IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Eliott

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/07/2015

PisanieTemat: Re: Fontanna    Sob Lip 18, 2015 6:01 pm

Czy lubisz mięso? - zapytał kanibal, ostrząc swoje noże.
Czarnowłosy chłopak zatrzasnął naznaczoną kroplami deszczu książkę owiniętą w szary papier i odłożył obok siebie na ławkę. Miał zamiar skończyć ją przed wieczorem i szybko ulotnić się do akademika jedynie po to, aby położyć się i zasnąć, jednak mżawka która nagle nadeszła skutecznie mu to uniemożliwiła. No bo jak to tak pomoczyć książkę? Nie godzi się! Westchnął cichutko, odgarniając drżącą ręką ciemne kosmyki z czoła, które już po chwili zdążyły się do niego przylepić. Eliott - bo to właśnie on, we własnej osobie! - lubił deszcz jedynie wtedy, gdy akurat znajdował się w ciepłym pomieszczeniu z kocem w ręce a kropelki wody uderzały o szybę wprawiając go w jeden z tych swoich depresyjno-komicznych nastrojów. W wypadku gdy znajdował się gdzieś na otwartej przestrzeni zmoknięcie było bardzo niewskazane i w osiemdziesięciu trzech przypadkach (Skrupulatnie policzonych przez jegomościa) kończyło się przeziębieniem i jeszcze częstszym obkichywaniem lub obkaszlywaniem rzeczy oraz ludzi dookoła siebie. Ani rzeczy ani ludzie nie wyglądali na specjalnie zadowolonych z takiego stanu rzeczy, wierzcie mi więc, że młody Rosley też nie patrzył przychylnie na możliwość PONOWNEGO rozchorowania się. Bo byłaby to przesada! A już i tak zdarzało mu się biegać na zajęcia z gorączką...
Chociaż z drugiej strony, to przecież tylko mżawka i może albo szybko przejść albo zamienić się w ulewę a Eliotta zamienić w mokry, trzęsący się kłębek rozpaczy. Przez chwilę trwał w bezruchu, pusto wpatrując się w swoje ręce a następnie uniósł głowę do nieba, zamykając oczy. Mokre kropelki przyjęły podarunek od razu zabierając się do pracy, która polegała jedynie na tym aby na bladoszarej twarzy nie zostawić ani jednego suchego miejsca.
Samuel był... lubił dramatyzować. Lubił przesadzone sceny siadania na parapecie z papierosem w ręce, lubił kłaść się do góry nogami i oglądać tandetne komedie romantyczne przeznaczone dla dziewczyn w wieku lat trzynastu, przeczytał "Pamiętnik Księżniczki" i kupował pudrowe zegarki. Oczywiście skrzętnie chował je pod długimi rękawami szaroburych swetrów... Tak jak teraz. Uniósł rękę aby rękaw sam trochę opadł a następnie z zapałem zabrał się do wygryzania pudrowych cukierków. Właściwie poświęcił tej czynności na ten moment całe serce, zapomniał więc prędko o tym że właściwie pada, że powinien czym prędzej się gdzieś schować i...
Och, przestało. Zaprzestał zżerania swojego dojrzałego zegarka i odgarnął włosy w tył, chociaż ich poskręcane kosmyki nie wyglądały jakby miały zamiar się go w jakimś stopniu posłuchać, nawet w najmniejszym. Przez chwilę przyglądał się niebu, uznał jednak że na ten moment ma dość deszczu, więc spokojnie otworzył książkę na zakończonej stronie, kontynuując czytanie. Sam wyschnie!
"Błagam!" krzyczy ofiara, lecz nic już jej nie pomoże.

_________________

    I'm just the same as I was
    No
    w don't you understand
    T
    hat I'm never changing who I am?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pon Lip 20, 2015 8:55 pm

Deszcz? Jaki deszcz?
Leighton miał klasycznie w niedomówieniu warunki pogodowe, on był człowiekiem o zdrowiu tak dobrym, że gdyby był postacią w jakiejś survivalowej grze komputerowej, mógłby ją całą przejść bez używania apteczki. On mógł być poturbowany, poobijany, posiniaczony, mógł stracić ząb, poparzyć się, stuknąć w głowę, mogła go niebotycznie rozboleć, ale prawdopodobieństwo złapania przeziębienia było poniżej zera. Możliwszym było to, że on je zaatakuje, zanim ono go chwyci. Chociaż.. nie. Leighton był tak agresywny, jak sarna w okresie polowań - wcale. W większości przypadków, całego jego życia nie przebadano.
Toteż pracę w ogrodzie rozpoczął namiętnie o godzinie -/+ 8:00, po 12:00 minęła jego zmiana, więc mógł już wracać do domu, ale nie. On był oddany zajęciu. Nie skończył - nie wyjdzie. Właściwie, nie miał pojęcia, dlaczego w dalszym ciągu jest na tych swoich studiach dziennikarskich. Niby jest, ale on wcale nie interesuje się tym. Jest, gdyż inaczej nie miałby nic do roboty pod dachem siostry i wpław wracałby do Szwecji przez Morze Bałtyckie. Zgodził się na te niestacjonarne, dobrnie do licencjatu i już dalej nie da rady, sprzeciwi się tyranii Cameron. Kiedyś..
Dlatego też w ogrodzie Traditional Royal School można było spotkać Londona praktycznie o każdej porze dnia tygodnia, w nocy raczej spał. Aczkolwiek w godzinach, w których Eliott podjął mężną decyzję o poczytaniu książki plenerze, mógł się uczeń natknąć na ogrodnika o niecałkowicie dobrze porozkładanych klepkach, jak natura chciała. Co zrobić?
Tego dnia wyjątkowe względy podarował swojej drogiej, niewysokiej trześni, która domagała się pielęgnacji. A przede wszystkim zdjęcia z siebie tych kilogramów owoców, przez które gałązki uginały jej się niziutko. Absurdalnie, jak wiele obrodziła w tak młodym stadium, acz miał dobrego opiekuna. Ba, ojca. London raczej nie będzie miał dzieci, ale z pewnością będzie miał drzewa. Ronald był niebywale śliczny na tle letniego ogródka. Choć ładniej mu było w tej bieli, tak szykownie.
Po wyczerpującej pielęgnacji wisienki, do której już ramiona bolały niemiłosiernie, London postanowił spocząć na jakiś nieokreślony czas, póki nie zgromadzi energii na taszczenie wiklinowego koszyka pełnego wiśni przez pół Londynu do domu i dodatkowo po schodach. Aż taki silny nie był przez ostatnie miesiące. Toteż rozgościł się na płaczącej wierzbie, która płakała sobie nad fontanną dziedzińcową. To znaczy, drzewo było potężne, jej gałęzie miały dużą rozpiętość, dlatego też niektóre opadały nad ławką, na której przesiadywał czarnowłosy chłopiec w przydużym ubraniu.
Mżawka była, minęła, wszystko, spokój niesłychany, cisza w letnie, chmurne popołudnie. Aż tu nagle..
..dźwięk łamanych gałęzi, listki obsypały się z góry, parę cienkich drewienek zwiewnie spadło na miejsce wokół ławki i..
..BUM, ostateczną niespodziewanką tych trzaskających lianek był ogrodnik, który uderzył tyłkiem w ziemię za ławką z niebywałym zdziwieniem, jak to tak Fred mógł go oszukać. Tak silnie się zderzył zadem z podłożem, że aż go na moment zatkało.
Eliott zapewne przeraził się bardziej od Leightona, pogromcy wysokości.

_________________
Przemyślenia Leightona. Leighton, is that you?
♣ ♦ ♥  ♠ •
Re°
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eliott

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/07/2015

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pon Lip 20, 2015 9:44 pm

Generalnie Eliott zajęty był książką na tyle, że jeszcze bardziej wyłączył się z odczuwania bodźców świata zewnętrznego, o ile to było w ogóle możliwe. Fakt, że jakiśtam ogrodnik sobie biega/stoi i zrywa coś z drzewa (Nie poświęcił temu nawet tyle uwagi, żeby zauważyć owoce jakie tam rosły). Kątem oka w pewnym momencie zauważył, że rzeczony osobnik gdzieś się przemieścił i zniknął z linii wzroku czarnowłosego - no cóż, jakoś to przeżyjemy. Jednakże! Już po chwili na jego głowie wylądował liść i kilka patyków; sięgnął ręką, zrzucając je zirytowany z dopiero co schnących kosmyków. Zaś już po chwili przestraszył się o wiele bardziej, bo coś co zdecydowanie patykiem nie było uderzyło tuż za nim. Ba, czytany właśnie horror działał na mózg młodego chłopaka, którego empatia i wyobraźnia była tak rozwinięta, że umysł właśnie podsuwał mu obrazy książkowego kanibala czyhającego za nim tylko na to, aż się odwróci. Nie zamierzał więc umożliwić mu tego, nieruchomiejąc z wzrokiem wbitym przed siebie i ręką, która zamarła w połowie odsuwania się od głowy. Drugą dłoń zacisnął na książce i to właśnie działanie podsunęło mu pewien wybitny pomysł. Przecież może go zaskoczyć!
Najsprytniejszym sposobem na zaskoczenie kanibala było więc przywalenie mu książką o nim samym, ha! Niech wie, że Eliott wykrył jego podstęp, że nic się przed nim nie ukryje! Odwrócił górną połowę ciała, rzucając w siedzącego na ziemi człowieka książką i... zamarł.
Chwilkę, człowieka? Może nie rejestrował za dobrze wymienionego wyżej ogrodnika, jednak kanibalem to to nie było. Spojrzał nań krytycznie, mrużąc jaskrawe oczy i z pobłażaniem wstał, chwytając książkę, która przed momentem trafiła gdzieś w mostek białowłosego osobnika. Przekrzywił łepek, lustrując go uważnie wzrokiem.
- Dasz radę wstać, nie?
Wymamrotał cichutko, drugą rękę kładąc na karku i uciekając wzrokiem w bok. Chyba powinien przeprosić, czy coś... No ale najpierw niech się upewni, że wszystko okej czy coś! Znaczy generalnie nie sądził, aby zrobił mu krzywdę - musiałby wtedy płacić może jakieś odszkodowanie a na to zdecydowanie nie mógł sobie pozwolić, co to to nie!
- Wziąłem Cię za kogoś innego.
Stwierdził w ramach wyjaśnień, wciąż nie wypuszczając z siebie żadnych przeprosin.

_________________

    I'm just the same as I was
    No
    w don't you understand
    T
    hat I'm never changing who I am?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Fontanna    Wto Lip 21, 2015 12:11 am

Będąc w ruchu, niespecjalnie przejmował się obecnością Eliotta w jego miejscu pracy. Niby ignorował jego postać, z drugiej strony od czasu do czasu mimowolnie zawieszał na nim wzrok bez żadnego uzasadnienia, zajmując się następnie swoimi sprawunkami. Będąc między drzewami, kwiatami i innymi zielonymi żyjątkami był w mini transie. Miał jedynie swój cel i myśli poboczne, jak: “A może nad morze?”, “Pograć w Batmana.”, “Hahahaha! Ale to śmieszne było!” i tego typu pierdoły. Innymi słowy, jego mózg zajęty był niczym. Jak zazwyczaj było u niego na co dzień. Nie interesował się nawet tym, że wyłożył się na wierzbie nad uczniakiem!
A gdy nieplanowanie zetknął się czterema literami ze zroszoną mżawką trawą do przycięcia, nie mógł odczepić oczu od pleców wychudzonego dzieciaka! Żeby to zmienić, zacisnął na sekundę oczy, również powodując, że wargi przyległy mocno do siebie, po czym uderzył się z impetem w brzuch, zanim Rosley postanowił poderwać swoje jestestwo do.. zdzielenia go tomiszczem! Ten zespół szkół chyba nie chce mieć swojego ogrodnika, oj nie..
- Ouć! - miauknął, podkurczając nogi nieco, trochę szerzej rozwierając napowrót otwarte ślepia. - - i podniósł z kolan książkę, oglądając jej okładkę ze skrupulatnością. Co to za dzieło go chciało unicestwić..
Zmienił obiekt, któremu poświęcał uwagę, gdy usłyszał ewidentnie do niego skierowane słowa. Nie odpowiedział mu, lecz za to rozwarł książkę, czytając losowy fragment z tekstu.
“Wbił mu ostrze w kolano z zimną krwią [...]”
I taka próbka twórczości autora była wystarczająca, aby zniechęcić Londona do wszelkiego rodzaju literatury na lata. To aż go zabolało. Odrzucił z prędkością pędzącego przez Chinatown Batmobila książkę niemalże w ręce bruneta, podciągając sobie pokrzywdzone mentalnie kolana, zacieśniając ramiona na nich. Jakby jemu kości się rozstępowały pod naporem czegoś. O nie!
- Nie wstanę..! - zrobił z lekka nienacechowaną największym szczęściem minę, która bardziej skłaniała się w stronę przerażenia, niż gniewu. - ..Za kogo..?
Leightona z kimś pomylić? To było trudne. Można było z jakąś upośledzoną, leśną wróżką o dziwnych aspiracjach, bądź skrzywionym klaunem zbiegłym z cykru, który miał dość bycia gryzakiem lwów, albo taką małpą, która miała dość życia w klatce i postanowiła pobiec się edukować. On był nie do podrobienia.
Ale najlepszym pytaniem było to, za co Szwed oberwał od młodzieńca!

_________________
Przemyślenia Leightona. Leighton, is that you?
♣ ♦ ♥  ♠ •
Re°
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eliott

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/07/2015

PisanieTemat: Re: Fontanna    Wto Lip 21, 2015 12:44 pm

Miał nadzieję, że po prostu odzyska swoją książkę i niezauważony przez nikogo zbiegnie z miejsca zdarzenia. Byłoby cudownie gdyby białowłosemu przy okazji jakoś magicznie zatarł się w pamięci obraz Eliotta! Wtedy nie musiałby odpowiadać przed niczym, prawda? Złapał książkę, fukając coś niezrozumiałego pod nosem (Jak to można się tak obchodzić z książkami! Nie, żeby przed chwilą sam nią z radością rzucał, ale to było w obronie własnej!). I... Jak to, nie wstanie? Czemu w ogóle przyjmuje taką dziwną pozycję? Halo, po uderzeniu i klapnięciu na dupsko należy to dupsko podnieść i robić swoje dalej, czy coś! Zrezygnowany klapnął naprzeciw niego, odkładając obok narzędzie zbrodni wszelakich i pierwszą latającą książkę w Royal School. Nie wstanie? No to sobie poczeka z nim aż jednak wstanie! Żeby nie było, że opuścił ofiarę, poszkodowanego, czy jak to tam... Oparł twarz na podciągniętych do piersi kolanach i wbił w niego pytający wzrok.
- A czemu to nie?
Ogólnie rzecz biorąc dla Eliotta siedzenie dalej w miejscu, na który się spadło i czekanie na (co?) było bezsensowne! No i tak, za kogo? Przecież chyba się nie przyzna, że za postać z książki, to było głupie i w ogóle niemożliwe, bo książkowe postacie książek nie opuszczają (Chyba, że jest to Atramentowe Serce, hej!) a w każdym razie raczej nie zjadają wypłoszonych piętnastolatków, prawda? Prawda.
- No, z tej książki, wiesz, wyobraźnia trochę tego.
Wyburczał, marszcząc lekko brwi. Przecież siedząca przed nim osoba była DOROSŁA a to oznacza, że już nigdy nie zrozumie o co Eliottowi chodzi więc czemu w ogóle miałby tracić czas na tłumaczenia? Nie bardzo mógł skupić wzrok na siedzącym przed nim mężczyzną, głównie dlatego, że jeśli już zacznie go obserwować to zejdzie mu trochę czasu na analizowaniu specyficznego... ogrodnika.
- Nieważne, przepraszam. Teraz wstaniesz? Bo wszystko okej, tak?
Zaryzykował dłuższą wypowiedź, zaciskając później wargi i przenosząc okrągłe oczy na albinosa. Rany, co to był za człowiek? Eliott nie patrząc w lustro mógł zaryzykować, że wyglądał on niewiele lepiej od niego! No i takie oczy, brr. Szkła kontaktowe? I co to w ogóle za place na ciele, czy on nie słyszał o czymś takim jak kremy z filtrem czy coś? Albo o siedzeniu w domu jak słońce mocno piecze?
Co za...
kretyn.

_________________

    I'm just the same as I was
    No
    w don't you understand
    T
    hat I'm never changing who I am?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Fontanna    Wto Lip 21, 2015 11:33 pm

Będąc przejętym swoimi wyimaginowanymi bólami kończyn, które musiał przeżywać przez empatię utrudniającą mu na co dzień życie, nie uchwycił pytającej wypowiedzi dzieciaka, która gdzieś wirowała w powietrzu między “ała”, brudnoczerwonym kolorem, bólem biodra po oddalonym w czasie urazie oraz dusznością. Tak. Wśród takich pierdół utonęła wiadomość.
- Z książki? - stabilizował oddech po tych niecodziennych dla większości ludzkości wyczynach na drzewie, co należało do rutyny dnia Leightona. Nie ma siniaka, dzień się nie liczy, normalnie wyjęty z życiorysu. - Robią złe rzeczy. Tam.
Oj, uwaga ta była niemalże zbędna. London w papierkach miał potwierdzone to, że ma lat osiemnaście plus vat, aczkolwiek po jego usposobieniu i podejściu do tematu nie można było takiego wniosku wysnuć. On nigdy nie wyrósł z bycia dzieckiem z kieszenią pełną rzeczy, których człowiek powyżej pewnego wieku może nie mieć możliwości sobie wyobrazić. To ktoś, kogo pokój ma tapetę w małpki, a pościel w logo Batmana, na ścianie zaś ma niebieskie gwiazdki, które generują małą dawkę błękitnego światełka pod osłoną nocy. On jest w stanie pojąć wszystko, oprócz nielubienia herbaty i ciasta biszkoptowego, rzecz jasna.
- Nie wstanę. - odpowiedział, nie zmieniając pozycji w żadnym razie, przy czym drapał się pomalowanymi na czarno, zadbanymi pazurami, jakby nie znały one pracy fizycznej.
A on skupiał wzrok na postaci pietnastolatka, ktory wyglądał na takiego, który autentycznie nie wie, co w obliczu tego incydentu uczynić. Tak czy owak, jego poza na trawie powiadała jedno - “skonsternowany”. Mógł się tym bardziej poczuć w ten sposób, gdy Szwed atakował go wręcz czerwonymi oczami, które szczegółowo badały jego osobę. Czy on go znał? Chyba tak. Fotograficzna pamięć dawała mu znaki, że już zetknął się ówcześnie gdzieś z Rosleyem, może to na korytarzu szkolnym, może w Londynie, co było w istocie mniej prawdopodobne. Chudy, oszczędnie gospodarujący umięśnieniem, blady o niezdrowo wyglądającej aparycji - mogli sobie przybić piątkę. Lacey od paru miesięcy nie był w formie i nie mógł wziąć się ot tak w garść. To nie było coś, co można wyleczyć pstyknięciem palcami.
- Boli. - mruknął, obserwując go, konkretniej wpatrując mu się w te neoneowe tęczówki, które przyprawiały go o pewien niepokój. - Masz złe oczy.
Ależ ten ogrodnik był wtedy gadatliwy!

_________________
Przemyślenia Leightona. Leighton, is that you?
♣ ♦ ♥  ♠ •
Re°
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eliott

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/07/2015

PisanieTemat: Re: Fontanna    Wto Lip 21, 2015 11:54 pm

No z książki, książki, niejasno się wyraził? Jak najbardziej jasno, dlatego jedynie wywrócił oczami i nie skomentował tego w żaden sposób. Właściwie to nawet lepiej niż gdyby podsumował to stwierdzeniem "zżerają ludzi" czy coś w tym guście.
- To tylko książka.
Odparł jednak ostatecznie, rozważając, czy siedzący przed nim osobnik jest na pewno całkowicie zdrowy. Sam może i święty nie był ze swoim "nie tykaj mnie, nie siadaj tak blisko, nie wolno, weź te łapska" i milionem innych wypowiadanych słów, ale ego, które zdążyło Eliottowi podskoczyć w tejże szkole po cichu dawało o sobie znać słowami "no ale TY nie zachowujesz się TAK". A tak - to właściwie jak? Bo albinos niby nie robił nic złego, czarnowłosy nie oskarżał go o nic... poza byciem specyficznym, co wywnioskował już i z wyglądu i sposobu mówienia mężczyzny. I mógł nakreślić sobie szybki szkic tego jak może się białowłosy zachowywać w jakich sytuacjach. No i zaraz znowu się zaczęło. Nie wstanę. A bo co?! Nie można tak cały dzień siedzieć, nie ma tak dobrze!
- Czemu nie? Coś Ci się stało?
Spytał już z większym zaangażowaniem, bo jednak szło tu też o jego dupę i pieniądze i generalnie nie miał ochoty spowiadać się komuś z tego, co się stało. Nawet jeśli nie było to jego winą - bo w końcu to nie on te gałęzie pociął czy coś! - czuł się zobowiązany. Jeżeli zaś takie zachowanie było ponad osiemnastoletniego mężczyzny, mógłbym wysnuć tezę, że zamienił się on ciałami ze spokojnym acz przelęknionym Eliottem. No właśnie, przelęknionym...
Serio dreszcz go przechodził jak patrzył na tego kolesia. Wychowany raczej dobrze gdy już złapał kontakt wzrokowy raczej oczu nie odwracał ale... Brr! Nie był przyzwyczajony ani trochę - co prawda jego genetyka też odstawiła dzikie tańce hulańce, ale jego oczy były po prostu... jasne! Znaczy, intensywne kolorystycznie, o! I miały normalny kolor a nie jakiś czerwony! Przysiągłby, że cośtam kiedyś wiedział, że pigment, że melanina i w ogóle, ale wolał sobie na razie pozrzucać na kontakty. Soczewki znaczy.
Sam uczniak zaś w formie nigdy nie bywał. Znaczy - w tym momencie był całkiem w porządku, bo zazwyczaj podbiegłby z przerażeniem, czy wszystko w porządku. Przeczytana książka jednak wpływała na empatyzujący i raczej delikatny umysł zielonookiego zaś słowa wypowiadane przez ogrodnika utwierdzały go w tym, że białowłosy jest co najmniej szalony. Jak te teraz. Boli? Co boli? Już miał otworzyć usta i zaproponować zabranie go gdzieś, ale następne słowa skutecznie sprawiły, że blade wargi jedynie zacisnął mocniej. Jak niemiło! Raczej jak ktoś już się czepiał Rosley'owego wyglądu mówił o tym, że powinien on zdrowiej jeść, przestać być smutnym (Phew!) czy częściej się uśmiechać (zazwyczaj widząc radosne szczerby i martwe ząbki wycofywali). O jego oczach zaś słyszał tylko, że są dziwne, ale złe i bolące? Uprzejmie jednak schował twarz w ramionach, tym samym znikając nią z pola wzroku białowłosego.
Lepiej Ci?! Phew!

_________________

    I'm just the same as I was
    No
    w don't you understand
    T
    hat I'm never changing who I am?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Fontanna    Sro Lip 22, 2015 12:28 am

Jedynie książka? Nie dodawałby tego “tylko”, to nie byłoby taktowne w wypowiedzi człowieka, któremu fizyczny ból zadać mógł wyraz z przeczytanego w internecie cytatu. To takie sprasowane, zamknięte w skórzanej oprawie, uwięzione na stronach czyny, dla których nie posiadano w realizmie lokum, bądź już dla nich nie ma. Niekiedy przyjemne opowiastki, innym razem wypaczone, chore z-.. Brrrr!
- Tak. - przytaknął, aczkolwiek zgodzenie się nie stało mu na przeszkodzie, by w tym samym momencie zaprzeczyć temu, kręcąc czupryną.
Taka już dola była tych, którzy stali się choć raz rozmówcami albinosa. Uzyskanie czegoś, co wzbogadzi ich życie o coś wartego uwagi - niemożliwe. Bycie obserwowanym przy każdym najmniejszym ruchu - nic nowego. Gdy już postać była na tyle szczególna z wizerunku, czym odznaczał się przykładowo Eliott, nie ominie jej to spekulowanie, czy już ten czerwonooki mężczyzna jest w pełni rozumny. Był aż nader.
I setki ludzi pytało, czy gorzej być z nim mogłoby być. A dlaczego nie? Kim byłby, gdyby nie uderzył się w głowę tamtego ferelnego dnia? Może nikim?
- One wrzeszczą.. - ciągnął wzmiankę o oczyskach ich właściciela, mając mieszane uczucia odnośnie Rosleya. - ..rzeczy jak..
Rozwarł na sekundę wargi, jakby miał przytoczyć cytat, acz zamknął je w mgnieniu oka z ciamknięciem. Zaniechał, rejestrując, że brunet ewidentnie nie był zbytnio szczęśliwy ze zdobycia przez jego ślepia przydomka “złych”. Przechylił lekko głowę, aż pojedyncze włosy spadły mu nieco bardziej na oczy, przez które wciąż spoglądał na ucznia.
Miał dziwaczne wrażenie, gdy tak analizował całokształt chudziny. Z jednej strony czuł przyjacielskie zamiary, jakie miały naprawić zbombardowanie słowem pisanym, z drugiej natomiast kogoś, kto nie miał absolutnie żadnej ochoty na plątanie się w jakiekolwiek stosunki międzyludzkie. Bo po co? A właściwie, po co się interesować? Jakby chciał się zaszyć w swoim własnym wnętrzu, bądź w miejscu, które uznawał za odizolowane od reszty ludzkości. Na przykład swoje wnętrze. Jakby Eliott między oczami miał wnękę, która dzieliła go na dwóch!

_________________
Przemyślenia Leightona. Leighton, is that you?
♣ ♦ ♥  ♠ •
Re°
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eliott

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/07/2015

PisanieTemat: Re: Fontanna    Sro Lip 22, 2015 12:44 am

Eliott już jakąś chwilę temu zrozumiał, że nie za bardzo ma co liczyć na odpowiedź odnośnie stanu zdrowia mężczyzny. Zaprzestał więc; w razie co przecież pytał a nie przywykł do wyciągania informacji z innych na siłę! On sam czasem nie mówił, co jest nie tak chociaż było widać, że coś jest na rzeczy - nie mówił, bo po co? Bo akurat nie chciał, bo cośtam. Nieważne. Przejechał ręką po ciemnych kosmykach, które w większej części już wyschły chociaż nie sprawiło to, że były chociaż odrobinę przyjemniejsze w dotyku. Z reguły włosy młodego Rosleya przypominały piórka - takie były miękkie i puchate. W momencie jednak gwałtownego zmoczenia ich, skręcały się tylko bardziej, już wręcz w małe loki i robiły uparcie sztywne. Irytujące na dłuższą metę.
- Mogę Ci jakoś pomóc?
Rzucił jeszcze ostatnim zdaniem aby już NA PEWNO mieć czyste sumienie i właściwie wtedy do niego dotarło, co właściwie robi. Siedzi dupskiem na mokrej trawie i zakrywa twarz przed młodym ogrodnikiem. Brzmiało dość... zabawnie. Zaś albinos kontynuował wątek, który tym razem zaciekawił go na tyle, że uniósł lekko głowę, wystawiając ponad zgięte ręce jedynie nieszczęsne oczy.
- Jak co?
I szczerze liczył na kontynuowanie tematu! Zaś jakie właściwie zamiary miał Eliott? Nie miał żadnych. Było mu przykro, że białowłosy nie dość, że się obił to jeszcze książką dostał i najwyraźniej coś mu się stało, skoro nie chce wstać to w dodatku sam w sobie wydawał się być chory na coś dziwnego - może na Piotrusia Pana - i czarnowłosy ze swoim "jaki to jestem dorosły" czuł się obok niego specyficznie, chociaż nie źle. Czy jest właściwie coś, co powinien teraz zrobić żeby nie wyjść na niemiłego? Fajnie byłoby utwierdzić tego interesującego członka personelu (zdziwaczałego może lepiej? Meeeh) w tym, że zamiarów się złych nie ma a czytane książki nic nie oznaczają, ale oczywiście zielonooki nie znał jego myśli więc skutecznie utrudnione mu było odpowiadanie na nie.
Gdzieś w centralnej okolicy czoła, pod skorupą tkanki człowieczej skrył się ból. Gdyby dane było mu zaś ufizycznić myśl, która od dłuższej chwili kiełkuje gdzieś w głowie, byłaby ona...

_________________

    I'm just the same as I was
    No
    w don't you understand
    T
    hat I'm never changing who I am?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Lip 23, 2015 1:15 pm

- Możesz.
Kość ogonowa Leightona wołała o pomstę do nieba, co stałoby się, gdyby chciał szaleć z przemieszczaniem się? O nie! On już miał niejedną, nie dwie styczności z takimi nieprzyjemnościami. Niestety. Miał świadomość, że jak już nie boli tak bardzo, to znaczy, że nie należy się ruszać, żeby nie pogorszyć stanu. Dr London do dyspozycji w godzinach porannych.
Przetarł kącik czerwonego (przekrwionego też)  oka niemrawo i nieumiejętnie, wpatrując się w niespotykane zjawisko na głowie obleczonej w miliard czarnych włosów, z której, o właśnie, niektóre poskręcały się śmiesznie pod wpływem wilgoci. Lei aż zapragnął, żeby i jemu mogło się coś takiego tworzyć w czuprynie, ot tak, gdyż jego włosy były dla niego niebywale nudne - prosto-falowane. A nie pogardziłby w żadnym razie jakimś urozmaiceniem. I całkowicie białe! A jakby tak maźnąć gdzieniegdzie czarną farbą.. Brrr. Nie, Cameron z prędkością światła ukróciłaby jego wybryki i z lekka jego głowę. To znaczy, zaciągnęła siłą do fryzjera, a on mimo wszystko lubił to ciepło na karku.
Co nie zmienia faktu, że polubił śmieszne loki ucznia!
Oh, ta żółtawa zieleń się objawiła oraz niemalże strzeliła do niego jak z procy, aż go zakuło gdzieś z tyłu jego gałek ocznych, nieco podniosło mu się ciśnienie, więc nacisnął lekko palcami na jedną z sinych powiek.
- Jak.. “Ratunku, tonę!”. - odpowiedział mu, wodząc wzrokiem po trawie, która była łagodniejszej barwy, choć też w niektórych miejscach miała domieszkę żółtego, mężczyzna zapewne sprężał się za bardzo przy nawożeniu i było nierówno. - “Utonęłam!”, “Boli, płynie, wlewa się!”.
Wrócił źrenicami do Eliotta, ale skupił się nieco bardziej na jego rękach. Dlaczego miały tyle bandaży? Wskazał na nie palcem, unosząc zwierciadła duszy na poszarzałą twarz dzieciaka, jakby działał w zwolnionym tempie.

_________________
Przemyślenia Leightona. Leighton, is that you?
♣ ♦ ♥  ♠ •
Re°
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eliott

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/07/2015

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Lip 23, 2015 7:39 pm

Może. Super. Wiele pomogło. Znaczy, trochę pomogło, ale konkretniej może, proszę?
- A jak?
Na szczęście Eliott nie tracił szybko cierpliwości; gdyby było odwrotnie, zapewne już dawno machnąłby ręką i rzucił to wszystko. Zresztą, za bardzo wkręcił się w pomaganie a w każdym razie w pomaganie temu tutaj osobnikowi. Nie ma szans, żeby teraz sobie poszedł. Zresztą, człowiek wydał się ostatecznie być dość ciekawy... No, specyficzny na pewno. Co zaś się włosów tyczy, on z pewnością chętnie by się zamienił! Loki może i czasami wyglądały fajnie ale miały również tendencję do robienia małej burzy na jego głowie, rozwalania się na wszystkie strony i niepozwalania na ułożenie się w jakikolwiek sposób. Niemiło, niefajnie, irytowały. A kolorystycznie niech sobie będą - raczej by ich nie pofarbował bo chociaż jasne włosy wyglądały ładnie to doskonale wiedział, że w połączeniu z jego szarą skórą i tak jaskrawymi oczami wyglądałoby to po prostu źle. Podrapał się po policzku, drgając nerwowo na jego następne słowa. Topił się, czy coś? Wbił paznokcie w rękę, unosząc lekko kąciki ust. Nawet nie wiedział jak doskonale trafił!
- Nie, nie, utopiłem się już dawno temu.
Po części zaprzeczył, po części potwierdził, wędrując dalej za jego spojrzeniem. Rączki? Właściwie do pewnego miejsca były czyste, bo Eliott Rosley nigdy się nie ciął i nie robił podobnych rzeczy. Dokonywał aktów autoagresji z pełną świadomością. Co prawda nie wyjmował śmiesznych żyleteczek z temperówek aby wstawiać później zdjęcia na tumblra (Właściwie to nie miał bladego pojęcia czym takowy portal jest; Eliott nie miał nawet facebooka!) a przypalał i wbijał cyrkle w skórę tak zawzięcie, że nie raz naruszył ważne ścięgna utrudniając sobie funkcjonowanie. Dlatego teraz tak zabawnie zginał palce i w ogóle dłonie. Zabawnie.
Dalej się uśmiechał; spokojnie, żadnych obłąkanych uśmiechów i psychozy. Spokój i znużenie.
- To nic takiego.

_________________

    I'm just the same as I was
    No
    w don't you understand
    T
    hat I'm never changing who I am?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Fontanna    Sob Lip 25, 2015 2:14 pm

Jak pomóc? Gdyby London znał się na samym sobie, co dopiero na jakichkolwiek dolegliwościach, to odpowiedź przyszłaby sama. Ot tak, zapukałaby do jego czaszki, wprosiłaby się, on wypaliłby ją bezwiednie, a tak? Przytknął palec do ust w geście zamyślenia, powędrował przymkniętymi oczami gdzieś do nieboskłonu, jakby coś tam właśnie przelatywało. O, ptaszek!
- Chcę.. - tutaj się zawiesił, w dalszym ciągu będąc pochłoniętym myślami, które torami przeszły na niebieskie migdały. - - w tym momencie przypomniał sobie, w jakim celu zaczął się zajmować w głowie zagadnieniami pomocy medycznej, z którymi miał minimum styczności ze strony ratującego. On był tym, co leży pod defibrylatorem. - ..tego! - mówiąc, wskazał na kosz z wiśniami stojącym w cieniu jabłoni.
Może poszkodowany miał absurdalne zachcianki, ale Eliott wydusił coś od niego, nieprawdaż? To jest coś!
Przygryzł lekko zgięcie palca, który ciągle gościł przy jego ustach, a jego zęby nie mogły się opanować przez zaciśnięciem się na czymś czy poskubaniu jedynie, niby nerwowy odruch, a tak oddalał człowieka od bycia pod stresem. Też nie zerkał cały czas w stronę ucznia, wodził wzrokiem po okolicznych elementach flory, czując się nieco przytłoczonym przez obraz, jaki ukazywał mu się po zawarciu kontaktu wzrokowego z brunetem, a to nie było nic miłego.
- Utopiłeś? Jak? - potuptał lekko stopami w miejscu, bacznie im się przyglądając, jakby pierwszy raz te buty na oczy widział, a trzeba przyznać, przy terenowym życiu Leightona żadne obuwie nie wyglądało na brand new, choćby chodził w nich tylko godzinę.
A potem ponownie skupił się na bandażach i opatrunkach, które nie tyle szpeciły całokształt wyglądu Eliotta, o ile przykuwały negatywą uwagę. W ten sposób interpretował to ogrodnik - jako nic przyjemnego. Jeszcze pamiętał to..
- Nic? To dlaczego nosisz?

_________________
Przemyślenia Leightona. Leighton, is that you?
♣ ♦ ♥  ♠ •
Re°
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eliott

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/07/2015

PisanieTemat: Re: Fontanna    Nie Sie 23, 2015 12:59 pm

Wiśnie? To chyba nie było zbyt wielkie życzenie jeśli miało poprawić humor czy coś. Stan zdrowia. No, ale zdecydowanie nie było tym, czego się spodziewał! Ewh, nie ma co narzekać. Zdezorientowany podniósł się i powiódł wzrokiem za palcem ogrodnika, kierując się w stronę kosza. Nie miał pary w łapach, toć biedaczysko ledwo swoje szkolne książki przenosiło, ale pomagając sobie targaniem po ziemi i przenoszeniem po kawałku w końcu koszyk przy białowłosym postawił, wzdychając ciężko. Chryste Panie, nie miał pojęcia, że owoce mogą tyle ważyć!
- No, to tego.
Bo co tu można było powiedzieć. Proszę nie pasowało ani do sytuacji za bardzo a tym bardziej do Eliotta. Zdecydowanie wolał skupić się na innych tematach, już chociażby na tym nieszczęsnym utopieniu. Chociaż, bądźmy szczerzy, brzmi tutaj ciągle jak trzynastoletnia sad dziewczynka! No ale przecie jest dorosły, co nie? Podrapał się po głowie, na powrót siadając na ziemi bo jakoś głupio mu było tak sterczeć i nic nie robić, gapić się tylko. I sterczeć. I gapić. I tak ciągle, ciągle.
- Nieważne.
Prychnął nagle, w swojej hormonalnej burzy zmieniając nastrój co kilka sekund i przechodząc z miłego i uczynnego chłopca do gbura i prostaka. Spokojnie, zaraz znajdziemy jeszcze milion innych twarzy. Pisiont Twarzy Eliotta czy coś. Właściwie - pisiont twarzy każdego normalnego nastolatka.
Dlaczego nosi? No, odpowiedź była prosta, ale w swoim móżdżku drama queen musiał przecież się nagłowić nad dramatycznym powykładaniem tematu, pseudopoetyckimi zwrotami i robieniem miliona tego typu głupich rzeczy, prawda? Podrapał się po policzku, zamierając z tak ułożoną ręką.
- No, żeby stare blizny zakryć. Wiesz, brzydkie tototo.
Wyłożył ostatecznie prosto i z radosnym zapałem w oczach.
Błagam, niech ktoś kiedyś przystosuje tego chłopaka do społeczeństwa.

// Wracam! Już następny post powinien być lepszy i bardziej ogarnięty. I soreczki za nieobecność <3

_________________

    I'm just the same as I was
    No
    w don't you understand
    T
    hat I'm never changing who I am?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fontanna    

Powrót do góry Go down
 
Fontanna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Dziedziniec-
Skocz do: