IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia

Go down 
AutorWiadomość
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Pon Sty 20, 2014 7:21 pm

Kamienica jak kamienica: trzypiętrowa, przylegająca do innej, w której mieści się antykwariat. Przy tej drugiej wygląda jak rudera: nieocieplona, z drewnianymi oknami i do ostatniej cegiełki pokryta wulgarnymi grafitti.
Pierwsze piętro wyróżnia się najbardziej: wiecznie zabłocona, nie trzepana od tygodni wycieraczka i dziura po kopnięciu w drzwiach, a to wszystko pod magiczną piątką, w której to właśnie mieszka nasz maruder, zwany dalej świeżym, ze swoim być może współlokatorem.
Co tu dalej opisywać, chyba domyślasz się, że dalej jest już tylko gorzej. Dwupokojowe mieszkanie, klaustrofobiczna kuchnia i łazienka, toaleta na zewnątrz. Powodzenia podczas odwiedzin.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Świeżak dnia Pon Lut 10, 2014 10:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Pon Sty 20, 2014 7:34 pm

Keith nie był specjalnie przekonany co do swojego pomysłu. Ale jednocześnie CHCIAŁ to zrobić, bez względu na fakt, jak bardzo głupi był w tym momencie. Ot, chciał i już. Miał do tego prawo, prawda? Vincent nie mógł się czepiać.
Mógł.
Ale to nieistotne. Nie chciał o tym myśleć. Naprawdę dużo czasu spędził, szukając idealnego wzoru, a potem równie długo, by zdobyć się na odwagę. Zorientował się też w temacie i doszedł do wniosku, że powinien wytrzymać zrobienie ozdoby ciała w jeden wieczór. Może długi i bolesny, ale tylko jeden.
Teoretycznie powinien pójść do profesjonalnego studia tatuażu. Byłoby bezpieczniej i w ogóle. Ale w sumie znał od tego gościa... Co za problem? Był mu w sumie winny przysługę. To znaczy, nie, że nie zamierzał zapłacić. Skądże. Miał przy sobie pieniądze. Nie wystarczyłyby one jednak na renomowany, bezpieczny i ogólnie reklamowany cudzym nazwiskiem, ozdobnik ciała. Musiał się zadowolić towarem z niższej półki, ale Ken zdawał się wiedzieć, co robi. Wbrew pozorom, mimo tego całego nieogarnięcia.
Szatyn stanął pod drzwiami i chrząknął niepewnie. Co powinien zrobić? Zapukać, no jasne. To byłoby dobre wyjście. Ale co dalej? Wejść, pokazać tatuaż i zdać się na praktycznie nieznanego gościa? Nie grzeszyłby w tym momencie intelektem.
Ale nie miał wyboru.
Westchnął ciężko.
Chciał tego, czy nie?
Ostatnia szansa do wycofania się.
Trzy, dwa, jeden...
Stuk, stuk.
Klamka zapadła. Dosłownie, chociaż po dłuższym oczekiwaniu. Szatyn uśmiechnął się z pewnym wymuszeniem, a potem pchnął mocniej drzwi, otwierając je całkiem na oścież i witając się z gospodarzem.
- Siema, Ken. Przyszedłem zrobić sobie u ciebie... Dziarę - mruknął, siląc się na bardziej luzacki ton. Kompletnie nie w jego stylu, ale chodziło o to, by zrobić dobre wrażenie. Dobre wrażenie przede wszystkim.
Tak, wiedział już, że to zły pomysł. Nie było już jednak opcji powrotu. A poza tym, od zawsze chciał mieć tatuaż, na litość boską, czemu miałby się przed tym powstrzymywać z powodu swojego chłopaka! On też robił to, co mu się podobało, bez pytania go o zdanie.
- Masz chwilę?
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Pon Sty 20, 2014 8:08 pm

Kenneth tymczasem spał na brzuchu na kanapie, ogarniając się po nieprzespanej nocy i rozpaczy po kolejnym współlokatorze, który opuścił to lokum. Nie, żeby za nim tęsknił, ale miło było mieć przynajmniej pewną stabilizację. Teraz kolejnymi chętnymi na mieszkanie będzie para jakiś biedaków, którzy spodziewają się dzieciaka i po prostu BĘDĄ MUSIELI tutaj zamieszkać, a to było mieszkanie dwuosobowe. Pa, Kenneth, miło było nie dostawać od ciebie kasy i otrzymywać skargi od policji. Wyszczerzył się do siebie, bo przynajmniej naprawdę utarł nosa tej starusze. Jane? Judith? Wyliczał w myślach kolejne imiona, aż przeszedł na "K" i dalej. Czy się nudził? Cholernie. Tyle, że nie miał absolutnej motywacji, by wstać. Więc leżał, wyliczając imiona na "K" i cholernie się nudząc i tak dalej, tylko literki się zmieniały. Nawet ten post robi się równie nudny co życie prawie-bezrobotnego-pracownika-biedronki, ale jest na to pewna rada, bo właśnie ktoś zapukał do drzwi. Z początku nawet nie zamierzał wstawać, myśląc o tym, że kolejna osoba przyszła go za coś opieprzyć (no, na przykład za gitarowe solo, lecące z całkowicie odkręconych potężnych głośników), ale pukanie nie powtórzyło się i było to dość niespotykane. Dalej normalnie następowało walenie, kopanie i krzyki, tymczasem tym razem nie było nic. Cisza, dlatego też łaskawie zwlókł się z łóżka, ziewając i czochrając swoją różową czuprynę. Ubrany był o dziwo w ciuchy w miarę czyste i absolutnie nieśmierdzące.
Otworzył drzwi i zmarszczył brwi, kompletnie nie poznając gościa, który już na wstępie zwrócił się do niego imieniem. To wskazywało na to, że jakoś musieli się poznać, skoro nawet wiedział gdzie mieszkał i... dziara. No teraz to już kompletnie był zbity z tropu.
-Przepraszam, a ty to?... - przerwał mu, blokując ręką drzwi do swojej nory i przypatrując się przybyszowi tak długo, aż zatrybił. Wybacz mu, bo właśnie przestawiał się ze słodkiego lenistwa na tryb używania szarych komórek i ciężko przychodził mu rozruch. Jeszcze chwila i będzie zwykłym, świeżym Kenem.
Teraz dopiero wyszczerzył się, w swój typowy sposób i sam otworzył szeroko drzwi, wchodząc do mieszkania i gestem pokazując, żeby chłopak się rozgościł.
-Zmieniłeś fryz, Keith! -Na chwilę się zawahał. Wolał nie strzelić kolejnej gafy, zwracając się do ex-fioletowego-neonu złym imieniem. Walnął się z powrotem na kanapę, uprzednio wywalając do kosza rzeczy ze stolika. Poza nimi w mieszkaniu było o dziwo w miarę czysto, nie śmierdziało i niewiele rzeczy walało się po podłodze. Dopiero, kiedy chłopak usiadł obok (z braku innych dostępnych siedzisk) Kenneth poklepał go po barku i zarechotał.
-Serio masz zamiar zrobić sobie dziarę, czy potrzebowałeś dobrego tekstu na wejście?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Pon Sty 20, 2014 9:35 pm

Szatyn zmarszczył lekko brwi, zerkając do wnętrza mieszkania. Wyglądało znacznie lepiej, niż poprzednio. Najwidoczniej, albo Kenneth ostatnio nie miał nic do roboty i je ogarnął, albo do środka wdarły się ufoludki z planety Miotła i Mop, wraz z kumplami ze Śmietnika.
Uśmiechnął się kątem warg, nie odpowiadając od razu na zadane pytanie. Wiedział, że się zmienił, a poza tym, chłopak był wtedy nieźle nalany, możliwe, że go nie pamiętał. Dał mu chwilę na skojarzenie faktów, przygryzając lekko wargę i opierając się o framugę, nieprzejęty średnio przyjaznym powitaniem. Tak czy inaczej nie sądził, żeby różowowłosy odmówił łatwemu zarobkowi. Nie zawiódł się, jego oczekiwania zostały w pełni zaspokojone, a nawet lepiej, skojarzono (poprawnie!) jego imię.
- No niestety, na święta trzeba było się ogarnąć - mruknął, puszczając do niego oko i wchodząc w końcu do przedpokoju. Czy jak inaczej można było nazwać te kilka metrów zagraconej podłogi. No cóż... Na nią w pierwszym odruchu nie spojrzał, dlatego wydawało mu się, że mieszkanie jest uprzątnięte. Dopiero, gdy nadepnął na coś, co nieprzyjemnie chrupnęło pod nogą, odnotował, by na przyszłość unikać optymizmu. Szczególnie w kontaktach z tym facetem.
- Ty za to, jak widzę, w pełni zaszalałeś. Pozazdrościłeś mojego fioletu? - Roześmiał się, szukając jakiejś wolnej przestrzeni, gdzie mógłby postawić tyłek, a w końcu decydując się po prostu na klapnięcie przy rozleniwionym mężczyźnie.
Zaraz jednak spoważniał, nie reagując przy tym na klepnięcie w żaden sposób. Był umięśniony, silny, na co zazwyczaj narzekał Vincent, a przy tym odpowiednio gruboskórny, by nie odczuć specjalnych skutków takich braterskich walnięć. Odetchnął mimowolnie z ulgą, rozciągając się. Tak. To było fajne. Nie musiał przed nikim hostować, nie musiał przejmować się cudzą opinią, mógł po prostu siedzieć i luźno pogadać. Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął pogiętą kartkę, wielkości A4. Tkwiło na niej zdjęcie >>tatuażu<<, w odpowiednio dobrej jakości, by dało dostrzec się szczegóły. Podał ją chłopakowi.
- Nie, przyszedłem z poważną propozycją, Ken. Może dasz się namówić na ozdobienie moich pleców, co? - Uśmiechnął się, a potem spojrzał na niego uważniej. - Jak myślisz, ile to zajmie? Dasz radę? - rzucił nonszalancko, ale badając go. Sam się trochę zorientował w tych sprawach i jeśli dostrzeże zawahanie, lub niepewność w złym momencie, wycofa się. Nie chciał przeżyć męczarni tatuowania tylko po to, by znaleźć na plecach niezgrabnie splecione ze sobą kutasy.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Pon Sty 20, 2014 10:03 pm

Skrzywił się słysząc o świętach, bo nie był to jego czas, co zresztą nie było żadną tajemnicą. Szybko jednak wrócił do swojego wyszczerzu. Nieco wczorajszego i niezbyt uroczego, ale z pewnością oddającego ducha dobrej gościny w stylu Kena. Jak to mówią gość w dom, bóg w dom, ale cukier do szafy. Akurat z tym problemu nie było, bo cukier zwyczajnie się skończył.
Przypatrzył się chwilę chłopakowi, bo w barze całkiem się dało na nim oko zawiesić, a i dzisiaj wyglądał niezgorzej, choć normalne włosy odebrały mu typowego uroku buntownika. Nie, żeby zamierzał te widoki jakkolwiek wykorzystać, czasem po prostu miło było popatrzeć, skoro nikt nie zabraniał i nie miał ku temu powodów.
I nie przesadzajmy z tym całym chrupaniem. Na podłodze walały się co najwyżej struny, szkice i parę papierów lub długopisów i to na razie tyle. Nawet ciuchy rzucone w kąt czekały, żeby je zabrać do pralni. Nuda? Nie do końca. Ostatnia deska ratunku już bardziej. Nie bardzo wyszło, no i tak został tu sam, bez kochanego współlokatora. Takie życie.
Kiedy chłopak w końcu klapnął, otrzymał zadowolone i pełne pochwały spojrzenie Świeżaka. No przecież nie gryzł, nikt nie musiał bać się usiąść koło niego. Przesunął ręką po swoich włosach, pokazując jednocześnie białe zębiska.
-Nawet nie wiesz, jak wkurwiają staruszki w Biedronce!- zarechotał. Nie wstydził się swojej pracy, bo nie miał z czego. Ba, był z niej dumny! Niewiele osób z jego otoczenia w ogóle się jakiejś łapało, a to było jego pierwsze stałe źródło zarobku. Nie można było go lekceważyć.
Wziął od chłopaka kartkę i od razu się jej uważnie przyjrzał. Zmarszczył brwi. Nie miał zielonego pojęcia co w ogóle przedstawiał ten wzór, ale z pewnością nie można było odmówić mu ciekawości. No i nie było sztuką stworzenie takiego tatuażu, zwłaszcza, gdy już miało się wzór. Podniósł wzrok na Keitha, cały w skowronkach. Dawno nie zdarzyło mu się znaleźć ofiary dla swojego piercerskiego warsztatu i oto sama do niego przyszła! Jeżeli to miał być jego prezent na gwiazdkę, to być może pomyśli o zostawieniu pierników dla mikołaja w przyszłym roku. Oparł się wygodniej i przypatrzył uważniej chłopakowi, machając ręką żeby nie zapędzał się ze swoimi pytaniami.
-Jesteś pewien, Keith?- Był dumny z tego, że trafł.- Tatuaż jest na całe życie. Powiedzmy, że cię lubię, więc ostrzegam: nie wierz w te wszystkie bajki o operacjach i laserach, w życiu cię na nie nie będzie stać. - ułożył kartkę na stoliku i wstał, przeciągając się a potem szukając czegoś po szafkach- czy ja wiem... powinno zająć parę godzin, ale nigdy nie wiadomo dokładnie. Nie wiem, czy nie zaczniesz mi płakać od pierwszego nakłucia- rechot. Wyprostował się, z żyletką i pianką do golenia w ręce. Dlaczego trzymał je w szafce, tajemnica, w każdym razie z szuflady błyskawicznie przemieściły się rzutem do rąk Keitha, o ile zreflektował i je złapał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Wto Sty 21, 2014 12:04 am

Keith skrzywił się, słysząc pytanie. Oczywiście, sam zadawał je sobie kilkanaście razy i odpowiedź nigdy nie brzmiała tak samo. Była całą gamą średnio przekonywujących mruknięć i przytaknięć, lub zaprzeczeń. Cholera, naprawdę długo chciał ten tatuaż. Pierwszy raz ten pomysł przyszedł mu do głowy w trzynaste urodziny. Rodzice oczywiście nie zamierzali się zgodzić, a potem, gdy już coraz bardziej miał ich w dupie, dał się wciągnąć we flirty, tańce i w końcu hostowanie. Nie miał czasu na nic innego. A tym bardziej na myślenie. Przygryzł wargę i wywrócił oczami.
- Wiem, że jest na całe życie. Ale już połowę życia na niego czekam, więc dałbyś mi się ucieszyć, co? -
mruknął z rozbawieniem. Wysłuchał jego odpowiedzi i znacznie się rozluźnił. Tak, chyba trafił w nie najgorsze ręce. Był gotów gościowi zaufać. Porozumienie kolorowowłosych? Pokrewne dusze? Spoko facet? Ciężko powiedzieć, ale jakoś nie miał przed nim specjalnych oporów. Wręcz przeciwnie, czuł się przyjemnie wyluzowany. Zamknął oczy i położył głowę na oparciu, odpływając gdzieś myślami. Oczywiście nie wylądował za daleko od rzeczywistości, bo dosłyszał wzmiankę o bólu i skrzywił się bardziej. Tak, to był podstawowy kontrargument, który powstrzymywał go tyle lat przed ostateczną decyzją. Nie lubił bólu, nie był masochistą, a raczej nie aż takim, by lubi jak igła z tuszem wbija mu się w pod skórę. Tak czy inaczej podjął decyzję i zamierzał się jej trzymać.
- Weź daj spokój, Ken. Nie przylazłem do ciebie po to, żeby móc się swobodnie wypłakać w ramię, wiesz? - Prychnął, kręcąc lekko głową. - Chcę porządnego tatuażu. Zdaję sobie sprawę, że nie jest maksymalnie męski, ale przynajmniej nie wydaje się mocno skomplikowany. Nie powinieneś mieć z nim dzięki temu problemów. - Nie chciał, żeby to tak zabrzmiało, ale mimo wszystko, nie czuł się pewnie na myśl, że chłopak nie ma w tym wszystkim specjalnych doświadczeń. To znaczy, nie wiedział o tym i wolał się nie pytać, żeby przypadkiem nie zmienić zdania. Im bliżej było do tego wszystkiego, tym bardziej niepewny się czuł. Cholera, dlaczego to musi być takie trudne?!
Uderzył dłonią o kanapę, wściekły na siebie, w ostatniej chwili dostrzegając przedmioty lecące w jego stronę. O ile żyletkę złapał, o tyle pianka do golenia odbiła się od wierzchu jego dłoni i zgrabnie wylądowała na kanapie, lekko ją brudząc. Mogło być gorzej. Jej i tak już nic nie pomoże.
Zerknął na chłopaka.
- Powiedz, że masz to sterylne. Nie chcę czegoś złapać przez cudzą głupotę -
mruknął, hamując lekko drżący głos. Przygryzł wargę niespokojnie, a następnie uniósł się i podążył w jego stronę, żeby zobaczyć z bliska, jak wygląda stan jego sprzętu. Nie siedział w tym, więc jego pojęcie było mocno ograniczone, ale był pewien, że higieniczny sprzęt da się odróżnić od tego niesterylnego.
Takimi złudzeniami przynajmniej karmił zdenerwowany umysł.
- Właśnie dlatego, że to operacja na zawsze, przyszedłem do osoby, której jestem bardziej pewien, niż jakiegoś obcego faceta w studiu -
mruknął. Dość pokrętna logika, ale działała. Świadomość, że to jednak znajomy, który w razie czego się nad nim zlituje, czy racjonalnie oceni jego możliwości go uspokajała. Znacznie bardziej, niż na przykład ilość certyfikatów na ścianie.
Poza tym, odrobina lizusostwa nie zaszkodzi. Nie sądził, by facet zamierzał na złość wytatuować mu kutasy, bo i jaki miałby w tym cel, ale... Zawsze lepiej dmuchać na zimne.
Kenneth mimo wszystko nie był osobą, która wzbudzała maksymalne zaufanie. Mimo to, Keith czuł się przy nim w miarę pewnie. I luźno. Lubił hostować, ale nawet od największej przyjemności czasami jest potrzebny odpoczynek. Żywym przykładem był Vincent, z którym lubił przebywać, ale gdyby nie chwile przerwy, mogliby faktycznie zacząć ostro drzeć koty.
Westchnął cicho, zerkając w głąb szafki.
- Masz? - rzucił, unosząc brew wysoko, a jednocześnie myślami będąc przy kochanku.


Ostatnio zmieniony przez Keith dnia Sob Sty 25, 2014 6:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Wto Sty 21, 2014 8:17 pm

Nie był w stanie zrozumieć chłopaka, ale nie przejmował się tym zbytnio. Nie rozumiał wielu rzeczy na tym świecie i choć zwykle dlatego, że nie bardzo zrozumieć je potrafił, to tym razem zwyczajnie nie chciał. Nie przyszłoby mu z tego nic, a prócz niczego dostałby jeszcze wątpliwości: i u siebie, i u Keitha. A tak obaj byli szczęśliwi, bez względu na to, co skłoniło chłopaka do ulokowania swojego zaufania w osobie podejrzanego gościa z baru zamiast u profesjonalisty z własnym studiem. Świeży tylko się cieszył, bo dorwał nową ofiarę, albo (o matko ironio) to ofiara znalazła jego. I nie zamierzał z niej zrezygnować, nawet jeśli (w delikatny sposób, prawda, ale jednak dobitny) jego kunszt został poddany srogim wątpliwościom. Nie, żeby się ich nie spodziewano, ale...
-Tak, nie powinienem mieć problemów  z tym i z bardziej skomplikowanymi wzorami- brew mu nie drgnęła nawet, ale uśmiech chwilowo zniknął, bo jak powszechnie wiadomo jako amator był bardzo wyczulony na tle swojego rzemiosła.  Nie zamierzał dawać siebie obrażać, a na pewno nie przed choćby próbką swoich umiejętności. Zdjął z siebie bluzę i został w podkoszulku. Tatuażysta z całym wydziaranym ramieniem wyglądał w końcu o wiele bardziej wiarygodnie. A tatuaż Kena nie przypominał ani kutasów, ani mazajów z henny. Wyszczerzył się w końcu, bo ile można regenerować swoje ego, kiedy było się nim? No, krótko w każdym razie.
-Nieźle podjadałeś się tym tatuażem, nie?- zarechotał, przetrząsając szafki. Nawet nie mrugnął, kiedy chłopak ufajdał mu kanapę. Jej niewiele mogło w tej chwili zaszkodzić, a tak przynajmniej będzie całkiem przyjemnie pachnieć.
-Mam!- Padło z ust jakby w odpowiedzi na pytanie Keitha, ale w rzeczywistości było świeżym odpowiednikiem Eureka'i. Oto wydobył z szafki całe pudło opisane "koszulki" i wcale nie zmylony tym napisem uchylił wieczko. Jak nietrudno się domyślić, w środku znajdował się ofoliowany sprzet, który zaraz wraz z pudłem został przesunięty bliżej stołu. Kenneth wydawał się zaskoczony tym, że Keith wciąż tu był. Spojrzał na żyletkę w jego ręku. Nie, przecież ją złapał. W czym więc problem? Ach, był problem. Wskazał na pudło i wyjął z niego nietknięte pudełko igieł do tatuażu.
-Widzisz? Bezpieczne. Możesz już skorzystać z moich prezentów- tu spojrzał wymownie na maszynkę, a potem na wejście do łazienki- a pogadamy sobie od serca jak już będę miał w co włożyć ręce. Szoruj w podskokach, tylko nawet nie myśl o zacięciu się! - poklepał go na odchodne po plecach i wyjął z pudła rolkę folii spożywczej. W jakiś sposób trzeba było sobie radzić bez studia, co nie? Rozłożył kanapę i ściągnął z niej brudną kapę, przygotowując prowizoryczną leżankę i ignorując chłopaka dopóki ten nie wróci z łazienki dokładnie wygolony.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Sob Sty 25, 2014 8:38 pm

Keith wyczuł zmianę w tonie chłopaka. Nie potrafił się jednak tym odpowiednio przejąć. To znaczy, owszem, poczuł się zaniepokojony, że ktoś, kto ma mu zrobić tatuaż, jest lekko urażony, ale nie czuł potrzeby zrobienia czegoś z tym faktem. Wykrzywił jedynie do niego wargi w czymś, co miało przypominać przepraszający uśmiech. Przesunął jednocześnie wzrokiem po tatuażach Kena. W pierwszej chwili faktycznie go uspokoiły, ale zaraz zdał sobie sprawę, że taka reakcja jest bezsensowna. W końcu jakim cudem mógłby SAM sobie wytatuować ramię? Musiał to zrobić kto inny, za niego. A to bynajmniej nie powinno rozluźniać.
Roześmiał się jednak cicho, słysząc słowa chłopaka.
- No wiesz, to chyba normalne - mruknął z rozbawieniem. Zamilkł, zamyślając się, co jeszcze powinien dodać, ale zaraz przerwał mu okrzyk Kena. Zmarszczył brwi i spojrzał na to tajemnicze pudełko, którego napis lekko go zbił z tropu. A koszulki temu po co...?
Ach... Takie buty. Szczerze mówiąc, sam nigdy by nie wpadł na to, jak cenną zawartość może zawierać coś w takim stanie. Zerknął do środka. Sprzęt wyglądał na nieużywany, co jeszcze bardziej go zaniepokoiło. Jeśli można użyć takiego sformułowania przy wyjątkowo niepewnym chłopaku, który nawet nie widział, jak się robi tatuaż... Owszem, może i się dokształcał w tej kwestii, ale nie był gotowy na obserwowanie cudzej pracy na filmikach, czy, nie daj Boże, na żywo. Wtedy na pewno nie zdecydowałby się na ten cholerny tatuaż.
I tak na pewno byłoby lepiej.
Skinął głową, trochę jednak uspokojony, gdy na igłach nie dało się dostrzec żadnych zalążków dżumy, a potem poszedł posłusznie do łazienki. Przynajmniej miał się czym zająć i nie musiał panikować jak maniak, pochłonięty swoimi wątpliwościami. Wypuścił powietrze z płuc, spoglądając w lustro i rozważając, jak by tu z sensem zabrać się do roboty. Usiadł na brzegu wanny, wykrzywiony pod dziwnym kątem i zdjął z siebie koszulę. A potem stęknął z niezadowoleniem, dostrzegając ślady po pazurach Vincenta. Może i nie były one bardzo świeże, na pewno też nie zaliczały się do ran otwartych, ale jednak na pewno utrudnią robotę tatuażyście. Wprawdzie prawą stronę miał praktycznie nienaruszoną, ale na środku pleców przebiegało kilka dłuższych, poważniejszych śladów. Westchnął ciężko, niezadowolony z sytuacji.
Zresztą, to był tylko początek jego problemów. Wykonanie polecenia Kennetha również dostarczyło mu sporo kłopotów. Nie zacięcie się przy goleniu pleców stanowiło nie lada wyzwanie. Gdy skończył, był spocony z wysiłku i musiał się przepłukać, a potem wysuszyć. Uznał za najbardziej higieniczne użycie po prostu papieru toaletowego, ignorując ręczniki. W końcu, nawet gdyby igły były super sterylne, to co mu po tym, gdyby miał brudne plecy?
Wyszedł z łazienki, odgarniając włosy z czoła i spinając je w mały kucyk srebrną gumką. Nawet nie wiedział, skąd ją miał. Ale była na nadgarstku, szkoda z niej nie skorzystać aż.
- Teraz cię zmartwię - mruknął, lekko się krzywiąc. - Będziesz musiał uważać, bo mam trochę ran na plecach. Są sprzed paru dni... Ale są. - Wzruszył ramionami, wzdychając ciężko.
Nie widział potrzeby, by coś jeszcze powiedzieć. Po prostu obrócił się plecami i pokazał ślady po pazurkach kochanka. Projekt tatuażu wymagał drobnych modyfikacji.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Pon Sty 27, 2014 7:09 pm

Keith udał się do łazienki i nie zanosiło się na to, że prędko stamtąd wyjdzie. Dobrze. Nie, żeby nie odpowiadało mu jego towarzystwo, ale tatuażysta czasem potrzebuje paru chwil sam na sam na swoim sprzętem, żeby się móc nim zająć w odpowiedni sposób. Wyjął igły, zlutował je i zmontował, w międzyczasie zajmując się tworzeniem swoje miejsca pracy i przerysowywaniem szablonu. Normalnie trwało to wieki, ale przy takich zawijasach nie miał zbyt wiele roboty- nawet kiedy pociągnął źle ołówkiem, to i tak wyglądało jakby było to zamierzone. W międzyczasie wypił puszkę piwa dla precyzji i rozsiadł się w końcu, polerując swoją maszynkę szmatką, rozsiadając się w fotelu i czekając na swoją ofiarę z papierosem w łapie. Może i jego sprzęt był nowy, ale przynajmniej był. Kosztował całkiem sporo, a kiedyś musiał być ten pierwszy raz, żeby w końcu móc pobawić się swoimi zabawkami.
Właśnie wgniatał papieros w stół, kiedy usłyszał kroki i podniósł wzrok na Keitha. Wyszczerzył się, robiąc gest zapraszający na kanapę, a potem przyjrzał się dokładnie owym sznytom. Gwizdnął i zarechotał.
-Musiało być całkiem zabawnie- strzelił lateksem, kiedy zakładał rękawiczki. Podszedł do chłopaka i przesunął palcami po tych zadrapaniach. Zrobił to bardziej z ciekawości, niż z przezorności, ale kto mógłby mu coś zarzucić?
-Spokojnie, parę razy polała się krew, to parę strupów nie będzie problemem.- poklepał go po plecach a potem zaśmiał się znowu- no dobra, straszę cię. Tak naprawdę ni chuja cię to nie zaboli.
Przypuszczać by można, że angielski Kennetha wciąż pozostawiał wiele do życzenia, ale wulgaryzmy przychodziły mu całkiem naturalnie, jakby od zawsze bawił się na jednym podwórku z dzieciakami ze slumsów. Każdy ma swoje priorytety: nad językiem można jeszcze popracować, grunt to móc naturalnie wyrażać swoje emocje, kiedy ładnych słów zaczynało brakować. Klapnął sobie na swoim fotelu bez dwóch kółek przytarganym na tę okazję specjalnie z sypialni i poklepał kanapę owiniętą folią zapraszająco, sięgając po kalkę.
-No, skoro już jesteś skazany na parę godzin przebywania ze mną, to wymuszę na tobie dzisiaj parę dobrych, życiowych historii. Twoje strupki wydają się mieć za sobą jedną wyjątkowo dobrą- wyszczerzył się, kiedy Keith usiadł sobie obok i spryskał jego ciało płynem dezynfekującym, potem przykładając kalkę do jego ciała i nanosząc wzór, częściowo kalką, a potem mazakiem dorysowując parę szczegółów.
-Kto ci to zrobił? O, a potem opowiesz mi jaki będziesz miał następny kolor włosów. Ten jest cholernie nudny w porównaniu z poprzednim fioletem.
Świeży? Mistrz gadek szmatek, no ale czego spodziewać się po osobie jego pokroju. Zresztą nie mogli siedzieć cały ten czas w ciszy, bo zwariowaliby po jednej godzinie. Zresztą, co niby stało na przeszkodzie temu, żeby zdradzić godnemu zaufania tatuażyście parę pikantnych szczegółów?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Pon Sty 27, 2014 11:13 pm

Keith skrzywił się lekko, słysząc jego słowa. Nie pojawiłby się tu, gdyby wcześniej zauważył, że ma tak porysowane plecy. Pewnie nigdy by nie przyszedł, bo zanim by się jakiekolwiek rany zagoiły, Vincent znowu by go podrapał. Westchnął z maksymalną wymownością, na jaką było go stać i mimo, że chłopak nie mógł go zobaczyć, wywrócił oczami. Drgnął lekko, czując chłodny, śliski plastik na plecach. Mimo, że rany nie były bardzo głębokie, jego wyobraźnia podsunęła mu wizję zagłębiających się palców w otwartym rozcięciu, sięgającym zapewne płuc. Nie poczuł się z tym dobrze, a wręcz przeciwnie, wydał z siebie niezadowolone prychnięcie.
A potem poczuł, jak coś staje mu w gardle i utrudnia oddychanie. Reakcja była co najmniej zbliżona do alergii, ponieważ już po kilku sekundach i w nosie pojawiła się ta trudna do zidentyfikowania gula. Śmiech i uspokajające słowa Kena, wraz z przekleństwem, dotarły z opóźnieniem. Dużym. Zakaszlał, odzyskując nagle zdolność do wdychania powietrza i obrócił głowę, patrząc z oburzeniem na Kennetha.
- Ale jesteś śmieszny, no doprawdy. - Prychnął pod nosem. Przez krótką chwilę jeszcze stał, żeby to złe spojrzenie dotarło do tatuażysty, a potem posłusznie usiadł na kanapie. Odetchnął cicho, obracając głowę tak, by nie widzieć chłopaka. Tylko brakowało mu stresu związanego z obserwowaniem igły. Normalnie nie mógł się doczekać. Na samą myśl aż zadrżał i ucieszył się, że jeszcze nie przyłożono mu kalki ze wzorem.
Potem już był grzeczny. Siedział bez ruchu, w milczeniu, skupiony na tym, by przypadkiem nie zmienić zdania. Jednak, prawdę powiedziawszy, słowa Kena go uspokoiły. Miało nie boleć, tak? No właśnie. Zamknął oczy i wypuścił powoli z płuc powietrze, starając się nie ruszać. A potem znowu prychnął.
- Żadna dobra historia. Zwyczajnie niecenzuralna. - Wzruszył nonszalancko ramionami, a potem zerknął na niego z rozbawieniem, przekrzywiając głowę mocno. - A ty lepiej mów, wciąż samotnik, czy znalazłeś sobie kogoś?
Puścił do niego oko, wesoło. Wiedział, że chłopak jest gejem... Ba, ciężko było tego nie dostrzec. Chociaż, o ile dobrze pamiętał, to przy ich pierwszym spotkaniu Kenneth miał inny kolor włosów. Szczegóły, szczegóły. Tak czy inaczej człowiek o tej "uznawanej przez resztę społeczeństwa" orientacji nie mógł mieć wątpliwości co do preferencji różowowłosego. Facet rzucał feromonami i tęczami na prawo i lewo.
- Pytam, bo wiesz... - Zaczął i urwał, zamyślając się. - Mam kogoś. Na stałe, w końcu. No i to są skutki. - Westchnął cicho, krzywiąc się lekko. - Jego eks nazywa go panterą. Skądś to się wzięło.
Czy takie pikantne szczegóły były wystarczające dla tatuażysty?
- Wrócę do naturalnego koloru. Blondu. - Wzruszył lekko ramionami. - Mojemu facetowi się podoba, wybredna bestio. - Roześmiał się, znowu puszczając do niego oko, a potem ponownie obrócił głowę i dłonią rozmasował kark. Gdy tylko dotknął pleców, zdał sobie sprawę, jak bardzo marker mu przeszkadza. Keith nie miał nigdy łaskotek, ale to denerwujące ślizganie powodowało, że miał ochotę się podrapać. Szlag. Oczywiście nie mógł tego zrobić.
Wolał nawet nie myśleć o tym, co będzie jak zrobi sobie tatuaż. W końcu to pewnie też swędzi...
Te myśli przypomniały mu o pytaniu, które zamierzał skierować do Kennetha.
- A powiedz, co potem? W sensie, zrobisz mi tatuaż, no dobra, załóżmy że nie bolało, i co dalej? - No właśnie. Nie przyszło mu do głowy, by wybadać, jak się tą skórę pielęgnuje, jakie są początkowe wrażenia, czy boli, swędzi, nie można na tym spać, trzeba smarować, cokolwiek... Musi szybko uzupełnić te luki w wiedzy.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Czw Sty 30, 2014 12:02 am

-Nie umiałbym chodzić na smyczy, to i nie szukam kogoś, kto by mnie za nią ciągał.- Stwierdził pochylając się nad jego plecami, żeby móc dokładnie skupić się nad wyrysowaniem szczegółów. Wyjaśnijmy sobie coś tylko, bo zaszło tutaj nieporozumienie. Wyolbrzymienie, znaczy się. Może i Kenneth miał różowe włosy, za dużo kolczyków jak na zwykłego hetero-gościa, kolorowe tatuaże i oglądał się za wszystkim, co choćby stało koło testosteronu, ale... no dobra, nie mam tak naprawdę nic na jego obronę, ale w sumie po co go bronić. Skoro robił wszystko na 100%, to na był też stuprocentowym pedałem. I właśnie zerknął sobie na tyłek Keitha, spowodowany nieświadomym poczuciem, że musi coś konkretnego udowodnić I tyłek był całkiem kształtny trzeba przyznać. Zagwizdał kawałek jakiejś melodii, wracając do przerwanego zajęcia i nanosząc już ostatnie poprawki.
-Nie dam ci zmienić tematu. To jednorazowe, czy wybrałeś się na bagna i wciąż w nich toniesz?- ach te metafory, czasem jak coś rzucał to miał wrażenie, że pochyliłby się nad tym niejeden poeta. Przesunął jeszcze ręką po rani, odsuwając się- ...albo po prostu napadł cie jakiś dziki zwierz.
Rechotał jeszcze, kiedy otwierał pojemniczek z czarną farbą i sprawdzał działanie maszynki. Jeżeli Keith miał zamiar przestraszyć się brzęczenia, to to był właśnie ten moment. Aparatura w ręku Kennetha brzmiała jak... no, brzęczała w każdym razie. No i otrzymał swoje odpowiedzi chwilę później, aż żal, że zmarnował tyle pytań, bo pewnie i tak by to z niego wyciągnął. Zagwizdał z uznaniem.
-Nie mam pojęcia kto to, ale skoro powiedział ci, że woli cię w blondzie, to przynajmniej zgadza się ze mną pod tym względem- zbliżył się do skóry chłopaka i poklepał ją złośliwie, wiedząc że ten spodziewał się ukłucia- bardziej boleć nie będzie, obiecuję.
Taki był z niego drań, że szastał obietnicami bez pokrycia na prawo i lewo. Dał się Keithowi jeszcze powiercić, po czym nabrał maszynką farbę i przyłożył ją do skóry Keitha. Starał się być w miarę delikatny, przynajmniej na początku...
-...no i potem będziesz zajebiście wyglądał.- rechotał, ciągnąc zawijas i przecierając szmatką resztę farby ze skóry Keitha, a potem pomyślał przez chwilę- nie będziesz mógł pić, będziesz miał ograniczony wybór pozycji do spania... no i albo okrutnie skarzesz tego swojego ideała* na parę dni celibatu, albo będziecie musieli się nieźle nagimnastykować. Jak tam na dole? Żyjesz?



//*spokojnie, to tylko Norweg w Anglii

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Sob Lut 01, 2014 9:24 pm

Keith ziewnął i z trudem oparł się pokusie rozciągnięcia. Już był zmęczony, a przecież nawet tak prosty tatuaż chwilę zajmie. Zaczął żałować, że nie będzie mógł się położyć przy tej robocie. Swoją drogą, przecież jednak może odruchowo chcieć się odsunąć od Maszyny Zła, jeśli go coś zaboli, prawda? Takie siedzenie, bez oparcia, dzięki któremu nie mógłby uciec, miało pewne wady. Mógł łatwo spartaczyć tatuaż.
Westchnął z niezadowoleniem, zmuszając się do skupienia na słowach chłopaka. Zaraz wzdrygnął się, słysząc to straszne brzęczenie. Brr, nie można powiedzieć, żeby dobrze mu się to kojarzyło, oj nie. A myśl, że to maszyna, która za chwilę będzie wbijać w jego ciało igłę... Stracił apetyt na wszystko. Aż lekko się wzdrygnął i od razu pomyślał, że, dzięki Bogu, Ken nie wybrał tego momentu na wbicie mu się w skórę.
- Mówisz, że w blondzie będzie mi lepiej? -
Przekrzywił głowę pytająco, na króciuteńką chwilę zapominając, że chłopak ma przecież w rękach maszynę do tatuażu. Gdy dostrzegł jej fragment, od razu przeżył zawał, który pogłębił się, gdy został pacnięty. Aż podskoczył na kanapie, a potem sapnął i wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze.
- Bardzo, bardzo, naprawdę kurewsko śmieszne -
mruknął z niezadowoleniem, że tak się wygłupił. Mógł udawać odważnego faceta, ale co z tego, jak ciało go zdradzało?
Zacisnął dłoń, czując igłę. Zabolało trochę, nie mógł powiedzieć, że nie, ale szło wytrzymać. Wrażenie było dość specyficzne. Początkowo zaciskał zęby, żeby nie dać się zaskoczyć przez jakiś nagły prąd bólu, ale... Długo tak się nie da, powiedzmy sobie szczerze. Człowiek w pewnym momencie stwierdza, że pierdoli to i zajmie się czymś porządniejszym. Na przykład rozmową.
Zawtórował mu w śmiechu, jedynie cicho posykując, gdy poczuł przetarcie skóry w miejscu, gdzie dopiero miał wbitą Maszynę Zła. Bardziej w formie odruchu, niż faktycznego bólu. Wsłuchał się z uwagą w kolejne słowa, ze starannością godną prawdziwego pedanta odnotowując w pamięci wszystkie ważne szczegóły jego najbliższych kilku... nastu... dziesięciu... dni?
- Żyję - mruknął, bez jednak powalającego entuzjazmu. - Ale miewałem lepsze chwile, naprawdę. - Uśmiechnął się krzywo, opierając głowę na dłoni. - W ogóle, ile dni będę musiał na siebie uważać, żeby to wszystko mi się bezpiecznie zagoiło? - Zagaił, w pierwszym odruchu chcąc spojrzeć przez ramię, ale ostatecznie zdecydował się nie przeginać i nie kusić losu.
Przygryzł lekko wargę, powoli przyzwyczajając się do monotonnej pracy. Stwierdził mimowolnie, że jednak jest to zajęcie dla kogoś, kto się tym fascynuje. Normalny człowiek po prostu by nie wyrobił. Męczące toto, wymaga konkretnych umiejętności i fury cierpliwości. Poza tym, Kei może i czuł się dość niepewnie przy tej całej sytuacji, ale jednak w miarę starał się nie panikować. A co, jak by przyszła jakaś przerażona panienka, chcąca sobie wytatuować, jak to w modzie teraz jest, kosteczkę? I to nie na czarno, a kolorowo? Brr.
- A w ogóle, o ile dobrze pamiętam, poprzednio nie miałeś różowych włosów. Cóż to za pomysł wyskoczył? Zainspirowałem cię? - rzucił wesoło, spoglądając na niego przez ramię z ciekawością. Zaraz jednak odwrócił wzrok, bo znowu dostrzegł fragment Maszyny Zła. Przyzwyczajenie okazało się tak mocne, że zdołał o niej zapomnieć! Szokujące.
- W sumie, jak to tak źle nie wygląda, mógłbym sobie coś innego zrobić jeszcze gdzieś... - mruknął z namysłem, częściowo do siebie, częściowo do Kennetha.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Wto Lut 04, 2014 9:55 pm

Nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem na tę reakcję.
-Spoko Keith. Pedał jesteś, nie baba, trzymaj fason!- rechotał wciąż, kiedy już go tatuował. Nie, żeby się tego nie spodziewał, ale zawsze go to cholernie bawiło. Cały ten stres ludzi, którzy szli pod jego igłę. Keith w sumie był jednym z pierwszych, którzy zdecydowali się na swój pierwszy tatuaż u Kennetha, a teraz, kiedy nie ściemniał że umie cokolwiek czuł się, jakby kogoś rozdziewiczał... hoho, no dobra, może trochę się zagalopowaliśmy. Spokojnie Świeży, wracamy do grzecznego robienia tatuażu.
-Wiesz, wolałem cię we fiolecie, ale z dwojga złego jako blondynka przynajmniej będziesz miał w sobie więcej gejowskiego uroku. Z obecnym kolorem nie jesteś taki oczywisty- chichotał, wypełniając kolejne kontury i w sumie chłopak nieźle to znosił, jak na swój pierwszy raz. Tyle, że patrząc po śladach na plecach nieźle sobie poczynał, no i kto wie? Może nawet mu się podobało. Świeży zarechotał głośniej, o mało nie wyjeżdżając tam gdzie nie trzeba. Uspokoił się, pochylając, żeby wszystko lepiej widzieć.
-Wiesz, możesz się zawsze położyć, jak chcesz. Jak tak siedzisz, jest mi trochę niewygodnie, bo się cały czas ruszasz.
Oczywiście jaśnie Kenneth nie wpadł na to, żeby zaproponować to na początku. Niektórych bóg nie obdarzał zbytnią inteligencją i trzeba się było z tym pogodzić: znaleźć ciepłą posadkę w spożywczaku i przyuczać się do zawodu, który nie będzie od ciebie wymagał ukończenia collage'u. Przyuczał zdobywając doświadczenie na takich niewinnych owieczkach, jak Keith właśnie. I jak jest żyć ze świadomością, że właśnie buduje się czyjąś przyszłość? Świeży też budował. Stary, stetryczały Keith na zawsze będzie miał jakieś kwiatkowe zawijaski na plecach, nawet jeżeli ten bluszczyk będzie się tylko rozciągał, a gałązki będą się całe wyginały...
-Wiesz, to w sumie zależy. Będziesz widział, że ci się zagoiło, albo przyjdziesz pokazać, czy jest już wszystko ok. W studiach tak zazwyczaj robią. Dam ci maść i opatrunki, będziesz je musiał zmieniać, no nie wiem... miesiąc? To całkiem spory tatuaż, ale nie ma kolorów i powinien grzecznie się goić. O, no i właśnie przejebałeś sobie walentynki, swoją drogą.- zarechotał, odkładając na chwilę maszynkę i przeciągając się. Na dobrą sprawę nawet nie zaczął, ale na początku zawsze jest najgorzej i wypada dać chwilę na odprężenie się i stwierdzenie, że w sumie jest w porządku. Poza tym chciał kawy. No i zapalić. Zaczął od zdjęcia rękawiczek i wstawienia na kawę dla dwóch osób, potem zaczął szperać w tym bałaganie w poszukiwaniu swoich fajek. Spojrzał na chłopaka przeszukując swoją bluzę przerzuconą przez krzesło w aneksie kuchennym. Wyprostował się i przeczesał palcami włosy, uśmiechając się do niego w swój sposób.
-Ładnie mi, nie? W chuj tęczowo. Chciałem powkurwiać trochę homofobów. Są tak mną zdezorientowani, że ostatnio chyba nawet boją się próbować obić mi ryj.- śmiał się, wyjmując papieros i rzucając resztę paczki Keithowi.- Złap trochę luzu, zdążysz jeszcze się znienawidzić za ten tatuaż, zanim naprawdę zapragniesz więcej. W razie czego się stąd nie... nie, w sumie próbują mnie stąd wywalić. W razie czego zostawię ci adres, czy coś. Zresztą jak będziesz chciał, to mnie znajdziesz.- Mrugnął do niego, podając mu kubek z kawą i siadając obok, przypatrując się mu dłuższą chwilę- ... no i naprawdę lepiej by ci było w blondzie. Wyglądałbyś bardziej jak Norweg, niż ja!

//nadmiar rechotów może wprowadzić w błąd. Spokojnie, Świeży nie aspiruje na żabę, ale zawsze można spróbować pocałować, a nóż okaże się przystojnym księciem ;]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Czw Lut 06, 2014 12:16 am

- Gejowskiego uroku? - Uniósł brew wysoko, aż żałując, że nie może na niego spojrzeć. Wywrócił zaraz oczami, słysząc rechot. Chyba wolał nie wiedzieć, co tak bardzo rozśmieszyło chłopaka. Stanowczo, siedzenie w głowach niektórych ludzi może skutkować czymś twardym i bolesnym. W kroczu.
Jego chłopak byłby zły. Zapewne Keith na jakiś czas mógłby pożegnać się z jego tyłkiem. Tak, nieciężko sobie wyobrazić, że Vincent chodziłby ze swoim wszechmocnym fochem, uprzykrzając życie reszcie społeczeństwa. Pod wpływem takiej argumentacji szatyn wolał nie dociekać przyczyn rozbawienia u tatuażysty.
- Dzięki - mruknął z rozbawieniem, kręcąc lekko głową, starając się jednocześnie ani drgnąć resztą ciała. - Ale to mój naturalny, więc na pewno będę dobrze wyglądać. - Dodał, częściowo zapewniając przy tym siebie, a częściowo Kennetha. Wstyd przyznać, jednak jego myśli znowu powędrowały ku ukochanemu. No właśnie, czy mu się taki spodoba? W końcu brunet mówił, że woli go jako szatyna, o blondzie nic nie wspominał... W sumie nie widział go w tym kolorze. Skąd mógł wiedzieć, Marshall będzie nadal w nim go pociągał?
Host skrzywił się i westchnął ciężko. Kiedy już zaczął się kimś przejmować, nie potrafił tego przerwać, choćby nawet i niesamowicie mocno chciał. Z Vincentem było tak samo, a może i nawet BARDZIEJ. Z Vincentem wszystko było BARDZIEJ.
- Mogę się położyć? - Chłopak znowu wywrócił oczami. Nie, stanowczo było widać, że różowowłosy dopiero zaczyna. Nawet dla kogoś, kto nigdy w życiu nie był w salonie tatuażysty pewne zachowania wydawały się mało profesjonalne.
- Ken, weź się trochę ogarnij, co? - rzucił, z pewną dozą rozbawienia. Znalazł i w tej sytuacji plus - człowiek czuł się luźniej przy osobie, która sobie żartowała, a nie tkwiła sztywno, poświęcona swojej pracy - ba! - swojemu dziełu, kolejnemu dziecku, które ma sławić salon!
Wysłuchał z uwagą odpowiedzi Henningsena i pokiwał lekko głową, ze zrozumieniem.
- Dobra, przyjmuję do wiadomości. A jak często mam je zmieniać? I... czemu przejebałem walentynki?- Aż zmarszczył brwi z konsternacją, szczerze zaintrygowany taką informacją. Przeleciał w myślach wszystkie ewentualne powody, jednak nie doszedł do żadnego sensownego wniosku. W końcu przeszło mu przez myśl, że może FIZYCZNIE coś będzie nie tak... Ale to przecież plecy, co to niby przeszkadza?
...
Czyżby Ken go okłamał z tym "brakiem bólu"?
Spojrzał na niego podejrzliwie, obracając się w końcu i przeciągając. Zasyczał mimowolnie. Skóra była... Dziwna. Nie potrafił tego jednoznacznie określić, ale jednak wiedział, że coś jest nie tak. Ba, nie tylko, że wiedział, ale i CZUŁ.
Przyjął paczkę papierosów, ale odłożył ją na stół. Nie był specjalnie zainteresowany niszczeniem sobie płuc. O ile ten tajemniczy napój, jaki zamierzał mu podarować chłopak, mógł być do zniesienia (bo na pewno nie alkoholowy, skoro gotował wodę), o tyle fajkom nie ufał.
- Tak, naprawdę fajnie. - Potwierdził, kiwając lekko głową. Może to stwierdzenie nie było zbyt... "cool", ale przynajmniej szczere.
- No i na pewno nikt nie będzie wątpił w twoje preferencje. - Roześmiał się, podchodząc po chwili, gdy kawa była gotowa. Przyjął ją od chłopaka i wypił część, krzywiąc się lekko.
- Zostaw mi po prostu numer do siebie. Chyba telefon komórkowy masz? - Aż uniósł brew i spojrzał uważniej na chłopaka. Bo miał, prawda? Na pewno miał. I tak łatwo raczej mu go nie odbiorą.
Roześmiał się, słysząc te słowa.
- Możesz mieć rację, faktycznie. - Uśmiechnął się szeroko. - Może mam w sobie jakąś norweską krew? - Zamyślił się na głos, przez chwilę rozważając ten problem. Ale przy kolejnym łyku kawy mózg zaczął się domagać rozwiązania innego, naglącego kłopotu.
- Masz cukier? - Uniósł brew pytająco.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Nie Lut 09, 2014 8:00 pm

Wziął cukier i postawił na stoliku, siadając koło Keitha na kanapie.  Właściwie lepszym określeniem byłoby walnął się, bo wraz z nim walnęła jakaś deska w środku mebla, a przynajmniej wydała  z siebie całkiem upiorny dźwięk o oktawę niższy od trzeszczenia. Nie, żeby była to opinia eksperta w dziedzinie muzyki.
-Wiesz, gdybyś zdecydował się wpaść do mnie tydzień wcześniej, pewnie dałbym ci mój numer, ale pech chciał, że ostatnio ktoś mi świsnął telefon. W tłumie czasem ledwo obejrzysz się w złą stronę i koniec! Zostaw mi swój numer, to jak postaram się o nowego grata wyślę ci sms'a, czy coś.- podrapał się po czuprynie i podsunął mu kartkę z ołówkiem. Nie miał co prawda pewności, że świstka nie zgubi i o nim nie zapomni, ale miał nadzieję, że zdąży zanim Keith zdecyduje się z nim skontaktować. O ile się zdecyduje i o ile Świeży w ogóle znajdzie finanse na nową komórkę. Zgasił papierosa o stolik, dopiero po chwili rejestrując, że skoro nie jest sam nie powinien tak robić. Uśmiechnął się przepraszająco do Keitha.- ...no i palisz lub nie, mała różnica. W tym domu jest tyle dymu, że i tak nawdychasz się wszystkiego, a tak przynajmniej mógłbyś się trochę wyluzować.- Poklepał go po plecach, odstawiając na bok też kawę i wyszczerzył się, znowu siadając wygodnie na sofie i oglądając plecy Keitha. Założył nową parę rękawiczek. Pierwsza przerwa nie miała być długa i była raczej podyktowana potrzebą wypicia czegoś na rozbudzenie, niż rzeczywistym daniem czasu na przyzwyczajenie się Keithowi.
-To mówisz, że jesteś blondynką. Jakoś od zawsze to przeczuwałem. - Wyszczerzył się, sięgając po maszynkę i znowu klepiąc jego skórę. Robił to już bardziej z nawyku niż z konieczności, ale zawsze lepiej mieć takie przyzwyczajenia, niż inne. Kiedyś słyszał o tatuażyście, który mówił "uwaga" dokładnie za każdym razem, kiedy po umoczeniu igły w tuszu znowu zaczynał. Może była to lekka przesada, bo facet ochrypłby po pierwszym dniu pracy, ale coś w tym było.- No i powiedz mi, jaki inny blondyn pozwoliłby sobie na taką długość włosów, w dodatku blond? Gdybyś jeszcze chciał uchodzić za jakiegoś kuca, to może i by ci to wyszło, ale tak jesteś po prostu o-czy-wis-ty. Zaufaj pedałowi-tatuażyście, który właśnie tatuuje cię w kwiatki na resztę życia. No, a teraz kładź się, skoro nie możesz usiedzieć.- Zarechotał paskudnie, w końcu powracając do właściwego zajęcia i przestając się śmiać, żeby igła przypadkowo nie wyszła poza kontur.
-Przejebałeś, bo właśnie ich nie przejebiesz, o ile nie lubisz bolesnych atrakcji w trakcie. Pierwsze parę dni będzie boleć przy każdej próbie dotknięcia, a sądząc po śladach faceta masz takiego, że nie mógłby się powstrzymać. Rana po tatuażu jest jak oparzenie, dopóki się nie zagoi. Jak jest ciepło szczypie i lubi babrać się, kiedy nieodpowiednio się nią zajmujesz. A zmieniasz tak, jak będzie potrzeba, jeżeli zamoczysz, albo ubrudzisz, czas zdjąć i założyć nowy. No i na dzień i na noc będziesz miał inne, wszystko wytłumaczę ci potem.- brzmiał trochę jak prosty chłop ze wsi tłumacząc skomplikowane dla niego medyczne zagwozdki, ale przynajmniej widać było, że znał się na swojej robocie i przy całej tej nieprofesjonalnej otoczce był w stanie zadbać o higienę i bezpieczeństwo Keitha. W końcu ile świat by stracił bez kolejnego blond pedała podającego się za Norwega?
-Jakbyś miał przez te walentynki problemy, to wpadaj ze swoim chłoptasiem tutaj, zrobimy mu małą imprezę na pocieszenie. Pewnie pocieszony nie będzie, ale wynikną z tego same korzyści. Spójrz! Ja go poznam, ty będziesz miał ubaw z tego, że będzie się wkurzał a on wyładuje się na moim domu, nie przestawiając ci mebli. No i jako przykładni goście przyniesiecie mi trochę piwa, ty oczywiście nie będziesz pił bo nie będziesz mógł, więc będziecie mięli kierowcę a ja wnerwię w końcu sąsiada zza ściany, bo nie udało mu się go jeszcze wyprowadzić z równowagi!- klasnąłby w dłonie, gdyby właśnie nie tatuował. oczywiście, że gadał głupoty i sam był tego świadom, ale czego się nie robi, żeby zabłysnąć? W oczach Keitha i nie oszukujmy się, całej reszty społeczeństwa też, był stuprocentowym stereotypowym pedałem i musiał jakoś dbać o swój image.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Nie Lut 09, 2014 11:21 pm

Keith posłodził swoją kawę starannie, wrzucając najpierw jedną łyżeczkę, próbując, a potem dodając drugą. Ciężko ocenić, czy po to, by zabić smak, czy przeciwnie, by go podkreślić. Pozostaje to tajemnicą naszego smakosza. Tak czy inaczej popił trochę napoju, uznając go za znośny. Przygryzł wargę, wlepiając spojrzenie w chłopaka i odsuwając lekko, gdy papieros znalazł się nieznośnie blisko jego osoby.
- Wiesz, ale jednak co innego wsadzać sobie w usta fajczącego się peta. - mruknął, kręcąc lekko głową. - Nie przekonasz mnie. - Uśmiechnął się z rozbawieniem, biorąc od niego kartkę i zapisując na niej swój numer. Pokiwał lekko głową, bardziej do siebie, niż do niego i oddał mu świstek.
- Tylko nie zapomnij o mnie, bo nie chcę latać z tym tatuażem po jakiś salonach, albo forach i błagać o pomoc - mruknął, na wpół żartując, ale w oczach pojawiła się delikatna obawa. W końcu jednak robił to po znajomości, nie chciał zostać wystawiony do wiatru w nagłej sytuacji. Przeczesał włosy dłonią, znowu na chwilę poddając się wątpliwościom, ale zaraz przywołał się do porządku. Pokręcił lekko głową, odrzucając głupie myśli.
Wsłuchał się w słowa chłopaka, a potem skrzywił mocno. Cholera, miał gość rację. W obu przypadkach. Zginie marnie, nie ma o czym mówić. Vincent na pewno nie uszanuje faktu, że go boli, bo zrobił sobie tatuaż NA WŁASNE ŻYCZENIE.
Położył się grzecznie, mieląc przekleństwo w ustach i instynktownie lekko się napinając na myśl, że zaraz znowu sprzęcior Kennetha znajdzie się na jego plecach. Aż delikatnie się wzdrygnął, na szczęście kilka sekund przed ukłuciem. Inaczej miałby piękny, bolesny wzorek, w zupełnie nieodpowiednim miejscu.
- Ej, w twoich ustach brzmi to wyjątkowo mizernie! - Roześmiał się. - Nie wciskaj mi kitu, dobra? Faceci lecą na długie włosy. - Puścił do niego oko, a potem chrząknął. Cholera, to zabrzmiało mocno... Jednoznacznie.
- Dobra, może i masz rację. - Skapitulował z rozbawieniem.
Zaraz przybrał jednak mądrzejszą minę, chociaż była ona głównie przeznaczona dla kanapy, bo nikt nie mógł zobaczyć jego twarzy. Tak, brzmiało to całkiem sensownie, chociaż wychodziło na to, że zamieszania z tym będzie od cholery. No i nie podobała mu się bardzo perspektywa Vincenta, który będzie wbijał paznokietki w jego plecy. Pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że wyjątkowo brunet pojawi się dopiero za parę dni, aż tatuaż trochę się zagoi. W sumie, jak tak nad tym myślał, nie potrafił sobie wyobrazić, by Gwiazda pojawiła się na walentynki no, przykładowo, zaprosiła go w jakieś romantyczne miejsce i dała bukiet kwiatów. To w ogóle nie pasowało do wizerunku przystojnego bad boya, jakim on częstował całe społeczeństwo. To było trochę przykre, jakby na to nie patrzeć. W końcu, Keith nigdy nie miał walentynek z prawdziwego zdarzenia, chociaż swoje podrywy, flirty, czy seksy zaczął w dość odpowiednim czasie. Nigdy nikogo na nie nie zaprosił, ani z nikim nie był na tyle blisko, by ta osoba sama zechciała z nim spędzać czas.
Czy Kei był romantykiem? Oczywiście. Zawsze i wszędzie. Trafił na dość ciężki przypadek chłopaka, ale nie było to dla niego powodem, by od razu całkiem zrezygnować ze swoich złudzeń. Po prostu wiedział, że najprawdopodobniej nie zostaną one szybko spełnione. Łudził się, że kiedykolwiek.
A tak mógł mieć tylko nadzieję, że brunet się nie pojawi i nie będzie nad nim znęcał. Nie ma to jak zajebiste święto zakochanych.
Uniósł brew wysoko, rozbawiony propozycją różowowłosego.
- Walentynki w trójkę? Aż tak zdesperowany jesteś? - Roześmiał się, kręcąc lekko głową, cicho sycząc, bo w końcu przez jego głupie myśli przedarł się ból. Wykrzywił usta z niezadowoleniem, zaciskając lekko zęby, ale po chwili, wraz z przesuwaniem się maszyny, nieprzyjemne wrażenie ustało.
- Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby mój facet szybko się pojawił w akademiku, więc nic się nie raczej nie stanie. - Wzruszył lekko ramionami, zobojętniały (przynajmniej teoretycznie).
Swoją drogą, należy tutaj wspomnieć o stosunku Marshalla do młodego Norwega. Co dziwne, chłopak wcale nie traktował go jako "stuprocentowego geja". W ogóle, nie postrzegał go pod tym kątem. W końcu, Keith był zajęty, a gdy jest się zajętym, nie wodzi wzrokiem za innymi dupami. Przynajmniej tego trzymał się szatyn, co było zaskakująco... Rzadkim zjawiskiem. Ale wróćmy do sedna sprawy, a mianowicie stosunków Francuza z różowowłosym.
Kei naprawdę nie postrzegał go w TEN sposób. Dlatego jego preferencje były mu całkiem obojętne. Poza tym, nawet, gdyby Ken był jakimś cudem heteroseksualny, a szatyn byłby wolny i się nim zainteresował, ostatnim problemem dla niego były preferencje seksualne. Lubił wyzwania. Być może właśnie to go przyciągnęło do Vincenta.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Czw Lut 13, 2014 12:23 am

Ignorowałby te niezadowolone grymasy Keitha, gdyby nie znalazł w nich pewnej rozrywki. Specjalnie zapalił drugiego papierosa, żeby dym z pierwszego zaciągnięcia poszedł prosto do nosa chłopaka. Świeży rechotał okropnie, przerywając aż dziaranie chwilowo, żeby tej delikatnej skóry nie poharatać podczas swojego śmiechu.
- No weeź... jedna fajka na rozluźnienie nikogo nie zabiła, Keith. Będę cię tak męczyć cały dzień, jak nie zapalisz. Mam norweskie, to marka sama w sobie. Paliłeś kiedyś norweskie fajki? - W sumie nie miał zielonego pojęcia, czy były wyprodukowane w Norwegii, ale tam je kupił, więc pewnie były, nie? Jego kraj był doskonały pod każdym względem, więc nawet papierosy miał jedyne w swoim rodzaju. Tak przynajmniej brzmiało to w ustach Różowego, tylko kto by tam go w ogóle słuchał?
- Spoko, Keith, będę zawsze o tobie pamiętać. - Posłał całusa jego plecom. - Najwyżej cię gdzieś złapię. Dalej chodzisz do tej szkoły dla snobów? Może uda mi się wkręcić do akademików i cię poszukać. W sumie to trochę jak wyzwanie!
Jakąś kawę później był gdzieś na wykończeniu konturów, choć na czas realny były to ze dwie godziny i Keithowi musiała się już dawać we znaki ta sesja. Świeży odłożył maszynkę i wyprostował z chrzęstem wszystkie kości.
- Chcesz coś do jedzenia? Mogę zaproponować tosty, lub jajecznicę. Co do tej drugiej nie byłbym pewien ani świeżości jajek, ani tego że nie spalę, więc pewnie wybierasz tosty. Lepiej zjedz bez grymaszenia, bo kolejny pit stop za godzinę najbliżej i wkurzę się, jak będziesz mi jęczał. - Tosty nie były trudne i pewnie tylko dlatego Świeży pochłaniał je w takich ilościach. Kilogram sera kupiony na przecenie był jedną z nielicznych rzeczy w jego lodówce i wraz z ketchupem zajmował honorowe miejsce tuż przy światełku, żeby można było po ten zestaw sięgnąć w każdej chwili. Zaraz też wrócił z talerzem, szczerząc się jak głupek.
- I spokojnie, ja już mam plany na walentynki, po prostu martwię się twoim losem, księżniczko na wieży. Będziesz mógł sobie co najwyżej pogapić na swojego księcia... - zarechotał. - Mówisz, że nie zamierza wykorzystywać walentynek? Walić całą romantyczną atmosferę, jest idiotą skoro nie potrafi dobrze spożytkować tego dnia. - Pochylił się do jego ucha, jakby w ogóle ktokolwiek mógł ich tu teraz usłyszeć. - Bez urazy, Keith, ale mam na myśli twoje dupsko.
- No dobra, koniec fajrantu, pracujemy dalej. - oznajmił kiedy skończył jeść tosty. - Jak na razie mi jeszcze nie odpadłeś, no to spodziewam się, że może nam się dzisiaj uda, chociaż pod koniec będziesz musiał zaciskać zęby na jakiejś szmatce. Będzie grubo po ciszy nocnej. Żartowałem! Wiesz, mam taką wkurzającą sąsiadkę, która krwią się zalewa, jak słyszy kolejne jęki z tego mieszkania, możesz mi więc pomóc ją trochę powkurwiać. Byłbym wdzięczny. No i w gratisie mogę zaoferować drugą dziarę, o ile dasz mi sobie wytatuować jakieś ciekawe miejsce.
Lubił Keitha i rzeczywiście nie miał nic przeciwko goszczeniu go tu nieco częściej, byle nie schlanego jak ostatnio, bo na imprezy chodziło się po to właśnie, żeby nie musieć organizować ich u siebie. Sprzątania było po tym ostatnim co niemiara, ale w sumie było warto dla zobaczenia exfioletowego w pijanej wersji.
- Może i faceci lecą na długie włosy, ale tylko dlatego, że jest co poszarpać. - stwierdził bezczelnie. - Tyle, że w ten sposób od razu się szufladkujesz, Keituchna.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   Czw Lut 13, 2014 2:23 pm

Keith wbrew pozorom był twardą sztuką. Szczególnie, jeśli chodziło o takie rzeczy, które mu nie podchodziły. O ile jeszcze na tatuażu mu zależało, więc był gotów znieść wiele męczarni, o tyle proponowane fajki miał szczerze w dupie. Nie lubił dymu z papierosów, nawet gdy palił ktoś odległy od niego o kilka metrów, a co dopiero gdyby miał to sam sobie wsadzić między wargi. Nie zrobiłby tego nawet, gdyby miało w magiczny sposób wywołać natychmiastowe wykończenie tatuażu.
- Dalej - mruknął pod nosem, a potem się uśmiechnął. - Czyli gdybym usłyszał gejowskie piski rozradowanych "snobów", to będzie znaczyło, że się pojawiłeś? Spoko, będę to miał na uwadze. - Szanownemu księciu najwyraźniej udzielała się bezczelność kumpla, przy którym nie musiał wcale, a wcale hościć. Dawało mu to niesamowitą wolność.
Czekanie i ciągły ból były jednak nużące. Normalnie zapewne by w końcu zasnął, ale ciągłe wbijanie się igły do tatuażu nie dawało takich możliwości. Mimo to miał zamknięte oczy i ograniczoną świadomość. Co jakiś czas jedynie sięgał po telefon i odpisywał Vincentowi, sporadycznie posykując z niezadowoleniem. Przy okazji wysłuchiwał w milczeniu monologów mężczyzny, przytomniejąc dopiero w momencie, gdy usłyszał magiczne słowo "tosty". Od razu uchylił powieki i przekrzywił głowę, by móc spojrzeć na Kena. Wymruczał wręcz poproszę i odprowadził go pełnym uwielbienia spojrzeniem. Dopiero w momencie, gdy usłyszał, że mógłby coś zjeść, zdał sobie sprawę, że kona z głodu.
Z entuzjazmem sięgnął po posiłek, pożerając pierwsze trzy tosty praktycznie w dwóch kęsach, a potem zadrżał, słysząc zarówno głos, jak i słowa mężczyzny. Żachnął się wyraźnie, obracając głowę i spoglądając na niego morderczo.
- Bez urazy, ale nie należę do osób znajdujących się często na dole. Daleko mi do księżniczki. - Prychnął ze zniesmaczeniem, unosząc rękę i pacając chłopaka po głowie. Zaraz westchnął ciężko i znowu się położył, pozwalając mu na dalsze tatuowanie. Tak, stanowczo miał już dosyć, ale gdy usłyszał wzmiankę o jęczeniu, aż się nastroszył.
- Bezczelny jesteś, wiesz? - Zerknął na niego wrogo. - Po pierwsze, miało nie boleć, a po drugie, na pewno nie zamierzam jęczeć u takiego pedała jak ty. Jeszcze i mnie uznają za kogoś twojego pokroju, albo co gorsza, z wizualizują sobie, co też mogłeś mi robić. O, co to, to nie!
Zaraz jednak trochę się uspokoił, a nawet uśmiechnął pod nosem.
- Pogadamy, jak skończysz z tym. I na pewno nie zamierzam wnikać w to, co twoim zdaniem jest ciekawym miejscem. - Pokręcił lekko głową.
A jeśli chodzi o schlanie, to... Ujmijmy to delikatnie, opinia Keitha na temat tego, KTO był schlany i gdzie, była kompletnie inna od tej Kennetha.
- Lubię długie włosy. - Prychnął, wywracając oczami. - I nie będzie mnie uczyć o szufladkowaniu ktoś z różowymi kłakami, dobra? - Wyszczerzył się z lekkim rozbawieniem.
Dalsze tatuowanie szło z bólami, wolniej, niż dotychczas, ale do przodu.
- Powiedz, ty to dzisiaj skończysz, prawda? - mruknął podejrzliwie w końcu, licząc, że chwila rozmowy da mu wytchnienie. Miał już naprawdę, serdecznie dosyć. Nie chciał sobie wyobrażać, jak będą wyglądać jego kolejne chwile, już z gotowym tatuażem. W tym właśnie momencie stwierdził, że to jednak nie był dobry pomysł.
Westchnął ciężko.
- Powiedz, że już kończysz... - wyjęczał z niezadowoleniem. - I poinformuj mnie łaskawie, jak o to paskudztwo dbać. - Tak, stanowczo w tym momencie nie darzył swoich kwiatków dużą sympatią. Wręcz przeciwnie, na pewno dużo czasu zajmie mu zapomnienie o przebytych ciężkich chwilach. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, jakie niektórzy muszą mieć samozaparcie, żeby tak po prostu przychodzić po kilka, kilkanaście razy, kolorować to cholerstwo i bóg wie, co jeszcze.

{Za zgodą Świeżaka}
Na szczęście okazało się, że byli już prawie na końcu trudów. Wystarczyło jeszcze dłuższą chwilę pozaciskać zęby i pięści, odetchnąć parę razy przez nos, a potem wysłuchać długiej litanii tego, jak dbać o to paskudztwo, co robić, a czego absolutnie nie robić, i tak dalej, i tak dalej.
Dopił kawę, pogawędził chwilę nonszalancko z różowowłosym, a potem pożegnał się i poszedł do apteki, po potrzebne mu rzeczy do opatrunków.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia   

Powrót do góry Go down
 
Kenneth, nieznośny sąsiad, to już przerobiliśmy + Ruth się niedługo wprowadzi, życzę powodzenia
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» NUMER ALARMOWY
» Kenneth Andersen
» Kenneth Irons
» Sarsi Pięć Niedźwiedzi
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: