IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Balda

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Czw Wrz 11, 2014 12:13 am

Pytania wypływały z jego ust w zastraszającym tempie i każde kolejne wydawało się być coraz bardziej dociekliwe, zapewne przez ton wypowiedzi mężczyzny, który stale nabierał większej dynamiki. Głos zdradzał emocje, jakimi nauczyciel był wypełniony po brzegi. Wystarczył jeden fałszywy ruch, aby te wybuchły. Lekkie drżenie zdradziło niepewność i skryte obawy, uważny dobór słów sugerował ostrożność, a szybkość, z jaką narastała ilość pytań, świadczyła o niecierpliwości bruneta. Chciał poznać wszystkie odpowiedzi natychmiast, a przecież wiedział, że jest to nierealne i na to potrzeba czasu, zwłaszcza, że i w umyśle Percy’ego musiał panować chaos, skoro już na samym początku rozmowy zdradził, że niewiele pamięta. Na dodatek był zmęczony po wizycie na komisariacie, co widać był gołym okiem. Ale nawet te wszystkie fakty, które przemawiały do rozsądku Balda, nie były w stanie zapanować nad jego uczuciami. Czuł się rozdarty, ponieważ kompletnie nie wiedział, na czym stoi. Jest w związku z własnym uczniem, przez co na każdym kroku czuje się niepewnie. Różnica wieku okazała się nie drobną barierą, lecz gigantyczną przepaścią między nimi.
Z pierwszym pytaniem osiemnastolatek nie miał trudności i widać było, że jest w pełni szczery. Ale kiedy wątpliwości mężczyzny zaczęły się mnożyć, obaj zaczęli się denerwować. Brunet szybko zauważył dłoń zaciskającą się na materiale spodni, a mimo to nie zaprzestał napierać na kochanka coraz to bardziej nerwowymi pytaniami. Już przy drugim pytaniu mógł przekonać się, że te wszystkie negatywne emocje udzieliły się również chłopakowi. Gdyby tylko podszedł do tej rozmowy ze spokojem…
- Nie zachowuję się jak twój ojciec - odpowiedział prawie natychmiast na jego zarzut, będąc urażonym tą uwagą. Przecież nie był tym despotycznym panem Debreu, o którym już zdążył parę zdań usłyszeć. Ale to nie tym przejął się najbardziej, tak naprawdę zabolała go myśl, że rzeczywiście mógłby być jego ojcem. Ze złości zacisnął aż dłonie w pięści, lecz szybko je rozluźnił. - I niczego ci nie sugerowałem - dodał jeszcze żałośnie, choć wiedział, że to kłamstwo. Wizja zdrady przerażała go bardziej niż możliwość, iż te narkotyki mogły naprawdę należeć do Percivala.
Wydawało mu się, że ma do czynienia z dojrzałym chłopakiem. Naprawdę widział w nim równego sobie kochanka, jednak w tej chwili dostrzegał w nim jedynie zbuntowanego nastolatka. Jego krzyk jedynie pogorszył sprawę, czyniąc ich kłótnię bardziej emocjonalną.
- Byłeś trzeźwy? - spytał kpiąco, rzucając mu wściekłe spojrzenie. - Przecież sam wcześniej powiedziałeś, że już przed tą imprezą wypiłeś z kolegami trochę wódki. A potem jeszcze ten drink na domówce. Skąd wiesz, że ktoś do niego czegoś nie dosypał?! Nikt przecież po jednym drinku nie zaczyna źle się czuć, chyba, że przesadził z alkoholem! I co to był za drink?! Wziąłeś go od kogoś i tak po prostu wypiłeś?!
Niepotrzebnie podniósł głos i zdawał sobie z tego sprawę, lecz przestał już się kontrolować. Miał gdzieś to, czy ktokolwiek ich usłyszy, najpierw musiał wyrzucić z siebie całą tę złość. Już nawet nie wkurzał się o to upicie na imprezie, raczej rozchodziło się o brak odpowiedzialności. Ale o wiele bardziej martwiło go to, jakim cudem narkotyki znalazły się u chłopaka.
- A co tym prochami? Chyba nie znalazły się magicznie w twojej kieszeni. Ktoś musiał je tam przecież włożyć! Nie czułeś, gdy ktoś wkładał ci rękę do kieszeni?!
To już była jawna sugestia, po której Baldric dostrzegł, że popełnił błąd. Powinien mu ufać, a tymczasem zaczął paranoicznie obawiać się tego, że zostanie zdradzony. Jest przecież tylu młodych ludzi w otoczeniu różowowłosego. Gdy zmęczy go związek ze starszym gościem, zawsze znajdzie sobie kogoś innego. Kompletny brak zaufania zszokował go, przez co spojrzał na niego z bólem. Szybko jednak odwrócił wzrok, mocno ściskając palce w dłoniach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Czw Wrz 11, 2014 1:53 pm

Percy był zdenerwowany  każdym dalszym pytaniem. Chaos w głowie, oskarżenia ze strony policjantów, potem kochanka. Miał tego dość.  Wcisnął dłonie do kieszeni spodni, starając się zachować względny spokój. Jednak wewnątrz dawno był rozchwiany. Nikt mu nie wierzył, został z tym wszystkim sam, przeciwko wszelkim oskarżeniem i pytaniom. Patrzał na swojego kochanka, dostrzegając stres i zdenerwowanie.  Jednak ignorował te sygnały, zwłaszcza, kiedy usłyszał ton pełen pretensji. Poczuł się, jakby dostał w twarz. Emocje wzięły górę, a myśli wariowały niczym na rollercoasterze od czego ich właściciel czuł ścisk w żołądku i mdłości. Pierwszą myślą, jaką chłopak miał w głowie to fakt, że Baldric żałuje całej tej znajomości. Spotykanie się z uczniem w dodatku z osiemnastolatkiem, który okazał się skrajnie nieodpowiedzialny. Percival czuł się podle i jeszcze bardziej winny poczuł się, kiedy słowa nauczyciela stały się ostre, jak brzytwa. Nie dało się zapanować nad całą lawiną słów, którą to za sobą poniosło.
- Do cholery! Przed tą cholerną domówką mi nic nie było! Miałem tylko dobry humor! Tam wypiłem jednego drinka! Ile razy mam ci to powtarzać, aby w końcu do ciebie dotarło! – warknął nisko, wręcz ostrzegawczo. Zły pies został spuszczony ze smyczy, a normalna rozmowa, wyjaśnienia przybrały bardziej dramatyczny obrót sprawy przeradzając się w dziką awanturę. Obaj nie panowali nad sobą, nad tym co mówią i w jaki sposób. Nie zwracali uwagi na ból, jaki mogą sobie nawzajem wyrządzić. Chcieli zrzucić z siebie negatywne emocje, obarczyć kogoś winą za ten stan, aby choć na chwilę odczuć ulgę.
-  Wziąłem od kolegi, a co miałem według ciebie zrobić? Powiedzieć: ej, macie tu może testy na wykrycie narkotyków w drinku? Tak, Bal, na pewno ktoś by w kieszeni podobny test posiadał – zakpił, patrząc na niego. Robiło się niebezpiecznie. Percy zły, naprawdę stawał się nieprzyjemny. Sarkastyczny i bezczelny potrafił zaleźć za skórę.
I stało się. Baldric wprost powiedział o co mu w tym wszystkim chodzi. Jawnie przyznał się, że tak naprawdę obawiał się zdrady. Nie obchodziły go prochy – przecież to by przełknął wymyśliliby coś –  ale o fakt, że chłopak miał dziury w pamięci. To zabolało. Cholernie zabolało. Ta nieufność i podejrzenie sprawiły mu zawód. Widać to było w jego brązowych oczach, w których wcześniejsza furia przerodziła się w ból. Gdyby Percy chciał go zdradzić – zrobiłby to dawno przy pierwszej lepszej okazji. Gdyby chciał kogoś młodszego – wymieniłby go na swojego rówieśnika przy pierwszej lepszej okazji. A teraz tego było za wiele.
-  A więc o to ci chodzi – wycedził przez zęby. -  Ty cholerny idioto! Za kogo ty mnie masz! – wrzasnął nagle łapiąc za poduszkę  leżącą najbliżej i rzucił nią w niego z całą siłą. Furia – w takim stanie obecnie był chłopak. Miał w nosie czy ktoś ich słyszy i co sobie pomyśli belfer. Nie interesował go fakt, że w jego oczach swoim zachowaniem może utwierdzać go w przekonaniu, że związek z tak młodym chłopakiem to pomyłka. Liczyło  się to wstrętne oskarżenie o potraktowanie go, jak szczeniaka, który tylko szuka przygodnego seksu. Złość kipiała z niego, a  on pragnął dać jej upust.
- Tylko o to ci chodzi. O seks.  Boisz się, że mogłem się puścić się z kimś, bo mam luki w czasie. Może i  nie wiem, jak te chrzanione narkotyki znalazły się w mojej kieszeni. Ale dla twojej informacji, wiedziałbym, gdybym nagle znalazł się bez spodni w jakiejś szafie! Nie jestem żadną puszczalską szmatą – warknął ostro, zaraz znowu rzucając w niego pierwszą lepszą  rzeczą, tym razem cięższą i tym razem pudłując.
- Jak mogłeś mi nawet coś takiego zasugerować! Mam ochotę rozszarpać ci gardło – mówiąc to, krążył ciągle od okna do półek, nie mogąc tego pojąć. Starał się uspokoić, jednak to wszystko co dziś przeżył powodowało dodatkową frustrację. W pośpiechu i w akcie desperacji  zaczął zbierać swoje rzeczy, nie chcąc zostać u niego ani chwili dłużej. Nie mógł na niego patrzeć. Był tak wściekły, że by mu przyłożył, gdyby ten jeszcze powiedział o parę słów za dużo. Chciał wyjść. Uciec. Zniknąć. Zapomnieć o tym feralnym wydarzeniu, w którym będąc kozłem ofiarnym stał się nagle winnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Czw Wrz 11, 2014 8:57 pm

Trudno mu było zapanować nad swoim zachowaniem, zwłaszcza, że z każdą chwilą coraz bardziej poddawał się złości, o jaką nawet się nie podejrzewał. Właściwie, to nie sam gniew nim kierował, przede wszystkim na światło dzienne wyszły jego najgorsze obawy. Bał się tego, że w każdej chwili zostanie zdradzony, a na koniec porzucony jak niechciana zabawka. Zaangażował się, przez co jego niepokój jedynie wzrastał i najgorsze było to, że nie było przed tym ucieczki. Przynajmniej mężczyzna nie widział takiej możliwości, dlatego kumulował w sobie własne lęki, nawet nie próbując podzielić się nimi z chłopakiem. Chyba okazał się już za stary na takie nagłe zakochiwanie się. Gdyby był chociaż przekonany, że ten związek ma jakąś przyszłość. Niestety, cały czas zakładał najgorszy scenariusz z powodu ich różnicy wieku.
Doprowadził do wybuchu złości u Percy’ego, czego zawsze unikał. To przez to swoje tchórzostwo nigdy nie poruszał drażliwych tematów dotyczących ich związku. Ale umysł Baldrica nasączony wściekłością podsuwał jedynie kolejne przykre słowa. I choć brunet dostrzegał ból w spojrzeniu nastolatka, to mimo to nie zaprzestał atakować go podejrzeniami, tak był zaślepiony własnym gniewem. Gdzieś w głębi umysłu wiedział, że to, co robi jest okrutne, lecz nie mógł przestać. Parł do przodu w tej całej kłótni, niszcząc zaufanie, które na dobrą sprawę dopiero budowali.
Kiedy dostał poduszką, wiedział, że żaden z nich tak szybko się nie uspokoi. Jako starszy powinien był pierwszy dążyć do uspokojenia sytuacji, a jednak sam zaognił konflikt. Najgorszym podejrzeniem o zdradę dolał oliwy do ognia. Po usłyszeniu krzyków chłopaka, dotarło do niego, jak bardzo źle go potraktował. Nigdy nie miał go za puszczalskiego, ale z drugiej strony tak cholernie obawiał się tego, co mogło się na tej imprezie wydarzyć przy dużej ilości alkoholu. Choć już wyjaśnili sobie, na czym stoją, to jednak każdy z nich miał wątpliwości. Zarzut chłopaka wobec nauczyciela, że chodzi mu tylko o seks, był naprawdę dla niego bolesny.
- Nie chodzi mi tylko o seks - wysyczał w odpowiedzi, nie ukrywając swego wzburzenia. - Gdyby chodziło tylko o seks, nie fatygowałbym się, by przyjechać po ciebie na komisariat. Powinieneś już to wiedzieć.
Rzucił mu gniewne spojrzenie, lecz szybko przeniósł wzrok w bok, próbując nieco się uspokoić. Metoda ta nie przyniosła żadnych skutków, zwłaszcza, że szybko znów spojrzał na kochanka z wściekłością z brązowych oczach.
- I tak, boję się, że mogłeś zrobić to z kimś innym! Nie znam twoich znajomych, więc nie mogę im ufać. Zresztą, czy w ogóle komuś wspomniałeś, że kogoś masz?! Jak mógłbyś powiedzieć swoim rówieśnikom, że spotykasz się ze sporo starszym gościem?! I do tego z nauczycielem!
I znów poczuł się cholernie niepewnie. Ujawnił swoją frustrację, dając upust resztkom złości. Ale kiedy zobaczył, że Percy zabiera swoje rzeczy, w jednej chwili znalazł się przy nimi i mocno chwycił jego nadgarstek, może nawet zbyt mocno. Bal nie miał zamiaru pozwolić mu wyjść ze swojego mieszkania tak łatwo. Nie da mu tak po prostu uciec.
- Nigdzie się nie wybierasz - oznajmił mu stanowczo, nie panując na sobą. W tej samej chwili wypuścił wreszcie jego rękę z uścisku. Kątem oka zauważył, że zostawił na skórze ślady po palcach. Zacisnął mocno wargi i przeszedł do kuchni, by tam złapać za pierwsze lepsze naczynie i rzucić je na podłogę. Szklane odpryski rozniosły się na wszystkie strony, a mężczyzna zaklął pod nosem. Przecież nigdy nie chciał go zranić, a mimo to tak mocno chwycił go za nadgarstek. Przetarł dłońmi twarz i niepewnie wrócił do salonu.
- Wybacz, ja…
Nie potrafił dokończyć, nie czuł się na siłach. Kompletnie nie wiedział, czy przeprasza go teraz za ten gwałtowny uścisk czy za całą scenę zazdrości. Zacisnął dłonie w pięści, następnie rozluźnił je i zasiadł na kanapie, gdzie skrył twarz w dłoniach.
- Pewnie jesteś zmęczony. Umyj się i idź spać. Ja położę się tutaj.
Tak egoistycznie zakończył tę kłótnię. Ona ledwo się zaczęła, a już był nią zmęczony.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Czw Wrz 11, 2014 10:08 pm

Percy kipiał i gdyby mógł pewnie rzucał by z oczu piorunami. Na szczęście dla Baldrica jego kochanek nie miał nadprzyrodzonych mocy, dzięki którym mógłby mu wyrządzić poważną krzywdę. Miał tyle nagle wątpliwości, pytań i złości, które nie miały ujścia. Chciał się wykrzyczeć. Potrzebował tego, a drążenie dalej tego tematu dawało mu tylko ku temu predyspozycje.
- Nie chodzi ci tylko o seks? – powtórzył niczym mantrę z jawną kpiną. - To dziwne, bo w normalnych związkach ufa się ludziom! Ale widocznie nie jesteśmy w żadnym związku, skoro posądzasz mnie o podobne rzeczy! – podniósł głos, a jakiś sąsiad z dołu zaczął walić końcem miotły w sufi Baldrica. Chyba cała kamienica wiedziała o ich kłótni. Jednak kto tym się przejmował? Musieli na siebie nawrzeszczeć, coś ustalić albo powiedzieć coś na co nikt nie miał wcześniej odwagi. Percy nie obawiał się własnych myśli, bardziej bał się usłyszeć zarzutów nauczyciela, który chował wszystko pod skorupą. Wszelkie obawy wyszły na zewnątrz niczym demony z czeluści piekieł. To było straszne.
- Ty wredny! Nikomu nic nie powiedziałem! Nawet słowem nie pisnąłem. Martwię się o twoją dupę bardziej niż o swoją, a ty mi jeszcze TAKIE rzeczy wyrzucasz. Mam tego serdecznie dość! – warknął i był już gotów do wyjścia, kiedy mężczyzna go szarpnął. Zacisnął mocno palce na nadgarstku, co zabolało chłopaka. Jednak nawet nie syknął. Nie pokazał żądnej oznaki bólu, zacisnął tylko mocno usta w wąską linię i patrzał mu wyzywająco w oczy.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić! – Chciał się już szarpnąć, kiedy po prostu go puścił. Wyszedł. Zostawił. Może to lepiej.
Wiedział, że zamknął drzwi, wiedział też, że nie pozwoli mu wyjść, dlatego też, kiedy tylko nauczyciel udał się do kuchni Percy stanął przy oknie opierając gorące czoło o zimną szybę. Wcale nie było mu lepiej. Mimo, że Bala nie widział, to słyszał dźwięk tłuczonego szkła. Nawet nie raczył zajrzeć do kuchni. Nie obchodziło go nic, poza własną urażoną dumą i bólem zadanym przez słowa.
- Daj mi spokój – rzucił tylko, kiedy Baldric wrócił do salonu. Nie chciał spać w jego sypialni, ale także nie chciał spać z nim w jednym łóżku. Zbyt wiele padło słów, aby mógł spokojnie zasnąć koło człowieka, który tak go zawiódł.
- To tak się nie skończy. Zapamiętaj sobie i przygotuj się, że wrócimy do tej rozmowy – powiedział na odchodnym. Nie zamierzał tak zakończyć tej kłótni. Chociaż obecnie będąc w tak dużym stresie mógł pleść głupoty, o których dnia następnego zapomni. Wszedł do sypialni, zaraz siadając na łóżku. Dziwny skurcz w żołądku dawał mu się we znaki. Chwilę mu to zajęło nim doszedł do siebie. W kieszeni wibrował mu telefon. Chrzanił telefon. Wsunął nos w poduszkę nauczyciela, zastanawiając się czy naprawdę był tak głupim i niedojrzanym nastolatkiem, aby zarzucać mu podobne insynuacje. Nieważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Czw Wrz 11, 2014 11:38 pm

Reakcja sąsiada z dołu była mu obojętna, bo wciąż drzemały w nim pokłady złości. Teraz najważniejsze były słowa wydobywające się z ust nastolatka. Każdy jego zarzut przeszywał mężczyznę na wskroś, po czym zadawał cios prosto w serce. Doskonale wiedział, że powinien mu bardziej zaufać, jednak wciąż nie mógł pozbyć się tych wszystkich obaw. To niemożliwe, by tak po prostu wyrzucić ze swej głowy wszystkie te czarne scenariusze. Od początku miał chwilę zwątpienia, w końcu jest w związku z młodym chłopakiem, który w każdej chwili może zechcieć zmian w swym życiu. Przecież nie będzie do końca życia tkwił przy starszym o kilkanaście lat facecie! Zresztą, co to za związek, gdy jedna ze stron tylko czeka na rozstanie?
- Nie jesteśmy w związku? Świetnie, że teraz mi to oznajmiłeś!
Oczywiste, że się wkurzył na takie słowa, w końcu Percy tyle dla niego znaczył. Może ich relacja dopiero się rozwijała i być może zbyt szybko stała się tak intymna, jednak Balowi niezwykle zależało, aby czuli się ze sobą dobrze. Tymczasem przy pierwszym problemie wszystko zaczęło się sypać, ponieważ jego zazdrość dała o sobie znać. Gdyby tylko mógł, trzymałby go przy sobie cały czas, aby tylko się upewnić, że żaden młodszy i przystojniejszy mężczyzna nie wykradnie mu go sprzed nosa. Właśnie takie myśli sprawiały, że miał wyrzuty sumienia. Nie chciał ograniczać młodszego kochanka, jednocześnie obawiał się porzucenia. I tak miotał się między wszelkimi możliwościami, pielęgnując w ten sposób swoje lęki.
- Czyli nawet nie pisnąłeś słówkiem o tym, że jesteś zajęty? - spytał gniewnie, rzucając mu uważne spojrzenie. – Zatem imprezujesz jako singiel, tak? Nie tłumacz tego troską o moją dupę!
Kolejny raz rozjuszyły go słowa chłopaka. Nigdy od niego nie oczekiwał, że będzie się chwalił starszym partnerem, który jest nauczycielem w jego szkole, jednak miał nadzieję, że chociaż wyraźnie zaznaczy wszystkim swoim znajomym, że nie jest już wolny. Każdy z jego otoczenia powinien wiedzieć, że nie ma prawa do niego podbijać. Baldric mógł poruszyć tę kwestię wcześniej, ale nie myślał, że tak to się potoczy. Sam przecież oznajmił własnemu otoczeniu, że kogoś ma, lecz nie powiedział nigdy, że to prawie dwa razy młodszy od niego chłopak i na dodatek uczeń z jego szkoły. W każdym razie jasno deklarował, że jest zajęty. To źle, że oczekiwał tego samego?
Chwycił go zbyt mocno i to był błąd, jednak wiedział, że nie może go wypuścić, a już na pewno nie w takim stanie. Gdyby pozwolił mu odejść, zapewne nigdy by już się nie pogodzili. Nauczyciel tak naprawdę nie chciał Kończyc ich romansu, choć tak bardzo się poróżnili. W gniewie powiedział tylko okrutnych rzeczy, mimo to wciąż chciał mieć go blisko siebie.
Wyszedł do kuchni, aby ochłonąć, a kiedy wrócił, ujrzał go przy oknie. Tak jak się spodziewał, jego przeprosiny nie zostały przyjęte. Ba, nawet nie zostały rozpatrzone. Percy nie ruszył się ku wyjściu, jedynie zapowiedział kontynuację awantury, po czym zniknął za drzwiami sypialni. Bald słyszał, że jego telefon dzwoni, lecz nie ruszył się nawet o milimetr. Jeszcze przez długą chwilę siedział na kanapie ze schowaną w dłoniach twarzą, ale w końcu podniósł się z mebla i przeszedł do kuchni. Odnalazł tam zmiotkę wraz z szufelką i sprzątnął odłamki szkła, które niegdyś były talerzem. Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie, właściwie zbliżał się ranek. Nalał wody do czajnika i włączył go, aby zrobić sobie kawę. Wziął kubek, wsypał do niej dwie łyżeczki rozpuszczalnej i łyżeczkę cukru, po czym zalał mieszankę wrzątkiem. Wymieszał wszystko i zaraz upił łyk, niezwykle uważając na to, aby nie sparzyć sobie języka. Kawa bynajmniej nie uspokoi, jednak potrzebował coś ze sobą zrobić. Z kubkiem w ręce przeszedł do salonu, gdzie ponownie rozsiadł się na kanapie, wzrokiem obserwując drzwi. Bał się, że Percy jakimś cudem wymknie się przez nie, nawet jeśli zostały dokładnie zamknięte. I znów rozważał czarne scenariusze, obawiając się przede wszystkim tego, że młodszy kochanek zechce z nim zerwać.
Nie wiedział, ile czasu spędził na bezczynnym siedzeniu i pogrążaniu się kolejnymi pesymistycznymi opcjami, ale kiedy zerknął na zegarek, okazało się, że minęły już dwie godziny, a on trzyma pusty, zimny kubek. Zawędrował więc do kuchni i zrobił sobie drugą kawę, ale tym razem dolał do niej nieco mleka. Denerwował się, bo nie wiedział, czego oczekiwać. Z kolejną kawą uwinął się w kwadrans, następnie włączył w salonie telewizję, aby obejrzeć poranne wiadomości. Ale oglądanie męczyło go.
Gdy wrócił do kuchni, bez namysłu wyjął z jednej z szafek patelnie, następnie wyciągnął siedem jajek z lodówki. Nasmarował patelnię margaryną i włączył pod nią gaz, następnie rozbił jajka w misce. Postanowił zrobić jajecznicę, w końcu to najprostsze danie. Niestety, nawet jajecznicę przypalił, gdy pogrążył się w swych rozmyślaniach. Odsunął patelnię na bok, wyłączył gaz i zeskrobał resztki dobrze ściętych jajek na talerze. Przeszedł z nimi do salonu i położył je na stole. Sam zasiadł na krześle, a czoło wsparł o blat, kompletnie nie wiedząc, co robić. Jak ostatni dureń czekał na przybycie chłopaka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Pią Wrz 12, 2014 10:55 am

Miało się wrażenie, że powietrze parzy. Ciężkie i gęste. Jednak nie tylko ono takie się wydawało. Chłopak również miał wrażenie, że płonie. Buchający żar dawał się we znaki, że miał ochotę się rozebrać.
- Nic takiego nie powiedziałem! Nie łap mnie za słówka! – warknął ostrzegawczo, gdyż naprawdę posuwał się za daleko w swych domysłach. Nie powiedział nic na temat nie bycia w związku, a Bal przetworzył informacje na własną korzyść. Tak było przy każdej kłótni. Ludzie łapali za każde słówka, które następnie dopasowali je do własnej interpretacji zdarzenia. Tym razem było podobnie. Percy upierał się przy jednym, Bal przy drugim. Żaden nie chciał odpuścić, bo każdy wiedział, że to on ma racje a tamten się myli. Byli idiotami. Obaj. Pierwszy kryzys i pierwsze załamanie, które nie wiadomo, jak wpłynie na ich związek.
- Ty mnie nic nie słuchasz! Nie dociera do ciebie, co mówię! Nie pisnąłem słówka, o tym, że jesteś nauczycielem! Jasna cholera, wiedzą, że mam kogoś! – krzyczał na niego, aby chociaż poszczególne słowa jakoś do niego trafiły. Mimo to czuł, jak odbijają się o gruby mur, którym mężczyzna wokół siebie stworzył. Nie dopuszczał innych racji.
- Wiesz, że rzadko chodzę na imprezy! Jak możesz! – Miał ochotę znowu czymś w niego rzucić, jednak nic bezużytecznego nie wpadło mu w ręce. Zresztą w takim stanie mógłby mu zrobić krzywdę. Percival nie patrzał się czy przedmiot jest ciężki czy nie. Był tak zły, że chciał, aby go zabolało. Tak, jak jego.
To wszystko zaszło za daleko. Jednak czy aby nie na tyle by móc odkręcić całą tę sytuację? W innym razie będą musieli się rozstać. Może tego chciał nauczyciel. W końcu byłby wolny, bez obaw, stresu i ciągłego zastanawiania czy związek z tak młodym chłopakiem to nie pomyłka życiowa, o którą nawet nie warto walczyć czy starać się. Zapewne przy pierwszej lepszej okazji rozstaliby się, a wytłumaczeniem by było dobro chłopaka.
Leżąc w łóżku, czuł się fatalnie. Czuł, że znowu wszystko spartolił. Zawsze tak było. Im bardziej się angażował to wszystko kończyło się fiaskiem. Nie spał tej nocy dobrze. Przekimał może z godzinę lub dwie, a kolejne spędził na krążeniu myślami wokół całej tej chorej sytuacji. Kiedy miał znowu spróbować zasnąć przypomniało mu się, jak Steven dał mu do kieszeni niby gotówkę do przechowania, która później okazała się prochami. Skąd wiedział, że to on? Bo jako jedyny był z Percy’m, kiedy ten trzymał w obu rękach dla nich drinki, pozwalając sobie włożyć „pieniądze”. Jednak ta informacja w tym momencie wcale nie była pocieszająca. Wszystko wisiało na włosku. Wszystko to w co wszedł całym sobą i starał się odpowiednio traktować, i pielęgnować.
Dopiero nad ranem usłyszał krzątającego się po kuchni kochanka. Kompletnie nie wyobrażał sobie poranka przy jednym stole. Najchętniej wymknąłby się z mieszkania, gdy ten by spał, jednak jego cudowny plan diabli wzięli. Pewnie warował całą noc, niczym pies, pilnując, aby nie uciekł. Co za facet.
Zmęczony gorzej niż wczoraj, uchylił cicho drzwi zauważając go w salonie modlącego się do jajecznicy. Tak, jakby ona miała mu doradzić, co ma zrobić w tej kwestii. Gdyby nie cała awantura, to najpewniej zaśmiałby się z niego, jednak tym razem obył się bez podobnych odruchów.
- Cześć – rzucił tylko, stając przy krześle. Nie miał ochoty jeść. Najpewniej jajecznica stanęłaby mu gardle, lecz widząc strapioną minę kochanka przełamał się – siadł.
- Zrobię kawy – mruknął pod nosem, nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić, ani jak się zachować. Rzadko, kiedy kłócił się z kimś innym niż z własnym ojcem. Jednak tego kompletnie ignorował, a tu sytuacja była całkiem odwrotna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Sob Wrz 13, 2014 8:46 am

Dopiero podczas chwil samotności mógł spokojnie przemyśleć wszystkie swoje obawy, którymi to zasypał chłopaka. Teraz dostrzegał jego pretensje o brak zaufania, przez co zaczął na nowo analizować wszystkie te wzajemne wyrzuty, zwłaszcza swoje bezpodstawne oskarżenia. Choć niczego nie powiedział wprost, to jednak sugerował, że Percy mógł posunąć się do zdrady. Od razu zauważył swoje błędy jak na dłoni, choć nie potrafił w pierwszej chwili się do nich przyznać nawet przed samym sobą. Ale kiedy przestała kierować nim złość, opanował go jedynie smutek. Był kompletnie żałosny. Próbował uciec przed tą prawdą i robił wszystko, byleby nie myśleć już o swej beznadziejności. Lecz wciąż rozpamiętywał słowa nastolatka, torturując się w ten sposób jeszcze dotkliwiej. Rzeczywiście przeinaczał jego słowa i kompletnie go nie słuchał. Zrobił coś, czego najbardziej się obawiał – potraktował go jak dzieciaka, gdy powinien był zobaczyć w nim równemu sobie kochanka. Czuł, że to nie zostanie mu tak łatwo odpuszczone, więc liczył się z konsekwencjami, jednocześnie obawiał się ich dotkliwości. Co zrobi, gdy chłopak postanowi z nim zerwać?
Pilnował drzwi, nic innego mu nie pozostało. Strach przed rozstaniem paraliżował go, jednocześnie motywował do tego, aby zawalczyć. I chyba tylko dlatego zdecydował się przygotować jajecznicę. W ten sposób chciał przeprosić. Oczywiście, wiedział, że to za mało, ale jak na początek będzie to coś w sam raz. Leżał na stole i czekał wraz ze śniadaniem na przybycie chłopaka. Po jakimś czasie usłyszał otwierające się drzwi sypialni – zawiasy cicho zaskrzypiały. Instynktownie zamarł w bezruchu, bojąc się unieść twarz. Ale kiedy dotarło o niego powitanie, natychmiast uniósł głowę i spojrzał na kochanka z lekkim przestrachem. Stał przy krześle, na którym nie chciał usiąść, co było widoczne gołym okiem. Dziwnym trafem zasiadł na miejscu przed talerzem jajecznicy, ale nie zainteresował się nią. Przynajmniej wyrzucił z siebie słowa, które dały im pretekst do rozmowy.
- To ja ją zrobię - wyrzucił z siebie bez namysłu i podniósł się z krzesła, aby ruszyć do kuchni. Lecz w połowie drogi zatrzymał się i przyjrzał mu się uważnie. - Mam tylko rozpuszczalną.
Jednak zaraz wpadł do kuchni, gdzie nastawił wodę w czajniku, następnie odnalazł czysty kubek i wsypał do niego dwie łyżeczki rozpuszczalnej. Zalał kawę wrzątkiem, po czym wziął do salonu kubek, cukierniczkę oraz mleko. Oczywiście, obawiał się wszystkiego, przede wszystkim kontynuacji kuchni. Stał więc przy chłopaku jak słup soli, wzrok wbijając w blat stołu. Nie wiedział, co właściwie ma robić.
- Percy - wyszeptał żałośnie jego imię, rzucając mu zbolałe spojrzenie. - Tak bardzo cię przepraszam.
Myślał, że serce mu pęknie z bólu. Cholernie żałował tego, co zrobił. Bezmyślnie padł na kolana i złapał za nogi krzesła, aby twarz chłopaka znalazła się na wprost niego. Rzucił mu kolejne spojrzenie, następnie schował twarz w jego kolanach, rękom obejmując go w pasie.
- Nie chcę się rozstawać – rzekł wręcz płaczliwie, nasilając przy tym uścisk. Kompletnie nie wyobrażał sobie rozstania, choć ta kłótnia była dla nich obu naprawdę dotkliwa. Jego zachowanie z całą pewnością było mało męskie i dziecinne, ale przynajmniej nie płakał. Nie mógł się poddać bez walki. Postanowił, że nie pozwoli mu odejść. – Wiem, że powinienem ci bardziej ufać. To wszystko przez tę moją zazdrość. Zależy mi na tobie.
Ostrożnie puścił go, aby niezwykle subtelnie chwycić jego dłoń. Zostawił bolesne ślady na jego nadgarstku, który bardzo delikatnie złapał, po czym ucałował. Nigdy nie podejrzewał, że zada mu ból.
- Przepraszam.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Nie Wrz 14, 2014 8:27 pm

Na początku nie miał zamiaru nawet siąść z nim przy jednym stole. Strach ściskający jego żołądek podpowiadał mu, aby uciekał gdzie pieprz rośnie. Wiedział, jak bardzo byłoby to niedojrzałe z jego strony, jednak tak cholernie się obawiał poranka, że na myśl o jedzeniu go mdliło. Co miał zrobić, powiedzieć, jak się zachować? Uśmiechnąć? Obrazić? Udawać, że nic się nie stało? Nigdy nie kłócił się z nauczycielem, nie wiedział, jak w jego wydaniu wyglądają dni po awanturze. Może należały do tych typowych – cichych.
W końcu zdecydował się siąść, jednak na jajecznice na talerzu patrzeć nie mógł. Chciał zrobić kawy, kiedy Bal niczym z procy wystrzelony, sam to zaproponował. Potaknął tylko w końcu rozpuszczalną również pijał. Czekał, siedząc niczym na szpilkach. Nie potrafił się uspokoić. Stres i napięcie coraz bardziej w nim narastało. Był jednocześnie bardzo przybity całym tym zdarzeniem, jak również zawiedzony postawą mężczyzny. Jego brakiem zaufania. To bolało. Dawno nikt mu takiego zawodu nie sprawił. Całą noc myślał, co powinien zrobić. Było mu dobrze z Baldricem, jednak ten ciągle widział w nim dzieciaka. Dzieciaka, którym trzeba się opiekować i otoczyć troską. Chciał poważnego związku, w którym partnerzy są sobie równi. Widocznie strasznie się pomylił. Belfer patrzał na niego przez pryzmat jego wieku. Zamyślony, nawet nie zauważył, kiedy Bal znalazł się obok niego. Podniósł wzrok, otwierając usta, gdy mężczyzna wyrzucił z siebie lawinę słów.
- Jestem rozczarowany – powiedział w końcu, kiedy wysłuchał go do końca. Nie przerywał mu, dając szansę na wyjaśnienia, ale również sobie czasu na zebranie myśli.
- Jest mi cholernie przykro, że mnie tak potraktowałeś. Nie ukrywam, że się zawiodłem. Nie spodziewałem się, że usłyszę coś podobnego. Jednak widocznie nie masz do mnie zaufania i takie są efe… – mówił spokojnie, nie podnosząc nawet głosu. Patrzał na mężczyznę, który nagle przywarł twarzą do jego kolan. Chciał mu jeszcze wyrzucić swoje pretensje i żale, jednak ten desperacki gest go powstrzymał. Zamilknął na chwilę urywając w pół zdania i wpatrywał się w gęstą czuprynę. Zacisnął usta w cienką linie, zamykając na chwilę oczy.
- Idiota. Przecież nikt tu nie mówi o zerwaniu – mruknął karcąco. Położył dłoń na jego głowie, wsuwając palce w gęste włosy, bawiąc się nimi. Lubił ich miękkość. Za każdym razem, kiedy miał tylko okazję smyrał go po nich, samemu czerpiąc z tych zabiegów nie lada przyjemność.
- Steven mi wsunął te narkotyki. Przypomniało mi się. Trzymałem drinki w ręce, a on chciał mi dać na przechowanie pieniądze, co później się okazało narkotykami – wyjaśnił, gdyż uznał, że Baldric powinien o tym wiedzieć. - Nawet się nie zorientowałem, że to może być coś innego, gdyż były tak poskładane, jak banknot. – Westchnął z własnej głupoty. Wiedział, że będzie musiał uzupełnić zeznania. Miał tylko nadzieję, że sprawa rozejdzie się po kościach, a wszelkie poważniejsze konsekwencje po prostu zostaną skierowane ku Stevenowi.
- Też przepraszam. Wczoraj zachowałem się, jak dupek. Nie chciałem w ciebie niczym rzucać – mruknął, wiedząc, jak durne było to z jego strony. Przecież sam mógł mu zrobić krzywdę. Na szczęście obyło się bez ofiar.
W pokoju znowu dzwonił telefon chłopaka, jednak ten nie miał najmniejszego zamiaru wstawać i odbierać. Nie chciał zawracać sobie głowy pierdołami, ważne było dla niego wyjaśnienie sprawy z kochankiem. W końcu tylko jego miał – no dobra jeszcze Slava i siostra była, jednak on znajdywał się wbrew pozorom najbliżej i łączył go z nim inny rodzaj więzi niż z osobami wyżej wymienionymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Sro Wrz 17, 2014 11:34 pm

Wiedział, że Percy miał pełne prawo do tego, aby mieć do niego żal o te wszystkie okropne oskarżenia. Choć te wynikały z obaw mężczyzny, to jednak nie należało ich usprawiedliwiać. To był jak najbardziej niezdrowy objaw zazdrości ze strony nauczyciela. Poniekąd to jakże niegodziwe zachowanie pokazało, że bardzo mu zależy na tym związku. Angażował się, szalał, martwił, czasem wyolbrzymiał, jednak najczęściej tłumił to w sobie. Starał się pokazywać jedynie z jak najlepszej strony, aby ukochany widział w nim kogoś godnego siebie. Gdy obnażył to niekorzystne oblicze, wszystkie jego negatywne uczucia ujrzały światło dzienne. Zaczął obawiać się tego, że młodszy kochanek porzuci go, gdyż nie będzie gotów na jakiekolwiek ograniczenia. Bal w jego wieku sam starał się jak najbardziej korzystać z życia, dlatego też nie był specjalnie skory do związków. Tymczasem wymagał od osiemnastolatka wielu wyrzeczeń, aby dzięki temu samemu poczuć się pewniej. Chęć zamknięcia partnera w klatce i ukrycia go przed całym światem z każdą chwilą przeważała nad zdrowym rozsądkiem. I to już nie chodziło nawet o brak zaufania, brunet po prostu nie chciał, aby spojrzenia innych skierowane były na jego wybranka.
Próbował wysłuchać jego wyrzutów, był na nie w pewnym stopniu gotowy mentalnie, aczkolwiek nie miał zamiaru całkowicie się im poddać. Znał swoją winę i akceptował ją oraz konsekwencje z nią związane, jednocześnie czuł się ofiarą. Myśl, że mógłby zostać odtrącony przez chłopaka, za którym szaleje, paraliżowała go. Na całe szczęście otrzymał od niego słowa, jakie mogły go jedynie uspokoić. Ale nie oderwał twarzy od kolan nastolatka, zwłaszcza, że smukłe palce pieściły krótkie kosmyki. Tak drobny dotyk działał na niego kojąco. Zmrużył oczy, a nosem otarł się o udo różowowłosego.
Kolejne słowa wyjaśniające mu kwestię narkotyków zmotywowały go do podniesienia się z nóg chłopaka. Wiedzieli już, kto jest sprawcą całego zamieszania, zatem musieli działać. Baldric obiecał sobie w duchu, że nie pozostawi tej sprawy w takim stanie, dlatego zamierzał w ostateczności nawet samemu zmusić Stevena do złożenia zeznań. Nie odpuści gnojkowi, który tak bardzo zaszkodził jego kochankowi. Lecz w tej chwili zachowywał spokój, jeszcze rozkoszując się faktem, iż naprawili swoją relację. Pogodzili się, a to najważniejsze.
- Będziesz musiał zawiadomić o tym policję.
To był jego jedyny komentarz, ponieważ obawiał się większego wtrącania w sprawy ucznia. Tym razem zawierzy mu, jednak zawsze będzie przy nim, aby mieć pewność, że ze wszystkim sobie radzi. Właśnie taka taktyka będzie dla nich obu najlepsza.
- Ja byłem większym dupkiem - mruknął pod nosem, rzucając chłopakowi blady uśmiech. Wciąż czuł się niepewnie, choć zgoda przyszła im ze sporą łatwością. – Dałem się pokierować zazdrości, gdy powinienem był wykazać się większym zaufaniem. Poniosło mnie.
Zna już swoje przywary, zatem łatwiej mu będzie się z nimi uporać w przyszłości. Krok po kroku będzie się zmieniał, również z czasem zaczną sobie bardziej ufać. Staż związku ma wielkie znaczenie, w końcu na początku wszyscy zakochani czują się niepewnie.
Uniósł dłonie i otulił nimi twarz nastolatka, następnie powstał z klęczek i musnął jego wargi. Po chwili zajrzał mu ostrożnie w oczy, jeszcze nieco obawiając się tego, co może nastąpić. Wtedy też ponownie rozbrzmiała komórka Percy’ego. Może to telefon z komisariatu?
- Nie odbierzesz? - spytał z lekkim zaskoczeniem, nie odrywając od niego spojrzenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Sob Wrz 20, 2014 9:30 pm

Wiedział, że miał pełne prawo czuć złość, frustrację i  inne uczucia, które mógł zrzucić na nauczyciela by ten czuł się podle oraz źle, jednak nie chciał. Nie miał ochoty dłużej ciągnąć tych wszystkich oskarżeń i obrażać się w nieskończoność. Sam również nie szczędził kochankowi swoim zachowaniem. Trudno, słowa padły dużo wcześniej. Bolały, bo ciężko, aby brak zaufania mógł się okazać słodkością do przełknięcia, jednak trzeba było żyć dalej. Musieli się pogodzić, odbudować to co szybko zniszczyli i łatwo postawić na nowo co się da. Świeży związek, który potrzebował solidnych fundamentów par z długoletnim stażem. Lecz na sam początek musieli rozwiązać sprawę z narkotykami. Trzeba było udać się na komisariat i złożyć wyjaśnienia. Wiedział, że znowu gliniarze mu nie uwierzą. Z przymrużeniem oka i cwanym uśmieszkiem potakną i powiedzą, że wszystko sprawdzą. Steven się wyprze, bo tylko idiota przyznałby się do winy i sprawa zapisze się na koncie młodego Francuza. Możliwy wyrok, gdyż do rozprawy sądowej dojść może, gdyż wszystko zależy od zebranych materiałów dowodowych.
- Ale to nie będzie takie proste – powiedział, mając już przed oczami całą tę sytuację. Po śniadaniu będzie musiał ubrać się i znowu zataszczyć swoje zwłoki na komisariat. Miał nadzieję, że kochanek pojedzie z nim. Nie chciał kolejny raz denerwować się by tamci frustrację przypisywali przyznaniu się do winy. Był niewinny. Wiedział o tym. Narkotyki nie były jego i musiał to udowodnić. Nie miał pojęcia jak, ale zrobić coś musiał.
- Dobrze, nie rozmawiajmy już o tym. Serio, zapomnijmy o sprawie. Powinieneś mi ufać. Lubię, kiedy jesteś zazdrosny, bo wiem, że ci na mnie zależy. Jednak to trochę była przesada, ale rozumiem twoje obawy. – Gładził go spokojnymi ruchami po głowie, masując jego skórę głowy i czasem bawiąc się pojedynczymi pasmami włosów. Kiedy tylko usłyszał znowu telefon wiedział, że to zwiastuje kolejne nieszczęście. Zdawał sobie sprawę, co wyświetla mu się na wyświetlaczu i ile ma nieodebranych połączeń.
-  Bo wiem kto dzwoni. – powiedział spokojnie. Czuł w kościach, że kolejna zła wiadomość spadająca na ramiona Bala może się okazać przelaniem czary goryczy, a tego obawiał się najbardziej.
- Mój ojciec. Ma znajomego w policji, takie wiadomości szybko się rozchodzą. Wczoraj dzwonił, jak opętany i wysłał mi z piętnaście wiadomości o podobnych treściach. Jest wściekły i nie wie, gdzie jestem. Mam się z nim spotkać na komendzie – mruknął niezadowolony. Nie lubił się spotykać z ojcem zwłaszcza w takich sytuacjach, gdzie znowu będzie musiał  wysłuchać, jak bardzo jest złym synem, i jak go zawodzi i rozczarowuje. Spojrzał na swojego kochanka ponuro, pokazując tym samym całe swoje zmartwienie. Nie chciał, aby sprawa wyszła na jaw. Zwłaszcza, aby Baldric był w nią zamieszany. To by zaszkodziło jego karierze nauczycielskiej, ale także pogorszyło dobrą reputację.
- Może jednak będzie lepiej, jak tam sam pójdę. Nie będę cię ciągnął – powiedział, zerkając w stronę stygnącej jajecznicy. - Ale najpierw wypadałoby zjeść śniadanie. Zobaczymy, jak ci wyszły jajka – odparł bardziej neutralnie, chcąc choć na chwilę nie myśleć o tym wszystkim co czeka go na komendzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Nie Wrz 21, 2014 8:26 pm

Podejrzewał, że cały ten Steven nie przyzna się ot tak do winy, w końcu z jakiegoś powodu podrzucił własnemu koledze te prochy. Entuzjazm nauczyciela na sprawiedliwie zakończenie tej sprawy szybko przygasł, ponieważ powoli zaczynał rozpatrywać wszystkie jej aspekty bardziej realnie. Ale w głębi ducha wciąż się łudził, że wszystko będzie dobrze – on nigdy nie tracił nadziei, choć zdążył już przez te wszystkie lata poznać życie. Te często go doświadczało, aczkolwiek przyszło mu udźwignąć te ciężary, które los rzucał mu na barki. Delikatnie pogładził opuszkami policzek kochanka, chcąc doda mu w ten sposób otuchy. Chłopak potrzebował teraz zdecydowanie bardziej niż bezsensownej kłótni, jaką zdążył mu zapewnić starszy partnera. Z tego powodu Baldric starał się bardziej przy całym tym wspieraniu Percy’ego.
Choć jego wina została mu wybaczona, to jednak wciąż czuł się za ten gwałtowny wybuch zazdrości. Tak nagle wybuchł, kiedy to powinien był zachować spokój. Lecz nie miał zamiaru już o tym mówić, kiedy wreszcie się pogodzili. Z ulgą przyjmował czułe gesty nastolatka, w końcu tak rzadko się zdarzało, aby ktoś głaskał go po głowie i to na dodatek w tak przyjemny sposób. Sielanka jednak nie mogła trwać długo, bo rozdzwonił się telefon, którego nikt nie miał zamiaru odebrać. Brunet przeczuwał, że może to być zły znak i nie pomylił się. Słowa młodego Francuza potwierdziły jego obawy – o wszystkim dowiedział się jego ojciec. To już nie chodziło o rodzinną awanturę, wściekły rodzic mógł przecież zabrać chłopaka ze szkoły, aby mieć nad nim większą kontrolę. Wizja ta przeraziła trenera. Orientował się, że starszy Debreu jest filmowcem i ma spore wpływy, jednak nigdy by nie pomyślał, że ma znajomości nawet w brytyjskiej policji.
- Musisz mu wszystko wyjaśnić – wyrzucił z siebie po pewnym namyśle mężczyzna. – Wiem, że się nie dogadujecie, jednak to twój ojciec, więc na pewno stanie po twojej stronie.
Spojrzał na niego, a w jego oczach na pierwszy plan wybijała się troska o niego i jego przyszłość. Przy takiej ilości narkotyków nikt nie wyciągnie większych konsekwencji prawnych, jednak sama sprawa była dość niewygodna i kłopotliwa. I bardziej martwiły konsekwencje, jakie może wyciągnąć rodzic oskarżonego, niż jakikolwiek sąd.
- Nie puszczę cię tam samego. I nie dam ci stąd wyjść z pustym żołądkiem.
Posłał mu ciepły uśmiech i w końcu podniósł się z klęczek, by usiąść naprzeciw kochanka. Miał przed sobą własny talerz z jajecznicą, jednak skupił się na porcji chłopaka. Delikatnie chwycił widelec i nabił niego kawałek jajka, po czym podsunął go pod usta różowowłosego. Po wydarzeniach ostatniej nocy nie było to tak wielce romantyczne, jednak chciał choć na chwilę zapomnieć wraz z Percy’m o tych wszystkich nieprzyjemnościach. Troszkę muszą się rozluźnić przed kolejną konfrontacją z funkcjonariuszami na komisariacie.
- Otwórz buzię i daj mi się nakarmić – rzucił w jego stronę nieco rozbawiony, po czym uśmiechnął się kącikami ust. Trochę normalności im nie zaszkodzi, choć chłopak mógł nie mieć ochoty na podobne zachowania.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Pon Wrz 22, 2014 6:25 pm

Warto mieć nadzieje. Ona umierała ostatnia. Jednak często mówiło się, że nadzieja jest matką głupich. Percy za głupiego się nie uważał i nie mógł wszystko pozostawić w jej rękach, gdyż najprawdopodobniej na swoim koncie miałby wyrok w zawieszeniu bądź nadzór kuratora, o ile dobrze by poszło. Miał pewien pomysł co zrobić ze Stevenem, jednak na sam początek warto było zadbać o szczegółowe złożenie zeznań, które będą przemawiały w dalszym postępowaniu na korzyść poszkodowanego, w tym osiemnastolatka.
Telefon od ojca nigdy nie oznaczał niczego dobrego. Mężczyzna ten miał wiele wpływowych kontaktów w całym mieście, gdyż wszyscy pragnęli poznać taką osobistość, jaką był Aaron Debreu. Percy już czuł w kościach, że to spotkanie będzie katastrofą. Zawsze było. Tym razem nie mogło być inaczej. Apokalipsa zbliżała się wielkimi krokami, dmuchając na kark Francuza swoim zimnym oddechem.
- Baldric. On nie stanie po mojej stronie. Nawet nie będzie mnie chciał słuchać. Skoro chce się spotkać na komendzie to: albo wziął swojego najdroższego prawnika, który załagodzi całą sprawę i ją zatuszuje albo da komuś w łapę sporo gotówki, aby wszystkie dowody przeciwko mnie nagle jakimś cudem wyparowały – powiedział spokojnie patrząc na kochanka. Znał swojego ojca. Jego zagrywki były tak dobrze mu znane. Wielokrotnie posługiwał się swoimi sztuczkami przy osiemnastolatku. Jego ojciec nie potrafił inaczej załatwiać spraw, a wyjście na jaw faktu, że syn znanego producenta filmowego może być zamieszany w aferę narkotykową przysporzyłoby tylko złą reputację, na którą on – szanowany biznesmen – nie mógł sobie pozwolić. Wiadomym jest, że prasa lubi niektóre fakty podkolorować, chociażby dorobić nagłówek: Percy Debreu – zamieszany w dilerkę narkotyków w jednej ze znanych placówek w Londynie. Zapewne takimi myślami kierował się jego ojciec, który chciał, jak najszybciej przyciszyć sprawę dopóki ona jeszcze nie była zbyt głośna.
- Nie chce iść tam sam, ale też nie chcę, abyś ty poszedł ze mną. Mój ojciec nie przebiera w słowach i w środkach. On wie, że się z kimś spotykam, dawno miał do mnie o to pretensje, jednak teraz będzie to wasze pierwsze spotkanie. Jesteś pewien, że jesteś na nie gotów? – zapytał, gdyż wątpił, że Bal pragnie aż tak angażować się w rodzinne spory Percivala. Ogólnie chłopak miał poczucie, że ich związek to coś silnego, ale nie na tyle poważnego, by o niego walczyć czy się starać, gdyż zawsze za plecami były jakieś obawy. A przecież w miłości, kreską łamane, w związkach nie ma czegoś takiego, jak niepewność czy strach. Wolał jednak o tym nie wspominać, bo mogłoby to wywołać kolejną kłótnię, tym razem z winy chłopaka. Nie chciał słuchać o kolejnych zapewnieniach. On nigdy nie wierzył w słowa, a w czyny. Wolał obserwować.
- Zjedzmy tę jajecznicę, wygląda całkiem nieźle – powiedział, otwierając usta i pozwalając się karmić. Nie miał nic przeciwko chwilowemu oderwaniu się od ponurej rzeczywistości, która kazała mu zejść na ziemie, a nie błądzić gdzieś pomiędzy australijskimi falami. Musiał przyzwyczaić się do myśli, że nawet optymiście zdarzają się upadki, bez względu na wyjątki. Skończył śniadanie, napił się kawy. Mocny zastrzyk kofeiny postawił go na nogi po nieprzespanej nocy.
- To co idziemy? Mam tam być na jedenastą – odparł, zbierając z kanapy swoją bluzę, którą ubrał na siebie. Trudno, drugi dzień z rzędu będzie wałęsał się w tych samych ubraniach, jednak w mieszkaniu nauczyciela nie posiadał ani jednej swojej rzeczy, w którą mógłby się przebrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Pią Wrz 26, 2014 4:22 pm

Starszy Debreu w umyśle nauczyciela przedstawiał się niczym prawdziwy potwór bez grama uczuć, który musi mieć wszystko pod kontrolą – taki obraz stworzył na podstawie opisów młodszego kochanka. Aczkolwiek wciąż nie chciało mu się do końca wierzyć w to, że jakikolwiek ojciec byłby w stanie traktować własnego syna w tak nieczuły sposób. Nawet wśród kadry nauczycielskiej wiele słyszał niepokojących plotek o tym człowieku, jednak wydawało mu się, że są one wynikiem sławy reżysera. W słowach nastolatka słyszał żal do rodzica o to, że ten nie zwraca uwagi na jego uczucia, jednocześnie wyłapywał w nich pewną nadopiekuńczość u obcego sobie mężczyzny, lecz ta jest okazywana w dość pokrętny sposób. Może ojciec Percy’ego chce mieć na niego wpływ, ponieważ obawia się konsekwencji tych wszystkich błędów młodości swojego dziecka? To, że chce zatuszować sprawę z narkotykami nie wyglądało jak przejaw ogromnych uczuć, również wydawało się to nielegalne, ale każdy rodzic zrobi, co tylko może, aby pomóc latorośli. Równocześnie rozważał opcję, według której właściciel słynnej wytwórni filmowej próbuje ukryć ten skandal w obawie przed atakiem dziennikarzy. Jeśli osiemnastolatek rzeczywiście prawidłowo osądza ojca, to zapewne jest to najlepsze wytłumaczenie dla jego nagłej troski.
- Może źle wszystko odbierasz? Nawet jeśli posunie się do dania łapówki, to czy nie będzie tego robił dla twojego dobra? Gdybym miał takie wpływy, też spróbowałbym ci pomóc, zwłaszcza, że to nie twoje prochy. Taka pierdoła może ci tylko w przyszłości zaszkodzić, bo będzie gdzieś tam w aktach.
Nieco żałował, że jest tylko zwykłym nauczycielem, który niewiele może. W tej chwili chciałby być bardziej pomocny, co wcale nie wynikało z poczucia winy za tę całą kłótnię, po prostu chciał być kimś, w kim jego kochanek może odnaleźć oparcie. Tym razem zawiódł na całej linii, czego jeszcze nie potrafi sobie wybaczyć. Ale z czasem może jakoś o tych nieprzyjemnościach z ostatniej nocy zapomną.
Kiedy dowiedział się, że na komisariacie spotka jego ojca, trochę się przeraził, ponieważ kompletnie nie wiedział, jak miałby się przedstawić. Zgrywać odpowiedzialnego nauczyciela czy partnera o pokaźnym doświadczeniu życiowym? Niby Aaron Debreu już wie, że jego syn z kimś się umawia, ale czy orientuje się z kim? Już sam wiek wydaje się ogromną przeszkodą, a co dopiero fakt, iż jest nauczycielem! Ale uśmiechnął się – wyraźnie robił dobrą minę do złej gry.
- Powiedziałem już, że z tobą pójdę i słowa dotrzymam. Nie zostawię cię z tym wszystkim samego.
Komplement wobec jajecznicy sprawił, że na twarzy Baldrica zagościł uśmiech. Jajecznica wcale nie wyglądała jakoś rewelacyjnie, choć i najgorzej też się nie prezentowała. Była taka normalna. Mężczyzna wsunął widelcem do ust chłopaka jeden kęs, potem drugi, ale zaprzestał go karmić już przy trzecim, bo sam musiał zjeść jajecznicę. Szybko opróżnili talerze i kubiki z kawą.
- Idziemy – odpowiedział na jego pytanie.
Odniósł szybko brudne naczynia do kuchni i pozostawił je w zlewie, po czym wrócił do saloniku, gdzie dopadł klucze, telefon i portfel. Mieli półtorej godziny, by dotrzeć na komisariat. Założył buty i zaraz otworzył drzwi, puszczając chłopaka przodem. Wyszli z budynku i skierowali się na przystanek, aby tam złapać autobus, który zawiózłby ich w okolice komisariatu.

[z/t]x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chris

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Wto Kwi 14, 2015 9:35 pm

Dzień jak co dzień. No, może prawie. Jak zwykle nocka nie przespana, przez co ma ogromne wory pod oczami oraz podkrążone źrenice po narkotykach. Większość część dnia spędził w sali, ćwicząc różnego rodzaju choreografie na ekstazie. Było tam dużo dynamiki oraz pozytywnej energii. Bardzo lubił tańczyć, z miłą chęcią mógłby zajmować się tym do usranej śmierci. Jednak z jego zawodem prędzej czy później będzie musiał zmienić zawód, ponieważ nie wyrobi finansowo. I tak już za mało je, co jest raczej widoczne. Ale i tak prezentuje się znakomicie.
Nadszedł wieczór, a tym samym zaczynała się jego zmiana w pracy. Zawsze był na miejscu dobre dwadzieścia minut przed czasem, aby móc wcześniej wziąć trochę towaru, który zabrał ze sobą z domu. W końcu bez narkotyków nie ma zabawy, nie?
Wszedł na scenę jak zwykle skąpo ubrany, rozpoczynając swój taniec. Tańczył naprawdę dobrze. Przede wszystkim kusił swoim ciałem klientów, a oto przecież głównie chodziło. Zbierał od cholery napiwków, dostawał miłe dla ucha uwagi odnośnie jego ciała czy tańca, a także dostawał niejakie propozycje do łóżka, na które niechętnie odmawiał. W końcu był w pracy, a jego pracą był taniec, nie puszczanie się na prawo i lewo.
Koniec końców nadszedł koniec jego zmiany. Zawsze tracił poczucie czasu, toteż zwykle dziwiło go, kiedy dowiadywał się, że musi schodzić ze sceny. Od razu udał się do szatni, a tam przebrał się w swoje codzienne ubranie. Czarna koszulka z jakaś gołą, seksowną laską, szara zasuwana bluza z kapturem, czarne jeansy oraz granatowe trampki. Zarzucił na siebie jeszcze czarny cienki płaszcz, którego nie zapiął, założył sportową torbę przez ramię i udał się w stronę wyjścia, zakładając kaptur na głowę. Poszedł od razu w jakąś ciemną uliczkę, aby się jeszcze minimalnie doprawić... Po tej czynności absolutnie nie chciało mu się wracać do domu, więc udał się w stronę swojego ulubionego klubu. Niestety, coś a raczej ktoś zastąpił mu drogę. Był to sporych rozmiarów facet. Z pewnością był silniejszy od białowłosego, więc nawet nie chciał wdawać się z nim w jakiekolwiek konflikty.
Los chciał jednak inaczej. Poszedł z nim na spacer, bo go oto poprosił. Nie czuł się przy nim bezpiecznie, ale też bał się odmówić mu czegokolwiek. Szczególnie kiedy jest na prochach i nie jest wstanie trzeźwo myśleć. Rozmawiali, a raczej to brunet gadał, a Chris słuchał. Ostatecznie doszli do jakiegoś nieporozumienia, co odbiło się niebawem na Danielu. Nie dość, że mężczyzna chciał go zgwałcić, to jeszcze brutalnie pobił. Oczywiście bronił się jak tylko potrafił, ale niewiele mógł zdziałać, kiedy wyraźnie czuł, że jego mięśnie odmawiają mu pełnego posłuszeństwa. Coś jednak spłoszyło faceta tak, że uciekł, pozostawiając białowłosego samego sobie. Leżał na ziemi z połamanym nosem i najprawdopodobniej żebrami. Generalnie chciał zwrócić wszystko, co dzisiaj zjadł. Nie miał pojęcia jak teraz wróci do domu, ponieważ nawet nie miał siły, aby wstać na równe nogi. Chyba będzie leżał tutaj aż do momentu, kiedy ktoś nie zwróci na niego uwagi, bo nie ma opcji, aby teraz wstał, o nie.

_________________
Love is killing me so sweet,
like the torture that I need, for my way back home.
Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!



Love destroy my chroming soul
see the gas ships sail back hope
to another world

Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!

Hurt... when I'm close to you...
Hurt me!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Wto Kwi 14, 2015 10:55 pm

Dzielnica, w której wynajmował mieszkanie w jednej z kamienic, nie należała do najprzyjemniejszych, zwłaszcza nocą. Po okolicy nawet za dnia kręcili się w mniejszych grupkach młodzi mężczyźni pozbawieni zasad, lecz pod osłoną ciemności pozwalali sobie na coraz więcej. Kradzieże, pobicia, wandalizm, a wszystko pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Już kilka ulic dalej od starego budynku, będącego oazą dla mężczyzny, znajdowały się podejrzane lokale, gdzie równie mocno podejrzani ludzie załatwiali swoje szemrane interesy. Baldric osobiście trzymał się od takich miejsca z daleka, lecz plotki o nich dochodziły nawet do uszu osób niezainteresowanych tą materią. Nie był całkowitym ignorantem i zdawał sobie sprawę z zagrożeń, mimo to pozostawał spokojny o swój los, nawet jeśli decydował się wychodzić czy wracać do siebie późnymi lub bardzo wczesnymi godzinami. Jest dorosłym, postawnym mężczyzną, dlatego mało kto miałby ochotę na niego napaść, choć w kilka osób już z powodzeniem mogłoby się na niego zaczaić. Jednak ludzie w obrębie kilku ulic kojarzyli go i może nawet lubili, więc nie szykowano żadnych działań w celu wyeliminowania go. Był więc bezpieczny.
Kolejny raz zdarzyło mu się wracać praktycznie nad ranem, bo po trzeciej, do swojego małego mieszkanka. Sporą część nocy spędził na piciu ze znajomymi, czego zresztą nie żałował. W wesołym humorze, co sygnalizowało pogwizdywanie radosnej melodii, kierował się ku tej jednej konkretnej kamienicy, musiał tylko wyjść zza rogu. Kiedy już tego dokonał, przed drzwiami wejściowymi dostrzegł leżącego mężczyznę, a gdzieś w dali zauważył oddalający się cień. Oświetlenie ulicy było słabe, dlatego postać szybko mu znikła z pola widzenia. Skupił się więc na poszkodowanym i natychmiast przyklęknął przy nim z zatroskanym wyrazem twarzy. Od razu zauważył płynącą z nosa krew na twarzy, która w sporej części przysłonięta była przez długie włosy o białym odcieniu. Bardzo ostrożnie odgarnął je, by móc otwarcie zajrzeć w oczy nieznajomego.
- Czy wszystko w porządku? – spytał w pierwszej kolejności, zaraz karcąc się za to idiotyczne pytanie. Przecież widać, że nic nie jest w porządku. – Co się stało? Został pan napadnięty?
Ofiara wydawała się oszołomiona, z kolei jej ciało pozostawało nieruchome, choć uniesione powieki jednoznacznie wskazywały, iż ten osobnik jest przytomny. Pokryty krwią nos prezentował się okropnie, właściwie cała ta smukła postać wyglądała jak siedem nieszczęść. Poszarpane, ubrudzone krwią i nieczystościami chodnika ubranie, torba z pękniętym paskiem na ramię. Cornwell przyjrzał się dokładnie ciału, z ulgą stwierdzając, że nie ma nigdzie jakiegoś obfitego krwawienia, zatem długowłosy nie był poważnie ranny. Dzięki tej obserwacji nie zastanawiał się długo, po prostu wsunął torbę w dłonie napadniętego mężczyzny, następnie wziął go na ręce i wniósł na klatkę schodową kamienicy, po czym wniósł na drugie piętro. Nieporęcznie było mu operować kluczami przy zamku, ale w końcu otworzył drzwi mieszkania. Pobitego położył na czerwonej kanapie, choć zaraz spróbował ulokować go w pozycji siedzącej, po czym powrócił do drzwi i zamknął je. Zaraz przeszedł do kuchni, sąd przyniósł apteczkę, w której miał okłady chłodzące, plastry, bandaże i leki przeciwbólowe.
- Czy boli pana coś jeszcze poza nosem?
Troska w jego głosie pojawiła się naturalnie. Delikatnie pochwycił palcami kształtny podbródek swojego nieoczekiwanego gościa i uważnym spojrzeniem zlustrował nos. Miał tylko nadzieję, że ten jednak nie okaże się złamany. Kątem oka zauważył rozcięcie na dłoni, na całe szczęście płytkie. Jednak wyciągnął wodę utlenioną z apteczki i z wyczuciem przemył ranę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chris

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Sro Kwi 15, 2015 1:40 pm

Umierał. Przynajmniej tak w tym momencie czuł się mężczyzna. Nie wiedział, co go boli bardziej. Okolice splotu słonecznego? Nos, żebra? Doprawdy, trudno było mu to teraz stwierdzić. Nie spodziewał się takiego zwrotu akcji. Dzień... Noc zapowiadała się przyjemnie. Dlaczego w jednej chwili musiało się zawalić wszystko? Gdyby chociaż nie był na sporej ilościach prochów... Jednak nałóg jest silniejszy. Naćpał się, przez co był bezsilny wobec tamtego mężczyzny. Nie myślał trzeźwo, a mięśnie i tak nie chciały z nim współpracować. Został więc pobity i o mały włos zgwałcony, o czym świadczy lekko zadarta koszulka oraz pęknięty pasek przy torbie. Fakt faktem, lubi seks, czerpie z tego niesamowitą przyjemność, ale gwałt zawsze pozostanie gwałtem, a w tym wypadku jego próba. Psychika jeszcze bardziej została mu zniszczona. Chciał już być u siebie w domu, w ciepłym łóżku. Po prostu chciał do siebie, nic więcej. Zamiast tego leżał na ziemi i póki co zwijał się z bólu, mamrocząc coś od czasu do czasu do siebie pod nosem. Próbował wstać na równe nogi, jednakże wychodziło mu to z marnym skutkiem. Jego ciało wręcz drżało ze strachu.
Białe włosy zakrywały większą część twarzy, bowiem były rozpuszczone. Krew, która ciągle płynęła z jego nosa, zafarbowała jego włosy, przez co miejscami lepiły się od całego brudu. Powoli tracił w wiarę ludzkość i nie mógł uwierzyć w to, że nikt o tej porze nie chce wrócić do domu z jakiejś imprezy. Zaraz... Czy to zbliżający się cień? W głowie białowłosego powstała iskierka nadziei. Jakiś mężczyzna zainteresował się stanem Daniela, z pewnością dlatego, że leżał pod kamienicą, w której mieszkał. Kiedy odgarnął jego włosy, on poruszył gałkami ocznymi, aby spojrzeć na swojego rycerza.
"Czy wszystko w porządku?" Tak proszę pana, jest zajebiście. Przeszło mu przez myśl, jednak nic na ten temat nie powiedział. Przytaknął mu głową na słowa, dając tym samym znać, że mimo wszystko żyje i jakoś kontaktuje. Zaraz jednak wykrzywił minę w przypływie kolejnej fali bólu. Pod dłoniami poczuł swoją torbę, którą zresztą złapał w dość zaborczy sposób. Niespodziewanie znalazł się na rękach nieznajomego, tym samym żebra dały bardziej o sobie znać. Syknął cicho z bólu. Aż nie wiedział czy ma protestować głownie przez sam strach. Ale nawet na to nie miał siły, więc grzecznie pozwolił siebie zanieść do jego mieszkania.
Dostrzegł, że sprawia mu nieco problemu, szczególnie przy otwieraniu drzwi, ale jakoś nie bardzo się tym przejął. W końcu był "umierający". Całkiem zgrabnie jego zbawca poradził sobie z drzwiami, a zanim się obejrzał, Chris znalazł się na kanapie. Po raz kolejny poczuł solidny ból w żebrach, szczególnie wtedy, kiedy mężczyzna starał się usadzić białowłosego na kanapie. Oddychał ciężko, w sumie sapał przez usta, delikatnie pochylając głowę do przodu, coby nie nażarł się krwi cieknącej z nosa. Ostrożnie dłonią zakrył nos, aby przypadkiem nie zabrudzić jakiegoś mebla mężczyźnie. Ale i tak krople krwi skapywały na podłogę oraz na czerwoną kanapę. Widać, że solidnie oberwał. Nie ma bata, żeby jego cudowny (już nie) nos nie był złamany.
Facet niebawem do niego wrócił z apteczką w rękach. Mimo tego ten i tak spojrzał na niego z pewną niekontrolowaną wrogością w oczach, kiedy przy nim przykucną i chciał obejrzeć nos. Dłoń przy nosie drżała jak nigdy. Generalnie wyglądał jak wystraszony kot. Niechętnie odsunął rękę od wspaniałego nosa, aby tamten mógł czynić swoją powinność. Nawet nie dostrzegł cięcia na drugiej dłoni. Zauważył je dopiero jak Baldric zaczął oczyszczać ją wodą utlenioną.
- Żebra napieprzają - wychrypiał pod nosem, lustrując uważnie każdy ruch obcego mu mężczyzny. Nie chciał tutaj być, nie czuł się w tym miejscu dobrze, mimo tego, że on chciał mu tylko pomóc.
- Niech Pan zadzwoni po taksówkę - brzmiało to jak nieudany rozkaz, ale co się dziwić, skoro facet ledwo żyje.

_________________
Love is killing me so sweet,
like the torture that I need, for my way back home.
Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!



Love destroy my chroming soul
see the gas ships sail back hope
to another world

Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!

Hurt... when I'm close to you...
Hurt me!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Sro Kwi 15, 2015 6:15 pm

Choć we wszystkich swoich działaniach wobec białowłosego starał się być niezwykle ostrożny, to jednak nieumyślnie zadawał mu ból. Właściwie, każdy jego pomocny ruch narażał poszkodowanego na dotkliwe odczuwanie skutków pobicia. Nieznajomy ledwo oddychał i czynności tej dokonywał przez usta, ponieważ nos był zbyt mocno uszkodzony. Już po obfitym krwawieniu Bald stanowczo stwierdził przed samym sobą, że nos jest złamany. Zatem nie obejdzie się bez wizyty w szpitalu, właściwie powinni jechać do niego natychmiast lub chociaż zawiadomić pogotowie o przypadku pobicia i potrzebie przysłania karetki. Przecież istnieje podejrzenie krwotoku wewnętrznego czy wstrząsu mózgu! Nauczyciel bezmyślnie wziął obcego sobie człowieka do domu, kiedy powinien był powiadomić odpowiednie służby o całym tym niepokojącym zajściu. Teraz starał się zagwarantować prowizoryczną pomoc ze swojej strony, nie przejmując się śladami krwi na kanapie czy podłodze. Najważniejsze było zdrowie pobitego mężczyzny. Lecz szybko do jego głowy wkradły się myśli, że swoim brakiem profesjonalizmu mógł mu bardziej zaszkodzić niż pomóc. Wystraszył się nie na żarty skutkami swojej nadgorliwości w udzielaniu pomocy.
Cornwell musiałby być ślepy, żeby nie zauważyć nieufnego spojrzenia, które zostało w niego wycelowane. Zachował jednak spokój, choć przy wzmiance o żebrach szczerze się zaniepokoił. Zanim pomyślał, już zdążył ostrożnie podciągnąć górne partie ubrań, dzięki czemu dostrzegł ślady uderzeń, a raczej mocnych kopnięć na brzuchu i przy żebrach. Bardzo delikatnie przesunął opuszkami palców po już siniejących fragmentach skóry. Przy tym geście wstrzymał oddech, wielce wstrząśnięty samym już widokiem. Wiedział, że w okolicy grasując małe grupki zajmujące się pobiciami, ale wolał ignorować problem. Musi to zmienić, musi wreszcie zacząć otwarcie reagować nie tylko w sytuacjach, kiedy ma namacalne dowody na agresję sfrustrowanych, młodych ludzi. Nie mógł być pewien, czy długowłosy został pobity przez jakiegoś z okolicznych rzezimieszków, jednak nie mógł wykluczyć takiej możliwości.
- Przepraszam – wyrzucił z siebie szybko i wycofał dłoń. – Ma pan rację, powinienem zadzwonić po taksówkę. Natychmiast zawiozę pana do szpitala.
Wpadł w lekki popłoch, lecz wystarczył mu rzut okiem na pobitego osobnika, żeby wziął się w garść. Musi się uspokoić, nie może wprowadzać nerwowej atmosfery. Wyciągnął komórkę z kieszeni spodni i wybrał odpowiedni numer, po czym połączył się dystrybutorem, który zapewnił go, ze taksówka przyjedzie za jakieś dwadzieścia minut. Tymczasem Baldric pognał do łazienki po czysty ręcznik, który zamoczył w ciepłej wodzie, aby nawilżony materiał niezwykle subtelnie przyłożyć do krwawiącego nosa. Szybko przekazał zadanie tamowania krwawienia samemu poszkodowanemu. Zapewne po pobiciu nieznajomy nie chciał być dotykany przez innego mężczyznę niezależnie od jego intencji.
- Jeśli mogę dla pana cokolwiek zrobić, proszę mi śmiało powiedzieć.
Może w tym przypadku zabrzmiał nieco zbyt usłużnie, jednak naprawdę chciał pomóc. Niewiele może zrobić, ale z pewnością jest coś, w czym może okazać się przydatny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chris

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Sro Kwi 15, 2015 7:12 pm

Doceniał pomoc, którą udzielił mu mężczyzna, mimo iż średnio to ukazywał. Gdyby nie on, z pewnością do białego rana leżałby przy tej kamienicy gdzieś pod ścianą. Cale szczęście, że do chłodnego powietrza jest przyzwyczajony, toteż delikatny mróz nie byłby mu straszny. Gorzej jakby zaczęło padać, a szanse na deszcz są tutaj dosyć spore.
Niestety, jakikolwiek dotyk czy chociażby ruch powodował kolejną falę nieprzyjemnego bólu na smukłej sylwetce mężczyzny. Nawet jeśli ów dotyk był w dobrej intencji i obchodzono się z nim jak z porcelanową laleczką, to mimo wszystko i tak cholernie go bolało. Uroki pobicia oraz całkowitej bezbronności.
Generalnie wezwanie karetki byłoby dobrą opcją, gdyby nie fakt, że Christopher jest naćpany jak nikt inny. Lekarze bez problemu stwierdzą, że jest ćpunem, tym bardziej jeśli zechcą zrobić badanie krwi, a z pewnością do tego dojdzie widząc jak bardzo ma podkrążone oczy i nie tylko. Już widzi jak będzie musiał tłumaczyć się przed policją, a w najgorszym wypadku trafi do pudła za posiadanie narkotyków. Po prostu cudownie.
Bardzo mu się nie spodobało, kiedy bez zgody Daniela, obcy człowiek podwinął jego górną część ubrania i po prostu sobie jeździł dłońmi po biednym ciele. Nie obchodził go fakt, że mógł to robić ze względów... Jakich względów? Nie miał prawda i koniec. Nic dziwnego, kiedy jego kolejne słowa jakie padły, było zwykłe "odwal się", chcąc już odtrącić jego dłonie, jednak gwałtowny ruch spowodował kolejny ból, na który siarczyście przeklną. Parę godzin wcześniej nie przeszkadzałoby mu to, gdyby Baldric zechciał sobie go po prostu pomacać. Ale teraz? Teraz był drażliwy na wszystko i wszystkich i najchętniej rozwaliłby cokolwiek, aby tylko rozładować swoje negatywne emocje. Z tańcem i z seksem będzie mógł się pożegnać na najbliższy tydzień czasu, jak nie więcej.
Oczy mu się bardziej otworzyły, kiedy mężczyzna wspomniał o szpitalu. Tam z pewnością nie pojedzie, nie chciał trafić za kraty. Nie znał się za bardzo na prawie, ale domyślał się, że szpital ma obowiązek powiadomić policję, jeśli ktoś zażywał jakiś narkotyk. Nie uśmiechało mu się do głupiego tłumaczenia się, tym bardziej, że i tak nic konkretnego nie wymyśli na poczekaniu. Nie w takim stanie, jakim był. Chciał się poderwać, aby wybić mu ten "głupi" pomysł z głowy, jednak kolejny ruch znowu przysporzył mu nowego bólu.
- Nie, nie trzeba na pogotowie, nie czuję się aż tak źle - zrobił chwilową przerwę, bo czuł, że dłuższe zdania sprawiały mu niejaki problem. Tak na marginesie przez złamany nos całkiem zabawnie teraz mówił - Wystarczy zawieźć mnie do domu, dalej sobie poradzę - dodał po pauzie, spoglądając teraz uważnie na twarz nieznajomego.
Spodziewał się protestów, bo w sumie sam wiedział, że lekarz jest mu teraz niezmiernie potrzebny. Jednak miał swoje obawy, przez co wolał już 'umierać' dłużej u siebie w mieszkaniu niż szybciej w szpitalu. Siedział cicho, kiedy mężczyzna zadzwonił po taksówkę. Słuchał tego, co mówił do osoby po drugiej stronie, a zaraz po rozmowie Cornwell znowu gdzieś zniknął. Tym razem poszedł po ręcznik, który zamoczył w wodzie i dał go Danielowi od razu po powrocie. Wziął od niego okład i trzymał przy nosie. Teraz przynajmniej nie brudził mu mebli, a może krwawienie z nosa zaraz ustanie.
- Tak, może pan zawieść mnie do domu, nie na pogotowie - uparcie był przy swoim, a widząc po jego minie nie zamierzał zmieniać swojego zdania - I mogę prosić o zimny okład na kark - dodał jeszcze z niejaką chrypką w głosie.

_________________
Love is killing me so sweet,
like the torture that I need, for my way back home.
Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!



Love destroy my chroming soul
see the gas ships sail back hope
to another world

Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!

Hurt... when I'm close to you...
Hurt me!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Pią Kwi 17, 2015 9:04 pm

Agresywna odpowiedź na dotyk nie zraziła mężczyzny, ponieważ sam doskonale wiedział, że zasłużył sobie na naganę. W takiej chwili jakikolwiek kontakt z bladą skórą przynosił ból, jak i wydawał się niestosowny, ponieważ długowłosy z całą pewnością nie chciał tuż po pobiciu wchodzić w interakcję z obcymi dłońmi. Baldric szczerze martwił się o nieznajomego, ponieważ zasinienia w okolicach żeber sugerowały pęknięcia lub złamania. Również niepokoił go ciężki oddech, który mógł być skutkiem nie tylko złamanego nosa. Istnieje możliwość, że nie może brać swobodnych wdechów z powodu bólu w klatce piersiowej, to z kolei wróżyło wielkie dolegliwości dla smukłego ciała. Właśnie dlatego nauczyciel spojrzał w niewymownym szoku na rozmówcę, kiedy ten zdecydował się nie jechać do szpitala. Na pewno i on zdawał sobie sprawę z własnego stanu, a mimo to nie chciał skonsultować się z lekarzem w sprawie swojego zdrowia, a może nawet życia. Oczywiście, brunet nie miał prawa go osądzać, lecz w myślach kompletnie nie pojmował tak kontrowersyjnego zachowania albinosa. Czyżby nie był ubezpieczony? A może obawia się szpitali nawet w tak niekorzystnym dla siebie położeniu?
Gospodarz uciekł ze skromnego saloniku i udał się do łazienki z ręcznikiem, a gdy z nim wrócił, musiał pomyśleć o okładzie na kark. Jednak jego umysł dryfował wokół wznowionej prośby o odwiezienie poszkodowanego do domu. krzesło jasna Bald nie wyobrażał sobie, aby miał go ot tak zostawić samego. Sumienie nie pozwalało mu na podobny uczynek. Wziął się w garść i złapał za okład chłodzący leżąc w apteczce, po czym bardzo ostrożnie otworzył go i odgarnął długie włosy na prawe ramię, po czym ułożył okład na długiej szyi. Jeśli boli go kark, to jest to kolejny powód za, aby udać się do najbliższego szpitala. Tej sytuacji nie można zignorować, przecież mogło dojść do jakichś poważnych uszkodzeń wewnętrznych!
- Musimy udać się do szpitala – wyrzucił z siebie z wielkim zaangażowaniem, nie odrywając spojrzenia ciemnobrązowych oczu od długowłosego. -[b] W przypadku zagrożenia życia żaden lekarz nie odeśle cię z kwitkiem, więc jeśli chodzi o brak ubezpieczenia, to nie musisz się tym martwić.
Chciał jakoś go uspokoić, zapewnić mu komfort fizyczny, lecz chyba nie szło mu to najlepiej, skoro od początku swą pomocnością jedynie drażnił ofiarę pobicia.
- Sam sobie nosa nie nastawisz, musi to zrobić lekarz – dodał kolejny argument, który powinien uderzyć w racjonalność drugiego mężczyzny. – A jeśli żebra są złamane, mogą nawet przebić płuco, zdajesz sobie z tego sprawę?
W takiej kwestii nie potrafiłby żartować. Musiał poczekać na odpowiedź albinosa, więc wpatrywał się w niego jak najbardziej intensywnie, jakby takowym spojrzeniem chciał mu uświadomić wszelkie powikłania wynikające z tego bezprawnego ataku nocą na ulicy. Nie odpuści, podejdzie do sprawy z równym uporem co rozmówca i przekona go do udania się do szpitala.
- Proszę, pomyśl o swoim zdrowiu.
To była żałosna próba z jego strony. Czuł się głupio, naciskał na obcego człowieka, lecz robił to dla jego dobra. Jeśli poczuje się przez to winny, jeszcze się podda z przekonywaniem go do własnych racji, a na to nie może sobie pozwolić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chris

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Sob Kwi 18, 2015 11:27 am

Szczerze nie wiedział, jak bardzo kolorowy jest na ciele. Ale wnioskując po minie mężczyzny może domyślać się, że jednak trochę jest, co zresztą odczuwa, wykonując jakikolwiek ruch. Nawet dłonie bruneta przysparzały mu niejakiego bólu. Jest z nim naprawdę źle.
Bardzo nieodpowiedzialne okazały się słowa Daniela, o czym dobrze wiedział. Wiedział, że musi udać się do szpitala jak najszybciej, aby nie uszkodzić sobie jakiś organów wewnętrznych, takich jak płuca czy nawet serce. Wiedział, że jest z nim źle, co nawet sugerowały niektóre objawy, a mimo to miał odwagę wygadywać takie niedorzeczne rzeczy. Z pewnością powie mu, z jakiego powodu nie chce iść do lekarza, a przynajmniej w tej chwili nie chce. Niech tylko wytrzeźwieje. Wtedy może odwiedzić wszystkie szpitale, które powstały w tym mieście.
Krew z nosa stopniowo przestawała cieknąć. W pewnym momencie zrobiło mu się niedobrze i chciał po prostu zwymiotować, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się jakoś. Kurczę, nawet nie mógł wziąć głębokiego wdechu, aby chociaż tym gestem rozluźnić widoczne spięte mięśnie. Po raz kolejny spojrzał na mężczyznę, który był o parę centymetrów wyższy od albinosa. Tym razem jego spojrzenie sugerowało wdzięczność za udzieloną pomoc. Ciągle jednak rozmyślał o tym, co powiedział i czego się podjął. Miał cholerny dylemat, jednak jeśli poczeka do białego rana, aby wytrzeźwieć, to raczej nic złego się nie stanie. Z zamyślenia wyrwał go mężczyzna, który to odgarnął jego białe włosy i położył okład na kark. Sprawił mu pewną ulgę. Powinien dziękować Bogu za to, że zesłał jemu tego człowieka. Szkoda tylko, że jest ateistą.
Wypowiedziane słowa nieznajomego uderzyły Christophera, jak nigdy dotąd. Życie w jednej chwili przeleciało mu przed oczami. Cholera, wiedział, że musiał tam jechać, a mimo wszystko ciągle się wahał. Miał ochotę prychnąć na zdanie o ubezpieczeniu, jednakże ból sprawił mu niejaką trudność. Kolejne słowa jeszcze bardziej przekonywały go do tego, iż powinien tam się udać za wszelką cenę.
- Nie chodzi o ubezpieczenie, tylko... - zawahał się przez chwilę, biorąc tym samym ostrożnie głębszy wdech, ale nawet i on przysporzył mu delikatnego, kującego bólu - Naćpałem się, rozumiesz? Nie mam ochoty wylądować przed sądem, tylko dlatego, że nie jestem wstanie poradzić sobie ze swoim nałogiem - odparł jak najbardziej szczerze, zmieniając sobie stronę ręcznika, który ciągle trzymał przy nosie.
Z pewnością niezmiernie głupio to brzmiało, jednak miał swoje obawy. Przy tak poważnym pobiciu, lekarz ma prawo zawiadomić policję. Z drugiej strony ma prawo zachować tajemnicę zawodową i niekoniecznie będzie musiał mówić policji, iż Daniel jest pod wpływem. Ale na jakiego lekarza Chris trafi? Ma wierzyć w swojego głupiego farta, który w większości przypadków się nie sprawdza? Dobre sobie.
- Doskonale wiem, że powinienem pojechać do szpitala, jednak... nie chcę siedzieć, rozumiesz mnie? Wolę już zdychać do momentu aż nie wytrzeźwieję niż ryzykować grzywną na którą mnie nie stać czy życie trzy letnie za kratami - ta długa wypowiedź była niezmiernie wyczerpująca dla albinosa, jednak musiał wygadać to, co mu leży na sercu. Nie zwracał szczególniej uwagi na swoją wspaniałą składnie. Zmęczenie i wyczerpanie organizmu dawało we znaki. Gdyby mógł, najchętniej poszedłby spać, jednak znając jego cudowną bezsenność będzie mógł tylko o tym sobie pomarzyć.
- Dlatego też zawieź mnie do domu. Jak będę w miarę trzeźwy, to pojadę do szpitala. Poproszę kogoś, aby mi pomógł w tym - dodał jeszcze, mówiąc to zdecydowanie ciszej od reszty wypowiadanych słów.

_________________
Love is killing me so sweet,
like the torture that I need, for my way back home.
Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!



Love destroy my chroming soul
see the gas ships sail back hope
to another world

Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!

Hurt... when I'm close to you...
Hurt me!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Nie Kwi 19, 2015 6:28 pm

Cholernie się martwił, choć tak naprawdę nie znał tego człowieka. Ale jego stan budził w nim przerażenie, bo tak obitych żeber to dawno już nie widział. Poza tym, krwawiący obficie nos nie prezentował się świetnie, zwłaszcza, że czerwona posoka znajdowała się już wszędzie. Na twarzy, włosach, dłoniach, ubraniach i w mniejszym stopniu na podłodze salonu w postaci kilku kropli, jakie spadły na skutek zjawiska grawitacji. Ten żałosny widok upewniał go w tym, że zawiezie go do szpitala nawet bez jego zgody. Nie da mu się wykrwawić!
Kiedy usłyszał od niego powód, dla którego nie chciał udać się do szpitala, poczuł się tak, jakby dostał czymś ciężkim w głowę. Zamrugał niezwykle szybko, ukazując w ten sposób zdziwienie, które ledwo przezwyciężył. W końcu doszedł do siebie i spoważniał, w myślach porządkując sobie cała sytuację. Pobity mężczyzna był pod wpływem narkotyków. To być może sprawi mu kilka problemów w szpitalu, jednak mimo to powinien jak najszybciej udać się na oddział pogotowia ratunkowego. Tutaj chodzi o jego zdrowie, a może nawet życie!
- Posłuchaj mnie uważnie – zaczął jak najbardziej poważnym, jak i również spokojnym głosem. Przykucnął przed mężczyzną, aby móc zajrzeć mu uważnie w oczy. – Nikt nie ukaże cię za samo bycie pod wpływem środków odurzających. W tym kraju policja może aresztować jedynie za posiadanie substancji nielegalnych. Co do lekarza, ma on obowiązek ratować tyłek każdego pacjenta. Może i jesteś naćpany, ale zostałeś dotkliwie pobity, więc trzeba ci pomóc. Lekarz zawiadomi o pobiciu policję, taki ma obowiązek, jednak nie musi mówić o twoim stanie zdrowia. Rozumiesz mnie?
Dopiero po dowiedzeniu się prawdy dotarło do niego, że to lekko nieprzytomne spojrzenie nieznajomego nie jest efektem pobicia. Szybko jednak wziął się w garść. Jego komórka zadzwoniła, wówczas podniósł się z klęczek na równe nogi i odebrał połączenie. Dzwonił taksówkarz z informacją, że już przyjechał. Baldric ogarnął najpierw siebie, potem pomógł obcemu mężczyźnie wstać z kanapy. Tym razem nie wziął go na ręce, pomagał mu przemieszczać się w pionie. Wyszli z mieszkania, które Bald zamknął dokładnie, następnie opuścili samą kamienicę. Brunet ostrożnie pomógł wsiąść długowłosemu do pojazdu, po czym sam zasiadł obok niego, ignorując dociekliwie spojrzenie kierowcy.
- Poprosimy do najbliższego szpitala – rzucił w stronę taksówkarza, nawet przez chwilę nie przejmując się zdaniem samego poszkodowanego.
- Tylko nie zabrudźcie mi tapicerki.
- Na pewno jej nie zabrudzimy, tylko proszę już jechać – ponaglił go stanowczo, rzucając mu przy tym jedno krótkie spojrzenie, w którym kryła się groźba. Po prostu nie mogli tracić czasu na czcze pogaduszki, kiedy w aucie znajduje się ofiara pobicia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chris

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Wto Kwi 21, 2015 8:15 pm

Strach oraz narkotyki zdecydowanie zabrały mu racjonalne myślenie. Z pewnością nie myślał trzeźwo, co było zresztą słyszalne. Nie obchodził go fakt, że za parę godzin może po prostu już nie żyć. Miał teraz w głowie inne pierdoły, którymi o dziwko przejmował się o wiele bardziej, niż aktualnym stanem zdrowia. Jakby go w ogóle nie obchodziło, że nigdy więcej nie będzie mógł tańczyć przez swoją głupią głupotę. W zasadzie, to pierwszy raz w życiu ktoś się o niego martwi. Nawet własna matka przenigdy nie przejmowała się aż tak stanem zdrowia swojego jedynego syna. To zabawne, że zupełnie obcy człowiek bardziej przejmuje się jego zdrowiem niż on sam, czy jego najbliżsi.  
Krew jak sprawiała wrażenie, że miała niebawem przestać lecieć, tak do tej pory ręcznik stopniowo zmieniał swoją barwę, przy okazji starała zaznaczyć swój teren wokół Daniela oraz jego samego także. Ból w klatce piersiowej nie ustawał, a z każdym ruchem czy wdechem, był on coraz silniejszy, nie wspominając już o samych siniakach, które znajdowały się pod koszulką oraz przeponie. Nie miał siły odpowiadać mężczyźnie, który za wszelką cenę próbował przekonać Chrisa do swojej racji i go po prostu uratować. Ból w głowie, który zresztą był od samego początku, również nasilał się stopniowo, kiedy to musiał skupić się na wypowiadanych słowach. Było to niezmiernie trudne zadanie w tym momencie, ponieważ krew ubywała, przez co robił się coraz słabszy.
Starał się go słuchać uważnie. Spojrzał mu nawet w oczy, które zresztą mówiły, że ma wszystkiego dość i jest mu już wszystko jedno. Niewiele brakowało, aby stracił przytomność, jednak mimo wszystko dawał radę utrzymać kontakt ze światem. Przytaknął niedbale głową na słowa mężczyzny. Syknął z bólu, kiedy nieznajomy pomagał mu wstać. Podparł się o jego ciało, starając się jakoś iść, acz bardziej wlókł się niż szedł. Torba oczywiście została na czerwonej kanapie, nikt nawet nie zwracał szczególnej uwagi na to, że ona tam została. Jakoś udało mu się wsiąść do taksówki i to dzięki pomocy bruneta. Czując, że jest coraz słabszy, całkiem nieświadomie oparł sobie głowę o drzwi taksówki. Nawet nie docierały do niego słowa z zewnątrz, ale ciągle miał kontakt z rzeczywistością. Marny, ale jakiś miał. Czuł, że taksówka ruszyła, ale absolutnie nie wiedział, gdzie w końcu jedzie. On chciał być tylko u siebie w domu - to teraz siedziało mu w głowie.

z/t x2

_________________
Love is killing me so sweet,
like the torture that I need, for my way back home.
Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!



Love destroy my chroming soul
see the gas ships sail back hope
to another world

Hurt... me when I'm close to you,
Tell me lies and not the truth,
carve your wrongs in my skin! yeah!

Hurt... when I'm close to you...
Hurt me!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Czw Cze 18, 2015 8:28 pm

Wybór filmu może nie był doskonale trafiony, jednak ta pozycja był najlepszym kompromisem ze wszystkich możliwych opcji. Było sporo poruszających scen, ale pojawiały się również takie, które bawiły, wprowadzając tym samym nieco ulgi wśród widzów. Historia miała przede wszystkim wzruszać, co robiła skutecznie, skoro osiemnastolatek o różowych włosach i siedzący obok niego trzydziestoczteroletni mężczyzna przeżywali dzieje bohaterów dość emocjonalnie. Oczywiście, obaj udawali, że wcale nie ruszają ich rozstania głównej bohaterki z ukochanym. Sami przed sobą grali do chwili, w której film się zakończył. Tak jak przypuszczał, Percy zamierzał iść w zaparte i nie dać po sobie poznać, że mógł płakać na tym jakże ujmującym filmie. Jednak światła oświetliły salę oraz twarz nastolatka, wtedy też w pełni widoczne stały się mokre od niedawnych łez brązowe oczy.
- To był dobry film, więc nawet mi się podobało – odpowiedział w pierwszej chwili, również nie próbując przyznawać się do wzruszeń. – A tobie?
Czule ujął policzek kochanka i pogładził go leniwie opuszkami palców. Było mu tak lekko na duszy. Ich pierwsza randka okazała się sukcesem, a miało być jeszcze lepiej. Ogarnęli swoje miejsca, aby zostawić po sobie porządek, zabrali swoje rzeczy i skierowali się do wyjścia, przy którym Baldric wyrzucił papierowe torby po przekąskach i opróżniony już plastikowy kubek po coli. Wtedy usłyszał pytanie, po którym spojrzał na chłopaka z nową mocą w oczach, jakby w środku znów zapłonął z oczekiwania na więcej. Tak chętnie złapałby go, docisnął do siebie i wpił w kuszące wargi. Dobrze, że pozostało mu na tyle rozsądku, aby jednak powstrzymać swe zwierzęce instynkty.
- Oczywiście, że do mnie. Nie dam ci spokoju.
Zwłaszcza tej nocy  – dodał w myślach, zaraz uśmiechając się szeroko do siebie samego. Wiedział, że nie nasyci się nim wystarczająco, dopóki nie skosztuje jego ciała. Z rozmarzeniem opuszczał salę, jednak z rozkosznych fantazji wyrwało go kolejne pytanie, które rozbudziło jego ciekawość. – Umiesz gotować? Chętnie się przekonam, co potrafisz. Obrałeś taktykę przez żołądek do serca?
Na koniec wypowiedzi zażartował swobodnie. Pochwycił dłoń nastolatka i splótł ich palce razem, gdy tylko opuścili mury kina i znów znaleźli się na zewnątrz. Opowiadał mu po drodze, jak minął mu dzień i wypytywał go o te ostatnie dni, kiedy się nie widzieli. Choć szli spokojnym krokiem, szybko dotarli pod kamienicę, w której mieszkał nauczyciel, a może raczej tak szybko płynął im czas. Brunet uporał się z drzwiami do budynku, a po wejściu po schodach łatwo otworzył drzwi mieszkania. Wpuścił kochanka do środka, następnie zamknął za sobą drzwi i bez namysłu objął go i pocałował mocno.
- Nareszcie – wyrzucił z siebie gorącym szeptem, gdy ledwo oderwał się od drugich ust. – Jakże za tym tęskniłem.
Niechętnie wypuścił go z objęć i zaraz przeszedł do kuchni, aby otworzyć lodówkę i przyjrzeć się jej zawartości. Pusta nie była, ale nie mógł być pewien, czy w jego mieszkaniu znajdą się wszystkie potrzebne Percivalowi produkty do przygotowania wybranego przez niego posiłku. Najwyżej zjedzą płatki z mlekiem, ale w takim przypadku Percy raczej się nie wykaże.
- Kochanie, nie wiem, co ugotujesz, ale zjem wszystko. Tylko mnie nie otruj.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Nie Cze 21, 2015 12:17 pm

Kiedy tylko weszli do mieszkania, Baldric zaraz złapał go w ramiona mocno przyciskając do siebie całując namiętnie. Chłopak westchnął przeciągle sam oddając ochoczo pocałunek. Zatopił się w jego wargach czując jak miękną mu nogi. Dawno nie czuł spragnionych warg kochanka. Tęsknił za nimi, jednak nie zamierzał korzystać z okazji. Wiedział, że jeszcze chwilę wytrzymają, chociaż podczas wspólnego gotowania również wiele może się wydarzyć. Zajrzał do lodówki, dostrzegając parę produktów, które przydadzą się do zrobienia szybkiego i prostego obiadu. Postawił na spagethii carbonare, gdyż te produkty Bald posiadał, a prawdę mówiąc to one pierwsze wpadły mu w oku.
- Film był fajny. Dobrze, że zakończył się Happy Endem – powiedział, wyciągając boczek. Postawił na desce i podsunął nóż w stronę mężczyzny. Z uśmiechem dając mu znać, że ma zacząć kroić. - Tylko nie za dużą kostkę – zakomunikował mu, samemu zabierając się za robienie sosu śmietanowego. Wiedział, że Cornwell kiepsko sobie radzi w kuchni, dlatego też widząc pierwsze nieporadne kroki swojego mężczyzny w kuchni podszedł do niego i pokazał mu jak ma to zrobić. Kiedy Bal podjął już próbę, Percy stanął za nim i objął go w pasie. Z uśmiechem przyglądał się jak nauczycielowi zaczynają wychodzić kostki, dlatego też wspiął się na palcach składając na jego karku mokrego pocałunku.
- Dobrze ci idzie, kochanie – zaakcentował ostatnie słowo z pewną dozą czułości. Przesunął dłonie na jego biodra, samemu dociskając mocniej swoje. Oparł policzek o jego łopatkę potajemnie wdychając zapach ukochanego. Tęsknił za jego wodą kolońską, która mieszała się z naturalnym zapachem pedagoga. Trudno się dziwić, kiedy praktycznie nie widzieli się przez miesiąc. Percival niczym złodziej ukradkiem przemykał po ulicach omijając wszystkie podejrzane ulice oraz miejsca. Nawet szkoła wydała mu się zagrożeniem, gdyż raz gdy do niej szedł zaczepił go sam Stevem, który mu groził. Facet nie żartował, a Percy do czasu rozprawy musiał uważać. Ostatecznie wrócił do szkoły, a tam dopadł go Baldrick. Przypuszczał, że będzie żądał wyjaśnień. Chciał w pierwszym momencie nawet go jakoś spławić, ale tęsknota zwyciężyła. Cieszył się, że mężczyzna pomimo wszystko nie poddawał się i uparcie drążył temat. Francuz przynajmniej wiedział, że nauczyciel pragnie być dla niego wsparciem, chociaż on nie za bardzo chciał wykorzystywać ten fakt. Chciał się usamodzielnić, być bardziej niezależny i poradzić sobie z trudną sytuacją po swojemu.
- Co robiłeś, kiedy mnie nie było? – zapytał, bo od razu po powrocie jeden z jego kolegów z klasy powiedział mu o spotkaniu Cornwella z Jackiem. Podobno widziano ich na mieście. Cierń zazdrości ukuł go wewnątrz, jednak jak do tej pory nie poruszał tego tematu. Nie chciał wyjść na zazdrosnego smarkacza. Przecież ufali sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   Nie Cze 21, 2015 9:46 pm

Teraz powinni dotykać się niecierpliwymi dłońmi, skradać sobie z każdym kolejnym krokiem w stronę sypialni gorący pocałunek i ściągać z siebie nawzajem ubrania. Jednak pożądanie musiało ulec rozsądkowi i zejść na drugi plan, ponieważ mieli teraz wspólnie przygotować posiłek, potem go zjeść, a w międzyczasie wypełniać sobie czas rozmową. Oczywiście, brunet wolałby po prostu rzucić się na swojego kochanka i poddać się swym żądzom, lecz trzeźwe spojrzenie na całą sytuację nie pozwalało mu na to. Przecież powinien teraz być tym dojrzałym gościem, który wreszcie wypyta swojego partnera o wszystko, co zaszło podczas ich rozłąki. Nie samym seksem człowiek żyje. A szkoda, w końcu zbliżenie dwóch ciał niesie ze sobą tyle rozkoszy. Sam mógłby trzymać Percivala w swych ramionach prawie zawsze, uwzględniając jedynie przerwy na jedzenie, wizyty w łazience i sen. Kompletnie już nie wiedział, czy taki wygłodniały był zawsze, czy może to przez tęsknotę zaczyna wariować.
Rzucił mu nieco urażone spojrzenie, kiedy usłyszał komunikat na temat wielkości kostki. Już i tak było mu głupio, że musi oddać prym w swojej kuchni nastolatkowi. To dość wstydliwe, że kawaler po trzydziestce wciąż nie umie nic sobie ugotować. Zaczął więc kroić na desce boczek, który okazał się bardziej kłopotliwy niż sądził. A może to nóż był tępy? Niestety, Percy szybko mu udowodnił, że to nie wina noża, iż męczył się z boczkiem. Kolejny raz poczuł się jak głupek, w końcu chłopak musiał pokierować jego dłonią. Z drugiej strony bliskość była przyjemna, późniejsza pochwała również sprawiła mu wiele przyjemności. Uśmiechnął się szeroko, skupiając się na swoim zadaniu. Nareszcie mu wychodzi, choć to i tak jedno z tych najprostszych zadań. Poza tym, w jego głowie wciąż rozbrzmiewało słowo „kochanie”, wypowiedziane przez różowowłosego z nutą czułości, która ogrzewa serce w ten najmilszy mu sposób.
- Jeszcze zostanę kucharzem – zażartował swobodnie, po czym zachichotał. Chłonął bliskość ukochanego, nawet jeśli ten był za jego plecami. Stratą był dla niego brak możliwości spoglądania na jego twarz, jednak mógł ją przeżyć. Najważniejsze, że Percy jest tuż obok.
- Pracowałem, prowadziłem treningi, spotkałem się ze starym znajomym w pubie, jak zawsze odwiedziłem babcię, aby towarzyszyć jej na niedzielnej mszy. No i zawiozłem pobitego faceta do szpitala. Wracałem późniejszą porą do domu, a on leżał przy wejściu do kamienicy, więc nie mogłem przejść obojętnie – tu zatrzymał się, myślami powracając do tamtego mężczyzny. – Chyba powinienem był odwiedzić go w szpitalu, ale nie pomyślałem o tym. Ach, a w wolnym czasie oglądałem telewizję, zrobiłem trochę zdjęć w parku, nieco biegałem, choć pogoda niezbyt sprzyjała.
Kolejny raz zastanawiał się, co by tu jeszcze powiedzieć. Z takich większych nowości to była jeszcze walentynka od Jacka. O tej przecież nie powie kochankowi, aby czasem go nie drażnić. Ale chyba powinien wspomnieć o rozmowie z innym uczniem. Zatai tylko treść rozmowy.
- Byłem jeszcze na kawie z jednym ze swoich zawodników z drużyny piłkarskiej. Ostatnio coś słabo wypadał na treningach, a wspominał, że stara się o stypendium sportowe. Chciałem z nim pogadać i w razie konieczności pomóc, w końcu wiosną zaczyna się rozgrywka o międzyszkolny puchar, a muszę mieć wszystkich zawodników w pełnej dyspozycji.
Wcale nie kłamał, przecież też się martwił o Daltona pod względem kondycji fizycznej. Ma w tym roku świetną drużynę i szkoda by było nie zdobyć pucharu. Jeśli nie teraz, to niby kiedy? Tylko trochę oszukał nastolatka, żeby czasem nie dawać mu powodów do zazdrości. Przecież ta walentynka to był tylko żart, a właściwie desperacka próba dla podciągnięcia sobie oceny.
- A ty co robiłeś? Mam nadzieję, że nie opuściłeś się w nauce, co?
Odłożył nóż i odwrócił się twarzą do chłopaka, aby zajrzeć mu w oczy. Ujął jego twarz w dłonie i złożył mu na czole krótki pocałunek. Dziś chyba nie oderwie od niego rąk, zwyczajnie mu się to nie uda. Cholernie się stęsknił.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Balda   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Balda
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: