IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet sugar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Sweet sugar   Sob Mar 15, 2014 8:33 pm

Całkiem przytulne, jasne i do cna przesiąknięte zapachem biszkoptu miejsce. Prócz szyb w oknach niemal wszystko w wystroju jest zrobione z lakierowanego, ciemnego drewna. Dwie ze ścian w pełni zajmują ogromne niemal od podłogi po sufit okna, zza których widać zatłoczoną ulicę i skrawek centrum. Znajdują się stoliki dwu- i czteroosobowe scentralizowane jakby po lewej stronie sali (spoglądając od wejścia), podczas gdy po prawej znajduje się lada ze sprzedawcą tuż za nią, oraz przeszklona wystawa różnego rodzaju wypieków, babeczek i ciasteczek.

W skład menu wchodzą zarówno wypieki i różnego rodzaju kawy i herbaty jak i lody oraz gorące czekolady z dodatkami (kulkami lodowymi, alkoholem, płatkami róż, czy -o dziwo- chili)

____

Znalezienie tej kawiarni nie zajęło mi dużo czasu. Pewnie dlatego, że przed wyjściem z akademika zaznaczyłem sobie dokładnie całą trasę i wydrukowałem zdjęcia punktów orientacyjnych. Normalnie jakbym brał udział w biegu na orientacje! Ale w momencie, w którym pytanie przechodniów o drogę jest kłopotliwe, ba prawie niemożliwe, a nie chce się zgubić trzeba kombinować. Błądzenie po obcym mieście wcale nie jest przyjemne. Owszem niby można było znaleźć dzięki temu jakieś ciekawe miejsca, ale może nie w momencie, w którym spieszysz się na spotkanie. W każdym razie dotarłem względnie szybko i już na wstępie wiedziałem, że polubię to miejsce. Te kolory, słodycze no i zapach. Jak podejrzewałem w powietrzu rozbrzmiewała przyjemna muzyka i gwary rozmów. Normalnie uwielbiałem takie miejsca.
Wszedłem do środka i rozejrzałem się w poszukiwaniu osoby, z którą byłem tutaj umówiony. Niestety pojawiłem się jako pierwszy. W sumie nie ma co się dziwić zwłaszcza, że jak zwykle byłem przed czasem. No nic. Podszedłem do lady i wskazałem palcem na muffinkę z nadzieniem waniliowym oraz zamówiłem herbatę. Z tym było nieco trudniej i skończyło się na złożeniu zamówienia na kartce- norma. Mój wybór padł na herbatę miętową z syropem malinowym. Sprzedawca dość dziwnie popatrzył na to zamówienie ale nie odezwał się słowem.
Zapłaciłem za wszystko i z talerzykami usiadłem przy jednym z wolnych stolików. Zaraz też z torby wygrzebałem pamiętnik i pochyłym pismem zacząłem spisywać ostatnie wydarzenia. Nawet mały szkic muffinki się znalazł, a co się będę ograniczał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pon Mar 17, 2014 10:53 pm

Prośba dyrektora spadła na psychologa niego grom z jasnego nieba. Miał opiekować się głuchoniemym uczniem. Jeszcze na studiach zaczął uczyć się migowego, głównie aby móc pomagać także pacjentom niepełnosprawnym. To było takie małe marzenie Pana M, aby móc pomóc każdemu kto o to poprosi. Barierą w tym przypadku była nieznajomość języka używanego przez głuchoniemych. Tak więc nie pozostawało nic jak tylko pójść na kurs, po kilku latach Michael był naprawdę dobrym w migowym.
Chłopiec napisał mu wiadomość, że będzie czekał w Sweet Sugar - małej, uroczej kawiarni. - koło drugiej. Było już porządnie po tej godzinie a Michael nienawidził się spóźniać. Każdy włos sterczał mężczyźnie w inną stronę, ubrał zamiast garnitur normalne ciuchy i teraz tego żałował. Wytarte dżinsy, t-shirt z ACDC i fioletowa marynarka nie należały do najbardziej oficjalnych kreacji a chciał był wzorem dla uczniw i dumnie reprezentować placówkę nawet po godzinach. Aczkolwiek, M chciał aby chłopak się przy nim rozluźnił, powiedział (pokazał) co potrzebuje i nie krępował się o cokolwiek pytać.
Zdyszany dopadł drzwi i praktycznie uwiesił się klamki. Wszedł do środka i od razu poczuł niesamowite zapachy kawy, ciast i czekolady. Szybko poznał chłopaka, którego zdjęcie miał w teczce. Drobnej budowy, dosyć wysoki, ciemne włosy sięgające linii szczęki. Gdy podszedł bliżej zauważył, że na buzi jest podobny do Azjaty. Pomachał do niego i pokazał "Dzień Dobry, jestem Michael". Podszedł do kobiety za ladą, która spąsowiała gdy się  do niej się uśmiechnął. M uruchomił swój czarujący uśmiech i poprosił o dużą kawę z karmelem i trzy kremówki. Dwie dla niego i jedną dla chłopaczka.
Michael rozebrał się z płaszcza, zdjął szalik, który partner wcisnął mu wręcz siłą gdy wychodził z domu i w końcu usiadł na przeciwko Claytona. Jego kawa niezwykle szybko przyszła, tak samo ciastka.
"To dla ciebie" podsunął mu talerzyk z kremówką. "Smacznego".
Czuł, że jego migowy jest z lekka zardzewiały, pokazywał powoli i nie tak płynnie jak dawniej, potrzebował rozgrzewki jak nic.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Pan M dnia Pon Mar 24, 2014 1:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Mar 18, 2014 7:06 pm

Szczerze mówiąc, to kompletnie straciłem poczucie czasu. W sumie kiedy pisałem to zawsze tak miałem. Oddawałem się temu całkowicie, byłem oderwany od rzeczywistości i nic innego się dla mnie nie liczyło. A że miałem co przelewać na papier to już w ogóle. Może to i głupie, że chłopak w moim wieku prowadził pamiętnik - na pewno czynność ta była bardziej kojarzona z dziewczętami, a niżeli prawie 20 letnimi niemowami - ale niezwykle mnie to odprężało. A jeżeli dodamy do tego jeszcze szkicowanie to już w ogóle nie było mnie dla świata.
Nie zauważyłem kiedy wciągnął muffinkę, a herbata przestała parzyć w język. Tym bardziej więc umknął mi sam moment przybycia tego, na którego czekałem. Może to i lepiej, że aż tak odpłynąłem? Przynajmniej nie zerkałem z niecierpliwością na zegarek co pięć minut. Owszem rozumiałem, że są korki na mieście, czy że ktoś zwyczajnie ma problemy z punktualnością. Po prostu nie zamartwiałem się niepotrzebnie.
Pomimo tego, że byłem pochłonięty swoim światem to wyłapałem kątem oka "miganie. Robiłem to już odruchowo i na konkretne ruchy dłoni reagowałem automatycznie. Na widok szkolnego psychologa uśmiechnąłem się szeroko i kiwnąłem głową na przywitanie. Nie było sensu, mu się teraz przedstawiać bo a) i tak poleciał, po zamówienie, b) wiedział z kim przypadło mu się zająć. Cóż, niby nie lubiłem korzystać z pomocy innych, wolałem być niezależnym, ale doceniałem idee posiadania opiekuna tutaj w Londynie. Coś w rodzaju zastępczego "rodzica", który pomoże mi w kłopotach czy jakiś sprawach.
Zamknąłem notatnik i odłożyłem go na skraj stolika, kiedy dołączył do mnie mężczyzna. Nie trudno się domyślić, że jego gest - podarowanie ciastka w sensie- zaskoczyły mnie kompletnie. No co nie spodziewałem się łakoci. Nieco się speszyłem to fakt, ale na ustach pojawił się nieśmiały uśmiech.

"Bardzo dziękuję. Na prawdę nie trzeba było."

Wymigałem podziękowania, specjalnie robiąc to wolniej niż zwykle. Zauważyłem bowiem, że nasz Pan M nieco wyszedł z wprawy, więc zwyczajnie chciałem mu ułatwił zrozumienie znaków.

"No i dzień dobry, dla formalności jestem Clayton i miło mi pana poznać. W ogóle to dziękuję, że chce mi pan pokazać miasto. Pytanie o drogę jest dość kłopotliwe."

Może i robiłem długie zdania, ale zwyczajnie nie mogłem się powstrzymać. Minęło trochę czasu od kiedy mogłem z kimkolwiek porozmawiać w ten sposób. I teraz zwyczajnie dostałem "słowotoku".

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Mar 19, 2014 2:01 am

Uroczy, kulturalny i wesoły dzieciak. Aż miło było popatrzeć co miga nastolatek, który ewidentnie poczuł radość z możliwości komunikowania się z kimś, kto zna jego mowę. Przyjacielska, króciutka rozmowa była niezwykle orzeźwiająca i przyjemna. Szybko obaj się rozgrzali i pokrzepili słodyczami. Konwersacja między nimi mogłaby trwać nawet godzinami. Clay był bystrym i ciekawskim dzieciakiem, Michael poczuł do niego niezwykłą sympatię bo sam taki był za młodu, niepozorny i cichy, jednak jak wszyscy wiedzą cicha woda brzegi rwie.
"Jak podoba ci się Londyn? Zadowolony z przeprowadzki? Ja od urodzenia mieszkam w Londynie, bywałem kilka razy we Francji i raz w USA ale nigdy nie miałem takiej odwagi jak ty aby zamieszkać gdzieś indziej na dłużej" zaśmiał się, bo to nawet bez dźwięku poprawiało każdemu humor. Michael miał dar zarażania śmiechem każdego kto z nim się komunikował, liczył, że i tym razem tak się stanie. Naprawdę chciał ujrzeć szczery wyraz zadowolenia na ślicznej buzi chłopca. Uwielbiał obserwować ludzi, miał tak od zawsze a po studiach "zboczenie" jedynie się nasiliło. Ludzie zdradzali tak wiele swoich zachowaniem, wyglądem i słownictwem.
Michaelowi szybko rzucił się w oczy notatnik, z ołówkiem jako zakładką. Chłopak pewnie był artystą, wedle teczki zajmował się fotografią. Tacy ludzie często zajmują się także innymi dziedzinami sztuki, mają do tego wrodzony dryg. Psycholog już wiedział jakie znaki przypomni sobie w najbliższym czasie, wszelkie związane z malarstwem i rękodziełem.
"Słyszałem też, że jesteś bardzo zdolny. Chcesz podobno być fotografem gazetki szkolnej, to wspaniały pomysł" pochwalił go i upił swojej kawy. Wspaniała, mocna i pokrzepiająca. Może i nie używał swojego głosu ale chętnie zwilżył gardło. "Szybko poznasz nowych ludzi, mamy wspaniałych i barwnych uczniów, szkoła jest niezwykle tolerancyjna i wspiera młodych artystów" nastolatek go "słuchał" z dużą cierpliwością, chyba nie przeszkadzało mu, że M jest lekko zardzewiały w migowym.
Kilka osób z boku obserwowało ich, niecodziennie widuje się osoby używające pokazywanego języka. Pan M nie widział żadnej takiej osoby w okolicy szkoły i trochę bał się, że Clay będzie czuł się tu samotnie.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Pan M dnia Pon Mar 24, 2014 1:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Mar 20, 2014 8:41 pm

Zdecydowanie byłem szczęśliwy mogąc komunikować się z kimś na "swój sposób". Owszem nie miałam nic przeciwko pisaniu na kartkach/ telefonie/ czymkolwiek, ale czułem się swobodniej mogąc migać. Łatwej było mi ubrać w słowa to co myślę, a i nie kombinowałem tak bardzo nad swoimi wypowiedziami. Mogłem być sobą nie musząc się przejmować tym co piszę. Poza tym zawsze mogłem udać, że ktoś źle zrozumiał znak jeśli zrobiłbym z siebie idiotę. Dlatego tym bardziej doceniałem fakt, że to właśnie M miał być moimi opiekunem, mógł mnie zrozumieć, a to wiele dla mnie znaczyło. Wreszcie mogłem mówić!

"Tu jest inaczej niż w Nowej Zelandii. Bardziej ponuro i wszyscy non stop gdzieś się spieszą. Chyba nie do końca się jeszcze przyzwyczaiłem do tego miejsca. No i tutaj jest zimno!"

To ostatnie przeszkadzało mi najbardziej. W moim kraju był o wiele cieplejszy klimat, choć nie tak gorący jak w Australii. W sumie pod wieloma względami Brytania i moje wyspy były podobne, a za razem zupełnie inne. Ale owce się zgadzały! I tu i tam pełno ich było. W każdym razie w Londynie nie mogłem się ugrzać. I nie ważne ile swetrów i bluz miałem na sobie, po prostu pragnąłem słońca.

"Sam pewnie też bym się nie zdecydował. Ale stypendium było jedyną okazją w życiu, która by się nie powtórzyła. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. Jak wiesz uczyłem się w szkole specjalnej, więc okazja nauki w innym kraju i normalnej placówce to zdecydowanie coś nowego i wartego spróbowania."

Ale to prawda, gdybym nie wygrał takiej nagrody, nigdy nie opuściłbym domu na tak długo. I nie chodziło i to, że byłem maminsynkiem. Po prostu za bardzo bałbym się takiego kroku. Owszem byłem marzycielem, ale śnicie na jawie a wyjazd to zupełnie inna sprawa. Ale skoro już trafiła się okazja nie mogłem nie skorzystać. Nie oszukujmy się, byłem głuchą niemową nie miałem i nie będę mieć łatwo w życiu. Ludzie boją się osób niepełnosprawnych, zupełnie jakby przez obcowanie z nami sami mogliby zachorować. To głupie ale nie raz zaobserwowałem takie zachowanie. To boli ale nic na to nie poradzę.
Uśmiechnąłem się do niego. Chociaż nie, ja nie przestawałem tego robić. Raczej poszerzyłem wyraz mojej facjaty, by był łatwiejszy do odczytania. Pozytywna energia zawsze mi się udzielała. Niestety ta negatywna też i gdy ktoś się denerwował czy złościł, dobry nastrój mnie opuszczał i czułem się jak spłoszone zwierze. W ogóle czasem traktowanie mnie jak małe stworzonko było całkiem sensownym podejściem. Byłem płochy i jednocześnie łatwo przywiązywałem się do kogoś. Może nie ufałem mu w pełni ale uczepiałem się tej miłej osoby. Także Michael już może czuć się zagrożony ciągłymi nawiedzeniami przez moją osobę.

"W zasadzie już się do nich dostałem. Chce być fotografem w przyszłości. Dorabiam sobie nawet w studiu fotograficznym jako asystent niedaleko szkoły. Marzy mi się okładka w National Geography ale wątpię by mi się to udało. To trudne ale trzymam kciuki. A ty zawsze chciałeś być psychologiem? Lubisz to?"

Postanowiłem że zacznę też go o coś pytać, a nie tylko odpowiadać. Bo chyba też na tym polegała rozmowa, by słuchać siebie na wzajem i prowadzić dyskusję. I nie, nie przeszkadzało mi to, że M nie używał migowego od jakiegoś czasu, przez co migał powoli, jak i robił kilka drobnych błędów. Rozumiałem go jednak bez przeszkód więc nie było problemu. Co do obserwujących nas ludi, to miałem ich gdzieś. Byłem przyzwyczajonych do dziwnych, krzywych spojrzeń, na sposób w jaki się komunikuję. Niech myślą co chcą, i tak nie usłyszę ich komentarzy. Po co się więc przejmować.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pon Mar 24, 2014 2:35 pm

Clayton zaprezentował esencję Londynu w kilku słowach kluczowych: pośpiech, ponurość i zimno. Niestety, w tygodniu, gdy w żyłach ludzi wrzała jedynie praca i obowiązki na ulicach rzadko można było spotkać wesołą duszyczkę. Trzeba jednak zaczekać na weekend, ludzie otwierają się na siebie i można tańczyć, śpiewać i pić całą noc. Rzecz jasna tego ostatniego M nie mógł mu doradzić, był przecież jego opiekunem w tym kraju.
Chłopak był naprawdę odważny i mógłby być inspiracją dla wielu osób z podobnymi ułomnościami co on. W większości przypadków ludzie boją się bariery językowej, szoku kulturowego bądź wymyślają sobie powody aby nie spróbować czegoś nowego. Michael wielokrotnie otrzymywał propozycje pracy za granicą - Francja, USA, Niemcy czy Hiszpania. Nigdy nie skorzystał: bo po co? czemu? kiedy znajdzie czas dla rodziny? jestem za stary na zmiany! tu mam życie!
Ten ostatni powód do niedawna był kłamstwem wyssanym z palca, miał znajomych ale miłości raczej brakło w jego życiu. Teraz żył z kimś i dzielili wspólne trudny i przyjemności prowadzenia domu. Dzisiaj faktycznie musiałby się zastanowić, czy przeprowadzka jest dla niego możliwa.
"Za chwilę zabraknie mi skali w podziwianiu cię! Nauka, praca i zajęcia dodatkowe. Jestem naprawdę dumny, że mogę być twoim opiekunem, mówię to szczerzę!"
M znowu gestykulował żwawiej, przypomniało mu się to i owo. W sumie postawa Claytona także motywowała go do poprawy migowego, chciał wymienić jak najwięcej informacji z chłopakiem, którego naprawdę aż miło się słuchało.
"Wierzę, że jeśli ktoś ma marzenia to najgłupszym co może uczynić to poddać się. Nawet jeśli nie ta gazeta to inna, z chwilą gdy poczujesz się spełniony i będziesz robił to co kochasz twoje marzenie się spełni" - psycholog znowu poczęstował chłopaka słodkim uśmiechem.
"Zawsze chciałem pomagać ludziom, nie przepadam za widokiem krwi czy wnętrzności więc nie mogłem być lekarzem. Kombinowałem nad czymś innym, szukałem kierunku studiów, po którym mógłbym pracować z różnymi osobami i pomagać im rozwiązywać problemy. Kolega podpowiedział mi psychologię, potem zrobiłem specjalizację z dziecięcej psychologii. Nie wyobrażam sobie teraz innego życia niż to, które teraz prowadzę"

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Mar 26, 2014 11:13 am

No a nie miałem racji? W ciągu tygodnia było to ponure miasto z zaprogramowanymi mieszkańcami, którzy tylko gnali pomiędzy pracą i domem. Co do weekendu, cóż nie wiedziałem jak jest. Większość tych dni spędzałem nad lekcjami lub w studiu. Może i było ono otwarte krócej, ale ktoś przecież musiał siedzieć i obrabiać wykonane fotki. Inne trzeba było wywołać, zrobić odbitki czy ktoś musiał ustawić plan i światło na poniedziałkowy . Mój grafik jakby się tak zastanowić był strasznie napięty. I co najlepsze zdawałem sobie z tego sprawę dopiero gdy myślałem o jakiś błahostkach. Nie przeszkadzał mi brak wolnego czasu. Nie miałem zbyt wielu znajomych, z którymi mógłbym spędzać czas. Nie chodziłem na imprezy, nocne posiadówy przy piwie i tym podobne. Matko ależ byłem nudną osobą!
Nie uważał się za odważnego. Po prostu wiedział, że nie ma wyboru i albo skorzysta z okazji, albo na zawsze pozostanie w jednym miejscu bez perspektyw. Wiedziałem, że jeśli się nie ruszę pozostanę tylko głuchą niemową bez perspektyw. Tutaj miałem okazję studiować coś, co mi pomoże w realizacji marzeń. Byłem przecież na kierunku fotograficznym w prestiżowej szkole. Już samo to uchylało trochę furtkę. Nie bardzo, bo zaraz za nią były jeszcze wyższe schody, ale przynajmniej nie musiałem wojować z zamkiem.

„Nie przesadzaj. Jestem normalnym chłopakiem, który musi sobie jakoś radzić z problemami. Zawsze będę najpierw postrzegany przez swój stan, dopiero później ktoś może zobaczy co mam do zaoferowania. Muszę ciężej pracować, co nie znaczy, że jest co podziwiać”

Oczywiście, że się speszyłem na jego słowa. Wcale nie uważałem się za kogoś, kto należy chwalić za coś co musi robić. Uczyłem się tyle, bo nie miałem jak pozyskiwać wiedzy od nauczyciela. Chciałem być fotografem, więc potrzebowałem nabyć doświadczenia. I przy okazji to kochałem. Można więc powiedzieć, że łączyłem przyjemne z pożytecznym. Nic niezwykłego. Owszem chwilami padałem ze zmęczenia, zarywałem noce i płakałem z bezsilności, ale przecież każdy ma chwile słabości.

„To prawda. Tyle, że ta konkretna gazeta jest najbardziej prestiżowym magazynem. Kiedy zdobędziesz okładkę roku, to tak jakby wejść na Mount Everest. Pewnie skończę na mniejszych czasopismach i za daleko nie zajdę, ale i tak będę śnił o tym marzeniu chyba do końca życia. Z drugiej strony chciałbym też robić zdjęcia, które będą docenione i podziwiane. Znasz taką osobę jak Annie Leibovitz? Robi niesamowite ujęcia gwiazd i nie tylko. To moja idolka. Chciałbym kiedyś zrobić takie fotografie jak ona.”

Naprawdę się rozgadywałem. Ale kiedy przychodziło do mówienia o swoich pasjach po prostu odlatywałem. O fotografii mogłem machać bez końca, godzinami „buzia mi się nie zamykała”. Mogłem opowiadać o swoich ulubionych ujęciach, artystach, aranżacjach, o wszystkim. Ożywiałem się i pokazywałem jaki jestem naprawdę. Znacznie bardziej otwarty niż wyglądałem. A gdy już dorwałem wdzięcznego słuchacza, który rozumiał ruchy dłoni to już byłem w swoim żywiole. Ciekawe kiedy Pan M zwyczajnie każe mi zwolnić i zacząć używać mniej skomplikowanych i branżowych określeń.

To dobrze, że udało ci się odnaleźć swoją pasję. Wydaje mi się, że jest Pan dobry w tym co robi. Już sprawił pan, że się bardziej otworzyłem i ośmieliłem. Na co dzień jestem o wiele bardziej nieśmiały. Może to dlatego, że boję się odrzucenia przez ludzi. Zawsze mam wrażenie, że przez to kim jestem będę dyskryminowany. Tak już się działo i teraz mam opory przed zbliżaniem się do ludzi.”

Przyznałem nieco niechętni i by to ukryć zaraz skupiłem się na ciastku przed sobą. Owszem kątem oka zerkałem na M, czy ten przypadkiem nie zaczął mi migać, ale to słodycz była teraz moim centrum uwagi. Kolejna moja cecha, kiedy palnąłem coś niekomfortowego unikałem wzroku rozmówcy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Mar 27, 2014 12:44 am

Słodycze to taki mały dar od Boga. Jeśli czytelnik jest ateistą to przykro mi, niech odwołuje się do chemii. Michael natomiast był katolikiem, wprawdzie ostatnimi laty niepraktykujący jeśli chodzi o spotykanie się w grupie wiernych, lecz nadal wierzący i bojaźliwy o swą duszę. Było wiele drobnych radości życiowych za które M dziękował Najwyższemu. Słodkości były jedną z nich. Cukier, karmel, czekolada, biszkopty i kruszynka - za to aż chce się sprzedać duszę, więc najlepiej jest obwinić za nie Pana Boga, jemu duszę chyba można oddać. Jednocześnie, Pan psycholog, zdawał sobie sprawę jakie poglądy mają katolicy na osoby homoseksualne, znał je aż nadto dobrze, jego rodzice byli raczej radykałami. Znał także wiele osób, które zmuszone zostały do ukrywania się ze swymi skłonnościami aby móc nadal uczęszczać na msze. Smutna sprawa, niestety prawdziwa.
Michael nie mówił publicznie o swych preferencjach, nie miał w zwyczaju obnosić się z nimi, uczęszczać na parady itp. Żył sobie spokojnie, potrafił doradzić zarówno osobom z obu orientacji i dogadywał się z nimi w tak samo dobry sposób ale po prawdzie ukrywał się i zapewne zapytany o preferencje wymigałby się od odpowiedzi. Patrząc na Claytona zastanawiał się czy ten drobny, niezwykle zadbany i uroczy chłopiec należy do jego drużyny czy może grał w tej drugiej, bardziej akceptowanej przez społeczeństwo. Niezwykle rzadko Pan Psycholog patrzył na swoich podopiecznych czy pacjentów w taki sposób, najczęściej przyjmował rolę starszego brata lub dobrego kumpla, wtedy z łatwością docierał do młodzieży. Dla Claytona przez chwilę zapragnął być kimś niezwykle bliskim, przeraziło go to porządnie. Nie skakał z kwiatka na kwitek, był stały w uczuciach i co najważniejsze wierny osobie, z którą był w związku. Tym bardziej nie mógł pojąć skąd owe malutkie, nagle wykiełkowane uczucie.
Słowa chłopaka co do swej ułomności były bardzo podobne do tego, co kryło się w głowie Michaela. Gdyby ludzie wiedzieli, że mieszka z innym mężczyzną i co tu ukrywać, kocha go, mógłby stracić naprawdę wiele - pracę, znajomych, pacjentów.
"Zawsze uważałem, że pierwsze wrażenie jest cholernie ważne." Michael speszył się, zazwyczaj panował nad swoim językiem ale ta rozmowa była inna niż dotychczas. Przez przypadek użył niecenzuralnego słowa i to właśnie podczas konwersacji, która była swego rodzaju pierwszym wrażeniem.
"Wybacz, używałem migowego do rozmowy z kolegami, stare naleciałości" Szybko się wytłumaczył i dalej machał rękoma.
"Ale człowieka porządnie poznasz dopiero po godzinie, nie trzeba rozmawiać, czasami wspólne milczenie ma już jakieś znaczenie. Podobne zachowania, śmiech z tego samego fragmentu filmu czy wybór potrawy." Tu M spojrzał na ich ciastka, jemu zostało już tylko jedno a chłopiec swego jeszcze nie ruszył. Modlił się do kremowej słodkości co było niezwykle urocze.
Annie Leibovitz... To nazwisko coś mówiło M i po chwili zapaliła się malutka, jarząca się ciepłym światłem żaróweczka. Tylko jedna myśl kołatała się po głowie mężczyzny: Boże, kojarzę ją tylko ze zdjęć, gdzie gwiazdy pozują tak aby wyglądać jak postacie Disneya! Jak miał niby się przyznać, że ma trzydzieści lat, doktorat na karku i renomę specjalisty w psychologii dziecięcej i zatrzymał się na etapie, gdy chodzi do kina tylko i wyłącznie na bajki.
Uwielbiał te zdjęcia, Pan M planował nawet wydrukować sobie w dobrej jakości zdjęcie na którym Julianne Moore jest małą syrenką a Michael Phelps trytonem. Od dziecka kochał bajkę, zarówno wersję łagodną zaprezentowaną przez Disneya jak i tą książkową, gdzie Arielka na koniec popełnia samobójstwo. Głównie chodziło o wodę, w niej Pan M czuł się jak ryba. Dzięki pływactwu nadal miał dobrze umięśnione ciało, do reszty sportów się nie nadawał.
"Proszę, nie śmiej się ale kojarzę twoją idolkę tylko przez serię bajkowych zdjęć... Są piękne, od razu je polubiłem bo w sumie... Bo nadal lubię od czasu do czasu wrócić do tych filmów. Te starsze lubię najbardziej, z nowszych pokochałem niedawno Meridę i Frozen." Mało męskie, cóż jako heteroseksualny facet też kochałby bajki.
Clayton możliwe, że nie zdawał sobie sprawy z tego, ale ich rozmowa była czystą przyjemnością dla mężczyzny. On sam też się "rozgadał" jak nigdy. Zazwyczaj był tym co słucha, doradzi, pokrzepi uśmiechem i osłodzi życie ciepłym kakao. Jeśli chłopak będzie chciał się częściej spotykać, to M będzie to robił z czystą przyjemnością.
Zażenowanie chłopaka dało się łatwo i szybko zauważyć choć najczęstszym, wizualnym, symptomem jest rumieniec. Na studiach Michael pisał nawet krótką pracę na temat wstydu, dowiedział się wtedy, że prawdopodobnie rodzimy się z predyspozycją do odczuwania wstydu, jednak uczymy się odczuwać tę emocję dopiero, gdy przekazane zostaną nam normy, zasady i wartości. Jako maluchy biegamy bez bielizny, kąpiemy się na golasa z kuzynem czy kolegą z piaskownicy, dopiero z wiekiem i poznanymi wartościami stajemy się bardziej skryci i podatni na odczuwanie zażenowania. Jednym z lepiej działających sposobów aby pomóc drugiej stronie się rozluźnić jest czysta zmiana tematu, najlepiej na ten, który będzie mu odpowiadał.
"Wiesz... Tak sobie pomyślałem, ciekawe kto byłby dobry do roli Elsy z Frozen. Jak myślisz? Ja mam dwa typy: Charlize Theron lub Uma Thurman."

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Mar 27, 2014 9:33 am

Ja w Boga nie wierzyłem. Jak dla mnie jeśli on faktycznie był, to był niezłym złośliwcem. Przez długi czas miałem do niego żal za uczynienie mnie takim jakim jestem. Głuchy, niemy, mały wcześniak, który bez okularów niewiele widzi. Gdyby faktycznie istniał przecież nie dopuściłby do czegoś takiego. Albo chociaż mógłby dać mi w pełni sprawny wzrok lub słuch. Na mowie mi aż tak nie zależało. Zwłaszcza, że nawet teraz ze sprawnymi strunami głosowymi i tak milczałem jak zaklęty. Nauka mowy leżała poza moim zasięgiem i tyle. Teraz ten żal do stwórcy minął, po prostu uznałem, że nie ma sensu złościć się na coś co nie istnieje. Za to buddyzm był bliski memu sercu. Wierzyłem w reinkarnację, przesłanie dobra i karmę. Nie zabijałem zwierząt, za mięsem też nie przepadałem. Jeśli miałem już w coś wierzyć to wolałem w to niż w chrześcijanizm, anglikanizm czy cokolwiek innego. Hm może właśnie przez ten brak wiary spotykały mnie takie a nie inne rzeczy ale nie zamierzałem zmieniać swojego podejścia. Nie negowałem jednak wyznań innych. Wiara była kwestią indywidualną i nic mi do tego nie było. Nie chciałem go dyskryminować za to, czy coś takiego, to był jego wybór i tyle.
Co do orientacji, cóż w moim przypadku było to dość skomplikowane, czy może tylko ja to sobie utrudniałem. Po pierwsze wychodziłem z założenia, że kto mógłby pokochać kogoś takiego jak ja. Byłem zakompleksionym niziołkiem i tyle. Po drugie nigdy nie spotkałem żadnej dziewczyny, która skupiłaby na sobie chociaż część mojej uwagi na dłużej. Owszem doceniałem ich urodę, ale patrzyłem jako obiekt artystyczny nie materiał na miłość. W przypadku mężczyzn, to też nie każdy sprawiał, że moje serce zaczynało bić szybciej. Poza tym spotkało mnie z ręki chłopaka coś nieprzyjemnego i teraz boję się zaufać komuś na tyle, by się z nim związać. Wiem, że jeden złośliwiec niczego nie oznacza, ale zrobiłem się ostrożniejszy. Wolałem się nie zakochiwać i tyle. Poza tym chyba nie do końca akceptowałem fakt, że mogę być homoseksualistą. Jakbym już bez tego nie odstawał od ludzi. Jej ja chyba nie do końca jestem normalny, zbyt bojaźliwy i w ogóle. Musiałem jednak przyznać, że M był przystojnym mężczyzną. Miał w sobie coś co mnie przyciągało no i był dla mnie miły. Niczym książę ratujący mnie z mojej skorupy. A trzeba przyznać, że pomimo strachu i braku akcpetacji samego siebie łatwo było mnie sobą zauroczyć. I M robił to niezwykle łatwo. Czas pokaże czy moje zawirowanie jest tylko chwilowe czy jednak podziw zmieni się w coś więcej. I jednak i druga opcja mnie przerażała.

„Nie musisz przepraszać. Bluźnij jeśli chcesz, mi to nie przeszkadza. Sam w myślach robię to non stop”

Wyszczerzyłem się do niego zapewniając tym samym. Że nie musi się kompletnie tym przejmować. Bluzgi były czym naturalnym i wyzbycie się tego w dzisiejszych czasach było raczej mało prawdopodobne. Sam znałem całkiem pokaźny zasób obraźliwych gestów, a to że ich nie bardzo używałem to już inna kwestia.
No tak, większość osób kojarzy Annie właśnie z tej sesji. Owszem była magiczna i jedyna w swoim rodzaju. Kosztowała ją pewnie wiele wysiłku ale efekt był olśniewający. I tak, scena z Arielki też mnie zachwyciła. Nie wpadłbym na to, by zrobić coś takiego i z początku myślałem, że postacie zostały wygenerowane komputerowo. Dopiero potem dowiedziałem się, że oni naprawdę nurkowali w basenach. Jak tu czegoś takiego nie podziwiać.

„Są niesamowite prawda? Ja sam lubię ujęcie Jenifer Lopez i Marcka Anthonego jako Alladyn. Nie wiem czy wiedziałeś, ale w postać Dżina wcieliła się stara dobra Woopie. Według mnie pasuje idealnie. Co do samej Annie na pewno znasz więcej jej zdjęć, choć o tym nie wiesz. Znasz okładkę z The Rolling Stons z Yoko Ono i Johnem Lenonem? To jej dzieło. Zrobiła je na kilka godzin przez zastrzeleniem muzyka. I to całkiem przypadkiem, spontanicznie zostało uwiecznione. An często robi też okładki do Vanity Fair, właśnie Stonsów i masy innych gazet. Jest najlepsza”

Było wiele zdjęć, które podziwiałem w jej wykonaniu, ale gdybym miał opisać je wszystkie zajęłoby to kilka godzin. Już prędzej przygotuje mu zestawienie w formie albumu czy czegoś. Albo zaproszę do pokoju i pokażę mu moją obklejoną ścianę. Nie tylko moje ujęcia tam były, część Annie była dobrze widoczna. Ale może dość o tym. Pewnie M nawet nie chciałby mnie tam odwiedzić, uznając że to mało pedagogiczne zachowanie. Takie odwiedzanie uczniów w ich pokojach, nawet jeśli jesteś jego opiekunem a on mieszka sam.

„W sumie czemu nie. Sam jeszcze widziałbym Scarlet Johanson. Może i ma delikatną buzię, ale potrafi zagrać prawdziwą sukę. Myślę, że też by się sprawdziła. A w postać Meridy? Może Julia Roberts? Z tym swoim afro?”

Byłem mu wdzięczny za zmianę tematu. A nowy podszedł mi do gustu. I tak, sam również oglądałem bajki na potęgę. Co prawda brak piosenek mi nieco doskwierał ale to już kwestia przyzwyczajenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Wto Kwi 01, 2014 6:42 pm

Taki aniołek na zewnątrz a diabełek wewnątrz, niczym sam Michael, Clayton chwilami wydawał się psychologowi jego lustrzanym odbiciem. Gdy był w wieku rozmówcy nie należał do tych brylujących w towarzystwie szkolnym, był wysoki ale chudy jak szkapa, palił ale nie lubił piwa, oglądał się za PSP ale nie za dziewczynami. Dużo można by tak wymieniać.
"To zabrzmi bardzo, bardzo niepedagogicznie ale... Musisz mnie nauczyć więcej przeklinać po migowemu, podejrzewam, że jeszcze mi się to przyda w przyszłości." Zaśmiał się psycholog i odchylił bardziej na krześle. Uwielbiał bujanie, opierał krzesło tylko na tylnych nogach i odchylał się nieznacznie. W połączeniu z jego ubiorem podobnym do nastolatków i szelmowskich uśmiechem wydawał się młodszy o dobre dziesięć lat.
Michael miał papierek zezwalający na pracę w szkolę, kurs specjalny z pedagogiki, który zrobił w wakacje. Ba, wyjechał nawet dwa razy na obóz dla nastolatków z problemami, głównie w roli opiekuna i konsultanta w trudnych sprawach, ale zdarzało się, że wczasowicze stawali się jego dobrymi kumplami. Brzydko się przyznać, ale jeden z chłopców nawet skradł mu całusa, gdy domyślił się, że M jest po tej drugiej strony barykady.
"Niesamowitą przyjemność sprawiłoby mi obejrzenie twoich zdjęć, mówię to szczerze bo kłamanie średnio mi wychodzi, tym bardziej po migowemu." Mężczyzna ze stukotem usiadł prosto, po czym pochylił się do przodu i wsparł łokciami na stole.
Michael miał szalony pomysł, dawno już nie robił czegoś odważnego i typowego dla młodszych ludzi. Nie czuł się stary, czasami miewał też dziwne pomysły, które było mu wstyd realizować samemu. Jego partner ostatnimi czasy był urobiony po łokcie (pracował jego tester gier) i aż szkoda było go ciągać po teatrach, kinach czy... Spalonej części szkoły.
Rok temu pożarł pochłonął fragment budynku, wiele osób snuło opowieści, że owe miejsce nawiedzały nawet duchy. Byli tacy, którzy uważali, że widzieli jak w oknach zamkniętych sal snuła się postać założyciela szkoły. A ciekawostka była taka, że nikt nie znał twarzy owej osoby. Miejsce pełne tajemnic oraz starych, nadpalonych rekwizytów teatralnych, sprzętu z kilku klubów szkolnych.
"Mam propozycję" M uśmiechnął się złowieszczo. "Od kilku już dni mam piekielną ochotę na coś i szukam towarzysz do przygody..." W tamtej chwili psycholog nie pomyślał jak jego słowa mogły zabrzmieć, chciał zaciekawić chłopca i dodać jego życiu kolorów. "Czy chciałbyś sfotografować spaloną część szkoły? Bo tak się składa, że ja mam klucze woźnego i mogę się tam dostać. Wierzysz w duchy?" Mężczyzna uśmiechnął się na tyle szeroko, że ostre kiełki w uzębieniu dodały mu lekko kociego wyrazu. Niebieskie oczy zabłyszczały zachęcająco a źrenice zmniejszyły się z podniecenia.
Kto powiedział, że po pracy musi nadal zachowywać się jak porządny Pan M?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Kwi 02, 2014 1:36 pm

Oj na co dzień byłem naprawdę miłym gościem. Po prostu swoje zdanie zachowywałem dla siebie i raczej nie dawałem znaku jakoby coś było nie tak. Ale faktycznie wśród moich starych znajomych nie raz wykonywaliśmy obraźliwe gesty dla zabawy chociażby. No i jak byłem w ściekły też przykrych „słów” nie szczędziłem. Co z tego, że później tego bardzo żałowałem, nikogo to już nie obchodziło, ani nie sprawiało, że poczułem się lepiej. Mimo wszystko bluźnierstw znałem całą masę.
Cóż nie do końca byliśmy tacy podobni. Ja nigdy nie paliłem, nie piłem, owszem nie obnosiłem się ze swoją wiedzą, ale moje oceny sprawiały, że byłem najlepszy w klasie. Ale tak, za konsolą to i ja się oglądałem, a spódniczki mnie nie interesowały. No chyba, że dana dziewczyna miała być obiektem artystycznym. Pomijam jednak fakt, że część z nich bardzo się wdzięczyła przed aparatem co działało mi na nerwy, a krzyknąć na nie, nie miałem jak.

Fakt, mało to zawodowe, ale ok. Kiedyś mogę cię poduczyć paru gestów. Tylko proszę nie powtarzaj później, kto robił za twojego nauczyciela. Jej tak dziwnie będzie uczyć kogoś starszego od siebie. W ogóle ile ty masz właściwie lat?”

Zapytałem dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że nie mam pojęcia. Znaczy nie wydawał się kimś „starym”, ale też nie wyglądał na kogoś zaraz po studiach. Ciekawe jak duża była między nami różnica wieku. No i może faktycznie moje pytanie było nieco zbyt bezpośrednie, ale jak już chyba zauważył, gdy kogoś poznawałem stawałem się znacznie śmielszy. Chyba Xavier miał rację uznając mnie za owieczkę – puchaty na zewnątrz, a jednak jak się wkurzy potrafi uderzyć rogami. Chociaż to bardziej barany.. A nie ważne!
Kiedy zasugerował, że chciałby odwiedzić mój pokój, w pierwszej chwili nie wiedziałem co odpowiedzieć. Znaczy nie miałem nic przeciwko, ale faktycznie propozycja była dość zaskakująca. Od razu zaczął myśleć jaki ma bałagan w pokoju – chyba walają się jakieś książki na biurku, ale nie kojarzę, by były gdzieś brudne ciuchy, o tyle dobrze – ale nie było tak źle. W zasadzie miałem lekką naturę pedanta. Nie lubiłem chaosu. Sprawiał, że nie potrafiłem się w nim odnaleźć. Nawet moje notatki były nienagannie ułożone, pozaznaczane kolorami, zakładkami i znacznikami. Tylko ta ściana obklejona zdjęciami mogła sprawić wrażenie nieuporządkowanej. To, że tam każde zdjęcie miało swoje miejsce to już inna kwestia. W ogóle docelowo chciałem, by z oddali wyszedł jakiś konkretny wzór o którym nikomu nie mówiłem. Nie był jeszcze skończony ale pewnie na koniec mojego pobytu w Londynie wszystko będzie gotowe.

„Jasne, czemu nie. Wpadnij kiedyś, chętnie opowiem ci, co jest na nich zawarte. W zasadzie na tej ścianie jest cała historia mojego życia. To co kocham, lubię, moje wspomnienia, szczęśliwe i smutne chwile. Ciekawe czy patrząc na to domyślisz się czegoś więcej o mnie.”

No co, jeśli ktoś był spostrzegawczy, a sądzę, że M był, dojrzenie głębszego sensu i znaczenia w tym nie będzie stanowiło dla niego problemu. W sumie nieco obawiałem się takiego odkrycia się przed nim, ale przecież to chyba nic złego prawda? Pomoże mu mnie zrozumieć, a to pozwoli nam się dogadać znacznie łatwiej.
Na jego propozycję po prostu nie mógł –metaforycznie- pisnąć z ekscytacji. Uwielbiał takie eskapady. Opuszczone budynki miały ten swój magiczny i nieco niebezpieczny urok. Miałeś wrażenie, że non stop coś czai się w cieniu gotowe porwać cię i przenieść na tamten świat. Owszem było to nieco przerażające, wywoływało dreszczyk ale czemu miałby sobie tego odmawiać w momencie, w którym jego towarzysz nie tylko chce iść, ale również ma klucze. To niemal jak zaproszenie do legalnego włamania, bo przecież sam nie mógł za bardzo tam chodzić nie prawda?

Bardzo chętnie. Jak dla mnie możemy iść choćby zaraz. Uwielbiam takie miejsca. Weszlibyśmy tylko na chwilę do mnie po lepszy aparat. Tym który mam przy sobie nie będę mógł dobrze złapać kontrastów i pewnie słabego światła. Tylko który obiektyw wziąć… Wybacz, już wracam na ziemię. Po prostu wieść o takich eskapadach zawsze mnie nieco pobudzają i ekscytują

Uśmiechnąłem się nieco przepraszająco i uwaga, dokończyłem swoje ciastko. Wreszcie! Wrzuciłem też swój pamiętnik do torby, bo znając mnie zwyczajnie bym o nim zaraz zapomniał. A raczej nie miałem ochoty, by ktoś czytał moje bazgroły, czy komentował rysunki/ szkice/ schematy splotów na drutach. Już bez tego byłem dziwakiem, po co dawać kolejne powody do plotek na mój temat.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan M
Nauczyciel psychologii
Psycholog szkolny
avatar

Liczba postów : 281
Join date : 12/01/2014
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Kwi 02, 2014 10:49 pm

Tak zwane dziubki jak u kaczki i zdjęcia, do których dziewczyny pozowały jak stado klaczy na wybiegu także raziły Pana M. Z kobietami nie dogadywał się z jednego powodu, głośnego i skrzekliwego, fizycznie niezwykle podobnego do niego samego. Gabriela, chodząca katastrofa, starsza siostra Michaela. Owa przedstawicielka płci pięknej wyglądała jak żeńska wersja M - była wysoka jak na samicę, miała duże niebieskie oczy, bladą cerę i długie, czarne włosy. Siostrzyczka, swym wiecznym zrzędzeniem oraz zdolnością do wyrzucania słów z siebie jak karabin maszynowy, skutecznie obrzydziła bratu dziewczyny.
Ilekroć pytany o ilość przeżytych wiosen, M migał się od odpowiedzi. Teraz naprawdę musiał wymigać jakąś dobrą wymówkę aby nie przyznawać się do tego jak stary był. Tak, dla niego trzydzieści lat to starość, bo czuł się nadal dwudziestolatkiem, co gorsza zbliżały się wielkimi krokami jego kolejne urodziny... Był nadal młody ale w pewnym sensie przeżywał kryzys wieku średniego. Co raz częściej czuł się zmęczony, spał sporo i zauważył, że czyta teraz mniej książek niż kiedyś. Patrząc na młodziutkiego rozmówcę postanowił, że wróci do godzinnego wertowania książek aby móc imponować znowu wiedzą. Cóż, na sportowy wóz nie było go stać, pozostawała mu inteligencja.
"A na ile wyglądam? Zgaduj, masz dwie próby." Jeśli chłopak powie źle, po prostu się nie przyzna i w razie wypadnięcia niecnej liczy zrobi poker face.
"Ale mniejsza z moim wiekiem, jestem teraz mocno zaciekawiony ową ścianą ze zdjęciami. Rozumiem, że to dzieło w procesie tworzenia, bo jeśli opisuje twoje życie to musisz je robić do ostatniej chwili. Wyobrażasz sobie jakie to by było niesamowite, być starym dziadkiem i pod koniec życia zrobić temu wszystkiemu zdjęcie? Zdjęcie zdjęcia, które pokazuje życie w obiektywie." M może i nie potrafił tworzyć sztuki ale był jej fanem. Uwielbiał operę, kochał muzykę zarówno klasyczną jak i nowoczesną. Od dziecka rodzice zabierali go na przedstawienia, oglądać obrazy w galeriach czy też słuchać Vivaldiego.
"Myślisz, że będę cię analizował?" Spytał zaciekawiony propozycją interpretacji dzieł Claytona. "Staram się nie badać osób, które nie są moimi pacjentami. Ludzie nie lubią, gdy ich tak intensywnie obserwuje lub analizuje np. jedna z moich klientek opowiadała mi swoje sny. Freudowska analiza nocnych marów jest jedną z technik, które wykorzystuje podczas pracy z osobami mocno zamkniętymi w sobie. Do rzeczy jednak, to co mi opowiedziała było z pozoru normalne. Śniła o swym mężu, wysyłała go z licznymi zadaniami do drugiego pokoju. Gdy zajrzała jednak do wskazywanego miejsca ujrzała, że pomieszczenie jest puste. Szukała, płakała i wołała męża. Wtedy się budziła. Moja analiza nie spodobała się jej, bo bazując na jej opowiadaniach na temat swojej drugiej połówki i tym śnie, uświadomiłem jej coś. Mąż ją zdradza pod pretekstem wypadów do swej matki, pracy czy też piwa z kolegami. Ona to wiedziała, ale żyła w kłamstwie i dlatego popadła w depresję i próbowała odebrać sobie życie. Prawdopodobnie próba samobójcza była udawana, napisała aż za dużo listów i użyła tabletek, potem zadzwoniła do... W sumie nie będę cię zanudzał tym wszystkim, czasami zapędzam się z opowiadaniami na temat pracy. Możesz śmiało zdzielić mnie po głowie kiedy będę znowu bredził jak szalony o moich pacjentach."
Taka była prawda, ostatnimi czasy M oddalał się nawet od partnera pod pretekstem pracy, w której się zanurzał. Sam siebie analizował, wiedział, że odruchowo opowiedział o owej kobiecie. On też uciekał przez kochankiem, z tą różnicą, że go nie zdradzał. Po prostu, oddalili się od siebie i Michael już nie umiał wrócić do tego co było na początku. Szukał bardziej przyjaciela niż kochanka. Wtedy właśnie spojrzał na Claytona, który z ochoczo chciał zwiedzać z nim ruiny. Kto normalny chciałby to robić?! Czy właśnie tego mu brakowało? Tego powiewu świeżości i kogoś, z kim mógłby więcej rozmawiać, bawić się a nie tylko uprawiać seks godzinami. Clayton nie był dla niego ani trochę erotyczny, był bardzo ładny i seks z nim byłby wspaniały, ale M nie patrzył na niego w ten sposób. Miał setki pomysłów co mogliby robić razem: nowa skałka wspinaczkowa, nowy basen w sąsiednim mieście, spacer po parku, gdy rosa pokrywa jeszcze rośliny.
"Chodźmy więc, rozumiem, że zaprosisz mnie na chwilę aby zobaczył twoje naścienne dzieło? Nie odpuszczę, wcisnę się nawet przez najmniejszą szparę w drzwiach!" Psycholog znowu się zaśmiał, boże jak mu tego brakowało. "Mogłem tylko zabrać szalik, przyjechałem samochodem i nie podejrzewałem, że będę robił sobie ekspedycję po spalonych budynkach. Szczerze to jakoś nie mam ochoty po niego wracać do domu..." Posmutniał, ostatnio tak miał bo spodziewał się co stanie się w najbliższy weekend. Spakuje się i odejdzie a do tego czasu starał się spędzać jak najmniej czasu w domu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Czw Kwi 03, 2014 9:26 am

Myślę, że mój brak zainteresowania dziewczynami, czy bardziej większy pociąg do mężczyzn wiązał się z tym, że wychowywałem się tylko z matką. Nigdy nie poznałem mojego ojca, nic o nim prawie nie wiedziałem, nie miałem męskiego wzorca i przez to w którymś momencie zacząłem szukać kogoś, kto mógłby nim być. Czułem pociąg do tego czego nie znałem, chciałem mieć oparcie w silnych ramionach mężczyzny i dopiero potem zorientowałem się, że to może być coś więcej niż zwykła potrzeba psychiczna. Nie mogłem przez długi czas się z tym pogodzić i wciąż jestem raczej nieśmiały w tych kwestiach. No i miałem swoje powody, by bać się zbliżyć do drugiego faceta.
Pytanie o wiek nie jest chyba niczym złym. Chciałem po prostu wiedzieć jak duża naprawdę jest między nami różnica wieku, bo M zdecydowanie nie zachowywał się jak typowi dorośli. Nie był taki sztywny i poważny. Bardziej przypominał mi narwanego studenciaka, ale po jego wypowiedziach byłem pewny, że ten etap życia miał już dawno za sobą. No bo, żeby tutaj pracować musiał ukończyć 5 letnie studia i pewnie obyć jakieś 2 letnie staże, praktyki i tym podobne. Według moich obliczeń dawało to około 27-28 lat. Jeśli założymy, że miał jaki rok, dwa na znalezienie pracy wychodziło prawie 30. W życiu bym nie powiedział, że miał tyle. Ale liczby nie kłamią, a szczerze wątpiłem, żebym się pomylił, czy robił błędne założenia, pomimo tego, że z matmy nie byłem tak dobry jak chociażby chemii czy fizyki. Zastanawiałem się jednak, czemu on robił z tego taki problem. Przecież nie zmienię swojego stosunku do niego z racji posiadania dwójki, trójki czy czwórki z przodu.

Nie wiem czym się przejmujesz. Wiek to tylko liczba, a ty zdecydowanie nie zachowujesz się na wartość o jakiej myślę. Popraw mnie jeśli się mylę. Jesteś koło trzydziestki. Nie wiem dokładnie ile lat więcej lub mniej, więc tak wyśrodkowuje. Czemu tyle? Musiałeś skończyć 5letnie studia i odbyć staże, by nabrać doświadczenia. Nie wiem czy robiłeś też doktorat więc tutaj mam zachwianie 2 letnie. Powiedzmy, że miałeś jakiś rok, dwa przerwy nim tutaj przyszedłeś. Nie wiem też jak długo tutaj pracujesz. Ale i tak maks dam ci 35, ale myślę, że więcej niż 30 to nie masz. Nie wyglądasz staro, no i zachowujesz się jak student.”

Wyjaśniłem jak najmilej i jak najdokładniej. Chciałem, by wiedział jak do tego wniosku doszedłem i by mi wskazał gdzie się ewentualnie pomyliłem. Zawsze tak robiłem, analizowałem i wyciągałem wnioski jak każdy kujon w sumie.

Właśnie planuję tak zrobić. Co prawda przez przeprowadzkę musiałem zmienić nieco koncepcję ale zamysł został ten sam. W ogóle co jakiś czas to uwieczniam z oddalenia, patrząc czy wzór jest zachowany.”

Tak właśnie planowałem, do końca życia dokładać coraz to nowe fotografie. Aż w końcu nie będę miał wolnych ścian w mieszkaniu. Może to nieco przerażająca wizja, całe mieszkanie z setką oczu wpatrujących się w ciebie na każdym kroku, ale w zasadzie mi to nie przeszkadzało. To zamknięte wspomnienia i tyle, one nie mogę ci nic złego zrobić.
Cóż, ja nie wiedziałem czym jest muzyka, teatr też nie był dla mnie. Wizja bez fonii nie była wcale tak fajna. Ale filmy z napisami czy tłumaczem uwielbiałem. Mogłem siedzieć przed ekranem kilka godzin i nie nudziło mi się to. Nie brakowało mi dźwięku bo wiedziałem co się dzieje. W teatrze tego udogodnienia nie miałem. W końcu tam się tylko polega na werbalnych akcjach. Ale muszę przyznać, że raz byłem na migowym przedstawieniu i muszę przyznać, że mi się podobało. W końcu pantomima jednak potrafi przemówić.
Słuchałem o jego analizie tamtej pacjentki. Od razu mi się skojarzyło pytanie „A co z tajemnicą lekarską”, ale póki nie zdradzał nazwisk czy szczegółów, chyba nie powinienem się czepiać. Ale faktycznie ze snów dało się bardzo wiele wyczytać. Sam śniłem często o plaży, łonie natury i tym podobnych rzeczach. Nie wiedziałem co to oznacza, może potrzebie bliskości i ciepła, trochę spokoju? Sam nie wiem. Ale z drugiej strony nie chciałem mu o tym mówić, jeszcze nie teraz. Był dla mnie chwilowo niczym starszy brat, nie chciałem by poznawał mnie od tak osobistej strony. Nieco za wcześnie. Co jak co ale bałem się zbliżać do ludzi, aż tak bardzo.

Nie, nie myślę, że to zrobisz. Po prostu mógłbyś się dowiedzieć niektórych rzeczy, o których zwykle nie mówię. Z resztą pewnie podświadomie i tak to zrobisz. To odruch i tyle. Tak samo jak ja oceniam każdego pod kątem fotogeniczności i oryginalności twarzy. Doszukuje się rzeczy, które ładnie by wyglądały w obiektywie. Na przykład ty masz ładną linię żuchwy i kości policzkowe. Ostra ale za razem bardzo przyjemna dla oka twarz. Półprofil byłby idealny dla ciebie, jakieś ciemne kolory, przytłumione światło… O albo w drugą stronę bardzo ekspresyjne ujęcia, w ruchu albo w burzy barw… Przepraszam nieco się zapędziłem. Przepraszam. A i nie będę cię karcił za mówienie o pracy. To fascynujące jak na podstawie tak niepozornych rzeczy potrafisz poznać człowieka. I póki są to problemy innych mogę o tym słuchać.”

Czasem tak miałem, że dawałem się ponieść moim artystycznym zapędom i już planowałem ludziom, jakby tu ich najlepiej uwiecznić, najkorzystniej i w ogóle. Nie każdemu się to podobało, ale skoro już chlapnąłem to trudno. Nie cofnę tego.
Może głupio to zabrzmi, ale mnie do seksu w ogóle nie ciągnęło. Miałem traumę i zamiast fizyczności, potrzebowałem bliskości, ciepła i stabilizacji. Każdy w obcy, kraju dążyłby do czegoś takiego prawda? Takiej namiastki domu, rodziny daleko od miejsca pochodzenia. Zwłaszcza, że przyjaciół za dużo tu nie miałem. Poza Xavierem nie było tutaj nikogo, może dlatego tak chętnie „przykleiłem się” do M?

Szalik? Myślę, że uda mi się na to zaradzić, ale to dopiero u mnie w pokoju. Więcej nie powiem!”

Tym prostym zdaniem nie tylko zaprosiłem go do siebie, ale i dałem obietnicę niespodzianki. Wątpię by podejrzewał, że robię na drutach różne rzeczy i że moja szafa jest tego pełna. Chętnie dam mu jeden, zwłaszcza, że dziergałem kiedy nie mogłem usnąć czy miałem blokadę twórczą. Także sporo tego było.
Wreszcie też wstałem z miejsca i upewniłem się, że wszystkie moje rzeczy znalazły się w mojej dużej, nieco wyświechtanej torbie. Dopiero wtedy kiwnąłem głową, że jestem gotowy i razem wyszliśmy z kawiarni. I tak, widział ten nagły smutek na jego twarzy, ale uznał, że już on się postara o to, by uśmiech wrócił na jego twarz, no i zagościł na niej na dłużej.

z/t x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Maj 11, 2014 11:43 am

W końcu udało jej się jakoś wymknąć z uczelni i od braci, którzy tak nadgorliwie nad nią czuwali. Przecież nie mogła cały czas siedzieć w jednym miejscu. Dlatego też udała się na miasto, zapomniała jednak, iż jej portfel świecił pustkami i nie stać jej było na ciastko, na które tak się czaiła za szybą kawiarni. To właśnie tutaj się zatrzymał i bacznie obserwowała to miejsce.
Co za los. Gdyby wcześniej pomyślała o tym, to podkradłaby, któremuś z braci trochę pieniędzy. Teraz już było za późno na wracanie się bo kto wie, być może drugi raz, tego samego dnia nie udałoby jej się uciec.
Ciekawa była jak szybko się zorientują, ale dobrze też wiedziała, że jak już to nastąpi, to znowu dostanie wykład na ten temat, a tego już miała dosyć. Nie była dzieckiem, nie miała pięciu lat, więc spokojnie mogła chodzić tam, gdzie chciała.
Jednakże tylko ona tak sądziła. W głowie rodziny nadal była małym rodzynkiem. Wzdychnęła gdy zobaczyła kelnera niosącego tac e z pysznościami, które wyglądały nieziemsko. Chciał spróbować chociaż jednego z nich. Nigdy tu nie była i nie sądziła, że prędko się zjawi tutaj ponownie.
Och króliczku, jak bardzo ty byś chciała być normalna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sro Maj 14, 2014 10:10 pm

- Give your soul to me, or eternity... Release your life to begin another time with her. - Nucił sobie wesoło maszerując ulicami miasta, z obowiązkowym lizakiem w pyszczku.
Co jakiś czas sięgał po telefon i z rozbawieniem odpisywała smsy "Księżniczce".
Ech... Ciężko mi wymyślić co byś zjadła, gdy kompletnie nie mam pojęcia co lubisz. Kobiety... Co za dziwne stworzenia... Rozmyślał przy tym wesoło, odpisując na kolejną wiadomość.
- End your grief with me, there's another way... Release your life,
yake your place inside the fire with heeeer!!!
- Wreszcie dotarł do kawiarni i zatrzymał się przed wejściem do niej.
Wprawdzie fanem słodyczy nie był, ale też nie miał żadnego konkretnego celu swojej dzisiejszej wędrówki, no i miał ochotę się czegoś napić, więc po krótkiej chwili, w której jego szare komórki analizowały co w tej kawiarni może być i czy mu się w ogóle chce do niej wchodzić, ruszył dziarsko w stronę jej wejścia.
Po drodze jednak dojrzał wpatrzoną w ciastka dziewczynkę, tak na oko o ładnych parę lat od niego młodszą i po szybkim luknięciu na nią okiem pewnie by zaraz o niej zapomniał, gdyby nie jeden mały, drobny szczegół.
Gdzieś jej twarzyczkę widział. Co ciekawsze, kojarzyła mu się ona ze szkołą, ale przecież takie dziecko, w dodatku tej ładniejszej płci nie miałoby tam co robić.
Oczywiście zaraz zwoje mózgowe Żądlastego, napędzane ciekawością, rozpoczęły analizę kim ta dziewczynka była. Dla Skorpiona minęły wieki, gdy się nad tym zastanawiał, na szczęście dla potocznych obserwatorów Skorpion w formie słupa soli był tylko przez sekundę, zanim wreszcie uznał, że nic nie wymyśli i...
- Wiesz, te ciastka lepiej wyglądają z bliska. I całkiem nieźle smakują. - Odezwał się z rozbawieniem, ale przyjaźnie do dziewczynki.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Maj 24, 2014 10:38 pm

Jeszcze trochę i ślinotoku dostanie. Oj biedna Lili. Tak bardzo chciała zjeść coś słodkiego, że o bożym świecie zapomniała. Na wszelki wypadek również wyciszyła wcześniej telefon, co by nikt jej nie przeszkadzał w konsumowaniu, a tu nie wyszło.
To nazwa się mieć pecha. Z toku myślenia wyrwał ją męski głos, głos, którego nigdy nie słyszała. Odwróciła się gwałtownie w stronę nowego rozmówcy. Fakt, wyglądała wciąż na małą dziewczynkę, te drobne rysy twarzy, jak i całego ciała. Wiele osób, które przechodziły w tym samym momencie śmiało się ukratkiem i plotkowało na temat owej dziewczynki. Niecodziennie spotyka się małą i drobną istotę, z białymi włosami jak śnieg i przepaską na oku.
Mogła być brana jako cyrkowiec, czy przebieraniec, ale nic na to poradzić nie mogła. Cieszyła się jedynie z tego, iż nie ma słońca. Na dodatek zapomniała zabrać parasolkę! A w dłoni zaś uporczywie ściskała białego pluszowego misia.
Tym bardziej dawała wrażenie dużo młodszej niż była.
-Na pewno, ale zapomniałam portfela, tak więc pozostaje mi gapienie się na nie.
Wystawiła mu język i szybko się uśmiechnęła słodko. Nie znała go, a nawet jeśli już go gdzieś widziała, to nie sposób było zapamiętać wszystkich twarzy w otoczeniu. Po za tym do tego dochodziły jej zaniki pamięci, więc murowany był i oczywisty fakt, że nie skojarzy go z nikim znajomym, a już w szczególności ze szkołą.
Oj Lilka, ty zawsze wpakujesz się w coś paskudnego. Czyżby miły Pan zechciał kupić jej coś dobrego? Och, ile razy braciszkowie zabraniali rozmawiać z obcymi? Nieskończenie wiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Maj 25, 2014 9:49 am

Skorpion wciąż się małej przyglądał.
Opaska na oku kusiła go, żeby zaczął zachowywać się jak pirat, ale w porę ugryzł się w język. W końcu ta mała mogła być na coś chora, więc nie wypadało się z tego nabijać. Co jak co, ale Skorpi jednak pewne zasady w tej materii miał.
Dzieci z podstawówki są takie urocze... Pomyślał rozbawiony patrząc na całokształt wyglądu tej dziewczynki i jej miśka.
- Jestem Skorpi... Mike. - Powiedział w końcu i zaraz roześmiał się wesoło.
- Z tym języczkiem to uważaj, bo Ci go odgryzę! - I samemu jej język pokazał.
Chwila na zastanowienie. Zaproszenie do kawiarni dziewczynki z podstawówki nie było dobrym pomysłem. Mogło zostać źle odebrane.
Z drugiej jednak strony Skorpion często robił rzeczy, które były źle odbierane i nie przejmował się z tym zbytnio. Poza tym skoro sam wspomniał o tych ciastkach a ta mała powiedziała coś, co teoretycznie można było odebrać jako małą sugestię, to co chłopakowi pozostało jak nie...
- No dobra... Skoro ja mam portfel a samo gapienie się mi nigdy nie wystarczało, to chodź. Wybierz sobie co chcesz... - Powiedział to takim tonem, jakby został przez małą zmuszony ciężkimi torturami, ale oczy mu się śmiały przy tym i na koniec znów się wesoło wyszczerzył.
No i nie czekając na jej decyzję wparadował do środka zamawiając mrożoną, waniliową kawę i ciepłą szarlotkę.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Maj 25, 2014 9:16 pm

Cóż, być może faktycznie budziła względy dziecka, które nadal tkwi w podstawówce, ale jak na jej oko, była ona w podobnym wieku co ten chłopak. Wiedziała, że większość osób ocenia ją na 12-13 lat, ale póki jej cycki nie są wielkości doniczek, to nijak może to udowodnić. Na dodatek wiele aspektów utwierdzało ich w tym, iż jest dzieckiem. Przykładem może być nawet misiek, z którym chodzi wszędzie. Ubiór ubiorem, bo nie ubiera się w sposób, w jaki dzieci powinny się ubierać, chyba.
-Nie odgryziesz!
Przekomarzała się, ale w gruncie rzeczy uśmiechała się cały czas.
-Liliannea. Miło mi cię poznać Miki.
Nie obeszło by się bez wymyślania dodatkowych ksywek swoim towarzyszom. Zawsze tak robiła i zawsze to będzie robić w przyszłości. Grunt to przyzwyczaić się do tego i nie mieć pretensji, ani nie wypominać. O tak. Ona kiedy czegoś chciała to nie odpuszczała, no chyba, że było to coś, co z góry było przegrane.
Miała już podziękować, kiedy to usłyszała zaproszenie, ale jedynie co zrobiła to podskoczyła ze szczęścia i szybko ruszyła za nim.
Usiadła przy tym samym stoliku co chłopak i poprosiła kelnera o czekoladowe ciastko i lody truskawkowe i o smaku owoców leśnych. Miała chęć zamówić dużo więcej, ale nie miała pojęcia jak gruby portfel on posiada, a naciągać aż tak nie za bardzo chciała. Powiedzmy.
Kiedy dostała swoje zamówienie, swojego królika przytuliła mocniej z wielkim uśmiechem na twarzy. Zatopiła od razu srebrną łyżeczkę w zimnych lodach, po czym łyżeczka z zawartością wylądowała w jej buzi, a drugą ręką nadal ściskała pluszaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Maj 25, 2014 9:29 pm

- Odgryzę! Zobaczysz! Albo zginę próbując! - Mówił wesoło, gdy wchodzili do środka i gdy czekali na swoje zamówienie.
- Lilcia... Śliczne imię. - Skwitował od razu.
Skorpi również każdemu wybierał jakąś ksywkę, czy nazywał po swojemu. Ale zanim jeszcze wymyśli coś tej małej dziewczynce, to musi ją chociaż trochę lepiej poznać.
Tyle że, ponieważ wciąż wydawało mu się, że ta mała jest za mała na bliższe poznawanie, to tutaj był problem.
I pod bliższym poznawaniem nie miał na myśli pójścia do łóżka, tylko ogólnie zapoznawania się. Kuratorek Skorpionika pewnie by nie był zadowolony, gdyby się dowiedział, że ten mały podrywacz zagadał do jakiejś dziewczynki z podstawówki, nawet jeśli chodziło o zwykłą rozmowę.
- I mnie również miło Cię poznać. - Dodał jeszcze i zabrał się za swoją szarlotkę.
- Uważaj, żeby Cię głowa nie rozbolała od tych lodów... - Uśmiechnął się do małej i po upiciu kawy, uznał, że czas zacząć przechodzić do ataku, aby zrealizować swój niecny cel.
Czyli dowiedzieć się skąd też może tę ślicznotkę znać.
- Co Cię tu sprowadziło samą, poza chęcią spróbowania wszystkich słodyczy jakie tutaj serwują? - Zaczął więc delikatnie, powoli, od neutralnego gruntu.
I uśmiechał się przy tym cały czas wesoło, ciepło patrząc na tę dziewczyneczkę.
- A... I zapomniałem o jednym bardzo ważnym pytaniu... - Palnął się nagle w czoło, robiąc taką minę, jakby był na siebie bardzo zły za to.
- Jak on się nazywa? - Spytał szybko wskazując palcem jej pluszaka. Sporo dziewczyn, szczególnie tych młodszych, jakie zdążył poznać, jakoś te swoje miśki nazywała, więc był ciekaw jak i tutaj jest.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pią Maj 30, 2014 10:09 am

Jej imię nie było przypadkowo jej nadane, chociaż jakoś bliżej nigdy się temu nie przyglądała. Wiedziała tylko, że imię dotyczy czegoś ważnego, czegoś co było z nią związane, ale jakoś nie mogła sobie tego przypomnieć. Czy było to coś, co powinna pamiętać? Sama nie wiedziała, może przypomni sobie później.
Kręciła łyżeczką kółka, raz to w lodach, a raz to w swojej buzi. Były pyszne. Jednak dobrze się stało, że zapomniała portfela, przynajmniej było coś za darmo, a darmowe smakowały najlepiej.
-Tylko słodycze. Miałam przyjść tutaj dużo wcześniej, ale nie miałam takiej możliwości, po za tym dzisiaj nie jest zbyt słonecznie, więc tym lepiej trafiłam na dobrą porę!
Kto by tam wiedział o co jej chodziło. Nie miała w zwyczaju tłumaczenia każdej swojej wypowiedzi, a raczej była przyzwyczajona do tego, iż są one zrozumiałe i doskonale wiadomo o co chodziło. Skutkiem chyba tego była jej rodzina. To praktycznie z braćmi najwięcej czasu spędzała.
Spojrzała na niego zaciekawiona, kiedy to oznajmił o ważnym pytaniu. Nie spodziewała się go, ale jakoś specjalnie nie zezłościła się, tylko uśmiechnęła jeszcze bardziej.
-Lacie.
Podniosła pluszaka do góry, kiedy to wypowiedziała jego imię. Lacie był kimś w rodzaju dobrego przyjaciela, kogoś kto był przy niej w zdrowiu i chorobie, dlatego jest z nim tak zżyta i nie rozstaje się z nim. Jest jeden przesąd. Myśli, że kiedy nie ma go blisko niej to może umrzeć, a tego nie chce. Trauma z dzieciństwa, kiedy to Lacie gdzieś się zapodział, a ona szukając go wpadła pod samochód.
Była dumna, że go posiadała i uważała, że on do niej mówi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pią Maj 30, 2014 12:01 pm

- Tylko słodycze..? Mały cukroman! - Roześmiał się wesoło.
I nie bardzo wiedział, co ma dalej zrobić. O czym ma mówić. Gdyby, według Skorpiona, ta dziewczynka miała przynajmniej piętnaście lat, to zawsze można by ją było zacząć delikatnie bajerować.
Ale ponieważ chłopak nie został jeszcze wyprowadzony z błędu, ponieważ według niego to dziecko było zbyt młode, więc obawiał się, aby nawet niewinne zagadanie nie zostało źle odebrane.
- Lacie? Siema mały. Miło mi Cię poznać. - Przynajmniej ten temat był w miarę bezpieczny.
Więc, gdy dziewczynka uniosła swojego pluszaka, Żądlasty sięgnął ku niemu i witając się, uścisnął mu łapkę. To musiało dla postronnych zabawnie wyglądać.
- Rodzice nie marudzą Ci, że sama chodzisz po ulicy? - Spróbował uderzyć z tej strony. Owszem, w dzisiejszych czasach, młodsze dzieciaki swobodnie biegały po mieście, nawet w godzinach późnowieczornych, ale nie o to mu chodziło.
Raczej o możliwość dowiedzenia się coś niecoś o jej rodzinie. Może dzięki temu trafi na trop prowadzący go do rozwikłania tej zagadki, skąd ją zna.
- Albo czy Twój chłopak się nie obrazi, jak się dowie, że byłaś na randce z nieznajomym? - Spytał rozbawiony, dochodząc do wniosku, że może zaryzykować delikatny flirt.
I przez dłuższą chwilę skupił się pozornie na swojej kawie i szarlotce, które szybko znikały w jego paszczy.
Jedynie obserwował swoją towarzyszkę, czekając, aż ona powie coś niecoś na swój temat.
Co jakiś czas lekko lustrował otoczenie będąc ciekaw jednej rzeczy. Czy ktoś tę małą znał. Jeśli lubiła słodycze, to może nie był to jej pierwszy raz tutaj. Szukał więc po twarzach obsługi, czy klientów jakiegokolwiek znaku świadczącego o tym, że ta dziewczynka już tu była.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Maj 31, 2014 12:45 pm

Ona jakoś szczególnie nie ukrywała ile ma lat, wystarczyło zapytać wprost.
-Bo słodycze są najlepsze!
To fakt, ale i tak nie jadła ich w takiej ilości, jakiej by chciała. Rodzina sumiennie ogranicza jej dostęp do słodyczy i wszystkiego co ma zbyt wysoki poziom cukru. Zgroza. To największy cios dla niej.
Skoro lekcja zapoznawcza jest już za nimi, Lili posadziła z powrotem swoją maskotkę na swoje kolana.
-No cóż. Z rodzicami nie mieszkam, obecnie zajmują się mną dwóch starszych braci, którzy nie chcą mnie nigdzie wypuszczać, a przecież dzieckiem już nie jestem! 16 lat to wcale nie tak mało. Oni ciągle myślą, że mam 10.
Wystarczyło małe podejście i już powiedziała zbyt dużo. Ile razy Ollie prosił, aby nie rozmawiała z obcymi, a jeśli już to nic nie mówić i uciekać. Och ten brat, przecież nic złego jej się tu nie dzieje. Prawda?
Jej okiem świat wyglądał zupełnie inaczej. Nie było zła, wojen, ani morderstw. Jej świat był różowy i tak miało już pozostać. Zaczerwieniła się na policzkach, kiedy usłyszała o chłopaku. Co on sobie myślał?!
-Nie mam… Zresztą Ollie by go prędzej zabił, nie wspominając już o Chrisim. Ci dwaj niby jak woda i ogień, ale w mojej kwestii zgadzają się bez najmniejszego problemu.
Może to było jedyne co ich wspólnie łączyło. Cieszyła się, że chociaż mimo tego, że obaj się różnią, to wciąż są kimś ważnym i dla siebie i dla niej. Po kilku minutach jej lody zniknęły i zaczęła się brać za porcje ciasta czekoladowego. Mniam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Sob Maj 31, 2014 4:56 pm

W innych okolicznościach pewnie by się spytał wprost, ile ona ma lat, ale nie dość, że kobiet się o to nie pyta a za mało się znali, aby to obejść jakoś, to w dodatku zawsze byłaby opcja, że źle trafi i mała się obrazi.
O słodyczach nic nie mówił. Sam nie był ich fanem i też uważał, że nie powinno się za dużo jeść, ale nie przeszkadzało mu to, że ona je lubi. Zresztą, zbyt zaskoczyło go to, ile mała ma lat, żeby miał na takie drobiazgi zwracać uwagę.
- Jakim cudem nie masz? Śliczna dziewczyna i bez chłopaka? - Rzucił szybko chcąc ukryć fakt, że jego zaskoczenie nie płynie z tego, że ona jest singielką, ale z tego, ile ma lat.
- Widzę, że masz nieco nadopiekuńczych braci, chociaż z drugiej strony to miłe, że się o Ciebie troszczą. - Powiedział wesoło, ale zaraz przez jego myśli przemknęły imiona jej rodzeństwa.
- Ollie i Chris... - Powtórzył cicho i spojrzał na małą uważniej.
- Czy Twoi bracia przypadkiem nie pracują, albo nie uczęszczają do Royal School? Tej prestiżowej uczelni dla samych chłopaków? - Może właśnie dlatego i ją kojarzył z tej szkoły. Skoro jej bracia tam pracowali, to pewnie ich czasami odwiedzała a co za tym idzie, mógł ją kiedyś zobaczyć na dziedzińcu, czy korytarzach.
Przy okazji, widząc, że mała skończyła lody i pałaszuje już ciasto, oraz ponieważ sam już wszystko skończył, to sięgnął po menu.
- Na co jeszcze masz ochotę? - Spytał, zastanawiając się co samemu ma wziąć, aby mieć pretekst do posiedzenia tutaj i dalszej rozmowy.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
White Rabbit

avatar

Liczba postów : 33
Join date : 02/02/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Nie Cze 01, 2014 2:37 pm

Zaczerwieniła się jeszcze bardziej na jego słowa. To nie tak, że było jej głupio, po prostu zawstydziła się!
-Bo.. B-o, b-o…
Zaczęła się jąkać, ale szybko odzyskała język w gębie.
-Bo jestem trudną dziewczyną!
Powiedziała pierwsze co jej przyszło do głowy. Nie zastanawiała się nigdy, dlaczego nikogo nie ma. Jakoś nie to było jej problemem. Raczej nie chciała się wiązać, gdyż dobrze wiedziała, że może umrzeć. To wystarczyło, aby ją zniechęcić.
Ona była innego zdania. Może i miłe, że się troszczyli, ale dla niej było to wciąż uciążliwe, chociaż prawdą było, że lubiła być w centrum ich zainteresowania.
W końcu zmiana tematu! Mogła spokojnie zjeść ciastko, a rumieńce w końcu zeszły z jej małej twarzyczki.
-Ano. Pracują. Zresztą ja też tam chodzę na zajęcia, ale nie takie zwykłe tylko prywatnie. Nie mogłam iść do zwykłej szkoły, ani prywatnej dla dziewcząt, ani tej normalnej, więc postanowiono, że moja edukacja będzie prywatna.
Nie do końca wiedziała jak miała to nazwać. Nie zdziwiło ją, że ktoś zna jej braci. Było to całkiem normalne, a większe prawdopodobieństwo było takie, że jej za bardzo nikt kojarzyć nie będzie.
-W sumie to gofry!
Skoro miała okazje ponaciągać na coś, to grzechem było nie skorzystać z tej jakże kuszącej oferty. Nie miała pojęcia o niczym innym w tym momencie. Teraz liczyły się słodycze, a resztę inne nie istniało.
Machała nogami od czasu do czasu pod stołem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Sweet sugar   Pon Cze 02, 2014 8:38 am

Roześmiał się wesoło, słysząc, że to małe, słodkie coś, jest trudną dziewczyną.
- Wyjaśnisz mi co się kryje pod tym stwierdzeniem? Co to znaczy, że jesteś trudna? - Spytał rozbawiony, przyglądając się z jeszcze większym zaciekawieniem rozmówczyni.
- Chodzisz do naszej szkoły na zajęcia?? - Zdziwił się w pierwszej chwili, zaraz jednak znów uśmiechnął się szeroko.
- Nawet jeśli na prywatne, to pewnie robisz furorę wśród tych tłumów chłopaków... Pewnie też dlatego Twoja słodka buźka jest mi znajoma. Musiałem Cię już kiedyś na jakimś korytarzu widzieć. - Skwitował, ale zaraz zmrużył oczy. Coś, gdzieś, jakaś dziwna myśl przyszła mu do głowy.
- Chris, jeden z Twoich braci, jest tam bibliotekarzem? - Spytał, mając wrażenie, że go już parę razy widział.
Za to miał też inne wrażenie z tym związane. Jakaś czerwona lampka mu świeciła w głowie alarmując go w jakiejś kwestii, niestety nie za bardzo na razie wiedział co dokładnie mu ona chciała przekazać.
Bibliotekarz Chris, mający brata Ollie i małą siostrę, która chodzi do uczelni dla chłopców.
- Czemu nie możesz chodzić do zwykłej uczelni? Czemu musisz uczęszczać na prywatne zajęcia? - Padło pytanie i jakaś mała, uporczywa myśl wypełzła z zakamarków, mówiąc mu, ze ma to związek ze zdrowiem.
- Gofry... Tak jest! Twoje życzenie, jest dla mnie rozkazem! - Zaraz też wrócił do pewnie najważniejszego tematu dla małej.
I niedługo potem zamówione gofry leżały przed nią na stole, podczas gdy on dostał porcję lodów. Waniliowe, o smaku waty cukrowej, białej czekolady. Pyszne, ale słodyczy, poza lizakami oczywiście, to przez najbliższy tydzień nie tknie.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet sugar   

Powrót do góry Go down
 
Sweet sugar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Home, sweet home

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: