IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Fontanna    Wto Lis 19, 2013 4:47 pm

Na samym środku dziedzińca stoi piękna, rzeźbiona fontanna, składająca się z trzech kaskad. Na każdym z pięter stoją dwie postacie z dzbanami w dłoniach, z których leje się woda przyjemnie pluszcząc. W cieplejsze dni można przystanąć przy niech i schłodzić swe rozgrzane ciało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pon Sty 20, 2014 12:43 pm

Dzień w szkolę okazał się jak zawsze bezowocny, niezbyt ciekawy, a rówieśnicy nie byli wcale mądrzejsi niż wczoraj, właściwie... wydawali się nawet odrobinę głupsi. Do tego Aidana zaczynało powoli prześladować przeczucie, że chcą dzisiaj wspiąć się na wyżyny dowcipu, którego on miał być przede wszystkim ofiarą. Od rana krępowało go czyjeś spojrzenie. Pozostawał widzianym, podczas gdy nawet nie wiedział kto patrzy. Ewentualnie robili to wszyscy jego domniemywani koledzy. Mógł sprawdzić czystość swoich spodni na tyłku, stan pleców, czy nie ma na nich jakiejś wulgarnej karteczki i nie dopatrzyłby się żadnego powodu, dla którego miałby wzbudzać większe niż zazwyczaj zainteresowanie.
Istniała jeszcze przerażająca wizja powolnej utraty zmysłów. Popadania w manię prześladowczą, gdy nie będzie potrafił już odróżnić przyjaznego powitania od próby morderstwa. Ściany dostaną oczu, uszu... a nawet całych twarzy. Niepotrzebna histeria. W końcu z tego podejrzanego tłumu podszedł do Aidana jakiś chłopak. Wyglądał niegroźnie i przynajmniej nie ukrywał się z tym, że intensywnie się na niego gapi. Widywali się na zajęciach, nawet zamienili ze sobą parę zdań o filmie, który niedawno pojawił się w kinie, czy o najnowszej grze. Nie zdradzał wtedy żadnych morderczych skłonności. Zresztą był niski, chudy, a na dodatek kompletnie nieatrakcyjny. A złe charaktery w filmach, są przede wszystkim zabójczo przystojne.
- Cześć... słuchaj o co chodzi z tymi wszystkimi historiami? Już takie bzdury opowiadają Ci plotkarze o Tobie, mógłbyś chociaż je sprostować – naiwnym byłby Aidan, gdyby pomyślał, że ten niewyrośnięty chłopak pyta z troski o znajomego. Kierowała nim tylko ta obrzydliwa ciekawość "nie"plotkarza. Niepozorny chłopak zapewne zapomniał o życiowej zasadzie, że najbardziej zainteresowany wie, jak zawsze, najmniej. A teraz stał i dekoncentrował młodzieńca swoim wielkim nosem, gapieniem się oraz domaganiem wyjaśnień nie wiadomo czego.
W szkołach, nawet męskich, najszybciej rozchodzą się plotki, prace domowe i pytania jakie były na sprawdzianie. Aidan stał się właśnie bohaterem kiepskiego filmu dla nastolatków, którego sceną był korytarz, a życiową rolą  do odegrania, okazał się klasowy ciamajda. Niby nikt ich nie obserwował, społeczeństwo było zajęte sobą, ale więcej niż pewnym było, że wszyscy obecni czekają na relacje jaką z tej rozmowy zda im to chuchro. Cóż z tego, że większość nawet nie wie jak ten w niebieskich włosach ma na imię i pierwszy raz w życiu zwróciła uwagę na jego istnienie? Prywatność innych jest owocem zakazanym, którego wszyscy smakują z jakąś grzeszną rozkoszą. Ciesząc się, że ominęła ich jakaś tragedia lub drwiąc z czyjegoś sukcesu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Sro Sty 22, 2014 10:33 pm

Powiedzieć, że Aidan chciał pozostać osobnikiem niewidzialnym byłoby nie tylko przesadą, lecz wręcz oczywistym absurdem. Wszak logicznym założeniem jest, że nikt, kto pragnąłby błogiej niezauważalności nie zafarbowałby włosów na niebiesko. Owe jaskrawej barwy kłaki przyciągały wzrok obcych ludzi w górującym nad nim tłumie, sprawiając, że zauważali jego obecność, a potem ich spojrzenie prześlizgiwało się gdzieś dalej. Nie takie zjawiska widziała londyńska ulica, więc mimo rzucającego się w oczy szczegółu nie było się na co gapić.
Gapili się na niego.
A to już było coś, co trudno było mu znieść na dłuższą metę. Mógł bowiem pragnąć być widzialnym, lecz to znacznie różniło się w swej idei od bycia widzianym. To drugie, zwłaszcza, gdy towarzyszyło mu przez cały dzień, nie wpływało ani trochę korzystnie na jego samopoczucie.
Na początku czuł się nieco skonfundowany. Nie widział powodów, dla których ktoś miałby nagle zacząć się nim interesować, upatrywał więc w tym jakiejś fatalnej pomyłki, może nawet własnego urojenia i starał się ignorować. Z biegiem czasu nie mógł jednak wypierać oczywistych faktów. Coś było nie tak. Zdecydowanie nie tak, wystarczająco nie tak, by poczuł się zdecydowanie nieswojo. By zaczęły nieznacznie drżeć mu dłonie, a mięśnie napinały się w poczuciu zagrożenia, w owym nieustannym, paranoicznym przekonaniu, iż ktoś obserwuje każdy jego ruch. A przecież wystarczyła lektura kilku thrillerów i bujna wyobraźnia, by wiedzieć doskonale, że czas między momentem w którym wzrok prześladowcy po raz pierwszy dotknie karku nieświadomej ofiary, a tym w którym już wyrywano jej paznokcie okazuje się śmiesznie ulotny. Myśli o tym pojawiały się rzecz jasna w jego głowie, nie traktował ich jednak zbyt poważnie. Nie prowadziły go jeszcze na skraj utraty zmysłów, powodowały co najwyżej lekki, drażniący niepokój. Może nie o los swoich paznokci, a bardziej o to, że ktoś zechce, bądź też już zechciał, wyciąć mu jakiś, we własnym mniemaniu niesłychanie kreatywny, kretyński dowcip.
Zaczynał czuć się tym wszystkim coraz bardziej rozdrażniony, powarkiwał więc z irytacją nawet nie mając określonego celu, na który mógłby ową irytację skierować, a przy tym traktował każdą zbliżającą się istotę z niemal przesadną podejrzliwością.    
Obserwował więc podchodzącego chłopaczka ponad kartkami książki, na treści której i tak nie mógł się skoncentrować, a jego oczy mrużyły się stopniowo w wyrazie coraz większej niechęci. Słuchając co ten ma do powiedzenia uniósł nieznacznie brew w wyrazie prześmiewczego zainteresowania, ale tak naprawdę zamyślił się nad tym, co usłyszał. Odstawał co prawda od grupy rówieśniczej, ale też nie robił nic na tyle ekscentrycznego, by stać się obiektem plotek. Opcje były więc w jego mniemaniu dwie – pomylono go z kimś, albo ową plotkę rozpuścił dla żartu jakiś idiota, któremu nie pozwolił spisać pracy domowej. A nastoletni chłopcy, wbrew pozorom okazywali się jeszcze gorszymi niekiedy plotkarzami niż ich koleżanki.
- Może i mógłbym – potwierdził obojętnie, zamykając książkę i kładąc ją sobie na kolanach. - Ale musiałbym najpierw wiedzieć, co właściwie mówią, bo, wyobraź sobie, że nikt nie opowiedział mi tej na pewno fascynującej historyjki. A bez tego może być mi trudno.
Wyczekiwał odpowiedzi bez zbytniej niecierpliwości, przekonany, że usłyszy jakąś radosną bzdurę, wyśmieje relacjonującego ją nieszczęśnika i pozwoli by sprawa umarła śmiercią naturalną z braku informacji, jakie mogłyby ją podkarmiać. Ot i właśnie tyle. Z pewnością nie przeczuwał, że może chodzić o cokolwiek więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Sty 23, 2014 10:53 pm

Aidan mógł odczuć szczere wyrzuty sumienia na widok rozczarowania, jakie wywołały jego słowa na twarzy tego brzydkiego chłopca. Uczeń patrzył na niego przez parę sekund podejrzliwie, a przez zmarszczenie tego wielkiego nochala pewnie chciał go niewerbalnie posądzić o kłamstwo. Zresztą ta część ciała była tak dominującym elementem twarzy, że na niczym innym rozmówca nie mógłby skupić na dużej wzroku. Okazało się, że do odpychającej powierzchowności naszego bohatera należy dodać kolejną cechę. Śmiech miał piskliwy jak świnia, rubaszny jak debil i kończący się ujmującym pociąganiem nosa. Aidan mógł też przysiąc, że kilka kropel śliny spadło na jego twarz lub rękę. Wydawało się, że gorszy horror niż spotkanie z tym potworem, nie może mu się tego dnia przydarzyć.
- Czyli mieli rację... Wiesz te Twoje włosy, takie niby ekscentryczne, nie? Na imprezy nie chodzisz, nie? Taki z boku jesteś, nie? – a na dodatek miał tę obrzydliwą manię zaprzeczania sobie przy każdym pytaniu. Nie należy jednak gardzić żadnym towarzystwem, jeżeli może mieć dla nas pożyteczne informacje. Tym bardziej w momencie, gdy połowa korytarza udaje, że Cię nie obserwuje, a Ty musisz jednocześnie udawać, że nie zdajesz sobie sprawy z tych ciekawskich spojrzeń. Do tego zobowiązuje każdego umowa społeczna.
- Na mnie też ostatnio się tak dziwnie patrzyłeś, nie? – dodał puszczając do Aidana, jakże znaczące, oczko. Przy czym pewnie nie odróżnił spojrzenia pełnego politowania i obrzydzenia, od pożądliwego. Cóż, na wyczulonego na subtelne różnice nie wyglądał – Wiesz, jakiś koleś chodził po szkole i Cię szukał. Taki przystojniak, ogroooomny był, trochę nieprzystępny... Ale chyba cholernie bogaty. Jedni mówili, że coś mu zniszczyłeś, inni że ma coś dla Ciebie od matki... ale ja od razu wiedziałem, że to Twój... powiedzmy chłopak – na ustach rozlał mu się ten obrzydliwy, lubieżny uśmiech, w którym z dumą zaprezentował swoje uzębienie – Niby nie ma co się wstydzić zaradności, ale lepiej poczekaj aż wszyscy przestaną o tym gadać, bo jeszcze Cię oszpecą i nie będziesz czym miał płacić za naukę tutaj. -
Monologował ten chłopakowi, udając, że reakcje jaką mogą wywołać jego słowa nie ma dla niego najmniejszego znaczenia i jest za głupi by zrozumieć ich obraźliwy sens. Interesująca to była teoria, która mogła wyjaśnić te spojrzenia. Wszyscy w napięciu czekali na reakcję Aidana, ale pewnie jakakolwiek by nie była, prawdopodobnie wszyscy uznaliby ją za potwierdzenie tej fascynującej plotki, o której za tydzień i tak zapomną. Pozostawało jednak istotne pytanie. Kim był ów mężczyzna i co było powodem tych poszukiwań. Teraz osaczały młodzieńca nie tylko natrętne spojrzenia szkolnej społeczności, pośród nich pojawiła się jakaś postać, która nawet nie zadawała sobie trudu by ukryć swoją obecność. Może po prostu nie miała do tego żadnych powodów?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Sty 30, 2014 11:47 am

Mimo wszystko wyrzutów sumienia Aidan nie odczuwał. Być może bliżej byłoby mu do nieco złośliwej, przewrotnej satysfakcji, gdyby nie fakt, że irytacja powoli zaczynała naciskać na ściany jego czaszki, prowokująca rozdrażnienie niczym przedsmak migreny. Słuchając paplaniny chłopaka unosił brwi coraz wyżej, pod pozorami uprzejmego zaciekawienia ukrywając coraz głębszą pogardę. Nie potwierdził, ani nie zaprzeczył tym jego pytającym twierdzeniom, nie widząc w tym sensu, jak i przeczuwając, że jego ewentualny komentarz nie miałby żadnego znaczenia. Nie wiedział, do czego ten przedłużający się wstęp prowadzi, a jednak odruchowo zaciskał kościste palce na okładce książki. Miał ochotę zdzielić nią rozmówcę przez łeb, jak i podejrzewał, iż głucho pogłos powstały przy owym uderzeniu nie byłby wcale winą książki. Wiedział już, że ma dość tej rozmowy zanim na dobre się zaczęła, podniósł się więc z ławki na której siedział, wcale nie dla tego, by zrównać się z rozmówcą, a raczej, by w razie czego łatwiej móc się wycofać.
W międzyczasie ten był łaskaw dotrzeć wreszcie do sedna sprawy. W tym miejscu Aidan nie był już w stanie ukryć zaskoczenia, jakie odmalowało się na jego twarzy. Nie tego się spodziewał. Bo i nie wiedział powodów, dla których jakiś przystojniak miałby się interesować jego skromną osobą. Bogaty, wysoki i nieprzystępny przystojniak tym bardziej (może jeszcze jasnowłosy, tak poproszę, płacę gotówką, proszę nie pakować, dziękuję bardzo). Nie, żeby miał coś przeciwko samej idei, ale miał też na tyle zdrowego rozsądku by wiedzieć, że cuda się nie zdarzają, a książęta z bajki nie istnieją - a nawet jeśli istnieją, to z pewnością nie zniżają się do całowania małych, niebieskich żabek, chyba, że za pośrednictwem podeszwy buta.
Nie zdążył jeszcze ochłonąć z całego tego zdumienia, kiedy poczuł się jak uderzony w twarz. Poczuł jednocześnie obrzydzenie i wściekłość, które niemal zagłuszały absurdalny wydźwięk tego oskarżenia - podejrzenia - zarzutu, czymkolwiek to było. Czuł się, jakby fala kwasu wezbrała mu w trzewiach i podeszła do gardła, wypełniła usta, miał ochotę splunąć nim prosto w oczy gnojka, który śmiał bez skrępowania przestawiać tak obrzydliwe insynuacje na jego temat, chciał przynajmniej przywalić mu prosto w ten głupi nos... powstrzymał się jednak.
- Nie mam... chłopaka. Ani żadnych problemów z czesnym dzięki za troskę - wyszczał przez zaciśnięte zęby, wykrzywiając blade wargi w grymasie niesmaku.
Przymknął na moment oczy i odetchnął głębiej, próbując się uspokoić. Przynajmniej pozornie. Już po chwili na jego twarz  powrócił złudnie łagodny i przyjazny wyraz.
- Naprawdę ktoś mnie szukał? Widziałeś go? - owszem, cała wyrozumiałość i cierpliwość z jego strony wynikały tylko z jednego faktu - chciał informacji. Chciał wiedzieć, o czym cały korytarz szepcze za jego plecami, ale przede wszystkim - czy te plotki mają jakąś racjonalną przyczynę.
W zasadzie gotów był założyć, że zaszła pomyłka, a tajemniczy osobnik wcale nie szukał jego, tylko może kogoś, kto podobnie się nazywał... Nie wiedział o o tym wszystkim myśleć. I to irytowało go wręcz bezbrzeżnie, grożąc wybuchem złości wyładowanym na pierwszej lepszej osobie, która się nawinie.

Dłużej nie mogłem się opierać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Sty 30, 2014 11:02 pm

- No... na Twojego chłopaka nie wyglądał – odparł nasz mały brzydal z szerokim uśmiechem idioty. Czy chciał być głęboko, subtelnie złośliwy, sugerując, że tamten nie na chłopaka, a na sponsora wyglądał? A może jedynie miał na myśli, że określenie "chłopiec" nie pasuje do potężnej sylwetki tamtego mężczyzny. Nigdy się tego nie dowiemy, bo Pan Wielki Nos Wtykany w Nie Swoje Sprawy po usłyszeniu dzwonka stracił zainteresowanie Aidanem. Machnął na niego obojętnie ręką, czy też raczej pożegnał się w ten pozornie niedbały sposób i pognał do sali, by zająć miejsce w ostatniej ławce.
Pozostawił chłopaka niedoinformowanego i tylko bardziej rozdrażnionego. Przez resztę zajęć nic wielkiego się nie wydarzyło. Może jedynie nie było zbyt wielu chętnych na miejsce obok niego w ławce, ktoś rzucił za nim ciekawskie spojrzenie, a jakaś rozmowa podejrzanie nagle się urwała w momencie, gdy przechodził obok. Istniało jednak duże prawdopodobieństwo, że ów przystojniak  ma coś z bajki. Przede wszystkim to, że jest nierealny, a wszyscy o nim opowiadają. A przecież prawie nikt go nie widział, a jeżeli  już widział to nie potrafił udzielić żadnych konkretnych informacji.
Przynajmniej nauczyciele zachowywali się normalnie. Nie znaczy to, że nie plotkowali. Tylko chętniej pewnie plotkują o sobie nawzajem niż o uczniach. Nochal nie pojawił się więcej na horyzoncie, tym samym nie dając chłopakowi możliwości dopytania. Przez ten pozornie spokojny i zwyczajny czas Aidan mógł odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Pewien niepokój pojawił się, gdy jeden z wykładowców zatrzymał go po zajęciach. W dobrym świetle mógł być nawet przystojny, ale poza tym innych cech książęcych nie przejawiał. Okazało się zresztą, że obawa była nieuzasadniona. Mężczyzna nie chciał jego ręki i połowy królestwa, a jedynie przedyskutować jakąś pracę pisemną. Brutalna rzeczywistość szybko mogła młodzieńca sprowadzić na ziemię z tych bajkowych marzeń. Nauczyciel domagał się popraw zadania domowego... co zawsze w takim przypadku oznacza napisanie go od nowa i stratę całego popołudniu. Protesty zapewne doprowadziłyby tylko do wyproszenia Aidana z sali. Teraz miał on przynajmniej realny powód do złości.
Poczucie grozy niewątpliwie wróciło, gdy chłopak zamknął za sobą drzwi. Pomimo nieprzyjemnego usposobienia nauczyciela mógł on zapragnąć powrócić do klasy. Cała społeczność szkolna uciekła już z tego miejsca kaźni do domów lub swoich pokoi w akademiku. Przejmująca cisza i pustka zadziwiająco kontrastowała z ruchem i hałasem jaki wypełniał go jeszcze parę minut temu. Nie było widać żywej duszy, więc teoretycznie nie było też źródła zagrożenia. A może jednak? Może ktoś właśnie przeszedł równoległym korytarzem, gdy akurat chłopak nie patrzył? Ten dźwięk to kroki? Coś komuś upadło? Czy jedynie jakieś dalekie echo tak silnie działało na wyobraźnię młodzieńca? Niby nic, co mogłoby wzbudzić niepohamowaną chęć ucieczki... ale przyspieszyć rytm serca, kroki i doprowadzić do rzucania nerwowych spojrzeń na boki, chyba już tak.


Przynajmniej będzie na kogo zrzucić odpowiedzialność za niezadowalającą ocenę z egzaminu ;>

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pon Lut 10, 2014 9:53 pm

Gdyby Aidan był w nastroju do słownej przepychanki zapewne zauważyłby, że jego rozmówca sam wcześniej użył tego określenia, obecnie jednak czuł, że wdawanie się w podobny spór byłoby bezcelowe. Jak cała ta rozmowa okazało się. Nie uzyskawszy żadnych pożytecznych informacji chłopak uznał, że nie straciłby zupełnie nic, gdyby jednak owemu natrętowi przyłożył i pożałował nawet, że tego nie zrobił. Za późno już było na udawanie złego chłopca, jedyne co mu więc pozostało to wkroczyć do sali z możliwie największa godnością i mieć tych wszystkich idiotów w jak najgłębszym poważaniu. Uskuteczniał tę strategię cały czas do zakończenia lekcji, uparcie udając, iż nie wyczuwa wcale obślizgłych spojrzeń dotykających tyłu jego głowy w sposób przyprawiający o dreszcze obrzydzenia. Zachowywał się z wyniosłością ostentacyjnie sugerującą, że nie ma sobie niczego do zarzucenia, co zresztą było jak najbardziej prawdą. Rzeczywistość szczęśliwie okazywała się odporna na to, co o niej mówiono i nie musiał kłopotać się poszukiwaniem bogatych starszych panów o oryginalnych upodobaniach, by móc kontynuować edukację. Alimenty idealnie wystarczały na pokrycie kosztów czesnego i przynajmniej w tej jednej kwestii jego ojciec nigdy nie zawodził.
Trudno było jednak jego nastrój nazwać szczególnie pozytywnym, czy choćby spokojnym. Właściwie dręczyła go nadzwyczajna, nawet jak na niego nerwowość, która podsyciła tylko sprzeczka z nauczycielem. Tak naprawdę dylematy dotyczące pracy domowej mogły skutecznie wyleczyć z wszelkich innych zmartwień, ostatecznie więc uczeń był zbyt podirytowany, by w pełni docenić atmosferę grozy, jaka ogarnęła go już na korytarzu. Jednak szczegóły takie jak posiadanie nad wyraz wybujałej wyobraźni nie pozwoliły pominąć jej zupełnie, nawet jeśli tylko musnęła powierzchnię jego świadomości. Rozejrzał się nieco błędnie, a potem ruszył w stronę wyjścia dopasowując swój krok do minimalnie przyspieszonego tętna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Wto Lut 11, 2014 11:51 am

W szkole nie wydarzyło się nic niezwykłego. Aidan mógł się spokojnie skupić na próbie stosownego określenia owego upierdliwego nauczyciela. Niewątpliwie wykazał się w tej kwestii niespotykaną wręcz kreatywnością. Przeszkadzały mu tylko kroki za plecami... właśnie kroki. Jeśli odwrócił niebieską głowę to zobaczył mężczyznę doskonale pasującego do opisu Wielkiego Nosa. Włosy miał czarne, eleganckie ubranie i masywną sylwetkę. Z tej odległości rzeczywiście wydawał się nawet przystojny. Zaskakujące było jednak to, że nie zwracał uwagi na Aidana i nie starał się ukrywać. Głośno rozmawiał przez telefon o planowanym obiedzie i gościach jakich należy na niego zaprosić. No tak. Po tonie tego dialogu łatwo się było domyślić, że drugą stroną w nim była podekscytowana lub rozhisteryzowana żona. Mężczyzna ów nieuważnie wyminął Aidana nawet na niego nie patrząc i poszedł dalej na tych swoich długich nogach, bo oczywiście należał do tych raczej wysokich niż mądrych.
Okazało się jednak, że ów rosły chłop okazuje delikatność tylko przy rozmowie z kobietą. Aidan przekonał się o tym bardzo szybko, gdy przechodził obok parkingu został szarpnięty za włosy, a na ustach poczuł dłoń. Na krzyczenie było za późno, na gryzienie właściwie też. A kiedy już prawie udało się młodzieńcowi wymierzyć solidnego i przede wszystkim celnego kopniaka, to stracił równowagę pchnięty na tylne siedzenie samochodu. Uderzył się przy tym głowę i dobrą chwilę musiał walczyć o zachowanie przytomności oraz próbę zatrzymania świata w miejscu. Obawiam się, że orzyganie tej czarnej, skórzanej tapicerki mogłoby tylko bardziej rozwścieczyć oprawcę. Ten niczym na kiepskim filmie sensacyjnym ruszył z miejsca z piskiem opon. Istniało duże prawdopodobieństwo, że wyskakiwanie teraz na asfalt skończy się czymś więcej niż kilkoma zadrapaniami.
Zresztą... ten mężczyzna na doświadczonego porywacza nie wyglądał. Drogi zegarek na jego ręku, obrączka na palcu. Nawet twarzy nie starał się ukryć. Z jakimś zaciekawieniem zaglądał przez lusterko na tyły samochodu. Na twarzy miał uśmiech dziecka zadowolonego z zabawy. Żadnych groźnych min, jedynie wyraźne podekscytowanie. Cóż... w gruncie rzeczy to mógłby skupić się jednak na drodze, a nie podglądaniu swojej ofiarze. Tym bardziej, że pędził ulicami z zawrotną prędkością.
- Zapnij pasy – rzucił jakże groźnym tonem. Każdy porywacz boi się przecież, że patrol policyjny zatrzyma go za to i cały jego misternie uknuty plan legnie w gruzach z powodu takiej błahostki. Na dodatek coś boleśnie uwierało Aidana w pośladek. Nie. Nie pistolet czy inne niebezpieczne narzędzie. Jeśli nie chciał mieć pięknego siniaka, to musiał spod tyłka wydobyć uroczy, różowy gryzak dla dziecka w kształcie uśmiechniętego delfinka. Sytuacja nabierała wymiaru groteskowego. A może raczej totalnego absurdu i trąciła kiczem albo nowomodnym kampem. Tym wytworem homoseksualistów i Żydów, jakby powiedziała Susan Sontag.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Wto Lut 11, 2014 2:02 pm

Fakt, iż nie jest na korytarzu sam nieszczególnie chłopaka zaskoczył. W końcu lekcje skończyły się dopiero co, pora nie była wcale późno i nie było żadnych powodów dla których szkoła miałaby opustoszeć całkowicie. Dziwnym było jedynie, że kroki które usłyszał, nie były krokami innego ucznia czy jakiegoś nauczyciela, ale, wypisz wymaluj, wysokiego przystojniaka z jakże emocjonującej szkolnej plotki. Zagapił się na niego w pewnej konsternacji. Fakt, że zagapienie owo pozostało nieodwzajemnione, jak i to, że mężczyzna po prostu minął go i odszedł w swoją stronę potwierdził tylko jego pierwsze przypuszczenie. Zaszła zwyczajna pomyłka, przeinaczenie jakiejś niedosłyszanej informacji, kogoś poniosła wyobraźnia i do być może całkiem niewinnej obecności owego osobnika dopisana została cała historia wzbogacona całkowicie przypadkową i nieuzasadnioną obecnością Aidana.
Owo jakże błogie przekonanie nie zdołało zagnieździć się w jego umyśle dłużej niż na kilka minut bowiem zaraz potem życie zweryfikowało je nad wyraz skutecznie i z właściwym sobie okrucieństwem boleśnie. Aż nie wiedział, co o tym myśleć. A raczej nie wiedziałby, gdyby miał możliwość się namyślić. Najpierw skutecznie zaburzona zostały jego rozważania przez klasyczny atak paniki, łączący się z gwałtownym biciem serca, bezrefleksyjnym szarpaniem się i kopniakami wymierzanymi na oślep. Później całą jego uwagę zabsorbowały ból i zawroty głowy. Świat fikał gwałtowne, przyprawiające o mdłości koziołki i chłopak przez chwilę skupiony był na zaklinaniu go, by przestał. Gdy już przestał mieć wrażenie, że jego żołądek i mózg usilnie próbują zamienić się miejscami uniósł dłoń do głowy i skrzywił się, gdy jego palce namacały stłuczenie. Wyglądało na to, że lada chwila będzie mógł się poszczycić dorodny i boleśnie tkliwym guzem, jakby tego jeszcze brakowało. Idealne dopełnienie całkiem te sytuacji...
Sytuacji, no właśnie. Aidan rozejrzał się, próbując się w niej zorientować i wtedy słowa porywacza przyciągnęły uwagę do jego osoby. Chłopak wykrzywił się szyderczo w kierunku jego odbitych w lusterku oczu. Miał ochotę zapytać co, jeśli pasów nie zapnie, ale zwyciężył zdrowy rozsądek. Gdyby kierowca rozpędzonego wozu zechciał mu to zaprezentować hamując gwałtownie niechybnie skończyłoby się to kolejnym uderzeniem, a na to nie miał najmniejszej ochoty.  
- W porządku, zapnę - zgodził się niechętnym tonem. - A pan zwolni i nie będzie ścinał zakrętów. W innym wypadku nie mogę zaręczyć, czy nie obrzygam panu tapicerki - uśmiechnął się niemal ujmująco.
Owszem, był przerażony. Przerażony i pełen niezrozumienia dla całej tej sytuacji, a przy tym bladozielony, co urealniało tylko jego ostrzeżenie. Był natomiast przekonany, że strachu nie powinien okazywać nadmiernie, nawet nie dla własnego bezpieczeństwa, co raczej poczucia własnej godności.
Zapiął ów nieszczęsny pas, prostując się na tylnym siedzeniu i zlokalizował tajemniczy przedmiot pod własnym kościstym siedzeniem. Przyglądał się delfinkowi podejrzliwi, dopóki nie uświadomił sobie, że zapewne był wcześniej memłany i obśliniany przez jakiegoś bachora odrzucił więc przedmiot ze wstrętem. Z naburmuszoną miną zaplótł ramiona na piersi, rozglądając się wnętrzu samochodu.
- Zgaduję, że to nie porwanie dla okupu... - odezwał się, dając dowody niesłychanej bystrości i zwieszeniem głosu sugerując, iż oczekuje na jakieś uzasadnienie podobnie niedelikatnego traktowania.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 11/06/2014
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Cze 12, 2014 8:43 pm

Sam nie wiedząc już gdzie się znajduje, trafił tu. Brak orientacji w terenie to jednak ważna rzecz. Mimo wszystko stanął przy fontannie i wgapił swój wzrok w wodę. Westchnął głęboko, po czym odwrócił się tyłem i oparł o krawędź fontanny, a czarną dość obszerną torbę z swoimi rzeczami w środku rzucił na ziemię.
Babcia wysłała go tutaj, by stał się porządnym człowiekiem, a jednak on nalegał, by pójść tam już w wakacje. Wszystko po to, bo nie chciał obciążać jego drogich dziadków, którzy tyle dla niego zrobili. Teraz jednak czuł się niepewnie i o dziwo... zafascynowało go całe miejsce. Tyle tu rzeczy do zobaczenia, tyle miejsc do odwiedzenia, nawet po kilku minutach już się zgubił. Cóż poradzić, z geografii i orientacji w terenie nigdy nie był dobry, a mimo wszystko ryzykował, bo chciał doświadczać coraz to nowszych rzeczy.
Spojrzał w niebo na którym jedyne co można było dostrzec, było upalne słońce. Mruknął zasłaniając oczy, po czym podwinął rękawy i obrócił się w fontanny. Wziął trochę wody na rękę i po zdjęciu okularów chlupnął na swoją twarz, by się odświeżyć. Te uczucie zawsze sprawiało mu przyjemność. Nawet jeśli nie wiedział gdzie iść zaczął się odprężać. Dopiero po kilku minutach ogarnął się, podniósł i stanął ponownie na swoich nogach. Oczywiście nie miał zamiaru stąd się ruszać, by nie zagubić się jeszcze bardziej, tak, że nie będzie można go znaleźć. Zaczął się rozglądać za jakąkolwiek żywą duszą, by mu wskazała kierunek drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Silence

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 09/06/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pią Cze 13, 2014 11:06 am

Żywa dusza zjawiła się wkrótce, pod postacią odzianego w czarny t-shirt i spodnie tego samego koloru, czerwonowłosego mężczyzny. Co Silence robił w szkole w wakacje? Wpadł po coś, czego zapomniał zabrać z pokoju nauczycielskiego. A co to było? Jego ukochana zapalniczka, z zielonym smokiem, bez której palenie papierosów nie było takie znowu przyjemne jak normalnie. Teraz, szeroko uśmiechnięty, schodził po schodach, kierując się na dziedziniec szkoły i zamierzając ją jak najszybciej opuścić i udać się w swoją stronę. Jednak coś mu w tym przeszkodziło. Coś? Raczej ktoś. Stojący niedaleko fontanny chłopiec, wyglądający na zagubionego. Silence był nowym nauczycielem, dołączył do personelu tej szkoły kilka tygodni przed zakończeniem roku szkolnego, ale nie przeszkadzało mu to doskonale kojarzyć twarzy uczniów. Tego jednak widział niewątpliwie po raz pierwszy. Odpalił papierosa, wsuwając go pomiędzy swoje ładnie wykrojone wargi i ruszył w stronę chłopca, zaciągając się. Od razu zrobiło mu się jakoś tak... przyjemnie. Stanął przed chłopakiem i popatrzył na niego z lekkim, sympatycznym uśmiechem na ustach.
- Cześć. Pomóc Ci w czymś?
Miał wrażenie, że chłopak nie wie gdzie się znajduje, ale mógł się mylić. Patrzył więc na niego z uśmiechem, oferując pomóc w postaci siebie. Ubranego, wyglądającego i zachowującego się jak uczeń nauczyciela historii.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 11/06/2014
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pią Cze 13, 2014 12:48 pm

Już zaczynał tracić nadzieję, by znaleźć kogoś, kto by mógł pomóc, a tu BUM. Przed nim pojawił się niższy od niego czerwono włosy chłopak...? Nie wiedział sam jakiego wieku jest, ale wyglądał na dość młodego.
-Cześć, uczysz się tu? Dopiero co przybyłem do tej szkoły i... można by powiedzieć, że się zagubiłem. Nie mam dobrej orientacji w terenie. - odparł szczerze, a jego głos był spokojny jak zwykle. Nie wstydził się tego, że jest takim ciamajdą, jeśli chodzi o orientację w terenie. W zasadzie, jedynym słusznym wyjściem, było powiedzenie prawdy, bo inaczej jego jedyna pomoc w tym momencie, by odeszła.
Poprawił lekko okulary, by mieć lepszy widok na człowieka, który oferował mu pomoc. Matt był ubrany tak jak zwykle w białą koszulę nie do końca zapiętą i jedynie jego czarne spodnie były dziś jedynie do kolan. Jak na razie postanowił informacje o jego tożsamości pozostawić w tajemnicy. Zobaczymy czy w ogóle mi pomoże.
-Muszę trafić do Akademika, wiesz jak tam dojść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Paź 23, 2014 5:42 pm

Irytujące. Strasznie irytujące. Tak bardzo nienawidziłem tego stanu. Ale nic nie mogłem na to poradzić. Przejęcie ciała przez superego było niczym realistyczny koszmar, z którego chciałem się jak najszybciej wybudzić.
Usiadłem pod fontanną i podciągnąłem nogi po brodę. Byłem idiotą, skoro wciąż wierzyłem, że zapanuję nad Hakaiem. Zacząłem grzebać w torbie. Wyjąłem swój szkicownik i ołówek. Otworzyłem na rysunku młodego chłopaka. Widziałem go na korytarzu, ale w sumie nigdy z nim nie rozmawiałem. Wydał mi się idealnym modelem. Przynajmniej jego ciało, bo nigdy nie odważyłem się przyjrzeć jego twarzy. Dlatego jego twarz narysowałem z profilu, pochyloną, by przydługie włosy zasłoniły twarz. Napoczęte skrzydła wydawały się raczej mizerne w stosunku do jego ciała. Zacząłem je powiększać, uszczegóławiać... Miałem iść do pokoju klubowego, ale na świeżym powietrzu było mi dużo wygodniej. Przerwałem szkicowanie i spojrzałem w niebo. Nad moją głową przeleciał właśnie jakiś ptak. Też bym tak chciał.
Westchnąłem i rozejrzałem się. Jak ludzie mogą być tacy beztroscy? Jak mogą się tak do siebie zbliżyć? Nie rozumiem.
Bo jesteś głupi, usłyszałem głos w swojej głowie. Potrząsnąłem nią. To nie czas, by Hakai wypłynął na powierzchnię. Wsunąłem palce pod kołnierz ozdobny. Przesunąłem opuszkami po bliźnie. Uspokój się, Kuroha. Uspokój się. Skup się na szkicowaniu.
Zacisnąłem palce boleśnie na gardle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Paź 23, 2014 7:52 pm

Paskudna pogoda. Mruknął ponuro, kiedy opuszczał budynek. Zajęcia się w sumie dla niego skończyły. Tak, specjalnie dla niego, bo postanowił pójść do domu, nie pozostawszy na mało istotnej lekcji jakim było wychowanie fizyczne. On ma swój wf w domu, po za tym, nigdy w życiu nie miał zamiaru się z ręką pokazać, obcym ludziom. Nauczyciele na szczęście byli w stanie to zrozumieć, a wpychane ich kieszenie świadczyły o tym najlepiej. Synek chce to synek dostanie. A co to za problem w dzisiejszych czasach dostać zwolnienie na stałe od lekarza? Żaden. Jedynie powinien być dla nieobecności, ale nie miał chęci marnować czasu. Przecież mógł się pouczyć, poczytać. Ale to dopiero jakby już wrócił do domu. Na dworze było cholernie chłodno. Znaczy się, jak na Anglię to i tak było pogodnie. Ale było tyle fajnych miejsc, które chciał zwiedzić jak tylko skończy College. Potem to właściwie nie miał nic konkretnego do roboty, bo pracę miał zapewnioną. Ale póki ojciec żył, całe szczęście, tak nie zamierzał nic robić. Aby tylko skończyć szkołę jak najlepiej. I zająć się badaniami. Albo historią. Albo podróżami. Albo wszystkim na raz!
Gerarda z namysłu wyrwał siedzący samotnie chłopak, który tak jakoś dziwnie chwycił się za gardło. Już pomijając fakt, że dziwnie było go tak widzieć samego. Znaczy się, ogólnie Gerard odnosił wrażenie, że jest na swój sposób niezwykły. I tym bardziej wykonywana przez niego czynność go zaintrygowała. Po za tym, rysował! Och, jak miło by było poznać artystę. On rękę miał jedynie do rysunków technicznych, nie potrafił wydusić nigdy z siebie czegoś specjalnego.
- Hej, wszystko w porządku? – Zapytał spokojnym tonem. Brzmiał jak robot, jakby w ogóle przez niego emocje nie przemawiały. Ale dało się wyczuć nutkę pogody ducha z jego strony. Gerard trącił dłonią delikatnie chłopaka w ramię, sprawdzając czy aby na pewno kontaktuje się z tym światem.
Może artyści tak mają, pomyślał, w duchu zastanawiając się nad tym, co konkretnie mogłoby mu być. Może go coś tam boli? To niedobrze by było.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Czw Paź 23, 2014 10:18 pm

Pochłonięty spowodowanym przez siebie bólem, nie usłyszałem jego kroków. Dopiero kiedy chłopak się odezwał, zauważyłem jego obecność. Nie wiedziałem, że mówi do mnie – w końcu normalnie nikt mnie nie zaczepia, jeśli nie należy do klubu. Poczułem dłoń na ramieniu i krzyknąłem przestraszony. Siedziałem, ale i tak wylądowałem na glebie. Moje biedne ramię! Przekręciłem się na plecy i gapiłem zaskoczony na osobę, która do mnie podeszła. Ten chłopak... Poczułem ciepło na policzkach. Usiadłem, złapałem szkicownik i zatrzasnąłem go. To on! To z pewnością ta osoba, którą szkicuję! Nie ma mowy o pomyłce! Co ja zrobię? Co ja zrobię? Widział? Widział rysunek? Weźmie mnie za świra...!
Dopiero po chwili zorientowałem się w jakiej kiepskiej jestem sytuacji. Przycisnąłem szkicownik do piersi, poprawiłem kołnierz, który się podwinął, nieco odsłaniając szepcącą szyję bliznę. Do tego jedna z soczewek musiała wypaść (a raczej nie „musiała wypaść”, co „wypadła”), skoro znalazłem ją na rękawie. Widział moje oko! Jego prawdziwy kolor! Czy dzisiejszy dzień może być jeszcze gorszy?! Brakuje tylko ulewy!
Włożyłem szybko soczewkę i wstałem tak gwałtownie, że zachwiałem się niebezpiecznie. Podniosłem wzrok na wyższego chłopaka. Ładny był... O czym ja myślę?! To oczywiste, że podszedł do mnie, bo się podduszałem!
Zaraz... Właśnie... Jego pytanie.... Co to było....? Nie mogę sobie przypomnieć...
-Potrzebujesz czegoś od klubu teatralnego?-spytałem cicho, bo tylko taka możliwość przychodziła mi do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pią Paź 24, 2014 10:30 am

Zdziwił się. Poważnie się zdziwił, co przecież jemu się nie zdarza. Odbijało się to teraz wyraźnie w jego oczach, podobnie jak strach, że coś mu w tym momencie zrobił, jakąś niewysłowioną krzywdę. Odruchowo zabrał dłoń i odstąpił kroku, jednak zaraz chciał pomóc, kiedy zobaczył, że chyba z tego, że tak znienacka go zaczepił, chłopak się wywrócił. Jak nagle szybko wstał, zatrzaskując swój notes. Szkicownik. Mniejsza z tym, coś papierowego, dla niego był to jak zwykły zeszyt, podobny do tych co sam nosił w torbie.
Uznał, że musiał mieć naprawdę ciężki dzień, skoro tak zareagował na Gerarda. Po za tym, dopiero go olśniło, że robił sobie krzywdę! I to nie jest byle co, przecież… tak nie można! To jest pozbawione jakiegokolwiek sensu, mimo, iż sam nie raz miewał wahania nastrojów, które można by podpiąć pod krzywdzenie samego siebie, ale to nie zmienia faktu, że coś jest tutaj nie tak. Już pal licho ten rysunek, cokolwiek by na nim nie było, jego reakcję, a już nawet to, ze mu ta soczewka wypadła. Mógł zauważyć co było pod soczewką, kiedy wypadła, ale czy naprawdę teraz było to tak istotne? Przecież nie powie „hej, ty nosisz soczewki?”. Wyszedłby na totalnego kretyna i ignoranta. A przecież taki nie jest.
- Nie – odparł pełen spokoju – Czy jest z tobą wszystko w porządku? Nic ci się nie stało? – Spytał ponownie ignorując to, ze w całym tym zamieszaniu zapomniał o jego pytaniu, które brzmiało tak samo. Przecież to jest całkiem zrozumiałe! – Wyglądasz jakbyś potrzebował pomocy – Dodał po chwili.
Gerard, czy ty tak wszystkich musisz zaczepiać? Chłopak przez ciebie mało co zawału nie dostał, zganił się w myślach. No co, był ciekawy co rysuje, lubił artystów, jakkolwiek by oni nie byli, ale teraz miał ważniejszą rzecz na głowie. Przecież nie zostawi go teraz samego, chyba, że sam wyraźnie zaznaczy, ze nie życzy sobie obecności kogokolwiek. No na siłę się pchać w towarzystwo nie będzie, musiałby chyba walnąć się w głowę albo dostrzec coś naprawdę istotnego, żeby było inaczej. Na razie jednak tylko stał, zachowując dystans wystarczający, by nieznajomy nie poczuł się osaczony.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pią Paź 24, 2014 6:17 pm

Mimo widocznego zaskoczenia, jego głos brzmiał niezwykle spokojnie, wręcz obojętnie, chociaż można było wyczuć w jego tonie nutkę niepokoju. On... martwił się... o mnie...? Zarumieniłem się mocno, zawstydzony jego troską. Nie przywykłem do tego. Nikt nigdy się mną nie przejmuje, a tu coś takiego... Wsunąłem palce pod kołnierz, pilnując, by się nie podwinął. Pogłaskałem opuszkami palców bliznę i myślałem chwilę nad odpowiedzią. W końcu pokręciłem głową.
-N...nic mi nie jest... Po prostu...-No właśnie. Po prostu co? Próbuję nie popaść w stan, który później wywołuje u mnie płacz i napady histerii?-Nic mi nie jest- powtórzyłem po kilku długich sekundach. Opuściłem rękę i ukłoniłem się nieco.-W...Wybacz, że cię zmartwiłem.-Wyprostowałem się i spojrzałem na niego niepewny.-N...naprawdę tak wyglądałem? Jakbym... potrzebował pomocy?
Skoro o pomocy mowa... Nagle mnie olśniło. Przestałem się rumienić. Zbladłem i omal nie wypuściłem szkicownika. Szybko złapałem torbę i schowałem swoje rzeczy. Ugiąłem się nieco, gdy zarzuciłem sobie pasek torby na ramię. Jak mogłem o tym zapomnieć? No jak?! Jestem beznadziejny. Kompletnie beznadziejny! Zerknąłem na chłopaka i znów się nieco zarumieniłem. Nigdy nikogo o nic nie prosiłem, bo zwykle obrywałem po łbie, ale... On wydawał się miły. Może od niego nie oberwę...?
-S....Słuchaj.... M...masz czas?-Moja dłoń znów powędrowała pod kołnierz, by nerwowo głaskać bliznę.-Ja.... Muszę posprzątać pokój klubowy... A członkowie klubu nie bardzo się do tego palą i...no.... Potrzebuję pomocy... Znaczy, zrozumiem, jeśli nie chcesz. Bo w sumie komu by się chciało, ale zrobił się tam bałagan, a jak sam będę sprzątał, to do rana się nie wyrobię. Oczywiście, nie musisz się zgadzać... Tak tylko pytam... Ach! Właśnie! Nie przedstawiłem się! Jestem Kuroha Wolf, przewodniczący klubu teatralnego.-Znów się ukłoniłem. Jest źle. Jest źle. Znowu się denerwuję. Znowu dostaję słowotoku! Wyprostowałem się.-T...To co? M... możesz... mi pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pią Paź 24, 2014 8:41 pm

Gerard przechylił głowę delikatnie na bok, spoglądając na niego z takiej perspektywy. Naprawdę dziwny chłopak! W dodatku tak się jąka, tak się zachowuje… naprawdę ciekawe doświadczenie. I to, że jeszcze kłamał, ale na całe szczęście nic nie poruszyło na tyle Gerarda, żeby ten chociaż na chwilę zmienił swoją kamienną twarz w coś cieplejszego. Po prostu już taki był, co nie znaczyło, że się nie cieszył ze spotkania z taką osobą. Czasami jednak rodziły się wątpliwości co do tego czy Gerard nie był cyborgiem, skoro tak szczątkowo reagował na emocje.
- Na pewno? – Wymsknęło mu się przypadkiem, kiedy uznał, ze nic mu nie jest. Gerard był pewny, że tak nie było, tylko chłopak zbywał go swoimi słowami – Wybacz, nie chciałem Cię urazić, czy coś, jeśli nie potrzebujesz pomocy, to ja się nie będę narzucał… - Dodał po chwili, świadom tego, ze on może akurat nie chce nawet widzieć kogokolwiek, a co dopiero, żeby ktoś się pchał w jego sprawy. Może powinien sam Gerard w końcu przestać być takim ciekawym stworzeniem i wszędzie o coś pytać. Ale przecież on wyglądał tak źle, jak mógłby nie podejść i zignorować?
Gerard przypatrywał mu się, kiedy chował swoje rzeczy do torby. Ciekawy był też, dlaczego tak „walczył” o ten swój notesik, skoro Gerard nieproszony nawet nie zajrzałby między kartki? A ten najpierw zatrzasnął notes, a potem schował go tak, jakby miał coś do ukrycia przed Geardem. Dziwne, przecież się oboje nie znali. No, może z widzenia. I tyle by było.
Nawet już się nie chciał odzywać na tego, dlaczego ciągle tak intensywnie dotyka się w szyję. Może to jakiś tik nerwowy? Jego sprawa, cokolwiek by to nie było. Tak samo jakby Gerard nie chciał, by ktokolwiek wiedział o jego protezie dłoni.
- Pewnie, że pomogę! Tyle ile będę wstanie to zrobię. Sam nie raz sprzątam u siebie, to więc co za problem? – Odpowiedział prawie od razu. No, najpierw pozwolił mu się wygadać, tak na spokojnie. Przecież widział, że chłopak musiał się najwyraźniej zdenerwować obecnością Gerarda. Ale przecież chciał, żeby mu pomóc, więc czemu miałby odmówić? Ma i tak czasu jak lodu – Gerard Grey. Ja należę do klubu naukowego. Pewnie nie raz słyszałeś dziwne wybuchy czy odgłosy z naszej Sali, jak każdy – Zaśmiał się pod nosem, wprowadziwszy ten delikatny żart w rozmowę – Hm, Kuroha, Kuroha… urodziłeś się w Japonii czy coś? Albo Tajlandii? – Spytał z czystej ciekawości. Raczej nie widział w tym pytaniu nic złego.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Pią Paź 24, 2014 9:34 pm

Nie...oberwałem? Nie oberwałem? Nie oberwałem! No, to już jakiś postęp. Chłopak był taki miły, że zrobiło mi się ciepło na sercu i poczułem niewysłowioną ulgę. Mogłem teraz spojrzeć na niego normalnie. Co prawda, nadal z delikatnym rumieńcem, ale normalnie. W sumie słuchałem go tyle o ile, ale kiedy się zgodził, rozpromieniłem się.
Więc ma na imię Gerard, tak? Grey z klubu naukowego. W sumie, to kto nie słyszał o tym sławnym kółku, którego członkowie ciągle coś wysadzali w powietrze? Zacisnąłem wolną dłoń na pasku torby, a tą spod kołnierza przeniosłem na głowę i poczochrałem w zakłopotaniu włosy.
-Ja... Jestem z Japonii. Po śmierci matki i... hm... pewnym... incydencie... przeniosłem się do ojca... Ale w sumie do tej szkoły chodzę dopiero półtora roku. Ja... raczej z nikim nie rozmawiam- wbiłem wzrok w buty- więc powiedz, jeśli będę nie do zniesienia, dobrze? Och, zszedłem z tematu!-Podniosłem wzrok na Grey'a.-Właściwie tylko matka była Japonką. Tata jest Anglikiem, dlatego noszę angielskie nazwisko. No tak! Wiem, że w Europie są inne zasady niż w Japonii... Przepraszam, jeśli nazwę cię po nazwisku... Po prostu... u nas to norma, a mówić po imieniu to można do osoby, z którą się jest blisko i czasami się przez to wszystko zapominam. W ogóle Europa jest niesamowita. Chociaż tutaj jest strasznie zimno i deszczowo. W moim rodzinnym miasteczku było przyjemnie cieplutko... Ach! No i jeszcze ten system... Ciężko było się przestawić z podziału trymestralnego na semestralny. Tak dziwnie... Och!-Potrząsnąłem głową.-Przepraszam! Znowu się rozgadałem. Czasami dostaję słowotoku i... Oj, znowu się zaraz rozgadam! M...może... pójdziemy już... Do klubu?
Bez namysłu złapałem go za nadgarstek i pociągnąłem w odpowiednią stronę.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Sob Lis 01, 2014 3:10 pm

//Dzień po spotkaniu z Aidenem.\\

Wyszedł na zewnątrz i stanął na dziedzińcu przed fontanną. W głowie cały czas miał spotkanie z Aidenem. To go wkurzało, ale musiał się opanować, bo ktoś się zorientuje, że ma jakieś problemy. W końcu nigdy nie był wkurzony dwa dni pod rząd, a to mogło wzbudzić jakieś podejrzenia. Jeszcze to, że ojciec ciągle wypytuje o spotkanie z Starem. Nic mu nie powiedział.
Oddychaj Kim, głęboko, spokojnie. Uśmiechnij się.
Końcówki jego ust uniosły się lekko do góry w niepewnym uśmiechu. Oczy zaświeciły się. Jest dobrze.
Na uspokojenie wyciągnął papierosa zza ucha i wetkną w usta, z kieszeni wziął zapalniczkę i podpalił końcówkę. Zakaszlał, bo od roku nie palił.
- Co za świństwo – mruknął pod nosem i wziął dwa buchy, a następnie wywalił szluga na ziemię depcząc go nogą.
Z kieszeni wyciągnął gumę i zaczął ja rzuć robiąc przy tym palona. Oparł się tyłem o fontannę i spojrzał na niebo. Oddychał lekko na uspokojenie.
Kim, jesteś dobrym aktorem, uśmiechnij się i sprawiaj wrażenie szczęśliwego chłopca. Ubolewać, ryczeć i inne tego typu rzeczy rób w pokoju, gdy nikogo tam nie ma. Westchnął i wyszczerzył się tak jak najlepiej potrafił, mrużąc przy tym wesoło oczy.
Brawo Kim, jesteś geniuszem aktorstwa.
Teraz czekaj, aż ktoś się do ciebie odezwie, bo teraz robisz osoby bardzo otwartej na innych i nowe znajomości.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yasuro

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 15/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Nie Lis 09, 2014 2:07 pm

Musiał przyznać, że chociaż nadeszła już jesień, to wciąż było tutaj ciepło. Tak więc chciał korzystać z tej wspaniałej okazji i wolnej chwili na coś, co kochał najbardziej - włóczenie się z aparatem po mieście i cykanie fotek przypadkowym ludziom. Oczywiście nie każdy się na to zgadzał i wielu patrzyło na niego jak na idiotę. Albo pedofila. Ale byli też ludzie, którzy z chęcią podchodzili do tego i umawiali się, aby młody Hitsugari później dostarczył swoje dzieła na ich skrzynki mailowe, czego zawsze dotrzymywał. W końcu łatwiej jest z kimś współpracować i sprawić, aby obie strony miały z tego frajdę, prawda?
Tak więc skończyło się na tym, że brunet spokojnie szedł tak, gdzie nogi go poniosły. I dziwnie się trafiło, że wylądował pod TRS, a raczej jego bramą, jednak przez nią zobaczył jakąś postać na dziedzińcu, a dokładnie przy fontannie. Stanął i przez chwilę przyjrzał się jej, a jego uwagę przykuły blond włosy. Mimo wszystko miał jakiś taki mały fetysz co do fotografowania jasnowłosych osób. Nie, żeby to było jakieś zboczenie... Abe może do dlatego, ze Azjaci zazwyczaj kojarzeni są z ciemnych kłaków? Przygryzł wargę i zawahał się chwilę, ale w końcu przekroczył bramę i zmierzył prosto w jego kierunku.
- Mogę zrobić ci kilka zdjęć? - wypalił bez zastanowienia, kiedy w końcu znalazł się przy nim.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Nie Lis 09, 2014 2:57 pm

Spojrzał na chłopaka, który do niego podszedł i uśmiechnął się do niego. Na prawdę dziwna propozycja, ale to przynajmniej odwróci jego myśli od tych cholernych wydarzeń sprzed wczoraj. Westchnął. Kolejna osoba, która jest wyższa od niego. Czy on nie może być wysoki? Serio? Musi być kurduplem? Albo spotyka złe osoby? To jakieś chore fatum, czy co?
- Może najpierw się przedstawisz?- zapytał z uśmiechem spoglądając na niego swoimi niebieskimi oczami.
Nadal na twarzy miał siniaki sprzed dwóch dni, które zarobił za cały swój portfel. Potargał swoje blond kłaki.
-Tylko nie wiem co jest takiego, abyś mnie fotografował – mrugnął do niego mając na myśli swoje siniaki.- I właściwie po co ci moje zdjęcia?
Nadal uśmiechał się wesoło, chociaż w środku ogarniała go lekka wściekłość, mimo to nic na jego twarzy tego nie zdradzało. Ot co taki zwykły chłopak bez żadnych problemów.
- Jestem Kim – wyciągnął w jego stronę dłoń.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yasuro

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 15/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Nie Lis 09, 2014 5:01 pm

No tak... Powinien się przedstawić, ale nie każdy tego wymagał. Sam również spojrzał w jego niebieskie oczy. To było idealne połączenie, gdy błękit oczy kontrastował z jasnymi włosami. Wtedy, podczas sesji, było tak wiele sposobów aby to podkreślić i zaakcentować. Właśnie dlatego często na okładkach zazwyczaj są blond modelki o jasnych oczach. Choć oczywiście nie zawsze.
- Racja. Jestem Yasuro. - uścisnął jego dłoń i uśmiechnął się. A więc... Powód, dlaczego akurat on? Szczerze to chyba to, że był pierwszą osobą, jaką spotkał. No i te blond włosy. I do tego... Dopiero teraz zauważył jego siniaki. He he... Ale nie jest on osobą typu "nie podchodź bo ci przywalę", prawda? Mimo wszystko nieco mocniej chwycił swój aparat. Po tych dwóch i pół tygodniach rozłąki, nie chciałby znów go stracić.
- Po co? Właściwie po nic. Najwyżej po to, aby ci je wysłać. Szczerze mówiąc to lubię chodzić po mieście i robić zdjęcia przypadkowym ludziom. Dzięki temu powoli się doskonalę. - przyznał szczerze, drapiąc się lewą dłonią po karku, jednak wciąż patrzył na swojego rozmówcę. - Oczywiście, jeśli nie będziesz tego chciał, nie będę się narzucał i dam ci spokój. - skłonił się delikatnie i po chwili spojrzał na swojego Nikona. Dzięki takim włóczeniu się... Niby poznał wielu ludzi i spędził z nimi trochę czasu. Ale z nikim chyba tak na dobrą sprawę się nie zakuplował. No znaczy jest McMillan, ale ten rudzielec... Cóż. Nie, nie. On wcale mu nie przeszkadza. Ani to nie tak, że Hitsugari go nie lubi. Bo lubi go. Ale nie spędzają ze sobą przecież dużo czasu. W końcu ten kapitan cheerleaderek ma wielu innych znajomych i ciekawsze zajęcia do roboty.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Nie Lis 09, 2014 5:39 pm

- Miło poznać – wyszczerzył się przyjaźnie. Potrząsnął jego dłoń ściskając. Niestety Kim nie miał zbyt lekkiego uścisku, bo zazwyczaj tylko gitarę trzymał delikatnie, ale nie powinno nic boleć.
Kim taki był tylko dla osób, które mu zagrażały, a w Yasuro takiej osoby nie widział. Chłopak miał w sobie coś, czego wróg na pewno by nie posiadał.
Po co mu są jego własne zdjęcia? Nienawidził siebie. Nie lubił swojego dziewczęcego uroku, nie lubił nawet patrzeć na siebie w lustrze. Wiedział, że to właśnie przez jego jestestwo, jego istnienie zmarła Anastazja – jego mama. To okropne uczucie zawsze mu ciążyło.
- Nie potrzebuję swoich zdjęć – dalej się uśmiechał.- Widzę siebie codziennie w lustrze i to mi wystarcza, ale jak chcesz możesz zrobić te zdjęcia – zgodził się.- Chodzisz tu do szkoły?
Nie chciał być wredny, ani nic w tym stylu. Chciał sprawiać pozory, aby wszystko było takie jak zawsze. On też nie miał żadnych przyjaciół. Niby otaczało go wiele osób, ale nikomu nie potrafił zaufać. Był pewny, że nikt go nie zrozumie.
Tak na dobrą sprawę, to tylko jego brat o wszystkim wiedział – nikt więcej.
Podrapał się w tył głowy i jeszcze szerzej się wyszczerzył.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yasuro

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 15/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna    Nie Lis 09, 2014 6:30 pm

- Przyjemność po mojej stronie. - odwzajemnił uśmiech. Co prawda, był silny. Jednak chyba nie silniejszy od Yasuro. W końcu na co była mu siła fizyczna? Chyba tylko po to, aby mógł trzymać swój ukochany aparat. Przecież każdy upadek lustrzanki boli go chyba bardziej, niż sam sprzęt. Tak. Czarnowłosy był za bardzo przywiązany do tego urządzenia. O wiele za bardzo.
- Wiesz... Niekórzy lubią chwalić się takimi rzeczami na facebooku albo instagramie czy innych tego typu portalach. No wiesz... hasztag jesień, hasztag sesja, hasztag jestę zejebistę i tak dalej... - uśmiechnął się, znów obiema dłońmi chwytając Nikona, który zwisał na pasku na jego szyi. Ale sam naprawdę nie widział sensu w takim zachowaniu. Zwłaszcza u dziewczyn, gdy co pół godziny wrzucały swoje zdjęcia z dzióbkami, w samej bieliźnie, aby podwiniętej bluzce, ukazując przy tym anorektyczną sylwetkę. Ni to ładne, ni to podniecające. Ani lustrzanka, którą zazwyczaj chwalą się poprzez słit focie w lustrze nie może ukazać swoich wszystkich możliwości w takich rękach.
- Rozumiem. Ale mimo wszystko z chęcią zrobię ci parę zdjęć. Masz ładne oczy. - powiedział to wprost, bez żadnego skrępowania. Może to przez to, że przez swoją pasję ma na co dzień do czynienia z ludźmi i nie raz prawił im tak proste, ale jednak szczere komplementy?
- Chodzę tutaj do Collegu. - mówiąc to, spojrzał na budynek w pobliżu. Trochę jeszcze lat nauki tutaj mu zostało i chciał je jak najlepiej wykorzystać. Ale jakoś nie wychodziło mu to perfekcyjnie - w końcu po roku nauki tutaj nie zdobył zbyt wielu znajomych, i na szczęście, wrogów. - A ty?

_________________


Ostatnio zmieniony przez Yasuro dnia Pią Maj 29, 2015 8:10 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fontanna    

Powrót do góry Go down
 
Fontanna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)
» Fontanna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Dziedziniec-
Skocz do: