IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Adamy

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Mieszkanie Adamy   Sro Lut 05, 2014 5:23 pm

Mieszkanie Adamy mieści się w starej, czteropiętrowej kamienicy. Przeważają w nim ciemniejsze, lecz równocześnie stonowane kolory. Dzięki dobrze dobranemu oświetleniu, nie straciło na swojej przestronności. Ściany z cegły oraz belki stropowe pomalowane zostały stopniowo w tonacjach beżu i brązu. Na podłodze położone są drewniane deski. Przeważa zgaszona zieleń, brąz, beż współgrający z orzechowym odcieniem drewna dobranych do wystroju mebli. Kolorystykę ożywiają nieliczne, turkusowe akcenty. Za panelem z telewizorem w salonie połączonym z kuchnią zamontowano lampki ledowe, których światło tworzy wieczorem miły nastrój.
Dbałość o szczegóły, funkcjonalność i widocznie drogie już na pierwszy rzut oka materiały wykończeniowe to aspekty wyróżniające tę nieruchomość. Poza aneksem, mieści się tu również sypialnia z niewielką garderobą i duża łazienka z wanną i prysznicem. Zielonkawo-brązowy salon łączony z nieco jaśniejszą, beżowo-brązową kuchnią, w części salonowej przypomina nieco pokój-terrarium. Trzy, naprawdę duże terraria ustawione zostały w jednym ciągu przy ścianie po prawej od wejścia z niewielkiego przedpokoju. W jednym z nich, największym, wije się lub akurat drzemie spora samica boa tęczowego podgat. Brazylijskiego, w drugim, nieco tylko mniejszym buszują zazwyczaj dwie iguany, zaś w trzecim najmniejszym, żywotny jak diabli bazyliszek.
Mimo sporej wielkości całego mieszkania, od razu widać iż należy ono do singla. Jest co prawda świetnie urządzone i z gustem, lecz panuje to spory rozgardiasz. Zazwyczaj jakieś ciuchy walają się na kanapie przed telewizorem lub krzesłach przy stole w kuchni. Dokumenty, papiery różnorakie i książki znaleźć można tak na podłodze, jak i którymś z foteli obok licznych półek zapchanych ciężkimi w większej mierze tomiszczami lub w sypialni na biurku. Wyposażona w pełni kuchnia oraz łazienka najczęściej pozostawiane są czyste. To pierwsze z pomieszczeń przez fakt, iż bardzo rzadko się tam gotuje czy zmywa, drugie z pedantyczności właściciela dotyczącej łazienek. Nienawidzi kiedy jest w nich brudno.



****


Chociaż sam bardzo stanowczo stawiał sprawę swojego podejścia względem uczniów, którzy zamiast do faktycznej samoobrony, wykorzystywaliby nabyte na jego zajęciach umiejętności do wszczynania bójek, osobiście w życiu kierował się zupełnie innymi ideałami. Hm, ideały? Nie, to nie brzmiało zbyt właściwie. O wiele lepiej pasowało tutaj sformułowanie: „priorytety”. Od czasu do czasu potrzebował adrenaliny, by pozwolić swojej pokręconej osobowości na zejście wyznacznikiem z przekraczającej czerwoną linię skali. Był typem, któremu ciężko utrzymać nadmiar emocji i wewnętrznego ciśnienia na wodzy, zwłaszcza gdy sytuacja stawała się poważna lub chociażby poważnie go drażniąca. Niekoniecznie stawiał na mordobicie. Bardziej niż pięści, preferował noże lub groźby. Potrafił przytłoczyć drugiego człowieka psychicznie i zdecydowanie sprawiało mu to o wiele więcej satysfakcji niż sparterowanie kopniakiem w goleń. Lubił czuć tę wyższość nad innymi. Z drugiej strony... Wkurzało go gdy młodzi, nie zdający sobie sprawy z pełni konsekwencji swych czynów, pakowali się w kłopoty, wykorzystując do tego wiedzę nabytą na jego treningach. Zdaje się, że czuł się później za to połowicznie odpowiedzialny, a tego nienawidził ponad wszystko. Branie na siebie cudzych problemów przysparzało jedynie bólu głowy.
Gdyby więc tylko obiło mu się o uszy, że Misha zachował się w sposób niezgodny z jego przykazaniami, bez wahania wyrzuciłby go ze swoich zajęć i kazał nie pokazywać mu się na oczy w okolicach sali treningowej. Obserwował zatem uważnie, wiedząc już jaka opinia o nim krąży to tu, to tam. Najwyraźniej jednak, nie dopatrzył się żadnych nieścisłości, dlatego dotychczas nie miał zastrzeżeń. Aczkolwiek wolałby aby osoby jego typu omijały Brixton, w którym nie trudno o kłopoty. Tutaj można było otrzymać darmowe pchnięcie w plecy w tłumie zwłaszcza wtedy, kiedy nie byłeś zbytnio lubiany. A choćby miało się tytuł wyśmienitego mistrza sztuk walki, oczu nie miało się przecież dookoła głowy. Głupio w tak młodym wieku robić sobie więcej wrogów niż przyjaciół. Znał to z autopsji. Pewnie więc jeszcze zdąży napsioczyć uczniakowi czy sobie tego życzył, czy też nie. Na razie w każdym razie, ograniczył wszystko do lekkiego dokuczenia mu, które skończyło się miłym dla ucha warknięciem z jego strony oraz odpowiedzią w ramach wykręcenia ręki. Nie należało to do najprzyjemniejszych doznań, ale też nie zamierzał wydać z siebie żadnego dźwięku skargi. Zacisnął jedynie usta w cienką linię i zgromił Mishe spojrzeniem, w ramach krótkiego ostrzeżenia. Pan Adama miał bardzo ograniczone nie tylko poczucie humoru, ale i cierpliwość co do osób młodych i zbyt pewnych siebie w jego obecności.
- Nie pozwalasz sobie na zbyt wiele, panie Secret? Dla własnego dobra, lepiej czasami ograniczyć swoją ciekawość. - przestrzegł odrobinę sucho, acz dał się pociągnąć dalej i nie odepchnął, co miał ochotę zrobić na początku. Nie sądził aby potrzebował nadmiernej troski. Nie przywykł do niej, bo i nie miał ku temu okazji.
Ostatecznie odetchnął tylko w duchu i chowając druga rękę do kieszeni spodni, szedł w milczeniu aż pod ściany kamienicy, w której ostatnio wykupił nowe, większe mieszkanie. Jakie dziwne... Być prowadzonym jak mały bachor do własnego domu. Haha~ Warto to zapamiętać.
Kątem oka wyłapał w którymś momencie spojrzenie siedemnastolatka. Hmm~ Ciekawe. Zwłaszcza, że w kilka sekund później nastąpił kolejny, dość niespodziewany przełom. Z początku tylko drgnął, czując chłód szczupłych palców splatających się z jego własnymi. Gdyby był bohaterem komiksu, nad jego głową pewniakiem pojawiłby się wielki pytajnik. Dopiero po jakimś czasie zerknął ukosem na przedstawiającą się sytuację. Spodziewałby się różnych rzeczy, lecz z całą pewnością nie tego. Hola, hola! Czy on czasem się nie zapędził? Nie ma mowy... To przez cyrk z pocałunkiem? Cholera. Sprawy najwidoczniej zamierzały się potoczyć w baaardzo skomplikowanym kierunku. Miał już dość lat doświadczenia by wiedzieć jak odbierać tego typu gesty. Na dodatek ten cały wygląd szczeniaka, który boi się wykopania za drzwi za nasikanie na dywan... Do licha. Coś tam trochę nawet był w jego typie.
- Zdajesz sobie sprawę, jak niebezpiecznym jest prowokować samotnych mężczyzn w moim wieku? - rzucił pytaniem, pociągając go teraz samemu w stronę drzwi i dalej po schodach na drugie piętro. Jeszcze nie wyrywał dłoni. Przynajmniej do czasu, aż nie otworzył drzwi i nie wciągnął Mishy do środka. Zamykając je za nimi lekkim trzaśnięciem, uniósł wysoko rękę, którą trzymał chłopak i zmuszając tym samym do uniesienia głowy przez zrobienie tego dość gwałtownie. Sam wbił uważne, ostre spojrzenie w jego twarz.
- Zastanawiam się... Co ci się teraz roi w tej młodej główce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 20
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sro Lut 05, 2014 8:36 pm

No cóż nie zdziwiłem sie kiedy mężczyzna pociągnął mnie do mieszkania. Może gdzieś tak w środku cieszyłem się, ze nie muszę na oślep zgadywać gdzie mieszka. W końcu ja jeszcze nigdy nie byłem u niego w domu. Odetchnąłem cicho spoglądając na nasze splecione palce gdy wchodziliśmy na górę. Co ja tak właściwie robiłem? Rozluźniłem uścisk klnąc na siebie za poprzednie głupie myśli. Nie ma mowy bym kochał takiego starego faceta, a co dopiero chciał się z nim umówić czy coś! O nie! Na pewno nie!
Stanąłem spokojnie pod drzwiami do jego mieszkania gdy nagle zostałem wręcz wciągnięty do środka. Na mojej twarzyczce na pewno wtedy malowało się nie lada zdziwienie. nie często miewa mnie się być wciągniętym z taką siłą do czyjegoś mieszkania. Musiałem przyznać, ze mnie zaskoczył, ale chwile później jego słowa trochę mnie zdenerwowały. Co go obchodziły moje myśli?
-Czemu nagle Pana to interesuje? - Zapytałem z anielskim spokojem patrząc mu w oczy. miałem wrażenie, ze próbuje mnie tym swoim spojrzeniem prześwietlić. Znowu zacząłem bujać w obłokach przez co moje spojrzenie stało sie lekko nieprzytomne.
Myślałem mianowicie o tym jakby to było zrobić z kimś starszym. Fajnie byłoby mieć takie doświadczenie i w ogóle ciekawe jakie to uczucie gdy ktoś wkłada w ciebie takiego wielkiego... O czym ja kurwa myślę...
Zamrugałem szybko z rumieńcem wyrywając mu swoją rękę. Nie obyło się też bez głośnego warknięcia. W sumie co by mi szkodziło gdybym mu powiedział o czym myślałem? mogłoby być zabawnie.
-Fantazjuje sobie. -Mruknąłem oschle i jakby nigdy nic ściągnąłem buty oraz marynarkę, torbę kładąc gdzieś na bok. W sumie to ściągnąłem też beret ciekaw reakcji mężczyzny. nigdy przecież nie widział mnie w sumie pół nagiego, bo koszulka, którą miałem na sobie miała krótki rękawek nie wspominając o jej cienkości.
-A Pan o czym myśli widząc mnie? Są to czyste myśli? A może chciałby pan przespać się z młodym chłopcem? -Mruknąłem i czując się jak u siebie na czuja wszedłem do jego sypialni ciągnąc oczywiście właściciela za sobą. Już bez żadnych niepotrzebnych słów pchnąłem go na łóżko, ale ie mocno martwiąc się jednak o jego ranę.
-Gdzie ma Pan apteczkę? -Zapytałem wpatrując się w niego swoim zwyczajnym spojrzeniem, z którego mało co dało się wyczytać. Nie wiem czemu zapytałem go wcześniej o takie rzeczy. Może to wewnętrzne pożądanie? Wychodziło na to, że mimo tego jak wiele nas dzieli chciałem by najprościej w świecie zerżnięty. Mogło mną kierować jedynie zdeterminowanie, bo w końcu chciałem tej jebanej miłości, ale nie chciałem się pochopnie zakochiwać... Ale na miłość boska! To jest mój nauczyciel!
Zarumieniłem się i jakby zapominając o tym, że Lee siedzi przede mną zacząłem się zastanawiać nad tym czy jestem pociągający. Musiało to dziwnie wyglądać. Ja zarumieniony stoję z odwróconą głową w bok i zasłoniętymi dłonią ustami, a nauczyciel sobie siedzi i co... no właśnie co dalej?
-Czy ja pana pociągam seksualnie -Zapytałem wprost pochylając się nad nim. po co się pieprzyć z jakimiś nieśmiałościami. Ja wale prosto z mostu i to chyba był mój błąd...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lut 06, 2014 12:17 am

- Bo równie nagle, ktoś zaczął mnie do tego zmuszać. - stwierdził w gruncie rzeczy całkiem rzeczowo, nie spuszczając go z oka choćby na ułamek sekundy. Misha, zazwyczaj opanowany i spokojny, teraz co rusz okazywał się uwydatniać niespotykaną na co dzień nerwowość. Szybko ją co prawda zduszał, acz nie potrafił do końca ukryć. Cóż, zapewne miał ku temu prawo w obecności faceta, który dopiero co, bo zaledwie przed kilkunastoma minutami go pocałował. Inna sprawa, że zdrowy, normalny dzieciak w jego wieku, raczej nie powinien z tego powodu łapać ów mężczyzny za rękę zaraz po fakcie i z podobną chęcią udawać się do niego na mieszkanie. W najlepszym wypadku, godne byłoby to reakcji podobnej do paniki lub skrajnej złości połączonej z widoczną niechęcią. A zatem, wyglądało na to, że opcje nasuwały się przede wszystkim dwie: Mishe interesowali inni przedstawiciele jego własnej płci, albo zżerała go młodzieńcza ciekawość. Kto wie, może nawet i jedno i drugie? Nie ułatwiał mu tym sprawy. Zwłaszcza, gdy zrozumiał jak bardzo z każdą, kolejną chwilą zaczyna się zastanawiać czy dobrze zrobił, zabierając go do siebie. Jego umiejętności samokontroli nie zawsze zdawały egzamin. Nie, gdy prowokowano go tyloma metodami na raz. A jak inaczej niż prowokacją dałby radę nazwać te rumieńce oraz kolejne, kierowane doń słowa? Spojrzenia i zaraz potem zachowanie, jak gdyby czuł się jak u siebie w domu (wystarczyło zwrócić uwagę ot chociażby na fakt, iż ściągnął swój cenny beret, z którym nienawidził się rozstawać na dłużej niż musiał)? Misha zapewne nie miał bladego pojęcia jak mocno działała na Adamę podobna mnogość bodźców.
- - kierując się z nim do sypialni (no pięknie! Lepiej już być nie mogło!), do czasu aż nie dał się „usadzić” na własnym łóżku, dokładnie taksował także jego figurę. Beznadzieja. Był totalnie w jego typie.
Dłuższy czas milczał, nie odpowiadając na ani jedno z zadanych pytań. Podparł za to głowę podbródkiem na zgięciu prawej dłoni i dalej-... Tylko obserwował, widocznie się nad czymś zastanawiając. Siedemnastolatek świadomie mniej lub bardziej usiłował go zwodzić. Inaczej nawet nie próbował tego odbierać. Jednakże, w przeciwieństwie do niego, Lee był już od dawna dorosłym facetem, wiedzącym jak może skończyć się tego rodzaju posunięcie. W pewnym momencie więc, uśmiechnął się pod nosem nieco kąśliwie lecz zarazem tajemniczo. I chyba zaczął sobie dla rozrywki rozbierać go wzrokiem, sądząc po jego roziskrzonym, trochę groźnym przy tym spojrzeniu.
- Jesteś całkiem pewny siebie, czyż nie? Tak samo zresztą arogancki i momentami kompletnie bezczelny. Czyżby to... Z racji przekonania, iż z mojej strony naprawdę nic ci nie grozi? - uśmiech poszerzył się wraz ze śmiałym posunięciem ze strony szarookiego, w którym t to zbliżył się ponownie i nachylił w jego kierunku tak nierozważnie. Zapominając jak na razie o zadanej ranie, przez którą swoją drogą ubranie coraz bardziej przesiąkało krwią, złapał go za przedramię, by zaraz pociągnąć gwałtownie na część szerokiego łóżka obok siebie i móc docisnąć doń całym ramieniem wolnej ręki. Teraz to on nachylał się, a raczej zawisł tuż nad nim.
- Szczerze powiedziawszy, nigdy bym się nie spodziewał po tobie aż takiej śmiałości pytań. „Co myślę”? Jesteś pewien, że chcesz to wiedzieć? A gdy już się dowiesz, co zamierzasz z tym dalej zrobić? Pewnie zrozumiałeś już jakiś czas temu, że baaardzo daleko mi do świętych. – celowo przeciągał słowa ostatniego zdania, przechylając głowę nieco do boku. - Jesteś pewien, że chciałbyś wziąć odpowiedzialność za te wszystkie odpowiedzi? Zwłaszcza, gdyby wynikało z nich, jak bardzo wpasowujesz się w gusta równie gwałtownego człowieka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 20
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lut 06, 2014 1:23 am

Nie zdziwiłem sie wypowiedziami starszego. Może trochę arogancki byłem, ale żeby od razu bezczelny? Niedorzeczność! Uśmiechnąłem się delikatnie, ale zaraz mój uśmiech zniknął będąc pociągnięty na łóżko. No nie spodziewałem się tego raczej po mężczyźnie. Nagle miałem ochotę pieprzyć wszystko i oddać się tamu prawie że obcemu mężczyźnie, który na swój sposób mnie pociągał. Niestety musiałem przyznać racje, ze chyba nie do końca wiedziałem co mówiłem. Może się zagalopowałem?
Uśmiechnąłem się słuchając co ma mi do powiedzenia. Ciekawiło mnie co by zrobił gdybym zaproponował mu seks. Musiałem to jednak dobrze tym razem przemyśleć. nigdy nie działam pochopnie, a taka rzecz mogła by bardzo namieszać w moim życiu towarzyskim, którego jak na razie nie zamierzałem prowadzić. Może czas najwyższy? Tylko dlaczego miałbym wybrać tego faceta?
Przygryzłem delikatnie swoją wargę. Miałby to być mój pierwszy raz z dorosłym mężczyzną i w ogóle z facetem. Ciekawość nie dawała mi spokoju, ale też chęć tej pieprzonej bliskości. Bałem się zagłębiać w te uczucia. Co potem zrobię? zakocham się, a wątpię, że dorosły facet zakocha się w dzieciaku no i to w dodatku w swoim uczniu. Mógłby mieć z tego nieprzyjemności, a obwiniałby mnie. W sumie...
Uśmiechnąłem się tym razem delikatniej i nie odzywając objąłem szyje mężczyzny. Sprawdzimy to sobie. Jak silną ma wole walki. Przyciągnąłem go z impetem wpijając się w jego usta. Byłem wręcz pewnie, że nie wytrzyma długo. Nie powinienem był tego robić wcześniej nie przemyślawszy dokładnie, ale coś w środku nakazywało mi teraz wyłączyć myślenie i zacząć stosunek z tym oto Lee. Nie byłem oczywiście pewny, bo zawsze nie jest się pewnym tego co się robi. Wierzyłem temu mojemu 70% pewności, że nie dojdzie do stosunku.
Nagle moja wyobraźnia zaczęła działać na pełnych obrotach i zaczęła przedstawiać mnie zarumienionego, nagiego w objęciach mężczyzny. Mocniej przyciągnąłem go do siebie pogłębiając przy tym pocałunek. Nie chciałem go zmuszać, mimo że to właśnie tak wyglądało. Odsunąłem na chwile swoje usta od jego otwierając jedno oko. Chciałem widzieć wyraz jego twarzy. Co mówiły jego oczy? Podobało mu się? O czym teraz myśli?
-Chce wiedzieć co Pan myśli. Nie uważałem, nie uważam i nie będę uważał Pana za świętego. Chce znać szczegółowe odpowiedzi. Nie boję się... Ja chyba... tego właśnie oczekuję od Pana.-Powiedziałem nieco się rumieniąc i położyłem jego rękę na swoim kroczu wiercąc spojrzeniem w jego oczach. Ciekawiło mnie co teraz zrobi. Może warto z nim pograć trochę?
-Nie chciałby Pan zabawić się z młodym chłopcem? Jestem gejem i chętnie skosztuje Pańskiego penisa w swoich ustach...ssałbym go i pieścił...mmmm~ -Zamruczałem mu prosto do ucha po czym je polizałem delikatnie. Jego reakcja była dla mnie skarbem. Ja musiałem to widzieć.
-A może chciałby Pan żebym panu służył jako prywatna, darmowa dziwka? Mogę to zrobić jeśli Pan chce. Może się Pan na mnie wyżyć. - Szeptałem dalej. Możliwe, ze byłem głupcem, bo ufałem, że ten człowiek nie zerwie ze mnie nagle całej odzieży i nie przeleci jak dziwkę.
- Może chce Pan bym Pana pokochał? Wydaję się Panu słodki? W końcu jestem w Pana typie...-Powiedziałem zasłaniając ręką usta z rumieńcem i otarłem się o jego dłoń.
-O-Ojej~ -Wymruczałem teatralnie odwracając wzrok. Czy go zaskoczyłem? Chyba tak, bo przecież nie każdy uczeń robi TAKIE rzeczy z ulubionym nauczycielem~ Oh, ja i moje lisie zachowanie~!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lut 06, 2014 3:12 am

Misha Secret, dla znajomych mniej lub bardziej przyjaźnie do niego nastawionych – Tora. Przykłady uczeń, przynajmniej jeśli mowa o kierunku prowadzonym przez samego Lee, i świetnie radzący sobie na wszystkich zajęciach z samoobrony młodzik. W pewnych kręgach, przez wzgląd na nabyte u niego w większości umiejętności – postrach. Jakby tego było mało... Właśnie wyszło na jaw, iż dodatkowo cholernie zboczony dzieciak kiedy tylko się nakręci. Nawet on musiał poczuć się zaskoczony tak nagłą i zupełnie niespodziewaną zmianą w jego zachowaniu.
Irytujące. Diabelnie irytujące. Nienawidził gdy sprawy wymykały mu się z rąk. Brak kontroli nad emocjami był ludzką słabością, z czego świetnie zdawał sobie sprawę. Z drugiej strony, co jeśli obrócić to na swoją korzyść? Nie było niemożliwym by tego dokonać. W końcu... Sposób w jaki był prowokowany... Swoją bezpośredniością, Tora z pewnością mógł wyprowadzić z równowagi każdego, zdrowego mężczyznę z potrzebami. Ze swoim wyglądem na dodatek - choćby i hetero. Jeśli uczepić się tej myśli, byłoby to dogodną wymówką i wcale nie czułby się aż tak winny, niezależnie od tego jak to wszystko się skończy. Pomimo tego jak lubił chłopaka tak zawodowo jak i prywatnie, być może przyda się go przy okazji nauczyć, że czasem nie warto rzucać się na głęboką wodę tylko z powodu chęci zaznania odrobiny adrenaliny. Zawsze można trafić na wir, z którym walka będzie ponad siły, niezależnie od wyśmienitych umiejętności pływackich.
Mrużąc dalej oczy, uśmiechnął się do swoich myśli, kiedy poczuł jak szczupłe ramiona zostały zarzucone mu na kark. Spodziewał się tego, a jednocześnie był pewien, że jego drogi uczeń prędzej spanikuje niż to zrobi. Skoro tak się nie stało, znaczyło to najwyraźniej w skromnym mniemaniu Lee, że musiał posiadać znacznie większe doświadczenie w tych sprawach niż można by zakładać. Chciał się z nim spróbować? Niech będzie. Nie miał najmniejszej ochoty wstrzymywać się w takiej sytuacji. Tylko czy uda mu się to zrobić, kiedy już się napali i stanie nieobliczalny w swoich własnych postępowaniach? Jeśli nastolatek zacznie protestować zbyt późno, nie będzie możliwości aby mu odpuścił.
Nie oponując zatem, oddał pocałunek, przyciskając go przy tym do posłania jeszcze bardziej stanowczo niż uprzednio. W pocałunkach zazwyczaj wychodziła jego porywczość oraz gwałtowność. Nawet więc jeśli tak jak teraz, dochodziło jeszcze tylko i wyłącznie do pocałunków, nie dało się nie zauważyć powolnego wychodzenia na wierzch jego prawdziwej natury. Niechętnie, aczkolwiek pozwolił się odsunąć, dość lubieżnie w celowym zamyśle oblizując po pocałunku usta. Spojrzenie Adamy nie zmieniło się nadto. Nadal świadczyło o nadmiernej pewności siebie, ale teraz także i pewnej satysfakcji.
- Oczekiwania bywają niebezpieczne. Zwłaszcza kierowane do niebezpiecznych mężczyzn. – w momencie w którym przeszły go lekkie dreszczy spowodowane stycznością ciepłego oddechu oraz języka z dość wrażliwym na takie zabawy uchem, puścił przedramię Mishy i uchwycił dla odmiany podbródek. - Chociaż... Wydaje się to tak samo niebezpieczne, co dalsze pozwalanie ci na samowolkę. - odchylił jego głowę bardziej i przejechał językiem po jego szyi.
- Dzieciaki, które się nie szanują... Są diabelnie wkurzające. A może to tylko dalsza część teatrzyku? - palcami dłoni, którą chłopak sam ułożył w wiadomym, wrażliwym dla niego miejscu, potarł przez materiał spodni, badając lekkie wybrzuszenie. Jeszcze mu się nie spieszyło. „Jeszcze” - ciekawe jak długo potrwa tym razem. Znając jego brak hamulców, raczej niedługo.
- Nie musisz rzucać mi tych wszystkich propozycji. Skoro jesteś na tyle pewny swoich umiejętności by próbować mnie uwodzić, lepiej abyś mnie nie zawiódł, dzieciaku. - tym razem w jego głosie rozbrzmiała słyszalnie drażliwie nuta. Nie żartował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 20
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lut 06, 2014 5:41 am

Można powiedzieć, że dopiero teraz tak na prawdę dotarło do mnie co robię. Nagle gdzieś w moim środku coś pękło. A co jeśli mnie zgwałci? Jeśli po wszystkim wyrzuci z domu? Zostawi? Jak zwykłą sukę? Wątpiłem szczerze, że Lee jest w stenie tak postąpić, ale mój działający na pełnych obrotach mózg skutecznie mi to uniemożliwiał.
Zamknąłem ślepka czując jego język na swojej szyi jęknąłem cicho. Szyja to mój najczulszy punkt. Nie lubię gdy ktokolwiek ją tyka, ale w tym wypadku byłem sparaliżowany własnymi myślami i za bardzo nie interesowałem się tym co dzieje się wokół mnie. Delikatnie położyłem ręce na włosach mężczyzny delikatnie je przeczesując. Lubiłem to robić. Jakoś mnie to uspakajało. Pozwalało odetchnąć tym wszystkim co się działo.
wtuliłem się w pościel otwierając oczy i zarumieniłem delikatnie czując, jak ręką mężczyzny poruszyła się sama na moim kroczu. Bałem się szczerze, że jednak te 70% mnie dzisiaj zawiedzie. Wiedziałem też, że nie mogę liczyć na przycisk odwrotu w tej sytuacji. Mężczyzna miał racje... Pchnąłem się na głęboką wodę nieumiejącą dobrze pływać - tak to brzmi zupełnie logicznie.
Jęknąłem ponownie i wślizgnąłem się strawnie spod niego. Usiadłem na łóżku. Co chciałem zrobić? oddać się mu tak po prostu na pewno nie. Zarumieniony po prostu podciągnąłem kolana pod brodę, ściągając wcześniej spodnie. Nie wiedziałem zupełnie co robić. Zgubiłem się... Co ja mam robić?!
Pierwszy raz się tak bardzo tego wszystkiego bałem. Po co komu seks skoro nie ma w nim miłości? Gdybym teraz się tak po prostu oddał straciłbym resztki godności, a z drugiej strony sam tego chciałem. Gdzie tu jest wyjście? Nie zapytam przecież jego... Chociaż. Przecież jestem tym śmiałym! Powinienem się zebrać i zapytać!
-Przepraszam... Za dużo sobie pozwalam. To chyba przez brak bliskości kogokolwiek... Obiecałem sobie, że juz nigdy nie zaufam nikomu i się nie zakocham. To było przez pewną dziewczynę, która mnie wykorzystała dla kasy... Wcześniej byłem ponoć miłym wiecznie uśmiechniętym chłopcem z dobrego domu, a teraz? Wyglądam jak siedem nieszczęść i kurwa co ja robię ze swoim życiem. Podpuszczam nauczyciela z desperacji do seksu... Ja nie chce tego robić, ale brakuje mi miłości... Nawet Pan nie wie jak bardzo chciałbym wpaść kiedyś do domu i rzucić się mamie w ramiona. Ona już dawno ma mnie gdzieś tak samo jak ojciec. Im wszystkim zależy tylko na pieniądzach. Pieprzeni materialiści...-Zacząłem swój monolog pokracznie. Chciałem się teraz po prostu wygadać i tak zrobię. W dupie mam, że znajdujemy się w takiej, a nie innej sytuacji. Spojrzałem na mężczyznę. Po moich policzkach mozolnie spływały łzy. Ja nawet na nie nie zareagowałem. niech płyną raz na jakiś czas muszą.
-Teraz żadna dziewczyna, a nawet chłopak mnie nie zechce. Wszyscy myślą, że jestem jakimś pieprzonym masochistą, a to wcale nie prawda. Oni nie rozumieją, że ja chce dobrze, a że wychodzi jak wychodzi to ich nie interesuje. Matka ma mnie za palanta przez to cięcie się... Ale jaj jej przemówić, że ja się nie tnę? Co z tego że mam blizny na rękach. Kochać się powinno dusze a nie ciało! Co Pan by zrobił na moim miejscu... Nawet nowy chłopak w szkole potraktował mnie jak jakiegoś odmieńca, a sam nie ma oka... Dlaczego ludzie mnie tak nienawidzą?! Co ja takiego zrobiłem?! Dlaczego nie mogę...d-dlaczego...nie mogę byc kochanym?! -Kwiliłem przez łzy ciągnąć za swoje włosy. Skuliłem się jeszcze bardziej. W tym momencie chciałem sie zapaść pod ziemie. Pomieszałem wszystko, a to co powiedziałem za bardzo się nie składało i nie lepiło. Miałem szczerą ochotę się zabić. Tak po prostu.
-Dlaczego mam teraz ochotę ze sobą skończyć... Dlaczego myślę, że gdyby mnie nie było ludzie byliby szczęśliwszy... Beze mnie...-Wyszeptałem naciągając na siebie kołdrę. Dalej płakałem załamany własną wypowiedzią. Głupi ja...
-Zgubiłem się we własnych myślach...Jesteś debilem Misha..-Pomyślałem nie zdając sobie sprawy, że mówię to na głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lut 06, 2014 7:20 pm

Prędzej czy później, Lee spodziewał się nadejścia momentu czy to paniki, czy wątpliwości. Jeśli nie tą metodą, zapewne wymusiłby ją inną, a wachlarz możliwości posiadał więcej niż spory. Tyle tylko, że raczej nie przewidział przy tym aż tak skrajnej otwartości ze strony Mishy, widocznie spowodowanej wybuchem nadmiaru, kumulowanych od dłuższego już czasu emocji.
Problemy młodości, huh? Zdaje się, że w pewnym wieku każdy je miewa, choć Adama należał do grupy tych, którzy nie przejmowali się nimi za bardzo. Nie miał zresztą nadto stresującego życia, a metody wychowawcze ojca, nawet jeśli ich nienawidził, pozwalały na szybkie uporanie się z każdym parszystwem. Jego pewność siebie była zbyt duża aby mogły ją przytłoczyć banały, przy czym on sam zaczął stawiać przed sobą wszystkie cele na tyle szybko, żeby nie mieć czasu głowić się czym innym. Tyle tylko, że ludzi jego pokroju było naprawdę niewielu, ponieważ zazwyczaj przywiązywali oni wagę do rzeczy takich jak: rodzina i uczucia wyższe. Choć z drugiej strony...? Byłoby zbyt wielką hipokryzją powiedzieć, że nigdy nie pozwolił się sobie załamać. Jego była żona, po uprzednim igraniu sobie z jego uczuciami przez dobre cztery lata, doprowadziła do takiego przypadku całkiem sprawnie. Może i nie nie rozumiał nadmiaru komplikacji w życiu innych ludzi i często je bagatelizował, lecz nie potrafił przyznać do końca, że jest mu to kompletnie obce. Przecież nie był bezuczuciowym potworem.
Początkowo miał co prawda ochotę nie pozwolić mu się wymknąć, a i postraszyć uprzednio jeszcze trochę, ale kiedy tamten zaczął trajkotać, ulżyło mu, że nie popełnił tego błędu. Byłoby gorzej niż źle, gdyby złamał chłopaka w tak paskudny sposób. Co prawda normalnie nie miał z tym najmniejszych problemów, ale z jakiegoś powodu naprawdę nie chciał się na nim wyładowywać, pozostawiać po sobie jedynie te najgorsze wspomnienia. Dlatego też wyprostował się powoli i usiadł w pewnej odległości od Mishy, ignorując drażniący spazm bólu. Koszulka właśnie odkleiła się raz kolejny od rany, do której co rusz przysiąkła. No nic... Zamiast się przejmować, przetarł kark dłonią, jak to miał w zwyczaju i sięgnął do kieszeni spodni po paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Potrzebował to odreagować i dodać sobie animuszu do skupienia się na słowach siedemnastolatka. Jakby na to nie patrzeć, był pedagogiem i jakimś cudem zdał nawet wszystkie te zakichane egzaminy psychologiczne.
- ... – podpalił fajka i zaciągnął się mocno. Nienawidził palić w sypialni, ale niech już będzie. Później otworzy okno żeby tu wywietrzyć. Swoją drogą, ciekawe dlaczego młodzi ludzie aż tak bardzo lubili mu się zwierzać? Ze względu na wiek? Chyba tak. Starszy kojarzy się zazwyczaj automatycznie z bardziej doświadczonym. Poniekąd autorytetem. Zwłaszcza, obejmując posadę nauczyciela.
Odczekał aż się wygada, nie wchodząc mu niepotrzebnie w słowo i nie zaburzając jego monologu. Tak zdaje się, powinno być najprościej.
- Nie wybrałeś sobie najlepszego materiału na spowiednika. – zaczął, wypuszczając dym z ust. Drugą ręką przez chwile masował pulsującą skroń.
- Cóż... Jestem co prawda ostatnią osobą jaka powinna prawić innym kazania, ale nie sądzisz, że zbyt wiele na siebie bierzesz? – przestając męczyć skroń, wyciągnął rękę i ułożył ją stosunkowo łagodnie na głowie Mishy. Nie umiał pocieszać. Potrafił jedynie mówić to, co uważał za słuszne, choćby miało zaboleć druga ze stron.
- Jaki ma to mieć sens? Chcesz zrobić z siebie ofiarę? Życie daje popalić od czasu do czasu każdemu z nas. To nic nadzwyczajnego. Z tym, że jednym odrobinę mniej, a innym znowuż więcej. Załamywanie się nic nie da. Nie sprawi, że problemy zaczną się rozwiązywać same z siebie. Co prawda niewiele wiem o ten całej miłości, chociaż zdaje się, i mnie ostatnimi czasy nieźle wystawiła z nią pewna kobieta... - parsknął pod nosem niewesoło. - Widocznie zdarzyć się może nawet takim paskudnym typkom jak ja... Tak czy inaczej, jedynym wyjściem jest znowu stanąć na nogi. Ciągłe spoglądanie za siebie niczego nie zmieni. Wciąż jesteś młody, czyż nie? Masz całe mnóstwo czasu aby wziąć sprawy w swoje ręce. Czy to nie dobrze? Nikt inny tego za ciebie nie zrobi, więc zamiast się mazać, zbierz się wreszcie do kupy i zastanów, co zmienić żeby układało się po twojej myśli. Jeśli potrzebujesz szczerej bliskości i miłości, zacznij szukać w odpowiednich miejscach. Nie ma potrzeby się z tym spieszyć. Świat wydaje ci się beznadziejny, bo hormony dodatkowo dają ci popalić. – roztrzepał mu włosy, siląc się na nie robienie tego zbyt gwałtownie. - Seks z potrzeby nie jest wcale taki zły jeśli tylko czujesz, że pomoże ci się uspokoić. Osobiście nie uznaję tych wszystkich bredni o powinności chodzenia do łóżka z uczucia. Jeśli tylko jest się pewnym partnera lub partnerki, nie widzę w tym niczego złego. Chociaż w twoim wieku nie polecam aż takiego obskakiwania ludzi. Jestem może i wkurzony za tę całą prowokację, ale jeszcze bardziej drażni mnie kiedy wygadujesz podobne głupoty. Jeśli będziesz się tutaj załamywać i opowiadać brednie o skończeniu z sobą tylko z tak lichych powodów, przysięgam, ze wywalę cię za drzwi. – zagroził mu i nie były to bynajmniej czcze gadanie. - Ludzie są egoistami z natury. Zamiast oczekiwać czegoś od nich, po prostu skoncentruj się na własnych działaniach. Nie potrzebujesz osób, które widzą w tobie tylko to, co chcą widzieć. Czy to w szkole czy w rodzinie. Jeśli chcesz, możesz im próbować otworzyć oczy... To już zależy od ciebie. - cofnął dłoń i ciężko podniósł się z miejsca. Minęło sporo czasu odkąd po raz ostatni tak się rozgadał. Nic dziwnego, że zaraz zaschło mu w gardle. Przydałoby się przy okazji zająć ta przeklęta raną na plecach. Lepiej znajdzie apteczkę.
- Zrobię coś gorącego do picia, więc nie ruszaj mi się z miejsca. Jasne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 20
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Nie Lut 09, 2014 5:38 am

Tak bardzo byłem wdzieczny za to, że wreszcie mogłem sie otworzyć i po prostu wygadać. Bardzo mi tego było trzeba, bo przecież nie wolno cały czas trzymać w sobie uczuć. Dotychczas niestety nie miałem jak i gdzie się wygadać. Nikt nie miał dla mnie czasu wiec w końcu gdy ktoś okazał mi troche czułeści peknałem i zacząłem opowiadać o swoich uczuciach. Nie lubię tego robic. Czuje się wtedy załośnie tym bardziej, że przyszły mi do głowy tak głupie myśli, jakimi było oczywiście samobójstwo.
Miałem ochote teraz podziekować mężczyźnie za to wszystko, ale nie wiedziałem jak. Nie chciałem by szedł gdziekolwiek. Podniosłem głowe smutny patrząc na jego rane. Powinienem mu ją opatrzyć, bo przecież nie może tak chodzić. Musiało go napewno bardzo boleć gdy się nade mną nachylał. Ciekawe czy podobało się mu gdy go calowałem... Pokręciłem głową i szybko wstałem chwytając meżczyzne za rękę. Ja zrobie za niego to co on chciał i mu sie odpłace! To bedzie doskonały pomysł!
-Ty zostań. Zajmę się tym!- Ogłosiłem popychając go na łóżko. Uśmiechnąłem się do niego trzymajac dalej jego rękę w swoich zimnych dłoniach. Lubiłem dotykać ciepłych rzeczy, ale to częśto wywołało moje rumieńce, które nawet teraz zawitały na moje policzki, ale to chyba dlatego że wgapiam się w jego krocze...
Odchrząknąłem i szybko wyszedłem z pokoju. nie zastanawiałem się gdzie może być kuchnia czy też łazienka, w której najprawdopodobnie znajdę apteczke. Kuchnie od razu zalazłem. Wstawiłem wiec wodę i odszukałem lazienkę, w której z trugem wygrzebałem apteczke. Wziąłem ją i szybko wróciłem do sypialny Adamy. Wiedziałem, ze może to głupio wygladać, ale usiadłem za nim tak, ze moje uda stykały się nieco z niego - usiadłem za nim w rozkroku. Zacząłem ścągać z niego gurną część garderoby uważając by nie dotknąć rany. Nie wyglądała fajnie więc szybko zabrałem się do roboty. Woda utleniona, gaza, bandaż, z którym meczyłem się całe 10 minut nim dobrze owinąłem tors i ramie Lee. Moze nie był to znakomity opatrunek, ale się starałem jak mogłem. Coś mnie nawet podkusiło, ze pogładziłem go po bandażu i ucałowałem ranę, a następnie z rumieńcem zamknałem apteczkę i odsunąlem się z zamiarem wstania z łóżka. Spojrzałem kontem oka na meżczyznę. Miałem szczerą nadzieje, ze nie bedzie na mnie zły. Chwycilem jego rękę i nim zdażył coś powiedzieć ucałowałem go w usta, ale z czułością. Głupi ja, a mimo to usmiechnąłem się do siebie w duchu odsuwajac od niego. Nawet nie spojrzałem na niego gdy pobiegłem do kuchni zrobić herbaty. Nie chciałem by mnie wyzywał za to wszystko...
Wróciłem do pokoju z kubkami i podałem jeden meżczyźnie po czym usiadłem obok niego na łóżku. Nie chciałem wracać o tej porze do akademika, ba on na pewno był już zamkniety węc nie widzę sensu pójscia tam.
-Mogę zostac na noc? Będę spał na kanapie - Powiedziałem z miłym uśmiechem skierowanym do nieg. Od tak dawna nie uśmiechałem się szczerze i miło do nikogo, ze sam sie zdziwiłem. Nie lubiłem tego usmiechu, który przypominał mi szczęsliwa rodzinke i miły dom... Nie lubiłem nic co miało w sobie ciepło jak i miłość. Bałem się teraz znowu zakochiwać. Nie chciałem stracić znowu osoby, którą lubie. Bałem sie o pana Adame...
-Um...-Zacisnałem rece na kubku i bez słowa wstałem. Byłem bardzo zmęczony po tym wszystkim. Ruszyłem od razu do salonu i odstawiwszy kubek gdzieś na szafce położyłem się na niej. Oczy same mi się lepiły. Myślałem jeszcze chwile o ranie Lee, ale gdy chciałem wstać i zapytać jak się czuję opusciły mnie siły. Po prostu dałem sobie odpocząć - zasnąłem.

Pisałem ten tekst 10 razy...............bo mi się coś spsuło. Poprawie błędy jak bedę w polsce...wracam 15 lutego! :I
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lut 13, 2014 3:56 pm

Niepotrzebnie się w to wszystko mieszał i doskonale o tym wiedział.
Kiedy jesteś dla innych zbyt miły i wyrozumiały, tak naprawdę przyzwalasz im na ufność i przywiązanie względem siebie. A gdy jesteś skrajnym egoistą i hipokrytą, zepsutym na dodatek w dużej mierze i nie lubiącym dbać o innych, nigdy nie idzie to w parze z twoimi aspiracjami oraz celami. Czy tego chcesz czy nie, pozostajesz jednak w pewien sposób zobowiązany. Nieprzemyślane zachowanie niesie z sobą równie wielkie konsekwencje, jak te przemyślane i planowane z wyprzedzeniem. Jeśli następuje akcja, musi być i reakcja. Dokładnie tak jak opisuje Newton w trzeciej zasadzie dynamiki. Ech, pewnie właśnie dlatego iż zauważał zastosowanie w praktyce już jako świeży uczniak, Lee stosunkowo poważnie podchodził do lekcji fizyki. Nudne czy nie, przekładały się na życie na każdym jego kroku.
Dlaczego zatem, mimo iż świadom w jakimś stopniu wynikających z tego problemów, próbował podnieść Mishe na duchu? Ciężko powiedzieć. Wszak nie był typem strzępiącym język nadaremnie, podobnie jak nie był osobą, czerpiącą jakąś większą satysfakcję z pomagania i wspierania innych. Owszem, umiał wykorzystywać bogactwo języka dla własnych korzyści, a zachowanie godne gentelmana nie było mu obce. Wiedział jednak i miarkował, kiedy i jak powinien postąpić. I zawsze, ale to ZAWSZE, robił to dla otrzymania czegoś w zamian. Tymczasem odniósł nie do końca pozytywne wrażenie, że właśnie pocieszał i usiłował naprostować tor myślenia swojego młodego ucznia bez szczególnego powodu. Gdyby chciał, szybko wmówiłby sobie, że po prostu usiłował podnieść swoje pedagogiczne ego lub raz jeden, z czystej ciekawości, sprawdzić jak to jest poczuć się porządnym człowiekiem. Takim jak choćby Ravstein, z którego często sobie z tego względu otwarcie pokpiewał. Dobry nauczyciel i dobry opiekun. Lubiący uczyć, lubiący uczniów i lubiący im pomagać na każdym kroku. On tak nie potrafił. Nawet nie kwapił się aby spróbować. Wychodził z prostego założenia, że skoro nie ma ku temu potrzeby, nie widzi najmniejszego sensu wysilania się. A jednak, nie oszukując się, bo tego nienawidził przede wszystkim, właśnie usiłował wyciągnąć z dołka siedemnastolatka, który chwilę temu oferował mu swoje ciało całkiem otwarcie i bez specjalnej krępacji.
Zamyślony nad tą anomalią zachodzącą we własnej osobowości, nawet nie wiedzieć kiedy, znowu dał się usadzić na łóżku. Do licha, już za pierwszym razem powinien pokazać mu, gdzie kończy się linia jego cierpliwości i jak bardzo nie znosił podobnej bezczelności. Zamiast tego, obrzucił chłopaka nieco chłodnym spojrzeniem i pozwolił mu poszwędać się po mieszkaniu.
Niech już robi co chce.
Wypalił papierosa do końca i dał się na spokojnie opatrzyć. Ani drgnął w trakcie tych czynności. Siedział prosto, mięśnie ramion i pleców były nieco spięte, zaś twarz dla odmiany przedstawiała całkowite wyluzowanie. Oczywiście, że nie były to najprzyjemniejsze z doznań. Już dawno nie pozwolił się zaskoczyć do tego stopnia, aby oberwać równie bezpośrednio. Całe szczęście rana nie była zbyt głęboka. W innym wypadku, nie obeszłoby się bez szycia, a to już mogło przysporzyć kłopotów. Tylko krótki pocałunek i muśnięcie kosmyków na nałożeniu opatrunku sprawiły, że uniósł głowę wyżej. … Nadal próbował się z nim w ten sposób przekomarzać? Jak bardzo zamierzał jeszcze zaryzykować? Odpowiedź na ostatnie z dwóch pytań, otrzymał całkiem szybko, na chwilę przed tym jak zamierzał podziękować za zajęcie się piekącą nadal raną. Tymczasem... Znowu go pocałowano. Zdaje się, że tylko cudem jakim była teraz siła jego woli, nie zareagował impulsywnie i tym razem faktycznie nie rzucił go na łóżko w jednym tylko konkretnie celu. Powstrzymując się od tego, niemalże czuł jak głosik w głowie uskarża się, że jeszcze tylko narodzin nowego masochisty w tym wszystkim brakuje!
Moment przeznaczony na zniknięcie Mishy w kuchni, wykorzystał dla rozmasowania upierdliwych skroni, dających się w dalszym ciągu we znaki. Spokojnie... Spokojnie. Obiecałeś sobie, że nie przelecisz żadnego ze swoich wybitnych uczniów. … W ogóle nie powinieneś myśleć o przeleceniu jakiegokolwiek ze swych uczniów. Wiesz o tym. Dlatego jeszcze udaje ci się zachować spokój. Czyż nie?
Odetchnął. Dokładnie tak.
Gdy nastolatek wrócił, Lee był już w stanie zachować typowy dla siebie dystans.
- Rób jak uważasz... – upił kilka niewielkich łyków gorącego naparu. - Jeśli będziesz głodny czy cokolwiek, wiesz już gdzie jest lodówka. Rano będę się trochę krzątał, od razu uprzedzam. – prawie się zakrztusił, lecz udało mu się powstrzymać tę reakcję na widok czystej niewinności z jaką się do niego uśmiechnął. … Co jest grane? Naprawdę nadal mógł zachowywać się w ten sposób w stosunku do niego? Nie... Chwila. … Zauroczenie? … Nie prowokował go już tak jak uprzednio. Nie wprost. Więc miał jakieś inne oczekiwania, przybierając ten wyraz twarzy? Widział coś takiego już wcześniej. Może nie z dokładnością stuprocentową, ale z dużym prawdopodobieństwem mógł to już określić. Niedobrze.
-- miał jeszcze ku gwoli uprzejmości życzyć mu dobrej nocy, ale miast tego, w ciszy odprowadził wzrokiem gdy wstał i skierował się do salonu.
- Niedobrze... – powtórzył cicho już na głos do samego siebie, po uprzednim odczekaniu kilkunastu sekund. Odstawił kubek, wstał i odnalazł jakąś poduszkę oraz koc. W mieszkaniu było stosunkowo ciepło kiedy kominek ciągle grzał, ale mimo wszystko. Tyle tylko, że gdy już ruszył za swoim młodym gościem, ten zdawał się twardo spać. Poważnie... Jak można tak szybko usypiać? Aż tak bezpiecznie czuł się w domu dorosłego mężczyzny z podobnie nieprzewidywalnym charakterem? Co było z nim nie tak?
- Doprawdy... Mógłbym z tobą zrobić cokolwiek bym chciał, i jeszcze potrafisz zasypiać z tak spokojnym wyrazem twarzy? - pokręcił głową, westchnął ciężko i przynajmniej zdecydował się go przykryć. Sam zaś, odganiając myśli będące w stanie zdeprawować każdy, młody umysł, nakarmił swoje pupilki, wyciągnął z lodówki kawałek sera do przegryzienia i postanowił już tylko obmyć się oraz przespać w miarę możliwości. A nie będzie to teraz aż takie łatwe.

Następnego dnia, Adama obudził się jak zawsze o godzinę za wcześniej niż powinien. Musiał wykonać jeszcze kilka telefonów, które darował sobie poprzedniego wieczoru. Potem już tylko zabrał się za przygotowywanie śniadania. Dziwne było robić to w ciszy... Zazwyczaj o tej godzinie już leciało radio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 20
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Lut 20, 2014 11:06 pm

Spałem smacznie. Nie miałem czego się bać. Szczerze wątpiłem, że meżczyzna był w stanie zrobić mi jaką kolwiek krzywdę. Był na uczycielem, to po pierwsze, a po drugie po prostu mu ufałem i nie dopuszczałem do siebie już teraz tej złej myśli o gwałcie. Nie chciałem też znowu czuć się jak taki szczeniaczek, który coś przeskrobał i kuli się w kacie. W koncu to ja ponowiłem kilkakrotnie pocałunek, który widocznie mia ł być jak najszybciej wymazany z pamieci nam obu. Niestaty skutecznie to uniemożliwiłem. Przyznać muszę, że lubię takie pocałunki z zaskoczenia, ale raczej z kimś kogo pokocham co niestety jest równe zeru. Nie mogłem dopuscić do siebie nowych miłości. Bałem się, że nie wytrzymam psychicznie, ale o tym chyba już wspominałem.
-Kurwaa...-Wymruczałem przez sen. Co mi się śniło? śniło mi się, proszę was coś na prawdę dziwnego. Biegłem długim ciemnym korytarzem, z za mną kamienne płyty spadały w dół niczym jakaś dziwna pułapka w piramidzie. Chyba za dużo naczytałem się o tym ksiazek i teraz mój umysł zalewały takie wyobrażenia. Najgorsze w tym wszystkim było to, że pod koniec snu widziałem Adame, który śmiał się ze mie i próbował mnie zabić dildo...
Otworzyłem szybko oczy z rumieńcem. SZeroko otwatrymi oczyma prześlizgnąłem wzrokiem po pomieszczeniu. Od razu przypomniało mi się, że przeciesz jestem u nauczyciela i teraz pewnie dostanę bure, ze to spanie na kanapie i trucie mu życia czy też zabieranie czasu. Zdziwiłem się bardzo ujżawszy poduszkę i koc, którymi okryty byłem. Czyżby mężczyzna tak bardzo o mnie zadbał? Mimo tych wszystkich dziwacznych rzeczy? W sumie to mógł to też zrobić z czystego uspokojenia sumienia.
Westchnąłem cieżko zsuwajac nogi na podłogę i rozprostowałem kości wstajac, a następnie się wyciagając jak najmocniej. Z uśmiechem powoli wszedłem do kuchni. Ujżawszy Adame uśmiechnąłem się delikatnie i odgarniając kosmyki włosów ze swojej buźki cicho się przywitałem. Przyjżałem się tylko jego twarzy, ale tylko na momencik po czym ruszyłem do miejsca, w którym rzuciłem swoją bluze, beret i buty. Nie chciałem jakoś mu więcej czatować na mieszkaniu, bo przecież co niby moge jeszcze zrobić? Dom mu podpalę i będzie afera... Wolałem się w ciszy oddalic, mimo że poniekąd takie postępowanie bardzo przypominało jakiegoś urażonego dzieciaczka, który z fochem ulatnia się bez słowa, a potem nie pojawia na kilkunastu lekcjach danego nauczyciala. Właśnie tak planowałem zrobic i proszę uwierzyć, że nie widzę w tym nic złego. Nikt mnie nie zje za kilka opuszconych dni szkoły, a ja musiałem wszystko przemyśleć. Czy serio nie potrafił bym kogoś pokochać? Jeszcze wczoraj myślałem, że jestem zauroczony w Lee więc wszystko jest bardzo możliwą rzeczą...
-Dziękuję za nocleg! -Powiedziałem powoli ubierając buty, a nasępnie poprawiwszy włosy założyłem beret. Nie lubiłem bez niego chodzić po ulicach, a napewno nie gdy mam nieuczesane włosy! Marzyłem teraz jedynie o ciepłej kąpieli i czymś do zjedzenia... Może francuski omlet?



Prosze wybaczyć za błędy, postaram się wszystko poprawić jak najszybciej ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Nie Lut 23, 2014 8:30 pm

Choć lodówka była duża i pojemna, zazwyczaj nie zwykła zostawać zapełniona w więcej niż 30%. Lee rzadko gotował. Nie ze względu na to, że nie miał do tego drygu. Jeśli już musiał, potrafił przygotować to i owo. Były to jednak w stanowczej większości śniadania i kolacje, ponieważ wychodził z założenia, że jeśli go na to stać, znacznie wygodniej i smaczniej wychodziło zjeść coś gorącego na mieście lub zamówić gotowe już danie bezpośrednio do domu. Naturalnie, zawsze pozostawało w zapasie żarcie do mikrofalówki, ale z tego korzystał tylko i wyłącznie w sytuacjach podbramkowych. Faszerowanie się byle syfem nie było w jego guście, nawet jeśli ów syf smakował całkiem znośnie.
- ...-masz pojęcie w jakie kłopoty mogłem wpaść przez twoją głupotę? - burknął cicho do telefonu, przygryzając zębami trzymaną w ustach wykałaczkę. Ręką, którą akurat nie przyciskał urządzenia do ucha, przerzucał cielęce kiełbaski i niewielkie omlety przyprawione na słono.
- Mógłbym zapomnieć i nie zrywać umowy... To prawda. Rozumiem, że obaj się zatem zgodzimy na kompromis jeśli do wynagrodzenia przy kolejnym, zostanie doliczone coś ekstra? - wyłączył gaz pod kuchenką i przekręcił głowę, słysząc głos Mishy. Krótko skinął mu głową w odpowiedzi. Wyglądał na wypoczętego, choć potwornie zmemłanego. Zapewne z powodu spania w tych samych ciuchach. Nawet jego włosy wydawały się bardziej puchate i odstające na wszystkie możliwe strony.
- Daj znać gdybyś znowu mnie potrzebował. Rozłączam się. - jak powiedział, tak też zrobił. Językiem przemieszczając wykałaczkę z prawego kącika ust do lewego, wyszedł zza lady i spojrzał w stronę przedpokoju. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zaczął taksować chłopaka wzrokiem, przechylając głowę nieco do lewego ramienia.
- Wychodzisz? - gdyby był typowym, miłym sympatykiem młodzieży, zapewne zaproponowałby mu aby wziął u niego kąpiel i nie krepował się. Ba! Pewniakiem i śniadanie by mu wówczas podał jak na tacy, pożyczył jakieś ciuchy na zmianę, choć na 100% za duże, bo w końcu lepsze to niż wychodzić w ubraniach, w których spędziło się cały poprzedni dzień i jeszcze na dodatek noc oraz podwiózł go gdzieś przynajmniej w okolice akademika. Jednakże Adama to nie ten typ mężczyzny. A co gdyby ten tu się przyzwyczaił? Ech, z drugiej strony na beznadziejnego gospodarza też nie lubił tak całkowicie wychodzić.
- Może przynajmniej coś zjesz przed wyjściem...? Nie chcę odpowiadać za twoje ewentualne omdlenie z głodu. - jakieś usprawiedliwienia dla siebie też potrzebował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 20
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Nie Mar 02, 2014 8:33 pm

Muszę przyznać, że zdziwiłem się gdy mężczyzna zaproponował mi coś do zjedzenia. Raczej zdawało mi się, że od wczoraj chciał się mnie pozbyć tym bardziej, że prawie zmusiłem go do stosunku i w ogóle wczorajszy dzień był bardziej pokręcony niż powinien. Raczej nie wiedziałem czy uznawać go jako udany. Chociaż pocałunek bardzo przypadł mi do gustu i chętnie bym go ponowił.
Uśmiechnąłem się delikatnie do mężczyzny i poprawiłem niesforny kosmyk wystający spod beretu. Nie wiedziałem czy lepiej zostać na tym śniadaniu czy zmyć się szybko. Chociaż... Co mi szkodzi? Westchnąłem więc cicho i ściągnąłem buty.
-Coś do zjedzenia..może być - Uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Znowu szczerze, pogodnie i bez okruszyny wrogości. To do mnie bardzo nie podobne. Muszę przyznać, że sam z siebie ponownie byłem w szoku i nie wiedziałem jak dalej się zachować. Jednak nim cokolwiek zdążyłem zrobić zacząłem widzieć rozmazaną sylwetkę mężczyzny. Zamrugałem przecierając oczy, ale wzrok jedynie się pogorszył.
-Ała...-Mruknąłem od nagłego bólu głowy. Odezwało się wczorajsze paradowanie w samym mundurku po boisku! Chyba coś mnie zaczęło brać... Grypa? Czyżby Dio był jakimś wróżbitą?
Chwyciłem się za głowę i nim zdążyłem dojść do Lee, bo właśnie w jego stronę skierowałem swoje kroki, runąłem na niego. Nie zemdlałem, po prostu opadłem kompletnie z sił. Czoło miałem rozpalone, a dziwne dreszcze przebiegły mi po kręgosłupie i wywołały u mnie cichy jęk, który raczej do tych z rozkoszy nie należał.
-B-Boli...-Wyszeptałem. Wtuliłem się w niego nie mając siły stanąć na własnych kończynach, które stały się bezwładne. Nagle coś mi zaświtało, a raczej odczułem minimalny strach. Byłem teraz bezwładny, a Adama mógł to wykorzystać. Mimo tych obaw nie brałem go raczej za kogoś, kto mógłby zgwałcić, a do tego skrzywdzić drugiwgo człowieka właśnie po przez molestowanie i tym podobne. Jednak cicha woda brzegi rwie. Wczoraj o mały włos nie puścił hamulców, a dzisiaj? Kto go tam wie i kto wie co mi znowu odbije.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Mar 03, 2014 10:07 pm

- O co chodzi...? Tch, nie musisz patrzeć na mnie takim wzrokiem. - prychnął ostentacyjnie i potarł dłonią kark, w dalszym ciągu wilgotny od niedosuszenia włosów, które jeszcze nie zdążyły się skręcić tak jak zwykle. - Nie zrozum mnie źle. Nie jestem po prostu aż takim potworem, aby kazać ci męczyć się z powrotem do akademika o pustym żołądku. Zrozumieliśmy się? – nie lubił wychodzić na zbyt miłego. Bo i taki w końcu nie był, więc po kiego grzyba się oszukiwać? Inna sprawa, dlaczego z kolei oszukiwać jakoś nie zamierzał tego oto chłopaka? Kaprys? Być może. Znał go nie od dzisiaj i wielokrotnie miał okazję zamienić z nim słówko na osobności. W swojej dwulicowej naturze, nawet on miał jednak momenty tej całej, tak zwanej: szczerości. Nie zawsze czuł potrzebę ukrywania prawdziwej natury. Istniały osoby, przy których w mniejszej lub większej ilości odsłaniał tę lub tamtą część siebie. Nigdy rzecz jasna w zbyt dużej, na to nie mógł sobie aktualnie pozwolić. Głównie przez wzgląd na branże, w której pokątnie siedział. Nie sprawiało mu to problemów, zatem też nie usiłował tego zmienić. Żyło mu się wygodnie dokładnie tak jak żył. Swoim „specjalnym” uczniom pozwalał na przejrzenie jakiejś części owej osobowości, pragnąc być z nimi przynajmniej w minimalnej części „fair”. Dawał im jednak ten wyjątkowy kredyt zaufania w wierze, że gdy już zajdą dzięki niemu daleko na drodze swej kariery, znajomości z nimi jeszcze kiedyś zdążą mu się odpłacić. Dość materialistyczne podejście, ale z drugiej strony – co w tym złego?
- Skoro już wysiliłem się na odegranie dobrego gospodarza, przestań się ociągać i wchodź z powrotem do środ-... Hej! - ledwie udało mu się wyciągnąć ręce w porę, by złapać padającego mu tu z nagła chłopaka. Lekko rozeźlony z tych zdecydowanie mało śmiesznych żarcików, zacisnął palce nieco mocniej na jego pozornie wątłych ramionach, za które utrzymywał go teraz samodzielnie w pozycji pionowej.
- Przestań sobie ze mnie żartować i stawaj prosto na nogach! Nie mam czasu ani ochoty na durne... - zaciął się, a następnie kompletnie umilkł. Coś było zdecydowanie nie tak. Siedemnastolatek nie był typem tego rodzaju kawalarza, o ile pamięć go jeszcze nie myliła. Odruchem wyciągnął jedną z rąk, drugą dalej asekurując Mishę i przyłożył ją do jego czoła. Aż zaklął nieładnie, nie siląc się na dyskrecję.  
- Bez jaj... Czemu nie mówiłeś, że źle się czujesz?! – zirytował się jeszcze bardziej, jednak zamiast dać mu po głowie, co nasuwało się na myśl jako pierwsze, obrócił go bokiem do siebie i nachylił nieco, wreszcie móc złapać go jednocześnie pod kolana i podnieść bez specjalnego ostrzeżenia.
- Przeklęte dzieciaki... - w diabelnie złym humorze, ruszył z nim z powrotem na kanapę. Była bliżej niż łóżko. - Nawet nie waż mi się tracić tutaj przytomności!
O Adamie z całą pewnością można było powiedzieć więcej złego niż dobrego, ale nigdy nie stał się aż takim zwyrodnialcem, by wykorzystać chorego. To nawet nie było zabawne.[/b][/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 20
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sro Mar 05, 2014 9:57 pm

Musiałem jak na razie ten dziwny strach odłożyć na bok. Teraz trzeba wymyślić jakąś wymówkę by się stąd zabrać i wrócić do akademika gdzie szybko się pozbieram do kupy i wrócę na zajęcia. No chyba, że będę za bardzo chory i nie dam rady. Jednak wisieć nauczycielowi na głowie to też nie rozwiązanie. Skąd mogę wiedzieć czy nie przeszkodziłem mu w jakiś planach na dzisiaj? Może randka czy bóg wie co. Po tej osobistości zwanej Adama można było spodziewać się nawet napadu na bank. Prawie nigdy nie umiałem odczytywać jego myśli poprawnie. Sam nie byłem jednak lepszy. W 99% tajemniczy, choć jak widać nie zawsze potrafiłem założyć maskę obojętności.
Odetchnąłem cicho i przygryzłem delikatnie swoją wargę. Nie zdziwiłem się gdy wziął moje zachowanie za żart. Dużo uczniów pewnie by sobie pożartowała z biednego nauczyciela otwierającego przed nimi swoje serce dobroci, a jednak ja byłem z tych poważniejszych i z rzeczy takich jak choroba nigdy nie śmiałbym zażartować! Trochę też zawiodłem się na Lee. Mógł wcześniej zorientować się, że to nie żart, a nie zaczynać od próby zwyzywania za marny dowcip.
Głowa coraz bardziej zaczynała mnie boleć co spowodowało nagle odruch wymiotny. Powstrzymałem się z trudem by czasem nie okazywać większych słabości z mojej strony Adamie. Wziąłem głęboki wdech i zarumieniłem się jeszcze mocniej gdy mężczyzna mnie podniósł. Przez krótka, ale naprawdę krótką chwile pomyślałem sobie, że przyjemnie jest tak być niesionym przez umięśnionego mężczyznę, który wydaje się być przejęty niesioną osóbką. Szkoda tylko, że tylko ja mogłem o takich rzeczach pomyśleć. Puknąłem się w czoło dyskretnie klnąc na siebie po cichu. Mój umysł chyba choroba zainfekowała i powoli odpływałem... Kto słyszał o takich rzeczach myśleć w takich momentach?! Misha co ci odbija...
- Tak milusioo...-Wymruczałem cicho. Zachowywałem się zupełnie jakbym wypił całą butelkę sake i jeszcze doprawił się kilkoma skrętami. Zupełnie nie ja. Majaczyć i to jeszcze "milusiooo"?! Wyciągnąłem ręce z powrotem do mężczyzny marszcząc nos. Nie chciałem by mnie zostawiał. Jakiś skrawek mnie potrzebował tego ciepła drugiej osoby by otrzeźwić nieco chore ciało. Cóż, każdy reaguje inaczej na choroby... Nawet już zapomniałem o niecnym planie założenia maski obojętności.
-Głowa mnie boli...przyttuuuuul mnie...p-plooosie...-Zrobiłem słodkie oczka niczym skarcony pies i wyciągnąłem bardziej ręce do mężczyzny. Definitywnie kanapa nie była wymarzonym miejscem do odpoczynku i odzyskiwania sił. W moim stanie chyba jednak nawet psychiatra nie pomoże....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Czw Mar 06, 2014 9:27 pm

Lekarz... Pięknie. Wyglądało na to, że będzie trzeba po niego zadzwonić. Co innego pozostawało? Nie miał zbyt wielkiej wprawy w opiekowaniu się chorymi. On sam, jak i zresztą chyba cała rodzina, cieszyli się zdecydowanie końskim zdrowiem. Poza doraźnymi, mniejszymi przeziębieniami i chorobami zakaźnymi, przechodzonymi zawsze w dzieciństwie, nigdy nie zdarzyło mu się złapać czegoś poważniejszego. A przynajmniej niczego takiego nie był w stanie sobie przypomnieć. Średnio komfortowa sytuacja.
- Hej... Za wcześnie jeszcze żeby odpływać. - zwrócił się do chłopaka, zasłyszawszy te podejrzanie wypowiadane, jak w jakimś amoku, słowa. Zamierzam zadzwonić po doktora, więc zachowuj się jak na grzecznego, chorego dzieciaka przystało i nie sprawiaj mi więcej-... – nie dokończył, zatrzymując swe kroki przy samej kanapie i spoglądając na mocno zaczerwienioną już twarz Mishy. Poza naturalnym chłodem, w jego oczach pewnie musiała się odbijać niemała doza ledwie ukrywanego zaskoczenia.
Znowu... Zupełnie jakby miał do czynienia z kompletnie inna osobą. W normalnych warunkach, pewnie brałby co dają i nie narzekał.
- Hmpf. – prychnął za to pod wpływem jego prośby z większym rozbawieniem i znacznie bardziej pasującą do niego zgryźliwością. - Umiesz się łasić, czyż nie? – on jednak nie należał do osób, które z taką łatwością przejawiają swą sympatię czy akty dobrej woli. Zwłaszcza teraz miał na to zbyt spaprany nastrój, a nawet nie było kogo przelecieć w ramach wyładowania negatywnych emocji, bo przecież nie będzie aż takim zwyrodnialcem, aby to zrobić choremu chłopakowi, nie potrafiącemu nawet samemu utrzymać się na nogach. Nie. Zamiast tego, uśmiechnął się niczym rasowy gentelman i playboy z prawdziwego zdarzenia, nim odrobinę bezlitośnie zrzucił go na ciągle zaścieloną kanapę i przycisnął do niej, napierając dłonią na ramię nastolatka.
- Czy nie mówiłem ci, żebyś uważał czego sobie życzysz...? Jestem dzisiaj w baaardzo kiepskim nastroju. Niewyspany, zmęczony i pewnie niedługo również spóźniony do pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Mar 24, 2014 8:33 pm

[/zt] - zawieszam i kończę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Kwi 20, 2015 2:04 pm

Niezadowolenie Adamy było tym podwójne, że pozwolił własnemu uczniowi zobaczyć się od swojej drugiej, mniej pedagogicznie postępującej strony. Takie rzeczy nie służyły karierze nauczyciela. Zwłaszcza w jego przypadku. Co się jednak stało, to się już nie odstanie i nie było sensu płakać nad już i tak rozlanym mlekiem. Teraz trzeba było tylko powstrzymać chęć uderzenia w jakąś ścianę czy kopnięcia słupa w drodze na mieszkanie, na co miał niespotykanie wielką ochotę dla rozładowania nerwów. Może i metoda dziecinna, ale za to skuteczna. Trudno. Alkohol będzie musiał wystarczyć. Jasne, jeszcze zawsze istniała opcja zdrowego wybrania się do najbliższej, czynnej do północy siłowni na worki treningowe, ale jakoś wybitnie nie miał ku temu parcia. Najpierw wypadało zająć się Percym. Priorytety, Lee. Priorytety. Poniekąd w sumie powinien był być wdzięczny za obecność dzieciaka. Bo gdyby nie ona, Albert mógłby rzeczywiście skończyć z limem pod okiem.
- Powiedzmy, że w przypadku nauczycieli, nie jest niczym niecodziennym być wplątywanym w dziwne, mało przyjemne i często prywatne sprawy uczniów. - w trakcie mówienia, wypuścił z ust kolejny kłąb dymu i odetchnął cicho pod nosem. To stanowczo nie był jego dzień. Najpierw chory zwierzak, później napadnięty uczniak, teraz jeszcze ta czołówka z Donaganem... Żyć nie umierać, do diabła. Powinien chyba się dziwić, że jeszcze nikt nie próbował przejechać go na pasach na zakończenie. ...Lepiej odpukać, przecież miał odwieźć Perciego pod akademiki.
Będąc już pod kamienicą, zagasił palonego - drugiego z rzędu w ciągu tych paru minut - papierosa i wyrzucił do kamiennego kosza stojącego przed schodami. Poprowadził ich na górę i od razu wpuścił chłopaka do środka przodem. W środku było o wiele cieplej. Zresztą musiało być, ponieważ miał w nawyku wypuszczać luzem swoje dwie iguany, kiedy wychodził z domu na krócej. Obecnie jedna z nich wylegiwała się na oparciu kanapy, druga gdzieś się ukryła.
Lee zrzucił z siebie płaszcz i wyjątkowo – ze względu na obecność gościa – nie cisnął go byle gdzie, a kulturalnie powiesił na jednym z wieszaków przy ścianie w przedpokoju.
- Łazienkę masz na prawo, pierwsze drzwi. Ręczniki są na pułkach, możesz skorzystać z pierwszego lepszego. Zrobię coś na szybkie rozgrzanie i odwiozę cię gdy tylko skończę ze zwierzakiem. Potrzebujesz czegoś? – spojrzał na niego dziwnie oceniająco, prawie krytycznie gdy po staksowaniu z góry na dół, zatrzymał się przy lekkim opuchnięciu na twarzy. Taa, trochę czasu już minęło, więc wiele też nie pomoże, ale lepiej jednak przyłożyć trochę lodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Kwi 20, 2015 5:06 pm

Dzisiejszy dzień nie był nikomu na rękę. Nawet, kiedy przekraczał próg mieszkania Adamy fatalnie się z tym czuł. Nienawidził wpraszać się do nikogo, czuć się jak intruz. Zazwyczaj w takich sytuacjach znikał tak szybko, jak się pojawiał. Tym razem nie mogło być inaczej. Ogarnąć trochę twarz i iść do siebie. Taki plan. Żadnego jedzenia wspólnego, rozmów. Źle czułby się względem Baldrica, nawet jeśli nie robił niczego złego.
Odwiesił spokojnie kurtkę na haczyk i dyskretnie rozejrzał się po lokum profesora. Dreszcz przebiegł mu po plecach widząc terraria, w których nie było żadnych gadów. Aż bał się pomyśleć i spojrzeć w dół czy mu jakiś wąż koło nóg się pełznie. Przecież wtedy kompletnie zszedłby na zawał. Nie tylko do szpitali miał awersję, ale także do tych przeogromnych, długich gadów, które syczały z radości czując jego strach. Ale nieważne! Ważne, że dojrzał na oparciu jedną iguanę, której zabawnie zwisały łapki z sofy. Mimo wszystko przyjrzał się jej z dala z lekkim dystansem i rezerwą.
- Na noc pan też zostawia je tak samopas? – zapytał, zerkając kątem oka na belfra. Nie chciał skomentować ewentualnego potwierdzenia, gdyż on by nie zasnął mając świadomość, że one wszystkie tak sobie łażą. Nie ufał tymże podobnym stworzeniom, chyba bardziej wolał te głupiutkie, które można wytresować i czegoś nauczyć. A iguany – no cóż, wydawały się zbyt flegmatyczne, majestatyczne, jakby na wszystko miały czas, a obecność jakiegoś człowieka jest przez nie akceptowalna. Jego wzrok powędrował dalej w głąb salonu i zdębiał. Ależ mu się słabo zrobiło, kiedy zobaczył wielkiego węża, który grzecznie siedział w zamkniętym terrarium. Strach wbił go w ziemię i cofnął się o krok, wpadając na nauczyciela. Zaraz spojrzał na niego przepraszającym wzrokiem i zdołał z siebie wydusić:
- Łazienka? Tak. Tak – potaknął szybko, chcąc prędko znaleźć się poza zasięgiem wielkiego gada, dla którego stanowiłby idealną przekąskę. Zaraz poszedł do łazienki zamykając za sobą szczelnie drzwi i rozglądając się po pomieszczeniu, jakby miało mu zwisać więcej węży. Na szczęście nic tam nie było. Zaraz przemył twarz zimną wodą, czując jak policzek go cholernie piecze. Przyjrzał się robiącemu siniakowi i z niesmakiem stwierdził, że w odstępie kilku tygodni znowu chodzi z limem. Zamknął oczy, podpierając się rękami o umywalkę i wziął głębszy wdech dając kropelkom wody ściekać po twarzy. W powietrzu unosił się zapach wody kolońskiej mężczyzny, którą miał okazję poczuć, chociażby wtedy, kiedy na niego wpadł czy szarpnął za ramię podczas starcia z Albertem. Ogólne ogarnięcie zajęło mu z kilka minut, bardziej wolał wziąć gorącą kąpiel, gdzie wszystkie jak dotąd napięte mięśnie poddały się i rozluźniły. Chciał go łóżka. Cudem stał na nogach, aby nie zasnąć. Jeszcze chwila Percy. Za chwilę wrócisz do siebie. Pocieszał się w myślach, będąc nimi u Bala. Wyszedł z łazienki i rozejrzał się za Adamą.
- No ten, to chyba sobie pójdę – powiedział cicho, jednak nigdzie nie widział nauczyciela. Westchnął, wiedząc, że będzie musiał to potworzyć, dlatego też wszedł znowu do salonu i rozejrzał się za nim.
- Panie Lee? – mruknął nisko, miękko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Kwi 20, 2015 6:48 pm

Jeśli o niego chodziło, w dalszym ciągu był zbyt wzburzony, ażeby martwić się tym, czy zapraszanie uczniów do swojego domu jest właściwe czy też nie. Gdyby zaś nie był i miał się w tej kwestii wypowiedzieć? Hmm, najlepiej było unikać podobnych sytuacji. Mogły prowadzić do niepotrzebnych nieporozumień i komplikacji, acz w pewnych wypadkach, takich jak incydent z zaułka, wydawał się dostatecznie dobrym powodem, by spojrzeć na to z bardziej przychylnej perspektywy. Adama nie miał w końcu żadnych podejrzanych zamiarów względem Percivala. Tylko dlatego co prawda, że był jego uczniem, bo w innych okolicznościach jak nic przyszłoby mu do głowy wykorzystać okazję, ale to i tak wystarczająco dobry powód, by tamten mógł czuć się bezpieczny. Względnie bezpieczny... Na razie Lee starał się zabić w sobie frustrację i skupić na myśli, że jego ukochana Amber potrzebuje jak najszybszej pomocy medycznej.
Podążył wzrokiem za spojrzeniem Perciego w stronę jaszczurki, która zupełnie jakby rozumiała, że może chodzić właśnie o nią, na moment podniosła łeb i sama łypnęła w ich kierunku, zanim znowu nie opuściła go, zamykając oczy i przeciągając się śmiesznie łapkami. Trochę jakby chciała przekazać coś w stylu: „Mam na was wyjebane!”. Nie to, żeby faktycznie miała. Po prostu było jej dobrze tam gdzie leżała. Umiały czasami zachowywać się jak psy i przychodzić pod nogi lub próbować wspinać się na nie. Kwestia charakteru samego zwierzęcia.    
- Czasami. Latem. Przy dużych upałach. - odparł krótko, tymczasowo łagodniejąc na twarzy. Kiedy mógł mówić o swoich małych podopiecznych lub po prostu z nimi przebywał, potrafiły zachodzić w nim krótkie zmiany zarówno dotyczące postawy jak i zachowania. Dość niespotykane zmiany. Hej, te gady czasami leżały mu na kolanach bądź drzemały na klatce piersiowej, kiedy czytał sobie akurat w łóżku. Nawet węża zdarzało się wypuścić na „spacer” po mieszkaniu.
Chciał wyminąć chłopaka i przywitać się z iguaną poprzez – jak w przypadku kota – normalne głaskanie po grzbiecie, gdy to tamten cofnął się niespodziewanie, wpadając na niego.
- ...? – uniósł pojedynczą brew pytająco. Wydawało mu się, czy ta jego ucieczka do łazienki wyglądała raczej jak taktyczny odwrót? Był też jakby odrobinę bledszy. Może nie przepadał za gadami? W sumie wielu ludzi miało co do nich pewną awersję, czego osobiście nie rozumiał, ale musiał akceptować, bo co poradzić?
Kręcąc głową i wywracając oczami, odstawił siatkę na stolik, przywitał się z iguaną rozejrzał się za drugą, którą dostrzegł na jednej z półek w kuchni, po czym wreszcie dotarł przed terrarium Amber. Jego przepięknej boa tęczowej. Osiągnęła już prawie 1,5m długości, ale ostatnio nieco straciła na wadze.
- Chodź, skarbie. – otworzył pokrywę wielkiego terrarium i ostrożnie wydobył z niego węża, którego dla wygody przełożył, przewiesił za karkiem i przez ramiona. Wąż częściowo oplótł też jego lewe ramię, unosząc trójkątny łeb na wysokości jego klatki piersiowej.
Zoolog zaaplikował jej dwa zastrzyki. Biedactwo było osowiałe i nawet nie prężyło się i nie napinało długiego, silnego ciała przy kontakcie z igłą.
- Wszystko będzie dobrze. – pogładził ją ręką po wierzchu łba, zwracając się jak do dziecka. Trzymając wężysko w taki sposób, przeszedł się po lód do zamrażalki i... Ah, prawda. Gdzie on posiał kluczyki? Hm, powinny być w innym płaszczu. Poszedł zatem ich poszukać zanim wyjdą. Może jednak daruje sobie robienie herbaty czy innego cholerstwa. Nie miał ochoty niańczyć Perciego dłużej niż to konieczne, zwłaszcza w podobnym nastroju. Akurat kiedy je znalazł, usłyszał głos chłopaka dobiegający z salonu. Wyszedł mu naprzeciw prosto z przedpokoju z kluczykami, woreczkiem lodu... I wężem.
- Powiedziałem, że cię odwiozę. Żadnych sprzeciwów. Trzymaj lód. - jego słowa brzmiały jak pojedyncze rozkazy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Kwi 20, 2015 7:18 pm

Wyszedł z tej przeklętej łazienki, sądząc, że głosy dobiegają z salonu. W końcu Lee do kogoś mówił. Jednak okazało się, że wcale go nie zastał w salonie. Stał plecami do wejścia i gapił na iguanę, która teraz faktycznie bardziej przystępnie wyglądała. Chciał nawet ją tyrpnąć w te śmieszne łapki, kiedy nagle usłyszał jego głos.
- Nie będzie mi pan rozkazywać. Zrobię co zechcę – chrząknął i odwrócił się do niego przodem. Mina Percivala wyrażała więcej niż tysiąc słów. Zrobił się biały jak ściana i nawet nie wiedząc, kiedy zaczął się cofać tyłkiem wpadając na oparcie sofy. Serce przyspieszyło mu do granic możliwości, a palce mimowolnie zacisnął na oparciu lokując się niedaleko iguany, która nagle przestala go tak śmieszyć.
- Nie zbliżaj się do mnie – powiedział nie pasując nad głosem. Percival nie bał się rekinów w oceanie, które nieraz zdarzały się krążyć wokół, bądź gdzieś w oddali, gdzie surfował z innymi plażowiczami, jednak wąż… jasna cholera! To inna sprawa! Okej w Australii żyje mnóstwo paskudztw poczynając od krokodyli, pająków czy rekinów, jednak ten gad przerażał go najbardziej. Serio! Strach jaki malował mu się w oczach przypominał te grane w horrorach, kiedy ofiara ma nagle umrzeć i faktycznie Percival wyglądał, jakby miał zejść na zawał. Patrzał to na profesora, to na ogromnego boa tęczowego, który okej faktycznie był piękny, ale jakże przerażający! Czemu nie mógł kupić sobie gekona albo salamandry, one też są urocze!
Ominął sofę, aby zwiększyć dystans między sobą, a tym olbrzymem, który wisiał sobie jakby nigdy nic na ramionach mężczyzny.
Chciał wracać do domu. Natychmiast.
- Nie, nie, nie. Ja tu nie zostanę. Nie będę pokarmem dla niego. W ogóle, poradzę sobie. Proszę tu zostać i… bawić się, okej? – zapytał, ledwo składając zdania, naprawdę był przerażony. Mięśnie mu się napięły do granic możliwości, aż w pewnym momencie poczuł, jak drży mu udo. Zamknął na chwilę oczy, stojąc blisko okna. Oparł się plecami o ścianę, głośno wzdychając i wypuszczając powietrze, chcąc ustabilizować swoją histerię. Trwało to trochę, gdyż najchętniej schowałby w czyichś ramionach, aby najwyżej tamtą osobę wąż zażarł pierwszy. Do cholery, która w końcu jest godzina!
Uchylił wolno powieki, czując jak oddech wolno się stabilizuje, jednak łomot serca nadal dudnił mu w uszach. Wcześniejszy strach pobudził jego adrenalinę, która wolno zaczęła opuszczać ciało. Nie odezwał się nawet słowem dłuższy czas. Stał blisko ściany, palcami badając jej fakturę, jakby muskał nimi jakąś chłodną skórę – byle nie gadzią (wiadomo one są zmiennocieplne, ale cholera wie co z nimi).
- Źle znoszę spotkania z wężami – mruknął w końcu, chcąc wytłumaczyć swoje dziwne zachowanie. Chociaż ono mówiło samo za siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Sro Kwi 22, 2015 8:31 pm

Na twarzy Lee po raz pierwszy odmalował się tak jawny wyraz zdziwienia. Było on naturalnie odpowiedzią na dość gwałtowną reakcję Percivala, który przy okazji spłoszył nieco iguanę w momencie uderzenia tyłami o mebel.
Wow... Rozumiał, że mogła go zszokować bliskość wielkiego gada, ale żeby aż tak? - była to pierwsza myśl jaka pojawiła się w głowie belfra, dopóki kolejne, rzucające się w oczy syndromy nie dały jaśniejszego obrazu na sytuację. To nie był zwykły strach, a konkretny lęk. Być może wręcz fobia – nie potrafił rzecz jasna powiedzieć na pewno bez konkretnej rozmowy psychologicznej, ale przecież ten dzieciak już prawie przechodził z bieli w trupi błękit! Jeśli mu się nie wydawało, także i głos nabrał odrobinę piskliwego brzmienia. Gdyby chodziło tylko o zwykłą obawę, jeszcze sam z perfidną satysfakcją postraszyłby go wężem dla pokazania, dlaczego nie należy pyskować starszym, zwłaszcza gdy byli oni nauczycielami. I choć śmiało mógłby przyznać, iż ma naturę najprawdziwszego dupka i wcale nie czuje się z tym jakoś szczególnie źle, za nic nie wykorzystałby tak panicznego strachu przeciwko komuś, kto nawet dobrze nie zdążył mu zajść za skórę. Może i potrafił być sadystą, ale sadyści także potrafili trzymać się pewnych granic.
- ...Hej. Uspokój się, dzieciaku. - starał się brzmieć uspokajająco i stanowczo zarazem, nie wykonując przy tym zbyt wielu ruchów, aby jeszcze bardziej nie spłoszyć chłopaka, którego oczy były teraz niczym dwa spodki, śledzące uwieszone na jego barkach cielsko. - Nie ma się czym martwić. Widzisz? – podłożył dłoń pod sam pysk dusiciela i lekko przekręcił nim najpierw w prawo, później w lewo wedle własnej woli. Wąż nadal wydawał się tak samo ospały i niemrawy. No jasne. Był chory. Zresztą Amber i tak miała niezwykle łagodny charakter. - Nie jest agresywna. Na nikogo się tutaj nie rzuci, w porządku? Odłożę ją do terrarium. – mówił powoli. Bez pośpiechu zaczął też stawiać zaraz kroki w bok, oddalając się od kanapy i podchodząc do wielkiego terrarium. Cały czas miał przy tym na oku spietranego chłopaka. Kto by pomyślał, że taki niby kozaczyna i pyskacz okaże się całkowicie nie radzić sobie z presją w pobliży tego rodzaju zwierzaków. Los bywa doprawdy przewrotny. I złośliwy – warto dodać.
- Zauważyłem. – przyznał, wkładając swoją łuskowaną podopieczną za szło i zabezpieczając wierzchnią pokrywę blokadą . - Oddychaj, chłopaku. Przyznam, że tego się nie spodziewałem. Lepiej? – marszcząc brwi, zbliżył się z powrotem do kanapy, lecz dla komfortu tamtego pozostawiając jeszcze jakiś czas większy dystans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pią Kwi 24, 2015 8:57 pm

Przez dłuższy moment to nie było takie łatwe, jak mogło się wydawać. Percival miał ogromną awersję – po dwóch wypadkach – z wężami. Pierwsza sytuacja miała miejsce, gdy będąc na jakieś wycieczce z April wypełzł mu wąż z krzaków i chciał go ukąsić, przeraził się nie na żarty (oczywiście ukąsił go, ale wszystko dobrze ostatecznie się skończyło). A druga sytuacja była na jednej z imprez, gdzie koledzy wiedzieli o jego bliskim spotkaniu z gadem i zdawali sobie sprawę, że to wcale do najprzyjemniejszych nie należało. Jak tak to durne smarkacze wpadli na durny pomysł. Kiedy Percy nieświadom niczego siedział na sofie, wówczas jeden z imprezowiczów rzucił na niego gumowego węża, przez którego tak się przeraził, że od tamtej pory miał do podobnych gadów głęboki uraz. Nienawidził tego paskudztwa. Po prostu. I najlepiej, aby ono się do niego nie zbliżało, gdyż zabije pierwszym lepszym taborem.
Pierwszy spokojny oddech przyszedł po pierwszych słowach mężczyzny i jego odpowiedniej reakcji na dane zdarzenie. Może co ma zrobić podpowiedziała mu trupioblada twarz, na którą wolno wracały kolory, które nie przypominały te u zmarłych? Dobry początek, jak na razie.
- Nienawidzę węży – mruknął pod nosem powtarzając się oraz czując ogromną ulgę, widząc, że raz: wąż nie reaguje, że ma za przeproszeniem w poważaniu jego histerie. I dwa, że mężczyzna odłożył go do terrarium. To było najważniejsze! Z ulgą osunął się po ścianie, jednak kontrolując odlot, jaki spodziewał się mieć, jeśli to potrwało dłuższą chwilę. Zebrał się w sobie z ostatnimi resztkami godności, jakie zostawił już w zaułku. Teraz wcale nie poprawił swojej sytuacji, ale trudno. Wstał z ziemi, czując się zdecydowanie bezpieczniej, kiedy gad siedział zamknięty. Prawie mu serce nie wyskoczyło, kiedy zobaczył go na ramionach mężczyzny. Pewnie chwila i zaczął by ryczeć jak mała dziewczynka, której zabrano lizaka. Jakże to kompromitujące by było.
- Przepraszam – wydukał z siebie. W końcu wypadało coś powiedzieć więcej na ten temat, niż non stop niczym mantrę, że nienawidzi się węży.
Przetarł twarz dłońmi, wzdychając ciężko i parsknął pod nosem, kręcąc głową na boki. Był kompletnym idiotą. Nie dość, że tam w zaułku skopano mu dupę, to teraz w mieszkaniu belfra prawie zszedł na atak serce – i nie, to wcale żadna przesada, naprawdę bał się.
- Chce wrócić do akademika. Sam. Poradzę sobie. Tutaj jest przystanek autobusowy, który zatrzymuje się zaraz koło akademika. Nic mi nie będzie – zakomunikował mu swoją decyzję, mając nadzieję, że nauczyciel nie będzie stawiać oporu. Przecież w jego interesie też było pozbyć się Percivala jak najszybciej, a struganie porządnego i odpowiedzialnego belfra mógł odgrywać w szkolnych murach, a nie poza nimi. Zresztą, obaj wyglądali na zmęczonych własnym towarzystwem. Czas zwijać żagle. I tak wyglądał jako tako.
- Dobranoc – powiedział, kierując się do przedpokoju i tam zarzucił na siebie swoją umorusaną bluzę, a następnie wyszedł na ciemną klatkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Nie Kwi 26, 2015 9:50 am


Całe szczęście, że Percy nie miał w zwyczaju łapać pierwszej rzeczy jaka się nawinie i rzucać w swoich wrogów publicznych nr 1 – węże. Gdyby przypadkiem co gorsza nie tylko to zrobił, ale jeszcze ośmielił się trafić, Adama gotów był przemienić się w najprawdziwsze zło wcielone i roznieść pół mieszkania z nieszczęsnym uczniem na czele. Nauczyciel pałał bowiem niebezpieczną wręcz troską względem swoich łuskowatych podopiecznych i biada tym, którzy spróbowaliby je skrzywdzić. Chyba tylko o młodszego brata troszczył się w równej mierze. Cóż, każdy miał jakieś swoje odchyły.
Wolno pokręcił głową, dając uczniowi chwilę na samodzielne dojście do siebie. Byle ten mu tylko nie mdlał! Nie był zresztą nadmiernie dobry w pocieszaniu innych, a analizując charakter i sposób bycia chłopaka, mógł stwierdzić iż ten wolałby, żeby nie okazywać mu przesadnego współczucia, które w jego przypadku zostałoby jak nic wzięte za litość. Dzieciaki w tych czasach z pewnością były problematyczne.
- To nic za to co trzeba przepraszać – choć sam nie miał żadnej większej fobii, więc nie do końca potrafił zrozumieć tego typu reakcje, nieważne jak wiele ich widział w najrozmaitszych okolicznościach. Ludzie mieli tendencję do odczuwania strachu przed różnymi rzeczami tudzież zjawiskami. Widział tych bojących się wysokości, pająków, robactwa, dotyku czy krwi... To nic nienormalnego. Uczono go zresztą tego także na zajęciach z psychologii jeszcze na uniwerku.
Pewnie zaproponowałby wbrew własnym chęcią, żeby jeszcze chwilę posiedział nieruchomo, podczas gdy on zrobiłby mu czegoś gorącego na uspokojenie, ale Debreu miał najwyraźniej w planie jak najszybsze wycofanie się z tego mieszkania. Cholera, co za problematyczny dzieciak.
- Żadnych przystanków – fuknął, eksponując po całości swoją irytację odnośnie tej, jakże głupiej i nierozważnej w jego mniemaniu decyzji. - Powiedziałem już, że zamierzam dopilnować, żebyś przynajmniej w jednym kawałku dotarł z powrotem. - ciężkim, ale pospiesznym krokiem ruszył za nim. - A teraz racz zachować się dojrzale, panie Debreu i nie stawiać mnie w kłopotliwej sytuacji, gdzie będę musiał zachować się mało pedagogicznie. - w niezadowoleniu kliknął językiem o podniebienie i sprawdzając jeszcze raz klucze leża teraz bezpiecznie w kieszeni spodni, tam gdzie je przełożył, w drodze zgarnął z wieszaka pierwszy lepszy ciuch do narzucenia na ramiona. Wycieczka samochodem nie miała potrwać więcej niż 5-8minut przy dobrych wiatrach, więc powinno już pójść gładko. Byle obyło się bez potrzeby wrzucania Perciego prosto do samochodu, bo nie Lee nie był w nastroju na przepychanki.

zt/2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Cze 29, 2015 6:05 pm

Musiał przyznać, że wyczekiwał soboty bardziej niż przypuszczał. Sam właściwie nie wiedział, z jakiego to powodu tak naprawdę się stresuje, w końcu to tylko wizyta u dobrego znajomego z kadry pedagogicznej. I chodziło tylko o to, żeby razem coś zjeść, napić się, w tym czegoś mocniejszego, i pogadać, tak po prostu. Ale to ten ostatni punkt wieczoru martwił go najbardziej. Gdyby nie miał zaufania do zoologa, to z pewnością nie umówiłby się z nim na picie w jego mieszkaniu, jednak nie mógł zapominać, że to też nauczyciel. Był też wielce świadom, że po spożyciu alkoholu język bardzo się rozplątuje, zatem można powiedzieć wiele rzeczy, których na trzeźwo by się nie powiedziało. Zapowiedzieli już, że jednym z poruszanych tematów będzie też ten o ich życiu uczuciowym, co jakoś niespecjalnie cieszyło Balda. Co, jeśli po pijaku chlapnie coś o swoim romansie z Percym, którego Lee zdążył już poznać? To wcale dobrze nie wróżyło.
Oczywiście był też pełen optymistycznych myśli. Wreszcie będzie miał okazję gościć w mieszkaniu Adamy i przy tej okazji pozna jego pupilów. Bawiła go myśl, że mężczyzna zakłada spędzenie sporej części życia w związku ze swoją faworytą, z drugiej strony go rozumiał. Po rozwodzie z żoną odechciało mu się amorów. I właśnie dlatego o miłości też muszą pogadać, choć o obiektach swych uczuć już niekoniecznie. Zatem nastawienie bruneta było jako tako pozytywne, choć nieprzesadnie. Zaszedł do sklepu w dobrym humorze, zaczął kupować jakieś chipsy, krakersy, wziął jeszcze lody truskawkowe, dwie mrożone pizze, no i zapakował do koszyka butelkę wódki, whisky i dwa czteropaki piwa. Być może odrobinę przesadził z asortymentem, ale czy nie mieli dziś nieco zaszaleć? Szkoda by było zmarnować taką okazję tylko z powodu drobnych wątpliwości. Przecież Lee jest groźny jedynie z pozoru, tak naprawdę to bardzo sympatyczny z niego koleś. Skoro pomógł uczniowi w potrzebie, nie może być inaczej. Na dodatek uczniem uratowanym przez niego z opresji był sam Percy, dlatego też Baldric czuł się jeszcze bardziej zobowiązany do jako takiego odwdzięczenia się.
Po zakupach szybko trafił pod wskazany adres, przez chwilę podziwiając zadbaną kamienicę. Tylko chwilę stał przed budynkiem, ponieważ zaraz wkroczył do wąskiej klatki schodowej. Odnalazł odpowiednie piętro, odpowiednie drzwi do odpowiedniego mieszkania i zapukał, biorąc przy tym głęboki wdech. W końcu raz się żyje. Mocno trzymał reklamówki z jedzeniem, nie chcąc ich odkładać, w końcu ma w nich mnóstwo potrzebnych im na ten wieczór rzeczy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   Pon Cze 29, 2015 8:26 pm

W gruncie rzeczy nie tylko Baldric, ale również i Lee z niemałym utęsknieniem wyczekiwał wieczoru, który wreszcie przyniesie z sobą upragnioną chwilę relaksu oraz zapomnienia. Obu tych rzeczy potrzebował w chwili obecnej jak na gwałt, co swoją drogą nie należało do odczuć szczególnie mu znanych. Nie w przypadku Adamy. Człowieka, który łatwo mógłby zmienić się w najprawdziwszego pracoholika, typowemu Japończykowi podobnemu, gdyby nie zbyt liczne, starannie pielęgnowane hobby. Pomiędzy pracą nauczyciela oraz przyjmowaniem zleceń niekoniecznie legalnych, a za to dostarczających odpowiedniej ilości adrenaliny dla zaspokojenia osobistych potrzeb na tego rodzaju niebezpieczne doznania, zawsze znalazło się przecież miejsce na poprowadzenie treningu z samoobrony, wypad na siłownie tudzież kort, wyjście do kina na jakiś z dawna oczekiwany film, poświęcanie uwagi swoimi gadzim podopiecznym lub najzwyklejszy wypad z kumplami do baru. Mogłoby się zdawać, że w tym wszystkim ciężko znaleźć jeszcze dodatkowy czas na wystarczającą ilość snu, syte posiłki bądź najzwyklejsze w świecie zakupy, lecz zoolog świetnie potrafił upchnąć w codziennym harmonogramie również i to. Rzadko zwalniał, bo i nie czuł ku temu potrzeby. Był w końcu młodym, zdrowym, trzymającym formę mężczyzną, w dalszym ciągu pełnym aspiracji oraz wyznaczającym sobie liczne cele na najbliższą przyszłość. Lubił pozostawać w ruchu, a kiedy już faktycznie postanawiał zrobić sobie wolne, spędzał je nie mniej pożytecznie. Zawsze powtarzał, że jeszcze przyjdzie czas na zbijanie bąków. Na przykład na starość, której nie oczekiwał zbyt prędko. Oczywiście każdemu zdarzały się czasem kryzysy... Także Adamie. Ot choćby tamten pamiętny, będący wynikiem felernego rozstania z żoną. Niezbyt przyjemne to wspomnienia. Jednak to co męczyło go w tej chwili, czy powinien nazwać już kryzysem? Nie. Jeszcze nie.
„Jeszcze” – słowo przyprawiające niemalże o mdłości przez ilość żółci, jaka zaczynała go wypełniać na samo jego brzmienie.
Za dużo myślał. Za dużo się głowił. Za dużo chorobliwego, ściskającego gardło stresu, napływającego z powodu całej tej niepewności o przyszłość, którą całkiem miło i świetlanie dotąd widział. Na karku po raz pierwszy siedział mu glina. Co gorsza, nie taki znowuż pierwszy-lepszy, gdy wreszcie postanowił pogrzebać głębiej.
Nieprzyzwyczajony do zamartwiania się, męczył się psychicznie – rzecz całkiem dla niego nowa. Pracował nad zleconą mu przez Bjarne sprawą, lecz jednocześnie kombinował jak pozbyć się tego piekącego wrzodu. Póki co, to drugie szło mu zdecydowanie gorzej, co przyprawiało o równie bolesną frustrację. Być może nie mógł zwierzyć się z tego problemu Baldricowi, ale pogadanie z dobrym kumplem o byle bzdurach oraz upicie się w doborowym towarzystwie w zupełności powinno na razie wystarczyć.
Mieszkanie wysprzątał, choć nie było znowuż tak wiele do sprzątania. Kiedy dookoła biegają zazwyczaj zwierzaki, odpowiedzialny człowiek zawsze zadba o ich bezpieczeństwo. Głupio by było, gdyby któryś gadzior wszamał jakąś apetycznie wyglądającą, a mogącą zaszkodzić resztkę lub ciągle smacznie pachnący papierek po energetycznym batoniku.
Zadbał i o proste przekąski. Paluszki, na szybko zrobione koreczki z żółtego sera i oliwek, nawet pokroił i wystawił na dwa talerzyki ostre papryczki nadziewane fetą oraz pleśniaka.
Gdy już przyszło ruszyć na przedpokój i otworzyć gościowi drzwi, w tle snuła się puszczana z radia muzyka. Dziwnie jakoś było pracować w kompletnej ciszy.
- Widzę, że trafiłeś bez większych problemów – zauważył na powitanie z błądzących leniwie po ustach uśmieszkiem, usuwając się przybyszowi z przejścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Adamy   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Adamy
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: