IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Keith & Świeżak

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Keith & Świeżak   Sob Sty 11, 2014 7:57 pm


"Jak zdobyć** włócznie"

Występują:
- > Joey vel Aditya
- > Xavier
- > Aaron
Oraz wiele postaci pobocznych.



**ukraść


Ostatnio zmieniony przez Keith dnia Czw Maj 01, 2014 10:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Keith & Świeżak   Wto Sty 14, 2014 8:16 pm

-Proletaryzacja!
-Gówno prawda, nie można wymyślać słów, to wbrew regułom!
-Jak się jest idiotą, to się słów po prostu nie zna. Zakup sobie słownik, tłuku!
-Bardzo śmieszne! Nigdy nie mówiłeś o żadnym protelariacie, wymyśliłeś to i próbujesz mnie zrobić w konia!
-Thomas, przyjacielu. Mam masę okazji, żeby zrobić z ciebie idiotę i bez oszukiwania...

Łysy mężczyzna pod czterdziestkę podniósł się, składając palce w pięść i prężąc mięśnie. Już, już chwila i...
-Panowie straż, rozbitek.- Wysoka, czarnowłosa kobieta mężczyzna? nie wyglądała na specjalnie tym zainteresowaną, ale musiała poinformować. Straż zawsze informowano o nowych latających lądach, takie były zasady. Kiedy wraz z nimi przylatywali ludzie, trzeba było zrobić to niezwłocznie.  
-Cholera, w takim momencie!- Thomas walnął pięścią w stół.- Jeszcze się z tobą policzę!

Znaleźć rozbitka nie było trudno. Już kiedy opuścił strażnicę zauważył tłum bezpłciowych dzieci biegnący w stronę wybrzeża. Zresztą, gdzie indziej miał wylądować przybysz: w pałacu? Ruszył wolnym krokiem, co jakiś czas przesuwając dziecko lub młodzieniaszka z drogi, w końcu docierając w samo centrum zainteresowania gawiedzi. Na nowo przybyłym, wciąż porośniętym owocowymi krzewami lądzie leżał sobie najzwyklejszy facet, gdzieś tuż po lub jeszcze w trakcie okresu dojrzewania. Trącił go butem i przewrócił na plecy. Tłum wciągnął powietrze zszokowany. Jak na komendę. Zaraz potem trzy postacie z boku zaczęły szeptem komentować zarost, jakiego No przecież widzę! można się było dopatrzeć na jego szczęce.
-Nie śpimy. Budzimy się, młody rekrucie. Już dawno minęła pora na sen!- kopnął go drugi raz, tym razem już boleśnie. Nie miał zamiaru się z nim cackać, bo wydawał się zbyt ciężki. Niesienie go w tym stanie do garnizonu kosztowałoby wieki czasu, morze energii i cały wszechświat cierpliwości w odganianiu pochodu gapiów, jaki by za nimi ruszył. Ścisnął pikę i już szykował się do ciosu drzewcem w jego brzuch, kiedy nowy kawałek lądu osunął się w dół o dobrych parę stóp przy wtórze okrzyku zaskoczonego tłumku. Wał ziemi uformował się na złączeniu dwóch lądów, przysypując sandały co mniej uważnych. Thomas uśmiechnął się tępo, po czym zrobił poważną minę, wymachując piką- tłum zejdzie z latającej ziemi, bo zacznie wędrować!- polecił stanowczym tonem, a gdy go posłuchali i wrócili na brukowany taras rynku, kucnął nad wciąż nieprzytomnym facetem.- No dalej, przestań udawać zwłoki. Jak przyjdzie dowódca będę musiał cię zanieść, a ty nie jesteś wagi piórkowej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Keith & Świeżak   Pią Lut 07, 2014 12:44 am

Powietrze. Woda. Ogień. Ziemia. Cztery żywioły. Przeplatały się ze sobą, tworząc tajemnicze znaki. Co to były za znaki? Wyglądały znajomo, ale co precyzyjnie oznaczały? Układały się w coś. Okrąg. Pusty okrąg, w środku którego on leżał. Kręciły się dookoła niego, wirując również wokół własnej osi. Dlatego nie mógł ich odczytać. Precyzyjnie rzecz ujmując... Na jego oko wyglądały, jakby brakowało w nich jakiś fragmentów. Ale coś dał radę odcyfrować. „Li...ing ...orever … war Adi...ya...”. Co to znaczyło? Miał wrażenie, że wie. W końcu umiał to przeczytać. Ale tak precyzyjnie, o co chodziło? Zmrużył oczy, próbując dokładniej ocenić, co widzi. Dopiero wtedy dostrzegł, że to, co początkowo wziął za żywioły, było tylko różnego rodzaju kolorami. Część słów (również tych, których nie był w stanie odczytać) miała te same odcienie, lub podobne... Obramowanie? Materiał, na którym były wypisane?
Nie umiał tego ocenić. Zamknął oczy i spróbował dłonią dotknąć powierzchni, na której leżał. Najpierw niedaleko siebie. A potem coraz bliżej, by ostatecznie sięgnąć na plecy. To mogło wydawać się absurdalne, ale... Tkwił w powietrzu. Bez ruchu, z wirującymi dookoła niego słowami. Joey nie rozumiał, co się dzieje. Otworzył oczy. Nie pamiętał w tym konkretnym momencie, co robił wcześniej, ale miał przeczucie, że w końcu sobie przypomni. Tak samo, jak przypomniał sobie znaczenie słów. Wypełnił luki i dostrzegł pojęcia takie jak wojna, życie wieczne, bohater i... Groszek konserwowy? Zamrugał oczami, skupiając spojrzenie na tych zielonych fragmentach nazwy, które kręciły się i zamieniały miejscami... Ale już nie potrafił tego odczytać. Nieważne. Musiało mu się zdawać.
Zamknął oczy ponownie i przetarł dłonią twarz. Nie czuł żadnego powiewu, jakby wisiał w próżni. Co, na jego rozum, nie było możliwe. Zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć, w którym momencie swojego życia stracił zmysły i pozostał z luką w pamięci. Nie doszedł jednak do żadnych wniosków. Miał dziurę w głowie, która w różnych odstępach czasu zapełniała się chaotycznymi informacjami, pojęciami, czy twarzami.
W takim stanie nie miał po co starać się odzyskać wspomnień. Same przyjdą w odpowiedniej chwili. Otworzył ponownie oczy i rozejrzał się, siadając... W powietrzu. Nie dostrzegł już napisów. Dopiero gdzieś za jego plecami, hen hen, daleko, było widać tajemniczy obiekt... A może to było bardzo blisko? Ciężko ocenić, kiedy człowiek znajduje się bez horyzontu, ani punktu zaczepienia. By stwierdzić odległość, Joey wyciągnął rękę za siebie. Nie dotknął niczego. Odchylił się bardziej, a potem nawet spróbował obrócić... Ale bez skutku. Mimo wszystkich starań tkwił w tym samym miejscu, co wcześniej. Uniósł się. Ale nie poczuł różnicy. W sumie wrażenie było identycznego do tego, kiedy leżał. Pokręcił lekko głową. Co do ciężkiej cholery...?
Zamknął oczy. Może jak je otworzy ponownie, wszystko zniknie i znajdzie się w innym, prawdziwym świecie? Nabrał powietrza do płuc (jakiego powietrza?)... I nagle runął w otchłań.

Joey odzyskał przytomność ponownie dopiero w momencie, kiedy usłyszał czyjś głos nad sobą. I mimo że nie potrafił ruszyć nawet palcem, poczuł ulgę. Ewidentnie pod jego policzkiem była ziemia. Gleba. Życie. POWIERZCHNIA. Gdyby mógł, pewnie roześmiałby się w głos. Co za straszny koszmar mu się przyśnił! Brr, życie w próżni, paskudztwo.
Zaraz jednak szczęście przyćmił ból. Poczuł się dokładnie tak, jakby ktoś go kopnął nogą w brzuch. Chociaż nie przypominał sobie, by kiedykolwiek doznał podobnych obrażeń. W ogóle niczego sobie nie przypominał.
Cholera. Coś było nie tak.
Zmarszczył brwi, a raczej spróbował. Twarz drgnęła minimalnie. Mężczyzna jednak nie poddawał się, szczególnie dlatego, że zaczynało mu brakować powietrza w płucach od tego kopniaka. A brak tlenu naprawdę potrafi człowieka zmobilizować do reakcji. Poruszył koniuszkami palców... A potem poczuł jakiś ruch pod sobą. RUCH! Znajdował się na ruchomej powierzchni! Koniec z tą cholerną próżnią!
Znowu usłyszał czyjś głos. Nie potrafił rozróżnić słów, ale czuł, że jeśli zaraz nie nabierze powietrza, to wróci do niebytu. Na wieki. Strach i adrenalina dodały skrzydeł. Uchylił usta i ze świstem zaczerpnął dawki niesamowicie świeżego... Świeżego... Dlaczego to było takie świeże? I takie sycące? Prawie natychmiast poczuł, jak jego klatka piersiowa się unosi, a powieki stają się lżejsze. Podniósł je i spojrzał przed siebie. Widział coś rozmazanego... Jakiś kształt... O, to był człowiek... Nie, nie znał go. Chociaż nie mógł być niczego pewien, w końcu ten do niego mówił. Chociaż niczego nie rozumiał.
Joey zacisnął dłonie w pięści i wsunął je pod klatkę piersiową. Uniósł się z trudem, ale im więcej powietrza nabierał, tym lepiej się czuł. Wstał. Wyprostował się. Rozejrzał. Dostrzegł tłum ludzi i zmarszczył brwi. Kobiety? Mężczyźni? Dzieci? Co to u licha było?
Spojrzał na mężczyznę. Po rysach jego twarzy doszedł do wniosku, że ten czegoś chce. Co powinien powiedzieć? „Nie jestem groźny”? „Kim jesteś?” Uniósł ręce ku górze powoli, starając się językiem ciała przekazać, że nie zamierza niczego zrobić. W pierwszej chwili chciał się przedstawić swoim imieniem... Jedyną rzeczą, jaką pamiętał, tak naprawdę... Ale coś kazało mu w ostatniej chwili zmienić zdanie. Nie wiedział gdzie jest. Nie pamiętał tych ludzi. Owszem, nie pamiętał niczego, ale ten świat budził w nim lęk. Był jakby... Czymś nowym. O, konkretnie mówiąc, to czymś nowszym, niż powinien być.
- Adi...ya? - Powiedział, licząc na ewentualne zrozumienie, chociaż sam nie wiedział, co miał na myśli. - Aditya? - Powtórzył mniej pewnie.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Keith & Świeżak   Nie Lut 09, 2014 10:15 pm

Fala drętwoty przeszła po tłumie ludzi. Znikły szepty i pokrzykiwania, ostatnie próby przepchania się do najlepszych rzędów. Wszyscy bacznie obserwowali każdy ruch przybysza, dzieci wyglądały spomiędzy nóg wysokich dorosłych, ktoś wdrapał się komuś na plecy, a wszyscy mieli na twarzach identyczny wyraz pogardy, kiedy obserwowali podnoszącego się niezgrabnie człowieka. Chwila ciszy w oczekiwaniu na jego pierwsze słowa, potem pierwszy i drugi szept, aż w końcu gwar narósł do poprzedniego poziomu i znowu słychać było rozmowy i kłótnie.
Na tle całego tego syfu gwardzista podniósł się, cofnął i wyciągnął pikę, dotykając czubkiem ostrza gardła nieznajomego. Procedury, bo Thomas nie wyglądał ani groźnie, ani jakby miał zamiar zrobić jakiś pożytek z tej broni, złoconej i zdobionej, jakby o wiele ważniejszy był jej wygląd, niż funkcjonalność. Chrząknął sobie, jakby miał u kogokolwiek zyskać tym uwagę: tłum nie przejął się zbytnio, przybysz zaś i tak pewnie skierował ją na kogoś trzymającego chwilowo pieczę nad jego życiem.
- Mówisz po naszemu? - zapytał głupio, bo przecież każdy, kto tu przybywał mówił tak samo. Jakieś dziecko parsknęło śmiechem, komentując inteligencję straży. Thomas warknął w jego stronę i nagle cały tłum cofnął się o parę kroków. - No dobra, wyprostuj się rekrucie, niech no zobaczę jeden fałszywy ruch a przebiję cię na wylot! Spójrz za siebie, nie chcesz przypadkiem spaść w przepaść, co nie? - Zmierzył go nieprzychylnym wzrokiem i w końcu zaśmiał się rubasznie, mrugając do niego i odejmując pikę od jego gardła. Wyprostował się, nasłuchując. W tle słuchać było trzeszczącą zbroję oddziału straży królewskiej. Ludzie już teraz rozstępowali się, choć żołnierzy widać było dopiero po chwili. W złotych zbrojach, wyposażeni w identyczne piki szli przed siebie równym, marszowym krokiem. Cztery rzędy po czterech ludzi w szerokości zatrzymały się i rozstąpiły w połowie, przepuszczając rosłego mężczyznę w hełmie i postukując pikami przez chwilę, aż usłyszeli komendę "stać". Thomas wyprężył się jak strona, salutując.
Kapitan uśmiechnął się pod nosem, przyglądając przez chwilę przybyszowi.
- Będzie z ciebie prawdziwy gwardzista, rekrucie! Jak ci dali na imię?
- Przedstawił się Aditya! - oświadczył Thomas, cedząc sylaby jak na zdyscyplinowanego męża przystało. Opuścił salutującą dłoń.
- Dobrze, Aditya. Witam cię więc oficjalnie w moim oddziale!
- Czo-łem! - zawtórowała mu reszta.
Tłum rozrzedził się nieco, bezgłośnie opuszczało go coraz więcej osób. Nic tu już nie było do oglądania, jedynie mnożące się zastępy wojska. Lepiej było nikomu nie podpaść.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Keith & Świeżak   Nie Kwi 06, 2014 10:04 pm

Cały pokaz twardości i wspaniałości straży zbił z tropu Joey'a. Nie za bardzo rozumiał, o co właściwie tu chodziło, gdzie jest, i dlaczego ten mężczyzna zachowywał się tak... Bezsensownie. Zamiast się przywitać, jakoś mu pomóc, poinformować co się dzieje, ten tylko wymachiwał dzidą i mu groził. W ten sposób pozostawał sam, zdezorientowany, ba, kompletnie zbity z tropu, z bronią przy gardle i uniesionymi w górę rękoma. Bał się nawet przełknąć ślinę, chociaż odnotował, że pilnujący go mężczyzna zachowuje się bez sensu. Bardziej szpanuje, niż naprawdę stanowi zagrożenie. Gdy ten odsunął pikę i rzucił do niego groźnie, że jest rekrutem, przekaz był całkiem jednoznaczny. Nie bądź zagrożeniem, to nie podziurawię cię jak sera szwajcarskiego. Spoko spoko, białowłosy był gotów na to przystać. Ale stanowczo nie przypadło mu do gustu pojawienie się większej ilości garnizonu. No i co w ogóle miał znaczyć ten "rekrut"? Odnotował całą rozmowę, no i rzucenie słowa, którym się przedstawił. Właśnie, przedstawił. Chyba jednak popełnił błąd, jakkolwiek się nie znalazł w tym pieprzonym miejscu. Przybycie wojska, a raczej NIEUSTAJĄCE przybywanie wojska znacznie go zaniepokoiło. Nie trzeba było geniusza, ani specjalnego obycia z tym nowym światem, że duża liczba pilnujących porządku jest złą oznaką. Zawsze była, niezależnie od świata.
Okrzyk wojskowych lekko go przestraszył. Uniósł znowu ręce, jakby broniąc się przed niewidzialnymi ciosami, a potem zachwiał się, gdy ten ląd, na którym stał, drgnął. Można rzec, że jego obawy sięgnęły zenitu. Jakoś nie kojarzył, by w jego kraju takie ruchy były dobrą oznaką. Obrócił się ostrożnie i... Spojrzał prosto w przepaść.
Jasny gwint!
Odskoczył gwałtownie w głąb terenu, praktycznie znajdując się przy tym gwardziście, który jako pierwszy na niego trafił. Zaraz, zaraz, "w moim oddziale"? Czy on przypadkiem nie stał się dobrowolnym ochotnikiem? Wybornie.
Ten jeden gość w hełmie zdawał się tu rządzić, może on coś mu wyjaśni, skoro gwardzista nie chciał? Joey, alias Aditya obrócił głowę w jego stronę i wlepił ostrożny wzrok. Nie za bardzo wiedział, co teraz powinien zrobić.
Za nimi pójść nie zamierzał. Wojskowy? Jeszcze czego. Chociaż, gdyby tak dali mu to bardziej jednoznacznie do zrozumienia... Może nie miałby ochoty na protest.
Poszerzył uśmiech, tak na wszelki wypadek. A nuż to coś pomoże? Uśmiechający się człowiek raczej nie był groźny, no chyba, że mógł strzelać zębami.
...A mógł?
Nie, cholera, nie mógł. Trudno się mówi, i tak by wszystkich nie załatwił.
Powrót do góry Go down
Świeżak

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 11/01/2014

PisanieTemat: Re: Keith & Świeżak   Sob Kwi 26, 2014 9:42 pm

I wszyscy stanęli, w absolutnej ciszy, z wzrokiem wlepionym w osobę kapitana. Ten zaś nie spuszczał wzroku z rekruta, więc i na niego skierowały się zaraz spojrzenia. Tak właśnie wyglądało to przez parę dłużących się w nieskończoność sekund, podczas których gwardziści nie śmiali nawet oddychać. A nóż któryś wydałby z siebie westchnięcie i zburzył pełną napięcia ciszę, gromadząc te wszystkie spojrzenia na sobie.
Kapitan w końcu westchnął i skrzywił się. A więc nowy nie był tak domyślny, na jakiego wyglądał. Nie czekając, Xavier podszedł do niego i szarpnął go za ramię.
- Nie mamy całego dnia. Idziesz z nami.
Na dzień dobry Aditya nie zrobił więc dobrego wrażenia, zaskarbiając sobie jedynie wrogość u nowego przełożonego.
- Rozejść się! - krzyknął jeszcze Xavier do "cywilów", kierując się wraz z chłopakiem w stronę centrum. Za nimi pognała także reszta oddziału, robiąc piękne "w tył zwrot" i mamrocząc coś między sobą, kiedy tylko kapitan zaczął mruczeć coś gniewnie pod nosem, wciąż ciągnąc chłopaka przy sobie. Nie był może tak nieprzyjemny na co dzień, ale najwyraźniej nie miał dziś zbyt dobrego dnia. Dopiero po dłuższym czasie uspokoił się i puścił chłopaka, mając nadzieję, że teraz już grzecznie będzie dreptał obok.
- Skąd przybywasz? - zagadał jakby nigdy nic, całkiem miłym tonem. Nawet żołnierze, w miarę kiedy wchodzili w mniej zaludnione tereny zdawali się nieco rozluźniać i opierać piki o ramiona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Keith & Świeżak   Czw Maj 01, 2014 10:54 pm

Aditya vel Joey nie czuł się zbyt pewnie. A już szczególnie w momencie, kiedy został złapany za ramię i pociągnięty. Najwyraźniej opcja odmowy nie wchodziła w grę. Wciąż nie rozumiał, co właściwie się wydarzyło i dlaczego znajduje się w nieznanym sobie miejscu i ma zostać ochotniczym żołnierzem. Szedł posłusznie za mężczyzną, a gdy ten go puścił, trochę zwolnił, nie zostając jednak w tyle. Zaczął się też rozglądać po krainie, do której trafił. Wyglądała nietypowo, jak na jego amnezyjne standardy. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek widział latające kawałki gruntu, czy kamienie. Ludzie też byli nietypowi. Kompletnie inni od tych, którzy biegli za nim z pikami. Zdawali się po części przypominać mężczyzn, a po części kobiety, podczas gdy żołnierze mieli wyraźne męskie cechy. Owłosienie, brody, wąsy, ciemne, ale zdarzały się też jasne czupryny... to wszystko wyglądało swojsko, podczas gdy sami tubylcy przypominali... Istoty z innej planety.
Czy istniała możliwość, by żył tutaj, a potem zapomniał? Nie, bo by przypominał rdzennych mieszkańców, nie gwardię. Poza tym, przypomniałby sobie coś. Więc skąd pochodził?
No właśnie.
- Nie wiem - mruknął w miarę potulnie, starając się sprawiać wciąż wrażenie kogoś, kto nie stanowi zagrożenia. - Nic nie pamiętam. Czy żołnierze pochodzą z innego miejsca, niż to? - spytał od razu, dostrzegając widoczny związek między tym (przymusowym) zajęciem, a ich wyróżnianiem się z tłumu.
Odgarnął włosy z twarzy i przygryzł wargę z namysłem. Sporo pytań kotłowało się w jego głowie, nie potrafił jednak powiedzieć, które są najważniejsze i które powinien zadać na początku. Jedno, wynikające z samego kontekstu rozmowy, wyrzucił z siebie, ale co dalej?
Co dalej...?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Keith & Świeżak   

Powrót do góry Go down
 
Keith & Świeżak
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Wieża z kości słoniowej
» Wieża Namiestnika
» Wieża Astronomiczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: