IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wild Animals

Go down 
AutorWiadomość
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Wild Animals   Pią Mar 07, 2014 4:20 pm


    Ogród zoologiczny znajduje się na południowym obrzeżu Londynu. Jest stosunkowo niewielką powierzchnią do największego zoo znajdującego się w tym mieście. Tak jak już sama nazwa ośrodka mówi, znajdują się tu wyłącznie dzikie i niebezpieczne okazy. Można między innymi zobaczyć z odległych zakątków świata egzotyczne gady, płazy, pajęczaki, a nawet najwymyślniejsze podwodne stworzenia. Przeważnie owe zwierzęta zamknięte są w terrariach, których obowiązuje zakaz dotykania. Ośrodek jest otwarty przez cały tydzień, od 10:00 do 18:00, a w weekendy dłużej do 20:00.





Tego sobotniego poranka Eito dość wcześnie się obudził, ale nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z ciepłej pościeli. Dopiero po jakiś trzydziestu minutach się ruszył, bo suczka zaczęła nieznośnie szczekać. Ogarnął się oraz mieszkanie, bo nie potrafił mieszkać w chlewie, ale pedantem nie był. Odgrzał sobie smażone udko sprzed dwóch dni i usiadł przed laptop. Miał ochotę się dziś gdzieś wybrać, ale było jeszcze za zimno na wypad poza miasto. Włączył przeglądarkę internetową i zwyczajnie zapytał Google: 'Co warto zwiedzić w Londynie?'. Wyskoczyły mu zabytkowe budynki, albo otwarte przestrzenie, które były dla niego zdecydowanie za nudne. Przełączył przeglądarkę na mapę i próbował sam coś znaleźć, szczegółowo przesuwając wzrok po ekranie. “Hmm... A to co?” Z niekrytym zainteresowaniem zatrzymał się na Zoologicznej placówce. Lubił zwierzęta, w końcu wychował się wśród tych przebywających na gospodarstwie rolnym. Te dzikie, to jedynie w mediach oglądał. “Ja piórkuje, staremu piernikowi do zoo zachciało się iść.” Zaśmiał się pod nosem, po czym wyłączył komputer. Ubrał dopasowany jasno popielaty sweter z dekoltem w karo, czarne pomarszczone spodnie z prostą nogawką oraz trapery w tym samym kolorze. Zarzucił czarną skórzana kurtkę, zasuwając zamek pod samą brodę. Nie zamierzał iść na piechotę, ani włóczyć się komunikację miejską. Złapał za kask w wyszedł z mieszkania, by za chwilę wsiąść na swe czarno-srebrne cudeńko, Suzuki Intruder z długą, podwójną rurą wydechową. Zostawił za sobą jedynie warkot silnika.
Niebo wyglądało na zachmurzone, jednakże nie zapowiadało się na deszcz. Było popołudnie, temperatura oscylowała w granicach dziesięciu stopni. W połowie drogi miał wrażenie, że coś zaczęło systematycznie stukać w motorze, jednakże przez hałas dobiegający z silnika nie był pewien. Gdy dopiero dotarł do celu, wjechał na parking pośpiesznie zsiadając i ściągając kask z głowy. Odgarnął włosy, przeczesując je do tyłu rozłożoną dłonią.
- Co ci jest Benihime? – rzekł do siebie w geście zaniepokojenia. Przykucnął, by dokładnie oglądnąć każdą z części, jednakże nie dostrzegł niczego podejrzanego. Nie był mechanikiem, nie znał się w ogóle na tej robocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renegat

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 04/03/2014

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Pią Mar 07, 2014 10:59 pm

Co można robić w sobotę i to rano? Zapewne większość ludzi odpowie, że spać. Jednak ten osobnik nie spał już od szóstej. Nie potrafił po prostu się zmusić by spać o tej porze. Wiele razy próbował i zawsze budził się o tej samej godzinie. Wstał więc z łóżka, przeciągnął się i zaczął szperać w swojej szafie w pokoju motelowym. Zastanawiał się co ma siebie włożyć by nie rzucać się w oczy. Nie było to łatwe. Londyńska pogoda zazwyczaj potrafiła mu spłatać brzydkiego psikusa i to w najmniej oczekiwanym momencie. Izzy już wiele razy myślał o powrocie do stanów jednak wiedział, iż taka ucieczka jest bez celowa. Wreszcie się zdecydował. Wyjął z szafy starannie złożoną niebieską bluzkę z długim rękawem i niebieskie jeansy. Cóż przez chwilkę myślał czy nie ubrać się dla odmiany na czarno, ale w takim ubiorze z pewnością wyróżniał by się w tłumie. Potem przyszedł czas na poranną toaletę i zjedzenia jakiegoś posiłku. Stradlin spojrzał na zegarek i zaczął czegoś szukać w swoich notatkach. Cóż miejsce spotkania jakie wyznaczył mu jeden z informatorów było dość dziwaczne, jednak Jeff potrafił to w pełni zrozumieć. W końcu lepiej spotkać się w miejscu publicznym niż w jakimś ciemnym zaułku. Po zrobieniu lekkiego klaru w pokoju narzucił na siebie czarną kurtkę skórzaną, a intensywnie zielone tęczówki ukrył za ciemnymi okularami. Do tego wziął również swoją broń i nieodłączny telefon po czym wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Czasem żałował, że nie może mieć stałego adresu, tylko musi żyć jak koczownik. Jednakże tym razem nie miał czasu by zastanawiać się nad swoim losem. Przed motelem wsiadł na motor i odjechał w stronę Ogrodu Zoologicznego. Co prawda nie miał daleko więc za bardzo się nie śpieszył. Po co miał jechać na złamanie karku i zwracać na siebie uwagę. Przez chwilkę nawet zastanawiał się dlaczego mija tak niewielu ludzi. W końcu stwierdził, że zapewne chodzi o pogodę i przestał się nad tym zastanawiać. Jazda nie była zbyt długa i po chwili z rykiem silnika parkował przed zoo. Rozejrzał się czujnie po pustym parkingu gdy nagle zauważył jakiegoś mężczyznę.
- Pomóc w czymś? – zapytał podchodząc do niego od tyłu. Czemu to zrobił sam nie wiedział. Być może odezwała się w nim ta lepsza strona jego osobowości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Sob Mar 08, 2014 4:22 pm

Zaabsorbowany sprawdzaniem stanu technicznego swej maszyny, nie specjalnie zwrócił uwagę na hałas parkującego motorzysty. Był lekko podłamany możliwą usterką, tak jak rodzic martwi się o zdrowie swego dziecka. Dopiero dobiegający głos zza pleców uświadomił mu, że nie był tam sam. Odruchowo przekręcił głowę nieznacznie ją unosząc, dostrzegł kątem oka zarys stojącej za nim sylwetki mężczyzny. W pierwszej chwili chciał go spławić, zapewniając, że wszystko jest w porządku, ale druga myśl skutecznie go od tego odwiodła. “Hoho, ale się tu troszczą o klientów.” Stwierdził z zadowoleniem i rozluźnił napiętą szyję spoglądając z powrotem na swój motor.
- Nie jestem pewien – zaczął nieśpiesznie z dość donośnym głosem –  ale chyba podczas jazdy coś stukało w okolicy silnika. Przyglądałem się, ale nie zauważyłem z zewnątrz uszkodzeń – pokazał dłonią na mechanikę. – Na pewno będę musiał później skoczyć do warsztatu na przegląd. – Stwierdził to za niezbędną konieczność, ale i tak postanowił skorzystać z zaoferowanej pomocy. – A może pan ma w tym jakieś doświadczenie? – pytając ponownie przekręcił głowę, by spojrzeć na sylwetkę rozmówcy. Było to niezbyt wygodne, bo raczej widział tylko jego nogi. Dopiero wtedy zwrócił uwagę na opustoszały parking. “Wygląda na to, że jestem jedynym klientem.” Trochę się zdziwił, bo w końcu była sobota. Dzień w którym rodziny spędzają ze sobą wolny czas. Czyżby z tym ogrodem zoologicznym było coś nie tak? Jednak szybko sobie uzmysłowił, że to przecież nie jedyne zoo w tym mieście. Widać dzikie zwierzęta nie cieszyły się popularnością, a przynajmniej o też porze. Eito też nie był ich specjalnym fanem, ale w pewien sposób podziwiał tę ich drapieżną naturę przetrwania.
- Nie przypuszczałem, że w Wild Animals pracuje nawet stróż na parkingu – stwierdzając podniósł się, by w końcu wyprostować już ścierpnięte nogi. – Proszę zatem mieć na oku moją maszynę – kontynuował nieprzerwanie. – Jestem pewien, że przy takim ruchu to na pewno nie będzie problem – kończąc zdanie entuzjastycznie obrócił się, stając naprzeciwko rozmówcy. Również był wysoki jak on, ale nie to wywołało na jego twarzy dezorientacje. Długie, białe włosy, ciemne okulary i ubiór kompletnie nie pasujący do stróża parkingu. “Ale wtopiłem!” Nie miał pojęcia jak wybrnąć z tej sytuacji, dlatego wolał zaczekać na reakcję nieznajomego z ewentualnymi przeprosinami, by bardziej się już nie pogrążać. Zachowania ludności w jego kraju a tu, miały spore różnice. Musiał kontrolować wyuczone odruchy, co czasem trudno mu przychodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renegat

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 04/03/2014

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Nie Mar 09, 2014 12:33 pm

Izzy sam się zastanawiał co ów mężczyzna robi o tej porze na pustym parkingu. Jednakże wolał nie wyciągać pochopnych wniosków. Przebywał już tyle czasu w tym pokręconym kraju by wiedzieć, że tutaj ludzie zwracają większą uwagę na maniery i na wygląd niż na to, jaki wykonuje się zawód. To chyba najbardziej denerwowało Stradlina w londyńczykach. Wiedział, że wiele osób, które spotykał na swojej drodze nie oceniały go po wykonywanej pracy ale po manierach. Jednakże ten jegomość chyba nie za bardzo zwrócił uwagę z kim rozmawiał. Cóż na szczęście Izzy nie potrafił czytać w myślach i nie mógł się już wkurzyć na samym początku.
- Rozumiem. Niestety nie znam się na ścigaczach. Gdyby miał pan Choppera mógłbym może w czymś pomóc jednak w tym układzie raczej będę nie przydatny. – powiedział obserwując maszynę. Trzeba było powiedzieć Renegat lubił motory, a ich właścicieli traktował jak swoich braci. Niestety nie znaczyło to jednak, że będzie ich inaczej traktował. Jeśli ktoś myślał w ten właśnie sposób to się bardzo mylił. Stradlin miał swój własny system wartości, który choć był odrobinę pokręcony sprawdzał się w tych równie pokręconych dla Izzy’ego czasach. Obrzucił jeszcze przeciągłym spojrzeniem maszynę, po czym przeniósł wzrok na mężczyznę.
- Nie boi się pan oddawać swoje cudo do warsztatu? Ja choć nie jestem mechanikiem nie oddałbym swojego motoru w ręce żadnego mechanika, no chyba, że bardzo dobrze znam tego kogoś i wiem, że jest dobry. – powiedział, a ostatnie słowa wypowiedział z dość dosadną artykulacją, aby nikt nie miał wątpliwości, że owy białowłosy nie ufał żadnym mechanikom czy też innym serwisantom. Dopiero gdy Izzy rozejrzał się trochę po tym miejscu poczuł się jakby był wystawiony na odstrzał. Pusta przestrzeń parkingu trochę stresowała mężczyznę, a gdy doszło do niego, że prawdopodobnie jegomość, z którym właśnie rozmawiał może być jedynym klientem tego zoo, Stradlin poczuł się bardzo nie swojo. Za jakie grzech i na jaką głupotę muszę się porywać za każdym razem gdy umawiam się z ludźmi? zadał sobie w myślach pytanie, na które znał bardzo dobrze odpowiedź. W końcu jak by nie patrzył to była jego praca, a zdobywanie informacji też do tego należało. Zwykle jednak sam wyznaczał miejsca spotkań lub też osobiście namierzał ludzi, którzy mogliby być mu pomocni. Teraz jednak nie miał takiej możliwości manewru. Kolejne słowa dość mocno poruszyło Stradlinem. On miałby być stróżem, wolne żarty. Jednak nauczony doświadczeniem nie mógł się po prostu roześmiać napotkanemu mężczyźnie w twarz.
- No cóż skoro chciałby pan postawić swoje cacko na jakimś strzeżonym parkingu to tutaj w okolicy raczej takiego się nie znajdzie. – powiedział wkładając w swoją wypowiedź odrobinę kpiny. Nie rozumiał jak można w ten sposób się zachować. Ale cóż mógł poradzić. On na pewno nie był zwyczajnym obywatelem Londynu.
- Nie wiem do kogo kierował pan te słowa, gdyż jak już pewnie zdążył pan zauważyć nie pracuję ani jako stróż, ani jako pracownik zoo. – dodał po chwili mając na twarzy dalej swoją obojętną maskę, choć pod okularami jego zielone oczu nieco się zwęziły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Nie Mar 09, 2014 5:58 pm

Fakt, niecodziennie spotykało się faceta przyjeżdżającego na motorze do zoo. Może nawet był tu pierwszym takim przypadkiem. Eito miewał czasem dziwne pomysły i nie odczuwał większych oporów, by je realizować. Gdy miał na coś ochotę, to po prostu to robił. Zawsze o wszystkim sam decydował. Nie miał w Londynie za wielu znajomych, a nawet gdy mieszkał w Japonii toczył raczej samotnicze życie. Stąd właśnie mogły brać się jego problemy z komunikacją międzyludzką.
Okazało się, że nieznajomy miał większe pojęcie o motorach od Eito, jednakże nie wystarczające, by pomóc rozwiązać problem.
- Mówi się trudno, ale i tak dziękuje za zainteresowanie – oznajmił uprzejmie. Nie chciał bardziej nadużywać cierpliwości domniemanego strażnika parkingu, w końcu nie na tym polegała ta praca. Co innego tyczyło się samej rozmowy, z której wyjawił zamiłowanie do pewnej grupy motorów.
- A skoro ma pan pojęcie o Chopperach, czy nie jest przypadkiem posiadaczem takowego? – zapytał będąc niemal pewnym, że trafił w sedno. To by wyjaśniało, dlaczego z taką łatwością na początku zaoferował pomoc. Motorzyści faktycznie byli sobie niczym bracia i potrafili dość dobrze się dogadywać mając to samo zainteresowanie.
Rozmówca po chwili poruszył bardzo delikatną sprawę, jaką było oddanie Benihime w obce ręce. Eito nie chciał tego robić, ale uznał to za zło nieuniknione. – Czy się boję? A.. – potwierdził. – Przyznaję, nie cieszy mnie ta opcja, jednakże każdy z mechaników będzie lepszy ode mnie, niestety – rzekł z zrezygnowaniem w głosie. Nie był dobry w dziedzinie majsterkowania, za bardzo odbiegało to od matematyki. – Może zna pan jakiś warsztat warty polecenia? – Istniało spore prawdopodobieństwo, że wskaże dobrych fachowców.
Tak, jak się spodziewał, zdenerwował rozmówcę swą niedorzeczną pomyłką. Nie był typem, który celowo nastawia wrogo do siebie przypadkowo spotkanych ludzi. Dlatego ta sytuacja, jak najbardziej wymagała wyjaśnienia, a przynajmniej moralnej rekompensaty. Potrzebował chwili, żeby ogarnąć na spokojnie sytuację, bo te ciemne okulary nieco go rozproszyły. Wątpliwe było, że chciał za nimi ukryć zmęczone, przekrwione oczy, a już na pewno nie ukryć przez słońcem schowanym za chmurami. Najwyraźniej musiał chował się przed kimś, jednakże w ten sposób zwracał na siebie znaczną uwagę. Nie potrafił do końca rozkminić, dlaczego mężczyzna miał je na sobie, Eito nieświadomie zastanawiał się nad tym.
- Tak, byłem nazbyt zabsorbowany maszyną, że spostrzegłem ów fakt za późno. Przepraszam, jeśli pana uraziłem, nie miałem takiego zamiaru – rzekł najprościej, jak potrafił. Białowłosy wyglądał mu na konkretnego faceta, który raczej nie toleruje uchybień. Przypominał mu z lekka tykającą bombę, której rozpoczął się czas odliczania. Nie wiadomo ile pozostało minut na liczniku, więc trudno przewidzieć moment wybuchu. Najrozsądniejszym dla nauczyciela było się ulotnić, ale zamierzał przecież jeszcze pooglądać zwierzęta, a jak już coś sobie postanowi, to mało prawdopodobne, by zmienił zdanie.
Za sylwetką rozmówcy przyuważył osamotnioną maszynę na dwóch kółkach.
- Ten wspaniały Harley jest pański? – zapytał zaciekawiony wskazując na niego kiwnięciem głowy. Po czym niespodziewanie zaraz zadał kolejne pytanie. – Czyżby również przyjechał pan zwiedzić zoo? – Od zaintrygowania do uśmiechu na twarzy, dzieliła go cienka linia. “To aż nie możliwe. Tu musi być ukryta kamera.”



Edit:
Gdy wyczerpał się temat i nastała dłuższa chwila ciszy, Eito wykorzystał moment, by w końcu zrealizować swoje plany.
- Udam się już w swą stronę, bo chcę jeszcze zdążyć do mechanika – rzekł spoglądając na godzinę w telefonie. – Do zobaczenia.
Udał się następnie do zoo chcąc zwiedzić je w szybkim tempie, jednakże upłynęło znacznie więcej czasu, jak się tego spodziewał. Jego natura obserwatora wzięła nad nim górę. Usatysfakcjonowany z wizyty wsiadł na motor i depnął porządnie gazu, by zdążyć jeszcze dziś na przegląd do warsztatu.


[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Sob Cze 27, 2015 9:37 pm

Jemu to się najwyraźniej w życiu nudziło. Ale dawno nie był gdzieś, gdzie można było na moment oderwać się od zgiełku miasta. Za to postanowił zamienić je na hałas zwierząt, który niekiedy był mniej dokuczliwy. Poza tym, miał co robić, bo jakoś sobie nie przypominał, żeby był w zoo. Samemu mu się nigdy nie chciało, a jego rodzice nie mają nigdy dla niego czasu. Przykre, ale prawdziwe. W końcu jednak się przełamał, poszedł sam i był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Zwierzęta były bardzo fajne, nawet jeśli część się pochowała w swoich norach.
Gerard musiał odebrać telefon, kiedy był przy wybiegu lwów. Oczywiście, zwierzęta się ukrywały, więc wcale nie żałował tego, że musiał chwilę poświęcić na rozmowę, niż wypatrywanie czegoś, czego nie było na obecną chwilę. Po skończeniu rozmowy westchnął cicho, poprawiając rękaw, pod którym była jego proteza. I ruszył dalej, wolnym krokiem, zastanawiając się, gdzie by tutaj teraz pójść. Niby ścieżka wyznaczała prostą drogę, ale jemu nie koniecznie chciało się poświęcać uwagi na karze stworzenie, z nadzieją, ze któreś będzie widać.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Nie Cze 28, 2015 11:54 am

Nudne. Zwierzęta były po prostu nudne. Shōta sam nie wiedział, czego się spodziewał, kiedy zdecydował się tu przyjść. Od zawsze wolał obserwować ludzi niż zwierzęta, więc co go podkusiło, żeby tu przyjść? Westchnął zirytowany. Może to była pora, w której karmią zwierzęta? Nie interesowało go to zbytnio, dlatego postanowił się nad tym nie zastanawiać. Zamiast tego rozejrzał się za kimś, kogo będzie mógł troszkę podręczyć swoją osobą.
Stał stosunkowo niedaleko. Jego ofiara. Chłopak wyglądał jak jakiś upiór. Blady, o czarnych włosach. Shōta miał wrażenie, że coś jest nie tak z jego ręką. Potrafił to zauważyć - w końcu obserwacja i analiza były tym, za co mu płacono. I lubił to.
- Chcę wiedzieć - mruknął do siebie. Odczekał, aż nieznajomy skończy rozmowę i podszedł do niego. A raczej chciał podejść, bo ten ruszył przed siebie. Shōta zauważył, że chłopak jest od niego niewiele wyższy, za to z pewnością trochę lepiej zbudowany. Wyprzedził go i stanął mu na drodze. - Cześć, jestem Shōta - przywitał się i przedstawił, nawet nie zastanawiając nad ewentualnymi konsekwencjami zaczepiania obcych. - Mam pytanie. Co jest nie tak z twoją ręką? Bo wygląda, jakby było z nią coś nie tak. Zauważam takie rzeczy. Nie daje mi to spokoju. Powiesz mi? - Mówił stosunkowo szybko, bez przerwy na wdech. Nie obchodziło go, czy zrani uczucia chłopaka albo czy wypada o to pytać. Był ciekaw i tyle. Musiał wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Nie Cze 28, 2015 12:59 pm

Ostatecznie uznał, że skręci do terrarium, poogląda sobie węże i pająki, a potem pójdzie tam, gdzie wiedział, że zawsze będą zwierzęta - na kozy, świnki, lamy i inne parzystokopytne stworzenia. Tam przynajmniej było coś żywego i nie ukrywało się przed słońcem. Tak, to był dobry plan, pomyślał, przyśpieszając nieznacznie kroku. Co w jego przypadku równało się temu, ze poruszał się teraz nie pół kilometra na godzinę, a pół metra na godzinę szybciej. Zanim zaszedł w ogóle do terrarium, coś mu nagle wyrosło spod ziemi i zastąpiło drogę. Zmarszczył nos. Co za bezpośredni cymbał postanowił mu przeszkodzić. No ale chcąc nie chcąc, musiał się zatrzymać. Może nawet dać się wysłuchać temu dziwakowi. Niebieskie oczy, okej, kupa śmiertelników, okej, ale kolczyki, jakiekolwiek średnio radowały oko Gerarda.
- Nie powiem - Odparł, ani nie przedstawiając się, ani nie zaspokajając ciekawości tego faceta. Jego ręka, jego sprawa, najwyraźniej niektórzy mają tyle pokładów energii, że zaczepiają byle kogo i zadają dziwne pytania. Nie kojarzył go ze szkoły, więc albo był za stary, albo zbyt biedny lub głupi, by Gerard mógł go zobaczyć. Jakby matka zauważyła, że rozmawia z obcymi tego pokroju, to by mu znów wlepiła areszt domowy.
Gerard wyminął niebieskookiego i szedł dalej w stronę terrarium.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Nie Cze 28, 2015 8:02 pm

Nie zamierzał odpuścić. Ruszył za nim, znów go wyminął i odwrócił się. Szedł tyłem, z jedną ręką wbitą w kieszeń spodni, drugą układając na kaszkiecie.
- Nie bądź nudny - zaśmiał się. - Dobra, więc albo mi się wydaje, że masz coś z ręką, co jest niemożliwe w jakichś 99,9999999%, albo faktycznie masz coś z ręką, tylko nie chcesz powiedzieć. Idąc dalej tym tropem, mogę powiedzieć, że nie jesteś szczególnie rozrywkową osobą. Masz ty w ogóle przyjaciół? A, nie! Wróć! To nie ma nic wspólnego i nie jesteśmy w moim gabinecie, żeby cię o to pytać. Dobra. Zastanówmy się. Och, mam! Niedowład? Paraliż mięśnia czy coś? Może być sztuczna, ale to mało prawdopodobne. Teraz rzadko kogo stać na protezy. Ale nie o tym, nie o tym. Wyglądasz jak śmierć, wiesz? Powiesz mi chociaż, jak masz na imię? Albo pozwolisz się podotykać? Poza tym, co to było za niechętne spojrzenie? To przez kolczyk, co nie? - Musnął palcami srebrne kółeczko w płatku swojego ucha. - Hej, hej, wiesz, że masz dziwne spojrzenie? Takie jakby... Puste? No, coś w tym stylu. Dawaj, decyduj się raz, dwa. Imię czy macanko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Nie Cze 28, 2015 9:50 pm

To miał być jeden z tych spokojnych dni. Kiedy po prostu wychodził sobie w bliżej nieokreślone miejsce, robił co chciał by jego przybrani rodzice byli zbyt bardzo przy kasie, żeby miał się martwić. A on i tak robił im na przekór i nigdy się nie naraził ani znajomym ani władzy, żeby się mieli o tym dowiedzieć. Na całe szczęście i tak ich widział stosunkowo rzadko, żeby cokolwiek mieli z niego wydusić. Przykra sytuacja.
Ale bardziej przykre było to, że tamten facet dalej się go czepiał. Co to, pedofil jakiś? Na takiego nie wyglądał, aczkolwiek pozorom nie należy do końca ufać. Przynajmniej pierwsze wrażenie nie było zbyt przyjazne. Chcąc czy nie chcąc, słuchał go dalej, by w pewnym momencie po prostu parsknąć na głos, kiedy tylko usłyszał, że tamten coś wspomniał o gabinecie. Bo jak dla niego, ten nawet nie wyglądał na takiego co ma pracę w mcdonaldzie, już nie wspomniawszy o czymś bardziej poważnym.
- Może się tak łaskawie odpierdolisz? - Mruknął, czując jak mu się humor powoli psuje. Błagam, niech mu da spokój. Nie jego sprawa co ma z ręką, jakie ma życie osobiste, czy jego imię. Jakże żałował, że nie ma jakiegoś gazu pieprzowego pod ręką, bo by od razu zrobił użycie, bo takie zachowanie pod jakieś upośledzenie umysłowe mu podpadało. Ale zakładał, że idzie do ogrodu, więc nic mu się nie przytrafi.
Rękę zdrową, trzymał w kieszeni, gotów zadzwonić po Jason'a, żeby go stąd zabrał.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Pon Cze 29, 2015 10:53 am

- Ale mi się nuuuuuudziiiii - poskarżył się tonem obrażonego dziecka. - Nie bądź nudny, mówię! I nie śmiej się ze starszych... Bo jesteś młodszy, nie? Przynajmniej tak mi się wydaje. Ja mam 23 lata, a ty? Pewnie mi nie powiesz, co? Nie szkodzi. I tak się nie odczepię. Uch, ale mnie ta twoja ręka wkurza! Chcę wiedzieć, no!
Odwrócił się i zwolnił, by zrównać się z chłopakiem. Przyglądał mu się uważnie kątem oka. Sztuczna? Niedowład? Paraliż mięśnia czy coś w tym stylu? Nie potrafił się zdecydować, na co postawić. Do tego nie podobało mu się zachowanie chłopaka.
- Wiesz, to wkurzające - powiedział, uśmiechając się szeroko. - Znaczy, zboczenia zawodowe. Zainteresowała mnie ręka, a mimo to zacząłem zastanawiać się nad powodem twojego zachowania. Nie ważne, o co zapytam, i tak mi nic nie powiesz, co nie? W takim razie pozwól mi mówić. Zawsze tak robię z pacjentami. Ja mówię, a do nich dociera. Dosyć dziwne, jak na psychiatrę, co? To raczej pacjent powinien mówić. Ech, zawsze dużo gadam. No, mniejsza z tym. Twoje zachowanie jest trochę aspołeczne. Chyba nie jesteś społecznym prawiczkiem, co? Masz ładną twarz, pewnie sporo osób do ciebie lgnie. Jak byłem na studiach, to usłyszałem, że gdybym nie był przed dwudziestką i był trochę wyższy, to by się ze mną umówiła, ale że byłem wtedy nastolatkiem, to ją zniechęciłem. Głupie, nie? To było z pięć lat temu. Trochę żałuję, że tak szybko poszedłem na studia. Mogłem przecierpieć te parę lat, zamiast przeskakiwać kilka klas. Jak myślisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Pon Cze 29, 2015 1:36 pm

Powoli już tracił cierpliwość. Ileż można się go tak czepiać. Może gdyby tyle nie gadał, to jego głowa nie bolałaby od nadmiaru informacji, jakie przez uszy przepływały. Absolutnie nie chciał tego słuchać i przede wszystkim zadawać się z jakimś pieprzonym azjatą. Czy oni wszyscy musieli być tacy... natarczywi? Nie był jakimś ksenofobem, ale czasem miał wrażenie, że w ramach zdrowego rozsądku to trzeba. Jakiś samozwańczy psycholog, niby starszy, a taki kurdupel. Zastanawiał się przez moment ile w tym prawdy, a ile zwyczajnego kłamstwa.
- Gówno mnie obchodzi co mówisz. Nie gadam z nieznajomymi. Tym bardziej z jakimiś chińskimi popierdoleńcami - Wyraził się w końcu. Ale coś przeczuwał, że tak czy siak tamten nie da mu oczekiwanego spokoju. Nie, Gerard nie był antyspołeczny, po prostu chciał się gdzieś sam wybrać. Jakby potrzebował towarzystwa to zadzwoniłby do jakiegoś swojego kolegi.
Odwrócił się na pięcie i skierował na najbliższą wolną ławkę jaką dostrzegł. Co nie okazało się łatwym zadaniem, bo przecież wokoło tutaj innych ludzi, którzy liczyli na to, że jednak coś zobaczą. Dopiero kiedy zasiadł, wyciągnął telefon i zadzwonił po swojego lokaja Jason'a, żeby możliwie szybko pojawił się pod ogrodem zoologicznym. I mało go to interesowało, czy tamten facet dalej się go czepiał czy nie, zignorował go całkiem, albo przynajmniej się starał.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Pon Cze 29, 2015 7:32 pm

Zatrzymał się jak na rozkaz, gdy Gerard zmienił kierunek. Zaczął grzebać po kieszeniach, kątem oka obserwując chłopaka, aby ten mu czasami nie zwiał. Nie chciało mu się szukać nowej ofiary. Gdy znalazł, czego szukał, podszedł do ławki, na której siedział ciemnowłosy chłopak i wyciągnął rękę, podsuwając mu pod nos niewielki biały prostokącik.
- Mówiłem już, że mam na imię Shōta - powiedział spokojnie, ze swoim typowym, asymetrycznym uśmieszkiem pełnym arogancji. - Shōta Kagamine, psycholog. To moja wizytówka, chociaż podejrzewam, że jej nie wykorzystasz, nawet gdybym był ostatnia osobą, która może ci pomóc. Swoją drogą, nie jestem popierdolonym Chińczykiem. W dwóch trzecich jestem Japończykiem, którego metody są dość niekonwencjonalne. Co cię najbardziej wkurza w mojej osobie? Że przyczepiłem się jak rzep? Gadulstwo? Wścibstwo? A może chodzi o wygląd? Jestem ciekaw. Powiesz mi, co cię tak drażni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Pon Cze 29, 2015 10:11 pm

Gerard zerknął na zegar na telefonie. Cholera, jeszcze dwie godziny zanim tutaj przyjedzie, a jemu znudziło się już teraz łażenie. Czyli zatem pozostało mu siedzenie i czekanie, bo przecież nigdzie poza zoo nie pójdzie, a łażenie tutaj o miało tyle sensu co nic. Już mu się przez tego faceta odechciało w ogóle cokolwiek oglądać. Żeby jeszcze tylko było co.
Wtedy też, kiedy myślał o tym co by tutaj robić przez resztę czasu, znów zjawił się tamten natręt. Łał, wręczył mu nawet jakąś małą śmieszną karteczkę, co nazwał wizytówką. Oczywiście, z grzeczności, Gerard chwycił ją prawą dłonią i przez moment obracał między palcami, zawieszając na niej wzrok.
- Japończyk, chińczyk, co za różnica. Azjaci - Prychnął pogardliwie pod nosem, chowając wizytówkę do kieszeni. Myślał przez chwilę nad czymś, w międzyczasie tamten dalej kontynuował swój dialog z niechętnym do tego zwykłym uczniem szkoły królewskiej.
Zmarszczył brwi.
- Cała twoja osoba. Dlaczego się ode mnie nie odczepisz, skoro nie jestem zainteresowany rozmową? - Mruknął drapiąc się po podbródku.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Wild Animals   Pią Lip 03, 2015 1:50 pm

Nadął policzki niczym obrażone dziecko.
- To NIE jest to samo - burknął. - Jestem w dwóch trzecich Japończykiem, a w jednej trzeciej Anglikiem. To duża różnica wiesz? Przynajmniej dla nas duża różnica. No, ale mniejsza o to. - Usiadł obok nieznajomego, przesunął się do końca ławki i zamachał nogami w powietrzu. - Dlaczego mnie nie walniesz, skoro cię irytuję? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Nie musisz ze mną rozmawiać. Zauważyłeś chyba, że dużo mówię, nie? Zwykle z wypowiedzi wychodzi mi monolog. Gadam do siebie, ale lubię patrzeć na reakcje ludzi. Nie moja wina, że padło na ciebie. To twoja wina, że wszedłeś w pole mojego widzenia i wydałeś się interesujący. Ech, wiesz co? Ciężko jest być małym. - Opuścił nogi, ale nie mógł dosięgnąć podłoża. Skrzywił się lekko. - Nie lubię tego, wiesz? Wkurzające, że wszyscy są ode mnie wyżsi. Niższe są tylko dzieciaki. Kiedyś jak grałem w kosza byłem dobry jedynie w kradzieży piłki, bo nikt mnie nie widział. A raczej nie zwracano na mnie uwagi przez mój wzrost. Naprawdę nie lubię, jak ktoś to komentuje. No naprawdę, jedni są wysocy, inni piękni, jeszcze inni sprawni. Ja jestem genialny. Chociaż czasami żałuję. Wiesz, jak to jest, kiedy przeskakujesz kilka klas, kończysz studia przed czasem, a potem, jak powinieneś te studia zacząć, to nie wiesz, co ze sobą zrobić? Raczej nie wiesz, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wild Animals   

Powrót do góry Go down
 
Wild Animals
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» 004. Grupy i organizacje
» Wild

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Tereny rekreacyjne :: ∎ Tereny zielone :: ∎ Ogród Zoologiczny-
Skocz do: