IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Apartament panicza Stara

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Apartament panicza Stara   Sob Mar 22, 2014 6:44 am


_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Lis 03, 2014 5:48 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Mar 22, 2014 8:08 am

Sam Vincent wolał patrzeć na podłogę i ściany, niżeli na blondyna, ale spojrzał krótko na jego policzki, szukając śladów łez... których na szczęście nie było. Jego – nędzne, bo nędzne – sumienie mogło poniekąd odetchnąć z ulgą. To znaczy, że nie było AŻ TAK źle. Pomasował dłonią kręgi szyjne, idąc spokojnie za Keithem trzy kroki dalej. Ten przecież wiedział, gdzie mieszka Gwiazda.
- Chłopaki się ze mnie śmieją, a potem wyzywają od desek. – poskarżył się, chociaż jak było powszechnie wiadome, niezbyt dbał o swoją opinię wśród innych, a już na pewno nie przejmował się takimi tandetnymi prowokacjami. Po prostu chciał rozluźnić atmosferę, która była tak samo nędzna jak jego aktualne samopoczucie emocjonalne.
Drogę do apartamentu przebyli w absolutnej ciszy, ponieważ Star nie zamierzał zagadywać do kochanka, woląc, żeby ten się uspokoił. Vincent, oczywiście, naprawdę mógł odstąpić i przyjąć niektóre rzeczy do świadomości (na czas nieokreślony), jeśli przekaże się mu poszczególne informacje w sposób krótki i wyzbyty z większych uczuć, a właśnie na to liczył w tym momencie. Dzięki temu debata na pewno będzie trwała krócej, a i unikną nieporozumień.
Gdy weszli do odpowiedniego budynku, jak zwykle przywitały ich dwa uśmiechy recepcjonistek, które perfekcyjnie odkrywały swoją rolę. Brunet nawet nie musiał podawać swojego nazwiska, żeby dostać odpowiedni kluczyk. Przy okazji został uprzejmie powiadomiony, że rodzice już dawno się wymeldowali i nawet o niego nie zapytali – Vincentowi kamień spadł z serca i poczuł się lżejszy o dobre pięć kilo. To znaczy, że tak naprawdę niczego od niego nie chcieli. Nawet posłał uśmiech młodym panienkom i udał się do swojego pokoju. Już wciskał kluczyk do zamka i ze zdziwieniem zauważył, że dłoń odrobinę mu drży. Dlaczego? Jak w końcu udało się mu wcisnąć to cholerstwo, to ponownie został zatrzymany. Na miłość boską...
- VIINCEEEEEENT! – ktoś wydarł się na cały korytarz, a zawołany już wiedział, kto to był. I wcale mu się to nie spodobało. Mlasnął językiem o podniebienie, a potem spojrzał krótko na nieproszonego gościa... i w efekcie aż wcisnął się na ciałko Keitha, jakby ten miał ochronić go przed tym, co widział. Knypek z mokrym, chudym ciałkiem, obwiniętym tylko ręcznikiem wokół bioder, z turkusowymi, krótkimi włosami i tunelami w uszach – całe szczęście, niezbyt dużymi. To był – zdaniem Vincenta – najbardziej irytujący osobnik, jakiego świat widział. Jego seksoholiczny wzrok nawet nie otaksował gościa spojrzeniem, taki był to marny widok. I pomyśleć, że takie coś było synem polityka...
- Chcę zadośćuczynienia! – prychnął dzieciak, złudnie uważając, że bruneta to obchodzi - Spotkałem twojego ojca i wiesz, co ten plebs mi powiedział?! Że napawa go niesmakiem widok takich zdemoralizowanych dzieci, którzy obnoszą się ze swoją ORIENTACJĄ i jeszcze stwierdził, że lepiej być sekretarką z niskim IQ i ubogim słownictwem, niżeli homoseksualistą w rureczkach! A NIECH GO SZMATA POCHŁONIE! – wydarł się pod koniec, ciężko dysząc. Vincent wysłuchał tego w milczeniu, w końcu odklejając swoje plecy od ciałka Keitha. Tak, brunet wcale nie miał tak łatwo u siebie w domu, a Thomas, jego ojciec, uważał większość stanowisk za wstyd – a w tym najwidoczniej była sekretarka.
- Musiał mieć naprawdę dobry nastrój. – skomentował, w myślach przyznając swojego ojcu rację. Poza tym... plebs? Litości, on zarabiał na dzień tyle, ile wynosiła roczna wypłata przeciętnego Anglika.
- Jakbym był pedałkiem, to już dawno wszedłbym do twojego pokoju w takim stanie! A nie jak zwykle, w dżinsach... – burknął urażony chłopiec, a brunet posłał mu dobroduszny uśmiech.
- Dla kogoś takiego jak ja, rozporek i bokserki to żadna przeszkoda, więc jeśli w ogóle bym chciał... – zawiesił głos, a uśmiech płynnie zmienił wyraz na zwykłe kpienie. Przekręcił kluczyk w zamku i niemal wepchnął blondyna do swojego apartamentu, a sam znalazł się obok niego. Zatrzasnął za sobą drzwi, żeby czasem ten spiczasty nosek nie wkroczył na teren pantery, bo ta z pewnością pokazałaby pazury. Westchnął ciężko, dziękując w myślach, że jego ściany są wyciszone...
Powolnym ruchem rozpiął górę swojego garniaku i zsunął go z ramion, zostawiając na podparciu kanapy. W podobny sposób potraktował spodnie i krawat, a butów już dawno się pozbył. Rozpiął koszulę do połowy i w końcu poczuł się luźno... A potem spojrzał najpierw w prawo – na kuchnie, potem w lewo – na pokój, w którym były wszystkie jego ubrania. Że niby najpierw mam iść ugościć swojego chłopca, z salonu przechodząc do kuchni, a potem znowu przez salon przejść do pokoju? Dobre sobie, prychnął w myślach, ostatecznie rezygnując z tego ostatniego. Keith nie powinien się obrazić.
- Usiądź na kanapie i poczekaj chwilę.
Udał się do kuchni, gdzie spędził zaledwie kilka minut na zrobieniu dwóch herbat, które zaraz podał w eleganckiej porcelanie, godnej zamożnych Anglików. Jedną dla siebie, drugą dla Keitha, znana wszystkim Earl Grey. Pośrodku znalazła się cukierniczka wraz z łyżeczką, za którą zaraz zabrał się Vincent, słodząc swoją herbatę trzema łyżeczkami cukru. A po chwili zastanowienia dodał jeszcze jedną i wymieszał. Wziął porcelanę wraz z talerzykiem, siadając naprzeciwko swojego partnera. Przybrał pozę biznesmena, ignorując kulturalnie to, że właściwie był tutaj w negliżu. Najpierw upił łyka herbaty, mrużąc nieznacznie oczy i poprawiając włosy i dopiero po tym małym rytuale, wlepił spojrzenie w Keitha.
- Powiem wprost. Nie chcę cię stracić, ale czuję, że... to nie to samo, co było na początku. – mruknął w końcu, zakładając nogę na nogę. I już był przygotowany do debaty.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Mar 24, 2014 8:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Mar 22, 2014 10:45 am

Vincent był w błędzie. Było TAK ŹLE, że Keith nie płakał. Nie miał na to ani sił, ani ochoty, bo coś w nim pękło. W tym momencie był zdolny jedynie planować swoje życie gdzieś daleko, jak najdalej od bruneta. I ta świadomość go bolała. Nawet nie zauważył, w którym momencie doszli do apartamentowca. Nie zareagował też na próbę rozluźnienia atmosfery. Nie potrafił się zwyczajnie zmusić do skrzywienia warg w czymś, co przypominałoby chociaż z daleka uśmiech. Nawet osoby sparaliżowanej.
Znowu, kolejne mgnienie oka i już znaleźli się przed drzwiami do gniazdka Vincenta. Keith zamrugał oczami, próbując bezskutecznie przywołać się do rzeczywistości. Miał wrażenie, jakby znajdował się w jakiejś bańce, w której czas płynie znacznie wolniej i przez to świat rzeczywisty tak szybko mu znikał. Odetchnął cicho, odgarniając włosy z twarzy i właściwie już rezygnując z wysiłków powrotu do świata realnego, gdy jego uszy zgwałcił czyjś wrzask. Zamrugał oczami z zaskoczeniem, a potem wszystko wróciło na swoje miejsce.
Chyba przeżył zawał. Nie to, żeby przestraszyły go włosy, czy tunele, przecież podobnie wyglądał jeszcze nie tak dawno temu. Ale cała OSOBA i jej sposób wyrażania się, a przede wszystkim reakcja Stara... To było coś niecodziennego. Zamrugał oczami, zerkając na przyciśnięte do siebie ciało. Przełknął z trudem ślinę, czując jak gula w jego gardle mu rośnie, a żołądek zaczyna się miotać, uderzając raz po raz o serce i żebra. Przez chwilę miał wrażenie, że po prostu zwymiotuje, ale na szczęście w ostatniej chwili został przepchnięty przez drzwi. Spróbował przeanalizować swoją reakcję i doszedł do prostego wniosku: myślał, że ten chłopak jest kochankiem bruneta. Zamrugał oczami kilkakrotnie, zaciskając dłonie w pięści i zmuszając swój mózg do jeszcze chwili wysiłku. Przestudiowanie (z opóźnieniem, bo z opóźnieniem, ale jednak) całej rozmowy chłopaków doprowadziło go do wniosków, że jednak tak nie było. Kamień z serca.
Czyli jednak wciąż mu zależało, skoro się tak przejął. To był jakiś znak. Ciężko powiedzieć, czy dobry, czy zły, ale BYŁ. Zmusił się do skierowania na kanapę, wedle życzenia kochanka, a potem przetarł twarz dłońmi. Nie czuł się specjalnie dobrze. Gdzieś w polu jego widzenia dostrzegł odkładane na fotel rzeczy i zmarszczył brwi z konsternacją. Aż zerknął za Vincentem, który... Zniknał mu z pola widzenia. Cóż, trudno. Będzie jeszcze okazja.
Przyjął herbatę w milczeniu i powoli nabrał jej trochę do ust. A potem jego wzrok wylądował na roznegliżowanym kochanku. Znowu zrobiło mu się niedobrze. Bez słowa poderwał się z kanapy i poszedł do łazienki, pozornie nonszalanckim, ale jednak dość szybkim krokiem. Zatrzasnął za sobą drzwi i wypluł zawartość ust, a potem zmoczył dłonie i przetarł nimi twarz. Czuł się naprawdę parszywie. Nawet nie zwrócił specjalnej uwagi na to, co powiedział Vincent. Wrócił po dłuższej chwili, siadając ostrożenie na kanapie i wbijając wzrok w kubek z herbatą. Obiecał sobie w duchu więcej nie spoglądać na partnera. Nie chciał. Nie był gotów. Był za słaby.
- Co mówiłeś? - Chrząknął niewyraźnie, a potem zapadł w zamyślenie. Co miał mu powiedzieć? Czuł się pusto, jakby ktoś zabrał z niego emocje i pozostawił tylko kamienie w brzuchu i gardle. Ukrył twarz w dłoniach i zdecydował się na jakiś komentarz. Pierwszy, który tak naprawdę przyszedł mu do głowy i brzmiał w miarę sensownie.
- To normalne, że to nie jest to samo. Przecież się poznaliśmy lepiej. Bliżej. Zresztą, nikt nie mówił, że będzie łatwo. - Wzruszył lekko ramionami i zaciął się. Co on właściwie mówił? Czy to miało jakieś przesłanie, czy jednak nie? Boże, dlaczego? Co on takiego zrobił?
- Nie potrafię - powiedział po prostu. - Nie potrafię zgodzić się na bycie człowiekiem, do którego zagadasz raz na miesiąc. To nie jest związek. To nie jest nawet iluzja związku. - Pokręcił lekko głową, znowu umieszczając ją w swoich dłoniach. - Ile byśmy wytrzymali? Miesiąc? Dwa? A potem byłyby kłótnie, albo przeciwnie, zwykłe oddalanie się. Już teraz nie mamy jakiś wspólnych tematów, czy zajęć, oprócz seksu. To by było zwykłe pieprzenie się, sen i kilka miłych słówek. - Westchnął i w końcu zamilkł. Co miał dodać? Źle się czuł.
Cała ta rozmowa, cała ta sytuacja, była wbrew niemu. Nie lubił wymuszać czegoś na Vincencie, ale nie potrafił znieść myśli, że zostanie sam. Że opuści go jego facet. Jego kochany facet.
- Nie chcę zmuszać cię do rezygnowania z czegoś, nigdy nie chciałem, ale... Rezygnujesz wtedy ze mnie. - Zakończył głosem zwyczajnie znużonym, a potem oparł się plecami o kanapę i wlepił spojrzenie w sufit.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Mar 22, 2014 11:44 am

Zachowanie Keitha było dziwne, ale nie skomentował tego. Dla jakiejś kultury, powolnym ruchem zapiął do końca koszulę, nogami niezbyt się przejmując. Litości, to tylko nogi, Keith nieraz je widział i zapewne nieraz je jeszcze zobaczy. Ściągnął gumkę z włosów, którą rzucił na stolik i owinął długi kosmyk na palec, w milczeniu analizując jego słowa. Zgadzał się, to było dość kłopotliwe i przykre, i to nie tylko dla Keitha, ale z drugiej strony ten wiedział, na co się zgadza wiążąc się z Gwiazdą. Widziały gały co brały i miał ochotę to powiedzieć... ale stwierdził, że zrobiłoby mu to tylko większą przykrość, więc niemal wgryzł się w swoją dolną wargę. Naprawdę, musiał poświęcić na to sporo wysiłku, bo trzymanie za zębami niewyparzonego języka graniczyło z cudem.
Upił jeszcze jeden łyk herbaty, po czym odłożył ją spokojnie na stolik.
- Przecież ta sytuacja nie trwałaby nie wiadomo ile. Może z miesiąc? Nigdzie nie wyjeżdżam, po prostu przez jakiś czas będę miał trochę roboty, aż w końcu trochę ucichnie i znowu będzie jak zawsze. Nie chcę rezygnować z kariery na rzecz miłostek, to byłoby nierozsądne. – przerwał, patrząc otwarcie na Keitha, bez żadnego zażenowania. Zamilkł. Czy aby na pewno warto rezygnować ze swojego faceta na rzecz większego stresu, pieniędzy i fanów? Wszystko pokomplikowało się do tego stopnia, że nie potrafił z miejsca rozwiązać problemu. Naprawdę, zależało mu na karierze, ale też na życiu (w miarę) normalnego nastolatka. Ciężko było pogodzić obie rzeczy... Ale co to dla Boga?
- Z drugiej strony, nie chcę rezygnować z ciebie na rzecz kariery. Musimy to jakoś rozsądnie podzielić, żeby żadna ze stron nie ucierpiała. -  przedstawił w skrócie ich sytuację i wstał.
Udał się do pokoju, na trzy minuty znikając Keithowi z pola widzenia. Sam trzymał się o wiele lepiej; miał skłonności do dramatyzmu, ale szybko mu to mijało. Nie mógł użalać się nad sobą, co dobrego przyszłoby im z tego? Nie wymagał tego samego od Keitha, będąc przyzwyczajonym do takich akcji z poprzedniego związku. Owszem, był bardziej zmęczony taką emocjonalną kulą, ale też na swój dziwaczny sposób uwrażliwił się i dlatego był teraz z Keithem, w apartamencie, a nie na imprezie, gdzie flirtowałby z kolejnymi dupami.
Blondyn, jeśli uniósłby spojrzenie na Vincenta, nie zobaczyłby już nagich nóg. Panicz Star zdecydował się ubrać w dżinsy, co prawda, będąc za leniwym by chociażby zapiąć je na guzik i zasunąć suwak, ale jednak! W dłoni zaś dzierżył notes, a na nosie okulary.
- Słuchaj, Kei. Teraz mam czas do weekendu, bo na niego znikam i przybędę we... w poniedziałek, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem. Pójdziesz ze mną na drinka? – zapytał znad notesu, siadając ponownie naprzeciw blondyna. Zastukał palcami drugiej dłoni o kanapę, przekrzywiając głowę - A potem, pozwól, że w środę będę miał czas dla siebie. Wiesz, że tego potrzebuję. – westchnął ciężko, zamykając notes i odkładając go na bok.
Ponownie delikatnie chwycił porcelanę i zamoczył usta w herbacie, już czując, że ta zdążyła się ostudzić. Vincent niezbyt przejął się tym, dopijając ją do samego końca i odłożył puste naczynie na stolik, czekając na reakcję kochanka.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Mar 24, 2014 8:25 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Mar 22, 2014 12:55 pm

Keith uśmiechnął się pod nosem z rozbawieniem. Pierwszy raz od naprawdę długiej chwili. Ewidentnie słowa panicza Star miały w sobie coś, co zmusiło go do reakcji. Wywrócił nawet oczami, ale nic nie powiedział, wyczekując końca jego wypowiedzi. Trochę go ona uspokoiła. Trochę. Do tego stopnia, że nie zamierzał znowu nagle wstać i pognać do łazienki, albo lepiej, do drzwi wejściowych.
- Vincent - zaczął, biorąc głęboki wdech. - Popraw mnie, jeśli się mylę, ale moje wnioski są dość proste. Z czasem będziesz coraz to sławniejszy. - Wzruszył lekko ramionami. - A co za tym idzie, staniesz się bardziej zajęty. Może ty jesteś nadmiernie skromny, a może tego nie dostrzegasz, ale całkiem zgrabnie pniesz się na coraz to wyższe szczeble. Dzisiaj jesteś Vincentem Star, a jutro możesz być Najseksowniejszym Facetem Świata. - Uśmiechnął się znowu, z minimalną gorzkością. - Jak zaczniesz ze mnie rezygnować, to już nie przestaniesz.
Westchnął cicho, układając się wygodniej na kanapie i pogrążając w zadumie. Naprawdę nie chciał, by jego facet musiał z czegoś rezygnować. Ale nie mieli innego wyboru. Coś za coś. Tak czy inaczej poczuł się trochę lepiej, gdy usłyszał, że jednak jest kimś ważnym dla Gwiazdy. To spowodowało, że jego rozedrgany żołądek ułożył się w końcu w odpowiedniej pozycji i przestał podrygiwać. Od razu samopoczucie Keitha podniosło się o kilka stopni, wychodząc z głębokiego dołu.
Nie odprowadził chłopaka wzrokiem, wciąż uspokajając się, by móc normalnie kontynuować rozmowę. Udało im się w miarę sensownie porozmawiać. To był duży sukces. Szczególnie dla blondyna, który dobrze wiedział, że jego emocjonalność znacznie utrudnia niektóre sytuacje. Przymknął oczy, próbując oczyścić swój umysł ze zbędnych myśli. Udało mu się do tego stopnia, że gdy usłyszał kroki ukochanego, uniósł głowę i na niego spojrzał. Vincent wyglądał tak spokojnie i tak profesjonalnie, że Keith nie mógł inaczej zareagować, jak po prostu nie oderwać od niego wzroku. Wysłuchał całej jego wypowiedzi, a potem po prostu się uniósł i podszedł do kochanka. Zsunął się, opierając na fotelu plecami i kładąc głowę na kolanie partnera. Zamknął oczy, przez chwilę milcząc, po prostu napawając się jego bliskością.
- Dobrze. Nie widzę problemu - mruknął miękkim głosem, całkiem rozluźniony. Potarł policzkiem o jego nogę i zamruczał cicho. - Nie odejdziesz, prawda? - spytał cicho, po prostu potrzebując takiego słownego zapewnienia. Trochę jak dziecko, które nie chce stracić rodzica.
- Chciałbym, żeby udała ci się ta promocja filmu. Wygląda na ciekawy - rzucił spontanicznie, dając tym samym znać, że już wszystko z nim w porządku. I naprawdę, bardzo go cieszył fakt, że jednak ukochany przez chwilę się o niego postarał. To było naprawdę duże dowartościowanie, którego czasami potrzebował. W końcu Vincent nie należał do niesamowicie wylewnych osób, a i często miewał humorki, które łatwo mogły zniszczyć świat Keia. Potrzebował czasami takiego uspokojenia, by potem bez problemów znosić jego gorsze zachowanie, albo i jego brak.
- Kocham cię.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Mar 22, 2014 5:53 pm

Posłał swojemu chłopakowi uśmiech pełen politowania, nim nie odpowiedział melodyjnym głosem:
- Może i będę sławny. A potem wszyscy poznają mój charakter. - zakończył płynnie, unosząc kąciki ust niemal dobrodusznie. Jakby Keith wcale go nie znał, a przecież i ten (prawie) pełen zrozumienia człowiek ledwo co z nim wytrzymywał, ale co z reżyserem, który był bardziej podatny na gwiazdorski humorek? Nic dziwnego, że Vincent mimo wielu propozycji, był na stopniu... no cóż, jakim był, gdzie jeszcze nie rzucali się na niego na ulicy jak na mięso. - Chociaż nie narzekałbym, gdybym faktycznie stał się Najseksowniejszym Facetem Świata. - posłał mu szerszy uśmiech, pełen samozadowolenia. - Najseksowniejszym Facetem Świata należącym do Keitha Marshalla. - poprawił się uprzejmie.
Właściwie nie wiedział, czemu JUŻ nim nie jest.
Czasem naprawdę był mistrzem lizustwa. A jak myślicie, jak zdawał z roku na rok?
Ciężar głowy blondyna wcale mu nie przeszkadzał. Był zadowolony z komplementu do tego stopnia, że nawet wsunął dłonie w marshallowe kłaczki, palcami masując skórę okrężnymi ruchami. Na tą chwilę był w stanie dać trochę czułości swojemu chłopcu, bo niekiedy - często - nie miał ochoty macać, ani być macanym. No chyba, że chodziło o ostry seks...
Ach, seks.
Vincent uchylił wargi i przesunął językiem po tej dolnej, obserwując kochanka, który nagle przybrał na seksapilu. Póki co, nie miał zamiaru do niego się dobierać.
- Na razie nigdzie się nie wybieram - zapewnił go, tym razem przenosząc paluszki za jego uszka, gdzie również go dopieścił. - I, czy ciekawy... Cycata baba, przystojny facet i w miarę fajna fabuła... I można świat podbić. - prychnął. Czasami poziom gatunku ludzkiego go zdumiewał - I wiem, że mnie kochasz. - wymruczał.
Wcisnął okulary bardziej na nos, żeby czasem mu nie spadły. Dłonie płynnie powędrowały na klatkę piersiową, gdzie wbił palce między jego żebra. Powoli zniżył głowę do keithowej, ciepłym oddechem znacząc jego usta. Czarne, długie włosy musiały łaskotać szyję i twarz blondyna.
- Mam ochotę na wino. - wyszeptał nagle w jego wargi. - A najlepszym dodatkiem do niego będzie mój Keith... - wymruczał lubieżnie, w końcu muskając jego usta własnymi.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Mar 24, 2014 8:21 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Mar 22, 2014 10:03 pm

- Tym większym prestiżem będzie się cieszył facet, który powie „a mi się udało z nim nakręcić film”. - Keith poszerzył swój uśmiech, nie dając się bynajmniej przekonać do racji Vincenta. Chociaż, musiał szczerze przyznać, że brunet mógł mieć pewne racje w swojej wypowiedzi. Ale w tym momencie nie był gotowy tego przyznać, szczególnie dlatego, że był on dla niego bardzo miły. Co Keitha całkiem uspokajało. Jak również masaż. Zamruczał cicho, z głębokim samozadowoleniem, łasząc się lekko do jego dłoni i zamykając oczy z ulgą. W tym momencie cały świat był dla niego błogim. Raj, jakby na to nie patrzeć. Przyjemność była idealna, kochanek był idealny, mizianie było idealne... Aż westchnął.
A potem zamruczał głośniej. Pieszczenie włosów było wspaniałe, ale te zwinne palce za jego uszami wywołały w nim aż lekkie dreszcze. Uchylił powieki i uśmiechnął się do mężczyzny, a potem oblizał wargi, dostrzegając jego bliskość. W pierwszej chwili czuł niepewność, jakby wciąż siedzący przy nim mężczyzna był mu obcy, ale zaraz dotarło do niego, że całe to napięcie po kłótni musi jednak znaleźć ujście. I już zaczęło się kumulować w jego kroczu. Drgnął gwałtownie, gdy poczuł jego wargi na swoich, natychmiast wyciągając dłonie i obejmując go za szyję, dociskając do swoich ust. Wydał z siebie w tym momencie na wpół dziki dźwięk, ciągnąc mocniej w dół kochanka i wbijając palce w jego kark. Zawarczał wyraźnie, prosto do wnętrza ust partnera. Oczy błysnęły mu namiętnie, a usta otworzyły się. Spomiędzy warg wysunął język i naparł nim na zęby Gwiazdy. Kolejny raz wszystkie jego myśli zaczęły krążyć dookoła szybkiego, namiętnego i miejscami bolesnego seksu. Ssseksu. Pragnął krwi. Walki. Dominacji i zapewnienia, że ten konkretny mężczyzna należy tylko do niego.
Gdy już naprawdę zabrakło mu powietrza, a wymiana śliny stała się uciążliwa, przerwał pocałunek. Zaczął nabierać powietrza do płuc krótkimi, chaotycznymi wdechami, ale jednocześnie uśmiechał się do kochanka.
- Powiedz, masz ogrzewanie podłogowe? - Zamruczał z uśmiechem, odbijając się dłońmi od podłogi i prostując. Mocnym pchnięciem zmusił Vincenta do wyprostowania się na fotelu, a potem znowu gwałtownie go pocałował. Mocno. Namiętnie. I bardzo krótko. A potem kręcąc bioderkami ruszył do kuchni, po wino. Po drodze rzucił na ziemię kurtkę, a za nią poleciał dres. Sądząc po ułożeniu łokci, zaczął też rozpinać koszulę.
Wrócił po chwili, w rzeczy samej, zrzucając z piersi zbędne odzienie. Miał przy tym w jednej dłoni dwa kieliszki, a w drugiej wino. W tym momencie nie wyglądał jak osoba, która dopiero co przeżyła silne załamanie nerwowe. Przeciwnie, wyglądał jak sam seks. Czysty grzech, który znajduje się w mieszkaniu Vincenta i tylko Vincenta zamierza sobą zadowolić. Podał zwinnym gestem oba naczynia kochankowi i nalał do nich po odpowiedniej dawce alkoholu. Zamruczał, oblizując wargę bruneta powoli, a potem wziął swój kieliszek i usiadł na brzegu stolika, kolanami stykając się ze swoim facetem. Upijając łyk posłał mu długie, namiętne spojrzenie. A potem wypił całą zawartość za jednym zamachem i uniósł się, lądując na kolanach bruneta. Wsunął dłoń w jego miękkie włosy i z zadowolonym pomrukiem wpił się w jego wargi. Otwarte wino wciąż trzymał w drugiej, wolnej ręce.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Mar 23, 2014 11:36 am

- Nie zaprzeczę, że może tak by było... Będę mokrym snem gejów i nastolatek, a koszmarem pracodawcy. - wykrzywił usta w lekkim, nonszalanckim uśmiechu. Póki co, Vincent był pewien swojej pozycji - jest młody, przystojny, ma charyzmę, jakiś talent i jest niegrzeczny - na razie to stanowczo wystarczało. Ach, no i nie ma dzieci i prawdopodobnie mieć ich nie będzie, więc menadżerka mogła odetchnąć z ulgą i zająć się tuszowaniem kolejnych wybryków panicza Stara.  
Wciąż starannie zajmował się głową Keitha. Palce pianisty na pewno nie były wprawione w tego typu pieszczotach jak te od masażysty, ale jego partner nie wydawał się narzekać, więc nadal serwowane mu były różnorakie pieszczoty; a tutaj głaskał, tutaj masował, a jeszcze tutaj lekko podrapał, chcąc wydobyć z gardła ofiary pomruki i udało mu się to. A jak chodzi o pocałunek... Nie spodziewał się tego, że Marshall będzie taki chętny, dlatego sapnął zaskoczony, czując ręce na szyi i jeszcze to ciągnięcie w dół... Zaraz zamruczał nisko, niemal zwierzęco, rozchylając chętnie wargi. Język bynajmniej nie był bierny i uległy, atakował ten keithowy mocno, z wyraźną chęcią kontroli i dominacji nad osobnikiem. I tak, dopóki nie zabrakło im siły i powietrza.
- Nie mam, ale zimna podłoga też dobra. - odparł z uśmieszkiem.
Już, już miał wsunąć dłoń we włosy swojego faceta, żeby nie być biernym w pocałunku... ale odsunięto się. Sprytny sposób, żeby zwrócić uwagę niebieskich oczu na biodra, nim nie zniknęły mu za progiem. Zostało mu dane, już po krótkiej chwili, otaksować spojrzeniem klatkę piersiową i poruszające się mięśnie na brzuchu, które napawały bruneta smakiem. Aż przesunął językiem po zębach, w sposób powolny i cholernie zmysłowy. Keith podobał mu się i wcale tego nie ukrywał. A tutaj jeszcze wino. Wystarczyłby wzwód i nutella, a mógłby umrzeć szczęśliwy, naprawdę. Wraz z Marshallem, zamoczył usta w szkarłatnej cieczy.
- Wiesz, że Jezus z wody wino zrobił? Chyba musiał być kiedyś moim kumplem... - wypalił nagle, muskając krótko jego usta własnymi, jak tylko ten kuszący pan znalazł się na jego kolanach. Ugryzł go mocno w dolną wargę, przerywając pocałunek i dopił łyka swojego winka, wygodnie opierając głowę o oparcie fotela. Szklankę postawił na ziemi. Dłoń sunęła powoli, wręcz leniwie po mięśniach na brzuchu okrężnymi ruchami, potem po klatce piersiowej, gdzie krótko podrażnił sutki. Napawał się zielonookim, traktował go jak swoją prywatną, perwersyjną sztukę i tak właśnie patrzył - z fascynacją i pożądaniem. Złapał go za szyję, przyciągając jego głowę do własnej, jednak nie pocałował go; wargi zaczął podgryzać, coby napuchnęły i nabrały koloru, językiem, dla czystej przyjemności, traktował coraz to wrażliwsze usta. Dłonią przysunął jego ciałko do własnego, a potem docisnął jego biodra mocniej do swoich nóg, zmuszając je zaraz do poruszenia się - pośladki zaraz otarły się o penisa Vincenta, który żywo zareagował, już lekko napierając na bieliznę, gdyż spodnie cały czas miał rozpięte. Druga z dłoni zaczęła wędrować po plecach, zaczynając od kości ogonowej (omijał bandaże). To był - póki co - zwykły masaż, mający na celu pobudzenie swojego kochanka, ale było wiadomym, że Vincent lubił mieszać rozkosz z bólem, więc gdy tylko dotarł do kręgów szyjnych... mocno naparł paznokciami na jego skórę, powodując dość głębokie rany. Oczywiście, omijał bandaże, aż takim sadystą nie był, ale lubił bezcześcić sztukę. Z warg spił rozkoszny odgłos, który wydobył się z ust Keitha. Zaraz naparł językiem na jego jamę ustną, łącząc ich znowu w namiętnym, pełnym walki pocałunku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Wto Mar 25, 2014 11:47 am

- Zawsze wybierasz sobie niesamowicie wpływowych kumpli... - mruknął z lekkim rozbawieniem blondyn, obserwując go spod rzęs. - Taki zajebisty jest mój facet... - dodał z szerokim uśmiechem, oblizując jego wargi, a potem zaczął cicho pomrukiwać na ugryzienia. Oczy płonęły mu wręcz czystą żądzą, a całe ciało wręcz się nadstawiało do pieszczot. Chciał więcej. Chciał dużo więcej... Wszystkiego. Zamruczał głośno, wijąc się nad nim i ocierając starannie o jego męskość. Brak pocałunków skwitował niezadowolonym sapnięciem, próbując się wyrwać z jego uścisku i znowu zasmakować kuszących warg bruneta. W żadnym wypadku zabawa i nadgryzanie mu nie wystarczały. Chciał utonąć w kochanku.
Stęknął i wygiął się gwałtownie, gdy poczuł wbicie paznokci w kark. Normalnie nie przepadał za bólem, ale były takie nieliczne momenty, kiedy on powodował u niego jeszcze większe podniecenie. To był właśnie jeden z tych momentów. Nie oparł się pokusie pogłębienia pocałunku, gwałtownie walcząc o dominację. Potrzebował bliskości. Seksu. O tak, szczególnie seksu. Silna potrzeba fizycznego zapewnienia, że tak, ten mężczyzna jest tylko jego, powodowała iż każdy ruch Keitha był mocniejszy, gwałtowniejszy i bardziej namiętny. Szybko rozpiął koszulę kochanka i zsunął ją z niego, a zaraz za nią poleciały spodnie, praktycznie wytargane spod bruneta. Zawarczał pod nosem, mocno dociskając kochanka do fotela, a potem wgryzł się w jego szyję. Aż zadrżał, gdy usłyszał ten rozkoszny dźwięk wydobywający się z ust kochanka. Zacisnął ząbki jeszcze raz, z niesamowitą niecierpliwością, a potem namiętnie pocałował ukochanego i poderwał się z jego kolan, ciągnąc go za ramiona do siebie. Łapczywe dłonie docisnęły ich do siebie i zaczęły tą namiętną wędrówkę po plecach, bokach i dłoniach, uciskając je i drapiąc chaotycznie. On nie miał zwyczaju robienia krzywdy swojemu partnerowi (oprócz wbijania zębów, to powodowało u niego uczucie śmiało mogące konkurować z ekstazą), dlatego ślady były powierzchowne.
Był wręcz trawiony pożądaniem. Zawarczał znowu, owijając nogę kochanka swoją i podcinając jego kolana, by musiał najpierw uklęknąć, a potem położyć się na dywanie. Rozsunął jego uda, siadając między nimi i ocierając się kroczem do momentu, aż nie poczuł wyraźnie twardej wypukłości zarówno w swoich spodniach, jak i w bieliźnie bruneta.
Przez myśl przemknęła mu jedna kwestia, mianowicie mieli pójść na zakupy. Już, już miał o to spytać Vincenta, ale zaraz przywołał się do porządku. Co on będzie poruszał takie kwestie, jeszcze jego facet z czystej złośliwości przytaknie i powie, że mają się natychmiast zbierać? Natychmiast, to on chciał uprawiać seks i nic innego. Potem będzie czas na poruszanie takich kwestii.
- Jakieś życzenia? - zapytał zamiast tego, schylając się i namiętnie całując panicza Star. Aż jęknął, tak wrażliwe od ugryzień miał wargi. Chciał wykorzystać ich delikatność możliwie najlepiej, dlatego zaraz oderwał się od warg kochanka i podążył ustami w dół, po jego szyi, śladach ugryzień, mostku i sutkach, na których się zatrzymał. Polizał je leniwie, a potem zacząl podgryzać, raz jednego, raz drugiego, zasysając się sporadycznie i wydając z siebie głośniejszy, ale bardzo namiętny pomruk. Było mu dobrze, tak dobrze, jak mogło być człowiekowi ze wzwodem, który z jednej strony chciał zasmakować całego swojego partnera, a z drugiej już chciał wyginać się w ekstazie.
Owszem, był niecierpliwy, ale potrafił to odpowiednio opanować. Dlatego zamruczał cicho i nie przestał znęcać się nad delikatnymi punkcikami na ciele kochanka, jednocześnie uginając jego kolana i zdejmując mu bieliznę. Wymagało to trochę cyrkowych akrobacji, ale było wykonalne. Tak samo zresztą, jak i rozebranie się samemu. A gdy oboje byli już całkiem nadzy, nie mogła istnieć możliwość o nagłej rezygnacji z podjętej drogi.
Kei ujął męskość kochanka w dłoń i zaczął ją pocierać, jednocześnie sporadycznie trącając też swój członek i pomrukując przy tym lubieżnie. Chciał go skosztować. Na krótko, bo wiedział, że żaden z nich nie wytrzyma takich pieszczot, gdy ciała domagały się ostrego rznięcia, ale musiał. Chciał go poczuć w tych wrażliwych ustach. Zsunął się w dół jego ciała i ujął penisa partnera między wargami, a z gardła dobył mu się niesamowicie lubieżny dźwięk. Aż musiał powstrzymać odruch wbicia zębów w skórę, którą trzymał. Osiągnęli taką symbiozę, że potrafili czerpać przyjemność z pieszczenia drugiej osoby. Jak można było oprzeć się takiej pokusie? Ugryzł go, ale lekko.
A potem uśmiechnął się niesamowicie po wampirzemu.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Mar 26, 2014 1:40 pm

- A doprawdy przykre jest to, że niemal z każdym kumplem mam nie do końca czyste relacje. - westchnął, niby to z żałością, chociaż było mu to wysoce na rękę. Przez „czyste”, albo raczej nieczyste, mamy na myśli oczywiście to, że ZAWSZE musiało być jakieś zabarwienie erotyczne w mniejszym, bądź większym stopniu. Vincent najzwyczajniej w świecie nie potrafił stworzyć innej relacji z mężczyzną, tym bardziej, jeśli ten przejawia zapędy homoseksualne. To była też swoista ułomność. A potem narzekał, że czuje się samotny i niezrozumiany, a sam powodował, że jego relacje były... płytkie, ot co.
Reakcje ciała Keitha zadowalały go. Najwidoczniej dzisiaj nie miał humorku, na – zdaniem Stara – zwyczajne hamowanie swoich pragnień. A to było bardzo dobre, tak samo jak i gwałtowność temu towarzysząca. Sprawiało to, że był jeszcze bardziej podniecony, napalony na tego konkretnego jegomościa. Tak, niepewność i starcie z silniejszym przeciwnikiem najzwyczajniej w świecie go nakręcały, a świadomość wiedziała, że gdyby Marshall tylko chciał, mógłby zrobić z jego ciałem dosłownie wszystko. Samo to sprawiało, że musiał oblizać lubieżnie wargi. Tylko na chwilę się zamyślił, a już był tutaj prawie, że nagi. Gryzienie szyi sprawiło, że wyobraźnia zaczęła działać na wyższych obrotach, a wrażliwość jego ciała zwiększyła się o kilka stopni. Drapanie pleców przyjął z niskimi pomrukami, już wiedząc, że ponownie będzie calutki w oznaczeniach po seksie, ale nie przeszkadzało mu to – odbierał to jako zaborczość, a przecież to lubił. Wydał z siebie zduszony odgłos; nie minęła sekunda, a już był rozłożony na podłodze, a ciało Keitha, tak cholernie seksowne i twarde, ocierało się o niego. Vincent zaraz owinął go rękoma w szyi, żeby ten na nim się położył. Chciał go mocno czuć, a przy tym samemu ocierał się bezwstydnie i zachłannie o blondyna. Przez podniecenie, i sutki miał nader wrażliwe. Zaraz stwardniały pod wpływem umiejętnych pieszczot, a towarzyszyły temu westchnięcia bruneta.
- No patrzcie, jaki chętny... – mruknął pod nosem, czując i widząc swojego penisa w tych czerwonych ustach – Akurat, kiedy nie trzeba. – skończył, jak zwykle, bardzo uprzejmie i stęknął nisko, czując to ugryzienie. Trochę zabolało, ale co to było dla masochisty? Chwycił za jasne kłaczki kochanka, zmuszając go do wyjęcia z ust męskości, a potem do naparcia własnym ciałkiem na to paniczowe, zaś usta ponownie zostały potraktowane zębami; ssał długo i mocno jego wargi, pewnie już przyprawiając je o ból... ale to było tylko bardziej podniecające. Nogą owinął jego biodra, zgrabnie przewracając go na ziemię. Teraz to Vincent był górą, zaś Keith był pod nim. Uśmiechnął się lubieżnie, już unosząc tę seksownie umięśnioną nogę, żeby zgiąć ją w kolanie. Zaraz przesunął dłonią po udzie, chwilę masując je, ale nie trwało to długo, bo objął jego pośladek, napierając na niego paznokciami. Aż zamruczał nisko, wzdychając Keithowi w ucho.
- Cholera, jak ja za tym tęskniłem... I w tej pozycji ci do twarzy. – posłał mu zawodowy uśmiech gwiazdora, zaraz liżąc wzdłuż go wzdłuż szyi, pozostawiając za sobą mokry ślad.
Teraz nie miał zamiaru być AŻ TAK brutalny. Miał nadzieję, że tym przekona Keitha do uległej pozycji. Właśnie wypróbowywał swoją mniej prostacką i bezpardonową broń. Jeden palec zawędrował między pośladki, masując przez dłuższą chwilę rowek, zaś zęby wędrowały po szyi i obojczykach, robiąc MNÓSTWO malinek. Nadal rywalizował pod tym względem z kochankiem - potrzebował takich nieszkodliwych wyzwań. Masował dziurkę od zewnątrz, chcąc ją uwrażliwić na wszelakie pieszczoty. Robił przy tym okrężne ruchy, nawet na milimetr nie wciskając palca... w tamtym momencie, gdyż zaraz naślinił palec, wsuwając go do ust (przy czym uśmiechał się kusząco do Keitha, jak to tylko on potrafił) i wsunął go w niego powoli, przygryzając przy tym swoją wargę. Och, cholera, Keith był tak cholernie ciasny, mięśnie tak ściskały się na palcu... Że aż penis zupełnie stwardniał, a Vincent musiał odetchnąć nisko, żeby nie stać się taki brutalny jak zawsze. Zaczął powoli poruszać się, głęboko, szukając prostaty.
Zachowywał się tak, jakby cholernie mu zależało na zdominowaniu osobnika pod nim, ale nic bardziej mylnego – to była kolejna gierka, kolejna prowokacja z jego strony. Po prostu obrał inną taktykę, a przy tym starał się być bardzo cierpliwy. Zakręcił palcem, a potem potarł umiejętnie prostatę, jak tylko na nią natrafił, zaś zęby robiły kolejne oznaczenie, tym razem na mostku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pon Mar 31, 2014 6:59 pm

Keith był bardzo niezadowolony z tej dość precyzyjnej aluzji i charakterze znajomości Vincenta. Przyczyna była dość oczywista – chciał, by jego facet... Był tylko jego facetem. I niczyim innym. Zawarczał wobec tego i lekko ugryzł kochanka, ale zaraz wrócił do bardziej konkretnych i przynoszących skutek działań. Był jak najbardziej napalony na niego, a taka delikatna sugestia znacząco go zmotywowała do udowodnienia, jak bardzo Vincent jest jego. Pocierał jego plecami o szorstki materiał dywanu i zachłannie całował, z zadowoleniem przyjmując dociśnięcie go do kochanka. Brunet był niemożliwie seksowny, a blondyn niemożliwie napalony. Idealne połączenie, można by rzec, że znaleźli się w dobrym miejscu, o dobrym czasie. I Marshall w tym momencie nie zamierzał w żaden sposób stracić bliskości partnera. Dlatego też i milczał, a każdą ewentualną prowokację ze strony ukochanego dusił w zarodku. On też miał świadomość, że jest silniejszy, co siłą rzeczy i jego musiało nakręcać. Teoretycznie był dżentelmenem, hostem, i co tam jeszcze, ale przy Vincencie odkrywał swoje bardzo, bardzo niegrzeczne strony.
I, cholera jasna, im obojgu ten stan rzeczy pasował.
W rzeczy samej, ssanie jego warg w pewnym momencie przeszło z fazy „przyjemnej” na „bolesną”, ale Kei nie potrafił się żadnym sposobem zmusić do odsunięcia od kochanka. Jego ciało było bardzo, ale to bardzo spragnione bliskości drugiego człowieka, precyzyjnie rzecz ujmując, panicza Star. Sapnął, czując gwałtowną zmianę pozycji, a potem przesunął palcami po napuchniętych wargach, korzystając z okazji, że Vincent przejął całą inicjatywę. Miał wrażenie, jakby powiększyły mu się co najmniej dwa razy, a o ich wrażliwości można było pisać całe poematy. Bardziej niż pewne było, że ich kolor oscylował między karmazynową czerwienią, a bordo.
Kei zawtórował pomrukowi zakładając nogę na ramię bruneta. Oblizał seksownie wargi i wygiął się do niego piersią, ocierając lekko.
- Przestań gadać, pochwalisz mnie później... - mruknął niecierpliwie. To zdanie mówiło zaskakująco dużo o jego stanie zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Normalnie nie potrafiłby się oprzeć przed jakąś słowną przepychanką, w tym momencie chciał tylko czystego, zdrowego seksu. Zacisnął gwałtownie zęby, czując masaż wejścia, instynktownie się spinając, oczekując brutalnej penetracji. Gdy do niej nie doszło, zmarszczył brwi i spojrzał pytająco na kochanka. Poczuł lekki ucisk w brzuchu, gdy została mu zaserwowana ta seksowna minka. Wypuścił z trudem powietrze z płuc i się rozluźnił, wpuszczając go do swojego wnętrza. Stęknął głośno, lekko drżąc i zamykając oczy. Skupił się całkiem na pieszczotach, odpływając gdzieś daleko, do krainy rozkoszy. Szarpnął się gwałtownie, czując ucisk prostaty i ugryzienie na mostku. Jęknął głośno, nisko, wbijając paznokcie w łopatki kochanka i dociskając go do siebie. Poczuł się naprawdę bardzo mocno zaanektowany przez swojego faceta. I w tym momencie bynajmniej nie zamierzał protestować. Przeciwnie, zamruczał głośno, oblizał wargi i wbił zęby w jego szyję, gdy tylko brunet odsunął usta od jego piersi. Tym razem się nie cackał, tracąc hamulce i nie dbając o ból, jaki musiał tym samym zadać. Wywrócił oczami i zajęczał z rozkoszą, przywodząc bezczelnie na myśl ekstazę. Zaraz złapał Vincenta za włosy i szarpnął jego głową do tyłu, a dopiero potem zwolnił uścisk zębów.
- Albo mnie porządnie zerżniesz, albo znowu nie będzie ci dane usiąść... - Warknął, gryząc go w wargi i mocniej łapiąc za włosy. Całe jego ciało niecierpliwie miotało się pod kochankiem, uderzając to o podłogę, to o Stara. Wszystkie mięśnie miał napięte do granic możliwości, wyczekujące reakcji kochanka. Stwierdził, że da mu minutę. A potem, jeśli ten jeszcze będzie chętny do jakiś komentarzy, albo zabaw, potraktuje go swoim członkiem, bez żadnych zbędnych ostrzeżeń. Był bardzo, bardzo, bardzo napalony i granica jego wytrzymałości właściwie dawno została przekroczona. Liczenie sekund też szło mu znacznie szybciej, niż powinno, a kilka razy nawet się pomylił. Szczególnie w tych momentach, kiedy jego twarda męskość ocierała się o brzuch ukochanego, przyprawiając nieszczęśnika o zawroty głowy.
Naprawdę od dawna nie potrzebował czegoś tak mocnego. Zapewne Vincent czuł się w swoim żywiole, podczas gdy Kei mało co w ogóle ogarniał. Oprócz podstawowej chęci maksymalnego zbliżenia z kochankiem.
Stęknął głośniej i wygiął się mocno, niecierpliwie ocierając o jego krocze. Już nie chodziło o to, kto będzie na górze, byle tylko w końcu się połączyli i zaczęli ostro pieprzyć.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Wto Kwi 01, 2014 2:24 pm

Już dawno nie widział tak seksownego Keitha, który mając świadomość, że – najprawdopodobniej – będzie osobnikiem pasywnym, nadal był taki rozkoszny i chętny. Uwielbiał te mięśnie, co rusz spinające się pod dotykiem, urocze jęki... och, mógłby się od tego uzależnić. No, i samemu już nigdy nie być na dole, to niezły układ. Miał swój złośliwy charakterek, dlatego widząc i słysząc takiego zniecierpliwionego kochanka, chciał przedłużyć grę wstępną. Jak on dziękował Bogu za to, że ten przy okazji nie był kłodą, a dopieszczał go jak lubi. Na przykład, to wgryzienie się w szyję... To cholernie lubił; poczuł, jak elektryzujący prąd przebiega mu wzdłuż kręgosłupa, powodując lekkie drżenie, jak i cichy jęk.  Podobnie zresztą było, gdy pociągnięto go za włosy, tylko, że wtedy dodatkowo głębiej wbił palca w jego dziurkę, zaraz trafiając na prostatę. Jak tylko przyzwyczaił się trochę do bólu, jego wargi wykrzywiły się w zmysłowy uśmiech, mocno doprawiony lubieżnością, zaś oczy nieznacznie zmrużył, przyglądając się – na ile zdołał przez odchyloną w tył głowę – twarzy Marshalla. A potem, owy zmysłowy uśmiech został capnięty przez zębiska, przy okazji tracąc sporo na magii na rzecz syku. Warknął nagle, niezbyt zadowolony, bo jego ofiara nie pokazywała ni krzty pokory, co obecnego władcę nieco podirytowało i sprowokowało. I jeszcze mu grożono!
- Phi. - parsknął uprzejmie, wcale nieprzejęty i dodał ostrożnie kolejny palec... a po zastanowieniu od razu dwa, wpychając je od razu calutkie. Trzy palce lekko poruszyły się we wnętrzu Keitha, a potem ponownie. Vincent przy okazji otarł się o ciało Marshalla, z pomrukiem przyjmując fakt ocierającego się penisa o brzuch.
Brunet, jako istota naprawdę życzliwa, miał zamiar dać jak najwięcej przyjemności swojemu kochankowi, przy okazji ignorując równie uprzejmie fakt, że ten już chciał być ostro rżnięty. Czyli tak, jak zwykle, gdy Star był aktywem.
Oswobodził włosy z uścisku. Jego język owinął się lekko wokół sutka blondyna, a gdy ten wystarczająco tam stwardniał, zaraz zaczął traktować go nieco boleśniejszymi zagraniami, jak ciągnięcie zębami i podgryzanie, a druga, wolna dłoń w podobny sposób dopieszczała drugiego – z początku masowała, a teraz lekko podszczypywała. Uśmiechnął się znad klatki piersiowej do kochanka, dopiero teraz zaczynając porządnie poruszać palcami w jego wnętrzu. Cholera, ta ciasnota była kusząca, penis był cholernie chętny na wypełnienie jej, ale niebieskooki nie byłby sobą, gdyby trochę się nie podroczył... Język, wraz z wargami cierpliwie pokonały trasę dzielącą ich od męskości Marshalla, którego główkę zaraz ujął wilgotnymi ustami. Oczywiście, nie był mistrzem w oralu, ale nie sądził, żeby ten tym pogardził... W innej chwili. Podrażnił główkę językiem, wysuwając go z ust, zaraz znacząc mokry ślad wzdłuż naprężonej dumy, po czym oderwał się. Ugryzł go mocno w udo, zaraz zasysając się, posyłając kochankowi prowokująco-kuszące spojrzenie, nim język nie dopieścił rowku, jednym, leniwym pociągnięciem... zaraz powracając na męskość. Drażnił go ustami, tak samo jak i lekko zębami (czasem trochę boleśnie, no bo przeto nie miał w tym zbyt wielkiego doświadczenia...), nim nie wziął go ponownie do ust, ale nie do gardła. Zaczął przesuwać głową w górę i w dół, pilnując jednak, żeby czasem mu tutaj teraz nie doszedł (chociaż pewności nie miał), a palce coraz mocniej i szybciej pieprzyły go od tyłu. Spojrzenie, które posłał blondynowi zdawało się mówić „Wszystko, co najlepsze dla ciebie, kochanie...” .

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Wto Kwi 01, 2014 10:34 pm

Vincent wyszedł z bardzo, bardzo błędnego założenia, że Keith będzie posłuszny jako pasyw. Owszem, może i potrafił, ale wiedział, że takie zachowanie tylko sprowokuje, albo – co gorsza! - zniechęci bruneta. Dlatego szybko dostosował się do odpowiedniego tempa zabawy i już nie zamierzał się z niego wycofywać. Doświadczenie nauczyło go, że czasami ukochany kompletnie nie wiedział, czego chce. Nie pozostawało mu nic innego, jak tylko przejąć pałeczkę i podjąć za niego decyzję. Ale naprawdę miał ochotę zostać porządnie zdominowany. W końcu ostatnimi czasy tylko on był na górze i mocno pokazywał swoją gwałtowną naturę. Przyjemnie by było po prostu pogrążyć się w odczuciach ciała i zamknąć oczy, nie musząc niczego robić.
Oczywiście, nie było takiej możliwości. To prychnięcie bruneta lekko zaniepokoiło Keia. Znał dobrze przekorną naturę kochanka i naprawdę, naprawdę, serdecznie nie miał na nią w tym momencie ochoty. Oczywiście, sam się w ten sposób o nią prosił. Zawarczał z rozkoszy, unosząc gwałtownie biodra do góry i z zaskoczenia wypuszczając kochanka z uścisku. Takie intensywne rozciągnięcie było już bardzo bliskie jego niespełnionym dotychczas fantazjom, dlatego niemalże stracił oddech, odrzucając głowę do tyłu. Łudził się dosłownie kilka sekund, że może jednak spotka się ze zrozumieniem.
Nie miał co liczyć. Zapiszczał wyjątkowo dziewczyńsko, gdy poczuł maltretowanie jego sutków, wbijając palce w dywan i próbując usilnie gdzieś daleko uciec. Nie było mu to dane. Mógł jedynie w bezsilności skamleć, szarpiąc się, a potem gwałtownie uderzył głową o podłogę. Przyczyna znajdowała się między jego nogami, z męskością blondyna zamkniętą w ustach. Miał naprawdę szczere wrażenie, że umiera. Jego ciało zachowywało się tak, jakby właśnie ktoś odprawiał na nim egzorcyzmy, a w środku czaił się nie jeden, ale stado wrednych demonów. Nie było w ogóle możliwości, by nad sobą zapanował, a spojrzenia i uśmieszki rzucane w jego stronę były ledwie zauważane. Jego ciało płonęło szczerym ogniem, dlatego gdy tylko Vincent popełnił błąd i mocniej ugryzł jego główkę, szarpnął się jeszcze raz, wyginając ze złowieszczym strzyknięciem kręgosłupa, a potem opadł na ziemię, wysuwając z ust swojego oprawcy... I dochodząc prosto na jego twarz. Obrazowym porównaniem byłoby użycie słowa „gaśnica”. Wybuchł, tak, to słowo idealnie oddawało jego sytuację. Upadł bezwładnie na ziemię, przez cały swój orgazm (może i krótki był, ale za to obfity) nie potrafiąc poruszyć już nawet palcem u nogi.
Zamrugał oczami, odpędzając mgłę utrudniającą mu widzenie. Odetchnął kilka razy, pompując w końcu większą dawkę krwi do innej części ciała, niż penisa. Z wysiłkiem uniósł głowę, a potem parsknął mimowolnym śmiechem, widząc zdezorientowaną reakcję kochanka. Wsunął dłonie pod swoje plecy i zmusił się do pozycji siedzącej. Jego myśli dość mozolnie, ale stanowczo krążyły dookoła podejrzeń, jak też brunet zareaguje na taką sytuację. Prawdę powiedziawszy, Keith nie miał nawet minimalnych przypuszczeń, co do braku doświadczenia partnera na jakimkolwiek, seksualnym polu. W końcu Vincent wyglądał jak czysty grzech.
Urażony, czysty grzech.
Kei owinął go dłońmi za ramiona, unieruchamiając i przechylając się z nim na ziemię, tak, że chcąc nie chcąc panicz Star wylądował pod nim. Blondyn przez krótką chwilę napawał się swoim zwycięstwem. Wygrywał ze względu na fakt, że tak naprawdę nie miał siły pilnować swojego ciała, dlatego przeważała zwykła grawitacja, uniemożliwiająca istocie między nim, a podłogą, jakąkolwiek formę ucieczki. Marshall zamruczał z rozbawieniem, usadawiając się wygodniej na kochanku, a potem długim pociągnięciem języka zlizał pewną część swojego nasienia z twarzy bruneta.
- Kompletnie sobie tej złośliwości nie przemyślałeś... - mruknął z wyraźnym chichotem w głosie, westchnął z rozkoszą i znowu go polizał, bezwstydnie przełykając spermę. Powtórzył czynność tyle razy, by jego facet był już całkiem czysty (i przy okazji pokryty jego śliną), a potem położył głowę w zagłębieniu jego szyi, absolutnie nie zamierzając ruszyć się chociażby na milimetr. Tylko jedna rzecz mogła go zmusić do reakcji, a tak się nawet składało, że całkiem nieźle już go drażniła. Libido. Napalony nastolatek czasami potrafi zrobić więcej, niż gwiazda porno po sporej dawce viagry, czy innych wspomagaczy. Zamierzał jednak odczekać stosowną chwilę, by na sto procent gwiazdor mu nie uciekł. Skorzystał jedynie z okazji i wykorzystał i jego słabość, mianowicie kolanem zaczął pocierać krocze partnera. Ten spełnienia jeszcze nie osiągnął, dlatego miał mniejsze szanse w opieraniu się przeciwko niemu. I dobrze. Bardzo, bardzo dobrze.
- Teraz kochanie, grzecznie mnie weźmiesz i pokażesz mi w końcu, gdzie jest moje miejsce. A jeśli spróbujesz sobie pójść i zostawisz mnie tak, to możesz być pewien, że moje plany odnośnie spędzania czasu z tobą ulegną znaczącej zmianie - mruknął słodkim głosem na jego ucho, przegryzając je delikatnie. Uniósł głowę i poparł swoje słowa spokojnym spojrzeniem. Tak, by nie istniała minimalna możliwość zwątpienia w ich szczerość. Był wrażliwy na punkcie tak zwanego „dawania dupy”, a jeśli Vincent PONOWNIE popełni błąd i go odrzuci, może to wywrzeć znaczące piętno na ich, w miarę równomiernym, podziale ról dominanta i pasywa w tym związku. On by swojej Gwiazdy nie odrzucił. Nigdy. Liczył na wzajemność.
Szczególnie teraz, gdy potrzebował fizycznego zapewnienia i uspokojenia rozedrganych nerwów po tej paskudnej kłótni.
Poza tym, duma rodu Star zaczęła mu się udzielać. Już wystarczająco się naprosił i nabłagał. Kolejnej takiej dawki poniżania się by zwyczajnie nie wytrzymał. Emocje musiały gdzieś znaleźć ujście, jeśli nie w seksie, to w kolejnej kłótni, aż do kompletnego wyczerpania materiału.
Zwolnił uścisk. No, twój ruch, panie Star.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 04, 2014 8:40 am

Keith reagował wspaniale. Brunet jedynie się bawił, odrobinę droczył się i eksperymentował, a jak na jego oko, jego kochankowi nawet się to podobało, chociaż sam musiał aż kilka razy unieść wzrok, czy czasem sobie krzywdy nie zrobił. No cóż, jakkolwiek podniecał go ból, to jednak byłoby to kłopotliwe, gdyby potem się  okazało, że zrobił sobie coś z kręgosłupem lub głową... tak, rodzina Marshall (a już w szczególności ojciec, u którego szukał łask) już do końca by go znienawidziła. A szkoda by było, bo Vincent był pewien, że niezłe korzyści wyciągnąłby z ich sympatii.
Sapnął z zaskoczeniem, gdy doszli mu na twarz i zamrugał oczami zdezorientowany. Nie tego chciał. Zmarszczył potem nos, wysoce zniesmaczony obecnością spermy na własnej twarzy (fuj, fuj, fuj, cholera!), a już na pewno był odrobinę zły na Keitha. W końcu, zdaniem bruneta, ten mógł go chociaż uprzedzić. Już zabierał się za wycieranie wydzieliny z twarzy, gdyby nie to, że PONOWNIE znalazł się na dywanie, a jak dostrzegł chwilę później, własny penis nawet trochę nie opadł mimo drobnego... obrzydzenia. Czasami naprawdę zastanawiał się, co z nim samym jest nie tak. To urocze mycie twarzy językiem przyjął z ulgą, bo śliny na twarzy nie brzydził się tak bardzo, jak spermy na twarzy. Zmrużył oczy podczas tego zabiegu, a potem prychnął na jego słowa.
- Powinieneś mnie chociaż uprzedzić, jeśli miałeś zamiar skończyć tak wcześnie. - odparł lekko, wyraźnie kąśliwie komentując jego wytrzymałość. Oczywiście, pochlebiało mu to wszystko, w końcu to oznaczało, że cholernie kręci partnera, ale sam też chciał się w końcu spuścić, gdyż własny penis zaczął mu boleśnie pulsować. Mimo to, wsunął dłoń w blond włosy, starannie masując przez chwilę skórę głowy. Ot co, drobna porcja czułości nie przeznaczona osobom, które były tylko jednorazową przygodą. Wiedział, że Marshall chciał o tego o wiele więcej, ale Vincent naprawdę nie lubił i nie chciał pokazywać uczuć, więc niestety, ten musiał zadowolić się jedynie drobnymi czułostkami. Kiedy książę zdecydował się dodatkowo drażnić jego penisa kolanem, okrutnie wręcz doprowadzając go na wyraźny skraj, musiał mimowolnie sapnąć i mocno się o niego otrzeć. Vincent jedynie siłą woli się nie spuścił.
Litości, miał nad tym jakąś kontrolę. Bynajmniej prawiczkiem nie był.
Odwzajemnił bez zażenowania spojrzenie, a potem wykrzywił usta w czarującym uśmiechu, palcami dopieszczając krótko jego szczękę.
- Twoje miejsce, kochanie, jest u mego boku - Patrzcie, jak go na romantyzmy wzięło, ale po tej kłótni musiał sprawić, żeby ten ponownie był nim bezgranicznie zauroczony. Zależało mu nie tylko na admiracji, lecz również na Keithu. Znowu przewalił go na ziemię, zaraz zgrabnie przewracając go na brzuch, a potem wcisnął dłoń pod nań, żeby ten się uniósł do klęczek. Jedną dłonią chwycił go za kark, dociskając go mocno do podłogi, zaś drugą, cholernie władczo przesunął po jego udzie - I już nie tarzamy się po ziemi. - mruknął z rozbawieniem, zaraz mocno wgryzając się w jego kręgosłup. Dłoń, którą dopieszczał pazurkami skórę na udzie Marshalla, zaraz złapała spodnie, które przyciągnął do siebie, coby wyciągnąć z tylnej kieszeni... prezerwatywę. No cóż, ostatnio film mu się urwał na imprezie, wolał nie ryzykować. Musiał myśleć o każdej ewentualności. Nałożył ją zgrabnie na siebie, a potem chwycił za penisa, od razu nakierowując go na dziurkę jego wypiętego chłopca, wypełniając go dość wolno sobą. Aż sapnął z zadowolenia, o cholera, naprawdę, uwielbiał dominować. Oblizał wargi, w połowie wykonując jedno mocne pchnięcie, dobijając się do samego końca. Keith był cholernie ciasny, w końcu już dawno nie był na dole... Ale już Vincent się postara o to, żeby potem czuł go przez następne kilka dni. Od razu zaczął mocno go pieprzyć, prawie calutki się wysuwając i wbijając ponownie, ewidentnie zadając ból, jak chciał jego książę. Mocno trzymał go za kark, chociaż i tak policzek był drażniony przez dywan, czym Star niezbyt się przejmował. Ponownie długie, czarne włosy łaskotały gdzieniegdzie plecy, zaś zębiska tworzyły kolejne, zaborcze oznaczenia, tak samo jak i pazury, które zdążyły pozostawić swoją obecność po boku ciałka. Zaraz jednak dłoń zacisnął na penisie kochanka, lekko pieszcząc go palcami, a potem... zmienił kąt ostrej penetracji, chcąc pocierać prostatę. Chciał pokazać swojemu facetowi, że on też potrafił być dobrym aktywem, dlatego dłoń na penisie zaraz mocno zaczęła mu trzepać, w tempie dogłębnej penetracji. Vincent sapał z zadowoleniem, obserwując to ciałko pożądliwie. Był teraz pewien, że Keith nawet jeśli chciałby, nie zdołałby mu teraz zwiać. Przesuwał językiem po rankach, dodatkowo je drażniąc. Nie był zbyt ostry, bo wiedział, że tego Marshall nie lubił, ale samemu nie chciał za bardzo się ograniczać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pią Kwi 04, 2014 10:23 pm

Prawdę powiedziawszy, Keith nie wymagał w tym momencie olbrzymich dawek czułości. Ale bardzo sobie je cenił ze strony Vincenta, bo i był świadom, ile poświęcenia go to czasami kosztuje. Poza tym, po pierwszym orgazmie poczuł się znacznie spokojniejszy i bardziej pewny siebie. Dlatego już nie rzucał się na kochanka, ani nie wił pod nim jakby go żywcem palili. Raczej mruczał z głębokim samozadowoleniem i lekko o niego ocierał. Gdy zwolnił uścisk, pozwolił się przeważyć i spojrzał na bruneta długim, namiętnym wzrokiem.
Taka zaborczość bardzo przypadła mu do gustu. Same słowa, oznaczające zawłaszczenie, spowodowały przyjemny dreszcz pełznący mu w górę kręgosłupa. Aż stęknął, ocierając się wypiętym tyłkiem o kochanka. Każde słowo, dotyk, pieszczota, czy ugryzienie, powodowały, że blondyn tylko bardziej pogrążał się w delikatnej formie obłędu. Znowu. A na pewno Vincentowi nie było z tego powodu przykro.
Prawdę mówiąc, gdyby dowiedział się, że jego kochankowi na nim tak zależy, jego uczucie i zaufanie mogłyby znacznie wzrosnąć. W końcu, człowiek ma najlepsze samopoczucie, gdy wie, że jest kochany. Ale fizyczne zapewnienia też działały całkiem przyzwoicie. Na tyle przynajmniej, że mógł się nacieszyć tą dominacją, której pragnął. Zaskamlał z rozkoszą, gdy został tak mocno dociśnięty, a potem skutecznie pogryziony i pooznaczany bez żadnej krępacji. Tu nawet nie chodziło o jakiś potencjalny masochizm, tylko chęć uwolnienia z siebie tego całego kłębka uczuć, który tak mocno mu przeszkadzał i który zebrał się podczas ich kłótni.
I bynajmniej nie był grzeczny i miły. Szarpał się pod kochankiem, to nadstawiając, to uciekając od jego ciała, mocno masakrując swój leżący na dywanie policzek, oraz wnętrza dłoni i kolana. Właściwie było pewnym, że po całej ich zabawie jego ciało będzie przywodziło na myśl poważną bitwę, a nie zwykłą zabawę, ale chyba o to tym razem im chodziło. Keith warczał, jęczał i wbijał paznokcie we wszystko, co akurat znalazło się pod jego dłońmi, a to, że sporadycznie nie był to dywan, tylko biodra, czy brzuch kochanka, było sprawą kompletnie bez znaczenia. Gdzieś na granicy świadomości i szaleństwa przeszła mu myśl, że nie czuje w sobie męskości kochanka tak, jak powinien. Zmarszczył brwi z pewną konsternacją, nie za bardzo rozumiejąc, czym to jest spowodowane, ale zaraz kolejne mocne pchnięcia, uderzające prosto o najdelikatniejszy (oprócz głowy) punkt wręcz wybiły mu wszystkie myśli z głowy. Umierał z rozkoszy.
Przestał uciekać, a wręcz przeciwnie, zaczął wychodzić naprzeciw biodrami, rozsuwając zapraszająco nogi, rozpłaszczył się grzecznie na podłodze i płynnie z pojękiwań przeszedł do przeciągłych krzyków. Marshall nigdy w życiu by od niego tak po prostu nie uciekł, a już na pewno nie w takiej sytuacji. Właściwie nie pamiętał, kiedy ostatnio przeżywał coś tak silnego. Wszystkie negatywne emocje znajdowały ujście w tej masakrze. Dzięki Bogu tatuaż już w miarę się zagoił, inaczej próg bólu mógłby zostać przekroczony. Blondyn nawet mimo targających nim emocji, a w szczególności pożądania i zaborczości, nie lubił jednak znęcania się nad nim. Dlatego tym bardziej pewne ograniczenia narzucone przez Vincenta mogły spowodować, że nie rzuci się później na niego z pazurami i wrzaskiem, że co on do ciężkiej cholery mu zrobił i czy go do końca pogięło.
Ekstaza znowu go porwała jako pierwszego. Krzyknął gwałtownie, wyginając się mimo trzymającej go dłoni i zaciskając na członku kochanka. Wbił paznokcie w jego boki, dociskając go do siebie i praktycznie wymuszając na nim dołączenie do wspólnego spełnienia. Najbardziej obrazowym określeniem byłoby użycie słowa „wycisnął”, a gdzieś dalej „niczym tubkę z kremem”, ale książę raczej takich pojęć nie używa, więc spuśćmy na to zasłonę milczenia.
Intensywność przeżyć właściwie zmiotła go z powierzchni Ziemi i kompletnie wykończyła. Chyba pierwszy raz po prostu padł na ziemię, rozpłaszczając się kompletnie, zapłakany i zakrwawiony, a potem zwyczajnie odpłynął. Organizm po prostu się wyłączył, odmawiając dalszej współpracy. Nie istniała żadna możliwość przesunięcia go, dlatego panicz Star mógł jedynie się cieszyć, że kochanek znajdował się pod nim, a nie nad.
Oddychał, więc nie było jeszcze tak źle.
Odzyskał przytomność po mniej więcej godzinie. I czuł się tak, jakby coś go bardzo, bardzo mocno i brutalnie przejechało, chyba jakiś czołg, a w tyłek to musiał mu wsadzić potężne działo. Doczołgał się w milczeniu do łazienki i spędził pod prysznicem długi czas, powoli odzyskując jakiekolwiek zdolności komunikacji, czy przemieszczania się. A w szczególności – analizowania faktów.
Wyszedł z łazienki w szlafroku Gwiazdy, pomrukując z zadowoleniem, mimo bolącego ciała. Był zmęczony, wszystkie rany go piekły, a pozycja siedząca skutkowała nerwowymi syknięciami, tak samo zresztą jak rozsunięcie nóg, ale był i zaskakująco uspokojony. Wręcz lekki, unoszący się nad ziemią i płynący w swojej rzeczywistości. Usadowił się w fotelu, zawinięty szczelnie miękkim i pachnącym (jego kochankiem!) materiałem i odszukał w końcu wzrokiem Vincenta. Zamruczał.
- Boski jesteś - padł pierwszy komplement, a za nim oczywiste wyznanie - kocham cię za to. I za dużo innych, niesamowicie przyjemnych rzeczy. - Odchylił głowę i przymknął oczy, jeszcze gdzieś tam daleko fruwając, ale już powoli wracając do pełni świadomości.
- Jutro pójdziesz na badania - mruknął z najzwyczajniejszą prostotą w głosie, jakby mówił o zrobieniu herbaty, czy dosypaniu do niej cukru. Nic więcej. Żadnej fali pretensji, złości, czy w ogóle czegokolwiek innego. Po pierwsze, było mu za dobrze, a po drugie... W tym momencie, gdy ponownie otworzył oczy, dało się w nich zobaczyć bezgraniczne uczucie. Zwykle się tak nie otwierał, nie do tego stopnia. Jeszcze nie zdążył w żaden sposób się obwarować i przygotować do zderzenia z rzeczywistością. Chciał miłości i chciał ją przekazywać. W szczególności osobie, którą nią darzył.
Było mu rozkosznie dobrze.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sob Kwi 05, 2014 6:54 am

Jak jego kochanek przestał się ruszać, po tym obfitym spełnieniu, przez chwilę miał wrażenie, że odrobinkę spanikował, co było uczuciem nowym. Zaraz przystąpił do pierwszej pomocy, najpierw wysuwając się z tego gorącego, ciasnego wnętrza i sprawdzając oddech, który – dzięki Bogu – był i miał się dobrze. Co jak co, ale to on tutaj miał umrzeć przez seks, a nie Marshall. Dopiero wtedy ściągnął prezerwatywę, zastanawiając się, co dalej. Oczywiście, mógłby go przenieść na kanapę... gdyby nie to, że ledwie podnosił własną siostrę, a co dopiero, jak w grę wchodził ten wielki facet. Postanowił więc dać sobie czas na odpoczynek i dopiero wtedy uniósł się, idąc do swojego pokoju skąd przytargał pierzynę, którą pieszczotliwie rzucił na śpiącego – tudzież nieprzytomnego – osobnika. Jako, że ta spocona i zapłakana twarz godziła jego poczucie estetyki, zaraz przyszedł z ręcznikiem (przy okazji pozbywając się prezerwatywy) i doprowadził ją do ładu. A potem ręcznik rzucił gdzieś-tam-do-tyłu. Vincent nigdy, ale to nigdy nie troszczył się nader o innych, uważając persony za jednostki niezależne, ale... no cóż, teraz coś go do tego pchnęło i poczuł się z tym nader dziwnie. A jego blondyn nadal spał. Wstał więc i poszedł po jakieś wygodne ciuchy i zaraz udał się do łazienki, biorąc szybki prysznic. Szybki, bo przecież musiał kontrolować stan swojego faceta, bo co jak co, ale zwykle po seksie od razu wychodził, a Nath nigdy mu tak nie padł... a więc była to nowa sytuacja. Widząc, że ten nadal nie daje oznak chęci do powrotu, brunet westchnął ciężko i poszedł w swoje ulubione miejsce, gdzie znajdował się alkohol (duuuużo alkoholu) i papierosów. I dopiero wtedy, gdy już ten jegomość usiadł na swoim fotelu, naprzeciw swojego faceta, trzymając w prawej dłoni whiskey z lodem, a w lewej relaksującego papieroska... Ten wstał, a Vincent już chciał coś powiedzieć, gdyby nie to, że ten go olał i poszedł się umyć.
No cóż.
Jak ponownie ujrzał swojego kochanka, zdążył wypalił trzy papieroski i tyle samo szklaneczek procentów. Uśmiechnął się pod nosem, widząc go w swoim szlafroku. Oczywiście, penis nie zareagował na ten uroczy widok, będąc już zaspokojonym, ale to było naprawdę rozkoszne. A w dodatku ten komplement! Seksoholika nic bardziej nie cieszyło (oprócz zaspokojenia siebie), jak właśnie pochwała umiejętności łóżkowych. Potem minka mu zrzedła, gdy ten wspomniał coś o badaniach. Zrobił dzióbek z ust, zaraz kulturalnie się tłumacząc:
- Nie miałem żadnych nowych oznak uprawiania seksu, więc cię nie zdradziłemchyba - Jeśli cokolwiek by mnie zaraziło, to byłoby to od igieł, ale wątpliwe to. Dla ciebie i tak je zrobię - oznajmił, wlepiając spokojne spojrzenie swoich oczu w keithowe - I wiesz, ja nie przyjaźnię się z normalnymi osobami. - zakończył, jakże uogólniając, ale stwierdził, że póki bawią się w prezerwatywach, a sam nie żądał obciągania, to nie muszą dyskutować.  
Oczywiście, panicz Star przyjaźnił się z osobami, które mu w jakiś sposób zagrażały - to była adrenalina i towarzyszące temu podniecenie, a tego potrzebował. Keith powinien już to wydedukować. W końcu widać było, że bardziej leciał na agresywnego  chłopca, niżeli na wersję księcia, to chyba coś znaczyło. Vincent nieraz czuł się pusty, dlatego chciał intensywności wrażeń. Z normalnymi osobami tego nie poczuje.
- Zrobię ci herbaty. - To nie było pytanie, a zwykła informacja. Mimo tego, że aktualnie Star był cholernie miękki jak na niego, i tak lubił się rządzić. Tego już chyba się nie zmieni.
Jak powiedział, tak zrobił. Wziął jeszcze te zużyte naczynia ze stołu i znikł w kuchni. Trzy minuty później, znowu w tej samej porcelanie, przyniósł zamówienie. Phoenix Eyes, znana ze swojego nieziemskiego aromatu i słodyczy. Vincent, chcąc nie chcąc, był osobnikiem przeszkolonym, więc musiał nabyć podstawowych umiejętności obsługiwania gości. A w tym było robienie i podawanie herbaty. Usiadł naprzeciw swojego faceta i dolał sobie zgrabnie whiskey. Uniósł szklaneczkę w geście toastu i upił porządnego łyka napoju... aż się skrzywił, a potem mlasnął językiem.
- Papierosy mogę rzucić, ale z tego chyba nigdy nie zrezygnuję. - westchnął cicho, spoglądając na swojego faceta - Wiesz co, kochanie? Myślałem nad tym, żeby rzucić gwiazdorstwo i przejąć ciepłą posadkę ojca w agencji reklamowej. Wtedy z pewnością o wiele lepiej przyjąłby ciebie. Inaczej będziesz zwykłą owieczką przy stole wilków. - zakończył, chyba pierwszy raz dyskutując z Keithem o swojej pracy.
Oczywiście, jakby miał wziąć to stanowisko, najpierw musiałby obcować ze swoim ojcem, żeby pobrać od niego nauki. W końcu, Starowie wszystko robili po swojemu, ale najwidoczniej Vincent tego nie uznał za problem. Albo po prostu tego nie pokazał.
- Bo rozumiem, że przyjdziesz na naszą rodzinną kolację? Tylko, że to wcale nie będzie takie przyjemne jak w twoim domu. Po prostu ostrzegam.
A coś musiało być na rzeczy, jak Vincent wlepił w niego poważne spojrzenie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Kwi 06, 2014 12:36 pm

Keith dopiero po powrocie raczył dostrzec pierzynę. Nie pokazał po sobie zaskoczenia, ale wyjątkowo miło go to zaskoczyło. Vincent się o niego troszczył. Ta myśl przyjemnie rozgrzała jego wnętrze, powodując szeroki, zrelaksowany uśmiech. Przymknął oczka i odpłynął na kilka chwil. Zaraz zmarszczył brwi, wyłapując słowa kluczowe, które nie przypadły mu do gustu.
- Igieł? Coś ty wyrabiał? - Spojrzał na niego trochę ostrzej, poprawiając się w fotelu. Zwykle błękitne oczka kochanka powodowały u niego ogłupienie i maślany wzrok, ale musiał przecież z czasem wyrobić sobie jakiś odruch obronny. Inaczej brunet mógłby nim sterować bez żadnego wysiłku, a to, wbrew pozorom, żadnemu z nich nie pasowało. Byłoby... Nudno.
Nie skwitował wzmianki o znajomych kochanka. Oczywiście, był świadom, że Vincent nie posiadał normalnych kumpli. Starał się po prostu o tym nie myśleć. Miał w końcu ogólne pojęcie, z jakim środowiskiem się bratał jego facet. Wcale, a wcale go nie pochwalał. Nie chciał, żeby brunet zmarł na jakieś paskudztwo, albo został zadźgany po imprezie. Adrenalina adrenaliną, ale to by było wyjątkowo parszywe zakończenie żywota. I żałosne.
Skinął lekko głową, chętnie przyjmując propozycję i wodząc wzrokiem za kochankiem. Właściwie, nie przypominał sobie, by pił herbatę, czy w ogóle cokolwiek, zrobionego przez Vincenta. Zawsze to on się kręcił po kuchni i rozpieszczał swojego faceta. Tego dnia najwyraźniej role uległy zmianom. I doprawdy, nie mógł narzekać. Było mu aż za dobrze.
Przyjął kubek i podziękował pomrukiem zadowolenia, a potem powąchał napój. Mrrr. Pić jeszcze nie zamierzał, herbata miała odpowiednio wysoką temperaturę do podania, ale na pewno nie do konsumpcji. Przytrzymał elegancko kubek, demonstrując przypadkiem, że on też umiał się zachować. Jego nie wyuczono takich sztuczek, sam je wybadał. W końcu chciał być księciem host clubu, to do czegoś zobowiązywało.
Uniósł lekko herbatę, odwzajemniając toast i upijając mały łyk. Mimo gorąca poczuł wyborny smak i odnotował gdzieś w myślach, by zorientować się lepiej w kuchni panicza Star. Kto wie, jakie jeszcze skarby tam trzymał!
Otworzył usta, zamierzając sceptycznie skwitować słowa partnera, ale w tym momencie wprowadził on zgrabnie inny temat, który zaskoczył kompletnie Keia. Ten aż się wyprostował, odkładając herbatę i spoglądając na niego z większą powagą. Nie przypuszczał, że chłopak rzucił te słowa bez jakiegoś namysłu. Coś musiało być na rzeczy.
- Wiesz co... - Zaczął ostrożnie i wziął większy wdech, odgarniając włosy z twarzy. - Wydaje mi się, że tak czy inaczej będę uznawany u was za owieczkę. Jestem w końcu dość zwyczajnym chłopakiem, z klasy średniej. We Francji. - Wzruszył lekko ramionami. - Nie chcę natomiast, żebyś pod przymusem się ogarniał, a potem czuł wyrzuty do mnie, że pozbawiłem cię najlepszych lat twojego życia i niezłej kariery.
Blondyn starał się ważyć słowa i bardzo ostrożnie je dobierać, aby przypadkiem nie zostały błędnie zinterpretowane. A potem uśmiechnął się miękko, uspokajająco, uniósł i podszedł do kochanka, siadając na podłokietniku i mrucząc cicho w jego ucho.
- Nie boję się twojej rodziny, ani twojego ojca. I jestem pewien, że nie jest to człowiek do rany przyłóż. - Czułym gestem przesunął dłonią po jego włosach i pocałował w policzek. - Będę zaszczycony, jeśli zechcesz mnie wziąć ze sobą, kochanie. - Uśmiechnął się, w pewnym sensie uspokajająco. Może i był osobą bardzo emocjonalną, którą na niektórych polach bardzo łatwo zranić, ale potrafił też wziąć się w garść i coś ze sobą pożytecznego zrobić.
Zsunął z siebie szlafrok i wpełzł na kolana partnera, wsuwając dłonie w jego włosy, mrucząc niczym bardzo zadowolone kocię i smakując jego alkoholowych ust. Pocałunek był leniwy, niczym pieszczota, a nie namowa do dalszych igraszek. Gdy w końcu się od niego oderwał, westchnął cicho i wlepił w niego długie spojrzenie.
- Cholera, jesteś niesamowicie pociągający... - szepnął mu w usta, trącając lekko nosem policzek. - Mam wrażenie, że mógłbym cały czas się z tobą pieprzyć. - Oblizał jego wargi, a potem swoje, by językiem w końcu wkraść się w usta kochanka i zlizać smak alkoholu.
Odsunął się lekko od niego, a potem westchnął znowu, palcami trącając długie kosmyki włosów partnera.
- To powiedz, wychodzimy dzisiaj jeszcze na te zakupy, czy zagrałbyś mi coś? - Uśmiechnął się do niego, krótko raz jeszcze całując, a potem unosząc się i bez krępacji obracając do niego plecami. Poszedł po herbatę, kompletnie nagi, z wyraźnymi śladami ostrego seksu na ciele, kręcąc lekko biodrami. Zapewne robił to z perfidią, ponieważ bynajmniej nie usiadł na fotelu, tylko wziął swoją herbatę (lekko się wypinając) i wrócił do kochanka. Przysiadł znowu na podłokietniku i upił kilka łykow napoju.
- Dobra. Cóż to jest? - Przekrzywił głowę pytająco, zerkając na niego spod rzęs.
Cholera, jaki Vincent był seksowny. Nie aż tak, by się z nim natychmiast pieprzyć (z przyczyn wyższych...), ale wbić zęby bardzo chętnie. I na pewno tą chęć było widać w spojrzeniu Marshalla.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Kwi 06, 2014 7:10 pm

- JA co robiłem? Piłem. - odparł niewinnie, na ile pozwalał mu na to uśmieszek, który wkradał się na jego buźkę. Kolejna lekcja dla Keitha pod tytułem "Zadawaj pytanie konkretnie, inaczej nie uzyskasz odpowiedzi". Tym bardziej, jeśli dla panicza pytanie to było niewygodne. I co z tego, że nie miał pewności do tego, co wyrabiał, posiadając jedynie gdybanie.
Oczywiście, Vincent jako osoba czujna i ostrożna, spostrzegł to eleganckie trzymanie kubka i przyjął to z rozbawieniem, ale nie skomentował. Czasami miał wrażenie, że ten chciał po prostu dotrzymać mu kroku, a to było niepotrzebne. No chyba, że mowa o emocjonalności, no to cóż, nie pogardziłby odporniejszym kochankiem. Wraz z kolejnymi słowami kochanka, minka mu zrzedła, aż w końcu skrzywił się paskudnie i łypnął zdystansowanym spojrzeniem na blondyna. Przecież samemu decydował o sobie, dlaczego miałby warczeć na Keitha? W tej chwili wydawało mu się to cholernie nielogiczne, chociaż wiedział, że podczas starowskiego humorku można było naprawdę w i e l e.
- Sam zdecydowałem, że będę bohaterem tandetnego romansidła, nie sądzę, żebym na dłuższą metę miał ci to za złe. I tam, wierz mi proszę, będę miał nawet większą karierę - mruknął pod nosem, wywracając w końcu oczami - To nic, w porównaniu z tym, co robiłem dla mojego ex.
Tak, długowłosy płynnie przechodził z roli kata do ofiary.
Przybycie Keitha na podłokietnik przyjął nijako, tak samo jak i mruczenie w ucho, ponieważ - póki co - skupiał się jedynie na słowach. Przecież sprawa była poważna, nie mógł sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. Mimowolnie uniósł dłoń, przeczesując włosy kochanka i spojrzał na niego z ukosa, oblizując powoli wargi. Zdecydowanie nie widział swojej rodziny tak idealnej, jaką widzieli ją wszyscy inni. W końcu, ci widzieli tylko to, co MIELI widzieć.
- Do rany przyłóż? Skarbie, on rany tworzy, a matka je potem operuje bez znieczulenia. - prychnął w końcu, krzywiąc się.
Keith był stanowczo za delikatny, ale przecież sam chciał... poniekąd.
A potem zamrugał zaskoczony, wlepiając spojrzenie w NAGIEGO kochanka. Oddał krótko pocałunek, bez specjalnego zaangażowania, ale potem szczęka mu prawie opadła. To ON tutaj poważnie, a TEN TUTAJ tylko o seksie gada. Role dzisiaj stanowczo się odwróciły i nie wiedział, czy z tego powodu się cieszyć, czy płakać. Mimo to, na usteczka wpłynął mu czarujący uśmiech, który zwalał z nóg jego fanów.
- Dziękuję. Też pieprzyłbym się ze sobą. - Jak zwykle nonszalancja.
Chociaż widząc takie apetyczne ciałko, pośladki i kręcące się bioderka... z miłą chęcią zabawiłby się w trójkąt... Już nie wspominając o tym, że gdy ten się tak wypiął, chciał natychmiast obmacać te pośladki, popodgryzać, podrapać, poszczypać... Ale nie zdążył nic zrobić, bo zaraz ten ponownie przysiadł się do niego, zadając niewinne pytanie. I jeszcze to spojrzenie. Poczuł się zmolestowany, ale dzielnie je odwzajemniał. W końcu, litości, do niewinności mu co najmniej daleko.
- Fajna, prawda? Phoenix Eyes. Mój ojciec zawsze ją pija po pracy, oczywiście, jak osiągał sukcesy... Jak mu nie szło, albo kobieta z którą sypiał była kiepska, pił Ceylon. Jak znowuż układało mu się z matką, była to... chyba Darjeeling. Też ją piłem, jest najlepsza - Patrzcie, jak go wzięło na wspominanie - A myślałem, że go nie znam. A tutaj, no proszę. - mruknął rozbawiony, kręcąc głową z politowaniem. I co z tego, że znał jego nawyki? Tylko to.
Wstał z fotela, zaraz zgrabnie przewalając na niego swojego partnera. Ułożył go ładnie i usiadł na jego kolanach, muskając jego usta własnymi. Wsunął przy tym w blond włosy dłoń, przytrzymując głowę, żeby potraktować go tak samo władczo, jak ten jego w host klubie. Przy tym posłał mu uśmieszek, podgryzając mocno dolną wargę i przyciągając ją do siebie.
- Moja matka nigdy nie pijała herbat. Wolała wino i whiskey. Z charakteru jesteśmy podobni, ale z wyglądu zupełnie nie. To puszczalska, seksowna panna, ale jest raczej ciepłą osobą... Ale bezlitosną. Taki paradoks. - mruknął mu w wargi, ponownie je muskając - Jestem bliżej z matką, niżeli ojcem, chociaż i jej nie lubię...
Nie patrzył się na Keitha; wzrok sunął po jego szyi, tak samo jak i dłoń. Przesunął wzrok w dół, przechodząc po klatce piersiowej i pogładził go po podbrzuszu, lekko drapiąc go tam pazurkami. Chuchnął ciepłym oddechem w jego wargi.
- Musimy jechać do Ameryki. Pojedziemy tam na jedną noc. Uwierz, tyle wystarczy, by mieć dość. - dodał, najwidoczniej już planując w głowie co i jak będzie.
I wcale nie był zadowolony.
- Tam mam moją księżniczkę. Tylko dla niej tam jadę. - Oczywiście, mówił o swojej siostrze, swojej głównej miłości życia, o której Marshall już zdążył co nieco się dowiedzieć podczas zachwytu Vincenta.
Te miłe chwile zniszczył mocnym wgryzieniem się w ramię Keitha, ewidentnie zostawiając tam ślad zębów z głośnym pomrukiem. Zaraz również wpił się w jego usta, z wyczuwalnie rosnącym podnieceniem i pożądaniem, jednak nie miał zamiaru się ponownie pieprzyć.
Wiedział, że tym razem skończyłby na dole.
Wlepił spojrzenie w zielone oczy, zaraz przykładając swoje czoło do jego. Nie miał zamiaru go tutaj czarować, a jedynie dosadnie wbić kilka faktów do głowy.
- Moja matka jest cholernie ponętna. Ba, bardziej ode mnie, więc lepiej zawiąż fiuta na kokardkę. - syknął zaborczo i ostrzegawczo, jeszcze gryząc go w górną wargę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Nie Kwi 06, 2014 9:00 pm

Keith lekcje przyjął do świadomości z pewnym opóźnieniem, ale za to bardzo dobrze przyswojoną. Zacisnął wargi w wąską linijkę i wycedził dobitniej:
- Dlaczego miałbyś się zarazić czymś od igieł? - Zmarszczył brwi, spoglądając z wyraźnym brakiem zadowolenia, a wręcz lekką złością. Nie spodobał mu się unik. Takie zachowanie oznaczało, że miał coś do ukrycia. Znał Vincenta. Coraz lepiej uczył się jego reakcji i tego, jak powinno się na nie reagować. Może i popełniał błędy, czasami przez zbyt dużą emocjonalność, a czasami przez niedopatrzenie, ale brunet bywał jednak nieobliczalny i nie wszystko dało się przewidzieć.
Wywrócił oczami, nie kwitując w żaden sposób uroczego opisu rodzinki kochanka. Po pierwsze, ponieważ był zbyt pochłonięty pożeraniem go wzrokiem, a po drugie, bo był świadom, że skoro spod ich pieczy wyszedł Vincent, to cóż, nie mógł oczekiwać płatków róż, pastelowych kolorów i dźwięków wiosny Vivaldiego. Raczej cierni, posoki na ścianach i Toccata & Fuga Bacha. I bynajmniej nie przesadzał. Ale to nie było kompletnie istotne. Liczył się Vincent.
I wcale go nie ruszył ten oszałamiający uśmiech. Zaczął dostrzegać różnicę pomiędzy tym szczerym, a tym serwowanym publiczności. I nie lubił czuć się jak reszta fanów. Chciał być jedyny w swoim rodzaju. Dlatego pozwolił sobie na tą uwodzicielską akcję, a odwzajemnienie spojrzenia tylko go rozbawiło. To on miał tu uwodzić i, w rzeczy samej, zamierzał to zrobić. Rodziną kochanka się kompletnie nie przejmował, chociaż wcale to nie znaczyło, że nie brał ich na poważnie. Po prostu wyszedł z założenia, że może się dla partnera poświęcić i przez jeden wieczór udawać całkiem normalnego człowieka, który nie przejmuje się arcy sympatycznymi tekstami nieprzychylnej rodzinki Star.. Miał już przecież pewne doświadczenie, przecież był z ich synem, tak?
- To następnym razem poprosiłbym tą, która tobie smakuje - mruknął czułym głosem, uśmiechając się lekko i zsuwając posłusznie na fotel. Wsunął dłonie w jego włosy, przyciągając do siebie i nie przestając molestować spojrzeniem. Zamierzał przy pierwszej okazji wbić zęby w jego skórę i naprawdę nic nie mogło go odwieść. Nie kwitował opowieści o ojcu, ani o matce, ale zaczął ignorować pieszczoty, by na pewno zwrócić na wszystkie ważne szczegóły uwagę. Mimowolnie poczuł, że robi mu się trochę żal Vincenta. Na pewno nie miał uroczego dzieciństwa. W tym momencie Marshall śmiało mógł stwierdzić, że jednak pewnym poświęceniem będzie dla niego ogarnięcie się. W końcu, musiałby wrócić na łono rodziny. A oni byli straszni, sądząc z jego opowieści.
- Jedna noc wystarczy dla twojej księżniczki? - spytał miękko, drapiąc kochanka lekko po karku, a potem gwałtownie zastękał, gdy poczuł ugryzienie. Wciąż miał podatne na takie impulsy ciało, dlatego wszystkie mięśnie się napięły, a z ust wydarł się taki seksowny dźwięk. Gdy tylko brunet się od niego oderwał, zmarszczył brwi z niezadowoleniem i zasyczał lekko przez zęby.
- No już nie przesadzaj z tą uprzejmością, nie musisz mnie znowu rozpalać. - Pokręcił lekko głową, chociaż już czuł, że na jego wargi wpływa lekko ogłupiały uśmieszek. Jego facet bywał czasami naprawdę niesamowicie seksowny. I kuszący. I zaborczy.
- No tak, mówiłeś, że jesteś do niej podobny - przytaknął, odwzajemniając twarde spojrzenie i pozwalając uśmiechowi zniknąć. - Wolałbym jednak spędzić tą noc z tobą, jeśli da się to załatwić. - Wbił lekko paznokcie w jego plecy i bardziej zaborczo do siebie przyciągnął. - Żeby przypadkiem nie przeszło im przez myśl, że mogą mnie spławić i ustawić sobie ciebie tak, jak im się podoba. Już do siebie należymy i nikomu nie pozwolę tego zmienić. - Słowa, które wydobyły się z jego ust przypominały w pewnym sensie wyznanie z jakiegoś romansidła. Gdyby nie fakt, że mówił je całkowicie poważnie. To był jego facet i nie zamierzał rezygnować z niego. Szczególnie po tym, co przeżyli dzisiaj, po całej wielkiej awanturze, a potem tej wspaniałej czułości i zaborczości bruneta. Oraz po wielu jego słowach, na które pozornie zwrócił tylko częściową uwagę, ale w rzeczywistości zapadły mu w serce. Został doceniony i to było dla niego najważniejsze. Potrzebował tego zapewnienia.
- Ja, w przeciwieństwie do NIEKTÓRYCH osób nie próbuję podrywać rodziców partnera - rzucił z przekąsem, ale nim jeszcze te słowa zdążyły przebrzmieć, roześmiał się i mocno go pocałował. - Strasznie cię kocham. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile to dla mnie znaczy. - Wyznał ciszej, posyłając mu długie spojrzenie. - Obiecuję nie uciec i przyzwoicie się zachowywać. Musisz tylko w miarę mnie poinstruować, jak będzie lepiej się do nich zwracać i czy ignorować potencjalne, uprzejme złośliwości. I wszystko inne, co uznasz za stosowne.
Uśmiechnął się, przyciągając mężczyznę bliżej siebie i wbijając zęby prosto w jego tętnicę szyjną. Zawarczał cicho, głosem przypominającym bardziej ekstatyczny jęk, niż pomruk zadowolenia. Potrzebował tego i... Dostał okazję.
- Ponawiam pytanie, co robimy? - rzucił, gdy w końcu się oderwał. Miał aż lekko zaczerwienione policzki. Żadna inna forma zabaw, czy pieszczot, nie przemawiała do niego do tego stopnia, jak wbijanie kiełków w swoją Gwiazdę. Nie chodziło nawet o samo znakowanie, chociaż to też było istotnym elementem. Najlepsze w tym było drgnięcie, jęk, zaskoczenie... I poczucie pełnej władzy nad jego osobą. Krótkiej, bo krótkiej, ale dodającej znacznie adrenaliny.
Jego facet. Tylko jego.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pon Kwi 07, 2014 2:08 pm

- Byłem na imprezie, Kei. - Wywrócił oczami, uznając to za rzecz oczywistą. Każdy bardziej bądź mniej doświadczony imprezowicz, a tym bardziej były ćpun wie, co czai się po kątach. W płynie, w tabletkach i proszku. A tym bardziej, że ci kolesie z cienia często bywali znajomymi Vincenta, a rozsądkiem to na pewno się nie szczycili.
Odpowiedź na pytanie była bardzo wyjaśniająca, ale cóż innego miał wymamrotać? Urwał mu się film po cholera-wie którym drinku, a rzeczywistość z fantazjami zaczął mylić dwa wcześniej. Takie sytuacje zdarzały się na tyle często, żeby brunet zdążył nauczyć się nie pytania o to, co on do diabła wyrabiał.
Popadł w chwilową zadumę. Czy panicz Star pijał herbaty? Skądże. Preferował kakao bądź alkohol, ale przecież nie chciał wyjść na naprawdę wielkiego alkoholika - którym był - przy Keithu. W końcu kiwnął głową, a potem powiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie:
- An Ji Bei Chi.*
Chociaż ni cholery nie wiedział, czy dobrze to wymówił. Do diabła, jest GWIAZDĄ, nie herbaciarzem lub standardowym Anglikiem!
Oczywiście, Vincent był osobą, która była przyzwyczajona do tego, że ktoś go molestował wzrokiem, ale do diabła... Jakoś jak robił to jego chłopak to było to odrobinę... peszące? Dziwne? Za delikatny jestem, prychnął w myślach, zaraz mrucząc gardłowo na pieszczoty karku. Akurat tej reakcji nie sposób było powstrzymać. Na usta wpłynął mu słynny uśmieszek, a potem wymruczał mu nisko i seksownie na uszko:
- Nie muszę, bo już jesteś rozpalony? - Zdecydowanie nie potrafił się powstrzymać.
Czasem naprawdę lubił być rozpieszczany, nawet, jeśli to było bolesne; z zadowoleniem przyjął dociśnięcie do ciałka, chociaż i tak najbardziej spodobały mu się (takie męskie!) słowa.
- Nie "oni", tylko mój ojciec. Moja matka ma w nosie to, z kim jestem. No i, skarbie... Tatulek wcale cię nie spławi, bo nawet na ciebie nie zważa... - uniósł brew, przetwarzając swoje słowa w głowie - To dobrze, czy źle?
Oczywiście, jego matka nie miała w nosie tego, z kim syneczek chodzi, ale akceptowała homoseksualizm, czy hetero. Byle to kot nie był. Młody Star po prostu żywił do niej sporą urazę.
Mruknął z aprobatą na takie zaangażowanie kochanka, już oblizując usta, żeby zgrabnie przekazać instrukcję obsługi swoich rodziców... Gdyby nie to, że wbili zęby w jego szyję; podskoczył zaskoczony w miejscu i sapnął cicho, wbijając pazurki w boki kochanka. Przyległ do niego mocniej, coby zębiska aż tak nie bolały... i miał wrażenie, że aż niedawno zaspakajane krocze zaczęło dawać o sobie znać, jednak zwrócił nań uwagę dopiero, gdy skóra została zostawiona w spokoju. Jakkolwiek czuł drobne napieranie na spodnie, to jednak nic nie było widać - mógł zająć się więc masowaniem śladu po ząbkach.
- Nie zmieniaj tematu, to poważna sprawa jest! - fuknął karcąco, jeszcze teatralnie mlaszcząc językiem o podniebienie z wysokim zniesmaczeniem - Słuchaj uważnie. Mamusia lubi być w centrum uwagi i należy traktować ją jak damę. Uwielbia też być zdobywana, ale ty NIE MOŻESZ z nią flirtować, czaisz, prawda? Ojciec jest zatwardziałym tradycjonalistą. Najlepiej nie odzywaj się nie pytany. Traktuj go z respektem i nie daj Boże nie skłam i nie udawaj. Thomas ma cholernego rentgena, więc zostaniesz stracony. - odparł z najwyższą trwogą ostatnie zdanie.
Ile razy dostał z zimnych, przeszywających oczu i - cholera jasna - to było
s t r a s z n e. Chociaż to i tak nic, ale przecież będzie miał Keitha, więc na więcej sobie nie pozwoli, a przynajmniej taką miał nadzieję Vincent. Nagle klasnął w dłonie z entuzjazmem, starając się ignorować dyskomfort w spodniach.
- No i, podobno moja siostrzyczka kupiła sobie uroczą sukienkę, którą ubierze na szkolne przedstawienie, gdzie będzie grała główną rolę - Kopciuszka! Na pewno będzie wyglądała w niej uroczo!
I tak zaczął nawijać, płynnie przechodząc z tematu przedstawienia do gry na flecie, którą nieźle opanowała, przez dodatkowe z baletu i kończąc na jej delikatnej urodzie "najbardziej anielskiej z aniołów".
- ... co prawda, jest naprawdę podobna do mnie, ale ja jestem uosobieniem marzeń każdego geja, nim nie otworzę ust, a to naprawdę urocze dziewczę, niewinne i w ogóle... jest wspaniała! - Doszedł już do tego momentu, gdzie prawie w ogóle zapomniał o otaczającym ich świecie... i właściwie samym Keithu.
Co poradzić, że był w niej taki zakochany, a w dodatku dawno jej nie widział.
No i musiał przekazać Marshallowi całą jej wspaniałość.
_____________
*An Ji Bai Cha

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Pon Kwi 07, 2014 9:30 pm

Keith zmarszczył brwi z pewną konsternacją, słysząc niejasną odpowiedź. Postanowił to pozostawić sobie do przemyślenia i chwilowo nie kontynuować tematu igieł. Pojawił się w końcu inny, znacznie bardziej naglący. Rodzinka i wspólny posiłek.
Wywrócił oczami, gdy Vincent się zamyślił. A, prawdę mówiąc, co za różnica? I tak nie zamierzał dać się spławić i chyba bardzo jednoznacznie przekazywał to swojemu kochankowi. Potrzebował go, kochał go i uwielbiał jego ciało. Wszystko, co było ważne w związku, a szczególnie związku z upartą i złośliwą Gwiazdą.
Położył głowę na jego ramieniu i obrócił ją, łypiąc na kochanka. Wywrócił oczami, słysząc jego iście teatralne zachowanie. Otworzył usta, zamierzając mu je wypomnieć, ale ostatecznie zrezygnował z tego zamiaru i grzecznie wysłuchał informacji, marszcząc przy tym brwi i powoli przyswajając.
- Jeśli wolno, już wspominałem, że nie zamierzam z nią flirtować. Ale czy to znaczy, że mam nie hościć? Lubię być mily dla ludzi... - Wzruszył delikatnie ramionami, podgryzając lekko karczek swojego faceta. Taki apetyczny, taki seksowny. Musiał znowu wydać z siebie zadowolony pomruk, zaraz jednak się oderwał i spoważniał.
- Będę uważał na to, co mówię. - Obiecał miękkim głosem, drapiąc znowu kochanka po karku i serwując mu całkiem wierne, wręcz szczenięce spojrzenie. A potem aż lekko cofnął głowę, gdy Star klasnął mu przed twarzą. Zmarszczył brwi z konsternacją, wsłuchując się w falę zachwytu. Aż zabrakło mu słów po kilku zdaniach. Kompletnie nie był świadom, że jego facet jest pogrążony w tak wielkiej miłości w siostrze. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien obrazić na niego, albo zażądać większego uczucia, ale ostatecznie stwierdził, że nie miałoby to sensu. Wysłuchał po prostu poematu o najpiękniejszej kobiecie pod słońcem, ucieleśnieniem Afrodyty, Wenus i jeszcze kilku bogiń. Nawet nie mógł wywrócić oczami, gdy tak na niego patrzył. Wyglądał doprawdy uroczo, zanosząc się zachwytem. Pozwolił sobie jedynie na lekki uśmiech.
- Musi być niesamowita - mruknął, wykorzystując chwilę, gdy Gwiazda w końcu do swoich piosenkarskich płuc nabrała powietrza. Przekrzywił głowę, wpatrując się w niego jeszcze moment, a potem uniósł się, owijając jego nogami w pasie i przechodząc z nim do kuchni. Posadził go na stole i mrucząc pocałował.
- Bądź tak miły i w końcu powiedz mi, co robimy, dobrze? - rzucił, odsuwając się i po kolej otwierając wszystkie szafki w kuchni kochanka, aż natrafił na tą, w której były herbaty. Przejrzał jej zawartość starannie, w końcu znajdując tą, o której wspomniał brunet. Zaparzył ją sobie, a potem poszedł do pokoju i ubrał, wracając z komórką w dłoni. Przejrzał nieodebrane połączenia i uśmiechnął się pod nosem, kilka razy naciskając ekran, zapewne wysyłając sms-a, a potem odłożył telefon.
- Byłbym zaszczycony, gdybyś raczył mi zagrać, a nawet i zaśpiewać, ale jeśli nie chcesz, to po prostu pożyczyłbym twojego laptopa i zrobił lekki research jakiś miejsc pracy. - Pokiwał lekko głową, by nadać sobie powagi, a potem zmarszczył brwi. - Aha, i kiedy chcesz pojechać do rodzinki? - Spojrzał pytająco, wracając wzrokiem do swojej komórki, a nawet wyciągnął dłoń, z zamiarem zrobienia czegoś, ale ostatecznie pozostawił sprzęt na swoim miejscu. Zamiast tego, upił kilka łyków ze swojego kubka, a potem machinalnie zrobił apetyczne kakao swojemu kochasiowi. Gdy był ubrany, nie dało się dostrzec prawie żadnych śladów ostrego seksu na jego ciele. Oprócz jednego, dość istotnego szczegółu – lekko kulejącego kroku. Nie posykiwał, ani nie krzywił się, ale ewidentnie starał odciążyć jedną stronę swojego ciała, a przy tym lekko przesadnie rozsuwał nogi. Zwykły obserwator nie dostrzegłby różnicy, ale ktoś, kto zwracał uwagę na takie szczegóły... Mógł poczuć się odpowiednio dowartościowany.
Oddał napój bogów swojemu bogowi, a potem znowu wyszedł z pomieszczenia, tym razem zmierzając do łazienki. Telefon zostawił na swoim miejscu. Ten za wibrował, dając znać o kolejnej wiadomości, tudzież telefonie, a potem znowu przygasł.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Kwi 09, 2014 3:01 pm

Przewrócił oczami, a potem - jakże teatralnie - wlepił spojrzenie w sufit, jakby szukając odpowiedzi Boga, chociaż wierzył tylko w swoje lustro.
- Boże, dopomóż! Mieć za chłopaka nawet swojego dilera, potem schizofrenika, a następnie hosta... Matka będzie ze mnie dumna! - zakończył kąśliwie, wlepiając spojrzenie w Keitha - Gdzie mój gust? - wyszczerzył się, dobrze wiedząc, że sam nie był lepszy; skandaliczna gwiazdka, narcyz i niewątpliwie problemy z psychiką - czego chcieć więcej? - A bądź jaki chcesz, masz swoje konto.
Niewątpliwie blondyn lubił znęcać się nad ciałkiem Vincenta, który aż zawiercił się w miejscu, czując pieszczoty karku. To wcale, a wcale nie pomagało uspokoić się jego penisowi, a wręcz przeciwnie. Zaczął wesoło napierać coraz bardziej na spodnie, mimo że brunet był na tyle zdesperowany, żeby wyobrazić sobie nagą kobietę, wodząca tym (obrzydliwym) napalonym spojrzeniem i tak samo (ohydnie) rozchylającą nogi, a nie faceta... chociaż to i tak nic nie poskutkowało.
Więc zajął się nawijaniem o siostrze.
Pochwałę siostry przyjął z dumnym uśmiechem, który mówił nie więcej ni mniej "Oczywiście, przecież to MOJA siostra...". Zamrugał zaskoczony tym, że właśnie się przemieszczając, a biodra jak najbardziej zwiewały od tego umięśnionego ciała, nie będąc pewnym, czy Angie ma na tyle dużą moc, żeby napalenie z niego zeszło.
- A jaki był plan dnia przed nieoficjalnym zerwaniem?
Trudno było powiedzieć, czy to pytanie było ironiczne, czy faktycznie Vincent nie miał dobrej pamięci do takich spraw. Wlepił spojrzenie w telefon Marshalla, rejestrując ten dziwny fakt, bowiem nie przypominał sobie, żeby przy nim ten używał telefonu. Mimowolnie sięgnął do swojej kieszeni, jednak zaraz zrozumiał, że zapewne jego poczta jest zalana pogróżkami od menadżerki... więc zaraz dał sobie spokój.
- Mogę ci zaśpiewać i zagrać, jak chcesz. - odparł lekko, już myśląc nad repertuarem, ponieważ pieśni pogrzebowe na pewno nie sprawią, że jego kochanek wpadnie w zachwyt. Uniósł brew, gdy wspomniał o pracy, a potem wzruszył ramionami nonszalancko.
- Jak chcesz. Byle, żebyś mnie nie zdradzał. No i... nie wiem. Co powiesz... na za tydzień? Muszę pochodzić na niektóre lekcje, bo mnie wywalą. - prychnął pod koniec. I tak prawie nic mu się nie przyda w życiu, więc na chuj?
Łypnął spod byka na telefon, który wciąż dawał o sobie znać. Nie, żeby już posądzał Keia o zdrady, ale to naprawdę dziwne, że przy nim nie chciał odbierać. Uśmiechnął się czarująco do plecków kochanka, z powodzeniem rejestrując fakt niewątpliwego bólu w dolnych partiach.
- Może powinieneś odebrać? Nie przeszkadzaj sobie. Ach i od dzisiaj to ja będę aktywem. - wymruczał, wręcz rozkosznie ostatnie słówko, wiedząc, że jego partner się obruszy.
Upił łyka kakao dopiero wtedy, gdy ten znikł mu z pola widzenia. Spojrzał na telefon - oczywiście, był ciekawski, ale samemu byłoby mu do zadowolenia daleko, gdyby grzebali mu po fonie. I co z tego, że zwykle nosił go wszędzie.
Wyniósł swój tyłek z kuchni wprost do pokoju, gdzie mógłby dostać przyzwoite piosenki i w miarę proste nuty, które mógłby zagrać Keithowi. Znał wiele, ale cholera, nie pamiętał dokładnie melodii.
- Keeeei! Znowu twój telefon za tobą tęskniii! - wydarł się uprzejmie, w końcu stwierdzając, że dobry uczynek na dzień trzeba zrobić.
I cztery grzeszki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Kwi 09, 2014 6:35 pm

- Nie wzywaj swojego imienia nadaremno... - Wyszczerzył się z rozbawieniem Keith. - Będę grzeczny, obiecuję. Nie interesuje mnie już nikt oprócz ciebie. - Zapewnił kochanka, przesuwając czułym gestem po jego włosach. Zamierzał te słowa powtarzać aż do skutku. W końcu Vincent mu uwierzy. Będzie jego i tylko jego, bez krztyny wątpliwości.
Aż zamruczał z zadowolenia na tą myśl. Dostrzegł również lekko nerwowe zachowanie kochanka, który usilnie próbował się nie poddać jego pieszczotom. Uległy, czy nie, całkiem grzeczny być bynajmniej nie zamierzał. Dlatego wzmocnił zabawę, wziął go na ręce, pozwalając sobie na bardzo, bardzo szeroki uśmiech, który bezczelnie informował o jego samozadowoleniu, jednocześnie dociskając partnera biodrami do siebie. Nie zareagował na pytanie, uznając je za przejaw złośliwości Stara. Prędzej czy później i tak mu to przejdzie, wystarczyło poczekać. W końcu, Kei potrzebował tylko miłości i docenienia.
Aż.
Aż.
Podniósł głowę z entuzjazmem, uśmiechając się szeroko do kochanka.
- Super by było! - Zamruczał głośno, podczas przemierzania kuchni ponownie zbliżając się do swojego faceta i mocno wpijając w jego wargi. Krótko, żeby ten nie zdążył go odepchnąć, ale na tyle intensywnie, by poczuł się zmolestowany. Dodał do tego rozbierające spojrzenie i oblizał bezczelnie wargi, puszczając oczko do kochanka. Obracając się na pięcie parsknął śmiechem i wywrócił oczami. Pierwszej części wypowiedzi nawet nie zauważył, ponieważ to druga miała za zadanie przykuć jego uwagę.
- Kochanie, możesz sobie marzyć! - rzucił przez ramię, lekko kołysząc biodrami, tym razem w rytmie jakiejś niesłyszalnej muzyki. Humor miał aż za dobry, a wszystko dzięki poświęconej mu uwadze. Istniało duże prawdopodobieństwo, że jeśli Vincentowi będzie się chciało odpowiednio często ją poświęcać, Keith stanie się całkiem grzecznym i szczęśliwym dzieciakiem, u którego wybuchy zazdrości będą rzadkie i bardziej namiętne, niż wypełnione wściekłością.
Marshall wrócił z łazienki po chwili, zgarnął swój telefon i herbatę, a potem przyszedł do pokoju kochanka. Uśmiechnął się do niego i polizał namiętnie po wargach.
- To tylko smsy. Mój brat zwariował ze szczęścia. - Wywrócił oczami z rozbawieniem, stając za partnerem, odkładając herbatę na stół i obejmując go od tyłu. Zaczął podgryzać jego kark, nie pozwalając się odsunąć i pomrukując z zadowoleniem. Ogólna chcica mu przeszła, ale odkleić od partnera i tak nie miał zamiaru. Po chwili namysłu jednak sięgnął po telefon i go włączył, przeskakując na rozmowy i pokazując serię wiadomości od nadawcy – Jeana, jego brata. Tak na oko, dostał z dziesięć wiadomości, które wyglądały mniej więcej tak:

„Poprosił mnie!”
„W końcu!”
„Powiedziałem tak!”
„Zgodziłem się!”

„Zachowujesz się jak baba. Gratulacje :)”
„Umrę ze szczęścia!”

I tak dalej i tak dalej.
- Uroczy jest, prawda? - Roześmiał się Keith, gryząc lekko kochanka w kark, a potem w końcu się odsuwając. Poszedł za kochankiem do sprzętu grającego, ciągnąc za sobą krzesło, oraz herbatę, a potem usadowił się obok i położył głowę na oparciu. Jego oczy spoczęły na kochanku, częstując go maślanym spojrzeniem. Wierny szczeniak tkwił przy swoim wspaniałym panu i czekał, aż ten poczęstuje go smakołykiem. Marshallowi w końcu przypadł do gustu głos kochanka, a teraz, gdy ten obiecał, że dla niego zagra i zaśpiewa... Na żywo... Poczuł się naprawdę wybrany. Jego absolutnego szczęścia nie zniszczyła nawet myśl, że Vincent mógł tak samo ulec na prośbę któregoś z byłych. Nieważne. Teraz był ON i tak być powinno.
Popijał leniwie herbatkę kochanka, czekając aż ten się przygotuje i zacznie swój występ. Szczerze nie mógł się doczekać.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Kwi 09, 2014 7:26 pm

Zasklomnał w jego ucho żałośnie, jak tylko siłą docisnął jego biodra do własnych. Dzięki temu, krocze dodatkowo było pocierane, a Keith ewidentnie mógł poczuć wzwód. To NAPRAWDĘ nie była wina Vincenta, a przynajmniej tak twierdził; to libido, dojrzewanie i seksoholizm. Nic, tylko pieprzyłby się całymi dniami. Marzenie ściętej głowy. Alkohol leniwie krążył w jego żyłach, powodując u niego lekkie rozluźnienie. A i teraz, skubany, problemów z penisem nie miał. Zmarszczył brwi, będąc średnio zadowolonym z pocałunku, a w dodatku z tego języka, który znaczył śliną te soczyste, smaczne wargi... Aż warknął pod nosem. Splótł ręce na klatce piersiowej, a potem fuknął:
- W marzeniach, to ja robię bardzo wiele. - poinformował kochanka.
W pokoju próbował uspokoić swojego jedynego, najlepszego przyjaciela, bynajmniej nie próbując go dotykać. Był na to o wiele za dumny. Przeglądał w internecie jakieś miłosne piosenki, w myślach tworząc nowy wątek - mieli mieć randkę. A nie mają. Na szczęście, wszystkie potrzebne rzeczy były pochowane. Ach, miał przecież odpisać na listy fanów... Myśli skutecznie rozproszył język kochanka, którego - nie mogąc się powstrzymać - lekko dziabnął, bardziej ostrzegawczo, niżeli z faktycznym zamiarem zadania bólu. Wzwód zdążył się już uspokoić, nie miał zamiaru ponownie cierpieć. Oczywiście, złośliwy Keith nie miał zamiaru tego uszanować; ponownie podgryzał jego kark. Vincent sapnął cicho, spinając się lekko. Ewidentnie nie mógł skupić się na misji, a jego przyjaciel ponownie dał o sobie znać.
Naprawdę, nie wiele trzeba mu było. Tym bardziej, że w jego myślach fortepian nie służył tylko do grania.
Zmarszczył brwi z koncentracją, czytając nieskrępowanie pokazane smsy.
- Bezsensu. - skomentował krótko, nie uznając takich zobowiązań. - Jeśli facet... i facet chcą być razem na wieczność, to mogą być nawet bez tego papierka, czy kiczowatych pierścionków. Rozwody są drogie. - wymamrotał, już siedząc przy fortepianie. Rozejrzał się machinalnie za szklanką whiskey. Gdzie ona się podziała?
Nieważne.
Mlasnął językiem o podniebienie, zarzucając te włosy na plecy, coby mu nie przeszkadzały i spojrzał na klawisze. Chciał jeszcze szklankę whiskey. Do diabła, to było bardziej intymne, niżeli seks, czy jakiekolwiek wyznania i poczynania. Oblizał wargi, przez chwilę jedynie bezmyślnie wydając z fortepianu kolejne dźwięki; palce miał długie, przystosowane do klawiszy. Wszystkie piosenki, które kojarzył, ZAWSZE miały przykre zakończenie. Keith obraziłby się. Żeby kupić sobie czas, początkowe, bezmyślne ruchy zaczęły zmieniać się w sensowną melodię, Yurima, "Kiss the rain". Wersja bruneta była wolniejsza, ale dzięki temu potrafił się lepiej wczuć, porwać w nią, a tym samym, "chwycić" swojego kochanka i pociągnąć za sobą. W pewnym momencie przymknął oczy, bynajmniej nie tracąc rytmu. Już wiedział, co chce zagrać. Znana piosenka, ale jak dla Vincenta, cholernie pasująca. Righteous Brothers, "Unchained Melody". Miał dobry głos, jak i zdolności gry zadowalające, a akurat te piosenki miał przećwiczone; mógł przekazać całe uczucie, z namiastkami zmysłowości swojemu kochankowi, przy tym nierzadko posyłając mu uśmiech, patrząc się w oczy. Bo ta piosenka była tylko dla niego i właśnie to próbował mu uzmysłowić. Na sam koniec, ponownie zmienił repertuar. George Michael, "Freeek". Teraz, to był w swoim żywiole; całkiem żywiołowa piosenka, jednak nie przedstawiał tej typowej wersji. Mimo wszystko, jego własna była wolniejsza, ubarwiona w słyszalne szepty i namiętne pomruki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   Sro Kwi 09, 2014 8:31 pm

To fascynujące, ale również w myślach Keitha fortepian nie służył tylko do grania. Przede wszystkim jednak do ukazania wspaniałości jego faceta. Chociaż te drobne przyjemności, jak sapnięcia, jęknięcia i wygięcia były zbyt kuszące, by tak po prostu z nich zrezygnować. Ugryzł lekko Vincenta w ucho i roześmiał się, słysząc jego opinię.
- Jean jest strasznym romantykiem. Nie chodzi mu specjalnie o papierek, czy ceremonię, ale same oświadczyny, pierścionek... - Wzruszył lekko ramionami. - Od bardzo dawna marzył o tym idealnym symbolu, dzięki któremu będzie naprawdę oznakowany, że jest czyjś. - Uśmiechnął się pod nosem, wyłączając ekran i chowając telefon do kieszeni. Tak, to było niesamowite. W końcu jego brat już naprawdę wiele lat był ze swoim facetem. Ten mężczyzna może i nie był specjalnie romantyczny, ale potrafił uszczęśliwić partnera takimi rzeczami. To było naprawdę przyjemne, wiedzieć, że ktoś jest taki szczęśliwy.
Czy Keith też by tego chciał?
Ciężko powiedzieć. Wiedział za to jedno.
- Nie powinieneś oceniać „kiczowatych pierścionków”, skoro ty ze swoim eks połączyliście się bransoletkami. Ta rzecz, czy tamta, symbol zawsze jeden - mruknął spokojnie, z minimalną naganą w głosie. W końcu, czyż nie miał racji? Krytykować zawsze można, ale robi się potem coś innego. On nie zamierzał w żaden sposób wymuszać na partnerze takich darów. Po pierwsze, nie czułby się komfortowo, a po drugie, nie tak dawno temu dostał od niego naszyjnik. Był on dla niego na tyle cenny, że bał się go nosić na co dzień, dlatego w tamtej chwili tkwił w szufladzie, w ich pokoju akademicznym. Jemu też nie było co oceniać takich dowodów uczucia, w końcu sporo tej emocjonalności w sobie posiadał. Części z niej nie chciał pokazywać reszcie świata, bo już czuł, że przy swoim partnerze jest słaby, wrażliwy i naprawdę bardzo szczery. Z większą dawką miłości żaden z nich by sobie nie poradził.
Patrzył na mężczyznę, podziwiając go i dostrzegając subtelne zmiany, które nadchodziły wraz ze zmianą repertuaru. Dostrzegł początkowe, lekkie zdenerwowanie, a potem stopniowe uspokajanie. Gdy palce zaczęły układać pierwszą melodię, mężczyzna przymknął oczy, wsłuchując się i rozkoszując dźwiękami. Nie dało się zaprzeczyć, Vincent grać potrafił. Miał w sobie tą cząstkę artysty, tą wrażliwość, której wielu brakowało. Kei nie był przygotowany na tą intymność, chociaż jej pragnął. Znalazła dostęp do jego serca, otwierając je na całą gamę uczuć, których nie był świadom i których unikał. Otworzył oczy w momencie, kiedy usłyszał pierwsze słowa piosenki. Nie oczekiwał romantycznego wieczoru, chociaż na pewno bez chwili wahania by na taką propozycję przystał. Dał się porwać urokowi kochanka, prostując i obdarzając go zupełnie innym niż wcześniej, wzrokiem. To nie było już uwielbienie, czy fascynacja. To były zmieszane ze sobą, intensywne uczucia, które pozbawiły go tchu i jakichkolwiek zbędnych myśli. Vincent miał niesamowity głos i równie niesamowite umiejętności. Może brakowało mu jeszcze trochę do absolutnych geniuszy muzycznych, ale w tym momencie kupił całego Marshalla.
Tak naprawdę, całą sytuację można było przekazać w prosty sposób. Pierwszy utwór otworzył jego serce, drugi rozpuścił i przyczynił się do głębokiego uczucia, a trzeci wydał mu się idealnym odzwierciedleniem Vincenta. Taka muzyka mogłaby rozpoczynać każde jego wejście do sypialni w tym buzującym feromonami nastroju. Każda piosenka poruszała go do głębi. Ciężko ocenić, czy przyczyną był głos kochanka, czy sytuacja, czy sam fakt, że to on śpiewał. Tak czy inaczej blondyn nie miał najmniejszych wątpliwości, że te utwory są tylko dla niego. Każdy pomruk, szept, zawieszenie głosu, czy nawet wdech, powodowały u niego szybsze bicie serca i ucisk w podbrzuszu.
Był idealny. Wszystko było idealne. W tym momencie, o cokolwiek by go brunet poprosił, zrobiłby to bez wahania. Seks? Jasne. Skoczyć przez okno? Oczywiście.
Cokolwiek. I to było w nim widać. Był całkiem otwarty i bezbronny. Nigdy wcześniej nie czuł się tak... Poruszony. Zszedł z krzesła powoli, odłożył na nie herbatę, a następnie podszedł do Vincenta. Uklęknął przy nim, pełen miłości. Po tamtym, przestraszonym i odrzuconym chłopaku nie było już śladu.
- Istniejesz dla mnie tylko ty - powiedział z prostotą, cichszym, lekko zachrypniętym głosem. - Jesteś niesamowity. Powinienem chyba być zazdrosny o każdego, kto słucha twojego śpiewu. - Uśmiechnął się szeroko, unosząc lekko i całując go w usta. Miękko. Z uczuciem.
Absolutnie zakochany. Zamilkł, tkwiąc chwilę bez ruchu, wpatrując się tylko prosto w oczy bruneta i przekazując mu całego siebie. Tym razem to nie była męcząca wrażliwość, na którą oczekiwał odpowiedzi. To było... Szczęście i bezgraniczne zaufanie. Prawdopodobieństwo, że blondyn będzie robił jakiekolwiek wyrzuty swojemu partnerowi przez... Naprawdę długi czas praktycznie zniknęło jako możliwość.
Uniósł się do pionu, a potem nonszalanckim gestem podał dłoń swojej Gwieździe i przyciągnął ją do siebie. Przez chwilę po prostu prowadził go, pewnymi krokami, jak to tylko naprawdę dobry tancerz potrafi. Uśmiech przy tym nie schodził mu z ust. Tylko oni i cisza. Tą chwilę. To była jego chwila. Ładował baterie, ale przy tym oddawał się brunetowi.
- Po takim występie zaczynam wątpić, czy spełniałbyś się w agencji reklamowej. Chociaż pokusa, że byłbym jedynym słuchaczem, jest niesamowicie duża... - Zamruczał mu na ucho, przyciągając go bliżej do siebie i już nie wymagając żadnego dostosowania się do swoich kroków, lekko kiwał się z partnerem. - Idealny.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament panicza Stara   

Powrót do góry Go down
 
Apartament panicza Stara
Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Płacząca wierzba przy stawie
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Apartamenty-
Skocz do: