IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Leammiele'a

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Dom Leammiele'a   Nie Lut 02, 2014 1:19 pm

Piwnica
Jej większą część zajmują dwa pomieszczenia: garaż i piwniczka z winami. Jest tam też mały składzik na narzędzia... ale po co to komu?

Parter
Przed drzwiami mała weranda.
Pierwszym pomieszczeniem jest hol (ściany w kolorze écru), w którym (czasem) wisi wielkie, stare kryształowe zwierciadło. Jest tam przesuwana szafa na okrycia wierzchnie.
Dalej salon (czerwone ściany) z okrągłym stołem, kanapami i fotelami obitymi czarną skórą, kominkiem. Na największej ścianie salonu Gregor namalował trzy gołębie zrywające się do lotu, których oczy zastępują wmurowane kamienie.
Kuchnia (ściany jasnozielone) z czarnymi sprzętami i szafkami. W jednej z nich Greg chomikuje egzotyczne słodycze sprowadzane z różnych zakątków świata.
Większą część poziomu zajmuje pomieszczenie z książkami, którego ściany w całości pokryte są zapełnionymi półkami.

Na pierwsze piętro prowadzą kręcone schody.
Długi prosty korytarz (ściany w kolorze écru) kończy się kolejnymi schodami.
Jest tu około pięciu pomieszczeń:
Dwie łazienki, pokój gościnny, który w części został zaadaptowany jako składzik książek, garderoba, sypialnia Gregora (zielone ściany pokryte różnymi rysunkami, duże okno wychodzące na podwórze, mały taras, trzy szafki, łóżko ustawione centralnie).

Poddasze
Jedno duże pomieszczenie (białe ściany miejscami pomalowane farbami), trzy kwadratowe filary. Specyficzne jest to, że jedna cała i pół drugiej ściany wychodzącej na podwórze zastąpiono szybą. Dach w większej części również jest szklany. Stoi tu sztaluga, biurko i wielka, stara skrzynia na ubrania, w której Gregor chowa poduszki i pościel, by nie było konieczności przenoszenia ich z dołu, gdyby zachciało mu się zasypiać patrząc w niebo.

Podwórze
Trawiasty teren, który kiedyś miał zostać zaadaptowany na ogród. Nie ma tu drzew, jedynie małe wzniesienie.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Lut 02, 2014 5:12 pm

Swój samochód zaparkował na gregorowym podjeździe, a na werandzie, która pachniała starym drewnem, był po ponad pół godziny później niż miał się zjawić, choć przecież nie miał nic do załatwienia. Nawet nie odebrał służbowego telefonu, kiedy ten rozdzwonił się gdy był już w samochodzie. Wyraźnie zwlekał samemu się na siebie irytując.
Po prostu z chwilą, kiedy Gregor opuścił jego mieszkanie naszło go mnóstwo wątpliwości. Choć znali się długo, to nigdy nie mieli możliwości spędzenia ze sobą tak dużej ilości czasu. A co jeśli Greg odkryje wszystkie te przywary, wszystkie charlesowe wady i uzna, że są nie do zaakceptowania? To była jedna z tych rzeczy dla których Charles nie wchodził z ludźmi w bliższe relacje. Nie spotykał się, odrzucał zaproszenia na bankiety, nie chodził na randki i odmawiał wszelkich prób socjalizacji. (No może prócz jednej, którą było prowadzenie szkoły) Wiedział przecież jaki jest. Doskonale zdawał sobie sprawę ze wszystkich swoich wad i często świadomie ranił, by ustrzec siebie i innych przed zawodem. Sam potrafił być niesamowicie cierpliwy i wyrozumiały, ale nie chciał wierzyć, że ktoś potrafiłby i przede wszystkim chciał być równie cierpliwy i wyrozumiały w stosunku do niego. Poza tym, wolał coś robić samemu niż czekać na innych. Niestety w relacjach międzyludzkich trzeba było czekać na reakcję drugiej strony.
Ściskając w dłoni rączkę niewielkiej walizki zajrzał wgłąb korytarza. Przecież teraz już niczego nie odkręci. Sam chciał, nawet cieszył się... Może więc lepiej kiedy Greg był w pobliżu, wtedy zarażony jego entuzjazmem odpychał od siebie obawy. Gdy był sam za dużo myśli biło się w jego głowie.
- Jest zimno. - mruknął do siebie, zamykając za sobą otwarte drzwi. Znając Grega wiedział, że raczej nikt się nie włamał i nie próbował go zamordować.
- Nie zostawiaj otwartych drzwi. Chcesz żeby ktoś wyniósł ci meble?! - ryknął nagle, by zaznaczyć swoją obecność. Oparł się plecami o drzwi uprzednio upuszczając na ziemię walizkę. Czekał, uznając, że i tak nie ma sensu się rozbierać, skoro zaraz mają wychodzić.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Lut 02, 2014 9:53 pm

W tym czasie Gregor zdążył wziąć prysznic, spakować kilka potrzebnych rzeczy do podręcznej torby, ale zupełnie stracił poczucie czasu. Akurat był w trakcie jednoczesnego jedzenia kanapki i chowania rozmówek niemiecko-włoskich, gdy usłyszał głos z dołu.
- A co? Uznałeś, że przyda ci się szafka na buty? Nie krępuj się! Buty też wziąć możesz! - odkrzyknął, wcześniej połykając kęs, który miał w ustach.
- Gaci przypadkiem nie potrzebujesz? - dodał cicho, sam do siebie, wiedząc, że przyjaciel nie usłyszy go z dołu. Uśmiechnął się zawadiacko. Jasne, że to nie była złośliwość kierowana jakąkolwiek niechęcią do Charlesa... Gregor po prostu miał dobry humor. Przestał się obawiać, że mężczyzna zrezygnuje, ale zawsze miło było upewnić się, że jest gdzieś blisko, by łatwiej nawiązać kontakt w razie jakichś wątpliwości. Poza tym, gdy brał prysznic, dotarło do niego, że najpewniej to jego przyjaciel będzie pilotował samolot. Bogowie, ile osób może powiedzieć, że w ogóle leciało samolotem ot tak, na weekend, a co dopiero, że za sterami siedział ich znajomy, a oni obok niego?
Zapiął torbę, przeszukał w pamięci wszystkie rzeczy, których używał na co dzień... Wydawało się, że wziął wszystko. Aż dziwne, że potrzebował tak małej torby! Zniósł ją na dół, postawił w holu, po drodze biorąc ze stołu jedną z trzech pomarańczy, które przyniosła wczoraj jego gosposia (jest pan taki blady, trochę witamin panu dobrze zrobi).
- Łap, panie Griffiths. To taki wstęp. - Rzucił owoc do mężczyzny. Przyłapał się na tym, że patrzył na jego dłonie z niecodziennym zainteresowaniem... w końcu tymi dłońmi będzie władał nad jakąś wielką, skomplikowaną maszyną. A jego mózg? Czy był odpowiedni?
Dla Leammiele'a to było całkowicie normalne, że właśnie zastygł w bezruchu i zaczął gapić, trudno było mu się oderwać. A zakłopotanie albo irytacja, w które mógł kogoś wpędzić? Ale jakie zakłopotanie? Co?
- Eee... A, tak. - Zmitygował się, zabrał płaszcz. - Khm. Gotowy.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________


Ostatnio zmieniony przez Gregor dnia Nie Lut 02, 2014 11:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Lut 02, 2014 11:47 pm

Ulżyło mu i tak, gdy usłyszał znajomy głos. Gdzieś tam na granicy rozsądku czaiła się scena rodem z kryminału. Postrzelony Gregor leżący na ziemi i utytłany we własnej powoli płynącej posoce. Tylko kto chciałby zabijać niegroźnego nauczyciela? Ale z drugiej strony, co on tak naprawdę o nim wiedział?
Czekając na gospodarza odepchnął się od drzwi i podszedł do lustra, które wisiało w holu. Z tego co kojarzył nie wisiało tam zawsze. Spojrzał na swoje odbicie i wykrzywił usta w sztucznym uśmiechu. Wyglądał lepiej niż rano, przynajmniej według własnej opinii. Nienawidził odstających kłaków, dlatego teraz, gdy miał je gładko ułożone czuł się zdecydowanie lepiej. Czasem nawet miał ochotę zebrać te gregorowe kudły i związać na karku, żeby tak nie sterczały... Niektóre rzeczy po porostu go irytowały, ale nauczył się z nimi żyć.
Słysząc kroki na schodach odwrócił się w ich stronę, w ostatnim momencie chwytając rzuconą mu pomarańczę. Nareszcie! Aż westchnął widocznie ukontentowany i uśmiechnął się pod nosem.
- Dziękuję, to wszystko przez tę świeczkę. - wyjaśnił wbijając palec w skórkę. Dostrzegając wzrok Gregora przestał obierać pomarańczę jak mandarynkę i odwzajemnił spojrzenie, choć jego skierowane było na twarz, nie na dłonie rozmówcy. - Zaraz dam ci kawałek... - Bo jakże inaczej mógłby zinterpretować jego zachowanie? Oderwał kawałek skórki, a sok prysnął z niej jak miał w zwyczaju na wszystko dookoła, łącznie z czarnym Chalsowym płaszczem, jego brodą jak i taflą lustra przy którym stał. Po pomieszczeniu rozniósł się typowy, pomarańczowy zapach.
Dostrzegając na gładkiej powierzchni lustra drobne kropelki Charles nabrał powietrza by przeprosić i odsunął się. Jednak nie przeprosiny wypłynęły z jego ust.
- Dlaczego czasem je zdejmujesz?
Miał świadomość, że zapewne jest to związane z tajemnicą gregorowego ciała, którą wyżej wymieniony ukrywa przed światem no i... przed nim. Mimowolnie spojrzał na lewą dłoń mężczyzny sprawdzając, czy jest na niej ciemna, materiałowa rękawiczka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Pon Lut 03, 2014 1:12 am

Poczuł, jak ślina napływa mu do ust, zanim jeszcze zwęszył zapach: wystarczyło, by Charles zaczął wbijać palec w pomarańczową skórkę. Pamięć Leammiele'a momentalnie przywróciła mu wspomnienie wrażenia, jakie sprawił sobie tylko dla samego faktu czucia i zapamiętania tego, jak to jest wgryźć się w pomarańcz niczym w jabłko. Przypomniała mu się faktura i chłód skórki pod językiem, to z jaką siłą musiał nagryźć, jakie to czucie, gdy zęby zagłębiają się w kolejne warstwy, aż po dziąsła, gdy sok wypływa przez nacięcie i gdy czuje się go na ustach... No i przy nagryzaniu najbardziej zewnętrznej warstwy, pryskał olejek. Pachniał bardzo intensywnie wpadając w gregorowy nos i osiadając mgiełką na języku. Gorycz.
W chwili, gdy Charles oderwał kawałek skórki, Gregora ścisnęło coś w klatce piersiowej, prawie zatrzymał oddech. Oderwał wzrok od jego dłoni i przeniósł na lustro. Och, tak, mógł się w nie wgryźć, tak. Tak soczyście...!
Przełknął ślinę.
- Wiesz, właściwie nie o to nawet chodziło - szybko wypowiedział te słowa, potem dokończył znacznie wolniej, najwyraźniej odpływając gdzieś myślami. - Gdybym chciał, wziąłbym też i sobie... - Wziął szybki wdech, jakby właśnie się obudził i znów mówił energiczniej. - To wcale nie takie ważne, potem ci powiem.
Uznał temat za zakończony, poprawił kołnierz koszuli, mankiety, szybko splótł palce, poprawiając rękawiczkę i już-już zamaszystym ruchem zakładał płaszcz...! Zatrzymał się, zaskoczony, wytrącony z rytmu.
- Co? - Odruchowo spojrzał na Charlesa. Sens wypowiedzianego zdania dotarł do niego szybciej niż by chciał. - Aha... Lustro... - odpowiedział sobie ściszając głos. Nigdy nie myślał nad odpowiedzią, bo przez myśl mu nie przeszło, że ktokolwiek kiedykolwiek o coś takiego zapyta. Co odpowie?
Skłamie. Jasne, że skłamie. Ludzie widzieli w tych jego dziwactwach jakąś mroczną tajemnicę i chociaż wcale taką nie była, dawała bezpieczeństwo.
To przecież stare zwierciadło, Charles. Psuje się powoli. Od dawna chciałem oddać je do renowacji, w końcu się zmusiłem. Pewnie jeszcze parę razy trzeba będzie je konserwować w różnych miejscach.

Nie, nie, to nie.
Czasem przez okno w kuchni wpada światło i odbija się tak, że można wzrok stracić, to bardzo nieprzyjemne.

To też nie.
Moja gosposia boi się ścierać z niego kurz gdy jest zawieszone, nie chce żeby spadło więc zdejmuje je dla niej.
To by uszło, ale... czy warto iść na łatwiznę? Poza tym Charles nie jest głupi. W Gregorze pojawiło się dziwne uczucie, że gdyby jego przyjaciel domyślił się, że świadomie go oszukał, sam Gregor poczułby się źle. To nie była przelotna znajomość. Chciał być... hm, jak ludzie to dziwactwo nazywali? lojalny?
Pokręcił głową i uśmiechnął się przepraszająco.
- Chodź, proszę. Chcę być na miejscu jak najszybciej.

[ZT biczys!]

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Czw Kwi 03, 2014 12:16 am

Charles zatrzymał się na podjeździe Gregora dokładnie tak, jak dzień temu z tym, że teraz wszystko było inaczej. Gregor siedział obok niego na siedzeniu pasażera, a Charles miał poczucie, że nic juz nie jest takie samo... Lodziarnia nie istniała, zamiast niej był sklep z obuwiem, ale Charlie nie czuł się specjalnie zawiedziony. Te dzień i tak był udany. Taki... naturalny. Z czystym sumieniem mógł powiedzieć, ze był to jeden z lepszych dni jakie mu się przydarzyły w ostatnich latach. Taki pełen ciepła, które wydawało mu się już nie do zdobycia. Mógłby zachłysnąć się tym szczęściem... mógłby, gdyby nie to, że nie chciał. Z każdą kolejną chwilą, czy to siedząc za sterami samolotu czy też teraz, siedząc za kierownicą samochodu, czuł jak zbliża się do końca. Do rzeczywistości, która goniła go niemiłosiernie, a od której akurat dzisiaj chciał uciec. Nie poznawał samego siebie. Już zapomniał jak to jest być zakochanym. Jak to jest być za kogoś odpowiedzialnym.
Wyraźnie przygasał, a kiedy zatrzymał samochód wyglądał już na zupełnie zasępionego. Nie do końca zdawał sobie z tego sprawę i chyba trochę się denerwował. Właśnie przyszło do pożegnania, choć nie miał pojęcia co powinien zrobić, powiedzieć... Mógł działać instynktownie, dać się porwać jak dotychczas, ale Londyńska aura trzymała go w ryzach. Podświadomość warczała co i raz Charles opanuj się, nie jesteś już w Rzymie. Zupełnie tak, jakby to, co zdarzyło się tam nie miało wpływu na angielską rzeczywistość.
Mężczyzna spojrzał na powoli gasnące słońce, a potem na zegarek. Zbliżała się osiemnasta, a on miał kompletną pustkę w głowie. Co prawda zdążył przyzwyczaić się do obecności Gregora, do jego bliskości, ale teraz to było takie obce... Cała gama uczuć towarzyszących ich związkowi wydawała mu się nierzeczywista, wetknięta gdzieś między romantyzm, ale teraz zderzała się z ich prawdziwą, szarą codziennością.
Pierwszym co powiedział nie były więc słowa pożegnania, te nie przechodziły mu przez gardło. Spojrzał na Gregora z wymuszonym uśmiechem.
- Dziękuję za pomarańcze... - słysząc jak bezradnie brzmi jego własny głos, westchną ciężko. - Nie jestem dobry w takich... momentach. Dziwnie się czuję. To obce. Nie podoba mi się to.
Gregor zapewne zauważył już spędzając z Charlesam ten dzień na trochę innych zasadach, że mężczyzna stał się bardziej skory do mówienia o sobie. O swoich uczuciach i wyrażał je... może nie bez obawy, ale... no po prostu wyrażał. Z tym, ze wcześniej były to uczucia głownie pozytywne, teraz natomiast widać było, ze się mota. Widać było nie tylko po marszczce między brwiami, ale i po zaciśniętych na kierownicy dłoniach i wyjątkowo sztywnej postawie.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Czw Kwi 03, 2014 1:15 pm

W Leammiele'u również zaszła zmiana, ale u niego stałość nastroju byłaby czymś dziwnym. Po pierwsze zmarzł, przez co stał się bardziej markotny, w dodatku wiosna w Londynie zbytnio przypominała mu o codzienności. Był zamyślony, nawet nie starał się namawiać partnera do tego, by dał mu poprowadzić auto, pomimo tego, że zwyczajnie w takiej sytuacji jego ego gryzłoby go nieznośnie. Potem znowu coś się w nim zmieniło. Charles zapewne tego nie widział, ale gdy wjechali w jedną z uliczek bliżej domu Gregora, Leammiele skrzyżował palec wskazujący ze środkowym w obydwu dłoniach, lekko zacisnął pięści i odetchnął bezgłośnie. Przymknął oczy i chwilę tak trwał. Skoro nic nie ma sensu, wszystko zginie, to na dłuższą metę, w obliczu potencjalnej wieczności, nic nie istnieje. Skoro ludzi na ziemi jest ponad siedem miliardów, to jak ma się do tego moje jedno życie? Skoro w ciągu mojego jednego życia przeżyję tysiące takich chwil jak ta, to co ta jedna może zmienić? Ukradkiem spojrzał na Charlesa, zmarszczył brwi. Niespodziewanie się uśmiechnął. Wszystko. Och, bogowie, bogowie, miliony składają się z jednostek. Bez pierwszej jednostki nie byłoby miliona. Nawet jak nic nie-dzieje się naprawdę, to niech nie-dzieje się tak, żebym potem stwierdził, że to nic było piekielnie intensywne, że chwilami za tym tęsknię. Ile razy tak myślałem? To takie głupie, ciągle się powtarzam. Zaśmiał się.
Gdy dojechali na miejsce, odwrócił się do przyjaciela, wypiął z pasów i chciał coś powiedzieć, jednak Charles go ubiegł. No tak. Gdyby nie to, że nagle poczuł, że jednak ma jakiś wpływ na własny los, własne wspomnienia, pewnie sam czułby się całkowicie zażenowany. Pewnie gdyby w tak nieręcznej atmosferze się rozstali, wszedłby do domu i nie wiedział co ze sobą zrobić, a to nie oznaczałoby nic dobrego.
Uśmiechnął się i położył dłoń na ramieniu mężczyzny, potem łagodnie nachylił do niego i pocałował.
- Wiem, dla mnie to też bardzo... głupia chwila. Mam wrażenie, że jak teraz znów nabierzemy dystansu, to nie będzie dobrze i będzie trudno to przełamać znowu... a ja nie chcę zaprzepaścić tego... wszystkiego. - Wykonał gest dłonią, dopiero teraz przestał krzyżować palce... przynajmniej u jednej ręki, drugą nadal trzymał lekko zaciśniętą. - Chodź do mnie na chwilę. Na herbatę. Żeby nie było tak... żeby nie kończyć tego weekendu... tak.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Czw Kwi 03, 2014 4:14 pm

W obliczu znajomych drzew, budynków, ulic... Nie potrafił wyzbyć się mocno zakorzenionych odruchów. Znów skupiał się na sobie. Znów naszył go zdecydowanie negatywne myśli, a obawy jak do tej pory odsunięte gdzieś na dalszy plan, nagle wepchnęły się przed szereg. Drgnął czując dłoń na ramieniu na chwilę zapominając, ze jest to ta sama dłoń, która niosła ze sobą rozkosz. Kilka sekund zajęło mu ponowne rozluźnienie. Pozwolił się pocałować, przecież rankiem, który teraz zdawał się dziwnie zamglony, sam sięgał do jego ust. To przecież normalne... Odsunął myśl pod tytułem "Nie, wcale nie" i spojrzał mężczyźnie prosto w twarz, choć sam minę miał raczej ponurą.
Gregor mówił o dystansie. Charles już go czuł. Zastanawiał się nad nim jeszcze w Rzymie, ale wśród obcych ludzi nie potrafił pozwolić sobie na bliskość. Na to było chyba po prostu za wcześnie. Nawet jeśli czuł się o niebo lepiej, kiedy czuł jego dotyk, nie mógł powiedź mu w prost tak żenującej rzeczy. Że teraz po prostu miał chęć trzymać go przy sobie cały czas. Dotykać, poznawać...
Oderwał od niego wzrok i ponownie spojrzał na zegarek... Dwie po. Nie powinien. Wiedział, że nie powinien, ale miał wrażenie, ze jeśli teraz mu odmówi w jakiś sposób go zrani. Poza tym, sam nie chciał jeszcze jechać... Naprawdę źle się działo, jeśli spychał na dalszy plan swoje obowiązki.
Nie wiedział co powiedzieć, więc bąknął jedynie krótkie "dobrze". Zgasił silnik, a po chwil odpiął pas i wyszedł z samochodu. Uderzył go znajomy zapach wiosennego Londynu. Spojrzał na zachodzące słonce i westchnął głęboko. Orzeźwiające, wieczorne powietrze było całkiem przyjemne. Z jednej strony znajome miejsca niepokoiły go, ale z drugiej... Czy nie powinni przyzwyczaić się właśnie do siebie jako jedności w miejscach już znanych? Nie można przecież było traktować tego jak wakacyjnej przygody. Na bogów! Na pewno nie po tym, co mówił Gregor... po tym co między nimi padło.
Charles nie wziął płaszcza z samochodu, przecież do domu Gregora było zaledwie kilka kroków. Ruszył więc w kierunku werandy, a gdy na niej stanął obejrzał się na towarzysza.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Sob Kwi 05, 2014 11:02 pm

Zaraz po tym, jak zamknął usta, przez myśl przeszło mu, że może jednak powinien dać spokój? Poczuł się niezręcznie. Do tej pory nie przejmował się tym, że może komuś przeszkadzać w pracy, nie przeszło mu przez myśl, że może dzielić z kimś życie prywatne w takim stopniu, by móc mieć jakiś wpływ na czyjeś obowiązki. Czy on choć odrobinę umie myśleć o kimś więcej niż o sobie? Musisz dorosnąć. Kurwa mać. Kurwa mać! KURWA MAĆ!!! Okej, już mi lepiej.
Zabrał swoją torbę i raźnym krokiem dogonił Charlesa, potem grzecznie wpuścił go pierwszego. Upuścił torbę gdzieś na środku, starał się nie patrzeć na zwierciadło, szybko przeszedł do kuchni nie zdejmując płaszcza.
- Chodź, chodź. Czuj się jak u siebie. - Gestem przywołał mężczyznę do siebie i przelotnie zajrzał do lodówki. Półtorej paczki rukoli, jakieś sosy i kilka soków nie stanowiły dobrego poczęstunku... wzruszył ramionami. Wiedział, że w szafce z herbatami nie ma takiej posuchy. Otworzył ją i wykonał gest, jakby przedstawiał Charlesowi wybitne dzieło sztuki: oto w najróżniejszych słoikach, kartonikach, woreczkach i innych dziwacznych naczynkach stały różne typy herbat i kaw. Najwyraźniej obok książek, wina i słodyczy, Gregor miał słabość do chomikowania innych drobnych przyjemności.
Sięgnął po czajnik i kilka razy przepłukał jego wnętrze zanim zwyczajnie nalał do niego wody i ustawił na podstawce. Przez chwilę patrzył na jarzącą się diodę i stukał opuszkami o blat, najwyraźniej nad czymś myśląc. O co chodziło tym razem? Nagle przeniósł spojrzenie na Charlesa, podszedł do niego i objął, tuląc się do jego pleców. Odchrząknął.
- Okej, już. Przepraszam. - Cofnął się krok i oparł o ścianę. Miał minę, jakby to wszystko co się dzieje i działo w najbliższym czasie było najnormalniejsze w świecie. - Eee, nie będzie ci bardzo przeszkadzać siedzenie na podłodze na poduszkach? Mam ochotę wypić na górze, tam jest ładnie, ale nie ma żadnego stołu.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Kwi 06, 2014 12:12 am

Charles wszedł do środka. Dziwne, ale teraz czuł się tu jeszcze bardziej obco niż zwykle, gdy zdarzało mu się odwiedzać swojego przyjaciela. Nie bywał tu często, a jeśli już, to tylko w kuchni i salonie. Jak się zastanowił, nigdy nawet nie widział piętra gregorowego przybytku, a tym bardziej jego sypialni... O tak, nagle nawiedziła go myśl, która była tak beznadziejnie romantyczna, że biedny dyrektor w zażenowaniu potarł kciukiem swoją zmarszczkę między brwiami. Co za bezsens...
- I tak nie będę czuł się tu jak w domu. Przynajmniej nie przez najbliższe kilka... - wzruszył ramionami. Nie był pewny ile dokładnie zajęłoby przyzwyczajenie się do akurat tego domu. Zaczął się nawet zastanawiać ile zwykle zajmuje człowiekowi przystosowanie się do nowego środowiska i nazwanie go domem... Jakoś w tamtej chwili zapomniał kompletnie o znaczeniu wypowiedzianego przez Gregora zdania, które było przecież tylko formą grzecznościową.
- ...dni, miesięcy, lat. - dodał po chwili, nie potrafiąc zostawić myśli niedokończonej. Spojrzał na szafkę wypełnioną herbacianym suszem. Wyczuł mieszankę woni różnych herbat, a widząc dumę na gregorowej twarzy uśmiechnął się całkiem szczerze.
- Poproszę pomarańczową. Tak na uczczenie Pomarańczowej Wycieczki.
Uśmiechał się nadal, ale widząc nietypowe dla Gregora milczenie, znów zmarszczył brwi. Właśnie, co się stało? Ale nim zdążył się nad tym porządnie zastanowić, mężczyzna zbliżył się. Charles nie był zaskoczony, kiedy nagle został przytulony. Wręcz przeciwnie, poczuł ulgę, aż westchnął głęboko i zamruczał głucho. Na chwile położył dłonie na trzymających go ramionach. Poczuł się równocześnie zmęczony, ale i niesamowicie spokojny. Zmarszczka pozostała jednak na miejscu.
Tym bardziej, jeśli mina Gregora przy mówieniu "przepraszam" nie wyrażała żadnej skruchy, Charles nie zrozumiał o co chodzi, dlatego spojrzał nań uważnie.
- Nie, nie będzie. - odparł wolno, ale tak naprawdę odpowiedział machinalnie, bo właściwie chciał jedynie zadać pytanie, które rzeczywiście zaraz padło. - Za co przepraszasz?
Nawet do końca nie zarejestrował, że własnie pierwszy raz w życiu będzie miał okazję zajrzeć w prywatne komnaty pana Leammiele'a.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Kwi 06, 2014 12:28 pm

Wcale nie zdziwiło go, że Charlie tak odpowiedział. I nie chodzi nawet o zrozumienie mdłego, grzecznościowego powiedzonka jako rzeczywistej zachęty. Sam Gregor pewnie będzie czuł się dziwnie, gdy przyjdzie mu kiedyś odwiedzić partnera, chociaż zazwyczaj w obcych domach czuł się całkiem swobodnie. W duchu wzruszył ramionami i zajął się przygotowaniem herbaty. Nie mógł powstrzymać uśmiechu. Pomarańcze, taak, teraz nabrały dla niego specjalnego znaczenia. Kolejna codzienna rzecz z niecodzienną wartością. Miał ochotę porozmawiać z pomarańczą leżącą w misie, jedną z tych, które zostawiła tu jego gosposia.
W następnej chwili zacisnął usta. To nie było wygodne pytanie. Cóż, sam wpierw musiał się zastanowić, dlaczego tak naprawdę przeprosił. Wiedział na pewno, że była to wypadkowa kilku myśli.
- Hm... - mruknął, zanim odpowiedział. W międzyczasie wyjął dwa czarne, wysokie i smukłe kubki, nasypał do nich odpowiedniego suszu. Parzenie herbaty było wyjątkowo stresujące. W końcu skąd miał wiedzieć, na jak mocny napar ma ktoś aktualnie ochotę? Albo czy nie wypadnie za duży liść, który popsuje smak? Zamknął biodrem szafkę. - Właściwie to za wszystko. To egoistyczne z mojej strony. - Uśmiechnął się pod nosem. - Zapraszam cię tu, chociaż wiem, że jesteś zmęczony, że powinieneś wrócić do siebie i przestawić na tory, eee, codzienności? - Zawahał się, bo przez myśl mu przeszło, czy rzeczywiście teraz codzienność będzie tak samo codzienna jak wcześniej. Z drugiej strony, czy nie jest zbyt śmiały w osądzie, że życie Charlesa również jakoś się zmieni? Och, chrzanić to. - Jakakolwiek by ona nie była. Chcę cię przy sobie zatrzymać. Wiesz, zawsze twierdziłem, że bycie z kimś jest najbardziej wyrachowaną formą egoizmu. Ale też chyba najprzyjemniejszą. - Przelotnie spojrzał na mężczyznę. - No i rzuciłem się na ciebie tak bez powodu. Właściwie zawsze miałem problemy ze znajdowaniem racjonalnych powodów do działania... - Ostatnie zdanie wypowiedział zamyślony, tak, jakby właśnie przyznał mu się do czegoś, na co wpadł dopiero teraz, a co byłoby krępujące, jak wyznanie, że do dnia dzisiejszego wierzy w Świętego Mikołaja.
Wręczył Charliemu kubek, sam zabrał swój i ruszył w stronę schodów, chwilę idąc tyłem, by móc patrzeć na mężczyznę.
Gdy znaleźli się na poddaszu, poczuł się nadzwyczaj spokojnie. To pomieszczenie kojarzyło mu się nad wyraz dobrze. Przeszedł na drugi jego koniec, do biurka i odstawił na nim swój kubek, potem znów obejrzał się na Charlesa.
- A oto jedno z moich spełnionych marzeń. - Wykonał gest dłonią. Mówił, z hukiem otwierając skrzynię na pościel i wyjmując z niej dwie solidne poduszki, czerwoną i ciemnopomarańczową. Przez niemal zupełny brak mebli rozchodziło się tu  lekkie echo, jakby znaleźli się w niezamieszkanej części budynku. - Szklany dach. Chociaż w mieście jest obrzydliwie jasno, to widać co nieco gwiazd. Myślałem, żeby przenieść tu książki, ale nie... właśnie. Jakbyś chciał coś kiedyś namalować na ścianie to proszę bardzo. - Wyciągnął do mężczyzny obydwie poduszki, by sobie którąś wybrał. - Tu można robić wszystko.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Kwi 06, 2014 4:32 pm

Charles przyglądał się ciemnym naczyniom i słuchał odpowiedzi. Wszystko co usłyszał sprawiło, że poczuł się trochę bezpieczniej, bardziej komfortowo. Ostatnie zdanie nawet go rozbawiło.
- Nie jestem zmęczony. - Odparł pozwalając sobie zbliżyć się do Gregora. Zbliżyć na tyle by mężczyzna wyczuł całą długością pleców, że Charlie też miał czasem chęć się przytulić.  - Gdybym nie chciał przyjść, na pewno bym nie przyszedł. Moja codzienność poszerzyła się o ciebie. Twoja o mnie. To chyba całkiem normalne. Nie musisz przepraszać.
Zabawne, że to właśnie on był tym, który mówił o normalności w kontaktach międzyludzkich. Powinien sobie pogratulować pewności siebie, bo wcale nie czuł, że to wszystko jest zupełnie normalne. Było dużo kwestii, które nasuwały myśl, że być może to tylko... przelotna fascynacja. Może gdy dowiedzą się o sobie zbyt wiele, wzajemna bliskość stanie się uciążliwa? Na razie byli jeszcze świeżymi kochankami. Bo czy Gregor pragnął stabilności w sprawach sercowych? Czy Charlie w ogóle pragnął spraw sercowych?
Potarł dłońmi ramiona Gregora i odsunął się. Właściwie do wycieczki, Charlie nigdy nie prowokował dotyku sam z siebie. Nadal nie wydawało mu się to zupełnie komfortowe, ale dziwny głód, który zaczął odczuwać, kiedy naprawdę poznał jak blisko niego może być, pchał go wciąż do przekraczania niegdyś nieprzekraczalnej bariery. Przyjął kubek i ruszył za gospodarzem po krętych schodach, ostrożnie, uważając by nie wylać naparu. Z grzeczności nie strzelał spojrzeniem na lewo i prawo, choć czuł nieodpartą ochotę zajrzeć w każdy zakamarek.
Gdy wszedł na poddasze od razu zadarł głowę spoglądając na przeszklony dach. Nie spodziewał się ujrzeć czegoś takiego. Od frontu nic nie wskazywało, by ten dom krył taki architektoniczny smaczek. Rozejrzał się i choć poczucie, że nie jest u siebie gdzieś tam trochę go uwierało, to nawiedziło go wspomnienie z dziecięcych lat. To o wykradaniu się na strych starego rodzinnego domu, kiedy mógł wytarzać się w zalegającym tam pyle i buszować w starociach. Chyba każde poddasze miało taki tajemniczy klimat, nawet te gregorowe, pozbawione stosu zakurzonych szpargałów. Właściwie... Te miało nawet więcej... Oczami wyobraźni Charlie widział stojącego przy sztaludze Gregora. Widział też tego, który wpatruje się melancholijnym wzrokiem w niebo... O czym wtedy myślał?
- Nie umiem malować. Wiesz przecież. - spojrzał na trzymane przez Gregora poduszki i bez zastanowienia chwycił czerwoną. Położył na ziemi dokładnie pod szkłem dachu, a obok niej odstawił kubek.
- Wszystko... - powtórzył zamyślony - Za dziecięcych czasów nie pozwalano mi wchodzić na strych, a ja z przekory wiecznie to robiłem. Choć znałem już wszystkie dziury... Wiesz, myślę, że moja matka nie byłaby taka sztywna gdyby nie mój ojciec.
Ukucnął, ale nie usiadł. Położył się na deskach opierając łokcie i pierś na poduszce. Brodę oparł o wierzch dłoni. Przez to trochę seplenił. No i na pewno niecodziennym był widok leżącego na ziemi pana dyrektora.
- Zapomniałem jak to jest. Tak leżeć i patrzeć w gwiazdy. - Uśmiechnął się zerkając w górę na ciemniejące niebo. Próbował sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zdarzyło mu się szukać czegoś w górze. Piękna, spokoju... - O malowaniu po ścianach nigdy nie mogłem marzyć. Z resztą... nie umiem malować. Nigdy mnie to nie fascynowało. Naucz mnie.
Pochwycił spojrzenie Gregora i uśmiechnął się przebiegle. Odsuwał od siebie kolejne dziwaczne poczucie, że zachowuje się niewłaściwie, ale czy naprawdę musiał wiecznie kierować się tym co właściwe?

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Kwi 06, 2014 10:06 pm

Charles właściwie nie musiał wyobrażać sobie Gregora zamyślonego, bo mężczyzna rzeczywiście odpłynął, patrząc przez jedną ze ścian gdzieś na horyzont. Prawym ramieniem objął poduszkę, w lewą dłoń chwycił kubek. Ciepło. Chłód pomieszczenia. Kontrast.
- Myśli pan, że może mnie nauczyć grać lepiej?
- Jestem dobrym nauczycielem.
- Skąd pan to wie?
- Zawsze jestem sobą. Moi uczniowie ze szkoły muzycznej doceniają otwartość, szczerość.
- Czyli sądzi pan, że można być sobą przy grupie właściwie nieznajomych osób? Bez poznania powodów, dla których tu są? Bez poznania ich marzeń? Planów na dzisiejsze popołudnie i snów z wczorajszej nocy? O to pan ich nie zapyta, a nawet jeśli, nie odpowiedzą panu. Trzeba mieć naprawdę mało do pokazania, by zawsze mieć szczerość wymalowaną na twarzy. Do widzenia panu.

Zmarszczył brwi, wybudzając się z chwilowego letargu. Dlaczego akurat teraz przypomniała mu się ta rozmowa? Czy wtedy, w Austrii, wierzył w to co mówił? A teraz? Wierzył w to?
- U nas na poddaszu stało pianino. Nie chciałem tam chodzić, nie lubiłem grać, nie lubiłem tych wszystkich narwanych nauczycieli. - Przez myśl mu przeszło, że jednak mógł ustawić pianino tu, nie w piwnicy. Co za różnica, skoro i tak nie zamierzał grać? Właściwie teraz mógłby spróbować.
- Myślisz, że jaka by była? - Jaka byłaby Sonia, gdyby Maria tamtej nocy wypiła trzy kieliszki mniej? Jaki byłby Charles, gdyby... Pokręcił głową do swoich myśli.
Stanął nad Charlesem, położył poduszkę i kubek obok niego, potem klękając, zębami zdjął rękawiczkę i upuścił na podłogę. Płynnym ruchem pochylił się, by bez wahania przyłożyć usta do czubka głowy mężczyzny. Przez chwilę trwał w bezruchu, wolno biorąc głęboki wdech, zaciągając się zapachem, potem dotknął obiema dłońmi jego twarzy i badał, jakby nie wierzył w prawdziwość tego, co mógł zobaczyć. On. Tu. W tym domu. W tym miejscu. I zapach pomarańczowej herbaty. Gdy przestał, objął jego skronie dając znak, by się nie odsuwał.
- Jak to jest zapominać, Charles? - w końcu zapytał zaskakująco trzeźwym tonem i odchylił odrobinę, prostując plecy. Sam uśmiechnął się pod nosem głównie przez ten charlesowy uśmiech.
- Dobrze, nauczę. Choćby nawet w tej chwili - tym razem jego głos zabrzmiał po staremu, znajomo zawadiacko.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Nie Kwi 06, 2014 11:15 pm

- Grasz, śpiewasz, piszesz wiersze i malujesz. Czuję się przy tobie jak beztalencie. - skrzywił się nieco, gdyż naprawę, jak zebrał wszystkie wspomnienia o Gregorze, był on w rzeczywistości typową artystyczną duszą. Charles nigdy nie rozumiał artystów. Nie potrafił zachwycać się przyziemnościami w taki sposób jak oni. Może dlatego tak lubił otaczać się stworzonymi przez artystów rzeczami? Te nawet jeśli nie miały wartości czysto estetycznej, maiły swoją historię. Charles lubił przedmioty z duszą. Tak właśnie na przekór swojej logicznej naturze. - Tym bardziej, że i mnie chciano nauczyć gry na pianinie, jak wiele dzieci w tamtym okresie. To jednak kompletnie nie moja dziedzina.
Przysunął sobie kubek z herbatą i ostrożnie upił mały łyk. Była jeszcze zbyt gorąca. Spojrzał na Gregora w zastanowieniu. Widział że coś chodzi mu po głowie, ale nie potrafił odgadnąć co. Ta mina była mu jednak znajoma. Nigdy w takich momentach nie pytał. Teraz, choć odczuł potrzebę zapytania, też się nie odważył.
- Byłaby taka, jak wtedy gdy lataliśmy do Rzymu, taka... beztroska. Ojciec zrobił z niej damę, choć sam nigdy nie był dżentelmenem.
Podążał wzrokiem za mężczyzną, a gdy nagle się zbliżył, Charles zamarł. Tak zwyczajowo trochę się spiął. Zamrugał w zdziwieniu, czując usta na skórze głowy. Nie poruszył się, jedynie serce zabiło mu trochę mocniej. Oddychał głęboko czując jak z dotykiem przychodzi uczucie, którego do końca nie pojmował. Takie spełnienie, spokój...
Uniósł się nieznacznie, pozwalając Gregorowi się dotykać. Nie potrafił dobrze interpretować ludzkich zachowań, a Gregor w ogóle był dla niego zagadką w wielu kwestiach, ale teraz wyczuwał w tym dotyku, w spojrzeniu złotych oczu coś, czego znów nie potrafił nazwać. Tęsknotę? Żal? Zaniepokoił się i przez to otworzył szeroko oczy. Patrzył na niego z obawą, otwarcie, bo i nie skupił się na tym, że mógłby to zatuszować. Pytanie natomiast kompletnie go zaskoczyło. Co prawda zdawał sobie sprawę, że Gregor obdarzony jest ponadprzeciętną pamięcią, ale czy mogło być to chorobą? Czy miał przed sobą przypadek pamięci doskonałej?
Pochylił lekko głowę i objął trzymające go dłonie, własnymi. Westchnął głęboko.
- Jak to jest wszystko pamiętać? - Podniósł na niego spojrzenie. - Nie da się tego opisać nie mając porównania.
Nauka malowania jakoś zeszła na dalszy plan. Charles już się nie uśmiechał, wyglądał raczej na zaniepokojonego, bo w istocie tak właśnie było. Często nie rozumiał Gregora, ale kiedyś nie stanowiło to takiego problemu, jaki zaczynał tworzyć się teraz. Teraz bowiem, strasznie przeszkadzało mu to, ze nie rozumiał. Charlie miał wrażenie, że coś Gregora gryzie, coś o co nigdy wcześniej nie odważył się zapytać. Czy powinien teraz?
- Dlaczego przed wczoraj przyszedłeś do mnie w nocy? - Dlaczego zapytał właśnie o to? Było to pierwsze co przyszło mu na myśl, po tym jak zadał sobie w duchu pytanie "O co powinienem go zapytać? O co mogę go zapytać, mając nadzieję na szczera odpowiedź?"

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Pon Kwi 07, 2014 6:36 pm

Beztalencie!? Gregor nic nie powiedział, ale skrzywił się, jakby właśnie usłyszał największą głupotę świata. Po pierwsze: nigdy nie śpiewał na poważnie, grać i pisać zdarzało mu się dosłownie... raz na dwa lata. Po drugie: mówił to dyrektor szkoły, pilot prowadzący od lat własną firmę. Spojrzenie Leammiele'a zmiękło, jakby zaraz miał się uśmiechnąć, jednak nie zrobił tego. Przysiadł na piętach, ignorując uczucie niewygody na rzecz łatwiejszego utrzymania kontaktu wzrokowego. Sam chwycił jego dłonie i po prostu trzymał, niezwykle świadomie witając pojawiającą się nutę skrępowania.
- Mógłbym ci powiedzieć, jak ja to odbieram. Pewnie nie byłoby to obiektywne, ale co takie jest? No i nie pamiętam dosłownie wszystkiego, po prostu większość. - Zmarszczył brwi. Nie rozumiał w tej chwili miny Charlesa. Czyżby powiedział coś źle? Coś go zaniepokoiło? Już-już chciał zadać pytanie, ale został uprzedzony. Otworzył usta, jednak tylko westchnął płytko.
- To nic takiego, mówiłem. - Nieświadomie zaczął bawić się palcami mężczyzny, cały czas pozostając tak dziwnie spokojnym. - Chwilowo nie potrafiłem się na niczym skupić i nachodziły mnie niewygodne myśli. Pomyślałem nawet, by przejrzeć to, co kiedyś z, e, kimś malowaliśmy, a to nie jest dla mnie normalne. - Uśmiechnął się. - Alternatywą dla samotnego czytania i upijania się było wyjście gdzieś, również upicie się i wiesz... - Na chwilę spojrzał w bok. - Odświeżenie pewnych kontaktów. A jakiś czas temu kupiłem tę świeczkę z myślą, że dam ci ją przy najbliższej okazji, tak po prostu. Postawiłem ją na stole i jak na nią spojrzałem, myślałem o tym, że ci ją dam... Rozumiesz? Miło jest tak myśleć. Przez chwilę nawet chciałem, by to była twoja świeczka, która po prostu u mnie stoi, ale nadarzyła się ta okazja. Przyszedłem w nocy, bo... - Zamilkł, zanim zdążył dokończyć myśl. Skrzywił się i powiódł spojrzeniem po ścianach, wyraźnie nad czymś się zastanawiając. Gdy w końcu się odezwał, głos miał marudny, ale jednocześnie nieznoszący sprzeciwu.
- Nie chciałem bardziej zwariować, Charles! - Szybko się rozchmurzył, pogłaskał kciukiem dłoń mężczyzny. - Wiesz co? Tam, wtedy, na dachu... boże, ja nadal pamiętam zapach jaki tam był: wiatr, woda, wiosna, ble... - wtrącił mrużąc oczy, potem dało się w nim wyczuć śmiertelną powagę. Mówił, podążając za tokiem swoich myśli. - Stało się coś, czego nie spodziewałem się wcale. Pewnie wiesz, o co mi chodzi. To była tak wariacka, szalona, tak... - zawiesił głos, szukając odpowiedniego słowa. - Tak prywatna sytuacja, że jej chyba nie da się pobić. A ty mnie w niej widziałeś... ha. Ty w niej ze mną byłeś. Teraz chcę uniknąć dostarczania nam podobnych wrażeń i pilnować się, nawet jeśli to ma oznaczać rozdawanie świeczek o trzeciej rano. - Gregor ton głosu miał nadal śmiertelnie poważny, jednak na jego ustach błądził uśmiech. Jak dziwnie... To przez wszechobecny zapach pomarańczy, był tego pewny.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Wto Kwi 08, 2014 2:33 pm

Patrzył na splecione dłonie jak na coś unikalnego. Właściwie w jego przypadku takie właśnie było. Kiedy ostatni raz trzymał czyjąś dłoń w taki sposób? I o tak, czuł się bardzo dziwnie, chociaż nie pojmował dlaczego akurat to wywołuje zawstydzenie. Nie pocałunek, nie seks... a dłonie. Opuścił głowę, nie chcą by Gregor zobaczył choćby cień skrępowania, ale czy taki gest nie był jeszcze bardziej wymowny?
Słuchał w milczeniu. W końcu aż tak poczuł się zaaprobowany słowami Gregora, że uniósł głowę patrząc mu w twarz. Od pewnego czasu odruchowo przesuwał palcami po wnętrzu jego prawej dłoni. Nie tyle dla samej przyjemności, a po to by nadać temu gestowi naturalności. Nie mógł przecież zabrać rąk, nie mógł trzymać ich bezwładnych. Nawet nie chciał, ale musiała minąć chwila nim się przyzwyczaił.
Z każdym kolejnym zdaniem mężczyzny twarz Charlesa przybierała coraz bardziej pobłażliwy wyraz. Miał problem z nadążeniem za jego myślami, choć starał się. W efekcie jednak musiał skupić się na wyłapywaniu najistotniejszych kwestii. Już to przerabiał, nie raz i nie dwa, tylko teraz jakoś bardziej na wszystkim się skupiał. Wszystko brał pod uwagę. Spojrzenie, mimikę, ton...
W głowie układały sobie dziesiątki pytań, ale prawdopodobnie większość i tak nie padnie. Pewnie z czasem... może kiedyś. Albo nigdy. Nadal nie był przyzwyczajony do zadawania pytań. Kiedyś po prostu słuchał nie oceniając, nie wykazując niewygodnej ciekawości. Nie podobała mu się chęć, którą obudziło zbliżenie. Nie podobało mu się, że chce wiedzieć jak najwięcej, głównie dlatego, że zapewne musiałoby to zadziałać w drugą stronę, a bał się, że jeżeli wszystko wypłynie, to zamiast zaspokoić ciekawość, będzie powodowało coraz większy głód. Może nawet niechęć...
Gdy Gregor poruszył temat ich ponownego spotkania po latach, zmarszczka wróciła na charlesowe czoło. On też doskonale pamiętał. To wspomnienie było boleśnie żywe. Teraz nawet bardziej, bo świadomość, że wtedy mógłby się spóźnić, albo zignorować to, co zobaczył, wywoływała najprawdziwszy strach. I ten strach odmalował się na charlesowej twarzy razem z czymś jeszcze. Czymś, czego wobec Gregora nigdy do tej pory nie stosował. Charles ogólnie był człowiekiem niezwykle spokojnym, wręcz obrzydliwie nudnym pod względem okazywania uczuć, ale w tej chwili zielone oczy zabłysnęły gniewem. Ostanie słowa Gregora zinterpretował na swój własny, najbardziej pesymistyczny sposób. Aż zabolało go w piersi.
- Myślałeś o samobójstwie? Wtedy, zanim do mnie przyszedłeś?
Ścisnął jego dłonie natarczywie patrząc mu w twarz. Właściwie nie zastanawiał się nad tym, co zrobi jak usłyszy odpowiedź. Natłok uczuć go poprowadzi. Nie myślał, działał. Nie przejął się nawet, że dosadność tych słów była niewygodna. Teraz kompletnie nie zwrócił uwagi na taką błahostkę.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Sro Kwi 09, 2014 10:52 pm

Czego o Gregorze by nie mówić, to prawdą jest, że mężczyzna często się uśmiecha. Bardziej skomplikowana kwestia to powód tych uśmiechów, każdy, kto go trochę poznał, pewnie stwierdziłby, że Leammiele ma więcej okazji do chichotania podczas wbijania noża w czyjeś plecy (tak wysoko, tuż pod prawą łopatką!) niż do szczerej radości, ale cóż, dostajemy od życia to, czego chcemy, prawda?
Jednak tym razem miało miejsce coś dziwnego: gdy spostrzegł tę złość w oczach Charlesa, na początku uznał, że popełnił błąd w osądzie, to niemożliwe, źle spojrzał, jednak gdy utwierdził się w przekonaniu, poczuł ukłucie szczerego strachu i uśmiechnął się niewinnie, jakby to miało uspokoić mężczyznę. Do tego momentalnie doszedł żal do samego siebie. Widzisz, panie Leammiele? Mówiłem. Nie nadajesz się do tego. Do niczego się nie nadajesz. Już zdążyłeś go sobą skurwić, a nawet nie powiedziałeś nic ekstremalnego. Najgorsze było poczucie niezrozumienia, co tak dokładnie zrobił źle. Wyprostował się i nie cofnął dłoni tylko dlatego, że Charles je mocniej trzymał.
Nagle przymknął oczy i westchnął, poważniejąc. Znów wyglądał, jakby się poddał samemu sobie.
- Jasne, że myślałem. - Spojrzał na przyjaciela marszcząc brwi. Gdyby nie ta jego reakcja partnera, nie zwróciłby uwagi, że może rzeczywiście ludzie zazwyczaj nie widzą tego w gregorowy sposób. - Bardzo często o tym myślę i zastanawiam, co by było, gdyby... Ale 'myślę' nie oznacza 'planuję' – ostatnie zdanie wypowiedział pewniej, w końcu to wiedział tylko on i na szczęście nie dało się tego wydedukować w inny sposób. Co nie znaczyło, że naginał rzeczywistość. - Nie chciałem pozwalać samemu sobie na padanie w jakieś... - zawiesił głos i wykonał gest, jednocześnie lekko pociągając dłoń Charlesa, jakby nie kojarząc, że nadal ją trzyma. - ...jakieś niepotrzebne melancholijne stany. Wiem, że jest wiosna i takie coś przychodzi mi łatwiej.
Nagle coś go tknęło, coś wpadło do głowy i najwyraźniej nie chciało dać spokoju. Ponownie się pochylił, tym razem jeszcze bardziej, nawet zgarbił plecy. Chciał powiedzieć coś, patrząc w zielone oczy, ale nie zniósł jednocześnie tego spojrzenia i myśli, jaką w nim wzbudziło. - Ale, Charles, tylko przez to mn... - Wyraz twarzy Gregora znów się zmienił. Uświadomił sobie, co właściwie chce powiedzieć i jak bardzo to do niego nie pasuje, jak bardzo nie chciałby tego mówić... a właściwie z mówieniem nie było problemu, gorzej z prawdziwością przekazu, który drażnił jego ego. Na chwilę zacisnął zęby i dokończył, bowiem to samo ego zabroniło mu pomijać coś niewygodnego. - ...ie nie zostawiaj. - Na przekór samemu sobie podniósł wzrok.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Czw Kwi 10, 2014 12:12 am

Niepotrzebnie Gregor się obawiał. Iskra gniewu zgasła już dawno, właściwie w chwili gdy Charles zdał sobie sprawę, że w ogóle była obecna. To też mu się nie podobało. Nie lubił kiedy emocje brały górę, a w obecności Gregora działo się to coraz częściej. Czy tak będzie już zawsze?
Niewinny uśmiech przyjął z niezrozumieniem. Czy to było zabawne? To, że się martwił? Poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku. Sam cofnął ręce i podniósł się do siadu. Wstyd i żal. I to beznadziejne zagubienie. Właśnie dlatego nie nadawał się do bliższych relacji. Nie rozumiał ich, kompletnie.
Spojrzał w bok na niknący w mroku ogród... Na poddaszu też robiło się coraz ciemniej nawet pomimo tak wielkich okien. Nie wiedząc co z robić z dłońmi splótł je na kolanach.
Gdy mężczyzna mówił, Charles westchnął cicho w końcu znów na niego spoglądając. Ne chciał się poddawać. Co prawda byli na początku drogi, ale nie chciał jeszcze tego zarzucać, nawet jeśli w tej chwili taka myśl wydała się bardzo kusząca. Żeby po prostu uciec. Wybiec z tego domu zostawiając wszystko za sobą i rzucić się w codzienność.
- Gregor, zdrowi ludzie nawet nie myślą o samobójstwie. - Łagodna, niemal jękliwa nuta stanowiła niesamowity kontrast do poprzedniej wypowiedzi. Także wyraz twarzy był niesamowity. Nawet wtedy na dachu, nie patrzył na niego w taki sposób. Jakby sama świadomość, że Gregor myśli o zakończeniu swojego życia była dla niego bolesna.
Charles nie zagłębiał się nigdy w psychikę swego przyjaciela, bo nie było takiej potrzeby. Po spotkaniu na dachu uznał nawet, ze to chwilowe załamanie, każdy takie miewa. Może nie o tak drastycznym przebiegu, ale jednak. Sądził, że Gregor być może sięgnął po poradę specjalisty i obecnie jest już całkiem stabilny psychicznie... Widzieli się przecież raz na jakiś czas, czasem nawet nie zamieniając ze sobą wielu słów. Potem każdy odchodził w swoją stronę i nic o sobie nie wiedzieli. Nie zwierzali się sobie, nie myśleli o sobie... Bzdura. Charles zawsze o nim myślał. Zawsze, ale wtedy zupełnie inaczej. Obecnie każde uczucie zdawało się być wyraźniejsze. Co najgorsze zdał sobie sprawę, że Gregor jest człowiekiem dużo bardziej zagubionym niż można się było spodziewać po jego powierzchowności.
Kolejny bolesny uścisk przyszedł z ostatnią prośbą. Charlie siedział na kolanach nieruchomo, jakby nagle stracił całą pewność siebie. Szczerze mówiąc trochę się przestraszył. Kolejny raz poczuł ciężar odpowiedzialności. Miał poczucie, że jeśli zrobi jakiś nieprzemyślany ruch wszystko się posypie. I na bogów, miał go nie zostawiać, ale czy naprawdę chodziło tylko o niego?
Nagle pochylił się lekko i chwycił go za ramiona zmuszając by się wyprostował. Po wyrazie twarzy nie dało odczytać się niczego konkretnego. Zmarszczka pozostawała na swoim miejscu nienaruszona, ale przecież była tam przez większość czasu. Przyciągnął go do siebie. Musiał się troch przysunąć, ale przecież nic nie stanowiło przeszkody. Na tym jednak nie zakończył ruchu. Przechylił się i, co prawda mało delikatnie, położył na plecach pociągając za sobą Gregora. Nie zmusił go, by też się położył, ale bez wątpienia to zasygnalizował. Miał ochotę go przytulić, ale... chyba sam z siebie jeszcze do końca nie potrafił. Nie w takim momencie.
Przeszkolona ściana i dach sprawiły, że poczuł jakby podłoga uciekła. Nad nimi rozciągał się ogrom nieba malowanego w czerwień i fiolet. Zachód zamieniał się w noc.
- Dlaczego miałbym cię zostawić? - głos Charlesa zabrzmiał dziwnie cicho. Może to zmierzch wymuszał szept? - Po prostu sprawię, że więcej nigdy o tym nie pomyślisz.
Gdyby coś takiego powiedział podlotek gruchający do dziewczyny, można by to wziąć za kiepski podryw. Ale dla Charlesa miało to niesamowitą wagę. Słowa te nie były nieprzemyślane, nie miały też być romantyczne. Miały moc pewności. Dokładnie tę samą, gdy mówił mu, że nie zniknie.
Dopiero teraz spojrzał na Gregora i choć się nie uśmiechał, widać było, że jest spokojny.
- Co się wiąże z wiosną?

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Pią Kwi 11, 2014 6:24 pm

Czy Charles właśnie stwierdził, że Gregor nie jest zdrowy? Gdyby powiedział to innym tonem, Leammiele poczułby się naprawdę niedobrze, teraz po prostu wbiło mu się w świadomość i zadziałało, jakby dostał czymś ciężkim w potylicę. Gapił się na niego i już-już chciał zacząć wyjaśniać, jakoś tłumaczyć się czy przepraszać, ale zostało to udaremnione. Bez zastanowienia przylgnął do mężczyzny obejmując go i padł razem z nim na ziemię. Uśmiechnął się pod nosem, w większej części po prostu kładąc się na Charlesa. Prawą dłoń położył na jego ramieniu, lewą wsparł się na podłodze by móc wygodnie patrzeć na mężczyznę. Skoro już zeszło na taki temat, w głowie pojawił mu się łańcuszek skojarzeń. W skrócie: czy Charles byłby taki sam gdybym wtedy skoczył? Miałem na niego jakiś wpływ? Tak, tak, na pewno. Ale jaki? Co by było, gdybym ze sobą skończył zamiast do niego iść? Co robiłby w tej chwili? Byłoby mu lepiej czy gorzej? Co by było, gdybym miał powtórkę ze znajomości z panem X? Jak ja bym zareagował? Tak samo jak wtedy? Co by było, gdyby teraz mi się coś stało? Sam sobie przecież nic nie zrobię, nie mam najmniejszej ochoty i powodu, ale gdyby...
- Co? - Spojrzał na niego szerzej otwierając oczy. Szybko zrozumiał. Nie czekał na odpowiedź, oparł czoło na jego ramieniu i zamknął oczy. Milczał. Nagle zrobiło mu się przykro. Dawno tego nie czuł, przeważnie, jeśli już coś działo się w jego wnętrzu, było bardziej skrajne lub gorzkie niż zwykły, czysty smutek.
Samo stwierdzenie i pewność w głosie partnera były bardzo przyjemne, tym bardziej, że Leammiele nie słyszał wcześniej nic podobnego, jednak był niemal pewny: to nie ma szans na powodzenie. Prędzej czy później zabrnie w rozmyślaniach w ten temat, tak jak w miliony innych, zacznie gdybać. Poczuł się nijaki, wybrakowany, uszkodzony. Chyba naprawdę jest z nim gorzej niż sądził... A może Charlesowi nie o to chodziło? Może miał na myśli właśnie konkretne planowanie, logiczne ułożenie czynności, tak jak miało to miejsce dwa lata temu? Czy teraz mogłoby się stać coś, co by go do tego pchnęło? Nie sądził, ale przecież wtedy też nic nie przewidział. A sam Charlie? Byłby go w stanie pchnąć do takiego czynu? Gregor uznał, że na razie nie, do nawiązania tak głębokiej relacji potrzebował zdecydowanie więcej czasu, co nie znaczyło, że mężczyzna właśnie nie przywiązał go do siebie bardziej.
Znów się podniósł, tym razem opierając na jego klatce piersiowej, i mocno pocałował. Za chwilę rzucił odrobinę zdziwione spojrzenie i zamyślił się na chwilę, marszcząc brwi. Kilka odpowiedzi nasunęło się momentalnie, ale nie chciał od tego zaczynać.
- Wszystko! Począwszy od drzewek, które kwitną sobie radośnie, a ja cierpię przez katar, poprzez dżdżownice i ślimaki, wyłażące na chodniki i ginące pod podeszwami, ten typowy wiosenny zapach, kończąc na kilku datach... - Westchnął płytko. - Naprawdę chcesz to wiedzieć? To coś, o czym zwykle się nie mówi... Myślę, że mogę ci powiedzieć, chociaż nie wiem, co to zmieni i to niepokojące... Ale tak. Czuję, że powinienem. Chcę. Czekaj. I, proszę, nie przerywaj mi, czegokolwiek bym nie powiedział, bo nie wiem co powiem. Jeśli będziesz chciał stąd pójść, to zrób to i nie musisz mówić dlaczego, bo będę wiedział. Czekaj... - Podniósł się, usiadł na jego podbrzuszu i sięgnął po kubek z herbatą. Upił łyk, objął naczynie dłońmi i znów westchnął. Przymknął powieki, w duchu pytając samego siebie, co było dla niego ważne w przeszłości i które z tych chwil miały miejsce w okolicach wiosny. Złapał jedną myśl i podjął pozbawionym emocji głosem, świadomie pozwalając sobie na nieobecność.
- Hmm... Dwudziestego drugiego marca, gdy byłem jeszcze w szkole ponadpodstawowej ktoś wpadł na genialny pomysł, by przekonać się, dlaczego utykam i po co mi rękawiczka... ale to nie jest aż takie ważne. Potem... - Zmarszczył brwi i oblizał usta. - Potem na studiach pierwszy raz wyjechałem do Anglii, wtedy, pamiętasz, do ciebie. To był drugi semestr.  To było ważne. Zaczęło się wiosną. Potem miałem dość poważny wypadek samochodem. Potem wyjechałem do Francji i pofarbowałem sobie włosy na biało i jak wróciłem, Sonia tak się wkurwiła, że zemdlała, pamiętam, że aż musiałem wzywać pogotowie. - Czyżby się uśmiechnął? - Niedługo po tym wystawiali pierwszą sztukę, w której grzebałem przy scenariuszu, dekoracjach i innych takich, wiesz, studenckie inicjatywy... Uczciliśmy to i zliczyłem największego kaca w życiu. Potem, cztery lata temu, trzeciego marca umarła Sonia. To też wiosna. Dwunastego poznałem kogoś, z kim, hm, byłem. Wiesz pierwszy mężczyzna. - Napił się herbaty, otworzył oczy i spojrzał na Charlesa. - Do tamtej pory uważałem, że jestem po prostu, no wiesz. - Wykonał gest dłonią. - Że nikt mnie nie pociąga. I wiesz, że nawet tak było? - Zaśmiał się, kontynuując lekkim tonem, jakby opowiadał o kimś znajomym, nie o sobie samym. - Dwudziestego siódmego dostałem list od niejakiej Marii Hallerworden, mojej... ee... biologicznej, eee... matki. Wcześniej nie wiedziałem, że Sonia nią nie jest. Była jej siostrą. Pisaliśmy listy, chciała się spotkać, ale ja nie chciałem. Wtedy wiele się wyjaśniło. Nadal mam gdzieś jej pierwszy list... - Spojrzał w bok, zamilkł na chwilę, najwyraźniej dając się porwać myślom. - Och, taak... A potem był względny spokój. Właściwie chyba najlepszy czas w moim życiu. Nawet uczniowie wydawali mi się mądrzejsi. Przez rok. - Znowu zaczął się śmiać, tym razem gorzko. - Bo oto znów piękną wiosną zniknął ten ktoś. Wyparował. - Przez chwilę nie mówił nic, jedynie na niego patrzył nieobecnym wzrokiem, zbierając myśli. Gdy znów podjął, głos miał zmęczony, jakby nagle postarzał się o kilkadziesiąt lat. - Po jakimś czasie uznałem, że nie żyje i w czerwcu, dokładnie czwartego, przeprowadziłem się tutaj. I znów miałem wypadek... a, nie, to była jesień... Ale znów było względnie dobrze, dopóki nie zadzwonił do mnie przyjaciel, Włoch. Jego widziano we Włoszech, całego, żywego, i to na pewno był on. Najwyraźniej trudniej ze mną wytrzymać niż to się początkowo wydaje. - Uśmiechnął się łagodnie i wzruszył ramionami. - A chwilę potem spotkaliśmy się na dachu. - Nadal się uśmiechał, jednak spuścił wzrok, bawił się brzegiem kubka podążając spojrzeniem za czubkiem palca. - No i zobacz... Znów jest wiosna, a my jesteśmy tu. Razem. Znów wielka zmiana.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Pią Kwi 11, 2014 9:09 pm

Charles powtórzył. Dokładnie te same słowa dokładnie tym samym tonem. Wsunął rękę na dłoń Gregora i ścisnął lekko, tak jak robi się to w chwilach pocieszenia. Potarł policzkiem o czubek jego głowy, której ciężar czuł na ramieniu. Faktycznie uważał, że Gregor jest... niekompletny, to chyba było całkiem trafne słowo. Gregor od tej całej Pomarańczowej Wycieczki zaczął rysować mu się w zupełnie innych barwach. W takich, które widział w nim wtedy na dachu. Gregor rzeczywiście był... popękany, może nawet rozbity. I jakoś tak tusz i grafit ołówka bardziej zaczął do niego pasować niż ciepło pomarańczowego sadu... Z podobnymi myślami przyszła jeszcze inna, bardzo gorzka. A co jeśli jestem tylko... zastępstwem? A co jeśli jego uczucia nie są prawdziwe? jeśli to tylko chwytanie się przysłowiowej... brzytwy?
Zamknął oczy i westchnął. Za dużo się działo. Zbyt szybko. Charles zaczynał odczuwać zmęczenie i skutki skołowania, wszelkich prób ogarnięcia siebie i swoich pragnień. Nowych, bo skoro kiedyś o nich zapomniał, były niemalże nieznane. Nigdy nie musiał starać się wzbudzić w sobie chęci opieki nad swoim dziwnym przyjacielem. Nigdy nie musiał wzbudzać w sobie strachu o jego zdrowie i życie na siłę. Tylko teraz... czy to naprawdę było potrzebne?
Wyczuwając, że mężczyzna się podnosi, otworzył oczy, ale zaraz znów na chwilę je przymknął, kiedy na usta spadł mu pocałunek. Nie udało mu się pozbyć z twarzy tego niezrozumiałego smutku, który nawiedził i jego. Może nie potrzebnie w ogóle to powiedział? Czy rzeczywiście był w stanie sprawić, że Gregor nigdy więcej nie pomyśli o zakończeniu swojego życia?
Patrząc na niego, minę miał taką... beznamiętną. Właściwie bardzo znajomą, bo Charlie właśnie taką minę miewał w obliczu obcych ludzi. Co prawda jego partner ostatnio nie widywał jej często, a już na pewno nie w podobnej sytuacji. Nawet nie uśmiechnął się na wspomnienie ślimaków i drzewek.
Czy chciał wiedzieć? Nagle zaczął się obawiać... Czyżby właśnie nadchodziło to czego się tak bał? Poza inne oblicze Gregora i okaże się, że jest inaczej niż sądził... a potem co? Trzeba będzie zareagować, ale jak? Czy będzie potrafił?
Zmarszczył brwi jeszcze mocniej w odpowiedzi na gregorową obawę odnośnie opuszczenia domu bez słowa. Gdyby nie chciał, nie przyszedłby. Gdyby nie chciał wiedzieć, nie pytałby. Czy to naprawdę aż tak może wszystko zmienić? Zafrasowanie ustąpiło miejsca zaskoczeniu, kiedy Gregor ot tak... objął go udami, siadając na nim. Dopiero wtedy Charles jakby trochę się rozpogodził.
"Jak mam iść, skoro mnie trzymasz?"
Nie zapytał, choć chciał. Powstrzymał się, bo został poproszony o milczenie, więc... milczał. I słuchał. I patrzył. I myślał. Myśli było dużo, podobnie jak nasuwających się pytań. Charles wiedział, że tak będzie. Powinien zapytać? Czy może lepiej już milczeć?
Kilka informacji było dla niego zaskakujących... Nie miał bowiem pojęcia, że Gregor podobnie jak i on poznał swą biologiczną matkę tak późno. Że miał wypadek... Tak mało o sobie wiedzieli.
Gdy nastała ta dłuższa chwila milczenia miał ochotę wyciągnąć dłonie by go przytulić, ale nie zrobił tego. Czuł zdenerwowanie, znów ściskało go w dołku.
Kiedy Gregor znów podjął, Charles ze słowa na słowo robił się jakby bledszy. Dziwny ból i uczucie, które znał, ale pragnął by tylko nie doszło do głosu, rozwrzeszczało się podłym "a nie mówiłem?"
Charles zdecydowanie nie chciał sobie gratulować dedukcji. Powiązania Włoch z niespełnioną miłością, utraconymi nadziejami... Poczuł niechęć. Do tej wycieczki, do...
Spojrzał Gregorowi w twarz i nie trudno było wyczytać z tej charlesowej, że coś jest bardzo nie tak. Ale... to był impuls. Ból tylko przemknął i zniknął, pozostawiając po sobie zagubienie. Milczał i to milczenie się przedłużało, bo ani nie mógł się podnieść i wyjść, choć tak bardzo chciałby to zrobić, ani nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Obietnica gryzła się z tym, co teraz usłyszał i z całą tą nieszczęsną interpretacją. Och jak bardzo nienawidził teraz siebie i swojej ułomności! Nie potrafił odczytać intencji i przez to nie raz życie zwieszało mu topór nad karkiem, więc dlaczego teraz był tak ufny? Spokojnie... Spokojnie, a może teraz wszystko źle interpretował?
Przycisnął dłonie do twarzy i westchnął głęboko. Przed chwilą mówił Gregorowi, ze jest chory. W tej sytuacji czuł się dużo bardziej chory od niego.
- Przepraszam... - zdołał wydusić, a dźwięk własnego głosu przywrócił mu resztki samokontroli i racjonalnego myślenia. Co za niedorzeczna sytuacja. Musi coś zrobić. Cokolwiek by pozbyć się tego natrętnego bólu i smutku.
Podparł się na łokciu i bez słowa wyjął mu kubek z ręki, stawiając obok na podłodze. Nie pozwolił mu się cofnąć, zrobić czegokolwiek, co kłóciłoby się z tym, co sam Charles miał zamiar zrobić. A Charles chwycił go za ramiona i pociągnął ku sobie. Z zaborczością o jaką sam się nie podejrzewał rozwarł mu wargi językiem i pocałował głęboko, mocno. I nie puszczał, nie pozwolił mu się cofnąć dopóki nie zamienił poczucia zagubienia, bolesnej niepewności na poczucie bezpieczeństwa i pożądanie. Sto razy bardziej wolał te uczucia od tego co go nawiedziło. Błagał w duchu, by tylko się nie mylił działając w taki sposób. By tylko wszystko nie okazało się kolejnym błędem.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Pią Kwi 11, 2014 11:40 pm

Cisza. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale ogarnęła go panika, która szybko zamieniła się w coś bardziej destrukcyjnego niż jakakolwiek niepewność: poczucie, że skoro i tak już jest źle, skoro gdzieś w głębi przewidział, że lepiej nic nie mówić, a jednak powiedział, to po co się przywiązywać, starać? Lepiej bawić się jak tej pory, nawet jeśli chciał zmiany, czegoś choć trochę stabilnego. Jak to mądrzy ludzie nazywali? Pułapka konsekwencji.
Cisza. Nie podniósł wzroku nawet, gdy usłyszał te przeprosiny, których nie rozumiał, gdy został mu zabrany kubek. Po prostu gapił się na puste dłonie i w duchu obiecał sobie, że podniesie się i da im bezpieczny dystans, ewentualnie nawet pozwoli rozejść. Honor Gregorowi zabronił zatrzymywać Charlesa jakimkolwiek rodzajem siły, pomimo tego, coś w środku wyśmiewało dumę i chciało sprostować, chciało wiedzieć, co zrobił źle, poznać skąd taka reakcja, nawet jeśli to oznaczałoby przyznanie się do jakiegoś być może podstawowego błędu.
No, już, już. Wstawaj. Nie. Nie chce. To nie miało być tak. Policzy do trzech i dopiero się podniesie. Raz. Dwa... Przerwał, zupełnie zaskoczony. Otworzył szeroko oczy i przymknął je dopiero po kilku sekundach, gdy zorientował się co mężczyzna zamierza. Momentalnie przeniósł dłonie na jego ramiona i niedelikatnie wpił się palcami. Nie chciał puszczać, nie chciał się odsuwać, wręcz przeciwnie, tylko... Coś ścisnęło go w gardle.
Cisza. Uznał, że z nastrojem Charlesa było aż tak źle, że mężczyzna posunął się do takiego czynu, chcąc za wszelką cenę odwrócić swoją uwagę. Oddał pocałunek, ale dziwnie poczucie odpowiedzialności i chęć bycia szczerym nie pozwoliły mu na poddanie się namiętności. Rozluźnił palce i podniósł dłonie obejmując jego głowę.
- Charles... Charles. Cokolwiek pomyślałeś, jakkolwiek to zabrzmiało, ja nie wiem, nie miałem nic złego na myśli, ja niczego nie żałuję i nie masz za co przepraszać - nie wytrzymał i przy najbliższej okazji wyrzucił szybko, nawet nie otwierając oczu. Potem, niespodziewanie nawet dla siebie odzyskał opanowanie. Opuścił dłonie, odetchnął i sam zapoczątkował pocałunek, tym razem spokojniejszy, jednak mężczyzna na pewno wyczuł w nim jakąś pewność, brak wahania czy nawet poprzedniej nuty sentymentu. Był zadziwiająco obecny w teraźniejszej chwili i miejscu. Cóż, Leammiele starał się postępować jak najbardziej świadomie, nawet jeśli oznaczałoby to zadawanie wielu pozornie niepotrzebnych pytań czy zastanawianie się nad każdą reakcją partnera. To, co powiedzieli sobie zaledwie kilka godzin temu wziął na poważnie i w chwili takiej jak ta, wyraźnie było to po nim widać.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Sob Kwi 12, 2014 12:41 am

Bo w istocie właśnie tak było. Pragnął odwrócić swoją uwagę od niewygodnych wniosków... pochopnych wniosków. Właśnie dlatego sięgnął po linię obrony, której... tak na dobrą sprawę nie znał. Kiedyś nawet nie chciał znać. Właściwie, chciał, ale wiedział, że nie może jej używać. Nie on.
Nie, proszę. Nie dosuwaj się. Jeszcze nie, nie teraz...
Gdy Gregor spojrzał mu w twarz, oddychał przez otwarte usta. Nie był tak zagubiony i niepewny nawet jak się kochali, jak pierwszy raz uprawiał seks z mężczyzną. Wtedy prowadziło go pożądanie, teraz został sam, rzucony na pastwę niezrozumiałych uczuć. Przez swój wygląd, przez czas... wyglądał żałośnie. Czuł, ze tak wygląda. A nie tak miało być. To on miał być tu tym silnym. Miał być oparciem dla Gregora, podporą myślącą racjonalnie. Cały upór i wszystko co do tej pory zbudował, zawaliło się, pękło i posypało. Patrzył na Gregora, choć go nie widział. Za bardzo przerażała go pustka, której nie mógł ogarnąć. Co się właściwie stało? Czy nie przysiągł sobie, że nigdy więcej nie będzie grał na swoich uczuciach? Że się ich wyzbędzie? Dlaczego więc teraz pokazywał się od tej najdelikatniejszej, najbardziej marnej strony? Dlaczego ledwie widmo krzywdy czy poczucia porażki wstrząsnęło nim do tego stopnia? Dlaczego tak szybko wysunął tak destrukcyjny wniosek?
Kiedy Gregor pocałował go drugi raz, Charles ledwie musnął jego usta.
- Poczekaj... - wyszeptał odsuwając się, ale tylko na tyle by wargi się nie stykały. Zamknął oczy chłonąc gregorowy oddech. - Przepraszam. Mam za co. Choćby za to zachowanie teraz... Muszę sobie to ułożyć.
Objął go, przytulił. Schował twarz w jego ramię. Milczał przez chwilę. Długą chwilę w której powoli odzyskiwał równowagę. Względną równowagę. Przywołał myśli o obowiązkach, świadomość późnej godziny, plan jutrzejszego dnia i zrobiło mu się odrobinę lżej... ale nim stąd wyjdzie, miał jeszcze do ogarnięcia właśnie tę sprawę, którą teraz trzymał w ramionach.
- Źle. Wszystko źle. Robię odwrotnie niż zawsze. Gregor, to nie jest dobrze. - W głosie pobrzmiewała nuta obawy. - Najpierw myślę, potem mówię, a potem działam. Nie chcę żeby było inaczej. Jak jest inaczej, gubię się.
Gdy mówił, zdawał się uspokajać, ale wciąż nie na tyle by niewygodna pozycja mu przeszkadzała. Teraz liczyła się bliskość, jakaś część tego szaleństwa, która była stała.
- Wytłumaczę Ci. Już jest dobrze... Gdybym wiedział, że Włochy kojarzą ci się z tym mężczyzną... - zamilkł, bo jak obuchem oberwał niezwykle racjonalną myślą. Gdyby wcześniej dowiedział się o Włoszech, o całej tej historii... Czy nie chciałby jechać? Czy czułby to wszystko? Och nie! To wprowadzało tylko większy zamęt. Trzeba prościej... dużo prościej...
- Bzdura Gregor. Bzdura. Od początku. - Obrócił nieco głowę, tak że teraz ciepłym, przyspieszonym strachem oddechem owiewał jego szyję. Nie zwrócił uwagi na własną niedokończoną myśl, najwyraźniej będąc zbyt roztargnionym. - Nie chcę być zastępstwem. Nie chcę żeby widziano go we Włoszech, bo Rzym jest nasz. I miał kojarzyć się dobrze. Jest mi bardzo źle, bo chciałeś się zabić z jego powodu. Nie wiem kim jest, ale... nienawidzę go.
Wyrzucał z siebie słowa, a kiedy dobrnął do końca, odetchnął jakby zrzucił niewyobrażalny ciężar. Od tego powinien zacząć. Najpierw mówić. Lepiej mówić, nawet jeśli się nie rozumie, niż działać wedle myśli, których nie rozumieją inni. Dłonie, które cały czas obejmowały Gregora na chwilę się zacisnęły. Nie zdawał sobie sprawy, ze to co powiedział i w jaki sposób powiedział brzmiało infantylnie. Gregor być może wcześniej nie odczuł tego bardzo mocno, ale kiedy Charles już mówił o swoich uczuciach, mówił o nich prosto. Były pozbawione tej delikatnej otoczki jaką zwykle nadają im... zdrowi ludzie.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Sob Kwi 12, 2014 1:53 am

Tym razem to on zgubił się w sytuacji. Nie wiedział już, czy to była wina jego gapiostwa, braku odrobiny domyślności i rzeczywiście powiedział coś, co mogło go urazić, czy Charles sam z siebie wywnioskował coś destrukcyjnego. Jednak nadal zachowywał spokój. Ba! Odzyskiwał coraz większą równowagę.
Dał mężczyźnie czas, nie odzywał się, jedynie przeniósł jedną dłoń na jego plecy dla odrobiny podparcia, drugą zacisnął na ramieniu, oszczędnym gestem dając znać, że tu jest, czeka i nigdzie mu się nie spieszy. Aha! Więc o to chodzi! Gwałtownie pokręcił głową i wziął głęboki wdech, jednak nic nie powiedział. Im dłużej go słuchał, tym mocniej zaciskał zęby.
- Nie pozwolę, by znów namieszał w moim życiu... Już nie tylko w moim - rzucił tak zdecydowanie, a zarazem sucho, że można było się go przestraszyć, sam dla siebie zabrzmiał obco. Przełknął ślinę, nieświadomie wyrażając już nie tylko pewność, ale i jakiś rodzaj irytacji. - To było dwa długie lata temu. Ja to pamiętam i pamiętać będę, ale Rzym jest nasz. Wtedy nie pojechałem za nim i nie pojechałem za nim teraz. Teraz pojechałem z tobą zobaczyć sad. - Również obrócił głowę w jego kierunku i przez chwilę przyciskał usta do skroni przyjaciela, uspokajając emocje. Gdy znów podjął, ściszył głos. - Ty możesz go nienawidzić, ale to na darmo, bo dla mnie jego osoba jest obojętna. Już obojętne, czy żyje czy nie. Nie pozwoliłbym mu wrócić nawet, gdyby teraz ciebie tutaj nie było, gdybym ten weekend przesiedział sam nad książkami i winem, i nie miałem nic innego namyśli. Kazałeś powiedzieć co z tą wiosną. - Zrobił pauzę, by jego słowa mogły łatwiej i dobitniej dotrzeć do Charlesa. - Włochy kojarzą mi się z Tybrem, piciem na schodach, twoim smakiem i zapachem, ze wspólnym prysznicem, z wierszami i z pomarańczami. Nasz Rzym, jasne? Teraz jestem tu z tobą, nie uganiam się za nikim innym. Powiedziałem, że nie będę. Tu jest nasz mój dom i nasze moje poddasze.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Sob Kwi 12, 2014 2:22 pm

Zazdrość. Jakie to brzydkie i godne pożałowania uczucie. Tak przynajmniej się o nim mówi. Charles miał niewiele okazji do okazywania zazdrości i gdyby się nad tym zastanowił, to taką prawdziwą zazdrość odczuwał ledwie kilka razy w życiu. Zawsze zbyt mocno i zbyt destrukcyjnie. To co teraz odczuwał chyba było jakąś jej formą. Właściwie nie chciał tego nazywać. Określać, łapć w ramy. Mógł robić tak ze wszystkimi pozytywnymi uczuciami, ale te negatywne, te które go przerażały chciał odsunąć, rozproszyć...
Prócz zazdrości, która uspokojona przez pewność gregorowych słów w końcu uciszyła się niemal zupełnie, tkwiło jeszcze w Charlesie poczucie wstydu. Słabości i zagubienia w obliczu wypowiedzianych przez siebie słów. Z jednej strony bardzo nie chciał przyznawać się do wszystkiego co czuje, uznając to za tak skrajnie żenujące, że ciężko byłoby później spojrzeć Gregorowi w twarz. Z drugiej jednak, jeśli będzie się przed tym bronił w formie, którą stworzyli, w tym... związku, czy da radę wytrwać miesiące? Lata? Bez okazywania tego, co czuje?
Jeszcze raz zastanowił się nad tym, czy człowiek, którego ciepło teraz czuje, jest odpowiednim. Jeszcze raz wyodrębnił wszystkie za i przeciw. Jeszcze raz mocniej odetchnął jego zapachem.
Gregor przywoływał wspomnienia Rzymu, które w pamięci Charlesa kwitły żywymi barwami. I już nie wiedział co jest właściwe, nie potrafił się do niczego ustosunkować. Potrafił jedynie chwycić się tego ciepła i nie myśleć. Kochał go, tak? Sam to powiedział, choć to takie sztampowe. Ale ufał mu, a skoro mu ufał, powinien przestać działać zachowawczo. Przecież mógł. Ile razy jeszcze powinien to sobie powtórzyć?
- Tak, rozumiem. - Odparł w końcu i wreszcie pozycja zaczęła mu przeszkadzać. Wróciły bodźce z zewnątrz. Ciemność niemal zupełnie wypełniła poddasze. Kontury pomieszczenia zaczęły się rozmywać, a na ciemniejącym niebie pojawiła się pierwsza gwiazda.
Wypuścił mężczyznę z objęć i podparł się dłońmi o podłogę. Nie położył się, spojrzał na Gregora, ale ciężko było mu wytrzymać spojrzenie złotych oczu, więc utkwił wzrok gdzieś w kołnierzu czarnej koszuli. Zabawne. Odwracał wzrok, on, który zwykle bezczelnie patrzył ludziom w oczy. Wielki dyrektor korporacji, wielki poważny pan Giffiths.
- Mało o sobie wiemy. Nasza wiedza przeczy teorii przyjaźni. Nie boisz się, że jak dowiesz się o mnie więcej, przestaniesz... - zmarszczył brwi, skrzywił się i powrócił spojrzeniem na twarz mężczyzny. Nie potrafił znaleźć odpowiedniego słowa. Żadne nie było odpowiednie, ale wydusił w końcu takie, które było najbliższe jego poglądowi. - ...mnie lubić? W ogóle nie wiem jak możesz mnie lubić. I śmiem sądzić, że naprawdę nie wiesz w co się pakujesz. Mogę powiedzieć ci, że chcę się tobą opiekować. Chcę być blisko ciebie, ale nie wiem czy nie będzie odwrotnie. W takich aspektach to bardziej ja potrzebuje opieki. Powinienem powiedzieć ci to wszystko wcześniej, ale nie przywykłem do odbywania takich rozmów. Mówienie w prost o tym czego chcę, zwykle wiąże się z zażenowaniem. Nie wiem co jest właściwe...
Westchnął głęboko, ale nie miał zamiaru milknąć. Jeśli miał coś zbudować, jeśli i tak już się zaangażował, trzeba powiedzieć wszystko. I niech los zdecyduje, czy zasłużył na to by kiedykolwiek jeszcze z kimś dzielić życie.
- Ty byłeś rok z mężczyzną, ja byłem rok z kobietą. Ten rok nie nauczył mnie wiele. Później, ani wcześniej nie było nikogo, aż do teraz. To dużo czasu. Poza tym... nigdy nie pociągali mnie mężczyźni. Więc pod tym względem kompletnie nie mam obycia. Zdecydowaliśmy się na to pod wpływem impulsu. Oczywiście nie twierdze, że nigdy nie zależało mi na tobie, ale też nigdy nie patrzyłem na ciebie w taki sposób. To nadal jest obce. Choć teraz muszę mierzyć się jeszcze z uczuciem chęci przytulania, dotykania cię. - Gdy to mówił sięgnął do jego dłoni na której zdawał skupiać całą uwagę. Ledwie dotknął jego skóry opuszkami palców, a uśmiechnął się gorzko. - To jest obce jeszcze bardziej. Tak naprawdę sądzę, że powinienem wrócić do domu i odpocząć. Nabrać dystansu, wszystko przemyśleć kilka razy tak, aż zrozumiem każdy dziwaczny odruch i uczucie. Tak. Sądzę, że tak byłoby najlepiej, ale tę myśl wypiera chęć zostania tu... I znów się gubię.
Ostatnie słowa mówił już niemal niesłyszalnie. Dotyk jego dłoni nie zniknął. Przesuwał palcami po pokrytej bliznami skórze dłoni Gregora i było w tym dotyku więcej erotyzmu niż w żarliwym pocałunku czy pozycji jakiej siedzieli. Wsunął palce pod mankiet jogo koszuli muskając opuszkami wrażliwy nadgarstek i nasadę dłoni. Zamilkł, bo powiedział chyba wystarczająco, choć przekonany był, że im więcej będzie mówił, tym więcej obaw i pytań się narodzi.


_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   Sob Kwi 12, 2014 4:25 pm

Ta chwila milczenia wystarczyła, by poukładał sobie w głowie to, czego naprawdę chciał, wyłapał pojedyncze obawy, myśli, teorie i pragnienia rozpryśnięte po zakamarkach jego umysłu i żerujące na tej typowej, gregorowej chaotyczności. Chciał teraz być możliwie najbardziej spokojny, logiczny, powściągliwy, bo to pomagało mu w zachowaniu trzeźwości, której teraz tak bardzo potrzebował.
Westchnął, przymknął oczy. Na wprost. Ściana. Malwy. Zielone łodygi. Najwyższa metr sześćdziesiąt trzy. Najwyższy kwiat. Płatek po prawej stronie. Czerwony. Siedzi na nim mały żuk. Szary. Na skrzydłach ma labirynt. Trzynaście alejek poziomych. Osiem pionowych. Kilka półokrągłych zakrętów. W prawo i w lewo. Jak go przejść nie miażdżąc żuka?
Otworzył oczy dopiero, gdy Charles zawiesił głos. Przestanę? Znów musiał poukładać sobie w głowie to, co usłyszał. Pierwszą myślą była ta, że mężczyzna chce mu powiedzieć, że właśnie się rozmyślił. Weekend się skończył, a jemu nie po drodze jest 'opiekowanie się'. W końcu są dorośli, przynajmniej za takich uchodzili. Charles na pewno nie ma czasu na kontakt z tak nieekonomiczną i nieporęczną istotą, jaką był Gregor. Chorą. To go zabolało. W tej chwili miał ochotę odsunąć go od siebie i odejść, pójść gdzieś, wyjechać.
Tylko czy Charliemu naprawdę o to chodziło? Sporo wysiłku i opanowania go kosztowało, by dać dojść do głosu drugiej myśli. Może nie ma w jego słowach drugiego dna i naprawdę mu zależy, tylko nie wie co chce zrobić? A co sam Leammiele chciał? Za wszelką cenę starał się zagłuszyć echo tego, o czym myślał przed chwilą.
Obiektywność, hm? A gorzka kawa, to kawa prawdziwa, co?
Charles niechcący pomógł mu w odsunięciu czarnych myśli. Gregor spojrzał na swoją dłoń, jakby nie wierząc, że dotyk, który czuje jest prawdziwy, i uniósł ją lekko rozchylając palce. Prostym gestem dał mu znać, że może to robić, chociaż sam starał się nie skupiać na bodźcach fizycznych. Odetchnął głęboko, wolno wypuszczając powietrze. Znów na niego patrzył. Wypowiadał zdania wolno, mówiąc i jednocześnie myśląc nad tym, co chce powiedzieć za chwilę.
- Boję się, że ty przestaniesz. Że już przestałeś. Nie boję się o siebie. Nie wiem, w co się pakuję. Ale żaden z nas nie wie i nigdy nie będzie wiedział, dopóki nie spróbuje. Większość ludzi zmienia się dynamicznie przez codzienność i nie wierzę, by dało się poznać kogoś do końca. I wiesz co? - Pochylił się, odrobinę zmniejszając dystans między nimi. - Musi być odwrotnie. Musi być i tak i tak. Inaczej to nie będzie działać. - Chwycił jego dłoń i odciągnął od swojej, potem puścił, jednocześnie unosząc się i klękając obok mężczyzny. Jedyne, co ich teraz łączyło, to spojrzenie, które w przypadku Gregora było niemal namacalnie intensywne. - Charles, ja mogę poczekać. Boję się tylko, że jeśli teraz pójdziesz, to naprawdę nabierzesz dystansu. DYSTANSU. Rozumiesz to słowo? Dystans, Charles, dystans...! - Wyszeptał pełnym emocji i dynamiki głosem. - Przemyślisz. - Cmoknął i przewrócił oczami. - I co? Wystukasz hasło w Wikipedii? Stwierdzisz, że to reakcja chemiczna jak każda czy wciśniesz to do kalendarza, wyznaczysz godziny? We wtorki i czwartki, od piętnastej do piętnastej czterdzieści pięć. Wszelkie wnioski poza tym terminem zgłaszać do sekretarki... Ja tak nie chcę, Charles! Nie chcę dystansu! - mówił podniesionym głosem. Znów stracił wcześniejszy spokój na rzecz emocji, jednak szybko się zmitygował. Na chwilę spuścił wzrok i gdy znów na niego spojrzał, udało mu się pozbyć wcześniejszego niebezpiecznego błysku rozgorączkowania. - Ja poczekam, wbrew pozorom jestem cierpliwy. Naprawdę. Jeśli wiem, że mam na kogo czekać. Po prostu nie chcę, byś żałował czy żebyśmy się ze sobą męczyli, bo to będzie jeszcze gorsze... Określ czego chcesz, Charles... - dokończył naprawdę cicho. Nagle jakby opadł z sił. Zgarbił się i zasłonił dłonią twarz, wplatając czubki palców we włosy.
Chabry. Poniżej malw. Trzydzieści dwa centymetry. Niesymetryczne płatki. Niesymetryczne płatki...

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Leammiele'a   

Powrót do góry Go down
 
Dom Leammiele'a
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Domki jednorodzinne-
Skocz do: