IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Trybuny   Sob Lut 22, 2014 2:29 am

Niezgorsza kopia trybun zewnętrznych. bardziej parszywa pogoda potrafi czasami nieźle namieszać w planowanych organizowanych mistrzostw lub zwyczajnych, międzyszkolnych zawodów rywalizacyjnych. Zima także nie jest najlepszą porą do występowania lekko ubranych zawodników w sprzyjających łapaniu chorób warunkach, dlatego przystosowano halę wewnątrz szkoły tak, aby i tam kibice oraz pasjonaci danych sportów, mogli się zbierać, oglądać i dopingować swoich faworytów.

****************************

Trening szkolnej drużyny koszykarskiej, jak w każdy piątek był niezwykle wyczerpujący, przy czym ani trener, ani kapitan owej, bynajmniej nie próżnowali w zmuszaniu pozostałej części zawodników do wyciskania z siebie siódmych potów. Byli w trakcie zimowych zawodów międzyszkolnych Londynu, i choćby mieli sprzeniewierzyć się wobec własnych wartości (jak z gorączką powtarzał ostatnimi czasy Daveth, podczas gdy szaleńcze iskierki igrały w jego ślepiach...), a dusze spieniężyć, musieli je wygrać! Chcąc mieć jak największe szanse w wejściu do letnich mistrzostw Anglii i stać się w nich liderem, potrzebowali teraz jak najlepiej zapunktować. Co do wielkich aspiracji młodego kapitana, nikt nie miał prawa w nie wątpić. Był w tej dziedzinie sportu prawdziwym zapaleńcem. Nie opieprzał jednak swoich kolegów za ewentualnie popełniane pomyłki, które przecież naturalną koleją rzeczy zdarzały się i jemu. Od tego był trener. On zaś miał zagrzewać i podtrzymywać ducha walki co rzecz jasna, jak to on, robił z pełną mocą.
Ostatecznie bardzo usatysfakcjonowany, pozostał na boisku jeszcze długo po zakończeniu treningu pod pretekstem poćwiczenia rzutów z linii. W rzeczywistości jednak zamierzał udoskonalić nieco rzuty hakiem i windmill, przy którym ostatnim razem nabawił się kontuzji – całe szczęście niegroźnej. Właśnie tak kończy się eksperymentowanie bez przygotowania, i to na domiar złego w samym środku meczu... Jako kapitan, zachowywał się o wiele bardziej odpowiedzialnie niż w życiu na co dzień, dlatego potrafił wynieść z tego wnioski. Nie zwykł podchodzić do zbyt wielu rzeczy poważnie, ale akurat koszykówkę traktował jakby zależał od niej co najmniej los świata. Być może jego zależał.

Z czasem, mięśnie powoli odmawiały posłuszeństwa. Osiągał swój limit.
- Hah... - przetarł okrutnie spoconą twarz przedramieniem i z pewnym zacięciem spojrzał na kosz, dysząc przy tym ciężko. Lekko pochylony, stojąc na ugiętych mocno nogach, opierał dłonie o kolana by złapać oddech. Jeszcze dwa-trzy rzuty i nic ponadto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Lut 22, 2014 4:01 pm

Wydawać by się mogło, że trybuny zapełniające się podczas meczów i zawodów w czasie treningów pozostaną jednak puste, ale nie. Nie były może wypełnione po brzegi, pojedyncze osoby jednak przychodziły. Jacyś znudzeni, pasywni entuzjaści sportu, przyjaciele czy stalkerzy zawodników, jednostki, które po prostu chciały popatrzyć na wysportowanych chłopców... I tacy, którzy szukali samotności i świętego spokoju - czyli Aidan.
Miejsce wydawało się dobrane fatalnie, ale tylko pozornie. Poszukiwanie samotności i spokoju w miejscach oczywistych, czyli odosobnionych i spokojnych było skazane na porażkę. Prędzej czy później ktoś człowieka i tak w nich przyłapywał, co oczywiście prowokowało do nieznośnego narzucania się i zasypywania kretyńskimi pytaniami i propozycjami w rodzaju: co tu robisz, czy coś się stało, dlaczego siedzisz tak sam, może dotrzymać ci towarzystwa... Zgroza. A tutaj nikt nie zwracał na niego uwagi kiedy siedział pod sama ścianą i ćwiczył szkicowanie postaci w ruchu, nie tylko, żeby zająć czymś ręce, ale przede wszystkim myśli. Ostatnio robił wszystko, byle tylko nie mieć czasu na myślenie. Czuł się parszywie. Nie dość, że w podły sposób wykorzystany, to jeszcze, cóż... największy żal i tak miał do samego siebie. Wszak sam podjął ostateczną decyzję i nawet jeśli to nie był żaden wybór, czuł się winny. Ale nadal był zbyt wielkim tchórzem by cokolwiek z tym zrobić.
Kiedy oficjalny trening dobiegł końca wszystkie inne osoby z widowni też się rozeszły, ale jemu nie chciało się wstawać. Na boisku też został jeden z zawodników, stanowiący o tyle dogodny model, że nikt go nie zasłaniał, więc rysowanie stało się o wiele przyjemniejsze. W pewnym momencie Aidan przesiadł się nawet bliżej, żeby mieć lepszy widok, podczas gdy sam pozostał niemal niewidzialny. Bo kto skupiony na jakimś celu rozgląda się za widownią? Zwłaszcza nie spodziewając się obecności tejże. I całe szczęście, bo to mogłoby wyglądać podejrzanie - wszak spędzał swój wolny czas namiętnie rysując jakiegoś nieznajomego, niczym jakiś prześladowca. Nawet jeśli dla niego był on tylko liniami i proporcjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Lut 23, 2014 12:22 am

Sekundy mijały wolno.
Wdech i wydech, wdech i wydech. Wiedział, że w tej chwili nie było już nawet sensu czekać aż oddech się uspokoi. Równie dobrze mógł zejść z boiska, bądź paść nań plackiem. Marnowanie czasu było jego największym wrogiem. Był u kresu.
Ostatkiem sił, przebiegł część boiska od linii rzutów za trzy punkty, by znaleźć się na lewo od kosza. Pierwszy rzut – spudłował. Drugi rzut – podobnie. Na ten moment darował sobie windmill, usiłując wsadzić piłkę pełnym hakiem. Stając bokiem do kosza, musiał rzucić ręką dalszą od obręczy, zataczając 1/2 koła. W momencie gdy ręka dotykała głowy, powinien zgiąć ją w łokciu i nadgarstku. Manewr był z pewnością zdecydowanie ciężki do wykonania, lecz gdy go opanować, z pewnością można mówić o jego nieprzeciętnej skuteczności. Rzut praktycznie niemożliwy do zablokowania.
Jako rozgrywający, musiał opanować wiele trików. Stanowił wszak gracza wszechstronnego, odpowiedzialnego w ataku za przeprowadzenie piłki z własnej połowy na połowę przeciwnika i kreowaniu ataku pozycyjnego. Musiał też, rzecz jasna, posiadać umiejętności zawodnika obwodowego. Zdobywanie punktów i podawanie było zatem jego główną dewizą.
Wreszcie przystanął w pewnej odległości od kosza, lustrując go nachalnie wzrokiem. Odkąd rozpoczęli trening, reszta sali pozostawała dla niego niewidoczna. Było tylko boisko, wcześniej również zawodnicy i trener, oraz rzecz jasna: kosz. Kosz... Wystartował w jego stronę, ponownie kierując się lewą częścią boiska. Lepiej się nie przeciążać przy zaledwie podstawach. Kiedy opanuje przejście z lewej strony, zacznie eksperymentować i z prawą.
Kozłem przeszedł między wyimaginowanymi przeciwnikami, przeskoczył z prawej nogi na lewą i wykonał rzut-... Pierwszy raz udało mu się celnie trafić hakiem. Był to na tyle duży szok, że stał wcięty jeszcze dobre pół minuty po tym, jak piłka przeleciała przez kosz i uderzyła o powierzchnię boiska.
- Ha-... Haha... Hahaha! TAK! - wrzasnął podekscytowany i wyskoczył wzwyż, z uniesioną ręką.
Udało się. Udało! Pierwszy raz wykonał ten manewr poprawnie i z właściwym sobie efektem! Jakby w ogóle mógł marzyć o czymś więcej!
- Iiiiiha! - oburącz uchwycił piłkę, która potoczyła się pod jego nogi, i cisnął nią o podłogę bez konkretnego celu. Ot najzwyczajniej w świecie, musiał dać upust emocjom. Problem w tym... Że ów upust miał odbić się na jakimś, samotnie przesiadującym na trybunach chłopaku. Daveth ujrzał go jednak dopiero po tym, jak okrągły przedmiot odbił się ciężko o jego głowę-...
- Ua! Sorry, sorry! - wymachując tą sama, wcześniej uniesioną nad głowę ręką, pobiegł w jego kierunku, w dalszym ciągu nie mogąc powstrzymać szerokiego uśmiechu, rozciągającego się niemalże od ucha do ucha. - Nie widziałem cię! Hej, nie oberwałeś przypadkiem za mocno?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Lut 23, 2014 11:23 pm

Nie licząc faktu, że Aidan zapełniał już trzecią stronę szkicownika rysunkami tego nieznanego mu nawet z imienia chłopaka - nie zwracał na niego większej uwagi. Nie byłby w stanie opowiedzieć co dokładnie zrobił w ciągu ostatnich kilku minut, nawet jeśli co chwila zerkał na niego spod opadającej na oczy grzywki i kompletnie nie rejestrował jego poczynań. Tak naprawdę znajdował się trochę we własnym świecie, dryfując bezwładnie w plątaninie myśli i jedynie starając się omijać jak najostrożniej owe najmniej przyjemne, dręczące, ostre jak kolce zahaczające raz po raz o jego świadomość ilekroć stał się nieco mniej uważny. Nie umiał ich wyplenić i kaleczył się o nie nieustannie, bowiem niemal każda pozornie beztroska nawet refleksja okazywała się jednak znajdować w ich zasięgu.
Teraz było względnie nieźle, pochłonięty ostatnim, wyjątkowo udanym szkicem zapomniał o całym świecie i nie słyszał nawet tych triumfalnych okrzyków. O zreflektowaniu, że dotyczy go jakiekolwiek zagrożenie nawet nie wspominając. Uświadomił je sobie dopiero, kiedy boleśnie oberwał w głowę... Już drugi raz w ostatnim czasie, jakby nie było, ale teraz było to nawet bardziej niespodziewane. Na moment pociemniało mu przed oczami, które dodatkowo zaszkliły się pod wpływem niespodziewanego bólu. Co najgorsze jednak złamał sobie ołówek, zostawiając na pamiątkę grubą, błyskawicowatą krechę biegnącą przez środek zarysowanej kartki. Z cichym jękiem uniósł dłoń do pulsującej tępo obietnicy guza i dopiero w tedy zorientował się, że sprawca owego ataku coś do niego woła.
- Co do cholery, zabić mnie, idioto, chciałeś?! - własny wrzask odbił się echem w obolałej głowie, skrzywił się więc lekko i dalsze wyrzuty podjął już przyciszonym tonem. - Patrz następnym razem, gdzie rzucasz... Auaa... I co się tak szczerzysz, bawi cię to?
Może nie wściekłby się za bardzo za samo trafienie bo piłką (tym bardziej, że doświadczenie podpowiadało, że to jego głowa samoistnie przyciąga twarde przedmioty), ale jakoś tak odruchowo wyżył się na nim za swój podły humor. Miał wreszcie realną, żywa istotę, która mógł oskarżyć o realne nieszczęście, któremu on sam nie był ani trochę winien i wykorzystał tę sytuację w pełni. Patrzył na niego wściekle, niemal sztyletując wzrokiem, jakby naprawdę był winien nie tylko tego drobnego epizodu z piłą, ale i wszystkich nieszczęść na połowie globu co najmniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Lut 24, 2014 6:41 pm

Cały spocony, ciężko łapiący oddech i do granic możliwości zmęczony oraz obolały za sprawą powoli pojawiającego się, mięśniowego przeciążenia, lecz zarazem jakże szczęśliwie usatysfakcjonowany osiągniętymi dzisiaj wynikami, pobiegł odrobinę chwiejnym truchtem w stronę trybun, od razu kierując się do osoby nieszczęsnego pechowca. Bo jakim innym mianem określić kogoś, kto stanowiąc jedyną widownie na całą, ogromną sale, obrywa w sam środek głowy kompletnie przypadkowo ciśniętą o boisko piłką? Niby sam nie miał pojęcia, że ktokolwiek poza nim jeszcze tu przebywał, ale to przecież nie jego wina, prawda? Był w zupełnie innym świecie! No i każdy, kto tutaj przychodzi, musi się liczyć z możliwością wybicia piłki poza wyznaczone linie boiska, nieważne czy w trakcie meczu czy też zwykłego treningu.
- Przecież już przeprosiłem, o co się tak złościsz? Raaaany~ - nie przestając się uśmiechać, choć teraz też o niebo bardziej przepraszająco niż wcześniej, przeskoczył pierwsze dwa rzędy i dopadł do nieznajomego, acz w sumie całkiem nieźle rzucającego się w oczy po prawdzie chłopaka. - Przepraszam, przepraszam przepraszam~ Naprawdę mi przykro, ok? - nogą przetoczył okrągłego sprawcę wypadku bliżej siebie, pochylając się w stronę, najwyraźniej nieco młodszego od siebie uczniaka. - To boisko. - oparł ręce o boki. - Dlatego ty też powinieneś bardziej uważać. Jak to w ogóle możliwe, że jej nie zauważyłeś? - parsknął cicho, kręcąc własną łepetyną ze współczuciem. - Uciąłeś sobie drzemkę, czy ja-... k...? - zamrugał zaskoczony, kiedy kątem oka wyłapał białą kartkę i znajdujący się na niej szkic. ...Szkicował? Co?
Jedno mrugnięcie, drugie, trzecie, piąte-...
Nim zdążył pomyśleć o tym jak nachalne i nie do końca właściwe to było, zwinnym, szybkim ruchem sięgnął po kartkę, korzystając z okazji iż ofiara jego nadmiernej ekscytacji trzymała ręce przy własnej, obitej łepetynie. Uniósł ją nieco bliżej twarzy, aby móc się dobrze przyjrzeć. Czy to był... On?
- Heeeh~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto Lut 25, 2014 9:41 pm

O co się złościł? Co to w ogóle było za pytanie? Bezsensowne, ot co! I głupie, bo przecież to było jasne i oczywiste. Tak oczywiste, że sam nie potrafił tego ubrać w słowa. Bywa, że człowiek największe problemy ma ze zdefiniowaniem spraw, które są mu najbliższe, dotyczą go najściślej... Tak właśnie było z Aidanem i złością.
- O to, że jesteś idiotą - burknął w końcu, najwyraźniej uznając ten argument za uniwersalny, pewny i wyjaśniający absolutnie wszystko.
Łypał na chłopaka wrogo, z tak ponurą miną jakby chciał go co najmniej pożreć żywcem. Co prawda przeprosiny zaczęły go trochę zmiękczać, tym bardziej, że wydawały się szczere... Ale przecież nie mógł być miękki i tak łatwo ulegać wpływom, jakie wywierano na jego psychikę! Nieznajomy nie wyglądał co prawda na pozbawionego sumienia manipulatora i najprawdopodobniej ten zamach faktycznie był przypadkiem, musiał brać do mimo wszystko pod uwagę.
- Nie przewidziałem, że będziesz ciskać tą piłką gdzie popadnie - mimo krytycznego tonu jego spojrzenie powoli zaczynało łagodnieć.
Już prawie się złamał, ale wszystkie ewentualne starania, by zdobyć wybaczenie winowajca zaprzepaścił w jednej chwili. Dokładnie wtedy, kiedy sięgnął po jego rysunki - nietykalną świętą.
- Oddawaj, to moje! - zerwał się z miejsca, wyciągając ręce po swoją własność. - Nie możesz...
Ktoś tu chyba jednak miał nieco odmienne zdanie na temat tego co może, a co nie, biorąc pod uwagę, że najbezczelniej w świecie sprofanował niegodnym wzrokiem ów na szybko nakreślony wizerunek... no cóż, samego siebie. Aidan poczuł, jak na policzki wypełza mu zdradliwy rumieniec, uświadomiłby sobie bowiem, że może to wyglądać co najmniej podejrzanie. Oby tylko nie wyobrażał sobie nie wiadomo czego, bo jeśli i z tego przyjdzie mu się tłumaczyć nie wytrzyma i z zażenowania będzie musiał zabić koszykarza. Po prostu nie będzie miał innego wyjścia, o tym był przekonany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sro Lut 26, 2014 3:20 pm

Życie prostolinijnego człowieka, który na dodatek jako beznadziejny optymista, widzi we wszystkim dookoła jedynie mnogość pozytywnych aspektów, pozbawione jest tej znacznej ilości stresów, jaka męczyła ok 80-90% społeczności w dzisiejszych czasach. Gdy taka osoba opętana zostaje dobrym nastrojem, a w taki przecież wpada zazwyczaj niezwykle łatwo, jak można zaobserwować na przykładzie ot chociażby tegoż tutaj osiemnastoletniego koszykarza, zrazić jest ją jeszcze ciężej niż normalnie. Zaczynając rozmowę zwracaniem się do niego per: „idioto”, "głupku", "kretynie" itp; czy to na korytarzy, czy na ulicy, istotnie było się w stanie doprowadzić do bardziej nieprzyjemnej konfrontacji. Naiwność, beztroskość i otwartość, nie oznaczała wszak od razu głupoty. Nie mniej, tego typu uwagi działały o wiele słabiej kiedy zastać go w stanie „błogiego szczęścia” i za jego sprawą, kompletnego oderwania od szarej rzeczywistości. Dokładnie tak, jak to miało miejsce w tej konkretnie chwili. Niby prosta sprawa. Zaledwie jeden, celny rzut nowo opanowaną techniką, a on już zachowywał się jakby co najmniej został bohaterem narodowy. Wielce dumny i zadowolony z siebie, był niczym otoczony jakąś nieziemską tarczą ochronną, od której wrogie spojrzenia i niemiłe słowa jakimi raczył go nowo poznany chłopak, mogły zostać jedynie odbite.
- Jak niemiło. Na pewno powinieneś się tak zwracać do starszych? - właściwie nie miał gwarancji, że niebieskowłosy faktycznie jest młodszy. Po prostu zgadywał, z ciągle igrającym na twarzy uśmieszkiem i niezmąconym samozadowoleniem.
Czy natomiast ciskał piłką gdzie popadnie? Hm... Może i ciskał. Zdarzało się gwoli uwolnienia nadmiaru emocji, w tym wypadku połączonych z nadmierną ekscytacją. Więc może coś tam z jego winy rzeczywiście w tym było. Ale cóż mógł na to poradzić, skoro euforia zwykła brać górę nad samokontrolą? Zresztą nad tą akurat, brało w jego przypadku górę jeszcze wiele innych czynników... Np ciekawość. Dokładnie ta sama ciekawość, która podpowiedziała mu by pochwycić rysunek w ramach jej zaspokojenia.
Żaden z niego znawca, ale oko miał dobre nie tylko gdy trzeba było wrzucić piłkę do kosza. Z początku z zaintrygowaniem, a później również i pewną fascynacją przyglądał się szkicowi, choć nieszczęśliwie dobry efekt psuła ta paskudna krecha, jak na złość przechodząca przez sam środek kartki.
Gdy zaskoczony rysownik poderwał się z miejsca, asekuracyjnie uniósł szkic wyżej, nie dając możliwości aż tak od razu mu go odebrać. Chyba miał prawo popatrzeć, skro to jego własne ciało posłużyło za źródło inspiracji, prawda? A przynajmniej dla własnej wygody tak właśnie zamierzał tłumaczyć przed samym sobą aroganckie zachowanie. Spojrzał na kartkę, chłopaka, znowu na kartkę i niższego od siebie ucznia raz wtóry...
- Spokojnie, spokojnie, nie gorączkuj się tak~ Przecież go nie zjem. - zaśmiał się krótko i jeszcze kilka dobrych sekund oglądał obraz samego siebie, nim ot, jak gdyby nigdy nic poklepał chłopaka po głowie i usiadł nieco ciężko na ławce, ewentualnie skłonny oddać cenną zdobycz. - Jesteś z kierunku plastycznego? Masz ich więcej? – tym razem uważniej staksował go wzrokiem. Osobnik z takim wyglądem z pewnością rzucał się w oczy na korytarzach szkoły, więc być może gdzieś w zakamarkach pamięci był w stanie go odnaleźć. Takie włosy to przecież niecodzienny widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Mar 01, 2014 1:17 pm

Wbrew temu, co mogłoby sugerować pozory, chłopak był raczej typem, który potrafił wyciągać wnioski z otaczającej go rzeczywistości. Nie mógł więc nie zauważyć, że cała jego wrogość, cały ten jad, który z siebie wypluwał spływa po obiekcie jego niechęci jak po kaczce, najwyraźniej nie robiąc na nim większego wrażenia. W innych okolicznościach zapewne szybko by się zniechęcił i zwyczajnie sobie odpuścił, nie chcąc marnować energii na podobnie bezowocne próby. Tym razem jednak wyjątkowo kiepski humor sprawiał, że podobne reakcje - czy raczej brak reakcji odpowiednich - jedynie podsycały jego złość. Jakby irytacja, która próbował wyładować wracała do niego zwielokrotniona. Doprawdy, nie znał tego człowieka ani trochę, rozmawiał z nim pierwszy raz w życiu, nie miał pewności czy go kiedykolwiek wcześniej w ogóle widział na oczy... A już go nie cierpiał. Szczerze i gorąco.
- Właściwie to na razie jestem jeszcze miły - burknął, nie co do końca zgodnie z prawdą.
Potrafił być milszy. A postawa jaką prezentował w tej chwili była zupełnie przeciętnym poziomem nie-miłości, jaki reprezentował sobą gdy tylko nie miał nastroju by bardziej się postarać. Czyli zazwyczaj. Zanosiło się jednak na to, że jeśli nie przestanie być prowokowany (w jego oczach tak właśnie to wyglądało) będzie musiał bardziej się przyłożyć.
Oczywiście, próba odzyskania rysunku zakończyła się bezradnym machnięciem dłonią w powietrzu, gdyż ten szybko znalazł się poza jego dość ograniczonym zasięgiem. To było typowe - wystarczyło coś unieść, by nie dosięgał i zawsze widział w tym dodatkową kpiną ze swojego mało imponującego wzrostu. Prasnął lekceważąco, próbując udawać, że wcale mu nie zależy, ale tak naprawdę poczuł tylko większą frustrację. Nie chodziło o to, że bał się jakiegoś uszkodzenia i tak już zepsutego szkicu przez tego chłopaka - bardziej nie chciał, by w ogóle go oglądał. Na to jednak już było za późno.
- Po prostu nie lubię, jak ktoś rusza moje rzeczy bez pozwolenia oświadczył wyniośle. Rozważał wskoczenie na siedzisko i ponownie próby przechwycenia kartki z owej nieco wyższej pozycji, uznał jednak, że to będzie zbyt żenujące, jeśli mu się nie uda. Na razie więc tylko obserwował czujnie, wypatrując okazji.
- Nie jestem z żadnego kierunku, ponieważ, jak niesłychanie spostrzegawczo zauważyłeś, jestem młodszy - oznajmił, nie całkiem rozumiejąc, dlaczego w ogóle wdaje się w tę bezcelową dyskusję. - Nie mam - znowu kłamstwo.
Nie widział jednak powodu, by się przyznawać, ostatecznie - to nie była jego sprawa i niezależnie od ilości aidanowych rysunków, nie miał prawa ich oglądać. Żadnego prawa! Fakt, że przypadkiem znalazł się na kilku nie miał żadnego znaczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Mar 02, 2014 4:08 pm

Patrząc na twarz chłopaka, nawet on był w stanie pojąć, iż ów nie żywił względem niego żadnych, pozytywnych uczuć. Cóż to jednak dla niego! Po prawdzie nurtowało go, dlaczego aż tak się rozzłościł o jednego, nieumyślnie nabitego piłką guza, bo w końcu był to tylko przypadek i sam również ponosił część winy całego zdarzenia. Ludzie ciągle się złościli i irytowali z byle powodów... Czyżby nie zdawali sobie sprawy z tego jakie to niezdrowe? Że przyspieszało starzenie i nierzadko doprowadzało do nielichych problemów ze zdrowiem? O samym psuciu sobie humoru i stanach depresyjnych już nie wspominając. Po co aż tak kusić los, kiedy nie było w tym nawet nic przyjemnego? To nie tak, że kompletnie nie rozumiał tego rodzaju zachowań, bo i sam potrafił się zezłościć gdy wymagała tego potrzeba, a i przecież nierzadko wdawał się w bójki. Uważał jednak, że ludzie w tych czasach za bardzo przejmują się problemami, tworząc tym sposobem jeszcze większą ich ilość. Żyją w zbyt dużym stresie i często nie robią nic, co pomogłoby im się od niego odciążyć. Czy to nie smutne?  
Nie dając się zatem pochłonąć niechęci nowopoznanego, uśmiechał się całkiem ciepło i życzliwie.
- Jeśli w taki sposób będziesz to okazywał, nigdy nie znajdziesz sobie dziewczyny. – przestrzegł go w dobrej wierze. Najwyraźniej mieli tutaj wyraźny konflikt interesów, ponieważ z kolei Daveth, im bardziej usiłować mu dogryzać bądź prowokować to kłótni gdy ten akurat znajdował się w równie wyśmienitym nastroju, tym bardziej się przed tym wzbraniał i wzmacniając swą defensywę.
Co do samego rysunku, może i nie był znawcą, ale kreska bardzo przypadała mu do gustu. Potrafić narysować kogoś w ruchu z równą dokładnością, wydawało mu się nie lada wyzwaniem. Nigdy nie był zbyt dobry w takich rzeczach. Jedyne co potrafił narysować, to ewentualnie bardzo słabe karykaturki złożone w kilku, przecinających się kresek. Tylko jedna rzecz go nurtowała...
- Wybacz. - podrapał się po posiniaczonym policzku i grzecznie wyciągnął kartkę w jego stronę. - Taki już mój zły nawyk. – nigdy celowo nie miał w zamiarze kogokolwiek denerwować. Gdyby nie dość burzliwy charakterek i temperament, pewnie już dawno temu zostałby pacyfistą w równej mierze wierzącym, co i praktykującym.  
- Oh, więc jednak zgadłem? – najwyraźniej aż sam się zdziwił. - Jesteś w tym naprawdę dobry, ale czemu akurat ja? Ah! Prawda! Nazywam się Daveth! – uznał, iż spytanie o imię nazbyt bezpośrednio, może zadziałać chęcią nie udzielenia mu tejże informacji. Postanowił to rozegrać nieco inaczej. Jeśli i to nie będzie w stanie spełnić jego oczekiwań, zapewne zacznie go zadręczać dopóki ten się nie złamie. Upierdliwość, upartość i samozaparcie to jednak jego zdecydowanie mocne strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Wto Mar 04, 2014 3:02 pm

Powód, przynajmniej bezpośredni, był istotnie błahy. I to na nawet nie tyle on miał pecha, że oberwał owa piłką - bardziej rzucający miał pecha, że w niego trafił, wdzierając się za mur izolacji, który w ciągu ostatnich dni Aidan w okół siebie postawił, przy czym owo naruszanie względnie bezpiecznej strefy komfortu wywołało silne poczucie zagrożenia. Obrona wydawała się w tym przypadku oczywistością, a atak - najprostszą jej formą. Okazywało się również, że nie całkiem skuteczną. Najwyraźniej zaczynała nadchodzić pora na zmienię taktyki na wycofanie. Przyjazny uśmiech sprawił, że niemal się cofnął, jakby w przerażeniu, że ów nieznajomy zachce się spoufalać.
- Szczęśliwie to już nie twój problem - burknął.
Nawet nie silił się na poinformowanie, że nie szuka dziewczyny i szukać nie zamierza. To nie była jego sprawa. W zasadzie to nie była niczyja sprawa. I nawet nie był w nastroju, żeby się dziwić, że padło tu akurat słowo dziewczyna. Zwykle posądzano go, w zasadzie słusznie, o chęć posiadania chłopaka, jakby jaskrawej barwy, dłuższe włosy i odbiegająca od męskich kanonów piękna uroda determinowały ów fakt jednoznacznie.
Parsknął tylko i niemal wyrwał kartkę z ręki chłopaka, a potem wrzucił do torby, nie martwiąc się za bardzo, czy się nie pogniecie. I tak rysunek był zniszczony przez ową nieplanowaną krechę na środku.
- Dobrze, że to zauważasz. Zapanuj nad nim, zanim ktoś rozbije ci z tego powodu nos - zaproponował, lecz nawet nieskończone pokłady dobrej woli mogłoby nie wystarczyć, aby odnaleźć w jego tonie nutę życzliwości bądź troski.
- Nie wymagało to szczególnej bystrości... - studził jego zapał niemal bez litości, to było jednak faktem. Wyglądał na swój młody wiek, a nawet na młodszego, ponadto mundurek był chyba jednoznacznym dowodem wieku.
- Nie pochlebiaj sobie, to przypadkowy wybór.
Gdyby jednak miał być całkowicie szczery, na co nie miał chwilowo najmniejszej ochoty, jego rozmówca był całkiem wdzięcznym modelem. Miał miłe dla oka proporcje. I patrząc z bliska, okazywało się, że również twarz godną utrwalenia na kartce, co dało się zauważyć nawet mimo zakrywającego policzek plastra i wszelkich symptomów fizycznego zmęczenia, oczywistego po treningu. Aidan nie pozwolił sobie jednak na zagapianie się. Nie był w nastroju. Zignorował też zupełnie fakt, że Daveth mu się przedstawił. Nie wyciągnął do niego ręki, nie odwzajemnił się tym samym. Jakby nie dosłyszał, albo w ogóle go to nie obchodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sro Mar 05, 2014 2:48 am

Bardzo możliwe, że Daveth po prostu nie pojmował rzeczy tak prostych i oczywistych jak prawo do prywatności czy nietykalności osobistej – przynajmniej tyle by wynikało z faktu, że bez przerwy je naruszał. Świadomie lub nie (stawiać by jednak można śmiało na realną świadomość owych czynów), okazywał się przez to niezłym hipokrytą, zważywszy na to jak pozoryktóre sprawiał, mamiły ludziom oczy.
Niemniej, Pan Artysta miał w tej chwili niezły problem do zgryzienia, ponieważ brunet bardzo wyraźnie raczył zainteresować się jego osobą. A gdy tak się działo, na wycofanie było już zazwyczaj o wiele za późno.
- Jaki oschły~ – nie ukrywając rozbawienia o jakie przyprawiała go postawa rozmówcy, zgarnął z twarzy mokre, lepiące się do niej kosmyki. W przeciwieństwie do niego, Daveth zdawał się całkiem nieźle bawić już samym obserwowaniem zmian zachodzących w mimice towarzysza oraz tonie z jakim się doń zwracano.
- No już, już, nie bocz się na mnie. Nawet jeśli złość twojemu urokowi nie szkodzi, zaszkodzić może pewnego dnia zdrowiu. – z początku może i ciężko było w to uwierzyć, ale wydawało się, że z chwilą ostatnich słów udało mu się naprawdę spoważnieć. Co prawda nie trwało to długo, ale jednak wychodziło na to, że nawet ktoś taki jak on potrafił.
Pozwolił odebrać sobie rysunek, nawet jeśli z autentycznym żalem wypisz-wymaluj na facjacie. Skąpiradło... Skoro go nie potrzebował, mógł mu przecież pozwolić go zatrzymać. Po części nawet na to liczył.
- [color=#666699]Rozbije nos, powiadasz?[coloe] - z jakiegoś powodu, ten pomysł wydał mu się diabelnie zabawny, zresztą zaraz podzielił się powodem owej wesołości na głos, bo jakżeby inaczej. - Myślę, że na to już trochę za późno. Ale i tak dziękuję za troskę.- sądząc po tonie tej wypowiedzi, zdarzać się to musiało nie tak znowu rzadko, aczkolwiek na osiemnastolatku musiało nie robić to największego wrażenia. Przywykł do bójek, obrywaniu w domu, wpadaniu na ludzi kiedy nie patrzył jak idzie oraz nierzadko i słupy. Nie działo się tak dlatego, że był jakimś skończonym gamoniem. Po prostu zazwyczaj rozglądał się wszędzie na boki zamiast patrzeć przed siebie lub znowuż chodził dla "odmiany" z głową w chmurach.
- Hm. Być może. – raz jeszcze zjechał go wzrokiem z góry na dół, usiłując dokładnie oszacować wiek chłopaka. Nie wydawał się urażony, choć może odrobinę przez moment zakłopotany. Dopiero po ostatnich słowach młodszego ucznia, uśmiech nieco zelżał, rzecz jasna nie znikając od razu tak zupełnie. Stał się chyba po prostu odrobinę bardziej naturalny, bo i nie rozchodził się już na całą gębę.
- Zawsze jesteś taki „uprzejmy” wobec osób, które wybierasz sobie na modeli? Czy zachowujesz się tak tylko wobec tych wyjątkowych, których masz nawyk szkicować potajemnie? Oh? A może to to, co nazywają „stalkerstwem”? – tym razem sam postanowił mu lekko dogryźć za wcześniejszą zjadliwość. - Najpierw ukrywanie się ze szkicownikiem na trybunach, później w drodze do domu, kto wie, może nawet w szatni albo łazience? Pfffh... – nie mogąc się dłużej powstrzymać, roześmiał znowu pod wpływem równie niedorzecznego pomysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pią Mar 07, 2014 1:17 pm

Nie da się ukryć, że Daveth osiągnął pewien efekt w próbach zmiany jego nastawienia, jednak chyba nie koniecznie taki, jaki mógłby chcieć i do jakiego - prawdopodobnie - dążył. Otóż cała wcześniejsza niechęć i irytacja, która wcześniej miała charakter raczej ogólny oraz bezosobowy, skierowany sprawiedliwie przeciw całemu światu, ale powoli zaczynała stawać się coraz bardziej osobista. Coraz bardziej ukierunkowana na osobę koszykarza, który prowokował ją coraz skuteczniej. Jakby sam chciał sobie na to zasłużyć.
Oschły? Owszem, był oschły, chłodny, nieprzyjemny, jakkolwiek by tego nie nazwać pełniło jedną funkcję - odstraszenie. Najwyraźniej jednak nie wszyscy byli wrażliwi na podobne sygnały, jak pełne entuzjazmu dzieci chcące koniecznie pogłaskać naburmuszonego, zirytowanego kota, a potem dziwiące się, że podrapał.
- Moje zdrowie też nie jest twoim problem. W końcu jest moje - zauważył, sprawiając wrażenie, że zaraz położy uszy po sobie i zacznie syczeć.
Gadał i gadał... Aidan zaczynał czuć się przytłoczony, a przy tym odrobinę zdezorientowany. Czyż nie sygnalizował niechęci do rozmowy wystarczająco jasno? Czy ten natręt był jeszcze głupszy niż początkowo zakładał? A może po prostu z premedytacją uparł się, żeby go dręczyć? Jeśli tak był niewątpliwie skuteczny.
- Nie troszczę się - zaprzeczył pospiesznie, ale mniej jadowicie, jakby bez przekonania. Jakby stracił nadzieję, że przyniesie to jakikolwiek skutek.
Czuł się niezręcznie pod wpływem całej tej lustracji, a następujący po niej komentarz sprawił, że na chorobliwie blade policzki wypełznął delikatny rumieniec. Oskarżenie istotnie było absurdalnie, ale nie przeszkadzało to, by poczuł się z nim głupio. Skłonności do stalkerstwa nawet nie mógł się całkowicie wyprzeć, chociaż chłopak, nawet jeśli niebrzydki, zupełnie nie reprezentował typu jaki chciałby prześladować.
- Brzmi groźnie - zauważył, starając się powrócić do oziębłego wyrazu twarzy. - Może powinieneś szybko iść sprawdzić, czy nie siedzę w twojej szafce? - zasugerował.
Zabrał z siedziska swoją torbę i przerzucił ją przez ramię, robiąc krok w stronę wyjścia z trybun, sygnalizując, że chce już sobie iść. Pewien kłopot sprawiał jednak fakt, że stojący między rzędami ławek rozmówca skutecznie mu drogę wyjścia blokował. Aidan spojrzał na niego wyczekująco, unosząc w wyrazie zniecierpliwienia jedną brew i oczekując, że się wycofa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Nie Mar 09, 2014 12:36 pm

Daveth nie uczył się zbytnio na błędach. Przynajmniej jeśli chodzi o błędy, jakie popełniał w kontaktach międzyludzkich. Lubił być z innymi blisko, i nawet jeśli miało się to skończyć podbiciem oka czy złamaniem kilku żeber, nie wahał się zbytnio zaryzykować w zaciśnięciu do pewnego stopnia więzi z tym czy tamtym osobnikiem. Wszystko dlatego, iż uwielbiał być otoczony znajomymi twarzami, z którymi mógł pogadać o wszystkim w praktycznie każdym momencie. A im więcej ich, tym lepiej. Poniekąd (a tak naprawdę TYLKO) dlatego był całkiem znaną i rozpoznawalną w szkole postacią. Energiczną, rozrywkową i potrafiącą odwalać najróżniejsze, często popisowe najzwyczajniej w świecie numery, zwłaszcza gdy spróbować się z nim o coś założyć.
- To nie do końca prawda. - odparł go cwanie, podpierając głowę na zgięciu nadgarstka. - Widzisz... Gdybym trafił na ciebie, bodajże mdlejącego czy coś w ten deseń na środku ulicy, musiałbym ci obowiązkowo udzielić pierwszej pomocy. Jeśli bym tego nie zrobił, mógłbym wpaść w nieliche kłopoty. Nie żebym nie chciał, ale wiadomo... Nie jestem w tym aż tak dobrze wyspecjalizowany co ci z pogotowia, i co gdybym musiał cię resuscytować? - sądząc po jego pełnej ukrywanego rozbawienia minie, w głównej mierze najwyraźniej chodziło mu o, khm, ratownicze oddechy.
Z osobnikami opornymi, w większości przypadków radził sobie całkiem nieźle. Głównie przez swoją wrodzoną nieustępliwość. Jeśli zachodziła taka potrzeba, mógł nawet prowadzić długie, jednoosobowe monologi, byle tylko zachęcić „adresata” do wzięcia udziału w konwersacji. Miał w tym naprawdę całkiem niezłą wprawę. Wręcza lata doświadczenia.
- Ale i tak zabrzmiało miło~ - niemalże wszedł mu w słowo i gdyby miał ogon, zapewne zamachałby nim teraz radośnie. - …Oh? - wyłapane zmiany zachodzące za chwilę na twarzy młodszego chłopaka, musiały przypaść mu do gustu. - Co jest? Miałem więc rację? Kto by pomyślał, że jestem już taki popularny. - teatralnie odrzucił zarzucił mokrymi włosami, jednak w chwilę później coś zgoła innego niż myśli na temat swej domniemanej sławy musiały zacząć chodzić mu po głowie, bowiem ni stąd ni zowąd uspokoił się. Dłonie schował w kieszeniach spodni i przygarbił się nieco, usiłując przy okazji rozluźnić pospinane i obolałe przez to mięśnie.
- Hej... Sadzisz, że na podstawie zdjęcia mógłbyś naszkicować coś równie dobrego? - wyskoczył nagle, nie ruszając się z miejsca aby nie pozwolić mu uciec dopóki nie usłyszy klarownej odpowiedzi. A ta, jak rzadko, była dla niego dość istotna.
- Nie mam na myśli robienie tego za darmo, rzecz jasna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Mar 10, 2014 9:41 pm

Wysłuchiwał owej nieustającej gadaniny patrząc na chłopaka z coraz to większym niezrozumieniem. Nie całkiem wiedział o co mu chodziło, najwyraźniej nie pojmował nawet, że ten może chcieć wejść z nim w jakiś intensywniejszy kontakt tylko dlatego, że jest przyjazny i lubi ludzi. To nie było normalne, zdecydowanie. A nazbyt entuzjastyczna chęć kontaktu była w jego oczach podejrzana. W obliczu wzrastającej ostatnio paranoi gotów był podejrzewać, że wiąże się ona tylko i wyłącznie z krzywdą... dla jednej lub drugiej strony.
A on paplał i paplał, o coraz to większych abstraktach, a Aidanowi coraz bardziej zaczął umykać sens.
- Nie mam w zwyczaju mdleć na środku ulicy - zaprotestował zdezorientowany, ale jakby nieco oburzony podobną insynuacją. No dobrze, może i wyglądał blado, ale chyba jeszcze nie tak, jakby mógł się w każdej chwili przewrócić, prawda? Prawda?! - Gdyby jednak miało się mi zdarzyć mogę obiecać, że najpierw upewnię się, że nie ma cię nigdzie w pobliżu, żebyś przypadkiem nie musiał się mierzyć z reanimowaniem mnie. I widzisz, załatwione.
W bezinteresowny ratunek też nie wierzył. A jeśli aluzja do sztucznego oddychania imała go zawstydzić, to była zupełnie nieskuteczna. Wbrew pozorom jakie mógł sprawiać, niekoniecznie zresztą fałszywym, pewne elementy rzeczywistości bardzo racjonalizował, a to był jeden z nich. Nie widział w tym nic romantycznego, a nie był też na tyle niewinnym chłopcem by czuć zażenowanie na samą myśl o kontakcie warg.
- Nie łudź się. Nie jestem miły - ostrzegł, czując się już zmęczony tym przeinaczaniem faktów.
W związku z tym owo oskarżenie - tym było w jego mniemaniu - skwitował tylko pogardliwym parsknięciem, które idealnie oddawało całą jego refleksje na ten temat: bzdura.
- Ze zdjęć jest łatwiej. Obraz jest utrwalony i już przetworzony... - wyłożył, zdobywając się na tę łaskawość możliwe, że pod wpływem komplementu, nie dał się jednak ugłaskać na długo. - Złóż tę propozycję, która chodzi ci pogłowie, żebym mógł ją odrzucić i już sobie iść - ponaglił.
Nie, żeby nie poczuł nutki ciekawości. Podszyte to jednak było podejrzliwością i niedowierzaniem. Za sztukę nie łatwo było uzyskać wynagrodzenie, a on był tylko uczącym się dzieciakiem. Nawet nie jakimś wyjątkowo utalentowanym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sro Mar 12, 2014 4:53 pm

Biedny Aidan. Musiał mieć tego dnia naprawdę ogromnego pecha, żeby wpaść na Davetha być może i nie w pełni sił witalnych po zakończonym świeżo treningu, lecz z pewnością w pełni swego nienagannie optymistycznego i rozgadanego jestestwa. Powoli zaczynało wyglądać na to, że to już nie szesnastolatek jest jedynym, który w jakiś sposób wyładowuje się na starszym chłopaku. Role zaczynały się zmieniać. Mało subtelna różnica polegała na tym, że w przeciwieństwie do niego Daveth wyładowywał nie gniew czy nadmiar nagromadzonego stresu, lecz swoje niezdrowo wręcz pozytywne emocje i nastawienie do świata na chwilę obecną. Zupełnie, jakby usiłował opętać nimi ów nieszczęśnika.
- Trzymam więc za słowo! - roześmiał się rozbawiony jego protestem, a następnie ponownie położył mu bezczelnie łapsko na głowie i tym razem, zupełnie nie przejmując się, że może to raz kolejny naruszyć czyjąś przestrzeń osobistą, roztrzepał mu włosy jak to czasami czynią starsi bracia lub ojcowie w ramach okazania swej aprobaty. - Wyglądasz raczej dość mizernie, więc raczej nietrudno wyobrazić sobie coś w ten deseń, zwłaszcza jeśli dalej będziesz chodził taki nadąsany.
Szczerość niestety nie zawsze była zaletą, a już nieumiejętne jej wykorzystywanie przede wszystkim. On jednak nie przejmował się tym jakoś zbytnio w każdym razie dopóty, dopóki ofiara tejże szczerości nie wydawała się faktycznie urażona. W końcu nie sprawiało mu przyjemności przyprawianie kogokolwiek o złe samopoczucie czy też strapienie. Jak na razie jednak nie hamował się zbytnio i nie przejmował niczym, oceniając budowę ciała i dość drobny wygląd szkolnego kolegi.
- Po prostu nie chcesz się do tego przyznać. – stwierdził niezrażony, raz kolejny odbijając piłeczkę. W takich sprawach ciężko było znaleźć na niego mocnego. Jego perspektywa była zbyt skrzywiona. Jeśli chciał coś widzieć po swojemu – tak właśnie to widział. A im bardziej upierać się, że jest inaczej, to tak jakby nakłaniać go do utrzymywania własnego poglądu. Pewnie jeszcze długo mógłby się tak bezsensownie spierać z Aidanem, gdyby nie fakt, że w chwilę później tamten praktycznie przyznał, iż naprawdę istnieje możliwość wykonania przez niego zaproponowanego szkicu, chociaż jasnym podkreśleniem była niechęć do zrobienia tego dla niego. Początkowo jakby na chwilę się zaciął, ale i to szybko minęło, zaś szeroki uśmiech powrócił na właściwe sobie miejsce.
- Poważnie?! - niemalże wykrzyczał mu w twarz, jednak w miarę możliwości postanowił powstrzymać się od większego okazywania ogarniającego go podekscytowania. - Możesz sobie zażyczyć czego tylko chcesz! Nie zarabiam zbyt wiele, ale może to być obiad, pieniądze, przysługa, cokolwiek zechcesz! - merdu, merdu? Brakuje jeszcze tylko żeby się przeturlał, a potem usłużnie podał łapę, czyż nie? Zdaje się, że spędzał z psami zdecydowanie zbyt wiele czasu, bo niedługo również zacznie się takim stawać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Mar 15, 2014 11:07 pm

Niechęć Aidana do wchodzenia w intensywniejszy kontakt z przypadkowymi ludźmi nie była w zasadzie niczym niezwykłym. Nie przyjmowała bardziej radykalnych form niż u innych ludzi zwyczajnie ceniących sobie własną prywatność i nietykalność osobistą. Był jednak pewien drobiazg na punkcie którego był jakby lekko przewrażliwiony. Włosy. Zabawne, że intensywna barwa okazywała się przyciągać nie tylko wzrok, ale i natrętne obce łapy, podobne ataki zdarzały się wcale nie rzadko, nie mógł jednak to nich przywyknąć. Nie tylko ciągnięcie, ale i głaskanie, przeczesywanie, nawijanie na palce, mierzwienie nastroszonych kosmyków przez niepowołane osoby sprawiało, że niemal zaczynał dygotać. Różnie, a nawet jeszcze bardziej wrażliwe na dotyk okazywały się okolice karku i tył głowy - muśnięcia obcych palców w tej okolicy przyprawiały go o dreszcze, które mogłyby być przyjemne, gdyby wyraził na podobne działa zgodę, ale nieproszone i niespodziewane kojarzyły się raczej z natrętnym molestowaniem.
Dlatego też, kiedy ręka koszykarza wylądowała - po raz drugi - na jego głowie i  w dodatku bezczelnie rozczochrała mu czuprynę, niemal panicznie odchylił się poza jej zasięg, a jego mina wyraźnie sugerowała, jak bardzo jest zdegustowany podobnym zachowaniem.
- Nie rób tak - zażądał marszcząc nos z niesmakiem.
Wytykanie mu, że kiepsko wygląda wcale nie poprawiło sytuacji i nawet nie chciało mu się tego komentować parsknął tylko. Zaczynał nabierać poczucia, że nie warto strzępić sobie języka.
- Tak sobie wmawiaj - mruknął więc tylko, zaprzestając wszelkich protestów.
Zapewne dalej manifestowałby brak chęci do czynienia z owym osobnikiem jakichkolwiek interesów - nawet jeśli obecny byłby tylko efekt grochu i ściany - powstrzymało go jednak pewne magiczne słowo. Czy raczej dwa słowa. Cokolwiek zechcesz. Nawet jeśli były to tylko słowa trudno było odmówić sobie chociażby rozważenia ich. Gdyby ktoś przyłożył w tej chwili ucho do jego głowy zapewne mógłby niemal usłyszeć coraz szybciej obracające się myślowe trybiki.
- Dowolna przysługa? - zainteresował się, pozornie obojętnie, a wyraz jego twarzy również zdradzał niewiele poza zamyśleniem i nadal widocznym dystansem. - Nie powiedziałeś co miałbym narysować - zauważył po krótkiej chwili milczenia, ale chociaż jego ton nie sugerował niczego przy odpowiedniej dawce optymizmu można było dopatrzyć się w tym obietnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Mar 17, 2014 12:06 am

Zamrugał kilkakrotnie bardzo szybko, nie tyle zaskoczony samą reakcją na jego dotyk co raczej jej intensywnością. Czyżby przez przypadek pociągnął go za włosy? A może faktycznie nabił mu tą nieszczęsną piłka guza i teraz naruszył obicie? Z początku bardzo go kusiło aby o to zapytać, jak miał w zwyczaju, jednak po chwili namysłu zdecydował się tego wbrew wszelkiej ciekawości nie robić. Cofnął jedynie rękę i przekształcił swój uśmiech na nieco przepraszający, nie chcąc żeby miał mu to za złe. Zresztą, o wiele bardziej jakoś w dalszym ciągu kontemplował nad jego wątła posturą. Nawyk. Robił to za każdym razem kiedy tylko poznawał kogoś nowego, oceniając jego ewentualną przydatność gdyby chciał zaprosić w poczet koszykarzy – a tym ostatecznie i tak molestował każdego jednego, nawet jeśli wiedział iż koszykarz będzie z niego lichy. W końcu chodziło przede wszystkim o radość z gry, prawda? Prawda?!
- ...Pewnie za słabo się odżywiasz. - przytaknął samemu sobie z początku niemalże energicznie, lecz zaraz na jego twarzy wymalował się wyraz wahania. - Albo po prostu masz za dobry metabolizm...? – poprawił kolejnym ze swych "cudownych" przypuszczeń z lekką nutką podziwu na samą myśl o takowym. Co prawda nie potrzebował lepszego niż już i tak odziedziczył. Poza tym intensywne i regularnie przeprowadzane treningi oraz ćwiczenia, że nie wspominając o ogólnej nadaktywności jego osoby, aż nadto wystarczał mu i bez niego. Mimo to, dobra przemiana była czymś, czego zawsze warto trochę pozazdrościć. Gdyby nie ćwiczył, bez niej szybko zostałby tłuściochem, zważywszy na porcje jedzenia jakie potrafił na co dzień pochłaniać.
Swoje gdybania przerwał by dalej móc okazywać pełnię oddania sprawie szkicu. Pokiwał głową pewnie i oparł ręce na bokach.
- Jaka tylko chcesz! Jeśli masz wątpliwości co do mojej prawdopmówności, możesz zapytać któregokolwiek z moich znajomych. Zawsze dotrzymuję danego słowa! – zapewnił go i zaraz wyciągnął jedną rękę w jego stronę, ale tylko ledwie przycisnął opuszek palca wskazującego do klatki piersiowej szesnastolatka. - Poczekaj tu. – niemalże nakazał stanowczo i pochylił się w celu podniesienia ciągle trzymanej pod butem piłki. - Przyniosę je, więc poczekaj na mnie chwilę. Tylko nie uciekaj! - przekręcił się zwinnie, przeskoczył pierwszy rząd krzesełek, wyminął drugi i wreszcie bez zbędnych ceregieli pognał w stronę szatni. Tam też rozbijał się jakiś czas, przeszukując swoją torbę za zagrzebanym najwyraźniej dość głęboko portfelem. Gdy go wreszcie odnalazł po rozpieprzeniu naokoło wszystkiego co tylko się dało razem z książkami oraz własnymi ciuchami, zarzucił jeszcze tylko ręcznik przez kark i odrobinę potykając się na zmęczonych i obolałych nogach, wrócił truchtem do Aidana. O ile tamten mu nie uciekł z trybun, korzystając z okazji jego nieobecności, Daveth wyciągnął do niego posklejaną taśmą klejącą fotografię. Wcześniej widocznie została podarta na kilka kawałków, lecz osoba, która ją sklejała, włożyła wiele trudu w zrobienie tego dokładnie i z uważną starannością.
Zdjęcie przedstawiało rodzinę złożoną z czterech (nieformalnie już pięciu) jej członków. Na środku stała stosunkowo młoda jeszcze para. Kobieta o wyraźnych, japońskich rysach i w zaawansowanej ciąży, uśmiechała się delikatnie, oburącz trzymając na rękach szczerzącego się wesoło chłopca. Miał krótko przycięte, nieco skręcających się w końcówkach włosy o rudym zabarwieniu. Gdyby były dłuższe, można by mieć problemy z pomyleniem go z dziewczynką, ze względu na odziedziczony po matce tym urody. Po jej lewicy stał zaś wiele wyższy od niej mężczyzna o odrobinę cwaniackim, ale i zarazem łagodnym półuśmieszku. Prawą ręką obejmował swoją żonę w pasie, zaś lewą trzymał za rączkę kolejnego chłopca i zapewne swego syna. Mały Daveth, poza jeszcze niewyostrzonymi po ojcu rysami twarzy i tymi samymi, odrobinę dłuższymi, prostymi, czarnymi włosami, w ogóle nie przypominał aktualnego „siebie”. Oczy skierowane były w bok, w wyraźnym zakłopotaniu i prawdopodobnie zawstydzeniu. Sprawiał wrażenie ponurego dzieciaka, lecz w jego postawie było tez coś, co sugerowało iż wcale nie stoi przed obiektywem z przymusu.
- To! Chciałbym żebyś to naszkicował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pią Mar 21, 2014 11:14 am

Jakaś żyłka na skroni zaczynała mu coraz gwałtowniej pulsować, zarazem zdradzając irytację i zapowiadając ból głowy. W tym momencie zapewne ostatecznie zrezygnowałby z jakże absorbującego towarzystwa koszykarza, oddalając się pospiesznie choćby i bez pożegnania, w miejscu trzymała go ta kusząco brzmiąca obietnica na którą sam sobie przetłumaczył jego wcześniejsze słowa. Co jednak nie przeszkadzało mu reagować rozdrażnieniem na podobne podsumowywanie jego osoby. Ostatecznie to jak się odżywiał było tylko i wyłącznie jego sprawą. A już co najwyżej sprawą między nim a jego hematologiem. Który pewnie będzie chciał obedrzeć do ze skóry przy najbliższej wizycie. Ale mniejsza o niego…  
- Po prostu tak wyglądam – burknął, tonem nie mogącym już wyraźniej sugerować, że Daveth ma się odczepić. – Jeśli ci się nie podoba patrz w inną stronę.
Zamrugał powoli, jakby lekko zdezorientowany tym nagłym wybuchem entuzjazmu. Nie zdążył nawet zasugerować, że nie będzie się zniżał do podobnych przeszpiegów, ani nawet zbulwersować się podobnie bezczelnym dźganiem go bez pozwolenia. Wzruszył tylko ramionami, patrząc jak starszy chłopak odbiega i mimochodem diagnozując u niego jakąś formę hiperaktywności. Może nawet ADHD. A brak piątej klepki to już na pewno.
Z westchnieniem usiadł na najbliższym siedzeniu, w spokoju oczekując jego powrotu i w międzyczasie obracając w głowie najróżniejsze opcje. Pod niebieską czupryną zdołało zwizualizować się co najmniej kilka różnych scenariuszy, Aidan jednak nie mógł zdecydować się, który będzie najkorzystniejszy. Na tę decyzję miał jednak jeszcze czas i nie dało się wkluczyć, że występujące po drodze okoliczności zdeterminują ów wybór.
Gdy Daveth wreszcie wrócił odebrał od niego fotografię bez słowa i przyjrzał się z uwagą przedstawionej na niej scence. Bezwiednie zacisnął zęby na ten widok. Zrobiło mu się jakoś dziwnie. Poczuł niemalże wyrzuty sumienia wobec uśmiechniętego chłopaka z poniszczonym rodzinnym zdjęciem, szybko jednak odgonił je od siebie bezgłośnym argumentem rozsądku, że taka urocza fotka absolutnie o niczym nie świadczy. Widział przecież ostatnio coś równie uroczego i zdawał sobie sprawię z ulotności lukrowanych pozorów. Przejmowanie się czymś takim było tylko słabością, którą prędzej czy później ktoś wykorzysta na jego niekorzyść, tego mógł być pewien.
A jednak mimo wszystko czuł, że musi zadać to pytanie:
- Jesteś pewien, że nie wolisz, żeby narysował to ktoś, kto ma… większą wprawę?
Nie, żeby chciał sobie robić antyreklamę, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że jest tylko nastoletnim amatorem. I owszem, mógł być zdolny, ale nie był geniuszem, w samej tej szkole znalazłoby się sporo osób, które zrobiłyby to lepiej, przecież college miał profil artystyczny. Chciał zażądać zapłaty bez okazywania skrupułów, tym bardziej chciał się więc upewnić że „klient” będzie zadowolony. Że się postara, to było pewne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pią Mar 21, 2014 1:54 pm

Bez większego zastanowienia pokręcił głową.
- Nigdy nie powiedziałem i raczej nie powiem, że mi się nie podoba. To tylko drobne zboczenie zbyt zapalonego sportowca. Ciężko je kontrolować. – ponownie zgarnął jeszcze z twarzy kolejne, mokre kosmyki, które raczył na nią opaść. - Odganiając się od niego, uważam, że twój wygląd i tak ma nadto wyjątkowy urok. – stwierdził swawolnie takim tonem, jak gdyby mówienie tego typu rzeczy było najnormalniejszą sprawą pod słońcem. Kompletne zero zażenowania czy zawahania. Zresztą kiedy entuzjazm faktycznie wziął nad nim górę, nie miał już nawet większej okazji aby zwrócić na cokolwiek więcej uwagę, aż do swojego powrotu z szatni.
Bardzo sprawnie i w sposób jak najbardziej naturalny unikał choćby najmniejszego, krótkiego zerknięcia kątem oka na przyniesioną fotografię. Po oddaniu ją w ręce szesnastolatka, splótł jedynie ręce za plecami i w dalszym ciągu widocznie uradowany, uśmiechał się szeroko. Gdyby go zapytać, rzeczywiście nie mógłby zaprzeczyć, że zdjęcie jest dla niego bardzo ważną pamiątką. Zwłaszcza, będąc świadomym iż nie było mowy aby jeszcze kiedykolwiek mógł uświadczyć siebie wraz z rodziną na podobnie sielankowym obrazku. Dobrze pamiętał jak bardzo w tamtych czasach nienawidził gdy go fotografowano. Znosił to tylko i wyłącznie w obecności matki i ojca.
- Eh? - wydał z siebie dźwięk lekkiego zaskoczenia pod wpływem dość niespodziewanego pytania i choć początkowo dał po sobie poznać pewną dozę skonfundowania, bardzo szybko wrócił do firmowego uśmiechu, pełnego pewności siebie. - O czym ty mówisz? Gdybym nie był, nie prosiłbym o to. - przekręcił się bokiem i klapnął na jedną z pełnych trybun ławek. Nogi przysłowiowo wchodziły mu w rzyć. O tej porze, matki nie powinno być jeszcze w domu, więc sądził, że na spokojnie uda mu się wziąć dłuższą, przyjemniejszą kąpiel w mydlinach. Iście kusząca wizja, musiał przyznać w myślach.
- Prawdę mówiąc, miałem poprosić o to już dawno, ale widzisz, aż dotąd nie miałem do czynienia z nikim, kto znałby się na tego typu rzeczach.
Kolejne kłamstwo do kolekcji. Nazbyt dobrze zdawał sobie sprawę, że nie było w tym aż tyle prawdy ile powinno. Owszem, znał, z tym że owych znajomych nie miał nazbyt wiele. Jednakowoż głównym mankamentem było ich podejście. Bycie przyjaznym dla wszystkich dookoła, również miało swoje minusy. Ludzie myśleli, że tylko przez częste konwersacje o niczym, stają się dobrymi przyjaciółki. Czuli się więc najwyraźniej „zobowiązani” w pewnych momentach, dopytywać o szczegóły na bardziej osobiste tematy. Mógł się założyć o cokolwiek, że właśnie ci których znał, od razu zaczęliby bombardować go swoimi dociekliwościami. Ot chociażby o powód zniszczenia fotografii czy każdą z osób na zdjęciu po kolei. To byłby problem. Bardzo kłopotliwy na dodatek. Tymczasem miał przed sobą kogoś, kto go nie znał i kto wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie chce mieć z nim do czynienia bardziej niż potrzeba. Dlatego wydawał się idealnym wyborem.
- Jesteś w tym dobry! Nie widzę problemu. Dlatego proś o zapłatę jaką tylko chcesz~ – zastygł w oczekiwaniu, przyglądając się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Sob Mar 22, 2014 11:15 pm

Długą chwilę milczał, unikając nawet uniesienia wzroku i spojrzenia na chłopaka. Nie chodziło tylko o mieszane uczucia, jakie wzbudziło w nim patrzenie na fotografię. Również to co powiedział zanim po nie pobiegł wywołało w Aidanie stan dość ambiwalentny w swej naturze. W pierwszej chwili zrobiło mu się podejrzanie wręcz miło, szybko jednak odegnał od siebie ową słabość. W akcie wzbudzenia w nim owej słabości upatrywał czystej perfidii, złych zamiarów i nie zamierzał ulegać, czy pozwolić się w ten sposób obłaskawić. A jeśli ten nieszczęśnik faktycznie dostrzegał w nim jakiś urok… cóż, tym lepiej. Nie zamierzał jednak zaprzątać sobie głowy podobnymi kwestiami, tak było zdecydowanie bezpieczniej.
Dopiero, gdy usłyszał odpowiedź na swoje pytanie poderwał głowę, by na niego spojrzeć. Nie komentował tego w żaden sposób, po prostu krótko kiwnął głową na znak, że rozumie, a potem wrócił do kontemplowania zdjęcia. Teraz jednak myślał już o nim tylko jak o obiekcie, który musiał przetworzyć wewnątrz swojej głowy, a potem przenieść na papier, a jednak trudno było uciec od dziwnego uczucia jakie zagnieździło się gdzieś na dnie jego świadomości. Gdy już nie mógł go dłużej znosić, a może po prostu się napatrzył, wyciągnął z torby jakąś książkę i ostrożnie włożył posklejane zdjęcia między kartki, najwyraźniej w trosce, bo go nie zniszczyć.
Nie pytał o nic. Wydawał się instynktownie rozumieć, że nie powinien… Ach, nie. Daveth miał rację, po prostu go to nie obchodziło. Nie interesowało, nie chciał wiedzieć, nie chciał się w żaden sposób angażować w tę transakcję. Poza zaangażowaniem twórczym rzecz jasna, ale to paradoksalnie było w swej naturze bardzo odległe od subtelności jaką w jego mniemaniu miał w sobie ów układ. Nie był pewien, czy zleceniodawca by się z tym zgodził, nie zamierzał jednak wtajemniczać w szczegóły swoich rozważań. To było wręcz niewskazane.
- Nie, nie… Najpierw rysunek. Potem porozmawiamy o zapłacie – sprostował. - Nie martw się, nie zapomnę o tym drobnym, acz dla mnie raczej istotnym szczególiku - nadał była w jego głosie złośliwość, ale już nie obliczona na odstraszenie rozmówcy, bardzie swobodna i zwyczajnie dla niego naturalna. Uważny słuchacz z pewnością mógłby wychwycić różnicę.
Po raz pierwszy od kiedy zaczęli tę rozmowę zaszła też tak radykalna zmiana w jego mimice, a konkretnie - uśmiechnął się wreszcie. Nie nadmiernie szeroko, nieco krzywo, bardziej do siebie niż do koszykarza, ale jednak. Niewątpliwie był to pewien postęp.
- Nie wiem, ile czasu mi zejdzie, ale dam znać jak już skończę - poinformował podnosząc się z miejsca i najwyraźniej uznając owa schadzkę na trybunach za zakończoną, gotów się oddalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Mar 24, 2014 1:21 pm

Przeciągnął się i począł przecierać mokry w dalszym ciągu kark ręcznikiem przezeń przerzuconym. Musiał przyznać, że był to naprawdę udany dzień. I chociaż jeszcze się on nie skończył, odnosił bardzo mocne wrażenie, że nawet powrót do domu nie będzie mu go w stanie dzisiaj spaprać. Zakładając, że obraz z fotografii zostanie przeniesiony pewnie na format A4, będzie mógł oprawić go i powiesić na ścianie! To nawet więcej niż by sobie życzył.
Krótki przejaw niepokoju wyskoczył z niego i wymalował na twarzy tylko na moment trwający nie więcej niż ułamek sekundy, kiedy zdjęcie znikało między stronicami jednej z książek szesnastolatka. Za bardzo się przejmował, huh? Cóż, nic dziwnego, pomyślał. W końcu nigdy wcześniej nie rozstawał się z tą, tak cenną przecież dla niego pamiątką. Zawsze leżała bezpiecznie w portfelu, od czasu do czasu wyciągana jedynie po to, by rzucić na nią okiem w zaciszu czterech ścian własnego pokoju. Pozostawianie jej zatem w cudzych rękach, musiał z niemałym zaskoczeniem dla samego siebie, przyjąć za uczucie niepokojące i zdecydowanie niekomfortowe. Coś bardzo niecodziennego, jakby na to nie spojrzeć.
- Heeh? Niespodziewanie uczciwy z ciebie gość, co? - uśmiechnął się ponownie, tym razem jednak bardziej w celu ukrycia nagle niezwykle niepasujących do niego, natężających się mieszanych uczuć. Nawet jeśli zapewniał się, że przecież chłopak nie wrzuci fotografii do niszczarki ot tak sobie, nadal nie mógł pozbyć się tego uciążliwego wrażenia. Ciężko powiedzieć czy jego dłonie nie zaczęłyby w pewnej chwili spazmatycznie zaciskać się w pięści, gdyby nie impuls zaskakujący w jego głowie na widok dość niespodziewanego uśmieszku, który objawił się na twarzy towarzysza. Dla pewności, że jednak mu się nie przywidziało – zamrugał, i dopiero wówczas parsknął krótkim śmiechem. Jakoś dziwnie mu ulżyło.
- Zdecydowanie powinieneś się częściej uśmiechać. Pasuje ci. - skomentował go i jakby na nowo rozluźniony, podniósł leniwie swój zacny zadek z zajmowanego przez siebie miejsca. Odruchem niemalże znowu byłby roztrzepał młodszemu chłopakowi włosy, lecz tym razem postanowił powstrzymać się. Jak rzadko kiedy.
- W razie czego, jestem na profilu weterynarii, ale możesz też wpadać w trakcie treningów gdybyś czegoś potrzebował. Chyba że wolisz wymienić się numerami. – wciągnął też do niego rękę w ramach pożegnania, aczkolwiek wcale by się nie zdziwił, gdyby ten nie odpowiedział mu w ten sam sposób. - Hej, może jednak powiesz mi przynajmniej jak masz na imię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Trybuny   Pon Mar 24, 2014 8:57 pm

Uczciwy? Parsknął jedynie z cicha, jakby sugerując, że on nie ująłby tego w taki sposób. Z uporem odtrącał każda miłą rzecz, jaką chłopak mógłby zechcieć o nim powiedzieć, nie tylko dla tego, że nie ufał podobnym stwierdzeniom - uważał też, że na nie zasługuje. Kontakt z jego osobą mógł być jedynie szkodliwy, ale skoro ktoś sam o niego zabiegał... nie mógł być odpowiedzialny.
Nie widziałam jednak powodu dla którego miałby robić mu na złość niszcząc jego własność z czystego kaprysu. Nawet nie przyszło mu to do głowy. Nawet jeśli we własnym mniemaniu był naprawdę okropnym człowiekiem, to dokonywanie podobnych uczynków bez większego powodu wydawało mu się nie tyle niegodziwe, co po prostu pozbawione sensu. Miał nieco bardziej subtelne plany wobec niego, nawet jeśli nie całkiem jeszcze sprecyzowane i wymagające dokładniejszego przemyślenia - stąd między innymi zwłoka z żądaniem zapłaty, nie z uczciwości. Spostrzeżenia te, podobnie jak wiele innych, nie musiały jednak wcale wychodzić poza jego głowę.
- Och, daruj sobie - rzucił tylko, przewracając oczami w reakcji na podobne wyświechtane stwierdzenie, kąciki ust uniesione w niejednoznacznym grymasie nie opadły jednak ku dołowi.
Przyjął podane informacje do wiadomości, nie zareagował jednak na nie w żaden szczególny sposób. Propozycje wymiany kontaktów też chciał w pierwszej chwili odrzucić, po chwili namysłu uznał jednak, że to może być przydatne. Spojrzał na wciągniętą dłoń Davetha, marszcząc lekko brwi,a następnie zamiast przypieczętować porozumienie podaniem mu ręki w dość bezpośredni sposób wcisnął mu swój telefon.
- Zapisz mi twój numer - zezwolił łaskawie.
Kiedy koszykarz spełnił prośbę, schował swoja własność do kieszeni, nie wykazując najmniej chęci by się odwzajemnić, po czym jak gdyby nigdy nic ruszył w kierunku wyjścia.
- Jestem Aidan. I znajdę cię, kiedy będzie trzeba - rzucił przez ramię, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Niewątpliwie znajdzie. Być może kiedy sam będzie tego potrzebował.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Trybuny   

Powrót do góry Go down
 
Trybuny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Trybuny
» Trybuny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Hala sportowa :: ∎ Sale gimnastyczne-
Skocz do: