IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie numer 59

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Mieszkanie numer 59   Nie Lut 16, 2014 10:04 pm

~ Skromna kawalerka, mająca koło 40 m^2. Ma dwa pokoiki, z czego jeden robi za skromną sypialnie, zaś jeden pokój to jadalnia, pokój gościnny i kuchnia w jednym, która jest rozdzielona jedynie beżową wysepką. Łazienka znajduje się zaraz przy sypiali. Wszystkie pomieszczenia są utrzymane w stylu retro, tak jak lubi Zahil. Na prawej ścianie porozwieszane są plakaty, płyty winylowe, na samym środku pokoju mieści się dość szeroka sofa, koloru czarnego, na ścianie naprzeciw niej wisi dość spory telewizor. Obok telewizora swoja dwie lampy. Sypialnia wygląda równie skromnie jak pokój gościnny, cała utrzymana w kolorach jasno brązowych, beżowych i białych. Wygodne łóżko zajmuje większą część pokoju. Po za tym mieści się jedynie tutaj ciemnobrązowa komoda, na której poukładane są wszystkie nagrody jakie zdobył Zahil podczas swojej podróży w świecie aktorskim. Na ścianie wisi parę zdjęć, oprawionych w ramki, przedstawiające najważniejsze sceny z jego życia. W prawym rogu pokoju, obok łózka leży wielki pluszowy miś, mający z pewnością więcej niż metr i jest on jedyna zabawką Zahila
Reszta opisu kiedyś się pojawi~

Zahil jak zakładał, zaprowadzał chłopaka najkrótszą droga do swojego domu, toteż nie minęło zbyt dużo czasu, zanim się znaleźli pod blokiem. Niby był sławny, ale cóż poradzić, lubił mieszkać skromnie i mieszkanie w bloku akurat mu odpowiadało. Po za tym, miał bardzo blisko do centrum, ledwie dwadzieścia minut piechotą, a komunikacją miejską z pewnością jeszcze szybciej. Chrząknął w dłoń i puścił Satoriego, by wyciągnąć z kieszeni klucze i ich obojga wpuścić do środka. Słodki dom. Zapomniał tylko posprzątać o czym sobie przypomniał dopiero wtedy, gdy drzwi z chrzęstem się otworzyły. Cholera powinien w końcu zadzwonić po tego ślusarza, żeby zrobić porządek z tymi drzwiami, burknął w myślach, marszcząc brwi. Parę ubrań walało się po podłodze, gdzieś tam był jakiś stary, plastikowy kubek po kawie z jakiegoś randomowego baru.
- Wybacz, nie miałem dawno gości w domu, wiec nie sprzątałem już jakiś czas - Rzekł i od razu się rozebrał z ubrania wierzchniego, po czym zaczął zbierać wszystkie brudy z podłogi i segregować, śmieci do kosza w kuchni, a ubrania brudne i znoszone wkładał od razu do pralki. Dopiero potem cicho westchnął, kiedy mniej więcej ogarnął swój dom. Rany, ale wstyd, chrząknął w myślach. Potem znów pomyślał o chłopaku. Cholera, powinien mu coś przygotować, tylko co. Może herbatę na początek, przecież jak zrobi mu kawy, to zaraz się może jeszcze nazbyt pobudzić. Nigdy nie był zwolennikiem picia czegoś takiego w tak młodym wieku, toteż postanowił co postanowił i szybko w kuchni zaczął się krzątać. Jakby nagle tak zaczął się martwić o to, co chłopak powinien a co nie. Rany, przecież sam mu kupił piwo w barze. Co za hipokryzja.
- Rozgość się, włącz sobie telewizor czy coś. Zaraz zrobię ci jakaś herbatę - Krzyknął, wystawiając na chwilę głowę w jego stronę, po czym znów grzebał w szafkach, wyciągając różnie rzeczy i wymieniając nazwy coś w stylu "zielona herbata, czerwona herbata, skórki pomarańczy, kwiaty hibiskusa, kandyzowane owoce" i wiele wiele innych, co mamrotał, czasem coś rzekł na głos, a czasami się zdenerwował, kiedy nie mógł czegoś znaleźć. I tak zajmował swój czas, póki woda w czajniku, którą w między czasie nastawił, się nie zagotuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pon Lut 17, 2014 12:32 am

Może to było z jego strony nieodpowiedzialne, ale to w końcu on się zgodził, a nawet zaproponował mieszkanie Zahil'a. Może było to po prostu wynikiem tego, że ten świat dorosłych jakąś go ciągnął. Poza tym pierwszy raz od niepamiętnych czasów wyrwał się z terenów szkolnych, to też była dla niego frajda. W Chicago w poprzedniej szkole to często opuszczał tereny szkoły, chodzi do kawiarni, na zakupy. A tu gnił albo w szkole albo w akademiku albo w sali gimnastycznej. Więc zapomniał zupełnie o tej małej, delikatnej i krótkiej pieszczocie sprzed chwili i zaśmiał się gdy Zahil, powiedział to zdanie.
Czy serio chciał się dowiedzieć o nim wszystkiego, czy tylko tak powiedział. W każdym razie brzmiało to dość zabawnie zważywszy na okoliczności. Jakby to była jakaś amerykańska komedia romantyczna to aktor powinien paść na kolana i mu się w tym mrozie oświadczyć. Ale jakoś Satori nie mógł sobie tego wyobrazić z jednego podstawowego powodu. Zahil by pewnie nie klęknął na zimnej, brudnej i mokrej ziemi. Ta wizja tak go rozśmieszyła, a w sumie dziecinna wyobraźnia ruszyła do przodu. I już Satori myślał o tym, jakby mężczyzna musiał to zrobić, aby nie klękać na ziemi. Na stojąco to bez sensu, ale może gdyby pożyczył ten latający dywan od Alladyna wszystko byłoby bardziej romatic. Ale nie, gdyby wznieśli się wyżej w niebo to Satori zamarzłby albo mocniejszy podmuch wiatru zwiał by z latającego animowanego środka transportu miejskiego. Dobra, koniec tej fantazji. Przestał wymyślać scenariusze, kiedy już ruszył z Zahil'em do jego mieszkanka.
Nie odezwał się ani słowem przez całą drogę aż na osiedle bloków w dzielnicy mieszkalnej. Bo było mu tak zimno, że wolał nie narażać się na przeziębienie. A w jego stanie, gdzie powinien według zaleceń lekarza dużo spać, oszczędzać się, jeść i brać leki, to już w ogóle przeziębienie nie wchodziło w grę. Gdy mężczyzna otworzył przed nim drzwi z numerem 59, na usta Satori'ego wkradł się cwaniacki uśmieszek.
– Widzę, że łączy nas zamiłowanie do chaosu. – zaśmiał, się po czym wyciągnął telefon i orientacyjnie wysłała sms's do brata i współlokatora, że żyje i wszystko z nim w porządku. Mieszkanie jak na standardy życia czerwonowłosego było wielkości chyba jego garderoby w domu w Kalifornii. Ale w sumie to mieszkanie przypominało dom, miało ten klimat, atmosferę. Nie były to tylko cztery puste, zimne ściany, ale widać było, że właściciel lubi spędzać w nim czas. I przede wszystkim dobrze się czuje. Dom taki właśnie powinien być. Ciepły, otaczać opieką i troską jego właścicieli – domowników. Ładniej brzmi.
Gdy Zahil ogarnął mniej więcej z wierzchu jakieś ciuchy, Satori ściągnął swoje buty i przekroczył próg jakby z jakimś szacunkiem do tego miejsca. Nie ściągał jeszcze kurtki, bo wciąż dreszcze przechodziły całe jego ciało. Gęsia skórkę miał nawet na szyi i policzkach. Ale w mieszkaniu było ciepło. Poszedł na kanapę według zaleceń aktora. Wszedł na nią całą, bez pytania w sumie. Myślał, że nic się nie stanie w końcu nie miał już butów. Głowę oparł o poduszkę, podkurczył nogi i położył się bokiem na kanapie. Jego wzrok nie zatrzymywał się zbyt długo na jednej rzeczy. Satori był oczarowany tym przytulnym kątem.
Mężczyzna zniknął w kuchni robiąc dla niego herbatę, a on poczuł się jakoś tak błogo, że oczka mu się zamykały. No ale nie może przecież usnąć u obcej osoby w domu. To by było nie dość, że dziwne to do tego jeszcze niebezpieczne. Wciąż leżał w kurtce i narzucił na siebie jeszcze znaleziony za sobą koc. Było mu tak dobrze, tak przyjemnie, tak błogo... jak nigdy chyba!

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pon Lut 17, 2014 9:13 pm

- Jak to młodzieżowym slangiem powiedziawszy: Chaos zawsze spoko.
Do domu jakoś nigdy specjalnie nie przykuwał uwagi. Spełniał wszystkie jego potrzeby, miał swój klimat, styl jaki mu odpowiadał, przedmioty były zawsze tam, gdzie jak zwykle ich potrzebował. Wszystko układało się to w harmonijnym porządku, który tylko chyba Zahil potrafił dostrzec. Skromnie to skromnie, a bo to on lubił przepych? nie za bardzo. Specjalne tez głowy dobrej nie miał, zgubiłby się, gdyby miał za dużo tego w domu. A, ze mieszkał sam od dobrych dziesięciu lat, także tak małe mieszkanie było dla niego najlepszym rozwiązaniem. Gości też nie miał zbyt często, bo też ot tak nikogo do siebie nie zapraszał. Wyjątki, owszem, były, ale jak to wyjątki, niezbyt były one regularne, czy częste. Ot, zwyczajnie wychodziło na to, że Zahil po prostu prowadził samotniczy tryb życia, czasem wychodząc naprzeciw jakiemuś towarzystwu. Tak jak np. dzisiaj. A to, ze zabrał chłopaka ze sobą do swojego mieszkania, to ze względu na zamartwianie się jego stanem zdrowia, i jeszcze jedną sprawą, o której wolał póki co nie mówić. Jeszcze by się ktoś obraził.
W międzyczasie ktoś zadzwonił, rozmowa była niezbyt przyjemna, pojawiło się parę bluzgów, a ostatecznie zakończyła się naciśnięciem czerwonej słuchawki przez Zahila. Westchnął ciężko. Naprawdę, ludzie nie maja kiedy do niego dzwonić. W międzyczasie woza już się zagotowała, także herbatę mógł śmiało zalać, a kiedy już to zrobił i odczekał parę minut, z kuchni rozniósł się przyjemny jej zapach, składający się głównie ze słodkich rzeczy. W takim razie, można powiedzieć, ze słodki aromat powoli wypełnia cały dom. Wentylację miał w porządku, także na to nie trzeba było długo czekać. Zaniósł ostrożnie kubek przed kanapę i postawił na stoliczku, takim małym, skromnym, bo to było zwykłe ciemnobrązowe drewno. Nawet nie miało żadnej ozdobnej szybki. I teraz dopiero zauważył Satoriego, który siedział pod kocem, na dodatek cały ubrany. Kiedy herbata leżała już na stoliku, Zahil pochylił się nad chłopakiem i delikatnie pogładził go po głowie, uśmiechając się. Co za słodka istotka. Normalnie aż się rozczulał.
- Jak zamierzasz spać, to chociaż najpierw kurtkę zdejmij, bo się przegrzejesz - Odrzekł, po czym sam, nawet nie pytając się, ściągnął z niego delikatnie koc, podrzucił go w rękach do siadu i ściągnął z niego kurtkę - Herbatę ci zrobiłem, gotowa do picia - Odparł, zabierając kurtkę ze sobą po czym oddalił się, by odwiesić ją na wieszak przy drzwiach. Potem powrócił i usiadł z boku, tak, by specjalnie przestrzeni osobistej chłopaka nie naruszać. Może faktycznie pójdzie spać, albo co. Zahil póki co nie włączał nic w tym pokoju. Nastawił jedynie jedną z lamp pokrętłem, tak by dawała znikome światło, niezbyt rażące. Potem tylko wyciągnął telefon, sprawdził godzinę, parę wiadomości, marszcząc przy tym brwi, i co rusz zerkał na Satoriego, słodko się uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Wto Lut 18, 2014 11:06 am

Na slangowe hasło wypowiedziane przez aktora, Satori uśmiechnął wesoło.
Gdy leżał sobie tak na łóżku i oczka powoli mu się zamykały nie myślał o niczym. Przez krótką chwilę jego prawie że drzemkę przerwał telefon. Rozmowa Zahil'a z kimś nie należała do przyjemnych. A chłopaka zaczęło interesować o co chodziło. Następnie czerwonowłosy wychwycić dźwięk zagotowania się wody, zalewania herbaty i kroków mężczyzny w jego kierunku. Zanim Zahil dotarł di pokoju Satori poczuł przyjemna won herbaty.
- Nie raczej spać nie będę. Przepraszam to przez to że mam trochę osłabiony organizm. - powiedział chłopak i za pomocą aktora usiadł wygodnie. W łapki dostał kubek pyszne pachnącej herbaty. Upił od razu kilka łyków. Uśmiechnął się zadowolony.
- Hmmm pyszna. Dziękuję bardzo. - popatrzył na niego mając w oczach takie wesołe świerki.
Gdy Zahil zasiadł przy nim, ale jakby nie przy nim. Zastanowił się czemu on siedzi tak dziwnie. Przesunął się do niego i oparł się ramieniem o jego ramię.
- Chyba dzwonił ktoś kto cie zdenerwował? Może chcesz zostać sam? Albo może...może...  - nie wiedział co miał powiedzieć. Jeśli Zahil miał problemy to on przecież nie będzie mi umiał mu pomóc bo to przecież problemy dorosłych. A on się na tym nie zna. Popatrzył tylko w pachnacy, ciepły i rozgrzewajacy napój. Utkwił w nim swój wzrok, bo nie za bardzo wiedział w która stronę spoglądać. Nie wiedział czy ma się zbierać do opuszczenia mieszkania numer 59 czy może Zahil wyjaśni mu co go martwi?!

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pią Lut 21, 2014 5:27 pm

- Eh, mogłeś jakoś wcześniej mi powiedzieć, że słabo się czujesz. Nie pogniewałbym się, jakbyś się zdrzemnął trochę - Mruknął bawiąc się jeszcze przez chwilkę telefonem. Nie był tez specjalnie zadowolony wypowiedzią o słabszym samopoczuciu bo w gruncie rzeczy czuł się tak jakby za to odpowiedzialny. I ta myślą go dręczyła niesamowicie bardziej niż tamten niezbyt przyjemny telefon. Tym bardziej go zadręczała, ze widział te wesołe błyski w jego oczach, te napromieniowane zadowoleniem iskierki i tym bardziej nie mógł przyjąć do wiadomości tego, ze mógł się gorzej czuć przez niego. Może powinien był go przymusić bardziej do jakiejś krótkiej drzemki? Może herbata, którą mu specjalnie przygotował coś w tym pomoże.
Spojrzał na niego z ukosa, kiedy się tak oparł. Takie słodkie, niewinne stworzenie. Takie kochane takie... pomocne. Jedna z lepszych osób jakie sobie znalazł do towarzystwa w ciągu ostatnich... kilkunastu lat? Naprawdę, osoby, które darzył podobnym uczuciem można było policzyć na palcach jednej dłoni. Tak jakoś specjalnie mu przykro z tego powodu nie było. Wręcz czuł się przez to lepiej. Zdecydowanie wolałby być adorowany niż posiadać wiernych mu przyjaciół, którzy znają jego liczne z pewnością słabości. To by go bardziej niszczyło niż budowało. Zahil uśmiechnął się , jakby w cale nie przeszedł właśnie przez dość poważną rozmowę, a gdy objął chłopaka ramieniem, zdecydowanie poczuł się lepiej.
- Zdurniałeś? Przecież cię stad nie wygonię tylko dlatego, że moje szefostwo się na mnie "mści". Już ja pokażę tym dziadom, skurwysyny, łaskę mi będą robić. ŁASKĘ. Rozumiesz? Łase na kasę, chędożone w dupę mać skurwysyny - Wypowiedź z początku miła i uprzejma potem nasyciła się bluzgami i złością. Taką cholerną złością, że Zahil musiał wstać i chwilę połazić po pokoju. Cały czas mamrotał coś pod nosem, gestykulował, a kiedy przypomniał sobie o tym, ze jednak nie powinien był tak wybuchać przy Satorim, to oparł się o parapet przy oknie i zawiesił łeb na szyi. Wykończony był takim truciem mu dupy. A on przecież chciał odpocząć, poznać bliżej chłopaka, bo na to tak jakby nigdy nie miał czasu. Żeby pójść z kimś ot tak pogadać. Potem ot tak otworzył okno.
- Theodor, kici kici ty mały skurwysynu, chodź do pana, kici kici - Zaczął nawoływać i niewiele chwil musiało minąć, by przez okno wparował do domu olbrzymi, czarny kocur o gęstej sierści, w dodatku z lekką nadwagą. Zahil powitał kocura drapaniem za uchem. Jednak nie brał go na ramiona. O nie, ten kocur nie lubił być noszony. I tam sam łaził przez dom jak król. Nawet nie spojrzał na Satoriego, tylko majestatycznie krążył wokół kanapy i powędrował do kuchni. Zahil natomiasat za nim poszedł, nasypał mu jakiegoś kociego jedzenia do miski i wrócił na kanapę. Słowem się nie odezwał. Tylko patrzył tak przed siebie zmartwiony.
- Wybacz, nie powinienem... no wiesz. Być taki agresywny - Mruknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pią Lut 21, 2014 6:34 pm

– Nie ma się czym przejmować. Jak to powiedział nasz szkolny lekarz to tylko odwodnienie i lekka anemia. Więc wporzo, nie ma czym się martwić. – wytłumaczył Zahil'owi co w sumie jest mu dokładnie, żeby ten nie myślał, że to może przez ten spacer w zimnie albo to piwo które mu kupił. Nie to nic z tych rzeczy, to tylko głupota Satosia. To rozumowanie dorosłych było dziwne, dlaczego czul odpowiedzialny za to, ze Satori mało śpi, za dużo trenuje, prawie w ogóle nic nie je i wypija hektolitry kawy dziennie? No jaka to była jego wina?
Oparł się bo tak będzie im wygodniej. Może to było takie niewinne zachowanie, ale w sumie Satori był dalej takim niewinnym dzieckiem. Mimo że pierwszy raz ma już dawno za sobą. Jeśli chodzi o pierwszego papierosa, pierwsze piwo, pierwsze upicie się, pierwszy seks i pierwszy raz złamane serce. Patrząc na to, że ma 16 lat to i tak sporo już przeżył.
Podniósł głowę wyżej, aby widzieć twarz Zahil'a kiedy mówił do niego. Na początku jego wypowiedź była spokojna, a potem to już krzyk, agresja i przekleństwa. Gdyby nie spotkał się z takim zachowaniem wcześniej, pewnie by się przestraszył. Odsunął by się od niego skulił na kanapie albo od razu chciałby wyjść. Ale McMillan pochodził z domu, gdzie pokazy złości i agresji zawsze miały miejsce. Przecież był jak to mówił jego ojciec: „Niechcianym gnojem, którego nikt nie kocha”. Cóż jak się przez lata słyszy takie zdanie, można przystosować się do krzyku i złości. Ale zdanie wypowiedziane przez Zahil'a spotęgowało w czerwonowłosym chęć, aby zacząć się śmiać. Ale nie wiedział czy nie obrazi albo nie daj boże zdenerwuje go tym jeszcze bardziej. Zasłonił usta, po czym roześmiał się ale tylko tak cicho. Gdy mężczyzna otworzył okno i zawołał kota, też w dość specyficzny sposób, chłopak nie mógł się już dłużej powstrzymywać. To była poważna sytuacja, a on zachował się jak dzieciak. Ale można mu było. Zaczął się śmiać i przestał dopiero kiedy aktor wrócił z kuchni. Gdy usiadł obok niego i zaczął go niepewnie i niezbyt składnie przepraszać, na twarzy chłopaka pojawił się wielki uśmiech.
– Hahahaha jesteś niesamowity. Jeszcze nigdy nie słyszałem tak wielu ciekawych epitetów w jednym zdaniu. – chichotał, cały czas będąc obejmowanym przez mężczyznę.
– Jak ktoś mnie wkurzy w szkole to tak mu właśnie odpowiem. To było zajebiste. – ułożył się wygodnie, opierając o ramię Zahil'a i jeszcze dodał.
– A co rozumiesz pod słowem „mści”? – zapytał, po czym poczuł wibracje w telefonie i odczytał dwa sms'y. Oho chyba zmartwił ich oboje, ale na wszelki wypadek wolał bratu i przyjacielowi napisać orientacyjnie gdzie jest. Jakby jednak Zahil okazał się zwyrodniałym psychopatą i zabił chłopaka, żeby tak na zaś wiedzieli, że jest w mieszkaniu 59. Co z tego, że nie wiedzieli gdzie dokładnie? Ale jakby co policja będzie miała łatwiej, będzie mogła przeszukać same 59 w całym Londynie.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Nie Lut 23, 2014 10:28 pm

Z początku trochę się jakby złościł, ze został wyśmiany. Przynajmniej tak on to odebrał, chociaż prawda była zupełnie inna. Przecież nie mógłby tak podejrzewać, że Satori by go wyśmiał specjalnie czy coś. Po prostu jakoś się tak dziwnie czuł. Zmarszczył nieco brwi, jednak zaraz się rozpogodził. Normanie, ten chłopak był jak miód na jego serce. Nie sądził nigdy, że mógłby poznać kogoś tak miłego i słodkiego zarazem, a jednocześnie czuł, jakby podświadomie, że mógłby uchodzić za starszego osobowością, niż faktycznie by na to jego wiek wskazywał. Bo czy i aby tak też nie było? Dla niego prawie już się zatarły te granice i właściwie uznawał go za jak równego sobie pod tym względem. Jakby w ogóle to zamierzał liczyć. Pop prostu spędzał czas idealnie, nawet jak inni potrafili mu ten czas zepsuć, to jednak widział w Satorim, taki czysty Carpe Diem. Bez stresu, bez przejmowania się, bez niczego. Wszystko inne było nieważne.
- No nie - Mruknął - Na pewno taka piękna twarz nie będzie się kalać takim nieczystym językiem. Mnie to już wszystko jedno, jednak tobie zabraniam - Dodał po chwili.
Pogładził delikatnie go po głowie, jakby zbyt delikatnie, ta jakby miał się obawiać, żeby przypadkiem znów coś mu nie odwaliło. Ale nie, przecież by w jego mieszkaniu. To by naprawdę dziwne było, gdyby się do niego przystawiał. Chociaż miał ochotę tak postąpić, to jednak się ograniczał. Czemu? Bo nie chciał wyjść na kompletnego debila, jakoś pedofila może jeszcze, po za tym, jeszcze nie chciał się mu narazić na ewentualne konsekwencje z tego tytułu. Postanowił zatem zwyczajnie głaskać go po głowie, póki ten nie uzna, w jakikolwiek sposób, że mógłby postąpić inaczej.
- No mści. Kiedyś im czegoś tam odmówiłem, bo nie chcieli spełnić moich warunków. Potem jednak na nie przystali, a teraz się mszczą za to, ze wtedy im odmówiłem. No wiesz, wydzwaniają do mnie i mnie denerwują, a nawet opieprzają delikatnie mówiąc, jak się zjawię na próbach z moja grupą - Wyjaśnił, na koniec całując go delikatnie w czółko. Ot tak, z czystej chciwości, bo po prostu miał potrzebę tek uczynić a nie inaczej. Bez zbędnych ceregieli. No bo też z jakiej racji miał się tak wszystkim przejmować. I wcale by się nie zdziwił, tylko z pokora uznał swoją porażkę, jakby tak nagle z liścia w twarz dostał czy coś. I oczywiście zauważył to, że przyszły chłopakowi jakieś esemesy, czy jakiekolwiek inne wiadomości an telefon.
- Zostaw ten telefon. Na co ci inni, masz mnie - Mruknął, zanurzając nos w jego czuprynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pon Lut 24, 2014 12:19 pm

Gdy Zahil zmarszczył brwi i na twarzy zrobił się taki jakby rozgniewany Satori się przymknął. Nie zdawał sobie sprawy, że ten jego dziecięcy chichot może rozgniewać aktora. A tu proszę, jednak może. Satori za osobę starszą niż jest w rzeczywistości? A co z jego naiwnym podejściem do świata i łatwowiernością? Czy bywają dorośli którzy nie myślą o niebezpieczeństwie, zagrożeniu ze strony innych osób? No właśnie Satori był synonimem Carpe Diem, dlatego jak brat do niego napisał dziwnego sms'a to ten się zdenerwował i wyłączył telefon.
Jak śmie w ogóle mnie w ten sposób szantażować. – pomyślał zdenerwowany na Skorpiona.
Na słowa zabraniam Satori popatrzył na Zahil'a z lekkim niedowierzaniem.
– Nie wiem czy zastosuję się do twojego zakazu. Bo jeszcze nikt nigdy w życiu niczemu mi nie zabraniał. – powiedział takim swobodnym głosem, jakby wcale nie zwracał się do osoby starszej od siebie. Rodzice znaczy się ojciec i macocha, raczej z nim nie rozmawiali, a niania raczej pozwalała mu na wszystko. A teraz ktoś mu ma niby czegoś zabraniać. O nie!
Gdy Zahil pogłaskał go delikatnie po włosach, chłopak tylko delikatnie się uśmiechnął. I pił tą herbatę, żeby mu przypadkiem nie wystygła bo wtedy nie byłaby już taka dobra. A gdzież by tam Satori uderzył go w twarz. No może już w takiej sytuacji podbramkowej by to nastąpiło, jakby poczuł się zagrożony. Ale głaskanie po włosach nie zapowiadało tego, żeby Zahil chciał mu zrobić krzywdę. Dlatego pedofil to było na razie słowo, które ani raz nawet nie przemknęło przez myśli czerwonowłosego.
– A w taki sposób. Mój ojciec przez całe życie mści się na mnie za to, że się urodziłem. Albo w poprzedniej szkole mszczono się na mnie za to, że byłem w drużynie cheerleaderek. – powiedział obojętnie i upił kolejny łyk herbaty. Ten pocałunek w czółko był chyba bardziej pieszczotliwy niż jakiś intymny. Był na pewno inny niż tamten w parku, ale Satori na niego w ogóle nie zareagował. Znaczy nic nie powiedział tylko delikatnie się uśmiechnął. Dobrze się czuł w towarzystwie Zahil'a, nie przejmując się tym jak dziwnie mogłoby to wyglądać dla jakiegoś przyczajonego obserwatora. Dorosły facet, niepewnie zaleca się do szesnastolatka, który zupełnie nie wie co tamten robi. Albo jakie zamiary ma wobec niego.
– Wiem, wiem. Właśnie go wyłączyłem nie będą mi głowy zawracać. – powiedział po czym wstał i podszedł do wieży. Włączył radio z jakąś skoczną muzyką, jednak przyciszył ją prawie, że do minimum, żeby sobie tak po prostu tylko leciała w tle. Oglądał półkę z książkami podrygując sobie bioderkami i nóżką do muzyki.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pon Lut 24, 2014 10:29 pm

- To ja będę pierwszy. Bo potem się będę czuł winien, że Cie demoralizuję wypowiadając takie słowa - Odpowiedział, błądząc wzrokiem po pokoju. Tan naprawdę nie miał na czym skupić swojej uwagi tak konkretnie, a nie chciał na chłopaku, bo jeszcze byłby uznany za zbyt nachalnego czy coś. Co z tego, ze jakoś sobą starał się zwrócić jego uwagę na sobie, jak to niewiele dawało. Nie chciał przecież od razu powiedzieć nic wprost, żeby go nie zrazić, a kiepsko mu wychodziło branie tego czego chce, a właściwie tego nie robienie, tylko czekanie na "coś" i robienie jakiś małych kroczków ku celu. Po prostu jakoś tak.. bał się? Być może. Ale to już mniejsza z tym.
I tak siedział zamyślony, póki ten się znów nie odezwał. Normalnie się trochę zdziwił. Nie, nie dlatego, że miał tam te swoje porachunki z rodziną, o których nie śmiał czy też nie chciał wspominać, ale z powodu drugiej rzeczy. Nie wiedział, ze takie coś jest dla chłopców Chociaż, no niby są te męskie szkoły, to jakoś radzić sobie musieli, prawda? Ale nie to, żeby to potępiał, wręcz przeciwnie, nawet wyobrażenie tego mu się to całkiem spodobało. Ot, takie dziwne zboczenie z tematu.
- Jeju, a pokazałbyś mi kiedyś jakiś układ? No wiesz, jak chcesz, nie wiem tajemnica może to jakaś jest. Ale wyobraziłem sobie ciebie w takim stroju na gigantycznym boisku i wyglądałeś tak pięknie - Spytał podekscytowany, aż mu się oczy błyszczały. Ale zaraz chrząknął w dłoń i się opanował, na pozór znów przybierając jakiś bardziej kamienny wyraz twarzy. Co on tez sobie może pomyśleć? Że jakiś zboczeniec pewnie. Kto normalny powiedziałby coś takiego na głos, albo jeszcze prosił? Chore, bezsensowne i pozbawione logiki. Ale taki już był Zahil. Naprawdę, trudno było się spodziewać po nim czegokolwiek sensownego, póki przebywał w towarzystwie chłopaka. Życie.
- Ciesze się, że go wyłączyłeś - Mruknął i wodził teraz za nim wzrokiem, jak się przemieszczał po jego mieszkaniu. Skoczna muzyka niezbyt mu pasowała. Zdecydowanie wolał jakieś wolniejsze melodie, ale przecież nie miał zamiaru tej muzyki wyłączać, skoro Satoriemu się podobała. Po za tym, widok podrygującego ciała Czerwonowłosego w rytm tego hałasu, bo inaczej nie sposób było tego nazwać, był całkiem interesującym widokiem. Kiedy ten oglądał książki, Zahil skoczył sobie do kuchni po wino. Czerwone, drogie i stare z pewnością, tak jak to on lubił. No co, a myśleliście, ze na co idą pieniądze, które on zarabia? Przecież ma małe mieszkanko. Za to przedmioty jakie trzymał u siebie miał drogie. Wszystko co było potrzebne do życia. Wziął dwa kieliszki, długie, wąskie, na równie chudej nóżce. Zdobione jakimiś kropkami czy innymi fikuśnymi wzorkami. Nalał jednak tylko sobie, stawiając butelkę i pusty kielich na stoliku. A sam uchylił ze swojej lampki, upił łyka i rozsiadł się na kanapie. Patrzył się tylko na chłopaka, zainteresowanego ksiażkami, takim w sumie ni to wesołym ni to poważnym wzrokiem.
- Upatrzyłeś sobie coś ciekawego Cheerleaderko moja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Wto Lut 25, 2014 4:08 pm

Wysłuchał go, ale spojrzał na niego takim dziwnym wzrokiem. Po czym tajemniczo się uśmiechnął i powiedział.
– Czyli chodzi ci o to, że nie mogę określić swojego ojca na przykład tępym hujem i skurwysynem, tak? – chciał mu pokazać język tak dla jaj, ale wolał się powstrzymać, więc wstał i zbliżył się do półki z płytami i książkami.
Sam nie wiedział czemu znów zszedł na temat rodziny. Ten temat go prześladował, więc jeszcze dodał to o tych cheerleaderkach. Tak był cheerleaderką,a w drużynie byli sami chłopcy w końcu chodził do elitarnej męskiej szkoły. I wcześniej i teraz. Jakby trafił do normalnej koedukacyjnej szkoły mógłby się nawet dziwnie poczuć. Co miałby niby zrobić gdyby jakaś blond piękność zaczęła się do niego kleić? Miałby jej powiedzieć, że jest gejem? Czy wtedy nie zostałby skreślony pod względem towarzyskich relacji?
Gdy Zahil zadał pytanie chłopak odwrócił się do regału z książkami tyłem. Popatrzył na mężczyznę i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że na stole stoi wino i dwa kieliszki.
Nie mogę więcej pić. Nie mogę i nie będę. – upomniał się w myślach, żeby nawet nie przyszło mu do głowy prosić znów Zahil'a o alkohol. Był niepełnoletni i osłabiony, nie mógł nic takiego pić.
– Sądzę, że twoje mieszkanie jest na to za małe. Bo nie dałbym rady zrobić tu ani potrójnej gwiazdy, ani salta z wyskoku. Jak już to sobie wyobraziłeś dodaj do tego dwa duże pompony czerwononiebieskie, krótką bluzeczkę i spódniczkę plisowaną. – powiedział po czym chwilkę odczekał i cały czas patrzył na twarz Zahil'a. Obserwował i czekał na jego reakcję. Chociaż w sumie mógł nie patrzeć na twarz, a na krok.
– Albo może sobie nie wyobrażaj, pokazałbym ci swoje zdjęcia, ale miałem się przecież nie bawić telefonem. – zaśmiał się rozbawiony całą tą sytuacją. A to podstępny chłopaczek, specjalnie to powiedział i specjalnie się odwrócił do niego tyłem, po czym znów zaczął podrygiwać bioderkiem w rytm ledwo słyszalnej muzyki. Czy Satori chciał sprowokować Zahil'a do jakiegoś czynu, którego by żałował? A może chciał sprawdzić czy, aby na pewno mężczyzna nie ma wobec niego złych zamiarów? A może po prostu Satori był głupi i rozbudzał mu wyobraźnie, nie biorąc pod uwagę, żadnych tego konsekwencji?
On tak przeglądał tytuły, nie za bardzo znał się na literaturze. A gdy Zahil zapytał go czy coś wpadło mu w oko to skamieniał. Zupełnie nie wiedział co ma odpowiedzieć, improwizować czy może powiedzieć prawdę. Może gdy powie zgodnie z prawdą, nie wyjdzie na jakiegoś totalnego idiotę. Tak więc znów odwrócił się twarzą to rozłożonego na kanapie aktora, przełknął ślinę, jakby się bał, czegoś.
– Nie przepadam za czytaniem książek., wolę ze współlokatorem poczytać mangę albo godzinami oglądać filmy. Literatura nie jest dla mnie, ale na szczęście jeszcze w szkole nie muszę się nią martwić. Jest jako fakultet dla starszych chłopaków z college'u. – odpowiedział, ale nie wrócił na kanapę w końcu cała była zajęta przez jej właściciela. Nie mógł się raczej na nią wepchnąć, więc usiadł sobie na podłodze, patrząc w ten błysk w oczach mężczyzny.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Czw Lut 27, 2014 6:20 pm

- Nie, na głos tak masz nie mówić. Ale przecież ci nie zabraniam tak myśleć -Odpowiedział. Nie, naprawdę nie chciał, żeby Satori się tak wyrażał. Zahil, stara dupa to mógł, w końcu, żyć trzydzieści cztery lata to nie jest tak znowu mało, miał prawo narzekać już na to i tamto. Ale to Satoriemu nie przystoi tak mówić. No proszę, taki słodki chłopczyk, a go do takich słów ciągnie. Ciekawe czy jego koledzy, czy też przyjaciele zareagują równie entuzjastycznie co on na takie wulgaryzmy.
Absolutnie nie chciał też zmuszać chłopaka do picia. Postawił, w razie gdyby sam zechciał, po za tym, to tak z grzeczności. W końcu był jego gościem jakby nie patrzeć i chociaż wypadałoby zachować pozory tej kulturalności. A nie być jak ten cham ze wsi i przynieść tylko dla siebie. Także pił sam, zresztą nie pierwszy raz. Ile to razy pił w samotności, wśród tych czterech ścian, siedząc po nocach w internecie, aż przy laptopie nie zaśnie.
Mina mu się uśmiechała, na sam widok jego w spódniczce, z pomponami i wykonującymi te wszystkie niesamowite rzeczy, gdzie Zahilowi trudno chyba by było zrobić przewrót w przód, nie mówiąc już o takich jakiś bardziej wyimaginowanych rzeczach. Ach te stare kości.
- Racja, nie będziesz się bawić telefonem. Obejrzę innym razem jak się jeszcze może kiedyś zobaczymy - Odpowiedział, wyszczerzając ząbki.
Czy go kusił? Nikt nigdy by nie przypuszczał jak bardzo. Ale Zahil był przecież aktorem, w dodatku całkiem dobrym. Nikt zatem tak jak on nie potrafiłby udawać powagi, w mniejszym lub większym stopniu, tak pięknie jak to on robił. W końcu, ileż razy to musiał być poważny na deskach teatru. Zmieniać twarze w kilka sekund. Dlatego też, Zahil mimo iż minę miał całkiem poważną i delikatnie sączył wino do tego, to jednak czasem się uśmiechał.
Jednak trochę się zdziwił, słysząc termin "manga". Hm, i kto tutaj teraz był zakłopotany? Co prawda, gdzieś mu się ten wyraz przez myśl przekręcił, ale to było równie znikome co nieistniejące w jego łepetynie. Podrapał się po policzku.
- Zawsze byłem ciekawy co to jest ta manga - Mruknął, jakby w zadumę popadając - Ach współlokatorzy... akademiki..., co ja bym dał, by wrócić do tamtych czasów Zawsze było do kogo gębę otworzyć, a tutaj... mam chociaż Theodora. Szkoda tylko, ze nie umie on gadać - Mruknął, na chwilę zerkając na kocura, który łaził po szafkach kuchennych i jak zwykle czegoś szukał. Jakby tak trochę posmutniał. O tak, samotność mu tutaj czasem doskwierała. Ale tylko czasem, bo nie za bardzo też ma czas, by się dłużej zastanawiać. Nikt nie miał specjalnie na niego czasu w jego godzinach pracy Nikt tyle nie wytrzymywał. Cóż.
- To może mi powiesz, jaki film ostatnio obejrzałeś? Czy chcesz o czymś innym pogadać? Albo.... pewnie chciałbyś już wrócić siebie, a nie siedzieć z jakimś starym grzybem w obcym domu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Sob Mar 01, 2014 2:40 pm

No nie chciał się już sprzeczać z Zahil'em, na co mu to będzie. Takie dziecinne przekomarzanie się. Nie będzie przy nim używał brzydkich słów i spoko. Na tym sprawa przekleństw zamknięta. A co już myśli to już jego sprawa. Bo to wolny kraj.
Jakby mu nalał wina, to pewnie Satori by się napił. Lubił od czasu do czasu wypić sobie coś alkoholowego, mimo swojego młodego wieku. Jak mieszkał jeszcze z rodzicami w Kalifornii to pił wino do obiadu, ale tylko w domu bo w restauracji mógł zamawiać tylko wodę, sok lub coś gazowanego. Pełnoletność od 21 roku życia. Masakra!
Satori zdziwił się, że reakcja Zahil'a była taka zwyczajna, jakby mówił o pogodzie. A zawsze wszyscy reagowali jakimś bulwersem lub nadmiernym podnieceniem, gdy chłopak wspominał o występach w spódniczce mini. Najwyraźniej Zahil, nie był tym zainteresowany albo co gorsza przerażała go wizja McMillan'a w spódniczce dlatego jakoś szczególnie tego nie skomentował. Za to wspomniał coś o ponownym spotkaniu. Jasne, czerwonowłosy nie miał nic przeciwko temu, przecież szkołę miał tylko od poniedziałku do piątku, a potem wolny weekend. No dobra do tego miał masę nauki, fakultety, lektury do czytania, treningi, zawody, konkursy i czasem wypadałoby jeszcze coś zjeść, iść spać i spotkać się ze znajomymi. Doba zdecydowanie powinna trwać dłużej niż 24 godziny.
To co robił Satori zasługiwało by na miano flirtu, ale chłopak chyba nie zdawał sobie z tego sprawy. Że całym swoim zachowaniem, prowokuje Zahil'a.
Odpowiedział na pytanie, a aktor jakby zamarł w bezruchu, potem jakby z powodu dezorientacji podrapał się po policzku. Satori może nie był aktorem, ale zwracał uwagę na szczegóły.
– Nie wiesz co to jest manga? – powiedział, tak jakby nie wierzył własnym uszom. Przecież każdy wie czym są japońskie komiksy.
Ahhh ci dorośli. Są beznadziejni. – zażartował sobie z Zahil'a w myślach. Po czym ogarnął mieszkanie wzrokiem jakby czegoś szukał. Obok telewizora na półce przy odtwarzaczu DVD, dostrzegł tablet. Ha właśnie tego szukał. Nie pytając o pozwolenie sięgnął po niego i włączył. Zwinnie wpisał kilka haseł i z gotową stroną podszedł do Zahil'a siadając okrakiem na oparciu kanapy. Włączył jakąś stronę z mangami online i akurat pokazywał mu tytuł: „Seven Days”. Mangę yaoi, a jaką niby inną miał wybrać?!
– No mieszkanie w akademiku jest fajne. Ja tam nie narzekam na nudę i brak kumpli. W sumie ten mój akademik spokojnie mogę nazwać domem. – powiedział rozbawiony, pokazując mu na tablecie pierwszy rozdział ten mangi.
Na tekst o starym grzybie Satori się roześmiał. Wyłączył tablet i położył na szafce przy kanapie. Teraz on tak jakby siedział wyżej i poczochrał włosy Zahil'a.
– Daj spokój, nie jesteś przecież aż taki stary. – powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha, po czym nagle jego mina się zasmuciła, teatralnie pociągnął noskiem, jakby miał zaraz się popłakać.
– Aha, czyli wyganiasz mnie. Nie dość, że nie poczęstowałeś mnie winem, to jeszcze teraz chcesz, żebym sam wracał do szkoły. – zmienił głos w kilka sekund, udawał smutek, rozżalenie i załamanie. Aby grze dodać emocji zszedł z kanapy i powlókł się do przedpokoju gdzie zostawił buty i ubranie.
– A co będzie, jeśli dorwą mnie ci goście z knajpy. Przejąłbyś się mną czy miał to w dupie? – oho gra na emocjach. Patrzył na niego tymi swoimi ślepkami, ale nic więcej już nie powiedział, tylko zaczął ubierać swoje buty, bardzoooo powoli.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Wto Mar 04, 2014 6:25 pm

- Nie wiem. Mówiłem ci, stary grzyb ze mnie, coś tam słyszałem, ale jakoś niespecjalnie mnie to chyba zainteresowało - Wzruszył ramionami. Wodził za nim wzrokiem, aż ten ruszył z tabletem do niego Cholera, sam by sprawdził, kiedy indziej co to jest takiego, żeby na przyszłość wiedział, może by mu się akurat spodobało. Ale kiedy tylko Satori mu pokazał co to jest, to się tylko nieznacznie skrzywił. Średnio mu się to widziało Nigdy nie był jakimś fanem komiksów, obojętne jakich... co prawda, za młodu pamiętał jak się jeszcze ganiało za komiksami Marvella, ale wtedy był dzieciakiem i takie rzeczy po prostu były ciekawsze niż szara rzeczywistość jaka rozciągała się dookoła niego. A teraz? Było inaczej, inne rzeczy go interesowały... ale, że nie chciał Satoriego urazić i jego gustów, to nic nie mówił, tylko siedział tak i patrzył się na to co miał przed nosem.
Poniekąd jeszcze bardziej smutno mu się zrobiło, kiedy opowiadał o tym mieszkaniu w akademiku. Ale nic po sobie nie okazywał. Zaraz jednak wszystkie troski mu prysły jak mydlana bańka, kiedy ten poczochrał mu słowy i odłożył sprzęt gdzieś na bok. Tak zdecydowanie lepiej. Siedział wyżej no i co z tego. Ogółem Zahil w cale nie był taki wysoki. Ile to, może parę centymetrów miał więcej.
- Nie.. ja nie to miałem na myśli! - Odpowiedział jakby na swoje usprawiedliwienie, ale normalnie aż szok go złapał. Nie, zdecydowanie on nie chciał postąpić w ten sposób. W ogóle nie chciał, żeby Satori poczuł się jakiś smutny, czy źle odebrał jego słowa, nieprzyjemnie zapamiętał ich to spotkanie tutaj. Przecież miało być tak fajnie, prawda? Czemu więc wszystko się waliło , szło nie tak jak trzeba, nie tak jak powinno, nie po jego myśli? Czyżby w którymś momencie postąpił zbyt egoistycznie? Samolubnie? To wszystko dlatego, nie nie potrafił ogarnąć humorków chłopaka? Czy on tak specjalnie może grał na jego emocjach. Czy grał czy nie, kiedy ten ruszył do przedpokoju, ten natychmiast się zerwał, mało co nie potrącając butelki z winem i kieliszka. Na szczęście bez wypadków się odbyło. Pędząc jak wiatr dotarł szybko tam gdzie powinien.
- Satori, przestań. - Złapał go za rękę, żeby mu tak o uniemożliwić wykonanie jakiegokolwiek ruchu w kierunku ubierania się i zmywania stąd - Nigdy bym nie pozwolił na to, by cię ktokolwiek dorwał i coś ci zrobił - Mówił, takim przejmującym tonem, bo faktycznie tak było, jak powiadał. Martwił się i tyle. Ostatnią rzeczą jakiej by pragnął, to chęć pozostawienia chłopaka samego. Ale przecież ten miał własnych kolegów, po prostu Zahil nie chciał wkraczać w jego życie, ze tak powiem, z butami na wejściu - Nie idź, zrobię co będziesz chciał, tylko nie idź sobie - Poprosił błagalnym tonem, cały czas trzymając go tylko za rękę, później jednak trzymał go tylko za dłoń. Nie był pewien, czy powinien był tak mówić, w końcu brzmiało to dość dziwnie, ale chrzanić to. Mówił to co mu na myśl przychodziło, a nie co powinien. To co czuł. I w cale teraz nie musiał niczego udawać. Jedno tylko starał się, żeby się nieco rozchmurzyć, czy coś, delikatnie ciągnąć go za dłoń w stronę centrum domu. Ten chłopak zdecydowanie swoją obecnością odbierał mu rozum. Może to i dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: :P   Wto Mar 04, 2014 11:12 pm

No zdecydowanie go nie interesowało, bo gdy chłopak wyszukał już na jego tablecie, swój ostatnio przeczytany tytuł, to Zahil nie zareagował na niego jakoś zbyt entuzjastycznie. Raczej tak zwyczajnie, jakby to było mu obojętne. Satori nie chciał w ogóle tego komentować na głos, swoje i tak pomyślał: Stary jest, to się nie zna. On lubił czytać mangi, oglądał też anime. Czemu to robił? Ponieważ sprawiało mu to frajdę, poza tym jarał się wykonaniem rysunków. Niektóre były tak idealne, tak wyraźnie pokazywały czyjeś uczucia. A gdy Satori był jeszcze w podstawówce, przepadał za mangami rodzinnymi, które obrazowały rodzicielską miłość. Pokazywały coś czego on nigdy nie zaznał. Był dla niego swoistym marzeniem, czasem utożsamiał się z bohaterami. Ale bardzo rzadko, ponieważ potem po lekcjach wracał do domu i marzenia przestawały się liczyć w świecie pieniądza i wyścigu szczurów. Dom ten nie był przystosowany dla dziecka, ponieważ nigdy nikt nie go nie chciał.
No ale dość tych powrotów do przeszłości, byli w domu u Zahil'a. Satori odłożył tablet i odegrał swoją może zbyt dramatyczną scenę.
– Wiesz zazwyczaj jak ludzie zaczynają w sensie negatywnym mówić o jakimś wydarzeniu to tego właśnie pragną. Zapytałeś czy nie mam już dość siedzenia z Tobą, więc pewnie to Ty masz mnie dość i po prostu mam sobie iść. Spoko ja się nie obrażę tylko po prostu wyjdę. Przyzwyczaiłem się do tego, że osoby dorosłe nie lubią towarzystwa dzieci. – powiedział wciąż jakby ze smutkiem. Nie była to gra, w pewnym sensie tak całą tą sytuację zrozumiał, ale natomiast w innym sensie chciał zobaczyć jaka będzie reakcja aktora. Taka jak zawsze w jego historii, czy może inna? Ale testem tego nazwać nie można, bo przecież Satori nie należał do osób okrutnych, które przepadają za dokuczaniem i sprawdzaniem możliwości psychicznych swoich towarzyszy rozmowy.
Może nie potrafił ogarnąć humorków Satori'ego bo był już dorosły. Bo może nie rozumiał już dzieci. Możliwe, że nie potrafił wczuć się w jego rolę. Może za dużo czasu minęło od momentu kiedy on sam miał te 16 lat i starał się zwrócić uwagę swoją osobą, na inne osoby, które różniły się od grona ludzi, którymi się otaczał.
Tak więc młody McMillan nie oglądając się już na mężczyznę ruszył do przedpokoju, gdzie schylając się po swoje buty został złapany za ramię. Nie był to bardzo mocny uścisk, no ale poczuł, że ktoś go trzyma w dość solidnym uścisku.
– Przecież nie jestem dla ciebie nikim ważnym, więc czemu miałbyś się mną przejmować. Spotkaliśmy się raz, poirytowało cię moje dziecinne zachowanie i zapominasz. Proste, prawda? – mówił to na swoją obronę. Na obronę tego przedstawienia, czy naprawdę było mu mega smutno. Nagle chyba zaczęło być. Zrozumiał, że to co oni tutaj w tym mieszkaniu robili jest bez sensu. Tak mu się wydawało, tak on to odbierał swoich szesnastoletnim umysłem. Że Zahil jest dorosły i że nie interesują go takie dzieciaki jak czerwonowłosy. A jeśli interesują go pod względem całowania i dotykania w różnych miejscach, to też źle. Nagle chłopak poczuł się jak w klatce. Z jednej strony brak zainteresowania ze strony dorosłych, z drugiej wykorzystywanie na tle seksualnym, przez dorosłych. Co też mu wpadło do głowy? Za dużo filmów się naoglądał i za dużo mang yaoi się naczytał.  
Gdy aktor zaczynał mówić coraz bardziej jakby rozżalonym głosem, czerwonowłosemu robiło się jeszcze bardziej smutno. Nie rozumiał sam swoich poczynań. Zaczynał się sam gubić w tym co robi. Ale gdy usłyszał oświadczenie mężczyzny, popatrzył na niego, prostując się.
– Zostanę, ale jak mnie puścisz, a potem odprowadzisz pod same drzwi. – powiedział, po czym przez głowę przeszło mu kilka fajnych pomysłów o co mógłby poprosić. Satori był dzieckiem, nie brał wszystkiego tak bardzo do siebie. Podniósł delikatnie wzrok ku górze, popatrzył w oczy Zahil'a tak jakoś inaczej niż dosłownie kilka sekund temu i dodał jeszcze.
– A i mógłbyś nalać mi wina, abym mógł wczuć się w rolę bogatej szychy na prywatnym i bardzo elitarnym spotkaniu z najlepszym Londyńskim aktorem... oraz jego kotem. – powiedział rozbawiony Satori patrząc na grubego kocura, który stał w przejściu między przedpokojem, a salonikiem, patrząc na nich z pogardą. Satori się roześmiał, a kot wtedy jakby usatysfakcjonowany rozwojem sytuacji, obrócił się do nich dupskiem i odszedł w stronę swojej miski.
Gdy został zaciągnięty przez Zahil'a znów do pokoju z kompletem wypoczynkowym walnął się na kanapę, nogi położył (dość bezczelnie) na stoliku i wyciągnął rękę (również dość bezczelnie) po kieliszek, który miał nadzieję, że mężczyzna napełni czerwonym winem. Wracając do humoru czerwonowłosego, był taki jakby nigdy nic się nie stało. Satori potrafił ubierać pewną maskę, która zasłaniała wszelkie jego obawy, strach czy złość. Teraz znów był uśmiechnięty. Sytuacja wyglądała tak, jakby akcja w hol'u nigdy się nie zdarzyła.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Czw Mar 06, 2014 4:38 pm

- Ja ciebie wcale nie uważam za dziecko, Satori - Odrzekł na samym końcu tej jego dziwnej wypowiedzi. ze niby na jakiej podstawie miał go uważać za dziecko. Zachowywał się normalnie, jak każdy inny, w cale nie był jakiś niski i chyba tylko piękniejsza (w sensie, ze młodziej wyglądająca) cera zdradzała poniekąd jego wiek. Prawdę powiedziawszy, gdyby go minął przypadkiem na ulicy nie powiedziałby, ze chodzi do szkoły. Chociaż, cholera tam wie. A on nie chciał tylko, żeby chłopak poczuł się jak więzień w jego domu. Pech chciał, żeby jego słowa zostały odebrane inaczej niż powinny. A przecież nie o to chodziło. Zahil sobie tę scenę inaczej wyobrażał, ale cóż, stało co się miało stań. A że wszystko się jakoś ułożyło i Zahil powstrzymał chłopaka przed niefortunnym wyjściem z jego mieszkania, to postanowił nie drążyć tematu. Jednak kamień z serca mu spadł dopiero wtedy, kiedy chłopak ku jego uldze uśmiechnął się ładnie. Przez chwilę miał ochotę go przytulić, ot tak sobie, ale jednak chrząknął tylko w dłoń i uśmiechnął się. Lepiej sobie darować czułości, przynajmniej, na razie.
Oczywiście, że puścił od razu. A potem bez słów przytaknął tylko głową na jego słowa. Niech już będzie jak on chce, przecież sam tak powiedział. Wszystko po kolei wracało na normalne tory. Podrapał się po głowie. Jak tak dalej będzie sytuacja przebiegać, to on się zaraz zmęczy tym ciągłym bieganiem. Ale na swój chory sposób było to nie takie uciążliwe. Że też mógł na swój sposób wpłynąć na Satoriego i zmusić go do pozostania tutaj. Przynajmniej na razie.
Na jego następne słowa uśmiechnął się pod nosem i szedł za nim, jak jakaś upierdliwa przylepa A może po prostu szedł? Było fajnie. Wszyscy uśmiechnięci, Zahil zadowolony i tylko musi się postarać by zadowolić chłopaka. Zerknął tylko na Theodora. Wredne, otyłe kocisko. Że ten tez potrafi w takich sytuacjach bezczelnie zapierdalać po pokoju i jeszcze obrzucać ich spojrzeniami. Jakby z jego oczu wyczytał "co ty robisz idioto". Albo przynajmniej tak mu się wydawało.
- Ale przecież ty już jesteś moim Vipem. Brakuje ci tylko świetnie okrojonego garniaka - Uśmiechnął, ale nalał mu tegoż wina, a nawet kielich podał do ręki. Nie lał zbyt dużo, do połowy, bo też nie chciał, żeby chłopak pomyślał, że ten chce go upić czy coś. Jeszcze mu tylko tego brakowało. Chociaż... jakby nie patrzeć, taka opcja by mu bardzo pasowała. Upić chłopaka, a potem się dopiero próbować z nim zaprzyjaźnić. Może wtedy nikt z nich by nie odczuwał tego, ze między nimi jest całkiem spora różnica wieku. Ale to już tak po za tym.
- Jakieś jeszcze życzenia? - Spytał, zanim postanowił usiąść na fotelu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Sob Mar 08, 2014 11:25 am

Jak miał ochotę go przytulić, to dlaczego tego nie zrobił? Pewnie chłopak poczułby się wtedy jeszcze pewniej niż wcześniej. Jedyne sytuacje, która dzisiejszego dnia zbiły go z tropu to tylko ten kiss w parku, tak to wszystko było okey. No Satori się nie zmęczy, bo on to jest wysportowany.
Leżąc na kanapie w saloniku popatrzył na zegar wiszący na ścianie, była 20.30. Ahh to miał jeszcze chwilę zanim będzie musiał się zbierać do szkoły. Żeby nie wpakować się w jakieś kłopoty. Z chęcią zadowolenia tego chłopaka mogło być ciężko. Niby skromny, miły chłopak, ale byle co mu nie wystarczy. Dlatego gdy kieliszek z winem znalazł się w jego rączce, od razu upił łyczek. No nie żeby był jakimś koneserem w wieku 16 lat, ale u niego w domu wino zawsze było do obiadu. Jadł on i niania, czasem... chyba nawet bardzo rzadko rodzice.
– Serio jestem dla ciebie Vipem? – zaśmiał się pytając aktora o rzecz tak oczywistą. Bo to było zastanawiające, dlaczego uważał jakiegoś gówniarza za V.I.P'a.
A jak by się Satori upił to by było, dopiero. Wtedy robi się taki przytulaśny i tai trochę rozmemłany. Na pewno wybuchł by płaczem albo cały czas tulił się do Zahil'a. A nie mógł się z nim zaprzyjaźniać na trzeźwo? Przecież dobrze im szło, skoro Zahil jeszcze nie dostał w twarz, a Satori mimo wszystko chciał u niego zostać. A czy Satori zachowywał się jakby mu to aż tak przeszkadzało? No chyba nie aż tak strasznie. Hehe taki żarcik.
– Tak, czemu nie usiądziesz sobie ze mną na kanapie, przecież twój bark to najlepszy kaloryfer na świecie bo grzeje z mocą 36,6 stopnia. – powiedział czerwonowłosy i poklepał miejsce na kanapie tuż obok siebie. Po czym wziął i upił kolejny łyczek winka.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Nie Mar 09, 2014 10:37 pm

Wszystko było fajnie. Tak jak być powinno. Z chęcią zachowałby dla siebie chłopaka na znacznie dłużej, ale domyślał się, ze i tak niedługo trzeba będzie się zbierać i odprowadzić go do domu. tylko za jakaś cholerę, nie wiedzieć czemu, czuł się z tym beznadziejnie. Jakby był jakimś pedofilem czy coś. Na bogów, co też on siebie ubzdurał. Ale nic, jak dobrze zakładał, posiedzą w swoim towarzystwie jeszcze trochę czasu, potem on go odprowadzi pożegna i pójdzie w swoją stronę. I coś myślał, że jego powrót do domu, ew. w jakieś inne ciekawe miejsce, będzie bardzo długo trwało, zajdzie, cholera wie gdzie i znów cholera wie kogo spotka. Albo może i nie spotka, wszystko jedno. Nie,m zdecydowanie musiał sobie załatwić jakiś mocniejszy trunek na dzisiaj. Dzisiaj, jutro, wszystko jedno. Wyciągnął telefon.
- Serio, serio. Satori - Odpowiedział z uśmiechem po czym szybko wystukał jakiś numer i zaczął dzwonić. Przy czym też wstał, podszedł do okna i specjalnie mówił cicho tak, by chłopak go nie usłyszał. Przynajmniej, żeby nie usłyszał wszystkiego. Potem jednak wydarło się coś w stylu "Kurwa, chuj mnie obchodzi jak to zrobicie, maci to tam dostarczyć dzisiaj, zrozumiano? I lepiej, żeby było dobre, jak się dowiem, że wam nie wyszło, to jeszcze pozwę was do sądu, zrozumiano?" Po czym zakończył rozmowę z uśmiechem na twarzy i wtedy też Satori się odezwał ponownie, tym razem na temat jego barku No cóż, pochwała to pochwała, a on był łasy na takie rzeczy. Mógłby tak słuchać godzinami. Żeby to jeszcze było wszystko takie fajne. Żeby go to tak nie męczyło, że się czuje jak jakiś przestępca.
- No... jeśli jest takie twoje życzenie, to usiądę koło ciebie - Odpowiedział, chowając telefon do kieszeni. Potem jednak w połowie drogi się rozmyślił i położył telefon na półce, obok gramofonu. Potem dopiero zadowolony, zasiadł koło Satoriego, na wyznaczone przez niego miejsce. Westchnął cicho i dolał sobie wina. Ta, ta jedna butelka to będzie dziś za mało. Oj będzie się działo. Upił łyka, całkiem sporego, co wyglądało jakby jednym haustem miał pochłonąć zawartość kielicha. Potem ni z tego ni z owego potargał chłopakowi włosy.
- Jak wrócisz do swojego pokoju to będzie czekał tam na ciebie prezent ode mnie - Rzekł po chwili i powrócił do swojego kielicha i do swojego wina. Na pewno nie miał zamiaru zdradzać co tam było w zamówieniu, które on złożył przez telefon. Jeszcze trochę posiedzi chłopak z nim tutaj, a zanim zajdą pod szkołę i pod akademik, też minie chwila czasu. A do tego czasu powinni ludzie odpowiedni do tego zdążyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: hehehehehehehehehehehhehe   Wto Mar 11, 2014 7:07 pm

Z tego co Satori patrzył na zegarek wiszący na ścianie miał jeszcze dużo czasu, aby wrócić przez ciszą nocną do akademika. 90 minut to bardzo wiele, przez ten czas można oglądnąć film i krótko go skomentować, można mieć bardzo wycieńczający trening wytrzymałościowy lub siłowy, można zaliczyć dwa lub trzy szybkie numerki. To naprawdę bardzo dużo czasu. A oni siedzieli spokojnie w mieszkaniu, pili sobie winko. Niby przy rekreacji czas leci szybciej, ale i dla sportowca i dla lenia 90 minut to 90 minut.
Rozłożony wygodnie siedział sobie na kanapie wciśnięty tak jakby w sam jej róg, tam było najwygodniej. Poduszki pod plecami, z boku naramiennik. No żyć nie umierać. Bardzo mu się ta chwila relaksu i lenistwa podobała. Nie przywykł do takich luksusów, jak leżenie i nic nie robienie. W końcu był sportowcem, który ćwiczy, trenuje, biega, robi fikołki i salta.
Nie wiedział co to za konspiracja przez telefon się odbywała. No ale przecież nie zapyta dorosłego człowieka do kogo dzwonił, po co i dlaczego. Przecież to nie jego sprawa. Gdy usłyszał kilka przekleństw, skrzywił się lekko. Nie było to coś fajnego, nawet jeśli Zahil był dorosły i mógł mówić co chce. Powinien się ograniczać przy „małym” Satori'm.
– Sądzę, że należy mi się 5 funtów za to, że przeklinasz przy dziecku. – zażartował i wyciągnął przed siebie otwartą dłoń, zanim Zahil usiadł obok niego na kanapie.
– No nie jestem twoim dzieckiem, ale jednak dzieckiem. A przy dzieciach nie wolno przeklinać. – zaśmiał się i pogroził mu palcem, jakby to on był starszy i zaraz miał wymierzyć mu klapsa, za używania brzydkich słów.
Patrzył jak zachłannie aktor popija wino z kieliszka i znów się jakby zaśmiał z niego.
– Zahil ale jak chce ci się pić, to może przyniosę ci jakiegoś soku lub wody z kuchni. – no miał dobry humor. Bo czemu miałby mieć zły, przecież nie wiedział, że Nuke się o niego martwi, a Skorpion pewnie go za ten wyłączony telefon obedrze ze skóry na żywca. I już w szkole będą straszyły dwa duchy.
Gdy mężczyzna potargał mu włosy, uczeń popatrzył na niego i śmiesznie wydął policzki i zrobił taką minę, że usta wykrzywiły mu się w podkówkę. Wyglądał na obrażonego. Zaraz zaczął poprawiać włosy, już śmiejąc się z tego co zamierzał powiedzieć.
– Zwariowałeś?! Wiesz ile czasu spędziłem przed lustrem zanim dziś wyszedłem z akademika. Niszczysz swoiste dzieło sztuki, zrobione tymi o to magicznymi i zwinnymi paluszkami. – śmiał się mówiąc to. Nie mógł pohamować chichotu, a potem jeszcze zaczął machać paluszkami przed oczami Zahil'a. Mając ubaw z tego co powiedział, później zareagował na oświadczenie aktora. Odwrócił się do niego tak, że kucał na kanapie wpatrując się w twarz mężczyzny. Byli bardzo, bardzo blisko.
– Zamówiłeś dla mnie skórzane kajdanki? Kurczę, ale bałeś się dać mi je osobiście więc wysłałeś je pocztą. A mogłeś się nie krępować, szkoda kasy. – zaśmiał się szczerze Satori. Kurczę już dawno tak dobrze, nie bawił się w towarzystwie osoby dorosłej.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pią Mar 14, 2014 10:30 pm

Znów miał mu pokrzyżować plany co do dobrze ułożonych włosów, jednak w połowie gestu powstrzymał się i schował rękę z powrotem na swoje kolano, tam gdzie leżeć teraz powinna. Już nie wspominając o tym, gdzie chciałby, żeby leżała. Ale to już takie mniejsze lub większe sugestie. Przecież to teraz nie miało znaczenia.
- No tak, oczywiście... - Udał wielce poważnego, jakby sam siebie gnoił za ten fakt - ...małolacie - Zaśmiał się złośliwie. Znaczy się, nie chciał go specjalnie jakoś obrazić. Bardziej liczył na to, że chłopak, może i się trochę obrazi, ale zacznie mu może odgrażać, ze młody to on w cale taki nie jest. Może wtedy by tak nie myślał, ze jest dzieckiem. Bo nie był. Dziecko ma dziesięć lat, a nie wkracza w dorosłość. Chyba, ze mamy na myśli mentalność. I tutaj sprawa się trochę komplikuje.
- Tak, chce mi się pić. Zgadłeś! Brawo, co prawda nic nie wygrałeś, ale możesz poczuć się lepiej... no... i jak mam pić sok, jak tutaj mam butelkę wina. Wypiję ja sam. No chyba, ze chcesz mi w tym pomóc - Odpowiedział, gdzie złośliwy uśmiech nie zszedł mu z twarzy aż do tej chwili. Potem jednak, jakby siła tego gestu trochę zmalała, bo niby to się uśmiechał, ale w cale jakby nie wyglądał na takiego... rozweselonego. Potem znów łyknął wina. Dobre wino, bardzo dobre. Ale najlepsze są tanie wina. Czemu? Bo są tanie i dobre! To już tak nawiązując do innej bajki. Meh, chyba nie powinien w życiu tyle pić. We łbie mu się już przestawia. Ale cóż poradzić, praca, stres i Satori robią swoje. Nic tylko jak się napić. Normalnie to aż pierdolnął śmiechem w momencie, kiedy ten przyodział tą swoją obrażalską minę, za te potargane włosy. Jednak zaraz się powstrzymywać zaczął, zasłaniając usta dłonią, jednak chichoty jeszcze przez chwilę nie mógł powstrzymać. Mruknął tylko coś w tylu "no dobrze, nie będę" chociaż tak naprawdę niczego nie obiecywał. Sprawiało mu to poniekąd jakąś tam radość.
Bardzo blisko, hę? No... w innym wypadku, poczułby się trochę niezręcznie, ale teraz. Wypił trochę. Nie za dużo, ale jednak na tyle wystarczająco żeby z tego powodu nie odczuwać jakieś większych emocji. No może.
- Och, no proszę! Niby uważa się za dzieciaka, a jakie fetysze tutaj słyszę, kajdanek się zachciało! - Odparł dłonie na biodrach, zrobią taką minę jakby nie dowierzania. Potem się niby to uśmiechną, niby to nadal "utrzymywał" poprzednią minę - Mam takie puchate w domu.... chyba, chcesz sobie przymierzyć? - Zrobił specjalnie taką dość perwersyjną minkę, specjalnie patrząc się jemu prosto w te jego śliczne, błękitne oczka. Potem jednak znów potargał mu włosy, powracając do swojego kielicha i wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Nie Mar 16, 2014 7:39 pm

Gdzie chciałby, aby leżała? Czyżby chodziły mu głowie mechate myśli? Nie odebrał słowa małolacie źle, przecież wiedział już, że Zahil nie uważa go za małego chłopczyka, którego trzeba prowadzić za rączkę. I dlatego też sądził, że kasy też nie dostanie. Ale przecież on nie potrzebował pieniędzy, bo do biednych to nie należał. Dziedzic fortuny rodziców i wielkiej rodzinnej firmy, nie narzekał na braki w portfelu, ani na koncie.
– Tak rzuciłeś się na to wino, jakbyś wysychał na jakieś pustyni czy coś. – powiedział, sięgając po swój kieliszek, po czym dodał. – Ale ty pewnie masz zamiar szybko wprawić w stan upojenia alkoholowego. Jak zaczniesz bełkotać to zamówię sobie taksówkę i pojadę do szkoły. – powiedział, udając już po koniec zdania, lekki pijacki bełkot.
Ha! Udało mu się, Zahil wybuchnął śmiechem na jego popisową „obrażoną” minkę. Zawsze wszyscy byli w stanie ulec gdy ją widzieli. Działała, trochę tak jak „oczy kota ze Shrek'a”. Była niezawodna.
Efekt był taki, że poniekąd, usłyszał to co chciał usłyszeć. Ale śmiech Zahil'a, działał na niego jakoś tak odprężająco, czuł się lepiej gdy widział, że mężczyzna również czerpie radość z tego spotkania. Gdy znaleźli się jakoś tak bardzo blisko, Satori utkwił swój wzrok w tatuażu, który go interesował. Lekko wyciągnął dłoń przed siebie i przejechał palcem wskazującym po tatuażu pod okiem.
– Czy ten wzór coś oznacza? – zapytał w ogóle nie krępując się dzielącą ich odległością.
– Nie, to nie fetysz. To ciekawość. – zaśmiał się, całą tą sytuacją jaka wyniknęła. Boże wyszedł na jakiegoś zboczonego gościa, typu Grey. Liczył tylko, że Zahil nie ma tutaj czerwonego pokoju bólu.
Teraz on zrobił minę niedowierzania, kiedy aktor powiedział, że ma w domu puchate kajdanki. Nie mógł się powstrzymać i roześmiał się.
– Rany to ty jesteś jakimś fetyszystą, skoro masz puchate kajdanki w domu. – zasłonił twarz dłonią, ale normalnie miał ochotę zwijać się ze śmiechu. Zahil go rozbrajał swoimi tekstami. A na kolejne poczochranie swojej fryzury, odparł tylko szczerym, szerokim uśmiechem. Chyba ten gest zaczynał przypadać mu do gustu.
– A w jakim są kolorze, ogierze? – zapytał. Rany czemu użył słowa ogierze? Ahhh, Satori już chyba zaczął odczuwać zbawienny wpływ alkoholu na jego skrępowanie. Teraz mówił to co ślina mu na język przynosiła. Bez żadnego „a czy powinienem”, „czy to wypada” albo „czy to nie będzie zbyt poufałe zachowanie”?

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pią Mar 21, 2014 12:56 pm

- Czepiasz się. Co jest złego w tym, że lubię pić. Za dużo okazji to ja w życiu nie mam - Odparł wzruszając ramionami. Może faktycznie to dziwnie wyglądało. Hm. Zamyślił się przez moment, jednak ostatecznie porzucił tę czynność na rzecz swojego gościa. Nie ma to jak patrzeć na innych pijanym wzrokiem. No może trochę jest to przesadzone stwierdzenie, ale cóż. Dobre wino - To ja jak się spiję to ty mnie zostawisz, tak? - I zrobił tutaj taką smutną, naprawdę smutną minę. Tak jakby poczuł się urażony. W końcu to zabrzmiało dość boleśnie, jakby nie patrzeć. Ale, ze był i tak pod wpływem to specjalnie nie był w stanie tego rozpamiętywać, ba, nawet nie chciał. W końcu powinien korzystać z tego, że ma gościa, może i nawet przyszłego przyjaciela, nie? Toteż śmiał się, może i w najlepsze. Wszystko było takie fajne.
Tatuaże. A tak, robił sobie je za młodu. Nadal uważa to coś za arcydzieło i jedna z lepszych decyzji jakie podjął w życiu. Taki skromny dodatek do jego jakże cudownej osoby. I jedyny dodatek, na jaki sobie pozwolił. tylko tym szpecił swoje ciało.
- Tak. Znaczy, ze jak będziesz go tak dotykał to cię zwiążę i zgwałcę - Odpowiedział żartem. Oczywiście, nic nie znaczył. Zrobił to sobie, bo miał takie widzi mi się i nie miało to żadnego sensu ani znaczenia Ot, zwykłe wzorki - No tak, ciekawość. Coś mi trudno w to uwierzyć - Zaśmiał się, posyłając mu złośliwy uśmieszek. Potem znów wrócił do swojego kielicha, do swojego wina. Ot tak sobie, żeby oderwać się od paskudnych myśli. I widoków jakie sobie wyobrażał, z tymi kajdankami - Ta, fetyszystą. Mam pudło z rekwizytami z różnych sztuk w jakich brałem udział. Kajdanki też gdzieś były.. ale to już nie pamiętam kiedy - Podrapał się po policzku popadając w zamysł, znowu. Tak, gdzieś miał taki kufer z różnymi rekwizytami. Ale nie pamiętał, który. Bo miał parę kuferków w domu. Dwa w sypialni a jeden gdzieś w łazience. Chociaż, jakby się zastanowić, to pewnie ten któryś z sypialni. Bo czasem miał ten sentyment do pewnych rzeczy. Wkrótce okazywało się, że zbierał większość fajniejszych rzeczy po różnych sztukach. Ot tak, dla czystych wspomnień.
Raczej ostatnie słowo w pytaniu Satoriego go aż tak nie zaciekawiło, co samo pytanie na ten temat. Bo był pewien, że nawet nie będzie chciał o tym więcej rozmawiać czy coś. Że weźmie to jako żart. Ale cóż.
Uśmiechnął się.
- Czerwone są jak twoje włosy - Odparł. No co, lubił ten kolor. Taki żywy, tak bardzo rzucał się w oczy. Po za tym, czy kolor tak naprawdę miał znaczenie? Przecież chodziło głownie o same kajdanki.
Zatem siedział tak, ostawiwszy pusty kielich, ale więcej sobie nie nalewał. Przynajmniej, póki co nie zamierzał sobie dolewać Żeby nie było, ze jest jakimś pijakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Nie Mar 23, 2014 12:40 am

Prychnął prawie jak zdenerwowany kot na słowa aktora.
– No błagam cię okazji do picia, masz pewnie tysiące. Premiery, eventy po spektaklach, gale. Cała masa imprez z alkoholem. Z winami z najwyższej półki, z szampanami za tysiące dolarów. Nie jestem aktorem, ale jako dziecko bywałem na takich galach z rodzicami. – powiedział jak profesjonalista. A ten tekst „jak byłem dzieckiem” - idealnie wpasował się w wypowiedź szesnastoletniego chłopca.
– No tak. Zostawię cię, ale nie dlatego, że będziesz pijany tylko dlatego, że zaraz i tak będę musiał wracać do szkoły. – powiedział po czym dodał jeszcze, niezbyt zadowolony. – Wiesz, godzina policyjna. Strasznie to irytujące. – powiedział i machnął jakby zrezygnowany ręką. To, że musiał wracać o wyznaczonej godzinie do akademika, było naprawdę bardzo, bardzo wkurzające. I tak naprawdę nie było od tego żadnego ustępstwa, no chyba że kogoś zabierali rodzice, ktoś był w szpitalu albo w czasie wakacji i przerwy wiosennej. Ale tak normalnie w ciągu roku, trzeba było być obligatoryjnie w pokoju. I najlepiej już spać. I najlepiej samemu. Pa-ra-no-ja!
On tam szczególnie nie przepadała za tatuażami, ale przecież każdy ma wolną wolę i może ze swoim ciałem robić, co mu się żywnie podoba. Ale ten tatuaż przy oku aktora, był ciekawy i naprawdę interesujący. Za to co powiedział do czerwonowłosego Zahil było zaskakujące. Szybko cofnął rękę i zmienił swoje ułożenie na kanapie. Nie wyglądał na zadowolonego, tymi słowami, które usłyszał. Spuścił wzrok i nie wiedział co ma powiedzieć. W końcu jakieś słowa wydostały się na zewnątrz:
– Spoko nie będziesz pierwszy. – tylko tyle wydukał. No może z tym gwałtem to przesada, ale w którejś z poprzednich szkół zdarzyło mu się, że uprawiał seks mimo tego, że powiedział, że nie chce. Nikt go tam nie słuchał, bo według swoich oprawców był cheerleaderką. A według nich ciało cheerleaderki po meczach należało do chłopców z drużyny. Niby żart, ale jakby wypowiedziany do złej osoby. No ale Satori postanowił się nie obrażać, bo nie chciał nikomu sprawiać problemów. Więc po prostu starał się zapomnieć o całej sprawie. Udał, że w ogóle tego nie usłyszał. No komentarza swojego już nie cofnie, ale może Zahil nie poruszy tego tematu. O tych fetyszach też już nie wspomniał tylko zainteresowało go pudło z rekwizytami.
– A co masz w nich poza tymi kajdankami? Jakieś maski? Szpady? Kapelusze? Broń? – wypytywał go, bo strasznie go to zainteresowało. Zobaczył, że oboje maj puste kieliszki to wziął butelkę wina do ręki i nalał Zahil'owi pół kieliszka, a sobie dosłownie łyczka. – Lubisz ten kolor? – zapytał wskazując palcem swoje czerwone kłaki.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Nie Mar 23, 2014 9:37 pm

- No... żebym jeszcze na nich bywał to może by i tak właśnie było - Wzruszył ramionami Cóż, przecież nie będzie mu to wygadywał, że takie imprezy są mdłe i do dupy. Ze na takie "zabawy" to się powinno stare trepy zapraszać a nie osoby jeszcze będące ciut młodsze jak Zahil. Zresztą, mniejsza z tym. Wątpił, by i tak cokolwiek poza tym tatuażem przy oku (już nie wspominając że jeszcze ma cały bark tak pięknie ozdobiony) i jakże interesująca pracą Zahila, coś chłopaka w nim zainteresowało. Cóż, przecież nie każdemu musi odpowiadać.
Meh, co ja pierdolę jakieś smuty. Mruknął w myślach, przecierając dłonią trochę zmęczone już oczy.
- A tak, szkoła. Przez chwilę wypadło mi to z głowy. Jakbyś w ogóle na głowie takich pier... rzeczy nie miał - Mruknął mało wyraźnie, bo zaraz zaczął ziewać. Oczywiście, zapominając się przy tym, bo jak zwykle nigdy nie mógł kulturalnie ust zasłonić, tylko po prostu odwrócił na chwilę głowę i tak bezczelnie ziewnął.
Normalnie miał ochotę zapaść się pod ziemię.
- Jezu Chryste, Satori, nie obrażaj się na mnie. Mówiłem ci już, ze nie dałbym Cie skrzywdzić. Bym sobie chyba tego do końca życia nie wybaczył - Odpowiedział, starając się jakoś uśmiechnąć czy coś, ale nijak mu to wychodziło. Już nie wspominając o tym, ze miałby teraz przepraszająco tknąć go w ramię czy coś, bo to już byłaby przesada, a taki gest zupełnie nie na miejscu. Jeszcze by faktycznie pomyślał, ze chce mu coś zrobić i co wtedy. Spieprzyłby mu tylko z domu czym prędzej, a Zahil stałby/siedziałby zamurowany i zupełnie nie wiedziałby jakby miał się do takiej sytuacji donieść. Toteż teraz tak trwał w bezruchu totalnym, bo nawet nie śmiał się ruszyć. Normalnie... chyba powinien na przyszłość ze słowami uważać i najlepszej w ogóle podobnych wyrażeń nie używać.
- Zrobiłem ten tatuaż bo byłem młody. Nie ma on jakiegoś znaczenia, po prostu sobie jest - Mruknął po dłuższej chwili, jakby to miało jego sytuację poprawi. Zahil ty łajzo pierdolona, skarcił się w myślach. A potem dalej te kajdanki. Ale przynajmniej zeszło to trochę na boczny tor i teraz musiał sobie przypomnieć, co tez on w tym swoim kufrze miał. A no bo miał całkiem tego sporo.
- Nie pamiętam już. Ale podejrzewam, ze większość rzeczy, które byś wymienił, tam by się znalazły. Zresztą, chcesz to ci mogę pokazać. Są w sypialni, gdzie nikt mi tam nie zagląda i nie rzucają się w oczy - Mruknął. Ta, jakby w ogóle, ktokolwiek mu do mieszkania zaglądał.
- Ano. Mój ulubiony wręcz. Lubię też fioletowy, ale to już tak poza tematem - Dodał po dłuższej pauzie, patrząc się na telewizor
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Pon Mar 24, 2014 9:31 pm

No on niby wiedział, że są mdłe i do dupy, ale zawsze można było się najeść za darmo, spróbować nowej kuchni i dorośli mogli popróbować za free różnych alkoholowych nowości.
– Wiesz, że to błąd, że na takich imprezach nie bywasz. Mógłbyś pogadać z ludźmi od siebie z branży, napić się czegoś dobrego za free i opuścić imprezę po angielsku. – powiedział i popatrzył na niego. Potem rozmowa, zeszła na dość poważny temat. Satori cieszył się, że Zahil serio nie wnikał w te słowa, które powiedział chłopak. Normalnie lżej mu się nawet na sercu zrobiło. Chociaż powróciły mu teraz w myślach jakieś niechciane obrazy, wspomnienia, słowa owych chłopaków. To starał się spokojnie oddychać.
Satori, tylko spokojnie. Tylko spokojnie. – uspokajał się w myślach.
– To po co mówisz takie rzeczy? Jeśli to miał być żart, to był mało śmieszny. – powiedział do aktora i mimo że nie patrzył przez chwilę w jego stronę, słyszał jak mężczyzna ziewał. No w sumie było już późno, pewnie zaraz będzie musiał się zbierać do szkoły. On też powinien się wyspać, bo znów dostanie ochrzan od Lali jeśli zemdleje gdzieś na szkolnym korytarzu. W sumie to może i ten chłopaczek trochę przesadzał, ale do końca nie był pewny czy mężczyzna żartuje czy mówi prawdę o tym gwałcie. Z dorosłymi to nigdy nic nie wiadomo.
Zahil najwyraźniej stwierdził, że wypada jednak odpowiedzieć chłopakowi, skoro już mu taką przykrość słowami zrobił. Gdy zaczął mówić o tatuażach, Satori przestał się zamartwiać przeszłością. Nie musiał się już tym przejmować. Nigdy więcej ich raczej nie spotka.
– Zapytałem, bo bardzo mi się podoba. Jest taki oryginalny, bardzo do ciebie pasuje. – powiedział patrząc na niego przez taki jakby obiektyw, który złożył z dłoni i palców. Niczym operator kamery.
Oho Satori zaobserwował, że Zahil naprawdę jest śpiący. Może ma za sobą długi i ciężki dzień. Ciężki na pewno tyle godzin musiał niańczyć takiego gówniarza jak on.
– To może pokażesz mi następnym razem. Bo zrobiło się już tak późno, że będę musiał uciekać. – powiedział i miał nadzieję, że mężczyzna nie poczuje się urażony, że młodzieniec musi wrócić przed ciszą nocną.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zahil

avatar

Liczba postów : 49
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   Nie Mar 30, 2014 1:46 pm

- Z tymi ludźmi? Daj se spokój. Na takie imprezy młodzi utalentowani nie chodzą, bo to nie dla nich, a ze starymi prykami nienawidzę rozmawiać, bo czuję się wtedy jeszcze starszy, a i tak już jestem - Mruknął kręcąc palcem w powietrzu - A napić się mogę swoich trunków, są smaczniejsze - Dodał po chwili, dalej kręcąc kółka palcem. Ale to właściwie teraz było bez większego znaczenia, bo jednak mamy tutaj teraz inny problem. Nie,no bo niby skąd miał wiedzieć, że tamten się obrazi? No niby skąd Przecież prawie chłopaka nie znał, spędzili chyba ze sobą trochę więcej czasu i naprawdę Zahil myślał, czy by go po prostu nie puścić. Przecież doskonale widział, ze mu się zbierało od jakiegoś czasu na wyjście, po za tym, czas ograniczał. No może nie Zahila, bo ten siedział u siebie, jutro raczej pewnie tez nigdzie nie wyjdzie, jak mu na łeb z rana od tego wina siądzie. Po tych słowach Satoriego, że widział jak się przejął jego słowami o tym wyimaginowanym żarcie, po prostu złapał go w objęcia i tulił tak długo, aż uznał to za stosowne. Wbrew temu, co czuł przed chwilą. Że nie powinien. A tam, do cholery z tym, czy powinien czy nie. Po prostu to uznał za słuszne. Zresztą, jak większość rzeczy, jakie wykonywał w swoim życiu, było wynikiem zdania "bo ja tak chcę". I w ogóle nie miało to jakiegoś znaczenia. Bo chciał, bo musiał i sam się uspokoić. Potem zwyczajnie go puścił, wstał i przeszedł się chwilę wzdłuż kanapy. Naprawdę ktoś o dobrym zmyśle wzroku, mógłby stwierdzić, ze Zahil się lekko kołysze. Ale to już naprawdę trzeba by było się na siłę tego doszukiwać. Bo sam Zahil uznał, ze jeszcze nie jest wstawiony. Po za tym, jakby to wyglądało przy chłopaku.
- Czy do mnie pasuje... nie wiem Zawsze się ludzie nim zachwycali, albo mnie za to opieprzali, ze zrobiłem coś takiego. Ale nikt mi nigdy nie powiedział, ze pasuje, to.... miłe - Mruknął po chwili zastanowienia.
A miał nadzieję, że zostanie u niego dłużej. Ale rozumiał. A przynajmniej to sobie wmawiał. Że jest ułożony, że chodzi do renomowanej szkoły i musi się zasadom podporządkowywać. Że tak już w życiu jest. Nie to co nasz aktorzyna, co to on robił co chciał. Jak zwykle. A może Satori chce sobie po prostu już od niego pójść? To by się w sumie zgadzało. Uznać powrót do akademika jako wyjaśnienie dla niechęci przebywani w obecności Zahila. To już bardziej rozumiał.
- Mam cię odprowadzić pod drzwi zgodnie z umową? - Spytał. Tylko, że on już nie pamiętał pod jakie drzwi. Czy miał go pod akademik odprowadzić, czy pod drzwi swojego domu, czy też klatki schodowej. Meh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 59   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie numer 59
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Bloki-
Skocz do: