IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główny korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 291
Join date : 11/01/2014
Age : 25

PisanieTemat: Re: Główny korytarz   Nie Gru 14, 2014 10:09 pm

- Mhhhhmphmmm... - Rozległ się niski park, podczas gdy jego czoło przytulało się do ściany w francuskiej miłości, a barki zaczęły trząść niekontrolowanie po tym, jak Ariel go poklepał.
Następnie zarechotał takim dźwiękiem, że Draculi z wstydu opadłyby skrzydełka a Jocker poprosiłby o autograf z dedykacją.
- Facet chce koszmar... Pokażę mu koszmar, kurwa... Ja tu się powstrzymuję dla dobra ludzkiego istnienia, ale skoro tak ładnie prosi, to proszę bardzo. Pokażę mu taki koszmar, jaki jeszcze mu się nie śnił. Że osiwiałby, gdyby już nie był siwy, więc mu te jego wątłe kłaki odpadną, będzie... - Ogarnął się gdzie jest i rozejrzał się, a kilkoro uczniów patrzyło na niego dziwnym wzrokiem.
- Co? - Zapytał dźwiękiem zardzewiałej piły mechanicznej - złej oceny nigdy nie mieliście? - Dodał, masując sobie zaczerwienione od romansu ze ścianą czoło.
- Blondyna, idziemy się upić, ty stawiasz - zarządził, chwytając Arielkę za kołnierz i ciągnąc go w kierunku wyjścia - ryby, dzieci i cholerni farciarze głosu nie mają. Patrz! Pasujesz we wszystkie trzy... czy to z technicznego punktu widzenia robi ze mnie pederastę?

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Główny korytarz   Nie Gru 14, 2014 10:28 pm

Sevioal aż się skulił, na ten jego rechot.
Co prawda, Sakuragi potrafił być czasem NAPRAWDĘ przerażający. I może by to Ariela jakoś specjalnie ruszyło, gdyby go nie znał.
A znał go bardzo dobrze.
Lepiej, niż białowłosy to sobie wyobrażał.
Uśmiechnął się przepraszająco w stronę uczniów, którzy uciekli w popłochu przed ogniem piekielnym.
Ale sam się zbulwił na jego dalszą wypowiedź.
- Nie mów do mnie "blondyna"! - Mruknął.
Wyrwał się z jego uścisku i poszedł za nim.
- Nie jestem także dzieckiem! - Warknął w jego stronę.
Poprawił swój płaszcz, nadymając lekko usta, obrażony i głęboko dotknięty
No bo, gdyby był dzieckiem, to Reiner by nawet na niego nie spojrzał.
Już na początku ledwie rzucił okiem i gdyby Ariel nie powiedział, że się zakochał, to najprawdopodobniej teraz byłby sam.
Wsadził ręce do kieszeni, gwałtownym ruchem i zerknął na niego spod byka.
- Tylko nie śmiej się, kiedy się upije! Masz mnie pilnować! - Zażądał, wychodząc z nim z korytarza.

[z/t oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Główny korytarz   Czw Mar 05, 2015 12:32 am

Na dźwięk dzwonka, oznajmiającego koniec ostatniej lekcji, uczniowie wypadli z klasy, nawet nie spoglądając za siebie. Byłby to całkiem przyjemny widok, gdyby nie patrzeć na całą tę sytuację z perspektywy nauczyciela, który skazany został na oglądanie masy pleców. Właściwie entuzjazm uczniów wydawał się całkiem logiczny, w końcu to koniec nauki na dziś i mogą oczyścić umysły. Trzeba też dodać, że również członkowie kadry nauczycielskiej uwielbiali wsłuchiwać się w odgłos ostatniego dzwonka. Każdy po kilku godzinach siedzenia w ławce i pochłanianiu lub wtłaczaniu do innych umysłów wiedzy może poczuć lekkie znużenie. Co prawda, inni wykładali trudniejsze, inni mniej wymagające przedmioty, jednak ciągłe przemawianie do uczniów w obu przypadkach kosztuje sporo wysiłku. Nauczyciel wychowania seksualnego nie narzekał i z uśmiechem odprowadził ostatniego ucznia do wyjścia, następnie poderwał się z krzesła i chwycił za klucz od sali. Tylko zamknie drzwi, złoży klucz i będzie miał spokój na dziś. Zapewne znów po zajęciach zaszyje się w swoim mieszkaniu i będzie rozmyślał o wszystkim i o niczym.
Kompletnie nie zauważył, kiedy wyszedł z sali, po prostu znalazł się na korytarzu i bezmyślnie starał się trafić kluczem do zamka. Sztuka ta udała mu się za jakimś szóstym podejściem, wówczas uśmiechnął się tryumfalnie, ciesząc z tak drobnego zwycięstwa. Energicznym krokiem skierował się przed siebie, a nieprzytomnym wzrokiem sunął po podłodze, przybierając przy tym poważny wyraz twarzy. Ostatnimi czasy sporo myślał i nawet bieganie nie pomagało mu odgonić nieprzyjemnych rozważań. Lekko nie miał, wdał się w związek z prawie dwa razy młodszym uczniem, na dodatek ojciec tego ucznia już chyba nabrał jakichś podejrzeń. Co za skomplikowana sytuacja.
Aż westchnął ciężko na swój los, gdy nagle wpadł na obce ciało. Momentalnie zmarszczył brwi i zaczął rozmasowywać swoje ramię. Ledwo podniósł wzrok, a przed oczami już mignęła mu wiśniowa czupryna, jakże znajoma. Spojrzał na twarz poszkodowanego ucznia, któremu zaraz posłał uśmiech pełen zażenowania i błagalnej nuty.
- Wybacz, nie patrzyłem przed siebie – wyrzucił z siebie nieco niedbale, drapiąc się przy tym po potylicy. Zaraz rozszerzył uśmiech, odsłaniając w nim zębiska i lekko zmrużył oczy, dzięki czemu przybrał dość swobodną postawę. Czuł, że Jack mu wybaczy, zwłaszcza, że ostatnio otrzymał od niego walentynkę.
Momentalnie powrócił na ziemię i uważniej przyjrzał się najlepszemu zawodnikowi szkolnej drużyny piłkarskiej, jakby nie dowierzając, że rzeczywiście dostał od niego niespodziankę w Walentynki. Zaraz przesunął torbę przed siebie i zaczął w niej grzebać, aż w końcu spośród pliku papierów wyjął czerwoną kopertę, już otwartą, w której to znajdował się list o dość zabawnej, jak dla bruneta, treści.
- Chyba powinienem ci podziękować za pamięć o mnie podczas walentynek – zaczął jako tako elokwentnie, jednak zrujnował cały efekt kolejnym wyszczerzeniem zębów w głupawym uśmiechu. – Mam nadzieję, że mój urok nie przeszkadza ci na treningach. Kompletnie nie wiedziałem, że taki z ciebie dowcipniś. Dobrze dla ciebie, że znam się na żartach.
Bezmyślnie wysunął dłoń do przodu i poklepał chłopaka po ramieniu, próbując w ten sposób maskować drobne zawstydzenie. To miłe, że uczniowie traktując go w taki sposób, a przynajmniej jeden z uczniów. Jack świetnie grał w piłkę, Bald dostrzegł w nim spory potencjał. To miłość do piłki nożnej sprawiła, że całkiem nieźle się dogadywali, przynajmniej na treningach.
- Ale wiesz, że nie mogę ci podnieść ot tak oceny z wychowania seksualnego. Zresztą, to jeden z najbardziej banalnych przedmiotów w tej szkole, więc nie musisz się na nim specjalnie skupiać.
Doskonale wiedział, jakie podejście mają uczniowie do jego lekcji i wcale się przez to nie denerwował. Właściwie, dawał wszystkim wolną rękę, dopóki mógł prowadzić zajęcia w spokojnej atmosferze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Główny korytarz   Czw Mar 05, 2015 6:24 pm

Wystawianie ocen semestralnych to ciężki okres dla uczniów. Stosy poprawek wahających się ocen, a czasem zagrożeń. Większość zostawiała owe sprawy na sam koniec, a potem płacz i zgrzytanie zębów. Jack nie specjalnie odbiegał od tej grupy, nie przykładał się zbytnio do nauki, wolał wolny czas spędzić na zabawie, korzystając z swej bezpowrotnej młodości. Nie robił tego jednak bez przerwy, bo ojciec odciąłby go od wszelakich dogodności, bez których nie potrafił żyć. Z tego powodu utrzymywał chociaż ten średni poziom, by uśpić czujność rodzica, który i tak rzadko bywał w domu. Pracował dwieście kilometrów od Londynu i nie przepadał za podróżowaniem, chociaż był producentem środków transportu. Cóż za przewrotność. Wracając do jego syna, czasem wpadał na niezbyt mądre pomysły, mało przemyślane, a może nawet wcale. Tego roku walentynki zawróciły mu w głowie, postanowił przelać myśli na papier kompletnie nie biorąc pod uwagę konsekwencji. Wszystko miało przebiec dobrze, a nawet wyśmienicie, był właśnie takiego przekonania. Oceny dzięki temu zabiegowi powinny pójść w górę.
Zadzwonił dzwonek oznaczający koniec już ostatniej lekcji na dziś. Spakował książki do torby i przerzucił ją przez ramię wychodząc z sali. Zaczął się zastanawiać, jak spędzi resztę dnia, gdy mignęła mu z daleka głowa kolegi z młodszego rocznika pośród tłumu pozostałych uczniów. Ruszył w jego kierunku sięgając do kieszeni po telefon, na którym chwilowo skupił uwagę przez co zderzył się z inną osobą, że komórka prawie wyleciała mu z ręki. Gdy zorientował się na kogo wpadł uśmiechnął się niewinnie dziękując w duchu, że to właśnie z nauczycielem wychowania seksualnego się zderzył. Jego szkolny trener był najprawdopodobniej najbardziej wyrozumiałym nauczycielem w tej szkole.
- To moja wina, proszę nie przepraszać – odparł pośpiesznie przejęty poczuciem winy starszego. Bardzo lubił trenera, z którym utrzymywał powierzchowny, ale całkiem dobry kontakt. W żadnym wypadku nie chciał tego popsuć. – Przepraszam, będę bardziej uważniejszy – dodał chowając telefon w kieszeń. Zwrócił uwagę, jak nauczyciel szukał czegoś w swej torbie, a gdy wyłonił czerwoną kopertę o dość charakterystycznym wyglądzie momentalnie skojarzył ją sobie z podarowaną przez siebie walentynką. Jakoś dziwnie spiął się i zaczął odczuwać zawstydzenie. Pośrednio odkrył przed nim swoją orientację, co mogło przyjąć się z negatywną reakcją, ale nie spodobało mu się, że walentynka prawdopodobnie w całości została odebrana jako żart. Wewnętrzny głos zbuntował się.
- Ale ja nie żartowałem, pan jest naprawdę przystojny – wyrzucił z pewnością siebie chcąc od razu sprostować nieporozumienie, czuł przy tym jak ręce mu drżały. – Prawda jest taka, że z trudem koncentruje się – przełknął ślinę odwracając wzrok – na kopaniu piłki – dokończył niepewnie, a na policzkach wyszedł mu drobny rumieniec. „Teraz to chyba faktycznie będę miał problem w skupieniu się na grze.” Nie do końca chciał tak to powiedzieć, ale słowa same uciekły z ust. Chodziło mu ogólnie o naukę, podczas niej wolał myśleć o takich seksownych ciachach, jak to stojące przed nim. Miał przez to problemy z nauką, a ojciec chciał sprawdzić jego postępy, więc targała nim z lekka desperacja.
- Muszę podnieść średnią ocen – podniósł głowę spoglądając ponownie na rozmówcę – dlatego bardzo zależy mi na szóstce z wychowania seksualnego – oznajmił całkiem poważnie. – Zrobię wszystko, by osiągnąć ten cel. Proszę dać mi szansę – patrzył z tym zawziętym wzrokiem, jak podczas treningu na boisku, jakby zależało od tego jego życie. To dość niecodzienny widok, nigdy wcześniej nie zachowywał się tak przed nauczycielem. Próbował wykorzystać temat o ocenach, by odwrócić uwagę od zawstydzenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Główny korytarz   Czw Mar 05, 2015 11:05 pm

Poczuł się naprawdę głupio z powodu całego zajścia, w końcu jest nauczycielem i powinien służyć za wzór, a tymczasem wlókł się po korytarzach ze wzrokiem wbitym w podłogę i wpadał na uczniów. Było mu głupio, dlatego też przeprosił, jak najbardziej szczerze. Tymczasem Jack próbował brać całą winę za jego nieuwagę na siebie. Ale wygląda na to, że obaj nie zachowali wystarczającej przytomności umysłu, skoro chłopak nie zdążył go wyminąć. Jeden rozmyślał, a drugi, sądząc po komórce w dłoni, skupił się na treści bijącej z wyświetlacza. Prędzej czy później któryś z nich wreszcie by na coś lub kogoś wpadł, więc może dobrze się złożyło, że los zetknął ich ze sobą. Mieli wreszcie okazję spokojnie porozmawiać.
Być może Baldric popełnił błąd, że w ogóle wspomniał o tej nieszczęsnej walentynce, jednak nie wpadło mu do głowy, że może to być w jakikolwiek sposób złe. Wydawało mu się, że niewinny liścik może potraktować jako żart, ba, nawet powinien w ten sposób potraktować słowa przelane na papier. Otrzymał od ucznia walentynkę, w której była wzmianka o jakimś uroku, problemach z koncentracją na zajęciach i ocenie z przedmiotu. Gdyby wziął to poważnie, musiałby przybrać postawę racjonalnego nauczyciela i zapewne skończyłoby się niepotrzebnym zamieszaniem: długim wykładem na temat relacji uczeń-nauczyciel oraz straszeniem konsekwencjami. Potraktował więc sprawę z przymrużeniem oka i zdrowym dystansem. I chyba to było podstawowym błędem. Należało bardziej głowić się nad tym, dlaczego młody chłopak wysyła swojemu nauczycielowi walentynkę, nawet jeśli w formie żartu.
Jeśli wcześniej jedynie na Jacka spoglądał, to teraz wpatrywał się w niego niezwykle uważnie. Dostrzegł drżenie rąk, ujrzał ucieczkę przed swoim spojrzeniem i przede wszystkim zobaczył, że na młodą twarz wstępuje lekki rumieniec. Słowa uderzyły w niego jakby z pewnym opóźnieniem, a ich treść dotarła do rozumu jeszcze później. Gwiazda szkolnej drużyny piłkarskiej uznała go za przystojnego. Odrobinę nietypowe, aczkolwiek nie był to coś wielce niepokojącego. Bardziej Baldric zmartwił się tym, że mógł w jakiś sposób kłopotać chłopaka na treningach i nie być tego świadomym. I na sam koniec przyszło mu stwierdzić, że Jack jest zainteresowany przedstawicielem tej samej płci. Na jego twarz nareszcie wstąpił wyraz wyraźnego oszołomienia. Ten fakt powinien już wychwycić chyba na samym początku, ale jakoś tego nie dostrzegał.
Znów ich oczy spotkały się, na całe szczęście temat ich rozmowy zszedł na inne tory. Oceny, tak, to o wiele bezpieczniejsze zagadnienie z całej tej walentynki. Lecz zacięcie chłopaka budziło podziw i zarazem niepokój. Cornwell mimo wszystko odetchnął z ulgą, ponieważ młodemu Daltonowi z pewnością chodziło o te oceny. I właśnie przez to wysłał walentynkę, choć mógł spokojnie zostać po lekcji i poprosić o podwyższenie oceny.
- Wystarczyłaby prezentacja na lekcji na jakiś ważny temat. Prawne podstawy aborcji w Anglii albo…
Tu urwał i spojrzał z jawną troską na swojego ucznia. Naprawdę rozpaczliwie zależało mu na dobrej średnie, widział to w jego niebieskich oczach. Brunet westchnął więc pod nosem i schował czerwoną kopertę z powrotem do torby.
- Zaproszenie na herbatę nadal jest aktualne? – spytał całkiem swobodnie, dobrze pamiętając treść walentynki. - Chyba musisz komuś się wygadać, a ja z kolei muszę zająć myśli czymś innym niż swoimi sprawami. Skoro odważyłeś się wysłać mi walentynkę, to równie dobrze możesz powiedzieć mi, co cię dręczy.
Na pewno coś go gryzło, w końcu nikt nie wariuje z powodu średniej ocen. Znaczy, niektórzy wariują, ale po Jacku się tego nie spodziewał. Może coś się stało? Tym razem nie zignoruje sprawy i może nawet pomoże.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Główny korytarz   Pią Mar 06, 2015 8:46 pm

Nie spodziewał się, że rozmowa o walentynce będzie dla niego taka trudna. Możliwe, że przyczyniła się do tego otwartość nauczyciela, który z taką łatwością poruszył temat na szkolnym korytarzu. Nie dostrzegł jego zakłopotania, dobrze było zamaskowane swobodnym zachowaniem. Dopiero po fakcie, po wypowiedzianych już słowach zaczęło docierać co tak naprawdę wyczyniał. Mógł narobić sobie sporych problemów z powodu swej samolubnej postawy, ale z drugiej strony nie zrobił jeszcze niczego złego. Nie wdał się w jakąś zakazaną relację nauczyciel-uczeń, chociaż w swej wyobraźni już dawno, a skorzystał aby z wolności słowa, pozornie niewinnego przekazu. Mógł przysporzyć również kłopotów panu Cornwellowi, gdyby ktoś ich usłyszał, a przecież nie byli tam sami. Zaiste, Jack potrzebował podnieść oceny, od tego zależała jego wolność. Nie dziwota, że mieszało mu się w głowie i zachowywał nad wyraz nieroztropnie. Normalnie nie okazałby tak silnego zaangażowania w podniesienie średniej, potrzebował trochę czasu aby ochłonąć. Wysłuchał uważnie sposobu na zdobycie szóstki z wychowania seksualnego, uznając prezentację za całkiem łatwe zadanie. Nauczyciel zastanawiał się jeszcze nad innym tematem, a może prezentacja nie była jedyną drogą? Trochę zniecierpliwiony oczekiwał kolejnej propozycji, która przemieniła się w przyjęcie jego walentynkowego zaproszenia. Starszy wyraźnie zainteresował się zdesperowanym Jackiem. Prawdą było, że nie miał komu się wyżalić. Oczywiście, posiadał spore grono kumpli, ale żadnego przyjaciela, ze strachu o zdradę nie dopuszczał nikogo do siebie tak blisko. Nie zwracał uwagi na problem, był przekonany, że sam sobie poradzi. Spostrzegawcze oko nauczyciela wprawiło go w zdumienie. Momentalnie zrobiło mu się miękko, a żeby to ukryć uśmiechnął się życzliwie i przytaknął ochoczo.
- Tak, jak najbardziej zaproszenie jest aktualne. Parę kroków od akademii znajduje się kawiarenka, gdzie serwują dobrą kawę i herbatę, a do tego mają smaczne ciasta – uśmiechnął się szerzej na myśl o smakowitym deserze. Nie był pewien, czy wylewanie problemów przed nauczycielem będzie w porządku, w końcu oznajmił, że miał własne. Nie było lekko i może z tego powodu młody będzie wolał przerzucić się na lżejsze, przyjemniejsze tematy, by znowu uciec od problemów. W każdym bądź razie obaj ubrali wierzchnie ubrania i opuścili budynek szkoły.


[z/t] x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gabriel Levine

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 28/05/2015

PisanieTemat: Re: Główny korytarz   Wto Cze 09, 2015 9:23 pm

[z biblioteki szkolnej]


Tak zafrasowany i niemal w takim samym stopniu pochłonięty przez wymyślanie najodpowiedniejszej zagadki dla znajomego już nieznajomego, budzę się na dobre dopiero, gdy zaliczam bliskie spotkanie z tłumkiem uczniów, na których boleśnie wpadam. Roztargniony chowam telefon do kieszeni -na szczęście nie stłuczony jak te kilka...naście poprzednich cudów techniki współczesnego wieku- i przepraszam jeszcze licealistów na odchodnym, za moją niegodną przecież nierozwagę. Wzdycham i opieram się o ścianę naprzeciw tablicy ogłoszeń na korytarzu i przelotnie przeczesuję dłonią swoje sterczące już na wszystkie strony włosy. No nie. Smukłe palce zamierają przy opadającymi srebrzystym wachlarzem kosmykach. Zgubiłem gdzieś gumkę. Trzecią w tym tygodniu. Co ja najlepszego robię ze swoim życiem?
Nagle, z tego wszystkiego, zaczynam czuć niewyobrażalną potrzebę ponownego spotkania się z tajemniczym mężczyzną. Skąd bierze się to dziwne przeczucie? Może z zaintrygowania osobnikiem? A może po prostu ze zwyczajnej, ludzkiej samotności? Nie wiem. Nie potrafię określić nie tylko tego, ale także tego dziwnego uczucia i przyjemnego w dreszczach ssania w żołądku, gdy jak w transie ruszam do wyjścia, jak nieomal potykam się o własne chude nogi, jak wracam do szkoły jeszcze raz bo przypominam sobie, że powinienem powiesić przy tablicy ulotkę z wynajem mojej kawalerki dla jakiegoś, chętnego płacić godną sumkę oczywiście, przyszłego współlokatora i jak w końcu gdy wypadam poza korytarz aż na dziedziniec i trafiam do swojego smarta czekającego pokornie na szkolnym parkingu. Wtedy kosmyki mam już sterczące wesoło na całego a twarz zarumienioną od mrozu i podniecenia. Przyjemnego, naprawdę przyjemnego podniecenia! Z roztargnieniem sięgam po kluczyki i wrzucam wsteczny. Wiem. Wiem. Wiem. Wiem! Pilnie potrzebuję ''Tako rzecze Zaratustry.'' Kartki. Długopisu. A ostatnie spojrzenie na potargane ubranie uświadamia mi, że do listy dołączy także i niezbędna nowa, w miarę czysta koszula.
I noc z żelazkiem, spędzona na nieudolnym prasowaniu.

[do domu]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główny korytarz   

Powrót do góry Go down
 
Główny korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Prawe skrzydło :: ∎ Korytarze-
Skocz do: