IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Łazienka

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Kwi 11, 2014 2:29 pm

Nie doczekawszy się odpowiedzi w przeciągu pierwszych pięciu sekund po zadaniu pytania, Edric zaczął podejrzewać (zresztą bardzo słuszne), że chłopak zapewne szykuje się do kolejnej próby zszokowania go lub przynajmniej zakłopotania czymś nowym. Ku swemu nieszczęściu, nie pomylił się zbytnio i już w chwilę później, wraz z szelestem plastikowego tworzywa odgradzającego go od pozostałej części łazienki, Michael zgotował mu doprawdy pierwszorzędne wejście. Niczym ten  aktor, wskakujący znienacka na scenę gdy widownia się tego nie spodziewa.
Sądził, że tym razem powinien być na to przygotowany. Cóż... Do tego typu akcji człowiek chyba po prostu nie potrafił się przygotować. Stał zatem, początkowo ogłupiały, ale zaraz też odrobinę poirytowany przyrównaniem go do „dziewuszki”. I już nawet nie próbował zrozumieć o jakim żelu mówi (Bogowie, jak dobrze, że nie zrozumiał!), w końcu oddał mu ten, który wcześniej pożyczył i nie przypuszczał żeby korzystał z niego tyle, by zaraz zużyć. Zbyt wiele aluzji naraz.  
- Za dziewuszkami trafiłeś waść nie do tej bajki co trzeba! - złapał zasłonę i wcisnął ja szatynowi przed (albo raczej W) twarz, samemu nadymając się z leksza w celu ukrycia zmieszania. Odgonił go od swojej kabiny. Niestety nie udało mu się powstrzymać przed staksowaniem go przy okazji wzrokiem... I to ciągle nieubranego. Pewne rzeczy po prostu wychodziły same z siebie, ok? To nie jego wina!
- Moment-... - mruknął, czując się odrobinę nerwowo za każdym razem kiedy ktoś rozkazywał mu w podobny sposób. Na szybkiego wycisnął jeszcze mokre włosy i dopiero, ostrożnie wyszedł z kabiny. Rzucił swojej nodze szybkie, uważne spojrzenie i przeszedł się po jeden z ręczników, by przynajmniej móc obwinąć się nim w pasie. Jednak nie było mowy żeby mógł poczuć się w obecności Michaela nadmiernie swobodnie.
Przy każdym kroku zostawiał za sobą czerwone ślady. Nic dziwnego, wcześniej przysychające już rany, na nowo się otworzyły ale i przy okazji dobrze obmyły. Podobnie sąsiadujące im obtarcia.
W chwilę później, siedział już grzecznie na ławce. Swoją drogą, skoro tamten się już wysuszył, mógłby przynajmniej ubrać coś na tyłek-... Nieważne.
- Zrozumiałem aluzję. - zapewnił go. - Po prostu stwierdziłem, że to w dalszym ciągu mobbing jeśli będziesz zbyt natarczywy. – ułożył dłonie na kolanach. Swoją drogą, będzie musiał zapytać matkę, którą maść powinien kupić żeby nie zostały mu po tym blizny. Rany szarpane z reguły były kłopotliwe przy gojeniu, więc nieraz pozostawały po nich ślady, a jakoś mu się to nie marzyło. Niezależnie od powszechnej opinii, jakoby blizny u mężczyzn były seksowne. Miał już jedną po meduzie na drugiej nodze. Wystarczy.
- Wiesz, naprawdę mógłbym to zrobić sam... - rzucił, przyglądając się niesionym przyborom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Kwi 11, 2014 8:49 pm

- Czy ja kiedykolwiek byłem zbyt natarczywy? - Udał zdziwienie kładąc alkohol i bandaż obok chłopaka.
Przez moment zaczął się zastanawiać, czy nie założyć czegoś na siebie, ale uznał, że nie chce mu się.
A co do blizn, jeśli Edrica to jakkolwiek interesowało, to mógł dostrzec ich parę na ciele Żądlastego. Nie za dużo, nie aż tak widoczne, przynajmniej w większości przypadków, ale bójki i różne niebezpieczne rzeczy jakie Michael wyczyniał jakieś ślady na jego ciele zostawiły. I chyba Skorpion nie zwracał na nie nigdy żadnej uwagi.
- Tak na marginesie, to nie jestem w żadnym klubie. Jedynie, pod okiem nauczyciela WF-u, jestem w tej szkole trenerem samoobrony. - Nagle wrócił do tego, że Edriś pytał się o klub teatralny, chociaż oczywiście wiedział, że nie kierowało chłopakiem zainteresowanie do jakiego klubu Skorpion należy.
Wreszcie nadszedł czas na nogę chłopaka. Skorpi, nucąc cicho jakąś melodię i lekko ruszając się w jej rytmie, kucnął przed swoim kolegą. Jeśli los kierujący Edrikiem interesuje jaką melodię Skorpion nuci, to była to z piosenki Don't feer the reaper, zespołu Blue Oyster Club.
- All out time have come... - Zaczął cicho śpiewać delikatnie kładąc dłoń na udzie Edrisia i unosząc jego nogę lekko do góry.
- Here but now they're gone... - Wziął swój ręcznik i, wszystko robiąc delikatnie, zaczął wycierać krew.
- Seasons don't fear the reaper. Nor do the wind, the sun or the rain, we can be like they are. - Skupienie na jego twarzy było nadto widoczne. Skorpi, gdyby tu chodziło o jego nogę, to zwyczajnie, dość brutalnie przetarłby sobie ją, wylałby wódkę prosto na ranę i na tym by się skończyło. Gdy jednak chodziło o innych, był strasznie przeczulony, wręcz przerażony, że mogą coś poczuć.
- Come on baby... Don't fear the Reaper. Baby take my hand... Don't fear the Reaper. - Wreszcie wziął alkohol i wylał odrobinę na ręcznik, w suchym jeszcze miejscu, aby ostrożnie zacząć czyścić rany. Dmuchając na nie po każdym dotknięciu.
- We'll be able to fly... Don't fear the Reaper. Baby I'm your man... - I na koniec lekko obwiązał bandażem nogę Edrica. Wreszcie skończył nucić, poklepał lekko chłopaka po udzie i podniósł się.
- Oczywiście, to jest prowizorka, więc ogarnij to potem jakoś, jak kupisz plastry, maście, czy co tam normalni ludzie stosują. - Odsunął się nieco i przyjrzał się jeszcze bandażowi, czy aby na pewno jest dobrze założony.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sob Kwi 12, 2014 2:47 am

Jedyną odpowiedzią na pytanie Michaela, było aż nadto wymowne milczenie, że o spojrzeniu i ściągnięciu ust w cienka linię nie wspomnąć. Skupiając się tylko na ostatnich godzinach jakie spędzili od poznania się w bibliotece, z pewnością byłoby Edricowi o wiele łatwiej zliczyć momenty braku natarczywości niż jej przejawy, ale o tym już wolał na głos nie wspominać. Jeszcze da mu powód, aby udowodnić jak bardzo natarczywy potrafi być faktycznie. A to pewnie okazałoby się nie lada kłopotliwe i raz kolejny przyprawiające o zawroty głowy. Jakby nie wystarczyło, że ot tak klęczał sobie przed nim zupełnie nagi.
- Samoobrony. – powtórzył do siebie z zastanowieniem i na pewno ciekawością. - Musisz być w tym naprawdę dobry, skoro uzyskałeś na to zgodę w równie młodym wieku. – zauważył ostrożnie, rzeczywiście lustrując przy okazji znamiona na skórze, to tu, to tam. Musiał się sporo bić... Miał nadzieję, że nigdy nie zdarzy mu się stanąć po drugiej stronie barykady i przekonać się o jego umiejętnościach na własnej skórze.
Teraz zresztą wystarczyło, że musiał się przekonać jak nieprzyjemne bywa opatrywanie głębszych skaleczeń. Początkowo jednak, tak naprawdę nie miał czasu skupić się na poczynaniach dłoni kolegi. O wiele bardziej zaabsorbował go... Śpiew. Nie znał tej piosenki. Nie zdziwiło go to po prawdzie, ponieważ miał w tych kwestiach dość... specyficzny gust, lecz tym bardziej skupił się na wsłuchiwaniu w słowa, samemu trwając w tym czasie w milczeniu. Dopiero mocne pieczenie, będące sprawką odkażającego działania alkoholu sprawiło, że całe jego ciało nieznacznie podskoczyło, wybudzając z tego dziwnego letargu. Odruchem miał ochotę cofnąć nogą, lecz nie zrobił nic w tym kierunku. Nie chciał sprawiać więcej kłopotów. Zagryzł tylko zęby, a dłonie, którymi podpierał się na bokach ławki, zacisnął w pięści. Nie było to może i przyjemne, ale z pewnością obowiązkowe do przetrzymania.
Wreszcie wszystko się skończyło. Tak piosenka jak i opatrywanie jego ran.
- Mm. Dziękuję. - uśmiechnął się z początku trochę blado, ale zaraz bardziej naturalnie. - Za to. I za wcześniej. - zapewne miał na myśli ratunek. Nie miał jeszcze okazji aby za to podziękować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sob Kwi 12, 2014 9:28 pm

- Cóż... Co nieco umiem. I chyba jeszcze nigdy nie przegrałem żadnej bójki, do której na poważnie podchodziłem. Chociaż mam wrażenie, że w dużej mierze zależało to też od tego, że zawsze starałem się umiejętnie dobierać przeciwników i miejsce walki. - Odpowiedział zamyślonym tonem, powoli, gdy przelatywał w myślach swoje dotychczasowe doświadczenia.
Przy okazji podniósł się spokojnie i uśmiechając ciepło do kolegi, dodał łagodnym głosem.
- Byłeś bardzo dzielny Dziecinko. Jestem z Ciebie dumny. - I niczym małego dzieciaka, pogłaskał Edrisia po włoskach.
No... Wreszcie nadszedł moment, na który Dzieciaczek zapewne wyczekiwał od wieków z utęsknieniem i śnił o nim po nocach.
Skorpion zdecydował się ubrać! Zapewne nad głową chłopaka otworzyły się właśnie bramy nieba a zastępy niebiańskie spłynęły w dół wygrywając pieśni radosne, gdy Skorpion sięgnął do swojego plecaka i wyjął z niego spodenki dla siebie i Edrisia, oraz koszule również dla ich obu.
- Trzymaj Dziecinko. Oddasz mi jakoś potem, na przykład jak przyjdę do Ciebie na naukę. - Powiedział podając chłopakowi ubranie dla niego i zaraz założył swoje.
Po wszystkim posprzątał ich rzeczy, wpakował do plecaka i biorąc go, spojrzał na towarzysza.
- Zapewne będziesz chciał już iść do siebie i odpocząć trochę ode mnie? - Spytał udając poważny ton, ale rozbawiony uśmiech błąkał mu się po twarzy.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Nie Kwi 13, 2014 7:33 pm

Niewidzialne dla wszystkich poza nim samym, srebrne pióro kierowane widmową ręką, poruszało się po czystym kawałku zwoju we wnętrzu jego głowy. Słuchał uważnie, sporządzając z tego notatki.
Nigdy tego nie rozumiał i chyba raczej nie zrozumie. Dlaczego płeć męska aż tak lubiła się tłuc i jeszcze uważała to zazwyczaj za niesłychanie chlubne? Mieli to w genach, nie mógł temu rzeczywiście zaprzeczyć. Poczucie dominacji jest dla większości bardzo ważne. Każdy chyba mężczyzna lubił czuć się silniejszy od innych. Postawiony na wyższej pozycji. Czasy jednak pozwalały osiągać to na wiele innych sposobów niż wzajemne obijanie sobie ryjów. Co zatem takiego fajnego w tym widziano? Sam, jeśli nie liczyć tych dwóch czy trzech razów, kiedy złośliwości kolegów dotknęły słownie jego siostry lub któregoś z członków rodziny, nie pakował się w bójki. Trzymał się tak daleko od konfliktów jak to tylko było możliwe.
- To takie zabawne? – wyrwało mu się pytanie, nim zdołał dobrze nad nim pomyśleć. Jego głos nie wskazywał na to, aby cokolwiek zamierzał krytykować. Pytał z czystej chęci dowiedzenia się tego od kogoś, kto był w tym wyraźnie obeznany. Zaraz też znowu spojrzał na swoją nogę i poruszył nią ostrożnie. Odruchem przymrużył oczy i zmarszczył nieznacznie brwi pod wpływem dotyku na głowie. Teraz to faktycznie poczuł się jak dzieciak. Trudno powiedzieć czy był z tego zadowolony czy wręcz przeciwnie.
- Edric. Jestem Edric. - obrzucił go nieco karcącym i wymownym zarazem spojrzeniem, jednak pozbawionym żalu czy irytacji. Będzie go poprawiał, aż się nauczy. O ile nie jest już na to za późno.
Tymczasem wstając, postanowił pójść w ślady tamtego i również się ubrać. Początkowo zamierzał w swoje ciuchy, ale uparte odmawianie nie było ani zbyt uprzejme, ani też w jego stylu skoro już ktoś się pofatygował.
- Obiecuję je od razu wyprać. - zapewnił go i również zaczął zarzucać na siebie części garderoby. Zaśmiał się też wdzięcznie na kolejne słowa towarzysza.
- Właściwie to mam jeszcze trochę na ten dzień do zrobienia, więc nie będę miał tak od razu przyjemności odpoczywać, ale sądzę, że od wrażeń dnia przyda mi się jakieś małe wytchnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Kwi 15, 2014 8:23 pm

- Czy bicie się jest zabawne? - Zastanowił się przez moment.
Przemoc, sama w sobie, zabawna nie była i nie powinna być. Chociaż czasami się jednak zdarzało, że poprawiała nastrój.
- To skomplikowane. - Odpowiedział w końcu i powoli zaczął kontynuować.
- Sama przemoc zabawna nie jest. Czasami jest jednak koniecznością. - Znów się zawahał. Przez moment kusiło go, aby poruszyć kwestię potrzeby sprawdzania się jaką każdy normalny facet w jakiejś mierze miał, ale to był za długi temat. Dodatkowo mógł poruszyć kwestię tego, że prawdziwy, taki bardziej pierwotny a nie rozemłany jak to często bywało w obecnych czasach, mężczyzna był istotą dominującą. Był to jednak za trudny temat, szczególnie gdy poruszało się go w szkole pełnej uległych chłopaczków, bądź takich co to raz dominowali a raz ulegali. I szczególnie trudny, że bycie ukesiem nie zawsze się wiązało z kwestią takiej dominacji a to już by wymagało za dużej ilości tłumaczenia.
- Ja lubię trenować sztuki walki. Nie dlatego, żeby móc bić słabszych od siebie, ale dlatego, żeby się rozładować. Sztuki walki pozwalają Ci opanować się, gdy masz ochotę komuś przywalić, jeśli musisz to zrobić, to uczą Cię jak to zrobić, bez zbędnej i dodatkowej przemocy, treningi Cię odprężają, uczą być lepszym człowiekiem. To lubię. I to mnie tak jakby bawi... - Zakończył temat uznając, że to na razie wystarczy.
- Miło było Cię poznać Dziecinko. - Uśmiechnął się ciepło do chłopaka, nie zauważając jakby tego, że ten chłopak przypomniał swoje imię.
- Mam nadzieję, że nie będziesz musiał iść do psychologa po tym, jak ze mną ten czas spędziłeś! - Roześmiał się wesoło i po wzięciu swoich rzeczy, ruszył do swojego pokoju.

[z/t]x2

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Cze 10, 2014 10:48 am

/ przyszli ze spalonej części szkoły.


- Czy ty właśnie nazwałeś mnie słodkim chłopcem? - wytrzeszczył na niego oczy, wyglądając na zszokowanego, ale po chwili parsknął śmiechem i ruszył w kierunku jednej z łazienek. Jego bioderka poruszały się przy tym na boki, a pośladki kołysały kusząco. Wiedział, że Zora za nim idzie, słyszał jego kroki. Przeszli korytarzem i wreszcie po chwili dotarli do łazienki. Różyczka otworzył sobie drzwi i wszedł do łazienki, gdzie oparł się plecami o ścianę i wyciągnął delikatnie dłoń w stronę Zory.
- No, chodź do mnie.
Zamruczał swoim słodkim głosikiem, włączając ton niewinnego chłopca. Czasami lubił być taki słodziutki i kochany. A czasami ... wolał się pobawić w seme. Wszystko zależało od partnera. Ale dzisiaj miał ochotę być tym niewiniątkiem, nie wiedział w sumie czemu, ale pewnie przez ten 'atak' Zory. Czasem lubił się pobawić w nieco ostrzejsze rzeczy, albo niekoniecznie ostrzejsze, a ... nie wiem jak to nazwać. No, po prostu się pobawić. A ten napad Zory, deska i groźby go dzisiaj nakręciły. Chciał jeszcze.
Poruszył paluszkiem, kusząc go, żeby do niego podszedł.
- Choooodź...

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Cze 10, 2014 1:54 pm

Tarararara.... Nadchodzi kolejny romans.
Zora szedł za Rosą tak blisko, że niemal zetknął się z jego plecami. A będąc w tak niewielkiej odległości, poganiał chłopaka klepaniem po pośladku - Tak, słodki jak winogrona. - szepnął na uszko koleżce i jak ten pies pełen wierności szedł krok w krok! Przy okazji rzucał ciekawym okiem na otoczenie szkolne, zapamiętując każdy szczegół. Znacznie lepiej będzie mu się poruszać w samotności, ponieważ wiele razy już się zgubił i cudem odnajdywał drogę do swojej oazy spokoju - pokoju.
Wszedł do łazienki za Rosą - W każdej łazience powinno być łóżko. Nie sądzisz? - ułożył usta w dzióbek. Podszedł do jednej z umywalek, zerkając w lustro. Palcami przeczesał grzywkę. W odbiciu także widział Rose. Chętny i rozkoszny - No już, już Julio. Lecę, pędzę. - na pięcie odwrócił się, łapiąc kurczowo brzegów umywalki. Odbił się od niej i podszedł bliżej - Jaki jesteś niecierpliwy. - zaśmiał się, kładąc dłonie na biodrach chłopaka. Pochylił się, składając drobny pocałunek na wilgotnych ustach Rosy. Przypadkowy seks. Czy aby będzie delikatny? Jedna z rąk znalazła się pod ubraniem, macając nagie plecy nowo Kwiatka. Druga zaś na pośladek ale tym razem pod materiał spodni. Powoli, z wyczuciem. Atoli narzędzie męskości Ozora stawało się już sztywne, materiał spodni jedynie wadził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Cze 10, 2014 2:19 pm

- Nie jestem niecierpliwy. - wydął lekko wargi, przechylając główkę w bok i poruszając bioderkami, gdy Zora się do niego zbliżył. Otarł się o niego tym samym, wyczuwając przez materiały ich spodni jego sztywniejącą męskość. Podobało mu się to najwidoczniej, bo zamruczał zadowolony i westchnął cicho do jego uszka, a po chwili chapnął je lekko ząbkami. - No dobrze, może trochę... seksu mi się chce.
Położył dłonie na jego pośladkach i przyciągnął go do siebie, przyciskając jego krok do swojego. Lubił to uczucie. Poruszył znów bioderkami i jęknął cicho do jego uszka.
- Seksu...
Sięgnął ręką pomiędzy ich ciała, które były teraz nienaturalnie blisko siebie i dotknął jego członka. To nic, że przez materiał, to tylko na razie. Rozpiął jego pasek, rozporek i guzik w spodniach i zsunął je delikatnie z bioder chłopaka, wsuwając dłoń pod materiał jego bielizny. Zamruczał, czując jego ciepłą męskość w dłoni, gdy już go objął palcami, i zaczął poruszać ręką, starając się mu sprawić przyjemność, możliwie jak największą.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Cze 11, 2014 11:35 am

Ta jasne. Jeśli Rosa nie jest typem niecierpliwym (co zresztą idzie zauważyć gołym okiem po kuszących ruchach i mimice), to Ozor jest jednym z cichociemnym największym świętym - Guuzik prawda. Ocierasz się o mnie zniecierpliwiony. - zachichotał, a na głos chłopaczka poczuł przenikliwy dresz podniecenia - Tak myślałem. - kolejny chichot. Z daleka rozpoznaje napalonego i chętnego samczyka do odważnych figlów, ale ten ślicznotek aż pulsuje seksem, świadczy o tym bliskie kontakty fizyczne. Czuł na sobie krocze Rosy. Dłonie Zory poruszały się pod ubraniem, zachęcając go do dalszych gestów. I one w końcu nadeszły. Żadnych protestów z ust Psa nie usłyszał, jedynie cichy śmiech z charakterem szaleńca - Dalej, pokaż na ile twoje łapki stać. - teraz on kusił. Wyrwał się z ust cichy jęk rozkoszy, zagryzając dolną wargę. Paluszki Rosy poruszały się szybko, oddając przyjemność jak największą. Wyciągnął dłoń zza koszuli, przenosząc ją na brzuch Rosy. Wzniósł ją wyżej, zahaczając palcami o lewy sutek. Delikatnie go dotykał, ciągnąc i smyrając. Bez wahania też wbił się ustami w usta Rosy, także i językiem zaznaczał mokre ślady na jego wargach. Spodnie stawały się za ciasne co raz bardziej. Niedługo trzeba przejść do dalszego etapu przypadkowego spotkania seksualnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Cze 12, 2014 1:24 pm

Dla Rosy w sumie nie było nic dziwnego w tym zbliżeniu. To, że się nawet praktycznie nie znali nie miało dla niego żadnego znaczenia. Było widać, że na siebie lecą, a skoro tak, to dlaczego by nie skorzystać i nie zrobić tego w szkolnej toalecie? Najwyraźniej ani jednemu, ani drugiemu nie przeszkadzało miejsce ani czas. Nic im nie przeszkadzało. Zresztą, poznali się w spalonej części szkoły, jak mogłoby im cokolwiek przeszkadzać?
- Moje łapki stać na wiele. - odpowiedział szybko na zaczepkę, mrucząc cicho, kusząco, i poruszając jeszcze bioderkami, żeby się o niego otrzeć. W spodenkach miał coraz mniej miejsca, co chłopak mógł na pewno poczuć, skoro Rosa się o niego ocierał. Jednocześnie wciąż masował jego męskość. Po chwili odsunął się od niego delikatnie i osunął się powoli na kolana przez Zorą, zsuwając spodnie chłopaka mniej więcej do połowy ud, po czym potarł policzkiem o jego członka, łasząc się.
- Podoba mi się. - zamruczał, obejmując go dłonią i masując, tym razem z ustami tuż przy główce jego członka. Musnął ją wargami lekko, niewinnie, a Zora mógł poczuć przyjemne wibracje rozchodzące się przez jego męskość, spowodowane właśnie mruczeniem Rosy. Kolejnych kilka sekund później Rosa otworzył usta, okręcił swoim języczkiem dookoła jego główki, a potem wsunął go powoli w swoje wargi. Zaraz objął go ciasno wargami i zaczął wprawnie ssać, by sprawić mu przyjemność i wydobyć z jego gardła kilka westchnień czy jęków.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Cze 13, 2014 1:58 pm

Sorrki za bloka, ale mam małe komplikacje w życiu i po prostu brak czasu i tyci tyci weny ._.

Jak stać na wiele, niech zaprezentuje, Zora nie protestuje. Zawsze chętny i uległy na wszelkie różnorakie seksy pleksy w łazienkach prywatno publicznych, co zresztą widać gołym okiem. I kto weźmie do buzi jego sprzęt nie ma wielkiego znaczenia, byleby był ładny i również miał między udamu długaśnego fiutasa. Płeć przeciwna wstępu nie ma - I ty masz ciasno w spodenkach. - zauważył, obserwując krocze Rosy. I niedługo jemu Ozor sprzeda coś przyjemnego ale jak na razie, to zielony wróżek ma do zaoferowania tzw. loda.
Poczekał aż zsusnie jego spodnie z tyłka po czym oparł się skrzyżowanymi rękoma o ścianę. Czołem opierał się o nie, zerkając na rozkosznika. Nieco czarna grzywka przysłaniała mu widoki lecz kilka dmuchnięć i nieco się rozeszły na boki - On cię też lubi. - zaśmiał się, stanąwszy w rozkroku. Gdy Rosa wreszcie rozpoczął ważną grę, Zora westchnął głośno, zaciskając dłonie w piąstki. Cichy syk wyrwał się z jego ust. Krotkie, urwane oddechy a po zetknięciu się z mokrą jamą ustną, jęknął trochę za głośno. Położył dłoń na głowie Rosy, wplątują palce w jego włosy i pchnął mocniej na krocze, żeby wziął głębiej. Zaś jęknął, czując ogromną falę podniecenia - Rosa... odwdzięczę ci się... jak... jak skończysz. - mówił urywanym głosem. I druga dłoń spoczęła na jego czarnych włosach. Czołem teraz dotykał zimnych ściennych kafelek. Rozpalony aż za bardzo i niedługo zapewne wybuchnie, dochodząc do spermowatego finału. Rosa super hiper doświadczony!

zt x2


Ostatnio zmieniony przez Zora dnia Sro Lip 02, 2014 3:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heikki

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 20/06/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pon Cze 30, 2014 9:14 pm

Jest tam ktoś jeszcze czy jest pusto? xD

Nie jestem twoją dziewczyną! Ani chłopakiem, jeżeli już o tym mowa. Ani niczym innym dla ciebie. Zwłaszcza dla siebie. Dla nikogo.

I znowu nazwał go „kochanie”! To w żadnym razie nie było zabawne. Czy to chuligan, gangster czy kryminalista, nie będzie Heikkiego nazywał „kochanie” przy ludziach. To zbyt... intymne. I było trochę jak z jego rodzinami, a nie zamierzał myśleć o nich, kiedy był w pobliżu tego piłkarza bez koszulki w publicznym parku. Ubrałby się chociaż... Ciężko się na niego nie gapić, kiedy tak wygląda! I jeszcze znowu zaczynał go macać, darowałby sobie...

Heikki mimo całej buntowniczej postawy, wykrzykiwania monologów i protestów, nie potrafił oderwać oczu od tego... przedstawienia. Dla niego ci chuligani byli zbyt silni, nawet w pojedynczym starciu, a teraz było ich pięciu na dwóch. Teoretycznie nie powinni mieć z nimi szans, chociaż ten piłkarz wyglądał na silnego, Heikki nie posądzał go o takie umiejętności. Patrzył zafascynowany jak unieszkodliwia – to chyba niewłaściwe słowo... Pokonuje kolejno każdego z nich. I wszyscy ulegali jego sile. Jeżeli był w stanie pokonać grupę chuliganów, to Heikki nie miał z nim najmniejszych szans!

No i co ja mam teraz zrobić? Pokonał ich wszystkich. Zostaliśmy sami... Sami... Dopiero kiedy zagrożenie prześladującego go od kilku dni zniknęło do Heikkiego dotarło, że został sam na sam z tym podejrzewanym o najgorsze zbrodnie typem. Dlaczego jemu musiały się przytrafić takie rzeczy? Jakiś karateka, który kopie, ścina i powala przeciwnika bez wysiłku gra sobie w piłkę i przypadkiem staje się ostatnią deską ratunku biednego studenta matematyki? Życie Heikkiego nie mogło go bardziej zawieść. Podłe, paskudne życie! Niech sobie wsadzi w nos fakt, że pozbył się tych chuliganów.

Jednak z której strony nie spojrzeć na sytuację Heikki został uratowany przez tego brutalnego piłkarza i teraz... co właściwie? Chyba powinien mu podziękować. Ludzie tak robią w normalnych sytuacjach, ale czy tę sytuację można uznać za normalną? Kryminalista posądzany o odsiadywanie wyroku za gwałt ratuje cię z opresji. Jakie jest prawdopodobieństwo, że nie będzie chciał otrzymać podziękowania w naturze?

Chwileczkę?! Jak to w naturze? To znaczy... Heikki nie był przygotowany na taką ewentualność! I nie zgadzał się na nią. Czy zwykle „dziękuję” nie wystarczy? Może... może... zaprosi go do kina albo na imprezę? Moment, Heikki nie chodzi na imprezy. A do kina chodzą pary na randki – nadal chodzą do kina na randki, prawda? Czyli jeżeli będzie chciał mu podziękować w jakiś inny materialny sposób, to będzie oznaczało, że Heikki jest zainteresowany tym piłkarzem, nawet jeżeli nie jest? A jeżeli będzie chciał go zaciągnąć do swojego pokoju i pokazać, jak okazywać wdzięczność?

Nie, nie, nie! Nie myśl o tym! Nie myśleć o żadnych zboczonych rzeczach. Ani trochę. To zwyczajne... To wandal i brutal! A ty zachowujesz się jak baba, Heikki.

- Nie nazywaj mnie „kochanie”! Ani dziewczyną! Twoją dziewczyną. Jestem chłopkiem. Ale nie twoim. Ani niczyim. Szukałem tylko drogi. A... a ty się akurat pojawiłeś – oburzył się, wyrzucają z siebie potok słów. - Ci chuligani... Oni...

Jak miał się przyznać, że prześladowali go od kilku dni i nic nie potrafił zrobić, a teraz został uratowany przez tego chłopaka? Heikki naprawdę nie wiedział co robić. Jak się zachować, kiedy już napięcie i emocje opadły. Zaczynał myśleć logicznie. Jak zawsze. Jednak było boleśnie jasne, że potrzebował wtedy pomocy, za dobrze wiedział, jak to wyglądało, nie potrafił zbyt długo udawać głupiego. Ale to takie trudne!

- Dziękuję za pomoc – wyrzucił z siebie w końcu. - Nie musiałeś, na pewno się jakoś odpłacę. Obiecuję. Ale nie w naturze! Znaczy.... Proś, o co chcesz...

Co?! Jak mogłem to powiedzieć głośno?! Ten chłopak mnie pocałował i obmacywał, a ja... Powiedziałem... Mu... Nie w naturze?! Jakiej naturze...?! O, nie, nie, nie!

- To znaczy... Mogę jakoś ci pomóc. W czymś. Lekcjach. Matematyce. Jestem dobry z matematyki. Studiuję... matematykę. Ale nie tutaj. Znaczy przyszedłem do chłopaka. Znajomego. Do kolegi ze szkoły.

Trudno komuś kłamać w oczy, nawet jeżeli się ich nie widzi, bo patrzysz nieustannie w ziemię, mamrocząc pod nosem. Głupi Heikki! Za dużo gadał. Postanowił, że więcej się nie odezwie, aż nie rozstaną się w spokoju.

W końcu dotarli do łazienek w lewym skrzydle. Łazienek... łazienek... Heikki spocił się na samą myśl, jakiemu celowi może służyć ta wycieczka.

Nie mówcie mi, że w takim miejscu... On zamierza... Nie, to chyba niemożliwe, prawda?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pon Cze 30, 2014 9:53 pm

Z jednej strony dobrze, że Skorpion nie wiedział co się dzieje w główce tego słodziaka, z drugiej strony szkoda.
Dobrze, bo pewnie by się załamał i pogubił w toku rozumowania, szkoda, bo ileż by miał okazji do tego, aby jakoś podciągnąć temat i mu podokuczać.
Ale jednak nie posiadł tej cudownej w sumie i przydatnej umiejętności, jaką było czytanie w czyiś myślach, więc mógł tylko po wyglądzie i zachowaniu towarzysza dojść do wniosku, że ten jest zawstydzony i nie bardzo wie co się dzieje.
- O? Nie jesteś niczyim chłopakiem, ani niczyją dziewczyną? - Spytał, jakby nigdy nic, jakby nie zauważył co takiego naprawdę próbował przekazać mu ten chłopak.
- Czyli jesteś do wzięcia? - Oczywiście Skorpuś przybrał najbardziej niewinny wyraz twarzy, na jaki go tylko było stać. Uosobienie niewinności w całej okazałości!
Chwilę potem zaczął się jąkać naśladując towarzysza.
- Szu... Szukałeś tttyylko drogi... A... A oni... A... A ja... - Pokręcił nieco głową i przyjrzał się temu dziwnemu chłopaczkowi.
- Naprawdę masz mnie za kretyna Kochanie? Wykorzystałeś mnie. Z jakiś powodów podpadłeś tamtym chuliganem i aby Cię nie stłukli, zasłoniłeś się mną, licząc na to, że moja obecność Ci jakoś pomoże, albo że załatwię za Ciebie ten problem. Więc już nie udawaj... - Powiedział to z lekką przyganą w głosie i dość surowe przybierając spojrzenie.
No, nie można było powiedzieć, żeby Skorpion faktycznie był o to zły. Doskonale rozumiał czemu ten chłopaczek schronił się u pierwszej osoby, która się pojawiła, nie miał nic przeciwko temu.
W dodatku, musiał przyznać, że jak dotąd całkiem nieźle się bawił.
Rozerwał tłukąc z tymi dresami i mógł się pośmiać z tego dziwnego osobnika.
Jedynym problemem było chyba to, że urok jego towarzysza i adrenalina sprawiły, że Skorpion był podniecony, ale ponieważ praktycznie cały czas taki był, więc to też nie była jakaś straszna nowość.
Kolejną porcję zabawy Żądlasty dostał, gdy chłopak wspomniał o odpłaceniu się.
- W naturze? - Spytał całkowicie poważnym tonem, kryjąc się z tym jak go to rozbawiło.
- Skoro to proponujesz... - Powiedział, ale tak jakby wcale nie był przekonany do tego pomysłu.
- I zdecyduj się wreszcie. Chłopak, którego nie masz? Znajomy? Kolega? Wybierz sobie kogoś i trzymaj się tej wersji! - Parsknął, gdy dotarli wreszcie do łazienek.
Och... Upragnione miejsce. Zbawienie dla brudnego wielbiciela bycia czystym.
Skorpion, nie przejmując się w ogóle towarzystwem, zaczął szybko zdejmować spodenki.
- Tak na marginesie to jestem Michael. Ale możesz mi mówić Skorpion Kochanie... - Gdy zdejmował czarne bokserki, ukazując rozbudzoną i gotową do psot męskość, przypomniało mu się, że przecież się nie przedstawiali.
Jeszcze chwila, jeszcze moment... Rzeczy znalazły swoje miejsce na ławce, z plecaka został wyjęty żel i ręcznik, no i w końcu!
Strumień ciepłej wody obmywał ciało chłopaka, gdy ten, nie zamykając się, nie zasłaniając, przymkniętymi oczami patrzył na towarzysza.
- Możesz mi plecy umyć. - Rzucił nagle spokojnie. Ot, całkiem niewinne stwierdzenie, jakby proponował napicie się coli.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heikki

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 20/06/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pon Cze 30, 2014 10:36 pm

Nie jestem żadne „kochanie”, do licha!
- Nie jestem do wzięcia. Nie przez ciebie przynajmniej – zaprzeczył.
Gdyby Heikki miał szczerze przyznać, powiedziałby, że sytuacja bawiła tego chłopaka. Nawet zaczął go naśladować. Dzieciak!
- Nie mam chłopaka. Ani dziewczyny. Nie mam nawet kota!
A co to ma do rzeczy?
Heikki milczał uparcie, kiedy weszli do łazienki, ale raczej trudno zignorować półnagiego chłopaka rozbierającego się z jedynego ubrania, jakie mu zostało. I... teraz już zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać. Odsunął się na wszelki wypadek, gdyby tamtemu wpadło coś głupiego do głowy. Powiedzmy rzucenie się na Heikkiego z zamiarem zdarcia z niego ubrania. Nawet złapał się za koszulkę i spodnie, jakby obawiał się, że zaraz znikną od jednego spojrzenia chłopaka.
I kiedy piłkarz się przedstawił, do Heikkiego dotarło, że wcześniej sam nie wymienił się podstawowymi grzecznościami z nieznajomym. Rodzice byliby zawiedzeni: matka powiedziałaby, że nie tak wychowała syna, a ojciec jedynie spojrzałby na niego, jakby popełnił największy grzech i powinien zaraz paść na kolana i błagać o przebaczenie, szczerze żałując swojego czynu. Czasami nie rozumiał tych japońskich korzeni swoich rodziców, ale kiedy naprawdę żałował, potrafił przywoływać wszystkie te upomnienia, jakimi raczyli go w dzieciństwie.
- Mam na imię Heikki! Wybacz, że się nie przedstawiłem!
I mimo europejskiego wychowania, zdarzało mu się zachowywać jak rodowity Japończyk i nadmiernie okazywać swoje uczucia. Niewiele brakowało, żeby skłonił się i ponownie poprosił o przebaczenie takiego nietaktu, mimo że nie było takiej konieczności. Michael uratował mu życie, ale to nie znaczyło, że pozostanie mu oddany do końca swojego własne, spłacając dług. Heikki jednak rozumiał, czym jest wdzięczność, dlatego  postanowił przyjąć każde wyzwanie, aby wynagrodzić Michaelowi jego przysługę.
Nie spodziewał się jednak, że będzie oglądał nagiego chłopaka... Nagle policzki i uszy zaczęły go piec, a wzrok zawędrował stanowczo poniżej pasa Michaela. Skropiona. Lepiej nie przyzwyczajać się do żadnych imion.
- Załóż chociaż ręcznik! Nie jesteś sam! - zawołał, odwracając wzrok. Ale kiedy ciekawość wzbierała, zacisnął powieki i odwrócił się do niego plecami.
Nie będę patrzył na jego pośladki. Biodra... Ani na to. Wcale nie ma na co patrzeć. Wyżej też nie ma. I po co takie mięśnie? I klata?
Heikki wypierał z siebie świadomość, że robił się zazdrosny o warunki fizyczne Skorpiona, kompletnie ignorując wzbierające w nim... To się nie dzieje naprawdę! Jak może mnie w ogóle interesować gołe ciało?! Nie jestem przecież... Nie, stop. Jestem. I doświadczam tego rano po... tych snach. Teraz jeszcze on będzie mi się śnił. W koszmarach! Ale to nie znaczy, że pociągają mnie czyjeś... te... rzeczy! Czy nawet nie potrafię nazwać rzeczy po imieniu we własnych myślach?!
Zamierzał szybko ulotnić się z łazienki, mając nadzieje na pozostanie niezauważonym. Co za głupia, krępująca sytuacja..., gdy usłyszał propozycję Skorpiona.
Umyć... plecy?! Gołemu chłopakowi pod prysznicem?! To przez takie sytuacje narastają plotki i mity o... tych rzeczach pod prysznicem!
- Nie umyję ci pleców! Oszalałeś?! Nic ci nie umyję, ty... ty... brutalu.
Wizja nazwania go kryminalistą nie wydawała się Heikkiemu zbyt dobra.
- Umyj sobie sam je i wszystko inne. I wcale nie masz fajnego ciała! Wcale! I wcale się nie patrzyłem na... twojego... no, wiesz...
Tylko, że naprawdę się patrzyłem i nawet pomyślałem przez chwilę... Tylko przez chwilę... O tym. Jaki stresujący dzień. I jeszcze nie miał się szybko skończyć.
- Nie w tym rzeczy! Wracam do pokoju. Swojego. Bez ciebie! Ty się myj i zapomnij o mnie.  
Nie mógł przecież wyjść tak po prostu...
- Poczekam na zewnątrz – dodał po chwili namysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pon Cze 30, 2014 10:58 pm

Jedną z wielu rzeczy, jakie Skorpiony lubiły najbardziej, było właśnie stanie pod prysznicem.
To uczucie, gdy ciepła woda obmywała zmęczone ciało, usuwając z niego nie tylko zmęczenie, ale i troski.
Prysznic zawsze go uspokajał, koił, to było jedno z miejsc, gdzie najlepiej mu się rozmyślało.
Nic, tylko zamknąć oczy i poddać się temu uczuciu.
- Cieszę się, że nie masz kotów. Nie lubię ich... Chyba, że Ty będziesz moim kotkiem... - Mruknął cicho i zamknął w końcu te oczy.
No, może nie do końca. Tak to wyglądało, ale były one raczej tylko przymknięte.
W końcu nie mógłby sobie darować możliwości obserwowania tego chłopaka.
- Heikki. - Powtórzył za chłopakiem, potem uśmiechnął się ciepło.
- Bardzo ładne imię. Pasuje Ci. - Tym razem, wreszcie, powiedział coś szczerego, nie mając na celu dokuczenie, czy zawstydzenie towarzysza. Chociaż pewnie i tak to zrobi tym stwierdzeniem.
Brutal... Fajne ciało i ten "Twój"... Słuchając tego, Skorpion nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu, jaki wypełzał mu na twarz.
Tylko ta opcja, że Heikki wyjdzie mu nie pasowała.
Dlatego, nie zwrócił jakby uwagi na tę wypowiedź, tylko zapytał.
- Jesteś dziewicą, prawda? - Właściwie to pytanie było raczej stwierdzeniem.
I wynikającym nie dlatego, że Skorpion to odgadł, ale raczej z faktu chęci podokuczania mu.
Chociaż, trzeba było przyznać, że ten chłopak się zachowywał jak osoba niedoświadczona.
- Całowałeś się już kiedyś, czy też to ze mną miałeś swój pierwszy raz? - Kolejne pytanie, podczas którego Żądlasty, jakby nigdy nic, zaczął się myć.
Dokładnie a jeśli Heikki na niego zerkał, to specjalnie ukazywał swoją męskość i napinał mięśnie przy tym. Tylko po to, aby znów zobaczyć jak ten się rumieni.
Wreszcie się umył i zakręcił wodę. Z lekkim żalem.
Spokojnie wytarł się ręcznikiem, niezbyt dokładnie, bo lubił to uczucie, gdy miał wilgotne, parujące ciało i wyszedł z kabiny.
Podszedł do swojego rozmówcy i wtedy, nagle, pchnął go na szafkę, opierając mu rękę o klatkę i przytrzymując.
- Skoro już wykorzystałeś mnie do tego, abym rozprawił się z tymi Twoimi chuliganami, to teraz wyjaśnij mi dokładnie o co chodziło. Co od Ciebie chcieli? - Zadał to pytanie tonem nie znoszącym sprzeciwu, ale spokojnym, bez zbędnych emocji, gróźb, czy innych rzeczy.
Chciał wiedzieć w co został wkręcony, co dokładnie w tym wszystkim chodziło.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heikki

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 20/06/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Lip 01, 2014 12:25 pm

Kotkiem? Mam być twoim kotkiem? W życiu! pomyślał, przypominając sobie łaszącego się kota sąsiadów.

Heikki skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, poświęcając całą uwagę podłodze, aby chociaż po części ukryć zażenowanie sytuacją. Jak mógł skończyć w łazience z kąpiącym się chłopakiem, podczas gdy on sam stał i gapił się w niewłaściwe rejony ciała Skorpiona? Ale całkiem ładne rejony i... trochę ładniejsze od jego, ale nic poza tym. Tylko ładniejsze, ani większe, chociaż może jednak mniejsze?...

O czym ja myślę?! Przecież to niemożliwe, żeby mi się podobał i żebym chciał z nim coś zrobić. Szczególnie to robić! Nic nie chcę z nim robić! Tylko się pożegnać, najlepiej na zawsze!

Komentarz odnośnie swojego imienia taktownie przemilczał, chociaż musiał przyznać, że pochwała bardzo mu się spodobała, a nasilające się rumieńce tłumaczył unoszącą się w powietrzu parą. Przyjemny szum wody uspokoił go trochę, odrywając jego myśli od ciała, tylko po to, żeby...

Co proszę?! Co to właściwie za pytanie?! Notowanego za molestowanie seksualne dewianta zawstydzania niewinnych przechodniów... Oto czyje, głupku!

- Nie... nie... nie jestem dziewicą! Nie wyobrażaj sobie, że byłbyś moim pierwszym w czymkolwiek. Już... już byłem z kimś. Przykro mi. Straciłeś swoją szansę.

Jakby mi na tym zależało, żeby taki brutal był moim... pierwszym... Czy naprawdę chciałbym, że ktoś... Co?! Nie, absolutne nie zgadzam się na takie ustawienie. Nie, nic z tych rzeczy. Jeżeli już to będzie się to działo na moich warunkach.

Jedno spojrzenie na odwróconego tyłem Skorpiona. Pomarzyć można...

- A pocałunek się nie liczy. Zaskoczyłeś mnie. I bałem się – zaprzeczył.

Tylko, że w ten sposób definitywnie potwierdził, że jednak ta grupa chuliganów prześladowała go i to nie tak przypadkiem szukał pomocy. Dlaczego w stresujących sytuacjach nie potrafił pomyśleć, zanim otworzył usta i pozwolił słowom płynąć? No, dlaczego tak się działo?!

Heikki nie zauważył nawet kiedy wyprostował się i spojrzał prosto na kabinę, w której Skorpion bez żadnego skrępowania mył się i... Odwracał, pokazując stanowczo za dużo szerszej publiczności. Instynktownie spojrzał w dół, potem szybko w górę, ale wzrok Heikkiego uparcie zsuwał się po całej sylwetce chłopaka, nieważne jak mocno chciał tego uniknąć.

Twarz! Patrz na jego twarz! To jedyne miejsce, które nie wywoła...

Zirytowany odwrócił ponownie wzrok, na wszelki wypadek przesuwając torbę przed siebie, aby ukryć ewentualne skutki uboczne podglądania. Wcale nie podglądam! Tylko sprawdzam! Może tylko trochę porównuję, ale to w celach naukowych!

Upadł tak bardzo, że nawet samego siebie oszukiwał. Do licha, dlaczego reagował na ciało innego chłopak? Wcześniej takie rzeczy nie zdarzały się same z siebie! Musiał naprawdę wysilić wyobraźnię, i nie tylko ją, żeby coś się ruszyło, a teraz... Mam nadzieję, że niczego nie zauważy. Nie, żebym miał coś przeciwko, chętnie spróbowałbym... Stop. Niczego nie będę z nim próbował. Nawet teraz kiedy moje własne spodnie...

Położył obie dłonie na torbie, przyciskając ją mocniej do ciała. Niech to, dlaczego kupił zeszyt w twardej oprawie...

CO?! Co tutaj się dzieje?

Kiedy skończył się myć i bezwstydnie mnie uwodzić?! Nikt tu nikogo nie uwodził. Raczej kusił pobudzonego, dojrzewającego... Kiedy Heikki pomyśli nad tym spokojnie, dojdzie do wniosku, że zachowuje się jak głupi! Może lepiej o tym wcale nie myśleć?

Nagle stał się niebezpiecznym człowiekiem. Drapieżnikiem, przed którym zapędził swoją ofiarę w ślepą uliczkę... I dotykał Heikkiego, kiedy ten starał się nie myśleć o kontakcie fizycznym. Jednak mimo wzajemnej bliskości, zamiast rozpalać... to coś na dale, Heikki instynktownie wcisnął się w szafkę, nagle zapominając o wszystkich tych przyjemnych rzeczach.

Pobije mnie! Na pewno mnie pobije, jeżeli skłamię! Muszę powiedzieć prawdę!Stłucze mnie albo zrobi coś gorszego, po czym nie będę już mógł utrzymywać, że jestem dziewicą... Zaraz, nigdy czegoś takiego nie powiedziałem.

- Wiesz, wydaje mi się, że... że... to zwykłe nieporozumienie. Oni tylko... powiedziałem kilka słów na temat ich... wiedzy i... ogólnie pomyśleli, że ich obrażam, bo... No, ale jak można twierdzić, że matematyka nie jest ważna ani potrzebna?! – parsknął nagle, odzyskując umiejętność składnego formułowania zdań.

- Przyszli do mnie i powiedzieli coś w stylu: „Pomóż nam z matmy, k... k...” – próbował dokończyć, ale zrezygnował i podjął dalej wątek, zupełnie zapominając z kim rozmawiał, a skupiając się na rozmowie sprzed kilkunastu dni. - „Jak nam nie pomożesz, to ci pokażemy”, więc się zgodziłem. Znaczy, pierwszy raz... Skoro... poprosili, to czemu nie, ale nie! Oni musieli zacząć gadać te wszystkie bzdury! Zdenerwowałem się i powiedziałem, że są głupi! Bo są głupi! Jak można nie rozumieć takich absolutnych podstaw! I tabliczki mnożenia nawet nie znają! Tabliczki mnożenia!

I wtedy zamrugał. Spojrzał przed siebie, zagryzł wargę, żeby nie powiedzieć więcej bezużytecznych rzeczy. Przyglądał się Skorpionowi, zanim nie zdecydował się odwrócić wzroku. Może jednak nie był taki zły? Jeszcze przecież nim mu nie zrobił... Tak, nawet nie był zły Mówię o charakterze. Charakterze. Jego inne części są gorsze od moich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Lip 01, 2014 4:16 pm

- Skoro nie jesteś już dziewicą, to znaczy, że romantyczną kolację i wypad do kina możemy sobie darować? - Spytał z głupia frant bawiąc się wciąż tym, jak chłopak się zawstydza.
Ale kwestia tych chuliganów...
- Idioci. Matma to podstawa. - Powiedział krzywiąc się nieco. No cóż, ktoś, kto z matmy miał sto procent na każdym teście, lubił ten przedmiot i uważał, że warto się go uczyć, nie zrozumie zapewne kogoś, kto za nim nie przepadał.
Inna kwestia była na przykład z literaturą, gdzie za dobre oceny Skorpion miał ochotę wycałować i nosić na rękach Edrica.
Ale to zupełnie inna historia, w którą zresztą zamieszany był śliczny duszek i dziury w podłodze.
- Kochanie. - Zaczął wreszcie jak to się mówi rzeczowym tonem.
- Czy też może Kiciu, skoro to wolisz... - Zaraz się poprawił, po raz kolejny pokazując, że trochę przeinaczył wypowiedzi Heikkusia.
- Jeśli kiedykolwiek jeszcze będą Cię zaczepiali, to daj mi od razu znać. Nie znoszę, gdy ktoś się znęca nad słabszymi. - Pomijając sytuacje, gdy samemu się "znęcał", ale one pojawiały się tylko wtedy, gdy ktoś zasłużył, albo gdy chodziło o kwestie łóżkowe i nawiązywanie do praktyk BDSM.
I gdy to mówił, patrzył poważnie w oczy towarzysza. Na jego twarzy nie było śladu żartu, czy czegokolwiek, co by mogło świadczyć, że się wygłupia. Zresztą, to była kolejna z niewielu sytuacji dotąd, gdy mówił całkowicie szczerze, bez podtekstów i chęci dokuczenia.
- I nie musisz mi się w żaden sposób odpłacać. Zwykłe dziękuję mi wystarczy. - Pomógł, bo miał taką ochotę, bo nie podobało mu się to, że ta grupka mogła coś chcieć zrobić temu chłopakowi i bo samemu widział w tym wszystkim możliwość zabawienia się.
Zaraz jednak uśmiechnął się nikle.
- Wiesz, muszę Cię przeprosić. Ten pocałunek był na szybko, bez czułości, tylko dla publiczki. Pozwól, że zatrę to złe wrażenie... - Dokończył ciszej, przesuwając dłoń na policzek chłopaka, potem na włosy i przyciągając jego twarz do siebie.
Drugą dłonią sięgnął do jego torbie, aby ją odsunąć i aby mogli przylgnąć do siebie, gdy jego usta znów zetknęły się z wargami "Kici" tym razem w czułym, delikatnym, przynajmniej z początku pocałunku.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heikki

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 20/06/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Lip 01, 2014 5:27 pm

Heikki słuchał z uwagą, jak Skorpion wypowiada się o matematyce, a jego oczy otwierały się szerzej. Chociaż było to jedno zdanie, to czuł, że spotkał kogoś, kto podzielał jego zainteresowania i pasje. Kogoś, z kim będzie mógł śmiało dyskutować, nie martwiąc się nagłą niechęcią. Skorpion go rozumiał! A on myślał o nim tyle potwornych rzeczy! I jeszcze oskarżał go o tak wiele przestępstw. I jeszcze zamierzał go bronić jak damę w... Zaraz, jaką damę w opałach? Nawet to nagłe szczenięce uwielbienie miało swoje granice! Jednak nie powiedział, że Heikki jest głupi, bo widzi tylko tą swoją matematykę i nie prawił mu kazań odnośnie zaczepiania chuliganów. Czy to możliwe, że ten brutal może zostać... przyjacielem Heikkiego?

Co? Niby, w którym miejscu mógłbym się przyjaźnić z tym... tym... kryminalistą? Ale prawdą było, że jednak pomógł Heikkiemu i poza głupimi żartami albo zawstydzaniem go, nie zrobił mu żadnej krzywdy.

A kradzież mojego pierwszego pocałunku z chłopakiem?! Miałem konkretne plany, jak to będzie wyglądało. No, kiedyś miałem... Ale to nieważne. On pocałował mnie bez pytania!

I wkrótce okazało się, że nadrobił zaległości. Po tych wszystkich deklaracjach, po których Heikki poczuł się bezpieczniej, bo wiedział, że Skorpion mówił poważnie, ponownie go pocałował, ale tym razem jednak wszystko przebiegało jak należy. Nie było żadnej niechcianej widowni. I przyjemnie, może nawet mógłby też przysunąć go do siebie i nie dostał za do później. Heikki uniósł ramiona, że przysunąć Skorpiona bliżej, chociaż chyba zapomniał przez chwilę o oddychaniu. Za dużo rzeczy musiał robić na raz! Tylko, że zamiast kuć żelazo, Skorpion musiał odsunąć tę torbę i przysunąć się bliżej...

Nie ma bata, musiał to poczuć. Teraz będzie się ze mnie śmiał albo... Dlaczego to właśnie ja muszę być jego ofiarą?! Heikki starał się od niego, ale szafka uniemożliwiała ucieczkę. Muszę coś zrobić, zanim on coś zrobi mnie! Najważniejsze to nie dać mu czasu na reakcję. Z pewnością chciałby czegoś więcej widzą... żywe zainteresowanie Heikkiego.

Gdy tylko pocałunek się zakończył, zaczął:

- W takim razie dziękuję i... - przerwał, przełknął zbierając odwagę. - Chciałbym cię zaprosić. Gdzieś. Na kawę albo do kina albo może na mecz. Nie lubię meczy, ale to jako podziękowanie, więc... Wybierz. Chcę po prostu jakoś się odwdzięczyć. Muszę. - wybełkotał, unikając jego wzroku, chociaż było to trudne w obecnej sytuacji. I to wcale nie tak, że zapraszał kogoś na randkę. Prawda?


[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Lip 08, 2015 3:48 pm

Było tak, jak Star zapowiedział, po powrocie do Londynu nie widzieli się przez kilka dni. Nastoletni gwiazdor omijał szerokim łukiem szkołę, najwidoczniej pochłonięty własną karierą, zaś młody gangster z każdym kolejnym dniem coraz bardziej przypominał tykającą bombę. Choć nie miał zbytniej ochoty na poszerzanie swej wiedzy, to jednak nie opuszczał zajęć. Odreagowywał frustrację po lekcjach, kiedy to szwendał się po mieście zazwyczaj załatwiając własne sprawy, a czasem po prostu zabijając nudę. W większości noce spędzał w obszernym mieszkaniu kumpla wraz ze współpracownikami, jednak zawsze koło trzeciej czy czwartej wracał cichaczem do akademika, aby odespać wrażenia. I całkiem nieźle wszystko się układało, nawet jeśli kumulowały się w nim same negatywne odczucia. Zwyczajnie nie mógł przeboleć faktu, że ktoś – nieważne kto – mógł go pokonać w walce. Czuł się niczym śmieć, bo po raz pierwszy przyszło mu mierzyć się ze wspomnieniem klęski. Alkohol, fajki, imprezy i dilerka nijak nie pomagały. Na dodatek nie zawsze miał przy sobie chętnego Stara, którego z chęcią by wykorzystał do rozładowania tego całego napięcia.
Kiedy wreszcie ujrzał go któregoś dnia na szkolnym korytarzu podczas długiej przerwy na lunch, nie zastanawiał się długo nad swoim działaniem, prawie natychmiast znalazł się przy nim i stanowczo złapał jego nadgarstek. Bez słowa pociągnął go za sobą, nie chcąc zdradzić, gdzie go prowadzi. Sam do końca nie wiedział, co też wyprawia, ale był przekonany, że robi to, co słuszne. Ignorował śledzące ich ukradkowo spojrzenia, to przecież nie była specjalnie wielka sensacja, iż ktoś sfrustrowany seksualnie ciągnie sławnego ucznia za rękę. A może była? To dziwne, bo Hunter nie spodziewał się, że Vincent mógłby dbać o swoją reputację.
Instynktownie skierował się do jednej z łazienek w lewym skrzydle, gdzie znajdowały się sale klubowe, aby mieć pewność, że nikt im nie przeszkodzi. Im dalej szli, tym mijali coraz mniej gapiów, ponieważ wszyscy o tej porze kotłowali się w okolicach stołówki. Hunter wparował wraz z długowłosym, którego nadgarstek stale trzymał, do łazienki i bez zastanowienia, tylko pobieżnie oceniając stan opustoszenia pomieszczenia, docisnął go do pokrytej kafelkami ściany i z gorącą potrzebą wpił się w starowskie wargi. Również otarł się o jego ciało własnym, wręcz nie wyobrażając sobie, iż miałby się uspokoić. Jakże potrzebował wyładować się w najbardziej wygodny sposób, jaki znał. Potrzebował seksu w postaci ostrego rżnięcia.
- Pieprz mnie – rzucił wprost w jego usta i zaraz wciągnął go do jednej z toaletowych kabin. Zamknął za nimi drzwi, utrudniając Vincentowi ucieczkę. Powinien się cieszyć, że wreszcie będzie miał okazję zemścić się za wszystkie te razy, kiedy to Hunter dominował. Radley zdawał sobie sprawę z tego, że Star ma słabość do jego tyłka. Właściwie, to ma słabość do męskich tyłków, jakie wpadną mu w oko. – Nie pogniewam się, jeśli będziesz gwałtowny.
Chwycił jego męskość przez materiał niezbyt subtelnie, następnie językiem przesunął po smukłej szyi i wybrał przypadkowy fragment bladej skóry, który to lekko podgryzł. W ten sposób zamierzał sprowokować kochanka do działania. Jeśli ten szybko nie wykona jakiegoś ruchu, Hunter nie zawaha się użyć przemocy.


Ostatnio zmieniony przez Hunter dnia Sro Lip 08, 2015 3:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Lip 08, 2015 3:49 pm

Vincent musiał zająć swoje myśli pracą, wszak i jemu nie wiodło się najlepiej – nie na co dzień był szantażowany przez fetyszystę. Zignorował tę kwestię z dużą skutecznością, będąc nauczony rozdzielać życie publiczne od prywatnego. Jednak wystarczyło, że zszedł z planu, a już tył z pięć kilosów przez tę nieprzyjemną świadomość. Nic dziwnego, że począł skutecznie alienować się od swojego gejowskiego towarzystwa na rzecz bycia poprawnym obywatelem, trzymał się z daleka od podejrzanych grup i szedł korytarzem zupełnie sam. Nie każdy „porządny” chciał kolegować się z gejowską gwiazdką, nawet, jeśli jej ojciec miał w garści większości z nich. Jak zwykle!, jak chciał zrobić dla świata coś dobrego, to cały zastęp demonów zaczął się chichrać i przysłał do niego Huntera, który nawet taki zirytowany wyglądał jakże seksownie, nie tracąc nic na ciągnięciu chuj-wie-gdzie, mimo lekkiego oporu.
Co?
Odpowiedź nie przyszła. Przynajmniej nie od razu.
W nosie miał tych obserwujących, zdemoralizowanych gówniarzy – wszak sam od kilkunastu godzin był przykładny – i wpatrywał się w wcale-nie-w-tyłek-Huntera na przemian z plecami, które wcale a wcale nie były seksowne. Zaraz przez myśl przeszła wielka nieprzyjemność, „Czyżby Hunter dowiedział się o tej sukience?”.
- Hunter? - zapytał jakby w przestrzeń, a ten zaraz wepchnął go do łazienki, a zdecydowanie nie chciał ginąć w takim obskurnym miejscu. Uważał, że zasługuje na coś lepszego, przecież zrobił na tym świecie tyle dobrych rzeczy, jako dziecko oblał lokaja letnią, a nie gorącą herbatą, mógł przypalić penisa, a nie sutka ex jego ex zapalniczką, no naprawdę...
Uniósł dłonie do góry, jak do strzału, już mając gotową kwestię to nie tak jak myślisz, ale stało się coś stymulującego; Hunter z palącą potrzebą wpił się w jego usta, i to było takie dobre, że Vincent wyciągnął głowę i mocniej docisnął ich wargi do siebie, mimo że zęby boleśnie wbijały się w bardzo unerwione miejsce. Pożądanie strzeliło mu solidny policzek, kiedy Hunter wypowiedział gorącą prośbę, a Star – mimo że był aseksualny od siedemnastu godzin i trzydziestu siedmiu minut – postanowił ulec. Ostatni raz. Kolejny dobry uczynek. Wcale nie miał zamiaru uciekać. Właściwie, miał bardzo seksowną zachciankę i miał zamiar ją zrealizować, choćby dlatego, że ten zmusił go do niepewności na kilka chwil; zamruczał głęboko czując język, a potem zęby i samemu lubieżnie otarł się o kroczem o trzymającą go dłoń. Był pobudzony i to całkiem okazale, wszak dawno nikogo nie miał. Chwycił za włosy Huntera i pociągnął jego głowę w dół; specjalna technika ciągnięcia bolesna tylko wtedy, kiedy ofiara się rzucała.
- Na kolana i poproś – powiedział jakże wrednie, i och, wiedział, że igrał z ogniem, że teraz był pieprzoną ćmą zbliżającą się do ognia, ale to było takie ekscytujące... - Rozepnij mi spodnie. Przecież nie zrobię tego za ciebie.
Gdzieś tam w podświadomości widział ewentualną irytację kochanka i kolejną powtórkę z biblioteki, ale wcale o to nie dbał. Chciał poczuć jego gorące wargi na swoim twardym penisie, a następnie wypieprzy z niego tę całą frustrację.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Lip 08, 2015 3:50 pm

Żadne pytanie nie wypadło z wąskich ust gwiazdora, jakby nie chciał robić więcej zamieszania wokół ich przemieszczania się szkolnymi korytarzami. Hunter dostrzegł za to cień zaskoczenia na licu nastolatka, lecz zignorował własną obserwację. Nie miał w sobie nawet grama cierpliwości. Kompletnie nad sobą nie panował, gdy już wreszcie znaleźli się w tej pieprzonej łazience. Widział obawę na twarzy Stara, nie był przecież ślepy. Również usłyszał własne imię wypowiedziane lekko niepewnym tonem, co zbudziło w nim kolejne pokłady frustracji. Zamknął wszystkim słowom drogę ucieczki dzięki gwałtownemu pocałunkowi, na który szybko uzyskał odpowiedź. To jednak wciąż było za mało, musiał dostać więcej.
I właśnie dlatego zamknął się z Vincentem w kabinie. Naparł dłonią na krocze, począł maltretować szyję, jednak musiał ostudzić zapędy, gdy został mocno złapany za włosy. Instynktownie warknął, niechętnie poddając się stanowczemu gestowi. Zajrzał w niebieskie tęczówki, a te wydały mu się tak niesamowicie władcze. Mimowolnie drgnął na to bezczelne żądanie. Odczekał zaledwie chwilę nim upadł na kolana przed kochankiem. Pospiesznie dopadł pasek spodni, który rozpiął z towarzyszącym temu brzękiem sprzączki, następnie uporał się sprawnymi palcami z guzikiem i rozporkiem. Jednym gwałtownym ruchem zsunął spodnie z bielizną. Chwycił penisa u nasady i liznął jego główkę zaczepnie. W końcu językiem przesunął po całej długości trzonu, kierując się ku jądrom. Zassał się na jednym z nich z niesamowitym zawzięciem, dłonią stymulując twardą męskość. Wolną ręką chwycił biodro w ramach asekuracji, zwyczajnie nie mógł pozwolić na zbyt wielką ruchliwość dolnych części ciała. Uwagę szybko przeniósł na drugie jądro, obchodząc się z nim bardziej intensywnie, lecz poświęcił mu mniej czasu. Nie mógł się więcej drażnić, dlatego pociągnął koniuszkiem narządu smaku po wrażliwym miejscu za jądrami. Uniósł nieco twarz i objął wargami czubek przyrodzenia. Od razu skupił się na leniwym ssaniu, czasem jednak przesuwał po dziurce językiem. A potem bezczelnie pochłonął członka, wówczas czubek otarł się o jego podniebienie. Przy wysuwaniu go z ust, przesunął zębami po trzonie.
Złośliwie oderwał się od penisa Vincenta i posłał mu śmiałe spojrzenie. Dłonią delikatnie masował jądra, zębami skubnął jeszcze czubek. Star przecież uwielbia ostrzejsze zabawy. Ścisnął więc jego penisa u nasady, nie odrywając spojrzenia od atrakcyjnej twarzy.
- Jeszcze mam cię prosić? - spytał zuchwale, choć nie był w wygodnej sytuacji. Jego członek prężył się pod materiałem bielizny i spodni, więc dokuczała mu ciasnota. Nie mógł dłużej czekać, chciał już poczuć Vincenta w sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Lip 08, 2015 3:50 pm

Widok był nie tylko niecodzienny, ale też nieziemski; Hunter palący pożądaniem był w stanie zrobić mu dobrze, tylko po to, aby zostać zerżniętym. Sama świadomość sprawiała, że musiał oblizać wargi i unieść wyczekująco brewkę, bo czemu, kurwa, jeszcze stoisz? Jednak ten nie stawiał się prawie wcale, od razu uklęknął (och), wziął się za rozpinanie spodni (och, och), a następnie wyjął penisa i śmiało liznął główkę (och, och, och). Ale to był tylko początek rozkoszy, bo język śmiało sunął po całej długości i zassał się na wrażliwym jądrze; Vincent aż odchylił głowę i wydał z siebie ciche stęknięcie, ale znacznie śmielej rozchylił nogi, żeby ten miał lepszy dostęp. W dodatku ta trzepiąca mu dłoń, przez którą tak szybko sztywniał. Nadal trzymał włosy kochanka, choć teraz nie tylko po to, aby zmusić go do posłuszeństwa, ale też pogłaskania, kiedy jakaś pieszczota – czyli wszystkie – robiły mu szczególnie dobrze. Mimo że, jak przystało na porządnego obywatela, obiecał sobie być cicho, kiedy mężczyzna obciąga mu w szkolnej toalecie, to i tak syknął przez zęby, kiedy drugie jądro zostało potraktowane brutalniej, ale, tak, to też mu się cholernie podobało i zdradziła go główka penisa, która zrobiła się mokra. A potem jeszcze ciche wyszeptane „Kurwa”, kiedy polizał w jeszcze wrażliwszym miejscu; gdyby był amatorem, zdecydowanie doszedłby od samej tej pieszczoty. A to był początek, wszak ten jeszcze ssał go tak namiętnie, aż na myśl przychodziło wyssanie nasienia, potem zachłannie brał do ust i traktował zębami, na co drugie ciało drgało i nieznacznie uciekało biodrami, choć było widać, że to było to. Z trudem zachowywał twarz, gdy ten porzucił pieszczoty na rzecz śmiałego spojrzenia, które sam zainteresowany oddał z nie mniejszą intensywnością. Zgryzał wargę, żeby upokarzająco nie jęknąć. Przecież to nie był pierwszy lodzik z życiu, ale pierwszy hunterowski z działu „napalenie”. Doprowadził go do tego stanu, a ten jeszcze śmiał się pytać, czy jeszcze prosić... Nic dziwnego, że Vincent postanowił go podrażnić i chwycić za ten zdecydowanie nabrzmiały członek i samemu krótko, ale mocno – niemal boleśnie – pomasować.
- Byłbym niemiły, gdybym pozwolił ci czekać z tym – powiedział pozornie spokojnym tonem, choć następne poczynania zdecydowanie temu przeczyły; złapał go za ramię, drugą rękę wsunął pod pachę i gwałtownie uniósł go i docisnął do ściany tyłem do siebie. Podczas rozpinania spodni Huntera bezwstydnie ocierał się swoim sztywnym penisem o pośladki, a następnie szarpnął za bieliznę i cały dół znalazł się na wysokości kostek. Odsunął się zaledwie na chwilę, tylko po to, aby wyciągnąć z kieszeni spodni prezerwatywę i nałożyć ją na penisa.
Przecież był porządnym obywatelem.
Wtedy też docisnął Huntera do ściany, wsunął czubek penisa w ciasną dziurkę i pchnął lekko. Chłodne dłonie znalazły swoje miejsce na ciepłych biodrach, zaś jego własne zaczęły stanowczo, choć w jednym, miarowym tempie pchać do przodu, nie zważając na zaciskające się mięśnie. Och, to było takie dobre, ten zaciskający się pierścień, jakby już chciał wymusić na nim dojście, ale nie, Vincent chciał wypieprzyć z niego wszystkie niepotrzebne emocje, wgryźć się w ramię i odwrócić uwagę od niepotrzebnych myśli, zostawić siniaki i rany na biodrze i obijać ciało o ścianę.
Cholernym cudem dobił się do końca, a wtedy sprezentował mu krótką chwilę na dostosowanie się; wtem zębami zajął się tyłem szyi i karku, pozostawiając po sobie liczne ślady zębów i malinek. Starał się oddychać w miarę spokojnie, choć ogień w dolnych partiach i to cholerne pożądanie zacznie utrudniało.
A następnie zaczął spełniać każdą swoją zachciankę, w tej samej kolejności, od samego początku zaczynając w nim mocno się poruszać, choć nie szybkim tempem; penis sięgał głęboko, drażniąc te nieprzyzwyczajone ścianki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Lip 08, 2015 3:51 pm

Odczuwał ogromną satysfakcję z tego, jak drugie ciało reagowało na jego pieszczoty. Może klęczenie przed drugim nastolatkiem i ssaniem jego penisa mogło wydawać się uwłaczające, lecz w tej chwili Hunter nie mógł myśleć o niczym innym. Coś przyjemnego kryło się w odczuwaniu, jak cudza męskość, tak pieczołowicie przez niego stymulowana, coraz bardziej twardnieje w jego ustach. Nawet słonawy posmak kropli spermy wypływającej z dziurki był czymś niesamowicie podniecającym. W zamian za te wszystkie zmyślne pieszczoty otrzymywał gesty uznania, na które mrużył w odpowiedzi oczy. Z rozkoszą wchłaniał w siebie drżenie bioder, ale dla własnego bezpieczeństwa stale przytrzymywał jedno, jednocześnie bardziej zuchwal ssąc pełną erekcję. Drażnił długowłosego jak mógł, sycąc wzrok jego lubieżnym wyrazem twarzy. Tak zawzięcie zachowywał dla siebie odgłosy, z kolei Hunter pragnął je z niego wydobywać. Lecz poddał się, gdy sam odczuł skraj pożądania.
Świadomie starał się sprowokować kochanka, aby wymusić na nim żywą reakcję, jak i skłonić do stanowczego działania, dlatego przerwał obciąganie i rzucił mu to oczekujące spojrzenie. Vincent zaś nie zwlekał z odpowiedzią na jego pytanie i szybko dał do zrozumienia, że sam nie zamierza już zwlekać. Hunter posłusznie, z jakże nieocenioną pomocą gwiazdora, powstał z klęczek na równe nogi i przylgnął czołem oraz torsem do ściany. Bez protestu pozwolił pozbawić się dolnej partii ubrań, a na ocieranie się męskości o swe pośladki zareagował krótkim pomrukiem zadowolenia. Ale dłonie Stara wycofały się i Hunter wiedział, że w celu założenie prezerwatywy na męskość, która miała w niego wtargnąć.
Główka penisa znalazła się w nim tak nagle, choć młody gangster stale oczekiwał tej chwili. Wydawało mu się, że jest w pełni gotowy, ale jakże się pomylił. Z jego ust wydostał się jęk i szybko przybrał na głośności oraz wydźwięku bólu, gdy długowłosy bezczelnie pchnął, nie zważając na sprzeciw nierozluźnionych mięśni. Tak dawno nikt go nie pieprzył, więc był cholernie ciasny. Vincent zbyt gwałtownie znalazł się cały w jego wnętrzu, przez co Radley zacisnął się mocno na obcym ciele, aby to zostało uruchomione przez stanowczy uścisk. Na całe szczęście późniejsze ugryzienia wymierzone w szyję i kark pozwoliłby mu oderwać się od uczucia dyskomfortu w tyłku, przy okazji Star wykazał się odrobinę rozsądku i przyzwyczajał go do uczucia wypełnienia. Ale Vincent nie należał do subtelnych gości, więc musiał zacząć wykonywać solidne pchnięcia. Hunter jedną dłonią sięgnął po jędrny pośladek kochanka i na przekór wszystkiemu docisnął go do swego ciała, równocześnie plecami przylegając do torsu. Drugą dłoń ułożył na jego potylicy, palce wsuwając w długie kosmyki. Stęknął donośnie, czołem mocniej napierając na ścianę pokrytą chłodnymi kafelkami. Tego chciał, sam domagał się rżnięcia, dlatego starał się rozluźnić i nijak nie protestował. Po chwili nawet sam począł poruszać biodrami, wychodząc naprzeciw pieprzącego go penisa. Zachowywał się tak bezwstydnie, ale pragnął nie tylko rozkoszy, również łaknął odrobiny bólu. Weźmie wszystko, co gwiazdor zechce mu ofiarować podczas tego zbliżenia.
- Vin – wycharczał pomiędzy lubieżnymi jękami, nie mogąc zapanować nad własnym ciałem, które to zadrżało przy jednym z mocniejszych posunięć. Chciał go w tek sposób zachęcić, ponaglić i zdradzić własną potrzebę na dziką bliskość. Tylko w tak gwałtowny sposób mógł na nowo poczuć się jak on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Lip 08, 2015 3:52 pm

Gdyby ktoś kiedykolwiek powiedział mu, że Hunter mógłby zachowywać się w ten sprośny sposób, najzwyczajniej w świecie wyśmiałby go. No bo jak to, taki proszkowy nożownik, agresywny i impulsywny, miałby jęczeć i niewerbalnie prosić o więcej, wypychając biodra w ten cholernie bezwstydny sposób? Nawet nie miał ochoty droczyć się z nim, bo kiedy ten wystękał jego imię w gorączce, po prostu stracił resztki cierpliwości i przyzwoitości; zaczął napierać na tę chętną dziurkę, która mocno napierała na sztywny i nabrzmiały człowiek, a Vincent, jak prawdziwy masochista, parł dalej, dosłownie im obu dając rozkoszny ból. Chciwymi dłońmi sunął po ciele, niekiedy znacząc na swój stały sposób różnymi esami i floresami, jak prawdziwy samiec alfa przybijający flagę na odkrytej ziemi. Aż szkoda było ją porzucić, wszak była gorąca i cholernie seksowna.
Sunął palcami po obojczykach, obrysowywał sutki i drażnił sztywne brodawki palcami, zostawiał siniaki na mostku i ranił podbrzusze, jednocześnie mocniej dociskając pośladki do swoich bioder. Choć nie szybko, to tak mocno parł swoim penisem, jakby w planach miał nabić Huntera na pal. Chciał, żeby ten zapamiętał, kto tak dobrze robi jego tyłkowi i kto sprawił, że ten właśnie jęczał jak bezwstydna kurwa.
Wtem Vincent z godnością będzie mógł zostać prawowitym obywatelem Londynu.
Przesunął językiem po szyi, aż do wilgotnej linii, gdzie kończyły się włosy. Wdychał bezwstydnie zapach ich seksu. Jako porządny obywatel, wykazał się cholerną ignorancją, bo wcale nie przejmował się tym, że byli zdecydowani za głośni, a i nie nasłuchiwał, czy ktokolwiek idzie. Wolał zamruczeć Hunterowi w ucho, kiedy ponownie mocnym pchnięciem zmusił jego biodra do uderzenia w ścianę. Zaraz nieznacznie wypiął go w swoją stronę i złapał jedno biodro unieruchamiając je, zaś drugą dłonią postanowił doprowadzić go do szaleństwa, zaciskając penisa u nasady. Wtem zaczął powoli mu dogadzać, jednocześnie jeszcze bardziej zwalniając pieprzenie go; pozostawił pchnięcia długie, choć starał się nakierować w prostatę, jednocześnie nieznośnie drażnił dziurkę. Niemal leniwie kąsał szyję i ramię Huntera, najzwyczajniej w świecie powoli się nim posilając. Pieprzony wampir!
- Hunter... jesteś bardzo seksowny... - powiedział na wydechu, jakby to nie było jeszcze oczywiste. Nie mógł się powstrzymać, choć wiedział, że ten raczej podchodził do tego sceptycznie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Łazienka   

Powrót do góry Go down
 
Łazienka
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Łazienka Prefektów
» Łazienka Prefektów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Lewe skrzydło :: ∎ Łazienki-
Skocz do: