IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stolik na tyłach biblioteki

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 14, 2014 7:08 pm

    Idealne miejsce dla tych, którzy chcą pouczyć się w spokoju, w otoczeniu regałów wypełnionych archiwalnymi materiałami. Książki są tu zdecydowanie starsze i inaczej oprawione niż popularne dzieła z początkowych półek. Panuje tu cisza i spokój, co pewnie jest spowodowane tym, że aby dojść tutaj trzeba trochę pokrążyć. Jeśli jednak ktoś nie chce by mu przeszkadzano jest to idealne miejsce. W pobliżu jest niewielkie okno z drewnianą, brązową ramą rzucające blade światło na stolik. Na stoliku starodawna lampka i w zasadzie to wszystko.


***
Znowu tu byłem. Jak zawsze szukałem spokoju i natchnienia. Nie tylko do nauki ale i do fotografii. Lubiłem zapach starych książek, atramentu blaknącego na pożółkłych kartach, czy druku z dawnej maszyny do pisania. Może byłem nieco dziwny, ale takie rzeczy pozwalały mi odetchnąć i nabrać chęci do działania.
Dziś nie było inaczej. Jak zwykle bez słowa przedzierałem się między regałami, by dostać się do mojego ulubionego stolika na tyłach. Cieszyłem się, że przeważnie nikt tu nie zagląda i mam spokój. Nie żeby rozmowy innych mi przeszkadzały. I tak były one dla mnie wielką niewiadomą. Bardziej chodziło o to, że nie musiałem nikomu tłumaczyć, że nie mam jak pomóc z pracą domową, bo i tak się mnie nie zrozumie, a ja nie usłyszę pytań. Wolałem siedzieć sam. Tym razem jednak zamiast nauki przybyłem tutaj w innym celu. Na jednym z for fotograficznych, na którym się udzielam ogłoszono konkurs pod wdzięcznym tytułem "To co nas odpręża". Prawda, że duże pole do manewru? Od razu gdy się o tym dowiedziałem postanowiłem spróbować, a plan fotografii pojawił się w mojej głowie. Teraz tylko trzeba było to zorganizować.
Nie było tu nikogo, co przyjąłem z ulgą. Postawiłem torbę na podłodze i przyniosłem z innej części biblioteki kilka z moich ulubionych pozycji. Był tu i "Ojciec Chrzestny" i "Harry Potter", "Tudorowie" czy książki o tematyce wojen napoleońskich oraz czasów prohibicji. Tematyka dość rozsiana prawda? W każdym razie zapaliłem lampkę, by rzucała odpowiedni blask na porysowane drewno. Książki ułożyłem w niewielkich stosach, by na środku, na podpórce spoczął otwarty tom "Alicji w Krainie Czarów" z ilustracją dziewczynki spożywającej magiczny napój. Obok książki stanął kubek, który w domyśle miał być wypełniony herbatą. Wolałem jednak nie ryzykować zalania mebla, więc ustawiłem go pod takim, kontem by nie było widać pustego wnętrza. Byłem zadowolony z mojej małej aranżacji, jeszcze tylko przewiesić sweter przez oparcie krzesła i mogłem zaczynać. Starałem się, by wszystko wyglądało w miarę naturalnie a nie specjalnie wystylizowane. Znając mnie zmienię koncepcję jeszcze ze trzy razy zanim będę zadowolony ale to nie ważne. Zaraz w powietrzu rozległ się dźwięk migawki i kilka blasków flesza. Korzystałem z różnych technik, pozycji, kątów padania światła. Później i tak w komputerze zajmę się obróbką i nakładaniem kilku ujęć. Zawsze tak robiłem, szczególnie kiedy korzystałem z lustrzanki. Akurat przy tym projekcie postanowiłem, że mój ukochany analog zostanie w pokoju.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 14, 2014 8:09 pm

Szczupłe palce dotykające starego i miejscami przeżółkłego, przyjemnie szorstkiego papieru przewracały następne strony grubego, jakimś cudem jeszcze nie oprószonego warstwą kurzu, losowo wyciągniętego spomiędzy półek tomiszcza. Róg kartki zahaczył o wskazujący zaś później, bez pytania przerżnął pozostawiając za sobą małą smugę. Przeklął pod nosem siarczyście jako, że nie obeszło się od kilku wypływających z wnętrza świeżej rany kropel krwi. Te jednak szybko zostały stłamszone w ustach zapatrzonego w tekst licealisty.
Piśnięcia podeszew o wypolerowaną posadzkę, na zmianę przerywane były najróżniejszymi dźwiękami, nie należącymi do młodego Röslera – a był to gość, kulturalniej osobnik szaleńczo nieoczytany. To miejsce dla niego mimo, iż wypełnione starociami, pachniało nowością bo w końcu tyle na liście było jeszcze pozycji godnych przeczytania, gdy czas nieubłaganie uciekał mu pomiędzy palcami, zawsze zbyt szybko zapowiadając wieczór. Starannie pracując na łatkę przeciętnego i niczym nie wyróżniającego się ucznia, niżeli kujona nie posiadającego życia towarzyskiego, poświęcał się wycieczkom w to miejsce zdecydowanie zbyt rzadko by móc nazwać się pełnoprawnym, odizolowanym od społeczeństwa molem zamykającym się tylko i wyłącznie w gronie wykształconych inteligentów.
Czasami pod pretekstem odrobienia pracy domowej nos chował w książkach, ale to jednak nie znaczyło, że miał tu wokół przyjaciół lubujących się w podobnych tematykach co i on. Samotny jak ten palec, zaszyty gdzieś na samym szarym końcu w zupełnych ciemnościach, jedynie z małą latareczką zapaloną przy boku. Niezbyt zachęcający widok. Odkleił plecy od ściany, bo to tam zamiast usiąść jak człowiek przy stoliku, ostatnimi czasy czytał. Powoli odłożył nowy nabytek na miejsce, przebrnął jedynie przez dwie pierwsze strony by upewnić się, że na tak filozoficzne tematy dziś nie miał ochoty. Ostatnimi czasy szukał pewnego kryminału, z rysunkiem szarego mózgu przypominającego drzewo, z zawieszoną pomiędzy fałdkami dziecięcą huśtawką, na której spoczywał cień niewinnej, małej dziewczynki. Wiedziony tytułem; Can i play with your mind? Przegrzebywał w coraz większym zdezorientowaniu kolejne, nudzące już do bólu okładki, co jakiś czas spoglądając na telefon wyjmowany z kieszeni jak gdyby czekał na ważną wiadomość. Kilku znajomych z internetu poleciło mu ową zapewniając o jej dostępności w większości wiekowych księgarni.
Tutejsi bibliotekarze na ogół zaopatrywali szkołę w różnorakie materiały i to nie tylko te czysto naukowe. Z rezygnacją przyłożył jedno z losowo wyjętych dzieł do swojej twarzy, burcząc pod nosem i z boku wyglądając najpewniej jak skończony idiota, liczący na cud w postaci wiedzy wpływającej magicznym sposobem z papieru, przez czoło wprost do mózgu. Odgarnął opadającą, rudą grzy... no tak, moment. Przestał dotykać jej od razu, jak gdyby rażony piorunem. Zupełnie zapomniał o tym, że ta nie była już tak świetnie długa jak dotychczas, już nie wpadała na oczy uniemożliwiając mu stały kontakt wzrokowy z wszystkimi dookoła. Odetchnął ciężko, spoglądając na to co miał w swoich łapskach. A był to jakiś horror, tak przynajmniej myślał jako, że okładka wyglądała bardzo niecodziennie – jak gdyby czyjś dziennik z ręcznie rysowanymi szkicami, na samej górze widniała głowa beznosego zombie z dosadnie opisanymi częściami mózgowia. - Zombie Phrenology – Understanding the Natural Tendencies of the Undead. Lepiej trafić nie mógł! Oszukiwał sam siebie, jednak takie kłamstwa w większości przypadków nikomu krzywdy, poza nim samym nie robiły. Mógł się zwyczajnie przejechać na pięknym wyglądzie, jak to z ludźmi czasami bywało bo z wierzchu może i byli ponętni, dobrze zbudowani lub też urodziwi ale często zbyt próżni, narcystyczni i jednym słowem nieciekawi bo zepsuci a wreszcie nie reprezentujący sobą żadnych ważnych wartości.
~*~
Błysk flesza mnie zaciekawił, zamiast zajmować się swoimi sprawami jak to dotychczas bywało, ciekawość powoli pchała mnie w kierunku nieznanego, mimo zdrowego rozsądku zapierającego się nogami i rękami o tutejsze regały udało mi się dotrzeć do stolika na tyłach. Wcześniej go nie zauważyłem chociaż przez cały czas krążyłem w pobliskiej okolicy, widocznie byłem zbyt pochłonięty samotną zabawą się w sierotkę Marysię. Fotograf? Kto by pomyślał, że nawet w miejscach takich jak to skrywały się artystyczne dusze szukające natchnienia.
Nie bardzo rozumiałem, co takiego fascynującego mogło być w tym stole i książkach na owym ułożonych. Mimo tego przyglądałem mu się, udając wielce zaczytanego. Nie odezwałem się ani słowem, po prostu przystanąłem niedaleko znów oblegając nieszczęsną ścianę, niby to pomijając spis treści by znaleźć się na pierwszej bogato zapełnionej stronie. Chyba chciałem go sobą nastraszyć, na widok siebie na pewno zwiałbym gdzie pieprz rośnie. Z daleka zdawał się być niziutki i z trudem powstrzymałem parsknięcie, autentycznie zastanawiając się w której mógł być klasie. Ale, ale! To nie tak, żebym był nim na poważnie zainteresowany. Nie znam gościa, na pewno nie chodzi ze mną do jednej klasy. O dziwo jak wredna bestia życząca najgorszego, tylko czekałem aż mu się okulary z nosa zsuną wprost na podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 14, 2014 8:37 pm

Byłem pochłonięty swoim zajęciem. Zawsze, gdy miałem aparat przy twarzy traciłem poczucie rzeczywistości. Wszystko przestawało istnieć poza tym małym fragmentem widzianym w obiektywie. Przyznam szczerze, że moja niepełnosprawność pomagała mi w tym. Żaden dźwięk mnie nie rozpraszał, rozmowy nie drażniły uszu, a kroki przechodzących osób odbijały się ode mnie jak od ściany. Byłem tylko ja i plan zdjęciowy, nic więcej. Co prawda miało to też swoje wady. Gdyby wybuchł pożar lub rozległ się alarm nie miałabym o tym pojęcia. No dobrze dym pewnie bym wyczuł, ale nie stałoby się to od razu. Kto wie, czy wtedy nie byłoby już za późno na ratunek. No nic, zginąłbym przynajmniej robiąc to co kocham. Fotografia była dla mnie najważniejszą i najpiękniejszą rzeczką na świecie. Stanowiła dla mnie drogę komunikacji, zawsze bowiem uważałem, że jedno zdjęcie potrafi przekazać więcej niż słowa. Zawierało w sobie emocje, przesłanie i dotykało serca, zwłaszcza jeśli było dobrze zrobione. Dlatego tak bardzo podobały mi się prace zamieszczane w National Geography, szczególnie dotyczące reportażu. Również zdjęcia Annie Leibovitz trafiały mnie mocno, zwłaszcza, że zawsze chciałem robić portrety, a ona była ich guru.
Zacząłem zmieniać ustawienia przedmiotów. Inny tom znalazł się na środku - starszy, oprawiony w skórę o tłoczonych i lekko pozłacanych literach. Chciałem by tym razem wyglądało to nieco staromodnie, jakby widok z wiktoriańskiej biblioteczki. Zabrałem kubek i sweter z krzesła dopiero dostrzegając rudzielca stojącego niedaleko. Nie znałem go, w zasadzie to dopiero widziałem go po raz pierwszy. Nic niezwykłego. Zwykle siedziałem z nosem w książkach lub za obiektywem, nie zwracałem uwagi na ludzi w koło. Może powinienem stać się bardziej towarzyski? Tyle, że w tej szkole ciągle nie mogłem się odnaleźć. Było zupełnie inaczej niż na moich wyspach, nie mówiąc że tutaj nikt nie potrafił się ze mną porozumieć. Pisanie na kartkach większość odstraszało nie wiedzieć czemu. Może nie chcieli włożyć tej odrobiny wysiłku bu mnie poznać? A ja byłem zbyt nieśmiały by się narzucać. Tak jak teraz. Uśmiechnąłem się jedynie niepewnie do chłopaka nie będąc przekonanym, czy w ogóle zauważył to zza swojej książki.
Nie przeszkadzała mi publiczność, jakkolwiek głupio to nie brzmi. W zasadzie póki nie wchodził mi w kadr wszystko było w porządku. Czasami zaczynałem robić nawet im zdjęcia, gdy się tego nie spodziewali. Lubiłem właśnie takie spontaniczne ujęcia, wyglądały o wiele naturalniej. Mimo to, teraz nieco się speszyłem. To była moja oaza, naruszona tym razem kimś jeszcze. Tylko co miałem zrobić? Zagadać? Raczej nie, nie wiedziałbym jak. Poprawiłem więc okulary na nosie i wróciłem do swojego zajęcia. Mimo to zerkałem co jakiś czas na niego. Chciałem się przekonać, czy odejdzie, albo czy zagada. Może znalazł się tutaj przypadkiem zwabiony blaskiem flesza, a może czekał aż zwolnię jego miejsce. Przy okazji byłem ciekawy co czyta. Z tej odległości bowiem, litery na grzbiecie były dla mnie nieczytelne.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 14, 2014 9:31 pm

Gdy kącik ust czarnej owieczki – bo tak zechciałem go nazwać, im dłużej na niego patrzyłem tym częściej mi taką przypominał - drgnął nieznacznie ku górze, jak gdyby dopowiedziałem sobie, że miał względem mnie przyjazne zamiary. Chyba ani myślał by odganiać mnie pospiesznie dłońmi, wykrzykując na lewo i prawo, jakim to on nie jest wymagającym człowiekiem do szczęścia potrzebującym przeogromnych pokładów samotności. Odwzajemniłbym ten uśmiech, gdybym tylko potrafił by i jemu dać podobne złudzenie jako, że niczym mi nie zawinił, pozwalał na dokładną obserwacje swoich poczynań co było czymś niecodziennym, mało kto lubił czuć na sobie presje czyjegoś wzroku. Na swój sposób jego bieganie wokół stolika, jak gdyby odpieprzał jakiś niedorzeczny taniec godowy ze specjalną dedykacją dla krzesła był zabawny, nigdy wcześniej nie miałem okazji widzieć kogokolwiek parającego się specjalnością jaką była fotografika w trakcie pracy, być może wszyscy wyglądali podczas owej podobnie.
- Nie przeszkadzam? Długo się tym zajmujesz? A jak masz na imię? - Podpytałem w końcu z grzeczności, żeby nie wyjść na skończonego gbura który bezczelnie przyszedł w trakcie pokazu, zasiadając w najlepszym rzędzie by spoglądać z jak największą ze wszystkich zebranych kpiną. W moich oczach na pewno jej nie było. To znaczy, miałem taką nadzieję jako, że pałałem względem nieznajomego oraz tego co robił w wolnych chwilach pewnego rodzaju szacunkiem oraz aprobatą. Przymknąłem książkę i postanowiłem, że jeśli nie zdążę przeczytać na miejscu to na pewno zabiorę ją ze sobą do akademika, a później być może oddam lekko po terminie, bo w końcu kary za przetrzymywanie owych w tej szkole nie należały do najsurowszych, zawsze można było je spokojnie załagodzić po dobrym ugadaniu z tutejszym bibliotekarzem czy też wychowawcą.
- Ja jestem Xavier... hej. - Powoli podszedłem w kierunku poruszającej się sylwetki zastanawiając się na ile mogę sobie pozwolić, widać po mnie było, że bądź co bądź zachowuje pewien dystans zaś moje kroki nie do końca są pewne. Oboje musieliśmy wyglądać komicznie próbując podchodów. Z tego gościa buntownika na pewno bym nie zrobił, to znaczy... może, może gdybym sam był takim jakim powinienem być, jakim byłem kiedyś. Zerknąłem na stoli z jego perspektywy, zdawał się prezentować odrobinę lepiej niż wtedy gdy stałem w zupełnie innym miejscu. Tym z bliska mogłem podpatrzeć jaki był model jego aparatu, sam kiedyś targnąłem się na kupno lustrzanki, większa część znajomych wtedy miała i wstydem było sobie takiej nie sprawić. Jednak nie umiałem robić nią zdjęć, obraz zawsze wychodził mi bardzo zamazany i do dziś nie doszedłem do tego, jak naprawić ten defekt. Być może była to wina moich drżących dłoni, ustawień lub też samego przybrudzonego obiektywu.
- Często tu przychodzisz? - Mruknąłem niewyraźnie, przyłapując się na podglądaniu nie tylko sprzętu na jakim pracował. Świetne miał włosy, na pewno miękkie i nie tak skancerowane jak te moje które to wyglądały, jak gdybym nadepnął fryzjerowi na odcisk.


Ostatnio zmieniony przez Xavier dnia Pią Lut 14, 2014 10:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 14, 2014 10:09 pm

Owieczka... Gdybym wiedział jak prezentuję się w jego oczach pewnie nie potrafiłbym powstrzymać śmiechu. Takiego ciepłego i miłego dla serca. W moim wykonaniu byłby pewnie jak zwykle bezdźwięczny, no może poza bliżej nieokreślonymi nutami, nad którymi nie panowałem, ale zawsze byłby on przyjazny. W ogóle wiele osób dziwiło to, że pomimo sprawnych strun głosowych nie wydaje z siebie najmniejszych dźwięków. Nic, zupełnie jakby w mojej krtani była tylko ziejąca pustką dziura. Owszem z jednej strony to wina tego, że od urodzenia jestem głuchy, z drugiej to blokada psychiczna, której nie mogę zwalczyć. Albo nie chcę? Wygodniej mi być niemową, niż dobijać się tym, że i tak się nie słyszę.
Nie lubiłem samotności. Owszem byłem nieśmiały, ale towarzystwo zawsze sprawiało, że czułem się nieco lepiej, jakby pewniej. Szczególnie, gdy inne osoby wykonywały gesty w celu poznania mnie. Przy pracy też tak było, póki ktoś mnie nie atakował dawałem mu szansę jakkolwiek to nie brzmi. Ten rudzielec nie wykonywał żadnych gestów, które mógłbym traktować jako zagrożenie, czemu więc miałbym go stąd przeganiać.
Niestety nie zdawałem sobie sprawy z tego, że do mnie mówi. Nie zauważyłem ruszających się warg będąc zbyt skupionym na obiektywie. Może gdybym spojrzał choć chwilę wcześniej? A tak wyszło na to, że mówił do mnie, a ja ja gbur nie reagowałem. Dopiero gdy zaczął się zbliżać zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. Kolejne zdanie mi umknęło, jedyne co dostrzegłem to ruch warg mogący być wszystkim. Owszem potrafiłem zrozumieć słowa, ale tylko gdy przyglądałem się im od początku. Takie wyrwane fragmenty nic mi nie mówiły. Musiałem jednak zabawnie wyglądać, gdy spojrzałem na niego z paniką na twarzy i zdezorientowaniem wypisanym na twarzy. Kolejne zdanie. "Często tu przychodzisz", czyli na prawdę mówił coś do mnie wcześniej. Szybko mu się ukłoniłem, po czym wskazałem na swoje uszy i usta. Pokręciłem głową w przeczącym geście, chcąc mu tym samym przekazać wiadomość o mojej ułomności. Tak, nieco się zestresowałem. Nie lubiłem takich sytuacji, zwyczajnie czułem się zbyt niepewnie. Mimo to szybko ukucnąłem przy torbie i wyciągnąłem swój zapisany już częściowo notatnik. Gestem dłoni poprosiłem go by poczekał chwilę i sam zacząłem pisać pospiesznie wiadomość.

"Przepraszam, że nie odpowiedziałem jeśli coś mówiłeś. Musiałem wyjść na kompletnego gbura. Jestem głuchoniemy i dlatego nie zareagowałem"

Podniosłem się odwracając notatnik w jego stronę, by mógł przeczytać moje bazgroły. No dobra, miałem ładny charakter pisma, wyrobił mi się on przez lata i teraz łatwo mnie oczytać. Odczekałem chwilę, by mieć pewność, że rudzielec prześledził cały tekst i ponownie zabrałem się za pisanie.

"Mam na imię Clayton i niedawno przyjechałem z Nowej Zelandii. A ty? I na prawdę strasznie mi głupio, że tak wyszło. Nie chciałem, byś poczuł się zignorowany. Przepraszam. I tak, przychodzę tu dość często. To idealne miejsce by posiedzieć w spokoju nad książką czy lekcjami. I uprzedzając twoje pytanie, potrafię czytać z ruchu warg, jeśli na kogoś patrzę i ten ktoś nie mówi zbyt szybko."

Uśmiechnąłem się do niego nieśmiało z wyraźnym zakłopotaniem. Byłem jednak ciekawy jak zareaguje na ten potok "słów" i w ogóle na mnie samego. Zawsze się bałem tego, jak ktoś przyjmie do wiadomości mój stan. Nie chciałem być dyskryminowany za to kim jestem, ale tego niestety nie dawało się tak łatwo uniknąć. W każdym razie podałem mu już cały notatnik, by bez przeszkód mógł odczytać moją wiadomość.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 14, 2014 11:11 pm

Zrobiło mi się niezręcznie gdy ciągle odpowiadała mi cisza, usprawiedliwiałem sobie jednak ją tym, że chłopak rzeczywiście jest bardzo zajęty lub w najgorszym przypadku nie chce mieć ze mną nic a nic wspólnego, być może pomimo uśmieszków nie miał ochoty rozmawiać z takim rudzielcem bez duszy, pewnie on też był tego samego zdania co wszyscy ci którzy próbowali wytępić mnie ze szkoły, już po dwóch pierwszych godzinach zajęć. Zdziwiony nie mogłem oderwać wzroku od równie zaskoczonego ucznia, w pewnym momencie wykonałem jeden czy też dwa kroki do tyłu jak gdyby zwykły ukłon miał pozbawić mnie życia. Trudno było zrozumieć jego pospieszne gesty, nie spodziewałem się takiego zagrania, wydawało mi się to jednym wielkim, wymyślonym na poczekanie, nieudanym żartem jednak moje wątpliwości szybko zostały rozwiane gdy spostrzegłem notatnik, zaś później wiadomości podtykane pod nos jedna za drugą. Skinąłem krótko głową by dać mu do zrozumienia, że pomimo swojego szoku te zdania były wystarczająco proste bym mógł je do siebie przyjąć, w rzeczywistości ta sytuacja była dla mnie nowa i stresowałem się bardziej, niż podczas wyjazdu pociągiem siedząc w przedziale z babcią, mówiącą tylko po niemiecku.
Miałem pewne obawy przed tym czy mogę wysławiać się normalnie, jednak wolno czy lepiej by było gdybym i ja wkrótce zaopatrzył się w przenośny notesik i zostawiał mu wiadomości, wtedy pewne informacje pozostawałyby tylko pomiędzy nami a cała szkoła nie musiałaby wiedzieć o tym, co w danej chwili chciałbym mu powiedzieć. W końcu ludzie z przyzwyczajenia strzelali słowami jak opętani. Odłożyłem książkę trzymaną w dłoniach na stolik, na razie nie była mi do niczego potrzebna więc rozstałem się z nią bez większego kłopotu, skupiając się przede wszystkim na starannie zapisanych słowach. Wygrzebałem z kieszeni spodni swój mazak, jeszcze chwilę temu miałem wielką ochotę skraść długopis bezpośrednio z jego dłoni, w końcu moja fobia dała o sobie znać i szybko zrezygnowałem z tego pomysłu, jedynie zaciskając usta w cienką kreskę postanowiłem odpisać. Dialog na kartce na chwilę obecną zdawał się być najmniej stresującym, mogłem na spokojnie przemyśleć to, co chciałem mu teraz przekazać. Nie wiedziałem od czego mógłbym zacząć, jeszcze raz uniosłem wzrok wyżej by przyjrzeć mu się, w duchu rzeczywiście uśmiechając się lekko. To jego zapeszenie, większe od mojego naprawdę miało swój urok.

"Głuchoniemy... znaczy, że nie słyszysz ani nie mówisz? A możesz krzyczeć?
Nikt ci nie dokucza? Gdy płaczesz, to szlochasz czy...

Miło mi cię poznać, nazywam się Xavier! Przeniosłem się dopiero w tym roku z Bristolu, nie mam tu zbyt wielu znajomych. Nie szkodzi. Nie gniewam się i nie musisz przepraszać. Jesteś z profilu artystycznego, dobrze trafiłem? Mogę mówić, jeśli nie jest to dla ciebie problem ale jeśli przyjadą po mnie z białym kaftanem, za rozmawianie z samym sobą to będzie twoja wina, będziesz mnie miał na sumieniu... Mam nadzieję, że masz wprawę w zapiekaniu pilników w cieście, bo przydają mi się w tym psychiatryku do ucieczki.
"

Na końcu swojej wypowiedzi dorysowałem uśmieszek pokazujący język, często spotykany w smsach wysyłanych przez nastolatki, przynajmniej na kartce mogłem jako tako pobawić się emocjami nie wychodząc przy tym na rozmemłaną bułę losu. Podsunąłem notatnik z powrotem w jego dłonie, nie wypowiadając przy tym ani słowa. Potraktowałem to jak zabawę, przynajmniej teraz gdy nie wiedziałem o swoim towarzyszu niczego, poza tym że ma na imię Clayton. - Imię idealne dla niewinnej owieczki. No przecież mówiłem, że on jest owcą! Owca, owca, owca. Rzekłbym że baranek z takimi dwoma zakręconymi na bokach głowy rogami, dużymi i dumnie się prezentującymi, ale chyba za takie określenie to by się obraził, nie wyglądał na głupiego a barany kojarzyły mi się z głupotą. Oparłem się wygodnie o stolik, ukradkiem próbując podejrzeć jak najwięcej, ciekawy byłem tych wszystkich reakcji, ewentualnego zdziwienia malującego się na jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 14, 2014 11:47 pm

Faktycznie mogło to tak wyglądać. On do mnie mówi, a ja niewzruszony dalej robię zdjęcia kompletnie go ignorując. To nie mogło być nic miłego. Dlatego tym bardziej było mi głupio, że tak go potraktowałem. Z drugiej strony jak mogłem się czuć winy z tego powodu winny, przecież to nie moja wina, że czasem niektóre rzeczy mi umykają. Szkoda, ale nic na to nie poradzę. Już pogodziłem się z tym, że jestem inny. Może przez to wyjątkowy?
Faktycznie rozmowa z kimś takim jak ja mogła być nieco stresująca, przynajmniej na początku. Nikt nie jest przygotowany na nagłe przestawienie się z mowy na pismo. Szczególnie, gdy ta druga osoba ciągle ci się przygląda. Musiałem jednak wiedzieć co się dzieje, by znowu nie dać takiej plamy. Na prawdę było mi głupio i czułem się nieswojo. On się starał, a ja? Ja zostałem gburowatą niemową. Chociaż może teraz swoim zachowaniem jakoś to nadrabiałem? Chciałem być miły pomimo raczej niedobrego pierwszego wrażenia. W ogóle dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że czekając na odpowiedź nerwowo wyginałem palce. Zupełnie zapomniałem o tym nawyku. Swoją drogą zauważyłem, że i on zachowuje się nieco niepewnie. Szczególnie z tym długopisem. Przecież podałbym mu go bez problemu. Mimo to on wolał szukać swojego pisaka i jakby unikał kontaktu? A może miałem tylko takie mylne wrażenie.
Teraz też miałem okazję przyjrzeć się bardziej książce, która wcześniej znajdowała się w jego dłoni. Okładka póki co nic nie mówiła i aż mnie świerzbiły ręce by zajrzeć do niej. Tak byłem molem książkowym, nie kryłem się z tym. Przynajmniej nie było problemu z prezentem dla mnie, jeśli już ktoś chciałby mi taki sprawić. Albumy z fotografiami lub książki zawsze były na miejscu.
Odebrałem notatnik i pierwsze co zobaczyłem, to skreślone zdania. Oczywiście, że mnie one zaintrygowały, kogo by nie? Nawet próbowałem je odczytać, ale w końcu doszedłem do wniosku, że skoro je usunął, to miał jakiś powód. Czy to zawstydzenie czy może były one chamskie. Chociaż z tego co wyłapałem spod linii, to raczej były to tylko ciekawskie i bezpośrednie spostrzeżenia. Nie obraziłbym się za nie ale fakt, na początek może były one zbyt śmiałe. Łatwo się peszyłem...

"Mi również miło. Tak, dokładnie. Chciałbym zostać fotografem, a ten profil daje mi taką szansę. W ogóle lubię malarstwo i rzeźbę. A ty na czym jesteś?
Hm jeśli będę mógł cię odwiedzać, to w ramach zadośćuczynienia będę ci dotrzymywał towarzystwa ;3
"

Odpowiedziałem w równie żartobliwy sposób. Nie powiem, miło mi się zrobiło, że jednak podszedł do mnie z pozytywnym nastawieniem. Obawiałem się tego wszystkiego, a jednak nie wyszło tak źle. Owszem ciągle byłem skrepowany i czułem się niepewnie. Dobrze jednak, że pisemna rozmowa tego nie zdradza. Ciekawe czy gdybym mówił, to czy łamałby mi się głos? Pewnie tak, nie jestem przecież normalny. Podałem mu notatnik i poprawiłem okulary na nosie. Bezczelne ciągle mi się zsuwały. Pewnie noski znowu się rozregulowały i to dlatego. Zdjąłem aparat z szyi i wyłączyłam go odkładając na blat. Raczej nie będzie mi chwilowo potrzebny. Chyba, że Xavier zgodzi się, by go uwiecznić, ale to może nie od razu. Nie chciałem by poczuł się osaczony, czy coś takiego. Chyba za bardzo chciałem się przypodobać. Szczególnie, że przy nim czułem się chudym kurduplem. Z drugiej strony rudzielec też zdawał się mieć niedowagę. Ale w jakiś dziwny sposób pasowało mi to do niego. Nie potrafiłem wyobrazić go sobie teraz jako pulchniejszego i bardziej "kolorowego" nastolatka. Taki mi się podobał jakkolwiek to nie brzmi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lut 15, 2014 1:57 am

Twoje przyglądanie się moim mocno pokreślonym zdaniom sprawiło, że zmrużyłem podejrzliwie oczy z przyzwyczajenia również próbując gdzieś podziać swe dłonie. Moim dziwnym nawykiem było wbijanie paznokci we wszystko, dosłownie.
W tym przypadku był to twardy lakierowany stolik o który zaczepić się nie potrafiłem, balansując pomiędzy skrobnięciem a obsunięciem zaczynałem rozglądać się dalej, czasem wracając do ciebie wzrokiem zaś innym razem lawirując pomiędzy jednym a drugim jak gdybym nie mógł się zdecydować. Nie znaczyło to jednak tego, że całkowicie straciłem tobą zainteresowanie. Było wręcz przeciwnie. Skoro martwiłem się tym, co sobie o mnie pomyślisz coś musiało być na rzeczy, najwidoczniej potraktowałem cię jako potencjalnego znajomego, kogoś do kogo mógłbym w przenośni w przyszłości odezwać się będąc na korytarzu czy też poprosić o drobną pomoc. Pospieszyłem się, zaraz zacząłem kląć na siebie w myślach w końcu uświadamiając sobie, że nie mogę być tak żałośnie ufnym. Wtedy też dostałem w swoje dłonie notatnik, na nowo dotykałem tego czego ty dotykałeś wcześniej, po mnie i uznawałem to za pośredni dotyk, taki który mogłem znieść i w którym naprawdę nie było niczego rażącego. Nasze wspólne pomilkiwanie chociaż takie krótkie, dla mnie zdawało się trwać wieczność. Najwidoczniej odzwyczaiłem się lub nie wiedziałem, jak to jest tak na poważnie przebywać z kimś w jednym pomieszczeniu, cały czas patrzeć bez krzty ignorowania a jednak nie wypowiadać ani słowa nasłuchując oddechów. Przynajmniej ja słuchałem, ty nie musiałeś. Między nami zdążyła wytworzyć się dziwna więź w postaci cienkiej, bardzo drżącej nici i to była ta sama, którą zdobywałem z nowo poznanymi zwierzętami.
Chociaż nie mogły mi niczego odpowiedzieć po prostu czułem kiedy chcą się bawić, intuicja podpowiadała mi kiedy mniej więcej są smutne czy gdy coś im dolega. Może z tobą miało być podobnie, tego jeszcze nie wiedziałem acz ten sposób traktowania cię wydawał się być nadzwyczaj wygodnym, bo byłeś zupełnie inny od ludzi których dotychczas poznawałem. Ty nie mogłeś na mnie krzyczeć, nie obgadywałeś gdy pod ręką nie miałeś żadnych kartek i nie mogłeś odmówić, gdyby tylko do głowy przyszedł mi jakiś mniej normalny pomysł. Tak sobie powtarzałem. Powoli wybiegałem w przyszłość z jakąś głupią nadzieją, że nasza rozmowa nie skończy się tutaj, że nie utkniemy razem w jednym wspólnym martwym punkcie by po wyjściu na korytarz zacząć omijać się za wszelką cenę, byleby tylko znów nie poczuć bijącej od nas obojga żałosnej niezręczności minionych wydarzeń. Pokręciłem mazakiem w palcach dłuższą chwilę zastanawiając się nad odpowiedziami. W międzyczasie odsunąłem jedno z krzeseł i zasiadłem na twoim byłym stanowisku pracy burząc ten piękny, idealnie poukładany obraz w pewnym momencie sam stałem się jego częścią. Powoli wtapiałem się w temat, mimo iż do tego miejsca w ogóle nie pasowałem, byłem zbyt jaskrawy jak na spokojne tłamszone ciemnymi kolorami klimaty. Pisałem słowo za słowem.

"A potrafisz malować, albo rzeźbić czy tak tylko lubisz? Ja? Na informatycznym, chociaż nie wiążę z tym kierunkiem swojej przyszłości, w gruncie rzeczy to nie wiem gdzie się po szkole podzieję, na jakie pójdę studia. Chciałem zostać animatorem, może programistą... no wiesz, pisać różne takie. Nie mam szerokich perspektyw. Jeszcze do niedawna myślałem, że całe życie spędzę w kapeli, grając aż do śmierci i tym sposobem zarabiając jakiekolwiek pieniądze.
Ps. Miło z twojej strony C:
"

Znów podsunąłem plik złączonych ze sobą papierów do jego właściciela, układając się wygodnie na krześle podparłem policzek dłonią ruchem głowy zachęcając go do kontynuacji, jakbym nie mógł doczekać się jego opinii. Pewnie gdyby potrafił mówić, nie chciałbym słuchać tego co miał do powiedzenia. Zawsze szybko nudziłem się ludźmi, ich głos był bardzo monotonny, często niewyraźny lub tak cichy że pomimo setki powtórzeń nie potrafiłem wyłapać z bełkotów ani jednego słowa. Przyciągnąłem do siebie książkę, odruchowo przełożyłem ją na drugi bok nim nie zacząłem spoglądać na te które Clayton sobie naznosił na stolik. Niektóre tematy były mi bardzo dobrze znane, jednak zdarzyły się też takie o których nie miałem zielonego pojęcia, pierwszy raz widziałem je na oczy. Wtem spostrzegłem kubek i licząc na to, że w środku znajduje się jakiś napój zajrzałem do środka.
A tam przywitała mnie pustka. Nie do wiary! Nie wiem, czego się spodziewałem ale moja głupia mina i stęk rozczarowania razem musiały wyglądać naprawdę niepoważnie. Nie przerywając mu nachyliłem się nad stolikiem i po odwrotnej stronie, na górze marginesu zadałem krótkie pytanie.

"Co dziś pijemy? Wyimaginowaną burżujską herbatkę?"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lut 15, 2014 6:13 pm

Nie uważałem, że stracił mną zainteresowanie tylko dlatego, że rozglądał się po pomieszczeniu. Sam robiłem to niejednokrotnie czekając na odpowiedź. Był to zresztą najlepszy sposób spędzania czasu, kiedy ktoś kreślił swoje słowa. Mogłem się wszystkiemu przyjrzeć, odruchowo już szukając punktów zaczepienia, które mogłyby mnie zainspirować. Teraz jak nad tym myślę, to na prawdę moje życie kręciło się w okół aparatu. Nawet teraz kątem oka wyszukiwałem interesujących elementów, co nie znaczyło, że miałem gdzieś tego miłego rudzielca! Nic z tych rzeczy. Może to głupie, ale czułem, że on mnie potrzebuje. Nie do czegoś, ale dla samego towarzystwa. Może zbyt długo był sam lub nie potrafił nawiązywać kontaktu z ludźmi? W ogóle nie wiem, skąd u mnie takie przekonanie. Wzięło się znikąd i nie było niczym potwierdzone. Po prostu moja intuicja podpowiadała mi , że tak jest. A swoim przeczuciom wierzyłem. W ogóle kiedyś się śmiałem, że skoro natura pozbawiła mnie zmysłu, to dała mi dodatkowy. Ciekawa teoria prawda?
Fakt, nie zamierzałem go obgadywać za plecami. To nie byłoby w porządku to raz, dwa nie lubiłem czegoś takiego. To było chamskie i tylko świadczyło o nie znaniu własnej wartości. Według mnie, osoby, które plotkowały, próbowały sobie podnieść samoocenę kosztem innych. Nieco zalatywało mi to hipokryzją z mojej strony, zwłaszcza, ze jako szkolny fotograf byłem z nowinkami całkiem na bieżąco. Nie wykorzystywałem jednak swojej wiedzy, by komuś zaszkodzić. Zostawała ona tylko dla mnie.
Porównywanie mnie do zwierzątka miało niejako sens. Też byłem płochy jak nowy pupil w nieznanym miejscu. Też nie potrafiłem odpowiedzieć co mi dolega, czy czego pragnę. Za to szybko się przywiązywałem i byłem wiernym przyjacielem. Kiedyś na halloween nawet założyłem uszy i ogon, co by bardziej wczuć się w klimat leśnej krainy ale csii. W każdym razie jeśli tak mu było wygodniej do mnie podchodzić, to nie mam nic przeciwko. Grunt, by tylko nie zapomniał, że też jestem człowiekiem i mam swoje uczucia i potrzeby. Dobra, to źle zabrzmiało. I nie, nie chciałem, by nasze spotkanie zakończyło się tutaj, między regałami. Chciałem, by nasza relacja się rozwinęła, chyba oboje tego potrzebowaliśmy.
On usiadł a ja odebrałem notes. W zasadzie faktycznie, to był dobry pomysł, który zaraz powtórzyłem. Odsunąłem swoje krzesło i usiadłem na nim. Zacząłem czytać jego wypowiedź i prawdę mówiąc znowu nieco się zakłopotałem. Nie lubiłem pokazywać swoich rysunków, nawet na zaliczeniu. Nie wierzyłem, że są dobre, choć kilka osób się nimi zachwycało. Daleko mi było jednak do rysownika.

"Rzeźbię. Głupio to zabrzmi, ale przez to, że nie słyszę jestem bardziej wrażliwy na dotyk dzięki czemu lepiej czuję glinę. Rozróżnianie tekstur przychodzi mi łatwiej niż innym no i lepienie sprawia mi przyjemność. W drewnie i kamieniu też próbuje, ale tutaj wyniki nie są już tak dobre. Nie mam dość siły, by rozkruszać kruszec. Co do rysunku to szkicuje dla siebie. Nie jestem w tym zbyt dobry.
Animacja komputerowa jest wspaniała. Zawsze podziwiałem programistów i grafików, którzy się tym zajmują. Gry są dzięki nim o wiele ciekawsze i piękniejsze. W ogóle jeśli kiedyś stworzysz jakąś to chętnie w nią zagram. Grałeś w zespole? Na czym? Przepraszam, jeśli się narzucam...
"

Ostatnie zdanie dopisałem pospiesznie i przesunąłem notatnik po blacie. w jego kierunku. W ogóle zauważyłem, że mam straszną tendencję do ciągłego przepraszania. Doprawdy, jakbym sobie czasem odpuścił to ciągłe kajanie się, to chyba by mi to tylko na dobre wyszło. Swoją drogą sam byłem ciekawy jakby mój głos zabrzmiał. Czy wysoko, czy byłby niski. O bas w gardle się nie posądzałem. Zła budowa. Chociaż i tak takie pojęcia były dla mnie kompletnie abstrakcyjne. W ogóle dźwięk był czymś nie do ogarnięcia, ale to raczej z oczywistych względów.
Zauważyłem jego ruch w kierunku kubka i nie mogłem powstrzymać uśmiechu i czegoś na kształt bezdźwięcznego chichotu. Odruchowo zasłoniłem lekko usta dłonią, chcąc to jakoś zatuszować. W moim wykonaniu śmiech musiał dość dziwnie wyglądać, choć mama twierdzi, że jestem wtedy uroczy. Ale mamie się nie wierzy w takie rzeczy!

"Raczej myślałem o aromatycznym cappucino. Po prostu bałem się, że rozleje napój i pozalewam książki. Jestem dość niezdarny, jeśli o to chodzi, a potrzebowałem kubka do aranżacji."

Odpisałem już normalnie pod moim tekstem. Trochę się wprawdzie teraz zmieszałem. Sam nie wiem czemu. Z drugiej stronie, gdyby napój faktycznie tam był, nie wiem jakbym zareagował na skosztowanie go przez rudzielca.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lut 15, 2014 7:18 pm

Już dawno w ustach nie czułem smaku kawy, dzień się dłużył a ja swoją pierwszą a zarazem ostatnią piłem dopiero rankiem jeszcze wtedy, gdy nie zbyt kontaktowałem słaniając się po pokoju akademickim w tę i we wtę. Od pewnego czasu stało się to moim nałogiem, którego nie chciałem za nic w świecie przerywać. Po chwili konsternacji wzruszyłem tylko obojętnie ramionami, przyjmując do wiadomości wszem i wobec, że mimo mojego pragnienia zanurzenia warg w ciepłym napoju ten jak na zawołanie nie mógł znaleźć się w pustym naczyniu. W końcu byliśmy tylko zwykłymi uczniakami żyjącymi w równie zwyczajnym, przeciętnym szarym świecie na którym takie czary nie miały prawa bytu. Kątem oczu spostrzegłem jego przysłoniętą szczupłą dłonią twarz. Nie skomentowałem mimo iż mogłem, wystarczyło tylko zasłonić swoją by towarzysz niedoli niczego nie usłyszał.
Ale chciałem być wobec niego w porządku, powstrzymałem chęć wypowiedzenia na głos tego o czym właśnie pomyślałem. Z początku nie domyśliłem się, że być może chciał się ze mnie pośmiać co byłoby reakcją dość słuszną. Zapomniałem, że i on miał pewne potrzeby a niektóre czynności, których  ja nie doceniałem nie były mu obce. Bardzo często zapominałem o tym, myślami traktując go jak lekko upośledzonego. Nie czułem się z tym zbyt dobrze, był to pierwszy raz gdy miałem styczność z osobą która pomimo swoich gorących chęci nie będzie potrafiła wykrztusić z gardła ani słowa. Na swój sposób czułem się winny, jak gdyby to była moja wina chociaż dobrze wiedziałem, że nie bo przecież nie znałem go wcześniej, na pewno nie miał żadnego wypadku – był taki od zawsze. Było mi go szkoda, mimo iż po mnie nie było takich wahań nastroju widać, okazywałem współczucie którego okazać nie powinienem.
On na pewno nie chciałby być traktowany inaczej, dlatego starałem się trzymać swojej wcześniejszej postawy, nie wnikając zbytnio w szczegóły przysunąłem notatnik bliżej siebie, ten raz za razem szurał po powierzchni stołu a ja czułem się tak, jak gdybyśmy wymieniali ze sobą miłosne liściki, na bardzo ważnych lekcjach zamiast uważać, zajmując się sobą nawzajem.

"Mógłbym porzeźbić kiedyś z tobą? To znaczy, zobaczyć rysunki! Jeśli nie masz w zwyczaju wyrzucania i targania dopiero co skończonych prac. Sam na ogół tak robię. Ale to przez nerwy jako, że szkice mało kiedy chcą mi wychodzić. Nie masz siły?
Nie żartuj. Na pewno nie jesteś takim bezsilnym truchełkiem, na jakie wyglądasz.
I dziękuję, to będzie dla mnie zaszczyt. A co do nieuwagi – mam podobnie z tym, że ja bym jednak z napoju nie rezygnował, najwyżej wszystko bym zalał a później no właśnie, ponosił głupią karę.
Folk metal na gitarze elektrycznej, jedynej w całym zespole. Do wokalu mnie przyjąć nie chcieli, chociaż kilkakrotnie próbowałem to nijak nie mogłem się równać z jednym takim, długa historia. I nudna, zapewniam.
"

Odetchnąłem ciężko, mimo chęci przekazania mu jak największej ilości informacji, jak gdyby dzień miał się skończyć i miał być naszym ostatnim czułem, że powoli wyczerpywał mi się temat, dlatego jeszcze chwilę ciągnąłem ten który wcześniej został mi podsunięty. Zaś pod spodem ni stąd ni zowąd, by nie sprzedać Claytonowi ściany suchego tekstu narysowałem owieczkę, bardzo puchatą z rogami zwiniętymi jak muszle ślimaków, zaś tuż obok wyliniałą wiewiórę drzemiącą na jej grzbiecie, tulącą garść wysypujących się na ziemię orzechów.
Zastukałem plastikową końcówką mazaka o kartkę, gdy już skończyłem przyozdabiać mizerny rysunek. Parsknąłem cicho gdy tak wpatrując się w powoli zapełniającą się kartkę, uświadomiłem sobie, że dotychczas nigdy przedtem nie zostawiałem na niczyim zaszycie tak ładnych śladów swojej obecności. Na ogół kusiło mnie na rysowanie uśmiechniętych, obleśnych penisów. Jemu całe szczęście żadnego nie podarowałem, pewnie uznałby mnie za jakiegoś oszołoma i od razu uciekł jak najdalej, najlepiej do domu byleby zapomnieć o tym chwalebnym organie jakim było prącie. Pokręciłem tylko z niedowierzeniem głową, dodając ostatnie już zdanie a właściwie pytanie do swojej litanii.

"Może wyskoczylibyśmy później na cappucino z automatu, razem? Nie jest najlepszej jakości, ale da się je przełknąć. Na ogół pijasz herbaty, czy właśnie takie napoje? Swego czasu strasznie szalałem za mrożonym latte macchiato..."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sob Lut 15, 2014 10:40 pm

Faktycznie, ukrycie czegoś przed mną było banalnie proste. Wystarczył tylko zasłonić usta lub trochę odwrócić, bym nie miał czystego widoku. Równie dobrze można było coś powiedzieć bardzo szybko lub ledwie mruknąć i pozostawałem w niewiedzy. To było przykre, zwłaszcza, że niektórzy wykorzystywali moją słabość. Byłem bowiem bardzo ufną osobą i przez długi czas wierzyłem, że nic złego mnie nie spotka. Ludzie zaczęli to wykorzystywać. Udawali moich przyjaciół wyłudzając notatki, ściągi czy inne rzeczy, a za moimi plecami śmiali się z małego kujonka. To nic miłego, ale cóż począć. Mimo to nie zmieniłem swojego nastawienia do ludzi i chyba wolałem się znowu przejechać niż żyć w strachu. To chyba całkiem sensowne rozwiązanie prawda?
Nie śmiałem się z niego, a raczej z reakcji. Nie miało to być wyśmianie, czy używanie sobie jego kosztem! Nic z tych rzeczy. Po prostu rozbawiło mnie to w pozytywnym znaczeniu. Niestety chyba jednak zostało to źle odczytane. Szkoda, nie chciałem przecież naruszyć tej drobnej linii zaufania jaka była między nami. Zdążyłem go polubić, na prawdę. Może zbyt szybko to u mnie przychodziło, ale lubiłem kontakt z ludźmi pomimo mojej nieśmiałości. Jednak, gdy już się do kogoś przekonałem - co przychodziło dość łatwo- otwierałem się bardziej i stawałem się nieco bardziej bezpośredni.
Nie on pierwszy by mnie tak potraktował. Ludzie zapominali, że brak słuchu jest tylko przeszkodą a nie oznaką choroby umysłu. Byłem zdrowym, prawidłowo rozwiniętym chłopakiem. Jedynie co, to nie miałem wykształconych uszu wewnętrznych, co wiązało się z byciem wcześniakiem i młodym wiekiem matki. Jednak dla sporej ilości osób, hasło "niepełnosprawny" jeśli nie dotyczyło kogoś na wózku oznaczało świra. Dlatego tym bardziej chciałem wszystkim i sobie udowodnić, że to że nie słyszę nie czyni mnie kimś gorszym. Bylem taki jak reszta, w niektórych dziedzinach nawet lepszy. Mimo to, nie było mi łatwo. Zwłaszcza tutaj. Poprzednio uczęszczałem do szkoły specjalnej, gdzie były osoby takie jak ja. Owszem "normalni" też, jako że placówka prowadziła program integracyjny. Mimo to, było tam inaczej. Nie odstawałem, w Londynie jednak czułem się nieco jak zagubiona mała rybka w wielkim ocenie. Samotna i bezbronna.
Odebrałem notatnik i przeczytałem odpowiedź. Tym razem skreślone słowa były jak dla mnie czytelniejsze. Pewnie to kwestia tego, że już zdążyłem się przyzwyczaić nie tylko do koloru ale i stylu pisma. Nie rozumiałem jednak, czemu to skreślił. No dobra, pewnie miał swoje powody, ale po co w takim razie to padło? Szybka zmiana zdania, czy po prostu wstydził się swojej prośby? Wpadłem jednak na pewien pomysł, który zamierzałem wykorzystać. Mimo to, nim odpisałem sięgnąłem do swojej torby i wyjąłem oprawiony w coś na kształt skóry notatnik. Po kartach było widać, że jest często używany i nie raz coś mi się na niego wylało. Nieco pogięte i zbrązowiałe kartki, zakładki oraz luźne kawałki papieru. Przez chwilę zastanawiałem się, czy chce mu to pokazać ale ostatecznie się zdecydowałem. Najpierw jednak napisałem krótką wiadomość.

"Nie uważam, żebym rysował jakoś szczególnie dobrze. To tylko bazgroły. Tylko proszę nie zwracaj uwagi na tekst dobrze? To eee.... mój pamiętnik, więc jest dość osobisty..."

Było po mnie widać, że jestem zmieszany ale cóż, skoro się zdecydowałem to tak zrobię. Najpierw pokazałem mu wiadomość i dopiero potem podsunąłem mój dzienniki. Jak się łatwo domyślić notatek było w nim pełno i to one stanowiły główną część notesu. Mimo to wśród nich było widać szkice. A to koty, które zobaczyłem pod jakimś murem, babeczki z pobliskiej kawiarni. Innym razem rozrysowałem plan zdjęcia jakie chciałem zrobić, jakieś portrety lub projekty rzeźb na zaliczenia. Także miał co oglądać, kiedy pisałem resztę wiadomości.

"Na prawdę jestem słabeuszem. Nie ćwiczę, a jedyny wysiłek to ustawianie lamp w studiu zdjęciowym. Dorabiam w nich po lekcjach w zamian za dostęp do ciemni. Ta szkolna jest dobra, ale mimo wszystko u fotografa jest lepsza. No i mam od kogo wtedy uzyskiwać wskazówki, choć w ciemnościach jest ciężko o kontakt.
Zawsze fascynowała mnie muzyka, ale pozostaje ona dla mnie pojęciem abstrakcyjnym. Dzięki aparatowi mogę wyłapać jedynie lekkie drgania, wiem czy coś jest szybkie czy nie ale nie pozwala mi to na zbyt wiele. Lubię jednak oglądać koncerty. Ekspresja mówi czasem więcej niż słowa.
A właśnie, może kiedyś chciałbyś pójść ze mną do pracowni rzeźbiarskiej. Skoro chcesz być animatorem, mógłbym ci pokazać, jak przygotowywać sobie postacie w glinie, byś mógł zobaczyć jak by wyglądały w rzeczywistości. Co ty na to?
"

To był właśnie mój pomysł. Skoro chciał, kiedyś zobaczyć moje dzieła i samemu spróbować, to czemu nie zrobić tego w ten sposób. Będę mógł mu pomóc, a jednocześnie on zaspokoi swoją ciekawość. Kto wie, może mu się spodoba i zaczniemy się spotykać nad kołem garmcarskim, chociaż tworzenie wazonów a modeli do gry to inna bajka.
Podobała mi się ta owieczka. Była urocza na prawdę. A przynajmniej mi strasznie przypadła do gustu. Uśmiechnąłem się do niego ciepło i zaklaskałem w ramach aprobaty. Miałem nadzieję, że uzna to za komplement a nie jako kpinę. Na prawdę ta owieczka była miłym gestem. Rzadko kiedy ktoś dla mnie rysował i było to dla mnie niezwykle miłym upominkiem. Kto wie, może później wytnę ją i przyczepię na ścianie? To byłoby bardzo prawdopodobne. Zwłaszcza, że moja ściana pełna była różnych obrazków, zdjęć i bibelotów, tworząc wielobarwną mozaikę.

"Bardzo chętnie. Nie piłem jej jeszcze, ale w towarzystwie wszystko smakuje lepiej. Cóż, częściej piję herbatę, zwłaszcza zieloną lub białą, ale kawą nie pogardzę. Co prawda wolę jeśli jest w niej więcej mleka i cukru niż esencji ale chętnie się napiję. Zwłaszcza rano."

Się rozgadałem. Ale wiedziałem, że tak będzie. Gdy już przełamałem pierwsze lody, było mi łatwiej kontynuować rozmowę i dawać z siebie więcej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lut 16, 2014 1:25 am

Z pozoru byłem raczej osobą nieśmiałą i często ludzie nadmiernie roztkliwiali się nad moimi reakcjami, czasem odbierając je zupełnie inaczej niż bym tego chciał. Nie byłem na niego obrażony, nie zrobił niczego złego i nawet przez myśl nie przeszło mi to, by pomyśleć o nim gorzej niż jeszcze kilka chwil temu. Poprzednie opinie odchodziły w niepamięć, byłem zbyt zaabsorbowany jego ciągłą obecnością i zapalczywą uwagą. Bądź co bądź skupiał się na moim gestach i analizował to, co ciągle pisałem chociaż nikt go do tego nie przymuszał, robił to z własnej woli co dziwiło mnie najbardziej skoro w każdej chwili mógł wstać, wyjść i całkowicie o mnie zapomnieć. Zdania układające się na czystej kartce były pisane pospiesznie, często chaotycznie przez co zupełnie zapominałem o tym, że niektóre zupełnie normalne dla mnie tematy dla niego mogły być czymś niejasnym. Spojrzałem z zaciekawieniem na jego uszy. Jakby próbując doszukać się jakiegoś dziwnego urządzenia w postaci aparatu słuchowego czy czegoś podobnego, czego nawet na oczy najpewniej nie widziałem. Nie pamiętałem nawet o tym, czy w telewizji podobne rzeczy kiedykolwiek pokazywali mi za młodu. O takich rzeczach się milczało, trzeba było na własną rękę doszukiwać się niektórych odpowiedzi u źródła lub w czeluściach internetu. Jednak nie byłem tak tępy jakiego udawałem, odchrząknąłem jeszcze znacząco bardziej do siebie niżeli do niego by swój nachalny, badawczy wzrok pospiesznie przerzucić na oprawiany pamiętnik. Podgryzając dolną wargę ująłem go w dłonie, gdy po głowie chodziły mi mniej lub bardziej poprawne myśli odnośnie zawartości pomrukiwałem pod nosem niewyraźnie. Bardzo dokładne szkice o przyjemnej dla oka kresce były nie małym zaskoczeniem, od razu mi się spodobały i złakniony byłem obejrzenia wszystkiego. W najgorszym przypadku skradłbym jego wprawione paluszki tylko i wyłącznie dla siebie, by rysowały za mnie na wieki wieków amen. Kącik moich ust drgnął delikatnie ku górze, dalej jednak zdawałem się być zamyślony nad tym czemu obecnie się przyglądałem. Pobieżnie lustrowałem nie tylko małe dzieła ale też tekst, ciekaw tego o czym chłopiec tak poukładany jak on mógł właściwie pisać. Czy były to jego najskrytsze fantazje, rozterki czy też przemyślenia ogólne trzymając pamiętnik w objęciach czułem, jak gdyby ten całkowicie się przede mną otworzył. Ufał mi! Nie mogłem go zawieść, dlatego nie wkładałem nosa w informacje nie dotyczące mnie zbyt głęboko, robiłem to jedynie wtedy gdy ten nie patrzył, chcąc wiedzieć na jego temat więcej, upewniając się, że nie był jakimś psychopatą lub wilkiem w owczej, przyjemnej w dotyku skórze. Nie dotknąłem go ani razu a już zastanawiałem się nad tym czy w obyciu był szorstki czy może jednak tak gładki jak w moich wyobrażeniach, często walczyłem ze sobą gdy zwykłe ludzkie instynkty mieszały się z moim własnym, nie do końca uzasadnionym strachem. Jednak nie chciałem jeszcze tego sprawdzać, zdecydowanie lepiej było mi trwać w niepewności, porównywałem to do znajdywania prezentów bożonarodzeniowych przed czasem. Gdybym wiedział co jest w pudełku z tym moim, tego ważnego dnia bardzo bym się rozczarował znowu widząc to samo, to by już nie była ta sama radość wynikająca z niespodzianki. Głupi byłem, aż dziw że pozwalano ludziom tak głupim chodzić po ziemi i na domiar wszystkiego uczęszczać do szkoły w celu poszerzania nieokiełznanej głupoty. Czekając na swoją kolej przeciągnąłem się na krześle, próbując nie wstając rozprostować zesztywniałe mięśnie. Zerknąłem w kierunku okna, przyjemny chłód świeżego powietrza wdzierał się do pomieszczenia, dzięki temu nie odczuwało się tej ciężkiej atmosfery panującej w szczelnie zamkniętych w naszym przypadku prawie, że opuszczonych miejscach. Byliśmy bardzo daleko od wyjścia, skryci przed światem zewnętrznym i innymi uczniami korzystającymi z zasobów biblioteczki. Zastukałem palcami o stolik, im więcej czasu miałem na własne rozmyślenia tym częściej wpadałem na naprawdę dziwne pomysły. Obecnie zastanawiając się nad tym, czy ktoś kiedykolwiek na tym stoliku, na którym teraz oboje urzędowaliśmy robił rzeczy mnie przyzwoite ze swoim kochankiem, nauczycielem, współlokatorem lub kimkolwiek innym. Miejsce było wręcz idealne, gdyby tylko byli wystarczająco cicho. Zamrugałem kilkakrotnie, przetarłem pobolewające oczy gdy tylko przewracałem następne strony, czytanie drobnych notatek było czasem zajęciem o wiele ciekawszym od zagłębiania się w wielotomowe księgi. W końcu autora nigdy najpewniej nie poznałbym na osobności, a tutaj dla odmiany ten siedział naprzeciwko mnie udostępniając mi mały rąbek swojej intymności w postaci zbieranych miesiącami sekretów. Mimo tego, nie udało mi się znaleźć bardzo szokujących relacji bo czasu miałem zbyt mało, by dokładnie studiować każde zdanie z osobna. Na moment odłożyłem nowo poznane znalezisko, próbując wymyślić coś co choć trochę oddałoby moją aprobatę obrazkami. Uniosłem oba kąciki swoich ust palcami wskazującymi, zmuszając się do dość przeraźliwego w moim wykonaniu uśmiechu. Krótkiego. Bo szybko zorientowałem się, że jednak musiałem wyglądać paskudnie. Skinąłem tylko dłonią na znak tego, by nie przejmował się zbytnio wcześniej wykonanym gestem. Poddałem się, sunąc mazakiem po kartce drugiego notatnika przeznaczonego do naszych zapisek. Po wszystkim Clay będzie miał co czytać, to trochę jak archiwum z komunikatora internetowego, czasami chciałbym mieć zapisane jakąkolwiek rozmowę właśnie w ten sposób. Nigdy nie zapomniałbym o ważnych sprawach, zawsze mógłbym coś zacytować lub do jakiejś wrócić, by sobie przypomnieć.

"Więcej wiary w siebie! Ja też nie ćwiczę jakoś poważnie, chociaż w tym roku wziąłem się za bieganie. Chyba więcej kalorii spaliłbym w łóżku. Nie ważne, to brzmi tak jak gdybym próbował przerobić się z kości na ości. Prawda? Pewnie ta praca sprawia ci dużo przyjemności, masz szczęście bo mało komu udaje się znaleźć taką dzięki której rzeczywiście można by rozwijać swoje pasje, przychodząc na swoje stanowisko ze szczerym uśmiechem. Twój aparat słuchowy... naprawdę nawet dzięki niemu niczego nie słyszysz? Zupełnie?"

Następna propozycja była bardzo niecodzienna jako, że wierzyłem w to, że jak i poprzednimi razy teraz też zignoruje kilka przekreślonych, dziwnie złączonych ze sobą słów, mimo tego nie byłem w stanie odmówić. Nakreśliłem koło wokół wzmiance o wspólnym wyjściu do pracowni, dorysowałem strzałeczkę zaś obok dodałem jedynie jedno przekrzywione serduszko, otoczone mniejszymi małymi, zrobionymi z dwóch prostych kresek przypominających „v”.
Pod spodem dorysowałem filiżankę z domniemaną kawą, akurat w rysowaniu tak prostych przedmiotów nie byłem taki zły, wyglądały dosyć normalnie, mimo iż rysowane stylem co najmniej pani przedszkolanki próbującej przedstawić dziecku niektóre obiekty, niedostępne pod ręką jak najprościej.  

"Dziwnie to zabrzmi, ale chyba mamy nieco podobny gust przynajmniej w kwestii kawy. Jeśli kiedyś nadarzy się taka okazja, poczęstuje cię też taką samodzielnie robioną. Co ty na to? Orzechową. Masz coś przeciw orzechom? To znaczy... taką z małej torebeczki, która już w środku ma śmietankę zamiast mleka, wcześniej wspomnianą kawę z aromatem i cukier. Liczą się chęci, doceń! Ważne, że by była w prawdziwym kubeczku/filiżance. Rano dobrze smakuje, teoria sprawdzona."

Niepewnie i z pewnym wahaniem spoglądając mu w oczy, raz jeszcze oddałem swoje wpisy. Zdawało mi się, że zbyt mu się mu narzucam. Natrętny był ze mnie typ, zdecydowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lut 16, 2014 2:42 pm

Musiałem, czy bardziej chciałem się na nich skupiać. Dawały mi one, te gesty, informacje o tym co się działo, jak się czuł i co najważniejsze, czy był szczery. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele można wyczytać z mowy ciała. Jeśli nad nią nie potrafią panować, bardzo łatwo jest wyczytać drugie dno. O ile wie się, na co zwracać uwagę. Byłem zmuszony nauczyć się tej sztuki. W momencie, w którym nie słyszysz, gesty stają się twoją jedyną drogą komunikacji. Pozostawał jeszcze dotyk, ale póki co nie zdobywałem się na niego. Prawdę mówiąc rzadko kiedy zbliżałem się do kogoś tak bardzo, by chcieć dzielić z nim dotyk. To nie tak, że się wstydziłem, po prostu było to dla mnie coś wyjątkowego i silnego. Byłem przy tym wrażliwy na niego. Może głupio to przyznać, ale chodzenie z kimś za rękę, przytulenie się, były dla mnie ważne i zarezerwowane tylko dla nielicznych. Co w praktyce oznaczało, że nikt nie miał na to okazji. Znaczy przepraszam, raz, jeden jedyny ale o tym rozmawiać nie chcę bo to bolesna kwestia i nie wiem co by się nie stało, gdyby nie pewien zbieg okoliczności, który mnie uratował. Dlatego teraz tym bardziej rozważniej dobierałem osoby, którym pozwalałem się zbliżyć.
Zauważyłem, że przygląda mi się uważnie. Pewnie szukał wspomnianego aparatu. Nie dziwiłem się, ze w pierwszej chwili go nie dostrzegł. Był on bowiem niewielki, w cielistym odcieniu, przy czym przednia część stanowiła przeźroczyste kanaliki. Do tego okulary przesłaniały część urządzenia. Chciałem, żeby był mało widoczny, zwłaszcza, że prawie nie pomagał. Po co więc miał się rzucać w oczy. Widziałem u kolegów z tymi dużymi aparatami, jak inni nabijali się, krzycząc im do uszu sprawdzając jak głośno to zabrzmi. Głupie żarty a jak potrafią zaboleć.
Nie byłem jakąś szaloną osobą. W moim pamiętniku nie było szokujących faktów czy wyznań. Raczej przemyślenia, plany i opisy dnia. Niektóre notatki były ledwie zlepkiem zdań, inne ciągnęły się przez parę stron. Mówiły wiele o mnie, o moim podejściu do życia, spostrzeżeniach czy planach. Czyste gdybania ale ważne dla mnie. Chciałem jednak, by nie zagłębiał się w nie za bardzo. To były moje osobiste rzeczy, które pokazałem mu ze względu na rysunki. Owszem ufałem, że mnie posłucha, ale i tak czułem niepokój. Dzielenie z kimś pamiętnika mimo wszystko było czymś ważnym, otwierałem się i pokazywałem najgłębsze przemyślenia. Stąd moje zdenerwowanie.
Zrozumiałem ten gest, choć był on nieco dziwny. Czemu uśmiechał się przez palce? Lepiej by wyszło bez nich ale doceniłem co chciał przekazać. Sam pewnie nie raz wyglądałem jeszcze dziwniej, gdy szybko machałem dłońmi migając pobudzony. Tak, gdy byłem podekscytowany stawałem się bardzo ekspresyjny.

"Nie potrzebujesz diety, dobrze wyglądasz ;3 Ja nie lubię biegać, zbyt szybko się męczę i mam problem z oddychaniem. W ogóle moje zdrowie to oddzielny mało przyjemny temat. Od małego chciałem być fotografem. Zdjęcia powalają mi się wyrazić i pewnie gdybym nie mógł ich robić, nie potrafiłbym znaleźć sobie miejsca. W ogóle kiedyś chciałbym pracować dla jakiegoś czasopisma, najchętniej dla Nathional Geography, ale pewnie mi się nie uda. Do niego trafiają tylko najlepsi.
Niestety. Nie słyszę nic od urodzenia. Byłem wcześniakiem, a i wadę wykryto stosunkowo późno, bo jak miałem jakieś pół roku. Nie wykształciło mi się ucho środkowe, czy bardziej było bardzo słabo rozwinięte. Miałem sześć czy siedem operacji, w tym wstawianie całego implantu słuchowego, ale mój organizm go odrzucił. Jedyne co się udało to leciutkie wyłapywanie drgań, ale jeśli chodzi o dźwięk to nie wiem co to jest ;c"


Nie lubiłem o tym mówić, ale wolałem powiedzieć mu wszystko od razu, by do tego nie wracać. Miałem przez to kilka blizn za uszami na szczęście schowanymi pod aparatem i za płatkiem ucha. Brzydka pamiątka nieudanych prób przywrócenia mnie do normalności. Przyzwyczaiłem się jednak do głuchoty i nauczyłem się z nią żyć.
Spodobała mu się propozycja, jak miło. Bardzo chętnie podzielę się z nim tym moim małym kawałkiem świata. Pewnie dla nas obojga będzie to przyjemność. Pokażę mu co i jak i kto wie, może coś fajnego tego wyniknie?

"Doceniam doceniam. Chętnie skorzystam z zaproszenia, na prawdę! Lubię orzechy. Hmm może skoro ty proponujesz kawę, to ja upiekę ciasteczka albo babeczki. Miałbyś ochotę? Które byś wolał? Lubię piec i gotować więc to nie problem. Chętnie je dla ciebie zrobię"

Zapewniłem z uśmiechem i już podsunąłem notes do niego. I nie, nie narzucał mi się. Czułem się przy nim swobodnie i dobrze. Może chwilami skrępowany ale zadowolony. Tak jak teraz, kiedy spojrzał mi na dłużej w oczy, speszyłem się i uciekłem wzrokiem w bok. Na moich policzkach pojawił się niechciany róż. Tak, łatwo się rumieniłem, co było moją zmorą. Mimo to nieco niepewnie podniosłem swoje lekko skośne oczy i zawiesiłem je na nim.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lut 16, 2014 4:36 pm

Uśmiech przez palce w moim wykonaniu był wyczynem jako, że nie potrafiłem szczerze i w pełni uśmiechnąć się bez wahań i jakiejkolwiek pomocy. Naprawdę nie pamiętałem już dni w których czułem się na tyle dobrze, by chociażby parsknąć przy kimś w rozbawieniu. Nie chciałem by ktokolwiek widział moją twarz w tak rozanielonym stanie, bo zdawało mi się, że mało kto godny jest oglądania mnie z takiej perspektywy, byłem wręcz przeczulony na punkcie mimiki własnej twarzy. Przez cały ten czas za wszelką cenę chciałem wyglądać na kogoś poważnego, opanowanego i rozważnego. Kogoś, kogo nic nie ruszało. Chyba okłamywałem samego siebie. Jednak teraz nie chciałem tej myśli dopuścić do głosu, usilnie tłumiąc ją w sobie od początku naszych rozmów do samego końca. Nowe, powoli zbierane informacje chociaż z pewnej perspektywy całkiem normalne i logiczne, teraz  zdawały mi się być niewiarygodne. Tyle rzeczy potrafiło nas ze sobą poróżnić, wystarczyło tylko kilka niefortunnych zdarzeń by usadowić nas w zupełnie innych światach, takich które też posiadały szeregi najróżniejszych problemów ale też tych, które ograniczały naszą komunikację do minimum. W duchu dziękowałem, że w zamian głuchoniemości nie trafiła mu się ślepota. Wtedy na pewno musiałby   wszystko sprawdzać dokładnym dotykiem, nie przeżyłbym wszystkich tych pozornie miłych a jednak niebezpiecznych dla mnie gestów, nigdy bym go nie poznał i może straciłbym przez to wiele, więcej niż teraz mogłem przypuszczać.

"Cierpię na zaburzenia odżywiania a to znaczy, że nie ważne jakbym wyglądał nigdy nie poczuje się w pełni atrakcyjnym, gdybym tylko mógł chciałbym żyć na samej wodzie i niczym więcej żeby być jeszcze szczuplejszym. Potrzebuje. Pomijając już fakt, że żadnej nie potrafię utrzymać przez dłuższy okres, bo jednak jedzenie kusi a ja po prostu jeść lubię, chociaż później mam wielkie wyrzuty sumienia względem tego co właśnie zjadłem. A później topię swoje smutki w czymś dobrym, ale na ogół niezdrowym żeby później pracować ze łzami w oczach nad spaleniem tego."

Tym razem zrezygnowałem z przyozdabiania kartek, chwilę patrząc w tekst jak gdyby zastanawiając się nad tym, czy powinienem pozwolić mu go przeczytać. Coś mnie tknęło by o tym napisać, pewnie chciałem żeby poczuł się lepiej wiedząc że i ze mną nie do końca jest tak, jak być powinno. Byłem zwykłym nastolatkiem, właściwie młodym dorosłym powoli wkraczającym w świat bardzo poważnych spraw a często zachowywałem się niedojrzale, myślałem tylko o tym jak zareagują ludzie jeśli kiedykolwiek zobaczą mnie bez koszulki, chciałem po prostu wypaść w ich oczach dobrze, być jak te wszystkie ideały ze stron internetowych.

"A co ze strunami głosowymi? Ich dotyczy podobna historia?
Swoją drogą, odnośnie problemów z oddychaniem sam tam w środku nie jestem do końca zdrowy. Słyszałeś kiedyś o zespole Barlowa? Inaczej, jest to wypadanie płatka zastawki mitralnej serca. Chociaż w tym wieku to nic szalenie groźnego dla mojego organizmu i tak ma swoje powikłania, tj. przyspieszone tętno, zawroty głowy, palpitacje czy chociażby drżenie rąk z którym zmagam się od ponad pięciu lat. Nawet nie mogę tego leczyć, bo według służby zdrowia póki żyję, oddycham i nie jestem przynajmniej po jednym zawale nie mam czego na oddziale szukać.
"

Pisałem sprawozdanie o stanie swojego zdrowia, chyba mnie doszczętnie pokopało skoro pomyślałem, że fotograf mógł być czymś takim zainteresowany. W gruncie rzeczy byłem jedną wielką wylęgarnią dziwnych przypadłości, począwszy od niegdyś przebytej śpiączki, przez krótkie niedotlenienie mózgu z którego o dziwo wyszedłem nawet cało. Przypatrując się jego twarzy i nawiązując dłuższy kontakt wzrokowy od razu spostrzegłem te miłe dla oka rumieńce, przyłapałem się na tym, że nie tak szybko byłem w stanie przerzucić wzrok z powrotem na kartkę, zapeszenie zawsze i niezmiennie było czymś do czego miałem cholerną słabość, mogłem tak godzinami wodzić za rozbieganymi oczami, podpatrując drżące nieprzemyślane ruchy wijącej się na swym miejscu sylwetki. I chociaż długo myślałem, że nie widać po mnie tego jak wielką przyjemność sprawiał mi i mojemu połechtanemu, no nie oszukujmy się ego nieświadom swoich relacji wyglądałem na naprawdę spokojnego i wielce rozczulonego takim a nie innym gestem niemej owieczki. Dokończyłem ostatnich kilka zdań, szurając notesem ku Claytonowi.

"Jeśli babeczki, to najsmaczniejsze byłyby takie z nadzieniem jagodowym, tudzież kawałkami różnokolorowej czekolady poupychanej losowo na całej powierzchni oraz w środku. Czekolada jest dobra na wszystko, mam do niej straszną słabość.
A co do ciasteczek to z truskawkową galaretką... lub kokosowe, chociaż nie ważne jakie zrobisz – na pewno wszystkie twoje wypieki będą pyszne!
Arrrgh! Teraz mi tylko słodkości i jedzenie w głowie. ; ~ ;

Ps. jeśli nie będziesz miał pod ręką prawdziwych wypieków,
twoje rumiane policzki w zupełności wystarczą! Są urocze. <3
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lut 16, 2014 6:25 pm

Nie wiedziałem, że dla niego taki uśmiech przez palce jest już nie lada krokiem do przodu. Że tak rzadko się uśmiechał i w ogóle. Inaczej pewnie bym wtedy zareagował, większą radością? A na pewno bym poczuł się jeszcze bardziej wyjątkowy. W ogóle nie zdawałem sobie sprawy z tego, że dla niego kontakt z drugą osobą, jest czymś niezwykłym i niecodziennym. Przywykłem do tego, że otaczali mnie ludzie pełni energii i towarzyscy. Może dlatego z góry założyłem, że Xavier jest podobny choć bardziej nieśmiały. Ale wiecie co? Właśnie wolałem takie osoby. Nie tak otwarte i ciekawskie, czy bardziej wszędobylskie. Ci niepewniejsi siebie według mnie byli naturalniejszy i dogadywanie się z nimi przychodziło mi łatwej.
Po części z tą ślepotą to tak się działo. Bez okularów czy soczewek nie widziałem za wiele. Wszystko było rozmazane i niewyraźne. I wyobraźcie sobie, że ktoś mnie zaczepia. Nie dość, że nie usłyszę ostrzeżeń, nie krzyknę po pomoc, to gdy zabiorą mi okulary nawet dokładnie ich nie zobaczę. Na szczęście póki było szkło na nosie, wszystko było w porządku.
Nie wiedziałem, że jego waga, jest aż tak dużym problemem. Że stanowi to dla niego coś nie do przeskoczenia. Nie był chyba jeszcze anorektykiem, nie wyglądał na takiego. Owszem był szczupły, zobaczyłem to już na początku, ale według mnie nie musiał już chudnąć ani przybierać na wadze. Tak było dobrze. A zdjęcia w internecie niewiele w sobie miały prawdy. Zdawałem sobie sprawę, że są tak bardzo wyretuszowane, że poza istnieniem obiektu, wszystko mogło zostać zmienione.

"Mi się podobasz taki jaki jesteś... Znaczy nie musisz już chudnąć. Tak jest dobrze!"

Zamotałem się. I prawdę mówiąc znowu speszyłem. Nie chciałem, żeby mnie jakoś przez to zdanie źle odebrał czy coś. Często miałem tak, że pisałem coś szybciej niż myślałem i później musiałem się tłumaczyć. Ale i tak mi się podobał taki jaki był. No i zaczynałem się martwić o niego. Nie chciałem, żeby się pochorował od tej diety i ćwiczeń. Może jeśli spędzimy więcej czasu razem, to przekonam go jakoś, że teraz jest idealny?

"To skomplikowane. Różni lekarze badali mi gardło wzdłuż i wszerz. I każdy potwierdził, że jest z nimi wszystko w porządku, są jak u normalnej, mówiącej osoby. W teorii nic więc mnie nie powstrzymuje przed gadaniem. Psychologowie twierdzą, że to blokada psychiczna i po prostu muszę się przełamać. Ja tak nie uważam. Jak mam mówić, skoro nie znam dźwięków? Nigdy żadnego nie słyszałem, albo tego nie pamiętam. Skąd mam więc wiedzieć, jak coś powiedzieć? To nie możliwe. Z drugiej strony nie chce też nawet próbować nauki. Po co skoro i tak tego nie usłyszę. Nie będę wiedział jak brzmię, czy mówię cicho lub głośno. Nie chce się tym dołować. Nauczyłem się żyć, bez mowy i niech tak zostanie.
Nie, nie słyszałem o tym. Brzmi poważnie, dlatego tym bardziej masz na siebie uważać jasne! Masz się nie forsować bo, bo... bo coś wymyślę później o! xP
"

Nie ma to jak przekonujący argument prawda? No ale miałem nadzieję, że jakoś zrozumie moje przesłanie. Zdążyłem go polubić i serio nie chciałem, żeby coś mu się stało. Niby to choroba wrodzona i już na pewno nauczył się z nią żyć ale i tak wolałbym, żeby na siebie uważał.
Nie lubiłem się peszyć z samego powodu, ze było to zawstydzające. W ogóle jak to brzmi. Wstydzę się zawstydzenia. Większego sensu to chyba nie ma, ale taki już byłem. Łatwo było mnie speszyć. Od zawsze tak było. Pewnie dlatego, że nie przywykłe do komplementów i miłych uwag, no i nei wierzyłem tez w swoją atrakcyjność ale to już inna sprawa. Zwyczajnie twierdziłem, że nikt na dłuższą metę nie chciałby się wiązać z głuchą niemową. Zawsze lądowałem w "strefie p" i już do tego przywykłem.

"Zrobię ci te jagodowe, skoro tak je lubisz. Kilka z czekoladą może też, ale to jak ładnie poprosisz.
... Przestań to zawstydzające... ciasteczka są lepsze niż moje rumieńce.. .>...<
"

Oczywiście, że speszyłem się jeszcze bardziej, robiąc się czerwieńszy na twarzy. Naciągnąłem mocniej rękawy na dłonie i żeby ukryć swoje zmieszanie na szybko naszkicowałem babeczkę z kolorową posypką na kremie. Nic ambitnego ale dało mi tą chwilę czasu na ochłonięcie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lut 16, 2014 8:00 pm

Gdybym tylko wiedział, że mój towarzysz w rzeczywistości bez tych zabawnych, wielkich szkiełek na nosie był niczym głuchy kret rozczuliłbym się nad nim bardziej co mogłoby wyjść na naszą niekorzyść, pewnie zostałbym żywym kłębkiem nerwów co rusz zastanawiając się, czy ktokolwiek poza mną wiedział o jego przypadłości. W końcu na terenie szkoły było wielu bardzo podejrzanych typów, ja też często byłem lub przynajmniej oni chcieli bym był ich kozłem ofiarnym z tym, że potrafiłem się jako tako obronić, uciec lub też odpyskować no i skarg się bali, a chociaż kablem nie byłem to i w ten sposób mogłem ich od siebie, przynajmniej na pewien czas odgonić. Przyłożyłem dłoń do ust z zaskoczeniem, jeszcze kilkakrotnie przeczytałem pierwsze zdanie co rusz patrząc na zlepek pięknie układającego się zdania, to na jego autora który jeszcze do niedawna chyba właśnie nad tym pieklił się aż nadto. Postanowiłem złapać go za słówka, by trochę rozkręcić przybitą atmosferę i bez problemu zejść z trudnych dla nas obojga, dopiero co napoczętych tematów. Pomyślałem, że ciągłe jęczenie na temat swojego losu, mimo iż wzajemne zupełnie do nas nie pasowało, raczej nie byliśmy ludźmi którzy załamywaliby nad swoim losem ręce, naprawdę chciałem byśmy takimi nigdy nie zostali. Podrapałem się po karku z niejakim zażenowaniem, naprawdę nie spodziewałem się czegoś w rodzaju komplementu wychodzącego wprost spod jego długopisu. Na pewno tylko żartował, w końcu traktował mnie jedynie jako nowo poznanego kolegę, mimo tego była to bardzo miła odmiana, naprawdę rzadko ktokolwiek mówił mi, nawet w żartach, że mu się podobam. Na ogół czułem się kimś nieidealnym, pomijając już kwestię tego, że na świecie ludzi idealnych nie było ja jeszcze do niedawna żyłem w głupim przeświadczeniu, że mi w życiu należy się to co najgorsze. W końcu wokół tylu było pozornie rozchwytywanych, popularnych i towarzyskich ludzi którzy swoje życie od początku do końca mieli bardzo poukładane, wszystko uchodziło im płazem. A tu na świecie, pewnego dnia pojawiłem się taki niepozorny ja. Rudzielec z którego co drugi robił sobie żarty.

"Podobam ci się? Powiedziałeś to, powiedziałeś i nie wykreśliłeś.
Kto by pomyślał, że taki z ciebie podrywacz. Oh! Przestań, bo się zarumienię... ಥ⌣ಥ
Też jesteś niczego sobie. Chociaż bez okularów byłoby ci odrobinę lepiej, wyglądałbyś mniej oficjalnie, jakby dopiero co po wygramoleniu się z łóżka. Myślałeś kiedyś o soczewkach? Kiedyś z jedną parką eksperymentowałem, straszna sprawa. Oczy mocno łzawiły, jak z wodospadu Niagara i nic nie widziałem, poza tym bolało nawet przy ostrożnym wkładaniu. Może jednak okulary są tu najlepszym rozwiązaniem. W końcu nimi nie można zrobić sobie krzywdy.
"  

Gdybym tylko mógł wyszczerzyłbym się zawadiacko. To zdecydowanie wpasowałoby się w klimat tej iście komicznej chwili. Powoli odsunąłem palce od twarzy by przebrnąć przez resztę widocznie skomplikowanego tekstu, były to ściany słów i liter poprzedzane przecinkami lub kropkami. Gość naprawdę potrafił się rozpisać i to nad wyraz konkretnie. W jego odpowiedziach nie było takiego chaosu jak w tych moich, dlatego czytało się je nadzwyczaj przyjemnie. Zmartwiłem się odrobinę gdy w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że może to moje fragmenty są dla chłopaka bardzo niewygodnymi lub niewyraźnymi w odczycie. Jednak głupio było mi o to zapytać. Im dłużej się ze sobą porozumiewaliśmy w ten bezszelestny sposób tym szybciej przystosowywałem się do nagłej zmiany sytuacji, jak gdybym powoli wchodził w skórę kogoś kto mógł tylko pisać, oczywiście nie odbierałem tego względem siebie z przesadną powagą. Dla mnie nie było to żadnym przymusem, pisałem dobrowolnie doskonale pamiętając o tym, że gdy tylko spotkam się z kim innym znów będę musiał używać ust i na szybko sklecać proste, krótkie zdania. Ale ja krótkich nie lubiłem, wolałem tak pierdzielić konkretnymi i rozbudowanymi gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, jednak ludzie w większości w bardzo chamski sposób ignorowali moje wypowiedzi i szybko odchodzili uznając, że nie mają zamiaru wysłuchiwać brzęczenia o niczym. A później sami gadali gorzej ode mnie i jak gdyby liczyli na to, że skoro oni przeciągają główny cel lub temat rozmowy to ja będę siedział cicho i posłusznie czekał, aż w końcu po piętnastu minutach roztkliwiania się nad światem powiedzą mi o tym, że w poniedziałek jest kartkówka z ułamków.

Uff! To znaczy, że gdybyś tylko chciał mógłbyś spróbować wydobyć z siebie jakiś odgłos czy też słowo. Gdyby to rzeczywiście wywarło na twoją psychikę taki wpływ, chodzi mi o jakieś ważne wydarzenie lub przeżycie które coś takiego mimo woli by z ciebie wydarło. Jednak masz rację, trudno nauczyć się mowy jeśli się niczego nie słyszy. Jeśli kiedykolwiek zaczniesz mówić, zgłoś się do mnie jak najszybciej bo naprawdę chciałbym cię posłuchać."

Wzruszyłem lekko ramionami, gdzieś daleko za nami usłyszałem trzask kilku spadających z regału na ziemię książek. Najwyraźniej same się obsunęły bo były źle poukładane lub ktoś był na tyle wielką niezdarą, że zrzucił je wpadając na półki swoim pokaźnym cielskiem. Podgryzłem wnętrze policzków, zdawałem się być nieco nerwowy jako, że utknąłem w martwym punkcie ostatkiem sił próbując się z niego wygrzebać. On chyba jednak był jeszcze bardziej zapeszony ode mnie, w końcu ta twarz tak mocno zarumieniona wyrażała więcej niż bym nawet chciał, nie musiał niczego w tej kwestii dopowiadać. Zręcznie dobiłem go ostatnimi komentarzami, od razu uważnie wpatrując się w niego po przekazaniu zeszytu. Czekałem, aż padnie twarzą w stół z rezygnacji i zacznie odganiać mnie od siebie dłonią. Chyba naoglądałem się zbyt dużo seriali, skoro przynajmniej przez krótką chwilę liczyłem na tak popapraną reakcje.

"Ubłagam się w jakiś wyrafinowany sposób, coś wymyślę ale to już po wszystkim, jak cię zaciągnę do swojego pokoju. No chyba, że wolałbyś żebym wpadł kiedyś do ciebie? Mój ciekawski współlokator pewnie ciągle by nas podglądał.
Mieszkasz  z kimś? Gdzieś w akademiku czy wynajmujesz w mieście?
A na świecie nie ma niczego lepszego od twoich rumieńców! <3 <3 <3
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Nie Lut 16, 2014 10:12 pm

Dobrze, że nie zaczął się nade mną litować, czy panikować nad moim zdrowiem. Doskonale zdawałem sobie sprawę z moich słabości. Wiedziałem, że potrafię być tym głuchym kretem dostatecznie dobrze, by próbować dbać o siebie i nie wpadać w kłopoty. Owszem nie raz kończyło się ucieczką lub atakiem na mnie, ale zawsze znajdował się ktoś, kto mi pomógł. Poza tym, po pewnych wydarzeniach twierdzę, że nic gorszego nie może mi się stać. Chociaż byłem już ostrożniejszy. Niestety łatwo jest mnie podejść fizycznie jak i psychicznie. Czy dużo osób wiedziało o mojej przypadłości? Nie sądzę. Koledzy  klasy i nauczyciele tak, tak samo jak redaktorzy gazetki. Ale wątpię, by przeciętny uczeń lub drab wiedzieli, że ten mały "azjatycki" kujonek jest głuchą, niemą i niemal ślepą pokraką. Za bardzo wtapiałem się w tłum, byłem niepozorny to miałem spokój. Sztuką unikania kłopotów był kamuflaż i tyle.
No wiedziałem, że tak będzie. Zaczął mnie łapać za słówka i się nabijać z mojego komplementu. Chciałem być miły i szczery przy okazji. Na prawdę podobał mi się z wyglądu. Miał coś w sobie. Rozwiane rude kosmyki, jasna cera, szczupła sylwetka i te przeszywające moim zdaniem, pomarańczowe tęczówki. Jego uroda nie była czymś oczywistym, trzeba było się przyjrzeć by ją dostrzec, ale była. Albo ja go takim widziałem. Z góry jednak zakładałem, że swój osąd na temat jego wizerunku będzie tylko dla mnie i nie ujrzy światła dziennego. Bo do niczego nie zamierzałem się przyznawać. Gdy zauważyłem jednak, że się nabija ze mnie, miałem ochotę sprzedać mu przyjacielskiego kuksańca w ramię, ale odpuściłem sobie dochodząc do wniosku, że to głupi pomysł. Jeszcze by mnie oskarżył o przemoc, a tego bym nie chciał.

"Nie nabijaj się! Ja tu ci szczerze, z serduszka mówię, że jesteś ładny a ty sobie ze mnie żartujesz. Niedobryś! "

Stwierdziłem, że obrócę to wszystko w dalszy żart, bo faktycznie rozmowy o naszych chorobach nie były niczym przyjemnym, ani wesołym. A przecież tak lubiłem się śmiać, żartować. Kochałem mieć uśmiech na twarzy i rozbawiać innych. Sprawiało mi to ogromną przyjemność, choć łatwe to nie było. Ciężko bowiem w napisach wyczuć intencje i żarty, zwłaszcza w momencie, w którym nie obserwujesz autora.

"Co do soczewek, to czasem je noszę. Szczególnie jeśli jestem w plenerze i okulary mogłyby mi albo zaparować albo odbijać słońce. O albo kiedy robię zdjęcia analogiem, jednak spoglądanie bezpośrednio przez wizjer utrudniają okulary. Nie kombinuje jednak z kolorowymi szkiełkami, wolę te najzwyklejsze soczewki"

Nie skomentowałem jednak uwagi o wyglądzie a'la właśnie wstałem z łóżka. Naprawdę tak było, zwłaszcza jeśli wiatr potargał mi włosy. Naturalnie miałem lekkie worki pod oczami, co w połączeniu z cieniem dawało efekt kogoś wiecznie zaspanego. W okularach byłem poważniejszy, co w sumie było planowanym zabiegiem. Chciałem by ludzie brali mnie serio a nie jako biedną sierotkę Marysię, którą trzeba się zająć. Wspominałem, że nie lubiłem litowania się nade mną? No właśnie.
Psiałem długie wypowiedzi. Nie często rozmawiałem z kimkolwiek, więc kiedy mogłem to to nadrabiałem. Mimo to starałem się być konkretny, by nie zanudzać odbiorcy. W innym wypadku, ludzie szybko by się mną nudzili i zostawiali mnie po kilku wersach. No bo ile to czytania i w ogóle. Swoją drogą, ciekawe czy gdybym mówił, też byłby takim milczkiem czy raczej nawijałbym jak katarynka. Chyba mimo wszystko nigdy nie byłbym gadułą. Nie ten typ charakteru.

"To nie takie łatwe, na prawdę. Jako dzieciak bardzo chciałem mówić. Chciałem być jak reszta, nie chciałem odstawać. Ale mimo starań nie mogłem z siebie nic wykrztusić, nawet chrząknięć. A i w chwilach zagrożenia też mi się to nie udawało. Po prostu taki jestem, nie potrafię i nie nauczę się mówić. Ale dobrze, jeśli zmienię zdanie i będę chciał coś ogłosić, dowiesz się o tym pierwszy"

Oczywiście upadających książek nie słyszałem i nawet nie zdawałem sobie sprawy z istnienia ewentualnego kogoś w pobliżu. Póki się jednak do nas nie zbliżał, miałem to gdzieś. Nie chciałem by ktoś nam przeszkadzał. Było mi tutaj dobrze, w tej naszej małej kryjówce przed światem w otoczeniu starych książek i bladego światła. Mogliśmy się skupić na sobie jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. dalej byłem speszony, ale uciekać nie zamierzałem. Po prostu nie przywykłem do komplementów, nie wiedziałem jak na nie reagować, nawet jeśli to miały być tylko żarty. Nie traktowałem siebie zbyt poważnie, więc każda wzmianka na mój temat była dla mnie nowością. Poza tym, to padało z jego ust, więc było czymś ważnym. Aaaa za dużo myślę i kombinuję.

"Mieszkam w akademiku chwilowo sam. Podobno mają mi kogoś przydzielić ale poza takim zapewnieniem nic się nie zmienia od jakiegoś czasu. Może nikt nie chce ze mną mieszkać? Ale wiesz są tego plusy, mogę zamieniać łazienkę w ciemnię i nikt nie będzie kręcił nosem! Także, zapraszam do siebie jeśli nie chcesz by twój lokator kradł ci słodycze xD
Xaaaaav, przestań proszę, to miłe i w ogóle ale jeszcze trochę i spalę cegłę tysiąclecia czy coś
"

Mruknąłem w swój pisemny sposób i na chwilę schowałem twarz w dłoniach, by jakoś zakryć ten paskudny róż. Potrząsnąłem głową roztrzepując przy okazji swoje czarne kłaki we wszystkie strony. Zsunąłem na chwilę okulary i potarłem lekko kąciki oczu. Nie wiem czemu ale to zawsze mi pomagało się uspokoić i "wybledzić" rumieńce.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pon Lut 17, 2014 6:29 pm

Wygrzałem z kieszeni głęboko wciśnięty telefon i w międzyczasie zerknąłem na godzinę, by upewnić się jak długo już zalegaliśmy wspólnie w jednym zupełnie odizolowanym od żywej duszy miejscu. Od siedzenia na twardym krześle zaczynały boleć mnie moje cztery litery, dlatego pokręciłem się na owym by ukradkiem znaleźć wygodniejszą dla siebie pozycje. Niecała godzina zeszła nam na dopiero napoczęciu jako takiej rozmowy, czas dłużył się nieubłaganie. Przetarłem zaspane powieki, leniwie przemierzwiłem pomiędzy palcami rudą grzywę i z trudem powstrzymałem ziewnięcie, zasiedziałem się jednak z racji tego, że nigdzie mi się nie spieszyło jeszcze nie chciałem kończyć tego spotkania. Pewnie od razu po nim udałbym się do pokoju by zasnąć, od razu po wgramoleniu się na łóżko. Potrząsnąłem lekko głową by nieco się ocucić. Kontakty z ludźmi bywały dla mnie na dłuższą metę męczące, nie byłem do nich przyzwyczajony, tak mi się przynajmniej zdawało jako, że z poprzedniego życia młodego rozrabiaki pamiętałem niewiele, teraz obecne zachowania i  sposób życia wypierały moją niegdyś nieugiętą niezłomność i towarzyskość. Po kilku minutach doszedłem do siebie, nabrałem w płuca powietrza wypuszczając je przez uchylone usta by czekać jak na igłach na następne wersy a później zastanawiać się nad nimi poważnie, już bez przesadnego robienia sobie żartów z wszystkiego co mnie dotychczas wokół otaczało. Bawiłem się zakrętką mazaka, czasem nawet nie kontrolując swoich zachowań wyniesionych z lekcji, podgryzałem ową uparcie wpatrując się w piszącą dłoń Claytona. Właściwie, to cały on nadal był dla mnie jedną wielką zagadką. Bezsensem było tak pytać o każdy najmniejszy szczegół, tak mi się wydawało. W pewnym momencie chciałem zalać go osiemdziesięcioma czterema pytaniami odnośnie całej jego osoby, począwszy od drugiego imienia kończąc na tym co jadł dzisiaj na śniadanie i ile miał w życiu zwierzątek. Takie informacje nie były mi do niczego potrzebne oczywiście, że nie. Ale na ogół rozmowy właśnie na tym się opierały, przynajmniej ja tak myślałem gdy podsłuchiwałem innych uczniów którzy ciągle, bez przerwy każdego dnia tygodnia potrafili rozmawiać o tym samym, o sprawach przyziemnych, nudnych do bólu takich jak pocerowane skarpety, zdrady i przechwalanki na temat tego, kto wypił poprzedniej nocy więcej a kto zarzygał cały parapet malowniczym pawiem.

"Na pewno trafisz na kogoś miłego, a jeśli nie to... byłbym nawet skłonny, w drodze wyjątku przygarnąć cię pod swoje skrzydła a obecnego współlokatora delikatniej mówiąc przetransportować, łącznie z jego rzeczami na korytarz. Gdybyś stracił dach nad głową, czy coś. Mieszkanie w trójkę byłoby strasznie uciążliwe, osobiście żyłem przez dobrych kilkanaście lat w domu właśnie w takich warunkach. Chociaż nas było o wiele więcej, to znaczy moich braci i całej rodziny.
Lubisz takie klimaty? No wiesz, bez światła. W łazience przerobionej na ciemnie. Przyznaj się, że nie tylko do wywoływania zdjęć ci ona służy. Pewnie podczas imprez będziesz udostępniać to pomieszczenie dla postronnych w postaci darkroomu.* Mraowr... =^u^=
Żartuję, ale tak mi się skojarzyło!

A z zaproszenia skorzystam, bardzo chętnie.
No dobrze, dobrze ale nie pesz się tak, bo jeszcze zdążę sobie coś głupiego w tej sprawie pomyśleć i co wtedy? Żyć ci nie dam, będziesz żałował, że miałem okazje ujrzeć się w takim stanie. To może przeskoczymy na inny temat? Na przykład czy nigdzie ci się dzisiaj nie spieszy? Tj. dość długo tu już siedzimy i tak się zastanawiam. Albo... jaki jest twój ulubiony kolor, grupa krwi czy może coś tak głupiego jak; jaką pozycję najczęściej wybierasz, kiedy śpisz? Albo czy chrapiesz? Może lunatykujesz? Lunatykowanie to chyba jakaś ściema, co o tym myślisz?
"

Wydawało mi się że gdybym tak próbował naruszyć każdy z możliwych tematów jaki tylko przyjdzie mi do głowy nasze rozmowy nie miałyby końca, cały czas wymienialibyśmy się równie ambitnymi spostrzeżeniami na coraz bardziej pokręcone tematy. Lepszego pomysłu nie miałem, no bo o czym tak mogłem z nim gadać. Chociaż, powinienem jeszcze raz przyczepić się tematu fotografowania i w końcu dopytać się gdzie i jak nauczył się piec ciasteczka, w końcu nie było to zajęcie zbyt męskie. Zacząłem coś podejrzewać względem tego drobnego, wychudzonego jegomościa. Było już za późno by pod spodem dopisać jeszcze kilkadziesiąt mało ambitnych zaczepek, dlatego po raz kolejny skradłem górną część kartki, zaś na tej zapisałem swój numer. Zupełnie bym o tym zapomniał, odkąd tylko zacząłem grzebać w swoim telefonie miałem w zamiarach skrobnąć wcześniej wspomniany w razie gdyby jeszcze kiedyś chciał się do mnie odezwać. Przysunąłem dłonie z powrotem do siebie nie chcąc mu w czytaniu przeszkadzać. Minęła dobra chwila nim nie zorientował się co ma przed sobą bo w końcu teraz zajęty był pozbywaniem się z policzków rumieńców. Wtenczas mogłem raz jeszcze przyjrzeć się jego twarzy, tym razem dla odmiany z zsuniętymi okularami. Gdyby tylko leżały bliżej mnie, skradłbym je by móc je dokładniej obadać, zobaczyć jak to jest patrzeć na świat przez takie grube szkiełka. Pewnie tak samo jak w innych przypadkach, dla mnie jego obraz byłby bardzo rozmazanym. Różnica wad wzroku. Skupiłem się na jego oczach, próbując podejrzeć ich koloru.

[*przyp. aut. Darkroom - Częściowo lub całkowicie zaciemnione pomieszczenie, przeznaczone do uprawiania seksu. Ideą darkroomu jest możliwość nieskrępowanych, wolnych kontaktów seksualnych, często z nieznanymi osobami.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Wto Lut 18, 2014 10:12 pm

Ja w ogóle nie czułem upływu czasu. Równie dobrze mogłyby minąć 3 godziny a ja i tak bym twierdził, że ledwo 15 minut. Dobrze mi się z nim pisało, nawet na tematy o których wolałem milczeć więc kompletnie nie zwracałem uwagi na czas. Zawsze tak miałem, że gdy dobrze się bawiłem, godzina była nieistotna. Traciłem poczucie czasu, skupiając się tylko na przyjemnościach. Z kolei jeśli nie miałem na coś ochoty, lub byłem do tego zmuszony, to dłużyło mi się wszystko nieubłaganie. Nie potrafiłem się skupić na niczym innym niż na wolno posuwających się wskazówkach zegarka. Ale tak chyba miała większość osób. Im bardziej chciało się, by coś minęło, tym dłużej to trwało, a przynajmniej my tak czuliśmy.
Swoją drogą, zauważyłem kątem oka, że mój towarzysz jest zaspany. Jego oczy same się zamykały, wiercił się i w ogóle. W pierwszej chwili pomyślałem, że najwidoczniej go strasznie muszę nudzić. Bo czemu nagle zebrało go ziewanie? Doszedłem jednak do wniosku, że pewnie gdybym, aż tak nużył, to by już poszedł. Nie trzymałem go tu przecież na siłę. Może więc to tylko zmęczenie? Pewnie tak. Od razu też zacząłem się zastanawiać, co wcześniej robił, dlaczego poczuł się senny, czy jego współlokator da mu się wyspać? Powinien. W takich momentach cieszyłem się, że jestem głuchy, nie miałem problemu z zasypianiem, przez irytujące odgłosy czy rozmowy. Zamykałem oczy i mogłem spać.
Takie pytania byłyby miłe, choć pewnie nie raz krępujące. Nie przywykłem do takiego zainteresowania moją osobą. I to nie jako niemowy, tylko jako zwykłego chłopaka. Bo to, że moja sytuacja zdrowotna bywała tematem do pytań, tak mało kto chciał mnie poznać, jako mnie samego. Zawsze byłem postrzegany przez pryzmat głuchoniemego fotografa. Może to też powodowało moją nieśmiałość? Nie chciałem się zbliżać do osób, które widziały we mnie tylko krótkofalową fascynację niczym nową zabawką. Obejrzeliby ją dokładnie, chwilę się pobawili, a później lądowałbym zapomniany w kącie. Tak się niestety działo i część osób, które z początku były mną zafascynowane po niedługim czasie zrywały kontakt znikając z mojego życia. A ja ich wszystkich uwieczniałem na kliszy by pamiętać...

"Masz dużą rodzinę? Zawsze chciałem taką mieć. Posiadać dom pełen ludzi, kolorów i radości. Mieszkałem jedynie z mamą i nie posiadam rodzeństwa...
A co do tego mieszkania, jak coś i będziesz miał go dość u mnie zawsze stoi jedno wolne łóżko. Przygarnę cię. Tylko nie hałasuj! xP
"

To ostatnie było ewidentnym żartem, choć propozycja była szczera. Jeśli by chciał, zawsze mógłby u mnie przenocować i kto wie, może i nawet zostać na stałe? Miło by było mieć współlokatora. Na pewno byłoby ciekawiej i nie czułbym się taki samotny wśród czterech ścian w otoczeniu jedynie książek i zdjęć.

"Tak słuchaj wynajmuję mój kibel dla zdesperowanych degeneratów, co lubią się macać po ciemku. Też chcesz skorzystać?
Żartuje, spokojnie. Przez większość czasu to zwykła łazienka, wolę pracować w normalnej ciemni, chociaż ta się przydaje jak nie mogę w nocy spać. Mam przynajmniej zajęcie.
"

Były takie noce, podczas których sen wybitnie nie chciał przyjść. Miałem zwykle wtedy zły humor, byłem smutny lub wściekły. Skupianie się nad robieniem odbitek mnie relaksowało, pozwalało skupić myśli i dawało zajęcie dłoniom. Niby nic, a jak wiele daje. Swoją drogą w pierwszej chwili chciałem się oburzyć za jego żart. Nie byłem taki jak zasugerował. Byłem niewinną, płochliwą osobą, jak więc mógłbym wykorzystywać moją pracownie jako ciemny burdel? Kompletnie niewykonalny i absurdalny pomysł.
W sumie mógł sobie coś pomyśleć. Faktycznie zachowywałem się nieco dziwnie niczym tandetna, zakochana nastolatka. Nie zrozumcie mnie źle, podobał mi się on i pewnie to powodowało, że jeszcze bardziej czerwieniałem na twarzy, ale wiedziałem, że jest to zdecydowanie chwilowy, jednostronny afekt. No bo przecież, ja pewnie byłem dla niego tylko przypadkową, nic nie znaczącą osobą, małym kujonkiem i tyle. Mógł więc żartować sobie ze mnie ile wlezie, a ja przyjmę to takim jakie jest i tyle. Jej muszę strasznie bredzić prawda?

"tak tak oczywiście... Nie, nie spieszy mi się. Chciałem zrobić te zdjęcia i później je obrobić w pokoju. Nic poza tym. Może później się jeszcze pouczyć czy coś. Przez to, że nie słyszę, większość materiałów muszę obrabiać samodzielnie, by nie odstawać. Wyprzedzam przez to nieco program, ale nie mam innego wyjścia. Lubię ciemne kolory, brązy, butelkowe zielenie, czy brudne czerwienie. A ty? Preferujesz jakiś kolor, a może jakiegoś nie znosisz? Co do grupy krwi mam cudowne 0Rh-, jej mogę oddać krew każdemu, ale mnie prawie nikt. Jestem wspaniały nieprawdaż?
Chyba jest możliwe, chociaż nikogo lunatykującego nie spotkałem. Jak to się zmieni to powiem ci pierwszemu! A co do tego spania i chrapania musisz się przekonać sam, jak nic nie powiem xP.
"

Rozpędziłem się. Musiałem to skreślić. Jeszcze faktycznie pomyśli sobie coś i wyjdę na idiotę. Chociaż pewnie i tak już się tak stało. Eh, czemu nie wziąłem korektora? Zamazałbym to. Swoją droga, po co się tak przejmuję, to tylko rozmowa... Skoro pieczenie ciasteczek uważał za mało męskie, to co by dopiero powiedział, gdyby dowiedział się, że robię czapki i szaliki na drutach? W zasadzie swetry też, choć w nich nie byłem jeszcze zbyt dobry. W ogóle chciałem się niedługo wziąć za szydełkowanie i haftowanie, ale w życiu się do tego nie przyznam. To byłaby kompromitacja.
Zerknąłem na górę notatnika i dostrzegłem numer telefonu. Od razu wsunąłem na nos okulary i sięgnąłem po swoją komórkę zapisując zdobycz. Przez chwilę wahałem się, ale w końcu nacisnąłem zieloną słuchawkę i po odczekaniu około 6 sekund rozłączyłem się. Chciałem tylko by i on miał mój numer, nawet jeśli ograniczy się to tylko do jednorazowej wymiany wiadomości. Oczywiście zadzwonić do niego nigdy nie zadzwonię, bo nie mam jak, ale na sms'a mógł liczyć.

"Mam coś na twarzy?"

Dopisałem pospiesznie widząc, że zaczął mi się przyglądać uważniej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Lut 19, 2014 2:26 pm

Nie byłem nim znudzony, nic z tych rzeczy! Wykończyły mnie oprócz interakcji personalnych długo trwające lekcje, zawsze nudziłem się na owych jak mops niczego z nich nie wynosząc. Próbowałem zasypiać tam twarzą na biurku. Nie często mi się to udawało, odkąd za karę przeniesiono mnie aż sam przód. No i noce nie bywały tak kolorowe jakbym mógł przypuszczać, niewyleżane łóżka nie były szczególnie miękkie, niedomiar poduszek strasznie mnie denerwował no i jeszcze obecność innego rudzielca nie mającego duszy, który pewnie tylko czekał aż przymknę powieki by wyssać ze mnie cały ten zalążek mojej, nijakiej strasznie mnie przerażał. Pod ławką rozprostowałem, w dziwnym tego słowa znaczeniu swoje nogi przypadkiem stykając się czubkami butów z przeciwległymi, należącymi do niezmiernie peszącego się przy każdej możliwej okazji autora wylewnych tekstów i odpowiedzi.

"Wyobraź sobie bycie otoczonym przez trójkę starszych, dokuczających ci na każdym kroku braci. Później dorzuć do tego dwójkę zrzędzących nad głową z biegiem lat coraz bardziej i bardziej rodziców. A do tego dopasuj dwóch dziadków różnych osobowości i dwie babcie – z czego jedna z drugą, rywalizując ze sobą będzie chciała próbować utuczyć cię przez całe dzieciństwo. To nie jest takie kolorowe jakby się mogło wydawać... Gdybyś chciał przyjąć mnie do swojego wygrzanego zapewniam, że skrzypiałbym nim z premedytacją!"

Uszczypliwie pociągnąłem ten temat dalej z biegiem czasu z wolna pozwalając sobie na coraz większą swobodę, chociaż był to pierwszy raz gdy tak szybko postanowiłem się przed kimś otworzyć, być może spowodowane to było tym, że tak właściwie tylko ze sobą rozmawialiśmy, na razie nie robiliśmy niczego innego pozwalając tej relacji stopniowo rozwijać się pod pewnym kątem. Było to na tyle wygodne, że moja niepewność z biegiem chwil zanikała, zapominałem już o tym, że ten wymoczek – Haa, dobre sobie! Byliśmy bardzo podobnej postury, oboje wyglądaliśmy jak gdyby coś nas wymemłało i wyrzuciło na trawę. Dzięki temu prezentowaliśmy się przy sobie o wiele lepiej, nie było widać między nami tak dużej różnicy, oboje zostaliśmy oficjalnymi patyczakami losu. - mógłby być dla mnie jakimkolwiek zagrożeniem. Stopniowo, ale w bardzo obszernym tego słowa znaczeniu pokonywałem kilka barier swoich uprzedzeń względem niego, nie znaczyło to jednak, że od razu rzuciłbym mu się w ramiona pozwalając na przytulenie czy inne ekscesy. Z takimi rzeczami łatwiej było mi wychodzić samemu, kiedy rzeczywiście miałem tą pewność, że wszystko będzie w porządku, kiedy decydowałem się na jakiś krok w przód. Swoją drogą, takim tempem to ja na zawsze pozostanę samotnym rudzielcem, w końcu tak panicznie się od wszystkich odgradzałem. Naprawdę w życiu przydałby mi się ktoś, chociażby jakiś psychoterapeuta który mógłby ujarzmić tę głupią przypadłość.

"Haa... a więc takie jest twoje prawdziwe zdanie o mnie? Wstydziłbyś się! Ale skoro już pytasz, to z tobą skorzystałbym i to bardzo chętnie. W końcu jesteś właścicielem tej chwalebnej łazienki. Miałbym +15 do szacunku w akademiku. Może dzięki mnie też stałbyś się zdesperowanym degeneratem, lubiącym macać się po ciemku? Głupek! ; ~ ;"

Gdybym tylko wiedział, że i ty nie potrafiłeś w nocy zasnąć najpewniej chciałbym ten fakt wykorzystać, kiedy sam szwendałem się po korytarzach akademika bez celu lub gdy leżałem w łóżku całymi godzinami w ciemnościach, wpatrując się w zegarek i mijające godziny. Właściwie, nie wiedziałbym czego miałbym u ciebie szukać. Może chciałbym tylko podejrzeć twoją pracę, posiedzieć przy wpół zgaszonym świetle którego w tym własnym dzielonym pokoju zapalić nie mogłem, ze względu na sen drugiego twardo śpiącego osobnika. Czytałbym wtedy więcej książek, właściwie to miałem dwie zaległe do nadrobienia a teraz miała dojść mi trzecia, zastukałem palcami o jej okładkę zastanawiając się, czy warto było zabierać ją ze sobą do domu. No nic. Wezmę, chociażby ze względu na okładkę i tych kilka obrazków losowo umieszczanych co kilka stron na tyle tekstu, jak gdyby rysowane były ołówkiem. A może były tylko ja o tym nie wiedziałem, może nigdy wcześniej ich tam nie było, po prostu jakiś niespełniony artysta postanowił przyozdobić niegdyś napisane nudne do bólu dzieło. Zapisałem jego numer w komórce, na pewno kiedyś mi się przyda. Właściwie, wolałem pisać smsy niż dzwonić. Zawsze ta druga czynność była dla mnie czymś niezwykle stresującym, nie wiem dlaczego, po prostu nie lubiłem rozmawiać, przynajmniej nie w ten sposób. A tu miałem pewność, że gdyby Clayton chciał mi coś przekazać na pewno nie dzwoniłby w środku nocy, tylko by napisał... lub ewentualnie zalał mnie pisanym spamem budząc co chwilę pikaniem telefonu.

"Przynajmniej jesteś mądrzejszy, teoretycznie od tego hołoty uczącej się na zajęciach. Coś z nich wynosisz, chociaż pracujesz nad tematami samodzielnie, w domu to jednak masz czas by coś tam zrozumieć, a to jest godne podziwu.
Co do kolorów to też lubię te, które wymieniłeś jednak brudne czerwienie zamieniłbym na krwiste i wyraziste. Poza tym kolory miedziane, mocno pomarańczowe... bo lubię pomarańcze i wiewiórki i lisy. Oraz trawiaste zielenie, później błękit czystego nieba a zaraz za tym ciemny granat bo kojarzy się z nocą. Odnośnie tych których nie lubię, to razi mnie róż. Za bielą zbytnio nie przepadam i... żółty, zawsze kojarzył mi się jakoś nieprzyjemnie. Najwspanialszy, dlatego też wyssę twoją krew do ostatniej kropli, jeśli będzie mi w przyszłości potrzebna. I zrobię to bez skrupułów, jako żem jest wampirem a w akademikach żodyn niy wiy iżeh jest. Żodyn. >D
"

Wpatrzyłem się w przekreślone zdanie, mimo iż go nie skomentowałem dość długo nad nim myślałem, oczywiście nie odebrałem tego jakoś opatrznie chociaż myślami dopowiedziałem sobie kilka kwestii, nadal nie do końca wyjaśnionych by w końcu skinąć głową i dopisać nad zdaniem „challenge accepted”. Czytając szybko dopisane zdanie odwróciłem marker na drugą stronę, piszącą trzymając ku sobie a z zakrętką skierowaną ku chłopakowi, przytknąłem ją do jego nosa wpatrując się tak bez wyjaśnienia w te zaskoczone oczęta. Brązowe. Ukochałbym, mój ulubiony kolor oczu. Trąciłem markerem oprawkę jego okularów nim nie przesunąłem owym wzdłuż jednego z jego rumianych policzków. Naruszałem jego przestrzeń osobistą swoistym patyczkiem odgradzając się od jego dotyku. Musiało to wyglądać dziwnie. Pospiesznie wycofałem marker w obawie, że jednak zdąży złapać mnie za rękę i do siebie przyciągnąć lub chociażby zatrzymać. Znów odwróciłem pisadełko, tym razem poprawie i doskrobałem.

"To pytanie podchwytliwe? Okulary. Ale nie nic... tak tylko, przepraszam."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Lut 19, 2014 8:20 pm

Domyślałem się, ze posiadanie na dłuższą metę tak dużej rodziny jest męczące, ale dla kogoś, kto mieszkał tylko we dwójkę, było to szczytem marzeń. Pragnąłem mieć dom pełen ludzi mi bliskich. Ich poranne awantury o łazienkę, zamieszanie przy stole i popołudniowe szaleństwa, były czymś czego zawsze mi brakowało. Nie dość, że byłem sam w swojej głowie, to jeszcze nie było prawie nikogo obok mnie. To dobija. Z drugiej strony nauczyłem się żyć w ten sposób i już mi to nie przeszkadza. I tak pragnąłem chociaż raz mieć pełną, szczęśliwą rodzinę. To, że to było mało możliwe pozostawiałem bez komentarza.

"I tak chciałbym się przekonać jak to jest wiesz? Bycie non stop samemu nie jest przyjemne. Przynajmniej masz wspomnienia z bliskimi, ja prawie żadnych. Ale mniejsza o to, nie będę cię zamęczał moim marudzeniem na temat mało istotny jakim jest .
O nie nie, moje łóżko, nie oddam! Jam jest pan i władca kołdrowego naleśnika!
"

Oj tak, nie usnąłem póki nie zawinąłem się w pierzynę niczym w kokon. Wystawał mi tylko czubek głowy i tyle. Nie moja wina, że w Anglii było mi wiecznie zimno. Tam skąd pochodzę klimat był znacznie cieplejszy, pomimo tego, że to też były wyspy. W sumie podobieństw było znacznie więcej ale i tak NZ bardziej mi pasowała. Tu było zbyt ponuro! Albo to ja nie miałem szczęścia i nie poznałem tego miasta od barwnej strony. Hmm może poproszę Xaviera, by mnie oprowadził i pokazał coś interesującego co by mnie przekonało do Londynu? Nie, nie poproszę, to byłoby zbyt nachalne.
Zauważyłem, że znacznie się otworzył przede mną. Rozluźnił, więc i ja zrobiłem to samo. Skoro dobrze się przy sobie czuliśmy. Czyżbym znalazł pierwszą osobę, z którą byłbym w stanie się zaprzyjaźnić? Chyba tak. Tylko czy nie wybiegam za bardzo w przyszłość. Chciałbym myśleć, że nie i że ten rudzielec stanie się niejako częścią mojej Brytyjskiej przygody. Zwłaszcza, że trwać ona będzie tylko rok. Jakoś wątpię, że mi przedłużą stypendium, a szczerze wątpię by mamę było stać by mnie tutaj utrzymać. dobra zdecydowanie wybiegam za daleko myślami.
Czytając tą odpowiedź nie mogłem się powstrzymać i faktycznie wreszcie sprzedałem mu tego kuksańca w ramię- z piąstki, delikatnie ale jako zaznaczenie, by przestał. Uśmiechałem się przy tym lekko niedowierzająco i kręciłem z rozbawieniem głową. Tak, byłem ekspresyjny co teraz można było zobaczyć. Zaraz też dopisałem kolejne słowa.

"No wiesz! Tak mnie wykorzystywać do lepszych statystyk, gdy ja niewinne dziecię jestem. Xavier wstydź się!"

Obok dorysowałem rozbawioną emotkę, by miał pewność, że żartuję. Co prawda podświadomie obawiałem się jak zareaguje na mój nagły dotyk, choć był on tylko chwilowy i stanowił ledwie muśnięcie ubrania. Faktem jednak było, że to zrobiłem i nie żałowałem. Najwyżej dostanę burę, żebym nie ważył się go więcej dotykać. Tylko co jest złego w takich gestach?
Nawet zwykłe towarzystwo jest lepsze od snucia się samemu. Przecież nuda we dwójkę jest przyjemniejsza niż samodzielna. Przynajmniej ja tak uważałem. Nawet jeśli się milczy obok, nic nie robi, po prostu siedząc, czujesz się lepiej niż gapiąc się w sufit bez celu. A może tylko ja tak uważałem? Może jemu samotność odpowiadała. Mnie nie, ale byłem zbyt niepewny siebie, by wyjść do ludzi,. Czasem miałem wrażenie, że sam się ograniczam i tyle. Co się jednak tyczy smsowego spamu, to bym na niego nie liczył. Nie chciałbym się narzucać i po pierwszym braku odpowiedzi zaniechałbym prób kontaktu.

"Wiesz tylko dzięki nauce się tutaj dostałem. Nie chcę by teraz ze mnie zrezygnowano, bo się pogorszyłem. Poza tym, tutaj muszę pracować sam, skoro nie mogę się niczego dowiedzieć od nauczycieli. Owszem mam materiały, piszę te same testy, ale oni mi nic nie wytłumaczą jeśli nie zrozumiem. No i reszta ma jak ściągać czy sobie podpowiadać, ja nie. Muszę się więc przykładać do nauki, jeśli nie chce wrócić tam skąd przyszedłem.
Też nie przepadam za bielą, szczególnie na ubraniach, chociaż czarno-białą fotografię uwielbiam. Większość moich prac jest taka, ewentualnie w sepi. Róż mi nie przeszkadza, chociaż sam bym się w niego nie ubrał.
Wąpierz z ciebie.... Też pijesz krew płochych dziewic? Mam się już bać i uciekać? Oszczędź mnie proszę! Bo będę musiał zacząć jeść czosnek, a go nie lubię!
"

Skreśliłem to chyba ze trzy raz nie rozumiejąc co w ogóle mnie napadło, by napisać coś takiego. Pogięło mnie czy jak. Zdecydowanie za dużo informacji, o których on nie musi wiedzieć. Aishhhhhhh teraz już w ogóle weźmie się za jakiegoś zboczeńca czy coś.
Przyznaję zrobiłem zeza, gdy marker znalazł się na mojej twarzy. Kompletnie nie wiedziałem co robić, jak się zachować i w ogóle sparaliżowało mnie. Przełknąłem jedynie ślinę i starałem się śledzić ruch skuwki na moim policzku. Szczerze mówiąc nawet przez myśl mi nie przeszło, by próbować go złapać, zatrzymać czy cokolwiek. Ogłupiałem i pewnie minę miałem dość zabawną. Dopiero, kiedy ten patyczek zniknął zdałem sobie sprawę, że chyba na krótką chwilę zapomniałem, że powinienem oddychać. Czułem się nieco skrępowany i dość zagubiony. Nie często ktoś ze mną tak pogrywa i nie wiedziałem jak to odebrać.
Nie odpisałem mu, jedynie kiwnąłem głową powoli jakby chcąc tym samym powiedzieć, że jest w porządku i nie musi przepraszać. Chyba powinienem coś napisać, tylko nie wiedziałem co. Kurcze znowu zrobiłem z siebie idiotę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Lut 19, 2014 10:09 pm

Gdybym tak mógł się z kimś zamienić przynajmniej na tydzień by jednak pożyć w spokoju, zobaczyć jak to jest mieć znaczną część domu dla siebie, zaś innym razem jakie to zmartwienie czekać, przez cały wieczór na powrót bardzo ważnej dla mnie osoby. No i z czym mógłbym porównać też dzień poświęcony własnym myślom i przenikliwej nieprzyjemnej samotności. Pewnie zwariowałbym, siedząc w pustym pomieszczeniu dniami i nocami bez jakiejkolwiek nadziei na to, że ktoś przypadkiem w najmniej oczekiwanym momencie mojego życia, przejdzie przez próg pokoju by pozawracać mi moje cztery szlachetne litery na których obecnie nawet zasiadałem. Dmuchnąłem w kilka rudych kosmyków opadających na moje oczy. Zdecydowanie zbyt często myślałem nad tym, co by było gdyby.  Parsknąłem z rozbawieniem czytając wnikliwie, nawet przysłoniłem twarz dłonią by tylko nie pokazać po sobie jakiejkolwiek pozytywnej reakcji, tym razem z trudem ukrywanej pomiędzy palcami. Od razu wyobraziłem go sobie zawiniętego dokładnie w kołdrowy naleśnik, leżącego tak spokojnie w łóżku jak gdyby był jakąś podrzędną larwą czekającą na przemianę w pięknego motyla. Nie mógłbym się napatrzeć, ludzie udający naleśniki przechodzili najśmielsze oczekiwania, nie mieli oporów przed tym by nawet śpiąc przy kimś zawinąć się w ten swój bezpieczny, ciepły kokon i po prostu zasnąć, bez obaw o to, że jakiś potwór zdąży pociągnąć ich za nogę pod łóżko. Swoją drogą, wywinięcie kogoś z takiego swoistego pancerza zabezpieczającego przed złem tego świata byłoby nie lada wyczynem, całą noc musiałbym spędzić na tym, by znaleźć początek i jednak wygramolić śpiące truchło, chociażby obecnego tu chłopaka na zewnątrz w celu mniej wiadomym jednak zapewne bardzo niestosownym.

"Pewnie w tej szkole w przeciągu dwóch lat nauki, o ile nagle nie postanowisz się usadzić zobaczysz jak to jest, mniej więcej. Ty się nauczysz życia w grupie, a ja może trochę odpocznę od ciągłych docinek, krytykowania i smarowania mojej twarzy pastą do zębów lub bitą śmietaną każdej nocy pod rząd podczas snu. Taką mam przynajmniej nadzieję.
O panie! Ucz mnie o twych naleśnikowych podbojach w całej swej zrolowanej w kołderkę okazałości!
"

Nie spodziewałem się następnego ruchu, zaskoczony nie zdążyłem się nawet odsunąć, wystarczyła chwila by skromnie się przed kimś otworzyć a tu już doznawało się jakiegoś ataku, co prawda nie śmiertelnego, ani nawet nie bolesnego. Zamrugałem z dezorientacją bo musiała minąć chwila nim nie doszedłem do siebie, zawieszając wzrok na jego niegdyś spoczywającej na mnie dłoni sapnąłem cicho, nie machnąłem na niego własną chociaż w pierwszej chwili rzeczywiście chciałem, by zaraz po tym wstać i jak ostatni idiota oddalić się w tylko sobie znanym kierunku. To by było chore, zdecydowanie nasz kontakt brutalnie by się ze sobą zerwał. Potarłem po lekko klepniętym ramieniu, chyba wyglądałem na zamyślonego bo przez cały ten czas czułem na sobie jego wzrok. Nie zrobił niczego czym powinienem się martwić, przecież ludzie na ogół robili gorzej, pomiędzy każdym musiała wystąpić jakaś interakcja. Zagryzłem wnętrze policzka. Chwilę temu nie miałem jakiś dużych oporów przed tkliwym rozprawianiem, a teraz diametralnie zareagowałem... inaczej, jak gdybym speszył się tym co właśnie się stało, przecież nie chciałem wypaść w jego oczach jak... jak... sam nie wiem kto, miał widzieć we mnie osobą którą ja chcę żeby widział a nie jakiegoś zastraszonego życiem gnojka. Pokazałem mu koniec swojego języka wyrywając go z jego własnych przemyśleń. W zaczepnym geście. Kopnąłem go lekko w kostkę pod stołem, właściwie zrobiłem to bardziej odruchowo, chyba z nerwów na siebie. A może na niego. Wtedy tak o tym nie myślałem. Przesunąłem nogę wyżej, chociaż ta okuta była w porządny i solidny bucik ostrożnie musnąłem jego łydkę, przez buty niczego nie czułem, poza tym że na coś trafiłem – miałem pewność, że to jego noga a nie ta od krzesła. Aż doszedłem do kolana, wyszczerzyłem się wrednie nim owego nie ominąłem, wpasowując się pomiędzy jego nogę docisnąłem podeszwę do krzesła, na którym właśnie siedział, na tą wolną nie zajmowaną przestrzeń kawałek przed jego kroczem. Mruknąłem ciszej, posyłając mu prowokujące spojrzenie nim nóg nie zabrałem do siebie, jeszcze chwilę temu trwałem tak w bezruchu nie wypowiadając ani słowa, nic nie przychodziło mi na myśl. Nie chciałem być w stosunku do niego agresywny. Nie, nie mogłem. W końcu przewróciłem oczami nim nie zdecydowałem się na dalszą kontynuacje, o dziwo nawet coś takiego mnie do niego nie zraziło, miałem swoje obawy – oczywiście, że tak i one mnie nie opuszczały. Strasznie ciekaw byłem mocno zamazanego zdania, z początku wydawało mi się że źle je skonstruował, nie mogłem się rozczytać nie ważne jakbym uparcie nie chciał, dlatego podsunąłem notes pod jego nos chwilę wskazując na ciemne kreski jawiące się na bladym papierze, łypiąc pytająco w kierunku Nowozelandczyka. Po chwili zrezygnowałem, wypadało dopisać od siebie coś jeszcze by nie wyjść na skończoną, oczekującą tylko jego reakcji i wiadomości lamę.

"Pewnie same szóstki z plusami w szkole za tak pilną naukę zbierasz, co nie? Przynajmniej ty będziesz miał jako takie pojęcie o świecie, nie to co ja – nauka tutaj jest dla mnie udręką, wkuwanie na egzaminy to koszmar o dostawanie słabych ocen niezbyt przyjemna codzienność. Na którym jesteś roku, tak swoją drogą? Bo chyba o to jeszcze nie pytałem. Ja na trzecim, to już mój ostatni. A czarno-białe zdjęcia uwielbiam, tylko na ubraniach... ugh! Małe nie rażące akcenty jeszcze jako tako ujdą, ale gdyby ktoś miał we mnie wmusić założenie całej białek koszuli/swetra lub chociażby spodni to chyba spaliłbym się ze wstydu, ten kolor zupełnie nie pasuje do mojej osobowości.
Naprawdę nie lubisz czosnku?! Żartujesz! Toż to dobrodziejstwo tego świata jest! Duszę bym oddał za pizzę z sosem czosnkowym. Jeśli nie swoją to jakiegoś kolegi. Bo wiesz, rudzi podobno własnej nie mają.

Zabawnie wyglądasz, kiedy zezujesz! Ale uważaj, bo ci tak na zawsze zostanie. Podobno, jeśli się kogoś pieprznie w tył głowy, kiedy robi zeza to będzie go miał już do końca życia. Zawsze bałem się sprawdzić.
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Sro Lut 19, 2014 11:18 pm

Taka chwilowa zamiana byłaby dobra. Oboje byśmy się przekonali jak to jest żyć inaczej i bardziej docenilibyśmy to co mamy. Co prawda nie chciałbym byśmy całkowicie pozamieniali, nie życzyłem mu nagłej utraty słuchu, nawet jeśli byłaby ona chwilowa. Nie odnalazłby się w tym, wiedziałem to. Podejrzewam, że dla kogoś, kto w dużej mierze polega na tym ogranie przez całe życie, nagły brak dźwięku byłby katorgą i kompletnie by dezorientował.
Dobrze, że nie wiedziałem o jego fascynacji kokonowymi ludźmi. Zacząłbym się zastanawiać, czy nie ma on jakiegoś spaczenia czy coś. Nie żeby mi to przeszkadzało, kto co lubi. Dla mnie pierzynowy naleśnik był czymś kompletnie normalnym. Zawsze tak spałem. Swoją drogą ja zastanawiałem się, jakby to było spać z kimś u boku. Czy przeszkadzałaby mi druga osoba? Czy bym się wiercił, czy spokojnie spał obok. No i czy bym się przytulił, czy uparcie trwał na swojej połowie i to tej bliżej krawędzi. Pewnie najpierw obstawiałbym ten ostatni scenariusz, chociaż to bardzo zależy od tej drugiej osoby. Wróć o czym ja myślę? Złapałem się na tym, że zacząłem rozważać kandydaturę Xava jako mojego eksperymentalnego misia przytulankę. Serio za szybko się przywiązuję do ludzi traktując ich jak najlepszych przyjaciół.

"Smarują ci twarz bitą śmietaną? Po co, nie lepiej ją zjeść? Tak się marnuje. Kocham bitą śmietanę! Także u mnie wyląduje ona w buzi a nie na poduszce słowo.
Toż to wiedza tajemna, wysokie stadium wtajemniczenia jest. Czy aby podołać zdołasz młody padawanie? ;3
"

Byłem ciekawy jak Xav wygląda umorusany białym przysmakiem, ale wolałem sie nie przekonywać. Jeszcze sam postanowił by mnie obryzgać śmietaną i były food fight czy coś.
Jego reakcja, choć tłumiona była widoczna. Szczególnie dla mnie, osoby, która tylko czyta z postawy kogoś. Musiałem reagować na niuanse czy drobne zmiany by wiedzieć co się dzieje. Nie lubił dotyku, czy tylko mojego? Może nie powinienem go zaczepiać? Głupi Clay, pewnie wszystko popsułeś. Naprawdę nie mogłeś sobie darować tak jak wcześniej. Nasunęło mi się tylko na myśl pytanie, czemu nie lubi bądź nie chce być dotykany. Co się stało, bo strach przed zarazkami to nie był na pewno. Co się stało? Moje rozmyślania jednak szybko zostały przerwane, przez jego odpowiedź. Skrzywiłem się lekko obrywając w kostkę okutym butem. Nie bolało, ale to już odruch był. A potem on zrobił coś, czego się nie spodziewałem. Jego noga sunęła po mojej coraz wyżej i wyżej. Czułem się osaczony prawdę mówiąc i nie widziałem co zrobić, jak zareagować. Odruchowo nieco rozsunąłem się, ni to chcąc uciec, ni to zrobić miejsce na krześle na jego but. Nie miałem pojęcia co chce zrobić i chyba to spięcie było po mnie widać, zwłaszcza że zacząłem unikać jego wzroku. Nie przepadałem za sytuacjami, w których nie wiedziałem co się dzieje. Gdy już się oparł o krzesło, byłem gotowy uciec jeśli zrobiłby coś więcej. Na szczęście dla mnie tutaj mi odpuścił, wywracając jedynie oczami. Odetchnąłem i przygryzłem lekko wargę. Jeżeli tak ma się kończyć każdy mój dotyk czy zaczepka, to chyba będę trzymał ręce przy sobie. Z drugiej strony nie zrobił mi nic złego czy zdrożnego. Tylko przesunął butem po mojej nodze, to nie jest przestępstwo. Postanowiłem więc, że będę zachowywał się jakby nic się nie stało. Tak, tak będzie najlepiej już i tak niepotrzebnie panikuję.

"Bez przesady, ale tak jestem kujonem. Małym, kurduplowatym półazjatyckim kujonem. Pełen zestaw nie ma co xD Jeżeli chcesz mogę ci jakoś pomóc z nauką, chociaż jestem klasę niżej. Przepytam cię czy bardziej w moim wykonaniu byłyby to kartkówki. Albo przynajmniej będę stał nad tobą i będę cie bił po głowie jak się odwrócisz znad książki. Jak się domyślasz ja jestem w drugiej i mam 18 lat. Wiem nie widać tego po mnie.
Nie przepadam za nim. Znaczy w niedużych ilościach, jako przyprawa to jeszcze ok, ale sosów właśnie nie lubię i nie znoszę jak mi się w jakimś jedzeniu trafi taki ząbek. Oj od razu nie mają duszy. To głupie zabobony. Swoją drogą rzadko kiedy spotykam naturalnie rudych ludzi. Szkoda, to taki ładny kolor.
Nie prawda, tak nie zostaje. To wada wrodzona nie można jej dostać od uderzenia głuptasie.
"

Podsunąłem od razu uśmiechając się lekko. Mój chwilowy atak paniki na szczęście minął i już zachowywałem się normalnie. Całe szczęście.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Czw Lut 20, 2014 5:25 pm

"Smarowali. Podkreślam, bo teraz już tego nie robią skoro na czas nauki wyniosłem się z domu. Naprawdę cieszę się, że nie ma ich teraz przy mnie, bo bita śmietana nie była szczytem ich przebiegłości. Nie wytrzymałbyś z nimi, diabły wcielone to mało powiedziane. Nie kuś losu – jeszcze się w jakąś pewnego wieczoru zaopatrzę i sam ci taki numer wytnę, żeby sprawdzić jak bardzo lubisz wcześniej wspomniane słodkości.
Zdołam podołać, zaiste zdołam!
"

Odpowiedziałem entuzjastycznie doskonale wiedząc, że chłopaczyna nie miał żadnego asa w rękawie dzięki któremu mógłby wprawić mnie w zdumienie, historią naleśnikowego królestwa okupowanego przez burmistrza szczelnie owiniętego w kołdrę. Gardło mnie zabolało, odchrząknąłem znacząco spoglądając na wciąż uchylone okno, nie miałem jednak serca by zamknąć je całkowicie, dlatego tego wstałem by domknąć uchylenie przekręcając klamką tak , ażeby pomimo pozornego zetknięcia się framug ze sobą pomiędzy obiema była szczelina, dzięki której wciąż do środka mogłoby wpadać świeże powietrze, jednak wolniej i w mniejszej ilości. Dmuchnąłem w zmarznięte dłonie, potarłem po nich próbując się rozgrzać. Nieprzyjemny dreszcz zimna nawiedził moje ciało, na skórze schowanej pod materiałami ubrań pojawiła się gęsia skórka zaś na karku zjeżyły się małe włoski. Nieprędko dochodziłem do siebie. Na szczęście biblioteka sama w sobie była miejscem przyjemnie ciepłym i ogrzewanym, a to z pomocą kaloryferów miejscami poprzyczepianych do ścian, te zapewniały wystarczającą ilość gorąca które to nie pozwoliło człowiekowi zamarznąć.
Kiedy tak bezkarnie pozwalałem sobie na chamską zaczepkę, zastanawiałem się czy w pewnym momencie nie postanowi uciec całkowicie wycofując się od dalszych igraszek. To, że nadal uparcie pozostawał na siedzisku wprawiało w zdumienie, najwyraźniej miałem co do niego rację, on tylko zgrywał takiego za jakiego obecnie mi się podawał. W rzeczywistości nie był tylko, tak jak pisał nic nie znaczącym azjatyckim kujonkiem. Miał w sobie odwagę, nie mogłem już nazywać go nawet w myślach tchórzem bo sumienie podpowiadało mi, że ten osobnik gdyby tylko sytuacja tego wymagała byłby w stanie ukazać też i swoją drugą naturę, na pewno nie kuliłby się w kącie czekając na nieuniknione tylko w porę spieprzyłby lub też odpowiedział podobnym atakiem. A w dzisiejszych czasach takie rzeczy się chwaliło, bądź co bądź rozmiękłe kluchy liczące na dobroć losu bardzo szybko znajdowały się na kolanach, traciły w szkole swoją pozycję społeczną i spadały w hierarchii coraz  to niżej bez zająknięcia przyjmując łatkę przesłodzonych, uległych cioteczek. Ja rozumiałem, ktoś mógł być z charakteru spokojny, opanowany lub nawet nieśmiały ale na litość boską nie róbmy z siebie bab z przyrodzeniami. Znów po raz kolejny zbytnio się poroztkliwiałem nad nim i nad sobą, nad całą sytuacją bo zrzęda momentami był ze mnie paskudny, byłem w stanie jęczeć w najmniej oczekiwanym momencie, w zależności od swojego samopoczucia w ciągu danego dnia. Współczułem tym, którzy musieli mnie słuchać. Zaraz, moment. Na ogół nikt nie słuchał, siedziałem ze swoimi przemyśleniami sam lub tylko wylewałem je w internecie wraz z innymi przypadkowo poznanymi personami z odległych miast i krajów.

"Krytycznie do siebie podchodzisz, nie masz czasem zaniżonej samooceny? Mali ludzie nie są tacy źli bo można kłaść na nich książki i drobne przedmioty, a później klepać po główce jak swoich paziów. I patrzeć tak z góry, ażeby później złapać ich przez pół i przenieść w jakieś wygodniejsze miejsce, poza tym jak się upiją to można zarzucić ich na plecy by zanieść do domu no i... khm, chyba się zapędziłem. Za geny możesz winić jedynie rodziców, którzy świadomi byli tego czego się dopuścili. Zresztą tylu jest przystojnych Azjatów a ty tak narzekasz na siebie, jak gdybyś był jedynym niskim chłopakiem w całej szkole. A dobry jesteś z przedmiotów ścisłych? Zawsze jakaś drobna pomoc z zadaniami, których nie rozumiem byłaby mile widziana. Często jest tak że nawet starsze klasy mają powtórki ze starych materiałów, wykładanych w tych młodszych. Nie widać, nie widać ale byłem blisko! Myślałem, że w pierwszej bo na młodszy rocznik niestety już byś się nie załapał. No, może na tej ostatni ale to już by był specjalny przypadek. Poza tym, co mnie chcesz bić po głowie, coo? Masz jakieś zapędy sadystyczne, czy coś w tym rodzaju? Głupszy będę od takiego trzaskania, w moim przypadku musiałbyś tak porządnie po kilka razy bo strasznie uparty jestem i pewnie zamiast skupiać się na książce, patrzyłbym za tobą. Szczerze mówiąc, też rzadko takich spotykam. Na ogół wokół mnie kręcą się sami farbowani. Naprawdę ci się ten kolor podoba? Mmh..."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   Pią Lut 21, 2014 7:34 pm

No tak, nie miałem żadnego asa w rękawie. Zawsze spałem sam w pokoju, a na szkolne wycieczki nie jeździłem, by mieć zabawne historie z kołdrą w roli głównej. Zwierząt też nie miałem, by te mogły mnie atakować przez pierzynę czy cokolwiek w ten sposób. Jej czasem byłem na prawdę nudną osobą. Dobra, nie czasem, prawie zawsze i małą ilością rzeczy potrafiłem zaskakiwać. Nic dziwnego, ze wszyscy tracili szybko mną zainteresowanie! W każdym razie pogroziłem mu palcem czytając wzmiankę o śmietanowym ataku na moją osobą. Wcale nie miałem ochoty kończąc w mlecznym, sprężonym tworem. Pewnie zabawnie bym wyglądał umazany czymś takim, ale zdecydowanie wolałem to jeść niż z siebie zmywać.
Zauważyłem, ze mu się zrobiło zimno. W sumie nie pomyślałem o tym. Powinienem był je zamknąć wcześniej, ale widać w grubym sweterku nie czułem chłodu. Miałem nadzieję, że nie rozchoruje się przez to, ba miałbym niezłe wyrzuty sumienia. Co więc zrobiłem? Sięgnąłem do swojej torby i wygrzebałem jeszcze niedokończony szalik i rękawiczki. Było widać, że jeszcze ich nie wykończyłem. Wystawały nitki włóczki, a szalik mógłby być trochę dłuższy. Podsunąłem mu je powoli wskazałem na dodatki, potem na niego i na końcu wykonałem ruch jakbym pokazywał by je założył. Zdecydowanie tym razem starałem się gestami pokazać wszystko najdokładniej i najwyraźniej jak potrafiłem.
To nie tak, że byłem odważny. W swoim odczuciu byłem beznadziejnym kujonem i tyle. Ale na swój sposób miałem w sobie siłę, by udowadniać codziennie, że mam jakąś wartość, a nie jestem inwalidą nad którym trzeba się litować. Akurat tego nienawidziłem. Chciałem dawać sobie radę samemu, więc w pewien sposób byłem silny. Ale tylko w tym wypadku. Łatwo było mnie zdominować i zagonić w kozi róg. Może rozmiękłą kluchą nie byłem, ale o charakterze też chyba mówić nie można było. Przynajmniej ja się takim nie widziałem. Teraz nie uciekałem, bo choć ruch mnie zaskoczył, wierzyłem że nic mi nie grozi. Gdyby to był ktoś inny pewnie już by mnie tutaj nie było. Raz dałem się podejść, teraz wolę brać nogi za pas.

"To trochę przedmiotowe podejście wiesz? Znaczy z tym robieniem sobie ze mnie podpórki. Ale wiem, że żartujesz. Nie porywaj mnie, jeszcze się połamiesz nosząc mnie xD Poza tym coś tam ważę i nabawisz sie przepukliny i będę się musiał tobą zajmować i bawić w pielęgniarkę i w ogóle. A źle mi w kitlu!
Mmmm byłem wpadką, nie planowano mnie, z resztą mama urodziła mnie gdy miała 16 lat, no i jestem wcześniakiem to też dlatego między innymi jestem niski. Ojca nigdy nie poznałem, nie wiem więc jaki ma wzrost i jak wygląda...
.
"

Sam nie wiem czemu to napisałem. Ale chciał to zrobić. Czułem, że mogę mu zaufać i nie zacznie patrzeć przez to jakoś inaczej na moją osobę. Przynajmniej taką miałem nadzieję. Nie chciał bym, ze zaczął myśleć o mnie inaczej tylko ze względu na moją sytuację rodzinną.

"Za matematyką przyznam, że nie przepadam, ale ja rozumiem. Jeśli jednak będziesz potrzebował pomocy z fizyką czy chemią, jestem do dyspozycji. Dzięki fotografii zainteresowałem się tymi przedmiotami i to chyba z nich jestem najlepszy. Z biologią, angielskim czy historią też sobie radze, więc chętnie podzielę się notatkami jeśli jakiś będziesz potrzebował.
Ale ja nie chcę cię bić, jam potulny jak baranek!
Tak, jest bardzo ładny i rzadki. Z resztą pasuje do twojej karnacji i dobrze się komponuje. Xavier? Będę mógł ci później zrobić kilka zdjęć? Proszę, później je wydrukuje na specjalnym papierze i jak chcesz dam ci odbitki. Proszę
"

Rzadko prosiłem, ale na prawdę chciałem mieć jego zdjęcia na ścianie, jakkolwiek to nie brzmi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stolik na tyłach biblioteki   

Powrót do góry Go down
 
Stolik na tyłach biblioteki
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Drewniany stolik
» Narożny stolik
» Stolik przy oknie
» Stolik nr 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Lewe skrzydło :: ∎ Biblioteka-
Skocz do: