IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet sugar

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Zayn

avatar

Liczba postów : 155
Join date : 26/05/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Lut 01, 2015 4:28 pm

Czu on się czegoś bał? Raczej nie. Miał wyjebane na to co go otaczało. A jednak. Była jednak mała rzecz, której się bał. Bał się, że nauczyciel historii kiedyś wróci i zrujnuje mu życie. Znowu mu ulegnie i będzie pozwalał mu się pieprzyć bez oporu. Bał się tego uczucia bezsilności, gdy opierał się na ławce, a jego nauczyciel sta z tyłu niego. Pokręcił głową na to wspomnienie i popatrzył w fiołkowe oczy rozmówcy. Nie mógł uwierzyć, że pomylił faceta z kobietą. Czy aż tak zaburzył swoją psychikę przez tego cholernego nauczyciela, czy ten chłopak serio wyglądał jak kobieta? Był trochę skołowany. Pierwszy raz mu się to zdarzyło. Obserwował każdy ruch tej osoby – zbyt kobieco. Torebka damska. Westchnął. Najwyraźniej trafił na transwestytę. No, ale przynajmniej Zayn był tolerancyjny. W końcu kiedyś sam był rżnięty w zadek – bo inaczej tego nie można nazwać.
Delikatność tego chłopaka wywoływała odruchy opiekuńcze, a szczególnie u Zayna, bo jest kolejnym robotem, który udaje siebie. Czy on jest naprawdę taki wściekły? Czy on naprawdę jest taki nieprzyjemny? Przecież kiedyś był wesołym chłopakiem z dwójką przyjaciół, co zniszczyła jedna parszywa osoba. Sprawiła, że musiał kłamać.
Kiwnął tylko głową, gdy usłyszał, że chłopak jest sam. Skoro tak może siedzieć, ale czy chciał tu być? Spojrzał na niego słysząc jego wzmiankę o uśmiechu.
On i uśmiech? To rzadkie połączenie. Raczej to jest tylko grymas, który ma przypominać uśmiech. Jest to tylko lekkie skrzywienie w jego twarzy.
- Tak, college profil muzyka – powiedział automatycznie. Chciał coś jeszcze powiedzieć o swoim uśmiechu, ale zrezygnował, przecież nie będzie mu narzucał swoich spostrzeżeń. Niech każdy widzi tak jak chce. On i tak będzie sobą… albo iluzją siebie.
O czym miał z nim rozmawiać? Czy chciał z nim rozmawiać? Jak miał się zachować? Był z obcym chłopakiem w kawiarence i to w dodatku tak ohydnie uroczej. Cała ta sytuacja wyglądała jednoznacznie. Ten chłopak wyglądał jak dziewczyna – mogli być na randce. Najgorszy scenariusz na świecie.
- A czemu jesteś tu sam?- zagadnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise.

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 29/01/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Lut 01, 2015 5:02 pm

Blaise jeszcze nigdy nie związał się z kimś na poważnie. Może z racji tego, że nie spotkał dotąd osoby o podobnej orientacji. Niektórzy chłopcy zwyczajnie bali się z nim zaprzyjaźniać, obawiając się o ewentualne zakochanie. W końcu chłopak, który kochał drugiego chłopaka, nie był zjawiskiem codziennym. Dlatego blondynowi lepiej szło w relacjach z dziewczynami - tyle ich tematów łączyło! Podobno co druga dziewczyna chciałaby mieć przyjaciela geja. Ale czy to aż tak pocieszające? Wprawdzie Blaise mimo to posiadał męskich znajomych. Niektórzy byli utwierdzeni w tym, że nie wpadną przypadkiem w oko ich "kolegi". Dlaczego? Blaise należał do osób prawdomównych i szczerych. Więc gdy postawił kawę na ławę, oznajmiając, że żadnej z nich go nie pociąga, mogli odetchnąć z niemą ulgą. Bowiem pianista nie przepadał za typowo męskimi ideałami każdej kobiety. Preferował tych spokojnych, o delikatnej urodzie i pewnej dozie inteligencji. Takich niestety było niewielu.
Blaise mógł wydawać się kruchą lalką o dobrym sercu, ale nie należało go w ten też sposób traktować. Potrafił pokazać pazury i obronić się. Starał się również ochraniać swoich najbliższych, czasami kosztem samego siebie. Wydawało się, że ryzykowne działania nie były mu obce - jeśli ktoś stanąłby oko w oko z huliganem, grożącym mu nożem, Blaise nie zawahałby się stanąć przed ofiarą i osłaniać ją własnym ciałem. Niektórzy podejrzewali, że chłopak w ogóle nie miał na uwadze swojego życia... Zupełnie tak, jakby było już przesądzone.
Ach. College. W dodatku muzyka. Uśmiech na twarzy Blaisego nieco pojaśniał. Widać oboje interesowali się tym samym.
- Na czym grasz? - Zapytał, kosztując małego kęsa ciastka i popijając od razu herbatą. - Muzyka to wspaniała dziedzina. Jedna z tych, które potrafią otworzyć człowieka. A także ukazać jego prawdziwe uczucia. - Dodał po chwili.
Miał wrażenie, że chłopak wcale nie chciał tu być. Wszakże on sam nie pasował do tego obrazka. A Blaise nie chciał przypadkiem zatrzymywać go w miejscu, za którym nie przepadał. Lubił dogadzać ludziom, on mógł się dostosowywać. Zależało mu na komforcie konwersacji.
- Tak się złożyło. - Uśmiechnął się nieco smutno, spuszczając wzrok na swoją filiżankę. - Nieczęsto mam okazje z kimś wychodzić. Moi znajomi zwykle są zajęci nauką. - Wzruszył ramionami, znów na niego spoglądając z pewnym zastanowieniem. Po chwili rzekł:
- Jesteś zajęty? Możemy zmienić miejsce, jeśli to Ci nie odpowiada. - Uśmiechnął się zachęcająco. Widać to było po nim prawie jak na dłoni. Szczególnie, że Blaise zajmował się psychologią. Potrafił wczuć się w drugiego człowieka i zawsze starał się go w pełni zrozumieć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zayn

avatar

Liczba postów : 155
Join date : 26/05/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pon Lut 02, 2015 7:50 pm

Czy to coś między nim, a nauczycielem było poważne? Dla Zayna odrobinę, ponieważ on go pokochał trochę. Na początku nienawidził za to co ten mu zrobił, ale potem… to uczucie… Chciał więcej i więcej. Wiedział, że to było toksyczne, wiedział, że to było złe i będzie cierpiał, ale trwał w tym, zagłębiał się. Nie potrafił od niego uciec. On go ciągnął do siebie jak czarna dziura. Nic poza tym mężczyzną nie widział. Tak jakby był jego słońce, które napędzało go do życia, a gdy odszedł stał się tym czymś. Nie potrafi teraz nikomu zaufać. Odpycha od siebie ludzi. Zawsze ma skwaszoną minę i nie potrafi się porządnie uśmiechnąć.
Przydałby się ktoś, kto pomoże mu stanąć na nogi z tego toksycznego zachowania, aby ktoś pomógł mu spojrzeć na świat wokół niego nie jak na coś plugawego, a krajobraz świata, gdzie mógłby żyć normalnie. Nie powinien roztrząsać tego co już zniknęło, co nigdy nie wróci, a jednak. Ciągle do tego wraca. Do jego dotyku, do jego każdego ruchu i westchnięcia. Do tego silnego ciała, które go przytulało po każdym razie. Nie ważne ile ich było jednego dnia, ale przytulał, szeptał, mówił, że kochał, a on – Zayn wierzył. Wierzył w kłamstwa, a teraz żałuje.
Co z tego, że taki nie był?
Zayn też nie jest skurwielem na jakiego wygląda, ale każdy go tak ocenia. Każdy twierdzi, że ten brunet jest wyjętym spod prawa dzieciakiem, a ty Blaise wyglądasz na małą, porcelanową laleczką i inaczej Zayn na ciebie nie spojrzy, ponieważ każdy patrzy na pozory. Chyba, że pozwolisz mu się poznać, albo ty zdobędziesz jego zaufanie. Zayn też potrafił się poświęcić, ale nie dla obcego człowieka. Za bardzo był spłoszony tą całą sytuacją, a jednak jeszcze potrafi pokazać swoją dobrą stronę.
- Gitara, gram na gitarze – odpowiedział. Ciężko mu było. Czuł się dziwnie, gdy rozmawiał z kimś takim jak ten chłopak. Był inny niż te wszystkie jakie spotkał. Hime był okropnie zadziorny, Filemon strachliwy, ale zarazem ciekawski, co sprawiało, że tym bardziej lgnął i podpuszczał Zayna.- Muzyka ratuje mnie przed dołem – wyznał. Nie było to jakieś wyznanie z serca, bo to wiadomo, że muzyka tak robi, a Zayn na kilometr pachniał problemami.
- A ja nie mam znajomych i jest mi z tym dobrze. Ludzie potrafią ranić – powiedział patrząc w fiołkowe oczy rozmówcy.
Rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu i wypił do końca czekoladę.
- A chce ci się ze mną rozmawiać?- zapytał unosząc brew do góry i przechylając się do przodu bliżej chłopaka.- Zwykle mnie unikają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise.

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 29/01/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Lut 03, 2015 6:06 pm

Blaise nigdy nie doświadczył takiej miłości. Nie znał tego uczucia, choć parę razy zdarzało mu się kimś zauroczyć. Niestety w każdym wypadku musiał liczyć się z rozczarowaniem. Nie było to jednak dla niego nic wielkiego - ot, ładna aparycja, ciekawy charakter... Było, minęło. Blaise nie przykuwał do tego uwagi, wierząc, że niebawem spotka właściwą osobę, która odwzajemni jego uczucia i zaakceptuje go w pełni takim, jakim jest. Nie zamierzał szukać osoby, która tylko po części tolerowałby jego wygląd czy zachowanie. Nie na tym polegała wzajemna miłość, prawda? Nie mówiąc już o wykorzystywaniu. Wiele osób próbowało tego dokonać, ale prędzej czy później Blaise orientował się w ich prawdziwych celach i to przerywał. Przynajmniej na tyle, na ile potrafił. Jego altruistyczna część duszy zawsze brała górę.
Blondyn starał się nigdy nie oceniać po pozorach. Wiedział, że to co widzi, to tylko zewnętrzna warstwa człowieka - niekiedy tworzona nieumyślnie, a innymi razami celowo. Niektórzy próbowli tym bowiem dać wyraźny komunikat w stylu "nie zadzieraj ze mną", "jestem głupia, bierz mnie" albo "smutno mi, dlatego nie denerwuj mnie". Wszystko to jednak było nieprawdziwe. Blaise dobrze o tym wiedział, dlatego widząc Zayna, nawet przez myśl mu nie przeszło, że może być dzieckiem wyjętym spod prawa. Jak śmiałby go tak oceniać, skoro nawet go nie znał?
- Och, gitara - powiedział, jakby wreszcie dostał odpowiedź na nurtujące pytanie i wszystko stało się jasne. - Instrumenty to niezwykłe przedmioty, nie uważasz? - Uśmiechnął się i upił parę łyków gorącej wciąż herbaty.
Był całkiem zadowolony z tego spotkania, co było zresztą po nim widać. Nastawiał się na samotne spędzenie popołudnia, ale jednak stało się inaczej.
Przetrzymał jego spojrzenie, gdy wspomniał o ranieniu przez ludzi. Blasie był tego świadomy, nawet jeśli wydawał się zupełnie przez nich nieskrzywdzony czy też nie mający na uwadze tego faktu.
- Każdy potrzebuje drugiej osoby do właściwego funkcjonowania - odparł spokojnie. - Nawet jeśli nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. - Uśmiechnął się ciut szerzej, dając mu tym coś do zrozumienia. - Ludzie nie byliby ludźmi bez krzywdzenia. - Skierował wzrok zza okno kawiarenki. - Ale to też ma swoje zalety. - Ponownie na niego spojrzał. - Lubię rozmowy. To interesujące i satysfakcjonujące zajęcie. - Wydawać by się mogło, że mówiąc to Blasie jeszcze bardziej się rozpromienił. - Nie mam powodów, by Cię unikać. - Przechylił odrobinę głowę. - Przecież jesteś człowiekiem, a nie groźnym zwierzęciem, którego trzeba unikać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zayn

avatar

Liczba postów : 155
Join date : 26/05/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Lut 03, 2015 7:52 pm

Ile on by dał, aby cofnąć czas i nigdy nie dać się podpuścić temu nauczycielowi. Może nadal by był normalny, wesoły, szczęśliwy. Ufałby ludziom. Zaufanie. jak on dawno tego nie doświadczył. Nikt nie wie co się działo między nim, a nauczycielem. Nikt. I nikt się o tym nie dowie. Nie może. Tylko on o tym może wiedzieć. Wstydził się tego, na co pozwolił temu nauczycielowi. Nie potrafiłby tego nikomu opowiedzieć. Czuł gulę, gdy tylko pomyślał, że ktoś może wiedzieć takie rzeczy o nim. O tym zakichanym, złośliwym, wrednym, niebezpiecznym nastolatku. To by wskoczyło mu na dumę.
Miał się rozgadać o swojej pasji do muzyki? Nigdy się tym nie dzielił, ale ten uśmiech tego chłopaka rozsyłał takie same fale ciepła jak jego przyjaciółka, za którą strasznie tęsknił. Czasami się zastanawiał co u niej jest. Podobno zaczęła chodzić z jego kumplem. jednak coś go hamowało przed otworzeniem się, przecież takie coś jest słabością. To jego sprawa jakie są jego uczucia, gdy gra, a co jeśli ten chłopak nie chce o tym słuchać, drąży temat, bop chce być miły? Każdy człowiek takie rzeczy robi.
Przestań być taki miły! Wstań, wyzwij go, odejdź. Zrób to samo co inni! Po cholerę tu jeszcze siedzisz?
- Tak, to jedyna rzecz, która udała się człowiekowi - stwierdził krótko i zaczął kręcić kubkiem po czekoladzie. Miał nadzieje, że chłopak się zniechęci do niego, ale jakaś część - ta dobra - chciała, aby chłopak z nim spędził dzisiejszy dzień, nawet jeśli ma to trwać kilka minut w tym obleśnym miejscu.
- Ja funkcjonuję bez tych osób. Nie są mi potrzebne. Mój świat jest dobry bez nich - powiedział głosem bez barwy z charakterystyczną chrypką w tym momencie.- jedni z tym przesadzają - założył ręce do tyłu i zaczynał się już denerwować. Za dużo powiedział i rozmowa spadła na inny tor niż chciał.
- Skąd możesz to wiedzieć? Może jestem psychopatą, który wybrał sobie ciebie jako następny cel?- zapytał gwałtownie wysuwając się znowu do przodu. jego twarz nie zmieniła wyrazu twarzy. Tak, miał wielką wyobraźnie, no ale cóż.- Wyjdziesz ze mną stąd, a ja cię gdzieś zaciągnę i coś ci zrobię?- znowu oparł się o krzesło, apotem się zaśmiał.
- Musze ograniczyć horrory - stwierdził krótko.- A tak szczerze, nie jestem typem do miłych rozmów - przynajmniej teraz. - dodał w myślach.
Popatrzył chwilę na chłopaka i wypił do końca czekoladę. Wstał.
- Ja już się zbieram - zabrał swoje rzeczy i wyszedł.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pon Maj 25, 2015 7:17 pm

Przesunął krzesło odrobinę na bok stolika, by móc mówić ciszej i jednocześnie lepiej słyszeć Klausa. Przelotnie pochwycił spojrzenie mężczyzny i uśmiechnął się wpół pobłażliwie, siadając.
– Tak, tak, domyślam się, że chcesz zacząć od razu, bez eleganckiego wstępu i wypicia herbaty. – Rozpiął marynarkę i poprawił mankiety, by móc usiąść wygodniej. Odetchnął, by zebrać myśli. – All right. Może wpierw przeczytaj tę opinię? Wtedy będziesz wiedział, na czym stoisz i kim jest podejrzany. – Skinął głową na teczkę, w której Lüge wcześniej schował dokumenty.


Ostatnio zmieniony przez Dr Dandys dnia Sro Cze 24, 2015 6:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kohaku

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 19/06/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Cze 24, 2015 6:01 pm

Nieczęsto wracał z pracy na piechotę. Mieszkał daleko od szkoły, cenił sobie szybkie przemieszczanie się komunikacją miejską, a dodatkowo pogoda w Londynie zazwyczaj nie zachęcała do długich spacerów. Tylko, że akurat dzisiaj na jednej z głównych ulic doszło do wypadku - w radiu podawali, że co prawda nikt nie ucierpiał, ale usunięcie blokujących drogę wraków samochodów może potrwać kilka ładnych godzin. Kiedy opuścił sekretariat i skierował się na przystanek, informacje o opóźnieniach niemal wszystkich interesujących go linii dały mu wyraźnie do zrozumienia, że problem nie został rozwiązany. Kohaku zbyt dobrze wiedział jak przeciążone zirytowanymi pasażerami musiało być w tej chwili metro, zdecydował więc, że prędzej trafi do domu na piechotę niż zdoła się dostać do wagonu kolei podmiejskiej. Słońce niemrawo przebijało się przez spowijające niebo chmury, kusząc rychłym ociepleniem. Nic bardziej mylnego, przemknęło mężczyźnie przez myśl gdy dłońmi w czarnych, bawełnianych rękawiczkach poprawiał stalowoszary szal pod szyją oraz czarny płaszcz, aby szczelniej okryć się przed zimnem.

Wzrok Mizushimy zatrzymał się na wystawie kawiarni, obok której miał przyjemność przejść pierwszy raz w swoim życiu. Zwolnił kroku, w błyskawicznym tempie rozważając za i przeciw wstąpieniu do środka. Ostatecznie argument zdecydowanie wyższej temperatury w pomieszczeniu niż na dworze przesądził o tym, że chwila zawahania złotookiego przy witrynie zakończyła się pchnięciem przez niego drzwi do krainy słodkości i przestąpieniem progu. Czuł się niemalże winny, że zakłócił panującą tu przyjemną atmosferę chwilowo wpuszczając uliczny gwar. Ściągając płaszcz oraz szal rozejrzał się przelotnie po wnętrzu lokalu. Nic specjalnego, lecz wiele uroku dodawały drobne dodatki oraz dobór oświetlenia. Na jego gust powietrze zbyt mocno przesycone było słodkawym zapachem ciasta, chyba biszkoptu, ale nie bardzo miał możliwość wycofania się. Podszedł więc do lady i z delikatnym uśmiechem zamówił gorącą, gorzką czekoladę, po czym zajął miejsce przy najbliższym wolnym, dwuosobowym stoliku. Leżało na nim menu ciastkarni, które Kohaku ujął w swe palce i lekko uniósł ponad blat, by wygodniej czytało mu się listę dostępnych łakoci.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Cze 24, 2015 10:15 pm

Edgar przez chwilę obserwował, jak jego towarzysz czyta opinię, zaraz jednak rozproszył się. Poczuł wibracje w kieszeni. Ktoś do niego dzwonił. Dyskretnie, by przypadkiem nie rozproszyć Klausa, sprawdził kto o tej porze może potrzebować jego pomocy... W pierwszej chwili pomyślał, że to ktoś z policji, może jakiś przełom w sprawie, ale nie. Zdecydowanie gorzej... już wiedział, że musiało się stać coś szczególnego.
Przeprosił prawnika skinieniem głowy i wstał od stolika, kierując się parę kroków dalej, by nie przeszkadzać mu rozmową w czytaniu. Spuścił głowę i chwilę patrzył na ekran telefonu, zastanawiając się, o co może chodzić i czy w ogóle powinien odbierać. W końcu to jego była żona. To już nie jego problem! Nic ich już nie łączy i to ona tak zadecydowała. Teraz, gdyby chciał być zimnym draniem, nie odebrałby, by ostentacyjnie udowodnić kobiecie, że ma gdzieś jej osobę i całkiem dobrze się bawi w chwili, gdy ona go potrzebuje.
- Słucham cię, Martha. - Starał się, by jego głos zdradzał zniecierpliwienie, a nie obawę, ale nie do końca wiedział, czy się udało. Chwilę stał, słuchał, co była żona ma mu do powiedzenia. Zmrużył powieki, ale nie przestawał patrzeć przez okno, w końcu zbliżając się do niego, przechadzając w tą i z powrotem. Był pod takim wrażeniem, że zupełnie nie zwrócił uwagi na mężczyznę, który siedział przy stoliku parę metrów dalej. Poruszonemu Edgarowi nie przyszło na myśl, że ktoś mógłby usłyszeć jego ciche słowa.
- Gratuluję wam... gratuluję tobie. To... to... nie masz za co. To ja powinienem przepraszać... Ja ciebie rozumiem od początku, wiem, wiem... - Po tonie głosu dało się poznać, że mężczyzna stara się uśmiechnąć, ale tak naprawdę walczy z zupełnie niewesołymi uczuciami. - Nie, jeszcze nie. Nie martw się, to tylko kwestia czasu. Mhm. - Zamilkł, słuchając rozmówczyni. Podniósł dłoń do twarzy i przetarł czoło. Stanął w miejscu, przodem do okna, a tyłem do całej sali. Zapomniał o Kalusie i całym świecie.
- A pamiętasz, jak uczyłem się tego grać? Taak... albo jak potem próbowałem zagrać to na pianinie... jak czekaliśmy wtedy na wyniki... były tak marne jak moja gra – zaśmiał się, ale głos mu się załamał. Zakrył powieki dłonią i znów długo nic nie mówił, opierając czoło o zimną szybę. Gdy wyprostował się, pokręcił głową, starając się uspokoić, pokonać emocje, ale i tak brzmiał niepewnie. - Będę mógł kiedyś was... chciałbym tylko go zobaczyć, nawet z daleka... wiesz że nie utrzymuję kontaktów z rodziną, oni nie chcą, żebym... Tak... Tak. Dobrze, masz rację. - Westchnął i odsunął się od okna. - Masz rację. Miłego dnia, Martha. Dziękuję, że zadzwoniłaś. - Był cały spięty, dłonie mu drżały, ale i tak starał się trzymać fason. Zablokował telefon i schował do kieszeni, odwrócił się i... natrafił wzrokiem na sylwetkę nieznajomego, który siedział kawałek dalej. Edgar poczuł się niezręcznie. Przecież mógł wyjść i nie narażać nikogo na brutalne wepchnięcie w cudze życie wbrew własnej woli. Nie byłby sobą, gdyby zignorował taki błąd, wychowanie zabraniało mu nie podjąć próby naprawienia faux pas. Podszedł do nieznajomego zachowując uprzejmy dystans i uśmiechnął się smutno, wyraźnie zmęczony tym dniem.
- Przepraszam pana, nie zauważyłem, że pan tu siedzi. Nie chciałem panu przeszkadzać tą... - zawiesił głos, nie wiedząc jak nazwać to, co przed chwilą się stało. Dla niego to było coś ważnego, coś w dużym stopniu przełomowego, ale dla kogoś obcego...? - ...tą rozmową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kohaku

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 19/06/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Cze 25, 2015 6:52 pm

Zatracił się w przeglądanej liście serniczków, babeczek i innych wspaniałości, serwowanych jak się okazuje na miejscu i na wynos. Obwieszczał o tym wszem i wobec umieszczony na samym dole, kolorowy napis i numer telefonu, pod który można składać zamówienia. Lubił jedynie słodycze domowej roboty, posiadały trudną do podrobienia subtelność smaku i formy, jakich brak było nawet najlepszym wyrobom masowym. Kto wie, może jeśli właściciele wkładają dostatecznie dużo serca w swoje produkty, będzie wpadał tutaj częściej?

Pianino. Wyłapał pojedyncze słowo zupełnym przypadkiem i, jak na niewypowiedzianą komendę, uniósł wzrok znad karty. Kiedy ostatnim razem na nim grał? Dawno, z pewnością jeszcze w Japonii. Na ustach Kohaku pojawił się cień uśmiechu, trwający zaledwie ułamek sekundy, skierowany do wciąż zaskakująco żywych wspomnień. Nie lubił podsłuchiwać, ale raz zwracając uwagę ku określonemu źródłu dźwięku ciężko było po prostu przestać i chcąc nie chcąc słyszał każde kolejne słowo, wypowiadane cichym głosem do słuchawki. Stojący w pobliżu mężczyzna wyglądał jakby w każdej chwili mógł albo się rozkleić, albo rzucić w gniewie telefonem o najbliższą ścianę. Bez okularów nie miał pewności czy to nieznajomy jest roztrzęsiony, czy winne jest zmęczenie gapieniem się w ekran komputer. Chyba go nie zauważył, pomyślał na chwilę przed tym, jak obiekt niezamierzonej obserwacji skończył swoją rozmowę i ich spojrzenia spotkały się. Nonsensem byłoby na siłę zaprzeczać, odwracać wzrok i udawać, że cała akcja nigdy nie miała miejsca. Byli dorośli, takie rzeczy się zdarzają.

- Proszę się mną nie przejmować. - odezwał się po chwili milczenia, racząc rozwodnika delikatnym, uprzejmym uśmiechem. W pewien sposób było mu go szkoda, gołym okiem widoczne było jak bardzo przeżywał to, czego się dowiedział. Wydawał się miłym gościem, na tyle kulturalnym by podejść i przeprosić za zamieszanie. Mizushima kompletnie nie spodziewał się podobnego zachowania, sądził raczej że nieszczęśnik rzuci w przestrzeń niemrawym głosem parę słów i wyjdzie. Ale nie. Wyraźnie oczekiwał na reakcję. - Nie mamy wpływu na to w którym momencie życie nas kopnie. - kelnerka przyniosła zamówioną czekoladę, skinął jej głową w podzięce. - To nie moja sprawa, ale Pana uderzyło chyba wyjątkowo mocno.

/przepraszam, wiem że to masakra bez ładu i składu/

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Cze 28, 2015 1:01 am

Edgar szybko się uspokoił i teraz sprawiał wrażenie zmęczonego. Najpewniej ktoś, kto nie słyszał jego rozmowy, nie domyśliłby się, że jest coś poza zwyczajnym znużeniem codziennością czy pracą.
W milczeniu patrzył na zgrabne ruchy kelnerki, zarz jednak przeniósł spojrzenie na nieznajomego i pokiwał głową. Zgadzał się, nie miał wpływu... a może jednak? Może nie starał się dostatecznie? Uśmiechnął się pobłażliwie do swoich myśli. Już obracał się, by odejść i wrócić do stolika, przy którym czekał na niego Kalus, ale zatrzymał się i obejrzał przez ramię.
- Ma pan dzieci? - Skoro nie został potraktowany niemiło, a wręcz przeciwnie, pozwolił sobie na mały upust ciekawości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kohaku

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 19/06/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Cze 28, 2015 3:10 pm

Obserwował zmiany zachodzące w nieznajomym, jak uchodzą z niego emocje, pozostawiając go nie tylko słabym ale i w pewien sposób zagubionym. Kohaku w swoim życiu czuł się podobnie tylko raz, ale wspomnienie tamtej chwili pozostało w nim wyjątkowo żywe. Nie spodziewał się już żadnej odpowiedzi ze strony blondyna, a i sam postanowił nie naciskać na uzyskanie jakiejkolwiek. Posiadał w sobie sporo empatii, trudno mu więc było nie współczuć osobie, która tuż obok niego przeżywała osobisty dramat. Czuł również dziwną, nieuzasadnioną sympatię od chwili, w której wspomniał o pianinie i był świadomy jak głupio by to brzmiało gdyby odważył się o tym powiedzieć. Złotooki rozumiał, że prawdopodobnie wolałby zostać sam, na jakiś czas odciąć się od świata. Ludzka rzecz. Uśmiechnął się więc jedynie melancholijnie w odpowiedzi na skinienie głową i spuścił wzrok w kierunku filiżanki z gorącym płynem. Chwycił łyżeczkę leżącą na spodku opuszkami palców w czarnej rękawiczce i zmącił aksamitną taflę czekolady, mieszając w niej leniwie.
Pytanie zaskoczyło go. Może niekoniecznie samą treścią (nic w tym przecież niecodziennego pytać mężczyznę o posiadanie dzieci), a samym faktem, że zostało wypowiedziane. Przed sobą nadal miał pana rozwodnika, który chyba zdecydował się wygadać obcemu.
- Niestety nie posiadam - Oblizując łyżeczkę Mizushima uznał, że taka odpowiedź będzie najlepsza. *Dobre...* Pomyślał i odłożył ją na bok, chwytając za uszko filiżanki i unosząc ją do ust by w pełni nacieszyć podniebienie. Nie będzie przecież nikomu zawracał głowy dodając, że nie planuje mieć ich ani w bliższej, ani w dalszej przyszłości. Nawet jeśli podobałyby mu się kobiety nie chciał narażać kogokolwiek na wątpliwą przyjemność poznania tej części charakteru, którą odziedziczył po swoim ojcu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Cze 28, 2015 7:11 pm

Mruknął w odpowiedzi, dając znać, że tak właśnie myślał, ale nie kontynuował tematu, nie wyjaśnił, dlaczego o to zapytał. Odwrócił się jeszcze, by pożegnać mężczyznę.
- Mhm. Miłego dnia i jeszcze raz przepraszam. - Uśmiechnął się i machnął dłonią. Koniec, powinien o tym zapomnieć. Zerknął w stronę ulicy. - Mogłoby przestać padać... - rzucił jeszcze bardziej do siebie, niż do nieznajomego i wrócił do stolika, przy którym niedawno zasiedli z Klausem. Ku zaskoczeniu Edgara, dziwnego prawnika nie było na miejscu. Najwyraźniej musiał wyjść, gdy doktor ucinał sobie krótką pogawędkę z nieznajomym... cóż, trudno. Pewnie jeszcze nie raz spotkają się na sali sądowej, będzie okazja do wyjaśnienia tego zniknięcia.
Manningham zamierzał dopić swoją porcję słodkości i zmyć się do domu. Niby miał dzień wolny, ale jakoś od rana nie potrafił się tym cieszyć. Nie, żeby była to nowość, bo blondyn unikał braku zajęć, ale dziś szło wyjątkowo źle. Pójdzie pobiegać, żeby jakoś się rozluźnić i wyładować emocje, a potem... może kupi whisky?
Planował zajęcia na resztę dnia, bezwiednie wodząc wzrokiem po kawiarki, dopóki nie natrafił spojrzeniem na nieznajomego, z którym przed chwilą rozmawiał. Podniósł kubek i upił parę łyków, wnosząc toast za jego zdrowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kohaku

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 19/06/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pon Cze 29, 2015 11:53 am

Nie chcial wypasc w oczach blondyna na kogos, kto gapi sie na obcych ludzi, lecz nawet gdy ten odszedl do swojego stolika (swoja droga wydawal sie byc odrobine zaskoczony, jakby spodziewal sie ze ktos mu go zabierze) udalo im sie zlapac kolejny kontakt wzrokowy. Mizushimie bylo zwyczajnie glupio, obawial sie ze po raz kolejny otrzymal latke dziwaka ktora przesladowala go prawie cale zycie. Jakos ciezko bylo ludziom pojac, ze moze przezywac rownie mocno problemy nieznajomych co przyjaciol. Tych ostatnich nie posiadal wielu, jesli nie rzec wcale. W tym momencie powinien byl zapomniec o sprawie i cieszyc sie bardzo poprawnie przyrzadzona czekolada, ktorej smak dobrze dopelnilaby jedna badz dwie galki lodow.

- Przepraszam, moge sie dosiasc? - dlaczego teraz stal wiec z filizanka w dloni przed nieznajomym, z delikatnym usmiechem i lekko przymruzonymi oczyma szukal jego wzroku, oczekujac na odpowiedz? Nie wiedzial, albo raczej wygodnie bylo mu uwazac, ze nie wie. Przeciez przyjechal po latach do Wielkiej Brytanii po to, aby nareszczie sie uspokoic i wiesc normalne zycie. Za zadne skarby nie przyznalby, nawet przed samym soba, ze dawnych przyzwyczajen nie tak latwo jest mu sie wyzbyc. Jest mi go po prostu szkoda - przekonywal sie.

- Nie chce wyjsc na natreta, jednak bardzo czesto wydaje sie ludziom, ze w trudnych chwilach potrzebuja samotnosci. - wlasciwie czekanie na pozwolenie zredukowal do kilku sekund, po ktorych jakakolwiek odpowiedz (nawet negatywna) zwyczajnie puscil mimo uszu, zajmujac miejsce na wlasna reke. - Zaczynaja bic sie z myslami, rozpamietuja najdrobniejsze zyciowe bledy... - Kohaku uniosl filizanke i upil lyk gorzkiego plynu. Zdawal sie wiedziec o czym mowi, bo tak tez bylo. Spuscil wzrok w kierunku drobnego naczynia, ktore odstawil na spodek i spojrzal w twarz (przymusowego) rozmowcy dopiero gdy upewnil sie, ze niczego nie rozlal. Zdarzylo mu sie to zbyt wiele razy w przeszlosci. - Wyglada pan, jakby wiedzial ze dobrze jest z kims porozmawiac w takim wypadku. - Jesli mimo wszystko do tej pory nie myslal o nim jak o dziwaku, to teraz na pewno juz tak bylo. Ale zlotooki nie potrafil przejsc obojetnie. Byl az nazbyt mily i wspolczujacy, po czesci dlatego ze niewiele osob okazalo mu serce. - Znam dobry pub, niedaleko stad. Nawet najlepsza kawa nie pozwala na zapomnienie o problemach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Cze 30, 2015 9:37 pm

Nie zaskoczyło go to, że mężczyzna chciał się dosiąść. Przeczucie mówiło Edgarowi, że to sam nieznajomy potrzebuje towarzystwa, a nie on, ale nie miał mu tego za złe. Pokiwał głową, pozwalając mu się przysiąść. Im dłużej słuchał, tym bardziej czuł się, jakby zamienił się rolami z jakimś innym psychiatrą albo raczej terapeutą tuż po kursie i z małą dawką talentu do tego fachu... ale przynajmniej nieznajomy był szczery i nie miał złych zamiarów. No i sprawiał wrażenie, jakby przejął się problemami Edgara bardziej niż on sam. Uśmiechnął się, gdy już mógł dojść do głosu. Wcale nie podjął wątku o tym, co ludzie myślą, co dla kogo jest dobre i co kto powinien. Uznał, że mężczyzna jest uroczy w swojej prostoduszności i nieszkodliwy.
- Zapijanie smutków to dobry wstęp do alkoholizmu. - Zaśmiał się. Sam przed chwilą myślał o whisky. Ups. Zmarszczył brwi. - Wieki temu byłem w pubie... - Odruchowo spojrzał w dół, na swoją koszulę. No tak, w garniturze na pewno będzie się rzucał w oczy. Trudno. - Dobrze. Tylko proszę mi powiedzieć, czy zawsze pan zaprasza obcych rozmawiających przez telefon do pubu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kohaku

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 19/06/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Lip 14, 2015 11:17 pm

Zaskoczyło go, że mimo wszystko nie został wzięty za dziwnego, namolnego typa i nie pogoniono go jeszcze by zajął się swoim życiem. To w sumie całkiem miła odmiana, pomyślał Kohaku starając się nie okazać po sobie zaskoczenia z tak gładkiego obrotu spraw. Owszem, bardzo często zagadywał do mężczyzn, ale jeszcze nigdy tak śmiało i bezpośrednio po dramatycznej rozmowie której chcąc nie chcąc był świadkiem. Z drugiej strony, tym razem rzeczywiście zapraszał do pubu i nie zamierzał dopuścić do nadinterpretacji swojej oferty.

- Od razu alkoholizm... - skomentował trochę lekceważącym tonem, odwzajemniając uśmiech. W dłoniach obracał filiżankę na spodku, bawiąc się jej drobnym uszkiem. Mimo wszystko cały czas starał się patrzeć na nieznajomego, dlatego też uwadze złotookiego nie umknął krótki moment, w którym blondyn zerknął niepewnie na swój strój. Zważywszy na to, że Mizushima po pracy również ubrany był w garnitur można założyć, że nie przykują aż tyle uwagi.

- Nie, nie zawsze. - Zaśmiał się cicho, kiedy usłyszał pytanie. Wiele dodatkowych dopowiedzeń cisnęło mu się na usta, te jednak zajął dopijając pozostałości czekolady, która zdążyła przestygnąć i zyskując dzięki temu kilka cennych chwil na zastanowienie się czy aby nie palnie niczego zniechęcającego. Dyskretnie oblizał usta, pozbywając się niewidocznego, acz przeszkadzającego osadu charakterystycznego dla napoju z proszku. Kawiarnia zawiodła koniec końców oczekiwania sekretarza, który po wystroju i ofercie spodziewał się jednak nieco więcej niż łyżki taniego kakao zalanego wodą i przybranego aromatycznymi dodatkami. Wstał od stolika do którego dopiero co się dosiadł.

- Nazywam się Kohaku. - przedstawił się nareszcie, wyciągając dłoń w kierunku Edgara. Jeśli mieli iść razem pić, warto by wiedzieli o sobie chociaż tyle. - Gdy zdradzi pan swoje imię, ubędzie przynajmniej części z "obcym".

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Lip 18, 2015 6:22 pm

Nie zawsze? Wspaniale. I tak nie robiło mu to większej różnicy. Jak na razie obecność nieznajomego była dla niego obojętne. Mógł pójść z kimkolwiek w każde miejsce na świecie albo siedzieć tu samotnie. Skinął głową, wedle swoich dżentelmeńskich zasad nie okazując braku zainteresowania. No, przynajmniej nie tak ostentacyjnie jak byłby w stanie to zrobić. Był po prostu spokojny.
Szybko dopił resztkę swojego napoju i również wstał, odruchowo poprawiając marynarkę.
- Edgar. - Ścisnął dłoń Kohaku, mocno, ale krótko, wręcz służbowo, po czym przeszedł do lady i podał kelnerowi banknot, gestem dając znać, że reszta jest jego napiwkiem. Wrodzona nonszalancja, cały Edgar.
- Zapraszam, Kohaku. - Już był przy drzwiach i czekał na nowo poznanego znajomego. Gdy wyszli, poprowadził ich do samochodu.
-Wiem, mówiłeś, że to blisko, ale nie zostawię go tu. Nie chcę dostać mandatu. - Uprzedził ewentualne pytania czy wątpliwości. Zwyczajnie chciał oszczędzić sobie kłopotu z odzyskiwaniem auta. - Poprowadzisz mnie na miejsce? - Dopiero teraz spojrzał na Kohaku i to w taki sposób, jakby właśnie powiedział coś dwuznacznego. Nawet uśmiechnął się pod nosem w tajemniczy sposób, ale szybko spuścił wzrok i wsiadł do Mercedesa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kohaku

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 19/06/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Lip 21, 2015 11:28 pm

W zasadzie im dłużej się zastanawiał czy rzeczywiście chce (lub powinien) iść do pubu, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że taki wypad jest potrzebny nie tylko mężczyźnie, którego poznał dosłownie chwilę wcześniej. Pewnie nawet jeśli by się nie spotkali, Kohaku zakończyłby wieczór przy alkoholu, ale w zaciszu swojego mieszkania. Jakoś nie ruszała go myśl, że rano musi iść do pracy, nie planował zapijać się do urwania filmu co przy burzliwym życiu jakie swego czasu prowadził i tak zdarzyło mu się zaledwie kilka, no kilkanaście razy. Dwa piwa albo szklanka czegoś mocniejszego, nie więcej – obiecał sobie, ale dobrze wiedział, że z planami bywa różnie.

Opuszczając kawiarnię otulił szyję szczelnie zarówno szalem jak i kołnierzem płaszcza, nawet jeśli miał przejść z Edgarem zaledwie parę metrów, zapobiegając tym samym by choć odrobinka chłodnego powietrza zjeżyła mu włos na karku.Całkiem przyjemnie brzmiące imię przemknęło złotookiemu przez myśl, kiedy wcześniej ściskał jego dłoń. Nie znał się na samochodach, więc gdy przesunął wzrokiem po linii nadwozia niewiele się dowiedział, poza tym że to mercedes.

I w chwili gdy miał już wsiąść do samochodu poczuł wibrację telefonu z wewnętrznej kieszeni swojego okrycia. Gestem dłoni w czarnej rękawiczce poprosił mężczyznę o chwilę na odebranie telefonu.

- Słucham? – Odpowiedział dość neutralnym tonem, pierwszy raz widział na oczy numer który do niego dzwonił. Mizushima zamknął oczy i nabrał powietrza w płuca, po czym wypuścił je z głośnym westchnięciem. – No dobrze, rozumiem. Zaraz będę. – Że też częściej nie spotykały go takie ‘miłe’ niespodzianki jak pęknięta rura w bloku i zalane całe piętro. Chociaż niezmiernie cieszył się na myśl o czekających go pięknych godzinach spędzonych na pozbywaniu się wody z mieszkania, w stronę niedoszłego partnera do picia uśmiechnął się przepraszająco. – Proszę wybaczyć, nagła zmiana planów. Może następnym razem. – Życząc jeszcze miłego dnia oddalił się przyspieszonym krokiem w kierunku najbliższego przystanku. Musiał jak najszybciej dotrzeć do domu i zminimalizować szkody.
[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:06 pm

// Uprzejmie się wpieprzymy na chwilę.

Vincentowi było ciężko; miał na głowie bardzo kłopotliwą personę, a z nią równie upierdliwą sytuację, przez co rzucił się w wir w pracy, a przez to miał jeszcze ciężej, wszak rola, wywiad, jeden skandalik i centrum zainteresowania angielskiej społeczności LGBT, a żeby dodać ostatniego sierpowego – miał cholerną ochotę na seks oraz wielu chętnych chłopców – ostatnio dobrze powodzi mu się w karierze – a nie mógł skusić się nawet na cholernego loda, bo był porządnym obywatelem. Minął niecały tydzień od postanowienia bycia dobrym, a już miał ochotę rwać sobie włosy z głowy, wrzeszczeć, zrobić krzywdę komuś lub sobie. Ale tak nie czynią dobrzy ludzie, czyż nie?
Menadżerka, widząc, ile podopieczny nakłada tapety na twarz i wypija energetyków, nakazała maszerować do apartamentu i przespać dłużej, niż cztery godziny na dwa dni – a najlepiej osiem, a po wstaniu zjeść zbilansowany, zdrowy posiłek – a następnie udać się do szkoły na zajęcia. Być może spełniłby jej żądania, gdyby nie fakt, że tamtejszy nauczyciel był głównym powodem frustracji gwiazdki, więc omijała to miejsce szerokim łukiem. Postanowił wyciągnąć jedną drzazgę z palca, której imię brzmiało „Hunter”. Dziwaczna ucieczka z toalety i tygodniowe milczenie nie przeszkadzały mu w beztroskim napisaniu i zaproponowaniem spotkania na siedemnastą w „Sweet Sugar”. Chciał wyjaśnić kilka rzeczy i po prostu... zobaczyć go, ot tak. Ale zanim to się stanie, miał dobre kilka godzin na odświeżenie się i przygotowanie. Nawet nie zdrzemnął się; od razu wyszedł z apartamentu, jeszcze informując, że pobyt Vincenta Christophera Stara w apartamencie jest absolutnie tajny, najlepiej nie wiem, nie widziałam, nie znam, chyba, że będą to gliny. Tak dla pewności.
Na miejsce dotarł piętnaście minut przed czasem. O dziwo, nie zajął miejsca w centrum, tylko w kącie, przy tylnym oknie. Zsunął płaszcz z ramion i niedbale powiesił na oparciu swojego krzesła, które znajdowało się naprzeciw drzwi. Oczy piekły go niemiłosierne, czuł obolałe i ospałe ciało, a zapach miejsca był bardzo przyjemny, było dobiegało go przyjemne mruczenie ludzi, i och, och...
To był jeden z tych nielicznych dni, kiedy postanowił wtopić się w tłum i prawie nikt nie obdarzał go długimi spojrzeniami. Para przy stoliku była zajęta sobą, trzy koleżanki swoimi ploteczkami, samotna, starsza pani w ciszy popijała swoją herbatę nad dzisiejszą gazetą, sprzedawca sumiennie czyścił ściereczką ladę, a Vincent spał, niedbale oparty bokiem o ścianę. Zupełnie beztrosko i bezbronnie, niezainteresowany tym, że ktoś mógłby robić mu zdjęcia, może wyrwać, a już, nie daj Diable, przy ewentualnej kradzieży sięgnąć o jedną kieszeń za dużo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:14 pm

Tydzień milczenia pomiędzy nim a Starem niespecjalnie go dziwił. Jakoś nie brał sobie jego żałosnej ucieczki ze szkolnej łazienki do serca. Co prawda, przez resztę tamtego dnia chodził nieźle wkurwiony, jednak był w stanie poradzić sobie z gniewem. Kilka rozwalonych szafek w korytarzu pozwoliło mi pozbierać myśli. Kolejne dni mijały spokojnie i nie myślał o kłopotliwym kochanku, choćby dlatego, że był zbyt zajęty swoimi sprawami. Miał kilka interesów do załatwienia, a nie mógł ich zaniedbać z powodu jakiś bzdurnych problemów osobistych. Zresztą, Vincent nie był dla niego żadnym problemem, w końcu obaj nie brali sobie całej tej znajomości do serca. Czasem się pieprzyli, bo odczuwali taką potrzebę. Niestety, przy każdym ich zbliżeniu emocje górowały, co zazwyczaj kończyło się katastrofą czy małym dramatem.
O istnieniu młodego gwiazdora przypomniał Hunterowi SMS, na którego przecież wcale nie czekał. Może kilka dni wcześniej wiadomość tekstowa zrobiłaby na nim większe wrażenie, jednak tego dnia nie był w stanie się przejąć, gdy miał na głowie ważniejsze rzeczy. Bezczelnie nie odpisał, w końcu nie może wiecznie tańczyć tak, jak mu panicz Star zagra. To on wykazywał się większym egoizmem, gdy sam ustalał gdzie i kiedy mają się spotkać. Wszystko na jego warunkach, jakby nikt inny się nie liczył.
Mimo niechęci wobec spotkania Hunter zdecydował stawić się na miejscu, lecz niekoniecznie punktualnie. Do lokalu wszedł z dwudziestominutowym spóźnieniem, którym na dobrą sprawę się nie przejmował. Poprawił jeszcze materiał koszuli, po czym wzrokiem omiótł całe pomieszczenie. Szybko zlokalizował smukłą sylwetkę gwiazdora. W milczeniu zbliżył się do stolika i stanął tuż przy długowłosym. Z wrednym uśmieszkiem klepnął go kilka razy po bladym policzku, właśnie w taki sposób próbując go obudzić. Może nie było to zbyt miłe, ale przynajmniej Hunterowi sprawiło to radość. Taka mała zemsta za pozostawienia go po wszystkim bez słowa w szkolnej łazience. Chyba jednak wciąż w głębi czuł żal za tę masę ignorancji ze strony wielkiej sławy.
Opadł wreszcie na najbliższe krzesło z miną męczennika. Jakoś nie podobało mu się to, że zmuszony został do wizyty w kawiarni. Takie miejsce kojarzyło mu się bardziej z bzdurnymi randkami.
- Wstawaj, nie mam całej wieczności – burknął w jego stronę, posyłając mu z lekka poirytowane spojrzenie. Naprawdę nie miał ochoty na kawkę, ciasto i durne pogawędki. Przewidywał, że Vincent znów spróbuje z niego zakpić. Ale czy specjalnie chciałoby mu się przywlec tyłek do kawiarni i zasnąć na niewygodnym krześle po to, aby zrobić mu na złość? Dziwna sytuacja.
- Chciałeś się spotkać – dodał po chwili, marszcząc przy tym brwi z konsternacją. No i co teraz, skoro obaj już tu są?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:15 pm

Wiadomym było, że po klepnięciu go w policzek – albo i jakimkolwiek innym dotyku – podskoczyłby na trzy metry w górę i cofnął w głąb siedzenia. Tak samo było teraz, choć zdecydowanie pokrzywdzoną reakcję zamaskował krzywym uśmiechem na zmęczonej twarzy. W dodatku, ten miał naprawdę niestosowną minę i z łaską usadowił litery na jednym z krzeseł. Vincent poczuł się niespodziewanie urażony, sfrustrowany i zraniony tą okazaną łaską. Zazgrzytał zębami, wcale nie przejmując się tym, że ten mógłby to usłyszeć. Na budzące słowa, przetarł twarz dłonią i policzył do pięciu, nim nie odsunął się z krzesłem na bok na tyle, żeby obrócić się lekko w stronę gościa. Świadomie zwiększył dzielący ich dystans, ukazując uprzejmo-chłodne zainteresowanie, jakby to sam Star robił łaskę Hunterowi, że pojawił się w kawiarence mimo tego, że wyszedł z inicjatywą.
Ojciec byłby dumny.
I pomyśleć, że podczas drobnych zbliżeń z szantażystą, drugim z kolei problemem było to, że czuł się nieswojo, bo nie był to Hunter. Prychnął pod nosem na swoją emocjonalność, postanawiając skorygować to w najbliższej przyszłości i to nie z panem obok.
- Och, wybacz. Następnym razem nasze spotkanie odbędzie się w hotelu i nie będziesz musiał za dużo mówić – powiedział, jakby skruszony i zmrużył nieznacznie oczy. - Może zaczniemy jeszcze raz? Witaj, Hunterze. Mogę postawić ci kawę?
I nie poczekał na odpowiedź, po prostu wstał i podszedł do lady, aby zamówić dwie kawy. Zignorował bolesny skurcz żołądka na widok tych pięknych ciasteczek, bo czuł, że cokolwiek teraz by połknął, smakowałoby jak piasek. W dodatku potrzebował seksu, seksu, seksuseksu, a jednocześnie najchętniej trzymałby wszystkich najbliżej na odległość wyciągniętej ręki. Dorosłego goryla.
Jak przystało na porządnego obywatela, po przyjęciu kawy uśmiechnął się do sprzedawcy i usiadł na swoim miejscu, wcale nie patrząc na Huntera. Postawił mu kubek przed nosem, samemu biorąc łyka ohydnej, nie-kakaowej cieczy ze swojego kubka. Potrzebował mocnego kopa.
- Moja matka chciała, żebym dowiedział się od ciebie osobiście, jaką reakcję miał ten... amant na jej list – dokończył z nutką pogardy, choć nadal jego ton był wyrachowany. - Przy okazji możesz wspomnieć o tym, czy wiesz, jak i gdzie się poznali oraz o naszym interesie. Możesz zacząć od tego ostatniego, nie obrażę się – uśmiechnął się uprzejmie, choć tak obrzydliwie sztucznie, że wydawało się być to specjalne, a wzrok błądził gdzieś po nosie i miejscu między brwiami. - Potraktuj to spotkanie jak biznesowe. Ostatnio mam problem, który być może związany jest z tym interesem. Ojciec nie będzie zadowolony, kiedy na tym ucierpię. On naprawdę nie lubi niekompetencji.
Pieprzony sukinsynie – dokończył w myślach, choć zaciśnięta szczęka zdradziła jego myśl. Zdecydowanie inaczej wyobrażał sobie ich spotkanie, choć padnięcia w ramiona nie oczekiwał

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:17 pm

Źle zaczął, to wiedział na pewno, gdy tylko Star zaserwował mu zachowanie urażonego całym tym chamstwem paniczyka. Jednak bezczelność była umotywowana żałosną ucieczką długowłosego ze szkolnej toalety, o której żaden z nich na razie dyplomatycznie nie wspomniał. Ale wątek ten może szybko wypłynąć, jeśli tylko dalej będą mieli wobec siebie tak wrogi stosunek. Cóż, obaj mieli do siebie o coś żal, przy czym nikt nie chciał głośno powiedzieć, o co też się rozchodzi. Podczas gdy młody Radley nadal chował urazę o brak pożegnania po chwilach namiętności, tak jego kochanek burzył się na nieodpowiednie powitanie. I oto jeszcze wybuchnie awantura, o ile nie skończą z tymi bojowniczymi nastrojami. Hunter obiecał więc sobie w duchu zmienić taktykę, choć gdzieś w głębi stale nie mógł zapomnieć o tym, że powinien się wściekać. Dał mu przecież dupy i to w pierdolonej szkole, po czym nie otrzymał nic, poza niemądrym wyrazem twarzy kochanka i gównianym pa.
Uniósł jedynie kąciki ust w kpiącym uśmieszku, kiedy tylko usłyszał ociekające ironią słowa długowłosego. Właściwie zaproszenie do hotelu nie było takimi głupim pomysłem, bo przynajmniej gwiazdor nie spałby w pełni bezbronny w kawiarni, tylko zdrzemnąłby się w wygodnym łóżku. Na kolejne słowa już zamierzał odpowiedzieć i nawet otworzył usta, jednak szybko je zamknął, gdy tylko uroczy towarzysz poderwał się z miejsca i ruszył po to, by zamówić kawę. Jak zawsze musiał popisać się bezczelnością. Czy on nigdy nie zwraca uwagi na innych? To tak irytowało, zwłaszcza osobnika, który sam obdarzony był podobną wadą.
I na dodatek otrzymał kawę. Nie chciał jej, dlatego ostentacyjnie odsunął od siebie kubek z naparem, rzucając przy tym uważne spojrzenie długowłosemu. Zaraz zmarszczył brwi, wysłuchując ze spokojem kolejnych słów i wpatrując się w ten ordynarny uśmiech. Im dalej szła rozmowa, tym bardziej zbliżała się ku niebezpiecznym tematom, na które rozmawiać nie powinni. Dociekliwość długowłosego rozbudziła w nim jedynie drzemiące pokłady irytacji.
- A więc o to chodzi – zaczął z poważnym wyrazem twarzy, nie odrywając spojrzenia ciemnych oczu od pewnego siebie rozmówcy. To jego swobodne podejście było nad wyraz niewłaściwe. – Ściągnąłeś mnie tu po to, by czegoś się dowiedzieć, nawet jeśli wiesz, że nie mogę nic powiedzieć. Zastanawia mnie tylko jedno, sam wpadłeś na ten pomysł czy podsunął ci go ojciec?
Z chęcią poderwałby się gwałtownie na nogi i wypadł z kawiarni, jednak to byłoby tak nieprofesjonalne. Skoro ma to spotkanie traktować jako jedno z tych biznesowych, musiał utrzymać maskę powagi na twarzy. Udawało mu się to jak na razie świetnie, zwłaszcza, że Vincent nie starał się go w żaden sposób sprowokować.
- Nie wypytuję szefa o jego romanse. Nie wiem, jak zareagował na list, nie wiem, czy skontaktował się z twoją matką. Wiem za to, że nie byłby zadowolony, gdybym rozmawiał z osobą postronną o jego interesach.
Zaciekawiło go to, jakiż to problem może posiadać tak wielka sława, jaką jest Star. To nie może być coś związanego z brudnymi interesami. A może jego ojciec zaczął kombinować coś na lewo za plecami szefa? Gdyby tak było, Hunter dowiedziałby się o całej sprawie jako pierwszy. Skoro więc interesy szły gładko, Vincentowi nie mógł spaść włos z głowy.
- Mogę cię zapewnić, że twój problem nie jest spowodowany naszymi interesami. Chętnie wysłucham, co też tak cię kłopocze.
Oczywiście, chciał tylko wybadać sytuację. Był nawet skłonny pomóc, o ile na tym skorzysta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:18 pm

Vincent postanowił być o wiele bardziej uparty i bardziej się kontrolować, bo rzadko został obdarowywany tak poważnym wzrokiem przez tego osobnika; pożądliwe, kpiące, rozbawione, czasem nawet odrobinę nieśmiałe spojrzenie – owszem, ale poważne mówiło wyraźnie, że coś jest na rzeczy.
- Nigdy nie sądziłem, że ty czegoś nie możesz. Obstawiałem, że nie chcesz. Myliłem się? - zapytał odrobinę ciężkim tonem, wykonując celny strzał w poczucie wolności i buntu kochanka, wszak jakiekolwiek kajdany mu nie przystoją. Chyba, że te z futerkiem, należące do Vincenta.
Prawdopodobnie nie starałby się aż tak nim manipulować, gdyby z trudem nie kontrolował irytacji. Starał się to zrozumieć, bo Hunter nie wiedział – nie mógł wiedzieć – jaka jest jego rodzina, bo dla niego był tylko rozpieszczonym gówniarzem. I tak miało pozostać. - Poza tym, wolałbym, żebyś nie poruszał tematów o moim ojcu i ogólnie, mojej rodzinie bardziej, niż jest to absolutnie koniecznie.
Hunter powinien czuć się wyróżniony – rzadko dawał takie ostrzeżenia, bo zazwyczaj od razu przechodził do ataku. Vincencie, dojrzewasz – powiedział złośliwy głosik pod czarną czupryną, której kosmyki zaraz zgarnął z oczu. Nieutrzymywanie kontaktu wzrokowego było nieuprzejme.
Wysłuchał ze spokojem tych nic nie wnoszących słów, a wiadomość o niezadowoleniu szefa Huntera zignorował zupełnie, bo przecież nie zamierzał aż tak szkodzić – chciał po prostu chronić swój tyłek, a w tym Starowie są najlepsi. Zmrużył oczy i upił łyk swojej kawy. Nawet nie starał się ukrywać, że trybiki w jego głowie pracują w zawrotnym tempie, ale przecież miały prawo.
- Czyli nie dałeś tego listu osobiście. Dlaczego? Czyżbyś był na tak niskiej pozycji, czy po prostu ci się nie chciało? - zapytał neutralnie. Oczywiście, matce nie spodobałoby się przekazywanie jej romansu przez osoby trzecie, ale nie zamierzał nic z tym zrobić. - Poza tym, dobrze wiesz, że nie jestem t a k ą osobą postronną. Jestem synem twojego biznesu, który ma odziedziczyć firmę. Wręcz należy mnie wtajemniczyć, chociaż w połowie. W dodatku jestem synem z kłopotami, które magicznie zbiegły się w czasie z waszymi interesami. Dziwne, co nie?
Już miał odpysknąć na zapewnienie, że to absolutnie nie ich wina, gdyby nie kiepska prośba o zdradzenie problemu. Mimowolnie się zaciął i spojrzał tępo na Huntera, dokładnie tak, jak w  łazience. Miałby zdradzić temu cholernemu sukinsynowi, że został czymś naćpany, jak jakaś gejowska ciota, którą właściwie był, a następnie został porwany, bo inaczej nie można było nazwać i, i... tutaj nastąpił moment, kiedy Vincent poczuł, jak jego policzki zrobiły się cieplejsze i wyklinał w duchu swoją jasną karnację... przebrano go w sukienkę i tym go szantażują? A winowajca chce dobrać się do jego bladej dupy? Panicz Star był znieść większość perwersji, ale ubieranie go w takie uwłaszczające ciuszki było co najmniej żenujące. Oczywiście, nie interesowało go, co oni wszyscy robili przed ekranem z jego zdjęciem, ale wolałby, żeby pewne rzeczy nie dotarły do niego. Jak ta.
Wbił się plecami o krzesło i uniósł ręce do góry, z krótkim ho ho ho, mającym znaczyć mniej więcej nigdy ci, kurwa, nie powiem. Kiedy w miarę się opanował, postanowił nieznacznie przybliżyć się do Huntera.
- Skąd masz pewność, że to nic od was? Wybacz mi, proszę, ale nie wyglądasz, jakbyś pracował w szanowanej firmie, a raczej w jakimś dziwnym gangu. A tam są same bezmyślne dzikusy, które robią bezmyślne rzeczy dla własnej uciechy i zabicia nudy i, och, oczywiście, rozumiem ich doskonale, ale niech trzymają się z daleka ode mnie. - Pod koniec niemal zmienił się w warczącą bestię i wcale nie interesowało go to, że właściwie obrażał swojego kochanka.
I wtedy postanowił odetchnąć głębiej i zmienić taktykę.
Przybliżył się jeszcze bardziej, nie bliżej niż na lekko stykające się ich kolana. Umiejscowił dłoń na twardym udzie i nieznacznie naparł na niego palcami. Spuścił na chwilę wzrok, przez co rzęsy wydawały się być jeszcze dłuższe, rozchylił wargi, jakby nieświadomie, w kuszącym geście i nieznacznie pochylił głowę, pozwalając, żeby niesforne kosmyki opadły na jego twarz. Potem spojrzał na Huntera odrobinę niepewnie, jednocześnie przechylając lekko głowę w bok. Babska sztuczka, którą podebrał od matki, ale zwykle bywała nieprzyzwoicie skuteczna.
- Hunter. Zależy mi na tym.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:21 pm

Zignorował całkowicie pierwsze pytanie kochanka, uznając je za swego rodzaju bezsens. Tym razem nie miał zamiaru wdawać się w te jego gierki, choćby ze względu na swe nerwy, które ostatnimi czasy zostały mocno nadszarpnięte. Miał inne rzeczy na głowie niż współpraca ze starszym Starem pod kątem prania brudnych pieniędzy. Niepokoiła go współpraca z inną organizacją przestępczą, która wyjątkowo zaproponowała jednorazowy transfer sporej ilości narkotyków. Grupa została już sprawdzona, a jednak Hunterowi stale coś nie pasowało i to zapewne z powodu rudowłosego szefa tej grupy, do której odczuwał sporo niechęci. Samo wspomnienie o tym rozbudzało w nim pokłady frustracji, przez co skrzywił się lekko. Chciał skończyć te prowokacje i gadkę o jego pozycji. Być może nie jest osobą decyzyjną, ale stoi bardzo wysoko w hierarchii. Jako syn amerykańskiego przestępcy i wnuk meksykańskiego bossa narkotykowego pozostaje kimś bardzo znaczącym.
- Wręczyłem list osobiście, ale nie miałem zamiaru wpatrywać się w szefa niczym idiota, gdy ten czytał wypociny twojej matki – odpowiedział znużonym głosem, w którym jednak czaiła się nuta irytacji. Naprawdę nie chciał się użerać z Vincentem, o wiele bardziej liczył na przyjemne spotkanie. Sam poniekąd zniszczył atmosferę już na samym początku, ale nigdy nie potrafił być subtelny. – I dla mnie jesteś osobą postronną, skoro o niczym nie masz pojęcia. Za wtajemniczanie cię w interesy odpowiedzialny jest twój ojciec a nie ja.
Zmarszczył brwi, dostrzegając wyraźnie, jak nastolatek próbuje wyminąć się od tematu swojego problemu. Albo kręcił, albo kompletnie nie chciał wyjawić istoty swoich kłopotów. Na dodatek na jego policzki wstąpiły zdradzieckie rumieńce. Czyżby za wspomnianym problemem kryło się coś niezwykle wstydliwego? Kurwa, na pewno chodzi o innego kolesia! Nie żeby sam Hunter pozostawał wierny tyłkowi długowłosego, jednak myślenie o tym, że ktoś inny mógł mieć Vincenta doprowadzało go do szewskiej pasji. Ale nie odezwał się nawet słówkiem, unikając zadania gniewnych pytań. Złapał za kubek i upił łyk kawy, na którą wcale nie miał ochoty, jednak musiał popić czymś posmak goryczy, który pojawił się w jego jamie ustnej z powodu pieprzonej zazdrości. Szybko odłożył naczynie, obawiając się własnego wybuchu gniewu.
- Te dzikusy – zaczął chłodno, rozmyślnie akcentując to wycelowane w niego słowo, rzucając rozmówcy ostre spojrzenie. – Na pewno nie kiwnęłyby palcem bez wyraźnego polecenia. Wiem o każdym wyskoku w naszych szeregach, więc możesz spać spokojnie – dokończył stanowczo, już nie obdarzając Vincenta łaskawie swym wzrokiem.
Nawet bliskość nic Vincentowi nie pomoże. Radley nie jest głupi, aby po zaledwie kilku przyjaznych gestach nagle zaczął chlapać językiem. Najpierw blisko znalazły się ich kolana, potem jeszcze smukła dłoń spoczęła na udzie bruneta. Cóż za tania sztuczka. Bardziej jednak absurdalne były te rozchylone wargi i proszące spojrzenie niebieskich oczu. W innych okolicznościach wpadłby w tę pułapkę, teraz jednak była ona dla niego zbyt oczywista.
- Naprawdę jesteś zadufanym w sobie egoistą – stwierdził gorzko, kolejny raz próbując wzmocnić wypowiedź spojrzeniem pełnym irytacji. - Liczysz się tylko ty i twoje zachcianki. Nie pomyślałeś nawet o konsekwencjach swojej ciekawości. Dla własnego dobra przestań węszyć. Jeśli chcesz coś wiedzieć, pogadaj z ojcem.
Po tych słowach wstał z krzesła i spojrzał na nastolatka z góry.
- Mam już iść czy może zmienisz nastawienie i pogadamy o czymś przyjemniejszym?
Na przykład o seksie – dodał w myślach, choć nie robił sobie żadnych nadziei. Teraz to wielki panicz Star strzeli focha i nie ugnie się tak szybko, a już na pewno nie ugnie się bez przymusu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:22 pm

Och, jakże miał ochotę warknąć Hunterowi w twarz, że nie było mowy, aby senior Star wprowadził w cokolwiek swojego syna, nie bez potwierdzenia – najlepiej na papierze – że jak najszybciej porzuci swoje żałosne gwiazdorstwo na rzecz czegoś przydatnego, tylko im, Starom, bo przecież to jego obowiązek. Stary Star nie był na tyle uczuciowy, żeby przejmować się stanem zdrowia fizycznego, czy psychicznego Vincenta, bo nawet mógł rzucać nim jak kąskiem, dopóki będzie miał pewność, że rzut na pewno przeżyje. W ostatecznym rozrachunku, w tym domu każdy martwił się o siebie i nieświadomą Angelinę – a pani Star, na dobrą sprawę, o nich wszystkich, choć o swój interes dbała. Nie powiedział nic z tych rzeczy, ale dla pewności zgryzł wewnętrzną część policzka.
Vincent nie skomentował zapewnień kochanka, choć było widać, że nie był przekonany – dzikusy były posłuszne tylko w dobrobycie, bo kiedy pozostawała tylko jedna padlina, potrafiły zarżnąć siebie nawzajem i na sam koniec zjeść. Nawet wielki przywódca musi pozostać wielki, inaczej większość się na niego rzuci – przynajmniej tak wyglądały wszystkie interesy jego ojca, który zawsze trzymał rękę na pulsie.
Zagrał swoim ciałem i sentymentami innych – czyli jak zawsze – ale szybko tego pożałował. Nie tylko dlatego, że okazało się to nieskuteczne, nawet nie przez tę krytykę, gdyż słyszał gorszą – uderzył go ton kochanka, bo nigdy wcześniej go nie słyszał. A Hunter nie bawił się w grę aktorską, a przynajmniej nie w ten sposób. Na przypieczętowanie własnych słów, wstał i spojrzał na długowłosego z góry, wyrzucając z siebie kolejne nieprzyjemne słowa. Młody Star natychmiast chwycił go za nadgarstek – naprawdę, zupełnie odruchowo! - i spojrzał na niego, samemu będąc zaskoczonym własnym zachowaniem. Zamrugał powoli oczami, starając się pozbierać myśli i powiedział jeszcze dziwniejszą rzecz:
- Nie odchodź. Przepraszam. Usiądź. - Chyba nie trzeba było dodawać, że rzadko przepraszał szczerze. Czuł się zażenowany własnym zachowaniem, dlatego nie miał zamiaru odpuścić w tym momencie – zacisnął wszystkie pięć palców wokół nadgarstka, zupełnie nieboleśnie, ale stanowczo.
Nie do końca wiedział co zrobić z tą sytuacją, z Hunterem i przede wszystkim z samym sobą, bo na palcach jednej ręki mógł policzyć, kiedy czuł się tak dziwnie... obco. Z braku laku i lepszego pomysłu, puścił w końcu nadgarstek... ale bojąc się, że ten ucieknie, chwycił tym razem go za dłoń, albo raczej palce.
- Chodźmy kiedyś na kolację – wypalił ponownie, jedynie na chwilę mocniej zaciskając się na kończynach, tylko po to, aby przyciągnąć go do siebie. Dłoń wyraźnie począł kierować w kierunku policzka – zaraz przypomniał sobie, że są w miejscu publicznym i o ile mógł znieść homofobiczne spojrzenia, to nie chciał, żeby te patrzyły na ewentualne zranienie jego dumy. Wystarczyło, że wyglądał na trochę spłoszonego. Dlatego, dłoń zanurkowała tylko we włosach Huntera, aby poczochrać je i zaraz obie objęły kubek. Dotykiem zarejestrował, że napój był chłodniejszy. Niebieskie spojrzenie ulokowało się gdzieś na brzuchu Huntera.
- Chodźmy kiedyś na kolację – powtórzył i upił łyka tego średnio-dobrego napoju.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Lip 22, 2015 7:30 pm

W głowie rozważał wiele rozwiązań dla tej sytuacji, ale brał pod uwagę przede wszystkim jedno: oburzony atakiem na swą osobę Vincent poderwie z miejsca, odpowie coś kąśliwego i wyjdzie bez pożegnania. Ale to, co się stało, całkowicie przewyższyło jego oczekiwania. Nagle na swym nadgarstku poczuł nie za mocny, lecz stanowczy uścisk. W pierwszej chwili pomyślał, że może Star zdecyduje się użyć siły fizycznej, choć wcześniej kilkukrotnie podkreślił, jak brzydzi się przemocą, uznając ją za przejaw prostactwa. Zaskoczony i zarazem mocno zagubiony wyraz na jego twarzy sprawił, że Hunter zrezygnował z tej wersji i wszedł w stan swego rodzaju oszołomienia, gdy tylko z wąskich ust długowłosego wydobyły się przeprosiny. Ten dumny gwiazdor naprawdę go przeprosił? Wydawało się to tak nierzeczywiste, że aż sam Hunter zamrugał powiekami. Na dodatek nastolatek nie zamierzał go też puścić. Gdyby Radley go nie znał, pomyślałby, iż mu zależy na jego obecności. Może rzeczywiście tak było, choć zdawało się to być niemożliwe.
Tak ostrożnie uścisk przeniósł się na palce. Delikatność w ich relacji cały czas była czymś nieporadnym, a jednak jakoś funkcjonowała. Oczywiście, Hunter wciąż walczył z szokiem, jakiego doznał, dlatego też pozostał na swym miejscu, nawet nie ośmielając się drgnąć. A potem usłyszał kolejne szokujące słowa, przez które spojrzał a Vincenta z dość niemądrą miną. Star niekoniecznie świadomie wyrwał go ze stanu otępienia, kiedy przyciągnął go do siebie i przesunął palcami po jego włosach. Po tym geście Hunter nie miał wyboru i musiał z powrotem usiąść na krześle, chociaż wcześniej tak łatwo się z niego podniósł.
Za drugim razem już od razu dotarła do niego treść zagadkowej wypowiedzi. Wielki panicz naprawdę zaproponował mu wspólna kolację. I choć przy powtórzeniu zdania był już o wiele bardziej spokojniejszy, to jednak Hunter wciąż był pod wrażeniem. Co prawda, tylko chwilę zajęło mu wzięcie się w garść, mimo to dziwne uczucie dręczyło jego wnętrze. Atmosfera między nimi wciąż była, jakby coś ciężkiego wisiało w powietrzu, czyniąc je gęstym, prawie niekorzystnym do oddychania. Irracjonalne wrażenie, z całą pewnością, lecz Hunter czuł się, jakby ktoś rzeczywiście pozbawił go tlenu – niczym rybę wyjętą z wody. Trudno mu było odnaleźć się w tej całkowicie nowej sytuacji, jednak musiał działać. Jeśli dalej będzie myślał, zostanie uznany za kretyna. Wziął więc głęboki wdech i spojrzał na towarzysza, posyłając mu cień uśmiechu przyczajony w kącikach ust.
- Czyżbyś proponował mi randkę? – spytał lekko żartobliwie, lecz jego głos nawet w jego odczucia wydawał się być napiętą struną, na której wesołość okazuje się być fałszywą nutą. Po raz pierwszy ktoś zapraszał go na kolację, być może na kolację będącą randką. I jak ma niby sobie z tym poradzić?
- Miło będzie pójść razem na kolację – dał mu wreszcie odpowiedź niby całkiem swobody, jednak jakaś niewidzialna siła wciąż napierała mu na żołądek. Nie denerwował się, bo niby czym? Wszystko jest w porządku, to tylko dla mnie nowość – powiedział w myślach, choć mało przekonująco nawet dla siebie. Przybrał więc na twarz maskę złożoną z pewnego siebie spojrzenia i cwaniackiego uśmieszku, jednak nie odważył się spojrzeć prosto w oczy rozmówcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet sugar   

Powrót do góry Go down
 
Sweet sugar
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Home, sweet home

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: