IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główny hol

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Glen

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 17/10/2014
Age : 25

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Paź 28, 2014 7:44 pm

Valentine nie należał do osób garnących się go ludzi jak pszczoły do miodu, nie można go też było mimo wszystko nazwać samotnikiem.
Nie biegał za "spódniczkami", czy też jak kto woli, za "spodenkami". Nie chodził na imprezy, a święta zwykle spędzał z najbliższą rodziną. Ba, przyjaciół mógł policzyć na palcach u jednej ręki, nie więcej.
Ale... Tak mimo wszystko nie miał problemów z tym, by pogawędzić ze sprzedawczynią w księgarni, ani nie posiadał oporów by odmówić miejscowemu bibliotekarzowi dyskusji na temat danej serii książek bądź pojedynczego tytułu.
Podobnież czasem dał się wyrwać na piwo do pobliskiej knajpy znajomym z byłej pracy. W końcu nie było to nic strasznego.
Jak to mówią, każdy może lubić samotność, ale nie ma takiego, kto potrafi w niej spędzić całe życie.
Właściwie... Trochę tęskno mu było za wypadami z Rufusem. Młody mimo wszystko jeszcze miał szkołę, no i własnych znajomych, względnie przyjaciół.
Z tego co mu się ostatnio chwalił na skype, to nawet dobrze mu się właśnie układało z jakąś dziewczyną ze szkoły.
Aż zmarszczył brwi podczas robienia następnego zdjęcia. Gdy tak myślał o tym wszystkim, to kiedy on ostatnio umówił się z kimkolwiek na kolację ze śniadaniem?
Niemal by się zaśmiał. Bo właściwie ironia sytuacji go dobijała.
Był rozwijającym się, dobrze zarabiającym mężczyzną. Nie narzekał na własny wygląd, bo nawet sam mógł stwierdzić, ze wygląda całkiem w porządku. Miał dom dokładnie taki, jaki chciał mieć, posiadał w nim dwa koty- coś na co jego ojciec nigdy nie chciał się zgodzić, gdy Valentine był jeszcze chłopcem mieszkającym z rodzicami. Nie musiał teoretycznie niczego robić na przymus, poza płaceniem podatków (i ogarnięciem się z terminem rozdziałów dla własnego agenta).
Nikt za nim nie gonił, a tym samym nie poganiał. Nikt nad nim nie wisiał. Bardzo mocno teoretycznie był jednym z najwolniejszych ludzi na świecie.
A mimo to... Tak jakoś było mu "pusto". Nie bł tylko do końca pewien, czy chodzi tu o stan jego ducha czy umysłu.
Niby miał kochającą matkę i wesołego młodszego brata, a Vivaldi i Terence kochał bardziej niż cokolwiek- w końcu jak można nie kochać własnych kotów?
Ale wszystko inne po prostu nie istniało. Zero drugiego 36,6 obok. Zero pyska, do którego można by się było odezwać robiąc sobie rano kawę. Zero przekomarzanek w czasie walki o kawałek kołdry w zimowe noce, tylko po to by opleść się ostatecznie wokół drugiej osoby jak wyjątkowo upierdliwy węgorz.
...
No bo zaraz jak nie przywali swoim wodorostowatym łbem o najbliższe zgliszcza ściany, to chyba się skrzywdzi. Bo serio, aż klisza zaczęła mu płakać z powodu żałości jego własnych myśli.
Odłożył na chwilę aparat tylko po to, by nabrać głośno powietrza nosem i poklepać się po policzkach z głośnym "plask, plask".
Ogarnąć się trza z depresyjnych myśli. Właściwie jakim cudem się w nie wdrożył?
Może to przez tematykę jego właśnie pisanej powieści? W końcu w jakiejś tam części była dramatem.
I aż się zjeżył na czyjś głos za sobą.
OJezuMatkoIWszyscyŚwięciIŚwięteBoża.
Na szczęście nie podskoczył ani nie popisał się krzykiem jak kobieta ze starego horroru, a jedynie odwrócił swoją głowę w stronę dobiegającego głosu.
O proszę, człowiek.
Na jego słowa jednak odzyskał rezon, toteż nie szalejąc zbytnio z tego powodu, że przyłapano go w miejscu, gdzie raczej nie powinno się od tak łazić, pro prostu uśmiechnął się przewrotnie.
- W takim razie byłoby dobrze, gdyby te dusze zechciały pokazać się na zdjęciach. Zawsze to jeszcze bardziej interesujący materiał do opisania - odparł, podnosząc swój aparat z ziemi i samemu wstając. Bo co będzie klęczał, gdy ludzie patrzą.
Ostatni raz jak przed kimś klęczał... to było to w czasach szkolnych. Do tej pory za tym nie przepadał.

_________________

___________________________________________
|
Karta Postaci | Telefon | Dom |

♦ Char. Gilbert Nightray | Sasuke Uchiha ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Paź 28, 2014 10:15 pm

Przez chwilę miał wrażenie, że sam zobaczył ducha albo cofnął się w czasie. Mężczyzna z aparatem, zgliszcza i duszący zapach spalonego drewna, który wdziera się w nozdrza... a on zgodził się pozować do nagich zdjęć. Pamiętał jakby to było wczoraj. X.R. sprawiał, że nawet blizny Leammiele'a stawały się częścią planu, płótnem dla artysty, poza tym był równie dobrym fotografem co malarzem... i kochaniem. Leammiele poczuł lekkie ukłucie paniki, ale w porę się opanował, odetchnął i rzucił tą głupotą o duchach. To pierwsze mu przyszło do głowy, ale złożyło się całkiem szczęśliwie, wpadł mu do głowy pomysł. Postanowił wciągnąć nieznajomego w małą gierkę, zażartować z niego. W końcu co miał do stracenia? Był ciekaw jego reakcji i zadowoliłby się jakąkolwiek, nie ważne czy ofiara podjęłaby zabawę (w co szczerze wątpił) czy uciekła. A uczniowie? Zawsze ktoś może się napatoczyć... Sam siebie zaskoczył tak trzeźwym, przyziemnym myśleniem. Co go to obchodzi! Poza tym to uczniom nie wolno tu przebywać, nie jemu, niech oni się boją.
Gregor miał wrażenie, że przeszkodził artyście w pracy twórczej, czyli w czymś, co uważał za skrajnie intymny proces i gdyby nie dziwne słodko-gorzkie uczucie wywołane wspomnieniami, żałowałby, że nie może dłużej pozostać niezauważony. Trudno. Teraz ma przynajmniej szansę zrobić to, co uwielbia, czyli sprowokować, rzucić wyzwanie.
Odłożył torbę na ziemię i rozłożył ramiona, powoli, krok za krokiem podchodząc do nieznajomego.
- Pozwalam robić zdjęcia. Korzystaj póki masz szansę. Za chwilę może mnie tu nie być, wrócę w objęcia ogni piekielnych, by dokończyły dzieła, które te ziemskie zaczęły - udało mu się zachować kamienną twarz, chociaż miał ochotę wyśmiać własne słowa. Skąd mu to przyszło do głowy, przecież to idiotyczne! Co prawda brutalnie autoironiczne, jeśli znało się jego historię, ale przez to jeszcze silniej musiał zwalczać uśmiech wkradający się na usta.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Glen

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 17/10/2014
Age : 25

PisanieTemat: Re: Główny hol   Czw Paź 30, 2014 10:02 pm

Zaśmiałby się. Pawie. Problem w tym, że profesjonalizm mu tego zabraniał.
Pozwolił jednak kącikom swoich warg na lekkie uniesienie się- najwidoczniej trafił na kogoś dosyć ciekawego!
Tak więc oto chwycił za swój aparat, zrobił pozę a'la podrzędny paparazzi i zaczął pstrykać.
- Genialnie, jeśli byś mógł, to proszę o jakieś pozy! Unieś kolano! Albo nie, biodro w bok i się na nim oprzyj, najlepiej szatańsko się śmiejąc! - Mówił z świetnie udawanym zapałem, bo trzeba przyznać, nieźle go to rozbawiło.
Spodziewał się, że jeśli ktoś tu przyjdzie by go zaczepić, to zapewne ktoś ze szkolnego personelu, zwracający mu surowo uwagę, że to miejsce jest szczególnie niebezpiecznie.
A tu proszę! Cacper jak się patrzy!
- Przerażające z Ciebie straszydło, przyznaję! Nadajesz się idealnie na ilustracje - Zagaił, kiwając przy tym głową z niemalże powagą.
Chociaż tak naprawdę martwą postacią w jego dramacie miała być dziewczyna. Nastolatka w dodatku, niższa, szczuplejsza i z dłuższymi włosami.
I w ogóle bardziej martwa taka niż żywa, jakby się nad tym zastanowić, a ten okaz przed nim był niestety lub stety zbyt żywy jak na ducha!
Cóż, zawsze mógł strzelać, że to upiór.
Był w końcu pisarzem! Kraina fantazji to dla niego codzienność, zwłaszcza po kilku kieliszkach szkockiej.

_________________

___________________________________________
|
Karta Postaci | Telefon | Dom |

♦ Char. Gilbert Nightray | Sasuke Uchiha ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pią Paź 31, 2014 1:36 am

O, szlag, szlag, szlag...! Nieznajomy podjął zabawę, a Gregor nagle stwierdził, że jest zbyt trzeźwy. Tak, cholera. Był niemal pewny, że mężczyzna nie da mu powodu do rozwijania tego kretyńskiego pomysłu z zabawą w ducha. Leammiele zawahał się. Tylko przez chwilę - ale jednak! Spojrzał na nieznajomego odrobinę skonsternowany, upewniając się, czy aby nie padł ofiarą jakiegoś żartu. A i owszem, padł! Co gorsza, własnego żartu, który się teraz na nim mścił. Cudownie. Gdyby istniał wyścig w pakowaniu się w kłopoty na własne życzenie, Gregor zająłby miejsce w ścisłej czołówce.
Jednak z drugiej strony, gdyby miał całkowitą pewność, że prowokacja się nie powiedzie, nie podejmowałby wysiłku. Teraz wyszło na to, że sam sobie rzucił wyzwanie. Zabawa? Zabawa! Oczywiście bawiłby się lepiej, gdyby dla rozluźnienia raz na jakiś czas mógł napić się wina, ale nie zamierzał szukać wymówki.
Przez emocje, które zaczęły w nim wzbierać, nie musiał się borykać z chęcią do wyśmiania sytuacji, tylko z nerwowym chichotem. Zmusił się do skupienia i przestawienia na myślenie 'to nie ty, tylko duch, którego odgrywasz'. Właśnie tak. Ruszył się kilka kroków w bok, by ostre słońce dobrze go oświetliło, opuścił ramiona, ale darował sobie te tandetne pozy, które proponował mu fotograf. W zamian za nie doda coś ekstra. Spojrzał w obiektyw.
- Ich hoffe... du bist verruckt - mruknął pod nosem nie zastanawiając się nawet czy nieznajomy go usłyszy, nie mówiąc już o zrozumieniu. Szybkim ruchem zdjął z lewej dłoni rękawiczkę, po czym spuścił wzrok i zaczął się przyglądać palcom, marszcząc brwi. Wydawało się, że zupełnie zapomniał o obecności prywatnego paparazzi, bo śledził spojrzeniem pełnym skupienia blizny, jakby nadal nie wierzył, że tam są, że to jego własne ciało. Po chwili nawet podwinął rękaw swetra, by móc oglądać dalej, ale szybko się znudził. Spojrzał na fotografa, do głowy wpadła mu nowa myśl.
- Chciałbyś takie? - Wyciągnął do niego dłoń, kierując wnętrzem do góry.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Glen

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 17/10/2014
Age : 25

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Lis 11, 2014 9:30 pm

- Ein wenig - odpowiedział niedbale, mimo wszystko słysząc słowa nieznajomego mężczyzny - ale to akurat normalne dla każdego w moim zawodzie. Czasami w myślach popijam herbatkę w Krainie Czarów, polecam na odprężenie - tak. Za długi jęzor.
Nie, żeby był aż tak gadatliwą postacią, nie mniej jednak gdy zaczynał się dobrze bawić to potrafił się nieco... Ponieść?
Choroba jedna wie, czy ta składna była poprawna. Jego edytor z pewnością teraz przewraca się z frustracji na własnej kanapie, klnąc na cały głos na temat męki, jaką to on ma z tą duszą nieczystą.
Znaczy, z Valentine'm.
Przyjrzał mu się dokładnie, a właściwie to prezentowanym bliznom z niemałym zaciekawieniem.
No, może to przesada, nie zachowywał się jak nakręcony fan zabliźnionych, ale trzeba przyznać, że historie związane z niektórymi skazami aż prosiły się, by o nie pytać.
Znał jednak resztki resztek dobrego wychowania, nie był idiotą, który na dzień dobry pytał o takie rzeczy.
Postanowił się jednak skupić na pytaniu, w końcu po coś one padło.
- Właściwie to niezbyt. Nie, żebym powalał własną urodą, ale nie lubię bólu. A już zwłaszcza takiego, któremu towarzyszy zmienianie mojego ciała - o ironio, pomyślał w tej chwili o swoim tatuażu. Ale cóż, nie twierdził przecież, że lubił to jak mu go robiono, prawda? Prawda. - Chociaż przyznam, że jak na straszliwą zjawę wyglądasz w miarę dobrze - niedopowiedzenie, ale z kim by nie rozmawiał to droczenie się zawsze uznawał za piękne.
Jakby na potwierdzenie swoich słów podniósł ciut wyżej aparat i zrobił zdjęcie dłoni mężczyzny. Oczywiście licząc się z groźbą uduszenia go [Glena] jego własną tchawicą, jeśli cokolwiek spróbuje z tym zdjęciem zrobić.
Przykładowo wywołać czy coś.
- W takim razie jakie atrakcje teraz mnie czekają? Wezwanie płomieni piekieł? Czy pobrzękiwanie łańcuchów wśród jęków potępieńców? - Spytał w miarę pogodnie.
W sumie troszkę się bał, że odstraszy tym rozmówcę. Nie chciał być niemiły ani taki "do przodu", jednak jego problemem w rozmowie z totalnie nieznajomymi ludźmi było to, że zupełnie nie miał pojęcia jak reagować, przez co zachowywał się jak idiota.
Czego oczywiście niezbyt lubił, ale czasem trzeba z pewnymi wadami po prostu żyć.

_________________

___________________________________________
|
Karta Postaci | Telefon | Dom |

♦ Char. Gilbert Nightray | Sasuke Uchiha ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sro Lis 12, 2014 4:29 pm

Został usłyszany, a do tego zrozumiany. Kolejna porcja zaskoczenia. Wspaniale! Nie spodziewał się dostać żadnej przekąski dla swojego głodnego wrażeń mózgu, a tymczasem ten nieznajomy serwował mu miseczkę ekscytacji za miseczką.
W Krainie Czarów muszą pić absynt – skwitował w myślach, ale nie podjął tematu. Obserwował fotografa oczekując reakcji. Spojrzenie, kolejne zdjęcie i całkiem trzeźwe wyjaśnienie... No tak, czego chcieć więcej? W końcu nur ein wenig. Uśmiechnął się pod nosem do swoich myśli i nie spuszczając spojrzenia z mężczyzny, zaczął zakładać rękawiczkę. I wtedy to zobaczył, a raczej światło padło pod odpowiednim kątem i Gregor miał okazję dostrzec kolor oczu drugiego. Jakie dziwne uczucie! Miał wrażenie, że ktoś skradł kolor jego tęczówek, co wcześniej zdarzało się nieczęsto. Pamiętał, że te setki lat temu, gdy bawił jeszcze w szkole średniej, jedna z nauczycielek miała złote oczy, potem jego instruktor od prawa jazdy i stosunkowo niedawno uczeń z wiedeńskiej szkoły, dla którego Leammiele zgodził się być mecenasem. Oprócz nich Gregorowi zdarzało się mijać gdzieś na ulicy pojedyncze osoby z tą cechą, jednak nigdy nie miał okazji się przyjrzeć, co oznaczało tylko jedno: będzie się gapił intensywniej niż zazwyczaj.
– Wiem – odpowiedział lakonicznie, nieświadomie nieustannie wbijając w nieznajomego spojrzenie. 'W miarę dobrze'. Gdzieś w głowie zaświtała mu myśl, że nie może nadinterpretować takich, bądź co bądź, niewyszukanych komplementów i prowadzić swoje ego na krótszej smyczy, ale mimo to nie udało mu się powstrzymać przed charakterystycznym uśmiechem jednym kącikiem ust. Splótł palce obydwu dłoni poprawiając rękawiczkę, potem spojrzał w bok, udając, że się nad czymś zastanawia.
– Płomienie piekielne już były, sam widziałeś, są zarezerwowane dla mnie. Przebijanie lodowymi soplami też było, na szczęście próbowali je na kimś innym. Chłostanie było, gwoździe pod paznokciami też, głodzenie, duszenie, miażdżenie, rozrywanie... - Znudzony zaczął wymieniać na palcach. - Te dwa ostatnie sposoby akurat są najmniej estetyczne, więc tym bardziej nie chcę ich powtarzać... - Teraz skrzywił się, usilnie próbując w wyobraźni nie przywoływać żadnych ohydnych obrazów. Bezskutecznie. Odchrząknął i znów spojrzał na mężczyznę, cofnął się jeden krok i drugi, i dopiero wtedy spuścił wzrok. Sięgnął po torbę, zarzucił ją sobie na ramię i zaczął zawzięcie w niej czegoś szukać.
– Och, mam pomysł! Możesz sobie wybrać torturę. Byleby była oryginalna. – W końcu znalazł paczkę Djarumów i wyciągnął ją na otwartej dłoni w stronę fotografa.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Glen

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 17/10/2014
Age : 25

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sro Lis 12, 2014 9:06 pm

Słuchał wszystkiego z coraz to większym rozbawieniem, które właściwie widoczne było jedyne w święcących pogodnie oczach.
Co nie zmienia faktu, że nieco peszyło go to przeszywające spojrzenie rozmówcy.
Ale, ale że co, że tęczówki złote? Czy że włosy żyjące własnym życiem?
Albo ma coś na twarzy? Usta, nos?
A... może to jednak były oczy? W sumie "Pan Zjawa" posiadał podobne, jeśli nie identyczne. Albo to złudzenie wywołane ciepłymi kolorami powoli zachodzącego słońca.
To też była opcja.
W sumie nie, żeby Valentine miał jakieś terytorialne poczucie co do własnych oczu. Ot posiadał takie same jak jego matka, która odziedziczyła je po swojej i tak dalej- co prawda irytującym było, że patrząc na swoje drzewo genealogiczne jasnym się stało, że jest pierwszym mężczyzną z własnego "rodu" od dość dawna, który odziedziczył ten kolor oczu.
Nie było to jednak żadną skazą na jego dumie, nawet jeśli miał już wyrobioną i niezbyt pochlebną opinię na temat dziewczęcych chłopaczków.
To "tylko" oczy. Nie było przecież żadnej zasady, że taki kolor przeznaczony jest tylko dla kobiet czy coś.
Ale ojej- znowu pogalopował myślami na Karaiby.
- Właściwie to zawsze istnieje opcja, że przyjmę na siebie jakieś ciekawe przekleństwo. W końcu jako mściwy duch zapewne potrafisz rzucać klątwy? To by było ciekawe! - Uśmiechnął się szeroko, chowając aparat do specjalnej torby- jeśli chodzi o zdjęcia, to miał już wszystkie materiały jakich (jak na razie) potrzebował.
A tu się okazuje, że pojawiła się żywa inspiracja.
I to taka, której musiał jednak odmówić w kwestii poczęstunku.
- Przepraszam, ale palę tylko jedną markę - Odparł, wysuwając lekko z kieszeni paczkę Westów light.
- Ach! Ale chyba potrzebne by było do tego moje imię! Ja taki niewychowany. Miło mi Cię poznać Zjawo, nazywam się Glen. Glen Valentine - skłonił lekko głowę w uprzejmości.
Ciekaw był jak rozmówca zareaguje na taki rozwój wypadków.
Być może zarzuci sztampowym "siedem dni" japońskiej Sadako?

_________________

___________________________________________
|
Karta Postaci | Telefon | Dom |

♦ Char. Gilbert Nightray | Sasuke Uchiha ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Lis 17, 2014 10:57 pm

Czyli pan fotograf nie wybrał nic konkretnego? Trudno. Gregor już zaczynał myśleć o jakiejś klątwie, ale zwrócił uwagę na pewien szczegół. Mściwy duch? Od kiedy on jest mściwy! Podobno zemsta jest przyznaniem się do cierpienia... no dobrze, dobrze! Może czasem nie umie się powstrzymać przed dokuczaniem komuś, kto zalazł mu za skórę, ale to co innego! Zresztą, skąd ktoś, kto go nie zna, może o tym wiedzieć? Pan Leammiele nie był oburzony, raczej rozbawiony.
Kiwnął głową. Dobrze rozumiał jak to jest mieć ulubione papierosy, przecież sam palił głównie Djarumy. Drobne odstępstwa od normy zdarzały się tylko, gdy nie miał ich 'w zasięgu sięgu' albo chciał spróbować czegoś nowego. Cofnął dłoń i uderzył dnem pudełka w grzbiet drugiej dłoni, wybrał jednego papierosa, ale nagle się rozmyślił i schował paczkę z powrotem do torby.
Już-już chciał zaprzeczać, że żadnego imienia nie potrzeba, ale zanim otworzył usta, pojął, o co chodzi nieznajomemu. No proszę. Więc już nawet nie takiemu 'nieznajomemu'. Glen Valentine. Coś mu to mówiło, tylko co? Nie miał w tej chwili ochoty poświęcać dłuższej chwili na przeczesywanie pamięci, bo jego uwagę skutecznie odwróciła inna kwestia. Powróciło dziwne przekonanie, że mężczyzna wcale nie przypadkowo dąży do przełamania dystansu czysto przypadkowej relacji. Kolejna porcja ekscytacji. Leammiele z chęcią wyjdzie mu naprzeciw.
- Hm, nie. - Udał, że chwilę się nad czymś zastanawia. - Tak naprawdę imię nie jest potrzebne w żadnym stopniu do klątwy. Imię przydaje się do... - tego, by móc je krzyczeć w nocy - na szczęście dokończył w myślach, ale nie udało mu się ukryć uśmiechu. Cholera, Glen na pewno to zauważył. Trudno, takie błahostki nigdy go nie krępowały.
- ...ekhm, zawarcia znajomości, oczywiście. - Ach, ten oficjalny ton wcale nie pasował do zaczepnego spojrzenia. Podjął jakby nigdy nic, pozdrawiając go gestem. - Cześć, Glen, tu Zjawa. Cała przyjemność po mojej stronie. - Skłonił się aż nazbyt grzecznie i kontynuując ruch podwędził mężczyźnie paczkę fajek, po czym otworzył ją i zaciągnął się zapachem.
Wpierw się rozkojarzył, teraz bezczelnie zignorował, że kultura wymaga od niego również przedstawienia się, na domiar złego grzebał osobie, którą pierwszy raz widział na oczy po kieszeniach. Cały on, idealny przykład, idealny pedagog nawet w życiu prywatnym!
Posłał kontrolne spojrzenie, czy aby nie przegiął i zaraz nie oberwie po pysku.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 27

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Gru 09, 2014 2:49 am

Łatwo można coś spieprzyć, a naprawić już znacznie trudniej. Zasada niby powszechnie znana, a jednak ludzie popełniają wciąż te same błędy. Wciąż pakują się  w te same bagna w których toną bezpowrotnie, albo bezskutecznie się taplają. Charles był tym, który w takie bagno wlazł i wciąż nie potrafił ruszyć do przodu. Nie bez szwanku. O nie. Nie obyło się bez strat, ale to przecież nieuniknione. Zawsze jest coś, co się traci gdy popełnia się błędy. Moralność, dobre imię, majątek, przyjaciół. A przecież wystarczy nie mieć tego wszystkiego, by tego nie tracić. Taka zasada przyświecała mu w kontaktach międzyludzkich niemal od początku. Nie ma przyjaciół? Nie ma nikogo do stracenia. Samotność? Jest lepszym wyjściem niż ból niezrozumienia i straty. Najwyraźniej jednak nie był na tyle silny by w tym wytrwać. Taki stary, a wciąż głupi. Nigdy się nie nauczy... więc może teraz?
Na początku sądził, że tego nie wytrzyma. Nie da sobie rady z samym sobą. To byłoby zbyt proste. Więc zaczął od drobnych zmian. Jak każdy normalny człowiek. Od powolnego wyrzucania wszystkiego z pamięci. Potrzebował zamiennika, czegoś będącego bardziej aprobującym, i znalazł bez problemu. Oto praca rozłożyła przed nim stosy papierków w których mógł się zagrzebać. Przecież to takie znajome. Właśnie przez nią wszystko się posypało, a jednak łatwo było teraz uciec do tego, co pozostało niezmienne. Przez jakiś czas było lepiej, ale wciąż gryzły go inne niechęci. Do miejsc, zapachów, smaków, a nawet do własnego domu. Niechęć narastała z każdym kolejnym, samotnym dniem. Przeklęte okno, przeklęta rzeka i przeklęty budynek. Nienawidził tego widoku od samego początku, ale teraz obrzydł mu do takiego stopnia, że kazał spakować swoje rzeczy i najzwyczajniej w świecie się przeprowadził. To okazało się porażką na całej linii. Nowy dom, jak nowe życie. Miał pomóc mu oddychać, a jedynie go dławił. Wszystko było obce, a on tak nienawidził zmian. Działał pochopnie, kolejny raz. Nie miał siły na naprawianie tego błędu świadomie więc pozostał w nieprzyjemnym zawieszeniu. Nawet nie zauważył kiedy większość czasu zaczął spędzać w znajomych miejscach. Łapał się na bezcelowym przemierzaniu korytarzy starej szkoły i krążeniu po ulicach, które dobrze znał. W efekcie wieczorami przychodził nad rzekę, by zamiast z okna, patrzeć na nią z brzegu. I tak zaglądał w okna swojego starego domu, by po powrocie do nowego, przeżyć bezsennie kolejną noc.  
Nie próbował dzwonić ani razu. Przecież kiedyś też rzadko to robili. Tylko, że teraz zwyczajnie brakło odwagi, by zawalczyć.
Dni mijały i czas rozwlekł uczucia, których Charles starał się nie pielęgnować. Dlatego gdy dostał informacje, że Gregor nie zjawił się na wyznaczonych spotkaniach grona pedagogicznego, ani też na pierwszych swoich zajęciach, przyjął to z obojętnością, jakiej nie powstydziłby się stary Charles. Przełknął gorycz i przestał przejmować się swoją winą. Chyba właśnie wtedy tak naprawdę pogodził się porażką, a wraz z pogodzeniem się, ciężar odpowiedzialności spadł mu z serca.
I gdy zastanawiał się nad przygotowaniem formalnego wypowiedzenia, Gregor pojawił się jak zjawa. Tym bardziej, że Charles w ogóle się go nie spodziewał. Nie zdecydował się na konfrontację. Aż do dzisiejszego dnia, ani razu nie minęli się na korytarzu, ani razu nie spojrzeli sobie w twarz. Najwyraźniej obaj nie czuli się na siłach, a może chodziło raczej o niechęć? Charles tego nie roztrząsał. Umyślnie nie pozwalał myślom uciekać do wspomnień, a więc i do tej konkretnej osoby. Tak było lepiej i prościej.
Niestety kapryśny los po raz kolejny spróbował skrzyżować ich drogi. Choć Charlie właściwie nie potrzebował już tych samotnych wycieczek po szkolnych korytarzach (przecież pozornie był już zupełnie obojętny na zmianę jaka zaszła w jego życiu) to wiedziony dziwnym przyzwyczajeniem zawędrował w spaloną część szkoły. Nie zastanawiał się nad kolejnymi krokami. Po prostu szedł wsłuchując się w dźwięk trzeszczących pod nogami desek i szum własnego oddechu. Gdyby nie pora dnia, zapewne nie usłyszałby, że nie jest tutaj sam. Cichy szmer, skrzypnięcie, które nie należało do niego i już wiedział, że przyjdzie mu odbębnić swoją dyrektorską rolę przeganiając spragnionych wrażeń gagatków. W tamtej chwili zastanowił się, czego on sam tutaj szukał? Przecież nie wierzył w duchy, a okopcone ściany i zapach spalenizny nie był dla niego niczym niezwykłym. Nim zdążył odpowiedzieć sobie na to pytanie, wychylił się z za zniszczonej framugi już otwierając usta by upomnieć uczniów o zakazie wstępu do tej części szkoły. Słowa jednak uwięzły mu w gardle. Stał na progu jednej ze zniszczonych sal ubrany jak zwykle w jeden z dziesiątek zestawów koszul i spodni jakie miał w swojej szafie. Właściwie się nie zmienił. Ta sama fryzura, ta sama twarz... może tylko bardziej zmęczona. Stał i patrzył nie mogąc uwierzyć w to, że po tak długim czasie zmuszony był stanąć na przeciw tego człowieka.
- Wygląda na to, że nie tylko uczniowie nie przestrzegają zasad. - Suchy, służbowy ton trącił hipokryzją, ale nawet się przy tym nie zająknął. Z pozornym spokojem przyglądał się znajomemu profilowi, choć w gardle urosła mu gula, a żołądek ścisnął się boleśnie. Dziwnie było patrzeć na Gregora przez pryzmat wszystkich tych zdarzeń, wszystkich słów i uczuć. Bo choć odepchnięte, to zapomniane były tylko pozornie. Nie da się zapomnieć, można się jedynie przestać przejmować i taką taktykę spróbował obrać Charles, choć już czuł, że będzie szło mu wyjątkowo marnie.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sro Gru 10, 2014 1:59 am

Sadomasochizm. Dwa skrajne stany w jednej osobie, które uzupełniają się w dziele zniszczenia. Symbioza.
Tam, w Austrii okazało się, że w Leammiele'u jest tyle samo sadysty co masochisty, bo każdy dzień, jaki poświęcił na rozdrapywanie ran, przynosił tyle samo cierpienia co radości. A może to nie radość tylko ulga? Na początku rozpamiętywanie kolejnej Największej Porażki W Życiu traktował jako karę wymierzoną samemu sobie, z której miał wyciągnąć naukę. Chciałeś tego. Wiedziałeś, jak o się skończy, a pomimo tego się nie wycofałeś, więc masz to, na co zasługujesz. Cieszysz się? Osiągnąłeś swój cel! Tego chciałeś! Nie każdy jest tak utalentowany, by tak szybko i łatwo spełniać swoje marzenia.
Potem zauważył, że już nie cierpi tak bardzo i podchodzi bardziej analitycznie. Co by było, gdyby...? Miał czas na prześledzenie każdego zdania, na odtworzenie w pamięci każdego czynu, dlatego też bezkarnie to robił, leżąc w ciemności na kanapie w hotelowym pokoju albo na wpół świadomie przemierzając wiedeńskie ulice. Przyglądał się samemu sobie i testował, co jeszcze boli, a co już przestało.
Aż w końcu któregoś dnia stwierdził, że jest czysty.
Już nie czuł się przybity, nie uciekał, nie żałował, że powiedział o jedno słowo za mało. Już nie był ciekaw, co Charles teraz robi, jak on to wszystko widzi, o czym myślał, czego żałuje. Gregor odtworzył w wyobraźni setki razy każdą możliwość: od tych najbardziej nierealnych, po te niemal pewne i... nic więcej mu nie zostało. Był przeźroczysty. Zahartowany pod wysokim ciśnieniem. Czuł w swoich myślach czystość, twardość i przejrzystość, jakby dłoń mistrza wyrzeźbiła je z diamentu. Gdyby tylko nie były tak nieludzko ciężkie, można by z łatwością uwierzyć, że są w środku puste, a ich ścianki to nic więcej jak skrząca się cieniutka tafla szronu. Nawet nie czuło się chłodu, gdy topniały pod palcem.
Gdybał nad każdą hipotetyczną drogą rozwoju tej specyficznej znajomości (oczywiście nie pominął takiej ewentualności, jaka miała się niedługo zdarzyć), dlatego z nich również się oczyścił. Myśli nie sprawiały już bólu, nawet gdy skojarzenia albo wspomnienia z zaskoczenia szturmowały jego głowę. Już nie czuł dreszczy ekscytacji, nie przyspieszała mu tętna ciekawość (której pozbycie się było najcięższe), dlatego mógł skupić się na prawdziwym celu tej podróży. Chciał zobaczyć się z Marią, a potem...

Do Londynu wrócił idealnie na czas, ale dał sobie jeszcze tydzień, by upewnić się, że potrafi funkcjonować jak dawniej i że nie przegiął z maratonem sadomasochistycznych ablucji. No, przynajmniej takie było założenie, bo skończyło się na tym, że ani razu nie wyszedł z domu, czując, że jeszcze nie jest na to gotowy. Łagodnie oswajał się z rzeczywistością, dozując ją sobie tylko w taki sposób, na jaki miał ochotę, bo w głowie plątały mu się urywki pierwszej w życiu rozmowy z matką. Potrzebował chwili, by uwolnić się od klątwy tej piekielnie szczerej i bezpośredniej kobiety i wszystkich 'aha, powinienem ją zapytać o to i o tamto. Co by odpowiedziała? Co ja bym odpowiedział? Czy to nie byłoby przegięcie?', które potrafiły mu spędzić sen z powiek. Bardziej przyziemną kwestią było przestawienie się na zwyczajowy, nie nocny tryb czuwania. Z dnia na dzień było coraz lepiej. Ha, tak, to był dobry żart. Tak, już wróciłem. Nieważne. Nie ma za co. Nie, słucham także muzyki współczesnej. Dziękuję. Dzień dobry, zamawiałem wino z katalogu F281, nie F287. Potrafił mówić. Potrafił się śmiać i złościć. Był po prostu bardziej...

Gdy wrócił do pracy, świadomie unikał Charlesa. Przejrzał jego plan zajęć i przypomniał sobie charlesowe zwyczaje. Robił to tylko i wyłącznie z praktycznych i estetycznych względów. Nie chciał doprowadzać do ewentualnej konfrontacji przy świadkach. Potrzebował chwili spokoju, czegoś, co znał, a przez to uważał za bezpieczniejsze. Nie chciał skupiać na sobie uwagi... przynajmniej nie w taki sposób.
Wyjątkiem była tylko sztuka, która zatrzymała go w tym miejscu na dłużej
Przyszedł na zgliszcza bez konkretnego celu kilka godzin temu, spotkał nieznajomego fotografa, dał zrobić sobie kilka zdjęć, zamienił z mężczyzną parę zdań. Cóż, miało być fajnie, a wyszło jak zawsze. Widocznie Leammiele nadal był naiwny i wierzył, że jest na tym świecie grupa osób, która wie, o co prosi i potrafi docenić nieszablonowość, a nie przed nią uciekać. Nie wie, co stracił, dupek.
Zaraz po tym jak nieznajomy ulotnił się ze szkoły, Gregor wrócił do samochodu z zamiarem wypalenia cygaretki, grzecznego powrotu do domu i sprawdzenia prac, jednak z każdą chwilą nieszczęsne papiery przemawiały do niego głośniej i głośniej, błagając o to, by przełożył termin egzekucji o jeden albo dwa dni... a może tydzień? Westchnął ciężko i okazał im litość. Zabrał płaszcz, wrócił do zamkniętego skrzydła. Przyciągnął sobie jedno z ocalałych biurek do pomieszczenia, z którego okna wychodziły na ulicę, ustawił je na środku i usadowił na nim wygodnie. Szkicował to, co (i w jaki sposób!) widział dookoła, pracując dopóki światło na to pozwalało, ale o tej porze roku nie mógł liczyć na wiele. Położył notatnik i pióro obok siebie, podgiął kolana pod brodę i objął je ramionami, chowając dłonie w rękawy. Chłód. Lubił tę porę roku. Teraz londyńska mżawka i zgliszcza były tak bardzo na miejscu, jak to tylko możliwe. Na zewnątrz już wszystkie liście opadły z drzew, gołe gałęzie niemal wcale nie zasłaniały latarni, ale kołysały się hipnotycznie na wietrze, obecne i niezauważane zarazem jak duchy.Do tego drobny deszczyk nadawał powietrzu charakterystyczną ciężkość i osiadał na resztkach szyb. Gregor nie raz próbował różnymi technikami odwzorować odbicie świateł w kropli deszczu, ale nigdy nie był zadowolony ze swojej pracy.
Przyłapał się na tym, że stracił poczucie czasu i że wcale mu to nie przeszkadza. Nie miał ważnego powodu, by wracać do domu – przecież nikt na niego nie czekał, mógł pozwolić sobie na takie zniknięcia. W rzeczywistości wcale nie minęło wiele czasu odkąd pożegnał się z nieszczęsnym... jak mu nam było...? Glenem, pomimo tego Leammiele miał wrażenie, że jest już późno. Zaczynała dopadać go senność. Ech, chyba nigdy nie przyzwyczai się do porannego wstawania.
Postanowił, że zostanie tu jeszcze kilka minut i wróci, posłucha 'Clair de Lune', bo utwór nie dawał mu spokoju, potem pójdzie grzecznie spać, jak reszta nudnych belfrów. Tylko to cholerne życie miało dla niego inny plan. Usłyszał trzeszczenie podłogi w korytarzu, ale zignorował je, zrzucając winę na wiatr. Późno zwrócił uwagę na same kroki, jednak gdy tylko to się stało, w głowie nauczyciela pojawiła się niezrozumiała myśl, że to coś, co już zna, coś, co gdzieś już było, jednak szybko zastąpiła ją inna: wrócił fotograf, licząc na to, że Gregora już tu nie ma. Opuścił nogi na podłogę i już–już miał się odwracać...! Znieruchomiał, jakby głos, który dobiegł do jego uszu zaklął go w kamień. Zacisnął palce na brzegu blatu biurka i wbił spojrzenie w jedną z ulicznych latarni za oknem. Milczał dosłownie chwilę, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią.
– Podobno dzieci przede wszystkim złych rzeczy uczą się od dorosłych. – Bardzo neutralna, ale pomimo tego naturalna odpowiedź. Mówił trzeźwo, myślał trzeźwo, jakby to spotkanie wcale nie wywarło na nim wrażenia. Przypomniał sobie dziwne wrażenie spotkania czegoś znajomego i połączył je z nową myślą: podświadomie poznał kroki tego mężczyzny. To także nie wytrąciło go z równowagi. A może to chwilowy szok, który zaraz minie?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 27

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sro Gru 10, 2014 3:06 am

Zrobiło mu się mdło. Nigdy, przenigdy nie przypuszczałby, że jest na świecie coś, co tak łatwo wprawi go w stan kompletnej rozsypki. Tym bardziej, że latami pracował nad swoją równowagą. Najwyraźniej nic już nie odzyska trwałości po ciągłym rozbijaniu i sklejaniu, tym bardziej psychika. Powinien pamiętać, że Gregor jako jeden z niewielu miał paskudną umiejętność wyprowadzania go z równowagi. Tym razem nie było inaczej, choć przecież nic się nie stało. Pozornie. W praktyce dźwięk znajomego głosu, wspomnienia z nim związane, uczucia... to wszystko było jednym, bolesnym policzkiem. Nie wiele trzeba było, żeby wszystko stało się żywe. Z całej siły zacisnął palce na futrynie, pierwszy raz w życiu starając się bólem zagłuszyć emocjonalną niestabilność. Z trudem przełknął ślinę. Nawet nie skupił się na przekazie słów. Samo ich brzmienie przesłoniło racjonalność.
Milczał. Milczał ze wzrokiem wbitym w szczupłe ramiona, które niegdyś tak zachłannie go oplatały. Patrzył na ciemne kosmyki włosów. Pamiętał ich miękkość i zapach. To takie niedorzeczne, że człowiek potrafił pamiętać wszystkie bolesne drobiazgi tak dokładnie, wystarczył jeden niewinny bodziec. Mała iskierka, która zaprószy ogień. Gdyby jeszcze popioły mogły rozgorzeć...
To uczucie było nienazwane aż do tej chwili. Dopiero teraz w myślach Charlesa pojawiło się jedno słowo. Tęsknota. Tęsknota, której nie czuł gdy oddawał się pracy, zamiast Gregorowi. Tęsknota, która rozorała pazurami pozornie kamienne serce po tym gdy zdał sobie sprawę, ze wszystko przepadło. Może tak miało być. Może obojgu za mało zależało. Może nigdy się nie kochali.
Zacisnął szczęki. Nie krył zdenerwowania nie tylko dlatego, że właściwie nie był w stanie, ale między nimi padło przecież już tyle słów i było tyle gestów, że Gregor był ostatnią osobą, której powinien się wstydzić. To wydało mu się takie naturalne. Niegdyś nauczyli się szczerości gubiąc ją po drodze. Czy był sens jeszcze jej szukać? Nie myślał o tym. Pragnął uciec, bo to jedynie wydawało mu się słuszne. Pragnął też, tak jak kiedyś, po prostu podejść i zamknąć go w ramionach. Dlaczego dostrzega się wartość dopiero po stracie? To okrutne.
Milczenie przedłużało się, a presja, którą sam na siebie wywarł stała się nie do zniesienia.
- Dobrze, że nic ci nie jest. Nie kręć się tu, możesz zrobić sobie krzywdę. - Próbował przekazać namiastkę swoich prawdziwych obaw i ulgi, tego, że naprawdę cieszy się, że wrócił, że był tu, ale to była okropna karykatura. Głos mu drżał zdradzając autentyczne roztrzęsienie. Nigdy nie radził sobie z uczuciami i z ich wyrażaniem, a teraz to osiągało swoje apogeum. Stał jeszcze chwilę, a potem w końcu zebrał się w sobie by się cofnąć. Chyba nie chciał słuchać odpowiedzi, jeśli jakakolwiek miała paść. Schował się za framugę. Na krótką chwilę oparł plecy o zniszczoną ścianę. Odetchnął. Raz, drugi, trzeci. Nie pomogło. Zaciskając szczęki ruszył w drogę powrotną, której zapewne nie będzie pamiętać.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sro Gru 10, 2014 12:44 pm

Szczerze powiedziawszy, Leammiele nie czekał na odpowiedź albo raczej nie sądził, że Charles będzie chciał prowadzić z nim jakikolwiek dialog, pomimo tego, że pierwszy się odezwał. Nie przychodziły mu do głowy żadne tematy, na które mogliby 'porozmawiać', wszystko wydawało się równie nieprawdopodobne. Pewnie przez to, że głęboko uwierzył, że dyrektor po prostu nie chce żadnego dialogu. I za chwilę odejdzie, skoro okazało się, że w tym upiornym miejscu przyłapał tylko jednego z nauczycieli.
'Some men are like chocolate'
Cisza przedłużała się, a Gregor nie słyszał, by Charles już wyszedł, dlatego przesunął się kawałek na biurku i obejrzał, lekko marszcząc brwi i po prostu patrząc na znajomą sylwetkę rysującą się na tle niemal absolutnej ciemności panującej w korytarzu.
'But most of them are more like shit'
Być może Leammiele z natury miał drobne problemy z rozpoznawaniem intencji wypowiedzianych słów, ale teraz trudno było o pomyłkę. Przez tę cholerną empatię odrobina cherlesowego zdenerwowania udzieliła mu się, ale nie na tyle, by zburzyć stoicki spokój, który nałożył na siebie jak zbroję. Jeszcze kilka miesięcy temu nie byłby w stanie usiedzieć na miejscu i to jeszcze w milczeniu, które teraz wydało mu się najodpowiedniejszą odpowiedzią. Krótko skinął głową i znowu spojrzał za okno. Co chcesz zrobić? Iść spać, skulić się tu i zasnąć, zostać, zahibernować się i obudzić za kilkaset lat i zapomnieć o wszystkim i nie żałować i nie mieć czego żałować, bo już będzie za późno. Ale czemu? Nie żałuję. To wszystko takie gładkie i przejrzyste. Myślałeś nad tym, co byś zrobił, gdyby zdarzyła się podobna sytuacja? Oczywiście, że tak. Myślałem o wszystkim. Ale teraz myślę zbyt przejrzyście, by zareagować tak, jak wtedy myślałem, że zareaguję. Raz, dwa. Trzy. – w myślach przeliczył przejeżdżające po ulicy samochody. Dwa w lewą stronę, jeden w prawą. Krople na szybie zamigotały na czerwono i biało.
Płynnym ruchem zgarnął do torby pióro i notatnik, po czym ruszył w ślad za Charlesem, trzymając się w grzecznej odległości kilku metrów.
'And if you don’t have the experience to spot that tiny difference
You’re likely to fall for all of it.
'

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 27

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sro Gru 10, 2014 4:26 pm

Wcale nie miał nadziei na to, że cokolwiek usłyszy. Chyba najlepszym wyjściem było puścić to niefortunne spotkanie w niepamięć. Odzyskanie równowagi nie powinno zająć dużo czasu. Może znów skorzysta z pomocy specjalisty? Może zrezygnuje z pracy w szkole, tak dla bezpieczeństwa? Skoro sam dźwięk jego głosu siał takie spustoszenie, to co będzie później? A może się mylił? Może właśnie powinien oswoić się z Gregorem, powrócić do tego co było, nie uwzględniając całości? Chciałby spojrzeć na to wybiórczo, ale tak naprawdę nic nie gwarantowało sukcesu. Najważniejsze, żeby teraz odetchnąć świeżym powietrzem. Ucieczka najprostszym wyjściem.
Był w połowie korytarza gdy usłyszał skrzypnięcie podłogi. Nie obejrzał się. Szedł dalej, ale dźwięk go gonił. Zwolnił. Zatrzymał się. Zacisnął dłonie w pięści. Odliczył kroki Gregora. Odetchnął gęstym od spalenizny powietrzem. Koszula opięła się na jego ramionach gdy oddech ze świstem opuścił płuca. Odwrócił się. Nie miał pojęcia, co powinien powiedzieć, co byłoby właściwie? Może nic nie powinien mówić, ale patrząc na minione chwile, milczenie nie zawsze wychodziło im na dobre. Więc może...
- Przepraszam.
Powinien powiedzieć to już dawno, prawda? Skoro czuł się winny, powinien przeprosić, takie było właściwe postępowanie. Tylko przecież podobno nie czuł już winy. Z resztą, jakie to miało teraz znaczenie?
Szczerość.
- Bałem się tego spotkania. - Podjął łagodnie, przełykając dławiące obawy. Pozwolił swemu głosowi drżeć. Może naiwnie sadził, że przysługuje im jeszcze prawo do szczerości jaką kiedyś wypracowali. Może naiwnie, ale wierzył w nią jako jedyne koło ratunkowe. I już jej nie porzucać. I już pozostać szczerym. Otworzyć się. Przecież potrafił, tego się przy nim nauczył. Odrzucania zasłon. Tylko jakie to miało teraz znaczenie?
- Nadal się boję. To przez zaskoczenie... - Szczerość otuliła słowa tak rzadkim dla Charlesa ciepłem. Niemal szeptał, a w ciemności, tej łagodnej ciszy i tak brzmiały wyraźne. - Wydaje mi się, że nigdy nie byłoby dobrej chwili.
Nie patrzył na niego. Odkąd zaczął mówić, uciekł spojrzeniem gdzieś w bok, kontemplując popękaną, odpadającą farbę na jednej ze ścian. Umyślnie odwlekał chwilę w której skrzyżują spojrzenia pierwszy raz od kilku miesięcy.
- Naprawdę cieszę się, że wróciłeś, choć nie sądziłem, że ulga może powodować ból. Ale skoro było już zaskoczenie i ulga i ból, to może będzie jedynie lepiej. - Uśmiechnął się gorzko. Spojrzał przez ramię na ciemny korytarz, a potem powiedział coś, co z zasady wydawało mu się kompletnie abstrakcyjne. - Masz ochotę na kawę?
Popatrzył prosto w znajomą twarz. Jej widok chwycił za serce, sprawiając, że kolejny raz musiał odetchnąć głęboko, żeby się uspokoić. Niby sam kręcił na siebie bat, ale spodziewał się odmowy, może nawet właśnie tego pragnął. Wtedy w końcu będzie mógł czmychnąć. Ileż miał w sobie odwagi zmuszając się do pozostania na miejscu i wysłuchania odpowiedzi! Żałosne.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Czw Gru 11, 2014 4:39 am

Szedł kilka metrów za mężczyzną, nie chcąc nachalnie deptać mu po piętach, ale też dając znać, że idzie za nim, a nie po prostu idzie, wraca do domu. Sam zwolnił, a zaraz zatrzymał się, naśladując mężczyznę, ale potem przyszła mu do głowy myśl, że może przegiął. Na pewno. Nie powinien był tego robić. Postąpił zbyt odważnie, egoistycznie, a może po prostu zbyt spokojnie? Zbyt bagatelnie? Zbyt... czysto? Bynajmniej nie miał na celu pogorszenia sytuacji czy wywołania jakichś negatywnych emocji. Po prostu był sobą i uznał, że może działać pod wpływem impulsu, jak kiedyś, bez zastanawiania się nad przyczyną (bo przez ostatnie miesiące chyba już wyrobił normę na następnych kilka lat). Ale Charles mógł o tym nie wiedzieć. Albo mogło to nie mieć dla niego znaczenia. Leammiele przestraszył się i był pewny, że zarobi pięścią w twarz, dlatego odchylił się odrobinę, przenosząc ciężar na pięty. Ale mężczyzna tylko się odwrócił i nawet na niego nie spojrzał. Czyżby miał powiedzieć coś, co zaboli bardziej niż cios? Czy Gregor był teraz w stanie cierpieć?
Chwile dłużyły mu się nieprzeciętnie, ale może to i lepiej? Cały czas wpół świadomie kontrolował swój stan i wręcz nie wierzył, że znosi wszystko tak gładko. Powinno go to zaniepokoić, ale - nie wiedzieć czemu sam szedł sobie na rękę i jedynym zastrzeżeniem jakie miał, była sprawiedliwość. Widział, że dla Charlesa to nie jest łatwe i podziwiał, że mężczyzna nadal potrafi to tak szczerze wyrazić, dlatego własny spokój odbierał jako coś nie fair. Gregor mógł na Charlesa patrzeć, bo to co widział niewiele różniło się od zachowanych wspomnień, mógł z Charlesem rozmawiać, bo głos mu nie drżał ani myśli nie plątały. Tylko przez chwilę ścisnęło go w gardle, gdy rozpoznał ledwie wyczuwalny, ale znajomy zapach, jednak była to reakcja jego ciała, myśli pozostały klarowne. Przeszedł ponad tym. Nie bał się, nie cieszył z powrotu, jeszcze przed kilkoma sekundami nie czuł ani zaskoczenia ani ulgi.
Ale nie potrafił już być obojętny wobec tego, co usłyszał. Szerzej otworzył oczy, zupełnie zaskoczony. W tej chwili po protu tam był i słuchał, nie ogarniając nic poza sensem słów, chcąc upewnić się, jak ma to rozumieć i... czy w ogóle chce coś zrozumieć. Nagle zrobiło mu się zimno, pewnie pobladł jeszcze bardziej, ale działo się z nim coś dziwnego. Czuł się winny przez to, że nie umie... czuć bardziej. Miał ochotę szaleć, płakać z emocji, a nie mógł, spuścił tylko wzrok, nie chcąc widzieć gorzkiego uśmiechu Charliego jeszcze jeden raz.
Nie przeszkadzałoby mu, gdyby czas teraz się zatrzymał albo gdyby naprawdę mógł położyć się spać, wyłączyć z odbierania jakichkolwiek bodźców. Jedynym warunkiem było to, że miałby gwarancję, że nigdy, przenigdy by nie zaczął żałować przegapionych momentów. Nie miał jej, dlatego nieświadomie zwlekając z odpowiedzią, wyciągnął rękę płasko kładąc dłoń na przedramieniu towarzysza niedoli. Tym zupełnie neutralnym gestem chciał jakoś rozładować chociaż część napięcia lub w tym gorszym wypadku, spowodować jego eskalację i dopiero spadek. Cóż, szybko się cofnął i pokiwał głową, zachowując dopiero co odzyskany łagodny spokój.
- Ja zawsze mam ochotę na kawę. Ale tylko na tę dobrą. - Spojrzał w stronę wyjścia. - Ty prowadź, jeśli możesz. Ja nie poznałem nowych miejsc, w których bym nikogo... nie znał.
Chociaż wymagało to od niego powrotu do dawnego toku myślenia, udało mu się wykrzesać z siebie jakąś część cechy - zapomnianej i okaleczonej, ale jednak: troski.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główny hol   

Powrót do góry Go down
 
Główny hol
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Spalona część szkoły-
Skocz do: