, żeby jeszcze bardziej się od niego odróżniać

Wymigałem, gdy odsunąłem się od niego. Uśmiechnąłem się łagodnie do niego, by dodać mu jakoś otuchy i wróciłem na swoje stare miejsce. Atmosfera w pokoju kompletnie siadła, ale chyba faktycznie lepiej, by Tohru z nami został. Podejrzewałem, że cała tamta scena jest teraz żywo komentowana przez uczniów i wszyscy dzielą się swoimi podejrzeniami o co chodzi. Nie chciałem by słuchał oszczerstw ludzi, którzy o niczym nie mieli pojęcia. Rozumiałem go jednak, sam nie chciałbym być w jednym pokoju z kimś, kto przywołuje złe wspomnienia. Dlatego sięgnąłem po lusterko i zaraz zdjąłem soczewki by na ich miejscu pojawiły się okulary. Dla mnie to duża różnica nie była, ale skoro ma to mu pomóc. Roztrzepałem też grzywkę by zmienić fryzurę i wróciłem do ich rozmowy.
Film owszem był dobrym pomysłem, tylko gorzej było z wyborem co to miało by być. Nie mogło to być nic dobijającego i raczej mało ambitnego. Może kreskówka albo komedia? Tylko czy aby ta ostatnia opcja była na miejscu? Zostawiłem to w ich kwestii. Skinieniem jednak głową na znak, że nie mam nic przeciwko i podciągnąłem kolana pod brodę. Fakt, pewnie na długo zapamiętam ich oboje, nie wiem czy jako przyjaciół czy nie, ale na długo zostaną w mych wspomnieniach. Teraz tylko kwestia czy chciałem żeby M został. Na pewno teraz miałem mniejszy opór by zostać samemu z Azjatą, ale i tak byłoby mi miło gdyby M jednak nie nawiał. Tym razem jednak to do Tohru należała decyzja co dalej, to jemu było tutaj najtrudniej dlatego to jemu zostawiłem tą decyzję.
Widziałem o czym mówił. Może nie do końca to zrozumiałem bo M był bokiem, ale ogólny przekaz był mi znany. Miałem ochotę prychnąć na jego komentarze na mój temat, pomijając fakt, że były one nieco krepujące. Postanowiłem jednak udawać, że nie wiem o co chodzi, ż nic nie rozczytałem, szczególnie, że M zapomniał o mojej umiejętności. Czasem było to bardzo przydatne.

Jasne rozumiem, nic nie szkodzi

Wymigałem uśmiechając się lekko. Wyciągnąłem też rękę by podrapać kocura pod brodą. Wtedy też wpadłem na pewien pomysł. Kurczę ten kociak jednak potrafił działać cuda.

To może nim zdecydujemy się na jakiś film to chcielibyście obejrzeć dzisiejsze zdjęcia? Tak dla odprężenia i może pomożecie mi wybrać któreś do publikacji

Zaproponowałem myśląc, że takie coś pomoże nam się odprężyć i zejść z ciężkich tematów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   

Powrót do góry Go down
 
Pokój 40 [Clayton i Tohru]
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój Wspólny
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Akademiki :: ∎ Pokoje-
Skocz do: