IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój 40 [Clayton i Tohru]

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Kwi 03, 2014 5:25 pm


    Typowe szkolne pomieszczenie przeznaczone do zamieszkania przez dwójkę uczniów. Jasne ściany i panele na podłodze na których leży puszysty, okrągły dywan. Po obu stronach stoją identycznie wyglądające, w teorii pojedyncze łóżka o miękkich materacach i ciepłej pościeli. Obok znajdują się niewielkie szafeczki na drobiazgi chłopców, na których (w sensie szafkach) stoją lampki nocne. Nad łóżkiem znajdują się półki na książki, ramki ze zdjęciami czy np. świeczki.W pokoju stoją również dwa biurka, na których można zostawić laptop, poupychać książki czy cokolwiek innego. Z resztą każdy chyba wie do czego ten mebel służy prawda? W rogu znajduje się duża, przestronna szafa, w której w teorii powinni zmieścić się z rzeczami oboje. Znając Claya będzie to dość trudne. Maił naturę chomika i tendencje do składowania rzeczy. Chociaż może dzięki ograniczonej powierzchni uda się to zmienić?W ostatnim rogu zrobiono coś na zasadach małej kuchenki. Szafka na której stoi czajnik elektryczny i toster, wypełniona jest typowymi przekąskami jak zupki chińskie, chleb tostowy czy słodycze. Obok jest mini lodówka. Oj zapomniałbym, na szafce w ich kąciku kulinarnym stoi też niewielka kuchenka turystyczna na prąd. Clay kocha gotować, więc tego zabraknąć im nie mogło.Z pokoju można dostać się do przylegającej do niego łazienki utrzymanej w zielonkawej tonacji. Typowe pomieszczenie z toaletą, prysznicem czy umywalką.Z kwestii dodatkowych, to warto wspomnieć, że ściana nad łóżkiem Winterborna pokryta jest mnóstwem zdjęć nie tylko jego autorstwa. Jest na nich wszystko, począwszy od przyjaciół z Nowej Zelandii, przez zwierzęta, krajobrazy po zdjęcia makro i abstrakcyjne. Ogólny miszmasz, który pomimo chaosu wygląda bardzo ładnie.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Clayton dnia Sro Maj 07, 2014 9:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Kwi 03, 2014 7:42 pm

Do akademika dotarli bardzo szybko, M był samochodem więc nie musieli korzystać z zatłoczonej komunikacji miejskiej. Michael jeszcze nigdy nie był w budynku, który zamieszkiwali jego uczniowie i podopieczni uczęszczający na sesje.
Na początku kusiło go, aby zostać w samochodzie, poczekać na chłopaka i odwiedziny przełożyć na kiedyś indziej. Nie chciał naruszać prywatności chłopca aż tak bardzo, wystarczy, że ciągnął go na eskapadę po dziwacznym miejscu jakim była spalona część szkoły.
Clayton mieszkał na trzecim piętrze, pokój numer 40 i jak się okazało podczas krótkiej wymiany zdań na parkingu kawiarni, mieszkał sam. Nie było przyzwoitki, która pilnowała by ich podczas, gdy Pan Psycholog odwiedza swego podopiecznego późnym popołudniem. A szkoda...
Budynek wydawał się zwyczajny, po korytarzach kręcili się uczniowie, których M nie kojarzył znikąd poza bazą danych uczniów placówki, w której pracował. Wchodząc po schodach cieszył się, że kwatery Claya nie były jeszcze wyżej, jedno piętro więcej i dostałby zadyszki. Chłopak otworzył drzwi i wszedł pierwszy, zaś M niczym wampir został w progu jakby czekając na zaproszenie - stare, wpojone zasady mamusi. Nie narusza się czyjejś przestrzeni bez zgody właściciela pokoju. Dopiero po geście mówiącym "Proszę, wejdź", psycholog odważył się przełożyć nogę nad progiem.
"Nie takie małe jak za czasów mojej edukacji, mieszkałem rok w akademiku kiedy studiowałem na drugim roku, szybko pożałowałem decyzji i na trzecim już wróciłem do rodzinnego domu. Za głośno a nauki aż za dużo." Wyjaśnił siadając na łóżku, które nie miało właściciela. Obserwował pokój, tak jak "powiedział" Clay, odruchowo czytał zawartość pokoju i przekładał ją na zamieszkującą owe miejsce osobę. Wzrok zatrzymał dłużej na ścianie, TEJ ścianie. Każde zdjęcie wyglądało jak połączone z innym, trudno było to wszystko opisać słowami. Wystarczyło jedno.
"Piękne..." Wydukał z siebie i zaczął oglądać fotografię po fotografii. Wyjął nawet parę swoich korekcyjnych okularów do czytania z bliska, gdyż nie chciał przeoczyć nawet najmniejszego elementu. Wady nie miał dużej, na obu oczach zaledwie 0,5 jednak zalecano mu pracę w oprawkach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Kwi 04, 2014 9:12 am

Faktycznie podróż nie zajęła nam dużo czasu. Uroki jazdy samochodem. Hm chyba serio powinienem zacząć myśleć nad zrobieniem prawka. Tylko musiałbym się zorientować jak to jest w przypadku osób niepełnosprawnych. Czy moja przypadłość mnie nie wyklucza? Z tego co wiem słuch na drodze jest bardzo potrzebny. Szczególnie jeśli mija cię karetka czy inny pojazd uprzywilejowany. Klaksony też będą trudne do wyłapania, ale chyba to nie jest dużym problemem prawda? Mam taką nadzieję. Z drugiej strony co mi po prawku jak mnie nie stać nawet na skuter a co dopiero samochód. Może, gdy już wrócę do siebie to pomyślę nad tym poważniej? Tutaj nie miało to większego sensu. Nawet jakbym miał kasę to przewiezienie maszyny byłoby strasznie kosztowne i pewnie trudne. Eh chyba jestem skazany na środki komunikacji publicznej lub rower.
Nawet nie zwracałem uwagi na innych uczniów. Przywykłem do dziwnych spojrzeń na co dzień więc dodatkowa obecność psychologa koło mnie nie powinna powodować czegoś więcej. Z resztą, jak szukają taniej sensacji to proszę bardzo. Przecież to nic dziwnego, że nauczyciele zaglądają do uczniów, zwłaszcza jeśli są ich wychowawcami, opiekunami czy kimkolwiek innym. Z resztą nawet jeśli nic by między nami nie było, to i tak jeśli ktoś chce to dobuduje do tego tak wielką i zawiłą historię, że za nic nie wydałoby się jej wyprostować. Także olać spojrzenia ciekawskich.
Fakt dla kogoś nie przyzwyczajonego do wspinaczki po schodach, wdrapanie się na trzecie piętro mogło być męczące. Ja sam pokonywałem tą trasę kilka razy dziennie, czasem z całym osprzętem fotograficznym, który nie waży mało. Teraz wbieganie na górę było banalnie proste. Widać jednak tylko dla mnie.
Z tego co wiedziałem, miałem mieć docelowo współlokatora, ale dyrekcja ciągle czekała na odpowiednią osobę. Podobno miał być to ktoś, kto potrafiłby się ze mną porozumieć, znałby migowy i w ogóle. Fakt, dla mnie byłoby to duże ułatwienie i pomogłoby mi w nawiązaniu kontaktu. Dziwnie bowiem byłoby z kimś, do kogo nie mógłbym się w ogóle odezwać. A nie miałbym serca, by zmusić tego kogoś do nauki migowego, zwłaszcza że na dobrą sprawę nie był to prosty język i opanowanie go na poziomie komunikacyjnym zajmowało dużo czasu.
Wreszcie dotarliśmy do mnie. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka zostawiając mu przejście. Szybko się jednak zorientowałem, że M zwyczajnie sterczy na progu i nie chce wejść. Eh jak z małym dzieckiem. Zaprosiłem go do środka i rzuciłem swoją torbę na łóżko. I tak będę musiał wziąć inną więc z tej wyjmę tylko najpotrzebniejsze rzeczy, typu portfel chociażby. Kątem oka zauważyłem, że M już coś do mnie mówi i od razu odwróciłem się w jego stronę.

Fakt, nie jest mały ale za to przytulny. Co prawda nie wiem co będzie jak wprowadzi się ktoś do mnie. Możemy sobie troszkę przeszkadzać. Eh jak widzisz mi hałasy nie mają jak przeszkadzać, a że jestem kujonem to nauki dla mnie jest w sam raz. W ogóle nie odpowiedziałeś mi czy miałem rację z tym wiekiem

Pokazałem mu język, z miną godną pięciolatka i zająłem się szperaniem po szafie. Musiałem w końcu znaleźć jedną rzecz i wyciągnąć moje „pudełko skarbów”. Przy okazji dałem czas mężczyźnie na zaznajomienie się z moim małym projektem artystycznym na ścianie. Byłem ciekawy jego reakcji i prawdę powiedziawszy nie zawiodłem się. Widziałem, że mu się podoba i jest tym żywo zainteresowany. No bo skoro wyjął nawet okulary by to ogarnąć, to już musi to coś znaczyć. Nawet nie wiedział, że ich potrzebował na co dzień.
Wreszcie dogrzebałem się do mojej fotograficznej torby i pojawił się dylemat – które maleństwo ze sobą zabrać? Przez dłuższą chwilę rozważałem każde z nich, aż wreszcie zdecydowałem się na moją nową lustrzankę, mój pierwszy w pełni profesjonalny aparat. Miałem poza nim jeszcze 3 maleństwa, ale coś mi mówiło, że ten się spisze najlepiej. Ale skoro mam już okazję…
Podniosłem mój analog i skierowałem go na zajętego „podziwianiem” M. W pokoju rozległ się dźwięk i błysk flesza, a sam mężczyzna został uwieczniony na kliszy. Byłem ciekawy jak wyszło, no ale póki nie wywołam zdjęć nie przekonam się o tym.

Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać

Uśmiechnąłem się lekko i odłożyłem maleństwo na swoje miejsce. Zabrałem lustrzankę i jeszcze jeden obiektyw do niego i schowałem wszystko do torby fotograficznej, którą zamierzałem zabrać. Mała to ona nie była, ale przynajmniej wszystko było zabezpieczone. Przez chwilę rozważałem jeszcze nad statywem, ale doszedłem do wniosku, że ten wypad potraktuję rekreacyjnie i najwyżej następnym razem, kiedy wybłagam mężczyznę o klucze zrobię już w pełni fachową sesję.

A właśnie. Mam coś dla ciebie. Mówiłeś, że zapomniałeś szalika, a nie chcesz po niego wracać. Proszę to dla ciebie, zrobiłem go niedawno i szkoda by było, gdyby nikt z niego nie skorzystał

Wyjąłem z szafy szaro-czarny szalik z miękkiej wełny i podałem go mężczyźnie. Ciekawe czy będzie zdziwiony słysząc, że to moja robota. Prawdę powiedziawszy nie miałem już co robić z moimi dziełami. Dziergałem ich za dużo i potem walały mi się wszędzie. Tak samo jak czapki, rękawiczki i niedokończone sweterki. Także jeśli M może z tego skorzystać to czemu nie.

Mam nadzieję, że ci się spodoba

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Kwi 07, 2014 8:09 pm

Ukrywanie wieku wydawało się już na tym poziomie znajomości po prostu śmieszne. Chłopak pokazywał Michaelowi swój pokój, prace i mówił o rzeczach osobistych a on miałby zachowywać się jak kobieta w średnim wieku. Śmieszne, czyż nie?
"Mam trzydzieści, niedługo zero zamienię na jedynkę." Między słowami poinformował nastolatka o zbliżających się urodzinach, sam nie wiedział czemu ale coś go do tego podkusiło. Pan M doskonale wiedział jak będzie wyglądać jego święto - kupi tort na dwie osoby, siebie i kota. Zdmuchnie świeczkę, wypije butelkę wina lub dwie i położy się lekko podpity spać. Z kotem.
Studiowanie dzieła naściennego naprawdę pochłonęło mężczyznę, zdjęcia były cudowne. Michael nie znał się na fotografowaniu, ale jak było już wspomniane miał duszę i umysł otwarte na sztukę. Potrafił wyczuć, gdy była ona na wyższym poziomie i docenić jej piękno. Czasami, spacerując po galerii i oglądając obrazy zgłębiał je na tyle mocno, że zapominał o czasie. Kochał impresjonizm, oglądał dzieła pod każdym kątem i z uśmiechem na ustach odkrywał ich unikatowe walory estetyczne. Niezmiernie żałował, że nie jest utalentowany, chciał być częścią tego co tak dawało mu radość ale matka natura wolała dać mu mózg i wzrost.
Z pociesznego delektowania się zdjęciami wyrwał go dopiero dźwięk migawki, zareagował na nią, gdy zdjęcie zostało dawno już zrobione. W tamtej chwili tego nie wiedział, ale nastolatek uwiecznił go w dobrej pozycji, nie wyszedł z miną zaskoczonego głupka. Ba, wyglądał nawet inteligentnie.
"Nie szkodzi, schlebia mi to." Uśmiechnął się tajemniczo i czule pogłaskał jeden z widoczków Nowej Zelandii. Cudowna fotka. "Przypomniałeś mi o czymś. Wiesz, że fotograf jest czasami nazywany psychologiem? Aby uchwycić jak najlepszy profil, zrobić naprawdę dobre ujęcie musi zgłębić osobę, którą uwiecznia. Czytałem o czymś takim, Richard Renaldi ma serię zdjęć, na których obce sobie osoby zachowują się jak dobrzy przyjaciele. Wszystko aby przełamać swoje słabości i uprzedzenia."
Dla Michaela wszystko miało powiązanie z jego pracą, bo psychologia nieodłącznie wiązała się z ludźmi i wszystkim co ludzkie. Tak niepozorny gest jak wręczenie szalika, który był własnoręcznym dziełem znaczył naprawdę dużo. Był naładowany uczuciami i dyskretnym przekazem: troska, współczucie, chęć poznania, prezentowanie własnej osoby i otwieranie się na dopiero co poznaną istotę.
Zanim wełniana robótka ręczna trafiła na jego szyję, Michael przytknął ją do nosa i zaciągnął się mocno. Czuł ten sam zapach jaki nosił Clay, dobry węch był jedną z cech, którą Pan M wykorzystywał do swojej pracy. Zapach jaki wydajemy, zależnie od sytuacji w jakiej jesteśmy, jest unikatowym znacznikiem w jakim stanie jesteśmy. Inaczej pachnie strach, radość czy pożądanie. Teraz czuł z tego szalika radość, pasję, wszystkie uczucia jakie targały chłopcem gdy dotykał wełny i tworzył z niej element garderoby.
"Pachnie tobą." Stwierdził krótko i owinął ciepły materiał wokoło szyi. "Dziękuję, jest bardzo w moim stylu, choć wszyscy mówią, że powinienem nosić niebieskie krawaty lub koszulę. Wtedy lepiej widać kolor moich oczu."

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Kwi 08, 2014 11:05 am

Czyli miałem rację, brawo logiczne myślenie! W sumie też nie przeszkadzałoby mi, gdyby miał nawet więcej. W końcu był moim opiekunem prawda? Co z tego, że powoli zaczynałem traktować go jak starszego brata. Ciężko nawet byłoby podchodzić do niego inaczej z tym jego młodzieńczym entuzjazmem. Nie miałem rodzeństwa ale jeśli już miałbym mieć to właśnie wyobrażałem sobie tego kogoś jako podobnego do M. Eh za szybko się przywiązywałem i pewnie niedługo dostanę za to po uszach. Swoją drogą 12 lat to nie tak dużo, nie mógłby być moim ojcem także wszystko jest w porządku. Zabawne jak czasem zmieniałem podejście w zależności od tego czy ktoś mógłby być w wieku mojego rodzica czy nie.
Zauważyłem wzmiankę o urodzinach. Skoro mi już to podsyłał to mógłby podać dokładniejszą datę! A tak będę żył w ciągłym strachu, że przegapiłem ten moment i nie złożyłem mu życzeń. Paskud jeden. Ale ja go jeszcze jakoś podejdę i dowiem się co i jak. Trzeba będzie też coś wykombinować z prezentem. W sumie to już nawet miałem pomysł. Będzie trudny do zrealizowania i pewnie musiałbym wcześniej odwiedzić jego gabinet albo mieszkanie, ale jakoś dam radę. Poza tym byłem przekonany, że czegoś takiego na pewno jeszcze w domu nie ma. Clayton ty geniuszu! Z resztą niech nie będzie taki przekonany co do przebiegu swojego święta. Skoro już o nich wiem postaram się je choć trochę urozmaicić. To nie będzie znowu takie trudne, no oczywiście jeśli dowiem się kiedy one wypadają! Ciekawe czy na stronie szkoły jest taka informacja. Pewnie nie, ale od czego jest Internet i wyszukiwarka. Akurat w szperaniu byłem całkiem dobry.

„Jak wywołam je, to dostaniesz tą fotografię”

Zapewniłem go oczywiście w domyśle zostawiając fakt, że odbitka wyląduje gdzieś na tej ścianie. Jeszcze nie byłem przekonany gdzie i czy wywołam ją w czerni i bieli czy w kolorze, ale to już rozważania na potem. Najpierw musiałem zapełnić całą kliszę, a akurat tą na analogu zostawiałem tylko na „specjalne” ujęcia, rzeczy i osoby dla mnie ważne, nie na byle co. Z drugiej strony wiele miejsca na niej nie zostało, więc M nie będzie musiał długo czekać.

„Zawsze twierdziłem, że jedno zdjęcie potrafi wyrazić więcej niż słowa, że bardziej dociera do człowieka niż najpiękniejsza przemowa. Ludzie to wzrokowcy i tak do nich najłatwiej trafić. Wiem o czym mówisz. To od fotografa zależy jak przedstawi kogoś, co pokaże a co ukryje przed światem. Spójrz tutaj. Ta dziewczyna chodziła do mojej szkoły. Jej pasją był balet, ale w wypadku straciła nogę. Mimo to nie poddała się i tańczyła dalej. Udało mi się ją uchwycić w czasie ćwiczeń. Widzisz jaka jest szczęśliwa? Kompletnie nie przejmuje się tym, że nie jest w pełni sprawna i robi to co kocha. Właśnie za to kocham fotografię. Potrafi uchwycić takie rzeczy, które na co dzień nam umykają”

Przesunąłem palcem po owym ujęciu. Protezy prawie nie było widać, pomimo tego, że znajdowała się w centrum kadru. Pasja jednak przyciągała uwagę. Pokazywała jak silna i zdeterminowana jest ta osoba i że nie przejmuje się trudnościami. Czy więc właśnie nie potwierdziłem jego słów? Byłem jej psychologiem potrafiącym dostrzec jej drugie dno.
Przyglądałem mu się uważnie, gdy przyjmował prezent. Bardzo szybko na moich policzkach wykwitł rumieniec. Nie przywykłem do tego, że ktoś wącha moje rzeczy. To było nieco dziwne, ale w jakiś pokrętny sposób mi to nie przeszkadzało. Nie miałem też pojęcia, że zwykły zapach może tyle o nas zdradzać. Nie zwracałem na niego większej uwagi, przynajmniej w tym znaczeniu. Bo akurat zmysł węchu miałem bardzo dobrze rozwinięty. Ucieszyłem się, że mu się spodobał i chciał go przyjąć. Ryzykowałem przy wyborze koloru. Miałem przecież w szafie sporo takich dzieł, ale coś mi mówiło, że ten będzie najlepszy. Często zdawałem się na intuicję i jeszcze nigdy się nie zawiodłem na tym.

„Nie ma za co. Cieszę się, że ci się podoba. Według mnie szarości lepiej pasują. Ta barwa lepiej podkreśla kolor oczu, przy niebieskim wyglądałbyś nieco trupio. Pasują mi do ciebie też ciemne odcienie zieleni, taki butelkowy odcień i brązy. Może fiolety. Kontrast właśnie bardziej podkreśla dany kolor. Według mnie ten sam odcień co oczu sprawia że wszystko się zlewa.”

Wyjaśniłem nie przyznając się, że już wcześniej zwróciłem uwagę na to jaką barwę mają jego tęczówki. W ogóle zwróciłem uwagę na wiele szczegółów jego wyglądu, ale nie będę o tym mówił. Jeszcze by to źle odebrał albo coś takiego.

To co idziemy już? Mam wszystko przygotowane, chyba, że chcesz jeszcze zostać to zrobię nam herbaty czy coś takiego.”

Zapytałem przesuwając dłonią po karku. Chętnie bym już zobaczył tą spaloną część, ale rozmowa tutaj też była bardzo przyjemna. Ah byłem kropce i tyle.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Kwi 08, 2014 11:43 pm

Pośpiech to przyjaciel diabła, a na pewno dezorganizacji. Michael zdjął prezent, który otrzymał tak niespodziewanie, rozebrał się z płaszcza i umościł szanowne cztery litery na wolnym łóżko. Kości go ostatnio bolały od ciągłego ślęczenia nad papierami. Szukanie nowego lokum też nie było przyjemne, polegał na zdjęciach bo nie miał czasu spotkać się z najemcami.
Po chwili grzebania w torbie Pan psycholog znalazł termos, niewielki mieszczący dwa kubki ciepłego napoju. Rzucił go nastolatkowi, był pusty a ciepła herbata przyda się później.
"Weźmiemy na drogę, tam może być trochę chłodno. Nie będę miał cię na sumieniu, musisz chodzić do szkoły jak najwięcej." Wtedy także będzie bliżej M co ułatwi proces opieki i... Będzie bliżej. Tego nie mógł tak jawnie i głośno powiedzieć. Nawet jeśli lubił jakiegoś ucznia to nie mógł mu tak w prost tego powiedzieć, faworyzowanie kogokolwiek było nie fair. A prawda była taka, że już miał swoich ulubieńców. Z jednymi rozmowa sprawiała mu więcej radości niż kilka godzin gry na konsoli, zaś z innymi nawet 15 minut stawało się koszmarem.
Teraz była chwila wytchnienia, spokoju i odpoczynku dla Pana M. Planował z niego porządnie skorzystać.
Psycholog szkolny położył się na tapczanie, który nie miał właściciela i obserwował Claytona spod przymrużonych oczu. Ta cisza jaka panowała przy chłopcu była czymś cudownym, wprawdzie trochę brakowało Michaelowi dźwięku śmiechu. Lubił, gdy ludzie okazywali głośno radość, Clay z jakiegoś powodu tego nie robił i poniekąd stanowiło to zagadkę dla Pana M. Z tego co wyczytał, nastolatek miał zdrowe struny głosowe. Uraz psychiczny? Traumatyczne wydarzenie? Uszkodzenie kory mózgowej? Przyczyn było aż za dużo.
"Czemu nie mówisz?" Spytał wprost. "Mam wrażenie, że jest wiele rzeczy, które chciałbyś przekazać innym. Nie tylko za pomocą fotografii ale i słów."
Delikatny temat, poruszony już podczas pierwszego spotkania. Wpadka jak nic, Michaelowi zrobiło się potwornie głupio i pożałował, że spytał pod wpływem impulsu. Jeśli dalej tak będzie postępował to ta znajomość skończy się na skargach u dyrektora z powodu spoufalania się z uczniem.
"Nieważne, przepraszam Cię. Czasami... Palnę coś i nie pomyślę. Ranie tym pewnie ludzi, wierz mi, nie jest to celowe. Mówię co mi ślina na język przyniesie... Dawno tak nie robiłem, chyba za bardzo rozluźniłem się w twoim towarzystwie i pozwoliłem sobie na nieprofesjonalne uczucia względem podopiecznego." Michael znowu nie umiał przestać gadać, nawet w swoim słowotoku przyznał się do tego jak bardzo polubił tego dzieciaka a znali się dopiero niecałe dwie godziny. Szukał chyba słuchacza i rozmówcy w osobie, która w teorii nie posiada ani jednego ani drugiego zmysłu. Jednak M czuł, że gdyby chciał to mógłby wiele rzeczy powiedzieć Claytonowi, który był nie tylko wspaniałym artystą ale i dobrym, cierpliwym człowiekiem. I wbrew temu co inni mogliby myśleć, nastolatek by go wysłuchał i może nawet doradził coś. Może kiedyś, dzisiaj nie był na to czasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Kwi 09, 2014 7:36 am

Ah czyli zostajemy na razie w pokoju. No dobra, przecież spalone skrzydło nigdzie nie zniknie. Może światło się co najwyżej zmienić ale to i tak tylko wycieczka rekonesansowa. Zobaczę co tam jest, zrobię próbne ujęcia i zaplanuję następny wypad, by niczego nie przeoczyć. Może nawet zamieszczę na blogu relację z tej wyprawy? Zobaczymy. No i teraz z robiłem coś, co mogło go zaskoczyć, może nieco skrępować, ale podniosłem jego płaszcz i odwiesiłem do szafy. Nie lubiłem bałaganu na dłuższą metę no i nie chciałem, by jego ubiór się pogniótł. To, że przy okazji poznałem dobrze zapach jego perfum to już inna sprawa. A może to woda kolońska była? Bardzo przyjemna w każdym razie i od razu mi się cieplej robiło, sam nie wiem dlaczego.

„Dobrze, już szykuję”

Uśmiechnąłem się i podszedłem wstawić wodę. Nie byłem pewien czy uczniowie mogą mieć w pokojach mini aneks kuchenny z kuchenką turystyczną ale csiii. Najwyżej jakoś go przekonam, by nikomu o tym nie mówił. Może nawet przekupię go jakimś obiadem? Nie, to by było już chyba zbyt dużym spoufalaniem się. Może M poczułby się nawet urażony czymś takim, albo za dużo kombinowałem.

„Spokojnie, aż tak słabej odporności nie mam. Kiedyś owszem, non stop chorowałem, teraz już chyba z tego wyrosłem, ale faktycznie jest mi wiecznie zimno”

Sporo czasu minęło od mojej ostatniej choroby. Ale to dobrze, bo akurat jeśli o mnie chodzi, to przy każdym przeziębieniu prędzej czy później lądowałem w szpitalu z zapaleniem płuc. Było to już dla mnie normą, że takie pobyty przestały mnie stresować. Nadal nie znosiłem zakładania wenflonu i podłączania kroplówek, ale nie panikowałem już tak jak kiedyś. Poza tym ta rurka w dłoni utrudniała mi mówienie na dobrą sprawę.
Fakt, przy mnie można było odpocząć od zgiełku. W zasadzie można było się poczuć, jakby w pokoju poza tym kimś nikogo nie było. Tylko moje kroki mąciły ten spokój, chociaż i tak chyba nie były aż tak głośne, sam nie wiem. Byłem osobą wprost idealną, dla kogoś kto potrzebował spokoju ale nie chciał być sam. Nie narzucałem się, po prostu przemykałem po pokoju zajmując się sobą. Domyślam się, że dla niektórych może to być nieco dziwne, że po prostu jestem jak duch, czy wyimaginowana osoba, ale co na to poradzę, nie zacznę specjalnie hałasować.
A potem padło to pytanie, które szczerze mówiąc pojawia się zawsze. Prędzej lub później ale jest. Już nauczyłem się na nie odpowiadać tak, by ani mnie ani komuś nie robiło się głupio. To nie było skomplikowane, jedynie może nieco niepojęte dla niektórych. Widząc jego pospieszne przeprosiny, po prostu podszedłem do niego i złapałem go za dłonie, by jakoś powstrzymać ten potok słów. Może nie powinienem, nieco spoufałe to było, ale nie wiedziałem jak go inaczej zatrzymać. Usiadłem obok, wziąłem głębszy oddech i po raz kolejny następnej osobie zacząłem to tłumaczyć.

Nie przepraszaj, nie masz za co. Byłeś po prostu ciekawy. Nie tylko ty się o to pytałeś, przywykłem do tego i już mnie to nie krępuje. To prawda, mam sprawne struny głosowe, tylko zapytam cię o coś. Jak mam mówić skoro nigdy w całym swoim życiu nie usłyszałem najmniejszego dźwięku. Nie mam pojęcia jak coś ma brzmieć, jak wypuszczać powietrze, składać litery. Poza tym, po co mam nawet próbować, skoro nigdy nie dowiem się jak mnie słychać, czy czegoś nie przekręcam. Nie czuję potrzeby mówienia, nie chcę i nie nauczę się. Jest dobrze tak jak jest teraz. Poza tym nadal boli mnie świadomość, że nigdy nie poznam barwy swojego głosu, nie chce się dobijać. Przyzwyczaiłem się już do tego po prostu

Uśmiechnąłem się do niego lekko i po prostu wstałem z miejsca, by zalać herbatę. Nie musiałem słyszeć tyknięcia czajnika, miałem już w głowie „Taiming” i wiedziałem ile mniej więcej się gotuje. Przygotowałem wszystko nie patrząc już na M, nie wiedziałem czy jakoś to skomentował czy zwyczajnie musi to przetrawić. Tak po prostu było. Miałem blokadę psychiczną, której nie potrafiłem i za razem nie chciałem przekroczyć. Nie odczuwałem potrzeby mówienia, było dobrze tak jak jest. Wiem, że inni głusi próbowali coś powiedzieć, ale zwykle były to osoby, które już kiedyś słyszały i w wyniku wypadku utraciły ten dar. Ja byłem inny i tyle.
Zakręciłem dobrze termos i wróciłem do mężczyzny, uśmiechając się delikatnie. Nie ma sensu psuć sobie nastrój z powodu czegoś na co nie mamy wpływu. Podałem mu naczynie i znowu usiadłem obok niego czekając na jakąś decyzję, co robimy dalej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Kwi 09, 2014 11:43 am

Gest jaki wykonał Clayton faktycznie był bardzo pomocny, Michael troszkę uspokoił się a słowa chłopaka pomogły mu zrozumieć cały ten fenomen. To nie było takie łatwe, na studiach znał kilku ludzi, takich jak Clay, urodzonych bez zmysłu słuchu a jednak używających mowy.
"Zrobimy sobie kiedyś konkurs krzyczenia." Niechętnie puścił ciepłą, delikatną dłoń chłopca i zaczął migać. "To takie ćwiczenie dla osób nie całkiem sprawnych fizycznie. Krzyczą obaj, lekarz i pacjent, chodzi o to aby pacjent widział jak usta i gardło zachowują się podczas tej czynności. Pomaga nieśmiałym osobom, warto spróbować."
Michael zmierzwił włosy chłopaka, które wyglądały na tak misternie ułożone. Gdy odsuwał dłoń musnął kciukiem policzek swego rozmówcy i uśmiechnął się w końcu. Tak porządnie, od ucha do ucha.
"Jedziemy, nie ma co czekać aż się ściemni!"

z/t x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Kwi 15, 2014 8:55 am

Tohru zaklął pod nosem. A więc tak to miało być.
Wysłali go z rodzinnego kraju niemlaże siłą, wepchnęli do samolotu i kazali chodzić do szkoły w totalnie obcym państwie. Okej, znał angielski, ale co z tego? Czy to od razu znaczyło, że musi się wynosić z Japonii? Tohru westchnął, przekręcając kluczyk w zamku do jego nowego pokoju. Był tym bardziej zirytowany, bo dostał informację, że jego wpółkolator jest głuchoniemy. Aha, super. A z racji tego, że Tohru zna język migowy, bo jego babcia była głucha, to ma się sierotką zajmować. Po prostu cudownie.
Chłopak wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Rzucił torby na łóżko nienoszące żadnych śladów bywalności ludzkiej i sam klapnął obok nich. Oparł się o ścianę i zaczął oglądać - próbował się dowiedzieć z rzeczy pozostawionych przez już zamieszkującego pokój chłopaka, jaki jest. Pierwsze co dostrzegł to zdjęcia. Oblepiały ścianę nad łóżkiem tworząc moizaikę obrazków ludzi, zwierząt, przedmiotów. W kącie dostrzegł graty do gotowania - nie wiedział, że w ogóle jest możliwość aby w akademiku trzymać kuchenkę gazową. Toster, mikforalę - jeszcze okej. Ale kto zawracałby sobie głowę gotowaniem?
Nie miał ochoty nigdzie się ruszać ani nawet zacząć rozpakowywać. Krótka wycieczka po schodach dała mu się we znaku, czy to nie żałosne? Zachichotał cicho pod nosem. Niech to się wszystko wreszcie skończy.
Blondyn wstał chwiejnie z łóżka. Pogrzebał w swoich rzeczach i znalazł swój mały zestawik. Już w kilka godzin po przyjeździe zdołał znaleźć namiary na jednego z tutejszych dealerów więc załatwienie działki nie było niczym specjalnie trudnym. Poszedł do łazienki, trzymając swój sprzęt pod pachą. Nasypał proszku na łyżeczkę, dodał kwasku cytrynowego, wyciągnął zapalniczkę. Podgrzanie wszystkiego zabrało mu kilka sekund. Wciągnął wszystko do strzykawki a potem zacisnął sobie gumową rurkę w na przedramieniu. Aplikacja trwała sekundę a moment potem Tohru jakby odzyskał siły. Jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Chwiejnymi palcami zdołał jakoś zapakować wszystkie narzędzia do torebki al'a kosmetyczki a potem jakoś doczołgać się do pokoju z łazienki. Schował kosmetyczkę do torby, walnął się na plecach na puchatym dywanie i gapił się rozmarzonym wzrokiem w sufit. Czuł każdą komórkę ciała, jak dostała kopa i teraz szczerzy radośnie ząbki. Znów był sobą, znów czuł się normalnie. Trzeba też wspomnieć że po kilku chwilach miał już sporą górkę na kroczu. Po jakiejś godzinie, kiedy narkotyk nieco osłabł, Tohru zwyczajnie odpłynął.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Kwi 15, 2014 9:48 pm

Dla Michaela to co się stało nie było problemem. Zachowałby się tak dla każdego, nauczył się nieść pomoc innym, gdyż wiedział, że kiedyś sam może jej potrzebować. Clayton jak na swój wiek był bardzo lekki, możliwie miał niedowagę bo jego ciężar był podobny do kilku ciężkich kartonów lub drobnej kobiety.
Delikatnie, z największą troską, M zaniósł chłopaka do samochodu a po drodze zajrzeli nawet do klasy, gdzie spały kocięta. Namiot z płaszcza został bardzo pozytywnie przyjęty. Kotka spała wewnątrz tuląc do siebie kocięta i jedynie lekko się najeżyła, gdy Pan M do niej zajrzał. W aucie, pomimo protestów, Clayton został ulokowany na tylnim siedzeniu i przypięty pasami. Był tylko jeden problem... Michael spojrzał na zegarek, dzisiaj miał zabrać większość swoich rzeczy i kota, ulokować wszystko w nowym domu a jutro wrócić po to co zostało.
"Muszę po coś podskoczyć do domu... To nie zajmie długo, nie chce zostawiać kota na tyle godzin samego. Zaczyna wtedy kompulsywnie jeść. No i... Juto się przeprowadzam, dzisiaj miałem zabrać rzeczy..." Wytłumaczył, ujrzawszy iskierki w oczach po wspomnieniu o zwierzęciu Michael rozumiał, że ma zgodę. Po 15 minutach jazdy wjechali na wąski podjazd, M otworzył bagażnik oraz drzwi od strony pasażera i te obok Claytona. Drugiego auta nie było a to oznaczało, że ma szansę zmyć się bez słowa. Wiedział, że zachowuje się jak tchórz i czuł się z tym podle. Chciał uniknąć awantury i krzyków jakie były partner mógł mu zaserwować.
Pokazał "5 minut" i wbiegł do budynku. Zapakował kota do transportera, wrzucił kocią karmę do siatki i pognał z tym do pojazdu. Grubaska wsadził obok chłopaka a na wycieraczce ulokował jego smakołyki. Z resztą rzeczy zawinął się kilka razy: 2 walizki, plecak podróżny, torba na laptopa, karton z konsolą i grami, 4 kartony z książkami i karton herbaciarski. Nie miał dużo rzeczy, większość należała do Alana. Jego były tylko typowe rupiecie oraz zastawa do herbaty. Uznał, że pościel i garnków nie będzie zabierał. Wynajmował nowy dom, tam praktycznie wszystko było i kilka rzeczy będzie musiał dokupić z czasem.
"Smutno to wygląda trochę, moje życie mieści się w samochodzie." Zaśmiał się bo widział, że mina Claytona jest z lekka zagubiona. Odwrócił się do niego, jeszcze raz wymigał jak bardzo przeprasza i obiecał, że wyjaśni wszystko jak będą w akademiku. Chyba Clay nie myślał, że zostawi go samego ze skręconą kostką?!
Z autem pełnym rzeczy pojechali pod akademik, M zaparkował i ku swemu zdziwieniu wpierw postanowił zanieść chłopaka do pokoju. Normalnie wybierał kota a teraz odruchowo rzucił się w stronę nastolatka, ten drobny gest uświadomił mu jedno: Clayton mu się podobał. Podobał mu się jego podopieczny. Odpiął pasy i pomógł chłopakowi wysiąść, następnie otworzył koci transporterek aby Miau mógł za nim iść. Siatkę z kocim pokarmem podał nastolatkowi i znowu podniósł go jak gdyby nosił małe, kruche zwierzątko.
"Wybacz kocie, jesteś cięższy." Zaśmiał się do kocura, który wszystkiemu się przyglądał. Niczym posłuszny pies szedł za swoim Panem co wyglądało doprawdy zjawiskowo. Rycerz niosący księżniczkę na rękach, tuż za nimi kroczy szara bestia.
M był spocony od noszenia kartonów i czuł się głupio, że taki mokry bierze chłopaka na ręce i skazuje go na swoją osobę. Milcząc, bo przecież ręce miał zajęte, przetransportował nastolatka na piętro gdzie ten mieszkał i poczekał aż ten znajdzie klucze. Dopiero wtedy wypuścił go z objęć ale ciągle asekurował, sprawdził czy aby kot jest obok i ucieszył się widząc jak mruczek grzecznie czeka aż wpuszczą go do pokoju numer 40.
Obaj nie spodziewali się tego co zastali. Doktor Miau bez ceregieli wskoczył na łóżko Claytona, gdy ten wraz z Michaelem oglądali dosyć specyficzną niespodziankę. Jakiś nieznany im obu chłopak leżał uśmiechnięty na dywanie i chyba spał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Kwi 16, 2014 10:04 am

Dziwnie czułem się z tym, że byłem niesiony przez innego mężczyznę. Nie jestem przecież królewną z bajki, a on nie jest rycerzem… Chociaż nie, byłbym w stanie uwierzyć, że gdy zdejmuje garnitur, jego skóra lśni niczym zbroja. Byłoby to prawdopodobne dla mojego wyobrażenia o nim. W każdym razie nie czułem się komfortowo. Zawstydzony jego bliskością, zapachem czy dotykiem. Nie powinienem się tak czuć. Ani teraz ani nigdy. Bo dlaczego moje serce tak dziwnie zatrzepotało. To nie było właściwe.
Aż tak jazda na tylnym siedzeniu mi nie przeszkadzała. Owszem było nieco niewygodnie, ale przynajmniej miałem więcej miejsca dla siebie. I mniejsza szansa, że urażę kostkę. Już teraz bolała jak diabli i była spuchnięta. Oby tylko okład pomógł i żebym nie musiał wylądować w szpitalu z gipsem. Podejrzewam, że jakieś usztywnienie by się przydało ale mam nadzieję, że uda się go uniknąć. Byłbym jeszcze lepszym obiektem do pośmiewiska.
Zaskoczył mnie wiadomością, że jedziemy do niego po rzeczy. Nie wiedziałem, że się wyprowadza. Pomyślałem, że pewnie do tego swojego chłopaka wyjeżdża. W sumie to naturalna kolej rzeczy, spotykasz się z nim, wasz związek się rozwija i w końcu decydujecie się na wspólne mieszkanie. Nawet nie wpadłem na to, że on może właśnie uciekać od niego. W moim umyśle panowało przekonanie, że Michael ma sielankowe życie z ukochanym u boku. Chyba nie ma w tym nic dziwnego, nie miałem żadnych sygnałów, że mogłoby być inaczej. Miał go na tapecie, wspominał o nim między wierszami, sypiali ze sobą czyli są szczęśliwi. Jak bardzo się myliłem.
Podjechaliśmy pod budynek. Chciałem mu pomóc ale kostka mi to uniemożliwiała. Słonie w sumie też bolały. Akurat to było bardziej problematyczne. Bez sprawnych dłoni nie mogłem płynnie mówić, pisać też. Chyba to będzie moim priorytetem w leczeniu. W każdym razie cierpliwie czekałem na tylnym siedzeniu obserwując go, gdy walczył z pudłami. Faktycznie, dużo tego nie było. Trochę pudeł, książek ubrań, żadnych mebli. Na szczęście miałem towarzystwo. Miau w kufrze zdawał się być mną zainteresowany. Dałem mu swoje palce do powąchania przez kratki, by poznał mój zapach i zobaczył, ze nic mu nie zrobię. Wiem, że to nie pies, ale koty robiły podobnie. Chętnie wyjąłbym go z tego kojca, ale no cóż, to nie ja decyduje. Ale faktycznie był wielkim kocurem, nieco spasionym ale miał swój urok.
Nic nie migałem przez całą drogę skupiając się na swoich kolanach. Tak, były pasjonujące chwilowo. Zwłaszcza, że nie chciałem zwracać uwagi na M. Czułem się nieco zagubiony w tym wszystkim. Cokolwiek się między nami działo, było za szybko. Nie potrafiłem się w tym odnaleźć, zrozumieć co i jak. Nie chciałem niektórych rzeczy dopuszczać do siebie zostawiając to na granicy fantazji i fikcji. Nie byłem w stanie określić się jasno, bo o tym, że strasznie się przywiązałem do niego byłem pewien. Zawsze tak miałem, że gdy ktoś zaczynał okazywać mi ciepło instynktownie ległem do niego. Wolałem myśleć o nim jak o starszym bracie, przyjacielu ale łapałem się na tym, że moje myśli podążały w innym kierunku…
Chciałem zaprotestować i wmówić mu, ze dam radę sam wdrapać się na górę, ale moje próby negocjacji spełzły na niczym. Znowu byłem w jego ramionach z kotem u boku, wnoszony na górę. Dopiero teraz ludzie zaczęli się na nas dziwnie patrzeć. Niecodziennie psycholog niesie na rękach swojego podopiecznego, który trzyma różne siatki, a kot wesoło drepta przy nodze. Byłem jeszcze bardziej zażenowany i starałem się ignorować własne myśli. Znowu byłem czerwony na twarzy, ale przy M powoli zacznę chyba do tego przywykać. Często się rumieniłem, szlag by to.
Otworzyłem drzwi, Kot wskoczył na moje łóżko, a ja dostrzegłem coś… Coś a w zasadzie ktoś, kto nie powinien tu być. Odruchowo przesłoniłem usta dłonią patrząc z przerażeniem na blond Azjatę leżącego na dywanie. On jeszcze żyje? Miałem taką nadzieję. Wyglądał źle, blady, lekko spocony i najwyraźniej w nienajlepszym stanie. Zacisnąłem dłoń na ręku M, zerkając na niego z niemą prośbą, by nie zostawiał go samego z trupem. To była pierwsza myśl i tyle.

Postaw mnie proszę, to mój nowy współlokator? Co mu jest? O co tu chodzi?”

Gestykulowałem szybko rozglądając się na boki. Nic poza przybyszem nie wyglądało inaczej. Ale jeśli od dziś mam z nim mieszkać, to chyba nie najlepiej zaczęła się nasza znajomość. Poczekałem aż M posadzi mnie na łóżku i zamigałem jeszcze jedną prośbę.

Pomożesz mu?”

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Kwi 17, 2014 2:05 am

Niecodziennie widuje się coś takiego, nawet podczas pracy psychologa. Michael wręcz siłą posadził Claytona na łóżku, co tu dużo gadać, ze skręconą kostką dużo by nie pomógł a tak przynajmniej nie przeszkadzał.
Psycholog sprawdził czy nieznany mu nastolatek oddycha, zbadał jego puls oraz temperaturę ciała. Wszystko było w porządku poza stanem błogiej nieprzytomności. Wydawał się pogrążony w jakimś letargu, możliwe, że wziął coś i powiedzmy szczerze to coś było dla niego za mocne.
M nie był typem człowieka, który wpierw wszczyna alarm a potem pyta, postanowił, że da chłopakowi szansę się wytłumaczyć i porozmawiać. Młodziutki Azjata zapewne nie spodziewał się, że trafi mu się już pierwszego dnia spotkanie ze szkolnym psychologiem a pierwsza terapia odbędzie się w pokoju akademika.
Nie było sensu cucić chłopaka na siłę, letarg za trochę minie bo substancja przestanie działać. Najlepszym wyjściem było położyć go i okryć, aby organizm nie tracił temperatury. Co te dzieciaki teraz jadają, ten był równie lekki co Clay i porządnie zbudowany Michael nie miał kłopotu z podniesieniem go, ułożeniem na łóżku i okryciem kołdrą oraz kocem. Niech wypoci się porządnie, więcej M nie mógł zrobić dla chłopaczka.
Tymczasem Miau rozgościł się najlepiej jak umiał, mianowicie ocierał się jak szalony o Claytona aby zostawić na nim jak najwięcej swojego zapachu. Potem to samo zrobił z futerałem na aparat i połową mebli w pokoju. Wracając na łóżko głuchoniemego nastolatka podszedł do swego Pana, wykonał ósemkę wokoło jego nóg i radośnie mrucząc wskoczył na kolana chłopaka. Uwalił się momentalnie pokazując brzuszek do głaskania i odleciał zanim cały proces się zaczął. Ewidentnie był samotny w domu i teraz musiał to sobie wynagrodzić. Dziwne kocisko, prawie jak swój Pan.
"Dobra... Teraz zostaje czekać." Pokazał do chłopaczka i pokręcił głową na widok kota. Czasami jego bezczelność była aż zawstydzająca. Za miskę jedzenia i porządne mizianie oddałby jedno ze swoich żyć. Zabawne, że nigdy nie uciekł od Michaela, może miłość do Pana była jednak silniejsza od żarłoczności? Tego nikt nie wiedział poza Miau.
"Wybacz kota, przywykł do tego, że ludzie używają go aby się uspokoić i głaszczą. Bardzo szybko wyczuwa jak ktoś jest spięty. Nie martw się o tego chłopaka, obudzi się za trochę. Ma puls i oddech w normie, śpi. Będę miał na niego oko. Zostanę jeśli chcesz, nigdzie mi się nie śpieszy" Michael usiadł obok chłopaka i objął go opiekuńczo ramieniem, nie spodziewał się aż takiego przerażenia ze strony Claytona. Możliwe, że w jego wieku i bez swojego obecnego doświadczenia też nieźle by świrował na widok bezwładnego ciała leżącego na dywaniku. Z daleka blondyn wyglądał jak trup.
Wsparcie emocjonalne było także dobrym dla Michaela pretekstem aby znowu być blisko. Mógł siedzieć tuż obok chłopaka, dotykać go a jego zachowanie było usprawiedliwione troską i czystą życzliwością.
"Przyznam się, że odczuwam lekką chęć wytłumaczenia wcześniejszej sytuacji..." Rozmowa miała odwrócić uwagę ciemnowłosego nastolatka od nieprzytomnego współlokatora, Clayton nie odrywał od niego oczu jak spłoszona sarenka (wagowo takową przypominał).
"Chciałem się wyprowadzić póki dom był pusty, nie chciałem rozmawiać ze swoim współlokatorem i tłumaczyć mu czemu się wynoszę. To czyste tchórzostwo, jestem tego świadom, ale dość już miałem awantur i jego niezadowolonej miny. Nawet dorośli czasami zachowują się jak gówniarze." M zaśmiał się aby nie czynić sytuacji zbytnio dramatycznej. "Teraz ja i Miau znowu pomieszkamy sobie sami, może nawet przygarnę nowego kota aby miał towarzystwo. Myślałem nawet o przeznaczeniu jednego z pokoi jako prywatnego gabinetu, moglibyśmy się tam spotykać aby nie przeszkadzać nikomu."
Z jakiegoś dziwnego powodu Michael chciał powiadomić Claytona o swoim stanie, pokazać, że jest wolny i chłopak może go odwiedzać ile dusza zapragnie. Jako opiekun miał prawo zapraszać chłopaka do siebie na konsultacje, jakiś obiad lub zwykłą rozmowę nad herbatą.
M chciał okazać chłopakowi troskę i pozwolić na większą swobodę w kontaktach z nim, nie musieli zwracać się do siebie per Pan M i Pan C, mogli zostać dobrymi kumplami. Rzecz jasna nie do końca to stwierdzenie gościło w głowie psychologa ale musiał złagodzić swoją wyobraźnię.
"Wiem też, że to szybko i nagle ale trochę ruszyły mnie twoje słowa o perspektywach jakie tutaj masz. Jeśli to by w jakiś sposób pomogło to mogę zaoferować ci pokój w moim domu po zakończeniu stypendium. Przywykłem do wynajmowania domku typowo dla jednej rodziny i nie umiem mieszkać w bloku, zawsze jedno lub nawet dwa pomieszczenia stały puste lub służyły za magazyn rupieci. Dopóki byś sprzątał to uważam, że czynsz nie byłby konieczny."
M sam nie wierzył, że to powiedział. Bał się trochę reakcji nastolatka ale wiedział, że będąc młodym człowiekiem zawsze ma się pod górę. Pomocna dłoń czasami bywa onieśmielająca a nawet denerwująca, jednak po kilku latach człowiek dziękuje losowi za taką osobę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Kwi 17, 2014 8:07 am

Po prostu przestraszyłem się, że temu chłopakowi coś mogło się stać. Bo niby dlaczego leżał na dywanie zamiast spać w swoim łóżku? Niby się uśmiechał i w ogóle, ale pewności nie miałem czy coś mu nie dolega. O narkotykach nawet nie pomyślałem. Sam ich nie brałem i nie podejrzewałem, że on mógł się zwyczajnie zaćpać. Od tymi względami byłem zielony. Nigdy nie piłem, nie paliłem a o dragach nawet nie wspominałem. Chyba byłem gatunkiem nastolatka na wymarciu. Świętoszek. Gdybym nie był buddystą to już w ogóle można byłoby mnie uznać za katola z krwi i kości. To trochę przerażające. W każdym razie przyglądałem się temu co robi Michael. Jak go bada i zanosi do łóżka. Wiedziałem teraz, że nie mogło być to nic poważnego, skoro nie wzywał pomocy, karetki czy czegokolwiek. Blondyn musiał zwyczajnie odpłynąć. Jej a ja tak spanikowałem. Trochę się ośmieszyłem prawda?
Zachowanie kota mnie zaskoczyło. Aż tak się łasił? Mi to nie przeszkadzało. Ba, było całkiem miłe. Drapałem go po brzuszku i za uszami czując pod palcami jak mruczy. To trochę dziwne tak swoją drogą. Koty przecież przeważnie chowały swoje podbrzusze, odsłaniając jej jedynie w geście uległości i poddańczości. Tymczasem Miau sam się nadstawiał. Zdecydowanie niecodzienny sierściuch i tak jak M mówił, już go polubiłem. Ciekawe czy on mnie też polubił, czy to tylko zabieg bo byłem zdenerwowany. Jakkolwiek by nie było, machinalne ruchy pozwoliły mi się uspokoić i nieco odprężyć. Odciągnąć uwagę od chudzielca w łóżku. Dlaczego był taki zabiedzony, skąd pochodzi i w ogóle jak się nazywa. Nic nie wiedziałem, a takich sytuacji nie lubiłem. Byłem zbyt zagubiony w swojej niewiedzy.

„Dziękuję. Sam nie mam jak się nim teraz zająć. Kostka strasznie mnie boli… A o Miau się nie przejmuj. Jest uroczy i taki miękki w dotyku. Musisz o niego bardzo dbać. Jego sierść jest lśniąca i miła, może nieco za dużo je, ale jest wspaniały

Wymigałem po chwili wracając do głaskania kiciusia. To na nim głównie nie skupiałem podnosząc wzrok jedynie gdy dostrzegałem ruchy dłoni. Nieco się krępowałem obecnością mężczyzny. Może to dlatego, że ktoś jeszcze był w pokoju, albo przez czas jaki zdążyliśmy spędzić razem, sam już nie wiedziałem. Byłem zawstydzony jego bliskością, a przecież tylko siedział obok i okazywał mi troskę. Nie powinienem tak panikować, to nic złego przecież. Całkiem normalne, że był blisko chcąc mnie uspokoić. Matko jak sobie życie komplikuję niepotrzebnym zamartwianiem się. I doszukiwaniem się czegoś, czego nie ma. Nawet nie zauważyłem, że odruchowo oparłem o niego głowę, a gdy już się zorientowałem było za późno na gwałtowny ruch, który nie wydałby się podejrzany.
Nie musiał mi się tłumaczyć. Nie czułem potrzeby słuchania opowieści o wiciu sobie szczęśliwego gniazda u boku kogoś innego. Ale im dłużej migał tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że jestem w błędzie. Czy on uciekał od niego, czy może właśnie zmierzał na nową drogę życia. Powoli podniosłem głowę i musiałem zrobić minę pełną konsternacji migając swoje wątpliwości.

„Wyprowadziłeś się ze względu na współlokatora, czy partnera? Zauważyłem zdjęcie… przepraszam nie powinienem patrzeć na twój wyświetlacz, odruch. Myślałem, że byłeś z nim szczęśliwy… Wybacz, to nie moja sprawa, nie powinienem pytać. Ale faktycznie jeśli ciągle się kłóciliście to lepiej się wyprowadzić. Chociaż i tak od rozmowy nie uciekniesz. Myślę, że gdy zobaczy, że się wyniosłeś i zabrałeś swoje rzecz zadzwoni po wyjaśnienia. Od tego nie uciekniesz Michael”

Nie wiedziałem, czy mogę wtykać nos w nie swoje sprawy. Znowu się mądrzyłem na tematy o których nie miałem pojęcia. Radziłem o czymś, czego sam nie doświadczyłem. Wiem, że pewnie rozmowa nie będzie łatwa, ale nie ucieknie przed nią. Takie rzeczy ciągną się bardzo długo. Poza tym wiem jak czuła się mama nagle zostając sama, gdy jej partner, a mój ociec po prostu zniknął bez słowa zostawiając ją w ciąży. Dopiero z czasem wszystko stało się jasne i opowiedzenie mi tego na pewno nie było dla niej łatwe. Długo dochodziła do siebie, dlatego nie chciałem, by chyba były facet M przechodził przez to samo. Nawet jeśli był tą płcią silniejszą.
A potem zasugerował mi coś, co mnie zbiło z tropu. Przez chwilę patrzyłem na niego nieco oniemiały i niedowierzający, w końcu jednak opuściłem głowę z lekkim półuśmiechem skupiając wzrok na sierściuchu. To było miłe, naprawdę, ale na razie czułem, że nie mogę się zgodzić. Jeszcze nie teraz. Z resztą jak mógłbym wisieć mu na głowie przez następny rok? I to za darmo, jedynie za pomoc domową. Nie, to nie w porządku, choć budziło we mnie dziwne ciepło. Musiałem odmówić nawet jeśli był tutaj moim opiekunem. Pokręciłem więc głową i zacząłem do niego migać.

To miłe, ale będę musiał odmówić. Nie chcę ci siedzieć na głowie i to już nawet o kasę nie chodzi. Po prostu to chyba byłoby nie w porządku. Nie myśl, że bym nie chciał, ale jeśli już będę miał tutaj zostać spróbuje sobie jakoś sam poradzić, załatwić coś. Może uda mi się dostać szkolne stypendium tutaj, a nie jako nagrodę. Poza tym mieszkanie to chyba najmniejszy problem. Są jeszcze koszty utrzymania, nauki, czesnego… nie mogę cię tym obarczać. Ale nie przejmuj się, będę tutaj jeszcze przez kilka miesięcy

Uśmiechnąłem się do niego cieplej, choć moje oczy wcale nie wydawały się być wesołe. Byłem skrępowany i tyle. Może propozycja nie tyle co była niestosowna ale po porostu chyba padła za szybko. Może kiedyś zmienię zdanie, ale powiedzmy, że chciałbym to zrobić na swoich zasadach i zdecydowanie nie za darmo.

„Michael przyniesiesz mi apteczkę z łazienki? Muszę opatrzeć te dłonie

Poprosiłem by zmienić temat. Poza tym chciałem się czymś zająć i naprawić zadrapania. Może też na chwilę odsunąć się do mężczyzny. To głupie, chciałem by siedział obok a jednocześnie go odpychałem. Eh kombinuje i sam stwarzam sobie potrzebny problem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Kwi 17, 2014 6:07 pm

Michael uwielbiał gdy chwalono jego kota, uwielbiał go i czuł jakby to on dostawał pochwały. Chyba każdy właściciel tak ma, jednak M wiedział jak przydatny okazał się włochaty Doktorek podczas niejednej terapii. Ludzie uspokajali się czując mruczenie na swoich kolanach, zajmowali czymś ręce, gdy głaskali i drapali kocura. Pacjenci naprawdę otwierali się dzięki tej kulce sierści, która nauczyła się akceptować prawie każdego.
Pytanie o specyfikę kontaktów ze współlokatorem trochę zaskoczył psychologa. Clayton na przemian skakał z jednej skrajności w drugą - maksymalnie nieśmiały i szczery do bólu. Na szczęście mężczyźnie nie przeszkadzało to pytanie aż tak bardzo, podejrzewał, że po zobaczeniu takiej ucieczki chłopak spyta o to. Zwlekał z odpowiedzią, przyznanie się do swojej orientacji nie przychodziło M tak łatwo. Jako młody człowiek ukrywał się ze swymi upodobaniami, rodzice dopiero po studiach zrozumieli, że wnuków mieć nie będą. Było sporo krzyków, płaczu i słów o zawodzeniu zaufania, chorobie i smutnej przyszłości. Ostatecznie Michael nie czuł się jakoś koszmarnie samotny, bywały dni, gdy pragnął mieć rodzinę ale rozumiał, że tylko by unieszczęśliwił kobietę, z którą by się związał. Nie umiał kochać płci pięknej, pożądał mężczyzn takich jak on sam i co tu dużo gadać, lubił seks z nimi.
"Potrafisz być bardzo bezpośredni." Zaśmiał się nerwowo i poszedł po apteczkę. Nie pozwolił Claytonowi zająć się ranami, był tu i mógł się nim opiekować. Ten chłopak jeszcze nie raz będzie musiał polegać tylko na sobie, niech teraz zostawi to innym. "Uciekłem od partnera, to był mój pierwszy związek tego typu. Nigdy z nikim nie mieszkałem nie licząc starszej siostry i rodziców. Wszystko poszło za szybko, żeby było śmiesznie to ja naciskałem na wspólny dom i życie tak blisko siebie. Wszystko tym zepsułem. To moja nauczka na przyszłość, niektórych kroków nie należy omijać..." Michael oczyścił rany, sprawdził czy coś wymaga szwów lub szpitala, ale na szczęście plastry wystarczyły. "Pracuje z nim, rozmowa zapewne będzie choć nie zamierzam już tam wracać. Wydaje mi się, że po tym wszystkim on też mnie nie będzie chciał. Wiesz, nie chce robić z siebie kozła ofiarnego i jakiegoś bydlaka, to nie była tylko moja wina. Nienawidzę obsesyjnej, ciągłej zazdrości i obrażania się na każdym kroku. Jestem psychologiem, zawsze staram się wpierw porozmawiać ale jeśli ktoś nie chce słuchać to ja do niego nie dotrę na siłę."
Michael powiedział dużo, ulżyło mu i nie żałował tego. Clayton był mądrym chłopakiem, miał dumę i szacunek do innych, Michael nie musiał bać się, że informacje zostanę potem wykorzystane przeciwko niemu.
"Lubię poznawać nowych ludzi, czasami zahaczam o flirtowanie ale jestem wierny kiedy z kimś jestem, nie toleruje zdrad i traktowania mnie jak kłamcę. Jak łatwo się domyślić mój partner dusił w sobie złość i w chwili przelania się czary pełnej goryczy eksplodował." Wyjaśnił zakładając ostatni plasterek. W pełni też rozumiał odmowę, Clay nie chciał nikogo wykorzystywać a oni znali się dopiero kilka godzin.
"Mam sporo gazet i informatorów dotyczących wymiany studentów, szkół prowadzących takie akcje oraz organizacji, które rekrutują utalentowanych ludzi. Jestem pewien, że coś sobie znajdziesz. Londyn oferuje naprawdę dużo, trzeba tylko wiedzieć gdzie i czego szukać. Jestem twoim opiekunem aż do ostatniego dnia twojego pobytu tutaj, jeśli postanowisz zostać dłużej to możesz liczyć na moje wsparcie. Na Miau też, tak mi się wydaje." M pstryknął kota w ucho za co dostał łapą po dłoni. Kot fuknął na niego i dalej rozwalał się na kolanach nastolatka. Zero zahamowań.
Nie było sensu ciągnąć dalej tematu o przyszłości. Co będzie to ma być.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Czw Kwi 17, 2014 7:54 pm

Nadszedł i taki moment, że Tohru w końcu postanowił się obudzić. Jak widać, dragi powoli przestawały działa, otępiały umysł nastolatka powoli wynurzał się z mroków narkotycznego snu. Pomogło mu to, z resztą jak zawsze. Jeszcze zanim otworzył oczy, ale już jego świadomość była na wierzchu, wiedział, że czuje się dobrze. Nie był głodny, nie był zmęczony, było mu ciepło, pragnienie też nie męczyło. Jednakowoż nie miał specjalnej ochoty ruszać się z łóżka, wolał tak sobie jeszcze poleżeć.
Chrapał więc jeszcze przez jakiś czas, jednak w końcu uznał, że zrobiło mu się za ciepło, a to z kolei spowodowało, że chłopak zaczął się wybudzać tak już na serio. Pomogły w tym także dźwięki, które słyszał. Nie były to słowa, w końcu rozmowa pomiędzy dwoma osobnikami w pokoju odbywała się na migi, ale jednak oboje się ruszali, szeleścili ubraniem, zmieniali pozycję siedząc na łóżku, które skrzypiało lekko przy zmianie środka ciężkości Claya i M.
Tohru więc w końcu otworzył oczy. Zwrócony był w stronę okna, gapił się w nie przez dłuższą chwilę. Nadal był na haju, ale już nie tak mocnym. Chociaż na dobrą sprawę, obecni w pokoju mężczyźni raczej nie będą mogli określić jaka jest różnica pomiędzy Tohru naćpanym i Tohru normalnym, skoro było to ich pierwsze spotkanie. Wracając jednak do akcji - kolejny szmer sprawił, że blondyn odwrócił głowę i spojrzał na drugie łózko, na którym to zasiadał okularnik, ładnie zbudowany mężczyzna oraz kot. Hę? Skąd tu się wziął kot?
Tak, właśnie taka myśl jako pierwsza przemknęła chłopakowi przez głowę. Kot. Nie skupił się na ludziach, tylko na zwierzęciu. Skrzywił się lekko. Byle tylko ten sierściuch nie pogubił tu kłaków sierści ani nie zwymiotował kłaczka na dywan.
Zaraz. On leżał na dywanie, prawda? No leżał. To co robi na łóżku? Do tego przykryty kocem? A ten koc to skąd w ogóle? Eh, musi nie pamiętać jak wtaszczył się z podłogi na posłanie. No w końcu był na haju, da? Da. Miało sens.
Mruknął coś pod nosem do siebie, a potem postanowił usiąść. Czuł że ciało ma niesłychanie lekkie, mógłby latać i tańczyć w powietrzu. Hm, chyba nie powinien w tym stanie wychodzić z pokoju. Jeszcze ktoś rozpozna ten stan i doniesie na niego. Bo Tohru nie wierzył, by w tej szkole nie było żadnych ćpunów albo chociaż dzieciaków, które znają efekty działania dragów. I wtedy byłoby nieciekawie.
Uznawszy kota oraz dwójkę mężczyzn za swoje halucynacje, wstał i podszedł do okna. Wyjrzał przez nie, ale zaraz się schował, kiedy słońce poraziło go w oczy. Ahh, cholerne światło.

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Kwi 18, 2014 8:10 pm

Rozmowa między mężczyzną a niepełnosprawnym nastolatkiem na chwilę zamarła. Jasnowłosy, którego Pan psycholog wcześniej utulał teraz wałęsał się po pokoju. Zachowywał się odrobinę jakby nadal spał. Spojrzał na nich, zrobił głupią minę na widok sierściuszka i jak gdyby nigdy nic poszedł oddychać świeżym powietrzem.
Michael szybkimi gestami dłoni nakazał Claytonowi aby został na swoim miejscu, zaś on porozmawia z blondynem i sprawdzi czy wszystko z nim w porządku. Psycholog stawiał niepewne kroki idąc w stronę Azjaty, poniekąd aby go nie przestraszyć oraz świadom tego, że nie zna tego nastolatka i nie wie co mu chodzi po głowie. Chrząknął głośniej aby zwrócić na siebie uwagę a potem dotknął ramienia chłopaka.


- Przepraszam, czy wszystko w porządku? Znaleźliśmy cię w pokoju, leżącego na dywanie i śpiącego jak wampir. Kiedy przenosiłem cię na łóżko nawet nie drgnąłeś. Zbadałem ci puls, żyłeś ale ewidentnie nie było wszystko ok. Ten na łóżku to twój współlokator i nie będę ukrywać, jest przerażony - M stał do Claytona tyłem, tak więc chłopak nie mógł czytać mu z ruchu ust, może to i lepiej. - Jestem szkolnym psychologiem, nazywam się Michael Morris a ten za mną to Clayton Winterborne, mój podopieczny. Czy wyjaśnisz nam co tu się stało i co zastaliśmy? Naprawdę nie chciałbym pochopnie informować o niczym szkoły... Jeśli logicznie wytłumaczysz mi co tu się stało to nie będę czuł potrzeby skontaktowania się z dyrektorem.


Michael starał się aby jego głos był łagodny, miał znowu minę zawodowca pt. "Jestem tu aby ci pomóc i wysłuchać". Nie umiał dokładnie opisać jak wtedy wyglądał. Jednocześnie łączył ostre spojrzenie i delikatny uśmiech, dużo dotykał rozmówcy aby nabrano do niego zaufania a jego głos przypominał ten, którego używa się w rozmowach z dziećmi. Nie chciał straszyć czy szantażować, ludzie mają problemy i różnie sobie z nimi radzą a on był od tego by w tym pomagać. Jeśli ten chłopak wybrał złą drogę rozwiązywania dylematów jakie nim targały to M chciał pomóc mu w znalezieniu tej dobrej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pią Kwi 18, 2014 9:39 pm

Po porostu go słuchałem, czy raczej obserwowałem. Bo co innego miałem też zrobić? Moje dłonie były opatrywane, nie miałem jak po części będąc unieruchomionym. Ale jednego byłem pewien, miałem teraz wiele do przemyślenia. Z każdą chwilą odkrywałem, że M ma znacznie więcej do zaoferowania, niż to co było widać na pierwszy rzut oka. Był uczuciowy, troskliwy i przede wszystkim wiedział czego chce. Pomimo tego, ze był to jego pierwszy związek z mężczyzną, miał jasno sprecyzowane wymagania i cele jaki chce z nim osiągnąć. To godne podziwu. Zwłaszcza jeśli zestawiłem to ze swoją sytuacją. Nie wiedziałem czego chce, czego pragnę. Poza bliskością i zrozumieniem nie miałem żadnych wymagań. Poza tym, gdyby cos było nie tak, Pewnie za bardzo bałbym się konsekwencji by odejść. Nie lubię zmian, potrzeby przystosowania się do nowych sytuacji. Wolałbym trwać w czymś co nie do końca mnie satysfakcjonuje niż stawiać czoła przeciwnościom. Nie lubiłem konfrontacji wybierając spokojną drogę. Może to właśnie był mój błąd? Może powinienem zacząć walczyć o swoje, przestać się bać nieznanego zamiast trwać asekuracyjnie przy tym co znam. Widać też potrzebowałem kogoś, kto wyciągnie mnie z mojego kokonu bezpieczeństwa.
Faktycznie zdarzały mi się przebłyski bezczelności. Bynajmniej nei złośliwej. Tak jak teraz chciałem po prostu mu doradzić, co zrobić. Chciałem by oboje byli szczęśliwi. Może liczyłem też na to, że się dogadają? O ile łatwiej by mi było spojrzeć na niego tylko jak na opiekuna gdybym wiedział, że naprawdę z kimś jest i jest szczęśliwy. Taki niewidzialny znak stopu dla mnie. Teraz go nie było i tylko ja mogłem siebie zatrzymać, siebie i moje własne fantazje. Nie, nie byłem w nim zakochany. Na takie stwierdzenia było za wcześnie. Mogłem jednak już stwierdzić, że jest on atrakcyjny mężczyzną i że chciałbym spędzać z nim czas. Dobrze się przy nim czułem, jego obecność poprawiała mi humor i koiła niektóre złe myśli. I chyba właśnie to mnie tak przerażało. Ta chęć by był obok i fakt do czego to może prowadzić. Jej ależ jestem beznadziejny czasami. Doszukuję się rzeczy, którymi nie powinienem się kompletnie przejmować.
Rozumiałem o co mu chodzi. Zazdrość to straszna rzecz. Widziałem wśród znajomych do czego ona prowadzi. I jak widać były partner M miał duże problemy z zaufaniem. To chyba nic złego, ze ktoś sobie trochę flirtuje, o ile jest to niewinna rozmowa dla rozluźnienia. Nie ma sensu robić o to scen. To zabija związek. Sam nigdy bym się o to nie czepiał. Pewnie nawet na zdradę bym się nie odezwał po prostu wypłakując się nocą w poduszkę, by rankiem udawać, że o niczym nie wiem. Za bardzo bałbym się stracić tą osobę, nawet jeśli ta w zasadzie już odeszła.
Miałem już zacząć dyskusję na temat stypendium i tym podobnych, gdy zauważyłem ruch na drugim łóżku. Czyżby się budził? Odruchowo chciałem wstać i iść do niego, ale ostry ból w kostce mnie powstrzymał. Szlag, skuliłem się nieco próbując objąć kostkę. Było to raczej trudne zwłaszcza, że była już mocno spóchnięta. Szlag. Chyba faktycznie jeśli mi nie przejdzie będę musiał jutro iść do lekarza. A w zasadzie M będzie musiał mnie zawieść i wejść do gabinetu. Pewnie lekarz jak zwykle nie będzie znał migowego.
W każdym razie Micheal wstał zająć się blondynem. Byłem strasznie ciekawy o czym mówią, ale pozycja mężczyzny nie pozwalała mi śledzić rozmowy. Kurczę. Domyślałem się jednak, że Azjata musiał poczuć się już lepiej skoro wstał o własnych siłach i podszedł do okna pewnie w chęci przewietrzenia się. Próbowałem tez odgadnąć co mu dolega, ale żadna znana mi dolegliwość nie przychodziła mi do głowy, by pasowała do objawów. A może on po prostu był zmęczony a ja jak zwykle panikowałem niepotrzebnie? To ostatnie było najbardziej prawdopodobne.
Korzystając z tego, ze w zasadzie wszystko zaczęło dziać się poza mną, zdjąłem buty i skarpetki i zacząłem opatrywać swoją skręconą kostkę. Znaczy położyłem maść na opuchliznę na bazie altacetu i zawinąłem mocno bandaż chcąc to jakoś usztywnić. Przydałby się też okład tylko nie mogłem sobie przypomnieć, czy powinien być on zimny czy ciepły. Co pomaga na pogrubienie dziwnych części ciała? Chyba chłodna ale pewien nie byłem. Gdy skończyłem opatrunek, wszystko po sobie posprzątałem i odłożyłem na bok, znowu zwracając uwagę na rozmawiającą parę. Miau leżał dalej obok mnie za co byłem mu wdzięczny. Dawał miłe ciepło i uspokajał. Pozwalał też zająć myśli kiedy musiałem cierpliwie czekać na ich postanowienia. Tak na marginesie byłem strasznie ciekawy tego blondyna. Na pewno był nietypowy. U Azajtów blond czupryna jest prawie zawsze farbowana. Hmm ciekawe jak wyglądałby z czarnymi włosami, czy byłby do mnie podobny, a w zasadzie ja do niego? Miałem sporo pytań, ale widać wszystko musi zaczekać. Zastukałem jednak w szafkę chcąc zwrócić na siebie uwagę.

Co się dzieje? Coś nie tak?

Zapytałem migając do nich. Z tego co się domyślałem, blondyn też musiał znać migowy. W innym wypadku by tutaj go nie było. Taka mała prośba do dyrekcji właśnie napłynęła. By był to ktoś z kim będę potrafił się porozumieć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Nie Kwi 20, 2014 2:23 pm

Po kilku chwilach jego oczy jako tako przyzwyczaiły się do światła. Mógł nawet bez większego trudu wyjrzeć prze nie i zobaczyć jaki rozciąga się tam widok. No, nawet całkiem ładny. Przynajmniej jakiś plus tego pokoiku. Przypomnijmy bowiem, ze Tohru będąc totalnie naprutym nie przejmował się poważnymi rzeczami a raczej pierdołami. W tym momencie interesował go widok za oknem. A o tym, że za sobą może mieć prawdziwego faceta oraz prawdziwego współlokatora, totalnie nie przyszła mu do głowy.
Kiedy więc M odchrząknął a potem dotknął jego ramienia, Tohru podskoczył lekko, jak porażony prądem. I zaraz potem został poinformowany o tym, że stoi przed szkolnym psychologiem. Oż w dupę! Oni są prawdziwi!
Mimo bycia nawalonym, Tohru momentalnie odzyskał zdolność trzeźwego myślenia. Szybko, szybko, znajdź jakąś wymówkę dla swojego stanu, no dalej, przecież nie możesz pozwolić, aby już pierwszego dnia cię przyłapali na braniu dragów, nie będą cię spuszczać z oka przez całą dobę! Kuratora ci przydzielą, chrzaniony idioto!
- Eee... - zająknął się. Widać było, ze jest speszony. Zaraz, według japońskiego zwyczaju ukłonił się, by wyrazić swoją skruchę - Najmocniej przepraszam, za kłopot! Ja, e... wie pan... biorę bardzo silne leki. Zaraz po zażyciu mogą wywołać osłabienie, musiałem przez to upaść na podłogę i tam zasnąć. Dodatkowo dopiero co przyjechałem, mam za sobą długą podróż i byłem bardzo zmęczony, co spotęgowało osłabienie.
Bardzo starał się, by jego głos brzmiał przekonywująco. Musiał wcisnąć im ten kit, nie mógł pozwolić sobie na wpadkę! Zaraz też, by odwrócić uwagę od całgeo wydarzenia, skupił się na Claytonie. Przypomniał sobie, że po to go tu umieścili, bo chłopak był głuchoniemy, więc przełączył się z mowy na migi.

"Musiałem cię przestraszyć, przepraszam, wybacz mi. Nazywam się Harakawa Tohru. Byłem bardzo zmęczony po podróży, dodatkowo biorę silne leki, których efektem ubocznym jest lekkie osłabienie, jak widać nie było to dobre połączenie."

Wcisnął mu tę samą bajeczkę. Żeby tylko w to uwierzyli!

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Wto Kwi 22, 2014 9:56 pm

Michael był psychologiem już kilka lat. Zdarzali mu się przeróżni pacjenci ale dzielił ich zazwyczaj na dwie grupy na początku: dobrowolni pacjenci oraz przymusowi. Ta pierwsza grupa sama się do niego zgłaszała aby rozwiązać swoje problemy i z kimś porozmawiać o swoim stanie. Druga natomiast była wysyłana przez siłę wyższą - rodziców, opiekunów prawnych, wymiar sprawiedliwości, innych lekarzy itp. Ci drudzy mieli też w zwyczaju kłamać, nie mówić całej prawdy czy zamykać się w sobie. M umiał wyczuć kłamstwo, choć nie karał za nie i szukał raczej powodu dla jego powstania.
- Rozumiem... - powiedział psycholog słysząc o lekach, nie był przekonany co do prawdy lecz nie drążył tematu zbytnio. Fakt, iż blondyn okazał się osobą biegłą w migowym uspokoił mężczyznę, gdyby było inaczej Clayton żyłby z kimś niezdolnym do komunikowania się z nim. Do najprzyjemniejszych rzeczy to nie należało. Pojawiła się także nutka zazdrości, nagle miganie Michaela nie było już takie znaczące i ważne, nowy lokator mógł pomagać chłopaczkowi w większości spraw. Opiekun schodził na drugi plan, zawsze lepiej jest dogadać się z rówieśnikiem, czyż nie?
Teraz to Michael obserwował chłopców, usiadł sobie przy biurku i przywołał do siebie kota. Mruczące szczęście na kolanach od razu poprawiło humor mężczyźnie, który z czułością drapał przyjaciela pod brodą. Nic dziwnego, że nastolatek od razu podejrzewał go o homoseksualizm. Facet po trzydziestce, żyjący jedynie z kocurem - to raczej jednoznaczne.
-To mi przypomina, pamiętaj aby zgłosić leki pielęgniarce szkolnej. To bardzo ważne, inaczej w razie znalezienia leków możesz zostać oskarżony o narkomanię lub kradzież medykamentów - na chwilę wtrącił się mężczyzna i dalej głaskał szare futerko. Miau nie narzekał, cieszył się, że Pan znowu zwracał uwagę tylko na niego a nie drugiego człowieka, który tak dobrze drapie brzuszek.
Później M skupił się na kostce nastolatka, bardzo puchła i należało zrobić porządny, zimny okład lub potrzymać ją pod bieżącą wodą. Jutro jak nic będzie trzeba pofatygować się do szpitala jeśli opuchlizna nie zniknie, Clayton potrzebował też zwolnienia z wf-u. Z czystej troski (wcale nie był zazdrosny) Pan M zrobił nowy okład, z lodowatej wody. Drugi już raz wtrącił się i wręcz zmusił ciemnowłosego chłopca do siadu, dania nogi i obłożenia ją mokrym ręcznikiem. Czuł pod palcami jak ciepła jest skóra w zranionym miejscu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sro Kwi 23, 2014 8:08 am

Obserwowałem ich naprawdę starając się zrozumieć to co się dzieje. Nie tak wyobrażałem sobie moje pierwsze spotkanie z nowym współlokatorem. Liczyłem, że dowiem się o jego przybyciu wcześniej, że kupię jakieś ciasto czy coś w ten deseń na powitanie, że usiądziemy, spokojnie porozmawiamy, a nie. Skończyło się moim prawie zawałem, skręconą kostką i zamieszaniem. Nie mówiąc, że sądziłem, że będę wtedy sam w pokoju, a nie zostanę przyniesiony jak księżniczka. To wszystko było po prostu zawstydzające i tyle. Jeszcze teraz, gdy rozmawiali między sobą czułem się trochę pominięty. Nie bardzo miałem jak czytać z ruchu warg, bo ich pozycja mi to uniemożliwiała, a oni i tak nie zwróciliby uwagi na moje miganie. Eh. No nic, czyli wszystko jest tak jak zwykle.
Długo jednak nie zostałem pozostawiony sam sobie. Blond czupryna pojawiła się przede mną, płynnie migając wyjaśnienie. Widząc je tym bardziej poczułem się głupio. Tak spanikować z powodu omdlenia. Oczywiście, że mu uwierzyłem, nie miałem powodu by tego nie robić. Może byłem nieco łatwowierny, ale po prostu nie sądziłem, by specjalnie chciał mnie wprowadzić w błąd. Bo też jaki miałoby to sens? Będę siedział z nim w jednym pokoju, zauważę przecież że  coś jest nie tak. Ciężko mu będzie coś ukryć przede mną. Nie żebym zamierzał go szpiegować, nic z tych rzeczy. Po prostu spędzając z kimś dużo czasu zauważa się niektóre rzeczy.  Co prawda wątpię, że będziemy ze sobą non stop, miałem dużo zajęć no i teraz swój ograniczony wolny czas będę chciał spędzić jeszcze u M, no co bardzo go polubiłem…

Nie przepraszaj, to ja niepotrzebnie spanikowałem. Po prostu wyglądałeś jak trup, przepraszam. Miło mi ciebie poznać, ja jestem Clayton Winterborne. Jestem na profilu artystycznym. Skąd pochodzisz? Często musisz brać te leki, bo nie wiem czy często będę znajdował cię nieprzytomnego na ziemi”

Uśmiechnąłem się do niego miło, chcąc zatrzeć jakoś to moje raczej chyba dziwne pierwsze wrażenie. Jak podejrzewałem wziął mnie za panikarza i ofiarę życiową ale już trudno. Nie naprawię tego od razu. A skąd pomysł, że ofiarą? Proszę was, siedzę z wielką kostką, dłońmi poklejonymi opatrunkami i siedzi ze mną szkolny psycholog, normalnie książkowy przykład ofermy. Nie żebym żałował, że M jest ze mną. Wręcz przeciwnie, cieszyłem się jego towarzystwem, choć robił mi mentlik w głowie.
Przyznam, że przez tą chwilę rozmawiając z Tohru przestałem zwracać na mężczyznę uwagę. Skupiłem się na Azjacie i to dlatego. Ciężko jest mieć podzielną uwagę, gdy musisz śledzić ruch czyiś dłoni i mimikę twarzy. Zobaczyłem, że od nas odszedł dopiero, gdy ta puchata kulka zniknęła z łóżka. Odruchowo rozejrzałem się za nią, szukając jej wzrokiem. Miau wrócił do swojego pana wdzięcząc się o pieszczoty. Uśmiechnąłem się do niego przepraszająco za to moje gapiostwo i ignorancję.
Tym razem zauważyłem już to o czym mówi. No tak, faktycznie wypadało zgłosić to  pielęgniarce. Nie chciałem by miał kłopoty i w zasadzie ja też. No bo pewnie mnie tez oskarżyliby o branie tych leków lub ćpanie. A wyjaśnienie, że nic takiego nie miało miejsca pewnie byłoby trudne. Może ktoś by stwierdził, że go kryję? Różne są sytuacje.

Tak Tohru, zrób tak. Nie chcę byś miał kłopoty

Odpowiedziałem z troską na twarzy. No co martwiłem się, zwłaszcza, że miałem tendencję do szybkiego przywiązywania się do ludzi, a on miał być przecież moim współlokatorem. Nie chciałem by miał problemy. Już i tak pewnie było dla niego kłopotem to, że musi mieszkać ze mną zamiast z normalnym, zdrowym nastolatkiem. Znowu czułem się jak zbędny balast, ale nie będę się załamywać, nie przy nich.
A potem moja twarz przybrała obraz czystej czerwieni. Kiedy M uklęknął przede mną i zaczął robić mi okład na kostce myślałem, że zapadnę się pod ziemię. Znaczy to było strasznie miłe z jego strony i w ogóle ale poczułem się zawstydzony. Mimo to nie mogłem nic poradzić na lekki uśmiech jaki zagościł na mojej twarzy.

Dziękuję, nie musiałeś

Wymigałem uciekając wzrokiem. Matko zachowywałem się jak idiota, serio taka płocha dziewica i w ogóle. Co on musiał o mnie myśleć, co oboje musieli! Mimo to, nie chciałem, by odchodził czy przestał się mną interesować, chociaż wiedziałem że nie powinienem dopuszczać takich myśli w ogóle do głosu. Eh ja to lubię komplikować sobie życie. W każdym razie przesunąłem dłonią po jego włosach, by spojrzał na mnie. Nie to wcale nie wynikało z tego, że chciałem go dotknąć, nic z tych rzeczy.

Będę musiał iść z tym do lekarza? Jak myślicie przejdzie mi do jutra? W ogóle Tohru może chcesz się napić herbaty czy coś takiego, by ci się polepszyło?”

Zapytałem znowu uciekają wzrokiem i skupiając się bardziej na Azjacie. Tak tak tuszujemy zakłopotanie, które i tak nikogo nie powinno obchodzić. W sumie mistrzem subtelności to ja nigdy nie będę, nie z moim zachowaniem. Chyba serio powinienem wziąć się za siebie. A co do tego zwolnienia z wfu, to tak na prawdę go nie potrzebowałem. I tak nie ćwiczyłem ze względu na moją przypadłość. Bez okularów mało widzę, nie słyszę też komend i nie mogę mówić. W takim wypadku regularne ćwiczenia z grupą raczej nie wchodziły w grę. Poza tym, nie miałem kondycji i po wysiłku miałem problemy z oddychaniem. Chyba powinieniem iść z tym do lekarza...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Sob Kwi 26, 2014 9:05 pm

Tohru niemalże wyłaził ze skóry, byle tylko wyglądać jak najnaturalniej. Cholera jasna, że tez musieli tu wleźć akurat teraz. nie mieli lepszych rzeczy do roboty? Tohru widział, że jakby ich do siebie ciągnęło. I tym lepiej, okularnik nie będzie spędzał z Tohru za wiele czasu, bo znając życie jest uwielbiającym książki kujonem no i teraz jeszcze znalazł sobie kochasia. Blondyn widział także cała masę zdjęć nad jego łóżkiem, a to świadczyło, że lubił fotografować. Pewnie potrafił spędzać całe dnie poza pokojem, robiąc zdjęcia czemu popadnie.
I dobrze.
Z resztą, Tohru też za często w pokoju nie będzie. Nie miał zamiaru się tutaj kisić, musiał obczaić ścieżki i kontakty narkotykowe w tej okolicy. Wyrwali go z jego rewiru, ale chłopak potrafił się szybko dostosować. nie miał zamiaru podążać szlakiem, który wyznaczyli mu rodzice. Szczerze powiedziawszy, życie nie miało dla niego żadnej wartości. Dlatego nie chciał słuchać niczego i nikogo, żyć tak jak sam chciał i nawet jeśli ma go to zaprowadzić do grobu - dla niego było wszystko jedno. Jego wewnętrzne "ja" i tak już dawno umarło, razem z jego młodszym bratem, Nishiki.

"Oczywiście, zgłoszę je najszybciej jak się da"

Wiadomo, że było to kłamstwo. Ale pomińmy to. Jak na razie, wyglądało na to, że ta dwójka w ogóle nie połapała się na jego oszustwie. I doskonale. Tak szczerze, to owszem, Tohru wziął Claya za totalną ofermę - okularnik przyniesiony przez szkolnego psychologa na rękach. Ale nie było to głównym obiektem rozmyślań chłopaka. Do tej pory bardziej interesowało go, czy nie przyłapią go na kłamstwie. Skoro jednak niemalże jedli mu z ręki, Azjata rozluźnił się, tym razem naprawdę. Usiadł sobie na łóżku i obserwował, jak psycholog rzucił się, by założyć chłopakowi okład. Widział, że chłopak najwyraźniej jest zażenowany, ale dopiero po chwili Tohru zdał sobie sprawę, dlaczego. Ah, guzik tam, jego średnio obchodziła tak naprawdę opinia Claytona na swój temat. Nie widział więc powodu, dlaczego ten aż tak stresuje się, bojąc się co Harakawa może pomyśleć o nim. Głupota. Przecież pewnie i tak najdalej za pół roku miejsce w tym pokoju się zwolni, bo Tohru się przeniesie. Najpewniej na cmentarz.

"Jestem z Japonii, ale tego pewnie zdążyłeś się już domyślić. Dokładnie to z Osaki."

Grajmy dalej w tę gierkę, udawajmy normalnego chłopaka. Tohru nawet przywołał na twarz uśmiech, żeby rozluźnić atmosferę. W końcu nie mógł dać się złapać.

"Do lekarza chyba nie, ale do jutra całkowicie na pewno nie zniknie. Pewnie potrzyma cię ze dwa-trzy dni. Jeśli do tej pory nie będzie poprawy, wtedy trzeba będzie iść do lekarza. No i musisz cały czas mieć bandaż elastyczny, żeby ci usztywniał staw. A za herbatę dziękuję, nie chcę sprawiać kłopotu. Już mi lepiej."

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Kwi 28, 2014 1:10 pm

Michael nawet przez chwilę nie spodziewał się, że Clayton czuje się równie zagubiony co on sam. Nie bardzo wiedząc co począć z dziwnymi uczuciami w stosunku do chłopca po prostu skupił się na opiece nad nim. Opatrzenie nogi, troska i skupienie swej uwagi na podopiecznym było jak najbardziej wskazane. Osoby postronne niestety widziały to inaczej, niektórych rzeczy nie da się ukryć chociażby tego, że ludzie są sobą zainteresowani. Tohru mimo narkotykowego otępienia to widział, to znaczyło, że każda inna osoba także dostrzeże jak Michael patrzy na swojego podopiecznego. Psycholog już nawet myślał jak tu odsunąć się i ochłodzić stosunki między nimi, gdy Clayton dotknął jego włosów...
Pan M uwielbiał gdy partnerzy bawili się jego niesforną szczeciną. Był jak duży kot - uwielbiał drapanie po głowie, głaskanie jego ciemnych kosmyków lub wtulać się w brzuch ukochanej osoby i grzać się o to rozgrzane miejsce. Nawet, gdy druga osoba była od niego mniejsza lub drobniejsza Michael stawał się niezwykle uległy ilekroć mógł oprzeć łepetynę na kolanach bliskiej mu osoby. Plan odsunięcia się od chłopaka spłonął tak szybko jak się pojawił.
Rozkoszowanie się się dotykiem niestety szybko się skończyło, Clay jedynie go musnął po włosach aby zwrócić uwagę mężczyzny na siebie. Chłopak nawet nie wiedział, że gdyby Michaelowi urósł teraz ogon to majtałby nim na wszystkie strony prosząc o więcej uwagi w okolicach głowy.
"Jeśli opuchlizna nie zejdzie to dla świętego spokoju pojedziemy do szpitala." M odpowiedział na pytanie i będąc nadal pod wpływem "głaskania" uśmiechnął się i zaprezentował swój maślany wzrok zakochanego idioty. Bo tak się zachowywał, tak bardzo brakowało mu pieszczot, że mruczał pod wpływem drobnego, nic nieznaczącego gestu. Znalazł się Pan Psycholog z Oxfordu.
Gdy Clayton migał nad głową M, mężczyzna zrozumiał, że pytanie co do kostki i herbaty dotyczy także Azjaty. Odwrócił głowę w jego stronę i znowu poczuł to dziwne uczucie niepokoju. Ilekroć spoglądał w brązowe oczy chłopca widział ogromne pokłady smutku, melancholii i złości. Ten dzieciak przypominał cierpiące zwierzę, drobną i wychudzoną sarnę, która błąka się i nie może znaleźć swojego stada. Był... Przezroczysty. Oczywiście nie dosłownie, ale jego cała postać wydawała się po prostu pozbawiona życia i bezbarwna. Nawet ton głosu był smutny i ukrywający, że gdzieś w środku odczuwa katusze z jakiegoś powodu. Michael był bardziej niż pewny, że Tohru będzie chciał czy nie odwiedzi go w jego gabinecie jeśli zależy mu na świętym spokoju ze strony nadopiekuńczego psychologa. Clayton będzie jego drugą parą oczu, będzie dostrzegał więcej niż on mógłby zobaczyć zza biurka podczas sesji.
"Nie wyglądasz najlepiej, zrobię ci coś ciepłego może nabierzesz wtedy kolorów." Michael wręcz stanowczo nacisnął na ciepły napój dla nastolatka. Wstał od Claytona i bez pytania czy zbędnych ceregieli dotknął czoła bladego chłopca. Był bardzo ciepły, pocił się. "Będę migał, aby Clay nas rozumiał w pełni. Obaj jesteście dzisiaj jacyś potłuczeni i założę się, że nic nie jadłeś cały dzień. Ten tutaj za to jedzie na ciastku i herbacie." Psycholog wskazał ruchem głowy na ciemnowłosego chłopaczka. Zrobił im obu herbaty, nałożył karmy do miseczki dla Miau i zastanowił się co tu wykombinować na posiłek dla tych dwóch i siebie w sumie też. Nie planował zbierać się na chwilę obecną, pusty dom poczeka.
Miau po wyczyszczeniu w rekordowym czasie miski podbiegł dla Azjaty, obwąchał mu spodnie i skarpetki, otarł się ze sto razy o materiał nogawek i zadowolony usiadł obok nóg nowej zdobyczy - nowy człek do kolekcji Doktora Miau.
"Wybacz, zaklepał sobie ciebie." Wyjaśnił ciemnowłosy mężczyzna i wyjął komórkę z kieszeni, wybrał numer z listy i dla pewności zapytał o preferencje kulinarne chłopców. "Może być pizza? Kto chce co? Chyba nie myślicie, że głodówka doda wam urody? Spójrzcie na Miau, ideał kulisty!"

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Kwi 28, 2014 4:40 pm

Nie wiedziałem, jak to z boku wygląda. Nie chciałem wiedzieć. Tak samo jak nie chciałem dostrzec zainteresowania moją osobą. Nie czułem, bym na nie zasługiwał, więc wszelkie oznaki spychałem gdzieś w kąt zamiatając pod dywan. Tak było mi lepiej, jeśli nie próbujesz czegoś zobaczyć, tym mniejsze jest rozczarowanie. Nie chciałem znowu się przejechać, znowu zostać oszukanym i wykorzystanym. Lepiej czułem się z myślą, że mój chwilowy afekt jest tylko jednostronny i tylko na krótko. M jest moim opiekunem, muszę to zapamiętać i tego się trzymać. Nawet jeśli ta myśl mi się nie podoba. Czemu to musi być tak skomplikowane i niejasne? O ile łatwiej by było, gdybym przestał myśleć i po prostu pozwolił wszystkiemu płynąć z prądem. Sam sobie kłody pod nogi rzucałem, ale za bardzo bałem się komuś zaufać, by pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Poza tym w moim odczuciu, nikt nie chce być z głuchą niemową. Byłem fajny tylko na chwilę, nie oszukujmy się. Związek ze mną niesie ze sobą wiele trudów i wyrzeczeń. A ja ciężarem być nie chciałem.
Tohru dobrze mnie ocenił. W pokoju spędzałem zwykle mało czasu, a nawet jeśli byłem, to pogrążałem się we własnym świecie. Uczyłem się, robiłem notatki chcąc wyprzedzać nieco temat. Musiałem tak robić, nauczyciele tutaj poza dawaniem mi konspektów lekcji pomóc nie mieli jak. Nie rozumiałem ich, a nawet jak śledziłem ruch ich ust, to nie mogłem robić notatek. Siłą rzeczy byłem więc zdany na siebie. Gdy się nie uczyłem byłem w plenerze lub studiu. W pokoju w zasadzie tylko spałem, ale i tak śmiem twierdzić, że spędzę więcej czasu z Tohru niż z kimkolwiek innym. No może poza M, nie wróć, trzeba to ukrócić w zarodku, tak będzie lepiej.
Był z Japonii? W sumie faktycznie mogłem się domyślić, że jest stamtąd. Na chińczyka nie wyglądał, obstawiałem jeszcze Koree, ale tutaj nie pasowało mi imię. Ta wychodzi teraz moja inteligencja prawda? No nic zdarza się najlepszym, poza tym jen jego kolor włosów był mylący. Ciekawe czy były naturalne czy farbował je co jakiś czas. Nie wyglądały jak siano, więc chyba nie traktował ich rozjaśniaczem, ale o tym przekonam się niedługo. W końcu odrosty zdradzą każdego.

„Mój ojciec jest Japończykiem, nie wiem tylko skąd dokładnie pochodzi”

Wyznałem bez większego entuzjazmu. Akurat o tej części swojego życia nie lubiłem mówić. Po prostu chciałem się jakoś odnieść do jego słów, by był punkt zaczepienia, coś co nas łączy, nawet w pokrętny sposób. Bo w innych sprawach, coś mi mówiło, że będziemy jak ogień i woda. Owszem był miły i w ogóle ale coś mi nie grało, tylko nie byłem w stanie powiedzieć co.

„Nie lubię szpitali… Za często w nich byłem”

Stwierdziłem nieco skwaszony lecz po chwili westchnąłem z rezygnacją. Faktycznie jeśli opuchlizna nie zejdzie, a ja nie zacznę normalnie chodzić, będę zmuszony odwiedzić izbę przyjęć. Znowu będę niczym okaz w zoo. Już widzę te niby niewinne spojrzenia, które przeszywają na wylot. I szepty. Nie słyszałem ich, ale często widziałem ruch ich ust. To współczucie i niezdrowa ciekawość. Drażni mnie to. No ale mniejsza z tym. Jak mus to mus, miałem tylko nadzieję, że naprawdę nie będę musiał być tam sam.
Byłem mu wdzięczny, że miga bym mógł zrozumieć o czym rozmawiają. To naprawdę miły gest, choć znowu miałem wrażenie, że stwarzam problem. Przepraszam tak już miałem, że doszukiwałem się czasem rzeczy, które nie istniały. Ciekawe kiedy napytam tym sobie biedy. Swoją drogą M już się u nas rozgościł. Nie miałem nic przeciwko. Naprawdę. Zabawnie się go oglądało, gdy krzątał się po naszej małej kuchence i rządził się co do tych herbat.

"Nie przesadzaj, jadłem coś tam na śniadanie. Poza tym to nie pierwszy raz”

Migałem z lekko nadąsaną miną. Oj to chyba nic złego, że mało jadłem. Poza tym miałem dziś lepsze rzeczy do roboty niż myślenie o jedzeniu. Chyba jednak nie powinienem się przyznawać, że zdarzały mi się dni, gdy nic nie miałem w ustach i padałem ze zmęczenia. Tak to przemilczymy.

„Mi jest obojętne naprawdę. Dostosuję się do was. A teraz przepraszam was na chwilę”

Uznałem, że nie będę wybredny, poza tym jadłem w zasadzie wszystko. Nieco niezdarnie wstałem i powoli kuśtykając, by nie obciążać nogi poszedłem do łazienki. Ciągle czułem na sobie ten swąd spalenizny i popiół. Puściłem wodę i wsadziłem głowę pod kran. Wcześniej oczywiście zdjąłem plastry, by ich nie zamoczyć. Umyłem włosy i jakoś opłukałem się, wiedząc, że przez tą kostkę nie wystoję w całości pod prysznicem. Szlag by to. No nic. Przebrałem się w moją pseudo piżamę, którą stanowiły szare spodnie od dresu i czarna, luźna koszulka. Założyłem znowu opatrunki, zdjąłem okulary i wilgotnymi włosami wyszedłem do nich. Widziałem teraz nieco przez mgłę ale trudno się mówi. I tak wiedziałem gdzie są a na ruchy dłoni byłem już wyczulony, potrafiłem je odczytywać nawet nie widząc w pełni wyraźnie. Usiadłem na łóżku i znowu położyłem okład na kostce. Bolała, ale chyba ta odrobina ruchu dobrze jej zrobiła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tohru

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Kwi 28, 2014 5:56 pm

I włączył się panu M tryb opiekunki, wyglądało na to, że  mężczyzna po porostu kochał matkować. Widać miał zamiar chuchać i dmuchać teraz nie tylko na Claya ale także i na Tohru. To jest to coś, co nazywają powołaniem? Fajna sprawa, tak w sumie. Tohru kiedyś nawet sam czuł coś podobnego. Kiedy jeszcze żył jego brat, chłopak wiedział, kim chce być. Uwielbiał grzebać w mechanicznych sprzętach - nawet samochód potrafił naprawić. Nie jakąś poważną szkodę, ale takie podstawowe usterki owszem. Chciał kiedyś otworzyć swój warsztat, naprawiać stare samochody, przywracać im dawną świetność, odnawiać je by znów błyszczały a potem sprzedawać. Niektóre zapomniane modele po odmalowaniu, wymienieniu wszystkich kanap i tapicerki oraz po wstawieniu potężniejszego silnika potrafiły być wart kupę szmalu! On zajmowałby się samymi samochodami a wynajdywanie zepsutych modeli do kupna oraz sprzedaż już odnowionych aut miała być działką Nishikiego...
Kiedy Tohru pomyślał o bracie przez chwilę zaczęło mu się zbierać na płacz, ale wystarczyło, że mrugnął dwa razy i już było po wszystkim. Dzięki bogu, M patrzył w tamtej chwili na Claya a i okularnik spoglądał na psychologa. Nie zdradź się idioto, pamiętaj, jesteś zwyczajnym, radosnym nastolatkiem w nowej szkole!
Swoją drogą, M miał dobre oko. Zapewne nie było to ich ostatnie spotkanie i na pewno będą się widywać nie tylko z powodu bliższego zawiązywania się relacji pomiędzy nim a Claytonem... Blondyn za wszelką cenę będzie starał się jednak tego uniknąć. To miłe, gdy ktoś się o ciebie troszczy, ale Tohru już nauczył się dbać sam o siebie, poza tym za troską psychologa kryły się niewygodne pytania a Harakawa nie miał zamiaru na nie odpowiadać.
"Nie, naprawdę nie trzeba. Nie chcę sprawiać kłopotu."  wymigał. Nie ma to jak słynna japońska skromność. W sumie po części udawana bo Tohru na dobrą sprawę na nic nie miał ochoty. Oczywiście, ze nic nie jadł od rana, ba w sumie to od dwóch dni, bo ostatni posiłek jadł więcej jak dwadzieścia cztery godziny temu, ale w ogóle tego nie czuł. Nie odczuwał głodu, wszystko zagłuszały dragi. Widział jednak, że psycholog uparł się. To dotknięcie czoła i sprawdzenie temperatury tylko dobitnie świadczyło, że M nie odpuści i za wszelką cenę będzie chciał mu coś wepchnąć. Chryste, jak on nie znosił takich ludzi. Martwił się o uczniów, bo mu za to płacą i pchał się, gdzie go nie chcieli. Tak przynajmniej uważał Tohru.
Nie wymigał już nic, opuścił tylko głowę, wyrażając niemą zgodę. Dobra, dobra, wypije tę herbatę i wciśnie w siebie coś, byle tylko M dał mu spokój. No i może faktycznie będzie wyglądać trochę lepiej, to się inni też nie będą czepiać. Święty spokój, tylko o to mu chodziło.
Kiedy kot do niego podbiegł, chłopak nieco się zdziwił. Zwierzęta zwykle go nie lubiły, nie raz już został pogryziony przez psa. Nawet szczury kolegów zawsze nie tylko, że na niego sikały to jeszcze go gryzły po palcach. Był po prostu obiektem wszelakich ataków ze strony futerkowców. Chyba spotkał tylko kilka zwierzaków, które w miare go lubiły. Widać Miau do nich należał. Tohru podniósł więc futrzaka, kiedy ten już skończył ocierać się o jego nogi i posadził go na kolanach. Zaczął go głaskać.
"Mi to tam nie przeszkadza"
Uśmiech! Uśmiechnij się idioto! Masz udawać normalnego, no już!
Zaraz więc przywołał na twarz delikatny, radosny grymas. W sumie fakt, że kot go polubił faktycznie poprawił mu odrobinkę humor.
"Mi też obojętnie. Naprawdę nie chcę sprawiać kłopotu... zapłacę za siebie...." w sumie wymigał już odruchowo, mimo że Clay poszedł do łazienki. W sumie nie powinien łazić z tą nogą, ale jak se chce.
Posiedzieli chwilę więc sami, Tohru i Michael. Chłopak oparł się plecami o ścianę, machinalnie drapiąc kota. A potem wrócił Clayton. Azjata momentalnie zamarł, spoglądając na jego twarz. Dlaczego wcześnie nie...? To przez...? Okulary? Jak...?
Serce Tohru zaczęło boleśnie tłuc się o żebra. Jeśli było to jeszcze możliwe, jeszcze bardziej zbladł. Nieco obłędny wzrok skierował zaraz w drugą stronę, byle tylko nie patrzeć na czarnowłosego. Wyglądał, jakby zobaczył ducha. Bo w pewnym sensie tak się stało.
Dlaczego Clayton wyglądał niemal kropla w kroplę jak Nishiki?

_________________

KP | Telefon | Relacje
Who left the door open?
Who left me outside?
I'm on my knees, and I'm hoping...
That someone holds me tonight...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   Pon Kwi 28, 2014 11:13 pm

Każdy kto znał Michaela lepiej i poznał jego siostrę wiedział, że chęć opiekowania się innymi wynikała nie z dobrego serca a pragnienia dominacji. Ludzie patrząc na troskliwe zachowanie nie myśleli o tym, że są właśnie zgrabnie sprowadzani do roli tych słabszych i uległych. Gabriela Morris nauczyła swego młodszego braciszka owej sztuczki, zawsze była kochaną i słodką siostrzyczką. Z dumą prowadzała brata do szkoły, trzymając go za rączkę i była ogólnie podziwiana za to jak dobrze sobie z nim radzi. Mało kto wiedział, że pannica Morris z miną aniołka zabierała kieszonkowe swemu bratu, migała się od obowiązków i zrzucała je na Michaela, podrywała jego kolegów i rzecz jasna wszelkie "niepowodzenia" w jej życiu miały jedno imię - Michael. Gdy Gabi nie nauczyła się na odpytywanie z francuskich słówek mały Mike był bardzo chory i musiała jechać z nim do szpitala bo biedaczek chciał trzymać siostrzyczkę za rękę - kłamstwo. Wywiadówka na którą rodzice się nie stawili, Gabs zapomniała o niej powiedzieć bo akurat tego dnia zabrała Mikusia na huśtawki - w rzeczywistości Michael bawił się cały dzień z psem jej koleżanki a pannice poszły na zakupy do centrum handlowego. Gabriela była mistrzynią manipulowania ludźmi i gdy Mike podrósł nauczyła go wszystkiego.
Byli tacy, co lubili być dominowani i wręcz uwielbiali, gdy Michael ze swoim słodkim uśmiechem czegoś im zabraniał. Obsesja do kontrolowania sytuacji w jakiej się znajduje pomagała Panu M w pracy, jako psycholog to on musiał prowadzić sesję i panować nad pacjentem. Przychodzili do niego ludzie z depresją, zapędami masochistycznymi i problemami z agresją, takich ludzi należało kontrolować i to najlepiej w dyskretny sposób aby nie domyślali się tego.
W przypadku Tohru M postanowił zbadać grunt, zobaczyć jak chłopak reaguje na jego opiekuńczą postawę i ocenić sylwetkę nowego mieszkańca pokoju nr 40. Jeśli chodzi o Claytona to już inne uczucia kierowały postępowaniem M. Lubił go, cholernie go lubił. Ewidentnie mu się podobał, miał to coś w sobie co wabiło go jak ćmę do światła. Widok przebranego, luźno się zachowującego Claytona jeszcze bardziej kusił do spoufalania się i coraz to bliższej interakcji.
Dla własnej wygody M w końcu pozbył się trampek, nadal brudnych od sadzy oraz swojej fioletowej marynarki, która dotychczas zasłaniała jego ramiona oraz koszulkę nietypową dla nauczyciela szkolnego. Czarny t-shirt z ACDC dosyć dobrze leżał na ciele mężczyzny, podkreślając jak szczupły i jednocześnie umięśniony jest. Miał bicepsy, mocne przedramiona a spod prawego rękawka wystawał jak nic tatuaż - jakiś bluszcz, celtyckie znaczki i kawałek napisu "Queen". Na chwilę obecną nikt nie powiedziałby, że osoba, która odwiedziła Claytona i Tohru to dorosły i w dodatku doktor psychologii.
Rozluźniony ale nadal odrobinę czujny M od razu zauważył, że coś się zmieniło w zachowaniu nastolatka o orientalnych rysach twarzy i blond włosach. Spiął się i gapił na Claytona. Jego Claytona.
Michael nie wiedział co go bardziej zdziwiło, to że już zdążył sobie przywłaszczyć chłopaka czy to nagłe napięcie na twarzy Tohru. Zareagował szybko, stanął niczym nadopiekuńczy partner między jednym nastolatkiem a drugim. Był niecałe 3 cm wyższy od konkurenta ale tamten siedział i teraz to M górował nad nim porządnie. Uruchomił uśmiech, pochylił się aby pogłaskać swego kocura i ze spokojem przemówił do jasnowłosego.
- Spokojnie, uznaj to za mój przyjacielski gest. Clayton jest mi bardzo bliski, zrobię wszystko aby jego pierwszy dzień z nowym współlokatorem był przyjemny. Chyba nie przeszkadza ci, że posiedzę sobie dzisiaj u was do późna? Nie spodziewaliśmy się ciebie i chcieliśmy spędzić razem wieczór przeglądając zdjęcia i takie tam... - uśmiechał się ale jego oczy mówił co innego. Był jak samiec broniący swojej drugiej połowy i naprawdę cieszył się, że Clay nie widział jak teraz wygląda.
Po chwili wzrok mężczyzny znowu był anielsko łagodny, patrzył z powrotem na osobę, która po jednym dniu porządnie poruszyła jego sercem. Usiadł blisko nastolatka, wyciągnął telefon i zamigał do niego.
"To co zjemy? Możesz odpalić komputer to sprawdzimy sobie menu jakiejś lokalnej pizzerii i przywiozą nam wszystko do akademika."

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój 40 [Clayton i Tohru]   

Powrót do góry Go down
 
Pokój 40 [Clayton i Tohru]
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Akademiki :: ∎ Pokoje-
Skocz do: