IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Strych D.M.

Go down 
AutorWiadomość
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Strych D.M.   Sob Mar 01, 2014 3:07 pm

Podniósł i usadził Camillo na swoich ramionach. Dziecko bez wahania zakrywało mu oczy, kładło brodę na głowie albo żeby go drażnić mówiło, że się go wcale nie trzyma. Spoglądało też na Seana, którego również próbowało złapać za włosy, a gdy pytał o jakiś nurtujący go szczegół rzeczywistości, to kierowało swoje zainteresowanie zarówno na chłopaka, jak i na swojego opiekuna.
W sklepie Donatien został przy kasie, wypuszczając dwójkę na łowy. Nie skrzywił się nawet, gdy chłopiec poza trzema opakowaniami różnych lodów, doniósł jeszcze czekolady i ciastka. Przyjął to ze stoickim spokojem i zapłacił za kaprysy Camillo. Był on niewątpliwie otaczany czułością i miłością, ale przez to potwornie rozpieszczony. Dziecko rzeczywiście nie traktowało Seana jak dorosłego, a kolegę i doskonałego kompana by robić wujkowi na złość. Opowiadał dużo krępujących historii o Włochu. Gdy tylko dowiedział się, że jest on jego uczniem od razu zapytał.
- A czego Cię on uczy? Bo mamusia mówi, że on może was najwyżej nauczyć kłamać i nadstawiać tyłka. Chyba żartuje, co nie? Znaczy wujek czasem kłamie. Na przykład mówi mamie, że zjadłem zupę, jak nie zjadłem. Myślisz, że go też ktoś tak uczył? – po minie mężczyzny łatwo było wnioskować, że marzył o zatknięciu choćby i kulką lodów tej gadatliwej buźki. Nie ośmielił się jednak mu przerwać, a spacer był naprawdę długi. Gdy dotarli do domu słońce zaczęło powoli znikać na horyzoncie. Ostatnie jego promienie, przechodzące przez witraż, odmalowały kolorowy obraz na ścianie oraz podłodze.
Po powrocie rozegrała się prawdziwa wojna. Camillo z dziecinnym uporem odmawiał kąpieli, jak każdy maluch nie lubiąc marnować czasu na przyziemne sprawy higieny. Wściekły i zbuntowany został jednak zaniesiony do łazienki, jak się Sean domyślił wsadzony do wanny, a następnie szybko, ale skrupulatnie wyszorowany. Dało to chłopakowi czas akurat na rozebranie się, wygodne rozłożenie w hamaku i odpoczynek.
Kąpiel zajęła jakieś piętnaście minut. Chłopiec w czystej bluzce, tym razem z Jerrym (widać to jego ulubiona kreskówka) pojawił się w drzwiach łazienki. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, nos był zmarszczony, a zielone oczy zmrużone. Równie przerażający co rozwścieczona puszysta kulka. Porażka i to, że tym razem wujek nie ustąpił niezmiernie go oburzyło. Tym bardziej, że upokorzenie było publiczne. Rozchmurzył się jednak szybko, zamknął za sobą drzwi i zerknął na Seana.
- Don będzie się kąpał. Powiedział, że szybko. Możemy w tym czasie pograć w gry. Umiesz grać w gry? On nie umie. Zawsze przegrywa – dziecku chyba nie przyszło do głowy, że ktoś może przegrywać świadomie, by sprawić mu przyjemność. Uśmiechnął się do chłopaka, w końcu to nie on wpakował go do wanny pełnej wody i piany. Ostatni raz tylko demonstracyjnie parsknął na drzwi. Złapał jego dłoń i pociągnął w stronę gabinetu, gdzie pewnie leżał laptop Donatiena.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Sob Mar 01, 2014 5:55 pm

Nie lubił spacerować. Unikając słuchawek wciśniętych w uszy, nudziło go to niezmiernie, uważał za marnowanie czasu. Tym razem jednak nie było tak nużąco jak zawsze. Camillo, dzieciak jak każdy inny, cierpiący na niespożyte pokłady energii, wpierw drapał się na masywne ramiona swojego wujka, a następnie zagadywał ich przez całą drogę. Dopytywał o łatwe rzeczy, jak i te nad którymi Sean rozwodził się z Donatieniem, przechodząc samych siebie, próbując wyjaśnić w jak najłatwiejszy sposób. Opowiadał śmieszne historie, podczas których niekiedy zaciskanie ust nie pomagało, i oblicze nastolatka rozpogadzało się na parę chwil. A potem znikało, kiedy to on trafiał pod ostrzał. Przystanek „sklep” okazał się być prawdziwymi męczarniami. Dzieciak, nie bacząc na żadne protesty, ciągnął go po alejkach, wciskając lody oraz ciastka, których nie dawał rady unieść. Skończyli przy kasie obydwoje obładowani słodyczami. Po batonie z Seanem zjedli po drodze.
Na krótką chwilę, w połowie spaceru, zdobył nieprzychylność obu panów, odpalając papierosa i wysłuchując długiego wywodu Camillo na temat ich szkodliwości. Rzucając ostrzegawcze spojrzenie nauczycielowi, aby nie dodawał jeszcze swoich trzech groszy. Szybko się jednak zrekompensował, łapiąc za drugą rączkę chłopca, podrzucając go wraz z Włochem. Szarpany i zaczepiany, szantażowany… Przegrany. Ostatecznie krótkie nóżki dostały przez spory odcinek wolne, mogąc odpocząć. Sean sam nie wiedział, kiedy konkretnie został urobiony według woli małego potworka.
Prawdziwy bój obejrzał wpierw spod głównych drzwi, zsuwając buty i ściągając kurtkę, a dokończył spektakl z hamaka. Camillo jednak przegrał z kretesem, pokonany siłą dorosłego. Sean powstrzymywał uśmiech, nie chcąc wywołać większego krzyku. Być może swoją obecnością, jednak odrobinę hamując ognisty temperament dziecka. Czas spędził z kotem, który tym razem podszedł do niego nieufnie. Kilka chwil, i już wyginał kręgosłup, zostawiając na ciemnych ubraniach swoją sierść. Mrucząc i miaucząc, kiedy dłoń zamierała zaprzestając drapania. Kot jednak zwiał, kiedy drzwi do łazienki się otworzyły, a chłopczyk wszedł do pomieszczenia z obrażoną miną. Chwilowe, niepojące zamyślenie szybko przeszło w zapomnienie. Na szczęście. Refleksje niekoniecznie należały do przyjemnych, wprowadzały zaniepokojenie i zniechęcenie. Żołądek się zaciskał, a ciało spinało. Był… A może jednak na tę chwilę okazywało się to nieistotne.
Zsunął nogi z hamaka, stając naprzeciwko Camillo. Przez krótką chwilę, zanim po raz kolejny rączka nie owinęła się wokół drobnego nadgarstka, próbując ułożyć sobie chłopaka według własnej myśli. Tutaj jednak rozporządzanie się skończyło. Sean zdecydowanie, acz uprzejmie i pozornie wesoło, mocno naginając swoje rzeczywiste poczucie humoru, usadził chłopca na podłodze w gabinecie. Podając mu karty, które zgarnął ze stołu. Nie chciał niczego dotykać. W przeciwieństwie do Camillo, on był tutaj gościem czwarty raz. Nie zamierzał się jednak tłumaczyć. Donatien wychodząc z łazienki, od razu mógł zauważyć dwójkę chłopaków siedzących na środku miękkiego dywanu, zajadających się drugim opakowaniem ciastek, zażarcie grających w kuku.
- To nie ja! To on je wziął! – Wskazujący palec wylądował na osobie Seana, wraz z oskarżeniem.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Nie Mar 02, 2014 11:07 am

Mężczyzna wszedł do gabinetu z szerokim uśmiechem filmowego amanta i w takim też stroju. Kilka jeszcze wilgotnych kosmyków lepiło się do jego czoła, a górne guziki koszuli pozostały niezapięte, odsłaniając niewielki fragment torsu. W jednej ręce trzymał pucharek wypełniony po brzegi najróżniejszymi lodami, a wszystko zalane obficie polewą. Drugą zajmowała mu wysoka szklanka z słodką czekoladą, pozbawiona jednak bitej śmietany. Uśmiech na wargach zamarł, gdy zobaczył, czym owi chłopcy się zajmują. W zielonych oczach na sekundę pojawił się błysk gniewu.
Nie żartował jednak, gdy mówił, że Seana nie spotka żadna przykrość. A gwarantem jego nietykalności nie były normy społeczne czy moralność, a ten malutki chłopiec siedzący naprzeciwko. Donatien postawił przed nimi zamówienie, po czym usiadł obok na ziemi. Jego gesty wydawały się sztywne i zachowawcze, jakby gwałtowniejszy ruch miał zdradzić go bardziej niż już to zrobiły oczy.
- Podejrzewam, że on. Nawet Ty nie jesteś tak nieodpowiedzialny. Zostawiam go na chwilę, w nadziei, że nie zrobi nic głupiego... a on robi najgłupszą rzecz jaką zdoła wymyślić – niski pomruk, nie kierowany jednak bezpośrednio do chłopaka. Nawet na niego nie spojrzał, obawiając się, że nie zapanuje nad emocjami i mniej werbalnie okaże co myśli o tej taniej prowokacji, bo tylko w takich kategoriach mógł rozpatrywać zachowanie Seana.
- Nie mów jak niedźwiedź – Camillo burknął groźnie na Włocha, marszcząc nosek i przyjmując bojową postawę. Odłożył karty i skrzyżował ramiona na piersi, co by wujek nie musiał się domyślać, że właśnie demonstracyjni się obraził. Tylko na lody spojrzał tęsknie, ale ideały wymagają poświęceń. Zresztą... nadtopione smakują lepiej. Zacisnął więc usteczka, doskonale małpując wyraz złości jaki czasem pojawiał się na twarzy Donatiena. Tylko, że u dziecka nie wyglądało to strasznie, raczej uroczo.
By rozchmurzyć dziecko Włoch zebrał karty z ziemi i wykonał kilka... sztuczek. Zainteresować mogły nawet młodzieńca obok, bo wyjaśnienie okazywało się niemożliwe. Spektakularne tasowanie kart, gdy niemal latały one w powietrzu i magiczne efekty, mogły poprawić atmosferę. A chyba dźwięk uderzających o siebie kartoników uspokajał Włocha. Zaczął w dość łatwy sposób. Kazał powiedzieć stop. Pokazał kartę – król kocia łapka, czyli trefl. Fakt, że ze środka tali przeskoczył on na jej koniec jeszcze da się jakoś wyjaśnić. Jednak moment, kiedy ów król po przetasowaniu pojawił się na każdej karcie. Dalej, gdy mężczyzna zmienił kolor odwrotu karty z niebieskiego na czerwony, by pokazać, że jednocześnie zamiast figur na kartach pozostało puste pole. Ostatecznie czyniąc z nich notes w kształcie kart, z obu stron po prostu biały. A wszystko to czyniąc z łatwością przy pomocy tali, którą jeszcze chwilę temu grali w kuku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Nie Mar 02, 2014 3:34 pm

Oblizał wargę, ściągając ostatni dowód swojej małej słabości z twarzy. Camillo, z palcem dalej wskazującym jego pierś, i napięta sylwetka Donatiena czająca się za jego plecami. Dwie pary jadowitych oczu. Napięcie samo prosiło się o wywrócenie oczami. Nie pojmował problemu sytuacji. Ciężkiej atmosfery i niemego wyrzutu. Chodziło o ciastka? Zwykłe opakowanie, zakupione w mijanym sklepie. Podzielone na pół przez chłopaków, mające zniknąć przed przyjściem dorosłego. Przez krótką chwilę… Naprawdę krótką, założył, że chodzi o podjadanie przed głównym deserem. Może trochę rozbudzanie i tuczenie chłopca, przed planowanym snem. Odsunął szybko podobne myśli, a ostatnie ciastko zniknęło w jego ustach. Tuż po tym, jak Włoch usiadł na podłodze. Testując cierpliwość, upewniając się, czy te nieuzasadnione humory nie mają jednak innego, równie idiotycznego podłoża. Którego i tak nie pojmował.  
Podniósł się zgrabnie z dywanu, biorąc ze sobą pustą już paczkę. Naciągając sweter na biodro, nagi kawałek skóry odsłonięty przy rozciągnięciu ciała. Migający przed oczami mężczyzny, wraz z długimi nogami w dwóch krokach znikającymi za jego plecami. Delikatna dłoń ozdobiona chłodną biżuterią wsunęła się w jego włosy, bardziej w formie pieszczoty zamiast ostrzeżenia. Korpus pochylił, a łańcuszek od bransoletki przesunął wzdłuż karku.
- Mogę zrobić więcej naprawdę głupich rzeczy, jeśli dalej będziesz mnie tak prowokował. – Przypomniał cicho, owiewając jego ucho ciepłym oddechem. Czując uważne spojrzenie Camillo na sobie, który w imię solidarności odmówił zjedzenia lodów. Chłopiec łatwo zapomniał o tym, że Sean przyszedł do jego wujka. Że mimo wszystko nie jest dzieckiem, spędzającym każdą chwilę na placu bądź zabawach. Podszedł, przy okazji biorąc udział w zabawie, robiąc za chwilowego towarzysza. Nawiązał nić kontaktu, przypodobał mężczyźnie, a przy tym nieźle bawił. Donatien jednak nie miał prawa o tym zapomnieć, nawet gdy widział jak dobrze nastolatek dogadywał się z Camillo. Gdy we dwóch siedzieli obok siebie z wyczekiwaniem wyglądając słodkości oraz pana domu. Sean ściągnął go na ziemię, przypominając o władzy jaką miał nad jego ciałem.
Odsunął się, zanim zrobiłby jakieś głupstwo, zabierać dłonie z wyraźnym ociąganiem. Znikając w kuchni, aby wyrzucić opakowanie, wracając w dobry momencie, gdy zaczynał się magiczny spektakl. Nie był fanem sztuczek. Przynajmniej dotychczas nie przejawiał nimi zaciekawienia, pewnie dlatego, że niewiele miał z nimi styczności. Teraz, z lekko przekrzywioną głową i sceptycyzmem wypisanym na twarzy, przyglądał się latającym kartom, poddając się iluzji. Nie potrafiąc wytłumaczyć działania sztuczki. Camillo pochylał się do przodu, chcąc zobaczyć więcej i bardziej, zafascynowany swoim wujkiem i jego magicznymi dłońmi. Sean skupiał uwagę na wyginaniu nadgarstka, palcach zgrabnie przemieszczającymi karty i… Nic nie wiedział. Wyciągnął rękę, po raz kolejny łącząc swoje zimne dłonie, z ciepłą skórą Włocha. Głupiutko wyciągając mu talię z dłoni, sprawdzając kolory i figury. Uważnie przyglądając się wzorom. Szukając sam nie wiedział nawet czego. Wszystko się zgadzało.
Oddał mu karty, niemo przyznając wyrazy szacunku. Zaimponował nie tylko małemu chłopcu, ale i nastolatkowi.
- Chcemy jeszcze?- Zapytał konspiracyjnym tonem kierowanym do Camillo, łapiąc za swoją czekoladę. Wracając do mylącej dla mężczyzny roli kolegi siostrzeńca.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Nie Mar 02, 2014 4:36 pm

Sean miał rzeczywiście jeszcze coś, co gwarantowało mu nietykalność i było skuteczną bronią. Gorzej dla Włocha, że potrafił on tę przewagę wykorzystać. Nawet jeśli Donatien należał do tych rozpieszczonych przez życie ludzi, którym wszystko wolno było mimo Boga i społeczeństwa, to poddawał się temu niewinnemu dotykowi z przyjemnością. Był obrzydliwie kapryśny i humorzasty, na każde niepowodzenie reagując irytacją. Nie umiał przeprosić, ani poprosić. Teraz jednak przymknął oczy, dając się dosłownie... ugłaskać.
Problem był taki, że Włoch nie miał ochoty powracać do roli wujka. Był przecież parszywym egoistą, pokręcił więc głową i nie dał się przekonać płaczliwą miną dziecka. Zresztą Camillo umorusany czekoladą, nie mógł zdobyć się na jakiś szczególnie nieszczęśliwy wygląd.
- Chodź. Wybierzemy bajkę, którą Ci przeczytam – podniósł chłopca, który objął go nogami i wczepił się w niego, podtrzymywany jedną ręką. Rozpięta w dużej mierze koszula odsłoniła napięte mięśnie. Mężczyzna nie przyniósł niczego słodkiego dla siebie, gotów odmówić sobie wiele, byle utrzymać ten perfekcyjny wygląd – Mam nadzieję, że poczekasz z robieniem głupich rzeczy półgodziny – posłał mu ten uwodzicielski uśmiech, za którym zawsze kryła się nuta drwiny. Donatien zawsze miał ochotę wyśmiać te wszystkie subtelności i podteksty, ale z drugiej strony... w tej grze kochanków zawsze było coś pociągającego, ryzyko i niepewność. To by tłumaczyło, dlaczego decydował się na romans z uczniem.
Jedynie lekko przymknął za sobą drzwi, zostawiając młodzieńca w gabinecie. Nie łatwo było sobie tu znaleźć zajęcie. Telewizora nie było, leżącego w kącie laptopa jako prywatnego komputera lepiej nie dotykać, zainteresowanie mogły wzbudzić jedynie starty poukładanych płyt i książek. A poza tym... ich wypracowania. Jeśli zajrzał to odnalazł i swoje, które było całe pokreślone, z dopiskiem "do poprawy". Pokój nie był zagracony, za to ze świetną akustyką. Przez szpar w drzwiach Sean dostrzegł już pościel na hamaku i skaczącego wokół wujka Camillo z książeczką. Gdy się położyli, dziecko wtuliło się w mężczyznę i co chwilę przerywało mu czytanie jakiś nurtującym je pytaniem. Włoch modulował głos udając złego wilka lub niewinną panienkę, robiąc niezłe przedstawienie. W końcu jednak Camillo zaczął ziewać, coraz mniej mówił, jednocześnie jednak zaciskając malutką łapkę na koszuli mężczyzny i nie chciał go wypuścić.
Donatien wydostał się ostrożnie, gdy ten zasnął głębiej i pojawił w gabinecie, zamykając za sobą cicho drzwi. Był nieco bardziej rozczochrany, w dłoni trzymał szklankę z jakimś cytrusowym sokiem. Rozglądał się po gabinecie tak, jakby spodziewał się, że w parę minut Sean poczyni tu jakieś spektakularne zniszczenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Nie Mar 02, 2014 8:26 pm

Camillo został pożegnany machaniem ręką i ciepłym uśmiechem, gdy Sean nawet nie drgnął. Wciąż ze szklanką w dłoni i świecącymi oczami, oczywistym zadowoleniem z osiągnięcia swojego celu. Przy chłopcu, pewnie nawet dla niego, pokazywał więcej i intensywniej emocje. Zastępstwo słów, skoro dużo nie mógł mówić. Donatien jednak musiał wykazać się większą spostrzegawczością i wrażliwością na subtelności. Znajomością mowy ciała.
Przeczekał cierpliwie kilkanaście minut, krążąc po gabinecie. Przejeżdżając palcami po grzbietach książek, wyciągając poszczególne płyty. Nie ruszając laptopa oraz dokumentów, zaspokajając tylko częściowo ciekawość, typową dla ludzi poruszającym się po nowym otoczeniu. Czytał wybrane momenty z lektur, kartkował je i odkładał na miejsce. Otwierał opakowania płyt, czytając książeczki bądź spis piosenek. Uśmiechnął się raz czy dwa, słysząc modulacje głosem i przejęty głos Camillo, dopytujący się czy rycerz, aby na pewno nie umarł. Włoch zastał go między chowaniem jednak rzeczy, a wyciąganiem drugiej. Z płytą w dłoni, odkładaną na swoje miejsce. Rzucił mu oschłe spojrzenie przez ramię, wnioskując, że misję zakończył sukcesem. Mając nadzieję, że nie stracą czasu na kolejną kłótnię i użeranie się… A może nie licząc już na nic, dla własnego dobra.
- Nie planuję się na Ciebie rzucić.- Nie musiał zapamiętywać miejsc poszczególnych rzeczy. Chłopak odwrócił się w jego stronę ze spokojem wypisanym na twarzy. Wzrok mimowolnie przesunął się wzdłuż szczęki i obojczyka na odkryty tors, skoro mógł sobie na to pozwolić. Bez krępacji kończąc trasę przy mostku, w miejscu gdzie koszula pozostała zapięta.- Naprawdę.- Dodał, chyba rozbawiony samym sobą i tym kłamliwym zaprzeczeniom. Podniósł szklankę z podłogi, przenosząc ją na biurko. Odkładając, zanim Włoch nie zauważając jej rozdepcze, rozbijając na malutkie kawałeczki. Mignęły mu po raz kolejny przed oczami prace klasowe, tym razem się przy nich zatrzymał. Podniósł do góry pierwszą z góry, z niemym pytaniem czy może przejrzeć. Sprawdzał na jakich konkretnie zasadach działa ich układ. Nie szczerząc się jak idiota, wyginając seksownie ciało bądź rzucając spojrzenia spod rzęs. Camillo zniknął, jedna gra dobiegła końca, zaczynała się druga. Tutaj wygrana niekoniecznie była słodka, a przegrana gorzka. A jedyną podpowiedzią był lekki, zadziorny uśmiech Seana, który mógł oznaczać i zwiastować masę rzeczy, często sprzecznych ze sobą. - Chociaż jeszcze parę guzików, a rozważę to na poważnie.- Drażnił się, kartkując prace, przed usłyszeniem jasnej odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Nie Mar 02, 2014 11:31 pm

Kiedy tylko Sean się odwrócił, spotkał spojrzenie jadowitych oczu. O ile słowa jeszcze starały się zachować zalotny wydźwięk i odgrywać ten społeczny taniec godowy, o tyle oczy wyrażały z jakim trudem mu to przychodzi i jak silne może być pragnienie. Mocniej zacisnął palce na szklance i przysunął ją do ust, skrzywił je czując kwaśny smak na języku. Niechętnie powędrował też za pytającym spojrzeniem młodzieńca. Kiedy zorientował się w sytuacji na jego usta wpłynął złośliwy uśmiech. Powoli skinął głową w ramach przyzwolenia i nie przyszło mu to jakoś szczególnie trudno. Podszedł do Seana, stanął tuż za jego plecami, spoglądając przez ramię na trzymane w dłoniach prace. Na biurko odłożył szklankę z sokiem, a obok niej dwie talie kart.
- Zmień jedną ocenę, o jeden stopień, w górę lub w dół – a głos miał teraz diabelsko czarujący. Mówił szeptem, zdradzając przy tym włoski akcent i pozwalając by przy każdym słowie fala powietrza pieszczotliwie musnęła ucho chłopaka. Miał ochotę zbliżyć się o te parę centymetrów, pozbawić chłopaka jakiejkolwiek drogi ucieczki. Drażnił się jednak sam ze sobą, potęgując pragnienie oczekiwaniem, drobnymi, przypadkowymi pieszczotami.
- Tsst – dodał szybko i ostrzegawczo nim młodzieniec niefortunnie otworzy usteczka. Zabrał z biurka proste, czarne piór montblanc. Najpierw dotknął nim ust chłopaka, uciszając i nie mając zamiaru wysłuchiwać naiwnych protestów. Potem wsunął je w jego palce – To tylko zabawa, nie chce niczego w zamian. Musiałbym Cię doprawdy nisko cenić – mruknął leniwie, pozwalając młodzieńcowi delektować się doskonałym brzmieniem głębokiego barytonu, w tym zmysłowym, łagodnym wydaniu. Nie mógł uwierzyć, że ktoś tak poważnie traktuje oceny, które nikogo poza wpatrzonymi w nich rodzicami specjalnie nie obchodzą. Dawał jednak Seanowi możliwość dopieczenia koledze lub zyskaniu trochę czasu, którego ten nie będzie musiał zmarnować na poprawę swojego wypracowania.
- Nic nie zmienia jednak faktu, że Twój włoski jest beznadziejny i to nie wina nauczyciela – dodał uśmiechając się złośliwie w jego kark. Sean wręcz czuł jak ten grymas wypala się na jego skórze, znaczy go. A przecież wargi zetknęły się z nią na ułamek sekundy. Każda praca była oceniona nie mniej surowo, przy czym jeśli ktoś się rzetelnie przygotował, to ją zaliczył. Czasem Donatien pozwalał sobie na kpiarskie komentarze na marginesach (kilka z nich mogło wywołać szeroki uśmiech na ustach chłopaka), a nawet nie zaliczał zdań poprawnych gramatycznie, ale pozbawionych sensu.
Był ciekaw wyboru ucznia. Interesowało go, czy ten podejmie zabawę czy jednak zasłoni się źle pojętą etyką. Musiał przyznać, że go lubił. Nie wymuszoną pewność siebie, doskonały wygląd i fakt, że ten nie wdzięczył się niczym nastolatka, a jednak utrzymywał na sobie wciąż wzrok i uwagę mężczyzny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Pon Mar 03, 2014 5:01 pm

Krótkie zerknięcie przez ramię wystarczyło przy rozeznaniu w sytuacji. Włoch stał blisko, jednak w granicach przyzwoitości. Nie napastował chłopaka, próbując zmiażdżyć go ciałem, przycisnąć do blatu i ograniczyć pole manewru. Miejsce na ucieczkę. Co nie oznaczało, że utrzymywał zdrowy dystans. Przy każdym głębszym oddechu tors ocierał się o jego plecy, a wraz z słowami na jego skórę wypuszczane było powietrze. To było coś gorszego od bezpardonowego rzucenia go na to przeklęte biurko. Doprowadzało do pasji. Oczekiwanie i napięcie wróciło, jednak w większym natężeniu. Dla nastolatka podobna ekscytacja była czymś nowym i fascynującym. Niewystarczającym.
Kwestia opanowania. To była tylko tego kwestia. Na krótki moment przymknął powieki, zbierając energię. Odzyskując swój spokój szybko, ale nietrwale. Wrócił do przeglądania prac, tym razem pod innym kątem. Szukając nazwisk, sprawdzając oceny, robiąc selekcję. To było pomysłowe, Donatien mógł się wiele o nim dowiedzieć poprzez… Zabawę. Czy miał zwyczaj iść na łatwiznę, był wredny bądź altruistyczny. Zdecydowanie za to nie miał problemów z wzięciem udziału w małym przedsięwzięciu.
- Nie mam specjalnie z czego wybierać, oblałeś większość osób. – Ironiczne uwagi, podważające zdolność logicznego myślenia i jakąkolwiek znajomość języka, były największą atrakcją podczas oddawania wszelkich prac, a i teraz Sean czytał je z wyraźnym rozbawieniem. Zacytował nawet na głos dwie uwagi dopisane przy swoim nazwisku. Z miejsca przekreślił swoją pracę, odrzucając ją na jeden z głośno nienazwanych stosów. Nie potrzebował motywacji w postaci słów Włocha. Trzy z nich wylądowały w równym rzędzie, zachodząc na siebie, ukazując jedynie nazwiska i oceny. Don wsunął w dłoń pióro, kontynuując szeptanie do jego karku. Wypalając na nim nie tylko uśmiech, a i poszczególne słowa. Kwestia opanowania. – …Zmotywuj mnie w takim razie do nauki, inaczej niż przez ślepą wiarę w Twój brak serca. Jesteś w końcu lepszym nauczycielem, niż ja uczniem.- To niekoniecznie było tak. Sean był jednym z lepszych uczniów, gdy w grę nie wchodziły języki. Bezczelna uwaga jednak nie obeszła go łukiem, prosząc się o odpowiedź. Zachwianie pewnością Włocha. Wyprowadzeniem z równowagi.
Pochylił się lekko, aby wygodniej było mu pisać. Zmieniając rękę z lewej na prawą, chociaż to nią odebrał pióro. Dając sobie dodatkowe sekundy na kombinowanie. Szybkim, zdecydowanym ruchem obniżając jedną z ocen w dół. Wolną ręką, konkretniej łokciem szturchając Donatiena. Próbując odepchnąć go, wytrącić jego ciało z równowagi. Działał siłą zaskoczenia, chcąc zmienić i drugą ocenę. Uczniowi, przez którego na twarzy dorosłego mógł pojawić się kolejny brzydki grymas.
- To tylko zabawa. - Więc i tak ją potraktował. Z zadziornym błyskiem w oczach.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Pon Mar 03, 2014 7:25 pm

Uniósł brew, odbierając to trącenie, nie jako działanie świadome, a dowód niezdarności chłopaka. Nie spowodowało odsunięcia się mężczyzny, udawał on równie odpornego na sugestie, jak jego uczeń. Przyglądał się podziałowi prac. Spodziewał się, że Sean nie wybierze zadania opatrzonego własnym nazwiskiem. Godziłoby to w jego poczucie niezależność lub było zbyt oczywiste. Obserwował swój mały eksperyment na ludzkiej duszy z ciekawością. Wyłożenie trzech prac na biurko, musiało wywołać jakiś grymas. Niestety Seanowi niedane było go poznać, bo przecież nadal stał tyłem do Donatiena.
- Obniżając oceny, sugerujesz, że wszystkich powinienem oblać? – oparł dłoń na jego biodrze. Nie szarpnął za nie, nie zacisnął boleśnie palców lub przyciągnął do siebie. Drażnił chłopaka swoim opanowaniem, chcąc by ten postarał się bardziej. Wywołał pożądanie, nad którym żelazna wola mężczyzny nie zapanuje. Zatrzymał się na krawędzi spodni, nie zetknął się z nagą skórą. Wyjrzał zza jego ramienia, by jedynie przeczytać nazwiska tych niesłusznie oblanych. Sprawdzając, czy jest w stanie skojarzyć je z twarzą swoich podopiecznych. Nie obawiał się oburzenia z ich strony. Dawno już przekonał ich, że nie ma sensu wykłócać się o oceny, bo przekona nieszczęśliwców, że zasługują na ocenę niższą nic dostali, a wyższa była tylko efektem kaprysu mężczyzny. Przy takich sporach zaliczeniowych uwielbiał dopytywać odważnych pieniaczy, zmuszając w końcu do kapitulacji.
- Może i tylko zabawa, ale na moich zasadach. Mówiłem o jednej ocenie… dlaczego miałbym się zgodzić na więcej? – Z biodra młodzieńca przesunął palce na jego dłoń z piórem i lekko zacisnął, na razie powstrzymując przed zmianą kolejnej. Przeciągał sytuacje dla własnej przyjemności, było mu doprawdy obojętne, ile ocen zostanie zmienionych. Nie mniej od chłopaka, pociągała go chyba niemoralność tej sytuacji.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Pon Mar 03, 2014 10:23 pm

- Bez wyjątku.- Był niewzruszony. Ciężko było go oskarżyć o solidarność i sprawiedliwość, skoro właśnie obniżał uczniom oceny, zamiast poprawiać innym. Na przykład swoim szkolnym znajomym. Na przykład samemu sobie. Zerknął przelotnie na dłoń, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Sprawdzając, czy mężczyzna nie cofnął się nawet odrobinę, ocierając się o niego. To działało w obie strony. Przeciąganie liny musiało się kiedyś skończyć. Pochylił głowę, wystawiając kark. Zerkając w dół, na rękę utrzymująco nieruchomo jego nadgarstek. Nie próbował jej wyrywać. Pióro wisiało centymetr nad drugą pracą, wymuszając szybą decyzję zanim powstaną nieestetyczne plamy po atramencie.
- Ponieważ nie zrobi Ci to różnicy, a mi da satysfakcję.- Będzie do przodu, w jego oczach. Ciężko aby podobne zagranie ubodło dumę mężczyzny. Wystarczyło dwoma ruchami podmienić ocenę. Przekręcił tułów  w jego ramionach, wyginając usta w  rozkosznym uśmiechu. Jednym z tych niewinnych i niepozornych, pasujących do jego niewinnej twarzyczki. Mamiącej facetów, w tym być może i Włocha, przejawiającego niebezpieczne zainteresowanie młodymi chłopcami. – Sprawiłoby mi to naprawdę dużą przyjemność.- Dodał, jakby to było jakiekolwiek wyjaśnienie swojej niemoralnej propozycji. No dobrze, może nie do końca tak niemoralnej jak Sean chciałby w chwili obecnej, jednak zdecydowanie tej, która i tak nie powinna paść.
Wysunął rękę spod jego dłoni, odkładając pióro na blat. Dając mu podjąć pozornie samodzielną decyzję. Sięgając po drugie ramie, aby owinąć się nim w pasie. Kończąc wdzięczenie się z miną mówiącą, że nie podejmie szybko gry w podobnej zabawie, podobnym przedstawieniu. Oparł się o niego plecami, przyciskając do twardego ciała. Kończąc tą mniej czy bardziej udaną scenkę niewinnego flirtu. Wolał (być może zwykłe pragnienie przejmowało kontrolę nad zdrowym rozsądkiem) o wiele klarowniejsze zachowania, a jego pewność siebie i samouwielbienie, spokojnie pozwalały na podobne zagrania. Sam się więc obsłużył jego ręką, otaczając się nią podobnie jak na placu. Sięgając swoimi pełnymi usteczkami do jego ramienia, opierając tył głowy o bark.
- Oblej wszystkich trzech.- Nie poprosi o to więcej. Donatien mógł być bardziej niż pewien, że to jednorazowa prośba, z czysto egoistycznych pobudek. Albo w czasie pisania prac, widział więcej niż jadowe oczy nauczyciela.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Wto Mar 04, 2014 4:18 pm

Sean dostrzegł zadowolony i pełen aprobaty uśmiech. Grymas był szczery i niewymuszony, jednak wcale nie łagodził rysów, właściwie potęgował ich ostrość i wydatność. Nie zareagował na jawną już prowokacje ze strony chłopaka, gdy ten oparł swoje pośladki o jego krocze. Cóż, przynajmniej zrezygnował z manifestowania swojego braku uległości. Donatien nie należał jednak do ludzi naiwnych, natura uczyniła go, przecież cynikiem, który znajdował przyjemność wyszydzaniu sentymentalnych głupot. To Sean okazałby się naiwny, gdyby wierzył, że on jeden próbował zapanować nad mężczyzną za pomocą kilku prostych sztuczek. Miał władzę dopóki Włocha bawiło obdarowywanie go nią.
Oderwał wzrok od wygięcia szyi młodzieńca i przeniósł go znów na rozrzucone wypracowania. To czy zaliczy te prace powinno go obchodzić. Jeśli tego nie zrobi będzie musiał sprawdzić wszystkie bzdurne poprawy. Poczuł jak Sean obejmuje się jego dłonią. W odruchu przycisnął szczupłe ciało młodzieńca do siebie. Ten gest był zaborczy, a nie jakoś szczególnie opiekuńczy.
- Jak sobie życzysz – znów ten cichy, melodyjny pomruk tuż przy jego uchu. Bez cienia służalczości, za to z pewną pobłażliwością. Sięgnął po pióro leżące na biurku i bez drgnięcia ręki obniżył wszystkie trzy stopnie, składając zamaszyste, prawie nieczytelne podpisy pod nimi. Pewnie drodzy uczniowie pomyślą, że słyszał jak rozmawiają o nim na korytarzu i stąd ta zmiana stopnia lub wytłumaczą to w inny, charakterystyczny dla nich, małostkowy sposób.
Zapomniał zapewne, że reprezentantem tej społeczności jest też obiekt jego pragnień, przyciągnięty do szerokiego torsu. Łączyło ich pożądanie, ale kiedy tylko Donatien pomyślał o tym, że ktoś inny mógłby posiąść to upajające zmysły ciało, zacisnął na nim mocniej palce, jakby ostrzegawczo. Rozluźnił dość szybko ów uchwyt i zirytowany chropowatą fakturą sweterka, wsunął przyjemnie ciepłą dłoń na nagą skórę.
- Skoro Twoją zachciankę spełniłem, to co z moją przyjemnością? – na ustach wciąż gościł mu ten bezwstydny, odrobinę złośliwy uśmiech. Może próbował też wprawić w zakłopotanie kochanka i testował jego odporność. Choć bardziej prawdopodobne, że wolał wyuzdanego, ale nie wulgarnego, zdecydowanego chłopaka niż zapłonioną niewiastę niewiedzącą, co z filigranową, białą rączką zrobić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Wto Mar 04, 2014 9:57 pm

Gest nie miał być opiekuńczy. Sean nie wierzył w płytkie czułości, pełne niepowstrzymanej  miłości. Od pierwszego wejrzenia. Gotowy był również wyśmiać podobną postawę, niezależnie od osoby jej reprezentującej. Sam obejmował się jego dłońmi, nie po to, aby znaleźć ciepło i akceptację. Donatien nie mógł mu dać ani tego, ani tego, a on byłby głupi, gdyby faktycznie szukał dobrego serca w progach nieznajomego domu.
Obserwował parę oszczędnych ruchów nadgarstka. Dziwne uczucie. Być odpowiedzialnym za obniżenie ocen i sprawienie problemów znajomym z klasy, gdy nie powinien nawet przeglądać tych prac. Nie dotknęły go jednak wyrzuty sumienia, nie czuł się zawstydzony swoją prośbą czy przepełniony satysfakcją z jej spełnienia. Ręce owinęły się mocniej wokół jego pasa, nieprzyjemnie ściskając na krótką chwilę. Niewystarczającą do zbudowania w nim niepokoju, jednak dalej niezrozumiałą. Widocznie nieistotną. Nie zamierzał wnikać w tą chwilową złość, nie mając pojęcia, że w mężczyźnie zaczyna się rozwijać zazdrość.
Zaśmiał się. Bo to tak nie działało. Wprawienie go w zakłopotanie czy wytrącenie z rąk jego pewności (niezależnie od tego czy uzasadnionej) graniczyło z cudem, trzeba było się postarać. Dać temu popis, tak jak on w tym momencie. Pokręcił głową, podnosząc na krótką chwilę rąbek swetra, pozwalając nie tylko sobie dojrzeć dłoń ściśle przylegającą do napiętego brzucha. Proponując miejsce obcym rękom na swoim ciele, gdy samemu oparł jedną z nich o udo mężczyzny.  Niezobowiązujące, lekkie muśnięcia. Nie chciał się na niego rzucać. Długimi palcami wspinającymi się coraz wyżej wywoływał dreszcze, budował napięcie.
- Na co liczysz? Wystawienie się jak na tacy z napisem „Równie dobrze mogę być Twój”? - Odwrócił się w jego stronę, wracając do siebie. Tego ironicznego chłopca, z poczuciem humoru, które ciężko było odróżnić od stwierdzania chłodnych faktów. Zagadka intelektualna. Jeśli dobrze postawisz: wygrasz miłe spotkanie, przy braku szczęścia najwyżej spotka Cię niemiła niespodzianka.
Cofnął o krok, opierając uda o biurko, dając sobie więcej miejsca. Ciekawy, czy Donatien podąży za nim, czy poudaje jeszcze niedostępnego. Wyciągając spod materiału naszyjnik. Szafirową zawieszkę, kontrastującą z bordowym swetrem, jakby sam gest został niezauważony. W ten sposób interpretując jego "przyjemność".
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Sro Mar 05, 2014 10:22 am

- Na pizzicato na skrzypcach – wszedł mu bez wahania w słowa, gdy ten zapytał, czego mężczyzna oczekuje. Wątpił, by chłopak zrozumiał ironiczną uwagę zawartą w tym zdaniu. Do tego trzeba wiedzieć jak pizzicato brzmi oraz znać kilka oper, w których towarzyszy ono sceną niewinnego flirtu i głębokiej, prawdziwej, czystej miłości. Ani Sean, ani rzeczywistość nie były w stanie sprostać tym wymaganiom mężczyzny. Może Donatien mówiąc to chciał mu tylko niezbyt subtelnie zasugerować brak wiedzy w pewnych dziedzinach. A może rzeczywiście jego poczucie humoru ogranicza się do muzyki i kilku drobnych podłości czynionych swoim uczniom.
Sean miał okazję rozejrzeć się po pomieszczeniu i przekonać, że zainteresowania mężczyzny są dość ograniczone. Książki były raczej klasyką literatury światowej, za to płyty były całą historią muzyki. Przeważały utwory klasyczne, uznawane przez Włocha za najbardziej wartościowe, ale były też takie cuda jak „Sticky Fingers” The Rolling Stones z okładką robioną przez Andy’ego Warhola i rozpinanym rozporkiem. Teraz jednak mężczyzna jeszcze bardziej zawęził pole swoich zainteresowań do młodego człowieka przed sobą.
Ujął w palce ową zawieszkę, którą mu machano przed nosem. Definicja „przyjemności” była dobra, biorąc pod uwagę, że chłopak nie wiedział kogo spotka, a mimo to miał tę błyskotkę na szyi. Zapewne czysty przypadek, ale przypadki losu rzadko bywają tak satysfakcjonujące. Wypuścił z dłoni ów łańcuszek, obserwując jak opada na bordowy sweter. Nawet ładnie, choć z tego co pamiętał wisiorek wyglądał zdecydowanie lepiej na nagiej skórze.
- Skoro już ustaliliśmy, że zostajesz na noc, to zdejmij ten cholerny sweter – nie miał już zamiaru dłużej udawać, zabawa stawała się nużąca, a nie należeli do tych nieśmiałych chłopczyków, którzy nawet uprawiając seks będą udawać, że robią coś wyjątkowo słodkiego i uroczego. Głos zdradził niecierpliwość, graniczącą z irytacją. Mógł mu w tym pomóc, ale widocznie Donatien lubił patrzeć jak ktoś rozbierał się dla niego, dlatego do tej pory nie pokonał jeszcze odległości kroku, która ich rozdzieliła. Jego oczekiwanie i wzrok były wręcz natrętne. Uwielbiałby go, gdyby zdolny był do uwielbienia kogokolwiek.
Nie potrafił cierpliwie czkać. Po paru sekundach chłopak znów poczuł zdecydowanie intensywniej woń jego perfum oraz dłonie na biodrze. Ten oparł jego pośladki, a nie udo o krawędź biurka. Jednocześnie swoją bliskością krępując wszystkie jego ruchy... ale skoro ten zdjął już sweter, to i przestrzeń była mu zupełnie zbędna. Zakładając, że młodzieniec go zdjął, jeśli za długo się z tym ociągał, Włoch zrobił to za niego, mrucząc w rodzimym języku pod nosem, że jak dalej będzie taki głupi, to go nie z ubrań, a ze skóry obedrze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Sro Mar 05, 2014 3:51 pm

Nie zrozumiał przekazu. Jego podejście do muzyki klasycznej było neutralne, z operami miał niewiele do czynienia, a teatr był czymś całkiem znośnym. W gruncie rzeczy zdzierżyć mógł wszystko z powyższych, chociaż zdecydowanie wolał The Rolling Stones od dyskografii Andrea Bocelli. Niezależnie jednak od odmiennych gustów muzycznych, ograniczone zainteresowania nie przeszkadzały mu na chwilę obecną. Jeśli chwilę temu zastanawiał się nad posiadanymi przez mężczyznę płytami i intensywnością ich odtwarzania, teraz podobne myśli wydawały się co najmniej absurdalne.
Nie zrzucił z siebie sweterka od razu. Oczywiście najpierw musiał swoje przeczekać, podrażnić nie tyle co Donatiena, a samego siebie, aby ostatecznie zacząć go ściągać. Nieśpiesznie. Być może dlatego blondyn przyszedł z pomocą, mamrocząc do siebie parę słów po włosku, szybko i płynnie. Odrobinę niezrozumiale dla chłopaka, który wyłapał jedynie poszczególne słowa. Jego włoski był naprawdę okropny. Nie robiło to jednak żadnej różnicy, kiedy gesty były w uniwersalnym języku. Jego sweter opadł na drugi koniec biurka, odrzucony i zupełnie niepotrzebny. Sam Sean wylądował pośladkami na blacie, w trzeźwym odruchu wyciągając spod siebie prace. Odrzucając je na bok, byle dalej od ich dwójki, dając im tym samym szansę na przeżycie.
- Nie wspominałem nic o zostawaniu na noc.- Wyprowadził go szybko z błędu, sięgając dłońmi do jego spodni. W szybkich i oszczędnych ruchach rozpinając pasek- Nie zamierzam zostawać. – Aby wszystko było jasne. Przyciągnął go do siebie, za pomocą szlufek. Nie zwlekając już, prawdopodobnie nawet nie potrafiąc utrzymać siebie samego w ryzach. Ile można było zwlekać, mamić i uwodzić? Bawić się sobą nawzajem? Tylko czekał na przekroczenie niewidzialnej granicy, zapewniającej względne bezpieczeństwo, bowiem o nietykalności mowy nie było. Te same palce, które chwilę temu rozpinały mu spodnie, teraz wspinały się w górę, wzdłuż twardego torsu. Owijały wokół karku, naciskając na niego. Nie musieli się szarpać, wystarczyła współpraca i obniżenie korpusu, aby zrównać się z jego twarzą.
Szczupła, skromnie umięśniona klatka piersiowa poruszała się w górę i dół. Jedynie dwa, niewielkie pieprzyki pod obojczykiem, niwelowały wygląd porcelanowej lalki. Sean kontrolował godzinę, zanim Włoch nie wrócił do gabinetu. Sprawdzał, obliczał i upewniał się. On jednak nie był świadkiem jego małej niegrzeczności względem bycia gościem i mijającego czasu, i być może… Zastanawiające było czy chłopak, aby na pewno nie pokonany przez słabości swojego ciała, zwykłego pragnienia, przyszedł tutaj czując serce podchodzące do gardła na wspomnienie ich ostatniej nocnej kłótni. Ciężko było zignorować podobną możliwość, szczególnie przy tak otwartym oznajmieniu o wyjściu przed wschodem słońca.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Sro Mar 05, 2014 5:50 pm

Poddał się sugestii przechylenia się w stronę Seana, jednak jeżeli ten liczył na pocałunek, to nie miał on miejsce. Donatien go nie całował, chyba żeby nie wzbudzać żadnych naiwnych złudzeń, co do płaszczyzny ich relacji. Opierała się na wspólnej przyjemności, niczym więcej. Usta Włocha w ramach wynagrodzenia tej zniewagi dotknęły szyi młodzieńca. Czuł jak pod jego wargami pulsuje krew w żyłach chłopaka. Oparł dłoń na jego udzie i powoli wędrował nią w górę, zapewne testując czy tętno wyczuwalnie przyspieszy. Widać pan Moretti na domiar złego postanowił zostać biologiem. O ile to czego dotykały jego usta było rzeczywiście żyłą, a nie tętnicą. Choć skoro było widoczne na tle bladej skóry, to jednak stawiał na to pierwsze.
Wspominanie o ostatniej nocy byłoby głupie, bezmyślne i niebezpieczne, czyli Sean na pewno by to zrobił, gdyby drzwi nie otworzyły się gwałtownie, a w nich nie pojawiła się zapłakana twarz Camillo, który w ramionach ściskał jakiegoś sfatygowanego misia. Na szczęście był zbyt przerażony by cokolwiek z tej sytuacji zapamiętać. Donatien szybko poprawił pasek od spodni i odwrócił się do dziecka. Nie wyglądał jednak na specjalnie rozdrażnionego sytuacją. Wziął chłopca na ręce, a ten momentalnie wczepił się w jego ramiona.
Zaczął cicho i płaczliwie opowiadać koszmar, który mu się przyśnił. Wstydził się swojego przerażenia i cicho zapytał, czy może spać w łóżku z wujkiem. Dziecko okazało się prawdziwym bohaterem, bo wybawiło młodzieńca od starcia z blondynem.
- Możesz ze mną spać. Zapalimy lampkę i wystawimy Behemota za drzwi, w razie co potwór zje najpierw jego, a my zdążymy uciec – potargał czarne włoski chłopca, a ten zaczął uparcie burczeć w jego ramie domagając się wpuszczenia kota do sypialni, zapominając o własnym strachu – Mam nadzieję, że poradzisz sobie z powrotem do akademika, zatrzaśnij za sobą drzwi – mówił do Seana, ale się do niego nie odwrócił, zajęty pocieszaniem malucha. A może zwyczajnie stracił nim zainteresowanie skoro i tak nie miał okazji dostać tego, na co miał ochotę. Ten nie chciał zostawać na noc, więc jego przebywanie w domu nauczyciela było nieuzasadnione.
- Uważaj na potwory – przestrzegł chłopiec, machając łapką do Seana. Nie rozbudził się jednak do końca, więc uśmiechnął jedynie w ten ospały sposób. Przytulił mokry od łez policzek do ramienia opiekuna i przymknął oczy. Zniknęli za drzwiami sypialni, zza których dochodził ten przyjemny baryton, trudno było jednak odróżnić słowa. Włoch zapewne opowiadał dziecku bajkę, w nadziei, że młodzieniec zna drogę do drzwi i jest dostatecznie samodzielny by ją przebyć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Czw Mar 06, 2014 2:11 pm

Zrozumiał to. Przekaz był na tyle jasny, że nawet niespecjalnie bystre osobniki, bądź te niekoniecznie najwrażliwsze, szybko odczytałyby zachowanie Włocha. To nic, nie działa się żadna krzywda. Głowa została lekko przekrzywiona, wystawiona do zbadania ciekawskim ustom, zapoznającym się z tą częścią jego ciała. Sean uczył się tej gry dla dorosłych, zachowania pozorów i trzymania wysoko podbródka; nie dania się złapać. Pozwalał się poprowadzić, próbując domyśleć się na czym konkretnie mężczyzna skupia się w danej chwili. Czy szuka danych punktów na jego ciele, tych najwrażliwszych miejsc. Nie przyszło mu do głowy, że sprawdzał jego puls, który szybko zaczął wariować. Nie potrzebował wiele, aby poczuć w sobie tą znajomą, długo wyczekiwaną przyjemność, zachłysnąć się nią, jak każdy młody człowiek. I odczuć uzasadniony zawód, kiedy drzwi się otworzyły, a w progu stanęła drobna sylwetka.
W odruchu, resztkach głęboko skrytego instynktu, który wychodził na wierzch w dobrym momencie, próbował odepchnąć od siebie Włocha. Wolną dłonią naparł na jego brzuch, chcąc go odsunąć od siebie, jak najdalej. Troszeczkę głupie, nawiedził ich przecież tylko mały chłopiec. Intuicja jednak zrobiła swoje, wraz z napiętymi nerwami i coraz mniejszą czujnością. W jednej sekundzie chciał się odsunąć, i akurat kiedy Donatien to zrobił, przyciągnąć go z powrotem. Egoistycznie, jednak ze skrępowaniem. Jego sweter leżał w końcu obok, a on nawet jeśli mógł siedzieć na tym przeklętym biurku cały nagi i zarumieniony, wolał uniknąć deprymowania dziecka. Wypuścił ze świstem powietrze. Jak klasycznie.
Camillo, pomimo nie najlepszego momentu, dostał delikatny uśmiech i obietnicę na pożegnanie, wyszeptaną wprost do niego. Wszystko sztuczne, z wyraźnym zawodem w oczach. Jednak dla małego chłopca, zaspanego i spanikowanego, nie robiło to żadnej różnicy. A Sean nie miał serca obwiniać go za nocne koszmary i prawo pierwszeństwa. Zniósł to dzielnie, zbierając się z podłogi po nokautującym zachowaniu Włocha. Mając ochotę powiedzieć mu parę słów na pożegnanie, niekoniecznie przyjemnych i kulturalnych. Zaciśnięcie zębów i pośpieszne założenie swetra, wybiło mu z głowy podobne pomysły. Szybko podjęta decyzja, parę kreatywnych wiązanek w myślach i nie odwrócenie się nawet za siebie. Powiewało teatralnością, powstrzymywaną złością i brakiem akceptacji  na podobny stan rzeczy. Niecałą minutę zajęło mu nie tyle co opuszczenie gabinetu, a kamienicy.

[zt]
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Wto Lip 29, 2014 9:07 am

Zapewne satysfakcjonowały go, bo przecież nie cieszyły, te nieudolnie skrywane objawy radości chłopaka. Nie tylko rumieniec na policzkach był zdradliwy, a i język młodzieńca. Ten nie bywał z reguły tak gadatliwy. Donatien gotów już był wygłosić jakąś śmieszną tyradę na temat Chopina, szacunku, muzyki, zagłuszania, głupoty, śmierci i ignorancji. Powstrzymał się, posądzając Seana o zemstę. Odwet za to, że Włoch odzywał się podczas piosenek jego ulubionego zespołu. Do spraw muzyki pan Moretti podchodził absurdalnie poważnie i pewnie nie zdawał sobie sprawy z własnej śmieszności.
- Doprawdy... sądzisz, że każde moje działanie ma jedynie na celu zaciągnięcie Cię do łóżka? To by znaczyło, że masz doprawdy niewiele do zaoferowania – odsunął rękaw koszuli, by spojrzeć na zegarek, przesunął zamyślony palcem po jego tarczy. Nie czekał jednak na odpowiedź na swoją zaczepkę, tylko kontynuował – większość restauracji o tej porze podaje tylko drinki, a w innych jeśli zamówisz teraz coś z normalnej karty, to będziesz miał w sosie więcej śliny kucharza niż czegokolwiek, bez różnicy ile za to zapłacisz -
Odjechali spod teatru, niestety Donatien nie prowadził ostrożniej niż ostatnio, dlatego ktoś o słabszych nerwach po prostu unikałby patrzenia w okno. Sean mógł się dość szybko domyślić, że zmierzali do mieszkania mężczyzny. Te wąskie, rzadko oświetlone uliczki były dość charakterystyczne. Zadziwiające, że Włoch bez trudu znajdował miejsce do zaparkowania.
Donatien otworzył drzwi do mieszkania, zapraszając młodzieńca do środka. W domu jak zawsze panował porządek, zdawało się, że nawet kot nie miał tu odwagi gubić czarnej sierści. Przyjemny, świeży zapach wypełniał wnętrze, żadnego zaduchu, czy woni alkoholu, czyli tego, czego każdy człowiek spodziewałby się po mieszkaniu kogoś zdecydowanie nadużywającego alkoholu. Nawet butelek porozstawianych po kątach nie było.
- Do sklepu też nie musieliśmy jechać, to że jestem kawalerem, nie znaczy jeszcze, iż moją lodówkę wypełniają butelki piwa. Cóż. Nie mam piwa – rozpiął mankiety koszuli, jednak podwinął je do połowy przedramienia. Donatien był człowiekiem, który żył wciąż według zasady, że tylko pracownicy fizyczni i osoby nie mające blade pojęcia o stosowności zawijają je za łokieć, obnosząc się ze swoim niskim pochodzeniem i złymi manierami. Spinki odłożył na stół i zajrzał do lodówki. Zapewne, by upewnić się, że nie ma w niej piwa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Pią Sie 01, 2014 4:05 pm

Obserwował mijane budynki z coraz większym spokojem i opanowaniem na twarzy, gdy chwile pierwszej ekscytacji mijały. Chopin wypełniał ciszę, pozwalając jej oraz niezręczności zejść na dalszy plan, chociaż nastolatek nie skupiał się na relaksujących dźwiękach. Oparł łokieć o drzwi, a podbródek na dłoni, wybijając rytm nogą. Ogromny nietakt, może brak kultury, czy inne dylematy i problemy, które widziałby w tym Włoch, zostały rozwiane, kiedy zanucił fragment piosenki zdecydowanie nie mającej wiele związanego z Chopinem. Ostatecznie, gdy zaparkowali, Seana zastanawiało coś innego poza niewielką ilością miejsca do parkowania.
Wspinaczka po schodach, ściąganie butów – coraz większą uwagę poświęcał kochankowi i otoczeniu. Kot został pogłaskany i chwilę popieszczony, nawet przyciśnięty do piersi z niemym zezwoleniem otarcia się o twarz. Włocha bestia miała swoją chwilę, kiedy skierował się łazienki, jednak szybko została zrzucona do parteru. Sean wyszedł z umytymi rękami i podwiniętymi rękawami, omijając kota szerokim łukiem. Spinki zgarnął, zanim usiadł na krześle.
- Nie masz piwa… Tylko wino i absynt? – nie zaglądał mu przez ramię, nie wiercił na krześle i nie żądał jedzenia. Niezmiennie, przez tą krótką chwilę poświęconą lodówce zamiast jego osobie nie zamienił się w wygłodniałego, głośnego Camillo. Jedynie przesunął bystrym okiem po pomieszczeniu, opierając się plecami o ścianę. Czekał na decyzje szefa kuchni, co zostanie podane do stołu, nie chcąc się wtrącać… A zresztą. Zsunął się miękko z krzesła, wsuwając się pod jego ramieniem w objęcia cudownego chłodu, samemu lustrując pułki.
- Daruj sobie komentarze i przygotuj drinki – powiedział cicho, wyciągając parę podstawowych składników, które powinien mieć w domu nawet stary kawaler, nie wspominając, że niekiedy tymczasowa niańka małego chłopca. Wszystko wyłożył na ladę i zaskakująco sprawnie zaczął przygotowywać coś, co miało przypominać kolację. Nie wspomniał, że był kiepski w tej materii, a popisowym numerem były przygotowywane naleśniki z bananami, miodem oraz cynamonem, jeśli ten znalazł w szafkach. No i oczywiście czekoladą, którą wypatrzył, niczym mały rozbójnik.
Nie spodziewał się odmowy, nie kiedy Donatien na prośbę, mógł mieć styczność z barkiem. Dał mu zresztą chwilę dla siebie, na puszcze muzyki czy znalezienie wspomnianej talii kart.
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Sob Sie 02, 2014 9:46 am

Behemot tym razem zachował się jak na kocura przystało, jedynie przyjmował łaskawie pieszczoty, a nie je odwzajemniał. Nagrodził Seana głębokim, przyjemnym dla ucha pomrukiem. Późniejsze znalezienie niezbędnych składników nie było wyzwaniem. Obecność dziecka wymagała czekolady i bananów, które podobnie jak jabłka, lubią wszystkie przedszkolaki.
Mężczyzna na komentarz słowny się nie zdobył, za to w stronę chłopaka poszybował czarny fartuszek. Teraz dostał on przebranie do swojej zabawy w małą gosposie. Nim jednak Sean zdążył odrzucić w Donatiena jakimś brudzącym produktem kuchennym, ten zniknął w łazience. Dobiegający zza drzwi szum wody, świadczył o skrupulatnym przemywaniu dłoni i twarzy, a szybkie wyjście kochanka po ucichnięciu odgłosów było znakiem, że mężczyzna nie wytarł ich dokładnie. Mokre kosmyki informowały o tym, że nawet panu idealnemu może być czasem zbyt gorąco. Tak przedłożony został komfort ponad wygląd, a to oznaczało, że temperatura musiała być naprawdę dokuczliwa.
Spojrzał w stronę kuchni, by ocenić jak się w niej sprawdza chłopak i czy nie próbuje zrobić bałaganu, a następnie zniknął w tym siedlisku rozpusty, zwanym swoim gabinetem. Powrócił triumfalnie trzymając w dłoni butelkę wina i zapakowaną w folię talię kart. Nie skomentował deseru w postaci kolacji. Nie przepadał za słodyczami, a poza tym w jego wieku folgowanie takim apetytom mogło szybko skończyć się jakże uroczą, misiową sylwetką. Oczywiście, mógł młodzieńcowi zaproponować spalenie tych kilogramów razem... Aż się nieświadomie, lekko, ale szczerze ubawiony uśmiechnął do tych swoich wulgarnych, prostackich myśli.
Postawił wino na stoliku, zaraz potem umieścił tam też odpowiednie kieliszki. Wino według zasad powinno być słodsze od deseru, Sean zdawał się mieć niesamowitą tolerancję na cukier.
- Vin santo – przedstawił butelkę młodzieńcowi, jakby oczekiwał teraz oklasków za swój trafny wybór. Napój był włoski i miał w sobie nutę wanilii, która niewątpliwie pasowała do przygotowywanego dania. Lekko schłodzony, tak by nie zabić aromatu – Wybaczysz, że daruje sobie romantyczne świeczki? Pachną okropnie – sztuczne wonie kwiatów, czekolady, owoców i czego tam jeszcze sobie zapragniesz, tłumione mdłym zapachem wosku. Zniknął jednak znów w gabinecie, by na stole starannie ułożyć eleganckie, granatowe serwetki. Zdaje się, że Donatien nawet jedząc sam śniadanie, dbał o estetykę nakrycia.
- Pomóc Ci w czymś? – zbolały, leniwy ton, który jest niemal błagalnym jękiem, by nikt od niego niczego nie chciał. Donatien pyta z grzeczności, a nie z pragnienia udzielenie realnej pomocy. Samo jednak pytanie jest niebezpiecznym aktem odwagi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Nie Sie 03, 2014 12:02 pm

Parsknął, kiedy fartuszek przeleciał pół pomieszczenia, aby wylądować w jego rękach, a następnie na krześle. Celny komentarz. Sean musiał to przyznać, chociaż sugestia wywołała w nim więcej rozbawienia, niż faktycznej złości. Cóż, w końcu sam pchał się do tej roli, wychodząc przez szeregi. A skoro wziął na barki ten ciężki obowiązek, wypadało zrobić coś poza tostami z nutellą. Do ubitych jajek dodał mąkę, dolał mleko wraz z wodą, a na końcu wszystko skrupulatnie wymieszał.
Jednym uchem słuchał hałasów z wnętrza mieszkania. Ciekawość mieszała się z grzeczną chęcią zajęciem czymś uwagi. Rozglądał się po pomieszczeniu, a i korciło go do przejrzenia innych szafek, zapoznając się z nawykami i smakami, jakie preferował Donatien. Nawet jeśli mężczyzna nie miałby nic przeciwko, grzecznie walczył z brzydkimi pragnieniami. Ciasto odstawił na bok, a Włoch co najwyżej przyłapał go na krojeniu owoców.
Kiwnął głową, kiedy ten postawił wino. Nie znał się na alkoholu, ale dał znak, że słucha go, pomimo nieoderwania wzroku od deski do krojenia.
- Nie przepadam za zapachem większości świeczek – pominął moment układania na stole serwetek, zajęty nalewaniem na patelnie ciasta. Na drugiej smażyły się banany w miodzie i cynamonie; Sean nawet nie zapytał czy którąś z tych rzeczy mężczyzna nie lubi, albo nie może zjeść. Kiepska byłaby z niego gosposia z podobnym – równie egoistycznym, nastawieniem. – Nalałeś wina? – oparł się pośladkami o szafki, na chwilę odrywając od smażenia. Jedyną reakcją na serwetki było sugestywne uniesienie brwi. Mężczyzna zupełnie niepotrzebnie tak ozdabiał stół i kombinował z nakryciem, i chociaż to było cholernie miłe, tak Sean nie wierzył, że zrobił to tylko dla niego. Niezmiennie… Stuknął lekko o jego kieliszek, dotykając palcami mokrych końcówek.
A potem odwrócił się gwałtownie, odkładając szkło na blat i ściągając naleśnika z patelni. Z cichym przekleństwem, gwałtownymi, energicznymi ruchami. Zerknął do bananów, jednak te spokojnie miały spędzić na patelni parę minut.
- Nie dekoncentruj mnie i będzie dobrze – odpowiedział po dłuższym czasie na jego pytanie. Donatien mógł nawet nie pamiętać, że zaproponował pomoc. Jeśli klasycznie odpowiedział uśmiechem zadowolonego z siebie dupka, tym razem Sean nawet nie miał ochoty go strzelić. Skupił się na odpowiedzialnym przekładaniu naleśników z jednej strony na drugą, szybko uwijając się z niedużą ilością ciasta, a następnie wykańczaniem posiłku. Przed mężczyzną wylądował pełen talerz z bardzo ładną porcją, swoją Sean zepsuł nałożeniem na wierzch czekolady i rozsmarowaniem jej nożem. Wyciągnął słoik w jego stronę, proponując mu jego czekoladę. Ten mógł się już domyślać, że magicznym sposobem chłopaka na figurę jest zwiększony metabolizm. – Smacznego?
Powrót do góry Go down
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Czw Sie 07, 2014 10:24 am

Zerknął na zbliżający się do niego słoik z czekoladą i tym razem to on dość sceptycznie uniósł brew. Szybko jednak ją opuścił, jakby przypomniał sobie, że przez nadmiar min można dostać zmarszczek na czole, a tego wolałby pewnie uniknąć. Dotknął końcówką noża krawędzi pojemnika, a następnie lekko od siebie odsunął.
- Smacznego – pozostało mu tylko uporać się z taką dawką słodyczy. Sean mógł swobodnie obserwować człowieka, który nie tylko stół do zwykłej kolacji urządził sobie jak w restauracji, on na dodatek tak spożywał posiłek. Kroił na równe, niewielkie kawałki, tak by przy wykładaniu do ust, nie brudziły mu warg. Na talerzu utrzymywał porządek jak w domu. Nie tworzył tam żadnych obrzydliwie wyglądających miazg czy stosików śmieci, które nie nadawały się do zjedzenia, więc ułożone zostały w urokliwą górkę. Niestety, jedzenie z takimi przesadnie pedantycznymi osobami bywa dość krępujące. Młodzieniec mógł ugotować cokolwiek, byle podał to w estetyczny sposób. Niestety kuchnia dla Włocha często ograniczała się do efektów wizualnych, a nie smakowych.
Jadł w zupełnej ciszy, a po skończeniu wytarł czyste przecież usta płócienną serwetką, a potem odłożył ją lekko zmiętą po lewej stronie talerza. Dolał wina do kieliszków, przez cały czas posiłku pełniąc to społecznie narzucone każdemu mężczyźnie zadanie, dbając, by wybrance lub chłopięcemu jej odpowiednikowi nie zabrakło napoju.
Poczekał przy stole, aż młodziniec skończy jeść, a wtedy wstał i od razu ruszył do okna, by je szeroko otworzyć. Widać nie tylko zapach świeczek mu przeszkadzał, ale i pieczonego ciasta, masła lub oliwy. Włoch miał węch wyostrzony niczym kobieta w ciąży i równie źle znosił niektóre wonie.
- Skoro Ty byłeś kucharzem, to ja zostanę kelnerem – przerzucił sobie biały kawałek materiały przez przedramię (jego przebranie) i zaczął zbierać ze stołu zabrudzone naczynia, a następnie wrzucał je do zmywarki. Ominie ucznia uroczy widok Donatiena przy zlewie. Zostawił tylko kieliszki do wina, które było tak obrzydliwie słodki, że wręcz musiało smakować Seanowi – Chcesz grać tu, w gabinecie czy może od razu przejdziemy do sypialni? – pewnie się przy tych słowach bezczelnie uśmiechnął, ale niestety stał odwrócony tyłem do chłopaka i ustawiał program zmywania, więc... ten nie mógł mieć pewności.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Strych D.M.   Nie Sie 17, 2014 9:46 pm

Sean nawet będąc prawdziwie zawstydzonym standardem kolacji, która miała być jedynie szybkim odhaczeniem podstawowych potrzeb, nie dał się wybić z rytmu. Jedynie uśmiechnął się pod nosem, widząc wręcz pedantyczne krojenie naleśników na równe kawałki. Dla towarzystwa zagryzł wargę, a następnie z równą powagą, zachowywał całą tą kurtuazję przy stole. Na poły złośliwie, na poły dla własnego komfortu. Pusty talerz oddał mu ze złośliwymi ognikami w oczach, zapijając posiłek winem.
- Dobra obsługa to połowa sukcesu – obrócił się w jego stronę, nie odrywając od niego wzroku. Donatien mógł czuć na sobie uważne spojrzenie brązowych oczu, jakby chłopak liczył na równie zabawną scenkę rodzajową. Nic takiego się jednak nie stało, talerz nie wypadł mu z rąk, a na dłoniach nie pojawiły się rękawiczki, chroniące jego dłonie przed resztkami jedzenia. To było niemalże jak potwierdzenie, że pedantyzm Włocha ma jednak swoje granice. Sean odetchnął z ulgą, zsuwając się miękko z krzesła. – Lubisz przebieranki? – zerknął na niego znad ramienia, kierując się w stronę wyjścia z kuchni. Ze swoim kieliszkiem. – Moja odpowiedź na wymyślne stroje to dalej „nie” - dodał, idąc już normalnie do sypialni. Propozycji z gabinetem nie skomentowałby nawet słowem.
Rozpiął górne guziki koszuli, czując się luźniej w tym pomieszczeniu. Od razu zajął miejsce na środku łóżka, uprzednio odkładając kieliszek na stolik nocny. Przeciągnął się, siedząc po turecku, a koszula podwinęła się nieco, ukazując kawałek brzucha. Donatien mógł to wziąć za pierwszą prowokację tego wieczoru, chociaż Sean minę miał niewinną. Z drugiej strony należał do ludzi, którzy niemalże gwałceni w zaułku, nie pisnęliby nawet słowa.
- Pamiętasz jak mówiłem, że średnio znam się na pokerze? – otworzył  oczy, wyciągając rękę w porę. Zanim mężczyzna usiadł na łóżku, opierając opuszki palców na jego brzuchu. Wyglądał przez krótką chwilę wręcz niewinnie. – „Średnio” zamień na „beznadziejnie”. I proszę, włącz muzykę – przeszedł na grzeczny ton, wracając myślami do scenki w kuchni z kelnerem i kuchareczką. Teraz Donatien będzie mógł pobawić się w Dj-a i… Uśmiechnął się, szybko jednak powracając do obojętnego, wręcz zblazowanego wyrazu twarzy. – Jakąkolwiek – dodał, w świetnym humorze.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Strych D.M.   

Powrót do góry Go down
 
Strych D.M.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: