IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Siatka zabezpieczajaca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Vitali

avatar

Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2014
Skąd : Ukraina / Odessa

PisanieTemat: Siatka zabezpieczajaca   Pon Lut 03, 2014 7:43 pm

Jest to odcinek dachu, który nie dość, że jest ogrodzony barierką,to dodatkowo przyspawano do niego długa na prawie dwa metry siatkę zabezpieczającą, na diablo mocnym stelażu. O dziwo nigdzie nie krążą zmyślone legendy co do faktycznego powodu postawienia tu jej - żadne samobójstwa dzieciarni, która nie mogła znieść dwójki z Pszyry.

----------------------------------------------------------------

Zerwał się z ostatniej Godziny Wychowawczej, jaka miała zastąpić fizykę i udał się do pierwszego miejsca, jakie zagwarantuje mu częściowy spokój i da sposobność do spoglądania na wszystko z góry i plucia ludziom na głowy. Dosłownie.
Lubił przesiadywać na dachu szkoły, ale zaczynał mijać tu coraz więcej ludzi popychanych tu na super ekstremalną sesję jedzenia drugiego śniadania jak ich ulubieni bohaterowie mang i animców.
Sam Lichaczev o dziwo nie przychodził tu pałaszować niczego na wolnym powietrzu, po prostu miał manierę łażenia podczas słuchania muzyki. Dlatego pojawiał się na dachu, pakował wielkie słuchawki na uszy i chodził chociażby w kółko, przesuwając palcami po siatce zabezpieczającej i czasem nawet mrucząc pod nosem.
Tak, jak np teraz. Akurat w mp3 zmienił się track i przystanął gapiąc się na przysypane śniegiem akademiki. Wsunął jedną rękę do kieszeni kurtki, a drugą wsunął palcami pomiędzy oczka siatki. Wszędzie było mroźno, biało, wilgotno... wspaniale po prostu. Mógłby zacząć pleść jakaś wspaniałą odę ku czci zimy, do momentu w którym 'sarkazmometr' osiągnąłby pieprzone maksimum. TO była jego najbardziej znienawidzona pora roku. A tu na tym dachu, wraz z jakaś wesołą pioseneczką, obijającą się kakofonią w czaszce, krzyczał wewnętrznie i... a co to tam na dole?
Pochylił się, opierając czoło o siatkę i zmrużył oczy. Na dole właśnie ktoś przechadzał się w stronę głównego budynku. Jeden, mały ktoś, kto najwidoczniej opierdalał się tak samo jak Vitali. Jakie nierozważne... Ta zniewaga krwi wymaga i na nieszczęście tej nieznajomej osoby, to Ukrainiec miał pod łapami śnieg i był kilkanaście metrów wyżej.
Blondyn oderwał się szybko od siatki i speedem zaczął zgarniać śnieg formując z niego ciasno zbity, solidny śniegowy pocisk, który już niedługo... już bardzo niedługo zbierze krwawe żniwo. Jego twórca przetruchtał szybko wzdłuż siatki docierając do luki między ścianą i połowicznie wdrapał się wyżej, coby nabrać lepszego rozmachu. Na nieszczęście z tej wysokości obiekt zdawał się mieć mniejszą powierzchnie i poruszał się dość szybko - na szczęście niczego się nie spodziewał i szedł po linii prostej.
No dalej Vitali, trafisz? 1 punkt za nogi, 2 punkty z tors, 3 punkty i Ultimate Goal za głowę. Innymi słowy: celować w łeb!
Zamachnął się profesjonalnie i pocisk świsnął w powietrzu, szarżując na biednego Ryana.

_________________
He never looked
nice. He looked
like art, and art
wasn't supposed
to look nice;
it was supposed
to make you feel
something.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Pon Lut 03, 2014 9:00 pm

Nigdy w trakcie przerwy nie był na dachu szkoły. Zapytacie dlaczego? Z prostego powodu jakim są tłumy ludzi. Ostatnio było w modzie przychodzenie do tego miejsca czy to aby zjeść sobie wspólnie z znajomymi lunch czy z chęci zapalenia jakiegoś papieroska w skrytości przed profesorami. Jak widać w trakcie przerw to miejsce stało się, nawet teraz, porą zimową, dość oblegane. Natomiast w trakcie zajęć… wtedy to było coś innego. Cisza, spokój, wysokość i przestrzeń. To jest to co Ryan uwielbiał. Gdyby tak jeszcze w tym kraju pogoda była troszkę stabilniejsza, z większą ilością słońca… No ale cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, nie? Z takiego założenie próbował wychodzić młody Taj i starał się nie narzekać na pogodę.
No właśnie, starał. Dziś jednak nie wytrzymał. Mieszkał w tym kraju od szóstego roku życia i jako takiego, leżącego na ziemi, śniegu widział dosłownie kilka razy. Co tu chcieć, taki klimat. Chłodno, deszczowo, mgliście, ale nie na tyle zimno by tego śniegu było nie wiadomo ile. A jednak dzisiejszy poranek postanowił pokazać Ryan’owi, że śnieg w tym kraju jest możliwy, że naprawdę się zdarza. I tak kiedy dziś rano Pradchaphet odsłonił okna w swoim pokoju w akademiku ujrzał cienką warstwę białego puchu leżącego na ziemi. Od razu wiedział, że to nie będzie jego najlepszy dzień. Właściwie już na samym wstępie postanowił dzisiaj sobie zrobić wolne. Nie chciał się w tą okropną pogodę męczyć z czymkolwiek a już na pewno z zmierzaniem się z zimnem oraz lekcjami.
A jednak, jednak życie - a raczej lenistwo młodego Taja - zmusiło go do wyjścia z ciepłego pokoju i jeszcze cieplejszego łóżeczka. Zapomniał dzień wcześniej zrobić spożywcze zakupy – czytaj, jego lodówka świeciła pustkami. Jako że nie przepadał za stołówkowym jedzeniem nie pozostało mu nic innego jak umrzeć z głodu. No albo jednak ruszyć się do sklepu. Po szybkim przemyśleniu wszystkich za i przeciw wyprawa do spożywczaka wygrała. Ubrał się ciepło, można by rzec, że aż nazbyt ciepło, i wyszedł by… zaraz na głównym dziedzińcu zostać zaatakowany.
Szedł sobie spokojnie, ufnie przed siebie niczym ta owca za pasterzem, która akurat gdzieś pasterza zgubiła, ale się tym zbytnio nie przejmowała. Nigdy by nie pomyślał, że mógł być właśnie czyimś celem, w końcu lekcje trwały a w zasięgu wzroku nikogo nie widział. Nie brał jednak pod uwagę, że jakiś dowcipniś może kryć się przed nim, gdzieś nad nim i obrać sobie go za główny cel. I stało się, oberwał w… nogi, niestety dla rzucającego zdobył zaledwie jeden punkt. Radości zapewne miał jednak co nie miara, bo Ryan o mało nie dostał zawału oraz prawie wyrżnął twarzą w chodnik. W ostatniej chwili jakoś udało mu się złapać równowagę i całe szczęście, bo zapewne nie jednemu byłoby szkoda tak pięknej twarzyczki. Spojrzał w górę gdzie sprawca nawet się nie krył i… i nic więcej nie uczynił. Nie pokazał środkowego palca, nie krzyknął nic obelżywego. Stał tak przez chwilę oceniając czy owa osoba spróbuje głupiego żarciku z rzutem śniegową kulką jeszcze raz czy raczej da już sobie spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vitali

avatar

Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2014
Skąd : Ukraina / Odessa

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Pon Lut 03, 2014 9:21 pm

Sorry, taki mamy klimat.
Śnieżka pruła jak przecinak i nie rozwaliła się w powietrzu - była całkiem twarda i masywna, zbita... ledwo mieszcząca się w jednej ręce. Jednym słowem: idealna. Tylko niestety cel już nie ten. Vitali aż wygiął się do przodu, żeby skontrolować tor lotu, ale śnieżka rozbiła się na uniesionym kolanie przechodnia i chyba napędziła mu stracha, bo gość odskoczył jak poparzony i niebezpiecznie wygięło go w przód. A to małe przedstawienie wywołało uśmiech na ustach Ukraińca.
Widział jak chłopak podnosi głowę i zerka na dach, pozwolił mu się zobaczyć, ba może nawet liczył na małą utarczkę... ale nic takiego się nie stało. A skoro nie reagował nijak na jedną, niespodziewaną śnieżkę, to seria kolejnych, też nie zrobi na nim wrażenia. Nuda. Było zejść niżej.
Blondyn odsapnął i odsunął się od barierki poprawiając słuchawki na uszach tak, by zsunęły się na jego szyję, po czym pokierował się stronę wyjścia z dachu. Tak serio, to uczniak na dole mógł pomyśleć, że jego niespodziewany najeźdźca szykuje sobie właśnie dodatkową amunicję, ale Vit pogwizdując na wpół zbiegał, zeskakiwał i zsuwał się po barierce schodów, aż ni zeskoczył na najniższy poziom. Oparł dłoń na drzwi i popchnął je lekko, by wy chylić się zza nich i rozejrzeć.
Jego ofiara nadal tam była.
- Będziesz miał zawał, czy mam odpuścić sobie dzwonienie po karetkę? - zagaił i wyłączył szemrzącą nadam mp3-jkę. Dopiero potem przyjrzał się gościowi, mrużąc ciemne oczy.
Ciemna skóra, jasne włosy, uroda jakaś taka... orientalna.
- Chyba nie przyzwyczajonyś do takiej pogody, co? - wywnioskował z kolorytu skóry, jaki świadczył o pochodzeniu z dużo, dużo gorętszych okolic. Przy okazji wysunął jednego z papierosów z kieszeni i odpalił go od zapałki, którą zgasił machając nią chwilę w powietrzu.
- Jak zwą tego, którego trafiłem?

_________________
He never looked
nice. He looked
like art, and art
wasn't supposed
to look nice;
it was supposed
to make you feel
something.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Pon Lut 03, 2014 10:32 pm

Niestety, jak było widać Ryan nie dał popisu. Nie wrzeszczał, nie przeklinał, nie pokazywał wulgarnych gestów. Był aż nadto spokojny, bardzo nudny. W ogóle nie zachowywał się jak na swój wiek przystało. No trudno. Zaoszczędził sobie jak i nieznajomemu na dachu przedstawienia, z czego on się w sumie cieszył a ten na dachu zapewne smucił. Brutalne życie.
Stał tak niczym Sierotka Marysia na środku dziedzińca z zadartą głową. Zmrużył swoje oczęta by lepiej widzieć postać znajdującą się na górze – w sumie, gówno to dało. Tak samo jak wcześniej tak i teraz nie mógł nic specjalnego zauważyć. W domysłach miał jedynie, że to był wysoki chłopak o blond lub jasnobrązowych włosach. Czy tak było naprawdę, czy faktycznie tak wyglądał? Ryan nawet nie wiedział czy będzie mu dane się o tym przekonać. Nagle osoba na dachu gdzieś znikła. Trochę zaniepokojony tym zdarzeniem białowłosy zmarszczył brwi jednak nadal wpatrywał się w dach. Czy tamten szykuje na niego kolejną kulkę? Zgarnia gdzieś tam jakiś śnieg szykując wręcz całą artylerię? A może znudziło mu się to na tyle, że postanowił wrócić do ciepłego budynku? Po krótkiej chwili stania i bezsensownego wgapiania się w niebo Ryan stwierdził, że tamten chyba jednak wybrał opcję numer dwa i jakimż jego zdziwieniem było, kiedy, jak już miał ruszyć z powrotem w swoją wędrówkę do spożywczaka, nagle drzwi od budynku się otworzyły a w nich stanął nie kto inny jak jego oprawca z paru minut wcześniej.
- Mini wylew i już minął. – Odpowiedział tonem na tyle poważnym, że co bardziej serio przyjmujący życie pomyśleliby, że faktycznie mówi prawdę. Na całe szczęście stojący przed nim chłopak nie wyglądał na pana bardzo poważnie podchodzącego do życia, więc zapewne od razu się domyślił, że nie było w tym ani grama prawdy.
- Ja jej po prostu nie cierpię.
Nie można było powiedzieć, że był nieprzyzwyczajony. Dokładnie wiedział co go może każdego dnia czekać czyli wszystkie pory roku. W końcu mieszkał w tym kraju od przeszło… dwunastu lat? Jednak tu nie chodziło o przyzwyczajenie a raczej o szczerą nienawiść do tego co pogoda w tym kraju z sobą przynosiła – głównie deszcz i wiatr.
- Ryan. – Jak zwykle przedstawił się jedynie imieniem i to w dodatku drugim. - A jak zwą tego, który zrobił sobie ze mnie swój ruchomy cel?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vitali

avatar

Liczba postów : 39
Join date : 28/01/2014
Skąd : Ukraina / Odessa

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Wto Lut 04, 2014 11:35 am

'Gość na dachu' był komediantem, który nieomal nieprzerwanie się smucił i nieprzerwanie nudził. Dlatego zaczepiał ludzi niejednokrotnie w bardzo dotkliwy, może czasem pokazowy sposób. Cóż tym razem był ten mniej pokazowy, bo nie było żadnych specjalnych fajerwerków, niebezpiecznych pokazów ekwilibrystycznych - no chyba, że zaliczyć do tego wychylanie się z dachu - i tresowanych zwierzątek. Był tylko jeden, nudzący się nastolatek i jeden najwyraźniej głodny i nudzący się nastolatek.
- Szkoda, zawsze chciałem przejechać się karetką. Byłbym tam jako świadek. Albo oprawca. - mimo połowicznej kąśliwości uśmiechnął się całkiem szczerze. Tak serio, to nie miał żadnego interesu, by posyłać nowego kolegę do piachu, ani tym bardziej na szpitalną głodówkę, ale przejazd ambulansem na sygnale i patrzenie jak wszystkie samochody rozjeżdżają się na boki, jak przed królem szos... To musi być coś dobrego.
Ale wracając: Alleluja! Gość tu ani nie wygrażał się kilkanaście metrów niżej, ani tym bardziej na tym samym poziomie ziemi, ba Vit nawet nie został nazwany dzieciakiem za bawienie się śnieżkami... Naprawdę, niektórzy, ostatnioroczni absolwenci tego Collegu zachowywali się tak jakby już stuknęła im trzydziestka. Dlatego też blondyn wysunął dymiącego papierosa z ust i pokiwał głową.
- Oh... aż tak? Ale przyznasz, że lato mieliśmy w tamtym roku cholernie gorące.... przez jakiś tydzień. - parsknął i zerknął na dach, na którym jeszcze przed chwilą urzędował. - Poza tym zaprezentowałem ci przed chwilą jeden, i chyba jedyny, plus takiej pogody. Aleee.. po Twojej niewyraźnej minie wnioskuje, że nie załapie się na wojnę na śniegowe kule.
No i odpowiedziałeś sobie sam, Vitali, brawo.
Pokonał dzielący ich dystans kilkoma swobodnymi krokami.
- 'Ryan'? Miło mi, ale spodziewałem się większego łamańca językowego. - Nie uścisnął mu dłoni. Ale nie z powodu kretyńskiego znaczenia terenu jako 'samiec alfa'. Ani nie z powodu wyniosłości i traktowania innych jak gorszych. Było po prostu zimno, a w rękawiczkach jakoś tak nie przystoi. Dlatego za znak połowicznie dobrych zamiarów zaczął okrążać białowłosego - stwierdzając z niezadowoleniem, że gość jest trochę wyższy. - Vitali. Ew. Jaszczurka, jeśli nie lubisz rosyjskiego.
Chyba się nim zainteresował. Ciemna skóra była... śmieszna. Nie w złym sensie. Miała barwę bardzo mlecznej czekolady, dodatkowo białe włosy w dziwny sposób dobrze z nią współgrały i nie sprawiały, że Ryan wyglądał jak Japońska Ganguro. A takiego wyniku pewnie spodziewałby się przy tak niebezpiecznym manewrze z zastosowaniem farby do włosów. Bo musiał zastosować farbę, na pewno, Vit zauważył, że rozmówca ma nieco ciemniejsze brwi. Ogólnie zwracał uwagę na szczegóły.
Np teraz zwracał uwagę na godzinę.
- A wiec co bezbronny uczeń robi na terenie dziedzińca podczas lekcji, hm? - przesłuchanie czas zacząć.

_________________
He never looked
nice. He looked
like art, and art
wasn't supposed
to look nice;
it was supposed
to make you feel
something.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sro Lut 05, 2014 8:07 pm

- Cóż poradzić, chyba tym razem nie przyjdzie ci tego marzenia spełnić.
No nic poradzić nie mógł, że faktycznie z planów jeżdżenia karetką nic nie wyjdzie, bo przeżył, miał się dobrze i na pewno na drugą stronę Styksu się nie wybierał. Podsumowując, nie potrzebował natychmiastowej pomocy lekarskiej. A i prawdopodobnie zapewne gdyby został trafiony w głowę to raczej skończyłoby się jedynie na bolącym miejscu i guzie niż jeździe karetką.
Znowu Ryan nie widział nic złego czy dziwnego w zabawie zwanej bitwą na śnieżki. Tak, nie przepadał za nią, bo łączyła się z tym, że na sam koniec było się mokrym i zziębniętym, ale czy to było coś złego? Nie zagrażało to życiu a nawet było zabawne. Nie raz widział jak inny chłopacy się tak bawili i mieli z tego doprawdy przeogromną radochę. Kto wie, może gdyby śnieg był trochę cieplejszy to i on by czerpał z tego radość? A tak raczej będzie się od tego trzymał z daleka by nie wracać do akademickiego pokoju całym mokrym i zmarzniętym.
- Faktycznie było piekielnie gorące. - delikatnie się uśmiechnął aby zaraz po tym powędrować wzrokiem w miejsce, w które stojący przed nim chłopak aktualnie także spoglądał. – Faktycznie, nie jestem fanem śniegu i raczej wszystkiego co się z nim łączy. Mogę ci za to pogratulować twojego zacnego wyczynu a nawet zabić brawo. - i rzeczywiście zaraz wyjął dłonie z kieszeni, na których brakowało rękawiczek – poważny minus jego dzisiejszego ubioru, i kilka razy zaklaskał w dłonie.
- Zawiodłem cię? Jak tak bardzo chcesz to możesz się do mnie zwracać moim pierwszy imieniem, Yuthakon. Mnie tam to obojętne, ale z doświadczenia wiem, że ludzie szybko je zapominają, bo jest zbyt dziwne lub je przekręcają albo zdrabniają. – Tak, szczerze nie lubił kiedy ktoś próbował na niego mówić Yu lub Yuth (wymawiając jak po angielsku ‘młodość’). Jakoś to mu nie grało, już wolał aby wszyscy mówili do niego Ryan.
Wsunął ręce do kieszeni kurtki, bo co mu miały marznąć. W tym samym czasie przyglądał się co jego nowy znajomy wyczynia. Znaczy, był dość przyzwyczajony do tego, że ludzie potrafili się na niego gapić, bo jednak odstawał od tłumu, ale żeby od razu go okrążać jak jakiś eksponat w muzeum? Już chciał się zapytać czy może tamtemu w czymś nie pomóc kiedy Vitali nagle się odezwał.
- Myślę, że bezbronny uczeń robi całkiem to samo co oprawca czyli olewa zajęcia. Wolne sobie zrobiłem.
Nie było co kłamać czy się wykręcać, że może już zajęcia skończył czy, że zostały mu jakieś ostatnie lekcje odwołane. W sumie po co miał to robić? Trochę wolnego jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
- A teraz wybacz, ale trochę się śpieszę. Miło było poznać.
Uśmiechnął się na odchodne i udał się w swoją stronę.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Nie Mar 23, 2014 11:55 am

Dach szkolny był miejscem, na którego teren nie mieli wstępu przez wzgląd na niebezpieczeństwo, jakie mogło ich spotkać podczas urządzania prywatnych schadzek, czy potajemnych spotkań na fajkę uczniowie. Mimo iż ów skrawek terenu był zabudowany siatką, nauczyciele lubili od czasu do czasu sprawdzać, czy jakiś uczeń High School nie zapuścił się w zabronione miejsce. Chociaż prawdę mówiąc, wielu dach traktowało jako miejsce ucieczki przed natrętnymi uczniami, czy kolegami z którymi nie miało się akurat w tym momencie ochoty rozmawiać. Percy również uciekał, kiedy zbyt natrętne myśli krążyły po jego głowie, a on nie potrafił pozbierać je do kupy, bo wszystko wokół rozpraszało go, a nieustający hałas wprawiał go w podenerwowanie. A przecież korytarze, czy nawet własny pokój nie wydawały się kompletną pustelnią, gdzie żadne hałasy nie dobiegały. Trzeba było znaleźć inną skrytkę, w której natrętne osoby nie wpadłby, aby go tam szukać. A parę się już nawinęło.
Wdrapał się na samą górę, przytrzymując drzwi jakimś stojącym pustakiem by się nie zatrzasnęły. Nie uśmiechało mu się krzyczenie z dachu, by jakaś osoba go usłyszała i niczym księżniczkę uwolniła ze smoczej wieży. Chyba ostatnimi czasy zbyt dużo naoglądał się z Lilian animowanych bajek Disneya, którymi zamęczała go przez kolejne dwa dni, kiedy pojawił się w domu na weekend. Zmęczony, przetarł twarz dłonią, siadając na betonie i zerkając przed siebie, zastanawiał się nad tym co wydarzyło się w jego domu. Ojciec po raz kolejny naciskał go na staż u siebie w firmie. Szantaże, kłótnie, trzaskanie drzwiami. Tak się nie dało funkcjonować. Z każdym kolejny dniem, kiedy patrzał na zdjęcia swojej rodziny, a potem w obiciu rzeczywistości dochodził do wniosku, że jego rodzina jest chora. Gniła niczym drzewo od środka, od korzeni. A swoją pierwszą fazę zaczynając od dziadków, po ojca, matkę, aż po niego i siostrę. Chciał się od nich uwolnić, zniknąć, lecz na razie nie mógł tego zrobić. Uwiązany do stolicy, tkwił w Royal niczym pies do budy, tęskno zerkając ponad horyzont i sprawdzając, jak długi jest łańcuch. A był bardzo krótki, gdyż tuż przy jego budzie stała siostra, która nieświadoma obłudy własnej rodziny dorastała w tym toksycznym środowisku. Percival chciał być już po szkole, zabrać ją i wyjechać do Australii. Pragnął tego, jak niczego – nie potrzebował pieniędzy ojca. Chciał być wolnym. Tak, po prostu i naprawdę – bez żadnych ograniczeń, zdany na siebie.
Słońce przyjemnie ogrzewało jego twarz, dając o sobie pierwsze znaki. Dawno w Anglii nie widział przyjemnie parzącej skórę gwiazdy. Oparty plecami o ścianę budynku, patrzał na krążące po niebie ptaki, starając się odgonić od siebie negatywne myśli, z którymi wdrapał się na ostatnie piętro budynku szkolnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Nie Mar 23, 2014 5:39 pm

Dla Eito dziś już skończyły się zajęcia, ale nie mógł opuścić budynku szkoły. Czekał go jeszcze obowiązkowy dyżur. Sprawdzanie korytarzy, toalet i innych miejsc. Młodzież miała to do siebie, że lubiła chować się po kątach i łamać regulamin. Nauczyciel wyjątkowo tępił takie postępowanie, gdy już kogoś złapał na gorącym uczynku, pechowiec musiał ponieść odpowiednią karę. Najbardziej był wyczulony na palenie papierosów, bo sam nie jest od nich uzależniony. Tym wręcz wojskowym postępowaniem nie zaskarbiał sobie sympatii wśród uczniów High School. Nie specjalnie mu to przeszkadzało. Dzięki temu mało kto później próbował rozwalać mu zajęcia, bo ma taki kaprys. Może się w pełni koncentrować na najważniejszym, wbijaniem wiedzy do opornych głów. To dopiero nie lada wyzwanie w dzisiejszych czasach. Z roku na rok spada poziom. Eito ma świadomość o tych zastraszających statystykach i chciałby je jakoś podciągnąć. Nie jest jednak psychologiem, nie potrafi zrozumieć dzisiejszej młodzieży. Jest przekonany, że zdecydowanie mają za mało dyscypliny, a zwłaszcza te bogate dzieciaki. Kompletna katastrofa wychowawcza, której nie sposób tak łatwo sprostować, o ile w ogóle jest to możliwe. W dodatku zbliżają się nieuchronnie terminy końcowych egzaminów ostatnich klas. Matematyk ma przez to więcej pracy organizując dodatkowe godziny. Nie robi tego z przyczyny nadmiaru wolnego czasu. Postawił sobie dość wygórowany cel, jakim było osiągnięcie jak najwyższych stopni przez swych uczniów właśnie z matematyki. Szybko zdał sobie sprawę, że będzie potrzebował cudu, by zrealizować ten plan. Oczywiście zdarzają się perełki, zwane geniuszami. To dzięki nim jeszcze nie porzucił zawodu nauczyciela.
Pozbierał z biurka świeże kartkówki, chowając je do teczki. Gdyby nie miał dziś dyżuru, to właśnie zacząłby je kolejno sprawdzać, a tak musi zabrać robotę do domu. Poprawił lekko przekrzywiony krawat, po czym założył na siebie marynarkę ściągając ją z oparcia krzesła. Tradycyjnie po lekcji odniósł osobiście dziennik do pokoju nauczycielskiego. Tam przelotnie zamienił kilka słów z kolegami zostawiając teczkę w swej szafce. Za chwilę już był na korytarzu rozpoczynając dość monotonny dyżur. Surowym wzrokiem spoglądał niemal na każdego, wprowadzając sztywną atmosferę. Nawet rozmowy zdawały się przy nim cichnąć, jakby odbierał im głos. Zaczął od parteru by dojść do ostatniego piętra. Obowiązkowo odwiedzał toalety, w których to najczęściej łamano regulamin. O dziwo dziś nie napotkał żadnych uchybień. Miał już schodzić, ale poczuł chłodnawy przeciąg. Okna były pozamykane, więc rozejrzał się dokładniej przypominając sobie o wyjściu na dach. Zimą rzadko kto się tam wypuszczał, dlatego Eito zapomniał o tym miejscu. Momentalnie włos mu się zjeżył, a brwi zmarszczyły. „Nie myśl sobie, że na mojej zmianie ujdzie ci to płazem.” Pomyślał wzburzony ruszając prosto na dach budynku. Wchodząc rozchylił energicznie drzwi spodziewając się ujrzeć palacza. Zamiast tego zastał spokojnie siedzącego ucznia. Prócz tych charakterystycznych różowych włosów włosów nie podpadał niczym podejrzanym. Eito wypuścił z siebie nagromadzoną złość.
- Co tu robisz? – zapytał dość sucho. Podchodząc puścił drzwi, które zatrzymały się na owym pustaku. – Dobrze wiesz, że nie wolno tu przesiadywać. – dodał przyglądając mu się badawczo. Nie wyglądał jakoś najlepiej, siedząc tak samotnie na dachu. – Dobrze się czujesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Pon Mar 24, 2014 4:01 pm

Siedział pogrążony we własnym świecie, kompletnie zapominając o wszelkich ludziach otaczających go z zewnątrz. Jego myśli w tym momencie były ważniejsze niż wszelkie regulaminy, których łamać przykładny uczeń Royal School nie powinien. Miał swoje sprawy na głowie,  jakie ciągnęły się za nim niczym kula u nogi nie pozwalając mu się wzbić w powietrze. Czuł się niczym Ikar, którego ojciec ostrzega przed upadkiem, tyle, że mityczny Dedal zdecydowanie różnił się od jego ojca.  Ten pierwszy pragnął chronić własne dziecko przed zagrożeniem, dając mu właściwe rady, a ten drugi dawał je tak, chcąc samemu osiągnąć jego kosztem jak najwięcej korzyści. Zmęczony tą parszywą fikcją pragnął ukrócić fałszywie  szczęśliwą pogłoskę na temat własnej rodziny. Gdy, tak myślał nagle usłyszał, jak drzwi z hukiem otwarły się by zaraz szybko na powrót stuknąć o stojącego przy nich pustaka. Percy spokojnie odchylił głowę przez ramię, dostrzegając stojącą w progu postać mężczyzny. Leniwie przesunął wzrokiem, mierząc go od stóp do głów, uśmiechając się nikle wymruczał cicho:
- A wyglądam, jakbym źle się czuł? – zapytał, nawet nie poruszając się z miejsca. -  I siedzę, odpowiadając na pana wcześniejsze pytanie – zawiesił na chwilę głos, podnosząc się z ziemi. Odwrócił się przodem do belfra, zastanawiając czy go już nie widział na korytarzu. Nie miał z nim zajęć, więc nie bardzo orientował się jakiego przedmiotu może uczyć ten mężczyzna.
- Nauczyciel? Czego? – Nie skrępowany własnym pytaniem, podszedł do siatki zabezpieczającej i oparł się o nią plecami. Spokojnie mógł to zrobić, gdyż konstrukcja była na tyle stabilna, że nie musiał się obawiać, że wypadnie. Założył ręce na piersi, obserwując bruneta spokojnym wzrokiem. Wlepione spojrzenie mogło się wydawać nawet nieco zbyt niegrzeczne, jednak kto by się przejmował takimi drobiazgami, kiedy właśnie przyłapało się uczniaka z College na łamaniu regulaminu szkolnego. Chociaż z drugiej strony Percival tylko siedział na dachu. Nie palił, nie pił i nie stwarzał zagrożenia dla innych, poza tym siatka nie pozwalała mu na zrobienie niczego głupiego, dlatego też z własnego punktu widzenia nie robił niczego złego.
- Zawsze pan sprawdza wszystkie zabronione pomieszczenia niczym strażnik z Teksasu? – Pozwolił sobie na nikły uśmiech,  który szybko przerodził się w szerszy, kiedy wyobraził sobie matematyka jako Chucka Norisa w kowbojskim kapeluszu. Cieszył się, że nie ma z nim zajęć, gdyż zapewne oberwałoby mu się za takie głupie komentarze na wykładach bądź przy egzaminie. Percy przysiadł na murku, opierając tył głowy o siatkę i zerkając na niebo.  Zdecydowanie można było powiedzieć, że wiosna powolnymi krokami pełza w stronę Anglii posyłając jej pierwsze znaki swojego przybycia. Przyjemny wiatr nie wydawał się być już tak mroźny, jak ten parę dni temu, a nieśmiałe słońce pozwoliło sobie na chwilę przechadzki czasem zbyt często chowając się za chmurami. Ptaki krążyły nad budynkiem latając  wyżej nieba, co oznaczało, że dzisiejszego dnia nie ma co czekać na deszcz – a to było rzadkością w deszczowej Anglii, gdzie opady stanowiły nieodłączną część klimatu.
-  Chyba wiosna idzie.  Całe szczęście. Nie znoszę zimy – skomentował krótko, zapominając już o wcześniejszym pytaniu, które mogłoby wkurzyć Eito.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Pon Mar 24, 2014 8:21 pm

Ekspresja siedzącego chłopaka była wyraźnie spowolniona, a głos ledwo słyszalny. Naprawdę zaczął podejrzewać, że różowo-włosy zmaga się z jakimś bólem. Zamierzał zatem odesłać go do gabinetu lekarskiego, ale ten zaraz podniósł się o własnych siłach. Nie wskazywało jednak na niedyspozycję ucznia. Gdy staną przodem rozwiał tym samym wątpliwości Eito.
- Dokładnie – potwierdził odpowiadając. – Nikt o zdrowym ciele i umyśle nie rozmawia na siedząco z nauczycielem – rzucił wymowne spojrzenie. Nie potrafił zrozumieć, jak możliwym było tak wielkie pobłażanie młodzieży w tym kraju. W Japonii niemal wszyscy chodzili, jak w zegarku. Młodsi darzyli odpowiednim szacunkiem starszych. Tego chyba mu najbardziej tu brakowało. Eito nie miał w High School zbyt długiego stażu pracy, więc nie wszyscy uczniowie musieli go znać, a przynajmniej ci, z którymi nie miał zajęć. Tak też było z owym chłopakiem. Brunet też go nie kojarzył, bo od razu by go i wylegitymował z imienia i nazwiska. Z jednej strony może się uważać za szczęśliwca, bo nie wybrał matematyki. Z drugiej zaś, niech zacznie przeklinać chwilę, w której Eito wkroczył na dach.
„Ale dzieciak ma tupet.” Pomyślał, gdy padły te dwa nieskrępowane pytania. Do tego przemieszczał się, jakby był u siebie. Czarnowłosemu momentalnie skoczyło ciśnienie. Wyraźnie rysowało się niezadowolenie na jego twarzy. Irytowała go lekkomyślność ucznia, który zdawał się mieć cały wszechświat w czterech literach. Złamał regulamin i zamiast żałować, przepraszać w tym momencie, to w dodatku próbował rozwścieczyć nauczyciela. „To jest podobno najtrudniejszy wiek... Tylko dlaczego ja taki nie byłem?” Wziął głęboki wdech, z którym po chwili wypuścił nieco negatywnej energii, żeby przypadkiem nie uszkodzić rozpuszczonego bogacza.
- Gdybyś był pilniejszym uczniem, znałbyś cały personel szkoły, ale czego można się spodziewać od młodzieńca łamiącego regulamin – patrzył na niego z góry opierając pięść na biodrze, a drugą dłonią gładził brodę. – Wiedziałbyś także, jak należy się zwracać do osób starszych od siebie. Ale tego powinieneś się dowiedzieć z zajęć etyki, a nie od nauczyciela matematyki – podsumował patrząc z politowaniem. – Lepiej żebyś miał dobry powód, dla którego tu przyszedłeś, bo inaczej szykuj się na spotkanie z dyrektorem. – Był jak najbardziej poważny, nie rzucał słów na wiatr.
„Strażnik Teksasu?” Nie spodziewał się, że różowo-włosy dalej będzie zgrywał ważniaka. Musiał najwyraźniej pomylić Eito z swoim kumplem. Oczywiście odpowiedź brzmiałaby, że tak, ale nie było mowy, by udzielił mu odpowiedzi. „Wytrzymaj, on cię testuje.” To nie pierwszy raz, gdy musi znosić coś podobnego. Niestety za każdym razem tak samo się w nim gotuje, nigdy do tego nie przywyknie. Milczał przez dłuższą chwilę, aż cisza została przerwana uwagą o pogodzie. Znacząco zbliżył się do siedzącego ucznia na murku, tak, że swym cieniem przesłonił mu słońce.
- Na pewno nie tylko zimy nie znosisz, ale jak widzę to i też stania – stwierdził używając grubszej tonacji swego głosu i kontynuował z wiercącym wzrokiem. – Staruszka tak szybko nogi rozbolały. Może pomylił tę uczelnię z domem starców? – Słowa ociekały ironią, a kąciki ust nieznacznie uniosły się ku górze. – Powiedz mi staruszku, do której klasy uczęszczasz? Imię i nazwisko? Będę mógł wtedy skutecznie pomóc – uśmiechnął się niczym jadowita żmija.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Pon Mar 24, 2014 9:33 pm

Kto, jak kto, ale Percy był okazem zdrowia. Naprawdę rzadko, kiedy chorował, a jeśli już się  to zdarzyło zazwyczaj wyglądał jakby właśnie umarł i powrócił zza światów, chcąc odegrać się na wszystkich wkurzających go za życia osobach. Teraz do listy mógł dopisać Eito, który swoim śmiesznym zachowaniem, znalazł się na samej górze, w pierwszej czołówce, z której tak szybko nie zejdzie.  Percy nie należał do typów zwanych „dupkami”, miał specyficzne podejście do świata, a także jego osobowość zaliczała się do tych kontrowersyjnych, lecz wielu tego nie rozumiało.
-  Doskonale znam regulamin, panie nauczycielu. A gdyby pan, był pilniejszym nauczycielem zdecydowanie bardziej rozglądałby się pan po korytarzu. A jakoś wątpię, że ciężko mnie zauważyć – powiedział nad wyraz spokojnie podkreślając za każdym razem status mężczyzny, doskonale zdając sobie sprawę, jak igra z ogniem. Ale sam Eito rozpoczął tą całą absurdalną rozmowę. Dla Percivala śmiesznym było, że nie mógł siąść, czy nawet zażartować przy sztywnym belfrze, który chyba pomylił kraj, w którym się znajdywali.  Niestety to nie Japonia, w której uczniowie niczym posłuszne psiaki chodziły koło nogi nauczyciela, jak tylko ten zagwizdał. Prędzej popełniłby harakiri, niż miałby się dać poskromić jakiemuś matematykowi, który nie potrafił wrzucić na luz.
- Nie potrzebna mi etyka. Niestety wiem, jak powinienem się odnosić, ale nie zawsze da się to stosować. – Wzruszył ramionami, kompletnie zapominając o wszelkich konsekwencjach. Nie obawiał się mściwego nauczyciela, który miał zamiar wytargać go za kołnierz przed oblicze srogiego dyrektora. I co by mu Eito powiedział? Że Percy usiał? Że rozmawiał z nim o pogodzie, czy może, że porównał belfra do strażnika z Teksasu? Musiał poszukać więcej dowodów przeciwko chłopakowi, bo z takimi absurdalnymi sprawami dyrektor wyrzuci ich obu za drzwi swego gabinetu. A jak każdy wiedział, miał sporo na głowie i wszelkie głupoty odprawiał z kwitkiem.
- Chyba powiedziałem wyraźnie na samym początku: siedzę. Nie miał pan nigdy ochotę na chwilę samotności z dala od denerwujących ludzi? – zapytał, patrząc jak ten nagle się do niego zbliża. Nie drgnął. Nie zamierzał dać się zastraszyć. Zwłaszcza, że matematyk ukazał swoje prawdziwe oblicze. Nagle ze srogiego nauczyciela przemienił się w plującego jadem faceta, który chciał utrzeć nosa młodszemu od siebie. Jednak trafił na bardzo niewygodny materiał na przeciwnika, który postawiony przed chamskim zachowaniem stawał się jeszcze bardziej nieznośny.
- Nie  mam nic do siedzenia. Może siądzie pan też, wygląda pan na zmęczonego. – Uśmiechnął się uroczo – o ile można było tak nazwać – klepiąc miejsce obok siebie. Zdawał sobie sprawę, że mężczyzna jako nauczyciel elitarnej szkoły, nie będzie wstanie go poszarpać czy nawet uderzyć – nie ośmieliłby się na tak zuchwale posunięcie – w końcu, to jego rodzice utrzymywali go na tej posadzie. Percy dotknął palcami swojej rozciętej, jeszcze niezagojonej wargi, która mu została po okradzeniu go z portfela w jednej z dzielnic.
- Percival Debreu. Uczeń, nie High School – powiedział uprzejmie, nadal posiadając usta wykrzywione w czymś na kształt uśmiechu, który starał się powstrzymywać przed ironicznym wyglądem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Wto Mar 25, 2014 4:13 pm

Kompletnie by się nie zdziwił, że Percy dopisał go do czarnej listy. On był wręcz przekonany, że wszyscy uczniowie tej szkoły mają go właśnie na takiej liście, oczywiście prócz kujonów z matematyki. Nigdy mu nie zależało na wzbudzaniu sympatii u innych, a nawet wolał, gdy omijano go szerokim łukiem. To sprawiało, że ludzie nie zawracali mu makówki niepotrzebnie. Lubił spokój i ciszę, której tak naprawdę mu nie brakowało.
„Ho?! Pilniejszym nauczycielem?” Zdziwił się słysząc takową uwagę. Zawsze dawał z siebie wszystko, jeśli chodziło o pracę. Uznał, że Percy musiał palnąć bez zastanowienia, jako ta wystraszona owca przed obliczem bezwzględnego wilka.
- To mnie cieszy, że znasz regulamin – odparł lekko zadowolony. Nie pojmował jednak co chciał później powiedzieć uczeń, co miał na myśli przez tą pilność. Trochę mu się to nie kleiło. Nawet zakrawało pod narcyzm, bo się dziwił, że nie został zauważony, a niby powinien. Tym razem wolał pochopnie nie wyciągać wniosków i spróbować się na spokojnie dowiedzieć o co mu chodziło. – Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że nie jestem wystarczająco spostrzegawczy. Sugerujesz, że przeszedłem obojętnie przez korytarz, gdy postępowałeś wbrew regułom? – uniósł brwi pytająco.
Gdyby to od niego zależało, to panowała by w tej szkole dyscyplina niczym w wojsku. Padnij, powstań, a teraz pompuj. Eito nadużywałby właśnie tych słów.
- Intrygujące, wiesz jak należy się zachować, ale nie zawsze potrafisz stosować. Dlaczego tak się dzieje? Możesz to wyjaśnić? – rzucił podejrzliwym spojrzeniem. W tym momencie celowo próbował go sprowokować do wywleczenia nieprzyjemnego tematu. Był ciekaw, czy się zapomni i wprost na twarz wyrzuci mu co sądzi o takich sztywniakach. Będzie miał wtedy kolejny powód, by nękać młodego.
Żadnych fajek, alkoholu, czy innych nielegalnych używek, tylko samo przesiadywanie na dachu. Czy Eito czuł się tym rozczarowany? Może i poniekąd tak, bo przecież w targując tu niczym strażnik z Teksasu miał nadzieję złapać ucznia na gorącym uczynku. Zapewne dlatego doszukiwał się dziury w całym. Kto wie, może właśnie znalazł szkolnego dilera? Oczywiście, że się nie przyzna i jedynie rewizja mogłaby ujawnić prawdę. Problem w tym, że matematyk nie miał podstaw, by przeszukać chłopaka. Był podejrzliwy względem niemal każdego. Percy może mieć teraz wrażenie, że tylko jego spotkał tak niesprawiedliwy los. Biedakowi zaczynało się wszystko mieszać. Myślał, że będzie oskarżony przez Eito o każdą drobnostkę, każde słowo przed obliczem dyrektora. Musiał być naprawdę poddenerwowany złamaniem regulaminu, który między innymi zakazuje przesiadywania na dachu. Czarnowłosy miał świadomość, że dość ostro najechał na ucznia i pojawiły się u niego nieznaczne wyrzuty sumienia. Nawet po jego ostrym zachowaniu był dość grzeczny, starał się na swój sposób trzymać fason. To nie był faktycznie typ gnojka, któremu trzeba systematycznie przycierać nos. Co się już stało, to się nie odstanie. Będzie musiał spuścić nieco parę, bo będzie szkoda, gdy popsuje dobrego ucznia. On również lubił samotnie przewiadywać, w zasadzie to niemal cały czas był sam. Wolałby czasem z kimś spędzić czas. Może dlatego niedawno przygarną do siebie szczeniaka, żeby choć trochę zapełnić pustkę w mieszkaniu. Przemiana w jadowitą aurę też nie specjalnie ruszyła ucznia, dlatego nie było sensu dalej to ciągnąć. Nie miał na razie powodu, by targać go za łachy do dyrektora. Dyskretnie zerknął w stronę uchylonych drzwi, upewniając się, że nikogo tam nie ma. Wolałby uniknąć świadków, by nie zepsuć sobie reputacji tym co za chwile zamierzał zrobić.
- A więc panie Debreu – zaintonował donośnie, jakby chciał zaraz ogłosić coś bardzo ważnego. Po czym zbliżył się do wcześniej poklepywanego murka, by bez ogródek na nim spocząć. Rozkraczył długie nogi, na których wsparł przedramienia pochylając plecy do przodu. Złączył dłonie i obrócił głowę w stronę chłopaka. – Pozwoli pan, że jednak się dosiądę – zwieńczył ukazując delikatny, pogodny uśmiech na twarzy. Nigdy wcześniej tak się nie zachował, uznając ten moment za eksperymentalny. Uczeń i nauczyciel rozmawiający, jak równy z równym. „Całkiem mnie pogrzało.” Na pewno nie to wiosenne słońce, które świeciło jeszcze słabo.
- Ciągłe stanie przy tablicy bywa wyczerpujące – stwierdził fakt spoglądając przed siebie w przestrzeń. Wziął na poważnie jego stwierdzenie o zmęczeniu, bo w prawdzie trochę się tak czół. W końcu przed chwilą zrewidował dokładnie cały budynek.
- Co do tej samotności, to dobrze jest odetchnąć od ludzkiej głupoty. Częściej jednak zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy uzależnieni od kontaktów, nawet tych, których tak bardzo pragniemy unikać. – Starał się mówić z rozsądkiem i być przy tym w miarę rozluźnionym. Zerknął na młodego, by sprawdzić, jak sobie radzi z kolejną odsłoną nieprzewidywalnego mężczyzny.
- Masz problemy z rówieśnikami? To jeden z nich rozciął ci wargę? – spojrzał na jego skaleczone usta, po czym w oczy oczekując szczerej odpowiedzi. Uważał, że winni powinni ponieść karę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sro Mar 26, 2014 1:40 pm

Nauczyciel naprawdę był daleki od prawdy, którą sam obrał sobie za tą właściwą. Chłopak kompletnie nie odczuwał strachu, ani względem tego zmiennego niczym pogoda nastroju mężczyzny, ani tym bardziej przed łamaniem regulaminu. W całym zachowaniu Percivala wyczuć można było lekką ironię, którą stosował na każdym kroku, tak by mężczyzny od razu jej nie wyczuł – i poszło całkiem mu nieźle, bo Eito nie reagował na to na co powinien.
- Pan zarzucił mi przed chwilą, że nie jestem pilnym uczniem, bo nie znam całego personelu szkolnego, którego tak szczerze mówiąc, nie mam obowiązku znać, tak samo jak pan nie musi znać mnie – wyjaśnił zaraz. - Wątpię, łamię je tylko wtedy, kiedy potrzebuję coś osiągnąć. – Wzruszył ramionami, nie przejmując się rodzącą w głowie belfra wizją na temat narcyzmu Percivala. Nie uważał siebie za ósmy cud świata, lecz swoją wartość znał. Nikomu nie udało się zachwiać dużej pewności siebie, która nie odstępowała młodego Francuza na krok.
- Bo nie wszyscy zasługują na szacunek. Proste. Dlaczego mam szanować osobę, która mnie nie szanuje? Nawet jeśli jest to osoba starsza – wyrzucił z siebie, patrząc pewnie w oczy matematykowi. Nie obawiał się go, nawet, jakby ten chciałby go postraszyć czy nawet zrewidować. A niech rewiduje, tyle, że potem nieprzyjemne konsekwencje bezpodstawnych oskarżeń ciągnąć się będą za Eito. Nagle mężczyzna spoczął, przez co jedna z brwi chłopaka mimowolnie powędrowała do góry w geście zaskoczenia. Czego, jak czego, ale nie spodziewał się, że nauczyciel dosiądzie się. Ba, był święcie przekonany, że odbierze to jako ironię, którą bądźmy szczerzy ten komentarz był. No, ale cóż. Narzekać nie będzie, zwłaszcza, że ten nagle spuścił z tonu.
- Z nikim nie mam problemu. Po prostu ostatnio znalazłem się w nieodpowiednim miejscu i czasie, czego prezentem jest rozcięta warga i siniak. Podejrzewam, że przeżyję. Mój stan wydaje się być stabilny – zażartował i to nie ze względu na fakt, że obawiał się matematyka, bo to jak już było wyjaśnione wcześniej – nie uznawał go za strasznego – po prostu nie lubił robić szumu o nic. Ponownie spojrzał na niebo, obserwując tańczące na wietrze ptaki. - Ciągle mi się pan nie przedstawiał. To chyba trochę niegrzeczne, nie? – zapytał, odwracając głowę w stronę bruneta i lustrując wzrokiem jego sylwetkę, a najbardziej skupiając się na twarzy. Nie wyglądał na tutejszego, jednak wiele mniejszości narodowych widywało się w Londynie, który z szeroko otwartymi ramionami przyjmował każdego emigranta. Eito prawdopodobnie również należał do tej grupy, lecz nie mu było osądzać i gdybać na temat mężczyzny, o którym praktycznie nic nie wiedział poza tym, że należał do grona pedagogicznego robiącego tam za strażnika Teksasu. I nagle w tle powinna pojawić się serialowa muzyczka, która by uświadomiła Percy’emu , że trochę odleciał za daleko w swych fantazjach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sro Mar 26, 2014 7:40 pm

To był wyraźny dowód, że Eito kompletnie nie znał się na psychologii. Nie chciał dostrzegać tej ironii, na szczęście dla samego ucznia. Był typem, który reagował przeważnie na te chamskie ataki, był dość prostym człowiekiem. Często impulsywny, gdy łamano reguły. Bardzo łatwo wtedy tracił nad sobą panowanie, dlatego mógł się wydawać jego charakter bardzo zmienny.
No to się wyjaśniło, że Percy zwyczajnie próbował się odgryźć za zasugerowanie braku pilności. Czarnowłosy już myślał, że za tym kryło się coś więcej, a mianowicie te typowe oznaki rozpuszczonego dzieciaka. Znowu pudło. Coś ciężko mu dzisiaj szło, a może po prostu trafił na niezwykle twardą glinę. Nic chłopaka nie ruszało, jakby był wystarczająco doświadczony przez życie. Zbytnia pewność siebie ukryta pod obojętnością. Nie bardzo wiedział, jak powinien się przez to przebić, dlatego jak zawsze będzie dawał z siebie wszystko.
- Ho?! Osiągnąć... Co w takim razie pragniesz osiągnąć przychodząc dziś na dach? Bo łamanie regulaminu dla ucieczki, czy odpoczynku byłoby marnotrawstwem, dość bezmyślnym posunięciem. Nie uważasz? – W oczekiwaniu na odpowiedź uniósł nie tylko brew, a zarówno kąciki ust. Nie zamierzał go zachęcać do wykroczeń, a raczej próbował skrytykować, że się kiepsko za to zabierał. Tym razem nie była to celowa prowokacja, jakoś automatycznie przeszło mu to przez gardło.
Eito wychował się w środowisku, gdzie obowiązkowo szanowało się starszych, czy się ich ceniło, czy nienawidziło. Trzymał się tej reguły, bo uważał ją, jak najbardziej za słuszną. Trochę w nim wezbrało, co ukazał zaraz mierzwiąc brwi w niezadowoleniu.
- Mój drogi, na tym świecie na szacunek trzeba sobie zasłużyć – rzekł zdegustowany, surowo patrząc z góry na chłopaka. – Myślisz, że z jakiego powodu nauczyciele są tu starsi od uczniów? Bo dłużej żyją? Zgadza się – od razu odpowiedział dalej kontynuując. – Co w takim razie się z tym wiąże? Większe doświadczenie? Wyższe wykształcenie? – uczynił chwilową pauzę. – Czy to właśnie nie czyni ich bardziej wartościowymi, bo mogą się podzielić tą wiedzą z młodszymi? – Cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy, podkreślając swój wyższy status. Na kuli ziemskiej zamieszkują miliony ludzi i każdy z nich jest odmienną jednostką. Łączą ich różne relacje, te dobre i te negatywne, ale czy to oznacza, że mają się nie szanować, bo się nienawidzą? Wartość człowieka rośnie wraz z jego postępowaniem. Ten, który potrafi docenić wroga, może stać się silniejszym, a już z pewnością mądrzejszym. Dziecko uczy się od starszych, a nie od rówieśników, bo inaczej nigdy by nie ewoluowało. Z wiekiem postrzega się świat inaczej, co również czekało jeszcze Percivala. Eito zaraz po swej wypowiedzi przykucną tuż przed uczniem spoglądając mu prosto w oczy. – W takim razie powiedz mi, czy ja zasługuje na twój szacunek? Albo może mam coś zrobić? Albo powiedzieć, by na niego zasłużyć? – intonował powoli i dokładnie każde ze słów, kończąc pytanie w subtelnym uśmiechu.
Jednak udało mu się wywołać zaskoczenie u rozmówcy, gdy tylko skorzystał z zaproszenia na murek. Wiedział, że była to kierowana do niego ironia, i dlatego wolał się zachować właśnie w ten sposób. Udać, że jej nie spostrzegł, bo była zbyt oczywista. Nowy sposób na rozmowę przyniósł pierwszy oczekiwany rezultat, a to już było dla niego coś. Gorzej już się robiło z samym uczestnictwem w równym dialogu uczeń i nauczyciel. Eito nie byłby taki pewien, co do stabilności jego stanu 'procesora', ale przemilczał tę kwestię uśmiechając się, jakby rozbawił go ten żart.
- Chciałbym wiedzieć, czy to wydarzyło się na terenie szkoły. Bo jeśli tak, to nie mogę zostawić cię z tym samego. Nawet, gdy rany są tak powierzchowne – spuścił wzrok w podłogę dachu. Jak zajdzie potrzeba, to strażnik z Teksasu dopadnie oprawców i odda ich w ręce sędziego. Chciał, żeby Percy wskazał nazwiska tych uczniów, co mu tę subtelną dekoracje na twarzy urządzili. Nie tolerował przemocy na terenie szkoły, w końcu to było łamanie regulaminu. Jakoś mu umknęło przedstawienie się. W sumie to nie lubił tego robić, a w dodatku młody zwrócił mu uwagę.
- Niegrzeczne? – powtarzając spojrzał zdziwiony na Debreu, po czym nagle wykwitł na jego ustach szeroki uśmiech i nie mogąc wytrzymać momentalnie parsknął śmiechem. Żeby chodź trochę go ukryć, spuścił głowę patrząc na swe dłonie. Niemal cała jego sylwetka się trzęsła w rytm rozbawienia. Dopiero po dłuższej chwili się uspokoił, ale wesołość nie zeszła z twarzy. – Przepraszam – rzekł obracając głowę do rozmówcy. – Nazywam się Fujimoto, Eito Fujimoto. Jak już wspominałem wcześniej między wierszami, uczę matematyki. Zainteresowany zmianą przedmiotu? – będąc rozbawionym, pozwolił sobie na drobny żarcik, bo wiadomo, że różowo-włosy przenigdy by tego nie uczynił. – Skoro już o tym mowa, to na który kierunek uczęszczasz? – zapytał będąc już w neutralnej ekspresji twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Czw Mar 27, 2014 12:46 pm

Eito był typowym facetem, który często nie potrafił wyłapać kobiecych aluzji, jednak w tym przypadku chodziło o ironię i o fakt, że Percy nie należał do płci pięknej. Może to i lepiej, bowiem żaden facet nie wytrzymałby z nim dużej niż pięciu minut. W końcu nie lubi uwiązania i druga osoba musiałaby włożyć wiele cierpliwości zdobyciu go i ograniczeniu jego wolności, o którą walczył zażarcie za każdym razem.
- Nie każdy uważa, że przychodzenie na dach, to strata czasu i marnotrawstwo go. A siedzenie tutaj to żadne łamanie regulaminu. Włamanie się po zmroku na basen, to już jest poważne łamanie, a to… nie odczuwam tak tego. – Wzruszył ramionami, mając całkiem inne podejście do takich spraw. Eito był przyczajony do trzymania się sztywno reguł, które były wyznacznikiem w jego życiu, za to osiemnastolatek podchodził w swobodniejszy sposób. Może było spowodowane tym, że ojciec chłopaka zawsze wywierał na nim presje, stawiał go przed faktem dokonanym i wszystkiego mu zabraniał. Percival jako dziecko, na początku, podporządkowywał się pod żądania ojca-tyrana, jednak w okresie dojrzewania przestał go kompletnie słuchać, postępując wedle własnego uznania. Nie należał do lekkomyślnych nastolatków, którzy czując poluźnienie smyczy robią wiele głupich wybryków, Percy we wszystkich swych decyzjach starał się podejmować je odpowiedzialnie.
- Dobrze powiedziane, na szacunek trzeba sobie zasłużyć. – potaknął, wtrącając mu się w słowo, ale zaraz zamilknął wysłuchując matematyka w milczeniu. On całkowicie miał ten temat inne zdanie. - Uważasz, że szacunek powinien się brać jedynie z doświadczenia i wiedzy starszej osoby? Ja tak nie uważam. Ja sądzę, jak ją sam wspomniałeś wcześniej na szacunek trzeba sobie zasłużyć. A jeśli ktoś traktuje mnie gorzej niż psa i uważa się za bóg wie kogo, to ja mam taką osobę szanować? Z jakiej racji? Bo jest starsza? Bo ma większe doświadczenia? – zapytał, sam na chwilę robiąc dłuższa chwilę przerwy. - Każdy człowiek jest rożny bez względu na wiek. Jeśli ktoś jest dobry dla ciebie, to ty również obdarzysz drugą osobę tym samym i to nie ma nic wspólnego z brakiem wychowania – wyrzucił z siebie. Miał takie, a nie inne podejście, gdyż od zawsze musiał na szacunek pracować. Musiał być dobry, pokazywać, że jest warty, a nie dlatego, że należał do starszej grupy. Różne podejście Eito i Percivala pokazywały, jak bardzo ludzie się różnią od siebie i jak sami posiadając odmienne doświadczenia życiowe.
- Nic nie musisz. Stosuję regułę, że jeśli ktoś jest fair wobec mnie, ja również jestem- powiedział, widząc jak ten nagle kucnął przed nim. Trochę się spiął, bo nie wiedział co ten chce tym nagłym ruchem zyskać, jednak kiedy ten siadł na murku pozwolił sobie na ponowne rozluźnienie.
- Spokojnie, to nie wydarzyło się na terenie szkoły. Nawet nie koło niej. Byłem na mieście, więc szkoła z tym nie ma nic wspólnego. Ale… dzięki, za przejęcie – mruknął, uśmiechając się pogodnie chcąc chociaż w taki sposób pokazać mu, że docenia starania i chęć pomocy. Chociaż trzeba przyznać, że nauczycieli mieli dobrych Royal, nie znał takiego, który minął się z powołaniem i robił to co robił, jedynie dla nudy.
- Tak, niegrzeczne – powiedział z nieznikającym uśmiechem, który powiększył się, kiedy Eito parsknął śmiechem. Nie przeszkadzało mu to zachowanie, które mógł przecież odebrać całkiem inaczej. Sam się zaśmiał nie wiedząc dlaczego.
- Matematyka? Nie, dzięki, postoję. – Pokręcił głową. - Geografia. Ale myślałem, też o socjologii. Nie jestem dobry z maty. – Zaśmiał się, spoglądając na mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sob Mar 29, 2014 10:00 pm

- Hm, masz zatem chociaż kąpielówki, skoro basen chodzi ci po głowie? O czepku już nie wspominając – ukazał lekko zadziorny uśmieszek. Jak już coś robisz, to rób to porządnie. Tak właśnie brzmiała dewiza Eito. Oczywiście wiedział, że basen był tylko przykładem, ale nie potrafił się powstrzymać, by dalej brnąć w prowokacji. Poniekąd Percy miał słuszność twierdząc, że nie łamie regulaminu, bo gdyby faktycznie istniał zakaz wchodzenia na dach, to drzwi byłyby zamknięte na klucz. Dobrze było, gdy uczeń czasem przewietrzył swe szare komórki, lepiej wtedy myślał za zajęciach. To miejsce miało służyć im właśnie w ten sposób. Niestety w życiu bywało tak, że przysłowiowo brano całą rękę, gdy dawało się tylko palec. Z przyzwyczajenia do maglowania uczniów, brunet dążył do ukazania tego złego Percivala, dlatego dalej narzucał swą surową perspektywę. – Może gdybym widział książkę w twych dłoniach, to nie nazwałbym tego marnowaniem czasu. I faktycznie nie łamiesz w tej chwili regulaminu – przytaknął głową kończąc w neutralnym brzmieniu, by następnie spojrzeć z niezwykle podejrzliwą aurą. – Pojawia się jednak inna wątpliwość... Może dopiero zamierzasz oddać się zakazanej pokusie? – wbił w chłopaka swój przenikliwy wzrok. – Albo się spóźniłem i już przed mym przybyciem zanieczyściłeś sobie sumienie? – pogładził się po brodzie w zadumaniu.
Gdy Eito oznajmił, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć, miał na myśli jedynie tę młodszą stronę, czyli w przypadku szkoły, uczniów. Musiał zetem dorzucić sprostowanie.
- Proponuję wziąć za przykład chociażby wojsko, gdzie mamy niedoświadczonego szeregowego. Za każdą razom prostuje on się przed swym kapitanem. Przeważnie ten wyższy stopniem ma również większą liczbę lat na karku, oczywiście wiąże się to z czasem przez jaki zdobywał wiedzę i doświadczenie. Każdy niższy stopniem musi sobie zapracować na szacunek swego dowódcy, za to dowódca będąc na swym szczeblu automatycznie pozyskuje sobie autorytet, będąc przykładem u podwładnych. Osobiste relacje nie powinny mieć wpływu na okazywanie szacunku, bo wtedy zostaje zachwiana tak zwana równowaga. – Starał się przedstawić tak swój punkt widzenia, by przekonać do niego chłopaka. Miał jednak wrażenie, że nie brzmi zbyt przekonująco, dlatego zasięgną niemal od razu po jeszcze inny przykład.
- Wielu jest w społeczności takich osób, które nie szanują innych dla chociażby kaprysu. Młodzieży bez hamulców sprawia przyjemność, gdy poniżą przypadkową osobę na oczach swej paczki. Na pewno ten niewinny człowiek sobie na to nie zasłużył, ale czy powinien od tej pory gardzić swymi prześladowcami? Cóż, może iść jak większość na prościznę, ale to niczego nie zmieni. Przede wszystkim powinien zachować dystans, ten zewnętrzny oraz wewnętrzny, by móc trzeźwo i obiektywnie ocenić sytuację. Z perspektywy sytuacja nabiera innego kształtu, a okazywany szacunek wcale nie musi oznaczać sympatię – zakończył ten dość długi wywód z poczuciem satysfakcji.
Chłopak oznajmił nauczycielowi, że nie musi nic robić, by pozyskać u niego szacunek. Eito przez ten cały czas trwał w przykucnięciu, po czym opuścił głowę spoglądając na swój kciuk, którym powoli przejechał po otwartej dłoni drugiej ręki. Następnie podniósł głowę, by ponownie zrównać ich spojrzenia, a twarz jego miała teraz chłodny wyraz. – Czy uważasz zatem, że jesteś fair wobec mnie? – skupiony zaintonował wyraźnie ostatnie ze słów unosząc nieznacznie brwi.
Był lekko zaskoczony, gdy się okazało, że żaden z uczniów tej szkoły nie stał za obrażeniami Debreu, bo już zaczął się zastanawiać, jak zająć się tą sprawą najszybciej. Dostrzegł u chłopaka wyrażoną wdzięczność, którą uznał za nie potrzebną, gdyż jego zamiary były dyktowane rozumem, a nie sercem. – Nie musisz dziękować. To mój obowiązek, by pilnować praw ucznia – odparł pomimo to przyjaźnie. – Nie było przypadkiem tak, że broniłeś honoru swej damy? – uśmiechnął się szerzej zerkając na rozmówcę. Faceci zazwyczaj nie opowiadali o tym, jak i od kogo dostawali po gębie, to należało przemilczeć. Jednak pytanie zdawało się być luźno zadane, więc nie powinno sprawić problemu.
Gdy Eito jeszcze uczęszczał do szkoły, geografię postrzegał za przedmiot wykorzystywany jako ucieczka. Jego rówieśnicy wybierali go, bo uchodził za najłatwiejszy, a musieli zdawać z czegokolwiek egzamin. Nie podobało mu się to, tym bardziej, że zawsze podziwiał pasję swych geografów. – Dlaczego zdecydowałeś się na geografię, a nie socjologię? – zaciekawiony zapytał.
Percy nie miał pojęcia co uczynił w tym momencie, śmiejąc się i oznajmiając o słabej wiedzy z matematyki. To było prawie, jak torreador z wystawioną czerwoną płachtą. Teraz będzie musiał uważać na rozpędzonego byka. – To nie możliwe, żeby nie być dobrym z matematyki – ożywiony momentalnie wyprostował sylwetkę, obracając ją w stronę rozmówcy. – Ona jest przecież taka wdzięczna i przyjemna – spojrzał w niebo przepełniony pasją, by zaraz ukazać ją rozmówcy. – Chętnie, a nawet bardzo chętnie pomogę ci uzupełnić wszelakie braki – oznajmił z entuzjastycznym tonem. – Jestem przekonany, że ta wiedza na pewno ci się jeszcze przyda, dlatego nie przyjmę odmowy. Raz lub dwa w tygodniu wystarczy. Które dni masz najluźniejsze? – wyciągnął komórkę z kieszeni spodni, by otworzyć na niej kalendarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Wto Kwi 01, 2014 12:04 pm

- No, ale niestety nie masz dowodu na to, że złamałem regulamin. Cóż za pech, nie mogę dostać kary – powiedział, uśmiechając się pod nosem, gdyż prawdą było, że Eito nawet jakby chciał to, nie mógł go ukarać. Nie nakrył Percivala na niczym niezgodnym z regulaminem za co chłopak mógłby mieć poważne problemy. Ponadto osiemnastolatek chciał tylko posiedzieć na dachu, nie miał nic innego w planach, no może, poza czasem odpisywaniu na sms’y i nic poza tym. Był czysty, jak łza i jedynie do czego można było się doczepić, to że siedział spokojnie na dachu, gapiąc się w niebo. A zapewne dyrektor nie chciał by zawracano mu głowę takimi głupotami, które nauczyciele mogli osobiście rozwiązywać. Zdawał sobie z tego sprawę, dlatego też tak spokojnie zareagował na nagły atak matematyka, który niczym agent KGB wparował szukając winnego. Lecz trafił na bardzo upartego uczniaka, który miał własne zdanie na każdy temat. Nawet na temat szacunku, do którego Eito chciał go przekonać na swój własny sposób – Percy był głuchy. Każdy z nich doświadczył czegoś innego, co nauczyło ich takiego podejścia do sprawy, a nie innego. W dodatku nauczyciel pochodził z Japonii, w której panowały całkiem inne obyczaje kulturowe niż w Anglii, czy w innych krajach.
- Prostuje się na widok dowódcy, zwłaszcza taki Świeżak, nie z powodu szacunku, a strachu. Zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli się nie podporządkuje będzie gnębiony i tresowany niczym pies. Musi okazywać chociażby pozorny szacunek, który zadowoliłby tego wyższego rangą – wyjaśnił zaraz, nie dając się kompletnie przekonać Eito. Percy był jaki był, mając całkiem inny tok myślenia niż pozostali. Jak na osiemnastoletniego chłopaka – który lubi się wydurniać i zakładać – miał trzeźwe i racjonalne podejście do świata.
- Nie mówię o takich skrajnych, patologicznych przypadkach, bo inaczej o takich ludziach, którzy dla frajdy znęcą się nad drugim, słabszym człowiekiem nie można inaczej powiedzieć – mruknął pod nosem, bo on takich ludzi nie rozumiał. Zaraz nakopał by w tyłek jedynemu to drugiemu, za głupie zachowanie. Chociaż widząc w Internecie, jak gówniarze robią sobie zdjęcia z bezdomnymi, którzy śpią na ławkach, czy proszą ludzi o pieniądze na chleb, urwałby takim łeb. - Jestem fair wobec ciebie. Jestem neutralny. Rozmawiam z tobą, ale na mój szacunek, czy uznanie trzeba sobie zasłużyć. Nie będę cię traktować chamsko, jeśli ty tego robić nie będziesz. To prosta matematyka. Powinieneś sobie to wyliczyć, skoro tak kochasz ten przedmiot. – Wzruszył ramionami, obserwując nauczyciela. Wiedział, że nie przejął się jego sprawą biorąc sobie ją za misję do wykonania, a raczej za obowiązek. Nauczyciel miał obowiązek troszczyć się i zapewnić bezpieczeństwo uczniowi na terenie szkoły, bądź na wycieczce, kiedy ten był pod jego opieką.
- Jeśli jesteś tak ciekawy, to nie lubię dam. – Zaśmiał się głośno, kręcąc głową na boki, wiedząc, jak takie informacje wywołują zdziwienie na twarzach innych. Specjalnie, wręcz bezczelnie, wypatrywał się w twarz matematyka chcąc wychwycić najmniejszą oznakę obrzydzenia, zdziwienia czy zrozumienia.
- Geografia od zawsze kojarzyła mi się z podróżami, a ja chce uciec. Podróżować, chociaż z drugiej strony wiem, gdzie chciałbym się osiedlić na stałe. Kocham surfować, to całe moje życie. A najlepsze fale, jakie widziałem są w Australii. Chce tam żyć. Byłeś w Sidney? – zapytał, gdyż podobnie do Eito w życiu Percivala były tematy, o których chłopak mógłby mówić godzinami. Nie wiedział nawet, że swoim żartem właśnie wykopał sobie grób. Patrzał lekko zdziwiony na mężczyznę, zerkając na jego kalendarz i wyrzucił z siebie:
- Żadne. Mam dużo obowiązków i nie mam czasu na dodatkowy przedmiot – powiedział, chcąc się z tego jakoś wymigać. Rozumiał jako tako matematykę, jednak nie znosił jej. Nie chciał poświęcać popołudnia na zadręczaniu się nią byle nie sprawić przykrości matematykowi. - Moja wiedza mi wystarczy, więc jednak odmawiam. Zapewne znajdziesz inny uczniaków, którzy z tego zakresu edukacji potrzebują – dodał szybko, nie chcąc go w końcu urazić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Wto Kwi 01, 2014 10:33 pm

„Dostać kary.” Powtórzył po nim w swej głowie, powstrzymując się od roześmiania. Miał przed chwilą wrażenie, że usłyszał pięciolatka. Karanie wcale nie było jego celem. Chciał po prostu wytępić ze szkoły podejrzane używki, których akurat mógł być posiadaczem Percival. Często wyglądający całkiem przeciętnie uczniowie okazywali się wplątani w czarne interesy, dlatego Eito nie krępował się podejrzewać każdego.
- Brak powodu do karania nie nazwałbym pechem. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo byłoby to dla mnie bolesne – wyraził się będąc całkiem poważnym. Każda z porażek ucznia poniekąd była i również jego. Gdy ten otrzymywał niski stopień to był znak, że nauczyciel nie dał rady przekazać swej wiedzy, wtedy była to i jego porażka. Może nie było to zbyt widoczne, ale pełnili również funkcje wychowawcze, ucząc wyborów tych prawidłowych ścieżek. Matematyk w dobrej wierze naciskał młodego, by doszukać się zawahania i jak do tej pory go nie dostrzegł. Nie mógł być pewien w stu procentach, ale i tak mu ulżyło, dlatego dodał po chwili. – Mam szczęście, że nie łamiesz regulaminu – ukazał następnie subtelny uśmiech.
- Całkiem bystry jesteś – przytaknął. – Trafne spostrzeżenie, strach faktycznie potrafi wywołać szacunek. Kiedyś w szkołach stosowano kary cielesne, które skutecznie wywoływały go wśród uczniów. Nauczyciel miał prawo absolutnie podporządkować sobie klasę i prowadzić zajęcia na swych warunkach. To musiały być wspaniałe czasy – stwierdził spoglądając w niebo. Pomyślał właśnie, że chciałby w takowych żyć. Był przekonany, że byłoby mu łatwiej, jak teraz. – Dziś role się odwróciły, to uczeń ma władzę. Świat całkiem zwariował – rzucił w gwoli bezsilności. Nie cofnie przecież czasu, a teraźniejszości też nie zmieni. Musi parać się z tym co ma na co dzień, a to przy jego zaangażowaniu potrafi czasem nieźle wykańczać. Jeszcze parę lat, a będzie musiał iść na urlop, by podreperować zdrowie, bo wakacje już nie wystarczą.
Z tym zachowaniem się fair względem niego, to przyczepiłby się tylko, że nie dodaje on 'pan', gdy się do niego zwraca. Zamiast tego wali mu na 'ty'. Za każdą razom kluje go to tak samo, ale ten jeden raz, dziś postanowił się powstrzymać od bezpośredniego upomnienia. Mógłby w sumie zacząć zwracać się do młodego na 'pan', jak już raz to zrobił, ale był ciekaw jaki jest ten przeciętny uczeń, czy bardzo różni się od jego pokolenia. Musiał zatem odpuścić sobie ten wersal.
- Hm, dwa plus dwa to, to samo, co dwa razy dwa, tylko inaczej zapisane – pokuszony od razu głośno użył matematyki do podsumowania. Tym zdaniem oznajmił, że używali różnych słów, ale w prawdzie mówili o tym samym. Chłód, który wcześniej celowo przybrał na twarzy zniknął, by ukazać przyjazny wyraz. Przykucając nadal przed chłopakiem wyciągnął rękę w jego stronę, by złapać go pewnie dłonią za ramię, którym tak często zdarzało mu się wzruszać. – Widzę, że coraz lepiej się rozumiemy – stwierdził luźno uśmiechając się szerzej. Chwilę tak przytrzymał Percego sprawdzając, czy te brązowe oczy popierają jego ostatnie słowa. Po czym wstał prostując w końcu nogi i usiadł obok na murku.
Był ciekaw, dlaczego chłopak oberwał w twarz, a nie, czy lubi damy. Dlatego tym bardziej zdziwił się, jak ten się roześmiał. Eito intensywnie przerzucał pliki w swym procesorze, by ogarnąć tę sytuację. W końcu coś tam rozkminił na swój sposób.
- Chcesz powiedzieć, że wolisz wulgarne dziewczęta? – z niedowierzaniem zapytał. Do głowy mu nie przyszło, że rozmówca nie preferuje płci pięknej. Był zielony, jeśli chodziło o jakiekolwiek związki. Kiedyś był zauroczony koleżanką z innej klasy, która zawsze miała od niego wyższe miejsca na olimpiadach matematycznych. Oczywiście postrzegał ją jedynie za swą rywalkę i nigdy nie próbował nawiązać z nią kontaktu, co i tak pewnie by mu nie wyszło.
- Mnie w geografii najbardziej fascynuje obieg wody i ruchy tektoniczne – dorzucił, gdy się okazało, że młody nie był typem zlewacza. – Podróże brzmią naprawdę dobrze, a przeprowadzkę do Australii widzę, że masz już w planach. Nie byłem w Sydney, a nawet na tym kontynencie. Ale plaża i tafla wody łącząca się z horyzontem, to miejsce, którego mógłbym nigdy nie opuszczać – rozmarzył się. – Słyszałem już gdzieś, że właśnie tam są najlepsze fale, to musi być super sprawa dla surfera – spojrzał na rozmówcę z sporym uznaniem dla jego zainteresowania. – To kiedy się przeprowadzasz? Zaraz po ukończeniu szkoły? – Był przekonany, że potwierdzi jego przypuszczenie. Eito był naprawdę mile zaskoczony tym marzeniem, bardzo cenił sobie ludzi, którzy potrafią kochać coś z taką pasją.
Byk już się porządnie rozpędził i trudno było go teraz zatrzymać, zamierał stratować tego torreadora.
- Hm?! Właśnie widzę, że brak ci wolnego czasu – rzucił aluzję do obecnego, bezproduktywnego siedzenia na dachu. – Pozwól, że to ja jednak ocenię, czy wiedzę masz wystarczającą – rzucił bez ogródek, gdy mu odmówiono. – W takim razie proponuję jedno spotkanie, na którym udowodnisz mi, że nie potrzebujesz korepetycji. – To było niczym rzucenie białej rękawicy na pojedynek i tylko tchórz w takiej sytuacji by uciekł. – Tak prestiżowa szkoła, jak Royal nie może pozwolić sobie na nie do edukowanych absolwentów z podstaw. Zatem spotkamy się za tydzień o tej samej porze – spojrzał chwilowo na chłopaka, po czym zaczął wpisywać w kalendarz telefonu – o czternastej w sali matematycznej. – Taka mniej więcej była właśnie teraz godzina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sro Kwi 02, 2014 12:12 pm

Dostawanie kar, nie było niczym śmiesznym, bo w szkole również je się dostawało , a nie tylko na etapie przedszkolnym tak jak sądził na ten temat Eito. Ile razy zdarzyło się, że uczniowie musieli zostawać po zajęciach, czy udzielać się w akcjach społecznych byle zrehabilitować się za załamanie zasad? To było całkiem normalne, nawet w tak prestiżowej szkole jak Royal. Placówka, jak każda inna działała w bardzo podobny sposób do pozostałych.
- Bolesne? Jakoś nie sądzę – powiedział, uważnie go słuchając. Zwłaszcza, gdy wspominał o szkołach, które funkcjonowały kilka lat wstecz. Mężczyzna sam zaprzeczał sobie. - Sam przed chwilą powiedziałeś, że chciałbyś żyć w takich czasach, więc wątpię, że karanie byłoby dla ciebie bolesne – odparł z nikłym uśmiechem na ustach. Miał dziwne wrażenie, że ten facet ukrywał coś, chociaż nie, on wszystkich podejrzewał, że coś ukrywali. Jednak w porównaniu do Eito, nie chodziło mu o żadne używki, a o sekrety i pragnienia, które ludzie zakopują pod grubą warstwą kurzu, by nikt nie brudził sobie rąk, widząc tak nieprzyjemny obraz.
- Strach jest najsilniejszym uczuciem, ludzie zdają sobie z tego sprawę przez co wykorzystują to chociaż by zdobyć szacunek. Nie uważasz? Ile było takich wydarzeń w dziejach historii, które pokazują nam, jak przywódcy potrafili manipulować otaczającą rzeczywistością byle stosować represję. I tak nawiasem, dzięki za komplement. – Uśmiechnął się pogodnie, uważnie się mu przyglądając, kiedy ten przed nim kucał. Wiedział, że przed nim siedzi nauczyciel i powinien zwracać się per pan, jednak nie potrafił. Często spotykał się ze starszymi od siebie ludźmi, którzy zmuszali go wręcz do zwracania się po imieniu. W szkole musiał się często łapać na tym, by nie zostać znowu źle odebranym przez grono pedagogiczne. Chociaż Eito nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, nie protestował, dlatego też Percy uznał, że dzisiejszego dnia, kiedy nie było żadnych świadków, może pozwolić sobie na spoufalanie się z belfrem. Percival widząc to nierozumienia na twarzy matematyka , który najwidoczniej nigdy nie miał do czynienia w sferze miłosnej, po prostu nie mógł nie parsknąć śmiechem. Był tak uroczo nieporadny w tych tematach, że Percy nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał. Aż prawie popłakał się, gdyż łezki w kącikach oczu zebrały się szybko przez co Debreu musiał je zetrzeć placami.
- Wulgarne dziewczęta? – Starał się powtórzyć to najpoważniej, jak potrafił, jednak nie umiał. Zaraz znowu wybuchnął gromkim śmiechem szybko się reflektując i chrząkając znacząco przywołując się tym do porządku. - Wybacz. Nie, nie interesują mnie ani wulgarne dziewczęta, ani damy. Wolę facetów. To znaczy, podają mi się tylko mężczyźni – powiedział, mając nadzieję, że Eito tym razem zrozumie przesłanie jego słów. Przecież mu bardziej dosadnie nie wyzna, że jest homoseksualistą. Chociaż podejrzewał, że większy procent tej szkoły miał podobne preferencje, co on.
- Powiedzmy, że plany wyprowadzki są bliżej nieokreślone. Nie mam pojęcia, być może po szkole. Chociaż muszę wiele dopracować by nie spać w kartonie – odparł pogodnie, nie chcąc zapeszać i mieć pesymistycznych myśli. W końcu, grunt to pozytywne myślenie – tego wolał się trzymać.
- Czemu jesteś tak…. uparty? – rzucił niezadowolony. Ten facet rozbrajał mu system. Po prostu w szoku patrzał, jak ten wybiera mu termin, nie rozumiejąc tego oślego uporu i odmowy. Okey, rozumiał, że mężczyzna kochał matematyka – no, ale! Bez jaj. - Niech będzie, niech stracę. Mam nadzieję, że jak ci to udowodnię, to dasz mi spokój. Dobra? – Podniósł brew do góry, czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sro Kwi 02, 2014 9:21 pm

Uważał, że wymierzanie kar nie było najlepszym pomysłem. Samo już to słowo wzbudzało wewnętrzny bunt. Do tego dochodziło jeszcze egzekwowanie, co wymagało czasem nie lada wysiłku. Eito wolał od razu wywołać poczucie winy, dokonać rachunku sumienia i na koniec rozgrzeszyć. Pod warunkiem jednak, że dało się z uczniem przeprowadzić konwersację. Percival należał do tej grupy, nie uciekał przed nauczycielem, nie stosował też głupich wykrętów.
„Niech to, chlapnąłem za dużo.” Był już trochę zmęczony i za bardzo odpłynął myślami. Chciał w chłopaku wywołać współczucie, czy coś na rodzaj tego, ale on od razu wyłapał sprzeczność i plan poszedł w kwiatki uprawiać miłość. Nie mógł udać, że tego nie powiedział, bo wyszłoby to jeszcze gorzej.
- Widzę, że nie dasz się oszukać – odsapnął przyznając się. – To w zasadzie nie tajemnica, że bywam surowy względem uczniów, co jakoś mi nie przeszkadza – rzekł w miarę delikatnie. Oczywiście nie powie mu, że czerpie radość z pastwienia się nad uczniami, bo zaraz zamkną go w zakładzie specjalnym, a to będzie oznaczało definitywny koniec nauczania matematyki. Musiał być bardziej uważny. – Oj, jak ja bym chciał, żeby i na zajęciach moi uczniowie byli tacy spostrzegawczy, jak ty teraz – skwitował uśmiechając się do niego porozumiewawczo.
- Zasłużyłeś – odparł odwzajemniając uśmiech, gdy podziękował mu za komplement.
Niespodziewanie wkroczyli na temat przedmiotu, który niezwykle parzył pana Fujimoto. Zawsze brakowało mu cierpliwości, by ogarnąć historię, był niezwykle oporny na tę wiedzę. Do dziś ma ogromne zaległości, dlatego nieco się zaniepokoił, gdy młody wpłyną na owe wody.
- Zgadza się – zaczął pewnie, by nie było nic po nim widać. – Karty historii aż nadto są przepełnione strachem. Tam gdzie wojna, tam tyrani wzbudzający to negatywne uczucie. Morderstwa, przemoc, gwałty, kradzieże... W głowie się nie mieści, jak ludzie potrafią być bezwzględni – pokiwał przecząco głową. – Często mnie zadziwiało posłuszeństwo wojsk w wypełnianiu tych brutalnych rozkazów swych dowódców. Prawda jednak była taka, że każdy bał się o własne życie, nawet ten najeźdźca. Żal mi tych ludzi – dodał pogardliwym tonem. Urodzili się w nieodpowiednim czasie i miejscu, zdecydowana większość osób nie wybiera wojny, a musi w niej uczestniczyć.
Reakcja Percego na wulgarne dziewczęta wyglądała mu na nad wyraz przesadzoną. Nie wydawało mu się to w ogóle zabawne, ale ten młody człowiek roześmiał się nawet do łez. Eito całkiem się pogubił, nie rozumiał tego. „Może te słowa go tak bardzo rozbawiły?” Pomyślał drapiąc się po głowie. Z zdezorientowanym wyrazem na twarzy zaczekał aż rozmówca się uspokoi. Gdy w końcu to uczynił i wyjaśnił, jak daleki był brunet od meritum tematu, momentalnie wywróciło mu się wszystko do góry nogami. Nie mógł tego dalej opacznie rozumieć, bo wyraził się dość bezpośrednio. Debreu był pierwszym, który oznajmił mu o orientacji.
- Ah, wolisz mężczyzn – powtórzył zastygając na moment. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy i trochę go to wybiło. Potrzebował chwili, by się zresetować. Jeśli chodziło o homoseksualistów, to był tolerancyjny, nie przeszkadzali mu. Zawsze był przekonany, że jest hetero, ale nigdy się nie zastanawiał nad swoimi preferencjami, jakoś w tym samotnym bytowaniu nie miał na to okazji. – Czyli zarobiłeś tę dekorację na twarzy, gdy stanąłeś w obronie swego mężczyzny? – zapytał próbując być naturalnym, ale czuł się jakoś poddenerwowany. „Rany, jak to dziwnie brzmi.”
- Tak, to dość istotna sprawa, w końcu taki karton szybko przemaka – uniósł kąciki ust. – Masz chociaż już pomysł, jak mógłbyś w tej Australii zarabiać na życie? Szkołę całkiem niedługo ukończysz, więc dobrze byłoby mieć już konkretne plany. Marzenie samo się nie zrealizuje, coś o tym wiem. – Doradzał w jak najlepszej wierze. Kiedyś sam był nieco w podobnej sytuacji i cały czas ostro parł do przodu, by znaleźć się właśnie tu. Czy żałował? Trudno powiedzieć, bo zawsze podążał wytyczoną przez siebie ścieżką.
Eito miał niemal obsesję na punkcie matematyki i uważał, że każdy powinien znać jej podstawy. Nie zamierzał krzywdzić nią ucznia, a wręcz przeciwnie, chciał mu pokazać, że matma jest the best.
- Ja? – udał zaskoczonego, gdy padło pytanie o uporze. – Zdaje ci się, jestem przecież uległy – przybrał na twarz wężowy uśmieszek. Gdy chodziło o matematykę, to nie pozostawiał za sobą żywych ofiar. Tym razem było podobnie, byk obalił torreadora. By chodź trochę rozchmurzyć niezadowolonego chłopaka, nachylił się w jego stronę i wyszeptał mu pokrzepiająco na ucho. – Uwierz mi, na pewno na tym nie stracisz, możesz jedynie zyskać – odsuwając się ukazał entuzjazm na twarzy. – Jeśli udowodnisz mi za tydzień swą wiedzę, obiecuję dać ci z tym spokój. – Po zanotowaniu terminu w kalendarzu, schował telefon do kieszeni. Nauczyciel, jak najbardziej dotrzymywał słowa i lepiej, żeby Percy pojawił się na spotkaniu, bo jeśli tak się nie stanie, to dopiero wtedy Eito może stać się naprawdę nieznośny.
- A tak w ogóle, to już dziś jesteś po zajęciach? – zapytał dostając olśnienia, przecież młody mógł tu urządzać sobie wagary. Dość późno na takie spostrzeżenie, ale i to również musiał sprawdzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sro Kwi 02, 2014 10:29 pm

- No widzisz, to szczęście mieć takiego ucznia, jak ja. Wiem, że byś chciał. – Zaśmiał się oczywiście żartując sobie, gdyż wcale nie miał o sobie takiego wygórowanego mniemania, które zahaczało o narcyzm. Percy miewał specyficzne poczucie humoru, które objawiało się w najmniej oczekiwanym momencie. Ludzie często nie rozumieli jego sposobu bycia, uważając go za aroganckiego, który swoim zachowaniem zniechęcał do siebie pozostałych. Faktycznie, bywał kontrowersyjnie, nie bał się mówić, to co naprawdę myślał – przez co często wychodził na tym, jak Zabłocki na mydle – jednak czuł się wówczas sobą, szczery nie tylko przed własnym „ja” ale również i światem. Przynajmniej nikt nie zarzucił mu nigdy bycia fałszywym, no może, jedynie bezczelnym, ale to przecież się nie liczy.
- To prawda. Żal takich ludzi, nawet tych żołnierzy, bo przecież niektórzy sami się garnęli w imię walki o ojczyznę, jednak byli i tacy, którzy się bali. To fascynujące, jak ludzki mózg może reagować na bodźce zewnątrz i jak inni potrafią nami sterować byśmy zrobili coś nawet wbrew sobie. Czasem wystarczy strach, ale czasem również perswazja. – Zamyślił się nad własnymi słowami, mając przed oczami różne obrazy z kart historii, o których jeszcze niedawno słuchał na lekcjach, kiedy chodził do niższych klas. Zawsze go interesował okres wojen, jednak od strony cywilnej. W stylu życia, myślenia i wielkiej chęci przetrwania. Zawsze słuchał z niemałym zainteresowaniem o tych, którzy ratowali przed prześladowcami ofiary samym nieraz narażając własne życie, byle by pomóc drugiemu człowiekowi. W dziejszych czasach zapominano o tak ważnych aspektach, jak dbanie o bliźnich. Niby kościół nawoływał do tego, jednak w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Percy urodził się w czasach, gdzie dbanie o własne interesy jest priorytetem. Tych zasad betonowej dżungli chciał go nauczyć jego własny ojciec, który od dziecka mu powtarzał by nikomu nie ufać, bo ludzie są zawistni. W pewnej mierze miał rację, jednak z drugiej strony nie chciał nikogo skreślać tak samo, jak to on robił.
- Nie, nie stanąłem w niczyjej obronie. A jak już to on prędzej by stanął w mojej. Tak, jak mówiłem napadnięto mnie. Zakosili mi portfel. Nic takiego – powiedział doskonale wyłapując nagły restart matematyka. Powstrzymał się przed ponownym wybuchem śmiechu. Nie robił tego złośliwie, wręcz przeciwnie, rozczulał go widok dorosłego mężczyzny, który w taki sposób reagował na wyznanie uczniaka. - Zdziwiony? Pewnie nie spodziewałeś się takiej odpowiedzi, nie? – zapytał bez krępacji, przechylając głowę w bok i z figlarnymi iskierkami w oczach przyglądając się reakcji nauczyciela.
- Masz zapewne dziewczynę. Zgadłem? – Strzelał na oślep, chyba chcąc po prostu podtrzymać temat do rozmowy. Jednak Eito również postarał się o zachowanie naturalności, wracając do tematu wyjazdu Percivala, który był tak niepewny, jak dzisiejsza pogoda. W każdej chwili wszystko mogło się zmienić, mógł nagle zapragnąć zostania w Londynie, albo polecenia do Australii w nieco później okresie.
- Mój karton będzie nieprzemakalny, jak już – dodał pewnie, podchwytując ten żart.- Chciałem uczyć ludzi surfować. Nawet dzieciaki. Wszystko jedno. Sądzę, że to dobry pomysł, jak początek. Nie chce brać pieniędzy od ojca, ale aby tam wylecieć muszę je jakoś zarobić. Pewnie znowu porwę się na udział w beznadziejnej sesji fotograficznej. Ostatnio tak zrobiłem, jak narozrabiałem. – Zaśmiał się głośno, przypominając sobie tamtą akcję. To były dobre czasy, które były nie tak dawno temu – bo przecież półtorej roku, to wcale nie tak odległy czas. Kiedy Eito szepnął mu na ucho, zaraz zerknął na niego kątem oka, w pierwszej chwili nie bardzo wiedząc czego się spodziewać po matematyku. Niby taki spokojny, ale kto go tam wie. Podobno najgorsze były te ciche wody.
- Dobra, dobra. Wierzę. I udowodnię, cóż mi innego zostało. – Westchnął ciężko. Będzie musiał przypomnieć sobie parę rzeczy by nie wyjść na idiotę. Znał matę, jednak niektóre tematy musiał sobie odświeżyć, chociażby po to, by nie musieć siedzieć popołudniami w szkole nad dodatkowym przedmiotem – matmą.
- Dawno po zajęciach. A ty nie masz żadnych planów tylko chodzenie po szkole i szukanie ofiar? – zapytał, wstając z murku. Stanął przed mężczyzną, trochę się przeciągając i tym samym zasłaniając własnym ciałem słońce, które uparcie padało na twarz nauczyciela. Taki był dobry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Czw Kwi 03, 2014 10:31 pm

- Uważaj, bo faktycznie mogę zapragnąć mieć cię za ucznia, a zawsze zdobywam to, co obiorę sobie za cel – uśmiechał się spoglądając na niego, niczym pantera na bezbronnego zająca. Percy w tym właśnie momencie wydał mu się taki beztroski, odsłaniając się swym niewinnym żartem. Jego poczucie humoru było wręcz idealne dla Eito, bo mógł łatwo obrócić je przeciw niemu. Cenił sobie u innych szczerość, bo to bardzo ułatwiało konwersacje. Sam różnie postępował, zależało od sytuacji i tego co zamierzał uzyskać. W zasadzie to przed nikim nie był całkowicie szczery, ukrywając zawsze część swej osobowości, którą w pełni znał tylko on. Był typem, który po prostu nie lubił się zbytnio dzielić prywatnością.
Brunet gardził tymi tchórzami, którzy ze strachu o swe życie odbierali je niewinnym. Długo mógłby się rozwodzić na ten temat i to nawet przy czymś mocniejszym.
- Czy zdarza ci się być na co dzień takim żołnierzem, działającym wbrew swej woli? – zapytał zaciekawiony. Taki młody człowiek często spotykał na swej drodze różnorakie przeszkody. W szkołach często chłopacy walczyli o pozycję stosując zastraszanie, czy przemoc. Poruszając ten temat, przypadkiem mógł się dowiedzieć od Debreu o jakiś nieprawidłowościach w Royal o ile takowe miały miejsce. Niby prestiżowa szkoła, na poziomie, ale i tak był nieufny.
Celowo ten napad zastąpił obroną damy, by nieco luźniej przeprowadzić konwersacje. Był raczej z natury konserwatywny, dlatego zareagował tak, a nie inaczej. Co nie oznaczało, że od teraz będzie wytykał palcem chłopaka, bo jest homoseksualistą. Poczuł się trochę nieswojo, ale za razem był ciekaw czym się różnili ludzie o tej orientacji od tych hetero.
- Zgłosiłeś chociaż to na policji? – Zawsze pilnował szczegółów, chodź wiedział, że policja i tak była mało efektywna w takowych przypadkach. Przyczepiając się do służb bezpieczeństwa, starał się wyrzucić z głowy zdanie młodego, które natarczywie odbijało mu się echem: „jak już to on prędzej by stanął w mojej obronie”. Chcąc, nie chcąc, cisnęła mu się jakaś sylwetka starszego faceta tuż obok Percivala. Nie mogąc tego znieść, pochylił głowę łapiąc się za czoło, wyczesując długie palce we włosy. „Rany, co za głupota. Jest całkiem normalny, to do niego nie pasuje.” Bił się z myślami do momentu, gdy przyszło mu się otwarcie zmierzyć z tematem. Rozmówca nie wytrzymał i zapytał wprost Eito, który ponownie złapał z nim kontakt wzrokowy. Od razu rzuciła mu się w oczy jego figlarna postawa, a sam wyglądał jakby mu się wszystkiego odechciało.
- A – potwierdził. – Trochę mnie zaskoczyłeś, ale się już tak nie ekscytuj, jakbyś Amerykę odkrył. – rzucił sucho odwracając wzrok. Patrzenie na podekscytowaną ekspresję chłopaka wzbudzało w nim dyskomfort. Jego reakcje świadczyły o tym, że również gustował w tej samej płci, ale nie był tego świadomy. Zwyczajnie uciekał od nieznanych mu odczuć. Trochę podratowało go pytanie o dziewczynę i mógł wtedy wyluzować.
- Kiepski jesteś w zgadywaniu – z uśmiechem próbował mu dogryźć. Może nie bezpośrednio, ale powiedział mu prawdę. – Związki to strata czasu, wolę go poświęcić na pożyteczniejsze rzeczy – oznajmił będąc trochę poważniejszym. W pełni poświęcił się matematyce, będąc jej bezwzględnie wiernym. Był w swoim żywiole. Pomimo codziennych trudów, to i tak mu przynosiło radość. Gdyby spotkał w życiu wartościową osobę, która by go zaakceptowała z zaletami i wadami, to automatycznie wydałaby na siebie dożywocie, skazując się na towarzystwo zaborczego Eito.
- Nieprzemakalny to spory plus, ale co z ogrzewaniem w zimne dni? – zapytał pozorują zatroskanie, ciągną dalej żart z kartonem. – Od którego roku życia zacząłeś trenować na desce? Skoro zamierzasz uczyć surfowania, to musisz być w tym naprawdę dobry. A zapewne z takiej sesji fotograficznej, to wyciągniesz sporo grosza. Praca modela to dochodowe zajęcie – pokiwał zerkając na rozmówcę. „A jednak ma coś z tego narcyzmu.” Był przeświadczony, że modele posiadają lalusiowate charaktery. – I co tam tak nabroiłeś, że musiałeś ukryć to przed ojcem? – zaśmiał się, wyobrażając sobie typowe młodzieżowe wybryki.
Z wagarami też było pudło, a tak chciał trafić czteromasztowca, ta gra w statki nie szła mu najlepiej.
- Też już skończyłem dziś zajęcia – wysunął telefon z kieszeni, by zerknąć tylko na godzinę – a dyżur dobiegnie końca za parę minut. – Po pracy pewnie pojedzie zrelaksować się w swym mieszkaniu, albo skoczy do pubu się czegoś napić. – W gwoli sprostowania, ja nie szukam ofiar, a tylko niepodporządkowanych uczniów, którzy nie potrafią dostosować się do zasad. Ktoś napisał regulamin, a ktoś musi go egzekwować – odsapnął ciężko. Będąc w cieniu stojącego przed nim Percego podniósł swobodnie na niego wzrok. – Spróbowałbyś tego kiedyś, to byś zrozumiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Pią Kwi 04, 2014 10:38 pm

Odebrał to jako żart, bo jakby inaczej mógł wziąć słowa matematyka, który względem niego zmieniał swoje zachowanie co kilka minut.
- Ta, jasne. Szukaj innych celów. Ja zostaję przy geografii – powiedział, szczerze nie mając nawet mniejszej ochoty zmieniać wybranego przez siebie kierunku. Nie widział siebie na zajęciach Eito, który tłumaczyłby mu matematykę, która kilka lat temu była dla niego prawdziwą zmorą. Wiedział, że swoimi żartami sprowadza na siebie same nieszczęścia, jednak nie chciał udawać kogoś kim nie był w obawie przed nieprzyjemnymi konsekwencjami. Trudno tak w życiu bywało – raz na wozie, raz pod wozem – nie będzie żałować tego, że postąpił tak, a nie inaczej.
- Wbrew swojej woli? Nie, nigdy. Zawsze jestem sobą. Wkurzającym, ale sobą – Percivalowi nie zależało na uznaniu innych. Jedyne czego pragnął to wolności, nie utracenia swojej małej niepodległości, której bronił do ostatniej kropli potu widząc starania osób zewnątrz, które pragnęły zachwiania jej filarów. Młody Francuz nie chciał by ludzie w szkole bali się go, czy uznawali za nadętego kozaka. Oczywiście, trafiały się w szkole – tak jak w każdej innej – gwiazdy socjometryczne, które swoim zachowaniem chciały się wybić na tle bogatych, ale jednak szarawych dzieciaków. Percy do tej bandy nie należał. Nie chciał by sztucznie go kochano i podziwiano, chciał być zaakceptowanym takim, jakim był, bez żadnych „ale”.
– Nie, nie zgłaszałem. Nie widziałem ich twarzy. Było ciemno i późno, a oni mnie zaciągali w zaułek, skopali, zabrali portfel i uciekli. Nie zdążyłem nawet zareagować. Na szczęście nie miałem tam niczego wartościowego. Jedyny dokument, to legitymacja, którą nową już sobie wyrobiłem – powiedział, zauważając nagle jak ten pochylił się do przodu łapiąc za czoło. Chłopak w pierwszym momencie sądził, że Eito coś go zabolało, albo że zakręciło mu się w głowie – jakoś nie uśmiechało się osiemnastolatkowi robienie sztucznego oddychania na dachu szkoły – jednak szybko pozbył się tych myśli z momentem, kiedy matematyk uraczył go spojrzeniem.
- Oj, nawet chwili nie dasz mi bym mógł po napawać się swoim małym zwycięstwem – Zaśmiał się, ukazując mężczyźnie szereg prostych, białych zębów. - Czemu uważasz, że związki to strata czasu? Sądzę, że nigdy nie byłeś zakochany i dlatego tak uważasz. Ale mogę się mylić, w końcu kiepsko zgaduje. – Puścił mu oczko, oczywiście drocząc się. Był takim typem osoby, która musiała się chwilę podrażnić, bo inaczej nie byłaby sobą. Przypuszczał, że matematyk miał swój obiekt fascynacji, który śnił mu się po nocach niczym erotomanom filmy pornograficzne. Nauczyciel zakochany w swojej matematyce prawdopodobnie nie chciał widzieć niczego poza nią.
- Z ogrzewaniem? Nie mam pojęcia. Chyba będę musiał zainwestować w taki droższy, solidniejszy – parsknął pod nosem, kręcąc głową i nie mogąc uwierzyć, że nadal ciągną temat o przyszłym mieszkalnym kartonie Percivala. Naprawdę widać było, że nieźle się wkręcili.
- Surfuje odkąd skończyłem dziesięć lat, jednak jak miałem dziewięć to uczyłem się podstaw. Na początku tylko pływałem, dopiero później odkryłem deskę i chciałem surfować. To naprawdę świetna sprawa. A co do sesji… to nie. To nie dla mnie. Nie lubię sztywno pozować i udawać, że to zajebiste zajęcie – powiedział całkowicie szczerze, patrząc na siedzącego przed nim mężczyznę. - Gdyby nie to, że goście których zaprosiłem na imprezę do domku wynajmowanego na plaży nie rozwaliliby go, nigdy nie zgodziłbym się na udział w sesji. To, jak zderzenie dwóch światów, ale tak mogłem szybko zarobić kasę. Kumpel ma studio, potrzebował zrobić parę nowych fotek z nowymi twarzami. Zgodziłem się i tak mogłem zapłacić za szkody, by ojciec się o tym nie dowiedział – odparł, mając przed oczami tamte chwile własnej paniki, kiedy zobaczył prawie na wpół zdemolowany domek. Nie mógł wziąć gotówki z karty kredytowej, do której senior dał mu dostęp – od razu zorientowałby się, że zniknęła większa suma pieniędzy i zaczęłyby się pytania. Percy musiał sam zarobić by cała sprawa nie wyszła na jaw.
- Dlaczego zostałeś akurat nauczycielem? – zapytał, bo w sumie widział w Eito miłość do matematyki, jednak czy naprawdę kochał nauczać jej jakiś tępaków, którzy uciekali z zajęć prześlizgując się z klasy do klasy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Sob Kwi 05, 2014 8:40 pm

Zażartował sobie, ale przede wszystkim chciał ostrzec młodego przed swą osobą. Powinien już dawno się zorientować, że Eito jest bardzo poważny względem matematyki, za którą ponoć chłopak nie przepadał, delikatnie mówiąc. Jednak nie przyznał mu się do tego. Czyżby się bał? Albo nie chciał urazić matematyka? To byłoby miłe z jego strony. Bardzo dobrze, że przemilczał swą niechęć do tego przedmiotu, bo może nie zostanie wrzucony do tego grobu, który sobie już wykopał.
- To trzymaj się porządnie tej geografii – rzucił przyjacielsko, chodź niczym pająk rozstawiał dookoła swą sieć. – Pamiętaj, by jej nie puszczać – dorzucił z nieschodzącym uśmiechem. Też miał własne poczucie humoru, z tym że on nie do końca sobie żartował.
- A, to teraz wiem, dlaczego jesteś wkurzający – zaśmiał się poprawiając krawat. Nie, żeby chłopak go do tej pory jakoś specjalnie zdenerwował, ale był ciekaw, czy tą uwagą go wyprowadzi z równowagi. Bywało, że ludzie mówili otwarcie o swych wadach, ale gdy ktoś inny o nich wspominał, to nie potrafili zachować spokoju.
- Miałeś szczęście, że gorzej nie oberwałeś. Tak, czy inaczej, powinieneś to zgłosić na policji. Udokumentowane przestępstwo łatwiej wytropić. Wiesz kiedy i gdzie to było, a to bardzo istotna poszlaka. W okolicy mogą znajdować się kamery. Jeśli wszyscy będziemy odpuszczać, to złodzieje nigdy nie zostaną złapani – oznajmił trzymając się wtedy za głowę. Z jego zdrowiem było wszystko w porządku, nic go nie bolało. Potrzebował tym gestem chwilowo się odciąć od rozentuzjazmowanego rozmówcy. Nie chciał, by mu się tu przypadkiem nadto rozbrykał. Skorzystał również z tej chwili i wyciszył natarczywe myśli. Mimo to Debreu dalej próbował nękać matematyka, co mu się nie podobało. Dlatego próbował podejść do tego z pewnym dystansem, nie ukazując otwarcie złości.
- Ph – prychnął. – Zwycięstwem? To nazywasz zwycięstwem? – pokiwał przecząco głową. – Dobre sobie. Gdy udowodnisz tę swą wiedzę z matematyki, to dopiero wtedy będzie zwycięstwo – odwzajemnił zadowolenie na twarzy, z tym że jego dodatkowo kryła nutka sadyzmu. Młody nie przestawał prowokować nauczyciela, dlatego ten zaczął się zastanawiać, czy celowo mu utrudnić życie. Był świetny z matmy, więc jej podstawy z łatwością mógł skomplikować, by Percy nie podołał rzuconemu wyzwaniu. Chłopak stąpał po bardzo cienkim lodzie i to, że umiał pływać, nie koniecznie musiało go uratować w tej lodowatej wodzie.
- Hm, czy ja byłem zakochany? – zapytał sam siebie przeciągając słowa. – Zauroczenie nie nazwałbym miłością, o ile wiesz o czym mówię. Młodzieży w twoim wieku te pojęcia się bardzo mieszają. Chcecie czerpać tylko przyjemność, zapominając o całej reszcie. Zgubne to, oj zgubne – podkreślił twierdząco głową. Nie lubił patrzeć, jak ludzie użalali się podczas rozstań, rozwodów.
- Dodam jeszcze, że związki zabierają sporo czasu, targają nerwy, a przede wszystkim ogłupiają – zakończył pogrubiając ton, by podkreślić ostatnie słowo. Ile on to się naoglądał przypadków w swym szkolnym otoczeniu, jak kolegom robiła się z mózgu sieczka. Momentalnie spadały im oceny, robili również częstsze wagary. Eito widząc to wszystko nie mógł dopuścić, by stanęło coś między nim, a matematyką. Skutecznie odciął się od świata zakochanych. Mdliło go, gdy tylko widział te pary, które ciągle powtarzają, że za sobą tęsknią, wydzwaniają do siebie non stop i wyznają, jak to nie mogą bez siebie żyć. Nic, tylko się zastrzelić. Dlatego chętnie podtrzymywał luźny temat z kartonem, bo był taki niezobowiązujący.
- Czekaj, czekaj, wcale nie musisz wydawać pieniędzy na ten solidny. Całkiem niedawno dostarczono na stołówkę banany z Afryki, spakowane były w duże i bardzo wytrzymałe kartony. Jak się pośpieszysz – urwał kontakt wzrokowy i spojrzał w stronę drzwi – to pewnie jeszcze zdążysz sobie taki zabrać – skupił z powrotem uwagę na młodym. – Kto wie, może nawet znajdziesz w nim małpkę, która będzie cię dogrzewać nocami, wtedy problem ogrzewania rozwiąże się sam – uraczył chłopaka delikatnym uśmieszkiem.
Gdy opowiadał mu o surfowaniu, jakoś nie wyczuł szczególnej w tym iskry, zabrakło mu tego błysku w oku. Przynajmniej nie był tym modelem, za jakiego go wziął, ale to wszystko przez te różowe włosy. W sumie był pod wrażeniem, z jaką łatwością o sobie opowiadał obcemu facetowi.
- Nie obawiasz się, że teraz o wszystkim opowiem twemu ojcu? – zapytał z neutralnym wyrazem. To nie problem, żeby zdobył kontakt do jego starego i go powiadomił o występku syna. Coś mu podpowiadało, że Percival na to aby wzruszy ramionami. Żeby nie było, że tylko on o sobie opowiadał to chłopak poruszył temat wyboru zawodu przez Eito.
- Nauczycielem... – powtórzył zamyślając się, a jego kąciki ust podnosiły się coraz wyżej. – Nie chciałem rozstawać się z matematyką, moją pasją – zaintonował. – I wiem, że jest jeszcze wiele innych zawodów z nią związanych, ale poczułem powołanie do nauczania – uśmiechnął się bez krępacji. – Świadomość przekazania wiedzy daje mi sporo satysfakcji – rzekł całkiem szczerze. – To jest przyjemne, gdy możesz komuś wpisać do dziennika piątkę, która jest twoją zasługą – oznajmił mając w sobie tajemniczą aurę. Wolał mu nie mówić, że wstawianie lufy jest jeszcze lepsze, czy robienie niezapowiedzianych kartkówek. Twarze uczniów były wtedy bezcennym widokiem. Lubił te smaczki, bo dodawały znacznej pikanterii w tym zawodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   Nie Kwi 06, 2014 9:39 pm

Percy prawdopodobnie nie chciał zdawać sobie sprawy z zagrożenia, jakie niósł ze sobą Eito. Faktycznie na pierwszy rzut oka, wydawał mu się być surowym i wyniosłym mężczyzną, który uwielbia znęcać się nad swymi uczniami, nie tylko na zajęciach, ale także na dotykowych godzinach. Może powinien trzymać język za zębami by matematyk nie obrał go sobie za cel, który różnymi środkami pragnąć będzie przeciągnąć go na (ciemną) stronę matematyki. Nieświadom niczego nie odczuwał strachu, a jedynie zwracał szczególną uwagę by nauczyciela nie urazić. Gdyby ktoś obrażał jego pasję zapewne zdenerwowałby się, dlatego też uznając, że stąpa po bardzo kruchym lodzie ostrożnie dobierał słowa nie chcąc nadepnąć na bardzo wrażliwe punkty – robiąc to jedynie z wyraźnej uprzejmości.
- Trzymam – powiedział szczerze, bo prawdę mówiąc z geografii był naprawdę dobry. Pomagały mu w tym liczne podróże, oraz to, że interesował się przyrodą. Uwielbiał spędzać czas na łonie natury, która sama w sobie stanowiła dla niego fascynujący ekosystem.
- Ej, no wiesz… – burknął pod nosem udając nagłe oburzenie wcześniejszym komentarzem. Oczywiście nie obrażał się, wręcz przeciwnie – uśmiech nie schodził mu z twarzy. Potrafił z siebie żartować i z dystansem przyjmować śmieszne teksty na własne wady. Wiedział, że nie jest ideałem i otwarcie o tym mówił. Nie żyli w pięknej bajce Disneya, gdzie otaczająca bohaterów rzeczywistość jest tak plastyczna i barwna, że samemu pragnie się tam być – jest jedynie tworem ludzkiej wyobraźni. Jednie tam ludzie dzielą się na dobrych i złych. Na białych i czarnych. Robi się to, by dziecko wiedziało i potrafiło odróżnić dobro od zła, jednak w prawdziwym życiu ludzie potrafili być również szarzy. Gdzieś między tymi dwoma przeciwnymi kolorami powstawał jeden nadając wszystkiemu bieg. Wyznaczając sprzeczności i zachwianie w harmonii.
- Dobra, dobra. Udam się na komisariat. Chociaż wątpię, że po tych kilku dniach cokolwiek ich to obejdzie. Za późno się z tym do nich zgłoszę, dlatego uważam, że już to nie ma sensu – odparł spokojnie, podnosząc głowę do góry i patrząc się na bezchmurne niebo, na którym w końcu zawitało w pełnej okazałości słońce. Wsunął dłonie do kieszeń spodni, nadal zasłaniając w większej mierze natarczywe promienie słoneczne, które chciały jak na złość spotkać się ze wzrokiem Eito.
- Teraz ty się nie bądź tak rozentuzjazmowany – Percival nie spodziewał się trudniejszych zadań niż te, które są wymagane na podstawie. Nie podejrzewał Eito o to, że ten pragnie spędzać z nim co jakiś czas ciepłe popołudnia w małej sali lekcyjnej tłumacząc mu geometrię czy inne działy, zamiast wylegiwać się nad jeziorem czy udać się na ściankę wspinaczkową.
- Uważasz, że ja nie mógłbym się zakochać, tylko zauroczyć? Ludzie w twoim wieku tak naprawdę sądzą, są jednak takie dzieciaki, które wyprzedzają swoich rówieśników emocjonalnie na tyle, że wiedząc czym jest miłość, a czym zauroczenie. Przynajmniej ja wiem – powiedział, zagryzając lekko wargę nie patrząc na matematyka, tylko skupiając swoją uwagę na obiektach po swojej prawej stronie. - Zapewne. Bycie w związku jest fajne, ale ja osobiście, boję się. Boję się zaangażowania, przyszłych zdrad, ograniczenia. Wiem, że to strasznie brzmi, zwłaszcza z ust takiego małolata, jak ja, ale… zresztą nieważne – Uciął nie mając ochoty już ciągnąć tego tematu. Wiedział, że matematyk teraz o nim pomyśli same niestworzone rzeczy, jednak miał to już gdzieś. Luźny temat o kartonie wydał mu się naprawdę idealną zasłoną dymną, która miała odwrócić uwagę od poprzedniego tematu.
- No będę musiał o tym pomyśleć. A, małpka mogłaby byćChociaż osobiście wolałbym męskie ciało – pomyślał Percy nie komentując już tego na głos. Eito nie musiał o takich sprawach wiedzieć, jeszcze wyszłoby, że chłopak to jakiś napalony zboczeniec.
- Czego mam się obawiać? Sprawy, którą zakończyłem rok temu? Nic mu do tego. Jego kasy nie tknąłem. Zresztą go i tak nic nie obchodzi – sprostował szybko wcale nie mijając się z prawdą. Ojciec Percivala widział tylko siebie, wytwórnię filmową i pieniądze, które uwielbiał liczyć niczym Sknerus McKawcz.
- Dobrze, że robisz to co lubisz – powiedział, chyba nie widząc głębszego sensu by drążyć temat bardziej. Spojrzał na zegarek swojej komórki, zauważając, że siedzieli na dachu dobre dwie godziny. - Chyba twój dyżur minął – zauważył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Siatka zabezpieczajaca   

Powrót do góry Go down
 
Siatka zabezpieczajaca
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Budynek główny :: ∎ Dach-
Skocz do: