IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Apartament panicza Stara

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pon Sie 04, 2014 10:17 am

//Nie to nie przez ciebie, bo fajnie piszesz, ale ostatnio za diabła nie mam chęci\\

Nic nie powiedział na jego pierwszą wypowiedź, tylko dalej słuchał. Patrzył w jego oczy i nawet był prawie w stanie mu uwierzyć, ale duchy? Nie to niemożliwe, coś takiego nie może istnieć. No weź. Pokręcił głową. Nie było go na balu, bo nie miał ochoty, a nawet jeśli nie miał z kim. Mógł mu przyznać - dobry z niego aktor - bo jest nawet przekonywujący, ale Zack nie wierzył w duchy. Już dawno stracił wiarę w takie rzeczy. On wierzy tylko w swoje dzieła. Dla niego liczy się tylko jego twórczość. Pokręcił przecząco głową. Nie mógł mu uwierzyć, bo jak. To było dziwne. To jego przekonanie, że naprawdę duchy istnieją.
- Nie wierzę, albo sobie ze mnie żartujesz, albo ktoś z was robił sobie żarty- mruknął.
Spojrzał na godzinę w telefonie, późno się już robi. Westchnął.
Zaczął trawić słowa chłopaka. To nie jest możliwe. Duchy? Prychnął w myślach i uśmiechnął się.
- Pewnie dałeś się wkręcić i tyle - mrugnął okiem, ale jego uśmiech był lekko niepewny.

_________________

Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pon Sie 04, 2014 12:00 pm

/ Jeśli nie masz ochoty pisać, to możesz zwiać w następnym poście i popiszemy kiedy indziej.

- Mówiłem ci, że oszusta nie da się oszukać - syknął podirytowany takim ograniczonym spojrzeniem Zacka. Zapewne sam nie byłby lepszy, gdyby nie te wydarzenia, ale nie dbał o to.
Zamaszyście walnął plecami o podparcie kanapy, splatające ręce na klatce piersiowej - całym sobą pokazywał swoje urażenie takim traktowaniem. Skrzywił się lekko. Naprawdę nie lubił, jak ludzie brali go za idiotę.
- Te duchy najczęściej pojawiają się na zabawach szkolnych. Pójdziemy razem na następne, to zobaczysz na własne oczy. Na bank. - Wycelował w niego palcami, które zostały ułożone w kształt pistoletu. - A wtem... Bang-bang!
Uśmiechnął się zadziornie w kierunku malarza, dmuchając w lufę broni i puścił mu oczko. Jawne wyzwanie dla białowłosego, prawdziwy test męstwa!: Podejmiesz wyzwanie, a może tchórzysz?
Zamruczał cicho, robiąc sobie kolejnego - najwyższej klasy - drinka i upił z niego łyka, powoli się rozluźniając. To był całkiem udany dzień.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pon Sie 04, 2014 2:06 pm

//Okej, bo naprawdę nie wiem co się dzieje :/ Następnym razem\\

Zauważył, że to uraziło pana Stara. Oj, bidulek, ale nie jego wina, że nie wierzy w takie brednie. Patrzył na jego poczynania i uśmiechnął się zadziornie. Och, jak on lubił wyzwania. Naprawdę go to rozbawiło.
- Jak chcesz. Niech ci będzie, ale ja i tak ci nie wierzę - powiedział nadal się uśmiechając.- Jak tak bardzo chcesz, abym uwierzył w takie brednie - wzruszył ramionami.
Wstał znowu patrząc na zegarek w telefonie.
- Ja będę się już zbierać - powiedział do Vincenta.- Późno już i chce mi się spać - ruszył do wyjścia.- Jak będziesz coś chciał, może jakiś znowu obraz to pisz - uśmiechnął się i znowu wyszedł ten jego dziwny uśmiech.- Miłej nocy.
Opuścił budynek i ruszył do akademika.

_________________

Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Sie 08, 2014 9:11 pm

Vincent biernie przyjął nagłą ewakuację malarza. Odprowadził go do drzwi, z gracją prawdziwego gospodarza, i niemal nieczule zatrzasnął je za plecami białowłosego, a ten niemal od razu mógł usłyszeć dźwięk zasuwanego zamka. Młody Star westchnął ciężko, myśląc o dniu jutrzejszym, już szykując pokłady cierpliwości i opanowania podczas długiej kąpieli. Grzecznie po pierwszej w nocy udał się spać, a koło południa wyszedł z apartamentu.

[z/t] x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Paź 25, 2014 11:48 pm

Tego wieczoru zahaczył o kilka barów, w każdym z nich opróżniając coraz więcej szklanek whisky. Pił ze złości, a potem z jej powodu prowokował otoczenie wykrzyczanymi wulgaryzmami, przez co był wypraszany z lokalu. Podczas wizyty w piątym barze jeszcze nie zdążył nic wypić, a już wszczął bójkę z wyższym od siebie gościem. Wyszli przed bar i tam też Hunter bez trudności doprowadził go do parteru i znokautował dwoma ciosami w twarz, aby po tym tryumfie wejść do lokalu i zapłacić za butelkę brandy, z którą ruszył chodnikiem przed siebie. Choć nie był świadom gdzie podąża, nogi prowadziły go w miejsce, które właśnie dziś powinien omijać szerokim łukiem. A może umysł pod wpływem alkoholu kazał mu zawędrować pod jeden z tych eleganckich apartamentowców? Zatrzymał się przed nim i z jawną odrazą przyglądał wspaniałej budowli. O wiele bardziej wolał trzymać się tanich spelun, niż zachodzić w tak snobistyczne zakątki. Jakoś nigdy nie potrafił zrozumieć, co jest takiego pięknego w tych luksusach, kiedy człowiekowi wystarczy jedynie mała klitka z łazienką. W jego przypadku należy spełnić potrzeby fizjologiczne, aby mógł być szczęśliwym.
Ale istniał jeszcze jeden powód, przez który przyglądał się budowli z niechęcią. W jednym z wygodnych mieszkań zatrzymał się ktoś, kto od lat był mu bliski. Z Dante łączyła go przeszłość i teraźniejszość. Sentymenty wymieszały się z interesami, przez co czasem mieli problemy z dogadaniem się. Zwłaszcza Hunter miewał pretensje o to, że chce działać bardziej jawnie. Rozgłaszanie swych działań w świecie przestępczym było dla niego pewną chlubą, tak przynajmniej nauczył go postrzegać podobne rzeczy ojciec. Każde zwycięstwo należy obwieścić, aby inni zaczynali czuć respekt. Ale jak na razie ukrywali się i bawili w intrygi. To go zniesmaczało.
Również obrzydzało go to, że to stary Arrow, ojciec Dantego, doniósł na jego ojca. Po kilkunastu latach wspólnych interesów jedna ważna transakcja poszła nie tak, więc ktoś musiał za to beknąć. Niestety, padło na Radley’a. Właśnie dziś Hunter dowiedział się o tym, przez co zaczął pić. W taki sposób chciał odreagować. I alkohol sprowadził go tu.
Wszedł do budynku spokojnie i wszedł po schodach na odpowiednie piętro. Stanął przed konkretnymi drzwiami, w które z początku mocno pukał, aby następnie zacząć w nie walić bezlitośnie. Po chwili podniósł głos, złorzecząc na starego gangstera oraz jego latorośl, a gdy to mu nie wystarczało, zrobił kilka kroków do tyłu i rzucił butelką brandy, roztrzaskując ją drzwi wejściowe do apartamentu Dantego. Uczynił to z niemałą fascynacją, wcale nie dziwiąc się temu, że dobry znajomy nie otwiera. Z pewnością pieprzy gdzieś jakiegoś naiwniaka.
- Kurwa! – zawył wściekle i kopnął w najbardziej znienawidzone drzwi. Dawał jeszcze upust złości, przypuszczając, że za kilka chwil pojawi się tu jakaś ochrona. Pięknie, jeszcze go zwiną i dopiero zacznie się prawdziwe piekło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Paź 25, 2014 11:49 pm

Niekiedy los bywał bardzo paskudny i złośliwy, szczególnie dla cery. Kiedy udało mu się w końcu udać do apartamentu, rozebrać do naga i udać do krainy snów po tym, jak po dłuższym czasie ubłagał wznowienie kontraktu z pewną firmą z działu „jestem gwiazdą rocka - nowym Jezusem”, który zerwał dla czasu ze swoim ex, a jeszcze wcześniej musiał się pojawić w jakiejś willi, żeby nakręcić nowe sceny do filmu, a tutaj jeszcze była impreza – z pewnością ten masochistyczny tryb życia kiepsko oddziaływał na skórę (i psychikę), a znakomicie na nowiutkie oksfordki Marca Jabobsa. Niestety, ci z góry – odwieczni wrogowie kochanków grzechu – uznali, że nie zasłużył na wypoczynek, nawet po czterdziestu godzinach spędzonych na piciu energetyków i sporej ilości kakao. Pierwszy przejaw interakcji bożej – donośne pukanie. Zmarszczył brwi. Przecież miał wyciszane ściany. To tylko utwierdziło go o przejawie sympatii tych na górze, wobec czego zatkał sobie uszy poduszką, obiecując sobie, że gdy tylko wstanie, zrobi sobie najgłośniejszą i najbardziej erotyczną orgię, która przyprawi najbardziej wyuzdanego słuchacza o rumieńce. Jak na złość, zarejestrował jakieś bluzgi, a potem jeszcze huk jakiegoś szkła o drzwi. Jak zgadywał, nie te starowskie. Mimo to, zmusiło go to do uniesienia zmęczonego ciała, znalezienia jakichś (czarnych) spodni i (równie czarnej) koszuli i wypełzł z okopu, a potem wychylił łeb ze swojej czarno-białej nory. Drzwi, o dziwo, miał nieznacznie uchylone, co było kolejnym dowodem na złośliwość białoskrzydłych. Chwilę poświęcił cierpieniu na rzecz przyzwyczajenia się do świateł w holu, drugą na przyswojenie sobie sytuacji. O dziwo, nie potrzebował ani sekundy na skojarzenie młodego i gniewnego, wszak miał z nim interes. Z senną gracją sunął w jego kierunku. Przetarł twarz dłonią, a następnie zza palców spojrzał, na czyich drzwiach ten wyładował swoją frustrację. Czuł intensywny zapach alkoholu, na co nawet się nie skrzywił. Przecież był pijakiem. 
- Aaach, Arrow. Całkiem nowy sąsiad. Hunter - Był dumny z tego, że zapamiętał to imię(?), a drugi nastolatek też być powinien. - wcale cię nie potępiam, bo też chciałem to zrobić. Wiesz, w czym mnie przywitał? W garniturze i glanach. W GARNITURZE, a do tego miał założone GLANY. A ja przyniosłem cholernie odpowiednią* whisky, a przy tym cholernie dobrą i było mi jej szkoda. Zapukałem do jego drzwi i je otworzył... Na miłość boską, łączyć garniak z glanami i tym cholernym wygolonym łbem... - Od razu poczęstował gościa potokiem słów, przedstawiając sytuację iście dramatycznym tonem, jeszcze mamrocząc coś o zupełnym braku stylu, największym przejawie prostactwa, coś mówiąc o bólu oczu i zupełnej ignorancji. Kiedy zakończył swoje lamenty na savoir vivre, zamilkł i mlasnął językiem o podniebienie. Nie minęła chwila, a obaj usłyszeli dźwięk otwierającej się windy. Najwidoczniej ochroniarz był leniwy, albo ucięli mu pensje, albo już znał piętro, które zamieszkiwali te rozpieszczone, zdemoralizowane gówniarze. Niewiele myśląc, Vincent chwycił Huntera za przedramię i pociągnął do swojego apartamentowca, zamykając za sobą drzwi, które zamknął za zasuwkę. Bez słowa wyminął swojego gościa, dokończając senne, nierówne zapinanie koszuli. 
- Czego sobie życzysz? Kawy, herbaty? - zapytał lekko, nogą przesuwając zmiętą, wczorajszo-przedwczorajszą koszulę pod ścianę. 
Że niby miałby ją podnieść? A w życiu.
Przedstawiał sobą widok zupełnie nieogarniętego człowieka – z rozczochranymi włosami, białą twarzą z cieniami pod oczami, i jeszcze krzywo zapiętą koszulą. Nie wspominając o tym zamglonym spojrzeniu i ospałymi ruchami. 
A tobie co zrobił? Powiedz, że założył skarpetki do sandałów, a przyrzekam, że zdobędę różdżkę i rzucę w niego Avadę Kedavrę. 

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Paź 25, 2014 11:53 pm

Choć był pod wpływem alkoholu, to jednak wszystko doskonale do niego docierało. Upojony umysł rejestrował każdy szczegół, po czym decydował się na ignorowanie go. Hunter nie był w stanie czymkolwiek się przejąć, gdy zaślepiała go wściekłość. Stare rany tak nagle zostały otwarte, czego nigdy się nie spodziewał. Jednak najbardziej bolesny okazał się być fakt, że jego rodzina została zdradzona. Robert Radley, choć niewątpliwie najgorszy bydlak z możliwych, stanowił dla swego syna prawdziwy autorytet. Trafił za kratki na kilkanaście lat nie bez przyczyny, jednak na jego winę nie wskazywały żadne dowody, więc należało złapać mężczyznę na gorącym uczynku. Oczywistym było, że ktoś dał cynk policji o tym, iż gangster bierze się za kolejny interes, jednak trudno uwierzyć, że za wszystkim stał starszy Arrow. Dante prze krótki czas chował się wraz Oscarem pod dachem Radley’a, dlatego też zdrada bolała o wiele dotkliwiej. I choć młodsze pokolenie nie miał nic wspólnego ze sprawami swych ojców, to mimo wszystko dotykały ich. Nastolatek bezmyślnie przybył tu, chcąc wyładować się na najbliższej sobie osoby. Dobrze, że jednak nie zastał gospodarza, bo mogłoby to się skończyć bójką.
Usłyszał znajomy głos, dlatego też odwrócił się, by spojrzeć na wąskie wargi, spomiędzy których wydobywały się słowa. To był koncert bezużytecznych wyrazów, z tych zaś wybierał tylko nieliczne, by skwitować je niezbyt miłym spojrzeniem ciemnych oczu, w których wciąż można było dostrzec agresję. Jednak gwiazda nic sobie nie robiła z tak chłodnego przyjęcia i napierała dalej, wyrzucając z siebie jakże idiotyczne informacje.
Gdy wreszcie zamilkł, na ich piętrze zatrzymała się winda, następnie otworzyła się winda. Wtedy też panicz Star chwycił go i wciągnął do jednego z tych luksusowych mieszkań, wcale nie zważając na ostrzegawczy warkot, który wydobył się z gardła Huntera. Chłopak absolutnie nie miał ochoty na żadne gierki, jednak wiedział, że musi się przyczaić, aby ochroniarz go nie dorwał. Nie może przez tak głupią akcję wylądować na komisariacie, bo przy okazji wypłynie też jego działalność. Ma przy sobie trochę prochów, no i nóż myśliwski.
- Mam dość picia na dziś – wyrzucił z siebie iście niechętnie, pierwsze kroki kierując ku jednej z czarnych kanap. Bez słowa rozsiadł się na niej wygodnie, następnie zsunął się po oparcie, by położyć się na meblu. Dłonią leniwie przetarł oczy, następnie przesunął ją po twarzy. Nie czuł się najlepiej, ale spotkanie Vincenta była chyba darem od losu. Skoro musi się wyładować, to czy nie warto połączyć przyjemnego z pożytecznym?
- Sprawy rodzinne – wyjaśnił bez większego namysłu i przeszedł do siadu. Szybko poderwał się na równe nogi i skierował ku długowłosemu. Stanął tuż przed nim, aby zaraz chwycić go za włosy i pociągnąć za nie. Objął go w pasie i docisnął do siebie, wpijając w jego wargi. Działał instynktownie, wyłączając myślenie. – Arrow nie powinien cię specjalnie interesować – dodał jeszcze szeptem, kiedy to zakończył dziki pocałunek. To i tak kłopotliwe, że został przyłapany na podobnej sytuacji przez kogoś ze szkoły, a teraz na dodatek o wszystkim może dowiedzieć się Dante. Kurewsko niedobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Paź 25, 2014 11:55 pm

Zerknął na Huntera kątem oka, dostrzegając te śmiałe poczynania w cudzym apartamencie. No pewnie, nie krępuj się i rozgość, pomyślał ironicznie, ale nic nie powiedział. Nieważne kto przychodził do apartamentu Stara, czuł niespodziewany dyskomfort; ograniczona kolorystyka, chłodne pomieszczenia, a każdy pojedynczy mebel, chociaż dość prosty, był drogi. Vincent był zdziwiony faktem, że drugi nastolatek wydawał się niczym nie krępować, mimo że nie wyglądał na snoba. Postanowił z tym poczekać na moment, kiedy ten raczy wytrzeźwieć. Zmarszczył brwi. Sprawy rodzinne? Star myślał, że to zwyczajna kłótnia kochanków albo samców alfa, bo ta dwójka wydzielała dość podobną atmosferę. Długowłosy nie był w tym gorszy, wszak kiedy rozmawiał ze swoim najdroższym sąsiadem, czuł, jakby wymieniał słowa ze swoją bratnią duszą, co wcale mu się nie spodobało. Kto chciałby gadać sam ze sobą? Nie miał możliwości rozmyślać nad tym wszystkim dalej, bo niespodziewanie kochanek znalazł się przed nim (opóźniając tym wędrówkę do kuchni) i zaatakował swoimi ustami. Vincent wcale, a wcale się nie wyrywał, bo co jak co, ale będąc jeszcze w sennej mgiełce miał schowane pazurki; oddał z równą żarliwością ten intymny gest, jednocześnie swoje ręce przerzucając przez jego ramiona, tym samym obejmując go. Uśmiechnął się lekko, z małą prowokacją, jeszcze posyłając mu mocny, ale płytki pocałunek. W tym momencie uwielbiał czuć dłonie Huntera na sobie, wobec czego postanowił przystopować z krytyką. Odrobinkę.
- Dlaczego nie? Byłby całkiem sexy, gdyby potrafił lepiej dobierać części garderoby do siebie. I jakby ogarnął tę nieprzyzwoitą fryzurę rodem z mody slumsów. I ściągnął te kolczyki... - Ewidentnie miał ochotę komentować dalej, ale ponownie powstrzymał się przygryzieniem dolnej wargi. Vincent nigdy nie traktował swoich słów jako plotkarstwo, wszak to samo mógłby powiedzieć to samo 'obgadywanej' osobie prosto w twarz. Chociaż Arrow miał niewątpliwie w sobie urok, ale to opinia prawdziwego narcyza. Otarł się swoim gładkim policzkiem o ten hunterowy. - Ty chyba mi się o wiele bardziej podobasz... - postanowił mu połechtać ego, bezwstydnie przypominając sobie jego zapach głośnym wciągnięciem powietrza.
Przesunął niemal delikatnie czubkiem nosa za uszkiem, pomrukując mu w nie leniwie i bezwstydnie. Mimo że większa część żmijowatej osobowości Gwiazdy była jeszcze uśpiona, to instynktownie chciał wiedzieć więcej i w razie czego wykorzystać to przeciw tej dwójce. Lubił mieć uczucie jokerów w rękawie, gdyż asy były niekiedy stanowczo za mało wartościowe. Samolubnie przyległ do ciałka Huntera i otarł się lekko o niego, jakby ten był cholernym misiem. Przesunął ustami po drugiej skórze, a następnie poczęstował go kolejnym całusem, prosto w usta. To bynajmniej nie była taktyka wyciągnięcia informacji, a zwyczajne wykorzystywanie ciałka Huntera.
- Jesteście do siebie całkiem podobni. Pewnie dlatego się tak kłócicie. Tak intensywnie działa na twoje emocje... Chyba jestem zazdrosny – spojrzał w jego oczy, utrzymując intensywny kontakt wzrokowy, jednocześnie stykając ich czoła razem. Czyżby próby manipulacji emocjonalnej?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 12:00 am

Dziwnym trafem gwiazdor nie stawiał się, wręcz przeciwnie - nie dość, że żarliwie odpowiedział na złączenie ich ust, to na dodatek objął swego gościa. A potem sam zainicjował mniej rozpalony pocałunek, ukazując w ten sposób swoją aprobatę. Mógłby tego dokonać również przy użyciu swych paznokci, ale prawdopodobnie brakowało mu chęci do gierek, kiedy każdym gestem zdradzał, jak bardzo pragnie bliskości drugiego ciała. Oczywiście, nie chodziło o to konkretne ciało, po prostu potrzebował kontaktu fizycznego z jakimkolwiek osobnikiem tej samej płci. Lecz nawet ta potrzeba nie była w stanie przekonać go do milczenia. Bez większego namysłu nadawał dalej, wyrzucając z siebie wyrzuty wobec sąsiada, który to dokonał jakże strasznych zbrodni przeciw modzie. Hunter był podobnym ignorantem, mimo to nie bronił swego dobrego znajomego. W tej chwili nie mógłby się za nim wstawić, przynajmniej nie przy takich śmiesznych pretensjach.
- Wtedy nie byłby sobą - mruknął w odpowiedzi na te ciągłe narzekania, wcale nie uważając tego stwierdzenia za obronę. Na całe szczęście Vincent przeszedł w końcu do podsumowania, w którym skupił się na Radley’u. Być może miało to być pewne zadośćuczynienie za skupianie się na kimś innym, a może chciał go zwyczajnie podejść prostym komplementem. Nie tylko pochwałą wkupywał się w łaski nastolatka, przede wszystkim trwał w przyjemnej bliskości, nosem drażniąc skórę za uchem, które to uraczył rozkosznymi odgłosami. Długowłosy doskonale rozegrał tę sytuację - wykorzystał słabość rozmówcy. Otarł się o jego ciało, po czym stanowczo naparł na jego wargi. Hunter tak nagle spokorniał, poddając się przyjemności. I gdyby nie padły kolejne słowa, zapewne wciąż byłby spokojny. Urwał z nim kontakt wzrokowy i stanowczo chwycił za jego ramiona, aby oderwać go od siebie.
- Ja nie jestem tchórzem. Nie boję się pobrudzić sobie rąk.
Musiał zaprotestować, nie mógł się powstrzymać. Wie, że wiele go łączy z Dante, ale nie może teraz przyjąć do świadomości tego, że są tak bardzo do siebie podobni. Wciąż wiele ich dzieli i musi o tym pamiętać.
- Ale czemu ja się dziwię? - spytał sam siebie, mimo to rzucił spojrzenie Starowi. - Jaki ojciec, taki syn.
Po chwili zacisnął mocno wargi, a smukłe ciało pchnął na najbliższą ścianę, do której zaraz je przyparł własną osobą. Bez ostrzeżenia wpił się dziko w usta kochanka, na dobre zapominając o całym tym żalu, jednak skumulowana w nim złość wciąż pozostawała w trzewiach. Ledwo dał jej upust, ale dalej nie zamierzał sobie folgować. Odreaguje u boku zmysłowego gospodarza. Dlatego musi przestać tyle gadać.
- Skoro jesteś zazdrosny, wykorzystajmy to - wyszeptał w jego usta, przy okazji otarł się o jego krocze. Językiem przesunął po dolnej wardze, następnie dopadł jego szyję, w którą wgryzł się zuchwale i to aż do krwi. - Ty zawsze jesteś chętny, co? - spytał prowokacyjnym szeptem, gdy tylko oderwał usta od jego ciała. Po chwili cofnął się i szarpnął go, by zaprowadzić go do kanapy. Pchnął go na mebel, zmuszając go w ten sposób do siadu, sam zaś zasiadł okrakiem na jego kolanach. Zmrużył oczy, następnie schował twarz w jego ramieniu, gdy śmiało otarł się pośladkami o jego krocze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 12:01 am

Vincent był coraz bardziej pewny tego, że Hunter i Arrow są sobie bliscy, co specjalnie go nie dziwiło. Miał ochotę dowiedzieć się więcej, niczym te wścibskie sekretarki, chcący poznać sekrety szefa. Tylko, że ta sekretarka nie miała ochoty dzielić się wieściami ze swoimi przyjaciółkami, a jedynie zabezpieczyć się w razie sytuacji kryzysowej, gdyby okazało się, że Hunter jest głupszy i miał dłuższy język, niż spodziewała się tego gwiazda - tak, stanowczo miał problemy z wiarą w ludzi. Był na tyle grzeczny, że nie zareagował gwałtownie na to odepchnięcie się, chociaż alkohol z ust drugiego nastolatka brzmiał niemal wybornie. Miał ochotę lizać i ssać jego wargi, sunąc koniuszkiem języka po drugim języku i podniebieniu, chcąc chciwie spić ten smak i był jeszcze na tyle nieświadom, że nie ukrywał uparcie faktu, iż nie tylko o smak alkoholu tutaj chodziło.
Ojciec i syn, co? Uśmiechnął się krzywo.
- Brudzić rąk? - W oczach młodego Stara błysnęło umiarkowane zainteresowanie. - A może po prostu woli schludniejsze zagrywki? Ja osobiście kiepsko znoszę brud pod paznokciami.
Jeśli cokolwiek zabolało go po zderzeniu się plecami i tyłem głowy o ścianę, nie dał tego po sobie poznać; ciało śmiało przypominało sobie o ich ostatniej zabawie, kumulując swoje wspomnienia i teraźniejsze pieszczoty gdzieś w spodniach. Zacisnął palce na jego biodrach, unosząc nieznacznie koszulkę; chciał zobaczyć, czy ślady z tamtej nocy nadal były na tym ciele, czy też zdążyły zniknąć, bo te na ciele Stara zdecydowanie wyblakły. Nie zdążył przyjrzeć się, kiedy poczuł to jednoznaczne napieranie na krocze, a zęby na swojej szyi, przez co westchnął cicho, z aprobatą przewracając oczami. Vincentowi się nie spieszyło, starał się hamować reakcje i nie tracić jasności umysłu, inaczej niczego z Huntera nie wyciągnie.
- Och, w pracy jestem profesjonalistą - odparł aksamitnie na tę puszczalską prowokację, chociaż miał na końcu języka coś innego, co miałoby na celu zezłoszczenie kochanka. Zamiast tego, dodał. - A co, byłbyś niezadowolony, jakbym z kimś się przespał po naszej nocce? - zakpił nieznacznie, a kiedy tułów zetknął się z kanapą, bez pardonu chwycił Huntera za włosy i wpił się w jego usta. Zainicjował namiętny, odrobinę zaborczy pocałunek, ciągnąc swoją gierkę. Drugą dłonią zuchwale chwycił za jeden z pośladków i począł go masować. Przesunął paznokciami po materiale spodni, aby zaraz dotkliwie potraktować nimi skórę na plecach. Oderwał się od niego, jeszcze traktując językiem jego wargi, aż zaczął obiema dłońmi wspinać się po jego ciele, na nowo przyzwyczajając go do tej dawki bólu, kiedy szarpał skórę paznokciami.
- Myślałeś o mnie? Powiedz mi, jak się czułeś, kiedy tak perfidnie utrudniłem ci życie? - wyszeptał w jego wargi, co rusz muskając je przy wypowiadanych słowach. W drugiej chwili pozbawił go koszulki, którą rzucił gdzieś do tyłu, jak jakąś bezwartościową i niepotrzebną szmatę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 12:03 am

Panicz Star dość szybko pogodził się z tym, że był traktowany niczym przedmiot przez swojego gościa. Hunter nie spodziewał się, że uczyni z gwiazdy własny worek treningowy. Ale nie miał zamiaru podnieść ręki na to znakomite ciało, chodziło tu raczej o daniu upustu emocjom, z którym nigdy sobie specjalnie nie radził. Zawsze reagował agresją, lecz kiedy ta nie przyniosła pożądanych skutków, próbował odreagować poprzez fizyczny kontakt pełen intymności. Nawet nie ukrywał swoich intencje, co też pokazał w chwili, gdy przyszpilił długowłosego do ściany. Powoli skupiał się na pożądaniu, jednak ich rozmowa wciąż nie miała końca. Im bardziej Vincent drążył, tym usilniej Hunter próbował wyprowadzić go z tych mylnych teorii, jednocześnie uważał, aby nie wprowadzać go w żadne szczegóły. Gdyby był w pełni trzeźwy, od razu zamknąłby mu usta namiętnymi pocałunkami. Niestety, lekko podbity zrobił się gadatliwy.
- Schludniejsze zagrywki nie zapewnią mu pozycji - odparł z jawną złością dostrzegalną w spojrzeniu ciemnych oczu. Po prostu nie potrafił przyjąć, że niekiedy intrygi sprawdzają się lepiej niż rozwiązania siłowe, których uczony był od małego. Szacunek u innych należy wymusić strachem i to tak wielkim, by każdy drżał na samo brzmienie twego imienia. I choć podziw nie będzie prawdziwy, to jednak respekt stanie się nieodłącznym elementem w postrzeganiu twej osoby. - Trzeba ją wywalczyć, pokazać, że jest się jej godnym.
Bliskość drugiego ciała nie była w stanie uspokoić go wystarczająco. Chyba dlatego wgryzł się w szyję kochanka, a metaliczny posmak krwi w ustach zamiast go ostudzić, jedynie zachęcił go do działania. Obecnie było mu wszystko jedno, jaką rolę przypadnie mu odegrać podczas seksu, przede wszystkim zależało mu na ogarnięciu tych niepokojących uczuć. I wreszcie w swej rozmowie odeszli od kłopotliwego tematu, wtedy też w pełni zajęli się sobą.
- A więc spanie z każdym traktujesz jako pracę? - spytał złośliwie, odpowiadając w ten sposób na jego prowokację, gdy tylko wylądowali na kanapie. Mocniej otarł się o jego krocze, łatwo wyczuwając to napięcie w spodniach chłopaka. Sam zdjął skórzaną kurtkę, niezbyt przejmując się tym, że ma w niej prochy. - Do dziś myślałem, że to prawdziwa pasja.
Jego pytanie zastanowiło go. Czy rzeczywiście byłby niezadowolony z faktu, że Vincent przespał się po drodze z kimś innym? Podczas ich pierwszej wspólnej nocy dokładnie naznaczył jego ciało, jakby te stało się całkowicie jego. Miała to być też pewna przestroga dla potencjalnych kochanków nastoletniego gwiazdora. Być może było w nim nieco zazdrości, lecz nie byłoby go stać na robienie scen. Nie należy do tych sentymentalnych gości. Ale ledwo przemyślał tę kwestię, dlatego nie udzielił odpowiedzi, bo sam Vincent nie dął mu na to szansy. Tak bezczelnie szarpnął go za włosy i wpił w jego wargi. A potem masował jeden z pośladków, po czym zapoznał go ze swoimi paznokciami, jak i plecy. Ciche syknięcie wydobyło się z miażdżonych przez obce usta warg Huntera. Jednak kolejne pytania i pozbawienie go koszulki sprawiło, że przybrał o wiele bardziej zdeterminowaną postawę.
- Nie przypominam sobie, żebyś utrudnił mi życie - odpowiedział mu bezczelnie, bez ostrzeżenia chwytając go za szyję, na której zacisnął palce. Uniósł wysoko biodra, przechodząc do klęczek, wtedy też zawisnął twarzą nad jego unieruchomioną głową. - Z pewnością miałeś większe problemy niż ja ze znalezieniem kogoś na noc.
Złapał za poły jego czarnej koszuli i bezczelnie rozpiął ją mocnym szarpnięciem, niezbyt przejmując się odprutymi guzikami. Gwałtownie zsunął niepotrzebny materiał z ramion kochanka, po czym przyglądał się odsłoniętej białej skórze. Dłońmi przesunął po torsie, wjechał na szyję, a palcami pogładził w końcu policzki, które to na koniec ujął. Wpił się w kuszące wargi na nowo, język zaś wsunął do wnętrza ust, trącając nim zaczepnie drugi narząd smaku. Powoli doprowadzał się do stanu, w którym kompletnie wyłączy resztki rozsądku na rzecz dzikich pragnień. Tej nocy woli już nie myśleć, o wiele bardziej zależy mu na seksie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 12:05 am

- Co za prostackie środowisko - mruknął pod nosem Vincent; nie lubił przemocy fizycznej, jego rodzina tradycyjnie bawiła się w manipulacje emocjonalne, jak dotąd, z zadziwiającą skutecznością. Ojciec niekiedy posuwał się do znęcania się psychicznego, ale dopiero wtedy, kiedy miał wyjątkowo kiepski humor. Grożenie bronią, czy pięścią, było uważane za przejaw braku wychowania. - Siła fizyczna - niczym rolnik w polu. To umysł jest potęgą, mój drogi Hunterze oraz uroda, która nigdy nie przemija.
Szlachetnie pominął fakt, że Starowie mieli to do siebie, że nie umieli przyjąć nadchodzące zmarszczki i mniej jędrną skórę z godnością - ćwiczyli, wcierali kremy, peelingi, zmieniali dietę, ale nigdy nie sięgali po operacje plastyczne. Zupełnie ignorowali fakt dojrzałego piękna.
Zmarszczył brwi niezadowolony, słysząc tę sugestię. Łypnął na kochanka niemal spod byka.
- Wiem, że jako luksusowa, oczywiście, dziwka zarobiłbym miliony. Z moją czarującą osobowością i równie wyśmienitą urodą? - zadał skromne pytanie retoryczne. W końcu to zawsze było opcją C, a że A się sprawdzała... B oczywiście było przejęciem ciepłej posadki po ojcu w znanej agencji reklamowej oraz jego mniej oficjalnych interesów, ale bawiąc się na swój reflektorowy sposób, czuł się o wiele swobodniej.
Nie zdołał przypomnieć Hunterowi o tych wszystkich pamiątkach, które na pewno cholernie piekły pod prysznicem, czy przez pierwsze dni, kiedy chociażby otarł się plecami o cokolwiek, ale nie zdołał, bo palce Huntera jednoznacznie zacisnęły się na szyi. Słysząc o problemach znalezieniu kogoś na noc, posłał Hunterowi iście prowokacyjne, uwodzicielskie spojrzenie spod rzęs, które mówiło: Czy aby na pewno?
Nawet nie było mu żal tej koszuli, kiedy to po chwili poczuł dotyk na swojej skórze, przez którego dostał gęsiej skórki. Każde sunięcie dłoni powodowało napięcie się kolejnego mięśnia, a z gardła wydobywały się pomruki. Stanowczo Vincent był dzisiaj o wiele spokojniejszy od Huntera; dołączył swój język do pocałunku, jednocześnie samemu trzymając go władczo za szczękę, bez większego problemu przejmując kontrolę. Palcami drugiej dłoni powolnym gestem rozpiął spodnie towarzysza, śmiało zaciskając dłoń na penisie, jeszcze przez materiał spodni. Oderwał się od tych seksownych ust, nabierając gwałtownie powietrza.
- Szukałeś swoich, czy nowych oznaczeń? - uniósł prowokacyjnie brewkę, jednocześnie zaczynając sprawnie i mocno mu trzepać, sunąc w górę i w dół, co rusz zatrzymując się przy główce, serwując dodatkowe pieszczoty. Wgryzł się w brzuch Huntera, boleśnie zaciskając zęby na skórze, ciągnąc ją krótko, ale brutalnie. Następnie potraktował rankę sunięciem języka, rozprowadzając drobiny krwi na skórze. Z kolej druga dłoń bez żadnej nieśmiałości powędrowała na tyły Huntera, traktując rowek paznokciami; te sunęły coraz niżej, do miejsca, którego tak cholernie pragnął. I zaraz inwazyjnie wsunął lekko kciuk, jakby póki co badał seksapil swojego kochanka; przecież nie pieprzył byle czego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 12:07 am

Niezbyt obchodziło go zdanie kochanka na temat siły fizycznej. Zamierzał uparcie trzymać się własnej wiary w rozwiązania siłowe, w końcu zawsze wszystko zdobywał poprzez przemoc i jeszcze nigdy nie rozczarował się na tej metodzie. Pobicie o wiele lepiej przekonuje do posłuszeństwa niż najbardziej wymyślny szantaż. Ludzie, choć posiadają tak wiele, najbardziej obawiają się utraty zdrowia, ale jeszcze bardziej życia, dlatego są gotowi zrobić wszystko, aby tylko zapewnić sobie bezpieczeństwo. Kiedy raz poznają smak czyjejś pięści, od razu zapamiętują, by więcej nie narażać się tej osobie. Star jeszcze nie rozumiał tej idei, ale mógł być spokojny o swą piękną twarzyczkę, w końcu Hunter nie będzie go tłukł bez powodu. Właściwie nie ruszy go, bo przecież chodzi tylko o seks. Może być ostro, ale obędzie się bez okaleczania.
- Złość piękności szkodzi – wymruczał w jego usta, gdy tylko dostrzegł to niezadowolone spojrzenie niebieskich oczu godne rasowego kocura. Był jednak wciąż przekonany o tym, że jest w stanie oswoić tego jakże wymagającego partnera. Jednocześnie nie zależało mu na tym szczególnie, po prostu chciał się z nim zabawić, aby im obu było przyjemnie. – Ale na pewno sporo byś zarobił. Może znalazłbyś jakiegoś bogatego sponsora.
Nie podobała mu się ta prowokacja widoczna w jego oczach, gdy napomknął o trudnościach, z jakimi musiał się spotkać przy szukaniu towarzysza na noc. Otworzył usta, aby zapytać, czy pieprzył się z kimś ostatnimi czasy, jednak na całe szczęście powstrzymał się od tego. Nie chciał okazać słabości, a za taką uznawał zazdrość. Siedział więc cicho, choć na jego twarz wkradła się irytacja.
Vincent dość łatwo zareagował na ten drobny dotyk, choć te jego pomruki mogły być zwyczajną grą. Jeśli tak to wygląda, to trzeba przyznać, że długowłosy jest niezłym aktorem. Szybko przejął inicjatywę w pocałunku, w międzyczasie sięgnął też do krocza Huntera. Nie czekał długo, prawie od razu przeszedł do rzeczy, chcąc rozbudzić ciało nastolatka. Radley od razu się poddał, na ugryzienie reagując głośnym syknięciem. Chwycił mocno długie pasma włosów gwiazdora i pociągnął za nie mocno, przy czym zajrzał mu bezczelnie w oczy.
- Pudło - odparł z wrednym uśmieszkiem. - Planowałem, gdzie cię ugryzę.
Za dużo mu pozwolił, lecz nie mógł zaprotestować, zwłaszcza, że potrzebował teraz zapomnienia. Był pobudzony i chciał więcej. Nawet paznokieć sunąc po rowku nie wydawał mu się irytujący. Ale kiedy poczuł palec w swoim wejściu, momentalnie spiął wszystkie mięśnie, a dłonie ulokował na ramionach chłopaka, w które wbił paznokcie. Mało kto miał okazję go pieprzyć, dlatego był cholernie ciasny. Jego tyłek, ledwo naruszony, już stawiał jawny opór. Opuścił biodra, nie z powodu obaw, po prostu chciał znów otrzeć się o krocze Vincenta, aby zachęcić go do dalszych działań. Skoro ten miał okazję wreszcie dobrać się do tyłka Oscara, powinien szybciej brać się do roboty.
- Błagam, tylko nie bądź delikatny. Mam w dupie te całe przygotowania.
Dał mu zielone światło na ostre, ba, wręcz brutalne rżnięcie. Chociaż jego słowa były komiczne, w końcu rzeczywiście chodziło tu o jego dupę. Trzeba go nieco rozciągnąć, prawda, ale nie ma zamiaru czekać w nieskończoność. Ponownie uniósł biodra, by dłońmi sięgnąć ku spodniom Vincenta. Dość łatwo wysunął z nich i spod materiału bielizny twardego już penisa. Bez słowa zaczął stymulować go dłonią, ustami zaś wpił się ponownie w kuszące wargi kochanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 12:08 am

- W takim razie, nie będziesz narzekał na moją umiejętność mistrzowskiego chowania niepożądanych śladów - powiedział frywolnie, jakby wcale nie czując bólu z ciągnięcia włosów; a przecież czuł, chociaż krótko i intensywnie. Nie wiedział, czemu próby igrania na emocjach Huntera tak świetnie zajmowały mu czas; nawet nie wiedział, czemu miał ochotę wyrwać z niego jakieś mroczniejsze uczucia, a bynajmniej nie chodziło tutaj o drogiego sąsiada. W końcu Vincent na ich ostatnim spotkaniu wyszedł, nie poświęcając mu nawet krótkiej chwili - najwidoczniej chciał zobaczyć jakąkolwiek reakcję. Prowokacje i testy, zapewne tym stracił swojego ex.
Nie mógł zaprzeczyć, że spodobała mu się ciasnota Huntera. Teraz tym bardziej miał ochotę w niego zanurkować w jego dziurce, z czym nie zwlekał długo; szybko zsunął dolną partię ubrań gdzieś do połowy ud i wsunął palce prawej dłoni do ust, żeby przynajmniej mieli jakiś poślizg. Krótko poruszył głową, jakby miał zamiar im obciągnąć, ale był za niecierpliwy na takie przedstawienia. Najpierw włożył ten wskazujący, powoli, chociaż stanowczo rozpychając ścianki i jedynie dał mu krótką chwilę, nim nie zaczął wpychać kolejnego, nawet na siłę.
- Jesteś pijany, nie masz prawa głosu - mruknął cicho, nieznacznie wypychając swoje biodra do góry, jakby chciał intensywniejsze pieszczoty na prąciu. - Chociaż na trzeźwo, jeśli mam być szczery, również masz małą siłę przebicia.
Dokładnie wtedy hunterowe usta zajęły się starowskimi, a dłoń tego drugiego zgrabnie ujęła tą, która go dopieszczała i wzmocnił nieznacznie uścisk, jednocześnie nadając odpowiednie tempo. Wzdychał lubieżnie w jego usta, jednocześnie starając się szybko i sprawnie go przygotować od tyłka strony, posuwając go na całą długość palców pianisty. Rozluźniał spięte mięśnie, chociaż mało delikatnie - nikt przecież nie będzie narzekał, wszak dominant-Vincent nie był wielkim fanem mozolnej gry wstępnej, a Hunter ni grama cierpliwości. Postarał się wepchnąć w niego trzeci palec.
- Niespodziewanie stałeś się cholernie atrakcyjny - wyszeptał z aprobatą, krótko szturchając językiem górną wargę kochanka.
I w końcu dołączył i trzeci palec. Pchnął nimi wszystkimi w jego wnętrzu z taką pasją, jakby to był jego własny penis i na Diabła, był pewien, że ten już drga niecierpliwie w dłoni Huntera, więc odsunął od siebie tę dłoń, pozwalając sobie na krótką chwilę czułości i intymności, kiedy splótł ich palce razem; zepsuł ten efekt kolejnym pchnięciem, następnie wysunięciem się, niemal leniwie i wprowadzeniu ich ponownie, aż nie dotarł do samych knykci i pokręcił nimi, rozpychając się jak tylko mógł.
- Jak bardzo mnie chcesz? - zapytał, jednocześnie wręcz brutalnie rozsuwając palce w nim. Ugryzł dolną wargę Huntera, ciągnąc w swoją stronę w zaczepnym geście.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 12:09 am

W większej części miał gdzieś te jego prowokacje, dlatego też nie zareagował na jego słowa, co do chowania śladów po obecności kochanków. I zwisało mu to, a przynajmniej zwisać powinno, czy Vincent się puszcza na prawo i lewo, czy też nie, bo to indywidualna sprawa każdego, co też robi ze swoją dupą. Chociaż złapanie od rozchwytywanej gwiazdki choroby wenerycznej lub jeszcze gorszego świństwa, byłoby mocno kłopotliwe. Ale wspomnienie ich pierwszego spotkania pomagało mu pozbyć się niepotrzebnych obaw, w końcu po tamtej upojnej nocy nie miał żadnej opryszczki, bądź innych objawów jakiegoś cholerstwa. Tylko czy od ich zbliżenia nie mogło się wiele zmienić? Długowłosy był cholernie smakowitym kąskiem nawet bez tej całej swojej sławy, dlatego trudno uwierzyć w to, że spędził te wszystkie noce samotnie. Wystarczyło skinięcie jego palca, aby mężczyźni ustawiali się do niego w kolejce.
Chyba tliła się w nim jakaś zazdrość, ale nawet jeśli ta istniała, szybko została stłumiona przez widok, jaki na nowo rozpalił pożądanie u Huntera, którego dolne partie garderoby zostały zsunięte z bioder - Vincent nawilżający swoje palce. Lecz nie zabawiał się z nimi długo, ponieważ szybko i bez ostrzeżenia wtargnął jednym do ciasnego wnętrza, następnie naparł boleśnie na wejście drugim. Tak gwałtowne potraktowanie wrażliwych ścianek wywarło spore wrażenie na mięśniach, które to zacisnęły się mocno na palcach, zaś z ust penetrowanego nastolatka wydobyło donośny jęk wypełniony dyskomfortem. I choć Radley chciał opuścić biodra, to jednak nie zrobił tego, a dłońmi przytrzymywał się ramion kochanka. Kompletnie go nie słuchał, słowa niespecjalnie do niego docierały, gdy był tak mocno rozciągany. Sam tego chciał, wręcz dopraszał się o brutalność, przez co nie mógł narzekać. Zresztą, naparł na usta Stara, by ten wreszcie przestał gadać. Chyba dzięki pocałunkowi skupił się na własnym penisie, by naparł na dłoń nastolatka, by ta mocniej zacisnęła się na nabrzmiałej męskości. Hunter kciukiem podrażnił czubek, wciąż energicznie i tym razem nieco szybciej przesuwając mocno zaciśniętymi palcami po trzonie.
Na komplement również nie zareagował. Pochlebstwo nie pomoże Vincentowi w pieprzeniu go, więc nie było powodu, by zwracać na niego uwagi. O wiele bardziej Huntera zajęły obce ciała w jego wnętrzu. Nagle było posuwany przez trzy palce, które gwałtownymi ruchami przyprawiały jego ciało o drżenie. Został zmuszony do donośnych jęków, które za pewne odbierałby jako upokorzenie, gdyby nie wystarczająca ilość alkoholu we krwi tłumiąca zdrowy rozsądek. Ale nie mógł pozostać obojętnym na to, że jego dłoń została wycofana z twardego prącia, a wtedy palce ich dłoni splotły się ze sobą. Gest ten wydał mu się tak cholernie tandetny. Tylko nie mógł nic powiedzieć, bo znów palce w nim parły do przodu, torując drogę grubszemu i dłuższemu obiektowi.
- Powinno ci wystarczyć, że chcę – odparł złośliwie w jego wargi, samemu napierając na jego palce przy opuszczaniu bioder, przy czym jakimś cudem nie zajęczał jak rasowa dziwka. – Jeśli chcesz mnie pieprzyć… – zaczął zmysłowym szeptem, rzucając mu przy tym prowokacyjne spojrzenie prosto w niebieskie tęczówki – To przestań tyle gadać i weź się do roboty.
Znów pociągnął go za włosy, dając upust frustracji, następnie pochylił się nad jego szyją, aby wgryźć się w nią mocno. Po chwili już miał krew na zębach, ta rozeszła się po wargach. Rozkoszował się jej metalicznym posmakiem, gdy językiem dręczył świeżą ranę. Koniuszkiem zjechał do ramienia, by i na nim pozostawić krwawy ślad po swojej obecności. Znaczył jego ciało, jakby chciał udowodnić sobie samemu, że może nim w pełni zawładnąć. I choć nie podobało mu się to, że chwilowo jest zdany na jego łaskę, to jednak wyczekiwał na kolejny ruch długowłosego. Pragnął jego penisa w sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:09 am

Głośne jęki Huntera napawały go niemałą satysfakcją, sprawiały, że chciał wycisnąć z niego jak najwięcej, a Vincent, gdyby nie był Vincentem Starem Idealnym, czułby motylki w brzuchu na wieść posiadania tak rozkosznego i jednocześnie nieokrzesanego kochanka. Wiedział, że bycie na dole wiąże się też z zaufaniem, dlatego postarał się brać go mocno, boleśnie, ale z jak najmniejszym ryzykiem draśnięcia go, czy uszkodzenia w jakikolwiek inny sposób. Tą niecierpliwość przyjął z głębokim pomrukiem zadowolenia, wszak to oznaczało, że ten z pewnością miał ochotę na jego penisa, już chciał być w rżnięty – a przynajmniej tak odebrał to ten pewny siebie typ, który właśnie spinał mięśnie i syczał, niczym kot ciągnięty za ogon, na każde brutalne ugryzienie. Odwdzięczył się ciągnięciem za włosy, odrywając te chciwe wargi i zęby od swojej skóry. Kiedy uznał to za stosowne, wysunął z niego palce i chwycił go za biodra, rzucając na kanapę, na swoje miejsce, a sam zgrabnie zawisnął nad młodym mężczyzną, o którego otarł się swoim gorącym, już odrobinę spoconym ciałem. Zachował na tyle zdolności myślenia, żeby – jedynie symbolicznie, bo przecież i tak zdążył się poczęstować krwią Huntera – wyciągnąć portfel, wraz z prezerwatywami z kieszeni i nałożyć jedną z nich na swoje prącie.
- Niech cię szlag trafi, jeśli pieprząc się z innymi tak samo nie grzeszysz ostrożnością – mruknął bardziej pod nosem, niż do Huntera, jednocześnie nie mogąc się doczekać, aż zanurkuje swoim twardym, gorącym penisem w tej ciasnocie, co zrobił chwilę później.
Ugryzł jego szyję, ciągnąc nieznacznie za skórę, jednocześnie powolnym ruchem rozsuwając jego uda. Chwycił go jedną dłonią za pośladek, unosząc jego biodra na tyle, żeby nakierowany ręką penis wsunął się przynajmniej główką. Wtedy też wbił paznokcie w skórę, zostawiając po sobie jednoznaczne rany i zaczął się w niego powoli wsuwać, gryząc mocniej delikatną skórę na szyi, kiedy mięśnie zacisnęły się na męskości. Przymknął powieki, nie ustępując prawom fizyki – siłował się z nią, dopóki nie zetknął się własnymi biodrami z jego pośladkami. Odetchnął cicho i z rozkoszą polizał nie wiadomo kiedy powstałą ranę, z której zaczęła lecieć krew. Wciąż był pochylony nisko nad kochankiem, dłonią podpierając się po jednej ze strony jego głowy. Puścił jego bioderko, palcami szturchając krótko sutka, którego pociągnął palcami. Paniczowi Starowi nagle odechciało się spać, zdecydowanie. Nie czekając na pospieszające słowa Huntera, pchnął go po raz pierwszy, wpierw płytko, zaledwie zaznajamiając go z tym uczuciem, a potem mocniej, niemal na całą długość – wolno, ale głęboko, tak, że ciało Huntera nieznacznie przesunęło się po kanapie. Poczęstował go namiętnym pocałunkiem, wcale nie umiejąc się powstrzymać – ten był bardzo ciasny i to było tak kurewsko dobre!
- Pozwól, że coś ci powiem - wyszeptał mu do ucha, niczym nagrodę. - Od naszego spotkania nie spałem z nikim.
Pominął fakt, że nie chodziło tutaj o sentyment, a o zwyczajny brak czasu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:23 am

W całej tej gwałtowności długowłosego kryła się pewna ostrożność, mimo to Hunter nie miał zamiaru silić się na jakikolwiek przejaw wdzięczności. Smukłe palce rozciągały go nie bez powodu, w końcu jego wejście trzeba było przygotować na wtargnięcie pobudzonego penisa. Jednak całe to przygotowywanie, z początku niekomfortowe, w końcu rozbudziło pragnienia nastolatka, przez co zaczynał się coraz bardziej niecierpliwić. Chciał zaznać większych wrażeń, dlatego też poganiał kochanka na wszystkie znane sposoby. Atak słowny pozostał bez odpowiedzi, zatem wgryzł się dwa razy boleśnie w jego ciało, lecz Vincent w końcu odciągnął jego głowę od swojego ciała. Drugie podejście wywarło pozytywną reakcję, przez co na ustach Radley’a zagościł wredny uśmieszek. Specjalnie uraczył nim gwiazdora, bo przecież nie może mu się tak całkowicie poddać. Chce być przez niego zerżniętym, owszem, jednak to nie wymusza na nim uległości.
Brak palców, na których mógłby zacisnąć mięśnie, zarówno irytował, jak i cieszył. To cholerne uczucie pustki w rozciągniętym wnętrzu wydawało się wręcz niekomfortowe, jednocześnie świadomość, iż palce zostaną zastąpione bardziej pożądaną przez niego częścią ciała, na nowo rozpalała zmysły. I tylko z tego powodu nijak nie zareagował na to rzucenie go na kanapę. Również leżał pod nim spokojnie, jedynie obserwując go ciemnymi oczyma. Wysłuchał jego słów, dokładnie zrozumiał treść, lecz nie zamierzał odpyskowywać, aby nie strzępić sobie na darmo języka. Czekał na jego penisa, na którym już była założona prezerwatywa.
Na ugryzienie w szyję jęknął krótko, bo o wiele bardziej interesował go to, co dzieje się przy jego dolnych partiach ciała. Trzymał uda rozchylone i starał się nie opuszczać bioder, które tak nagle znalazły się w górze, choć najwięcej w tej kwestii miał do powiedzenia Vincent. Jedną ze stóp oparł o kanapę, przyjmując w siebie z cichym pomrukiem sam czubek prącia. Ale gdy wniknął w niego trzon, mimowolnie wydobył z siebie jęk, a jego ciało zadrżało. Poczuł też mocniej wbijające się w jego skórę zęby, które pozostawiły krwawą ranę. Natychmiast jedną z dłoni objął go za szyję i docisnął do siebie, drugą zaś dłoń ulokował na jego łopatce, w którą wbił paznokcie w chwili, gdy Star poruszył się w nim wreszcie. Mięśnie jeszcze stawiał opór, zaciskając się na jego pełnej erekcji, choć Hunter usilnie próbował się rozluźnić. Ból dawał o sobie znać, lecz powoli ustępował przyjemności. Zresztą, przy namiętnym pocałunku trudno było myśleć o takich nieistotnych szczegółach jak uczucie dyskomfortu. Oscar od razu odwzajemnił pieszczotę, dłoń zsuwając z łopatki ku jego pośladkom, lecz zatrzymał się w połowie drogi, kiedy to Vincent przerwał, aby wyrzucić z siebie kolejne niepotrzebne słowa.
- Mam ci pogratulować? - spytał z jawną kpiną, po czym samemu poruszył biodrami, wychodząc naprzeciw penisowi. Ledwo stłumił w sobie bolesny odgłos, jednak chciał poczuć trochę tego bólu. - Skoro miałeś przerwę, to korzystaj z okazji i pieprz mnie jak najmocniej.
Dopadł dłonią jeden z jego pośladków i zacisnął na nim mocno palce, jednocześnie dociskając go do swoich pośladków, między które wnikał w ciasne wejście. Bezmyślnie wypuścił z siebie pożądliwy jęk, mrużąc przy tym oczy. Posłał mu rozpalone spojrzenie, po czym wpił się w jego wargi, śmiało sobie poczynając językiem we wnętrzu jego ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:25 am

Przewrócił oczami na kpinę Huntera – chciał mu zrobić jakąś przyjemność, niekoniecznie tylko w sprawach seksu, wszak jego wewnętrzny samolub i ignorant skurczył się w pewnych sprawach przez pewien staż w związku, ale zrozumiał, że ten naprawdę nie potrzebował żadnych słodkich słów, a przynajmniej nie w tym momencie, dlatego – ku swojej uciesze – postanowił w końcu spełnić wolę swoją i kochanka.
Spiął mięśnie na pośladkach i plecach, czując niekoniecznie pożądany dotyk na tym pierwszym, ale zaraz wynagrodził to sobie kolejnym głębokim pchnięciem. Nieustannie utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, żeby ten był w pełni świadom, kto właśnie rozpycha to ciasne wnętrze, komu pozwolił do siebie zbliżyć – umowa umową, ale nawet Vincent rzadko co jest na tyle honorowy, żeby robić coś niezgodnie z własną wolą nawet za sprawą obietnicy, twierdził więc optymistycznie, że z mężczyzną pod nim jest podobnie, tym bardziej, że ten posyłał mu tak rozpalone (odwzajemniane) spojrzenia, przez które biodra wyrywały się i mało delikatnie go penetrował, wbijając się główką jak najdalej. Chciał, żeby ten czuł go w sobie przynajmniej nazajutrz. Oddawał zachłannie pocałunki, nie bawiąc się w próby kontroli, a jedynie czerpiąc z pieszczoty jak najwięcej. Mruczał zadowolony w te nabrzmiałe już usta, jednocześnie zaczynając go brać szybciej, czysto egoistycznie, jak zwykłą, cholernie dobrą dziwkę. Ugryzł go w język, wzdychając bezwstydnie i jedną dłonią chwycił go za biodro i przytrzymał go, gdyż brał go tak mocno, że ciało Huntera stopniowo mu uciekało. Uwielbiał uczucie zaciskania się ścianek na penisie, dlatego śmiało poczynał sobie w tym gorącym wnętrzu, najzwyczajniej w świecie go pieprząc. Spragnione usta znaczyły każdy skrawek szyi zębami i kolejnymi czerwonymi punkcikami, nie szczędząc jej gorącego oddechu podczas westchnień, pomruków i pojedynczych stęków. Kiedy poczuł jednoznaczne pulsowanie własnego członka, siłą woli zwolnił pchnięcia, a dłoń, którą dotąd trzymał na biodrze Huntera, przeniósł na jego członek, który ujął bez zbędnej pruderii; zaczął poruszać dłonią na całej długości, może odrobinę niezgrabnie przez swoją własną przyjemność i niecierpliwość. Pchnął go ponownie, a następnie niespodziewanie wysunął się, żeby z cichym chichotem ponownie go napełnić, niemożliwie powoli. Ponowił pchnięcia, tym razem troszcząc się bardziej o kochanka, celowo szukając prostaty – wcześniej był zbyt roztargniony, żeby chociażby zorientować się, kiedy na nią natrafił – a kiedy całkiem przytomnie usłyszał i poczuł, że mógł powiedzieć bingo!, zaczął w nią celować. Wiedział, jak pieprzyć, kiedy chciał osiągnąć orgazm – długimi pchnięciami w średnim tempie, ocierając się bezwstydnie o ciało Huntera. Dłoń, którą dopieszczał kochanka, traktował jako niekoniecznie potrzebny dodatek, przyspieszający cały ten proces.
- Hunter - wyszeptał prosto w jego małżowinie uszną.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:26 am

Oczekiwał od Stara jedynie ostrego seksu, dlatego nie chciał nawet słuchać tych słodkich, wręcz mdłych, słówek, które to nijak na niego nie działały. To prawda, że czasem po zbliżeniu chce jeszcze trochę bliskości, aby móc nasycić się ciepłem drugiego ciała, mimo to nie należy to tych ckliwych gości łasych na czułostki. Zresztą, Vincent też nie jest jakimś specjalnie opiekuńczym kochankiem, więc nie powinien się zmuszać do obcych sobie zachowań. Powinien skupić się na tym, co najlepiej mu wychodzi – na seksie. Akurat długie spojrzenia żadnemu z nich nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie, były one mile widziane, zwłaszcza, że podsycały płomień namiętności. Z gwałtownych pchnięć długowłosego biło dzikie pożądanie, ale dzięki temu Hunter czerpał jeszcze więcej przyjemności z całego zbliżenia. Chętnie przyjmował go w sobie z donośnymi jękami pomiędzy kolejnymi pocałunkami, stale obejmując go za szyję, aby mieć go blisko siebie. Ich ciała ocierały się o siebie coraz intensywniej, ponieważ z każdą chwilą tempo pchnięć stawało się szybsze. A Vincent trzymał go stanowczo za biodro, nie pozwalając mu nawet na chwilę uciec. Rozpychał ciasne wnętrze swym penisem, kompletnie nie przejmując się kochankiem, jednak ten egoizm wydawał się tak cholernie seksowny. Jednak musiał zostać ukarany, zwłaszcza po bezczelnym ugryzieniu języka, pociągnięciem za te długie kudły.
Niespodziewanie gwiazdor kompletnie zmienił taktykę i zwolnił rytm pchnięć, a dłonią zaczął dopieszczać męskość drugiego nastolatka. W końcu nawet bezczelnie wysunął się z niego, a kiedy już znów wprowadzał swojego penisa do chętnego tyłka, czynił to naprawdę powoli, wręcz leniwie. Z ust Radley’a wydobyła się bluzga, a potem krótkie warknięcie robiące za ostrzeżenia. Potem ciało chłopaka wygięło się w łuk i uleciały z niego kolejne jęki, ponieważ Star poruszał się w nim znowu, lecz tym razem w jego ruchach widać było spore doświadczenie. Główką penisa atakował prostatę, przez co ciało Huntera zalała rozkosz. Wbił paznokcie w bladą skórę na ramieniu, po czym przylgnął do niego ustami, podnosząc plecy z kanapy. Bez ostrzeżenia wgryzł się w jeszcze nieskalany fragment ciała, aby powstrzymać kolejne dziwkarskie odgłosy. Zasysał się na penisie, sam nawet poruszał biodrami, chcąc go poczuć jak najintensywniej.
Kompletnie nie wiedział, dlaczego długowłosy wymówił jego imię. Chciał być miły? To było zbyteczne, w końcu od początku chodziło w tej znajomości tylko o seks. Nie należy zmuszać się do czułostek. Ale te rozmyślania nie były istotne, zwłaszcza, że ciało Huntera zalewała rozkosz. Fala gorąca opanowała go całkowicie, po czym skupiła się w podbrzuszu. Jego członek zapulsował, przez co jedną z dłoni wkradł się między ich ocierające się ciała, by ułożyć dłoń na tej starowskiej, wtedy też zmusił go do silniejszego zaciśnięcia trzonu. Wpił się w jego wargi bezczelnie, po czym oderwał od nich szybko, żeby krzyknąć z przyjemności. Zadrżał na całym ciele i doszedł w ich dłonie, a mięśnie instynktownie zacisnęły się na penisie sprawcy tego orgazmu.
Opadł na kanapę, posyłając drugiemu nastolatkowi półprzytomne spojrzenie. Jego oczy zaszły mgiełką przyjemności, ale wciąż nie mógł odetchnąć, bo Star nie przestał jeszcze się w nim poruszać. Hunter ulokował dłonie na jego plecach i pociągnął po nich paznokciami, próbując go w ten sposób ponaglić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:27 am

Ciągnięcie za włosy, co zapewne miało być karą za takie zuchwałe zachowanie, jedynie sprawiło, że przez plecy Vincenta przeszedł potężny dreszcz – mógł się założyć, że na skórze pojawiła się mu gęsia skórka. Miał w planach doprowadzić Huntera na szczyt, do najlepszego orgazmu, jaki ten zaznał ostatnimi czasy. A Star – jak przystało na pewnego siebie skurczybyka – był przekonany, że jak ktoś chce, to potrafi, a już w szczególności on sam. Niemal warknął z podniecenia, kiedy poczuł zęby na swoim ramieniu; członek pulsował mu od samej penetracji, no doprawdy, jak Hunter śmiał wystawiać jego doświadczenie na próbę! Uśmiechnął się pod nosem, czując dłoń na swojej i zgodnie z życzeniem, od razu przystąpił do intensywniejszego pieszczenia, starając się zachować rytm w pchaniu. I wtedy, po krótkim pocałunku, na który nawet nie zdążył mruknąć, ten doszedł, boleśnie zaciskając dziurkę na nabrzmiałym penisie. Star stęknął bezwstydnie, jakby to on sam był pieprzonym, a nie był tym, który pieprzył i krótko ugryzł go w obojczyk, zostawiając po sobie – zupełnie nieświadomie! - kolejny ślad po swojej obecności. Wygiął nieznacznie plecy w łuk, unosząc się ponownie i wpił się w usta Huntera, wcale nie dając mu wytchnienia. Pchnął w niego zaledwie kilka razy, nim nie spuścił się w prezerwatywę. Przerwał pocałunek i zanurkował nosem w jego szyi, wdychając zapach potu – zapach seksu – dając sobie chwilę na odpoczęcie. Dopiero po kilku głębokich wdechach, spędzonych zupełnie nieruchomie, poruszył się i wysunął powoli z wnętrza Huntera, ściągnął prezerwatywę, którą dał gdzieś obok kanapy i pozwolił sobie opaść na drugie ciało, niczym rasowy samiec, natychmiast popadając w stan skrajnego rozleniwienia. Spędził dłuższą chwilę na gładzeniu biodra i uda Huntera, nim nie odchrząknął, chcąc odzyskać głos.
- Grubym murem się otoczyłeś, wiesz? - zaserwował mu parodię chichotu, bo był tak cholernie zmęczony, a Morfeusz ponownie ulokował się blisko niego.
Drobne komplementy, a już na pewno szeptane słówka, bądź (odpowiednie) imiona w trakcie bardziej namiętnych gierek zawsze działały na jego kochanków, niczym Ojcze Nasz na chrześcijańskiego Boga. A tutaj Hunter wydawał się być zupełnie odporny, co tylko prowokowało Gwiazdę do zdobycia tej trudnej twierdzy. Ponownie zamilkł na dłuższą chwilę, powoli zbierając myśli – a wcale nie było to takie proste, gdyż był wymęczony i psychicznie, i fizycznie.
- Ile masz czasu? Jeśli chcesz, odstąpię ci kanapę na drzemkę – zapytał, ot tak, niemal zupełnie obojętny na odpowiedź. Gdzieś tam w środku pragnął, żeby ten został na dłużej – nawet, jeśli Vincent sam wyląduje w swojej sypialni, gdzie tylko VIP'y mogą tylko chociażby tam zajrzeć. Niekiedy miewał takie dni, kiedy nie chciał być samemu.
Uniósł się na łokciach i złożył na tych wymęczonych, hunterowych ustach kolejny pocałunek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:27 am

Ugryzienie w obojczyk, nie tak bardzo głębokie, Hunter uznał za ucieczkę kochanka przed kolejnymi jękami. Okazało się, że i on może mieć coś z orgazmu drugiego nastolatka, w końcu ten odgłos rozkoszy nie wziął się z niczego – był on reakcją na zaciskające się na pulsującym penisie mięśnie. Po chwili długowłosy wygiął się i zainicjował gorący pocałunek, co też było oznaką zbliżającego się spełnienia. Kilka szybkich pchnięć wreszcie zmusiło go do orgazmu we wnętrzu partnera, którego nie zabrudził dzięki prezerwatywie. I na chwilę zastygł w bezruchu, wdychając przy okazji zapach rozgrzanego ciała Radley’a. Zapewne robił to wszystko bezwiednie, aby móc nasycić się każdym aspektem tego dzikiego zbliżenia. Ale w końcu obudził w sobie resztki rozsądku i wysunął się z Huntera, który mimowolnie wydał z siebie stłumione stęknięcie. Przyjął na siebie ciężar drugiego ciała i rozkoszował się dotykiem, jakim zostało zasypane jego biodra wraz z udem. Sam uniósł dłoń i wsunął palce we włosy Vincenta, aby masować mu skórę głowy leniwymi pociągnięciami opuszków. Zaledwie po jednym razie czuł się zmęczony. To pewnie efekt uboczny spożycia tak wielkiej ilości whisky.
Na jego słowa i ten nieudany chichot prychnął pod nosem, w ten sposób ukazując swą niechęć do tych czułych słówek. Drobne gesty mające w sobie dozę delikatności nie są takie złe, jednak słowa wprowadzają jedynie chaos i mieszają w głowie kochankom. Gdy podczas dzikiego seksu padają miłe słowa, kochanek bierze je na poważnie i zaczyna robić sobie nadzieje, co też po jakimś czasie zaczyna się robić kłopotliwe. Taki gwiazdor powinien wiedzieć, że lepiej nie bawić się w podobne rzeczy.
- Po prostu nie lubię takiego gadania podczas seksu.
Nie tak źle było usłyszeć swoje imię, a właściwie w jego przypadku przezwisko, podczas zbliżenia dwóch ciał, aczkolwiek nie zamierzał ekscytować się z tak błahego powodu. Vincent zapamiętał, jak ma go nazywać i to był dla niego wielki plus. Ale lepiej było mu nie mówić, że zapunktował, bo jeszcze zacząłby się puszyć.
- Nie mam nic do roboty, więc z chęcią zajmę kanapę na dłużej.
W duchu dziękował mu za ten akt miłosierdzia, choć pewnie nie był on do końca bezinteresowny. A może był on zupełnie niewymuszony? Warto skorzystać z tej chwilowej dobroci, nawet jeśli istnieje ryzyko, że zostanie wykopany z apartamentu, gdy tylko Star nieco oprzytomnieje. Rozkosz najwidoczniej przysłoniła mu zdrowy rozsądek. Kolejnym dowodem dla tej tezy był pocałunek. Dziwnym trafem nie był dziki, był raczej zwyczajny. Spokojny, zawierający znużenie obu. I nie trwał długo, bo Hunter przerwał go, rzucając przy tym długowłosemu półprzytomne spojrzenie. Dłonią pogładził go po policzku, następnie w nikłym uśmieszkiem na ustach poklepał go po nim.
- Śpij dobrze.
Poruszył się pod nim, by ułożyć się na boku, po czym padł na brzuch, dłonie kładąc pod głowę. To cholerne zmęczenie nie było dla niego czymś nowym, ale w tej chwili irytowało. Również towarzyszące jego wnętrzu uczucie pustki było zdumiewające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:28 am

aki gwiazdor uwielbia kręcić w główkach innych; uwielbia nieustanne, duże porcje adoracji, nawet jeśli miałoby się zakończyć – i czym zwykle zakańczało się – złamane (cudze)serce. Uwielbiał zdobywać, a potem mącić dalej, nie puszczając tak łatwo swojej ofiary. Flirtował ze wszystkim co się rusza, ale rzadko co zostawał przy tych osobach dłużej, wszak szybko się nudził. Jedną z tych ofiar miał stać się Hunter, a Vincent już się o to postara. Nie był empatyczny, dlatego takie nieczułe, wręcz socjopatyczne zagrywki nie były dla niego złe, chociaż i tak traktował innych o wiele lepiej, niż wcześniej.
Kiwnął głową na znak zgody, jednocześnie unosząc się powoli na łokciach, coby zaprzestać przygniatania ciałka pod sobą, bo ponownie wyostrzy się mu apetyt. Przerwanie pocałunku nie przyjął jako odrzucenie, czy cokolwiek innego, bo myślami już był w swoim łóżku. Mruknął na potwierdzenie, bo oj, na pewno będzie spał dobrze i bez zbędnych ust skierował się do swojej sypialni, której drzwi zamknął. Rozebrał się do końca i padł twarzą w pierzynę i tak usnął, przyjemnie zmęczony.

Następnego dnia obudził zupełnie z własnej woli, niemal w pełni sił. Jeden rzut nieprzytomnego oka na okno i już wiedział, że miał jeszcze dużo czasu do wieczorowego wypadu na imprezę; za oknem w zenicie znajdowało się słoneczko, nieśmiało chowające się za chmurą. Dopiero po dłuższym czasie wracania do kłopotliwej rzeczywistości, przypomniał sobie o gościu i ich bardzo przyjemnej wspólnej nocy – chociaż określenie szybkiego numerku o wiele lepiej okazałoby ich wczorajszą zabawę. Kończyny opierały się jak umiały ze współpracą, ale i tak, sunąc nagimi stopami po chłodnych panelach skierował się do łazienki, przez salon. Nie doszedł do niej, gdyż w połowie został brutalnie obudzony przez – nie upadek, to zabrzmiałoby za elegancko – wyrżnięcie się na ich ciuchach. Łypnął złowrogo na skórzaną kurtkę Huntera, z której wysunął się jednoznacznie woreczek białego proszku. Od razu starowskie dni znalazły się u nasady nosa i upewniając się, że gość jeszcze spał, podpełzł dyskretnie do kurtki. Narkotyki, pomyślał odkrywczo, krzywiąc się niezadowolony. Po swoim odwyku, kiedy był cholernie uzależniony od tego cholerstwa – a najbardziej tego w płynie – czuł niemałą pogardę do tego i innych żałosnych ćpunów. Ale Hunter nie wyglądał mu na takiego, co bierze. Kierując się instynktem, przeszukał spodnie i wszystkie, możliwe kieszenie; oprócz standardowych rzeczy, miał w dłoni zgrabny, bardzo ostry – jak stwierdził zraniony opuszek palca – nożyk. Łypnął na Huntera niemal z wyrzutem, jakby ten wszystko to oglądał, a nie smacznie spał.
- Do mojego, mojego apartamentu... niekulturalny baran... - zaczął mamrotać pod nosem, nagle czując się bardzo wybudzonym. Pospiesznie wsunął resztę rzeczy do jego kieszeni i wstał, udając się do kuchni, gdzie do szafek z ostrzami schował ten nóż, gdzie powinny znajdować się takie niebezpieczne przedmioty – jeszcze ktoś się skaleczy! Worek z proszkiem zabrał ponownie do swojej sypialni, gdzie wsunął do jednej z kieszeń eleganckich spodni z kantem, które ubrał wraz z koszulą – czarnymi, oczywiście.
I zaraz ponownie stał przy – a dokładnie nad – Hunterem, któremu zatkał palcami nos, a dłonią usta. Kiedy spotkał się z oczekiwaną reakcją, odskoczył od niego, tak na wszelki wypadek i uśmiechnął się złośliwie.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. - Usadowił się wygodnie pośladkami na stoliczku, przeczesując nieśpiesznie dłońmi włosy. - Kawy, herbaty? Bo zapewne niczego do jedzenia nie chcesz?
I nie czekając na odpowiedź, skierował się do kuchni – o ile potrafił zrobić najprostsze napoje, o tyle potrafił przeciąć się do ścięgien dłoni krojąc chleb, właśnie dlatego wykręcał numer do obsługi, skąd miał zamiar dostać okropnie pyszny, pięciogwiazdkowy tort czekoladowy.
Zachowywał się, jakby zupełnie nigdy nic!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:29 am

Szanse, aby Hunter stał się ofiarą gwiazdora, były żałośnie niskie i nie była temu winna kwestia partnera, ponieważ ten bezczelny osobnik nie zamierzał oddać się w całości innej osobie i to niezależnie od tego, kim ta osoba jest. Idea miłości, może i piękna, jednak w dużej mierze ograniczała. Jemu marzyła się bezmierna wolność. Poza tym, on nigdy nikogo nie darzył miłością i zapewne nikogo nie obdarzy tym uczuciem. Zwyczajnie nie posiada w sobie tych pozytywnych emocji, za to wciąż jest w nim wiele złości, która bierze się zarówno z błahostek, jak i z bardziej poważnych spraw. Ale nie było okazji, by tę sprawę wyjaśnić, bo Vincent jej głośno nie poruszył. Na dodatek obaj chcieli tylko spać. Jednak pieprzony Star śmiał go zostawić samego na kanapie i to jeszcze bez żadnego okrycia! O tak, jego szanse na zdobycie Huntera były cholernie niskie, właściwie bliskie zeru.
A potem po śnie na wygodnej kanapie, jednak bez poduszki i koca, został zbudzony w tak bezczelny sposób. Gdy zabrakło mu tchu, od razu zamachnął się ręką dość szeroko, jednak cel zdążył mu umknąć, a z jego ust posypały się bluzgi. W pierwszej chwili był zdekoncentrowany, ale po chwili wspomnienia z ostatniej nocy uderzyły w niego z tak wielką siłą, że aż skrzywił się z bólem, łapiąc dłońmi za głowę. Nie tylko się upił i zrobił scenę pod apartamentem Dantego, przede wszystkim dość łatwo oddał swoją dupę Starowi, który na każdym kroku kpił sobie z niego. Stale próbował go testować, najpierw tymi czułościami podczas zbliżenia, a teraz swoją bezczelnością.
- Drań – syknął pod nosem, kierując na niego rozzłoszczone spojrzenie. – Może być kawa – dodał jeszcze głośniej, dzięki czemu zauważył, że ma lekko zachrypnięty głos. Pięknie, jęczał jak rasowa kurwa, czym nawet się w nocy nie przejął. Podniósł się do siadu i rozejrzał po pomieszczeniu, w którym gospodarza już nie było. Nie powinien czasem bardziej zainteresować się gościem, którego to sam tutaj przyprowadził? Ba, którego przeleciał!
Poderwał się na równe nogi i odnalazł bokserki, które natychmiast naciągnął na biodra. W samej bieliźnie przeszedł do kuchni, dołączając do długowłosego. Wszedł do tego pomieszczenia przede wszystkim z powodu zapotrzebowania na kofeinę, ale kiedy zerknął na chłopaka, zmienił swoje priorytety. Zbliżył się do niego i docisnął tors do jego pleców, już ukrytych pod materiałem koszuli. Czy on ma tylko czarne ciuchy w szafie?
- Mógłbyś nieco przyjaźniej mnie powitać – wyrzucił z siebie spokojnie, bez niepotrzebnych wyrzutów, po czym wtulił nos w jego szyję, następnie zasmakował jej za pomocą drobnego pocałunku. Zaraz odwrócił go twarzą do siebie, obejmując przy tym stanowczo w pasie, aby zaraz wpić się brutalnie w jego wargi. Wcale się za nimi tak bardzo nie stęsknił, ale lubił zaczynać dzień od kilku pieszczot. Właściwie, to która już godzina? Zresztą, nie było to wcale takie ważne zagadnienie, bo i tak nie ma nic do roboty. Ale może Vincentowi się spieszy. Chociaż nie, bo w takim przypadku natychmiast wykopałby kłopotliwego gościa.
- Dzień dobry – mruknął do niego po zakończonym pocałunku i odsunął się, by oddać mu trochę przestrzeni. Chociaż kolejna rudna za dnia nie wydawała mu się takimi głupim pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:31 am

Przez dłuższą chwilę nawet nie zauważył obecności Huntera, co było wielkim błędem – do proszkowo-nożykowego gościa nie wolno ot tak odwracać się tyłem. Niestety, był tak zaabsorbowany zamawianiem swojej bomby kalorycznej, że napiął gwałtownie mięśnie, kiedy poczuł dotyk drugiego ciała, na tyłach i szyi. Nawet nie zdążył walnąć dziesięć powolnych wdechów i wydechów, wdeeeechów i wyyydechów, jak radził pan psycholog, gdyż zaraz jego usta znalazły sobie inne, o wiele lepsze zajęcie. Pozwolił sobie na chwilowe przymknięcie powiek, wsuwając dłoń we włosy Huntera i wzmocnił pieszczotę. Pozwolił mu zwiać z zasięgu rąk, bez większego żalu.
- Witaj – powiedział oficjalnie, jak to miał w zwyczaju i jakże nieczule odwrócił się ponownie tyłem do niego, coby sięgnąć po czajnik i nalać do niego wody. - Dobrze się spało? Uwielbiam tę skórzaną kanapę, ale do spania zdecydowanie preferuję swoje łóżko – prychnął rozbawiony i kiedy postawił ją na gazie (bo na co komu bezpieczniejszy czajniczek elektryczny...), sięgnął po kubki – dla siebie wziął czarny, oczywiście, a dla Huntera standardowy biały. I zaraz w tym drugim znalazła się czarna kawa, idealna na ranek, a sobie woreczek z herbatą.
- Słodzisz? - Nie czekając na jego odpowiedź, sobie sypnął dwie kopiate łyżki cukru. - Moja menadżerka wyszłaby z siebie, gdyby dowiedziała się, co właśnie mam zamiar zjeść i na wieść o cukrze w herbacie – zachichotał pod nosem, a kiedy czajnik wydał z siebie wysoki, irytujący pisk, Vincent od razu wskazał na niego palcem, żeby jego gość się tym zajął. Ten z pewnością będzie chciał jak najszybciej pozbyć się tego wkurzającego dźwięku, a gospodarz nie miał zamiaru się zlitować – nie zdziwiłby się, gdyby podczas tej prostej czynności się poparzył. Najlepiej zredukować zagrożenia do obowiązkowego minimum.
Zaczął obserwować ciałko Huntera, które bardzo hojnie obdarzył kolejnymi ranami i siniakami, zapewne po zębach i mocnym wbijaniu palców. Nie mógł powstrzymać się od głębokiego pomruku aprobaty i zaraz chwycił go za rękę, wyłudzając od niego kolejny, soczysty pocałunek, któremu nieobce było bolesne gryzienie warg. Wydawał się mu być w tym momencie tak okropnie seksowny.
- Jeszcze pachniesz seksem – zamruczał z aprobatą, teraz samemu sunąc nosem po jego szyi i oblegając swoim ciałem Huntera. Ale tylko na chwilę, dając skosztować kolejnych przyjemności i zostawiając po sobie niedosyt, kiedy bez słowa ruszył w kierunku salonu, ich uprzedniego miejscu zabaw. Może i był wychowany – chociaż niekiedy perfidnie pokazywał, jaki to nie jest swojski i gówniarski – ale w jego rodzinnym domu, w Ameryce, roiło się od lokajów. Pewnie dlatego zostawił kubki, zupełnie odruchowo, bo przecież głównie musiał ładnie wyglądać i zabawiać rozmową, a od takich plebejskich czynności miał swoich ludzi – w tym momencie Huntera, którego chyba wcale nie traktował jak gościa, a dobrego kumpla.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Paź 26, 2014 10:32 am

Od razu wyczuł, że Vincent spiął wszystkie mięśnie w chwili, gdy ich ciała się spotkały. Jednak podczas pocałunku rozluźnił się i to na tyle, by odpowiedzieć na pocałunek, przy okazji chwytając go też za włosy. Ale Hunter szybko dał długowłosemu spokój, kończąc pocałunek bez zbędnego żalu, w końcu ktoś musi zrobić mu kawę, o której zaczął wręcz marzyć. Gwiazdor postawił czajnik na gaz, zadał grzeczne pytanie, rzucił komentarz o kanapie, jaki zirytował jego gościa i wyjął z szafki dwa kubki o kontrastujących ze sobą kolorach. Radley od razu wiedział, że czarny kubek przypadnie Starowi, bo ten prawdopodobnie ma drobna obsesję na punkcie tego koloru. Ale to nie było najważniejsze, teraz myślał o tym, by wyrazić swoje niezadowolenie, które miało związek z samotnie spędzoną nocą.
- Spałoby mi się lepiej, gdybyś mnie chociaż przykrył. Nawet mogłeś rzucić mi moją kurtkę, cokolwiek.
Ale twoje ciało byłoby najlepszym źródłem ciepła – dodał w myślach, przez którą uśmiechnął się poprzez nikłe uniesienie kącików ust. Przyglądał się, jak Vincent słodzi herbatę, a na jego pytanie jedynie skinął głową, choć przypuszczał, że znak ten nie zostanie zauważony. Wysłuchał kolejnych słów gospodarza z czystej grzeczności, ponieważ w głębokim poważaniu miał jego menadżerke. Chciał tylko napić się kawy, potem jeszcze nacieszyć się bliskością drugiego ciała, może nawet doprowadzić do kolejnego zbliżenia, a potem skorzystać z łazienki, ubrać się i stąd wyjść. Plan doskonały, na pewno dla niego.
Złapał za cukierniczkę i dodał do swojej kawy w białym kubku dwie czubate łyżki cukru. I grzecznie wyłączył gaz oraz nalał do kubków wrzątku, choć był przecież gościem i to jemu gospodarz miał usługiwać, a nie na odwrót. Jednak siedział cicho i nic nie mówił, co się opłaciło, bo gdy tylko odłożył czajnik, jego usta zaatakowały wargi długowłosego. Dosłownie zaatakowały, bo i podczas pocałunku musiał być gryziony. Dlatego w odpowiedzi szarpnął go za te długie kudły, które zresztą szybko wypuścił z uścisku dłoni. Ulotną chwilę Vincent kusił bliskością, aby zaraz uciec. Typowe. Zwiał po seksie z pokoju akademickiego, potem z kanapy, więc i teraz spieprza.
Chwycił kubki i ruszył za nim do salonu, by tam położyć naczynia na stoliku. Sam opadł na kanapę, nieprzytomnym wzrokiem krążąc po podłodze, aby zlokalizować swoje ciuchy. Nie przeszkadzało mu siedzenie w samej bieliźnie, choć przebywa w czyimś drogim apartamencie, jednak wolał mieć ciuchy pod ręką, gdyby musiał niespodziewanie opuścić to lokum.
- Mógłbyś utrwalić ten zapach na jakiś czas – wyrzucił z siebie wreszcie to jedno z przemyśleń, rzucając mu przy tym chytry uśmieszek. Tym razem z całą pewnością on zabierze się za czyjś tyłek, swojego już ruszyć nie da. I tak się tej nocy wygłupił, więc musi to przeboleć. Aczkolwiek był trochę wdzięczny Starowi za to, że ten go przeleciał. Chyba tego potrzebował w tamtej chwili pełnej wzburzenia. – Na pewno twój tyłek stęsknił się za mną.
Ujął biały kubek w dłoń i upił sporego łyka, niezbyt przejmując się tym, że mógłby poparzyć sobie język. Tak się nie stało, jednocześnie gorący płyn rozlał się w jego przełyku, na co zareagował błogim westchnięciem. Wsparł głowę o oparcie, zaraz jednak wyprostował się i dłonią rozmasował kark. Podczas snu bardzo brakowało mu poduszki.
- Czyli mieszkasz tutaj – zaczął spokojnie, drapiąc się przy tym po policzku. – A ja myślałem, że masz już jakąś willę z basenem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   

Powrót do góry Go down
 
Apartament panicza Stara
Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Płacząca wierzba przy stawie
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Apartamenty-
Skocz do: