IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Basen.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Basen.   Nie Mar 15, 2015 6:15 pm

Lepszą odpowiedzią byłoby uznanie, że to Aiden narobił kłopotów Edricowi, ale trzymajmy się tej pierwszej wersji. Kłopoty, które sprawi blondyn mogą być o wiele większe i rozmnażać się jak króliki. Aiden był w tej dziedzinie swego rodzaju magikiem, wyjmującym króliczki z kapelusza...
- Nie mogę się doczekać, aż zdejmę te cholerne klapki – mruknął bardziej do siebie, niż  do Edrica i ruszył przez morze niebieskich płytek w stronę szatni. Spojrzenia... gdyby ludzie wiedzieli jakie emocje wywoływali nimi  w blondynie. Nawet te pełne obrzydzenia, bez aprobaty i nienawiści sprawiały mu przyjemność. Uwaga podzieliła się na nich dwóch, ale i tak miło połechtano jego ego.
Pociągnął za klamkę ostatni raz pokonując lodowatą wodę nasączoną chlorem w ogromnej ilości i zniknął za nimi, przechodząc do szatni i stając przy szafce numer 205.

[z/t]

_________________
Karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seth

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Re: Basen.   Sob Maj 30, 2015 6:57 pm

Co z tego, że jest zima, pomyślał, patrząc jak jego goła skóra pokrywa się niemal natychmiast gęsią skórką. Nie widział problemu w porze roku, przecież wybrać się na basen można było zawsze.W dodatku, jak to na burżuje przystało, całość była w budynku, może nieco gorzej ogrzewanym niż reszta szkoły, ale zawsze coś.
Ściągnął z siebie koszulę, odrzucając ją na pobliską ławkę, gdzie leżała już jego szkolna torba. Trzeba było wykorzystać chwilę, gdy wszyscy byli na lekcjach i nikogo tu jeszcze nie było. Damn. Musiał się pośpieszyć zanim przyjdzie tu ten cholerny klub pływacki... sportowy, czy jak im tam. Głupie smarki, rozchlapywały tylko wodę, zachowywały się zbyt głośno i doprowadzały go do takiego poziomu wkurwienia, że Seth miał ochotę ich wszystkich potopić.
Naraz.
Co z tego, że nie starczyło by mu rąk. Potrzeba matką pomysłów.
- Cholernie zimno - mruknął sam do siebie, rozbierając się do kąpielówek. Jakoś w tej chwili mało obchodziło go to, że ktoś mógł go zobaczyć. O nie, nie przebrał się w szatni, spalić na stosie. Na basenie nie było żywej duszy oprócz niego, po co miał się więc męczyć i iść aż do szatni? jego ciuchy na ławce i tak nikomu nie przeszkadzały, a przywiązany jakoś specjalnie do nich nie był. Nawet jeśli ktokolwiek by mu je zwinął, Coletti mógłby spokojnie pójść ubrany jak go bogowie stworzyli do swojego pokoju.
Już w kąpielówkach, przeciągnął się, stając przy wodzie. Lenistwo obowiązywało, musiał trochę poćwiczyć, skoro "zaspał" na dzisiejsze zajęcia. Na kosza i tak nie miał co wychodzić, pogoda i tak nie dopisywała...
Wskoczył szybko do wody, patrząc wcześniej na wiszący na ścianie zegar. Miał lekkie opóźnienie, niedługo kończyły się lekcje, nosz kurwa. Zero spokoju i czasu dla siebie w tym piekle zwanym szkołą. Wykorzystując czas, postanowił nie oglądać się za siebie na czas i po prostu popływać. Jak przyjdą dzieciaki i znów będą zakłócać jego spokój... cóż.
Ich pech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Misha

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 10/01/2015
Skąd : Yorkshire, Anglia.

PisanieTemat: Re: Basen.   Sob Maj 30, 2015 7:39 pm

Cóż za niebywała desperacja zaciągnęła go w otchłanie lodowego królestwa z dala od ciepłych grzejników i automatów z kawą? Z pewnością nie była to potrzeba aktywnego fizycznie wykazania się umiejętności unoszenia na powierzchni wody… No, nie taka dotycząca Michaiła we własnej osobie. Wystarczająco by rzec, że idący kilka metrów przed nim czarnowłosy emanował fluidami niedoboru ruchu, by idący za nim krok w krok Mysz był świadom następstwa zdarzeń. No bo proszę… Na basen nie chadza się po to, by nasikać do zbiornika, skoro po drodze mija się kilka cieplutkich łazienek. Ponadto, to zawsze było ciekawsze niż zajęcia z języków martwych.
No i to nie było tak, że śledził Setha od dłuższego czasu magicznie przewidując tor jego wędrówki. Przydybał go dopiero nieopodal wejścia do przybytku, kiedy ten prawie przekraczał progi o tej porze zazwyczaj będące nieużywanymi. Coś niesamowitego, brawa dla tego śmiałka. Michaił cichutko, na paluszkach podążył za nim w takiej odległości, by w razie niekorzystnego obrotu spraw sprytnie zamaskować swoją obecność na miejscu zupełnym przypadkiem… Chociaż nie było to konieczne. Zerkał zza winkla jak ten bezwstydnie pozbywa się ubrań, by zaraz szybko znaleźć się przy nich i przysiąść cichaczem na ławce. Oparł brodę na rękach wspartych na kolanach, uprzednio pamiętając, by ładnie złożyć w kosteczkę i ukryć sethową koszulę w czeluściach własnego plecaka. Dokładnie nie wiedział po co to robi, jednak czuł, że nie było to bezcelowe. Wszakże kiedyś basenowy narwaniec będzie chciał się odziać, prawda~?
Siedział tak zatem, grzecznie i z kocim uśmiechem oglądając wodne wyczyny Colettiego. Nie ozwał się ni słowem, nie wydał z siebie dźwięku głośniejszego niż spokojny oddech przez nos. Czekał, aż Seth sam go przyuważy, nie chciał go bowiem dezorientować bezsensowną i niepotrzebną gadką na powitanie. Nie znał typa i nie wiedział w jaki ton uderzyć, poza tym chciał się jeszcze nacieszyć dobrym wrażeniem jaki ten sprawiał, zanim otworzy do niego usta. Mish byłby wielce niezadowolony, gdyby Coletti okazał się pretensjonalnym gburem, albo najzwyklejszym głupkiem. Niektórych rzeczy wyglądem nie nadrobisz.
Przechylił głowę pocierając stopą o stopę. Kurde, z rana faktycznie było jeszcze nieco zimnawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seth

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Re: Basen.   Sob Maj 30, 2015 8:19 pm

Kurde, miał ochotę na cheeseburgera. Albo frytki. Ogólnie na McDonalda, jeśli koło tej szkoły dla pedałków w ogóle było coś takiego. Po pływaniu zawsze był wściekle głodny jak na gastro, a głodny Seth to niebezpieczeństwo. Plotki niosły, że kiedyś prawie zjadł młodszego uczniaka.
Co też głód robi z człowiekiem.
Wyłaniając się spod tafli wody, przeczesał wpadające do oczu włosy palcami. Prawdopodobnie wypadałoby je w końcu ściąć na krócej, te loki które robiły się mu zaraz po wyjściu z wody były denerwujące. No i wreszcie zobaczy cokolwiek, gdy będzie kogoś stalkował kątem oka...
Otrzepał się z wody na łbie niczym pies, podpływając do barierki, żeby wyjść. Wszystko poszło idealnie, żadnej dzieciarni grającej mu w piłkę wodną nad głową i tak dalej. Żyć nie umierać.
Powstrzymał okrzyk przerażenia - lub bardzo męski pisk, także przerażenia - widząc ni stąd ni zowąd kogoś przy swoich ciuchach. Gdy przyjrzał się bliżej, starając się nie wyglądać jak gapiący się debil, zorientował się, że niespodziewanym gościem jest nie kto inny jak... well, nie znał jego imienia. Jeszcze. Ale widywał go na tyle często, że znał go z widzenia. Podejrzanie często go widział. Ta wyrośnięta mysz raczej nie była z nim na wydziale, na bank też był nieco młodszy.
Więc tu czego?
- Cześć? - zaczął, choć bardziej to było pytanie niż jakiekolwiek przywitanie. I tak miło, jak na niego. Biedny Seth, nie był zbyt dobry w kontaktach międzyludzkich. W ogóle w jakichkolwiek kontaktach, tylko jego kot go lubił. - Ty kto? I co robisz przy moich ubraniach, skoro wokół pełno pustych ławek? - zapytał, sięgając po ręcznik. Spływająca mu z ciała woda nie spowodowała by zrobiło mu się cieplej, także zaczął się szybko wycierać. I tak musiał nieco wyschnąć, zanim się ubierze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Misha

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 10/01/2015
Skąd : Yorkshire, Anglia.

PisanieTemat: Re: Basen.   Sob Maj 30, 2015 9:43 pm

Hejże, co to za pomówienia. Wcale nie robił za stalkera. On tylko doceniał to, co jemu dane było jedynie podziwiać z odległości. Nie jego wina, że niektórzy tak opatrznie to rozumieli. Michaił wzruszył ramionami narzucając wypowiedzi prawie od razu radosny, beztroski ton.
- Ahoj, marynarzu. Jak tam wody? Uświadczyłeś sztormu, żeś taki spięty?
Zmrużył oczy bezceremonialnie ścinając go wzrokiem z braku lepszego obiektu do obserwacji. Prawo stosunków interpersonalnych pomiędzy jedną jedyną dwójką ludzi w pomieszczeniu miało swoje zasady, o które trzeba było dbać, dopieszczać i pocałować w czółko na dobry sen. Inaczej człowieka spotykały same nieszczęścia.
- Ależ nie zawracaj sobie głowy moją osobą. Dookoła tyle ławek, że ciężko mi się było zdecydować, a ta wydała mi się najodpowiedniejsza. Klub pływacki? Tylko w nim są tacy porąbani szaleńcy, którzy nad ranem trwonią czas wolny na treningi.
Był szybszy. Nim Seth sięgnął ręcznika, Mish już miał go w rękach i wyciągał w jego stronę. Jeżeli ktoś chce wiedzieć, czemu zareagował prawie że instynktownie – kto normalny lubi zbyt długo ociekać wodą. Pewne było jak wtorek po poniedziałku, że prędzej czy później Coletti zrobi to co zrobi, toteż po prostu został uprzedzony… Z pełnym rozmysłem.
Michaił odgarnął zalegające na oczach kosmyki. I jemu przydałoby się drobne przystrzyżenie, jednak nie był w nastroju do myślenia o jakichkolwiek zmianach w prezencji. Wstał, poprawił plecach uwieszony ramienia i krótko sprawdził, czy na bank do domknął. Gdy już się upewnił, spojrzał na Setha z góry z lubością, po czym zeskoczył na podłogowe kafelki z miękkim dotykiem gumy spod schodzonych trempek.
- Przed południem nie zrobi się cieplej. Szkoda byłoby, gdybyś się rozchorował, wiesz? – Wykrzywił wargi w uroczym uśmieszku niewiniątka. –Katary to mordęgaa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seth

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Re: Basen.   Nie Maj 31, 2015 12:15 am

Seth pogodził się z tym, że ma stalkerów. Naprawdę.
Bardzo zabawne było oglądanie tych małych, denerwujących... uczniów, chowających się za ścianą w nadziei, że Coletti ich nie zauważy. Cóż, zawsze zauważał, na ich niekorzyść. A nie lubił być obserwowany, to był tylko i wyłącznie jego przywilej.
- ... czekaj, co? - zapytał, nieco zbity z tropu - Dobrze się czujesz? Gadasz od rzeczy...
Chyba, że to u niego normalne. Chyba, że wszyscy w rodzinie tacy są. Przecież wcale nie jest spięty! ... a może? Cóż, poznawanie nowych ludzi nie było jego konikiem, może tez dlatego wydawał się "lekko" spięty, nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
Zwłaszcza jak ten tu mówił do niego w ten sposób. Ech.
- Klub pływacki jest do dupy. Tyle w nim pływania ile tutaj dziewic - mruknął, wycierając dokładniej włosy. Nie pytał, czemu ręcznik został mu podany jak angielskiej królowej, ale też nie narzekał jakoś specjalnie, oprócz posłania dziwnego spojrzenia chłopakowi siedzącemu na ławce. Sięgnął po swoje ubrania - o dziwo złożone w kostkę - zakładając na siebie spodnie. Może i nie wysechł dostatecznie, ale wolał nie stać prawie nago przy gryzoniu. Jakoś nie czuł się bezpiecznie. The fuck...?
- Widziałeś gdzieś moją koszulę? Wolałbym oszczędzić sobie paradowania bez niej po szkole - przyznał ponuro, rozglądając się w jej poszukiwaniach, w trakcie gdy ubrał się w pozostałe rzeczy. Szlag. Tylko żartował z tym kradziejstwem jego ubrań, dajcie spokój! - Tak w ogóle Seth jestem. I nie łapię kataru - dodał, zakładając torbę na ramię. Coletti nie chorował, on od razu umierał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Misha

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 10/01/2015
Skąd : Yorkshire, Anglia.

PisanieTemat: Re: Basen.   Nie Maj 31, 2015 12:46 am

- To niemiłe. Czy w Twoim stylu jest obrażać osobę, którą dopiero co się poznało?
Chodziło mu o ten rodzaj spiętości, którym wykazuje się człowiek widząc nieznajomą, potencjalnie groźną osobę w bezpośrednim kontakcie z pozostawionymi samopas skarbami. Przecież Coletti nie podszedł do tego tak totalnie na luzie, co było, oczywiście, naturalne. Koniec końców także był homo sapiens.
- Mmm, totalnie się zgadzam. Napakowani debile, których jedyną radością jest się popluskać w wodzie. W sumie jak każda zorganizowana aktywnie grupa tutaj… Do której należysz?
Ależ groźna i niebezpieczna Mysz, arrr! Bójta się i drżyjta. King Kong wśród gryzoni właśnie atakował pierwszą dnia dzisiejszego ofiarę prawie od razu wywołując dziwne uczucia. Gdyby był tego świadom, pewnie wypiąłby pierś puchnąc z dumy. Lubił wzbudzać sprzeczne uczucia… Lubił uczucia jako takie. To zawsze było lepsze niż kamienna twarz i chirurgiczna precyzja doboru lakonicznych sformułowań. Bycie spławianym nie byłoby jego ulubionym zajęciem.
- Seth… – Chwilę posmakował jego imię między wargami zanim końcowo je przełknął. – Witaj Sethu, który nie łapie kataru. To jakiś tytuł? Przydomek szlachecki? Misha jestem.
Przyglądał się sowio jak ten wciąga ciuchy. Na twarz zaraz wparowało mi zmartwienie i troska o dalsze losy nowego kolegi. Bądź co bądź zdrowym odruchem było współczucie wobec pechowego położenia.
- Nie spadła gdzieś między ławki? Wchodząc widziałem wybiegającego typka. Wyglądał na szczęśliwego… Nie sądzisz chyba, że zrobił Ci psikusa? Ojoj… Pomogę Ci go znaleźć!
Kłamstewko gładziutko przeszło mu przez gardło. Nawet nie musiał zastanawiać się nad tym co mówi. Poprawił plecaczek i obciągnął własne ubrania, dokładnie wygładzając brzegi. Nie wyciągał ku Sethowi ręki, nie w jego stylu były zbyt intensywne posunięcia. Witając się skinął mu jedynie głowę układając ciało w pozycji jak najbardziej „otwartej” na nowe doświadczenia. Wpadł raz przypadkiem na zajęcia z psychologii i cosik zapamiętał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seth

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Re: Basen.   Nie Maj 31, 2015 10:27 pm

- Wcale cię nie obrażam. Wydaje ci się, bo rośniesz - obruszył się. Wcale nie miał takiego zamiaru, to... no, czasem samo wychodziło. Poza tym, to Seth mógł czuć się bardziej obrażony, ktoś mu ukradł koszulę. Może nie Misha - choć kto tam go wie... - ale tajemniczy ktoś zajebał mu koszulę, jego całkiem lubianą koszulę.
Wzruszył ramionami, obserwując go uważnie.
- Chyba do żadnej. Nie bawię się w należenie do grupek - stwierdził, jakoś nie wyobrażając sobie siebie szlajającego się z bardzo nieoryginalnymi ludźmi. W grupie znajdują się ludzie o takich samych lub podobnych zainteresowaniach, a jeśli wszyscy są do siebie podobni to gdzie tu oryginalność? Nuda. Nie to że Coletti jakoś specjalnie naciskał na to, żeby każdy był inny, bo to też nudne. Zwykli ludzie byli i będą potrzebni, nie? - A ty? A może jakiś klub?
Powstrzymał drganie oka, gdy Mysz odmienił źle jego imię. Well, fuck. Znowu. Trudno, przyzwyczaił się, jego pech i wina jego starszych, że nadali mu głupie imię.
- Przydomek szlachecki, kurwa - zaśmiał się krótko, poprawiając torbę - Skoro widziałeś wybiegającego gnojka, to widocznie jest już daleko. Nie chce mi się za nim gonić - nawet za swoją kochaną koszulą, arggg- Ale dzięki za chęci, to... miłe - przyznał, choć z trudem mu to przeszło przez gardło.
Ciężkie jest życie. Zwłaszcza dla niego
- Idziesz gdzieś czy zostajesz tutaj? - zapytał, w sumie obojętnie. I tak miał zamiar iść do swojego pokoju, przebrać się i umyć, a z doświadczenia wiedział, że Misha raczej nie będzie chciał mu w tej fascynującej podróży towarzyszyć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Misha

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 10/01/2015
Skąd : Yorkshire, Anglia.

PisanieTemat: Re: Basen.   Pon Cze 01, 2015 1:13 am

- I to nawet na tyle szybko, że zauważasz. Poczytam to sobie za osobisty sukces i komplement.
Coletti zdawał się nie zauważyć subtelności obelgi rzuconej w jego kierunku. Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza. Wypadało to całkiem… Uroczo, na tle całej jego aparycji, zarówno widowiskowego ciała jak i aury „wpierdolu”. Gdyby okoliczności na to pozwalały, Michaił wyciągnąłby rękę i potargał mu włoski, krzywiąc twarz w parodii rozkosznych uśmieszków. Daleko mu było jednak do protekcjonalizmu charakterystycznego treserom młodych umysłów.
Nie oponował wobec nudy i neutralności. Nie szukał indywidualizmu, bowiem ten sam go znajdował pod postacią rzeczy i stworzeń, których osobliwości ulegał. Ludzie bowiem to wzrokowcy i nieprawdziwym jest stwierdzenie, iż szata nie zdobi człowieka. Indywidualizm jest jak źle dopasowana koszula – zwraca uwagę przez odrębność od ustalonych norm i groteskowość manifestowania samej siebie. Misha był inny nie przez wzgląd na to co mówił i myślał, a przez otoczenie w którym taplał się jak świnia w błocie.
- Och, zdecydowanie. Klub miłośników dobrej i taniej kuchni.
Pokiwał głową z lekkością wypluwając mały żarcik. Uśmiechnął się półgębkiem puszczając w kierunku mężczyzny perskie oko i oddalił się od niego o kolejny, niespieszny kroczek. Mógłby teraz odejść. Mógłby skinąć mu głową na pożegnanie, poprawić plecak i odwracając się na pięcie odmaszerować, pieczętując tym samym i wieńcząc proces zmiany właściciela sethowej koszuli. Michaił nie był jednak złodziejem i kradzież nie była jego celem. Nie miał wielce skomplikowanych motywów i nie grał w chore, psychologiczne gierki. Odnajdywał radość w komunikacji, poza tym przez kolejne dwie godziny musiałby być skazany na własne towarzystwo, co po osiemnastu latach współżycia z samym sobą nie było perspektywą godną poczynienia w jej kierunku kroków. Coletti z całym swoim bagażem osobistym przedstawiał się zdecydowanie ciekawiej. Dlatego właśnie postanowił go jeszcze chwilę podręczyć, nim rozejdą się w swoje strony i zapewne zapomną o sobie nawzajem.
- Nie tyle wybiegającego, co śpiesznym krokiem oddalającego się z miejsca zbrodni. Jestem pewien, że jeszcze byśmy go dorwali, gdybyś krył w sobie chociaż trochę chęci. Czyżby jakieś pociągi do ekshibicjonizmu? – Tu całkiem ostentacyjnie ściął wzrokiem odsłonięte partie jego nagiej skóry. Subtelność była jego drugim imieniem! - Jak więc widzisz, jestem całkiem miłym człowiekiem. To chyba przemawia na moją korzyść, prawda?
Wskazał dłonią w kierunku mokrego ręcznika wciąż tkwiącego na ławce. Seth zebrał się do kupy, ale chyba miał jakiś dziwny zwyczaj gubienia wszystkiego, co wpadnie mu w ręce. Zapamiętać – nie pożyczać drogich i rzadkich rzeczy.
- Tak po prawdzie to nie mam na siebie większego pomysłu. Wpadłem przypadkiem i nie wiem, co robić dalej. Jakieś propozycje?
Na pohybel ostrożności? Hej ho ku przygodzie? Nie powinien, jednak szkoła i młody wiek stanowiły etap w życiu stosowny dla niespodziewanych wydarzeń. Poza tym, Coletti nie wyglądał na takiego, który byłby w stanie spić go i wyciąć nerkę, by potem zostawić do ocucenia w wannie pełnej lodu. Lód to on pewnie widział jedynie na reklamach coca-coli i oszronionych butelkach czegoś mocniejszego. Michaił nie miał czym się martwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seth

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Re: Basen.   Pon Cze 01, 2015 1:47 am

Coletti zmierzył go pochmurnym spojrzeniem.
Coś mu tu nie pasowało. Mały gryzoń myślał, że jest sprytny, ale Seth już zbyt długo siedział w tej cholernej szkole z równie wkurwiającymi, cholernymi durniami zamiast uczniów, żeby wiedzieć, że dwa plus dwa równa się pięć z dziesiątką po przecinku. Wcale nie cztery, kurwa. Wcale.
Przeanalizujmy wszystko od początku.
W pierwszej scenie widzimy pełnego radości z życia Setha, przystojnego, młodego chłopaka o sercu pełnym nienawiści do otaczającego go świata. Seth, jak na pilnego ucznia przystało, opuszcza zajęcia z których materiał przerobił już dawno sam, po czym w ramach treningu udaje się na szkolny basen. Sceneria robi się tajemnicza, okazuje się bowiem, że nikogo oprócz niego nie ma. Nasz zadowolony delikwent rozbiera się, rzucając ubrania na ławkę, zadowolony z chwil samotności, po czym wskakuje do basenu. Kilkanaście minut później pojawia się postać już nie tak zajebista, ale zawsze - Misha. Koszula znika. Reszta ubrań poskładana jest na ławce, na której także znalazł się intruz.
Wnioski?
- Hej Misha... Co masz w plecaku? - zapytał, niby ot tak, po prostu. Gdyby bliżej się przyjrzeć twarz Setha wyrażała nic więcej poza żądzą mordu, za zrobienie go w konia, niczym największego debila na świecie. Dobra, po intensywnym wysiłku myślał wolniej, norma. Ale nie mógł sobie wybaczyć tak głupiego błędu, goddamnit.
Z morderczym wyrazem twarzy zbliżył się o kilka kroków do swojego nowego celu. Znowu będzie miał przejebane za włączanie swojego zabójczego trybu, znowu wyląduje na dywaniku. Trudno, trzeba ponosić ofiary, mhm?
- Jesteś takim miłym gryzoniem - zamruczał, patrząc na niego z góry i przekrzywiając głowę na bok. Obserwował uważnie każdy jego ruch, analizując próby jakiejkolwiek ucieczki - Na pewno nie byłbyś w stanie czegokolwiek mi zwinąć, prawda? Zwłaszcza jeśli to moje.
Założył ręce na piersi, czekając na szybkie wyjaśnienia. I lepiej żeby miał dobre argumenty, bo inaczej może się zrobić nieciekawie. Chyba nie chcemy, żeby Coletti wpadł w zły humor?
- Otwieraj plecak. Już - rozkazał twardo, dziwiąc się, że chłód w jego głosie nie zamienił słów w kostki lodu. Zagroził mu przejście, pochylając się nad nim niebezpiecznie, czekając na reakcje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Misha

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 10/01/2015
Skąd : Yorkshire, Anglia.

PisanieTemat: Re: Basen.   Pon Cze 01, 2015 2:16 am

Okej, zaczynało się. Każdy show kiedyś schodził na drogi, które nie byłe odpowiednie dla małych, grzecznych dziewczynek. Córa mysich knowań wchodziła w etap buntu, który mógł, a raczej niezmordowanie dążył do tragicznego końca. Michaił, nawet bez zdumiewającego dorobku czytelniczego, przewertował wystarczającą ilość stronic by wiedzieć, że dla głównego bohatera zazwyczaj kończy się to śmiercią.
Trochę jakby struchlał. Spolegliwość nie była jego mocną stroną, aczkolwiek pierwsza, niespokojna myśl zawsze wzmagała w nim tendencję do nieprzemyślanych zachowań.
- Cóż mógłbym mieć w plecaku? Zapewne to, co każdy wzorowy uczeń. Trochę zatęchłego powietrza i dodatek z książek, czy zeszytów. No, plus jakiś długopis i kilka ołówków na wszelki wypadek. Nic wartego uwagi.
Trwał dzielnie w skupionej postawie przez długą chwilę zmniejszania odległości między nim i Colettim. Patrzył, nie bez mgiełki przestrachu, w ciemniejące trzymanym na smyczy gniewem oczy i raz czy dwa przełknął ślinę zalegającą mu pod językiem. Już kiedyś zdążył zauważyć, że w momentach stresujących, zamiast słów w buzi zalegają mu zupełnie inne, mysie wydzieliny. Gulp.
- Ależ oczywiście. Mam jakieś tam pokłady szczątkowego instynktu samozachowawczego… Poza tym, po co mi Twoje rzeczy, skoro mam naręcze swoich?
Ściągnął z niego spojrzenie, rozglądając się ukradkiem dookoła. Za sobą miał drzwi, wciąż otwarte… Dwa kolejne susy i będzie w okolicy progu, a tam już wystarczy puścić się w długą i liczyć na to, że Seth się bardzo zmęczył, bądź biega na tyle wolno, że długie nogi nie zagwarantują mu przewagi. Nadzieja matką głupich, ale jednak każda matka dzieci kocha… No, zbyt optymistyczne to było zważywszy na jego doświadczenia, aczkolwiek mógł żywić się czymkolwiek, co dawało mu szanse na przetrwanie.
Seth nie złapał go. Co prawda starał się stworzyć poczucie odcięcia od drogi ucieczki, aczkolwiek nie zamknął go ani w klatce z ramion, ani w mocnym uścisku dłoni. Myślał, że sama jego przygniatająca obecność wystarczy, by zapewnić sobie łatwe rozwiązanie i tu się mylił. Spanikowane zwierzęta mają jedną, cudowną właściwość – wyślizgują się jak mokre ryby.
- Załatw nakaz! Wtedy pogadamy.
Odczekał do krytycznego momentu zbytniego spoufalenia się zmniejszeniem odległości dzielących ich ciała, po czym kłapnął zębami jak drażnione szczenię i uchylił się, zgrabnie wypływając spod jego rąk i dając nura w tył, w kierunku drzwi. Jak planował – schwycił mocniej ramiączko i zmobilizował wszystkie mięśnie do wysiłku. Wpierw nieporadnie przez brak rozgrzania, po chwili jednak biegł w nieustalonym jeszcze kierunku oglądając się za siebie.

Catch me if You can.~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seth

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 05/02/2014

PisanieTemat: Re: Basen.   Pon Cze 01, 2015 2:41 am

- Nosz kurwa... - zaklął, nie wierząc do końca w to, co się właśnie stało. Zamrugał kilka razy, jakby oczekując, że jego oczy jednak robią go w balona i gryzoń dalej stoi przed nim, trzęsąc tymi chudymi witkami, które nazywa witkami.
To było naprawdę nie fajne. Chciał gryzoniowi dać szansę, naprawdę. Chciał być miły i pokazać, że kradziejstwo to nie fajna rzecz, może nawet dać mu tę jebaną koszulę, skoro tak pragnął ją mieć na własność. Palnąłby moralizującą gadkę o tym, że później można skończyć jak... no, właśnie jak Seth skończył, ewentualnie u dyrektora. Zawsze pomagało i rozstawali się w pokojowych warunkach - albo i nie... Ale nieważne!
Zawarczał wściekle, zarzucając torbę na ramię, by podczas biegu mu nie przeszkadzała, chwycił resztę swoich rzeczy i wypadł jak burza ze szkolnego basenu. Wściekły na siebie za to, że nie zabezpieczył drzwi, na gnojka za to, że już miał go udupić, a on bezczelnie zwiał i na resztę świata za to, że tylko on miał takie kretyńskie problemy! Nawet już nie chodziło o koszulę, mógł ją sobie wcisnąć w d... zabrać! To już chodziło o to, by pokazać gryzoniowi, że Colettiemu się nie ucieka, a przynajmniej nie po całej szkole, kiedy on jako jedyny z tej dwójki był w połowie nagi. ARGGGHHH.
- Wracaj tu, bo ci nogi z dupy powyrywam! - zagroził, biegnąc za nim, starając się ignorować zdziwione spojrzenia reszty szkoły. Cóż, wielu w tej szkole raczej nie powinien dziwić taki widok, poza tym, nie był on jakiś specjalnie odrażający. To tylko mysz, miejcie trochę sympatii. Co do Setha w samych spodniach i butach... nikt nie narzekał. Nawet nauczyciele, jeśli dobrze widział.
Na jego szczęście był wysportowany. Nie musiał więc po pięciu sekundach robić sobie przerwy, bo dyszał jak napalony grubas do seks słuchawki. Jeszcze pogoń za gryzoniem wytrzyma.
- Mam cię! - zaśmiał się mrocznie i triumfalnie, łapiąc wierzgającego Mishę za szmaty. Nie było szans, by teraz mu zwiał, Seth trzymał go zbyt mocno, łapiąc nawet jego łapki w swoją jedną dłoń. - Nie warto było uciekać, wiesz? - zamruczał mu do ucha, trzymając go blisko. Nie przejmując się gapiami, zarzucił sobie Mishę na ramię, w drugą rękę wkładając sobie jego plecak - Idziemy do mnie, pogadamy, może nawet cię nie mordnę, hmm? - zaproponował radośnie, z miną mordercy, klepiąc go po tyłku w nagrodę - Będziemy się świetnie bawić, zapewniam ~

[zt x 2, Mish zacznij w moim pokoju >D ]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Basen.   

Powrót do góry Go down
 
Basen.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Basen i leżaki
» Basen
» Basen [SW]
» Basen "Tanoshi"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Hala sportowa :: ∎ Basen kryty-
Skocz do: