IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Łazienka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Takashi
Kapitan sekcji pływackiej
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 28/01/2014

PisanieTemat: Łazienka   Sro Sty 29, 2014 11:32 pm

Dość duża i jasna, ze względu na sporych rozmiarów okno, przez które do środka wpada światło. Pod ścianą znajduje się rząd umywalek, nad każdą znajduje się lustro. Z drugiej strony znajdują się kabiny, ale ich raczej nie trzeba opisywać. Podłoga jest lekko zachlapana wodą, co w sumie nie jest niczym dziwnym, ponieważ co leniwsi uczniowie ignorują suszarki do rąk i po prostu czekają, aż samoczynnie wyschną, jednocześnie pozostawiając po sobie niemal niezauważalne ślady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takashi
Kapitan sekcji pływackiej
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 28/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Sty 29, 2014 11:59 pm

Dzień Takashiego rozpoczął się, jak zwykle, od wizyty na basenie. Krótki trening wprawił go w całkiem niezły nastrój. Oczywiście, pływał do czasu, aż porządnie się zmęczył, w innym razie nie miałby takiej frajdy. Szybko wrócił do akademika, gdzie zdjął dres, luźny T-shirt i bluzę, ot, zwykły strój na trening.
Wyszedł z pokoju w szarych spodniach od garnituru, białej koszuli, której rękawy niecierpliwie podwinął do łokci oraz krawacie, który zgodnie z jego niepisaną tradycją wyglądał tak, jakby Takashi nie miał pojęcia o tym, jak naprawdę się go wiąże. Na koszulę narzucił czarny płaszcz, który chronił go przed uciążliwym wiatrem, kiedy podążał w stronę szkoły. Tego dnia pozostawił jeszcze lekko wilgotne włosy rozpuszczone, pozwalając im spokojnie wyschnąć po prysznicu w hali. Zapewne było to nierozsądne z jego strony, jednak nie musiał obawiać się o przeziębienie, wychodząc na zewnątrz z niemalże mokrą głową - chorował raz na kilka lat, co świadczyło o raczej niezłej kondycji jego odporności. Wreszcie wszedł do szkoły, w której temperatura była dość wysoka, w każdym razie, wyższa od tej poza budynkiem. Pomimo to, Takashi nie zdjął płaszcza, rozpinając go tylko i rozglądając się uważnie po całym budynku w drodze do biblioteki. Miał spore zaległości, jeśli chodzi o literaturę związaną z medycyną, choć poświęcał jej niemal każdą wolną chwilę. Przywitał uprzejmie bibliotekarkę, która na jego widok z nieznanych przyczyn odwróciła wzrok i skierował się do interesującego go działu. Kiedy wreszcie odnalazł książkę, którą miał przeczytać tak naprawdę wieki temu, prędko wypożyczył ją i opuścił pomieszczenie. Być może wyda się to komuś dziwne (a raczej na pewno tak będzie), ale Takashi nie przepadał za czytaniem właśnie w bibliotece. Zdecydowanie wolał... łazienkę, w której przez ogromne okno wpadało mnóstwo światła, a to, jak wiadomo, było niezbędne do tej właśnie czynności. Usiadł na parapecie, wyciągnął książkę i po prostu zaczął analizować wszelkie pożyteczne informacje w niej zawarte. Po jakimś czasie schował ją do torby, którą przewiesił przez ramię. Niespodziewanie, przed jego oczami pojawiły się białe plamy, które w jego przypadku zwiastowały rychłą utratę przytomności. Przypomniał sobie porady lekarza, który nie wydawał się specjalnie zaniepokojony dolegliwościami Takashiego, dlatego też chłopak zbagatelizował ten problem, choć regularnie miewał powtórki z rozrywki. Podszedł do umywalki i położył dłonie na jej krawędziach, opierając na nich ciężar ciała. Przymknął powieki, biorąc głęboki wdech i wypuszczając powietrze przez usta. Z każdą chwilą czuł się coraz lepiej, choć nie był pewny, co tak naprawdę powinien ze sobą zrobić.
Tak więc, stał tylko przed lustrem jak kołek, jednak nie podniósł wzroku, aby ujrzeć swoje obicie. Wbrew pozorom, nie lubił tego robić. Irytowało go w nim samym... wszystko, więc wolał nie ryzykować i z zainteresowaniem obserwował fakturę płytek, lustrując wzrokiem podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Sty 30, 2014 2:08 am

Nieśpiesznie szedłem korytarzem szkoły. Bolała mnie nieco głowa i wciąż odczuwałem nieustanne zmęczenie, które tak bardzo się do mnie przyczepiło, że nie chciało odkleić.
Dzień mój zaczął się spokojnie, bo zjadłem śniadanie pilnie przesiedziałem na lekcjach, a teraz sobie szedłem korytarzem. Ciekawiło mnie czy kogoś załapie na współlokatorstwo, jednak nie za bardzo mi się taki pomysł podobał. Wolałem chyba mieszkać sam i nie mieć wielu doczepialskich przyjaciół, którzy wychodzili by co dzień na miasto, a co gorsza ciągnęli mnie tam ze sobą. Z takim kimś nie wytrzymałbym nawet chwili.
Powoli postąpiłem kilka następnych kroków i podszedłem do okna. Pogoda nie zapowiadała się najlepiej. Miałem złe przeczucia co do nadciągających chmur, ale to tylko przeczucia więc nic sensownego z nich wywnioskować nie mogłem.
Odwróciłem się i wtedy delikatnie się błysnęło. Miałem szczera nadzieje, że to tylko moja chora wyobraźnia sobie ze mnie żary.
Szybkim krokiem wparowałem do łazienki zamykając za sobą mocno drzwi i skrzywiłem w pierwszej chwili zauważając, ze sam w niej nie jestem. Gorsza rzeczą były jednak te duże okna, przez które niestety światło już nie wpadało, bo niebo zasłoniły gęste chmury przesiąknięte wodą. Miałem jeszcze cichą nadzieje, że moje obawy są mylne w końcu na Wyspach Brytyjskich burze to bardzo rzadkie zjawisko.
Starając się odsunąć te złe myśli o burzy skoncentrowałem się na chłopaku. Przykuły mnie szczególnie jego białe włosy, które muszę przyznać mnie pociągały w jakiś sposób. Zauważyłem, że chyba nie czuł się najlepiej, a jako dobroduszny stworek podszedłem powoli i przechyliłem się na bok chcąc zajrzeć mu w oczy. Teraz zdałem sobie sprawę jaki chłopak był wysoki. Ja mimo iż miałem 19 lat nadal bylem niskim chłopcem i często nie wierzono mi w mój wiek. Na szczęście potwierdzał to dowód osobisty noszony w portfelu.
-Wszystko w porządku? -Zapytałem patrząc mu centralnie w oczy. Moje spojrzenie jak i cała mina nie wyrażały żadnej, nawet najdrobniejszej emocji. Czekałem spokojnie na jakąkolwiek reakcje z jego strony, gdy nagle piorun przeszył chmury, a deszcz zaczął niemiłosiernie padać.
Przerażony tym zjawiskiem wydałem z siebie cichy pisk. Kucnąłem pomiędzy umywalkami zaciskając powieki i zatykając z całej siły uszy rękoma. Usiadłem pomiędzy nimi wciskając się wręcz w ścianę. Nie wiedziałem dlaczego tak panicznie bałem się burzy, ale wiedziałem, ze im mniej ją widzę tym dla mnie lepiej. Nie zauważyłem nawet gdy po moich policzkach zaczęły spływać łzy, a na dworze rozpętało się istne piekło. Co chwilę pioruny przecinały się wzajemnie pod różnymi kątami, a te potwornie głośne grzmoty powodowały że jeszcze bardziej płakałem z przerażenia.
-B-B-Boje się...-Wykrztusiłem drżąc ze strachu cichym głosem. Może to głupie, że dorosły chłopak boi się burzy, ale ja miałem tak od dziecka. Po prostu fobia.
Powrót do góry Go down
Takashi
Kapitan sekcji pływackiej
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 28/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Sty 30, 2014 11:58 am

Sekundy mijały jedna za drugą, a na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, choć chłopak nawet tego nie zauważył. O zbliżającej się burzy poinformowały go dopiero krople deszczu, uderzające w przerażającą siłą w szyby. Takashi nigdy nie bał się burzy, ale też za nią nie przepadał. Zdecydowanie wolał mżawkę, która dawała mu przyjemne orzeźwienie po treningu, ale burza...? Nie, kategorycznie nie jego klimaty. W pewnej chwili do łazienki wszedł wysoki chłopak, którego kojarzył prawdopodobnie z akademika. Nie zdarzało się to często, zazwyczaj w ogóle nie zwracał uwagi na innych ludzi, ignorując ich słowa oraz spojrzenia. Tym razem jednak odwrócił głowę w jego kierunku, dostrzegając dość nietypowy, a tym samym bardzo interesujący strój chłopaka. Zauważył, iż brunet także mu się przygląda, co niezbyt go zdziwiło - ba, nawet się tego spodziewał. Czasem irytowało go to, że tak bardzo wyróżniał się z tłumu, co było pośrednio zasługą jego matki, która przekazała mu w genach własne cechy. Z czasem jego włosy stały się jeszcze jaśniejsze, niż te jego matki, które zbliżone były bardziej do zwyczajnego blondu. Dodawały mu nieco powagi, przez co wydawał się starszy, niż był w rzeczywistości. Przez moment wpatrywał się w jego oczy, które nie wyrażały zupełnie żadnych emocji (czyli coś ich łączyło, co automatycznie poprawiło humor Takashiego, odwracając jego uwagę od lekkich zawrotów głowy), jednak po chwili odwrócił wzrok, wlepiając spojrzenie w umywalkę. Usłyszał jego kroki, aby po chwili spostrzec, że chłopak stoi tuż obok niego. Uniósł lekko brwi, słysząc jego słowa. Był chyba pierwszą osobą, która odważyła się w ogóle się do niego zbliżyć i zainteresować się jego problemem. Kiwnął ledwo zauważalnie głową, a w tym samym momencie gdzieś w oddali rozległ się huk. Burza, jak wiadomo, nie była zwyczajnym zjawiskiem atmosferycznym, jednak reakcja chłopaka nieco go zaskoczyła. Po chwili otrząsnął się z konsternacji, przypominając sobie o tym, że ludzie mogli mieć przecież różnego rodzaju fobie. Sam niczym pod tym względem się od nich nie różnił, przerażały go wysokie budynki i za nic nie popatrzyłby w tym momencie do góry. Napawało go to niewytłumaczalnym strachem, po prostu był sparaliżowany, a to czyniło go jeszcze bardziej zamkniętą w sobie osobą. Jak widać, dość trudno było żyć z fobią. Tymczasem burza rozszalała się już na dobre, a nieznajomy chłopak robił się coraz bardziej przerażony. Kiedy łzy zaczęły spływać po jego policzkach, Takashi westchnął cicho i usiadł obok niego z pewnym trudem, ponieważ prawie dwa metry nie oznaczały tak łatwego życia, jak niektórym się wydawało. Wyciągnął długie nogi przed siebie i objął chłopaka ramieniem, przyciągając go do siebie.
- Już wszystko dobrze, nie przejmuj się, to za chwilę minie - wyszeptał cicho, jednocześnie wolną ręką ocierając łzy z delikatnej skóry chłopaka. Przyglądał mu się spokojnie, gorączkowo usiłując wymyślić jakiś plan działania. Chyba nie mógł zrobić dla niego nic więcej, więc siedział obok, cicho naszeptując mu do ucha słowa, które miały podtrzymać go na duchu. - Jak się nazywasz? - Odezwał się nagle, jednak było to pytanie dość uzasadnione, po prostu wolał mówić mu po imieniu. - Chcesz iść do pokoju? Do biblioteki? Gdziekolwiek? - Zmarszczył brwi, zauważając, jak nieudolnie idzie mu pocieszanie innych ludzi. Jasne, nie był ekspertem w relacjach międzyludzkich, ale starał się, naprawdę się starał.

_________________

When the sun has set,
no candle can replace it.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Sty 30, 2014 12:41 pm

Wszystko zdawało się jak dla mnie wirować, a ja jak gdybym stracił grunt pod nogami. Cały potwornie drżałem. Moje ciało przeżywało ten sam szok co umysł. W głowie ciągle powtarzałem sobie to co zalecił mi psycholog "Burza jest na zewnątrz nie w środku, nic mi nie będzie...spokojnie..." - Mówiłem do siebie w myślach gdy nagle poczułem jak nieznajomy siada obok mnie. Pomiędzy umywalkami nie było za dużo miejsca, ale dzięki temu, ze byłem niski i chudy drugi chłopak zmieścił się tuż koło mnie.
Miałem naprawdę szczera nadzieję, że jego słowa były prawdą, ale zapowiadało się na niezły kataklizm pogodowy, bo deszcz nawet na chwile nie przestał padać, a jedynie się wzmógł. Nie wiedziałem kompletnie co mam ze sobą robić. Strach mnie paraliżował z każda chwilą jeszcze bardziej, a jedyną szansą jaką widziałem było dostanie się do akademika, tyle że znajdował się on w osobnym budynku co oznaczało wyjście na zewnątrz.
Gdy poczułem dotyk chłopka zdziwiony otworzyłem oczy i starając się nie zwracać uwagi na grzmiące i szalejące wybryki natury sam wtuliłem się w jago tors. Mógł poczuć jak drżę bardzo przerażony tym wszystkim. Cieszyłem się w duszy, że nie muszę być tutaj sam, bo chyba zszedłbym na zawał ze strachu.
Słysząc jego pytanie zadrżałem jeszcze mocniej nieco przestraszony i wyrwany z zamyśleń, ale szybko ogarnąłem wszystko po kolei by móc w końcu przypomnieć sobie własne imię.
-A-Akaito - Wydukałem wciąż drżącym głosem. Normalne to dla mnie nie było. Zazwyczaj jestem oazą spokoju i mało rzeczy powoduje u mnie jakąkolwiek ważniejszą emocje, ale podczas burzy nie byłem sobą tylko przerażonym dzieckiem, które piekielnie się boi.
-B-Boje się... Ż-Żeby dojść do akademika m-musiałbym w-w-wyjść z-ze szkoły... -Wyszeptałem przerażonym głosem zaciskając palce na jego koszulce.
[color=#EEEEEE]-P-Przepraszam...-[/color]Dodałem szybko po chwili wpatrując się w jego oczy. Na chwilę zrobiło misję jakoś dziwnie. Po plecach przebiegł mnie dreszcz coś jak uderzony nawałem podniecenia? Nie wiedziałem co to za uczucie, bo nigdy takowego nie miałem. Nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia! To bzdura, ale teraz chyba sam w coś takiego wpadłem...
Moje spojrzenie, które utkwiło w oczach chłopaka bardzo się uspokoiło i wypełniło czyś dziwnym. Umiłowaniem? Poczuciem bezpieczeństwa? Czułem się bezpieczny w silnych ramionach. Czułem, że chłopak należy do jakiejś sekcji sportowej.
Było mi głupio, że padło akurat na nieznajomego, który pewnie chciałby gdzieś pójść, a nie tkwić tu ze mną. Zacisnąłem więc usta w wąską kreskę i wstałem na drżących nogach z podłogi wciąż przerażony panującą pogodą. Nie mogłem go tutaj zatrzymywać.
-N-Nie musisz t-tu siedzieć... -Wyszeptałem drżącym głosem siadając pod parapetem i skuliwszy się schowałem głowę w podciągnięte do torsu kolana. Dam radę! Przecież jestem dorosłym mężczyzną!
Nie mogłem jednak odepchnąć od siebie myśli o chłopaku. Czułem jak przyjemny dreszcz przebiegł po moich plecach gdy na niego spojrzałem. ugryzłem się w język na wszelki wypadek gdybym palnął coś zupełnie bezsensownego, albo gdybym powiedział, że zakochałem się gdy tylko na niego spojrzałem. czysta głupota!
Powrót do góry Go down
Takashi
Kapitan sekcji pływackiej
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 28/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Sty 30, 2014 2:19 pm

Takashi nigdy nie wierzył w skuteczność psychologów, więc po prostu starał się unikać budynków, które wywoływały w nim paniczny lęk. Problem Akaito był jednak o wiele bardziej skomplikowany. Jak można było uniknąć burzy? Przecież nikt nie jest w stanie kontrolować pogody. Spojrzał w oczy bruneta, z zaskoczeniem dostrzegając, że jego tęczówki mają wiśniowy kolor. Ech, dlaczego przyciągało go wszystko, co nietypowe? Takashi powstrzymał lekki uśmiech, który miał wkraść się na jego usta, kiedy chłopak się w niego wtulił. Byłoby to zdecydowanie nie na miejscu, dlatego tylko oddychał miarowo, czekając na odpowiedź na jedno z pytań.
- Akaito - powtórzył z zainteresowaniem, jednak po chwili zorientował się, że przecież sam mu się nie przedstawił. Doprawdy, dlaczego w jego towarzystwie tak ciężko przychodziły mu zwyczajne czynności. - Jestem Takashi - dodał jeszcze, choć przypuszczał, że chłopak może szybko zapomnieć o tym, co mu powiedział, ze względu na swój obecny stan. Wiadomo, nie miałby mu tego za złe, przecież dokładnie rozumiał jego sytuację. Kiwnął głową, pokazując tym samym Akaito, że nie ma się czym przejmować. - W porządku, możemy poczekać, aż... to się skończy - zapewnił bruneta, żałując nagle, iż nie jest lepszym dyplomatą. Większym obyciem z innymi ludźmi także by nie pogardził, ale cóż, nie był w stanie zmienić się diametralnie w ciągu kilku minut. Przeprosiny Akaito wydały mu się co najmniej dziwne, ponieważ brunet nie zrobił niczego złego. Blondyn patrzył spokojnie na przestraszonego chłopaka, obserwując, jak w jego oczach pojawiają się po kolei odmienne emocje. Nie skłamię, jeśli powiem, że był całkiem przyzwyczajony do podobnych reakcji, jednak ta właśnie sprawiła mu jakąś niewytłumaczalną przyjemność. Pragnął pomóc mu najlepiej, jak potrafił, a tak właściwie nie wiedział, co dokładnie nim kierowało. Nie stracił jednak swojego opanowania i na jego twarzy, po chwili zawahania, pojawiła się codzienna obojętność z odrobiną zatroskania. Takashi w żadnym wypadku nie miał ochoty nigdzie iść, wbrew pozorom, całkiem mu się to podobało, choć nie było to miejsce, które wybrałby na poznanie kogoś takiego, jak Akaito. Uniósł brwi z zaskoczeniem, kiedy brunet niespodziewanie podniósł się z ziemi i usiadł pod parapetem. Rozchylił usta, jakby miał zamiar coś powiedzieć, ale nie wiedział jak uspokoić Akaito. Jego nowe schronienie nieco utrudniało Takashiemu dostanie się tam, jednak postanowił nie rezygnować. W tym przypadku jego upór mógł wydawać się zaletą, a nie wadą, której nie potrafił zlikwidować.
- Wiem o tym. I uwierz mi, nie jestem osobą, którą byłbyś w stanie do czegokolwiek zmusić, więc... Najwidoczniej mam powód, żeby tu z Tobą być. Nie zostawię Cię, choćbyś bardzo tego chciał. - Przykucnął obok Akaito, ponieważ wątpliwe było to, że zmieściłby się pod parapetem. - I będzie miło, jeśli pozostaniesz w tym miejscu, bo inaczej będę za Tobą wszędzie chodził, a tego zapewne nie chcesz. - Tym razem uśmiechnął się ledwo dostrzegalnie, po czym usiadł na chłodnych kafelkach, krzyżując nogi przed sobą. Wyciągnął rękę do przodu, chwytając dłoń Akaito. Zrobił to ostrożnie, aby nie przestraszyć chłopaka i posłał mu uspokajający uśmiech. A uśmiechał się bardzo rzadko, więc zaskoczył tym samego siebie. - Będę tu z Tobą do końca tej burzy, a później zaprowadzę Cię do pokoju. Nie masz się czego bać - powiedział spokojnie, nie spuszczając z niego wzroku. Jego stanowczy ton świadczył jednak o tym, że nie żartuje. Wymagało to od niego dość dużego wysiłku, ponieważ jednocześnie musiał tłumić wszystkie emocje, które się w nim zgromadziły.

_________________

When the sun has set,
no candle can replace it.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Sty 30, 2014 3:27 pm

Siedziałem dalej pod parapetem przestraszony burza, która powoli, ale to naprawdę powoli, cichła. Odetchnąłem cicho widząc rozjaśniającą się pogodę. Nie dałbym rady przetrwać tutaj więcej gdyby anomalie pogodowe się wzmogły. Ten lęk przed burzą czasem mnie bardzo przerażał.
W myślał powtarzałem sobie imię chłopaka. Takashi... Pasowało do niego moim zdaniem. Nie mógłbym zapomnieć imienia kogoś kto dobrowolnie wziął mnie pod swoje skrzydła gdy potrzebowałem schronienia. nawet zauważyłem jego uśmiech, który bardzo mi się spodobał i spowodował, że moje serce zaczęło być znacznie szybciej.
Przeklinałem siebie w myślach nadal nie pojmując tego co się ze mną działo. Musiałem się uspokoić jak najszybciej zanim cokolwiek wymknie się spod kontroli. Każde słowa, które miałem wypowiedzieć musiałem przemyśleć kilka razy, bo inaczej powstała by z tego niezła plątanina.
Przymknąłem więc powieki czując jak chłopak chwyta moją rękę okryta skórzaną rękawiczką. Czułem, że chyba na moje policzki wstąpił delikatny rumieniec... Ale zaraz.. Ja się rumienie?!
Otworzyłem szybko oczy. To co zobaczyłem wcale nie uspokoiło mojego serca. Jego uśmiech był bardzo... ładny? Chyba raczej cudowny.
Siedziałem po prostu wpatrując się w jego oczy i w uśmiech. nawet nie zauważyłem kiedy i na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech, przez który dziewczyny zaczynały piszczeć i szaleć czego z całego serca nienawidziłem. Ciekawe czy chłopak był kiedyś w teatrze, a jeśli tak to powinien mnie pamiętać, bo występuje tam w 80% wystawianych sztuk.
Przysunąłem się do chłopaka i pocałowałem go w policzek dalej się uśmiechając. byłem mu wdzięczny, ale nie umiałem wyrazić tego słowami. W końcu byłem jednym z tych cichych i nielubiących używać słów. Wstałem powoli pomagając wstać i chłopakowi lecz nie pozwoliłem mu puścić swojej ręki. Wpatrywałem się w jego dłoń stojąc jak słup. Wiem, ze to dziwne, ale nikt nie powiedział, ze jestem normalnym człowiekiem prawda?
-P-Pójdziesz z-ze mną do mojego pokoju? N-Napijemy się czegoś ciepłego, a-albo...-Mój głos wciąż drżał co oznaczało, że nadal do końca się nie uspokoiłem po burzy. Teraz na dworze tylko troszkę padało co raczej nikomu nie przeszkadzało.
Powrót do góry Go down
Takashi
Kapitan sekcji pływackiej
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 28/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Sty 30, 2014 4:01 pm

Jego uśmiech nie spełzł z jego ust, kiedy ujrzał purpurę, pojawiającą się na policzkach Akaito. Ba, wręcz przeciwnie! Wywołało to przyjemną falę ciepła, której Takashi nie czuł już od długiego czasu.
Kto by pomyślał, że chłopak, którego poznał w sumie całkiem przypadkiem, będzie w stanie wywołać w nim tak pozytywne emocje? Wraz z Takashim rozpogodził się Londyn, ponieważ krople deszczu nagle przestały uderzać o szyby, a światło po raz kolejny rozjaśniło łazienkę. Pozwoliło to blondynowi nieco dokładniej przyjrzeć się twarzy towarzysza, która w świetle dziennym wydawała mu się jeszcze bardziej idealna, niż wcześniej przypuszczał. I rzeczywiście skojarzył Akaito z tym chłopakiem, którego często obserwował w teatrze. Wybierał najmniej widoczne miejsca (o ile w ogóle takie istniały na widowni), aby móc w pewnym odosobnieniu, izolacji od innych analizować wszystko, co tylko go zainteresowało, no, w tym Akaito. Takashi nie powstrzymywał się przed obserwacją każdego szczegółu twarzy bruneta. W szczególności intrygowały go te wiśniowe oczy, które lustrowały go z przejmującą dokładnością. Westchnął cicho, mimowolnie, kiedy poczuł usta chłopaka na swojej skórze. Okazało się, że blondyn także nie jest odporny na tego rodzaju bodźce, ponieważ poczuł miłe dreszcze, wywołane jego dotykiem i bliskością. Przyjął z wdzięcznością dłoń Akaito, choć wydawało się to nieco dziwne, że niższy od niego chłopak pomaga mu wstać. Wyprostował się i spojrzał na Akaito, pochylając głowę. Bądź co bądź, było między nimi około dwadzieścia centymetrów różnicy. Nie miał zamiaru puszczać dłoni bruneta, więc w tej kwestii byli dość zgrani i uśmiechnął się, lekko mrużąc przy tym oczy.
- Jasne - odpowiedział bez chwili wahania. Bez żalu pociągnął Akaito lekko w kierunku wyjścia z łazienki. Nie przepadał za chłodem tego pomieszczenia, który przedostawał się nawet przez stosunkowo grubą tkaninę jego płaszcza. - Mieszkasz sam? - Odezwał się wreszcie, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o chłopaku, a to pytanie było chyba najbardziej odpowiednie do obecnej sytuacji. Z zaskoczeniem zorientował się, że trzymanie Akaito za rękę przychodzi mu równie naturalnie, co oddychanie. Był to dość zaskakujący fakt, ale postanowił nie przejmować się tym zbytnio i zerknął tylko na bruneta, z ciekawością wymalowaną na twarzy.

_________________

When the sun has set,
no candle can replace it.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Sty 30, 2014 5:44 pm

Poniekąd ucieszyłem się, że chłopak nie mówił za wiele. Nie za bardzo przepadałem za rozmowami, ale żeby kogoś poznać raczej musiałem z nim rozmawiać prawda?
Uśmiechnąłem się do chłopaka delikatnie po czym delikatnie ścisnąłem jego dłoń aby następnie spleść nasze palce ze sobą. Kompletnie zignorowałem rumieńca, który upierdliwie nie chciał zejść z mojej twarzy powodując lekkie zakłopotanie. Nagle zapragnąłem się czegoś zapytać, a mianowicie "Czy jesteś gejem?". Byłem w końcu bezpośredni, ale chyba tym pytaniem bym ostro przegiął.
Spojrzałem za okno i cichutko westchnąłem idąc powoli z chłopakiem w stronę wyjścia z łazienki. Teraz wystarczyło tylko szybko dojść do mojego pokoju i zrobić coś do picia, a może wstąpimy gdzieś po drodze? Chyba jednak to nie był dobry pomysł bo wciąż drżałem po minionej przygodzie, której niestety do tych dobrych zaliczyć nie mogłem.
-T-Tak sam -Odpowiedziałem spokojnie, a mój wzrok jak i cała mimika twarzy wróciła do stanu pierwotnego. Przetarłem wolną ręką oczy senny. Mieszkałem sam bo nikogo nieproszonego nie chciałem, a taki lokator w pokoju ciągle by chciał pewnie gdzieś wychodzić coś robić, a jak chciałbym spać i były by kłótnie, które zupełnie nie były by potrzebne. Ja po prostu nie nadaję się do życia w grupie. Wolałem taką samotność, ale nie zupełną, bo w końcu musiałem mieć kogoś by raz na jakiś czas otworzyć japę.
Wyrównałem nasze kroki idąc przy nim. Musiało to naprawdę dziwnie wyglądać gdy tak trzymałem nasze palce splecione, ale mi tak było wygodnie wiec problemu nie było. No chyba, że Takashiemu się to nie podobało.
-A może zamieszkamy razem? Mam wolne łóżko w pokoju...chyba ze ty z kimś mieszkasz już.- powiedziałem szybko nie nadążając z własnymi myślami i ugryzieniem się w język. Nie znałem go, a proponowałem mu takie rzeczy. No kto by pomyślał, że odwarze się na takie coś.
Szliśmy dalej aż do akademika pod samiusieńki mój pokój numer 50.


[z/t]
Napisze posta w moim pokoju dalej, ale możesz tu odpisać coś.
Powrót do góry Go down
Antek

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Sty 31, 2014 1:34 am

To spotkanie na początku miało być w pełni spontaniczne, bo w końcu Antoni wcale nie planował zostawać dzisiaj w szkole do późnych godzin wieczornych. W pełni spontaniczne, ale jednak szczegółowo, a przynajmniej jak na piętnastolatka, zaplanowane – upewnił się, że osoba, z którą chce się widzieć, będzie mogła przyjść, dyskretnie ją o tym spotkaniu powiadomił, miał wybrany punkt poza zasięgiem kamer monitoringu i z dala od obszaru, w którym wciąż mogli przebywać inni uczniowie albo jacyś pracownicy szkoły. Nic nie powinno pójść źle, oczywiście o ile zdołałby dotrzeć w umówione miejsce bez zwracania niczyjej uwagi, co w przypadku rudzielca wcale nie było takim trudnym zadaniem, nawet w opustoszałej już o tej porze szkole. Ile już razy został zamknięty w jakiejś sali lekcyjnej, bo nauczyciel go nie zauważył?
Z klasy, w której spędził ostatnich kilka godzin swojego nudnego życia, wyszedł jak gdyby nigdy nic, a następnie skręcił w stronę wyjścia z budynku. Potem jednak dyskretnie czmychnął w stronę schodów prowadzących na górę i, przeskakując po dwa stopnie, ale poruszając się przy tym prawie bezgłośnie, dotarł na pierwsze piętro i pomaszerował w kierunku męskich ubikacji. Błyskawicznie przeszedł z jednego końca korytarza na drugi, kątem oka obserwując otoczenie aby upewnić się, że nikt nie postanowił dotrzymać mu towarzystwa, po czym zniknął za drzwiami łazienki. Trudniejszą część misji miał z głowy. Jeszcze tylko sprawdził, czy w którejś z kabin nie zaszył się jeszcze jakiś uczeń, ale wyglądało na to, że o tej porze faktycznie nikogo normalnego w budynku już nie ma.
Chłopak zgasił światła, lekko uchylił drzwi, a gdy wszystko już było na swoim miejscu, usadowił się na parapecie obok swojej szkolnej torby i westchnął ciężko. Teraz wystarczyło już tylko zaczekać na partnera w zbrodni, który powinien dołączyć do niego niebawem.
Tyle tajniaczenia i kombinowania, jakby planował co najmniej wymienić nielegalną broń na ciężkie narkotyki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dane
Przewodniczący Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 05/11/2013
Age : 19

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Sty 31, 2014 1:49 am

Dzisiejszy dzień Dane mógł zaliczyć do szczególnie wyczerpujących. Co prawda wyszedł z kilku ostatnich lekcji, ponieważ jego obecność bardziej potrzebna okazała się na nieoczekiwanym spotkaniu Rady, ale akurat dzisiaj zupełnie nie mógł się zmusić do zajęcia problemami szkoły. Jego myśli były gdzieś daleko w przeszłości, a sam Lytton miał nieco melancholijny nastrój, co zostało zauważone przez kilka osób, ale Dane skutecznie udawał, że nic się nie dzieje. Faktycznie bowiem, poza tym, że był nieco nieprzytomny, wcale nie czuł się źle. Na ziemię sprowadził go dźwięk wiadomości SMS, specyficzne pluśnięcie. Przez chwilę serce zabiło mu mocniej, a w nim nadzieja, że to od niej…
No cóż, jednak zainteresował się nim kolega, co wcale nie było gorszą alternatywą, bo Antoni był jedyną osobą w tej szkole, z którą spędzanie czasu sprawiało Dane’owi choć minimalną przyjemność. Poprawił zarzuconą na ramię torbę i udał się do wskazanego w enigmatycznym SMS-ie miejsca, ponieważ spotkanie Rady przedłużyło się na tyle, że był w stanie akurat wyrobić się na wyznaczony spontanicznie termin. Po drodze nie minął absolutnie nikogo, najwidoczniej więc reszta osób uczęszczających do szkoły i personel mieli już luksus odpoczywania w swoich kwaterach. Stanąwszy przed drzwiami do łazienki zauważył, że te są nieco uchylone, co oznaczało, że dobrze odczytał miejsce spotkania. Normalnie by się o to nie bał, ale tym razem pojawiła się w nim delikatna obawa, że przez zmęczenie znacznie pogorszyła się mu zdolność koncentracji. Cokolwiek usatysfakcjonowany, że jednak tak nie jest, otworzył drzwi i wszedł do środka. Od razu, gdy tylko zobaczył swojego wspólnika, uśmiechnął się. Był to uśmiech zmęczony, ale szczery, co w przypadku Lyttona nie zdarzało się bardzo często. Po tym krótkim i niewerbalnym powitaniu przemówił cicho, tak żeby jego słowa nie poniosły się echem:
– Co tam, Tony? – powiedział to tonem na tyle sympatycznym, że prawie beztroskim, co nie do końca zgrywało się ze zmęczeniem malującym na jego twarzy. W rzeczywistości był prawdziwie ciekaw, co też Antek przygotował dla niego tym razem. Każde spotkanie z nim było bowiem dla Lyttona interesujące, żadnego nie żałował.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antek

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Sty 31, 2014 12:25 pm

Nigdy nie był jakimś szczególnie towarzyskim typem, brakło mu chęci do zawierania nowych znajomości i pielęgnowania tych starych, więc w sumie nic dziwnego, że nie miał żadnych przyjaciół. Dane do takowych raczej też się nie zaliczał, z tego chyba obaj zdawali sobie sprawę, niemniej jednak był jednym z niewielu ludzi, których obecność nie działała Antoniemu na nerwy. Ba, wręcz przeciwnie – mógł spędzać z nim sporo czasu, więcej niż był w stanie z własną rodziną. Niestety, dla dobra ich wspólnych interesów, musiał ograniczać te spotkania do minimum i wybierać takie miejsca schadzek, jakimi pogardziłaby większość nawet tych bardzo zdesperowanych i wybrednych. No bo, sorry, właśnie stoją i rozmawiają w przedsionku męskiej łazienki. Bez względu na to, jak czysta i elegancka by nie była, to dalej jest ubikacja.
Ucieszył się, że go widzi, choć z początku nawet nie dał tego po sobie poznać. Dopiero gdy ujrzał uśmiech na twarzy bruneta, kąciki jego ust uniosły się lekko ku górze, za co chwilę potem skarcił się w myślach i znów spróbował przybrać maskę bezbrzeżnej obojętności, ale niezbyt mu to wyszło.
Nic tam, Danny – odpowiedział przeciągle, szczerząc zęby w perfidnym uśmieszku. – Sprowadzają mnie interesy, jak zwykle zresztą. A co u ciebie? Jak tam spotkanie zarządu?
Wziął swoją torbę na kolana, poszperał chwilę w największej kieszeni, po czym wyciągnął z niej plik kartek spiętych zszywaczem i podał je Dane’owi. Chwilę potem w rękach przewodniczącego znalazł się także plik banknotów.
Pięćdziesiąt funtów, za ostatnie dwie roboty czterdzieści, dziesięć to zaliczka za jedną z nowych, cała dla ciebie, bo w tym ci raczej nie pomogę – wyjaśnił od razu, chowając resztkę pieniędzy do portfela. Zeskoczył z parapetu, ustawił się obok starszego kolegi i, zaglądając mu przez ramię, przewrócił papiery na odpowiednią stronę. – Ten tu – wskazał na pierwsze nazwisko – ma jakiś wpis w papierach, który podobno może przysporzyć mu potem kłopotów, wiesz o co chodzi. Dalej są szczegóły. Daj mi tylko znać, czy się tego podejmiesz, bo jeśli nie, to najpóźniej jutro powinienem zwrócić mu kasę.
Potem zamilkł pozwalając, aby Dane na spokojnie przejrzał sobie dokumenty i zdecydował, których zadań się podejmie, choć na nic trudniejszego od gmerania w uczniowskich aktach już tam nie natrafi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dane
Przewodniczący Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 05/11/2013
Age : 19

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Sty 31, 2014 4:31 pm

Przynajmniej byli ze sobą wystarczająco zgodni, by nie istniały większe przeciwwskazania, żeby prowadzili całkiem sporej wagi interesy. Było to o tyle wyjątkowe, że obaj, zarówno Dane, jak i Antoni, raczej od ludzi stronili i ciężko szło im dogadanie się z kimkolwiek.
Znajomość z tym konkretnym rudzielcem Dane uważał za wyjątkowo opłacalną. Jego rodzinie było bardzo daleko do miana biednej, ale chłopak na pewno nie pogardziłby tak sporą gotówką (zresztą jak każdy nastolatek w jego wieku). Tym bardziej, że robota, którą miał teoretycznie wykonać, była w zasadzie nieszkodliwa i przybierała wręcz formę nieco upośledzonej pomocy. Najczęściej.
– Tragicznie – westchnął z emfazą – lubię tę robotę, ale akurat dzisiaj myślałem, że usnę.
W oku pojawił mu się specyficzny błysk, gdy wpadło mu w nie jedno zlecenie, które miało treść w tym samym stopniu sympatyczną, co i głupiutką. Oczywiście nie mógł zamordować dyrektora Griffithsa za dziesięć funtów. Nigdy nie był pewien, czy to rozkoszne prowokacje, czy ktoś naprawdę oferował pieniądze za podobny czyn, ale ujrzenie w pliku kartek takiego zadania zawsze potrafiło poprawić mu humor. Tym razem jednak nawet się nie uśmiechnął, bez zbędnych komentarzy (choć znalazłoby się ich wiele) wyjął kartkę z pliku i odłożył ją na parapet.
Poza tym znalazło się kilka naprawdę interesujących zleceń. Głównie, jak już zostało wspomniane, grzebanie w cudzych papierzyskach, co całkiem legalnie Dane mógł zrobić chociażby na przerwie obiadowej. Nie żeby był na tyle naiwny, by faktycznie zajmować się takimi rzeczami w biały dzień, ale tak długo jak szkoła była otwarta, miał do podobnych dokumentów dostęp. Normalnie zapewne musiałby przejść przez milion procedur, by uzyskać wgląd do cudzych dokumentów, ale nie po tylu latach. Po prostu wszyscy mu ufali.
– To jest niezłe – zgodził się z Antonim, wczytując w treść strony, na której tamten otworzył cały plik. Nie była to robota trudna, a bardzo opłacalna.
– Ale odjąłeś już sobie swoje procenty za samo dostarczenie? – spytał dla pewności, przybierając na twarzy zaskakująco poważny wyraz, kompletnie niepasujący do tego życzliwego uśmiechu, który widniał na niej jeszcze przed chwilą. Lubił Tony’ego, oczywiście, ale obecnie nikt nie powinien mieć już żadnych wątpliwości, że na pierwszym miejscu znalazły się interesy. Po to w końcu się spotkali. Gdyby Antoś aspirował na zaproszenie go gdzieś towarzysko, co oscylowało na pograniczu poważnej wątpliwości i niemożliwości, zaprosiłby Dane’a na kawę lub do kina, a nie w głębie męskiej łazienki, której zresztą Lytton unikał, kiedy tylko mógł, najczęściej korzystając z tej należącej do nauczycieli. Ot, bo w przeszłości kilka razy uzyskał pozwolenie, a teraz nikt nie zwracał mu już na to uwagi.
– Taa, to na pewno wezmę – mruknął wyjmując wcześniej wspominaną kartkę z pliku, ale zamiast odłożyć ją na parapet, schował ostrożnie do torby (podobnie zresztą uczynił z plikiem banknotów, które wcześniej wręczył mu Antoni). Podobnie uczynił jeszcze z kilkoma innymi kartkami, a resztę zwrócił chłopakowi. Znalazło się jeszcze trochę interesujących zleceń, ale Dane nie cierpiał na nadmiar wolnego czasu. Zawsze musiał wybierać.
– Dziękuję – powiedział spokojnym tonem, wciąż jednak się nie uśmiechając. Nie był się w stanie zmusić do jakiegoś konkretniejszego wyrazu, więc jego twarz pozostawała nieco nijaka. Chyba i Antek pomyślał już przynajmniej przez chwilę o powrocie do pokoju w akademiku i odpoczynku po całym dniu… Tym bardziej, że Dane miał świadomość, ile kroków jego kolega musiał podjąć i jak się zanudzić po drodze, by na pewno nikt nie zauważył go idącego w stronę łazienki. Nie czuł się jednak szczególnie wdzięczny, w końcu… było to opłacalne dla nich obu. Dlatego się zadawali. Gdyby jednak Antek chciał nawiązać z nim jakąś głębszą znajomość, to był otwarty na propozycje. A to, że rudy raczej nie chciał, było już zupełnie inną kwestią. Wolnoamerykanka.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antek

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Sty 31, 2014 9:35 pm

Wbrew pozorom wcale nie lubił swojej „pracy”. Nie lubił uciekać przed kamerami czy wzrokiem pozbawionych życia prywatnego nauczycieli, którzy obrali sobie za punkt honoru, żeby skumać się z młodszą o ponad dekadę dzieciarnią, a takich w tej szkole nie brakowało. Zawsze ktoś mu się wtrącał do interesów, mniej lub bardziej świadomie. Dokąd idziesz? Co tam piszesz? Kto dzwonił? Co robisz po szkole? Niby otwarcie dawał do zrozumienia ludziom, z którymi nie robił żadnych interesów, że nie zależy mu na ich towarzystwie, ale oni mimo wszystko zawsze pałętali mu się pod nogami. Zadawali niewygodne pytania, łazili za nim po korytarzach albo zaglądali przez ramię, kiedy właśnie próbował odebrać ważne wiadomości. Ale widocznie mania nawiązywania rozmów gdzie popadnie i o czym popadnie nie była tylko zmorą samotnych ludzi w sile wieku.
Ciężko było robić interesy w takim terenie – masa ludzi, mało miejsca. Ryzyko, że kilku jego klientów, którzy o sobie nawzajem wiedzieć nie powinni, spotka się na tych samych zajęciach albo usiądzie przy tym samym stoliku była aż nazbyt wielka, aby ktoś przy zdrowych zmysłach podjął się takiego wyzwania. No, ale na szczęście uczniowie rzadko dawali zlecenia mające pogrążyć innych uczniów. Częściej chodziło o zmianę oceny w dzienniku bądź wykreślenie czegoś z akt tym osobom, które nie mogły pozwolić sobie na danie łapówki pracownikowi szkoły. Generalnie wszystko dla własnego dobra, wyjątkowo rzadko na szkodę osób trzecich.
Widząc zlecenie zabicia dyrektora, a raczej sugerowaną zapłatę pod nim podaną, uśmiechnął się sam do siebie. Takie kwiatki zdarzały się rzadko, zazwyczaj ktoś podrzucał mu je do torby na korytarzu albo wsuwał pod drzwiami pokoju, ale że Antek wszystkie takie dokumenciki przeglądał kilka razy dziennie i najbardziej absurdalne oferty odrzucał od razu, ta musiała trafić do niego całkiem niedawno, najpewniej w trakcie ostatniej lekcji albo zaraz po niej. Nic dziwnego, że tego świstka nie zdążył się pozbyć i odruchowo spiął go z resztą.
Słysząc uwagę Dane’a, chłopak westchnął głośno i teatralnie położył sobie dłoń na klatce piersiowej, mniej więcej na wysokości serca. Spojrzał na rozmówcę z udawanym wyrzutem, kręcąc głową jakby nie wierzył własnym uszom.
Sugerujesz, że jestem interesowny? Ranisz moje kokoro – mruknął rozżalonym tonem, ale chwilę później znów stał się względnie normalny. – Pewnie, że odjąłem, ale nie od wszystkiego. Znów potrzebowałem kilku ludzi, którzy byliby mi dłużni jakąś przysługę – wyjaśnił i mrugnął do bruneta porozumiewawczo.
Nie pogardziłby ofertą wspólnego wypadu do kina, kawiarni, herbaciarni czy nawet na spacer do parku, ale w ich obecnej sytuacji były to praktycznie niemożliwe. O swoją pozycję rudzielec się nie bał – jak jakieś jego ciemne interesy ujrzą światło dzienne, najwyżej wyleci z tej szkoły i wróci do kraju. Tam wystarczy dać w łapę komu trzeba, na co w tej chwili byłoby stać nawet samego Antoniego, i kartoteka jest czysta. Lytton był w dużo gorszej sytuacji i gdyby udowodniono mu, że majstruje przy kartach uczniów albo dopuszcza się innych przestępstw takiej rangi, szybko by się z tego bagna nie wygrzebał, a i młodszego kolegę mógłby przypadkiem pociągnąć za sobą, czego nie chcieli chyba oboje. Oficjalnie darzyli się szczerą, niczym nieskażoną nienawiścią – tak powinno zostać jeszcze co najmniej kilka miesięcy, póki nie wyrównają rachunków ze wszystkimi, z którymi kiedykolwiek nawiązali współpracę.
Odebrał od wspólnika propozycje, których ten nie przyjął, pozapisywał wszystkie nazwiska, aby poinformować odpowiednie osoby o odmowie, a na koniec starannie porwał na strzępy wszystkie dowody zbrodni. Pewnie i tak nikt by tego nie sprawdził, ale jak już coś robić, to porządnie.
Jak trafi się niebawem jakaś okazja – zaczął po dłuższej chwili milczenia, wyrzucając strzępki do śmietnika stojącego przy umywalkach – wycieczka albo cokolwiek innego, na co będzie nam dane pojechać razem, zorganizuj nam wspólny pokój. Będziemy mogli załatwić sprawy jak na cywilizowanych ludzi przystało, a nie kryć się po kątach jak jakieś szczury – powiedział na tyle cicho, na ile był w stanie, zerkając na dziewiętnastolatka kątem oka. – Poza tym kilka dni z dala od nich chyba dobrze by nam obojgu zrobiło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dane
Przewodniczący Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 05/11/2013
Age : 19

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sro Lut 05, 2014 2:25 pm

Nieco ociepliło mu się spojrzenie, gdy Antek zainscenizował swoje rzekome emocjonalne zranienie.
– Ty, interesowny? Skądże znowu – odpowiedział wymijającym, ale wcale niesilącym się na komizm tonem, błądząc wzrokiem po ścianach i podłodze, tak jakby próbował rozmówcę przekonać, że podziwia kunszt wykonania kafelków.
– Ładne – dodał po chwili zastanowienia i poruszył sugestywnie brwiami. – Och, mam nadzieję, że kiedy zawitasz w moim progu z „potrzebuję przysługi” albo „pamiętasz, kiedy pomogłem ci iks czasu temu?” na ustach, będę gotowy…
A raczej spodziewał się, że taki dzień prędzej czy później nadejdzie. Nie widział w tym nic złego – tak zachowywał się Antoni i tak zachowywał się Dane. Temu konkretnemu chłopakowi przewodniczący był w stanie jednak pomóc z dobrej woli, podświadomie w ramach nagrody i podziękowania za to, że tak przyjemnie się z nim pracuje, a owoce tej pracy są zawsze tak obfite. Lytton tak, poniekąd, zresztą myślał – był w stanie więcej, dużo więcej poświęcić dla ludzi, którzy byli mu jakkolwiek bliscy, nawet jeśli stało to w sprzeczności z jego normalnym zachowaniem. Zdawało mu się poza tym, że znaczna większość ludzi tak właśnie się zachowywała. Z tego powodu nie zwykł tak po prostu polegać na obcych czy ufać ludziom z dobrej woli.
I doskonale zdawał sobie sprawę z obecnej sytuacji, która właściwie kompletnie uniemożliwiała mu bliższe zaznajomienie się z Antonim. Nie był typem marzyciela i nie zastanawiał się, jakby to było, gdyby cała szkoła nie myślała, że ma z Polakiem na pieńku. Spokojnie i cierpliwie trwał w obecnej sytuacji (w końcu nie było dokładnie tak, że od tej jednej z niewielu inteligentnych osób w szkole był odcięty całkowicie; spotykali się, nawet jeśli spotkania te miały charakter biznesowy, a nie towarzyski), ani nie wyczekując jej końca, ani specjalnie nie ciesząc się z tego, jak wygląda na teraz.
Bez słowa obserwował, jak Antek zapisuje nazwiska poszczególnych osób i raz jeszcze przez głowę przebiegła mu myśl, co zrobiłby z takimi fantami randomowy nauczyciel, gdyby w jego ręce trafiło polecenie przeszukania toreb obu chłopaków. Najpewniej nic, bo oryginałów zleceń Dane nigdy nie zachowywał (poza tym znaczna ich część była już wcześniej zaszyfrowana przez Brzezińskiego), ale i tak mogłaby to być bardzo nieprzyjemna i zbędna sytuacja.
– W porządku – odpowiedział, pierwszy raz od jakiejś chwili uśmiechając się blado. – Sama organizacja pokoju nie będzie problemem, mam nadzieję, że żadne obowiązki nie zatrzymają mnie w szkole, kiedy już nadarzy się okazja. Możesz to interpretować dowolnie.
Wciąż pozostawała jedna rzecz do rozwiązania. Dane bardzo chciał udawać, że nie jest to dla niego priorytetowe w jakimkolwiek stopniu, ale czuł się poważnie zaniepokojony tym, że gdy pod koniec wakacji pomagał w sortowaniu dokumentów uczniów szkoły, nazwisko Lytton przewinęło się przed jego oczami dwukrotnie. Mogło mu się to tylko wydać ze zmęczenia, ale jeśli tak nie było, to sprawa była naprawdę interesująca, bo Dane nie podejrzewał, by dyrekcja popełniła jakikolwiek błąd w dokumentach. Pozostawało mu powęszyć…
Westchnął cicho, patrząc na Antoniego.
– Nie bierzesz na siebie aby trochę więcej, niż jesteś w stanie znieść?

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antek

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Nie Lut 09, 2014 2:02 pm

Wątpię, żebym w ogóle musiał – mruknął w odpowiedzi, krzyżując ręce na klatce piersiowej. – Podejrzewam, że Pan Przewodniczący pilnuje swoich interesów i nie będzie konieczne, abym musiał przypominać mu o jego ewentualnych długach – dodał sucho, równie poważnym tonem. – Bo na razie chyba jesteśmy kwita, czyż nie?
W końcu rozliczali się dokładnie przy każdym takim biznesowym spotkanku, więc ewentualne braki w ich kieszeniach nie miały prawa istnieć. Cóż, a przynajmniej nie te związane z prowadzonymi przez nich w szkole interesami. Antoni wbrew pozorom wcale nie był łasy na pieniądze i materialistą też nie można było go nazwać, ale lubił być... niezależny finansowo, więc nie przepuszczał żadnej okazji, żeby dorobić sobie do kieszonkowego, a gdy gotówka już wpadła mu do portfela, prędko go nie opuszczała. Nawet nie dlatego, że chłopak nie miał na co jej wydawać, bo miał (jego lista gier, książek, filmów i innych rzeczy do kupienia stawała się dłuższa z roku na rok), ale nigdy nie mógł się przemóc, żeby te uczciwie zarobione pieniądze przepuścić na cokolwiek. Ot, taki irracjonalny lęk, że zakupiona rzecz zawiedzie jego oczekiwania i tych kilkanaście czy kilkadziesiąt funtów zostanie wyrzuconych w błoto.
Słysząc o obowiązkach, które w przypadku ewentualnej wycieczki mogłyby zatrzymać Dane’a w szkole, wyraźnie zmarkotniał. Perspektywa pojechania gdziekolwiek bez jedynej osoby, która tak dobrze go rozumiała, i zostania wtrąconym do pokoju z jakimś innym dzieciakiem wcale nie była kusząca. Wszystkie zielone szkoły i inne wyjazdy integracyjne, jakich doświadczał najpierw w szkole podstawowej, a potem przez pierwsze lata gimnazjum, sprawiły, że od czasu wyjazdu do Londynu zawsze, gdy tylko pojawiała się groźba „rozrywki” tego rodzaju, zawsze zapadał na jakieś tajemnicze, kilkugodzinne choróbsko. Zdrowiał cudem godzinę po odjeździe autokaru, coby móc następnego dnia spokojnie iść na lekcje. Zazwyczaj zostawiali go wtedy w spokoju, bo przecież kto cofałby się kilkadziesiąt kilometrów po jednego dzieciaka?
Nie mam zamiaru – skomentował lakonicznie jego uwagę na temat interpretacji. Jeszcze tego brakowało, żeby mu się w głowie zaroiło od jakichś idiotycznych skojarzeń. – Zresztą mniejsza z tym. Jak ciebie tu uziemią, to i ja się nigdzie ruszę, także wyjdzie na jedno – dodał i wzruszył obojętnie ramionami. Słysząc ostatnią wypowiedź bruneta, uniósł brwi na znak zdziwienia. – Co masz konkretnie na myśli? – spytał bardziej szorstko niż miał zamiar, taksując rozmówcę wzrokiem. – Męczy mnie samo przebywanie z innymi ludźmi i nic na to nie jestem w stanie poradzić – powiedział nieco łagodniej, przecierając dłonią twarz. – Albo zamknę się w pokoju jak jakieś niedorobione hikikomori, albo wyrżnę w pień wszystkich dookoła, albo przemęczę się tak jeszcze kilka lat. Druga opcja jest wprawdzie wybitnie kusząca, ale chyba jednak pozostanę przy tej ostatniej... A tak swoją drogą, dokładnie o to samo mógłbym zapytać ciebie – mruknął, spoglądając wymownie w stronę lustra wiszącego nad umywalkami, co zapewne nie było potrzebne, bo Dane raczej zdawał sobie sprawę, że wygląda jakby nie spał dobrze od kilku dni.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pią Kwi 04, 2014 9:28 am

Faktycznie, Skorpion nie miał zamiaru dyskutować. Dlatego tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i razem z Edriciem rozpoczął mozolną wędrówkę w stronę szkolnych łazienek.
Mozolną, bo powolną przez nogę chłopaka, poza tym Michael unikał za wszelką cenę spotkań z kimkolwiek. Zapewne dwóch brudnych chłopaków, jeden podtrzymujący drugiego, który miał ranną nogę, byłoby pewnego rodzaju sensacją i wzbudzałoby zaciekawienie, które Skorpion wolał uniknąć.
Wreszcie jednak się udało. Dotarli do łazienki, gdzie Żądlasty oparł swojego towarzysza o ścianę i dopiero wtedy go puścił.
- Dobra Dzieciaku. Ja biegnę do pokoju po ręczniki dla nas, coś na Twoją nogę, oraz jakieś ciuchy a Ty, jeśli dasz radę, to wskakuj pod prysznic. - Powiedział oceniając posturę chłopaka. Wzrost praktycznie ten sam, ciało miał może nieco wiotkie w porównaniu ze Skorpionem, ale nie była to duża różnica. A to oznaczało, że bez problemu Michael będzie mógł Edricowi swoje ubrania dać.
- Zaraz wracam. - Rzucił jeszcze i faktycznie zaraz go nie było.
Dotarcie do pokoju było szybkie. Bez spowalniającego go chłopaka mógł się poruszać szybko i mniej przejmować potencjalnymi osobami na korytarzu.
W pokoju zaś miał pewien mały problem. Dwie pary bokserek, krótkich spodenek i koszul wziął, ręczniki i żel pod prysznic również, ale nie miał zestawu medycznego.
Wody utlenionej nie używał, dlatego wziął małą buteleczkę wódki, dochodząc do wniosku, że po prostu dla Edrica mocno ją rozcieńczy z wodą. Plastrów nie miał, na szczęście miał bandaże. To powinno wystarczyć. Zapakował więc to wszystko w plecak, żeby nikt nie zobaczył, gdy będzie wracał, no i ruszył pędem do łazienki.
- I jak Dzieciaku? - Rzucił wchodząc do niej wreszcie po kilkunastominutowej nieobecności i rozejrzał się sprawdzając, czy Edric czeka jeszcze na niego pod ścianą, czy zaczął się już myć.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Sob Kwi 05, 2014 12:47 pm

Podczas przemarszu w kierunku obranym przez Michaela, raczyli obaj zachować stosunkową ciszę. Nie chcieli aby ktokolwiek ich nakrył, zwłaszcza że ewentualna ucieczka byłaby dzięki nodze Edrica maksymalnie utrudniona. Nie czując się ze świadomością tego najlepiej, nawet pomimo dyskomfortu, do czasu aż nie dotarli do łazienek, usiłował iść tak szybko jak tylko mógł.
Chłopak naprawdę się uparł... A przecież mówił, że wystarczy jak umyje się u siebie. Dlatego właśnie w pierwszej chwili, kiedy tamten zaczął wyliczać rzeczy jakie planował ściągnąć ze swojego pokoju, zamierzał ponownie zaprotestować, ale i z tego szybko zrezygnował. Pewnie i tak zrobiłby dokładnie jak sobie założył. Z wolna skinął zatem głową.
- Przepraszam za kłopot. - rzucił jeszcze za nim i gdy tylko tamten się oddalił, odetchnął głośno, jakąś chwilę stojąc w bezruchu, wsparty plecami o chłodne kafelki. Nie zamierzał jednak tracić więcej czasu niż należało i gdy tylko spostrzegł w jednym z luster jak podczas ich wypadu zdołał się umorusać, bez większych oporów zaczął ściągać z siebie ciuchy. Mimo iż brudne, składał je wszystkie w schludną kostkę – pedantyczne nawyki. Jedynie w styczności ze spodniami miał z początku mały problem, jako iż te okazały się przyschnąć materiałem do ran. Całe szczęście przez zmoczenie ich, obeszło się bez odrywania siłą. Samym rozcięciom przyjrzał się dopiero pod prysznicem, kiedy już puścił ciepłą wodę. Jedna z nich była nieco głębsza niż się spodziewał, aczkolwiek stosunkowo niewielka, druga zaś na długość jego palca wskazującego, przy czym palce, co trzeba w takim wypadku nadmienić, miał raczej długie. Nie wyglądały zbyt ładnie, zresztą jak żadne rany szarpane, jednakże przy odpowiednim zadbaniu o nie, nie powinny pozostać blizny. Nie krwawiły też jakoś specjalnie, więc bez specjalnego zamartwiania się nimi, skupił uwagęna spłukiwaniu z ciała kurzu oraz brudu. Myślami krążył dookoła widziadła sprzed kilkunastu minut... Zaabsorbowany w ten sposób, z głową odchyloną do tyłu i przymkniętymi oczyma, nawet nie usłyszał kroków wracającego do pomieszczenia Michaela dopóki ten się nie odezwał. Od razu zakręcił wodę, ręką zgarnął włosy do tyłu i odchylił kotarę kabiny aby móc wychylić głowę i wyłapać młodszego chłopaka wzrokiem.
- Naprawdę wystarczyłoby po prostu: Edric...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Nie Kwi 06, 2014 10:18 am

- Ale to by było nudne... - Odpowiedział wchodząc wgłąb łazienki i spokojnie kładąc na ławce swój plecak.
- Dzieciak o wiele bardziej do Ciebie pasuje. - Dodał jeszcze uśmiechając się słodko do starszego chłopaka i zaraz zabrał się za grzebanie w plecaku.
Spokojnie wyjął z niego żel pod prysznic i ręczniki dla siebie, oraz po prostu Edrica, no i wreszcie mógł zrobić coś, o czym marzył już od dłuższego czasu. Zdjąć z siebie te brudne ubrania!
W przeciwieństwie do kolegi nie układał ich, ale też nie zmielił w kulkę jak to niektórzy robią. Położył zwyczajnie na ławce.
- Wziąłem dla nas żel pod prysznic i ręczniki. - Zaczął, biorąc je do ręki i idąc nagi w stronę towarzysza.
- Trzymaj na razie żel, jak się umyjesz, to wtedy ja z niego skorzystam. - Dodał podając butelkę żelu o zapachu miodu i wanilii chłopakowi, zawiesił ręczniki niedaleko i w końcu samemu wpakował się pod prysznic.
Chwilę trwało zanim ustawił sobie odpowiednią temperaturę, ale zaraz rozległo się jego zadowolone mruczenie, gdy stał pod strumieniem wody przyjemnie obmywającym jego ciało.
Tak, to jest to co skorpiony lubią najbardziej. No, może jednak z wielu rzeczy, które skorpiony lubią, ale jednak. To wspaniałe uczucie wody spłukującej nie tylko brud, ale i zmęczenie, co odprężało i uspokajało.
- Co sądzisz o tej naszej wycieczce? - Spytał nagle, tak od niechcenia, mając zamknięte oczy, takim tonem jakby się pytał o zwyczajne pójście do sklepu, czy coś podobnego.
Skorpion, mimo powierzchowności świadczącej o tym, że się niczym nie przejął, wciąż rozmyślał o tym co się stało i szukał coraz dziwniejszych wyjaśnień na to wszystko. Próbował się jakoś w tym wszystkim odnaleźć i zastanawiał się, co też ma, czy powinien zrobić dalej.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Nie Kwi 06, 2014 6:13 pm

Westchnął z cichą rezygnacją.
- W tej jednak postaci stawia mnie na okrutnie niskim pułapie. Bycie uczonym przez „dzieciaka” to także nieszczególny powód do domu. - przyglądał się poczynaniom szatyna z typową już dla siebie łagodnością i spokojem, skoro nadmiar emocji zdążył wreszcie nieco opaść. Przynajmniej do czasu aż ten zaczął się rozbierać. Bo w końcu nie wypadało, nawet jeśli obaj byli facetami. Do przebywania nago w towarzystwie kolegów nawykało się dość naturalnie. Choćby przez wzgląd na zażywanie wspólnych pryszniców w większości placówek edukacyjnych i wygłupów jakie im najczęściej towarzyszyły. Już nie mówiąc o tym, że sam sporo się tamtymi laty nabiegał kompletnie nagusieńko, gdy to podczas zażywania wspomnianych kąpieli, kradli jego ubrania i chowali gdzieś poza terenem łazienek i szatni. Nic przyjemnego, jeśli miał być szczery.
- Dziękuję. - uśmiechnął się z wdzięcznością i spojrzał na wręczoną mu tubę żelu pod prysznic, a potem znowu na chłopaka. - Zdaje się, że stałem się twoim dłużnikiem. - skinął mu głową, po czym schował ją znowu za plastikową kotarą. Namydlił się stosunkowo szybko, nie chcąc kazać towarzyszowi zbyt długo czekać na możliwość skorzystania ze specyfiku. Zapach był trochę zbyt słodki, ale nie mógł powiedzieć, że jednocześnie nieprzyjemny. Skóra w każdym razie na pewno będzie po nim przyjemnie gładka.
Cały w mydlinach, mrużąc oczy aby uchronić je od dostania się doń piany, podszedł znowu do kotary lecz zamarł nim wychylił się ponownie, chcąc podać mu tubę za zasłonę obok.
- ... – chwilę milczał. Do głowy przychodziło mu tysiąc przeróżnych odpowiedzi. Żadna nie była satysfakcjonująca. Nie dla niego. Potrzebował zbyt wielkiego zasobu słów żeby wystarczająco dobrze móc ująć swoje uczucia.
- Nie żałuję. Nawet gdyby to wszystko okazało się jednym, wielkim żartem... Nie żałuję tego, że tam z tobą poszedłem. - odezwał się wreszcie, przymykając na chwilę oczy. - Zamierzam poszukać więcej informacji zanim wybiorę się tam powtórnie. - oznajmił przesiąkniętym entuzjazmem głosem, który słyszalnie trzymał w ryzach.
Wyciągnął wreszcie rękę z żelem i wygiął ją aby wsunąć za zasłonę kabiny Michaela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Pon Kwi 07, 2014 2:43 pm

- Po prostu jestem geniuszem, więc nie musisz się wstydzić tego, że Cię pouczam Dziecinko! - Roześmiał się wesoło gdy to mówił.
Po dłuższej chwili stania pod prysznicem, zaczął się obmywać wodą, czekając na to, aż jego towarzysz skończy się żelem bawić.
- Jak to się mówi, zapłacisz mi w naturze. - Odpowiedział szybko a po dłuższej pauzie, podczas której delikatny uśmieszek błąkał się po jego buźce, dodał.
- Na przykład udzielając mi tych korepetycji. - Wyjaśnił, żeby wreszcie zakończyć potencjalne rumieńce i dziwne myśli u Edrisia.
Oczywiście, takie ujęcie kwestii spłaty długu nie było przypadkowe, Skorpion zwyczajnie nie mógłby usiedzieć spokojnie za długo bez jakiś lekkich chociaż złośliwości, czy aluzji.
- Nie żałuję, że tam z Tobą poszedłem... - Powtórzył te słowa i znów rozbawiony uśmiech pojawił mu się na wargach.
- Wiesz, że zabrzmiało to tak, jakbyś mówił, że nie żałujesz, że to ze mną miałeś swój pierwszy raz, czy że nie żałujesz, że byłeś ze mną na randce, czy coś w tym stylu? To urocze! - Roześmiał się cicho, ale gdy wziął żel do ręki, spoważniał szybko.
- Ja też nie żałuję. I strasznie mnie ciekawi o co chodziło. Trzeba by poszukać jakiś informacji na temat pożaru, tego czy ktoś w nim zginął, no i tej dziewczyny. - I w jego głowie już wszelkie aluzje, oraz żarty zostały zastąpione myśleniem o tym co ich spotkało. I o tym, gdzie można by się czegoś dowiedzieć. W gazetce szkolnej? W gazecie? Może od jakiegoś pracownika szkoły?

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Wto Kwi 08, 2014 7:28 pm

Pokręcił głową i uśmiechnął się pod nosem z leciutką pobłażliwością. Odpowiedź dokładnie w stylu Michaela. Prawdę mówiąc, chyba poniekąd spodziewał się usłyszeć coś w tym guście.
- Tak, tak. Niech ci już będzie. - zgodził się dla świętego spokoju, zdecydowany jednak zainicjować jeszcze kiedyś odpowiednie kroki do zmiany tej, nazbyt podważającej jego wiek i inteligencje ksywki. Być może jeśli będzie poprawiał go za każdym jednym razem kiedy zdecyduje się nazwać go w ten sposób, w pewnym momencie uda się tym nakłonić do przejścia na bardziej odpowiednią formę? Nie był co do tego zbytnio przekonany, jeśli miałby być szczery sam z sobą, ale zaszkodzić też nie zaszkodzi już bardziej.
Kolejny już, celowy zapewne docinek wymierzony w jego stronę, o mało co nie wyrwał mu jeszcze żelu z rąk.

Jego nowy „uczeń” z pewnością w ogóle nie czuł się zażenowany mówiąc o tego typu rzeczach, pomyślał Edric, potrafiąc jednocześnie wyobrazić sobie, jak mocno musiało teraz kipieć od niego samozadowoleniem wynikającym ze świadomości wprawienia go w zakłopotanie raz enty tego dnia.
- Naprawdę lubisz robić sobie z innych żarty... - wymamrotał z nutką urazy w głosie, ponieważ w pierwszej chwili nieco się spiął za sprawą tak dwuznacznej przecież propozycji, spłaty zaciągniętego długu wdzięczności. Mógł zdawać sobie sprawę z oczywistości tego zagrania, ale nawet wówczas nie zmieniało to faktu, iż czuł się ewidentnie zakłopotany w sytuacjach tego typu.
- Hm...? - mruknął pytająco na dźwięk tych samych słów, które chwilę temu wypłynęły z jego własnych ust. Zastanawiając się nad powodem takiej a nie innej reakcji kolegi, chcąc słyszeć wyraźniej, przykręcił nieco wodę i... Szybko tego pożałował.
- N-Nic podobnego. - obruszył się lekko, czując rozgrzewającą twarz falę gorąca. Podkręcił zatem wodę czym prędzej, mogąc cofnąć się ponownie bardziej pod główny strumień by spłukać z siebie pianę. Nadął policzki. Gdyby ktoś go teraz widział, stwierdziłby pewnie, że gdyby chomik potrafił okazywać swą nieprzychylność i wpadać w foszki, właśnie tak można by go zobrazować. Przymykając oczy, pozwolił aby ciepła woda obmyła ciało raz kolejny. Coś mu podpowiadało, że tej nocy nie będzie mógł spać spokojnie z wieeelu powodów.
- Jutro wybiorę się do biblioteki miejskiej. - oświadczył tonem, który wskazywał iż nadal pamięta o zarzucie sprzed chwili. Niemniej, faktycznie zamierzał wybrać się w dane miejsce. Jeśli się nie mylił, powinien móc coś znaleźć w systemie lub bibliotecznych archiwach. W końcu mają oni obowiązek przetrzymywania kilku egzemplarzy gazet nawet sprzed, wielu, wielu lat. Być może zajmie mu to więcej niż dwa czy trzy dni zanim dokopie się do tego, czego potrzeba, ale na pewno istniała spora szansa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Kwi 10, 2014 9:13 am

Po stwierdzeniu, że lubi sobie żarty robić, przybrał na twarzy wyraz oburzonej świętości, urażonej niewinności i ogólnie coś na kształt tego jak pewnie wygląda większość księży, gdy się tłumaczą, że nie robili nic złego z tymi ślicznymi, zgrabnymi, słodkimi, małymi chłopaczkami.
Wychylił się też zaraz ze swojej kabiny i zajrzał do kabiny swojego towarzysza.
- Wiesz co? Jak śmiesz tak w ogóle twierdzić! - Oczywiście ton głosu idealnie się z grał z wyrazem twarzy. Każdy, kto Skorpiona usłyszał, od razu się mógł domyślić, że oto jest człowiek, którego oskarżono niesprawiedliwie i bezpodstawnie o coś, z czym nigdy nie miał do czynienia.
Gdyby nie to, że woda wciąż spływała po twarzy chłopaka, to pewnie jeszcze jakieś łzy spróbowałby przywołać na swoją twarzyczkę.
- Od małego wszyscy mi strasznie dokuczali, wciąż ze mnie żartowali, więc jestem wyczulony na tym punkcie a Ty mówisz, że to ja to robię... - Dodał jeszcze płaczliwym tonem, ale zaraz przybrał zamyśloną minę.
- Hmmm... I w sumie masz rację. - Wyszczerzył się zaraz wesoło i najpierw spojrzał na twarzyczkę Edrisia, potem zsunął spojrzenie znacznie niżej.
- Słodko wyglądasz. I widzę, że zacząłeś sobie wyobrażać nieco inną formę spłaty długu... - Szybko pokazał mu język i schował się z powrotem w swojej kabinie.
Zaraz znów przybrał poważną minę i jakby nigdy nic kontynuował następny temat.
- Jak coś Ci się uda w tej bibliotece odnaleźć, to daj mi od razu znać. Ja może zmolestuję kogoś, kto tu był w tym okresie. - Zastanawiając się tylko kogo mógłby dorwać spokojnie wziął żel i zaczął się myć.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Kwi 10, 2014 1:02 pm

Przekręcił się nieznacznie przez lewe ramię, słysząc za sobą ruch zasłony. Pytającym spojrzeniem obrzucił osobę szatyna aż ten nie zaczął swego, iście teatralnego przedstawienia. Trzeba przyznać, że miał chłopak talent. Z początku nawet zdołał Edrica raz kolejny zaskoczyć, aczkolwiek ten również miał już jakie takie pojęcie o jego specyficznych umiejętnościach oraz słabości do nadmiernego ich wykorzystania, zwłaszcza w mało odpowiednich dla innych momentach.
Parsknął cicho w zaciśniętą w pięść dłoń, którą szybko przysłonił usta aby ukryć delikatne rozbawienie.
- Powiedz, nie należysz czasem do klubu teatralnego? - zapytał, gdy wreszcie skończono go pretensjonalnie łajać. Nie miał niestety nic na swoją obronę, ale o jedno mógłby się założyć... Szansa na to iż Michael kiedykolwiek był dzieciakiem spokojnie znoszącym docinki innych, była w jego mniemaniu równa zeru. Niemniej, zważywszy na to jak świetnie szło mu odgrywanie roli urażonego do żywego, zaczął wreszcie rozumieć dlaczego nie jest w stanie go przejrzeć. To się chyba nazywało naturalnym talentem. Coś z czym człowiek się po prostu rodził.
I wszystko pięknie i fajnie, ale...
- Jestem już wystarczająco nagi, nie musisz mnie bardziej rozbierać wzrokiem. - zwrócił mu uwagę, nie biorąc tego co prawda już tak bardzo naopatrznie, aczkolwiek z pewnością nie mógł się czuć komfortowo kiedy tak wodzoną po nim oczyma. A już na pewno nie kiedy robił to osobnik, lubujący się w ciskaniu wszelkiego rodzaju aluzjami. Tylko siłą woli powstrzymał się od chęci zasłonięcia w wiadomych rejonach. Nie zamierzał jednak odstawiać podobnie dziewiczych cyrków, więc tylko zrobił niewyraźną minę.
- N-Nic z tych rzeczy! - szybko sam spojrzał po sobie, jakby spodziewał się nie wiadomo jakiej reakcji własnego ciała. - Jesteś naprawdę obsceniczny... – oskarżył go znowu i jeszcze tylko na chwilę postanowił wejść pod ciepły prysznic nim zupełnie zakręcił wodę.
- ”Zmolestuje”... Brzmi jakbyś naprawdę zamierzał popełnić przestępstwo. Wiesz, że to się nazywa mobbing?
I jest karalne...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Łazienka   Czw Kwi 10, 2014 1:31 pm

Skorpion zazwyczaj szybko się mył, jak już skończył stać w bezruchu pod lejącą się na niego wodą, więc teraz również nie trwało to długo.
Umył się, opłukał i wyszedł mokry z kabiny.
Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zareagował jakoś na stwierdzenie o klubie teatralnym, dlatego też już po chwili klęczał przed prysznicem Edrica, odsłaniając nieco kotarę i wyciągając jedną rękę w jego stronę a drugą przykładając do piersi powiedział wzniosłym głosem.
- Azaliż naprawdę uważasz, że do klubu teatralnego pasuję nadobna dziewuszko? - Szybko rękę wyciągniętą do towarzysza skierował w stronę sufitu.
- Gwiazdy te mi świadkiem, że me serce wielce się rozradowało Twym wyznaniem, które padło z Twych słodkich usteczek! - Sądząc po oczach i coraz większym uśmiechu, całkiem nieźle się przy tym bawił.
Zaraz jednak przeniósł spojrzenie na krocze chłopaka i niby nieco poważniejąc, powiedział wstając.
- Dobra, koniec tej zabawy, bo zaczynasz się coraz bardziej cieszyć na mój widok a ja nie mam żelu, żeby to jakoś ogarnąć. Chociaż... - Mruknął na koniec i w zamyśleniu spojrzał na swój plecak.
- A nie... Chyba jednak mam... Ale najpierw Twoje noga. Siadaj! - Ostatnie słowo wypowiedziane było tonem nie znoszącym sprzeciwu, gdy Skorpion pokazywał ławkę.
Żądlasty od razu po tych wygłupach wytarł się porządnie i wieszając na moment ręcznik, żeby podsechł chociaż troszkę, zaczął grzebać w swoim plecaku, wyjmując z niego bandaż i alkohol.
- Nie martw się. Nie o takim molestowaniu mówiłem. Chodziło mi raczej o pomęczenie, żeby ktoś mi powiedział co się działo. Ale podoba mi się Twój sposób myślenia. - Uśmiechnął się szeroko, na chwilę obracając głowę, żeby spojrzeć na kolegę i zaraz dalej w plecaku grzebał.
- No dobra... To się bierzemy do roboty... - Mruknął i podszedł do ławki, żeby zająć się wreszcie ranną nogą Edrisia.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Łazienka   

Powrót do góry Go down
 
Łazienka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Łazienka Chłopców
» Łazienka Prefektów
» Łazienka Jęczącej Marty
» Duża Łazienka
» Łazienki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Lewe skrzydło :: ∎ Łazienki-
Skocz do: