IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Brixton

Go down 
AutorWiadomość
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Brixton   Sob Lut 01, 2014 8:42 pm

Brixton, dzielnica w południowo-zachodnim Londynie ma za sobą historię, bardziej mroczną niż chlubną. Niegdyś najbardziej niebezpieczne miejsce w Londynie, ale od kilku lat przechodzi transformację. W latach 40-tych i 50-tych XX wieku  emigranci głównie z Zachodnich Indii zaczęli osiedlać się w okolicach Brixton. Napływ różnorodnych kultur wniósł życie i atmosferę w rozsypujące się i zaniedbane okolice Londynu. Nowi mieszkańcy przekształcili SW9 w kulturowy tygiel przywożąc karaibskie brzmienie, styl, klimat i smak.
Różnorodność, barwność, niechlujność, rozboje, klubowe życie, egzotyczność, przestępczość, multikultorowość – wszystkie te określenia pomimo swojej eklektyczności idealnie pasują do opisu Brixton - dzielnicy o niechlubnej sławie.



*********


Dzielnica Brixton, wieczorową porą jak zawsze tętniła życiem. Choć od ostatnich lat zwiększono tutaj ilość policyjnych patroli, nadal pozostawała pod panowaniem tej samej, zła sławy co zawsze. Nawet jeśli w przeciągu miesiąca nie doszło do niczego więcej ponad kilka, mniejszych kradzieży.
Zapuszczali się tutaj ludzie szukający wrażeń, najczęściej młodzi i chcący zasmakować odrobiny ryzyka. Lee niestety nie miał tej przyjemności. Nie jemu tego dnia, dane było wybrać się do dobrego, pachnącym cygarem, ginem i starym pergaminem pubu, w którym być może jeszcze zdążyłby znaleźć sobie towarzystwo na noc, tudzież dwie. Nie. Zamiast tego, czekały go zgoła inne wrażenia. A zaczęło się od typowo niewielkiego zlecenia. Robota miała nie zająć więcej niż pół godziny spacerkiem z jednego miejsca w drugie. Ot całkiem luźna przechadzka po mieście, z ukrytą pod połami bluzy paczuszką wątpliwego pochodzenia. "Żadnego, większego ryzyka" - mówili. I tak to jest kurwa, wierzyć ludziom na słowo...
Co prawda, to pierwszy raz kiedy jego zaufany zleceniodawca pomylił się do tego stopnia, więc chyba nic dziwnego, że mimo wszystko czuł się cholernie zaskoczony. Nie minęło nawet dziesięć minut od momentu odebrania drobiazgu, a tu już z najbliższej, przyciemnionej uliczki na rogu, wyskakują mu faceci z nożami! Pakunek dostarczył, a jakże! Całe szczęście, miał go jedynie wrzucić do jednego z kontenerów między mieszkalnymi kamieniczkami. Tylko co z tego, kiedy "ogon" w dalszym ciągu miał za sobą? Co gorsza, wszyscy czterej, nieznani mu mężczyźni, wydawali się naprawdę nieźli w swoim fachu. Byli szybcy i wytrzymali, a na domiar złego wyraźnie dobrze znali topografię miasta. A już rozdzielając się i widocznie dogrywając, być może za sprawą telefonów, i próbując go bez przerwy zagonić w jakiś kozi róg, bezczelnie wciąż i wciąż utrudniali mu ucieczkę. Musiał przyznać, że minęło sporo czasu odkąd po raz ostatni tyle się nabiegał i naprzeciskał przez co większe tłumi, ot choćby ludzi stojących chmarą przed wejściem do jakiegoś nocnego klubu. Mimo zdecydowanej przewagi przeciwników, udało mu się jakimś cudem zgubić ich na chwilę i zyskać tym samym na czasie. Widział, że znowu biegli kupą. Dobrze. Specjalnie obrał kierunek w którym nie dało nadgonić przeskokami przez kilka, różnych uliczek.
Wreszcie znalazł się w odpowiedniej pozycji. Dobrze. Miał już odrobinę dość tej zabawy. Najwyższa pora się ulotnić.
Rozwiązanie swego problemu pojawiło się w chwilę później jak na zawołanie. Tuż za kolejnym rogiem budynku.
W pewnej odległości od siebie, dostrzegł wychodzącego z jakiejś ciemniejszej uliczki chłopaka. Najpewniej nastolatka. Nie miał czasu aby zagłębiać się w szczegóły. Na odcinku drogi na jakiej się znalazł, nie było zbyt wielu ludzi. Tym lepiej dla niego. Czas zaryzykować.
Uśmiechając się do siebie, dobiegł do młodzika, po drodze zrzucając z siebie bluzę z naciągniętym do tej pory na głowę kapturem i cisnął nią w stronę uliczki z której ten wychodził. W dosłownie sekundę później, już złapał go za ramię i pociągnął gwałtownie do tyłu, z powrotem w cień zaułka. Tak właściwie, w ogóle nie miał okazji przyjrzeć się dokładniej jego twarzy. I zdaje się, że niespecjalnie mu na tym zależało. Potrzebował kogoś, komo mógł wykorzystać. Byle kto by się nadał. Choćby kobieta, jakkolwiek wielki niesmak musiałby później czuć. Tymczasem poszczęściło mu się na tyle, aby dostać w łapska przedstawiciela płci męskiej. O ironio... Jeszcze rok wstecz wykrzywiłby się jeno z obrzydzeniem. Nie dając biedakowi tą czy inną drogą czasu na skojarzenie tego co się dzieje, od razu pchnął i przyparł jego ciało niedelikatnie do kamiennej ściany, a zaraz potem... Bezceremonialnie pochylił i wymusił na nim pocałunek.
Przez cały czas pozostawał przy tym skupiony i czujny, przysłuchując się otoczeniu. Odgłos kilku par zbliżających się w pospiechu kroków, stawał się coraz bardziej wyraźny. Odruchowo zacisnął palce mocniej oraz bardziej stanowczo na ramieniu przytrzymywanego chłopaka.
Serce łomotało mu w klatce piersiowej z ekscytacji. Nie pocałunkiem. Raczej pytaniem: "Czy się uda?". Odpowiedź uzyskał stosunkowo szybko. Kolejne bowiem odgłosy powiadomiły go-... Że właśnie wygrał kolejną, życiową rozgrywkę. Zaczęli się oddalać, a on wreszcie mógł oderwać się od swej ofiary i pozwolić jej odetchną. Sam był lekko zdyszany, bo i przecież świeżo po dość długim maratonie. Odchylając się nieco do tyłu, jeszcze raz nadstawił ucha. Ah, co za kretyni. Taki stary numer, a oni wciąż się na niego nabierali.
- Hmpf. - prychnął pod nosem z uśmieszkiem satysfakcji. Koniec końców, pozostało tylko uświadomić przypadkowego towarzysza, że najlepiej będzie jeśli zapomni o wszystkim i dalej będzie cieszył się życiem. Poradzi aby poderwał sobie jakąś laskę, przespał się z nią, a zmartwieniom i nieprzyjemnym wspomnieniom z ich przygodnego pocałunku pozwolił odpłynąć w niebyt. Jakież było jego zdziwienie, kiedy oczom ukazała się nazbyt znana facjata ucznia...


Ostatnio zmieniony przez Lee dnia Nie Lut 02, 2014 1:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 21
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Brixton   Nie Lut 02, 2014 12:54 am

Po wyjściu ze szkoły postanowiłem sie przejść jak zawsze Musiałem ochłonąć po rozmowie z Dio. Ostro przesadził i można powiedzieć, że mnie porządnie zranił. Mam nauczkę za ufanie nadmiernie ludziom nawet jeśli są pokrzywdzonymi tak jak ja.
Wszedłem w jedną z uliczek wpatrując się w ziemię gdy nagle usłyszałem jakieś krzyki. Widziałem kilku mężczyzn, którzy widocznie czegoś lub kogoś szukali, ale po co miałem się wtrącać? Wszystko było by dobrze gdyby nie jeden z nich zaczął wytykać mnie palcami. Wiedziałem, ze mnie znają, bo po bliższym zastanowieniu się ja również ich znałem. To jednemu z nich spuściłem łomot w klubie gdy próbował przelecieć jakąś nieletnią dziewczynę. Nie lubiłem gwałcicieli, a szczególnie tych, którzy wyglądali jakby ryjem po ścianie jeździli.
Spojrzałem na nich nieco znudzony i ruszyłem dalej przed siebie. Oni chyba jednak zaczęli podążać za mną jednak szans nie mieli bo wszedłem do jednej z kamienic by potem wyjść w ciemnej uliczce tylnimi drzwiami. nie wierzyłem, ze dorośli ludzie dali się tak bardzo nabrać i może jeszcze stoją przed kamienicą czekając aż wyjdę? To się nazywa być debilem.
Uśmiechnąłem się sam do siebie po czym ruszyłem w kierunku jednych z głównych ulic. Nie śpieszyło mi się nigdzie. Miałem nadzieję, że dzisiejszy dzień zakończy się już bez żadnych dziwnych przeżyć. Och jak bardzo się myliłem...
wyszedłem spokojnie na chodnik oświetlonej ulicy gdy tu nagle ni stąd ni zowąd pojawił sie jakiś mężczyzna. Zaciągnął mnie znów w cień i przyparł do ściany. Kompletnie nie wiedziałem co się dzieje. Już miałem go od uderzyć gdy nagle zostałem pocałowany... Otworzyłem szeroko oczy w szoku czując jak usta nieznajomego mężczyzny pieszczą moje. Nawet nie zauważyłem jak zacisnął mocniej palce na moim ramieniu. Kątem oka zauważyłem jakiś typków, którymi się jednak nie przejąłem zbytnio. W głębi jednak skakałem z radości, że to nie był mój pierwszy pocałunek, bo bym chyba zamordował tego mężczyznę teraz zaraz natychmiast!
Przymknąłem powieki gdy się odsunął. nie chciałem ich otwierając, ale za to zasłoniłem jedną dłonią swoje usta. Rumieniec nie znikał z moich policzków, ba on się chyba nawet powiększył. Powoli otworzyłem jedno oko, ale i drugie zaraz po tym gdy zlustrowałem uważnie mężczyznę...
-Что...черт возьми ты делаешь...?!(Chto, chert voz'mi ty delayesh - co znaczy "Co pan do cholery wyprawia) - Krzyknąłem po rusku nawet nie zdając sobie sprawy, że nie mówię po angielsku. Byłem zbyt zdenerwowany by cokolwiek móc wymyślić po angielsku. Po chwili jednak wyraz jego twarzy mi uświadomił, ze zupełnie nie rozumie o co mi chodzi. Uspokoiłem się nieco i biorąc głęboki wdech poprawiłem się po angielsku. - C-Co pan wyprawia? -Mruknąłem patrząc na niego dalej zarumieniony.
To miał być spokojny wieczór, a tu nagle nauczyciel wyskakuje zza rogu i mnie całuje...
Przyjrzałem mu się jeszcze raz po czym bezwstydnie pociągnąłem go za bluzę by się zniżył tak bym mógł mu swobodnie patrzeć w oczy.
-Lepiej żeby to było sensowne wytłumaczenie, bo nie ręczę za siebie nawet jeżeli Pana lubię, Panie Lee. -Wycedziłem przez zęby. Byłem w tej chwili zarumieniony, zezłoszczony i ostro zirytowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Brixton   Nie Lut 02, 2014 1:29 pm

Beznadzieja... Taka wpadka i to w jego wykonaniu? Cholera-... Cholera!
Jakby wystarczająco źle nie było gdy okazało się, że pocałował własnego ucznia, to na domiar złego, ze wszystkich możliwych opcji, ślepy los zdecydował się podesłać mu akurat Mishe. Jedno z nielicznych, bardziej lubianych przez niego studentów, o czym świadczy już choćby sam fakt, że zdołał zapamiętać jego imię. Zazwyczaj ograniczał się do nazwisk, nawet wśród swoich młodych pupilków. Lubił dzieciaka. Miał nie tylko niezły charakterek, ale też chęci idące w parze z możliwościami. Nie usiłował na siłę osiągać czegoś, co od początku było poza jego zasięgiem, co często drażniło Adamę u tych bardziej ambitnych. Nie tylko dobrze sobie radził na jego wiodącym przedmiocie z zoologii, lecz również prowadzonych dodatkowo z samoobrony. Zawsze uczęszczał na nie regularnie i wydawał się traktować tak samo poważnie. Szczerze powiedziawszy, Lee nie przypuszczał, że będzie sobie na nich radził podobnie dobrze. Nie wyglądał na kogoś, kto umie przywalić i tu go przede wszystkim zaskoczył. Mile, nie oszukujmy się. Szybko załapał, że nie siła, a metoda i umiejętność odpowiedniego jej wykorzystania, tworzą dopiero prawdziwie groźna broń.
W walce tryskał znaczną pewnością siebie. Rzadko się wahał, a dzięki temu rzadko też zdarzało się by podczas treningów popełniał większe błędy. Mógł zatem powiedzieć wprost - lubił takie miłe niespodzianki jak on. Ten rodzaj uczniów, stanowiący niestety mały procent szkolnej całości, na swój specyficzny sposób obdarzał pewną doza szacunku. Zwłaszcza, kiedy nie próbują mu niepotrzebnie nadskakiwać. Ładowanie w Mishę starań i wysiłku, po prostu musiało się opłacić. Był tego pewien... Przynajmniej do tego nieszczęsnego incydentu, który łatwo mógł zniszczyć ich dobre relacje. Źle. Było źle. I to bardzo źle. Wręcz kuresko kiepsko!
W pierwszej chwili, tylko wpatrywał się w młodą twarz z lekko jeszcze uchylonymi w wyrazie mieszaniny dezorientacji i zakłopotania, ustami. Aż nazbyt dobrze widział narastające u niego połączenie zmieszania, wstydu i złości. Gdyby nie powaga sytuacji, pewnie stwierdziłby, że w ten sposób wygląda całkiem uroczo. Zamiast tego, skupił się na kierowanych do niego słowach, choć dopóki chłopak znowu nie przeszedł do angielskiego, nie był w stanie wiele z nich wywnioskować.
Nawet nie zareagował agresywnie kiedy został szarpnięty. Zbytnio skupił się na próbie znalezienia w miarę dogodnego wyjścia z zaistnienia kłopotliwej sytuacji.
Tylko usta wykrzywiły się machinalnie w pełnym niezadowolenia grymasie. Jakby w ogóle wiedział jak to wytłumaczyć. Ah, cholera z tym. Coś się wymyśli. Nie pora jednak teraz na to. Grzbiet też zaczynał go już konkretnie piec i pobolewać w jednym miejscy przez pozycję, jaką wymusił na nim siedemnastolatek.
Powoli, ale stanowczo uniósł ręce i uchwycił go w nadgarstkach.
- Pochlebiasz mi, ale widzisz... To nie jest najwłaściwszy moment. - westchnął ciężko. - Żebym akurat musiał wpaść na ucznia... - mruknął pod nosem z nuta irytacji i odchylił głowę nieco w lewo, zerkając z ukrywaną niepewnością w stronę wyjścia z uliczki.
Tracił czas. ... Obaj tracili. W takim wypadku przecież nie może pozostawić dzieciaka samego sobie. Nie w tym miejscu. Ciągle było jeszcze zbyt niebezpiecznie. Wydaje się zresztą, że póki mógł z nim porozmawiać w jakimś spokojnym miejscu, wszystko da się załatwić bez większego problemu. Czasu nie cofnie, ale jeśli przekona go, że nie miał w zamiarze go molestować ni nic podobnego-... Może jeszcze nie było za późno.
- To nie najlepsze miejsce na tłumaczenia. Słuchaj, możesz mieć co do mnie na chwilę obecną wątpliwości i ograniczone zaufanie, ale obiecuję to wyjaśnić jak najbardziej klarownie. Na razie jednak, obaj wpadniemy w nie lada kłopoty jeśli zostaniemy tu choćby chwilę dłużej. - siłą zmusił go do cofnięcia rąk, powracając do stałego utrzymywania z nim kontaktu wzrokowego. Brązowo-szare ślipia pobłyskiwały lekko pomimo niewielkiej ilości dochodzącej z głównej ulicy światła. Był poważny. Nawet bardzo. Komplikowanie nie wchodziło w grę. Nie zamierzał odpowiadać za wpakowanie go w kłopoty, a coś czuł, że byłyby one nieliche.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 21
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Brixton   Nie Lut 02, 2014 2:48 pm

Nic dodać nic ująć. Wściekłość szybko odeszła jak tylko wziąłem kilka głębokich oddechów i się już uspokoiłem tak całkowicie. Nie myślałem nawet o molestowaniu czy coś, bo umiałem się bronic nawet jeśli miałbym się bronić przed osobą, które mnie większości nauczyła. Byłem mu bardzo wdzięczny, no ale żeby od razu całować?!
Zlustrowałem go mroźnym wzrokiem dokładnie marszcząc brwi. Coś mi nie pasowało. Dostrzegłem w jego oczach nutkę bólu. Może był ranny? Jeśli tak to momentalnie wybaczyłbym mu wszystko i pomógł. Skoro jest w opałach, bo bynajmniej tak wywnioskowałem z jego wypowiedzi to powinienem mu jakoś pomóc. Przecież byliśmy bardziej jak przyjaciele niż relacje jedynie uczeń - nauczyciel. Byliśmy można to powiedzieć partnerami po fachu, bo i ja i on skrywaliśmy mroczne tajemnice, prawda? Ja nie raz pakowałem się w podobne sytuacje więc dokładnie go rozumiałem.
Odetchnąłem tylko wpatrując się w jego poważne oczy i oblizałem usta, które przez ostry wiatr świszczący pomiędzy bocznymi uliczkami zdarzył wysuszyć. Takie skutki właśnie ma całowanie się z kimś na wietrze. Gy tylko przypomniałem sobie o tym pocałunku spuściłem wzrok klnąc na siebie w myślach, bo muszę przyznać, że podobała mi się taka natarczywość ze strony innych osób jeśli chodzi o tego typu sprawy.
Westchnąłem ponownie i chwyciłem mężczyznę za nadgarstek kierując się w głąb ciemnej uliczki. Tamci mężczyźni pobiegli główną drogą więc jeśli będziemy przemykali się zaułkami nic nam nie powinno być. Szybkim krokiem ruszyłem w drugą stronę oczywiście trzymając nauczyciela za nadgarstek.
-Mieszka pan tutaj niedaleko prawda? - Zapytałem dla pewności idąc dalej uliczką. Było tu naprawdę ciemno wiec pod nogi uważać obowiązkowo trzeba. Brakowało mi jeszcze wyjebać sie w śmieci!
-Jest pan ranny? -Zapytałem po chwili przystając i w mroku patrząc mu w oczy. Jakoś tak ładnie ona wyglądały w tym mroku. miały w sobie to "coś' co przyciągało spojrzenia. Moje oczy raczej były całkowicie normalne i nie było w nich niczego szczególnego. Ludzi najbardziej przyciągał do mnie mój wygląd, a mianowicie beret, z którym praktycznie się nie rozstawałem i nie zamierzałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 30

PisanieTemat: Re: Brixton   Nie Lut 02, 2014 5:19 pm

Z pewnością dla każdego z nich z osobna, ich relacje wyglądały trochę inaczej. Owszem, pan Adama zachowywał się w stosunku do młodego Secret'a stosunkowo luźno. Być może bardziej niż należało. Ich rozmowy w cztery oczy potrafiły przybrać tor typowo kumpelski, jak gdyby rozmawiała ze sobą faktycznie dwójka przyjaciół, nie zaś uczeń i jego nauczyciel, jakkolwiek ten drugi bardzo się pilnował aby nie przesadzić z zażyłością. Zwłaszcza w granicach murów placówki edukacyjnej w której przecież pracował. Poza nią? Cóż. To już osobne życie i z pewnością mógł pozwolić sobie na to czy tamto. Naturalnie, w dalszym ciągu pozostając wiernym pewnym zasadom. Tą czy inną drogą, przynajmniej na chwilę obecną nie musiał zgrywać się na prawego obywatela i PRAWIE wzorowego nauczyciela. Ekhm, a jednak niezależnie od tego na jak wiele potrafił sobie pozwolić, całowanie było odrobinę-... Po prostu powinien się tego wystrzegać. Nawet jeśli siedemnastolatek był całkiem-... STOP! Myślenie w tę stronę przysporzy im kolejnych kłopotów! Misha to Misha, a on to on. To że lubił młodszych i na dodatek przebierał wśród przedstawicieli tej samej płci, nie znaczyło zaraz, że wolno mu romansować z uczniami.
Kliknął językiem słyszalnie i już miał go ponaglić, kiedy tamten sam zdecydował się przejąć pałeczkę. Unosząc brew nieco ku górze, nie protestował mimo iż stanowiło to coś niecodziennego. Jakby tego było mało, czy on właśnie pchał mu się na mieszkanie? Postępować tak nieostrożnie wobec kogoś, kto przed paroma minuty zmusił go do pocałunku... Jak wielkim był ryzykantem? No masz. To pewnie dlatego umieli znaleźć wspólny język. Byli w pewnym sensie podobni.
- Stosunkowo blisko. – przyznał ostrożnie, wolną ręką przecierając spocony kark. - Trzy ulice stąd, na Chaucer Road. Mogę cię później odwieźć, jeśli będziesz chciał. Ja pewnie też poczuję się lepiej, nie pozwalając ci po nocy łazić po mieście. Liczę, że wytłumaczysz mi skąd wziąłeś się Brixton o tej godzinie. Nie uczę cię prać ludzi po gębie abyś prowokował nieszczęście. Łapiesz? - ofukał go, starając się przywrócić rozmowie normalny tor. Niespodziewanie zaraz potem przystanęli.
- - staksował go z góry na dół, marszcząc brwi. Też znalazł sobie czas na zadawanie skomplikowanych pytań. Przełożył rękę na jego głowę i chwilę milczał tak nieruchomo, dopóki nagle nie naciągnął mu bereciku z głowy na oczy. Ot zaczepnie.
- Dzieciaki nie powinny aż tak zamartwiać się o starszych. Ale skoro już przy tym jesteśmy, udzielę ci schronienia za małą pomoc przy opatrzeniu jednego, drobnego zacięcia. Jesteś całkiem spostrzegawczy, przyznaję. - uniósł lewy kącik ust w zadziornym, cwaniackim półuśmieszku. Ha! Ładne tam „zacięcie”! Przez żadne zacięcie koszula nie powinna aż tak lepić się do skóry. Zwłaszcza w jednym, konkretnym miejscu tuż nad łopatką. Paskudne uczucie. Posoka już od jakiegoś czasu ściekała mu w dół pleców. Nie marzyło mu się ociekać krwią, więc liczył na to, że się jednak pospieszą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tora

avatar

Liczba postów : 22
Join date : 19/01/2014
Age : 21
Skąd : A któż to wie... Chyba Rosja.

PisanieTemat: Re: Brixton   Pon Lut 03, 2014 12:48 am

Nie miałem ochoty za bardzo rozmawiać z mężczyzną na temat tego jak tu sie znalazłem. Po prostu zbieg okoliczności. On powinien wiedzieć, że ja nie lubię gdy ktoś kogoś krzywdzi, a tym bardziej niewinne osóbki. Po prostu mnie krew zalewa od środka i mam ochotę mordować! Taki już byłem, ale też nie pcham się na siłe z kłopoty. Nie przyszedłem tutaj tylko po to by z kimś sie pobić. To nie sport dla mnie. Obrzydzało mnie to nawet gdy w telewizji widziałem jak się biją. Nie lubiłem, nie lubię i na pewno nie polubię.
Przyjrzałem się dokładnie mężczyźnie gdy położył rękę na mojej głowie. nie lubiłem gdy ktoś tyka mój beret. Był to mój narodowy symbol! Gdy tylno mężczyzn naciągnął mi beret na oczy skrzywiłem się mocno po czym wręcz warknąłem. Chwyciłem z całej siły jego nadgarstek i wygiąłem. Niechaj cierpi. Uśmiechnąłem się do niego chamsko i przyciągnąłem go mocno zerkając na jego plecy. Tak jak myślałem ma tam nie za przyjemne rozcięcie. Westchnąłem ciężko po czym go od siebie odsunąłem i chwytając go mocno za rękę po czym ruszyłem. Musiałem iść przed siebie patrząc wprost. Nie chciałem patrzeć na jego twarz, bo wiedziałem bardzo dobrze, że zaraz zmięknę i będę się zamartwiał jego raną, która wyglądała na poważną.
Przyśpieszyłem kroku idąc pomiędzy domami gdy w końcu znalazłem się na danej ulicy. Dopiero teraz raczyłem zerknąć na niego. W sumie to jego wygląd i wszystko co było z nim związane w pewnym sensie mnie pociągało, ale z powodu, że jest nauczycielem raczej nie mógłbym nawet się do niego zbliżyć. Z resztą on ni musi wiedzieć, że jestem gejem prawda?
Szybko ruszyłem dalej, ale coś mnie podkusiło, że po prostu splotłem z nim swoje palce. Moje dłonie były zimne. Z resztą jak cały ja. Nigdy nie wierzyłem, że ktokolwiek może mnie pokochać i komukolwiek się spodobam. Nie byłem już ufny w stosunku do ludzi. po prostu nie potrafiłem, ale dlaczego chciałem zaufać temu mężczyźnie? Obawiałem się bardzo, że stanie się to co kilka lat temu. Złamane serce... Nie umiałbym się pozbierać od nowa tym bardziej, że teraz mam naukę, a nie bieganie za facetami, ale muszę przyznać, że brakuje mi dotyku i bliskości innej osoby. Takiego ciepła, którego już tak dawno nie zaznałem. Pytanie tylko dlaczego akurat pragnąłem tego uczucia od Lee? Przecież był moim nauczycielem i nic więcej, a może jednak te chwile, które razem spędziliśmy na zajęciach czy też szkoleniu zbliżyły nas do siebie, ale tak inaczej? Nie byłem pewny swoich myśli, a uczucia wręcz przyprawiały mnie o zawroty głowy. Nie chciałem być zakochany lecz pragnąłem czyjejś bliskości. Czyjegoś dotyku na mojej skórze.
Mocniej zacisnąłem palce na palcach mężczyzny i zwolniłem kroku ze spuszczona głową. To wszystko było bez sensu. Zacząłem plątać się we własnych myślach, a to wszystko wina Adamy! To jego wina i tego zakichanego pocałunku! A mimo to pragnąłem poczuć jego usta jeszcze raz na swoich. Stanąłem w końcu na środku ulicy przed jego miejscem zamieszkania nie puszczając naszych splecionych palców. Nie chciałem puszczać, a nawet mocniej trzymając. Jakbym się nagle bardziej skulił w sobie. Takie na prawdę... dziwne uczucie...


[z/t]x2

Napisz już kolejnego posta w temacie z twoim mieszkaniem~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oliver
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 86
Join date : 22/05/2014

PisanieTemat: Re: Brixton   Czw Cze 12, 2014 12:03 am

Dwa dni po tym, gdy wypuścili Olivera z pudła, Francuz udał się wieczorem do Brixton. To dzielnica o niechlubnej sławie w południowo-zachodnim Londynie. Na miejscu spotkał się z grupką znajomych, która składała się z mężczyzn jak i kobiet. Wpierw udali się do indyjskiej restauracji, a później na przechadzkę po klubach. Wszyscy dobrze się bawili. Jeden z znajomych Olivera załatwił ekstazy. Każdy zażył po tabletce, po czym weszli do jednego z klubów. Po tym zabawa się rozkręciła. Wszyscy tańczyli, świetnie się czuli, a Oliver to już w ogóle. W trakcie działa narkotyku, nieźle się rozkręcił. Tańczył z facetami, ocierając się o nich. Jednego nawet zaciągnął do kibla i obciągnął mu.
Po paru godzinach ekstazy przestała działać. Było koło drugiej w nocy. Oliver był zmęczony i postanowił wrócić do siebie. Pożegnał się z znajomymi, którzy dalej poszli imprezować.
Zadowolony i zmęczony szedł ciemną uliczką. Parę kroków za nim szli dwaj kolesie. Nie wyglądali na przyjaznych panów. Wyprzedzili Olivera i zastawili mu drogę. Zaczęli go zagadywać i dobierać się do niego. Francuz szarpał się z jednym, podczas gdy drugi zaczął ściągać spodnie Moliere. Szamotał się, kopał, nawet gryzł, chuj z tym, że może dostać jakiego choróbska, nie wiadomo gdzie to łaziło. Napastnicy przyparli Olivera do muru.
- Puść mnie do kurwy nędzy! - wrzeszczał. Może ktoś go usłyszy i przybędzie z pomocą, albo co gorsza niby zbawiciel przyłączy się do kolesi, którym zachciało się gwałtów na ulicy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Brixton   Czw Cze 12, 2014 9:32 am

Zmęczony, wracał do domu. Dzisiejszy jego dzień był pełen wrażeń. Wciąż nie mógł zapomnieć o spotkaniu Olivera w takim miejscu jak więzienie. Nawet wylądowali w jednej celi, co zmusiło ich do krótkiej rozmowy. Jednak nie przypuszczał, że spotka raz jeszcze, całkiem przypadkowo młodego osobnika. W końcu to nie codzienny przypadek, aby spotkać tą osobę raz jeszcze, nie wymieniając się uprzednio żadnymi kontaktami czy adresami.
Szedł po opustoszałych ulicach, lekko podpity, paląc standardowo papierosa. Czasem dało się słyszeć odgłos miauczenia czy szczekania psa. Również dało usłyszeć się odgłosy czyiś wrzasków. Rumcajs był dostatecznie blisko, aby usłyszeć odgłosy osoby gwałconej z któryś pobliskich uliczek. I nawet przeszedłby obok tego obojętnie, bo w sumie co go to, gdyby nie fakt, że ten odgłos krzyczenia wydawał mu się dziwnie znajomy. Jakby go gdzieś już słyszał, choć nie mógł przypomnieć sobie gdzie dokładniej. W pierwszej chwili zatrzymał się, prychnął pod nosem i poszedł dalej. Za drugim razem nie dało już się tak tego olać, jak to był w przypadku pierwszym. Zmarszczył czoło w zastanowieniu, kim mógłby być ten osobnik wołający o pomoc. Dopiero za trzecim razem olśniło go jak głupiego. W sumie to nie możliwe, aby to był on... Ale kto wie? Na wszelki wypadek sprawdzi, nic przecież takiego się nie stanie. W razie czego, to pogoni tych delikwentów albo odwróci się na pięcie i będzie iść dalej, udając, że nic nie widział. Szczerze mówiąc nie miał ochoty na żadnego rodzaju bójkę.
Pech albo szczęście wolało natomiast inaczej. Kiedy wrócił parę kroków i wszedł w ulicę z której dobiegały ten cudowne jęki, zauważył dwóch jakiś typków i Olivera. Co prawda, nie była to osoba, której spodziewał się, ale... Był oszołomiony, kiedy go zobaczył. Drugi raz przypadkowe spotkanie i drugi raz w niesprzyjającym ku temu warunkach. Prychnął pod nosem, zaraz mówiąc do nich niemiłe dla ucha rzeczy. Stanowczo ich tym rozzłościł. Nie wiedzieli, z kim tak właściwie zadzierają, więc bez żadnego zastanowienia, jeden rzucił się na niego, zaś drugi dalej trzymał chłopaka. Jednak, gdy zobaczył jak jego "kumpel" sobie nie radzi, poszedł mu pomóc. Niewiele to dało. Obaj skończyli tragicznie, ze złamanym nosem, wybitą szczęką. Rumcajs też trochę oberwał (siniak pod okiem z pewnością będzie), nie ukrywał tego, ale w porównaniu do tego, co on im zrobił... To było nic. Dwóch delikwentów, opuściło uliczkę z tekstami, że jeszcze tego pożałuje i tego typu zdania. Ten jedynie westchnął na to i przewrócił wzrok na sylwetkę Olivera. Był już ubrany, a raczej wciągnął na siebie spodnie. A szkoda, chętnie by popatrzył.
- Nic Ci nie zrobili? - spytał, niby martwiąc się o niego. Tak naprawdę był mu, jak na razie, obojętny. To co łączyło ich kiedyś, jedynie sprawiło, że nie zapomniał o nim. Nie oznacza to jednak, że uczucia względem niego mogły troszkę się zmienić.
Powrót do góry Go down
Oliver
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 86
Join date : 22/05/2014

PisanieTemat: Re: Brixton   Pią Cze 13, 2014 8:05 pm

Oliver wrzeszczał i szarpał się w nadziej, że ktoś przybędzie mu na ratunek, ktokolwiek. Mógłby to być nawet wściekły pies, byle by odwróciło uwagę napastników choć na chwilę.
Niebiosa usłuchały duchowych błagań Olivera i zesłały mu ratunek w postaci Damazy. To już drugie przypadkowe spotkanie w jeszcze gorszej sytuacji, niż za pierwszym razem. Ja to mam kurwa szczęście. Dzięki Wam, bogowie. Jednemu kolesiowi najwyraźniej spodobał się wybawiciel, bo od razu do niego podszedł. Oliver mimo to, że przybył Damaza, nie przestawał się szarpać w nadziej, że jakoś uda mu się uwolnić. Długo to nie trwało, gdyż pobiegł pomóc swemu towarzyszowi i tak samo jak on dostał po mordzie. W między czasie Francuz podciągnął spodnie, zapiął je. Poprawił krawat, koszulę i włosy. Nie miał zamiaru spać przed wybawicielem w opuszczonych spodniach. Jeszcze dokończył by to co chcieli zrobić ci dwaj, spierdalający teraz faceci. Chociaż w sumie.....to było by całkiem fajne. Oliver jeszcze nigdy nie robił tego na ulicy. Z Damazą mógłby się pieprzyć w każdym miejscu i o każdej porze. A nawet jakby nie chciał, to nie miałby innego wyboru. Bo kto się liczy ze zdaniem zabawki?
- Pomimo tego, że mnie chuje pogryźli i zmacali, to nie. - odparł. Przeczesał włosy dłonią, zgarniając grzywkę do tyłu. - Jak ci się odwdzięczę, wybawco? - Kurwa, rycerz w lśniącej zbroi mnie ocalił. A gdzie ci rumak spieprzył? dodał, spoglądając na Damazę. Tyle lat minęło, a on nadal wygląda tak samo. Pewnie ma więcej blizn, ale nadal ma w sobie to coś.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Brixton   Sob Cze 14, 2014 11:02 pm

Bardzo dobrze, że wrzeszczał. Dzięki temu jego dupa została uratowana i to w dosłownym znaczeniu. I akurat przypadkiem złożyło się, że to właśnie nikt inny tylko Rumcajs. Teraz pytanie... Kląć czy dziękować? To już zależy od niego.
Spoglądał na niego tym oziębłym, pełen zmęczenia wzrokiem. W pewnym momencie podszedł do niego i w palce uchwycił jego podbródka, aby zobaczyć, jak bardzo został pogryziony na szyi czy szczęce. No, trochę był. I to nawet nie były jego zęby. Dopiero teraz Oliver mógł dostrzec parę zmarszczek na jego twarzy.
Puścił niedbale jego szczękę i oblizał zeschnięte wargi. Na jego twarzy widniała beznamiętność. Z pewnością nie takiego pamiętał Oliver, Rumcajsa. Wtedy był bardziej żywszy, chętny... Zawsze był wymagający czy stanowczy, ale zwykle drobne rzeczy od jego strony zawsze go w jakiś sposób cieszyły bądź złościły. Zarejestrował go raz jeszcze wzrokiem od góry do dołu, a jego wargi lekko drgnęły.
- Odwróć się - odparł jak najbardziej poważnie i jak najbardziej oschle.
Powrót do góry Go down
Oliver
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 86
Join date : 22/05/2014

PisanieTemat: Re: Brixton   Wto Cze 17, 2014 10:25 pm

Damaza uratował dupę Olivera przed penetracją na ulicy i chwała mu za to, bogowie niech będą dzięki, czy jakoś tak.
Teraz Rumcjas wydawał się być bardziej zimny i pozbawiony życia.....taki wypompowany. Dawniej był bardziej pełny życia, zawsze chętny i gotowy. Może faktycznie zestarzał się nie tylko fizycznie?
Oliver posłusznie wykonał komendę, jak wytresowany piesek. Z drugiej strony mógłby spierdolić, Damaza nie wyglądał teraz by chciało mu się za kimś ganiać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Brixton   Sro Cze 18, 2014 5:12 pm

Odwrócił się jak pies na komendę "siad!". Wojsko pierwsza klasa, choć pewnie i tak w nim nie był. Rozejrzał się dookoła, czy ktoś przypadkiem nie idzie, z dłońmi w kieszeniach od spodni. Jedynie co dostrzegł, to cień wcześniej miauczącego kota, który teraz postanowił zamilknąć. Przynajmniej straszyć już nie będzie przepiękne kobiety, które właśnie wracały z różnych imprez klubowych.
W końcu jednak, gdy Damaza miał jakąś pewność, że nikt nie zajdzie tutaj, przybliżył się do chłopaka. Przyległ do jego ciała, zmysłowo ocierając się o oliverowe pośladki kroczem. Przytwierdził go do ściany, a raczej jakiegoś muru, nie dając mu możliwości ucieczki. Musnął ustami jego kark, a w nozdrza, wtargnął się ten sam zapach, co kilka lat temu. Nawet perfum nie zmienił.
- Posłuszny jak zwykle, co? - mruknął mu do ucha, obejmując dłońmi jego biodra, tym samym zaciskając na nich swoje palce. Uśmiechnął się do siebie łobuzersko, prychając pod nosem i mówiąc ciche żartowałem. Odsunął się od niego, od jego chucherkowatego ciała, od jego osoby. Za to w zamian z kieszeni od spodni, wyciągnął swoje miętowe papierosy. Odpalił jednego markową zapaliczką i schował sprzęt do kieszeni, niechcący ukazując broń z pod bluzy przy pasie, którą Oliver z pewnością wyczuł na swoim ciele.
- Jak dasz się odprowadzić do domu, żeby normalnie pogadać, to będzie świetnie - odparł, wypuszczając z płuc smukły, szary dym, który zaraz się rozmył.
No, można rzecz, że właśnie go nabrał. A największy ubaw miał Rumcajs. Jedna komenda, od razu wykonał polecenie. Wspominając o tym, pokręcił głową w głupkowatym uśmiechu, czekając na odpowiedź młodszego.
Powrót do góry Go down
Oliver
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 86
Join date : 22/05/2014

PisanieTemat: Re: Brixton   Nie Cze 22, 2014 9:27 pm

Oliver nie był w wojsku. Nie nadawał się tam. A co do ''komend'' to Damaza go własnoręcznie wytresował. Poza tym Oliver zawsze miał wybór: zrobisz to, albo cię zabiję. Tak wypowiedziane słowa miały swoją moc, gdy ich autor przystawia ci pistolet do głowy, albo nóż do gardła.
Nawet, gdyby w głębi swej marnej duszy chciałby uciec, to może by mu się to udało. Ale tylko wtedy, gdy Damaza jest zmęczony.
- A wszystko dzięki Tobie. - burknął. W takich chwilach czuł się na marionetka, a za jej sznurki pociąga ten oto rudy staruch.
Odwrócił się przodem do mężczyzny, gdy ten odsunął się do niego. Broń pod bluzą nie było dla Olivera niczym nadzwyczajnym. Każdy może mieć broń. Legalnie bądź nie.
Od kiedy to zacząłeś interesować się moim życiem? Co? Gorzko by pożałował, gdyby wypowiedział to na głos.
- Skoro ci się chce. - rzucił, wzruszając ramionami. Gestem dłoni pokazał, w którą stronę mają iść, po czym ruszył pierwszy.
W przeszłości, rzadko ze sobą rozmawiali, prawie wcale. Więc chęci normalnego pogadania trochę zaskoczyła Olivera.

[z.t obaj] Proszę odpisać TUTAJ

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Brixton   

Powrót do góry Go down
 
Brixton
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Boczne uliczki-
Skocz do: