IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gregor&Donatien

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Gregor&Donatien   Pon Mar 17, 2014 3:28 pm

Wiedeńska kawiarnia. Jedna z tych, którą młodzież nazywała miejscem spotkań twórców niezależnych, a porządni obywatele zwykłą speluną. Panował w niej zawsze ten sam chaos jaki musiał towarzyszyć tworzeniu świata. W tym splocie ciał trudno było odróżnić jednostki, zapach doskonale Gregorowi znany, nawet jeśli nie potrafił nazwać nawet połowy jego składników. Miasto śmierdziało hipokryzją i dymem z kominów. A tu? Bez wątpienia da się wyczuć tytoń, tani alkohol i perfumy, puder, najróżniejsze kwiaty znoszone tu przez aktorów, kurz, anyż, jakieś egzotyczne owoce, to zapewne włosy tej brunetki stojącej kilka centymetrów niego. Odmęt zapachów, kształtów, barw. Pieszcząc lub drażniąc każdy ze zmysłów, choć... wino mogłoby tu być zdecydowanie lepszej jakości.
Pośród znajomych twarz dostrzegł dwudziestoletniego blondyna, który niedawno przyjechał do Wiednia i zdawał się nigdy nie trzeźwieć. Mówił koszmarnym niemieckim, był krzykliwym, radykalnym idealistą, pełny energii, skłonnym do sporów i każdego szaleństwo. Jeżeli Gregor był szczególnie małostkowy, to mógł sobie przypomnieć, że pożyczył on od niego pewna sumę i pewnie wydał na koszule, perfumy... na pewno nie na jedzenie albo opłacenie mieszkania. Odbyli kilka dyskusji, w kwestiach spornych nigdy nie doszli do kompromisu, o ile młody człowiek mógł podziwiać talent artystyczny, o tyle bezlitośnie, publicznie szydził z uzależnienia od matki swojego znajomego (zapominając, że trzymana przez niego butelka za pieniądze tejże rodzicielki była zakupiona). Zresztą w tym apodyktycznym, lubiącym skupiać na sobie uwagę i popisującym się młodzieńcu było tyle rozkoszy życia, że trudno było mu się opierać.
Nagle w chaosie zapanował porządek, w słowotoku cisza, a obojętność tłumu wobec Gregora zmieniła się w nachalne wpatrywanie. Z milczenia wydobył się głos, który potrafił rozpoznać ze względu na raczej niespotykane brzmienie. Zależnie od jego edukacji muzycznej mógł on rozpoznać utwór „Che gelida manina”* lub jedynie usłyszeć melodyjny potok włoskich słów. Większość widzów była w stanie nie tyle przetłumaczy tekst, co doskonale wiedziała, że to fragment w którym Rodolfo wyznaje swoje zauroczenie. Ktoś kto zna włoski, wiedziałby, że utwór został zmieniony, tak by adresatem był „ragazzo” a nie panienka, przy jak najmniejszych stratach dla melodii. Ile z tego zrozumiał Gregor, który stał się przymusowym bohaterem spektakularnego widowiska? Blondyn chciał z niego zakpić? Założył się? A może pragnął sprowokować tłum wyznając zauroczenie osobą tej samej płci?
Te wersje wydawały się zgodne z charakterem mężczyzny, ale nie z jego zachowaniem. Włoch nie obserwował reakcji publiczności, a jedynie swojej ofiary. Teraz popisywał się tylko przed nim. Zatracał duszę w melodii, bawiąc się każdym tonem, żonglując ozdobnikami i możliwościami własnego głosu. Gregor musiał się pilnować by nie ulec urokowi te gry. W połowie utworu znalazł się już o krok od niego, pozwalając mu obserwować drżenie strun głosowych i napięcie mięśni pod ogorzałą słońcem skórą.
- Wiesz już o mnie wszystko, teraz Ty powiedź mi kim jesteś – przetłumaczył ostatnie wersety z beznadziejnym akcentem na niemiecki w połowie drogi do podłogi. Złożył ten nonszalancki ukłon, pozwalając by na wargach pojawił się wypracowany, zniewalający uśmiech. Wyprostował się szybko, zamierając w tym niecierpliwym oczekiwaniu. Część przypadkowej widowni już w połowie utworu wróciła do dyskusji i butelek, stanowiąc doskonały akompaniament, reszta jednak ze wstrzymanym oddechem oczekiwała finału widowiska.

*Ja lubię ten utwór w tym wydaniu. Wiem, że to tenor (bardzo ładny swoją drogą), ale to i utwór dla tenora przeznaczony, dlatego będziemy udawać, że jest inaczej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Pon Mar 17, 2014 11:23 pm

Wiedeńska kawiarnia. Brzmiało schludnie i niewinnie, prawda? Ale dla Gregora to tylko niepotrzebny eufemizm. Kawiarnia? Nie! Burdel! Burdel najgorszy z możliwych: tu handlowano tajemnicami, sprzedawano spojrzenia, obnażano myśli, kupowano słowa - coś cenniejszego niż ciało. Tu się obłapiało tych, którzy mieli to coś: dopóki się ich nie odsączyło, można było poddać się magii chwili. A potem przychodziła lepsza dziwka z lepszym umysłem, czarowała lepiej, piła więcej i bardziej zatruwała serce.
Leammiele'owi udawało się przetrwać w tym towarzystwie już któryś rok, pewnie dlatego, że starał zbytnio się nie wyróżniać. Nie żeby nie miał nic do powiedzenia, bo jak trafiło się na odpowiedni temat i jak sprzyjał mu humor to mógł paplać jak najęty, nawet zachowując przy jakiś sens.
Tym razem siedział wygodnie rozparty na jednej z niskich sof i przysłuchiwał się o czym rozmawiają jego towarzysze i towarzyszki. Kilka osób znał od dawna, kilka tylko przelotnie, jedną widział pierwszy raz i to akurat ona rozprawiała na temat wyższości jakiejś książki nad inną. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że powoli zaczynał się nudzić. Dla rozrywki palił cygaretkę za cygaretką, popijał więcej wina. Po chwili uznał, że skoro bardziej interesujące było bawienie się nitką przy guziku na mankiecie koszuli, to może warto stąd się ulotnić, uznać, że dość zabawy na dziś i pójść wcześniej spać, wytrzeźwieć, by jutro wstać wcześniej i przeczytać więcej poezji, wypić więcej wina, czuć więcej sprzecznych emocji i myśleć nad większą ilością paradoksów.
Spojrzał w bok, zaczął przyglądać się ścianie. Co on tu robił? W końcu czuł, że trafił do odpowiednich ludzi, nawet jeśli czasem się nudził albo z kimś nie zgadzał. Mógł pić, palić, rozmawiać i robić inne estetyczne rzeczy nie krępując się, że ktoś odeśle go do czubków czy naśle egzorcystę. Ale jak długo tak można? Co będzie robił za rok? Za pięć lat? Skończy te cholerne... znaczy się fascynujące studia i będzie pracował w szkole? Będzie wykładowcą? Biedna młodzież. Ale, ale! Właściwie o czym on myśli? To do niego takie niepodobne. Chyba rzeczywiście byłoby lepiej jakby stąd poszedł. Wystarczyło dopalić cygaretkę, dopić wino i... Już-już wyciągał dłoń po kieliszek, gdy usłyszał, że ktoś się drze. W pierwszej chwili nie rozpoznał głosu, był zbyt zaabsorbowany przez zdziwienie. Tu działy się dziwne rzeczy, ale operowy śpiew? Nieliche dziwactwo nawet jak na standardy tego baru. W następnej chwili dotarło do niego kto i co śpiewa, i najważniejsze – do kogo. Odruchowo rozejrzał się, chcąc upewnić, czy aby przypadkiem się nie pomylił. Spojrzał w lewo, w prawo, potem jeszcze raz w lewo. Ludzie patrzyli na niego, a on na nich. W czyich oczach dało się dojrzeć większe zdziwienie?
Och, wspaniale... – sarknął w myślach. - Zamiast filozofii powinienem studiować psychiatrię, przydałaby się w takich momentach. Przez pierwsze sekundy nie wiedział co zrobić, był ciut rozdrażniony, zniecierpliwiony i zażenowany całym tym przedstawieniem, w które został wciągnięty brew własnej woli. A potem naszło go szczere rozbawienie. W końcu coś się dzieje! Co prawda wolał sam prowokować niż być prowokowanym, ale nie byłby sobą, gdyby przepuścił taką okazję. Nie ważne, że poczuł ukłucie tremy, że spiął się wyraźnie i jeszcze bardziej wyprostował plecy, jednocześnie starając się zachować naturalnie, siedzieć w nonszalanckim rozkroku jak do tej pory i nie mieć głupiej miny.
Pomimo tego, że znał melodię, tekst kojarzył jedynie odrobinę, przecież nigdy nie miał okazji uczyć się włoskiego. W tej chwili pożałował wytypowania francuskiego jako języka dodatkowego. W końcu efektowniej byłoby odpowiedzieć w taki sposób, w jaki było się... właśnie, co? Podrywanym? Po serii nieudanych historii z kobietami, Gregor wbił sobie do głowy, że po prostu jest aseksualny, aspołeczny do tego stopnia i nawet uwierzył sam sobie. A teraz jego i tak wątpliwy porządek rzeczy zostaje zachwiany przez młodzieńca. Niby nie wziął tego na serio, założył, że padł ofiarą bezczelnego dowcipu, jednak gdzieś tam, pod skórą poczuł się zbity z tropu.
Nie ważne! Podejmie wyzwanie. Nie stchórzy.
Im Donatien był bliżej, tym Gregor bardziej wczuwał się w rolę. Zmrużył oczy, zgasił niedopałek w popielniczce i z najczystszą fascynacją wymalowaną na twarzy obserwował popisy. Prawdą było, że możliwość znalezienia się w nowej sytuacji sprawiła mu radochę. Już wiedział, co zrobi, a gdy usłyszał słowa wypowiadane po niemiecku, w jego głowie momentalnie pojawiła się odpowiedź. Chwila wystarczyła, by ubrał to w najodpowiedniejsze słowa, jakie był w stanie wymyślić na szybko.
- Przybyszu słodki, czy nie wiesz, że w tych stronach przez ciekawość można szybko skonać? - improwizował, wstając. Mówił cicho, patrzył mężczyźnie w oczy, sprawiając wrażenie pewnego siebie, urzeczonego, jakby wcale nie przejmował się gapiami i kontrowersyjnością zajścia, dając porwać namiętności. W duchu przeklinał, że był tak niski. Trudno, i tak wykorzystał niewielki dystans, jaki ich dzielił i położył dłoń na ramieniu Donatiena.
- Jednak jeśli tak cię to interesuje... wyznam szczerze: jestem draniem, podłym chujem – zbliżył się jeszcze odrobinę, a ostatnie słowo wypowiedział tak cicho, że łatwiej było czytać z ruchu warg albo wywnioskować z rymu, niż naprawdę usłyszeć.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Wto Mar 18, 2014 3:40 pm

Przesunął wzrok z jego oczu na usta. Śledził ruch warg, formułujących, akcentujących każdą kolejną głoską. Wsłuchiwał się w brzmienie słów bardziej niż w ich znaczenie. Choć ostatecznych ich sens sprawił, że zawadiacki uśmiech zmienił się w szczere rozbawienie. Nie miałby nic przeciwko by te  usta pełne przekleństw pocałować. A Gregor mógł mieć kompleks nie tylko ze względu na swój wzrost, zapewne był też dużo drobniejszy od młodzieńca. Obecny styl życia nie zdążył się jeszcze odbić mgłą w bystrych, zielonych oczach, a jego ciało pełne było nieokiełznanego życia. Donatien nie tyko ze swojego życia, ale i ciała postanowił zrobić dzieło sztuki.
- Imponująca samokrytyka, passerotto – mruknął leniwie, przechodząc jednak na angielski, w którym mógł się wypowiadać swobodnie. Mimo to ten włoski akcent pozostawał i przyjemnie pieścił wrażliwe uszy. Nie odsunął się o minimetr, wykorzystał bezczelnie swoją przewagę fizyczną niwelując jakąkolwiek przestrzeń między nimi. Mocne perfumy skutecznie ukryły zapach alkoholu, zdominowały wszystkie wonie w powietrzu.
Lekki, ale doskonale wyczuwalny dotyk w okolicy biodra. Wytrącający z równowagi, sprawiający, że maska pewności siebie mogła odrobinę zsunąć się z twarzy młodego człowieka. Nim jednak Gregor zdążył odczuć w tym element erotycznej gry, zobaczył, że między palcami tej dłoni znajduje się jego własna cygaretka. Donatien wykorzystał sytuacje i wysunął mu ją z kieszeni, tak że młodzieniec nawet nie poczuł. A teraz wsunął ją sobie do ust z szelmowskim, bezczelnym uśmiechem.
- Choć myślałem, że zajmujesz się rysunkiem. A ja miałem dla Ciebie wyzwanie – wrócił spojrzeniem do złotych oczu, a potem wysunął papieros ze swoich ust i wsunął miedzy jego wargi, nie spuszczając z niego wzroku. Nie zaglądał mu do duszy, miał gdzieś jego duszę, doskonale się bawił, posuwając się coraz dalej, pozwalając sobie na przekraczanie kolejnych granic. Kolejne zaskoczenie dla młodego człowieka. W dłoni Włocha pojawiła się zapalniczka Gregora, zapewne również wysunięta z jego kieszeni, a ten miał tylko kilka sekund na dostrzeżenie jej braku. Przesunął nią między swoimi palcami, zapewne zadowolony z tego małego, imponującego zręcznością triumfu.
Nie odpalił mu tego papierosa, drażnił go swoją w gruncie rzeczy dziecinną przewagą, zdobytą przez kradzież. Stał w tej wyzywającej postawie, zafascynowany emocjami, napięciem, każdym spojrzeniem. Nie mniej zauroczony naruszeniem społecznego tabu, jak i młodzieńcem przed sobą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Wto Mar 18, 2014 9:11 pm

Nie zdziwiło go, że młody mężczyzna się nie cofnął, szczerze powiedziawszy to go ucieszyło. Tak miało być. Dobry humor, który nagle odzyskał, sprawiał, że w gregorowej głowie pojawiały coraz to dziwniejsze myśli. Nawet wyraz jego oczu gwałtownie się zmienił: z wystudiowanej fascynacji do szczerego, bezczelnego rozbawienia. Zaczynał się odnajdywać w tej szalonej zabawie, podobało mu się, że nie wiedział, w jakim kierunku rzecz idzie, co mogło oznaczać, że wszystko było możliwe. Sam miał ochotę zrobić coś dziwnego, być może, gdy znudzi mu się sama interakcja z Donatienem, wciągnie w to któregoś z gapiów. O, tak. Tego, który miał najgłupszą minę. Co z tego, że to jego znajomy? Jeśli szło o osoby, które nie były szczególnie interesujące, z którymi nie łączyła go żadna silniejsza więź, żadna lojalność nie wchodziła w grę. Skoro mógł się zabawić czyimś kosztem, czemu miał tego nie robić? W końcu ludzie nie mieli najmniejszych oporów, by bawić się nim. Właśnie. Obecna sytuacja była najlepszym przykładem.
Gdyby Gregor udawał, że odnajduje się w takim nietypowym obrocie zdarzeń, na pewno stchórzyłby, czując dotyk na biodrze. Lewym biodrze. Teraz po prostu zmarszczył brwi i odrobinę spoważniał. Niby zdawał sobie sprawę, że mężczyzna niemal na pewno nie wie o jego poparzeniach - bo skąd miałby zdobyć takie informacje? - to jednak został odrobinę zbity z tropu. I jak wątpliwość pojawiła się szybko, tak odeszła jeszcze szybciej. Cygaretka! No jasne. Naprawdę coraz bardziej to zaczynało mu się podobać! Zaśmiał się tym swoim niskim głosem. Och, błogosławił sam siebie za umiejętność zachowania dystansu. W innym wypadku na pewno szlag by go trafił przez samą konieczność wdychania zapachu Donatiena, nie mówiąc już o swoich natręctwach, które w ostatnim czasie dokuczały mu nader wyraźnie.
- A to się wyklucza? - również przeszedł na angielski. Rzucił krótkie spojrzenie na usta mężczyzny. - Musiałeś zadawać się z bardzo nudnymi ludźmi... - Zawiesił głos, potem podjął nader podekscytowany, szybko wypowiadając słowa. W oczach miał dziwny, niepokojący błysk. - Wyzwanie wieczorową porą! Och, będę musiał przedyskutować to z drugim głosem w mojej głowie, ale pewnie się ucieszy. Namówimy go, co? - Zachichotał natrętnym, nienaturalnie wysokim głosem. Aż dziwne, jak łatwo przychodziło mu odgrywanie wariata. Zapewne robiłby tak częściej, eksperymentował na przypadkowych osobach, gdyby nie fakt, że strasznie szybko się tym nudził. Nawet teraz po chwili spoważniał, jakby zapominając, złapał papierosa i językiem przerzucił z jednego kącika ust w drugi. I jak kradzież cygaretki potraktował jako w miarę niewinny wybryk, tak widząc swoją zapaliczkę w dłoni Donatiena uznał, że zabranie drugiej rzeczy z rzędu było zbyt śmiałe, by nijak na to nie zareagować. Po prostu zrobił krok w przód, wpasowując się udem pomiędzy jego kolana. Usłyszał czyjś pomruk niechęci, ale zignorował to, obiecując sobie, że jeśli ktoś rzuci jakiś głośniejszy komentarz, nie będzie się powstrzymywał przed rzuceniem w tego kogoś czymś cięższym. Szklana popielniczka się nadawała!
Przecież to tylko niewinna zabawa.
- Widzę, że masz praktykę. - Posłał znaczące spojrzenie na zapalniczkę, zabrał dłoń z ramienia mężczyzny i chwycił między palce papierosa. - Ale nie musiałeś, wystarczyło poprosić, naprawdę. - Teraz spojrzał na Donatiena z wyrazem udawanej dobroci, łagodności, niemal politowania.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Sro Mar 19, 2014 12:11 am

Nie wytrzymał. Po prostu parsknął śmiechem w gregorową twarz. Sam już nie wiedział, czy bardziej rozbawiła go powaga młodzieńca czy może próba zbicia go z tropu wciskając mu kolano między nogi. Śmiech był szczery i nawet nie jakoś szczególnie drwiący. Potrząsał przy tym głową, a włosy przypominające promienie słońca rozsypały się po jego twarzy i ramionach. Ukradł dwie rzeczy? Jest zachłanny i chciwy, ukradłby mu nawet dusze, gdyby wierzył w jej istnienie. Podniósł na niego spojrzenie iskrzące się od niepowstrzymanej radości, za którą kryła się zaledwie odrobina kpiny.
- Passerotto, nie strosz piór – zaskakujące jak doskonale poradził sobie z przejściem do porządku dziennego nad zmiennymi nastrojami Gregora. Na jego twarzy nie odbiła się niechęć, wrogość, poczucie wyższości, a jedynie odrobina zainteresowania, którą jednak szybko utracił. Widział już tutaj wariatów, tych którzy wariatów udają, pół-wariatów, wariatów w szale twórczym, wariatów poniedziałkowych, Platonów, Naopleonów i poetów. Na każdego mógł zaledwie wzruszyć ramionami bo... w gruncie rzeczy mało go to obchodziło. Widać miał tendencje do wybierania z rzeczywistości tylko tych fragmentów, które wydawały u się interesujące i wygodne, a  o reszcie zapominał w sekundę później. Jedyną odpowiedzią na politowanie spojrzenie był więc szeroki, rozbrajający i nie mniej pewny siebie uśmiech.
Obrócił zapalniczkę w palcach, obserwując z zainteresowaniem jak odbija i załamuje się na niej światło. Ważył chłodny metal w dłoni, jakby oceniał jego wartość. Przeniósł spojrzenie na towarzysza zabawy, a potem z niemal mściwą satysfakcją zacisnął na niej palce. Może akurat zależało Gregorowi na niej? Wtedy sytuacja byłaby jeszcze zabawniejsza. Ludzie przecież lubią przywiązywać się do przedmiotów, robią to częściej niż do innych osób. A Gregor wyglądał na jednego z tych pozbawionych empatii sentymentalistów-skurwysynów.
- Cóż świat jest niesprawiedliwy. Ja nie zamierzam Ci jej oddać, tylko dlatego że poprosisz – znów ten czarujący uśmiech, który nie znikał z jego twarzy. Jedynie zmieniała się jego szerokość i drgnięcie kącika odzwierciedlało czasem diametralnie różne emocje. Wcisnął sobie zapalniczkę do kieszeni i zwiększył dystans między nimi. Gregor uwolnił się od intensywnej woni wody kolońskiej, naporu tego ciepłego, silnego ciała i wścibskich spojrzeń gapiów. Donatien zabrał serwetkę ze stolika i na plecach jakiegoś przypadkowego, tego wieczoru poznanego chłopaka zaczął coś zapisywać. Niezbyt czytelnie, za to przesadnie zamaszyście i ozdobnie. Dbałość o formę przede wszystkim. Złożył starannie papierek nim Gregor był w stanie cokolwiek przeczytać.
Znów ten szelmowski, zawadiacki błysk w jego oku. Trudno określić czy był bardziej bezczelny czy pewny siebie, w każdym razie wsunął mu ową wiadomość do kieszeni. Tej po lewej stronie, o ile za pierwszym razem zrobił to nieświadomie, tym razem chciał się upewnić co do reakcji młodzieńca. Nie wycofał jej też szybko, delektował się własnym brakiem moralności i niestosownością. Nie miał zamiar udawać, że jego palce przypadkowo musnęły koszulę i kosmyk włosów mężczyzny.
- Mój adres, przyjdź jeśli jesteś zainteresowany moją propozycją lub masz ochotę napić się lepszego wina niż to tutaj – nawet nie czekał na odpowiedź. Po prostu odwrócił się do niego plecami, wtrącając od razu do czyjejś dyskusji i nie przejmując tym, że przerwał komuś w pół zdania. Gregor był tylko igraszką tego wieczoru, on miał widocznie zamiar zostać bohaterem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Sob Mar 22, 2014 6:42 pm

Prawda była taka, że Gregorowi zależało na tej zapalniczce jak na zeszłorocznym śniegu, podobnie jak na reszcie otaczających go rzeczy. Pomysł Donatiena skwitował jedynie uniesieniem brwi. Pozwolił mu się odsunąć, ale na twarzy nie wymalowała mu się ulga, której można by się spodziewać, tylko zaciekawienie. Obstawiał, że słowa zapisane na świstku papieru to tekst jakieś piosenki albo coś obelżywego czy w inny sposób prowokującego, ale nie miał zamiaru teraz tego sprawdzać. Znów uśmiechnął się pobłażliwie, czując jego dłoń w kieszeni. O, nie, drugi raz się nie nabierze, nie da zaskoczyć. Poznawał metody działania młodego mężczyzny i coraz łatwiej szło mu przewidzieć, co zrobi. Adres! Co ty odpierdalasz, Donatien? Myślisz, że zrobisz sobie ze mnie dziwkę, która jeszcze sama ci się dostarczy pod drzwi? Posłał mu oburzone spojrzenie, ale ten już tego widzieć nie mógł. Może i dobrze. Gregor nie chciał sprawiać mu satysfakcji. Skrzywił się, szybko dopił wino i zabrał swoją torbę. Skinieniem głowy pożegnał się ze znajomymi, nie wdając w żadną rozmowę pomimo komentarzy typu 'niezłe przedstawienie' czy jednoznacznych spojrzeń. Wyszedł. Nie miał wcale ochoty wracać do domu, wiedział, że czekać go będzie kazanie od matki, i to jeszcze lepsze od tych, jakie wygłaszali zacietrzewieni księża, dlatego włóczył się długo po okolicy bez konkretnego celu, palił cygaretki i podjadał czekoladki. W końcu zebrał się w sobie, uchylił drzwi mając nadzieje na pozostanie niespostrzeżonym. Ups.
- Panie Leammiele, traktujesz dom jak hotel! CO? Woda kolońska! Od kiedy używasz wody kolońskiej!? Panie Leammiele? Czy. Ty. CHODZISZ NA DZIWKI!?
- Eee. Nie, sam zostałem dziwką, mamo. Zawsze chciałaś żebym przyczyniał się do ludzkiego szczęścia. Dobranoc! - Uciekł na górę i starał się nie słuchać biadolenia kobiety, w palcach międląc serwetkę z adresem.
Wiedział, że nigdy nie rozważałby przyjścia do Donatiena, gdyby nie padło jedno małe, magiczne słówko: wyzwanie. Teraz dla Gregora podstawowym pytaniem było, kiedy może zastać chłopaka w domu, ale dziś już nie chciał sobie tym zaprzątać głowy. Miał dość dziwek, dość dziwnego przeczucia, że pakuje się w coś, co nie skończy się dobrze. Poza tym jednocześnie śmieszyło i niepokoiło go, że Donatien naprawdę mógł wziąć jego zachowanie za aprobatę męsko-męskiego romansu. Musiał wybadać sprawę. Przyjdzie tam chociażby po to, by wyjaśnić, porozmawiać jak dorośli ludzie... haha! Jasne! On i wyjaśnienie! Pewnie przez własną przekorę i ciekawość wpakowałby się w jeszcze gorsze bagno. Ale ćśśiii... o tym nie mógł powiedzieć sobie wprost, bo naprawdę zrezygnowałby z odwiedzin.
Dwa dni później, zaraz po popołudniowych lekcjach gry na pianinie, ruszył do jednego z mniej popularnych barów. Ostatnio jakoś wolał unikać znajomych miejsc i twarzy, niedobrze mu się robiło na samą myśl o znoszeniu popularności, którą zapewne zyskał. Ciekawe było, że najmniej obchodziła go sama opinia wśród tych cudownych młodych artystów, wzruszyłby ramionami nawet gdyby usłyszał, że jest hodowcą białych wombatów, trzymającym między pośladkami orchideę. Pewnie dodałby, że w zwyczaju ma co czwartek zmieniać storczyk na goździka, żeby nie wpaść w rutynę.
Zaczynała zbliżać się godzina, w której stadka studentów poczynały coraz to odważniejsze przygotowania do asymilacji z nieznajomymi osobnikami, najczęściej płci przeciwnej. W chwili, gdy złączono niemal wszystkie stoliki, zrobiło się nieznośnie głośno, a Gregor przypomniał sobie, że właściwie miał coś zrobić... tylko co? Aha! Był jeszcze w przyzwoitym stanie, nie widział więc powodów, dla których miałby odkładać nawiedzenie znajomego.
Na miejsce trafił bez większych problemów, do kamienicy wszedł z jakąś nieznajomą kobietą. Chwilowo sprzyjało mu szczęście, przez co nabrał dobrego humoru, do tego stary budynek spodobał mu się i był w stanie pominąć fakt, że wdrapując się po schodach dotarł na samą górę dostając lekkiej zadyszki. Odetchnął, uspokajając oddech i zapukał mocno.
- Donatien, chuju – pierwsze słowo niemal wykrzyknął, drugie dodał szeptem, nie chcąc ryzykować, że mężczyzna usłyszy... jeśli w ogóle był teraz w domu. - Przyszedłem porozmawiać o Jezusie! I mam dobre wino! - Dopiero po chwili pomyślał, że mógł pomylić adres albo celowo zostać wprowadzony w błąd przez Włocha. Ciekawe, kto miałby bardziej zdziwioną minę: bogom ducha winny lokator czy Gregor.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Nie Mar 23, 2014 5:41 pm

Ktoś energicznie otworzył drzwi, ale zdecydowanie nie był to Donatien. Na korytarz zaraz wypłynęły ciche dźwięki koncertu smyczkowego. O ile Gregor mógł być zaskoczony, o tyle urocza dziewczyna przed nim była rozbawiona. Został powitany szerokim, odrobinę naiwnym, ale niesamowicie sympatycznym uśmiechem i pełnym ciekawości spojrzeniem spod rzęs. Była niższa od niego i dużo drobniejsza, niczym filigranowa laleczka.
Mieszkanie za jej plecami nie wyglądało szczególnie imponująco, jeżeli młodzieniec oczekiwał przepychu i luksusu. Składało się z trzech pomieszczeń, z czego kuchni i salonu nie oddzielały nawet drzwi. Główny pokój był cały biały, sufit, ściany, nawet drewniana podłoga. Miał za to ogromne okno na ukośnej ścianie, przez które słońce ogrzewało w dzień parkiet, a w nocy leżąc na jeszcze ciepłych deskach można było oglądać deszcz lub gwiazdy. Występował tu tylko jeden mebel, za to na całą ścianę. Ogromna, trzydrzwiowa, masywna, starodawna szafa. Poza tym? Nawet nie było łóżka, jedynie dwuosobowy materac rzucony na podłogę i masa wzorzystych poduszek we wszystkich kolorach i odcieniach. Na podłodze, w równych rzędach ułożone były imponujące kolekcje książek i płyt.
- Donatien bierze prysznic, ale skoro przyniosłeś wino, to pewnie by Cię wpuścił – oznajmiła ukazując białe ząbki w szerokim uśmiechu i odsunęła się z przejścia. Wyglądała na jedną z tych rezolutnych i odważnych panienek. Obecność nieznajomego kompletnie jej nie krępowała, a pod burze brązowych włosów nie docierało, że Gregorowi mogła by przeszkadzać jej osoba albo ciągłe gadanie. Głos miała jednak przyjemny, cichy i nie wchodziła na te wyższe, drażniące rejestry – Kawy Ci zrobić? A może chcesz ciasta? Donatien mówi, że jest wstrętne, ale nawet nie spróbował i strasznie mnie zwyzywał, że chce być kurą domową, omal mnie z tą blachą nie wystawił za drzwi – udawała nadąsaną, ale chyba tak naprawdę naśmiewała się z gwałtownej reakcji spowodowanej blachą ciasta owocowego, jak Gregor mógł wywnioskować z apetycznych zapachów unoszących się dookoła – ale może Ty troszeczkę mniej dbasz o zasady? -
Wydawała się nawet zadowolona z możliwości zostania panią domu. Choć robiła to z aktorską przesadą, kpiąc jednocześnie z obu panów, z tym niewinnym uśmiechem i rumieńcem na policzkach. Jednocześnie kobieca i dziecinna. Włoch uratował Gregora od jej odrobinę natrętnego, ciekawskiego towarzystwa, wychodząc w tej chwili z łazienki. W tych starych, wytartych dżinsach i z czupryną nieułożonych, sterczących włosów wyglądał niemal zwyczajnie.
- O, passerotto. Widzę, że miałeś już okazję poznać moją Christine Daaé – mruknął wycierając ręcznikiem włosy i wpatrując się w swojego gościa, jakby chciał sprawdzić stopień jego zakłopotania. Jeżeli Gregor przyszedł tutaj dyskutować o swojej orientacji seksualnej, to tak naprawdę mógł się odwrócić na pięcie i wyjść. Sytuacja stała się zapewne dostatecznie jasna, gdy dziewczyna wyszła z kuchni, wyjęła Donatienowi ręcznik z dłoni i zaczęła intensywnie wycierać mu włosy, stając przy tym na palcach. Nie wydawała się też skrępowana imieniem jakie otrzymała, widać wiele razy już drażnili się w ten sposób z nieznajomymi. Zresztą, która kobieta będzie wyrzekać się komplementów.
- Idź do domu. Nie chce żeby mój gość czuł się Tobą skrępowany, zresztą Ty nie dasz nikomu dojść do słowa, a my z Gregorem musimy porozmawiać – o ile w takich sytuacjach ze strony panienki powinien nastąpić wybuch oburzenia, ta tylko teatralnie okazała swoje dąsy tupiąc bosą, drobną stópką w podłogę. Była w tym wszystkim zachwycająca, a Włoch wyglądał na prawdziwie, zupełnie szczerze ubawionego jej postępowaniem. Zwichrzyła mu czule blond kosmyki, a Gregor usłyszał tylko „cześć” rzucone niedbale przez ramie i już jej nie było. Nawet nie poznał jej prawdziwego imienia, bo też co go ono obchodziło. Teraz pozostało mu tylko ułożyć w głowie wszystko, po tym burzliwym powitaniu. Masa wrażeń, bodźców i informacji. Większość planów, a już na pewno wyobrażeń młodzieńca o Donatienie, mogła lec w gruzach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Pon Mar 24, 2014 11:57 pm

Rzeczywiście, w pierwszej chwili poczuł się bardzo zaskoczony, wręcz zaniepokojony. Potem do głowy wpadła mu jedna z tych typowych dla niego myśli: cóż, czemu nie miałby wypić wina z obcymi osobami? W końcu każdy znajomy był kiedyś obcy. A nuż przytrafi mu się coś ciekawego? Plastyczność była jego mocną stroną. Uśmiechnął się mrużąc oczy. Och, tak, humor miał szampański, nawet gdy pojął słowa dziewczyny. Nagle stwierdził, że opcja z trafieniem do nieznajomych jakoś bardziej mu się spodobała... Jadnak wszedł i rozejrzał się bez większej krępacji, szybko powracając uwagą do mówczyni. Łatwo mu poszło ze skupieniem się na jej gadaniu, nawet na chwilę nie zawiesił wzroku na typowych, kobiecych krągłościach, najwyraźniej głęboko biorąc sobie do serca teorię o własnym aseksualizmie. Podziękował za kawę, odstawił ciężką torbę pod ścianę.
- Następnym razem, jak będziesz miała okazję, dosyp mu środka na przeczyszczenie - mruknął, uśmiechając się niewinnie. Czy potrzeba było jeszcze coś wspominać o zasadach? Zanotował w myślach, by nie pić i nie jeść niczego, co proponowałby mu Donatien. Tak na wszelki wypadek, gdyby mężczyzna usłyszał i chciał zemścić za ten żarcik.
Więcej się nie odezwał, podążał wzrokiem za kobietą. Jak zawsze, gdy był w nowym miejscu z nową osobą, starał się zauważyć, poznać i zapamiętać jak najwięcej, w dużej części z ciekawości, w mniejszej z czysto praktycznych względów. Zwrócił uwagę na książki, znów obiecując sobie, że gdy już matka wyzionie ducha i na własnej skórze przekona, że jej kochany Bóg tak naprawdę nie istnieje, Gregor przebuduje dom, na parterze tworząc jedno wielkie pomieszczenie dla książek. Albo najlepiej przeprowadzi się, wyjedzie gdzieś daleko, daleko i sam zaprojektuje swój własny pałac próżności... ba! Zamek! Zabarykaduje się tam i nie wyjdzie, dopóki nie zabraknie mu książek w biblioteczce i wina.
Spojrzał na Donatiena, powracając myślami do rzeczywistości. Zmusił się do powitalnego uśmiechu, potem przypatrywał się scence z enigmatyczną miną. Dopiero, gdy znajomy wyprosił dziewczynę, Leammiele podniósł brew. Chciał rzucić, że to niepotrzebne, że przywykł do kobiecego ćwierkotania. Przypomniał mu się cytat z ulubionej książki: Kobieta jest rodzajem dekoratywnym. Nigdy nie ma nic do powiedzenia, ale to nic wypowiada czarująco. Kobieta oznacza triumf materii nad umysłem, jak mężczyzna triumf umysłu nad moralnością.
Ale było za późno. Cóż, szkoda... Pomachał jej na pożegnanie, nie zaprzątając sobie głowy tym, czy w ogóle mogła zobaczyć ten gest. Odwrócił się do Donatiena i oparł biodrem o ścianę.
- Miły, poczciwy Donatien nie jest dżentelmenem. Don... Donkey. - Uśmiechnął się bezczelnie, ale nie przerywał. - Naprawdę tak chcesz rozmawiać czy po prostu chciałeś się jej pozbyć?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Sro Mar 26, 2014 12:26 am

- Rozmawiać? – uniósł na niego brew wytrącony z równowagi, jakby już zapomniał o swoich słowach sprzed paru sekund. Przeczesał palcami włosy, nie wyglądał na szczególnie zakłopotanego swoim niekompletnym strojem czy zachowaniem - ona czarująco śpiewa i pięknie wygląda nago, nic ponad to, więc na wiele nam się przyda –
Odwrócił się do niego tyłem i zaczął przeglądać zawartość swojej szafy. Wybierał koszulę, by ostatecznie zdecydować się na prosty krój, ale bordową, intensywną barwę. Tkanina nie miała żadnych wzorów, a więc mężczyzna zapiął mankiety pięknymi, prawdopodobnie złotymi spinkami. Wzrok Gregora go nie krępował, sam co jakiś czas unosił na niego zielone oczy. W międzyczasie popchnął w jego stronę jedną z poduszek, czarną. Ot co by młody człowiek nie odczuł jakiegoś uszczerbku na swoim wizerunku.
- Mam ochotę na spacer, ale skoro przyszedłeś na samą górę, to pewnie nie masz ochoty znaleźć się na dole – zniknął w kuchni, by przynieść dwa kieliszki. Wyjął mu wino z dłoni i zajął się jego otwieraniem. Robił to z niebywałą wprawą, a korek wyskoczył po chwili. Ani kropelka trunku nie została uroniona –Moja propozycja – mruknął, unosząc spojrzenie na chłopaka znad wypełnianego winem kieliszka. Zawiesił głos, budując jakże teatralne napięcie – Znasz się odrobinę na muzyce, a więcej na słowach. Szczególnie w waszym języku. U mnie jest wprost odwrotnie. Potrzebuje kogoś kto zajmie się tekstami, napisze je ze mną… a poza tym mógłbyś pomóc przy dekoracji i kostiumach. Dziewczyny uszyją, to co Ty narysujesz… Płacimy najlepszą walutą. Sławą i satysfakcją -
Mówiąc o swojej propozycji odstawił butelkę na ziemię, zabrał swój kieliszek i rozsiadł się wygodnie na materacu. Smakował alkohol chcąc nie tylko sprawdzić gust swojego gościa, ale poznać go przez smaki jakie preferuje. Oczywiście nie robił tego w jakiś szczególnie dystyngowany sposób. Wziął po prostu spory łyk wina. Jego skład, miejsce produkcji lub firma nieszczególnie go interesowały, jedynie to jak działało na zmysły.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Czw Mar 27, 2014 2:32 am

Początkowo był zdziwiony, że nie oberwał w zęby za nazwanie Donatiena osłem, ale cieszył się i nie miał zamiaru krakać. Spojrzał na poduszkę, ale chwilowo ją zignorował. Gdy towarzysz zajął się ubieraniem, Leammiele uświadomił sobie, dlaczego tak mu ciepło, i że wina wcale nie leży w dusznym pomieszczeniu. Zdjął płaszcz, w duchu gratulując sobie spostrzegawczości i położył go na torbie. Uf...
Spacer? Jakże wspaniała myśl! Rzeczywiście nie cieszyłby się z konieczności ponownego pokonywania dystansu, gdy dopiero co tu przyszedł. Miał ochotę napić się czegoś chłodnego, a najlepiej otworzyć okno, by móc czuć charakterystyczny zapach miasta o tej porze roku zmieszany z wonią donatienowego mieszkania i chłód. Chłód. Gregor uwielbiał chłód. Często konfrontował go z innym doznaniem, na przykład biorąc gorący prysznic i wychodząc na zimno, o które wczesną wiosną nie było trudno. Teraz nie zamierzał udziwniać, dlatego szybko przepędził myśli, wyjął z torby wino i grzecznie podał mężczyźnie. Osunął się po ścianie i usiadł gdzieś niedaleko materaca, nieustannie obserwując znajomego. Udało mu się zaciekawić Leammiele'a, jednak im dłużej słuchał, tym więcej miał pytań. Przede wszystkim, skąd on do cholery wiedział, że Gregor ma coś wspólnego z muzyką? No i dlaczego przyszło mu do głowy, że będzie szansa na nawiązanie jakiejś współpracy? Jak sobie to w ogóle wyobrażał? Przecież komu by się chciało... Austriak nie wyglądał na narwańca palącego się do wspólnego działania i uspołeczniania. No i studia zajmowały mu większość dnia. Pozostaje jeszcze kwestia innej natury: czy Gregor podoła takiemu wyzwaniu? W końcu co innego szkice niemające wejść w życie i kąśliwe wierszyki wymyślone naprędce, a co innego zorganizowana praca ze skonkretyzowanym celem.
Wpatrywał się w niego poważnie, z enigmatyczną miną.
- Za sławę podziękuję, już mam jej dość po ostatnim tym... nie wiem jak to nazwać. - Przewrócił oczami, uśmiechnął się pod nosem... I już było jasne, że się na to pisze, że zignoruje wszystkie niedogodności i będzie chętny spróbować. Spojrzenie, które odzyskało zawadiacki błysk także mówiło wiele. Gregor był w stanie wiele poświęcić dla jakiejś inicjatywy, jeśli tylko panowała znośna atmosfera i jeśli miał dużą swobodę działań. Gdy widział efekty pracy, nie tracił zainteresowania.
- Sztuka? Konspekt już jest? - Od razu przeszedł do konkretów, ale po chwili znów się rozproszył. Spojrzał na kieliszek Donatiena i pamięć w mig przypomniała mu smak trunku. Lubił to wino przez wzgląd na połączenie słodyczy uderzającej w pierwszej chwili, szybko przeistaczającej się w gorycz, która uwydatniała się na języku dopiero po jakimś czasie, lecz pozostawała na dłużej. Nie można też pominąć korzennego aromatu i przyjemniej, gęstej faktury.
Gregor zmarszczył brwi i oderwał wzrok od kieliszka. O czym oni to wcześniej mówili...?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Pią Mar 28, 2014 10:35 am

- Nie ja się zajmuje fabułą. Z tego co wiem, to ma być oparte na sztuce jakiegoś Francuza…- zamyślił się z kieliszkiem trzymanym przy ustach, jakby próbował skojarzyć choćby inicjały autora. Wzrok miał jednak utkwiony w Gregorze i to go dostatecznie rozpraszało - nie pamiętam jego nazwiska. Chodzi o Don Juana. Akcja zaczyna się w momencie, gdy oszukane przez niego kobiety chcą zwabić go do zamku i się zemścić, zmuszając go do ślubu z jedną z nich. Temu motywowi będzie towarzyszyć tonacja konfliktów i zemsty z mozartowskiego „Don Giovanniego”, czyli d-dur i d-moll. Znasz to… towarzyszy pojedynkowi i śmierci Komandora albo duetowi zemsty Donny Anny i Don Ottavia – podniósł się energicznie z materaca i omal nie wylał z zawartości swojego kieliszka. Zaczął przeglądać pospiesznie stertę płyt, w poszukiwaniu „Don Giovanniego”.
Traktował każde opakowanie niemal z namaszczeniem, a na widok niektórych tytułów na jego ustach gościł ten niemal ckliwy uśmiech wywołany wspomnieniami. Jeżeli kiedykolwiek w swoim życiu Donatien był szczery to właśnie teraz. Pełen pasji, dając się porwać swoim własnym słowom i wrażeniom. W końcu odnalazł odpowiednią płytę i umieścił ją w odtwarzaczu. Rozległy się w końcu dźwięki, o których chwilę temu mówił. Usiadł obok Gregora pod ścianą, pewnie nawet nie zdając sobie sprawy, że ich uda się chwilę stykały. To teraz nie miało znaczenia. Mówił szeptem, by nie zagłuszyć żadnej ważnej frazy.
- Don Juan poddaje się temu z zaskakującą pokorą. One nie wiedzą dlaczego, ale nasza panna młoda ma go odrzucić. Ona nie chce dobrego, wyrozumiałego Don Juana, który pozwoli się bezkarnie zdradzać w zemście. Jest jedną z tych idiotek, które chcą być przedmiotowo traktowane. Chce zaborczego drania. Przypiszemy jej tonację Es-dur, czyli Donny Elwiry, skoki wokalne, motywy westchnień – mówił niemal obsesyjnie, choć nie gestykulował. Co jakiś czas brał spory łyk wina, ale tylko po to by zwilżyć wargi. Nawet nie zwracał uwagi, po który kieliszek sięga i czy ten należy do niego – Finał jest taki, że nasz drogi Don Juan nie mógł pokochać kobiety, bo kochał mężczyznę. Tonacja konfrontacji c-moll, descendentalne triaty, takie przy których masz gęsią skórkę, przy jakich słowach Ty wybierzesz. Żeby było dramatycznie tamten popełnił samobójstwo, gdy zrozumiał swoje niestosowne uczucie, a nasz amant postanowił się dla niego zmienić. Ta historia jest banalna, ja wiem… ale chyba nikt nie spodziewa się Don Juana geja, który szukał ucieczki w tych babskich ramionach –
Opowiadał dalej. Mógł spędzić i całą noc. Gotów wysłuchać uwag chłopaka obok, wciąż mówiąc z zaraźliwą pasją młodego entuzjasty. Z zachwytem, nabożną czcią o Mozarcie. O swoich pomysłach niemal nieśmiało. Sugerując zadania dla Gregora z pewną nadzieją. W połowie rozmowy otworzył okno, naprzeciwko którego siedzieli. Uderzył w nich powiew zimnego powietrza. Wina w butelce już nie było. Don Giovanni dawno się już skończył. Donatien zdecydował się na jakieś spokojne, smyczkowe brzmienia w tle. Wciąż pełen życia, z błyskiem w oczach, kompletnie nie zmęczony, zapomniał o czasie, teraz rzeczywiście żył swoją sztuką. Kiedy dotykał ust Gregora albo jego włosów obrazując jakąś fryzurę, to nie było w tym choćby odrobiny bliskości czy romantyzmu. On sobie nie zdawał z niej sprawy, skupiony na dźwiękach, słowach i wrażeniach.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Donatien Moretti dnia Nie Mar 30, 2014 8:33 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Nie Mar 30, 2014 1:46 am

Gregor zawsze był ambitny, ci, którzy go znali, mogli śmiało stwierdzić, że często nawet przesadzał. Sam Donatien na pewno już zauważył, jak silnie działało rzucanie Leammiele'owi wyzwań. Austriak podjąłby się niemal wszystkiego, chyba że miałby jakiś własny interes w rezygnacji. Tym razem także to jego ego zabroniło iść na łatwiznę...
Entuzjazm nie udzielił mu się w takim stopniu, jakiego można by się spodziewać. Oczywiście, miał już kilka pomysłów i wizji, czynnie dołączał się do planowania, w pewnym momencie nawet sięgnął do torby po szkicownik i narzucał szybkie projekty tego, o czym mówili, czy tego, co Donatien starał się na nim pokazać – bądź co bądź, Gregor miał długie włosy, ale nie czuł się kobietą i nie dawał przesadnie przy sobie grzebać, co nie znaczyło oczywiście, że uciekał czy był w skrępowany, wręcz przeciwnie. Był zupełnie naturalny, nawet miał ochotę zdjąć rękawiczkę, by czuć najróżniejsze faktury otaczających przedmiotów, ale powstrzymał się. Odruchowo objął końcówkę ołówka ustami i w zamyśleniu pocierał brzeg kartki palcem.
- Nie ty zajmujesz się fabułą? Szkoda... - mruknął. Był w stanie dostosować się do takiej koncepcji, bez trudności się w nią wczuwał. Coś już mieli... Przez myśl mu nawet przeszło, że może dobrze, bo nie będzie uczestniczyć w bezpośrednim tworzeniu podstaw i brać wielkiej odpowiedzialności, gdyby pomysł okazał się całkowicie chybiony. Koniecznie musi jak najszybciej dostać w swoje ręce to, co do tej pory udało im się napisać. No i chciał poznać osobę odpowiadająca za scenariusz... Z drugiej strony nie uśmiechało mu się powielanie czyjegoś pomysłu, nawet jeśli byłaby to luźna interpretacja. Miał się zająć tekstami, jednak ograniczały go odgórnie narzucone ramy.
- Ale czy naprawdę nie stać was... nie stać nas na wymyślenie czegoś własnego? Nie wiem, kto jeszcze jest w to wtajemniczony, ale nie wierzę, że musimy wykorzystywać coś, co już było. - Wzruszył ramionami, chociaż w tej pozycji było to dość trudne. Od jakiegoś czasu leżał na brzuchu przodem do Donatiena, opierając się na łokciach. - Nie chciałbyś wykorzystać w tym czegoś, co lubisz najbardziej? Czegoś, co ty sam uznasz za najlepsze, co ty sam wypracujesz? - Dla podkreślenia słów, stuknął ołówkiem w kolano chłopaka. - Nie żeby pomysł mi się nie podobał, wchodzę w to, ale wiesz, co mam na myśli. Bez chrzanienia się z jakimiś Francuzami, bez porównywania. Coś, co wbije widzów w fotele, wyjdą i powiedzą: kurwa, za tym stoją jebani geniusze! - Mówił szybko, żywo, ale bez jakiegoś nacisku. Widać było, że Gregor nie ma jeszcze żadnego konkretnego pomysłu i stara się zwyczajnie przedyskutować inne opcje, wybierając tę najlepszą. W międzyczasie dość ostentacyjnie położył dłoń na swoim kieliszku, by Donatien więcej po niego nie sięgnął. Sam dopił resztkę wina i poprosił o popielniczkę.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Wto Kwi 01, 2014 12:40 pm

Jego spojrzenie mimowolnie przesunęło się by podziwiać manifestację posiadacza wina. Pokiwał główką z pełnym zrozumieniem, po czym… sięgnął po owe naczynie. Zdecydowanym, ale niemal łagodnym gestem odebrał mu z rąk kieliszek z trunkiem, uniósł do ust i wypił jednym duszkiem jego zawartość. Uśmiechnął się na koniec z jakimś zadziornym błyskiem w oku. Z niemal dziecinną radością płynącą z tego niegrzecznego triumfu. Oblizał usta by dobrze poczuć na języku smak zwycięstwa.
- Wiesz… wydaje mi się, że powinieneś jednak porozmawiać z kimś bardziej kompetentnym – zaproponował podnosząc się z materaca, na którym wcześniej wygodnie wylegiwał się pośród poduszek – a zresztą i tak skończyło się wino – wskazał na pustą już butelkę z odegranym, przesadnym rozżaleniem. A potem chwilę stał przy oknie z przymkniętymi oczami, czując chłodną pieszczotę wiatru we włosach. Zamknął je z niespodziewanym hukiem, odwracając do chłopaka z szerokim uśmiechem.
- Chodź, zapalisz na zewnątrz – wydał to polecenie z energią niezgodną z późną porą, choć alkohol sprawił, że te jadowite oczy błyszczały gorączkowo w przytłumionym świetle. Było w nim coś obsesyjnego, w gwałtowności gestów i despotycznym tonie. Nie tłumaczył dokąd, to oczywiste, że chce go zabrać do „kogoś kompetentnego”. Sam już ubrał buty i właśnie narzucał na swoje ramiona czarny, długi płaszcz, którego jednak nie zapiął. Szkoda było czasu. Gregor został niemal wystawiony za drzwi, a dopiero w połowie schodów Donatien przypomniał sobie, że należałoby zamknąć dom na klucz. Zawrócił, mówiąc, że młodzieńca dogoni. Rzeczywiście. Zrobił to, zjeżdżając radośnie po poręczy. Oczywiście, zeskakując w ostatniej chwili, stukając przy tym obcasami eleganckich pantofelków o schody i robiąc niesamowity hałas, budząc sąsiadów, co go zapewne niezmiernie cieszyło.
Ciągnął go dalej na ulice, choć nie sprawiał wrażenia kogoś, kto wie dokąd idzie. Nie zwracał uwagi na sugestie lub jawne odmowy, tylko mruczał pod nosem o kiju w gregorowym tyłku. O ile to było jeszcze znośne, to jednak w pewnej chwili zrobiło się niebezpieczne. Na rogu jednej z ulicy dostrzegli i zostali dostrzeżeni przez grupę rosłych, nieprzyjaźnie wyglądających oraz pozbawionych włosów na głowach mężczyzn. Normalny człowiek by się wycofał, dostrzegając te wyzywające spojrzenia. Donatien widział w tym  tylko doskonały moment na młodzieńcze popisy.
Co zrobił? Sprowokował ich tak by na pewno zrozumieli, czyli po prostacku i wulgarnie, a też tak by Gregor nie zdążył zareagować. Kiedy młodzieniec próbował znaleźć jakieś rozwiązanie sytuacji, Donatien postanowił ją bardziej skomplikować. Dzieliło ich kilkanaście metrów, ale owi panowie mieli okazję w oszołomieniu podziwiać całującą się parę mężczyzn. Donatien przycisnął ciało Gregora do siebie, usta do jego ust, a wolną ręką pokazał panom środkowy palec. Śmiał się bardziej w te wargi niż je pieścił, zadowolony z własnej głupoty. Drażnił go swoją bezpośredniością.  Szaleństwo i złośliwość nim kierowało, nie idealistyczny romantyzm. Nie pragnął go, pragnął zrobić tamtym idiotom na złość. A może pragną i szukał jedynie pretekstu. Najwyżej dostanie w zęby podwójnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Sob Kwi 05, 2014 9:50 pm

Nie chciał mu przypominać, że tak właściwie to poza wyjawieniem propozycji, zaprosił go tu na wino, którego najwyraźniej nie miał... Trudno. Może to i lepiej? Nie chciał poznać Donatiena w bardziej wyskokowym stanie. Skrzywił się, widząc jak mężczyzna wypija jego wino. Ech, dziecko... Czy z takim zachowaniem będzie miał do czynienia na co dzień, gdy zostanie już tym nauczycielem, którym być miał? Głupia matka, głupia pedagogika, biedne głupie nastolatki. Spojrzał na kieliszek, na plecy Donatiena, na okno, potem znów na kieliszek. Podniósł się do siadu i cisnął naczynie za okno. Tuż przed tym, jak rozległ się trzask okiennej framugi, dało się usłyszeć szkło rozpryskujące gdzieś na dole. Jakże on to lubił!
Szybko zebrał swoje rzeczy, krzywo narzucił płaszcz na ramiona i dał wypchnąć za drzwi. Schodził uwieszony na poręczy albo ocierając się ramieniem o ścianę, zależnie, gdzie go akurat 'zawiało'.
- Wionsna idzie, ludzie! - Niedelikatnym ruchem poprawił torbę, bo cały czas spadała mu z ramienia. - Po śmierci się wyśpicie! Tak nie można. Trza łapać chwile, chwilunie. Trawka rośnie na zewnątrz, hyhy, trrrawka! Ptaszki latają... o, i Donatien przyleciał - gadał gestykulując i robiąc różne miny, wczuwając się we własny bełkot. Nie, żeby był aż tak pijany, jasne, że nie. Po prostu wstawił się na tyle, by mieć ochotę na jedną z tych szczeniackich zabaw.
Gdy wyszli z kamienicy, nagle wytrzeźwiał, po prostu zajął uwagę papierosem i właśnie kończył palić, gdy zobaczył tę grupkę. Normalnie spojrzałby na nich przelotnie i przeszedł drugą stroną ulicy, teraz jednak nie miał nawet takiej okazji.
Następne kilka sekund można łatwo podzielić na trzy fazy: pierwsza to zaskoczenie. Kto nie byłoby w szoku!? Leammiele pierwszy raz został pocałowany przez mężczyznę i było to dla niego oburzające tym bardziej, że wziął wybryk za bezczelne wykorzystanie jego osoby do jakiejś zabawy. Gdyby szło o zakochanie czy jakieś inne mdłe blabla, starałby się podejść poważnie, zniechęcić go, tym razem jednak nawet nie miał takiej możliwości. Bawić cię? Nie ma sprawy!
Dlatego szybko nadeszła faza druga: atak. Dobrze, że Donatien sam go do siebie przyciągnął, bo odebrał chłopakowi konieczność podwójnego narażania się - teraz Gregor mógł po prostu wykorzystać okazję i oddać pocałunek zupełnie poważnie i mocno. I tak oto nastała faza trzecia: odwrót! Niespodziewanie jego wzrost i praktyczny brak dystansu przyszły mu z pomocą: z łatwością wycelował kolanem w krocze Donatiena, kopiąc go. Nie było to ani wyjątkowo silne, ani umiejętne, ale na pewno wymowne i bolesne.
Odskoczył i zaczął się cofać, patrząc to na znajomego, to na grupkę nocnych przyjemniaczków.
- Ty chuju niewyżyty! Zajebałeś mi zapalniczkę, wychlałeś wino, a teraz... co to, kurwa, było! - darł się oburzony. - Będziesz, kurwa, śpiewał sopranem! I zero przytulania do ślubu! Od dziś śpisz na kanapie! Seks przedmałżeński to grzech!

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Pon Kwi 07, 2014 10:45 am

Faza druga pozostała dla Donatiena tą najbardziej zaskakującą. Spodziewał się zapewne wystąpienia tylko pierwszej i ostatniej. Biedak, aż na sekundę zapomniał o złośliwym rechotaniu w usta Gregora. Kopniaka nawet się spodziewał, ale świadomość, że ból nastąpi jakoś go nie zmniejszała. Przez jego twarz nie przebiegł grymas jakiegoś szczególnego cierpienia, tylko furii. Oczy błyszczały chwilowym gniewem, a nie łzami. Jego znajomy jako mężczyzna powinien wykazać odrobinę empatii i wiedzieć, że pewnych rzeczy  się po prostu nie robi. Wytłumaczy mu to jednak w jakiś nieprzyjemny sposób później, teraz mieli większe kłopoty, na które Włoch rzucił krótko okiem, oceniając dystans.
- Nie mamy kanapy. O to zrobisz mi jednak scenę później, a teraz do jasnej cholery wiej, idioto – mówił szybko, teraz nawet jego angielski pozostawał na wpół zrozumiały, przepleciony włoskimi przekleństwami. Gregor w oczach Donatiena nie dostrzegł jednak paniki, nawet cienia strachu, jedynie to rozgorączkowane podniecenie. Poczuł jak ta duża, ciepła dłoń owija się wokół jego nadgarstka i ciągnie w labirynt uliczek, których młodzieniec kompletnie nie znał. Biegł na oślep w tym szaleńczym pędzie, nie oglądając się na swojego towarzysza, jedynie mocniej zaciskając palce na skórze. Jeśli ten był szczególnie wrażliwy, to oczywiście będą z tego siniaki, ale chyba lepiej kilka siniaków niż kilka złamań. Stwierdził, że osobiście skopie Gregora jeśli ten spróbuje mu się przewrócić. Tylko w myślach, nie chciał go zachęcać.
Oboje jednak zdawali sobie sprawę, że już daleko nie uciekną, co siłownia i budowanie masy ze strony bezwłosych panów, to też większa szansa na złapanie „pedałków”. Alkohol też nie był jakimś szczególnym sprzymierzeńcem młodzieńców. Donatien dopadł więc do jednej z bram i wystukał kod „1-2-3-4-5-A”, który okazał się nieskuteczny. Warknął jakieś przekleństwa pod nosem, oglądając się przez ramię. Cudownie, Włoch, gdy okazało się, że marny z niego maratończyk, postanowił się w tej chwili pobawić w szyfranta lub włamywacza. Odwrócił się jednak do urządzenia i tym razem spróbował „1-2-3-4-5-6-A”. Tym, że drzwi się otworzyły sam wydawał się zaskoczony. Jednak posłał Gregorowi jeden z tych miażdżąco triumfujących uśmiechów i wepchnął go za drzwi. Zatrzasnął je za nimi i chwilę opierał się o nie plecami, uspokajając oddech.
- Na górę. W końcu ktoś ich wpuści – z przerażeniem można odkryć, że dla Włocha to była zabawa. Nie traktował sytuacji poważnie, a jedynie głupio się cieszył, czując jak adrenalina przyspiesza bicie jego serca, a wszystkie mięśnie aż drżą od wcześniejszego wysiłku podczas biegu. Znów nie przejmował się hałasem, gdy wbiegał po schodach, by zatrzymać się przed drzwiami prowadzącymi na dach. Na szczęście kiedyś nikt nie dbał tak bardzo o bezpieczeństwo, a może niedostatecznie dużo samobójców skoczyło, w każdym razie jedynym "zamkiem" była jakaś stara kłódka.
- Masz spinką? Agrafkę? Cokolwiek? – przeglądał własne kieszenie, nie zdradzając zdenerwowania czy drżenia dłoni. Metodycznie poszukiwał czegokolwiek, co w kilka sekund pozwoli im otworzyć te cholerne drzwi. Z dołu słuchać było walenie pięściami w drzwi, ktoś ich w końcu dla świętego spokoju wpuści.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Sro Lis 26, 2014 8:44 pm

Jakby ktoś nie zgadł, że takie chuchro jak Gregor ma kondycję godną rączej dziewięćdziesięciolatki, to właśnie miał idealną okazję przekonać się na własne oczy: gdy Donatien grzebał przy kodzie, Leammiele oparł się dłonią o ścianę i dyszał. Musiał przygryźć czubek języka i przełknąć ślinę, bo tak zaschło mu w ustach, że prawie się zakrztusił. Język jak tarka! Jeszcze trochę i stanie się kotem. Widać było, że miał lekkiego stracha, ale zdecydowanie bardziej był zły. Zacisnął usta i zmrużył oczy w odpowiedzi na ten triumfalny uśmiech. Doprawdy, zabawa przednia, jest czego się cieszyć, ależ jasne! Wspinał się po schodach jednocześnie rozglądając za możliwą drogą ucieczki. Coś zaświtało mu w głowie, ale poszedł za Donatienem. Gdy zobaczył zamknięte drzwi, chciał wrócić i spróbować wdrożyć swój pomysł w życie.
- Spinkę! A czy wyglądam ci na dziewczyneczkę!? To ty tu się do mnie mizdrzysz, może ty masz jakieś spineczki-bibelotki, Donkey? Hm? - Och, ta sytuacja wydawała mu się coraz bardziej kuriozalna. Buńczucznie trącił dłonią ramię kompana. Naprawdę brakowało tu tylko muzyczki z programów Benny Hilla.
- Idź sobie na daszek, idź. Panowie nauczą cię latać. - Odwrócił się na pięcie. Zręcznie zeskakiwał po dwa schody i nie minęła minuta, a znalazł się na półpiętrze między parterem a pierwszym piętrem. Z dołu wyraźnie dobiegały ich bojowe okrzyki i niewybredne przekleństwa - ale to dobrze, mogli ustalić gdzie ten kwiat narodu się ulokował i czy przypadkiem nie ma zamiaru migrować. Leammiele nie spodziewał się po nich żadnych taktycznych posunięć, ale kto ich tam wie? Poza tym zagłuszali ewentualny hałas, który mógłby dotrzeć do nich z wnętrza budynku.
Czas, czas, czas! Zanim otworzył okno, przylgnął do niego policzkiem by upewnić się, że wychodzi na inną stronę niż drzwi frontowe. Będą mogli prześlizgnąć się niepostrzeżenie? Żaden z mieszkańców nie przypałętał się tu akurat teraz? Pusto. Wspaniale! Otworzył okno i spojrzał w dół. Do ziemi jest niżej niż pierwotnie zakładał. No proszę, nie sądził, że kiedyś przyda mu się praktyka wymykania cichaczem z domu, by matka nawet nie zauważyła, że zniknął na całą noc. Właśnie. Kto był gorszy? Trująca nad uchem moherowa staruszka, która już za życia Gregora przepowiedziała mu i opowiedziała ze szczegółami jakich cierpień zazna w piekle (i skazała na pójście na pedagogikę!), czy ci panowie na dole, którzy z chęcią urządziliby mu własne piekło tu na ziemi i to w oryginalnej wersji, bacząc na prawa autorskie wyobrażeń gregorowej mamy, Sonii.
Wspiął się na parapet, przykucnął (w tej chwili jego wzrost okazał się przydatny), jeszcze raz rozejrzał i bez wahania skoczył. Oby jak najdalej od pupilków Donatiena! Przeszedł parę kroków, dopiero wtedy zerknął, czy ten kretynciulidiota za nim poszedł. Miał nadzieję, że nie. Kto wie co mu jeszcze odbije? Jeśli teraz zwróciłby uwagę tamtej grupy, bez wątpienia nie zdążyliby uciec. Ba! Gregor nie próbowałby biec, zwyczajnie rzuciłby się z pięściami na siebie i Donatienia w akcie rozpaczy i frustracji pomagając nowym kolegom.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   Czw Lis 27, 2014 8:19 pm

Gregor poczuł silne uderzenie w plecy, a potem kolana się pod nim lekko ugięły, gdy na jego karku zawisło całym swoim ciężarem ciało Donatiena. Ten ewidentnie nie zamierzał ustać o własnych siłach. Zupełnie nieświadom, że przerywa mu właśnie wybitne rozważania eschatologiczne. W sumie teraz i sam diabeł nie doprowadziłby go do porządku. Ciężkie ramię owinęło się wokół karku młodzieńca. Uniemożliwił mu tym samym rzucanie wściekle zabójczych spojrzeń. Spodziewając się niebezpieczeństwa, zanurzył swoje duże łapsko w gregorowych włosach, z zamiarem pieszczotliwego ich potargania i jednocześnie skierowania bazyliszkowatego wzroku na chodnik. Tak na wszelki wypadek, w końcu skądś te głupie, banalne metafory się muszą brać.
- Nieźle to wymyśliłem… – bez wahania przypisał sobie wszystkie zasługi wyratowania ich z opresji, do której sam doprowadził. Prawdopodobnie oczekiwał jeszcze pochwał i podziękowań. Nagle roześmiał się w ramię Gregora, na którym to wciąż bezwładnie wisiał. Drżał lekko od tej radości nie do stłumienia jak skończony wariat. Ten dźwięk był niski i przyjemny, ale zdecydowanie zbyt głośny, jeśli nie chcieli zwrócić na siebie uwagi tamtej wściekłej sfory zamkniętej w kamienicy. Donatien śmiał się czasem niczym demon z opery, tym razem robił to w sposób zupełnie naturalny, niewyszukany, niezbyt melodyjny… dając jednak upust emocjom. Ten wielki Włoch chichotał jak dziecko, próbując stłumić dźwięki w koszuli prawie nieznajomego chłopaka. W końcu, nawet do tego pijackiego umysłu dotarła groza tego, co właśnie uczynił, postanowił szybko zrzucić winę na Gregora. Momentalnie docisnął palec do jego ust i karcąco mruknął mu ucha – Tsss… - w jego oddechu dało się wyczuć woń alkoholu, ale w większości i tak maskował go duszący zapach drogich perfum, który teraz osiadł na ubraniach młodego człowieka, a prawdopodobnie może też zwrócić uwagę jego opiekuńczej mamusi.
Odsunął się w końcu, samodzielnie utrzymując postawę wyprostowaną. Pozwolił, by wzrok złotych oczu sięgnął jego twarzy. Momentalnie próbując go pokonać swoją najlepszą bronią… zniewalającym uśmiechem na przystojnej buźce. Wcześniej nie zdradzał cienia strachu, teraz nie okazywał cienia ulgi, że to już za nimi. Nie. Donatien był rozczarowany, tym jak wszystko banalnie i dobrze się skończyło. I gdzieś to niezaspokojenie tliło się w tych gorączkowo połyskujących, zielonych oczach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gregor&Donatien   

Powrót do góry Go down
 
Gregor&Donatien
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: