IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Aleja ławek

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Aleja ławek   Pon Lis 18, 2013 10:33 pm

W cieniu rozłożystych drzew można przysiąść na ławkach, będących idealnym miejscem do spotkań w czasie przerwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pon Sty 27, 2014 10:34 pm

Czarnowłosy nastolatek postanowił masochistycznie marznąć na zimnie. Niemal rozleniwiony, siedział na jednej z ostatnich ławek, paląc spokojnie papierosa. Połowę, jak to miał w zwyczaju Vincent - przecież od tego żółkną zęby. Nie miał zamiaru podpaść nauczycielom, zdecydowanie nie miał na to humoru, dlatego siedział jak najdalej od okien, jednocześnie zasłaniając fajkę swoim ciałem. Pety zrzucał niedbale na chodnik, przecież wiatr zwieje wszystko, nim ktokolwiek zorientuje się, że tutaj złamano regulamin. Delektował się nie tylko smakiem miętowego papierosa, ale też lecącą muzyką ze słuchawek, Think Twice Armady. Ruch szczęki, wsunięcie papierosa między rozchylone usta, zaciągnięcie się i wypuszczenie dymu, odchylając leniwie głowę - oto namiętne zajęcie Vinca. A z jaką pasją marnował czas!
Pracował całą cholerną noc, potem szkoła... naturalnie, nie miał ostatnio czasu na dobry sen, czego skutkiem były cienie pod oczami i przyćpane spojrzenie, które i tak chowało się pod powiekami, zupełnie zmęczone rażącą bielą [czyt. widokiem śniegu]. Westchnął ciężko, jednocześnie robiąc białą mgiełkę. Cholerny mróz...
- Close your eyes rewind, I know just what you're thinking... Close your eyes and think of me... - zanucił nagle, chociaż przypominało to raczej niski, leniwy pomruk.
A przyznać trzeba, że Vincent potrafił mruczeć/śpiewać. Przecież na tym zarabiał. Przecież jest gwiazdą!
Rzucił resztę papierosa na śnieg, z jaką kulturą zasypując go śniegiem, jednym, niedbałym ruchem stopy. Energie trzeba oszczędzać! Tym bardziej w zimę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pon Sty 27, 2014 11:07 pm

Blondyn szedł dość szybko w stronę ławek. Złościł się na siebie. Żeby tyle razy się zgubić?! Co prawda do wczorajszego dnia, praktycznie nie wychodził z domu, ba! Od skończenia piątego roku życia, wyszedł tylko raz! Jednak miał dobrą pamięć, więc sądził że sobie poradzi.
Schował twarz głębiej w kaptur bluzy, było naprawdę zimno. Wiatr wiał mu prosto w oczy, więc miał umiarkowane pole widzenia. Dlatego dopiero gdy był kilka metrów od ławki, zauważył siedzącą na niej postać. Siedział tam, jakby nic nie robiąc sobie z zimna.
W Arielu zakwitła nadzieja. Może on wskaże mi drogę? Przyspieszył kroku. Już od dłuższego czasu szukał stołówki. Tylko jakim cudem znalazł się na dworze? Sam nie mógł odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu się szwendał, a po chwili targał nim zimny wiatr.
Kiedy był kilkanaście kroków od niego, usłyszał coś. Jakby ciche nucenie, tylko bardziej melodyjne. Zorientował się że dochodzi od czarnowłosego chłopaka. Patrzył jak wyrzuca niedopałek papierosa. Czy przypadkiem nie ma zakazu palenia?
- Przepraszam... - Zaczął szczękając zębami. Na zewnątrz spędził dobre pół godziny. - M...mógłbyś mi pokazać którędy do stołówki?
Przyjrzał się czarnowłosemu. Był niezwykle blady i miał sińce pod oczami. Może był chory?
- Dobrze się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej... - Zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pon Sty 27, 2014 11:59 pm

Vincent zmusił ciężką głowę i bolące oczy do spojrzenia na chłopca, który do mężczyzny miał jeszcze kilka kroków. Gdyby nie głos, powiedziałbym, że to baba... - przemknęło mu przez myśl. Westchnął ciężko, słysząc pytanie blond dzieciaka. Czyżby nowy?
- Oczywiście, że wiem. Gniję tutaj od jakichś czterech lat. Pytanie tylko, co będę miał z tego, że ci powiem? - miał głos chłodny, chociaż pozytywnie maskowała to jego melodyjność - Podobno na stołówce sprzedają gorącą czekoladę. Możesz mi jedną postawić, nie mam drobnych. - westchnął ciężko, unosząc swoje zlodowaciałe ciało. O cholera, chyba coś mu strzyknęło w kościach...
Matrona zawsze wyglądała jak chorowita duszyczka, przez tę swoją bladą skórę. Już nie raz był przez to w głupiej sytuacji, więc nie raczył skomentować słów chłopaka inaczej, niż:
- Po prostu nie spałem. - wzruszył ramionami, patrząc z góry na chłopca. Vincent był wysoki, nie ulegało to wątpliwości. - A może chcesz się mną zaopiekować? Stołówka jest w budynku. Nie mam pojęcia, co ty robisz na zewnątrz. - prychnął jeszcze, nawet łaskawie wskazując łbem, o który budynek chodzi.
Chociaż w pobliżu nie było innych.
Przetarł krótko zmarznięte ramiona. Teraz, gdy już nie "medytował" i jemu zaczynał przeszkadzać mróz, przez co pospieszył chłopca wzrokiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 4:10 pm

Słysząc odpowiedź czarnowłosego uśmiechnął się szeroko.
- Jasne! Postawię Ci! - Czuł że miał szczęście. Wczoraj Rei, teraz ten chłopak. A podobno ludzie są źli.
Zadrżał trochę kiedy zawiało mocniej. Oby się nie rozchorował. Nie chciał robić sobie zaległości od razu, kiedy tylko pojawił się w szkole.
Patrzył jak chłopak wstaje i chyba strzeliła mu jakaś kość. Albo się Arielowi wydawało. Teraz musiał unosić głowę by spojrzeć czarnowłosemu w oczy. Były ciemnoniebieskie i przenikliwe. jego wzrok przykuł kolczyk w brwi, a zaraz potem dostrzegł drugi w wardze. Miał ochotę ich dotknąć. Co prawda jego brat miał kolczyka w języku, ale to nie to samo co na twarzy. Oczywiście rodzice o nim nie wiedzieli, bo kazaliby go usunąć.
- Jeśli potrzebujesz opieki, to mogę Ci pomóc - Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Chłopak wskazał kierunek głową. - Zgubiłem się. Szedłem korytarzem, skręciłem a zaraz potem znalazłem się na zewnątrz. Okrążyłem cały budynek i dotarłem tutaj - Wzruszył ramionami i objął się ciaśniej, by utrzymać ciepło.
- Tak w ogóle, mam na imię Ariel - Wyciągnął trzęsącą się dłoń.
W sumie nie tylko ona dygotała. Cały blondyn wyglądał jak chihuahua, a z jego wyszczerzem na ustach wyglądało to komicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 4:48 pm

- A czy na twoje oko potrzebuję  jej? - prychnął pod nosem. Pytanie było stanowczo bezsensowne, przecież wiedział, że odpowiedź będzie twierdząca - Jak chcesz mi pomóc, chłopcze? - zapytał się po chwili, z czystej uprzejmości, niżeli zainteresowania. Chociaż wątpił w jego talent "pielęgniarski", a przecież Vincent kocykiem mógł otulić się sam.
Wysłuchał jego wypowiedzi w zupełnej ciszy. Zirytowany, przez kolejne szarpanie wiatru włosami, chwycił je w garść i związał gumką. Sięgnął do głowy chłopca, głaszcząc je z obłudną litością - twarz nie wydawała się być ani trochę zatroskana.
- Ale z ciebie sierotka - skomentował krótko, ewidentnie bez przebłysku empatii. Spojrzał z uniesioną brewką na jego dłoń, którą po chwili pochwycił w swoją. Podobno uścisk mówił wiele o człowieku, a vincentowy był silny (chociaż niebolesny) i pewny.
- Star. Dla ciebie "Pan Star". - posłał mu ten znany, gwiazdorski uśmiech.
Nikt nie powiedział, że Vincent jest łatwy w obejściu, chociaż po przełamaniu lodów - co było sporym osiągnięciem - był znośniejszym, samozwańczym bożyszczem.
- Nie trzęś się tak, to irytujące. Chodź do budynku. - kiwnął głową, samemu idąc nieśpiesznie, wręcz leniwie w kierunku szkoły. Mimo niezadowolenia z temperatury, nadal pokazywał jej swoją ignorancje.
Cholera, poszedłby spać.
- Arielko... - w mig nadał mu swój pseudonim - Jesteś nowy? - uniósł brew pytająco.
Był ciekaw, czy ten był ciapą, czy naprawdę był nową ofiarą tej zgejonej szkoły -  Traditional Royal School.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 5:18 pm

- Witam, Panie Star, miło mi Pana poznać - Przywitał się, jak go nauczono w domu, czyli z szacunkiem i uśmiechem.
Poszedł za Panem S i przyjrzał mu się, dokładnie. Miał powolne ruchy, bladą skórę, podkrążone oczy i wyraźne osłabienie. Jednak dalszą diagnozę przerwało mu pytanie.
- Tak, przyjechałem wczoraj. Może to dlatego się zgubiłem, albo dlatego, że nigdy nie wychodziłem z domu... - Na wspomnienie o domu trochę posmutniał. Wczoraj zapomniał zadzwonić, w sumie to nawet nie wiedział skąd mógłby.
Nagle przypomniał mu się wieczorny incydent i trochę poczerwieniał. Szybko potrząsnął głową, chcąc coś powiedzieć.
- A wracając do Twojego poprzedniego pytania, moim zdaniem należałoby podać ci magnez, kilka witamin wzmacniających odporność, przydałoby się żebyś zjadł coś ciepłego, najlepiej rosół. Także pił herbatę. Jeśli zdarza się to Panu często i czuje się Pan osłabiony, to zalecałbym pójść do lekarza na kontrolne badanie fizykalne i może kilka dodatkowych badań, takich jak morfologia krwi, badanie ogólne moczu, glukoza na czczo, TSH i lipidogram. - Zamyślił się trochę. - Chociaż możliwe, że ma Pan sezonowe osłabienie organizmu, które objawia się w zmęczeniu i nadmiernej senności, zaburzeniu apetytu, apatią, trudnością z pamięcią i koncentracją, spadkiem sił fizycznych, złą kondycją, obniżoną odpornością organizmu, częstymi infekcjami i bólami głowy. W tedy lepiej by zrobił Pan coś dla siebie, na przykład weekend w odprężającym miejscu. - Zakończył swój wykład.Miał całkiem rozległą wiedzę na temat medycyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 5:43 pm

A jednak był nowy. To trochę uspokoiło Vincenta, bo ostatnie czego chciał, to towarzystwo niższych lotów. I nie chodziło tutaj o status społeczny.
Aż przystanął, gdy usłyszał ten monolog Arielki, obserwując go spod rzęs. Zaimponowało mu to, oczywiście, ale o czym on pieprzy? Według czarnowłosego, potrzebował jedynie snu. Uśmiechnął się pod nosem, łącząc pewne fakty.
- Aaach, czyli mam do czynienia z bogatym dzieciaczkiem, albo z chorowitym. Albo jedno i drugie. Nieprawdaż? - zapytał melodyjnie, nieznacznie "schodząc" z tonu.
Nie potrafił ocenić stan majątkowy po arielkowym ubraniu, a szkoda, bo miałby gotową odpowiedź. Westchnął ciężko, jeszcze raz przewijając w głowie monolog chłopca.
- Prowadzę męczący tryb życia. Jestem artystą. Co ty, radia ani telewizji nie masz? - fuknął dumnie, chociaż zdawał sobie sprawę, że nie jest tak znany jak Timberlake, Manson, czy dzieci Disneya, ale przecież już powinni go chociaż kojarzyć! A przynajmniej tak było w mniemaniu Stara.
Czyli, koniec końców, panicz nie ma zamiaru wybierać się do żadnego lekarza. Może posiadał pewną fobię.
- Słuchasz rocka? - zagadnął, ponownie stawiając kroki.
A nuż zyska kolejnego fana.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 6:01 pm

Zdziwił się gdy Pan Star się zatrzymał. Na jego pytanie zachichotał.
- Moja rodzina nie jest przesadnie bogata, jednak firma mojego ojca jest w czołówkach rynku. Moja mama jest lekarzem, a swoją klinikę miała w domu, więc co nieco podłapałem. Cóż mam tendencję do chorowania, ale nie przesadnie.
Uśmiechnął się do czarnowłosego. Tym razem też spotkał ciekawą osobę. Każdy miał inny charakter, a Ariel uwielbiał je poznawać. Ludzka psychika była dla niego jak cukierek dla dziecka. Zaczął sobie chuchać w dłonie.
- Naprawdę?! - Krzyknął.
Artysta!
- Nigdy nie słuchałem radia, ani nie oglądałem telewizji. Rodzice mówili że to niezdrowe dla mojego rozwoju... - Zamyślił się. - Rock... chodzi o gatunek muzyczny? Jest Pan muzykiem? Piosenkarzem? Na czym umie Pan grać? Pewnie jest Pan bardzo rozchwytywany, skoro Pan taki zmęczony. Nie lepiej by było dla Pana, by wziął Pan wolne? - Zaczął rzucać gradem pytań. Jak mógł się powstrzymać kiedy przed sobą miał taką osobistość?! Chciał się dowiedzieć o nim wszystkiego! Co lubi, czego nie lubi... W sumie to o każdym chciał to wiedzieć, ale jego podniecenie nowo spotkaną osobą sięgnęło zenitu. Aż zaczął go okrążać, niczym mała psinka. Czuł się jakby wygrał na loterii. Już nawet nie zważał na zimno, tak był zaintrygowany czarnowłosym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 6:38 pm

Czyli poniekąd zgadł, a poniekąd się pomylił. Vincent sądził, że na medycynę idą dzieci głównie z bogatszych rodzin, albo kujonki, do których zapewne zaliczał się towarzysz. Mruknął w odpowiedzi, żeby dać znać, że jeszcze kontaktuje ze światem. A potem... Został zgnieciony lawiną pytań, a blond włosy zaczął go okrążać, niczym cenny i ciekawy eksponat. Uroczy, pomyślał. I to w sposób, w jaki (na razie) nie wkurzał Vincenta. Trzeba przyznać, bardzo lubił być w centrum uwagi, więc zachowanie Arielki sprawiło, że gwiazdorskie ego zostało połechtane. Aż znowu przystanął, coby mógł się naoglądać. Chrząknął, no to w kolejności:
- Vincent Christopher Star, aktor i piosenkarz. Jestem rockowym wokalistą, chociaż potrafię grać na skrzypcach i pianinie. A jestem zmęczony, bo dostałem główną rolę u dość znanego i wymagającego reżysera, z czym idzie, że oprócz kręcenia muszę udzielić kilka wywiadów. - wyjaśnił chłopcu, na chwilę zupełnie tracąc znany chłód w głosie.
W pewnym momencie chwycił towarzysza za ramię, coby zatrzymał swój obchód i pochylił się lekko nad nim, chociaż z pewnością nie dwuznacznie. Wykrzywił usta w uśmiechu, po czym przesunął językiem po ustach, w zamyśleniu. Wciąż miał w uszach jedną słuchawkę. Leciał ostrzejszy kawałek Bring me the horizon.
- Co powiesz na to, aby po kakao pójść do mnie? Mógłbym puścić ci jedną ze swoich płyt, hmm? - uniósł brewkę pytająco. Nie była to jedna z tych niemoralnych propozycji.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 7:19 pm

Przyglądał mu się z każdej strony. A kiedy usłyszał Odpowiedzi na pytanie prawie podskakiwał. To była pierwsza znana osoba jaką poznał. I w dodatku gra główną role w filmie! Był bardzo szczęśliwy.
Popatrzył zdziwiony, kiedy czarnowłosy go złapał na ramiona. Widział jak tamten się uśmiecha a następnie oblizuje wargi. Oczy mu zabłyszczały, jak usłyszał propozycję Pana Star'a.
- Tak, bardzo chętnie! - Mógł posłuchać jego płyty! - Pierwszy raz będę słuchał czegoś co nie jest muzyką klasyczną! Nie mogę się doczekać! Dziękuję, Panie Star.
Patrzył się na nowo poznanego kolegę z podziwem na twarzy i ufnością w oczach. Zastanawiał się ile jeszcze nowych rzeczy pozna. Rei pokazał mu co to seks. A czego nauczy się od tego granatowookiego chłopaka? Ruszył raźno przed siebie, praktycznie podskakując jak mała dziewczynka. Zapomniał o zimnie i myślał już tylko o tym, o czym powiedział mu Pan Star.
- Ja też umiem grać na pianinie, Panie Star. Co prawda nie jestem wybitnie uzdolniony w tym kierunku, ale coś tam zagrać umiem. Moim ulubionym utworem jest "Sonata Księżycowa" Beethovena. Chciałem nauczyć się tego, ale nie wychodzi mi nawet w połowie tak pięknie... Na jakim jest Pan profilu? Chyba że nie jest Pan uczniem, to w takim razie przepraszam. - Uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 7:47 pm

-  Nie gardzę muzyką klasyczną, ale musisz spróbować czegoś innego. Rozkoszuj się swoją niecierpliwością, albowiem moje płyty są boskie. Nigdy nie wypuściłbym chłamu. - odparł, puszczając oczko chłopakowi.
W mig dostrzegł tę ufność w oczach towarzysza. Jak na zawołanie mroczny, złośliwy głosik zaczął szeptać, namawiając do wykorzystania tego. Sadystyczna dusza poczuła dreszcz, biegnący wzdłuż kręgosłupa na myśl, że mógłby sprawić, iż na tej uroczej twarzyczce znalazłyby się łzy. Żadne z tych uczuć nie dało się rozczytać z twarzy tego aktora, a on sam musiał obejść się smakiem. Dzielił pokój z kochankiem, nie mógł sobie na to pozwolić. Wypuścił powietrze z płuc ze świstem.
- Jesteś gadatliwy, Ariel. - stwierdził sucho. To wcale nie był komplement. Doskwierała mu delikatna migrena - Mógłbym to z tobą kiedyś zagrać. Grałem to na konkursie mając czternaście lat. Musiałbym tylko przypomnieć sobie nuty. - stwierdził po dłużej chwili, wzruszając ramionami.
Był bardzo utalentowany muzycznie, jednak takie osiągi nie zdobywa się tylko tym - prawda jest taka, że Vincent po prostu nie miał dzieciństwa.
- Masz telefon? Podasz mi swój numer, a ja napiszę, gdy tylko będę miał czas i zagramy. - mruknął, już wyciągając swój sprzęcik z płaszcza.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 8:05 pm

- Ha ha! Często mi mówią, że jestem nadpobudliwy! - To była prawda. Choć mało osób znało Ariela, to jednak każdy w mig twierdzi, że mały jest dość... specyficzny.
Jakaś inna osoba, która byłaby zamknięta przez pół życia, pewnie by się izolowała. Blondyn natomiast łasił się do każdego, próbując poznać nowe osoby, od razu dając im w prezencie pakiet zaufania. O dziwo jeszcze nikt go nie nadużył.
Tak było i teraz w tej szkole. Gdyby rodzina wiedziała jakie osobistości tu chodzą to w życiu nie pozwoliliby maluchowi nosa wystawić poza drzwi. W sumie i tak na początku nie chcieli. Dopiero wujek Sam, namówił ich na to, by Ariel poszedł do tej szkoły.
- Naprawdę? - W jego oczach znów błysnęły iskierki. - Jej! Nie mogę w to uwierzyć! - Zaśmiał się.
Tyle miłych ludzi chodzi do tej szkoły! Zobaczył że czarnowłosy wyciąga jakieś urządzenie z kieszeni.
- Komórkę? Nie, nie mam komórki... Mogę zobaczyć twoją? Łaał! Pierwszy raz widzę taką z bliska! Jak się jej używa? - Zapytał.
Tak, tak. Można napisać cały esej o błędach w wychowaniu, popełnionych przez jego rodziców. Mamy XXI wiek! I żeby siedemnastolatek nie widział komórki, albo nie wiedział czym jest seks... Ale cóż poradzić kiedy ma się na tyle bogatych rodziców, którzy mogą załatwić domową edukację? W dodatku śmiertelnie przerażonych myślą że kolejny taki wypadek może się zdarzyć ich najmłodszemu dziecku? Raczej nic. W końcu, kto bogatemu zabroni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Sty 28, 2014 8:30 pm

Vincent zmarszczył brwi, patrząc na dzieciaka jak na - ładnie mówiąc - idiotę. Jak można w tych czasach nie wiedzieć, czym jest komórka? Jak się jej używa? Litości. Zachowywał się, jakby pierwszy raz na oczy widział ten sprzęcik, a jeśli faktycznie tak jest... gratulować opiekunom metod wychowawczych.
Komórka wylądowała przed nosem dzieciaka, jednocześnie nie dał jej nawet tknąć. Ten sprzęcik to świętość dla Gwiazdki, przeto musiał mieć kontakt ze swoją menadżerką. Zaraz schował ją z powrotem do kieszeni i westchnął ciężko. Jakie to kłopotliwe...
- Profil muzyczny, oczywiście - odpowiedział mu w końcu - ... więc będziesz mógł mnie złapać po zajęciach. Zobaczymy, czy będę miał czas. - powiedział niemal z łaską, ruszając do budynku.
Chwycił przy okazji dzieciaka za kark swoją lodowatą dłonią, prowadząc go władczą i pospieszającą ręką, coby znowu nie zaczął niepotrzebnie paplać lub skakać. Na wszelkie pytania odpowiadał zbywającym mruknięciem. I tak zniknęli z mrozu.
Vincent nadal nie potrafił nadziwić się tym, jak ci masochiści w oddali mogli rzucać się śnieżkami.

[z/t] x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Striełok
Kapitan drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 31/01/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pią Kwi 11, 2014 1:49 pm

Przerwy zawsze były czymś pięknym i Striełok uważał, ze powinni nagrodzić pomnikiem osobę, która postanowiła coś takiego wymyślić. Zatem teraz postanowił sobie zrobić taką pauzę miedzy zajęciami, a ze powoli robiło się ciepło to wyszedł na dziedziniec. Ale co go to zdziwiło, jak na taką porę dnia było zaskakująco mało ludzi. Wręcz mógłby policzyć palcami. Podrapał się po policzku, ale w sumie, co go to interesowało, gdzie są inni i co porabiają. Jakby było jakieś zebranie czy apel, to przecież wiedziałby o tym. Zawsze wiedział. To dziwne, pomyślał tylko i ruszył dalej dziedzińcem w boczną alejkę, gdzie mieściły się ławki. Skoro zdecydował się zrobić sobie przerwę, to w stosownym miejscu. Odetchnął głęboko. W sumie, to miał jakby takie wyrzuty sumienia, ze zamiast się uczyć do powtórkowego egzaminu, ucina sobie małą przerwę. To takie niestosowne. ale tez musiał o siebie dbać. A ze zmęczonej głowy nic mu nie przyjdzie. Zatem szedł sobie dalej, trzymając ciemnobrązową teczkę pod pachą.
Znalazł w końcu idealne według niego miejsce do odpoczynku i klapnął dupskiem na belkach ławki. Chwilę tak siedział, dając sobie chwilę na przyswojenie organizmu to zmienionej pozycji i dopiero potem zaczął grzebać w torbie. Wyciągnął jakiś mały sok i upił kilka łyków, po czym przypatrywał się przez chwilę to szkłu to otoczeniu. Za spokojnie. Ale to dobrze. Nie musiał się z nikim przecież teraz zadawać. Upił jeszcze parę łyków i schował butelkę. Oparł się o ławę plecami i oddał się lenistwu.

_________________

    Und immer wenn mein Herz nach dir ruft
    und das Chaos ausbricht in mir drin,

    schicke ich meine Soldaten los,
    um den Widerstand niederzuzwingen.

    Immer wenn mein Herz nach dir ruft
    und es brennt in den Straßen in mir drin,

    befehle ich meiner Armee alles zu tun,
    um es wieder zum Schweigen zu bringen.

    Bis es geknebelt, gebrochen ist und weggesperrt
    und mir endlich gehorcht mein armes Herz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien

avatar

Liczba postów : 97
Join date : 07/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Nie Kwi 13, 2014 4:53 pm

Szedłem powoli przed siebie i wzdychałem. Miałem teraz okienko między lekcjami i nie wiedziałem co z sobą począć. W szkolnym budynku było tak ponuro cicho na korytarzu w czasie lekcji, jakoś nie lubiłem tam przebywać. Czy ławki na zewnątrz nie były idealne, szczególnie w taką pogodą? Chciałem iść na okienko do taty, ale miał niestety lekcje i nie mogłem mu przeszkadzać. Moja klasa całą chyba się gdzieś wybrała, ale nie chciałem iść z nimi. Jakoś nie czułem się dobrze w takim dużym, głośnym towarzystwie. Wolałem spokojniejsze osoby i to w ograniczonej ilości. Podniosłem głowę, by się rozejrzeć gdzie usiąść i zauważyłem w oddali znajomą twarz. Tak! Dobrze widziałem! Mój korepetytor i jedną z niewielu osób przy których dobrze się czułem. Był sam, więc chyba nie byłby zły jakbym podszedł. Tak więc zrobiłem. Stojąc już przy nim, delikatnie się uśmiechnąłem i dotknąłem jego ramienia.
- Hej. Dawno się nie widzieliśmy. - powiedziałem wesoło, ciesząc się z tego spotkania. Zawsze dobrze mi się z Sebastianem rozmawiało, nawet jeśli nie były to nie wiadomo jak długie i owocne rozmowy. - Mogę się przysiąść?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Striełok
Kapitan drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 31/01/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Wto Kwi 15, 2014 7:30 pm

A ten sobie siedział bez większego celu i w pewnym momencie nawet już przestał zwracać uwagę na otoczenie. Było względne spokojnie, a on zaczął już odpływać w wir własnych przemyśleń i udziwnień. Jak zwykle jak nie miał akurat nic do roboty. Choroba, którą musiał przebyć nieznacznie się już u niego objawiała. Ot, czasem tylko pociągnął nosem czy coś. Po za tym czuł się wręcz wybornie.
Wtem coś rozproszyło całkowicie jego skupienie i domyślał się, że ktoś go zaczepił. Ułamek sekundy i jego twarz przybrała niebezpiecznie zły wyraz. I już od razu miał na wstępie opryskliwie zaznaczyć, żeby ten ktoś sobie poszedł, ale gdy spojrzał to tylko tak przez chwilę rozdziawił gębę i zaraz się rozpogodził. Ot, jakby za pomocą magicznej różdżki przestał się gniewać na raz na cały świat. Miał to szczęście tym razem, że to nie była przypadkowa osoba. Spojrzeniem chłodnego oka przywitał go, ale to nie było nic złego. Można powiedzieć, ze tak jak zwykle. Musiał tylko trochę przekręcić głowę by go widzieć całego.
- A no... hej - Uśmiechnął się trochę szerzej drapiąc się dłonią po potylicy - Pewnie, siadaj - Dodał, przysuwając swoje rzeczy do siebie i przemieszczając siedzenie swoje w prawą stronę tak by sobie mógł jego kolega usiąść obok - Też się Tobie nie chce siedzieć w tym zaduszonym budynku, nie? - Spytał dopiero wtedy, kiedy ten już sobie usiadł na ławce obok niego.
Wytarł nos chusteczką. Miał tylko nadzieję, ze się tutaj za bardzo nie zasiedzi. Niby powinien się uczyć, ale cóż. Nawet teraz mu się specjalnie do akademika nie chciało zachodzić po resztę książek. Zatem sobie po prostu pogada, skoro już nadarzyła się okazja. w sumie, minęło parę dobrych dni odkąd ostatni z kimś na luzie zamienił parę słówek i nie dotyczyło to bezpośrednio lekcji.

_________________

    Und immer wenn mein Herz nach dir ruft
    und das Chaos ausbricht in mir drin,

    schicke ich meine Soldaten los,
    um den Widerstand niederzuzwingen.

    Immer wenn mein Herz nach dir ruft
    und es brennt in den Straßen in mir drin,

    befehle ich meiner Armee alles zu tun,
    um es wieder zum Schweigen zu bringen.

    Bis es geknebelt, gebrochen ist und weggesperrt
    und mir endlich gehorcht mein armes Herz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien

avatar

Liczba postów : 97
Join date : 07/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pon Maj 05, 2014 6:18 pm

Usiadłem obok niego mając lekki uśmiech na twarzy. Cieszyłem się bardzo, że go widzę. Sam od dawna z nikim nie rozmawiałem tak... Wkładając w to zainteresowanie. No, pomijając rozmów z tatą czasem w domu przy posiłku, czy w czasie spędzania wspólnie wieczoru. Nie miałem za wielu przyjaciół, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Lepiej mieć jednego, a prawdziwego niż stu fałszywych. Uśmiechnąłem się do niego ciepło.
- Mam teraz okienko między lekcjami, będę musiał się potem zbierać z powrotem do szkoły. Jak ucieknę, tata się dowie - zaśmiałem się cicho. Przy niewielu osobach czułem się tak swobodnie - Tak... W szkole jest dużo drażniących głośnych osób. Na zewnątrz jest ciszej i spokojniej jak lubię... I jak widocznie ty lubisz, prawda? - rozejrzałem się dookoła podziwiając przyrodę. Lubiłem malować krajobrazy, ale niestety obecnie nie miałem przy sobie nic, czym mógłbym przynajmniej naszkicować. Po krótkiej chwili moje zainteresowanie z przyrody przeniosło się znowu na Sebastiana. Zastanawiałem się jaki mogę temat poruszyć. Sebastian także nie należał do rozmownych osób, więc powinienem się bardziej postarać by podtrzymać jakąś rozmowę.
- Przyroda jest piękna, prawda? - palnąłem pierwsze co mi chodziło po głowie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Striełok
Kapitan drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 31/01/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pią Cze 20, 2014 11:05 am

Podrapał się po policzku. Kiedy tak Damien może nawet zupełnie przypadkowo wspomniał o swoim ojcu, ten poczuł ukłucie w żołądku. Może i ojciec miał na niego wyjebane co robi tutaj, bo jest w sumie daleko, ale mimo wszystko. Fakt, że raz mu się zdarzył oblać egzamin nie świadczył o nim za najlepiej. I miał szczerą nadzieję, że ojciec się o tym nie dowie, bo cholera wie co by się wtedy stało. Człowiek sukcesu nagle zmiażdżony przez jedną, jedyną porażkę. To takie uwłasczajacące i miażdżące.
Ale powracając do Damiena, bo jednak w gruncie rzeczy nie powinien myśleć o pierdołach jak już rozmawia, bo zaraz by pomyślał, ze się go ignoruje czy coś.
- Jak uciekniesz raz na ruski rok, to chyba krzywda by ci się nie stała - Mruknął, kaszlnąwszy raz w pięść - Jakoś wybitnie się nie utożsamiam z tymi osobami. Chyba w ogóle... mało z kimkolwiek rozmawiam - Uśmiechnął się szeroko. Mimo wszystko, zabawnie to wyglądało, tutaj mówi o swojej rosnącej ignorancji, a tak to rozmawia sobie z Damienem jak z bardzo dobrym kolegą. Przynajmniej z nim mógł, nie sądził, żeby był jakimś paplą, a poza tym to bardzo spokojny chłopak przecież. Idealne rozwiązanie dla kogoś takiego jak Sebastian, który mało co znosiła bardziej hałaśliwe osoby.
Zamyślił się chwilę kiedy wspomniał o przyrodzie.
- Ta... może i tak. Ale tutaj nigdy nie zobaczysz żadnych cudów przyrody - Odparł wzruszając ramionami.
Ta, nie tutaj. Ale jak nie tutaj to gdzie? Striełok nigdy nie miał okazji przemieścić się dalej, niż na obrzeża Londynu. A tam i tak nie za wiele zobaczy. W parku jest zwykle za dużo ludzi. Taka przykra sprawa.
Delikatnie pociągnął nosem.

_________________

    Und immer wenn mein Herz nach dir ruft
    und das Chaos ausbricht in mir drin,

    schicke ich meine Soldaten los,
    um den Widerstand niederzuzwingen.

    Immer wenn mein Herz nach dir ruft
    und es brennt in den Straßen in mir drin,

    befehle ich meiner Armee alles zu tun,
    um es wieder zum Schweigen zu bringen.

    Bis es geknebelt, gebrochen ist und weggesperrt
    und mir endlich gehorcht mein armes Herz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien

avatar

Liczba postów : 97
Join date : 07/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Nie Cze 22, 2014 11:02 am

Uciec? Damien nigdy w życiu wcześniej nie uciekał... Bał się reakcji taty. Ethan do wrednych i okrutnych ludzi nie należał, a na pewno nie dla swojego synka. W sumie wręcz przeciwnie! Był najlepszym, najukochańszym ojcem na świecie! Damien nie chciał by było mu smutno i myślał, że źle go wychował... Dlatego był grzeczny. Poza tym miał też i taki charakter, który nie pchał go nigdy do buntu.
Kiedy Sebiastian powiedział, że mało z kimkolwiek rozmawia, Damien poczuł takie ciepełko w środku. Czuł się wyjątkowo, a to sprawiało mu dużą radość. Mimowolnie się lekko zarumienił.
- Też nie mam za bardzo z kim rozmawiać... Ludzie w szkole są wredni. Ostatnio znowu mnie zaczepiali i dokuczali... - spuścił głowę. Znowu humor mu się odmienił. Poczułem się jak jakieś bezużyteczne, bezbronne zwierzątko, pozwalające się innym maltretować. Ale co mógł poradzić, skoro nie umiał się bronić? Nieświadomie złapał się za rękę, gdzie miał największe i najbardziej bolące siniaki. Jednak musiał się szybko ogarnąć, nie chciał przecież psuć atmosfery i humoru swojemu przyjacielowi.
Zdziwił się na opinię Sebastiana na temat przyrody. Przecież wszystko jest piękne! Wstał z ławki i stanął za Striełokiem, zasłaniając swoimi drobnymi rączkami jego oczy. Ta śmiałość kosztowała go dużo samozaparcia. Nachylił się nad jego uchem.
- Nie słuchaj ludzi... Wyobraź sobie, że jesteś tu całkowicie sam... Ty i przyroda. Wsłuchaj się w śpiew ptaków i szum drzew... To samo w sobie już jest piękne... - szeptał powoli i spokojnie mały Arslan. Chciał by dojrzał to co młody zawsze widzę w naturze. Gdziekolwiek było coś zielonego i naturalnego, to było piękne! Zwierzęta także były piękne! No nawet ludzie... czasem.
Trochę tak siedzieli, a Damien stracił rachubę czasu. Rozmawiało się mu bardzo dobrze ze Strełokiem, że aż nie chciał tego przerywać. Ale cóż... Czas gonił, a przecież jest i szkoła, i dom... Młodsze grzecznie się pożegnał ze starszym kolegą i pobiegł do domu. Przypuszczał, że oberwie mu się za opuszczone lekcje... No trudno. Zawsze jest ten pierwszy raz.
[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Sro Cze 03, 2015 9:54 pm

Zajęcia w szkole mijały mu dość szybko, choćby dlatego, że w myślach miał tylko jeden cel – rozmowa z Percym zaraz po zakończeniu wszystkich lekcji. Już w pokoju nauczycielskim sprawdził rozkład zajęć uczniów będących na profilu geograficznym i z zadowoleniem zauważył, że on i młodszy kochanek kończą o tej samej porze. Rzadko kiedy nie ma na głowie treningu szkolnej drużyny piłkarskiej. Chciał więc złapać nastolatka i na spokojnie z nim porozmawiać. Był mocno zaniepokojony tym, czego dowiedział się podczas wymiany wiadomości tekstowych z Lee. Sprawa narkotyków wciąż się za nimi ciągła, na dodatek został w nią zamieszany kolejny nauczyciel. Zoolog nie należał raczej do tych troskliwych pedagogów, a jednak pomógł Percivalowi w opałach. Baldric obiecał sobie mu to wynagrodzić, nawet obiecał wpaść do niego z alkoholem i jedzeniem, ale najpierw zamierzał wyjaśnić całą sytuację z chłopakiem. Ktoś go pobił i straszył nożem, więc Bóg jeden wie, co mogło się wydarzyć, gdyby Lee nie zareagował! I Percy nawet słówkiem o tym incydencie nie wspomniał, a przecież powinien! Jeden telefon ze wzmianką o tym sprawiłby, że Bald zrobiłby wszystko, aby jak najszybciej go zobaczyć i wspomóc w miarę możliwości.
Kompletnie nie potrafił się skupić podczas zajęć. Po ostatniej przeprowadzonej lekcji złożył klucz od sali, następnie z torbą na ramieniu skierował się w stronę głównego wejścia. Stał przed nim jak kołek, nieco się niecierpliwiąc, ale ku jego szczęściu nie dane mu było długo wyczekiwać ryżowłosego. Gdy tylko go dostrzegł, zbliżył się, ostrożnie chwytając go przy tym za łokieć. Znalazł się dość blisko nastolatka, jednocześnie zachowywał jako taki dystans, w końcu narażeni byli na spojrzenia innych.
- Musimy pogadać – zaczął poważnym tonem, w ten sposób podkreślając powagę całej sytuacji. Nie zaczepiałby go pod szkołą, gdyby chodziło o błahostkę. Delikatnie go trzymając za łokieć, zaraz poprowadził go w stronę alei ławek, gdzie przystanął przy jednej z nich. Sam nie zamierzał na niej usiąść, jakoś nie miał ochoty, zwłaszcza, ze na samą myśl o niedawnym pobiciu coś w nim wrzało.
- Dlaczego nic mi nie wspomniałeś o tym, że napadli cię jacyś chuligani? Nie ufasz mi? Przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
To normalne, że chce być oparciem dla swojego kochanka, ale jak ma nim być, kiedy Percy o niczym mu nie mówi? Zataja tak ważne rzeczy, czego nie powinien robić. Każdy związek polega na wzajemnym zaufaniu, a tymczasem okazuje się, że tego bardzo im brakuje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pią Cze 05, 2015 10:26 am

Percy po ostatnim feralnym pobiciu nie pokazywał się w szkole przez cztery dni, chcąc, aby opuchlizna znacznie się zmniejszyła i aby już mniej widoczny siniak nie rzucał się w oczy. W szkole poinformował, że jest chory i pojechał do rezydencji. Oczywiście ojcu było to na rękę i nawet zwolnienie ze szkoły syna nie było dla niego problemem. Bladricowi napisał, że kilka dni zostaje w domu bez podania przyczyny. Mimo to był nie idiotą i wiedział, że mężczyzna prędzej czy później dowie się o całym zajściu od pana Adamy. Miał tylko nadzieję, że będzie to dużo później, gdyż na obecny moment miał już dość wrażeń. Domyślał się, że Bald nie będzie zachwycony kolejnym jego przemilczeniem sprawy i pozamiataniem jej pod dywan. Był zmęczony ciągłymi kłopotami, które przyklejały się do niego niczym niechciany rzep. A najbardziej dobijał go fakt, że angażuje w to wszystko nauczyciela narażając go na niemałe problemy. Gdyby tylko wyszło na światło dzienne, że Cornwell nie robi tego z dobroci serca, a emocjonalnej więzi z Percivalem pewnie w szkole byłby Sajgon.
Do szkoły wrócił wyglądając całkiem w porządku. Kiedy skończył zajęcia chciał się ulotnić do akademików i tam odpocząć. Ale już z daleka dojrzał kochanka i wiedział co się święci. Przeklął w duchu na cholernego zoologa, który musiał wszystko wygadać. Zbliżył się do Baldrica, domyślając się, że czeka ich poważna rozmowa.
- Domyślam się – mruknął idąc za nim. Dał mu się odciągnąć w stronę ławek, na której zaraz usiadł. Podrapał się po czole w milczeniu, czekając na lawinę pytań. Nie musiał długo ich wyczekiwać. Pierwsza salwa padła bardzo szybko, a on jedynie wziął głęboki wdech próbując wziąć się w garść i na spokojnie to wyjaśnić.
- Baldric. To nie jest takie proste, jak ci się wydaje – zaczął standardowo. Typowa wymówka. - To stało się tak szybko, nie chciałem cię martwić. Już i tak jestem dla ciebie wielkim problemem. Ciągle tylko masz jakieś nieprzyjemności przeze mnie – mruknął, patrząc na niego. Wiedział, że to nie koniec. Zapewne na tym to się nie skończy. Cornwell był typem faceta, który drąży i oczekiwał od kochanka, aby ten niczym na spowiedzi wszystko mu wyśpiewał. Percival z anielską – co jest dziwne – cierpliwością starał się mu wytłumaczyć całe to zajście.
- To nie tak, że ci nie ufam. Ale ciągle oglądasz mnie w fatalnym stanie. Ciągle widzisz mnie jako kupkę nieszczęścia. Jako nastolatka. Chłopaka, który potrzebuje wiecznie opieki. Ja nie jestem taki. Nigdy nie miałem takich akcji i chce sobie z nimi jakoś poradzić. Ale do cholery to nie jest takie proste, bo ciągle coś zwala się innego mi na głowę. To męczące. I boję się, że i ciebie w końcu to zmęczy – wyrzucił z siebie wszystko na jednym wydechu. Spodziewał się wybuchu wulkanu, przecież takie zatajenie nie ujdzie mu na sucho. Ostatnio praktycznie przez Percivala ciągle się kłócili, a on aż nazbyt zdawał sobie z tego sprawę. A tą sprawą tylko wszystko pogorszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pią Cze 05, 2015 5:22 pm

Trudno mu było zachować spokój, zresztą, jak zwykle, gdy tylko rozchodziło się o jego młodszego kochanka. Serce mu prawie wyskoczyło, gdy przeczytał wiadomość od Lee na temat tego pobicia. A potem otrzymał wiadomość od Percivala, że nie będzie go przez kilka dni w szkole, z kolei w szkole dyskretnie się dowiedział, iż nieobecność spowodowana jest chorobą. Oczywiście w żaden zachorowanie nie wierzył, a wyobraźnia podsuwała mu myśli o złamanych żebrach lub innych bardzo groźnych skutkach niedawnej konfrontacji. Jednak nie wydzwaniał z pytaniami, w końcu nie chciał wyjść na desperata, jak i również chciał dać nastolatkowi czas do pozbierania się i namysłu nad tym, co dalej. Naprawdę się martwił i to jak cholera, przez co nie potrafił zrozumieć postępowania różowowłosego. Milczenie między nimi było tak męczące, przynajmniej dla zaniepokojonego mężczyzny.
Udało mu się złapać go po szkole i zaciągnąć do alei ławek, gdzie rzadko kiedy kręcili się uczniowie. Zazwyczaj bywano tu między przerwami, a nie tuż po lekcjach, więc mogli na spokojnie porozmawiać. Niestety, Baldric nie miał ochoty, by usiąść, co zrobił Percy. Stał więc przed nastolatkiem, nie spuszczając z niego zatroskanego spojrzenia. Oczywiście, był nieco zły za zatajenie przed nim sprawy, ale nie zamierzał robić kochankowi wyrzutów. Przede wszystkim na początek go wysłucha i postara się zrozumieć, taki przynajmniej miał zamiar. Raz już popełnił błąd, gdy dał się ponieść emocjom, dlatego w obecnej chwili bardzo uważał na swoje zachowanie. Ale zaraz wyleciał z tymi wszystkimi pytaniami, kolejny raz poddając wątpliwości więź między nimi, kiedy napomknął o braku zaufania.
Na pierwsze słowa chciał natychmiast zaprzeczyć i zadeklarować, że zawsze będzie dla niego wsparciem, jednak zamknął usta tak samo szybko, jak je otworzył, dając chłopakowi odpowiedzieć na kolejne pytanie. Otrzymał spokojną i przemyślaną odpowiedź, przez co ta wydała mu się niebywale dojrzała. Percy był jego kochankiem, ale wciąż spoglądał na niego przez pryzmat jego wieku. Z jednej strony nie był już dzieckiem, z drugiej zaś nie był w pełni dorosły. Wraz z upływem czasu fakt ten okazywał się coraz większą przeszkodą, na którą obaj nie mogli nic zaradzić. Dopóki Percy nie będzie w pełni samodzielny, trudno im będzie stworzyć trwały związek.
- Rozumiem cię – wyznał cicho, ostrożnie zajmując miejsce na ławce obok niego. Przyglądając mu się z uwagą, dyskretnie chwycił jedną z jego dłoni i splótł ich palce razem z drobnym uśmiechem. Kciukiem masował wierzch jego dłoni, aby nacieszyć się gładkością młodej skóry. Sam nigdy nie chciał być ciężarem dla najbliższych, zwłaszcza, że od najmłodszych lat czuł się jak ten zbędny dla babci balast. Nadal doznawał takiego odczucia, nie zdradzając się z nim przed swoją opiekunką.
- Dla mnie nie jesteś ciężarem. Dałeś mi już tyle wspaniałych rzeczy, chociaż możesz nie zdawać sobie z tego sprawy. Ja po prostu chcę być częścią twojego życia, dlatego niestraszne mi problemy, jakie nas napotkają, dopóki walczymy z nimi razem. Nie chcę być twoim opiekunem tylko wsparciem.
Dyskretnie rozejrzał się, po czym puścił jego dłoń i objął go ramieniem, przyciągając go zaraz do swego boku. Ostrożnie ucałował też czubek jego głowy, wdychając przy tym zapach miękkich włosów, za którym bardzo się już stęsknił przez ostatni czas.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pią Cze 05, 2015 6:40 pm

Przynajmniej raz się nie pokłócili. Dobre i tyle.
- Jestem dla ciebie destrukcyjny, Bladric. – Westchnął w końcu ciężko. Zdawał sobie od jakiegoś czasu sprawę, że swoją osobą niszczy nauczyciela, którego wręcz torturował podobnym zachowaniem. Wiedział, jak bardzo mężczyzna to przeżywa i jak się martwi, a pomimo tego nie miał litości. Czy to znaczyło, że był egoistyczny?
Zagryzł mocniej wargę, jednak pogładzony po wierzchu dłoni rozluźnił się nieco. Przestał maltretować już i tak cała obskubaną wargę, i oparł skroń o jego ramię. Nawet nie myślał o konsekwencjach tego, że ktoś mógł ich podpatrywać. Miał cichą nadzieję, że to potajemne spotkanie ujdzie im na sucho. Chociaż jedna rzecz pójdzie po ich myśli. Na szczęście nikt nie zakłócał im spokoju. Nikogo nie było. Spokojnie mogli ze sobą porozmawiać a nawet poprzytulać.
- Jesteś. Ale czasem wydaje mi się, że traktujesz mnie jak chłopca. I czasem mnie to trochę dobija. Niby chce z jednej strony być dorosły, pokazać ci, że potrafię bo zawsze dawałem sobie radę, a z drugiej kompletnie się rozsypuję, bo jestem oskarżony o handel narkotykami. To jest chore – wyrzucił na wydechu. W końcu to z niego zeszło. Wiedział, że Bald zacznie zaraz zaprzeczać, jednak obaj wiedzieli, że różnica wieku między nimi jest odczuwalna. Nie chciał się z nim rozstawać, ale czasem zastanawiał się czy nauczycielowi nie byłoby łatwiej bez niego. W końcu był trenerem piłki nożnej i mógł mieć każdego. Z tego co słyszał chodziły plotki po szkole, że ostatnio spotkał się z jakimś uczniem poza lekcjami. Jack. Znał kolesia z widzenia, jednak nie miał zamiaru wszczynać awantur z byle powodu. Ufał Baldricowi, jednak wiedział, że ten ma wzięcie. Martwił się o potencjalnych rywali, chociaż karmił się złudzeniami, że ma w sobie coś, czego oni nie posiadają.
- Specjalnie na mnie czekałeś? – zapytał, kładąc dłoń na jego udzie i masował go po nim. Leniwymi i powolnymi ruchami. Strasznie za nim się stęsknił i wszystko w środku krzyczało, aby znowu zaciągnąć go do łóżka i zasmakować go.
- Tęskniłem za tobą – zamruczał nisko, zbliżając zwilżone usta do ucha nauczyciela, które zaczepnie trącił językiem. Dał mu jasny komunikat, jak bardzo za nim tęsknił. Jednak co się dziwić, po ostatnich okolicznościach rzadko kiedy mieli czas na zbliżenie, a po ostatnim napadzie na niego zniknął z jego pola widzenia pozbawiając ich obu jakiekolwiek bliskości.
- Myślałeś o mnie? – zagadnął, trochę prowokująco. Podpuszczał go. Chciał oderwać od nauczyciela posępne myśli, które na pewno zaprzątały jego głowę. Teraz byli sami. Sami dla siebie i w końcu mogli się cieszyć własnym towarzystwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Aleja ławek   Pią Cze 05, 2015 7:35 pm

Wniosek, iż Percy miałby rzekomo działać na niego destrukcyjnie, uznał za bezpodstawny i bardzo niemądry, co zresztą zakomunikował długim i nad wyraz poważnym spojrzeniem. Z początku nie skomentował tych słów, za to musnął opuszkami palców jego policzek, chcąc mu w ten sposób dobitnie uświadomić, że absolutnie się z nim nie zgadza. Jednak czasem trzeba powiedzieć coś wprost, aby druga osoba zrozumiała przekaz, dlatego jednak zdecydował podjąć się tego tematu.
- Dla ciebie warto ulec destrukcji – wyrzucił z siebie żartobliwie i uśmiechnął się delikatnie kącikami ust, jakby ledwo mając siłę na ich uniesienie. To prawda, że przez długi czas się martwił, zwłaszcza, przez to całe milczenie, jednak to nie niszczyło mu życia. Bardziej zabolałoby go rozstanie, dlatego też nie zamierzał do niego dopuścić. Chciał być z Percym niezależnie od wszystkiego, choć trudno było ukrywać związek przed całym światem. Również nie uśmiechała mu się wizja utraty posady, gdyby ktoś się o nich dowiedział, ale mógł przecież znaleźć inną pracę, tylko już nie w żadnej brytyjskiej szkole.
Uważnie wysłuchał jego kolejnych słów, biorąc je sobie do serca. Sam czasem czuł, że przesadza z tą troską i ogranicza nią swojego kochanka. Po prostu był tak młody, a Bald chciał mu pomóc uniknąć wielkich życiowych błędów, jako ten starszy i niby bardziej doświadczony. Chyba w ten sposób raczej wyrządzał mu krzywdę niż pomagał. Ale czy to źle, że chce go chronić? To nie jest złe, lecz sposób tej ochrony może nie jest odpowiedni. Bardziej zachowywał się jak opiekun niż kochanek, to była prawda, z którą musiał zmierzyć. Różnica w wieku była zbyt mocno znacząca w ich przypadku.
- Wiem, że poradziłbyś sobie z tym problemem sam, ale nie musisz. Masz mnie, więc możesz na mnie polegać. Ja mogę jedynie obiecać, że postaram się być wsparciem. Nie będę ci się narzucał z pomocą, jeśli uznasz, że jej nie potrzebujesz.
Palcami przeczesał różowe kosmyki, uśmiechając się przy tym pod nosem. Stęsknił się za zwyczajną bliskością. Zbyt długo się nie widzieli, a Baldric bał się, iż mógłby się narzucać z propozycją spotkania. No i przez te kilka dni naprawdę nie mieli szansy się zobaczyć, bo po tej bójce Percy wolał nie pojawiać się w szkole.
Gdy poczuł dłoń na udzie, przełknął głośno ślinę, całkowicie zapominając o tym, o co został zapytany. Bardziej zaintrygowały go czułe ruchy nastolatka, o których przecież marzył. A potem przeżył istną palpitację serca, kiedy język kochanka zetknął się z jego uchem. I był kuszony zmysłowym głosem, dwuznacznymi gestami oraz własnym pożądaniem, któremu tak dawno nie dawał już upustu.
- Myślałem, tęskniłem i cholernie pragnąłem – wyrzucił na jednym wydechu, rzucając mu rozpalone spojrzenie. – Nadal pragnę – dodał jeszcze tym swoim niskim głosem, a ciemne oczy stały się wygłodniałe. Nie spodziewał się, że w krótkiej chwili Percy całkowicie rozbudzi jego zmysły.
Podniósł się z ławki, następnie chwycił dłoń chłopaka i pociągnął go w górę, zmuszając do powstania. Zaraz przyciągnął go do siebie i skradł mu jeden szybki pocałunek, po czym wypuścił go z uścisku z szerokim uśmiechem.
- Chodźmy na randkę.
To był nieoczekiwany pomysł, nawet nieprzemyślany, ale bardzo chciał pokazać, że są kochankami i tworzą prawdziwy związek. Wszystkie normalne pary chodzą na randki, więc i oni powinni. Dlatego też trener ponownie chwycił jego dłoń i poprowadził go wzdłuż alei ku szkolnej bramie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aleja ławek   

Powrót do góry Go down
 
Aleja ławek
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Aleja czterech króli

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Dziedziniec-
Skocz do: