IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 The Full English

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: The Full English   Nie Gru 22, 2013 8:40 am

Restauracja znana z serwowania wszystkich typowo angielskich dań. Zazwyczaj są one różnorodne, ciężkie i bogate w tłuszcz. Można zjeść tutaj prawdziwie tradycyjne angielskie śniadanie. W porze brunchu jest tutaj najtłoczniej. Oferowany jest tu też spory wybór herbat oraz kaw.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evander Layton

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 09/03/2014

PisanieTemat: Re: The Full English   Czw Mar 13, 2014 8:37 pm

Zaparkował przed knajpą, mimo chłodu poranka nadal na wpół przytomny. Jechał całą noc z drobnymi przerwami na postój, coś ciepłego w przydrożnej stacji, czy zwyczajnie żeby się odlać. Angielskie żarcie kojarzyło mu się z czymś ciężkim, tłustym ale i konkretnym, stąd wybrał właśnie The Full English. Nie stołował się nigdy w tym miejscu, więc podszedł do tematu z rezerwą. Zdjął kask, przyjrzał się szyldowi nieufnie, po czym kląc na czym świat stoi - po drodze zgubił drobne - zataszczył się ciężko do środka, licząc ufnie na to, że nikomu nie przyjdzie do głowy kręcić się dookoła jego maleństwa.
W środku było stety-niestety pusto, a młodzik odpowiedzialny tu chyba za klientów latał między stolikami tak zrywnie, jakby dopiero co przyswoił z litr mocnej kawy. No dobra.
Usiadł przy samej ladzie zerkając w kartę. Bekon. Gdzie tu jest bekon. Nie ma bekonu? Co to za angielska knajpa bez... fuck. Ale mieli grube, amerykańskie racuchy z kanadyjskim syropem klonowym. Tak bardzo Wielka Brytania.
-Hej, dzieciak. Zbierasz zamówienia?
Wychylił się na wysokim taborecie igrając ze śmiercią, bo chyba nie skojarzył, że ktoś tu niedawno pastował podłogę. Szczęście, nie zaowocowało żadnym urazem i mężczyzna nie wylądował jak długi na środku sali.
Rozejrzał się za popielniczkami, ale jakoś żadnej nie uświadczył. Możliwe, że była to jedna z tych pro restauracji, które poszły z duchem czasu i dyrektywami unijnymi; palenie jest be. E-papierosy są dobrodziejstwem dwudziestego pierwszego wieku, tradycyjnymi nie będziesz nam kadził klienteli.
Napiłby się. Czegoś... no cukier, potrzebny od zaraz.
Podparł ciężki łeb na dłoni, potem ściągnął sobie rękawice i odłożył je obok karty, wiedząc już na co konkretnie... staph. TERAZ wiedział na co ma ochotę, jak szczeniak zakręcił się już za barem i w pośpiechu wbijał się w fartuch. Napis na plakietce przy piersi wołał "Jestem Perry i osłodzę każde zamówienie".
-Perry, osłodzisz mi zamówienie?
Dyskrecja? Subtelność? Ohohoh, nie istniały w spisie wyrażeń mu znanych czy używanych. O wiele przyjemniej było wywalić wszystko między oczy i czekać na reakcję, jaka by ona nie była. Powolne podchody nie w jego stylu - jasno i na temat, prędzej.
Swoją drogą, dlaczego ten szczeniak ma na imię... dziobak? Rozbawiło go to setnie, z jakiegoś ułomnego, kretyńskiego pułapu poczucia humoru śmieszyło go to bardziej niż dwójka przedszkolaków wybijających sobie mleczaki o stary smoczek. Był świadkiem, wiedział co mówi.

_________________

I've been patient, for too long, I just can't wait to get under your skin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: The Full English   Czw Mar 13, 2014 9:33 pm

Dzień nie zapowiadał się dobrze…
No ok, zdawał się być fatalny już od początku. Nie dość, że po przyjściu do roboty zastał syf na sali, jakby poprzednia zmiana w całkowitym poważaniu miała dbanie o miejsce pracy, to jeszcze stłukł dwa talerze od przybycia kucharza i pokaleczył sobie dłoń, starając się naprawić własne niepowodzenia. Na domiar złego, w apteczce przygotowanej „na wszelkie niedogodności” znalazł jedynie proszki na biegunkę i paczkę dziecięcych plasterków z malowniczą mordką Kubusia Puchatka, który aktualnie szczerzył się z nasady palca wskazującego. Klientów było zaś zatrzęsienie, bowiem od otwarcia restauracyjki naliczył aż trzy transakcje.
No nic. Zazwyczaj na porannej zmianie sam rządził się po części dla gości, pozwalając rozporządzać kuchnią Marcusowi i odbierając od niego gotowe zamówienia. Przed południem większość Anglików wolała najeść się w domu, dopiero później odwiedzając (nie)skromne progi „Full English”, dlatego nie był dla niego nowością nadmiar czasu, który mógł poświęcić na dopieszczenie podłogi, czy ułożenie serwetników na stolikach. Można powiedzieć, że nabył odruch gorączkowego poprawiania otoczenia wraz z wybiciem szóstej.
I tak pewnie ciągnąłby aż do pierwszej fali wygłodniałych ludzi, wdzięcząc się do nich z szerokim uśmiechem i oferując pieczeń wołową na miękkich ziemniaczkach, gdyby w progu nie pojawił się ON.
Kłamstwem byłoby stwierdzić, że nie zwrócił uwagi na jednego z dwójki swoich aktualnych klientów. Wysoki, chmurny na pierwszy rzut oka i zmęczony, jakby całą poprzednią noc obijał się po twarzy krzycząc do odbicia w lustrze ‘nie zasypiaj!’. Okuty w ciemny, stary płaszcz nie wyglądał, jakby nie chciał sprawić kłopotów, co jednak nie zraziło Perry’ego, który przyjrzał się dłużej zakazanej mordzie przybyłego. Wnet jego twarz rozjaśnił uśmieszek kocura po udanym polowaniu, kiedy uświadomił sobie, skąd zna biały tatuaż i co mógłby powiedzieć na jego temat.
O tak… To było zdecydowanie najlepsze wyjście do klubu, na jakie kiedykolwiek się zdecydował.
Odrzucił szmatkę, którą wycierał niedawno blat stolika i na spokojnie wdział fartuszek, poprawiając przy tym przekrzywioną plakietkę na piersi. Raźnym krokiem podszedł do kontuaru, chwytając po drodze osobistą popielniczkę dla barmanów i stawiając ją, może za mocno, przed Laytonem. Miał jasno powiedziane, by nie zezwalać na popalanie w restauracji, mimo to, byli prawie sami i widział wyraźną potrzebę wyrytą na pociemniałej twarzy. Starł z siebie zadowolenie, wlepiając jedynie uważne spojrzenie w mężczyznę i rejestrując, czy może coś mu tam nie zaświta pod czupryną. Ten postanowił jedynie powiercić się na krzesełku i wyprostować, rzucając uwagę w dzielącą ich przestrzeń.
- Oczywiście. Jestem tu właśnie dlatego, by osłodzić każde pańskie zamówienie, proszę Pana. Na co ma Pan ochotę? Osobiście polecam sadzone jajka z grzankami, smażone kiełbaski, sok pomarańczowy i herbatę z mlekiem.
Oparł ciężar na rękach uczepionych niższej półeczki i pokiwał korpusem. Brew uniesiona w pytającym geście drgnęła, kiedy czekał na odpowiednie wytyczne. Po chwili podniósł głowę i spokojnie obserwował, jak kobieta pod ścianą radzi sobie z jedzeniem, by w razie czego móc zanieść jej rachunek i ze spokojem pożegnać, inkasując potencjalny napiwek.
Powrót do góry Go down
Evander Layton

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 09/03/2014

PisanieTemat: Re: The Full English   Nie Mar 16, 2014 10:28 pm

Tamten wieczór i... oh, pamiętał. A jakże, tego kaca mordercę takoż, na dodatek pierwszy raz od bardzo dawna miał i tego moralnego. Za dużo wtedy wypił, to był ten okres, w którym próbował utopić smutki na dnie kieliszka. Pech chciał, że przysiadł się wtedy jakiś szczeniak, cholera wie czy pełnoletni. Od słowa do słowa powiedział mu całkiem sporo o swojej aktualnej sytuacji, wypił zbyt wiele, rozkręcił się. Skończyło się standardowo, kabina, spodnie na wysokość kolan, kostek.
Ale cholera, dzieciak nie miał na imię Yvonne! Chyba powtarzał to dość często gdy ten szorował kolanami podłogę. Ale z pewnością obciągał lepiej niż... stop.
Spojrzał rzeczowo na szatyna i uchylił na moment usta; musiał wyglądać dość nieprzytomnie, bo zaraz dostał firmowej kawy po której zaczął się wybudzać z nieprzyjemnego, porannego odrętwienia i oporności mózgu.
-Jednego dziobaka na gorąco. Może być na zapleczu.
Uśmiechnął się krzywo, wiedząc że musi wyglądać koszmarnie po całej tej trasie, a i prysznic by mu się przydał. Łóżko, cholera. Namiętne tete-a-tete z materacem do przyszłego wtorku co najmniej.
Zerknął przez ramię na jedynego poza nim klienta w knajpie i wychylił się w stronę Perry'ego, który kusił bardzo nieprzyzwoitą, usłużną pozą. Szkoda, że Layton był po niewłaściwej stronie lady.
Zapalił papierosa, widząc że młody dobrze pojął jego intencje, po czym zaciągnął się głęboko, i chyba potrzebował chwili by zebrać się w sobie. Cholerny szczeniaku, czemu nadal musisz być tak kurewnie bezpruderyjny?
Wydmuchał dym w jego kierunku i mruknął coś niezrozumiale, widać bardziej do siebie.
-Wolę na ostro.
Osładzanie posiłków może zostawić innym frajerom, on przyszedł się najeść do syta. Wrzucił do puszki na napiwki dwie dychy i w końcu zamówił porcję kiełbasek z tostami i drugą kawę. Najpierw trzeba zaspokoić pierwszy głód, na deser znajdzie miejsce jak wypełni pusty żołądek.

Szczeniak kręcił się teraz co chwilę, bo wraz z upływem czasu pojawiali się kolejni klienci. Nawet słońce zajrzało w odwiedziny, na co Evan skrzywił się niechętnie.
-Za ile kończysz zmianę? Wziąłbym cię do siebie na lunch.
Był już w mieście, więc wszystko jedno za ile wróci do domu. Kwestia dziesięciu, piętnastu może minut drogi - jeśli będą korki. A zabrałby go z niekłamaną chęcią, bo nawet jeśli Layton był dzisiaj do zabicia i najpewniej o łóżku marzył w sposób wyjątkowo czysty i platonczny.

_________________

I've been patient, for too long, I just can't wait to get under your skin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: The Full English   Nie Mar 16, 2014 11:57 pm

Wieczór zdecydowanie zaliczał się do tych wartych zapamiętania. Z jednej strony mężczyzna w sile wieku myślący, że wyrwał pierwszego lepszego młodzika podążającego za alkoholem w krwiobiegu, z drugiej zaś odpoczywający po ciężkim tygodniu chłopak, który postanowił zaszaleć nieco bardziej po raz pierwszy od przyjazdu. Perry nie mógł powiedzieć, że żałował czegokolwiek, co zrobił. Kłamstwem byłoby też stwierdzenie, że nie chciałby tego powtórzyć. Postanowił powierzyć swój los biegowi wydarzeń, nie inicjując jednak niczego, co zrujnowałoby zalążek dobrego kontaktu.
Tak, chciał cieszyć się nową znajomością nieco dłużej niż jedno, czy dwa spotkania w samotności.
Nalał Evanderowi kawy do filiżanki, którą lekkim ruchem postawił nieopodal. Drobny gest uprzejmości z jego strony nie był podyktowany własnym widzimisię. Polityka restauracji kazała traktować klientów z szacunkiem, gdy istniała szansa, że zostawią w kasie więcej pieniędzy. Darmowa filiżanka serwowana do każdego posiłku przed 12’tą była chyba najlepszą zasadą, jaką ich szef mógł wymyślić. Poza puszką na napiwki na każdą zmianę.
- Niestety nie wpuszczamy gości na zaplecze. Ma Pan do dyspozycji całą salę i łazienkę. Proszę nie kombinować…
Uśmiechnął się przy tym jakby strofował przedszkolaka szarpiącego kolegę za ramie. Doskonale zdawał sobie przecież sprawę z dwuznaczności słów Laytona, mimo to, wróciwszy do wcześniej objętej pozy, wlepiał w niego jedynie zaciekawione spojrzenie, obserwując, jak ten dochodzi powoli do siebie.
Gdy spisał dokładnie zamówienie na karteczce, zerknął raz jeszcze w kierunku kobiety, rejestrując, że powoli kończy posiłek. Szybkim krokiem zajrzał do kuchni, by poinstruować Marcusa co do następnego zadania. Dostosował się do ostatniego życzenia i polecił, by dodać ostry sos z papryczek, a nie, jak to zazwyczaj robili, zwykłą musztardę. Miał nadzieję, że mężczyzna nie odbierze tego jako dosłowne traktowanie jego słów. To było raczej jak obietnica.
Zgarnął partię sztućców i samotny serwetnik. Przed drzwiczkami przystanął, odetchnął i poprawił włosy. Oblizał wargi. Zmobilizowany słowami Marcusa ruszył przed siebie i wrócił do klienta, uprzedzając go, że za, góra, 20 minut dostanie swoje zamówienie.
- Nie wolałby Pan jednak zająć wygodniejszego miejsca? Więcej prywatności, więcej przestrzeni. Mamy co prawda tłumy i ciężko będzie coś dla Pana znaleźć, ale sądzę, że sobie poradzę z doborem miejsca.
Mrugnął do niego wesoło i wyszedł zza kontuaru.
- Proszę chwileczkę zaczekać.
Wsunął sztućce w kieszeń fartucha i pomaszerował ku klientce, która właśnie kończyła dopijać zamówioną herbatę. Położył przed nią rachunek pod maleńką muffinką i wyraził nadzieje, że smakowało jej zamówienie oraz, że zaszczyci ich jeszcze kiedyś swoją obecnością. Ukłonił się z czarującym uśmiechem, po czym obrócił na pięcie i wrócił do mężczyzny, by dalej móc bezczelnie grać z nim w półsłówka i aluzje. Polubił to. Zdecydowanie.
- To jak?
Powrót do góry Go down
Evander Layton

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 09/03/2014

PisanieTemat: Re: The Full English   Sro Mar 19, 2014 5:45 pm

O ile wcześniej nie dał mu tego do zrozumienia, tak teraz miał szaleńczą ochotę zafundować mu powtórkę z rozrywki i przypomnieć tamtą noc - może tak z jakimś małym urozmaiceniem? Layton lubił eksperymentować, zawsze był też zdania,że rutyna może w łóżku zabić.
Bolały go wszystkie mięśnie, więc nad talerzem siedział przygarbiony, ograniczając ruchy do absolutnego minimum. Kiełbaska uciekła mu spod widelca, gdy Perry tanecznym, sprężystym krokiem skakał od stolika do stolika, fundując mu niezłe przedstawienie. Evan już wtedy posądzał go o bycie niepoprawnie kokieteryjnym, a dzisiaj wyłącznie się o tym przekonał, gdy na własne oczy widział jak szczeniak rozsyła uśmiechy na lewo i prawo. Tak, jak cukierki w Halloween. Był w tym naprawdę imponująco dobry, i na szczęście nie tylko w tym jednym.
-Zostanę tutaj, na wypadek gdyby czegoś mi zabrakło i znów bym cię potrzebował.
Mocny sos wypalał mu ozór i przełyk, ale mężczyzna widocznie zdołał przywyknąć do tego uczucia. Jego niegdysiejsza żona miała naprawdę diabelską kuchnię, pamiętał do tej pory. Bardzo bolesne doświadczenie zmusiło go do stołowania się na mieście ilekroć Yvonne wpadła na szalony pomysł rzucenia się na gary.
Znał już zatem kanciapę, w której zawinął się Addams, można się było spodziewać naturalną koleją rzeczy, że będzie zaglądał tu możliwie często, i to w porach jego zmian. Knajpa wzbogaci się o parę napiwków, a on zmarnuje swój wolny czas na obmacywaniu spojrzeniem tego kształtnego tyłka.
A tak między bogiem a prawdą, sprowadził go tu czysty przypadek, na dodatek ostatnio miał straszną posuchę.
-Lunch. Pytałem. Godzina.
Ty mówić, już. Amerykanin bywał momentami niewdzięcznie niecierpliwy, ale nie chciał przepuścić tematu, koro już go podjął. Zwłaszcza, że szatyn zerkał obiecująco w jego stronę, jakby upewniał się, czy ten wielki leniwy kloc nigdzie mu chyłkiem nie spierdolił za ten czas, gdy kręcił się dookoła innych klientów.
Pół słówka, aluzja i żaluzje? To nie łatwiej grać otwarte karty i nie mieć problemu? Zmęczony Layton to mało romantyczne i błyskotliwe bydle, cóż poradzić. Zaatakował ostatnią kiełbaskę z pikantnym sosem i sięgnął po resztkę kawy. Umiarkowanie poradził sobie z falą senności, kiwając się już tylko męczeńsko nad filiżanką.
-Jak ty masz w sumie na nazwisko?
Zmrużył oczy nieufnie, a wraz z tą chwilą oblały go zimne poty; skojarzył, że jego kumpel ma brata w podobnym wieku. Nigdy nie zwrócił na szczyla uwagi, ale ten też miał imię rozpoczynające się na literę "P" i niemal identyczne uczesanie. To by było niezręcznie, gdyby dmuchnął znajomemu braciszka.
Nie, zaraz. Tamten to chyba się jeszcze uczył, a nie dorabiał sobie po byle knajpach. I z pewnością nie wskakiwał w klubie do kabiny byle komu, raczej był hetero.
Machnął krótko ręką i uśmiechnął się koślawo, on i te jego poronione pomysły o dziewiątej rano. Potrzebował tylko krótkiej informacji, o której ten tutaj roztrzepaniec kończy robotę, bo nawet gdzieś by go wyciągnął w ramach zacieśniania więzów.

_________________

I've been patient, for too long, I just can't wait to get under your skin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: The Full English   Sro Mar 19, 2014 7:36 pm

Póki klienci wracali, zaś kasa zapełniała się napiwkami, kokieteria Perry’ego i jego przyjazne nastawienie były jak najbardziej pożądane. Poza tym, co tu dużo mówić, podobało mu się niezmiernie wodzenie innych za nos i stwarzanie pozorów. Dzięki temu, nawet pomimo braku specjalnego wykształcenia mógł czuć się lepszy i chomikować pożywkę dla wiecznie głodnego ego.
- Rozumiem. Proszę jednak pamiętać, że wszędzie muszę pomóc klientowi w godzinach mojej pracy. Nie musi to być koniecznie bar.
Perry schował się za ladą i schwycił ściereczkę do szkła. Zgrabnym ruchem począł polerować wysoką szklankę, spuszczając na chwilę wzrok z Laytona i pozwalając mu w spokoju delektować się posiłkiem. Sam musiał przyznać, że Marcus zna się na rzeczy, dlatego niezwykle rzadko miewali problemy z tytułu zamówień. W lwiej części turyści, bądź Londyńczycy starali się po prostu zwrócić na siebie uwagę i wyłgać darmowy posiłek. Danie było cacy, ale rzucono krzywe spojrzenie, czy wymsknęła się nieprzemyślana uwaga i bach, mamy kłótnię. Z tego powodu właściciel restauracji dość rygorystycznie podchodził do stosunków na linii kelner-klient, by nie prowokować niepotrzebnych sytuacji i nie musieć się potem tłumaczyć rzecznikowi praw konsumenta, czy innym, nieprzyjemnym typom. Klient nasz pan, right?
- Zmianę kończę o 14. Zdaję raport ze stanu kasy i ok. pół godziny później wychodzę tylnym wyjściem.
Przez cały czas, gdy informował Laytona o swoim harmonogramie, nie podniósł wzroku znad szklanki. Był nim zainteresowany, czego nie dało się ukryć, pomimo to starał się nie sprawiać wrażenia zbyt nakręconego ani na jego aparycję, ani poczucie humoru, a już na pewno  na dwuznaczność zawartą w każdym zdaniu. Cieszył się w głębi siebie, poza tym chyba wystarczył szeroki uśmiech, by Layton wiedział, jak udało mu się na chłopaka zadziałać.
Wystarczyło jedno spojrzenie na zegar uwieszony nieopodal wejścia i już wiedział, że miną przynajmniej 4 długie godziny, nim będzie mógł wyrwać się z czterech ścian restauracji i odpocząć gdzieś z dala od wymogu bycia miłym. Nie był pewny, czy może to nazwać błogosławieństwem przerwy od Evandera, czy może raczej traktować jako dłużącą się karę. Zapowiadało się miło, ale nie był ślepy – mężczyzna słaniał się na nogach i nie potrzebne mu było teraz towarzystwo przygodnego chłopaczka, tylko długi i namiętny romans z łóżkiem. Skoro nawet mocna kawa nie pomogła na jego ociężałe ruchy, Perry nie widział perspektywy alternatywnej dla kilkugodzinnego snu. Bądź co bądź sam był człowiekiem i nieraz przechodził przez stan uporczywego zmęczenia przeplatanego nieciekawym wyglądem i słabą koordynacją ruchową.
- Perry Addams, proszę Pana. Napiwki proszę mi dawać do ręki… Pewnymi rzeczami nie lubię się dzielić.
Tak, tu uraczył go sugestywnym spojrzeniem i lekkim uśmieszkiem. Odstawił ostatnią szklankę za siebie i wolnym krokiem minął białowłosego, by zebrać rachunek pozostawiony przez miłą Panią. W międzyczasie do lokalu weszła rodzinka formatu 2+2, więc wcisnął pieniądze do kieszeni, dobył kajetu i sarnim krokiem podskoczył ku nim, wyrażając na starcie nadzieję, że dzień upływa im tak dobrze, jak jemu. Zamówienie poczynili podobne, więc wystartował ku Marcusowi, by nieść mu radosną nowinę – dziś sobie popracuje przed południem.
[ZAWIESZONE.]
Powrót do góry Go down
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: The Full English   Sob Cze 06, 2015 8:39 am

Bjarne siedział w restauracji, czekając na swój posiłek, który niedawno wybrał z karty dań. W między czasie pokwapił się o wysłanie sms’a do Adamy  i  wykonał jeszcze parę telefonów służbowych. Nie miał dużo wolnego czasu, jednak lubił natłok w swoim harmonogramie. Dlatego też przewidział kolejny ruch nauczyciela. Specjalnie wysłał mu wcześniejszą godzinę, gdyż spodziewał się, że mężczyzna  w akcie buntu pragnąć będzie mu utrzeć nosa i spóźni się efektywnie. Akurat przybędzie na obiad. Siedział spokojnie, pijąc wodę. Gdzieś z oddali sali uśmiechała się do niego jakaś kobieta, której najwidoczniej wpadł w oko. Odwzajemnił uśmiech pełen uroku, skrywający nagłe rozbawienie. Był świadom jak działa na otoczenie. Kobiety już od czasów szkolnych kochały się w nim. Miał wszystko to, czego jego rówieśnicy nie posiadali. Niesamowitą urodę, którą przyćmiewał niejednego w klasie  i inteligencję. Zawsze wiedział co powiedzieć i jak wybrnąć z krępującej sytuacji. Posiadał urok osobisty, któremu rzadko jaka przedstawicielka płci pięknej się opierała. Dzięki ogólnej adoracji wyrósł na pewnego siebie człowieka, który może wszystko. Niektórzy określali go mianem nadętego i wyniosłego, ale on tłumaczył to zawsze jako swoistą zazdrość, że tamci nie osiągnęli nie więcej niż wyżyny swojej przeciętnej inteligencji. On był inny. Wszyscy od zawsze to wiedzieli. Wiedzieli, że będzie kimś i osiągnie wiele. Kroczył do swego celu stanowczymi krokami, w których miał mu pomóc Lee. Domyślał się, że ten uparty osioł ni w ząb będzie chciał z nim współpracować, dlatego też musiał trochę wywrzeć na nim presje.
Spojrzał na wyświetlacz komórki. Czternasta piętnaście. Zapewne zjawi się nie lada moment z naciągniętą miną i piorunami w oczach. Ależ on je uwielbiał! Aż dreszcz podniecenia przebiegł mu wzdłuż kręgosłup na myśl o niepohamowanej rządy agresji, którą widział w tych szaleńczych oczach. Zdolny do wszystkiego, nieprzewidywalny. Wybrał idealnego kandydata, który przy odrobienie dobrej woli także może skorzystać na tej znajomości. Bjarne mógł być dla niego kluczem do otwarcia wszystkich tych drzwi o jakich Adama nawet nie śnił. No cóż. Langdalen jednak nie zamierzał podsuwać mu takich pomysłów, dopóki nie  zauważy jakichkolwiek efektów jego pracy. Bo właśnie o nie najbardziej mu chodzi. Najpierw rozgrzewka, dopiero później poważne zlecenie.
Zamyślił się głęboko przez co na jego gładką skórę wdarła się pozioma zmarszczka umiejscowiona między dwiema brwiami. Zastanawiał się ile Lee zdążył się o nim dowiedzieć w przeciągu siedemdziesięciu dwóch godzin, walcząc jednocześnie z kacem. Ten widok nagle go rozbawił i spowodował natychmiastowe rozluźnienie spiętych i mocno ściągniętych do tylu ramion. Lee Adama. Imię, które na długo zapamięta.
Kelnerka przyniosła akurat jego talerz z posiłkiem. Z uśmiechem podziękował jej, na co ona się zaczerwieniła i szybko odeszła. Spojrzał na swój mocno wysmażony karczek oraz ziemniaki puree i stwierdził, że wygląda to niesamowicie dobrze. Upił ponownie łyk wody, zaczynając spokojnie konsumować swój obiad. Nie spieszył się, ani nie denerwował spóźnieniem mężczyzny. Ba! Wyglądał nawet na takiego, który wręcz spodziewał się takiego zagrania ze strony nauczyciela. Po chwili znowu podeszła kelnerka, która  z nieśmiałym uśmiechem najpierw zapytała o smak jedzenia, a dopiero później chciała wsunąć pod szklankę wody swój numer telefonu. Bjarne kątem oka zauważył ten ruch, jednak również w tym samym czasie do restauracji wszedł Lee. Uśmiechnął się, dając kobiecie znak, że czekał właśnie na niego, a ta speszona zabrała dłoń z numerem.
- Lee! – Pomachał w jego stronę, by  ten go zauważył. Ale Langdalen wiedział, że nauczyciel go widzi. Kiedy się zbliżył, a dziewczyna zniknęła, zaraz spokojnie odparł:
- Chociaż raz twoje towarzystwo tak mnie ucieszyło – powiedział szczerze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: The Full English   Nie Cze 07, 2015 2:19 pm

Za jakie grzechy został wpakowany się to gówno? - tego Lee niestety nie wiedział. Byłby jednak w stanie zacisnąć zęby na swoich przekonaniach i iść wyspowiadać się z nich, byle tylko nie musieć brać w tym wszystkim udziału. Do teraz nie mógł zresztą uwierzyć, że wydarzenia z minionej, felernej nocy kilka dni wstecz, okazały się być czymś więcej niż tylko bardzo realistycznym, pijackim snem. Gdy się wtedy przebudził z kacem jakiego od dobrych, co najmniej trzech lat nie miał, wspomnienia były jeszcze z początku zbyt zamazane, żeby móc poskładać fakty w jednolitą całość. Nie spieszyło mu się zresztą. Raczej nikomu w takim stanie by się nie spieszyło do odtwarzania czegokolwiek z godzin wstecz, o ile podnosząc tyłek z wyrka, pod kołdrą nie znalazło się przypadkiem zawieruszonego ciałka, z którym to musiało się pewniakiem zabawiać. Tym razem – jak mało kiedy – Adama żadnego tam nie znalazł. Najwyraźniej zbytnio pochłonięty był wlewaniem w siebie płynów, świadomie i podświadomie dążąc do odurzenia własnej osoby. Dlatego po wygrzebaniu się z wymęmłanej pościeli, o wiele bardziej nękało pragnienie niż cokolwiek innego. Numer znaleziony w tylnej kieszeni spodni wziął za kontakt wciśnięty mu przez kogoś, z kim być może spędzał całkiem miły czas w drugim, trzecim, a może dopiero w czwartym lokalu. Dopiero później brutalna prawda dała mu całkiem porządnego łupnia po głowie. Jakby ta dostatecznie już mu nie dokuczała. Gdyby tylko wtedy był trzeźwy... Z pewnością nie pozwoliłby draniowi odejść bez konkretniejszego wytłumaczenia. Jeśli miał przeciwko niemu dowody – jakie? W pierwszej kolejności potrzebował nabycia właśnie tych informacji. Tylko dlatego zdecydował się niechętnie przywlec swoje cielsko do restauracji, którą wybrał na miejsce spotkania szantażujący go mężczyzna. „Szantaż”... Za każdym razem, gdy to słowo rozbrzmiewało w jego umyśle, miał ochotę kopnąć przypadkowy słup lub kosz na śmieci, zaś zęby same z siebie zgrzytały ze złości.
Żeby jednak przyjść punktualnie? Ha! Ani mu się śniło. Godzina spóźnienia powinna w zupełności wystarczyć. Nie spodziewał się przecież, że trafił na kogoś, kto poświęcił sporo czasu na prześwietlanie osób mu podobnych, potrafiącego przewidywać pewne typy zachowań. W duchu zdziwił się zatem od wejścia, dostrzegając kompletne opanowanie, spokój oraz pogodność bijącą od blondyna już z daleka. Nie pozwolił jednak niczego po sobie pokazać. Nonszalanckim ruchem poprawił mankiet koszuli, po czym ruszył spokojnie w stronę stolika. Ostatnim razem pokazał sobą więcej z tej gorszej, tkwiącej na co dzień w ukryciu strony. Teraz nie zamierzał tego robić. Nie był pijany i mógł myśleć trzeźwo. Choć nie oszukujmy się, miał szczerą ochotę pokazać środkowy palec na to przesadnie przyjazne zachowanie i nawoływanie go po imieniu.
Na przywitanie skinął głową ze zwyczajowym, idealnie udawanym, uprzejmym uśmieszkiem, nim usiadł w krześle naprzeciwko.
- Jaka szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego – odparł, ani na chwilę nie tracąc postawy przyjaźnie nastawionego człowieka. Tylko chłodne spojrzenie pozostawało sprzeczne z okazywanymi intencjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: The Full English   Pon Cze 08, 2015 10:39 am

Przyszedł. Już w progu widział te pioruny w oczach i niezadowolenie, które trudno było mu ukryć za maską obojętności. Z nikłym uśmiechem przywitał go, wbijając widelec w mięso i zaraz nożem krojąc kawałek.
- Spodziewałem się, że przypadkiem spóźnisz się, dlatego wybierz sobie coś na mój koszt – powiedział, nie patrząc na niego. Czuł spojrzenie Lee na sobie i wyobraźni tworzył się obraz tego, jak zoolog pragnie zamordować policjanta. Zastanawiał się, czy już zdążył to odkryć czy jeszcze nie. Ale sądząc po minie widocznie nie. Trochę był tym rozczarowany, jednak nie na tyle, aby temu wyraz.
- Dobrze wyglądasz. Wyspany? – zapytał, jakby nigdy nic. Wyglądał na faceta, który uwielbia igrać z ogniem, a żywym dowodem był nauczyciel, który swoim żarem mógł go sparzyć. Lecz niezrażony pan komisarz nadal brnął w bawienie się nastrojem Adamy, który w końcu straci resztki cierpliwości i kiedyś mu zdewastuje tę śliczną buźkę. Bjarne  nie był typowym fajterem, który uwielbia rozróby i pranie się po mordach. Znał podstawy samoobrony, których nauczono go na kursie w szkole policyjnej i na tym kończyła się jego przygoda z bijatyką. Wątpił, że potrafiłby sobie siłowo poradzić z agresywnym Lee. Chociaż parę sztuczek policyjnych znał i które spokojnie mógłby zastosować.
- Ruszyłeś już ze sprawą? – zapytał poważnie przestając zgrywać miłego. Odłożył na chwilę sztućce na bok i wytarł usta serwetką, wyglądając tak samo nienagannie jak  tamtego wieczoru. Upił łyk wody wypłukując zęby ze zbędnych resztek.
Podeszła do nich ta sama kelnerka, która bardziej skupiła wzrok na nauczycielu widocznie będąc speszona obecnością blondyna. Bjarne nieskrępowany oparł policzek na dłoni, przyglądając się dziewczynie z boku.
- Przyniosłam kartę. Wrócę tak za dziesięć minut – zwróciła się do pedagoga, a dopiero później spojrzała na komisarza. Czując jego szare oczy na sobie, oblała się krwistym rumieńcem,  który trudno było przeoczyć. Spuściła zawstydzona wzrok i szybko poczłapała w stronę baru udając, że ma tam do zrobienia tyle ważnych spraw. Kiedy zniknęła im z oczu, mężczyzna wyprostował się, jednak nie tracąc dobrego nastroju. Lee zapewne pragnął zetrzeć mu ten zadowolony uśmiech z twarzy byle zerwać się ze smyczy frustracji, które rosły za każdym wypowiadanym słowem.
Landgalen podejrzewał, że pan-nieszczęśliwy nie odrobił pracy domowej, ale nie zamierzał się denerwować. Da mu jeszcze parę dni. W końcu mężczyzna potrzebował oswojenia się z sytuacją. A wywieranie presji – z tego co zauważył –  wcale nie działało na niego korzystnie. Postanowił zmienić trochę taktykę, jednak Adama był bardzo opornym królikiem doświadczalnym, który za cholerę nie chciał dać się wyjąć z klatki.  Nawet teraz, będąc trzeźwym, wyglądał na niesamowicie naładowanego negatywnymi emocjami, które najpewniej wyładuje na swoich uczniach. Czy powinien im współczuć? Niby owszem, gdyż za jego sprawą kilka osób dostanie jedynki, ale może to nauczy ich więcej uwagi do przykładania się do lekcji. Oby Lee również miał takie samo zdanie względem siebie.
Milczeli dłuższą chwilę, dopóki nie zadzwonił telefon komisarza. Przeprosił swojego towarzysza skinieniem głowy i odszedł od stołu na bezpieczną odległość. Zaraz minął się z kelnerką, na którą nie zwrócił większej uwagi. Dziewczyna podeszła z małym notesikiem w dłoni.
- Mogę przyjąć pana zamówienie? – zapytała uprzejmie, oglądając się przez ramię za Landgalenem. Zagryzła wargę i wbiła wzrok w notes, na którym już coś mimowolnie zaczęła bazgrać. - Ma pan niesamowite szczęście – powiedziała skrępowana własną śmiałością i tym, że tak otwarcie zasugerowała im bycie parą. To dla Lee musiał być niezły trzask w policzek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: The Full English   Wto Cze 09, 2015 3:06 pm

Lee zastanawiał się, gdzie dokładnie popełnił błąd. Był przecież dość skrupulatny w tuszowaniu za sobą śladów, choć też nie mógł nie przyznać, że wziął się za to dopiero po popełnieniu niemałej  ilości drobnych błędów, płynących rzecz jasna z młodzieńczej nadgorliwości. Kiedy to wszystko się zaczynało, nie był przecież od razu profesjonalistą. Do każdej rzeczy trzeba było dojrzeć, nabyć doświadczenia i wprawy. Nawet pomimo posiadania sporego ilorazu inteligencji, sprytu i wyobraźni, nie miał w tym temacie żadnej praktycznej wiedzy. Raczej nikt nie szkoli na studiach etykiety pracy przestępcy. A szkoda.
- Spóźniłem się? Jakże mi przykro – widocznie nieszczerze udał skruchę, sięgając po menu tylko dlatego, aby mieć czym zając ręce. Nie zamierzał niczego zamawiać. Nie zamierzał tym bardziej spożywać przy tej osobie posiłku, jak gdyby nigdy nic. Ta ładna twarzyczka zostawiła po sobie zbyt duży niesmak.  
- Czuję się świetnie, dziękuje za troskę – i tu również poziom przekłamania przekroczył dopuszczalną normę, pomimo ciągle przyklejonego do twarzy uśmiechu oraz bezbłędnie odgrywanej uprzejmości. Bo niby jak miał się czuć świetnie ze świadomością, że jakaś parszywa łachudra dobrała się do jego brudów z przeszłości, którymi teraz zamierza go szantażować?! Niestety nie pamiętał kropka w kropkę ich rozmowy z felernego wieczoru. Po ich krótkim spotkaniu cholernie się jeszcze schlał, acz to co najistotniejsze, wydawało mu się zajść w pamięć całkiem nieźle. Lecz w dalszym ciągu potrzebował dowodu na to, że facet rzeczywiście coś na niego ma.    
Przekartkowując leniwie strony menu, podniósł znad nich wzrok na blondyna i uśmiechnął się nawet szerzej.
- Nawet palcem nie kiwnąłem – może nie do końca „nie tknął”, ale kto bronił mu łgać w żywe oczy? - Ostatecznie nie przypominam sobie, żebyś poparł swoje brudne groźby jakimkolwiek dowodem, czy choćby w miarę celnym przykładem na ich potwierdzenie. Mylę się? Bez dowodów zaś, są to co najwyżej bardzo nieśmieszne spekulacje, nie warte na poświęcanie im mojego czasu. - skończył mówić jeszcze zanim kelnerka znalazła się dość blisko, by cokolwiek usłyszeć.
Nie był głupi. Nie miał w zwyczaju wchodzić w śmierdzące na kilometr układy w ciemno. Już od dawna nie. Przejechał się raz, cudem udało mu się uniknąć bliższej konfrontacji z prawem i tyle wrażeń podobnego kalibru w zupełności wystarczyło jak na jedno życie. Życie, które Adama niezwykle sobie cenił.  
Uśmiechnął się do dziewczyny w ramach niewypowiedzianego: „Dzień dobry”, nie przejmując się jakoś specjalnie jej podejrzanie badawczym spojrzeniem. Przez głowę przebiegło mu kilka opcji, które mogły to na spokojnie wytłumaczyć, lecz nie raczył zbytnio przykuwać do nich uwagi. Nie odczuwał potrzeby wdrążania się w głupoty. Zresztą gdy tylko jej spojrzenie padło na jego towarzysza stołu, wszystko stało się nazbyt oczywiste. Chętnie odstąpiłby kelnerce swoje miejsce. Ba, jeszcze by do niego dopłacił!
Chwilę wytchnienia dla stłamszonych w środku nerwów Lee, przyniósł telefon kompana. Jak dla niego, koleś mógł iść i już nie wracać. Wróciła natomiast kelnerka. Kto by się spodziewał, że ta idiotka jeszcze bardziej mu nadpsuje krwi przy pomocy zaledwie kilku słów. Prawdę powiedziawszy, naszła go niebywała ochota uderzenia pięścią w stół. Bo co to miały być za kurewsko niesmaczne żarty?! On?! Z tamtym śmieciem?! Wolne żarty!
Oczy nauczyciela zwęziły się.
- Ładne buźki z pewnością potrafią zbałamucić kobiece serca, nie uważa pani? – zwrócił się do niej pozornie przyjaznym tonem, zamykając i odsuwając od siebie kartę. - Wielka szkoda, że zbyt często kryją się za nimi naprawdę odrażające oblicza. Poproszę szklankę wody z lodem i cytryną, dziękuję. - choć ubrał swoją wypowiedź w całkiem ładne słowa, jej koniec jeszcze przed złożeniem zamówienia, brzmiał dokładnie jak: „Chyba żartujesz, kobieto! To było więcej niż niesmaczne!”
Prędzej sczezłby, niż zaczął się umawiać z podobnym typem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: The Full English   Sro Cze 10, 2015 8:00 pm

Bjarne ze stoickim dla siebie spokojem wysłuchał tego co miał mu mężczyzna do powiedzenia. Szczerze powiedziawszy spodziewał się podobnie wyplutego z siebie monologu, który aż ociekał jadem, niesmakiem i uzasadnioną niechęcią. Jednak, czy aby się tym przejął?
Odpowiedź brzmi: nie.
Nie odbierał tych wszystkich słów personalnie, nawet w ukrywanej za maską fałszywej życzliwości chęcią mordu. Podchodził do tego raczej z dystansem traktując Lee, jako podmiot do osiągnięcia własnego celu. Jak biznes. A biznes w tym przypadku polegał na popisaniu się własnymi umiejętnościami, które miały zmusić przeciwnika do wywieszenia białej flagi i tymczasowej uległości. Langdalen nie zamierzał wykładać wszystkich kart na stół, jednak Adama ostro się targował. Pragnął potwierdzenia czczego gadania komisarza, a on zamierzał mu to dać. Za pięć minut.
Wstał od stołu rozmawiając przez telefon. Wyglądał tak samo spokojnie, jak chwilę temu. Wsunięta dłoń do kieszeni i niezmienna mimika twarzy mogła świadczyć o tym, że rozmawia z kimś kogo dobrze zna. Opuścił miękko ramiona, zacznie się rozluźniając. Dzwonili z komendy z kolejną sprawą morderstwa, które wprawiło go wyjątkowo dobry nastrój. Kolejna zbrodnia oznaczała dla niego kolejną robotę, a jako przykładny pracoholik, cieszył się jak małe dziecko na wieść o nowej sprawie. Zakończył pogawędkę dosłownie w cztery minut i piętnaście sekund. Dziwny nawyk sprawdzania godziny, który przyjął podczas śledztwa. Zresztą nieważne, mało to go rozumiał.
Wrócił do Lee, siadając naprzeciw niego. W miedzy czasie nauczyciel nawet dostał swoją szklankę wody, a kelnerka po krótkiej wymianie z nim zdań wcale nie wyglądała lepiej niż po spotkaniu w cztery oczy z Bjarne. Czego się dziwić, kiedy trafiła na dwa takie same typ facetów. Widocznie nie miała szczęścia w miłości. Kiedy zostali już sami, a atmosfera jeszcze bardziej się zagęściła policjant zamknął na chwilę oczy jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.
- No dobrze. Skoro ci tak na tym zależy. Chociaż to naprawdę przykre, że posądzasz mnie o blef – powiedział  nieszczerze. Oczywiście, że chciał, aby Lee go sprawdził. Podświadomie pragnął, aby ten facet żądał dowodów przeciw sobie, a on z największą rozkoszą miał mu je wywalić na stół, a przy tym nie zdradzając nawet najmniejszej oznaki podniecenia. Zaraz z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyjął zgiętą na pół kopertę. Była przez niego starannie podpisana „Lee Adama”. Położył ją na blacie i dwoma palcami podsunął ją w stronę mężczyzny. Kiedy tylko nauczyciel raczył ją otworzyć i wyjąć zawartość mógł dostrzec kilka ciekawych zdjęć. Był na nim sam szantażowany w towarzystwie jakiegoś łysego mężczyzny, który coś mu przekazywał. Na drugim stał pod mostem z grupą młodych ludzi, których wiek nie przekraczał dwudziestu trzech lat. Kolejne to spotkanie z grubym facetem, z tym samym na którego dostał zlecenie od policjanta.
- Ten łysy facet nazywa się Hector Alvares. Znasz go doskonale, gdyż jest największym przemytnikiem broni w zachodniej części Londynu. Pracowałeś dla niego dwa lata temu. Dostarczyłeś mu kilka paczek. Ta grupa chłystków to dwa gangi Solres i V.O.X byłeś ich mediatorem w konflikcie. Chcieli się pozabijać, ale ty przekonałeś ich do rozejmu. Całkiem nieźle. No i ostatni. Mój ulubiony. Antonio West. Hazardzista, dostawca narkotyków na ulice Londynu i Europy oraz najprawdopodobniej ich producent. Również z nim pracowałeś. Ile to było? Trzy lata temu? Czy się mylę? – zapytał, udając chwilę zastanowienia. Zawiesił głos.- Dwa i pół. Oczywiście na odwrocie zdjęć masz zapisane nazwiska, jak gdybyś zapomniał starych znajomych. Spokojnie, oni na pewno  o tobie nie zapomnieli. Tak więc widzisz, Lee, musisz mi pomóc – powiedział, zaraz siadając wygodnie oparty o krzesło. Nie uśmiechał się, ani nie wykazywał jakiejś nadzwyczajnej przewagi. Po prostu siedział i go obserwował. Zastanawiał się w skali od jeden do dziesięć, jak bardzo ten facet chce go w tym momencie zabić. No i co najzabawniejsze, że chciałby zabić policjanta!
- Nie jestem żadnym szantażystą jak ci się ciągle wydaje. Wykonasz dla mnie parę zleceń, pomożesz mi do czegoś dojść, a ja po wszystkim zniknę. Zniknę tak samo szybko, jak się pojawiłem. – Wiedział, że ten ostatni argument najbardziej go przekona.  Przecież Adama niczego bardziej nie pragnął jak pozbyć się tego denerwującego faceta ze swojego życia. Chociaż prawdę mówiąc, pojawienie się Bjarnego nie było wcale takie złe, jakby się mogło wydawać. Lee w końcu przestał mazać się i myśleć o swojej ex żonie, a to już jakiś postęp.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: The Full English   Sob Cze 13, 2015 8:42 pm


Argh! To po prostu niewyobrażalne! Że niby z której strony wyglądał tej głupiej babie na kochanka takiego typu gościa?! Albo na jakiegoś cholernego geja?! No cóż... Może i aktualnie porzucił całą swoją heterowatość na rzecz pieprzenia ładnych chłopaczków, ale to przecież nie tak, że kobiety zupełnie przestały go interesować. Nadal mógł się spokojnie za nimi oglądać, czasami nawet poflirtować, byle zachować zdrowy dystans przy wszelakich kontaktach fizycznych. Całowanie odpadało, macanki odpadały, seks naturalną koleją rzeczy również musiał odpaść. Samo wyobrażenie, że mogłoby dojść do sytuacji tego rodzaju z udziałem kobiety, przyprawiało go o głęboki niesmak bliski najprawdziwszemu obrzydzeniu. Początkowo przeraził go ten stan rzeczy. Bał się, że nadmiar alkoholu i szok spowodowany rozstaniem, zrobiły z niego dożywotniego impotenta, a umówmy się, że zostanie impotentem przed trzydziestką nie jest marzeniem standardowego faceta. Jednakże wprowadzenie zamiennika w postaci innych przedstawicieli tej samej płci, przyszło mu wbrew pozorom całkiem łatwo. Być może od początku był bi? Nie miał okazji wcześniej sprawdzić, a i jakoś nie przypominał sobie, by w młodszych latach nachodziły go dzikie fantazje z udziałem innych fiutów niż jego własny. Przy czym, nie oszukujmy się, fantazje Dobrze-Ułożonego-Pana-Lee-Adamy zszokowałyby niejednego erotomana. Czasami dywagując o szalonych pomysłach łóżkowych - jeszcze za czasów akademika - umiał zawstydzić dobrze ponad połowę zebranego towarzystwa bez specjalnego wysiłku. Nie czuł się w każdym bądź razie zgorszony po swoim pierwszym razie z innym kolesiem. Ani też po żadnym kolejnym. Dopóki mógł dominować, a partner był w miarę ładniutki i nie ociekał w nadmiarze testosteronem, układ facet-facet przypadał mu do gustu. Przynajmniej nie trzeba było obchodzić się z takimi jak z porcelaną. W każdym razie on nie widział takiej potrzeby, ponieważ chodziło jedynie o zaspokojenie czysto samczych potrzeb. Nigdy nie planował niczego więcej. Bawił się, uwodząc i porzucając. Dobry psycholog zapewne uznałby, że Adama podświadomie usiłuję w ten chory sposób mścić się i wyładowywać ciągle odczuwaną skrycie frustrację, związaną ze swoją małżeńską porażką. A ponieważ kobiet dotykać nie mógł, obowiązek znoszenia tego przypadł w udziale niezwykle pechowym mężczyzną, których akurat udawało mu się zbałamucić.
Właściwie, gdyby okoliczności były inne...
- ... – rzucił krótkim, uważnym spojrzeniem w stronę wracającego do stolika towarzysza.
Taaa... Gdyby nie kłopotliwość okoliczności, podobna uwaga do tej, jaką zarzuciła przed momentem kelnerka, wcale by go nie obeszła. Zaś jeśli już, to prędzej rozbawiłaby niż zezłościła. Jego szantażysta był w gruncie rzeczy całkiem przystojny. Nieprzeciętny typ urody. Raczej niebrytyjski. Było w nim coś, co w podejrzanie naturalny sposób przyciągało wzrok. Hmm, tylko czy był też w jego guście? Niechętnie musiał przyznać, że i owszem. Urodą! Bo na pewno nie sposobem bycia.
...
Zaraz! Dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiał?!
Rozdrażnionym ruchem odgarnął opadający na lewe oko kędziorek, przywołując się w duchu do porządku i starając zdusić irytację.
Kiedy tylko na nowo podjęli temat, pierwsze co zrobił Lee po usłyszeniu prawie brzmiących jak oskarżenie o nieufność słów, to wystosował w stosunku do rozmówcy spojrzenie, którego po prostu nie dało się zinterpretować inaczej jak wymowne: „Serio?”
- Możesz mi wierzyć, że tak samo przykre, jak obowiązek bycia stroną posądzającą – uśmiechnął się z fałszywą łagodnością mimo dzikiej chęci skręcenia tu i teraz czyjegoś karku. A chęć ta miała przecież za chwilę jeszcze urosnąć na sile! Wraz z przedstawieniem mu przez szantażystę wszystkiego, lub jedynie części tego, co o nim naprawdę wiedział. To wkurzające, ale gdzieś tam w myślach musiał przyznać, że jednak ma do czynienia z kimś nieprzeciętnym nie tylko z wyglądu. I jednego już mógł być pewien na 100% - ich współpraca na pewno mu się nie spodoba... Zdjęcia dodatkowo świadczyły o tym, że śledzony był nie od kilku dni, a tygodni. Być może miesięcy. Jakim sposobem udało mu się to robić bez zwrócenia na siebie uwagi? Działał sam? W grupie? Kurwa! Nie miał nawet pojęcia jak ten wrzut się nazywa! Źle zrobił, nie doceniając go. Źle zrobił, nie stawiając sprawdzenia go na pierwszym miejscu listy obowiązków. .
- Dwa i pół. Zgadza się – potwierdził suchym tonem, z morderczym trudem zachowując pozory uprzejmie zainteresowanego i spokojnego człowieka. Bo tym razem zrozumiał, że nie ma się co łudzić. Wyrwa nad którą stanął, mogła w każdej chwili rozszerzyć się gwałtownie, zmieniając w przepaść. Czuł, że wpadając w nią razem ze wszystkim czego się dopracował, nie umarłby od razu. Połamałby kości, lecz ciągle jeszcze by żył ze świadomością, że nie ma co liczyć na ratunek. Wtedy zresztą ratowany już by być nie chciał. Bo po co żyć jako dożywotni kaleka?
- To musiało być dość męczące – kontynuował, podnosząc oczy na znienawidzoną twarz. - Brawo. Jestem pełen podziwu dla skrupulatności - w wąskich, lisich oczach toczyła się najprawdziwsza śnieżna zamieć. Sypały się też lodowate iskry.
- Nie jesteś? A to dopiero ciekawe – wyprostował się sztywno i powoli wsunął zdjęcia z powrotem do koperty, lecz nie przesunął jej z powrotem w stronę blondyna. Wychylił się za to odrobinę w jego stronę. - Kim w takim razie jesteś, Panie Bezimienny Arogancie? – wbił w niego ostre spojrzenie. - Musisz mieć dobre plecy i całkiem niezłych informatorów. A może pracujesz sam? To właściwie nieistotne, ale skoro dokopujesz się do brudów tego rodzaju z podobnymi szczegółami, po co ci ktoś taki jak ja?
Nie wierzył temu człowiekowi. Nie wierzył, że po prostu sobie zniknie i pozwoli mu odetchnąć. To tak nie działało. Nigdy w ten sposób nie działało... Był w dupie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: The Full English   Nie Cze 14, 2015 11:02 am

Może i Bjarne był nieprzeciętny pod każdym względem, jednak nie posiadał nadprzyrodzonego super słuchu, który pozwoliłby mu dosłyszeć fragment rozmowy między Lee a kelnerką. Najpewniej, gdyby jednak posiadał jakieś zdolności, dzięki którym uzyskałby podobne informacje na jego twarz wdarłby się jeszcze bardziej zadowolony uśmiech niż kiedy dowiedział się o nowym morderstwie. Posądzić go można było nawet o pewien rodzaj sadyzmu, gdyż z największą przyjemnością oglądał toczącą się wewnątrz walkę mężczyzny między chęcią zamordowania go, a dowiedzeniem się czegoś więcej.
Nie. Zdecydowanie nie, Lee nie mógł się tego wyprzeć. Mimo rosnącej frustracji, rosła również ciekawość i adrenalina, która działała na niego niczym morfina dla umierającego na raka bądź innego człowieka, który w spazmach bólu odczuwa nagłą ulgę, kiedy otrzyma odpowiednią porcję leku. Z Adamą było podobnie, a przynajmniej tak go oceniał komisarz, mając cichą nadzieję, że się nie rozczaruje.
- Tylko ja w porównaniu do ciebie Lee, mam dowody na to, że jesteś odpowiednio posądzany – powiedział spokojnie nie siląc się na cień uprzejmości. Dojrzał zamieć w oczach mężczyzny, a on mimowolnie uśmiechnął się. Wzrokiem błądził po jasnej twarzy towarzysza przyglądając się stalowym oczom i niesfornym włosom. Miał ochotę nawet jednego dezertera dotknąć i poprawić, aby wrócił do grupy i tworzył idealnie ułożoną kompozycję chaosu, jednak domyślał się jakby to mogło się skończyć. Potrzebował palców, a połamane nie byłby zbyt użyteczne. Stłamsił w sobie chęć dotknięcia nauczyciela (i tym rozzłoszczenia go jeszcze bardziej) na rzecz wyższych celów.
- Nie było takie męczące, jak ci się może wydawać. Czasem się tylko nudziłem, ale poza tym często się spotykaliśmy, Lee. Zapewne mnie nie widziałeś i nawet nie pamiętasz. Postarałem się o to bardzo dobrze. W końcu musiałem dobrze cię poznać – odparł zadowolony. I taki naprawdę był. Odwalił kawał dobrej roboty przy tym miesięcznym śledzeniu pedagoga. Musiał przekopać się przez wiele niewyjaśnionych spraw, a także przez te które dawno były zamknięte i zakończone. Obserwacja mężczyzny wymagała od niego wiele poświecenia, zwłaszcza, że robił to jednocześnie będąc w dwóch miejscach na raz. A dokładnie mówiąc, prowadził sprawę przez telefon i z daleka przyglądał się Lee. Było ciężko, lecz ostateczny efekt wart był wszystkich zarwanych nocy. Jego mina rekompensowała mu wszystko.
- Dziękuję – potaknął i nawet nie próbował dopuścić do siebie myśli, że nie były to szczere gratulacje. Zresztą jego to nie obchodziło. Adama nie docenił go. Od samego początku traktował go jak zwykłego pionka, który dla pieniędzy zrobi wszystko. Największym błędem tego człowieka było nie sprawdzenie go od momentu, w którym się wytrzeźwiało. Może teraz nie byłby taki zdziwiony skąd ma tyle informacji i jakim sposobem je zdobył.
Bjarne uważnie mu się przyglądał, jednak robił to z niemałym zadowoleniem i ukrywaną fascynacją. Lee w obliczu zagrożenia zachowywał się nad wyraz profesjonalnie oraz spokojnie, co nie zawsze można było powiedzieć o innych osobach w trudnym położeniu. Teraz Langdalen miał pewność, że dobrze wybrał. A długo szukał dobrego kandydata.
- Nie wiesz kim jestem? Sądziłem, że pierwszą rzeczą jaką zrobisz zaraz po wytrzeźwieniu będzie wrzucenie mojego numeru telefonu w wujka Google – rzucił szczerze rozbawiony, a jego piegi w tym momencie dodawały mu tego denerwującego chłopięcego uroku. Oparł policzek na dłoni, lekko przekrzywiając głowę na bok i uważnie go obserwował szarymi oczami. Nie speszył się z naglą bliskością mężczyzny, nawet się nie spiął, ale także nie spieszył się z udzieleniem mu jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Lubię pracować sam. I na początku wyjaśniłem ci, dlaczego właśnie ciebie chce. Tak jak już wspomniałem posiadasz umiejętności, które mnie interesują. No i dodatkowo masz sporo znajomości, które ułatwią ci wykonywanie dla mnie zadań. Bez zaufania w półświatku nie dojdziesz daleko, a ty możesz iść gdzie tylko chcesz. Powiedz, że się mylę. – Wbił pewny wzrok w jego oczy, nie mając najmniejszej ochoty go nagle odwracać. Bjarne nagle zmniejszył dzielący ich dystans, samemu nachylając się nad stołem. Czuł gorący oddech mężczyzny na swoich policzkach, a obserwująca ich z boku kelnerka mogła stwierdzić, że jej hipoteza odnośnie ich bycia parą jest jak najbardziej słuszna.
- Jeśli będziesz cokolwiek mieć dla mnie, znasz mój numer. – Wytrzymał jego spojrzenie, jednak nie oparł się pokusie. Podniósł wolno palce ku jego twarzy i zaraz przesunął delikatnie opuszkami palców koło jego ucha, poprawiając mu niesfornego loczka. Odsunął się i wstał z krzesła.
- Miłego dnia, Lee. – Następnie zapłacił i ubrał na siebie swój czarny płaszcz. Wsunął dłonie do kieszeń, opuszczając restaurację jawnie w dobrym humorze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: The Full English   Pon Cze 15, 2015 9:29 pm

- ... – przełknął nieprzyzwoicie śmiały i zarazem chełpliwy dobór słów mężczyzny, który stanął mu w gardle nową gulą. Dopóki jakoś się go nie pozbędzie, zapewne będzie się to zdarzać częściej niżby sobie życzył. I raczej trzeba będzie to zrobić szybko, bo odnosił nieprzyjemne wrażenie, że trzeźwy czy też nie, długo w ryzach nie zdoła się utrzymać. Istniały granice ludzkiej wytrzymałości, których nie powinno się przekraczać. Lee sam często miał tendencje do balansowania na ich krawędziach. Taka robota, co poradzisz? Wiedział jednak jak rozgraniczać ludzi na tych, u których mógł sobie na to pozwolić, a u których wiązało się to ze zbyt wielkim i często niepotrzebnym ryzykiem. Rozumiał, że czasami trzeba nawet dla własnego dobra zostawić między sobą, a granicą, spory dystans. Przekraczać ją natomiast wolno tylko wtedy, gdy ma się absolutną pewność, że ofiara twoich działań nie jest w stanie niczego z tym zrobić. Przynajmniej kiedy mowa o kręgach, w których najwyraźniej obaj się obracali.
Był ciekaw, czy blondynek o sympatycznej buźce podpuszcza go dla zwykłej frajdy, czy może raczej głupio go nie docenia? Bez względu na to, jaka padłaby odpowiedź, było i tak o wiele za późno aby zawrócić. Z brudnymi buciorami, bez wcześniejszego zawiadomienia, już wlazł na należące do Adamy podwórko. Teraz nic, tylko czekać na pojawienie się wielkiego, bardzo złego rottweilera spuszczonego z łańcucha, który za punkt honoru obrał sobie nie wpuszczania obcych na posesję.
- Przyznaję, że to dość kłopotliwe – przytaknął i zamilkł na chwilę, jako iż na nowo wróciła ich koszmarnie zakłopotana kelnereczka. Wreszcie łaskawa była przynieść nauczycielowi jego wodę z cytryną. Ciekawe czy mu do niej napluła... Kobiety potrafiły być koszmarnie mściwie. W tej kwestii po stokroć przewyższały mężczyzn. Cóż. Nie znał jej, zatem nie mógł mieć pewności czy dziewczyna byłaby do tego zdolna, a zatem lepiej zbytnio o tym nie myśleć i po prostu zwilżyć usta przed ponownym podjęciem rozmowy..  
- Kto by pomyślał, że doczekam się osobistego prześladowcy.
Aż miał ochotę zapytać, czy po mieszkaniu też zdążył mu już poszperać, a w toalecie założył podsłuch i kamerkę, żeby dowiedzieć się ile zajmuje mu posiedzenie na kiblu, albo jaką ilością papieru konkretnej marki się podciera.
Tak, zawsze był to papier trójwarstwowy. I nie, nie kupował pedalskich, kolorowych srajtaśm. Rzędy zapachowych też omijał z daleka.
Zawsze uważał się za osobę spostrzegawczą, więc oczywiście dodatkowo dopiekło mu, że nigdy nie zorientował się o obecności tego mężczyzny gdzieś w pobliżu. Z drugiej strony sugerowało to, że naprawdę musiał być dobry. Podczas transportu niejednej przesyłki, bądź w drodze na spotkanie z tym czy innym klientem, zdarzało mu się być śledzonym. Ba! Bywały to nieraz całkiem niezłe nagonki. To właśnie ta część jego roboty dla półświatka, przynosząca najwięcej adrenaliny. Najwięcej zabawy. Najwięcej wyzwań i ryzyka, które w dalszym ciągu jeszcze mógł akceptować. Ponieważ intuicja prawie go w takich chwilach nie zawodziła, odbierał to wszystko jako osobistą porażkę. Lee nie był przyzwyczajony do porażek.
Tak. Powinien był go sprawdzić. Od razu. Ale teraz już nie było co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Zaraz po wytrzeźwieniu miałem ważniejsze rzeczy na głowie niż rozpamiętywanie każdej twarzy, która zdążyła przewinąć się poprzedniej nocy. Zdążyłem do tego czasu wziąć cię raczej za beznadziejne poczucie humoru mojej wyobraźni – odgryzł się. Jeszcze tego brakowało, żeby musiał znosić tego rodzaju wypominania podstawowych błędów. Nie przejął się tym, nie zainteresował jak powinien. Najlepszym się zdarzało!
Wkurzające. Wkurzające. Wkurzające.  
- Nadmierne wściubianie nosa bardzo łatwo zamyka wszystkie te drogi. A czasami także i oczy. Raz na zawsze. Ponadto ja także muszę czasami wyłożyć funty na to, by dostać się tam gdzie chce. Sądzisz, że jak łatwe-...? - urwał i nieco szerzej rozwarł oczy. A więc to tego typu facet, przeszło mu przez myśl, nie odwracając wzroku choćby na sekundę. Gdyby byli w innym miejscu i o innej porze, z czystą przyjemnością przystawiłby mu nóż do gardła, które tak chętnie nadstawiał. Samo zmniejszenie odległości do minimum nie zrobiłoby na nim specjalnego wrażenia, ale dotyk to coś kompletnie innego.
Na twarz belfra ponownie wkradł się niebezpieczny cień.
- Lód po którym stąpasz jest cieńszy, niż ci się wydaje – ostrzegł go chłodno na odchodnym, pozwalając sobie na zaciśnięcie palców dłoni w pięści dopiero, gdy tamten odwróci się do niego plecami.
Siedział na swoim miejscu jeszcze kilka minut, dopijając wodę i dla próby uspokojenia nerwów, zaczął odczytywać nadesłanego smsa. Baldric, hm? No tak, zanim tu przyszedł, ustawiali się na picie i... Właśnie gdy doszedł do ostatniego pytania zawartego w smsie, zakrztusił się resztką dopijanej wody.
"Wyrwałeś kogoś czy ktoś próbował wyrwać Ciebie?"
Jak cholera, wyrwał... Szantażystę, kurwa jego mać.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The Full English   

Powrót do góry Go down
 
The Full English
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Restauracje-
Skocz do: