IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główny hol

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Mar 31, 2014 7:16 pm

Wreszcie się udało i Edric wyrwał nogę z dziury. Skorpion momentalnie przyciągnął chłopaka do siebie i objął mocno. Obawiał się, że chłopak ma albo tak mocno zranioną nogę, że nie będzie mógł na niej stać, albo przestrach spowoduje, że zakręci mu się w głowie, czy zrobi słabo, wolał więc go przytrzymać na wszelki wypadek.
Wprawdzie ta bliskość, adrenalina i celibat jaki Skorpion miał w ciągu ostatnich dni sprawiły, że się podniecił i nabrał bardzo dużej ochoty na sprawdzenie wytrzymałości pobliskich stołów, ale cóż... Takie w końcu jest życie.
- Jak myślisz, dałaby mi swój numer, gdybym do niej zagadał? - Spytał uśmiechając się lekko, głównie po to, aby trochę atmosferę rozluźnić. W końcu nie co dzień się pod kimś w szkole podłoga zapada, trzęsie a tworzenie się dziwnej mgły, dziwne krzyki znikąd i pojawianie się gadającej zjawy jakieś dziewczyneczki również nie należy do grona sytuacji, do których się już człowiek przyzwyczaił.
Dlatego Skorpion miał setki myśli na raz w głowie i, co jest rzadkością, nie miał pojęcia co się działo i co z tym zrobić. Ale starał się tego nie okazywać.
- Jak noga? - Kolejne pytanie było zadane troskliwym tonem. Michael cofał się powoli, wciąż trzymając towarzysza w ramionach, aż dotarł wreszcie na pewniejszy grunt.
- Jeśli poważnie się zraniłeś, to skoczymy do lekarza. Jeśli nie, to i tak chyba kończymy na razie tę naszą wycieczkę. Pójdziemy do mnie i tam się obejrzy tę Twoją nogę. - Skorpion bardzo liczył na to, że nic poważnego się nie stało i że nie będą musieli iść do tego dziwnego, zboczonego i zabawnego lekarza. Głównie dlatego, że nie bardzo chciał, aby pojawiły się pytania dotyczące miejsca, w którym doszło do wypadku, bo wtedy opowieść o ich wycieczce mogłaby dotrzeć do niepowołanych uszu.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Kwi 01, 2014 12:17 am

Gdyby Michael nie postanowił go do siebie przyciągnąć zaraz po tym jak wyswobodzona noga dotknęła podłoża, Edric zapewne długo stałby kompletnie oniemiały, nie mogąc oderwać oczy od niezwykłego i niestety rozpływającego się powoli zjawiska. Tymczasem, najpierw odrobinę skonsternowany zanim dokładnie zorientował się co się dzieje, później już z kolei o niebo bardziej zawstydzony, zamrugał szybko oczyma i poczerwieniał na twarzy. Ciało szatyna biło niesamowitym ciepłem, a może to raczej tylko jeden z efektów jakie wywierały na osiemnastolatku podobne gesty? Jakakolwiek nie byłaby prawda, za bardzo go to krępowało. Dla niespokojnie kołaczącego serca, które i tak wystarczająco mocno wybijało rytm od momentu zapadnięcia się pod jego właścicielem części podłogi, także nie był to odpowiedni bodziec na spowolnienie i uspokojenie go. Nie wyrywał się głównie dlatego, że w dalszym ciągu czuł nadmiar oszołomienia, a i nie byłoby to zbyt odpowiednie zachowanie.
- Eh? – spróbował odchylić się nieco by móc spojrzeć najpierw na niego, a później w miejsce, w którym wcześniej stała dziewczyna. Teraz poza resztkami rozwiewającej się mgiełki, nie został po niej nawet najmniejszy ślad. Zaraz. Co on właśnie powiedział? To by znaczyło-...
- Ty też... Ty też ją widziałeś? – odpowiedział pytaniem na pytanie, kiedy przez zakłopotanie przebiło się niemałe zaskoczenie. A zatem... Nie była to wina jego bujnej wyobraźni ani strachu sprzed chwili? Naprawdę widział mglistą marę! Wychodziło na to, że nie tylko on! Fascynacja jednak, oraz poruszenie i możliwość podzielenia się wzajemnymi wrażeniami, musiały na razie odejść na dalszy plan, albowiem palący ból ponownie przeszył nogę wraz z podjętą przez towarzysza próbą wycofania się poza obszar „grząskiego” terenu. Odrobinę niepewnym krokiem, utykając nieznacznie, ruszy razem z nim, pozwalając odciągnąć również i siebie. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałby się po chłopaku aż takiego przejęcia jego stanem zdrowia. Nic nie mógł poradzić na fakt, że zrobiło mu się trochę głupio z tego powodu.
- Nie, w porządku, nie potrzeba do tego lekarza. To nic wielkiego. Przepraszam za kłopot... Powinienem bardziej skrupulatnie sprawdzać po czym chodzę. To moja wina. - odpowiedział mu iście skruszonym tonem, starając się nie przekładać zbyt dużej ilości ciężaru własnego ciała na lewą kończynę. Spodnie nogawki były nieco poszarpane i w dwóch miejscach kompletnie rozdarte. Tam też przesiąkły już nieco czerwoną posoką, lecz wbrew pozorom rzeczywiście nie były to jakieś poważniejsze obrażenia. Zaledwie dwa, nieco tylko głębsze rozcięcia, lecz także nie wymagające nadzwyczajnej pomocy medycznej. Nawet samej krwi nie było aż tak sporo.  
- Em, Michael? Możesz mnie już puścić. – zorientowawszy się, że w dalszym ciągu mocno ściska jego dłoń, od razu rozluźnił palce w celu jej oswobodzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Kwi 01, 2014 10:55 am

- Taa... Ja też ją widziałem... - Powiedział cicho, w ten sposób przyznając sam przed samym sobą coś, co było mu wiadome już od dłuższego czasu. Że ta dziewczyna, jej pojawienie się, mgła i ogólnie cała ta sytuacja nie były spowodowane przez jego wyniszczające uzależnienie od lizaków, czy gum do żucia, ani przez to, że ostatni raz kochał się w odległych, zapomnianych już przez ludzkość czasach, czyli jakieś pięć dni temu. No, może cztery...
Samemu nie musiał pytać, czy Edric ją widział. Wystarczyło mu to, że widział jak się patrzył na mgłę, jak zareagował, gdy się pojawiła, gdy dziewczyna się odezwała, no i fakt, że się do niej odezwał.
Skoro jego towarzysz ją widział, to znaczyło, że nie była ona tylko wytworem jego umysłu. Tylko teraz się zastanawiał, czy był jednym z nielicznych szczęśliwców, bądź pechowców, którzy widzieli rzeczy nadnaturalne, czy też to było zrobione przez kogoś. W dzisiejszych czasach, przy obecnej technologii, takie sztuczki były do ogarnięcia.
- W takim razie idziemy do mnie. Obejrzymy Ci tę nogę. Chociaż też by się przydało prysznice odwiedzić. Dawno tu nikt nie sprzątał, co troszkę po nas widać... - Oderwał swoje myśli od dziewczyny i wyobrażeń, że ją całuje, aby skupić się na czymś bardziej realnym.
- Puścić? Masz ranną nogę, nawet jeśli to nic poważnego. Lepiej jednak będzie jak się na mnie oprzesz podczas tej całej wycieczki w bardziej cywilizowane rejony. - Nie puścił chłopaka, ale przesunął go nieco tak, żeby ten był z boku i się na nim opierał. Jedną ręką trzymał jego dłoń, drugą go obejmował i przyciskał nieco do siebie.
- Ruszamy? - Spytał rozglądając się jeszcze po klasie, czy podczas ich rozmowy nic nowego się nie pojawiło.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edric

avatar

Liczba postów : 118
Join date : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Kwi 01, 2014 3:33 pm

Radosny lecz zarazem łagodny uśmiech, zrazu pojawił się na jego twarzy. Jeśli miałby być szczery, nie przypuszczał, że coś takiego może im się naprawdę przytrafić jego pierwszej nocy w tej wyludnionej części szkoły. W przeciwieństwie do Michaela, nawet nie wyobrażał sobie by mógł być to jedynie wywołany cudzą ingerencją miraż. Na wątpliwości pewnie przyjdzie jeszcze czas, ponieważ nie był byle głupcem dającym wiarę we wszystko co tylko zawieje nadnaturalniością i tajemnicą.
- Rozumiem. - odrzekł tylko, nie mogąc się powstrzymać od kolejnego, szybkiego zerknięcia w stronę wyrwy w której wcześniej tkwiła jego noga. Miejsca, z którego pierwszy, lecz miał jednocześnie nadzieję, że nie ostatni raz zobaczył zwiewną postać młodej dziewczyny w bardzo ubogim przyodzieniu. Dziwne jak wiele szczegółów był w stanie dostrzec mimo oszołomienia w jakim się wówczas znajdował.
- Do ciebie? Czekaj proszę. Nie chciałbym ci już robić więcej kłopotów. Nie mówiąc o tym, że nie mam przy sobie rzeczy na zmianę... Mogę się wykąpać po powrocie do siebie. - cóż, nie oszukujmy się, z pewnością nie świecili teraz przykładem wymuskania i elegancji. Zwłaszcza Edric, jego spodnie oraz ręce.
- ... - wreszcie jednak umilkł na dłuższą chwilę. Nie lubił się wykłócać, a coś w głosie szatyna mówiło mu, że i tak nie da za wygraną, nie ważne jak bardzo zapewniałby go o dobrym samopoczuciu. Pozwolił się zatem objąć w bardziej poręczny sposób
i kiwnął głową ma zgodę by mogli ruszyć w drogę powrotną.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Czw Cze 05, 2014 2:39 pm

    Hector nigdy nie miał problemów z nawiązywaniem znajomości z innymi uczniami, jednak ostatnio wolał spędzać czas samotnie. Stąd zapewne wyniknął fakt, że tego dnia udał się do części szkoły, która została uszkodzona w pożarze. Teraz spacerował głównym holem, ze słuchawkami na uszach i kapturem na głowie, nucąc pod nosem jakąś piosenkę. Chciał pobyć sam i miał nadzieję, że nikomu już dzisiaj nie przyjdzie do głowy pomysł, żeby włóczyć się po spalonej części szkoły. W końcu nie była to jakaś wielka atrakcja... nadpalone ściany, uszkodzona podłoga, dziury zamiast drzwi... nic fascynującego. No ale, co kto lubi.
    W pewnym momencie zatrzymał się na środku holu nad jakąś dziurą w podłodze i zajrzał przez nią z ciekawości. Nie no, nie spadłby tam, nie było ani wysoko, ani dziura nie była wystarczająco duża, po prostu zaciekawiło go to i postanowił zajrzeć. Szybko jednak podniósł się na nogi i podśpiewując pod nosem ruszył w kierunku ściany. Teraz z kolei tam dostrzegł jakąś lukę i zapragnął dowiedzieć się co jest po drugiej stronie. Może powinien zacząć się leczyć, skoro interesuje go zaglądanie po dziurach?
    Nadal śpiewając podszedł do ściany i oparł się o nią obiema dłońmi, mając nadzieję, że ściana nie pęknie pod jego ciężarem. Chyba aż tak ciężki nie był..?

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pią Cze 06, 2014 1:22 pm

Niestety, ale Zora jak ten pies ciekawski i niebezpieczny, udał się na wędrówki po spalonej budzie. Nie spodziewał się żadnych odważnych męskich laleczek w tej części opuszczonej i kto wie czy nienawiedzonej, bo ktoś ma pewno musiał tutaj zginąć. Dotykał spalne meble, znalazł na osmolonej podłodze na wpół przetrawioną przez ogień kartkę. Nie mógł odczytać z niej tego, zbyt brudna. Potarł palce o siebie, pozbywając się sadzy ze skóry - Ale tu śmierdzi. - wysyczał, sprawdzając jak wyczyścił palce. Chciał już stąd wyjść, atoli w oddali ciemnych korytarzy dostrzegł postać zakapturzoną. Złapał w palce kosmyki czarnej grzywki, plącząc ją między palcami. Wystraszyć typa? Idealny plan morderczy! Sięgnął po jedną nadpaloną dechę i sunął szaleńczo na biedaczka nieświadomego ataku Ozora - Oddawaj telefon, ipoda, pieniądze! Wszystko co masz! - głośno, groźnie i wyraźnie. Machnął deską tuż nad głową chłopczyka, nie mając zamiaru przejmować się jego szokiem. Strach to pokarm dusz nieczystych, a Zora, to dusza najmniej czysta. Zbok jebany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pią Cze 06, 2014 1:35 pm

Hector nie spodziewał się tego, że spotka tutaj ... kogokolwiek. A już najmniej się spodziewał, że spotka jakiegoś dziwaka, który zechce go uderzyć, zgwałcić, okraść, cholera jedna wie co jeszcze. Popatrzył na niego szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc co się dzieje i przylgnął plecami do ściany, nie bardzo wiedząc co się dzieje dookoła niego. Świst deski tuż nad jego głową trochę go wystraszył, więc skulił się nieco i zmarszczył brwi, zaciskając wargi.
- Zostaw... Masz jakiś problem? - może trochę zbyt bezczelnie, ale nie był aż tak tchórzliwy jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To, że był chudy jeszcze niczego nie zmieniało. I tak był o dwa centymetry wyższy od atakującego go chłopaka... tylko, że teraz się trochę skulił i wydawał się być niższy. Po prostu chciał uniknąć ciosu deską, tyle. - Idź sobie. Nie masz co robić?
Wyprostował się nieco i spróbował wyminąć chłopaka, pomimo że trochę drżały mu nogi. Jakby nie było - nie chciał dostać w głowę deską. Ani w głowę, ani w nic innego. Nie chciał być pobity, a pomimo tego, że był nieco bezczelny wobec Zory, to jednak trochę się go bał.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sob Cze 07, 2014 8:03 am

I vice versa! Nie spodziewał się zupełnie nikogo w osmolonej i śmierdzącej części szkoły, ale jak widać los lubi płatać figle i pierwszą, dzisiejszą ofiarą Ozora okazał się chłopczyk nieco wyższy, no może lżejszy od psiego napastnika - Tee, nie pyskuj mi tutaj, bo jeszcze uderzę w ten twój durny czerep! - zaś zamachnął deską, celowo nie trafiając. Nie chodziło o pobicie chłopaka, a na spłataniu mu śmiesznego psikusa. Nie pozwolił też na wyminięcie. Koniec deski przyłożył mu do brzucha jakby conajmniej chciał dźgnąć - Dawaj kasę! Ale to już, w tej chwili! - nie ma bata, typ nie pezejdzie dopóki reakcja nie stanie się zadowalająca. Gdzie kapturnik się przesunie, tam Ozor zagrodzi mu drogę nadal grożąc uderzeniem, które tak naprawdę nigdy miejsca mieć w przyszłość nie będzie - Mówię po raz ostatni. Oddawać mi wszystko co masz. - mina rodem Clinta Eastwood'a i groźna, flegmatyczna chrypa. Zacisnął mocniej dłoń na drugim końcu deski. Chyba drzazga weszła mu we wnętrze dłoni: zdradziła się irytującym bólem w dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sob Cze 07, 2014 2:01 pm

Zmarszczył brwi, gdy chłopak dotknął deską jego brzucha. Popatrzył na niego nieco niepewnie, ale nie ze strachem, bo strachliwą bestyjką to on - niestety dla Zory - nie był, po czym przechylił głowę w bok i zaśmiał się cicho.
- No dobra. Mogę Ci dać portfel, ale nie mam tam zbyt wiele kasy. - cmoknął cicho, jakby było mu niesamowicie przykro, po czym odsunął od siebie deskę. Nie podobało mu się to, że go dotykała. Dziwnie się czuł, gdy miał ją przy swoim brzuchu. - Ipoda nie dostaniesz, mój. Mam tam moją ukochaną muzykę. Prędzej dałbym się zabić, niż oddał dobrowolnie Ipoda. - pokazał mu język. Albo zdawał sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z żartownisiem, albo po prostu był szalony. Ewentualnie głupi. Albo wszystko po trochu. A potem coś drgnęło w jego oczach, jakieś wesołe iskierki, gdy patrzył na twarz swojego 'oprawcy'. - Masz fantastyczny głos, wiesz? Serio, genialny! Jak na filmach!
Zachichotał, nie mogąc się powstrzymać i powoli zsunął kaptur ze swoich zielonych włosków. Jakoś dziwnie się czuł w tym kapturze w danym momencie.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Nie Cze 08, 2014 6:02 pm

Faktycznie, mało kapturnik jest strachliwy i chyba nie dał nabrać się na udawany napad. Nieco mocniej docisnął deskę do brzucha chłopaka. Czemu się zaśmiał? Ozor również nie potrafił powstrzymać parsknięcia, ale szybko poprawił się na nieprawdziwy kaszel - Może być. - byle jak najszybciej odpowiedzieć, usilnie starał się zaciskać usta w wąska linię. Do śmiechu zostało mu tak niewiele! Sam odrzucił spaloną deskę, dając upust śmiechu - Ach, tak, tak. W porządku. Tylko żartowałem. - machnął ręką, lądując nią na ramieniu chłopaka. Tak dawno nie miał kolegi przy sobie, tak okropnie czuł się samotny - Staram się. Bo skrycie marzę o aktorstwie... w pornosach! - kolejny śmiech, choć uciszył buziuchnę, widząc tak nietypowy kolor włosów u nieznajomego. Zagryzł wargę - Jestem Zora, zielonowłosa wróżko. - uwagę zwrócić musiał, oczywiście uwaga z podziwem! Aż nabrał ogromnej ochoty, poczochrać zielone kudły nieznajomego. Pozwoli? Się dowiemy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Nie Cze 08, 2014 7:16 pm

Parsknął śmiechem, nie mogąc się powstrzymać, gdy usłyszał o jego marzeniach. Tak, idealne marzenia, doprawdy. Przez chwilę trząsł się lekko, próbując pokonać napad śmiechu, po czym uniósł na niego swoje ślepka i wyszczerzył zęby w szerokim, szczerym uśmiechu. Wyglądał na rozbawionego, a minimalny strach, który odczuwał w związku z tą deską, zniknął gdzieś, zapomniany.
- W pornosach? Możemy wystąpić razem, chcesz? - zachichotał cicho, opierając dłoń o jego pierś, podczas gdy Zora patrzył na jego włosy. - Nie jestem wróżką. - burknął, niby taki oburzony, w rzeczywistości powstrzymując kolejną partię śmiechu. Jednak nie udało mu się jej powstrzymać do końca, bo znów zachichotał niewinnie, zakładając kosmyk włosów za ucho. Taki chojrak z niego, a jednak da się go nastawić bardziej pozytywnie do świata, proszę. Ale tak naprawdę Rosa był bardzo pozytywną istotką, kochającą muzykę, sztukę i prawo. Ale prawo głównie ze względu na profil, na którym się uczył. Nie miał żadnej przeszłości kryminalnej.. i miejmy nadzieję, że przyszłości też mieć nie będzie. - Mówią mi Rosa. - uśmiechnął się i przysunął się do Zory nieco bliżej. - Ty mów jak chcesz. - błysnął ząbkami.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Cze 09, 2014 6:22 am

Marzenia Ozora mogą w każdej chwili się urzeczywistnić, wystarczy kamera i chętni do współpracy, jak na przykład roześmiany Zielonowłosy Wróżek. Zora próbował przybrać poważną minę, podczas złożenia propozycji śmiałka, choć nie przypuszczał strachu przed spruchniałą, nadpaloną deską - Chcę! Zagramy razem w pornosie pod tytułem Zielone banany. Już wiesz czym będziemy się napastować? - błysk w oku i tajemniczy uśmieszek. Chwycił dłoń Zielonego Chochlika, spoglądając nań do wnętrza. Palcem przejechał po jednej lini - Ja widzę coś innego. Jesteś wróżkiem, który spotka dzisiaj swojego szczęśliwego towarzysza. Mamy zieloną przyszłość usianą zielonymi bananami. - i on błysnął kłami al'a pirat znalawca skarbu.
Taki artysta z Rosy? Ozor też zna sztukę, a sztuka ta nosi nazwę Uwodzenie. Puścił łapkę chłopaczka wolno. Niech nie czuje się napastowany przez zdziczałego Ozora z buszu. Ma naprawdę dobre intencje - Zielona Rosa. - skoro może nazywać go jak chce... Stanął obok młodego, zarzucając mu ramię na plecy - Czujesz się tutaj bezpiecznie? Ta część szkoły w każdej chwili może się całkowicie rozpaść. Chcesz żebym cię wyprowadził? - podrywanie czas zacząć. Pstryknał lekko w policzek Rosy i dłoń opierająca dotychczas na jego ramionach, zeszła niżej i niżej, aż trafiła na jeden pośladek. Cmoknął też Zielonemu przy uchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosa

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Cze 09, 2014 10:52 am

Rosa nie był taki znowu niewinny i słodki na jakiego wyglądał, więc nie czerwienił się, gdy był podrywany przez nieznajomego. A oczywiście, widział, że jest podrywany. Nie przeszkadzało mu to specjalnie, wręcz przeciwnie, coraz szerzej się uśmiechał i wyglądał na całego w skowronkach. A już zwłaszcza, gdy ten zaczął mu 'wróżyć z ręki'. To było słodkie, kochane takie...! Uśmiechnął się jeszcze szerzej i zakołysał lekko bioderkami, słysząc o 'zielonej przyszłości usianej zielonymi bananami'. Nie muszę mówić, że to kołysanie bioderkami było jak najbardziej celowe i starał się, żeby wyszło jednocześnie niewinnie i zmysłowo?
Gdy Zora objął go za ramiona Rosa uniósł lekko brwi i sam objął chłopaka w pasie, jakby nigdy nic.
- Wiesz, właściwie jak tak z tobą stoję, to czuję się całkiem bezpiecznie. - wyszczerzył zęby i poruszył biodrami, czując jego dłoń na swoim pośladku. Przyjemne uczucie. A Rosa nie miał nic przeciwko takim... zalotom, nazwijmy to. Czy zmierzało to do seksu, czy nie, było przyjemne. Bardzo. I podobało mu się. - Ale tak, możesz mnie wyprowadzić. I zabrać gdzieś, gdzie będziemy bezpieczni... Do jakieś toalety na przykład, albo do swojego pokoju. - zachichotał cicho, przesuwając dłonią po biodrze Zory.

_________________
Hector Reynolds // Rosa. Słodki, zielonowłosy potworek.  \ (c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zora

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 25/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Wto Cze 10, 2014 8:35 am

Spokojna! Ozor już się postara żeby Rosa zarumienił się na swoim pyzatym pyszczku, nawet jeśli miałby namalować mu różowe kropki żelpenem na polikach. Wszystko mamy pod kontrolą!
Koniec wróżenia z ręki. Rosa aż za batdzo się rozmarzył, a o to przecież chodziło! Ozor wpadł w swój trans podrywania idealnego - według jego psiego mniemania. Widok zmysłowych ruchów kolegi jeszcze bardziej rozbudził flirciarza - Jaki słodki z ciebie chłopiec. - skomentował, oblizując powoli wargi. Ciekawie czy da sobie zajrzeć w tyły? Ozor też lubi zdobywać ciemne dziury. Nie raz, nie dwa bywał seme i szło mu całkiem nieźle - Naprawdę? - już wzbudził poczucie bezpieczeństwa, spoko! Ozor się ucieszył, bo to oznacza kolejny punkt dla podrywu. Dlatego w nagrodę ścisnął mocniej pośladek chłopca - Sugerujesz, że w moim pokoju lub łazience będziesz bezpieczny? - roześmiał się i na zachętę klepną Rose po tyłku - Idziemy.

zt x2

Napiszesz pierwszy w łazience. <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Nie Wrz 21, 2014 8:44 pm

Ciemno. W spalonym holu było najzwyczajniej w świecie ciemno. Nie miałem pojęcia, jak się tu znalazłem. Zgubiłem się chyba. Ojciec miał rację. Jestem do niczego. Nie potrafiłem sobie z niczym poradzić. Właśnie dlatego umarła matka. Uciekłem jak ostatni tchórz, którym przecież byłem. Zawsze sam. Zawsze traktowany jak śmieć. Bez przyjaciół. Bez kochającej rodziny. Jestem nikim. Potrafię tylko niszczyć i panikować.
  Spojrzałem na swoje dłonie. Były we krwi. Czerwone posoka mocno odbijała się od mojej niemal białej skóry. Przeniosłem wzrok na ledwo oddychające zwierzę. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że moje ciało i umysł było pod władaniem superego. Hakai. Tak mnie nazwali po tym, co zrobiłem w Akicie. Tak właśnie zacząłem nazywać siebie, kiedy wchodziłem w tryb bezduszności i zniszczenia. Bo właśnie to oznaczało słowo, którym mnie określano. Hakai to nic innego jak zniszczenie.
  Opuściłem ręce wzdłuż ciała, nie przestając wpatrywać się w psa. Zwyczajny, brudny kundel. Ten piękny dźwięk łamanych kości. Te piękne fajerwerki wystrzeliwujące z tętnicy, kiedy wbiłem w chude ciało przypadkowo znaleziony pręt.  To było takie piękne. I przerażające. Właśnie. Już niedługo przestanę pragnąć zadawać cierpienie i zacznę panikować. Spanikuję, zabierze mnie policja i ojciec będzie musiał fatygować się z Birmingham. To idiotyczne.
  Klęknąłem przy zwierzęciu. Nie obchodziło mnie to, czy ktoś mnie przyłapie, czy znajdzie kundla, kiedy z nim skończę. Zasłużył sobie. Mógł tak nie ujadać. Przestraszył mnie. Spanikowałem, zacząłem uciekać, przewróciłem się, złapałem pierwsze, co miałem pod ręką... Nie mam pojęcia, co zrobiłem z tym durnym prętem. Cóż, przynajmniej na czarnym ubraniu nie widać krwi. Zamknąłem oczy. Czułem, że zaczynam odpływać. Nie mogłem tu usnąć.
  Poprawiłem pasek torby, który boleśnie wbijał się w moje ramię. Było mi tak okropnie. Tak bardzo źle... Prawie zabiłem psa. Brudnego, wychudzonego kundla. Bezpańskie zwierzę. Nie miał nikogo. Zupełnie jak ja.
  Jestem beznadziejny. Ale powinienem to zaakceptować, prawda? W końcu to moje przeznaczenie...
  Wsunąłem zakrwawione palce pod ozdobny kołnierz, który dobrze ukrywał bliznę na szyi. Dlaczego wtedy nie umarłem? To cud, że przeżyłem z tą raną. Teraz została tylko szrama, która szpeciła moją szyję. Zacisnąłem na niej palce. Rozluźniałem uścisk, kiedy zaczynałem się dusić, a gdy już złapałem powietrze, znów się podduszałem. Tyle razy próbowałem z sobą skończyć. Dowodem są pajęczyny blizn na rękach. Nigdy nie miałem jednak na tyle odwagi, by odejść z tego świata samodzielnie. Utoczyć krew to jedno. Odchodzi się powoli, obserwując wyciekającą z ciała krew. Nigdy nie łykałem leków, bo i po co, skoro łatwo jest zrobić płukanie żołądka. Moim zdaniem leki to sposób dla tchórzy... Nie. Samo próbowanie odejścia z tego świata jest tchórzostwem. Dotknąłem palcami drugiej dłoni twarzy. Czułem lepką ciecz, która została na moim bladym policzku. Zacząłem się głośno śmiać. Jestem do niczego. Jestem nikim. Mogę tylko śmiać się z własnej beznadziejności.
  Nachyliłem się nad psem, ciągnął go za przednią i tylną łapę. Zaskowyczał głośno. Zdziwiłem się, że jeszcze potrafi być tak głośno. Wstałem i położyłem stopę na jego łbie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yamai

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 17/09/2014
Skąd : Japonia

PisanieTemat: Re: Główny hol   Nie Wrz 21, 2014 9:59 pm

Nie dobrze. Bardzo nie dobrze. Nie potrafił dziś zrobić żadnego w miarę przyzwoicie dobrego zdjęcia. Może to po prostu gorszy dzień? Dużo też zależało od jego humoru. Tyle, że dziś nastrój miał całkiem pogodny. No dobra, to kłamstwo... Choć przez brak 'weny' na idealnie ujęcia zaczynał się nieco dołować, to jego głównym problemem był nowy współlokator. Nie żeby Yamai był jakimś odludkiem, choć cenił sobie samotność. Zawsze mógł wyjść do ludzi z pokoju, gdy poczuł taką potrzebę, a teraz, gdy będzie chciał pobyć sam, to w pokoju nie będzie mógł na to liczyć. Nawet nie znał powodu dlaczego do jego pokoju przydzielono ów osobę. Z tego co się orientował były jeszcze jakieś wolne pokoje. Westchnął drapiąc się po karku. Jakoś tak naprawdę musiał odpocząć, przede wszystkim przespacerować się gdzieś w ciszy, a później najlepiej znajdzie tego chłopaka, który ma z nim pomieszkiwać i postara się z nim przynajmniej nawiązać jako tako pozytywne relacje. W końcu lepiej żeby się nie żarli. Miałby przerąbane do końca życia. A może uda mu się go przekonać, by wybrał inny pokój? Może ten nastolatek nie wie, że są jeszcze jakieś wolne? Być może nikt go nie uświadomił? Czy to było możliwe? Piorun jeden wie. Szedł dalej spokojnie korytarzem pochłonięty własnymi myślami, gdy do jego uszu dotarł skowyt, prawdopodobnie psa. Mimo, że Ishida za tymi zwierzętami nie przepadał, to jednak nie było mowy, by przeszedł obojętnie obok czyjegoś cierpienia. Może biedak się gdzieś zaplątał? Albo coś go przygniotło? Brunet przyspieszył kroku chcąc w miarę szybko znaleźć potrzebujące pomocy zwierze. Już z oddali zauważył jakąś postać. Nie widział dokładnie.
- Hej! - z jego ust wydobył się nie za głośny krzyk. Chciał zapytać, czy przypadkiem ta nieznana mu osoba widziała gdzieś tu poszukiwaną przez niego istotę. Nawet szybki krok zamienił na trucht. Ale to co po chwili ujrzał całkowicie go zamurało. No dobra, nie do końca. Bo tylko przyspieszył bieg i odepchnął chłopaka od psa wywalając tego pierwszego na podłogę, ten drugi przecież już leżał.
- Odbiło Ci?! - krzyknął z szeroko otwartymi z szoku oczami. Nie dowierzał. Zbladł. Co to była za chora sytuacja? Nogi zaczęły mu drżeć. To chyba jakiś koszmar. Jak człowiek mógł zrobić coś takiego? Spojrzał na leżące zwierze, aż zrobiło mu się słabo. Zasłonił usta dłonią. Musi coś zrobić. Zadzwonić na policje? Po weterynarza? Jedno i drugie? Wyciągnął telefon drżącymi dłońmi wystukując numer. Za chwile usłyszał głos w komórce, a jednak milczał nie mogąc wydusić z siebie słowa. W końcu jednak wydusił z siebie jakiekolwiek słowa. Jego wypowiedz brzmiała nieco jak bełkot, w końcu jednak wytłumaczył, co sie stało. Kto normalny maltretuje zwierze w ten sposób? Został poinformowany o przyjeździe radiowozu, a także weterynarza, który zajmie sie cierpiącym czworonogiem. Odetchnął. Ale to nie był koniec zmartwień. Chciał żeby pies przeżył. Powinien uścisnąć którąś z ran? A jeżeli wyrządzi mu tym jakąś krzywdę? Wzrokiem powędrował za krwią na podłodze, a kątem oka dostrzegł winowajcę całego zajścia. No tak, zupełnie o nim zapomniał. Ale jakim cudem ktoś taki jest tutaj? Zamarł ze wzrokiem utkwionym na jego osobie. Czuł strach.

_________________
Oh world...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Nie Wrz 21, 2014 10:51 pm

W pierwszej chwili nie zwróciłem uwagi na chłopaka. Równie dobrze mógł wołać kogoś innego. No bo przecież normalnie nikt się do mnie nie odzywa, chyba że chodzi o coś dotyczącego klubu. Ale chwilę później usłyszałem ten krzyk i zostałem odepchnięty. Wpatrywałem się to w moją niedoszłą ofiarę, to w wysokiego chłopaka. Z kamienną twarzą patrzyłem, jak wyciąga telefon, dzwoni i duka coś. Wyjaśnił w końcu, co się stało. Wreszcie na mnie spojrzał. Skuliłem się. Uśmiechałem się, ale po policzkach popłynęły mi łzy. Bałem się. Tak bardzo się bałem.
-On znowu się zezłości.-Przeniosłem wzrok na chłopaka.-Po co dzwoniłeś? Będę miał kłopoty. On znów będzie na mnie zły.-Pokręciłem głową i wstałem.-Zawsze mogę powiedzieć, że to ty mnie zmusiłeś. Uwierzyliby. Jestem naiwny, więc mi uwierzą... Albo znowu spróbują...-Zacząłem się śmiać. Histeria. Tak, to na pewno to. Ostatnio zdarza mi się coraz częściej śmiać w ten sposób.-Zabiłem już trzy kundle. Ten byłby czwarty...-Spojrzałem na zwierzę.-Wykrwawi się, jak czegoś nie zrobisz...-Kucnąłem nad zwierzęciem.-Krew jest niezwykła, prawda? Ma taki intensywny kolor. Zwłaszcza, gdy wypływa z tętnic. Zupełnie jak fajerwerki. Takie piękne... Słyszałem, że robi się czerwona w zetknięciu z tlenem. Ponoć pod skórą jest niebieska. Interesujące, prawda?-Odwróciłem zafascynowany wzrok.-Idiota ze mnie. Nie powinienem tego robić na terenie szkoły, jeśli nie chcę, by mnie znowu wyrzucili.
Wstałem i zacząłem ocierać krew z twarzy, szyi i dłoni. Kiedy skończyłem, wybrudziłem się jeszcze tutejszym kurzem. Dobrze. Teraz pomyślą, że po prostu sobie coś zrobiłem. Miałem już iść, kiedy mnie oświeciło. Wbiłem wzrok w chłopaka. Uśmiechnąłem się na widok szoku wymalowanego na jego twarzy.
-Tak swoją drogą, znasz może Yamaia Ishidę z pokoju numer 50? Mam się dzisiaj do niego wprowadzić, a pojęcia nie mam, gdzie to jest.
Mój wzrok ciągle uciekał do ledwo żyjącego zwierzęcia. Krew tak pięknie z niego wypływała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yamai

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 17/09/2014
Skąd : Japonia

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Wrz 22, 2014 3:35 pm

Co to była za sytuacja? W głębi duszy miał nadzieję, że to jeden z tych programów, w których wkręca się ludzi. A pies mógł być specjalnie do tego wyszkolony, może grał niczym aktor? Krew była sztuczna? Rany także... twórczo namalowane albo coś w tym stylu? Naprawdę chciał, by teraz, w tej chwili zza rogu wyszedł facet z kamerą. Tylko kto niby miałby sprawić mu taki żart i po jaką cholerę? Dalej patrzył na chłopaka. Niski i wychudzony, przerażający. Ale jakim prawem zrobił coś takiego? Serce Yamaia łomotało, na jego twarz jednak wpłynęło niezrozumienie, gdy dostrzegł u winowajcy łzy, a także usłyszał jego pierwsze słowa. Nie bardzo rozumiał o kogo może mu chodzić, ale co go to obchodziło? Przecież był sam sobie winny. To on doprowadził tego psa do takiego stanu i musi ponieść tego konsekwencje. Jednak jednej rzeczy nie wziął pod uwagę. Brunet miał rację. Przecież Ishida nie miał żadnych dowodów, że to ten nastolatek przed nim jest sprawcą. Gdyby tylko zabrał z pokoju swój aparat i zrobił mu uprzednio zdjęcie. Nie, nie pomyślałby o tym, a rzucił się na ratunek czworonoga, tak jak zrobił to przed chwilą. Jego źrenice się rozszerzyły. Trzy?! Kto normalny robi coś takiego? Skąd on się tu wziął? Uciekł z psychiatryka? Czy jeszcze gorzej? Na słowa siedemnastolatka poczuł się tylko słabiej, dłonie mu drżały, w sumie pewnie nie tylko one. Nie miał pojęcia co zrobić, nie wiedział co. Krew. Nie lubił jej widoku, zwłaszcza w takich ilościach. Źle to znosił, dlatego odwrócił wzrok, gdy nieznajomy o niej wspomniał. Czy z tym kolesiem naprawdę było aż tak źle?! Jak to znowu wyrzucą ze szkoły? I jak to na terenie szkoły? W ogóle nie powinien tego robić! Spojrzał na niego zaskoczony, że ten tak po prostu ma zamiar odejść. Jednak, gdy się zatrzymał osiemnastolatek drgnął nerwowo. Jeżeli wyglądał na zszokowanego, to teraz chyba oczy wyszły mu na wierzch. Więc ten chłopak... to Kuroha? Nie, niech ktoś mu powie, że to żart!
- Kłamiesz... musisz kłamać. Jak miałbym mieszkać z kimś takim? - zapytał drżącym głosem bardziej siebie niż jego. To przecież nie możliwe. Za co los miałby go tak karać? Spojrzał znów na psa, który jeszcze, jednak z trudem oddychał. Ktoś zdolny do takich czynów nie może przebywać wśród uczniów, w ogóle między ludźmi. Powinno się go zamknąć. Źle, czuł się okropnie. Miał wrażenie, że przez to wszystko zaraz zemdleje. Jak pięknie by było, gdyby po przebudzeniu to okazało się jedynie koszmarem.

_________________
Oh world...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Wrz 22, 2014 4:18 pm

Zamrugałem szybko. Odwróciłem się do niego przodem i skupiłem na nim całą swoją uwagę, z wielkim trudem ignorując mdły zapach krwi przemieszany z nadal unoszącym się w powietrzu zapachem spalenizny. Zmierzyłem go wzrokiem. Wysoki, waga na oko prawidłowa (nie to, co ja, ale to pomińmy). Jego twarz przywodziła mi na myśl diament. Oczy ma pewnie jaśniejsze, ale w tej chwili zdawały się być czarne niczym krucze pióra. Jego włosy również miały kolor głębokiej czerni. W sumie był nawet przystojny... Nie, nie! Stop! Nie mogę znowu się przywiązywać! Ale... Może on... by mnie nie zostawił...? Nie! Po tym co zobaczył? Właśnie. To Yamai Ishida. Chłopak, z którym mam zamieszkać. Co on sobie o mnie pomyślał? Widział, jak znęcam się nad tym kundlem. Pewnie zrobi wszystko, aby nie musieć ze mną mieszkać. Znowu zostanę sam. Zostawiony sam sobie. Nikt mnie nie chce. Dlaczego nie potrafię być normalny.
Potrząsnąłem głową, odganiając od siebie te myśli. Chciałem zostać w fazie bezduszności jeszcze trochę dłużej. Później przyjdzie czas na to, by żałować dzisiejszych czynów. W nocy. Tak. Noc przeznaczę na prawdziwego siebie.
-Więc ty jesteś Yamai?-Uniosłem brwi.-Ale mówili, że nie rozstajesz się z aparatem. Zresztą, to nie jest ważne. Mnie też nie pasuje mieszkanie z kimś. Wolałbym dalej mieć pokój na własność. Ustalmy coś na wstępie. Cokolwiek zobaczysz, nie angażuj się w moje sprawy, bo ja zaangażuję się w twoje, a tego w tej chwili chcę uniknąć, okej? Wieczorem zrobię się trochę milszy. Następną taką akcję odwalę... No nie wiem... Za dwa tygodnie? Coś koło tego. No, w każdym razie, przez następne dwa tygodnie po prostu mnie ignoruj. Jak nie wrócę na noc, to znaczy, że usnąłem w pokoju klubowym. A jak będę się wymykał w nocy... Po prostu zostaw mnie w spokoju... Cholera.-Złapałem się za włosy i pociągnąłem, aż poczułem ból. Znowu dostaję słowotoku!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yamai

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 17/09/2014
Skąd : Japonia

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Wrz 22, 2014 6:12 pm

Przeszedł go dreszcz, gdy tylko złote tęczówki skupiły się na jego osobie. Nie czuł się komfortowo. Zwłaszcza, gdy wiedział do czego ten chłopak jest zdolny. Sam odwrócił wzrok, zasłaniając znów przy tym usta. Było mu nie dobrze. Przez ten widok krwi, wymęczonego ciała psa i zapach. Niepokoiło go, że czuł na sobie spojrzenie Kurohy. Przez to aż bał się ruszyć. Jakby najmniejsze drgnięcie miało wywołać u niego kolejne nienormalne zachowanie. Jakby Yamai miał na tym ucierpieć. Może Wolf był młodszy, niższy i chudszy, ale kto wie do czego był zdolny? A jednak drżenie w końcu ustało, a Ishidę napotkało dość spokojne uczucie. Opanował się. Wydał z siebie ciche niezadowolenie syknięcie. Jemu to nie pasuje? To przecież osiemnastolatek będzie musiał mieszkać z psychopatą.
- Mam gdzieś co sie z Tobą stanie - odpowiedział chłodnym głosem ignorując jego zachowanie. Delikatnie przesunął dłonią po łbie cierpiącego psa.
- Ale jak będziesz jeszcze próbował kogoś skrzywdzić to Cie zabije. - To była chyba ta tak zwana druga twarz Yamai'a, którą rzadko kto miał okazje widzieć. Nawet potrafił być mściwy. Nieco jakby stawał się zupełnie kimś innym, a tak naprawdę kierowała nim po prostu pewność siebie i bezczelność. Czasem, traci kontrole nad swoim spokojnym zachowaniem i tyle. Ale nie odznacza się to w tragiczny czy jakkolwiek psychiczny sposób. Ta część jego osobowości raczej rzadko się ukazywała. Zazwyczaj nie miał powodu, by denerwować się do tego stopnia. Patrzył na niego chłodnym, zdecydowanym wzrokiem. Miał ochotę przycisnąć ten jego czarny łeb do ściany i czekać na przeprosiny. Ale co by to dało? Nic. Pies zdychał i kto wie czy wytrzyma do przyjazdu weterynarza, a nawet jeśli to nie ma pewności, że specjalista będzie potrafił go uratować. No a Ishida nie mógł nic zrobić. Możliwe, że to właśnie własna bezsilność oraz kretynizm i sadystyczne zachowanie rozmówcy wywołało u niego takie zachowanie. Zupełnie jakby strach wyparował. No, ale cóż. Kuroha był przecież tylko uczniem, emocjonalnie sponiewieranym siedemnastolatkiem, więc czy faktycznie Yamai powinien się go choć trochę obawiać?
- Dobrze Ci radzę, nie zbliżaj się do mnie za bardzo. Mógłbym się 'przypadkiem' mocno zamachnąć. - dopowiedział mierząc go morderczym wzrokiem, akcentując jedno ze słów. Mimo spojrzenia i bezuczuciowego tonu, dłonią wciąż delikatnie głaskał czworonoga po jego łbie. Ludzie to zwierzęta. Dzikie, nie zamknięte w klatkach. Czy więc takie istoty jak ten pies nie są bardziej uczłowieczeni od ludzi?

_________________
Oh world...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Wrz 22, 2014 6:37 pm

Tyle razy to słyszałem. Mam cię gdzieś! Trzy krótkie słowa, które potrafią wywołać tyle bólu. Zamknąłem oczy i objąłem się ramionami. Znowu to nieprzyjemne uczucie. Rwąca pustka w sercu. Czy tylko ja to czuję? Jeśli tak, to dlaczego? Wiem, że jestem do niczego, ale mimo wszystko... Ja też mam uczucia. Ja też chcę poczuć ciepłą, rodzinną atmosferę. Chcę poczuć się kochany, a nie jak zabawka. Jak ozdoba. Coś, co można dać w zastaw, bo nie miało się na pieniędzy, by kogoś spłacić. Upadłem na kolana. Zaczynam się skarżyć na swój los. Ale ile jeszcze tak wytrzymam? Może powinienem wtedy dać się zabić? Gdybym nie szarpnął się do tyłu, ta irytująca szyja zostałaby przecięta dostatecznie głęboko, by głowa ledwo się utrzymała.
-Ludzie to takie głupie istoty, nie sądzisz?-spytałem, wbijając wzrok w ziemię.-Tak uparcie się szarpać... Dlaczego nie potrafimy po prostu zaakceptować przeznaczenia. Jesteśmy tacy aroganccy. Ja, ponieważ myślałem, że mam władzę nad tym zwierzęciem. Że jego los zależy wyłącznie ode mnie. Twoją arogancją jest to, że próbujesz go ocalić. Lekkomyślne, szkaradne, nędzne... Hej, Yamai, po co żyjemy, skoro naszym ostatecznym celem jest śmierć?-Po policzkach popłynęły mi grube łzy.-To się nie skończy, prawda?-Ułożyłem dłonie na kolanach. Drżały, jak ja cały. Nie dotrwałem. Chciałem wytrzymać w stanie superego do wieczora, ale nawet ono mnie nie słucha.-Dlaczego wtedy nie umarłem?!-zawołałem zrozpaczony. Nie obchodziło mnie, że ktoś mnie widzi. Cicho miałem nadzieję, że chociaż spróbuje mnie pocieszyć, ale nie liczyłem na to zbytnio.-Dlaczego musiałem spanikować i uciec? Zbili ją, więc dlaczego mnie zostawili w spokoju?!-Spojrzałem z przerażeniem na psa.-Co to za sens życia bez nikogo? Jaki jest sens ratowania bezsensownego życia?-Przeniosłem wzrok na Yamaia.-Czy chronienie takiego życia ma jakiś sens? Fałszywa radość. Prawdziwa rozpacz. Fałszywe współczucie. Prawdziwa zazdrość. Co to za sens, do cholery?!-Ukryłem twarz w dłoniach i rozpłakałem się. Nie potrafiłem się powstrzymać. Musiałem się wypłakać. Pochyliłem się tak, że czołem oparłem się o brudną ziemię. Dłonie przeniosłem na tył głowy i złapałem mocno za włosy i kołnierz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yamai

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 17/09/2014
Skąd : Japonia

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Wrz 22, 2014 9:15 pm

Mimo, że strach zniknął to jednak wciąż było mu niedobrze,a krew wywoływała nagłe odwracanie wzroku. Przecież nie wstąpił w jego ciało nagle inny człowiek. Po prostu doszedł w końcu do tego, ze musi zachować zimną krew, a nie dać się omotać bojaźliwej części siebie. Patrzył na niego, z lekką obawą, że jeżeli spuści bruneta z oczu to tego pożałuje. Na pierwsze pytanie Kurohy nie odpowiedział. Właściwie to nie miał zamiaru, ale siedemnastolatek i tak kontynuował swoją wypowiedz, więc właściwie dobrze, że Ishida milczał. Nie rozumiał co dzieje się w głowie tego chłopaka. Przed chwilą zachowywał się jakby doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich konsekwencji, a mimo to one go nie obchodziły. Teraz dostrzegał łzy i rozchwianie emocjonalne. Wyglądało na to, że Kuroha należy do jednej z tych osób, które nie radzą sobie z własną psychiką. Ale on nie był psychologiem. Nie mógł wziąć go pod własną 'opiekę' i spróbować mu być 'normalnym'. Nie ma próbować unormować jego myśli, nawet jeżeli by chciał.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć, ani co chciałbyś usłyszeć. - zaczął spokojnie, choć nie był pewien czy młodszy słyszy go, czy może własny płacz zagłusza mu osiemnastolatka głos.
- Nie bardzo rozumiem o czym mówisz, przykro mi. Jeżeli zaś chodzi o mnie... nie uważam się za osobę arogancką. Pomagam temu psu, bo jeżeli ja tego nie zrobię to kto? Każdy ma prawo do życia, mimo swoich życiowych błędów. Ty, on, ja... każdy chce podświadomie żyć, niestety nie zawsze pasuje nam świat jaki nas otacza jak również ludzie. Ale tego nie zmienisz, trzeba przywyknąć. - Nie miał zamiaru układać swoich myśli w jakieś mądre, piękne słowa. Chciał mu dać tylko swoją odpowiedz.
- Radość nie jest fałszywa, o ile umiesz ją szczerze okazywać. Tak samo jest ze współczuciem. Może i niektórzy współczują, by udawać dobrych, ale mnie jest po prostu szkoda tego zwierzaka. Nie jesteś Bogiem czy innym cholerstwem by decydować kto ma umrzeć. Zapamiętaj to. - Spokojnie zabrał dłoń od psa, wstał. Nie wahał się, po prostu zbliżył do swojego rozmówcy i kucnął przed nim. Położył dłoń na jego głowie.
- Uspokój się. - Jego ton głosu był zadziwiająco pogodny, nie brzmiało to jak rozkaz. Jednak nie miał zamiaru ugłaskiwać tego nastolatka. Nie przytuli go. Nie pocieszy bardziej niż teraz, o ile słowa Ishidy w jaki sposób ruszyły Kurohę. Nie po tym co zrobił.
- Jesteś jak ten pies... gdybyś leżał zamiast niego, miałbyś taki sam przerażony wzrok. Nerwowo szukałbyś nim pomocy. To przyjemne odczucie? Jak myślisz? - Wstał niespiesznie, zabierając od niego dłoń. Drgnął za moment, słysząc kroki. Spojrzał na psa.
- Wybacz maluchu, jestem pewien, że dasz radę. - uśmiechnął się z trudem. Bolało go serce. Był głupi. Dlaczego? Bez zastanowienia na siłę szarpnął Wolf'a w górę, by ten wstał, gdy już to zrobił pociągnął młodszego za bluzkę. Ruszył przed siebie, w miarę żwawym krokiem oddalając się, opuszczając po woli hol. Czuł się winny z powodu tego czworonoga, dlaczego pomagał temu zagubionemu chłopakowi? Przyspieszył jeszcze słysząc kroki, aż w końcu po odwróceniu się nie dostrzegał leżącego na podłodze psa. Zwolnił, jednak nie zatrzymywał się dłuższą chwilę. A gdy już przystanął, z zaciśniętymi zębami odwrócił się do swojego nowego współlokatora i puszczając materiał jego koszulki złapał go na nowo, jednak wyżej, bliżej szyi. Zacisnął palce i przywarł Kurohę do ściany, nie zabierając ręki z jego ubrania.
- Jeżeli ten pies umrze...- choć wzrok miał zdecydowanie morderczy, a ton głosu choć przyciszony to stanowczy, to jednak urwał wypowiedz w połowie. Kuło go w klatce. Ale czy musiał dokończyć swoją myśl? Puścił go, by po dłuższej chwili skierować się do swojego pokoju.

[zt]

_________________
Oh world...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuroha

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 26/08/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Pon Wrz 22, 2014 9:52 pm

Co jest? Co on robił? Jest głupi? Oszalał? Dlaczego mnie pociesza? Dlaczego jego słowa napełniają mnie takim ciepłem? Jestem przecież niebezpieczny. Jestem kimś, do kogo nie można się zbliżyć. Więc dlaczego to robił?
Wzdrygnąłem się, czując jego dłoń na swojej głowie. Byłem przekonany, że mnie uderzy, a on... Dlaczego jest taki miły? Do tego dla mnie? Pozwoliłem się podnieść. Szedłem za nim grzecznie, zastanawiając się, co mi zrobi. Ale on tylko przycisnął mnie do ściany, zaciskając palce stanowczo zbyt daleko od mojej szyi.
Jeżeli ten pies umrze... To co wtedy? Doniesie na mnie? Uszkodzi? Zabije?
Puścił mnie i zaczął się oddalać. Nie. Nie chciałem zostawać sam. Nie tu. Nie w takim stanie. Otarłem łzy rękawem. Chyba jedna z soczewek wypadła mi z oka, ale olałem to. Pobiegłem za nim. Kiedy już go dogoniłem, złapałem go dwoma palcami za bluzkę i szedłem za nim ze spuszczoną głową. Miałem nadzieję, że mnie nie pogoni. Nie chciałem, by mnie zostawiał. Nie teraz.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Glen

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 17/10/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny hol   Nie Paź 19, 2014 7:54 pm

Charakterystyczny dźwięk odbił się od pozostałości ścian, gdy sfotografowane zostały zgliszcza tam, gdzie światło zostało uznane za najodpowiedniejsze.
Pora dnia była idealna; popołudniowe słońce sprawiało, że wszystko "barwione" było pomarańczem i czerwienią, co dawało wrażenie, że płomienie nadal tańczą po budynku i trawią resztki tego, co zostało.
- Jeszcze z tej perspektywy... Może trochę bliżej... - Mruczał do siebie młody mężczyzna, najwyraźniej w pełni skupiony na swej "pracy".
Ciągle miał w uszach rozmowę telefoniczną sprzed tygodnia, w której sprzeczał się odnośnie umowy ze swoim agentem.
Współpraca z wydawnictwem MEDION przynosiła mu wiele korzyści. Reklamy jakie mu zrobili przyczyniły się do wysokiego poziomu sprzedaży w zaskakujący sposób, chociaż jak sam facet sądził, jego opowiadania nie były czymś specjalnym. Ponadto chaotyczny styl, jakim były pisane zbierał więcej nagan niż pochwał...
Mimo to z jakiegoś magicznego powodu sondaże wskazały, że jego książki są najczęściej kupowane przez osoby w wieku od dwudziestu dwóch do trzydziestu lat.
Jak...? Tego nie wiedział.
Ale tak na serio; jakim cudem coś takiego jak "Zmierzch" doczekało się kontynuacji? Jakim cudem ludzie to pokochali? Czy nastolatki w dzisiejszych czasach naprawdę są takie głupie? Że jako wzór do naśladowania wybrały najbardziej pretensjonalną, irytująca i egoistyczną postać książkową ever?!
Wdech, wydech. Skup się, Valentine, skup się bo ci rączki apopleksji dostają jak myślisz o tej szmirze.
W każdym razie, tak powracając do tematu; problem leżał w tym, że zgodnie z umową nową książkę, a raczej trzy pierwsze rozdziały Glen miał dostarczyć wydawnictwu za dwa miesiące od chwili obecnej, a tymczasem nie miał nawet linijki.
Ba, nie miał nawet weny!
Zwykle wieczorami nachodziła go chmara pomysłów, wtedy natychmiast chwytał za długopis i notatnik, by przelać wszystko z głowy na papier, a później na surowo ocenić, czy jest to wymysł idioty czy geniusza.
Ostatnio jednak spotykał się tylko z jedną wielką pustką, a jeśli nie to z tak głupimi pomysłami, że zastanawiał się, czy nie zmienić nazwisko na Meyer.
Aż tu nagle, przechodząc koło swojej starej szkoły zwrócił uwagę na nic innego jak te oto ruiny i lampka zaświeciła mu nad głową, przy czym nie, nie stał wtedy od latarnią
Niewiele minęło a już u siebie w mieszkaniu pędził palcami po klawiaturze własnego komputera, zapisując wszelkie pomysły z tym związane.
Aż nawet przeszło mu przez mózg, by kiedyś napisać książki z serii "Płonąca klawiatura". Wtedy jednak zdecydował, że był już stanowczo zbyt pijany, więc położył się spać.
Ale potrzebował więcej danych, więcej inspiracji... Ogólnie- więcej.
Nie było mocy, która by mu zabroniła przypałętać się tutaj z aparatem.

_________________

___________________________________________
|
Karta Postaci | Telefon | Dom |

♦ Char. Gilbert Nightray | Sasuke Uchiha ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Główny hol   Sro Paź 22, 2014 7:04 pm

To wcale nie jest takie skomplikowane, na jakie wygląda! Po prostu... musiał odpocząć od starych problemów, pakując się w inne, nowe. Czytał kiedyś artykuł, w którym jakiś biolog-ważniak twierdził, że małpy trzymane w tych samych klatkach przez długi okres czasu nie są tak skore do zabaw, interakcji z innymi zwierzętami i łatwiej zapadają na różnego rodzaju choroby. Znowu okazy, którym systematycznie zmieniano 'wystrój wnętrza', czuły się lepiej i były bardziej kontaktowe. Wspaniale. Gregor nie lubił małp, małpy nie lubią Gregora, ale 98,4% wspólnego DNA z szympansami robi swoje. Po prostu czuł, że zwariuje do końca, jeśli nie wyjedzie, jeśli nie pozbędzie się codziennych widoków sprzed oczu, zapachów kojarzących się z konkretnymi chwilami z przeszłości sprzed nosa i całej tej feerii uczuć z serca. Cieszył się, że nie wynaleziono jeszcze takiego urządzenia, które potrafiłoby odczytać myśli na odległość.
Leammiele wyjechał do Austrii pierwszego dnia wakacji, wrócił tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego. Dla reszty świata zniknął: odwołał wakacyjne warsztaty filozoficzne nie podając powodu, nie zostawił wiadomości o miejscu pobytu, bo nie miał komu, telefonu nie zabrał, bo nie sądził, by ktokolwiek zadzwonił. Wyjechał biorąc ze sobą komplet ubrań, szkicownik, pióro i jakieś prozaiczne, ale niezbędne rzeczy jak dokumenty i karty bankowe. Czego trzeba więcej, by wyruszyć na konfrontację z przeszłością?
Podobno jeśli nie jesteśmy czegoś świadomi, to coś dla nas nie istnieje. Teraz, gdy od powrotu do Londynu upłynęło kilka tygodni i udało mu się odrobinę zdystansować do przeżyć z podróży, stwierdził trzy rzeczy. Po pierwsze: ma cholernie wytrzymałą psychikę. Po drugie: pojechał tam, by się upewnić, czy naprawdę zamierza się zabić. Po trzecie: spotkanie z biologiczną matką, którą widziało się po raz ostatni jakieś trzydzieści dwa lata temu nie było dobrym pomysłem. Zmęczony zdarzeniami z ostatnich kilku miesięcy miał ochotę obrazić się na świat i zmienić zdanie co do wyznawanej zasady, że niczego nie żałuje i że woli gorzką prawdę niż słodkie kłamstwo. Nie chciał widzieć tego, co widział, nie chciał pamiętać tych słów, które padły, w końcu nie chciał być świadomy tego, czego się dowiedział po części z rozmów, po części z własnych domysłów. Ta wiedza mogła dla niego nie istnieć i wcale by nie narzekał, że czuje się niedoinformowany. Ale teraz, gdy włóczył się po znajomych okolicach, miał na głowie pracę i starą, dobrą, znajomą samotność, czuł się bardziej sobą, niż przed wizytą w Austrii. Wiedział, że już gorzej być nie może, a nadal tu był, żył, nadal czerpał przyjemność z obserwowania zachodów słońca i czytania książek, nadal szalał z goryczy, gdy wieczorami cisza skłaniała go do refleksji.
Nawet nie stał się mniej rozgarnięty! Dwa tygodnie temu zgubił gdzieś swój popękany zegarek z dewizką, do którego był przywiązany jak do żadnego innego przedmiotu na świecie. Najpierw starał się samemu sobie zrobić nazłość, bo irytowało go, że jakiś nieprzydatny kawałek srebra kojarzący się z czymś tak naiwnym, jak pierwsza miłość, będzie zaprzątał mu głowę i przypominał o sentymentalizmie. Skupiał się na wszystkim, byleby tylko nie mieć okazji zajrzeć tu czy tam i zerknąć, czy przypadkiem go nie znajdzie. Szlag. Nie wytrzymał. Po jakimś czasie spasował i zaczął otwarte poszukiwania. Dał nawet ogłoszenie na szkolnej tablicy, ale gdy nikt się nie zgłosił, wziął sprawę we własne ręce. Główny budynek przeszukał tylko pobieżnie, bo nie chciał na siebie zwracać uwagi. Jakby to wyglądało, gdyby ktoś przyłapał go na myszkowaniu pod ławkami?
(- Panie Leammiele, co pan robi?
- Eee... To poważny socjologiczny eksperyment. Sprawdzam jaki wpływ na ilość gum pod blatem ma odległość ławki od okna.
)
Poz tym domyślił się, że prędzej czy później ktoś z personelu sprzątającego znajdzie zgubę i ją odda - w końcu nie opłaca się zatrzymać czegoś popsutego, nawet jeśli jest srebrne, skoro Leammiele zaoferował podwójną cenę.
Obiecał sobie, że dziś poszuka w spalonej części szkoły, chociaż dawno tam nie był i nie chciało mu się wierzyć, że może znaleźć coś innego niż niepokojące przeczucie czające się pod skórą, że on i ogień już i tak mają za dużo wspólnego.
Wrzucił płaszcz i plik prac pisemnych do sprawdzenia do samochodu i ruszył w stronę zgliszczy. Gregor wiedział, że uczniowie pomimo kategorycznego zakazu często zapuszczają się w te rejony, dlatego w duchu usilnie życzył sobie odrobiny szczęścia i samotności. Niespiesznie zaglądał do pomieszczeń, w których był kiedykolwiek i podjadał swoje ukochane wiśnie w czekoladzie. Był już przy końcu drogi, jeszcze chwila i mógłby wracać do domu, gdy usłyszał skrzypnięcie podłogi kilka metrów dalej, za jedną z nadpalonych ścian. Nasłuchiwał chwilę tkwiąc w bezruchu. Tak, ewidentnie ktoś tam był. W myślach złożył piękną wiązankę niemiecko-angielskich przekleństw. A mogło być tak pięknie... Westchnął pod nosem, oblizał usta z czekolady i najciszej jak tylko potrafił przeszedł te kilka kroków, zatrzymując się w miejscu, gdzie kiedyś zapewne były drzwi od jednej z sal. Przez chwilę milczał i patrzył, podświadomie wstrzymując oddech.
- Podobno zginęło tu kilka osób, a ich duchy straszą po dziś dzień - odezwał się w końcu, gdy udało mu się zagłuszyć to dziwne uczucie, którego nawet nie umiał nazwać.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główny hol   

Powrót do góry Go down
 
Główny hol
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Spalona część szkoły-
Skocz do: