IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stolik na tyłach biblioteki

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lut 22, 2014 6:24 pm

Kiedy tylko spostrzegłem swymi ciekawskimi oczyma, swego czasu zaglądającymi z daleka do torby partnera komplet ręcznie uszytych, naprawdę ładnych rękawiczek z szalikiem pospiesznie wyłożonych na stolik, oniemiałem na chwilę wstrzymując oddech. Pierwsze co przyszło mi na myśl to to, że chciał się jedynie pochwalić nowo zdobytym fragmentem odzienia chociaż było to pomysłem dosyć niedorzecznym lub w najlepszym przypadku ubrać owy na samego siebie. Być może też zmarzł od ciągłego siedzenia przy oknie. W końcu pogoda bywała dosyć kapryśna bo raz było zimno jak diabli zaś innym razem przyjemnie, prawie ciepło ciągle pamiętając o tym, że dopiero zaczynała się wiosna. Przeliczyłem się, gdy ten zaczął mi wszystko dosadnie z powagą wymalowaną na twarzy tłumaczyć.
Od razu zrozumiałem o co chodzi, jednak miałem pewne opory. W końcu siedzieliśmy w bibliotece a nie na zewnątrz, gdzie rzeczywiście opatulanie się jak stara babuszka przed wyjściem po chrust było czymś niezwykle koniecznym. Boleśnie podgryzając wnętrze policzków i co rusz nawiązując z nim dłuższy kontakt wzrokowy w końcu się przemogłem, nie chciałem sprawić mu przykrości zbyt długim zwlekaniem czy też nagłą odmową. W końcu do okazanych mi rzeczy musiał mieć jakiś sentyment, były niedokończone co widać można było już na pierwszy rzut oka no i bardzo różniły się od tych sklepowych, idealnie podszytych od zewnątrz jak i wewnątrz. Na ogół nie nosiłem rękawiczek, zwyczajnie ich nie miałem lub też często zapominałem, poza tym wpychanie dłoni w nieszczególnie głębokie kieszenie płaszcza tudzież kurtki nie było takie złe, na upartego dało się wytrzymać. Zaś szaliki kojarzyły mi się z nieprzyjemnym okresem dzieciństwa, kiedy to związywany byłem aż po uszy, tylko taki mały paseczek na oczy pomiędzy szalem, kołnierzem kurtki a czapeczką z pomponem pozwalał mi dostrzegać otaczający mnie świat, najczęściej zimę bo to wtedy z małych pociech robiło się ledwo drepczące bałwany. Skinąłem wdzięcznie głową. Chowając odkryte dotychczas części ciała w ciepłych materiałach, obejrzałem je dokładnie z każdej strony nawet nie podejrzewając, że mogły być czymś uszytym przez ręce Claytona. Nie wyglądał mi na kogoś kto lubiłby zajmować się takimi sprawami, właściwie to szydełkowanie kojarzyło mi się tylko i wyłącznie ze starymi ludźmi, nie mającymi co w życiu ciekawego robić. Z trudem złapałem swój mazak w dłonie, uważając przy tym by niczego nie zabrudzić na nowo docisnąłem go do kartki, ukradkiem podglądając pozostałe – byliśmy naprawdę nieźli, trochę się nam tych obszernych stronek nazbierało. Ale może to było spowodowane rozlazłością mojego pisma i informacjami porozrzucanymi wokół w sposób bardzo chaotyczny, niżeli ostrożny i przemyślany.

"Haa... pewnie masz rację, nie mam zbyt dużej wprawy w noszeniu kolegów.
W drodze wyjątku mógłbym ciągnąć cię za nogi po ziemi. To też byłoby skuteczne, nawet bardziej niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. W kitlu każdy wygląda dobrze! Mimo tego nie przepadam za szpitalnymi klimatami, nie mam zaufania do pracowników ani tych pseudo sterylnych miejsc, poza tym jedzenie dają tam paskudne.
Jak możesz tak mówić? Nie mogę w tej sprawie zbyt dużo powiedzieć, bo moi aż tak wcześnie nie zaczynali. Chociaż matka też była młoda kiedy zaszła w pierwszą ciążę przed ślubem. Tak właściwie, to nie wiem czy sam nie byłem taką wpadką?
Wiadomo, że rodzice nigdy by mi tego nie powiedzieli.
Zresztą to nie jest ważne! Chyba bardziej liczy się to, że nas kochają. Prawda?
"

Miałem cichą nadzieję, że takie wybrnięcie z tematu sprawi, że Nowozelandczyk poczuje się lepiej. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym czy byłem dzieckiem planowanym, czy którykolwiek z moich braci był – może po prostu rodzice nie potrafili się porządnie zabezpieczyć, byli mentalnie na poziomie nierozważnych nastolatków. Swoją drogą podobno liczyli na to, że ich ostatnie dziecko urodzi się dziewczynką. Prawie się udało, prawie... tylko na dole coś poszło nie tak i zrządzeniem losu jednak zostałem chłopcem. Na chwilę odłożyłem swoje pisadełko zauważając, że przez grube rękawiczki dotykanie czegokolwiek nie sprawiało mi problemu, było prawie niewyczuwalne. I wtedy jakoś odruchowo zdecydowałem się na coś naprawdę głupiego, nawet nie przemyślanego ale jakoś tak pomyślałem, że chyba normalni ludzie tak między sobą robią i niczego w tym złego nikt nie zobaczy. Położyłem okutą w cieplutką rękawiczkę dłoń na tej jego leżącej luzem na stole, przez chwilę ją trzymałem jak gdybym chciał dodać mu jakiejś otuchy, co by nie pomyślał, że przez to co powiedział był gorszy. Niezręczne uczucie. Powoli się wycofałem, postanawiając dopisywać resztę swoich przemyśleń związanych z konwersacją.

"Chemia to dla mnie czarna magia więc z niej skorzystałbym najchętniej! Przynajmniej ze względu na podstawy. Z angielskiego i historii, też jestem dość dobry jednak z biologią jest już trochę słabiej. Pomimo dobrych chęci na sprawdzianach zawsze znajdą jakieś niedociągnięcie. Nie jestem zbyt fotogeniczny, wychodzenie ładnie na zdjęciach nie jest moim powołaniem ale jeśli już tak bardzo chcesz to jedno, czy tam dwa by nie zaszkodziły. Chcesz mieć mnie w swoim prywatnym zbereźnym folderze? Jeśli masz ochotę, moglibyśmy zacząć nawet od teraz! Niedługo będę musiał wracać do siebie więc lepiej żebyśmy wzięli się do roboty, jeszcze mnie nadrabianie zaległych zadań z informatyki czeka. A właśnie... wspominałem? To właśnie mój profil.
Jeśli kiedykolwiek padłby ci komputer, przybędę z pomocą zwarty i gotowy do działań.
"

Zaraz ostrożnie przysunąłem aparat chłopaka bliżej, pod jego dłonie nie bardzo wiedząc, czego w tej chwili powinienem się spodziewać. Swoją drogą to chyba bardziej niż na zdjęciach samego mnie, zależało mi też na przynajmniej jednej fotce z nim. Skoro już zadeklarował się, że mógłby mi coś wydrukować i dać w odbitce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lut 22, 2014 8:15 pm

Może faktycznie ubieranie się w szalik i rękawiczki w bibliotece było głupim pomysłem. Dałem mu te rzeczy odruchowo, widząc że zamarza. Nie pomyślałem o praktyczności. Zwyczajnie chciałem, by zrobiło mu się cieplej, nie bacząc na jego zdanie. Miałem jednak nadzieję, że doceni mój gest i założy wełniane dodatki. Przy okazji byłem ciekawy jak będzie w nich wyglądał, w końcu to moje najnowsze dzieło no i jeśli by mu się spodobało, to mógłbym je wykończyć dla niego. Przy okazji liczyłem na jakieś słowa uznania, choć jeśli te się nie pojawią, nie będę miał mu tego za złe. No co, lubiłem być doceniany, nawet za małe rzeczy. Szczególnie przy robótkach ręcznych takie komplementy motywują do kończenia pracy, a nie rzucania wełny w połowie.

"A co już kogoś tak ciągnąłeś? Chociaż nie wiem, czy chce robić za froterkę do podłogi, hmm ostatecznie możesz mnie ciągnąć na sankach o! To by było fajne. Albo w takim wózku z długą rączką. Prawie jak kulig. Chciałbym kiedyś na taki pojechać, bo póki co nie miałem okazji.
Na prawdę dobrze by nie wyglądał. Przypominałbym jakiegoś dzieciaka z reklamy udającego dorosłego. A fe. Co do jedzenia się zgodzę, jest paskudne. I to w każdym szpitalu! Po wizytach nie mogłem patrzeć na kanapki z tuńczykiem przez długi czas.
Wiem, że mama mnie kocha. Udowodniła to chociażby nie zostawiając mnie gdy okazałem się "niedorobiony". No i zawsze starała się, by niczego mi nie zabrakło. Co do ojca, z tego co wiem, a w zasadzie zmusiłem mamę by mi powiedziała, to ją oszukał. W swoim kraju miał już rodzinę, dzieci czy coś takiego, a do Nowej Zelandii przyjechał w interesach i by się zabawić. Oszukał mamę i gdy wpadli po prostu zmył się do siebie zostawiając nas. Nawet nie wiem, czy wie o mnie cokolwiek. Pewnie nie. Ja z kolei jestem ciekawy mojego rodzeństwa, bo mama mówiła, że podobno mam brata. Nie widziałem go nigdy, ani nawet nie znam imienia.
A tak zmieniając temat, mam nadzieję, że ci się podobają i że ci się zrobiło cieplej. Jeśli byś chciał, mogę je dla ciebie dokończyć i dać ci je.
"

Się rozpisałem, ale jakoś nie miałem zbyt często okazji by porozmawiać z kimkolwiek na ten temat. Nie był on przyjemny, ale opowiadanie pomagało mi. Miałem wrażenie, że zrzucam z siebie pewien ciężar i robiło mi się lepiej. Może nie powinien poruszać tak osobistych kwestii, ale na prawdę czułem, że mogę mu zaufać. Może byłem zbyt ufny czy coś takiego, ale czasem warto zaryzykować.
Jego gest był naprawdę miły. Nie mogłem powstrzymać się by nie uśmiechnąć się do niego ciepło i jakby z wdzięcznością. Doceniałem to, że chciał mnie w ten sposób pocieszyć, od razu było mi lepiej. Szczególnie, że widziałem jego wcześniejszą reakcję na dotyk. A teraz wychodził sam z inicjatywą. Nie wiedziałem co o tym myśleć, ale na prawdę byłem mu wdzięczny.

"Jasne, jeśli będziesz mieć jakiś problem z chemią zapraszam. Postaram ci się to wytłumaczyć najlepiej jak potrafię. Szczególnie jeśli chodzi o odczynniki. Głupio o zabrzmi ale mam trochę chemikaliów w pokoju potrzebnych do zrobienia płukanki do zdjęć. Kilka jednak innych doświadczeń da się z nich przeprowadzić, więc może uda się pokazać omawiane zagadnienia.
Gorzej Xavier, nie wylądujesz w folderze ale na całej ścianie! Hmm może przyczepię cię tuż nad poduszką? Jasne, już się biorę do roboty. Tak wspominałeś i chętnie skorzystam z pomocy. Mam talent do mordowania sprzętu
"

Wziąłem aparat i kawałek odsunąłem się, by zrobić mu zdjęcie z zaskoczenia. Nie lubiłem pozowanych ujęć. Były zbyt sztuczne. Na marginesie szybko dopisałem, by się mną nie przejmował i zachowywał się naturalnie. Wiem łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zdjęcia cykałem mu co jakiś czas, w bliżej nie określonych odstępach. A niech się nie spodziewa, kiedy padnie błysk flesza. Kręciłem się, kilka było statycznych, ogólnie było widać, ze przynajmniej ja jestem w swoim żywiole. Dopiero po jakimś czasie stanąłem obok niego i pokazałem mu na wyświetlaczu swoje dzieło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lut 22, 2014 9:18 pm

Zupełnie zapomniałem do tekstu dorzucić swoją opinię na temat wełnianek! Skarciłem się niemo od razu wyobrażając sobie jakieś niestworzone scenariusze, które to mogły ofiarodawce rychle rozzłościć. Pospiesznie chwyciłem za flamaster gdy było już po wszystkim a zeszyt został udostępniony tylko i wyłącznie dla mnie, wtenczas gdy on biegał wokół mnie z aparatem ja komplementowałem w skupieniu, dodając jeszcze kilka miłych komentarzy na temat swojej wdzięczności. Pod koniec zapytałem jak gdyby z czystej uprzejmości, dlaczego te które dostałem są jeszcze niedokończone i czy nie będzie za nimi tęsknić, jeśli mi je podaruje. W końcu nie chciałem pozbawić jego ani też kogokolwiek, na kim mogłoby mu zależeć takiego osobistego, robionego od serca prezentu. Pory roku powoli się zmieniały, niedługo mieliśmy zrzucać z siebie grube ubrania by ustępować cieńszym dlatego jego propozycja również zdawała się być niecodzienna, mimo tego obdarowałem go lekkim tym razem samodzielnym uśmiechem. W głębi duszy naprawdę nie lubiłem się uśmiechać, przynajmniej nie kiedy ktoś był przy mnie a ja nie wiedziałem jak mógłbym w danej chwili wyglądać. Na ogół na zdjęciach prezentowałem się nadzwyczaj komicznie, mi się nie podobały i gdybym tylko mógł zmieniłbym swoją twarz a i nie tylko ją całkowicie, według własnych przedziwnych upodobań.  

"Mogę cię co najwyżej popchać w skradzionym, sklepowym bo o sankach i wózkach z rączkami nie ma nawet mowy. Nie masz już pięciu lat i wyglądałbyś komicznie, jeszcze byś sobie na tym krzywdy narobił większej niż potrzeba. Kanapki z tuńczykiem mnie prześladują. I... durniu, nie jesteś niedorobiony! Jesteś całkowicie normalny!  >:I
Ale jeśli kiedyś trafiłbyś na niego tutaj, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności w szkole, cieszyłbyś się? Fajnie byłoby mieszkać z bratem nawet przyrodnim w jednym pokoju. Byłoby dużo do opowiadania, no i może w końcu poznałbyś ojca albo przynajmniej wiedziałbyś co u niego...
"

Zdjęcia z zaskoczenia wprawiły mnie w dezorientacje, chociaż nie raz już uczestniczyłem w podobnych pstrykanych na imprezie, pomniejszych domówkach czy chociażby na wypadach z byłymi znajomymi. Naprawdę myślałem, że będzie mnie jakoś ustawiał wymyślając bardzo dziwne pozy. Na ogół z tym kojarzyli mi się fotografowie. Jednak luźno rzucone zdanie „rób co chcesz” byłoby chyba jeszcze gorsze od tego braku uprzedzenia, w tej chwili dziękowałem niebiosom za to, że jednak towarzysz niedoli nie potrafi wykrztusić z siebie żadnego zdania. Kto wie, co by mu ślina na język przyniosła. Poza tym, pewnie nie byłby takim jakim jest teraz gdyby to od początku potrafił się wysławiać. Traktowałby mnie jako kogoś dziwnego, chorego lub za ewidentny margines społeczny, którym na swój sposób byłem ale być nie chciałem. Starałem się wyglądać w miarę możliwości normalnie, naturalnie bez wymyślonych na poczekanie udziwnień. Kiedy uznałem, że jednak jestem zbyt speszony lub rzeczywiście mam dość schowałem pół twarzy za szalikiem, zaś później rękawiczki dopełniły całości i zniknąłem na amen. Ale później z zaciekawieniem spoglądałem na zdjęcia, ukradkiem go obserwując. Gdy te się już skończyły złapałem pomiędzy zęby jedną z rękawiczek by zsunąć ją z dłoni, palce musiałem mieć wolne. Wtedy też z niemym pytaniem dobrałem się do trzymanego aparatu. Przełączyłem mu kilka przycisków jawnie sugerując, że to jeszcze nie koniec. Dopisałem na szybko jedną krótką prośbę, nim nie podstawiłem mu jej centralnie pod twarz, by po wszystkim pomimo mocno bijącego z nerwów serca przysunąć się bliżej i rzeczywiście robiąc to, czego robić nie powinienem na wyczucie obrócić aparat w drugą stronę. Selfie time! I przynajmniej ze trzy się nam nazbierały. Pomijając fakt, że jedną z nich był mój kciuk zasłaniający prawie cały obiektyw a następna była robiona z zaskoczenia i na domiar złego pod kątem, bo z góry gdy wpatrywaliśmy się – on chyba z niemałym przerażeniem z powodu moich czynów, ja zaś ze skupieniem na utrzymaniu ręki prosto. A trzecia była już mistrzostwem świata bo przechylając się do tyłu, wyrżnąłem pięknego orła krzesłem na którym dotychczas siedziałem; aparat nie ucierpiał mimo iż pstryknął coś w locie, teraz trzymany był przez nas obu. Dziwnym zrządzeniem losu, drugą ręką odruchowo się go złapałem siłą ciągnąc na siebie. Właśnie tym sposobem znaleźliśmy się na ziemi. Odchyliłem jego dłoń do tyłu i pstryknąłem raz jeszcze jak gdyby upamiętniając nasz „romantycznie” spędzony dzień z finałem na podłodze nim nie dałem sobie spokoju, wtedy też westchnąłem ciężko odchylając łeb do tyłu byleby jeszcze na niego nie spojrzeć. Byłem w niemałym szoku ale i rozbawieniu swoją niezdarnością, moja fobia przynajmniej na chwilę była uśpiona, to wszystko było kwestią mojej porytej psychiki.
- Ściana to na moją straszną twarz za mało, teraz masz wystarczającą ilość zdjęć – możesz obkleić nimi swoje szafki, szuflady i jeśli dalej będzie ci za mało, całą wannę lub kabinę prysznicową... o ile nie masz zasłony. - Założyłem drugą rękawiczkę, potarłem takimi rękawiczkowatymi dłońmi po jego łbie mierzwiąc mu włosy, tworząc na nich artystyczny nieład.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Lut 24, 2014 7:50 pm

To nie tak, że łaknąłem pochlebnych komentarzy na swój temat i mojego dzieła. Owszem zrobiłoby mi się miło, gdyby te faktycznie padły, ale jeśli ich nie było, też nic się nie stało. Bez przesady. Nie robiłem czegoś tylko po to by zostać za to pogłaskanym po włosach i "dobry chłopiec". A fe, to by było dziwne. Także Xavier nie powinien panikować i tworzyć jakiś dziwnych scenariuszy z moją złością w roli głównej. W ogóle rzadko kiedy okazywałem swoje niezadowolenie. Najczęściej zagryzałem wargę i udawałem, że wszystko jest w porządku. Później, w zaciszu czterech ścian dawałem upust swojej frustracji, ale to gdy nikt nie patrzył. Miałem tendencję, do tłumienia w sobie negatywnych emocji. To raczej nie jest zdrowe prawda?

"Spokojnie, będą dla ciebie. Tylko muszę je jeszcze wykończyć. Teraz wciąż widać za dużo łączeń. Nie, nie będę tęsknić. Często robię na drutach i będzie mi bardzo miło jeśli przyjmiesz je. Wiem, że zima się już kończy ale nigdy nie wiesz, czy za tydzień znowu nie zrobi się zimno.
Wózek sklepowy też jest fajny. Moglibyśmy w nim zjechać z jakiejś górki, chociaż nie, pewnie strach by mnie zjadł jeszcze nim by do niego wsiadł. W ogóle boje się takich rzeczy, tak samo jak kolejek górskich. Chociaż przejechałbym się taką....
Cieszyłbym się, ale byłoby to dla mnie dziwne. W końcu nigdy się nie widzieliśmy, nie rozmawialiśmy z sobą i trudno by mi było zacząć się zachowywać jakby to był mój brat. Ale nie ma co gdybać. Pewnie i tak bym nie wiedział, że ten ktoś jest moją rodziną. Na poznaniu ojca mi nie zależy. Nie tylko zdradził swoją żonę, ale i zostawił ciężarną dziewczynę na pastwę losu. Nie potrafię zrozumieć i szanować takich osób. Owszem panika paniką, ale skoro już coś robisz ponieś tego konsekwencje.
"

Nie raz zastanawiałem się nad tym jakby to było poznać brata. A może nawet kilku braci. Mama wspominała tylko o jednym, a i to nie łatwo z niej wydusiłem. Mogło być przecież tak, że mój ojciec miał nie tylko jeden skok w bok i takiego przyrodniego rodzeństwa mogę mieć na pęczki. Nie chciałbym tego. To nie dość że byłoby dziwne, to jeszcze czułbym się jak ten najgorszy. W mojej wyobraźni, moi bracia/ brat byli kimś wyjątkowym - kimś silnym, przystojnym, poczuciem humoru, których wszyscy lubili. Gdzie ja do nich. Wiem, stwarzałem sobie problem tam gdzie go nie było. Ale taki już byłem, miałem zaniżone poczucie własnej wartości to się pojawiały takie kwiatki. Chociaż kto wie, czy jeśli nie poznam kogoś, kto stanie mi się tą najbliższą osobą, to czy moje postrzeganie własnej osoby się nie zmieni. Na to szczerze liczyłem.
Podobało mi się to jak wychodził i "nie pozował" do zdjęć. Owszem, jak każdy fotograf, potrafiłem dostrzec jego zagubienie i skrępowanie moim "rób co chcesz", ale na prawdę nie zamierzałem go ustawiać. Im prawdziwsze ujęcia tym lepsze. Bo czy kiedykolwiek najlepsze nagrody dostawały zdjęcia pozowane? Nie mówię tutaj o specjalnych sesjach do magazynów, mające przedstawić gwiazdę jak najlepiej, ale o tym "prawdziwych" ujęciach. Albo to ja byłem jakiś dziwnych i nie wierzyłem w siłę pozy. Może muszę się jeszcze nauczyć co i jak w tym fachu.
Propozycja selfie mnie może nie tyle przeraziła co zaskoczyła. Zwłaszcza, że to on miał obsługiwać moje maleństwo. Trzeba wiedzieć, że rzadko pozwalam komuś na zabawę moim skarbem. Aparat jest dla mnie zbyt cenny. No ale skoro byłem obok, a on miał niewątpliwie dłuższe ręce, tak przydatne przy samojebkach to niech będzie. No i gdy już się rozluźniłem i nawet uśmiechnąłem polecieliśmy. Zostałem pociągnięty i wylądowałem na podłodze tuż obok niego. W zasadzie, gdym obrócił się lekko w locie, wylądowałbym twarzą tuż nad nim. Nie trudno się domyślić, że patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami i lekko uchylonymi ustami. Musiałem wyglądać komicznie. A on to uwiecznił. No dobra wyszedłem na zaskoczonego, ale mniejsza z tym. Patrzyłem na jego wargi gdy mówił, chcąc rozumieć o co chodzi. Cóż, nie mogłem się nie uśmiechnąć. Wizja obklejenia całej łazienki jego twarzą była dość zabawna. Podniosłem się, by usiąść na klęczkach obok niego. Zaraz moje włosy zostały wprowadzone w stan nieładu, tworząc mi artystyczne gniazdo.

"Uważaj, bo tobie każę obkleić odbitkami ze mną, cały sufit, byś musiał patrzeć na mnie za każdym razem, gdy wylądujesz w łóżku"

Napisałem szybko sięgając po notatnik i odwróciłem kartkę w jego stronę, by mógł przeczytać. Pokazałem mu przy tym język, a co sobie będę odmawiał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Wto Lut 25, 2014 3:28 pm

Zbytnio się narzucałem dlatego też nasz kontakt fizyczny bardzo szybko został przerwany. Gdy tylko upewniłem się, że aparat jest cały i w stanie o dziwo nienaruszonym, przeprosiłem otwarcie jeszcze dla pewności rozglądając się po okolicy, by upewnić się, że nikt poza nami a właściwie mną nie usłyszał tego kompromitującego mnie zdania. Długo leżałem na ziemi nie chcąc się podnosić, dość zabawnie bo z nogami nadal zaczepionymi o krzesło którego oparcie wżynało mi się w środek pleców. Odsunąłem nogą nie zbyt przyjazny mi mebel, zaraz wpatrując się w słowa zapisane w notatniku. Zawiesiłem wzrok na chłopaku, znów z wierzchu zachowując się dość nieprzyjemnie bo obojętnie, zmęczenie i generalnie tak jak zachowywałem się na co dzień w stosunku do wszystkich. Na chwilę przymrużyłem powieki kładąc notatnik na twarzy, odetchnąłem kilkakrotnie próbując zebrać w jedną kupę niepoukładane, chaotyczne myśli przedstawiające wcześniej opisaną przez chłopaka scenę. Zabrałem jego długopis, ostrożnie z dłoni bo gdzieś wypadł mi marker, być może został na stole jako, że jeszcze niedawno tam go odkładałem i przytknąłem do kartki.

"Naprawdę chciałbyś, bym za każdym razem kiedy będę kogoś w nim gościł przypominał sobie o tobie, widząc multum tych zdjęć na suficie? Byłbyś moją pierwszą i ostatnią myślą chwilę przed zaśnięciem, tuż przed obudzeniem i w trakcie spełniania. Nie podejrzewałbym cię o tak jednoznaczne pomysły."

W międzyczasie pozbyłem się z dłoni rękawiczek, ostrożnie tak by nie pociągnąć za odstające nitki zaś później zająłem się szalikiem, przypadkiem zadrapałem swoją szyję pozostawiając na niej czerwoną smużkę paznokcia. Położyłem je przed nim a gdy już zebrałem się w sobie, zasiadając naprzeciwko na ziemi wziąłem notes jeszcze na krótszą chwilę zajmując się dokładnym zapełnieniem następnej strony. Podejrzewałem, że towarzysz niedoli wcale nie miał na myśli tego o czym i ja pomyślałem, jednak w praktyce właśnie tak mogłoby to wyglądać, teraz jak najbardziej oczekiwałem jego rumieńców i zawstydzenia, po raz kolejny coś mnie tknęło by spróbować je u niego wywołać. I to na dzień dzisiejszy było jedynym czym mogłem się zadowolić. Nie specjalnie mi taki stan rzeczy przeszkadzał, zdawałem sobie sprawę z tego w jakiej teraz znajduje się pozycji i sytuacji, naturalna kolej rzeczy. Powinienem przestać tak rozmyślać nad własnym życiem i w końcu zająć się czymś ambitniejszym niż tylko ciągłym jęczeniem i snuciem ładnych, nigdy nie mających ziścić się scenariuszy. Wzruszyłem ramionami wzdychając przy tym ociężale, skreśliłem jeszcze kilka niepotrzebnych zdań wkrótce dodając w zamian nowe.

" Zajmiesz się nimi? Poczekam, aż będą skończone a kiedy tak się stanie, skradnę je od ciebie przy najbliższym spotkaniu. Pasuje ci taki układ? Będziemy mieli pretekst do wpadnięcia na siebie."

Dopiero teraz gdy miałem już pewność, że dialogów umieściłem aż nadto oddałem mu zeszyt nie chcąc rozdrabiać się nad wcześniej wspomnianymi kwestiami. Uznałem, że ciągłe opowiadanie o tym jak fajnie byłoby przejechać się wózkiem a jakie byłyby tego konsekwencje, na przykład rozbite o beton twarze lub poobijane od zjeżdżania z górek ciała nie miało zbyt dużego sensu, chociaż chciałem opowiadać ciągle i bezustannie było to tylko marnowanie papieru. Takie rzeczy trzeba było przeżyć na własnej skórze, by przekonać się jak to w rzeczywistości w praktyce jest. A i gdybanie chociaż przyjemne nic takiego przynieść nam nie mogło, przecież nie mogliśmy zmaterializować brata mieszkającego być może na drugim końcu świata, pasącego owce i rozganiającego barany tutaj, do szkoły. Mimo tego odetchnąłbym gdybym jednak wiedział, że ten nie był w tej szkole tak zupełnie sam. W końcu w rodzeństwie na ogół miało się jako takie oparcie, przez życie co prawda szło się trudniej, było to jedną wielką udręką ale bywały chwile w których potrafili wyciągnąć z tarapatów. Szczególnie to dobre było, gdy nie miało się wokół siebie tłumu najlepszych przyjaciół, bo przecież samotnicy tacy jak ja i on zdarzali się częściej niż moglibyśmy pomyśleć, byli na każdym kroku i otaczali nas a my jak ci głupcy myśleliśmy, że ich nie ma. Powoli wstałem na równe nogi i wyciągnąłem do niego drżącą dłoń z nadzieją iż ten wkrótce się na niej wesprze. Później zająłem się przewróconym krzesłem, dosunąłem je z powrotem do stolika dając tym samym niemo do zrozumienia, że powoli zamierzałem się zbierać, uciekać i nijak mi już w głowie były posiedzenia przy książkach i wymyślonej kawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Lut 26, 2014 8:14 pm

Nie narzucał się, po prostu cała ta sytuacja mnie zaskoczyła. Nie często bywałem w takich sytuacjach i nie wiedziałem jak powinienem się zachować. Według tandetnych filmów, powinienem był się nad nim pochylić i pocałować, ale coś takiego nie tylko nie było w moim stylu ale i przekraczało moje siły. W życiu bym czegoś takiego nie zrobił. Zdecydowałem się więc na coś, co wychodziło mi najlepiej, czyli na ucieczkę. Nie chciałem nad nim wisieć czy trwać bez ruchu, co takiego było mi obce. Z drugiej strony taktyczny odwrót na krzesło też w grę nie wchodził. Dlatego zostałem na ziemi razem z nim, mimo wszystko znowu stwarzając między nami dystans.
Czy to przeze mnie zaczął się tak zachowywać? Tak obco? Może zmiana nie była dla niego czymś dziwnym, ale dla mnie, który od początku widział go w taki a nie inny sposób, coś takiego raziło po oczach. Stał się bardziej nieobecny według mnie, chłodny i opanowany. Może zrobiłem coś nie tak, albo moje słowa były nie na miejscu. Przyznam szczerze, że nie myślałem nad tym jak to mogło zabrzmieć, czy co ze sobą niosło. Za nic nie wpadłbym na jego sugestię.
Oczywiście, że się speszyłem i troszeczkę poczułem jak idiota. Mojej policzki znowu zalśniły szkarłatem, a ja przygryzłem nieco nerwowo wargę. Sugestia, że moja twarz mogłaby być w centrum jego uwagi, w czasie szczytowania mnie krępowała. Nie pomyślałem o czymś takim naprawdę.Co on musiał sobie o mnie pomyśleć! Pewnie bierze mnie teraz za jakiegoś zdeprawowanego seksualnie maniaka o dziwnych preferencjach. A przecież na dobrą sprawę nie całowałem się z nikim tak na serio i z własnej woli! Moja niewinność czasem mnie dobijała.
Śledziłem jego ruchy, kiedy zaczął ściągać z siebie "moje" rzeczy. Głupio się przyznać, ale w pierwszej chwili pomyślałem, ze chce mi je oddać na stałe. Jestem taki głupi. Nie myślcie, że nagle mi się humor popsuł, bo to nie tak. Raczej byłem zawstydzony i może nieco skrępowany. Ta uwaga żartami po prostu pokazała mi jak jestem czasem naiwny i tyle. Dobra dość biadolenia na siebie. To nic nie da, a tylko utrudni nam dalszą relację. W każdym razie nie zamierzałem komentować tamtej sugestii.

"Jasne, będą idealne obiecuję. I jasne, że chętnie się z tobą spotkam, nawet bez specjalnego powodu. I emmm cieszę się, że chcesz się jeszcze ze mną zobaczyć. Naprawdę."

Może znowu zrobię z siebie idiotę, ale czułem, że powinienem coś takiego napisać. Nieco krępujące dla mnie wyznanie, ale chciałem to z siebie wyrzucić i tyle. Schowałem znowu rzeczy - tym razem już Xaviera - do torby. I teraz on mnie zaskoczył. Wiedziałem, a w zasadzie zauważyłem że Xav miał mały problem z dotykiem, a tutaj podaje mi rękę, by mi pomóc. Odruchowo przyjąłem jego ofertę i wsparty na nim podniosłem się z miejsca. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc jedynie uśmiechnąłem się do niego ciepło i ukłoniłem się lekko w podzięce. Odsunąłem się kawałek nie chcąc mu przeszkadzać w ogarnianiu tego miejsca. Czyli to koniec spotkania tak? Trochę szkoda, ale przecież nie mogę od niego wymagać, by siedział ze mną do wieczora. Każdy ma swoje życie i muszę to zaakceptować. Sięgnąłem jeszcze raz po notes i dopisałem kilka słów.

"Powinienem skończyć szalik przed weekendem, więc może wtedy się spotkamy? Pokazałbyś mi miasto? Albo okolicę? Ciągle się tu gubię. Znaczy oczywiście jeśli chcesz i nie masz już innych planów. Do nie czego nie zmuszam."

Dotknąłem go notatnikiem w ramię, dając znać, że mam wiadomość. Normalnie zrobiłbym to ręką, ale stwierdziłem, że chyba dystans nie będzie złym pomysłem. Poza szalikiem, pewnie zdołam wywołać już zdjęcia, ale to postanowiłem zachować jako niespodziankę.
Podszedłem do stolika i zacząłem rozkładać książki na grupy, by łatwiej było mi odnieść je na półki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Czw Lut 27, 2014 2:26 pm

Odkąd zdecydowałem się na dotknięcie jego dłoni nie potrafiłem myśleć o niczym innym niż tylko tym, że wyszedłem z tak śmiałą inicjatywą już pierwszego dnia, powinienem poczekać dłużej a jak nie mogłem, nie w tym przypadku. Teraz żałowałem, może głupio to zabrzmi ale zdawało mi się, że skoro tak szybko zaaklimatyzowałem się w jego towarzystwie, wyszedłem na łatwiejszego niż w rzeczywistości byłem. Może po prostu nie chciałem, by wiedział o tej  niechlubnej przypadłości – słabości której naprawdę nie lubiłem, był to jeden z aspektów mojej osoby który najchętniej bym z siebie wyszarpał, nie musząc już nigdy więcej martwić się tak prozaicznymi sprawami jak dotykanie czyiś palców, przecież to było zupełnie niegroźne. Jeszcze pamiętam mniej więcej dni w których nie miałem przed tym żadnych oporów, zresztą w domu nie traktowano mnie nigdy pod tym względem ulgowo, zawsze byłem gdzieś tam dotknięty, popchnięty czy przesunięty i nikt poza mną nie widział w tym żadnego durnego podtekstu seksualnego. A ja się z tym męczyłem, udając że u mnie wszystko w porządku, zgrywając przykładnego dzieciaka wracającego na właściwą drogą. Czasami żałowałem, wszystkiego. Tego, że w ogóle wstałem z łóżka i postanowiłem o własnych siłach wyjść gdziekolwiek. No i też tego, że nigdy nigdzie nie zgłosiłem pewnego zdarzenia. Odetchnąłem niemo, przewracając kartki pomiędzy palcami na szybko skleciłem jeszcze kilka prostych zdań by móc jak najszybciej ulotnić się z dala od miejsca zbrodni, teraz frustracja nie pozwalała mi na logiczne myślenie, chciałem po prostu gdzieś się skryć w domowym zaciszu z dala od kogokolwiek, nawet z dala od niego pomimo tego, że był dla mnie tak miły.

"Mi pasuje! Z dokładnym dniem jeszcze się dogadamy. W końcu mamy swoje numery, więc jeśli tylko skończysz lub będziesz miał wolną chwilę, po prostu napisz. Mogę pokazać ci kilka ustronniejszych miejsc, czemu by nie. W dwójkę zawsze jest raźniej i przede wszystkim bezpieczniej, odetchnąłbyś trochę od murów tej szkoły. Swoją drogą... znam jedno fajne miejsce, ale zabieranie cię tam od razu nie jest zbyt dobrym pomysłem. Lubisz szpitale psychiatryczne? Opuszczone, rzecz jasna. Kiedyś moglibyśmy się tam razem wybrać, mógłbyś porobić fajne zdjęcia.

Trzymaj się i do następnego.
Przepraszam, że tak szybko uciekam.
"

Podsunąłem mu notes raz jeszcze obok książek, nie popędzałem go w czytaniu a i nie zaoferowałem pomocy w postaci odłożenia wszystkich książek. Schowałem swój marker, zaś to tomiszcze z którym przyszedłem wziąłem pod pachę. Wiedziałem, że sam sobie doskonale poradzi – skoro potrafił niektóre dzieła zdjąć z półek mógł równie dobrze je odnieść, na pewno nie były umiejscowione zbyt wysoko, Clay był zbyt niski by móc sięgać do najwyższych półek ot bez żadnego kłopotu. Kiedy upewniłem się, że zabrałem ze sobą wszystko odczekałem chwilę nie przerywając mu rozkładania. W końcu postanowiłem się pożegnać. W normalnych warunkach, pewnie moglibyśmy odegrać jakąś wzruszającą i chwytającą za serce scenkę wyjętą rodem z romansidła, jednak w rzeczywistości nijak żaden z nas nie przymierzał się do skoczenia w sobie w ramiona. Pożegnaliśmy się normalnie, bez fajerwerków. Gdy odszedłem kilka kroków swoją stronę, spojrzałem przez ramię, raz jeszcze na niego nim mu nie machnąłem znikając za następnym przedziałem.

// zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Czw Lut 27, 2014 7:41 pm

Nie miałem pojęcia, że tak wiele go to kosztowało. Gdybym wiedział pewnie inaczej bym się zachowywał, nie dotykałbym go pod żadnym pozorem. Ale niektóre rzeczy leżą poza naszym zasięgiem i nie dowiadujemy się o nich wtedy kiedy powinniśmy. Ucieczka nie zawsze jest najlepszym wyjściem, ale na pewno najłatwiejszym. Rozumiałem go w tej kwestii. Sam niejednokrotnie tak robiłem. Gdy czułem się źle lub zagrożony, robiłem dobrą minę do złej gry i pod byle pretekstem uciekałem. Także nie zamierzałem mu tego wypominać, czy zmieniać o nim zdanie. Wręcz przeciwnie. Widząc jego zachowanie postanowiłem mu się przemóc. Na nowo otworzyć się na dotyk. Nie od razu. Tutaj trzeba powoli, metodą małych kroczków przyzwyczajać go do drobnych, nieznaczących gestów. Miałem taki cel. On chce mnie otworzyć na świat, dać swoją przyjaźń, więc ja pomogę mu w ten sposób.
Pomysł odwiedzenia tego miejsca mi się podobał. Lubiłem takie eskapady, zwłaszcza w dobrym towarzystwie. Nie wspominając, ze ruiny i opuszczone domy, zawsze były wdzięcznymi obiektami do fotorelacji. Szczególnie na tle ciemnego nieba. Najlepiej gdyby były to burzowe chmury, a światło miałoby taki ciepły, żółtawy odcień. Byłoby idealnie. No ale na taką pogodę będe musiał poczekać do sierpnia pewnie. Trudno. W każdym razie kiwnąłem głową na znak aprobaty, uśmiechając się wesoło. Stwierdziłem, że nie będę już odpisywać, zwłaszcza, że Xav chce już iść. Po co więc podtykać mu notes pod oczy i zmuszać do zostania przez jeszcze chwilę.
Gdy odszedł skończyłem roznoszenie książek. Trochę ich było i wbrew pozorom wcale tak łatwo ich nie powstawiałem na miejsce. Zdjąć z półki było łatwiej niż je później odłożyć na miejsce, ale przecież, głupi regał mnie nie pokona. Później pochowałem swoje rzeczy i upewniwszy się, że nic nie zostawiłem opuściłem bibliotekę.

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Mar 02, 2014 9:48 pm

Wieczorem, po zajęciach, Skorpion wypełzł ze swojej pieczary, aby udać się na łowy. Ofiara była wybrana, cel był jasno określony.
Chłopak spokojnie szedł korytarzami w stronę biblioteki, szukając kogoś, kto podobno był jednym z lepszych uczniów na literaturze. Idiotyczny przedmiot według Skorpiona, szczególnie, że dotyczył głównie literatury brytyjskiej, czyli kraju, który go na dłuższą metę kompletnie nie interesował, ale egzamin z tego przedmiotu zaliczył na dobrą ocenę tylko i wyłącznie dzięki szczęściu. Następnym razem może tego szczęścia nie mieć i lepiej na nim nie polegać, Skorpi więc uznał, że należy znaleźć kogoś, z kim się pomęczy, aby lepiej poznać ten przedmiot i być gotowym na kolejne egzaminy.
Wreszcie stanął w drzwiach biblioteki. Krótkie spodenki, bluza dresowa, czyli luźne ubranie. Oczywiście lizak w buźce musiał się znajdować. Zanim wszedł do środka sprawdził swój telefon i przeklął wyraźnie wściekły. Od niedawna miał brata a już go serdecznie zaczął nienawidzić. Przynajmniej w danym momencie. Szybko jednak schował telefon do kieszeni i przywołał uśmiech na swoją twarz. Jak Mięczak się wpakuje w kłopoty, to będzie to jego problem a nie Skorpiona. Za to potem lepiej dla niego będzie, gdy nie wejdzie w drogę Żądlastemu.
Teraz należało się skupić na czymś innym. Rysopis znał, wcześniej jakiś chłopaczek powiedział mu, że ten potencjalny korepetytor jest w bibliotece, więc faktycznie, po chwili szukania, dojrzał kogoś, kto pasował do opisu a kto akurat siedział przy stoliku z książkami.
- Joł! - Zaczął, gdy podszedł do stolika.
- Ty jesteś Edric? - Spytał stając przy siedzącym chłopaku i wyciągając ku niemu dłoń.
- Jestem Skor... Michael. I mam do Ciebie wielką prośbę! - Powiedział z szerokim uśmiechem.
Na głupka nie wygląda. I ma fajną buźkę. Mógłbym go bzyknąć. Od razu ocenił sobie w myślach swojego nowego znajomego.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Mar 03, 2014 3:33 am

Nigdy nie sądził, że będzie mu aż tak ciężko pogodzić pracę z nauką... Mimo wszystko, collage to rzeczywiście zupełnie inna liga niż hight school. Szkoła, praca i zajęcia klubowe razem wzięte, zjadały koszmarną ilość czasu. Teoretycznie, mógł na spokojnie zrezygnować z drugiego z zajęć jakie wziął na swoje barki. Nie musiał pracować. Rodzice na spokojnie zapewniali mu ten cały tak zwany: „wikt i opierunek”. Mimo to, chciał, a przynajmniej starał się ich nieco odciążyć. Biednymi ludźmi co prawda nie byli, ale skoro miał już wystarczającą ilość lat i MÓGŁ, czemu miałby tego nie robić? Ponadto, fakt iż dzięki temu dane mu było kupować siostrze prezenty za własne, ciężko zarobione pieniądze, sprawiał mu ogromną radość oraz satysfakcję. Inna sprawa, że z czasem, mogło zacząć się to odbijać na jego nauce-... A tego ponad wszystko nie chciał.
Właśnie dlatego, podobnie jak to miało miejsce ot chociażby teraz, zdecydowanie wolał ślęczeć godzinami nad książkami, jeśli tylko potrafił wykonać swoje zadanie domowe w ciągu jednego dnia, miast tygodnia – czasu wyznaczonego na doniesienie pracy do nauczyciela. Miał ten niezdrowy nawyk, tak typowy dla zapowiadających się na przyszłość pracoholików, a więc przedkładanie obowiązków ponad wszystko inne, nawet coś tak ważnego jak zdrowie.
- - lekko marszcząc brwi, przyciskając stalówkę pióra do nowej, czystej kartki papieru leżącej między otaczającymi go zewsząd stosami książek.
W kwestii nauki zawsze był poważny. Często aż nazbyt poważny. Jeśli jednak chodziło o literaturę,  jego estyma potrafiła doprawdy sięgnąć w pewnych momentach zenitu. W swoje prace literackie, wszelkie opracowania czy reportaże, które od czasu do czasu mieli obowiązek przygotować, wkładał tyle wysiłku ile tylko mógł. Niejednokrotnie zarwał noc, nie potrafiąc się oderwać od danego tekstu, choćby na jego dopracowanie miał jeszcze dobre kilka dni. Tym razem nie było inaczej. Skupiony na swojej pracy, przejechał palcem po fragmencie tekstu, rozłożonej przed sobą książki, zanim znowu nie zaczął skrobać piórem w zeszycie. I gdy tak akurat dochodził do końca-... Niespodziewanie zaczepił go nieznany mu jegomość. Zgarniając opadające na oczy kosmyki, które jakby w celowej złośliwości uwolniły się spod spinki utrzymujące je z dala w trakcie nauki, podniósł głowę i wyprostował się w krześle. Zamrugał skonsternowany, posłyszawszy własne imię oraz kolejne, nie tak znowuż niezwykłe słowo: „prośba”.
- Ah, tak... Tak, to ja. - zawahał się przez chwilę, lecz ostatecznie odłożył pióro i wyciągnął w jego kierunku dłoń aby nią ostrożnie uścisnąć jego własną. O tej porze dnia, w bibliotece, a nawet w samej szkole, nigdy nie pozostawało już wielu uczniów. Sądził, że przynajmniej dzisiaj będzie mógł w spokoju zająć się sobą.
- W czym więc mogę ci pomóc? - uśmiechnął się lekko, mając jedynie nadzieje, że nie zostanie znowu zmuszony do napisania za kogoś pracy domowej. Nie miał w zwyczaju oceniać ludzi po wyglądzie, ale osobnik nazywający siebie per Michael, wydawał się... Jak powinien to właściwie ująć? Odrobinę podejrzanym typem człowieka? Sam nie wiedział dlaczego odniósł takie wrażenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Mar 03, 2014 11:51 am

Czyli dobrze trafił. Ucieszył się, bo akurat nie miał nastroju na to, żeby się tłumaczyć nieznanemu chłopakowi, że zaczepił go przez pomyłkę. A tak mógł spokojnie tłumaczyć się nieznanemu chłopakowi, że zaczepił go w konkretnym celu.
Uścisnął więc dłoń chłopaka, mocno, po męsku i ucieszony usiadł na krześle obok, wyjmując lizaka z ust.
- Cieszę się, że Cię znalazłem! - Powiedział od razu, przez moment kątem oka zerkając na to, co do tej pory jego rozmówca robił.
Króciutka chwila do namysłu, jak przedstawić swój problem i wreszcie zaczął.
- Potrzebuję kogoś, kto jest świetny z literatury i będzie na tyle kochany, oraz wspaniały, żeby mi trochę pomóc w tym przedmiocie. - No dobra, delikatne lizusostwo zazwyczaj nikomu nie zaszkodziło.
- Zależy mi na jak najlepszych ocenach a ten przedmiot nie jest moją dobrą stroną. - Powiedział poważniejąc.
Faktycznie, Skorpion miał manię na punkcie ocen. Wiązało się to z kilkoma rzeczami. Najważniejszą z nich było jego postanowienie, że pokaże wszystkim, iż nie jest łobuzem, darmozjadem, który nic nie potrafi, poza bawieniem się, biciem i łamaniem prawa. Chciał rzucić przeszłość za siebie i pokazać, że jest wiele wart.
W dodatku Skorpi musiał być zawsze najlepszy w tym co go interesowało, czy chciał robić. Tak jak i tutaj. Udało mu się zdobyć pozycję najlepszego ucznia na swoim wydziale i miał zamiar ją utrzymać. Większość przedmiotów zaliczał na najwyższe oceny śpiewająco, ale zdarzały mu się i takie, które mu nie podchodziły, więc do nich musiał się bardziej przyłożyć.
- A słyszałem, że jesteś jednym z lepszych i milszych studentów na tym przedmiocie. - Uśmiechnął się ciepło, ale zaraz łobuzerski błysk pojawił mu się w oczach.
- Edricu, wiem, że różne plotki chodzą na mój temat. Że nie jestem tak piękny i wymuskany jak co poniektórzy. - Zaczął uroczystym głosem, podnosząc się ze swojego krzesła.
- Ale obiecuję Ci, że dołożę wszelkich starań, aby być jak najlepszym uczniem dla Ciebie. Więc... - Ujął jedną dłoń chłopaka w swoje ręce i uklęknął.
- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moim nauczycielem z literatury? - Spytał cicho i uroczyście, starając się zachować powagę. I nie zwracając żadnej uwagi na tych nielicznych uczniów jacy jeszcze byli w bibliotece a którzy z szeroko otwartymi oczami oglądali tę scenę szepcząc coś sobie do ucha.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Mar 03, 2014 3:09 pm

Typ osoby bardzo pewnej siebie, z całą pewnością zaradnej i zdecydowanej – jak ocenił już po samym uścisku dłoni. Prawdopodobnie lubiący zawsze widzieć swoje na wierzchu. To właśnie tacy jak on, najczęściej przyprawiali go o dyskomfort i sporadyczne, nerwowe bóle brzucha za każdym razem, kiedy musiał z nimi dyskutować o podobnych sprawach. Nawet jeśli próbował, rzadko kiedy udawało mu się wybrnąć z nich bez dodatkowego obciążenia na głowie. Niby przywykł. Ludzi ze szkoły w Australii nie różnili się zbytnio od tutejszych. A jednak czasami nadal zastanawiał się, jak może być aż taką ciepłą i żałosną kluchą, aby nie umieć przeciwstawić się zwyczajnemu wykorzystywaniu. To na pewno wina genów pochodzących od ojca... Nie chciał robić nikomu kłopotów, a tym bardziej nie chciał ich stwarzać sobie przez zrażanie innych. Dlatego tak szybko i łatwo zazwyczaj odpuszczał.
Ostatnie kilka zdań podsumowania na zakończenie swojego wypracowania o temacie: „psychomachia głównego bohatera jako ważny motyw literacki", musiało najwidoczniej poczekać. Cóż, powinien przynajmniej pocieszyć się tym, że chłopak nie zaczepił go, kiedy akurat był w trakcie najważniejszej części rozwijania tematu. Nienawidził wyrywania go z pantałyku.
Pomimo zakłopotania jakie go ogarnęło, zwłaszcza przy przyrównaniu - niby to mimochodem - do świetnego ucznia literatury, przez chwilę wyraźnie zdawał się kipieć pewnego rodzaju dumą. Naturalnie – faktycznie tylko przez chwilę. Wywyższanie nie było w jego stylu, lecz jak tu nie dać się ogromowi zadowolenia za każdym jednym razem, kiedy doceniano osiągane przez niego wyniki. Uśmiech poszerzył się nieznacznie, zaś sam Edric zaczął przywiązywać większą uwagę do sprawy przedstawianej mu przez Michaela. W tych kwestiach był dość prostym chłopakiem. Dobrym słowem łatwo było zachęcić go do współpracy lub przynajmniej bardzo utrudnić odmowę.
- N-Nie przesadzałbym z tym jednym z lepszych... - mruknął, jeszcze bardziej skonsternowany i odrobinę już czerwony w uszach. Swoim starym nawykiem podrapał się po czubku nosa, jak to robił za każdym razem gdy brakowało mu słów w gębie i nie wiedział co ze sobą zrobić pod wpływem danego komplementu. Musiał przyznać, że przynajmniej szczere podejście do nauki nie zniechęcało go z góry. Pomaganie w niej samo w sobie nie było aż tak kłopotliwe, ale kiedy okazywało się, że delikwent jest po prostu do granic możliwości oporny, a na samodoskonaleniu się też nieszczególnie mu tak naprawdę zależy i chyba tylko czeka żeby wiedza sama wpływała mu do głowy i tam na stałe zakotwiczała, stawało się to naprawdę nieznośne i męczące.
- Plotki, ta-ak, cóż... Nie są dla mnie czymś szczególnie istotnym, jeśli mam być szczery. - dopowiedział szybko, widząc jak ten wstaje z miejsca, które dopiero co zajął. Widocznie zamierzał przejść do ofensywy. Niedobrze. Jak mu tu powiedzieć, że był teraz trochę zajęty? Być może gdzieś tam go kojarzył, ale nie zwykł przywiązywać wagi do tych wszystkich pogłosek na cudze tematy. Miał zbyt wiele rzeczy na głowie żeby jeszcze móc kłopotać się podobnymi głupotami. Naturalnie, był skłonny mu pomóc, ale teraz chciał jedynie skończyć pisać swoją pracę i -... I nim zbudował w myślach jakiekolwiek bardziej złożone zdanie, stało się coś, co kompletnie go oszołomiło i tym samym zmusiło do rozchylenia ust w wyraźnie skrajnego niedowierzania.
- Ech? - wydał z siebie pełen zaskoczenia dźwięk, podczas gdy oczy otworzyły szeroko, przez co wydawały o wiele większe niż powinny. Żeby jeszcze na trzymaniu jego dłoni i klękaniu, co i tak było już samo w sobie diabelnie zawstydzające, udało się skończyć. To co powiedział w kilka sekund później... Nie byłoby przekłamaniem stwierdzić, że brzmiało to niemalże jak oświadczyny. Nic dziwnego, że twarz Edrica stopniowo poczerwieniała.
- Aa-... Ja... Ech?! - tym razem ilość nieartykułowanych dźwięków podwoiła się, sygnalizując zmieszanie oraz całkowitą dezorientację. - Cz-Czekaj chwilę...! - czując na siebie spojrzenia innych, ciągle obecnych w bibliotece ludzi, drugą ręką złapał go za ramie i usiłował zmusić do powstania z klęczek. - Zrozumiałem! Z-Zrozumiałem o co ci chodzi! Wstań więc, proszę...! – zmusił się do nerwowego, mało pewnego uśmieszku, rozglądając dyskretnie po zwróconych w ich kierunku twarzach. O bogowie... Mógłby już teraz dać się pogrzebać żywcem ze wstydu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Mar 03, 2014 6:13 pm

Typ osoby pewnej siebie... Faktycznie tak można było Skorpiona określić. Wiedział, że jest inteligentny, zaradny, że wie co ma robić i że z prawie każdej sytuacji uda mu się wyjść obronną ręką. Dużo umiał, dawał sobie radę w nauce i to wręcz świetnie, w przeciwieństwie jednak do wielu innych kujonów nie był wątłym chłopaczkiem a kimś, kto nie wiele walk przegrał i miał dobre oceny na wf-ie. Przy okazji jak na chłopaka w swoim wieku wiele poznał i miał duże doświadczenie życiowe. Z tego, jak i wielu innych powodów Skorpion był pewien siebie. Wady swoje znał, ale kompleksów nie miał. Miało to swoje plusy, w końcu osoby pewne siebie i znające swoją wartość lepiej dawały sobie radę w życiu.
Z drugiej jednak strony to między innymi sprawiało, że uważał się za lepszego od innych. Dużo tłumaczył, uznając, że rozmówca jest za głupi, aby zrozumieć bez tego o co chodzi, lubił dokuczać, chociaż na szczęście zazwyczaj w ograniczonej mierze, widać było, że zawsze lubi grać pierwsze skrzypce, mieć kontrolę nad wszystkim i każdym, widzieć swoje na wierzchu.
Był też dobrym obserwatorem, no i studentem psychologii... Widział uśmiech Edrica, widział jak ten delikatnie zmienia swoje nastawienie pod wpływem komplementów, potem jak się rumieni i zawstydza, co z kolei zawsze rozczulało i pociągało Skorpiona.
- Nie bądź aż taki skromny. Każdy, łącznie z wykładowcą, wskazał właśnie na Ciebie jako najlepszego ucznia. - Komplementował więc dalej, skoro to dawało efekt.
Za to kiedy chłopak powiedział, że zrozumiał, chcąc jak najszybciej zakończyć tę scenę, Skorpion uśmiechnął się szeroko i wyraźnie ucieszony powiedział na tyle głośno, żeby pozostałe osoby w bibliotece mogły go już usłyszeć.
- Czyli się zgadzasz! Jesteś cudowny! - I podniósł się, aby uściskać swojego rozmówcę. Kątem oka przyjrzał się przyglądającym osobom, zauważając w rozbawieniu, że prawie każdy się zastanawiał, czy ma im pogratulować.
- Teraz jest już trochę za późno na to, żeby zabierać się za naukę, ale w takim razie możemy się trochę poznać i umówić na jakiś luźniejszy dzień. Obiecuję, że będę pilnym uczniem! - Puścił wreszcie Edrisia i stanąwszy przed nim, z lizakiem znów wsadzonym w pyszczek, trzymał jego dłonie w swoich.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Mar 03, 2014 9:02 pm

Edric byłby bardzo szczęśliwy, mogąc po prostu uwolnić dłonie w tej niezaprzeczalnie żenującej sytuacji, która raczyła nie wiadomo kiedy przerodzić się w scenę rodem z amerykańskiego filmu romantycznego. Tyle tylko, że owe zazwyczaj raczą przedstawiać w nich przedstawicieli dwóch różnych płci, nie zaś parkę młodych mężczyzn. Chyba, że akurat był to wstęp do jakiegoś taniego, gejowskiego porno. A takich rzeczy nie uśmiechało mu się na ten moment mieć przed oczyma.
- Wykładowca... Mówił coś takiego? …Po prostu lubię i rozumiem ten przedmiot. – poruszył się niespokojnie pod wpływem równie miłych słów. Co poradzić? Naprawdę cieszył się z drobiazgów, jak i lubił czuć się doceniony. Zapewne efekt życia w bardzo licznej rodzinie, gdzie by się jakoś wyróżnić na jej tle, potrzeba było posiadać albo duży talent, albo ciężko pracować. Edric nie posiadał żadnych na dobrą sprawę, szczególnych umiejętności, o ile rzecz jasna nie brać za takowy jego zmysłu literackiego. Nawet te najmniejsze osiągnięcia skłonne były wywołać u niego szeroki uśmiech. I taki też teraz byłby pewnie wykwitnął na jego ustach, gdyby nie fakt, że Michaelowi wyraźnie zależało na zrobieniu w międzyczasie niezłego show dookoła nich. Chciał go zawstydzić, dokuczyć, zrobić z niego głupka...? A może zmusić zastosowaniem tychże, niecodziennych metod do dotrzymania słowa? Ciężko mu było powiedzieć na pewno. Tą czy inną drogą, nie czuł się w tej chwili zbyt komfortowo. Zwłaszcza gdy jeszcze postanowił podnieść nieco ton głosu, niemalże dał się pokusić o wydanie z siebie pełnego boleści jęku. Zduszony został chyba tylko i wyłącznie za sprawą dołączającego do całości, nagłego uścisku. Aż dziw, że oczy jeszcze nie wyszły mu z orbit! Tak ogromny był na tę chwilę jego wytrzeszcz. Oto nieznany chłopak wygłasza przemowę jak przy oświadczynach, a zaraz potem rzuca mu się z przytulaniem - jak na tę młodą narzeczoną. Dzisiejszej nocy nie będzie mógł zasnąć. Zaczynał się o tym coraz bardziej przekonywać.
- …! - na kilka naprawdę długich sekund, głos uwiązł mu w gardle. Nie wiedział jak zareagować ni spróbować się zachować. Nikt nigdy na trzeźwo, a już na pewno nie w postaci praktycznie kompletnie obcego chłopaka, nie robił tego typu krępujących rzeczy.
- H-Hej-... Wystarczy, powiedziałem. - wybąknął, marząc o umiejętności teleportacji. Potrafiąc coś takiego, właśnie znalazłby się w najgłębszym miejscu Wielkiego Kanionu Kolorado.
- Zgadzam, więc puść już mnie, proszę! - ledwie zdążył dokończyć, kiedy jego życzenie faktycznie zostało spełnione. Chociaż i to również nie do końca, ponieważ jego dłonie znowu znalazły się w uścisku dłoni drugiego ucznia.
Zaciskając usta tak iż stworzyły one jedna, cienką linię, skierował wzrok gdzieś w bok. Wielki Kanion to najwyraźniej w dalszym ciągu za mało...
- Tak, w porządku. Rozumiałem. Wszystko zrozumiałem! Umówimy się, w-więc wybierz tylko dzień i miejsce! – wszystko mówił bardzo szybko, jak gdyby miało mu to pomóc w pozbyciu się natręta. - P-Pomogę jak tylko będę w stanie, więc... - tu niemalże błagalnie skierował wzrok na ich ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Mar 03, 2014 10:26 pm

No i fantastycznie. Skorpion dopiął swego i nakłonił tego obcego chłopaka dość szybko do tego, aby mu pomógł. I co najważniejsze, nie będzie go to nic kosztowało. No... Zapewne w jakiś sposób wynagrodzi poświęcanie mu czasu i uwagi przez tego chłopaczka, ale będzie miał większy wpływ na wybór tego, jak się odpłacić.
- Powiedz w jakie dni jesteś wolniejszy, to się postaram dopasować. - Powiedział już spokojniej, puszczając chłopaka i siadając znów na krześle.
Rozejrzał się delikatnie po bibliotece, patrząc na obserwatorów już otwarcie, lekko wyzywająco, co poskutkowało zaraz tym, że prawie każdy szybko się odwrócił. Cóż... Większość znała plotki na jego temat, łącznie z odprawianiem mrocznych rytuałów i mordowaniem, więc zapewne nie chcieli ryzykować. A Michael w takich sytuacjach lubił korzystać z tej idiotycznej opinii.
Nie przejmował się też tym, że ktoś mógł ich wziąć za homoparę. W końcu w tej szkole większość w większym, bądź mniejszym stopniu lubiła swoją płeć.
Zaraz jednak powrócił spojrzeniem do swojego towarzysza, przybierając poważniejszy, choć ciepły wyraz twarzy, w duchu jednak śmiejąc się z zawstydzenia tego chłopaka. Nie w sposób wyszydzający, ale po prostu to było urocze i zabawne.
- Gdzie będziesz wolał, żebyśmy się pouczyli? Tutaj? - Kąciki warg drgnęły mu na myśl o tym, że po takim przedstawieniu swojej prośby mógł go zniechęcić do pokazywania się ze Skorpionem w miejscach publicznych.
- Czy u któregoś z nas w pokoju? - Osobiście wolałby się pouczyć w spokoju, bez nikogo kto mógłby się kręcić w pobliżu i przeszkadzać, albo chociaż rozpraszać. Ważne jednak było, aby i Edric czuł się w miarę swobodnie i dobrze w danym miejscu, dlatego też Skorpi pozostawił ten wybór jemu.
- A tak w ogóle, to co porabiasz poza wygrywaniem konkursów literackich i zdobywaniem najlepszych ocen z tego przedmiotu? - Rozpoczął etap poznawania się. Skoro mieli jakiś czas ze sobą spędzać, to Skorpi chętnie by przeszedł na bardziej koleżeńskie relacje. Szczególnie, że znów ciekawość go napędzała, jak zawsze. Ciekawość jaki jest ten chłopaczek, co lubi, co robi, co myśli.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Wto Mar 04, 2014 1:47 pm

Zrezygnowany, jedyne co mógł teraz zrobić, to odetchnąć z ledwie powstrzymywaną ulgą. Patrząc na Michaela, nie dało się nie zauważyć iż musiał mieć z tego całkiem niezły ubaw, w przeciwieństwie rzecz jasna do Edrica. Nie uważał się za sztywniaka, ale do pewnego rodzaju wygłupów chyba zwyczajnie nigdy nie uda mu się przywyknąć. Komplikowanie jednak przez narzekanie. z całą pewnością niczego nie załatwi. I pomyśleć, że jeszcze przed kilkoma godzinami w duchu cieszył się z zakończenia udzielania korepetycji pewnej dwójce rodzeństwa. Nie byli co prawda tak bardzo uciążliwi jak jego własne, młodsze kuzynostwo kiedy spadał na niego obowiązek zaganiać ich do lekcji, ale łatwo też z nimi nie miał. A teraz ni stąd ni zowąd, pojawiał się ktoś pokroju tego szatyna... Los naprawdę musiał się na niego uwziąć, czyż nie? I nawet jeśli Percy bez przerwy powtarzał, że powinien wreszcie nauczyć się jak odmawiać natrętnym osobą usiłującym go wykorzystać, nie sądził aby prędko pojął jak się do tego zabierać. Ostatecznie, za każdym jednym razem kończył w ten sam sposób. Zdecydowanie zbyt naiwny i uprzejmy.
- Daj mi chwilkę. - wymamrotał, odsuwając się nieco z krzesłem w celu dosięgnięcia swojej torby i wygrzebania z niej notesu oprawionego w grubą, skórzaną okładkę. Usiłował się skupić na wszystkim na czym mógł, byle tylko nie rozglądać się na boki. Nie chciał widzieć twarzy ludzi dookoła. Zapewne musieli mieć nie mniejszy ubaw, eh? A taki był pewien, że podobne rzeczy nie będą miały miejsca w szkole takiej jak ta. Może to jakaś jego klątwa?
- Pomyślmy... – przerzucił kolejne kartki na obecny miesiąc, by sprawdzić jak wiele dni pracy i w jakich konkretnie godzinach mu one przypadały. - Jeśli to nie problem, najbardziej pasowałyby mi środy i czwartki po południu. Ah, ewentualnie niedziele wieczorem. Za dwa tygodnie w grę będą też mogły wchodzić poniedziałki. – mimo wszystko, wydawał się podchodzić do sprawy całkiem poważnie. Niemal profesjonalnie. Czasami bywał aż nazbyt dokładny w planowaniu pewnych rzeczy, ale jakoś nieszczególnie samemu zainteresowanemu to przeszkadzało. Ostrożnie uniósł nieco głowę by spojrzeć pytająco, acz na powrót uprzejmie w stronę Michaela. Miał co do niego mieszane uczucia. Zapewne dlatego, że nie było wiele osób, które były dla niego ciężkie do przejrzenia. Ludzie zachowywali się w pewnych okolicznościach stosunkowo szablonowo w zależności od emocji i intencji, dlatego zazwyczaj z dużą dokładnością potrafił oceniać zachowania i gesty zgodnie z rzeczywistym przekazem.
Dalsze pytania - dalsze, szybkie kalkulacje i rozważania. Zdecydowanie NIE chciał się z nim za bardzo pokazywać więcej w bibliotece – tego był pewny. Sam przez jakiś czas zdecydował się odpuścić przesiadywanie w tej części szkoły. Byle tylko jeszcze nie zaczęto rozprzestrzeniać żadnych, dziwnych blotek.
- Wolałbym jakieś mało uczęszczane miejsce. - przyznał się wreszcie powoli i z namysłem, dwa razy zastanawiając się nad tym co zamierza powiedzieć. - Pokoje są w porządku, aczkolwiek swój dzielę z dość głośnym towarzyszem, więc może to być niemały problem jeśli chodzi o możliwość skupienia się nad czymkolwiek. Tak naprawdę, wszystko mi jedno gdzie, pod warunkiem, że będzie tam cicho. – nie bywał wybredny i to pewnie jedna z tych niewielu cech, które ciężko u człowieka zaliczyć do lepszych lub gorszych.
- Jesteś pewien, że mnie z nikim nie pomyliłeś? – odpowie działpytaniem na pytanie, wreszcie odrobinę postanowiwszy się rozluźnić po zaistnieniu niekomfortowej sytuacji sprzed kilku minut. Lekki uśmieszek wrócił na jego twarz, a kolor skóry postanowił z wolna zacząć wracać do oryginalnej barwy, choć odrobinę zdrowej czerwieni w dalszym ciągu pozostało tam, gdzie wcześniej było jej w nadmiarze.
- Traktuję literaturę poważnie. To wszystko. Nie znaczy to od razu, że jestem w niej nie wiadomo jak wybitny. Po prostu nie mam zbyt wielu innych, przydatnych umiejętności poza siedzeniem w książkach. – wyprostował się, a następnie odchylił odrobinę, razem z krzesłem. - To w czym jestem dobry, w Anglii zwyczajnie nie jest zbyt przydatne. – westchnął do siebie w duchu na myśl o Australii. Oczywiście wiedział iż będzie za nią tęsknił, ale nigdy nie przypuszczał, że aż tak. Przyzwyczajenie się do nowego i tak kompletnie różnego kraju było o wiele trudniejsze niż zakładał. Pewnie z winy tego, w jego słowa wkradła się odrobinę nostalgiczna nuta.
- Mam na myśli... Nie macie tu problemów z kangurami przeskakującymi przez ogrodzenia waszych posiadłości, czy wężami znajdywanymi za skrzynką z narzędziami w garażu lub w łazience za pralką. W tutejszych wodach nurkowanie i surfowanie jest dla mnie również niemożliwe. Poza nauką, czytaniem i pracą nie robię więc teraz nic szczególnego. Może czasami jeszcze przeglądam strony z nowinkami paranormalnymi dla zabicia czasu. – ah, chyba naprawdę tęsknił za swoimi ciepłymi stronami. Miał szczerą nadzieję, że rodzice wrócą na ich rodzinny kontynent kiedy skończą swój kilkuletni kontrakt w Anglii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Mar 05, 2014 10:33 am

- W środy, albo czwartki po południu... Pomyślmy... - Pochylił nieco głowę i w zamyśleniu zaczął lekko palcami przesuwać po brodzie. Co on takiego robił w te dni? W środę musiał iść do klubu. Prowadzić treningi, zobaczyć, czy nic nie trzeba zamówić, poprawić, sprawdzić finanse, rozstrzygnąć potencjalne problemy. A w czwartek? Ten dzień był luźniejszy.
- Przełożę swoje plany podboju świata na inny dzień i możemy się spotkać w czwartek. - Powiedział w końcu.
Za to uśmiechnął się lekko, jak usłyszał, że Edric swój pokój dzieli z głośnym towarzyszem. Między innymi dlatego cieszył się z faktu, że ma cały pokój tylko dla siebie. Nikt mu nie hałasuje, z nikim nie musi ustalać, czy można zaprosić gości, czy nie, nikt nie bałagani, nie daje spać w nocy, nie daje się uczyć, oglądać coś. I można odpocząć od otaczających ludzi w spokoju i samotności. Bycie samemu w pokoju miało zdecydowaną przewagę nad dzieleniem go z kimś.
- Ja mam pusty pokój, więc możemy u mnie się uczyć. Numer trzynasty. W czwartek, jak tylko będziesz miał już wolny czas, to wpadaj. - No i tę część mieli za sobą.
Gdy Edric wspomniał, że to w czym jest dobry nie jest w Anglii przydatne, Skorpion w pierwszej chwili chciał się spytać skąd pochodzi, ale wystarczyło posłuchać dalszego ciągu, żeby wiedzieć. Michael był kiedyś w Australii i podobał mu się ten kraj, ale było tam dla niego za ciepło i za dużo było tych dziwnych, oraz problematycznych zwierząt, żeby miał mieszkać tam na stałe.
Nie wspomniał jednak o tym, tylko z rozbawieniem przypomniał sobie jak z Mięczakiem byli w spalonej części szkoły.
Nowinki paranormalne? To powinno zaciekawić chłopaka.
- Słyszałeś o tym, że w spalonej części szkoły podobno jakiś duch się kręci? - Spytał szybko ożywionym głosem.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Mar 05, 2014 6:00 pm

Zakreślając skomplikowane, drobne wzroki dookoła pierwszej w tym tygodniu, wolnej z brzegu środy, cierpliwie czekał aż jego nowy, acz nieplanowany „uczeń” zdecyduje się na któryś z podanych przez niego terminów, lub sam wyskoczy ni z tego ni z owego z zaproponowaniem własnego – zapewne wówczas mu nie pasującego jak na złość. Zdarzało się to dość rutynowo, więc nic dziwnego, że luźna zgoda na dogodne czwartki przyprawiła go o jeszcze większą ulgę niż uprzednio. Taki układ z pewnością wiele ułatwi.
- Czwartek... Dobrze. Poczekaj, zapiszę. – z środy przesunął się na czwartek i zakreślił ów dzień tygodnia, zadziwiająco wręcz równą elipsą. Wyglądało na to, że jego grafik znowu zrobi się konkretnie napięty, kiedy tak przetaksował wzrokiem krótkie notatki sporządzone na praktycznie każdy dzień. Znaleźć tam można było takie informacje jak: „praca”, „biblioteka miejska – oddać książki”, „test – historia literatury”, „oddać wypracowanie”, „odebrać Mię z lekcji gry na gitarze”. Na krótki moment zatrzymał się przy wpisywaniu numeru pokoju akademickiego Michaela. Miał nadzieje, że nie narobił sobie dodatkowych kłopotów, zgadzając się na ów wybór miejscach ich spotkań. Nadal nie wiedział co powinien myśleć o tym chłopaku, ale przecież to, że się lubił czasami powygłupiać, wcale nie musiało oznaczać, że będzie to robił również podczas ich zajęć. Wyglądał w końcu na całkiem poważnego kiedy była o nich mowa. Ah, oby tylko się co do tego nie mylił.
- W porządku. Jesteśmy zatem umówieni. – już zamierzał zamknąć notes, kiedy przypomniał sobie jeszcze o jednym, drobnym szczególe. - Przepraszam, ale miałbyś coś przeciwko, gdybym poprosił cię jeszcze o podanie swojego numeru telefonu? Nigdy nie wiadomo co się zdarzy, więc jeśli miałbym czas wcześniej lub wypadłoby coś, przez co pojawić mógłbym się o nieco późniejszej porze, chciałbym móc cię o tym powiadomić. Jak na razie, umówmy się wstępnie, że powinienem być mniej więcej między godziną 15:30, a 16:00.- zdecydowanie bardzo zasadniczy i konkretny z niego uczeń. Co do tego nie było wątpliwości. Gdy się za coś brał, nie było mowy o robieniu tego na ostatni gwizdek czy też byle po łebkach.
Z lekkim zmęczeniem przetarł wolną ręką nieco obolałe już od ślęczenia nad notatkami i książkami oczy, lecz i to zmęczenie momentalnie go opuściło, kiedy do jego uszu dotarła niespodziewana, fascynująca nowinka. Nieco nazbyt energicznie przekręcił się w krześle w stronę szatyna.
- ...duch? Duch, powiadasz? – oczy jakby rozbłysły, a sam Edric niczym jakieś zwierzątko, czujnie nadstawił uszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Mar 05, 2014 7:39 pm

Czekał spokojnie, aż jego nowy nauczyciel zapisze w swoim notatniku datę ich spotkania i inne dane. Uśmiechał się przy tym delikatnie. Kiedyś próbował robić takie notatki, ale mu to nie wychodziło. Za szybko zmieniały się jego plany, za dużo chaosu często w nich było, w dodatku takiego, nad którym miał zazwyczaj prawie całkowitą kontrolę, więc notatnik zwyczajnie nie wypalił.
Kątem oka patrzył też na to, jakie były inne notatki i w głowie pojawiły się z miejsca dwa pytania. Pierwszym było to, czy ten chłopak ma kiedyś jakieś wolne od obowiązków i czy się gdzieś, kiedyś, jakoś bawi. Drugie natomiast dotyczyło tego imienia. Mia? Któż to taki? Skorpion uznał, że z czasem trzeba będzie się zainteresować tematem.
- Numer telefonu? Zero, siedemset, zero siedem dwa, zero siedem dwa. Po godzinie 23 proś o "Słodką Jolę". - Odpowiedział bez zastanowienia, ale zaraz uśmiechnął się szeroko.
- Czekaj, bo nie pamiętam... - Zaczął sprawdzać w swoim telefonie. Po nieco dłuższej chwili wreszcie pokazał Edricowi ekran swojego telefonu z jakimś numerem na nim.
- Przepisz sobie i puść mi strzałkę, czy esemesa. Żebym wiedział, kto się do mnie dobija i żebym samemu mógł ewentualnie się do Ciebie odezwać w razie jakiś problemów. Tylko jedna, bardzo ważna zasada... Nie dzwoń i nie pisz do mnie po 22, nawet jeśli wiesz, że nie śpię. Chyba, że w ważnej sprawie. Bardzo ważnej... - Nie znosił tego jak mu ktoś przeszkadzał po tej porze, dlatego też ostatnie dwa słowa były mimowolnie wypowiedziane niczym niewysłowiona groźba. Nie lubił tego, bo albo miał ciężki dzień i chciał iść spać a zdarzali się tacy, do których nie docierało, że niektórzy w nocy mogą chcieć odpocząć. Albo nie spał, ale zwyczajnie chciał odpocząć od innych, w tym także od ich telefonów. Albo był z kimś, czy bawił się gdzieś a wtedy telefon by tylko przeszkadzał.
Za to najszerszy uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy zobaczył jak chłopak się zaciekawił i jak zareagował na wiadomość o duchu.
- Nie znam szczegółów, ale część szkoły została jakoś, kiedyś spalona. Chodzą plotki, że parę osób wtedy zginęło i że czasami można spotkać ducha jakiegoś ucznia. - Powiedział szybko. Oczywiście nie wierzył w to, że tam jest jakiś duch, ale po swojej przygodzie z braciszkiem tam, miał chętkę na zwiedzenie tego korytarza.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Czw Mar 06, 2014 12:29 am

Każde, nawet najbardziej dokładne i układane skrzętnie przez wiele godzin plany, mogły nagle rozpaść się lub zmienić za sprawą byle przypadku. Tak to już zazwyczaj w życiu bywało. Mimo tego, Edric zawsze lubił trzymać się jakiegoś, choćby jedynie prowizorycznego porządku. Zapewniało mu to przynajmniej minimalne poczucie stabilizacji oraz równowagi. Dla kogoś takiego jak on, kto miewał niekontrolowane (choć w stopniu nie tak znowu znacznym) ataki paniki w momentach zbyt dużego stresu i nacisku, stanowiło niemałą pomoc. Nie tworzyło to z niego zaraz nudziarza. Brońcie bogowie! Nie. Był może typem stosunkowo cichym, lecz wygadany być umiał jeśli tylko chciał, a i od towarzystwa nie stronił. Czasami nawet dał się (kiedy już zabrakło mu argumentów do odmowy) wyciągnąć na miasto, jakkolwiek wyjście kolidowałoby z jego planami. Chyba że musiał iść akurat do pracy. Na wyrobienie się z zadaniami zawsze miał jeszcze ewentualnie całą noc, prawda? ...tak. Zdarzało się by z tym zagonieniem przesadzał.
Zasłyszawszy początek podawanego przez szatyna numeru, w ułamku sekundy skierował na niego kompletnie skołowane spojrzenie nim zorientował się, iż ten tylko sobie żartuje. Reakcje Edrica bywały momentami zabawne. Niekoniecznie co prawda dla niego samego, ale kto by się przejmował~ Szybko odchrząknął w dłoń w celu ukrycia skrajnego zmieszania i podrapał się zakrętką trzymanego w dłoni pióra po nosie.
- Mówiłem o prywatnym... Nie służbowym. – spróbował odkręcić swoją małą wpadkę podchwyceniem żartu, po czym odczekał aż tamten poda mu rzeczywisty numer telefonu. Zapisał go w notesie i dopiero potem wyciągnął z kieszeni komórkę, przepisując go doń. Wolał napisać smsa. Nie wiedział czy chłopak ma wyciszone dźwięki, a bibliotekarze bywali na tym punkcie uczuleni od czasu do czasu.
- Mam. – oświadczył, ostatecznie zamykając notes i wrzucając z powrotem do torby. - …! – wzdrygnął się za to niekontrolowanie i jakoś tak za sprawą tonu rozmówcy, zaczął układać zgromadzone książki w równe stosiki, byle tylko skoncentrować na czymś innym niż fakcie, że zrozumiałby nawet gdyby tamten nie powiedział tego w TAKI sposób. - J-Jasne. Będę pamiętał. Nie musisz się o to martwić Mam bardzo dobrą pamięć – jakby w ogóle chciał narobić sobie podobnych kłopotów i odrywać go od tego, co zazwyczaj po 22 robił... Całe szczęście, był i tak nazbyt obyty. W głowie miał nawyk, by nie dzwonić po ludziach już po 21:00, o ile nie byli oni jego rodzicami lub Percivalem, a i wówczas wolał robić to tylko z konieczności.
- Słyszałem coś o pożarze, ale nigdy o duchach. – delikatnie zmarszczył brwi, jakby usilnie starając sobie cokolwiek więcej w tym temacie przypomnieć. - Nie miałem też zbytnio okazji, żeby pokręcić się w tamtych okolicach. To w ogóle dozwolone? – ponownie pokręcił się w krześle. Na te wieść naprawdę ciężko było mu teraz usiedzieć w miejscu. Miał jeszcze kilka zdań do dopisania w swoim wypracowaniu, lecz o tym był w stanie na chwilę obecną zupełnie zapomnieć. Zrzucić na drugi plan. Chciał tam iść... Chciał tam iść teraz!
- Spotkać ducha... Prawdziwego ducha... - wymamrotał bardziej do siebie, uśmiechając się odrobinę nieprzytomnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Mar 07, 2014 10:14 am

Ucieszył się wyraźnie jak zobaczył, że chłopak w jakiś sposób podchwycił jego żart z numerem telefonu. Bardzo sobie cenił poczucie humoru u innych i nie przepadał za osobami, które miały w tej kwestii poważne braki. Dlatego też, widząc, że Edric stara się jakoś kontynuować ten jego żarcik, Skorpion uznał, że zaczyna lubić tego chłopaczka.
Ale widok tego, jak jego rozmówca automatycznie się nakręcił na perspektywę spotkania ducha, był zabawny i uroczy. Aż żal się przez moment zrobiło Michaelowi, że nic nie spotkają. Przynajmniej teoretycznie nic nie powinni spotkać.
- Nic nie słyszałem, żeby nie można tam było chodzić. - Chyba... Coś w główce Skorpiego świtało, że taki zakaz gdzieś, kiedyś się pojawił, ale nie zwracał na to wcześniej uwagi, dlatego też i teraz nie mógł skojarzyć, czy faktycznie tak było.
- I już tam byłem stosunkowo niedawno. Na pewno trzeba uważać. Podłoga po pożarze nie wygląda na specjalnie stabilną, jest dużo podniszczonych mebli i innych rzeczy, no i jest ciemno. Szczególnie, że jest już dość późno, więc i za oknami światła nie ma. - Teraz mówił poważnie. Chciał uprzedzić chłopaka, że należy być bardzo ostrożnym. W końcu podłoga mogła się zarwać, pełno tam było odłamków, oparcie się o niektóre meble mogło spowodować ich rozpad.
Gdy jednak uprzedził już, wstał z szybko z fotela i zatarł ręce.
- To co? Bierz rzeczy i lecimy! - Rzucił szybko i odsunął się, żeby Edric mógł na spokojnie swoje rzeczy pozbierać. Czekając na niego zapisał sobie jeszcze jego numer i wreszcie obaj mogli wyruszyć ku wielkiej przygodzie, aby zwiedzając mroczne korytarze, walczyć z upiorami.

[z/t] x2

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lip 05, 2014 6:18 pm

Ostatnio kiepsko sypiał. Nie, żeby było to jakoś szczególnie niezwykłe - ostatecznie nigdy nie był z tych, co grzecznie są w łóżku o dziesiątej, przesypiają twardym snem całą noc, a potem bezproblemowo wstają na pierwszą lekcję. Nie był też z tych, co zjadają pięć zbilansowanych posiłków dziennie jak dietetyk przykazał. Nie był jednym z tych silnych, tryskających zdrowiem i energią młodzieńców, a raczej bladym, anemicznym chucherkiem. To było oczywiste, ostatnio jednak stało się to jakby bardziej zauważalne, wyraźniejsze, podkreślone przez podkrążone oczy i szklistość źrenic, jakby trawił go specyficzny rodzaj gorączki. Raz czy dwa ktoś zapytał, czy aby na pewno dobrze się czuję, czy wszystko w porządku, zbywał jednak te przejawy zwyczajowej troski zwyczajowymi mruknięciami, że to nic. Sam siebie przyłapywał jednak na częstszym niż dotychczas odpływaniu myślami, roztargnieniu, wiecznym zmęczeniu, niemożności skoncentrowania się na zwykłych czynnościach. Było bowiem to coś - myśl, idea, świadomość? - tkwiące w jego mózgu jak drzazga, nie dając o sobie nigdy tak do końca zapomnieć. Wiedział, że nie uwolni się od tego tak po prostu, że musi tę drzazgę wyrwać - nawet jeśli będzie to proces nieprzyjemny, może wręcz bolesny. Najpierw jednak...
Najpierw jednak musiał się zająć sprawami bardziej przyziemnymi. Poprawą tej cholernej pracy, chociażby. Przez moment myślał, że mógłby ją po prostu zignorować, bo i tak nie będzie miała znaczenia. Kiedy jednak uznał, że lepiej będzie uporać się z tą sprawą, tak na wszelki wypadek, zaczął wahać się, jak właściwie się do tego zabrać. Gdyby istotnie były w niej jakieś poważne błędy, po prostu by je skorygował. Problemy, których nie było okazały się bowiem znacznie trudniejsze do rozwiązania, niż mu się w pierwszej chwili wydawało. Trudno było mierzyć się z czymś, co nie istniało. Nie mógł jednak odkładać tego w nieskończoność, czas płynął bowiem jak zawsze, niezależny od jego kondycji mentalnej, a termin zbliżał się coraz bardziej. Zgadywał, że oddanie pracy w takiej formie jak wcześniej, poprawiwszy drobne nieociągnięcia nie przejdzie. Ostatecznie więc uznał, że najlepiej będzie całość napisać od nowa, zachowując ogólny sens, a podnosząc trochę poziom, tak by nie można było się przyczepić ani do jednego, drobnego, pieprzonego słówka. Wpadła mu nawet do głowy koncepcja przemycenia między słowami jakichś ukrytych treści, lecz dla kogoś kto opanował język na poziomie ucznia szkoły średniej mogło się to okazać zadaniem zbyt karkołomnym.  
Tak czy inaczej, zamiast wykorzystać jakoś przyjemniej słoneczne popołudnie, zaszył się z tyłu biblioteki, odgrodziwszy od świata niemal murem obronnym, złożonym ze słowników języka włoskiego, podręczników, jakichś pojedynczych egzemplarzy literatury nawet. Jego poprzednie wypracowanie, opatrzone dwoma skrajnymi ocenami wraz z podpisem nauczyciela leżało na stosie notatek z zajęć, które mogły się przydać. Koncentracja Aidana okazała się być na dokładnie na takim samym poziomie, jak w dniach ostatnich - pożałowania godna, co czyniło cały proces twórczy nieznośnie mozolnym i powolnym.
- Nienawidzę cię - poinformował ponurym, śmiertelnie poważnym tonem częściowo zapisaną, a częściowo pokreśloną leżąca przed nim kartkę.
Zamknął oczy i pochył głowę, stukając lekko czołem o stolik, powstrzymując chęć, by walnąć w niego głową z całej siły w wyrazie frustracji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lip 05, 2014 10:24 pm

Ostatnio problemy zwalały się na Eito, jak lawina. Nie zamierzał jednak od nich uciekać, a stopniowo rozwiązać jeden po drugim. Na początek posegregował je co do ważności, by przypadkiem któreś nie uległo przeterminowaniu. Sprawa zwrotu motoru prawdopodobnie najbardziej go dręczyła, bo nie wiedział jak ją rozwiązać. Był totalnie skołowany, a twarz Dante prześladowała go każdej nocy we śnie, z którego budził się, jak z koszmaru. Ta ulotna postać byłego ucznia doprowadzała go niemal do kresu szaleństwa. Minęły już ze trzy dni, a młody jeszcze nie odebrał swej własności. Nauczyciel obiecał sobie wytrzymać do tygodnia, a potem... Schowa dumę do kieszeni, by odzyskać spokojne noce? Nie, to nie możliwe. Musiał znaleźć inne, jeszcze jedno rozwiązanie. Jednakże tym zajmie się nieco później, bo nie tą sprawę ustanowił jako priorytetową. Ściganie uczniów spisujących zadania było najważniejszym celem, bo jakże mocno związanym z matematyką. Oszuści musieli ponieść surową karę, bo znieważyli jego ukochaną królową nauk. Przy okazji zamierzał się też zająć bardzo niepokojącym podejrzeniem o możliwe wykorzystywanie uczniów przez pana Moretti, który sam wyraźnie przyznał, że lubił chłopców (w liczbie mnogiej), a do tego nie zaprzeczył, gdy Fujimoto za insynuował prze niego wykorzystywanie uczniów z Traditional. To była bardzo delikatna sprawa i wymagała dość delikatnego wybadania, co mogło okazać się niewykonalne. Brunet był z natury dość spokojny, ale gdy w jego mniemaniu działo się coś złego, nie potrafił zapanować nad swą porywczością.
By znaleźć matematycznych oszustów, potrzebował zagłębić się w psychikę młodzieży. Próbował zasięgnąć informacji w internecie, ale były one bardzo pobieżne. Z tego powodu zdecydował się skorzystać z wiedzy w szkolnej bibliotece. Uczelnia była prywatna, dla bogatych dzieciaków, więc musiała posiadać ogrom książek z wszystkich dziedzin nauki. „Gotujcie się już na pewne zdemaskowanie!” Z tą bojową myślą wszedł między regały, dział z psychologicznym bełkotem. Sunął wzrokiem po grzbietach książek poszukując zbliżonego do prawdy tytułu. Gdy tylko ujrzał w nim wplecione słowo młodzież, automatycznie wysuną z regału pozycję i natychmiast otworzył, kartkując i czytając zawartość. Bla, bla, bla... Dokładnie tyle zrozumiał po przeczytaniu pół stronicy. „Ciekawe co brał autor tej pozycji.” Eito od zawsze miał problem z ogarnięciem ściany tekstu, był kiepski z humanistycznych przedmiotów. „Czekaj, a może jest tu jakiś wzór albo wykres?” Z tą nadzieją począł zawzięcie kartkować książkę, ale nic nie znalazł docierając do końca. Gdy odkładał zbędny mu materiał, usłyszał dość wyraźnie negatywne wyznanie uczuć. „Hm?! Co tam się dzieje? Będą się tu prać te puste głowy?!” Zarówno jako strażnik pilnujący porządku w szkole od razu ruszył do źródła zamieszania. Ku jemu zaskoczeniu zastał jedynie, jakby ledwo żywego ucznia. Czy był rozczarowany brakiem łamania regulaminu? Cóż, poniekąd zdradzała to jago lekko zdziwiona mina. Na podłodze leżał dywan, więc kroki bruneta były ciche, niemal nie słyszalne. Zbliżył się do biurka przyglądając badawczo niebieskiej czuprynie chłopaka, po czym zwrócił uwagę na materiały leżące na stoliku. Jego uwagę przykuły słowniki do włoskiego, a przede wszystkim pisemne wypracowanie, gdyż biło nabazgraną na czerwono lufą. Nauczyciel podniósł wypociny młodego, by dokładniej się im przyjrzeć. „Oho... Ładnie pan go załatwił.” Uśmiechnął się chwilowo dostrzegając nazwisko Donatiena, po czym zwrócił uwagę na podpisane dane przez ucznia. Skojarzył go od razu z swej grupy nie radzących sobie z matematyką. Gdyby Gray trwał cały czas w tej samej, niemal leżącej na blacie pozie, Eito złapie go pewnie za ramię wymuszając wyprostowanie sylwetki i uniesienie głowy.
- Aidan, dobrze się czujesz? Fatalnie wyglądasz – patrzył przejęty z wymalowaną niepewnością na zmęczoną twarz chłopaka. Miał wrażenie, że jeszcze trochę i straci przytomność. – Jak długo już tu siedzisz? Jadłeś dziś coś w ogóle? – zasypywał go pytaniami chcąc jak najszybciej otrzymać odpowiedź. Zwyczajnie się zmartwił dość słabym stanem, bo znał go z zajęć w lepszej formie, choć i ta była apatyczna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lip 06, 2014 11:11 am

Gdyby Aidan miał otwarty dostęp do umysłu nauczyciela, rozłożonego przed nim na stole niczym mapa (chociaż bardziej byłby skłonny wyobrażać go sobie jako sypiące się gęsto jak średniego kalibru śnieżyca cyferki, jakby w „Matriksie”), z pewnością zdziwiłoby go kilka kwestii, pomijając oczywiście fakt, iż uznałby całość za średnia czytelną. Zdziwiłby go dość abstrakcyjny cel jego wizyty w bibliotece, w pierwszej kolejności. Z pewnością zmartwiłby się zaliczeniem jego własnej osoby do grupy uczniów „nieradzących sobie”. Więcej, byłby wręcz urażany. Owszem, matematyka nie była jego ulubionym przedmiotem, można wręcz powiedzieć, że raczej jednym z mniej lubianych, zawsze żył w przekonaniu, że sobie z nią radzi. No dobrze, czasami na lekcjach trochę się zamyślał i wyłączał, ale odrabiał (zazwyczaj) zadania domowe i nie oblewał sprawdzianów… A jego, chociaż skażony humanistycznymi wątkami, umysł nie odrzucał wszak wszystkiego, co miało związek z naukami ścisłymi. Już taka fizyka była o wiele mniej nudna! Och, z pewnością gdyby przyznał się przed nieco fanatycznym profesorkiem, że uznaje jego przedmiot za mniej ciekawy byłby już całkowicie skreślony. Tak czy inaczej, zdziwiłaby go również ocena jego mało kwitnącego stanu jako niemal agonalny, bez przesadyzmu. Już po prostu tak miał, że czasem wyglądał jak świeżo wyprodukowane zombie, nie było się tym przejmować. Znalazło by się jeszcze kilka innych interesujących, spraw, mniejsza jednak o nie. Ostatecznie i tak nie miał do nich dostępu.
Nie był pewien, czy usłyszał kroki. Były stłumione, a nawet jeśli panująca wokół cisza pozwalała je wyłapać nie zwrócił na to uwagi. Ostatecznie nic w tym dziwnego, że ktoś przemieszał się po bibliotece. Zaskoczyło go natomiast niespodziewane szarpnięcie za ramię. Niemal podskoczył na krześle, spoglądając na mężczyznę jednocześnie z lekkim przestrachem i średnio przytomnie, odchylił się, wyginając dziwacznie kręgosłup, żeby uciec przed dotykiem, w końcu odetchnął głęboko, jakby w poczuciu ulgi, że to tylko on. Zasypany pytaniami nie bardzo wiedział na które pierwsze odpowiedzieć, a ostatecznego wyboru dokonał najwyraźniej losowo.
- Tydzień – poinformował z całkowitą powagą, tak jakby szczerze wierzył, że to poprawna odpowiedź. A potem zerknął na wyświetlacz telefonu, spoczywającego między notatkami. - A nie… jednak dwie godziny – poprawił się.
Spoglądał na pana Fujimoto z czujną niepewnością, nie wiedząc, jak ma interpretować tę niespodziewana troskę i czy powinien zacząć się niepokoić. Rzucił okiem na swoje wypracowanie, świadom, że nauczyciel nie mógł go nie zauważyć. Podejrzane mogło się wydawać, że było dość długie, wyglądało na starannie napisane i mało zapisaną dobrą ocenę – przekreśloną na rzecz jakże wymownego „do poprawy”. Skrzywił się nieznacznie.
- Nic mi nie jest, po prostu kiepsko spałem – odezwał się po chwili milczenia, zorientowawszy się, iż mężczyzna może się poczuć ignorowany. - Naprawdę wszystko w porządku, proszę się nie martwić – mruknął bez przekonania, znowu uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lip 06, 2014 6:58 pm

Z racji istotnego nieporozumienia na początek ważne sprostowanie co do sytuacji Aidana z przedmiotu zwanego matematyką. Należał on do przeciętnej, neutralnej grupy, której Eito poświęcał najmniej uwagi. Uczniowie ci byli wstanie poradzić sobie z podstawami, jednakże nie wykazywali większych zdolności. Natomiast za nie wywiązanie się z zadania domowego, które zawsze każdemu sprawdzał, odsyłał obowiązkowo na swe dodatkowe zajęcia dla najsłabszych, by pod surowym okiem zmobilizować do uzupełnienia zaległości. Chodziło o to, by od razu poprawili jedynkę za brak zadania. U niego każdy na koniec semestru musiał mieć pozytywną ocenę, robił wszystko by nie wystawiać lufy. Matematyka była zbyt doskonała, by stała przy niej tak obraźliwa ocena. Nie było takiej możliwości, by któryś z jego uczniów mógł beztrosko krzywdzić jego ukochaną, był bardzo wyczulony na jej punkcie i przez to mógł stwarzać pozory niebezpiecznego. Kto wie, może gdyby regulamin go nie ograniczał, to wiele twarzyczek wyglądałoby dziś inaczej. W każdym bądź razie niebiesko-włosy nie musiał obawiać się ataku ze strony nauczyciela. Fujimoto kojarzył go z wyglądu, ale nie pamiętał nazwiska, nie kłopotał sobie dodatkowo głowy osobami z przeciętnej grupy. Dopiero z leżącego na stoliku oblanego wypracowania przeczytał imię przypominając je sobie. Gdy złapał pewnie za ramie młodego, by móc spojrzeć w twarz, nie spodziewał się zaobserwować tak wystraszonej reakcji. Wyglądało jakby był dręczony przez szkolnych kolegów, bo uspokoił się dopiero ujrzawszy nauczyciela. Nie spodobała mu się ta myśl, nie tolerował znęcania się nad słabszymi. Wtedy przypomniał sobie słowa chłopaka sprzed chwili: nienawidzę cię. Wskazywało, że napastnik musiał być tylko jeden, więc nie jakaś przypadkowa, bezrozumna płotka. Zrozumiał, że miał aktualnie do czynienia z pokrzywdzoną ofiarą, więc zabrał dłoń odsuwając się od osobistej przestrzeni chłopaka. W filmach widział, że do takiej osoby należało podejść delikatnie, by czegokolwiek się dowiedzieć. Nie musiał być psychologiem, by zauważyć rozbity stan młodego, a jego drastyczna pomyłka w odpowiedzi wydała się bardzo dziwna.
- Tydzień, a dwie godziny to spora różnica – zaznaczył baczniej mu się przyglądając. Nie wyglądało, by symulował, a w takim stanie nie było mowy o produktywnej nauce. Mózg, jak zarówno ciało musiało być wypoczęte. – Z tą werwą życia raczej mnie nie przekonasz – spostrzegł zawiedzionym tonem, gdy Aidan zapewniał o stabilnym stanie. – Też jestem człowiekiem i ku zaskoczeniu co niektórych potrafię zrozumieć ludzkie słabości – rzekł dość luźno, jakby z ciepłą nutą. Był szczery i przekonany o swym stwierdzeniu, chociaż jak zawsze patrzył na temat subiektywnie.
Zauważył, jak młody popatrzył na swe wypracowanie i zareagował dość negatywnie. Eito jeszcze raz wziął je do ręki, ale tym razem znacznie baczniej, fachowo przyjrzał się zawartości, nie reagując alergicznie na ścianę tekstu po włosku. „Hmm... Brak poprawień błędów w treści. Dziwne.” Nauczyciel miał obowiązek je wykazać, by uczeń mógł się poprawić. Do tego ta przekreślona pozytywna ocena, jakby Donatien się pomylił? Oceniającym nauczycielom nie zdarzają się tak absurdalne pomyłki, a przynajmniej matematyk nigdy takowych nie popełniał. Włoch nosił nieskazitelną opinię i zawsze wydawał mu się dość inteligenty, ale z każdą kolejną odsłoniętą o nim informacją tracił to przekonanie. Uznał, że wypracowanie będzie trzeba pokazać osobie znającej bardzo dobrze włoski, by wydała obiektywną ocenę. Tymczasem przysunął sobie krzesło, by usiąść naprzeciwko swojego ucznia, bo zamierzał przeprowadzić z nim nieco dłuższą konwersację.
- Aidan – spojrzał stanowczo na jego odwróconą twarz na bok – wiesz może, dlaczego pan Moretti przekreślił tą pozytywną ocenę na wypracowaniu? – wskazał palcem na pracy na omawianą rzecz. – Czy wyjaśnił ci, jakie błędy w niej popełniłeś? – pytał spokojnie cały czas pokazując przedmiot rozmowy. – Wiem, że jesteś zmęczony, ale proszę skup się. To bardzo ważne. – dodał z poważnym wyrazem. Jeśli jego podejrzenie się potwierdzi, będzie musiał przed dyrektorem podważyć kompetencje kolegi z pracy. Był ostatnio pochłonięty poszukiwaniami osób spisujących zadania z matematyki, że zapomniał wybadać reputacje Włocha wśród uczniów i czy faktycznie mógł ich molestować. Jak widać okazja sama go znalazła, więc będzie chciał ją dobrze wykorzystać. A nie umówił się jeszcze z Donatienem na obiad, bo chciał najpierw się trochę przygotować do tej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   

Powrót do góry Go down
 
Stolik na tyłach biblioteki
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Drewniany stolik
» Narożny stolik
» Stolik przy oknie
» Stolik nr 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Lewe skrzydło :: ∎ Biblioteka-
Skocz do: