IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główny plac

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Główny plac   Pon Lis 18, 2013 10:29 pm

Otwarta przestrzeń wyłożona brukowaną kostką, nadającą starodawnego klimatu temu miejscu. Równo przycięte trawniki wręcz zapraszały, by zjeść na nich lunch, zaś zimą, gdy pokryte były białym puchem, stawały się miejscem zabaw uczniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Sty 20, 2014 10:28 pm

Koty zawsze chadzają swoimi drogami, nie ma co do tego wątpliwości. Nie słuchają nakazów, mają własne humory a gdy ktoś wzywa pomocy to prędzej podrapią za przebudzenie z popołudniowej drzemki, niż owej pomocy udzielą. No chyba, że ktoś obieca im tuńczyka. Za tuńczyka warto.
A oto i całkiem przerośnięty kocur leżał na gałęzi drzewa nieopodal głównego placu, z rękoma skrzyżowanymi na swojej piersi, noga założoną na nogę i z kapturem naciągniętym na głowę tak, że było tylko widać kilka białych kosmyków i kawałek twarzy- przynajmniej z tej samej wysokości, na której on się znajdował.
Z dołu rzecz jasna musiało to wyglądać kompletnie inaczej, ale chwilowo to nie było nawet problemem, w końcu Reiner był na placu sam, w otoczeniu roślinności, ławek i wiatru.
Całkiem przyjemnie, można by było powiedzieć, chociaż zdecydowanie nudno.
Do tej pory uczniowie niespecjalnie go zaczepiali, nie licząc tych zainteresowanych jego kolorem włosów („To naturalny kolor?”), ale wcale go to nie dziwiło.
- W końcu nie należę do przyjemniaczków. Odpycha ich chyba ten tak zwany instynkt – parsknął cicho do siebie.
Jakby nie było, mówienie w eter bądź do lustra wcale nie należy do takich głupich. Bądź co bądź trenuje charyzmę.
A że oznaka szaleństwa? To akurat był najmniejszy problem.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Sty 20, 2014 10:42 pm

Wszedł na duży dziedziniec. Co prawda sam mieszkał w dużym domu, jednak ten zamek przytłaczał go swoją obfitością. Zatrzymał się koło jakiegoś drzewa, rozglądając na boki. Nikogo nie ma? Dziwne... Zdawać by się mogło, że o tej porze choć jedna osoba będzie przechodzić przez główny plac. Blondyn spojrzał na drogę za sobą. Już zaczynał tęsknić za rodziną. Tutaj czuł się taki samotny. Oprócz rodzeństwa znał naprawdę niewiele ludzi w podobnym wieku, co on. Zawsze uczył się w domu, jednak postanowił to zmienić podążając za marzeniem. Potrząsnął głową. Nie może myśleć o domu, porażce, czy jakiejkolwiek innej rzeczy, która mogła go odciągnąć od wyznaczonego celu. Mimo że nikogo nie zna, musi wierzyć w ludzi. Każdy zasługuje na odrobinę dobroci. Powtarzał sobie w myślach. Było to jego mottem od bardzo dawna. Wziął głęboki wdech i chwycił za rączkę walizki. Już miał odejść ale nagle usłyszał nad sobą głos. Zdziwiony popatrzył w górę. Jego oczom ukazała się siedząca na gałęzi, postać. Spod kaptura wystawały białe kosmyki włosów. - Nie jest ci zimno tam na górze? - Jemu osobiście było, i to bardzo. Uśmiechnął się do nieznajomego. To może być mój pierwszy znajomy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Sty 20, 2014 10:55 pm

Usłyszał jakiś szelest, a niedługo później padło pytanie, zaciekawiony więc zerknął w bok, a widząc blond czerep uśmiechnął się szeroko, a błękitne ślepia błysnęły, gdy odbiło się od nich światło latarni.
- Yo, mały – odezwał się niby przyjaźnie i aż wyprostował się, zwieszając nogi z gałęzi, a wszystko tylko po to by mieć na nieznajomego lepszy widok.
- Zimno? Moja bluza jest dosyć ciepła, jeśli to tym się martwisz, chociaż fakt, przydałby się płaszczyk – mówił niby niedbale, przyglądając się przy tym chłopakowi tak, jakby miał skaner w oczach a przed sobą obiekt badań. Cóż, przynajmniej to drugie całkiem się zgadzało!
Oczywiście to nie tak, że intencją Reinera było straszenie kogokolwiek, ale zdawał sobie sprawę, że jego sowi wgap może zostać całkiem dziwnie odebrany.
Podparł się łokciami na udach i chwycił swoją twarz w dłonie.
- Tak właściwie to ty tu jesteś jedynym, który się trzęsie. Jesteś pewien, że znajdujesz się w dobrym miejscu? – Kontynuował niezmiennym tonem, ba, nawet zaczął delikatnie bujać nogami, zaciekawiony nieznajomym.
Zazwyczaj ludzie woleli go omijać niż zagajać, a nawet jeśli, to z tym drugim nie radził sobie zbyt dobrze.
Niby mówią „Boże chroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę”, ale jeśli przyjaciół brak, a wrogów od cholery…
Mentalnie otrząsnął się z głupich myśli, wciąż wbijając ślepia w blondyna.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Sty 20, 2014 11:09 pm

- Tak, jestem tutaj nowy i dopiero co przyjechałem. Cóż może trochę mi zimno, ale przynajmniej wiem, że żyję! - Uśmiechnął się. Ta osoba wydawała się ciekawa. Przez światło latarni mało widział, ale chłopak chyba miał taki sam kolor oczu co Ariel. Jego usta rozciągnęły się jeszcze trochę. - Mam prośbę, mógłbyś mi pokazać gdzie znajdę jakąś osobę, która pomoże mi z pokojem? Nie za bardzo się orientuję, gdzie mógłbym pójść... - Spuścił na chwilę głowę, masując szyję. Kark zaczął go boleć od podnoszenia głowy. Jednak zaraz powrócił z uśmiechem do niebieskookiego. Był naprawdę szczęśliwy że kogoś spotkał. Znając siebie, pewnie zgubiłby się zaraz po wejściu do budynku. Zaczął tupać w miejscu. Naprawdę zrobiło się zimno, aż szczękał zębami. Jednak nie mógł się pozbyć rogala z twarzy. Był taki podniecony! Może teraz poznać tyle osób, z tyloma różnymi osobowościami! Był zachwycony faktem, że wybrał akurat tą szkołę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Sty 20, 2014 11:30 pm

Zeskoczył zwinnie z nie-aż-tak-szalenie-wysokiej gałęzi, lądując właściwie tuz przed blondynem i uśmiechając się doń równie bezpiecznie, co pan proponujący dziecku cukierka.
- Żyjesz, powiadasz? Ale chyba przyjemniej jest mieć tą świadomość w cieple, co nie? – Zapytał i właściwie brakowało mu jedynie pobłyskujących gwiazdek, tańczących wokół jego głowy makarenę.
Podparł się na biodrach i zadarł nieco głowę, wciąż jednak wbijając ślepia w blondyna jak w okaz bardzo interesującej, dzikiej iguany.
Właściwie nie drążmy tego, dlaczego akurat iguany. Po prostu są fajne.
- Co zaś się tyczy akademika to doskonale wiem, gdzie się znajduję. Wiesz chociaż, który przydzielono, albo jaki numer wybrałeś? – Zamrugał, przyglądając mu się badawczo.
On i jego nieznajomy współlokator mieszkali praktycznie blisko wejścia akademika, ale nie żeby to przeszkadzało Reinerowi w rozeznaniu się na piętrach.
Bo co jak co, ale szkolne obowiązki trzeba wypełniać, a jeśli ktoś nie wpłacił umówionych groszy na właściwy cel, chociaż powinien to zrobić dawno, to Rei zaczynał bawić się w jednoosobową inkwizycję.
Dopiero teraz właściwie zdał sobie sprawę z tego, że najechał na cudza strefę osobistą i to w całkiem nachalny sposób, więc z wesołym gwizdem dosłownie zrobił krok w tył i znów uśmiechnął się sfinksowato.
- Właściwie jak masz na imię? Nazywam się Sakuragi Reiner, nie mam nic przeciwko skracania mojego imienia, chociaż ludzie częściej mówią do mnie po nazwisku – przedstawił swoją osobę, teatralnie się przy tym kłaniając.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Sty 20, 2014 11:51 pm

Patrzył jak zeskakuje z drzewa. Może i nie było ono wysokie, jednak dla kogoś kto ma 1,62 metra wzrostu, większość rzeczy jest wysoka. - W każdych warunkach dobrze jest mieć tą świadomość. - Odpowiedział. Przyjrzał się chwilę jego włosom. Były naprawdę ładne. Sam białolicy także bacznie się przyglądał się Arielowi. W sumie młodzieniec na przeciwko chłopca był bardzo przystojny. Już od dziecka był wrażliwy na piękno i to sprawiało że był bardzo delikatny. - Niestety, nie wiem. - Zapeszył się troszkę. Był straszną ciapą i po prostu tego nie dopilnował. Za bardzo się stresował pierwszym samodzielnym opuszczeniem domu, rodziny i wszystkiego co znał. Spojrzał jeszcze raz na nowo poznanego chłopaka. Odsunął się od niego. Blondyn podświadomie przysunął się bliżej, zawsze tak robił gdy ktoś go zaintrygował, a białowłosy przed nim, na pewno to robił. - Hmm... - Zamyślił się trochę. - Czyli Rei? Ja nazywam się Ariel Samuel Sevioal. - Wyciągnął otwartą dłoń przed siebie. - Witaj Rei. - Znów uśmiechnął się szeroko. Pierwsza zapoznana osoba! Teraz może być już tylko lepiej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Wto Sty 21, 2014 12:04 am

- Nie wiesz? Cóż – chwycił się za podbródek w zadumie, kierując dosłownie na chwilę oczy ku niebu i wydając z siebie głośne „hmmmm” - to nie powinien być Aż taki kłopot, w końcu gdzieś powinna być wywieszona lista kto i w jakim pokoju mieszka – stwierdził całkiem logicznie.
Skoro były zapisy to musiał być również i spis, nie ma innej opcji.
Znów spojrzał na blondyna z rozbawienie obserwując jak ten przysunął się bliżej. No popatrzcie tylko! Zupełnie jak psiak spotkany na ulicy.
Rei zachichotał cicho, przykładając na chwilę rękę do swoich ust. Co prawda nie to, żeby nie potrafił wydać z siebie nagle demonicznego rechotu, który zburzyłby cały spokój sytuacji, bo oczywistym było, że potrafił, ale jakoś nie zależało mu szczególnie na wystraszeniu chłopaka, który właściwie nie ma pojęcia w którym kierunku się udać.
- Ariel? – powtórzył, wciąż uśmiechając się szeroko i tym razem nieco mrużąc ślepia, a następnie niemal zakrzyknął z wesołością - w takim razie, Ryba, z chęcią zaprowadzę cię do akademika, miło mi cię poznać! – Stwierdził, ściskając całkiem mocno zaoferowaną dłoń. No i koniec. Stało się, już nadał swoją własną nazwę.
Niech szlag trafi wszystkie bajki Disneya razem wzięte NAWET, jeśli w większości są cudowne.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Główny plac   Wto Sty 21, 2014 12:21 am

Przekrzywił głowę, gdy Rei zakrył usta dłonią, czyżby zachował się dziwnie? Sam tak nie myślał. Ale przecież nie poznał zbyt wielu ludzi w swoim życiu. Może zrobił coś nie tak? Tylko co? Lekko zmarszczył brwi, jakoś mu się nie zdawało żeby jego postępowanie było inne, niż ludzi, których obserwował. Może i nie miał wielu znajomych, jednak był świetnym obserwatorem i na spotkaniach, bankietach itp. bacznie przyglądał się otoczeniu. Interesowali go inni. Chciał wiedzieć co siedzi w ich głowach, jakie mają zwyczaje, czego się boją. Chciał wiedzieć wszystko o drugiej osobie. Z zadumy wyrwało go, jego własne imię wypowiadane przez błękitnookiego. - Ry...rybka? - Znów przekrzywił głowę. Miał taki zwyczaj gdy czegoś nie rozumiał. Dopiero po chwili olśniło go, że chodzi o to jak się nazywa. Zwykle Ariel kojarzyło się innym z syrenką. I tak też był nazywany...ale rybka? To coś nowego. Wybuchł śmiechem. Wpadł na taką interesującą osobę! - Przepraszam! - Powiedział gdy złapał oddech. - Ale jeszcze nie miałem takiego przezwiska, ale możesz tak na mnie mówić. - Posłał uroczy uśmiech w stronę Rei'a. Jego oczy błyszczały w świetle lamp, a policzki były zaróżowione od zimna. Można rzecz, że w tej chwili wyglądał nadmiernie słodko, z taką przyjazną mordką. - Dziękuję za pomoc. - Spojrzał w oczy białowłosemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Wto Sty 21, 2014 12:50 am

W przypadku Reinera nawet całkiem prawidłowe reakcje wśród innych kręgów niekoniecznie oznaczały, że prawidłowe były też przy Sakuragim.
Właściwie to podobnie było jak z definicją normalności, która oznaczała zbiór cech w danym środowisku uznawane za normalne, co prowadziło prosto do stwierdzenia, że normalność była pojęciem względnym.
Wyciągnął rękę i potarmosił niższego chłopaka po włosach, uśmiechając się szeroko.
- Ryba. – Uściślił mocno, przymykając w uśmiechu swoje ślepia (m&a style). Zwykle nigdy nie stosował zdrobnień, wyjątkami były sytuacje w których wiedział, że komuś one przeszkadzały, wtedy zaś sypał nimi aż (nie)miło!
Gdy Ariel się zaśmiał i zaczął następnie nieco nieporadnie przepraszać Rei poklepał go po ramieniu.
- Bo jeszcze nie spotkałeś mnie, to nie miałeś – stwierdził z humorem. No przecież Ariel technicznie rzecz biorąc w połowie ryba była. To, że miała cycki ludzkiej laski to pomińmy. Zresztą… Wolał też przemilczeć fakt, że nawet bez zgody by tak na niego mówił.
Był niemal w 85% pewien, że któreś z jego poprzednich wcieleń było kotem, inaczej tej swojej upartości nie mógł wytłumaczyć. Opcji bycia osłem nie przyjmował do wiadomości.
- W takim razie chodźmy, to w tamtą stronę – wskazał ręką i ruszył przodem - tylko się nie zgub!

z/t obaj.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Sob Lip 19, 2014 9:56 pm

Od brukowanej kostki placu położonego przed Traditional Royal School biło gorąco, co dziwić nie powinno, w końcu powierzchnia nagrzewała się od południa przez dobre kilka godzin. Na całe szczęście nadchodzące wieczorne powietrze przynosiło pewną ulgę dla osobnika, który odważył się stąpać po tak rozpalonym gruncie. Pośrodku placu stał tylko jeden mężczyzna, który dumną postawą i eleganckim strojem doskonale prezentował się na tle siedemnastowiecznej budowli. Wysoki blondyn przyodziany w garniturowe spodnie, białą koszulę, niedopiętą pod szyją oraz błyszczące lakierki, przyglądał się z powagą szkole, która, z powodu wakacji, nie przyciągała ludzkich istnień. Jego obecność w takim miejscu mogła więc dziwić, w końcu nikt o zdrowych zmysłach nie zawitałby przed szkołą, kiedy, przynajmniej z pozoru, nie ma z nią nic wspólnego.
Gustav Waddington, który zdecydował się na szaleństwo, przychodząc przed oblicze placówki edukacyjnej w okresie wakacyjnym, chciał mieć jak najwięcej wspólnego z tym miejscem. Zyskał na to szansę, gdy w jego gabinecie pojawił się tajemniczy właściciel owego przybytku. To właśnie on był przyczyną, dla której hrabia Sandwich zdecydował się przybyć na szkolny dziedziniec. Na miejscu znalazł się kilka minut przed ustalonym czasem, więc to jemu przypadło czekanie na towarzysza. Ale po pewnym czasie jego dola okazała się jeszcze bardziej wymagająca, ponieważ Richmond spóźniał się. Każda minuta przedłużającego się oczekiwania dłużyła mu się niemiłosiernie, mimo to nie dawał upustu zniecierpliwieniu. Z pełnym spokojem obserwował kolejne fragmenty budowli, zwracając uwagę na coraz to mniej istotny szczegół konstrukcji.
Na Doriana warto było czekać, co też dyrektor RobticsUNION stwierdził z jeszcze większym przekonaniem, gdy po odwróceniu się od budynku ujrzał wreszcie długowłosego. Wiele się wydarzyło od ich ostatniego spotkania, jednak Gustavowi wystarczyło jedno spojrzenie na mężczyznę, aby poczuł się tak, jak w chwili, gdy ujrzał go po raz pierwszy. Nic się nie zmieniło w ich relacji, czas w żaden sposób nie zmienił tego, w jaki sposób Gus postrzegał drugiego szlachcica. Bez namysłu postawił krok w jego stronę, unosząc przy tym kąciki ust w subtelnym uśmiechu. Przez chwilę miał wielką ochotę pochwycić dłoń Richmonda, lecz nie uległ tej pokusie. Musiał pamiętać, że przybyli tu dla interesu szkoły. Ale czy w ich relacji to szkoła odrywa największą rolę? W to można, a nawet należy powątpiewać.
- Jak to dobrze, że nie kazałeś mi na siebie zbyt długo czekać.
Być może nie były to najlepsze słowa na powitanie, lecz nie potrafił znaleźć lepszych. Kryła się w nich pewna dwuznaczność. Nie odnosiły się one tylko do tego drobnego spóźnienia, również tyczyły się ich rozłąki. Zbyt długo nie mili okazji się widzieć. Waddington pozwolił sobie na podobną wypowiedź, bo wiedział, że grzeczne formułki nie sprawdziłyby się w ich przypadku. Obaj tak często są nimi zasypywani z powodu swoich pozycji. Ludzie płaszczą się przed nimi, jednak robią to zazwyczaj dla korzyści, na które liczą, nie z szacunku.
- Czy to będzie zbyt wielka śmiałość z mojej strony, jeśli powiem, że wyczekiwałem naszego ponownego spotkania?
Spojrzał wprost w stalowoszare oczy rozmówcy, do których tak łatwo zapałał sympatią. Może i jego głos zabrzmiał przy tym pytaniu dość wesoło, jednak zawarł w nim również dozę szczerości. Nie mógł się doczekać, gdy wreszcie go ujrzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Nie Lip 20, 2014 10:13 am

Dni nie były łaskawe dla dwójki mężczyzn, którym się ze sobą wyjątkowo dobrze rozmawiało, jakby odnaleźli bratnią duszę, lecz obowiązki wezwały jednego z nich. Ten drugi pozostawiony na słynnym placu pogrążył się w myślach i sam udał się do placówki szkolnej, którą do tej pory jedynie widział na zdjęciach i znał z opowieści swego przyjaciela. Niewygodny hotel był mu na ten czas domem, więc o pracy nawet nie mógł myśleć. Każdego popołudnia przychodził do Traditional Royal School, by poznać to miejsce i zacząć snuć kolejne marzenia odnośnie tego miejsca, które planował zrealizować.
W końcu pokojówka oznajmiła tajemniczemu właścicielowi ogromnego majątku w parku Richmond, że hrabia pragnie się z nim spotkać. Wyszedł o czasie, lecz standardowo się spóźnił, gdy zachwycał się pięknem budowli swego ukochanego miasta.
Pierwszym, co dało się usłyszeć był stukot pantofli o wybrukowany podjazd. Kroki mężczyzny były spokojne, nie było w nich pośpiechu, miarowo zbliżał się do osoby stojącej samotnie pod jego budynkiem. Wygląd Doriana zapewne wielu zaskakiwał, lecz dyrektor luksusowej firmy mógł mieć już pewne wyobrażenie, na którym się nie zawiódł. Długowłosy miał na sobie stylową koszulę z bogatym żabotem oraz wystawnymi rękawami, z racji na temperaturę nie miał na sobie swojego charakterystycznego cylindra, a zamiast laski trzymał starą, czarną parasolkę, która chroniła jego jasną skórę przed słońcem i dawała choć trochę schronienia w osobistym cieniu. Ciemne spodnie podkreślały jego dość smukłe nogi i uzupełniały cały wizerunek. Na widok Gustava na twarzy szlachcica pojawił się lekki uśmiech, którego nawet nie starał się ukryć, zaś szare oczy błysnęły entuzjazmem.
Na jego słowa zareagował szczerym śmiechem. Doskonale zdawał sobie sprawę z problemów z własną punktualnością, lecz niespecjalnie starał się z nimi walczyć, to była jedna z jego wad i dziwactw, które zdecydowana większość musiała tolerować.
- Śmiem rzec, że to ty kazałeś mi na siebie długo czekać – jak zawsze był bezpośredni, a tym jednym zdaniem odpowiedział i na drugie pytanie, dając do wiadomości, że sam myślał o ich ponownym spotkaniu.
Zrównał się z nim, odsłonił sobie widok, przesuwając parasolkę za siebie i odgarnął włosy za ucho. Gdy patrzył na swą rodzinną posiadłość nie potrafił się nie uśmiechać.
- Pozwoliłem sobie już obejść szkołę, miałem na to trochę czasu, a bezczynność mnie zabija – wyjaśnił bez cienia złośliwości. – Możemy więc schronić się w cieniu tutejszych drzew, przysiąść na trawie niczym studenci i porozmawiać o tym, co tutaj widzimy -  zaproponował beztrosko i nim dostał odpowiedź, już zaczął się kierować we wcześniej wskazanym przez siebie kierunku.
Jak zawsze dumny, lekko nonszalancki przeszedł kilkanaście kroków, by później bez chwili zawahania złożyć parasolkę i zasiąść pod rozłożystym dębem, który był przyjemną ostoją przez palącym słońcem mimo późniejszej pory. Dorian nie wygadał na osobę, która faktycznie w tej chwili chciałaby rozmawiać o interesach, dużo chętniej mówiłby o samej architekturze, sposobie renowacji starych murów, bądź po prostu o pogodzie. Był wypoczęty, z przyjemnością przymknął oczy i pozwolił sobie, by wiatr odgarnął mu włosy z twarzy i schłodził go. Uchylił powieki z nadzieją, że drugi mężczyzna siedzi już przy nim.
- Czym jest angielska pogoda? Powinno być deszczowo, mgliście, a odkąd tu przybyłem niemal ciągle świeci słońce, nie za to ceniłem tutejszy klimat – wyznał rozbawiony zaczynając błahą rozmowę dla rozluźnienia atmosfery. Nie wahał się mówić o rzeczach prostych przy Waddingtonie, gdyż dobrze wiedział, że nie będzie przez niego ocenianym. – Pamiętasz czasy, gdy sam się uczyłeś? Ja często siadałem właśnie pod tym drzewem i spoglądałem na ruiny przed sobą. Już wtedy wiedziałem, że nie pozwolę temu miejscu zginąć – spojrzał na biedronkę, która zaczęła wdrapywać się po nogawce jego spodni.
Z niezwykłą delikatnością wziął ją na  dłoni wyciągnął ją w kierunku słońca, zaś małe żyjątko odleciało. Marzenie Richmonda powinno się spełnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Nie Lip 20, 2014 6:01 pm

Strój Doriana wcale nie zaskoczył hrabiego Sandwich, choć śmiało można go uznać za odbiegający od obecnego kanonu mody. Wielcy projektanci już dawno wyparli żaboty z męskiego ubioru, w którym to przeważają proste kroje, rzecz jasna nie do końca zgodne z ich wizjonerskimi poglądami. Choć kwestia dobrania stroju jest ważna, zwłaszcza w czasach, gdy o twej wartości świadczy to, jak wyglądasz i co posiadasz, mężczyźni w większości pozostali wierni prostym strojom. I choć niektórzy próbują być eleganccy, to jednak stale stawiają na prostotę. Na całe szczęście, Dorian nie należy do tego grona, co przemawia tylko na jego korzyść. Długowłosy wyróżnia się nie tylko strojem czy postawą, to przede wszystkim jego natura sprawia, że nie jest jak inni. Rzecz jasna jest człowiekiem z krwi i kości, więc jak każdy posiada swoje lęki, wady, słabostki, mimo to potrafi olśniewać. A może właśnie dlatego lśni jeszcze bardziej pomiędzy tłumem zwykłych ludzi?
Rozmarzonymi oczyma spoglądał na mężczyznę skrytego w cieniu parasolki, która miała za zadanie chronić jego bladą skórę przed promieniami słońca. Był to zapewne nietypowy dodatek dla większości, jednak jeszcze przed stuleciem wytworni ludzie nie rozstawali się z tym przedmiotem, gdy słońce dawało się we znaki. Gustav był w stanie zrozumieć, że tak wspaniała skóra musi być otoczona właściwą opieką w każdą pogodę. Nie pokazywał zdziwienia, nie rozmyślał nad błahostkami, po prostu cieszył się z obecności Richmonda. Zależy mu na jego towarzystwie, w końcu są tak do siebie podobni i jednocześnie tak kompletnie różni. Łączy ich stan, status majątkowy i podobna duma, która wcale nie wynika z ich pychy, lecz z wartości, jakie im wpojono w dzieciństwie. Wymagające otoczenie wykształtowało w nich taką, a nie inną postawę i trudno się jej wyzbyć, gdy przyjmuje się ją instynktownie.
Na jego odpowiedź uśmiechnął się bez zbędnej skruchy, dobrze wiedząc, że rozmówca nie ma do niego o to aż tak wielkiego żalu, aby musiał błagać o przebaczenie. Oczywiście, sam odczuł, że zbyt długo zwlekał z zaproszeniem do wspólnego zwiedzenia szkoły w celu ustalenia szczegółów ich projektu, jednak ostatnimi czasy kompletnie nie miał do tego głowy. Firma, kancelaria, wizyty w szpitalu i jeszcze obecność pewnego natręt w jego życiu. To był dla niego trudny okres, ale jakimś cudem wyszedł z niego obronną ręką, a przecież nic się jeszcze nie skończyło. Wszystkie trudności jeszcze przed nim. Ale wyzbył się tych okropnych rozmyślań i skupił ponownie na Dorianie.
- Nie przypuszczałem, że będziesz mnie tak niecierpliwie wyczekiwał.
Jakże tęsknił za tą dozą władczości w zachowaniu Richmonda. Zapewne długowłosy nie jest jej do końca świadomy, jednak otoczenie zawsze odczuwa ją i interpretuje na różne sposoby. Pewnie znakomita myśli, iż wynika ona z poczucia wyższości, tymczasem wypływa ona z umiejętności sięgania po to, czego się pragnie. To nie tak, że szarooki z nikim się nie liczy, on po prostu spełnia swoje życzenia.
Gustav ruszył więc za nim z lekkim rozbawieniem, które wpłynęło nawet na jego sposób poruszania się. Jego krok stał się odrobinę bardziej energiczny, sprężysty, a jednak nadal miał w sobie tę dostojność. Mężczyzna wreszcie zasiadł w cieniu wysokiego dębu, a plecami wsparł się niedbale o pień drzewa, jakby wcale nie przejmował się tym, że może w ten sposób zabrudzić koszulę.
- Według mnie, Londyn właśnie w ten sposób celebruje twe przybycie. Pogoda dlatego dopisuje, abyś mógł na nowo rozkoszować się miastem.
Wytłumaczenie absurdalne, kompletnie nierealne, a jednak nie miało takie być. To tylko przypuszczenie jednego człowieka, który z wielkim zaangażowaniem interpretuje fakty na korzyść swojego towarzysza.
Przyglądał się z zaintrygowaniem twarzy mężczyzny, jego delikatnie rozwianym włosom i wyciągniętej dłoni. Obserwacja ta tak bardzo go pochłonęła, że w pierwszej chwili zignorował pytanie. Dopiero po pewnej chwili wziął je na poważnie, przy czym uniósł kąciki ust w leniwym uśmiechu.
- Ja nie miałem jeszcze żadnych planów. Spełniałem oczekiwania ojca i tylko to mnie pochłaniało.
Oderwał się od pnia i zasiadł przodem do długowłosego, w ten sposób mógł o wiele dokładniej podziwiać jego urok, który objawiał się w eleganckich gestach, w iskrach w oczach i w sposobie, w jakim poruszają się jego usta. Blondyn w jednej chwili położył się na trawie i założył splecione dłonie pod głowę. Zamknął oczy, wziął głęboki wdech i rozkoszował się chwilą.
- Powinniśmy obaj zrobić sobie małe wakacje. Z dala od ludzi i obowiązków. Ty, ja i piękno angielskiej wsi.
Była to wspaniała wizja przepełniona smakiem wolności. Niestety, na chwilę obecną Waddington musiał ją uznać za nierealną przy tak wielkim natłoku własnych zajęć. Ale co pomyśli o tym Richmond. Gustav aż uniósł z ciekawości powieki i wsparł się na łokciach, aby znów przyjrzeć się rozmówcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Nie Lip 20, 2014 6:36 pm

Dorian, choć był krótkowzroczny, długo obserwował odlatującą biedronkę, która leciała w kierunku słońca. Zmrużył oczy, gdy natrafił swym spojrzeniem wprost na tarczę najbliższej z gwiazd i dopiero wtedy też skupił się na rozmówcy, który to zdążył dwa razy zmienić swą pozycję. Uśmiech na twarzy szlachcica nieco się powiększył, lecz ciągle pozostawał subtelny oraz ujmujący.
- Czyżbyś za mnie wypowiedział właśnie marzenie? – zapytał z rozbawieniem, by po chwili leżeć tuż obok hrabiego. Sam również z wielką ochotą oddaliłby się od zgiełku codziennego dnia, z dala od wszelkich obowiązków i zobowiązań, choć propozycja towarzystwa ze strony Gustava była dość śmiała i dała do myślenia długowłosemu. – Obstawiam jednak, że pozostanie to na razie nieosiągalnym pragnieniem. Zapewne jesteś zajęty biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia – znów powrócił do nagłego odejścia mężczyzny i przełożenia ich planów.
Miał mu to trochę za złe, lecz ich obecne spotkanie rekompensowało mu wcześniejszą samotność. Takt i wychowanie nie pozwalało mu również na użalanie się. Bo kto inny, jak nie rodowity Anglik zawsze odpowie na pytanie „Jak się masz?” – „Dobrze, dziękuję, a Ty?”. A Dorian był Anglikiem z krwi i kości, zaś serce miał przepełnione miłością do swojej ojczyzny.
Obrócił głowę, by spojrzeć na swego wyrachowanego rozmówcę. Słodkie lenistwo ogarnęło go w tej chwili. Przyjemne ciepło, cień pięknego drzewa i wybitne towarzystwo mu wystarczało, by zacząć odpoczywać.
- Ja również spełniałem wolę swej świętej pamięci ojca, jednak mimo iż nie zawsze się potrafiliśmy porozumieć, praktycznie nigdy nie mielimy dobrego kontaktu, to jestem mu wdzięczny. Dzięki niemu jestem tym właśnie człowiekiem – pełnym wad, tajemniczym, skrytym, izolującym się od ludzkości, a jednak wykształconym, elokwentnym i cieszącym się życiem. Był pełen sprzeczności i chyba to go wyróżniało, bo nie starał się na siłę walczyć z własną naturą.
Przekręcił się na brzuch i sięgnął do kieszeni, wyciągając z niej trochę orzechów. Pochwycił dłoń obecnego partnera i położył mu je na niej przykładając palec od drugiej ręki do ust, chcąc, by ten był cicho. Mijały minuty w całkowitej ciszy. Szelest liści, śpiew ptaków oraz ich własne oddechy były w tym momencie jedyną muzyką. Dorian znów przymknął oczy i wyczekiwał w skupieniu. Dopiero, gdy usłyszał szelest uchylił ponownie powieki, a trzy szare wiewiórki podeszły do nich i śmiało zaczęły zabierać łakocie z ich dłoni.
Richmond znał park, w którym niemal się wychował, a zwierzęta go nie zawiodły.
- Wiedziałem, że przyjdą – odważył się odezwać, gdy żyjątka zabrały, co im się należało i uciekły znów na drzewo.
Pozwolił sobie na ponowne ułożenie się na plecach.
- Nie musimy wcale daleko wyjeżdżać, by zasmakować wolności. W Londynie jest wiele miejsc ujmujących swym pięknem i dającym chwilę wytchnienia – podjął się tego tematu, który najwyraźniej w wolnej chwili przemyślał.
Pozwalał sobie spoglądać na hrabiego, ucząc się niemal na pamięć jego wyglądu. Obserwował jego mimikę, jak pracują zmarszczki na twarzy równolatka, zapamiętywał wzrok, subtelne uniesienie się brwi, czy kącików ust. Niejednego spojrzenie to i dokładne lustrowanie wzorkiem mogłoby speszyć, lecz sam Waddington musiał być przyzwyczajony do pozostania ocenianym przez innych, choć sam jasnowłosy nie poddawał go ocenie. Chciał dobrze zapamiętać twarz człowieka, którego obecność wpływała nań kojąco i sprawiała prawdziwą przyjemność, czego dawno już nie doświadczył.
- Chciałem zapytać, czy twoja propozycja zamieszkania u ciebie jest nadal aktualna, bo nie wiem, gdzie posłać swoje bagaże – znów przejmował inicjatywę, a jego zachowanie mogło zakrawać o pychę, lecz było to znów mylne stwierdzenie. On nie lubił się naprzykrzać i być zależnym od kogoś, a teraz musiał się poniekąd poddać woli hrabiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Nie Lip 20, 2014 7:39 pm

Reakcja rozmówcy na jego propozycję niezwykle przypadła mu do gustu i to nie z powodu jej entuzjastycznego wydźwięku, lecz ze względu na jej szczerość. Szybko zyskał odpowiedź w postaci pytania, które nie pozostawiało żadnych wątpliwości – Dorian również chce spędzić nieco więcej czasu w towarzystwie dyrektora RoboticsUNION. Już wcześniej zdradzał się z tym pragnieniem, jednak tym razem było ono równie daleko wysunięte, co u Gustava. Ich znajomość nie należy do najdłuższych, jednak utworzyła się między nimi wzajemna nić porozumienia, która, zdawałoby się, charakteryzuje jedynie długoletnie przyjaźnie. Mieli do siebie zaufanie, rzecz jasna racjonalnie ograniczone, również brakowało między nimi tego skrępowania, jakie towarzyszy na początku budowy nowej relacji. Byli sobą, tak po prostu. I co najlepsze, nie musieli niczego udawać. To był prawdziwy luksus dla Waddingtona, który zawsze w zależności od sytuacji przywdziewał odpowiednią maskę.
Gdy beztrosko leżał wraz z wytwornym rozmówcą na trawie, w cieniu wielkiego dębu i to przed prestiżową szkołą, czuł się jak dzieciak. Nigdy nie przyszło mu się cieszyć dzieciństwem, również w wieku nastoletnim nie miał czasu na żadne rozrywki. Los musiał mu zesłać Doriana, aby mógł wreszcie zobaczyć przy jego boku, jak bardzo może być beztroski. Niestety, uczucie to umknęło, kiedy musieli powrócić do niezbyt kolorowych realiów, które niweczyły ich plany.
- Niestety twoje przypuszczenia są słuszne – zaczął z jawnym żalem, marszcząc przy tym z niezadowoleniem czoło. Taki obrót spraw był mu przykry, zwłaszcza, że sam marzył o urlopie. - Ale sądzę, że na początku sierpnia będę w stanie przeznaczyć kilka dni jedynie na odpoczynek w twoim towarzystwie.
To nie była pusta obietnica, naprawdę czuł, że może tego dokonać, dlatego też odważył się kontynuować ten wątek. Jak na razie tylko oznajmił o podobnej możliwości i podobnym terminie. Wszystko leży teraz w rękach Richmonda. Długowłosy wyraził wstępną aprobatę dla tego pomysłu, ale jak zareaguje na bardziej sprecyzowane plany? Termin już mają prawie ustalony, o ile Dorian zdecyduje się na początek sierpnia. Prawdopodobnie nie będzie w tym czasie zajęty, a przynajmniej taką nadzieję żywił hrabia.
Musiał odłożyć na bok plany, kiedy w powietrze posłane zostały przez mężczyznę kolejne słowa. Gustav wysłuchał go z wielką uwagą, znów odnajdując kolejną rzecz, która ich łączy. Obaj mieli wymagających ojców, którzy są odpowiedzialni za to, jak zostali ukształtowani. Powinni być im wdzięczni czy może mieć do nich żal? Waddington wciąż się wahał, z kolei jego towarzysz miał już konkretny pogląd w tej sprawie.
Dziwne zachowanie długowłosego z początku zaskoczyło go, jednak, kiedy otrzymał orzechy, wszystko zrozumiał. Sam ułożył się na brzuchu, po czym zamarł w bezruchu i zamilkł na dobre, oczekując uważnie przybycia zaproszonych milczeniem na posiłek gości. Wiewiórki nie pojawiły się tak prędko, jednocześnie nie kazały na siebie długo czekać. Odebrały poczęstunek i uciekły, aby skonsumować go już w innym miejscu.
- Możemy cieszyć się urokami Londynu, ale miło byłoby oderwać się również od zgiełku miasta. Moglibyśmy odwiedzić me rodzinnego strony. Sandwich to piękny zakątek, jeden z najpiękniejszych w Anglii.
Na samo wspomnienie o domu uśmiechnął się subtelnie. Jeszcze nigdy nikogo tam nie zapraszał, obawiając się wszelakich komplikacji płynących z tego tytułu. Ale Dorian jest wyjątkowy, on na pewno potrafiłby docenić piękno malowniczych krajobrazów i jednocześnie nie naruszyłby niczego, co dla Gustava ma tak wielką wartość.
Ułożył się na boku i oparł na łokciu. Pozycja była o wiele wygodniejsza i dawała możliwość wpatrywania się w rozmówcę bez większych trudności. Blondyn spoważniał w jednej chwili, nie odrywając spojrzenia stalowoszarych oczu od osoby Richmonda.
- Powinienem się obrazić za zwątpienie w moje słowa. Zaoferowałem ci gościnę pod swoim dachem i nie zamierzam się z tego wycofać. Życzę sobie, abyś jeszcze dziś znalazł się u mnie. Jestem w stanie oddać do twojej dyspozycji całe skrzydło rezydencji.
Nagle zawisł nad jego twarzą i zuchwale chwycił jego okulary, aby zdjąć je śmiało z nosa. Szybko na jego twarzy zagościł tryumfalny uśmiech, kiedy to wreszcie wywalczył sobie prawo do tego, aby ujrzeć jego twarz w całej okazałości. Zastanawiał się przez chwilę, czy ma mu oddać okulary, lecz szybko nabrał skruchy i włożył je z powrotem na prosty nos szlachcica.
- Kiedy porwę cię na kolację, odpowiedni ludzie przewiozą twoje rzeczy do mnie. Czy może jest coś, co wolisz przewieźć osobiście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Nie Lip 20, 2014 8:25 pm

Początek sierpnia – termin tak bliski, a z drugiej strony odległy. Ktoś właśnie zaczynał decydować o jego czasie wolnym, a on na to przyzwalał. Ba! wręcz sam sprowokował, by rozmowa potoczyła się dalej i niemal wymusił na rozmówcy, by ten podał jakiś termin. Dla Richmonda nie było barier, których nie potrafiłby pokonać, gdy bardzo chciał.
- Sierpień… - niby się zamyślił, spoglądając na koronę drzewa, już znał odpowiedź na zadane przez hrabiego pytanie, lecz przytrzymanie go w pewnej nieświadomości było wręcz pożądane. I wtedy też przeliczył szybko w głowie obecne terminy.
Wspominał wcześniej, że może zostać na pewien czas, lecz miał już wykupiony lot powrotny do Australii i to właśnie na początku sierpnia. Wtedy mijał termin jego przepustki, chciał w dość krótkim czasie, a zarazem dla niego tak długim z dala od domu, pozałatwiać najważniejsze rzeczy związane ze szkołą. W tym momencie mógł albo podziękować, albo przeżyć coś na wzór wakacyjnej przygody. Wybór nie był prosty, gdyż powrót do domowego zacisza oraz wyprawa w nieznane z fascynującym towarzyszem były równie kuszące.
Z rozmyślań na temat dróg wyboru wyrwało go posunięcie dyrektora firmy. Zdziwił się dość mocno, gdy został pozbawiony okularów, a ich twarze znalazły się blisko siebie. Zamrugał pospiesznie lekko uchylając usta. Twarz Doriana miała nieco ostre, regularne rysy, złagodzone długimi, mysimi włosami, które dość często żyły własnym życiem. Na prostym nosie odznaczała się ciemniejsza linia, gdzie skórę odgniatały okulary. Wagi wyglądały na miękkie, choć w obecnej chwili nieco zaschnięte, zwilżone jedynie językiem przed paroma chwilami. Niezbyt duże, stalowoszare oczy pozostawały zmrużone. Dorian nie widział niczego na wyciagnięcie dłoni i zdawał sobie sprawę, że powoli traci swój cenny wzrok, z roku na rok musząc przywdziewać coraz to grubsze szkła. Skóra pozostawała w idealnym stanie, nie licząc kilku mimicznych zmarszczek, które jak na jego obecny wiek były i tak dość delikatne.  Pozwolił sobie lekki ruchem nadgarstka odgarnąć grzywkę z czoła mężczyzny, by i jego oblicze prezentowało się w odpowiedni sposób
- Czy użyczysz mi swojego telefonu? – zapytał szeptem, by nie mącić tej dziwnej chwili. – A rzeczy mogą zabrać, wszystko, co cenne, noszę przy sobie – wyraźnie się ucieszył, ze nie będzie musiał spędzać kolejnej nocy w małym, hotelowym pokoju.
Sam nie posiadał komórki, używał jedynie stacjonarnych, dlatego też był utrudniony kontakt z szlachcicem, który nie przejmował się swego rodzaju bezradnością w obecnych czasach. Miał jednak pamięć do numerów i spojrzał na powierzony mu przedmiot. Aż usiadł trzymając go w dłoniach i oglądając z każdej strony. Dopiero teraz było widać, jak bardzo oderwany jest od otaczającego go świata, gdyż nieporadność z jego twarzy aż biła. Zrobił urażoną minę.
- Dałeś mi popsuty egzemplarz, tu nie ma guziczków – powiedział to z taką pewnością w głosie, że ktoś faktycznie mógłby uwierzyć, ze posiada wybrakowany sprzęt.
Smartfony były dla niego zagadką, choć słyszał o dotykowych ekranach, doskonale wiedział o ich istnieniu, to nigdy nie miał styczności z tak nowoczesnym urządzeniem. Wielce ubolewał, że musi używać laptopa do pracy, gdyż nie wszystko mógł robić staroświeckimi sposobami: ołówkiem po kartce przy pomocą linijki.
Niczym zagubione dziecko oddał komórkę blondynowi, prosząc go o wybranie numeru na lotnisko. Zdecydował, że odwoła swój lot do Sydney. Po siedemnastu latach samotności należało mu się kilka dni spędzonych w czyimś towarzystwie. Może okaże się nie być takim samotnikiem, za jakiego się od dawna uważał?
- Słyszałem o Sandwich, lecz nigdy tam nie byłem. Jeżeli zabierzesz mnie do swojego świata, będzie to dla nie ogromny zaszczyt, hrabio – ostatnie ze słów dodał z lekką przekorą w głosie, bawiąc się z nim niczym nastoletni młodziak ze swoim rówieśnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Nie Lip 20, 2014 9:32 pm

Nie otrzymał żadnej konkretnej odpowiedzi, co do terminu ich kilkudniowych wakacji, choć pocieszające było to, że Dorian chociaż zechciał przemyśleć tę kwestię, o czym świadczyła jego chwilowa zaduma, tak widoczna gołym okiem. Mężczyzna mógł już mieć plany na sierpień, jednak na korzyść Gustava przemawiał fakt, iż obaj łakną swego towarzystwa. Waddington był świadom tego, że został przez architekta kompletnie oczarowany i zapewne zdradzał się z tym na każdym kroku, co tylko jeszcze bardziej go pogrążało. Z drobnej fascynacji zrodziło się coś, nad czym nie mógł zapanować. Był go ciekaw, z każdą chwilą chciał wiedzieć o nim więcej i przede wszystkim pragnął trzymać go przy sobie jak najdłużej.
Od razu dostrzegł zaskoczenie malujące się w jego oczach, które było reakcją na jego śmiałe posunięcie. Teoretycznie narażał się na pewne nieprzyjemności związane z pobawieniem długowłosego okularów, jednak w głębi ducha czuł, że nie zostanie za to potępiony. Dobrze, że jego ciche przewidywania spełniły się i przyniosły tak ciekawy rezultat. Przez chwilę ich twarze były tak blisko. Hrabia dostrzegł wiele uroku w tych ostrych rysach, jednak najwięcej jego uwagi przyciągnęły usta, które wręcz domagały się odpowiedniego nawilżenia. Kiedy jego włosy zostały odgarnięte przez Richmonda, wreszcie ocknął się i powrócił ze świata mrzonek do rzeczywistości. Jak to dobrze, że nie pozwolił sobie na zbyt wielkie zuchwalstwo.
- Ależ oczywiście – odparł na jego pytanie także szeptem i wyjął z kieszeni spodni smartfona. Nie był on zbyt wielki, dyrektor RoboticsUNION preferował mniejsze modele, które mieszczą się w dłoni. Wręczył Dorianowi urządzenie i grzecznie zwiększył dystans między nimi, co uczynił z ciężkim sercem. Powrócił do siadu, próbując w ten sposób uspokoić myśli, które, na obecną chwilę, wybiegały zbyt daleko z wizjami kolejnych występków. Skupił się na osobie szlachcica, który nie mógł do końca poradzić sobie z telefonem. Oglądał uważnie przyrząd ze wszystkich stron, próbując rozgryźć, jak należy się z nim obejść. Biedak, nie był w stanie dojść, jak powinien wykonać połączenie.
- Mea culpa – wyrzucił z siebie niby ze skruchą, jednak w jego głosie przebijało żywe rozbawienie, którego nie mógł, a nawet nie chciał kryć. Widok takiej bezradności u tak znakomitej persony bawił go, co być może nie było do końca poprawne, ale z całą pewnością było naturalne. – Następnym razem przyniosę sprawny telefon.
Odebrał od niego smartfona i odblokował ekran, po czym wybrał podany przez Doriana numer. Podał mu telefon i wysłuchał krótkiej rozmowy telefonicznej, podczas której właściciel szkoły odwołał swój lot do Sydney. Chciał już wracać do siebie z początkiem sierpnia, kiedy jeszcze nie zdążyli się sobą nacieszyć? To nie mogło się wydarzyć, dlatego też cieszył się z takiego obrotu spraw.
Na sam dźwięk tytułu zaśmiał się pod nosem, bo inaczej nie mógł zareagować na tę jawną prowokację ze strony rozmówcy. Wielu ludzi zwracało się do niego poprzez tytuł, jednak Gustav kompletnie nie spodziewał się tego, że i Dorian przemówi do niego w ten sposób. I choć zrobił to w żartach, blondynowi wydawało się to dość zaskakujące.
- To dla mnie będzie zaszczyt móc ugościć cię w mych rodzinnych stronach – odrzekł wreszcie na jego słowa.
Znów zmienił pozycję, gdy się położył, lecz tym razem głowę ułożył na udach towarzysza, niezbyt przejmując się jego reakcją, choć obserwował uważnie z dołu jego twarz. Posłał mu subtelny uśmiech, następnie uniósł dłoń i opuszkami palców przesunął po jego policzku. Tak bardzo podobała mu się faktura jego bladej skóry.
- A za rok to ty zabierzesz mnie w jakieś miejsce. Może do Sydney?
Nigdy specjalnie nie przepadał za Australią, również nigdy zbyt często nie zabiegał o to, aby odbywać tam częste podróże. Sytuacja się zmieniła, kiedy okazało się, że w stolicy kraju kangurów mieszka Dorian. Teraz Waddington ma powód, aby udać się tam przynajmniej kilka razy do roku.
- Mam zamiar odwiedzić twój dom, więc jak tylko wrócisz, szykuj mi miejsce. Ale nie wracaj zbyt szybko.
Już teraz nie mógł się pogodzić z perspektywą rozłąki. Rzecz jasna nie zatrzyma Richmonda w Londynie siłą, jednak o wiele lepiej by się czuł, gdyby wiedział, że ma go nieco bliżej siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Lip 21, 2014 5:33 pm

Postanowione. Został w Londynie na kolejne dni, a może i tygodnie, gdyż nie rezerwował od razu lotu powrotnego, miał na to czas, a za zwrócone za lot pieniądze będzie mógł spokojnie wyżyć w Londynie z dwa tygodnie i to na bogato. Przecież nie będzie leciał klasą ekonomiczną z tymi wszystkimi ludźmi różnych narodowości. Póki było go stać, a będzie do końca życia bez większych nakładów, to będzie latał klasą biznesową – z dodatkowym miejscem na nogi, bez sąsiedztwa obok, a przede wszystkim bez płaczących dzieci, których lament nie pozwalał mu się skupić.
Dorian był inteligentną osobą, jednak przez myśl mu nie przeszło, by mógł oczarować kogoś o pozycji Gustava. Może nawet nie tyle, co nie wierzył w siebie, bo był dumną i pewną siebie osobą, lecz nie myślał o sobie w kwestiach ewentualnego partnera, zauroczenia, czy chociażby obiektu westchnień. We własnych oczach miał zbyt wiele wad, by mógł komukolwiek zawrócić w głowie. Każdy poszukuje idealnego partnera, a nie wybrakowane egzemplarze, które z dnia na dzień stają się coraz to gorsze w miarę poznawania ich.
Przeprosiny przyjął z pewnego rodzaju zadowoleniem, choć nieco się speszył, gdy dotarło do niego, ze miał w swoich rękach nowszy z gadżetów i po prostu nie potrafił go obsłużyć.
- I dlatego też sam nie robię wszystkiego, tylko pracę powierzam specjalistom w swojej dziedzinie – mruknął, jakby starał się wytłumaczyć, lecz po prawdzie chciał sprawić Waddingtonowi komplement.
Niesamowicie podobało mu się, gdy jasnowłosy się uśmiechał. Wtedy ten poważny mężczyzna zyskiwał zupełnie nowego uroku, o którym mógł nie wiedzieć. Richmond uchylił usta, by coś powiedzieć, lecz wtedy stała się rzecz niespodziewana. Hrabia położył głowę na jego udach. Z lekkim niedowierzaniem spoglądał jak jasna czupryna ląduje na jego spodniach. Nie potrafił się powstrzymać przed ponownym zgarnięciu grzywki z czoła hrabiego. Kąciki jego ust uniosły się, gdy usłyszał kolejne słowa płynące ze strony Gustava.
- Mój dom w Sydney z przyjemnością cię powita, gdy zechcesz postawić swe stopy w mych skromnych progach – rzekł z z lekkim przymrużeniem oczy, gdy dłoń dyrektora ROBOTICSUnion dotknął jego policzka.
Czuł dokładnie na swej skórze opuszki palców, które może nieco nieśmiało, może troszeczkę wystraszone sunęły w górę i w dół. Był wrażliwy na dotyk i łatwo to można było po nim poznać, gdyż lekko drgnął, a zapewne na równie jasnej skórze, co cera, pojawiły się dreszcze. Badanie jego reakcji musiało być niesamowitym przeżyciem i go nie można było pochłonąć – go się kosztowało drobnymi kęsami, gdyż wtedy smakował najlepiej.
- Nie mówmy o przyszłości. W chwili obecnej nie wiem, kiedy powrócę do swego domu, więc niech tak zostanie jak najdłużej – wyraził w ten sposób chęć przedłużenia tej magicznej chwili.
Richmond miał wrażenie, ze spędził swój cały pobyt w Londynie z owym mężczyzną, choć prawda była zupełnie inna.
Pochylił się, a jego włosy spłynęły mu na pierś, lekko drażniąc twarz hrabiego, by po chwili utworzyć im intymną zasłonę. Obaj nie zachowywali się w racjonalny sposób, w jaki powinni dorośli mężczyźni, lecz im wiek nie przeszkadzał, a cała rzeczywistość nie miała większego znaczenia zwłaszcza w tym opuszczonym na okres wakacji miejscu. Dorian z uwagą przyglądał się oczom swego towarzysza.
- Są tak podobne do moich, a jednak różnią się – szepnął z uśmiechem i palcem przejechał po jego czole, nosie i zatrzymał się na ustach. – Mam nadzieję, że twoi amanci nie zrobią mi krzywdy, gdy dowiedzą się, że spędzasz swój wolny czas z dziwakiem z kraju wombatów – jak zawsze samokrytyczny i rozbawiony.
Nie wiedział nawet, że te słowa mogą być pewnego rodzajem wróżbą. Wyprostował się i odgarnął włosy za ucho. Nie kazał mu wstać, taki ciężar był całkiem przyjemny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pon Lip 21, 2014 9:05 pm

To dość niespodziewane, aby mężczyzna o tak dobrym pochodzeniu nie znał swojej wartości. Wydawałoby się, że Dorian powinien być przekonany o swej wyjątkowości, tymczasem nie jest jej za bardzo świadomy. Zapewne zdaje sobie sprawę z tego, iż posiada nietuzinkowe dziwactwa, mimo to nie budzi to w nim pychy. Nie cierpi na przypadłość wielu wysoko postawionych ludzi – samozachwyt. On naprawdę jest niepewne swego uroku, którego nie dostrzega. Jego rysy są regularne, w pełni naturalne, spojrzenie stalowoszarych oczu bystre, przenikliwe i lotność umysłu wyjątkowa. Gestyk, które wykonuje, zdradzają wiele gracji i dobrego smaku, słowa zaś zawsze są odpowiednio przemyślane. Richmond jeszcze ani razu nie zaniedbał przy Gustavie wagi słów, a nawet sam przypominał hrabiemu, że nie należy tego czynić. Wszystko to świadczyło o jego dobrych manierach, racjonalności i głęboko skrytym uroku, który tylko uważni obserwatorzy są w stanie dostrzec.
Oczom Waddingtona nie mógł umknąć żaden szczegół. Przyglądał się właścicielowi Traditional Royal School i dostrzegał im ogrom wrodzonego uroku oraz nabytej kultury. Wiedział, jak należy dbać o tak wielki skarb, dlatego też nawet przez chwilę nie myślał, że mógłby być mu nieprzyjazny. Czuł, że tylko on – człowiek, który wychowywał się w podobnych warunkach, co on, może prawdziwie go zrozumieć. Zrozumienie przychodziło im z tak wielką łatwością. Ich spotkanie dla nich obu było darem od losu.
- Czyli od dziś jestem twoim osobistym konsultantem od urządzeń elektronicznych – odparł nieco rozbawiony, wcale nie kpiąc z sobie z nieobycia Doriana ze sprzętem. Właściwie, to wspaniałe, że istnieje osoba, która pozostaje obojętna na te wszystkie nowinki technologiczne. Chyba właśnie takiego kogoś potrzebuje Gustav, aby móc całkowicie oderwać się od pracy.
Zaproszenie niezwykle go uradowało, ale o wiele bardziej radował się na kolejny kontakt dłoni rozmówcy z jego czołem. Również sam dotykał jego policzka, próbując nasycić się jego wspaniała fakturą stopniowo. Czynił to ostrożnie, aby nie spłoszyć mężczyzny. Hrabia odrobinę obawiał się własnego zachowania, bo czyż nie zachowywał się zbyt poufale? Nie myśląc o odczuciach długowłosego, pozwalał sobie na coraz więcej. Jednak widział w jego spojrzeniu wzajemność pragnień, odczuć i sympatii. Ale musiał działaś z rozwagą, w końcu nic jeszcze o sobie nie wiedzą.
- Masz rację, nie ma potrzeby wybiegać myślami tak daleko.
Rzadko kiedy rozmyśla o przyszłości, woli raczej żyć teraźniejszością. Jednak przy Richmondzie staje się taki… dziecinny. Nagle zaczyna marzyć, entuzjazmować się nad czymś, co jest tak bardzo niepewne. To go zaskakiwało i jednocześnie cieszyło. Nawet przy porównaniu ich oczu czuł się tak niesamowicie radosny. Lecz w końcu powaga musiała się między nich wkraść.
- Moi amanci to przede wszystkim zgraja czekających na sensację reporterów. Kto wie, czy jeden nie czai się w okolicy?
Próbował sobie żartować, ale to wcale nie było zabawne, przynajmniej nie dla niego. Schronił się w jego włosach, mrużąc przy tym oczy. Rozumiał obawy towarzysza, dlatego postanowił szczerze odpowiedzieć na jego obawy. Powrócił do siadu i odwrócił się twarzą ku niemu, następnie wyprostował plecy. Od razu spojrzał na niego ze skupieniem, a w jego oczach kryła się powaga.
- Nie musisz się o nic obawiać. Tylko o twoje względy śmiem zabiegać.
Znów się uśmiechnął, tym razem nad wyraz delikatnie, aby nie wydać się zbyt zuchwałym. Powstał an równe nogi, wtedy też wyciągnął dłoń w kierunku towarzysza, zawierając już więcej pewności w swym uśmiechu. Koniec tej powagi, teraz powinni poddać się jedynie miłej im obu chwili.
- Czy zechcesz oprowadzić mnie po swym zamku lub chociaż po jego ogrodach?
Spojrzał na niego z błyskiem w oku, znów powracając do dawnej postawy. Niby dlaczego ma się przejmować kimś, kto nie gości w jego życiu? Woli skupić się na obecnym towarzyszu, który przesłonił mu świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główny plac   Wto Lip 22, 2014 5:53 pm

Ten dumny mężczyzna patrzył na hrabiego Sandwich i zdawał się nie do końca rozumieć, o czym on mówi. Zabieganie o względy? Czyżby naprawdę miał na twarzy wymalowane, ze preferuje związki męsko-męskie, czy może jego zachowanie jest na tyle sztampowe, że można to było wywnioskować zaledwie po paru chwilach. Sam się uśmiechnął do własnych myśli. Jaki zdrowy facet pozwalałby sobie na lekkie otarcia, subtelne gesty, dotyk, głębokie spojrzenia w oczy i jawne prowokacje? Tak łatwo potrafił się zdradzić ze swoją fascynacją, zwłaszcza, gdy mógł ją po prostu odwzajemnić. Musiał przyznać, ze te zaloty bardzo mu schlebiały, chociaż mógł sprawiać wrażenie, że nie pragnie uwagi, ani tych wszystkich zalotów.
- Jako mój konsultant powinieneś dobrze zarabiać. Podaj mi swą stawkę – pociągnął żart, choć nie uważał, by wiedza z zakresu nowoczesnych gadżetów była mu do szczęścia potrzebna. On potrzebował czegoś innego, mniej namacalnego niż tablet czy smartfon.
- Media zdążyły zapomnieć o mojej osobie, choć jestem pewien, ze niedługo znów się nią zainteresują – nie wyglądał jednak na zadowolonego z obecnego obrotu spraw. Coś musiało go martwić, bo co pewien czas nieco nerwowo spoglądał na główne wejście do szkoły. – Zaczynają się tu dziać niepokojące mnie rzeczy, aczkolwiek w duchy nie wierzę – przekazał Gustavowi swoje głęboko skrywane obawy.
Pozwolił sobie pomóc wstać, delikatnie chwytając jego dłoń swoją, tym razem nie będącą skrytą za skórzaną rękawiczką. Podniósł parasolkę i rozłożył ją, by niemal natychmiast schronić się przed słońcem, które ciągle dawało się we znaki. Zrobił kilka kroków i lekko przechylając głowę spojrzał na sylwetkę dobrze urodzonego mężczyzny.
Skierował swe kroki do ogrodu, delikatnie ponaglając towarzysza ruchem ręki, by poszedł za nim. Obejście całej szkoły zajęło im trochę czasu, a wraz z każdym kolejnym krokiem, Dorian stawał się coraz bardziej podekscytowany, gdy mógł opowiedzieć, jak niegdyś wyglądało to miejsce, co kryło się w każdym pomieszczeniu i jak wyglądał ogród. Był na tyle swobodny, że użyczył cienia ze swojego parasola Waddingtonowi, a przy jednym z bardziej barwnych opisów i wskazaniu miejsca, uwiesił się jego ramienia i tak już pozostał do końca ich wspólnej wędrówki. Zdawał się zapomnieć, że spaceruje pod rękę z dyrektorem dobrze znanej firmy, lecz tego typu zachowanie cieszyło się ogromnym poważaniem wśród ludzi wysoko postawionych. Sam Gustav został do pewnego stopnia zmanipulowany, że to on niósł parasol i starał się, by szkodliwe promienie słońca nie zetknęły się z porcelanową skórą jego rozmówcy.
Ich wędrówka zakończyła się w tym samym miejscu, w którym rozpoczęła i sprawiła, że obaj zapłonęli od wizji, które zrodziły im się w głowach. Zapewne jeden i drugi nie myślał tylko o szkole, ale już o kolacji, o której Gustav zdążył wspomnieć w trakcie zwiedzania szkoły.
- Myślę, że jesteśmy gotowi do drogi. Jako że są wakacje, nie musimy się aż tak spieszyć z inwestycją? – poprawił znów swe okrągłe okulary i dłonią odruchowo przeczesał włosy, odgarniając je na swoje wyprostowane plecy. Ten spacer wzmógł apetyt Doriana nie tylko na jedzenie, ale i na poznanie hrabiego, zobaczenie jego domostwa i miejsca, gdzie ta niesamowita osoba spędza godziny po pracy. – Skoro ja pokazałem ci moje królestwo, pora bym udał się do twojego – zaproponował z lekkim uśmiechem, po raz kolejny decydując o ich kolejnych krokach.
Pozwalał jasnowłosemu traktować się niczym wyniosłej damie, więc chciał mieć chociaż ostanie słowo podczas wyboru ich dalszej drogi.
- Obstawiam, że poruszasz się autem, a nie bryczką – skwitował z lekkim żalem, gdy faktycznie podeszli do samochodu godnego dyrektora ROBOTICSUnion.
Więcej nie marudził, nawet mu nie wypadało. Raz jeszcze obejrzał się, by spojrzeć na Traditional Royal School i wsiadł do wozu partnera biznesowego.
- Powierzam ci moje życie, doceń to – zapiął się pasem i chwycił rączki, najwyraźniej podróż samochodem również na swój sposób go przerażała, lecz był grzecznym pasażerem,
Kolejnym ich przystankiem była posiadłość Waddingtona.

z.t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Czw Maj 14, 2015 7:06 pm

Siedział pod drzewem, szkicując w swym rysowniku zawzięcie.
W sumie nic ciekawego, jakiegoś randomowego przechodnia z dzieciakiem siedzącym mu na tak zwanego "barana". Nauczyciel powiedział mu, że powinien spróbować rysować coś innego niż dotychczas, mówił, że to pomoże mu się rozwinąć.
Ziewnął jednak głośno i szeroko, odruchowo zasłaniając usta pięścią.
Było mu ciepło, białe włosy znów związał więc w krótką kitkę, by nie łaskotały go w kark.
Bluzę miał pod siedzeniem, a nie na sobie, bo z dwojga złego wolał, by to ona była od trawy zielona, niż jego spodnie.
Leniwy, nudny dzień, bez szaleństw, bez krzyków, bez Arielów.
Aż się przeciągnął, niemal gotów do drzemki, niczym zadowolony kocur.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Główny plac   Czw Maj 14, 2015 7:33 pm

Niski blondyn szedł szybko przez trawnik, szukając znajomej białej kitki. Dzięki Ci Boże, za to, że jego chłopak jest taki charakterystyczny, przez co szybko znalazł informację gdzie się znajduje. Rozglądał się w panice, czując na karku oddech śmierci.
Znaczy jego starszej siostry, która miażdżyła jego ramię w uścisku.
Pół godziny wcześniej wparowała do biblioteki, złapała Ariela za chabety i wyciągnęła gdzieś gdzie nie będzie świadków. Dowiedziała się, że jej słodki braciszek okazał się spod znaku tęczy i stwierdziła, że MUSIAŁA przyjechać, by dowiedzieć się o co chodzi.
A o ile łatwo im poszło z Adamem, tak o wiele trudniej pójdzie z nią...
Sevioal już prawie schodził na zawał, kiedy w końcu dostrzegł Reinera siedzącego pod drzewem. Miał zamiar do niego iść, ale jego siostra go wyprzedziła.
- "To TY! Ty zbrukałeś mojego braciszka!!" - Wrzasnęła i na "dzień dobry" dała mu w twarz, a na "porozmawiajmy o Panu naszym", podniosła go za koszulkę i przyszpiliła do drzewa. - "Jak śmiałeś?! Jak mogłeś go tak omotać, by oddał ci swoje ciało?!" - Syknęła.
Była bardzo podobna do Arielki, jednak jej rysy twarzy były szlachetne i dość mocno zarysowane. Miała takie same niebieskie oczy i długie blond włosy, spływające w delikatnych falach na plecy i okalające jej buzię.
Młodsza i męska wersja pisnęła głośno i odciągnęła demona w kobiecej skórze od swojego ukochanego.
- Aurora! Zostaw go! On mnie nie omamił! Ja go KOCHAM! - Krzyknął i złapał chłopaka za ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Czw Maj 14, 2015 8:39 pm

Pierwszym co usłyszał był dziki wrzask baby, której chyba brakło chłopa.
A później coś go uderzyło.
Nie ogarnął o co chodzi, dlatego babsku udało się go przyszpilić do drzewa, jednak już zaczynało do niego docierać.
Ariel. Wrzeszcząca suka, która śmiała uderzyć Reinera w policzek. Orientacja. Psucie ludzi i inne tego typu gówna.
Jego szkicownik upadł na ziemię i słyszał, jak któraś z kartek się rozdarła.
W dodatku babsko stanęło buciorami na jego bluzie.
No kurwa nie.
Jeśli ona była demonem w skórze człowieka, to chyba nie wiedziała, kto tym całym piekielnym bajzlem zarządza i zsyła na wieczne katusze w kotle.
Niewiele myśląc chwycił boleśnie za jej przedramiona i, nie przejmując się mianem damskiego boksera i wykorzystując przewagę siłową, zarzucił laską tak (ignorując wtrącanie się Ariela), że uderzył jej bokiem o drzewo, samemu zmieniając pozycję na napastnika.
Nastepnie, by laska nie miała za bardzo manewru, wykręcił ją tak, że przycisnął jej twarz do drzewa, a jej ręce boleśnie skrzyżował na jej własnych plecach.
- Nie wiem kim do chuja pana jesteś - odezwał się wyraźnie wkurzony - ale jeśli myślisz, że możesz od tak sobie podbiec, przyjebać komuś w twarz, nawrzucać mu na temat, o którym się nie ma gównianego pojęcia i wyjść z tego bez połamanego kręgosłupa w dziesięciu miejscach, to załatwię ci miły pokoik bez klamek - Wysyczał jak żmija gotowa do ukąszenia.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pią Maj 15, 2015 9:34 am

Kobieta pisnęła, kiedy białowłosy obrócił ją i przycisnął do drzewa. Ariel krzyknął i rzucił się do tej dwójki, próbując ich rozdzielić.
- Rei! Proszę, Rei puść ją! To moja siostra! - Ciągnął go za ramię.
Blondynka spojrzała na niego gniewnie i zmrużyła oczy. Podniosła głowę, wysuwając brodę do przodu, jak na arystokratkę przystało.
- "Puść mnie! Nie wiesz z kim masz do czynienia! Jak śmiałeś dotknąć Ariela?! Ty brudny, wstrętny pedale!" - Syknęła równie złowrogo.
Aurora była jedyną osobą, która mogłaby stanąć naprzeciw Sakuragiemu i nie przestraszyć się go. Patrzyła z nienawiścią na chłopaka swojego brata, a Ariel przyglądał się przerażony tą sytuacją.
- Rei! Aurora! Przestańcie, proszę! Porozmawiajmy na spokojnie! Rei, błagam cię! - Zaparł się z całych sił i odciągnął osiemnastolatka. Zarzucił mu ręce na szyję i wtulił się w niego, by nie mógł rzucić się z powrotem na dziewczynę. - Aurora! Przeproś go w tej chwili! Jak mogłaś go uderzyć?! To ja mu pierwszy wyznałem miłość i to ja doprowadziłem do tego, że jesteśmy teraz razem! - Powiedział i wpił się w wargi białowłosego, by pokazać swojej siostrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reiner
Skarbnik Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 299
Join date : 11/01/2014
Age : 26

PisanieTemat: Re: Główny plac   Pią Maj 15, 2015 8:40 pm

- Puszczę... gdy już skończę dusić jej szyję jej własną tchawicą! - O ile pierwsze słowo było spokojne, tyle dalsza cześć zdania była rykiem godnym pana piekieł. Którym był.
Co prawda debilizmem było wysuwanie brody do przodu, gdy białowłosy przyciskał mordę laski do drzewa, ale na jej słodkie słówka tylko jeszcze raz nią szarpnął, jeszcze mocniej przyciskając ją do pnia.
Nachylił się do jej ucha, ale Ariel mógł to usłyszeć.
- Chuj mnie to obchodzi z kim, czym i gdzie mam do czynienia, możesz być pierdoloną córką pierdolonego prezydenta, ale jeśli pierdolisz takie teksty bez zastanowienia i pomyślunku, to nie licz na to, że ja będę bawił się w jebanego dżentelmena od siedmiu boleści - jego słowa był płynne jak lód i równie zimne, żeby nie zrozumieć sytuacji, w jakiej się znalazła, dziewczyna musiałaby być największą debilką na świecie i/lub posiadać najmniejszy współczynnik instynktu samozachowawczego.
A tacy ludzie długo nie żyli.
Nie w towarzystwie Sakuragich.
Gdy Ariel zaczął go odciągać, wtedy Reiner odrzucił od siebie blondynę, tak, ze ta upadła obok drzewa i sam Sakuragi spojrzał na nią jak na najgorsze, co pełza po świecie.
Nieco mniej delikatnie niż chciał, chwycił Sevioala za ramiona, by odsunąć go od siebie.
Nie był w nastroju do całowania się, bardziej do spuszczenia wpierdolu.
Ariel jednak skutecznie blokował drogę do swojej siostry.
Cóż, nim Reinery raczej nie rzucą jak wściekły grizzly.

_________________


| Karta postaci | Telefon | Pokój | Relacje |

♦ Char. Allen Walker ♦
♦ & Gokudera Hayato ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główny plac   

Powrót do góry Go down
 
Główny plac
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Dziedziniec-
Skocz do: