IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Apartament panicza Stara

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Czw Kwi 10, 2014 1:58 pm

Prychnął na słowa Keitha, jeszcze dodatkowo przewracając oczami.
- Co za szczęście, że ja do "poczucia własności" nie potrzebuję pierścionka i welonu. Wystarczą malinki. Ewentualnie pisak.
Jeszcze raz prychnął, żeby do blondyna na pewno dotarło, jak bardzo tym gardzi i za jak bezużyteczne to uważa. Naprawdę, śmieszyło go to. Takie zupełne pozbawienie wolności, czego naprawdę nie lubił. Było to na równym poziomie z "my" w związkach. Myśleliśmy, mamy zamiar robić, a najlepsze - my czujemy. To dopiero jest - zdaniem Vincenta - zabawnie, przecież każdy jest jednostką indywidualną.
Jak skończył grać, mruknął z zadowoleniem na swój występ i reakcję kochanka. Tak jak myślał, zupełnie go rozpuścił i sobą zauroczył. A co było następne na liście? Ach, pieprzenie się na fortepianie...
Niecny plan zepsuły następne poczynania blondyna; ten przed nim uklęknął. Długowłosy rozchylił inteligentnie usta, z równie elokwentną myślą "Nie gadajcie, że on, kurwa, chce się mi..." - w jednej sekundzie znalazł przynajmniej siedemnaście powodów i argumentów, żeby czasem tego nie robić. Oczywiście, następne słowa bynajmniej go nie uspokoiły. Tandetny tekst, godny chwili przed-zaręczynowej, no aż serce na chwilę zaprzestało bicia, a potem postanowiło to nadrobić, bijąc przynajmniej trzy razy szybciej. Nawet po alkoholu, myśl papierkowa go przerażała. I jeszcze go pocałowali... czy tego nie robi się po magicznym "Tak!"?
Odetchnął ciężko, a ulgą, gdy bynajmniej nie wyskoczył pierścionek zaręczynowy, a Keith po prostu przyciągnął go do siebie. Zaraz wlepił spojrzenie w ich stopy, starając się - ze średnim powodzeniem - dostosować swoje ruchy do jego. Te chwile nie trwały długo i już mógł po prostu położyć dłonie na jego biodrach, lekko się stykając swoim ciałem do jego.
- Spełniłbym się. Twój chłopak jest bardzo utalentowany, ale mu się nie chce. - odparł, wcale nie urażony tym, że blondyn go - być może - nie docenia.
Ręce z bioder przeniósł na szyję kochanka, którymi zaraz go oplótł, przyciągając go do siebie; jego usta do swoich, kiedy częstował go francuskim pocałunkiem. Nieskrępowany, ocierał się lekko swoimi biodrami o jego, jak zwykle częstując go naturą niewyżytego prowokatora. Nucił pod nosem jakąś melodię, do której dostosował kroki. Przypominała "I Don't Think About You Anymore But, I Don't Think About You Anyless".
- A co do bransoletek... To wcale nie było romantyczne. Kupiłem go tym. Brałem narkotyki, ten mnie w zamian zgwałcił, ale i tak chciałem, żeby był tylko mój. Potrzebuję admiracji. Cała historia.
Mówił o tym jak o pogodzie, o tym, że właściwie sam został skrzywdzony, a i przyznawał się do oficjalnej manipulacji Nathem. Do końca nie pamiętał, w jakich okolicznościach dał mu to srebro, ale czy to ważne? Tak ułożone fakty wydawały mu się najbardziej logiczne. Czy miał wyrzuty sumienia, że manipulował? Nie. Doskonale wiedział, jak wykorzystywać słabości innych, a w tym był romantyzm. Również i Keitha.
- ... Swoją drogą. Trzeba ci kupić jakiś porządny garnitur i butelkę wina. - wypalił nagle - Nie mogę przyjść z byle-czym i jeszcze z pustymi rękoma! - fuknął, zaraz będąc "dominantem" w tańcu, który był połączeniem tanga i walca.
Ponownie pocałował Keia, wkradając się językiem między jego wargi.  Najwidoczniej, taka ilość whiskey zadziwiająco poprawia mu humor.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Czw Kwi 10, 2014 2:56 pm

- Aż za bardzo utalentowany - mruknął z rozbawieniem Keith, przesuwając dłońmi po jego bokach i dociskając do siebie. Zdecydowanie, po tej kłótni mieli naprawdę dobry dzień. Nie mógł na nic narzekać i w rzeczy samej, nie zamierzał. Przyjemność z towarzystwa i bliskości, oraz tego nieuniknionego romantyzmu, który w pewnej ilości był obecny. Brunet go kupił.
Odwzajemnił namiętny pocałunek, przedłużając go wręcz w nieskończoność i każdym otarciem się odwdzięczał na jego prowokację. Nie potrafił narzekać na swojego faceta, ani na kolejną jego próbę zaciągnięcia do łóżka (fortepianu?) kochanka. Niby dlaczego? Widywali się na tyle rzadko, że jedynie szybki, namiętny numerek potrafił odpowiednio uspokoić ich zaborczość i potrzebę zapewnienia, że wciąż do siebie należą i nic nie uległo zmianom.
Historia, którą mu zaserwowano, nie mogła go ucieszyć. W końcu mówiła o tej stronie Vincenta, której nie pochwalał. W pewnej mierze potrafił jednak zrozumieć zachowanie partnera.
- Zasługujesz na admirację. - Uśmiechnął się do niego, przesuwając dłonie na plecy i masując je lekko, pozwalając przejąć dominację w tańcu. Byli tak dobrze dobrani z brunetem, że mogli zamieniać się stronami. I chociaż każdy z nich udawał, że woli być aktywem, również druga strona medalu ich cieszyła. Pasowali do siebie, równocześnie będąc kompletnie różni od siebie.
Zamruczał z rozbawieniem, słysząc wzmiankę o „byle czym”, a potem zachłannie pocałował kochanka, wbijając mocniej palce w jego łopatki.
- Mam garnitur, nie przesadzaj - mruknął, wywracając oczami z rozbawieniem. - I jest on w naprawdę niezłym stanie, ze dwa razy założony. Na winie się nie znam, więc w tej kwestii możesz za to przejąć pałeczkę. - Blondyn polizał partnera po wargach i przymknął oczy z zadowoleniem, rozkoszując się każdym otarciem. Dotrzymanie kroku Starowi nie było dla niego zbyt dużym wyzwaniem od momentu, kiedy zorientował się, co mają tańczyć.
Westchnął cicho, wsuwając dłoń we włosy partnera i znowu muskając jego usta. Uwielbiał go i uwielbiał jego ciało. Z nikim innym nie było mu tak dobrze i przez nikogo innego nie czuł się taki doceniany. Jego były odszedł całkiem w niepamięć. Właściwie, był mu już całkiem obojętny. Starał się tylko nie myśleć o fakcie, że to tamten człowiek, jego pierwsza miłość, go rozdziewiczył.
Tak naprawdę, nie było mu trudno o tym zapomnieć. Przy Vincencie wszystko było inne, mocniejsze, lepsze i intensywniejsze.
- Wiesz co? - Szepnął mu w wargi i przygryzł je delikatnie, pocierając zębami. - Mam ochotę się upić i znowu z tobą kochać. Taak! - Niemalże jęknął, gwałtownie łapiąc kochanka za włosy i tyłek, dociskając mocno do siebie. - Ty, ja, dużo alkoholu i w tle jakaś muzyka.
Tym razem to nie było ani pożądanie, ani potrzeba zapewnienia. Raczej rozleniwienie i chęć spędzenia dobrego wieczoru. Razem ze swoją miłością.
- Co ty na to? - Zamruczał pytająco, nawijając sobie na dłoń część włosów bruneta, a potem przejmując prowadzenie i ciągnąc go w stronę barku. Drapieżnie pocałował partnera i zsunął się na kolana, trącając nosem jego krocze, a potem sięgnął w głąb szafeczki i wydłubał z jej wnętrza Jacka Danielsa. Od razu dwie butelki, bo co sobie będą żałować. Uniósł się, ocierając znowu o Vincenta, a potem podał otworzył i podał mu jeden trunek. Po chwili namysłu zabrał go jeszcze z jego dłoni, upił kilka łyków, zasyczał i mocno pocałował kochanka. Smak whiskey rozlał się po ich ustach, wraz z niedopitymi kroplami. To było niemal jak zaproszenie do kolejnego, intensywnego seksu.
Doprawdy, na całej planecie nie było istoty bardziej seksownej od jego chłopaka.
- Wiesz, gdybyś był aktorem porno, albo reklamował jakieś zabawki, czy, powiedzmy, perfumy, alkohol, bieliznę, to te firmy zarabiałyby na tobie grube miliardy. - Pochwalił go, z uśmiechem. Nie był to komplement „wprost”, ale bez wątpienia miał szanse trafić w ego kochanka. Oddał mu butelkę i otworzył sobie drugą, znowu upijając z gwinta.
Objął wolną dłonią kochanka i tanecznym krokiem zaczął go prowadzić w stronę fortepianu. Po drodze zgarnął pierzynę, którą zamierzał umościć ich „plac zabaw”. Ciepło, miękko, z procentami... No i jego Gwiazdą.
Aż z gardła Marshalla wydarł się dziki, namiętny warkot. Tak, to był dobry dzień. I jeszcze się nie skończył.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Czw Kwi 10, 2014 6:16 pm

Zamruczał nisko i wyraźnie w usta Keitha, jak ten zainicjował pocałunek, uśmiechając się z lekkim rozbawieniem.
- Nieważne jaki masz garnitur, jest do chrzanu. Kupię ci nowy. - prychnął w odpowiedzi, jeszcze wlepiając w niego stanowcze spojrzenie; dobrze wiedział, że Thomas nie zadowoli się zwykłym garniakiem, a blondyn miał jeszcze trudniej, bowiem był partnerem chłopaka, który miał już inne plany w oczach jego ojca. Przedłużyć ród i zarabiać, takie ambicje miał jego ojciec. Można się śmiać, ale w tym drugim sprawował się cholernie dobrze.
Następne wyznanie go zaskoczyło. Oczywiście, nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Jego chłopak chciał się upić tylko w ich towarzystwie, a Vincent miał na tyle procentów już w sobie, że tylko docisnął swoje gryzione i - zapewne - napuchnięte lekko wargi do jego, wyrażając niemą zgodę. Docisnął biodra do keithowych, jak ten złapał go za tyłek, jakby mimowolnie chciał zwiać od dotyku pośladków. Do diabła, no cholera. Aż tak pijany (jeszcze) nie był!
- Okej. Twoja jedna szklanka, to moje dwie. - zarządził z uśmieszkiem, dobrze wiedząc, że Keith miał słabą głowę. Zignorował zgrabnie fakt, że sam już był po kilku szklaneczkach. Miał zamiar dzisiaj upić się, a na drugi dzień umierać. Uwielbiał to.
Oczywiście, ciałko nader chętnie reagowało na każde podrażnienie jego krocza, a panicz Star w ogóle nie miał oporów. Przyssał się do ust Keitha, spijając każdą kropelkę procentów. Nie wiedział, czy przyjemniejsze są te pocałunki, czy smak dobrej whiskey. Cholera, nieważne, jest dobrze. W odpowiedzi na komplement, bez pardonu chwycił pośladek Keitha i mocno ścisnął, puszczając mu oczko. Wiedział, że blondyn odrobinę się najeży, ale lubił to. Zaraz upił porządnego łyka whiskey, którą dzielnie dzierżył w dłoni. Łypnął na fortepian, do którego prowadził go kochanek i wykrzywił usta w uśmiechu. Zaraz również wyrwał - zupełnie zbędną - pierzynkę z jego dłoni, dociskając zaraz tyłek Keia do fortepianu.
- A to, to po co było? - zapytał retorycznie, gryząc go mocno w wargi - Muzyka nam niepotrzebna, wyduszę z ciebie kolejne jęki. Co ty na to? - uśmiechnął się pewniaczek, zaraz traktując trochę ciałka Keitha procentową cieczą, a drugą wolną dłonią przesunął po jego udzie, potem wzdłuż biodra. Zaraz zaczął zlizywać ciecz z ciałka kochanka, nie omieszkając pominąć malinkowania.
- A co będzie, jak się to zawali? Jesteś ciężki. - mruknął z rozbawieniem, zaraz prostując się, coby upić jeszcze jednego łyka whiskey.
Ciepły język potraktował jeszcze ucho Keitha, które zaraz zajął długimi pieszczotami; ssał, lizał i podgryzał, tutaj płatek, tutaj za małżowiną, tutaj trochę wsuwając język do ucha, wcale a wcale się nie brzydząc. Uśmiechnął się, odrywając się po dłuższym czasie od nań i tak samo potraktował drugie, jednak tym razem dodatkowo zacisnął dłoń na penisie kochanka, którego zaczął nieśpiesznie pobudzać, zajmując się głównie główką. Wydawał się być wręcz znużony, drażniąc ją i pieszcząc na przemian, jakby nie znał katorgi, przez którą teraz ten musiał przechodzić. Ponownie upił porządnego łyka alkoholu, nim butelkę nie postawił na fortepianie. Tym razem dłoń zajęła się całym penisem, porządnie mu trzepiąc, a drugą ręką owinął go w karku. Docisnął jego głowę do własnej, wymuszając kolejny pocałunek, a tym razem był porządny; namiętny, agresywny i pożądliwy. Napierał ciałem Keitha na sprzęt, ewidentnie nie zamierzając być uległym. Postanowił być aktywem, to będzie aktywem. Oczywiście, to postanowienie nie było takie łatwe - Marshall był silniejszy.
- All my stripper friends, all my ex-boyfriends. We all want the same thing. - Pozwolił sobie zanucić, już zajmując się torturowaniem oznaczonej szyi kochanka - ... We all want the same thing - parties in the bar, reaching for the stars. - dokończył z przerwani, bo - na miłość boską - nie miał czasu! A i tak skowronek się rozśpiewał. Musiał rozpalić swojego kochanka, nim temu się odwidzi i wbije w niego szpony. A wiedział, że teraz - głównie przez alkohol - nie rzucałby się, tylko uległ. Bo to był jego Kei. No chyba, że wleją mu więcej alkoholu, wtedy już włącz się agresor...
Jako, że nie udało mu się zmusić blondyna do leżenia na fortepianie, zdecydował się rozchylić mu nogi. Nie zamierzał robić mu loda, a chciał jedynie dać mu więcej przyjemności; zanurkował i przeciągłym ruchem języka polizał go po jądrze, drugiego drażniąc tak samo. Następnie, jedno z nich wziął do ust i delikatnie possał. Dłońmi chwycił jego uda, żeby czasem coś głupiego nie przyszło mu do głowy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Czw Kwi 10, 2014 9:04 pm

- Vincent, naprawdę nie masz na co wydawać pieniędzy... - Obruszył się Keith, odpowiadając równie stanowczym spojrzeniem. - I pewnie będzie tak drogi, że w życiu by mnie nie było na niego stać? I co potem mam z nim zrobić, oddać do banku, żeby się nie zniszczył? - Prychnął, kręcąc głową z niezadowoleniem. Oczywiście, tylko się droczył. Wiadomym było, że ulegnie życzeniu kochanka, szczególnie dlatego, że przecież szli do jego, obrzydliwie bogatej, rodzinki. Musiał się przed nią dobrze zaprezentować, chociażby po to, by ojciec kochanka nie wyrzucił go za drzwi, uznając za jakiegoś pomywacza w supermarkecie.
Wzruszył ramionami, słysząc zarządzenie. Był pewien, że i tak po kilku dawkach darują sobie liczenie...
- A w ogóle, kto tu mówił o szklankach? - Zamruczał z rozbawieniem, mrużąc oczka i pogłębiając pocałunek. Ocieranie się traktował jak swojego rodzaju wyzwanie, dlatego każda pieszczota i każde chwycenie za tyłek było odwzajemniane. W ogóle we wszystkim starał się dotrzymywać kroku kochankowi. Zawarczał ostrzegawczo, czując dłoń na swoich pośladkach.
- A poprzednio byłeś taki miły i nie macałeś mnie wszędzie... - mruknął z nieskrywanym oburzeniem. Prychnął, wgryzając się w jego wargi.
- Kochanie, jeśli ja mam być na dole, to ma mi być wygodnie. - Poczęstował go wręcz błyszczącym uśmiechem, a potem wywrócił oczami, gdy został dociśnięty do fortepianu. Skorzystał z okazji i wypił parę łyków alkoholu, a potem zaczął się rozbierać, wijąc pod kochankiem, starannie ocierając kroczem o jego krocze.
Zmarszczył brwi, słysząc komentarz na temat swojej wagi, ale zaraz skupił się tylko na pieszczących go ustach. Jęki same wyrywały się spomiędzy jego warg, wprawiając je w drżenie. Był podatny na swojego faceta, wcale a wcale nie zamierzał się z tego wycofywać. Przeciwnie, było mu dobrze. Tak, że pozwolił sobie upić jeszcze trochę whiskey, a potem zamknął oczy i oparł o sprzęt. Alkohol trochę zmniejszył ich potencję, dlatego cała gra „wstępna” posuwała się wolniej do przodu, pozwalając im nacieszyć się swoimi ciałami. Butelkę położył przy napoju kochanka. Nie dało się nie zauważyć, że blondyn wypił więcej od niego. Ale w końcu chciał się upić. Raczej nie miewał takich dni, a jednak, przy Vincencie, zaczął odkrywać swoją inną stronę. Poza tym, przecież był przy nim bezpieczny. Mógł sobie pozwolić na taką zabawę, bo wiedział, że co najwyżej obudzi się cały poharatany i pogryziony. No i z bolącym tyłkiem, ale ten już wcześniej został mocno przerżnięty, więc gorzej być nie mogło.
Właściwie nie zorientował się, w którym momencie dał radę całkiem się rozebrać, ale gdy poczuł język kochanka na swoich wrażliwych partiach ciała, było już po wszystkim. Albo raczej, przed najlepszym. Wsunął dłoń we włosy bruneta, pomrukując, lekko głaszcząc go i zawijając sobie na palce kosmyki. Nie miał zamiaru go do niczego zmuszać, ani tym bardziej przyciągać, póki co był na to zbyt... Rozleniwiony. To wina alkoholu. Właściwie, w tym momencie nie było możliwości, żeby na cokolwiek zaprotestował. Wpadł w swój pierwszy etap upicia: obojętność.
Dlatego pieszczoty niespecjalnie go ruszały, chociaż członek sukcesywnie się prostował i pęczniał. To było tylko jego ciało, w głowie czaiły się demony. Dlatego patrzył z góry na kochanka, kompletnie nie reagując, a jedynie sporadycznie pomrukując. Czas płynął powoli. Nigdzie się nie spieszyli.
Ujął w dłoń butelkę (nie był już pewien, czy to była jego własna, czy partnera) i upił kolejne parę lyków, posykując. Zamruczał cicho.
- Chciałem muzyki, skarbie. Albo włączysz, albo masz śpiewać. - Uśmiechnął się do niego uroczo i przymrużył powieki, niczym zadowolone kocię. Zaczął powoli odpływać w stronę drugiego etapu. Melancholii.
Złapał go mocniej za włosy i pociągnął do góry, a potem objął i zaczął rozbierać, jednocześnie wpijając się w jego usta. Tak, był już pijany. Chyba tylko te dwie herbaty sprzed chwili uratowały go przed wywróceniem żołądka na drugą stronę po takiej dawce alkoholu. Ale nie zmieniało to bynajmniej faktu, że czuł się przyjemnie rozleniwiony. Zsunął się z fortepianu i pozbawił Vincenta reszty ubrań, a potem zaczął podgryzać jego szyję. Gdy tylko poczuł pierwsze objawy protestu i próby dominacji, złapał go mocniej za ramiona, obrócił i docisnął jego pierś do fortepianu. Otarł się kroczem o jego pośladki i zamruczał, wbijając zęby w jego kark z głośnym pomrukiem rozkoszy. Dłońmi zaczął błądzić po jego bokach i ramionach, kolanem rozsuwając mu bardziej nogi.
- Jesteś taki delikatny, skarbie... - Westchnął z zadowoleniem, napawając się jego drgającymi mięśniami. - I taki słaby... - Zachichotał z lekką złośliwością, tym razem jego plecy polewając alkoholem i zlizując go, nie żałując po drodze malinek.
Wielkimi krokami zbliżał się trzeci i ostatni etap: puszczalstwo. I tak całe jego upojenie alkoholem przebiegało znacznie lepiej, niż zazwyczaj. W końcu, był tylko ze swoim ukochanym. Cały czas mógł go czuć, wąchać, całować, gryźć i dotykać. Nie miał możliwości wpaść w jakiś stan depresyjny, bo było mu za dobrze.
- Skarbie, a co robimy z tymi twoimi potencjalnymi zakażeniami igłami, czy cholera wie czym...? - mruknął średnio wyraźnie, kończąc malinkę na ramieniu partnera. Oderwał się, a potem przytulił do niego od tyłu i przełożył rękę pod jego pachą, upijając kolejnego łyka whiskey. W tym momencie zakończył się drugi etap. Kwestią było, czy Vincent odkryje, że może zrobić ze swoim facetem wszystko, co mu tylko się spodoba... I czy wyciągnie z tego jakieś wnioski.
- Kocham... cię... - wymamrotał z lekka pijackim tonem, wbijając paznokcie wolnej dłoni w jego pierś. Jak mantra, co chwilę musiał to powtarzać, uzależniony od wyznawania miłości romantyk. Szczególnie wtedy, gdy nie krył się z emocjami.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 6:59 am

Mruknął pod nosem, wysoce rozbawiony takim przejęciem się Keitha.
- Nie, wystarczy szafa. Jak u mnie. - Posłał mu dobroduszny uśmiech, który zapewne miał na celu zirytowanie tego jegomościa. A kto bogatemu zabroni, prawda? Zresztą, on tutaj kulturalnie oferuje (wymusza) dobry garnitur, a ten śmie jeszcze narzekać? Też coś.
Prychnął pod nosem na jego następne słowa, jeszcze podgryzając starannie jego wargi, coby się stały bardziej wrażliwsze i podatniejsze na pieszczoty, przez co i Marshall powinien mu tutaj coraz bardziej ulegać.
- Bo wcześniej nie piliśmy. I książę przeżyje trochę niewygody. To podniecające - odparł, głosem nader pewnym siebie. Wiedział, że Kei miał coś z masochisty, więc bynajmniej nie powinien narzekać na twardą i chłodną powierzchnie fortepianu.
Cały czas starannie pieścił swojego chłopca; ssał i lizał jego jądra, a tutaj przesuwał ustami po nasadzie penisa i traktował językiem, a jeszcze tutaj dopieszczał palcami, póki zęby nie zajęły się udami, starannie je pieszcząc. Oczywiście, wyczuł, że ten jakoś już nader chętnie mu tutaj nie jęczy, a przecież - na litość boską! - właśnie pieścił najwrażliwsze części ciała mężczyzny. Czyżby była to wina alkoholu? Vincent był na tyle wrażliwy na tym punkcie, a i przebiegły, że zapisał tę informację w głowie. Patrzcie, nawet pijany miał swoje nawyki i chyba dopiero, jakby tracił kontakt z rzeczywistością odpuściłby i zupełnie się z relaksował. Już miał zacząć pyskować na ten bezczelny rozkaz, gdyby nie to, że właśnie oderwano go od, już zmaltretowanych, ud i wpili się w jego usta. Chętnie oddał pocałunek, który wciąż intensywnie smakował whiskey. "Moglibyśmy tak robić częściej..." - przeszło mu przez myśl, gdy zaczął serwować Keithowi coraz mocniejsze i pożądliwe pieszczoty. I zaraz stykał się klatką piersiową z fortepianem. Zamrugał szybko oczami, nie tylko z zaskoczenia; przez chwilę świat mu zawirował przed oczami. Jakkolwiek przez chwilę był rozleniwiony, mruczący na każdą pieszczotę, tak czując to sugestywne otarcie, najeżył się na miejscu. Albo raczej spiął lekko mięśnie, bo alkohol na więcej nie pozwolił.
- Cholera... Gdzie z tym kutasem... - wymamrotał pod nosem, ale zaraz pijackie wyrzuty zostały złagodzone przez przeciągły jęk, czując zębiska na karku. Naparł dłońmi na fortepian, jednak, oczywiście, nie miał za dużo siły i zmieniło się to w bijanie palców w nakrywę. Aż zbielały. Zmarszczył nos średnio zadowolony przez wytykanie słabego ciałka. Przecież to nie była jego wina... No dobra, była. Nie zmieniło to faktu, że wygiął się lekko, czując chłodną ciecz na swoim rozgrzanym ciele. Aż sapnął cicho. Mięśnie za każdym razem drgały, a ciało lekko się wyginało, jak akurat przysysał się do wrażliwszej części pleców.
Igły? Że co? A, no tak... Zapomniał...
- Przecież wiesz, jak to działa i czego masz nie robić, by się nie zarazić... - Mówił wolno, żeby Marshall na pewno go zrozumiał. Sam nie był zbyt chętny do myślenia. Uśmiechnął się pod nosem na wyzwanie, a pazurki sprawiły, że tylko bardziej przyległ do jego ciałka - Wiem... - mruknął jedynie, jednocześnie rozmyślając, jak się stąd wywinąć. Kei był pijany przy nim. Pierwszy raz. Nie wiedział, jaki ten jest po alkoholu, a to wyznanie miłosne ni chuja nie zmyliło go. Brunet miał tak, że agresor pojawiał się gwałtownie przy sprzeciwie, ale jak miał Marshall?
Nie miał siły, ulegać też było mu nie w smak (Przez nadętą dumę, oczywiście. Kto to widział, żeby Bóg dawał dupy), więc pozostała mu i tak silna broń - słowa.
- Kei... Ja ciebie też kocham... - mruknął cicho, łapiąc za włosy tego jegomościa, przyciągając do siebie; najpierw pocałował go w policzek, lekko zaraz podgryzając, a dopiero potem wpił się w jego usta - I chce cię mieć tylko dla siebie... Ulegnij mi... - powiedział, nie bardzo przejmując się sensem zdania. I ponownie go pocałował, tym razem lekko unosząc się z fortepianu, chociaż nadal na nim leżał. Tym razem pocałunek był bardziej dominacyjny.
Oczywiście, znał potęgę słowa. A Vincent niezbyt je szanował; uważaj je za ulotne i narzędzie. Dlatego właśnie był typem, który wierzył jedynie w poczynania - bo sam taki był.
- Wezmę cię znowu mocno - Zachęcał machinalnie, liżąc po nosie kochanka. I dopiero wtedy go puścił. Nie miał zbytnio siły bawić się w manipulanta, był na to za pijany. A w gruncie rzeczy, bycie na dole nie było takie złe.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 10:40 am

- Dokładnie tam, gdzie trzeba... - Zamruczał z zadowoleniem blondyn, jeszcze wzmacniając ocieranie się o jego tyłek. Powarkiwał namiętnie, nie szczędząc warg, języka, ani zębów, kochankowi. Miało w końcu być im dobrze, Pieszczoty były trochę wolniejsze i bardziej leniwe, niż pozwalała na to sytuacja, ale dzięki swojej przewadze Keith nie musiał bać się o utratę kontroli nad sytuacją. Zresztą, partner nie narzekał, skoro wszystkie poczynania kwitował przeciągłymi jęknięciami.
Zmarszczył brwi, słysząc odpowiedź na swoje pytanie. Spróbował się skupić na słowach, a potem w jakiś sposób je zinterpretować. Czy wiedział? Zaraz, zaraz, a czym się zaraża...? Krwią... I spermą. No dobra, to jeszcze da się jakoś ominąć. Pytanie tylko, czy mają w zanadrzu jakieś prezerwatywy. On nie miał. Cała nadzieja w Vincencie. Najlepiej, żeby były w spodniach, bo nie zamierzał odsuwać się nawet na kilkanaście centymetrów od ciała swojego faceta. A poszukiwania kondomów na pewno byłyby bardziej skomplikowane, biorąc pod uwagę porządek w mieszkaniu panicza Star. Przymknął oczy, dając się przyciągnąć i odwzajemniając namiętne muśnięcia warg. Uśmiechnął się, słysząc wyznanie, a potem poszerzył wykrzywienie warg, gdy dotarło do niego życzenie (prośba?) bruneta.
Otworzył oczy i ugryzł go lekko w górną wargę, wbijając mocniej paznokcie w jego pierś i ramiona. Jakoś nie potrafił skojarzyć faktu, ze krew nie jest związana (potencjalnie) tylko ze stosunkiem analnym, ale również drapaniem, gryzieniem, otarciami, i tak dalej, i tak dalej. Zresztą, co za różnica w tym momencie.
- Weźmiesz mnie mocno? - Powtórzył jego słowa, wijąc się i pocierając kroczem o biodro partnera. Splótł się kolanem i kostką z jego nogą, zmniejszając ich odległość do minimum, a potem zaczął błądzić językiem po jego szyi. Zawarczał cicho, wgryzając się w tętnicę.
- Barrrdzo? - Wydał z siebie dźwięk przypominający mieszankę pomruku i chichotu. Kręcił intensywnie biodrami, powiększając wzwód u siebie. Spomiędzy warg coraz częściej wydzierały się zadowolone sapnięcia. Właściwie, wyglądał, jakby zamierzał sam się zaspokoić. Po chwili jednak częściowo rozplątał ich nogi, a potem zsunął się na kolana. Odrzucił włosy z twarzy, oblizując wargi i patrząc płonącym wzrokiem prosto w członek partnera. Nie odrywał od niego spojrzenia, dłońmi szukając w spodniach Vincenta prezerwatywy. Znalazł opakowanie i poczęstował bruneta pokazem swojej niegrzeczności. Przesunął pakiecikiem po swojej nodze, kręcąc kółka na kostce i kolanie, a potem lekko podrażnił nim sutka. Cała droga zmierzała ku ustom, a precyzyjnie – zębom, które rozerwały niepotrzebną folię. Puścił oczko do kochanka, wsuwając prezerwatywę do ust i – wyjątkowo sprawnie, jak na pijaną osobę – nasunął ją na członek Stara.
- Lubisz, jak jestem na dole, co? - Uśmiechnął się, pokazując ząbki partnerowi. Zaczął leniwie lizać bruneta, ignorując specyficzny brak smaku, połączony z plastikiem. Nie cackał się, nawet nie złapał go za biodra, czy u nasady. Po prostu otworzył usta i z głośnym mlaśnięciem wciągnął go całego, aż do gardła. Zastękał lubieżnie, wypuszczając go z warg, a potem znowu w nie przyjmując, przywodząc na myśl bardziej dziwkę, niż kochanka wypełnionego głębokim, miłosnym uczuciem. Zaczął ruszać intensywnie głową, wykorzystując momenty, gdy wypuszczał go ze swojego wnętrza, na obślinienie palców wskazującego i środkowego. Zresztą, w wiadomym celu. Wsunął je sobie bezpardonowo między półkule i zastękał niewyraźnie, częściowo hamowany przez członek między wargami. Aż zamknął oczy i wygiął się, pogłębiając zarówno swoje, jak i kochanka, doznania.
Cóż, oczywistym było, że na co dzień się tak nie zachowywał. Ani nawet podczas wielkiego pożądania, chyba że naprawdę chciał KOGOŚ sprowokować. Był zalany w przysłowiowe cztery dupy, a przy okazji wyjątkowo łatwy.
Gdy doszedł do wniosku, że już odpowiednio się przygotował, wypuścił męskość bruneta (znowu głośno mlaskając) i wyprostował się, namiętnie łącząc ich wargi. Pocałunek był dziki, pełen żądzy i niecierpliwości, z dużą ilością śliny i języka.
Blondyn oparł się lepiej o fortepian i poczuł butelkę. Oderwał usta od partnera i zerknął do tyłu. Wyłowił prawie pustą butelkę i wlał jej zawartość w swoje usta, a potem znowu przeszedł do wymiany płynów (w tym dużej dawki alkoholu) z Vincentem. Zaraz się go mocniej złapał, odbił od podłogi i usiadł na sprzęcie grającym, gdzieś w myślach ciesząc się, że jego facet nie miał w domu jakiegoś nędznego keyboardu, tylko fortepian z prawdziwego zdarzenia. Nie wyglądał, jakby zamierzał się zawalić, więc ośmielony host rozłożył się na nim płasko i owinął partnera nogami w pasie.
- To jak, kocie, zerżniesz mnie? - Zamruczał lubieżnie, oblizując wargi i odgarniając włosy z twarzy bardzo leniwym i ponętnym ruchem dłoni. Przypominał w tym momencie czysty grzech, reklamę jakiegoś szamponu do włosów, albo... Bardzo seksowną promocję fortepianu.
"Sprzęt tylko dla prawdziwego faceta."
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 1:43 pm

- Wcale go tam nie trzeba! - na wpół wywarczał, to na wpół wystękał, jak te cudowne zęby zacisnęły się na  jego skórze. Penis na tyłku powodował u Vincenta lekkie rumieńce; cholera, niechaj trzyma go w gaciach! Ale i było to cholernie podniecające...
Stęknął cicho, czując zęby na szyi - zaraz zamruczał głośno, jakby zachęcając do dalszych pieszczot. Akurat tam bardzo lubił, na równi z karkiem, chociaż to drugie było wrażliwsze. Miał wrażenie, że w tej chwili kochanek był nader złośliwy, ale czy obchodziło go to? A skąd, liczyła się tylko przyjemność, która cały czas była mu serwowana.
- Mocno, bardzo... - potwierdził, dodając w myślach "A potem będzie cię kurewsko bolał tyłek."
Przecież oboje tego chcą, nieprawdaż?
To zsunięcie się na kolana przyjął z zadowoleniem, ale tego, co się działo później ni chuja się nie spodziewał; nie dość, że zachowywał się cholernie prowokacyjnie, to jeszcze PIERWSZY RAZ założył mu prezerwatywę ustami. Nie, żeby był w tej chwili niezadowolony, na to przyjdzie czas później. Teraz mógł wygodnie oprzeć się o fortepian, a mięśnie cały czas mogły drgać, nawet, gdy ten go nie dotykał.
Bardzo realistyczne fantazje robiły swoje.
- Oczywiście. Najbardziej. - wymruczał, dając mu do zrozumienia, że woli być aktywem.
Mimo że w tej chwili nie miał nic przeciwko na bycie pasywem, ale to jedynie sprawka alkoholu.
Stęknął cicho, jak ten zaczął mu bezpardonowo obciągać. Cholera, to było dopiero seksowne - to, jak nie dość, że chętnie mu robił loda, to jeszcze rozluźniał siebie samego. Aż sapnął na ten widok, a penis znacząco stwardniał w ustach kochanka. Chwycił go za blond włoski, zaraz przejmując kontrolę; według własnego widzi-mi-się ustalał rytm, a czasem nawet przytrzymywał głowę Keia dłużej przy swoim kroczu, na tyle, że był bliski zadławienia. Bliski.
Zapędy sadystyczne miał zawsze.
Po tych całych czułostkach i romantyzmie, naprawdę nie miał cierpliwości na przeciąganie i opieprzanie się. Tym bardziej, że gdy jego facet prowokował go, będąc tak seksownie ułożonym na jego pięknym, czarnym fortepianie...
Nie potrzebował większej zachęty. Zaraz przyciągnął jego tyłek bliżej siebie, a potem chwycił ręce Keia, żeby ten chwycił go w szyi. Poprawił na odwal-się gumkę, a potem bezpardonowo naparł gorącym i twardym penisem na jego dziurkę. Odzwyczaił się od prezerwatywy, ale całe szczęście, ta była dostatecznie cienka, żeby oboje mogli chociaż trochę poczuć ich standardowy seks. Pocałował go w usta, ale nie z języczkiem i wszedł calutki w Keitha jednym ruchem, stanowczo zadając mu ból. W miarę przyzwoitej ilości, ponieważ przez chwilę dał odetchnąć blondynowi, nim nie zaczął go - najzwyczajniej w świecie - mocno pieprzyć, poruszając biodrami w przód i tył, mocno pchając i wysuwając się. Chciał wycisnąć z niego naprawdę wiele, dużo odgłosów i otarć się, ale w tym działaniu było też sporo złośliwości - jakkolwiek wcześniej chodził krzywo, tak teraz znowu napierał na jego wrażliwe wnętrze i pogarszał jego stan. Aż uśmiechnął się do siebie. Z pewnością potem ten będzie chciał zemsty. Zadowolony, spił z warg kilka odgłosów, a nie wpychając języka w jego usta. Litości, jeszcze użarłby go. Naparł bardziej na ciało Keitha, żeby na pewno czuł każde otarcie w sposób intensywny. Wbił zęby w jego szyję, pociągając mocno skórę; na myśl mogło przyjść, że brał go jak zwykłą sukę, za którą teraz uchodził jego kochanek.
I nie wyglądał, jakby nie był zadowolony.
Mimo że w tej chwili traktował Marshalla dość oschle, to byli razem, dlatego brunet pozwolił sobie zacisnąć dłoń na jego penisie, palcami go pieszcząc. Właściwie, to było zaledwie drażnienie, bo chciał, żeby ten doszedł od samego posuwania, ale liczy się gest, prawda? Koncentrował się głównie na główce, pocierając ją nieśpiesznie kciukiem, zaś penisem szybko i mocno rżnął kochanka od tyłu, jak zresztą obiecał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 3:30 pm

Bycie stroną pasywną w tym momencie wyraźnie nie przeszkadzało Keithowi. Wręcz przeciwnie, ten bawił się wyborowo na dole, prowokując, kusząc, i ogólnie zachowując się jak nie on. Zachował w tym resztki dobrego smaku, ale jego hamulce kompletnie puściły. W końcu, dlaczego właściwie miałby się powstrzymywać przed czymkolwiek, gdy miał przy sobie swojego faceta? Niczego więcej do szczęścia nie potrzebował.
No, oprócz bardzo dobrego i mocnego seksu. Ale na to przyjdzie pora.
Pomrukiwał z zadowoleniem, słysząc te zapewnienia, bez oporów dając się dociskać do krocza partnera. Był tak pijany, że jego mięśnie właściwie nie protestowały przed jakimkolwiek traktowaniem, ani te u góry, ani te na... dole. Patrzył poddańczo i, tym samym, ponętnie, sporadycznie wywracając oczami z rozkoszy. Kompletnie odpływał, ale jego resztki myśli skupiły się na ostatniej rzeczy, która była dla nich istotna. Zbliżeniu.
Na szczęście Vincent nie zamierzał się patyczkować. Bardzo dobrze, obaj byli na to zbyt niecierpliwi. Blondyn zarzucił ręce na szyję kochanka, obejmując go mocniej i jęknął cicho w jego wargi, by zaraz przedłużyć dźwięk do długiego pisku. Był tam cholernie wrażliwy, nawet mimo ilości promili we krwi. W końcu, jeszcze nie tak dawno temu mocno go rozciągnięto... A tutaj następowała powtórka z rozrywki.
Wbił zęby w szyję kochanka, stękając, nie żałując również paznokci. Chciał dość jednoznacznie pokazać, co się z nim dzieje. Oczywiście, gdyby tylko język znalazł się w jego ustach, na pewno by go użarł. Znalazł się daleko za jakimikolwiek ograniczeniami, nawet tymi cielesnymi. Wygiął się w bardzo niewygodny łuk, ale za to mocno dociskający go do ciała partnera. Kąsał go po twarzy, szyi i ramionach, jedną dłonią naprowadzając jego ręce, by złapały go w biodrach i krzyżu. Dokładnie nad miejscem wyprofilowanym specjalnie na palce, jak to się mówi.
Nie żałował sobie ani jęków, ani pisków, ani okrzyków. Każde pchnięcie wyduszało z niego serię mniej lub bardziej wyraźnych dźwięków, świadczących o rozkoszy pomieszanej z bólem. Bo tym razem to była zabawa bardziej dla masochisty, niż normalnego faceta. Na szczęście dla bruneta jego partner przy takim upojeniu był skłonny przystać na dawkę cierpienia. Krzyknął trochę głośniej, gdy pchnięcia Stara zaczęły odnajdywać jeszcze bardziej wrażliwe miejsca, a przy tym został ugryziony. Bez wątpienia, jak tylko oprzytomnieje, będzie w średnim humorze. Jego ciało zaczynało przypominać żywą reklamę zabaw S&M.
- Cholera! - Wydarło się z ust Keitha, gdy poczuł palce partnera na członku. To było dla niego za dużo wrażeń. Puścił bruneta i rozpłaszczył się na fortepianie, jęcząc i wijąc, z zaciśniętymi oczami i palcami wbitymi w polakierowane drewno. Istniało duże prawdopodobieństwo, że ślady jego paznokci pozostaną na nim już na dobre.
Przez cały stosunek nie powiedział ani słowa więcej. Krzyki musiały być dla bruneta wystarczającą nagrodą. I, co zaskakujące, naprawdę doszedł tylko od brania go. Było to szczególnie dziwne, jeśli wziąć pod uwagę szeroko pojętą nienawiść do bólu podczas seksu.
Dopiero ekstaza wydarła z niego imię kochanka. Gwałtownie zacisnął nogi na jego biodrach, dociskając do siebie i odrzucając głowę do tyłu, wbijając palce w swoją pierś. Jego wnętrze uwięziło członek kochanka, dopiero po kilku sapnięciach i warknięciach mięśnie przestały się spinać i pozwoliły na dokończenie roboty. Blondyn po omacku znalazł ostatnią butelkę alkoholu i upił trochę, uspokajając rozedrgane ciało. Nie potrafił w żaden sposób zmusić się do sensownego ułożenia myśli, dlatego gdy poczuł, że partner się z niego wysuwa, z trudem się zsunął i pocałował miękko w wargi. Zamruczał słabo, chrapliwie, mrużąc oczy z zadowoleniem, a potem roztarł dłonią na ich piersiach swoją spermę. Uśmiechnął się przy tym tak wrednie, jakby był kompletnie trzeźwy... Albo kompletnie nietrzeźwy, zależy jak na to patrzeć.
Trącił go nosem zaczepnie w policzek, a potem skierował się w stronę łóżka, posykując z niezadowoleniem. Widoczny wysiłek spowodowało u niego schylenie się po kołdrę, ale gdy tylko ją zdobył, rzucił się na łóżko i w nią zawinął.
- Chodź do mnie... - mruknął mało przytomnie, już odpływając, ale wyciągając rękę w kierunku, pi razy drzwi, partnera.
I tak odpłynął znowu, już na dobre.

Poranek nie należał do przyjemnych. Po pierwsze, bo nie miał żadnego związku z godzinami wczesnymi, a po drugie, bo młodego Marshalla wszystko bolało. Poczyniając od głowy, przez szyję, twarz, usta, ramiona, plecy, pierś, a nawet nogi, nie wspominając nawet o tyłku, a kończac nawet na włosach. O ile poprzedni dzień był straszny dla jego ciała, o tyle ten zakrawał na absolutny rekord w cierpieniu. Miał ochotę znowu zasnąć i się nie obudzić.
Z trudem wyczołgał swoje cztery litery z łóżka i jakoś doczołgał się do łazienki. Odnotował w myślach, że z Vincentem tylko się myje i pieprzy, a potem, jeszcze częściowo mokry, dotarł do kuchni i wygrzebał coś przeciwbólowego. W podwójnej dawce, a najlepiej potrójnej.
Mało przytomny usiadł na kanapie i czekał na działanie środka, a gdy poczuł, że zaczyna odżywać, wziął laptopa kochanka i go włączył. Właściwie, zamierzał tylko, jak co rano (powiedzmy...) przejrzeć ogłoszenia o pracę, ale jego wzrok przyciągnął zupełnie inny rodzaj artykułu. Zmarszczył brwi, zmuszając się do koncentracji. Czytanie przychodziło mu z trudem, ale i tak cała treść została zawarta w samym tytule.
Westchnął ciężko, poszedł do kuchni po kolejną dawkę wody i leków, a gdy usłyszał ruszającą się Gwiazdę, wrócił do pokoju i podał mu trzymane w dłoni, zbawienne przedmioty.
- Hej, kochanie... - mruknął, a potem kaszlnął, zaskoczony swoją chrypą. - Jak się ogarniesz, zadzwoń lepiej do swojej menadżerki, czy tam menadżera... Myślę, że może ci się jakoś przydać... Jeśli już nie zamordował cię za ignorowanie połączeń.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 4:05 pm

Vincent spałby jak zabity, gdyby nie to, że obudził go szorstki, cholernie ochrypły głos kochanka. Zmarszczył nos, z niezadowoleniem przyjmując fakt budzenia go. Cholera, nikt nie prosił księcia o pobudkę, a nawet jeśli, powinien zrobić to w stylu Królewny Śnieżki, czy innej dziuni w niej zawartej - pocałunkiem. Był więc niezadowolony. Uniósł się ostrożnie na łokciach, przejeżdżając językiem po suchych zębach i podniebieniu, a łeb to go napierdalał niemiłosiernie. Kac. Bolące plecy w porównaniu z tym to nic. I śmierdział alkoholem, a tak nie chciało mu się myć. Łypnął na tabletki i wodę, zaraz przekręcając się i unosząc do siadu. Spojrzał na chemikalia, a jedno oko miał zupełnie zamknięte, zaś drugie przymknięte. Był drażliwy na jakiekolwiek światło. Cóż za szczęście, że z alkoholem aż tak nie przesadził i pamiętał co nieco. Panicz Star wychodził z założenia, że po narkotykach, alkoholu i papierosach ma tak zniszczony organizm, że gorzej być nie może, a i byle co na niego nie zadziała - nieskromnie wziął od razu cztery tabletki, w tempie takim, że i blondyn nie zdołał zareagować i wszystkie popił wodą. Oddał sprzęty i przetarł usta i jeszcze raz twarz, ziewając.
- Dzień dobry, Keith. Też cię kocham - wymamrotał kąśliwie, posyłając mu krzywy uśmieszek - Czy to nie dzisiaj miałem iść do szkoły? Która godzina... I w nosie mam menadżerkę, bo do diabła, ja mam wolne. - wymamrotał, nie powstrzymując odruchu wsunięcia się ponownie pod kołderkę, zakrywając się cały. Zero drażliwego światła, co za ulga. Wsunął pod kołdrę poduszkę, zmieniając ją w miśka, jak Marshall postanowił być rannym ptaszkiem. Przymknął oczy, a trupio-blada dłoń nagle wypełzła spod pierzyny, zaraz sunąc powoli po umięśnionym ciałku; ewidentnie szukał strupów i nie zagojonych jeszcze ranek po zabawie. Gdy tylko znalazł to, czego chciał, pogłaskał go krótko po blond włosach, zaraz szarpiąc nimi mało delikatnie. Wspomnienia wracały do niego ze zdwojoną szybkością.
- Masz całkowity zakaz spożywania alkoholu. Nawet, jeśli, kurwa jego mać, ma to oznaczać, że odstawisz również batoniki. CAŁKOWITY zakaz, zrozumiałeś? - Było słychać ochrypły, lecz bardzo stanowczy głos spod kołdry, ewidentnie nie znoszący sprzeciwu.
No i miał kaca. Lepiej go nie denerwować.
Keith ewidentnie pokazał, że po alkoholu puszczają mu jakiekolwiek hamulce. Że niby ma pozwolić mu tak zachowywać się wobec innych? "Hahahaha, nie na mojej warcie" - parsknął w myślach, w końcu puszczając te włoski. Jeśli książę nie zrozumie rozkazu wiedźmy albo co gorsza, zacznie to podważać bądź pyskować, to ewidentnie ta sięgnie po czarną magię w postaci szponów i igieł. Mruknął coś pod pierzynką, cały nurkując pod nim i ni chuja nie miał zamiaru z niej wyjść. Zdominował Keia dwa razy pod rząd. I to z jego własnej woli, ba, sam chciał. To wprowadzało go w cholernie dobry humor.
- Bo tak w ogóle... to co dzisiaj jest? - mruknął mało przytomnie, bo tabletki zaczęły powoli już działać, wprowadzając ciało Vincenta w rozleniwienie i senność. Czyżby wziął o jedną za dużo? Nieważne. Przytulił policzek do poduszki, przymykając powieki. Naprawdę miał wrażenie, że odpływał i nie był pewien, czy to leki, czy po prostu spać mu się chciało.
Albo jedno i drugie.
Zaczął poruszać pojedynczymi kończynami, żeby nie odpłynąć; a tutaj stopą, tutaj nadgarstkiem, jednym i drugim, tutaj się lekko wiercąc, ale i tak nic to nie dało. Nie pierwszy raz brał leki w takich ilościach, więc bynajmniej nie bał się tego, że umrze. Po prostu przyśnie na trochę.
- Kei.. pieprzyć cię, idę spać... - oznajmił krótko i nie minęła jedna sekunda, a już miał unormowany oddech i zupełnie bezwładne ciało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 5:01 pm

Blondyn wywrócił oczami, obserwując chaotyczne zachowanie partnera. Sam odzyskiwał coraz lepszy kontakt ze światem. Uśmiechnął się pod nosem, widząc łapczywe wchłonięcie pastylek. Nie skwitował tej dawki godnej tytana. Vincent w końcu wiedział, na co sobie może pozwolić. Przynajmniej z takiego założenia wychodził blondyn, chociaż, gdy tak nad tym myślał, doszedł do wniosku, że to bezsensowne rozumowanie przy jego facecie. No cóż, trudno.
- Nie tak mocno, jak ja cię kocham - mruknął słodkim głosem. - Pojutrze masz iść do szkoły, więc faktycznie masz wolne, ale na twoim miejscu jednak bym zadzwonił... - Zaczął, ale zrezygnował, gdy zobaczył kryjącego się króla Piekieł i Zazdrości. Do ściany mówić nie zamierzał.
Drgnął zaskoczony, czując macającą go, chłodną dłoń, a potem stęknął, czując szarpnięcie. Zmarszczył brwi z konsternacją, by zaraz prychnąć z rozbawieniem. Więc O TO mu chodziło.
- Wiesz, że ja nie piję alkoholu, skarbie. Myślałem, że przy tobie mogę sobie pozwolić na chwilę zapomnienia... - Wywrócił oczami, łapiąc go za nadgarstek, coby ten przestał nim miotać na prawo i lewo. - A przy tobie mogę? - Zamruczał miękko, wyraźnie nie zamierzając stawiać oporu. Nie chodziło o jakąś irracjonalną obawę przed złością wiedźmy, alias księżniczki, raczej o fakt, że jednak wolał mieć kontrolę nad swoim życiem. A wszystko go bolało po ich zabawie z dnia poprzedniego.
- Czwartek, kochanie - mruknął, poprawiając na nim kołdrę czułym gestem. - Mnie już napieprzyłeś. - Prychnął pod nosem cicho, ale zostawił go już w spokoju. Jak potrzebował odpoczynku, to co się będzie narzucał? Uniósł się i powarkując z bólu pod nosem przeszedł z powrotem do pokoju. Ułożył się na kanapie, włączył jakiś film i pozwolił myślom skupić na tej mało wymagającej rozrywce. Przysnął kilka razy, a gdy w końcu odzyskał pełną sprawność umysłową, był w połowie jakiegoś serialu. Przez chwilę jeszcze pozwolił mu swobodnie iść, by w końcu wyłączyć telewizor. Przeciągnął się i poszedł zrobić sobie coś lekkiego do jedzenia (żeby przypadkiem nie zwymiotować, czuł jak jego żołądek wywraca się na drugą stronę od dużej ilości przyjętego alkoholu). Usiadł przed laptopem i w końcu zabrał za przeglądanie ogłoszeń o pracy. Tak spędził dzień, aż do późnego wieczora.

Zamówił pizzę i w końcu wrócił do swojego kochanka. Usiadł przy nim i delikatnie odgarnął włosy z jego twarzy.
- Hej, kochanie, już jest naprawdę późno... - mruknął mu na ucho, całując lekko bruneta w policzek. - Powiedz, co chcesz do picia. Do jedzenia będziemy za chwilę mieć pizzę. - Pogłaskał go czule po głowie, nie zamierzając nad nim znęcać i cierpliwie czekając, aż kochanek wróci do rzeczywistości. Gdy Vincent chociaż trochę odzyskał nad sobą kontroli, uśmiechnął się do niego i puścił oko.
- Może zanieść cię do wanny, kochasiu? Odżyjesz trochę. - Przesunął dłonią po ramieniu swojego faceta, badając opuszkami palców ślady po swoich pazurach. Przynajmniej nie tylko on był poszkodowany, chociaż bez wątpienia to strona uległa miała życiowy problem i przez najbliższe kilka dni nie będzie w pełni sił.
- I chcę wiedzieć, co w końcu planujesz robić. Jutro mamy jeszcze jeden dzień szkoły, który teoretycznie miałeś mi poświęcić, a potem miałeś zniknąć na weekend. Jeśli zamierzasz iść na jakąś imprezę, albo robić coś... Związanego przynajmniej pośrednio z pracą... - W tym miejscu przerwał, widocznie się krzywiąc. - To naprawdę na twoim miejscu bym zadzwonił do tego menadżera. Na wszystkich portalach widnieje twoja urocza twarzyczka, w różnych... Nazwijmy to kombinacjach butelek w dłoni. Nie zawsze całych.
Keith powiedział to możliwie najdelikatniej, ale i tak dało się wyczuć w jego głosie niezadowolenie. W końcu, miał swoją Gwiazdę za kogoś w miarę... Rozsądnego. A to nie wyglądało ani na inteligentne, ani przemyślane.
- Aha, jeśli zdecydujesz się na spędzenie tego piątku ze mną, to idziesz na te badania. - Zarządził, jasno informując kochanka o swoich planach. Zresztą, jeśli Vincent nie zamierzał, to i tak go na nie weźmie, tylko na przykład w poniedziałek. Nie czuł się komfortowo z myślą, że jego facet mógł być na coś chory. Poza tym, przez to wszystko nie mogli się normalnie kochać. Już mógł coś złapać.
Hurra.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 5:43 pm

- Czy przy mnie możesz się najebać? - zapytał kulturalnie, uśmiechając się krzywo pod pierzyną - Zależy od mojego humoru, bo wierz mi proszę, nie każdy dzień jest odpowiedni na bycie bezbronnym przy mnie. - mruknął, dając złote rady swojemu chłopcu. Zdołał jeszcze usłyszeć dzień tygodnia, nim nie zasnął.

Tym razem został milej obudzony. Uchylił jedną powiekę, zaraz spoglądając na okno - ciemno na zewnątrz. A jak do szkoły miał iść dopiero pojutrze, a ten cały czas mógł przeznaczyć na opierdalaning... No cóż, zamierzał skorzystać. Ruszył odrętwiałymi kończynami powoli, próbując w jakiś sposób wrócić do rzeczywistości. Mruknął pod nosem, ponownie unosząc się na łokciach i potarł swoje dłonie o siebie. Miał chłodniejsze dłonie nawet niż zwykle, czyli krążenie nieco mu szwankowało, ale to nic. Daleko mu było do utraty przytomności. Chyba. Ponownie usiadł do przysiadu, tym razem nawet jedną stopę stawiając na ziemi! Zgarnął rozczochrane włosy z twarzy, starając się ignorować to, że aktualnie cholernie śmierdział alkoholem.
- Jestem facetem w tym związku, Kei. To było dziwne, gdybyś mnie tam zaniósł. - posłał mu uśmieszek, ewidentnie dyskryminując pasywów, a sam uznał, że jest całkowitym aktywem. No popatrzcie, jak go Książę rozpieścił.
Spojrzał za palcami blondyna i skrzywił się lekko, widząc te ranki. Zmacał je machinalnie, powodując lekkie szczypanie.
A potem zamrugał zaskoczony, gdy usłyszał kluczowe słowo: portale. Dużo portali. Aż zignorował zupełnie Keitha i jego słowa, dopadając laptopa (po drodze prawie zaliczył glebę, przy tym bez zażenowania wypiął się kochankowi). Nie mógł sobie pozwolić na wyrzucenie z jakiejkolwiek roli lub odwołanie koncertu; miał kupić garnitur swojemu facetowi, sam zamówił  komplet ubrań od Gucciego i Givenchy, a jeszcze musiał kupić dobre wino swojej matce... Aż pobladł i miał wrażenie, że faktycznie to krążenie mu stanęło. A gdy tylko zobaczył to, co robił na imprezie... Zakręciło mu się w głowie, no aż musiał przytrzymać się jakiegoś mebla, by nie osunąć się na ziemię.
Teraz wiecie, czemu Vincent wolał nie wiedzieć, co wyrabia po pijanemu.
Gdy pierwszy szok minął, nastąpiła złość... nie, wkurwienie. Syknął pod nosem, zrzucając laptopa na ziemię i jeszcze szklankę po herbacie. Jakby to one były wszystkiego winne.
- NO KURWA JEGO MAĆ. - Bożyszcze wydarło się z głębi swojej przepony, nim nie wyminął Keitha (ba, nawet go potrącił. Moi drodzy, to atak chwilowej furii) i nie wziął telefonu i jakże wkurwionym krokiem dotarł do łazienki, gdzie zatrzasnął za sobą drzwi. Można było słyszeć jakieś warkoty do telefonie, a potem już jedynie lecącą wodę.
I tam spędził dobre dwie godziny.
Dopiero po tym czasie wyszedł, z puszystymi i suchymi włoskami, pachnący, w stroju Adama. W dłoni dzierżył telefon, który zdążył nabawić się kilka rysek, ale Vincent wydawał się być już uspokojony. Odstawił telefon na stolik w salonie i poszukał jeszcze pudełka z pizzą, zaraz zgarniając to, co tam było i usiadł w salonie, wgryzając się w te kalorie. Był teraz w takim stanie, że nawet o to nie dbał.
- Kei! - zawołał swojego chłopca, a gdy ten raczył się zjawić, mruknął - Przeczuwam, że wolne mi się przedłuży. - oznajmił, przyglądając się mu spod rzęs.
Oblizał palce z pizzy i postanowił wziąć kolejny kawałek, znowu nurkując zębami w składnikach i cieście; wydawał się dość agresywnie to przeżuwać, ale stopa spokojnie kiwała się prawo i w lewo (jak zwykle miał założoną nogę na nogę) we własnym rytmie.
- A co do zdjęcia. Podam ich do sądu. Uchwycili mnie z gorszego profilu. - wykrzywił usta w lekko pogardliwym uśmiechu, jednak nie do Marshalla, a do pizzy, którą ponownie zaatakował. Najwidoczniej ta odzwierciedlała jego wroga. A potem tego wroga, nadgryzionego co prawda, wyciągnął do kochanka - Gryza?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 6:55 pm

Blondyn nie zareagował na prowokację. Też coś, żeby miał się zniżać do jego poziomu? Śmiechu warte. Niech sobie żyje w przekonaniu, że taki z niego super aktyw, a jak przyjdzie co do czego, to Keith go odpowiednio zdominuje. Niektóre wojny wygrywa się przez zwykłą cierpliwość.
Zaraz jednak zamrugał oczami, zszokowany widząc podrywającego się bruneta. Tak bardzo zbiło go to z tropu, że jeszcze przez chwilę tkwił na łóżku, próbując zrozumieć, co takiego powiedział. To znaczy, poprzednio jego słowa nie wywarły żadnej reakcji na brunecie, a teraz ten niemalże się zabił, byleby dotrzeć do laptopa. Rozważył całą swoją wypowiedź, by ostatecznie stwierdzić, że słowo-klucz musiało zostać w jakiś sposób w niej zawarte. Uniósł się i ruszył w stronę salonu w momencie, gdy usłyszał trzaśnięcie drogiego sprzętu o ziemię. Zaraz potem odruchowo cofnął się o kilka kroków, słysząc wrzask Vincenta. Cholera, wiedział, że to nie wygląda zbyt dobrze, ale prawdę powiedziawszy, oczekiwał że to nie pierwszy i nie ostatni wybryk jego faceta. Niemożliwe, że ani on, ani jego menadżer nie byli przygotowani na taką sytuację.
- Vin... - Zaczął ostrożnie, ale zamilkł, gdy został w brutalny sposób wyminięty i zepchnięty na bok. Pierwszy raz chyba widział kochanka w takim stanie. Naprawdę ciężko mu było zrozumieć przyczynę jego zachowania. W końcu, to całkiem normalne zjawisko w świecie show biznesu, żeby pokazać się od tej złej, pijackiej strony.
Naprawdę, nie wiedział, co jest grane. Zdecydował się poczekać na jakieś wyjaśnienia, a nie bezsensownie tracić czas na niepewne spekulacje. I tak przyszła ich pizza. Zapłacił za nią, podziękował uprzejmie dziewczynie, która widząc bogate wnętrze apartamentu wyraźnie zamierzała spędzić upojną noc z właścicielem (wielka szkoda, że Keith bynajmniej nim nie był) i coś zarobić. Możliwie najdelikatniej wyrzucił ją za drzwi i usiadł z powrotem przed laptopem. Czas płynął, a jego facet wciąż się nie pojawiał. Ironiczne. Jeden dzień szaleją i pieprzą się jak wariaci, a drugi spędzają tylko śpiąc, albo odpoczywając.
Aż włączył sobie film (i przy okazji wysłuchał wiadomości na kanale muzycznym, w których między innymi obsmarowali i jego Gwiazdę) i skonsumował połowę pizzy. Zdążył nawet drugi raz podgrzać ją w piekarniku i gdy dobijał do trzech czwartych, w końcu pojawił się jego facet.
Zamrugał oczami, widząc go kompletnie nagiego i puszystego. Naprawdę nie potrafił w to uwierzyć, ale Vincent wyglądał cholernie seksownie. Znowu. A przecież wszystko go tak bolało, że na samą myśl o słowie związanym ze stosunkiem jego mięśnie spinały się, jakby zamierzały pociągnąć go do ucieczki.
Podszedł do bruneta i stanął nad nim, nie potrafiąc oprzeć się pokusie pogłaskania go po włosach.
- Gadałeś z kim tam powinieneś? - spytał, nie przejmując się specjalnie chwilowym wolnym partnera. Tymczasowe zniknięcie ze świata prasy brzmiało dla niego sensownie. Wszystko przycichnie, a potem znowu będzie mógł się zabrać za gwiazdorzenie.
Usiadł przy swoim facecie i lekko objął go w pasie, cmokając krótko w policzek, by posłusznie nadgryźć wroga. W końcu, wróg Stara był też wrogiem Keia, i takie tam.
- Czyli skarbie, co chcesz robić dzisiaj no i przez najbliższe parę dni? Do szkoły i tak tylko jutro masz możliwość skoczyć, potem będzie weekend. - Oparł się o kanapę, mrucząc cicho i przeciągając się. - No i moment, w szkole mogą niezbyt dobrze zareagować na te wszystkie zdjęcia. - Zmarszczył brwi z niezadowoleniem, gdy ta przykra prawda do niego dotarła.
Westchnął ciężko. Tak, umawianie się ze znaną osobą miało pewne wady. Wziął między palce kolejny kawałek pizzy i podsunął kochankowi.
- Leci samolocik, panie aktywie, leci... - mruknął z lekką złośliwością, praktycznie zmuszając go do skonsumowania podanej części ciasta. Stwierdził, że resztę pizzy zostawi partnerowi, sam już się najadł. Bez namysłu rozciągnął się na kanapie i położył głowę na kolanach bruneta, kompletnie nie przejmując bliskością członka. Już tyle rzeczy z nim zrobił, że naprawdę nie miał czym się krępować. Przymknął oczy i westchnął cicho. Najchętniej, prawdę mówiąc, spędziłby jakiś niezobowiązujący czas ze swoim facetem, ale wiedział, że nie miał na co liczyć. Vincent nie należał do osób, które ot tak spędzały czas nic nie robiąc, a już szczególnie, nie w jakiś romantyczny i nudny sposób.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 7:28 pm

Vincent był gwiazdką-skandalistką, który namiętnie pokazywał jaki to jest fajny i jak to nie ocieka seksem i ma innych w nosie, ale teraz nie miał pobłażliwego reżysera. Najlepszego reżysera, który był jedną z jego kart przetargowych do sukcesu. Zdecydowanie nie kręciły go jakieś gwiazdusie, tylko prawdziwi aktorzy, czym brunet się nie wykazał. Cudem go nie wywalił z roli, chociaż na pewno nastolatek będzie odczuwał jego zły humorek, a co gorsza, nie będzie mógł mu odpyskować. Musiał odwołać cztery koncerty i wywiady, dlatego musiał przycisnąć pasa. A ze swoich ciuchowych planów nie mógł zrezygnować, zdecydowanie był na to za dumny.
Mruknął cicho na głaskanie, leniwie odchylając głowę, poddając się biernie pieszczotom. Zignorował pytanie Keia, uznając je za próbę wyciągnięcia z niego informacji, którymi dzielić się nie zamierzał. Nawet się nie wyrwał z objęcia, chociaż wrażliwe łapki blondyna mogły wyczuć, że panicz Star był wyraźnie spięty.
- W dupie mam szkołę - wzburzył się, nie panując nad językiem - I tak są przyzwyczajeni, jeśli chodzi ci o nauczycieli. Zresztą, rzadko chodzę na lekcję. Ojciec zatuszuje to wszystko, odwróci uwagę mediów. Co to dla niego. A żałosne snobki pozostaną żałosnymi snobami - prychnął - Menadżerka też bezużyteczna nie jest. - wzruszył ramionami, zaraz wykorzystując to, co nauczył się u psychologa "Głębokie wdechy i wydechy panie Star...". Oczywiście, mógł pójść osobiście do pierwszej lepszej gazety i opierdolić ich z góry do dołu, ale po co? Nie potrafił w tej chwili myśleć rozsądnie, był za bardzo wkurzony.
Mimo ewidentnego kpienia Marshalla i tak pan aktyw ugryzł spory kawałek pizzy, mieląc w ustach. A niech to diabli weźmie. Jego image był zaplanowany, każda akcja i impreza również, a tutaj nagle wymknęło się coś spod kontroli i czuł się zagubiony. Nie lubił tego. Teraz jego humor ewoluował w "dół". Pizza już mu stawała w gardle, więc ją odłożył, nijak reagując na to, że Kei zrobił sobie poduszki z gwiazdorskich nóg.
- Teraz się tak wyzłośliwiasz i rzucasz, ale wiesz, jak jęczałeś i jak się wiłeś pode mną? "Zerżnij mnie mocno!" - zakpił, uśmiechając się krzywo do Keitha. Postanowił odbić w końcu pałeczkę, a nuż humor mu się polepszy.
Spojrzał na potłuczoną filiżankę - tym zajmą się sprzątaczki, a potem na zniszczony laptop - do wyrzucenia. Tak, nie do naprawy, od razu do kosza. Vincent nie był przyzwyczajony do oszczędności, a do starszych z podkulonym ogonem nie pójdzie. Wsunął dłoń w blond włoski, pogrążając się w lekkiej zadumie. A jak młody Star odlatywał, to konkretnie, tracąc kontakt z rzeczywistością. Po minucie intensywnego myślenia i bujania w obłokach westchnął ciężko, wsuwając nieposłuszne kosmyki włosów za uszy.
- No to kiedy następny numerek? - Zaćwiergotał. Musiał znaleźć sobie jakieś zajęcie, nawet, jeśli miało ono polegać na przepychankach słownych z Keiem - W ile twój tyłek się zregeneruje? - wymruczał niżej mu w uszko, specjalnie pochylając się, coby zwiększyć efekt.
Tak, następny numerek=pasywny Kei.
Uniósł brew, przypominając sobie o czymś i chwilowo porzucił rozrywkę pod tytułem "znęcam się nad kochankiem".
- Znalazłeś tę pracę? - zmarszczył na chwilę brwi - Z daleka od kelnerstwa i baru. - zastrzegł sobie, posyłając mu krótki, słaby uśmiech.
Ledwo co wstał z łóżka, a już czuł się zmęczony.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 11, 2014 10:14 pm

Keith już wiedział, że coś jest bardzo nie tak. Jego facet bez powodu by się tak nie wściekał, ani nie spinał. No i oczywiście unikał odpowiedzi, co było jednoznaczną informacją dla niego. Chociaż blondyn nie potrafił zrozumieć, co jest złego w jego pytaniu. Było całkowicie zwyczajne i...
Aż się skrzywił. W pierwszej chwili miał wielką ochotę opieprzyć kochanka od góry do dołu, za to jak bardzo głupio się zachowuje. Nie pochwalał stawiania się za rodzicami i unikania odpowiedzialności. Nie oczekiwał takiego zachowania po dumnym Vincencie... Chociaż może właśnie tu tkwił szkopuł. Blondyn dokonał w myślach szybkiej oceny sytuacji i doszedł do wniosku, że jego partner potrzebuje wsparcia. Chociaż zapewne nigdy w życiu się do tego nie przyzna, a może nawet nie jest tego świadom. Przygryzł wargę z namysłem, a potem miękko zaczął błądzić po jego szyi wargami.
- Kochanie, spokojnie. Jestem pewien, że sprawa szybko przycichnie. Ludzie lubują się w skandalach, ale dziś ty, a jutro ktoś inny. - Zaczął go całować po spiętych mięśniach, dłońmi sunąc po plecach. - Nie sądzę, żebyś potrzebował wsparcia ojca w takich sprawach. To jest twoje życie, twoja kariera i na pewno ty i twoja menadżerka sobie poradzicie, a on tylko by namieszał. - Uśmiechnął się łagodnie do bruneta, palcami znacząc jego kręgi. Położył się na jego nogach i przymknął oczy, obserwując go jednak spomiędzy nich uważnie. Pozornie był wyluzowany, ale cały czas badał stan panicza Star. Martwił się, że ten nie chce mu powiedzieć, co tak naprawdę się dzieje. I martwił się, że tak bardzo go to rozchwiało. Dopóki jednak Vincent nie podejmie decyzji, że się podzieli z nim tymi tajnymi informacjami, nie miał co się zastanawiać.
Pozwolił mu na złośliwość, ba, nawet zdecydował się ją kontynuować. Wszystko, żeby kochanek całkiem się uspokoił.
- Oczywiście, że tak. W końcu mój aktyw jest najseksowniejszym facetem pod słońcem, już zapomniałeś, co ci mówiłem? Pewnie tłumy ludzi rozstawiają przed tobą nogi... - Zamruczał, przeciągając ostatnie słowo. - Byś im obciągnął! - Zachichotał wrednie, łapiąc go za dłoń trzymającą pizzę i konsumując dwoma kęsami resztę kawałka.
Zamyślił się. Udał, że opiera podbródek na dłoni, chociaż leżał i nie miał po co go w ten sposób podtrzymywać – chodziło tylko o samo aktorstwo.
- Mój tyłek? Nie przypominam sobie, chyba chodzi ci o twojego kutasa. - Puścił do niego oczko i zaczepnie trącił członek palcem. - Sam spójrz, wykończony, ledwie dycha. - Zachichotał, unosząc się zaraz i siadając po turecku przy partnerze. Objął go w pasie i przyciągnął do siebie, a potem poczęstował długim, czułym pocałunkiem. Zerknął potem w stronę laptopa i westchnął ciężko. Tak na jego oko, nie był kompletnie zniszczony. Może trochę potłuczony, ale do odratowania. Ekran wyglądał na nietknięty, a to już była połowa sukcesu.
- Napisałem maile do paru miejsc, zobaczymy, czy odpiszą. - Wzruszył lekko ramionami, ledwie odrywając usta od warg kochanka. Cały czas patrzył mu intensywnie w oczy, uśmiechając się delikatnie. Prawą ręką przesunął po biodrze partnera, w górę, na plecach, aż do karku i zaczął powoli go rozmasowywać. Zaraz dołączyła i druga dłoń, a blondyn przerzucił nogę przez uda kochanka i usiadł na jego kolanach. Tak było im obu wygodniej, a przy tym mógł skupić się na napiętych i lekko drżących mięśniach.
- Za mało odpoczywasz. Chciałbyś robić dzisiaj coś konkretnego, czy mam cię tylko wymasować za wszystkie czasy? - Zamruczał mu do ust, lekko je muskając. - Jeśli masz takie życzenie... - Zawiesił głos i zamyślił się. Nie był pewien, czy może coś takiego powiedzieć, ale z drugiej strony, chciał pomóc. Wiedział, że czasami humorki jego faceta zmieniały się z niesamowitą częstotliwością i zdarzało mu się mieć dosyć towarzystwa, czy bliskości. Dlatego zdecydował się jednak dokończyć zdanie.
- Gdybyś miał życzenie, żebym cię zostawił samego, albo cokolwiek innego, to możesz powiedzieć. Chcę, żebyś się lepiej poczuł. - Wyznał czule.
Wbrew pozorom, przyszło mu to ciężko. Nie chciał rezygnować z kontaktu ze swoim facetem. Ale cały poprzedni dzień wywrócił na drugą stronę jego duszę. Musiał zmienić swoje poglądy w wielu kwestiach, a także zaoferować w zamian więcej poświęcenia. Nie mógł cały czas tkwić emocjonalnie na partnerze. Wiedział, że Vincent czasami bardzo mocno odbierał takie... Nazwijmy to impulsami uczuciowymi. Chciał mu pokazać, że coś z jego słów do niego dociera. Że bierze je sobie do serca i potrafi wykorzystać wnioski z nich płynące.
Czekając na odpowiedź nie przestawał masować karku swojego chłopaka. Muskać jego warg swoimi. Uspokajać.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Kwi 12, 2014 7:48 am

Oblizał nerwowo wargi na jego słowa. Niby to nic takiego, potłukł jedną, czy tam dwie butelki, za które pewnie już menadżerka potrąciła mu z konta. Jakby kogoś zranił... wtedy mógłby zacząć się martwić. Po prostu, niczego bardziej nienawidził, jak nieplanowane sytuacje. Wyłamał kilka razy sobie palce, starając się odzyskać zdolność jakiegokolwiek myślenia, a potem przytaknął kochankowi.
- Przesadziłem. Przecież nikogo nie zamordowałem. - burknął, chociaż nadal sytuacja nie była zbyt miła.
No i, będzie musiał ukrywać te piękne oczęta pod okularami, a puszyste włosy pod kapturem, to jest dopiero tragedia!
Vincent uważał wszystkich za jednostki samodzielne i niezależne - coraz bardziej sobie o tym przypominał, więc zapewne niechętnie weźmie pomoc nawet od menadżerki, a już nie wspominając o ojcu. Pomógłby mu, ale tylko dlatego, żeby nazwisko Star nie zostało zbrukane szczeniackim i nieodpowiedzialnym zachowaniem.
Zrobił dzióbek z ust, łypiąc na Keia. On? Obciągać tłumom? Też coś. Nieznacznie się rozluźnił, chociaż daleko było mu od normy.
- Nie obciągam byle komu, mendo. - Pstryknął go w nos z uśmieszkiem, zaraz jeszcze łapiąc go za poliki, maltretując je z wprawą godnej starej babci. Oczywiście, nie uszanował faktu, że blondyn w tej chwili mu je. A potem się napuszył, gdy ten dotknął jego krocza, ale prędzej dla żartów.
- Kwestionujesz moje dobre libido? - zafuczał teatralnie, a potem westchnął cicho - Więc co zrobimy z naszymi żądzami? - wymruczał cicho, głaszcząc kochanka po głowie. Faktycznie, słowa Marshalla mu pomogły i był mu za to wdzięczny, co niemo pokazywał.
Oddał chętnie pocałunek, nieznacznie rozluźniony. Podejrzewał, że od Natha dostałby opierdol, a ten go wspierał... to było cholernie miłe. Mruknął potwierdzająco na jego słowa, zaraz uprzejmie się pytając:
- Do jakich miejsc?
Nie był zbyt zainteresowany. Byłby bardziej skłonny do przyjęcia informacji, jak ten już dostanie tę robotę. W końcu, po co wiedzieć wcześniej, prawda? Ale musiał się odwdzięczyć za sympatię i naprawić swój wizerunek w oczach kochanka. To było bardzo ważne. Grzecznie owinął ręce wokół szyi Keia, ulegle poddając się relaksującym pieszczotą. Przymknął oczy, starając się nie utrudniać pracy. Przecież tylko on dostaje darmowy masaż.
A przynajmniej taką miał nadzieję.
Uchylił jedną powiekę, bo podczas tego całego zabiegu miał je zamknięte. To było przyjemne i mógłby tak częściej, tylko w innych okolicznościach.
- Możesz wymasować. Z jakimś fajnym olejkiem. Mamy olejki? - zapytał, muskając jego usta własnymi i nie czekając na odpowiedź, wstał i poszedł do łazienki.
Nie spędził nawet minuty, a już przyniósł nie olejek... a zapachowy balsam do ciała. Cytrusowy. Rzucił go w kierunku Keitha i zaraz usiadł plecami do niego. Wsunął dłoń w jego włosy, przyciągając do siebie i objął siebie samego jego rękami.
- Myślę, że balsam też dobry. Możesz wysmarować mnie całego. - wymruczał zadowolony, zaraz odsuwając od siebie kochanka i rozciągnął się calutki na kanapie, czekając na magiczne rączki kochanka. Sięgnął po telefon, umilając sobie czas.
- Kei. Powiedz, że mnie kochasz. Mocno.
Patrzcie, już zaczął się domagać wyznań.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Kwi 13, 2014 5:39 pm

Keith z nieskrywanym zadowoleniem odkrywał, że stan jego faceta powoli się polepsza. Dlatego pozwalał mu na tą, do niczego nie prowadzącą, dyskusję, oraz na znęcanie się nad jego osobą. Oczywiście nie jakieś zaawansowane, na litość boską, masochizm już zdążył mu dziesięć razy przejść!
Wystawił język do Vincenta i roześmiał się.
- Oczywiście, obciągasz tylko mi! - Zamruczał z rozbawieniem, a potem wywrócił równie teatralnie oczami. - Twoje co? Jakie żądze, człowieku, twoja męskość w ogóle nie żyje. - Trącił go znowu, spoglądając prowokacyjnie, a potem złapał za kark i mocno pocałował, ucinając dyskusję. Jeszcze mu się brunet obrazi i co zrobi?
Póki co nie brał pod uwagę żadnych żądz. Domyślał się, że Star chciał jakoś pozbyć się tego całego napięcia, które go męczyło, ale ze zwykłych przekomarzań mogli łatwo przejść na etap wielkiej kłótni, a do tego nie chciał dopuścić.
- Nic ciekawego, wiesz, stanowisko w jakiejś firmie typu pomocnik pomocnika księgowego. - Machnął ręką niefrasobliwie. Czy to go interesowało? Oczywiście, że nie. Ale nie miał na siebie żadnego sensownego pomysłu. Masaż może i był dosyć ciekawy, ale jeszcze czekała go długa droga do dostania szansy i pracowania w jakiejś, dajmy na to, szkole masażu, czy coś takiego. To samo tyczyło się gotowania. Z tańcem nie zamierzał wiele robić, bo nie potrafił przełamać pewnej bariery w sobie. To go... Tak, to go trochę przerażało.
A możliwość zarabiania na pewno będzie dla niego pożyteczniejszym spędzaniem czasu, niż siedzeniem w pokoju i oglądaniem telewizji, albo przysypianiem w bibliotece.
Otworzył usta, zamierzając odpowiedzieć kochankowi, że nie ma pojęcia, w końcu to był jego apartament, ale ku swojemu zaskoczeniu, odkrył że ten bezpardonowo go zrzucił z kolan i sobie poszedł. Przez chwilę siedział tak na kanapie, rozważając, czy powinien się obrazić, czy uznać, że to kwestia złego humoru partnera, machnąć na to ręką i poczekać, aż mu przejdzie. W trakcie tych rozważań na szczęście wrócił jego facet. Oczywiście, to nie był koniec zdziwienia, wręcz przeciwnie, został odsunięty, niemalże zrzucony z kanapy. Blondyn aż się najeżył z niezadowolenia, prychając pod nosem cicho. Słowa Gwiazdy przyjął jak ostateczny wyrok. Wstał i przyciągnął sobie krzesło, by zabrać za masowanie.
Nawet, jeśli to chwilowe odsunięcie potraktował z niesmakiem, ostatecznie lubił go masować i już po chwili skupił się na dawaniu przyjemności kochankowi. Sunął z delikatnością palcami po jego plecach, rozprowadzając powoli balsam. Starał się nie dawać go w zbyt dużej ilości, a jedynie takiej, by otoczył ich przyjemny zapach. Poza tym, zmiękczał skórę kochanka, a co za tym szło – również i mięśnie.
- Oczywiście, że cię kocham, mój drogi. Chyba w to nie wątpisz - mruknął miękko, nachylając się do ucha partnera i lekko trącił je nosem. Uśmiechnął się przy tym, nie czekając na odpowiedź. To miało tylko zaspokoić potrzebę bruneta, a nie prowadzić do kolejnej, długiej dyskusji. Na pewno będzie im razem lepiej w ciszy w tym momencie.
Chociaż niesamowicie urocze było zachowanie Vincenta. Tak, on naprawdę zdobył serce blondyna.
Dłonie z delikatności przeszły na bardziej intensywną pieszczotę, uciskając starannie spięte ramiona i kręgosłup kochanka. Przysunął się bliżej kanapy, by mógł się skupić na całym ciele partnera.
- Masz wspaniałe ciało. - Pochwalił go z uśmiechem, całując zaraz lekko w kark, a potem zamruczał z zadowoleniem.
Masaż jeszcze bardziej wzmógł na sile, nie dając szansy na opór mięśniom bruneta. Musiały w końcu ulec. I w ten sposób rozpuścił kompletnie swojego partnera.

Kolejne dni między Vincentem, a Keithem przebiegły w podobny sposób. Trochę szkoły, trochę kontaktu, zakupy, no i masaże. Blondyn starał się możliwie najbardziej wspierać partnera, gdy ten wydawał się tego potrzebować, a przy tym nie zamęczać go swoją troską i uczuciem.
Garnitur został kupiony. Bilety też. Rodzina powiadomiona. Dzień wyjazdu przyszedł niespodziewanie szybko.

[z/w x2]
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Lip 30, 2014 9:11 am

< - Pokój 17 - piętro II

Czasy mijają. Vincent mimo że lubił niszczyć stare zasady, non-stop szukać czegoś nowego, to jednak czasem – bardzo, bardzo rzadko - czuł się cholernym tradycjonalistą. Za niedługo nikt nie zaglądnie do opery, ani do teatru, ani do cholernego kina samochodowego znanemu Gwieździe, mimo że – Bogowie! - prawie, że nie miał nic wspólnego z randkami. No cóż, sam był wychowany w dość surowej rodzinie ze starymi poglądami ze strony dominy(ojca), więc jedyne co mógł zrobić, to przytyć i zająć dwa krzesła, a nawet samochody!, tak dla wypełnienia. Wzruszył wobec tego ramionami, nie odnosząc się do jego słów – nie, to nie! Postanowił, że zmusi brata, którego maślane spojrzenia też nieźle łechtały mu ego, jeśli nie nawinie się po drodze ktoś inny, bardziej operowy.
Kiwnął głową i już wyciągał dłoń, jak prawdziwy dżentelmen, żeby pomóc unieść się z łóżka damie, ale ta sama sobie poradziła.
- Teraz, teraz – odparł zatem – Potem będę miał dni pracoholizmu, niekoniecznie z własnej woli – mruknął z lekkim rozbawieniem. Wszak wokalista, wszak aktor! Wszak pieniądze, gdyż ostatnio krucho z kasą!
Zamówił taksówkę, która przyjechała dziesięć minut później i tak dojechali do tego ogromnego, nowoczesnego budynku, przy którym osobniki średniej klasy łypią z zazdrością, a dla monarchii to luksus idealny. Zostawił napiwek kierowcy i wyszedł z samochodu; cóż, Vincent tyrał jak cholera, żeby opłacić ten apartament, a przecież był na korzystnej pozycji w zawodzie. Jak zwykle, młodzieńcy zostali odprowadzeni spojrzeniem ochroniarzy przy wejściu, a nawet w środku recepcji. Podszedł do uśmiechającej się blondynki, odbierając od niej klucz i ruszył w kierunku windy i gestem dłoni nakazał Zackowi dołączenia. Wcisnął odpowiedni guziczek.
- Jeśli sprzedasz jakiemuś mojemu fanowi gdzie mieszkam, to i tak nie zrobisz mi na złość. Wszedłeś bez problemu tylko dlatego, że mieszkam tutaj od dwóch lat i mi ufają, co jest dość głupie – wypalił nagle, ale nie ostrzegawczo; na tej bladej twarzyczce błądził gdzieś tam uśmiech. Nie raczył napomnieć o tym, że tylko jego drugie połówki odwiedzali ten apartament, a numerki działy się poza nim – teraz to wszystko wydawało się takie bez znaczenia.
Wcisnął klucz do odpowiedniego zamka i wpuścił Zacka pierwszego do środka i zamknął za nim drzwi – jak prawdziwy dżentelmen! Pomieszczenia były w większości czarno-białe, zaś same w sobie wydawały się być bardzo chłodne. Czarnowłosy zaprowadził gościa do salonu.
- Rozgość się. Czego chcesz się napić?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Lip 30, 2014 10:22 am

Jak zwykle zdążył też ubrań na siebie ten swój skórzany płaszcz. Przecież bez niego się nigdzie nie ruszy. Musiał go mieć na sobie, bo wtedy nie czułby się sobą.
Szedł za Vincentem jak takie prosie. Nic nie mówił tylko szedł. Uniósł brew do góry, gdy zobaczył gdzie ten osobnik go zaciągnął. Nie lubił przepychu, ale cicho. Lubił piękno, a takie miejsca zazwyczaj są ładne. Rozglądał się, obserwował każdego człowieka. Przyjrzał się blondynce. Uśmiechnięta, ale czy szczerze? Czy tylko dlatego, że jest to jej obowiązek? Szedł dalej za Vincentem i uśmiechnął się na jego słowa. On komuś sprzedać miejsce zamieszkania Stara? No broń się Boże.
- Czy ja ci wyglądam na kogoś kto rozmawia o takich rzeczach z innymi?- zapytał z złośliwym uśmiechem i jedną brwią uniesioną do góry.
Wszedł do środka i od razu zaczął wszystko oglądać i oceniać. Tak jakoś chłodno, ale tego właśnie się spodziewał po Vincencie. Taka biel i czerń pasuje do niego. Spojrzał jeszcze raz na Vincenta i z powrotem zaczął oglądać to miejsce. Stanął w salonie i przyjrzał się. Inaczej namalowałby ten obraz, gdyby poznał to miejsce. Całkowicie inaczej. Usiadł i spojrzał na Vincenta. Czego chciałby się napić? Dzisiaj nie pił nic mocnego. Uśmiechnął się tak po swojemu – taka mieszanka złośliwości, perwersyjności i chytrości.
- Jakiś alkohol lub coś?- zapytał. Zaczął miętosić nieświadomie kawałek płaszcza. Zawsze tak robił jak nie miał co zrobić z rękami.

_________________

Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Lip 30, 2014 3:07 pm

- Wyglądasz na takiego, który za najpiękniejszy obraz dałby przelecieć swoją matkę – odparł uprzejmie, posyłając mu wredny uśmieszek. Vincent, jako osoba niekiedy bez grama taktu, prędzej czy później wypaliłby z taką kontrowersyjną teoryjką, za którą chciało mu się przywalić w tę piękną buźkę. I to bez najmniejszego wyrzutu sumienia. No cóż poradzić, to zgorzkniały cynik, którego nie sposób zmienić na niektórych polach.
Ale był całkiem niezłym gospodarzem. Nawet w tej chwili był w stanie dać na stół swój najlepszy alkohol, tylko dla białowłosego, jako najczystsza, hedonistyczna przyjemność. Chociaż i tak seks był o wiele lepszy. Przyjrzał się jego uśmiechowi, po czym pstryknął go w nos i pokręcił głową z politowaniem.
- Teraz mam wrażenie, że masz ochotę przelecieć mnie.
Chyba nigdy nie zrozumie celu tego perwersyjno-złośliwego uśmiechu.
Ściągnął marynarkę, zostawiając ją na fotelu i ruszył do kuchni. Minęło zaledwie kilka chwil, a przyszedł z wódką i sokiem jabłkowym jako popita dla Zacka, a dla siebie przyniósł malinową herbatę, której nazwy nawet nie pamiętał. Miała świetny aromat, co białowłosy mógł wyczuć nawet z odległości dzielącego ich stolika. Wyuczonym ruchem położył ją na spodku z uszkiem po stronie prawej, a następnie postawił kieliszek przed gościem i polał mu wódki. Butelkę postawił przed nim, żeby sam siebie obsługiwał. Czy Vincent wyglądał na kelnera?
- Świetnie pachnie – pochwalił najpierw, nachylając się nad herbatą. - Nie krępuj się, Zack. Możesz wypić cały alkohol. Mnie to jest obojętne.
Tak samo obojętne było dla niego ewentualne zalanie się w cztery dupy przez malarza. Mógł zostawić go na sofie, o ile nie zarzyga tej drogocennej skóry... a nawet jeśli, to sprzątaczka chętnie zajęłaby się nawet tym za odpowiednim napiwkiem.
- Kiedyś miałem tutaj pianino. Kazałem je wynieść – westchnął cicho, zakładając nogę na nogę i poluźnił krawat na szyi. - Był świetny nie tylko jako sprzęt muzyczny. I cholernie wytrzymały – uniósł brewkę w jednoznacznym, zboczonym geście i zamruczał pod nosem leniwie, odgarniając włosy z twarzy. Ach, te cudne wspomnienia tych miłosnych przygód! Zaś teraz miał ochotę nazwać swoje związki „błędem młodości”, tym bardziej, że był to jeden wielki absurd... który bardzo mu się podobał, a jednocześnie nie wróciłby nigdy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Lip 30, 2014 8:00 pm

- Zostawię to bez komentarza, bo nie wiesz jakie mam stosunki z matką – zruszył ramionami.
Cóż, było wiadome, że jego rodzice nie należały do jego ulubionych osób, a i tak wiedział, że matka puszcza się na prawo i lewo. Znaczy nie wiedział, ale zawsze robił z niej największą zołzę, bo chciała ściąć jego włosy, a jeśli ktoś je dotykał to znaczyło, że jest to zła osoba.
Jego uśmiech się poszerzył i bezczelnie zaczął się mu przyglądać, a jego wzrok mówił, że rozbiera Stara w myślach co nie było prawdą.
- Nie przeceniaj się – dalej się uśmiechając poczekał, aż chłopak wróci.
Spojrzał na wódkę. Też może być. Lubił alkohol, ale tylko w odpowiedniej ilości. Wolał mieć kontrolę nad swoim ciałem, bo nie wiedział na co go stać, gdy nie jest trzeźwy. Nigdy nie sprawdzał. On zazwyczaj delektował się alkoholem.
- Całego na pewno nie wypije – łyknął zawartość kieliszka, skrzywił się, ale nie popił. Lubił to palące uczucie w gardle. Picie przez niego wódki wygląda mianowicie w ten sposób, że popija co drugi kieliszek, a wypije ich tylko cztery, bo taką ma zasadę.
Uśmiechnął się znowu w ten sam sposób co poprzednio. Ten uśmiech nic nie oznaczał on po prostu był. Nie potrafił inaczej się uśmiechać, miał to już w sobie.
- A dlaczego kazałeś go wynieść?- zapytał i nalał sobie kolejnego kieliszka.
- A kiedy pokażesz mi swoją sztukę
Przyznajmy, Zack chciał zobaczyć jak Star gra, bo może narysuje go jeszcze, a przecież podczas gry ten człowiek może się zmienić, o ile on naprawdę kocha muzykę tak jak Zack sztukę. Jeśli to była jego prawdziwa pasja mógł wyglądać pięknie – tak jak Zack lubił.

_________________

Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Czw Lip 31, 2014 10:01 am

Czarnowłosy pokręcił głową z politowaniem. Był święcie pewien, że Zack zdążył przyzwyczaić się do jego specyficznego poczucia humoru, a tutaj okazało się, iż będzie brał na poważnie każdy przytyk. Oczywiście, nie znaczyło to, że powinien ulec delikatności malarza. Vincent nie zdawał sobie sprawy, że niejednokrotnie wykazał się cholerną niestosownością w swoich słowach, ale kto gwieździe zabroni? Przecież święcie twierdził, że to inni są przewrażliwieni i zakompleksieni. Ale on nie był, dlatego – tak jak wcześniej, kiedy był nagi – w ogóle nie speszył się pod wpływem tego rozbierającego spojrzenia, który mimo wszystko miał w sobie dużo teatralności. Odpowiedział mu dopiero wtedy, kiedy polał mu wódki.
- Mówisz, że twój idealny model, mimo swojej niewątpliwej urody, posiada mały seksapil? Chyba jestem zawiedziony. - Przy wypowiedzeniu tych słów nieustannie trzymał kontakt wzrokowy, ale malarz nie powinien mieć problemu z dostrzeżeniem tych nieznacznie wykrzywionych kącików ust, które wręcz były kpiną.
Dostrzegł to, że Zack wcale nie potrzebował popity. „Taki młody, a już alkoholik” - stwierdził w myślach, chociaż sam nie był lepszy. A przynajmniej nie w innej chwili, bo teraz jego zmysł węchu i smaku zachwycał się herbatą. Był niemal dumny z tego, że zrobił ją sobie sam i przy tym się nie poparzył. Niekiedy bywał strasznie niesamodzielny. Zawinął kosmyk włosów na palec, kiedy typowo-angielska porcelana ponownie znalazła się na stoliku i rozejrzał się krótko po pomieszczeniu.
- Pianino wyglądało strasznie nieestetycznie w tym pokoju, a w żadnym innym być nie mógł. Kiedy się go pozbyłem, od razu stało się przestronniej. I pokażę ci zaraz moją sztukę. Nie możesz się doczekać, co? - Puścił mu oczko przy ostatnim zdaniu.
Vincent, jako dobry gospodarz[czyt. Ma dobry humor], upił jeszcze tylko jednego łyka herbaty i uniósł tyłek z fotela, udając się do sąsiedniego pokoju. Nie minęło kilka chwil, a już wniósł futerał skrzypiec do salonu, gdzie znajdował się jego gość. Położywszy go na stole otworzył i przesunął opuszkami palców po starym, ale zadbanym drewnie, szukając odpowiedniego repertuaru w głowie. Nie pamiętał większości melodii, które grał niegdyś, ale postawił na to, co szlifował ostatnio – Romance Violin Beethovena. Podciągnął rękawy do łokcia, po czym uniósł skrzypce wraz ze smyczkiem, przybierając odpowiednią pozycję i zaczęła się melodia, wraz z delikatnymi pociągnięciami smyczka na strunach. Posiadał tę wrażliwość, która dotyczyła głównie muzyki i niewątpliwy talent – Vincent jednak wiedział, kiedy następowały – drobne, bo drobne – pomyłki, czysto-techniczne przez swoje zaniedbanie gry, ale mimo to brzmiała bardzo dobrze. O ile z ulgą przyjmował fakt, że nie gra przed drugim muzykiem, który niewątpliwie wyczaiłby te byki, o tyle ambicja była ugodzona każdym małym błędem, ślepo nie dostrzegając pięknych, czystych dźwięków wydobytych przez ten romantyczny instrument.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Sie 01, 2014 1:56 pm

Znowu się uśmiechnął w ten swój sposób i patrzył w jego oczy. Widział te jego usta wykrzywione w kpiącym uśmiechu. Przez chwilę nic nie mówił tylko pożerał go wzrokiem. Tak dla własnej satysfakcji.
- Tego nie powiedziałem - w końcu się odezwał.- Po prostu twierdzę, że nie wszyscy mogą chcieć się do ciebie dobrać - jego usta nadal były wykrzywione w TYM śmiechu, więc jego wypowiedź nie za bardzo można było wziąć na poważnie, ale on tak już ma.
Przeczesał sobie dłonią włosy i spojrzał na alkohol. Cóż, głupio mu się piło samemu, ale ostatnio nie miał żadnego trunku w ustach, więc nalał sobie kolejny kieliszek, który popił sokiem. Mimo to zdecydował, że już nie będzie pił. To mu wystarczyło.
Poczekał, aż Vincent wróci i zaczął go obserwować. Patrzył na jego dłoń, która trzymała smyczek i jeździła po strunach wydając dźwięk. Patrzył na drugą dłoń, która skakała po gryfie przyciskając odpowiednie struny. Zack zasłuchała się w melodię i zapatrzył się na postawę Vincenta. To było coś pięknego. Musiał mieć taką postawę na obrazie. Patrzył na niego jak zahipnotyzowany.
Nie był fanem muzyki klasycznej, ale niektóre instrumenty miały taki dźwięk, że łechtały mile jego uszy, więc starał się szukać różnych utworów, które poprawiały mu humor, bądź dołowały.
Pożerał każdy dźwięk, każdy ruch chłopka, aby wszystko zapamiętać, aby stworzyć coś lepszego od tego aktu, który dziś wykończył. Chciał to mieć i nikt się o tym nie dowie. Tym razem głównym tematem jego dzieła będzie muzyka, a nie konkretna osoba.
Mógł teraz szczerze przyznać, że to co robi Vincent to sztuka, ale i tak jego jest ładniejsza i doskonalsza. Tego nikt mu nie wmówi.

_________________

Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Sie 02, 2014 1:53 pm

Bynajmniej nie wątpił w to, że Zack na niego leciał – tym bardziej, że ten nawet temu nie zaprzeczył. W tej chwili Vincenta nie interesowali inni, ponieważ, hej! Czy inni byli teraz z nim, czy był sam-na-sam z malarzem?
Całe przedstawienie zakończył delikatnym, czystym dźwiękiem i dopiero wtedy raczył otworzyć przymknięte dotąd powieki, i spojrzeć z ukosa na jego widza. Uśmiechnął się pod nosem, dostrzegając jego zadowolenie i teatralnie ukłonił się, nie oczekując oklasków. Te Zack miał w oczach, a przynajmniej tak odczytał ich wyraz skrzypek.
- Beethoven – powiadomił, chowając skrzypce z powrotem w futerale. - Urodzony w Niemczech tysiąc siedemset siedemdziesiątego roku, a zmarł w Wiedniu pięćdziesiąt siedem lat później. Wybitny kompozytor i pianista, a żył prawie przeciętnie. Bóg nie zna się na sztuce – mruknął sarkastycznie, kręcąc głową z politowaniem. Oczywiście, nie był wielkim fanem historii muzyki klasycznej, ale ojciec wolał, żeby jego syn siedział w książkach, a nie grał w piłkę nożną z rówieśnikami. Zresztą, Vincent zawsze dumnie twierdził, że byłby idiotą, jeśli nie wiedziałby nic o kompozytorach muzyki, którą grał.
A może to było na lekcjach? Kto by o to dbał...
Odniósł czarny futerał do sąsiedniego pokoju, a po powrocie usiadł na swoim stałym miejscu. Otaksował ilość wódki, którą zdążył wypić jego gość i skomentował to syknięciem przez usta. Wydawać mogłoby się, że był niemal urażony.
- Skromnie, drogi panie. Skrrromnie! - Sam pochwycił filiżankę herbaty i dopił ją kilkoma łykami.
Przez kilka chwil młodzieńcy byli w zupełnej ciszy. Bezgłośne nawijanie długich kosmyków włosów na palec przez Vincenta i oddechy dwóch nastolatków nie mogły zburzyć tej rosnącej dramaturgii zgotowanej specjalnie przez gospodarza na następujące pytanie:
- A wiesz, że w naszej szkole są duchy? A nawet straszące duchy?
I nalał sobie wódki do angielskiej porcelany i zaraz opróżnił ją jednym łykiem, a finałem był malowniczy grymas na twarzy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Sie 02, 2014 3:35 pm

Spojrzał na twarz - przymknięte oczy. Jak to wykorzystać w obrazie? Już on sobie z tym poradzi.
Słuchał dalej i czekał na koniec. Spojrzał mu w oczy jak już je otworzył i schował skrzypce. Podobało mu się, wręcz według niego było wspaniałe, ale NIE lepsze od jego dzieł. Spojrzał na jego ukłon i uśmiechnął się - chyba nie muszę wspominać, że w ten swój charakterystyczny sposób?
- Brawo - powiedział, gdy ten skończył.
Wysłuchał jego informacji o autorze tego utworu, ale niewiele go to interesowało. Chociaż może kiedyś posłucha jeszcze jego muzyki, czy coś. Skinął tylko głową, bo co miał powiedzieć? On znał się tylko na sztuce.
- Chcę wrócić do akademika o własnych nogach - mrugnął okiem.- Ale kto tu skromnie, dogi kolego? Ty tylko herbatkę pijesz - uśmiechnął się złośliwie.
Milczał i patrzył nieświadomie na palec Vincenta, który nawijał na niego swoje długie, czarne włosy. Wpatrywał się, ale tego nie widział. Był tak jakby zamyślony, a zarazem zahipnotyzowany. Dopiero głos Stara go wyrwał z tego transu, a najlepsze było to, że o niczym konkretnym nie myślał. Chociaż już praktycznie zaczął rysować obraz w głowie.
Zaśmiał się. Duchy - to go nieźle rozbawiło.
- Hahaha... Serio? Wierzysz w takie bajki?- zapytał. On w duchy nie wierzył.- Wiesz ja w takie nadprzyrodzone rzeczy nie wierzę - odpowiedział.- Przynajmniej nie uwierzę dopóki nie zobaczę.

// Wybacz za te kulawe posty, ale ja nie mam ostatnio weny i coś mi się zdaje, że nie wróci zbyt szybko \\

_________________

Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Sie 02, 2014 3:57 pm

E tam, spoko. Mam tylko nadzieję, że to nie przez moją pisaninę.

- Mam wyniszczony organizm... przez chwilę go szanowałem, mój błąd – mruknął, ni to kąśliwie ni rozbawiony.
Uśmiechnął się pod nosem, słysząc słowo klucz „póki nie zobaczę”. Zack nawet nie wiedział, jak cholernie kusił los. Pochylił się, kładąc łokcie na stoliku, przez co niebezpiecznie zmniejszył dzielącą ich odległość, jednak nie było w tym flirtu – jego aktorskie jestestwo zgrabnie budowało napięcie, odpowiednie do tego tematu.
- Ja widziałem. To było całkiem upiorne – zniżył głos do szeptu, jakby ściany dostały uszu. - Nie było cię na szkolnym balu, prawda? Jakbyś tam był, to uwierzyłbyś. Ja też nie wierzyłem... Ale cholera. To było. - Oblizał usta, wciąż wiercąc wzrok w twarz malarza. - Widziałem ducha. Ba, nawet go dotknąłem. Myślałem, że to jakaś sztuczka iluzyjna! Ale nie. Potem były wisielce na oknach. Pełno wisielców.
Westchnął ciężko. Jego światopogląd do teraz nie chciał akceptować tych zjawisk, ale nie mógł zaprzeczyć, że coś było. I nie mógł tego rozsądnie wytłumaczyć, w końcu nie każdy pił chociażby poncz, a wszyscy widzieli.
Nalał więcej wódki do szklanki, a następnie wlał sok i wszystko zamieszał łyżeczką, robiąc sobie mocnego drinka.
- Nawet nie było jak spieprzyć, bo okna były zastawione przez te cholerne trupy, a drzwi wejściowe zatrzaśnięte. Właściciel tego miejsca był blady jak ściana... już wtedy było wiadome, że coś tutaj nie gra.
Upił porządnego łyka swojego – wysokiej klasy! - drinka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   

Powrót do góry Go down
 
Apartament panicza Stara
Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Płacząca wierzba przy stawie
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Apartamenty-
Skocz do: