IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogród jesienno-zimowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Ogród jesienno-zimowy   Nie Gru 22, 2013 9:42 am

Ta część powstała, aby jesienią cieszyć oko uczniów i pracowników paletą ciepłych barw, a zimą przyozdabiać otoczenie swoją wieczną zielenią. Do ogrodu przechodzi się skromnym bindażem, który porośnięty jest bluszczem. Dalej znajdują się spore rabaty bylinowe, obsadzone gatunkami, które kwitną przez cało lato aż do przymrozków. Barwy kwiatów przechodzą od czerwieni, poprzez różne odcienie różu, aż do żółci. Kiedy nadchodzi zima, przekwitnięte kwiaty zostają usunięte, a w ich miejscu pozostają rośliny zimozielone, które wytrzymują nawet cięższe mrozy. Wzdłuż ścieżek zrobione są szpalery z pojedynczych Mahonii. Gdzieniegdzie można spotkać dobrze zadbany soliter.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Sro Sty 22, 2014 12:55 am

W szkole byłem od niedawna. Ciągle wszystko było takie nowe i inne od tego co znałem z Nowej Zelandii. Większy pośpiesz, zabieganie i ludzie szarzy. Wiem, ze głupio to zabrzmi, ale niektórzy zachowują się tak, by jak najbardziej stopić się z szarością blokowisk, jakie widziałem jadąc z lotniska. Tam skąd pochodzę wszystko było spokojniejsze. Albo tak mi się wydaje bo nie jestem obiektywny w tej kwestii. Zawsze jednak postrzegałem moje miasto jako wyluzowane. Miałem wrażenie, że nie ma w nim takiego pośpiechu, a każdy pomimo nawału pracy znajduje czas by posłać drugiemu człowiekowi choćby uśmiech. Owszem wiem, że nie zawsze tak jest. Ludzie są różni lecz mimo to, tam zaobserwowałem więcej kolorów niż tutaj.
Dziś miał być ten dzień, w którym chciałem udowodnić sobie, że i tutaj znajduje się moja oaza koloru. Wiem, głupie postanowienie ale w zasadzie czemu by nie spróbować. Poza tym obiecałem mamie, że podeślę jej fotorelację z pierwszego tygodnia w nowym miejscu. Chciała wiedzieć wszystko - od korytarzy i fasady budynku, przez błonia, na toaletach kończąc. Czasem miała głupie pomysły. W każdym razie zabrałem aparat i ruszyłem na podbój szkoły.
Swoje pierwsze kroki skierowałem do ogrodu. Zawsze lubiłem takie miejsca. No i przyroda nigdy nie miała nic przeciwko zdjęciom. Mgła już opadła, więc w teorii nie było nic co mogłoby mi zaszkodzić w dobrych ujęciach. Gdyby tylko aura była bardziej sprzyjająca. Nie żebym nie lubił wiatru ale czasem bywa upierdliwy. Chociażby tak jak teraz. Przymierzałem się właśnie do uwiecznienia ostatnich, przemarzniętych owoców dzikiej róży, kiedy zerwał się silniejszy wiatr. Nie wiem skąd to cholerstwo nadleciało, ale było tak silne, że aż straciłem równowagę. Nie żebym stał jakoś mega stabilnie wcześniej. Niby nic mi się nie stało po nagłym spotkaniu z podłożem - aparat cały to najważniejsze- ale od razu poczułem, że jest coś nie tak. Tak jakby chłodniej się zrobiło. Podniosłem rękę by naciągnąć czapkę lecz tutaj pojawił się problem. Ta zniknęła. Po prostu wyparowała i tyle! Zacząłem się rozglądać i wtedy odkryłem mój nadchodzący koszmar. Była tam, na pobliskim drzewie, na oko 2 metry nad ziemią. Może nawet nieco wyżej. Przy moich 160cm sięgniecie jej było nieco niewykonalne. Zwłaszcza, że nigdy po drzewach nie łaziłem. Cudownie po prostu. Z rezygnacją na twarzy postanowiłem podjąć marne próby odzyskania mojej własności. Jak podejrzewałem próby doskoku nic nie dały. Ba, prawie przy nich zaliczyłem kolejną glebę. Nie jestem niezdarą, po prostu korzeń był śliski! Tylko co teraz? Zostawić ją tam, czy ośmieszać się dalej. Jeeez czasem chciałbym mieć te kilka centymetrów więcej...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damon

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Sro Sty 22, 2014 6:16 pm

Niezwykle wietrzny i nieprzyjemny dzień. Może nie było aż tak zimno, bo w końcu są temperatury plusowe, ale przy każdym kolejnym podmuchu wydawało się jakby było co najmniej z -10° Celsjusza. Ogólnie zima nie jest złą porą roku, wręcz przeciwnie, nie ma niczego wspanialszego niż biały puch okrywający wszystko wokół. Byle tylko nie było śniegu po kolana, bo wtedy to można zamarznąć. Drżał z zimna, znów nie ubrał się odpowiednio do pogody. Głupi dzieciak, który nie uczy się na własnych błędach. Czy on sądził, że teraz jakimś dziwnym trafem będzie cieplutko i będzie mógł w spokoju odpocząć na świeżym powietrzu? Niedoczekanie.
Tak właściwie trudno określić dlaczego Damon postanowił wybrać się do ogrodu. W sumie nie miał co tam robić, no bo żaden z niego artysta, nie ma talentu plastycznego, a gdyby przyszło co do czego to zapewne nie wiedziałby jak poprawnie trzymać pędzel. Jednak wziął ze sobą skrzypce, przynajmniej o tym pomyślał. Zabawne, jakby nie mógł grać w ciepłym pomieszczeniu. Uwielbia ten instrument, ale nie tak samo jak pianino. To drugie, przynajmniej dla niego. było łatwe do ogarnięcia, poza tym jak już przeszło 10 lat się na nim gra to nie dziwota, że uważa to za łatwiznę. Ze skrzypcami to jest już zupełnie inna bajka.
- Ładnie tu - mruknął z aprobatą i powiedział cicho do samego siebie. Dopiero kiedy na dłuższą chwilę przystanął mógł rozejrzeć się po calusieńki terenie. Oparł pokrowiec o pobliską ławkę i dopiero wtedy uświadomił sobie, że nie jest w tym miejscu sam. Tam, dosłownie na drugim końcu ogrodu stał chłopak, który co jakiś czas starał się dosięgnąć najniższej gałęzi drzewa, jednak jak można się domyślić, bezskutecznie. Wyglądało to dość komicznie gdy wywracał się zaraz po tym kiedy wybijał się w górę do skoku. Nie żeby to był jakiś powód do naśmiewania się, Damon ogólnie nie ma takiego podejścia do ludzi, ale ten widok był po prostu pocieszny. Nie zastanawiając się dłużej ruszył w jego stronę ciągnąć ze sobą cały swój ambaras, a dokładnie plecak z najróżniejszymi pierdołami i skrzypce. Przecież zostawienie tego biedaka w takiej sytuacji byłoby co najmniej chamskie! Wyminął go bez słowa i nawet sprawnie udało mu się wdrapać na drzewo. Kiedy był młodszy często jeździł z babcią do sadu i tam nauczył się wdrapywać na jabłonki. Co prawda jabłoń to nie jest, ale ważne, że to wciąż drzewo! W sumie dość trudno byłoby doskoczyć do tej gałęzi podskakując, nawet przy jego wzroście. Zdecydowanie za dużo wysiłku. Kiedy już bezpiecznie siedział mając nadzieję, że nie odchyli się do tyłu zaliczając przy tym bliskie i niezwykle bolesne spotkanie z ziemią sięgnął czapkę, a po tym zeskoczył z gałęzi prawie zaliczając glebę na śliskim podłożu.
- Tu się cholera można zabić - burknął niezadowolony i przeczesał niedbale włosy po czym odwrócił się w stronę chłopaka. Uśmiechnął się przyjaźnie, lecz trochę niepewnie i oddał mu jego własność.
- Nie wiem jak udało jej się tam znaleźć, ale to nic. Proszę - spojrzał na niego uważnie przyglądając się całej jego osobie. Wygląda zupełnie jak mała, porcelanowa laleczka. Aż dziwne, że wiatr jeszcze go nie porwał. A może i już zdążył?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Sro Sty 22, 2014 7:57 pm

Wiedziałem, że robiłem z siebie idiotę podskakując jak małpa pod tym drzewem. Może gdybym jeszcze muskał palcami gałąź to to miałoby jakiś większy sens. A w momencie gdy non stop brakuje ci tych 20 cm czy nawet więcej to cały zabieg mija się z celem. Może, gdybym czymś podważył te nieszczęsne konary to czapka by sama spadła? Albo zaklinowałaby się jeszcze bardziej. Znając moje szczęście to ta druga opcja była bardzo prawdopodobna. Ostatnio bowiem zauważyłem, że jeżeli coś ma się nie udać, to tak się stanie. Czyżby moja szczęśliwa passa skończyła się w momencie wygrania przygody życia? Byłoby to prawdopodobne. W końcu dostanie szansy na lepszy los musi coś kosztować. Nie żebym narzekał. Nauczyłem się już radzić z przeszkodami, więc nad odrobiną pecha nie będę się załamywać.
Zacząłem się rozglądać za czym długim, by akcie desperacji wcielić swój plan w życie. Z resztą co mi innego pozostało? Przecież nie będę jak sierota stać pod drzewem i nie będę czekał na księcia z bajki ratującego mnie z opresji. To byłoby głupie i pewnie prędzej nabawiłbym się zapalenia płuc niż by ktoś przyszedł. Pogoda nie była najlepsza, wiec większość woli zostać w ciepłym akademiku niż łazić na wietrze. Lecz ku mojemu zaskoczeniu znalazł się wyjątek.
Nie zauważyłem go dopóki nie przeszedł obok mnie. Wysoki, bez słowa - chyba bo w końcu i tak bym nie zdawał sobie sprawy z tego, że coś powiedział - wdrapał się sprawnie na drzewo. Nie mogłem uwierzyć, że zrobił to z taką łatwością. W jednej chwili stał na ziemi, by zaraz znaleźć się na tych wrednych, złodziejskich konarach. Od razu pomyślałem, że musi być wysportowany. No bo w innym wypadku nie znalazłby się na drzewie od tak. W każdym razie sięgnął po moją zgubę i zaraz zeskoczył na ziemię. Odruchowo wstrzymałem oddech widząc jego lądowanie. Wiedziałem jak tu jest ślisko i chyba bym sobie nie wybaczył, gdyby przeze mnie złamałby sobie nogę. W końcu specjalnie wdrapywał się, by mi pomóc. Wyrzuty sumienia chyba by mnie zjadły, a co gorsza nie wiedziałbym nawet jak mu to wynagrodzić.
Odebrałem od niego czapkę i odruchowo ukłoniłem się w geście podziękowania. Poza tym jakoś musiałem okazać wdzięczność, a bez słów jest to raczej ciężkie. Od razu mógł jednak zauważyć, że skupiam się na jego ustach gdy mówił. Dokładnie, ze skupieniem odczytywałem poszczególne słowa i gdy tylko skończył od razu sięgnąłem do swojej torby w poszukiwaniu notatnika i długopisu. Byłem bowiem przekonany, że języka migowego nie zna.

" Bardzo ci dziękuję, sam w życiu bym jej nie zdjął. Nagły poryw wiatru porwał ją i umieścił na drzewie, a ja niestety nie umiem się wspinać. Z ziemi też niestety nie sięgam. Na prawdę nie wiem jak ci się odwdzięczyć"

Napisałem swoim starannym pismem i podsunąłem notatnik w jego stronę. Był to mój najszybszy sposób komunikacji i przy okazji najłatwiejszy. Niektórzy w kalamburach nie są najlepsi, więc gesty stawały się zbyt niezrozumiałe. Tak chociaż mogłem jasno formułować dla kogoś myśli. Uśmiechnąłem się do niego nieco nieśmiało. W końcu ludzie różnie reagują na moją niepełnosprawność, chociaż coś mi mówiło, że ten chłopak nie będzie miał z nią problemu. Oby.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damon

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Nie Sty 26, 2014 3:27 am

To, że zwinnie udało mu się wejść na drzewo i równie efektownie z niego zejść byłą tą tak zwaną opatrznością boską. No bo jakie było prawdopodobieństwo, że cało wyjdzie z tej sytuacji? Małe. Przecież mamy środek zimy, na każdym kroku można znaleźć niebezpieczeństwo i nie potrzeba wiele czasu by być w centrum sytuacji, która mogłaby zagrozić zdrowiu. W końcu o wywrotkę na śliskiej nawierzchni nietrudno, jeszcze znając szczęście to i miejsce na złamanie nogi by się znalazło. Byle nie otwarte, bo wtedy to już w ogóle tragedia. Na szczęście o swoje życie Damon nie ma co się martwić, chociaż początkowo myślał, że jednak z wybawiciela stanie się miejscowym błaznem. Cóż, nie ma niczego gorszego jak ośmieszenie, a do tego jeszcze przed nieznajomym!
Ten chłopak od razu rzucał się w oczy. Miły uśmiech, bezdźwięczna podzięka, a jeszcze później w ogóle nie nawiązywał kontaktu wzrokowego. Pierwsze 30 sekund rozmowy to zazwyczaj ocena człowieka po wyglądzie, jednak on w ogóle nie zaprzątał sobie tym głowy. Owszem, wydawało się to podejrzane, nawet nazbyt. Jednak nie ma co, zawsze trafi się jakiś dziwak.
Dopiero gdy wyjął zeszyt zaczął składać wszystkie fakty w logiczną całość. Na pewno jest niemy, to jest w miarę oczywiste. Nie mógł podziękować słownie, to wyraził to w inny sposób. A teraz po prostu pisze to, co chciałby przekazać. Ale czemu nie nawiązywał kontaktu wzrokowego?
- Czyżby był też głuchy? - przemknęło przez jego myśl pospiesznie. Tak, to się zgadza. Początkowo Damon pomyślał, że żal mu chłopaka, życie nie mogło mu chyba bardziej dowalić, nie licząc ślepoty, ale to lepiej odpukać. Dopiero po głębszym zastanowieniu uświadomił sobie, że nie ma co go żałować. Owszem, może ma pod górkę, ale to znaczy, że idzie na szczyt. W końcu nie trafił do tej szkoły z przypadku, prawda?
Przyjąłem od niego notatnik i niespiesznie przeczytałem wszystko co napisał. Mimowolnie uśmiechnąłem się i chwilę się zastanawiałem co na to odpowiedzieć. Stukał długopisem o kartkę i zaczął pisać krótką odpowiedź. W końcu nie będzie katować go czytaniem z ruchu warg, kiedy jest na czym pisać.
    "Nie był to jakiś wyczyn żebyś musiał mi się za to odwdzięczać. Kiedy zobaczyłem jak się męczysz to po prostu nie mogłem tego tak zostawić. Chociaż trzeba przyznać, początkowo wyglądało to zabawnie."

Przyjrzał się swojemu dziełu i na końcu dorysował jeszcze małą kocią mordkę. Co prawda nie miał tak schludnego pisma jak brunet, ale nie jest aż tak źle żeby nie można było się rozczytać. Oddał mu jego własność przyglądając się mu z uwagą. Wygląda na normalną osobę. Kto by się spodziewał, że jest niepełnosprawny? Jednak mimo tego wydaje się być przyjazną osobą. Da radę go polubić, chyba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Nie Sty 26, 2014 8:33 pm

Dlatego też tym bardziej się ucieszyłem, że nic mu się nie stało. Może ta opaczność boża pojawiła się właśnie dlatego, że mi pomógł, a nie chciał popisywać się przed kolegami? Właśnie w takich chwilach brawury zdarza się najwięcej wypadków i uszkodzeń i to na własną odpowiedzialność. Co prawda nie jestem zbyt wierzący - z resztą kto by był, gdyby został obdarowany przez los takimi dodatkami jak ja - ale tutaj widziałem dobrą karmę. Wiecie dajesz dobro, to otrzymujesz je. On mi pomógł, więc karma sprowadziła go bezpiecznie na ziemię. Było to dla mnie bardziej prawdopodobne wytłumaczenie niżeli boska ręka i tym podobne. Wiem, czasem zaprzeczam sam sobie, trudno.
Starałem się właśnie nie oceniać ludzi po wyglądzie. Wolałem skupiać się na tym co mają do przekazania, jak się zachowują. Aparycja była na dalszym planie. Bo co z tego, że ktoś ma ładną buzię, jak jest na przykład rasowym gburem nie potrafiącym zaakceptować czyiś ułomności. Nie raz spotkałem się z krzywymi spojrzeniami i bolącymi gestami, tylko z racji tego, że jestem mały, głuchy i niemy. Sam sobie takiego losu przecież nie zgotowałem. Oczywiście nie twierdzę, że każdy piękniś jest od razu nadętym fagasem, ale przestałem zwracać uwagę na wygląd.
Nie narzekałem na swój los. Chociaż inaczej, już przestałem marudzić i użalać się nad sobą. Dzieciństwo było trudne, nie rozumiałem, czemu jestem inny. Teraz już pogodziłem się z tym i nauczyłem się żyć normalnie. Codziennie chcę udowodnić sobie i innym to, że moje ułomności nie sprawiają, że jestem kimś gorszym. Uczę się pilnie, ba jestem wręcz kujonem, więc nie odstaję na tle klasy. Do tego spełniam się przez fotografię, nie mogę więc narzekać. Inni miewają gorzej ode mnie. A co do tej ślepoty, cóż bez okularów czy soczewek raczej za dużo nie zobaczę. Wszystko jest zbyt rozmazane na dłuższą metę, choć wada nie jest aż tak duża. Taa te uroki bycia wcześniakiem.
Gdy odpisywał, dopiero przyjrzałem mu się dokładniej. Był znacznie wyższy ode mnie, to raz, dwa miał delikatną, ładną buzię, no i te duże zielone oczy. Od razu poczułem do niego sympatię. Sam nie wiem czemu. Może dlatego, że wydał mi się osobą podobną do mnie - z charakteru w sensie. Wiem wygląd o niczym nie świadczy, ale wszystko co do tej pory zrobił, sprawiało, że mógłbym go polubić bez żadnego ale. Odebrałem od niego notatnik dalej uśmiechając się do niego nieśmiało. Co jak co, ale nigdy nie byłem dobry w nawiązywaniu znajomości. Chociaż jeśli już to się stało robiłem się bardziej otwarty.

"Domyślam się. Czułem się jak małpa próbując ją dosięgnąć. W każdym razie, cieszę się, że się zjawiłeś. Oszczędziłeś mi dalszego ośmieszania się i pewnie skręcenia kostki. Tu jest za ślisko! O i jestem Clayton. A ty? A i jeżeli nie chcesz pisać, to nie będzie to dużym problem. Potrafię czytać z ruchu warg, także spokojnie mogę cię "słuchać" w ten sposób"

Zapytałem, bo coś mi mówiło, że ten chłopak nie ucieknie mi tak szybko. No i to była miła odmiana od siedzenia samemu. Podałem mu notatnik i spróbowałem nawiązać z nim kontakt wzrokowy, choć na chwile. Zwłaszcza, że większość naszej rozmowy będzie się odbywać na papierze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damon

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 20/01/2014

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Sro Lut 05, 2014 6:38 pm

- Uroczy uśmiech - mimowolnie właśnie ta myśl zakołatała mi w głowie. Na serio, to jeden z ładniejszych uśmiechów wśród tych wszystkich, którymi został obdarzony. Delikatny, przyjacielski, nie jest jakiś wymowny ani tym bardziej wymuszony. Na samą jego myśl robi się milej na duchu. Tak właściwie zastanawiające było to, co tutaj robił. No cóż, niewielu teraz chce wychodzić na dłuższe spacery, pogoda temu w zupełności nie sprzyja. A to, że znalazło się dwóch odmieńców i to w na domiar wszystkiego w jednym miejscu to jedynie potwierdzenie, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie. Nie nowa tu oczywiście o jakimś zakochaniu, ale samo ich spotkanie zapewne nie jest jedynie splotem wydarzeń.
    "Najwidoczniej mam bardzo dobre wyczucie czasu. Clayton...bardzo ładne imię. Ja jestem Damon, chociaż pasowałoby mi każde przezwisko. To czytanie z ruchu warg chyba na dłuższą metę jest męczące, prawda? Poza tym gdybym się rozgadał to byłoby ciężko coś zrozumieć."
Podałem mu notatnik, po czym podniosłem pokrowiec z instrumentem i podszedłem do najbliższej ławki. Odgarnąłem z niej śnieg, tak żeby można było usiąść bez ryzykowania przemoczeniem ubrań i przywołałem Claytona ruchem ręki, nie ma co stać i zapuszczać korzenie, kiedy można usiąść. Ogólnie wtedy będzie można o wiele łatwiej się ze sobą porozumiewać i nogi boleć nie będą! Ewentualnie jest to po prostu rozwiązanie dla leniów. Jak to mówią, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clayton

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Sro Lut 05, 2014 7:11 pm

Faktycznie, podobno miałem ładny uśmiech. Zawsze był on szczery i jakby nieco niepewny. Szczególnie na początku, gdy jeszcze nie znałem zbyt dobrze drugiej osoby. Stąpałem po kruchym lodzie na niezbadanym gruncie, więc naturalnym było dla mnie przyjecie tego z wyrazem zadowolenia na ustach. O ile przyjemniej idzie się przez życie, kiedy uśmiech nie schodzi z twarzy. I tobie i innym robi się lżej na sercu. Poza tym, po co się smucić, kiedy to nie doprowadza do niczego. Niby radość też nie, ale czy nie milej jest cieszyć się z małych rzeczy niż dołować każdą najgłupszą myślą?
Owszem, pogoda była kompletnie do bani, ale za to światło był wspaniałe. Gry cieni, przytłumione słońce przez chmury płynące po niebie i refleksy od odbitego śniegu. Dla kogoś takiego jak ja, była to wymarzona sceneria. Nie musiałem dużo kombinować, by złapać dobre ujęcie. Wystarczyło stanąć i gotowe, aparat robił resztę. Ciekawe tylko jak tym razem wyjdą fotografie, ale o tym przekonam się dopiero w ciemni. W końcu aparaty analogowe nie mają podglądu i wszystko okazuje się w zamkniętym pomieszczeniu pod wpływem odczynników.
Odebrałem od niego notatnik i szybko przeczytałem te kilka zdań. Damon, od razu skojarzyło mi się to imię z "Pamiętnikami Wampirów" i świetną grą Iana. Lubiłem ten serial choć oglądałem ledwo pierwszy sezon. Hm może to czas aby wrócić do niego, skoro książki z tej serii już przeczytałem. Tak, wiem że się bardzo różnią, ale to tylko dodaje smaku.

"Owszem jest. Muszę się wtedy ciągle skupiać i nadążać ale nie jest tak źle. Chociaż faktycznie jak ktoś zamienia się w katarynkę to nie rozumiem połowy. Czego się jednak nie robi dla ułatwienia komuś kontaktu ze mną ;3"

Rozumiałem to, że niektórzy nie chcieli pisać, że traktowali kontakt ze mną jako zło konieczne, dlatego próbowałem się dostosować. Nie mniej było mi miło, że Damon chciał iść mi na rękę i ułatwić nam rozmowę. Byłem mu za to wdzięczny. Już chciałem oddać mu kartki, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że stoję sam. Rozejrzałem się w poszukiwaniu znajomej twarzy. Nie odszedł daleko, zaledwie na pobliską ławkę. Odetchnąłem z ulgą widząc, że jednak nie chce mnie od razu spławić. Podszedłem do niego i wstyd się przyznać, ale dopiero teraz dostrzegłem pokrowiec jak i same skrzypce. Zawsze intrygowały mnie instrumenty, jak z resztą cała muzyka. Nie miałem jednak tak rozwiniętej wyobraźni artystycznej, by być w stanie pojąć dźwięki.

"Grasz na skrzypcach? Od dawna? Zawsze byłem ciekawy jaki dźwięk wydają. Owszem czuję drgania ale za dużo mi to nie pomaga. No nic, musisz być utalentowany skoro udało ci się opanować ten instrument. Czytałem, że nauka gry na nim jest strasznie trudna"

Się rozpisałem, ale chyba nie będzie miał mi za złe tej fascynacji. Zawsze pragnąłem odzyskać słuch choć na jeden dzień właśnie po to by poznać, czym jest muzyka, dźwięki codzienności, głosy. Głupie i kompletnie nie realne marzenie, ale czasem miło jest się w czymś takim zatracić.
Podałem mu notatnik i usiadłem obok. Zaraz też poprawiłem aparat zwisający na szyi upewniając się, że nie dochodzi do niego żadna wilgoć. A w sumie.. Wyjąłem go i już bez kartki wskazałem na aparat, po czym na Damona w niemym pytaniu, czy mogę uwiecznić go na kliszy. Normalnie zrobiłbym to z zaskoczenia, ale nie chciałem by chłopak się na mnie zdenerwował czy coś takiego.
W pewnym momencie poczułem wibrację telefonu. Nieco zaskoczony wyciągnąłem urządzenie i spojrzałem na wyświetlacz nie wiedząc o co chodzi. Dopiero widok alarmu przypomniał mi, że powinienem się pospieszyć. Kompletnie zapomniałem, że byłem umówiony na dziś, ale przy miłej "rozmowie" to chyba całkiem zrozumiałe. Sięgnąłem po notatnik i szybko napisałem kilka słów.

"Przepraszam Damon, ale ja muszę już iść. Kompletnie zapomniałem, że jestem umówiony. Ale hej! Spotkajmy się jeszcze! Zaraz dam ci swój numer, więc jeśli miałbyś ochotę napisz do mnie. ;3"

Uśmiechnąłem się do niego i oderwałem kawałek kartki. Zaraz napisałem swój numer i podałem mu oba przedmioty. Kiedy już odczytał moje słowa, zabrałem notatnik i ukłoniłem się lekko w geście pożegnania. Szybkim krokiem ruszyłem w kierunku szkoły mając nadzieję, że nie jestem jeszcze tak bardzo spóźniony.

z/t

Przepraszam, ale mam już lekko dość czekania. Mam nadzieję, że rozumiesz i nie będziesz na mnie zły ;3

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 3:58 pm

Wciągnął mocno rześkie, chłodne, powietrze. Przechadzał się po ogrodzie, podziwiając piękno natury.
Tak, kochał przebywać z ludźmi, ale każdy czasem potrzebuje chwili dla siebie. Co prawda ostatnie tygodnie były bardzo spokojne. Nie spotkał się z nikim, kogo już znał, ani też nie poznał nikogo nowego. Jak to się stało, że ten nadzwyczajnie, żywy i radosny chłopak siedział cicho? A, no prosty był tego powód - uczył się.
W końcu przeniósł się w połowie semestru i musiał sporo nadrobić. Może nie w zwykłych przedmiotach, jednak same zajęcia z psychologii były dość trudne, gdy uczyło się na bieżąco, a co dopiero, kiedy samemu trzeba przerobić cały materiał!
Przystanął sobie, patrząc na parę uciekającą z jego ust. Mimowolnie zaczął wspominać wszystko, co zdarzyło się odkąd tu przybył, czyli od ponad miesiąca. Co jakiś czas jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona. Myśli popłynęły w kierunku rozmowy z Haienem. Czy naprawdę jestem gejem? Zastanawiał się. Jeśli tak, to co oznaczało to dla jego przyszłości? Teraźniejszości? Jak to wszystko się potoczy?
Nie potrafił zrozumieć samego siebie. Niby mu się tamto podobało. Kilka razy nawet nie wytrzymał i musiał sam sobie dogodzić, a jego myśli przy tym wędrowały do pamiętnego, pierwszego dnia.
Ale z drugiej strony, nie zauważył u siebie jakiś szczególnych reakcji, kiedy przebywał w towarzystwie mężczyzn. To jak to działa? Chciał się kogoś zapytać... ale bał się...
Potrząsnął głową. No trudno, będzie musiał z kimś porozmawiać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 4:17 pm

Tak, Morgan też przeniósł się tutaj niedawno z Irlandii. Co prawda, na początku roku, ale wciąż nie miał zbyt wielu znajomych i kolegów, zapewne z racji tak sympatycznej powierzchowności i łatwości w obejściu. Skoro wiecznie łaził gdzieś sam, rysował, czytał, pisał albo bujał w obłokach, a na innych warczał... No, trudno, żeby miał przyjaciół i nie czuł się obco wszędzie, gdzie się nie ruszył. Teraz jeszcze w dodatku był w nowej szkole, wśród Anglików, z tym swoim irlandzkim akcentem, którego oni czasem nie rozumieli (a on czasem nie rozumiał ich). Odcięty od jego ukochanych klifów, zamknięty w wielkim, dusznym i głośnym mieście; był jeszcze bardziej rozdrażniony i gburowaty.
Teraz właśnie szedł w rozpiętej kurtce, z rękami w kieszeniach bluzy kangurki i z kapturem naciągniętym na głowę i nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Mógł się pouczyć, jasne, ale już mu głowa od tego pękała, a i tak niektóre zagadnienia ni diabła nie chciały w niej zostać. Wyszedł więc na spacer, powłóczyć się po okolicy, póki nie zamarznie na kość i wiatr nie zmusi go do powrotu do akademika - a na to się nie zanosił szybko, bo Kot lubił wiatr.
W pewnym momencie jednak dostrzegł znajomą twarz chłopaka, z którym chodził na zajęcia, byli na tym samym kierunku. Podszedł do niego niespiesznie, z kpiącym uśmieszkiem na ustach i stanął nad nim, patrząc na jego notatki.
- Uczysz się. - stwierdził, jakby wypluwał te słowa. Nie, właściwie nie miał powodu do ataku,ale, jak już zostało powiedziane, był ogólnie rozdrażniony i niespecjalnie umiał nawiązywać kontakt. - Mi już trochę na to szkoda czasu, ale skoro się uczysz, to mi pomożesz na egzaminie.
Tak, znów stwierdzenie, władcze i nie znoszące sprzeciwu. Morgan i jego zdolności interpersonalne w natarciu. W rzeczywistości była to jedynie idiotyczna próba nawiązania z kimś rozmowy, ale pewnie i tak nie skończy się dobrze, a Kot po raz kolejny utwierdzi się w przekonaniu, że nie pasuje do świata jako całości.
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 4:40 pm

Podskoczył chyba z metr w górę, kiedy nagle usłyszał za sobą głos. Wszystkie papiery i dwa zeszyty, upadły mu na ziemię, ale nie podniósł ich ponieważ wpatrywał się w wysokiego chłopaka, który go zaczepił.
- Tak, uczę się... - Odparł niepewnie.
Raany, on naprawdę był wysoki...
Potem usłyszał drugie zdanie.
- Hę? - Zmrużył oczy, bo skądś znał już jego twarz, tylko skąd... Zrobił wielkie oczy i klasnął w dłonie. - Chodzisz ze mną na ten sam kierunek! No, racja, zbliżają się egzaminy! To chcesz bym ci pomógł, tak? Nie ma sprawy, chociaż nie wiem, czy będę w stanie... Jestem tu od początku drugiego semestru, ale zrobię co mogę!
I oto właśnie, nasza Arielka przybywa z pomocą... Jakkolwiek to brzmi.
Pozbierał pospiesznie papiery. A potem jego wzrok przykuło coś w twarzy chłopaka. Wstał, wspiął się na palce i odgarnął włosy, z jego twarzy.
- Łoo! Jakie  masz fajne oczy! Kolor prawie jak u kotka! - Oho, zaczyna się...
W takich momentach, człowiek może się zastanawiać, czy to przypadkiem Ariel nie potrzebuje psychologa...albo wizyty w psychiatryku.
Jego... mania na punkcie słodkich rzeczy, zwierzątek, jedzenia, sprawia, że ludzie zaczynają się zastanawiać, co z nim nie tak... Prawdę mówiąc, całkiem tego sporo. Na przykład to, że obcy koleś, podszedł i powiedział że ma mu pomóc, a Ariel się zgodził. Dziwne, co nie?
Zabrał rękę i złapał nią za ramię chłopaka, ciągnąc w stronę szkoły.
- Chodź! Pomogę ci się uczyć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 5:04 pm

Oho, nie takiej reakcji się spodziewał, szczerze mówiąc. Ten chłopak był... po prostu przesłodki i tak dziecinnie naiwny, że aż rozczulający. Morgan był tak zaskoczony, że nie całkiem wiedział, co odpowiedzieć. Ten dzieciak (no, to co, że byli w jednym wieku?) chciał mu pomóc mimo, że Kot "poprosił" o to w tak... przystępny i uniżony sposób. Nno, tak.
Oczy Morgana urosły nieco, kiedy blondyn się tak ucieszył. Właściwie, całe jego rozdrażnienie teraz gdzieś zniknęło, pozostało tylko bezbrzeżne zdumienie. I rozczulenie. Tak, właśnie. To, jak "mały" - Kotu wydawał się dzieckiem, znacznie młodszym od niego - klasnął w ręce, jak się ucieszył i jak w ogóle reagował na świat, było piękne po prostu i przy nim nie dało się być złym. Chłopak zarażał optymizmem.
Mimo to jednak wyraz twarzy Morgana nie zmienił się prawie w ogóle- może jedynie coś z tego zaskoczenia odbiło się w jego oczach. Nadal jednak stał nad Arielem jak duch, z rękami w kieszeniach, wpatrując się w niego ponuro,z zaciśniętymi zębami i zwężonymi ustami do momentu, aż blondyn wstał i odgarnął mu włosy z czoła, żeby spojrzeć w oczy.
- Nie. Jessstem. Kotkiem. - wycedził przez zęby, warcząc głucho.
Wszystko, tylko nie "kotek", doprawdy...
Jenak nie dane mu było długo się nad tym zastanawiać, bo poczuł szarpnięcie w rękę, wytłaczające mu powietrze z płuc i został pociągnięty w stronę szkoły. W sumie nie protestował. Chłopaczek okazał się być coraz bardziej interesujący, a jemu i tak się nudziło, więc czemu nie. Jednak należałby chyba zaznaczyć jasno jakieś granice.
- Nie chcę się uczyć. - oświadczył. - Już się uczyłem, łeb mi od tego pęka, poza tym nienawidzę uczyć się razem z kimś, nigdy mi to nie wychodzi. Chodziło mi o pomoc na samym egzaminie.
Tak, Morgan sam w sobie nie był idiotą i wiedział, że tak czy siak jakoś sobie poradzi. W razie czego będzie lał wodę, ale część wiedzy ma już opanowaną i zda, naprawdę się tym przecież interesował. On... tylko zaczepiał...
Choć w sumie to ciekawe doświadczenie i warto było zaczepiać, choćby i za cenę bycia holowanym teraz w stronę budynku.
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 5:25 pm

Oczy mu się jeszcze troszkę rozszerzyły kiedy czarnowłosy na niego syknął. W jego ślepiach pojawiły się wesołe iskierki i zaczął chichotać.
- Jak to nie!? Przecież zachowujesz się jak kotek! - Zaśmiał się jeszcze raz, dalej ciągnąc w stronę budynku. - Tak w ogóle to mam na imię Ariel, a ty? - Spojrzał na jego dłoń. - Łoo~! To ty cały jesteś taki blady? Jeszcze bardziej przypominasz kotka! Jak słodko! - Ścisnął jego rękę jeszcze bardziej.
Było mówione, dajcie mu coś co będzie uważał za słodkie, to tak jakby dać samemu diabłowi na tacę duszyczki, które może zbezcześcić.
Zielonooki nawet nie wiedział w co się wpakował.
Teraz nie pozbędzie się małego natręta, choćby nie wiadomo co robił. Tak to już jest jak próbuje się zaczepić nieznane osoby. Nie wiadomo na kogo się trafi.
W sumie Ariel też cierpiał na tą straszną przypadłość zagadywania pierwszej osoby, którą zobaczy i wyda mu się interesująca, czyli praktycznie każdego.
Ale co poradzić, skoro kochał zagłębiać się w ludzką psychikę i poznawać człowieka do głębi?
A może ten chłopak, którego ciągnie, też ma takie zainteresowania?
- Czemu wybrałeś profil psychologii? - Wpatrywał się w rozmówcę oczami z większym zaciekawieniem, niż Chitanda Eru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 5:50 pm

- Nie zachowuję się jak "kotek". - ostatnie słowo niemal wypluł, mało brakowało, a faktycznie na piasku ścieżki pojawiłaby się zielona, jaskrawa plama jadu, układająca się w słowo "kotek". Jego oczy jarzyły się teraz dziko, a włoski na karku Morgana nieco się zjeżyły. Tak, faktycznie gdyby był zwierzęciem, byłby czarnym kocurem. Nie kotkiem.
- Morgan. - odpowiedział na pytanie małego, wciąż bezwolnie dając się holować i przyglądając chłopakowi. Jego głos wciąż był niski, warczący i przywodzący na myśl odległy pomruk burzy, która może w każdej chwili nadejść i zmieść wszystko z powierzchni ziemi, ponieważ nagle okazałoby się, że przyprowadziła ze sobą tornado jako dobrego przyjaciela. - I nie jessstem słodki. W żadnym wypadku. Nienawidzę, kiedy ktokolwiek coś takiego sugeruje.
No, dobrze, zabrzmiało jak kreowanie się na wielkiego złego i ponurego i Kot o tym wiedział, ale naprawdę nie lubił, kiedy ktokolwiek mówił mu, że jest słodki. Podobno jako dziecko wyglądał przeuroczo, wszystkie kobiety nad nim piszczały, a on miał ochotę wydrapać im oczy. Właśnie wydrapać, tak. Jak baba? Możliwe, ale pazury to całkiem skuteczna broń.
- Lubię przyglądać się ludziom i dowiadywać o nich jak najwięcej. Lubię się zastanawiać, kim są i wyciągać wnioski na podstawie ich zachowań, a później sprawdzać, czy miałem rację. Lubię starać się zrozumieć innych i chcę pomagać ludziom. Fascynują nie wszelkie skrzywienia psychiczne i emocjonalne. Chcę być w przyszłości psychologiem albo wręcz psychiatrą sądowym, o ile uda mi się pójść na studia na medycynę. A ty?
To wszystko powiedział już bardziej normalnym tonem zwykłej konwersacji, jedynie trochę chłodnym i wyniosłym - z przyzwyczajenia i niepewności.
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 6:13 pm

Na jego wypowiedź tylko parsknął perlistym śmiechem. Zarumienił się lekko a do oczu naszły mu łzy. Musiał przystanąć, zmuszając też do tego Morgana, ponieważ się na nim opierał, bo brakło mu tchu.
- Dobrze, dobrze, panie-nie-słodki. Ale naprawdę przypominasz mi kota! Uwielbiam koty. Zawsze chciałem mieć jednego, ale większość mojej rodziny to alergicy, więc zawsze, kiedy przyprowadzałem do domu zwierzątko, musiałem je odnieść... - Czasami zdarzało się że to było Czyjeś zwierzątko...
Powrócili do poprzedniej wędrówki, choć teraz trochę wolniej. Całkiem miło się Arielkowi rozmawiało.
- Ja też lubię poznawać ludzi, dowiadywać się co siedzi im w głowach. Każdy człowiek jest niezwykle interesujący! Także pragnę pomagać ludziom, dlatego chcę zostać psychologiem. Mój wuj nim jest i kiedy pokazał mi na czym polega jego praca, zapragnąłem robić to samo! Wierzę, że każdy człowiek ma w sobie dobro, tylko nie umie je z siebie wydobyć, a moim zadaniem będzie mu w tym pomóc!
Nagle coś zobaczył kątem oka. Puścił rękę bruneta i zniknął szybko gdzieś w krzakach. Przez chwilę było słychać jakieś dzikie pomruki i prychnięcie. Zaraz potem blondynek wyszedł, cały w liściach i trochę pobrudzony ziemią, trzymając w rękach czarnego kota. Miał on biały pyszczek i linię ciągnącą się od głowy, po kręgosłupie, aż do czubka ogona. Uradowany wystawił przed siebie "zdobycz".
- Hahaha! Patrz! Kotek! Ciekawe co tutaj robi? Ah! Ma podobne oczy do twoich! Spójrz! - Podszedł ze zwierzęciem, prawie dotykając nim twarzy Morgana. Oboje mieli prawie identyczny odcień zieleni w tęczówkach.
Przycisnął kotka z powrotem do siebie i zaśmiał się jeszcze raz. Potem go puścił i patrzył jak ucieka, machając mu łapką.
- Papa, panie kocie~!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 7:03 pm

Kot nie bardzo rozumiał, dlaczego chłopak roześmiał się aż tak, że w oczach stanęły mu łzy, ale skoro tak... Przyglądał się niepewnie chłopcu, przekrzywiając głowę lekko w bok i jednocześnie wolną ręką poprawiając kaptur, bo wiatr zaczynał dawać mu się trochę we znaki.
- Może i przypominam kota. - burknął. - Ale nie "kotka". W sumie niektórzy nazywają mnie Kotem, ale... Nie jestem kochanym, grzecznym, domowym zwierzątkiem. Kot to nie maskotka, przynajmniej nie taki, jak ja. Nie jestem maskotką i przytulanką.
Jasne. To akurat nie była do końca prawda, bo Morgan wręcz rozpaczliwie potrzebował jakiejś czułości i ciepła, tylko nie umiał go wykrzesać ani z siebie, ani - co za tym idzie tym bardziej z kogokolwiek innego. No i nie spotkał do tej pory odpowiedniej dziewczyny (tak, nadal wpierał sobie, że to dziewczyny go interesują, a to, że żadna nie podobała mu się z wyglądu, a z charakteru - jedynie jako koleżanki, to normalne. Nie trafił na swoją i tyle), nie miał więc z kogo próbować tego ciepła krzesać.
- Nie każdy człowiek ma w sobie dobro. - mruknął pod nosem, bardziej właściwie do siebie, niż do Ariela. - Wręcz przeciwnie, a psycholog... Ja nie chcę kłaść ludzi na kozetki i mówić im, w jaki sposób mają postępować z innymi z samym sobą. Bardziej mnie interesują ich osobowości, niż to, żeby wydobyć z nich dobro. Chcę pracować z kryminalistami, w nich rzadko jest dobro, ja chcę tylko wiedzie, dlaczego robią to, co robią. Każdy ma jakieś motywy, ale to nie znaczy od razu, że jest dobry.
Uniósł brwi, patrząc, jak chłopak znika w krzakach. Morgan wepchnął znów ręce w kieszenie i wpatrywał się w te krzaki, podśpiewując cicho pod nosem, zachrypniętym głosem, póki mały się nie wyłonił z kotem. Całkiem ładnym kotem, choć...
- Nie przepadam za kotami. - powiedział, patrząc niepewnie na zwierzaka. - Nie ufam im. Są dziwne. Są... Nie są przyjacielskie. Nie są dobrymi przyjaciółmi. Są samotnikami, wolą chodzić własnymi ścieżkami, mają własne zdanie na każdy temat i... pewnie są przez to bardzo samotne.
Westchnął, marszcząc brwi i stwierdzając, że się za bardzo rozgadał. Rozejrzał się nerwowo i poprawił znów kaptur.
- Nie lubię kotów. - powtórzył już bardziej stanowczo. - One mnie też nie lubią, zwykle mnie drapią, kiedy próbuję je pogłaskać.
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 7:26 pm

- Ja uważam przeciwnie. Każdy ma w sobie dobro. W końcu nawet pośród chwastów może wyrosnąć kwiat. Trzeba tylko takiej osobie uświadomić, że ono w niej jest. - Odwrócił się i uśmiechnął smutno. - Wiesz, kiedyś zostałem porwany. Osoba która to zrobiła, bardzo mnie zraniła, jednak nie chowam urazy. - Spojrzał w niebo. - Gdzieś w głębi siebie, wiem, że żałuje tego czynu, bo właśnie jest w niej coś dobrego.
Złapał Morgana za rękę i prowadził dalej. Przez chwilę siedział cicho, ale nie mogło trwać to długo, zważając na charakter Ariela.
- To nie prawda, że nie są przyjacielskie. Są po prostu nieufne i wolą być samowystarczalne. Jednak, jeśli pokażesz takiemu kotu, że nie chcesz go skrzywdzić i będziesz traktować go czule i z troską, zobaczysz jaki jest naprawdę. - Zatrzymał się raz jeszcze, stanął naprzeciw chłopaka i znów zgarnął mu z oczu grzywkę. - W tym przypadku też jesteś podobny do kota. cały czas próbujesz trzymać mnie na dystans, jednak widzę, że chciałbyś by ktoś okazał ci uczucie. Widać to po tobie. Kiedy się zbliżyłem, złapałem cię za rękę, nie odsunąłeś się. Chociaż wciąż roztaczałeś wokół siebie nieprzystępną aurę. - Uśmiechnął się i złapał go za ręce. - Po prostu czekasz aż staniesz się, dla kogoś, ważnym. Koty są takie same. Chodź, pokażę ci. - Pociągnął go lekko, prowadząc w stronę zarośli.
Przeprowadził go przez nie i stanęli na trawie, otoczeni przez wysokie krzewy i gdzieniegdzie drzewa. Podszedł do najbliższego i wskazał na to samo zwierzę, które wcześniej przyniósł. Kucnął i wyciągnął rękę. Kot obwąchał ją i zaczął się ocierać.
- Widzisz? Chodź tu i sam spróbuj. - Wyciągnął w jego kierunku drugą dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 8:09 pm

I tu już Ariel całkowicie Kota zbił z tropu. Porwany? Naprawdę? I wciąż taki wesoły i kochany, taki do rany przyłóż, taka przytulana i ktoś, kogo najchętniej by się wzięło i pogłaskało? Zresztą, Morgan rzeczywiście w tym momencie miał wielką ochotę go pogłaskać, powstrzymał się jedynie dlatego, że dopiero się poznali. Nie wypada tak.
- Nie wierzę, że w porywaczu może być dobro. - powiedział z nagłym jakimś, dziwnym ogniem w oczach. Znów jarzyły się trochę niesamowitą zielenią i wściekłością, wymierzoną w stronę porywacza Ariela. Najchętniej by go zobaczył w swoim gabinecie, przeanalizował dokładnie i w odpowiednich momentach, niespodziewanie, wbił w niego takie szpile, że już by się nie podniósł. Owszem, budziły się w nim w tym momencie skłonności sadystyczne, miał ochotę poznęcać się psychicznie - czasem mu się to udawało, kiedy odczytywał w ludziach różne rzeczy i umiał je skierować przeciw nim.
Wysłuchał, co chłopak miał do powiedzenia o kotach i o nim samym i... nie zaprzeczył. Tak, nie był specjalnie zdziwiony, że mały go wyczuł, zresztą Kot sam u siebie widział to wszystko. Nikt mu jeszcze tego nie powiedział, ale też do tej pory Morgan miał mało do czynienia z psychologami albo ludźmi, którzy się chociażby interesowali kimś, poza sobą. Właściwie, to aż zadziwiające, jak mało ludzie dostrzegali - to Morgana niezmiennie dziwiło od wielu lat. Wcześniej wydawało mu się oczywistością, że każdy ma w sobie mniej lub więcej empatii, ale jednak więcej, niż się teraz okazywało. Te wszystkie łańcuszki, złote myśli, przesyłane mailem i wrzucane na jakieś rozmazane zdjęcia. "Spójrz na drugiego człowieka, nie goń za pieniądzem". Dla Kota to były banały, a wielu ludzi patrzyło na te pseudofilozoficzne sentencje, otwierało szeroko oczy i dziwiło się, że to takie mądre i głębokie, oni by na to nie wpadli.
Przerażające.
Dlatego też Ariel wzruszył Kota tym, że tyle w nim widział, jednak Morgan nie zaprzeczał, bo nie widział takiej potrzeby. Poszedł za nim w te krzaki, znów ciągnięty za rękę i ukucnął w pewnej odległości od tego kota, patrząc na niego niepewnie i z pewnymi wątpliwościami.
- Hm. Nie, wolałbym go nie dotykać. - mruknął, trochę się bojąc podrapania. Tak samo zresztą, jak ze strony ludzi, dlatego ich zwykle sam pierwszy drapał.
Usiadł na trawie, nie przejmując się, że ziemia może być mokra i naciągnął trochę kaptur na oczy, jakoś odruchowo, jakby chciał się schować przed światem. Obserwował kota uważnie, każdy jego ruch, samemu siedząc nieruchomo, gotów w każdej chwili odskoczyć.
- Dlaczego ktoś cię porwał? - zapytał wreszcie, nie patrząc na Ariela, tylko wciąż na zwierzę. Wciąż krążyły mu w głowie słowa blondyna o tym, że Morgan chciałby być dla kogoś ważnym i żeby ktoś mu okazał uczucie. Chciałby, owszem, rozpaczliwie, ale nie dopuszczał takich myśli do świadomości, woląc odcinać się od świata i ludzi, bo wtedy była mniejsza szansa, że ktoś go skrzywdzi. Było jednak po nim widać, że o tym myśli, bo marszczył brwi i zaciskał zęby, tuląc łokcie do boków i zaciskając pięści w kieszeniach kangurki.
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 8:37 pm

- Może, w końcu tu teraz jestem, prawda? - No tak jest, ale za to ma znamię na całe życie, zarówno psychiczne jak i fizyczne.
Przestał głaskać kota i spojrzał na chłopaka. Dalej miał wyciągniętą rękę, co brunet najwyraźniej zignorował, siadając. Westchnął cicho, wziął kota na ręce i podszedł do Morgana, siadając na przeciwko. Trzymał zwierze przy sobie, by zielonooki nie czuł się niezręcznie. Zerwał jakieś zielone coś i zaczął bawić się z kotkiem. Nie odzywał się przez chwilę, bo dość trudno było mu o tym mówić.
- Nie wiem dlaczego to zrobił... Miałem pięć lat, kiedy mnie porwał... Nie pamiętam nic z tego okresu, ale czasem śni mi się straszny ból. Po trzech miesiącach znaleziono mnie ledwie żywego, z rozciętym brzuchem. Teraz pozostała mi blizna... Jednak po tym, rodzice zdecydowali się bym uczył się w domu i praktycznie na zewnątrz wyszedłem raz, właśnie do wujka. Tak to przebywałem tylko na terenie naszej posiadłości. Ktoś mi powiedział, że mnie skrzywdzili, ale ja tak nie uważam. Chcieli jedynie dla mnie dobrze... Niestety dalej śnią mi się koszmary z tamtego okresu...
Złapał kota i ścisnął go lekko. Chciał zakryć to, jak się trzęsie. Spojrzał na Morgana i uśmiechnął się.
- Ale teraz to już nie ważne. - Dostrzegł to pragnienie bliskości w oczach chłopaka.
Puścił więc zwierzątko, któremu najwyraźniej takie pieszczoty się nie podobały, bo czmychnął prędko gdzieś w krzaki. Przysunął się bliżej zielonookiego i pogłaskał go po głowie. Wiedział, że taki gest wystarczy, by pokazać mu że go lubi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Czw Mar 06, 2014 9:45 pm

- Może, w końcu tu teraz jestem, prawda?
Kot pokręcił głową.
- Nie, to o niczym nie świadczy.
Zamilkł jednak, słysząc, że chłopak znów się odezwał. Wysłuchał go z rosnącymi oczami, czując, jak jego oddech staje się coraz szybszy i coraz płytszy, jak coś ściska jego serce i gardło, jak gniecie go w klatce piersiowej. Wyobraził sobie to wszystko - niestety, wyobraźnię miał dość bogatą. Był też na tyle wrażliwy, że teraz poczuł się, jakby oberwał czymś ciężkim w głowę i niewiele brakowało, a łzy stanęłyby mu w oczach. Jego oczy nadal błyszczały dziko, jednocześnie współczuciem dla małego i nienawiścią dla jego porywacza. Porwanie to jedno, ale znęcanie się, zostawianie dziecka tak poranionego... to coś zupełnie innego.
Zesztywniał cały, patrząc na chłopca z zaciśniętymi zębami i wyrazem przerażenia i wściekłości na twarzy. Miał ochotę go pogłaskać i przytulić, jednak Ariel zrobił to pierwszy, wyrywając swoim dotykiem Morgana z innego świata - pełnego noży i cholernych sadystów, którym Kot najchętniej powyrywałby wnętrzności za to, co robili. I ciekawe w sumie było to, że kiedy słuchał o nich samych, czytając jakieś książki o seryjnych mordercach czy innych psychopatach, kiedy słyszał wiadomości w radiu czy telewizji, nie robiło to na nim takiego wrażenia, jak teraz. Po prostu słuchał, analizował na sucho, starał się zrozumieć motywy, postawić w ich sytuacji...
Teraz było inaczej. Teraz słyszał to wszystko z ust tego słodkiego chłopaczka, który to wszystko przeżył.
Drgnął, czując na głowie jego dłoń i dopiero wtedy się poruszył, powracając do rzeczywistości. Przetarł twarz dłonią i uśmiechnął się do Ariela blado.
- Jak możesz mówić, że w tym człowieku jest dobro? - zapytał szeptem, z niedowierzaniem. Pochylił głowę, pozwalając się głaskać i przymykając oczy. Tak, w tym też trochę przypominał kota, chcącego, żeby podrapać go za uchem. To by go uspokoiło, choć trochę, bo teraz wszystkie mięśnie miał napięte aż do bólu. - Przecież on cię mało nie zabił. Porwał cię, masz przez niego koszmary... I jest dobry, bo nadal żyjesz? Z tego, co mówisz, nie wynika, że cię wypuścił, ale nawet jeśli, to sam fakt, że zrobił ci coś takiego, świadczy o tym, że wcale nie jest dobry, może najwyżej być chory. Ale to go nie usprawiedliwia w żaden sposób. Możliwe, że teraz wykazuję się absolutnym brakiem profesjonalizmu, ale uważam, że choroba niczego nie usprawiedliwia, może jedynie wyjaśniać. Ja się zająłem psychologią i interesuję psychiatrią, bo chcę wiedzieć, na czym polegają takie zachowania, co ludzie wtedy czują, kiedy robią takie rzeczy... ale nie oznacza to, że jestem w stanie dostrzec w nich dobro. Nazwij mnie cynikiem, ale w tym, który ci to zrobił,widzę czyste, piekielne zło. To pojęcie subiektywne, ale... ale jednak zło.
O kocie z białą pręgą w ogóle zapomniał przez to wszystko.
- Dobrze, że żyjesz. - powiedział po chwili ochrypłym głosem, patrząc na Ariela przez cały czas tej swojej "przemowy".
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Pią Mar 07, 2014 7:36 am

Przez całą jego wypowiedź uśmiechał się i go głaskał, by się uspokoił.
- Sądzę, że był on skrzywdzony lub sam nigdy nie zaznał czułości, dlatego to zrobił. Fakt, cierpiałem i nadal mam przez to koszmary, ale nie czuję do niego nienawiści. Na pewno miał jakiś powód by tak zrobić. Mimo wszystko uważam, że wyszło mi to na dobre. Przecież, w końcu, wylądowałem w tej szkole i poznałem nowych ludzi, odkrywam siebie i świat otaczający mnie dookoła. - Spojrzał czule na chłopaka, to miłe, że tak wszystko przeżywa.
Ariel doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to co zrobił mu tamten człowiek jest złe, ale nie chciał tak o nim myśleć. Nie chciał być uprzedzony do nikogo.
Przestał głaskać Morgana i poprawił się, bo zaczynało być mu niewygodnie i doskwierało mu zimno.
- Też się cieszę, że żyję... Dobra, dość już o mnie! Teraz ty coś o sobie opowiedz! - Przesunął się bliżej, by lepiej widzieć i słyszeć bruneta spod tego kaptura. - Jesteś strasznie interesujący z tymi przeciwieństwami osobowości. Ale myślę że zgadłem choć część tego jak się czujesz.Wyczuwam od ciebie samotność... Jeśli chcesz mogę zostać twoim przyjacielem! Co ty na to?
Wyszczerzył zęby i przechylił ciut głowę, czekając na odpowiedź. Jakoś nie chciał, żeby jego nowy znajomy był samotny. Znał to uczucie i nie należało ono do najprzyjemniejszych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Pią Mar 07, 2014 6:20 pm

- Jeśli nawet nie zaznał nigdy czułości, to też nie oznacza, że jest dobry i że ma prawo robić takie rzeczy. - mruknął. - Wielu ludzi nie zaznało czułości w życiu.
Miałby w sumie więcej do powiedzenia, ale widząc, jak Ariel broni swojego porywacza, stwierdził, że nie będzie mu psuł tej wizji dobroci w każdym. Widocznie chłopak tego właśnie potrzebował, widocznie tak mu był łatwiej poradzić sobie z tym wszystkim. Właściwie, Morgan doszedł do wniosku, że sam blondynek jest uosobieniem dobra. Może dlatego tamten typ go porwał...? Może był ciekawy...?
Nieważne zresztą. Gdybać sobie można, a Kot i tak by się nie dowiedział prawdy, póki by nie poznał tamtego... człowieka, z braku lepszego określenia. Trzeba by się najpierw dowiedzieć, jak bardzo był pokręcony, żeby stwierdzić, czy to był jakiś dziwaczny eksperyment medyczny, próba metamorfozy, czy chęć sprawdzenia, czy przypadkiem ta arielowa dobroć jest w nim gdzieś zmaterializowana i można ją zobaczyć i dotknąć.
- O mnie? - drgnął gwałtownie, słysząc to i otworzył szerzej oczy. - Eee... - skulił się trochę. - Hm. Nie wiem. Nie jestem przesadnie interesującym człowiekiem, nie mam o sobie nic ciekawego do powiedzenia właściwie...
Podrapał się nerwowo po głowie, odwracając wzrok i nie wiedząc, co tu właściwie powiedzieć. Nie był przyzwyczajony do mówienia o sobie, zwykle trzymał się przecież w cieniu i na uboczu. Popatrzył jednak znów ciepło na blondyna słysząc, że ten chciałby zostać jego przyjacielem. Po chwili uśmiechnął się i kiwnął nieznacznie głową.
- Dziękuję. To miłe z twojej strony.
Zastanowił się, co mógłby o sobie powiedzieć, ale naprawdę nic mu nie przychodziło do głowy. Nie uważał się za ciekawego człowieka.
- Hm. - chrząknął, błądząc wzrokiem po zeschłych liściach między nimi. - Nie umiem mówić o sobie. Nie ma we mnie nic ciekawego. Jestem Irlandczykiem, jak pewnie słyszysz, w domu mówię głównie w gaelic, dlatego czasem trudno niektórym mnie zrozumieć. Nie przeżyłem nic interesującego - wzruszył ramionami.- zwykłe życie siedemnastolatka.
Mimo wszystko jednak cieplej mu się na sercu zrobiło, kiedy usłyszał, że jest interesujący z tymi przeciwieństwami osobowości. On miał na ten temat inne zdanie - w ogóle miał na swój temat niezbyt przychylne poglądy - ale to było naprawdę miłe.
- Nie umiem rozmawiać z ludźmi. - powiedział ciszej, pod nosem, być może tak, że trudno było go zrozumieć. - I nie uważam, żebym miał coś sobą do zaoferowania innym, więc trzymam się na uboczu. Jakoś zwykle ludzie mnie nie lubią, zresztą im się nie dziwię. - znów wzruszył ramionami. - Przyzwyczaiłem się.
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Pią Mar 07, 2014 9:18 pm

- Wiem, że nie. Nie każdy miał tyle szczęścia, co, na przykład ja, by dorastać w kochającej rodzinie. - Wzruszył ramionami.
Wiele nasłuchał się od wuja o różnych typach ludzi, jednak nigdy, ani razu, nie pomyślał o tym, że ktoś mógłby być zły. Od zawsze uważał, że człowiek, który czyni zło, jest poszkodowany przez los. Może i jest to dziecinne myślenie. Ok, Ariel jeszcze nie zna świata. Jest to dla niego tajemnicza kraina, która kryje w sobie niezwykłą przygodę.
Zmarszczył brwi na następne słowa Morgana.
- Nie uważam, że nie masz niczego do zaoferowania innej osobie. Wręcz przeciwnie, jeśli tylko zacznie się z tobą rozmawiać, można zobaczyć jak bardzo kolorowy jesteś. - Położył dłonie, na rękach bruneta. - Jesteś naprawdę dobrą osobą. Samo to jak zareagowałeś na moją historię, to potwierdza. Dziękuję ci za to. Poza tym jeśli tylko otworzyłbyś się trochę, porozmawiał z kimś, bez strachu, to jestem pewien, że w mig zdobyłbyś mnóstwo przyjaciół. Od razu zauważyłem po twoich oczach, że jesteś wspaniały.
Naprawdę tak uważał i teraz chciał pomóc temu chłopakowi, zdobyć się na większą otwartość.
Wstał, bo zaczynał marznąć. Wystawił rękę.
- Chodź. Wstań i pokaż się światu, bez strachu. Podnieś głowę do góry i bądź dumnym z tego kim jesteś! - Czekał, trzymając wyciągniętą dłoń. - W razie czego ci pomogę. Zawsze kiedy będziesz czegoś potrzebował zrobię co w mojej mocy, by cię wesprzeć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Pią Mar 07, 2014 10:01 pm

- Nie każdy, istotnie... - mruknął w odpowiedzi na słowa o kochającej rodzinie. Tak, no, niby on teoretycznie nie miał nic do zarzucenia swoim rodzicom - dbali o niego i troszczyli się, ale jakiejś ogromnej czułości, to on od nich nie doświadczył.
Popatrzył na ręce Ariela na swoich dłoniach i uśmiechnął się blado.
- Kolorowy...? - zapytał z powątpiewaniem. - Ja wiem...? Biały z czarną sierścią i zielonymi ślepiami. Nieduża gama kolorów, mogę najwyżej zagrzebać się w stercie jesiennych liści, żeby było tego więcej.
Chwycił jednak wyciągniętą w swoją stronę dłoń blondyna i wstał, uśmiechając się do niego z wdzięcznością za wszystko, co o nim powiedział. To było miłe, naprawdę i trochę poprawiało mu humor, choć tak czy siak Kot był zwykle w dość grobowym nastroju. Momentami podejrzewał u siebie depresję, innym razem zimową chandrę, a czasem starał się o tym nie myśleć i twierdził sam przed sobą, że wstał lewą nogą.
- Uważasz, że się boję ludzi? - zapytał niepewnie i po chwili, jakby nagle coś do niego dotarło, spiął się trochę i cofnął o parę milimetrów, pochylając nieco głowę, jak spłoszone dzikie zwierzę. - Nie boję się. - stwierdził ostrzej, ale bez specjalnego przekonania. - Ale... no. Dziękuję. To miłe, że chcesz mi pomagać. Nie mówię, że tego potrzebuję...
Westchnął z rezygnacją, przymykając oczy, bo zdał sobie sprawę z tego, jak głupio teraz musi wyglądać. Wyprostował się trochę i popatrzył znów na Ariela z góry.
- Dziękuję. Bądź moim przyjacielem w takim razie. I opowiedz mi coś jeszcze, masz... fajne poglądy na świat. Optymistyczne. To zaraźliwe. - uśmiechnął się ciepło połową ust. Kurczę, polubił tego chłopaka. Sympatyczny był.
Powrót do góry Go down
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 20
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   Pią Mar 07, 2014 10:41 pm

- Z tymi kolorami to raczej chodziło mi o to co masz w środku - Zachichotał.
Patrzył jak chłopak odsuwa się od niego. Trochę go to zabolało, w końcu chciał dobrze. Westchnął cicho, ale nie dał tego po sobie poznać.
Wyszczerzył za to zęby.
- Może teraz jej nie potrzebujesz, ale w razie czego możesz na mnie liczyć. - Taki już był Ariel. Nie ważne kto, nie ważne gdzie, ale zawsze pomoże.
Nauczył się tego w domu. W sumie można powiedzieć, że wyssał tą cechę z mlekiem matki, biorąc pod uwagę to, że jest ona lekarzem. Jego ojciec chełpił się tym, że jego ród wywodzi się z dumnych rycerzy i wasali. Więc większość swych cech ma jakby w genach.
Ruszył w stronę drogi, zastanawiając się co by jeszcze powiedzieć. Może opowie właśnie o swojej rodzinie?
- Hmmm... Mogę ci powiedzieć, że mam dwóch starszych braci i siostrę. Jestem najmłodszy w rodzinie, ale zawsze wszyscy mnie dobrze traktowali. Bardzo ich kocham... Jednak martwi mnie trochę to, że drugi z braci, Amek, musi przejąć rodzinny interes. Nie jest szczęśliwy z tego powodu. Chciałby robić coś innego. Marzy by zostać piłkarzem. Zastanawiam się, czy nie powiedzieć, że to zrobię za niego... Może i nie dogadujemy się najlepiej, ale to mój brat i chcę by był szczęśliwy... - Zamilkł.
Tak, to prawda. Z Amadeuszem miał gorsze relacje, niż z pozostałą dwójką. Ale wiedział, że brat go kocha, tak czy siak. A że jest dla Ariela ważny, to blondyn zrobi dla niego wszystko. Tak samo jak dla każdej innej drogiej mu osoby.
Popatrzył na chmury, leniwie przepływające przez szarawe niebo. Miało w sobie to jakiś urok. Uśmiechnął się i odetchnął głęboko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogród jesienno-zimowy   

Powrót do góry Go down
 
Ogród jesienno-zimowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Kwiecisty Ogród
» Hamaki na drzewach
» Wiśniowy ogród
» Pub Zimowy
» Ogródek różany

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Tereny wokół szkoły :: ∎ Ogrody-
Skocz do: