IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet sugar

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Cze 04, 2014 11:39 am

Trudne dziecko, miała na myśli raczej chorowite i słabe. Mało kto chce się opiekować takim człowiekiem, a nie daj boże jeszcze umierającym i cierpiącym.
-Po prostu jestem trudno i tyle.
Nie chciała bliżej wyjaśniać o co jej chodziło. Nie znała go przecież na tyle dobrze, aby mu to powiedzieć. Jeśli faktycznie zna jej braci to prędzej czy później dowie się tego od nich, a póki co niech zostanie to jej słodkim sekretem. Każdy się dziwił, że chodziła do tej placówki, ale tego zmienić już nie można było.
-Być może faktycznie. Z tego co zauważyłam, to jestem jedyną dziewczyną w tej szkole.
Zastanowiła się przez chwilę, że faktycznie miał racje. Wcześniej na to uwagi nie zwracała.
-Tak. Jeden i drugi. Ostatnio coś ze sobą nie mogą się dogadać, ciekawe o co im poszło.
Mówiła to raczej bliżej do siebie niż do niego. Smuciło ją to, że się kłócą, owszem wiedziała jakie zamiłowania ma jeden z braci, ale jej to ani trochę nie przeszkadzało.
Z toku myślenia wyrwało ją kolejne pytanie.
-Rodzice postanowili, że mam być pod ciągłą obserwacją czy coś w tym guście.
Fakt, nie słuchała ich nigdy, kiedy się o to kłócili. Poszła tam gdzie jej kazali. Potulnie jak kotek.
Klasnęła w dłonie na wieść o gofrach. W końcu dostała ulubione gofry z bitą śmietana i owocami. Miała wrażenie, że nie ominie jej jakaś ważna część rozmowy.
Z drugiej strony powoli zaczęła się zastanawiać, którędy przywędrowała. Czyżby znowu się zgubiła?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Cze 04, 2014 1:32 pm

- E tam... Śliczna i słodka jesteś, to pewnie odpowiednio dobrany chłopak byłby wstanie przymknąć oko, czy przeżyć fakt, że jesteś trudna. Cokolwiek by to nie znaczyło. - Powiedział wesoło, zastanawiając się nadal, co to znaczy, że jest trudna.
Widział jednak, że zbyt szybko nie wyciągnie z niej wyjaśnienia, więc uznał, że poczeka.
Szczególnie, że zaraz alarm w jego głowie zaczął się stawać coraz głośniejszy, jak wspomniała o tym, że jest jedyną dziewczyną w szkole, oraz że bracia od jakiegoś czasu nie dogadują się ze sobą.
- Zresztą, skoro jedną randkę już mamy zaliczoną, to może się ze mną na kolejną umówisz. Na jakiś wypad do kina, czy szwendanie się nocą po szkole i szukanie duchów. - Powiedział uśmiechając się wesoło i rozbawionym tonem, ale było to raczej na autopilocie.
Z rozpędu powiedział to, co pasowało do jego standardowego zachowania, podczas gdy jego myśli krążyły wokół tego alarmu.
- Przepraszam na chwilę. Muszę sprawdzić, czy przypadkiem nie mam dzisiaj dodatkowych zajęć... - Powiedział nagle przybierając skruszony ton i zaczął sprawdzać coś w telefonie.
Bibliotekarka Chrissy i bibliotekarz Chris. Brat O. z którym ostatnio się od siebie odsunęli i brat Ollie, z którym się nie dogaduje. Nastoletnia siostrzyczka, która z różnych powodów musi uczęszczać do tej samej w obu przypadkach szkoły dla chłopaków, gdzie w obu przypadkach jest jedyną dziewczyną. Plus kilka innych pokrywających się drobiazgów.
Skorpion nie bardzo wiedział co ma myśleć o tym podobieństwie.
- Ten Twój brat, Chris, to jest ten, co ma taką dość delikatną urodę? Wręcz można powiedzieć, że trochę kobiecą? - Spytał w końcu, tak od niechcenia, chowając z powrotem telefon.
I zaraz, aby szybko zmienić temat i nie dać małej czasu na zastanowienie się, spytał rozbawiony.
- Nie zasłodzisz się od tych wszystkich łakoci? - Samemu wrócił do pałaszowania lodów, znów dochodząc do wniosku, że musi niedługo zjeść coś normalnego i że na razie stop ze słodyczami.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Cze 08, 2014 10:30 am

Puściła te słowa dość szybko, aby przypadkiem znowu nie być czerwona jak burak. Choć w prawdzie uwielbiała jak ktoś prawił jej komplementy, to w tym wypadku wolałaby by ich nie było. Czyżby to sprawka tego chłopaka? Powoli zaczęła się czuć niekomfortowo.
Co?... R-r-r-r-randka?!
To dopiero strzelił jak z procy. Oczywiste było to, że była cała czerwona, a swoją twarz schowała w miśku, którego podniosła na wysokości swojej twarzy. Odechciało jej się już słodkości. Teraz to dopiero doszło do niej o czym on mówi.
-Kino może być…
Wyszeptała to tak cicho, że nie miała pojęcia czy w ogóle ją usłyszał, ale głośniej nie chciała tego powiedzieć. O nie! Nie było nawet takiej opcji.
-Chrissi nie jest taki zwyczajny, on po prostu lubi być i kobietą i mężczyzną. Cokolwiek to dla niego znaczy, ja z tym problemów nie mam. Przynajmniej mam z kim chodzić na zakupy!
Mówiła już normalnie i stanowczo. Widać było, że zmiana tematu dobrze jej zrobiła. Kiedy nie myślała o chłopcach byłą bardzo śmiała, ale kiedy już chodziło o kogoś, to tylko była czerwona i wstydziła się wszystkiego. Nic nie poradzi. Jest dość bardzo wstydliwą i nieśmiałą osobą.
Ściskała królika momentami trochę mocniej. Gofry zniknęły, a on zrobiła się tylko senna. Zaczęła powoli ziewać, zasłaniając buzie ręką, a jej oczy odmawiały posłuszeństwa. No tak. Dlatego nie powinna jeść słodyczy, po nich robi się senna, zamiast się obudzić.
Nie chciała jednak iść, więc zmuszała oczy do otwierania się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Cze 08, 2014 8:46 pm

- A więc niech będzie kino! - Powiedział ucieszony, chociaż jego myśli wciąż obracały się wokół jej rodziny i tej "kobiety", z którą pisał.
A gdy mała wspomniała, że "Chrissi" lubi być kobietą, wszelkie wątpliwości od razu zniknęły z jego główki.
Zamiast tego zmrużył nieco oczy a na jego buźce wypełzł złośliwy uśmieszek, gdy wyobraził sobie kilka różnych, możliwych, scenariuszy do onieśmielenia, czy też zawstydzenia bibliotekarza.
Chyba trzeba będzie niedługo tę bibliotekę odwiedzić.
Zaraz jednak znów przybrał rozbawiony i równocześnie ciepły wyraz twarzy, gdy przyjrzał się dziewczynce.
I widząc, jak ona zasłania ziewnięcie, roześmiał się cicho wstając.
- Skoro rozmowa ze mną tak Cię bawi, to chyba faktycznie kino będzie najlepszym wyborem na następną randkę. W końcu to film będzie od zabawiania Cię... - Po jego szerokim uśmiechu i wesołych oczach widać było jednak, że wcale się nie przejął tym, że jest śpiąca. Albo że nie wziął tego do siebie.
- A na razie chodź. - Dodał kładąc pieniądze na stole i wyciągając do dziewczynki dłoń.
- Odprowadzę Cię do domu. - Niby dokończył, ale zaraz jego uśmiech zrobił się jeszcze szerszy.
- Oczywiście, skoro jesteś tak zmęczona, to równie dobrze mogę Cię do domu zanieść. To wręcz mój obowiązek. - Powiedział przybierając poważniejszy wyraz twarzy i ujął jedną jej dłoń w swoją, pochylając się równocześnie, jakby faktycznie chciał ją podnieść.
Chyba spodobał mu się widok zaczerwienienia na jej słodkiej twarzyczce, skoro sam prowokował kolejne sytuacje, gdzie mógł ją zawstydzić.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Cze 15, 2014 11:00 am

Jednak słyszał, ale to nie było głównym jej problemem. Zasypiała, wiedziała, że przesadziła z ilością cukru, a teraz najlepszym rozwiązaniem będzie pójście spać. Był problem, tu nie było takiego miejsca. Pragnęła swojego łóżka, albo któryś z braci. Ta druga opcja była oczywiście o wiele lepsza. Ten chłopak był miły, aż zbyt miły. Czy chciał z nią coś zrobić? Nie zasypiała bo on ją nudził, wręcz przeciwnie bawiła się dość dobrze.
-Przepraszam nie powinnam jeść tyle słodyczy. Od nich zawsze chce mi się spać.
Ziewnęła ponownie. Fakt, była to prawda. Słodycze powinny rozbudzić, ale u niej działało to zupełnie odwrotnie. Ona zaś wstała, kiedy to zaproponowano, że ją odprowadzi i zaniesie. Wdrapała się na jego plecy. O tak. Przyłożyła głowe w ciepłe ciało i od razu się uśmiechnęła. Tego było jej trzeba. Objęła go wokół szyi, wyglądała jak mała przylepa, była bardzo leciutka.
-Wystarczy, że znajdziesz, któregoś z moich braci bo nie pamiętam, gdzie jest mój dom.
Mówiła poważnie, a chwile potem zasnęła. Jej zaniki pamięci często dawały o sobie znać. To jedna z tych sytuacji, w których była zdana na kogoś innego.


[z/t oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilkie

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 28/08/2014
Skąd : się biorą dzieci? // Birmingham

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Paź 04, 2014 3:51 pm

Nie przepadał za ludźmi. Właściwie można powiedzieć, że nienawidzi wszystkich, a przyjaciele to osoby, których nienawidzi najmniej. Czasami zdarza się, choć bardzo rzadko, że od pierwszej chwili nie skreśla nowopoznanej osoby. Taka osoba ma predyspozycje, by w ogóle cośtam w jego życiu znaczyć. Na początku jest dobrze, jednak po jakimś czasie Wilkie w każdym znajduje cechy, przez które nie może z daną osobą wytrzymać zbyt długiego czasu pod rząd. Mimo wszystko te osoby i tak woli od reszty społeczeństwa, dlatego wśród nich jest żwawszy, milszy, pogodniejszy. Mike jest wyjątkiem od jego zasad panujących w komunikacji międzyludzkiej, stał się przypadkiem jednym na wszystkich dotychczas poznanych mu ludzi. Teraz jednak znajdowali się na ruchliwym chodniku, a mina Wilkiego nie była zbyt przyjemna. Wystarczyło jedno spojrzenie, by domyślić się, że nie jest on osobą, która pała miłością do tłumów. Mike odciągnął go od planu kupna samochodu, więc wrócił do planu A – prezentem będzie pies ze schroniska, a Wilkie pokryje wszelkie koszty weterynaryjne i żywieniowe pupila. Tym jednak zajmą się później, a teraz czeka ich urodzinowy deser w kawiarni. Jako pierwszy wszedł do lokalu, oddychając z ulgą, że wyrwał się z tłoku. W środku było dużo ludzi, jednak kawiarnia nie była przepełniona i Wilkie dostał wolność w swojej strefie osobistej. Spojrzał na blondyna, by ten jak zwykle wybrał dla nich miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mike

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 31/08/2014
Age : 25
Skąd : Walia

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Paź 19, 2014 7:35 pm

Odetchnął z ulgą, kiedy dyskusja o samochodzie zakończyła się korzystnym dla niego porozumieniem. Co prawda Wilkie wytoczył ciężkie do przebicia argumenty, ale Mike był świadomy siły swojego oślego uporu. Wiedział też, że pod jednym względem nie różnił się niczym od Wilkiego. Oboje potrafili spasować i przystać na propozycję drugiej strony, jeżeli temat był ciągnięty przez dłuższy czas. W tym przypadku dyskusja okazała się polem bitwy cierpliwości. Jak się okazało: Mike posiadał jej odrobinę więcej.
Ale też o wiele bardziej zależało mu wyniku.
Chwile spokoju nie trwały jednak na tyle długo, żeby Nicholas mógł wystarczająco odpocząć. Przeczuwał, że chociaż problem samochodu miał z głowy, to Wilkie może wpaść na kolejny pomysł. Nie tyle droższy, co bardziej nietypowy.
Dam się wyciągnąć z mieszkania, ale nie zapomniał zabrać ze sobą podejrzliwości. Mimo ciągłego przetwarzania informacji i łączenia faktów, starał się prowadzić luźną rozmowę z chłopakiem, żeby tylko go rozweselić. Szykował się nieprzyjemny dwudziesty dziewiąty września.
Etapem finalnym spaceru (który był niemałym zaskoczeniem dla Michaela) okazała się utrzymana w ciepłych, jesiennych barwach kawiarnia, w której, mimo późnej pory roku, nadal serwowali lody, shake’i i koktajle owocowe. Klienci mogli też poprosić o coś ciepłego, a przynajmniej wymagającego dłuższego przygotowania.
Michael wszedł do lokalu zaraz za Wilkiem i rozejrzał się na boki świadomy, że teraz od niego będzie zależało, gdzie usiądą. Zazwyczaj wybierał miejsca przy ścianie, żeby mogli w spokoju porozmawiać, pożartować i coś zjeść. Teraz jednak z niezadowoleniem stwierdził, że ich ulubiony kąt został zajęty chwilę przed nimi. Obrzucił pomieszczenie kolejnym, pospiesznym spojrzeniem i wyrwał się do przodu, dostrzegając wolny, dwuosobowy stolik (uniemożliwiający dosiadanie się przypadkowych osób z powodu braku innych miejsc) pod oknem. Okno mogło być małym problemem, ale z pewnością wolał to niż otoczenie przez innych klientów i co rusz przeciskających się kelnerów.
Dopiero kiedy zajął miejsce, skinął na Wilkiego. Z opóźnieniem, ale usprawiedliwiał się tym, że im obojgu zależało na odpowiedniej atmosferze. Mike wiedział, że jego chłopak jest zdolny do wielu niecodziennych, zawstydzających czy kompromitujących ich oboje zachowań, dlatego nie mógł mu w tej kwestii tego dnia zaufać.
Bezpieczeństwo ponad wszystko.
Odsunął krzesło, na jego oparciu zawieszając kurtkę, po czym zajął miejsce przodem do środka sali. Wilkiemu pozostało wpatrywanie się w Mike. Albo ścianę, jeśli miałby takową ochotę. Torba blondyna wylądowała na podłodze pomiędzy ścianą o jego nogami.

_________________
"Nie szukaj ideału, bo ideałów nie ma. Znajdź kogoś, kto zdenerwuje Cię jak nikt inny. Kogoś, czyj dotyk sprawi, że odlecisz do innego świata. Kogoś, przy kim nie będziesz chciała nikogo udawać."



"Szukam cię - a gdy cię widzę,
udaję, że cię nie widzę.

Kocham cię - a gdy cię spotkam,
udaję, że cię nie kocham.

Zginę przez ciebie - nim zginę,
krzyknę, że ginę przypadkiem..."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilkie

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 28/08/2014
Skąd : się biorą dzieci? // Birmingham

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Paź 26, 2014 1:30 pm

Tak jak przewidział, Mike wystrzelił do przodu, by zająć im stolik. On sam po drodze zahaczył o ladę, na której piętrzyły się wymyślnie oprawione menu i złapał jedno pod pachę, by pomaszerować z nim do stolika, jednocześnie ukradkowym i pełnym podejrzeń spojrzeniem przesunąć po reszcie klientów.
Chwycił menu w dłoń i strzelił nim zaczepnie Mike’a w głowę, po czym nonszalancko położył je na stoliku, robiąc to, w jego mniemaniu, z klasą profesjonalnego kelnera prosto z pięciogwiazdkowej restauracji.
Uśmiechnął się siadając na wolnym krześle. Czuł pewnego rodzaju niepokój, gdy musiał ustawiać się w ten sposób, jednak w takim miejscu raczej nie powinno czyhać na niego jakiekolwiek niebezpieczeństwo, więc w gruncie rzeczy cieszył się, że nie musi patrzeć na ludzi. Irytujące stworzenia.
Podczas poruszania się wciąż odczuwał ból, po niedawno rozegranej walce, więc od czasu do czasu mimowolnie na jego twarzy pojawiał się grymas. Tak naprawdę nie zmieniało to zbyt wiele, bo wśród ludzi taka mina była u niego na porządku dziennym.
Oparł przedramiona o blat stolika i uśmiechnął się do chłopaka.
- Mam nadzieję, że jesteś świadomy, że wszystko, co teraz zjemy odbije się na ilości minut, które poświęcisz dziś ze mną na bieganie – zagadnął, stwarzając teatralnie sadystyczny uśmieszek. Tak naprawdę to nie zamierzał zmuszać Mike do żadnych ćwiczeń, co więcej, całkiem możliwe, że nawet on sam je sobie dziś odpuści. Na kilka dni po wzmożonym wysiłku, jakim na pewno są „zawody” bokserskie, powinien dać czas dla organizmu na zregenerowanie się. Nie ma mowy o morderczych biegach, jedynie łagodne ćwiczenia. – Tak więc… zamawiaj ile chcesz - dokończył i zachęcająco podsunął menu do blondyna, zastanawiając się czy wziął jego "groźbę" na poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pią Gru 12, 2014 4:03 am

Kiedyś Charles byłby na siebie nieziemsko zły. Tak jak wtedy, gdy wszystko się zaczynało. Wciąż kłócił się z samym sobą. Chęć walczyła z niepewnością, ale w końcu ta pierwsza wygrała. Co z tego miał? Mówiąc kolokwialnie, jedno wielkie gówno. Jedno wielkie bagno z którego teraz nie mógł wyleźć. Gregor był jak bagno. Ludzie byli jak bagno, wystarczyło nieostrożnie wleźć na niepewny grunt i można było zatracić wszystkie swoje wartości. Brzydkie porównanie, ale Charlesowi wydało się nad wyraz trafne. Warto też pamiętać, że tworzenie jakichkolwiek metafor było dla Charliego trudne, czasem niewykonalne, ta jednak przyszła mu łatwo. Ułożył ją w fazie, kiedy był zły i rozgoryczony, co oczywiście znaczyło, że myślał o swoim, pożal się boże, związku nawet więcej niż na początku, kiedy pozornie było im dobrze. Potem mu przeszło. Potem był wściekły na siebie i z masochistyczną dokładnością kalkulował wszystkie swoje posunięcia i ich paskudne następstwa. Dlaczego wiec teraz nie był zły? Kiedy już stanął z nim twarzą w twarz? Dlaczego wydawał się taki przejęty? Cóż, tak łatwo było być złym na siebie i na Gregora, gdyby nie cieplejsze uczucia i durny sentyment. Minęło za mało czasu żeby Charles zdążył wyrwać sobie z piersi ten (obudzony przez Gregora) kawał mięsa zwany sercem i znów zamienić go na porządny głaz. Zdecydowanie otrzymał za mało czasu, czuł to doskonale. W drżeniu głosu i ciała, przyspieszonym oddechu, spiętych, bolących mięśniach. Popadanie w skrajności było mu znane. Nienawidził tego. Nienawidził tracić kontroli. Jednak po raz kolejny, jakie to miało znaczenie? Czy Gregora to obchodziło? Nie chciał wiedzieć. Nie byli już razem, prawdopodobnie nie będą. Może, jeśli naprawdę był takim masochistą, pozostanie mu stworzyć namiastkę relacji nie podszytej żalem i poczuciem straty. Czas leczy rany, jak to mówią! Potrzeba go tylko trochę więcej.
Wobec tego tkwił sobie w tym nieprzyjemnym stanie skrajnego zdenerwowania od którego robiło mu się mdło, a gdy w pierwszym momencie zamiast odpowiedzi otrzymał dotyk... o, wtedy naprawdę poczuł złość. Cofnął się dość gwałtownie, nie kontrolując odruchu w którym zgromił Gregora wzrokiem. Patrzył z wyrzutem, jakby mężczyzna popełnił jakieś okropne faux-pas. Charles mógł znieść wszystko. Widok, dźwięk głosu, zapach, ale dotyk? Z tym zawsze miał kłopoty. Nie potrafił ustosunkować się do takich rzeczy, nie rozumiał ich zbyt dobrze. Dzielenia się dotykiem wciąż się uczył, a właściwie porządnie cofnął się w swoich naukach po wyjeździe Gregora. Szczególnie wobec niego. Zdając sobie sprawę ze zbyt gwałtownej reakcji pokręcił głową, bez słów jasno ustalając granicę, którą kiedyś z pasją zatarli. Teraz nawet nie było granicy, był mur. Wielka, świeżo zbudowana ściana. I pomyśleć, że jeszcze chwilę temu chciał go przytulić. Właśnie poczuł, że się mylił. Odchrząknął.
- Zaprowadzę. - Mruknął i odwrócił się ruszając w kierunku wyjścia. Obecność Gregora bardzo mu ciążyła, ale starał się to w sobie zdusić. Przecież sam zaproponował. Wypije z nim tę kawę, oswoi z myślą, że wrócił i może w końcu poukłada sobie cały ten bajzel jakim obecnie było jego życie.


Nawet nie zaszedł po płaszcz. Wyszli z gmachu szkoły wprost w jedną z mniejszych uliczek. Charles nie chodził do barów czy innych podobnych lokali. Nie przepadał za takimi miejscami z racji swojej ogólnej niechęci do ludzi. Teraz jednak nie miał wyboru. Pamiętając, że gdzieś tutaj kiedyś rzuciła mu się w oczy jakaś kawiarnia, zdecydował się wybrać ją na miejsce tego dziwacznego spotkania. W czasie drogi właściwie się nie odzywał. Jakoś ciężko było znaleźć właściwy temat, tym bardziej, że Charles pierwszy raz w życiu znalazł się w podobnej sytuacji i już kompletnie nie wiedział o co mógłby zapytać, a poruszanie jakich tematów byłoby skrajną głupotą. Wybrał więc to, co wybierał zawsze - bezpieczne milczenie. Mimo wszystko po kilku chwilach nie wydawało mu się takie ciężkie. Wyjście na chłód naprawdę pomogło. Poczuł się mniej osaczony dlatego widać było nieśmiałe rozluźnienie. Raz nawet uśmiechnął się, tak jak zawsze, sztucznie, ale to zaczynało wyglądać znajomo.
Gdy usiedli przy jednym ze stolików i złożyli swoje zamówienia, Charles w końcu zdecydował się przerwać ciszę.
- Nie mam pojęcia czy kawa tutaj jest dobra - Podjął dawno zapomniany, ale obecnie jakże aktualny temat. - Wnioskuję, że skoro to kawiarnia, powinni mieć dobrą. - Ton też przestał już tak drżeć, a i spojrzenie było pewniejsze. Przekrzywił głowę spoglądając Gregorowi w twarz nawet bezczelniej niż by się po sobie spodziewał i w końcu padło jedno z głupich, pewnie kompletnie niewłaściwych zdań, ale nie zdawał sobie z tego sprawy. I tak wydawało mu się właściwsze niż szereg innych, które chodziły mu po głowie.
- Nie zmieniłeś się ani trochę.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Gru 13, 2014 4:27 am

Nie był zaskoczony samą reakcją, po prostu przestraszył się jej gwałtowności, przez co odruchowo drgnął i lekko zmrużył oczy. Serce zabiło mu szybciej. I tyle. Pomyślał, że powinien przeprosić, ale darował sobie, za to spuścił wzrok, co jeszcze parę miesięcy byłoby u niego nie do pomyślenia.
Ciszę przyjął jak starą znajomą. Pamiętał, że od tego dnia, w którym Charles przerwał mu liczenie od trzynastu do zera, często przebywali ze sobą w milczeniu, bez tworzenia napiętej atmosfery, z jaką cisza właśnie się mogła kojarzyć. Jeśli na tym ma ich spotkanie polegać to Leammiele nie ma nic przeciwko, pomimo tego, że jeszcze parę tygodni temu chciał wydrapać sobie serce z piersi, drąc się na całe gardło, że wie, że największym błędem były niedomówienia i pozostawianie wszystkiego do domysłu... Że teraz mógłby mówić i słuchać! Dialog, dialog! I łapać wszystko to, co gdzieś chciało umknąć! I nie pozwolić, by ten drugi ktoś żył nawet tuż obok, bo to hen hen! Za daleko, by zareagować na czas! I że...
Ale już był... czysty. Patrzył na świat i myślał o tym, że lepiej pójść spać, przeczekać, hibernować.

Pan Leammiele mijał ten lokal parę razy, ale jakoś nigdy nie zwrócił na niego szczególnej uwagi. Może to przez nazwę? Sweet Sugar. To wydawało mu się takie banalne, że aż wprawiało w lekką irytację. Za każdym razem, gdy widział tę nazwę, był pewny, że Bitter Sugar brzmiałoby o wiele ciekawiej i przy okazji ambitniej. Ale tym razem bezrefleksyjnie spojrzał na szyld i wszedł do kawiarni za Charlesem. Powiódł spojrzeniem po siedzących tu ludziach i samo to wystarczyło, by poczuł przypływ paniki. Ale nie ma tak lekko! Zmiana temperatury, zaduch, mieszanina intensywnych zapachów i gwar typowy dla takich miejsc niemal go powaliły. Spiął się cały i jak najszybciej zostawił płaszcz na wieszaku, by móc uciec z centralnego punktu sali gdzieś bardziej na bok. Pamiętał, jak zachowywał się, gdy takie bodźce nie wywoływały większego wrażenia i grał opanowanego, jednocześnie skupiając uwagę na wszystkim innym, by rzeczywiście pozbyć się tego chorego, niewygodnego uczucia. Najwyraźniej miał tak czyste myśli, że świat zewnętrzny mógł łatwo się w nie przesączyć. Na pewno o to chodziło.
Zamawianie kawy kojarzyło mu się przyjemnie, zajęli stolik w nierzucającym się w oczy miejscu, poza tym szybko przywykł do atmosfery i zrobiło mu się lepiej. Gdy kelner odszedł, Leammiele siedział spokojnie i śledził spojrzeniem palce prawej dłoni, którymi zaczepiał o czubek rękawiczki na lewej. Oczywiście nie robił tego ostentacyjnie, po prostu sobie siedział, podporządkowując się ciszy i nastrojowi. Zero presji. W końcu i tak jakie to miało znaczenie?
Podniósł na niego wzrok i pokiwał głową. Czyli jednak rozmowa.
– Przekonamy się – rzucił jakby nigdy nic. Domyślał się, że o tej porze dnia mało osób zamawia kawę, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Nie bał się, że nie zaśnie, bo tak właściwie głęboko w sobie już od długiego czasu drzemał.
Nie zmienił? To zdanie było jednym z ostatnich, jakie spodziewał się usłyszeć! Może po jego twarzy nie było tego widać, ale w duchu uśmiechnął się. To dobrze, że widzi mnie takiego, jaki byłem. Obędzie się bez krępującej ostrożności. Ale... chwila... Co? Chyba chodzi o coś więcej. On ma rację. Tak naprawdę... Los zatoczył pełne koło. Wtedy, tam na górze poznał mnie takiego, jakim jestem teraz. To nic nowego.
I nagle Leammiele'owi to stwierdzenie wydało się tak skrajnie żałosne, że przez złość na samego siebie musiał spojrzeć gdzieś indziej, nie mogąc znieść widoku znajomej twarzy. Cofnął dłonie i wsunął kciuki do kieszeni spodni, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Kiedy indziej pewnie by rozładował napięcie uśmiechem i gorzkim, ale wpół żartobliwym komentarzem o tym, jakim to niereformowalnym kretynem jest, ale teraz nie potrafił. Przełknął ślinę. Nadinterpretujesz. Bez domysłów. Tylko jakie to ma teraz znaczenie...?
– Co dokładnie masz na myśli? – odezwał się po chwili, znów przenosząc spojrzenie na Charlesa.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Gru 13, 2014 7:07 pm

Charles nie miał na myśli nic więcej ponad to proste stwierdzenie. Po rozstaniu z Carolyn nigdy nie spotkał się z nią ponownie, nawet przez przypadek. Czy się zmieniła? Czy miała więcej zmarszczek na twarzy? Gregor się nie zmienił. Było tak, jakby widzieli się ledwie kilka dni temu. Te same usta, ten sam nos, te same oczy. Zmiany nie zachodziły na zewnątrz, a już na pewno nie przez tak krótki czas. Jedynie przekształciło się nieco postrzeganie świata, tak przynajmniej było w przypadku Charlesa. A jednak na głos zwrócił uwagę na brak zmian.
Tę chwilę milczenia w której Gregor odwrócił wzrok, skwitował pełnym zawodu uśmiechem. Może dobrze, że mężczyzna w tamtej chwili na niego nie patrzył, Charles tak naprawdę nie chciał pokazywać mu swojego zawodu. Nawet jeśli to nie miało już znaczenia. Odchylił się na krześle. Wzruszył ramionami.
- Dokładnie to, co powiedziałem. - Nie uciekł spojrzeniem, kiedy Gregor popatrzył mu w twarz. Niemal tak jak kiedyś. Mogli mierzyć się wzrokiem i do końca świata, gdyby tylko się tym nie nudzili. Charles doskonale pamiętał Gregora jako jedną z niewielu osób, która spojrzeniem rzucała mu wyzwanie, kusiła jego bezczelnością. - Tak, jakbyśmy ostatni raz widzieli się wczoraj, a nie ponad pół roku temu.
Może zmusiłby się do dłuższej konfrontacji, na siłę starając się nie drżeć i nie pokazywać zdenerwowania patrząc prosto w złote oczy, ale wtedy kelner przyniósł zamówienie. Machinalnie spojrzał na dużą filiżankę, tym samym uwalniając Gregora i siebie od dziwnie znajomej chwili. Objął naczynie grzejąc wychłodzone dłonie. Zapach kawy zamiast zachęcić do spróbowania, spowodował mdłości, a mimo to sparzył sobie usta gorącym płynem. Zagłuszał niepokój nieprzyjemnymi uczuciami tym bardziej, że prowadzenie jakiejkolwiek rozmowy bez poczucia porażki i nawiązania do minionych chwil było niemal niemożliwe. Na przekór sobie spróbował jeszcze raz.
- Moja matka ponownie wyszła za mąż... - mruknął z nad parującej filiżanki. Tym razem nie podniósł wzroku. Choć temat jaki wybrał zdawał się być bardzo neutralny, to dla Charlesa wiązł się z wieloma gorzkimi chwilami. Nie miał zamiaru o nich mówić, miał nadzieję poprowadzić tę oszczędną konwersację w możliwie najmniej inwazyjny sposób.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pon Gru 15, 2014 11:31 pm

Skinął głową. Czyli rzeczywiście dobrze zrobił upewniając się i nie dając porwać fali dramatyzowania. Nie kojarzył Charlesa z podstępnym wbijaniem szpilek w czułe miejsca, więc nie miał bezpośrednich podstaw do wyciągania takich wniosków ten sprzed chwili, ale pośrednio skutecznie go tego nauczono, pewnie stąd ta reakcja.
– Pół roku temu... – powtórzył prawie bezgłośnie. Łatwo było zgadnąć, że teraz przez leammiele'ową głowę przegalopował tabun najróżniejszych wspomnień. Parzył nieobecnym spojrzeniem na Charlesa, na moment z zamyślenia wybudził go kelner przynoszący ich zamówienie, w efekcie czego Gregor mógł wspominać dalej, tym razem dla odmiany obserwując parę unoszącą nad kubkiem. Kiedy on ostatnio coś jadł? Nie ważne, teraz nie powinien o tym myśleć, stres dostatecznie naruszył jego żołądek.
Za mąż? Czy on dobrze usłyszał? Ten temat wydawał się dosyć prywatny, nie wiedział, czemu Charles akurat go poruszył. Pomimo tego Gregor najwyraźniej nie miał nic przeciwko, tylko odrobinę się zdziwił, bo wcześniej rzadko zdarzało im się rozmawiać na temat swoich rodzin. Pamięć odrobinę pomogła mu przejść ponad obecnym stanem i cofnąć się do czasów, w których potrafił prowadzić dyskusje.
– Och, to chyba dobrze – odezwał się w miarę pogodnie. Brakowało tylko uśmiechu, ale do tego drobiazgu szło przywyknąć. Od razu pomyślał o swojej matce, ale na razie nie chciał przekierowywać tematu rozmowy na coś, co wiązało się z jego osobą i tym cholernym wyjazdem. Bał się tego tematu. Przełknął ślinę.
– To... – zawiesił głos, właściwie nie wiedząc, o co chce zapytać. – Myślisz, że to ktoś... – Wykonał gest dłonią, nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa. Widać było, że się męczył, jednocześnie nie chcąc sprawić rozmówcy zawodu. Zaczynał się irytować! Miał ochotę wstać i wyjść. I iść spać! Nie chciał tego, co tu się działo, uwierała go ta napięta atmosfera. Chwilowo wybudził się ze swojego wewnętrznego letargu, bo coś było źle w inny sposób niż ten, który stwarzał tę czyściutką apatię.
Oparł łokieć na stoliku, zasłonił powieki dłonią i trwał tak chwilę, biorąc głęboki wdech i wolno wypuszczając powietrze. Poddał się.
Matka Charlesa, stypendium, wyjazd, macocha, matka, zapach pościeli w hotelu w Austrii, egzotyczny zapach świeczki, którą przyniósł Charlesowi, Tyber, pomarańcze, Amaretto, dźwięki, dźwięki, dźwięki, Calir de Lune, słony posmak zagłuszony przez gorycz wina.
W końcu wplótł palce we włosy i podparł czoło na dłoni. Podniósł wzrok.
– Kurwa, Charles, ale to wszystko jest popierdolone. – Skwitował z wyrazem protestu przeciwko całemu światu w głosie, w końcu dając po sobie poznać jakieś silniejsze emocje. Zmarszczył brwi. – My to popierdoliliśmy. Nie wiedziałem nawet, że tak się w ogóle da. – Wyprostował się i nieświadomie objął lewą dłonią kubek. Na chwilę spojrzał w bok i pokręcił głową. – I... ja ciebie też. Też przepraszam. Za zmianę tematu także.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Gru 16, 2014 2:14 pm

Panujący wokół szum złożony z ludzkich głosów zabrał Charlesowi możliwość usłyszenia szeptu, dlatego nawet nie podniósł wzroku. Dalej kontemplował swoje naczynie wypełnione kawą nie wypuszczając go z rąk, pomimo, że już od kilku chwil zamiast ciepła czuł jedynie ból. Znajomy, niespodziewanie pogodny ton naprawdę go zaskoczył. Nie zdawał sobie sprawy z ulgi jaką wtedy poczuł. Jedyną tego oznaką do której też nie przywiązał uwagi, było odsunięcie dłoni od gorącej powierzchni. Nieprzyjemne mrowienie chciało przypomnieć mu, że przesadza, ale zdusił tę obawę. Niestety dał się zwieść neutralnemu tonowi, nie spojrzał i dlatego się pomylił. Może, gdyby choć przez chwilę przyjrzał się Gregorowi, odgadłby, że to też nie był właściwy temat. Nie spojrzał, więc pociągnął go dalej. Brak umiejętności odczytywania właściwych emocji właśnie dało o sobie znać.
- Nie wiem... Jest irytująco wesoły i mówił do mnie synu, jeszcze zanim ożenił się z moją matką. Miałbym to gdzieś, gdyby nie traktował mnie przy tym jak dziecka. Pod tym względem do siebie pasują, ona też nie moż...
Drgnął zaskoczony ostrością słów, urywając zdanie w połowie. Poderwał głowę wbijając zaniepokojone spojrzenie w znajomą twarz, przez kilka sekund nie mogąc pojąć zmiany jaka zaszła. Przeklinał swoją nieuwagę. Momentalnie przygarbił się, jakby na barki spadł mu wielki ciężar. Właściwie rzeczywiście tak było. Zburzyła się krucha konstrukcja spokoju, którą starał się budować od przyjścia do  kawiarni. Opuścił głowę, a z nią spłoszony wzrok. Rozpaczliwie starał się wychwycić kolejny błąd jaki zrobił, a to jedynie pogłębiło zdenerwowanie. Już nie miał pojęcia co powinien mówić. Zacisnął palce na naczyniu, a z nimi szczęki. Skrzywił się brzydko. Czuł na nowo rozpychającą się w gardle gulę, a z każdym kolejnym razem coraz trudniej było ją przełknąć. Musiał się przełamać, musiał coś zrobić zanim się nią udławi. Gula niewypowiedzianych słów... Myślał o tym, co powiedział Gregor. To ostatnie co spodziewał się usłyszeć. Przeprosili się wzajemnie, ale co musiałoby się stać, żeby miało to jeszcze jakieś znaczenie?
Powstrzymał się przed ucieczką na którą znów momentalnie przyszła mu ochota. Milczał chwilę, patrząc nieobecnie w blat stołu. Kciukami pocierał ścianki naczynia, ukrywając drżenie dłoni. Odetchnął powoli. Tym razem to on, przez paskudne zaskoczenie, wyraźnie się męczył, ale powoli, ostrożnie starał się to zniwelować. Przycisnął rozgrzane palce do skroni i na wzór Gregora na chwilę ukrył twarz  za dłonią. Chciał powiedzieć, że od początku nie powinni się w to pakować. Chciał przyznać racje wszystkim swoim obawom, które podle krzyczały mu do ucha "a nie mówiłem?!" Bo taka była prawda. Nawet jeśli mieliby kiedyś żyć szczęśliwie u boku innego człowieka, najwyraźniej nie powinni wybierać siebie na wzajem. Ale nawet skoro to wiedział, tak ciężko było się z tym pogodzić. Bo przecież, gdyby zupełnie sobie odpuścił czy czułby się tak okropnie? Czy drżałyby dłonie? Czy serce ściskałoby się tak boleśnie? Właśnie dlatego żadna z gorzkich prawd nie opuściło jego ust za to wypłynęły z nich dławiące go słowa.
- Oczywiście, że się da. Dowiedliśmy tego. - wykrzywił wargi w coś na kształt uśmiechu, co w rzeczywistości było jedynie smutną karykaturą. Westchnął kolejny raz, uspokajając zbyt szybko bijące serce. Wina zawsze leży po obu stronach, prawda? Gdy się wyprostował, świadomie i niesamowicie naturalnie zamienił poprzedni grymas na prawdziwy uśmiech. Ten, który należał tylko do Gregora. Ten, którym obdarzał go w najbardziej intymnych chwilach. Ten prawdziwy. Potrząsnął głową. - Daj spokój. Tamten temat też nie był właściwy. Teraz już nie ma właściwych tematów, sądzę, że jeszcze długo ich nie będzie. I bądźmy szczerzy, nigdy nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać... ja nie potrafiłem. - Spojrzał gdzieś ponad głowy siedzących ludzi - Jest wiele rzeczy, które chciałbym ci powiedzieć, ale nigdy nie wiem co będzie właściwe. Może w końcu powinienem przestać się przejmować. Teraz i tak nie stanie się nic gorszego. - Charles mówił powoli, jakby ważył każde słowo, jednak tak naprawdę już się nimi nie przejmował. Już kiedyś tak było, kiedy poddawał się czemuś, godził z beznadziejną w swoim odczuciu sytuacją, stawał się naturalny. - Więc może powiem, to co myślę, skoro już tu jesteśmy, skoro wyciągnąłem cię na tę idiotyczną kawę... - Przysunął do siebie naczynie powracając spojrzeniem na Gregora. Nie przestawał się uśmiechać, ale teraz inaczej. Jakby nieświadomie chciał zniwelować napięcie. - Tęskniłem. - Pozwolił sobie na moment brzmienia tego słowa, podkreślić je mocą spojrzenia. By nie stchórzyć, mocno zacisnął palce na filiżance. - Po fakcie, ale naprawdę tęskniłem. Nie doceniłem tego. Już raz to przerabiałem, ale jedna lekcja, to najwyraźniej za mało żeby się czegoś nauczyć. - Prychnął cicho. Pokręcił głową. - Teraz już za późno, ale wróciłeś, będziesz tutaj, a mnie gnębiłoby, że będę musiał cię unikać. Teraz już nie będę musiał. Nie chcę. To co było, minęło. Jeśli wszystko zostanie powiedziane, nie będzie do czego wracać. Nie będzie domysłów, więc może nie będzie żalu. Pamiętasz? - Spojrzał na niego nie powstrzymując gorzkiego uśmiechu - Z niedopowiedzeń nigdy nie wychodziło nic dobrego. Wciąż o tym zapominaliśmy. Chciałbym sądzić, że to właśnie przez to, ale wiem, że wiele w tym mojej winy. Nie chciałeś być obowiązkiem i nigdy nim nie byłeś, choć mnie tak łatwo było przełożyć pracę nad prywatność. - Na chwilę zamknął oczy i odetchnął głęboko. Nie dbał o to, co Gregor zrobi z tymi zwierzeniami. Chciał, żeby wiedział, chciał uwolnić się od ciężaru. - Zabawne, że gdy zniknąłeś, na początku nawet nie mogłem pracować... Później tylko pozornie było lepiej. A tak naprawdę nic już nie było takie samo. Dlatego proszę... - Otworzył oczy, ale od razu uciekł spojrzeniem do maltretowanej filiżanki kawy - ...skoro nie potrafisz mnie kochać, to chociaż przestań nienawidzić.
Pomimo odważnego wypowiedzenia prośby, przestraszył się jej wagi. Mógł jeszcze o cokolwiek prosić? Co się stanie, jeśli Gregor teraz po prostu wstanie i wyjdzie? Jak będzie się czuł po tym wszystkim? Jak będzie mógł wrócić do pracy w szkole? Zapewne nie wróci. Zapewne w końcu się podda, może znów zacznie chodzić na terapię i wygrzebie się. Może jeszcze kiedyś stanie na nogi, ale nim to, jeszcze siedział w kawiarni, jeszcze między nimi wciąż wisiały jego słowa. Jeszcze miał okruch nadziei na relację nie podszytą niechęcią.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Gru 17, 2014 2:31 am

To tak miało działać. Ten ton miał być tak odebrany i nie było w tym żadnej winy Charlesa. Gregor kiedyś gdzieś czytał, że sami możemy sterować własnym nastrojem, wpierw zmuszając się do uśmiechu, potem po prostu coraz szczerzej odpowiadając na cudzy uśmiech, aż w końcu wierzy się, że jest dobrze albo chociaż nie tak źle, jak było jeszcze chwilę temu. Problem w tym, że Leammiele nie umiał. I to nie tylko dziś, choć rzeczywiście, tego dnia czuł się wyjątkowo eksploatowany pod względem zmian nastrojów, jeśli w ogóle można było tak nazwać jego obecny stan wewnętrznej pustki. Dziś czuł się jak kości do gry w rękach dziecka. Ono jeszcze nie rozumie, do czego służą więc rzuca nimi o ziemię, obserwując jak odbijają się i słuchając jak stukają. A może właśnie było odwrotnie? To Gregor miał w dłoni kości – swoje życie i ciskał jego większymi i mniejszymi fragmentami na lewo i prawo, z fascynacją, a czasem niedowierzaniem zauważając, że konsekwencje zawsze przychodzą szybciej niż się tego spodziewa. Zawsze daje się zaskoczyć.
Tym razem nie było inaczej. Wprawdzie w czasie, gdy poświęcał tygodnie nad rozdziobywaniem własnych wnętrzności, gdybał nad rozmową podobną do tej, ale przecież nie umiał dokładnie przewidzieć jego słów ani swojej reakcji, która była bezpośrednio z nimi związana. W tej chwili działał bezmyślnie, improwizując.
Miał wrażenie, że czas zwolnił dla całego świata albo przyspieszył tylko wokół, wobec nich pozostając obojętnym. To co poza nimi nie jest ważne, to wszystko takie odległe... Pewnie gdyby gdzieś obok nastąpiła jakaś eksplozja, Leammiele nie zwróciłby uwagi, dopóki ktoś nie zacząłby go szarpać, zupełnie, jakby właśnie był ogłuszony przez coś innego, silniejszego.
Zaskakująco trzeźwo wpatrywał się w Charlesa szeroko otwartymi oczami, wciągnięty, zafascynowany i... pełen druzgoczącego smutku. Mogło się wydawać, że nie słyszał samych słów i po części tak było. Wychwytywał ich sens gdzieś w podświadomości i reagował odruchowo, jak w jednej z tych minionych chwil, gdy udawało im się podzielić własnymi światami. Chwil najdelikatniejszych i najbardziej intymnych, których nawet przypadkowe przerwanie wywołuje niepohamowaną złość.

– Wiesz, ja... – zaczął szybko, zaraz po tym jak Charles zamilkł, ale i tak nie mógł nadążyć za pędzącymi myślami, dlatego odchylił głowę w górę, przymknął oczy i odetchnął, dopiero po chwili podejmując ze spokojem, który wymagał od niego naprawdę nieludzkiej dawki opanowania. – Ja chciałem zapomnieć, tylko tyle. Zapomnieć o naszych miejscach, słowach, błędach, zapomnieć o zaufaniu i... – zawiesił głos. – Tym wszystkim. Chciałem to wszystko stracić, nawet jeśli potem miałbym wracać do tych miejsc, nie wiedząc na kogo czekam, wertować książki, nie znajdując w żadnej wersów, które brzmią mi echem w głowie i pouczać innych, że zawsze może być gorzej, tak naprawdę nie pamiętając, jak źle może być. Chciałem zapomnieć o tobie... – Ostatnie słowa wychrypiał przez zaciśnięte gardło i spuścił wzrok, jakby właśnie przyznawał się do zdrady. Charles widział go już przynajmniej raz w takim stanie, jednak mylił się, jeśli sądził, że Leammiele przegra z uczuciami. Wystarczyło, że przełknął ślinę i już mógł mówić dalej tym znajomym, niskim głosem. Dopiero teraz wyraźniej dało się dostrzec jego wyniszczenie, gdy nawet silne emocje nie miały wystarczającej mocy by rozpalić serce na dłużej. – Ale nie mogę – rzucił, wbijając w mężczyznę być może nawet zbyt twarde spojrzenie, powodowany żalem do swojej przypadłości z pamięcią. Za chwilę znów się odezwał, jednak brzmiał zupełnie inaczej, niemal przepraszająco.
– Czasem nie mogę zapanować nad tym, co sobie przypominam i ciężko mi to unieść. Dla mnie to, co było nie minęło na zawsze. To co było przed spotkaniem z tobą, co było w trakcie naszej znajomości jest... jest cały czas obecne. I ja pamiętam każdą 'lekcję', ale nie chcę się uczyć, nie chcę wiedzieć więcej, bo ja nie mogę tego unikać. Ja nie mogę unikać ciebie... To za dużo, to za długo... Nie mogę unikać ciebie, gdy po takim czasie stałeś się częścią mnie...! – Położył dłoń na piersi. – I teraz jestem tu, ale gdziekolwiek bym nie był – ty będziesz ze mną! Tamtego dnia na dachu, świadomie bądź nie, przyszedłeś i nawet jeśli ja nie będę z tobą to... ty będziesz ze mną. Dużo we mnie zmieniłeś. – Tylko czy to miało teraz jakiekolwiek znaczenie?
Objął spojrzeniem całą sylwetkę Charlesa, jakby chciał się upewnić, że mówi do odpowiedniej osoby, że to ten sam mężczyzna, w końcu wyrzucił z siebie:
– Zrozum, ja nie chcę nienawidzić kolejnej części siebie... – Być może tylko przypadkowo spojrzał na swoją lewą dłoń, którą teraz zaciskał na blacie stolika. Nagle poruszył się, lekko pochylając do przodu.
– Ale ty? Czego ty chcesz?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Gru 17, 2014 6:53 pm

Charles nie chciał przegapić żadnego słowa, chciał rozumieć każde zdanie bo tylko wtedy będzie w stanie nie popełnić błędu. Nie było łatwo. Kiedyś też miał problemy ze zrozumieniem przekazu słów Gregora, ale teraz nie mógł sobie na to pozwolić. Czujnie wpatrywał się w siedzącą na przeciw sylwetkę wychwytując wszystkie drobiazgi, każdą zmianę w głosie i spojrzeniu.
Gregor chciał zapomnieć, Charles też tego pragnął. Jemu się nawet udało! Wprawdzie nie zupełnie, bo to nie możliwe, ale wystarczająco, żeby powoli mógł dochodzić do siebie. Sądził nawet, że najlepiej by było gdyby Gregor nie wrócił, gdyby już nigdy się nie zobaczyli. Mimo to po usłyszeniu tego wyznania, poczuł paskudny zawód. Trudno było słuchać tak gorzkich słów. Zacisnął zęby na chwilę odwracając wzrok i gdy już ostatni okruch nadziei zaczął się rozpadać, Gregor kontynuował. Im więcej mówił i im więcej Charles rozumiał, tym okruszek stawał się coraz większy.
W pierwszym odruchu chciał go dotknąć, ale powstrzymał się pamiętając jak destrukcyjny ma to wpływ. Musiał to sobie poukładać, dlatego jedynie objął dłońmi głowę i zwiesił się nad blatem. Już nie bał się odrzucenia, teraz to przestało mieć znaczenie. Bał się, że jeśli zamknie Gregora w swoich ramionach, to wspomnienia stając się zbyt żywe pochłoną go zupełnie, a on jak głupi kompletnie się w nich utopi. Właściwie to już się działo, ale na razie powoli. Po prostu zamiast rzucić się biegiem, szedł. Coraz głębiej, coraz dalej, aż poczuł jak niemoc wypełniła mu gardło. Znów zadławił się bezsilnością. To takie znajome. Miał tyle okazji żeby uratować ten związek, ale nie zrobił nic, właśnie przez poczucie beznadziejności. Dlaczego więc teraz miałby postąpić inaczej? Tym bardziej, że było już za późno. Tak łatwo jest przyznać się do porażki i powiedzieć, że nie pragnie się niczego. Tylko to byłoby kłamstwo, a teraz siedząc tu na przeciw siebie nie karmili się kłamstwami.
Skoro nie żywisz do mnie urazy, niczego więcej nie chcę. Bzdura. Dlaczego tylko w chwili załamania potrafił przyznać się przed sobą, że chciał z nim być, zamiast utwierdzić go o tym tak mocno, by nigdy nie zdecydował się odejść?
Chcę żebyśmy zostali przyjaciółmi. Kolejna bzdura. Byli przyjaciółmi zanim się to stało i po tym co usłyszał, był pewny, że nimi pozostaną pomimo okaleczenia ich przyjaźni.
Chcę... być szczęśliwy. Tak, to była prawda, ale musiałby przyznać też, że czas spędzony z Gregorem mógł liczyć jako jeden z tych najszczęśliwszych. Czy więc będzie potrafił być szczęśliwy bez niego? Z czasem... może... Tylko nie chciał.
Opuścił dłonie na blat stołu i wstał. Pozornie mogło wyglądać to tak, jakby miał zamiar wyjść. Oczywiście teraz nawet nie dopuścił do siebie takiej myśli. Stanął przy siedzącym Gregorze, a potem pochylił się i tak po prostu go objął. Głównie same jego ramiona, ale oplótł je mocno, zanurzając nos w ciemnych włosach. Momentalnie zalała go fala wspomnień. Uderzyła o mur, który postawiła jego wola, i przelała się nad nim zatapiając zasłony w morzu uczuć. Zamiast strachu, wszystkich obaw, Charles poczuł jedynie ulgę. Objęła całe spięte z nerwów ciało i wypełniła je ciepłem. Po raz kolejny mógł powiedzieć sobie, że jest słaby. W obliczu uczuć związanych z Gregorem był bezradny. Wobec tego, skoro był bezradny w każdym aspekcie ich więzi, równie dobrze mógł się do tego przyznać obiecując sobie poprawę. O ile tylko będzie miał na nią okazję.
Kiedy w końcu cofnął ramiona, po prostu osunął się w dół kucając obok jego krzesła. Czoło wsparł na boku mężczyzny i nie przejmował się zdziwionymi spojrzeniami ludzi. Kim byli, żeby ich wzrok miał moc onieśmielania go?
- Chcę ciebie. Zostań. - Wymamrotał zbyt zmęczony żeby podnieść głos.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Gru 18, 2014 3:57 am

Nie był w stanie zastanawiać się nad tym, jak Charles mógł zrozumieć jego słowa. Czuł się jak rozbitek idący na dno razem ze statkiem. Wspiął się ponad stan odrętwienia i wdrapywał dalej, po meblach, po trupach w wodzie, po czymkolwiek tylko mógł, by zaczerpnąć tej resztki powietrza z suchej przestrzeni ponad sobą. Łapał hausty powietrza i wyrzucał z siebie słowa ścigając się z czasem, nie mając gdzie uciekać przed beznamiętną tonią. Tym razem udało mu się powiedzieć to, co chciał, nim pochłonęła go nienaturalnie czysta cisza. Topielec, topielec!
To był wielki, ciężki ładunek emocji. Sądząc po reakcji Charlesa, dla niego również. Leammiele obserwował go, widząc, że z każdym słowem nie idzie na dno tylko on sam. Był zmęczony całym dniem, w dodatku stres połączony z pustym żołądkiem powodował nieprzyjemne uczucie, pomimo tego myślał trzeźwo, nawet odechciało mu się spać w każdym tego słowa znaczeniu. Powrócił szczelny lodowaty spokój, powróciła czystość umysłu.
Chociaż miał nadzieję na usłyszenie jakiejkolwiek odpowiedzi, ciszę przyjął jako coś niszczącego w znajomy sposób i był w stanie ją przełknąć. Znowu. Co innego, gdy zauważył, że Charles wstaje. Gwałtownie spojrzał w dół, szybko, szybko, byleby tylko nie widzieć tego, byleby potem nie mieć czego wspominać, rozpamiętywać, byleby ta scena nie przewijała mu się przed oczyma setki razy zanim zdoła zmusić się do snu. Nie chciał widzieć, jak Charles odchodzi... Zniósłby to lepiej, gdyby mężczyzna coś powiedział, chociaż słowo, nawet obraźliwe, bolesne, cokolwiek. Odruchowo przyłożył otwartą dłoń do splotu słonecznego i nacisnął opuszkami palców, jakby chcąc ochronić serce przed parzącym bólem, przeszywającym w pierwszej chwili na wskroś, potem rozlewającym się gdzieś w płucach i wysysającym z nich powietrze.
Trwał w bezruchu, nawet nie podnosząc wzroku. Po części bał się zauważyć pustego miejsca przed sobą, jednak przede wszystkim niepokój zagłuszyła senność. Ach, tak, stracił na chwilę oddech przez to, jak gwałtownie zapadł się w letarg. Jego umysł przebywał w innej rzeczywistości niż ciało i pewnie siedziałby tak długi, długi czas, nie przejmując się niczym, gdyby nie ten gest, którego zupełnie się nie spodziewał. Już zdążył uwierzyć w myśl o pożegnaniu, a tutaj? Drgnął i spiął się cały, Charles na pewno mógł to wyczuć. Gregor zupełnie nie był na to przygotowany, przez co stał się jeszcze bardziej zdziczały. Oczywiście nie był gwałtowny, nie przychodziła mu do głowy żadna odpowiednia reakcja i wcale nie dlatego, że nie wiedział co wybrać. Po prostu nie miał w czego wybierać. Czystość. Po chwili zareagował zupełnie bezmyślnie, przenosząc dłoń, którą wcześniej trzymał na swojej piersi na przedramię Charlesa i lekko obejmując go palcami. Dopiero gdy mężczyzna kucnął przy nim, Leammiele przestał gapić się w jeden punkt gdzieś przed sobą i powiódł wzrokiem po sali, odparowując każde zdziwione spojrzenie z niezłomnym spokojem. Nie wasza sprawa. On taki jest. On zrobił to, bo chciał i ma przy tym więcej odwagi niż wy i mnie to nie krępuje. Ja to znam nie od dziś i nie od dziś akceptuję. Nic wam do tego.
I rzeczywiście, bez cienia zażenowania, odrobinę ośmielony zachowaniem mężczyzny, wolno pogłaskał go po ramieniu, przesunął dłoń na jego plecy i tam pozostawił. Pewnie przede wszystkim przez to, że nie chciał, nie potrafił pozostać wobec niego obojętnym i nie zareagować w żaden, nawet najprostszy sposób.
– Boję się, że wyjdziesz spod wpływu chwili i gdy zacznę wierzyć w to co mówisz, uznasz, że jednak za bardzo cię męczę. Właściwie... To byłoby zasadne i zrozumiałbym to, nawet nie wiesz jak dobrze bym zrozumiał. Po prostu uświadomiłem sobie nagłos, czego się boję. Hm. – Sam mówił przyciszonym głosem, niewidzącym wzrokiem błądząc gdzieś w okolicach okna kawiarni. – Nie sądziłem, że kiedykolwiek mogę to od ciebie usłyszeć. – Czuł się, jakby dostał coś bardzo cennego i zdawał sobie sprawę z tej wartości, ale po prostu nie wiedział, jaki los to coś na niego sprowadzi, przez co znowu nie był pewny, czy w ogóle to coś chce mieć.
Właśnie. Co z nim samym? Czego on chciał? Niechęć do nienawiści części siebie, którą ukształtował Charles wcale nie była równoznaczna z tym, że Gregor chce dalej utrzymywać z nim kontakt. W tej chwili miał ochotę się wycofać, bo zwyczajnie bał się, że nie zniesie kolejnej porażki. Z drugiej strony właśnie to coś, czego nauczył go ten specyficzny mężczyzna, co wyrył wielkimi, głębokimi liniami w umyśle Leammiele'a, wołało jedno z głównych haseł, którym hołdował Gregor.
Żałujesz tylko tego, czego nie zrobisz, za całą resztę tylko ponosisz konsekwencje. Nie udźwigniesz świadomości utraty tego wszystkiego, czemu nie pozwolisz zaistnieć.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Gru 18, 2014 2:42 pm

Charles odebrał dotyk Gregora jako małe zwycięstwo. Zwycięstwo, które powiększało nadzieję. Podczas tych kilku miesięcy samotności miał dużo czasu by zastanowić się nad wszystkimi błędami. Sądził, że już nigdy nie będzie mu dane ich naprawić, a właśnie teraz, może naiwnie, ale dostrzegał okazję. Musiał nauczyć się pogodzić ze sobą dwa oderwane światy, więc postanowił zacząć od teraz, od tej okazji. Podjąć decyzję, zawalczyć, trzymać w ryzach szalejące serce i zimny umysł. Zmusić obydwa do wspólnej pracy. To nie mogło być zbyt trudne, ludzie na całym świecie przecież właśnie tak żyli. Do tej pory u niego do głosu dochodziło albo jedno, albo drugie i zawsze przesadzał w którąś stronę. Musiał z tym skończyć, tylko czy potrafił? Nigdy nie próbował tak naprawdę, bojąc się mieszać jedno i drugie, ale skoro pozwolił uczuciom sterować jego życiem, to może w końcu się im postawi. Podeprze pragnienia ukochaną racjonalnością.
Kilka chwil, kilka głębokich wdechów. Znajome ciepło, łagodny, ale wciąż ten sam dotyk. Znajomy zapach... Otarł się głową o bok Gregora jakby chciał bardziej się w niego wtulić. Z premedytacją zacierał granice, może nieumiejętnie, ale czy teraz mógł się wycofać?
Pomyśl racjonalnie o... uczuciach.
To zapewne zasługa gregorowego ciepła i jego wyrozumiałości. Gdyby nie to, Charles na pewno by stchórzył, a tak podniósł głowę, łokcie oparł na własnych udach i wbił poważne spojrzenie w profil mężczyzny.
- Nie twierdzę, ze tobie łatwo będzie zaufać mi na nowo. - Podjął dziwnie lekkim tonem. Może dlatego, że wierzył w to co mówi? Że wystarczył mu delikatny dotyk i brak świadomości, że Gregor tak naprawdę odsunął się bardziej niż sądził. - Szczególnie w kwestii miłości. - Pokręcił głową, ale uśmiechnął się czując jakiś niezrozumiały przypływ odwagi i sił. Na wszystkich bogów, przecież nie byli sobie obcy. Dlaczego zachowywali się jakby byli? Dlaczego szczerość przychodziła im tak ciężko? Koniec z tym. - Nie cofnę czasu i właściwie wcale tego nie chcę. Jedyne czego pragnę, to przeżyć to na nowo, tylko teraz dokonywać właściwych wyborów.
Pociągnął go za kolano, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę, nawet jeśli miał otrzymać tylko beznamiętne, chłodne spojrzenie.
- Boisz się? Ja już się nie boję. Wiem jaki ból przynosi strata. Nie stanie się już nic gorszego od tego co było. Chcę wierzyć, że teraz będzie jedynie lepiej i zapamiętaj, nigdy mnie nie męczyłeś. - Podkreślił te słowa w śmieszny, nauczycielski sposób, którego używa się do wbijania do głowy wiedzy bardzo opornym uczniom. - To ja nie przypilnowałem siebie. Powinienem więcej mówić, częściej dzwonić, nie zakopywać się w papierach. Powinienem w końcu naprawdę wpuścić cię do swojego życia, wtedy kiedy jeszcze chciałeś w nim być.
Westchnął czując jak powoli ciężar zsuwa mu się z ramion. Ulga stawała się coraz większa. A co jeśli nie wywalczy sobie tej miłości? Co jeśli polegnie? Nie, nie myślał o tym. Nie w tej chwili. Teraz miał zamiar doprowadzić jedną sprawę do końca, później będzie użerał się z porażką i własnym cierpieniem. W uczuciach jak w biznesie, tylko trochę... mniej agresywnie. W końcu się tego nauczy. Cofnął dłoń i wstał. Odruchowym gestem poprawił krawat i rękawy koszuli. Spojrzał na Gregora łagodnie.
- Do niczego cię nie zmuszę. Powiedziałeś, że nie sądziłeś, że kiedyś usłyszysz ode mnie takie słowa. A ja powiem ci, że usłyszałeś już dużo ważniejsze niż te. Żadne z nich nigdy nie straciło ważności, nawet jeśli tak mogło się wydawać i nawet jeśli ja chciałem w to wierzyć w chwili słabości.
Odetchnął głęboko przez otwarte usta i uśmiechnął się, choć zwyczajowo, samymi wargami. Charles rozmawiający z klientem o bardzo mało klienckich sprawach. No proszę, a jednak się da. Tylko... skoro żałowało się tego, czego się nie zrobiło, to czy będzie żałował, że nie odpuścił?

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Gru 18, 2014 10:04 pm

Dobrze zniósł ten dotyk, chociaż po tym, jak Charles zareagował wcześniej, Leammiele wbił sobie do głowy: nie dotykać, trzymać się w ryzach, pozostać neutralnym, nie utrudniać. To rzeczywiście był dobry pomysł, Gregor nie wiedział, jak wpłynęłaby na niego bliskość akurat tego człowieka. Teraz miał okazję się przekonać. Zdziwiło go, że coś znajomego może wydawać się tak obce i krępujące, onieśmielające i gdzieś na dnie umysłu budzące iskierkę paniki. Zapach, ciepło, sposób w jaki to robił... Znał to wszytko, a nawet o wiele więcej, ale wmówił sobie, że to nie ma prawa się powtórzyć, to już nie dla niego i teraz czuł się obco, jakby zobaczył... ba! Jakby dotykał go duch. Leammiele przez swój stan emocjonalnej czystości nie był na siłach by odczuwać wszystko w pełnym wymiarze i tak barwnie, jak wcześniej (może to i dobrze?), ale nawet teraz szczerość Charlesa budziła w nim dziwne poczucie, że nie byłoby sprawiedliwie, gdyby zaatakował go własną biernością. Nie cofnął dłoni, nawet gdy odrobinę spanikował, czując ciepło charlesowego ciała przesączające się przez materiał rękawiczki.
Byli dorośli, nie powinni obarczać innych swoją nieporadnością. Nigdy więcej.
Gdyby Charles nie dotknął jego kolana, Leammiele dalej patrzyłby przed siebie, rozumiejąc docierające do niego słowa aż nazbyt dokładnie. Wolał unikać patrzenia w stronę mężczyzny, wiedząc, że ten znajomy widok miałby znaczny wpływ na odbiór całej rozmowy i intencji. Chciał to wyjaśnić, rozmawiać tak po prostu, bez konieczności obrony przed dodatkowymi czynnikami. Jednak zrobił to, odwrócił się i słuchał, z trudnością patrząc mu w oczy. Czy Charles znał takie spojrzenie?
Kolejny raz tego wieczora urywki wspomnień stanęły mu przed oczami. Pamiętał, jak rozmawiali na temat pracy i tego, jak i ile czasu powinno się poświęcać związkowi. Jedną z rzeczy, które najbardziej sobie wyrzucał to fakt, że nie potrafił wierzyć w bycie z kimś i jednoczesne życie obok. Charles twierdził, że się nie dopilnował, Leammiele podobnie: miał sobie za złe niepoprawnie romantyczną wiarę w to, że tacy ludzie jak oni mogą żyć razem, a nie po prostu obok siebie. Teraz wiedział, że to, co nauczył go X.R nie może przytrafić się drugi raz i że nawet przyjaźń czy miłość nie dawały mu prawa do robienia uczuciowych rewolucji w życiu pana Griffithsa. Z drugiej strony to co teraz słyszał niszczyło zasadność twierdzenia tak naprawdę mnie nie chcesz, lepiej ci beze mnie.
Gdy tylko mężczyzna wstał i zwiększył dystans między mini, Gregor nie wiedział co zrobić z rękami, dlatego sięgnął po kubek i kilkoma dużymi łykami wypił ponad połowę jego zawartości. Miał ochotę się nerwowo uśmiechnąć, w duchu nawet to zrobił, dodając solidną porcję goryczy.
– Widzisz mnie pierwszy raz od tylu miesięcy i mówisz coś takiego, jakbyśmy po prostu wyjechali samotnie na wakacje – stwierdził rzeczowo i pomimo wszystko lekko, jakby podsumowywał to, co właśnie się stało, jednocześnie pokazując swój punkt widzenia. – Dałeś mi czas na... – Przez chwilę zawahał się czy w ogóle powinien to mówić, ale zdecydował się kontynuować. Znowu został zaatakowany przez wspomnienia, tym razem w postaci kilku poszczególnych marzeń, których pozbycie się przyszło mu najtrudniej. – ...wymordowanie wszystkich pragnień, wszystkich, wszystkich, co do głowy. I starczyło go jeszcze na pochowanie ich sześć stóp pod ziemią i wyhodowanie kwiatków na powierzchni, a teraz mówisz o chwili słabości. – Zdobył się na odwagę i zawiesił na Charlesie poważne spojrzenie. – Zastanawiam się... co ty robiłeś przez ten czas. – Zmarszczył brwi. W jego głosie dało się wyczuć coraz większą stanowczość. – Czy kiedykolwiek byś zaczął mnie szukać? Sprawdziłbyś czy żyję? Pół roku tej 'chwili' to za mało, więc ile? Rok? Trzy lata? – Zawiesił głos i pokręcił głową. Nie chciał budzić w sobie uśpionego żalu, nie tu, nie teraz. Westchnął i przetarł powieki dłonią. – Charles, masz rację. Nie może być niż gorszego, ale to najgorsze może się powtórzyć. A tego kolejnego razu nie przeżyję. Wiem, jak egoistyczne to z mojej strony, ale myślę, że wyjdzie nam obydwu na dobre, więc... jeśli masz jakiekolwiek – zamilkł na chwilę, akcentując to słowo. – Jakiekolwiek wątpliwości to powiedz mi, co chcesz powiedzieć i odejdź albo daj odejść mi. Zanim znowu zaczniemy marzyć. – Nawet na moment nie oderwał od niego spojrzenia, ale stał się łagodniejszy, osłabiony, niemal przeźroczysty, jakby właściwie już pogodził się z tym, co ma być. Nie nudził się, nie chciał dramatów.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Gru 18, 2014 10:47 pm

Uniósł brodę spoglądając na Gregora z góry. Do niczego go nie zmuszał, nigdy do niczego się nie przymuszali. Teraz też nie zamierzał. Ciężko było tego słuchać, to prawda. Tym bardziej, że Charles pozwolił na nowo rozpalić w sobie nadzieje. Nawet zmusił się do racjonalnego podejścia do kwestii uczuć. Na marne? Najwyraźniej. Ale nim pogrąży się w smutku, nim pożałuje swoich decyzji, najpierw doprowadzi to do końca. Wobec tego stał, słuchał i choć miał ochotę sprzeciwić się w kilku momentach, po prostu milczał. Jego spojrzenie stwardniało. Przegrał, ale skoro tak się stało nie pozwoli Gregorowi widzieć swojej reakcji na tę porażkę. Nigdy więcej nie pokaże się w jego obliczu bezradny i złamany. Gregor bardzo źle postąpił wylewając swój żal w taki sposób. To było kamyczkiem, początkiem lawiny. Sprawił, że Charles poczuł do siebie obrzydzenie i bynajmniej nie z poczucia winy, a raczej z poczucia zawodu. Zawiódł się. Dokładnie tak, bo zrozumiał coś paskudnego, czego nie chciał do siebie dopuścić. Gregor nigdy go nie kochał.
- Gdzie się podziało stwierdzenie, że wina zawsze leży po obu stronach? - Uśmiechnął się gorzko, z niechęcią, ale nawet nie odwrócił wzroku. - Jeśli ja dałem ci czas, ty również mi go dałeś. Dla ciebie najwidoczniej łatwiej było bez słowa wyjechać niż spróbować o to zawalczyć. Zadziwiające. Może miałem rację i to od początku było pomyłką, a ty nigdy nic do mnie nie czułeś. Najwyraźniej jednak moje... - prychnął lekceważąco i aż przeczesał dłonią włosy burząc jak zwykle doskonale ułożoną fryzurę. Sam nie wierzył, że to mówi, ale kamyczek już sprowadził lawinę. - ... pożal się boże uczucia, były silniejsze niż twoje, skoro pół roku nie zmieniło ich na tyle bym z ciebie zrezygnował.
Zacisnął szczęki. Nie przejął się drżącymi dłońmi i kelnerem, który podszedł, by zapytać czy na pewno wszystko w porządku. Właściwie zapytał, ale Charles nawet na niego nie spojrzał.
- Chcesz wiedzieć co ja robiłem przez ten czas? - Wbił chłodny wzrok w Gregora - Trzeba było nie wyjeżdżać, może wtedy byś się dowiedział. - Choć nawet na chwilę nie podniósł głosu, to ostatnie słowa ociekały jadem. Za wiele się stało, za bardzo mu zależało, by pozwolił kolejny raz zaszczepić w sobie poczucie winy. Przegrałeś. Zrobiłeś z siebie pośmiewisko, najgorzej, że we własnych oczach. Chociaż wyjdź z tego z honorem, tak jak należało.
- Nie po to powiedziałem to wszystko i stoję tu jak idiota żeby teraz powiedzieć "żegnaj na zawsze". Ale na szczęście dzięki temu co powiedziałeś, w końcu zrozumiałem jak głupi byłem. Powiedziałem, że do niczego cię nie zmuszę. Chcesz odejść. Odejdź, ale tym razem na dobre.
Cofnął się, tym samym torując Gregorowi drogę. Niech on podejmie decyzje, wszak do niego ona należała. Charles z masochistyczną przyjemnością popatrzy na jego plecy, utwierdzi się w przekonaniu o pomyłce i porażce.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pią Gru 19, 2014 2:35 am

Zauważył zmianę w Charlesie i od razu przeczuł kłopoty. Za dobrze go znał, by nie domyśleć się, jak może zareagować na takie słowa. Pewnie wyrzuci z siebie to, co teraz Gregor w nim poruszył, ale zostanie. Chciał w to wierzyć, jednak coś nieprzyjemnie ścisnęło go w żołądku. No co? Przecież pogodziłeś się z tym, że Charlesa nie ma już dawno, dawno temu! Fakt. Ale nie pogodziłem się z tym, co usłyszałem przed chwilą, co zobaczyłem.
Nie przewidział również własnej reakcji. Z każdą chwilą robiło się coraz bardziej intensywnie i groźnie, coraz więcej głów odwracało się w ich stronę. Nienawidził załatwiać prywatnych spraw publicznie, jednak teraz to miało najmniejsze znaczenie. Czuł jak coś gorącego zaczyna rosnąć w jego piersi i rozsadzać od środka. Mężczyzna cholernie celnie wymierzył cios, sprawiając ból i coś jeszcze, czego Leammiele nie spodziewał się po sobie. Protest! Nie zgadzał się z nim, nie pozwalał na coś takiego! Dawno nie się tak silnie owładnięty jakimś uczuciem, przez co nie do końca wiedział co to właściwie jest i jak to kontrolować.
– Jak możesz... – syknął pod nosem i wstał gwałtownie, niemal nie przewracając krzesła. Stwierdzenie, że Gregor 'nigdy nic nie czuł' zraniło go do żywego. Wbił w mężczyznę pełne wściekłości spojrzenie.
– Powiedziałeś, że nigdy nie znikniesz. Ja bym nie popełnił tego błędu i nie wyjechał, gdybyś nie dał mi dostatecznego powodu! I właśnie tak, zrezygnowałeś ze mnie na tamten czas! Tylko teraz, gdy zobaczyłeś, że tu jestem, uświadomiłeś sobie, przypomniałeś, że to ja, gdy masz mnie pod nosem, poczułeś, że może jednak! Nie musisz szukać, ryzykując więcej niż ci się opłaca! Własny honor, gdybyś mnie znalazł i znowu uznał, że właściwie to 'nie nadajesz się i niech zostanie tak jak było', hm? – Cofnął się kilka kroków i skrzywił, dodając już ciszej, ale przez to bardziej jadowicie. – Jesteś większym tchórzem ode mnie, bo ja tu wróciłem, a ty nawet nie odważyłeś się wyruszyć. – Obrócił się i szybko przeszedł w stronę płaszcza, łapiąc go i nawet nie zakładając. – Przedstawienie skończone! – Wykrzyknął z jakąś nutą nieobliczalności w głowie, potem ukłonił dwornie swojej widowni, w pełni panując nad ruchami i o dziwo nie przejawiając w nich gwałtowności. – A ty chodź ze mną... – Przeniósł spojrzenie na Charlesa. – Jeśli rzeczywiście chcesz dokonywać właściwych wyborów.

[ZT razem do: Little Greedy Street]

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise.

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 29/01/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pią Sty 30, 2015 6:14 pm

Dzisiejsze zajęcia nie były wymagające, a materiały dość proste do oswojenia. Blaise w trymiga zajął się wszelkimi pracami domowymi, po czym z ulgą stwierdził, że ma jeszcze sporo czasu. Czasu na co? Cokolwiek! Wyglądając za okno jego akademickiego pokoiku, można było ujrzeć niebo zasnute szarymi chmurami, zza których wyłaniało się słońce. Temperatura nie była piekielnie niska, choć ubrać trzeba się było ciepło, jeśli liczyło się na ewentualne eskapady po mieście. Zważając na dość sprzyjającą pogodę jak na tę porę roku, chłopak postanowił udać się do miasta. Nie lubił siedzieć w swoim pokoju całkiem sam, czuł się wtedy wyobcowany, choć właściwie tak spędzał większość czasu. Miał zwykle dużo obowiązków na głowie, które były dla niego bardzo istotne. Najpierw praca, później przyjemności.
Niemniej narzucił na siebie biały, elegancki płaszcz i zastanawiając się nad zabraniem szala, w końcu to uczynił. Różowego koloru ciepły materiał otulił jego szyję, a on rzucając sobie ostatnie spojrzenie w lustrze oraz zarzuciwszy swą czarną torbę na ramię, wyszedł z pokoju, udając się wprost do miasta. Nie miał konkretnych planów, choć lubił sobie mniej więcej organizować czas. Nie bał się wtedy o ewentualne opóźnienia czy też brak wolnego. Dzisiaj jednak, będąc zupełnie na spontanie, spacerował po mieście, mając nadzieję, że coś na dłużej przykuje jego uwagę. Niekiedy zatrzymywał się przed sklepowymi witrynami, by móc lepiej przyjrzeć się wystawionym kreacjom. Nieważne jednak jak bardzo Blaise chciałby je zakupić - musiał godzić się z rozczarowaniem, które malowało się na jego twarzy. Nie był bogatym, choć i nie za biednym chłopakiem. Oszczędzał i z głową wydawał swoje pieniądze.
Ostatecznie pojawił się w kawiarence, którą zlustrował zadowolonym wzrokiem. Było w niej ciepło, jasno i przyjemnie. Nie to co na zewnątrz, wszakże słońce już zupełnie skapitulowało, poddając się ciężkim chmurom. Blaise miał nadzieję, że się nie rozpada.
Podszedł do lady i zamówił zieloną herbatę wraz z małym, kremowym ciastkiem. Nie lubił opychać się słodyczami, ale od czasu do czasu mógł sobie na nie pozwolić. Po złożeniu zamówienia wybrał dwuosobowy stolik, który praktycznie był cały jego i spoczął wygodnie na krześle. Poluzował szal i zawiesił swoją torbę na oparciu krzesła. Z daleka mógł sprawiać wrażenie zwykłej kobiety, ale po bliższym przyjrzeniu się, można było w nim dostrzec parę męskich cech. Wiele razy uczynił tym psikusa chętnym panom, którzy jednak nie pałali miłością do mężczyzn. Nawet jeśli byli kobiecy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zayn

avatar

Liczba postów : 155
Join date : 26/05/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pią Sty 30, 2015 8:05 pm

Co on kurde robił na mieście o takiej porze? Powinien siedzieć w akademiku i grzać się pod kołdrą. Po cholerę wychodził, aby się jeszcze bardziej wkurzyć? No dziękuję. Brawo Zayn. Sam sobie popsułeś humor. Geniusz z ciebie nie ma co. Na plecach miał założone pokrowiec z gitarą. Nie chciał ryzykować, że jego współlokator się do niej dobierze. Jego kochanka, była tylko jego i koniec. Zimno mu było, a jego twarz była wykrzywiona w grymasie nie zadowolenia. Zielone oczy patrzyły na każdego z obojętnością , ale także z charakterystyczną złością – tak jakby za jego krzywdy był winny każdy kto napatoczy się pod jego tęczówki. Krok był wolny, nie wzbudzający ani zaufania, ani strachu. Był uśpiony, tak jakby chłopak jeszcze nie był świadomy, że jest wśród obcych ludzi i powinien być ostrożny.
Westchnął rozglądając się po okolicy. Spokojnie Zayn bierz głębokie wdechy i się rozluźnij, może ktoś zacznie cię podziwiać – co ty na to? Jest tu dużo osób, a ty przecież jesteś idealny, prawda?
Właśnie – co on miał na sobie?
Chłopak zarzucił na siebie czarną kurtkę, swoje glany, które przeżyły swoje, a szyję obwiązał też czarnym, materiałowym szalikiem. Ciemne spodnie zostały włożone w buty, a zmarznięte dłonie w kieszenie kurtki. Przechodził obok sklepów z wystawami i w końcu poczuł, że miał ochotę na coś słodkiego. Rzadko ostatnio jadał takie rzeczy, ale kiedyś trzeba w końcu do tego wrócić. Wszedł do pierwszej lepszej kawiarenki, która nie była w jego klimacie, nawet on tam nie pasował, ale wszedł. Podszedł do barku nawet się nie rozglądając. Zamówił gorącą czekoladę, a gdy już ją dostał zauważył, że niewiele było miejsc wolnych. Przy każdym stoliku siedziała grupka, lub dwójka osób. Westchnął i usiadł przy stoliku jakiejś kobiety. Nie bardzo zwrócił uwagę kim owa osoba jest.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale ja tylko wypiję i mnie nie będzie – mruknął mało przyjemnym głosem i oparł gitarę o ścianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise.

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 29/01/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pią Sty 30, 2015 8:26 pm

Jeśli Blaise nie miał na głowie żadnych niecierpiących zwłoki spraw, wykorzystywał swój czas w sposób dość aktywny. Trzeba jednak zaznaczyć, że do aktywnych fizycznie nie należał - z natury był osobnikiem dość leniwym. Mówiąc o jego aktywności, trzeba mieć na myśli sytuacje, z których wychodzi na miasto w celach rozrywkowych. Często odwiedza galerie sztuki, kawiarenki, chodzi do kina, na łyżwy... Nie przepada za długim siedzeniem w swoim pokoju. Gdy jest przygnębiony bądź nad wyraz zmęczony - to owszem, woli ten czas spędzić w ciepłym łóżku, z książką w ręce i gorącą herbatą na stoliku nocnym. Takie stany są jednak u niego rzadkie, więc gdy tylko ma okazję, wychodzi do ludzi. Należy bowiem do osób otwartych, łatwo nawiązujących znajomości i przyjaznych. Na jego twarzy gości wieczny, ciepły uśmiech i nie stroni od jakichkolwiek rozmów. Tyczy się to również konwersacji z obcymi - Blaise należy do osób bardzo tolerancyjnych, choć nie jest to jednoznaczne z aprobowaniem niektórych aspektów tych osób. Pogada, nie odtrąci, chętnie wysłucha i nawet pomoże. Jeśli jednak osobnik nie przypadnie mu do gustu, ze względu chociażby na styl życia czy odzywki, grzecznie się wycofa.
Otrzymał swoją herbatę wraz z ciastkiem, które wyglądało nadzwyczaj apetycznie. Blaise wyznawał zasadę, że trzeba się cieszyć z małych rzeczy, a taki przysmak właśnie nią był. Rozpiął swój płaszcz, by móc cieszyć się z pełnej swobody i założył nogę na nogę. Wtem w kawiarence zjawił się osobnik niezbyt wpasowujący się w tutejsze klimaty. Na pierwszy rzut oka nie wydawał się wcale przyjazny, może i przeciwnie. Humor mu nie dopisywał? Niewykluczone. Blaise nie ścierał jednak swojego lekkiego uśmiechu, nawet, gdy ten dosiadł się do jego stolika, najwyraźniej niezadowolony. Zupełnie nie zrażało to chłopaka.
- Och, nie ma sprawy - odparł łagodnym tonem na jego słowa. - Nie przeszkadza pan wcale. - Przyjrzał mu się z uwagą, bowiem wydawało mu się, że jest od niego starszy. Może to przez tę postawę młodzieńca? Nie potrafił jednak dokładnie określić jego wieku. Wyrażenie więc "pan" było tu chyba nie na miejscu, aczkolwiek Blaise z natury był człowiekiem bardzo kulturalnym. Tak czy siak, nie znali się.
- Czyżby coś pana smuciło? - zapytał, posyłając mu pokrzepiający uśmiech. Fiołkowe oczy wciąż go obserwowały.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zayn

avatar

Liczba postów : 155
Join date : 26/05/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Sty 31, 2015 12:16 pm

Zayn za to odwrotnie. On uwielbiał chodzić na siłownie i każdego ranka biegał po boisku, aby być silniejszym. O 4 rano wstawał i biegał godzinkę lub dwie, ale to już jak był wściekły. Dzięki temu był silny, sprawny i cudowny. Każdy mógł podziwiać jego wyrzeźbioną klatę tak jak on lubił, która oczywiście była pokryta tatuażami, ale na kacie miał ich najmniej, najwięcej było ich na ramionach pod postacią tzw. rękawków. On uwielbiał być podziwiany.
Przeczesał swoje włosy i ściągnął swoją kurtkę, którą zawiesił na krzesło tym samym pokazała się czarna, rozpięta bluza, a pod spodem jest biała koszulka na ramiączku. Chłopak spoglądając na niego mógł zobaczyć ładne, czarne tatuaże, które wbrew pozorom nie szpeciły go, a dawały mu takie wrażenie, że on do nich pasował. Tak jakby on powinien mieć te ozdobniki. Zayn Black i tatuaże są dla siebie stworzeni.
Gdy w końcu już się ogarnął popatrzył na osobę przed sobą i się trochę zmieszał, bo był pewny, że usiadł przed kobietą. Przez ułamek sekundy na jego twarzy wymalowało się zaskoczenie, które szybko zamienił swoją dotychczasową maską niezadowolenia, ale uśpionego. Popatrzył na tą osobę. Zastanawiając się, czy jest to chłopak o kobiecej urodzie, czy kobieta o lekkich męskich rysach. Zapomniał się i przez moment się na niego/nią patrzył.
Pan, został nazwany panem. Miło, za miło. To mu nie pasowało. Wolał, gdy ktoś mówił do niego, że jest zakałą społeczeństwa niż tak miło się odnosił, ale jaki był tego powód? Ta osoba nie miała takiego powodu.
- Jestem Zayn – powiedział przypominając sobie o dobrym wychowaniu.- Nie przeszkadza – uświadomił sobie.- Więc nie czeka pan – tak, strzelał. Miał nadzieję, że się nie pomylił.- Na nikogo?- dokończył.
Następne pytanie chłopaka go zaskoczyło. Smuci go? Jego wszystko irytuje. Każde zachowanie człowieka i każde jego słowo, ale nie smuci. Nie, on nie jest smutny.
- To nic takiego – machnął dłonią i napił się czekolady.- To mój naturalny wyraz twarzy – uśmiechnął się łobuzersko. Tak po swojemu.
- Ale dziękuję za troskę – zaczął się wyzywać w duchu. Po co robił fałszywe złudzenie własnego charakteru? Przecież on nie jest miły! On nie dziękuje! Ale ta delikatność bijąca od tej osoby sama tak na niego działa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaise.

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 29/01/2015

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Sty 31, 2015 1:23 pm

Blaise przynależał do grona osób zajmujących się twórczością artystyczną, bowiem bardzo kochał sztukę. Był uzdolniony pod tym względem, co nie omieszkał się ukazywać na scenie. Nie cechowała go jednak arogancja. Był skromnym człowiekiem, który kochał robić to, co dobrze mu szło. Największą pasją pałał do pianina. Miłość do owego instrumentu zrodziła się dzięki jego zastępczym rodzicom. Już jako mały brzdąc, blondyn pragnął rozwijać się w jakimś kierunku muzycznym. Gdy trafił do nowej rodziny, która jak się okazało, zajmowała się muzyką, miał niebywałe szczęście. Posiadali oni nawet swoje własne instrumenty! W tym piękne pianino w salonie, które uwiodło małego Blaisego. Rodzice starali się go wesprzeć w trudnych chwilach, bowiem niedługo od wprowadzenia się do nowej rodziny, jego matka zginęła, pogryziona przez dzikie psy. W tamtym też momencie chłopak nabył się kynofobii - panicznie lękał się psów. Nieistotne czy pies, który aktualnie znajdował się przed nim, był mały, uroczy, nieszkodliwy... Pies to pies, a Blaisego za każdym razem ogarniało to samo uczucie strachu i paniki. Gdy tylko z daleka widział już merdający ogon czteronoga, natychmiast zmieniał swoją trasę, nawet jeśli był zmuszony iść okrężną drogą. Wszystko byleby nie spotkać się w cztery oczy z tymi okropnymi zwierzętami. Na ogół jednak lubił stworzenia. Do gustu przypadły mu najbardziej ptaki, które zdawały się być zupełnie wolne i same w sobie były muzyką pod postacią ćwierkania oraz śpiewu, a także wiewiórki. Uważał je za bardzo urokliwe i sam pragnął kiedyś jednego "przygarnąć".
Blaisemu nie umknęły uwadze tatuaże Zayna. Rzeczywiście zdawały się podkreślać jego osobę, jakby zostały dla niego stworzone. Nie poświęcił im jednak dużo czasu, bo jedynie zlustrował krótko wzrokiem, po czym znów spojrzał w oczy chłopaka. Lubił utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcą. To zbliżało do siebie ludzi.
Dostrzegł także zaskoczenie malujące się w jego oczach. I wcale mu się nie dziwił. Przyzwyczaił się do takowych reakcji ludzi. Większość była w takich chwilach zmieszana i nie wiedziała co powiedzieć. Mniejsza część rzucała zwykle pogardliwe spojrzenie i odsuwała się od niego. Blaise nie miał im tego za złe, bo był świadomy poziomu tolerancji w niektórych przypadkach, ale mimo wszystko sprawiało mu to smutek. Chciał być akceptowany przez wszystkich takim, jakim był.
- Mów mi Blaise - odparł, wciąż lekko się uśmiechając. W jego oczach można było dostrzec swoistą radość z rozmowy z drugą osobą. - Nie, jestem tu sam. A raczej byłem. - Objął dłońmi swoją filiżankę i upił z niej nieco gorącej herbaty.  Następnie odstawił naczynie i założył za ucho niesforny kosmyk włosów. Jego gesty były subtelne i delikatne. Zupełnie jak u kobiet.
- Ładniej się prezentujesz w uśmiechu. - Zauważył, przyglądając mu się. - Nie uczęszczasz przypadkiem do Traditional Royal School? - Przechylił nieco głowę. Jego postura wydawała mu się znajoma.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet sugar   

Powrót do góry Go down
 
Sweet sugar
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Home, sweet home

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: