IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Adamy

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Cze 29, 2015 10:10 pm

Z chwilą, w której gospodarz otworzył drzwi, Baldric uśmiechnął się szeroko, przy okazji szczerząc się niemiłosiernie, przez co nabrał dość głupkowatego i swawolnego wyrazu na twarzy. Jak dzieciak podczas zobaczenia wymarzonej zabawki, tak on ucieszył się na widok dobrego druha. W taki oto sposób kolejny raz objawiła się jego infantylna natura, lecz w tej chwili była ona jeszcze do okiełznania. Niech Lee poczeka do momentu wypicia całego alkoholu, z jakim gość do niego przyszedł, wtedy dopiero będzie oszołomiony dziecinnością nauczyciela wychowania seksualnego. Byle tylko wielkolud nie zaczął się na niego rzucać w stanie upojenia alkoholowego, w końcu to byłoby niezwykle żenujące. To właśnie przez to jego nieokrzesanie po alkoholu wylądował z Percym w łóżku. Ale zaraz wybił sobie wszelkie zbyteczne myśli, kiedy do jego uszu dotarły pierwsze dźwięki płynące z radia.
- Moja orientacja w terenie nie jest jeszcze aż tak beznadziejna – odparł z rozbawieniem, rzucając mu w równym stopniu wesołe spojrzenie brązowych oczu. Z niemałą satysfakcją górował nad nim, wykorzystują te kilka centymetrów różnicy w ich wzroście. Rzecz jasna nie starał się być napuszony, po prostu takie patrzenie chociaż odrobinę z góry wydawało mu się zabawne. I nie można zapomnieć, że to Cornwell jest tutaj tym starszym.
- Skoro puszczasz muzykę, to może to wcale nie będzie popijawa tylko jakaś randka – stwierdził wielce swobodnie, kiedy nagle w powietrzu zaczęły się unosić dźwięki bardziej spokojnego utworu stworzonego w klimacie słodkiej ballady. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić, że mogliby razem pójść na randkę, sama myśl o tym sprawiała, że chciał parsknąć śmiechem. Cudem powstrzymał się od tego i jedynie zarechotał pod nosem. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo cieszył się na to spotkanie, nawet jeśli oczekiwaniu na nie towarzyszyło też pewne napięcie. Byleby tylko Lee nie pytał o Percy’ego, byleby tylko nie pytał o niego… - powtarzał w drodze niczym mantrę, jednak tuż przed kamienicą na całe szczęście mu przeszło. Zwyczajnie nie chciał kłamać, zwłaszcza, że nigdy nie był w tym najlepszy.
Wreszcie wszedł do środka, jednocześnie zamykając za sobą delikatnie drzwi. Ostrożnie uniósł też dwie reklamówki, znów nie mogąc się powstrzymać od niewyeksponowania w uśmiechu dwóch rzędów zębisk. Był z siebie taki zadowolony, w końcu nie przyszedł z pustymi rękami, co było według niego dobrym przykładem dla każdego gościa.
- Tak jak obiecałem, kupiłem jedzenie i alkohol. Piwo i wódka do lodówki, whisky od razu na stół, lody do zamrażarki na później, a pizza do piekarnika albo mikrofalówki.
Już wszystko miał zaplanowane, w końcu to musi być jak najbardziej udany wieczór. Oddał swe pakunki gospodarzowi, po czym zdjął z ramienia torbę i wyjął z niej jedynie komórkę, aby przenieść ją do kieszeni spodnim. Potem ściągnął kurtkę i powiesił przy wejściu, w międzyczasie zsuwając ze stóp buty. Może ganiać w samych skarpetkach, bo przecież nie chce nabrudzić miłemu gospodarzowi po całym mieszkaniu swoimi buciorami.
Z jednej z reklamówek zgarnął dwie paczki chipsów i opakowanie krakersów, po czym dość beztrosko przeszedł w głąb mieszkania, natrafiając na niezwykłe pomieszczenie. Po trochu salon, wyznaczona była część kuchenna i na dodatek kryło się tutaj terrarium – duma właściciela tego przybytku.
- Zwierzaki są w swoich domkach czy może czyhają gdzieś na mnie niczym na swoją kolację?
Musiał sobie zażartować, nawet jeśli kosztem pupilów Adamy. W duchu miał nadzieję, że zostanie mu to szybko wybaczone.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sro Lip 01, 2015 10:25 pm

Z jakiegoś powodu, już sam widok wyrazu twarzy jaki przywdział na wejściu Baldric, z koszmarnie ociężałych barków Lee wydawało się spaść kilka dobrych kilogramów. O tak. Po tej nocy z pewnością będzie miał za co być mu wdzięczny. Rzecz jasna o ile przyjaciel nie odwali czegoś naprawdę głupiego pod wpływem alkoholu. Adama jeszcze co prawda nie miał przyjemności(?) widzieć go w stanie totalnego zachlania, a tym bardziej powodowanej nim dzikości zachowań, ale biorąc pow uwagę, że i ten miał w naturze reagować dość agresywnie, mocno prawdopodobnym jest, że jeszcze wyszłoby z tego mordobicie, po którym musieliby sobie nad ranem wzajemnie przykładać lód do twarzy. To by dopiero było, gdyby obaj szanowni Panowie Pedagodzy pojawili się na terenie szkoły z lima pod oczami!
- Hmm... Aż tak łatwo mnie przejrzeć, co? – podłapał, jednak w przeciwieństwie do kolegi po fachu, powiedział to tonem niemalże przesiąkniętym zakłopotaniem, tak bardzo kłócącym się z bezczelnym uśmieszkiem i pewnością przybranej przez niego postawy. Ostatecznie aktor był z niego nielichy. W końcu w szkole bez przerwy utrzymywał ten miły i łagodny wyraz twarzy, który wcale nie przeszkadzał mu i nie znikał w trakcie gnębienia swoich uczniów. Co innego można było z kolei zobaczyć, gdy z zoologa przemieniał się w trenera. W zależności od sytuacji oraz towarzystwa w jakim przebywał, twarz, gesty, nawet sposób poruszania potrafił pod nie dostosowywać. Teraz był po prostu sobą. Przy odpowiednich ludziach nie trzeba kryć się ze swoimi wadami ani niedociągnięciami. Przynajmniej tymi podstawowymi.
- Ajajaj, jaka szkoda w takim razie, że nie dorzuciłem zapasowych świec i nie rozsypałem na łóżku płatków róż – tym razem kącik ust zadrgał i jemu, ale korzystając z faktu, że Baldric pozwolił sobie na okazanie własnego rozbawienia, pospiesznie przekręcił głowę w innym kierunku i odchrząknął w dłoń, coby samemu się nie zaśmiać zbyt otwarcie. Na litość! Przecież to była tak niesamowicie paranoidalna wizja! On i rozsypywanie płatków róż... Ha! Nie robił tego od czasów Margaret!
Podążając za gościem, w oczy rzuciły mu się wypchane siaty. No pięknie. Podejrzewał, że mężczyzna trochę tego nakupi, ale żeby tak przesadzić? ...Nie. Właściwie było w porządku. Lee mógł nie wyglądać, ale podczas picia potrafił pochłaniać podwójne, a nawet potrójne porcja, a patrząc na swojego postawnego towarzysza, zapewne spokojnie potrafił dotrzymać mu w tym kroku, jeśli nie lepiej!
- Widzę, że w sklepie ładnie dzisiaj zaszalałeś. Cóż, przyjmuję twoje suweniry – odrzekł niemalże uroczyście, zgarniając siaty i spokojnie ruszając z nimi do części kuchennej. - Whisky czysta, z lodem, wodą czy pepsi? – wolał zapytać od razu. Ludzie różnie podchodzili do spożywania tego napitku, choć osobiście uważał, że rozcieńczanie tak szlachetnego trunku to zwyczajna zbrodnia. Swoją droga, sam Lee chodził na bosaka.
- Nie martw się, wszystkie trzy bestyjki siedzą grzecznie w siebie – jaszczury trochę dzisiaj protestowały przeciwko upychania ich do szklanych zabudowań, zwłaszcza po spędzeniu połowy dnia w promieniach słońca na parapecie, ale cóż poradzić. - Amber trochę choruje... – w jego głosie dało się wyczuć przejęcie i coś niemalże na kształt niepokoju, czego normalnie człowiek w jego obecności nie uświadczał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lip 02, 2015 9:07 pm

Gdyby nie znał Lee, być może uwierzyłby w to jego nagłe zawstydzenie, nawet jeśli mocno kontrastowało ono z jego postawą wyrażającą pewność siebie oraz z tym uśmieszkiem tańczącym na wąskich ustach. Doprawdy, już od początku tego spotkania było im bardzo wesoło, może nawet za bardzo, w końcu jako dorośli mężczyźni powinni zachowywać się zdecydowanie bardziej adekwatnie do swojego wieku. Może rzeczywiście jest ziarno prawdy w twierdzeniu, że przedstawiciele płci brzydkiej dojrzewając wolniej i to nie tylko w aspekcie fizycznym, lecz również emocjonalnie. Albo zwyczajnie obaj wpadli w dobry nastrój, ponieważ mają szansę oderwać się od trosk, które dziś z pewnością zapiją i może przy okazji wyśmieją ze wszystkich sił, aż brzuchy i szczęki nie rozboleją im od śmiechu.
- Płatki róż poproszę do kąpieli, bo w łóżku to by tylko przeszkadzały – odparł przesłodzonym głosem i począł mrugać w szalonym tempie, próbując zatrzepotać rzęsami, w ten sposób parodiując zachowanie wymagających kobiet. I kolejny raz zachichotał, przez chwilę nie wiedząc, czy tyle radości przysporzyły mu słowa rozmówcy, czy może reaguje tak na swoje żałośnie komiczne zachowanie. Tak, głupawka już go złapała i uderzyła do głowy. Na całe szczęście jakoś zaczął się kontrolować, rozmyślając jedynie o tym, kiedy to zaczną jeść i pić.
- Już wcześniej zapowiedziałem, że z pustymi rękami w gości nie przyjdę – odparł z wysoko uniesionym czołem, w końcu na taką uwagę każdy gość zapałałby dumą. Przy robieniu tych zakupów w dużej mierze myślał też o swoich potrzebach, choćby dlatego, że podczas picia lubi sobie zejść i to wcale nie mało. Właściwie to nadal martwił się tym, że mógł kupić za mało, ponieważ wolał nie szperać gospodarzowi w lodówce i zjeść sporą część jej zawartości. Może i dzięki samemu Lee czuje się w tym lokum swobodnie, lecz nadal zamierzał trzymać się zasady, iż jest jedynie gościem, więc ma swoje prawa, ale także obowiązki.
Czystą – odparł wreszcie, lekko poważniejąc. Nareszcie przeszli do alkoholu. Ale spoważniał jeszcze bardziej, gdy usłyszał wzmiankę o chorej Amber. Zaraz skierował spojrzenie w kierunku części przeznaczonej na terrarium, spoglądając na każdą gablotę z osobna.
- Na pewno szybko wyzdrowieje, zobaczysz – pocieszył rozmówcę i szybko zbliżył się do niego, aby poklepać go po ramieniu w celu zapewnienia wsparcia. Rany, chyba zbyt poważnie to wziął, jednak chciał wyrazić troskę. – Jak byłem w sklepie, to pomyślałem, że może coś kupię twoim zwierzaczkom, jednak widziałem tylko psią i kocią karmę. Do zoologicznego też nie było mi po drodze, więc dałem sobie spokój z szukaniem przysmaków dla pupili.
Przeszedł do salonowej części i rozgościł się w fotelu, który okazał się całkiem wygodny, co sprawiło, że wielkolud całkiem się odprężył. Wcale nie wstanie, no chyba że do toalety z powodu pilnej potrzeby fizjologicznej. A tak będzie tylko pochylał się po jedzenie lub alkohol.
- Masz ładne mieszkanie – powiedział, zaliczając tym samym pierwszy podstawowy komplement. – Chyba zacznę częściej do ciebie wpadać, o ile nie będziesz miał mnie dość już po pierwszej wizycie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sob Lip 04, 2015 1:23 am

Lee szczęka już poniekąd nawet zaczynała boleć, kiedy tak usilnie starał się zaciskać paszcze i nie zarżeć jak głupi, na widok tego w jak nieziemsko „urzekający” sposób Baldric usiłuje go przekonać do marnowania większej ilości płatków róż na romantyczności. Wieczór z pewnością zapowiadał się ciekawie~
- Zapiszę sobie i tym razem na pewno skorzystam z tego pomysłu na naszej kolejnej randce – zapewnił go ze śmiertelną wręcz powagą. Słowo „randka” samo w sobie brzmiało tu na sposób wykwintnie niedorzeczny. Niemniej, biorąc pod uwagę atmosferę panującą między ich dwojgiem – bardzo pozytywnie niedorzeczny. 
- W dotrzymanie słowa nie wątpiłem, ale wiesz, u mnie lodówka i szafki aż tak pustkami nie świecą – rzucił żartobliwie, chwilę przyglądając się opakowaniu pizzy. Mikrofalówki to świetne urządzenia. Mógł za nie szczerze dziękować Amerykanom, mimo iż uważał większość tego narodu za skończonych jełopów. Sprawdzały się wręcz znakomicie, jeśli mowa o podgrzewanie większości produktów mrożonych, aczkolwiek co do pizzy, Lee miał jednak swoje zastrzeżenia. Mrożona czy niemrożona, dobra pizza zawsze powinna być przyrządzona czy też podgrzana w piecu/piekarniku! 
Ustawił zatem piekarnik na odpowiednią temperaturę, pozwalając mu się nieco rozgrzać zanim wrzucił do środka blachę z pizzą. Gdyby nie chęć szybszego dobrania się do wykwintnego trunku jaki raczył im zapewnić pan Cornwell, zoolog zapewne pokusiłby się jeszcze o starcie dodatkowej ilości sera. Cóż, będzie trzeba zadowolić się tym, co już na niej było. Jakoś to przeżyją. W międzyczasie mógł przygotować szkło i lód.
W większym z terrariów, a dokładniej w jego lewym, dalszym rogu, zwinięte leżało potężne cielsko boa, ukryte nieco za sztucznym korzeniem. Być może tylko właściciel tego przybytku odnosił wrażenie, że piękna, mieniąca się tęczą skóra gada, wydawała się z powodu choroby bardziej matowa niż powinna. Tymczasem tuż obok, w sąsiedztwie, oba jaszczury dość żywo zabrały się do polowania na świeżą dostawę szarańczy.   
- Oczywiście – nie pokazał tego po sobie, ale wewnętrznie odrobinę się zmieszał, kiedy kumpel z taką otwartością podszedł aby go pocieszyć. Hm, czyżby zbytnio okazywał swój niepokój? Odniósł wrażenie, że inaczej być nie mogło, lecz z drugiej strony nigdy specjalnie też nie krył się ze swoją miłością do pupilków. Naturalnym jest przejmować się zdrowiem stworzeń, na których człowiekowi zależy. A Adama wbrew przeświadczeniu co poniektórych (głównie uczniów), w dalszym ciągu stanowił istotę ludzką. Mógł uchodzić za nieczułego, ale to przecież nie tak, że faktycznie nie potrafił okazywać pozytywnych emocji. 
- Antybiotyki powinny niedługo zacząć przynosić efekty - dodał pospiesznie, bo jeszcze tego by brakowało, żeby zaczął na nowo nadmiernie się przejmować. - Następnym razem wystarczy, że kupisz mysz, albo dwie. Zapewniam, że każde będzie tym w pełni usatysfakcjonowane nie minęło wiele czasu, jak ruszył z lodem w metalowym pucharku, szklankami i alkoholem do salonu. - Swoją drogą, mam na oku dwa nowe okazy. Wygodnieprzyjrzał się mężczyźnie z góry, rozstawiając rzeczy na stole i od razu polewając. Skromnie. Tak to zazwyczaj wyglądało na początku. Później miało w zwyczaju rozkręcać się samoistnie.
- Paskudny komplemenciarzwbrew temu co powiedział, uśmiechnął się szerzej, na dodatek z ewidentnym zadowoleniem, a następnie posadził własny tyłek obok, na kanapie. - Ale przyznaję, że jestem z niego całkiem dumny, więc o ile nie masz w nawyku niszczyć zbyt wiele po pijaku, dla mnie żaden problem. o ile Baldric nie będzie się zjawiał niezapowiedzianie o zbyt wczesnych bądź zbyt późnych porach, rzecz jasna. Trudno znaleźć odpowiednie wytłumaczenie na pałętającego się po twoim mieszkaniu, półnagiego – o ile nie całkiem – chłoptasia. Jeszcze trudniej, kiedy ty także do przesadnie ubranych w takiej chwili nie należysz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Nie Lip 05, 2015 6:38 pm

Sam był nieco skrępowany tym, że tak jawnie okazał swą troskę, ale chciał stanowić wsparcie dla Lee. Oczywiście, nie miał zamiaru się nad nim użalać, zwłaszcza, że zoolog zaraz sam zwrócił uwagę na pozytywy. Zadbał o swoją faworytkę podając jej antybiotyki, więc wszystko zmierzało ku lepszemu. Niedługo na pewno jej się polepszy i jeszcze nabierze ochoty do psot. Ponownie zacznie owijać się wokół ręki czy szyi swojego właściciela, który będzie z tego zadowolony jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Może posiadacz imponujących terrariów lubi czuć na swym ciele ciężar węża lub jaszczurek, ale większość ludzi nie podziela podobnego entuzjazmu. Zresztą, Baldric raczej też nie należy do osób, które chciałyby zapoznać się bliżej z samicą boa. Chętnie popatrzy, posłucha o tym wspaniałym okazie, nawet wyrazi zmartwienie o tę żywą istotę, jednak nie zbliży się za bardzo z własnej woli. A kolegę po fachu udusiłby gołymi rękom, gdyby ten ot tak założył mu węża na ramiona; o ile wcześniej nie zadusiłby go boa. Raz widział filmik na youtube, gdzie ktoś został w podobny sposób zaskoczony i był to istne piekło.
- Chcesz poszerzyć swoją prywatną kolekcję? – spytał nieco zaskoczony, kierując wzrok na górującego nad nim gospodarzem. Chyba pierwszy raz ten mógł spojrzeć z góry na nauczyciela wychowania seksualnego. Właśnie to spostrzeżenie zmusiło głównego zainteresowanego do drobnego uśmiechu. Gdy tylko alkohol został polany, chwycił za swoją szklankę i wziął pierwszego łyka, oczywiście jak najbardziej solidnego, po czym wydobył z siebie przydługie westchnięcie ulgi. Tego było mu trzeba – procentów we krwi.
- Po pijaku robię się raczej przytulaśny i całuśny, więc twój dom jest bezpieczny – odpowiedział z rozbawieniem. - Ale ty sam niekoniecznie – dodał po chwili niby to złowieszczo ściszonym głosem, jednak szybko zaśmiał się, aby rozładować napięcie. Na pewno nie rzuci się na drugiego nauczyciela, przynajmniej nie z premedytacją. – Chociaż znasz się na samoobronie, więc pewnie szybko byś się uporał z takim dużym gościem jak ja.
W żadnym razie nie zamierzał nadużywać gościnności gospodarza i wpadać do niego kiedykolwiek bez zapowiedzi czy też w nieludzkich godzinach. Osobiście bardzo sobie chwalił samotne zajmowanie mieszkania, ponieważ dawało to dużo swobody i prywatności. Skoro sam sobie cenił te przywileje, musiał uszanować je w przypadku innych osób. Ale prywatności też nie może być za dużo, przynajmniej w rozmowie o życiu towarzyskim i uczuciowym przy okazji też.
- A teraz opowiadaj o swoich podbojach, bo strasznie rozbudziłeś moją ciekawość. Chcę posłuchać o twoich romansach i niecnych uczynkach.
Był świadom tego, że i Lee może go otwarcie spytać o jego związek, ale wolał pierwszy zacząć ten temat. Kierowała nim ciekawość, jak i chęć przegadania rozmówcy. Niech ten najpierw wyjawi swoje grzeszki, to porem może nieco przychylniej spojrzy na sytuację Cornwella. To była rewelacyjna taktyka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Wto Lip 07, 2015 7:17 pm

Cóż, jakby nie było, Baldric to nie byle smarkacz, który nie potrafiłby zbytnio odpłacić się zoologowi za ewentualnie kiepski dowcip z nastraszeniem bydlarnym gadem. Poza tym nie lubił niepotrzebnie stresować zwierzaków, a już na pewno nie wtedy, kiedy te chorowały. Zresztą zarówno na karę lub przywilej tego rodzaju, trzeba było sobie najpierw zasłużyć. Rzecz jasna nie miałby oporów przed powierzeniem szyi, ramionom czy też rękom zaufanego współpracownika jednego ze swoich pupili, ale wiedząc iż każdy w bezpośrednim kontakcie reaguje na to inaczej, też bez powodu pewnie nie zaproponowałby tego jako atrakcję turystyczna swojego mieszkania. 
- Nie musisz być taki zdziwiony. Chyba można powiedzieć, że myślałem o tym dość poważnie od dłuższego czasu – przyznał, dorzucając do swojej szklanki pojedyncza kostkę lodu. - Jest kilka gatunków, których hodowlą chciałbym spróbować się zająć – lekko zmarszczył brwi w zastanowieniu. Mimo iż faktycznie o tym myślał, dalej nie mógł zdecydować się z dokonaniem wyboru. Z jednej strony było kilka intrygujących gatunków, które uchodziły za niebezpieczne, a zatem osoby pokroju Adamy kusiły tym samym bardziej niż inne. Z drugiej jednak pozostawała jeszcze kwestia odpowiedzialności. Lokum nie stanowiło problemu. Właścicielka kamienicy mogła na początku jazgotliwie wyskakiwać z wszelkimi obiekcjami, ale od czasu gdy poszczuł swoją piękną boa na szczura, który wlazł jej na salony, nie kłopotała go więcej w tej sprawie. Nie. Prawdziwy problem to przewijający się przez nie ludzie – albo po prostu liczni kochankowie. Przy obcych twarzach nigdy nie wiadomo co się stanie, gdy tylko spuści je na moment z oczu. Czy to próbując obejrzeć jedno ze zwierząt, nie wypuści go przypadkiem? Czy nie włoży ręki do środka by dotknąć łuskowatej skóry, nie spodziewając się ugryzienia? Obecnie posiadana gromadka czterech osobników uchodzić mogła za względnie bezpieczną. Wszystkie były ułożone, przyzwyczajone do obecności człowieka, a co najważniejsze, trafiły mu się przy tym osobniki o łagodnych usposobieniach. Nie miał gwarancji, że poszczęści mu się przy kolejnym nabytku. O siebie się nie bał. Wiedział jak należy postępować, wiedział jak krok po kroku przyzwyczaić do swojej obecności oraz dotyku nawet najbardziej upartą poczwarę. Posiadał zaufanie względem tych umiejętności. Z innymi ludźmi już gorzej. 
Przydałoby się dodatkowe pomieszczenie do osobnego zagospodarowania dla gadów...
Istotnie. Takie mógłby zawsze zamknąć na klucz.    
- Hmm~ – mruknął z zainteresowaniem, upijając ze swojej szklanki kilka drobnych łyków przyjemnie łechtającego podniebienie trunku. Baldric widocznie wiedział na których półkach szukać dobrej whisky, nie ma co. - Tak mówisz? – przymrużył oczy w ten specyficzny sposób, który sprawiał, że wydawał się jeszcze bardziej przypominać szczwanego, wiecznie kombinującego lisa. - W takim razie lepiej żebyśmy obaj na siebie uważali. Przy nadmiernej bliskości z innymi, w stanie wątpliwej trzeźwości potrafię się zrobić nieco... „Niespokojny”. Moje opanowanie pozostawia wtedy wiele do życzenia. W zakresie pewnych konkretnych zachowań, mam na myśli. – pozwolił sobie na zastosowanie wieloznacznego tonu, choć nadal uważał, że prawdziwe zagrożenie stanowiłby dla Cornwella dopiero wtedy, gdyby ten był młodszy i nieco niższy. Hm. No i może mniej postawny.      
- Moje podboje, huh? – parsknął cicho pod nosem z niemałym rozbawieniem. Całkiem szybko doszli do tematu przewodniego, przez które notabene się tu dzisiaj spotkali. Nie żeby Lee jakkolwiek się tym martwił. - Przez same ostatnie dwa miesiące było tego tyle, że nie jestem w stanie powiedzieć, bym mógł spamiętać każdą osobę z którą spędziłem noc – lekko wzruszył ramionami, mówiąc o tym w taki sposób, jakby nie było to nic specjalnego. - Zdaje się, że stałem się dość rozwiązłym człowiekiem, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie to w jakikolwiek sposób martwi. Słaby przykład dla młodzieży, którą mamy edukować, nie sądzisz? Lepiej więc o tym nie rozpowiadać. Tak czy inaczej, nie planuję więcej ładować się w nic poważnego. Tego typu rzeczy o wiele bardziej pasują do mężczyzna podobnych tobie – kąciki ust ponownie podjechały luźno ku górze. - Mylę się? – wyraźnie nawiązywał do smsowego wyznania kolegi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lip 09, 2015 9:12 pm

Raczej nie miał specjalnych powodów, żeby martwić się o pomysł powiększenia hodowli przez Lee, jednak informacja ta nieco go zaskoczyła. Co będzie, jeśli zoolog zdecyduje się na jakąś niebezpieczną odmianę jaszczurów albo zakupi jeszcze większego węża boa? W takim przypadku trener szkolnej drużyny piłkarskiej będzie naprawdę rzadkim gościem w mieszkaniu swojego kolegi i raczej niechętnie zbliży się do jakiegokolwiek terrarium, ale i tak trzymałby dystans przynajmniej kilku porządnych kroków. Przyglądał się swojemu rozmówcy ciekawskim spojrzeniem, pragnąc przejrzeć jego zamiary, lecz nie miał ich wypisanych na twarz, choć dostrzegał na niej ślad namysłu. O tak, na pewno zastanawiał się teraz nad mnogością gatunków do oswojenia. Dobrze, że dogłębnie się zastanawia nad tą kwestią, w końcu przy takich pupilach potrzeba mnóstwa zdrowego rozsądku.
Gdy zobaczył jego chytry wyraz twarzy i usłyszał kolejne słowa, zaraz parsknął śmiechem. Obaj po pijaku zmieniając się w namiętne bestie – tak to brzmiało z opisu Adamy. I na dodatek to Baldric miał być prawdopodobną ofiarą, to dopiero nowina! Zasłonił usta dłonią, chcąc stłumić dalszą fazę tego wybuchu wesołości. Ale samo wyobrażenie, że drugi nauczyciel miałby go zdominować, budziło w nim śmiech. Mniej postawny, nieco niższy i po pijaku chciałby się brać do również upitego wielkoluda? To się nadaje na scenariusz jednego z tych beznadziejnych filmów komediowych lub też na jakiś pomysł do taniego filmu porno dla wygłodniałych gejów. Jak to dobrze, że obaj mają do siebie dystans, który pozwala im śmiać się z podobnych wyobrażeń.
- Musiałbyś być doprawdy wygłodniały, zatem i zdesperowany, żeby chcieć mnie dopaść w swoje ręce – odparł z rozbawieniem, rzucając swemu rozmówcy spojrzenie spod przymrużonych powiek. Wcale nie czuł się zagrożony ze strony tego konkretnego osobnika, w końcu jest większy, choć może i tak pozostaje bardziej bezbronny, w końcu ma do czynienia z kimś, kto zna się na samoobronie. Może kiedyś poprosi Apollo, aby dał mu kilka treningów. Umie się bić, ale zawsze warto przyswoić jakieś nowe ruchy, wskazówki.
- Przez twoją rozwiązłość to nawet po alkoholu nie oddam ci swego ciała, bo jeszcze coś złapię – odparł szybko z wrednym uśmieszkiem, dłońmi osłaniając swoje krocze i tors niczym zawstydzona pannica. Oczywiście, wcale nie czuł wstydu, za to nadal towarzyszyła mu wielka wesołość. A jeszcze wcale tak wiele nie wypił, bo tylko pół szklaneczki whisky. – Widzisz, musisz uważać, by nie przegapić prawdziwej miłości.
Chwycił za naczynie i dopił resztę trunku, lecz prawie zakrztusił się, gdy wreszcie temat objął również jego osobę. Podniósł wzrok na zoologa, nie bardzo wiedząc jak odpowiedzieć. Odstawił pustą już szklankę i podrapał się po potylicy z zakłopotaniem. A niech to, chyba jest zbyt trzeźwy, żeby zdobyć się na podobne deklaracje.
- Mam kogoś i myślę o tym kimś bardzo poważnie. To dla mnie szczególna osoba.
Uśmiechnął się kącikami ust, rozmyślając nad swoimi planami na przyszłość. Pragnął być z Percym, czuł do niego wiele, jednak gnębiło go poczucie, że chłopaka sporo omija przy jego boku. Jest młody, ma przed sobą świetlaną przyszłość, więc Cornwell boi się od niego wymagać, aby spędził z nim całe lata. Spoważniał przez takie myśl, marszcząc pry tym brwi.
- Ty też kogoś kiedyś znajdziesz, zobaczysz. Dostaniesz strzałą Amora i padniesz rażony miłością.
Z chęcią zobaczy jak to Lee wariuje z miłości. W końcu nie będzie wiecznie zadowalał się jednonocnymi romansami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lip 23, 2015 9:36 pm

Choć Adama istotnie sporo już rozważał w kwestii powiększenia swojego zwierzyńca, wraz z gorzkim śmiechem rozbrzmiewającym gdzieś w głębi umysłu dotarło do niego, że jest to pierwszy raz od dobrego tygodnia, gdy mógł pomyśleć o tym po raz kolejny. Mała, niewidzialna, burzowa chmurka na nowo zmaterializowała się nad jego głową, lecz tak samo szybko jak się pojawiła, tak samo szybko zniknęła. Alleluja! Niech żyje ognisty posmak whisky, który wraz z odpowiednią atmosferą przepędzi najgorsze przeczucia! Co prawda efekt był jedynie tymczasowy, ale póki co, tyle w zupełności wystarczyło. Gady nigdzie nie uciekną, a liczne hodowle tez raczej nie zapadną się pod ziemie. Miał czas. Czas zarówno na zamienianie mieszkania w mini-zoo, jak i rozwiązywanie kłopotów z natrętnymi, nieznającymi swojego miejsca gliniarzami. Teraz przede wszystkim powinien poświęcić go jednak na relaks! Regeneracje many – jakby to ujął w języku nerdów. 
- Kto wie? – pomimo doprawienia swojego tonu nutką tajemnicy, świetnie zdawał sobie sprawę, że wystąpienie podobnego scenariuszu graniczyło z cudem. Na stosunkach kumpelskich pasowali do siebie o dziwo jak ulał, ale gdyby nagle miał wykwitnąć z tego romans-... Normalnie boki zrywać!
- Hej, hej! Mogę nie być dyplomowanym specem od nauk z wychowania seksualnego, ale jestem już na tyle duży, by wiedzieć jak się zabezpieczać – spojrzał na drugiego mężczyznę z wyrzutem. - Poza tym ostatnie badania przeszedłem śpiewająco – a to akurat był czysty fakt. Może i kochał ryzyko na wielu płaszczyznach, ale są rzeczy, dla których ryzykować nie zechciałby żaden mężczyzna. Zwłaszcza gdy tyczy się to zawartości bielizny.    
Uśmiechając się za to na nowo, lecz tym razem z lekkim politowaniem, niespiesznie podniósł się ze swojego miejsca i odłożył szklankę z powrotem na stole. Była to cała jego odpowiedź na Cornwellowe „przegapienie przez niego prawdziwej miłości”. Widmo Margaret nie pozwalało o sobie zapomnieć i prawdę powiedziawszy wątpił, aby ktokolwiek mógł mu ją zastąpić. Nieważne jak bardzo starał się wymazać tę zdradliwą żmiję ze wspomnień i serca – przegrywał za każdym razem. Jej jedynej nigdy nie potrafił pokonać. Zaakceptował tę porażkę. W każdym razie póki co. Bo dlaczego by nie połudzić się jeszcze trochę, licząc na jej powrót? Wybaczyłby jej. Niemądrze i lekkomyślnie. Oh! Poza tym pizza powinna być już gotowa. Ale najpierw rozleje im więcej trunku, skoro i tak stał. No i jakżeby mógł nie pozwolić sobie na dokładne przyjrzenie się twarzy zakłopotanego wreszcie kompana. Lubił oglądać u ludzi tego rodzaju reakcje.   
- Trochę musi już to trwać – zauważył, odkładając butelkę na stół i ruszając w stronę aneksu. - Łatwo po tobie dostrzec, kiedy jesteś zadurzony po uszy. Nie wiedziałem, że można być jeszcze łagodniejszym i bardziej optymistycznym, ale ty właśnie taki się wtedy najwyraźniej stajesz – przynajmniej on odnosił takie wrażenie. - Cóż, to pewnie dobrze. Jesteś już w takim wieku, że może przydałoby się jakoś ustatkować, hm? - to ostatnie dodał jedynie po to, by dopiec mu za komentarz o strzale Amora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sob Lip 25, 2015 11:52 am

Prawie parsknął śmiechem, kiedy do jego uszu dotarło to pytanie okraszone nutą tajemniczości. Jak to dobrze, że obaj mają dystans do siebie, bo gdyby było inaczej, zapewne już na samym początku spotkania niepotrzebnie by się spięli i może nawet obrazili na siebie za tak nieodpowiednie żarty. Ale przecież wizja ich jakże nieprawdopodobnego związku to była prawdziwa komedia, więc musieli się z niej śmiać. Lee leciał na młodszych od siebie, więc raczej nie zechciałby na takiego wielkiego miśka, jakim to jest Cornwell. Zresztą, nauczyciel wychowania seksualnego też zaczął lgnąć do młodszych partnerów, a właściwie to całkowicie skupił się na jednym konkretnym nastolatku. Samo myślenie o Percym sprawiło, że poczuł się błogo i nawet uśmiechnął się pod nosem. Wiele o nim ostatnio myśl, przez co też zaczyna mieć pewne obawy o przyszłość. Trochę się martwi, ale przecież w każdym związku bywają trudności. Ale na kolejną uwagę rozmówcy zarechotał głupio, całkowicie zapominając o jakiejkolwiek wstrzemięźliwości. Po prostu jest w zbyt dobrym humorze.
- Prezerwatywa nie chroni przed każdą chorobą weneryczną – odparł z wrednym uśmieszkiem, jednocześnie wyprostował się dumnie, w końcu był specjalistą w dziedzinie seksu. Tak, nawet swoim uczniom powtarzał takie prawdy, aby ustrzec ich przed największymi życiowymi problemami. Ileż to razu gnębił ich tematem antykoncepcji. – Więc dobrze, że się badasz.
Od razu dostrzegł zmianę nastroju druha na wzmiankę o możliwym przegapieniu miłości. Bald zaraz ugryzł się w język, żałując strasznie tego, że wybrał tak niewygodny dla rozmówcy temat. Doskonale wiedział, że mężczyzna wciąż tęskni za swoją żoną, prawdopodobnie nadal coś do niej czuje. Wydawałoby się, że o niej zapomniał, w końcu jego życie towarzyskie stało się po pewnym czasie dość bujne, mimo to chyba nie potrafił odnaleźć szczęścia. Teraz szuka romansów a nie związków, zbyt mocno się sparzył. Nikt nie powie mu, jak ma żyć, Baldric również tego nie zrobi, ale chętnie udzieliłby mu kilka rad, być może całkiem pożytecznych. Tylko nie może też wpychać nosa w nie swoje sprawy, aby czasem nie wyjść na wścibskiego.
Jak to dobrze, że Apollo powrócił do tematu ich związku. Tak, lepsze już jest zakłopotanie z powodu własnych uczuć niż zakłopotanie zrodzone z powodu naruszenia cudzych starych ran. Podrapał się nerwowo po potylicy, uśmiechając się głupawo. Czuł, że w słowach rozmówcy kryje się przyjazna nuta, jednak próbował też droczyć się z nim i to nad wyraz bezczelnie, uderzając w najwrażliwsze struny. Żadnej nie miał litości dla zakochanego mężczyzny, żadnej!
- Trochę to trwa – przyznał z pewnym skrępowaniem. – I naprawdę myślę poważnie o tym związku, mógłbym też się ustatkować, ale wydaje mi się, że mój chłopak nie jest na to gotowy. Dobrze wiesz, że jest sporo młodszy ode mnie.
Zawsze wierzył, że znajdzie sobie kogoś w swoim wieku lub też bardziej zbliżonym do swojego, tymczasem był w związku z prawie dwa razy młodszym od siebie chłopakiem. Czuł się tak niepewnie, bo tyle ich różniło i tak niewiele łączyło. Ale nadal szczerze go pragnął.
- Wiesz, on ma tyle marzeń. Chce podróżować, kocha surfować, myśli o zamieszkaniu gdzieś nad australijską plażą, bo tam są ponoć najlepsze fale. A ja nie wyobrażam sobie życia z dala od Londynu, gdzie mam wszystko.
Westchnął ciężko, zaraz poważniejąc. Percy miał przed sobą cała przyszłość, a on? Już poukładał sobie życie i jakoś nie potrafił wyobrazić sobie wielkich zmian w swoim życiu. Czy byłby gotowy spełniać wraz z ukochanym jego marzenia? A może to Percy musiałby zrezygnować ze swych planów na rzecz ich związku? Ta druga opcja chyba była najgorsza, bo rodziłaby wielki żal i poczucie winy.
- Związki nie są wcale takie proste. Budowanie przyszłości z drugą osobą jest takie skomplikowane – poskarżył się niczym dzieciak. Szybko jednak potrząsnął głową, pozbywając się niemiłych myśli i chwycił za szklankę, aby napić się whisky. W mgnieniu oka opróżnił naczynie, po czym westchnął przeciągle, następnie uśmiechnął się z ograniczonym entuzjazmem.
- Ale nie dołujmy się. Jestem zakochany i tyle w tym temacie. Lepiej leć po pizzę, bo marny z ciebie gospodarz.
Wziął garść krakersów i wpakował sobie większą ich część do ust, żeby czymś zająć zbyt wylewny język.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Lip 27, 2015 1:47 am

- Co też Pan nie powie, Panie Cornwell – odpowiedział mu z równie „milusim” wyrazem twarzy. - Nigdy bym nie odgadł bez Pana pomocy. Pozostaję dozgonnie wdzęczny – ilość ironii zawarta w tej wypowiedzi okazała się nad podziw imponująca, mimo iż słów przecież zawierała doprawdy niewiele. Adama rzadko pozostawał w dyskusjach dłużny. Zwłaszcza gdy chodziło o dogryzki i odszczekiwanie się. Naturalnie w tym wypadku były to zaledwie niegroźne przepychanki, więc nie wkładał w to co mówił jakoś specjalnie wiele złośliwości i pilnował się, by przypadkiem nie przesadzić.  
Generalnie nie czuł się w jakikolwiek sposób urażony ewentualnym nietaktem Baldrica. O ile w ogóle można tu mówić o jakimkolwiek nietakcie, rzecz jasna. On sam przecież nie mówił jakoś zbyt wiele na temat swojej byłej czy też dręczącym go w dalszym ciągu uczuciu do niej, więc dlaczego miałby oczekiwać od kogokolwiek, że zdoła się domyślić sam z siebie jakby to było nie wiadomo jak oczywiste? Zresztą gdyby rzeczywiście było, przyprawiałoby to jedynie dodatkowego ból dupy. 
Ah, miłość z pewnością bywała problematyczna. Kiedyś sądził, że to naturalny punkt programu ludzkiego życia, ale po czasie przekonał się, że niektórzy po prostu nigdy nie powinni jej zaznawać. Nie dlatego, że po jednokrotnym sparzeniu się nagle zaczął uznawać miłość za coś żałosnego czy niechcianego. Skąd. Może i nie należał do typowych romantyków, ale nie zgrywał się też na zupełnie nieczułego badassa, któremu nie zależy na tego rodzaju rzeczach czy też nimi gardził. Problem pojawiał się, gdy odkochać się później nie dało, niezależnie ile czasu mijało. 
Dobrze było jednak słyszeć, że komuś pokroju Balda układało się na tym pułapie. Uważał go za porządnego faceta. Pasowało do niego również miano „dobrego człowieka”. Zabawnie się z nim wręcz kojarzyło. Spore przeciwieństwo tego, za kogo zoolog osobiście się uważał. Oh, nie, nie czuł się zazdrosny! Nic z tych rzeczy! Chociaż... Może odrobinkę? Nic groźnego. Zabawniej za to było się z nim dzięki temu drażnić. 
- Hmm – mruknął z zainteresowaniem i uśmiechnął się nawet szerzej. - Czyli jednak to chłopak. Wreszcie powiedziałeś to głośno – pochwalił go łagodnie, powstrzymując się  jednocześnie przed parsknięciem śmiechem. 
Bingo. Tak jak przypuszczał – nie oszukując się. Było mimo wszystko dość dziwnym, kiedy nie słyszało się od zakochanego faceta komplementów pod kątem wyglądu wybranki, czy też zwyczajnie jej imienia w trakcie rozmowy o niej. Już kilka razy kusiło go zadanie bezpośredniego pytania, lecz teraz po raz kolejny uznał, że opłacało się być cierpliwym. 
Wysłuchał zmartwień mężczyzny odnośnie obecnego związku, póki co nie dotykając bardziej faktu, że związek ten toczył się między dwójka osobników tej samej płci. Zresztą jakże wielkim hipokrytą musiałby być, żeby móc się tego czepiać. 
- Jeśli jest o wiele młodszy, jak sam wspomniałeś, nic dziwnego, że nie jest mu to jeszcze w smak – potarł podbródek palcami, nie mogąc oderwać wzroku od tego jakże szczerego wyrazu twarzy u Cornwella. - Sądzę, że nic na to nie poradzisz. Przynajmniej na razie. Australia byłaby co prawda niewątpliwym problemem, ale jako ten doroślejszy musisz pamiętać i mieć ciągle na uwadze, że życie nie jest na tyle łatwe i uczciwe, by pozwalać nam realizować każde jedno z naszych marzeń. Jak na moje oko, chłopak powinien przede wszystkim się wyszaleć. Co wcale nie będzie dla ciebie łatwiejszym do zniesienia. Pewnie podwójnie będziesz musiał mieć na niego oko, żeby ci go ktoś nie podprowadził. Ale jeśli cię to pocieszy, to wiedz, że byłem już kiedyś w Australii. Niezwykle ciężko jest tam uzyskać pozwolenie na osiedlenie się, że już o obywatelstwie nie wspominając – trochę orientował się w tych kwestiach. Dla chłopaka Baldrica nie będzie to prosta droga ku zwycięstwu, jeśli naprawdę uprze się na tę nieszczęsną Australię. Jasne, mógł uznać kraj za świetny. W końcu taki obfity w niesamowite zwierzęta! Ileż fascynujących gatunków, zwłaszcza wśród jadowitych i tych wybitnie niebezpiecznych! Istna gratka dla zoologa jego pokroju! Ale na dłuższą metę nie te klimaty dla osoby, która urodziła się i wychowała w UK. Umiał zatem zrozumieć uczucia towarzyszącego mu tu dzisiaj współpracownika. Mieli już swoje lata oraz przyzwyczajenia – jakkolwiek Lee mógł mieć ich trochę mniej ze względu na młodszy wiek. Że o osiągnięciu pewnego pułapu kariery nie wspominając. Do tego dochodziła rodzina, znajomi... Nagły wyjazd stanowiłby dla nich spore ryzyko pod wieloma względami. Tego typu decyzje winno się faktycznie podejmować za młodu. Gdy do zyskania było wiele, a do stracenia prawie że nic.
- Ha. Powiedz mi o czymś, o czym nie wiem – był już praktycznie przy piekarniku, kiedy doszła go zabawna skarga. Nawet dwie! Pierwsza na związki, druga na niego. - Na twoim miejscu uważałbym z krytyką pod kątem gospodarza, który za chwilę będzie ci serwował posiłek. Dobrze byłoby przecież go przeżyć. A co do poprzedniego tematu, wydaje mi się, że jesteśmy jeszcze za bardzo trzeźwi, żeby wgłębiać się w takie rzeczy?
Wyciągnął pizze z piekarnika, pokroił sprawnie na, w miarę równe kawałki, po czym wrócił do części salonowej i postawił talerz z ciepłym posiłkiem na stole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Lip 27, 2015 10:55 pm

Pociągają go zarówno kobiety, jak i mężczyźni, z czym nigdy się specjalnie nie krył, jednocześnie nie zamierzał też obnosić się ze swoją orientacją. Zawsze uważał, że dla każdego to, co i z kim robi w łóżku, czy też poza nim, powinno być sprawą jak najbardziej intymną. Oczywiście, dobrze jest mieć też kim porozmawiać na temat swoich preferencji seksualnych, ale wyciąganie takich tematów w sferze publicznej odrobinę go zniesmaczało. W pewnym sensie rozumiał całą tę walkę o równe prawa prowadzoną przez mniejszości seksualne, przecież każdy ma prawo do miłości, ale takie parady równości czasem przekraczały granice dobrego smaku, więc nawet londyńska społeczność - swoją drogą, bardzo już tolerancyjna, choć też mają w sobie również radykałów - wyrażała niekiedy sprzeciw przeciw kolorowym maskaradom. Biseksualizm nie jest wynaturzeniem, homoseksualizm też zresztą nie, jednak orientacja to indywidualna sprawa każdego, a przynajmniej powinna być. Tak samo powinno być przekonaniami religijnymi, jeśli jakieś masz, to zachowaj je dla siebie.
W każdym razie Lee wiedział o tym, że Baldric gra na dwa fronty, lecz niekoniecznie musiał wiedzieć, że obecnie jego partnerem jest prawie o połowę młodszy chłopak. Cóż, wydało się, Cornwell jest w związku z nastolatkiem i nic nie może poradzić na to, że się zakochał. To był przypadek, że ulokował swoje uczucia w podobny sposób, mimo to nie potrafił żałować. Kto by przypuszczał, że zacznie się od łóżka. Ostatnimi czasy cechowało go tradycjonalne podejście do miłości. Najpierw uczucie, potem seks i wbijał to sobie do łba przez cztery ładne lata. Nigdy też nie planował wiązać się z kimś sporo młodszym, a tutaj zapałał uczuciem do ucznia. Zdziwaczał na stare lata, to musi być jedynie rozsądne wytłumaczenie. Chociaż jest też inne: nauczyciel wychowania seksualnego zakochał się bez pamięci. I niby która opcja mogła przerazić bardziej? Jeszcze ani razu nie padły te dwa słowa, które mogłyby stanowić przypieczętowanie wszystkiego, co łączy go z Percym. Bał się postawić kropkę nad i, wcale nie dlatego, ze próbował zostawić sobie drogę ucieczki, zwyczajnie bał się odrzucenia. Nadal gnębiło go przeczucie, że może angażuje się bardziej niż kochanek.
- Też uważam, ze powinien zaznać za młodu jak najwięcej wolności, żeby się wyszaleć, ale…
Urwał, prawie ugryzł się w język, żeby tylko zamilknąć. Powiedzieć za wiele też nie może, nie chce przecież wywlekać sprawy z narkotykami przed innym pedagogiem. I tak wystarczająco czuł się źle z tym, że się otwiera przed Lee i jednocześnie nie może o wszystkim powiedzieć. Wielką trudnością było dla niego już samo staranie, aby czasem nie wypowiedzieć imienia ukochanego. Z wyrazem zgryzoty na twarzy podrapał się po policzku, następnie westchnął ciężko i rzucił spojrzenie swojemu rozmówcy.
- Martwię się, że w końcu zda sobie sprawę z mojego wieku. Na razie to nie jest żadna bariera, jednak trudno pochwalić się dwa razy starszym kochankiem przed kolegami. Raczej nie wyjdziemy razem na imprezę do jego znajomych, w klubie wyglądalibyśmy razem dość dziwacznie. To nie tak, że nie jestem zbyt towarzyski czy rozrywkowy, po prostu sam się już wyszalałem.
Zmarszczył brwi w konsternacji, w ogóle nie wiedząc, do czego dąży. Przeciwności się piętrzyły, a on jedynie narzekał, zamiast działać. Do cholery jasnej, tak bardzo mu zależy, jednocześnie wielu rzeczy się obawia. Trudno byłoby mu się pogodzić z myślą, że mógłby zostać zamieniony na młodszy model. Chyba szuka dziury w całym, Percy w końcu jeszcze nigdy nie dał mu powodów do… Raz mu nie zaufał, strasznie się wtedy pokłócili. Te wszystkie obawy z tamtego dnia wciąż w nim siedzą.
- Wiesz, jakoś nie poprawiłeś mi humoru, a przecież to spore pocieszenie, że Australia staje się bardziej nieosiągalna.
Gdy odbiegli od tematu związku Cornwella, ten zaraz uśmiechnął się z wdzięcznością. Podczas niedyspozycyjności gospodarza dolał sobie whisky, następnie zerknął podejrzliwie na pizzę, jakby rzeczywiście podejrzewał, że Lee coś knuje. Zoolog zna się na tych niebezpiecznych gadach, więc mógł zdobyć jakiś strasznie toksyczny jad lub inną naturalnie występującą truciznę. Na samą myśl wzdrygnął się, następnie uśmiechnął subtelnie.
- Jak mnie otrujesz, nie ujdzie ci to płazem – odparł hardo i złapał za pierwszy kawałek pizzy, świadomie wybierając ten, który wyglądał na największy. Wziął pierwszy gryz i rozsmakował się w nim, nie czując żadnych podejrzanych smaków. Oderwał się od jedzenia i skinął głową. – Ale coś czuję, że jak zrobię się jeszcze bardziej wylewny, to nie pozostanie ci inne wyjście jak otrucie mnie, żebym zaznał spokoju.
Nagle zrobił się taki dramatyczny, mimo to zarechotał na swoje własne słowa. Nawet nie zauważył kiedy pochłonął pierwszy kawałek pizzy, a już brał się za drugi. Był taki głodny, mimo wszystko whisky nieco wyostrzyła mu apetyt. Najważniejsze, żeby obaj się najedli, zanim narzucą szybsze tempo picia.
- Właśnie, miałem cię zapytać – zaczął lekko roztargniony. – To prawda, że ośmieszyłeś jakiegoś uczniaka na oczach całej klasy? Nie, żebym się wtrącał w twoje metody nauczania, po prostu szkoda czadem tych dzieciaków. Chociaż znajdą się tacy, co powinni zostać utemperowani.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sro Lip 29, 2015 6:17 pm

Lee był ostatnim, który mógł czy też chciał negatywnie komentować czyjekolwiek gusta oraz preferencje seksualne. Koniec końców od ponad dwóch lat uwodził i wykorzystywał młodych chłopaczków wedle własnej woli oraz wszelkich zachcianek. Przy czym zazwyczaj nie cechowała go wtedy szczególna delikatność, ale mniejsza o szczegóły. Najzabawniejsze było w tym to, że przez swoje zachowanie w obecności kobiet, które swoją drogą w dalszym ciągu pozostawało nienaganne, nadal uważany był za pełnoprawnego hetero. Nikogo zresztą nie wyprowadzał z tego błędu. Bo i po co by miał? Tak było nawet zabawniej. Hm, jeśli się nad tym zastanowić, Baldricowi także nie dał nigdy jakoś specjalnie odczuć, by mogli interesować go inni mężczyźni. Choć gdzieś po drodze na pewno już wyszło, że nie ma z tym problemów u innych osób. Pilnował się, by na początku znajomości nigdy nie wychodzić z niepewnymi tematami. Należał do ludzi lubiących zbadać grunt w zależności od typu relacji na jaką się nastawiał. Nie wyglądał, lecz w rzeczywistości był bardzo ostrożny w stosunku do innych. Czujnie ich obserwował, jednocześnie pilnując, by nie zostało to zauważone. Tego rodzaju nawyków nabawił się oczywiście przez swoją „dorywczą” pracę. 
Obecnie w każdym razie nie przeszkadzałoby mu, gdyby prawda o jego wybrykach - bez zbędnych szczegółów - wyszła na jaw przed osobą Baldrica. Prawdę powiedziawszy nastawił się na wyjście tego faktu prędzej czy później, skoro byli już na takim, a nie innym poziomie wzajemnej szczerości. Jako człowiek, który przechodził dodatkowe szkolenia z zakresu psychologii przez wzgląd na rozpoczęcie pracy w szkole, świetnie zdawał sobie sprawę, że czasami najbardziej niezależna i pewna siebie jednostka musi mieć od kogo uzyskać pełną akceptacje. Jedna z podstawowych potrzeb wyższego rzędu. Być może najwyższa pora trochę o nią zadbać? Z zachowaniem przyzwoitości. Nie chciał przecież ściągać na głowę nauczyciela wychowania seksualnego niepotrzebnych kłopotów. Najwyraźniej miał już ich i tak aż nadto. 
- |To zależy tylko i wyłącznie od waszego własnego punktu widzenia – jego ton zabrzmiał dziwnie rzeczowo, co i jego samego odrobinkę zaskoczyło, ale skoro zaczął, to i skończyć wypada. - Związek z którym trzeba się kryć, w którym nie można pozostać sobą, jest z góry skazany na niepowodzenie. - nie próbował bawić się w podchody. Mówił co myślał. Jakkolwiek jego szczerość mogła być cierniem w boku. - Jeśli naprawdę myślisz o tym poważnie, prędzej czy później wypadałoby w miarę możliwości poznać jego rodziców, a także znajomych w towarzystwie których się obraca. To samo tyczy się jego. Żyjemy w coraz bardziej świadomym społeczeństwie, więc trzeba liczyć na to, że nie będzie tak źle. Bez choćby odrobiny pozytywnego spojrzenia na całą sprawę, staniesz się kłębkiem nerwów, stracisz jeszcze więcej pewności siebie i koniec końców nic nie pójdzie po twojej myśli. Nie możesz go co prawda uwiązać do siebie i mieć pewności, że nie ucieknie, ale spróbować wcale nie byłoby tak źle, nie sądzisz? Stać się niezastąpionym. Odrobina egoizmu potrzebna jest każdemu.  
Może i w chwili obecnej nie był najlepszą osobą do udzielania porad na tym podłożu, ale też z drugiej strony nie taką znowu bezużyteczna pod kątem doświadczenia. No. Ale to mogli sobie zostawić na potem. Gdy procenty konkretniej uderzą do głowy, a oni poczują większą chęć na zwierzenia.
Tymczasem temat zszedł na inne tory. Lee przywdział na usta sztuczny, promienny uśmiech iście niewinnej istoty, podczas gdy Baldric niepewnie oglądał pizzę nim się na nią pokusił.
- Oh, nie takie rzeczy mi uchodziły~ – stwierdził niemalże radośnie, co też w sumie nie było do końca kłamstwem, ale po co o tym rozprawiać? - Spokojnie. W razie czego zawsze mogę ci udostępnić moje tajne pokłady suszu z bielunia i cykuty. Pozwolisz jednak, że policzę ci za nie jeszcze przed zgonem.
Usiadł z powrotem na swoim miejscu i sięgnął po drugi największy kawałek pizzy.
- Nhm...? – mruknął z pełnymi ustami, posyłając mężczyźnie spojrzenie pełne zainteresowania. - Jestem zaskoczony jak wiele czasu zajęło tej informacji, aby wypłynęła – odparł po przełknięciu. - Chłopak musiał być wybitnie lubiany, albo wręcz przeciwnie. Nie jest pierwszym i pewnie nie ostatnim. Mówiłem ci jak nienawidzę idiotów, nieuków i niekompetentnego matolstwa. Skoro chcą przychodzić na moje zajęcia, niech przychodzą na nie punktualnie. Jeśli nie są zainteresowani, niech nie pokazują mi się na oczy w ogóle. Każdemu może zdarzyć się spóźnić i nawet ja jestem w stanie to zrozumieć. Gdyby gówniarz okazał skruchę i uważał do końca zajęć, nie musiałbym go w ten sposób stawiać do pionu – wzruszył ramionami i łyknął sobie zdrowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pią Lip 31, 2015 8:26 pm

Potrzebował z kimś porozmawiać na temat swojego związku, żeby wreszcie się wyżalić, zdradzić swoje największe obawy i jednocześnie wyznać wszystkie winy, opowiedzieć o najskrytszych pragnieniach. Musiał przyznać przed samym sobą, że często łapał się na myśli, czy romans z nastolatkiem ma sens. Z jednej strony nie mógł odpuścić, naprawdę czuje wiele do swego kochanka, ale powoli przeszkody zaczynały się piętrzyć i wydawało się, że mur złożony z tych wszystkich niepokojów prędzej czy później zwali się prosto na nich. I właśnie dlatego musiał się wygadać, a gdy już to zrobił, poczuł sporą ulgę, jakby wielki głaz spadł mu z serca. Lee był najlepszym wyborem, jakiego mógł dokonać, choć wcale nie planował, że tyle mu opowie o swoich uczuciowych problemach. Właściwie pragnął uniknąć tego tematu, jednak szybko się wyłożył, choć wypił zaledwie trochę whisky. Ta jego słaba wola, może na nią jedynie narzekać. Spokojnie wysłuchał słów kompana i sam już początek wypowiedzi brzmiał dość poważnie, przez co Baldric zgarbił się, próbując się jakoś bronić przed okrutną rzeczywistością. Ale zoolog potraktował go łagodnie, wykazał się wyrozumiałością, jednocześnie był szczery. Ileż to razy się zdarzało, że był aż nazbyt szczery, przez co rozmówca wpadał w szał, odczuwał ból lub smutek.
- Poznałem jego ojca – wyznał szczerze, ale szybko zamknął usta, od razu dając tym samym do zrozumienia, że nie chce rozwijać wypowiedzi, przynajmniej nie teraz, kiedy wciąż obaj wypili za mało. Poza tym, dziwnie by było mówić źle o ojcu swojego partnera, nieprawdaż? Starszy Debreu zwyczajnie nie zasłużył nawet na gram sympatii, w końcu nie dbał o własnego syna, za to bardzo interesowała go jego reputacja. Na samą myśl skrzywił się nieprzyjemnie.
Na te wszystkie porady przytakiwał głową, niekiedy uśmiechał się do siebie pod nosem, a na koniec był wdzięczny, że jednak zmienili temat. To miał być wesoły wieczór, a tymczasem Baldric czuł, że niepotrzebnie skupiają się na nim i jego problemach miłosnych. Wolał więc przenieść uwagę ich na osobę rozmówcy, niech to on teraz stanie się wylewny. Obaj muszą się skompromitować w równym stopniu, a co. Sprawiedliwość musi być.
Otworzył szeroko oczy z wrażenia i z niemądrą miną rozdziawił usta. Był naprawdę bliski uwierzenia, że gospodarz trzyma w swoim domu tak niebezpieczne rzeczy. Zawsze jawnie okazywał zainteresowanie takimi rzeczami. Skoro ma niebezpiecznie zwierzaki, to może też gdzieś w ukryciu przechowywać trucizny.
- Cholera, naprawdę przez chwilę myślałem… - tu urwał i zarechotał cicho, a napięcie uszło z jego ciała. Może to dość naiwne z jego strony, ale naprawdę się wystraszył. Przez ten lisi uśmieszek czasem ciężko stwierdzić, czy Lee żartuje, czy może jednak mówi poważnie. Tajemniczy z niego gość. – Lepiej mnie nie strasz, bo zejdę ci na zawał.
Kolejny raz przytaknął, aczkolwiek sam nigdy nie starał się stawiać swoich uczniów do pionu. Wiele z nimi rozmawiał, starał się zrozumieć ich punk widzenia, aczkolwiek był bardzo świadom tego, że zajęcia z wychowania seksualnego a nauczanie zoologii diametralnie się różni. Na jego lekcjach panuje luz, uczniowie dostają raczej symboliczne zadania, z kolei u Adamy jest rygor i pełno obowiązków. Ale kiedyś tym dzieciakom ta dyscyplina wyjdzie na dobre, na przykład na uczelniach wyższych, gdzie wykładowcy w dużym stopniu żądają od uczniów, żeby wiedzieli już wszystko, co najważniejsze.
- Rozumiem, że czasem jakiś uczeń cię zdenerwuje i nie kwestionuję twoich metod, po prostu żal mi ich. Chyba mam zbyt miękkie serce, ale nic na to nie poradzę.
Nadął usta niczym dziecko, po czym uśmiechnął się szeroko i chwycił za szklankę whisky. Szybko ją opróżnił, tak samo jak szybko zjadł kolejny kawałek pizzy. A potem zaczął pałaszować solone paluszki, nie za bardzo dbając o to, że nie je zbyt elegancko.
- Idę po piwo.
Może i nie skończyli whisky, jednak i tak zamarzyło mu się piwo. Wstał z miejsca, przeszedł do kuchennej części pomieszczenie, wyciągnął dwa piwa z lodówki, po czym szybko wrócił. Podał jedną puszkę kompanowi, drugą postawił przed sobą. Zanim jednak ją otworzył, dolał sobie do szklanki cennego trunku. Ledwo opróżnił naczynie, a już pił drugiego łyka piwa. Dobrze, że ma mocną głowę, inaczej od samej mieszanki smaków odpadłby z zabawy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Nie Sie 02, 2015 4:30 pm

Kiwnął głową, lecz nie skomentował tego w żaden sposób. Nie było takiej potrzeby. Podobnie jak nie było potrzeby pytać o szczegóły dotyczące rodzica chłopaka. Wystarczyło przecież spojrzeć na twarz Baldrica, aby wiedzieć, że żaden tam z niego ciekawy przyjemniaczek.      
Posłał mężczyźnie krzywy uśmieszek, dając tym samym do zrozumienia, że nie ma obowiązku zmuszać się do jakichkolwiek wyjaśnień. Drażliwe tematy lepiej jest rozwijać, kiedy rzeczywiście czuje się taką potrzebę. Zazwyczaj ludzi nachodzi na to po kilku głębszych, gdy oto nagle po godzinach rozprawiania o pierdołach czy zaśmiewania się do łez, ni z tego ni z owego ma się ochotę wykrzyczeć swoje żale i pozłościć się z byle powodu na czym ten świat stoi. 
Wychodziło więc na to, że obaj zaczęli od nieodpowiedniej strony, ale Lee nie potrzebował też zbyt wiele, aby naprawić ten błąd. Przy okazji mógł trochę podroczyć się z brunetem w sposób jaki lubił najbardziej. Przyprawiając go o ciarki. To może i nie do końca zdrowa forma rozrywki, ale z jakiegoś powodu zawsze dobrze się bawił, mogąc obserwować u ludzi tego rodzaju reakcje. Aż przypomniało mu się, jak kiedyś zastanawiał się również nad obraniem drogi kariery jako psycholog. Wydawała mu się całkiem interesująca, ale ostatecznie przez wzgląd na bezpieczeństwo swoje oraz innych, szybko z niej zrezygnował. Bądź co bądź, lubił się uważać za osobę kompetentną, potrafiącą trzymać swoje nerwy na wodzy, a i samego siebie w ryzach. Tymczasem wyobraźnia zbyt łatwo podsuwała mu obrazy tego, na ile sposobów mógłby wówczas zmanipulować drugą osobę, gdyby ta tylko otworzyła się na niego zanadto, eksponując swoje myśli, uczucia i pragnienia. Do czego mógłby ich nakłonić, zwłaszcza tych będących pod wyjątkowo dużą presją powodowaną dręczącymi problemami. Niewiele trzeba dobremu psychologowi o niedobrych skłonnościach, aby móc zdecydować nawet o życiu swego pacjenta-klienta. Wykorzystanie zaufania, zdobytych informacji, poznanych słabych punktów wedle własnej woli, nie byłoby dla Lee niczym trudnym. I co gorsza, istniała raczej mała szansa, aby miał się po jakimkolwiek incydencie poczuć źle. Ponadto już teraz przecież potrafił robić takie rzeczy nad wyraz dobrze. Z tym, że zazwyczaj miało to ścisły związek z jego nadprogramową pracą. Starał się nie przekraczać tej czerwonej linii nadmiernie często. Lecz gdy już czasami trzeba było kogoś złamać, najczęściej by dostać to, co chciał w danym momencie uzyskać, odnajdywał w tym niewysłowioną przyjemność. Niebezpieczna pokusa. Bardzo niebezpieczna. Trzeba było z nią uważać. 
Co się zaś tyczyło trucizn-... Cornwell nie był w błędzie, podejrzewając zoologa o możliwość posiadania podobnych specyfików. 
- Zobaczenie twojej miny sprzed chwili, warte było nawet takiego nieczystego zagrania – stwierdził już ze spokojnym, łagodniejszym rozbawieniem, dojadając swoją porcje pizzy. - Faktem jest jednak, że toksykologia była jednym z moich ulubionych przedmiotów na studiach – zauważył po chwili. - Przodowałem na niej w egzaminach, czym lubię się dzielić ze swoimi uczniami, kiedy zachowują się niespokojnie. To zadziwiające jak krótki wykład o działaniu chlorka suksametonium potrafi w ciągu kilku chwil uciszyć i unieruchomić prawie trzydzieści osób naraz. Choć może chodziło tu raczej o przypadkowe napomknięcie o moich dobrych stosunkach z pewnymi farmaceutami...? - z trudem powstrzymał wypłynięcie na usta szerokiego uśmiechu satysfakcji. Lepiej jednak i tu zachować ostrożność. Jeszcze wyjdzie na jakiegoś psychola, którym przecież wcale nie był. To nie tak, że lubił terroryzować swoich młodych studentów. No... Może odrobinkę, jednak cel przyświecał temu przecież większy, prawda? 
- Masz – przytaknął bez chwili wahania. - Z całą pewnością masz. Nie jest to oczywiście jakaś zła cecha. Nie byłoby jednak dobrze, gdyby grono pedagogiczne zasiadali sami dobrzy i wyrozumiali „wujkowie”, sam to musisz przyznać. Zawsze potrzebni będą ci uwielbiani jak i znienawidzeni. Na koniec tylko takich się zapamiętuje. Poza tym... Użyłeś nieco zbyt przesadzonego sformułowania – zauważył nagle. - Trzeba o wiele więcej niż okazywanie braku zainteresowania moimi zajęciami, żeby mnie zdenerwować. Sprawa jest prosta – szkoła to nie obowiązek, a przywilej. Dostosowujesz się do warunków w niej panujących, albo rezygnujesz na rzecz stania się nieudacznikiem do końca swojego życia. A jeśli dodatkowo nie potrafisz się skupić na jednej rzeczy, ani poradzić sobie z presją na lekcji, nie masz prawa myśleć o studiach wyższych czy dobrej pracy w przyszłości.
Podchodził do sprawy czysto praktycznie. Miał nauczać, edukować, a nie pozwalać bandzie rozwydrzonych bachorów na robienie wszystkiego co im się spodoba. 
- Razy dwa – poprosił jeszcze mężczyznę i przeciągnął się głęboko. Całe szczęście nie tylko Baldric miał mocną głowę. No i dzisiaj mogli sobie zaszaleć. 
- Dzięki – przysunął sobie puszkę, lecz zanim zdążył ją otworzyć, telefon leżący na kraju stołu zawibrował. Sięgnął po niego pospiesznie, krzywiąc się przy tym niechętnie. Powinien był zupełnie go wyłączyć. 
- ... - tylko przelotnie co prawda zerknął na wyświetlającą się na ekranie nazwę kontaktu, ale tyle też wystarczyło w zupełności, aby przez jego twarz przebiegł głęboki cień. Trwało to może raptem ułamek sekundy. Szybko zapanował nad krótkim wybuchem negatywnych emocji, po czym zamiast wyłączyć telefon, wyciągnął z niego baterię i dopiero odłożył. Syk otwieranej zaraz po tym, puszki od razu poprawił mu nastrój. 
- Nigdy nie sądziłem, że doczekam się stalkera - westchnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Wto Sie 11, 2015 8:15 pm

Wpatrywał się w swego rozmówcę z lekko rozdziawionymi ustami, choć czuł się raczej tak, jakby nie mógł pozbierać nieszczęsnej szczęki z podłogi. Oczywiście, w końcu zamknął usta, ale niemądra mina i tak pozostała, najwidoczniej zbyt mocno rozgościła się na jego twarzy. Słynął z głupkowatych wyrazów twarzy, choćby dlatego, że często uśmiecha się jak beztroski idiota, lecz tym razem ledwo nad tym zapanował. Nic dziwnego, że Lee był całkiem rozbawiony z powodu takowej reakcji, ba, może nawet czerpał z niej jakąś satysfakcję, kto go tam wie. Z całą pewnością mocno wstrząsnął światopoglądem nauczyciela wychowania seksualnego, który nigdy na poważnie nie podejrzewałby innego członka kadry pedagogicznej o podobne rzeczy. To wszystko zostało powiedziane w żartach, ale samo wyobrażenie tego, jak zoolog straszy swoich uczniów – rzecz jasna nie mówiąc niczego wprost, jak to on potrafi – mroziło krew w żyłach. Kolejny dowód na to, że Baldric jest zbyt miękki. Na całe szczęście w końcu nabrał dystansu do tych żartów i z zakłopotaniem podrapał się po potylicy, bo aż wstyd mu było za to, że od początku nie przyjął tych słów z przymrużeniem oka. Zarechotał pod nosem i pokręcił głową z zażenowaniem.
- Skoro ja się wystraszyłem, to nawet nie wiem, co muszą czuć twoi uczniowie – skwitował krótko, unosząc zaraz kąciki ust, aby już całkiem zerwać z resztkami powagi i przerażenia. Zdecydowanie ma szczęście, że żyje w dobrych stosunkach z Lee, w przeciwnym razie wiedza zdobyta przez niego na zajęciach z toksykologii nie znajdzie odzwierciedlenia w praktyce. Baldric dojadł więc kolejny kawałek pizzy ze spokojem, potem wpakował do ust kilka krakersów i na koniec popił wszystko piwem. Musiał zajeść cały ten stres, potem z kolei jeszcze go zapije, z całą pewnością tak zrobi. Tego wieczoru od początku planował się rozluźnić i dokona tego.
- Wiem, że nie każdy nauczyciel powinien być miękki, rozumiem to, no ale przecież nie każdy powinien też być ostry jak brzytwa – odparł szybko, próbując jakoś się bronić. Na kolejne słowa jedynie przytaknął grzecznie, starając się jasno zakomunikować zrozumienie dla perspektywy kolegi po fachu. Jeśli tak głębiej się nad tym zastanowić, to miał sporo racji, ale to wcale nie zmieniało podejścia Cornwella. – Nikogo do nauki nie zmusisz, uczniowie sami muszą wykazać zainteresowanie. Ale koniec już o dzieciakach, pijemy!
Na prośbę kompana mu również polał do szklanki whisky, szczerząc się przy tym z zadowoleniem. Piwko, mocniejszy trunek, znów piwko – takie mieszanie różnych rodzajów alkoholu jeszcze nigdy mu nie zaszkodziło, więc i tym razem jakoś specjalnie się nie wahał przed ryzykowną zabawą. Znał swoje możliwości i ograniczenia.
Telefon zawibrował, a Adama rzucił się do niego i chwycił go niczym poparzony. I ten okropny grymas na jego twarzy, kiedy zerknął na wyświetlacz. Brązowe oczy wielkoluda wręcz się zaświeciły z powodu rozbudzonej ciekawości i efekt ten pogłębił się po usłyszeniu jakże interesującego komentarza ze strony mężczyzny.
- Ktoś do ciebie wypisuje? Może jednak trafiła kosa na kamień.
Zachichotał głupio, po czym podniósł się i przechylił, aby górować nad rozmówcą. Był tak wielce podekscytowany wizją trudnego romansu Lee. Zakochana kobieta – może nawet mężczyzna – pisze do niego nieustannie, aby tylko zagarnąć dla siebie całą jego uwagę.
- To musi być miłość, skoro wręcz cię prześladuje.
Zaraz wrócił na miejsce i zabrał się za chrupanie krakersów. Mógłby zadać tyle pytań, z drugiej strony nie chciał drażnić druha, w końcu ten przykładał się na studiach do tej całej toksykologii i zna wielu farmaceutów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Sie 31, 2015 11:54 am

Praca nauczyciela sprawiała Adamie wiele frajdy i to z więcej niż tylko jednego powodu.
Gdyby się uprzeć, pewnie można by go oskarżyć o mobbing wśród swoich wychowanków, lecz jak dotąd nie znalazł się nikt na tyle głupi czy też pozbawiony instynktu samozachowawczego do tego stopnia, aby spróbować z nim zadzierać. Sam zresztą nie uważał tego w żadnym razie za złe czy niestosowne, dopóki jego działania nie wyrządzały nikomu większej krzywdy. Nie chodziło przecież o zagnębienie gówniarzy. Wykorzystywanie pozycji nauczyciela do tego stopnia, byłoby co najmniej poniżej jego godności. Tak naprawdę dzieciarnia, która ewidentnie nie wykazywała się niczym specjalnym na jego zajęciach, zupełnie nie zaprzątała jego głowy. Byli dla niego niczym irytujące, ale dające się znosić insekty. Dopóki więc nie latały mu dookoła nosa czy nie bzyczały zbyt głośno koło uszu – mógł je spokojnie ignorować, dając większą swobodę. Swoją uwagę wolał skupiać na ludziach z potencjałem. Przyciskał ich może i brutalnie, ale wszystko dążyło ku wyciągnięciu z nich maksimum możliwości. Skoro metoda ta przynosiła odpowiednie wyniki, nie mogła być aż taka zła, czyż nie?
- Hmpf – prychnął pod nosem z cwanym uśmieszkiem, lecz nic już na ten temat nie powiedział. Wbrew pozorom, będąc w miarę grzecznym przeciętniaczkiem, całkiem łatwym dało się osiągnąć zaliczenie z jego przedmiotu. Jeśli uczniowi nie zależało na niczym więcej, nie miał co utrudniać ani tym bardziej przejmować się edukacją takiego. To dlatego, że nigdy nie traktował ich równo. Byli ci, którym należało poświęcać uwagę z racji ich talentów czy też pracowitości, oraz tacy, od których i tak nie miało się czego oczekiwać, więc dlaczego marnować na nich czas? Nie traktował ich równo, ponieważ ludzie nigdy nie byli i nie będą sobie równi. Tak właśnie skonstruowany został świat w którym żyli.
- Podzielam twoje zdanie. W obu przypadkach - spokojnie kiwnął mu głową, nie mając się co w tych kwestiach sprzeczać. Owszem. Nie da się nikogo zmusić do nauki. Można jednak zmusić do podjęcia jej jako wyzwania. Wystarczyło trochę zmanipulować lub właściwie podejść delikwenta. Trudność wyzwania zależała od charakteru każdego z osobna. Zdarzały się przypadki wybitne, lecz z natury zbyt łagodne, delikatne, skore do wpadania w depresję przez zbyt niską samoocenę, etc. Z takimi nie zawsze dało się postępować ostro, o ile nie chciało się uzyskać skutku odwrotnego od zamierzanego. Wtedy w grę wchodziło podejmowanie bardziej skomplikowanych kroków. Nie lubił obchodzić się z dzieciarnią jak z jajkami, lecz jeśli od tego zależało wyszlifowanie drogocennego diamentu, nawet ktoś taki jak on potrafił się przemóc.
- Zdrowie – uniósł nieco wyżej dopiero co otworzoną puszkę i upijając spory łyk, spojrzał znad niej w stronę Baldrica w taki sposób, jakby ten właśnie powiedział coś totalnie bezsensownego, a przy tym cholernie niesmacznego.
Zanim cokolwiek odpowiedział, pociągnął jeszcze dwa kolejne łyki.
- To obrzydliwe nawet w żartach – stwierdził, krzywiąc się nieznacznie i wyciągając wskazujący palec bliższej drugiemu mężczyźnie ręki, aby przytknąć go do jego klatki piersiowej, a następnie lekko acz stanowczo na nią naprzeć. Dał tym samym do zrozumienia, żeby mu nie wisiał z tym swoim gorączkowym wścibstwem jak sam kat nad potępioną duszą.
- Jeśli kosa ma gdzieś trafić, to w tym przypadku będzie to czyjeś gardło - westchnął i potarł kark z poirytowaniem. Na samą myśl o tamtym człowieku, miał ochotę zawarczeć niczym rozdrażniona bestia. - Ciekawe tylko czy tej osoby, czy może raczej moje... – zmarszczył brwi, zamyślił się przez chwilę, wreszcie z wolna pokręcił głową. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby rzeczywiście chodziło jedynie o beznadziejnie w nim zakochanego natręta. Z takimi zawsze łatwo sobie radził. Ten przypadek niestety był o wiele bardziej kłopotliwy.
- Gdyby danie brutalnego kosza mogło rozwiązać ten problem, już dawno postawiłbym na całą swoją bestialską bezduszność – uśmiechnął się półgębkiem. Nie było mu co prawda do śmiechu, ale nie dało się ukryć, że samo wyobrażenie podobnego rozwiązania wydawało się tak niedorzeczne, że aż zabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sro Wrz 02, 2015 2:08 am

Prawie cała kadra pedagogiczna, a właściwie bardziej dobroduszna jej część, w tym i Baldric, łudziła się, że całe to torturowanie uczniów przez bardziej stanowczych nauczycieli ma na celu oszlifowanie ich talentów. Nie było nic niezwykłego w tym, że nauczyciele wykładający bardziej wymagających przedmiotów stawiali więcej zadań przed swoimi uczniami, jednak ważne był to, żeby robili to w słusznym celu. Oczywiście, żaden z nich się nie przyzna, Lee zresztą też nie, iż tak naprawdę dbają o swych podopiecznych, lecz czynią to w bardziej szorstki sposób niż reszta. To właśnie takimi pedagogom w pierwszej kolejności dziękuje się za lata nauki, nawet jeśli niekoniecznie ją ułatwiali. Cornwell był więc dumny ze swojego przyjaciela, nie mówiąc o tym głośno, choć już zamierzał w przyszłości wyrazić swoje zdanie o trudzie włożonym w edukowanie nie zawsze pokornej młodzieży.
- Zdrowie – odparł z entuzjazmem i wziął porządny łyk piwa z puszki.
Mieli przestać mówić o szkole i tak też się stało, ponieważ ich obu zajęła inna sprawa i to o wiele bardziej pasjonująca. Wiadomości tekstowe wysyłane na komórkę przez tajemniczego osobnika zawsze budzą wielkie emocje. Gdy gość nie krył swojego podekscytowania, gospodarz przybrał minę męczennika. Bez wątpliwości można było dostrzec, że jest niezwykle niezadowolony z obecności kłopotliwej persony w swoim życiu, najwidoczniej nie dostrzegając żadnych pozytywów dla nowej znajomości. Czyżby jakaś niewiasta obdarzyła go prawdziwie gorącym uczuciem? A może jakiś dżentelmen? Cóż, jednostronne uczucie to zawsze problem dla obu stron, ale najgorzej ma ta, która darzy tym nieodwzajemnionym uczuciem. Zresztą, Adama powinien to doskonale rozumieć, w końcu nadal czuje coś do swojej byłej żony. Bardziej jednak niemądre od niezrozumienia czy braku empatii było wścibstwo oraz dopowiadanie sobie nieprawdziwych historii. Układanie scenariuszy w podobnej sytuacji było dość głupie, w końcu wystarczyło tylko pociągnąć rozmówcę za język, ale bardziej subtelnie, kiedy ten sobie tego nie życzył.
- Trafiłeś na kogoś tak brzydkiego? – spytał z lekkim rozbawieniem, zerkając na niego spod przymrużonych oczu. – Niemożliwe, ty nawet po pijaku nie zaciągnąłbyś kogoś niegodnego do swojego łóżka.
Wcale nie powinien wyśmiewać nieszczęścia kolegi, lecz nie mógł się powstrzymać. Dopiero po chwili ugryzł się w język i uniósł ręce w celu poddania się i zarazem przeproszenia za niestosowne słowa. Jak zwykle poniosła go wyobraźnia. Na kolejne słowa nieco spoważniał, jeszcze bardziej zastanawiając się nad całą tą nieznaną mu osobą? Kto i w jakim celu mógłby tak pognębić zwykłego nauczyciela?
- Jeśli nie chodzi o romans, to za bardzo nie pomogę – odparł cicho, marszcząc przy tym brwi w konsternacji. – Ale jeśli będę w stanie jakoś pomóc, to pamiętaj, że możesz na mnie liczyć.
Po tych słowach uśmiechnął się półgębkiem i przechylił w jego stronę, aby poklepać go pocieszycielsko po ramieniu. Zaraz dopił swoje piwo, opróżnił szklankę whisky i zajął kolejnym piwem. Trunek zaraz zagryzł kilkoma paluszkami, raczej nie przejmując się tym, że strasznie te wszystkie rodzaje alkoholu miesza. No i tak właściwie nie zjadł tej pizzy za dużo. Złapał więc za kolejny kawałek i zaczął wsuwać.
- Jakbyś zareagował na list walentynkowy od ucznia? – spytał nagle bez ważniejszego powodu. Cholera, mieli nie mówić o szkole, sam przecież narzucił tę zasadę! – Dobra, nie było tematu. Nieważne, nieważne.
Wymamrotał coś jeszcze pod nosem do siebie, jakby karcąc się za własną głupotę. Dobrze, że jednak jakieś trybiki poruszyły się w jego umyśle, odnajdując temat do rozmowy.
- Swoją drogą, nigdy nie zapytałem o to, jak ci poszło z Eito podrywanie tych trzech dam z baru. Wiesz, kiedy graliśmy w te zadania. Pewnie nic z tego nie wyszło, skoro żaden się mi nie pochwalił o wielkim podboju.
Dwaj młodzi mężczyźnie powinni sobie świetnie poradzić z tak otwartymi paniami. Czyżby jednak zadanie ich przerosło? Jeśli ktoś coś sknocił, to pewnie matematyk, w końcu zoolog jest dobry w te klocki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sro Wrz 02, 2015 4:57 pm

Był pewien, że tego wieczora zrobi wszystko, byle tylko nie myśleć o kłopotliwej sprawie z szantażującym go gliną. Z początku spotkania jeszcze nawet całkiem nieźle mu to wychodziło. Przeklęta gnida... Ma niezłe wyczucie czasu, żeby wykonać telefon akurat teraz, co? Nie czuł się jednak aż tak rozdrażniony jak zakładał że będzie, jeśli Baldric zacznie wedle przypuszczeń wypytywać. Sam zresztą nieopatrznie go przecież zaciekawił, komentując upierdliwy problem na głos. Za sprawą alkoholu? Raczej słabe wytłumaczenie. Wciąż sporo brakowało, żeby znalazł się w stanie lekkiej nietrzeźwości, choć z pewnością zdążył się przynajmniej rozluźnić. Nie miał w nawyku wypowiadać na głos rzeczy niepotrzebnych, a tym bardziej nieprzemyślanych, więc i na to zrzucić tego nie miał prawa. Być może... Po prostu chciał móc sobie na głos ponarzekać – raz na ruski rok go nie zabije i nie zrobi z niego zrzędy. Naturalnie był osobą, która nie lubiła dzielić się swoimi uczuciami z innymi, a tym bardziej problemami, ale nie zależało mu też na destruktywnym wpływie nadmiernej ilości stresu. Jeśli zaczęłoby się to negatywnie odbijać na jego pracy, zrobiłoby się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Wiedział dobrze gdzie leży granica ludzkiej wytrzymałości i zdecydowanie nie chciał się zbliżać do własnej. Miał dziwne przeczucie, że może zaufać Baldricowi w dostatecznym stopniu. Tak podpowiadała mu intuicja,a tej wybitnie lubił zawierzać. Zabawne. Zawsze potrafi się wpasować w towarzystwo, niezależnie od tego jakie by ono nie było – w sumie dlatego był taki dobry w swoim drugim zawodzie – ale przez ostrożność co do innych, mało komu mógł naprawdę chętnie zawierzyć. 
Pod wpływem słów Cornwella, zmarszczył brwi, w zastanowieniu wizualizując w myślach osobę policjanta. 
Jakie to idiotyczne. Żeby w ogóle musieć odpowiadać na tego rodzaju pytanie... Z drugiej strony, nie przeszkadzało mu to jakoś szczególnie, co po prawdzie odrobinę zaskoczyło i jego samego. Po raz pierwszy mógł podejść do tego na spokojnie, a poniekąd także i w żartach. Cóż, pewnie będzie to nie tylko pierwszy, ale i ostatni raz, ale czemu nie? 
- Prezentuje się całkiem przyzwoicie – leniwym ruchem potarł podbródek. - W gruncie rzeczy może to być nawet mój typ – wykrzywił usta w uśmieszku przesyconym pełnią niekłamanego zniesmaczenia. - Gdybym mógł przynajmniej skorzystać na tyle, żeby wcześniej go przelecieć, nie byłoby tak źle - nie mówił co prawda szczerze, bo jakoś wątpił, żeby przespanie się z wrogiem tego rodzaju przysporzyło jakichkolwiek korzyści, ale wyobrażenie sobie czegoś równie głupiego, jakoś wprawiło go na nowo w nieco lepszy nastrój. Co do oceny wyglądu akurat nie skłamał. Bjarne nie był nie wiadomo jak przystojny, ot prawie przeciętny mężczyzna i to do tego dość niski, ale z pewnością wytwarzał wokół siebie coś na kształt przyciągającej uwagę aury. Gdyby okoliczności były sprzyjające, kto wie, czy Adama nie wziąłby go pod lupę pod tym kątem. Pff, ta, jasne!
- Gdyby chodziło o głupi romans, wszystko wyglądałoby o wiele prościej. Na swoje nieszczęście, mam do czynienia z kimś, kto aż za dobrze wie czym zaszantażować, żeby mi związać ręce. Dość męczące.   
Trafiło mu się w życiu parę kochanek, a później także kochanków, którzy usiłowali go szantażować w ten czy inny sposób, by dopiąć swego. Żadnemu z nich nie popuścił. Wiedział jak sobie radzić, gdy przychodziło co do czego. Zawsze wiedział jak przechwycić nowego asa. Stosował wiele brudnych, czasem prawie okrutnych metod, by pozbyć się palącego problemu. Wierzył, że i tu zdoła znaleźć rozwiązanie. Nikt nie jest bez skazy. Bjarne na pewno miał własne, słabe punkty. Z tym, że dokopanie się do nich z pewnością nie będzie tak samo łatwe jak w pozostałych przypadkach. Upierdliwe.
Chwilowo zajął się nowo otwartą paczką chipsów oraz dopijaniem piwa. Do czasu, w każdym razie, aż Baldric nie powiedział czegoś... Napraaawdę ciekawego. I że niby Lee miał to ot tak zostawić? Nie ma mowy. 
- W dzisiejszych czasach nie wydaje mi się, żeby było to coś na tyle dziwnego, żeby mogłoby mnie jakoś specjalnie zszokować. Więc? – wbił w niego niemalże świdrujące, przenikliwe spojrzenie jasnych oczu. - Jak TY zareagowałeś? Albo raczej – jak na to odpowiedziałeś?
Nauczyciel wychowania seksualnego raczej się już z tego obronną ręką nie wywinie. Sam sobie na to zapracował, więc lepiej, żeby nie narzekał. 
- A, tamto? Nic szczególnego, prawie już o tym zapomniałem. W tamtym momencie nie byłem zainteresowany niczym więcej jak samą grą. Poza tym, zbyt łatwo dały się podejść. Łatwe zwycięstwa są nudne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pią Wrz 11, 2015 9:02 pm

Cała sprawa z tajemniczym prześladowcą stawała się coraz bardziej intrygująca, choćby dlatego, że na jaw wyszło kilka szczegółów, które tylko bardziej rozbudziły wyobraźnię Balda. To chyba ciekawość wyostrzyła mu zmysły, skoro udało mu się wyłapać pewne niuanse, ale jakże istotne. Kłopotliwa persona okazała się mężczyzną i to wystarczająco przystojnym, żeby Lee zwrócił na niego uwagę. Dotychczas zoolog uważnie dobierał słowa, aby nie wyjawić płci tej osoby, jednak nieświadomie – bądź w pełni świadomie, kto go tam wie, w końcu szczwany z niego lis – wygadał się. Bruneta aż korciło by dalej wypytać rozmówcę, lecz nie wydobył z siebie kolejnego pytania. Wolał dać spokój gospodarzowi i nie drążyć już nieprzyjemnego dla niego tematu, ponieważ dla nich obu spotkanie to miało być miłe. Poza tym, szkoda byłoby zostać wyrzuconym z mieszkania za dociekliwość przed wypiciem tego całego alkoholu. Jedynym komentarzem do myśli okazał się chytry uśmieszek, po którym dopił resztki piwa z jawnym zadowoleniem. Teraz wie więcej, a to pomoże mu snuć dalsze domysły. Choć warto byłoby się dowiedzieć od źródła, skąd tak negatywne nastawienie do szantażysty? No i na czym opiera się cały ten szantaż? Tak wiele ciekawych kwestii!
Od razu pożałował tego, że tak szybko zmienił temat. Sam sobie wykopał grób, ale miał nadzieję, że zoolog może okaże litość. Zaraz jednak był zły na siebie za naiwność, w końcu nie powinien był spodziewać się, iż ktokolwiek się nad nim zmiłuje.  Chwycił szklankę zaraz po tym, gdy zmarszczył brwi, po czym upił kilka łyków whisky. A kiedy odstawił naczynie, westchnął ciężko i spojrzał na swego rozmówcę nad wyraz uważnie. Poważny wyraz twarzy na chwilę utkwił na jego twarzy, ale został zaburzony, kiedy Baldric zaczął gładzić palcami swą bródkę.
- Na początku uznałem to za żart. Jeden z moich zawodników wysłał mi walentynkę, to było zaskakujące. Później zderzyliśmy się na korytarzu i chciałem mu oddać list. W każdym razie to nic poważnego, takie tam żarty, choć nie jestem już tego taki pewien. Jak zaczęliśmy rozmawiać w kawiarni, wydawał się mnie podziwiać i poczułem się tak głupio.
Tym razem rzucił Adamie spojrzenie pełne zażenowania, po czym odwrócił gwałtownie wzrok i podrapał się po policzku. Jeśli miałby skomplikowane relacje z kolejnym uczniem, chyba już całkiem straciłby w swoich oczach na przyzwoitości. Poza tym jest w związku, ale z uczniem, co samo w sobie stawia go w niekorzystnym położeniu.
- To oczywiste, że nie mogę potraktować czegoś takiego poważnie. I zareagowałem odpowiednio, w końcu wszystko wyjaśniłem – zaczął się tłumaczyć, rzecz jasna niepotrzebnie, jednak nie chciał wyjść na złego pedagoga przed kolegą po fachu. Wstał więc na równe nogi, chwycił za kawałek pizzy i zaczął go konsumować podczas chodzenia po pokoju. Jak nabrudzi, to posprząta, gospodarz raczej mu to wybaczy.
- Najbardziej wartościowe są trudne zwycięstwa, o które warto walczyć – bąknął pod nosem bardziej do siebie, nie chcąc rozwijać swojej myśli.

Wybacz, że tak późno odpisuję. Najpierw we znaki dały się obowiązki, potem lenistwo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sob Wrz 12, 2015 12:45 pm

Dla niektórych intrygująca, dla innych męcząca. A był to przecież dopiero początek kłopotów, jakie ewentualnie mogły wyniknąć z tej nowej, parszywej znajomości. Lee zastanawiał się, jakby zareagował porządny obywatel pokroju Baldrica, gdyby pewnego razu zdecydował się powiedzieć mu o WSZYSTKIM, w co był zamieszany i jakie naprawdę życie prowadzi. Wydałby go w ręce władz? Zdecydowałby się zakończyć tę znajomość i unikać Adamy na tyle, ile byłoby to możliwe? Koniec końców nie mógłby go winić, czy też mieć za złe. Większość ludzi zazwyczaj wolała trzymać się od podobnych rzeczy z daleka. Dlatego lepiej było ich o niczym nie uświadamiać. Pozwolić żyć ze spokojnymi myślami i własnymi kłopotami na głowach.
Cornwell nie skomentował na głos przyznania się przez Lee, że ten mógłby być istotnie zainteresowany mężczyzną, jeśli tylko był w jego typie. Zrobił to, z jednej strony ciekaw reakcji, z drugiej natomiast mając świadomość, że krążenie na temat tej osoby w formie bezosobowej było i tak jak dla niego wystarczająco podejrzane. Mógł w prosty sposób skłamać na tematy płci, lecz tak naprawdę nie miał w tym konkretnego celu. Skoro znał preferencje seksualne kolegi, dlaczego sam miał się dalej zmuszać do udawania, że interesują go tylko i wyłącznie kobiety? Jasne, lubił utrzymywać wokół siebie otoczkę kokieciarza. Flirtowanie z kobietami także w dalszym ciągu go bawiło. Z tą różnicą, że łamanie ich łatwowiernych serduszek stanowiło jedyną rzecz na jakiej się to kończyło.
- Jeśli masz coś do powiedzenia, po prostu to powiedz – łypnął na niego ukosem. - Ten twój uśmieszek jest wybitnie wkurzający.
Nie był zły, może tylko odrobinkę poirytowany, acz i tak w stopniu całkowicie niegroźnym. Nie czuł potrzeby irytowania się w dniu, w którym wreszcie przyszła sposobność do odrobiny relaksu.
Odstawił pustą puszkę i ponownie zajął się świeżo napełnioną szklaneczką whisky, obserwując reakcję Balda. Sam się prosił o pociągnięcie tego tematu, więc niech lepiej odpowie zgodnie z prawdą.
- Czemu zachowujesz się, jakbyś czuł się z jakiegoś powodu winny? – zapytał wreszcie, gdy tamten skończył tłumaczyć sytuację. - Skoro nie zrobiłeś niczego, co mogło dać mu odczuć, że sam jesteś nim w jakimś stopniu zainteresowany, to znaczy, że nie zrobiłeś absolutnie nic niewłaściwego – zamachnął się ręką i mocno klepnął go między łopatkami, kiedy akurat odwrócił wzrok. - Co za beznadziejne podejścia – parsknął krótkim śmiechem. - To zupełnie normalny etap dorastania. Mam na myśli – podkochiwanie się w ulubionym nauczycielu bądź idolu. Nie jesteśmy szkołą koedukacyjną, nie mamy kobiet nawet w gronie nauczycielskim, zapewne dla niektórych chłopaków, zwłaszcza tych mieszkających dodatkowo w akademikach, jest to pewien powód do frustracji i przenoszenia swojego zainteresowania na osoby z bliższego otoczenia. Zresztą, czy to nie miłe uczucie? – mrugnął do mężczyzny. - Stać się obiektem zainteresowania dużo młodszej osoby? Wiedzie, że mimo różnicy wieku, możesz być dla kogoś takiego dalej atrakcyjny? Mnie tam to zawsze pochlebia.
Obrócił się w fotelu, by obserwować poczynania Baldrica. Zachowywał się jak zwierze w klatce, łażąc w te i wewte. Zdecydowanie przesadzał z przejmowaniem się tego rodzaju drobiazgiem.
- Dostałem w tym roku trzy. W tym, jeden od czternastoletniej córki sąsiadów – poinformował wreszcie dla rozładowania napięcia. Nie żeby się chciał chwalić, ale czy to po prostu nie zabawne? Nie licząc dziewczynki, z którą uciął sobie pogadankę na ten temat w pobliskiej lodziarni, pozostałej dwójce nawet nie raczył odpowiedzieć. Całkowicie zignorował ten fakt, wywalając same listy do niszczarki w pokoju nauczycielskim. W jakiś tam sposób czuł się mile połechtany, ale nie widział powodu, dla którego miałby się tym jakoś bardziej przejmować. Nie był zainteresowany dzieciarnią. Nie chciał kłopotów, jakie mogłyby wyniknąć z pchania się w coś takiego.
- Nie mogę się nie zgodzić - jego myśli automatem wystrzeliły w stronę Margaret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Adamy
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: